Łowiectwo i myślistwo – O co tu chodzi?

slupsk_szczecin_01_20155_06

Zajmiemy się tym do czego zostały powołana strona  Nie podaję ręki myśliwym, czyli szkalowaniem PZŁ :).  Ja bym to inaczej określił – Pańswo sami się szkalujecie, my tylko opisujemy rzeczywistość. Zaczął się sezon. Sezon polowań. Dla jednych na dziki, dla innych na myśliwych, by celnie odstrzelić wszystkie propagandowe bzdury, jakimi mamią społeczeństwo od lat. Dla wielu dzików będzie to ostatnia wiosna w młodym życiu , ponieważ ktoś w imię tradycji musi ”pozyskać” dzika, by pochwalić się przed kolegami i mieć co zjeść. Zatem kolejna porcja rozważań na temat łowiectwa i zwierzyny w odpowiedzi na brednie których się ostatnio naczytałem przeglądając fora „braci” łowczych .

Na czym polega łowiectwo?
Najczęstszym argumentem wysuwanym przez myśliwych jest to, że my szaraczkowie nie mamy pojęcia co to jest gospodarka łowiecka, dlatego to nie powinniśmy się wypowiadać. Postaram się zatem przybliżyć Państwu  z opisu jak wygląda ta gospodarka trzebienie zwierzyny.

Proszę zwrócić uwagę jakiego słownictwa używa myśliwy mówiąc o tym. Dla niego nie mówi się „zabić”, tylko „pozyskać”. Co znaczy „pozyskać”? Znaczy właśnie zabić, pytanie dlaczego? Bo jest za dużo (będzie o tym poniżej). Bo nie ma drapieżników (też będzie poniżej). Bo… się na tym zarabia. Łowiectwo i leśnictwo w ujętym prawie traktowane jest pośrednio jako gałąź gospodarki, a zwierzęta zamieszkujące las czy pole postrzegane tak samo jak wszelkie inne zwierzęta hodowane w celach konsumpcyjnych. Tutaj myśliwego nie interesuje czy dane zwierzę jest pożyteczne czy nie, istotne jest „Co ja z tego mam”. A można mieć to i owo. Dziczyznę oddają do skupu wprawdzie za to płacąc, ale potem sprzedać drożej wyrobów z niej, nikt nie kontroluje, ani nie zabrania. Poroże czy szable dzicze, inne „trofea” można sprzedać.  Ma się też „zdrowe” mięso na własny stół, co myśliwi cenią sobie w tym hobby najbardziej.  Ale obszarów gdzie zwierzyna może swobodnie bytować jest coraz mniej, a myśliwych chcących „kultywować tradycję” jest coraz więcej. Trzeba więc  dokarmiać ile się da, by sztucznie utrzymywać w ekosystemie nadmiar zwierzyny płowej i czarnej, by starczyło dla swoich to po pierwsze, musi jeszcze starczyć dla armii dewizowców, którzy traktują nasz kraj jak dzikie safari i polują tu na zwierzęta które w ich krajach objęte są zakazem polowań (ludzie bardziej myślący), a u nas jeszcze wolno. Następnie wmawia się społeczeństwu, które łatwo to łyka, że zwierząt jest za dużo i robią szkody. I pomijając wszelkie aspekty moralno etyczne – bo uznawanie pojęcia gospodarowania czyimś życiem czy populacją kojarzy mi się tylko z nazistami i Auschwitz. Jest to biznes poniekąd dochodowy, bo zarabia się więcej  niż wypłaca z odszkodowań. Oczywiście myśliwy będzie psioczył że cały ekwipunek musi kompletować za własny grosz i to jest prawda. Natomiast całe to „gospodarowanie” przez twierdzących, że inni nie mają pojęcia odbija nam się wszystkim niezdrową czkawką – tak gospodarowali, że wybili prawie do cna duże drapieżniki, zające, kuropatwy. Oczywiście nie wykluczam czynników cywilizacyjnych, budownictwo i zanieczyszczenia, jednak myślistwo ma tu spory niechlubny udział. Ale co my tam wiemy o gospodarowaniu. Celowo pomijam aspekty / walory estetyczne obcowania z przyrodą, które łączą się z myślistwem, a u myśliwych uważam są poważnie zaburzone. Najpierw zachwycać się pięknem, by potem je niszczyć. A sporo myśliwych uważa, że bez strzelby do lasu nie ma po co chodzić. Dotknęliśmy zatem istoty – ta sławna, tajemnicza gospodarka łowiecka o której nie mamy pojęcia to nic innego jak pozyskanie „eko” mięsiwa na własny stół , ewentualnie zarobek na nim. Kiedy mamy to już na świeczniku, wyskakuje myśliwy z drugim „koronnym” argumenrem czyli:

zabijanie-ofiary

No, ale myśliwy dba o równowagę w przyrodzie…
Urocze bądz tragiczne jest to, że oni sami w to wierzą.  Wierzą czy nie, tak samo jest to pusty slogan który udało im się wmówić w społeczeństwo, na przestrzeni ostatnich 100 lat. Dbają, oj dbają… Przykładów jest pełno.  Choćby wybijanie przez ostatnie dziesięciolecia kuropatw, zajęcy, bażantów, królików, lisówczyli jednocześnie łowców i ofiar. Ofiar na własny stół, a drapieżników, no, po co ? Ano skoro wybiło się ofiary i naruszyło równowagę w przyrodzie, trzeba i pojechać po drapieżnikach tak samo, żeby nie było ich za dużo. Rysuje nam się zatem obraz pokrętnej i fałszywej logiki, jaką raczą nas myśliwi gdy chodzi o ich sławne „dbanie o równowagę”. Tak naprawdę, choćby nie wiem jak się spinali, nie są w stanie tego dokonać. Mogą co najwyżej wszystko wybić, co skutecznie robią tylko dlatego, że:
– Hobby, tradycja, lubię strzelać, emocje, myśliwski styl życia, trofeum itd.
Możnaby to zrozumieć gdybyśmy cofnęli się 500 lat wstecz, a zwierzyny było tyle, że każdy, kto by chciał mógłby uprawiać sobie takie „hobby” przez jakiś czas. Natomiast obecnie, takie tłumaczenia biorąc pod  uwagę zmiany środowiskowe i spadek liczebności zwierzyny drobnej zakrawają na absurd. Ktoś ostatnio powiedział mi że: Gdyby nie myśliwi to wszędzie dookoła mielibyście buchtowiska! No doprawdy, jeśli ktoś w to wierzy… To czekam na tą dziczą apokalipsę.

