Uwaga na chorą dziczyznę. Myśliwi zarazili celebrytę?

Ileż to razy słyszeliśmy z ust polujących chwalby i poematy na temat tzw ‘’zdrowej dziczyzny’’. Używane za każdym razem w dyskusji, kiedy udało się wyjaśnić wszelkie mity i absurdy łowiectwa, nasi dyskutanci chwytają się ostatniego ; ‘’Ale ja poluję dla zdrowego mięsa! Co, nie wolno mi, skoro można? Chcę zdrowo żywić swoje dzieci, a nie tym chemicznie nafaszerowanym z marketu’’. Podobną argumentację wysunęła kiedyś rzecznik PZŁ. Pomijając całkowicie wszelkie kwestie zdrowotne, ekonomiczne i moralne oraz liczne badania naukowe wykazujące szkodliwość i nieefektywność spożywania mięsa przez człowieka jako pokarmu, (Do przeczytania tutaj – Wegańskie książki i filmy) , pozostaje pytanie, które to mięso rzeczywiście jest gorsze…

tasiemiec

Jak donoszą od kilku dni rozmaite portale informacyjne w Polsce, w dziczyźnie na Podlasiu wykryto nie notowanego dotąd pasożyta, tasiemca z rodzaju spirometra.

‘’ Tasiemiec z rodzaju Spirometra pasożytuje m.in. u dzikich ssaków drapieżnych, np. dzików. W Azji larwy tego tasiemca znajdują się także u żab i węży, które są tam traktowane jako przysmak.

Do zakażenia dochodzi drogą pokarmową – po spożyciu surowego lub niedogotowanego mięsa, które zawiera larwy pasożyta, lub po wypiciu skażonej wody.

Lubisz dziczyznę? Lepiej uważaj!

Mięso z dzików, które jest dopuszczane do sprzedaży, nie jest badane pod kątem sparganozy, ponieważ jest to obecnie praktycznie nieznany lekarzom pasożyt. Larwy są trudne do identyfikacji, ponieważ mogą przypominać np. włókna mięśniowe czy ścięgna. Amatorom dziczyzny zaleca się więc długą obróbkę termiczną mięsa lub rezygnację z jego spożycia. Sugeruje się także, by nie pić wody z podejrzanego źródła.

Larwy tego tasiemca umiejscawiają się zazwyczaj pod skórą człowieka, powodując występowanie obrzęków podskórnych. Pasożyt dość często umiejscawia się też w okolicy oczodołów, co może prowadzić nie tylko do zaburzeń widzenia, lecz także do uszkodzenia gałki ocznej. Zdarzało się, że larwy znajdowały się też w płucach, a nawet w mózgu i wywoływały ciężkie objawy chorobowe.

Sparganoza nie jest chorobą śmiertelną, ale jest bardzo nieprzyjemna. Larwy spod skóry lub innych części ciała usuwa się chirurgicznie. ‘’

Źródło: poradnikzdrowie.pl
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-pasozytnicze/tasiemiec-spirometra-w-miesie-dzika-grozny-dla-ludzi_43941.html

„Po spożyciu mięsa pochodzącego od zarażonego zwierzęcia można zachorować na sparganozę. Wystarczy, że mięso zawierające larwy tasiemców będzie surowe lub niedogotowane” – poinformowała w poniedziałek w przesłanej PAP informacji autorka badań dr Marta Kołodziej Sobocińska z IBS PAN w Białowieży.  ‘’

A przecież widzieliśmy nie raz na zdjęciach, panów czy panie myśliwe, które wgryzały się wątrobę upolowanego dzika ociekającą jeszcze krwią.  Jest to związane ze zwyczajami myśliwskimi, prawdopodobnie chodzi o upolowanie pierwszej w życiu sztuki. Inny zwyczaj, to mazanie twarzy krwią –  ‘’farbą’’ zabitego zwierzęcia, której fryc nie może zmyć z twarzy, dopóki nie postawi wszystkim kolejki. Cóż, smacznego… dodać trzeba, że tą drogą można się zarazić wieloma rozmaitymi chorobami. Wspaniałe tradycje niech będą więc wyrazem myśliwskiej fantazji i drogą selekcji naturalnej…

heart
Głośna sprawa z tego roku, kiedy 8 letnia dziewczynka pod opieką polującego ojca, spożywa na surowo serce upolowanego zwierzęcia. 

Dalej:

‘’Kołodziej-Sobocińska podkreśla, że sparganoza była dotychczas znana głównie z krajów azjatyckich, a w Europie notowano ją sporadycznie. „Stwierdzano pojedyncze przypadki zachorowań we Włoszech, Czechach, Niemczech, ale na terenie Polski jeszcze nie notowano tego schorzenia u ludzi. Wiadomo natomiast, że wywołujące je pasożyty często występują u zwierząt drapieżnych w Puszczy Białowieskiej” – dodała.

W ostatnich latach naukowcy z IBS PAN przebadali pod kątem zarażenia tasiemcem Spirometra ponad 150 zwierząt. Dr Kołodziej-Sobocińska powiedziała PAP, że po raz pierwszy tego tasiemca wykryła pod skórą martwego borsuka w 2013 r. i wtedy zaczęła badać problem. Badania rozszerzono na inne gatunki, m.in. jenoty, ale też dziki i okazało się, że „ogromna większość” tych zwierząt w Puszczy Białowieskiej choruje na sparganozę. Trwają wstępne badania w Puszczy Augustowskiej. Tam również potwierdzono występowanie larw Spirometra, trwają dalsze badania.

Badaczka poinformowała, że myśliwi zgłaszali weterynarzom obecność „tajemniczych” larw w mięsie dzików od 2011 r. U dzików tego tasiemca znaleziono nie tylko pod skórą tych zwierząt, ale też w ich mięsie. Były przypadki, gdy długość larw tasiemca przekraczała pół metra.

Dr Marta Kołodziej-Sobocińska podkreśla, że celem prezentowanych informacji naukowych nie jest „sianie paniki” wśród ludzi, lecz zwrócenie uwagi (głównie osób spożywających dziczyznę), że w mięsie z dzika – bez odpowiedniej obróbki termicznej – mogą być niebezpiecznie larwy.

Zaznaczyła, że obecność larw Spirometra jest trudna do wykrycia, konieczna jest więc ostrożność, bo choć larwy tego tasiemca umiejscawiają się zazwyczaj pod skórą człowieka, to zdarzało się, że znajdowały się np. w oku, płucach czy mózgu i wywoływały ciężkie objawy chorobowe.

Odkrycie będzie konsultowane ze służbami weterynaryjnymi i sanitarnymi, aby próbować wypracować sposób postępowania. Problem jest nowy, i nie ma ani prawa, ani norm postępowania, które by go regulowały – mówi Kołodziej-Sobocińska. ‘’
Na razie amatorom dziczyzny naukowcy zalecają długą obróbkę termiczną mięsa lub rezygnację z jego spożycia ”

Źródło: naukawpolsce.pap.pl
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,410989,naukowcy-wykryli-tasiemca-spirometra-u-zwierzat-moze-byc-grozny-dla-ludzi.html

Te wiadomości są bardzo niepokojące, tym bardziej że w zeszłym roku informowaliśmy o siatce myśliwych – kłusowników, którzy na szeroką skalę zajmowali się procederem rozprowadzania nie badanego mięsa zwierząt łownych, które serwowane było między innymi w restauracjach. Dziczyzna była zarażona włośnicą i mimo to celowo wprowadzana do obrotu.  Do przeczytania tutaj :
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-nowe-fakty-ws-dziczyzny-zakazonej-wlosnica-prali-brudne-mies,nId,1892094

Trzeba również pamiętać o sporej rzeszy kłusujących myśliwych, którzy nie wpisując odstrzału w księdze ewidencyjnej polowań, biorą dziczyznę na użytek własny, która również nie jest w takim wypadku badana.

====================================
====================================


Historia ku przestrodze… Celebryta Michał Wiśniewski choruje po spożyciu dziczyzny?

14215715_320828824932256_460462318_o

Wprawdzie opisywane zdarzenie miało miejsce w 2015 roku, i nie ma związku z obecnym wykryciem tasiemca z rodzaju spirometra, ale pokazuje jak łatwo można dając ślepo wiarę myśliwskim zapewnieniom nabawić się dolegliwości. Myśliwi uwielbiają właśnie w ten sposób próbować pozyskiwać sympatię rozmaitych grup społecznych, częstując okazyjnie dziczyzną. Często podczas regionalnych festynów i imprez okolicznościowych koła łowieckie zgłaszają swój udział, i ustawiają stoisko. Nazywa się to ”promowaniem łowiectwa”, czyli przekazywaniem wyidealizowanego obrazu, z mnóstwem niedopowiedzeń, okraszonego mitami myśliwskimi, np o dokarmianiu zimowym.

‘’ Zatruciem 22 osób zakończyło się polowanie myśliwych z powiatu żagańskiego i ich gości. Rozchorował się też Michał Wiśniewski, znany polski piosenkarz, którzy prawdopodobnie został przez myśliwych poczęstowany kiełbasą.

Myśliwi z koła łowieckiego Diana (obwód Jelenin, gmina Żagań) i ich goście spotkali się w piątek, 23.10. Zamieszkali w żagańskim hotelu.

– Potem pojechali. Wiadomo, polowali, mieli swoje posiłki w lesie. W tym żurek i kiełbasę z dzika. Nie wiem skąd – mówi Jan Okapiec, właściciel hotelu.

Problemy zaczęły się w sobotę. Po wieczornym posiłku.

– Zaczęli mówić, że mają problemy żołądkowe – zaznacza J. Okapiec. I opowiada, że przed kolacją myśliwi poprosili, by podać im na stół przywiezioną przez nich kiełbasę z dzika. – Zasadniczo nie ma u nas sytuacji, gdy goście przynoszą swoje posiłki. Ta była wyjątkowa. Wiadomo, to był ich specjał. Dlatego kelnerka grzecznościowo pokroiła na stole pomocniczym kiełbasę – tłumaczy J. Okapiec. – Osobiście wzywałem karetkę.

– Pomoc została udzielona 5 osobom. Wszystkie zgłaszały silne dolegliwości żołądkowo-jelitowe, Otrzymały środki rozkurczowe, przeciwbólowe. Żadna z tych osób nie zgodziła się na przewiezienie do szpitala – informuje Ryszard Smyk, kierownik żagańskiego pogotowia ratunkowego.

Poczęstowali go kiełbasą

Ratownicy zostali też wezwani do Michała Wiśniewskiego, wokalisty i lidera zespołu Ich Troje.

– Pana Wiśniewskiego widziałem, jak rozmawiał z myśliwymi, bo siedział niedaleko od nich. Może go poczęstowali – zastanawia się J. Okapiec.

  1. Wiśniewski, który w tym samym czasie, gdy myśliwi polowali, brał udział w Baja Inter Cars, czyli rajdach samochodów terenowych w Szprotawie i Żaganiu, potwierdza, że się rozchorował. Mieszkał w tym samym hotelu.

– Ok. godziny 21 poczułem się bardzo źle. Miałem wysoką gorączkę – opowiada Wiśniewski. Była też biegunka, wymioty, ogólne osłabienie. Sprawą zajął się sanepid.

Powiadomili prokuraturę

Paweł Pilaszewski, były myśliwy koła Diana, podejrzewa, że myśliwi najedli się kiełbasy z niebadanego mięsa. Tłumaczy, że mięso z upolowanej zwierzyny może być przekazywane tylko myśliwym.

– Potem muszą mięso zbadać, zanim je przerobią na własny użytek – tłumaczy P. Pilaszewski. Przekonuje, że nie zawsze tak to się odbywało. I zdradza, że dokumentacją koła Diana, dotyczącą właśnie przekazywania mięsa, od dłuższego już czasu zajmuje się policja.

Zaczęło się od tego, że ktoś poinformował Nadleśnictwo w Szprotawie o budzącej wątpliwości dokumentacji koła.

– Pismo otrzymaliśmy w sierpniu. Uznaliśmy, że należy powiadomić prokuraturę – informujeDariusz Chełski, nadleśniczy.

Potwierdza to prokuratura.

– Zawiadomienie wpłynęło do nas w połowie sierpnia i zostało przez nas przekazane policji – mówi Tomasz Kulczycki, prokurator rejonowy z Żagania.

Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie.

– Najpierw prowadziliśmy czynności sprawdzające pod kątem, czy doszło do popełnienia przestępstwa. Następnie, 25.09., zostało wszczęte dochodzenie w sprawie podrobienia i przerobienia dokumentów. Sprawa jest jednak wielowątkowa i rozwojowa, dlatego nie możemy podawać szczegółów – zastrzega podinsp. Sylwia Woroniec z żagańskiej policji.

– W chwili, gdy zostaną komuś postawione zarzuty, przejmiemy sprawę, zgodnie z nowym kodeksem postępowania karnego – zaznacza P. Kulczycki.

Zarząd koła Diana zapewnia, że działalność prowadzą prawidłowo.

„Informujemy, że Koło Łowieckie Diana prowadzi prawidłową gospodarkę łowiecką, jak i wszelką dokumentację” – czytamy w pisemnej odpowiedzi na pytania dziennikarza.

 Źródło i całość artykułu:
http://zary-zagan.regionalna.pl/ps-254354-jak-wisniewski-pojadl-w-zaganiu/

tape2orm


No cóż, pewnie jeszcze nie raz usłyszymy zapewnienia o ‘’najzdrowszym z możliwych mięsie’’, albo, że wszystkie przypadki zatruć dziczyzną sfabrykowali ekolodzy. Podobnie jak wyniki rozmaitych badań, w tym cytowanych powyżej – to za pewne nikczemne knucia ekologów w celu szkalowania dobrego imienia łowiectwa.😉  Amatorom dziczyzny pozostaje życzyć smacznego, i opieki opatrzności.

