Jak myśliwi promują weganizm?

W tym poście pragniemy wyrazić podziękowania dla myśliwych i sympatyków łowiectwa, za nieocenione zasługi w promowaniu postaw wegetariańskich, wegańskich oraz wspieranie sprawy pro zwierzęcej.

Zastanawiacie się, jak to możliwe? „Mordercy, zwyrodnialcy” smakosze dziczyzny i zwłok z ubojni mieliby wspierać weganizm? Otóż robią to systematycznie i bardzo skutecznie, często z lepszym wynikiem, niż całe Vivy i Otwarte Klatki razem wzięte. Tyle, że nieświadomie.

Pomijając częste, żenujące wpadki niedorzecznik PZŁ, która robi myślistwu równie negatywny PR, co rzesze rubasznych Januszy, strzelających w łowieckim amoku do wszystkiego co się rusza, a których z takim oddaniem broni.

Na pewno większość z Was, wielkich i oddanych rycerzy koalicji  Antymyśliwskiej, podczas bojów w trakcie ciężkich debat na temat przyszłości i sensu naszego łowiectwa, miała możliwość zetknąć się z głównymi argumentami naszych oponentów, próbujących bronić swego hobby zabijania. Brzmią one zazwyczaj mniej więcej tak:

Ahahah, a mięsko to jecie? Myślicie, że rośnie na drzewie?

Schabowy smakował w niedzielę?

A czym jeździsz do pracy? Na miotle latasz? Wiesz, że auto wydala spaliny?
(Zestawiamy to z 600 ton ołowiu rocznie wystrzeliwanych do środowiska przez myśliwych – więcej niż cały transport ciężarowy)

A z komputera korzystasz i z energii? Wiesz, że w elektrowni spala się węgiel i zanieczyszcza środowisko?

Czym karmisz pieska / kotka? Sałatą?

A SKÓRZANE TOREBKI, PASKI , BUTY !!!!!!

Czyli usprawiedliwianie swojego okrucieństwa i obłudy, jakimś innym, gdzieś tam.

Nawet jeśli ktoś okazuje się być wege i tak pojawiają się teksty podobne jak powyżej, lub inne obnażające prostotę umysłową ich autorów, np. ”A wiesz, że ta sałata też musiała umrzeć abyś ją zjadł ,dlaczego mordujesz rośliny? ”
Swoją drogą ciekawy stereotyp z tą sałatą, ja jako wege od 7 lat, nie zjadłem jej nigdy. Trawy też nie.

14570463_1119193114834600_49941eww6171739798888_n

Pisząc takie, wydawało by się irytujące idiotyzmy, zwolennicy łowiectwa przyczyniają się do promowania zachowań pro ekologicznych, oraz wegańskich. O ile większość przeciwników łowiectwa, to osoby bardzo świadome ekologicznie, najczęściej weganie i wegetarianie, tak w tej masie, zawsze trafia się ktoś, kto powyższych na co dzień świadom nie jest. I w taki oto sposób myśliwi chcąc nie chcąc robią coś dobrego, otwierają ludziom oczy, powiększając tylko grono swoich świadomych przeciwników. Szkoda tylko, że sami nie stosują się do tego, co zarzucają innym.

Zawsze mam pewien dylemat z zrozumieniem sensu pytań o weganizm / wegetarianizm u przeciwników łowiectwa, jako zabieg stosowany w dyskusjach przez myśliwych. Jakby to miało cokolwiek do rzeczy. Owszem, coś ma, jeśli chodzi o hipokryzję domniemaną lub urojoną. Taki myśliwy z tryumfem na rumianej twarzy zarzuca ją, mimo, że sam :
– Pożera dziczyznę i zabija zwierzęta
– Korzysta z przemysłowych ubojni i wszystkich dóbr oraz udogodnień cywilizacji, jednocześnie wymagając, by ktoś tego nie czynił…
– W skrócie, nie robi nic, aby do okrucieństwa się nie przyczyniać, ma to całkowicie gdzieś, ale od tych którzy już cokolwiek robią, wymaga jeszcze więcej. Tylko zostawcie mi łowiectwo w spokoju! Idźcie se protestować pod ubojnie.

17353505_1136088249834956_1145099126786034754_n

Nawet jeśli w takiej dyskusji okazujesz się być wege, i tak przegrałeś – zaczekaj kilka minut, a usłyszysz pytanie o karmienie kota, zdeptane mrówki czy ślimaki podczas spaceru, zabijane komary, kleszcze…. Możliwości jest sporo.
Dlatego ja zawsze powtarzam, że hipokrytami jesteśmy wszyscy, niezależnie od swego zaangażowania w jakąś dietę czy zieloną wege ideę. Nawet i bretharianin, jeśli istnieją takowi, musi przecież gdzieś mieszkać i zużyć energię choćby do ogrzania mieszkania.
Ważne, by nie popadać w paranoję, co jednak zdarza się myśliwym, gdy tylko uświadamiają sobie, że ktoś korzystając z możliwości wolnego wyboru, żyje inaczej niż oni. To oczywiście bardzo kłuje w pewną część ciała i próżne ego, no bo jakże to? Nie je mięsa? Nie kupuje skórzanych torebek i butów, zwraca uwagę na to czy kosmetyki nie są testowane na zwierzętach?

~ ‘’O nie! Tak nie może być. Zaraz i tak znajdę coś do czego mogę się przyczepić. Choć sam nie robię nic…A, może tak dzieciom chorym byś pomógł, a nie zwierzętom? Co, dzieci ci nie szkoda?’’

I tak dalej, i tak w nieskończoność ….Osoby te zapominają chyba, że korzystanie z wolnej woli, to także wybór komu pomagamy i w jakim zakresie. Człowiek zazwyczaj jakiś wpływ na swój los ma, i zagwarantowaną jako taką pomoc. Zwierzęta często jej nie mają, są zależne od nas, a w większości przypadków my sami jesteśmy odpowiedzialni za ich cierpienie. One same nie mogą o siebie zadbać. Nie w tym świecie. Jako, że odbiegam już nieco od głównego wątku, zakończmy cytatem i obrazkiem. A myśliwym, za nieświadomy wkład w walkę o prawa zwierząt, i przysparzanie światu kolejnych rzesz wegetarian, serdecznie dziękujemy 🙂

Karpio

Spustoszenie i wycinki drzew na terenach Ostoi Zwierząt.

Dzisiejszy wypad do lasu, na długo odbije się przykrym piętnem w mojej świadomości. Leśnicy , pod patronatem ministra Szyszki zdaje się, dwoją się troją, aby zapewnić nam Polakom, zagwarantowany ‘’dostęp do surowca drzewnego’’, z którego w jakimś stopniu korzystamy wszyscy. ‘’Moje lasy’’ to tereny parku krajobrazowego, objętego siecią Natura 2000. W takich miejscach oczywiście prowadzi się zarówno ‘’racjonalną gospodarkę łowiecką’’, jak i leśną, gdzie na plan pierwszy wchodzi wykonanie planów wycinki, planów urządzania lasu, i innych takich bzdur, będących świętością dla leśników. Walory krajobrazowe i dobrostan zwierząt, przesłonięte chęcią zysku schodzą wtedy na plan dalszy. Wiemy więc już, że terenach takich ‘’gospodarkę’’ się prowadzi, i nie było by nad czym rozdzierać szat, gdyby nie pewne okoliczności co do miejsca prowadzonych wycinek.

A są nimi tereny opatrzone dostojnymi tablicami głoszącymi z powagą :

‘’ Ostoja zwierząt. Nieupoważnionym wstęp wzbroniony’’

Zdjęcie2549

Zwykły śmiertelnik, zapuszczając się w taki teren, może od straży leśnej czy leśniczego otrzymać w gratisie do leśnego spaceru mandat w kwocie 500zł, za domniemane płoszenie zwierząt, których w tych przydrożnych monokulturach nie ma. Tabliczki te pełnią w istocie inną rolę, o czym będzie poniżej.
Każdy z nas po wejściu na ‘’ziemię świętą’’ zgarnia mandat za ‘’płoszenie zwierząt’’.
Czymże w takim razie jest 8 – 10 godzinne warczenie piłami na terenie takiej ostoi, palenie ogniska przez pilarzy, wjazd ciężkiego hałasującego sprzętu, okrzyki, nawoływania, łoskot padających drzew, zostawiane śmieci, i finalne wycięcie ostoi w pień? Trwa już okres lęgowy wielu gatunków ptaków. A wielkie rżnięcie trwa w najlepsze. Zewsząd napływają doniesienia o sukcesywnie niszczonych rezerwatach, uchybieniach w parkach narodowych, wycinkach 200 letnich zdrowych dębów co miało miejsce w Puszczy Białowieskiej wpisanej na listę UNESCO   , a leśnicy zasłaniają się ‘’brakiem znajomości podstaw gospodarki leśnej’’ u oponentów.

