Tradycje łowieckie. W oparach absurdu.

Jak Państwo zauważyli, myśliwi w dyskusjach uwielbiają powoływać się na tak zwaną tradycję i zwyczaje, zarzucają nam, że ich nie znamy i nie rozumiemy, no cóż nie wiem kto bardziej je zna, ale też panom nie mieści się chyba w głowie, że nie trzeba być myśliwym, aby zwyczaje łowieckie znać czy mieć z nimi do czynienia. Postanowiłem zatem rozpocząć na stronie taki cykl, by tym tradycjom się przyjrzeć, omówić, ocenić, no i zapoznać Państwa z nimi. Pominę natomiast etap przygotowawczy, w którym adept odbywa staż, składa różne podania, odbywa szkolenia czy wreszcie podchodzi do egzaminu i uiszcza składki, gdyż jak sądzę nikogo z czytelników strony nie interesuje zostanie myśliwym. Zawsze powtarzam, że coś co reprezentuje 1% bogatszej części społeczeństwa, tradycją nazywać się nie może. Prędzej już w poczet narodowych zwyczajów można by wpisać wnykarstwo i kłusownictwo, dla nas bardziej zrozumiałe, jako że ludzie trudniący się tym robili to z biedy i głodu, i dla lekkiego zarobku, nie jak myśliwi dla przyjemności, którzy trudniąc się niepotrzebnym dokarmianiem i łażeniem po kniei uważają, że za poniesiony „trud” coś im się z lasu należy. Nie będzie tym razem typowego „najazdu” na łowiectwo, ponieważ i tutaj są tradycje co do których nic nie mam, aby myśliwi praktykowali je sobie na zlotach, spotkaniach i festiwalach.

Jeśli chodzi o zarys ogólny, pewne zwyczaje różnią się od siebie w poszczególnych kołach, w jednych są praktykowane w innych nie, a czasami różnią się nazewnictwem.

1. Ślubowanie myśliwskie

Jedna z pierwszych ceremonii w której bierze udział młody myśliwy po dostaniu się w szeregi PZŁ. Powinno być odbierane jako wielkie święto dla myśliwego. Może być przeprowadzane w trakcie odprawy przed polowaniem zbiorowym, a czasami podczas sesji okręgowych rad łowieckich dla większej liczby adeptów, już w bardziej uroczystej oprawie. Przebieg ślubowania; ślubujący występują przed szereg myśliwych. Klękają na lewym kolanie. W tym momencie zdejmują nakrycie głowy, co powinni uczynić też wszyscy uczestnicy uroczystości. Za każdym ze ślubujących staje teraz opiekun, który przyuczał ich podczas stażu. Kładzie on prawą dłoń na ramieniu podopiecznego-byłego stażysty. I teraz następuje właściwe ślubowanie, czyli coś jak podczas chrztu w kościele, młody adept powtarza za prowadzącym uroczystość:

Przystępując do grona polskich myśliwych ślubuję uroczyście przestrzegać
sumiennie praw łowieckich,
postępować zgodnie z zasadami etyki łowieckiej,
zachowywać tradycje polskiego łowiectwa,
chronić przyrodę ojczystą,
dbać o dobre imię łowiectwa i godność polskiego myśliwego. (Etyka i ochrona przyrody heh)

Po wypowiedzeniu tej formuły prowadzący ślubowanie wygłasza frazes: Na chwałę polskiego łowiectwa, bądź prawym myśliwym, niech ci Bór darzy.
Wszyscy powtarzają Darz Bór, a sygnalista odgrywa ten sygnał. Częściej ceremonia odbywa się w warunkach polowych i tutaj różnica jest taka, że myśliwi przystępują do nie z bronią, opierając stopkę kolby na ziemi. Po czym następuje składanie gratulacji, Janusze, Krzyśki i Romany ściskają spocone prawice, klepią po plecach na chwałę polskiego łowiectwa, biją brawa. Kawałek z takiego ślubowania można obejrzeć tutaj

Ocena? Powiedziałbym nieszkodliwa, jeśli ktoś lubi takie cyrki. Sęk w tym, że zwykle osoba po wszystkich tych ceremoniach czuje się ważna, podbudowania i nobilitowana do wykonywania swoich obowiązków „regulowania liczebności” – mordowania. W ten sposób działają wszystkie tego typu uroczystości, programowanie psychiki i podświadomości. Niewątpliwe jest to tradycja, ponieważ zarówno ustawa łowiecka jak i statut PZŁ nie wspominają o tym ani słowem. Według opisów powinno być traktowane jako uroczystość ogromnej wagi, jednak jak widać na niektórych filmach myśliwi często żartują i śmieszkują sobie przy tym, no cóż wymagają od innych szacunku do swoich tradycji, sami jej nie reprezentując.

