Łowy na piżmaki

zdj_01
Trudno znaleźć w kalendarzu łowieckim miesiąc, w którym nie są prześladowane jakieś gatunki zwierząt. Śmiem nawet powiedzieć, że takiego miesiąca po prostu nie ma, gdyż na tak zwane „szkodniki” polują myśliwi cały rok.  Teza jaką stawiamy brzmi: Myśliwy zabija dla chorej przyjemności, zupełnie bez sensu i niepotrzebnie. Tezę tą udaje się bez problemu udowodnić przy większości gatunków łownych.  Pamiętajmy przy tym, że myśliwi wypłacają odszkodowania tylko za szkody poczynione przez 4 gatunki zwierząt – polują zaś jeszcze na 26.  Budząca się do życia natura napawa radością, z dnia na dzień powiększa się chór ptasich głosów, coś woła i gna stęsknione ludzkie dusze w ostoję, by doświadczać misterium odrodzenia życia. Nie wszyscy jednak śpieszą, by podziwiać, obserwować i przeżywać naturę w spokoju…

p00334

A jak jest w przypadku polowań na piżmaka? Mówi się,że potrafi uszkodzić wały przeciwpowodziowe kopiąc nory czy rozkopywać groble na stawach. I jest to prawdą. Poza tym jednak… tam gdzie wałów nie ma, a istnieją zbiorniki wodne żyje sobie spokojnie żywiąc się błotną roślinnością zielną, korą i kłączami. Zjadają także skorupiaki i mięczaki, a czasami nie gardzą i padliną. Jest to gatunek inwazyjny – przywędrował do nas z Ameryki Północnej, oczywiście za sprawą człowieka, w celu hodowli na futro. Pierwsze piżmaki wydostały się z czechosłowackich hodowli i rozpoczęły niestrudzony marsz w celu kolonizacji bagien, stawów, rzek, moczarów, rowów i jezior całej Europy. Gatunek toleruje znaczne zanieczyszczenie wody i jakby nie patrzeć stał się ciekawym urozmaiceniem naszej fauny. Piżmaki to nieduże zwierzęta, ważą średnio ok. 1,2 kg, mocarniejsze osobniki osiągają i 2 kg . Oprócz prześladowań ze strony myśliwskich pseudoekologów w naszej szerokości geograficznej czyha na niego wielu wrogów naturalnych takich jak tchórz, lis, jenot, wydra, ptaki drapieżne, a nawet szczupaki. Już choćby dlatego, w miejscach gdzie nie wyrządza szkód powinien być traktowany z troską i spokojem, jako tak zwany „gatunek osłonowy”, który ginąc w szponach, kłach i pazurach drapieżników, przyczyni się do lepszej kondycji liczebnej innych wrażliwych rodzimych gatunków, których rzecz jasna drapieżniki polujące na piżmaka schwytają wtedy mniej. Mimo wysokiej dynamiki rozrodu, gatunek cechuje też duża śmiertelność.  Winne są tutaj choroby, pasożyty oraz paradoksalnie głód, gdy w sprzyjających warunkach ten wodny gryzoń powiększy zbytnio swoją liczebność. Zatem łatwego życia to stworzenie nie ma i wtedy z dodatkową udręką przychodzi… myśliwy.

jw_pizm33

Piżmaki są bardzo ostrożne i płochliwe – na najmniejszy ruch reagują ucieczką pod wodę. Są w dodatku małe i niełatwo je trafić, ranne potrafią odważnie walczyć z aportującym psem myśliwskim. Wszystko to oznacza dla myśliwskiego pseudomiłośnika przyrody jedno – wyzwanie łowieckie i emocjonującą przygodę. I w tym momencie niechaj przemówią cytaty ze stron myśliwskich oraz forów łowieckich:

Polowanie na piżmaka było swego czasu tym czy dla przedwojennych łowców były łowy na tokach czy wiosenne polowanie na ptactwo – wiosennym preludium, uczestniczeniem w przebudzeniu przyrody z zimowego letargu. Choć łowom na te gryzonie brak było dramaturgii i polotu jakie towarzyszą tokom pozostawał ten sam rytuał z plenerem tętniącym od ptasiego rozhoworu, przesyconym wszelakimi aromatami balsamicznym powietrzem i zielenią wypełzającą spod śniegu. W takich okolicznościach nawet wzbudzające żywe konotacje ze szczurzym rodem trofeum nabywa nieprzeszacowanej wartości.  – To już enty przykład wypaczonego, chorego przeżywania przyrody… coś w stylu, aby odczuć w pełni jej piękno, przeżyć majestat potęgi odrodzenia wiosny… muszę zabić wodnego szczura :P.

piżmale3

A polowanie jest super. Jak się zobaczy trójkątną falkę na wieczornej lub porannej zasiadce to adrenalina skacze. Jest to tak czujny i szybki zwierzak, że nie ma mowy o strzałach z przyrzutu. Wszystkie ruchy jak w zwolnionym filmie. A piżmak wypływa nieraz jak duch w odległości kilku metrów i uważnie cię obserwuje. Nerwy na wodzy, mrugnięcie okiem i już go nie ma. Bardzo lubię obserwować jak samczyki w poszukiwaniu (no wiecie czego) pływają wzdłuż brzegu chcąc się załapać na jakąś wolną dziurkę. Jak dostają arbuza to woda aż sie gotuje i zęby idą w ruch. Ale takie są prawa płci nadobnej.
Strzał też nie jest prosty. Trzeba precyzyjnie z odległości kilkunastu metrów lub więcej trafić bocznymi śrucinami z wiązki w czubek łebka wystającego z wody tak żeby nie zniszczyć futerka. Mój teść strzelał kiedyś 5 razy do piżmaka, a obielający go znajomy stwierdził że jest on nie lada strzelcem bo trafił go jedną śruciną w łepek.
Postrzelony piżmak może robić się bardzo agresywny i potrafi rzucić się na człowieka wyskakując z wody na brzeg i skacząc wysoko na nogi. Jakieś 5 lat temu miałem taki właśnie przypadek. Jak się na mnie rzucił z siekaczami to zgłupiałem i oganiałem się gumowcem. A dostrzelić wieczorem z tej odległości skaczącego gryzonia nie niszcząc skórki wcale nie jest łatwo.
A tak wogóle to zaczęły już chodzić na rzeczkach (Lubelszczyzna – stawy są jeszcze zamarznięte) i w weekend coś tam udało mi się pozyskać (2 opudliłem – o hańbo!!!!). Mój wyżeł też miał bicie adrenaliny jak aportował postrzałka. A wogóle to zauważyłem, że aportuje piżmaki z niejakim obrzydzeniem, pogardliwie wypluwając mi je pod nogi. A cieplejszej czapki niż z piżmaka, na zimowe polowania, pluchę i zasiadki to nie ma na całym świecie.

Screenshot - 2017-06-07 , 10_17_16

To jest w istocie przerażające i tragiczne. Nie wiem jak to skomentować, ale pamiętamy co kręci myśliwskich psychopatów – walki zwierząt. W tym przypadku opisują to bez ogródek i ukrycia na swoim forum. Stąd też cieszące się powodzeniem konkursy norowań, podczas których zagryzane są lisy i koty oraz szkolenie psów na żywych dzikach w zamkniętych zagrodach. Całe to okrucieństwo jest uważane przez środowisko myśliwych za element wspaniałej górnolotnej kultury…

Cytat drugi:

A mnie w zeszłą sobotę mój wyżeł wystawił (!!!!!!!!!!!) w zapadających już ciemnościach piżmaka, który siedział przy brzegu. Gdy powoli podeszlismy w to miejsce piżmak spokojnie wypłynął na wodę i ….. dostał wiązkę nr 6. Nie wiem kiedy postrzelonego futrzaka dopadł mój psiak i dopiero się zaczęły harce po grobli. Muszę przyznać, że piżmak walczył dzielnie kalecząc siekaczami fafle i pysk mojego fouska. Ale po kilku kłapnięciach i podrzuceniu w górę psisko dało sobie z nim radę. A wrażenia z walki jak przy dochodzeniu dzika. O dostrzeliwaniu z tej odległości nie ma mowy bo nici z futerka. – Nie ma to jak dla harmonii,obcowania i przeżywania piękna natury poznęcać się z uciechą nad dzikim zwierzęciem…. Wszystko to dla? Ochrony i dobra przyrody ojczystej,jak i kultywowania ‘’wspaniałych’’ tradycji…

