Łowy na piżmaki

zdj_01
Trudno znaleźć w kalendarzu łowieckim miesiąc,w którym nie są prześladowane jakieś gatunki zwierząt. Śmiem nawet powiedzieć,że takiego miesiąca po prostu nie ma, gdyż na tak zwane ‘’szkodniki’’ , polują myśliwi cały rok.  Teza jaką stawiamy brzmi: Myśliwy zabija dla chorej przyjemności,zupełnie bez sensu i niepotrzebnie. Tezę tą udaje się bez problemu udowodnić przy większości gatunków łownych.  Pamiętajmy przy tym,że myśliwi wypłacają odszkodowania tylko za szkody poczynione przez 4 gatunki zwierząt- polują zaś jeszcze na 26.  Budząca się do życia natura napawa radością,z dnia na dzień powiększa się chór ptasich głosów,coś woła i gna stęsknione ludzkie dusze w ostoję,by doświadczać misterium odrodzenia życia. Nie wszyscy jednak śpieszą by podziwiać,obserwować i przeżywać naturę w spokoju…

p00334

A jak jest w przypadku polowań na piżmaka? Mówi się,że potrafi uszkodzić wały przeciwpowodziowe kopiąc nory czy rozkopywać groble na stawach. I jest to prawdą. Poza tym jednak…tam gdzie wałów nie ma,a istnieją zbiorniki wodne żyje sobie spokojnie żywiąc się błotną roślinnością zielną,korą i kłączami.Zjadają także skorupiaki i mięczaki,a czasami nie gardzą i padliną. Jest to gatunek inwazyjny – przywędrował do nas z Ameryki Północnej,oczywiście za sprawą człowieka,w celu hodowli na futro. Pierwsze piżmaki wydostały się z Czechosłowackich hodowli,i rozpoczęły niestrudzony marsz w celu kolonizacji bagien,stawów,rzek,moczarów,rowów i jezior całej europy. Gatunek toleruje znaczne zanieczyszczenie wody,i jakby nie patrzeć stał się ciekawym urozmaiceniem naszej fauny. Piżmaki to nieduże zwierzęta, ważą średnio ok. 1,2 kg, mocarniejsze osobniki osiągają i 2 kg . Oprócz prześladowań ze strony myśliwskich pseudoekologów ,w naszej szerokości geograficznej czycha na niego wielu wrogów naturalnych takich jak tchórz,lis,jenot,wydra,ptaki drapieżne,a nawet szczupaki. Już choćby dlatego,w miejscach gdzie nie wyrządza szkód powinien być traktowany z troską i spokojem,jako tak zwany ‘’gatunek osłonowy’’,który ginąc w szponach,kłach i pazurach drapieżników,przyczyni się do lepszej kondycji liczebnej innych wrażliwych rodzimych gatunków,których rzecz jasna drapieżniki polujące na piżmaka,schwytają wtedy mniej. Mimo wysokiej dynamiki rozrodu,gatunek cechuje też duża śmiertelność.  Winne są tutaj choroby,pasożyty,oraz paradoksalnie głód,gdy w sprzyjających warunkach ten wodny gryzoń powiększy zbytnio swoją liczebność. Zatem łatwego życia to stworzenie nie ma, i wtedy z dodatkową udręką przychodzi…człowiek-myśliwy.

jw_pizm33

Piżmaki są bardzo ostrożne i płochliwe – na najmniejszy ruch reagują ucieczką pod wodę. Są w dodatku małe i niełatwo je trafić,ranne potrafią odważnie walczyć z aportującym psem myśliwskim. Wszystko to oznacza dla myśliwskiego pseudomiłośnika przyrody jedno – wyzwanie łowieckie i emocjonującą przygodę. I w tym momencie niechaj przemówią cytaty ze stron myśliwskich oraz forów łowieckich:

’ Polowanie na piżmaka było swego czasu tym czy dla przedwojennych łowców były łowy na tokach czy wiosenne polowanie na ptactwo – wiosennym preludium, uczestniczeniem w przebudzeniu przyrody z zimowego letargu. Choć łowom na te gryzonie brak było dramaturgii i polotu jakie towarzyszą tokom pozostawał ten sam rytuał z plenerem tętniącym od ptasiego rozhoworu, przesyconym wszelakimi aromatami balsamicznym powietrzem i zielenią wypełzającą spod śniegu. W takich okolicznościach nawet wzbudzające żywe konotacje ze szczurzym rodem trofeum nabywa nieprzeszacowanej wartości. ‘’’ – To już enty przykład wypaczonego,chorego przeżywania przyrody…coś w stylu,aby odczuć w pełni jej piękno,przeżyć majestat potęgi odrodzenia wiosny…muszę zabić wodnego szczura 😛  ‘’

piżmale3

‘’Polowanie jest super. Jak się zobaczy trójkątną falkę na wieczornej lub porannej zasiadce to adrenalina skacze. Jest to tak czujny i szybki zwierzak, że nie ma mowy o strzałach z przyrzutu. Wszystkie ruchy jak w zwolnionym filmie. A piżmak wypływa nieraz jak duch w odległości kilku metrów i uważnie cię obserwuje. Nerwy na wodzy, mrugnięcie okiem i już go nie ma. Bardzo lubię obserwować jak samczyki w poszukiwaniu (no wiecie czego) pływają wzdłuż brzegu chcąc się załapać na jakąś wolną dziurkę. Jak dostają arbuza to woda aż sie gotuje i zęby idą w ruch. Ale takie są prawa płci nadobnej. 
Strzał też nie jest prosty. Trzeba precyzyjnie z odległości kilkunastu metrów lub więcej trafić bocznymi śrucinami z wiązki w czubek łebka wystającego z wody tak żeby nie zniszczyć futerka. Mój teść strzelał kiedyś 5 razy do piżmaka, a obielający go znajomy stwierdził że jest on nie lada strzelcem bo trafił go jedną śruciną w łepek. 
Postrzelony piżmak może robić się bardzo agresywny i potrafi rzucić się na człowieka wyskakując z wody na brzeg i skacząc wysoko na nogi. Jakieś 5 lat temu miałem taki właśnie przypadek. Jak się na mnie rzucił z siekaczami to zgłupiałem i oganiałem się gumowcem. A dostrzelić wieczorem z tej odległości skaczącego gryzonia nie niszcząc skórki wcale nie jest łatwo. 
A tak wogóle to zaczęły już chodzić na rzeczkach (Lubelszczyzna – stawy są jeszcze zamarznięte) i w weekend coś tam udało mi się pozyskać (2 opudliłem – o hańbo!!!!). Mój wyżeł też miał bicie adrenaliny jak aportował postrzałka. A wogóle to zauważyłem, że aportuje piżmaki z niejakim obrzydzeniem, pogardliwie wypluwając mi je pod nogi. A cieplejszej czapki niż z piżmaka, na zimowe polowania, pluchę i zasiadki to nie ma na całym świecie.’’

piżmak1

To jest w istocie przerażające i tragiczne. Nie wiem jak to skomentować,ale pamiętamy co kręci myśliwskich psychopatów – walki zwierząt. W tym przypadku opisują to bez ogródek i ukrycia na swoim forum. Stąd też cieszące się powodzeniem konkursy norowań,podczas których zagryzane są lisy i koty,oraz szkolenie psów na żywych dzikach w zamkniętych zagrodach. Całe to okrucieństwo jest uważane przez środowisko myśliwych za element wspaniałej górnolotnej kultury….

Cytat drugi:

‘’A mnie w zeszłą sobotę mój wyżeł wystawił (!!!!!!!!!!!) w zapadających już ciemnościach piżmaka, który siedział przy brzegu. Gdy powoli podeszlismy w to miejsce piżmak spokojnie wypłynął na wodę i ….. dostał wiązkę nr 6. Nie wiem kiedy postrzelonego futrzaka dopadł mój psiak i dopiero się zaczęły harce po grobli. Muszę przyznać, że piżmak walczył dzielnie kalecząc siekaczami fafle i pysk mojego fouska. Ale po kilku kłapnięciach i podrzuceniu w górę psisko dało sobie z nim radę. A wrażenia z walki jak przy dochodzeniu dzika. O dostrzeliwaniu z tej odległości nie ma mowy bo nici z futerka. ‘’    Nie ma to jak dla harmonii,obcowania i przeżywania piękna natury poznęcać się z uciechą nad dzikim zwierzęciem…. Wszystko to dla? Ochrony i dobra przyrody ojczystej,jak i kultywowania ‘’wspaniałych’’ tradycji…

piżmak11

Kolejna porcja samomasakry ze strony myśliwskiej brzmi tak:

‘’Zwierza płynącego widać jak na lekarstwo – sam pyszczek i kawalątek ogona pruje lustro wody – strzelać trzeba mierząc w „nosek” dwuipółmilimetrowym śrutem (łatwo jest strzał zdołować). Najmniejszy ruch może spłoszyć zwierzynę a dodatkowo pamiętać należy o warunkach bezpieczeństwa – przy płaskim strzale wiązka śrucin rykoszetuje od wodnej tafli i trzeba mieć dobry kulochwyt (tu polowanie na rowach było znacznie bardziej bezpieczne po skarpy rowu zatrzymywały błądzący ołów). ‘’ Ale przecież z tym wprowadzaniem do środowiska wodnego toksycznego ołowiu,to wymysły ekologów,bo wszystkie strzały celne są…

musk-rat-771177_960_720
Tacy to zakłamani ludzie,z taką mentalnością,których podnieca walka zwierząt,kiedy dzikie zwierzę zawsze jest na przegranej pozycji bo zostanie dostrzelone. Ci którzy lubują się w nieuzasadnionym okrucieństwie,którzy nie potrafią przeżywać i doświadczać przyrody w sposób nie krzywdzący jej,cieszyć się nią bez sadyzmu,którego nawet nie przyjmują do wiadomości – tacy ludzie przychodzą na naszą stronę,i próbują tego bronić…Wmawiać nam,że czegoś nie rozumiemy. Że tylko oni ze swoimi sztucerami,hukiem,płoszeniem,psami aportującymi,ranami,bólem ,strachem,zakłócaniem – oni w ten sposób jedynie,prawdziwie i harmonijnie obcują z naturą. No proszę państwa… W łowiectwie chodzi o przeżywanie ‘’wspaniałych’’ emocji. My wychodzimy nieco dalej w postrzeganiu,i zauważamy,że odbywa się to kosztem cierpienia,strachu,bólu,stresu zwierząt. Dla myśliwych to oczywiście nic takiego.

Ostatnio liczebność tego gryzonia znacznie zmalała,na co narzekają znów sami myśliwi (oczywiście pozyskiwanie setek sztuk w sezonie nie miało na to żadnego wpływu,wszak łowiecka mantra głosi ‘’myśliwskie pozyskanie nie ma istotnego wpływu na liczebność gatunku’’ . ‘’Prawda’’ to bezapelacyjna,gardłowana za każdym razem,gdy do opinii publicznej dociera informacja o kolejnych absurdach łowiectwa. Przyczyn spadku liczebności było i więcej,jak choćby pojawienie się norki amerykańskiej,która skutecznie na niego poluje. Mimo wielorakiej przyczynowości,piżmak nadal figuruje na liście łownych podobnie jak zając czy kuropatwa lub jarząbek. I przy tym gatunku myśliwi nie robią nic,by go wspomóc,a nawet gdyby robili to tylko po ty,by móc zapolować i ‘’przeżywać emocje łowieckie’’ .

piżmak pozyskanie

Podsumujmy: Kolejny gatunek,którego pozyskanie spadało lawinowo w latach co pokazują dane w tabeli ze stacji badawczej w Czempiniu,czy mimo to myśliwi przestali na niego polować? Nie,polowano nadal,i narzekano że jest mało…w końcu nikt nie będzie się litował nad gatunkiem inwazyjnym i potencjalnym szkodnikiem,wybijmy więc wszystkie…Potem ponarzekamy na ptaki drapieżne,oraz jak to za dużo jest lisów,które wytłukły nam piżmaki,urządzimy ‘’Powiatowe łowy na lisa’’ podczas których zabijemy ile się da. I wszystko …nie wróci do normy.  Gatunek nie zostanie nigdy wykreślony z łownych.  Bezustanne bałwochwalcze potrząsanie naturą przez samozwańczych ‘’regulatorów’’ przynosi dla środowiska opłakane efekty,co pokazują ich własne statystyki… Czy wyciągają z tego jakieś wnioski? Nie,do ostatka będą się szyderczo śmiać z ‘’nie rozumiejących łowiectwa’’ pseudekologów.  Część z nich nawet nie żyje w zakłamaniu – otwarcie przyznają się do podniecenia przy walkach zwierząt, bez skrycia mówią o tym,że ‘’pomagają’’ zwierzynie by na nią polować.  Czego brakuje tym ludziom? Powtarzałem nie raz,powtórzę i znowu : pokory,szacunku do przyrody,najmniejszej chęci zrozumienia i akceptacji praw nią rządzących. Czas pokaże kto miał racje,gdzie się zwrócicie kiedy kolejne statystyki pozyskania kolejnych gatunków spadną do granic uniemożliwiających swobodne zabijanie. Czy będą to wasze strzelby i mądrości,czy raczej pojawicie się u tych którzy ostrzegali. Na to nie liczę,za pewne uciekną się się do zawyżania i fałszowania statystyk co czynili w przypadku głuszca i cietrzewia. Byle nie dać poznać,że ‘’racjonalna gospodarka łowiecka i zrównoważone użytkowanie zasobów’’ ponosi w XXI wieku fiasko,wobec mnogości innych zagrożeń i niegodności  stwarzanych zwierzętom przez człowieka.

5cd28db2ae9b572c

Ostatni cytat myśliwego ze strony łowieckiej,niech będzie potwierdzeniem tego co zawarłem powyżej:

’ Niestety, na dzień dzisiejszy w naszym regionie o piżmaku należy chyba mówić w czasie przeszłym. Ten pospolity gatunek zniknął nagle, a załamanie jego liczebności jest ściśle skorelowane z pojawieniem się innego północnoamerykańskiego migranta – norki amerykańskiej. Łowieckie statystyki spadały lawinowo. Na Warmii i Mazurach w ciągu trzech lat odstrzał piżmaków zmalał sześciokrotnie, obecnie zaś pozostaje śladem dawnych rozkładów (w sezonie 2004/2005 upolowano w całym kraju lewie 5933 szt.). W połowie lat osiemdziesiątych minionego stulecia w moim kole łowieckim pozyskiwano rocznie ok. 400 szt. piżmaków, choć są to zapewne dane mocno zaniżone. Zaledwie dekadę potem nie było tu już z czego pozyskiwać. Jeszcze w sezonie 1994/95 mój ojciec bez większego problemu, zwyczajowo oszczędzając odpowiednią ilość piżmaczych par do rozrodu upolował 31 tych gryzoni. Następnej wiosny mimo usilnych poszukiwań nie tylko nie było za czym powieść lufami, ale nawet ciężko było dopatrzeć się tego zwierza. Jednego młodego osobnika okaleczonego przez wałęsające się psy widziałem jeszcze w kwietniu 1996 roku, w dwa lata potem w środku mojej rodzinnej wsi na trzech sąsiadujących stawach gospodarować zaczęła parka piżmaków wyprowadzając nawet kilka młodych. Wobec narastającej w galopującym tempie liczebności wszelakiej maści drapieżców spełniły się czarnowidztwa fatalistów i para ostańców zniknęła równie nagle jak się pojawiła. W 1999 widziałem ostatniego piżmaka. Co jednak ciekawe, norki, które z całą pewnością zniwelowały pogłowie piżmaków i ptactwa wodno-błotnego w rodzimym środowisku nie wpływają na nadwyżki populacyjne (tam wzajemne relacje między obu gatunkami kształtowały się przez tysiąclecia, na gruncie europejskim zaś przez kilkadziesiąt lat). Pozostaje też pytanie odnoszące się do mojego „podwórka” jak tak prężna populacja mogła zniknąć w ciągu zaledwie jednego roku, przy jednoczesnym braku obserwacji norek. ‘’ 
http://jezioro.com.pl/artykuly.html?id=2541
– No ciekawe dlaczego…a gdyby tamtych ponad 400 sztuk rocznie nie ‘’pozyskiwano’’,jak wyglądała by populacja? Jest to śmiech i ubaw,jednakże przez łzy,że ktoś nie chce dostrzec tak prostej zależności między swoim działaniem,a skutkiem (mechanizm wyparcia),jednocześnie ma czelność łzawo ubolewać że nie ma…Nie ma już do czego strzelać! Szukajmy winnego!  Dalsze rozważania są chyba ponad moje siły. Zatem w oparach absurdu,pora na nie zaskakujące chyba nikogo zakończenie. Mianowicie,każdy powód,dla prześladowania,dręczenia,zabijania i straszenia zwierząt jest dobry. Choćby i majestat budzącej się do życia wiosny,po ponurej zimie.Można w jakimś stopniu się zgodzić,że piżmak to szkodnik – ale kto go sprowadził? Inny ”najmądrzejszy na ziemi” szkodnik na dwóch nogach. Który jako jedyny wydaje wyroki i ocenia, dostosowuje środowisko do swoich potrzeb,reguluje rzeki, a gdy pojawia się tam inna istota pragnąca tylko w spokoju żyć,okazuje się,że maleństwo wyrządza wielkie straty w sztucznie przekształconym przez człowieka środowisku, i otrzymuje..wyrok. Jakże niesprawiedliwy.

IMG_4551

Myślistwo i mity łowieckie

Przyszedł czas na trójkę. Na prośby znajomych i przyjaciół,długo co prawda oczekiwany ,ale jest. Wiele osób ,nie tylko myśliwych ale i osób zwyczajnych , które coś tam o łowiectwie z propagandy zasłyszały,zagląda na stronę Nie podaję ręki myśliwym,  i i myśli sobie, że założyła ją grupka ekologów-oszołomów co to nie mają pojęcia na czym polega gospodarka łowiecka i leśna, a tylko krzyczą przeciw zabijaniu .Że z miasta nosa nie wytknęli przez życie i się mądrzą, bo ”zabijanie jest be”. Kto chce z oponentów może w to wierzyć, jednak podstawą naszej działalności jest dokładna znajomość obu gospodarek i mimo to nie zgadzanie się ze sposobem jej prowadzenia. Teraz wiadomo, choć trudno zrozumieć ? Mamy na te sprawy zupełnie inny pogląd po prostu. Cieszę się, że to wyjaśnione, a co kwestii miejskiej…Tylko 1 z administratorów mieszka w małym miasteczku, pozostała reszta to wiocha i słoma z butów.  Dla mnie osobiście aspekt zabijania jest motywem pobocznym, bardziej natomiast zajmują mnie absurdy gospodarki łowieckiej i sposób jej prowadzenia.

72

Gospodarka leśna,w skrócie.

Ludzie , a zwłaszcza rozmaici mędrkowie dostają napadów śmiechu kiedy cytuję, że ”ochrona zwierząt poprzez strzelanie jest dla mnie tak samo nie przekonująca jak ochrona lasu poprzez wyrąb” . Co za oszołom, nie ma pojęcia na czym polega racjonalna gospodarka leśna ! 🙂  I tu bym polemizował , ponieważ musimy przyjrzeć się na czym w istocie to polega. Musimy wiedzieć, że Leśniczy tak samo jak myśliwy nie zajmuje się lasem z miłości do niego, by wszystko rosło w zdrowiu ku słońcu, a po to by nim gospodarować i pozyskać drewno. W skrócie eksploatacja. ”Pozyskać” , brzmi znajomo prawda? Dlatego też drzewa wycina, gdyż do tego były przeznaczone, lasy w Polsce są w dużej mierze lasami gospodarczymi ,w których zwierzęta znajdują ostoję zupełnie niepotrzebnie według niektórych osób, które postrzegają je tylko przez pryzmat szkodników. A to coś zgryzą z młodych sadzonek ,to stratują ogrodzenie , inne przeryją szkółkę. Do diabła z takimi zwierzętami, nie mogłyby się jakoś zachować w naszym gospodarczym lesie? Tutaj dotykamy aspektu psychologicznego czyli podejścia jakie te osoby reprezentują, a jest to podejście rabunkowo -roszczeniowe. Liczy się zysk ze sprzedaży drewna i tyle. Tak to funkcjonuje i na tym polega,wiec mamy się zamknąć i siedzieć cicho. Inną sprawą jest, że w założeniach gospodarki leśnej przecinki stanowić mają ożywienie lasu i zrobienie miejsca, pod nowe drzewa. Sadzone są gatunki szybko rosnące, świerk ,sosna. Czasem gatunki liściaste,jeżeli las nie jest gospodarczym a parkiem narodowym lub krajobrazowym , wtedy dba się o jako taką różnorodność. Perspektywa jest taka, człowiek musi mieć drewno do spożytkowania dla przemysłu w ciągu kilkudziesięciu lat, natomiast gdyby pozwolić lasowi zarastać po swojemu przyrost trwałby setki. Na to oczywiście nie można sobie pozwolić , i choć się z tym nie zgadzam, mimo że hipokrytycznie siedzę teraz przy drewnianym biurku którego nie kupiłem to….mogę się tylko nie zgadzać:)

Gospodarka naturalna?
Puszcza Białowieska-ostatni zachowany fragment pierwotnych lasów w europie, powinien być wzorem dla wszystkich tych którzy propagują tylko rabunkową eksploatację środowiska, racjonalne gospodarki etc. W sercu puszczy nie prowadzi się wycinek, nie usuwa martwych drzew ,w których często rozwijają się kolonie larw ”szkodliwych” owadów dla drzew, np brudnicy mniszki. Wszystko gnije, rozkłada się powoli, rośnie jedno na drugim. Mimo braku większośći prac pielęgnacyjnych las nie ginie, a rozwija się i ma zupełnie dobrze. Klimat takiego lasu, jakże inny od gospodarczych martwych monokultur do których przywykły nasze oczy. Tętno pierwotnej puszczy.  Ja uważam że w przyrodzie nie ma pojęcia takiego jak szkodnik, a tak zwane gradacje owadów czy gryzoni są szansą i wręcz łaskawym darem losu dla innych zwierząt. Z owadów nocnych skorzystają leśne nietoperze i niektóre ptaki,np lelek kozodój. Dzięki obfitości pokarmu mogą odchować więcej młodych czy wyprowadzić więcej lęgów.Z gryzoni skorzystają lisy, kuny, łasice, sowy. Tak naprawdę nie do końca wiadomo co rządzi gradacjami owadów i gryzoni, ale jedno jest pewne-to zbawienny mechanizm samozachowawczy przyrody dzięki któremu sporo gatunków możemy jeszcze oglądać w obecnej liczebności.W perspektywie czasu , nawet po ostrych wysypach rozmaitych szkodników las tak czy siak się samoistnie odrodzi. Jednak, nie za naszego życia.I to jest motorem błędnych pochopnych działań na rzecz ”ochrony”, bez zrozumienia przyrody i praw nią rządzących. Człowiek chce widzieć efekt, tu i teraz, natychmiast, jeszcze za swojego życia. I dlatego często,w naszych założeniach przegrywamy.   Od 2011 roku w otulinie puszczy nie można polować i ”pozyskiwać” zwierząt, mimo to ciężko, by mówić o jakimś nadmiarze. Wcześniej nie można też było polować w głębi puszczy. Oczywiście myśliwi powiedzą, że zwierzęta wędrują i migrują poza teren puszczy i wtedy i tak są odstrzeliwane. Być może tak jest , ale na pewno nie dotyczy większej ilości urodzonych w puszczy zwierząt.