2. Chrzest myśliwski

11892088_881546601934847_3429699991869011874_n

Chyba jeden z najstarszych zwyczajów. Ceremonia nobilituje przyjęcie adepta w poczet prawdziwych myśliwych i następuje po upolowaniu pierwszej sztuki zwierzyny. Odbywa się tylko podczas polowania. I między innymi tymi aspektami różni się od ślubowania. Obywa się podczas przerw lub jest przekładane na koniec polowania, po ułożeniu pokotu. Ten kto prowadzi polowanie zwołuje myśliwych, zazwyczaj jest to łowczy lub prezes danego koła. Ogłasza się, że wśród myśliwych jest fryc, który się wyzwolił, czyli „pozyskał” pierwsze zwierzę z jakiegoś gatunku. Sygnalista gra sygnał ogłaszający śmierć danego zwierzęcia, natomiast adept występuje przed szereg i przyklękuje. Prowadzący ceremonię zanurza w krwi ubitego zwierzęcia i kreśli nią na czole „fryca” znak krzyża…(!) Wypowiada przy tym frazes:

Chrzczę Cię na wyznawcę świętego Huberta
 (xD)

Na co odpowiada Święty Hubert: Dziękuję, nie potrzebuję takich wyznawców. O wiele lepiej uczynicie gdy przestaniecie bezcześcić moją pamięć ,żywot i wypaczać moją historię.

Krwi z czoła nie wolno zmyć do końca polowania, a uważa się, że prawo do toalety przysługuje, kiedy fryc postawi kolegom po flaszce / kolejce. Dbajmy o narodowe tradycje.

Zdarza się czasami i tak, że pierwsza sztuka upolowanego zwierza może zostać zdobyta podczas polowania indywidualnego. Ceremonię chrztu przeprowadza wtedy osoba, która była świadkiem zdarzenia ,kolega towarzyszący w polowaniu. Jeżeli natomiast nie było świadka, informuje się członków koła . Uroczystość nie jest w takim przypadku przeprowadzana.

W dużym skrócie i uproszczeniu, mazanie twarzy farbą. Tylko co na to Sanepid?
Zwróćcie uwagę, że wszystkim tym tradycjom nadaje się oprawę uroczystą i wielkie znaczenie – ma to przyćmić naturalny wstręt człowieka do mordu i odwrócić uwagę od ponurych myśli, dalej alkohol i udana impreza z Januszami powodują, że w pamięci zostają tylko miłe chwile, a o tym co „niestosowne” się nie myśli. Kiedyś chrzest obchodzono tylko raz, natomiast obecnie w większości kół praktykuje się przy każdym nowo pozyskanym gatunku zwierzyny przez młodego, co zrozumiałe, więcej okazji do picia.

Tyle z uroczystości. Choć istnieją jeszcze inne, to omówimy je sobie przy następnej okazji. Teraz przejdziemy do tradycji – zwyczajów bezpośrednio związanych z polowaniem-zabijaniem.

