Mordowanie Słonek – czego się nie robi dla przyjemności.

11219133_915791198510387_7480498346573376977_n

Bardzo nie lubią myśliwi, kiedy publikujemy coś o ptakach,ponieważ wtedy nie ma za bardzo jak się bronić. Poza czczym gadaniem o tradycji, nie ma logicznego uzasadnienia dla zabijania tych pięknych ptaków, a krzyki typu: „Dowiedzcie się czegoś o łowiectwie najpierw!”, „I tak nigdy nie zrozumiecie na czym polega myślistwo”, odbioru tego nie zmienią. Przy publikacji postu o tym jak zabijają kuropatwy, dopiero był lament. Sukcesem jest to, że po wejściu polski do UE i wejściu w życie tzw. Dyrektywy Ptasiej, na słonki podczas ciągów polować już nie wolno, o co myśliwi mają szczególny żal. Co sami na ten temat piszą? Zacytujmy:

Polowanie na słonki na ciągach wiosennych było od niepamiętnych czasów polską tradycją myśliwską przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Pochwała pełnych niepowtarzalnego uroku łowów i estetycznych przeżyć nie ominęła żadnego ze znanych twórców literatury łowieckiej, opisujących je w swoich powieściach czy opowiadaniach. I nie tylko. Dzisiaj również są myśliwi, którzy nie przeżyliby chyba roku, gdyby nie stanęli ze strzelbą w budzącym się po zimowym śnie lesie. Stało się to dla nich swego rodzaju rytuałem, bez którego trudno żyć. Wróżbą na rozpoczynający się sezon i oddechem przywracającym siły po fotelowym lenistwie, wprowadzającym na właściwe tory ustalonej wcześniej atmosfery polowań, gdzie nie liczy się rozkład, lecz doznania duchowe. ( !!!)
http://www.lowiecpolski.pl/lowiecpolski.php?aID=433

12189567_915791315177042_4206807380468746530_n

I oni dziwią się, kiedy nazywamy to mordowaniem dla przyjemności. A czym to jest? Przecież aby doświadczać ,jak deklarują przeżyć estetycznych i duchowych, piękna przyrody, zabijać tych niewielkich ptaków nie trzeba. Nie jest to zresztą żaden bohaterski wyczyn, ponieważ ciągnące słonki są mało płochliwe i w zasadzie reagują tylko na gwałtowne ruchy. Stanowisko myśliwego nie wymaga więc specjalnego maskowania, wystarczy jedynie stać spokojnie i składać się w momencie, gdy ptak znajdzie się w zasięgu strzału. A nikt nie broni żadnemu myśliwemu przebywać w lesie i delektować się obserwacją przelotów słonek. To jednak im nie wystarcza. Ale nie zrozumiemy, w końcu tradycja przecież.

Zostaliśmy pozbawieni jednego z najpiękniejszych przeżyć myśliwskich, głęboko związanego z polską tradycją łowiecką – wiosennych polowań na słonki. Przez indolencję urzędników…
Nie ma to nic wspólnego z jakimkolwiek przymusem ze strony Unii, a tym bardziej z ochroną przyrody. Od „Ptasiej Dyrektywy” możliwe są odstępstwa, tzw. derogacje (stosują je inne kraje), natomiast znikoma ilość strzelanych wiosną słonek nie ma żadnego praktycznego znaczenia dla populacji tego ptaka.

Godowe ciągi słonek to chwile niezapomniane. Samo strzelanie najmniejsze ma tu znaczenie, liczy się ten niepowtarzalny nastrój, gdy wraz z nastającą wieczorną ciszą oddajemy się romantycznym marzeniom, osiągając szczęśliwy stan spokoju i harmonii, którego nie burzy ciche i tajemnicze chrapanie słonki. Owszem, odczuwamy emocje, ale ani one, ani nawet odgłos strzału, z tego czarującego nastroju nas nie wyrywa.
kola.lowiecki.pl/ao/refleks/slonki.htm

12191173_915791325177041_8302347340418120611_o

Tyle z ich argumentacji. Pomieszanie z poplątaniem. Niby liczy się nastrój, doznania estetyczne, przeżycia piękna, jednak jak widać na załączonych zdjęciach myśliwi widzą to zgoła inaczej niż normalny człowiek. Ale strzelić trzeba, by tradycji stało się zadość. Zahaczamy tutaj o fałszywy aspekt chęci ochrony przyrody ze strony myśliwych – kiedy w Polsce nie mogą już polować, jeżdżą na Białoruś i do Rosji, by tam zapłaciwszy, napawać się emocjami łowieckimi i zdobyć trofeum z niepozornego ptaszka… Może ciebie odgłos strzału z zadumy nie wyrywa, ale w ten pogodny letni wieczór płoszysz nim wszystko co żyje. Gdzie tu harmonijne współistnienie z naturą i docenienie jej piękna?

Podczas tak zwanych ciągów, wiosennym ciepłym wieczorem, najlepiej w bezwietrzny, samce słonek okrążają terytorium powolnym lotem wydając chrapliwe dźwięki. Cała sceneria takiego wydarzenia ma iście magiczną oprawę, chór głosów innych ptaków, spokój i zaduma, inne żerujące zwierzęta również dokładają do tego spektaklu swoją cegiełkę. Samiczki wysiadują na leśnych polanach i zrębach, gdzie błyskając jasnym podogoniem dają samcowi znak, że są gotowe. Wtedy kawaler ląduje, robi swoje i leci dalej poszukiwać innych. A tu myśliwy na polowaniu… również delektujący się pięknem przyrody, nie pomyśli i nie zdaje sobie sprawy, że dokonuje gwałtu na naturze, prześladując te ptaki podczas ich życiowego misterium odrodzenia. Jedyne wytłumaczenie jakie posiada to tradycja. Jak tu traktować ich poważnie, wierzyć w to co mówią? Szkód żadnych ten ptak nie robi, nikomu w niczym nie przeszkadza. Jedyną jego winą jest wpisanie się w poczet (nie naszej) tradycji i znalezienie na liście łownych. Już samo to jaki prowadzi tryb życia i morfologia ciała oraz zachowanie czynią zeń cenny unikat dla środowiska.

12191777_915791258510381_4543156247297493312_n

Słonce prócz wrogów naturalnych, zagraża przede wszystkim utrata siedlisk związana z osuszaniem podmokłych terenów leśnych, których ten ptak wymaga. Zamieszkuje wilgotne i podmokłe lasy liściaste, mieszane i bory z bogatym podszytem, których coraz mniej. Uważana za nielicznego, lokalnie średnio licznego ptaka lęgowego.

Przestępstwa, nadużycia i patologia w PZŁ.

12096209_911367298952777_5073199027482500562_n

Dziś nieco długi, właściwie bardzo długi wpis, ale postanowiłem zebrać wybrane przypadki z kilku lat zachowań przestępczych wśród myśliwych. Jest to tylko kropla w morzu z jednej ich stron, ale czytało się jak dobry kryminał… SB-cka / komunistyczna przeszłość prezesów zarządów okręgowych, przewodniczących kół, wzajemne donosicielstwo i niszczenie sobie życia, powszechne zachowania kłusownicze, na co tak często lubią nam zwracać uwagę myśliwi: Nauczcie się rozróżniać prawego myśliwego od kłusownika!, ukrywanie wysokich zarobków, mafijne wręcz układy i wzajemne powiązania ze strukturami sądowniczymi w małych miejscowościach oraz wiele innych. Zamieszczę tytuły tych wydarzeń + krótki opis, najciekawsze komentarze samych myśliwych, które wiele z tych tez potwierdzają oraz linki do tematu, by każdy z Państwa sam mógł się zapoznać i wyrobić sobie osąd.

Autorem większości publikacji jest Stanisław Pawluk, myśliwy, prawnik i obywatelski dziennikarz śledczy, zajmujący się między innymi opisywaniem patologii trapiących Polski Związek Łowiecki, za co doświadczył wielu szykan. Można długo pisać o okrucieństwie i braku empatii wśród myśliwych, ale są rzeczy i ciekawsze.

Na wszystko co zostanie tu wymienione dołączone są linki, również z filmami gdzie poszkodowani lub świadkowie opisują zdarzenia. Zakres czasowy – lata 2011-2015. Jak ktoś ma czas, polecam poczytać dyskusje jakie prowadzą między sobą w komentarzach :). Co najtragiczniejsze większość z opisywanych praktyk potwierdziła niedawna kontrola NIKu. Zapraszam więc do podróży po fantastycznym świecie absurdów, świństw, knowań i przekrętów, rodem z innej epoki, Państwa w państwie, które jakimś cudem istnieje wraz ze swoimi członkami i ma wpływ na naszą rzeczywistość. Sprawy są dość zawiłe, często mają charakter personalny i osobisty, trudno się w tym połapać. Wszystkie opisywali i komentowali sami myśliwi na Dzienniku Łowieckim, internetowym magazynie o tematyce myśliwskiej. Nie będzie screenów, są natomiast odnośniki gdzie można zapoznać się z całością tematu samodzielnie.

WAŻNE: Wszystkie zamieszczone cytaty pochodzą z publicznego forum od samych myśliwych. Nic dodać, nic ująć…. Jeżeli ktoś przebrnie przez całość proszę czytelników o jedno – ZAPISZCIE SOBIE LINK DO TEGO TEKSTU I POKAZUJCIE MYŚLIWYM ZAWSZE KIEDY BĘDĄ WAM BREDZIĆ O SZLACHETNOŚCI, TRADYCJI, KOLEŻEŃSTWIE, WSPÓLNEJ PASJI KTÓRA ŁĄCZY I NIESKALANYM PZŁ.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Sąd nad dzikami w Olsztynie

Myśliwy „przypadkowo” odstrzelił dwa dziki będące jeszcze warchlakami. Miał pozwolenie na odstrzał, wpis do księgi polowań. Sprawa się jednak skomplikowała. http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=153

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Zastrzelił kolegę na polowaniu – uniewinnienie uchylone.

„Dwóch myśliwych wybrało się letnim wieczorem zapolować na dziki. Wojciech Ł. wraz ze Zbigniewem Czegusem, starszym i bardziej doświadczonym Kolegą, bo sam posiadał tylko jednoroczny staż łowiecki, pojechali wspólnie na polowanie i zajęli stanowiska na sąsiadujących ze sobą urządzeniach łowieckich. Wiesław Ł. zajął stanowisku przy zbożu, a Zbigniew Czegus na tzw. „wysiadce” nieopodal.

Lipcowy dzień stwarzał dobre warunki do polowania i niebawem Wiesław Ł, oddał celny – jak się następnie okazało – strzał do dzika. Ponieważ nie słyszał uderzenia kuli i nie widział padającego dzika, uznał, że spudłował i nie schodząc z ambony dla sprawdzenia skuteczności oddanego strzału polował nadal. Po około 30 minutach, w okolicach godziny 21:00 zobaczył, że dziki wróciły i wycelował, oddając strzał, po którym, jak twierdził, usłyszał jęk. Ten drugi strzał okazał się także trafny z tym, że zamiast drugiego dzika, trafił Zbigniewa Czegusa. Pechowy myśliwy powiadomił telefonicznie innego myśliwego, a ten pogotowie ratunkowe, które po przyjeździe stwierdziło zgon ofiary.