Rolnicy domagają się likwidacji PZŁ – Myśliwi sobie nie radzą

Dawno temu zadawaliśmy sławne retoryczne pytanie ; Czy współczesne łowiectwo jest w stanie spełniać jakąkolwiek pozytywną dla społeczeństwa rolę, poza realizacją krwawych uciech swoich sympatyków? Opracowaliśmy również szeroką notatkę traktującą o tym jak gospodarka łowiecka niszczy rolnictwo, i jakie są tego przyczyny. W skrócie, celem myśliwych jest polowanie i czerpanie psychicznych i materialnych profitów z jego wykonywania, a istotą gospodarki łowieckiej maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, w celu polowań. Co już niekoniecznie musi być zgodne z interesem rolników, i tak oto mamy konflikt, który podsumować można tak : Jedni chcą by zwierząt było jak najwięcej, (dla własnej przyjemności ) Drudzy, by było ich mniej, ponieważ z powodu czyjegoś hobby ponoszą straty w pracy, która pomaga im się utrzymać, i produkować żywność dla nas wszystkich…To rzecz jasna nie obchodzi myśliwych, bo mają swoją dziczyznę…😉  Do przeczytania tutaj:

 Jak łowiectwo niszczy rolnictwo

Być może te poglądy są pokłosiem przytoczonego powyżej artykułu, który był udostępniany i szeroko komentowany w grupach rolniczych. Bardzo by nas to cieszyło.
Beton powoli kruszeje i coś zaczyna się dziać – rolnicy sami dostrzegają jak bardzo są wykorzystywani i manipulowani przez myśliwych, których jedynym celem realizacja własnego hobby i zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie, o czym informuje sam PZŁ w komentarzach na swojej stronie…Jednak zmiany w tej dziedzinie są nieuniknione. Kropla drąży skałę, ludzie przeglądają na oczy i każdemu coraz jaskrawiej jawią się absurdy obecne w naszym łowiectwie. Owszem, mogą myśliwi sobie walczyć o ‘’zachowanie w nie zmienionej formie’’ swojego łowiectwa z całych sił. Tym bardziej lądowanie będzie  bolesne, gdy masa niezadowolenia społecznego zwykłych ludzi, przyrodników, i rolników przekroczy punkt krytyczny. Przewodniczący OPZZ rolników Sławomir Izdebski domaga się uporządkowania prawa łowieckiego, zrobienia porządku z PZŁ, a samo ministerstwo rolnictwa ma rozważać jego likwidację – tak przynajmniej informują rozmaite nagłówki.
Myśliwi zresztą zupełnie nie kryją się z tym ,że nie zamierzają iść nikomu na rękę, ani współpracować z nikim. Na profilu PZŁ, gdzie ostatnio trwają burzliwe dyskusje rolników z myśliwymi, przeczytać możemy, że ‘’nie są od tego by pilnować uprawy i zasiewy’’. Doprawdy? A przecież to rola jakże podkreślana przy każdej okazji, ochrona upraw i zasiewów, bez tego rolnictwo dawno by zginęło…Jak można jednak przeczytać ostatnio na profilu PZŁ, myśliwi nie poczuwają się do żadnego wspomagania rolników. Wyszło szydło wreszcie… kto chce wierzyć w mity łowieckie, może oczywiście robić to nadal.

ASF22

Do obejrzenia tutaj:  http://www.ipla.tv/Rozmowy-w-polsat-news-2-ministerstwo-rolnictwa-roz/vod-6875719

Jak pokazuje obecna sytuacja w związku z ASF, Polski związek łowiecki nie jest w stanie sprostać realizacji powierzonych mu przez państwo zadań, w związku z wygaszaniem i zwalczaniem ognisk choroby. Co na te zarzuty nasi myśliwi? Tradycyjnie, wypowiadający się przeciw nie mają pojęcia o łowiectwie, gospodarce, oraz zarzucają nienawiść do myśliwych i chęci ‘’położenia łapy na majątku kół łowieckich’’ – jakby komuś cokolwiek od nich było potrzebne. Żeby było jasne, nie popieramy masowego odstrzału dzików forsowanego przez rolników. Są to problemy osób mięsożernych, lubujących się w konsumowaniu zwłok zwierząt znacznie inteligentniejszych od naszych psów, i niech miłośnicy przedmiotowego traktowania i wykorzystania zwierząt sobie z tym radzą. Bo jedno jest pewne, gdyby nie przemysłowa hodowla i ubój trzody dla mięsa , którego nikt z nas nie potrzebuje dla wyżywienia, tego sztucznego problemu by nie było. Takie tam nieistotne oszołomskie zalety weganizmu…  Nie tak dawno czytałem, że ‘’coś zieloni w temacie siedzą cicho’’. My na NPRM, w odróżnieniu od PZŁ, żadnego tematu się nie boimy i każdy podejmiemy. Gdyż zależy nam, by obiektywnie przekazywać to, co przez drugą stronę zbywane jest głuchym milczeniem i ignorancją, w cichym liczeniu na to, że problem pójdzie w zapomnienie, no i jak najdłużej utrzyma się ‘’obecna forma wykonywania łowiectwa’’.  Niech przemówią cytaty – kilka komentarzy z oficjalnej strony polskiego związku łowieckiego: (pisownia oryginalna)

‘’ Koledzy-z naszej pasji zrobili sobie polityczne gowno a nas traktuja jak szmaty, przestanmy się taplac w tym głównie-jak nie lmp to jakieś frajerstwo z dobrej zmiany . To jest hobby i w dupe nas cmokna-jak nie to karabiny na rok do szafy i po roku pogadamy,pozdrawiam’’

ASF

To jest hobby… Tak, przy każdej okazji o tym mówimy, a myśliwi oficjalnie zaprzeczają. Jednak kiedy nerwy puszczają, zawsze wychodzi postrzeganie łowiectwa przez samych myśliwych jako hobbystyki. Tzn, gdy zachodzi taka potrzeba akurat, używają tego jako argumentu.

ASF2

”Szanowny Panie. W dupe Pan nas możesz pocałować. Straszyć to Pan może małe dzieci a nie poważnych ludzi. Nigdy nie tkniecie myśliwych bo nie ma żadnej innej rozsadnej alternatywy na regulacje pogłowia zwierzyny. Wode z mózgu robi Pan ludziom a sam to może Pan widłami sobie myszy w stodole mordować. Celebryta to z Pana kiepski i jak kiepskie będą zmiany o których marzycie. Niech dotrze do Pańskiego pustego łba ze gdyby nie PZŁ i rozsądne godpodarowanie populacją zwierzyny to całą Polske zjadła by kazdego rodzaju zwiezyna łowna.’’ – bajeczki dla dzieci, – mitologia łowiecka.  Pomimo istnienia całej gamy sposobów przeciwdziałania szkodom w rolnictwie, i regulacji pogłowia zwierząt, według pana myśliwego nie ma rozsądnej alternatywy… Ale ta ”rozsądna” też się jakoś nie sprawdza.

Pozostałe komentarze to zazwyczaj inwektywy w kierunku pana Izdebskiego, za pewne przykład górnolotnej kultury łowieckiej.

Przy każdej okazji myśliwi straszą ‘’odłożeniem strzelb na rok czy dwa, i wtedy zobaczymy’’. Sęk w tym, ze nikt się tego nie domaga. Jest cała masa metod przeciwdziałania szkodom rolniczym, odstraszania zwierząt, czy ograniczania ich płodności.  Tymi metodami jednak żaden z myśliwych nigdy zainteresowany nie będzie, gdyż wiążą się one z inną pracą niż radosne polowanie, w dodatku ich celem jest zmniejszanie pogłowia zwierząt łownych co już zupełnie jest sprzeczne z interesami myśliwych. Doskonale to rozumieją, i dlatego przy każdej okazji, oponentowi odpowiedzą, ‘’nie masz pojęcia o łowiectwie, nie wiesz o czym bredzisz, kiedy ostatnio byłeś w lesie’’.  Ze swej strony doskonale zdajemy sobie sprawę, że czasami, w pewnych sytuacjach bez odstrzału się nie da, jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo ludzi, a inne metody zawiodą. Sedno w tym, by zadania owe wykonywali profesjonaliści, którzy nie okaleczą zwierzyny, odpowiednie służby, nie zaś miłośnicy zabijania, zdobywania trofeów, emocjonującego dochodzenia postrzałka z lubieżnymi uśmiechami na rumianych licach, sapiący z zadowolenia nad truchłami swoich ofiar, raczący postronnych bzdurami o kulturze, etyce i tradycji.

Przebijając się czasem przez forum dziennika łowieckiego, można natrafić na takie komentarze, jak pomstowanie myśliwych, którzy akurat byli sobie na polowaniu,  na rolników wykonujących prace polowe maszynami rolniczymi…Jak bardzo trzeba być ograniczonym i zadufanym, by nie rozumieć, że z pracy tych ludzi żywimy się wszyscy?

Do pytania o to, jak długo środowisko wytrzyma rabunkową psedogospodarkę myśliwych, dołącza kolejne – jak długo wytrzymają rolnicy traktowani przez myśliwych po macoszemu, bez żadnego zrozumienia dla ich sytuacji? A co za tym idzie, jakie straty w wyniku oślego uporu, o ‘’zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie’’ poniesiemy my wszyscy.
Poniżej zapis wypowiedzi na temat PZŁ, Sławomira Izdebskiego, przewodniczącego OPZZ rolników.

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.

Myśliwi orbitujący wokół własnego pseudoekologicznego światka mają nie lada problemy. A są nim ‘’hordy wałęsających się dzikich psów, zagryzających wszystko co się rusza’’. Nie wiem gdzie oni i po czym je widują, bo przez ponad 25 lat włóczenia się po rozmaitych lasach i polach, raz w życiu spotkałem taką półdziką psinę, która w norze na dziko miała szczeniaki pod wykrotem. W pozostałych przypadkach możemy mówić o domowych czy podwórkowych psach, które albo uciekły właścicielowi ‘’za suką’’, lub też puszczane są w gospodarstwach luzem, i korzystając z wolności buszują w nocy. Nie są to jednak psy zdziczałe, a dla myślących oczywistym jest, że winę za zaistniałą sytuację ponosi zawsze człowiek. Myśliwi mają jednak cudowny lek na każdy problem – ołów! W ten sposób rozwiązują każdy swój ‘’problem’’ ze zwierzęciem.  Nie kryją się zupełnie ze swoim podejściem przy tego typu wątkach, oraz tym co zrobili by ‘’wrednemu  kundlowi’’.  Bo przecież myśliwskie serduszko, takie dobre i wrażliwe na los zwierząt cierpi, gdy widzi zagryzioną przez wilka lub psa sarenkę. Jakie to niesprawiedliwe! Przecież lepiej, gdy ranna, goniona przez myśliwskie psy zwierzyna, przerażona i brocząca krwią jest ‘’w zgodzie z etyką myśliwską pozyskana, i dochodzona przy postrzale’’ . Czujecie ten obłęd? Oraz tak samo dobrze, kiedy aportujący pies przynosi dogorywającą kaczkę, gęś lub bażanta, gdzie to porównywać z kłusującym psem czy polującym wilkiem. Myśliwy zabija, rani, kaleczy, straszy – dobrze, etycznie!  Puszczony lub zagubiony pies, który pogoni dla zabawy, lub próbuje polować z głodu, z winy człowieka – do odstrzału, najlepiej od razu z właścicielem. Straszna to zbrodnia, jako że koło łowieckie z każdą padłą sztuką zwierzyny od przyczyny innej niż polowanie, traci pieniądze i dziczyznę.  I o to tutaj tylko chodzi. Wściekłość, że zabił pies, czy wilk, a myśliwy stracił sposobność i tuszę, którą pieczołowicie na ten cel dokarmiał, ‘’pomagając przetrwać zimę’’. Mały rachunek – wilków mamy w kraju ponad 1000, ‘’hord zdziczałych kłusujących psów’’ widywanych w pijackim amoku, dużo mniej. Ile one zabiją zwierzyny? Myśliwych mamy ponad 114 tysięcy, a przeciętnym sezonie łowieckim pozyskuje się dla przykładu – 130 tysięcy sztuk saren. W jednym tylko sezonie.. Samych saren. A dziki, jelenie, daniele, lisy…  Ale 1 zagryziona przez wilka lub psa sarna, no to ‘’wystrzelać wszystkie psy, najlepiej z durnymi właścicielami’’ . Jakże strasznie ta biedna sarna musiała cierpieć w męczarniach. Na pewno nie tak, jak przy myśliwskim ‘’etycznym’’ dochodzeniu po postrzale z hordą psów.

12787335_464876760374803_1719884107_o

I najśmieszniejsze czy też najżałośniejsze jest wtedy to, kiedy publikujemy jakąś wiadomość o kolejnym zastrzelonym przez myśliwego psie, rzucają się hurmem do komentowania krzycząc : ”To nie myśliwy tylko kłusownik! Nie nazywajcie go tak! Etyczny myśliwy nigdy by czegoś takiego nie zrobił! Czarne owce są wszędzie, nie można oceniać całego środowiska oceniać przez pryzmat kilku oszołomów! ‘’ Oto więc ‘’czarne owce’’ same podają się wam na tacy, nie kryjąc się ze swoimi morderczymi zapędami wobec zwierząt domowych i nawet ludzi. Czy poniosą jakieś konsekwencje? Czy środowisko się ich wyrzeknie? Nie, gdyż tego typu praktyki są powszechnie w tym środowisku akceptowalne, co ujawnia się zawsze, przy tego typu wątkach. Ale możecie przesyłać te screeny do rzecznik PZŁ z prośbą o reakcję, komentarz czy wyciągnięcie konsekwencji wobec członkostwa tych myśliwych w związku. Albo czy zostaną wobec nich wyciągnięte konsekwencje za ,jak to nazywają ‘’szkalowanie dobrego imienia łowiectwa i robienia czarnego PR myśliwym’’. I odpowie Wam głuche echo. A jeśli nikt nie otrzyma odpowiedzi, oznaczać to będzie, że Zarząd Główny PZŁ zgadza się i popiera poglądy tych osób.  Warto zaglądać też na forum dziennika łowieckiego, gdzie takich deklaracji jest ‘’kopalnia’’ .  Wolę jednak tego wszystkiego nie czytać, by nie dostać raka z przerzutami.

Lubią i chcą strzelać do psów, mówią o tym otwarcie co przeczytać możemy na załączonych screenach. A potem zdziwienie i oburzenie, gdy ktoś nazwie zwyrodnialcem czy psychopatą ‘’ojej niesprawiedliwie, szkalujo dobre imię myśliwych”. Zawsze powtarzam, najlepiej szkalujecie się sami. My tylko opisujemy i publikujemy, cytujemy.