3. Pieczęć-złom, Ostatni Kęs.

Na zdjęciach które tak nas bulwersują zobaczyć możemy prawie zawsze zieloną gałązkę wetkniętą w pysk martwego zwierzęcia lub do rany. Najpierw ową gałązką honoruje się myśliwego który zabił zwierzę, musi być ona odłamana,nie ucięta, i najlepiej jeśli jest z drzewa które rosło najbliżej miejsca w którym zwierz zwalił się z nóg. Jest to niewątpliwie stara tradycja, sięgająca już czasów starożytnych. Zazwyczaj złomem honoruje się myśliwego, który zabił zwierzynę grubą,a więc dzika, jelenia, muflona, daniela czy sarnę. Gdzieniegdzie istnieje jeszcze zwyczaj złomowania przy pozyskaniu małych drapieżników lub rzadkich przedstawicieli zwierzyny drobnej, na którą nie powinno się już polować jakby nie patrzeć. Natomiast nie honoruje się w ten sposób drapieżników. Pominiemy szczegółowy opis jak to się powinno odbywać na polowaniu zbiorowym i indywidualnym, myśliwi wiedzą, a nam to nie potrzebne. Natomiast czemu to służy? Według myśliwych ma to być oddanie hołdu zwierzęciu, wyposażenie w ostatnią drogę, a wtykanie gałązki we wlot rany postrzałowej na tuszy ma służyć jako duchowy balsam w zaświatach, w przeprosinach za zadane cierpienie… I tu właśnie przykład – bezsens goni absurd. Myśliwy uważa, że wetknięcie gałązki zmienia coś w przeżytym przez zwierzę stresie i przerażeniu podczas ucieczki naganiaczom, wynagradza ból postrzałka? Wychodzi na to, że tak… Tradycja ta przeszła także na myśliwskie zwyczaje pogrzebowe, gdzie gałązkę rzuca się zamiast symbolicznej grudy ziemi podczas pochówku.

Aby zrozumieć myśliwych, my pozyskamy sobie w drodze selekcji sztuk upośledzonych kogoś z waszej bliskiej rodziny, pogonimy za bezbronnym dzieckiem przez las… a po wszystkim wetkniemy mu w buzię gałązkę. Przecież to załatwia sprawę, zwierzyna uhonorowana, „szczęśliwa”, nic się nikomu nie stało.

Dodać należy, że pieczęcią honoruje się tylko myśliwego i zwierzę pozyskane w zgodzie z przepisami i wymogami etyki łowieckiej, a jakże.

40

4. Trofeistyka

Pisaliśmy o tym nie raz. Pisałem i ja w artykułach z serii Słowo na niedzielę. O co chodzi z trofeistyką, normalnemu człowiekowi ciężko może być zrozumieć, gdyż widok gołej czaszki większość napawa obrzydzeniem. I we mnie ostatnio coś pękło. Znalazłem ostatnio wytarte parostki kozła, powinienem zabrać do domu i się cieszyć. Ale, nie; widząc odrosty kości przy nasadach i pomarszczoną „różę”, po prostu mdliło mnie. Zrobiłem pamiątkowe zdjęcie i zrzuty poleciały w krzaki. Trofeom przypisywano kiedyś siły magiczne. Uważano, że gromadząc je, osoba która je zdobyła zyskuje pozytywne cechy pokonanych zwierząt. Dodawać miały siły i odwagi, z kłów i pazurów w wielu kulturach świata sporządza się naszyjniki i rozmaitą biżuterię. Obecnie ma to być dowód na siłę i sprawność osoby która zwierzę ubiła. No zgodzę się, potrzeba nie lada sprawności by z takim brzuchem wlezć na ambonę i w tych zaparowanych okularkach coś celnie ustrzelić :P. A potem wytrzeć wąs po bigosie (ups, miało być bez naskoków na myśliwych).