Docierając do lasu, już z daleka zaniepokoił mnie prześwit światła słonecznego, dobiegający z jednego miejsca. Nie powinno tam go być, gdyż miejsce było zazwyczaj porośnięte świerkami. Niestety, oczom moim ukazał się taki widok… Ostoja zdewastowana, krajobraz jak po wybuchu bomby, drzewa leżące pokotem obok tabliczki informującej o ostoi zwierząt… Wzdłuż tego miejsca płynie sobie leśna rzeka. Od zawsze urzędowały tam bobry, pewnie dlatego, teren został wyznaczony na ostoję. Już się stamtąd wyniosły… A prace, zwózka drewna, i oczyszczanie z gałęzi trwają nadal. Wjeżdżają ciągniki, warczą piły. W ciągu dnia, wręcz trudno odszukać w lesie miejsce, gdzie nie prześladował by ten dzwięk.
A potem szkółka, – na pewno ogrodzona przed krwiożerczymi zwierzętami tylko czyhającymi by zniszczyć las, równo posadzone drzewka, kilkadziesiąt lat, i dawaj od nowa. Proces powtarzany w nieskończoność, dziś słusznie postrzegany jako rabunkowa gospodarka i forma gwałtu na naturze, dla zmyłki przez wykształconych ‘’znawców’’ nazywany ‘’racjonalną gospodarką leśną. Dostosowany pod lobby przemysłu drzewnego.

Zdjęcie2554

Zdjęcie2559

Zdjęcie2555

A tak wygląda już teren dokładnie za tabliczką. Zwierzęta ”poszły w las”. Jak najdalej od przeklętego miejsca. Ostoja zwierząt według Lasów Państwowych. 

Zastanawiało mnie rozmieszczenie owych tabliczek informujących o zakazie wstępu, z uwagi na rzekome siedlisko zwierząt. Część z miejsc gdzie umieszczone są tabliczki i dalej za nimi, są zwykłymi monokulturami o skąpym podszycie, położonymi obok uczęszczanych przez spacerowiczów dróg, gdzie żadnych większych zwierząt nie ma. I nie widziałem ich tam nigdy, znając te miejsca bez mała 30 lat. Od innej fundacji działającej na rzecz natury, dowiaduję, się, że stawianie takich tabliczek, to celowy zabieg będący przykrywką dla spokoju prowadzenia rabunkowej wycinki.  Chyba, że leśnicy chcą tak chronić chrząszcze i mrówki.

Droga przylegająca do tzw ostoi w całości wyładowana wyciętymi drzewami, na prawie całej długości wygląda tak…
Ostoja istnieje chyba tylko na tabliczce. 

Zdjęcie2608

Zdjęcie2609

Jak czytam na forum dyskusyjnym lasów państwowych, odnośnie działań podejmowanych w takich Ostojach, sami leśnicy odpowiadają że;

Zgodnie z Ustawą o ochronie przyrody w strefach ochronnych bez zezwolenia regionalnego dyrektora ochrony środowiska zabrania się:

1) przebywania osób, z wyjątkiem właściciela nieruchomości objętej strefą ochrony oraz osób sprawujących zarząd i nadzór nad obszarami objętymi strefą ochrony, oraz osób wykonujących prace na podstawie umowy zawartej z właścicielem lub zarządcą;

2) wycinania drzew lub krzewów;

3) dokonywania zmian stosunków wodnych, jeżeli nie jest to związane z potrzebą ochrony poszczególnych gatunków;

4) wznoszenia obiektów, urządzeń i instalacji.
‘’ W uzasadnionych sytuacjach Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska wyraża zgodę na wykonanie określonych zabiegów w strefach ochronnych (określa rozmiar prac, odległość od gniazd, terminy wykonania). Dotyczy to przede wszystkim strefy ochrony całorocznej. W strefie okresowej zakazy obowiązują jedynie w określonych rozporządzeniem terminach. Tym niemniej, również w strefie okresowej należy unikać wykonywania zabiegów drastycznie zmieniających charakter siedliska (np. wielkopowierzchniowe zręby). Ingerencja człowieka w strefy ochronne nie może powodować zagrożenia dla lęgu i ptaków.
http://www.koo.org.pl/ochrona-strefowa-gniazd

Zostawmy kwestie prawne dotyczące owych Ostoi, bo to dla mnie bez znaczenia, czy owa masakra odbywa się za pozwoleniem papierku z pieczątką wydawaną przez człowieczka za biurkiem, i tak zostawia za sobą ogrom spustoszenia, a ‘’prace leśne’’ nie pozostają bez ujemnego wpływu na zachowania zwierząt, które ze swej ostoi korzystać nie mogą.

Zdjęcie2618

Zdjęcie2561
Te dwa zdjęcia chyba najlepiej oddają faktyczny obraz troski o dobrostan zwierząt, miłość do lasu wykonaniu naszych leśników. Oraz przestrzeganie przepisów… 

Wędrując dalej, napotykam na inne miejsce, porośnięte trzcinami i turzycami, nieco podmokłe, będące miejscem lęgowym pary żurawi. Wita mnie kilka saren, królik i mnóstwo ścieżek dziczych.  Żurawie objęte są całoroczną ochroną ścisłą. Miejsce znajduje się na terenie leśnictwa, jednak i tam przed kilkoma dniami ktoś pokusił się o wycięcie wierzbowych zarośli porastających brzegi. A Żurawie cóż…, kto by się nimi przejmował? Spłoszą się, odlecą, wrócą znów, i może przystąpią do lęgu, jeśli dostaną nieco spokoju…

Na facebookowym profilu  Lasy Polskie codziennie kolejne doniesienia o nowych rabunkowych wycinkach. Leśnicy zdaje się dostali zielone światło dla spustoszenia, od swojego ministra. A ludzie przerażeni skalą wycinek nadsyłają każdego dnia kolejne materiały ze swoich rejonów zamieszkania, i nie wygląda to dobrze. Pomijając wycinki na terenach prywatnych, to właśnie w lasach państwowych odgrywa się główny akt tej tragedii. ‘’Swoje’’ lasy znam od dzieciństwa. Nigdy nie widziałem tam takiego pogromu, i nie wygląda , jakby mieli kończyć.
Kuriozum dodaje fakt, że w wieloletniej ostoi bobrów, cięto na kawałki nawet drzewa ścięte przez te zwierzęta, i wywożono…Żeby się nie ‘’zmarnowały’’…

Zdjęcie2560
Droga między tabliczką informującą o ostoi, a jej miejscem. W miejscu zrębu gęsto rosły zdrowe świerki, po lewej rzeka będąca domem dla bobrów. 

Kilka komentarzy wyrywkowo z profilu Lasy Polskie:

Nie tylko biorą, ale już się wzięli, nie pamiętam takiej rabunkowej wycinki, daleko nie trzeba szukać wystarczy się przejechać dawną drogą krajową nr 3 – z Szczecin Płonia w kierunku Pyrzyc, jakaś masakra, hektary wycięte, nawet nie widać żeby zostawiali tzw. drzewa biocenotyczne !!!

Czegoś tak strasznego nie widziały moje oczy jak długo żyję na tym świecie . Wycinki drobne owszem bo tak trzeba ale nie taki pogrom lasów .

Tną wszędzie i wszystko, rzadki las bez podszytu, zwierzęta jak oszalałe biegają od zrębu do zrębu, żadnych niedostępnych miejsc, chaszczy, zacisznych ostoi. Znam knieję od 40 lat , to jej najgorszy okres.

