Polscy myśliwi zabijają chronione zwierzęta; rysie, żubry, wilki, niedźwiedzie.

12249613_1531707787145106_1360721467234720223_n

Ochrona rysia w praktyce. Na zdjęciu jakżeby inaczej wyziera sama logika ,drapieżniki i ofiara. W końcu dwa rysie jednym dzikiem dobrowolnie się nie podzielą,myśliwi zadbali więc o równowagę…

Jakiś czas temu opinię publiczną zszokowała podana przez nas informacja, o tym jak panowie w kapeluszach zajmują się „ochroną” cietrzewi i głuszców, jeżdżąc polować na nie na Białoruś, do Rosji i Estonii. Liczy się przecież przeżywanie „emocji łowieckich”, czego bezrozumna pseudoekolgiczna tłuszcza nigdy nie zrozumie, tak samo jak metod chronienia zagrożonych wyginięciem gatunków poprzez strzelanie do nich. Brak kompletnej świadomości ekologicznej przez podających się za „jedynych słusznych obrońców przyrody” jest co najmniej żenujący.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/30/polscy-mysliwi-zabijaja-chronione-ptaki/

O tym jak trudna jest sytuacja dużych drapieżników w Polsce wyjaśniać chyba nikomu nie trzeba; ekspansja człowieka i przekształcanie środowiska spowodowały, że ryś przetrwał już tylko w kilku rozległych puszczach, natomiast niedźwiedź tylko w górach i nie ma szans by przywrócić go na niziny. Do tego dodajmy wieloletnie prześladowania przez myśliwych, jako głównych konkurentów w polowaniu. Dla myśliwego drapieżnik
zawsze będzie konkurentem. Na stronach niektórych kół łowieckich można nadal odnaleźć wzory „pokotów”, gdzie przewiduje się miejsce dla wilka, rysia czy niedźwiedzi.

polowanie-279

Niech zgadnę; ”Stary,schorowany i tak by zdechł”

Okazało się, że myśliwi idą milę dalej w swoich zapędach, trzebiąc większe drapieżniki w okolicznych krajach, za pośrednictwem tak zwanych biur polowań. Udało nam się namierzyć jedno z nich, pod niewinnie brzmiącą nazwą „Biuro polowań i turystyki Ibex”. O tym jakie „atrakcje” oferuje swoim gościom można zobaczyć na zdjęciach poniżej. Osoba prowadząca to biuro zajmuje się jeszcze przygotowaniem trofeów, ma własną preparatornię oraz sklep myśliwski, który oferuje wykonanie pamiątkowych grawerunków na broni. Doskonale sprzężony biznes, funkcjonujący w oparciu o prawo jakie tworzy lobby myśliwskie, nie mający nic wspólnego z ochroną przyrody, zarabiający na zabijaniu zagrożonych gatunków.

polowanie-282

Jest to, można powiedzieć, policzek wymierzany bezustannie wszystkim organizacjom których członkowie całe życie i pracę poświecają dla ratowania jakiegoś gatunku, często finansując to z dobrowolnych darowizn, tymczasem są osoby, które „ochronę przyrody” rozumieja zgoła inaczej. Te osoby płacą kilkadziesiąt tysięcy złotych za możliwość zabicia rysia, po to tylko by spreparowaną skórę powiesić sobie na ścianie. Następnie zaglądają na naszą stronę, śmieją się z „pseudekologów”, którzy nie rozumieją ich pasji oraz sposobu prowadzenia „racjonalnej gospodarki łowieckiej”, która polega na utrzymywaniu nadmiaru zwierząt by było na co polować, następnie lament gdy rzeczywisty drapieżnik spróbuje na coś zapolować w obwodzie łowieckim. Kto szkody rzeczywiście wyrządza, można się przekonać odwiedzając stronę PZŁ i porównując roczną liczbę zabitych przez myśliwych saren, jeleni, dzików i porównując z rysiem czy wilkiem.

Nie każdy wie, ale pseudoekologiczna organizacja o nazwie PZŁ – Polski Związek Łowiecki powstała w 1923 r. (nazwa od 1936 r.) i w świetle prawa mordowała rysie przez ponad 70 lat, aż do objęcia tego gatunku ochroną  ścisłą w 1995 r. – z inicjatywy ekologów. O świadomości ekologicznej tego towarzystwa, a raczej jej braku, pisać można dużo, ale gdyby ją posiadali, to żaden z nich nie płaciłby równowartości kilkunastu pensji za jeden wyjazd, możliwość zabicia i przeżycia „przygody łowieckiej”.