Gromadzenie trofeów ma przypominać myśliwemu o przeżytych polowaniach i historiach z nimi związanych, ma być pamiątką. Osobiście nie rozumiem jak można wieszać sobie w domu takie obrzydlistwa jak skóry czy rogi, mi przypominałoby to o gwałcie zadanemu życiu i naturze. Natomiast myśliwi uważają, że jest to uhonorowanie tej zwierzyny i zdarzenia. Tak jest przyjęte w tradycji, aby najlepsze trofea były eksponowane w domu, dopóki jest na to miejsce. Można natomiast podarować je znajomym, lub eksponować w siedzibie koła łowieckiego. Myśliwi uważają; jeśli ktoś nie szanuje trofeów, nie szanuje zwierzyny. A ja się pytam – jak można mówić o okazywaniu szacunku, jeżeli na jelenie byki poluje się w zasadzie tylko dla tych trofeów? Niektórych z czasem ogarnia mania ich gromadzenia, bo musimy pamiętać, że w tym środowisku jest to powód do przechwałek, a organizowane są też konkursy na których ocenia się poroże, oręż dzika według określonych kryteriów, przyznaje punkty i nagrody. Chore, prawda? Ale tak jest. Preparacją trofeów zajmują się specjalnie w tym celu działający preparatorzy, można też przy posiadaniu odpowiednich naczyń i narzędzi robić to samemu. A najstarszy, najdawniejszy sposób, polegał po prostu na zakopaniu łba w mrowisku, dla oczyszczenia z mięsa. Gromadzi się pióra, medaliony głuszców, poroża, parostki sarnie, futro, czaszki, grandle, ślimy muflona, włoski czuciowe lisa, liry cietrzewie i całe wypchane ptaki, ich gastrolity, dzicze szable. Tak naprawdę spreparować można prawie wszystko jest to osobista sprawa myśliwego jakie trofeum chce mieć dla siebie.

Ocena? Ponieważ wiąże się to z bezsensowną śmiercią zwierząt,takiej tradycji ciężko dać jakieś przywolenie i zrozumienie. I bojownicy Państwa islamskiego ISIS, odcinają i preparują głowy niewiernych, Indianie z kolei gromadzili skalpy. Powiedzą: Gdybym coś upolował, przeżył te „radosne chwile”, wiedział bym na czym polega duchowa wartość trofeów. No niestety, odbieranie komuś dzikiego życia nigdy nie będzie dla mnie radosną chwilą ani wartościowym przeżyciem ,wymagającym upamiętnienia.

Podobnie jak niedawno zamieszczałem zdjęcia z polowań na świecie, które w głównej mierze są pragnieniem zdobywania trofeów dla uznania wśród patologii ludzkiej. Natomiast pamiętam, że są myśliwi, którzy tego nie popierają. Ktoś tu niedawno w ten sposób komentował. To mnie jednak cieszy.

11928735_881546751934832_5879606205765430392_n

5. Sygnalistyka

Jedna z sympatyczniejszych tradycji, przeciwko której kultywowaniu nic nie mam. Początki sięgają czasów prehistorycznych, kiedy ludzie pierwotni porozumiewali się w gromadzie za pomocą kościanych gwizdków, by koordynować działania. W czasach dużo późniejszych, średniowiecza, bez sygnalisytki nie istniałyby polowania zbiorowe. Współpraca często kilkuset naganiaczy, służby i myśliwych wymagała stosowania sygnałów, tak aby polowanie było skuteczne, a każdy wiedział co ma robić. Rozwój jej przebiegał wraz z tworzeniem przez człowieka coraz to nowych instrumentów muzycznych. Najpierw kościane piszczałki, poprzez rogi i tuby, aż do znanych nam dziś instrumentów. Dzisiaj po latach niebytu sygnalistyka wraca do łask. Organizowane są festiwale kultury łowieckiej, gdzie zespoły jak i pojedyncze osoby prezentują swoje umiejętności w graniu sygnałów myśliwskich. A jest ich sporo, bo ponad 60. No i uczciwie powiedziawszy przeciwko takiemu kultywowaniu takiej tradycji nic nie mam, nikomu to nie szkodzi, dopóki nie trąbicie po lasach płosząc i niepokojąc zwierzęta. Albo w domu po nocach nie dając spać sąsiadom :). Mimo, że używane są także sygnały zwiastujące śmierć zwierzęcia, jeśli jednak ktoś chce je sobie grać bez zadawania śmierci, to także nic mi do tego. Najbardziej znanym chyba dźwiękiem jest Darz Bór który jest hymnem myśliwskim, następnie na rozmaite okazje stosowane są: Zakaz strzału w miot, Zbiórka myśliwych, Apel na łowy, Pobudka, Powitanie, Koniec pędzenia, Rozładuj broń, Posiłek. Do każdego gatunku zwierzyny są inne sygnały obwieszczające jego śmierć. Z kolei sygnał Pasowanie używany jest podczas uroczystości chrztu lub pasowania. To dość rozległa dziedzina, o której można by napisać kilkanaście stron z marszu, dlatego pominiemy. Jest to niewątpliwie tradycja piękna i romantyczna, kiedy pieśń ”Darz Bór” leci porankiem w dal przez mglisty las… Szkoda ,że tak mało myśliwych docenia jej walory. Pamiętać jednak należy o tym, że jest to płoszenie zwierząt w ostoi. Dla zainteresowanych, sygnałów można posłuchać np. tutaj: http://www.kolo-lowieckie-zubr.com.pl/sygnaly.html

