Kilka słów o łowiectwie

polowania 2015.33bmp

KORONNE ARGUMENTY I ROLA CZŁOWIEKA W PRZYRODZIE
Jesteśmy jedynym inwazyjnym szkodliwym gatunkiem na tej planecie tak naprawdę. Wszystkie żyjące wokół nas stworzenia dostosowują się do środowiska by móc przetrwać,człowiek zaś jako jedyny zmienia to środowisko by dostosować je do swoich potrzeb. Budowa miast, wprowadzanie wody na tereny suche i pustynne, osuszanie bagien i mokradeł pod zamieszkanie; to tylko kilka pierwszych z brzegu przykładów. Czym to poskutkowało na przestrzeni lat,widzimy obecnie – powodzie, susze, ulewy, masowe wymieranie gatunków, zatrucie rzek. Jest spora część osób nie mająca żadnej pokory wobec przyrody, uważających, że człowiek jest na szczycie łańcucha pokarmowego, a intelekt pozwala mu robić wszystko, co mu się spodoba ze światem przyrodniczym według własnej wizji. Że intelekt ten usprawiedliwia wszystko, tworzenie broni i zabijanie. Ja się pytam gdzie tu intelekt i wyższość nad przyrodą? Tego rozumu powinniśmy używać, by tworzyć takie rozwiązania aby żadna czująca istota nie była zmuszona cierpieć, oraz jeśli człowieku uważasz, że jesteś na szczycie łańcucha pokarmowego idź i upoluj tego jelenia czy tygrysa, ale gołymi rękami, wtedy Ci uwierzę. I teraz kontra myśliwych:

Człowiek od zawsze tworzył narzędzia do polowania, żył z polowania i zabijał zwierzęta.
Gratuluję znajomości historii. Nawet za bardzo nie wnikając wiadomo, że są i były plemiona, nacje żywiące się tylko z uprawy zbóż, owocami i warzywami i te plemiona żyły przeciętnie 30-40 lat dłużej niż ich lubujący się w polowaniach odpowiednicy. Właśnie ludzie z takim podejściem „Ja człowiek pan i władca przyrody, będący na szczycie łańcucha” spowodowali wytrzebienie lasów, zwierząt i zatrucie środowiska.

Zwierzyna robi dużo szkód w lasach, dlatego musimy regulować jej liczebność.
Zanim to obalimy wypowiem swoje osobiste na ten temat zdanie. To człowiek jest gatunkiem który w przyrodzie najwięcej szkód dokonuje. Warto być tego świadomym. Nie wierzycie? No coż…wystarczy sięgnąć pamięcią kilkaset lat wcześniej, by dojść do wniosku, że:
a) lasów zaczęło brakować, gdy człowiek je powycinał
b) Gatunki zaczęły ginąć bądź stały się zagrożone gdy człowiek na nie polował.

Przykładem niech będzie tur i żubr oraz drapieżniki takie ryś, wilk czy żbik.
Odpowiadając na tamten zarzut jak już powiedziałem, kto największe szkody w lasach robi. Chodzi o zmianę przekonań. Las jest domem zwierząt, miejscem w którym żyją i się żywią. Jak więc można mówić o szkodach, które tam robią? Zgryzanie pędów? Straszne! Do tego są przystosowane aby przetrwać, a jakoś przez miliony lat nie zdarzyło się tak, by zwierzyna zjadła cały las xD. Lasy zaczęły ginąć w wyniku działalności człowieka i tak jest do tej pory. Mam kuzyna i kolegę, którzy poszli na leśnictwo. Wcześniej spędzaliśmy razem czas włócząc się po lasach, ale te czasy mineły. Ponieważ Ci, którzy ze mną zachwycali się przyrodą mówią teraz: Nie masz pojęcia ile zwierzyna robi szkód w lasach, jak sarny i jelenie potrafią zgryzc pędy! A co przepraszam mają robić? Dłubać w nosie? Pomimo wysiłku umysłowego nie mogę przetrawić takiej argumentacji. Zabraliśmy zwierzętom na przestrzeni kilkuset lat, strzelam 80% ich życiowej powierzchni. W miejscach gdzie szumiały puszcze stoją teraz domki jednorodzinne, osiedla miasta.  Gdzie te zwierzęta mają się podziać? Jak byś się czuł, gdyby do twojego domu ktoś wszedł ze strzelbą roszcząc sobie do tego wszelkie prawo i próbował Cię zabić? Było by bardzo nie fair, prawda?

Zwierząt jest za dużo, w lesie nie mogą się wyżywić i robią duże szkody na polach uprawnych.
A ludzi nie jest za dużo? Co najmniej dziesięciokrotnie i to od dawna. W mojej okolicy sytuacja wygląda tak – na polach otoczonych lasami, w miejscu gdzie dziki od kilkudziesięciu lat w oddaleniu kilkunastu metrów mają barłogi spoczynkowe, rolnicy sadzą ziemniaki, buraki czy kukurydzę. A potem płacz, że dziki zniszczyły uprawę. To tak jakby dobierać się do ula i płakać że pszczoły żądlą. Pomijając że zwierzęta miały tam ostoję długo wcześniej przed ludźmi, to jak tu uczciwie kierować pretensje do zwierząt, że pożywiły się tym co lubią i miały w pobliżu? No sorry. One rozeznania nie mają, że to należy do kogoś i nie wolno. Zawsze wybiorą możliwość łatwiejszego pokarmu. A my jesteśmy od tego ze swoim intelektem, by im to uniemożliwić (nie zabić) bądź spowodować, by korzystały z naturalnego żerowiska (np. grodząc pole). Tak, panowie rolnicy – nie jest mi was w ogóle szkoda, bo za pieniądze z odszkodowań i dopłat można było ogrodzić niejeden kawałek pola oraz zainwestować w straszaki. Ale lepiej narzekać i prowokować morderców do zabijania.

zabijanie-ofiary

Ogrodzenie pola przeszkadzałoby przecież zwierzętom się przemieszczać! Skoro jesteś takim ich obrońcą, powinieneś to wiedzieć! I ciekawe jakby Tobie zwierzyna zdemolowała hektary upraw czy byś tak gadał!
Mniejszym zwierzętom takim jak lis, zając czy kuropatwa grodzenie nie przeszkadza ponieważ się podkopią lub przefruną górą, a szkód na polu nie zrobią te gatunki. Większe gatunki nie miały by tyle dostępnego pożywienia w postaci gotowych spiżarni na polach, przez co z czasem było by ich mniej i byłyby w stanie się wyżywić w lasach. Gdyby mi zwierzyna zdemolowała pole, to po pierwsze uważałbym że miała do tego święte prawo, bo jej się to należy jak gówno do WC, takie samo ma prawo na tej planecie istnieć i żywić się jak i ja. Dwa, zapewne miałbym radochę obserwując je przy tym. Trzy, gdyby jednak mi to przeszkadzało płoszyłbym i ogrodził pole :). I czwarta moja ulubiona prawda którą zatykam zawsze gęby: Zwierząt w przyrodzie będzie zawsze tyle ile będzie dla nich dostępnego pokarmu. Ani więcej ani mniej. To proste bardzo, ale o tym jeszcze później.