12498460_464876213708191_647744130_n

Mały cytat ze…tak, jak to u nas już w tradycji, ze strony myśliwskiej.

‘’Nader często zdarza się jednak, że nie wszyscy podchodzą do tego problemu w sposób należyty. Wielokrotnie byłem świadkiem jak myśliwy po oddaniu strzału, pobieżnie obszukał najbliższe okolice zestrzału, po czym stwierdził; „jak nie leży, to pudło”. Nawet znaleziona farba na zestrzale nie prowokowała do podjęcia poszukiwań, a była zbywana lakonicznym;
„ z całą pewnością obcierka, po mojej kuli pada w ogniu”.
Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia. Jeżeli przypadkiem wpadną na postrzałka to dobrze, jeżeli nie przyjmuje się, że było to pudło lub obcierka.

Jeżeli jednak posokowiec nie odnajdzie zranionego jelenia, dzika, daniela, muflona czy sarny, to myśliwemu zostanie niesmak po źle oddanym strzale, a ranna zwierzyna będzie się tygodniami kurować lub padnie z powodu odniesionych ran.

Szacuje się, że wyniku wykonywania polowań zostaje zranionych od 10 do 20 % pozyskiwanej zwierzyny grubej. ‘’

Źródło :
http://klubposokowca.org.pl/?page_id=87

Zasady wykonywania polowania Rozdział 2, paragraf 5.1 określają jasno:

1. Polowanie z psami lub naganką może odbywać się w okresie od dnia 1 października do dnia 31 stycznia; ograniczenie to nie dotyczy polowania z psami lub naganką na ptactwo łowne, z psami lub naganką na drapieżniki oraz poszukiwania postrzałka z psem na otoku.

2.Poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej (….) , poszukujący postrzałka może korzystać z pomocy naganiacza lub innego myśliwego, a także korzystać z psa prowadzonego na otoku.

 

Źródło: 
http://www.pzl.waw.pl/13-dokumenty/aktyprawne/47-zasady-wykonywania-polowania

12112239_1660135677557777_6352190089147758454_n

A na polowaniu pies luzem. ”Władców lasu” prawo i przepisy zdają się nie dotyczyć.

12068996_759493994177365_7353318360450428433_o

1502822_390660017747127_587047188_o

Jak mogliśmy przeczytać wyżej, te zapisy nie są zupełnie respektowane przez myśliwych ,o czym przeczytać można na ich własnych stronach i blogach. Śmiem twierdzić, że najprędzej jeśli już, to myśliwskie psy , w których po pierwsze naturalne instynkty rozbudzane są celowo do maksimum, i które mają możliwość dowolnego kłusowania podczas polowań, czy zwykłego spaceru z myśliwym – przecież kto mu zwróci uwagę? – są przyczyną największych cierpień i okaleczeń zwierzyny. (patrz szkolenia psów w zagrodach na żywych dzikach ). Tych myśliwym jakoś nie szkoda, mało tego, usiłują przekonywać, że broniący się fukający z wściekłością dzik, i goniący czy nacierający pies, dobrze się razem bawią. Czytaliśmy i takie komentarze wielokrotnie.

psydzika
A to już myśliwskie psy w pogoni za dzikiem. Oczywiście puszczone luzem, będą gonić ranne przerażone zwierzę, osaczać, oszczekiwać, do czasu nadejścia myśliwego, który odda strzał. Nazywa się to dochodzeniem postrzałka w zgodzie z etyką myśliwską. I takie pieski są dobre, trzeba je kochać i nie wolno do nich strzelać – bo pracują dla myśliwego na polowaniu. One przecież nic nie płoszą.  W tych psach są rozbudzane wszelkie instynkty mające sprawić, że  będą one reagować na zwierzynę. Czego raczej nie można, by powiedzieć o typowych domowych psach rodzinnych, które to jednak przez myśliwych postrzegane ją jako przerażające szkodniki, oczywiście do odstrzału.
10313992_852389341517240_1877823508045124611_n
I ranny jeleń, osaczony w podobnej sytuacji. Pamiętamy, to jest DOBRE, a psy trzeba pochwalić i cieszyć się. Jeśli natomiast Wasz pies, przypadkiem pogoni chwilę jakieś zwierzę, jest już ZŁYM KŁUSUJĄCYM KUNDLEM do odstrzału i szkodnikiem łowiska rzecz jasna. 

Jesteśmy pewni, że właściciele tych poglądów są z nich dumni, nie mają powodów by się kryć, przynoszą chlubę polskiemu łowiectwu, a każdego napotkanego KUNDLA SZKODNIKA W SWOIM ŁOWISKU potraktują zgodnie z deklaracją, czyli  młotkiem lub szpadlem, jeśli szkoda amunicji, albo siekierką. Komentarze zostały zawarte na publicznych stronach, dostępne i widoczne dla każdego kto zajrzy, nie dotyczą więc żadne ustawienia prywatności.  I osoby o tego typu poglądach prowadzą następnie ‘’zajęcia edukacyjne’’ o łowiectwie, gdzie opowiadają z uśmiechem przedszkolakom i starszym o swojej miłości do przyrody, ‘’racjonalnej gospodarce łowieckiej’’, ciekawe czy wspominają wtedy dzieciom o swojej pasji eliminacji psich ‘’szkodników’? Streszczenie ”najciekawszych ” wypowiedzi: (pisownia oryginalna)

”Koleżanki i koledzy myśliwi szpadel powinien być zawsze w samochodzie może się przydać wiecie o czym myślę.Ja amunicji na ten cel nie żałuję pozdrawiam Darz Bór. ”

psyy1

”Kolego święte słowa, ja najchętniej dałbym bobu właścicielom kundli bez smyczy, lecz jak mówi stara mądrość- łajno tkniesz a za człowieka wsadzają. Na moim terenie tacy delikwenci nie mają łatwego życia. A ja grasując po lesie w plecaku mam zawsze młotek, gwoździe, siekierkę i piłę składaną- a to inspekcja ambon i reperowanie bierzące, a to żerdzie paśnika się obluzowały. Myśliwym i Leśnikom zawsze pomogę, a lansiarstwo z kundlami traktuję jak kłusola i ekoświra. Jedynego psa jakiego szanuję w lesie to pies Myśliwego i Leśnika.”

Strzelać i koniec do bezpańskich psów….! A jak nie, to niech Ci z ochrony zwierząt sobie je wyłapłą…. Wszędzie jest pełno tych kundli…. Do tego stopnia że biegają watachami….”

psyy22

”Od razu odstrzelić te psiska!”

eeeee

”Zastrzelić takiego kundla od razu i tyle, ja tam nie widze problemu skoro ktoś nie umie dopilnować pchlarza
– Karolina masz 100% racji – ” odpowiada inny kolega myśliwy.

wwww

”Chętnie bym wystrzelał wszystkie psy wałęsające się po lesie”

psyy

”I dlatego jestem za możliwością strzelania do kundli w lesie i na polach ” – Wypowiada się jakaś młoda dziewczyna.

Ewa Diana
W dobie aparatów cyfrowych i lustrzanek z kilkusetkrotnym zoomem, to rzeczywiście nie wykonalne… Najprostsza recepta po myśliwsku, z miłością i etyką – kula. Rozwiązanie każdego problemu.

Wystarczy…. Nienawiść tego towarzystwa do zwierząt domowych, chyba jedyne pasujące określenie, bo inne wytłumaczenie ciężko dostrzec.

Wierzę, że większość z Państwa jest odpowiedzialnymi właścicielami, i na terenie gdzie bytować może dzika zwierzyna, trzyma zawsze swojego psa na smyczy. Warto choćby przez to, odróżniać się od myśliwych, którzy podczas polowań dowolnie puszczają psy luzem do osaczania, oszczekiwania , dochodzenia czy aportowania postrzelonej zwierzyny. Mimo, że w 3 pierwszych przypadkach prawo pozwala im jedynie pracować z psami na otoku, a brak respektu dla tego przepisu jest jednym z najczęstszych wykroczeń myśliwych, którzy czują się panami w lasach i właścicielami dzikich zwierząt. Oto myśliwi i ich deklarowana miłość do wszelkiego stworzenia w pełnej krasie. Tylko u nas, bez pudru, PR, i rzecznika od poprawy wizerunku.

I choćby to nagranie ogólno dostępne na youtube. Kilka psów oszczekuje dzika w gąszczu, kolejne chodzą przy myśliwych luzem. Oczywiście ten jazgot niczego nie płoszy…Strzał z kilku metrów i pudło, tzn trafienie w chyba, grzbiet, co oznacza tylko kolejną bolesną ranę dla umęczonego ucieczką  zwierzęcia.

I film drugi. Tu także hałas, brak otoku ( no jakże w takim gąszczu?) i oczywiście, spokój, harmonia, i jedyne prawdziwe obcowanie z naturą….No i etyka.

 

Więcej o myśliwskiej nienawiści do zwierząt domowych przeczytasz tutaj: 


Bezimienne ofiary krwawego hobby. 

Oraz

Postrzałki na polowaniach 

Lasy dla kasy. Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć – rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim

Marcin Kostrzyński przez wiele lat swojego życia był aktywnie polującym myśliwym. Z wykształcenia leśnik. Po swych bliskich doświadczeniach z łowiectwem postanowił zamienić strzelbę na aparat fotograficzny, dziś wegetarianin, filmowiec i obserwator dzikiego życia, obrońca praw zwierząt opowie nam,  jak jak jedno i drugie wygląda od środka.

 

10920932_810702868966822_8129148878997127001_n

====================================
====================================

 

NPRM: Co musi się stać, żeby myśliwy odłożył strzelbę, odmówił zabijania, a  w dodatku przeszedł na wegetarianizm? Jak to było w  Twoim przypadku? Co skłoniło Cię do tak radykalnej zmiany sposobu życia i poglądów?


Marcin Kostrzyński:
Bardzo łatwo być ukształtowanym przez środowisko w którym człowiek jest wychowywany. W mojej rodzinie wiele osób poluje, ja w szkole leśnej miałem przedmiot łowiectwo. Zarówno w średniej, jak i na studiach.  Potem wstąpiłem do koła łowieckiego, kupiłem broń i zacząłem polować. Jednocześnie przestałem jeść mięso i byłem chyba jedynym czynnie polującym wegetarianinem.  Skończyłem wszelkie kursy i zdobyłem uprawnienia. I nagle zrobiło mi się żal zabitych zwierząt. Nie mogłem patrzeć na agonię swoich ofiar. Miałem zwyczajne, ludzkie wyrzuty sumienia. Zamiast polować zacząłem pomagać dzikim zwierzętom, głównie tym poszkodowanym przez błędy myśliwych.  Jednak cały czas pozostaje członkiem PZŁ, płacę składki, czytam prasę łowiecką. Chcę walczyć o prawa dzikich zwierząt. Dla wielu kolegów z PZŁ jestem zdrajcą i wrogiem, ale znam takich, którzy po cichu popierają moją wizję  ucywilizowania prawa łowieckiego.

NPRM: Lubisz fotografować, filmować dziką przyrodę. Co kilka dni na Twoim profilu pojawiają się ciekawe filmy. Jedne z tych, które można oglądać w nieskończoność. Co w takim razie z tzw. „emocjami łowieckimi”, których podobno nie można podrobić. Nie brakuje Ci polowania? Czy wystarczy zamienić broń na kamerę, żeby doświadczać podobnych uczuć?

 

Marcin Kostrzyński: Emocji łowieckich nie można podrobić, w końcu chodzi tu o zabijanie, odbieranie życia. Ale wielu myśliwych po latach polowań nagle przestaje zabijać. Dostrzegając coś więcej w zwierzynie niż cel, czy trofeum. Naszym nieszczęściem, a właściwie nieszczęściem zwierząt  jest to, że przyjęliśmy Niemiecką kulturę   łowiecką, gdzie liczy się trofeum. Może to być poroże, wypchana kaczka, kły dzika. W Skandynawii poluje się dla mięsa. Wybiera się sztuki młodsze, bo są smaczniejsze. W ten sposób skandynawski model jest bardziej zbliżony do naturalnego, w którym drapieżniki (wilki) regulowały populacje roślinożerców.

Wracając do filmowania. Zawsze o tym marzyłem. Chciałem robić filmy przyrodnicze od dziecka. Miałem jakiś wewnętrzny przymus, cel, przeznaczenie. Nie wiem jak to określić. Postanowiłem założyć swój kanał na YouTube z opowiadaniami dla dzieci o zwierzętach. Są to krótkie historie ,, Przyrodyjki”, w których pokazuje sceny z życia dzikich zwierząt. Oczywiście historie bez przemocy. Dzieci chłoną przyrodę, gdy jeżdżę do szkół i pokazuję filmy zainteresowanie jest ogromne. Mam nadzieję, że w ten sposób zaszczepię w młodym pokoleniu pewien rodzaj wrażliwości, która pozwoli im zmienić świat na lepsze gdy dorosną.

12644821_1072589686095856_6878993621347619805_n


NPRM: 
Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?


Marcin : Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć, to które funkcjonuje obecnie jest z innej epoki. Kompletnie nie przystaje do realiów obecnego świata. Jest nawet gorzej niż w latach 50-tych.
W tamtym czasie etyka myśliwska zabraniała polowań przy paśnikach, dziś takie polowanie jest powszechne. Wystarczy tylko nazwać paśnik nęciskiem i już. Gdy pytam myśliwych jak zwierzyna ma odróżnić paśnik od nęciska odpowiadają z uśmiechem ,,na  nęcisku jest lepsze żarcie”.  Nasza kultura, cywilizacja ewoluuje, łowiectwo też musi się zmienić . To tylko kwestia czasu.

 

NPRM: Czy łowiectwo ma negatywny wpływ na przyrodę?  Popierasz teorię o niszczeniu bioróżnorodności przez łowiectwo?


Marcin: O tym można by napisać książkę. Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali.
To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje. W rzeczywistości wszystko zmienić może efekt motyla, a myśliwi powodują efekt buldożera. Już pewne gatunki zwierząt łownych praktycznie wymarły na terenie Polski, na przykład dropie. Wiele jest na skraju wyginięcia i trzeba prowadzić kosztowne programy  introdukcji głuszca czy cietrzewia. Ba, nawet zające są hodowane i wypuszczane do środowiska.