No, ale jedna locha w miocie ma 8 młodych,z tego niech połowa będzie samicami i kolejna w roku ma znowu 8 to da nam w ciągu 2 lat tyle i tyle…
Wyższa matematyka. W takim razie, tą samą regułkę należałoby zastosować wobec drobnych ptaków, zaskrońców, ropuch, owadów, jaszczurek czy czego tam. I co mamy? Ano jedno wielkie nic, w ciągu dziesięcioleci węże, jaszczurki, sikorki, muchy nie opanowały świata, a nasz byt jest w miarę niezagrożony. Dlaczego? Ponieważ przyroda doskonale reguluje się sama na każdym polu, a nasze myślenie ścisłackie i regułki ma głęboko w poważaniu. A za samoregulację odpowiadają nie tylko duże drapieżniki, lecz warunki bytowe, dostępność pokarmu, zmiany środowiskowe i pogoda.

piekno-przyrodyb

Kiedyś człowiek nie myślał o przyrodzie w sposób taki jak teraz, czyli pod kątem gospodarowania, wybijano i strzelano do wszystkiego co przydać się mogło i ciekaw jestem czy zastanawiano się nad swoim postępowaniem. Nikt inny jak osoby z żyłką myśliwską, choć było to dawno temu, ale osoby o tej samej mentalności przyczyniły się do wyginięcia tura, prawie zagłady żubra, oraz drastycznego ograniczenia liczebności wilków, rysi, niedźwiedzi. Nie wykluczam również kłusownictwa, ale samo to świadczy, że myślistwo w XXI wieku nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia dla istnienia. Nie wiem jak owo „dbanie o równowagę” odnieść do strzelanych tylko dla trofeów cietrzewi, głuszca, czy dla zjedzenia słonki, która w przyrodzie niczemu nie szkodzi ani nie wadzi. Do dużych kuraków przestano w Polsce strzelać dopiero gdy znalazły się na krawędzi zagłady i zabroniono tego prawnie. Gdyby nie to, kto wie… Dziś jeżdżą na Białoruś, by tam jeszcze zdobyć takie trofeum skoro u nas już nie można. Czy myśliwi, którzy tak bardzo śmieją się z komentujących, nie mających pojęcia o przyrodzie „mieszczuchów” nie wiedzieli jak trudne jest życie leśnego kuraka, który  ma masę wrogów naturalnych ? Czy nie zauważyli jak bardzo spada jego liczebność wtedy? Świadomość ekologiczna tych panów stoi pod mocnym znakiem zapytania o czym świadczy ich codzienne postępowanie i dlatego w cokolwiek na jakimkolwiek forum Wam napiszą, nie wierzcie w to że im zależy na ochronie przyrody. To nonsens, czysty jak czysta, którą zalewają się w wynajętych domkach po udanym polowaniu. A jeszcze zaprasza się ich do szkół, by opowiadali o zwierzu dzieciom… Oczywiście ma to na celu urabianie najmłodszych, po to, by kolejne pokolenie wierzyło w „koronne” i konieczność istnienia myślistwa. Natomiast wiedza przyrodnicza przeciętnego myśliwego ogranicza się tylko do kilku rzeczy:
– Jak zwierzę zwabić (stąd bardzo popularne wśród nich tzw. wabikarstwo, rozmaite do tego gadżety i metody)
– Jakim nabojem zabić
– Kiedy są okresy łowne i ochronne (Choć nie wszystkich to interesuje. Czasami w tym okresie wypadają święta, a mięsko wypada, by na stole było)
I to by było na tyle z ich wiedzy.

Myśliwy boi się zwierzęcia
Dla mnie to oczywiste – ktoś, kto siedząc wysoko w bezpiecznej ambonie w ten sposób zabija, z nowoczesnej broni, no to co… Często poluje się z psem. Po co pies? Tak się mówi, że pomaga, wskazuje ,tropi itd. ale jest jeszcze jeden aspekt – dodaje otuchy. Na przestrzeni wieków las żywił, bronił, dawał pożywienie i schronienie, budulec, ale też karał; można było stracić życie topiąc się na bagnach, zwierząt było dużo więcej, a znajomość ich mniejsza, drapieżniki potrafiły zabić człowieka. Człowiek więc bał się lasu – bał się tego czego nie rozumiał, więc wymyślał coraz nowsze techniki prześladowania zwierząt, a wiara w rozmaite zabobony, duchy była powszechna. Pies jest natomiast przedłużeniem oczu i uszu człowieka, pierwszy reaguje i usłyszy gdy coś jest „nie tak”, po jego szczekaniu można odróżnić czy goni akurat sarnę, oszczekuje dzika w miejscu, bażanta na drzewie, goni za zającem albo napotkał innego człowieka. Wszystko to jest do odróżnienia w tonie głosu psa, co z czasem przekłada się na zwiększone poczucie bezpieczeństwa – ufam psu i tam gdzie moje zmysły nie docierają, tam on czuwa. Strach ten do dziś tkwi głęboko w sercu każdej osoby która obierze sobie łowiectwo jako życiowe „hobby”. Od kiedy człowiek zaczął mieć przewagę nad zwierzęciem, cały czas starał się ją zwiększyć.  Dlatego to polowało się z chmarą psów, które osaczały zwierzę, a myśliwy bezpiecznie mógł je dostrzelić. Grupowe polowania konne także – pościg za jednym zwierzęciem, aż wyczerpane zostanie gdzieś zagonione lub raz trafione straci chyżość i przewagę w ucieczce. Dzisiaj dostępne są noktowizory, samochody terenowe, reflektory, broń, a jeszcze wabiki i nęcenie. Dzisiejszy myśliwy może się tylko wstydzić za swoją profesję, ponieważ zwierzę jest praktycznie bez szans, nawet nie obrony tylko samej ucieczki czy przewidzenia niebezpieczeństwa. Ale co ich to obchodzi, oni muszą wyrobić limit odstrzału, podobnie jak policja w mandatach i jeszcze zdaje im się, że w ten sposób dbają o przyrodę. Chciałbym widzieć dziś myśliwego, który uzbrojony tylko w ubranie, jak ja zaczai się przy dziczej ścieżce w trzcinowisku, by je obserwować. Odpowiadając na pytanie postawione na początku – to oczywiste – gdyby się nie bał i chciał dowieść faktycznie swojej męskości, to zapolowałby na tego niedzwiedzia w Rosji z gołą klatą i nożem – i tyle byśmy go widzieli.