W innym miejscu lasu natrafiam na takie ‘’cudo’’. Przewrócony stary paśnik, który prawdopodobnie poległ pod siłami natury. Szkoda, tylko,  że myśliwi w swej wyobrazni nie przewidzieli, jak długo eternitowy daszek zatruwał będzie wszystko wokół…
Zdjęcie przedstawia obraz racjonalnej gospodarki łowieckiej w praktyce 🙂

Zdjęcie2578

Leśnicza brać albo czuje się tak pewnie, albo zdaje się otrzymała zielone światło z góry od swojego ministra, z przekazem ‘’Tnijcie ile się da. A jak ktoś się czepi,  szafujcie swym bełkotem o planach urządzania – degradacji lasu, racjonalnej gospodarce leśnej, zarzucając wszystkim brak pojęcia’’.  Zawsze można też, zapytać oponenta z szyderczym uśmiechem czy używa papieru, ołówków, albo korzysta z drewnianych mebli. Retoryka level myśliwy, bardzo dobrze już nam znana.
Bardzo dobrze cały proceder ujął ‘’zielony leśnik’’’ Marcin Kostrzyński, który na LP nie zostawia suchej nitki:

‘’To co zrobili leśnicy jest największą katastrofą ekologiczną w powojennej historii Polski. Lasy są zdewastowane.’’

Źródło:
http://sredzinski.natemat.pl/160985,las-poradzi-sobie-sam


‘’ Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka. ‘’

Źródło:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/08/12/lasy-dla-kasy-a-wspolczesne-lowiectwo-trzeba-stworzyc-rozmowa-z-marcinem-kostrzynskim/

Nie oceniajmy jednak leśników zbyt pochopnie. Pomijając bardzo wysokie mniemanie o sobie, jakie dało im piorące mózg wykształcenie leśne, które wtłoczyło im do głów obraz drzewa , którego jedyną rolą jest stanie się ‘’surowcem drzewnym’’ (tfu), to oni jedynie wykonują swoją pracę, starając się odnaleźć w rzeczywistości, jakiej przyszło im żyć. Chcą czy nie chcą, muszą ciąć, według ustalonych planów urządzania – degradacji lasu, planów wycinek itd. Taka jest rola lasów gospodarczych, (tfu!) , których celem jest dostarczenie nam wszystkim surowca drzewnego. Jednak, gdy zapytałem jednego z nich, czy gdyby nie istniał cały przemysł drzewny, a ludzie nie mieli by żadnych potrzeb w korzystaniu z drewna, czy gdyby mając stały dochód ten człowiek nie zajmował by się  już wycinką? Odpowiedział, że bardzo chętnie widział by się w takiej roli ( starszy człowiek), doglądając jedynie lasu, wędrując i zbierając wnyki, pilnować przestrzegania zakazów , dając lasowi dziczeć, by pełnił swą prawdziwą rolę, która jest tak rozległa, że ciężko było by mi ją tu przytoczyć.  Mam jednak wrażenie, że takich ludzi w naszym leśnictwie jest bardzo mało.

16426250_1229878203775512_8873935877459415363_n

 

Postulaty i cele społecznej kampanii informacyjnej ”Nie podaję ręki myśliwym”.

17035179_1822506521333240_20141154279_n-1

Co i dlaczego.

Jak każda grupa, której leży na sercu dobrostan zwierzyny, racjonalność działań, bezpieczeństwo polowań, forsujemy proponowane przez nas zmiany do ustawy Prawo Łowieckie. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Nasza działalność opiera się w pierwotnym założeniu przede wszystkim na informacyjnej. Poprzez kontrowersyjną nazwę staramy się przyciągnąć jak największą liczbę osób, i dzięki naszym stronom oraz zawartym publikacjom informować, o absurdach gospodarki łowieckiej, a także wykroczeniach popełnianych przez myśliwych.

Celami działania Społecznej kampanii informacyjnej Nie podaję ręki myśliwym są:

Edukacja przyrodnicza i ekologiczna, z naciskiem na wybrane zagadnienia gospodarki łowieckiej z uwzględnieniem wszystkich możliwych konsekwencji tych działań, dla środowiska i rolnictwa.

Propagowanie rzetelnej wiedzy o łowiectwie – z wszystkimi aspektami pomijanymi, przemilczanymi czy ukrywanymi przez społeczność myśliwską.
Walka z tzw, ‘’Mitologią łowiecką’’ (dokarmianie, selekcja, zabijanie ‘’tylko starych i chorych osobników’’, ‘’zwierzę ginie tylko od jednego strzału’’ etc.)

Publikowanie wszelkich przypadków złamania oraz nie przestrzegania prawa łowieckiego , przestępstw i nadużyć w tym zakresie , kłusownictwa,  czynów zabronionych, znęcania nad zwierzętami noszącymi znamiona okrucieństwa z premedytacją, dokonywanych przez myśliwych.

Informacja odnośnie rzeczywistych motywów działań myśliwych promowanych jako ‘’ochrona środowiska’’, a będących jedynie przykrywką pod interes własny, np. hodowla oraz introdukcja bażanta, do celów polowań, danieli, itd.

Promocja łowiectwa i dbanie o jego dobre imię, poprzez nagłaśnianie pojawiających zachowań kłusowniczych, przestępczych, sprzecznych z etyką myśliwską, tak, by umożliwić organom PZŁ reakcję, napiętnowanie i wykluczenie ze swojego środowiska osób dopuszczających się takich czynów.

Postulaty kampanii :

1. Skreślenie zająca z listy zwierząt łownych.

– Zając posiada w naszym ekosystemie wielu wrogów naturalnych. Nie ma żadnej potrzeby regulacji jego liczebności. Polują na niego ziemne oraz lotne drapieżniki, jest wrażliwy na opryski oraz zmiany w rolnictwie, jak i czynniki pogodowe. Na przestrzeni lat populacja zająca uległa drastycznemu spadkowi, między innymi dlatego, że w szczytowych sezonach łowieckich ubijano rocznie około miliona sztuk, a także odławiano 100 tysięcy na eksport. Strona łowiecka argumentuje, że zajmuje się programem odbudowy populacji zająca, czyli hoduje i wypuszcza do siedlisk. Czyni to jednak we własnym interesie, w celu urozmaicenia późniejszych polowań.  Jeśli myśliwi rzeczywiście chcą pomagać zającowi bezinteresownie, mogą to robić nadal, po wyłączeniu tego gatunku z listy łownych, lub nałożeniu czasowego moratorium.  (….)

2. Zakaz dokarmiania dzikich zwierząt płodami rolnymi i ograniczenie zwierzętom dostępu do upraw, by przeciwdziałać ewentualnym szkodom.  Edukacja rolników w zakresie szkodliwych działań kół łowieckich, sprzecznych z interesem działalności rolniczej. (Hodowla zwierzyny w stanie dzikim na terenach rolniczych)

3. Objęcie kuropatwy i jarząbka całkowitą ochroną gatunkową.

Sytuacja kuropatwy jest jeszcze gorsza, niż zająca. Pozostawienie tego ptaka łownym, doprowadziło do patologicznych zachowań, takich jak odstrzał za pieniądze na terenach Ośrodków Hodowli Zwierzyny (OHZ), które zamiast zajmować się na poważnie reintrodukcją kuropatwy, urządzają płatne jatki, ku uciesze zainteresowanych. Na to nie może być zgody.

Objęcie całkowitą ochroną pozwoli na znaczne ograniczenie takich zachowań, oraz wyeliminuje przypadki „dzikich” polowań prowadzonych nadal, przez pozbawionych wyobraźni myśliwych.  Jarząbek jest zanikającym, średnio licznym ptakiem lęgowym, stosunkowo rzadkim w naszych lasach i wpisanym do czerwonej księgi gatunków zagrożonych, a polowanie na niego pozbawione jest znaczenia gospodarczego. Jest zabijany dla rozrywki.

4. Zakaz polowań zbiorowych.

Polowania zbiorowe, to jedna z najmniej efektywnych jeśli chodzi o selekcję form polowań. Jak określa to jeden z byłych myśliwych, Marcin Kostrzyński: „Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe.”

Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy zaspokojeniu żądzy zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las i przegania  zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.’’
Podczas zbiorówek dochodzi często do wypadków, oraz płoszenia wrażliwych gatunków chronionych.
http://vege.com.pl/2016/07/13/mysliwy-ktory-zamienil-strzelbe-na-aparat/

5.  Zmiana okresów polowań.

Obecnie powszechną praktyką dopuszczaną przez kalendarz myśliwski jest strzelanie do zwierząt podczas ich okresów rozmnażania – rozrodu. Jako przykład niech posłużą polowania na daniele podczas bekowiska, jelenie na rykowisku, lisy w trakcie cieczki, kozły saren w rui, czy dziki w okresie huczki. Te praktyki uważane są w środowisku łowieckim za normalne, a oszukańcze techniki wabienie zwierząt wykorzystujące godowe podniecenie, uważane są za ‘’wspaniałą sztukę i tradycję’’.  Nie godzimy się na tak bardzo pozbawione jakichkolwiek zasad moralnych i poszanowania praw zwierząt zachowania, całkowicie sprzeczne z jakąkolwiek etyką, a hołubione przez środowisko myśliwych. Zwierzęta powinny móc przeżywać w spokoju, zwłaszcza okres rozrodu i zachowań godowych.