Sprawa znalazła swój finał w Sądzie Rejonowym we Włodawie, gdzie sędzia Andrzej Bronisz prowadzący rozprawę, uniewinnił Wiesława Ł. Winą za zaistniały wypadek, jak to określił w uzasadnieniu, obarczył zabitego argumentując, że nie powinien się on znajdować w miejscu gdzie został trafiony i to uznał za praktycznie jedyną przyczynę śmierci.”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=154

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

10 lat walki z kołem i PZŁ o dobre imię

Przez 9 lat , aby w końcu zakończyć tę gechenne ,zafundowano mi przez ,,kolegów” z koła ,a której głównym architektem był ,,stróż” przestrzegania prawa w RP ,Prokurator Prokuratury okręgowej w Łomży pan Wiesław Szloński . Gdyby nie interwencje RPO , Helsińskiej fundacji praw człowieka nawet nie doszło by do wizji lokalnej ,bo nawet panowie Prokuratorzy bronili swego ,,kolegi”. Sąd dla prokuratorów do którego zwróciłem się o uchylenie immunitetu rozpatrywał sprawę tak ,że informację o stanowisku uzyskałem po 5-ciu miesiącach . Oczywiście była to odmowa. Poinformowano mnie również ,że mogę w ciągu siedmiu dni złożyć odwołanie . Zdążyłem w terminie , ale kolejny Sąd odwoławczy nie zdążył rozpatrzyć przed upływem roku od popełnienia czynu i umorzył Postępowanie,bo tylko rok czasu jest na pociągnięcie Prokuratora do odpowiedzialności za popełnione najpropodobniej najgorsze nawet przestępstwa .

– Sam przez wiele lat byłem szykanowany przez układy w naszym związku, przez kłamstwa i pomówienia. Byłem stałym „klientem” Rzecznika Dyscyplinarnego i organów ścigania. Po dwóch lata dałem sobie spokój bo doszedłem do wniosku że nie będę kopał się z koniem. Szkoda czasu i pieniędzy. Są tysiące ciekawszych rzeczy do robienia niż tłumaczenie ludziom najprostszych spraw. Łowiectwo w Polsce po 10 latach „zdycha”.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=150

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Wybiórcza aktywność PZŁ + Skandale w kole „Jeleń”

„Polski Związek Łowiecki aktywny jest tylko tam, gdzie można naciągnąć parlamentarzystów na zmiany, które kosztem szerokich rzesz członków przyniosą dodatkowe pieniądze garstce ok. 200 działaczy. Ostatni pomysł, przepchany przez komisje sejmową, to coroczne obowiązek corocznego przystrzeliwania broni i wydawanie na to zaświadczeń, bez których nie wolno będzie polować.

Lekko licząc pomysł ten może przynieść działaczom, skromnie liczac 5 mln. złotych dodatkowych pieniędzy rocznie, bo już sobie wyobrażam, jak na strzelnicach okręgowych czuwają działacze z uprawnieniami nadanymi przez Związek i kasują 50 zł. od każdego wystawionego zaświadczenia o przystrzelaniu. Tymczasem do grona naszych przeciwników dołączają kolejne grupy społeczne, np. rolnicy, niezadowoleni ze sposobu szacowania i wypłaty odszkodowań za szkody łowieckie. Warto więc i chyba jest to ostatni dzwonek, aby zastanowić się, czy przypadkiem sami myśliwi nie dostarczają powodów i argumentów wszystkim tym, którzy w łowiectwie postrzegają samo zło. Komunistyczny system wyboru działaczy do organów PZŁ pielęgnowany od lat 50-tych ub. wieku, brak nadzoru nad realizacją przez koła przepisów ustawowych, jak też wadliwy w swych zapisach statut PZŁ, pozwalają na zajmowania stanowisk w organach PZŁ i kół przez osoby, które swoim działaniem przydają łowiectwu tylko złej opinii.”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=148

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Koło jak każde inne? Wykluczanie zasłużonych członków.

„W kołach łowieckich Polskiego Związku Łowieckiego dzieje się różnie. Oprócz przykładów pozytywnych, coraz więcej jest takich, w których panują coraz gorsze nastroje i wzrasta niezadowolenie myśliwych. Samowola zarządów kół, akceptacja zarządów okręgowych i przymykanie oczu na patologię, niewłaściwy sposób pełnienia funkcji nadzorczych przez ZG PZŁ i Ministerstwo Środowiska skutkuje tym, że w kołach zamiast prowadzić właściwą gospodarkę łowiecką i cieszyć się wspólnie z możliwości realizacji swoich pasji łowieckich, członkowie koncentrują się na wzajemnych oskarżeniach i próbach wykańczaniem jednych przez drugich.”

Znane jest już mi lepsze koło, o takich samych upodobaniach i nieposprzątanym syfie. Ale w tym kole, (już były) prezes po kilkudniowym przyjmowaniu alkoholu, potrafił cztery dni butów nie zdejmować – nie mówiąc o pozostałych sprawach higieny osbistej.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=137

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Społeczne prace na rzecz koła

„W wielu kołach łowieckich, pomimo zmian ustrojowych 25 lat temu, czyny społeczne czyli wymuszone prace gospodarcze, są podstawą gospodarki łowieckiej. Z tymi pracami jest w kołach często jak z pochodami 1-majowymi, na które wszyscy szli dobrowolnie, tylko ci co to z tej »dobrowolności« nie skorzystali, nie mogli liczyć na podwyżkę, awans czy miejsce w akademiku. Ciągle jeszcze są one okazją dla zarządów kół, zwłaszcza w tych, w których władze utrzymują różnej maści pogrobowcy dawnego systemu, do wyróżniania swoich i stwarzania problem z ich rozliczeniem pozostałym. Gorzej jeszcze, jeśli despotyczni członkowie zarządu koła, zazwyczaj wspierani przez łowczego okręgowego, wbrew oczywistym faktom, preparują zarzuty i gnębią tych swoich kolegów.

Mając sygnały o podobnych praktykach, odwiedziłem z kamerą Wojskowe Koło Łowieckie »Daniel« w Bartoszycach (…) W kole tym wpływową role odgrywa Wiesław Orkisz – generał pracujący na najwyższych szczeblach struktur obrony kraju. On to zazwyczaj prowadzi walne zebrania członków koła i oczywistym jest, że posiada znaczący wpływ na ich przebieg i podejmowane uchwały.”

http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=135

1506066_911367262286114_2922355375502671907_n

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Zachowania kłusownicze

W tym materiale wideo zobaczą Państwo jak jeden z myśliwych, najpierw dobry kolega stawiany za wzór, szykanowany przez zarząd koła za głośne mówienie o patologiach. A chodziło o nie byle co – nielegalne polowania grupowe czy strzelanie do danieli i zwierzyny płowej w zagrodach! Doprowadzony do bankructwa, pozbawiony możliwości strzelania, pewnego razu jadąc poobserwować zwierzynę nie wytrzymał i… tu proszę zwrócić uwagę co mówi w ostatnich minutach – tak bardzo pragnął zapolować, poniosło go. Odstrzelił selektywnego kozła sarny. Co potwierdza tylko naszą teorię o tym jak bardzo panowie uzależnieni są od mordowania i adrenaliny z tym związanej. Czy aktualny model łowiectwa jest rzeczywiście tak demokratyczny jakim sam się opisuje?
Czy tak często używane słowo „koleżeństwo” ma jeszcze jakieś znaczenie w tym środowisku?
Czemu służą represje wewnątrz kół łowieckich?
Dlaczego przymyka się oczy na liczne nieprawidłowości władzy?
Czy dostęp do polowania jest równy dla wszystkich jak twierdzi statut PZŁ?
Jak traktuje się wczorajszych przyjaciół, kolegów z którymi razem się polowało, a i nie jedną piersiówkę z czymś ciepłym wypiło? Żenada i porażka całego modelu rzekomo opartego na koleżeństwie!
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=130

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Uliczny protest myśliwych w Olsztynie

„W Olsztynie zawiązał się komitet organizacyjny pierwszego w skali Polski protestu myśliwych przeciwko złemu zarządzaniu Polskim Związkiem Łowieckim. Inspiracją do zorganizowania protestu były zastrzeżenia jakie mają myśliwi okręgu olsztyńskiego do działań Zarządu Okręgowego PZŁ w Olsztynie, kierowanego przez dr hab. Dariusza Zalewskiego. Myśliwi mają zastrzeżenia do zaniedbań, które doprowadziły do utraty całego niemal dorobku kulturowego i historii łowiectwa od pierwszych dni powstania kół łowieckich i struktur PZŁ na Mazurach, w wyniku spalenia się strzelnicy, w której zgromadzona archiwalne dokumenty okręgu.

Według komitetu organizacyjnego, myśliwych w okręgu bulwersuje m.in. odbieranie im trofeum łowieckich, rzekomo nieprawidłowo strzelonych, despotyczne traktowanie członków, brak pomocy dla inicjatyw łowieckich w szczególności dla popularyzacji psów myśliwskich, wspieranie członków niegodnych miana myśliwego, łanie statutu PZŁ w stosunku do ukaranych sądownie za przestępstwa łowieckie, tworzenie nerwowej atmosfery pracy w kołach łowieckich i wśród członków, których jak twierdzą protestujący, łowczy okręgowy nie integrował, a wręcz swoją postawą niszczył.”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=122

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Konflikty przy wycenie trofeów

Jako długoletni myśliwy i członek Polskiego Związku Łowieckiego nie mogę obojętnie patrzeć na złą atmosferę w PZŁ w i wokół naszej organizacji. Wszyscy chyba zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy coraz gorzej postrzegani przez opinię publiczną. (…)

Trzy lata temu w pożarze strzelnicy w Gutkowie spłonęła cała historyczna dokumentacja regionalnego PZŁ. Stało się tak, bo Dariusz Zalewski nakazał właśnie tam przechowywać dokumenty, mimo że wiele osób zgłaszało wątpliwości co do tego miejsca. Czy postąpił tak ze zwykłej bezmyślności, czy z premedytacją, chcąc pozbyć się niektórych pism? W każdym razie bezpowrotnie zniknął zapis naszych dziejów, bezcenna kronika PZŁ. I jak w tej sytuacji możemy przekonać opinię publiczną, że jesteśmy poważną, odpowiedzialną organizacją? Jak udowodnić społeczeństwu, że prawdziwy myśliwy to człowiek honoru i przyjaciel przyrody, jeśli władzę w związku pełnią ludzie przypadkowi, pozwalający pić alkohol na strzelnicy i beztrosko składujący śmieci w lesie? Śmiem twierdzić, że dopóki sami nie oczyścimy atmosfery w PZŁ, nasz odbiór społeczny będzie coraz gorszy. Niestety nie da się tego zrobić, przy obecnych władzach w lokalny PZŁ.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=107

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Koszenie kasy na zawodach o Puchar Warszawy

„Uczestnicy zawodów strzeleckich na strzelnicy w Suchodole w dniu 7 września 2013 r., pod wzniosłym tytułem Puchar Warszawy, organizowanych przez Zarząd Okręgowy PZŁ w Warszawie, bardzo krytycznie wypowiadali się na forum zarzucając organizatorom, że za wpisowe w wysokości 130 zł. od osoby nie zagwarantowali nawet najskromnieszego posiłku, zamknęli lepszą toaletę na klucz i pozostawili tylko tę gorszą, z musu koedukacyjną, która nie nadawała się do wykorzystania, a uczestniczkom i uczestnikom pozostawały krzaki jako miejsce załatwiania potrzeb fizjologicznych. Według nich za zebrane z wpisowego 15730 zł. od 121 uczestników nie otrzymali kompletnie nic, no może z wyjątkiem kawy i herbaty.