Muszę powiedzieć jasno, w obecnej sytuacji myśliwy ograniczający populację zwierzyny grubej jest konieczny. Mówię to z przykrością, ale takie są fakty. Jednak zupełnie niepotrzebne, a wręcz szkodliwe jest utrzymywanie na liście zwierząt łownych zwierzyny drobnej.  Zwierzyny, która nie czyni szkód łowieckich, a jej obecność w łowisku ma kapitalne znaczenie dla utrzymania bioróżnorodności. Utrzymywanie polowania na ptactwo, zające,  służy wyłącznie zaspakajaniu przyjemności zabijania. To też trzeba wyraźnie powiedzieć .


NPRM:
Dlaczego myśliwi nie chcą się zgodzić na skreślenie z listy gatunków łownych zająca, kuropatwy i jarząbka? Nie jest tajemnicą, że gatunki te borykają się z problemami spadku populacji. Twierdzą, że prowadzą ich reintrodukcję zupełnie  bezinteresownie, jeśli to prawda to nadal mogliby to robić, po wyłączeniu tych zwierząt z listy łownych. Skoro zagrażają im liczne drapieżniki, opryski, chemizacja rolnictwa, monokultury upraw, rozwój cywilizacji i utrata siedlisk, po co jeszcze dodatkowo na nie polować?

 

Marcin: To jeden z wielu absurdów. Hoduje się zające , czy bażanty by strzelać do nich po wypuszczeniu. Bażanty nie powinny występować w naszej faunie, ponieważ ich obecność nie służy rodzimym gatunkom, takim jak kuropatwy, czy cietrzewie. Myśliwi są dobrze zorganizowani i mają ogromne wpływy. W dodatku bronią prawa do polowań na zwierzynę drobną jak przysłowiowej Częstochowy. Ten upór jest bezsensowny, ale wina leży też po drugiej stronie.   Organizacje pozarządowe, anty-łowieckie  powinny stworzyć z PZŁ symulator polowań na kaczki, głuszce, cietrzewie, zające. Taki 3D z prawdziwego zdarzenia. Sam bym chętnie z takiego symulatora skorzystał. Myśliwi mogliby na własne oczy przekonać się, jak łatwo jest się pomylić i zabić zamiast Kaczki Krzyżówki Krakwę, czy inny chroniony gatunek. Zobaczyli by sami jak wiele zwierząt zostaje rannych po polowaniu, a jednocześnie bezkrwawo zaspokajali by swoją myśliwską pasję. Powinniśmy też walczyć o ograniczenie polowań na kaczki do jednego weekendu w roku. Takie stanowisko wytrąca wiele argumentów myśliwym i trudno będzie im uzasadnić chęć polowania na kaczki przez trzy miesiące. Tymczasem drepczemy w miejscu od lat i nic się nie zmienia.


NPRM:
Na jakie gatunki zwierząt według Ciebie powinno przestać się polować i dlaczego?

 

Marcin: Wszelkie gatunki zwierzyny drobnej, kaczki, gęsi, zające, słonki. Nie mają one znaczenia gospodarczego, nie czynią szkód łowieckich. A polowanie służy jedynie przyjemności myśliwego. Poluje się również na gatunki chronione np. bobry. Ostatnio zbulwersowała mnie informacja, że RDOŚ w Bydgoszczy wydał pozwolenie na odstrzał bobrów w mojej okolicy. Świadczy to o skrajnej niekompetencji urzędników, którzy wydali taką zgodę. Bobry czynią tak wiele dobrego dla bioróżnorodności tamując wodę . To jest temat na osobny artykuł.


NPRM:
Brałeś udział w polowaniach zbiorowych, przyglądałeś się z temu z bliska i dlatego jesteś ich stanowczym przeciwnikiem, jako formy zbyt okrutnej dla zwierząt. Dlaczego myśliwi darzą taką sympatią „zbiorówki’’?  Są jeszcze jakieś inne, równie tragiczne tradycje, których powinno się zakazać? Swego czasu opisywaliśmy konkursy norowania i polowania na lisy w stogach pośród pól. Pamiętam, że poszukiwanie materiałów do tamtego artykułu mocno mną wstrząsnęło.


Marcin:
Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Myśliwi argumentują, że to tradycja. Lecz tradycją było polowanie z kordelasem na dziki i z łuku na ptactwo i jakoś te tradycje nie są pielęgnowane. Możemy przez następne 10, czy 50 lat tylko diagnozować problem. Zacznijmy wreszcie coś robić. Trzeba ustalić plan działania, cele które chcemy osiągnąć i jakimi środkami, sposobami chcemy uzyskać poprawę. Zwierzęta są słabe, nie mogą  przedstawić swoich racji. Dziki nie zaprotestują pod sejmem przeciw planom dodatkowego odstrzału 40 tysięcy sztuk. Dlatego naszym obowiązkiem jest obrona słabszych. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Organizacje walczące o prawa zwierząt powinny się zjednoczyć, ustalić cele i czas na ich osiągnięcie. Jeśli nie działamy skutecznie, to nie działamy wcale.  Inaczej nic się nie zmieni.

12278010_1064070573623720_2111257375_n

NPRM: Temat na fali w ostatnim czasie: Puszcza Białowieska. Co według Ciebie stanowi o jej unikatowości i jak powinno się ją chronić?


Marcin:
Problem jest głębszy i dotyczy całych Lasów ,,Państwowych”, a właściwe ogromnego błędu jakim było powołanie ,,Gospodarstwa Lasy Państwowe”, przez co dochody ze sprzedaży drewna idą na wypłatę dla leśników. Jest to sedno całego zła. Przez to leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Konieczna jest nacjonalizacja Lasów ,,Państwowych”, czyli przeniesienie administracji leśnej do sfery budżetowej Państwa. Jest to warunek podstawowy. Jeśli ktoś mi nie wierzy jak wielki jest to problem proszę porównać zdjęcia satelitarne państw europejskich. Widać tam brązowe i jasnozielone kwadraty to Polskie wycięte lasy. Jest to katastrofalna skala spowodowana ciągłym zapotrzebowaniem leśników na pieniądze, wypłaty, samochody, premie, dodatki. Na to wszystko trzeba wyciąć. Widać to także w statystykach, gdzie obecnie wycina się prawie trzy razy więcej niż wycinało się tuż po II Wojnie Światowej  gdzie drewno było potrzebne na odbudowę kraju. Średnia pensja w Nadleśnictwach 2014 jak podaje NIK Wynosiła 7229 brutto, przy zarobkach niektórych nadleśniczych sięgających 18tyś. Dla porównania pielęgniarka zarabia 3150 .  Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki. Zapytajmy dyrektora szpitala co by się stało, gdyby każdej pielęgniarce wypłacić pensję leśniczego z dodatkami i dać do dyspozycji służbową willę z ogródkiem. Oczywiście jest to niemożliwe, bo dyrektor szpitala nie ma lasu, który mógłby wyciąć i sprzedać. Dlatego konieczne jest znacjonalizowanie lasów . Po nacjonalizacji nastąpi cudowna odmiana leśnika pozyskiwacza w leśnika racjonalnego strażnika lasu, a lasy to przecież nasze wspólne dobro.

Drzewooo

 

NPRM: Czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi?


Marcin : Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Drzewaa

 

NPRM: Leśnicy często używają nazwy „chwasty leśne”, w odniesieniu do wiązów, lipy, czy grabu. Dlaczego nie lubią tych drzew? Czy dynamika naturalnego lasu nie polega na zmianie drzewostanu właśnie?


Marcin:
Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Prócz łowiectwa, które jest niezwykle istotnym elementem polityki. To powiązanie jest niezwykle ciekawe. W lasach są ośrodki hodowli zwierzyny, nazwane tak dla zmyłki, bo w rzeczywistości są to najcenniejsze obwody łowieckie, które służą do utrzymania Status quo lasów ,,Państwowych”.  Polują tam urzędnicy i politycy różnych szczebli i rangi. Leśnicy nazywają to budowaniem pozytywnego wizerunku lasów ,,Państwowych”. Ja widzę coś dużo gorszego. Zaraz wyjaśnię . Jeśli  Marcin Kostrzyński, szaraczek, chcę wykupić udział w polowaniu musi  zapłacić 4tyś, politycy i urzędnicy są zapraszani i nie płacą, lub płacą symbolicznie. Powinni wpisywać to do specjalnego rejestru, lecz tego nie robią. Sprawdziłem. Jak to  nazwać? Wiemy jak wielu polityków jest czynnymi myśliwymi. Były Prezydent Bronisław Komorowski jest tu doskonałym przykładem. Wiem gdzie i kiedy polował w czasie kadencji.

Co trzeba zrobić? Znacjonalizować lasy. Wyodrębnić straż leśną i utworzyć osobną straż leśno- łowiecką. Zlikwidować ośrodki hodowli zwierzyny, które są w istocie pozostałymi po komunie  terenami łowieckimi dla prominentów. Leśnicy powinni się zajmować lasem, nie łowiectwem. Zakazać w Polsce polowań osobom, które nie mają polskich uprawnień łowieckich. Czyli zakazać turystyki łowieckiej dewizowych myśliwych (Niemców w 90 %). Wreszcie zakazać polskim myśliwym polowania na gatunki chronione w Polsce i innych krajach. Chcę zabić niedźwiedzia, jadę do Rosji, głuszca na Białoruś itd.  Tu sprzymierzeńcem strategicznym mogliby być myśliwi PZŁ zainteresowani przejęciem obwodów od Lasów ,,Państwowych”. Obwody prowadzone przez koła łowieckie lokalnych myśliwych są o niebo lepszym rozwiązaniem dla zwierzyny i przyrody, niż powyższe ośrodki. Przyjeżdża obcy myśliwy i jest zainteresowany  zabiciem najcenniejszych okazów, zdobyciem najlepszych trofeów.


NPRM:
Ulubiony argument myśliwych to „kto zapłaci za szkody łowieckie” – jak wygląda ich szacowanie? Czy rzeczywiście zwierzęta wyrządzają, aż takie szkody? Dlaczego mówimy o szkodach w przypadkach, kiedy nie stosuje się żadnych zabezpieczeń? Ewentualnie, jak tych szkód unikać?


Marcin:
Kolejny temat rzeka. Szkody powinien szacować biegły, niezależny, zatrudniany przez gminę, na terenie której znajduje się obwód łowicki. Obie strony powinny mieć prawo do odwołania się od decyzji. Obecnie szacowanie szkód jest krzywdzące dla rolników, bardzo krzywdzące. Szacuje szkody łowczy i mówi to szkoda na 400 złotych, a rolnik widzi, że stracił 10 tyś, ale nie idzie do sądu, bo musiałby zatrudnić biegłego, dokumentować szkodę i sądzić się dwa lata. A tu czas żniw, w końcu macha ręką i robi swoje. To z kolei wiąże się z pytaniem: dlaczego Lasy, a nie gminy dzierżawią obwody leśne? Z pieniędzy za dzierżawę gminy mogłyby opłacić biegłego bez szkody dla własnego budżetu. Potencjalnie jest tu wielkie wsparcie ze strony Polskich Rolników poszkodowanych przez faworyzujący myśliwskie portfele obecny  system.

Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki, gdzie czuje się bezpieczniej. A paśniki zwane nęciskami gdzie zwabia się zwierzynę na strzał przyzwyczają dziki do smaku zboża i kukurydzy.  Jeśli ograniczymy polowania zbiorowe z naganiaczami do jednego rocznie ,,Hubertowskiego”  i zakażemy polowania przy nęciskach automatycznie ograniczymy szkody.  Unikanie szkód jest znacznie lepsze w obwodach prowadzonych przez koła łowieckie. Przydałaby się tu jeszcze jedna zmiana w prawie. Konieczność przyjmowania do kół   myśliwych zameldowanych na ternie danej gminy. Teraz jest tak, że koło warszawskie dzierżawi obwód i nie przyjmuje miejscowych myśliwych, którzy najlepiej przeciwdziałają szkodom łowieckim.


NPRM:
Oficjalnie celem łowiectwa jest hodowla dzikiej zwierzyny i uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów, kondycji osobniczej, poprawianie bazy żerowej, dbanie o właściwy stosunek populacji do możliwości „łowiska’’ oraz dziesiątki innych drobnych działań. Czy jednak, wobec najważniejszego celu – polowania – nie jest tak, że utrzymywanie nadwyżek populacji jest celowe, co przyczynia się również do problemów rolników? Czy nie stąd wzięło się wyśmiewanie wielu dostępnych form grodzenia, jako nieefektywnych? , Petardy, armatki hukowe, odstraszacze zapachowe także mają nie działać, według niektórych myśliwych.  Ja tu widzę drugie dno – efekt tak zwanego „martwego łowiska”.  Po prostu, po niegrodzonym zwierzyna może się swobodnie poruszać i dostarczać wspomnianych „emocji łowieckich”.


Marcin : Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę, że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko o to, by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak, że rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną, która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek zwierzyny jest powszechne, zwłaszcza w obwodach hodowlanych, gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. Samorządy, gminy nie mają żadnego realnego wpływu na ilości pozyskiwanej zwierzyny, nie mają też żadnych innych korzyści z znajdującego się na ich terenie  leśnego obwodu łowickiego.

13641195_1106010092769430_8647808481302676436_o

 

NPRM: Jesteś w stanie wskazać, które przepisy prawa łowieckiego myśliwi łamią najczęściej?

Marcin: Najczęściej polują przy nęciskach na jelenie, daniele. Podczas gdy prawo pozwala tylko na polowanie w tych miejscach na dziki, lisy, borsuki, tchórze i kuny . Myśliwi polują (kłusują) na gatunki chronione. Omyłkowo na chronione gatunki kaczek, z premedytacją na ptaki drapieżne i kruki.

 

NPRM: Alkohol na polowaniu. Drażliwy temat, jednak istnieje przepis, który mówi: „kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni’’. Nie wspominając o dziesiątkach wypadków, które zanotowaliśmy od początku działania naszej kampanii. A przecież podczas „zbiorówek’’ czy myśliwskich imprez, już po pokocie spożywa się alkohol, broń stoi często oparta o krzesła. Jest w pobliżu myśliwych. Inni wspominają na forum dziennika łowieckiego o „tradycji’’ użytkowania nalewek między pędzeniami. To martwy zapis?