Myśliwi zabijają TYLKO najsłabsze i chore zwierzęta, myśliwy w ten sposób gospodaruje łowiskiem.
Sami w to wierzą fakt, ale to największy fake jaki można przeczytać. W tym środowisku powodem do dumy jest zdobycie „kapitalnego” poroża czy dziczych szabel, dlatego od dawien dawna zabija się sztuki przede wszystkim najpiękniesze najsilniejsze, słowem najlepsze. Osłabiając w ten sposób populację. Starzejący się przecież byk, z lekko zdeformowanym porożem kwalifikuje się jak najbardziej do odstrzału choć mógłby w sprzyjających warunkach pożyć 5-10 lat. Rozmnożyć się i przekazać geny dalej bo przecież zostają one te same. Zostaje jednak odstrzelony dla poroża, a jego miejsce zajmuje młodszy i słabszy byk. Myśliwy to trofeista, który chce zdobyć jak najlepsze trofeum w postaci poroża, dawniej skóry. I wiesza sobie z radością w salonie do ozdoby, są też konkursy, na których ocenia się zdobyte poroże i przyznaje nagrody. Co do gospodarowania – przyroda najlepiej zagospodaruje się sama i nigdy przez tysiące, miliony lat nie potrzebowała do tego pomocy człowieka. Swoją drogą ciekawe, gdyby jakiś obcy gatunek z kosmosu polował na ludzi w miastach twierdząc, że on tylko gospodaruje łowiskiem, które samo sobie przecież nie poradzi. Co byśmy wtedy odpowiedzieli?

dokarmioanie-6

My chronimy przyrodę, dokarmiamy zwierzęta, budujemy ambony i paśniki, robimy dużo dla przyrody! Nikt tego nie docenia, zamiast tego widzicie w nas morderców!
Po kolei. Proszę mi wytłumaczyć jak to możliwechronić zabijając? Przez stulecia swego istnienia myślistwo przyczyniło się tylko do ograniczenia liczebności,wymarcia ,zgłady gatunków,tak więc wygląda ta ochrona ? Dokarmianie. I tu jest cały sęk. Przez dokarmianie myśliwi rozregulowali przyrodę, zaburzyli jej rytm. Spowodowali obecną sytuację którą się teraz podpierają – mianowicie że zwierząt jest za dużo i robią szkody. Po pierwsze dokarmiane dziki mają sezon rozrodczy cały rok, lochy proszą się w młodszym wieku niż normalnie. Karmienie modyfikowaną kukurydzą spowodowało, że mają więcej młodych w miocie niż zazwyczaj, wszystko to przełożyło się na wzrost populacji tych zwierząt, to zawdzięczamy myśliwym i ich twardogłowości. Ale dzięki temu mają argument, że zwierząt jest za dużo i trzeba do nich strzelać… bez komentarza. Poza tym przyzwyczajanie zwierząt do takiej karmy powoduje to, że później ona jej szuka. A nie jest to wcale zdrowe dla leśnych zwierząt. O wpływie takiej karmy na zwierzęta mało jeszcze wiemy, ale sam fakt, marchew, buraki, jabłka w lesie? Gdzie to występuje normalnie? Pomijając, że nie wszystko jest zjadane, bardzo dużo gnije, a zwierzęta i tak podjadają i chorują od tego – jest argument, zwierzyna przecież choruje, zatem trzeba odstrzelić słabsze sztuki. I o ile jestem w stanie dopuścić dokarmianie z sensem – czyli podczas ostrej zimy, gdzie tygodniami utrzymuje się temperatura powyżej -10°, metrowa pokrywa śnieżna. Wtedy w głębi lasu w przeznaczonych do tego paśnikach i stosowną karmą – zboża, liściarka, siano. A nie w formie jakiej ma to miejsce obecnie przy tak łagodnych zimach gdzie sam mróz rzędu 0-5° to dla zwierzyny polskiej nic. Obecnie karma wysypywana jest na polach, brzegach lasów, skrajach pól, jakie są tego efekty widzimy. Zwierzęta są przyzwyczajane, że tam mają żerować i tam jest karma, a że są od nas „głupsze” nabierają się na to a potem mamy szkody na polach, bo tam zostały przyzwyczajone. Zatem jest argument – zwierzęta robią szkody, to trzeba zabijać; pokrętna i fałszywa logika. A najlepsze w tym wszystkim to, że nie o dokarmianie tu chodzi, tylko znowu – zabijanie. Przy paśnikach nie wolno do zwierzyny strzelać. Bardzo to myśliwym nie pasowało, dlatego znaleźli i na to sposób. Wysypują karmy pod ambonami i na polach, gdzie zwierzęta przychodzą potem regularnie jeść. Ale moi Państwo oni wtedy nie dokarmiają. To już są tak zwane „nęciska”. I tutaj można bez konsekwencji strzelać do pożywiających się zwierząt. Ambona? Po co zwierzętom ambona? Jeśli nie użyjemy jej do strzelania tylko do obserwacji, OK – samym zwierzętom też może się przydać, np. ptakowi drapieżnemu jako punkt obserwacyjny, nietoperzowi na kryjówkę, szerszeniom na gniazdo. W innym przypadku jest to wieżyczka strzelnicza do zabijania… W tym miejscu oddaję głos innemu autorowi – Zenonowi Kruczyńskiemu, autorowi książki „Farba znaczy Krew” i byłemu myśliwemu. Kilka fragmentów:

MYŚLIWI MÓWIĄ: „MY DOKARMIAMY ZWIERZĘTA, DZIĘKI NAM MOGĄ PRZEŻYĆ ZIMĘ”.