ambona9

Łowiectwo wczoraj i dziś.
Te dawniejsze „wczoraj” to czasy, gdy człowiek ostro musiał rywalizować z naturą i zwierzętami o własne przetrwanie – polowało się po prostu, by przeżyć i bynajmniej nie chodziło o trofeum czy satysfakcję, a wszelkie dary jakimi zwierzyna dla człowieka dysponowała, czyli mięso dla jedzenia, skóry dla okrycia, a żadna część zwierzęcia nie marnowała się. Przykładowo u plemion indiańskich – ze skór bizona robiło się pokrycie namiotu mieszkalnego tzw. tepee lub wigwamu. Tej samej skóry używano do przykrycia się, z jeleniej robiono natomiast ubrania i buty, kołczany, inne drobne przedmioty. Drobne ostrzone kości służyły kobietom za igły do szycia, a jako nici wykorzystywano ścięgna zwierząt lub suszone cienkie jelita. Tymi samymi jelitami uszczelniano czasami łodzie zwane canoe. U plemion eskimoskich gdzie polowanie i zabijanie jest
konieczne do egzystencji modna jest potrawa taka – zupa z kości i kopyt reniferów. Używa się do niej nawet kości którymi wcześniej bawiły się psy. Nic nie może się zmarnować. Ówczesny myśliwy po udanym polowaniu wykonywał kilka rzeczy, np. Indianin odprawiał krótką modlitwę w której dziękował zwierzęciu, że pozwoliło mu się zabić i dało swe ciało na użytek oraz Wielkiemu Duchowi Manitou, że pozwolił upolować. Czasami okadzano zwłoki, a po zbiorowych polowaniach i uczcie cała wioska dziękowała zwierzętom podczas ceremonii, którą odprawiał szaman za udane łowy i że nie muszą głodować. Dodam też, że i większości  Indian rośliny uprawne nie były znane, gdyby nie to, kto wie czy nie wybrali, by oni tej łatwiejszej ścieżki egzystencji. Pytanie który myśliwy wie o tym dzisiaj lub czy my potrzebujemy robić takie rzeczy, by przetrwać? Wiemy dobrze że nie, a spacerowicze nie raz natykają się na całe tusze jelenie pozostawione w lesie z odciętą  tylko głową, bo trofeum.  Dlaczego łatwiejszej ścieżki egzystencji – dziś zmienił się też sposób polowań. Dawniej myśliwy idąc na zwierza mógł zginąć, a szedł często z nagim torsem, uzbrojony tylko w łuk, maczugę, kościany nóż czy dzidę.  Zdarzali się śmiałkowie którzy z takim uzbrojeniem pokonali niedzwiedzia grizzly, pumę czy jaguara. Czasem ginęli. I dla takiego myśliwego ja mogę mieć szacunek i uznanie, podziw, którym cieszyli się oni wtedy tak samo, a ich czyny były opiewane ustnie w kolejnych pokoleniach. Przy takiej sytuacji myśliwy często zdobywał imię na całe życie związane z tym czynem. Walka z niedźwiedziem wręcz. Który myśliwy odważy się dziś na coś takiego? Żaden, jadą natomiast na „safari” do Rosji, by celnym strzałem powalić niedzwiedzia ze specjalnego pocisku i precyzyjnej broni. Potem zrobić fotkę z zabitym ciałem i wstawić na forum, by pochwalić się przed kolegami. Przekaz jaki niesie taki czyn między samcami: „patrzcie, mam trofeum z niedźwiedzia, jestem lepszym i bardziej dzielnym myśliwym niż wy, po za tym stać mnie na  taki wyjazd, więc lepiej sobie radzę w życiu”. Na głos oczywiście nikt tego nie powie. I takie zachowanie ma dziś dowodzić męskości? Strzał z precyzyjnej przeznaczonej do tego broni do zwabionego zwierzęcia? Dla mnie i dla każdego normalnego człowieka, dowodzi to czegoś zupełnie przeciwnego…

Kiedyś myśliwy podczas obchodu robił pieszo nawet 30 km, podczas „patrolu” swojego łowiska. Bywało, że nocował w lesie i wracał po kliku dniach. Uzbrojony tylko w strzelbę, czasem z psem. Dziś natomiast ładują najnowszy sprzęt na terenówkę i objeżdżają w ciągu nocy kilkanaście „nęcisk” , bywa że w ogóle nie opuszczają samochodu strzelając z auta. Bywa, widziałem, że jadą po polu za uciekającymi dzikami strzelając do nich lub świecą reflektorami szperaczami, by oślepić zwierzynę. Tyle z porównań.

1b-589x490

Zwierzyna robi szkody!
Ostatnio po forach myśliwskich krąży takie zdjęcie – jeleń zaplątany porożem w siatkę który tak się zamotał, że padł. Ten incydentalny przypadek służy już sztandarowo, by pokazywać że grodzenie pól jest idiotyzmem. Wszystko jednak ma drugie dno – ogrodzone pole to dla myśliwego tzw. martwe łowisko. Nie można już wtedy sobie chodzić gdzie się podoba, ani jeździć terenówką za zwierzyną. A zwierzyna nie wychodziłaby na pole i nie robiłaby szkód – zatem nie byłoby argumentu, że trzeba strzelać. Druga istota gospodarki łowieckiej – koło musi wypłacać rolnikowi za szkody spowodowane przez zwierzynę płową i czarną. Rolnik oczywiście woli zgłosić szkodę i coś tam zgarnąć, takie to już w Polsce przyzwyczajenie, by od państwa brać. Skąd natomiast koło bierze pieniądze na odszkodowania? Ano z obrotu handlem dziczyzną, handlu trofeami, składek członków oraz wpłatami od dewizowców. Zamknięty czarci krąg, który niesłychanie trudno przerwać. Czy rolnicy mają rację biadoląc na szkody wyrządzane przez zwierzęta? Uczciwie patrząc – nie, jest to ich  teren prywatny i powinni zadbać o jego zabezpieczenie. Wiem, że rolnictwo w naszym kraju łatwo nie ma, ale to tak jakby ktoś otworzył sklep / działalność, zostawił go na noc otwarty i miał pretensje, że go złodzieje okradli i żądał odszkodowań. Tak jakbym ja nie zamknął furtki i miał pretensje, że dzik wszedł i wyjadł mi ziemniaki. Dlatego rozsądni ludzie montują w sklepach alarmy, zamykają kraty i zabezpieczają swój majątek. Rolników jednak traktuje się nie wiadomo dlaczego inaczej.

Kolejna sprawa – ogrodzić nie trzeba całości. By zwierzyna nie robiła szkód wystarczy chociażby zostawić im nie ogrodzony  kawałek pola obsiany kukurydzą, którego nie trzeba by było nawet kosić, co najwyżej zaorać i obsiać ponownie co 3 lata. W mojej okolicy są takie zaniedbane miejsca i zwierzyna żeruje tam sobie już trzeci rok, co pokazuje jak nie wiele im do życia potrzeba. Nawet na nieskoszonym czy poźniej zaoranym kukurydzisku znajdują pokarm bażanty, gęsi , dziki, sarny,  byle nikt im nie przeszkadzał. Ale jak wyżej-chodzi o „pozyskanie dziczyzny”.  W sadzie który mam, sporo jest odpadu z owoców. Drzewa są już stare i nie wszystko jest zbierane. Sąd jest nie ogrodzony, natomiast ogród warzywny obok już tak. Jako że całość znajduje się wśród pól, zahaczają o nasz sad także dziki. Traktują to chyba jako urozmaicenie od kukurydzy, wyjadają opadłe jabłka i mirabelki. Szkód nie robią, drzewa są duże, a ziemia twarda więc nawet jej nie buchtują zadowalając się tylko owocami.