 

Marcin: Widziałem myśliwych tak pijanych, że trzeba było ich nieprzytomnych wozić przyczepką, razem z ubitą zwierzyną. Ale były to przypadki incydentalne. Powszechne są piersiówki, szczególnie w czasie zimowych polowań. Uważam, że na prowadzącym polowanie powinien spoczywać obowiązek sprawdzenia alkomatem wszystkich myśliwych uczestniczących w polowaniu. Poprawiłoby to bezpieczeństwo ludzi i zwierząt. Poprawiłoby to wizerunek PZŁ gdyby wprowadzić taki zapis do regulaminu polowań.

NPRM: Istnieją tak zwane „Biura polowań’’, dzięki którym można wykupić sobie polowanie i odstrzał na gatunki objęte u nas całkowitą ochroną, np. głuszce, cietrzewie, wilki, kozice, niedźwiedzie, rysie i zapewne wiele innych. Poluje się wtedy oczywiście w innych krajach, gdzie prawo dopuszcza taki odstrzał, np. kraje skandynawskie, czy Ukraina, Białoruś, Rosja, Chorwacja. Co sądzisz o działalności takich biur i myśliwych, którzy z nich korzystają? Czy skoro deklarują chronić, zamiast pozyskiwać rzadkie trofeum, nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na odłów i zakup żywych ptaków (głuszców, cietrzewi) dla zasilenia krajowych populacji?


Marcin:
To mniej więcej już opowiedziałem . Warto by temu poświęcić więcej miejsca i zbadać statystyki. Osobiście jestem przeciwnikiem. Można wyobrazić sobie polskiego myśliwego, który jedzie do Afryki i tam poluje na polskie bociany, czy orliki grubodziobe, a upolowane zwierzęta przywozi do Polski.  Jest to też budowanie niezdrowego współzawodnictwa na trofea, a przecież nie o trofea (teoretycznie) w naszym łowiectwie chodzi.

67003_154167371287045_804291_n

==============================
==============================

Na portalu you tube Marcin posiada kanał o nazwie ”Marcin z lasu” , na którym zobaczyć można przyrodnicze opowiadania dla najmłodszych,” Przyrodyjki” czy malownicze sceny  dzikiego życia oraz rozmówki ekologiczne na leśne tematy. Zachęcamy do subskrypcji i śledzenia kanału. Poniżej przykładowe filmy.

 

 

 

 

 

 

Jako uzupełnienie polecamy dwa inne wywiady z Marcinem Kostrzyńskim, które ukazały się wcześniej na portalach zewnętrznych. Dostępne po kliknięciu w poniższe linki. 

”Las poradzi sobie sam” 

oraz

”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”

 

 

 

 

 

 

 

 

”Naszą pracę niszczą myśliwi i ich system” – Rolnicy o łowiectwie

SPRAWA DLA REPORTERA KONTRA MYŚLIWI vol. 2. ‘’ Naszą pracę (rolników) niszczą myśliwi i ich system’’.

Rok temu w programie Elżbiety Jaworowicz, ”Sprawa dla reportera” poruszono negatywny wpływ gospodarki łowieckiej na rolnictwo, oraz mafijne wręcz układy łowieckiej braci na rozmaitych szczeblach władzy. Opowiadają o tym rolnicy, w żaden sposób nie związani ze stroną ekologiczną. Krótko po publikacji naszego artykułu o tym, jak łowiectwo niszczy rolnictwo, (Jak łowiectwo niszczy rolnictwo) w TVP 1 wyemitowano  kontynuację materiału z przed roku, pytając tych samych rolników, jak sprawy rozwinęły się po upływie tego czasu. A nie jest dobrze.  Jeden z rolników na swojej ziemi postawił tabliczkę z napisem ‘’Teren prywatny, wstęp wzbroniony’’ , nie życząc sobie polowań w obrębie swoich włości. Pod spodem ‘’ktoś’’ odpisał, ‘’Ranczo spalim, i zastrzelim jak jelenia’’. Pewnie jacyś dowcipni ekolodzy, byle szkalować…

Sprawa rozbija się o to, że myśliwi nie chcą wypłacać odszkodowań lokalnym rolnikom, utrzymując w swoich obwodach łowieckich nadwyżki zwierzyny grubej dla polowań, która pasie się na polach uprawnych. Rolnicy twierdzą też, że nie są w stanie wygrać żadnej sprawy w sądzie, z uwagi na lokalne powiązania polujących, w sądownictwie.

Skrót programu i najciekawsze cytaty: ( Od 31 minuty)

‘’Gospodarka łowiecka jest oparta na własności prywatnej, to my rolnicy żywimy zwierzynę. (…) ‘’Dobro ogólnonarodowe, to się pięknie tak nazywa. To się specjalnie tak nazywa, żebyśmy żyli pod okupacją kół łowieckich’’

‘’Zawsze w ciągu ostatnich 15 lat, PO, z PiSem i PSL się kłócą, ale jeśli chodzi o myśliwych jest jedność., wszyscy są kolegami i myśliwych nie wolno ruszyć. Ogromne pieniądze pójdą z budżetu państwa na wypłatę odszkodowań’’

‘’Wszyscy zapłacimy za hobby łowieckie.  Bo to jest grupa 116 tyś ludzi, którzy się świetnie znają, którzy się dogadują ponad podziałami’’

~Mówi Agnieszka Curyl – Katholm .

‘’Dlaczego skarb państwa ma płacić za uciechy myśliwych’’? Pada pytanie.

‘’Skarb państwa za rok o tej porze <obudzi się> ze szkodami na 5 mld złotych.  Bo szkody łowieckie w Polsce są nie obliczone. Politycy ślepo poszli za tym ,że PZŁ powiedziało 70 milionów, i fundusz zamknię się w 70 milionach.  Nie zamknie się’’

‘’Zamknie się, jeśli będą szacowali jak do tej pory. Czyli na krzywdzie biednych’’ ~ Odpowiada inna uczestniczka programu.

sprreport

Od siebie dodam, że te średnio 30- 35mln złotych rocznie jakie PZŁ wydaje na tuczenie zwierzyny dzikiej dla swoich uciech, można by zagospodarować inaczej, dla dobra wspólnego i z pożytkiem dla rolników, inwestując w ogrodzenia, by ograniczyć występowanie szkód. Do tego dochodzą wszystkie wydatki okresowe pojedynczego myśliwego jakie wiążą się z wykonywaniem polowania i ‘’sprawowaniem gospodarki łowieckiej’’. Wystarczyło by zmienić statut i niektóre cele, bo obecnie tzw ‘’pomoc rolnictwu’’ jest tylko pustym sloganem dla mas, mającym usprawiedliwiać to jaskiniowe hobby.  Przykro to pisać, ale nie ma co na to liczyć, gdyż było by to zupełnie sprzeczne z interesem myśliwych, jakim są wysokie stany zwierzyny i udane, obfite polowania.  Już widzę ten lament i płacz na grupach myśliwskich:’szkalują dobre imię łowiectwa, gdzie rzecznik PZŁ, TVP pod sąd!’ .  Nie przykro mi panowie w kapeluszach, srogą ocenę wystawia Wam rolnicza społeczność, ale jest ona taką, na jaką sobie przez lata swoich poczynań zapracowaliście. Wszystko to o czym piszemy, czyli szkodliwy wpływ gospodarki łowieckiej na rolnictwo, nadrzędna ochrona swojego hobby przez myśliwych, wreszcie dziwne układy w sądownictwie i policji, oraz poczucie zupełnej bezkarności, ponad partyjne lobby poza podziałami,  tym razem potwierdzenie znajduje w programie publicystycznym. Oczywiście, dla myśliwych musiał by o tym napisać pewnie Łowiec Polski, by uznali jakikolwiek argument poruszany w programie, za ”nie zmyślony przez nawiedzonych zielonych” .

Pierwszą część ubiegłorocznego reportażu można przeczytać po kliknięciu w ten adres:
Sprawa dla reportera kontra myśliwi

Pytanie pozostaje otwarte, czy łowiectwo w obecnej formie jest w stanie w ogóle spełniać jakąkolwiek pożyteczną dla społeczeństwa rolę, poza krwawymi uciechami swoich sympatyków…

Materiał można obejrzeć pod poniższym linkiem.
http://vod.tvp.pl/26283233/28072016

Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

KTO ZAPŁACI ZA SZKODY ROLNIKOM? JAK ZABEZPIECZYĆ POLA I UPRAWY? ORAZ DLACZEGO GOSPODARKA ŁOWIECKA PRZYNOSI STRATY ROLNICTWU.

Ulubionym argumentem wojujących laików łowiectwa, jest mniej więcej taki frazes, okraszony po trosze mitologią łowiecką umiejscowioną..nie wiadomo gdzie.. Całość bełkotu brzmi mniej więcej tak : ‘’Kto zapłaci za szkody rolnikom, kto wypłaci odszkodowania za zniszczone uprawy, gdyby nie myśliwi to nikt z was wege pseudozieloni, nie miałby co jeść, bo, zwierzyna splądruje uprawy,chleb będzie kosztował 50 zł, następnie zwierzęta wejdą do miast…’’ Brednia jak brednia, wypadało by puścić to kantem, problemem jest jednak to,że ci ludzie rzeczywiście wierzą w to co napisane powyżej, i według tego działają. Jak mniemam przodują zwłaszcza ci myśliwi ‘’niedzielni od zbiorówek’’ co poza polowaniem, nigdy na wsi nie byli. Myśliwi bardzo lubią ukrywać się za parawanem wzniosłych haseł o ”racjonalnej gospodarce łowieckiej”, przy notorycznym już zarzucaniu ”braku wiedzy i pojęcia” , o tymże , swoim oponentom.  Gdy jednak przyjrzeć się z bliska celom owej gospodarki, wdrażanym metodom i sposobom jej prowadzenia, okazuje się, że efekty jej działań jawią się jako zgoła sprzeczne, z tymi głoszonymi oficjalnie.  I tak oto jak sławna gospodarka łowiecka ma w swych propagandowych założeniach działać dla dobra rolnictwa, tak okazuje się, że w praktyce odnoszone skutki są zupełnie odwrotne.

Skąd takie poglądy u myśliwych? W rzeczywistości nie istnieje żaden słuszny, liczący się argument przemawiający za łowiectwem, tak więc myśliwi z uporem maniaka chwycili się tego jednego – pomoc rolnikom i zabezpieczanie upraw. Z tym ‘’zabezpieczaniem’’ bywa jednak różnie. Rolnicy albo skarżą się na zbyt dużą ilość zwierzyny, myśliwi zasłaniają limitami odstrzałów, że nie mogą już więcej odstrzelić. O co w tym chodzi? Ano o konflikt interesów. W interesie rolnika jak i przeciętnego zjadacza chleba leży, by na terenach pól uprawnych dzików nie było wcale. Natomiast większość obwodów łowieckich obejmuje pola uprawne, zadrzewienia śródpolne i mozaikowe tereny,gdzie zwierzęta znajdują schronienie. Odstrzelić wszystkich nie można,bo nie będzie na co polować.A przecież myśliwy zgodnie z założeniami ustawy ma się ‘’opiekować’’ – dbać o odpowiednią ilość zwierząt do odstrzału dla własnej korzyści.  Prościej zostawić stado podstawowe zgodnie z ‘’hodowlanym planem pozyskania’’ ,by pasły się na krwawicy rolników, tym samym przyczyniając się do strat. Trochę z nimi pokłócić, zaniżyć szacunki kwoty odszkodowania,ale będzie na zapolować. To najważniejsze. Inni rolnicy skarżą się na rozjeżdżanie zasiewów podczas polowań, czy dojrzałych już upraw,kiedy trzeba ściągnąć tuszę z pola.   ‘’Problem’’ zwierząt niszczących uprawy niewątpliwie jest, pamiętać jednak musimy, że to my zabieramy im tereny do życia poddając je przekształceniom, winniśmy więc wykazać nieco zrozumienia dla ich losu…Prościej jednak ‘’sprzedać’’ kulkę,fakt. Nie, nie chodzi o to by dać zwierzętom dowolnie ogołacać pola.
O tym jak presja łowiectwa generuje problemy rolników i przyczynia się do wzrostu liczebności prześladowanych zwierząt pisać nie będziemy, gdyż zostało to już omówione ze szczegółami w 2 tekstach, do przeczytania dodatkowo Wpływ łowiectwa na wzrost liczebności lisów oraz Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików (click)

Zdjęcie1556

Zdjęcie1555
Łąka ogrodzona pastuchem i taśmą. 
 
Teoria zawarta powyżej wydaje się być szczególnie ciekawa, jeśli wezmiemy pod uwagę fakt, że istniejemy już trochę w naturze ze zwierzętami, kiedy to nas było mniej, a zwierząt dużo więcej. I jakoś potrafiliśmy bez przewagi technicznej jaką mamy dzisiaj,ochronić swoje uprawy,wyżywić się i przetrwać. Jaki więc problem z tym dzisiaj? Żaden,biorąc po uwagę odstraszacze dzwiękowe i zapachowe,możliwość ogrodzenia, aż po chemiczne środki wywołujące u zwierząt dolegliwości i biegunkę.

Jak wynika z raportu Najwyższej izby kontroli , więcej płodów rolnych ulega zniszczeniu w wyniku niewłaściwego przechowania i transportu, niż zjadają dzikie zwierzęta. Do tego myśliwi kolejną część zbiorów odkupują od rolników na użytek własny ; ‘’zimowe dokarmianie’’ i nęcenie. Przyzwyczajając tym samym zwierzęta do smaku i szukania płodów rolnych.

Pamiętać trzeba o najważniejszym fakcie ukazującym dobitnie jak to łowiectwo jest ‘’potrzebne’’ samym myśliwym.  Polują oni na 30 gatunków zwierząt, z tego odszkodowania wypłacają za…4.  Kto jak kto, ale zwłaszcza rolnicy powinni być zainteresowaniami rzeczywistą motywacją myśliwych i głównymi założeniami gospodarki łowieckiej. Rolnictwo i łowiectwo to konflikt interesów, z uwagi na nadrzędny cel łowiectwa, a oczekiwania rolników. Bywa to oczywiście przyczyną wielu nieporozumień.

