Kłamstwa myśliwych – Sprawa liczebności zajęcy

1896987_853429714746536_7838325581912422564_n

Pamiętam opowieści babci o tym jaką liczebność miały te ssaki u nas kiedyś. Co wiosnę dziesiątki szaraków ganiały się ze sobą na polach, samce walcząc ze sobą podczas tzw. parkotów. Poźniej, z każdą dekadą można było obserwować spadek, aż dotrwaliśmy do czasów kiedy spotkać jednego graniczy z dużym szczęściem. Ekolodzy wtedy zwracali uwagę, myśliwi oczywiście śmiejąc się wiedzieli lepiej. Dziś szczycą się tym, że reintrodukują zająca do siedlisk. I bynajmniej nie robią tego z dobroci serca, lecz po to gdy tylko stwierdzą „nadwyżkę” o kilka sztuk czym prędzej je odstrzelić. Poluje się nadal , mimo że wszyscy zgodnie twierdzą zarówno ekolodzy i myśliwi że sytuacja zająca jest zła. Z tym, że to myśliwi dzierżą palmę pierwszeństwa w „ochronie” i jeżeli zdecydują się na odstrzał, to nikt im nic nie może zrobić. Moim zdaniem zając z listy zwierząt łownych powinien zostać skreślony na stałe już 10 lat temu, jeśli nie wcześniej. Po to mamy rozum żeby reagować, a przepisy można zmienić. Można też wycierać sobie gębę paplaniem o tradycji podczas gdy gatunki giną na naszych oczach.

11111967_853429668079874_4517561214138626890_n

Na mizerny dzisiaj stan liczebny zająca złożyło się wiele czynników. Choroby, drapieżniki, chemizacja rolnictwa. I myśliwi chcieliby byśmy widzieli tylko tyle. Niestety, pamiętam też z opowiadań, że w latach 60. i 70. pokoty zajęcy szły w setkach, a martwych ładowane całe wozy. Zabijane były setki w każdym obwodzie,w skali kraju dziesiątki tysięcy lub więcej. I nikt mi nie powie, że taka rzeź nie miała wpływu na spadek liczebności. Zależność jest prosta, gdyby zajęcy wtedy nie trzebiono, dziś nie mielibyśmy problemu z jego tragiczną sytuacją, a o konieczności ochrony rozmawiałyby 300 lat pózniej nasze prawnuki. Być może do tego czasu zauważylibyśmy co się dzieje i wypracowali skuteczne metody ochrony. Nie ma co gdybać. O tym ile się zabijało piszą sami myśliwi na swoich forach (zdjęcie 3). I najciekawsza logika panów, czyli winne są tylko drapieżniki, a ich własne trzebienie idące w setkach sztuk to już nie… Przypominam, że zwykły lis wyżywi się jednym zającem przez 2-3 dni i nie zawsze na nie poluje, wręcz bardzo rzadko z uwagi na czujność i szybkość zająca. I robi to dla własnego przetrwania. A człowiek-myśliwy? Dla radochy z polowania, bo przecież nie z głodu. Kilku myśliwych zabijało paręset zajęcy których do niczego nie potrzebowali w ciągu JEDNEGO polowania. Te same paręset zajęcy miało, by szansę mnożyć się i przetrwać, tym samym padając sporadycznie łupem wrogów naturalnych. Dla mnie to jest normalna i racjonalna gospodarka zasobami przyrody. Nikt mi nie powie, że te masowe zabijanie nie przyczyniło się do zachwiania ekosystemu i delikatnych zależności wśród zwierzyny drobnej. Pamiętajmy logikę – myśliwy zabił zająca, dobrze. Lis złapał, o co za szkodnik! Trzeba zabijać! I obecny dziś żal myśliwych nie wynika, żebyśmy dobrze rozumieli, dlatego że równowaga w przyrodzie została przez nich zachwiana, a dlatego że nie ma na co polować.

zjaceroi

O tym, że zające zabija się nadal i nie jest to dla myśliwych niczym niezwykłym niech poświadczą materiały które zdobyliśmy. Pierwsze zdjęcie przedstawia pokot z polowania koła łowieckiego „Jeleń” w Żychlinie. Data grudzień 2014. Na ostatnim zdjęciu myśliwy udostępnia post z dopiskiem „W moim kole od dawna nie poluje się na zające”, na co kolega odpisuje że jednak czasem trzeba. Sami świadczą przeciw sobie, chcieliby zmydlić społeczeństwu oczy, że co złego w polskiej przyrodzie to nie my, my to tylko ochrona… na pewno do ochrony gatunku przyczyniły się pokoty idące w setkach sprzed lat. Jakie wtedy było uzasadnienie? Tradycja? Robią szkody, a może nie wyżywią się biedne? Czy sama satysfakcja z licznego pokotu, a z najdorodniejszych pasztet, bo przecież nie wszystkie spożytkowali, część było pozostawianych.