Nęcenie
Pisałem już o tym w innych tekstach, natomiast sprawa wygląda tak – są miejsca, parki narodowe, gdzie nie wolno ingerować, niepokoić, strzelać do zwierząt. Oczywiście myśliwym to nie w smak, budują więc ambony na granicy takich obszarów i wysypują przyczepki marchwi, buraków, ziemniaków zależnie jaką zwierzynę chcą zwabić. Zwierzęta niestety nie czytają i nie znają prawa łowieckiego, nie odróżniają nęciska od paśnika więc się nabierają. W praktyce wygląda to tak, że jeleń może przebywać na obszarze chronionym, natomiast jeśli da się zwabić i wyjdzie kilka metrów do „nęciska” już pada od kuli „prawdziwego mężczyzny”, który wysoko, z bezpiecznej budki z kilkunastu metrów posłał posilającemu się zwierzęciu kulę. Zaprawdę prawdziwe to bohaterstwo i świadczy na pewno o miłości do zwierząt oraz pragnieniu ochrony przyrody.

Polowanie z łukiem
Lobby myśliwskie stara się przeforsować polowanie z nowoczesnymi łukami, bo taki to powrót do korzeni, reklamowane jako „łowiectwo ekologiczne”. Ciche dla środowiska.  Tym bardziej niebezpieczne. Proszę sobie wyobrazić – obecnie mieszkańcy nie są informowani, gdzie odbywa się polowanie. Wiadomo, słyszymy strzały, huczy, omijamy miejsce. A z łukiem? Będąc na spacerze można będzie cichaczem „niechcący” oberwać strzałą. Nagminne są przypadki, że myśliwi strzelają do nierozpoznanego celu, chociaż im tego nie wolno. Bo jak rozróżnić w mroku, gdy coś szura w krzakach czy porusza się, nie wydając dźwięku czy to człowiek, dzik (nie zawsze się odezwie) czy jeleń bądź jeszcze coś innego. Taką wiedzę wyrabia się i nabywa latami, setkami nocy spędzonymi w terenie, w zasiadce na ambonie, na drzewie, czy tzw. „leżałce” umieszczonej nisko w krzakach. Każde drobne zwierzę, lis, królik, kuna, bóbr dokłada swoje dźwięki, szelesty i skrobania, co dodatkowo utrudnia rozpoznanie. Ja taką wiedzę posiadam, czy natomiast dzisiejsi myśliwi nie ruszający się do lasu bez tony wyposażenia – wątpię. Kolejna sprawa – polowanie z łukiem oznacza jeszcze więcej nietrafnych postrzałów, cierpiących zwierząt. Bo takie zwierzę trzeba raz, że blisko podejść, dwa, puszczona strzała wystarczy, że wiatr dmuchnie i już zbacza z toru, zwierzę się przesunie o 2 cm i już nie trafia w serce. W Internecie pełno zdjęć saren ze strzałą w żuchwie czy pysku które stoją oszołomione. Kula powoduje rozerwanie narządów wewnętrznych i wykrwawienie się. Z niecelnie umieszczoną strzałą zwierzę natomiast może spokojnie uciec zanim dostanie następną, by przeżyć tygodnie w cierpieniu od jątrzącej się rany. A wyleczyć się nie ma szans. Łuk wymaga cierpliwości i precyzji. Aby osiągnąć perfekcję, samurajowie wybierali  kyūjutsu (szkołę łuku)  już w dzieciństwie. Nie jest się w stanie tego nadrobić na strzelnicy, a i nie ma w Polsce nauczycieli którzy poprowadzili, by ucznia do takiej perfekcji, by jego strzała zabijała niezawodnie i celnie. W wykonaniu naszych myśliwych będzie to pseudoamatorska jatka podyktowana zachcianką, na której ucierpią zwierzęta, nie tylko dzikie. Ćwiczy się na nieruchomej strzelnicy a zwierzęta zazwyczaj są w ruchu.  Z tego miejsca pozdrawiam serdecznie pewnego dyrektora warszawskiego zoo „miłośnika” zwierząt, który takie coś swoją osobą promuje. Tak Panie Kruszewicz, bo o Panu mowa, książki o ptakach więcej już żadnej Pana autorstwa nie kupię, prędzej napiszę sobie sam.

11128155_798936806842049_4654653517071776370_n

Długość życia „zwierzyny łownej” w naturze, rozród i zaburzenia. 
Ostatnio widziałem na forach myśliwskich pokazują sobie zdjęcia ubitych dzików z Czech o większej wadze i wielkości, biadoląc, że u nas bardzo trudno już takie sztuki pozyskać. Ano trudno – jeżeli panowie wybijają nawet warchlaki i przelatki. Teraz quiz, ile może żyć dzik w naturze? Odpowiedź – ponad 30 to zanotowane przypadki, a ile tak naprawdę nie wiadomo. A ile żyje w Polsce, obecnie? Uwaga – max. 5 lat .Tylko z powodu odstrzałów. Macie więc panowie odpowiedź, dlaczego u nas takich sztuk nie ma, bo trudno by dzik w ciągu tych pięciu lat osiągnął maksymalną wielkość i wagę ponad 300kg. Tak, zdarzały się takie sztuki. 5 lat to w dziczym życiu tak jak wejście w wiek nastoletni, miałyby przed sobą jeszcze ponad 25… ehh. Co ma piernik do wiatraka? Wykazano już niejednokrotnie, że wielkie dokarmianie zaburzyło cykl rozrodczy dzików i spowodowało wzrost populacji, obecnie o każdej porze roku locha może być prośna. Jak się to ma do całości… Jeszcze przykład z własnej kieszeni. Swego czasu obserwując w marcu, siedząc na niskiej wierzbie przechodziła koło mnie loszka z młodymi. Nic by nie było dziwnego, gdyby nie to, że była ona maleńka, tak mała że przez pewien czas myślałem jakoby była to świnka wietnamska. I prowadziła za sobą 8 mikropasiaków.  Było to 4 lata temu, znając życie już nie istnieją. Ale do sedna – badania niemieckich naukowców wykazały związek pomiędzy poczuciem zagrożenia, a wzrostem płodości u dzików. Dzik jest strzelany i prześladowany, co powoduje u coraz młodszych osobników gotowość i chęć do rozrodu, poczucie zagrożenia, stres – gatunek musi przetrwać. W Europie po II wojnie zanotowano w większości krajów wyż demograficzny i wzrost liczby urodzeń u ludzi. Jeszcze 30, 40 czy 50 lat temu życie w dziczej watasze wyglądało tak – prośne były tylko najbardziej dorodne i dojrzałe lochy, pomniejsze czy zbyt stare pełniły rolę tzw. ciotek i nie mając potomstwa pomagały w wychowie warchlaków. Średnia długość życia była znacznie dłuższa, więc mogły sobie na to pozwolić. Poza tym odyniec wybierał do rozrodu tylko także najbardziej rokujące lochy, a mając lata na nabranie masy i siły gromił pomniejsze samce nie dopuszczając ich do rozrodu. Dziś dzicze życie zostało wywrócone do góry nogami, stąd rozmaite anomalia.