11219153_677706025685476_6505355177537364540_n

Synantropizacja

Wiele osób , oderwanych od rzeczywistości psioczy i lamentuje, próbuje straszyć, że co to teraz będzie, lisy biegają po osiedlu, dziki grzebią po śmietnikach czas zwierzęcej apokalipsy blisko. Zjawisko nosi nazwę jak wyżej i będzie się nasilać. Zwierzęta, by przetrwać są zmuszone uczyć żyć w naszym cieniu i bardzo dobrze im to wychodzi. Są zmuszone, skracać dystans ucieczki, z powodu wszechobecnych hałasów. Gdyby chciały reagować według dawnych norm , musiałyby oszalałe non stop uciekać. Nie raz obserwowałem z traktora sarny, które nie tylko nie bały się hałasu silnika, a spokojnie żerowały na skraju śródpolnego zadrzewienia spoglądając ciekawie. Są przyzwyczajone do tego widoku i prac rolniczych , jeśli ciągnik wjeżdża na pole spokojne oddalają się. Nawet płochliwe  drapieżniki jakimi są w  wilki są widywane w Polsce w ciągu dnia. Nie dlatego, że na nas polują, po prostu w obecnym świecie , przy naszej liczebności ciężko jest pozostawać cały czas w ukryciu i nie napotykać człowieka. Czy to tak trudno zrozumieć ? Myśliwi zdaje się nie rozumieją, że czasy kiedy zwierzęta żyły w rozległych dziewiczych puszczach minęły. Tego już nie ma. I zamiast tego powinniśmy nauczyć się żyć w harmonii z dzikim zwierzętami, jest to proces z którym przyjdzie nam się zmierzyć.Inna droga ,według myśliwych to oczywiście notoryczny odstrzał i prześladowanie. U nas pół biedy, ale w innych częściach świata są drapieżniki zagrażające człowiekowi. Te trzeba będzie trzymać na dystans. Zamiast naturalnego wydawało by się zrozumienia dla sytuacji zwierząt którym zabraliśmy przestrzeń życiową, myśliwi czują agresję. To uraża ich ”godność” kiedy lis myszkuje po osiedlu a sarny czy daniele pasą się spokojnie. Głośna sprawa danieli z Grudziądza które pasły się w lasach podmiejskich nikomu nie wadząc, ku uciesze mieszkańców. Komentarze myśliwych ” Sk,,,ny nic się nie boją nawet”

10440293_10153077737550351_7511662705617870715_n

Czy sławny żubr Pyra. Wiele osób bało się tego zwierzęcia, jednak był zupełnie nieagresywny i nie napastliwy. Po prostu sobie był i tym samym bardzo przeszkadzał, bo i komuś tam parę jabłek zżarł. Nie mówię że to normalne, by żubry chodziły po ulicach wsi,inne osoby z kolei opisywały spotkanie z Pyrą jako niesamowite emocjonujące przeżycie. I to jest zdrowe podejście uważam.  Natomiast ulubionym argumentem myśliwych i pseudoznawców zagadnień łowiectwa jest ;

Locha z młodymi ! Bardzo grozna. Gdyby nie myśliwi to nikt z was zasranych ekozj…bów do domu wieczorem nie dotarł.

Hm no cóż. O dzikach coś mogę powiedzieć. I owo ”coś’ to 90% więcej niż każdy z nich na ten temat wie. Skąd wziął się mit groznego dzika? Pierwsze, tryb życia. Dzik z uwagi na w przeważającej mierze nocny i skryty tryb życia jest zwierzęciem którego zwyczaje mało są znane dla ogółu. Ponura sława dzięki jednemu głupiemu wierszowi.  Już te 2 rzeczy dają dobry grunt do dalszej manipulacji i ogłupiania co myśliwi skrzętnie wykorzystują. Jak się mają do tego zachowania lochy ? Pierwsze,cechy osobnicze. Trafią się osobniki które szarżują na wszystko co się zbliży ale to ułamek procenta w całosći. Czynnikiem wywołującym rozdrażnienie lochy jest pisk przestraszonego warchlaka. Dlatego do nich nie zbliżać się pod żadnym pozorem. Drugim z kolei-jeśli jesteśmy z psem. W żadnym wypadku nie należy psa szczuć czy zachęcać do szczekania,trzeba to powściągnąć. Nic jak szczekający pies bardziej nie rozdrażnia dzika.Oczywiście sytuacja może różnie się rozwinąć i jeśli nastąpi szarża dla własnego bezpieczeństwa należy puścić psa wolno a samemu salwować się na najbliższe drzewo. Pies,nawet domowy ”przydupas” sobie wtedy poradzi,odciągnie uwagę dzika od nas i zgubi gdzieś w krzakach.  Jest to oczywiście ten najgorszy scenariusz i każda osoba która nie traktuje dzików za pomocą psów i strzelby potwierdzi, że bywa zupełnie inaczej. Z moich doświadczeń,spotkałem lochę z młodymi kilkadziesiąt razy i na te wszystkie sytuacje wolała uciec z młodymi czy się oddalić nie atakując. Jedyny raz kiedy zostałem zaatakowany to kiedy zachciało mi się podchodzić samicę z młodymi. Loszka wyprawiła gdzieś podrośnięte już dziczki ,sama natomiast zaczekała na mnie w gęstwinie. Jakby celowo…a dalej..to już było wesoło:) Przeżyłem. Jest to jedyny raz kiedy zostałem przez lochę pognany z własnej winy, więc jeśli myśliwi wmawiają wam swoje strachy na temat dzików ,nie wierzcie. Sam podczas pierwszych lat obserwacji czy pilnowania pola , bałem się panicznie,jednak nigdy nie dostałem od tych zwierząt potwierdzenia, by lęk był uzasadniony. Zawsze schodziły mi z drogi,wystarczyło się poruszyć,zaszeleścić ubraniem,smarknąć..Są to zwierzęta bardzo czujne i płochliwe,ale też ciekawskie.  Parę razy zdarzyło się że rozmawiając przez telefon, grupa dzików podchodziła do mnie zaciekawiona słysząc głos, mimo że celowo rozmawiałem coraz głośniej, by je odstraszyć, to tylko jakby bardziej je przyciągało. Winne jest nie zwierzę a najczęściej ludzka głupota.

Musimy pamiętać, że myśliwi swoje obcowanie z tymi zwierzętami zawężają zazwyczaj do prześladowania ich – czy podczas polowania z nagonką, wypłaszaniem z psami, postrzałami, strachem. Ranne zwierzę zrobi wszystko aby się ratować, a gdy nie ma wyjścia rzuci się na swego prześladowcę , psa lub człowieka. W najlepszym przypadku kończy się poturbowaniem czy szyciem. Myśliwskie fora pełne są takich strasznych opowieści, które próbują przenosić na dalszy grunt. Zapominają, że sami są sprawcami agresywnego zachowania przerażonych zwierząt, które ranią i tropią.

11196229_679167692205976_2461724682517906324_n

Dziki w miastach.

Zdarza się i takie coś. W poznaniu w pobliżu którego mieszkam grupa podrośniętych warchlaków odwiedzała regularnie śmietnisko. Ludzie bali się, ale zwierzęta nie reagowały nawet na szczekające psy spacerowiczów. Interweniowała policja i straż miejska, a dzicze odwiedziny zdarzały się regularnie. Znajomy który pomagał przy wyprowadzaniu ich z miasta mówił że ,zwierzęta zachowywały się nad wyraz inteligentnie, jakby wiedziały, że nic im nie grozi. Nie były też agresywne . Przychodziły jakby po swoje, i wystarczyło dać im kilkanaście minut pogrzebać przy kontenerach, by spokojnie jak trzoda chlewna dały się wyprowadzić z powrotem do lasu. Rzecz działa się przy trasie po której drugiej stronie jest las, a zaraz za drogą osiedla.
Co innego w przypadkach,kiedy pędzone podczas liczenia czy polowania zwierzęta, które unikały dotąd miasta znajdą się przypadkiem na jego terenie. Wtedy, przestraszone są rozjuszone i niebezpieczne.

Odyńce.

Osobiście uważam że potrafią być grozniejsze niż lochy, a to dlatego że są bardziej hm, jakby to powiedzieć złośliwe. Mówię tu o naprawdę starych pojedynkach, dzisiaj już w zasadzie takie sztuki się nie zdarzają , ale. Dawniej bywało, że taki grasujący samotnik pogonił zbieraczy jagód w lesie, nie tylko przegnał ale i wyjadł z koszyków zebrane jagody i grzyby. Poturbował rowerzystę. Zwierzęta te w postaci dorosłej będąc w pełni sił nie mają naturalnych wrogów, a kiedy pokarmu pod dostatkiem rozpiera energia. I dopóki nie otrą się o polowanie , pewne siebie zachowanie pozostaje. W mojej okolicy był taki odyniec, nazywaliśmy go żartobliwie albertem. Był ogromny i za pewne stary niż przeciętnie to bywa. W każdym razie głośne były przypadki dwa, kiedy albert wychodził na mało uczęszczaną szosę i ani myślał zejść pojazdowi z drogi. Innym razem był to znajomy jadący rowerem który tak się podobną sytuacją przeraził , że nie wracał już tą samą drogą tylko prosił byśmy odwiezli go autem do domu:) Ja podejrzewam, że samiec ten był prawdopodobnie głuchy czy jakoś w tym kierunku upośledzony. Innym razem wracając z obserwacji  natknąłem się na niego na swoim polu. Mróz był duży -15 , śnieg skrzypiał strasznie, musiał mnie doskonale słyszeć. Ominąć go nie było jak, znalazłbym się na otwartym polu w razie co, bez szans. Poczekałem 10 min aż skończy sobie ryć, jednak nie miał zamiaru. No to petarda, 1 odpalam, buch. Zero reakcji. Myślę co jest? Druga, bum. Nic. Dopiero po 3 niechętnie wolnym truchtem, gniewnie fukając oddalił się. Nie spotkałem się nigdy z taką reakcją dzika , czujnego przecież na najmniejszy szelest, stąd moja teoria o głuchocie , częściowej przynajmniej.

10410268_661728263949919_8946808630899793177_n

Wilk selekcjoner? 

Myśliwi bardzo chełpią się swoją znajomością przyrody , co przejawia się bardzo często powtarzanym sloganem ” Obecnie nie ma drapieżników dla regulowania liczebności zwierzyny,ja zastępuję to brakującego ogniwo” .  I w tym właśnie niepozornym zdaniu przejawia się wiedza o przyrodzie naszych myśliwych , a raczej jej brak. Bo gdyby jak deklarują znali zależności w niej zachodzące, wiedzieli by, że rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności-zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją, my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem, nie regulowaniem liczebności zwierząt. W naszej rodzimej faunie wilkom i rysiom możemy przypisać rolę co najwyżej delikatnego selekcjonera, który to wyszuka (a jest w tym perfekcyjny) Sztukę słabszą,chorą, czy zwyczajnie mniej sprawną. Wilk ma do dyspozycji węch co umożliwia mu określenie po zapachu osobnika na cokolwiek chorego,czego nie widać gołym okiem.  Zrobi to na pewno lepiej niż jakikolwiek myśliwy. I tutaj dotykamy mitu odstrzału selekcyjnego o czym często trąbię, po prostu aby rozpoznać chore zwierzę trzeba je tropić i podchodzić, obserwować w pełnym świetle i jeśli wyraznie nie utyka czy nie kuleje,sierść jest normalna,tak naprawdę nie ma szans tego stwierdzić. A na polowaniach zbiorowych strzela się do wszystkiego co wyskoczy podczas pędzenia, w ciągu kilku sekund nie ma zatem możliwości oceny czegokolwiek, a każdy chce coś na takim polowaniu zdobyć. Takie polowania to zwyczajna jatka, niebywała ingerencja w spokój zwierząt zamieszkujących, przez kilka dni czy tydzień las jest jakby wymarły. No i niebezpieczeństwo, nie raz i nie dwa zdarzało się że przerażone zwierzęta wybiegały na dzielącą las jezdnię pod samochody. Jedyne co trzeba przyznać , to że atakowane przez wilka zwierzę szybko nie ginie i lekkiej śmierci nie ma,najpierw jest ucieczka do wyczerpania, potem zależnie od przeciwnika pojedyncze lub grupowe ataki gdzie ofiara wykrwawia i osłabia się powoli. Zwierzę na pewno jest przerażone i cierpi..no, co nie usprawiedliwia przecież alternatywy mordowania ze strzelbą. Myśliwi boją się że gdyby nie oni ,to zwierzęta nadmiernie się rozmnożą. Zadają się być głusi i ślepi na podstawowe prawo przyrody które mówi , że Zwierząt zawsze będzie w środowisku tyle ile będzie dla nich dostępnego pokarmu i siedlisk.  I kropka. Co jest tutaj niezrozumiałego ? Nie ma nad czym dyskutować. Niepotrzebny żaden drapieżnik, gdyż żaden gatunek nie rozmnoży się ponad dostępność dla niego zasobów. A za regulację populacji odpowiadają przede wszystkim choroby, warunki pogodowe, brak dostępności pokarmu i siedlisk. Drapieżniki to tylko kwiatek do kożucha. Próbują myśliwi brać wtedy na litość , odwracać kota ogonem ; To co ,ma zwierzę zdychać z głodu? Na pewno bardzo przejmuje się tym osoba która pierw dokarmia potem zabija, której pasją jest zabijanie , dręczenie zwierząt podczas konkursów norowań, szczucie psami na polowaniu. Wobec tego mówię za siebie, tak ma zdychać. To naturalne w przyrodzie, że jedne zwierzęta zdychają z głodu, inne ze starości inne w paszczy drapieżnika.Głodujące dzieci już nie obchodzą myśliwych? Umierające z głodu przez ich ”lubię mięso” ,ponieważ jak wiemy produkcja mięsa jest na tyle nieopłacalna w ogólnej skali, że jest główną przyczyną głodu na świecie. No i tony marchwi, ziemniaków, buraków których dzikie zwierzęta nie potrzebują ,a można by to spożytkować na pokarm dla ludzi. Pisklaki które w lesie wypadną po gwałtownej burzy z gniazda. Nic w tym nie ma dziwnego i niestosownego. Tutaj nagle nasi myśliwi dostają zastrzyku wrażliwości na krzywdę zwierząt, cóż odpowiemy? Żenada.

10991239_900459006640921_1825237417795379489_n

Odstrzał Sanitarny

Bardzo lubią się tym chwalić myśliwi. Ma to być szlachetne ”ratowanie” zwierząt chorych lub potrąconych w wypadkach łaskawym strzałem w głowę, natomiast w praktyce wyglądało to niejednokrotnie tak że panowie marudzili z przyjazdem , odsyłali do weterynarza, policji. Sprawdziłem o co chodzi i jeden myśliwy powiedział mi; ” Szkoda paliwa i naboju, jak zwierzę chore to jeszcze trzeba je zutylizować na własny koszt,bo na mięso przecież nie można.  No to już wszystko wiem…
Co ciekawe u niektórych myśliwych powszechne jest dobijanie zwierząt nożem, choć jest to nieco ryzykowne i robią to dla zaoszczędzenia naboju. Inni z kolei dobijają tylko strzałem, bo ”próbowali nożem i miał potem wyrzuty sumienia” . Pomieszanie z poplątaniem,ale zawsze powtarzam, że na trzezwo ciężko zrozumieć co w ich ”logice” siedzi.

Czarny zwierz 

W naszym kraju dorosłe dziki nie mają w zasadzie wrogów naturalnych. Co innego warchlaki na które połakomić się może ryś,wilk,czasem i lis, orzeł bielik i przedni ,puchacz. Atak tych mniejszych drapieżników wiąże się z ryzykiem ,o ile kilkudniowego warchlaka orły są w stanie unieść, tak atak na starsze nie zawsze kończy się powodzeniem z powodu czujnej matki , i ma na celu najpierw zabicie zwierzęcia a potem powrót do padliny. Dawniej straty wśród warchlaków potrafiły sięgać nawet 50-70% powiedzmy z 7 czy 8 przeżywały 3. Dziki aby zapobiec takim stratom łączyły się w grupy (same lochy,w kupie siła) aby zwiększyć szanse przetrwania dla potomstwa , czyli np 2-3 karmiące lochy plus jedna lub dwie stare bez potomstwa,często związane jakoś rodzinnie. To dawało większe szanse przetrwania dla młodych, pamiętajmy, że zwierzę też się musi wyspać co w przypadku jednej matki jest bardzo ryzykowne. W takich układach miały możliwość pilnować na zmianę. Czarnego zwierza i ryś i wilk zawsze zostawiały sobie na ”czarną godzinę”. Kiedy nic innego nie było w zasięgu do upolowania, a dokuczliwy głód dyktował działanie sprzeczne z doświadczeniem. Czarny zwierz walczy, a gruba twarda pokryta zlepami błota i innych paskudztw szczecina nie ułatwia dostępu do życiodajnych arterii z krwią, nie wystarczy przegryzc gardła jak sarnie. Idąca zimą przez śnieg wataha dzików wydziela ostry odór potu i własnego zapachu wyczuwalny nawet dla człowieka. W środku znajdują miejsce lochy z przelatkami, prowadzi locha, lub stary odyniec, który normalnie buszuje samemu, ale bywa, że podczas bardzo srogich zim dołącza do watahy i ”dowodzi”.  Całość stada w przypadku zagrożenia otaczają przede wszystkim samce,które też pomagają prowodyrowi przebijać się przez zaspy, czasem go zmieniają. Ofiarami wilków padają wtedy sztuki idące w ”tylnej straży” , jeśli śnieg głęboki i przymarznięty ułatwia sprawę wilkom, które poruszają się na powierzchni i są mobilniejsze. Wybierana jest jedna sztuka która jest osaczana, a następnie atakowana ze wszystkich stron, aby uniemożliwić szarżę. Wilki podgryzają nogi, by przeciąć ścięgna ofiary. Kiedy to się uda w 2 nogach , w zasadzie ”pozamiatane .” Dzik okręca się wtedy jedynie w miejscu, kłapie zębami i jest stopniowo przez wilki dogryzany . Stado często idzie wtedy w rozsypkę, jeśli prowodyr nie potrafi zdyscyplinować pozostałych . W takich przypadkach dziki zdaje się jakby rozumiały że trzeba oddać wilkom należną daninę i nie próbują bronić umierających towarzyszy. Zdarzały się natomiast przypadki…podjadania braci.
Ryś poluje na dzika naprawdę w ostateczności, najczęściej ucieka się do zabicia warchlaka i ucieczki z nim na drzewo. Atakuje skacząc z grubej gałęzi, zaczajając się przy szlakach przemarszu zwierząt. Przy skoku na dzika taktyką jest oślepienie,natomiast dzik ratuje się wtedy ucieczką w gęstwinę by strącić napastnika, lub jeśli jest ”kumaty” przewraca się co grozi połamaniem żeber rysia.  W sumie nie wiem po co się na ten temat rozpisałem ale niech tam. Będzie czytelnik coś wiedział:) Ale co chciałem powiedzieć, wiele osób uważa że dzików jest za dużo. Ponieważ nie ma naturalnych wrogów. Hm, w takim razie można by stwierdzić że dzików zawsze było w Polsce ”za dużo” gdyż drapieżniki unikały polowań na nie wybierając sarny. Kontynuacja myśli będzie poniżej.

11206073_679222212200524_4222526049728151956_n

Nieudolna racjonalna gospodarka łowiecka. 