Zdjęcie1550
Zasiew kukurydzy, maj 2016. Rolnicy zaczynają w końcu racjonalnie podchodzić do swojej działalności, dbając o uprawy i przeciwdziałając szkodom. Tym samym nie oglądając się na pomoc ”panów w kapeluszach”. W niektórych rejonach wielkopolski trudno czasem spotkać wręcz nie ogrodzoną uprawę. 

Skąd problem?

Jest takie myśliwskie powiedzenie : ‘’Kto nie hoduje, ten nie poluje’’.  Jak przeczytać można w podręcznikach od łowiectwa, które zawierają rozdziały takie jak ‘’planowa hodowla zwierzyny’’, przeczytać możemy: ‘’ Gospodarka łowiecka, jak każda inna gałąz gospodarki musi być prowadzona według określonego planu. Według obowiązującego prawa łowieckiego, które w art. 1. ust 2, postanawia, że ‘’gospodarowanie’’ zwierzyną odbywać się musi na podstawie zatwierdzonego wcześniej planu. Obejmuje on HODOWLĘ  i ochronę zwierzyny (przed???) , polowanie oraz wprowadzanie ubitej zwierzyny do obrotu handlowego’’ .  Dalej : ‘’Zagospodarowanie obwodu łowieckiego trzeba zaczynać od ustalenia planu docelowego, ustalającego jakie gatunki zwierzyny i w jakich ilościach będą przedmiotem hodowli w danym obwodzie łowieckim ‘’ A jaka jest oficjalna wersja serwowana zwykłym ludziom i przeciwnikom łowiectwa? ‘’Ratujemy ludzkość przed nadmiernym rozmnożeniem się zwierząt, splądrowaniem pól,  zoo – apokalipsą i śmiercią gatunku ludzkiego z głodu’’. Kiedy to racjonalnie wyśmiać, otrzymamy odpowiedz:  ‘’ Nie macie pojęcia o gospodarce łowieckiej, dowiedzcie się na czym ona polega’’  No to się dowiadujemy, i cóż? Otóż polega ona na planowej hodowli zwierzyny dzikiej z gatunków uznanych jako łowne, i gospodarowanie jej populacją w interesie własnym, by można było dokonywać polowania, nie licząc się potrzebami i stratami, jakie ponoszą w wyniku takiego podejścia np. rolnicy.  I stąd owe ‘’limity odstrzałów’’ , które tak przeszkadzają rolnikom,a za którymi chowają się myśliwi. W każdym ‘’łowisku’’ zaplanowane jest utrzymanie ‘’stada podstawowego’’ czyli takiej ilości zwierząt, które rozmnażając się dostarczą kolejnych sztuk do przyszłych polowań. I o to tutaj tylko chodzi. Bardzo racjonalne, prawda?   Ja mam takie powiedzenie : ‘’Jeśli chcesz dowiedzieć się jak bardzo pomylone i irracjonalne są działania myśliwych (mydlenie oczu niezorientowanym), jeśli chcesz się utwierdzić w poglądach antyłowieckich,sięgnij po…podręcznik od łowiectwa.

Zdjęcie1683

Kolejna uprawa – zabezpieczona pastuchem. Przy używaniu tego rodzaju metod, mamy obowiązek odpowiedniego ich oznakowania. 

Zdjęcie1682

O tym, że łowiectwo i związana z nim ‘’gospodarka’’ przyczynia się tylko problemów rolników z dziką zwierzyną (negatywne oddziaływanie na środowisko litościwie pominiemy), niech poświadczy zdanie z książki…’’Łowiectwo dla leśników i myśliwych’’, gdzie zdanie brzmi: ‘’Zatrudnianie (ludzi) wbrew pozorom stanowi już dziś ważną pozycję, i będzie wzrastało aż do momentu całkowitego zagospodarowania wszystkich obwodów łowieckich i postawieniu produkcji na możliwie wysokim poziomie. (być może na tej literaturze opiera się jeszcze obecny minister środowiska, który to zabłysnął nazywając zwierzęta dzikie surowcem).  Zagospodarowanie leśnych obwodów łowieckich  w sposób zapewniający należyty rozwój zwierzyny, wymaga zgromadzenia dużych zapasów karmy na zimowe dokarmianie [….] ‘’ .  Istotą, czy też głównym celem łowiectwa jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych – bo przecież ‘’gospodarka i hodowla’’ przy uwzględnieniu pojemności żerowej łowiska, z jednoczesnym zwiększaniem jego możliwości wyżywieniowych, tak jak urządzanie wodopojów czy karmisk. W tych wszystkich działaniach, których mianownikiem wspólnym jest wywracanie ekosystemu i środowiska przyrodniczego do góry nogami, nie brak i skrajnych sprzeczności, kiedy np. na innej stronie ‘’Łowiectwa dla leśników i myśliwych’’ czytamy : ‘’Chodzi o to by podstawą hodowli zwierząt łownych była naturalna baza paszowa dostępna dla zwierzyny’’. Jak to się godzi z dokarmianiem i z współczesnymi działaniami myśliwych?

Jak przeczytamy na 341 stronie ‘’Gospodarstwa łowieckiego’’, innej książki,  : ‘’ Za główną przyczynę wyrządzania szkód przez zwierzęta łowne [….] zwykło się uważać dysproporcje między liczbą pogłowia zwierzyny, a ilością i jakością żeru jaki znajduje się w lesie ( efekt lasów gospodarczych – NPRM ), czyli niedostosowanie liczby zwierząt, do możliwości wyżywieniowych łowiska’’. Co z pasją i oddaniem czynią myśliwi, aby mieć na co polować, bo w końcu zawsze zwierzęta na polach coś uszczkną,a rolnik może nie zgłosi szkody i nie będzie problemu. I nazwą to ‘’racjonalną gospodarką łowiecką’’. Dalej najlepsze : ‘’ Wiadome jest, że większość terenów w leśnych w naszym kraju, zwłaszcza zachodniej części polski , należy do ‘’łowisk słabych’’ o skąpych naturalnych bazach pokarmowych (rzadkie runo, brak podszytu) ‘’ . Czyli myśliwi dobrze wiedzą jak przedstawia się sytuacja, ale ‘’nie można’’ pozwolić by zwierzęta żyły swoim rytmem, bo ‘’będą głodować’’ – a więc dokarmiamy i użytkujemy je łowiecko (zabijamy) by przypadkiem się nie zagłodziły.  Ale najważniejsze, to to, że nie może być ich tak mało, na jaką ilość pozwoliła by   naturalna baza żerowa, bo wtedy..nie będzie na co polować. I kółko się zamyka.

Zdjęcie1557

O tym jak łowiectwo i zabawa w polowanie przyczynia się do kłopotów rolników np. z dzikami niech poświadczy inny fragment z książki ”Łowiectwo dla leśników i myśliwych ”  str 77, gdzie o dzikach przeczytać możemy :
‘’Częste polowania na dziki w większych kompleksach leśnych przy użyciu psów stałe niepokojenie dzików spowodowały, ze wyniosły się one często do małych lasków (zadrzewienia śródpolne) , zupełnie nieodpowiednich do hodowli (!)  dzików, lecz dających tak konieczny każdej zwierzynie spokój. Ponieważ takie drobne kompleksy leśne nie mogą zapewnić dzikom wystarczającego pożywienia, żerują one głównie na polach uprawnych , czyniąc rolnikom dotkliwe nieraz szkody’’ . I to jest fragment z podręcznika dla myśliwych. Tak więc pokrzykiwania w stylu ‘’dowiedzcie się czegoś o łowiectwie’’ okazały się miażdżącą bronią przeciw nim samym. Takich ‘’kwiatków’’ w tego typu książkach jest oczywiście dużo więcej, na pewno będziemy korzystać z ich fragmentów w przyszłości.

To o czym napisano powyżej nie jest czymś ukrywanym przez myśliwych,wręcz przeciwnie właśnie zagadnienia z ‘’planowej racjonalnej hodowli i gospodarowaniem zasobami zwierząt łownych’’ są przez nich często poruszane w rozmaitych publikacjach próbujących bronić łowiectwa, gdyż zakładają oni nie wiedzieć czemu, że osoba sprzeciwiająca się łowiectwu, nic o tych sprawach  nie wie.

Osobnym zagadnieniem jest stosowanie tak zwanych poletek łowieckich. Lubią myśliwi mówić,że owe poletka istnieją tylko po to by ‘’zatrzymać zwierzynę w lesie i ochronić uprawy rolników’’. To nie do końca tak.  Jak było napisane wcześniej, zwierzyną trzeba ‘’gospodarować’’ według sporządzonego planu, a więc dbać o taką liczbę zwierząt, jaką ten plan zakłada. Czyli dokarmiać.  Druga strona medalu to ‘’ochrona młodych drzewek i szkółek leśnych przed dewastacją zwierzyny.’’ Powiem tak, boli mnie takie podejście zwłaszcza leśników, którzy w każdym gatunku zwierzęcia widzą jedynie szkodnika swoich szkółek. Boli,ale nie dziwi, jeśli wezmiemy pod uwagę,że ludzie ci pełnią dzisiaj rolę plantatorów desek, i tak samo mają swoje plany wyrębu, ‘’urządzania lasu’’ itd.  Przykre jest takie podejście ludzi, którzy rozumieć powinni,że to zwierzyna jest u siebie, oni tylko gośćmi, mimo nałożonych przez państwo obowiązków ‘’gospodarowania’’. Zwierzęta nie są w stanie ‘’zjeść całego lasu’’,ani go zniszczyć, choćby nie wiem jak się rozmnożyły. Dziwne,że o takich oczywistościach trzeba w ogóle komukolwiek przypominać, a już zwłaszcza ‘’znawcom’’ wszelkich gospodarek. Warto spojrzeć na to inaczej – to my wyrządzamy szkody w dobrostanie zwierząt,wtrącając się w ostatnie miejsca jakie im pozostają,ze swoimi gospodarkami,potrzebami, planami i roszczeniami. Jeśli ktoś twierdzi, czy mówi, że w lesie zwierzęta wyrządzają mu szkody – nie przyjmuję tego do wiadomości. One są u siebie.  I dlatego w niniejszym tekście całkowicie pominiemy zagadnienie wyrządzania przez zwierzęta ‘’szkód w uprawach leśnych’’.  Pamiętam jak nie tak dawno kłóciłem się z jakimś pracownikiem korporacji Lasy Państwowe który twierdził, że ‘’Uprawa i gospodarka leśna to najlepsze co mogło przydarzyć się polskim lasom, nie zna on lasów bardziej mozaikowych i zróżnicowanych biologicznie’’ Tak… Co na to podręcznik dla leśników? ‘’Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa (bioróżnorodności lasów) obecnie, kiedy człowiek przez długie dziesięciolecia prowadził w gospodarstwie leśnym hodowlę  jednogatunkowych drzewostanów sosnowych i świerkowych, co doprowadziło do bardzo daleko posuniętej degradacji siedlisk’’ str 136. (Łowiectwo dla leśników i myśliwych)   Kłamie podręcznik, czy leśnik?

Zdjęcie1549

Inna strona medalu, to polowania zbiorowe. Pomijając oczywiste okrucieństwo towarzyszące tej farsie, leśnik i myśliwy z którym mieliśmy okazję rozmawiać, Marcin Kostrzyński stwierdza ;
‘’Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki , gdzie czuje się bezpieczniej. (…..)Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę , że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak , ze rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną , która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek jest zwierzyny jest powszechne , zwłaszcza w obwodach hodowlanych , gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. ‘’ Takie przepędzanie zwierząt w sezonie jesiennym na pewno nie pozostaje bez wpływu na wyrządzane szkody. Często w małej polnej oazie, spotkać można więcej zwierząt, niż w przysłowiowym wielkim lesie. Otoczone uprawami rzepaku, kukurydzy, buraków z trudnym dostępem przez ileś miesięcy, bezpieczne i nie niepokojone, za to w obfitości żeru.  Zwierzęta szybko się uczą, gdzie znaleźć można schronienie od myśliwych i polowań, oraz tak samo prędko smaku płodów rolnych.

W wywiadzie dla ”Magazyn Wege” Marcin Kostrzyński wyjaśnia jeszcze więcej : ” Chodzi głównie o to… Ilość zwierzyny płowej (saren i jeleni danieli), czyli tych zwierząt, które powodują szkody w lesie, jest o wiele większa, niż miałoby to miejsce w sytuacjach naturalnych. Korzystają z pól uprawnych, gdzie mają dostatek jedzenia, a poza tym nie ma drapieżników, przecież do niedawna prawie w ogóle nie było wilków. A myśliwi lubili mieć wysokie stany zwierzyny – jeżeli jakiś prominent przyjeżdżał z Warszawy, aby sobie zapolować, to nie miał czasu, żeby szukać tego jelenia przez dwa czy trzy dni, tylko chciał wejść do odpowiedniego fragmentu lasu i tego jelenia spotkać. W związku z tym stany jeleniowatych były przekraczane w stosunku do naturalnej pojemności środowiska na przykład dziesięciokrotnie. Tam, gdzie powinien być jeden jeleń, było dziesięć.
” ( Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat – wywiad )  ”

Istnieją dwa rodzaje ’szkód łowieckich’’. Pierwsza to powstające w wyniku polowania, wyrządzone przez osoby biorące w nim udział. Druga obejmuje te wyrządzone przez zwierzęta.

Jak się przed nimi bronić?

Na początku padło takie zdanie :    Istniejemy już trochę w naturze ze zwierzętami, kiedy to nas było mniej, a zwierząt dużo więcej. I jakoś potrafiliśmy bez przewagi technicznej jaką mamy dzisiaj,ochronić swoje uprawy,wyżywić się i przetrwać. Jaki więc problem z tym dzisiaj? Żaden,biorąc po uwagę odstraszacze dzwiękowe i zapachowe,możliwość ogrodzenia, aż po chemiczne środki wywołujące u zwierząt dolegliwości i biegunkę.