dzik6

A inne zwierzęta ? Np. jeleń- każdy myśliwy wie, że najlepszy rozwój poroża występuje przez pierwsze 6 lat życia, po 10 roku następuje spadek. Taki „spadkowy” jeleń nie przedstawia dla myśliwego żadnej wartości, poroże zaczyna wykazywać cechy wsteczniactwa i nienaturalnych odnóg, co oczywiście jest naturalne u większości jeleni, ale myśliwi jako miłośnicy pięknych trofeów i równo wykształconych tyk wiszących na ścianie ,wmawiają nam, że jeleń przekazuje takie cechy dalej. Prawdą jest że z wiekiem „nienaturalne” odnogi mogą się pojawić u każdego jelenia – jednak zaburza to u myśliwych „poczucie estetyki” i takie jelenie nie mają prawa do życia według nich. Dlatego są zabijane w ciągu 5-6 lat swojego życia, choć mogą dożyć – uwaga, ponad 20… czy to normalne i czy powinniśmy dziś na to pozwalać? A zabijane są w trakcie rykowiska, czyli ich sezonu rozrodczego, tylko dla trofeum. Nie dla mięsa, które jest przesiąknięte wtedy hormonami – zapachem piżma, posiada wątpliwe walory smakowe. Panowie dobrali się do naszego narodowego dziedzictwa, jakimi są lasy i zamieszkująca je zwierzyna i uważają za swój prywatny folwark. A może ja chciałbym mieć możliwość zobaczyć sędziwego 15-letniego jelenia? Odpowiedzą: Taki jeleń to wsteczniak, ciężko mu się by było poruszać przez gąszcze z takimi nienaturalnymi odnogami w porożu… Akurat uwierzę, że komuś kto zabija tego jelenia dla trofeum, a czasem dla mięsa zależy nagle na jego dobru… Niegdyś większe były gąszcze i jeleniom nic się nie stało, taki byk wie o tym że zahacza i jeśli nie ma potrzeby nie porusza się w terenie gdzie miałby to utrudnione. W dodatku te ponad 160 kg wagi byle gałązka nie zatrzyma.

Długość życia lisa to jak małego psa – niektórzy podają nawet 14 lat. Niestety większość jest zabijanych wtedy, kiedy nie ma jeszcze koniecznego życiowego doświadczenia, by chronić się chociażby przed myśliwymi, czyli giną w ciągu pierwszych 2 lat… bo przecież to szkodniki…

O innych drobnych zwierzętach łownych w zasadzie brak wiarygodnych danych, biorąc pod uwagę zastraszające tempo zmian krajobrazowych i środowiskowych.

jelec584

Zwierząt jest za dużo?
Ktoś kto tak twierdzi; jest albo myśliwym chcącym usprawiedliwić swoją pasję mordowania lub zwyczajnie nie ma pojęcia o świecie na jakim żyje. Wystarczy porozmawiać z naszymi babciami, dziadkami, nawet starymi myśliwymi, by mieć pojęcie, porównanie ile zwierzyny było kiedyś, ile ubijało się na polowaniu, a ile teraz. Przykładowo niegdyś 100 zajęcy w pokocie nie było niczym niezwykłym, natomiast pamiętam jak około 6 lat temu lokalne koło łowieckie wpadło na pomysł zorganizowania grupowego polowania. Pytali przypadkowych osób jeżdząc po wsiach terenówką, gdzie kto widział jakieś zwierzę, a finalnie przez 2 dni poszukiwań ustrzelili aż jednego zająca na 7 osób… faktycznie można zatem twierdzić że zwierzyny jest za dużo. Teren to mozaika pól, lasów i zadrzewień śródpolnych. Opowiem na innym przykładzie, niegdyś w miejscu gdzie mieszkam , jakieś 18 lat temu wystarczyło wyjść wieczorem przed dom, by zobaczyć królika, zająca czy lisa. Kilkanaście kroków na  pole obok i można już było obserwować sarny czy dziki. Dziś natomiast, aby którekolwiek z tych zwierząt zobaczyć muszę się przemieścić o 3 km, ponieważ wszystko wokół zostało zabudowane. Doprawdy, straszne więc gdy po osiedlu mieszkaniowych, w miejscu którego jeszcze kilka lat temu były pola, przemknie sobie zbłąkany królik czy lis, a ktoś powie, że zwierząt jest za dużo. A gdzie mają się podziać? Kiedy ich tereny gdzie miały jako taki spokój bytowania znikają w zastraszającym tempie. Inny przykład – mamy sad na wsi, bardzo stary sad i na przestrzeni lat zdarzały się pojedyncze zgryzienia młodych krzewów owocowych czy drzewek. Nie były to jakieś olbrzymie szkody, drzewa rosną i owocują do dziś. Natomiast od 15 lat nie miało miejsce zgryzienie żadnego drzewka, a zajęcy których kiedyś wiosną na polach wojowały całe grupki, dziś z trudem można zobaczyć o świcie pojedynczego. Co do lisów, na które myśliwi tak psioczą zawsze będę powtarzał – te setki bażantów które wypuszczacie co roku, żeby do nich postrzelać można, równie dobrze można zostawiać lisom. Ale nie, wasza chęć postrzelania sobie i zabicia jest ważniejsza od naturalnej potrzeby lisa. Bardzo mocno przyczyniliście się do wytępienia zajęcy i kuropatw, na które polował lis, a teraz jeszcze w swoich pierdolamentach próbujecie zrzucić odpowiedzialność na to zwierzę, w dyskusjach, jacy to zatroskani, że lisy wszystko wytłuką, a wy nie zamierzacie na to patrzeć. Powiedziałbym, żałosne widząc zdjęcia z pokotami zajęcy i bażantów, które mogłyby zostać dla lisa pokarmem. Ale dla was bażant w żołądku lisa to przecież strata, mniej jest do strzelenia wtedy dla was i to jest wasze „rozumienie” przyrody.

Więcej przeczytasz w trzeciej części:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/myslistwo-i-mity-lowieckie/

10575390_729992640409228_561019606381531308_o

Zwierzyna potrafi zjeść cały las…
Czasem mam wrażenie, że myśliwi w to właśnie wierzą. Oczywiście na przestrzeni milionów lat nigdy coś takiego nie nastąpiło, choć jeleni, dzików, saren było o nieba więcej. Skąd zatem takie wnioski? W pewnych okresach zwierzyna lubi pojeść sobie kory młodych drzewek. Jest to zupełnie normalne i naturalne, potrzebuje tego ze względu za składniki mikro- i makro-elementowe jakie się w korze znajdują, a jakich nie ma w normalnej karmie. Zgryzienia mają miejsce zimą, wtedy kiedy o pokarm trudno, i zwierzątka nie rozróżniają samosiewek od pieczołowicie posadzonych przez leśniczych w nie ogrodzonych szkółkach. Są w lesie, u siebie w domu, pewnie więc myślą, że to specjalnie dla nich… I o te szkółki cały raban, bo leśnicy także „gospodarują” lasem, chodzi o produkcję drewna. Natomiast jeśli chodzi o owe zjedzenie lasu to… puknijmy się w czoło, a będzie wesoło. Las jest ekosystemem wysoce ekspansywnym, gdyby nie było nas krzaczory zarosły, by każdy zdatny do tego teren. Na nieuprawianych polach przy granicy lasów już po około trzech latach pojawiają się samosiewki młodych buków, dębu i sosen. Las więc „idzie” do przodu, wkracza na nowy teren i gdyby mu pozwolić w ciągu paruset lat zarośnie sporo. W innych miejscach gdzie za mojej pamięci były łyse polanki, są już spore sosenki a pod nimi roje maślaków w sezonie. Nikt ich nie sadził, wyrosły same. Dlatego oskarżanie zwierząt o wyjadanie lasu, to po pierwsze mit. O szkody – zwykłe chamstwo nie na miejscu, ponieważ są u siebie i mogą robić co chcą i należy im się to jak psu buda. A jedyne czemu szkodzą to „gospodarka leśna”. Czyli temu, że ktoś nie zarobi za jakiś czas na drewnie. Raczej nie mają pojęcia, że lasy nazwaliśmy sobie gospodarczymi, i postanowiliśmy hodować sobie w nich deski.