Owo magiczne i tajemnicze słowo , którym myśliwi próbują kończyć wszelką dyskusję bo przecież ekoterroryści  i ci ”nawiedzeni zieloni” nie mają o niej żadnego pojęcia. Nie wiem tak naprawdę, co jest do pojmowania w sporządzanych rocznych planach pozyskania zwierzyny, jej dokarmianiu, odstrzału. Powiem tak, za teoriami panów myśliwych stoi owe niecałe 50 lat prowadzenia tej nieudolnej gospodarki , bo za PRL możemy mówić o co najwyżej rabunkowej.Za teoriami ekologów stoją natomiast setki tysięcy lat, jeśli nie miliony prawideł które od zarania rządzą przyrodą. Myślistwo nie jest dzisiaj niczym innym, jak dogadzaniem pierwotnym atawizmom i zaspokajaniem próżniaczego ego, z dorabianiem ideologii o ochronie przyrody.  Pamiętamy przecież tą ochronę , kiedy ekolodzy alarmowali w latach 80 o drastycznym spadku liczebności głuszca, panowie wtedy wyśmiewali się i wiedzieli wszystko lepiej. Koła łowieckie zawyżały w danych liczebność i zezwalały sobie na odstrzał tych ptaków. Dziś kiedy dzięki ich ignorancji i głupocie sytuacja głuszca jest tragiczna, panowie chełpią się że założyli fundację ochrony głuszca. Można to skwitować jako najwyżej ponury żart historii, ot grzesznik odprawia pokutę.  Dla myśliwych każde zwierzę to szkodnik.  Takie odnoszę wrażenie po dyskusjach z nimi. Po kolei,Sarna? Zgryza oziminy , korę z młodych drzewek,szkodnik. Zając to samo. Królik? Dokładnie, parszywy szkodnik , zgryzający korę w sadach, uprawy warzywne. Lis? No bój się boga ekooszołomie , jak możesz pytać. Wynosi kury, łapie myszy, (których liczebność ograniczają przecież myśliwi 😛 ) ptactwo , do gazu z nim ! (Myśliwi na swoich stronach komentując często żałują że nie można zrobić tego z ekologami. Jeleń? No ten to już potrafi cały las wyżreć. Dzik ? Jest ich za dużo !
Wilk? Szkodnik,bo zmniejsza myśliwym udział w zabijaniu. Ryś? to samo . Szkodnikiem nie jest chyba tylko uwielbiany i hodowany przez nich bażant, wypuszczany, by można było na niego sobie zapolować.  W skrócie streściłem, jak po rozmowach z myśliwymi oceniam ich stosunek do zwierząt. Mam też wrażenie, że ich podejście do rzadszych gatunków jak Wilk, ryś, łoś jest takie- Nie mają prawa bytu, ponieważ mamy XXI wiek, nie ma wystarczającej ilości siedlisk, by ekosystem mógł sam funkcjonować. Zatem tylko my i nasze strzelby zadbamy o równowagę środowiska. Często lubią pytać na stronach antyłowieckich co ekolog jeden z drugim zrobił dla przyrody z przed komputerka. Ktoś napisał że zrobił manicure sarnie i wyczesał dzikom szczecinę. Bo tak naprawdę za wiele robić nie trzeba poza drobnymi codziennymi wyborami, ale panowie przekonani o swej przydatności bo ; Zbudowali paśnik, by pomóc przetrwać zwierzynie by móc ją potem zastrzelić. Coś mi się wydaje że te paśniki są argumentem do przetrwania nie zwierząt, a pseudomiłośników przyrody z pod znaku PZŁ. Szlachetne dokarmianie sensem życia,a spróbujcie powiedzieć że dokarmia się od niespełna 150 lat , a wcześniej dziesiątki tysięcy lat zwierzęta przetrwały bez tego. Co najwyżej w odpowiedzi usłyszycie, że nie macie pojęcia o myślistwie i gospodarce  łowieckiej:) I takim to argumentem można w zasadzie zakończyć dyskusję z każdym na dowolny temat. Dalej ,buduje dla zwierzątek ambonę, żeby potem z niej strzelać.  I na tym w zasadzie kończą się ”racjonalne” argumenty dla obrony łowiectwa , po więcej odsyłam do innych części:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

ziemniaki

Rykowisko dla jeleni. 

Zastanawiam się, no kim trzeba być, żeby prześladować zwierzę w jego okresie rozrodczym , w jego własnym domu. To tak jakby zabijać nas ludzi na randce czy podczas uprawiania seksu, chciałby ktoś? A buce robią to w świetle prawa ,tylko dla przeżyć polowania ,bo przecież w łowiectwie chodzi o przeżywanie pewnych emocji, nie dajcie sobie wmówić, że nie. Emocjonujące może być szczucie psów na rannego dzika i patrzeć jak przegrane zwierzę próbuje bronić się.Walka zwierząt, czy pies po szkoleniu poradzi sobie, oto co ich rajcuje. Robią to ,tylko po to by zdobyć trofeum-poroże i zawiesić sobie na ścianie, ewentualnie zająć dobre miejsce w konkursie oceny poroża. Dorodne i równo rozgałęzione wieńce bardzo kręcą myśliwych , u Jelenia symbol jego samczej siły, u myśliwego na ścianie co ? Leczenie kompleksów, chyba.Normalny człowiek , dla przeżyć będzie wolał zobaczyć rogi u żywego jelenia podczas obserwacji.  Jak wygląda troska panów o przyrodę niech poświadczy wpis z jednego z ich forów, poniżej.

11407240_381991858656954_8601428404259949919_n1

Jak widać chodzi tylko o trofeum nad łóżkiem, myśliwy nie cieszy się z tego że zwierze żyje, a z tego że nikt nie sprzątnął mu trofeum i ma szansę zdobyć…  Tutaj także próbują używać argumentu o gospodarce ,ponieważ , jelenie w Polsce w sumie ”hoduje się” dla poroża i rozrywek  polujących.Przez większość leśników uważane za szkodniki, za zgryzione drzewka. Argumentują, że jeśli nie odstrzelą tej czy tej sztuki Jelenia, to jego poroże wykazujące cechy wsteczniactwa , przekaże się w genach na kolejne pokolenia.  Argumentacja co najmniej dla debili , ponieważ u każdego Jelenia w pewnym wieku poroże zacznie się uwsteczniać. Jest to najzupełniej normalne. A kto obserwował życie Jeleni podczas rykowiska, ten wie że gdzieś dwóch się bije tam trzeci korzysta. U jeleni to nasze ludzkie przysłowie często sprawdza się w życiu. Podczas gdy dorodne byki walczą i ścierają się,młodsze cichcem korzystają z obecności łań. Zapładnia więc często młodszy, tym samym argument o przekazywaniu najlepszych umiera śmiercią naturalną. Ciekawe czy panowie nie wiedzą o tym , czy celowo mydlą oczy dla usprawiedliwienia swoich jatek ? I jakim prawem myśliwy ma decydować który Jeleń powinien już umrzeć? Prawda jest taka że zabijają tylko po to by nie tracić poroża,te które wykazuje cechy wstecznictwa piękne już nie jest,a zatem po co w łowisku ma chodzić jeleń z takim porożem i ”darmo żreć” . To jedyne o co chodzi w tzw, ”Selekcji”.

11062809_917557788264376_7509251637512106597_n

Myśliwy kontra kłusownik

Bardzo lubią sami myśliwi i osoby postronne wytykać ; ”Może zajmijcie się kłusownictwem,to jest problem,etyczny myśliwy a kłusownik to duża różnica! ” Bardzo się oburzają, dlaczego to nie zajmiemy się kłusownikami. Doprawdy?  Dla nas myśliwy to to samo co kłusownik, tym gorszy, że morduje w świetle prawa i zabija znacznie więcej. Ale zestawmy kilka faktów, powodów dlaczego zabija myśliwy, a dlaczego robi to kłusownik.
Dawniej w latach przed i jeszcze powojennych, kłusownictwo było bardzo powszechne.Do tego stopnia,że bardziej, by pasowało na narodową tradycję niż samo myślistwo. Ale ok , dawniej kłusownikiem był każdy, kto zwyczajnie potrzebował czy chciał. Bywało, że taki osobnik wchodził w układ z lokalnym karczmarzem dostarczając na lewo dziczyznę , w zamian za naboje i ..alkohol. Wnykarz zastawiał sidła , głównie z biedy, dla zdobycia mięsa i wyżywienia rodziny.  Nie ma co porównywać tego, że zwierzę dusi się we wnykach do śmierci od kuli, ponieważ myśliwi często pudłują albo szczują zwierzę psami. Jeden i drugi zabija, z tym, że kłusownik znacznie mniej niż myśliwy…Drugi natomiast zabija dla rozrywki , dla ”regulacji populacji” . Są oczywiście wśród myśliwych i ”mięsiarze”.  Dziś już nie ma chyba zbytnio możliwości sprzedania na lewo dziczyzny, kłusują więc na użytek własny , lub z przyzwyczajenia. Ot, ojciec zastawiał wnyki, zawsze u nas były to i ja będę…byle nie dać się złapać. W każdym razie bardziej jestem w stanie zrozumieć osobę która zabija sobie raz na jakiś czas z biedy i głodu, niż osobę która w świetle prawa, dla rogów ”pozyskuje” dziesiątki czy setki sztuk z limitem.

BEZSENSOWNIE MORDUJĄ-POLOWANIE NA GOŁĘBIE GRZYWACZE.

Kolejny nie mający żadnego logicznego uzasadnienia aspekt łowiectwa w Polsce. O ile można ostro polemizować o konieczności odstrzelenia czasami lisa czy dzika , tak tutaj nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Ale po kolei. Grzywacze żadnych szkód rolnych nie wyrządzają, a jeśli już czymś pożywią się na polu można mówić o szkodzie minimalnie znikomej , wręcz niezauważalnej. W naszym kraju są średnio liczne. Ptaki te mogą jeść wszystko począwszy od nasion, liści, korzonków, płatków kwiatów kończąc na ich ulubionym owocu bluszczu. Są bardziej pożyteczne niż szkodliwe, zjadają gąsięnice i larwy szkodników. Posiadają też sporo wrogów naturalnych ,polują na nie Jastrzębie, krogulce, sokół wędrowny. Łączą się w pary na całe życie podobnie jak łabędzie czy gęsi, a stratę partnera bardzo przeżywają-u trzymanych w niewoli osobników obserwowano wyrazną apatię po odseparowaniu samicy. Ale wątpię, by myśliwych cokolwiek to obchodziło. Jak się poluje na te ptaki ? Normalnie myśliwym było, by ciężko je upolować, uciekają się więc do metod ogłupiania i oszukiwania ptaków. 1 sposób -przy pomocy tzw bałwanków, sztucznych ptaków imitujących żywe. Rozsypana karma i ustawia się wabiki. 2 sposób , przy pomocy tzw karuzeli, na której kręcą się sztuczne ptaki ,tutaj można zobaczyć jak takie urządzenie wygląda ,http://allegro.pl/karuzela-do-polowan-na-grzywacze-z-balwan… .Tak oto mający się za etycznych ludzie ogłupiają zwierzęta, by zabić dla przyjemności. Jak widać nie są to rzeczy tanie, podobnie jak reszta ekwipunku myśliwskiego. Można jeszcze polować z zasiadki, ukrycia ale rzadko jest to praktykowane przy tych ptakach.

d016f971-fa86-36e2-6cb0-24fdd3367188

PO CO ?

Normalny człowiek, ornitolog zawodowy czy też amator pójdzie do lasu czy na skraj pola z lasem, tam najczęściej żerują te gołębie. Poobserwuje , porobi zdjęcia czy notatki i na tym koniec, jesteśmy zadowoleni. Każdy normalny , ale nie myśliwy. Jemu nie wystarczą normalne przeżycia wynikające z obserwacji, czy przebywania na łonie natury, aby odczuć satysfakcję musi jeszcze dane zwierzę pozyskać czyli zamordować. Jest wtedy radość ze zdobyczy. Dalej pytam ,w jakim celu ? Mięsa z tego niewiele , mimo iż można je zjadać.Trofeum też nie…uzasadnienie o regulacji odpada,o szkodach i wściekliznie też. Biorąc pod uwagę ile wydają przeciętnie na swoje hobby, założyć można śmiało, że żaden z tych ”ludzi” nie głoduje. A więc jak argumentują myśliwi-”ty nie rozumiesz,to są emocje,przeżycia podczas spędzania czasu w lesie,radość i satysfakcja ze zdobyczy,strzał to wszystko kończy” Jeszcze tradycja, pamiętamy nieodzowny argument. Nie ma krzty sensu w tym zdaniu, ale skoro strzał wszystko kończy, to może popatrz, zachwyć się, przeżyj , ale nie strzelaj? Czy do tego nie jesteś już może zdolny. Normalny człowiek tego nie zrozumie, bo większość z nas przeżywa i doświadcza przyrody zupełnie inaczej. Oni nazywają to ”bambizmem” czy jakoś tak. Ok. Ja myślę że każdy wyciągnie odpowiednie wnioski.

Stoją ponad prawem.

Ostatnio częste dyskusje między właścicielami psów a myśliwymi, którzy często zabijają zagubione zbłąkane psy, lub zwyczajnie jeśli oddali się od właściciela czy też dla zabawy. Tłumaczą się tym, że pies w łowisku to szkodnik , a oni mają obowiązek  ,a właściciele nie powinni psa puszczać…już wiemy dobrze kto jest największym szkodnikiem tej planety, ale w praktyce żaden myśliwy nie został jeszcze ukarany za zabójstwo psa bez powodu. Zazwyczaj argumentują, że musieli bronić się przed rodzinnym psem który w życiu nikogo nie ugryzł, a sąd daje temu wiarę czy też działa na korzyść oskarżonych. (Sędziowie często polują).  Natomiast jaki absurd, myśliwy może puścić w lesie hordę psów, płoszyć zwierzęta i nic mu za to, robi to w świetle prawa. Ale do zabłąkanego psa już wielka pretensja i kula w nagrodę, pomimo, że myśliwy zabija ze 100 razy więcej. Czyli tak, zgraja psów myśliwskich puszczonych luzem może robić co chce ranić i płoszyć, straszyć zwierzęta, natomiast porzucony czy zbłąkany pies który próbował coś utłuc z głodu, to szkodnik zasługujący na śmierć. Panowie raczej powinni cieszyć się z takiego obrotu sprawy, przecież tak narzekają na brak drapieżników i biadolą, że muszą je zastępować…Znowu logika, a raczej obłuda myśliwych w pigułce.

11140023_675581419231270_7120809107710218734_n

Jak widać na załączonych obrazkach myśliwemu wolno puszczać w lesie psy luzem,straszyć i prześladować zwierzęta, jednak potrafią zastrzelić obcego psa przy właścicielu bo ”płoszy zwierzęta”. Czego nie robi rozumiem rozszczekana zgraja psów myśliwskich w amoku.
Myśliwych w naszym kraju jest według statystyk 114 tys.  To może jest 1 % z 35 milionowego społeczeństwa. Lasy są dobrem ogólnym,własnością nas wszystkich. I ten 1 % próbuje narzucać nam wszystkim swoją chorą wizję rozumienia przyrody, jak i ma ogromne pretensje że reszta nie pieje z zachwytu nad ich jaskiniowym hobby…Mi by to dało do myślenia.

posokowce

11203168_675414175914661_673113720441054800_n

Ochrona pola

Nie wiem czy nie będzie to swego rodzaju bomba atomowa, która zrobi furorę ponieważ info jest naprawdę ciekawe. 
Gdyby nie myśliwi , to nikt z was wegetarian nie miał by co żreć, bo dziki by pola splądrowały! Uważasz, że dzik nie jest szkodnikiem,powiedz to samo w twarz rolnikom którym wataha przeorała całą uprawę !  
Ulubione dwa argumenty myśliwych. Jeszcze ten o odszkodowaniach. Tak lubią troszczyć się o rolników,jednocześnie narzekając na konieczność wypłat odszkodowań. Sposobów na zabezpieczenie pola jest masa,w tym jeden znany wśród myśliwych, cytuję ; Płot zapachowy z ludzkich włosów. Tania i skuteczna metoda na odstraszenie zwierząt, i tutaj może fragment wypowiedzi myśliwego na ten temat w screenie.

wc582osy-odstraszanie

I co państwo na to? A na stronach antymyśliwskich gęby wypełnione żalem na szkodniki i biednych rolników.  Pomijając tradycyjne metody takie jak pastuchy elektryczne i rozmaite straszaki, istnieje jak widać metoda którą myśliwi znają , jednak nie mówią o tym nikomu, bo przecież wygodniej jest wypłakiwać się ekologom ile to odszkodowań muszą wypłacać, a swoje sadystyczne hobby usprawiedliwiać pomocą dla rolników. Ten jeden przykład , będący i tak kroplą w morzu pokazuje nam obłudę, hipokryzję i zakłamanie tego środowiska. W sposobie coś musi być, bo tak dziki mają bardzo czuły węch i unikają ludzi. Pewnego razu podczas ”obchodu” Zrobiłem siusiu w 1 miejscu. Niesmaczne , ale kto tak nie robi przyznać się.  Oddaliłem się od tego miejsca o 100 metrów , no i nocna obserwacja. W końcu idą 3 dziki. Dotarły do tego miejsca,obwąchały po czym zawróciły i poszły zupełnie inną drogą.
Komentarze samych myśliwych :

mysliwiwc582osy

Co do odszkodowań. Myśliwi tworzą prawo łowieckie. Dlaczego nie wprowadzą takich poprawek by nie musieć ich wypłacać? Proste, bo wtedy upadnie argument o odszkodowaniach . A ułatwiło by to życie obu stronom. Rozwiązanie jest bardzo proste, należało by stworzyć fundusz, rodzaj ubezpieczenia które opłacałby sam zainteresowany i ubezpieczał uprawę tytułem szkód wyrządzanych przez zwierzęta. Ale lepiej psioczyć, dorabiać sobie gębę darczyńcy dla poszkodowanych etc.   W takim powiedzmy wczesnym średniowieczu dzików było na pewno bardzo dużo, ludzie mieli także pola uprawne i pomimo braku zaawansowanej techniki potrafili sobie poradzić ,odstraszyć, ograniczyć szkody. Dziś wszystko bardzo wszystkim przeszkadza, a jedyne rozwiązania jakie widzą ludzie mający się za wszechwiedzących oraz inteligentnych do pokrzykiwanie ”za dużo !, selekcja! ,odstrzał! ,eutanazja? Pamiętajmy, że bycie myśliwym jest zupełnie dobrowolne, nikt nie zmusza do zajmowania się tym, co za tym idzie wpłacania składek- wkładu finansowego, tym samym wypłat odszkodowań. Nie pasuje? Zrezygnuj jeden z drugim.

Więcej na temat sposobów zabezpieczenia upraw do przeczytania w tym tekście:
Jak łowiectwo niszczy rolnictwo? 

OBŁUDNIE KŁAMIĄ-SPRAWA LICZEBNOŚCI ZAJĘCY

Niegdyś każdej wiosny dziesiątki szaraków ganiały się ze sobą na polach ,samce walcząc ze sobą podczas tzw parkotów. Pozniej, z każdą dekadą można było obserwować spadek, aż dotrwaliśmy do czasów kiedy spotkać jednego graniczy z dużym szczęściem.Ekolodzy wtedy zwracali uwagę,myśliwi oczywiście śmiejąc się wiedzieli lepiej. Dziś szczycą się tym że reintrodukują zająca do siedlisk. I bynajmniej nie robią tego z dobroci serca, lecz po to gdy tylko stwierdzą ”nadwyżkę” o kilka sztuk czym prędzej je odstrzelić. Poluje się nadal , mimo że wszyscy zgodnie twierdzą zarówno ekolodzy i myśliwi że sytuacja zająca jest zła. Z tym, że to myśliwi dzierżą palmę pierwszeństwa w ”ochronie” i jeżeli zdecydują się na odstrzał to nikt im nic nie może zrobić. Moim zdaniem zając z listy zwierząt łownych powinien zostać skreślony na stałe już 10 lat temu jeśli nie wcześniej. Po to mamy rozum żeby reagować a przepisy można zmienić. Można też wycierać sobie gębę paplaniem o tradycji podczas gdy gatunki giną na naszych oczach.

pokot1

Na mizerny dzisiaj stan liczebny zająca złożyło się wiele czynników. Choroby, drapieżniki, chemizacja rolnictwa. I myśliwi chcieliby byśmy widzieli tylko tyle. Niestety, pamiętam też z opowiadań że w latach 60,70 pokoty zajęcy szły w setkach, a martwych ładowane całe wozy. Zabijane były setki w każdym obwodzie,w skali kraju dziesiątki tysięcy lub więcej.I nikt mi nie powie że taka rzez nie miała wpływu na spadek liczebności. Zależność jest prosta ,gdyby zajęcy wtedy nie trzebiono, dziś nie mielibyśmy problemu z jego tragiczną sytuacją, a o konieczności ochrony rozmawiały by 300 lat pózniej nasze prawnuki. Być może do tego czasu zauważylibyśmy co się dzieje i wypracowali skuteczne metody ochrony. Nie ma co gdybać. O tym ile się zabijało piszą sami myśliwi na swoich forach  I najciekawsza logika panów, czyli winne są tylko drapieżniki, a ich własne trzebienie idące w setkach sztuk to już nie…Przypominam, że zwykły lis wyżywi się jednym zającem przez 2-3 dni,i nie zawsze na nie poluje,wręcz bardzo rzadko z uwagi na czujność i szybkość zająca. I robi to dla własnego przetrwania. A człowiek-myśliwy? Dla radochy z polowania, bo przecież nie z głodu. Kliku myśliwych zabijało paręset zajęcy których do niczego nie potrzebowali w ciągu 1 polowania. Te same pareset zajęcy miało, by szansę mnożyć się i przetrwać,tym samym padając sporadycznie łupem wrogów naturalnych. Dla mnie to jest normalna i racjonalna gospodarka zasobami przyrody. Nikt mi nie powie, że te masowe zabijanie nie przyczyniło się do zachwiania ekosystemu i delikatnych zależności wśród zwierzyny drobnej. Pamiętajmy logikę-myśliwy zabił zająca-dobrze, lis złapał, o co za szkodnik ! Trzeba zabijać. I obecny dziś żal myśliwych nie wynika,  żebyśmy dobrze rozumieli dlatego że równowaga w przyrodzie została przez nich zachwiana, a dlatego że nie ma na co polować.
Polscy myśliwi pozyskiwali (czytaj: strzelali) ok. 1 miliona zajęcy rocznie, a w szczytowym sezonie 1,3 mln.W latach 1970-1980 odławiano (corocznie!) ok 100 tyś. zajęcy na eksport do Włoch i Francji. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj :

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/klamstwa-mysliwych-sprawa-liczebnosci-zajecy/

Sami świadczą przeciw sobie , chcieliby zmydlić społeczeństwu oczy, że co złego w polskiej przyrodzie to nie my, my to tylko ochrona…na pewno do ochrony gatunku przyczyniły się pokoty idące w setkach z przed lat. Jakie wtedy było uzasadnienie? Tradycja?, Robią szkody ,a może nie wyżywią się biedne? Czy sama satysfakcja z licznego pokotu , a z najdorodniejszych pasztet, bo przecież nie wszystkie spożytkowaliście , część było pozostawianych.

Teraz próbują wszystko zrzucić na choroby i chemizację rolnictwa. Komentarz kolegi po strzelbie mówi sam za siebie. Dla myśliwych zwierząt zawsze jest ”za dużo”.

zajc485ce-lpm-2

”Gdyby nie myśliwi to zwierzyna się zdegeneruje ,bo zabijają tylko chore, słabe, upośledzone genetycznie osobniki.”