To jeden z ich koronnych argumentów. Rzeczywiście dokarmiają, a potem te same zwierzęta zabijają. W obecnych czasach dzikie zwierzęta zabija się masowo. Wywożąc do lasu jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie i w efekcie również naturalne cykle płodności. Takiego pożywienia w lesie nigdy nie było i nie powinno być: kukurydza, kartofle, zboża, buraki, brukiew, kapusta, kalafiory. Jedną ręką dokarmia się zwierzęta, a drugą zabija je ze sztucerów i dubeltówek. W Polsce w 2004 roku na dokarmianie zwierząt myśliwi przeznaczyli oficjalnie 13 milionów złotych. Gdyby dodać dokarmianie na obwodach łowieckich nazywanych Ośrodkami Hodowli Zwierzyny i dokarmianie finansowane prywatnie, kwota ta stanie się mniej więcej dwukrotnie większa. Wystarczy na zakup około 110 000 ton ziemniaków. Trudno sobie wyobrazić górę z nich usypaną.

 

Dawać leśnym zwierzętom więcej jedzenia, by móc ich więcej zabijać. Patrzę
na to napisane zdanie.

Jelenie, daniele, muflony, sarny i dziki prawie nigdy nie giną naturalną śmiercią. Duże stworzenie, które umarło śmiercią naturalną, to dla myśliwego czysta strata. Wszystkie te zwierzęta czeka podobny los, zostały sklasyfikowane stworzonym przez ludzi słowem „łowne” i powinny zostać zastrzelone zgodnie z corocznymi „planami pozyskania zwierzyny”. Rokrocznie pozostawia się stado podstawowe do rozrodu. Liczbę zwierząt przeznaczonych do zabicia określa się z tego stada procentowo, biorąc pod uwagę przewidywany roczny przyrost naturalny. Mniej więcej wygląda to tak:
„Ile się urodzi, tyle zabijemy, aby zachować wielkość stada podstawowego, z którego w następnym roku powinien być co najmniej taki sam przychówek… zabijemy… i w następnym roku…” To jest nieustanne potrząsanie przyrodą. Gdyby go zaprzestać, to tylko kwestią czasu jest, by populacja zwierząt, zaburzana z jednej strony przez zabijanie, a z drugiej przez wielkie dokarmianie, wróciła do naturalnego stanu. Wystarczy przestać się wtrącać i pozwolić, by zwierzęta po prostu rządziły się swoimi prawami, a wszystko wróci do siebie, do spokoju, którego tak bardzo wszyscy poszukujemy. Jestem pewien, że rezygnacja ludzi z generowania tak wielkiej przemocy w otaczającej nas naturze zrodzi w niej dobrostan, który udzieli się również nam wszystkim.

dokarmioanie-logikaf

 

DRUGI KORONNY ARGUMENT MYŚLIWYCH: „W ZWIĄZKU Z BRAKIEM DRAPIEŻNIKÓW TO MYŚLIWI MUSZĄ REGULOWAĆ ILOŚĆ ZWIERZĄT”.

Kiedyś naturalne rytmy pulsowania przyrody, którym oczywiście podlegały
również drapieżniki, zapewniały równowagę w wodzie, w lesie, na polach i na łąkach, ogólnie w naturze. Jednym z czynników decydujących o ilości zwierząt na jakimś obszarze jest ilość dostępnego tam jedzenia. Wszystkie zwierzęta, drapieżniki również, podlegają temu podstawowemu prawu przyrody. Tam, gdzie było mało zwierząt, którymi drapieżniki się pożywiały, była również odpowiednio mała ilość zębatych lub pierzastych drapieżców. Przyroda nieustannie dąży do równowagi, a drapieżniki stanowią jej część. Tu wszystko jest właściwe, bo to porządek ponadczasowy. Właściwa równowaga była od zawsze, od milionów lat, tam gdzie człowiek nie „reguluje”, przyroda zawsze „wie” i zwierząt jest tyle, ile ma być. Nie więcej i nie mniej. Człowiek utrzymuje brak drapieżników, by mieć pretekst do zabijania dla rozrywki oraz dla swojego poczucia mocy i władzy nad przyrodą. Dlatego samozwańczo ogłosił siebie głównym drapieżcą. No cóż, powiedzieć można rzeczywiście wszystko. I mój ulubiony kawałek do którego się jeszcze odniosę później.

NASTĘPNYM KORONNYM ARGUMENTEM MYŚLIWYCH JEST FAKT ZAKŁÓCENIA PIERWOTNEJ HARMONII PRZYRODY PRZEZ CZŁOWIEKA. ICH ZDANIEM, SKORO NIE MA JUŻ PIERWOTNYCH BIOTOPÓW I BRAKUJE DRAPIEŻNIKÓW, KTOŚ MUSI REGULOWAĆ ILOŚĆ ZWIERZYNY, BO JEŚLI ZABRAKNIE MYŚLIWYCH, ZWIERZĘTA…
…dalej ta argumentacja nie sięga.

Właściwie nie wiadomo, co by się miało zdarzyć ze strony jeleni, dzików, zajęcy, dzikich gęsi, bażantów czy saren, gdyby ich nie zabijać. Czy zagrażałyby współczesnym ludziom w miastach i na wsiach? Nie znam badań naukowych, które by wykazały niezbędność istnienia myślistwa w przyrodzie.

Spróbujmy przywołać w wyobraźni obraz przeciętnego myśliwego i zobaczyć go w lesie, z ostrą bronią, strzelającego, później patroszącego jelenia albo wwożącego do lasu przyczepę buraków cukrowych, pastewnych, kukurydzy, kalafiorów czy też kapusty. Gdy wyobrazimy sobie ten obraz lub zobaczymy go w rzeczywistości, czy przyjdą nam do głowy skojarzenia z harmonią przyrody â pełną spokoju i oczywistą? Czy myślistwo jest
potrzebne przyrodzie? Właściwie komu jest potrzebne? Myśliwi nie twierdzą, że przywracają naturalną równowagę, odnoszę wrażenie, że nie jest to problem, który ich obchodzi. Poza tym chyba przeczuwają, że nie są w stanie tego dokonać. Nigdy, w czasach gdy polowałem, nie spotkałem się z myśliwym, który twierdziłby, że poluje po to,
by utrzymywać harmonię i równowagę w przyrodzie. Ten slogan zarezerwowany jest dla oficjalnej argumentacji kierowanej z myśliwskiego środowiska na zewnątrz, mającej utrzymać w społeczeństwie świadomość o konieczności istnienia współczesnego myślistwa. Używając tego argumentu, myśliwi mówią nie wprost, że skoro równowaga w przyrodzie i tak jest już naruszona, to wolno ją psuć dalej. To trochę tak, jakby ktoś wspaniały, choć nadający się do naprawy zabytkowy zegar rozbił na kawałki, czując się przy tym bezkarnie, ponieważ „i tak był zepsuty”. Z drugiej strony łatwo jest zobaczyć, jak żyją ludzie, zwierzęta i cała przyroda tam, gdzie się w ogóle nie poluje, a w największych parkach narodowych na wszystkich kontynentach. Na Ziemi istnieją naprawdę duże obszary, na których nie zabija się zwierząt. Żaden z „koronnych argumentów myśliwskich” tam nie działa.

chronioneptaki

Tyle z Kruczyńskiego. Fakt, często słyszę zarzuty, że Obecnie równowaga w przyrodzie jest na tyle naruszona że człowiek musi regulować ilość zwierząt i czuwać nad ekosystem by się nie wykończył, od tego są zresztą stosowne prawa i przepisy.