1384006_343690685777262_1480435600_n

Czarna strona hobby
Podczas tak zwanych konkursów norowania, które odbywają się w zamkniętym gronie myśliwych dochodzi do takich scen – żywe lisy są trzymane w sztucznych norach, gdzie wpuszcza się psy, by oceniać ich tzw. pracę podczas norowania. Niektóre konkursy bywają otwarte dla publiczności. Zwierzęta zazwyczaj są oddzielone siatką , zdarza się jednak, że lisy czy koty (bo też są używane) padają na zawał ze strachu – nie mogą w norze uciec ani schronić się. Co się dzieje ze zwierzakami już po konkursie? Lisa przecież nie wypuszczą, bo szkodnik; kot, też szkodnik… Daje się więc lisowi do zagryzienia gałąź, przerażony zaciska na niej zęby i podstawia psa, by przegryzł mu gardło bądz zadusił. Nazywa się to „wyrabianiem” łowności u psa. Inna sprawa – często bywa tak, że myśliwi zgłaszają się po małe kotki do adopcji w okolicy, bywa,  że adoptują bądź skupują wszystkie. Po co ? A no po to, by „wyrabiać  łowność” u swoich psów, czyli przeznaczone są do zagryzienia w sztucznych norach. Kot walczy i broni się przednimi łapami, więc aby do tego nie dopuścić kotu łamie się przednie łapki, by nie mógł się bronić. Wiadomo, że nie każdy to robi , ale większość chce mieć „dobrze pracujące” psy, dlatego wszelkim sposobami starają się wyszkolić je na krwawych zabójców.

Kolejna rzecz – postrzelenie zwierzyny. Mitem jest, że zwierzę ginie od jednego strzału, bardzo często ucieka ono spory kawałek w las, gdzie jest żywe szarpane przez psy zanim myśliwy za nimi zdąży i dobije. Ktoś powie, to normalne? Przepraszam, ale nie dla mnie. Na youtube’ie jest masa filmów gdzie pokazane jest jak myśliwy szczuje psami dzika, nagrywają z uśmiechem na twarzy ciesząc się z tego co robi pies i szczując go jeszcze. A, że przerażone zwierzę cierpi? Co to obchodzi zwyrodnialca – bo tak trzeba nazwać osobę którą takie coś cieszy, ważne, że on ma radochę i emocje z polowania. Postrzelone ptaki to osobna „para kaloszy”. Śrut ma duży rozrzut, więc ranione tylko odlatują dalej, następnie spadają gdzie, albo znajdzie je pies albo konają od ran. Jak znajdzie pies to żywego przynosi panu, a „pan” skręca łepek lub trzaska o but… wiadomo, etyka łowiecka i szacunek dla upolowanej zwierzyny, jakkolwiek tych frazesów nie nazwiemy, w kontekście zabijania to absurd.

Więcej na temat postrzałków przeczytasz tutaj:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/06/21/postrzalki-na-polowaniach/

Ostatnia chyba rzecz – cała masa udokumentowanych postrzeleń, zabójstw psów i kotów domowych, tylko dla zabawy,czasami z zemsty lub złośliwości. Przypadki takie zbieramy w dziale na stronie Wypadki/Przestępstwa. Zazwyczaj myśliwy zostaje uniewinniony i nie ponosi żadnej kary, ponieważ sędzia, oskarżyciel czy prokurator też polują.

Nie tylko norowanie… Szkolenia dzikarzy… 
O ile podczas konkursów norowania lisy często są zagryzane dla „wyrabiania pasji i łowności”, tak można stwierdzić że niektóre zwierzęta mają jeszcze gorzej. Żyją już nawet nie po to żeby zostały zabite, a po to by myśliwi mogli szkolić na nich swoje psy. Istnieją w Polsce miejsca gdzie myśliwi, niestety legalnie, przetrzymują dzikie zwierzęta, w tym przypadku dziki, by – jak to nazywają – wyrabiać łowność u swoich psów. Żywe zwierzęta są szczute, gonione, straszone, często ranione i podgryzane, jak zobaczą państwo na filmiku psy są zachęcane do atakowania. Zwierzęta są trzymane w zagrodach, utrzymywane przy życiu i karmione, tylko po to by jeden z drugim „człowiek” (tutaj na usta cisną mi się dużo gorsze słowa) mógł dogadzać swoim chorym dewiacjom, hobby zwanemu myślistwem vel łowiectwem. Pseudomiłośnicy przyrody wszędzie gdzie się nie pojawią gęby mają wypełnione paplaniem o trosce, etyce, miłości do zwierząt, czego my nawiedzone ekooszołomy zrozumieć rzekomo nie możemy. Oni nazywają to rozwijaniem ciętości i pasji u psa… żeby dobrze pracował podczas polowania. Legalne torturowanie zwierzęcia w zamkniętej zagrodzie które nie ma możliwości ucieczki nazwiemy etycznym?

Oczywiście korzystanie z takiej zagrody opieczętowane jest regulaminem, gdzie jeden pies może „pracować” max. 15-20min, a czas szkolenia to maksymalnie 2 godziny w ciągu doby. Często korzystanie z takiej „usługi” jest płatne. Regulamin swoją drogą, jednak jak widać na zdjęciach musi on być często nieprzestrzegany, gdyż na zdjęciach i filmie możemy zobaczyć dwa, a nawet trzy psy! Używa się rozmaitych ras psów – jamniki, teriery, szpice i inne. Dziki jak widać na filmach próbują się bronić,uciekać lub szarżują na psy. Ile jeszcze bezsensownego okrucieństwa spod znaku PZŁ i kapelusza z piórkiem? Natomiast każdy, kto w sposób logiczny uzasadni im sposób funkcjonowania przyrody, prawidła nią rządzące zestawi to z faktami i wykaże bezsens istnienia myślistwa nazwany zostanie nawiedzonym zielonym czy ekoterrorystą.

