Dokarmianie. Bezsens,czy sens życia dla myśliwych?

12009584_897316590357848_3649282915469051727_n

Temat był już poruszany wiele razy, jednak nadal zdarza się ,że zaglądające na naszą stronę myśliwskie lemingi krzyczą:

 Myśliwy dba o zwierzęta i dokarmia zwierzynę! Co wy jeden z drugim zrobiliście pseudoekolodzy dla zwierząt ?? 

Niech pomyślę. Może to, że nie prześladujemy zwierząt w ich ostojach, nie zabijamy etc. Mniejsza o to, kwestia dokarmiania z punktu widzenia myśliwych, zwykłych ludzi, a ekologów to trzy różne rzeczy, a i tak dochodzi jeszcze do tego różnorodność gatunkowa i dlatego nie można całej sprawy zamknąć w zazwyczaj używanym stwierdzeniu; Dokarmianie = samo zło i zaburzenie równowagi w przyrodzie,choć oczywiście jest to prawdą w 90 %. My uważamy oczywiście, że dokarmianie jest jedną z najbardziej bezsensownych i szkodliwych dla przyrody czynności podejmowanych w łowiectwie, a co na to sami byli myśliwi? Oddajmy głos Zenonowi Kruczyńskiemu:

MYŚLIWI MÓWIĄ: „MY DOKARMIAMY ZWIERZĘTA, DZIĘKI NAM MOGĄ PRZEŻYĆ ZIMĘ”. To jeden z ich koronnych argumentów. Rzeczywiście dokarmiają â a potem
te same zwierzęta zabijają.W obecnych czasach dzikie zwierzęta zabija się masowo. Wwożąc do lasu jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie i w efekcie również naturalne cykle płodności. Takiego pożywienia
w lesie nigdy nie było i nie powinno być: kukurydza, kartofle, zboża, buraki,brukiew, kapusta, kalafiory. Jedną ręką dokarmia się zwierzęta, a drugą zabija je ze sztucerów i dubeltówek. W Polsce w 2004 roku na dokarmianie zwierząt myśliwi przeznaczyli oficjalnie 13 milionów złotych. Gdyby dodać dokarmianie na obwodach łowieckich nazywanych Ośrodkami Hodowli Zwierzyny i dokarmianie finansowane prywatnie, kwota ta stanie się mniej więcej dwukrotnie większa. Wystarczy na zakup około 110 000 ton ziemniaków. Trudno sobie wyobrazić górę z nich usypaną.

12033187_897316650357842_2352188582469399764_n

„Dawać leśnym zwierzętom więcej jedzenia, by móc ich więcej zabijać”. Patrzę
na to napisane zdanie.

Jelenie, daniele, muflony, sarny i dziki prawie nigdy nie giną naturalną
śmiercią. Duże stworzenie, które umarło śmiercią naturalną, to dla myśliwego czysta strata. Wszystkie te zwierzęta czeka podobny los â zostały sklasyfikowane stworzonym przez ludzi słowem „łowne” i powinny zostać zastrzelone zgodnie z corocznymi „planami pozyskania zwierzyny”. Rokrocznie pozostawia się stado podstawowe do rozrodu. Liczbę zwierząt przeznaczonych do zabicia określa się z tego stada procentowo, biorąc pod uwagę przewidywany roczny przyrost naturalny. Mniej więcej wygląda to tak: „Ile się urodzi tyle zabijemy, aby zachować wielkość stada podstawowego,z którego w następnym roku powinien być co najmniej taki sam przychówek…zabijemy… i w następnym roku…” To jest nieustanne potrząsanie przyrodą. Gdyby go zaprzestać, to tylko kwestią czasu jest, by populacja zwierząt, zaburzana z jednej strony przez zabijanie,a z drugiej przez wielkie dokarmianie, wróciła do naturalnego stanu. Wystarczy przestać się wtrącać i pozwolić, by zwierzęta po prostu rządziły się swoimi prawami, a wszystko wróci do siebie, do spokoju, którego tak bardzo
wszyscy poszukujemy. Jednym z czynników decydujących o ilości zwierząt na jakimś obszarze jest ilość dostępnego tam jedzenia. Wszystkie zwierzęta, drapieżniki również, podlegają temu podstawowemu prawu przyrody. Tam, gdzie było mało zwierząt, którymi drapieżniki się pożywiały, była również odpowiednio mała ilość zębatych lub pierzastych drapieżców. Przyroda nieustannie dąży do równowagi drapieżniki stanowią jej część. Tu wszystko jest właściwe, bo to porządek ponadczasowy. Właściwa równowaga była od zawsze, od milionów lat, tam gdzie człowiek nie „reguluje”, przyroda zawsze „wie” i zwierząt jest tyle, ile ma być. Nie więcej i nie mniej. Człowiek utrzymuje brak drapieżników, by mieć pretekst do zabijania dla rozrywki oraz dla swojego poczucia mocy i władzy nad przyrodą. Dlatego samozwańczo ogłosił siebie głównym drapieżcą.

Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w drugiej połowie XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Myśliwi dorobili do tego ideologię, że pomagają zwierzętom przeżyć zimę. A przecież przyroda zawsze sobie z tym radziła. Przez miliony zim wykarmiła miliony zwierząt. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Takiego jedzenia w lesie nigdy nie było i nie powinno być. Myśliwym zawsze chodzi o duże stany zwierzyny, większe niż naturalny ekosystem byłby w stanie wyżywić. Najważniejsze jest bowiem, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie.

Dokarmianie i praca przy nim są potrzebne myśliwym do miłego znieczulania sumienia i łagodzenia stanów, które budzą się, gdy się zabija, zabija, zabija… 

Tyle od Pana Kruczyńskiego. Co ode mnie?

12036914_897316583691182_8918618606018771990_n

Przyjrzyjmy się zatem relacji zwierzę-człowiek + sens dokarmiania poszczególnych gatunków. Pamiętać musimy co uważają w temacie myśliwi-równowaga w ekosystemie jest zaburzona prze człowieka,siedlisk mało a zatem większość zwierząt nie przetrwała by zimy bo nie miały by z czego się wyżywić. Po części jest to prawdą,po połowie mydleniem oczu. Gatunki takie jak dzik, sarna, jeleń nie są zagrożone wyginięciem i długo jeszcze nie będą, nie ma zatem sensu utrzymywania ich zawyżonych w stosunku do pojemności łowiska populacji, co myśliwi jednak czynią i z tego korzystają. Jakkolwiek to zabrzmi,w interesie zwykłego człowieka jak i racjonalnym gospodarowaniu zasobami przyrody powinno być zwierząt mniej. Myśliwi jednak wypaczają sens racjonalnego gospodarowania postępując zupełnie odwrotnie, dla własnych korzyści. Znamiennie, jak lubią brać wtedy na fałszywą litość tekstem:

To co, ma zwierzę zdychać z głodu? Nie szkoda wam? Czy śmierć od kuli nie jest lepsza?

Tym pokazują jak miałkie jest ich zrozumienie dla praw rządzących naturą. Przecież o tym mówimy, jeżeli mamy dbać o naturalną równowagę, to w jej interesie jest by doprowadzić naturalnymi metodami do redukcji pogłowia. I ten stan utrzymać. Ja zapytałbym inaczej, ponieważ myśliwi zabierają mięso upolowanych zwierząt dla siebie, a zwierząt padlinożernych i mięsożernych Wam nie szkoda? Też cierpią podczas ostrej zimy i mogły by się pożywić ścierwem padłej sztuki. Nie proszę Państwa,nie szkoda im bo od zwierząt mięsożernych nie mają żadnej osobistej korzyści ,a są tylko niechcianą konkurencją. Myśliwi powołują się często na tak zwany brak drapieżników, które sami wytępili, a które rzekomo muszą teraz zastępować, nie chcą jednak uznać podstawowych rytmów rządzących naturą od początku istnienia, gdzie zupełnie normalnym jest zimowy brak pokarmu, głodowa śmierć, jest to jeden z naturalnych czynników selekcyjnych.