Redakcję zainteresowało na co mogła zostać wydana tak znacząca kwota, szczególnie, że wg relacji uczestników nagrody były raczej cienkie, a makiety na końcu klejone i niejednakowe.”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=104

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

KOŁO JAK KAŻDE INNE. Tradycje SB w PZŁ

„W okresie walnych zgromadzeń członków w kołach odżywają emocje, a zadawnione spory przybierają na sile. Zawsze przy takiej okazji, ilekroć temat koła zostanie poruszony w dzienniku Łowiecki, »działacze« starają się, niczym lektorzy nieboszczki PZPR, straszyć członków traktując ich jak ciemną masę, której tylko oni mają prawo wskazywać co mają myśleć, jak głosować i jak realizować prawa demokratyczne. (…)

Wojskowe Koło Łowieckie »Daniel« przy Jednostce Wojskowej – jak samo się tytułuje, faktycznie ma w swoich szeregach zasłużonych dla umacniania władzy ludowej oficerów. Wielu z nich odbywała »zaszczytną służbę« w batalionie ratownictwa terenowego, którego nazwa kamuflowała rzeczywiste przeznaczenie tej formacji. Był to batalion o zaostrzonym rygorze utworzony dla odbywania służby wojskowej przez kleryków wcielonych przymusowo dla przerwania studiów w seminariach duchownych. Celem batalionów »alumnów« była indoktrynacja i działania mające skutkować porzuceniem sutanny. Zadaniem informacji wojskowej i Służby Bezpieczeństwa zaś było pozyskanie możliwie największej ilości tajnych współpracowników, którzy po powrocie do seminarium mieli zadanie rozpracowywanie kościoła od wewnątrz i inwigilację kleru.”

To jest bandycki kwiat PRL-u. dodaj do tego prokuratorów biorących w tym udział. Ci prokuratorzy to inna rasa? Jeżeli naruszają prawo, a z artykułu tak wychodzi, to niczym oni się nie różnią od bandyckiej elity PRL-u.

Sowiecki PRL bis…………Jeżeli kanalie PRL-u we właściwym czasie wylądowałby za burtą społeczeństwa, to dzisiaj nie byłoby tego co przedstawia ten artykuł.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=87

12074500_911367252286115_134812291039141389_n

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Jak zarobić w łowiectwie na lewo, sprzedajemy smalec borsuczy.

„Zbyt często sie zdarza, że Prokuratury Rejonowe, do których trafiają sprawy z ustawy Prawo Łowieckie, automatycznie je umarzaja „z powodu braku cech przestępstwa”. Na forum dziennika była już sygnalizowana sprawa handlu przez myśliwych elementami tuszy zwierzyny dzikiej, w postaci smalcu z borsuka sprzedawanego w celach „leczniczych”.

Analogiczny przypadek miał miejsce w miejscowości Bychawa na terenie działania Zarządu Okręgowego PZŁ w Lublinie. Pazerny myśliwy działając z chęci zysku oferował „lekarstwa” w postaci smalcu borsuczego jako antidotum na wszelkie niemalże dolegliwości. Z treści reklamy wynikało, że smalec jest autentyczny, profesjonalnie wytapiany specjalną technologią co powoduje, że jego właściwości są o wiele wyższe od innych oferowanych przez mniej wyspecjalizowanych sprzedawców. Podczas przeszukania znaleziono sporą ilość przygotowanego do sprzedaży specyfiku.

Zaledwie kilkanaście dni potrzebowała Prokuratura Rejonowa w Opolu Lubelskim, aby umorzyć postępowanie opatrując je słowami: »wobec stwierdzenia, iż czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego«.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=66

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Oszustwa i dodatkowy zarobek na kursach

„Członkowie PZŁ płacą co roku składkę dla Związku w kwocie ca 300 zł. No przecież trzeba dać tę daninę, żeby móc coś w zamian uzyskać, bo z pustego i Salomon nie naleje. Okazją dla tego mogłyby być organizowane w zarządzie okręgowym ad hoc szkolenia przydatne myśliwym. Na przykład kurs szacowania szkód, albo kurs szacowania wstępnej oceny tusz po odstrzale, przydatny przy zdawaniu tusz do punktu skupu, jeżeli te wymagają takiego przeszkolenia od myśliwych dostarczających tusze do skupu w imieniu koła, którego te tusze są własnością. W ZO PZŁ w Lublinie też o tym myślą i zorganizowano powyższe 2-dniowe kursy. Zapraszam do zapoznania się z przepływami pieniędzy, jakie miały miejsce w związku z kursem zorganizowanym tamże w dniach 23-24 marca.

Jak się można chyba domyślać, PZŁ nie dopłacił do tego kursu ani złotówki, więc musiał kosić uczestników, żeby na wszystko starczyło. Nie kosił nadmiernie, bo zgodnie z odpowiedzią udzieloną mi przez przewodniczącego ZO PZŁ w Lublinie Mariana Flisa, nic nie zasiliło Związku, bo wszystkie zebrane pieniądze posłużyły na pokrycie kosztów związanych z tym szkoleniem. Jakie to były koszty i ile na co poszło przedstawiam poniżej.

Na oba kursy zgłosiło się 77 uczestników, którym kazano zapłacić po 120 zł. brutto, co dało kasę w wysokości 9240 zł. Kasę tę na kurs wstępnej oceny tusz rozdysponowano następująco:

Wykładowcy
Nie wiem kto wykładał na kursie wstępnej oceny tusz, czy byli to weterynarze, czy również myśliwi z okręgu, ani po ile godzin pracowali, ale w sobotę i niedzielę kurs nie mógł trwać dłużej jak po 8 godzin każdego dnia. Wykładowcy kosztowali ZO PZŁ okrągłą kwotę 3000 zł. brutto, co daje po 187,50 zł za godzinę wykładu. Wynagrodzenie przednie, bo przeliczone na cały etat (178 godz.) daje 33375 zł./m-c. Nie zapytałem, czy dr Marian Flis również się załapał na tę fuchę, ale uczestnicy tego szkolenia na pewno odezwą się na forum i podadzą szczegóły. Kurs szacowania szkód miesiąc wcześniej poprowadził dr inż Marian Flis wraz z prof. dr hab. Kazimierzem Zalewskim z Katedry Biochemii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, mając też do podziału 3000 zł.”

(…)

Ten, czy każdy inny kurs, w tym kursy dla kandydatów na myśliwych, to żyła złota dla działaczy w okręgach. W ten sposób można dorobić do głodowych pensji, ryczałtów, czy delegacji, jakie wypłacane są im na co dzień, ciągle za małych, bo nasza składka rośnie tylko dwukrotnie szybciej niż inflacja, a to przecież musi być wyjątkowo stresujące dla tych, którzy z takim poświęceniem oddają się pracy dla członków Związku, a jeszcze zmuszani są ujawniać, ile na co wydali lub zarobili. Oczywisty skandal, szczególnie jak te ciężko zarobione na boku pieniądze jacyś wredni dziennikarze starają się ujawnić.”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=81

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Koleżeństwo w kołach cd. Prezes do Diany publicznie przy 45 osobach: „Pani mści się za to że nie została moją kochanką!” (Materiał audio i wideo)

„W poniższej relacji zamiast przykładów etyki spodziewajcie się raczej chamstwa na jakie żaden porządny myśliwy nigdy by sobie nie pozwolił. Poznajcie klimaty łowieckiej Polski powiatowej.”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=80

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Zachowania kłusownicze cz. 2

„Lek. med. wet. Janusza Dzisko (…) poznaliśmy w reportażu Dziennika o tym, jak z kolegą z koła polowali na byka po wpisaniu się o 1:00 w nocy, strzelając około 3:30 dwunastaka, którego „przez przypadek” zabrano i poćwiartowano nie zgłaszając odstrzału. Tam też pisałem o przekręcie na wadze odyńca, którego Janusz Dzisko nie miał w odstrzale, więc przymusił skupowego, żeby z odyńca zrobić przelatka.

(…) No pewnie, ani sprawa strzelonego w nocy byka, ani polowanie na odyńca bez odstrzału na pewno nie wyszłyby na światło dzienne, bo działaczom w PZŁ wolno więcej. Ot pełny obraz tego jak nisko upadł dzisiaj Polski Związek Łowiecki.”
http://lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=328
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=77

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Zachowania kłusownicze cz. 3

Aktualność pierwsza

W dniu 6 grudnia 2012 na rozprawie przed Sądem Rejonowym w Olsztynie, Janusz Stefan D. wielki działacz Mazurskiej Okręgowej Rady Łowieckiej w Olsztynie, prezes Okręgowego Sądu Łowieckiego poprzedniej kadencji, został prawomocnie uznanym winnym zawłaszczenia tuszy dzika w ilości 52 kg na szkodę Koła Łowieckiego „Wrzos” w Olsztynie. Nie mając odstrzału na dzika innego jak przelatek, odstrzelił dzika o wadze 102 kg i dla ukrycia tego faktu oddał go do skupu z wagą 50 kg. Szeregowemu dziennikarzowi trudno ocenić co było powodem dość łagodnego potraktowania oskarżonego w tej sprawie. Nie wiadomo, czy stało się to w wyniku działań aż warszawskiej kancelarii adwokackiej, czy było wynikiem szacunku sądu do osób pełniących wysokie stanowiska w państwie. Janusz Stefan D.jest bowiem Wojewódzkim Inspektor Sanitarnym i szefem wojewódzkiego SANEPID-u w Olsztynie. Zapewne Janusz Stefan D. zawłaszczył te 52 kilo dzika w celu poprawienia wizerunku łowiectwa bowiem jest on obecnie przewodniczącym Komisji Promocji Łowiectwa przy Mazurskiej ORŁ w Olsztynie. Dość wyrozumiały był Sąd Rejonowy w Olsztynie także dla Adama D. pracownika punktu skupu dziczyzny w Jonkowie k. Olsztyna, który poświadczył nieprawdę w dokumentacji finansowej za namową Janusza Stefana D., którego jak twierdził, obawiał się ze względu na pełnioną przez niego funkcję dyrektora SANEPID-u i zaniżył wagę dzika o 52 kg. Sąd pozostawił czas na poprawę obu oskarżonym i jako warunek nakazał zapłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz na rzecz Pomocy Postpenitencjarnej po 500 złotych.

Aktualność druga

W tym samym dniu w tym samym sądzie ujawniono, że oskarżony o zawłaszczenie tuszy jelenia bykaMieczysław T. był już prawomocnie skazany w dniu 28 czerwca 2012 za naruszenie ustawy Prawo Łowieckie na grzywnę w wysokości 300 złotych i pokrycie kosztów sądowych. Rozprawa Mieczysława T. ujawniła także, że jeleń byk strzelony został przez oskarżonego z naruszeniem wszelkich dopuszczalnych norm, które są warunkiem niezbędnym do uznania legalności polowania. Mieczysław T. polował razem z przywołanym wyżej Januszem Stefanem D. na jelenie i jak wynika z przebiegu rozprawy, jeleń został zastrzelony około godz. 2:00 w nocy, nie dokonano wymaganego wpisu w upoważnieniu przed podjęciem czynności transportowych, poprochy zostawiono na środku pola, nie dokonano wpisu wyniku polowania do książki ewidencji myśliwych na polowaniu indywidualnym, nie okazano trofeum i tuszy jelenia upoważnienemu członkowi koła, zgodnie z obowiązującą uchwała WZ, a na koniec bez uzyskania zgody na pobranie tuszy na własny użytek Mieczysław T. oskórował, poporcjował i rozprowadził po rodzinie tuszę uniemożliwiając zważenie i wycenę tuszy. Na rozprawie moralnego wsparcia swą obecnością udzielał oskarżonemu Janusz Stefan D., pomagając Mieczysław T. od momentu dokonania odstrzału, bo to z jego telefonu wzywano w nocy rolnika z traktorem i przyczepą do zwiezienia tuszy z pola. Pisemnego wsparcia oskarżonemu udzielił także łowczy okręgowy w Olsztynie Dariusz Zalewski, wystawiając pozytywną opinię dla Mieczysława T.mimo, że ten w strukturach władz i organów PZŁ nie figuruje. W jaki sposób sąd rozważy żądanie prokuratora o zastosowanie kary dwu lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na lat 5, zapłacenie kwoty 7800 złotych tytułem zryczałtowanego odszkodowania dla skarbu państwa oraz 3 tysięcy zł. grzywny napiszemy w obszerniejszym felietonie.