Więcej o szkoleniach dzikarzy przeczytasz tutaj:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

dzikarz2

Pies interesuje myśliwego tylko użytkowo, tutaj ciężko mówić o bezinteresownej miłości do zwierzęcia, one mają tylko wykonywać swoją pracę. Psy podczas szkoleń oceniane są według następujących typów psychicznych – pobudliwy, powściągliwy, zrównoważony i zmienny. Według tego dobiera się do czego taki pies się najlepiej nada – czy do tropienia, oszczekiwania, stójkowania na ptactwo, do norowań czy na grubszą zwierzynę. Dość, że myśliwi oddają takie psy na miesięczne szkolenia skazując go na rozłąkę z panem i płacą za to słono. Istnieją specjalne ośrodki zajmujące się szkoleniem psów do polowań. Nie raz napotkać można ogłoszenia o sprzedaży psów czy oddaniu w dobre ręce, bo nie pracowały dostatecznie dobrze by usatysfakcjonować myśliwego. To nie jest normalne podejście do zwierząt… Zwierzę przeciw zwierzęciu. Walka zwierząt, oto co ich podnieca. Nie dajcie sobie wmówić, że nie. Szczuciu zawsze u takiego człowieka towarzyszą pozytywne emocje, radość i satysfakcja, jeżeli pies sobie radzi, adrenalina bo rozjuszony dzik jest niebezpieczny, ale przecież na polowaniu mam strzelbę… Okrucieństwo tych ludzi, którzy tłumaczą się w takich przypadkach misją ochrony przyrody czy tradycją, nie mieści się w rozumowaniu zdrowego człowieka.

dzikarz

Co na to Bóg…
Chyba nic bo ostatnio siedzi cicho, ale ludzie uwielbiają się podpierać pewnymi cytatami z biblii, chodzi o sławne Czyńcie sobie ziemię poddaną. Zwłaszcza w dyskusjach z mięsożercami. Fajnie, że każdy pamięta ten fragment, natomiast dalej całość brzmi tak:

I rzekł Bóg: „Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem.   A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona„. I stało się tak.

Jasno wynika więc co pokarmem dla nas powinno być, czyli owoce i warzywa, zboża i jako małpa człekokształtna do tego rodzaju pokarmu najbardziej jesteśmy przystosowani. I chociaż Biblia nie powinna być traktowana jako jakiś wyznacznik prawdy objawionej do przerzucania się argumentami ,niektórzy mówią jeszcze: No, ale Pan Jezus też jadł ryby przecież! Racja. Ryby jadł, chociaż sam ich nie łowił, a rybactwo było wtedy zajęciem dla utrzymania się i trudnili się tym jego niektórzy uczniowie. To co głosił wtedy Jezus było niezrozumiałe dla tłumów, dla jego uczniów część stała się jasna dopiero po jego śmierci. Nie pozyskałby ich sympatii gdyby na wstępie odmawiał posiłku z ryby. Jezus i pozostali  dwaj „ojcowie duchowni” głównych religii na świecie, Mahomet i Budda nauczali kilku prostych rzeczy i to ich łączy. Nauczali miłości do bliźniego i poszanowania, współczucia, empatii. Żaden z nich nie chciał i nie kazał by na tym czego nauczali budować jakieś wyznania, odprawiać ceremonie, wyrzynać się nawzajem czy ustanawiać jakieś prawa. Niestety, milionowe rzesze wyznawców wolą o tym nie pamiętać. Piszę o tym w kontekście tego, co czasami widzę czyli polujący księża. Według Dekalogu łamią piąte przykazanie które brzmi Nie Zabijaj i nie jest napisane, by odnosić się miało tylko do człowieka. Drugie to wpis z Księgi Rodzaju mówiący o tym co ma być dla nas pokarmem. Łamią więc oba boskie nakazy, ale i tu u księży występuje mechanizm wyparcia i jeden w wywiadzie dla TVNu twierdzi, że on nie zabija tylko gospodaruje łowiskiem… Nie komentujemy.

1234849_593056257455501_1505933380_n

Nadużywają alkoholu
Temat stary, lecz jary, wszak w zamkniętym kółku miłośników polowań, równie starym zwyczajem jak samo łowiectwo są strzemienne oraz popijawy. Przed, w trakcie czy po polowaniu; zależy od osobistych preferencji, zwyczaju i przewodniczącego danego koła. W 20-leciu międzywojennym w Polsce myśliwy czy leśniczy nosił przy sobie piersiówkę z której dowolnie w sytuacjach napięcia czy nadmiaru emocji sobie korzystał. No też tradycja… Temat tym groźniejszy i wart nagłaśniania ponieważ panowie posiadają przy sobie ostrą broń, a prawo w takich przypadkach mówi kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni.

Jak powiedział jeden z samych myśliwych, gdyby przepis o tym że, kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni miał być respektowany to w ciągu miesiąca zostałoby zdelegalizowanych 90% kół łowieckich w Polsce. Między innymi dlatego że panowie „świetując” upolowaną zdobycz we własnym gronie cały czas mają broń przy sobie, także na drugi dzień zanim promile „wyparują” czyszczą i sprawdzają broń po polowaniu cały czas mając z nią kontakt. A wyjazdy na tzw. safari za granicę gdzie kliku mężczyzn w wynajętym domku w głuszy oddaje się swojemu „hobby”? Kto to skontroluje? Jedno ze zdjęć na Nie podaję ręki myśliwym przedstawia właśnie sytuację z takiego wyjazdu, jednak czy spożycie miało miejsce przed czy po polowaniu tego nikt nie jest w stanie ustalić, ponieważ są to wyjazdy zamknięte organizowane we własnym zakresie. Zakończmy post słowami jednego z myśliwych który odważył się anonimowo na ten temat wypowiedzieć:
Czasami po polowaniu, a bywa że i w trakcie, odbywa się taka popijawa, że aż się boję. Kilkudziesięciu facetów z bronią urządza sobie popijawę, niektórzy coś majstrują przy strzelbach, bawią się nożami, sprawiają zwierzynę, rąbią drewno. To naprawdę cud, że do wypadków dochodzi tak rzadko. Prawdę mówiąc, gdyby policjanci chcieli, to bardzo szybko zlikwidowaliby wiele kół łowieckich. Wystarczy, żeby po polowaniu, najlepiej w mroźny dzień, sprawdzili stan trzeźwości myśliwych, a już mieliby powód, aby większości cofnąć pozwolenie na broń. A myśliwy bez broni to nie myśliwy. Ten zapis ustawy obowiązuje przecież również wtedy, gdy myśliwi wracają z polowania. Wówczas przewożąc broń też powinni być trzeźwi. Jednak nikt tego nie sprawdza.