Rysia w Polsce chroni się jeszcze na dwa sposoby; pierwszy to wypuszczanie na wolność osobników urodzonych w niewoli. Drugi sposób to odłów osobników z innych krajów i wsiedlanie u nas dla wzmocnienia populacji. Niepokojące wieści płyną również z Estonii, gdzie ostatnia ocena stanu populacji rysiów pokazała gwałtowny spadek zagęszczenia tych zwierząt, w tym zmniejszenie o 1/3 liczby samic prowadzących młode. Ale myśliwi „wiedzą lepiej jak chronić”… Przykłady z własnego podwórka  – głuszec, cietrzew, kuropatwa i zając, przy których to dwóm gatunkach z całych sił sprzeciwiają się wszelkim próbom wprowadzenia choćby czasowego moratorium na odstrzał. Wilk i ryś, o tym jak myśliwi wypowiadają się o wilkach publikowaliśmy ostatnio, gdzie jeden pan pisał o tym jak skutecznie i bezgłośnie eliminować nawet zwierzęta z nadajnikami.

Pseudekolodzy z pod znaku PZŁ za nic mają przyrodę i jej ochronę liczą się tylko: wykonanie planu pozyskania, przeżywanie emocji łowieckich, tradycje, myśliwski styl życia, no i jeszcze etyka… Myślę,że najlepiej „starania” myśliwych o środowisko naturalne oddają  zdjęcia załączone w artykule.

polowanie-290

W starciu z współczesnym człowiekiem przegrywa prawie każda żywa istota. Jedyny gatunek, który nie podlega żadnym regulacjom i ograniczeniom, zasiedla ciągle nowe tereny, zabiera innym miejsce do życia… i nieustannie zabija, zabija, zabija, choć nie musi ani nie potrzebuje. Ale to wilk jest zawsze tym krwiożerczym i złym.

polowanie-278

10475846_914185448601610_8531564111413185005_n

Zamiast pomagać realnie chronić niedźwiedzie, lepiej odstrzeliwać „nadwyżki” po uprzednim uiszczeniu stosownej opłaty. Potem opowiadać innym jak to się chroni przyrodę. Mam wrażenie, że myśliwym nie zależy, by niedźwiedzie gdziekolwiek przywracać. 

polowanie-411

polowanie-410

polowanie-460

 

Ratuj wilki oraz rysie, strzelając plemię lisie.

12095130_1531707923811759_6262517693053430657_o

W artykule „Rysie, lisy i sztuczne futra” (Dzikie Życie nr 3/1999) autorstwa Pawła Świątkiewicza, który podpisuje się jako „myśliwy od urodzenia” opisuje się, iż w Puszczy Knyszyńskiej cyt. „Najcenniejszym z nich i przy tym najbardziej zagrożonym jest niewątpliwie ryś. Biorąc pod uwagę jego obyczaje, szanse na utrzymanie go w Puszczy z dnia na dzień maleją.”

Dobra. I dalej jest opis biologii, zwyczajów i warunków rysia, a następnie co może ograniczać jego liczebność. Po wymienieniu niszczenia siedlisk, konkurencji pokarmowej i kłusownictwa traktowanego jako niska szkodliwość czynu, jest taki fragment:

„Swoją rolę w skuteczności redukowania tego gatunku mają też »pseudoekolodzy«. Poprzez kampanię na rzecz sztucznych futer spowodowali spadek popytu na skóry lisie, a tym samym spadek intensywności polowań na nie. Lisy stanowiąc konkurencję do pokarmu (a według danych naukowców z różnych krajów Europy niszczą do 50% młodych saren) nadmiernie liczne, roznoszą wściekliznę. Czy lis może zarazić wścieklizną rysia? W sytuacji braku pokarmu ryś, który upolował sarnę wraca do niej, bo upolowanie następnej nie jest takie proste. Tam spotyka lisa, który w normalnych warunkach by uciekł, lecz wściekły traci instynkt. Ryś, nastawiony na jego ucieczkę, niespodziewanie dla siebie jest przez lisa atakowany. Oczywiście lis jest bez szans, ale ugryziony przez niego ryś też zdycha. Jeśli jest to kotka giną też jej młode.

(…)
Nie wiem dlaczego nasi pseudoekolodzy występowali przeciwko noszeniu futer naturalnych, znacznie zdrowszych niż sztuczne. Jednocześnie spowodowali wzmożony popyt na sztuczne futra produkowane w fabrykach chemicznych, które przecież nie wzbogacają środowiska w tlen, lecz raczej są dla niego uciążliwe. Dzięki zaś naszym pseudoekologom ich rynki zbytu, a zatem i tempo produkcji, raczej wzrosty niż zmalały. Skutki wzrostu pogłowia popularnych zwierząt futerkowych są już, a będą wkrótce jeszcze bardziej, widoczne. Trzeba zdawać sobie sprawę, jakie złożone zależności funkcjonują w przyrodzie I skoro już popełniono jakieś błędy, których skutki są widoczne, należało by je jak najprędzej i póki można naprawić.
Darz Bór” (źródło: http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2205,article,3767)

12185429_1531707393811812_5935718332168367402_o

W skrócie – zabijajmy lisy dla futra i w ten sposób ocalimy rysie. Juhu!