Zastanówmy się nad tym zdaniem. Samo w sobie ono jest straszne bo idąc w myśl, że istnieją stosowne prawa i przepisy, a kto je wymyślił? Zwierzęta? Czy one same chciały, prosiły nas byśmy na nie polowali, dręczyli, regulowali ich liczebność? Wystarczy spojrzeć na postrzelone wijące się z bólu i przerażenia „postrzałki”, by mieć odpowiedź. I zapewne gdyby miały taką możliwość nie wyraziłyby na to zgody. A Ty byś wyraził człowieku? Chciałbyś żeby ktoś na Ciebie polował? Wczujmy się w absurd tej sytuacji. Na świecie ludzi jest za dużo niż być powinno, obojętnie co o tym teraz pomyślimy. Dajmy na to, pojawia się „mądrzejszy” lepiej wyposażony od nas gatunek i stwierdza sobie – „Ludzi jest za dużo, coś z tym trzeba zrobić, wyrządzają duże szkody tej planecie.” Następnie określa nas w swoich przepisach jako „gatunek łowny” określa kiedy i gdzie wolno zabijać, stosuje różne sztuczki i triki, by nas zwabić. My się z tym nie zgadzamy, z naszego punktu widzenia jesteśmy ofiarami, a on tworzy całe prawo określając co odczuwamy i kiedy można nas zabijać. Pewnego dnia Twoje dziecko brocząc krwią czołga się przez pole z przestrzeloną nogą, a oni śmieją się, że przecież to tylko „postrzałek farbuje”. Przyroda, owszem, może i jest zaburzona, jednak nie na tyle, by sobie nie poradzić. Radziła sobie przed nami, z nami, poradzi i po nas. Problem w tym, że osoby związane z myślistwem uważają drapieżniki za jakieś regulatory populacji zwierzyny, co prawdą nie jest. One zwyczajnie są i istnieją, możemy przypisać im jakąś rolę, ale nic to nie zmieni. Co najwyżej można by powiedzieć, że rodzime wilki i rysie są delikatnymi selekcjonerami, poprawiającymi kondycję stada, natomiast nigdy nie miały istotnego wpływu na kontrolę liczebności. Drapieżniki te kontrolują swoją liczebność same, u wilków rozmnaża się tylko para alfa, natomiast u rysiów bywa, że samica nie dopuszcza do siebie samca jeśli pokarm zdobywa się z trudem, a polowania są „chude”. Zajmują też ogromne terytoria, co nie pozwala na takie zagęszczenie, by były w stanie zagrozić populacjom zwierząt płowych.

Badania lekarskie.
Myślistwo to jedyna „fucha”, w której pozwolenie na ostrą broń otrzymuje się dożywotnio, bardzo często w szeregach PZŁ na zdjęciach widzimy dziadków ze strzelbą którzy powinni nogi przy kominku grzać lub wnuczęta pasać – tymczasem uczestniczą sobie w polowaniu. Wada wzroku i liczba dioptrii nie jest żadną przeszkodą w otrzymaniu pozwolenia na broń, co jest nie do pomyślenia gdyby ktoś chciał zostać antyterrorystą, komandosem czy pilotem. Tutaj natomiast nie dość, że taki myśliwy pozwolenie na broń otrzyma, to jeszcze badanie które przechodzi raz za młodu upoważnia go do końca życia z jej korzystania. I tak dziadzio może mieć 80 lat, Parkinsona i demencję starczą, a chodzić po lesie z bronią mu wolno – bo myśliwy.

Aby zrozumieć…
Ja mam wrażenie że choćbym się zapisał na śmierć to do pewnych ludzi nie dotrze nic. Ostatnio widziałem ciekawy komentarz w dyskusji z myśliwym, postaram się przytoczyć z pamięci całość:

Należałoby gołego puścić Pana po lesie, a my sobie zapolujemy. Najpierw trafią Pana w ”przedni badyl” a pan będzie się wlókł przez krzaki z wystającą kością krwawiąc – nie, farbując tylko przecież. Puszczę dodatkowo w pogoń psy, będą większe emocje gdy będą dochodzić „postrzałka”. Następnie trafię w drugi „badyl”, aby zupełnie unieruchomić, a wtedy psy będą słabnącego z upływu krwi pana szarpać, wyrywać mięso, ja w tym czasie będę stał obok uśmiechając się i nagrywał film z polowania, który wrzucę potem na youtube, by pokazać jak to bardzo jestem dzielny. Następnie uklęknę i zacznę Pana skórować, wyjmę wątrobę, a koledzy zrobią mi zdjęcie jako „Królowi Polowania” i te zdjęcia przy pana zwłokach wstawimy sobie uśmiechnięci na fejsika, a ludziom w komentarzach napiszemy, że zrobiliśmy to z miłości i szacunku do Pana. Oczywiście przez rok wcześniej kochałem Pana i karmiłem pieczołowicie najlepszą karmą, by był w dobrej kondycji, a na polowaniu żwawo uciekał przed naganką, bym ja miał większą radość i emocje z polowania.

Tu niech każdy zastanowi się sam.

Są szeregi gatunków gdzie człowiek mało ingeruje bądź wcale. Wezmy na przykład ptaki. W Polsce większość śpiewających i wszystkie drapieżne są pod ochroną, choć nie zawsze na przestrzeni lat tak było. O tym jak było zainteresowanych odsyłam do prac profesora Jana Sokołowskiego, zasłużonego polskiego ornitologa. Ale tutaj także człowiek nie ingeruje, a populacja drapieżników-ofiar utrzymuje się we względnej równowadze i byłoby dużo lepiej, gdyby nie opryski, polowania w innych krajach. Ktoś powie: Ale ptaki są dokarmiane i potrzebują znacznie mniej przestrzeni życiowej. Tak, ptaki są dokarmiane, tylko sprawa z nimi jest znacznie bardziej skomplikowana. W czasach powojennych w Polsce nie były aż tak dokarmiane, a pewnych gatunków było liczebnie znacznie więcej niż jest teraz. Inne jak np. drop wyginęły przez lata zupełnie, a jeszcze inne przystosowały się do życia w miastach i podwoiły liczebność, kiedy wcześniej w wiejskich krajobrazach polski nie miały takiej możliwości. Na temat ptaków mógłbym długo pisać, bo to moje główne i pierwsze hobby, nie odbiegajmy zatem od tematu.