Można by rzec-myślałem że nic już mnie nie zdziwi. Ale nie. Istnieją osoby które twierdzą że muszą zabijać bo jak nie to zwierzęta się ZDEGENERUJĄ. Pomijając absurd tego założenia,bo nie wyobrażam sobie rozpoznania w całkowitej ciemności osobnika ułomnego genetycznie,mamy na liście zwierząt łownych 31 gatunków. Zatem kto selekcjonuje pozostałe tysiące gatunków owadów, ptaków, płazów, gadów, małych ssaków, nawet drapieżników takich jak wilk czy ryś? Ok, częściowo robi to sama natura, i zwierzęta są piękne , dorodne, od tysięcy lat. Były nawet dorodniejsze zanim myśliwi zajęli się owym selekcjonowaniem , bo odyńce o wadze powyżej 300kg nie były niczym niezwykłym, a dziś gdzie takiego spotkać? Tak samo Jelenie dwudziestaki i powyżej.  Sami myśliwi narzekają, że dziś już bardzo ciężko ”pozyskać” takie sztuki, a waga pozyskiwanych Jeleni zmniejszyła się na przestrzeni lat . Oto do czego przyczyniła się owa selekcja, zabijano najdorodniejsze sztuki dla trofeów,tym samym rozmnażały się te bardziej cherlawe i przekazywały cechy dalej. Oczywiście każdy młody Jeleń ma szansę stać się ”bykiem kapitalnym” jeśli pozwolić mu żyć. No dobrze, a ludzie, kto nas selekcjonuje? Dlaczego jakoś nie degenerujemy się pomimo rozmnażania na potęgę? Odezwijcie się do mnie gdy któryś myśliwy wam to sensownie wyjaśni.

Ochrona własnego dobytku i wiejskie życie-wspomnień czar.

Często panowie próbują nas przekonać jakim to szkodnikiem jest lis, bo zagryzł komuś kury. Ludzi tych cechuje skrajny pragmatyzm,wszelkie rozwiązania jakie widzą, to siłowe,za pomocą strzelby i śmierci. I u nas chwycił nie raz. I pomimo, że znam dokładnie lokalizację ich kryjówek jest to wielopokoleniowy system nor, istniejący z 50 lat,nigdy do głowy mi nie przyszło mieć do niego jakiekolwiek pretensje ani chodzić go prześladować.  Mieliśmy o tyle łatwiej że gospodarskie psy zawsze reagowały w porę. Obecnie kury wypuszczane są do ogrodzonego sadu gdzie nic, poza jastrzębiem im nie grozi. Gryzonie typu myszy, szczury,wyłapywały u nas…psy. Nikt ich tego nie uczył, same chodziły do stodoły czy magazynu ze zbożem, chyba z nudów. Inny pies potrafił upilnować kur przed jastrzębiem , kiedy ten krążył w powietrzu, pies  biegał po podwórku patrząc w górę , a gdy ptak zniżał lot zaczynało się szczekanie i uniemożliwienie polowania. Za jakiś czas Jastrząb zmienił taktykę, czatował na drzewie, a następnie lecąc nisko przy ziemi próbował w ten sposób coś pochwycić.  Jeszcze wcześniej gdy mieliśmy perlice , samiec lubił frunąć i siadywać na stodole. Stamtąd monitorował okolicę a gdy coś się zbliżało reagował
”perliczeniem” Na co reagowały zarówno kury jak i kaczki.  Takie tam ciekawostki.

Cyrk

Większość niefrasobliwie bierze udział w tych spektaklach nie zdając sobie sprawy w jakich warunkach przebywają zwierzęta. Jak okrutnie są tresowane, by podczas występu perfekcyjnie odegrały swoją rolę. Na You tube mnóstwo filmów, jak ”wdzięczne i kochające opiekunów” lwy, tygrysy ,słonie , buntowały się zabijając treserów. O takich przypadkach znikąd się nie dowiecie. Cyrk tak, zwierzęta w nim , nie.

Szczyt łańcucha pokarmowego.

Osoby polujące i jedzące mięso uważają, że to człowiek jest panem i władcą świata, znajduje się na szczycie łańcucha pokarmowego i nic nie może mu zagrozić. Pomijając, że jesteśmy zupełnie bezbronni wobec dzikich zwierząt,nawet jadowitych pająków i węży, to jeśli już uczciwie przyznać na szczycie tegoż łańcucha znajdują się…Wirusy i bakterie. Taki człowiek pan i władca a jednak w pewnych przypadkach nie poradzi sobie z formą życia o rozmiarze miliardowych części milimetra. Te same wirusy w postaci przetrwalnikowej są w stanie przetrwać i wypalanie palnikiem, i wszystkie detergenty, promieniowanie UV, jądrowe, temperatury ujemne, ba niektóre formy ziemskiego życia, są nawet w stanie przetrwać w przestrzeni kosmicznej. Gdzie nam do władzy i panowania,najwyżej kury szczać prowadzać.

Czy coś pominąłem? Za pewne sporo, choćby i udział dzieci w polowaniach . Kończę zatem na dziś moje rozważania i dziękuję tym którzy cierpliwie przeczytali. Zachęcam też do przeczytania pozostałych części, dostępne tutaj ;

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

11084299_10200226365019239_20481653252436010_n

 

 

 

 

Łowiectwo i myślistwo – O co tu chodzi?

slupsk_szczecin_01_20155_06

Zajmiemy się tym do czego zostały powołana strona  Nie podaję ręki myśliwym, czyli szkalowaniem PZŁ. 🙂  Ja bym to inaczej określił – Panowie sami się szkalujecie, my tylko opisujemy rzeczywistość. Zaczął się sezon . Sezon polowań. Dla jednych na dziki, dla innych na myśliwych, by celnie odstrzelić wszystkie propagandowe bzdury, jakimi mamią społeczeństwo od lat. Dla wielu dzików będzie to ostatnia wiosna w młodym życiu , ponieważ ktoś w imię tradycji musi ”pozyskać” dzika, by pochwalić się przed kolegami i mieć co zjeść.Zatem kolejna porcja rozważań na temat łowiectwa i zwierzyny w odpowiedzi na brednie których się ostatnio naczytałem przeglądając fora ‘’braci’’ łowczych .

Na czym polega łowiectwo.
Najczęstszym argumentem wysuwanym przez myśliwych jest to ,ż e my szaraczkowie nie mamy pojęcia co to jest gospodarka łowiecka, dlatego to nie powinniśmy się wypowiadać. Postaram się zatem przybliżyć Państwu  z opisu jak wygląda ta ‘’gospodarka’’ (trzebienie) zwierzyny.
Proszę zwrócić uwagę jakiego słownictwa używa myśliwy mówiąc o tym , dla niego nie mówi się zabić, tylko-pozyskać. Co znaczy pozyskać? Znaczy właśnie zabić, pytanie dlaczego? Bo jest za dużo,będzie o tym poniżej. Bo nie ma drapieżników ( będzie poniżej) . Bo…się na tym zarabia. Łowiectwo i leśnictwo w ujętym prawie traktowane jest pośrednio jako gałąz gospodarki, a zwierzęta zamieszkujące las czy pole postrzegane tak samo jak wszelkie inne zwierzęta hodowane w celach konsumpcyjnych. Tutaj myśliwego nie interesuje czy dane zwierzę jest pożyteczne czy nie, istotne jest ‘’Co ja z tego mam’’ . A można mieć to i owo. Dziczyznę oddają do skupu wprawdzie za to płacąc, ale potem sprzedać drożej wyrobów z niej, nikt nie kontroluje, ani nie zabrania. Poroże czy szable dzicze, inne ‘’trofea’’ można sprzedać.  Ma się też ‘’zdrowe’’ mięso na własny stół, co myśliwi cenią sobie w tym hobby najbardziej.  Ale obszarów gdzie zwierzyna może swobodnie bytować jest coraz mniej, a myśliwych chcących ‘’kultywować tradycję’’ jest coraz więcej. Trzeba więc  dokarmiać ile się da, by sztucznie utrzymywać w ekosystemie nadmiar zwierzyny płowej i czarnej , by starczyło dla swoich to po pierwsze, musi jeszcze starczyć dla armii dewizowców, którzy traktują nasz kraj jak dzikie safari i polują tu na zwierzęta które w ich krajach objęte są zakazem polowań ( ludzie bardziej myślący), a u nas jeszcze wolno. Następnie wmawia się społeczeństwu , które łatwo to łyka, że zwierząt jest za dużo i robią szkody. I pomijając wszelkie  aspekty moralno etyczne-bo uznawanie pojęcia gospodarowania czyimś życiem czy populacją kojarzy mi się tylko z nazistami i Auschwitz. Jest to biznes poniekąd dochodowy, bo zarabia się więcej  niż wypłaca z odszkodowań. Oczywiście myśliwy będzie psioczył że cały ekwipunek musi kompletować za własny grosz i to jest prawda. Natomiast całe to ‘’gospodarowanie’’ przez twierdzących, że inni nie mają pojęcia odbija nam się wszystkim niezdrową czkawką-tak gospodarowali, że wybili prawie do cna duże drapieżniki, zające, kuropatwy. Oczywiście nie wykluczam czynników cywilizacyjnych, budownictwo i zanieczyszczenia, jednak myślistwo ma tu spory niechlubny udział. Ale co my tam wiemy o gospodarowaniu. Celowo pomijam aspekty/walory estetyczne obcowania z przyrodą, które łączą się z myślistwem, a u myśliwych uważam są poważnie zaburzone. Najpierw zachwycać się pięknem, by potem je niszczyć. A sporo myśliwych uważa, że bez strzelby do lasu nie ma po co chodzić. Dotknęliśmy zatem istoty ,- ta sławna ,tajemnicza gospodarka łowiecka o której nie mamy pojęcia to nic innego jak pozyskanie ”eko” mięsiwa na własny stół , ewentualnie zarobek na nim. Kiedy mamy to już na świeczniku ,wyskakuje myśliwy z drugim ”koronnym” ;czyli ;

zabijanie-ofiary

No, ale myśliwy dba o równowagę w przyrodzie…

Urocze bądz tragiczne jest to, że oni sami w to wierzą.  Wierzą czy nie, tak samo jest to pusty slogan który udało im się wmówić w społeczeństwo, na przestrzeni ostatnich 100 lat. Dbają oj dbają…Przykładów jest pełno.  Choćby wybijanie przez ostatnie dziesięciolecia kuropatw , zajęcy, bażantów, królików, lisów-czyli jednocześnie łowców i ofiar. Ofiar na własny stół, a drapieżników, no, po co ? Ano skoro wybiło się ofiary – naruszyło równowagę w przyrodzie ,trzeba i pojechać po drapieżnikach tak samo, – żeby nie było ich za dużo. Rysuje nam się zatem obraz pokrętnej i fałszywej logiki, jaką raczą nas myśliwi gdy chodzi o ich sławne ”dbanie o równowagę.” Tak naprawdę, choćby nie wiem jak się spinali, nie są w stanie tego dokonać. Mogą co najwyżej wszystko wybić, co skutecznie robią tylko dlatego że ;
-Hobby, tradycja, lubię strzelać, emocje, myśliwski styl życia, trofeum itd.
Można, by to zrozumieć gdybyśmy cofnęli się 500lat wstecz, a zwierzyny było tyle, że każdy kto by chciał mógłby uprawiać sobie takie ”hobby” przez jakiś czas. Natomiast obecnie , takie tłumaczenia biorąc pod  uwagę zmiany środowiskowe spadek liczebności zwierzyny drobnej zakrawają na absurd. Ktoś ostatnio powiedział mi że ”Gdyby nie myśliwi to wszędzie dookoła mielibyście buchtowiska! ”  No doprawdy, jeśli ktoś w to wierzy…To czekam na tą dziczą apokalipsę.

”No ale jedna locha w miocie ma 8 młodych,z tego niech połowa będzie samicami i kolejna w roku ma znowu 8 to da nam w ciągu 2 lat tyle i tyle”  

Wyższa matematyka. W takim razie, tą samą regułkę należało, by zastosować wobec drobnych ptaków, zaskrońców ,ropuch, owadów, jaszczurek czy czego tam. I co mamy? Ano jedno wielkie nic, w ciągu dziesięcioleci węże, jaszczurki, sikorki, muchy nie opanowały świata, a nasz byt jest w miarę niezagrożony. Dlaczego? Ponieważ przyroda doskonale reguluje się sama na każdym polu, a nasze myślenie ścisłackie i regułki ma głęboko w poważaniu. A za samoregulację odpowiadają nie tylko duże drapieżniki lecz warunki bytowe, dostępność pokarmu, zmiany środowiskowe, pogoda.

piekno-przyrodyb

Kiedyś człowiek nie myślał o przyrodzie w sposób taki jak teraz czyli pod kątem gospodarowania,wybijano i strzelano do wszystkiego co przydać się mogło i ciekaw jestem czy zastanawiano się nad swoim postępowaniem. Nikt inny jak osoby z żyłką myśliwską , choć było to dawno temu, ale osoby o tej samej mentalności przyczyniły się do wyginięcia tura, prawie zagłady żubra, oraz drastycznego ograniczenia liczebności wilków, rysi, niedzwiedzi. Nie wykluczam również kłusownictwa, ale samo to świadczy, że myślistwo w XXI wieku nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia dla istnienia. Nie wiem jak owo ”dbanie o równowagę” odnieść do strzelanych tylko dla trofeów cietrzewi, głuszca, czy dla zjedzenia słonki , która w przyrodzie niczemu nie szkodzi ani nie wadzi. Do dużych kuraków przestano w Polsce strzelać dopiero gdy znalazły się na krawędzi zagłady i zabroniono tego prawnie. Gdyby nie to ,kto wie…Dziś jeżdżą na Białoruś by tam jeszcze zdobyć takie trofeum skoro u nas już nie można. Czy myśliwi którzy tak bardzo śmieją się z komentujących , nie mających pojęcia o przyrodzie ”mieszczuchów” nie wiedzieli jak trudne jest życie leśnego kuraka, który  ma masę wrogów naturalnych ? Czy nie zauważyli jak bardzo spada jego liczebność wtedy? Świadomość ekologiczna tych panów stoi pod mocnym znakiem zapytania o czym świadczy ich codzienne postępowanie i dlatego w cokolwiek na jakimkolwiek forum Wam napiszą, nie wierzcie w to że im zależy na ochronie przyrody. To nonsens, czysty jak czysta, którą zalewają się w wynajętych domkach po udanym polowaniu. A jeszcze zaprasza się ich do szkół by opowiadali o zwierzu dzieciom….Oczywiście ma to na celu urabianie najmłodszych, po to,  by kolejne pokolenie wierzyło w ”koronne” i konieczność istnienia myślistwa. Natomiast wiedza przyrodnicza przeciętnego myśliwego ogranicza się tylko do kilku rzeczy;
-Jak zwierzę zwabić (stąd bardzo popularne wśród nich tzw wabikarstwo,rozmaite do tego gadżety i metody)
-Jakim nabojem zabić
-Kiedy są okresy łowne i ochronne (Choć nie wszystkich to interesuje-czasami w tym okresie wypadają święta, a mięsko wypada, by na stole było )
I to by było na tyle z ich wiedzy.

Myśliwy boi się zwierzęcia.

Dla mnie to oczywiste-Ktoś kto siedząc wysoko w bezpiecznej ambonie w ten sposób zabija, z nowoczesnej broni no to co…Często poluje się z psem. Po co pies? Tak się mówi że pomaga, wskazuje ,tropi itd ale jest jeszcze jeden aspekt-dodaje otuchy. Na przestrzeni wieków las żywił ,bronił, dawał pożywienie i schronienie, budulec, ale też karał można było stracić życie topiąc się na bagnach,zwierząt było dużo więcej, a znajomość ich mniejsza, drapieżniki potrafiły zabić człowieka. Człowiek więc bał się lasu-bał się tego czego nie rozumiał, więc wymyślał coraz nowsze techniki prześladowania zwierząt, a wiara w rozmaite zabobony , duchy była powszechna. Pies jest natomiast przedłużeniem oczu i uszu człowieka, pierwszy reaguje i usłyszy gdy coś jest ”nie tak”,po jego szczekaniu można odróżnić czy goni akurat sarnę, oszczekuje dzika w miejscu, bażanta na drzewie, goni za zającem albo napotkał innego człowieka. Wszystko to jest do odróżnienia w tonie głosu psa, co z czasem przekłada się na zwiększone poczucie bezpieczeństwa-ufam psu, i tam gdzie moje zmysły nie docierają, tam on czuwa.Strach ten do dziś tkwi głęboko w sercu każdej osoby która obierze sobie łowiectwo jako życiowe ”hobby” . Od kiedy człowiek zaczął mieć przewagę nad zwierzęciem, cały czas starał się ją zwiększyć.  Dlatego to polowało się z chmarą psów, które osaczały zwierzę, a myśliwy bezpiecznie mógł je dostrzelić. Grupowe polowania konne także-pościg za jednym zwierzęciem, aż wyczerpane zostanie gdzieś zagonione , lub raz trafione straci chyżość i przewagę w ucieczce. Dzisiaj dostępne są noktowizory , samochody terenowe, reflektory, broń, a jeszcze wabiki i nęcenie. Dzisiejszy myśliwy może się tylko wstydzić za swoją profesję, ponieważ zwierzę jest praktycznie bez szans, nawet nie obrony tylko samej ucieczki czy przewidzenia niebezpieczeństwa. Ale co ich to obchodzi, oni muszą wyrobić limit odstrzału , podobnie jak policja w mandatach i jeszcze zdaje im się, że w ten sposób dbają o przyrodę.Chciałbym widzieć dziś myśliwego, który uzbrojony tylko w ubranie , jak ja zaczai się przy dziczej ścieżce w trzcinowisku, by je obserwować. Odpowiadając na pytanie postawione na początku-to oczywiste-gdyby się nie bał i chciał dowieść faktycznie swojej męskości, to zapolowałby na tego niedzwiedzia w Rosji z gołą klatą i nożem-i tyle byśmy go widzieli.

ambona9

Łowiectwo wczoraj i dziś.
Te dawniejsze ‘’wczoraj’’ to czasy, gdy człowiek ostro musiał rywalizować z naturą i zwierzętami o własne przetrwanie-polowało się po prostu, by przeżyć i bynajmniej nie chodziło o trofeum czy satysfakcję, a wszelkie dary jakimi zwierzyna dla człowieka dysponowała, czyli mięso dla jedzenia, skóry dla okrycia, a żadna część zwierzęcia nie marnowała się. Przykładowo u plemion indiańskich-ze skór bizona robiło się pokrycie namiotu mieszkalnego tzw tepee lub wigwamu. Tej samej skóry używano do przykrycia się, z jeleniej robiono natomiast ubrania i buty, kołczany ,inne drobne przedmioty. Drobne ostrzone kości służyły kobietom za igły do szycia, a jako nici wykorzystywano ścięgna zwierząt lub suszone cienkie jelita.Tymi samymi jelitami uszczelniano czasami łodzie tak zwane canoe. U plemion eskimoskich gdzie polowanie i zabijanie jest
konieczne do egzystencji modna jest potrawa taka-zupa z kości i kopyt reniferów. Używa się do niej nawet kości którymi wcześniej bawiły się psy. Nic nie może się zmarnować. Ówczesny myśliwy po udanym polowaniu wykonywał kilka rzeczy, np. Indianin odprawiał krótką modlitwę w której dziękował zwierzęciu, że pozwoliło mu się zabić i dało swe ciało na użytek, Wielkiemu Duchowi Manitou, że pozwolił upolować. Czasami okadzano zwłoki,a po zbiorowych polowaniach i uczcie cała wioska dziękowała zwierzętom podczas ceremoni, którą odprawiał szaman za udane łowy, i że nie muszą głodować. Dodam też, że i większości  Indian rośliny uprawne nie były znane, gdyby nie to kto wie czy nie wybrali, by oni tej łatwiejszej ścieżki egzystencji. Pytanie który myśliwy wie o tym dzisiaj lub czy my potrzebujemy robić takie rzeczy, by przetrwać ? Wiemy dobrze że nie , a spacerowicze nie raz natykają się na całe tusze jelenie pozostawione w lesie z odciętą  tylko głową, bo trofeum.  Dlaczego łatwiejszej ścieżki egzystencji-dziś zmienił się też sposób polowań. Dawniej myśliwy idąc na zwierza mógł zginąć ,a szedł często z nagim torsem,uzbrojony tylko w łuk , maczugę, kościany nóż czy dzidę.  Zdarzali się śmiałkowie którzy z takim uzbrojeniem pokonali niedzwiedzia grizzly , pumę czy jaguara. Czasem ginęli. I dla takiego myśliwego ja mogę mieć szacunek i uznanie, podziw, którym cieszyli się oni wtedy tak samo, a ich czyny były opiewane ustnie w kolejnych pokoleniach. Przy takiej sytuacji myśliwy często zdobywał imię na całe życie związane z tym czynem. Walka z niedźwiedziem wręcz. Który myśliwy odważy się dziś na coś takiego? Żaden, jadą natomiast na ‘’safari’’ do Rosji, by celnym strzałem powalić niedzwiedzia ze specjalnego pocisku i precyzyjnej broni. Potem zrobić fotkę z zabitym ciałem i wstawić na forum, by pochwalić się przed kolegami. Przekaz jaki niesie taki czyn między samcami ‘’patrzcie,mam trofeum z niedzwiedzia , jestem lepszym i bardziej dzielnym myśliwym niż wy, po za tym stać mnie na  taki wyjazd, więc lepiej sobie radzę w życiu’’ . Na głos oczywiście nikt tego nie powie. I takie zachowanie ma dziś dowodzić męskości ? Strzał z precyzyjnej przeznaczonej do tego broni do zwabionego zwierzęcia ? Dla mnie i dla każdego normalnego człowieka, dowodzi to czegoś zupełnie przeciwnego….