I pokazuje, iż w tym poglądzie wiele jest w tym nieprawdy i niewiedzy, na co odpowie za nas śp. Simona Kossak:

„Teza o zjadaniu przez lisy 50% koźląt sarnich wyssana jest z palca. Zaś rozważania o wściekliźnie dotyczą wszystkiego: od myszy i nietoperza po kota domowego i człowieka. Jeśli coś się rozmnoży zdaniem przyrody nadmiernie, wybucha epizoocja ­pryszczyca, wścieklizna, grypa-hiszpanka, dżuma i cholera. (…) Jeżeli lisy stanowią tak niebotyczne zagrożenie m.in. dla sarniąt i rysi, to czemu koledzy myśliwi ich nie strzelają? Co im przeszkadza w szlachetnym dziele niesienia pomocy słodkim rysiaczkom (nota bene do niedawna z pasją tępionym jako drapieżniki razem z wilkami i ptactwem drapieżnym, właśnie za zjadanie biednych sarenek). Dlaczego czekają na wybuch wścieklizny? Brak zbytu na rude futra? Przecież mogą robić z nich sobie narzuty na tapczany w gabinetach, podbicia do swoich myśliwskich kurtek, mogą też zakopywać trupy do ziemi, jeśli ich nie lubią.

Z tego fragmentu artykułu wynika jedno: strzelamy dla trofeum, mięsa i futer, które można dobrze sprzedać. Jeśli zwierzak nie daje żadnej z tych korzyści, przestaje być interesujący dla kolegi myśliwego, który kocha rysie i sarenki. Natomiast winni są »pseudoekolodzy«, bo nie chcą nosić na plecach resztek padliny, najlepiej z bobra, kuny, gronostaja, rysia, foki, jaguara, popielicy, no i LISA. A powinniśmy się poświęcić i pomóc trochę myśliwym. Bylibyśmy wtedy ekologami już bez »pseudo«.” (więcej: http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2205,article,3769)

12243126_1531707220478496_8756212868925746416_n

Wracając do meritum – Nie jest to jedyny przypadek. Drugi, znaleziony na forum myśliwskim brzmi tak:

„Ale i tu pojawia się problem zbyt dużej populacji lisa. Rysie, które są reintrodukowane do puszczy piskiej są w słabej kondycji i w poszukiwaniu pożywienia zakradają się do kurników. A wszystko przez zbyt duży stan lisa który jest poważnym konkurentem dla tego pieknego kota, i jak na razie to lis wygrywa walkę o pożywienie” (http://media.lowiecki.pl/dziennik/forum.php?f=21&t=49892&numer=2119)

ryslis

Ciekawi mnie ilość przedstawicieli takich poglądów. Mam nadzieje, iż to faktycznie jednostkowe przypadki. Jeśli nie…

Kurde, szkoda mi tego rudzielca. Jak nie oskarżanie to zniszczenie populacji zwierzęcego drobiazgu (przede wszystkim łownego), to oskarżanie o wymieranie np. rysia na różne sposoby – a to zjadanie jego pokarmu czy zarażanie wścieklizną (jak wściekły – źle. Jak jest szczepiony – również źle).

Przy okazji, czy ta troska o rysia nie jest motywowana chęcią na ponowne polowania?

ryslis2

Źródło: Front Antyłowiecki

Tradycje łowieckie – W oparach absurdu . Część 2

11083682_923108527709302_6625015673426622741_n

Często lubią myśliwi pisać na naszej stronie, Łowiectwo to nie tylko zabijanie! To także wspaniałe tradycje i kultura, nasze dziedzictwo które powinniśmy pielęgnować!  :). Myśliwym nie mieści się w głowie, że nie trzeba myśliwym być, by ich tradycje i zwyczaje znać. Większość z nich ma znaczenie tylko dla ludzi, i jak w tytule, jako opary absurdu. Jakiś czas temu omówiłem w skrócie niektóre z nich, było tego sporo, stąd zapowiadana część 2. Przyjrzymy się kolejnym z nich i ocenimy jaką ukrytą rolę pełnić mogą dla myśliwskiej psychiki.  Pierwszą część można przeczytać tutaj:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/241/

7. Legenda św. Huberta – „Święty Hubert zdarzył” 

Lubią tak do siebie mówić myśliwi. W logo Polskiego Związku Łowieckiego widnieje jeleń z krzyżem pośrodku poroża. Nawiązuje to do legendy o myśliwskim patronie, św. Hubercie, która mniej więcej w skrócie brzmi tak:

Hubert był myśliwym, polował. Razu pewnego błądząc po kniei wyszedł na niego dorodny jeleń, w ogromnym wieńcu widniał świetlisty krzyż. Wtedy to Pan miał przemówić do Huberta i nakazać / prosić go by ten przestał polować, zabijać. Hubert posłuchał, nawrócił się i przestał polować. Od tamtej pory pomagał zwierzętom podobnie jak św. Franciszek. Patron ten pasuje im więc jak nóż do gardła i pewien jestem, że przewraca się w grobie przy każdym myśliwskim ”Święty Hubert zdarzył” .

