Wilki Ireny Sendlerowej

Niedawno skazano myśliwych i pracownika LP uczestniczących w skłusowaniu, a następnie oskórowaniu wilczycy w Żernicach dokonanej rok temu:

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

Sprawa od początku była głośna. Nie muszę mówić, że wtedy zapewne niektórzy myśliwi się cieszyli, że zabito przesadnie chronionego szkodnika łowieckiego. A niech tylko który się wyłamie i nie podziela tej radości – to biada mu, zostanie osądzony przez sąd koleżeński. Dokładnie to widać na załączonych zdjęciach. Uznałem, że taki kwiatek zasługuje na osobny wątek.

Myśliwych i leśnika z Żernic przyłapał na gorącym uczynku, a następnie zgłosił Bogumił Czeremys, myśliwy z KŁ „Ryś”, następnie zawieszony w prawach członka, rzekomo za nielegalne polowanie. On sam zarzekał, że nie uczestniczył w takowym, a nawet rzecznik PZŁ przekonywała, że został zawieszony z innych powodów i raczej nie jest to zemsta za „donos”.

Przeciwnego zdania byli myśliwi z forum Dziennika Łowieckiego, którzy skrytykowali rzecznik PZŁu za wybielanie pana Czeremysa. Dlaczego? Bo był kapusiem (czyli dbanie o wizerunek, usuwanie czarnych owiec i troska o przyrodę się nie podoba?) i w dodatku hipokrytą, który sam łamie prawo, a innych wrabia. Nie ma dowodów na jego złe uczynki, ale oni wiedzą, że był na tym nielegalnym polowaniu. Myśliwska intuicja!

http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=121591&t=121453

Najbardziej zapienił się użytkownik o nicku „jooopsa” wyzywający myśliwego-świadka od wrednego kapusia, który szkodzi własnemu kołu i twierdzący, że on ręki mu nie poda. Ale co jest najlepsze?

Otóż zabicie wilka to nie jest szkodliwy społecznie czyn. A jego ochrona to zamordystyczne destrukcyjne społeczne lewo. Myśliwi-kłusownicy zostali porównani do… Ireny Sendlerowej, która także złamała przepisy dla lepszej sprawy.

Nie, nie żartuję. Irena Sendlerowa, ratująca podczas II wojny światowej żydowskie dzieci, gdzie w okupowanej Polsce za pomoc Żydowi groziła kara śmierci = legalni myśliwi, de facto pospolici przestępcy zabijający, zapewne dla własnych potrzeb, chronione zwierzę w jego własnym domu jakim jest las. Za co wtedy nie zostali zawieszeni w prawach członków. A prawo w przypadkach zabicia chronionego gatunku jest słabe, bo jeśli nie będzie szkody dla ekosystemu, to jest kwalifikowane jako niska szkodliwość społeczna czynu.

wilkisendler

Nie wiecie, jakie wulgaryzmy cisną mi się na to niesmaczne porównanie. I jeszcze ciśnienie podnosi tekst, że społeczeństwo tylko zyskało na zabiciu wilka, bo wredna władza zafundowała plagę wilków, a dzielni kłusownicy uratowali mienie kół łowieckich i hodowców. I chełpi się, że nikt nie znalazł kontrargumentów na jego tezę. Więc to uczynię.

1. Straty w mieniu hodowcy = Odszkodowania wypłacane za wilcze szkody nie przekraczają miliona złotych (dla porównania 57 mln wypłaca się za szkody łowieckie). A także od wielu lat tzw. ekologiści pomagają hodowcom zabezpieczać mienie m.in. pastuchami elektrycznymi, fladrami. Są też psy pasterskie. W dodatku jest furtka odstrzału, gdy inne metody nie działają.

2. Straty w mieniu myśliwych = Twoje jelenie? Z tego co mi wiadomo to zwierzyna należy do Skarbu Państwa, de facto należy do nas wszystkich. I jakie straty? Nie będziesz miał na ścianie trofeum? Albo umrzesz z głodu? Skoro stać cię na urządzenia myśliwskie, to śmiem wątpić, że robisz to dla przetrwania. Poza tym zyski z myśliwstwa ma ok. 0,3 % polskiego społeczeństwa.

3. Długotrwałe tortury zadawane zwierzynie = Ile masz lat? Cztery? Nie wiesz jak działa natura?

4. Plaga wilków = Ten nędzny tysiąc w Polsce? Ledwie 400 wilków w nieco większej Finlandii – to ma być plaga?! Te dopiero co odrodzone populacje wilka wytępione w wyniku bezlitosnych prześladowań przez takich jak ty? A naruszająca ekosystem przegęszczona przez bezmyślne działania myśliwych zwierzyna gruba powodująca straty np. u rolników to już nie plaga?

5. Zaszczuci myśliwi przez wredne lewo = To już bezczelność. Grupa społeczna ciesząca się przywilejami, mająca dobre kontakty z rządami i układająca prawo pod siebie kosztem reszty obywateli jest „moralnie szantażowana” przez mityczne lobby ekologistów i narażana na bankructwa kół łowieckich, jak nie z powodu odszkodowań dla rolników, to wrednych wilczysk.

Brawo jooopsa! Teraz wiem, że jesteś wycierającym gębę wzniosłymi hasłami, nie szanującym prawa, rozpieszczonym roszczeniowcem, który burzy się, że nie może prześladować wilka, a państwo nie chce dać odszkodowania za straty w kole łowieckim (z pieniędzy podatników, bo budżet państwa nie bierze się z magicznego worka). I ubliżającym porządnym ludziom, którym zależy na przyrodzie i pozytywnym obrazie łowiectwa.

Aha, a oto jakie straty ponosi społeczeństwo w wyniku kłusownictwa wilków.

1. Straty w gospodarce leśnej = Lasy Państwowe na przeciwdziałanie szkód od zwierzyny leśnej przeznaczają ok. 150 mln zł. M.in. dlatego część Lasów Państwowych ma stosunek do wilka pozytywny, bo ten jest ich takim wolontariuszem i pomaga im w tej „racjonalnej gospodarce leśnej” i pozbywa się „szkodników leśnych”. Kierując się chłopską logiką – LP ma darmowego pracownika (wilka), dzięki niemu jeleniowatych jest mniej, a co za tym idzie szkółki są bezpieczniejsze, tartaki więcej zarabiają, a Polacy mają meble i podpałkę do pieca, a leśnicy mogą przeznaczać kasę na inne rzeczy :).

2. Straty w rolnictwie = wilk jest sprzymierzeńcem rolników. Na pewno większym niż myśliwym, bo nie dokarmia „szkodników rolnych” i bez mrugnięcia zabija je, nie marudząc przy tym. Zresztą nie tylko redukuje ilości zwierzyny grubej. I jak ktoś powie, że wilk przepłasza zwierzęta kopytne na pola rolników to można go wyśmiać i kazać doedukować, ponieważ te stosują inne taktyki unikania naturalnych wrogów – krótsze żerowanie przerywane zwiększoną czujnością, większa ruchliwość w obrębie areałów, czy wybieranie miejsc, w których obecna jest mniejsza liczba przeszkód mogący utrudnić ucieczkę, np. pni powalonych drzew i wykrotów. Z kolei dziki są mało wrażliwe na świeże ślady zapachowe (np. odchody) pozostawiane przez wilki w ich areałach i w przeciwieństwie do jeleni nie reagują zwiększoną czujnością ani ucieczką. Oprócz zwierzyny grubej, wilki z chęcią pałaszują chronione bobry i wydry, na które też pomstują rolnicy i Skarb Państwa oszczędza na odszkodowaniach i opłacaniu ludzkich reduktorów.

3. Straty w Skarbie Państwa, tj. pieniądzach podatników = W kwestii bobrami patrz punkt 2. Co do zwierząt kopytnych, to jeśli szkoda powstała poza obszarem zarządzanym przez koło łowieckie – wówczas taką szacuje zarząd województwa i odszkodowanie idzie z budżetu państwa. I niekiedy rząd jest zmuszony płacić za zwierzynę łowną. W 2014 r. rząd przyznał Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa 6,1 miliona zł na pokrycie dziczych szkód. W tym samym roku  województwo podlaskim przeznaczył 12 tys. zł na odstrzał dzików. W kwietniu 2016 r. zarządzenie Ministra Rolnictwa nakazuje myśliwym redukcję 40 tys. dzików we wschodniej Polsce. Cytując dr Sabinę Pierużek-Nowak „Na wynagrodzenia dla myśliwych przeznaczono 12,6 mln złotych, czyli za zabicie każdego dzika myśliwy otrzyma 315 zł. Tymczasem wilki wykonują tę pracę bezpłatnie. Gdyby przyjąć do porównania stawki oferowane myśliwym, okazałoby się, że praca wilków warta jest od 8,2 do 16,4 mln zł.” 

4. Straty w ekosystemie = Ciągle mówi negatywnym wpływie jeleniowatych na odnowienia lasu. Sarny są konkurentem pokarmowym zagrożonych u nas wielkich kuraków, a dziki mają udział w ich zniszczonych lęgach. Wilk zjadając jeleniowate i dziki temu wszystkiemu zapobiega. Dla przykładu reintrodukcja wilków w Parku Yellowstone sprawiła, że tamtejszy ekosystem odetchnął z ulgą od nadmiernych ilości wapiti i kojotów.

Z kolei co chwila krzyczy się o nadmiernie rozmnożonych lisach czy „wałęsających hordach bezpańskich kundli-kłusowników” i wynikających z tego problemach dla bioróżnorodności. Gdzie pojawia się wilk, problem bezpańskich psów automatycznie się rozwiązuje, bo wilk nienawidzi psów i je zagryza lub pożera. Z lisami i jenotami jest podobnie. W Wigierskim Parku Narodowym wilki przetrzebiły lisy i zmniejszyła się liczba tych drugich. I wszystko robi to za darmo.

W Żernicy zabito wilczycę młodą wilczycę, która mogła wydać w swoim życiu na świat wiele szczeniąt, część tych szczeniąt dorosłoby i potem miała swoje… A te wilki wspomagać ekosystem, zupełnie za darmo.

4. Dalsza erozja wizerunku myśliwych w kwestii psowatych = O bezpańskich psach już mówiłem wyżej. W dodatku obecne prawo ogranicza myśliwych i nie mogą już ot tak zabić do psa. Wilk może. Z lisami myśliwi mają więcej luzu, ale wystarczy większy pokot lisów i jest w afera w mediach, a tłumaczeń myśliwych większość ludzi nie kupuje (ratuję przed lisem zające, na które sam mam ochotę!). A wilk jak zabije. I nikt go nie będzie oskarżał, jakim jest psycholem i zwyrodnialcem, bo „taka jest natura”. Więc wyręcza myśliwych w tych drażliwych kwestiach i chce się napisać: „tam, gdzie PZŁ nie może, tam wilka pośle”.

5. Zachęta do łamania dla prawa, „bo tak” = taki gówniarski „libertarianizm / anarchizm” wspiera typowe myślenie: „A w nosie mam te głupie zakazy! Nie będzie mnie jakiś komuch zabierał mi wolności!”.

Kij z edukowaniem, uświadamianiem, restrykcjami, wysiłkiem różnych instytucji, by koegzystować z przyrodą. Taki typ ludzi musi udowodnić swoje rację! W ogóle ta cała ochrona przyrody to wymysł jakiegoś lewactwa! Jak można ograniczać wolność! To jego sprawa, że zabija trutką lisy, którymi pożywi się zagrożony wyginięciem drapol! Ma prawo do koszenia i pryskania łąki jak chce. A, że ginie zagrożony wyginięciem kulik jakiś tam?! Mam prawo zabić jaszczembia! Ten drań zabija mi gołębie, a wy ograniczacie mojo samoobronę!!! Mam zabezpieczać klatkę?! Nie mów mi komuchu co mam robić!!!

I będzie taki przekazywać, że przepisy ochrony przyrody są po to, by niewiadomo jakie lobby niszczyło biednych ludzi. Bo jak się idzie do lasu, to powinno móc wysypać śmieci do lasu. Nieogrodzone, to pewno niczyje. A nawet jak ogrodzone, to i tak warto przeleźć przez ogrodzenie!

A takie zachowanie (nie tylko w kwestii przyrody) też nie jest dobre, bo tylko zachęca prawodawcę, by prawo zaostrzać i cierpią na także ci obywatele, co tego prawa przestrzegają. A z czyjej winy? No właśnie

Nie twierdzę, że prawodawstwo jest idealne, szczególnie w tym kraju można wiele złego powiedzieć. Jednak czy do takich jakichś okrutnych/zamordystycznych przepisów należy ochrona przyrody? Której przepisy nie są jakieś strasznie restrykcyjne. I wątpię, by ochrona wilka, który nie zagraża człowiekowi, a świadczy naszemu kraju istotne korzyści, była jakimś złem, przez które cierpią niewinni obywatele. Może dla garstki osób, które i tak mają za dużo swobody i niech nie kreują się na jakichś „myśliwych wyklętych” :P.

6. Zniszczony wizerunek myśliwych = tak czarnych chmur na PZŁ i polskim łowiectwem od dawna nie było, a takie sprawy jak ta z Żernicy, tylko tym chmurom pomagają. Do świadomości przeciętnego człowieka dociera obraz wtedy myśliwego jako kłusownika, który gdzieś ma prawo i te bajanie o etyce, ochronie przyrody i zastępowaniu drapieżników przegrywają z prymitywną żądzą dopełnienia celu w imię chorych zachcianek. A jak ten przęcietny człowiek jest uprzedzony do łowiectwa i średnio się zgadza z jego argumentami to tylko bardziej utwierdzi się w swych podejrzeniach.

Cierpią na tym także ci uczciwi i etyczni, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, myśliwi, którym nic nie można zarzucić. I muszą świecić oczami za swych zwyrodniałych „kolegów po lufie”. Są jeszcze myśliwi, którym nie podoba ochrona ścisła wilków i woleliby jako łowne, ale nie będą po kryjomu ich zabijać, bo szanują prawo, a ich kręgosłup moralny nie pozwala na jakiekolwiek kłusownictwo. Także oni będą musieli świecić oczami, a jeszcze jak powie, że chciałby na wilka zapolować, to ktoś pomyśli „O! Marzy się mu zabijać wilki! Ciekawe ile wymordował na nielegalu!”.

W dodatku oskórowanie wilczycy z Żernicy mocno nadwątliła wizerunek PZŁ, który nawet nie raczył zawiesić sprawców w prawach członka, ale myśliwego, dzięki któremu sprawa wyszła na światło dzienne, zawiesił (obecnie po odwołaniu – przywrócony). I wcale nie pomagały pokrętne tłumaczenia, że chodziło zupełnie o inną sprawę, a nie zemstę, zmowę milczenia. Do ludzi dotarł zupełnie inny przekaz – Jesteś etycznym przestrzegającym myśliwym, któremu zależy na usuwaniu czarnych owiec? PZŁ za to cię ukarze, a zostawi czarne owce pozwoli im dalej na bezkarność. W dodatku ten przekaz jest wzmocniony przez oświadczenia owego myśliwego, że wcale nie uczestniczył w jakimś nielegalnym polowaniu oraz podobne tego typu sprawy opisane chociażby w felietonach Dziennika Łowieckiego.