Kiedyś myśliwy podczas obchodu robił pieszo nawet 30 km,podczas ‘’patrolu ‘’ swojego łowiska. Bywało, że nocował w lesie i wracał po kliku dniach.Uzbrojony tylko w strzelbę, czasem z psem. Dziś natomiast  ładują najnowszy sprzęt na terenówkę i objeżdżają w ciągu nocy kilkanaście ‘’nęcisk’’ , bywa że w ogóle nie opuszczają samochodu strzelając z auta. Bywa ,widziałem, że jadą po polu za uciekającymi dzikami strzelając do nich , lub świecą reflektorami szperaczami, by oślepić zwierzynę. Tyle z porównań.

1b-589x490

Zwierzyna robi szkody!
Ostatnio po forach myśliwskich krąży takie zdjęcie-jeleń zaplątany porożem w siatkę który tak się zamotał, że padł. Ten incydentalny przypadek służy już sztandarowo, by pokazywać że grodzenie pól jest idiotyzmem. Wszystko jednak ma drugie dno-ogrodzone pole to dla myśliwego tzw martwe łowisko. Nie można już wtedy sobie chodzić gdzie się podoba, ani jeździć terenówką za zwierzyną . A zwierzyna nie wychodziła, by na pole i nie robiła szkód-zatem nie było ba argumentu że trzeba strzelać. Druga istota gospodarki łowieckiej-koło musi wypłacać rolnikowi za szkody spowodowane przez zwierzynę płową i czarną. Rolnik oczywiście woli zgłosić szkodę i coś tam zgarnąć,takie to już w Polsce przyzwyczajenie, by od państwa brać. Skąd natomiast koło bierze pieniądze na odszkodowania? Ano z obrotu handlem dziczyzną, handlu trofeami , składek członków oraz wpłatami od dewizowców. Zamknięty czarci krąg który niesłychanie trudno przerwać. Czy rolnicy mają rację biadoląc na szkody wyrządzane przez zwierzęta? Uczciwie patrząc nie, jest to ich  teren prywatny i powinni zadbać o jego zabezpieczenie. Wiem, że rolnictwo w naszym kraju łatwo nie ma, ale-to tak jakby ktoś otworzył sklep , działalność, zostawił go na noc otwarty i miał pretensje, że go złodzieje okradli i żądał odszkodowań. Tak jakbym ja nie zamknął furtki i miał pretensje, że dzik wszedł i wyjadł mi ziemniaki. Dlatego rozsądni ludzie montują w sklepach alarmy, zamykają kraty i zabezpieczają swój majątek . Rolników jednak traktuje się nie wiadomo dlaczego inaczej.
Kolejna sprawa-ogrodzić nie trzeba całości. By zwierzyna nie robiła szkód wystarczy chociażby zostawić im nie ogrodzony  kawałek pola obsiany kukurydzą, którego nie trzeba by było nawet kosić, co najwyżej zaorać i obsiać ponownie co 3 lata. W mojej okolicy są takie zaniedbane miejsca i zwierzyna żeruje tam sobie już 3 rok, co pokazuje jak nie wiele im do życia potrzeba. Nawet na nieskoszonym czy pozniej zaoranym kukurydzisku znajdują pokarm bażanty, gęsi , dziki, sarny,  byle nikt im nie przeszkadzał. Ale jak wyżej-chodzi o ‘’pozyskanie dziczyzny’’ .  W sadzie który mam, sporo jest odpadu z owoców. Drzewa są już stare i nie wszystko jest zbierane. Sad jest nie ogrodzony , natomiast ogród warzywny obok już tak. Jako że całość znajduje się wśród pól, zahaczają o nasz sad także dziki. Traktują to chyba jako urozmaicenie od kukurydzy,wyjadają opadłe jabłka i mirabelki.Szkód nie robią, drzewa są duże, a ziemia twarda więc nawet jej nie buchtują zadowalając się tylko owocami.

Nęcenie.
Pisałem już o tym w innych tekstach,natomiast sprawa wygląda tak –są miejsca ,parki narodowe, gdzie nie wolno ingerować, niepokoić, strzelać do zwierząt. Oczywiście myśliwym to nie w smak, budują więc ambony na granicy takich obszarów i wysypują przyczepki marchwi, buraków, ziemniaków zależnie jaką zwierzynę chcą zwabić. Zwierzęta niestety nie czytają i nie znają prawa łowieckiego, nie odróżniają nęciska od paśnika więc się nabierają. W praktyce wygląda to tak że Jeleń może przebywać na obszarze chronionym , natomiast jeśli da się zwabić i wyjdzie kilka metrów do ‘’nęciska’’ już pada od kuli ‘’prawdziwego mężczyzny’’ który wysoko, z bezpiecznej budki z kilkunastu metrów posłał posilającemu się zwierzęciu kulę. Za prawdę prawdziwe to bohaterstwo i świadczy na pewno o miłośći do zwierząt, oraz pragnieniu ochrony przyrody.

Polowanie z łukiem.
Lobby myśliwskie stara się przeforsować polowanie z nowoczesnymi łukami , bo taki to powrót do korzeni,reklamowane jako ‘’łowiectwo ekologiczne’’ Ciche dla środowiska.  Tym bardziej niebezpieczne. Proszę sobie wyobrazić –obecnie mieszkańcy nie są informowani gdzie odbywa się polowanie. Wiadomo, słyszymy strzały ,huczy omijamy miejsce. A z łukiem? Będąc na spacerze można będzie cichaczem ‘’niechcący’’ oberwać strzałą. Nagminne są przypadki że myśliwi strzelają do nierozpoznanego celu, chociaż im tego nie wolno. Bo jak rozróżnić w mroku gdy coś szura w krzakach czy porusza się, nie wydając dzwięku czy to człowiek , dzik (nie zawsze się odezwie) czy jeleń bądź jeszcze coś innego. Taką wiedzę wyrabia się i nabywa latami, setkami nocy spędzonymi w terenie , w zasiadce na ambonie , na drzewie, czy tzw ‘’leżałce’’ umieszczonej nisko w krzakach. Każde drobne zwierzę, lis, królik, kuna, bóbr dokłada swoje dzwięki , szelesty , i skrobania co dodatkowo utrudnia rozpoznanie. Ja taką wiedzę posiadam, czy natomiast dzisiejsi myśliwi nie ruszający się do lasu bez tony wyposażenia, wątpię. Kolejna sprawa- polowanie z łukiem oznacza jeszcze więcej nietrafnych postrzałów, cierpiących zwierząt. Bo takie zwierzę trzeba raz, że blisko podejść, dwa; puszczona strzała wystarczy, że wiatr dmuchnie i już zbacza z toru,zwierzę się przesunie o 2 cm i już nie trafia w serce, W Internecie pełno zdjęć saren ze strzałą w żuchwie czy pysku które stoją oszołomione. Kula powoduje rozerwanie narządów wewnętrznych i wykrwawienie się. Z niecelnie umieszczoną strzałą zwierzę natomiast może spokojnie uciec zanim dostanie następną, by przeżyć tygodnie w cierpieniu od jątrzącej się rany. A wyleczyć się nie ma szans. Łuk wymaga cierpliwości i precyzji. Aby osiągnąć perfekcję, samurajowie wybierali  kyūjutsu (szkołę łuku)  już w dzieciństwie. Nie jest się w stanie tego nadrobić na strzelnicy, a i nie ma w Polsce nauczycieli którzy poprowadzili, by ucznia do takiej perfekcji by jego strzała zabijała niezawodnie i celnie. W wykonaniu naszych myśliwych będzie to pseudoamatorska jatka podyktowana zachcianką, na której ucierpią zwierzęta, nie tylko dzikie.. Ćwiczy się na nieruchomej strzelnicy a zwierzęta zazwyczaj są w ruchu.  Z tego miejsca pozdrawiam serdecznie pewnego dyrektora warszawskiego zoo ‘’miłośnika’’ zwierząt ,który takie coś swoją osobą promuje. Tak Panie Kruszewicz bo o Panu mowa, książki o ptakach więcej już żadnej Pana autorstwa nie kupię, prędzej napiszę sobie sam.

11128155_798936806842049_4654653517071776370_n

Długość życia ‘’zwierzyny łownej’ w naturze, rozród i zaburzenia. 
Ostatnio widziałem na forach myśliwskich pokazują sobie zdjęcia ubitych dzików z Czech o większej wadze i wielkości, biadoląc, że u nas bardzo trudno już takie sztuki pozyskać. Ano trudno-jeżeli panowie wybijają nawet warchlaki i przelatki, teraz quiz, ile może żyć dzik w naturze? Odpowiedz-ponad 30 to zanotowane przypadki, a ile tak naprawdę nie wiadomo. A ile żyje w Polsce,obecnie? Uwaga-max 5 lat .Tylko z powodu odstrzałów. Macie więc panowie odpowiedz, dlaczego u nas takich sztuk nie ma, bo trudno by dzik w ciągu tych pięciu lat osiągnął maksymalną wielkość i wagę ponad 300kg,tak zdarzały się takie sztuki. 5 lat to w dziczym życiu tak jak wejście  wiek nastoletni,miałyby przed sobą jeszcze ponad 25…ehh.  Co ma piernik do wiatraka? Wykazano już niejednokrotnie że wielkie dokarmianie zaburzyło cykl rozrodczy dzików i spowodowało wzrost populacji , obecnie o każdej porze roku locha może być prośna. Jak się to ma do całości…Jeszcze przykład z własnej kieszeni. Swego czasu obserwując w marcu ,siedząc na niskiej wierzbie przechodziła koło mnie loszka z młodymi. Nic by nie było dziwnego gdyby nie to, że była ona maleńka, tak mała że przez pewien czas myślałem jakoby była to świnka wietnamska. I prowadziła za sobą 8 mikropasiaków.  Było to 4 lata temu, znając życie już nie istnieją. Ale do sedna-badania niemieckich naukowców wykazały związek pomiędzy poczuciem zagrożenia, a wzrostem płodości u dzików. Dzik jest strzelany i prześladowany , co powoduje u coraz młodszych osobników gotowość i chęć do rozrodu, poczucie zagrożenia,stres-gatunek musi przetrwać. W europie po 2 wojnie zanotowano w większości krajów wyż demograficzny i wzrost liczby urodzeń u ludzi. Jeszcze 30,40 czy 50 lat temu życie w dziczej watasze wyglądało tak –prośne były tylko najbardziej dorodne i dojrzałe lochy, pomniejsze , czy zbyt stare pełniły rolę tzw ciotek i nie mając potomstwa pomagały w wychowie warchlaków. Średnia długość życia była znacznie dłuższa, więc mogły sobie na to pozwolić. Po za tym Odyniec wybierał do rozrodu tylko także najbardziej rokujące lochy, a mając lata na nabranie masy i siły gromił pomniejsze samce nie dopuszczając ich do rozrodu. Dziś dzicze życie zostało wywrócone do góry nogami,stąd rozmaite anomalia.

dzik6

A inne zwierzęta ? Np. Jeleń- każdy myśliwy wie, że najlepszy rozwój poroża występuje przez pierwsze 6 lat życia, po 10 roku następuje spadek. Taki ‘’spadkowy’’ jeleń nie przedstawia dla myśliwego żadnej wartości, poroże zaczyna wykazywać cechy wsteczniactwa i nienaturalnych odnóg, co oczywiście jest naturalne u większości jeleni, ale myśliwi jako miłośnicy pięknych trofeów i równo wykształconych tyk wiszących na ścianie ,wmawiają nam, że jeleń przekazuje takie cechy dalej. Prawdą jest że z wiekiem ‘’nienaturalne’’ odnogi mogą się pojawić u każdego jelenia-jednak zaburza to u myśliwych ‘’poczucie estetyki’’ i takie jelenie nie mają prawa do życia według nich. Dlatego są zabijane w ciągu 5-6 lat swojego życia , choć mogą dożyć-uwaga, ponad 20….czy to normalne i czy powinniśmy dziś na to pozwalać? A zabijane są w trakcie rykowiska, czyli ich sezonu rozrodczego, tylko dla trofeum..nie dla mięsa które przesiąknięte wtedy hormonami-zapachem piżma, posiada wątpliwe walory smakowe. Panowie dobrali się do naszego narodowego dziedzictwa jakimi są lasy i ich zwierzyna, uważają za swój prywatny folwark. A może ja chciałbym mieć możliwość zobaczyć sędziwego 15 letniego jelenia? Odpowiedzą-taki jeleń to wsteczniak, ciężko mu się by było poruszać przez gąszcze z takimi nienaturalnymi odnogami w porożu…Akurat uwierzę, że komuś kto zabija tego Jelenia dla trofeum, a czasem dla mięsa zależy nagle na jego dobru…Niegdyś większe były gąszcze i jeleniom nic się nie stało, taki byk wie o tym że zahacza , i jeśli nie ma potrzeby nie porusza się w terenie gdzie miałby to utrudnione. W dodatku te ponad 160 kg wagi byle gałązka nie zatrzyma.

Długość życia lisa to jak małego psa-niektórzy podają nawet 14 lat. Niestety większość jest zabijanych wtedy, kiedy nie ma jeszcze koniecznego życiowego doświadczeni,a by chronić się chociażby przed myśliwymi, czyli giną w ciągu pierwszych 2 lat…, bo przecież to szkodniki…
O innych drobnych zwierzętach łownych w zasadzie brak wiarygodnych danych, biorąc pod uwagę zastraszające tempo zmian krajobrazowych i środowiskowych.

jelec584

Zwierząt jest za dużo?
Ktoś kto tak twierdzi; jest albo myśliwym chcącym usprawiedliwić swoją pasję mordowania , lub zwyczajnie nie ma pojęcia o świecie na jakim żyje. Wystarczy porozmawiać z naszymi babciami , dziadkami, nawet starymi myśliwymi, by mieć pojęcie , porównanie ile zwierzyny było kiedyś, ile ubijało się na polowaniu, a ile teraz. Przykładowo niegdyś 100 zajęcy w pokocie nie było niczym niezwykłym, natomiast pamiętam jak około 6 lat temu lokalne koło łowieckie wpadło na pomysł zorganizowania grupowego polowania. Pytali przypadkowych osób jeżdząc po wsiach terenówką, gdzie kto widział jakieś zwierzę, a finalnie przez 2 dni poszukiwań ustrzelili aż 1 zająca na 7 osób…faktycznie można zatem twierdzić że zwierzyny jest za dużo.Teren to mozaika pól, lasów i zadrzewień śródpolnych. Opowiem na innym przykładzie, niegdyś w miejscu gdzie mieszkam , jakieś 18 lat temu wystarczyło wyjść wieczorem przed dom, by zobaczyć królika, zająca czy lisa. Kilkanaście kroków na  pole obok i można już było obserwować sarny czy dziki. Dziś natomiast, aby którekolwiek z tych zwierząt zobaczyć muszę się przemieścić o 3 km , ponieważ wszystko wokół zostało zabudowane. Doprawdy, straszne więc gdy po osiedlu mieszkaniowych , w miejscu którego jeszcze kilka lat temu były pola, przemknie sobie zbłąkany królik czy lis, a ktoś powie, że zwierząt jest za dużo. A gdzie mają się podziać? Kiedy ich tereny gdzie miały jako taki spokój bytowania znikają w zastraszającym tempie. Inny przykład-mamy sad na wsi, bardzo stary sad i na przestrzeni lat zdarzały się pojedyncze zgryzienia młodych krzewów owocowych czy drzewek.Nie były to jakieś olbrzymie szkody, drzewa rosną i owocują do dziś. Natomiast od 15 lat nie miało miejsce zgryzienie żadnego drzewka, a zajęcy których kiedyś wiosną na polach wojowały całe grupki, dziś z trudem można zobaczyć o świcie pojedynczego. Co do lisów na których myśliwi tak psioczą zawsze będę powtarzał- te setki bażantów które wypuszczacie co roku, żeby do nich postrzelać można, by równie dobrze zostawiać lisom. Ale nie, wasza chęć postrzelania sobie i zabicia jest ważniejsza od naturalnej potrzeby lisa. Bardzo mocno przyczyniliście się do wytępienia zajęcy i kuropatw, na które polował lis, a teraz jeszcze w swoich pierdolamentach  próbujecie zrzucić odpowiedzialność na to zwierzę, w dyskusjach, jacy to zatroskani, że lisy wszystko wytłuką, a wy nie zamierzacie na to patrzeć .Powiedziałbym, żałosne widząc zdjęcia z pokotami zajęcy i bażantów, które mogły by zostać dla lisa pokarmem. Ale dla was bażant w żołądku lisa to przecież strata, mniej jest do strzelenia wtedy dla was i to jest wasze ”rozumienie” przyrody.

Więcej przeczytasz w trzeciej części:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/myslistwo-i-mity-lowieckie/

10575390_729992640409228_561019606381531308_o

Zwierzyna potrafi zjeść cały las…
Czasem mam wrażenie, że myśliwi w to właśnie wierzą. Oczywiście na przestrzeni milionów lat nigdy coś takiego nie nastąpiło, choć jeleni ,dzików, saren było o nieba więcej.Skąd zatem takie wnioski? W pewnych okresach zwierzyna lubi pojeść sobie kory młodych drzewek. Jest to zupełnie normalne i naturalne, potrzebuje tego ze względu za składniki mikro i makro elementowe jakie się w korze znajdują, a jakich nie ma w normalnej karmie. Zgryzienia mają miejsce zimą, wtedy kiedy o pokarm trudno, i zwierzątka nie rozróżniają samosiewek od pieczołowicie posadzonych przez leśniczych w nie ogrodzonych szkółkach.Są w lesie,u siebie w domu ,pewnie więc myślą, że to specjalnie dla nich…I o te szkółki cały raban, bo leśnicy także ‘’gospodarują’’ lasem ,chodzi o produkcję drewna. Natomiast jeśli chodzi o owe zjedzenie lasu to..puknijmy się w czoło, a będzie wesoło. Las jest ekosystemem wysoce ekspansywnym, gdyby nie było nas krzaczory zarosły, by każdy zdatny do tego teren . Na nie uprawianych polach przy granicy lasów już po około 3 latach pojawiają się samosiewki młodych buków, dębu i sosen. Las więc ‘’idzie ‘’ do przodu,wkracza na nowy teren i gdyby mu pozwolić w ciągu paruset lat zarośnie sporo. W innych miejscach gdzie za mojej pamięci były łyse polanki, są już spore sosenki a pod nimi roje maślaków w sezonie. Nikt ich nie sadził , wyrosły same. Dlatego oskarżanie zwierząt o wyjadanie lasu, to po pierwsze mit. O szkody-zwykłe chamstwo nie na miejscu, ponieważ są u siebie mogą robić co chcą i należy im się to jak psu buda. A jedyne czemu szkodzą to ‘’gospodarka leśna’’  Czyli temu, że ktoś nie zarobi za jakiś czas na drewnie.Raczej nie mają pojęcia, że lasy nazwaliśmy sobie gospodarczymi, i postanowiliśmy hodować sobie w nich deski.

1384006_343690685777262_1480435600_n

NIE TYLKO NOROWANIE…SZKOLENIE DZIKARZY.

O ile podczas konkursów norowania lisy często są zagryzane dla ”wyrabiania pasji i łowności”, tak można stwierdzić że niektóre zwierzęta mają jeszcze gorzej. Żyją już nawet nie po to, żeby zostały zabite, a po to by myśliwi mogli szkolić na nich swoje psy. Istnieją w Polsce miejsca gdzie myśliwi, legalnie niestety przetrzymują dzikie zwierzęta,w tym przypadku dziki by jak to nazywają wyrabiać łowność u swoich psów. Żywe zwierzęta są szczute, gonione,straszone , często ranione i podgryzane.  Zwierzęta są trzymane w zagrodach , utrzymywane przy życiu i karmione ,tylko po to by jeden z drugim ”człowiek” – tutaj na usta cisną mi się dużo gorsze słowa, mógł dogadzać swoim chorym dewiacjom, hobby zwanemu myślistwem vel łowiectwem. Pseudomiłośnicy przyrody wszędzie gdzie się nie pojawią, gęby mają wypełnione paplaniem o trosce, etyce , miłości do zwierząt, czego my nawiedzone ekooszołomy zrozumieć rzekomo nie możemy. Oni nazywają to rozwijaniem ciętości i pasji u psa…żeby dobrze pracował podczas polowania. Legalne torturowanie zwierzęcia w zamkniętej zagrodzie, które nie ma możliwości ucieczki nazwiemy etycznym?

Oczywiście korzystanie z takiej zagrody opieczętowane jest regulaminem, gdzie 1 pies może ”pracować” max 15-20min, a czas szkolenia maksymalnie 2 godziny w ciągu doby. Często korzystanie z takiej ”usługi” jest płatne. Regulamin swoją drogą, jednak jak widać na zdjęciach musi on być często nieprzestrzegany gdyż na zdjęciach i filmie możemy zobaczyć i 2 a nawet 3 psy! Używa się rozmaitych ras psów; jamniki, teriery, szpice i inne. Dziki jak widać na filmach próbują się bronić,uciekać lub szarżują na psy. Ile jeszcze bezsensownego okrucieństwa spod znaku PZŁ i kapelusza z piórkiem? Natomiast każdy, kto w sposób logiczny uzasadni im sposób funkcjonowania przyrody, prawidła nią rządzące zestawi to z faktami i wykaże bezsens istnienia myślistwa nazwany zostanie nawiedzonym zielonym czy ekoterrorystą.