Screenshot - 2017-06-07 , 10_20_04

Kolejna porcja samomasakry ze strony myśliwskiej brzmi tak:

 

Zwierza płynącego widać jak na lekarstwo – sam pyszczek i kawalątek ogona pruje lustro wody – strzelać trzeba mierząc w „nosek” dwuipółmilimetrowym śrutem (łatwo jest strzał zdołować). Najmniejszy ruch może spłoszyć zwierzynę a dodatkowo pamiętać należy o warunkach bezpieczeństwa – przy płaskim strzale wiązka śrucin rykoszetuje od wodnej tafli i trzeba mieć dobry kulochwyt (tu polowanie na rowach było znacznie bardziej bezpieczne po skarpy rowu zatrzymywały błądzący ołów). – Ale przecież z tym wprowadzaniem do środowiska wodnego toksycznego ołowiu to wymysły ekologów, bo wszystkie strzały celne są…

musk-rat-771177_960_720
Tacy to zakłamani ludzie, z taką mentalnością,których podnieca walka zwierząt, kiedy dzikie zwierzę zawsze jest na przegranej pozycji bo zostanie dostrzelone. Ci którzy lubują się w nieuzasadnionym okrucieństwie, którzy nie potrafią przeżywać i doświadczać przyrody w sposób nie krzywdzący jej,cieszyć się nią bez sadyzmu, którego nawet nie przyjmują do wiadomości – tacy ludzie przychodzą na naszą stronę i próbują tego bronić… Wmawiać nam, że czegoś nie rozumiemy. Że tylko oni ze swoimi sztucerami, hukiem, płoszeniem, psami aportującymi, ranami, bólem, strachem, zakłócaniem – oni w ten sposób jedynie prawdziwie i harmonijnie obcują z naturą. No proszę państwa… W łowiectwie chodzi o przeżywanie „wspaniałych” emocji. My wychodzimy nieco dalej w postrzeganiu i zauważamy, że odbywa się to kosztem cierpienia,strachu,bólu,stresu zwierząt. Dla myśliwych to oczywiście nic takiego.

Ostatnio liczebność tego gryzonia znacznie zmalała, na co narzekają znów sami myśliwi (oczywiście pozyskiwanie setek sztuk w sezonie nie miało na to żadnego wpływu, wszak łowiecka mantra głosi „myśliwskie pozyskanie nie ma istotnego wpływu na liczebność gatunku”). „Prawda” to bezapelacyjna, gardłowana za każdym razem, gdy do opinii publicznej dociera informacja o kolejnych absurdach łowiectwa. Przyczyn spadku liczebności było i więcej, jak choćby pojawienie się norki amerykańskiej, która skutecznie na niego poluje. Mimo wielorakiej przyczynowości, piżmak nadal figuruje na liście łownych podobnie jak zając czy kuropatwa lub jarząbek. I przy tym gatunku myśliwi nie robią nic, by go wspomóc, a nawet gdyby robili to tylko po to, by móc zapolować i „przeżywać emocje łowieckie”.