12009548_897316597024514_2721565234042751500_n

Zacznijmy może od pospolitych ptaków, które dokarmia większość z nas zimą. Czy to też zaburzanie równowagi w przyrodzie? My ludzie, lubimy dzielić zwierzęta na szkodliwe i pożyteczne. Chociaż przyroda nie „uznaje” takich pojęć, to dokarmiamy bo lubimy je obserwować, pragniemy im pomóc. Są naszymi sprzymierzeńcami w walce z dokuczliwymi komarami i larwami owadów. Taka rodzina sikorek w budce działa na mały ogród jak środek owadobójczy. Jeżeli karmimy odpowiednimi rzeczami, dbamy o czystość karmników, robimy to w tych przewidzianych warunkach pogodowych (duże mrozy lub marznący deszcz, duża pokrywa śnieżna), pomagamy ptakom i sobie. Natomiast jeżeli zima jest lekka, temperatury ujemne niewielkie lub dodatnie nie powinno się dokarmiać wcale. Metod i sposobów, mieszanek omawiał nie będę, można sobie tego poszukać.

12011181_897317217024452_1252908800086121034_n

Myśliwi dokarmiają także kuropatwy, zające, bażanty; słowem –zwierzynę drobną. I sens tego jestem w stanie przyjąć i zrozumieć, gdyby tylko dokarmiali nie polując na nie. Ponieważ warunki dla bytowania tych zwierząt nieco się pogorszyły, choć nie jest jeszcze tragicznie. Sens jest i powinno się to robić, przy jednoczesnym zaprzestaniu ich odstrzałów, dopiero byśmy mieli się czym szczycić na tle Europy. Czy potrzeba zabijania i pseudoargumenty wygrają z rozsądkiem, nie wiem.

Sarna. Najpospolitszy gatunek z jeleniowatych, plastyczny ekologicznie, mimo przekształcania środowiska przez człowieka coraz mniejszej ilości siedlisk radzi sobie bardzo dobrze. Przeszkadzać mogą tylko duże bezpańskie psy, autostrady i nadmierny ruch kołowy. Chociaż widziałem migrujące stadka, które nie płoszone potrafiły przed drogą wyczekać momentu bez samochodu żeby przeskoczyć na drugą stronę. Z perspektywy naszej ludzkiej, sarna spełniać będzie w przyrodzie walory jedynie estetyczne – tam gdzie nie występują drapieżniki takie jak ryś lub wilk, a jest to przeważający obszar kraju obecność sarny nie ma znaczenia ekologicznego dla ekosystemu. Jest mu zupełnie obojętna. Zatem w interesie ludzi, a i myśliwych, którzy zawsze mówią o szkodach, powinno leżeć to by tej sarny było mniej, nie jest to zagrożony gatunek. Tak się jednak nie dzieje, dba się o jej obecność w łowisku, jest dokarmiania i odstrzeliwuje się kozły dla trofeum. Już z tego zestawienia widać, że obecność tego zwierzęcia w naszych niepełnych zaburzonych ekosystemach służy tylko myśliwym i spełnianiu ich potrzeb/ zachcianek. Werdykt – zakaz dokarmiania sarny.

12039745_897317270357780_3966468096415220568_n

Dzik 
Dzik, przyjaciel lasu, wróg pól jak mawiają myśliwi i leśnicy. Zwierzę na tyle inteligentne, że choćby i go nie dokarmiać zawsze z czegoś skorzysta, przy dokarmianiu jeleniowatych oraz na polach. Nad tym ciężko zapanować, ponieważ płoszony potrafi na miesiące przenosić się do pól gdzie sypia w dzień, a w nocy pożywia się, czyniąc szkody od środka. Po zbiorach wraca do zadrzewień śródpolnych, a nie wymaga wiele, byle była trzcina i trochę błota tam chętnie się osiedla. O takie miejsca w polskim krajobrazie nietrudno. Powiem tak – z punktu widzenia obserwatora jest ich za mało i wolałbym widywać je częściej. Z punktu rolnika, co z tego że ich nie widać, jak widać co po sobie zostawiają, z reguły wywróconą ziemię i zniszczone plony. Absolutny zakaz dokarmiania tego gatunku, który i tak korzysta z wielkoobszarowych upraw kukurydzy, ziemniaków, buraków, powinien być dla myśliwych priorytetem. Tak się jednak nie dzieje.