10412011_853429624746545_5471293933699843126_n

Ilekroć zdarza mi się dyskutować z myśliwymi,czy to na stronie, czy w prywatnych wiadomościach, czy innych miejscach w Internecie, niezmiennie słyszę od nich:

Na zające i kuropatwy już się nie poluje, praktycznie wszędzie zawieszono odstrzał z powodu trudnej sytuacji gatunku.

I myśliwi, rzeczywiście mają chyba nadzieję, że tym jednym zdaniem zamkną gębę przeciwnikowi łowiectwa. Piękny frazes, jednakże ulec musi zdruzgotaniu wobec faktów przeciwnych. Zaglądam dziś na forum Dziennika Łowieckiego, i widzę następujący wpis:

Jak tam koledzy polowania na zające?

Po czym dyskusja, gdzie możemy przeczytać, między innymi:
– w 8 strzelb 36 sztuk na pokocie
– pamiętam pokoty 250-600 zajęcy.

I tutaj zatrzymajmy się na chwilę.

12346303_934092683346905_7397779102478733564_n

Do myśliwych w żaden sposób nie chce dotrzeć , że przez swoje rabunkowe „pozyskania” zachwiali populacją, przyczynili się do jej wytrzebienia i zaniku. W odpowiedzi otrzymamy co najwyżej wymijające: myśliwskie pozyskanie nie ma wpływu na liczebność gatunku. Zawsze i wszędzie. Oraz, o czym piszą dalej: Rolnictwo zabiło zwierzynę drobną. Ale oni nie… Nie wiem , jakie siano trzeba mieć w głowie, by tej zależności nie wiedzieć. Myśliwi deklarują , że chronią zające przed lisami, jednocześnie, tak gospodarują łowiskami, by przy obecnej ciężkiej sytuacji zająca móc na niego polować tak długo jak się da. Po to zakupują zające z Czech, czy hodują sami i wypuszczają na wolność. Choć zajęcy, w porównaniu z okresem dawniejszym jest nieporównanie mniej, oni i tak widzą zawsze nadmiar, który trzeba odstrzelić. Kultywować tradycję do ostatka! Bez względu na konsekwencje . Zdaje się być zakodowane w świadomości pseudoobrońców przyrody z pod znaku PZŁ. W latach 1970-1980 odławiano (corocznie!) ok 100 tys. zajęcy na eksport do Włoch i Francji.  To też pewnie według myśliwych nie miało żadnego wpływu na liczebność gatunku? (Dane z książki ”Gospodarstwo łowieckie”, T. Pasławski, str. 256) . Tak więc znowu nie jest to wymysł „pseudeokologów”, a coś o czym piszą sami myśliwi w swoich własnych książkach. Czyżby także niewiarygodne zródło?

Populacje zajęcy podlegały od lat stałym wahaniom mającym odbicie w statystykach łowieckich. Od roku 1950 do 1970 populacja zajęcy wzrastała, aby w sezonie 1974/1975 osiągnąć szczyt. Polscy myśliwi pozyskiwali (czytaj: strzelali) ok. 1 miliona zajęcy rocznie, a w szczytowym sezonie 1,3 mln!!! (jak się domyślamy, nie miało to żadnego wpływu na liczebność gatunku ;)). Później ilość zajęcy w kraju i w Europie systematycznie malała. Niższe były też liczby w statystykach łowieckich i zmniejszała się ilość zajęcy w miotach. W sezonie 1990/91 myśliwi pozyskali 275 tys. zajęcy, w 1997/98 tylko 90 tys.