Aktualność trzecia

Prokuratura Rejonowa w Bartoszycach dochodzi, czy protokoły polowań zbiorowych odbywanych w Kole Łowieckim „Daniel” zawierają prawdziwe dane. Okazuje się, że w dokumentach tych podawano inne niż rzeczywiście odstrzelono ilości dzików, inne osoby biorące w polowaniu niż wykazano w protokole, itp. „drobiazgi”. Prokuratura będzie musiała także wyjaśnić, z jakich powodów w protokole wykazano mniejsze ilości odstrzelonej zwierzyny niż to miało miejsce faktycznie i co się działo ze sztukami, które zniknęły z protokołów. Znamiennym jest, że prezesem zarządu KŁ „Daniel” jest Marek Haus, będący jednocześnie sędzią OSŁ w Olsztynie, a za sprawy łowieckie odpowiada Grzegorz Kruk– członek Mazurskiej Rady Łowieckiej.

Aktualność czwarta

W dniu 18 grudnia 2012 w Sądzie Rejonowym w Mogilnie rozpoczyna się proces karny sekretarza Koła Łowieckiego nr 62 „Knieja” Zenona Ch. oskarżonego o podrabianie indywidualnych pozwoleń na wykonywanie polowania indywidualnego. Zenon Ch. niezależnie od sprawy karnej za fałszowanie dokumentu „odstrzału” dla zalegalizowania odstrzału większej ilości zwierzyny niż miał dozwolone, oczekuje na sprawę karną, w której oskarżony jest o publiczne pomówienie autora niniejszego tekstu o chorobę psychiczną, podrabianie pieniędzy, wyłudzenie poprzez podstawienie innej osoby pozytywnych wyników badań psychologicznych, itp. Kołem Łowieckim nr 62 „Knieja” w Mogilnie kieruje prezes Roman G., uczestnik wielu postępowań prokuratorskich, w wyniku których nie udało się do chwili obecnej ustalić, czy postrzelił w tyłek miejscowego proboszcza – myśliwego tego samego koła – czy też nie. Roman G. przewijał się już na naszym portalu jako główny aktor afer w Mogilnie.”

http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=46

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Państwo w państwie – Sądy dyscyplinarne PZŁ

„Mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 6 listopada br. stwierdzającego, że dyscyplinarne sądownictwo łowieckie PZŁ utraciło podstawy prawne dla funkcjonowania, a także wyraźnego stwierdzenia, że żaden organ lub władza PZŁ nie ma prawa stosować kar skutkujących choćby czasową utratą możliwości wykonywania przez członków PZŁ państwowych uprawnień do wykonywania polowania – sądy łowieckie w dalszym ciągu sądzą i skazują. Wprawdzie nie można zapominać, że formalnie podstawa ustawowa do działania sądownictwa dyscyplinarnego upada w dniu publikacji wyroku w Dzienniku Ustaw, czyli dzisiaj, ale tak doświadczeni prawnicy, jakimi mienią się sędziowie okręgowych sądów łowieckich powinni rozumieć, że wydając swoje „wyroki” wbrew Trybunałowi Konstytucyjnemu tylko ośmieszają PZŁ.

Rzecznik dyscyplinarny i sędziowie podczas rozprawy występują w togach zwanych przez myśliwych sukienkami, a przewodniczący składu ma łańcuch na szyi do złudzenia przypominający wygląd sędziów sądów powszechnych. Jak powiedział lekarz weterynarii składający zeznania jako świadek, nie będący członkiem PZŁ, był on przekonany, że zeznaje przed prawdziwym sądem.”
Polecam obejrzeć załączony materiał wideo gdzie, pokazano jak obraduje taki sąd. Cyrk, jaja jak berety.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=65

12106992_911367265619447_3396308240725677909_n

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Kłusownicy przed sądem

„Na rozprawie myśliwy i strażnik łowiecki przyjął inną strategię obronną. Mimo, że osobiście pomagał w zbieraniu zabitych saren, wskazał miejsce dobre dla polowania, ustalał przyjazd znajomego z cichym karabinem aktualnie twierdzi, że był tak pijany, że niczego nie pamięta. Leżał na tylnym siedzeniu samochodu pił wódkę i nie wie co się działo. Jak w takim stanie zdołał uciekać i dzwonić, aby inny znajomy zabrał go wraz z posiadaczem nielegalnej broni, który ukrywał ją pod paltem, będzie musiał ustalić sąd w trakcie kolejnych rozpraw. Na rozprawie przesłuchani mają być świadkowie mający bezpośrednią styczność z oskarżonymi w czasie tego nielegalnego polowania oraz bezpośrednio po nim. Sąd uprzedził także oskarżonych, że istnieje możliwość odpowiedzialności za nieuwzględniony w akcie oskarżenia fakt usiłowania zawłaszczenia tusz zwierzyny należących do Skarbu Państwa, bowiem Michał F. proponował jedną z nich kuzynowi w pobliżu zabudowań gdzie strzelano.”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=3

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Kolejny łowiecki VIP przed sądem

„Jak stwierdziła Prokuratura Józef P. poświadczył nieprawdę w książce obwodu łowieckiego nr 78, znajdującego się w pobliżu miejscowości Sławborze, w której odnotował pozyskanie dwóch jeleni byków podczas polowania dewizowego w dniu 7 stycznia 2011 roku, podczas gdy jelenie te zostały odstrzelone w dniu 5 stycznia 2011 roku w okolicy miejscowości Przećmino, na terenie obwodu łowieckiego nr 8 gdzie plan był już wykonany, czym działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez Wojskowe Koło Łowieckie nr 240 »Rybitwa«.”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=14

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Zamiast w łowisku; na wokandzie

„Na Lubelszczyźnie nieprzerwanie trwają procesy sądowe, gdzie stronami zarówno w procesach karnych jak cywilnych są myśliwi, a kanwą do tych procesów jest ta niby koleżeńska pasja uprawiana etycznie i z zasadami etyki.

Największa i niespotykana jak dotąd liczba procesów sądowych ma aktualnie miejsce w Wojskowym Kole Łowieckim nr 116 »Knieja« w Puławach, do chwili obecnej kierowanego przez prezesa Józefa K. od 11 lat uprawiającego łowiectwo jedynie jako administrator koła, bowiem od chwili aresztowania za udział w tzw. aferze tłuczkowej pozwolenie na posiadanie broni myśliwskiej utracił. Za wyłudzanie wysokich odszkodowań z tytułu fikcyjnych kolizji drogowej, otrzymał prawomocny wyrok skazujący. Prezes Józef K., były wysokiej rangi policjant jest tak »koleżeński«, że nawet na ławie oskarżonych zasiadał w ponad siedemdziesięcio osobowej grupie. Prawie tyle samo osób liczy kierowane ręką przestępcy oszusta Koło Łowieckie nr 116 »Knieja« w Puławach, z której to grupy już trzy osoby weszły w spory prawne zainspirowane postawą i zachowaniem prezesa Józefa K.

(…)

Prezes WKŁ nr 116 „Knieja swoją postawą i zachowaniem zmusił do wniesienia prywatnego aktu oskarżenia także byłego myśliwego tego koła swego…… rodzonego brata Jana K.”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=17

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Myśliwskie „safari” w Zgorzelcu

„Prokuratura Rejonowa w Zgorzelcu bada sprawę myśliwych z Wojskowego Koła Łowieckiego »Wieniec«. Powodem dociekań prokuratorskich jest ustalenie okoliczności polowania na dzika przy wykorzystaniu pojazdu terenowego. Myśliwi mieli taranować pojazdem dzika do chwili aż ten osłabł zupełnie. Jeden z myśliwych miał zabrać wtedy z samochodu siekierę i tą siekierą dobić wycieńczone zwierzę.”

http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=23

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Strażnik kłusownik? Żywy dzik w oborze.

„23 stycznia 2012 roku policjanci w wyniku czynności podjętych w miejscu zamieszkaniaLucjana R. lat 42, zam. gm. Horodło zabezpieczyli nielegalnie pozyskane trofea w postaci: dwie żuchwy od saren kozłów, jedna żuchwa jelenia, dwie czaszki z porożem kozłów, łeb byka jelenia – poroże w scypule, czaszka z porożem byka jelenia. Zabezpieczono również amunicję myśliwską. Ponadto w pomieszczeniach gospodarczych ujawniono i zabezpieczono żywego dzika samca oraz mięso z dzika w ilości około 35 kg. W powyższej sprawie jest aktualnie prowadzone dochodzenie w kierunku art. 53 i 52 Ustawy Prawo Łowieckie.”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=31

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Prezes koła na oczach dziecka strzelał do bażantów

Wiem czego sprawa dotyczy. Dotyczy pana który zastrzelił u nas bażanty. Tego dnia siedziałam sobie przy oknie w pokoju rodziców i oglądałam telewizję. Nagle usłyszałam straszny huk. Przestraszyłam się, nie wiedziałam o co chodzi. Wyjrzałam szybko przez okno. Zobaczyłam samochód, z którego okna wystawała lufa. Szybko wybiegłam z pokoju, krzyknęłam do rodziców „strzelają”. Rodzice szybko wybiegli na dwór. Ja wybiegłam, po jakimś czasie, za nimi. Rodzice coś tam krzyczeli. Krzyczeli do osoby, która strzelała. To był mężczyzna, którego jednak nie potrafię opisać, bo stałam w pewnej odległości od niego, poza tym byłam zapłakana.
Przewodniczący stwierdza, że w oczach świadka pojawiły się łzy.
Świadek zeznaje dalej:
Widziałam, że ten mężczyzna strzelał do bażantów. Płakałam, bo całą zimę dokarmiałam te bażanty. Nie słyszałam co mówił mężczyzna.
Przewodnicząca stwierdza, że świadek płacze. Poinformował, że jeśli świadek nie może zeznawać zostanie zarządzona przerwa.
Świadek zeznaje.
Nie potrzebuję przerwy. Ten mężczyzna trzymał bażanty w dłoni. Obok karmnika stał duży talerz do którego sypałam ziarno dla bażantów. Gdy zobaczyła tego mężczyznę, stał on w odległości około metra od tego karmnika.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=38

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Przekręt z kaczkami

„W środowisku łowieckim Lubelszczyzny oczekuje się działania prokuratury w sprawie fałszywych zeznań świadków, którzy na potrzeby procesu zeznawali, że w ciągu trzech lat koło pozyskało jedynie 10 sztuk kaczek, a polowań zbiorowych na zwierzynę drobną nie organizowano, podczas gdy witryna www ZO PZŁ w Lublinie prezentowała fotoreportaże wykonane przez syna łowczego Sebastiana Dudrę, pokazujące królów polowania zbiorowego strzelajacych 11, 10 i 9 kaczek oraz pokoty polowań zbiorowych liczące ponad 70 sztuk.”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=311
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=317
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=35

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Myśliwy zastrzelił żonę, bo pomylił ją z dzikiem….

Tak dla przypomnienia, zdarzenie sprzed kilku lat.
„Tragicznie zakończyło się polowanie w Niemczy, koło Dzierżoniowa. 40-letni myśliwy ostrzelał grupę ludzi, bo myślał, że to wataha dzików. Zabił jedną osobę. Swoją 43-letnią żonę…
Jeden ze strzelców – 40-letni Jacek W. – zasadził się na dziki w krzakach. W odległości ok. 100 metrów zobaczył jakiś ruch w zaroślach. Był pewien, że to wataha dzików. Strzelił.
Zaraz potem usłyszał przerażające krzyki. Okazało się, że ostrzelał grupę najbliższych znajomych, swojego przyjaciela i dwie kobiety. Niestety, jego strzał okazał się celny. Mężczyzna zabił nim swoją własną żonę.
43-letnia kobieta zginęła na miejscu. Została ranna w brzuch. Kula rozerwała jej wnętrzności…”
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/mysliwy-zastrzelil-zone-bo-pomylil-ja-z-dzikiem/bnwt45c

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Myśliwy pomylił 18-latkę z dzikiem. Postrzelił ją w brzuch.