6. Okresowe i powtarzalne badania lekarskie i psychologiczne dla myśliwych, oraz testy sprawnościowe.

Aby zostać myśliwym i przez całe życie móc posługiwać się bronią, oraz używać ostrej amunicji, wystarczy dziś przejść badania tylko raz w ciągu całego życia. W praktyce oznacza to, że osoby o różnych jawnych lub utajonych jednostkach chorobowych używają broni w terenie otwartym. Ryzyko potwierdza ogromna liczba „wypadków”, jakie notujemy w ciągu roku: postrzelenia myśliwych na polowaniach, często ze skutkiem śmiertelnym, postrzelenia domowych zwierząt, czy mylenie zwierząt łownych z innymi. Postrzelenia ze skutkiem śmiertelnym przypadkowych osób. Bardzo często na polowaniach zobaczyć możemy osoby, których kondycja fizyczna, jakiej wymaga praca w terenie i posługiwanie się bronią pozastawia wiele do życzenia.
Pełna lista zarejestrowanych wypadków z udziałem myśliwych jest do wglądu tutaj : Wypadki/Przestępstwa

7. Zakaz stosowania nęcisk i wabików.

Podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia przez człowieka, który i tak posiada ogromną przewagę technologiczną, nie może być uznane za etyczne. Biorąc pod uwagę, że wabi się często wykorzystując zachowania i instynkty godowe zwierząt, praktyki te napawają szczególnym niesmakiem.

8.  Zakaz znęcania się nad żywymi zwierzętami, w celu urabiania psów myśliwskich do polowań.  Konkursy norowania i szkolenia dzikarzy, podczas których, żywe zwierzęta w zamkniętych przestrzeniach są poddawane torturom, w celu „wyrabiania pasji i łowności u psów”. Na takie praktyki zgody być nie może, jest to sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

9. Zakaz polowań na lisy na stogach, jak metody sprzecznej z właściwie pojmowanym humanitaryzmem i etyką.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

10. Zwrócenie uwagi na los psów używanych do polowań. 
Psy pracujące na polowaniach z premedytacją są przez swoich właścicieli narażane na rany, kalectwo, śmierć i niepotrzebne cierpienie. Giną od postrzałów, lub od ran zadanych przez dziki. Wszystkie te czyny noszą znamiona znęcania się ze szczególnym okrucieństwem bez potrzeby, oba procedery opatrzone zdjęciami i relacjami, udokumentowaliśmy w tych postach:

Jak myśliwi posyłają własne psy na śmierć

Psy zastrzelone podczas polowań

Z całkowitym zapisem wszystkich postulatów pozarządowych organizacji pro zwierzęcych i ekologicznych, zrzeszonych w koalicji Niech Żyją , mogą Państwo zapoznać się pod tym linkiem :

http://niechzyja.pl/dokumenty/zmiana-prawa-lowieckiego-2015-postulaty-niech-zyja.pdf

nprmlogo2

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Polowanie to nie wątpliwie ‘’frajda’’. Oczywiście, dla tych, którzy lubują się w tej chorej rozrywce. Dostarcza polującym wielu ‘’emocji łowieckich’’ i ‘’estetycznych przeżyć pośród natury, w harmonii z nią’’ przy akompaniamencie okrzyków, palby strzałów, poszczekiwań psów i kwiku zabijanych dzików. Emocji na polowaniu tym więcej, im więcej się dzieje, a wydarzyć się może więcej, jeśli poluje się z psami. Oficjalnie chodzi o to, by pies ułatwił ‘’pracę’’ myśliwemu naganiając dziki na linię strzelców, czy też oszczekując i zatrzymując go możliwie w miejscu, do momentu nadejścia myśliwego, który odda strzał.  Druga strona medalu, to wspomniane wyżej ‘’emocje łowieckie’’, które dochodzą do głosu, kiedy na polowaniu może zdarzyć się więcej ‘’przygód’’. Takich atrakcji jak starcia przeszkolonych psów z dzikami, rany , a czasami śmierć, myśliwym nigdy dość. Kotłujące się po krzakach walczące zwierzęta, szczekanie, jazgot , zwarcie zwierząt – wszystko to powoduje wyrzut adrenaliny, tętno przyspiesza, w głowie pojawią się pytania : Ciekawe czy duży? Zdążę? Psy dadzą radę? I za pewne wiele innych.

14732355_1141305935990080_7227786546921769374_n

W poprzednich tekstach opisywaliśmy jak myśliwi świadomie narażają swoje psy na śmierć, kiedy zwierzęta giną od przypadkowych postrzałów, lub zostają ranione i trwale okaleczone. Wiele z nich nigdy nie będzie już cieszyć się pełnym zdrowiem, niektóre nie przetrwają zabiegów w gabinetach, inne muszą zostać uśpione, kiedy nie ma szansy na ratunek. Ale co to obchodzi myśliwych. Przecież ‘’wyszkoli się następnego’’ . Historie psów zastrzelonych podczas polowań można poczytać sobie tutaj – opisali je sami myśliwi na jednej ze swoich stron.

Psy zastrzelone na polowaniach

Wszystko zaczyna się od szkoleń psów , przyszłych ‘’dzikarzy’’ w specjalnych zagrodach.  Niezbyt duże dziki są tam przetrzymywane przez myśliwych, i jedynym ich losem jakiego doświadczają jest bycie podgryzanym, ranionym i straszonym przez szczute na nie psy. Proceder ten opisaliśmy w tym poście:

Szkolenie psów w zagrodach dziczych

Szkolenie dzikarza z całym swym okrucieństwem, to tylko etap i przedsmak tego, co czeka dalej psa. Po jego zakończeniu, myśliwy nie może doczekać się, jak też jego pies ‘’sprawdzi się w boju’’, w realnym polowaniu z dzikiem. Czy sobie poradzi? Odniesie rany? A może nagoni mi zwierza prosto pod lufę, i bohatersko zastrzelę go podczas panicznej ucieczki przez swój leśny dom.

kopia-13935162_1046089032178438_454022344662563563_n

Pies interesuje myśliwego tylko użytkowo.  Ma sprawdzać się i wykonywać swoją robotę na polowaniu. Tu nie ma więzi – jest tresura. Oczywiście pies będzie się cieszył z wykonywanej pracy, która współgra przecież z jego rozbudzonymi instynktami, jak i zrobi wszystko , aby zadowolić swojego pana. Jak myśliwi postrzegają rolę swoich psów, świadczą zdjęcia zamieszczone w tym poście, obrazujące rany i skaleczenia jakich doznają , przez chore zachcianki swych panów. Ale jeszcze jedno zdjęcie poniżej, na którym zobaczyć możecie w jaki sposób przewożone są psy do polowań. Niewolnicy od ‘’brudnej roboty’’, a kiedy coś się stanie to przecież ‘’wyszkoli się następnego.’’.

15027764_1139083552878985_785419331274557539_n

Niektóre fundacje i stowarzyszenia zajmujące się adopcjami psów, przy redagowaniu swoich ogłoszeń dodają taką adnotację ‘’Myśliwym dziękujemy – proszę nie dzwonić!’’ Jak myślicie, dlaczego? Najlepszą odpowiedzią na to pytanie będą chyba poniższe zdjęcia. Oczywiście myśliwi oburzają się wtedy na dyskryminację, a ‘’głupie ekole hehe’’ nie wiedzą, że to pies myśliwski, który według nich, aby być spełniony powinien pracować. To pokazuje tylko w jakich realiach mentalnych tkwią panowie polujący – dziś psy ras myśliwskich, aby być szczęśliwe niekoniecznie muszą ganiać po lasach z nosem przy ‘’farbie’’ płosząc zwierzynę i narażając się na rany i śmierć ku uciesze swych treserów, których upośledzenie emocjonalne warunkuje doświadczanie takich rozrywek, by przeżywali w swym bladym życiu choć minimum emocji. Jamniki czy wyżły mogą doskonale sprawdzić się jako psy rodzinne, i przy odpowiedniej ilości ruchu oraz zabaw w plenerze, aportowaniu i bieganiu z właścicielem, także będą spełnionymi psami, którym nic do szczęścia nie braknie, co potwierdzi wielu psich behawiorystów. No, ale myśliwi ‘’polujo, to wiedzo lepiej’’ …..