http://www.ogp.interka.pl/archiwum/arch16i.html

O tym jak tłuczono zające w przeszłości niech poświadczy jeszcze inny fakt  jak się domyślacie, z podręcznika łowieckiego, który zaleca by powierzchnię nieoopolowaną pozostawiano w… 20 %. Oraz ten sam podręcznik informuje, że dzierżawcy i zarządcy obwodów łowieckich mają dozwolone odstąpić osobie polującej 50 % (!) zajęcy i kuropatw ( T. Pasławski ”Gospodarstwo Łowieckie”). Ale przecież myśliwskie pozyskanie nie miało wpływu na liczebność gatunku…

 

zajc485ce-lpm-2

Dobrze wiemy, że myśliwi nie polują z głodu. Nie ma też problemu szkód rolniczych, ani nadmiaru liczebności – jest potężny niedobór. Jaki jest zatem sens „działań ochronnych” myśliwych? Zabijanie dla przyjemności. Zdanie którego tak nie lubią, ale i w tym przypadku to jedyny powód. Dla gatunku R.I.P., dopóki myśliwi zajmują się „ochroną” w interesie własnym. Pytanie, jak długo jeszcze środowisko wytrzyma i kiedy gęby przestaną szyderczo weselić się. Może kiedy nie będzie już do czego strzelać? Pasztet z zająca = „racjonalna gospodarka łowiecka”.

AKTUALIZACJA (05.01.2016): Front Antyłowiecki alarmuje. Znane z urządzania zbiorowych egzekucji zwierząt koło łowieckie „Jeleń” w Żychlinie dało kolejny popis. Tym razem myśliwi radośnie zamordowali ponad 100 zajęcy.

12509846_1551054828543735_1951925489228000774_n

„Co chwila przewija się przy dyskusji o liczebności szaraka. I co chwila pojawiają najświeższe zdjęcia czy inne dowody, iż zając, gdzie jest liczniejszy, szybciutko jest zabijany – pardon! – pozyskiwany na zbiorowym polowaniu.

I doszedł kolejny. Polowanie z KŁ „Jeleń” w Żychlinie odbyte 3 stycznia tego roku. Efekt? 100 (!) zajęcy na pokocie. Setka zajęcy…

Co na to inni? Gratulacje dla wspaniałego pokotu, zachwyty i zazdrość, iż w innych obwodach tak nie ma.

(…)

Zamieszczający odpowiedział, iż u niego co sezon pozyskuje się 200-250 zajęcy w 4 polowaniach. Wyjaśnia: »Mamy dwa obwody, jeden sezon polujemy pierwszy obwód wtedy drugi obwód odpoczywa, na następny jest odwrotnie.«

1005513_1551054855210399_1782897222161377420_n

Czyli poluje się nadal. A tam, gdzie są bardzo mocne stanowiska, to poluje się w dużych ilościach przypominające „stare, dobre czasy”. A jak zabijesz lisa czy innego „szkodnika łowieckiego” to w nagrodę dostaniesz dodatkowe polowanie na zające (http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=forum&_PageID=855&_LoginID=855&_RowID=1890&_CheckSum=1922685466).

946463_1551057505210134_3230338288768389812_n

(…)

Cytat z forum łowiecki.pl (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&t=428539&i=428539):

Po II wojnie światowej PZŁ odbudowywał populację jelenia. Teraz odbudowuje zająca. Czy robi to z altruizmu? Nie. Robi to, żeby myśliwi mieli na co polować. Ale to jest istotny argument za łowiectwem, bo z egoizmu myśliwych korzyść ma przyroda. I to jest właśnie ta funkcja ochronna łowiectwa. Nie ma w tym żadnych sprzeczności. Pracujesz żeby zarabiać, dbasz o zwierzynę, żeby na nią polować.

561440_1551057811876770_6092229393614615104_n

(…)

Czyli te reintrodukcje wydawane środków własnych i publicznych, ta cała ochrona, prześladowanie drapieżników sprowadza się jedynie po to, by łowny drobiazg zamiast cieszyć oko, został zastrzelony, uwieczniony na zdjęciu, a następnie przerobiony na pasztet lub wypchany na trofeum.

I tylko wtedy, gdy to się myśliwemu opłaca i ma korzyść, a jak nie, to wielka, bezinteresowna troska o przyrodę nagle u niego znika i odwraca się od obiektu pożądania.”

Całość – https://www.facebook.com/FrontAntylowiecki/posts/1551082928540925

Co najciekawsze, niektórzy myśliwi zupełnie nie kryją się z tym, że chronią tylko po to, by móc polować. Szkoda, że są w mniejszości będącej na wyginięciu.