Sprawa z Żernicy dała dowód, że polscy myśliwi jednak dokonują kłusownictwa na wilkach i podobne przypadki to na 99% to ich sprawka, a nie jakichś kłusowników i gości z wiatrówkami. A wypowiedzi myśliwych o tępieniu wilków, bo „coś tam”, pokazują, że oni wcale nie rzucają słów na wiatr. Potężna utrata dobrego wizerunku.

Co do tego ostatniego, dla niektórych warto poświęcić dla dobra „lepszej” sprawy i walki z „okupantem”, bo:

Nieważne prawo, nieważne poczucie sprawiedliwości i zwykłej przyzwoitości – liczy się tylko »wizerunek«. Jak »wizerunek« tego wymaga, to winy zamiata się pod dywan… Świetna propozycja… dla donosicieli!

wilkisendler2

Masz gdzieś wizerunek? Dobra. Ciekawe, jak będziesz płakać, gdy spełni się czarny scenariusz dla myślistwa przy aprobacie społeczeństwa, gdy z powodu utraty wizerunku nikt nie będzie chronić waszego hobby. I to właśnie przez takich jak ty, a nie „ekologistów”.

 

Myśliwi strzelają, a wilki giną.

Zgłosiła się do nas jedna z czytelniczek, z kolejną smutną informacją, oraz zdjęciami.

Witam, czy można wysłać Wam zdjęcia zastrzelonego wilka? Zdjęcia wykonane na Przełęczy Radoszyckiej, na granicy Polski i Słowacji; przypadkowo w trakcie spaceru natrafiłam na zwłoki wilka, niestety trzeba było uciekać, ponieważ w pewnym momencie usłyszałam głosy idących w jego stronę dwóch mężczyzn. Z tego co wiem Słowacja wprowadziła możliwość odstrzału wilka, ale minimalny dystans od granicy wynosi 25 km. Czyli ten wilk padł ofiarą kłusowników… Możliwe, że to był nasz polski wilk…

Należy się podziękowanie, gdyż tylko dzięki publikacjom mają szansę ujrzeć światło dzienne tego rodzaju zwierzęce dramaty.

22324242

Przy granicy polsko-słowackiej, leży cicho truchło młodego drapieżnika. Nie zapoluje już więcej… Widoczna rana postrzałowa dopowiada historię jaka go spotkała. Może został „pomylony z dzikiem”, a najpewniej został z premedytacją zabity, jako „szkodnik przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Niestety, ale takie właśnie podejście prezentuje większość myśliwych. Kiedy PZŁ swego czasu na swoim profilu próbowało robić nagonkę na wilka, pojawiały się i głosy o natychmiastowej potrzebie „regulacji” tego drapieżnika do 200 sztuk… Tak że… Zaglądając natomiast na fora łowieckie, ze zdumieniem przeczytać możemy jak ludzie, którzy ślubowali przestrzegać prawa łowieckiego i bronić przyrody, dyskutują sobie o możliwych sposobach cichego pozbywania się wilków i kłusowniczym odstrzale, a następnie pozorowaniu wypadków komunikacyjnych, jako przyczyny śmierci zwierzęcia.

19022652_10207011765571921_1897190629_o
Seria zdjęć zastrzelonego wilka, wykonane przez naszą czytelniczkę.

Od 2015 roku między Polską a Słowacją obowiązuje 25 kilometrowa strefa buforowa będąca wyłączona z polowań na wilki (w Słowacji wilk jest gatunkiem łownym). W omawianym przypadku zwierzę zostało zabite tuż przy granicy, jak informuje nas czytelniczka.  Jak widać powołanie tej strefy nie wiele dało…

19046853_10207011767091959_975545027_n
Typowy strzał „na komorę” czyli w serce. Ktoś tu jednak trochę chybił. Po prostu egzekucja. Choć znając myśliwych, pewnie napiszą coś o pasożytach i larwach gzów, które wywierciły od środka ten otwór… Albo o wnykach. Podobne historie słyszeliśmy już w przypadku strzelonych łosi.

Wilki, łatwego życia nie mają. Do pełni szczęścia potrzebują rozległych kompleksów leśnych, dzikich terenów, najlepiej mało penetrowanych przez człowieka. O takie miejsca w dzisiejszym świecie jednak coraz trudniej. Przez prawie 114 tysięcy myśliwych, niecałe 1200 wilków uważane jest za „szkodniki”. Strony kół łowieckich i niektórych nadleśnictw celowo biorą udział w antywilczej histerii zamieszczając na swoich profilach „straszne” zdjęcia ogryzionych kości wilczych ofiar… Z jednej strony ciągle słyszymy, że tych i tamtych zwierząt jest za dużo (jak to możliwe, aby za dużo było jednocześnie drapieżników i ofiar?), a niektórzy myśliwi otwarcie twierdzą, że ich rolą jest zastępowanie wilków. No dobrze… Tylko kiedy przypadkiem natkną się pozostałości po biesiadzie drapieżników, nie gorzej niż przedszkolne dzieci dotknięte „syndromem Bambi”, rozdzierają szaty nad resztkami „biednych małych jelonków”, och jakąż to straszną śmiercią musiały zginąć. No tak, lepiej żeby podrosły i żwawo uciekały postrzelone, gnane zgrają psów myśliwskich na polowaniu zbiorowym. Wtedy to w zgodzie z etyką, zasadami i regulaminem… Ostatnio myśliwi odkryli ze zdumieniem fakt, iż wilki upolowały dużego dzika. Oczywiście szok, niedowierzanie, wręcz panika… Naprawdę można martwić się o los polskiej przyrody, czytając takie reakcje.

19022678_10207011765171911_462463641_o

W 2016 roku media obiegła głośna sprawa skłusowania wilczycy w Bieszczadach, czego dokonało dwóch myśliwych należących do PZŁ przy współudziale podleśniczego. Niedawno zostali skazani nieprawomocnym wyrokiem w zawieszeniu. Dlaczego warto przypominać o tym przypadku? Tym razem kłusujący myśliwi nie mieli szczęścia. Na gorącym uczynku przyłapał ich inny myśliwy, który zgłosił sprawę policji i organom związku. I jak zareagował PZŁ? Nie, nie było medalu łowieckiej zasługi… sprawę próbowano bagatelizować, a nieprzyjemne konsekwencje spotkały myśliwego, który o sprawie doniósł. Został wykluczony z koła macierzystego, tracą szacunek i „przyjaźń” kolegów… To wydarzenie mówi bardzo wiele o myśliwskich nastrojach wobec wilków i tym jak sami traktują przypadki takiego kłusownictwa w swoim gronie.

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

19021709_10207011765051908_1948882091_n

Człowiek w wilczej skórze.

Wilk „przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej” jest wrogiem numer 1 dla większości myśliwych. Traktowany i postrzegany na równi z wałęsającymi się psami. Ale dlaczego? Przecież myśliwi twierdzą, że wilki zastępują, powinni więc cieszyć się że ktoś wyręcza ich w ponurej robocie. Nic z tych rzeczy, gdyż dla myśliwego sensem życia jest polowanie. A polowania jest mniej, gdy w „łowisku” grasuje wilk. Nie przestrzega on okresów łownych, ani ochronnych, „morduje” młode zwierzęta, płoszy (zwierzęta stają ostrożniejsze, przez co polowania też są trudniejsze), no same szkody! Przekłada się to także na straty finansowe koła (trofea, skóra, dziczyzna). No, szału można dostać, tyle pracy w łowisku dla dobra zwierzyny, dokarmianie, lizawki, wodopoje, nęciska, a tu bure nie robio nic i polujo cały rok na wszystko! To nasze jelenie, dziki i daniele, racjonalnie hodowane dla celów łowiectwa!  Myśliwi w żaden sposób nie są w stanie pojąć roli wilka w ekosystemie, który to drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Tym samym budzi wstręt… może dlatego, że myśliwi patrząc na wilka zdają sobie sprawę ze swej ułomności i niedoskonałości.
Nie bardzo można też straszyć lud nadmiernym rozmnożeniem wilka, jak robią to myśliwi w przypadku lisów i jest to wtedy jakoś zasadne. Ponieważ wilki potrafią doskonale same kontrolować swoją liczebność – w watasze rozmnaża się tylko para alfa i to nie zawsze, w zależności, od dostępności pokarmu i siedliska. Nie trzeba więc w żaden sposób kontrolować ich liczebności. Obecność wilka w „łowisku” (tfu, no przesiąkłem widać tym łowieckim bełkotem), ma jeszcze taki plus, że polują one na lisy, jenoty oraz bobry – czyli także „szkodniki”. No i zagryzają równie znienawidzone przez myśliwych „hordy bezpańskich kundli”. Pamiętać musimy, że wilk potrzebuje dziennie około 5 kg mięsa, a więc poluje cały czas mając w wilczym nosie przepisy, regulacje ochronne, zachowanie stada podstawowego… Jest więc o niebo bardziej cennym sprzymierzeńcem w ratowaniu pól rolników i szkółek leśnych oraz nas wszystkich przed zwierzęcą i głodową apokalipsą. Myśliwy, cóż… Musi mieć na co polować, dziczyzny zje pół kg od święta, ale „racjonalna gospodarka” z utrzymywaniem podstawowych stad danieli, jeleni, dzików i saren oparta o jakąś prowizoryczną inwentaryzację być musi.

19024596_10207011767171961_524020466_o

Jak widać można ustanawiać moratoria, obejmować gatunki ochroną, a zabawa w polowanie trwa w najlepsze… Sądząc po ilości „wypadków i przypadków”, które są nam zgłaszane. A to tylko kropla tego co jesteśmy w stanie wykryć, zaś wpisy i wypowiadane poglądy myśliwych tylko potwierdzają to co zawieramy w naszych artykułach.

Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora.

Są i nieliczni myśliwi, rozumiejący rolę wilka w środowisku, działający na rzecz jego ochrony, czy cieszący się z jego obecności w łowisku. Tacy zamiast postrzelać i psioczyć na bure drapieżniki, rzeczywiście czując naturę wolą spędzić noc na ambonie bez jednego strzału, słuchając koncertu zwołującej się watahy. Doświadczyć echa grozy pędzonych jeleni. Ale to nieliczni. Jednym z takich prawych i etycznych myśliwych był nieżyjący już Karol Soliński, który o wilkach pisał tak na łamach „Dzikiego Życia”:

„Uważam, że nie mogę pozostać bierny w sprawie wilków i nie tylko wilków. Upływa 20 lat od chwili, kiedy jako członek Polskiego Związku Łowieckiego zwróciłem się do Zarządu Głównego PZŁ w Warszawie, będąc czynnym myśliwym, w sprawach, które dzisiaj wreszcie przybrały odpowiednie formy działania zmierzające do ochrony tego, czym obdarzyła nas natura, a co tak bezmyślnie niszczymy. Dla ludzi trzeźwo obserwujących to, co dzieje się z naszą przyrodą – darem natury, szczególnie ze zwierzyną żyjącą w stanie wolnym, tak zwaną »dziką«, jest zastraszające. A czynią to w większości ludzie za ten stan odpowiadający – myśliwi i leśnicy.

Powrócę jednak do zasadniczej sprawy, to znaczy wilka i do przywołanego na początku listu sprzed 20 lat. Stan wilków w naszym regionie od czasów omawianych w moim liście na pewno nie wzrósł do stanu jakoby zastraszającego, zagrażającego człowiekowi i jego gospodarce. To bzdura.

Stan ten wzrósł w fałszywych ludzkich papierzyskach i dokumentach inwentaryzacyjnych sporządzanych w biurach, a nie uczciwie w łowiskach. Myśliwi i leśnicy (?), którym tak bardzo zależy na tępieniu wilków, nie przebierają w środkach dla uzasadnienia swojego stosunku do wilków.

Szanowni koledzy myśliwi i leśnicy uzasadniając potrzebę tępienia wilków posługują się twierdzeniem, że wilki wyrządzają szkody także w gospodarce łowieckiej, co ma potwierdzać fakt spotykania w łowiskach szczątków zwierzyny łownej nie skonsumowanej do końca przez wilki. Zapytam: czy na pewno tylko przez wilki? Szanowni koledzy decydenci o »być albo nie być« dla wilka, jeżeli nawet wilk zabije zwierzynę łowną i do końca jej nie skonsumuje, pozostawiając niezbity dowód swej przestępczej działalności w łowisku to czyż nie nasuwa się pytanie co się dzieje panowie myśliwi z waszymi postrzałkami? Co dzieje się z ofiarami kłusownictwa? A kto zabija tam, gdzie wilki nie występują? Skąd biorą się padłe sztuki zwierzyny łownej w polach, w uprawach rolnych, właśnie tam gdzie niestety nie ma wilków?

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na inny jeszcze fakt potwierdzający niekonsekwencję decydentów o »być albo nie być dla wilka«. Panowie leśnicy narzekają na nadmiemy stan zwierzyny płowej, głównie jeleni w lasach na południu województwa krośnieńskiego, powodujący poważne szkody w uprawach leśnych. Na tych samych obszarach, według opinii panów leśników, występuje nadmierny stan wilków. A więc o co panowie w końcu chodzi? Czego jest w tych krośnieńskich łowiskach za dużo?”

10517506_914185541934934_46078767897005080_n (1)
”Szkodnik”, tylko który bardziej?

A więc mamy kolejnego już myśliwego, który nie tylko potwierdza to co wilkach piszemy my, ale także poglądy swoich kolegów. Karol Soliński zmarł niedawno w wieku 93 lat. Warto jednak przypomnieć sylwetkę, poglądy i działania tego myśliwego, który powinien być wzorem dla wszystkich dzisiejszych hejterów wilczych spod loga PZŁ.

W innym liście Pan Karol pisze o swoich działaniach na rzecz ochrony wilków:

„Jestem członkiem PZŁ, czynnym myśliwym od roku 1957, natomiast mój staż myśliwski datuje się od najmłodszych lat okresu międzywojennego. Ojciec mój był myśliwym i strażnikiem łowieckim w okresie przedwojennym i od tamtego czasu z łowiectwem jestem związany i jak długo pozwoli mi zdrowie z czynnym łowiectwem nie zamierzam się rozstać. […]

Wniosek mój dotyczy: 1 – objęcia ochroną i rozszerzenia okresu ochronnego dla wilka na województwa przemyskie, krośnieńskie i nowosądeckie; 2 – zmiany dotychczas obowiązującego okresu polowań na dzika (!!! ~ Postulaty NPRM!)