„Osiemnastoletnia dziewczyna została postrzelona podczas wieczornego spaceru z kolegą. W kierunku pary strzelił myśliwy, który był przekonany, że strzela do dzika. Ranna w brzuch dziewczyna trafiła w ciężkim stanie do szpitala, sprawę bada prokuratura.”
http://www.tvn24.pl/lodz,69/mysliwy-pomylil-18-latke-z-dzikiem-postrzelil-ja-w-brzuch,427301.html

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Śledczy na tropie gangu myśliwych kłusowników, mordujących wilki.

„Wszystko zaczęło się w lutym tego roku, kiedy jeden z lubelskich ekologów przez przypadek usłyszał rozmowę dwóch mężczyzn, którzy dogadywali się w sprawie sprzedaży skóry wilka. Czym prędzej zawiadomił policję. Śledczy zorganizowali zakup kontrolowany. Ekolog zgłosił się do jednego z mężczyzn z propozycją kupna wyprawionej skóry wilka. Chciał ją powiesić na ścianie jako trofeum. Negocjacje co do ceny trwały kilka tygodni. W połowie października w jednym z przydrożnych barów koło Janowa Lubelskiego ekolog zapłacił handlarzowi 3 tys. zł, za co otrzymał wilczą skórę. Handlarzem okazał się emerytowany policjant z komendy powiatowej z Janowa Lubelskiego. Podczas przesłuchania były funkcjonariusz wskazał swojego kompana – leśniczego z jednej z podjanowskich miejscowości. Handlarzom już postawiono zarzuty. Grozi im od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia, jednak prokuratura nie wystąpiła do sądu o ich aresztowanie. Będą odpowiadać z wolnej stopy.
– Mężczyźni wywodzili się z kręgu janowskich myśliwych. Według posiadanej przez nas wiedzy posiadali co najmniej kilka wilczych skór.”
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,4698815.html

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Myśliwy zabił żonę, a potem siebie

„Do rodzinnej tragedii doszło w środowe popołudnie na jednym z blokowisk w Myśliborzu. Stanisław D. ( 61 l.) podczas awantury z swoją żoną Haliną D. ( 60 l.) wyciągnął myśliwską broń, wymierzył w kobietę i pociągnął spust. Padł strzał. Kula trafiła kobietę w klatkę piersiową. Zabójca, widząc martwą żonę, przyłożył sobie lufę do głowy i strzelił.
Huk strzału usłyszeli sąsiedzi, którzy od razu zawiadomili policję. Przybyli na miejsce funkcjonariusze musieli wyważyć drzwi, żeby dostać się do mieszkania. W środku znaleźli dwa zakrwawione ciała. Przy zwłokach myśliwego leżała broń.
Dlaczego doszło do tej tragedii? Przyczyną był miłosny zawód. Żona chciała się rozwieźć z mężem, a on nie mógł się pogodzić z tym, że resztę życia spędzi samotnie. Stanisław D. nadużywał alkoholu, czego jego żona nie tolerowała.
Sąsiedzi widzieli niejednokrotnie jak pan Stanisław śpi pijany na ławce, bo żona nie chciała go wpuścić do domu. ”
http://nasygnale.pl/kat,1025185,title,Tragedia-w-Mysliborzu-zabil-zone-a-potem-siebie,wid,16002981,wiadomosc.html?ticaid=619512

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Pijany myśliwy miał fantazję i strzelał do… aut

Mężczyzna koło miejscowości Lipków pod Warszawą wyciągnął sztucer i strzelał do przypadkowego samochodu. Pocisk przebił zderzak i wpadł do środka.
Kierowca ostrzelanego auta zauważył, jak po chwili z lasu wyjeżdża samochód, przy którym wcześniej widział uzbrojonego mężczyznę. Pojechał za nim i wezwał policję. Po krótkim pościgu policjanci zatrzymali 47-latka i 19-latka, który prowadził samochód. Okazało się, że właciciel sztucera miał w organizmie 3 promile alkoholu. 19-letni kierowca był trzeźwy.
http://www.se.pl/wiadomosci/polska/pijnay-mysliwy-mial-fantazje-i-strzelal-do-aut_53312.html

11148344_911367408952766_4484945285571152384_n

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Coś dla podsumowania? Po wnikliwej analizie i lekturze, wyłania się dość ponury obraz. Przestarzały PZŁ, dinozaur PRL-u niewydolny dla kontroli swych członków, przymykający oko na zachowania przestępcze i zezwalający na nie. Powszechne kłusownictwo i notoryczne przekraczanie limitów odstrzałów na które tak powołują się myśliwi. Nielegalne polowania, dręczenie zwierząt, nadużycia finansowe i okradanie szeregowych członków kół przez zarządy, składanie fałszywych zeznań, układy, kolesiostwo, nepotyzm. Wzajemne walki o wpływy, chamstwo, donosicielstwo, alkoholizm, szemrana przeszłość. Obraz ten jest przerażający dla zwykłego człowieka, tym bardziej, że jest to kilkanaście losowo wybranych spraw z jednej strony. A co z tymi które nie zostają wykryte? Legalne kłusownictwo, o tym piszemy. Ktoś, kto ma broń i zna teren, wie gdzie zwierzęta bytują może pojechać w upatrzone miejsce i strzelić co zechce – postronny człowiek uwagi nie zwróci, a szanse, że spotka innego myśliwego są równe zeru. Tuszę może spożytkować sam na własny użytek bez badań lekarskich ,na własne ryzyko,w przypadku ptaków tym bardziej. Gdy zapragnie trofeum, wystarczy w mało uczęszczanym łowisku strzelić byka i odciąć mu głowę, kto ustali sprawcę? PZŁ toczy rak od środka, gnilec. Mimo to co jakiś czas zaglądają tutaj ludzie którzy próbują tego bronić. Inni z kolei ,co widać po komentarzach myśliwych na cytowanym Dzienniky Łowieckim, są świadomi tego wszystkiego i nawet podzielają nasze zdanie. Materiały pod linkami pozostawiamy do Państwa oceny.

Więcej na temat przestępstw myśliwych:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/01/25/samobojcza-smierc-diany-jak-mysliwi-zniszczyli-zycie-wlasnej-kolezance-z-kola/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/wypadki/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/mysliwi-o-lowiectwie/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/05/22/afera-zajecza-mysliwi-zabijali-ponad-limit-i-nic-im-sie-nie-stalo/

Przygotował zespół redakcyjny Nie podaję ręki myśliwym.

Myśliwi o łowiectwie

RAPORT NIK O STANIE ŁOWIECTWA A OBŁUDA MYŚLIWYCH

Raport Najwyższej Izby kontroli stwierdzający szereg nieprawidłowości w sposobie sprawowania gospodarki łowieckiej (o czym pisaliśmy na długo przed jego sporządzeniem), jak łatwo się domyślić nie został entuzjastycznie przyjęty wśród braci łowieckiej. Pojawiły się zarzuty o wyssaniu z palca – standardowe już – o braku pojęcia o łowiectwie, o tym jak to cały świat bredzi, a tylko myśliwi mają rację. W skrócie raport stwierdza iż:

”Wprowadzony wiele lat temu model gospodarki łowieckiej jest przestarzały: nie uwzględnia obecnych relacji na linii myśliwi – państwo – właściciele nieruchomości, ani współczesnej świadomości przyrodniczo-ekologicznej. Minister Środowiska nie ma żadnych narzędzi do nadzorowania gospodarki łowieckiej ani Polskiego Związku Łowieckiego,” Najpoważniejsze zarzuty dotyczą bałaganu w dokumentacji polowań, który uniemożliwiał ustalenie rzeczywistego stanu i liczby upolowanych zwierząt. Całość można przeczytać tutaj:
https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-gospodarce-lowieckiej.html

1743505_909204772502363_1590207331887263682_n

Co na temat funkcjonowania kół łowieckich, betonu PZŁ, układach znajomościach itd. twierdzą sami myśliwi, można przeczytać na screenach podesłanych nam przez czytelnika, z grupy gdzie myśliwi dyskutują sobie bez zahamowań we własnym gronie. Temat dotyczył procedury przyjmowania do koła, ale myśliwi szczerze postanowili się wyżalić. Podaję w skrócie najciekawsze wypowiedzi.

Padają stwierdzenia takie jak:

Powiem tak, nieprawidłowości i nieprawości w kołach jest naprawdę dużo. Są fakcje, grupy interesów, znajomi króliczka. Jest zazdrość i zawiść.

Eh, sama prawda. Niestety.

produkuje się obecnie masowy myśliwych chyba jedynie dla składek dla związku dla pieniędzy za kursy bo dostać się do koła graniczy z cudem.

postępowanie ludzi w zarządach kół jest karygodne (…) banda nadętych zawziętych z własnym widzi mi się! (…) jako kandydat musiałem wozić pana prezesa autem kupować wódkę i być na każde zawołanie

Kasa, niestety pieniądze decydują o tym czy dany kandydat z zasobnym portfelem dostanie się do koła . Możesz być przykładem do naśladowania (…) Zachłanność i absurdy oraz pieniądze niestety rządzą środowiskiem myśliwskim – Często lubią panowie pisać nam o etyce i szlachetności. Pod spodem ktoś odpowiada:

Ideały sobie, a życie sobie

potrzebują mnie tylko do roboty

12096635_909204719169035_3447034246760117442_n

I najciekawsze. O czym też pisaliśmy na łamach strony:

‚Jesli potraktowac PZL tak czym w istocie jest. Czyli x stolkow w x spolkach. Funkcjonujących w oderwaniu od rzeczywistości

Co najśmieszniejsze, część osób piszących te komentarze aktywnie broniła łowiectwa na naszej stronie, pisząc nam o etyce, wartości i tradycjach, obrażała nas i zarzucała oderwanie od rzeczywistości. To samo czynią na innych stronach, gloryfikując PZŁ, aż nie zostaną zazwyczaj zablokowani. Jak to skomentować? Obrona swojego stylu życia i martwych wartości za wszelką cenę. Tylko w dobie internetu nic się nie ukryje, zwłaszcza kłamstwo. Po prostu na pokaz trzeba gardłować, we własne gniazdo nie pluć. Pisaliśmy już dawno o tym wszystkim co myśliwi w komentarzach, jak i dawno, żartobliwie o tym jak to PZŁ „dyma” ich tylko na składki, a przyroda cierpi. Do tego można by dołożyć jeszcze wszelkie biura polowań, które umożliwiają myśliwym polowania na chronione i zagrożone gatunki ,co z ochroną przyrody nic nie ma wspólnego. A z czego członkowie PZŁ bardzo chętnie korzystają. Ciekawe kiedy NIK to skontroluje? Do tego dodać tzw. „tuczenie zwierząt” na polach rolników i utrzymywanie nadmiaru zwierząt powodujących straty w rolnictwie. Wymieniać można długo, nie powtarzam się więc, bo wszystko już było.

 

12072740_909204782502362_7886304817175494517_n

12141510_909204919169015_2365035376414103967_n

Lisy kontra myśliwi

12107805_907797872643053_7315546001755716968_n
Do popełnienia niniejszego tekstu o takim tytule zainspirowały mnie wpisy człowieka podpisującego się KingKung na stronie facebookowej Front Antyłowiecki. Nie będzie to typowy opis naukowy z cyferkami, a raczej własne spostrzeżenia. Lis (vulpes vulpes) przez wielu postrzegany jako szkodnik,w gwarze łowieckiej zwany mykitą/mikitą, kojarzy się z takimi atrybutami jak chytrość, przebiegłość, spryt. Nie bez powodu. Psowaty drapieżnik nieraz dowiódł co potrafi,o czym przekonało się wielu gęsich pastuchów, w polowaniach lis potrafi osiągnąć taki kunszt, aby np. ”capnąć” gęś z pasącego się stada, jeśli teren pozwala tak aby pastuch ani pozostałe gęsi nawet tego nie zauważyły. Dawniej, gdy posadzki zabudowań gospodarskich były gliniane lub z bitej ziemi,potrafił podkopać się do kurnika po zdobycz. Jeżeli będzie miał wystarczająco czasu i nikt mu nie przeszkodzi, potrafi wydusić i wynieść wszystkie kury, sztuka po sztuce, które zakopuje nieopodal.