Tak. Dziś zwiększyliśmy swoją przewagę nad zwierzętami do rozmiarów nie spotykanych nigdy wcześniej dotąd. Wydawać by się mogło, że mając tego świadomość, wykażemy zrozumienie wobec sytuacji w jakiej je postawiliśmy – zabranie terenów do życia, przekształcenie środowiska,hałasy i płoszenie oraz dziesiątki innych zagrożeń i niedogodności, jakie niesie ze sobą rozwój cywilizacji. I zamiast prześladując je w iście barbarzyński sposób w stylu myśliwskim, ‘’bo splądrują uprawy, wyginiemy z głodu, następnie wejdą do miast’’, zastosujemy metody zgodne z naszą ‘’przewagą i wyższością’’ wynikające z przesłanek etyki i właściwie pojętego humanitaryzmu. A mamy takich metod sporo. Podzielić można je najprościej według dwóch grup : Chemiczne, i mechaniczne. Oraz połączenie tych obu.

Do mechanicznych zaliczymy wszelkie widoczne straszaki, dźwiękowe odstraszacze oraz ogrodzenia. Urządzenia soniczne zasilane są bateryjnie lub ogniwem słonecznym, emitują odstraszające dzwięki o określonej częstotliwości, słyszalne dla zwierząt, lecz nie przeszkadzające człowiekowi. Armatki hukowe będą już bardziej dosadnym sposobem, tym skuteczniejsze, że przypominają zwierzęciu odgłos strzału. Często jednak zwierzęta po czasie przyzwyczają się do takich gadżetów, nie reagując na nie.

Droższym, aczkolwiek opłacalnym w długotrwałej ochronie jest stosowanie rozmaitych płotów i grodzeń. Wiele kół łowieckich zdecydowało się rozwijać tą metodę, kiedy w wyniku zmasowanych szkód w uprawach kukurydzy i mnogością żądań odszkodowań, zawisła nad nimi grozba bankructwa. Szybko pojęto wniosek, że taniej wyjdzie ogrodzenie nawet wielohektarowej uprawy i znaczne zmniejszenie występowania szkód, niż ciągłe szacowania i kłótnie z rolnikami. Czasem potrafią pójść po rozum do głowy,ale tylko wtedy gdy poważnie zagrożone są ich interesy.  Na zdjęciach poniżej, myśliwi pracujący przy grodzeniu uprawy kukurydzy. (Koło łowieckie nie było w stanie sprostać i przeciwdziałać szkodom, metodami polowań).

grodzenie2

grodzenie
Myśliwi pracujący przy budowie ogrodzenia, obok uprawy kukurydzy. Kiedy liczba żądanych odszkodowań przekracza budżet koła i jawi się widmo bankructwa, wtedy potrafią się zmobilizować, a wyszydzane ogrodzenia ”cudownie” zyskują jakąś skuteczność. 

Ogrodzenie ogrodzeniu nierówne. Zwykłą siatkę drucianą, dzik potrafi sforsować przeciskając się pod spodem, jeśli ogrodzenie nie ma podmurówki z fundamentem. Zamiast tego można użyć cięższych polnych kamieni,zakopując je na głębokości pół metra, i  przygniatając siatkę, przysypując ziemią, na wierzch też znalezione kamienie.  Zwiększy to skuteczność ogrodzenia,wymaga jednak nakładu pracy.

Innym sposobem są elektryczne pastuchy, umieszczone na plastikowych palikach wbijanych w ziemię. Widoczne na zdjęciach.  Sprawdzają się przy jeleniach,sarnach jak i dzikach, gdyż zaprojektowane są do zatrzymania znacznie cięższego bydła rogatego i koni.  Budowa takich pastuchów jest różna, 1 palik posiada kilka uchwytów do przeciągnięcia drutu lub wstęgi. Należy dobrze to wykorzystać. Według mnie najlepiej sprawdzi się poprowadzenie widocznej taśmy lub fladr na najwyższym poziomie, na niższym pastuch, na reszcie zwykły drut. Nie widziałem nigdy, by na tak ogrodzonej uprawie buraków lub kukurydzy były jakiekolwiek ślady zwierząt. Najczęstszym jednak błędem popełnianym przez rolników jest poprowadzenie drutu z prądem na dolnym czy najniższym haku, takie ogrodzenie ma małą skuteczność. Zwierzyna przeskakuje przez nie dowolnie,co widziałem wielokrotnie.  W mojej okolicy ostatnio wysyp tego typu ogrodzeń, widać rolnicy wypinają się na ‘’pomoc’’  ‘’dobrodziejów’’ w kapeluszach.  Na mniejszych powierzchniach czy działkowych ogródkach stosujemy ogrodzenia zazwyczaj trwałe i stałe, nie do sforsowania dla zwierząt.

‘’Płotek zapachowy z włosów ludzkich’’.

Najczulszym zmysłem u większości zwierząt ‘’łownych’’ jest oczywiście węch. Ten jelenia i dzika, znacznie bardziej rozwinięty niż u najlepszego psa myśliwskiego. Warto więc uwzględnić to, przy planowaniu ochrony. Swego czasu myśliwi na stronie poradnika łowieckiego opisali metodę, którą chronią swoje poletka łowieckie i uprawy leśne.  Metodę można oczywiście przenieść na pola rolnicze, gdzie przy zachowaniu pewnych reguł także odniesie skuteczność. Zwierzęta są bardzo wyczulone na zapach odwiecznego wroga,jakim jest człowiek. A charakterystyczny ten zapach przenoszą nasze włosy. Na czym polega sposób? Nie trzeba nawet grodzić. Dogadujemy się z zakładem fryzjerskim na odbiór ściętych włosów. Tym lepsze, że traktowane zazwyczaj chemikaliami,lakierami, farbami, szamponami i odżywkami, znacznie dłużej zachowują odstraszające właściwości zapachowe. Włosy wkładamy do damskiej pończochy czy rajstopy, i przywiązujemy na palikach,które co kilkanaście metrów wbijamy w ziemię na terenie uprawy i na jej granicach. Można trochę włosów rozrzucić. Inni piszą o nasączaniu benzyną czy traktowaniu gotowych ‘’paczek’’ z włosami perfumami, w celu zwiększenia skuteczności. Sposób bardziej przydatny na mniejszych poletkach. Wkłady z włosami trzeba co jakiś czas wymienić. Jest to metoda mechaniczno – chemiczno – biologiczna. (włosy)

Zdjęcie1899

Zdjęcie1896
Często przy temacie ogrodzeń poruszany jest temat kosztów. Ma to dotyczyć za równo rolników jak i myśliwych. Koszty mają być ogromne i nieopłacalne. Czy na pewno? Pomyślmy co bardziej się opłaca? Czy zainwestować raz a dobrze, i nie martwić użeraniem z kołem łowieckim o ewentualne odszkodowania? Czy prościej wołać ‘’pan da’’. By zobrazować pewien absurd, użyjmy prostego porównania.  Rolnik produkujący żywność, prowadzi niejako działalność gospodarczą. W każdy biznes plan wliczamy możliwe zyski i straty, oraz sposoby przeciwdziałania nim. Reasumując jeśli ktoś mając uprawę kukurydzy pod lasem narzeka na plądrujące dziki, to tak jakby ktoś z państwa otworzył sklep, zostawiał na noc otwarty, bez alarmu i miał pretensje, że go złodzieje okradli. A okazja czyni… jak mówi przysłowie.  Co do myśliwych, których zajęciem i radością główną jest polowanie, a nie dobrostan zwierząt. Przykładowe koło łowieckie zrzesza, powiedzmy 60 osób. Każda z nich w swoje hobby inwestuje ogromne pieniądze, począwszy od samochodów terenowych, wydatki na dokarmianie i nęciska, broń, przyrządy optyczne i celownicze, lornetka, ubiór, akcesoria, budowa, ambon, paśników…. Wszystko to kosztuje, trudno nawet powiedzieć ile. Pomnóżmy te ‘’drobne’’ wydatki razy przykładowe 60, i pamiętajmy, że nie są one jednorazowe. O broń trzeba dbać i konserwować, amunicja też kosztuje,paliwo oraz masa innych powtarzalnych ciągle wydatków. Wszystko dla jednego – polowania. A ileż prościej i lepiej, gdyby te środki przeznaczyć na rozwój metod zabezpieczania upraw. Ale nie o to chodzi przecież myśliwym. Wszak liczy się tylko ‘’gospodarka łowiecka’’ i błędne koło…łowieckie.

Zdjęcie1892
Tak to niepozornie wygląda ów sławny płotek zapachowy. Wygląda niepozornie… ale jest niezwykle skuteczny. Na całym poletku buraków, po 2 miesiącach do tej pory nie napotkałem oznak wtargnięcia zwierzyny. W jednym przypadku zwierzę, sarna zapuściła się kilka kroków, po czym wycofała. Warunkiem powodzenia jest okresowa wymiana wkładów z włosów i odpowiednio bliskie rozmieszczenie palików. 

Działamy na węch.

Na portalu aukcyjnym allegro zakupić można sporo środków o długotrwałym działaniu odstraszającym. Niektóre po prostu chemicznie cuchną, inne są oparte na wykorzystaniu naturalnych składników działających strasząco na zwierzęta – na przykład zapach wilków, rysi czy niedźwiedzi. Inne zwierają skoncentrowany zapach ludzkiego potu,np. najbardziej znany Hukinol.  Inny,może mniej humanitarny,ale także skuteczny o nazwie ‘’Stop Dzik’’ jak podaje producent : ‘’ Oryginalność działania tego preparatu polega na
tym, że aby preparat zadziałał jako repelent, musi być najpierw zjedzony przez  dziki. Zjedzone przez dziki granulki powodują u nich podrażnienie śluzówki jamy  gębowej, przez co zachowują się one nie naturalnie. Następuje u dzików obfite  ślinienie się, czochrają rapciami gwizd i tabakierę, płaczą. Poprzez takie działanie
dziki zapamiętują ten stan, a wrażliwość zapachowa odstrasza ich od miejsca  spożycia repelentu. Dziki zrażają się do miejsca w którym znajdował się  rozsypany repelent.’’  Istnieją i inne mocniejsze środki,wywołujące u zwierząt dolegliwości gastryczne i biegunki.

Nocne spacery.

Jeśli ktoś zajmuje się typowo rolnictwem, można z sąsiadami czy rodziną ustalić dyżury, w okresie kiedy mogą pojawiać szkody, i zwyczajnie przejść się po swoich włościach na spacer pod gwiazdami, z psem lub samemu.Starając się zachować jak najgłośniej, przez co rozumiemy zwyczajne szuranie czy nadeptywanie na gałęzie.  Zwierzęta są bardzo czujne, i na pewno oddalą się słysząc człowieka, regularnie płoszone będą szukać innego żerowiska.  Można i – przecież to nasze pole, jeśli jesteśmy właścicielami gruntu urządzić sobie ognisko.Dzikie zwierzęta boją się ognia jak…ognia.

Kukurydzę siej…

Inną metodą polecaną dla upraw znajdujących się przy lesie (opisaną przez myśliwych) jest rozrzucanie ruchem siewnym pojedynczych ziaren kukurydzy, w lesie na skraju, w miejscach gdzie dziki mają zwyczaj wychodzić na pola. Są one bardzo łase na kukurydzę,a wyszukiwanie pojedynczych rozrzuconych szeroko ziaren w leśnej ściółce zajmuje im sporo czasu, przez co mają go mniej na szukanie innego żeru na polach.

Jak widzimy więc dostępnych metod jest sporo, wymaga to tylko nakładu pracy i wiedzy. Koszt ogrodzenia w dłuższej perspektywie przyniesie większe korzyści niż polowania, choćby dlatego że dla koła łowieckiego wychodzi taniej.Tak samo jak użytkowanie chemicznych środków  Ale…jest mniej do polowania, a przecież o to głównie chodzi w zabawie w łowiectwo.

Efekt martwego łowiska.

Myśliwi uwielbiają negować wszelkie sposoby zabezpieczania upraw,nawet takie z których sami korzystają,jako ‘’ zupełnie nieskuteczne’’. Zwłaszcza na forach publicznych.Traktowane nawet jako ‘’bredzenia oszołomów z miasta’’ , bo przecież na wszystkie problemy najlepsza strzelba.  Skąd ten awers, wydawało by się irracjonalny i nieuzasadniony? Otóż umotywowany jest on dobrze,i najzupełniej zgodny z myśliwskim interesem. Ogrodzone czy traktowane mieszanymi chemicznymi metodami poletko bądź uprawa, odstraszają zwierzynę. Unika ona takich miejsc, choćby z uwagi na utrudnione poruszanie się.  ‘’Łowisko’’ staje się  mniej zasobne i nie atrakcyjne, a to już bardzo sprzeczne z interesem myśliwego. Traci się w dodatku argument o ‘’konieczności istnienia łowiectwa’’ dla ochrony rolnictwa. Trzeba więc wszędzie gdzie się da,metody wyszydzić, wyśmiać, a najlepiej zarzucić każdemu ‘’brak pojęcia’’.  Na terenach gdzie rolnicy racjonalnie dbają o swoje uprawy, nie można też swobodnie się przemieszczać,wjeżdżać terenówką, – ogrodzenia przeszkadzają. No i nie ma zwierzyny…’’Wiem! Trzeba przy najbliższej okazji wyśmiać ogrodzenia na stronach ekologów, bo tak nie może być, byśmy przez kaprys nawiedzonego rolnika nie mogli sprawować racjonalnej gospodarki łowieckiej,my wiemy co dla was lepsze!’’ Ostatnim argumentem poruszanym przy tej okazji jest brak możliwości migracji zwierząt. Rzeczywiście, jest to utrudnione, aczkolwiek…kopytna zwierzyna łowna interesuje myśliwych tylko z wiadomych względów, natomiast drobnym zwierzętom, takim jak lisy,zające, króliki, kuny czy ptactwo żadne ogrodzenia w przemieszczaniu nie przeszkadzają.

Zdjęcie1975
Kukurydza wzrosła, dojrzewa, i ma się dobrze. Raczej nie tęskni za myśliwymi. 

 Alternatywa dla sztucerów.