(…)

[…] Praktycznie moim zdaniem dzik został pozbawiony okresu ochrony. Czy obecny termin polowań gwarantuje nietykalność maciorze w okresie prawnie zastrzeżonym, kiedy prowadzi potomstwo? Na pewno tak, ale w innej sytuacji dopuszcza do niezamierzonego nawet barbarzyństwa. Jak można inaczej nazwać fakt odstrzału lochy ciężarnej tuż przed okresem wyprosienia? Polując w kole łowieckim „Jarząbek” w Ustrzykach Dolnych, w dniu 10 lutego (obecnie na lochy można.polować do 15 stycznia, na pozostałe do końca lutego – red.) między innymi zostały odstrzelone dwie loszki. Ja dokonywałem operacji ich patroszenia. Obie loszki posiadały w pełni rozwinięty płód w ilości po 7 sztuk każda. […] Polując w kole »Ponowa« w Krośnie, w rejonie dukielszczyzny […] zamiast dużego odyńca padła duża locha, strzelona przez starszego już wiekiem kolegę. Znowu ja, ze swoimi umiejętnościami etatowego »patrocha« i znowu tym razem okropny widok: 11 sztuk małych: […] Niepokoi mnie również sprawa odpłatności przez koła za szkody wyrządzane przez zwierzynę łowną […] W tej sytuacji koła słabe finansowo, doprowadzą do całkowitej likwidacji dzika w obwodach przez siebie dzierżawionych […] Tematu nie wyczerpałem, bo chyba obrazi się na mnie lis, on też jest biedny.”

~ Fragmenty pisma Karola Solińskiego do Zarządu Głównego PZŁ z kwietnia 1978r.

Źródło:
http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Temat pozostaje niewyczerpany. Myśliwi i kłusownicy strzelają, a wspaniałe drapieżniki giną, mimo ochrony. Kto by się tym przejmował… Przecież mamy myśliwych, którzy go „zastąpią lepiej”. Nieliczni, postępujący w zgodzie z prawem i moralnością, świadomi przyrodniczo są przez „wiedzących lepiej” specjalistów od szkodników, gnojeni, ignorowani, a nawet prześladowani. Ale to już nie nasze zmartwienia, choć wolelibyśmy, aby osoby postępujące w zgodzie z prawem, potrafiący spojrzeć na środowisko szerzej niż przez pryzmat doraźnej korzyści z polowania, były kiedykolwiek przez PZŁ postrzegane inaczej. Pewnie jeszcze jednak długo zostaną, „wrogami, oszołomami i zdrajcami”. No cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że natura jakoś to wszystko przetrzyma, a z czasem do głosu dojdzie rozsądek, nauka i argumenty, w opozycji do emocji łowieckich i „racjonalnych” gospodarek.

18199379_1446480095427304_2783700988948239598_n
Lasy Państwowe, nie bardziej niż myśliwi zdają się być oderwane od rzeczywistości i dotknięte piętnem bambizmu. Wespół z myśliwymi ścigają się w nakręcaniu antywliczej histerii. I biorąc pod uwagę tego typu poglądy, trudno się potem dziwić przypadkom kłusownictwa na wilku.

 

p33zł
A tu już post na osi czasu PZŁ. Akurat ich poglądom trudno się dziwić, kiedy deklarują przy każdej okazji obronę interesów łowiectwa za wszelką cenę, a interes PZŁ ma być czymś nadrzędnym. Wszystko, tylko nie przyroda. No chyba, że można mieć jakieś korzyści. A te dla gospodarki łowieckiej po uczynieniu wilka łownym były by szerokie.

Więcej o myśliwskiej hipokryzji i nienawiści wobec wilków dowiesz się tutaj:

”Nie dla wilka kiełbasa” – Myśliwi oburzają się, że wilki zjadają ”ich” dziki.

=====================
=====================

Źródła:

Listy Karola Solińskiego, miesięcznik ”Dzikie Życie”
 http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Wilki.pl 

Myśliwi skazani – Sprawa skłusowanego wilka w Bieszczadach.

====================
====================

 

 

 

„Bo pomyliłem z dzikiem”

„Janusz, tam coś się rusza! Strzelaj prędko, bo ucieknie!” – rzekł Marian, przecierając zaparowane szkła grubych okularów. Czy tak właśnie wyglądają niektóre ”polowania”?

pomylilzdzikiem

Zastanawiasz się jak można, będąc wieloletnim myśliwym pomylić z dzikiem kolegę, żonę, konia, łosia, żubra? Ale właśnie takie wyjaśnienie, w tego typu sprawach podają najczęściej myśliwi. Bo z drugiej strony, co mieliby powiedzieć?

„Było ciemno, coś tam się ruszało, no to strzeliłem”. Bo chyba tak to wygląda w praktyce, biorąc pod uwagę rozpiętość gatunkową dotyczącą owych pomyłek.

Jak najbardziej więc można, będąc myśliwym należącym do PZŁ, a nie jakimś tam anonimowym kłusownikiem.

Po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy „Pomylił z dzikiem”, na szybko znajdujemy wiele smutnych historii.

  1. Myślał, że to dzik i strzelił do kolegi
    „Do zdarzenia doszło w czwartek nad ranem. Jak informują policjanci, myśliwi z tczewskiego koła łowieckiego umówili się na polowanie. – Kiedy 44-latek przechodził koło leśnej ambony, gdzie mieli się spotkać, jego kolega pomylił go z dzikiem i strzelił (…) Mężczyzna, który oddał strzał był trzeźwy.”

    http://radiogdansk.pl/wiadomosci/item/50195-wypadek-w-gminie-pelplin-myslal-ze-to-dzik-i-strzelil-go-kolegi

  2. „Około godziny 17.00 dwóch członków koła łowieckiego w Toruniu przyjechało do Sumina zapolować na dziki, które w ciągu dnia widziane były na polu kukurydzy przez wykonujących pracę polowe robotników. Około godziny 20.00 jeden z myśliwych oddał strzał ze sztucera z odległości około 30 metrów w kierunku pola kukurydzy. Był przekonany, że strzela do dzika. Celem okazała się 54-letnia Anna K., która wraz z mężem zbierała kolby kukurydzy na nienależącym do niej polu. Kobieta poniosła śmierć na miejscu.”
    http://www.pomorska.pl/wiadomosci/lipno/art/7186198,pomylil-kobiete-z-dzikiem-nowe-watki-w-sprawie-tragedii-na-polowaniu,id,t.html
  3. Pomylił żonę z dzikiem.

    ”- Było ciemno, a zarysy postaci były ledwo widoczne. Podejrzany oddał strzał do nierozpoznanego celu. Nie powinien był tego zrobić, bo regulamin polowań tego zabrania. W efekcie zamiast dzika zastrzelił swoją żonę – dodaje pani prokurator. Znajomi z Koła Łowieckiego „Ponowa” z Niemczy, które zorganizowało pechowe polowanie, mówią o Jacku W. w samych superlatywach. – Przesympatyczny, wesoły, kontaktowy – opisuje Zbigniew Pabian. – Miło się z nim rozmawiało, dał się poznać z jak najlepszej strony. Nigdy żadnych uchybień, etyka i kultura osobista na najwyższym poziomie. To nieszczęście spadło na nas jak grom z jasnego nieba.
    Sam Jacek W. na przesłuchaniu tłumaczył, że to był jego ostatni dzień pobytu, a polowania jak dotąd nie były udane. Dlatego kiedy zobaczył w oddali – jak mu się wydawało – dzika, stracił głowę. I mimo że posiadał strzelbę z lunetą, miał w kieszeni latarkę nie sprawdził, czy to na pewno zwierzę. Chwycił szybko za broń i strzelił. ”
    http://nasygnale.pl/kat,1025345,title,Tragedia-na-polowaniu-mysliwy-pomylil-zone-z-dzikiem,wid,13784590,wiadomosc.html?ticaid=619576

  4. Pomylił żubra z dzikiem.

    „Myśliwy godzinami wyczekiwał w ambonie na zwierzynę. Nagle usłyszał łamiące się gałęzie i zobaczył ciemną plamę za drzewami. Jak tłumaczył, myślał, że to dzik. Gdy zwierzę wyszło z lasu – od razu strzelił.
    Zabity został samiec alfa. Najzdrowszy i najsilniejszy ze wszystkich 51 żubrów w stadzie. – Był to ojciec stada, więc straciliśmy bardzo dobry materiał genetyczny , który byłby początkiem kolejnego stada – powiedział weterynarz, dr Roman Lizoń.
    Myśliwy doskonale to wiedział, dlatego postanowił zatrzeć wszelkie ślady. Siekierą poćwiartował zwierzę i próbował je zakopać. Nie udało się. W końcu się przyznał.”
    http://www.tvp.info/2305634/ludzie/mysliwy-pomylil-zubra-z-dzikiem/

  5. Pomylił konia z dzikiem.

    „61-letni myśliwy w miejscowości Grodno na północy Wielkopolski zastrzelił konia, który według właścicielki jest wart 40 tys. euro. Jak tłumaczył prokuraturze, myślał, że celuje do dzika. – Zachodzi uzasadniona wątpliwość czy ten mężczyzna dalej może być myśliwym, jeśli nie potrafi należycie zidentyfikować celu – zastanawia się prokurator.
    Końcówka listopada, godzina 17. Ostatnie promienie słońca już zniknęły za horyzontem, jednak 61-letni myśliwy wytrwale czeka. Poluje w okolicach Grodna, malutkiej, malowniczo położonej wsi, niemal na granicy województw. Na polanie dostrzega zwierzę. Pada strzał. Jak się później okaże, pewnie najbardziej kosztowny w jego życiu. Dwa dni później policja puka do drzwi myśliwego. Ktoś z gospodarstwa przylegającego do terenu gdzie polował, zgłosił, że pasący się wolno na wybiegu koń został zastrzelony.
    – On nie zaprzecza, że strzelił do tego konia. Tłumaczy za to, że według niego był to dzik – mówi Sebastian Drewicz, Prokuratur Rejonowy w Złotowie. I sam przyznaje, że nie ma pojęcia jak można pomylić te dwa zwierzęta.”
    http://www.tvn24.pl/poznan,43/myslal-ze-strzela-do-dzika-zabil-konia-wartego-40-tys-euro,699444.html

  6. Pomylił spacerowicza z dzikiem
    „Dwóch myśliwych wybrało się na polowanie w lasach otaczających Kłodę. – Jeden z nich myślał, że strzelił do dzika. Okazało się, że nie było to zwierzę, a 63-letni mężczyzna – mówi w rozmowie z portalem tvn24.pl Łukasz Szuwikowski z głogowskiej policji. Postrzelony przechodzień trafił do szpitala. Niestety, mimo wysiłków lekarzy i przeprowadzonej operacji nie udało się go uratować. Trwa wyjaśnianie okoliczności zdarzenia.”

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21430682,myslal-ze-strzela-do-dzika-mysliwy-zastrzelil-przechodnia.html

  7. Pomylił księdza z dzikiem

    Zmieniamy kraj i lecimy do Włoszech. „Najprawdopodobniej myśliwy sylwetkę księdza w śpiworze pomylił z chowającym się w krzakach dzikiem. Wystrzelił więc, trafiając Cassola w brzuch. Duchowny zmarł.”
    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/smierc-ksiedza-mysliwy-pomylil-go-z-dzikiem/6pky2
  8. Pomylił auto z dzikiem

    Tym razem Austria, jak widać nie tylko u Polsce panuje „pomyliłem z dzikiem”. „Myśliwy próbował ustrzelić zaparkowany samochód. Myślał, że to odyniec. (…) 67-letni mężczyzna zeznał, że zdrzemnął się na łowieckiej ambonie, około 80 metrów od miejsca, gdzie zaparkowany był samochód. Gdy się obudził, wziął auto za dzikie zwierzę i wypalił. Myśliwy był trzeźwy – ustaliła policja. Nic nie stało się 19-letniemu kierowcy, który stał z bratem na leśnej ścieżce niedaleko pechowego samochodu.”
    http://www.rp.pl/artykul/190641-Mysliwy-myslal–ze-auto-to-dzik.html#ap-1

Takich przykładów można odszukać wiele. Pełną listę z aktualnych lat znajdziecie na zakładce Wypadki / Przestępstwa:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/wypadki/

=========================
=========================

Pytanie co kieruje takimi „myśliwymi”? Amok, podniecenie, „gorączka łowiecka”, żądza zabijania i chęć doświadczenia emocji, które popełnienie owego czynu im dostarczy. Przeczy to oczywiście wszelkiej poczytalności. Tacy ludzie powinni być wykluczani z PZŁ, jakkolwiek cały czas do niego należą, o czym świadczą przypadki, które wydarzają się co roku, a myśliwi machają ręką bagatelizując sprawę i mówiąc: „Czarne owce zdarzają się wszędzie! Nie wrzucajcie wszystkich do jednego wora! Czemu nie czepicie się kierowców lub narciarzy, tam też giną ludzie!”

Hm, może dlatego, że jednak ani narciarze, alpiniści czy kierowcy nie strzelają z ostrej broni w terenie otwartym, a ich hobby nie jest zbijanie? I może dlatego, że strona istniejąca pod taką nazwą, będzie zajmować się tym, do czego została powołana?

No i przecież „Myśliwy nie może strzelać do nierozpoznanego celu”. A wszystkie te przypadki to kłamstwa i wymysły pseudoekologów .

NPRM

„Nie dla wilka kiełbasa!” – myśliwi oburzają, że wilki zjadają „ich” dziki.

Od dłuższego czasu PZŁ gromi jak to dzików jest za dużo, okoliczni mieszkańcy wsi i miejskich osiedli cierpią, a eko-dekle jak zwykle nie chcą ich wybijać. Co jest dziwne, bo jak ministrowie rolnictwa i rozwoju wsi, wpierw Marek Sawicki, a potem Krzysztof Jurgiel zapowiadali depopulację dzików na Podlasiu w związku z ASF, to myśliwi gremialnie się oburzali: Jak tak można! To barbarzyństwo! Gdzie są eko-dekle?!

Podobnie reagowali, gdy w marcu 2016 roku w nadleśnictwie Gdańsk, husky rzekomo zagryzł dwa warchlaki (https://www.facebook.com/StrazLesnaNadlesnictwoGdansk/posts/1124348077610419). Coś co wilk zrobiłby dokładnie to samo. Dobra, ale pies domowy to obcy element w lesie. Wilkowi, jako elementowi bardziej naturalnemu, można przebaczyć? Nic z tych rzeczy!

wilkdzik1

I tu przechodzimy do sedna – Gdy zwierzyna gruba obrywa od wilka, to myśliwi także awanturują się i jest rozpacz o masakrze dokonywanej na warchlakach oraz jakie to szkody wyrządza przyrodzie. Boli ich serce, że wataha wilków męczy biednego dzika i go zagryza. Co w przypadku dzika jest kuriozalnym twierdzeniem, kiedy w myśliwskich zagrodach dziki są możliwości obrony szczute przez rozjuszone psy myśliwskie. A w polowaniach myśliwi krzyczą, strzelają i posyłają swe psy na i tak zastraszone zwierzęta.