4dfee

Sprawdzian psa na polowaniu i jego przyszła ‘’praca’’ na rzecz tresera – oprawcy. To kwintesencja wszystkich działań myśliwego, od wyboru i zakupu psa, poprzez jego szkolenie.  Tak oprawcy, nie bójmy się tego słowa. Odpowiedzialny właściciel troszczy się o swojego psa, martwi, by nic mu się nie stało, nie puszcza luzem w miejscach do tego nie dozwolonych. Tymczasem myśliwy postępuje zupełnie odwrotnie. Większość z nas drżała, by na myśl, że naszego pupila może poturbować dzik, a jak u myśliwych? Dokładnie odwrotnie. To , że ich pies może zostać poharatany , okaleczony czy zabity, jest tym, co dodatkowo polowanie uatrakcyjnia, cieszy i podnieca.  Zresztą spójrzcie na opisywane przez nich historie. Widać tam jakieś zmartwienie? Nie, jest radość, entuzjazm i wesołość z doznanej przygody, na co wskazuje styl pisania i charakter postu. Oprawcą więc śmiało możemy nazwać osobę, która z rozmysłem i premedytacją posyła swoje zwierzę ku kalectwu i śmierci wiedząc co mu grozi , uprzednio starając się wszystko nacelować w tym kierunku. Robi to z własnej nie przymuszonej woli, choć nie musi. Pamiętajmy nie tylko o psach, ale i o dzikich zwierzętach, które także płacą najpierw silnym stresem, a potem ranami i śmiercią, w wyniku chorych zabaw myśliwskich pseudo miłośników natury.

15879203_592633197599158_400467575_n

Ale kto przeciw, ten nie rozumie ‘’racjonalnej gospodarki łowieckiej’’, ‘’kultury i tradycji’’ no i z pewnością nigdy w lesie nie był.  Myśliwi pewnie zakrzykną , że przecież troszczą się o swoje psy, wyposażając je w kamizelki kelvarowe. Ot, łaska pańska… Bo pies i szkolenie trwają oraz kosztują. Szkoda więc, zaczynać wszystko od nowa, jeśli ma się już dobrze pracującego i przeszkolonego psa. I to chyba jedyna motywacja. Wcześniej psie kamizelki ochronne z kelvaru nie były u nas popularne, możemy tylko domniemywać, ile psów zostało rozprutych przez dziki gdzieś po krzakach, posłane tam z premedytacją przez swych właścicieli.

6h13tg

Podsumowując całość, jawi się nam przed oczyma, kolejny ponury, tragiczny obraz łowieckiej rzeczywistości. Dla nich to oczywiście ta wesoła, i przyjemna strona, tego musimy mieć świadomość. Szkolenie i przyuczanie do strać z dzikami psów, tylko po to, by następnie posyłać je do ‘’pracy i pomocy’’ przy polowaniu, gdzie odnoszą w zależności od szczęścia powierzchowne rany, czasem dotkliwe, a nie raz śmierć. Innym razem skończy się rozpruciem, i dogorywaniem psa w męczarniach, chyba że ‘’właściciel – oprawca – treser’’ znajdzie go, i dostrzeli. Tym bardziej przerażające jest to, że ci ludzie wiedzą co grozi zwierzętom – widzieli przecież nie jedno. To czego się dopuszczają, czynią z rozmysłem, pełną świadomością i premedytacją.  Czyżby aż takie uzależnienie od emocji, jakich dostarczają walczące i goniące się zwierzęta? Następnie kolejny pies, i kolejny – przecież polować trzeba, gospodarka łowiecka sama się nie poprowadzi. Czasem szycie u weta, i pochwalenie się ranami psa przed kolegami na facebooku. I tak leci życie. No i o co znów chodzi tym przeciwnikom łowiectwa? Czego się czepiają? Na pewno nie znają tych wspaniałości wrażeń jakie daje polowanie, i to dlatego.

67qd0p

Mamy nadzieję, że publikacja tych materiałów przyczyni się jakoś do poprawy losu czworonogów, które zmuszane są do zaspokajania haniebnych praktyk swoich właścicieli. A w przyszłości używanie psów do celów łowieckich zostanie zakazane. Biorąc pod uwagę zebrane w tym poście materiały, to co w nich opisane, i co dzieje się na polowaniach, uważamy, że temu towarzystwu psy powinny być odbierane obligatoryjnie. Na tą chwilę także jest to możliwe, gdyż prawo stanowi :

Dotychczas odebranie zwierzęcia mogło nastąpić jedynie w przypadku, gdy dalsze jego pozostawanie u dotychczasowego właściciela zagrażało jego życiu. Obecnie także zagrożenie dla zdrowia zwierzęcia jest podstawą do interwencyjnego odebrania psa w trybie natychmiastowym.

Stało się tak dzięki rozszerzeniu zapisów w ustawie, która reguluje m.in. to, kiedy może dojść do interwencyjnego odebrania zwierzęcia, ponadto sprecyzowała definicje w zakresie znęcania się nad zwierzętami oraz rozszerzyła odpowiedzialność gmin w zakresie pomocy zwierzętom bezdomnymi.

Art. 7 ust. 3. W przypadkach nie cierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia.

15941956_592778810917930_398985530_n

Jeśli praktyki myśliwych, nie są zagrożeniem dla życia i zdrowia psów, to co nim jest? Zachęcamy do śledzenia stron myśliwskich i zgłaszania wszystkich podobnych przypadków odpowiednim fundacjom i stowarzyszeniom. Pisać w podobnym tonie można, by jeszcze długo, gdyż skala cynizmu, okrucieństwa, bezmyślności i sadyzmu, przedmiotowe podejście do zwierząt i brak wyobrazni wymyka się powierzchownej ocenie. Może niech więc przemówią myśliwskie opowieści oraz grafiki. To co na nich zobaczysz, to nie efekt działania kłusowników, jak przy każdej okazji starają się wmawiać myśliwi, a wyczyny osób w głównej mierze należących do Polskiego Związku Łowieckiego.

1432qzl

2dcd9nq

15909993_592634134265731_21574747_n

2p1k3

Myśliwska ”odpowiedzialność” za zwierzę. Jak nie polowanie i dziki, to…trucizna. Wszystko oczywiście jest powodem do zamieszczenia wesołego posta na facebooku. Ale przecież to weganie karmiący psy polecanymi przez weterynarzy pokarmami bezmięsnymi, są oprawcami…

2lscr5u

27xmjj7

2j4buyw

3yln4

Niestety… pies otrzymał cięcie dziczą szablą, na razie ”wyłączony z gry”.

15094954_1141305635990110_2955665379191702459_n

Już po polowaniu. Te psy jednak… nie wyglądają najweselej.

14956485_1124011611052846_4265282559757674409_n

10xya1c

1zez5j

Chyba nie trzeba tu także żadnego komentarza. ”Dobre dzikarze nie zdychają ze starości”. Powiedzonko załatwia sprawę, i polujemy dalej,  narażając kolejne psy na cierpienie i śmierć dla swojej pasji. Tak, myśliwi ”kochają” zwierzęta….Hubert szybko zabiera, widzimy więc, że proces cały czas trwa. Kolejny pies, i kolejny….

25675o8

Tak, nie miał szczęścia… A może by, miał, gdyby posiadał normalnych nie polujących właścicieli, mógłby być cieszącym się obecnością ludzi oddanym psem rodzinnym, skorym do zabaw i psot.

b8kebo

Dawaj, Houston, dawaj! Bierz go!!! Więc Houston dawał, chcąc zadowolić wymagającego pana. Pan musiał bardziej podniecić się polowaniem, a pies odebrał poważne cięcie. Ale spokojnie, właśnie szyte są. Ciekawe co będzie na kolejnym polowaniu 😀 😀 😀 Darz bór.