Istnieją już środki opracowane specjalnie dla określonych gatunków zwierząt,powodujące bezpłodność czy też ograniczenie płodności. Można wykładać je w pokarmach. Ostatnio na profilu Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot pani rzecznik PZŁ wyśmiewała się bardzo z takich metod,argumentując, że kto się tym zajmie, przecież nie aktywiści organizacji pro zwierzęcych, kto to przeprowadzi, koszta, mogą zjeść chronione gatunki itd. Zobaczcie jak przewrotna i zakłamana to argumentacja.I zapytajmy jakie są koszta polowania, broni i akcesoriów łowieckich? Lisom wykłada się szczepionki przeciw wściekliźnie – i tu nikogo nie obchodzi,że jakiś niepowołany gatunek to zje.  Przecież PZŁ ma pod kontrolą wszystkie paśniki, nęciska, poletka żerowe w tym kraju. Do paśników przychodzą sarny,jelenie, dziki i łosie. Czy może, ryś albo wilk? Nie. Co stoi na przeszkodzie, żeby myśliwi zajęli się rozprowadzaniem owych środków przy paśnikach i nęciskach , gdzie wyrzucają najgorsze gnijące odpady? To też może zjeść jakiś chroniony gatunek… Co stoi na przeszkodzie, by się tym zająć i tym samym przeciwdziałać szkodom i stratom w rolnictwie, do jakich przyczynia się łowiectwo? Zupełnie nic, ale ani myśliwi, ani PZŁ nie są zupełnie zainteresowani zmniejszaniem liczebności zwierzyny, ani ograniczaniem jej populacji.Tym bardziej przeciwdziałaniu szkodom w rolnictwie, bo wtedy upada ‘’najważniejszy’’ argument o pomocnym łowiectwie, jak i ograniczanie liczebności jeleni czy dzików to działanie wbrew interesom każdego myśliwego. Dlatego trzeba wejść na jakąś stronę dla ludzi świadomych ekologicznie, i zaczepnie się pośmiać, zanim ktoś zorientuje się w rzeczywistej motywacji środowiska łowieckiego.

Kto powinien płacić?

Ulubione zostawiłem na koniec. Często czytam takie zdanie: ‘’Zawiesić odstrzał na 2 lata, wtedy pseudekolodzy będą błagać na kolanach o odstrzał jak im dziki przyjdą po dom, albo niech płacą odszkodowania’’. Zawsze mam poniekąd z tym zdaniem problem, bo niby dlaczego ekolodzy mieli by płacić? Przecież nie są tymi, którzy ów problem generują i się do niego przyczyniają. Nie tworzą też prawa łowieckiego ani nie mają swoich reprezentacji na rozmaitych szczeblach władzy. Wskazują przyczyny problemu i podają sugerowane rozwiązanie, czy ktoś ze strony łowieckiej bierze to pod uwagę? Nie bo przecież liczy się polowanie, przygoda i pozyskanie dziczyzny. Dlatego to koła łowieckie powinny płacić i ponosić konsekwencje realizacji zachcianek swoich członków, aż do bankructwa. Temu kibicuję. Zawarte ‘’zdanie’’ strony myśliwskiej po raz kolejny pokazuje przewrotną logikę, bo gdyby nagle zawiesić wszystkie odstrzały bez podjęcia innych kroków zaradczych mogło by rzeczywiście skończyć się problemami. Wtedy zrzucamy winę na ‘’nawiedzonych zielonych’’ i wracamy do łowiectwa. Po pierwsze żadna,ze znanych mi organizacji czy , stron piszących ‘’przeciw’’ łowiectwu nie domaga się jego likwidacji. Co najwyżej wytyka błędy, a dąży do ucywilizowania tego procederu i humanitarnego traktowania zwierząt, bądź wyłączenia z listy łownych gatunków, na które polować nie ma potrzeby. Po drugie, jeśli już o zawieszaniu odstrzałów mowa, jeśli jako ludzkość dojrzejemy do takiej decyzji, a jest ona nieunikniona, to nie na rok czy dwa, a na stałe z jednoczesnym wdrożeniem wszelkich innych dostępnych środków zaradczych. I z uzasadnieniem odstrzału w określonych skrajnych przypadkach, takich jak choroby, czy wypadki, przez powołane do tego służby.

Ponad miesiąc  temu Posłowie ustalili ostateczny kształt zmian w Prawie łowieckim, dotyczących zasad odpowiedzialności za szkody łowieckie. Nowelizacja określa tryb dokonywania oględzin i szacowania szkód w uprawach i płodach rolnych oraz ustalania wysokości odszkodowań. Zgodnie z nowelizacją szkody wyrządzane w uprawach i płodach rolnych przez dziki, łosie, jelenie, daniele i sarny będą pokrywane przez…. Skarb Państwa. Oznacza to, że wszyscy podatnicy zapłacą za myśliwskie uciechy, zaś oni sami, tracą swój ulubiony argument o tym ‘’kto zapłaci za szkody rolnikom’’. I niech to będzie puentą. Po nawet pobieżnym zapoznaniu się z celami myślistwa, z którego jednym i głównym ma być pomoc rolnictwu, jawi się pokrętny obraz kłamstw i manipulacji w pełnej krasie, gdzie głównym celem jest w istocie realizacja własnej przyjemności i dbanie o swój interes, bez liczenia się z potrzebami i zdaniem innych. Jaskrawo i dobitnie, tym bardziej, że potwierdzone literaturą łowiecką, jak i wypowiedziami samych myśliwych. Podsumujmy składowe : Dokarmianie i nęciska, dążenie do maksymalnych stanów ilościowych zwierzyny, poza naturalnymi możliwościami siedliska, rozjeżdżanie upraw i zasiewów, jak najbardziej wydajne ”zagospodarowanie obwodów łowieckich”, wreszcie płoszenie zwierząt podczas polowań zbiorowych, w wyniku których zwierzęta przenoszą się na tereny rolnicze i do oaz śródpolnych.

Jako uzupełnienie polecamy reportaż z cyklu ”Sprawa dla reportera” opisywany już u nas na stronie, gdzie rolnicy także wypowiedzieli się o kulisach pracy myśliwych. Padały stwierdzenia typu ”Naszą pracę niszczą myśliwi i ich system”, bynajmniej nie z ust ekologów, a zwyczajnych rolników. Do przeczytania tutaj : Sprawa dla reportera kontra myśliwi .

EDIT : Kilka dni po publikacji owego artykułu, ukazała się kolejna część Sprawy dla reportera, potwierdzająca słowami rolników zawarte w tekście tezy. Do obejrzenia i przeczytania tutaj: Naszą pracę niszczą myśliwi i ich system – Rolnicy o łowiectwie

Źródła:

”Łowiectwo dla leśników i myśliwych” , Tadeusz Pasławski

”Gospodarstwo Łowieckie” T.Pasławski, A.Haber, S.Zaborowski

Wywiad ”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”, Magazyn WEGE, 13 lipiec. 

”Kilka zagadnień nowoczesnego łowiectwa” , W.Szczerbiński. 

”Leśnictwo, zadrzewienia i łowiectwo w gospodarce rolnej” , W.Budzyński, S.Konarski

”Poletka łowieckie” , A. Szaniawaski, T.Pasławski

”W obronie łowiectwa” – myśliwi oskarżają władze PZŁ o przynależność do komunistycznej Służby Bezpieczeństwa

SKANDAL W PZŁ. ŁOWCZY KRAJOWY, PRZEWODNICZĄCY ZARZĄDU GŁÓWNEGO –  TAJNYM WSPÓŁPRACOWNIKIEM SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA.

Długo zastanawialiśmy się jakim tytułem opatrzyć ten wpis. Pewnym jest, że mamy do czynienia ze skandalem politycznym, jak i rozłamem w PZŁ,  czy też może walką frakcji. Ostatecznie w trosce o stan polskiego łowiectwa zdecydowaliśmy się ową informację opublikować, czy też zacytować, w końcu upublicznienia tych faktów dokonali sami myśliwi na jednej ze swoich stron. Po raz kolejny witamy w świecie myśliwych…fantastycznej krainie   absurdów,świństw,knowań i przekrętów ,rodem z innej epoki, Państwa w państwie ,które jakimś cudem istnieje wraz ze swoimi członkami i ma wpływ na naszą rzeczywistość. Sprawy są dość zawiłe,często mają charakter personalny i osobisty,trudno się w tym połapać .
Ale od początku.

Myśliwym także nie odpowiada nowo uchwalona nowelizacja prawa łowieckiego, jednak jak się domyślamy z zupełnie innych powodów niż reszcie społeczeństwa. Zwykli ludzie i rolnicy sprzeciwiają się utrudnionej możliwości zakazu wykonywania polowania na swoim gruncie, ekolodzy możliwości poszerzania listy gatunków łownych, tylko dla ‘’kultywowania tradycji’’, a wszyscy sa przeciwko sadyzmowi i legalnemu dręczeniu dzikich zwierząt jakie dopuszcza ustawa Prawo Łowieckie, która zezwala na tak wynaturzone praktyki jak konkursy norowania, czy szczucie psami dzików w zagrodach.  Ten fragment nie jest nigdy brany pod uwagę przy jakichkolwiek zmianach…. Jednak, nie tym martwią się myśliwi.

W obronie

Pierwsze o czym piszą z żalem na swojej  nowej stronie ‘’W obronie łowiectwa’’ ( a może tak w obronie przyrody panowie? Nie, przecież natura interesuje myśliwych tylko pod względem łowieckiego wykorzystania)  to to, że Lech Bloch – Łowczy krajowy, Przewodniczący Zarządu Głównego PZŁ jest tajnym współpracownikiem komunistycznej służby bezpieczeństwa zarejestrowany w Urzędzie Bezpieczeństwa w Ciechanowie pod nr. 4092 o pseudonimie ‘’TW Kazimierz’’ ,  i aktywnie uczestniczył w tworzeniu projektu zmian w ustawie Prawo Łowieckie. … Musi być naprawdę ciężko, skoro myśliwi publicznie wyciągają takie brudy, atakując swojego Łowczego Krajowego, którego to przecież sami wybrali , i przez lata hołubili… ryzykując sławne ‘’koleżeństwo’’ i ‘’dobre imię polskiego łowiectwa’’. A właśnie,skoro już przy tym jesteśmy, ciekaw jestem oficjalnego komentarza PZŁ, ponieważ mimo,że cytowaną stronę tworzą myśliwi, to inicjatywa wydaje się być oddolna.  O co więc tu chodzi? Dlaczego właśnie teraz? Przecież Dr. Lech Bloch piastuje swoje stanowisko nie od dziś. Myśliwi musieli dobrze wiedzieć kogo wybierają, ale póki wszystko było po staremu, nikogo to nie obchodziło.  Myśliwi potrafią bardzo sprawnie zorganizować się, kiedy zagrożone są ich interesy. Rozpaczliwa reakcja na nowy kształt prawa łowieckiego nie jest rzecz jasna spowodowana troską o dobrostan zwierząt, na czym powinno zależeć im najbardziej.  Myśliwi obawiają się po pierwsze większych składek i innych opłat jakie może nałożyć na nich PZŁ. To ma rzekomo wykończyć pomniejsze koła łowieckie. Trudno by o lepszy prezent dla przyrody… Ciąg dalszy zastrzeżeń myśliwych:

‘’ Zarząd Główny do chwili obecnej dzieła w oderwaniu od kół łowieckich i nie zna sytuacji, jaka panuje w terenie. Pan Bloch chce jednoosobowo decydować nawet w kwestii zatrudnienia w terenie od sprzątaczki do przewodniczących Zarządów Okręgowych niepokorni do usunięcia. Ciąg dalszy nepotyzmu i kolesiostwa. ‘’ …. O, to, to…kiedy my o tym piszemy, nazywane jest to szkalowaniem dobrego imienia łowiectwa, i bredniami nawiedzonych zielonych.  Co najciekawsze zeszłoroczna kontrola NIKu wskazywała na podobne ‘’nieprawidłowości’’ , oczywiście raport został przez myśliwych wyśmiany, a kontrolerzy uznani za niekompetentnych, i rzecz jasna ‘’nie mających pojęcia o łowiectwie’’ .

W obronie2

Dalej obawiają się utraty obwodów łowieckich, i z racji nowego systemu finansowania odszkodowań dla rolników, utraty jakże ważnego dla łowiectwa argumentu, o konieczności istnienia pomocnego łowiectwa i wypłat odszkodowań…który to w obliczu nowego sposobu szacowania i wypłat (skarb państwa) traci zupełnie rację bytu. Stąd już, krótka droga do prywatyzacji, polowania tylko dla najbogatszych i wyłącznie dla rozrywki…perspektywa musi przerażać. I rzeczywiście tak jest, skoro myśliwi nie zawahali się publicznie zaatakować Łowczego Krajowego, przewodniczącego zarządu głównego PZŁ… Etyka, koleżeństwo i braterstwo na śmierć i życie, jakiego nie uświadczysz nigdzie indziej – tyle razy już nam to wmawiano.  :)    Chętnie wsparli byśmy akcję myśliwych, bo jakby nie patrzeć cel jest nieco zbieżny – zablokowanie nowelizacji prawa łowieckiego w obecnym kształcie. Z uwagi jednak, na motywy, cele i środki , zupełnie nam nie po drodze…

Tragiczny apel oddaje się najlepiej chyba w tym zdaniu ‘’ Koleżanki i Koledzy PROTESTUJCIE, jeżeli nie oprotestujemy tych zapisów to nadejdą czarne czasy dla naszych Kół Łowieckich i nas myśliwych.’’😉  Możecie wyrazić w komentarzach swój żal, jak bardzo jest wam przykro z powodu ciężkiej sytuacji myśliwych, którzy muszą szkalować dobre imię łowiectwa w jego obronie (czyt. Obronie swoich interesów) i ujawniać agenturalną komunistyczną przeszłość swoich mentorów.

PS. Zapewniamy, że władze PZŁ dołożą wszelkich starań ,by sprawę przemilczeć, a winni poniosą konsekwencje😉

Źródło:
(http://wobronielowiectwa.pl)

[Edit] Z niewiadomych względów podana wyżej strona już nie odpowiada i jest wyłączona. Czyżby tą rundę, wygrał zarząd? A może tak zadziałała ”magia” niniejszego artykułu.

Więcej na podobne tematy przeczytasz tutaj: Przestępstwa, nadużycia i wykroczenia myśliwych