08-Woelfe-Wildschwein-Jagd12809622_984195851669921_8933204576095766139_n Wilki atakują dzika – źle. Myśliwskie psy atakują dzika – dobrze.

A najbardziej rozwalają mnie teksty typu „Wilki mordujo warchlaczki! Olaboga!”.  Oderwanie od rzeczywistości czy tak zwany „bambizm”? Dla każdego przyrodnika wiadomym jest, że drapieżnik poluje przede wszystkim na młode, jako mniej sprawne w ucieczce, łatwiejsze do zabicia itd. Myśliwi reagują natomiast jakby nie znali tego prawidła przyrody. Pytanie – Czy rzeczywiście żałują szczerze uroczych warchlaków czy też utraconych niedoszłych obiektów swoich polowań?

wilkdzik2

Kogo my chcemy oszukać… Oczywiście, że żałują niedoszłych obiektów swoich polowań. Myśliwi krzyczą, że dzików jest za dużo i konieczna jest ich regulacja ze strony myśliwych. Jednak, gdy wilk zmniejsza ilość owych dzików, to myśliwi krzyczą, że to wilków jest za dużo. Że zaraz wytępi całą zwierzynę w lesie i z jej braku zaatakuje nasze psy, potem żywy inwentarz, aż w końcu ludzi.

473402871_d11dzik Wilki upolowały dzika – źle. Myśliwi upolowali dzika – dobrze.

A czemu krzyczą? Dwa powody:

Pierwszy – wilk to wielki konkurent dla myśliwego, chcącego mieć zwierzyny jak najwięcej dla siebie, bo bardziej cieszy go duże ilości dzików od jednego wilka, przez którego „niejedno koło cierpi”. Biedni myśliwi, gdyż nie będzie pieniędzy z tuszy, a dewizowców też będzie mniej.

 

wilkdzik6

11999675_984200798336093_140960265693744460_o12804790_984202945002545_1942267724315530947_n

Ach ten wredny wilk! Jak on śmie pożreć swój naturalny pokarm! Przed czy teraz myśliwi będą chronić pola rolników?! Przed czym będą przestrzegać mieszczuchów?! Buras to wszystko psuje! Nawet misterny plan jak tu zwiększyć ilość dzików. Tak opisuje jeden użytkownik z forum Dziennika Łowieckiego (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=56728&t=55573):  

Nie mieliśmy przez kilka lat za dużo dzików ale udało nam się zwiększyć ich ilość i byliśmy zadowoleni. 

wilkdzik7

Czyli myśliwi specjalnie tworzą nadwyżki zwierząt, nawet tych, którym nie jest potrzebna reintrodukcja i należących do gatunków konfliktogennych. A takim jest dzik. Co z tego, że rolnik może mieć straty? Co z tego, że trzeba wydawać pieniądze, czasami publiczne, by je pokryć*? Co z tego, iż potem bajzel ten trzeba odkręcać i wtedy myśliwska narracja się zmienia? No nic, bo łowisko jest bogate, a ten wredny wilk nawet nie próbuje oszczenić, bo przed czymś trzeba chronić mieszczuchów na wypadek zwierzęcej apokalipsy. Ciąg dalszy cytatu:

Kilka lat temu oszczeniła się nam wadera i mamy swoje wilki….no i oczywiście wynikające z tego powodu problemy. Niestety od kilku lat, czujemy bytność wilków w obwodzie i widzimy efekty ich działania. (…) Od jakiegoś czasu nie oglądamy dzików i jeleni /a było ich nie mało/ a ostatnio też drastycznie spadła ilość sarny.
wilk12803124_984195045003335_3184152675315251803_n

A drugi powód? Ano wilk obnaża całą niekompetencję myśliwych przy regulowaniu zbytniej ilości zwierząt. Raz, że ma naturalne predyspozycje do selekcjonowania słabych i chorych sztuk, kiedy z ludźmi jest zwykle dokładnie odwrotnie. W dodatku myśliwego ograniczają zwykle okresy ochronne i normy moralne, kiedy wilk poluje na zwierza w każdym wieku i dla niego to normalne, że jego ofiara ginie w męczarniach. A nawet jak myśliwy poluje na takiego dzika w każdym wieku, bez okresu ochronnego, to tylko jeszcze pogarsza. Gwoździem do trumny jest stosunek myśliwych do zwierzyny grubej – jeleniowatych i dzika. Cały czas krzyczą, że trzeba zwierzyny grubej jest za dużo i trzeba regulować. Ale gdy przychodzi co do czego, myśliwi dostają białej gorączki o faktycznej regulacji zwierzyny grubej (vide rezygnacja z zimowego dokarmiania). Nie to co wilki, które jak trzeba będzie, to zmniejszą nadwyżkę danego zwierza i potem będą go trzymać w ryzach, zamiast udawać farbowane lisy.

I w tym wszystkim wilk nie tylko jest lepszym regulatorem, ale uczciwszym. Nie hoduje on zwierzyny dla egoistycznych interesów. Jak ma zmniejszyć nadwyżki, to to robi. I dotyczy to każdej jego ofiary, a nie tak jak mu wygodnie.

1936975_984197205003119_4688943370019867780_n12814571_984197348336438_8861843247778578288_n

Z kolei od niektórych słychać, iż wilka jest za mało i nie zredukuje dziczej nadpopulacji, ale jak wynika z wypowiedzi myśliwych jest zupełnie co innego. Znikają warchlaki, w okresie najbardziej podatnym na regulacje. Gdy na nęciskach pojawia się wilk dziki unikają tych miejsc. W Bieszczadach dzika także jest na lekarstwo, a tam bytuje i wilk i niedźwiedź. Czyli jednak duże drapieżniki redukują pogłowie dzika oraz robią to szybciej i skuteczniej od myśliwych, którzy wolą hodować na rolniczej krwawicy. Z kolei badania wykazały, iż zwiększa się udział dzika w wilczej diecie.

regulacjadziki

Aż chce się powiedzić: tam gdzie PZŁ nie może, tam wilka pośle.

A nie pośle, bo jak wykazałem, takie coś jest w niesmak myśliwemu, bo pokazuje jego bezużyteczność. I taki będzie cieszył ze śmierci wilka, bo ten wymordował mu dziczki, jelonki i sarenki, które po dokarmianiu i wyciąganiu z wnyków skończą na łowieckim pokocie.

wildzik3wilkdzik32

A będąc przy śmierci, to przy zastrzelonej i oskórowanej  przez myśliwych waderze w Żernicy w styczniu 2016 roku, na forum Dziennika Łowieckiego jeden myśliwy pieklił się, że cyt. (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=485983&t=485946):

Od paru dni media (łącznie z serwisem internetowym PZŁ) pałują się zastrzeleniem jakiegoś tam wilka. Jednej sztuki. Absolutnie niezagrożonego gatunku. Które to zastrzelenie nie ma najmniejszego znaczenia dla przyrody. Tymczasem na temat pomysłu wy****dolenia do spodu wszystkich dzików w pasie 50 km od granicy, który będzie miał wielki i nieoszacowany przez nikogo impakt ekologiczny – cisza. Nie ma dostatecznie wulgarnych wyrazów na opisanie tego zakłamania.

wilkdzik5

Czyli co? Wilk nadal uznawany za rzadki i widniejący w polskiej Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych, dla ekosystemu niezbędny (znacznie potrzebny niż nadpopulacje zwierzyny grubej), zabity nielegalnie, w dodatku samica mogąca wydać na świat wiele wilków, powinien być olany, bo zero szkód dla przyrody.

Ale dzik, któremu nie grozi żadne wyginięcie, o wyraźnej niekwestionowanej nadpopulacji, stworzonej przez nieodpowiedzialnych myśliwych, która (jak już rzucamy takimi frazesami) szkodzi ekosystemowi (m.in. zniszczone lęgi głuszców) i gospodarce, oficjalnie strzelany jako nosiciel groźnej choroby, to gigantyczna zbrodnia na ekosystemie?

Raczej zbrodnia na myśliwskiej dumie, bo nie będzie dziczków do hodowania i postrzelania oraz wciskania kitu o ochronie przyrody, konieczności regulacji i miłości do dziczyzny. Nie ma dostatecznie wulgarnych wyrazów na opisanie tych podwójnych standardów, niedouczenia i egoizmu ze strony pseudoekologów z PZŁ.

wilkdzik4

Przy okazji ostatnio myśliwi z PKŁ „Ponowa” w Przemyślu ostrzegali, że wilki zaczynają polować coraz bliżej ludzkich siedzib, bo znaleźli resztki dzika pożartego przez wilki 200 m od zabudowań. A tylko krok od tragedii. Hm… podsumujmy… w ostatnich miesiącach nasiliło się wypadków śmiertelnych spowodowanych przez myśliwych. W części tych wypadków te nieszczęśliwe wypadki wynikły z sztandardowej myśliwskiej wymówki: „Pomyliłem z dzikiem.” (EDIT: więcej tu – https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/06/16/bo-pomylilem-z-dzikiem/)

A od conajmniej 1945 r. nie zanotowano ANI JEDNEGO wilczego ataku na człowieka w Polsce. A dawniejsze doniesienia w świetle obecnej nauki nie wydają się wiarygodne. Tak więc zadajmy, kto naprawdę stanowi zagrożenie dla ludzi i ich zwierząt?
12805760_983563831733123_3083668445735168993_n12799095_983563948399778_1537409623248569992_n

 

==============================================

* Info dla myśliwskich cwaniaków krzyczących: „Poproszę o przykład pokrycia publicznymi pieniędzmi strat rolniczych spowodowanych przez dzika, kłamliwe eko!”. Proszę bardzo – prosto z ustawy Prawo Łowieckie:

Art. 50. 1. Skarb Państwa odpowiada za szkody wyrządzone przez zwierzęta łowne objęte całoroczną ochroną.
2. Za szkody, o których mowa w ust. 1, wyrządzane na obszarach:
1) obwodów łowieckich leśnych odszkodowania wypłaca Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe ze środków budżetu państwa;
2) obwodów łowieckich polnych i obszarach niewchodzących w skład obwodów łowieckich odszkodowania wypłaca zarząd województwa ze środków budżetu państwa.

A co do dzików, to z konferencji w Senacie pt. „Przyszłość wilka w Polsce” z 2015 roku (http://www.senat.gov.pl/gfx/senat/userfiles/_public/k8/agenda/seminaria/2015/150409_wilk/wilk_24-06-2015_internet.pdf):

Pod koniec 2014 r. rząd przyznał Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa 6,1 miliona zł na wypłatę rekompensat za szkody powodowane przez dziki w uprawach rolnych. Do 7 kwietnia wypłacono rolnikom już ponad 3 miliony zł. 

Plus jeszcze odstrzały dzików za publiczne pieniądze z tej samej konferencji:

W tym samym województwie podlaskim pięćset dzików przeznaczono do
odstrzałów, a sejmik województwa podlaskiego przeznaczył na to 200 tysięcy
złotych, czyli około 400 zł za jednego zabitego dzika. Wilkom się za to nie
płaci, wilki to robią po prostu codziennie.

Przy okazji poczekajmy, aż w ramach nowelizacji prawa łowieckiego wejdzie w życie Fundusz Odszkodowawczy, kiedy to Skarb Państwa będzie częściowo opłacać szkody łowieckie :).

Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.

11 maja to kolejna tragiczna data w kalendarzu łowieckim, będąca totalnym nieporozumieniem, jak zresztą większość obecnych okresów polowań. W ten wyczekany dzień, myśliwscy pseudoekolodzy ruszają w lasy, aby znów dać wyraz swojemu uwielbieniu do zwierząt poprzez strzelanie do nich. Ofiarami „harmonijnego obcowania z naturą”, padają tym razem kozły saren, przez myśliwskich niedouków nazywane potocznie „jelonkami”. Praktyka tym bardziej okrutna, ponieważ maj to okres lęgowy większości ptaków i czas rozmnażania dla wielu zwierząt. Potrzebują wtedy jak największego spokoju i nie powinno się ich wtedy niepokoić – przynajmniej mi to wpajano na lekcjach przyrody. Te zasady poszanowania i zrozumienia wobec zwierząt, mało zdaje się obchodzą myśliwych. Mają je w głębokim poważaniu. Spokój zwierząt? Kto by się tym przejmował. Trzeba przecież zapolować, bo jest sezon! Pamiętam taki post ze znanej nam już strony „Dzikarze.pl” gdzie to myśliwi dowcipkowali z tego, że przegonili wszystkie sarny w łowisku, podczas rabanu jakiego narobili uganiając się z psami za dzikami. Kwintesencja spaczenia myśliwskiego szacunku wobec natury, to chyba lekko powiedziane.

NiePłoszww

Okres polowań na sarnie kozły trwa od 11 maja do 30 września. Polowania indywidualne na te zwierzęta są jednymi z najbardziej popularnych w Polsce. W tym czasie sarnie kozy wydają na świat młode i opiekują się nimi. Nie baczą jednak na to myśliwcy pseudomiłośnicy natury, którzy pragnąc zdobyć trofeum burzą spokój sarnich matek i dzieci. W kolejnych miesiącach u gatunku zaczyna się ruja – misterium natury, kiedy zwierzętom powinno zapewnić się maksimum spokoju i komfortu, aby w świecie zdominowanym przez człowieka mogły choć trochę odetchnąć od nadmiaru naszej presji. Podczas rui kozły gonią za kozami, wygląda to czasem iście pociesznie jak zabawy dwóch młodych psiaków. Takie widoki na łąkach i polach o świcie wśród mgieł, napełniają serce radością i wdzięcznością, wobec możliwości podpatrzenia kolejnego wspaniałego spektaklu przyrody. Przynajmniej u mnie… Jak się domyślacie, myśliwi polują na te zwierzęta również wtedy – no bo przecież sezon (i kalendarz łowiecki, który sami sobie stworzyli) na to pozwala.  Jest to zwyrodniała i pomylona praktyka, która w cywilizowanym świecie nie powinna mieć miejsca, ukazuje też dobitnie czym dla myśliwego jest „miłość do przyrody i zwierząt”, a jest to po prostu polowanie dla radochy, adrenaliny (kozła często trzeba podejść) jak i trofeum.

Kopia gw_k4

Dlaczego myśliwi zabijają sarny?