piżmak pozyskanie

Podsumujmy: Kolejny gatunek, którego pozyskanie spadało lawinowo w latach co pokazują dane w tabeli ze stacji badawczej w Czempiniu, czy mimo to myśliwi przestali na niego polować? Nie, polowano nadal i narzekano, że jest mało… w końcu nikt nie będzie się litował nad gatunkiem inwazyjnym i potencjalnym szkodnikiem, wybijmy więc wszystkie… Potem ponarzekamy na ptaki drapieżne oraz jak to za dużo jest lisów, które wytłukły nam piżmaki, urządzimy „Powiatowe łowy na lisa” podczas, których zabijemy ile się da. I wszystko… nie wróci do normy.  Gatunek nie zostanie nigdy wykreślony z łownych.  Bezustanne bałwochwalcze potrząsanie naturą przez samozwańczych regulatorów przynosi dla środowiska opłakane efekty, co pokazują ich własne statystyki… Czy wyciągają z tego jakieś wnioski? Nie, do ostatka będą się szyderczo śmiać z „nie rozumiejących łowiectwa pseudoekologów”.  Część z nich nawet nie żyje w zakłamaniu – otwarcie przyznają się do podniecenia przy walkach zwierząt, bez skrycia mówią o tym, że „pomagają” zwierzynie by na nią polować.  Czego brakuje tym ludziom? Powtarzałem nie raz, powtórzę i znowu: pokory, szacunku do przyrody, najmniejszej chęci zrozumienia i akceptacji praw nią rządzących. Czas pokaże kto miał racje, gdzie się zwrócicie kiedy kolejne statystyki pozyskania kolejnych gatunków spadną do granic uniemożliwiających swobodne zabijanie. Czy będą to wasze strzelby i mądrości czy raczej pojawicie się u tych którzy ostrzegali. Na to nie liczę, zapewne uciekną się się do zawyżania i fałszowania statystyk co czynili w przypadku głuszca i cietrzewia. Byle nie dać poznać, że „racjonalna gospodarka łowiecka i zrównoważone użytkowanie zasobów” ponosi w XXI wieku fiasko, wobec mnogości innych zagrożeń i niegodności  stwarzanych zwierzętom przez człowieka.

5cd28db2ae9b572c

Ostatni cytat myśliwego ze strony łowieckiej niech będzie potwierdzeniem tego co zawarłem powyżej:

Niestety, na dzień dzisiejszy w naszym regionie o piżmaku należy chyba mówić w czasie przeszłym. Ten pospolity gatunek zniknął nagle, a załamanie jego liczebności jest ściśle skorelowane z pojawieniem się innego północnoamerykańskiego migranta – norki amerykańskiej. Łowieckie statystyki spadały lawinowo. Na Warmii i Mazurach w ciągu trzech lat odstrzał piżmaków zmalał sześciokrotnie, obecnie zaś pozostaje śladem dawnych rozkładów (w sezonie 2004/2005 upolowano w całym kraju lewie 5933 szt.). W połowie lat osiemdziesiątych minionego stulecia w moim kole łowieckim pozyskiwano rocznie ok. 400 szt. piżmaków, choć są to zapewne dane mocno zaniżone. Zaledwie dekadę potem nie było tu już z czego pozyskiwać. Jeszcze w sezonie 1994/95 mój ojciec bez większego problemu, zwyczajowo oszczędzając odpowiednią ilość piżmaczych par do rozrodu upolował 31 tych gryzoni. Następnej wiosny mimo usilnych poszukiwań nie tylko nie było za czym powieść lufami, ale nawet ciężko było dopatrzeć się tego zwierza. Jednego młodego osobnika okaleczonego przez wałęsające się psy widziałem jeszcze w kwietniu 1996 roku, w dwa lata potem w środku mojej rodzinnej wsi na trzech sąsiadujących stawach gospodarować zaczęła parka piżmaków wyprowadzając nawet kilka młodych. Wobec narastającej w galopującym tempie liczebności wszelakiej maści drapieżców spełniły się czarnowidztwa fatalistów i para ostańców zniknęła równie nagle jak się pojawiła. W 1999 widziałem ostatniego piżmaka. Co jednak ciekawe, norki, które z całą pewnością zniwelowały pogłowie piżmaków i ptactwa wodno-błotnego w rodzimym środowisku nie wpływają na nadwyżki populacyjne (tam wzajemne relacje między obu gatunkami kształtowały się przez tysiąclecia, na gruncie europejskim zaś przez kilkadziesiąt lat). Pozostaje też pytanie odnoszące się do mojego „podwórka” jak tak prężna populacja mogła zniknąć w ciągu zaledwie jednego roku, przy jednoczesnym braku obserwacji norek. 
http://jezioro.com.pl/artykuly.html?id=2541