Kocham, więc zabijam
Pewna pani pisała w komentarzach na stronie, że ona bardzo kocha zwierzęta, a my nie mamy pojęcia o istocie myślistwa, ona natomiast nie może się doczekać, kiedy dołączy do ich grona by polować. Radziła nam byśmy wyszli sprzed komputerków, posiedzieli nocą na ambonie, posłuchali jak szczeka kozioł, zwierz szura w gąszczu, odzywają się nocne ptaki. Że to niesamowite emocje i przeżycie. I tutaj się zgodzę, spędziłem dziesiątki takich nocy na ambonach, drzewach. Wrażenia dla kogoś kto nie próbował będą niesamowite, a i tak za każdym razem jest inaczej. Oczywiście nie każdy wytrzyma to psychicznie, można się bać nieznanych odgłosów, ale polecam każdemu miłośnikowi przyrody. I na tym powinno w zasadzie się zakończyć, jeśli chodzi o odczuwanie piękna i obcowanie z naturą. Myśliwi natomiast w większości przypadków, aby poczuć spełnienie musi jeszcze strzelić. Mówią, że kochają zwierzęta i przyrodę. Może na swój chory sposób… Co powiedzieliby ludzie albo jak wyglądałoby, gdyby myśliwy swoją żonę czy kobietę zabijał w domu, skórował i patroszył? No przecież też ją kocha, a nie zabija jednak. Czyli zwierzęta i przyrodę kocha on inaczej – na swój chory sposób. „Miłość” tą można porównać do miłości pedofila dla małego dziecka. Przecież na rozprawach sądowych pedofile tak samo bronią się, że oni kochają dzieci. Kto kocha prawdziwie, nie krzywdzi obiektu swej miłości.

Koronne argumenty cd.
Piszą myśliwi też i tak: My zajmujemy się reintrodukcją zagrożonych gatunków, hodujemy i wypuszczamy bażanty, pozyskujemy lisy, by te nie zjadały zajęcy i kuropatw itd.
Po pierwsze bażanty nie są naszym rodzimym gatunkiem, Państwo hodują je i wypuszczają tylko po to, by mogli do nich potem postrzelać. Nie wiem czy jest dobre pompowanie sztuczne populacji obcego nam gatunku który stanowi konkurencję dla rodzimych nam kuropatw i przepiórek.
Drugie co ostatnio usłyszałem to: Jak nas zabraknie to sarny,dziki i jelenie rozmnożą się nadmiernie, będą wychodzić na drogi będą wypadki i sami będziecie prosić byśmy je odstrzelili!
Szczerze, już widzę te niezliczone stada głodnych wściekłych saren które pasą się na asfalcie, a dziki chodzą rządkiem i pikietują przeciwko ruchowi kołowemu. Owszem, tymczasowo populacja zwiększy się, zwierzęta będą mogły częściej wpadać pod koła. Ale będzie to sytuacja tymczasowa, następnie ilość zwierzyny wróci do stanu jaki będzie mógł w obecnych warunkach się utrzymać i wyżywić liczebnie. A inne gatunki tak zwane łowne? Jaki jest sens zabijania takiej na przykład słonki czy gęsi, gdzie ona jest domniemanym szkodnikiem? Słonka to piękny i tajemniczy ptak, na tzw. ciągach jej wieczorne przeloty nad lasem i wydawane odgłosy na tle śpiewów leśnych ptaków to coś iście magicznego. Po co ją zabijać? Jakie ona robi szkody? Po co ograniczać jej liczebnośc? Żywi się dżdżownicami i owadami. No, ale przecież jest „łowna”. Poza tym, tak zwane „ciągi” to nic innego jak lot godowy, który słonka odbywa po zachodzie słońca, stale po tym samym okręgu. Samiec wydaje w tym czasie chrapliwe dzwięki mające zwabić samicę, ona natomiast na dole daje mu znaki ustawiając odpowiednio skrzydła. Słonki są zatem strzelane w okresie godów i rozmnażania, w tym czasie gdy większość zwierząt podlega wtedy ochronie. Gdzie tu ta sławna etyka łowiecka?