Rzadko kiedy jednak warunki pozwalały na taką akcję, zazwyczaj musiał umykać ze schwytaną kurą lub jej kawałkiem co sił w nogach, goniony przez podwórkowe burki. Ale co z naturalnym pokarmem ?

Zgodzę się, że przyroda nie zna pojęcia szkodnika,takie określenia tworzymy my, ludzie, by w imię jakichś swoich interesów w zgodzie z sumieniem móc prześladować dany gatunek. Bardzo lubię lisy, ale jeżeli zobaczę, że podkrada się w celu ukatrupienia jednej z moich kur, udaremnię mu to, bez zbędnego filozofowania. I nie zrobię tego z nienawiści do niego, lecz z troski o swój dobytek i życie innych zwierząt. Jeśli ktoś bardzo kocha wszystkie zwierzęta, może oczywiście lisy karmić własnym drobiem, nie mam nic przeciw.

12115532_907799345976239_4602250716741213679_n

„SZKODNIK” W AKCJI

W naturze poluje przede wszystkim na drobne gryzonie, takie polowanie jest jedną z najciekawszych technik polowań lisa do obserwacji. Cwaniak tkwi w pozycji przygotowanej do skoku i jeśli już słuchem namierzy mysz, daje sus i spadając przydusza łapami chwytając jednocześnie zębami. W takich polowaniach lis jest bardzo cierpliwy, a w technice dochodzi do perfekcji całe życie. Pisk myszy słyszy z odległości 100 m. Można takie lisie polowania oglądać na ścierniskach po skoszonych zbożach, warto wieczorem przysiąść sobie na tzw. ”balocie” ze słomy lub innym miejscu gdzie spodziewamy się rudzielca. Uwaga, przychodzą również koty Emotikon wink. Lis jest wszystkożernym drapieżnikiem o szerokiej specjalizacji, tak więc nie pogardzi jajami czy gniazdującym na ziemi ptakiem, bażanty, kuropatwy, zające, króliki, owady, płazy, okresowo w niewielkich ilościach także owoce. Na króliki poluje z zasiadki/czatu przed norą, kiedy królasy wyjdą na żer, wtedy skacze na jednego. Także ciekawe widowisko. Sporadycznie potrafią upolować kozlę sarny, są i doniesienia jakoby potrafił chwytać ryby czy raki. Padliną też nie gardzi. Lubią myśliwi mówić, że zastępują drapieżniki, regulują. Tylko czy ktokolwiek z nich poluje także na gryzonie, które u lisa sięgają nieraz ponad 90 % zdobyczy? Polemizowałbym więc, kto jest bardziej pożyteczny, o czym będzie dalej.

WIEKI PRZEŚLADOWAŃ

Od zawsze polowano nań dla futra, by się nimi odziewać, dziś nie ma to już żadnego uzasadnienia. Tępiono ze względu na rzeczywiste lub domniemane szkody, pamiętać musimy jednak że dawniej praktycznie nie stosowano ogrodzeń swoich włości, a drób chodził zawsze luzem przez większość dnia. To ułatwiało mu bardzo zadanie i przyczyniło się do negatywnej sławy tego drapieżnika.

12141661_907799885976185_7912518148119904004_n

WROGOWIE NATURALNI…

Myśliwi argumentują, że lis nie posiada wrogów naturalnych co do końca prawdą nie jest. Potrafi schwytać go wilk i ryś oraz gatunek który u nas ostatnio się pokazał – szakal złocisty. Sęk w tym, że lis potrafi zamieszkiwać każde środowisko, od pól po tereny rolnicze z zadrzewieniami, gęste bory, centra miast czy tereny bagienne, a jego wrogowie naturalni występują na nielicznych obszarach w kraju, regulacja z ich strony jest więc bardzo znikoma. Nawet jeśli z wrogami naturalnymi kiepsko, to nie świadczy o tym, że nie mają konkurencji, co pokazano na niektórych zdjęciach. Polemizować także można z rzekomą krwiożerczością, na zdjęciu lis odganiany przez żurawia, kozła, a ze śmiałków próbujących atakować bociany podczas sejmików zazwyczaj zostaje rudy kłąb kłaków.

CO Z TYMI SZCZEPIONKAMI?

Jest to ten właśnie główny czynnik który spowodował wzrost liczebności lisa. Wcześniej ich liczebność regulowała między innymi wścieklizna, której większość z nas tak się boi. Czy słusznie? Bardzo trudno w praktyce się nią zarazić, musi nas ugryzć zwierzę w ostatniej fazie choroby, które posiada pałeczki wirusa już w ślinie, a okres rozwoju choroby wynosi od 1 do 3 miesięcy. Nie przypuszczam by ktoś po lisim ugryzieniu nie zgłosił się natychmiast do lekarza, pamiętać trzeba jeszcze, że w tej ostatniej fazie choroby zwierzę cierpi, często ukrywa się i powoli dogorywa. Jeżeli ktoś się wtedy napatoczy, bywa że ugryzie choć nie jest to regułą. Dawniej wiejskie psy były wieczorami puszczane luzem, gdzie buszowały po okolicznych lasach, narażone na kontakt z lisami, przez co zdarzały się głośne przypadki przenoszenia tej choroby. Kąsały pasące się bydło. W dzisiejszej rzeczywistości takich sytuacji było by na pewno dużo mniej. Są ludzie którzy twierdzą, że strach przed wścieklizną jest wyolbrzymiony, a istota problemu sprowadza się do lobby szczepionkowego i firm które na tym zarabiają. Temat do zbadania, pozostaje pytanie otwarte – lepsza dla lisa śmierć od wścieklizny czy od kuli. Swoją drogą ciekawe, że królików chorujących na myksomatozę nikomu nie szkoda i nie zrzuca się im żadnych szczepionek.

12144771_907799945976179_354707210360061905_n

UDZIAŁ MYŚLIWYCH I SPOSOBY POLOWAŃ

Dotykamy teraz meritum sprawy, czyli zdania których od myśliwych Państwo nie uświadczą. Pierwsze liczebność i pomylony sposób sprawowania gospodarki łowieckiej miał wpływ na zachwianie delikatnych zależności wśród zwierzyny drobnej, w tym wzrost liczebności lisów. Spowodowali to myśliwi, którzy bez potrzeby, dla przyjemności tłukli setkami i dziesiątkami zwierzęta, które wielkiego znaczenia dla gospodarstwa łowieckiego nie mają, a które zabija się dla własnych korzyści czy przyjemności np. zająca na sławny pasztet. Króliki, zające, bażanty, kuropatwy, treściwy pokarm lisa, należący się mu, został przetrzebiony. Drapieżnikowi zaczęło brakować pokarmu,a jako wszechstronny i sprytny gatunek, chwytał co się dało i zaczęło wśród myśliwych funkcjonować pojęcie „za dużo” – za dużo lisów, bez zastanowienia się nad swoimi czynami i konsekwencją ich działań. W skrócie, pozbawiono lisa pokarmu, a potem wysnuto wniosek, że jest go za dużo, kiedy wykańczał pozostałe przy życiu sztuki. Nie na tym panowie powinna polegać racjonalna gospodarka. Dopóki zabijacie jednocześnie drapieżniki i ludziom mówicie, że to dla ochrony innych zwierząt, jednocześnie te same zwierzęta będące ofiarami owego drapieżnika zabijacie, tak nikt nie będzie waszego gadania traktował poważnie.

– Poluje się z zasiadki lub ambony, uprzednio używając zanęty. No i sławne już norowanie,jedno z najmniej etycznych poczynań myśliwych. Co mnie cieszy, sporo z nich sprzeciwia się tej metodzie polowania. W dużym skrócie – lis po to kopie norę, by miał schronienie w razie potrzeby, jest to jego azyl. Prześladowanie go tam to skrajne zdzierstwo ze strony człowieka, czy chcielibyśmy aby ktoś nas tak prześladował we własnym domu? Na takie okazje lisiura wykopuje sobie tzw. ślepe korytarze, gdzie wciska się tyłem i odgryza prześladującym go psom. Wiejski burek, który przypadkiem się zapędził nic mu w takiej sytuacji nie zrobi. Ale z dwoma czy trzema psami, które są przeszkolone, nie ma szans. Ginie we własnym domu, dla czyjegoś hobby… Nory dzielą czasem z borsukami, zamieszkując je jednocześnie. Śpią 8-9 godzin na dobę.

12088509_907799995976174_3804732780525912320_n

– Angielskie tradycyjne polowania konne, gdzie goni się ze zgrają psów…

– Polowanie na wabik – wyjaśniać zasad chyba nie muszę, ale budzi to mieszane moje uczucia, z wiadomych powodów. Sam wabię lisy w inny nieco sposób, na telefonie mam pisk myszy, kniazienie zająca, płacz królika czy krzyk bażanta. Wystarczy odtworzyć na głośniku, jeden lis nabiera się do kilku razy. Są to zwierzęta bardzo ciekawskie, zwłaszcza młode – nieraz miałem sytuację ,że lisek podszedł mnie siedzącego na stogu od od góry. Odwracam się a tu ciekawy łebek sobie zerka i węszy,jak rozpoznał wycofał się wcale nie spiesznie. Bardzo jest mi ich wtedy szkoda, bo myślę sobie czym przypłaciły by takie zachowanie gdyby trafiły na myśliwego.

– Kłusownicze norowania chłopskie – dawniej społeczność wiejska, jeśli lis był wyjątkowo dokuczliwy dla wszystkich, wyprawiała się z kundlami i łopatami na nory. Znalezione wyjścia zatykano kamieniami, i zależnie od pomysłu… rozpalano ognień i duszono dymem, strzelano karbidem lub płoszono dymem i zabijano te które podduszone wychodziły z nor. Przykre, ale prawdziwe.

Dożywają w naturze do 14 lat, natomiast obecnie myśliwi pozwalają im żyć najwyżej 2…

TO JAK W KOŃCU Z TYM SZKODNIKIEM ….

12108180_907800245976149_6736494201164542709_n

Podstawą diety lisa są gryzonie – kiedyś,kiedy domostwa i spichlerze były drewniane, znaczenie miał dla nas każdy gatunek żywiący się myszami. Obecnie w nowoczesnym budownictwie, gdzie gryzonie praktycznie nie mają dostępu, nie ma to aż takiego znaczenia. Jestem natomiast zdania, że głęboko nielogicznym jest uważanie zwierzęcia za szkodnika i prześladowanie go,przy jednoczesnym zabijaniu gatunków którymi on się żywi, co czynią myśliwi. Gatunki, które żadnych szkód nie robią, spełniają ważną rolę w łańcuchu pokarmowym dla innych zwierząt. Dopóki tak czynią wszelkie zapewnienia o regulacji i ochronie przyrody można między bajki włożyć. Ale cóż, pisał nam tu niedawno jeden z myśliwych „to skąd mam wziąć rosół?” – Ehh…

Drób hodujemy od kiedy pamiętam, kury, kaczki, bywały i perliczki. Przez 20 lat, straciliśmy przez lisa może 70 kur. Nie jest to duża strata dla gospodarstwa, jeśli się je rozmnaża. Wina też po części nasza, bo podwórze nie jest ogrodzone, za to latem otoczone z dwóch stron pszenicą, z 2 kukurydzą + zarośnięty bujną trawą sad, co znacznie ułatwia drapieżnikowi podkradnięcie się. Owszem, w chwili zdarzenia jest to przykre, ale nikt za nas nigdy nie miał zamiaru lisa zabić czy na niego polować. Uważaliśmy to za najzupełniej normalne, podobnie jak ataki jastrzębia. Jedyną przykrość jakiej doświadczał od nas lis to pogoń psów. Pamiętam jeszcze pierwszy widok tego zwierzęcia w wieku 5-6 lat, nocne wizyty na kompostowniku, gdzie nie reagował na ujadającego w kojcu psa, zerkał ostrożnie, ale robił swoje. Obserwowaliśmy z całą rodziną z zapartym tchem. Jednocześnie był tak czujny, że zdawał się słyszeć wypowiedziane szeptem słowo czy skrzypnięcie podłogi. Od tamtego czasu zachowanie lisów znacznie się zmieniło, widywałem je i w centrum dużego miasta. Nie są już tak płochliwe, gatunek synantropizuje się i uczy żyć w cieniu najgorszego swego wroga – człowieka. Szczęście większość nowych posesji jest już ogrodzonych, a ludzie potrafią też patrzeć na to zwierzę w kontekście podglądania jednej z tajemnic natury. Na pewno ma większe prawo do zajęcy, królików, kuropatw, bażantów niż samozwańczy pseudomiłośnik przyrody z piórkiem i strzelbą.