Sarny dość łatwego życia w naszym świecie nie mają. Giną od potrąceń przez auta, trują się opryskami w rolnictwie, młode bywają zmielone kosiarkami na łąkach lub rozjechane traktorami, czasem nawet zostają przejechane przez pociągi – pasą się często przy torach i nasypach. Są wrażliwe na większe mrozy, czasem padają z wyczerpania od gonitw bezpańskich psów lub zostają przez nie zagryzione. W niektórych rejonach kraju stanowią spory % w diecie drapieżników takich jak wilk czy ryś. Zaplątują się w siatki wokół grodzonych szkółek leśnych. Czasem też topią. No i oczywiście bywa, że chorują. Widzimy więc, że zagrożeń wynikających z presji człowieka na środowisko jest dla gatunku mnóstwo, co przekłada się na jakąś tam „naturalną selekcję” i ograniczenie liczebności.  I w takich chwilach z pomocą przybywa dzielny myśliwy, który „zabija jednym celnym strzałem, i zwierzę nie cierpi”… Tak, odpowiedz na pytanie dlaczego myśliwi zabijają te zwierzęta jest banalna, i zamyka się w jednym wyrazie – TROFEISTYKA. Oraz dziczyzna.

Jakoś wobec tych wszystkich zagrożeń nie śpieszą myśliwi wtedy ratować saren. Co innego zimą przed ”okrutną śmiercią głodową” co nie powinno nigdy mieć miejsca, ponieważ najważniejszym czynnikami selekcyjnymi dla wszystkich zwierząt są zima, mróz i śmiertelność z ich powodu.

10547696_716561108381177_8299382428550563927_n

Trofeistyka.

Myśliwi są mistrzami, jeśli chodzi o wynajdywanie powodów dla których rzekomo muszą zabijać zwierzęta, nie inaczej jest w przypadku saren. Pomijając oklepane już „szkody w uprawach”, tutaj głównym powodem ma być „selekcja zwierzyny płowej”, której pomylone zasady i reguły myśliwi stworzyli na użytek własny, aby w oczach społeczeństwa mieć jakieś usprawiedliwienie dla swej chorej pasji. Są oni wyznawcami teorii, że jeśli nie będą polować, to zwierzęta ZDEGENERUJĄ się, a gatunek wyginie – jakoś tak. To już przykład klasycznego poddania się własnej mitologii. Oficjalnie jednym z głównych celów łowiectwa jest uzyskiwanie jak najlepszych jakościowo trofeów. To jest też celem myśliwskiej hodowli zwierząt i „dbania” o nie. Musimy pamiętać, że cała zabawa w trofeistykę to także konkursy i wyceny parostków, za które myśliwi w specjalnych komisjach przyznają sobie punkty, medale, nagrody… Cały mit selekcji i rzekomej degeneracji, nie ma żadnych podstaw naukowych, oraz opiera się na błędnych i fałszywych przesłankach. Dlaczego?

Kopia 11954796_904318976309095_3873065025495618952_n

Myśliwi utrzymują, że jeśli nie będą strzelać, to taki kozioł sarny przekaże swe „złe” cechy w genach dalej, przyczyniając się do postępującej degeneracji gatunku, co za tym idzie, jego wyginięcia 🙂 Jak zatem wytłumaczyć tysiące lat istnienia gatunku, wobec 90 lat trwania PZŁu ze swoimi „zasadami selekcji”? Myśliwi doskonale sami obalają swoje brednie, nie trzeba szukać daleko. Jak czytamy na stronie poradnika selekcjonera, przyczyny deformacji parostków saren, mogą być rozmaite. Urazy możdżenia, przebyte choroby takie jak motylica, odmrożenie, czy też uszkodzenia jąder. Dodatkowo braki pokarmowe, infekcje wirusowe lub grzybicze, wszystko to sprawić może, że parostki nie wykształcą się tak jak powinny.

http://derficzek.republika.pl/porozesarny.html

Zwierzęciu często to w życiu nie przeszkadza. Nie trzeba być specjalistą, aby wiedzieć, że takich cech nie przekazuje się w genach dalej, gdyż są to jednostki nabyte. Tak samo, jak nie przekażemy dziecku naszych cętek po ospie.

11412297_1049945531699902_8265175867537453163_n

Polujący podzielili sobie kozły saren według sztucznie stworzonych „klas wieku” oraz rozróżnienia takie jak osobnik „przyszłościowy” lub „selektywny”. Pierwsza grupa rokuje na dobry rozwój trofeum, drugą trzeba bezlitośnie eliminować, gdyż w wyniku różnych czynników losu, nie wykształciła takich parostków, jakie chciałby widzieć myśliwy. „Winą” sarnich kozłów jest jedynie to, że noszą na głowie coś co można spożytkować i dorobić do tego ideologię aby uzasadnić sobie chęć mordowania dla sportu – bo czymże są późniejsze konkursy i wyceny poroża? O tym, że zabawa w trofeistykę służy tylko bezsensownemu zabijaniu, niech poświadczy inny fakt – przecież myśliwi w żaden sposób nie „selekcjonują” zwierząt takich jak lisy, bażanty, kaczki czy nawet dziki – w ich przypadku nie prowadzi się żadnej selekcji względem trofeów. Twierdzenie o przekazywaniu rzekomych „wad” w genach ma się nijak do rzeczywistości, ponieważ żaden z myśliwych przed strzałem nie dokonuje badań genetycznych – nie może więc być pewien, czy za deformacja którą akurat widzi odpowiada czynnik genetyczny. Dlatego strzela się do wszystkiego, co nie pasuje do wzoru, tak na wszelki wypadek. Pamiętać też trzeba, że cechy w genach przekazują oboje rodzice, a przecież kóz myśliwi praktycznie nie selekcjonują, bo nie mają one parostków, po których można by coś stwierdzić. Myśliwi prowadzą i prowadzą swoją ”selekcję” już od dziesiątków lat. Z marnymi efektami, gdyż w każdym kolejnym pokoleniu saren ciągle występują te same deformacje i uchybienia w porożu, a to z uwagi na czynniki, które mogą to powodować, nie mające podłoża genetycznego. Może to wszystko po prostu naturalne, normalne i za takie należało by to uznać? Ale wtedy nie będzie zabawy w trofeistykę, selekcję i strzelanie… Mit dusi się w sosie własnym na wolnym ogniu, i nie trzeba tu błyskotliwej inteligencji, by pewne oczywiste braki w logice dostrzec.

Kopia polskiediany_wlodawa108

Jak się poluje na kozły?

Zacytujmy stronę myśliwską:

– Podstawowym, niezwykle ekscytującym sposobem polowania na rogacze jest podchód. W podchodzie odnajduje się zwierzynę w łowisku i zbliża się do niej na odległość strzału.

– Zasiadka polega na oczekiwaniu na zwierzynę tak, gdzie żeruje, czyli na łąkach w pobliżu lasu i na polanach. Można ją urządzać na ambonach, zwyżkach, ale również na gruncie.

– Metodę podjazdu stosuje się ze względu na przyzwyczajenie sarn do wozów i pojazdów mechanicznych. Pojazd podjeżdża wtedy wolno w okolice bytowania zwierzyny, myśliwy schodzi z niego, ukrywa i przygotowuje do strzału, co ułatwione jest dzięki skoncentrowaniu się sarn na odjeżdżającym pojeździe.

– Polowanie na rogacze można również prowadzić metodą na wab, gdzie naśladuje się głosy kozy (samicy sarny) w celu przywabienia kozła.

http://www.poluje.pl/polowanie,polowanie-na-rogacze,8673

Ostatnia metoda, wydaje się być szczególnie wypaczona i pozbawiona zasad, kiedy uświadomimy sobie, że myśliwi wykorzystują godowe ogłupienie zwierząt podczas rui, przy użyciu sztucznego wabika wydają odgłos kozy, aby przywabić kozła na kilka kroków w celu oddania strzału… Trzeba też wiedzieć, że u tego towarzystwa wabiarstwo uchodzi za wspaniałą sztukę.

Metoda z podjazdu, tak samo wykluczająca wszelką etykę, oszukiwanie i tak „głupszego” zwierzęcia w ten sposób nie jest żadnym wyczynem. Natomiast podchód, to typowe płoszenie wszystkiego co żyje i niepotrzebne niepokojenie innych zwierząt. Zasiadka, wiadomo, siedzisz i obcujesz sobie z naturą, słuchasz śpiewu ptaków, aby wygarnąć do nieświadomego zwierzęcia, jeśli akurat podejdzie odpowiednio blisko.

Jak myśliwi łamią prawo podczas takich polowań?

Głównie na dwa sposoby. Pierwszym jest polowanie przy nęciskach, które służyć mają tylko polowaniom na dziki, lisy i małe drapieżniki, ale zależnie od tego co się na takim nęcisku znajdzie, korzystają też sarny. A kto to skontroluje… Siedzi drapieżnik w ambonie, podejdzie kozioł do karmy, no to baaach…

Polowanie w nocy. Polowania indywidualne, również bardzo lubiane przez myśliwych stwarzają mnóstwo okazji do popełnienia czynów kłusowniczych. Nikt nie jest w stanie skontrolować takiego myśliwego, jak nocą poluje pośród pól. Takich miejsc straż leśna ani łowiecka nie patroluje. Zasady wykonywania polowania jasno stanowią, na jakie gatunki można polować po zapadnięciu ciemności. Są to dziki, lisy, piżmaki i małe drapieżniki. W praktyce natomiast, zwłaszcza podczas pełni księżyca, myśliwi jeżdżą autami w miejsca gdzie spodziewają się spotkać kozły, a następnie oddają strzały.

Pewnego razu siedząc podczas pełni przy polu kukurydzy byłem świadkiem następującej sytuacji. Przez olszyny, przedzierał się nieudolnie z hałasem osobnik, z małą latareczką punktową na czole. Myśliwi mają takie specjalne czapki, z wbudowaną w daszek diodą. Wcześniej zatrzymał samochód, z którego udał się do zagajnika. Ochryple zaczął szczekać wypłoszony stamtąd kozioł… Jako, że sarny bywają dość ciekawskie, nie uciekł od razu, tylko czekał dalej na polu, dając głosem wyraz swemu zaniepokojeniu. Punkcik świetlny zgasł, po czym, po hałasie gałązek objawił się znów na skraju zadrzewienia. Za chwilę padł strzał, celny. Osobnik z diodą powędrował do miejsca trafienia, gdzie kucnąwszy zaczął pastwić się nad tuszą. Załadował ją sobie na plecy i przeniósł do auta…

Kopia koziol

Innym razem, zauważyłem zatrzymujący się na poboczu samochód terenowy. Około drugiej w nocy. Widzę błysk zapalanego papierosa. Tym razem było to blisko mojego stanowiska, migając co jakiś czas diodą, zacząłem maszerować w stronę tego auta. (Mała uwaga – jeśli przytrafią się Wam kiedykolwiek takie sytuacje, zawsze błyskajcie jakimś światełkiem, choćby telefonem. Czasem myśliwy uznaje, że poluje inny kolega i odjeżdża, ale po prostu w ten sposób minimalizujemy ryzyko zasilenia statystyk tak zwanych „pomyłek z dzikiem”). Docieram do miejsca, witam się z myśliwym. Pytam na co poluje, on zdziwiony obecnością kogokolwiek o tej porze w takim miejscu, odpowiada że Na wszystko co tu wyjdzie, sezon jest, dzik, lis, sarna. Pytam dalej, Na sarny też w nocy? Bo chyba nie wolno. Na co dowiaduję się, że tu jest obwód łowiecki, wolno polować, trzeba wykonać plan więc nikt sobie nie zawraca głowy, a mnie tu nie powinno być’’. Po czym myśliwy wsiada do auta, i zirytowany odjeżdża. Święty Hubert zdarzył, że to polowanie indywidualne zepsułem. Jakoś w 10 min potem kilka kroków od miejsca naszej pogawędki drogę przekroczył piękny kozioł. Farciarz.

Kopia (2) 11223487_904317716309221_104366395404880774_n

Póki co myśliwska pseudoekologia ma się dobrze. Pod płaszczykiem bajań o selekcji prześladują i niepokoją sarny podczas wychowu młodych, a następnie rui, najważniejszego dla gatunku okresu. Żaden z nich natomiast nie jest chyba zainteresowany ratowaniem i poprawianiem dobrostanu gatunku wobec oprysków czy wypadków drogowych oraz innych zagrożeń będących udziałem tych zwierząt. No chyba, że poprzez odstrzał… Przecież jak będzie ich mniej, to nie będą w ten sposób ginąć.

Jak czytamy w uzasadnieniu odnośnie zasad selekcji, pada stwierdzenie, że: Skomponowanie zasad gospodarowania populacjami jest trudne. Polska to duży kraj, o zróżnicowanych warunkach przyrodniczo – geograficznych, a zachodzące zmiany siedliskowe, klimatyczne czy antropogenne powodują zmienne reakcje populacji.
Myśliwi zdają się być świadomi, że tak naprawdę nie za wiele mogą zdziałać i wszystko co robią odbywa się wręcz na ślepo.

Osobną kwestią pozostają jeszcze widoczne na zdjęciach radosne oraz błogie uśmiechy na buziach tego towarzystwa, jak i zagadnienie samego polowania dla przeżywania radosnych i pozytywnych ”emocji łowieckich”, których kulminacja szczęścia następuje chyba po zrobieniu chwalebnej fotki ze swoją ofiarą, będąc w błogostanie jakiego zaznaje się po odebraniu życia. Ale to już temat na inny post.

11902252_748360028608314_3865666895001199209_n

Kopia cez2_1

Kopia sel022

Kopia 11745575_887422834665376_6283313489281670035_n

Kopia 16640692_420507541624162_2657450388671300502_n

Kopia 13239897_1725607481028739_1977634082053982829_n

zdj_02

11880504_748360011941649_4467689012381677925_n

12799043_1560701457555886_6502869902141527262_n12185043_914433155260637_1039985927544763478_o

wf33e

Kopia 4
Zabawa w trofeistykę, to spora część myśliwskiego świata. Spreparowane czaszki i parostki z zamordowanych zwierząt, podlegają wycenie, przyznawane są punkty, medale, gratulacje…następnie zawisną na ścianie, stając się wątpliwą ozdobą oraz pamiątką po łowieckich przeżyciach…XXI wiek, i niby dorośli, normalni ludzie…

dsc05854
Myśliwi piękno przyrody zdają się postrzegać inaczej, niż większość ludzi. Piękne są obcięte głowy zastrzelonych zwierząt, ułożone wśród traw. Jakoś tak nastrojowo się zrobiło… Smutno. 

Źródła: 

Zasady wykonywania polowania:
http://www.pzl.waw.pl/13-dokumenty/aktyprawne/47-zasady-wykonywania-polowania

Zasady selekcji zwierzyny:
https://poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

Poradnik Selekcjonera:
http://derficzek.republika.pl/porozesarny.html

Zbiór zasad etyki myśliwskiej:
http://www.pzl-lodz.pl/download/prawo/zbior_zasad_etyki.pdf

koziol (1)
I to jest jedyne właściwe miejsce, dla tak pięknej głowy. 