Hubert jest postacią historyczną. Żył ok. 1300 lat temu na terenie dzisiejszej Belgii. Data jego urodzin nie jest precyzyjnie określona. Różne źródła podają, że było to ok. roku 655. Hubert był potomkiem królewskiego rodu Merowingów. Ważną personą na dworze króla Teuderyka III. Ożenił się z przedstawicielką jednego z najznamienitszych rodów tamtejszej części Europy w VII wieku, córką Pepina z Heristal. Istnieje aż 7 biografii Huberta, pisanych między wiekami VIII i XVI. Na ich podstawie można przyjąć, że Hubert wiódł uporządkowane, bogobojne, życie arystokraty. Przełom nastąpił po sześciu latach małżeństwa. W chwili, gdy żona Huberta musiała wyjechać w długą podróż do swej chorej matki. Na kilka miesięcy Hubert został – jak można to określić współczesnym językiem – słomianym wdowcem. Z wolności tej zaczął korzystać. Żywot wypełniały mu całonocne biesiady w towarzystwie druhów z książęcej drużyny. Dnie spędzał na polowaniach. W łowach zupełnie się zatracił. Polował bez opamiętania. Nie przestrzegał nawet zasady, by dzień święty święcić.

I stało się! Według różnych źródeł miało to miejsce w dzień Bożego Narodzenia, lub w Wielki Piątek roku – tu też różne wersje – 683 lub 695. Hubert wraz z drużyną wyruszył w lasy Gór Ardeńskich na konne polowanie na jelenie. W pewnej chwili orszakowi jeźdźców ukazał się ogromny biały jeleń – dziesiątak. Hubert ruszył konno za zwierzem. Towarzysze zostali daleko w tyle. Pościg trwał wiele godzin. W pewnym momencie zwierz sam zatrzymał się na leśnej polanie. Także koń Huberta stanął jak wryty. Psy, towarzyszące księciu, nie chciały atakować zwierza. Hubert dostrzegł, że pośrodku jeleniego wieńca żarzy się świetlisty krzyż. Wówczas jeleń przemówił ludzkim głosem:

– Hubercie, czemu niepokoisz biedne zwierzęta, a nie dbasz o zbawienie duszy?
Hubert zsiadł z konia, rzucił się na kolana i zapytał:
– Panie, co mam robić ?
Jeleń odrzekł :
– Jedź do Maastricht, do mego sługi Lamberta, on powie ci, co masz uczynić.
Lambert był wówczas biskupem Maastricht i Liege. Hubert został księdzem, ulubieńcem biskupa. Po męczeńskiej śmierci Lamberta ówczesny papież Sergiusz I konsekrował Huberta na biskupa i odtąd to właśnie Hubert był ordynariuszem diecezji Maastricht i Liege. Hubert zmarł około roku 727. Krótko po śmierci nasz bohater został kanonizowany i jako święty, ustanowiony został przez Kościół patronem myśliwych. Oficjalny wpływ na szybką kanonizację i przyporządkowanie Hubertowi myśliwych miała jego przygoda na polowaniu, po której tak zmieniło się jego życie. Znaczenie też miały rozliczne cudy, przypisywane Hubertowi. Włókna ze stuły Huberta uznawano za skuteczne lekarstwo przeciwko chorobie, dotykające przede wszystkim myśliwych – przeciw wściekliźnie. Nitki należało wszyć w skórę czoła pokąsanego przez wściekłe zwierzę.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa nie była to cudowna wizja, lecz deliryczny obraz, jaki się zrodził w jego przealkoholizowanej głowie. Potwierdza to w pewnym stopniu fakt, że i współcześni myśliwi po biesiadach, kończących łowy, czyli po tzw. ostatnim miocie, widują podobno zjawiska nie mniej niewyobrażalne. Sceptycy twierdzą przy tym, że tak szybka kanonizacja Huberta nie była spowodowana wysoką oceną przemiany duchowej i późniejszym świątobliwym życiem. Była to raczej operacja politycznej natury, zręcznie przeprowadzona przez ówczesny Kościół. Chodzi o to, że w tym czasie nie było jedynego, głównego i potężnego patrona myśliwych. Łowcy powierzali swe myśliwskie szczęście różnym nadprzyrodzonym opiekunom. Nierzadko pogańskim. Prawo polowania przysługiwało bowiem w tamtych czasach i w tej części Europy wyłącznie możnowładcom. Hubert do tego celu nadawał się idealnie. Pewnym odstępstwem od legendy jest to, że współczesny „jeleń hubertowski” ukazywany jest jako dwunastak. Zwierz, którego widział patron myśliwych, podobno był dziesiątakiem – mamy więc kolejne przekłamanie.