Więcej o szkoleniach dzikarzy przeczytasz tutaj:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

dzikarz2

Pies interesuje myśliwego tylko użytkowo, tutaj ciężko mówić o bezinteresownej miłości do zwierzęcia,one mają tylko wykonywać swoją pracę. Psy podczas szkoleń oceniane są według następujących typów psychicznych ; pobudliwy, powściągliwy, zrównoważony i zmienny. Według tego dobiera się do czego taki pies się najlepiej nada,czy do tropienia, oszczekiwania, stójkowania na ptactwo ,do norowań czy grubszą zwierzynę.Dość, że myśliwi oddają takie psy na miesięczne szkolenia skazując go na rozłąkę z panem i płacą za to słono. Istnieją specjalne ośrodki zajmujące się szkoleniem psów do polowań. Nie raz napotkać można ogłoszenia o sprzedaży psów czy oddaniu w dobre ręce, bo nie pracowały dostatecznie dobrze, by usatysfakcjonować myśliwego. To nie jest normalne podejście do zwierząt… Zwierzę przeciw zwierzęciu. Walka zwierząt, oto co ich podnieca. Nie dajcie sobie wmówić, że nie. Szczuciu zawsze u takiego człowieka towarzyszą pozytywne emocje, radość i satysfakcja, jeżeli pies sobie radzi, adrenalina, bo rozjuszany dzik jest niebezpieczny, ale przecież na polowaniu mam strzelbę… Okrucieństwo tych ludzi którzy tłumaczą się w takich przypadkach misją ochrony przyrody czy tradycją, nie mieści się w rozumowaniu zdrowego
człowieka.

dzikarz

Co na to Bóg…
Chyba nic bo ostatnio siedzi cicho, ale ludzie uwielbiają się podpierać pewnymi cytatami z biblii, chodzi o sławne ‘’Czyńcie sobie ziemię poddaną’’ Zwłaszcza w dyskusjach z mięsożercami. Fajnie, że każdy pamięta ten fragment, natomiast dalej całość brzmi tak:  ‘’ I rzekł Bóg: «Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem.   A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona». I stało się tak. ‘’ Jasno wynika więc co pokarmem dla nas powinno być, czyli owoce i warzywa, zboża i jako małpa człekokształtna do tego rodzaju pokarmu najbardziej jesteśmy przystosowani. I chociaż biblia nie powinna być traktowana jako jakiś wyznacznik prawdy objawionej do przerzucania się argumentami ,niektórzy mówią jeszcze ‘’No ale Pan Jezus też jadł ryby przecież’’.Racja. Ryby jadł, chociaż sam ich nie łowił, a rybactwo było wtedy zajęciem dla utrzymania się, i trudnili się tym jego niektórzy uczniowie.To co głosił wtedy Jezus było niezrozumiałe dla tłumów, dla jego uczniów część stała się jasna dopiero po jego śmierci. Nie pozyskałby ich sympatii gdyby na wstępie odmawiał posiłku z ryby. Jezus i pozostali  dwaj‘’Ojcowie duchowni’’  głównych religii na świecie, Mahomet i Budda nauczali kilku prostych rzeczy i to ich łączy- Nauczali miłości do blizniego i poszanowania, współczucia, empatii. Żaden z nich nie chciał, i nie kazał by na tym czego nauczali budować jakieś wyznania, odprawiać ceremonie, wyrzynać się nawzajem czy ustanawiać jakieś prawa. Niestety, milionowe rzesze wyznawców wolą o tym nie pamiętać . Piszę o tym w kontekście tego co czasami widzę czyli polujący księża. Według dekalogu łamią piąte przykazanie które brzmi Nie Zabijaj, i nie jest napisane, by odnosić się miało tylko do człowieka. Drugie to wpis z Księgi Rodzaju mówiący o tym co ma być dla nas pokarmem. Łamią więc oba Boskie nakazy ale i tu u Księży występuje mechanizm wyparcia  i jeden w wywiadzie dla TVNu twierdzi, że on nie zabija tylko gospodaruje łowiskiem…Nie komentujemy.

1234849_593056257455501_1505933380_n

Czarna strona hobby.

Podczas tak zwanych konkursów norowania, które odbywają się w zamkniętym gronie myśliwych dochodzi do takich scen-żywe lisy są trzymane w sztucznych norach, gdzie wpuszcza się psy, by oceniać ich tzw pracę podczas norowania.Niektóre konkursy bywają otwarte dla publiczności. Zwierzęta zazwyczaj są oddzielone siatką , zdarza się jednak, że lisy czy koty (bo też są używane) padają na zawał ze strachu-nie mogą w norze uciec ani schronić się. Co się dzieje ze zwierzakami już po konkursie? Lisa przecież nie wypuszczą bo szkodnik, kot, też szkodnik…Daje się wiec lisowi do zagryzienia gałąz, przerażony zaciska na niej zęby i podstawia psa, by przegryzł mu gardło bądz zadusił. Nazywa się to ”wyrabianiem” łowności u psa. Inna sprawa-często bywa tak, że myśliwi zgłaszają się po małe kotki do adopcji w okolicy, bywa,  że adoptują bądz skupują wszystkie. Po co ? A no po to by ”wyrabiać  łowność” u swoich psów, czyli przeznaczone są do zagryzienia w sztucznych norach. Kot walczy i broni się przednimi łapami, wiec aby do tego nie dopuścić kotu łamie się przednie łapki, by nie mógł się bronić. Wiadomo, że nie każdy to robi , ale większość chce mieć ”dobrze pracujące” psy, dlatego wszelkim sposobami starają się wyszkolić je na krwawych zabójców.
Kolejna rzecz-postrzelenie zwierzyny. Mitem jest, że zwierzę ginie od jednego strzału, bardzo często ucieka ono spory kawałek w las ,gdzie jest żywe szarpane przez psy zanim myśliwy za nimi zdąży i dobije. Ktoś powie, to normalne? Przepraszam, ale nie dla mnie. Na you tube jest masa filmów gdzie pokazane jest jak myśliwy szczuje psami dzika, nagrywają z uśmiechem na twarzy ciesząc się z tego co robi pies i szczując go jeszcze. A, że przerażone zwierzę cierpi? Co to obchodzi zwyrodnialca-bo tak trzeba nazwać osobę którą takie coś cieszy, ważne, że on ma radochę i emocje z polowania.
Postrzelone ptaki to osobna ”para kaloszy” , śrut ma duży rozrzut więc ranione tylko odlatują dalej , następnie spadają gdzie, albo znajdzie je pies, albo konają od ran. Jak znajdzie pies to żywego przynosi panu,a ”pan” skręca łepek lub trzaska o but…wiadomo, etyka łowiecka i szacunek dla upolowanej zwierzyny, jakkolwiek tych frazesów nie nazwiemy, w kontekście zabijania to absurd.

Więcej na temat postrzałków przeczytasz tutaj:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/06/21/postrzalki-na-polowaniach/

Ostatnia chyba rzecz-cała masa udokumentowanych postrzeleń, zabójstw psów i kotów domowych, tylko dla zabawy,czasami z zemsty lub złośliwośći. Przypadki takie zbieramy w dziale na stronie Wypadki/Przestępstwa . Zazwyczaj myśliwy zostaje uniewinniony i nie ponosi żadnej kary, ponieważ, sędzia, oskarżyciel czy prokurator też polują.

Nadużywają Alkoholu.

Temat stary,lecz jary ,wszak w zamkniętym kółku miłośników polowań ,równie starym zwyczajem jak samo łowiectwo są strzemienne , oraz popijawy – przed, w trakcie czy po polowaniu-zależy od osobistych preferencji, zwyczaju i przewodniczącego danego koła. W 20 leciu międzywojennym w Polsce myśliwy czy leśniczy nosił przy sobie piersiówkę z której dowolnie w sytuacjach napięcia czy nadmiaru emocji sobie korzystał. No też tradycja.. Temat tym grozniejszy i wart nagłaśniania ponieważ panowie posiadają przy sobie ostrą broń, a prawo w takich przypadkach mówi ” kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni”.
Jak powiedział jeden z samych myśliwych,gdyby przepis o tym że, ”kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni” miał być respektowany to w ciągu miesiąca zostałoby zdelegalizowanych 90% kół łowieckich w Polsce. Między innymi dlatego że panowie ”świetując” upolowaną zdobycz we własnym gronie cały czas mają broń przy sobie , także na drugi dzień zanim promile ”wyparują” czyszczą i sprawdzają broń po polowaniu cały czas mając z nią kontakt. A wyjazdy na tzw Safari za granicę gdzie kliku mężczyzn w wynajętym domku w głuszy oddaje się swojemu ”hobby” ? Kto to skontroluje? Jedno ze zdjęć  na Nie podaję ręki myśliwym przedstawia właśnie sytuację z takiego wyjazdu, jednak czy spożycie miało miejsce przed czy po polowaniu tego nikt nie jest w stanie ustalić, ponieważ są to wyjazdy zamknięte organizowane we własnym zakresie.
Zakończmy post słowami jednego z myśliwych który odważył się anonimowo na ten temat wypowiedzieć:
”Czasami po polowaniu, a bywa że i w trakcie, odbywa się taka popijawa, że aż się boję. Kilkudziesięciu facetów z bronią urządza sobie popijawę, niektórzy coś majstrują przy strzelbach, bawią się nożami, sprawiają zwierzynę, rąbią drewno. To naprawdę cud, że do wypadków dochodzi tak rzadko. Prawdę mówiąc, gdyby policjanci chcieli, to bardzo szybko zlikwidowaliby wiele kół łowieckich. Wystarczy, żeby po polowaniu, najlepiej w mroźny dzień, sprawdzili stan trzeźwości myśliwych, a już mieliby powód, aby większości cofnąć pozwolenie na broń. A myśliwy bez broni to nie myśliwy. Ten zapis ustawy obowiązuje przecież również wtedy, gdy myśliwi wracają z polowania. Wówczas przewożąc broń też powinni być trzeźwi. Jednak nikt tego nie sprawdza”.

1404300592_juacnj_600

Święty Hubert zdarzył – Historia patrona prawdziwa.

Mawiają tak do siebie myśliwi. W logo Polskiego związku łowieckiego widnieje Jeleń z krzyżem pośrodku poroża . Nawiązuje to do legendy o myśliwskim patronie świętym Hubercie, która mniej więcej w skrócie brzmi tak; Hubert był myśliwym, polował. Razu pewnego błądząc po kniei, wyszedł na niego dorodny jeleń, w ogromnym wieńcu widniał świetlisty krzyż. Wtedy to Pan miał przemówić do Huberta i nakazać/prosić go, by ten przestał polować,zabijać. Hubert posłuchał ,nawrócił się i przestał polować. Od tamtej pory pomagał zwierzętom podobnie jak św Franciszek. Jak określiła w dyskusji moja koleżanka , taki to patron pasuje im do tego łowiectwa, jak pięść do nosa…Myśliwi nie chcą pamiętać o genezie ich patrona,większość z nich za pewne nic o nim nie wie. Od początku ta tradycja opiera się na zakłamaniu.

Hubert

Quo vadis homo sapiens?
Celowo z małej litery. A dając taki tytuł myślę o człowieku –co kieruje jego działaniem np. przy rabunkowej wycince lasów deszczowych , chęć zysku za wszelką cenę , bez patrzenia na konsekwencje ? Przecież ziemia to jeden ekosystem-taka niekontrolowana wycinka spowodowała już wyginięcie kilkudziesięciu gatunków, na pewnych obszarach katastrofy naturalne, podtopienia, osunięcia ziemi, bo nie ma już drzew, które korzystały z wody i trzymały grunt korzeniami. A produkcja tlenu? Nazywane są zielonymi płucami naszej planety. Teraz trochę liczb –Szacuje się, że lasy deszczowe są domem dla ponad 70% gatunków zwierząt lądowych i części wodnych na ziemi. Obecnie rocznie lasy te pochłaniają 20 % dwutlenku węgla wyprodukowanego przez człowieka , niegdyś ta zdolność wynosiła 80 %. Lasów nie przybywa,wprost przeciwinie-natomiast przybywa zakładów przemysłowych i ludzi. Czy naprawdę potrzebujemy tego wszystkiego co nam oferują ? Światowe tempo wycinania lasów:
1 hektar na sekundę
860 km2 dziennie
310 tysięcy km2 rocznie ,
Tempo wymierania gatunków w lasach tropikalnych:
35 gatunków dziennie
na całej Ziemi: 137 gatunków dziennie
137 gatunków dziennie.
Czy naprawdę łowiectwo i polowanie są takie niezbędne?
Być może gdyby zapytać ludzi ‘’gospodarujących’’ tymi lasami tak samo by nam odpowiedzieli, że nie mamy pojęcia o gospodarowaniu tym i mamy się nie wtrącać. Pamiętam oczywiście że to 3 świat i może ludzie ci muszą wykarmić swoje rodziny i nie znają tych danych, co jednak niczego nie tłumaczy. Kiedy się opamiętamy, kiedy nastąpi kolaps w wyniku naszej działalności? To nie stanie się z dnia na dzień, będzie działo się stopniowo. Ale jestem pewien, że nasze prawnuki będą nas przeklinać i naszą głupotę oraz pychę. Ani się obejrzymy normalne będzie wychodzenie z domu w masce przeciwgazowej . Jakie są konsekwencje braku tlenu? Naukowcy biorący udział w ekspedycjach arktycznych gdzie ilość tlenu jest mocno rozrzedzona ,narzekają na, bóle głowy, wymioty, krwawienia z nosa, bóle  zatok ,trudności w oddychaniu ogólne złe samopoczucie i inne. Mija ileś miesięcy zanim organizm się przyzwyczai i przestaje tak reagować, tylko jakie ma to konsekwencje na całe życie tego nie wie nikt. Dalej-rabunkowe połowy i mordy wielorybów , delfinów, bo w Japonii także mają ‘’tradycję’’ a ‘’japońska szlachta’’  musi mieć na talerzu swoje przysmaki. Pewnie gdyby ich o to wszystko zapytać odpowiedzieli, by nam podobnie jak jeden pan który się tu udziela ‘’Oni tylko lubią morszczyznę’’ , parafrazując naszych którzy odpowiadają, że lubią dziczyznę.  Japończycy na statkach oznakowanych i wpisanych jako ekspedycje przyrodnicze robią w bambuko cały świat, mordując zagrożone wyginięciem wieloryby i delfiny –pod płaszczykiem ochrony przyrody , i dla zaspokojenia gustów kulinarnych. Może nie widać podobieństw między zachowaniem ich, a naszych myśliwych? Wszystko z tych samych pobudek-apetyt, zarobek i mydlenie oczu innym gębą wypchaną frazesami o kulturze, tradycji , i potrzebie regulacji.

Dialog utrudnia to, co jest w tym wszystkim najtragiczniejsze, bo część myśliwych głęboko wierzy w to co robi, druga część śmieje się do rozpuku z ekologów doskonale wiedząc do czego się przyczynia, trzecia część nie jest w stanie pomyśleć na tyle, by zależności zachodzące w przyrodzie zrozumieć, a przywiązanie do myśliwskiego stylu i sensu życia uniemożliwia krytyczne spojrzenie.Są jednak ludzie którzy się z tego wyłamali , zaczęli myśleć, by z czasem działać po przeciwnej stronie barykady i już samo to powinno dać sympatykom łowiectwa do myślenia. Przykładem niech będzie Pan Zenon Kruczyński,były myśliwy –autor ‘’Farba znaczy Krew’’ . Nie jest on przykładem tylko tego, że można zmienić zupełnie własne podejście, a pod wpływem przemyśleń dojść do innych wniosków, ale także tego jak ważne są decyzje każdego z nas. Proszę zobaczyć- jeden człowiek, jedna zmiana w myśleniu i podejściu, jedna książka. Efekt? Dziesiątki tysięcy ocalonych zwierząt, których dzikie życie w przyrodzie ma nieocenioną wartość, inspiracja kolejnej nieznanej mi liczby ludzi, by działać, tworzyć organizacje, które z czasem zmienią otaczającą nas rzeczywistość. Przesłanie tej myśli-nie poddawajmy się, tak wiele zależy od każdego z nas.

Trzecia część do przeczytania tutaj, zapraszam.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/myslistwo-i-mity-lowieckie/

Oraz pierwsza:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

13226_537560053050173_4947151306527028422_n

Kilka słów o łowiectwie

polowania 2015.33bmp

Koronne argumenty i rola człowieka w przyrodzie.
Jesteśmy jedynym inwazyjnym szkodliwym gatunkiem na tej planecie tak naprawdę. Wszystkie żyjące wokół nas stworzenia dostosowują się do środowiska by móc przetrwać,człowiek zaś jako jedyny zmienia to środowisko by dostosować je do swoich potrzeb. ( budowa miast, wprowadzanie wody na tereny suche i pustynne, osuszanie bagien i mokradeł pod zamieszkanie ) to tylko kilka pierwszych z brzegu przykładów.Czym to poskutkowało na przestrzeni lat,widzimy obecnie- Powodzie,susze, ulewy,masowe wymieranie gatunków,zatrucie rzek. Jest spora część osób nie mająca żadnej pokory wobec przyrody,uważających że człowiek jest na szycie łańcucha pokarmowego a intelekt pozwala mu robić wszystko co mu się spodoba ze światem przyrodniczym według własnej wizji.Że intelekt ten usprawiedliwia wszystko ,tworzenie broni i zabijanie. Ja się pytam gdzie tu intelekt i wyższość nad przyrodą? Tego rozumu powinniśmy używać by tworzyć takie rozwiązania aby żadna czująca istota nie była zmuszona cierpieć, oraz jeśli człowieku uważasz że jesteś na szczycie łańcucha pokarmowego idz i upoluj tego jelenia ,tygrysa gołymi rękami wtedy Ci uwierzę. I teraz kontra myśliwych ;

”Człowiek od zawsze tworzył narzędzia do polowania,żył z polowania i zabijał zwierzęta
”.

Gratuluję znajomości historii . Nawet za bardzo nie wnikając wiadomo że są i były plemiona,nacje żywiące się tylko z uprawy zbóż, owocami i warzywami,i te plemiona żyły przeciętnie 30-40 lat dłużej niż ich lubujący się w polowaniach odpowiednicy. Właśnie ludzie z takim podejściem -Ja człowiek pan i władca przyrody ,będący na szczycie łańcucha spowodowali wytrzebienie lasów ,zwierząt,zatrucie środowiska.

”Zwierzyna robi dużo szkód w lasach dlatego musimy regulować jej liczebność”

Zanim to obalimy wypowiem swoje osobiste na ten temat zdanie- to człowiek jest gatunkiem który w przyrodzie najwięcej szkód dokonuje. Warto być tego świadomym. Nie wierzycie? No coż…wystarczy sięgnąć pamięcią kilkaset lat wcześniej by dojść do wniosku że ;
a) lasów zaczęło brakować gdy człowiek je powycinał
b) Gatunki zaczęły ginąć bądź stały się zagrożone gdy człowiek na nie polował
.
Przykładem niech będzie tur i żubr,oraz drapieżniki takie ryś ,wilk czy żbik.
Odpowiadając na tamten zarzut jak już powiedziałem kto największe szkody w lasach robi. Chodzi o zmianę przekonań. Las jest domem zwierząt,miejscem w którym żyją i się żywią. Jak więc można mówić o szkodach które tam robią? Zgryzanie pędów? straszne. Do tego są przystosowane aby przetrwać,a jakoś przez miliony lat nie zdarzyło się tak by zwierzyna zjadła cały las xD Lasy zaczęły ginąć w wyniku działalności człowieka i tak jest do tej pory. Mam kuzyna i kolegę którzy poszli na leśnictwo. Wcześniej spędzaliśmy razem czas włócząc się po lasach,ale te czasy mineły. Ponieważ Ci którzy ze mną zachwycali się przyrodą mówią teraz; Nie masz pojęcia ile zwierzyna robi szkód w lasach,jak sarny i jelenie potrafią zgryzc pędy! ”  A co przepraszam mają robić?  Dłubać w nosie? Pomimo wysiłku umysłowego nie mogę przetrawić takiej argumentacji. Zabraliśmy zwierzętom na przestrzeni kilkuset lat,strzelam 80% ich życiowej powierzchni. W miejscach gdzie szumiały puszcze stoją teraz domki jednorodzinne,osiedla miasta.  Gdzie te zwierzęta mają się podziać? Jak byś się czuł,gdyby do twojego domu ktoś wszedł ze strzelbą roszcząc sobie do tego wszelkie prawo i próbował Cię zabić? Było by bardzo nie fair,prawda?

”Zwierząt jest za dużo,w lesie nie mogą się wyżywić i robią duże szkody na polach uprawnych”

A ludzi nie jest za dużo? Co najmniej dziesięciokrotnie i to od dawna. W mojej okolicy sytuacja wygląda tak, na polach otoczonych lasami,w miejscu gdzie dziki od kilkudziesięciu lat w oddaleniu kilkunastu metrów mają barłogi spoczynkowe rolnicy sadzą ziemniaki,buraki,kukurydzę. A potem płacz że dziki zniszczyły uprawę.To tak jakby dobierać się do ula i płakać że pszczoły żądlą. Pomijając że zwierzęta miały tam ostoję długo wcześniej przed ludźmi to jak tu uczciwie kierować pretensje do zwierząt że pożywiły się tym co lubią i miały w pobliżu? No sorry. One rozeznania nie mają że to należy do kogoś i nie wolno. Zawsze wybiorą możliwość łatwiejszego pokarmu. A my jesteśmy od tego ze swoim intelektem by im to uniemożliwić (nie zabić) bądź spowodować by korzystały za naturalnego żerowiska (np grodząc pole) . Tak,panowie rolnicy nie jest mi was w ogóle szkoda bo za pieniądze z odszkodowań i dopłat można było ogrodzić niejeden kawałek pola oraz zainwestować w straszaki. Ale lepiej narzekać i prowokować morderców do zabijania.

zabijanie-ofiary

”Ogrodzenie pola przeszkadzało by przecież zwierzętom się przemieszczać skoro jesteś takim obrońcą powinieneś to wiedzieć ,i ciekawe jak by Tobie zwierzyna zdemolowała hektary upraw czy byś tak gadał”

Mniejszym zwierzętom takim jak lis ,zając czy kuropatwa grodzenie nie przeszkadza ponieważ się podkopią lub przefruną górą a szkód na polu nie zrobią te gatunki. Większe gatunki nie miały by tyle dostępnego pożywienia w postaci gotowych spiżarni na polach ,przez co z czasem było by ich mniej i były by w stanie się wyżywić w lasach . Gdyby mi zwierzyna zdemolowała pole , to po pierwsze uważałbym że miała do tego święte prawo bo jej się to należy jak gówno do wc,takie samo ma prawo na tej planecie istnieć i żywić się jak i ja. Dwa,zapewne miałbym radochę obserwując je przy tym. 3 Gdyby jednak mi to przeszkadzało płoszyłbym i ogrodził pole 🙂 I czwarta moja ulubiona prawda którą zatykam zawsze gęby- Zwierząt w przyrodzie będzie zawsze tyle ile będzie dla nich dostępnego pokarmu. Ani więcej ani mniej. To proste bardzo,ale o tym jeszcze później .