Dbamy o przyrodę
Tak w praktyce wygląda „dbanie o przyrodę” i „miłość” do niej przez myśliwych. Sytuacje takie nazywają „pokotem” i są z nich bardzo dumni (zdjęcia poniżej). Być dumnym z tego jak dużo się zabiło… bez komentarza. Następnie mówić innym, że to dla dobra i ochrony przyrody, no cóż, każdy ma swój świat i może niektórzy im uwierzą. Ale jeśli ktoś samodzielnie myśląc widzi rzeczy takimi jakie są to jest już oszołomem i ekozje…m jak wtedy nas nazywają. Oczywiście myśliwi zasłaniają się tym, że mają tzw. limity odstrzałów i nikt nie może odstrzelić ponad ten limit, bo nakładane są surowe kary. Jak to w praktyce z tymi karami bywa wiemy dobrze od tych, którzy to towarzystwo opuścili. Spójrzmy teraz na załączone obrazki z perspektywy dbania o przyrodę. Klilkadziesiąt zabitych zajęcy szaraków, królików, bażantów. Które to aż takich szkód nie robią, bynajmniej szarak który to jest gatunkiem stepowym, a żywi się roślinnością zielną i korzonkami, których to w naszym kraju ma pod dostatkiem. Jedynie zimą może zgryzać pędy w sadach. Do czego zmierzam – wszystkie zastrzelone gatunki są naturalnym pokarmem lisa i z powodzeniem mogłyby taką przewidzianą im przez przyrodę rolę spełnić ale nie… musiały paść od kuli, bo ktoś ma takie hobby i jest to tradycja, a na ich nieszczęście zostały sklasyfikowane przez człowieka jako „łowne z okresem ochronnym”. Patrząc na leżące „pięknym” pokotem lisy i bażanty, nie jest to potrząsanie przyrodą, kpina z niej, gwałcenie jej praw? Co stoi na przeszkodzie zostawić króliki, bażanty, zające, lisy w spokoju by zajęły się sobą z tym do czego je natura przeznaczyła? Dlatego nie uwierzę nigdy w żadne tłumaczenia myśliwych i osób z tym związanych. Widać wyraźnie, że jest to zabijanie dla pospolitej rozrywki nie mającej żadnego dziś logicznego wytłumaczenia. Oczywiście od myśliwych usłyszymy, że „lis to szkodnik, a Państwo nie mają pojęcia o gospodarce łowieckiej”. Gdyby myśliwi znali przyrodę tak jak utrzymują wiedzieliby, że natura nie przewidziała czegoś takiego jak „szkodnik”. Tutaj każdy gatunek istnieje po coś, spełnia swoją rolę, utrzymuje przemądrą równowagę, którą powinniśmy starać się zrozumieć i w sensowny sposób jej dopomagać, a nie zaburzać. I sławna gospodarka łowiecka. Nikt nie powinien się poczuwać do tego, by las i wszystko co żyje w nim dziko podlegało czyjejkolwiek własności albo potrzebom regulacji. Jest to dobro i dziedzictwo wszystkich ludzi o które powinniśmy dbać oraz szanować ich dom. To dbanie przez obie strony rozumiane jest różnie, dla mnie to radość z obserwacji mieszkańców lasu, dla innych mniemanie że ktoś mu dał prawo kontrolować, regulować liczebność, zabijać. I naziści w obozach koncentracyjnych wpisywali w papierach, że oni tylko „gospodarują zasobami ludzkimi”. Czasem myśliwi próbują z innej beczki, tzw. prosty rachunek czyli od jednej lochy mamy w miocie 8 warchlaków, niech 4 będą samicami, to one w kolejnym roku będą mieć drugie tyle itd. Aż zaleje nas apokalipsa głodnych rozwścieczonych dzików, które spustoszą nasze pola, wygonią nas z miast, splądrują markety… ehm. I ciekawi mnie tylko pierwsze: czemu na przestrzeni setek lat, gdzie zwierzęta miały zdecydowaną przewagę liczebną, nigdy to nie nastąpiło. Ani nie następuje obecnie w miejscach i rezerwatach ścisłej ochrony, gdzie nie strzela się zwierząt już ponad 50 lat… tym samym wszelkie bajeczki o zwierzęcej apokalipsie umierają śmiercią naturalną. Myśliwi zdaje się zapominają, że w selekcji naturalnej biorą udział nie tylko drapieżniki, które we własnym interesie wybili i robią to nadal tym które jeszcze przetrwały (lisy) ale także pogoda, choroby, osłabienie, a w dzisiejszych czasach także brak dostatecznej ilości siedlisk, pokarmu.

356_20090408124420

50fd54f7ef3b3_g1

8762313iey

Człowiek musi jeść mięso!
Jakże mogłoby zabraknąć tego argumentu dla całości. Nie musi i niepowinien. Niech ja, inni wegetarianie, a zwłaszcza Ci którzy na diecie bezmięsnej wychowali swoje dzieci zadając tym samym kłam starym przekonaniom i medycznej propagandzie. Jeśli nie wystarczającym dowodem jest to, aby upolować zwierzę gołymi rękami i zjeść surowe bez szkody dla zdrowia, proponuję przyjrzeć się budowie swojego układu pokarmowego. Każdy drapieżnik żywiący się mięsem spala energię szybko, dlatego musi polować by przeżyć, a jego jelito jest krótsze – roślinożerca natomiast ma dłuższe by móc strawić np. celulozę . Układ pokarmowy mięsożerców charakteryzuje inaczej rozwinięte uzębienie –u mięsożerców najważniejsze są kły, które są bardzo dobrze rozwinięte, a u roślinożerców lepiej rozwinięte są siekacze. Są to akurat rzeczy które każdy może sobie sam na własną rękę przeczytać. Człowiek jest przystosowany do wielu rodzajów pokarmów, ale skoro już uważamy się za obdarzonych intelektem powinniśmy wiedzieć, że obecne chemicznie faszerowane mięso nie nadaje się do zdrowego spożycia, jak i cały proceder jest przyczyną niewyobrażonego cierpienia milionów zwierząt codziennie. Polecam wizytę w rzeźni – do 17. roku życia jadłem mięso regularnie, z rzeźni wyprowadzono mnie roztrzęsionego i pamiętam miałem ochotę robić to samo rzeźnikom. Nawet jeśli zgodzimy się, że według przekłamanego cytatu z Biblii człowiek powinien panować nad przyrodą, bo jest „wyższym” gatunkiem, to jaki władca lepszy? Wyrozumiały, wrażliwy, myślący, tworzący? Czy tę ”wyższość” okazujemy tylko poprzez morderstwa i cierpienie niewinnych istot? Tylko na tyle nas stać? Tu przejawia się ten intelekt? Władca krwawy tyran, bo nie potrafimy i nie chcemy inaczej? Do całości – ta planeta nie jest w stanie wyżywić dwóch populacji – zwierząt rzeznych i ludzkiej. Prędzej czy później staniemy na krawędzi zagłady z tego powodu. Już stoimy, bo trujące chemiczne dodatki, po to by zwiększyć przyrost masy mięśniowej zwierzęcia, jak i dodatki dla optycznego zwiększania rozmiaru i wagi wędliny to już norma. Zakończmy cytatem którego autora nie pamiętam: Zamieńmy ryk cierpiących zwierząt w ciszę dojrzewających pól,ziemi i sadów.

Gatunki inwazyjne, perspektywa czasu.
To co za chwilę napiszę może nie spodobać się obrońcom zwierząt,ale od tego mam możliwość by wyrażać własne zdanie.

Weźmy jako przykład sławną norkę amerykańską, swego czasu narobiła sporo szkód w polskiej faunie i nadal robi, jako gatunek jeszcze bardziej przystosowany do naszego klimatu i pomijajac szkody jakie wyczynia jest też konkurencją dla rodzimych gatunków takich jak kuna, łasica czy tchórz. I słusznie bądź nie jest u nas tępiony zarówno przez myśliwych jak i obrońców przyrody. Ja myślę jednak, że jako gatunkowi ludzkiemu brak nam w myśleniu jednego – przede wszystkim długofalowości. Przyroda nie znosi pustki. Nawet gdyby pozwolić norce amerykańskiej rozplenić się, to i tak wybije ona tylko część gatunków, a następnie wystąpi załamanie populacji z powodu braku pokarmu. W miejsce przetrzebionych gatunków wejdą nowe i wytworzy się inny ekosystem, inne zależności pokarmowe między gatunkami. Ktoś powie: No dobrze,to mamy przyglądać się biernie jak giną nasze rodzime gatunki? Oczywiście że nie, ale trzeba pamiętać, że nie ma czegoś takiego jak „rodzimy gatunek”. Jest gatunek, który w sprzyjającym okresie czasu na danym terenie zajmuje niszę ekoligiczną do której jest przystosowany. Trwa to zawsze czasowo i na przestrzeni milionów lat ulegało kompletnej przebudowie wielokrotnie. My jako ludzie widzimy tylko chwilowy skutek – gatunek czyni szkodę, nie potrafimy spojrzeć natomiast na problem jako całość ciągnącego się procesu życia jako takiego.