Ocena – no cóż,można by ją zamknąć w kilku początkowych zdaniach. Równie dobrze mógłby patronować ekologom, jeśli ktoś oczywiście jest wierzący. Poczucie tego, że ktoś myśliwym patronuje, przyczynia się do ich poczucia rozgrzeszenia wobec tego co czynią, dodawana jest aura mistycyzmu, w końcu jakiś wielki święty się mną opiekuje i wspiera moje działania.

hubertk

8. Król polowania

Jest to stary obyczaj, wiążący się z ryzykiem dawnych polowań, na żubra, tura czy niedzwiedzia. Przysługiwało temu, kto pierwszy i największą ilością ciosów ugodził grubego zwierza. Dziś obyczaj ten to jedynie uhonorowanie tego, spośród uczestników zbiorowego polowania, któremu na łowach dopisało największe szczęście. Koronacja króla polowania następuje przy pokocie, tuż po ogłoszeniu przez prowadzącego polowanie wyniku łowów. Prowadzący informuje, jaka część pokotu jest udziałem króla. Miłym obyczajem jest wręczenie królowi materialnej pamiątki jego sukcesu. Najczęściej jest to wcześniej przygotowany okolicznościowy medal, plakietka, statuetka zwierza, czy buteleczka dobrej nalewki. Jakie kryteria rządzą wyborem króla polowania? Królem polowania na zające czy na ptactwo zostaje myśliwy, który strzelił ich najwięcej. Królem leśnych łowów obwołuje się myśliwego, który strzelił najwięcej dzików lub największego dzika. Generalnie o przyznaniu królewskiego tytułu decydują kryteria ilościowe lub jakość trofeum.

Ocena – Niczego się nie czyni bez przyczyny. Zwyczaj ten ma na celu motywację do dalszego zabijania i jest nagrodą za nie – być może w jakiś sposób łagodzi skutki, jakie w psychice człowieka zachodzą podczas widoku rannych i umierających zwierząt. Zwróćcie uwagę na film poniżej – kilkunastu myśliwych, upolowany jeden mały dziczek. Ale zawsze usłyszymy od nich, że zwierząt wszelakich jest za dużo… jak i zachowanie w lesie, poszczekujące psy i głośne trąbienie, tak zupełne harmonijne obcowanie z naturą…

9. Pasowanie myśliwskie. 

Był już chrzest, ślubowanie, to może jeszcze jakieś pasowanie? Jest i coś takiego. Pasowanie myśliwskie to obrzęd kwitujący strzelenie przez myśliwego pierwszej w jego łowieckiej karierze sztuki zwierzyny grubej. Technicznie przypomina chrzest myśliwski. Jest to jednak uroczystość wyższej rangi, bardziej nobilitująca. Cała czynność posiada rycerski rodowód.

Na polowaniu zbiorowym obrządek pasowania myśliwskiego organizuje się w przerwie łowów, tuż po zakończeniu miotu, w którym młodemu łowcy dopisało szczęście. Przeprowadza się je przed wypatroszeniem zwierza. Sygnalista – jeśli jest – gra sygnał Pasowanie. Prowadzący polowanie, łowczy koła, lub inny znaczący członek myśliwskiej gromady, wywołuje myśliwego z szeregu. Wszyscy odkrywają głowy. Myśliwy klęka na lewe kolano. Prawą dłoń kładzie na tuszy powalonego zwierza. W lewej trzyma broń, stopką kolby opartą o ziemię. Mistrz ceremonii macza kordelas – jeśli go nie ma, nóż myśliwski – w farbie (krwi) ubitego zwierza. Farbą tą kreśli znak krzyża na czole adepta. Wypowiada przy tym formułę:

 Pasuję Cię na rycerza świętego Huberta.

Myśliwy wstaje. Mistrz ceremonii wręcza mu złom. Złom podaje na kordelasie, nożu, lub kapeluszu myśliwskim. Nigdy gołą dłonią. Myśliwy zatyka złom za wstążki kapelusza. Odbiera od kolegów gratulacje. Miło, gdy w kilku słowach podziękuje za przyjęcie go w poczet rycerzy św. Huberta.

Farby z  czoła nie wolno zmyć do końca łowów.

Jedynie myśliwy pasowany ma prawo noszenia kordelasa. To kolejna pozostałość po rycerskim rodowodzie tradycji myśliwskiego pasowania. Kordelas pełni tu rolę miecza. Podobnie jak w przypadku ślubowania, jeżeli myśliwi zabije na polowaniu indywidualnym, wtedy towarzysz łowów musi wziąć na swe barki dopełnienie całego ceremoniału. Jeżeli ktoś polował samotnie, powiadamia się zarząd koła do którego się należy.

Ocena – Kolejna szopka,mająca nadać mordowaniu zwierząt uroczystą oprawę, i przekonać człowieka,że to co robi jest ważne i ma sens. Rytuały podobne jak w gorszego rodzaju sektach, mazanie twarzy krwią.