”Myśliwi zabijają tylko najsłabsze i chore zwierzęta ,myśliwy w ten sposób gospodaruje łowiskiem”

Sami w to wierzą fakt,ale to największy fake jaki można przeczytać. W tym środowisku powodem do dumy jest zdobycie ”kapitalnego” poroża czy dziczych szabel,dlatego od dawien dawna zabija się sztuki przede wszystkim najpiękniesze najsilniejsze,słowem najlepsze.Osłabiając w ten sposób populację. Starzejący się przecież byk,z lekko zdeformowanym porożem kwalifikuje się jak najbardziej do odstrzału choć mógłby w sprzyjających warunkach pożyć 5-10 lat.Rozmnożyć się i przekazać geny dalej bo przecież zostają one te same. Zostaje jednak odstrzelony dla poroża a jego miejsce zajmuje młodszy i słabszy byk. Myśliwy to trofeista który chce zdobyć jak najlepsze trofeum w postaci poroża,dawniej skóry.I wiesza sobie z radością w salonie do ozdoby,są też konkursy na których ocenia się zdobyte poroże i przyznaje nagrody . Co do gospodarowania-przyroda najlepiej zagospodaruje się sama,i nigdy przez tysiące ,miliony lat nie potrzebowała do tego pomocy człowieka. Swoją drogą ciekawe gdyby jakiś obcy gatunek z kosmosu polował na ludzi w miastach twierdząc że on tylko gospodaruje łowiskiem które samo sobie przecież nie poradzi. Co byśmy wtedy odpowiedzieli ?

dokarmioanie-6

”My chronimy przyrodę ,dokarmiamy zwierzęta,budujemy ambony i paśniki ,robimy dużo dla przyrody nikt tego nie docenia zamiast tego widzicie w nas morderców”

Po kolei. Proszę mi wytłumaczyć jak to możliwe-chronić zabijając? Przez stulecia swego istnienia myślistwo przyczyniło się tylko do ograniczenia liczebności,wymarcia ,zgłady gatunków,tak więc wygląda ta ochrona ? Dokarmianie. I tu jest cały sęk. Przez dokarmianie myśliwi rozregulowali przyrodę,zaburzyli jej rytm . Spowodowali obecną sytuację którą się teraz podpierają-mianowicie że zwierząt jest za dużo i robią szkody. Po pierwsze dokarmiane dziki mają sezon rozrodczy cały rok ,lochy proszą się w młodszym wieku niż normalnie. Karmienie modyfikowaną kukurydzą spowodowało że mają więcej młodych w miocie niż zazwyczaj,wszystko to przełożyło się na wzrost populacji tych zwierząt ,to zawdzięczamy myśliwym i ich twardogłowości. Ale dzięki temu mają argument że zwierząt jest za dużo i trzeba do nich strzelać…bez komentarza. Po za tym przyzwyczajanie zwierząt do takiej karmy powoduje to że później ona jej szuka. A nie jest to wcale zdrowe dla leśnych zwierząt. O wpływie takiej karmy na zwierzęta mało jeszcze wiemy,ale sam fakt,marchew,buraki,jabłka w lesie? Gdzie to występuje normalnie? Pomijając że nie wszystko jest zjadane,bardzo dużo gnije a zwierzęta i tak podjadają i chorują od tego- jest argument,zwierzyna przecież choruje zatem trzeba odstrzelić słabsze sztuki. I o ile jestem w stanie dopuścić dokarmianie z sensem-czyli podczas ostrej zimy gdzie tygodniami utrzymuje się temperatura powyżej -10 ,metrowa pokrywa śnieżna. Wtedy ,w głębi lasu w przeznaczonych do tego paśnikach i stosowną karmą -zboża,liściarka,siano. A nie w formie jakiej ma to miejsce obecnie przy tak łagodnych zimach gdzie sam mróz rzędu 0-5 to dla zwierzyny polskiej nic. Obecnie karma wysypywana jest na polach ,brzegach lasów,skrajach pól,jakie są tego efekty widzimy. Zwierzęta są przyzwyczajane że tam mają żerować i tam jest karma,a że są od nas ”głupsze” nabierają się na to a potem mamy szkody na polach,bo tam zostały przyzwyczajone. Zatem jest argument-zwierzęta robią szkody,trzeba zabijać. Pokrętna i fałszywa logika. A najlepsze w tym wszystkim to że nie o dokarmianie tu chodzi,tylko znowu -zabijanie. Przy paśnikach nie wolno do zwierzyny strzelać. Bardzo to myśliwym nie pasowało dlatego znaleźli i na to sposób. Wysypują karmy pod ambonami i na polach ,gdzie zwierzęta przychodzą potem regularnie jeść. Ale moi Państwo oni wtedy nie dokarmiają. To już są tak zwane ”nęciska” I tutaj można bez konsekwencji strzelać do pożywiających się zwierząt.Ambona? Po co zwierzętom ambona? Jeśli nie użyjemy jej do strzelania tylko do obserwacji ok-samym zwierzętom też może się przydać,np ptakowi drapieżnemu jako punkt obserwacyjny,nietoperzowi na kryjówkę,szerszeniom na gniazdo. W innym przypadku jest to wieżyczka strzelnicza do zabijania… W tym miejscu oddaję głos innemu autorowi ,Zenonowi Kruczyńskiemu,autorowi książki ”Farba znaczy Krew” i byłemu myśliwemu. Kilka fragmentów:

”MYŚLIWI MÓWIĄ: „MY DOKARMIAMY ZWIERZĘTA, DZIĘKI NAM MOGĄ PRZEŻYĆ ZIMĘ”.

To jeden z ich koronnych argumentów. Rzeczywiście dokarmiają, a potem
te same zwierzęta zabijają.
W obecnych czasach dzikie zwierzęta zabija się masowo. Wwożąc do lasu
jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie
 i w efekcie również naturalne cykle płodności. Takiego pożywienia
w lesie nigdy nie było i nie powinno być: kukurydza, kartofle, zboża, buraki,
brukiew, kapusta, kalafiory. Jedną ręką dokarmia się zwierzęta, a drugą zabija
je ze sztucerów i dubeltówek. W Polsce w 2004 roku na dokarmianie
zwierząt myśliwi przeznaczyli oficjalnie 13 milionów złotych. Gdyby dodać
dokarmianie na obwodach łowieckich nazywanych Ośrodkami Hodowli
Zwierzyny i dokarmianie finansowane prywatnie, kwota ta stanie się mniej
więcej dwukrotnie większa. Wystarczy na zakup około 110 000 ton ziemniaków.
Trudno sobie wyobrazić górę z nich usypaną.

 

„Dawać leśnym zwierzętom więcej jedzenia, by móc ich więcej zabijać”. Patrzę
na to napisane zdanie.

Jelenie, daniele, muflony, sarny i dziki prawie nigdy nie giną naturalną
śmiercią. Duże stworzenie, które umarło śmiercią naturalną, to dla myśliwego
czysta strata. Wszystkie te zwierzęta czeka podobny los, zostały
sklasyfikowane stworzonym przez ludzi słowem „łowne” i powinny zostać
zastrzelone zgodnie z corocznymi „planami pozyskania zwierzyny”. Rokrocznie
pozostawia się stado podstawowe do rozrodu. Liczbę zwierząt
przeznaczonych do zabicia określa się z tego stada procentowo, biorąc pod uwagę przewidywany roczny przyrost naturalny. Mniej więcej wygląda
to tak:
„Ile się urodzi, tyle zabijemy, aby zachować wielkość stada podstawowego,
z którego w następnym roku powinien być co najmniej taki sam przychówek…
zabijemy… i w następnym roku…” To jest nieustanne potrząsanie przyrodą. Gdyby go zaprzestać, to tylko kwestią czasu jest, by populacja zwierząt, zaburzana z jednej strony przez zabijanie, a z drugiej przez wielkie dokarmianie, wróciła do naturalnego stanu. Wystarczy przestać się wtrącać i pozwolić, by zwierzęta po prostu rządziły się
swoimi prawami, a wszystko wróci do siebie, do spokoju, którego tak bardzo
wszyscy poszukujemy. Jestem pewien, że rezygnacja ludzi z generowania tak
wielkiej przemocy w otaczającej nas naturze zrodzi w niej dobrostan, który
udzieli się również nam wszystkim.

dokarmioanie-logikaf

 

DRUGI KORONNY ARGUMENT MYŚLIWYCH: „W ZWIĄZKU Z BRAKIEM DRAPIEŻNIKÓW TO MYŚLIWI
MUSZĄ REGULOWAĆ ILOŚĆ ZWIERZĄT”.

Kiedyś naturalne rytmy pulsowania przyrody, którym oczywiście podlegały
również drapieżniki, zapewniały równowagę w wodzie, w lesie, na
polach i na łąkach, ogólnie w naturze. Jednym z czynników decydujących
o ilości zwierząt na jakimś obszarze jest ilość dostępnego tam jedzenia.
Wszystkie zwierzęta, drapieżniki również, podlegają temu podstawowemu
prawu przyrody. Tam, gdzie było mało zwierząt, którymi drapieżniki
się pożywiały, była również odpowiednio mała ilość zębatych lub
pierzastych drapieżców. Przyroda nieustannie dąży do równowagi â drapieżniki
stanowią jej część. Tu wszystko jest właściwe, bo to porządek ponadczasowy. Właściwa równowaga była od zawsze, od milionów lat, tam gdzie człowiek
nie „reguluje”, przyroda zawsze „wie” i zwierząt jest tyle, ile ma być. Nie
więcej i nie mniej.
Człowiek utrzymuje brak drapieżników, by mieć pretekst do zabijania dla
rozrywki oraz dla swojego poczucia mocy i władzy nad przyrodą. Dlatego
samozwańczo ogłosił siebie głównym drapieżcą.
No cóż, powiedzieć można rzeczywiście wszystko. I mój ulubiony kawałek do którego się jeszcze odniosę później.

”NASTĘPNYM KORONNYM ARGUMENTEM MYŚLIWYCH JEST FAKT ZAKŁÓCENIA PIERWOTNEJ
HARMONII PRZYRODY PRZEZ CZŁOWIEKA. ICH ZDANIEM, SKORO NIE MA JUŻ PIERWOTNYCH
BIOTOPÓW I BRAKUJE DRAPIEŻNIKÓW, KTOŚ MUSI REGULOWAĆ ILOŚĆ ZWIERZYNY, BO JEŚLI
ZABRAKNIE MYŚLIWYCH, ZWIERZĘTA…
…dalej ta argumentacja nie sięga.

Właściwie nie wiadomo, co by się miało zdarzyć ze strony jeleni, dzików,
zajęcy, dzikich gęsi, bażantów czy saren, gdyby ich nie zabijać. Czy zagrażałyby
współczesnym ludziom w miastach i na wsiach? Nie znam badań
naukowych, które by wykazały niezbędność istnienia myślistwa
w przyrodzie.

Spróbujmy przywołać w wyobraźni obraz przeciętnego myśliwego i zobaczyć
go w lesie, z ostrą bronią, strzelającego, później patroszącego jelenia,
albo wwożącego do lasu przyczepę buraków cukrowych, pastewnych,
kukurydzy, kalafiorów czy też kapusty. Gdy wyobrazimy sobie ten obraz,
lub zobaczymy go w rzeczywistości, czy przyjdą nam do głowy skojarzenia
z harmonią przyrody â pełną spokoju i oczywistą? Czy myślistwo jest
potrzebne przyrodzie? Właściwie komu jest potrzebne?
Myśliwi nie twierdzą, że przywracają naturalną równowagę, odnoszę
wrażenie, że nie jest to problem, który ich obchodzi. Poza tym chyba
przeczuwają, że nie są w stanie tego dokonać. Nigdy, w czasach gdy polowałem,
Nie spotkałem się z myśliwym, który twierdziłby, że poluje po to,
by utrzymywać harmonię i równowagę w przyrodzie. Ten slogan zarezerwowany
jest dla oficjalnej argumentacji kierowanej z myśliwskiego środowiska
na zewnątrz, mającej utrzymać w społeczeństwie świadomość
o konieczności istnienia współczesnego myślistwa. Używając tego argumentu, myśliwi mówią nie wprost, że skoro równowaga
w przyrodzie i tak jest już naruszona, to wolno ją psuć dalej.
To trochę tak, jakby ktoś wspaniały, choć nadający się do naprawy zabytkowy
zegar rozbił na kawałki, czując się przy tym bezkarnie, ponieważ
„i tak był zepsuty”.
Z drugiej strony łatwo jest zobaczyć, jak żyją ludzie, zwierzęta i cała przyroda
tam, gdzie się w ogóle nie poluje â w największych parkach narodowych
na wszystkich kontynentach. Na Ziemi istnieją naprawdę duże obszary,
na których nie zabija się zwierząt. Żaden z „koronnych argumentów
myśliwskich” tam nie działa.

chronioneptaki

Tyle z Kruczyńskiego. Fakt,często słyszę zarzuty ,że ”Obecnie równowaga w przyrodzie jest na tyle naruszona że człowiek musi regulować ilość zwierząt i czuwać nad ekosystem by się nie wykończył,od tego są zresztą stosowne prawa i przepisy”

Zastanówmy się nad tym zdaniem. Samo w sobie ono jest straszne bo idąc w myśl że istnieją stosowne prawa i przepisy, a kto je wymyślił? Zwierzęta? Czy one same chciały,prosiły nas byśmy na nie polowali ,dręczyli regulowali ich liczebność? Wystarczy spojrzeć na postrzelone wijące się z bólu i przerażenia ”postrzałki” by mieć odpowiedz. I za pewne gdyby miały taką możliwość nie wyraziły by na to zgody. A Ty byś wyraził człowieku? Chciałbyś żeby ktoś na Ciebie polował? Wczujmy się w absurd tej sytuacji. Na świecie ludzi jest za dużo niż być powinno,obojętnie co o tym teraz pomyślimy. Dajmy na to,pojawia się ”mądrzejszy” lepiej wyposażony od nas gatunek i stwierdza sobie-”ludzi jest za dużo ,coś z tym trzeba zrobić,wyrządzają duże szkody tej planecie. ” Następnie określa nas w swoich przepisach jako ”gatunek łowny” określa kiedy i gdzie wolno zabijać ,stosuje różne sztuczki i tricki by nas zwabić.My się z tym nie zgadzamy,z naszego punktu widzenia jesteśmy ofiarami a on Tworzy całe prawo określając co odczuwamy i kiedy można nas zabijać. Pewnego dnia Twoje dziecko brocząc krwią czołga się przez pole z przestrzeloną nogą a oni śmieją się że przecież to tylko ”postrzałek farbuje” . Przyroda owszem może i jest zaburzona,jednak nie na tyle by sobie nie poradzić. Radziła sobie przed nami ,z nami, poradzi i po nas. Problem w tym że osoby związane z myślistwem uważają drapieżniki za jakieś regulatory populacji zwierzyny,co prawdą nie jest. One zwyczajnie są i istnieją,możemy przypisać im jakąś rolę ale nic to nie zmieni. Co najwyżej można by powiedzieć że rodzime wilki i rysie są delikatnymi selekcjonerami ,poprawiającymi kondycję stada,natomiast nigdy nie miały istotnego wpływu na kontrolę liczebności. Drapieżniki te kontrolują swoją liczebność same,u wilków rozmnaża się tylko para alfa, natomiast u rysiów bywa że samica nie dopuszcza do siebie samca jeśli pokarm zdobywa się z trudem a polowania są ”chude” . Zajmują też ogromne terytoria co nie pozwala na takie zagęszczenie by były w stanie zagrozić populacjom zwierząt płowych.

Badania lekarskie.
Myślistwo to jedyna ”fucha” w której pozwolenie na ostrą broń otrzymuje się dożywotnio , bardzo często w szeregach PZŁ na zdjęciach widzimy dziadków ze strzelbą którzy powinni nogi przy kominku grzać lub wnuczęta pasać -tymczasem uczestniczą sobie w polowaniu. Wada wzroku i liczba dioptrii nie jest żadną przeszkodą w otrzymaniu pozwolenia na broń,co jest nie do pomyślenia gdyby ktoś chciał zostać antyterrorystą ,komandosem czy pilotem. Tutaj natomiast nie dość że taki myśliwy pozwolenie na broń otrzyma ,to jeszcze badanie które przechodzi raz za młodu upoważnia go do końca życia z jej korzystania. I tak dziadzio może mieć 80 lat,parkinsona i demencję starczą a chodzić po lesie z bronią mu wolno bo myśliwy.

Aby zrozumieć.
Ja mam wrażenie że choćbym się zapisał na śmierć to do pewnych ludzi nie dotrze nic. Ostatnio widziałem ciekawy komentarz w dyskusji z myśliwym,postaram się przytoczyć z pamięci całość. ” ”Należało by gołego puścić Pana po lesie a my sobie zapolujemy. Najpierw trafią Pana w ”przedni
badyl” a pan będzie się wlókł przez krzaki z wystającą kością krwawiąc-nie,farbując tylko przecież. Puszczę dodatkowo w pogoń psy,będą większe emocje gdy będą dochodzić ”postrzałka”.Następnie trafię w drugi ”badyl” aby zupełnie unieruchomić a wtedy psy będą słabnącego z upływu krwi pana szarpać,wyrywać mięso ,ja w tym czasie będę stał obok uśmiechając się i nagrywał film z polowania który wrzucę potem na You Tube by pokazać jak to bardzo jestem dzielny. Następnie uklęknę i zacznę Pana skórować ,wyjmę wątrobę a koledzy zrobią mi zdjęcie jako ” Królowi Polowania” i te zdjęcia przy pana zwłokach wstawimy sobie uśmiechnięci na fejsika a ludziom w komentarzach napiszemy że zrobiliśmy to z miłości i szacunku do Pana. Oczywiście przez rok wcześniej kochałem Pana i karmiłem pieczołowicie najlepszą karmą by był w dobrej kondycji a na polowaniu żwawo uciekał przed naganką ,bym ja miał większą radość i emocje z polowania” Tu niech każdy zastanowi się sam.

Są szeregi gatunków gdzie człowiek mało ingeruje bądź wcale. Wezmy na przykład ptaki. W Polsce większość śpiewających i wszystkie drapieżne są pod ochroną,choć nie zawsze na przestrzeni lat tak było. O tym jak było zainteresowanych odsyłam do prac profesora Jana Sokołowskiego zasłużonego polskiego ornitologa. Ale tutaj także człowiek nie ingeruje ,a populacja drapieżników-ofiar utrzymuje się we względnej równowadze, i było by dużo lepiej gdyby nie opryski, polowania w innych krajach. Ktoś powie-Ale ptaki są dokarmiane i potrzebują znacznie mniej przestrzeni życiowej. Tak,ptaki są dokarmiane tylko sprawa z nimi jest znacznie bardziej skomplikowana. W czasach powojennych w Polsce nie były aż tak dokarmiane a pewnych gatunków było liczebnie znacznie więcej niż jest teraz. Inne jak np drop wyginęły przez lata zupełnie,a jeszcze inne przystosowały się do życia w miastach i podwoiły liczebność,kiedy wcześniej w wiejskich krajobrazach polski nie miały takiej możliwości. Na temat ptaków mógłbym długo pisać bo to moje główne i pierwsze hobby,nie odbiegajmy zatem od tematu.

Kocham więc zabijam.
Pewna pani pisała w komentarzach na stronie że ona bardzo kocha zwierzęta,a my nie mamy pojęcia o istocie myślistwa,ona natomiast nie może się doczekać kiedy dołączy do ich grona by polować. Radziła nam byśmy wyszli sprzed komputerków,posiedzieli nocą na ambonie ,posłuchali jak szczeka kozioł,zwierz szura w gąszczu,odzywają się nocne ptaki. Że to niesamowite emocje i przeżycie. I tutaj się zgodzę, spędziłem dziesiątki takich nocy na ambonach,drzewach. Wrażenia dla kogoś kto nie próbował będą niesamowite ,a i tak za każdym razem jest inaczej. Oczywiście nie każdy wytrzyma to psychicznie,można się bać nieznanych odgłosów ale polecam każdemu miłośnikowi przyrody. I na tym powinno w zasadzie się zakończyć jeśli chodzi o odczuwanie piękna i obcowanie z naturą. Myśliwi natomiast w większości przypadków aby poczuć spełnienie musi jeszcze strzelić. Mówią że kochają zwierzęta i przyrodę. Może na swój chory sposób…Co powiedzieliby by ludzie,albo jak wyglądało by gdyby myśliwy swoją żonę czy kobietę zabijał w domu ,skórował i patroszył? No przecież też ją kocha,a nie zabija jednak. Czyli zwierzęta i przyrodę kocha on inaczej-na swój chory sposób. ’Miłość’’ tą można porównać do miłości pedofila dla małego dziecka. Przecież na rozprawach sądowych pedofile tak samo bronią się że oni kochają dzieci. Kto kocha prawdziwie ,nie krzywdzi obiektu swej miłości.