Tekst jest stronniczy!
Taki argument wysuwają myśliwi. I mają rację. Ja natomiast nie lubię być stronniczy zawsze staram się rozpatrzyć za i przeciw, przyjrzeć się problemowi z każdej strony. Dlatego te mniej przyjemne dla nas rzeczy zostawiłem sobie na koniec.

Nikt nie jest bez winy
Myśliwi pytają zawsze osób uczestniczących w takich ruchach czy nie jedzą mięsa. Ja nie jem. Za innych nie mogę, mogę natomiast powiedzieć to co myślę. A na myśl przychodzą mi zwykli szarzy ludzie ganiający, węszący po biedronce za szyneczką i schabikiem na tacce. To środowisko tak samo reprezentuje stanowisko pro-myśliwskie; gdyby ich zapytać, tak samo będą argumentować że człowiek od zawsze jadł mięso itd. Są oni dużo bardziej szkodliwi i od myśliwych i od samych rzeźników,ponieważ nie chcą o niczym wiedzieć, żyją w letargu, nie interesując się niczym poza serialową papką wiadomościami z TV, napędzają tą koniunkturę wydając zarobione pieniądze na mięso. Jest popyt, jest podaż. Często Ci ludzie bardziej świadomi udzielają się w ruchach i mienią obrońcami zwierząt ,na obiad jedząc ziemniaki ze schabowym, na kolację smażoną kiełbasę czy kanapki szynką. Im do obrońców zwierząt w istocie jest daleko – tu deklaruję że kocham, następnie zjadam tych których niby to kocham. Tutaj coś nie halo.

Racja myśliwych
Są to tanie chwyty z najniższej półki ale nie pozbawione sensu. My jako ludzie wychodzący poza nawias przeciętności powinniśmy być świadomi wielu rzeczy. Opowiem na swoim przykładzie. Zawsze miałem psy w ciągu życia; czasem 3, czasem jednego. Kiedy ostatni pies odszedł ponad 3 lata temu, nie mam do tej pory żadnego. Dlaczego? Doszedłem do wniosku, że pies, owszem jest przyjacielem człowieka, zaspakaja potrzeby psychiczne ale jest mięsożercą. I ja muszę mu kupować mięso z puszki, które pochodzi od zwierzęcia zabitego z rzeźni które cierpiało. To nie fair. Jedno zwierzę kocham, natomiast godzę się na cierpienie drugiego? Są inne domowe zwierzęta w cenie rasowego psa lub tańsze, zależnie od gatunku papugi, chomiki, szynszyle, świnki morskie. Żywią się ziarnem i owocami.

Ty nie masz pojęcia o myślistwie i gospodarce łowieckiej!
Jakieś chyba jednak mam. Ostatnio próbował mnie zagiąć jeden myśliwy w dyskusji i wyskakuje mi z tekstem, że jak się odniosę do wzrastającej populacji lisów, które robią szkody wśród drobnej zwierzyny etc. Ja mu na to: Jak się lisy za mocno rozmnożą, to i tak wymrą z braku pożywienia bo nie będą w stanie się wyżywić. Dla mnie to proste jak cep. On na to: Dobrze gdyby tak było, ale zanim to się stanie wytępią doszczętnie kuropatwy, głuszce, cietrzewie, a jakoś nie wyobrażam sobie polskiej fauny bez nich. Ja na to: Ale przecież myśliwi hodują, czym się szczycą bażanty, których jest xxx więcej od rodzimych kuropatw i przepiórek. W moim „obwodzie łowieckim” myśliwi wypuszczają rokrocznie 200-400 sztuk tego ptactwa tylko po to, żeby sobie do nich postrzelać. W czym problem, aby zostawić je lisom ? Do tej pory od pana cisza…

przyroda1a

Kotki i pieski także jedzą mięso, jak kochasz zwierzęta skoro karmisz je innymi?!
To także wiemy. Różnica jest taka ,że w dzisiejszych karmach dla zwierząt poza puszkami nie ma zbyt wiele mięsa, a psy (podobno) można karmić specjalnymi makaronami, kaszami bez szkody dla ich zdrowia. No bo faktycznie. Które psy w ciągu wieków jadły to do czego są przystosowane czyli surowe mięso i wnętrzności? Chyba tylko ciężko pracujące psy eskimoskie i pociągowe na północy. Natomiast przez ostatnie 200-150 lat podwórkowe kundle żywione były domowymi odpadkami, w których mięso zawierało się raz w tygodniu. I nie było to pierwszej jakości mięso lecz skórki i kości. Na większą ucztę zwierzęta mogły liczyć raz na jakiś czas przy polowaniu lub świniobiciu. I taka dieta nie przeszkadzała im dożywać maksymalnego wieku, spełniając przeznaczoną w gospodarstwie mu rolę. Część z nas świadomie zrezygnowała z posiadania psów, kotów, które przecież służą dziś do zaspokajania zachcianek psychicznych człowieka, tzn. uczucia pustki, potrzeby przyjaźni czy pomocy w gospodarstwie bądź osobom niewidomym. Są wśród nas osoby które świadome tych wszystkich niuansów zdecydowały się na posiadanie chomika,papugi czy świnki morskiej… jesteśmy więc bardzo oderwani od rzeczywistości, tak. I pomijając fakt, że koty i psy są drapieżnikami – żywią się mięsem, by przetrwać, nie dorabiają do tego ideologii „że coś tam regulują”, ani też nie jest to ich hobby.

Marchewka też czuje gdy jest zjadana!
Nie wiem komentować to, wstawić buźki czy tarzać się ze śmiechu? Bo jak może (cierpienie ) odczuwać owoc czy warzywo pozbawione mózgu i układu nerwowego? Jakim trzeba być idiotą by z czymś takim wyskakiwać? Ale to bardzo częsty argument używany przez polujących mięsożernych braci. Nie wiem, śmiać się czy płakać…

Skórzane meble,torebki,paski itp.
Nie wiem jak inni, ale torebek nie noszę, gumofilce ze skóry nie są, a na skórzane meble nie było by mnie stać. Poza tym, dzisiaj przemysłowi opłaca się stosowanie i tworzenie sztucznych skór i używanie tego do garderoby czy w meblach, nie żyjemy w XIX wieku, co niektórym chyba ciężko zrozumieć.