10. Polowanie wigilijne

Jedna z najstarszych tradycji polskiego łowiectwa. Geneza jest taka – 24 grudnia to prastare radosne święto pogańskie, przeniesione z całą mocą tej daty do tradycji chrześcijańskiej. Nasi przodkowie właśnie w tym dniu rozpoczynali – używając dzisiejszych określeń – sezon polowań na grubego zwierza. Było to, jak można domniemywać, uwarunkowane zamarznięciem rozlewisk i bagien, umożliwiającym dotarcie do niedostępnych wcześniej ostoi zwierzyny. Pozostawała też kondycja zwierząt, które jeszcze nie wyczerpane zimą, posiadały większe zapasy tłuszczu. Jeszcze przed drugą wojną światową polowanie wigilijne organizowano wyłącznie w wigilię Bożego Narodzenia. Dziś obyczaj ten nieco się zmodyfikował. Są koła łowieckie, które nadal „wigilijne” urządzają 24 grudnia, ale większość przekłada polowanie na dzień wolny od pracy, poprzedzający Święta. Decyduje o tym najczęściej opór domowników, którzy nie wyobrażają sobie, by myśliwy miał się spóźnić na najważniejszą w roku kolację. Polowanie ma charakter bardzo uroczysty, ale są to łowy niemal rodzinne. Goście, tylko najbardziej zaprzyjaźnieni z domem. W dobrym tonie leży, by w większości uchodziła nie strzelana. Łowy nie trwają długo. Zwykle kilka symbolicznych pędzeń. Tuż po południu w kniei strzela jedynie myśliwskie ognisko. Łowcy i naganiacze zbierają się wokół ognia, dzielą się opłatkiem. Odwiedza się paśniki, przynosząc inne niż zazwyczaj smakołyki zwierzętom. Potem na następnym polowaniu, bez skrupułów te same zwierzęta radośnie się morduje.

Ocena – jak w zdaniu powyżej. Zwyczaj służący ludziom, zwierzęta byłyby dużo bardziej wdzięczne i szczęśliwe, gdyby w ten dzień dać im spokój. Zwróćcie uwagę na poniższy film, myśliwy mówi jasno i nie ukrywa, że będzie polował na lisy i bażanty. Na lisy dla „ochrony przyrody”, na pokarm lisa już dla siebie. Dbanie o równowagę w przyrodzie po myśliwsku.

11. Polowanie noworoczne. 

Szczerze, z wiadomych względów nie wyobrażam sobie takiego polowania w wykonaniu naszych myśliwych. Ale skoro tradycja… wszak ma to chyba największą wartość dla myśliwych.

Rodowód takich polowań sięga przełomu XIX i XX wieku. Pod koniec XIX wieku i w okresie międzywojennym po nieprzespanej, przebalowanej nocy, wprost z sali balowej ziemiańskiego dworu, często w towarzystwie dam, wyruszano na krótkie łowy. Polowanie było idealnym dopełnieniem sylwestrowej zabawy. Wielkość rozkładu nie odgrywała żadnej roli. Często był to wręcz spacer czy kulig ze strzelbami. Są koła łowieckie, gdzie nadal się to praktykuje, a myśliwi stawający w zbiórce różnej kondycji. W końcu własne grono.  Łowy nie trwają długo. Zatem po wzięciu kilku miotów wszyscy myśliwi znów są razem i reszta przedpołudnia mija im na towarzyskim spotkaniu.

Ocena – Każdy powód i okazja do dręczenia ,płoszenia i prześladowania zwierząt są dobre…

535946_926578824028939_328798818484424439_n


12. Złomowanie kniei 

Złomy informacyjne, nazywane też odłomami informacyjnymi, to system umownych znaków, jakie pozostawia myśliwy w trakcie poszukiwania postrzałka, czyli rannej zwierzyny. W praktyce – są to małe gałęzie, ułożone na ziemi, lub wbite w ziemię. Układanie znaków informacyjnych na trasie ucieczki postrzałka, zwane złomowaniem kniei, oznacza drogę uchodzenia rannego zwierza i zwiększa szanse na jego podniesienie, czyli odszukanie. Zdarza się, że poszukiwania z jakichś powodów trzeba przerwać – np. zmierzch, konieczność zorganizowania pomocników poszukiwań, wyjazd po psa itp. Po wznowieniu poszukiwań dochodzenie postrzałka rozpoczynane jest w miejscu, w którym zostało przerwane. Opis i system tych znaków umownych sobie podarujemy… W każdym razie jest to  bardzo stary myśliwski system znaków umownych. Dziś rzadko stosowany. Część współczesnych myśliwych znaczy trasę uchodzenia postrzałka kawałkami papierowych chusteczek, papierem toaletowym itp. Zaśmieca to knieję i i jest świadectwem co najwyżej przyrodniczej ignorancji.

Ocena – Dochodzenie postrzałka… komentarz zbędny.

13. Język i gwara łowiecka. 

Myśliwi ,co znowu jest typowe dla sekt i dziwnych zorganizowanych klanów, przez lata wykształcili osobny system nazewnictwa, tyczący się ich profesji. Na gwarę łowiecką składa się kilkaset słów i nie będę tu wszystkich przytaczał. Kto zainteresowany, może sobie sprawdzić np. tutaj:
http://www.kolo-lowieckie-zubr.com.pl/gwara.html