1404300592_juacnj_600

Święty Hubert zdarzył – Historia patrona prawdziwa
Mawiają tak do siebie myśliwi. W logo Polskiego Związku Łowieckiego widnieje jeleń z krzyżem pośrodku poroża . Nawiązuje to do legendy o myśliwskim patronie świętym Hubercie, która mniej więcej w skrócie brzmi tak; Hubert był myśliwym, polował. Razu pewnego błądząc po kniei, wyszedł na niego dorodny jeleń, w ogromnym wieńcu widniał świetlisty krzyż. Wtedy to Pan miał przemówić do Huberta i nakazać / prosić go, by ten przestał polować i zabijać. Hubert posłuchał, nawrócił się i przestał polować. Od tamtej pory pomagał zwierzętom podobnie jak św Franciszek. Jak określiła w dyskusji moja koleżanka, taki to patron pasuje im do tego łowiectwa, jak pięść do nosa… Myśliwi nie chcą pamiętać o genezie ich patrona, większość z nich za pewne nic o nim nie wie. Od początku ta tradycja opiera się na zakłamaniu.

Hubert

quo vadis homo sapiens?
Celowo z małej litery. A dając taki tytuł myślę o człowieku – co kieruje jego działaniem np. przy rabunkowej wycince lasów deszczowych , chęć zysku za wszelką cenę, bez patrzenia na konsekwencje? Przecież Ziemia to jeden ekosystem – taka niekontrolowana wycinka spowodowała już wyginięcie kilkudziesięciu gatunków, na pewnych obszarach katastrofy naturalne, podtopienia, osunięcia ziemi, bo nie ma już drzew, które korzystały z wody i trzymały grunt korzeniami. A produkcja tlenu? Nazywane są zielonymi płucami naszej planety. Teraz trochę liczb – szacuje się, że lasy deszczowe są domem dla ponad 70% gatunków zwierząt lądowych i części wodnych na ziemi. Obecnie rocznie lasy te pochłaniają 20 % dwutlenku węgla wyprodukowanego przez człowieka, niegdyś ta zdolność wynosiła 80 %. Lasów nie przybywa,wprost przeciwinie. Natomiast przybywa zakładów przemysłowych i ludzi. Czy naprawdę potrzebujemy tego wszystkiego co nam oferują ? Światowe tempo wycinania lasów:
1 hektar na sekundę
860 km2 dziennie
310 tysięcy km2 rocznie ,
Tempo wymierania gatunków w lasach tropikalnych:
35 gatunków dziennie
na całej Ziemi: 137 gatunków dziennie
137 gatunków dziennie.
Czy naprawdę łowiectwo i polowanie są takie niezbędne?
Być może gdyby zapytać ludzi „gospodarujących” tymi lasami tak samo by nam odpowiedzieli, że nie mamy pojęcia o gospodarowaniu tym i mamy się nie wtrącać. Pamiętam oczywiście że to Trzeci Świat i może ludzie ci muszą wykarmić swoje rodziny i nie znają tych danych, co jednak niczego nie tłumaczy. Kiedy się opamiętamy, kiedy nastąpi kolaps w wyniku naszej działalności? To nie stanie się z dnia na dzień, będzie działo się stopniowo. Ale jestem pewien, że nasze prawnuki będą nas przeklinać i naszą głupotę oraz pychę. Ani się obejrzymy normalne będzie wychodzenie z domu w masce przeciwgazowej. Jakie są konsekwencje braku tlenu? Naukowcy biorący udział w ekspedycjach arktycznych, gdzie ilość tlenu jest mocno rozrzedzona, narzekają na bóle głowy, wymioty, krwawienia z nosa, bóle  zatok, trudności w oddychaniu, ogólne złe samopoczucie i inne. Mija ileś miesięcy zanim organizm się przyzwyczai i przestaje tak reagować, tylko jakie ma to konsekwencje na całe życie tego nie wie nikt.

Dalej. Rabunkowe połowy oraz mordy wielorybów i delfinów, bo w Japonii także mają „tradycję”, a „japońska szlachta” musi mieć na talerzu swoje przysmaki. Pewnie gdyby ich o to wszystko zapytać odpowiedzieli, by nam podobnie jak jeden pan który się tu udziela „Oni tylko lubią morszczyznę”, parafrazując naszych którzy odpowiadają, że lubią dziczyznę.  Japończycy na statkach oznakowanych i wpisanych jako ekspedycje przyrodnicze robią w bambuko cały świat, mordując zagrożone wyginięciem wieloryby i delfiny –pod płaszczykiem ochrony przyrody i dla zaspokojenia gustów kulinarnych. Może nie widać podobieństw między zachowaniem ich, a naszych myśliwych? Wszystko z tych samych pobudek – apetyt, zarobek i mydlenie oczu innym gębą wypchaną frazesami o kulturze, tradycji i potrzebie regulacji.

Dialog utrudnia to, co jest w tym wszystkim najtragiczniejsze, bo część myśliwych głęboko wierzy w to co robi, druga część śmieje się do rozpuku z ekologów doskonale wiedząc do czego się przyczynia, trzecia część nie jest w stanie pomyśleć na tyle, by zależności zachodzące w przyrodzie zrozumieć, a przywiązanie do myśliwskiego stylu i sensu życia uniemożliwia krytyczne spojrzenie. Są jednak ludzie którzy się z tego wyłamali, zaczęli myśleć, by z czasem działać po przeciwnej stronie barykady i już samo to powinno dać sympatykom łowiectwa do myślenia. Przykładem niech będzie Pan Zenon Kruczyński,były myśliwy – autor „Farba znaczy Krew„. Nie jest on przykładem tylko tego, że można zmienić zupełnie własne podejście, a pod wpływem przemyśleń dojść do innych wniosków, ale także tego jak ważne są decyzje każdego z nas. Proszę zobaczyć- jeden człowiek, jedna zmiana w myśleniu i podejściu, jedna książka. Efekt? Dziesiątki tysięcy ocalonych zwierząt, których dzikie życie w przyrodzie ma nieocenioną wartość, inspiracja kolejnej nieznanej mi liczby ludzi, by działać, tworzyć organizacje, które z czasem zmienią otaczającą nas rzeczywistość. Przesłanie tej myśli – nie poddawajmy się, tak wiele zależy od każdego z nas.

Trzecia część do przeczytania tutaj, zapraszam.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/myslistwo-i-mity-lowieckie/

Oraz pierwsza:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

13226_537560053050173_4947151306527028422_n

Reklamy

3 responses to “Łowiectwo i myślistwo – O co tu chodzi?

  1. Pingback: Myślistwo i mity łowieckie | Nie podaję ręki myśliwym

  2. Pingback: Kilka słów o łowiectwie | Nie podaję ręki myśliwym

  3. no a nasz superm swinty JPII-gi tak bardzo lubial wpierdalac cielecinke i bigosik a wdowa po nim zasiadajaca na tronie krakowskim tak sie upasla … podobno cala kaczke na obiad polyka ,,ze zadna dzika swinia nawet 5-cio letnia mu waga nie dorowna … maz pani premier Edward Szydlo jest zapalonym mysliwym i zastapil w tym krwawym morderstwie samego „hrabiego” z Budy Ruskiej … wczesniej zanim zostala premierem cala rodzinka razem z ksiedzem Tymoteuszem obdzierala ze skory zamordowane zwierzeta … a jak zrobili krupnioki to walili cala rodzina do kosciola by podziekowac zydowskiemu Jezusowi za kolejna ofiare …

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s