Na zakończenie taka propozycja dla myśliwych. Zamiast męczyć niewinne psy, może sami zaczniecie biegać po krzakach, ścierać się z dzikami, wystawiać, głosić i oszczekiwać. Udowodnicie przy okazji co tam próbujecie sobie udowadniać polując, a emocje, doznania i przeżycia będą niesamowite, gwarantuję. Potem najwyżej cięcie i szycia, a w razie co przecież wyszkolicie sobie kogoś następnego. Państwo myśliwi bardzo płaczą i lamentują, kiedy dzik rozszarpie im psa, może i na swój sposób jakoś to przeżywają, topiąc smutki w alkoholu i wspominając wszystkie cięcia oraz szycia swojego ”pupila”. Gdyby rzeczywiście przejmowali się losem psów, metoda jest banalna – dać im spokój.
35ji9up

Kwintesencja ”etycznego” łowiectwa, w wykonaniu ekipy dzikarze.pl . Z ironią, bo przecież jak twierdzą przy każdej okazji myśliwi oni niczego nie płoszą, a polowania są wyrazem harmonijnego obcowania z naturą. A przegonione sarny? hmm, powód do śmiechu, i kto by się tym przejmował.

Lisie opowieści

Ośnieżone pola, otulone białą kołderką delikatnego puchu szepczą swą chłodną pieśń echem dalekiej pustki. Mroźne połacie wabią ku sobie czarem lodowej przestrzeni zaklętej w biel. Wiatr hula, woła, wyje osypując śnieżne drobiny wśród bruzd. Oziębłe psoty dziadka mroza. Pani Zima lodowatą dłonią, odkrywa swe tajemnice i urok, tym, którym aura nie straszna. Jak pradawna wiedźma, stara niczym sam czas, snuje iskrzące baśnie roztaczając wśród gwiaździstej nocy swe bezlitosne ramiona.
Drzewa skrzypią boleśnie smagane kąsającymi powiewami, jakby skarżyły się na porę roku,  a oblodzone gałązki trzeszczą im do wtóru kołysząc się chwiejnym rytmem, siejąc wokół niewidoczne lodowe kruszyny.

W takie właśnie noce nie mogę zbytnio zasnąć, tęskniąc za szczypaniem mrozu, nocnym widokiem bieli no i wrażeniami, jakie tylko zima dać może. Pomimo srogiej pogody, postanowiłem wybrać się na nocno – poranny spacer. Mamy przecież końcówkę stycznia, a to czas kiedy lisy harcują po polach i lasach rywalizując ze sobą, i szukając partnerek.  Tu i tam, wśród zaprószonych poletek niosą się stłumione poszczekiwania, skolenia, odległe wycia.
Lisi bal. To ich czas.

000wph5p

Nie spodziewając się wiele, z uwagi na pogodę (delikatny śnieg, a pod spodem chrupiący lód, hałasujący jak diabli) po spakowaniu i ubraniu ruszam na wędrówkę. Celem moim są rozległe trzcinowiska na zamarzniętych bagnach, otoczone polami, małymi fragmentami lasów, i zadrzewieniami. ( To pewnie te sławne remizy sadzone przez myśliwych 🙂 )
Po 15 minutach marszu, napotykam pierwszych nocnych biesiadników. Mała grupa kilku saren, leniwie skubie sobie oziminy na pobliskim polu. Martwię się, że je spłoszę, jednak zwierzęta ani raczą się mną zainteresować. W odległości kilkudziesięciu metrów mijam je, szczęśliwie nie płosząc. Te bestie złośliwie wcinały oziminę, siejąc ogromne spustoszenie na zamarzniętym polu. Jestem pewien, że to było zaplanowane działanie, mające pozbawić ludzi pożywienia, byśmy wymarli z głodu, a następnie zajęcie naszych miast. Na szczęście, od czego mamy myśliwych! Poczułem się uratowany.

Przebijam się przez skute lodem i śniegiem pola. Wiatr się uciszył. Po drodze dostrzegam jeszcze dwa zające siedzące na śniegu. Szaraki już dawno mnie usłyszały, i teraz podnoszą się czujnie oczekując. Omijam je łukiem, a one odskakują nieco ku pobliskiej łące. ( Nawiedzony pseudo zielony straszy zwierzynę! Etyczniej przecież huknąć strzelbą, albo pies oszczekujący dzika. Wtedy nic się nie płoszy, wiadomo.)

Fox in snow ????? ?????????

Dalej idę już ostrożniej, z jednej strony mając las, z drugiej trzciny. Co jakiś czas nasłuchuję.  Panuje tu cisza. Jeszcze sporo przed godziną 6 docieram na miejsce, i siadam na wydeptanej przez dzicze i sarnie przemarsze trawie. Za plecami mam pole, przed sobą rozległe trzcinowiska, za nimi las. Ze zdziwieniem słyszę świst kaczych skrzydeł, których stadko przeleciało gdzieś niedaleko mnie. Trwa oczekiwanie i słuchanie zimowych pieśni kniei… W pewnym momencie dobiega mnie dalekie, stłumione poszczekiwanie. Omamiony rzekomą odległością ignoruję je. Czas jakby spowolnił. Zimno nie kąsa. Rozgrzany po marszu, odpowiednio ubrany mam sporo czasu zanim chłód zacznie się dobierać. Delikatnie prószy śnieg. Nagle do świadomości przebija się pospieszne, acz stanowcze stąpanie. Przed sobą nie widzę nic, za sobą…odwracam głowę i… jest! Poznaję od razu. Lis sznuruje z nosem przy ziemi, i to w moim kierunku. W pewnym momencie skręca nieco, podążając za niewidocznym dla mnie tropem. Piszczy przy tym, zupełnie jak mały psiak – pierwsza myśl, ranny, chory? Nie, porusza się normalnie. To godowe podniecenie, podąża tropem liszki. Mija mnie dosłownie w odległości może 10 metrów, nie zauważając i oddala się popiskując rozkosznie. Cóż za radość w sercu! Nie wiem jeszcze, że to nie koniec wrażeń na dzisiaj.
Podczas takich momentów zastanawiam się, jakim trzeba być zwyrodnialcem, nieczułym i wyzutym z człowieczeństwa, by w takich chwilach strzelać do zwierząt. Nachodzi mnie przykra, myśl, gdybym był myśliwskim wykolejeńcem, to była by ostatnia przechadzka tego lisiaka.  

Mijają kolejne minuty. I następne. Coś subtelnie stąpa głęboko w trzcinach, nie chcąc jeszcze się ujawnić. Delikatne trzaski. Tknięty dziwnym uczuciem wstaje bezgłośnie, aby się rozejrzeć. Nic. Mija trochę czasu, stoję nie marznę. W pewnym momencie skupiam wzrok na jednym miejscu, dostrzegając niepozorny ruch. Chwila wyczekiwania, i tak – znowu lis! Widzę wyraznie ,że jest większy od poprzednika. Jest też sprytniejszy – używając mniej ośnieżonych fragmentów pola kukurydzy, podszedł mnie całkiem blisko. Ale jeszcze nie rozeznał ‘’kto zacz’’.  Przypatruję mu się niemal na bezdechu. On węszy, bada, sprawdza. Śnieg opada na powieki i topnieje wolno.  Za mną narasta hałas. To dziki, które zdążyły wrócić po nocnym żerowaniu od drugiej strony, układają się w barłogach i gramolą  po trzcinach posapując, i rechając po swojemu. Nieświadomie odwracają uwagę mojego wdzięcznego obiektu obserwacji, uświetniając mi chwilę i słuchowisko. Odgłosy te zdają się uspokajać mikitę. Zna je chyba dobrze. W pewnym momencie lisiur daje lekki skok w tył, i oddala się kilka susów. Nie ucieka jednak, tylko łukiem obchodzi moje stanowisko. Żegnam się z nim ciepło w duszy, życząc mu w myślach jak najlepiej, i dziękując za wspaniałe wrażenia. Lisiak znika mi z pola widzenia gdzieś w rowie, podążając za swoimi sprawami. Siadam ponownie, i jakiś czas słucham dziczego koncertu. Łamanie trzcin, trzaski , jakieś skrobanie po lodzie i pękające grudy – oto oprawa tego słuchowiska. Trochę mija zanim się uciszą.  Powoli podejmuję jak najcichszy powrót, nie chcąc przeszkadzać mieszkańcom tej ostoi.  Przypomina mi się , jak kiedyś w tamtym miejscu podczas srogiej zimy znalazłem dzika wbitego zadem w lód, do połowy ciała. Był oczywiście zamarznięty. Wiosną nie było już po nim śladu, poza kilkoma rozwleczonymi kościami. Podczas drogi powrotnej mijam jeszcze jednego lisa, który ‘’sznuruje’’ w kierunku lasu.  I ten nie jest zbyt płochliwy, po dotarciu na skraj siada chwilę przypatrując mi się.  Po czym czmycha w gąszcze.