Początek języka łowieckiego to chwila, w której zanika znaczenie polowania jako sposobu na zdobycia mięsa i skór, zaś łowy zaczynają jawić się jako pasja, czy rozrywka. I jest to cytat ze strony koła łowieckiego „Ostoja” (http://www.kl-ostoja.pl). Czyżby myśliwi doskonale wiedzieli jak bardzo są zakłamani? Im bardziej polowanie wychodziło z kręgu zajęć powszechnych, ogólnie dostępnych, im bardziej stawało się elitarne – tym wyraźniej rysowały się zręby środowiskowej gwary myśliwych, chęć zachowania tylko dla wtajemniczonych pewnych terminów i znaczeń, zasada, by język ten celowo nie był zrozumiały dla nie-myśliwych, oraz – w późniejszym okresie tworzenia się języka łowieckiego – chęć wyróżnienia się spośród innych grup, potrzeba posiadania oryginalnych atrybutów przynależności do konkretnej grupy środowiskowej, z czasem – tradycja. Współcześnie język łowiecki nie służy już temu, by osoba niewtajemniczona, nie-myśliwy nie poznała tajemnic łowiectwa. Wzrosła natomiast jego rola jako elementu rozpoznawczego braci łowieckiej. Gwara spaja myśliwych.
Pełni ona kilka istotnych funkcji o których się nie mówi – np. znieczulanie sumienia. Bardziej niewinnie brzmi powiedzieć: Utrąciłem sarnie przednią cewkę i zaczeła farbować, niż Odstrzeliłem sarnie nogę i zaczęła krwawić.

Ocena – Jak w opisie.

14. Przesądy i zabobony myśliwskie. 

Myśliwy nie poluje w Boże Narodzenie i Niedzielę Wielkanocną. W dniu polowania z łóżka wstać należy prawą nogą.

Założenie myśliwskiej odzieży na lewą stronę to fatalna wróżba na resztę dnia. Jeśli na schodach dobrze wychowany sąsiad, absolutnie w dobrej wierze, powinszuje łowcy „Udanych łowów”, czy „Dobrego polowanka” – od razu można wracać do łóżka. To chyba najgorsza wróżba. Myśliwemu życzy się, by mu Bór darzył.

Próg domu przekraczać należy prawą nogą. Jeśli szczęśliwie wydostaniemy się jednak na ulicę to nie wolno odwracać głowy i spoglądać w stronę domu, choćby żona w oknie machała nam chusteczką.

Jeśli myśliwy, wychodząc na łowy, czegoś zapomni – nieważne, czy będzie to drugie śniadanie, czy strzelba – nie wolno wracać. Bardziej się opłaci pożyczenie broni od któregoś z nie polujących tego dnia kolegów.

Napotkanie w drodze do łowiska starej kobiety lub – co gorsza – zakonnicy wróży jak najgorzej. Podobnie widok pustych naczyń na wodę – wiader, konewek itp. I przeciwnie, młoda panna z wiadrem pełnym wody to zapowiedź sukcesu.

Do patroszenia nie wolno zawijać rękawów koszuli. To odróżnia myśliwego od rzeźnika, z całym szacunkiem dla tej pożytecznej profesji oraz zapowiada niedaleki kolejny sukces.

Ocena – Matko, jakie brednie…

15. Przysłowia myśliwskie 

  • ”Psa, konia, strzelby nie pożyczaj”
  • „Kobiecie, strzelbie i koniowi nigdy wierzyć nie można”
  • „Nie mierz strzelbą do nikogo, bo możesz przepłacić drogo”
  • „Każda strzelba raz do roku sama strzela”
    • Pije jak myśliwy”
    • „Pięknie śpiewa kto ptaki łowi”
    • Łże jak myśliwy”

Autentyk! Źródło: Koło łowieckie ”Ostoja”  http://www.kl-ostoja.pl/ciekawostki.html

16. Sokolnictwo. 

Zostawiłem sobie na koniec.  Możliwe, że wymaga osobnego omówienia ale…Sokolnicy to taka jakby elita elit wśród myśliwych. Często wywodzą się z możnych szlacheckich rodów, ponieważ dawniej posiadanie oswojonego ptaka drapieżnego było przywilejem bogatych. Jest i do dzisiaj. Na naszych ziemiach, sokolnictwo pojawiło się około X wieku i najprawdopodobniej zostało przejęte od Tatarów. Historyczne przekazy świadczą, iż, Bolesław Chrobry (lata 992-1025) utrzymywał ptaszników z różnych krajów, a po nim także Bolesław II Śmiały. Za panowania Piastów (XIII-XIV w.) funkcjonowały już duże sokolarnie królewskie, z których największa znajdowała się w Łowiczu, zaś nie mniej znane – w Niepołomicach, Płocku i Miechowie. Również wysokim poziomem sokolnictwa szczycił się Zakon Krzyżacki a jego wielka sokolarnia w Malborku była znana w całej Europie. Stamtąd też, król Kazimierz III Wielki otrzymywał corocznie w darach lennych 24 psy myśliwskie i 8 sokołów. Istniało wówczas tzw. prawo sokołowe (falcatio), obciążające poddanych obowiązkiem utrzymywania królewskich sokolarni, uczestnictwem w łowach i żywieniem sokołów. Prawo to zmuszało także właścicieli gruntów do opieki nad gniazdami sokołów, które znajdowały się na ich terenach – jeśli zginęło jakieś pisklę, ponosili oni surowe kary. Polowanie z sokołami było jednak wyłącznym przywilejem panujących, rzadko udzielanym zasłużonym rodom lub osobom. Nawet mistrzowie i sokolnicy układający ptaki, stanowili jedynie służbę i nie mogli z nimi polować. Do największego rozkwitu polskiego sokolnictwa doprowadził Stefan Batory (lata 1575-1586). Założył on „szkoły sokołów” m.in. w Grodnie, sprowadził zza granicy mistrzów sokolniczych oraz ptaki.