Przy okazji polecam zarówno przeciwnikom jak i myśliwym zdobycie i przeczytanie sobie takiej książki , wspaniałej opowieści o lisim życiu Bałabuszka, złoty lis Tytusa Karpowicza.

12065700_907800432642797_4935877502890656495_n

12119075_907800602642780_2935100508321944862_n

12106937_907800799309427_674287159120368066_n
Nie jest powiedziane, że mają w życiu łatwo. Ostatnie foto, w kontekście myśliwskich bajań o tym, jakoby atakował i zabijał dorosłe sarny. 

Sprawa dla reportera kontra myśliwi.

12079610_905520549537452_9015755296183412517_n

Jest już dostępny do obejrzenia online odcinek programu ”Sprawa dla reportera”, w którym to myśliwi zmierzyli się z poszkodowanymi rolnikami. Padło kilka ciekawych stwierdzeń, przywołam cytaty z pamięci, mogą być więc niedokładne. Padło wiele zdań które i my głosimy na łamach tej strony. Co ciekawe wypowiadają je zwykli prości ludzie, to jak sami oceniają myśliwych, działalność kół łowieckich, system wypłat odszkodowań. Mówią to osoby nijak nie związane z działalnością przeciw myśliwym, ani też nie „indoktrynowane propagandą nawiedzonych zielonych”. Ulubionym argumentem u wielu myśliwych jest „kto będzie płacił za szkody łowieckie, wypłacał odszkodowania”. Ten system nie funkcjonuje prawidłowo, szacowane kwoty odszkodowań są notorycznie zaniżane, stosowany jest tutaj taki kruczek – jeżeli uprawa było dopiero w fazie wzrostu to szkoda jest szacowana na podstawie jej bieżącej wartości czyli prawie żadnej, bo jaka jest wartość dopiero co wzrosłej oziminy. Natomiast rolnicy kalkulują i chcieliby otrzymać odszkodowanie w wysokości takiej, jaki plon zebraliby z nie zdewastowanej uprawy. Nie są to odosobnione przypadki jak twierdzą myśliwi w reportażu, na naszej stronie zamieszczaliśmy już inne filmy z gmin w całej Polsce. Niech przemówią cytaty:

Pasiecie sobie dziką zwierzynę na naszej krwawicy!

Wielce wpływowe lobby w skład którego wchodzą działacze gminni, policjanci, prokuratorzy, sędziowie!

Sądził jego kolega po lufie (w sądzie).

Naszą pracę niszczą myśliwi i ich system.

Koło łowieckie skupiało w swoich szeregach policjantów, sędziów, prokuratorów, zastępcę komendanta powiatowego policji – Brzmi znajomo prawda?

Na moim polu zbudowano 2 ambony bez mojego pozwolenia! 
Cóż,sam miałem podobny przypadek. Na szczęście moje upierdliwe działania i przeszkadzanie w polowaniach spowodowały odpuszczenie sobie tego kawałka terenu przez myśliwych, a jak skończyła owa abmona pokazywałem na zdjęciach niedawno. Rolnikowi z reportażu jednak grożono: „Zastrzelim Cię jak jelenia, ranczo spalim”.

Chcemy, aby koło łowieckie wyniosło się z naszego gospodarstwa

W efekcie niektórzy rolnicy zaprzestali wzywania myśliwskich rzeczoznawców do szacowania szkód, bo jak twierdzą nie ma to sensu. Ale na pewno na naszej stronie nieraz jeszcze ktoś zabłyśnie tekstem o odszkodowaniach.

A myśliwi swoje. Nie zabrakło banałów o gospodarce łowieckiej, która to obecnie jest już potrzebna samym myśliwym, działalności non profit, ochrony zwierząt itd.

Prawo ustawa łowieckie pochodzi praktycznie z lat 50. Nie było wtedy poczucia własności prywatnej. Świat się zmienił,a z PZŁ się nie zmienił – Jakże znamienne zdanie. Sposób sprawowania, wykonywania „gospodarki łowieckiej”, samego podejścia do przyrody i całe myślistwo wymaga gruntownych zmian i reform. O tym często piszemy na stronie, o tym co jest nie tak i co należało by zmienić. Zaprzestać dokarmiania, budowy urządzeń łowieckich, ograniczyć zwierzętom dostęp do upraw rolnych. I tu jest właśnie konflikt interesów, to że zwierząt będzie mniej nie leży w interesie myśliwych. Każde koło łowieckie zrzesza od kilkunastu do kilkudziesięciu osób, a liczba ta stale rośnie. Każdy chce coś upolować. Trzeba więc dbać o nadmiar zwierząt by dla każdego było co strzelić, by było ich więcej niż siedlisko w normalnych warunkach jest w stanie wyżywić. Nie jest to ani normalne, ani racjonalne. By robiły szkody, by był argument w dyskusjach: „kto będzie płacił za szkody?!” Jak to w praktyce wygląda ocenili rolnicy w reportażu. I na tym zaklęty czarci krąg się zamyka.

Wszelkie zmiany umacniały tylko status Polskiego Związku Łowieckiego – Stanisław Pawluk, zaproszony w debacie po reportażu.

Myśliwi boją się tych zmian i bronią starego systemu ze wszystkich sił, dlaczego? Bo wtedy dla 70 % z nich zabraknie życiowego zajęcia jakim jest wykonywanie obowiązków łowieckich. A jak deklarują uwielbiają spędzać czas na łonie natury i kochają przyrodę. Jeśli tak jest w istocie, wystarczy zamienić strzelbę na aparat i nikt nie zabroni wam włóczyć się po lasach i z nią obcować. Mało tego panowie narzekają, że obowiązki swoje sprawują własnym kosztem i czasem. Przecież po reformie łowiectwa mieli byście mniej obowiązków i więcej czasu dla siebie, by przebywać w lasach, o to jednak nie chodzi prawda? Chodzi o to, że nie będzie można strzelać, pozyskiwać trofeów, „przeżywać emocji łowieckich”.

„Wszystko co myśliwi robią, dbają w ten sposób o realizację swojej przyjemności”

Recenzja może chaotyczna, ale i dyskusja był burzliwa.

Całość reportażu tutaj do obejrzenia:
https://vod.tvp.pl/video/sprawa-dla-reportera,01102015,21582572

Bażanty a myśliwi.

12045414_903252226430951_2358351834911182150_o

Kontynuując serię o ptakach a i w odpowiedzi na mającą w internecie miejsce ostatnio dyskusję, na różnych stronach myśliwi chwalą się jak to wsiedlają bażanty do łowisk, robią to własnym kosztem, szlachetni, bezinteresowni… Nie, te pojęcia są im chyba daleko obce. Z jednej strony sami niektórzy myśliwi uważają, że to jedynie akcja dokarmiania lisów. Z drugiej strony , w mojej ocenie działania te mają na celu jedno – by móc w spokoju kontynuować swoje krwawe hobby, by było do czego strzelać. Podczas polowań dewizowych, nierzadko zdarza się aby wypuszczone jednego dnia bażanty były strzelane na drugi dzień. Wszystko oczywiście opłacone, widać zatem jasno jaki jest sens owych „szlachetnych” działań. Tyle się mówi o tym, jaki to lis jest szkodnik, w takim razie po co zabijać jego pokarm? Bronią się tym, że w większości zabijają koguty, których jest oczywiście „za dużo”. Gdyby myśliwi naprawdę byli tak bezinteresowni nie żałowaliby drapieżnikom tej odrobiny mięsa, odciążając tym samym inne gatunki od lisich polowań.

No cóż, dopóki w świadomości myśliwych będzie funkcjonował taki model ochrony przyrody „Hoduję>Pomagam>Bym mógł sobie pozabijać”, tak żaden normalny człowiek ręki wam nie poda.

12036509_904710536285120_4424770179794592791_n

Myśliwi lubią stawiać się w pozie obrońcy przyrody, regulatora liczebności etc. Ostatnio głośno i emocje budzą polowania na lisy. OK, można się zgodzić z tym, że lis jako drapieżnik praktycznie nie posiada już w naszych warunkach wrogów naturalnych poza człowiekiem. Można się zgodzić po trosze z tym, że stosowanie szczepionek przeciw wściekliznie wpłynęło na wzrost ich liczebności.

Jest jeszcze trzeci aspekt o którym od środowiska myśliwych Państwo nigdy nie usłyszą. Rabunkowe polowania na zwierzynę drobną w latach 60.-80. i poźniej (kuropatwy, zające, bażanty) człowiekowi z ekonomicznego punktu widzenia do niczego nie potrzebne zabijane w setkach podczas polowań – pozbawianie lisa głównego pokarmu. Po co już wiemy, jak piszą myśliwi choćby na naszej stronie; dla rosołu i pieczystego. Oto kulisy tej tak zwanej „racjonalnej gospodarki”, w wyniku której człowiek musi obecnie mocno ingerować strzelbą, by inne stworzenia nieco odciążyć. Nie byłoby nic do pisania, gdyby myśliwi skupiali się na samych lisach. Ale cóż, czapki już niemodne, futra też, z mięsa nic się nie zrobi. Jak widzicie Państwo na zdjęciach popełniają ten sam błąd nadal, zapewne przekonani o swej nieomylności, zabijając lisy ,tłuką jednocześnie bażanty, zające, króliki. Byle coś było. Zresztą według nich liczebność wszystkiego zawsze wzrasta, co by się nie działo zawsze dla każdego jest nadmiar do odstrzału. Oczywiście robią to z litości, bo zwierzę się nie wyżywi… Zatem w skrócie – zabijają zarówno drapieżniki i ich ofiary, te drugie już tylko dla siebie. Jaki tego sens trudno powiedzieć,zważywszy to, że ptaki mają innych wrogów naturalnych w każdej fazie swojego życia. Co ciekawe, myśliwi zawsze powtarzają, że zabijają lisy po to by chronić inne gatunki zwierzyny drobnej. Dlaczego więc na tym samym polowaniu zabijają jednocześnie te gatunki które rzekomo deklarują chronić?

Rosół & Pasztet = Racjonalna gospodarka łowiecka.

12032152_904710582951782_4997249769664873756_n

Polowanie na Jarząbki – Mordowanie dla przyjemności i rozrywki.