Powstanie Białowieskie – Dlaczego powinniśmy bronić Puszczy?

Dlaczego powinniśmy bronić Puszczy Białowieskiej i przed czym? Na pewno nie przed kornikiem drukarzem, z którego kolejnymi gradacjami puszczański ekosystem radził sobie świetnie od tysięcy lat. Nie przed powodziami, pożarami, wiatrami, czy zwierzętami bo i z tym knieja da sobie radę. Jest jednak bezsilna wobec… nas samych, a dokładniej siekierami i piłami drwali, zachłannością leśników i ciężkim sprzętem typu harvester.

18698154_1806132126382703_2428144621910564107_n

Kilka dni temu Fundacja Dzika Polska ogłosiła okupacyjny strajk w Puszczy, jako wyraz obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec niepotrzebnych i rabunkowych wycinek prowadzonych przez leśników. Ekolodzy wraz z aktywistami przykuli się do drzew i maszyn, blokując na wiele godzin prace leśne. Po kilku dniach do protestów dołączyło Greenpeace Polska, a obecnie do Białowieży zmierzają ludzie z rozmaitych fundacji i stowarzyszeń, aby wspólnie bronić światowego dziedzictwa. Czarę goryczy przelał upór ministra Szyszko, który zdaje się w zemście za Rospudę pokazywać „kto tu teraz rządzi”. Sytuacja stała się dramatyczna, kiedy zaczęto wycinać cenne drzewostany 100-letnie, wtedy organizacje postanowiły zareagować.

12933134_982661708497164_4351379844409110175_n

Lasy Państwowe argumentują, że tną „dla naszego dobra i bezpieczeństwa”, ponieważ martwe świerki stanowić mają zagrożenie dla ludzi, mówią też, że wycinają „niebezpieczne drzewa”. Co jest zwyczajną nieprawdą, ponieważ jak udokumentowali aktywiści, pod piły idą także zdrowe, żywe drzewa. Odnośnie argumentacji LP o bezpieczeństwie, słusznie podsumował Adam Wajrak, który stwierdził że: To tak jak byśmy zasypywali jezioro, bo ktoś może się w nim utopić. 

Zamykane są szlaki turystyczne, a miejscowa ludność, która utrzymuje się z oferowania noclegów, przewodnictwa i gastronomii ponosi w wyniku polityki LP ogromne straty. No bo kto i po co przyjedzie odwiedzać ostatni tak wspaniały las w Europie, skoro na większość szlaków nie można wejść, a w okolicznych lasach zamiast ciszy i śpiewu ptaków słychać warkot pił spalinowych i hałas ciężkiego sprzętu?

Jak pisał Front Antyłowiecki  „Leśnicy w tej smutnej historii pokazali już swoją prawdziwą twarz. A jest to gęba cyniczna, nadęta i obłudna, kiedy z bezczelnością maniaka pytają ludzi zaangażowanych w obronę Puszczy, z czego mają meble w domu… Tak panowie leśnicy, wszyscy jak wiadomo mają w domu meble z drewna pozyskiwanego w Puszczy Białowieskiej… No, ale nie wymagajmy myślenia od pracownika korporacji, który kiedy tylko mu każą nie mrugnie okiem gdy będzie musiał wyciąć w pień 100-letni drzewostan. Ja dodatkowo kupuję papier toaletowy tylko z drewna pozyskanego w Puszczy. Taki fetysz. 

Narracja jest zresztą bardzo podobna jak i u myśliwych, jesteś przeciw wycince, no to nie masz pojęcia o gospodarce leśnej, zabiegach „pielęgnacyjnych”, cięciach sanitarnych, planach urządzania lasu i innych sloganach, które umożliwiają leśnikom dewastację naszego dobra narodowego w świetle prawa.

984078_982661738497161_2598530356012765239_n

Lasy gospodarcze wokół serca Puszczy Białowieskiej, o które toczy się spór, mimo, że w części użytkowane były przez człowieka ciągle zawierają w sobie ten pierwiastek dzikości, który mógłby pozwolić im unaturalnić się, stwarzając bezpieczną, spokojną ostoję będącą domem dla wielu puszczańskich organizmów.W wielu miejscach nie różnią się od obszarów z głębi Puszczy. Zwierzęta potrzebują spokoju, a nie „racjonalnej gospodarki zasobami” i pozyskiwania surowców. Od tego mamy pozostałe obszary plantacji leśnych, traktowanych przez leśników jako swoiste ogródki, gdzie w pogardzie i braku zrozumienia dla procesów przyrodniczych dokonują każdego dnia rabunkowych spustoszeń. Dlatego lasy białowieskie, ostatnie takie miejsce w Europie, jeśli nie na świecie, należy zostawić w spokoju.” https://www.facebook.com/FrontAntylowiecki/posts/1814143908901491

Kiedy zawodzą mediacje, prośby, argumenty naukowców, zdrowy rozsądek, a do głosu dochodzi zachłanność, szaleństwo czy też zwykła głupota niektórych roszczeniowych wobec natury osobników, trzeba uciec się do środków radykalnych…To starcie dwóch sił, gdzie jedna upatruje w lasach surowca, desek i mami opinię publiczną sloganami o ratowaniu nas przed gałęziami lecącymi na głowę, druga stoi na straży odwiecznych procesów przyrodniczych, które od zarania są udziałem i trwają w tej magicznej krainie zwierząt i drzew. Chrońmy ją nie tylko dla siebie, ale dla milionów istnień, których jest domem. Oraz dla przyszłych pokoleń.

 

Chojar
Powalony przez wiatr, zabity przez Kornika Drukarza Świerk. Jeszcze długo będzie pokarmem różnych mikroorganizmów, a prześwit światła umożliwi rozwój kolejnym drzewom.

Oddane połaci leśnych pod zarząd korporacji Lasy Państwowe to największa tragedia jaka przytrafiła się zwierzętom, drzewom i nam samym. Dlaczego?

Kiedy ubiegłego roku pytaliśmy jednego z leśników – Marcina Kostrzyńskiego o narastający już wtedy spór odnośnie Puszczy, nie owijał w bawełnę. Odpowiedział nam tak:

Oczywiście leśnicy niszczą bioróżnorodność w znacznie większej, przemysłowej skali. To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje.Leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić.Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki.Na wszystko trzeba ciąć. Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy.

Na pytanie, czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi? 

Marcin odpowiada:

Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Z całością tekstu można zapoznać się tutaj:

Lasy dla kasy – Współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć

W innym z wywiadów ten sam leśnik mówi bez ogródek:

To co zrobili leśnicy jest największą katastrofą ekologiczną w powojennej historii Polski. Lasy są zdewastowane. Powiem więcej, las – jako ekosystem – bez leśników poradzi sobie znakomicie. Tną dla kasy. Traktują drzewostany jak bankomat, gdzie sami ustalają limit wypłat. A starych drzewostanów zaczyna już brakować. 

Las poradzi sobie sam 

Najśmieszniejsze wydają mi się jednak zarzuty, o płatne protesty…Hmm… Jak już ktokolwiek znajdzie owych mitycznych „tych co płacą” za takie protesty, proszę odezwać się do mnie, może skorzystam. Póki co jadąc do Białowieży, muszę to zrobić za własne pieniądze i za nie też zatroszczyć się o swój nocleg i wyżywienie.

Jeszcze do wczoraj, Marcin zdawał się być osamotniony w nierównej walce podczas mówienia o tym, co jest bolączką Lasów Państwowych. Tymczasem na Facebooku pojawił się wpis innej osoby będącej leśnikiem, a przez lata pracującej w Białowieży jako przewodnik. Pani Basia jest leśnikiem. Pisze o smutku z powodu niszczonego, wieloletniego dorobku.

bez tytułuwwwwww

Kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z leśnictwem, a dokładnie swoje kształcenie w tym kierunku, była druga połowa lat dziewięćdziesiątych. Właśnie powiększono Białowieski Park Narodowy, a puszczańskie nadleśnictwa stały się Leśnym Kompleksem Promocyjnym. Trend był klarowny. Puszcza Białowieska została doceniona przez resort leśnictwa jako szczególnie cenna ze względu na walory przyrodnicze.

Gdy w 2002 roku rozpoczęłam pracę w Nadleśnictwie Białowieża, utworzono sieć rezerwatów przyrody „Lasy Naturalne Puszczy Białowieskiej”. Pamiętam, jak ustawialiśmy tablice z jego nazwą… Mniej więcej w tym czasie zaczęłam pracę jako przewodnik turystyczny. Z dumą opowiadałam turystom o szczególnych względach, jakie ma Puszcza Białowieska na terenie zarządzanym przez Lasy Państwowe. Mówiłam im o tym, że nie ma tu już zrębów zupełnych, że stosuje się odnowienie naturalne, że drzewostany ponad stuletnie już nigdy nie będą zagrożone wycinką…

Podczas pracy w lesie z przyjemnością wyznaczałam tak zwane „dziesięcioprocentówki” – fragmenty lasu pozostawiane bez ingerencji podczas prowadzonych cięć. Cieszyły mnie zmiany takie jak respektowanie okresu lęgowego ptaków podczas prac leśnych czy wreszcie zatwierdzony Plan Urządzenia Lasu, w którym znacznie zmniejszono ilość drewna zaplanowanego do pozyskania….

Opowiadałam turystom odwiedzającym Puszczę o tym, że nadleśnictwa w Puszczy robią kawał dobrej roboty, bo funkcjonują w sposób adekwatny do wartości tego miejsca. Powiększanie Białowieskiego Parku Narodowego wydawało mi się rzeczą mało konieczną, a jedynie alternatywą na przyszłość w kwestii zarządzania i tak dobrze chronioną Puszczą. Wierzyłam, że się uczymy i idziemy w dobrym kierunku. Objęcie całego obszaru Puszczy Białowieskiej statutem Światowego Dziedzictwa Ludzkości było przysłowiową kropką nad „i” w tym procesie.

I nagle bum! W jednej chwili trwający ponad 20 lat proces został przekreślony. Nagle okazało się, że to wszystko już nie jest ważne, aktualne, potrzebne?

Nawet kolejne drogie kampanie mające na celu promowanie Lasów Państwowych jako miejsca otwartego dla ludzi już tu nie pomogą. Hasło jednej z nich „Lasy dla ludzi” szczególnie tutaj w Puszczy brzmi groteskowo, gdy kolejne Nadleśnictwa wprowadzają zakazy wejścia do lasu. Myślę, że to przysłowiowy „samobój” Lasów Państwowych strzelony przez ministra i nie wiem kogo jeszcze, kto ma takie pomysły i władzę.

Powiem tylko, że to mnie zwyczajnie wkurza. I żal mi tej całej pracy i wysiłku, którego byłam częścią, a które teraz tak łatwo się przekreśla sprowadzając Puszczę Białowieską do rangi zwykłego lasu. Granicząca z obłędem determinacja władz, żeby Puszczę wcisnąć w szablonowy sposób użytkowania i hodowli po prostu mnie przeraża… To przede wszystkim marnotrawstwo unikatowej przyrody, ale i okazji, by móc się poszczycić nowatorskim sposobem zarządzania tym wyjątkowym obszarem, gdzie pierwszeństwo przed człowiekiem powinna mieć sama natura…

I dlatego apeluję o nie wrzucanie wszystkich leśników do jednego wora. Jak widać są wśród nich nieliczne zdrowo myślące jednostki, które są w stanie przeżywać i pojmować naturę tak jak my. Wśród innych z kolei przeważają nastroje bardziej bojowe…

wrwwww

bez tytułuwwwwww33

W jednym z filmów znalezionych na you tube, widzimy pana, który wyraził chyba dosadnie to, z czym leśnicy gryzą się w język. Zacytujmy:

Ja straciłem 100 mln dolarów przez takich jak Wy! Takich jak wy powinno się utylizować, powinno się z wami zrobić jak putin zrobił, do więzienie na 3 miesiące, albo Łukaszenka też sobie radził rotweilery poprzywiązywał do drzew – krzyczy zwolennik wycinki.

Czym jest Puszcza Białowieska? 

Tak po laicku, to najbardziej unikatowy las na świecie. Ale dlaczego? Z uwagi na ciąg procesów przyrodniczych, jakie dzieją się tam nieprzerwanie od tysięcy lat, z niewielkim lub żadnym udziałem człowieka. Te obszary są oczywiście chronione i nikt ich nie wycina. Sporną kwestią są tereny okalających Puszczę lasów gospodarczych, które od dziesięcioleci podlegają użytkowaniu. Są one często wyglądem zbliżone do tych z głębin obszarów chronionych Puszczy, mają też ogromny potencjał dzikości i tendencję do unaturalniania się. Leśnicy płaczą, że jak nie będą gospodarować, to zarosną Leszczyny i Graby. Nie do końca jest to prawdą. W miejscach gdzie leżą powalone suche świerki zaobserwować można rosnące już młode osobniki. Jest to tzw. „Odnowienie naturalne”. Tak drzewa ratują się przed gradacją. Jak to działa? Natura dobrze to „przemyślała”. Umierający świerk „pompuje” całą swoją energię i zasoby w rozwój młodych siewek. Chodzi przecież o to, aby gatunek przetrwał. Kiedy gradacja się wyszumi, zabijając większość świerków, korniki nie będą miały co jeść. Następny ich pokarm oczywiście już rośnie, ale musi minąć kilkanaście, kilkadziesiąt lat, aby młode siewki były wygodne do ponownego zasiedlenia. W tym czasie oczywiście korniki giną z głodu, a następnie cykl się ponawia, i kolejny, i znów… Na tym właśnie polega Puszcza – tak żyje, i jest to wyraz jej zdrowego tętna. Szkoda tylko, że większość ludzi z perspektywy swego krótkiego życia postrzega trwające tysiąclecia cykle. Ze Świerkiem jest jeszcze inna sprawa. W Puszczy przebiega granica jego zasięgu. Oznacza to, że warunki dla tego gatunku nie są zbyt dobre jest albo zbyt wilgotno, lub zbyt sucho. Sprawia to, że świerki nie żyją w Puszczy długo, wywracają się, lub cierpią od „szkodników”. Świerki tam rosnące pochodzą w większości z monokulturowych nasadzeń leśników, którzy ochoczo wprowadzali je do Puszczy, bez pojęcia o tym, jakie to będzie mieć konsekwencje. Natura jednak mówiąc kolokwialnie „wie” lepiej, jak dostosować skład gatunkowy drzew i posługuje się swoimi sprawdzonymi metodami. Jedną z nich jest kornik. Osobną kwestią są jeszcze prowadzone niegdyś melioracje i osuszania terenów podmokłych (również prowadzone przez leśników), co spowodowało przesuszenie siedlisk, stwarzające lepsze warunki dla rozwoju kornika. Nawet jeśli, jak straszą leśnicy Puszczę zarosną leszczyny i graby, no to co z tego? Leszczyny dają smaczne orzechy, a graby są po prostu piękne. Nielubiane bardzo przez leśników, z uwagi twarde, poskręcane drewno, mające małą wartość użytkową… Są jednak świetnym miejscem lęgowym dla wielu gatunków dziuplaków. Leśnicy zdają się zapominać, że każdy gatunek drzewa może żyć określoną ilość czasu, po czym umiera, rozkłada się, stwarzając biomasę będącą pożywką dla kolejnych gatunków drzew. Proces, cykl… Tak żyje Puszcza od tysięcy lat i będzie żyła jeszcze długo po upadku korporacji LP.  I obojętnie co tam wyrośnie, setki tysięcy ludzi przyjadą oglądać to z pasją i zainteresowaniem bo wyrosło samo. Na tym polega ten skarb i jego unikatowość.