Sokolnictwo powstało z praktycznej potrzeby zdobywania pożywienia, jednak stopniowo zyskało charakter sztuki i szlachetnej rozrywki, stając się elementem kultury łowieckiej wielu narodów. Kultywowane jest obecnie raczej w symbolicznej formie, ze względu na rzadkość i potrzebę ochrony ptaków drapieżnych, posiadanie czy obrót nimi w celach sokolniczych podlega wielu ograniczeniom – tak w przepisach poszczególnych krajów, jak i konwencjach międzynarodowych. Podobnie też, polowanie z ptakami łowczymi podlega większym ograniczeniom prawnym niż polowanie z bronią.

piknik_lotniczy_01

Ocena – Jakby z jednej strony nie patrzeć, jest to legalne więzienie dużych ptaków drapieżnych. Z drugiej strony sokolnicy zajmują się aktywnie hodowlą zagrożonych ptaków drapieżnych, ich ochroną i reintrodukcją oraz nie strzelają do nich. Sokolnictwo przychodzi z pomocą tam, gdzie zawiodły metody ornitologów np. dźwiękowe odstraszacze czy inne sposoby płoszenia, na lotniskach, stawach rybnych czy sadach owocowych. Uważam, że jest dobrą alternatywą wobec krwawych polowań, po pierwsze ptaki zawsze boją się naturalnego drapieżnika

Aby nie było tak różowo, pamiętajmy, że Sokolnicy mimo swojej „przydatności” także organizuje swoje polowania grupowe na zlotach, w których używa tresowanych zwierząt… do zabijania zwierząt dzikich. Poluje się tylko dla rozrywki na zwierzynę drobną, zające, bażanty i króliki. Co jest tym bardziej bez sensu, gdyż te zwierzęta nikomu nie wadzą. Takie polowanie niesie też z sobą pewne ryzyko – ptak sokolniczy nie odróżni gatunku chronionego od łownego i zaatakuje wszystko co się poruszy. W dodatku to środowisko ma prawny monopol na więzienie i przetrzymywanie ptaków drapieżnych rzadkich gatunków.

Myśli końcowe.

Zaczęliśmy od zdania wygłaszanego przez myśliwych: Łowiectwo to nie tylko zabijanie! To także wspaniałe tradycje i kultura, nasze dziedzictwo które powinniśmy pielęgnować! Po tym przeglądzie widzimy już, że z łatwością można to obalić. Dlaczego? Prawie każda tradycja którą wzięliśmy pod lupę, czy będzie to trofeistyka, sygnalistyka, pasowanie, chrzest, pokot wiąże się pośrednio lub bezpośrednio ze śmiercią zwierząt, jej celebracją, mordem. Zawsze więc przy powoływaniu się myśliwych na tradycje, nie wahajcie się im o tym przypomnieć.

Wreszcie cytaty Pije jak myśliwy czy Łże jak myśliwy.  Na stronie koła Ostoja myśliwi piszą Początek języka łowieckiego to chwila, w której zanika znaczenie polowania jako sposobu na zdobycia mięsa i skór, zaś łowy zaczynają jawić się jako pasja, czy rozrywka. Jakże często gardłują jednak na naszej stronie z oburzeniem, że myślistwo to nie rozrywka, że to wspaniała pasja i nie tylko, ale i tak nie zrozumiemy. Pojęcia pasja i rozrywka są ze sobą przecież zupełnie spójne i zbieżne, rozrywka bywa pasją i na odwrót. Nie wiadomo dlaczego myśliwi celowo czy też nieświadomie nie uznają zbieżnych pojęć i wszędzie gdzie się pojawią próbują wprowadzać ludzi w błąd. A może, pewne przysłowie nie jest pozbawione podstaw? Przez stulecia sektopodobna organizacja wytworzyła szereg tradycji i zwyczajów, które mają na celu zagłuszać sumienie, oszukiwać psychikę, celebrować śmierć i nadawać jej uroczystą oprawę, zwiększać wartość i poczucie tego co myśliwy czyni, dawać ułudę, że to co wykonuje ma jakiś głębszy sens… Nie może tradycją nazywać się to, do czego miała dostęp jedynie bogatsza część społeczeństwa, choć można myślistwo rozpatrywać jako dziedzictwo ludzkości, dziś pozostaje ono echem pierwotnych atawizmów, brzydką rozrywką dla niewielu i przykrywką dla wielu bezsensownych okrutnych, niepotrzebnych działań, pod płaszczykiem ochrony przyrody.

Część pierwszą przeczytasz tutaj.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/241/