Łoś / Jeleń / Daniel…
Jak czytamy w podręcznikach łowieckich: „W okresie zimowym bazy pokarmowe ulegają znacznemu zmniejszeniu”. No brawo, samo bym nie wpadł. Jeżeli wiemy że tak się dzieje, jest to naturalna zmiana w przyrodzie,to jakim działaniem jest sztuczne powiększanie tej bazy? Czy to racjonalne? Działanie odwrotne. Ale myśliwi będą nam mówić o dbaniu o równowagę… To o czym było wyżej, czyli regulacja pogłowia metodami naturalnymi i utrzymywanie mniejszej liczby nie zagrożonych zwierząt, co leży w szeroko pojętym interesie zwykłego człowieka. Natomiast urządzenia łowieckie mogą stanowić dla większych zwierząt pułapkę co widzicie Państwo na jednym ze zdjęć.

12038111_897317307024443_3365356517959235581_n

Żubr
Ten gatunek mało nie wyginął przez człowieka, ale i dzięki niemu przetrwał. Żubry dokarmia się i to intensywnie. Jestem w stanie to zrozumieć, ponieważ objęte są całkowitą ochroną, a i taki zwierz potrzebuje jedzenia. Wszystkie parki narodowe jak wielkie by się nam nie wydawały, ,mogą mieć trudności z naturalnym wyżywieniem tak dużych zwierząt. Dlaczego? Niegdyś tereny leśne pokrywały 70-90 % powierzchni kraju, las ciągnął się dziesiątkami czy setkami kilometrów. Były to stare mozaikowe lasy, zwierzęta po ogołoceniu jednej bazy żerowej mogły powędrować dalej i dalej. Dziś takie możliwości są mocno ograniczone. Gdyby eksperymentalnie zaprzestać dokarmiania żubrów, to oczywiście byłyby wstanie one przetrwać i rozmnażać się jakiś czas, ale za pewne przypłacilibyśmy to szkodami i częstszymi kontaktami z tym zwierzęciem, co nie zawsze musi być bezpieczne. Dlatego uważam, że obecne metody utrzymywania pogłowia żubrów w naszych warunkach są jak najbardziej sensowne.

Poletka zgryzowe i pasy zaporowe.
Szczycą się tym myśliwi, że w ten sposób przyczyniają się do utrzymywania zwierząt przy lasach, ograniczaniem szkód na polach. Jeżeli jakieś koła faktycznie prowadzą taką działalność to chwała im za to. Czy do końca jest sens to sprawa dyskusyjna, ponieważ część z nich jest grodzona na czas wzrostu plonów, potem odgradzana i udostępniana zwierzętom. To oczywiście odstrasza i zwierzę woli iść skorzystać ze zwykłego pola, gdzie ma większy spokój. Skuteczność owych poletek jest mi nieznana. Poletka zakłada się zarówno dla zwierzyny drobnej i grubej, uwzględniając jednak wtedy dobraną obsadę roślinną.

Poletka ogryzowe są zakładane na glebach słabszych i z tą różnicą, że sadzi się krzewy i drzewka liściaste. Bywa, że spełniają swoją rolę, a bywa i zupełnie odwrotnie, tzn. zwierzyna nauczona smaków ciągnie na pola w poszukiwaniu podobnego żeru.

Czym się dokarmia, a czym powinno i jak powinno to wyglądać?
Karmę dzielimy pod względem zawartości wody i składników odżywczych. Pierwsza grupa to tak zwana objętościowa sucha,w skład której wchodzą suche trawy, siano, słoma, liściarka.

Karma soczysta: Ziemniaki, topinambur, jarmuż, buraki, kalarepa, marchew, kiszonki.

~Ani jedna rzecz z tej grupy nie powinna nigdy znalezć się w lesie ani paśniku dla zwierząt. ~

Karma treściwa: Duży procent substancji odżywczych i węglowodanów, białka tłuszczów. Zaliczamy, brukiew, kasztany, żołędzie, ziarno zbóż. Tutaj myśliwi organizują swoje akcje, gdzie dzieciaczki zbierają za nich żołędzie i kasztany zwierzętom do paśnika. Głupota pierwszej wody.