2zjv_s

Dziś nie było i nie będzie wykresów, badań naukowców, dowodów itd. Dziś po ludzku, jak to już się zdarzyło w niektórych tekstach, zawieram, to co w duszy gra. I mam nadzieję, że tym wpisem choć trochę zachęcam niektórych do wybrania się teren, by doświadczyć lisiego misterium. Prędko, zanim myśliwi wszystkie wystrzelają. O przepraszam, oni mają swoje ‘’limity pozyskania’’ przecież.  Pytanie, dlaczego myśliwi w taki właśnie sposób nie chcą czy nie potrafią przeżywać i doświadczać natury? Dla nich ‘’sezon cieczkowy’’ to czas kiedy można się ‘’wykazać’’ zabijając lisów jak najwięcej się da, wykorzystując ogłupienie zwierząt , wabiąc je własnymi odgłosami, co uważają za ‘’piękną sztukę’’ zwaną wabiarstwem. W czasopismach takich jak ‘’Brać łowiecka’’ czy ‘’Łowiec Polski’’ przechwalają się swoimi wypaczonymi krwawymi wyczynami. Krótki przykład mojej małej wyprawy pokazuje, że lisy nie są w tym czasie zbyt ostrożne, i łatwo je zabić. Ale myśliwi ze szczególnym upodobaniem ukochali sobie zabijanie zwierząt podczas okresów godowych.  Z premedytacją wabią je czy to odgłosami wydawanymi przez zwierzęta na które lis poluje, czy głosami samych lisów. Czy to jelenie podczas rykowiska, lisy w cieczce, dziki w huczce, Daniele na bekowisku – krwawy sezon trwa, a ogłupieni sympatycy łowiectwa, pewnie nie raz zawitają na naszą stronę chrzaniąc dyrdymały o swojej ‘’etyce’’.

Zaiste dziwi mnie to podejście do przyrody. Ci sami ludzie, pewnie z radością i przyjemnością słuchają czasami śpiewu ptaków wiosną, które także w ten sposób dają wyraz temu co w ich życiu się dzieje – do nich już nie strzelą? O przepraszam , do głuszców i cietrzewi na tokach strzelali namiętnie długie lata, do słonek na ciągach też. Wracając do porównania, czym się różni okres godowy sów, drobnych ptaków , które wtedy są szczególne chronione przez prawo i cieszą się ludzkim zrozumieniem od cieczki lisów? Z biologicznego punktu widzenia to jedno i to samo. Ale myśliwy lubi iść na łatwiznę. Zabić szybko i łatwo. I dlatego nęciska, wabienie, wykorzystywane z premedytacją okresy godowe. Te praktyki myśliwi sami sobie określili jako ‘’etyczne’’ , w własnym gronie. Trudno więc zrozumieć ich zdziwienie, że ktoś postrzega to inaczej… Strzał, emocja – oprawienie tuszy ‘’brudna robota’’ , skup i jak najszybciej do domu, w ciepłe kapcie i kalesony , do Internetu oglądać ‘’Darz Bór TV’’.  Następnie kiełbasa z dzika bigos i piwo, by popisać na stronach ekologów frazesy o dokarmianiu i odszkodowaniach dla rolników 🙂 W oczekiwaniu do kolejnej zbiorówki.

251657_lis_snieg_zima

A teraz kilka bardziej przykrych obrazów, oraz lektura uzupełniająca dla tych, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę o lisach i zapoznać się z wynikami doświadczeń naukowców uzasadniających dlaczego polowania na lisy nie mają najmniejszego sensu.

1. Wpływ łowiectwa na liczebność lisów

2. Polowania na stogach – wyrafinowana forma chorej rozrywki

3. Lisy kontra myśliwi
223208

koliber1

kopia-polskiediany111300919215_by_liff88_600

Psy zastrzelone na polowaniach

Bezpieczeństwo na polowaniu, ważna rzecz. Wiadomo, surowe przepisy, rygorystyczne badania…I pewnie dlatego w ubiegłym roku 3 myśliwych oddało strzał do 1 naganiacza, tłumacząc potem, że pomylili go z dzikiem. Trzech ludzi jednocześnie….

kopia-diegopostrzelony

Ale co z psami, czworonożnymi niewolnikami myśliwskich oprawców, które od szczeniaka są przyuczane do gonienia, oszczekiwania i naganiania myśliwym zwierząt pod lufę? Co z bezpieczeństwem, kiedy trzęsący się w amoku owładnięty żądzą zabijania dewizowy myśliwy z Danii lub Niemiec mierzy do miotającego się dzika otoczonego sforą kilku psów? Chęć strzału i adrenalina robią swoje. O wypadek wtedy nie trudno. I chyba nie są one wcale tak rzadkie, biorąc pod uwagę komentarze myśliwych, co do niniejszej historii. O ile postrzelenie człowieka to sensacja, którą opisze prasa lub przedstawi TV, tak o psy nie martwi się nikt. Dla myśliwych pies to tylko narzędzie do pracy, użyteczne lub nie. W razie co, kupią sobie nowe. Owszem powiemy, pies przeszedł leczenie weterynaryjne, miał na sobie kamizelkę odblaskową, właściciel się przecież zatroszczył, a teraz płacze na facebooku? No przecież szkoda mu swojego pieska!

kopia-bezlapy12

kopia-bezlapy1

Gdyby rzeczywiście kochał psy / zwierzęta, nie naraził by w ogóle psa na niebezpieczeństwo, bo wie, że polowania zwłaszcza na dziki są niebezpieczne, i coś takiego może się zdarzyć. Ale tu liczy się ‘’pasja, hobby’’, a myśliwych bardzo kręcą walki zwierząt, dlatego między innymi zajmują się ‘’profesjonalnym podkładaniem’’ , czytaj płoszeniem, ranieniem, i prześladowaniem dzikich zwierząt (dla celów łowiectwa) z wykorzystaniem umiejętności psów.

kopia-re445544454333

Taki przykry epizod, zdarzył się pseudo myśliwym z grupy ‘’Dzikarze pl’’.  Jeden z psów, podczas wypłaszania zwierzęcia dewizowym myśliwym z Norwegii, został trafiony w łapę. Niestety, musiała zostać amputowana. Przy tej okazji, myśliwi w komentarzach rozpisali się o podobnych przypadkach, których na polowaniach mieli doświadczyć. No tak, to pewnie te zmyślone wymysły ‘’nawiedzonych zielonych’’. Do każdego opisu załączamy screen.  Niech więc przemówią myśliwi.

——————————
——————————

”Bardzo dobrze, że dodałeś to zdjęcie i opisałeś sytuacje, bo to się zdarza częściej niż się ludziom wydaje. Ja osobiście znam co najmniej kilka przypadków postrzelenia/zastrzelenia psa na polowaniu w ostatnim czasie tylko tutaj w okolicy. Oczywiście, część z nich to „prawdziwe wypadki losowe” typu rykoszet czy coś podobnego, ale niestety w znamienitej większości efekt zalania oczu adrenaliną i chęcią pozyskania zwierzyny. Najczęściej tak zachowują się myśliwi, którzy nie mają pracujących psów , a tych niestety jest bardzo dużo.”

kopia-322334453

Ten komentarz myśliwego oddaje doskonale to co zawarliśmy we wstępie – adrenalina, amok, żądza zabijania, tutaj przez myśliwego kosmetycznie określania jako ”chęć pozyskania zwierzyny”.  Jedziemy dalej.

”Z mijającego tygodnia znam już trzy przypadki z okolicy. Wynikają one z bezmyślnosci i braku wyobraźni.”

kopia-322334453232
Brakiem wyobrazni, jest przyuczanie nieświadomych zagrożeń zwierząt do takich zachowań, ku zaspokajaniu swoich atawizmów i rozrywek.  Bezmyślnością też.

”Straszne, ja to przeżyłam tydzień temu. Też łajka…I zmowa milczenia wśród polujących i naganiaczy. Wychowujesz psa od małego, patrzysz jak progresuje, a jakiś czub strzela bez zastanowienia.