IMG_4958

IMG_5024
To chyba Białowieski Ent…:) Przydały, by się teraz…

Grzyby
Umierając, dają kolejne życie.

Wędrując ubiegłego roku po tajniach Puszczy, widzieliśmy mnóstwo naznaczonych czerwoną pręgą zarówno zdrowych, jak i zasiedlonych kornikiem drzew. Już czuliśmy przedsmak tragedii, jaka miała się tam rozegrać… Póki co, więcej nie pojedziemy. Po co? Warkot pił słyszę co dzień obok siebie w lasach gospodarczych, a spokojniej jest i więcej zwierząt spotykam w śródpolnym zadrzewieniu. Może za jakiś czas… Choć te rany zadane Puszczy przez leśników i pilarzy, nie zagoją się jeszcze długo.

Pozostaje mieć nadzieję, że wspólnym wysiłkiem wszystkich ludzi dobrej woli, uda zachować się to niespotykane już nigdzie indziej dziedzictwo na kolejne wieki.

IMG_4954
Tego świerczka nikt nie sadził. Mały zuch rośnie śmiało, w cieniu umierającego od Kornika brata. Przykład naturalnego odnowienia w Puszczy Białowieskiej, wokół martwych świerków można spotkać mnóstwo takich miejsc.

14925790_322523428115813_502212094959370210_n
Warto pojechać, aby zobaczyć Króla Puszczy. Na zdjęciu nieżyjący już Żubr Wiking, bohater wielu artykułów i leśnych zdarzeń.

799b6b9041cec24441c0992bf230f19c

Apelujemy do Was z tego miejsca: Każdy kto może, niech jedzie w wolnych chwilach wspierać aktywistów. Wasze wsparcie i obecność są teraz bardzo ważne. A każda godzina opóznienia wycinek, to wielkie zwycięstwo.Puszcza jest dobrem nas wszystkich – nie prywatnym folwarkiem leśników.

Obrońców Puszczy można odszukać śledząc profil Powstanie Białowieskie

Afera zajęcza – myśliwi zabijali ponad limit i nic im się nie stało…

Poniżej prezentujemy obszerny tekst Frontu Antyłowieckiego o kulisach głośnej „afery zajęczej”, gdzie myśliwi bezkarnie zabijali zwierzynę łowną ponad limit, m.in. zajęcy, „na które od dawna się nie poluje”, narażając Skarb Państwa na straty ok. 4 mln PLN za „bezprawne pozyskanie zwierzyny”  (o stratach przyrody przez litość nie wspomnę), przykuwając uwagę CBA i mediów ogólnopolskich.

Prokuratura umarzała pod hasłem niskiej szkodliwości społecznej, a PZŁ wmawiał, że przekraczanie planów łowieckich nie stanowi zaburzenia w równowadze przyrody i nie powinno być traktowane jako kłusownictwo.

Aferę tę głównie opisał Stanisław Pawluk, dziennikarz-myśliwy śledzący patologie w środowisku łowieckim, po czym miał nieprzyjemności z „górą”, której włos nie spadł włosa.

Afera to nie tylko jedna z wielu patologii PZŁ. To również ogromny cios zadany naszej polskiej przyrodzie. A także ważny argument w rozmowie, dlaczego pozyskiwanie myśliwskie ma negatywny wpływ na populację zajęcy i jak najszybciej wyjąć ją spod „opieki” myśliwych.

Zapraszamy do lektury:

18643670_423411521360336_683152386_n

AFERA ZAJĘCZA

Gdy podnosi się głos o negatywnym wpływie łowiectwa na zwierzynę łowną, zwłaszcza na drobnicę, strona myśliwska mówi zwykle Panie! To wina rolnictwa, wirusów i durnych przepisów chroniące drapieżniki! Kruk to mnóstwo sztyletuje zajęcy! Wiem, bo widziałem po pijaku! W ogóle tylko pezeteł już od dawna nie poluje na na zwierzynę drobną, tylko chroni i reintrodukuje ją, a wy ekosie jak zwykle guzik wiecie o gospodarstwie łowieckim!

A prawda jest taka, że łowiectwo w wykonaniu PZŁ jak najbardziej ma negatywny wpływ na drobnicę, zaś mamona i ochrona własnego zadu są ważniejsze od troski o przyrodę.

Świadczy o tym mająca finał w 2010 r. tzw. afera zajęcza, gdzie na Lubelszczyźnie przekraczano limity łowieckie, PZŁ, nadleśnictwa i PSŁ udawały, że jest wszystko cacy, a ówczesny rzecznik PZŁ, Marek Matysek zapewniał, że do zajęcy od dawna się strzela, pomijając to, że wciąż to robiono mimo, że naciągany stan w inwentaryzacji nie spełniał warunków określanych przez PZŁ jako wystarczających dla prowadzenia odstrzałów. Ale po kolei.

KOŁO ŁOWIECKIE BAŻANT NR 69 W BEŁŻYCACH (2) grudzien 2016Zabite zające w KŁ nr 69 „Bażant” w Bełżycach – biorącym udział w aferze zajęczej

Stanisław Pawluk wspominał, że afera zajęcza zaczęła narastać już w przed 2004 r. i za przykład dał łowczego swego kołam który oprócz bycia mistrzem w fantazjowaniu był świetny także w przekrętach. Ustrzelone przez niego zwierzęta, a to dziwnie mało ważyły i zdarzały się poza wpisami w książce ewidencji. W wyniku śledztwa wyszło m.in. zastrzelenie o 5 sztuk dzika za dużo, niż przewidywał plan łowiecki, łamiąc tym samym art. 52 pkt. 5, czyli dozwolenie na przekroczenie zatwierdzonego planu pozyskania zwierzyny.

Sprawa była głośna w całym okręgu i poinformowano wszelkie organy PZŁ. Jednak wkrótce stwierdzono, że… nie ma znamion przestępstwa! Ówczesny przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej, Roman Osiński wyciągnął łowczego z problemów, a inny biegły był zdania, że strzelenie 33 dzików, kiedy w planie przeznaczono do odstrzału 27 sztuk, to właściwie to samo. Jak pisze Stanisław Pawluk cyt. „Biegły ten miał już doświadczenia w wybielaniu innego myśliwego, za zastrzelenie prowadzącej młodej lochy w sezonie ochronnym.”

Żaden z organów PZŁ nie raczył się zainteresować na poważnie przekraczaniem planów łowieckich, mało tego – wszyscy się wzajemnie zachwalali, a nowy przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej – Ryszard Gierliński wraz z ową komisją doprowadził do umorzenia przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie dochodzenia, w sprawie narażania PZŁ na utratę mienia znacznej wartości, przez łowczego krajowego Lecha Blocha. Zwierzyna i jej stany? Pff… a kogo to obchodzi. Potem w mediach zrobimy pokazówkę w stylu „Ożywić pola” i poprosimy o kumpli z instytucji państwowych o wytępienie drapieżników, które oskarżymy o spadek zwierzyny.

hubertus_2014_22
Zabita zwierzyna w KŁ nr 47 „Bekas” w Opolu Lubelskim, gdzie przekroczono plany hodowlane.

Tymczasem w 2003 r. powstała Państwowa Straż Łowiecka, z którą szeregowi myśliwi wiązali duże nadzieje, gdyż wielokrotnie skarżyli się na olewactwo organów ścigania ws. łamania prawa łowieckiego. W Lublinie początkowo było dobrze, bo tamtejszy pierwszy komendant PSŁ, Jan Bogdan Kozyra był osobą kompetentną i do dziś jest uznany za niedościgniony wzór. Niestety będąc samotnym wilkiem w stadzie strażników wybranych w wyniku kumoterstwa, nepotyzmu i powiązań politycznych, musiał opuścić stanowisko, a jego stanowisko otrzymali kolejno Andrzej Sieńko i Stefan Kowalewski, obaj powiązani politycznie i faworyzowani przez ówczesnych wojewodów lubelskich i wybrani w niefajnych okolicznościach.

Urząd Wojewódzki w Lublinie utrwalił tradycję łamania prawa, dając tym samym sygnał dla ludności, że prawo nie dotyczy rządzących zwłaszcza, gdy na eksponowane stanowiska powołują swoich wiernych żołnierzy. Zarówno Andrzej Sieńko, a następnie Stefan Kowalewski powołani zostali bez spełnienia wymaganych warunków, czyli bez ukończenia przez kandydatów szkoleń określonych ustawą.” (http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=215 – dostęp 17.05.2017)

Przyjrzyjmy się jednak Stefanowi Kowalewskiemu, wybranemu w 2008 r. komendancie PSŁ, ponieważ to on odegrał ważną rolę w aferze zajęczej. O tym jakim był niekompetentnym strażnikiem łowieckim można spokojnie napisać osobny materiał*. Używanie służbowych pojazdów do celów własnych, lenistwo, zerowa wykrywalność przestępstw łowieckich ograniczająca się do wystawiania bzdurnych mandatów wędkarzom, markowanie łapania kłusowników i pokazowe zbieranie wnyków (co wyśmiano nawet na forum myśliwskim: http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=43050&t=43050 – dostęp 17.05.2017) czy pozbawione cienia logiki konfabulactwo w raportach, to tylko czubek góry lodowej. Wszystko za pieniądze podatników.

W końcu p. Kowalewski dotarł do 3-częściowego felietonu Stanisława Pawluka z 2008 r. pt. „Modelowa gospodarka”, w którym wykazał jak w województwie lubelskim, onedgaj zajęczym eldorado, obecnie z katastrofalnymi stanami zajęcy, koła łowieckie przekraczały zatwierdzone planem łowieckim ilości zajęcy przeznaczonych do odstrzału, a prokuratura automatycznie umarzała postępowania karne z powodu niskiej szkodliwości czynu, a także członków owych kół w postaci wysoko postawionych funkcjonariuszych w PZŁ.

021
Zabite zające w KŁ nr 25 „Uroczysko” w Lublinie, które ignorowało zalecenia dr hab
. Romana Dziedzica o zaprzestaniu odstrzału i nadal zabijało zające.

Widząc okazję do wykazania się, wynajdywał kolejne koła łowieckie, które odstrzeliły więcej zwierzyny ponad zatwierdzony plan – ostatecznie było to ok. 80% kół z terenu Lubelszczyzny. Rabunkowa gospodarka łowiecka dotyczyła nie tylko zajęcy, ale m.in. kuropatw czy zwierzyny grubej. Początkowo PSŁ ostro wzięła się do pracy i w kilku przypadkach uzyskano wyroki skazujące, ale jej zapał się ostudził, kiedy okazało się, że w KŁ „Dąbrowa” w Lublinie także przekraczono plan, a łowczym był sam… Stefan Kowalewski. Ups, ale kaszana! I zamiast twardych dowodów w postaci dokumentacji kół, książek ewidencji, upoważnień do polowania indywidualnego i protokołów polowań to zbierano mało wiarygodne oświadczenia, dlaczego odstrzelono zwierzęta poza planem. A PZŁ jako organizacja był po stronie łamiących wszelkie prawa i dawała wsparcie w postaci cwanych radców prawnych.

019
KŁ nr 2 „Leśnik” w Lublinie podczas zastrzelenia 30 kaczek na jednym polowaniu zbiorowym, potem przedstawiono to jako 10 kaczek (Szczegóły tu – http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=363 – dostęp: 16.05.2017).

Sam Stefan Kowalewski przerażony ogromem afery, widmem zemsty wysoko postawionych w hierarchii łowieckiej kolegów po lufie i utratą resztek reputacji, kiedy na jaw wyszło, że sam uczestniczył w aferze zajęczej, domagał się od prokuratury umorzenia WSZYSTKICH SPRAW! Komendant Państwowej Straży Łowieckiej, instytucji opłacanej przez podatników, którego zadaniem ściganie przestępstw z prawa łowieckiego robił wszystko, by prokuratura umorzyła wszystkie brudy!

– Sugerowaliśmy prokuraturze umorzenie tych spraw, bo takie jest nasze prawo, mieliśmy taką możliwość. Zresztą nie było podstaw do innego działania – powiedział Stefan Kowalewski dla programu UWAGA TVN. Jego zdanie podzielała Genowefa Tokarska, ówczesna wojewoda lubelska.

– Czy przestępstwem jest ustrzelenie na polowaniu kilku sztuk zwierzyny więcej? Proszę nie sugerować, że prokurator kierował się wnioskami komendanta Państwowej Straży Łowieckiej. Prokurator nie musiał zastosować się do naszego wnioskuswierdziła Genowefa Tokarska, która nie dopełniła obowiązków służbowych. Ponieważ wg prawa łowieckiego i rozporządzenia MŚ ponadlimitowe odstrzały traktowane jest na równi z „bezprawnym pozyskaniem zwierzyny”, a wojewoda powinien żądać ekwiwalentu, tj. odszkodowania dla Skarbu Państwa. Jednak jak widać pupilkom władzy i zaprzyjaźnionym myśliwym wolno więcej, a nie jest to pierwszy raz, gdy p. Tokarska kryła niekompetencję swego podwładnego (więcej – http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 – dostęp 17.05.2017).

5Komendant PSŁ w Lublinie – Stefan Kowalewski był łowczym w KŁ nr 5 „Dąbrowa” w Lublinie, które także przekraczało plan łowiecki. M.in. dlatego też domagał się umorzenia skutków afery zajęczej.

Jednak mleko się rozlało. Oprócz lokalnych mediów sprawą zainteresowało się także CBA, które natychmiast przeprowadziło kontrolę w lubelskich urzędach. Szersze media też podłapały temat przekraczania planów łowieckich. W lipcu 2010 r. „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł „Bezkarne łowy za miliony”, a „Uwaga TVN” wyemitowała reportaż „Myśliwi w CBA”.