10409701_902199833202857_1994696391593332925_n
Bardzo nie lubią myśliwi, kiedy publikujemy materiały o zabijaniu przez nich ptaków, ponieważ wtedy nie mają żadnego logicznego i sensownego argumentu na obronę swojej „świętej misji ochrony przyrody” jaką jest hobby zabijania. No bo jak wytłumaczyć racjonalnie potrzebę strzelania do nielicznego ptaka lęgowego, który przetrwał tylko w kilku regionach kraju i był wpisany do Czerwonej Listy Zwierząt Ginących i Zagrożonych w Polsce.  Jestem w stanie zrozumieć, jeżeli ktoś miałby takie hobby, wabiarstwo i chciał w ten sposób przywołać ptaka by go zobaczyć, ale nie! Myśliwy musi jeszcze strzelić, zabić, zdobyć trofeum… czy nie lepiej wygląda żywy ptak uwieczniony na fotografii ? Nie na takiej jak poniżej.

373

1 września zaczyna się sezon polowań na te tajemnicze ptaki, które jako skromnie ubarwione i skryte nie są łatwą zdobyczą, dostarczając tym samym polującemu na nie, wielu wrażeń łowieckich i pozytywnych przeżyć… Być może to, że są tak nieliczne przyczynia się do większej radości myśliwych z tych trofeów.

„Jeśli wyobrazicie sobie, pachnące wilgocią, gęste i rozbudowane leśne podszycie, bogate w runo, pełne powalonych i rozkładających się drzew, dających nie tylko pokarm (owady i ich larwy), ale także liczne kryjówki – to właśnie będzie ulubione mieszkanie Jarząbka.
Na nieszczęście dla niego – on lubi taki las, jakiego nie lubił w ostatnich czasach człowiek. Bo przez dziesięciolecia, dla nas – ludzi – wzorcowym lasem był las uporządkowany, osuszony, uprawiany i zagospodarowany.”
http://niechzyja.pl/pechowa-13-tka/jarzabek-tetrastes-bonasia/

1907576_809123659161961_1572804799595614401_n

Do końca XIX wieku te najmniejsze z naszych kuraków leśnych występowały dość licznie na terenie całego kraju. Dziś ich areał występowania ogranicza się tylko do kilku miejsc. Są to Karpaty i Podkarpacie, Bieszczady, Góry Świętokrzyskie, oraz Puszcze: Białowieska, Borecka, Augustowska, Borecka i Romnicka. Sporadycznie spotkamy je też w Wielkopolsce, a także Pomorzu Zachodnim i Północnym.

Ptaki łączą się w pary na całe życie, ale jak wiemy na przykładzie gęsi, takie „pierdoły” nie mają znaczenia dla myśliwych.

Jarząbki polegają na swoim maskującym ubarwieniu, dając się podejść niczym zając na miedzy. Zrywają się dopiero w ostatnim momencie, potrafiąc wywołać zawał serca u niespodziewającego się ich obecności wędrowca. Są świetnymi biegaczami, potrafią niemal bezszelestnie biegać po gęstym i pokrytym suchymi gałązkami podłożu. Pokarm jarząbków jest bardzo różnorodny. Porą wiosenno-letnią korzystają z pożywienia w postaci owadów, larw, owoców oraz nasion. Jesienią odżywiają się nasionami buka, chętnie wydobywają nasiona z szyszek drzew iglastych, żerują również na jałowcu oraz przemarzniętych owocach pozostałych na krzewach. Zimą ich głównym pokarmem stają się pączki drzew.

12019794_902199933202847_7557444584196169607_n

Siedliskowo jarząbki są wymagające, gdy ich teren zapewniać musi dostęp do wody, najlepiej w postaci strumyka, a także piaszczyste miejsca, wykorzystywane do kąpieli piaskowych ,jednocześnie lubią obecność świerkowych gęstwin. Preferują lasy stare, z bogatym podszytem, nieużytkowe i mozaikowe. To, że takich siedlisk coraz bardziej brak jest także przyczyną kiepskiej kondycji gatunku i tego nie negujemy. Dodajmy do tego rozmaite drapieżniki i odpowiedzmy sobie, czy jest sens do niego strzelać?

zd23jecie

W przypadku polowań na ptaki, widać jasno jak daleko argumenty myśliwych mijają się z rzeczywistymi ich pobudkami. Tutaj koronne argumenty nie działają i nie mają zastosowania. Zabija się dla przyjemności „wspaniałych przeżyć łowieckich”, które jak widać ściśle łączą się zabijaniem oraz dla krztyny mięsa.

Zawsze słyszymy o legendarnej etyce łowieckiej. Czy etycznym można nazwać wabienie niczego nie podejrzewającego, „głupszego” zwierzęcia, żerując na jego podstawowych instynktach, tylko po to, aby je zabić dla trofeum?

Dlaczego myśliwi zabijają jarząbki?

W publikacjach / podręcznikach łowieckich często natrafić można na stwierdzenie, że w odniesieniu do gospodarki łowieckiej, ptak ten nie posiada znaczenia gospodarczego. Odpowiedź znaleźć można na stronach myśliwskich. I tak chyba najlepiej – po prostu zacytować, bo jeśli napisze się coś od siebie, to będą „brednie i wymysły nawiedzonego zielonego”. Oddajmy więc głos polującym. Cytaty poświadczą po raz kolejny, jak bardzo u myśliwych wypaczone i zdeformowane jest pojmowanie piękna, oraz przeżywania natury.

Polowanie na jarząbki to wspaniały czas rozkoszowania się pięknem jesiennej przyrody i jej dźwięków wśród których trzeba rozpoznać charakterystyczną pieśń tokującego samca. Właściwie odpowiadając na jego wezwanie, mamy szansę zaprezentować mu się jako konkurent. (Wtedy zaciekawiony ptak patroluje rewir i zazwyczaj nadziewa na myśliwskiego pseudomiłośnika natury, obrywając śrutem).
Polowanie na jarząbki to łowy dla prawdziwych koneserów – miłośników polowania na ptactwo oraz miłośników sztuki wabienia. Nasza ekskluzywna oferta obejmuje polowanie indywidualne prowadzone pod czujnym okiem doświadczonego wabiarza, pełniącego rolę przewodnika i podprowadzającego, którego umiejętności i doświadczenie gwarantują wyjątkowe emocje.
Ty też możesz doświadczyć takiej przygody! Dysponujemy najlepszymi łowiskami i możemy przygotować takie polowanie dla Ciebie i dla Twoich przyjaciół!
http://hunting.info.pl/portfolio-item/jarzabki-z-wabikiem/

zdj333cie

Taki wpis-reklamę znajdujemy na stronie, która jak widzimy zajmuje się organizacją płatnego polowania na gatunek niegdyś wpisany do Czerwonej Księgi Zwierząt Zagrożonych:
http://nature-journal.uni.opole.pl/wp-content/uploads/2015/11/Hebda-eta-al-37-04.pdf

Zapolować może każdy pseudoekolog z piórem i strzelbą, nawet gdyby o ptakach nie wiedział nic, ma w ofercie przewodnika, który podprowadzi go do strzału… Cytujemy dalej. Pisownia oryginalna 🙂

.Nagle słyszę ten charakterystyczny furkot skrzydeł-są!!Serce zaczyna walić jak młot,oddech przyspieszony,zmysły wyostrzone.Stawiam ostrożnie kilka kroków- strzał od strony Czarka(mojego towarzysza polowania).Sukces!!!Jest jarząbek.Usciski,gratulacje,wymiana wrażeń.Oglądamy trofeum z wielkim zaiteresowaniem-to pierwszy jarząbek,którego widze „na żywo”.Po opadnieciu emocji ruszamy w dalsza drogę.Przedzierajac sie przez geste podszty kontempluje ze sw.Hubertem,prosząc go o tego jedynego jarząbaka.
Emocje powrocily.Nie moge uspokoic serca ani oddechu.Słyszę wołanie Czarka ide w jego kierunku pomału, ważąc każdy krok.Dochodzę do przecinki pod linia wsokiego napięcia.Wtem nad głową Czarka z gałezi sosny wysoko zrywa sie jarząbek,cały drżę z podniecenia sytuacjią.Kolega oddaje strzał-pudło.Niespodziewanie ptak skręca w moim kierunku,sprawnie lawirujac miedzy gałeziami,oddaje szybki strzał,kupa piór w powietrzu „Jest!!!!!”-wykrzykąlem.Radość nie zna granic,pojawiają sie łzy szczęscia.Udało sie upolowac tego pięknego i godnego szacunku ptaka.Uznajemy, ze to dotateczny sukces i kończymy polowanie.Udajemy sie w kierunku samochodu.Na miejscu rozpalamy ognisko.Dzielimy sie wrażeniamy,radość nie zna granic.Słońce pomału chowa sie za horyzont.Z usmichami na twarzy,dumni wracamy do domu. 
Jeszcze raz dziekuje koledze Czarkowi za możliwosc zapolowania na jarząbki i niesamowite przeżycie ,które z pewnością utkwi w mojej pamięci do końca życia.
http://łowiecki.pl/zdjecia/opis.php?p=1034

fot-Rafał-Łapiński-5-1024x682 (1)
Myśliwy podczas „harmonijnego obcowania z naturą…” Czyli pseudoekolog w lesie.

No cóż. Pomijając analfabetyzm, da się zauważyć inne defekty. Przede wszystkim z obu wpisów wynika i widzimy jasno: Myśliwy znajduje przyjemność w zabijaniu. Nawet jeśli przyjąć to jako całokształt przeżyć w kniei, spotkania ze zwierzęciem, zachwycania się naturą, to i tak zawarte jest w tym apogeum spaczenia, jakiegoś trudnego do pojęcia wykoślawienia emocjonalnego. Normalny człowiek pragnąłby jarząbka zobaczyć. Myśliwy zastrzelić i zobaczyć martwego. Normalnemu człowiekowi, aby zaznać radości, spełnienia i szczęścia wystarczyłoby ptaka ujrzeć i zrobić zdjęcie. Myśliwy musi zabić, zdobyć trofeum i postawić je sobie na półce. Przy okazji zakłócić spokój w lesie i spłoszyć mnóstwo innych zwierząt wokół. Co najtragiczniejsze w tym wszystkim, tak osobiście doświadczam podczas spotkań ze zwierzętami wszystkich tych emocji, które opisał tutaj myśliwy. Bez zabijania, z samej obserwacji. Jest to jak najbardziej możliwe. Co im się przez życie musiało stać czy jest to kwestia urabiania od najmłodszych lat? Pewnie jedno i drugie. W każdym razie wiemy, że odpowiedzią na postawione pytanie jest to, że myśliwy zabija / poluje dla przeżyć i emocji… Przed przyszłą psychologią stoją nie lada wyzwania.

jazabek_DSC00597
Smętne truchło – już jako zakurzone trofeum w czyjejś kolekcji.

Zastanawiają się Państwo pewnie jak to możliwe, ptak zagrożony, wpisany na Czerwoną Listę, jednocześnie strzelają do niego i jest łowny? Witamy w Polsce, gdzie tak właśnie wygląda ochrona przyrody pod dyktatem myśliwskich pseudomiłośników przyrody spod znaku PZŁ. Ekolodzy swoje, a myśliwi w zaparte. Dopóki nie zaprzestanie się w Polsce polowań na bażanty, zające, kuropatwy, jarząbki, kaczki, grzywacze, tak wszelkie baśnie myśliwych o ich dobrej woli wobec zwierząt, tępienie lisów z „troski” o te gatunki, zostawiamy tam gdzie jej miejsce – poza świadomym rozumem.

2

W kwestii jarząbków jak i kuropatw, nie będziemy siedzieć cicho. I zrobimy wszystko, aby doprowadzić do wyłączenia ich z listy ptaków łownych, z objęciem całkowitą ochroną gatunkową. A myśliwi, hmm… Będą mogli wtedy pokazać, czy rzeczywiście zależy im na jakiejś ochronie czegokolwiek. Pewnie jednak chęć przeżywania emocji i pieczystego będzie silniejsza.

Przykładowe filmy z polowań:

OWiIJuag572ayYvq0b5JVtHsFSWPoMN8DRmO5MAB (1)

__0e87dc14c07d99d9d031d0fd915a0b8d

1551