No ciekawe dlaczego… a gdyby tamtych ponad 400 sztuk rocznie nie „pozyskiwano”, jak wyglądała by populacja? Jest to śmiech i ubaw, jednakże przez łzy, że ktoś nie chce dostrzec tak prostej zależności między swoim działaniem, a skutkiem (mechanizm wyparcia), jednocześnie ma czelność łzawo ubolewać że nie ma…Nie ma już do czego strzelać! Szukajmy winnego!  Dalsze rozważania są chyba ponad moje siły. Zatem w oparach absurdu, pora na nie zaskakujące chyba nikogo zakończenie. Mianowicie, każdy powód, dla prześladowania, dręczenia, zabijania i straszenia zwierząt jest dobry. Choćby i majestat budzącej się do życia wiosny po ponurej zimie. Można w jakimś stopniu się zgodzić,że piżmak to szkodnik – ale kto go sprowadził? Inny „najmądrzejszy na Ziemi” szkodnik na dwóch nogach. Który jako jedyny wydaje wyroki i ocenia, dostosowuje środowisko do swoich potrzeb, reguluje rzeki, a gdy pojawia się tam inna istota pragnąca tylko w spokoju żyć, okazuje się, że maleństwo wyrządza wielkie straty w sztucznie przekształconym przez człowieka środowisku i otrzymuje wyrok. Jakże niesprawiedliwy.

IMG_4551

Reklamy

3 responses to “Łowy na piżmaki

  1. Niestety w wielu kwestiach można by się zgodzić z autorem, jednak… ujawnia się brak fundamentalnej wiedzy nt. funkcjonowania systemów ekologicznych. Piżmak jest bowiem gatunkiem obcym (sprowadzony do Europy z Ameryki Płn.) zagrażającym rodzimej strukturze biocenotycznej dlatego jest niepożądany. Myśliwi polując na ten gatunek przyczyniają się zatem do ochrony przyrody i zachowania walorów środowiska typowych dla środkowo – wschodniej Europy.

    Lubię to

    • No pan wiedzą w tym momencie nie zabłysnął, a szczególnie umiejętnością czytania ze zrozumieniem. Bowiem w tekście jest wyraznie napisane o piżmaku jako gatunku obcym i sprowadzonym, fragment ” jest to gatunek inwazyjny – przywędrował do nas z Ameryki Północnej,oczywiście za sprawą człowieka,w celu hodowli na futro ” cytat z komentowanego przez pana tekstu. Czy gatunek jest niepożądany skoro zajmuje akurat wolną niszę ekologiczną i żywieniową to sprawa dyskusyjna. Żadne polowanie nie może przyczyniać się do ochrony przyrody, gdyż sam sposób jego wykonania jest głęboką zbrodniczą ingerencją w ekosystem. A piżmak na terenach gdzie nie występują wały przeciwpowodziowe nikomu i niczemu nie zagraża. Łowiectwo i ochrona przyrody to pojęcia całkowicie się wykluczające.

      Już choćby dlatego,w miejscach gdzie nie wyrządza szkód powinien być traktowany z troską i spokojem,jako tak zwany ‘’gatunek osłonowy’’,który ginąc w szponach,kłach i pazurach drapieżników,przyczyni się do lepszej kondycji liczebnej innych wrażliwych rodzimych gatunków,których rzecz jasna drapieżniki polujące na piżmaka,schwytają wtedy mniej.

      Trzecia sprawa którą pan pominął,to dane zawarte w tabeli ze stacji badawczej w Czempiniu,skąd wynika gwałtowny spadek liczebności tego gatunku,a zatem już się na niego nie poluje, ponieważ nie występuje dostatecznie pospolicie.

      Lubię to

  2. witam.
    szukam dużej rodziny pizmakow do przesiedlenia na rozlewiska, stawy (ok 30hek) w wiekszosci moje i pryw . kiedys tu byly i to dosc sporo. obszar objety ochroną. stawy zarastają i roslinnosci tu im nie brakuje.
    chetnie przyjme lub jesli trzeba to zakupie te pizmaki. prosze o pomoc w podaniu informacji o lokalizacji pizmakow lub organu ktory może sie tym zajmowac.
    tel 788 718 771 , michalpele@gmail.com
    z góry dziekuje za pomoc.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s