11921862_881546935268147_4924461732177945422_n

6. Pokot

Zakończenie polowania zbiorowego, charakter z jednej strony znowu związany z honorowaniem zwierza, z drugiej praktyczny i użytkowy, dzięki temu wszyscy widzą co zostało upolowane i przez kogo. Kolejność układania, która na przestrzeni lat nigdy nie była w Polsce jednolita, wyznacza się najpierw wagą zwierzyny oraz tym z którymi bliskie spotkanie stawiało „zagrożenie” dla myśliwego. W pierwszej kolejności miejsce przysługuje dużym drapieżnikom, na które już się nie poluje. Wobec tego najpierw układana jest „sierść” czyli jeleniowate oprócz sarny, następnie „chyb”, czyli dziki, następnie sarna. Pierwszeństwo przysługuje samcom. Kolejny rząd to „kita”, czyli lisy, jenoty, norki, kuny, tchórze. Dalej „turzyca”, czyli zające i króliki. Na samym końcu „pióro”, czyli ptactwo tj. kuropatwy, bażanty, przepiórki. Bażantom nie wiedzieć czemu przysługuje pierwszeństwo, choć to gatunek obcy naszej faunie. Jeżeli polowanie było w uroczystej oprawie, po bokach pokotu można rozpalić ogniska. Dla myśliwych to oczywiście wszystko cacy, oddawanie hołdu zwierzętom (ponieważ nie wolno przechadzać się miedzy ułożoną zwierzyną) oraz trzeba czekać z odkrytą głową na otrąbienie sygnału końca polowania. Do dobrego obyczaju należy aby zwierzyna nie leżała na gołej ziemi a wyścielone było np. zielonymi gałązkami. Aby odczuć tego zwyczaju bezsens, trzeba doświadczyć, bo poza rolą informacyjną trudno pokotowi przypisywać jakieś znaczenie hołdujące dla zwierząt, bardziej chodzi o dumę z tego ile się ustrzeliło i możliwość oglądania tego w ładnej oprawie. Namiastka na tym filmie

Na kilkunastu myśliwych i naganiaczy, kilkadziesiąt osób pochylonych nad…trzema sarnami i dwoma lisami. Ale gadać będą, że zwierząt jest za dużo. Kto pamięta pokoty z dawnych lat powinien puknąć myśliwych zdrowo w czoło młotem i natychmiast ograniczyć ich liczbę do 20-40 tysięcy. Na filmie widzimy także tradycję ogłaszania  „Króla pudlarzy”, czyli takiego który spudłował najwięcej, a koledzy śmieją się z niego. Hm, gdybym był zmuszony istnieć w takim środowisku pudłował bym celowo z radością w sercu

11933453_881546468601527_7981044871133912392_n

UWAGA : Myśliwi sami doskonale się demaskują . Pamiętacie jak to lubią się kłócić ,że zwierzę ginie od jednego strzału? Tutaj prowadzący polowanie wyraźnie mówi: Padło 49 strzałów na 9 pozyskanych dzików… łatwo można zatem obliczyć, przyjmując te proporcje, ile ołowiu wprowadzają do środowiska, a ile chybionych kul leci gdzieś tam.

To by było tyle na dziś, nie omówiłem nawet 1/3 i w dużym skrócie, a i tak wyszło sporo do czytania. Reszta w kolejnych częściach.

Reklamy

2 responses to “Tradycje łowieckie. W oparach absurdu.

  1. Pingback: Tradycje Łowieckie – W oparach absurdu, część 2. | Nie podaję ręki myśliwym

  2. Pingback: Tradycje łowieckie – W oparach absurdu . Część 2 | Nie podaję ręki myśliwym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s