Arek, wczoraj koledze na komercyjnym polowaniu zastrzelili łajkę Zauważam, że część myśliwych i prowadzących wcale nie przejawia zainteresowania o bezpieczeństwo i stan naszych psów.”

kopia-lajkaa

Straszna, to jest bezmyślność jaką ci państwo prezentują. Tak, wychowuj psa od małego, przyuczaj do tych polowań, a jakiś czub sobie strzeli, bez zastanowienia w dodatku! Niech go diabli! Wszyscy wokół winni. A wystarczyło nie krzywdzić zwierząt…

Panie Xyz, tu wierzymy na słowo, że część myśliwych nie przejawia troski o bezpieczeństwo i stan psów. W końcu jezdzicie na te polowania, bywacie w lesie, sami siebie opisujecie, więc wiecie jak jest. My tylko cytujemy.

”Bardzo dobrze ze dodałeś to zdjęcie to tematu …. i opisałeś całą sytuację coraz więcej jest takich myśliwych którzy nie patrzą na psy i strzelają aby strzelić i zdobyć zwierzę. ”

bardzooo

”szczerze współczuję, jednego psa straciłem przez głupotę „kolegi” i dostrzeliwanie postrzałka. dobrze że chociaż twój żyje.

4 pies w tym sezonie o którym słyszę… a widać po wpisach ze jest takich przypadków wiecej” – Pisze inny myśliwy.

kopia-jjj

”Moj niestety nie przezyl.
Dunczyk tlumaczyl sie ze myslal ze to dzik 🙂 ”

kopia-232213445

A to ci dopiero zabawna historia! Ha ha ha

kopia-34535366

Najlepiej pieska dobić, pamiętajcie. I oczywiście ”szczere współczucie” dla kolegi, bo kto teraz będzie tak skutecznie i wygodnie wystawiał zwierzynę pod lufę? Cóż za strata. A wypadków i tak nie unikniemy.  ”Niezastąpiony” Rafał.T, administrator wielu grup myśliwskich.

kopia-re44554445

Coś jak :”Hehe spoko, będzie śmigał 😄 Nawet na trzech za dzikiem hehe, ale będzie fajnie na następnym polowaniu XD”.

Brak słów…

Co ciekawe, spora część komentarzy to wyrazy współczucia, ubolewanie nad losem psa, pomstowanie na strzelca. Na prawdę drodzy myśliwi aż tak was boli widok psa na 3 łapkach? Ale pies który uciekł właścicielowi lub się zgubił, napotkany w lesie to już kundel do odstrzału, bo za sarenką pognał? A reszta dzikich zwierząt postrzelonych, ciągnących wnętrzności po krzakach, z odstrzelonym ”badylem”, czy ”strzelonych na miękkie”, gonionych i przerażonych – tych już nie szkoda, bo to ”zwierzyna łowna”?

Może odpowiedzią do tego niech będą dwa kolejne screeny z tejże samej strony.

pudla

42 spudłowane strzały, jak się panowie sami raczą chwalić. No to gratulacje, Darz Bór!
Piesek aby żaden nie oberwał? Szkoda by bardzo było przecież, ciekawe, kto byłby wówczas winny. Pewnie dzik.

Ale chyba mamy wyjaśnienie, czemu tak się dzieje.

woda1

A tak wygląda ”trening” przed polowaniem dewizowym. Zajrzyjcie na ”Dzikarze.pl” może panowie opowiedzą ile tym razem było ”pudeł”, i czy psy wszystkie przeżyły.

dzikarzee34333e322

Cóż, długo i dużo piszemy o łowiectwie. Można nie lubić takich stron jak nasza, czy się z nami nie zgadzać, jednakże jedyne co robimy to cytujemy i zamieszczamy ogólnodostępne materiały z myśliwskich stron i blogów. Ci sami panowie pisali gdzieś w komentarzach narzekając na PZŁ, i jak przez działania osób z zarządy postrzegane jest łowiectwo oraz myśliwi. A jak, przez takich jak oni? Co chcą zmieniać? Należało by zacząć od empatii, co w tym przypadku już jest raczej nie do odbudowania. W kolejnym materiale zobaczycie psy okaleczone i poranione z winy tych pseudo myśliwych, które poniosły dotkliwe rany i kontuzje w starciach z dzikami.
Przecież alkohol i pijani myśliwi, to już przeszłość. Myśliwy zabija zwierzę jednym celnym strzałem, zawsze! Nie wierz w to co czytasz i widzisz na tej stronie, bo to manipulacje pseudoekologów 🙂

Lektura uzupełniająca :

Postrzałki na polowaniach – myśliwi sami opisują, jak często pudłują. 

Pragną zabijać domowe psy – tu myśliwi opowiadają, co najchętniej zrobili by ”wrednym kundlom”, napotkanym w ich ”łowisku”. 

 

Polowania Sylwestrowe

Podczas gdy część z nas, bierze udział w kampaniach społecznych, by nie strzelać fajerwerkami w sylwestra , w trosce o dobrostan naszych zwierząt domowych oraz dzikich, tak niektórzy…deklarujący miłość do przyrody i wszelkie jej zrozumienie, ochoczo śpieszą do lasu, by dać wyraz kolejnej tradycji…upolować, postrzelać, wymazać sobie twarz krwią, jakby zwierzętom leśnym było mało huku i terroru jaki im w ten dzień fundujemy. Ale czego spodziewać się po osobach, których hobby jest prześladowanie i krzywdzenie zwierząt? Minimum wyobrazni i współczucia? Chyba nie.

original_1748_gallery

Pamiętacie pewnie cyrk z zanoszeniem opłatka do paśnika i na nęciska, organizowanie ‘’polowań opłatkowych i wigilijnych’’, według myśliwych będących wyrazem szacunku do zwierząt? To jedno, jednak dla myśliwskich pseudomiłośników przyrody, każda okazja wydaje się być dobrą by zorganizować sobie polowanie, iść do lasu zabijać, a następnie opowiadać wszem i wobec, że jest to wyrazem tradycji i szacunku wobec zwierząt, oraz oczywiście, ‘’harmonijnego współistnienia z naturą’’’. Kolejną taką ”noworoczną szopką”, są Polowania Sylwestrowe.
Szczerze ,z wiadomych względów nie wyobrażam sobie takiego polowania w wykonaniu naszych myśliwych. Ale skoro tradycja….wszak ma to chyba największą wartość dla myśliwych .Cytat z forum dziennika łowieckiego :

”trzeba być trzeźwym ! Trzeźwym, jeśli chce się strzelać. Znane są koła, w których na zbiórce stają myśliwi w różnej formie. Tradycja nakazuje im jednak zebrać się w ten niezwykły poranek. Bardziej zmordowani sylwestrową nocą udziału w łowach nie biorą. Pozostają przy ognisku, czy w myśliwskiej sadybie. ”

Rodowód takich polowań sięga przełomu XIX i XX wieku. Pod koniec XIX wieku i w okresie międzywojennym po nieprzespanej, przebalowanej nocy, wprost z sali balowej ziemiańskiego dworu, często w towarzystwie dam, wyruszano na krótkie łowy. Polowanie było idealnym dopełnieniem sylwestrowej zabawy. Wielkość rozkładu nie odgrywała żadnej roli. Często był to wręcz spacer, czy kulig ze strzelbami. Są koła łowieckie gdzie nadal się to praktykuje, a myśliwi stawający w zbiórce różnej kondycji..w końcu własne grono. Łowy nie trwają długo. Zatem po wzięciu kilku miotów wszyscy myśliwi znów są razem i reszta przedpołudnia mija im na towarzyskim spotkaniu.
”Trudno o milszy początek roku! ” – Piszą myśliwi na forum dziennika. Pewnie…Aby Sylwester i rok były udane, aby udowodnić swoją miłość do zwierząt i natury, ‘’harmonijnie’’ i z hukiem z nią współistnieć, trzeba i w ten dzień iść do lasu mordować. No trudno o milszy początek roku. Podczas gdy większość ludzi, świętuje ten dzień normalnie nie zabijając nikogo, w gronie znajomych, rodziny, przyjaciół.

Pytanie co dalej. Może ‘’Polowanie walentynkowe?’’ Albo z okazji światowego dnia zwierząt?
Kto wie…

sylwester-630x300