12507134_1551057855210099_1903165876358098666_n

AKTUALIZACJA (24.06.2016): W publikacji na stronie Ministerstwa Środowiska traktującej o przyczynach spadku liczebności szaraka znalazły się także odniesienia do pozyskania myśliwskiego. Pamiętamy jak brzmi łowiecka mantra? Myśliwskie pozyskanie nie ma wpływu na liczebność gatunku.  Ten sam raport stwierdza w opracowaniu końcowym: Jakkolwiek stwierdza się, że populacja zajęcy dobrze znosi eksploatację łowiecką to jednak w dobie znacznego spadku liczebności, dodatkowy czynnik redukcyjny jakim jest pozyskanie łowieckie nie wpływa korzystnie na możliwości odbudowy pogłowia To jak panowie myśliwi? Wpływa czy nie wpływa? Zdecydujcie się w końcu.

zajac-w-ziemie

Im dalej tym ciekawiej. Tekst potwierdza dobitnie to co głosi strona ekologiczna „nawiedzonych zielonych”, czyli kiedy Zenon Kruczyński, były myśliwy, mówi o wpływie łowiectwa i pozyskania myśliwskiego na pobudzenie mechanizmów rozrodczych u zwierząt, (co potwierdza wiele raportów i badań naukowych ), przekładające się tym samym finalne i ciągłe zwiększanie liczebności zwierząt, myśliwy powie „Ahaha boże, co za bzdury”. Tymczasem jak czytamy w raporcie ze strony mos.gov:

Prawdopodobnie użytkowanie łowieckie jest bodźcem powodującym podwyższenie rozrodczości, co zresztą może być potwierdzone wyższym stanem młodych zajęcy na powierzchniach poddanych eksploatacji w stosunku do liczby na terenach gdzie nie pozyskiwano zajęcy (Pielowski, 1971e)”

(https://www.mos.gov.pl/g2/big/2009_04/7486301c75e776017de989221eb11496.pdf)

Cytowane fragmenty pracy zostały  wykonane w 2000 roku na zmówienie Ministerstwa Środowiska przez Inwestdom S.A. w Lublinie Zespół autorski: prof. dr hab. Roman Dziedzic (kierownik zespołu), dr Robert Kamieniarz, dr Barbara Majer-Dziedzic, mgr Mariusz Wójcik, mgr Sławomir Beeger, mgr Marian Flis, mgr Krzysztof Olszak, mgr Małgorzata Żontała.

zajac_wegry

Oczywiście myśliwi napiszą: Przecież koła łowieckie hodują, introdukują i wypuszczają zające, starając się zwiększyć ich liczebność! Którą to wcześniej przetrzebili. Piękne zdanie i wspaniała działalność, można by być całym sercem „za”, gdyby nie motyw… chęć polowania dla emocji łowieckich i pasztetu, nie podziwiania gatunku w naturze. Dodajmy do tego samą metodykę polowań, jak w przypadku zajęcy zbiorowo z pędzeniami, czy „w kotły” i maluje się nam kolejny obraz „harmonijnego współistnienia z naturą” jak głosi propaganda łowiecka. Tak, niepokój, zamieszanie, huk strzałów, płoszenie przy okazji kilkudziesięciu innych często będących pod ochroną gatunków, na pewno służy zwierzętom i naturze… do tego stres i przerażenie prześladowanych w dotychczasowym bezpiecznym siedlisku zwierząt… zgaduję nic nie obchodzi myśliwych, bo i dlaczego? Dla nich nie istnieje las, pole, bagna czy łąka, jest za to jedyne określenie: „Moje łowisko”.

zajacwielun

Pytanie pozostaje otwarte, jak długo jeszcze środowisko wytrzyma „racjonalną gospodarkę i zrównoważone użytkowanie zasobów” w wykonaniu myśliwskich pseudomiłośników przyrody.

zajaceee

Czytaj też: Afera zajęcza – jak myśliwi przekraczali nielegalnie limity odstrzału

Reklamy

2 responses to “Kłamstwa myśliwych – Sprawa liczebności zajęcy

  1. Pingback: Myślistwo i mity łowieckie | Nie podaję ręki myśliwym

  2. Pingback: Afera zajęcza – myśliwi zabijali ponad limit i nic im się nie stało… | Nie podaję ręki myśliwym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s