Jeżeli już chcemy patrzeć na sprawę uczciwie ,to można używać żołędzi, kasztanów, liściarki. Ale nie w sposób, by wysypywać to zwierzętom na kupkę.

12033232_897317337024440_1300321142857913928_n

Jak zatrzymać dzika?
Może się komuś przyda,jeżeli metody odstraszania zawodzą, a myśliwym zależy podobno na zatrzymaniu zwierząt w lesie. Dzik jest łasy na kukurydzę, a wy lubicie dokarmiać. Zatem proponuję deal – rozsypywać kukurydzę ruchem siewnym, szeroko w pobliżu ich ostoi, barłogów i ścieżek. Metoda działa tak, że dzik wyszukując pojedyńcze rozsypane ziarna poświęca na to więcej czasu, a i zazwyczaj nie starcza mu już nocy, aby wyjść na pole. Sprawdziłem to wiele razy u siebie. Podobnie można postępować z warzywami, czego nie polecam, ale działamy w imię wyższego dobra, ochrony ludzkiego dobytku.

Lizawki / sól / mieszanki mineralne
Zgodzę się, że jeleniowate potrzebują minerałów, soli, wapnia do wykształcania właściwego poroża. I chociaż przez miliony lat zwierzęta radziły sobie bez tego, to jeśli ktoś chce w ten sposób pomagać… trudno mieć coś przeciw. Schody zaczynają się w podejściu myśliwych, którzy czynią to tylko pod względem uzyskania dobrej jakości poroża, by powiesić je sobie w salonie lub zdobyć dobre noty na konkursie. To już jest głęboko chore.

Podsumujmy, co jest naturalną karmą dla zwierząt leśnych? Na pewno żołędzie i po części kasztany, siano, liściarka. Tylko to i nic więcej, jeżeli ktoś już chce zwierzętom pomagać. Ale o co chodzi? Przygotowanie lisciarki wymaga pracy i jest czasochłonne, trzeba już w maju i czerwcu zrywać gałązki z liścmi,suszyć je i przechować. Do zbierania kasztanów i żołędzi zaprzegają dzieci… Prościej kupić myśliwym tonę marchwi czy zboża oraz to zmagazynować. Pójście na łatwiznę i lenistwo.

Jedyny sens jaki można dostrzec to dokarmianie ptaków i drobnych zwierząt, im warto pomóc. Natomiast dokarmianie większych zwierząt, niezagrożonych i powoływanie się na fałszywą litość po to tylko, by w przyszłym sezonie mieć w dobrej kondycji zwierzę do odstrzału – mija mi się z logiką. Zupełnie jak dokarmianie przy lekkich zimach, jakie mamy ostatnimi laty. Zawsze będę powtarzał – dokarmia się od ponad 50 lat z hakiem, a wcześniej zwierzęta, setki tysięcy lat radziły sobie bez tego. I to była prawdziwa naturalna selekcja, dość, że poroże jak i masa zwierząt były nieco większe. Tak samo wwózka ton nienaturalnej, niepotrzebnej zwierzętom karmy, której nigdy nie spotkałyby w świecie bez człowieka jest absurdem. Pamiętamy, że w Niemczech obowiązuje całkowity zakaz dokarmiania dzikich zwierząt płodami rolnymi. Jest to głęboka, niestosowna ingerencja w ekosystem, a jeszcze choroby od gnijących części które prawie nigdy nie są uprzątane. A może właśnie o to chodzi? By był pretekst do odstrzału sanitarnego, regulacyjnego etc. Fakt faktem, że większość podejmowanych przez myśliwych czynności nie służy zwierzętom – jest tylko miernym uzasadnieniem dla istnienia łowiectwa, tudzież kompletnie mylnie rozumianej racjonalnej gospodarki „zasobami przyrody”, życiem zwierząt.

11998873_897317357024438_8753768604769864302_n
Uwięziony łoś w paśniku.

Reklamy

2 responses to “Dokarmianie. Bezsens,czy sens życia dla myśliwych?

  1. Pingback: TŁUSTY CZWARTEK POD PAŚNIKIEM | Nie podaję ręki myśliwym

  2. Pingback: Mity Łowieckie | Nie podaję ręki myśliwym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s