Kto nie jest hipokrytą?
Nikt. Wszyscy jesteśmy. Nasi „przeciwnicy polityczni” chwytają się coraz bardziej absurdalnych zaczepek, bywa że i słyszy się o stosowaniu mydła, poruszaniu samochodem, ubraniach i ozdobach robionych przez biedne dzieci w Chinach. Ja to wszystko wiem i na ile mogę żyję tak, by jak najmniej przyczyniać się do czyjegoś cierpienia czy dewastacji przyrody. Jeżdżę zazwyczaj komunikacją miejską. Nogi i tyłek moczę w akwarium karmiąc przy okazji rybki.

Jesteśmy także świadomi konsekwencji – co by się stało gdyby nasza kampania odniosła sukces i przestać by dokarmiać i zabijać dzikie zwierzęta. Czasowy wzrost populacji – ale tylko czasowy, częstsze kolizje na drogach oraz częstsze odwiedziny zwierząt na osiedlach mieszkaniowych i próby dożywiania się naszymi odpadkami. Częstsze zgony i osłabienie niektórych sztuk z powodu zbyt małej ilości pokarmu. Wtedy warunkowo jeden łowczy leśniczy mógłby takie zwierzę odstrzelić. Ale nawet, choć wydaje się to okrutne, nie powinniśmy ingerować, a sprawę zostawić do dokończenia drapieżnikom czy padlinożercom. Cały problem polega na tym że, ludzkość skupia się tylko na tym etapie i konsekwencji. Wtedy podniósłby się znowu krzyk To myśliwi mieli rację, a ekooszołomy nie wiedzą jak funkcjonuje przyroda. Sęk w tym, że wiemy i patrzymy perspektywicznie-czego wielu osobom brak. Nie wiemy tak naprawdę jak zachowa się przyroda i populacja zwierząt, czy problemy będą się pojawiać przez 10, 20 lub 50, a może i cały cykl będzie trwał ponad 100 lat. Przyroda w jednej rzeczy jest mistrzem – mianowicie w dążeniu do równowagi. I na przestrzeni setek tysięcy czy milionów lat nie potrzebowała nas do żadnych regulacji radząc sobie doskonale. I nic do rzeczy nie ma wzrost liczby miast, zmniejszenie obszarów leśnych, postęp „cywilizacji”, bo w perspektywie czasu zwierząt będzie tyle ile będzie być mogło w miejscach, które jeszcze pozostały. Przecież populacji owadów czy innych drobnych organizmów także człowiek nie kontroluje. Owszem prowadzone są opryski, zabijane w domach, ale jakoś nie zalała nas do tej pory armia biedronek, pasikoników, muszek owocowych czy pająków. Do owadów nikt się nie wtrąca, są jedynie regulowane przez nietoperze i ptaki.

Dlaczego Nie podaję ręki myśliwym?
Na litość mówimy i dyskutujemy o zabijaniu bezbronnych zwierząt w ich domu. Na stronie często pojawiają się teksty w stylu „gdyby ktoś zabił twoje dziecko” itd. To powoduje, że osoby postronne postrzegają takie strony jako „ociekające jadem” i nienawiścią. Tak nie jest, nikt na poważnie nie myśli o zabijaniu czyjegoś dziecka, jest to po prostu przykład by ktoś coś sobie uzmysłowił – przykład może drastyczny. Później myśliwi wyskakują z tekstami, że i Hitler kochał psy. To prawda. I stosunek człowieka do zwierzęcia często nie jest żadną miarą wyznaczającą człowieczeństwo. Wracając do pytania – pewne osoby dają posty na stronę, że zawsze i wszędzie podadzą rękę myśliwym. Ja mam tylko do takich osób jedno pytanie. Czy gdyby ktoś wtargnął do Twojego domu uzbrojony, zabił Ci kogoś z rodziny, ładnie oskórował wypatroszył, a głowę powiesił sobie w salonie do ozdoby. Potem powiedział Ci, że zrobił to z miłości dla tego człowieka i dla jego ochrony oraz argumentował, że to jest jego hobby i tradycja, jeszcze wpierał, że ma do tego prawo – czy uwierzyłbyś mu i podał mu rękę? Za kogo byś go uznał? Pewne rzeczy trzeba nazywać po imieniu i dostrzec je takie jakimi są, bez dorabiania ideologii.

Niektórzy – o zgrozo nawet wegetarianie – twierdzą czasami, że to bez sensu, nic się nie da zrobić, cywilizacja postępuje, musimy się przystosować do zmian, być realistami i regulować zwierzynę przez dokarmianie i strzelanie. Powiem tak. Ja realistą jestem. I wiem, że świat fauny i flory ubożeje w zastraszającym tempie. Ocenia się, że każdego dnia z naszej planety znika bezpowrotnie 137 gatunków roślin i zwierząt. Wymieranie jest procesem naturalnym, lecz obecne tempo można porównać jedynie z wielkim wymieraniem dinozaurów. Wszystko to w wyniku działności człowieka. I jeszcze ktoś śmie potem mówić że człowiek musi to tamto, karmić, strzelać. Jedyne co człowiek musi i powinien – to dbać o czystość środowiska, nie zaśmiecać. Sadzić drzewa i dbać, by za młodu nie zostały zjedzone poprzez stosowanie płotków ochronnych. Przestać przekształcać środowisko do swoich potrzeb, wycinać lasy, opryskiwać litrami chemii uprawy, wprowadzać genetycznie modyfikowane organizmy. Rozwijać technologię energii odnawialnej. Możemy albo się otrząsnąć albo nasze prawnuki będą oglądać nieliczne gatunki w zoo, resztę w filmach przyrodniczych na youtube. Jako przymusowy obywatel tej planety życzą sobie jednak by gatunków pozostało na niej jak najwięcej, a człowiek zwrócił się ku rzeczywistej drodze szacunku, ochrony i jedności z przyrodą.

Część druga i trzecia do przeczytania poniżej:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/myslistwo-i-mity-lowieckie/

trofea

 

 

Reklamy

2 responses to “Kilka słów o łowiectwie

  1. Pingback: Myślistwo i mity łowieckie | Nie podaję ręki myśliwym

  2. Pingback: Łowiectwo i myślistwo – O co tu chodzi? | Nie podaję ręki myśliwym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s