– Kontrola wypadła przerażająco. Okazało się, że wojewodowie praktycznie nie wiedzieli, co dzieje się ze zwierzyną, jak wygląda pozyskiwanie zwierzyny łowieckiej w poszczególnych kołach i ile zwierząt zostaje odstrzelonych poza planem. Tylko w województwie lubelskim, w czasie rządów trzech wojewodów, Skarb Państwa stracił prawie 4,5 mln zł. – mówił Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA dla Uwagi TVN.

W swym raporcie CBA winę za nieudolne prowadzenie postępowań w sprawie przekroczenia planów hodowlanych, ponoszą komendant PSŁ Stefan Kowalewski oraz Genowefa Tokarska.

Jednak w większości spraw ws. ponadlimitowych odstrzałów umorzono z powodu małej szkodliwości czynu, a w 23 przypadkach odmówiono wszczęcia dochodzenia. A w międzyczasie lubelskie władze PZŁ nie widziały w tym nic złego i napisały sprostowanie do „Rzeczpospolitej” oskarżając tradycyjnie o szarganie dobrego imienia łowiectwa i doniosły na Stanisława Pawluka.

Marian Flis (1)Dr hab. Marian Flis, wówczas przewodniczący ZO PZŁ w Lublinie, który bronił przekraczania odstrzałów (był wówczas członkiem takowego – KŁ nr 25 „Uroczysko” w Lublinie) nie uciekając się do matactwa. Potem dr Flis prześladował Stanisława Pawluka, próbując go wrobić w polowanie poza planem.

Myśliwi, z którymi rozmawiała »Rz«, przyznają, że nielegalny odstrzał to norma, bo kół nie spotykają żadne sankcje. Ani finansowe, ani karne. – Koła łowieckie nagminnie przekraczają dozwolone limity polowań i odstrzału. Tak jest w całej Polsce, w mniejszym lub większym stopniu. Doprowadziło to do wybicia populacji zajęcy – ocenia myśliwy z Lublina.”

Jeśli kogoś to pocieszy, w 2012 r. w wyniku prokuratorskiego śledztwa Stefan Kowalewski stracił stanowisko komendanta PSŁ w Lublinie, a wraz z nim dwaj kolejni strażnicy. Ale jakichkolwiek konsekwencji nie ponieśli, bo wg Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego cyt. „bieżący nadzór nad PSŁ był prowadzony”.

Konsenkwencji nie ponieśli również uczestnicy afery zajęczej, większość z nich to byli ludzie okupujący wysokie stanowiska w PZŁ i do tej pory mające plecy w PZŁ. A jak pisał Kurier Lubelski w 2012 r. cyt. „urzędnicy wojewody wciąż nie odzyskali pieniędzy za bezprawnie odstrzeloną zwierzynę. W ostatniej kontroli sprawdzającej wykonanie budżetu w 2011 r. ponownie wytknęła to NIK. I nakazała »niezwłoczne podejmowanie działań w celu pobrania ekwiwalentu«”.

Przerażające to wszystko. Już pomijam straty finansowe spowodowane działaniami myśliwych. Pomyślmy o tych wszystkich bezprawnie zastrzelonych zwierzętach. Szczególnie o zajęcach, o które rzekomo PZŁ tak dba, a w praktyce nie przejmował się, że przestrzelano zające w trudnym dla nich okresie i nie ulega wątpliwości, że to myśliwi najbardziej przyczynili do niskich stanów zwierzyny drobnej. A Wielce Szanowni Łowczy traktują swe występki jako znikomą szkodliwość społeczną czynu i nic z tym nie zrobili.

Przekroczenia planów odstrzału zwierzyny nie powinno się traktować jak kłusownictwa – tak tłumaczył się dla „Rz” Dariusz Łukasik, łowczy KŁ „Głuszec” w Biłgoraju. A niedaj Bóg twój pies, szaraczku kochany, dziabnie zająca i myśliwi będą do upadłego cię ścigać na bezprawne pozyskiwanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKŁ nr 91 „Azotrop” w Puławach, które przekroczyło plan odstrzału zajęcy w sezonie 2007/2008, a interwencji nie podjęto.

A nie sorki, jednak coś zrobiono – czcze pokazówki i ocieplanie wizerunku. Na stronie PZŁ Lublin można przeczytać, jak to w latach 2010-2014 szlachetni myśliwi zasilają łowiska drobnicą ku chwale ojczystej przyrody (http://www.lublin.pzlow.pl/komunikaty/2006-2015.php – dostęp: 18.05.2017). Wśród wymienionych można odnaleźć koła łowieckie mające udział w zabijaniu drobnicy ponad limit, m.in. KŁ nr 1 „Szarak” w Lublinie czy KŁ nr 84 „Przepiórka” (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=262 – dostęp: 20.05.2017)! To jest kurczę dramat. Wpierw wybili do cna zające, a teraz pokazują jacy są dobroduszni! I przy tym wyciągnijmy łapy po dotacje WFOŚiGW w Lublinie. Ograbiliśmy Skarb Państwa zabijając za dużo zwierząt, to jeszcze weźmiemy trochę za wsiedlanie tychże zwierząt (http://www.lublin.pzlow.pl/okreg/2012/2012-001.php i http://www.lublin.pzlow.pl/okreg/2014/2014-003.php – dostęp: 18.05.2017).

KŁ Szarak zabity zającUpolowany zając w KŁ nr 1 „Szarak” w Lublinie, którym wykryto przekroczenie odstrzałów zajęcy.

A najbardziej kuriozalny okazał się dla mnie materiał PulsMiastaTV z 2013 r., gdzie prezentowano wsiedlanie zajęcy w okolicach Białej Podlaskiej, a przed kamerą przemawiał Ryszard Mączyński, prezes KŁ „Ponowa” w Białej Podlaskiej. Ten sam Mączyński co załatwiał pozaplanowe polowania dla marsz. Sejmu Bronisława Komorowskiego. To samo KŁ „Ponowa” w Białej Podlaskiej, co dokonało w latach 2005-2007 przekroczenia limitów odstrzałów i było znane w środowisku w robieniu przekrętów. (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=220 i http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=147 – dostęp: 19.05.2017).

Populacja zająca doszła do dna (…) na naszym terenie i trudno odbić się od dna i w związku z tym potrzebna jest introdukcja. Bez niej nie odbudujemy populacji.

„Głównym inicjatorem w naszym (…) akcji wsiedlania zająca jest członek Okręgowej Rady Łowieckiej, kol. Ryszard Gierliński, (…) bardzo mu zależało na tym, żeby ta introdukcja nastąpiła jak najszybciej. Jest to program 3-letni, także co roku będziemy wsiedlać zająca.

Dla przypomnienia – p. Gierliński ratował z taratapów Lecha Blocha, tak jak p. Mączyński należy do KŁ nr 89 „Siemień” w Lublinie, gdzie także dokonano ponadlimitowych odstrzałów. A w Białej Podlaskiej myśliwi z KŁ nr 15 „Ostoja” odstrzelili o 12 zajęcy niż wymagał plan łowiecki, a postępowanie oczywiście umorzono, a kol. Mączyński i Gierliński na pewno o tym wiedzieli. I kogo obwinią? (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=219 – dostęp 18.05.2017)

Mamy problem kłusujących psów, które występują w naszym łowisku w ilości nie mniejszej niż jak ilość zajęcy.

A jak pisze PulsMiasta.pl – cyt. „Jest to wina przede wszystkim drapieżników także tych skrzydlatych , które potrafią być bardzo agresywne są bardzo agresywne. Począwszy od bociana skończywszy na wszelkiego rodzaju drapieżnikach typu jastrząb, myszołów.”

Film można obejrzeć tu:

Łał! Trzeba mieć niezły tupet, by najpierw uczestniczyć w legalnym kłusownictwie drobnicy i ukrywaniu związanych z tym przekrętów, a teraz mamić ludzi „szlachetnymi reintrodukcjami” i zwalać winę na drapieżniki!

Ryszard Mączyński i przewodniczący GKR PZŁ, Ryszard Gierliński. W kołach, do których należeli dokonywano ponadlimitowych odstrzałów. Potem ci ludzie mamili opinię publiczną wsiedlaniem zajęcy i zwalaniem sytuacji na inne czynniki.

No, ale myśliwi jak zwykle niewinni, bo jak pisała Prokuratora Rejonowego w Białej Podlaskiej cyt. „Dochodzenie, dotyczyło zaistniałego w okresie od 2004 r. do 2006 r. w Białej Podlaskiej przekroczenia pozyskania zwierzyny w postaci zajęcy przez Koło Łowieckie nr 15 »Ostoja« o łącznie 12 sztuk (…) umorzono (…) z uwagi na znikomą szkodliwość czynu. Przekroczenie planu było skutkiem braku komunikacji miedzy myśliwymi, nie było znaczne i nie doprowadziło do zachwiania równowagi populacji zajęcy.

Czyli jak myśliwy przekroczy plan łowiecki, to nic się nie stało i równowaga populacji została zachowana. Ale jak lis zje jednego zająca na ruski rok, albo kruk skubnie padlinę, to ta równowaga zostaje zachwiana…

hubert96_008KŁ nr 15 „Ostoja” w Białej Podlaskiej było jednym z tych kół, gdzie zabijano ponad limit zające, a sprawa została umorzona. Zdjęcie z 1996 r. Ciekawe ile z tych tu zajęcy było poza planem pozyskania?

Wiele uczestników afery zajęczej do tej pory są wysoko postawieni w hierarchii władz PZŁ. Są to osoby skorumpowane, nie szanujące prawa, przyrody i zwykłej przyzwoitości, a o każdym można napisać osobny artykuł. Osoby, które jak najbardziej przyczyniły się do katastrofalnej sytuacji drobnicy i odwracają zająca omykiem mówiąc o „reintrodukcjach/restytucjach”, „trosce o przyrodę” i innymi frazesami.

I teraz PZŁ mając tyle brudu ma czelność domagać się obecności Dnia Ziemi i mamić ludzi swoją propagandą? No friggin’ way!

/KingKung

Pokot po polowaniu na Pusznie Godowskim grudzień 2014 KL BAzantZabite zające w KŁ nr 93 „Bażant” w Poniatowej. Jak pewnie domyślacie i to koło zabijało ponad limit. A oto co piszą na swej stronie internetowej:
W celu utrzymania na wysokim poziomie populacji zwierzyny drobnej Koło prowadzi walkę ze szkodnikami i kłusownictwem.”

ŹRÓDŁA:

Artykuły Stanisława Pawluka: 

„Afera zajęcza”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=249 (dostęp: 15.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=252 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=253 (dostęp: 18.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=254 (dostęp: 16.05.2017)

„Jak to z komendantem PSŁ było”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=215 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

„Modelowa gospodarka”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=175 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=176 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=177 (dostęp: 17.05.2017)

„»Duża afera« o małe zające”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=234 (dostęp: 17.05.2017)

„Co warte jest »Sprostowanie« PZŁ”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=363 (dostęp: 16.05.2017)

„Kontrola CBA w UW w Lublinie”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=268 (dostęp: 17.05.2017)

„Dwa stracone lata”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=272 (dostęp: 17.05.2017)

„Ekwiwalenty są ściągane”
http://dziennik.lowiecki.pl/listy/tekst.php?id=83 (dostęp: 21.05.2017)

„Czy wojewoda kryje przekręty komendanta PSŁ?”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 (dostęp: 17.05.2017)

„Flisowe prostowanie prostego”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=262 (dostęp: 20.05.2017)

„Kolejna ściema dr Flisa”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=29 (dostęp: 21.05.2017)

„Kolegialnie w Lublinie to jednoosobowo”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=15 (dostęp: 20.05.2017)

Materiały medialne: 

„Jest lepszy wizerunek myśliwych”, Janusz Kibic
http://lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=8 (dostęp: 20.05.2017)
http://www.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=11 (dostęp: 20.05.2017)

„Latami bezkarnie mordowali zwierzęta”, Łukasz Chomicki, Barbara Majewska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/127986,latami-bezkarnie-mordowali-zwierzeta,id,t.html (dostęp: 19.05.2017)

„Myśliwi na celowniku CBA”, Łukasz Chomicki, Barbara Majewska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/214868,mysliwi-na-celowniku-cba,1,id,t,so.html (dostęp: 19.05.2017)

„Bezkarne łowy”, Izabela Kacprzak
http://www.rp.pl/artykul/508405-Bezkarne-lowy–za-miliony.html#ap-7 (dostęp: 16.05.2017)

„Myśliwi w CBA”
http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/mysliwi-w-cba,139081.html (dostęp: 18.05.2017)

„Wielka czystka w Państwowej Straży Łowieckiej w Lublinie”, Rafał Panas
http://www.dziennikwschodni.pl/lublin/wielka-czystka-w-panstwowej-strazy-lowieckiej-w-lublinie,n,1000152163.html (dostęp: 16.05.2017)

„Komendant wojewódzki straży łowieckiej został odwołany”, Aleksandra Dunajska
http://lubelskie.naszemiasto.pl/artykul/komendant-wojewodzki-strazy-lowieckiej-zostal-odwolany,1421593,art,t,id,tm.html (dostęp: 16.05.2017)

„Lubelszczyzna: Myśliwi łamali prawo”, Aleksandra Dunajska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/607205,lubelszczyzna-mysliwi-lamali-prawo,id,t.html (dostęp: 18.05.2017)

========================================================================================================================================================

*A jeśli bardziej was ciekawi całokształt twórczości Stefana Kowalewskiego, to życzę miłej lektury:  

Wykorzystywanie pojazdu służbowego do celów prywatnych (głównie polowań) z kierowcą opłacanym z pieniędzy podatników:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

Pozorowanie działań kłusowników i brak noszenia przepisowego umundurowania:
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=260 (dostęp: 17.05.2017)

Podkładanie fałszywych wnyków, a następnie ich zbieranie celem propagandy medialnej:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=284 (dostęp: 17.05.2017)
http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=43050&t=43050 (dostęp: 17.05.2017)

Przedłużanie sobie weekendów, a w międzyczasie policja była skuteczniejsza w tropieniu przestępstw łowieckich niż PSŁ:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=280 (dostęp: 17.05.2017)

Wrobienie Boga ducha winnego myśliwego w zabitą lochę, prawdopodobnie żeby ten w wyborach nie wygryzł p. Kowalewskiego z funkcji łowczego:
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=272 (dostęp: 17.05.2017)

Zniszczenie samochodu służbowego i zmuszenie swego podwładnego za opłacenie naprawy:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 (dostęp: 17.05.2017)

Mobbing podwładnych, którzy mieli sprzedawać nieprawidłowości w PSŁ (co było nieprawdą):
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

Zamieszczono dzięki uprzejmości Front Antyłowiecki

Czytaj także: Kłamstwa myśliwych – Sprawa liczebności zajęcy oraz
Przestępstwa, nadużycia i patologie w PZŁ