Koronne argumenty Cd,
Piszą myśliwi też i tak: My zajmujemy się reintrodukcją zagrożonych gatunków, hodujemy i wypuszczamy bażanty ,zabijamy lisy by te nie zjadały zajęcy i kuropatw itd.’’
Po pierwsze bażanty nie są naszym rodzimym gatunkiem ,państwo hodują je i wypuszczają tylko po to by mogli do nich potem postrzelać. Nie wiem czy jest dobre pompowanie sztuczne populacji obcego nam gatunku który stanowi konkurencję dla rodzimych nam kuropatw i przepiórek.
Drugie co ostatnio usłyszałem to ; Jak nas zabraknie to sarny,dziki i jelenie rozmnożą się nadmiernie, będą wychodzić na drogi będą wypadki i sami będziecie prosić byśmy je odstrzelili’’
Szczerze,już widzę te niezliczone stada głodnych wściekłych saren które pasą się na asfalcie ,a dziki chodzą rządkiem i pikietują przeciwko ruchowi kołowemu. Owszem,tymczasowo populacja zwiększy się,zwierzęta będą mogły częściej wpadać pod koła. Ale będzie to sytuacja tymczasowa,następnie ilość zwierzyny wróci do stanu jaki będzie mógł w obecnych warunkach się utrzymać i wyżywić liczebnie. A inne gatunki tak zwane łowne? Jaki jest sens zabijania takiej na przykład słonki czy gęsi gdzie ona jest domniemanym szkodnikiem ? Słonka to piękny i tajemniczy ptak ,na tzw ciągach jej wieczorne przeloty nad lasem i wydawane odgłosy na tle śpiewów leśnych ptaków to coś iście magicznego. Po co ją zabijać? Jakie ona robi szkody?Po co ograniczać jej liczebnośc? Żywi się dżdżownicami i owadami. No ale przecież jest ”łowna” . Po za tym, tak zwane ”ciągi” to nic innego jak lot godowy który słonka odbywa po zachodzie słońca,stale po tym samym okręgu. Samiec wydaje w tym czasie chrapliwe dzwięki mające zwabić samicę,ona natomiast na dole daje mu znaki ustawiając odpowiednio skrzydła. Słonki są zatem strzelane w okresie godów i rozmnażania, w tym czasie gdy większość zwierząt podlega wtedy ochronie. Gdzie tu ta sławna etyka łowiecka?

Dbamy o przyrodę.

Tak w praktyce wygląda ”dbanie o przyrodę” i ”miłość” do niej przez myśliwych. Sytuacje takie nazywają ”pokotem” i są z nich bardzo dumni.(zdjęcia poniżej) Być dumnym z tego jak dużo się zabiło…bez komentarza. Następnie mówić innym że to dla dobra i ochrony przyrody,no cóż ,każdy ma swój świat i może niektórzy im uwierzą. Ale jeśli ktoś samodzielnie myśląc widzi rzeczy takimi jakie są to jest już oszołomem i ekozje…m jak wtedy nas nazywają. Oczywiście myśliwi zasłaniają się tym że mają tzw lilmity odstrzałów i nikt nie może odstrzelić ponad ten limit bo nakładane są surowe kary..Jak to w praktyce z tymi karami bywa wiemy dobrze od tych którzy to towarzystwo opuścili. Spójrzmy teraz na załączone obrazki z perspektywy dbania o przyrodę. Klilkadziesiąt zabitych zajęcy szaraków,królików,bażantów. Które to aż takich szkód nie robią,bynajmniej szarak który to jest gatunkiem stepowym a żywi się roślinnością zielną i korzonkami których to w naszym kraju ma pod dostatkiem. Jedynie zimą może zgryzać pędy w sadach .Do czego zmierzam,wszystkie zastrzelone gatunki są naturalnym pokarmem lisa i z powodzeniem mogłyby taką przewidzianą im przez przyrodę rolę spełnić ale nie…musiały paść od kuli bo ktoś ma takie hobby i jest to tradycja a na ich nieszczęście zostały sklasyfikowane przez człowieka jako ”łowne z okresem ochronnym” . Patrząc na leżące ”pięknym ” pokotem lisy i bażanty,nie jest to potrząsanie przyrodą,kpina z niej gwałcenie jej praw ? Co stoi na przeszkodzie zostawić króliki ,bażanty zające, lisy w spokoju by zajęły się sobą z tym do czego je natura przeznaczyła? Dlatego nie uwierzę nigdy w żadne tłumaczenia myśliwych i osób z tym związanych. Widać wyraznie że jest to zabijanie dla pospolitej rozrywki nie mającej żadnego dziś logicznego wytłumaczenia. Oczywiście od myśliwych usłyszymy że ”lis to szkodnik a państwo nie mają pojęcia o gospodarce łowieckiej” . Gdyby myśliwi znali przyrodę tak jak utrzymują wiedzieliby że natura nie przewidziała czegoś takiego jak ”szkodnik” . Tutaj każdy gatunek istnieje po coś,spełnia swoją rolę, utrzymuje przemądrą równowagę którą powinniśmy starać się zrozumieć i w sensowny sposób jej dopomagać a nie zaburzać. I sławna gospodarka łowiecka. Nikt nie powinien się poczuwać do tego by las i wszystko co żyje w nim dziko podlegało czyjejkolwiek własności ,albo potrzebom regulacji. Jest to dobro i dziedzictwo wszystkich ludzi o które powinniśmy dbać oraz szanować ich dom.To dbanie przez obie strony rozumiane jest różnie ,dla mnie to radość z obserwacji mieszkańców lasu, dla innych mniemanie że ktoś mu dał prawo kontrolować,regulować liczebność,zabijać. I naziści w obozach koncentracyjnych wpisywali w papierach że oni tylko ”gospodarują zasobami ludzkimi” . Czasem myśliwi próbują z innej beczki ,tzw prosty rachunek czyli od jednej lochy mamy w miocie 8 warchlaków,niech 4 będą samicami ,t one w kolejnym roku będą mieć drugie tyle itd. Aż zaleje nas apokalipsa głodnych rozwścieczonych dzików które spustoszą nasze pola,wygonią nas z miast,splądrują markety…ehm. I ciekawi mnie tylko 1,czemu na przestrzeni setek lat gdzie zwierzęta miały zdecydowaną przewagę liczebną nigdy to nie nastąpiło. Ani nie następuje obecnie w miejscach i rezerwatach ścisłej ochrony gdzie nie strzela się zwierząt już ponad 50 lat…tym samym wszelkie bajeczki o zwierzęcej apokalipsie umierają śmiercią naturalną. Myśliwi zdaje się zapominają że w selekcji naturalnej biorą udział nie tylko drapieżniki które we własnym interesie wybili i robią to nadal tym które jeszcze przetrwały (lisy) ale także pogoda,choroby,osłabienie a w dzisiejszych czasach także brak dostatecznej ilości siedlisk,pokarmu.

356_20090408124420

50fd54f7ef3b3_g1

8762313iey

Człowiek musi jeść mięso!
Jakże mogłoby zabraknąć tego argumentu dla całości. Nie musi i niepowinien. Niech ja, inni wegetarianie a zwłaszcza Ci którzy na diecie bezmięsnej wychowali swoje dzieci zadając tym samym kłam starym przekonaniom i medycznej propagandzie. Jeśli nie wystarczającym dowodem jest to aby upolować zwierzę gołymi rękami i zjeść surowe bez szkody dla zdrowia, proponuję przyjrzeć się budowie swojego układu pokarmowego. Każdy drapieżnik żywiący się mięsem spala energię szybko,dlatego musi polować by przeżyć,a jego jelito jest krótsze- roślinożerca natomiast ma dłuższe by móc strawić np celulozę . Układ pokarmowy mięsożerców charakteryzuje: Inaczej rozwinięte uzębienie- u mięsożerców najważniejsze są kły które są bardzo dobrze rozwinięte, a u roślinożerców lepiej rozwinięte są siekacze. Są to akurat rzeczy które każdy może sobie sam na własną rękę przeczytać. Człowiek jest przystosowany do wielu rodzajów pokarmów,ale skoro już uważamy się za obdarzonych intelektem powinniśmy wiedzieć że obecne chemicznie faszerowane mięso nie nadaję się do zdrowego spożycia,jak i cały proceder jest przyczyną niewyobrażonego cierpienia milionów zwierząt co dziennie. Polecam wizytę w rzezni do czasu-17 roku życia jadłem mięso regularnie,z rzezni wyprowadzono mnie roztrzęsionego i pamiętam miałem ochotę robić to samo rzeznikom. Nawet jeśli zgodzimy się że według przekłamanego cytatu z biblii człowiek powinien panować nad przyrodą bo jest ”wyższym” gatunkiem ,to jaki władca lepszy,wyrozumiały,wrażliwy,myślący ,tworzący ? Czy tę ”wyższość” okazujemy tylko poprzez morderstwa i cierpienie nie winnych istot? Tylko na tyle nas stać? Tu przejawia się ten intelekt? Władca krwawy tyran ,bo nie potrafimy i nie chcemy inaczej. Do cąłości-ta planeta nie jest w stanie wyżywić dwóch populacji-zwierząt rzeznych i ludzkiej. Prędzej czy pozniej staniemy na krawędzi zagłady z tego powodu. Już stoimy bo trujące chemiczne dodatki po to by zwiększyć przyrost masy mięśniowej zwierzęcia,jak i dodatki dla optycznego zwiększania rozmiaru i wagi wędliny to już norma. Zakończmy cytatem którego autora nie pamiętam ” Zamieńmy ryk cierpiących zwierząt w ciszę dojrzewających pól,ziemi i sadów” .

Gatunki inwazyjne,perspektywa czasu.
To co za chwilę napiszę może nie spodobać się obrońcom zwierząt,ale od tego mam możliwość by wyrażać własne zdanie.
Wezmy jako przykład sławną norkę amerykańską swego czasu narobiła sporo szkód w polskiej faunie i nadal robi, jako gatunek jeszcze bardziej przystosowany do naszego klimatu i pomijajac szkody jakie wyczynia jest też konkurencją dla rodzimych gatunków takich jak kuna,łasica czy tchórz. I słusznie bądz nie jest u nas tępiony zarówno przez myśliwych jak i obrońców przyrody. Ja myślę jednak że jako gatunkowi ludzkiemu brak nam w myśleniu jednego -przede wszystkim długofalowości. Przyroda nie znosi pustki. Nawet gdyby pozwolić norce amerykańskiej rozplenić się, to i tak wybije ona tylko część gatunków,a następnie wystąpi załamanie populacji z powodu braku pokarmu. W miejsce przetrzebionych gatunków wejdą nowe i wytworzy się inny ekosystem ,inne zależności pokarmowe między gatunkami. Ktoś powie no dobrze,to mamy przyglądać się biernie jak giną nasze rodzime gatunki? Oczywiście że nie,ale trzeba pamiętać ,że nie ma czegoś takiego jak ”rodzimy gatunek” Jest gatunek który w sprzyjającym okresie czasu na danym terenie zajmuje niszę ekoligiczną do której jest przystosowany. Trwa to zawsze czasowo i na przestrzeni milionów lat ulegało kompletnej przebudowie wielokrotnie. My jako ludzie widzimy tylko chwilowy skutek-gatunek czyni szkodę,nie potrafimy spojrzeć natomiast na problem jako całość ciągnącego się procesu życia jako takiego.

Tekst jest stronniczy!
Taki argument wysuwają myśliwi. I mają rację. Ja natomiast nie lubię być stronniczy zawsze staram się rozpatrzyć za i przeciw ,przyjrzeć się problemowi z każdej strony. Dlatego te mniej przyjemne dla nas rzeczy zostawiłem sobie na koniec.

Nikt nie jest bez winy.
Myśliwi pytają zawsze osób uczestniczących w takich ruchach czy nie jedzą mięsa. Ja nie jem. Za innych nie mogę, mogę natomiast powiedzieć to co myślę. A na myśl przychodzą mi zwykli szarzy ludzie ganiający ,węszący po biedronce za szyneczką i schabikiem na tacce. To środowisko tak samo reprezentuje stanowisko pro myśliwskie gdyby ich zapytać,tak samo będą argumentować że człowiek od zawsze jadł mięso itd. Są oni dużo bardziej szkodliwi i od myśliwych i od samych rzezników,ponieważ nie chcą o niczym wiedzieć,żyją w letargu ,nie interesując się niczym poza serialową papką wiadomościami z TV,napędzają tą koniunkturę wydając zarobione pieniądze na mięso. Jest popyt,jest podaż. Często Ci ludzie bardziej świadomi udzielają się w ruchach i mienią obrońcami zwierząt ,na obiad jedząc ziemniaki ze schabowym,na kolację smażoną kiełbasę czy kanapki szynką. Im do obrońców zwierząt w istocie jest daleko-tu deklaruję że kocham, następnie zjadam tych których niby to kocham. Tutaj coś nie halo.

Racja myśliwych.
Są to tanie chwyty z najniższej półki ale nie pozbawione sensu. My jako ludzie wychodzący poza nawias przeciętności powinniśmy być świadomi wielu rzeczy. Opowiem na swoim przykładzie. Zawsze miałem psy w ciągu życia,czasem 3,czasem 1. Kiedy ostatni pies odszedł ponad 3 lata temu nie mam do tej pory. Dlaczego? Doszedłem do wniosku że pies ,owszem jest przyjacielem człowieka,zaspakaja potrzeby psychiczne ale-jest mięsożercą. I ja muszę mu kupować mięso z puszki które pochodzi od zwierzęcia zabitego z rzezni które cierpiało. To nie fair. Jedno zwierzę kocham,natomiast godzę się na cierpienie drugiego? Są inne domowe zwierzęta w cenie rasowego psa lub tańsze,zależnie od gatunku papugi,chomiki,szynszyle,świnki morskie. Żywią się ziarnem i owocami.

”Ty nie masz pojęcia o myślistwie,gospodarce łowieckiej!”

Jakieś chyba jednak mam. Ostatnio próbował mnie zagiąć jeden myśliwy w dyskusji i wyskakuje mi z tekstem że,jak się odniosę do wzrastającej populacji lisów ,które robią szkody wśród drobnej zwierzyny etc. Ja mu na to-jak się lisy za mocno rozmnożą ,to i tak wymrą z braku pożywienia bo nie będą w stanie się wyżywić-dla mnie to proste jak cep. On na to: Dobrze gdyby tak było ,ale zanim to się stanie wytępią doszczętnie kuropatwy,głuszce,cietrzewie a jakoś nie wyobrażam sobie polskiej fauny bez nich . Ja na to: Ale przecież myśliwi hodują ,czym się szczycą bażanty, których jes xxx więcej od rodzimych kuropatw i przepiórek. W moim ”obwodzie łowieckim” myśliwi wypuszczają rokrocznie 200-400 sztuk tego ptactwa tylko po to żeby sobie do nich postrzelać. W czym problem aby zostawić je lisom ? Do tej pory od pana cisza….

przyroda1a

2. Kotki i pieski także jedzą mięso, jak kochasz zwierzęta skoro karmisz je innymi’’
To także wiemy. Różnica jest taka ,że w dzisiejszych karmach dla zwierząt poza puszkami nie ma zbyt wiele mięsa, a psy (podobno) można karmić specjalnymi makaronami,kaszami bez szkody dla ich zdrowia. No bo faktycznie. Które psy w ciągu wieków jadły to do czego są przystosowane czyli surowe mięso i wnętrzności? Chyba tylko ciężko pracujące psy eskimoskie i pociągowe na północy. Natomiast przez ostatnie 200-150 lat podwórkowe kundle żywione były domowymi odpadkami,w których mięso zawierało się raz w tygodniu-i nie było to pierwszej jakości mięso lecz ,skórki,kości. Na większą ucztę zwierzęta mogły liczyć raz na jakiś czas przy polowaniu lub świniobiciu. I taka dieta nie przeszkadzała im dożywać maksymalnego wieku,spełniając przeznaczoną w gospodarstwie mu rolę. Część z nas świadomie zrezygnowała z posiadania psów,kotów âktóre przecież służą dziś do zaspokajania zachcianek psychicznych człowieka,tzn uczucia pustki,potrzeby przyjaźni czy pomocy w gospodarstwie bądź osobom niewidomym. Są wśród nas osoby które świadome tych wszystkich niuansów zdecydowały się na posiadanie chomika,papugi czy świnki morskiej…jesteśmy więc bardzo oderwani od rzeczywistości,tak. I pomijając fakt że koty i psy są drapieżnikami-żywią się mięsem by przetrwać,nie dorabiają do tego ideologii że coś tam regulują ani też nie jest to ich hobby.

3. ’Marchewka też czuje gdy jest zjadana’’
Nie wiem komentować to ,wstawić buźki czy tarzać się ze śmiechu? Bo jak może (cierpienie ) odczuwać owoc czy warzywo pozbawione mózgu i układu nerwowego? Jakim trzeba być idiotą by z czymś takim wyskakiwać? Ale to bardzo częsty argument używany przez polujących mięsożernych braci. Nie wiem,śmiać się czy płakać…

4. Skórzane meble,torebki,paski itp.
Nie wiem jak inni ale torebek nie noszę,gumofilce ze skóry nie są a na skórzane meble nie było by mnie stać. Po za tym,dzisiaj przemysłowi opłaca się stosowanie i tworzenie sztucznych skór i używanie tego do garderoby czy w meblach,nie żyjemy w XIX wieku co niektórym chyba ciężko zrozumieć.

Kto nie jest hipokrytą?
Nikt. Wszyscy jesteśmy.Nasi ‚’przeciwnicy polityczni’’ Chwytają się coraz bardziej absurdalnych zaczepek, bywa że i słyszy się o stosowaniu mydła,poruszaniu samochodem, ubraniach i ozdobach robionych przez biedne dzieci w chinach. Ja to wszystko wiem i na ile mogę żyję tak by jak najmniej przyczyniać się do czyjegoś cierpienia czy dewastacji przyrody. Jeżdżę zazwyczaj komunikacją miejską. Nogi i tyłek moczę w akwarium karmiąc przy okazji rybki.

Jesteśmy także świadomi konsekwencji– co by się stało gdyby nasza kampania odniosła sukces i przestać by dokarmiać i zabijać dzikie zwierzęta. Czasowy wzrost populacji-ale tylko czasowy ,częstsze kolizje na drogach ,oraz częstsze odwiedziny zwierząt na osiedlach mieszkaniowych i próby dożywiania się naszymi odpadkami.Częstsze zgony i osłabienie niektórych sztuk z powodu zbyt małej ilości pokarmu. Wtedy warunkowo jeden łowczy leśniczy mógłby takie zwierzę odstrzelić. Ale nawet,choć wydaje się to okrutne nie powinniśmy ingerować a sprawę zostawić do dokończenia drapieżnikom czy padlinożercom. Cały problem polega na tym że,ludzkość skupia się tylko na tym etapie i konsekwencji. Wtedy podniósłby się znowu krzyk-to myśliwi mieli rację a ’ ekooszołomy „: nie wiedzą jak funkcjonuje przyroda. Sęk w tym że wiemy i patrzymy perspektywicznie-czego wielu osobom brak. Nie wiemy tak naprawdę jak zachowa się przyroda i populacja zwierząt,czy problemy będą się pojawiać przez 10,20 lub 50,a może i cały cykl będzie trwał ponad 100 lat. Przyroda w jednej rzeczy jest mistrzem-mianowicie w dążeniu do równowagi.I na przestrzeni setek tysięcy czy milionów lat nie potrzebowała nas do żadnych regulacji radząc sobie doskonale. I nic do rzeczy nie ma wzrost liczby miast,zmniejszenie obszarów leśnych, postęp ”cywilizacji’’ bo w perspektywie czasu zwierząt będzie tyle ile będzie być mogło w miejscach które jeszcze pozostały. Przecież populacji owadów czy innych drobnych organizmów także człowiek nie kontroluje,owszem prowadzone są opryski,zabijane w domach,ale jakoś nie zalała nas do tej pory armia biedronek,pasikoników ,muszek owocowych czy pająków. Do owadów nikt się nie wtrąca,są jedynie regulowane przez nietoperze i ptaki.

Dlaczego Nie podaję ręki myśliwym.
Na litość mówimy i dyskutujemy o zabijaniu bezbronnych zwierząt w ich domu. Na stronie często pojawiają się teksty w stylu ”’gdyby ktoś zabił twoje dziecko ” itd. To powoduje że osoby postronne postrzegają takie strony jako ”ociekające jadem” i nienawiścią. Tak nie jest,nikt na poważnie nie myśli o zabijaniu czyjegoś dziecka,jest to po prostu przykład by ktoś coś sobie uzmysłowił-przykład może drastyczny. Pozniej myśliwi wyskakują z tekstami że ”i hitler kochał psy”. To prawda. I stosunek człowieka do zwierzęcia często nie jest żadną miarą wyznaczającą człowieczeństwo. Wracając do pytania -Pewne osoby dają posty na stronę że zawsze i wszędzie podadzą rękę myśliwym . Ja mam tylko do takich osób jedno pytanie. Czy gdyby ktoś wtargnął do Twojego domu uzbrojony,zabił Ci kogoś z rodziny,ładnie oskurował wypatroszył, a głowę powiesił sobie w salonie do ozdoby.  Potem powiedział Ci że zrobił to z miłości dla tego człowieka ,i dla jego ochrony,oraz argumentował że to jest jego hobby ,oraz tradycja,jeszcze wpierał że ma do tego prawo czy uwierzyłbyś mu i podał mu rękę? Za kogo byś go uznał ? Pewne rzeczy trzeba nazywać po imieniu i dostrzec je takie jakimi są,bez dorabiania ideologii.

Niektórzy,o zgrozo nawet wegetarianie twierdzą czasami że to bez sensu ,nic się nie da zrobić,cywilizacja postępuje ,musimy się przystosować do zmian, być realistami i regulować zwierzynę przez dokarmianie i strzelanie. Powiem tak. Ja realistą jestem. I wiem że Świat fauny i flory ubożeje w zastraszającym tempie. Ocenia się, że każdego dnia z naszej planety znika bezpowrotnie 137 gatunków roślin i zwierząt. Wymieranie jest procesem naturalnym, lecz obecne tempo można porównać jedynie z wielkim wymieraniem dinozaurów. Wszystko to w wyniku działności człowieka.I jeszcze ktoś smie potem mówić że człowiek musi to tamto,karmić,strzelać. Jedyne co człowiek musi i powinien to,dbać o czystość środowiska,nie zaśmiecać.Sadzić drzewa i dbać by za młodu nie zostały zjedzone poprzez stosowanie płotków ochronnych. Trzy,przestać przekształcać środowisko do swoich potrzeb,wycinać lasy,opryskiwać litrami chemii uprawy,wprowadzać genetycznie modyfikowane organizmy. Cztery,rozwijać technologię energii odnawialnej. Możemy albo się otrząsnąć,albo nasze pra wnuki będą oglądać nieliczne gatunki w zoo,resztę w filmach przyrodniczych na you tube. Jako przymusowy obywatel tej planety życzą sobie jednak by gatunków pozostało na niej jak najwięcej a człowiek zwrócił się ku rzeczywistej drodze szacunku,ochrony i jedności z przyrodą.

Część druga i trzecia do przeczytania poniżej:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/myslistwo-i-mity-lowieckie/

trofea