Myślistwo i mity łowieckie

Przyszedł czas na trójkę. Na prośby znajomych i przyjaciół,długo co prawda oczekiwany ,ale jest. Wiele osób ,nie tylko myśliwych ale i osób zwyczajnych , które coś tam o łowiectwie z propagandy zasłyszały,zagląda na stronę Nie podaję ręki myśliwym,  i i myśli sobie, że założyła ją grupka ekologów-oszołomów co to nie mają pojęcia na czym polega gospodarka łowiecka i leśna, a tylko krzyczą przeciw zabijaniu .Że z miasta nosa nie wytknęli przez życie i się mądrzą, bo ”zabijanie jest be”. Kto chce z oponentów może w to wierzyć, jednak podstawą naszej działalności jest dokładna znajomość obu gospodarek i mimo to nie zgadzanie się ze sposobem jej prowadzenia. Teraz wiadomo, choć trudno zrozumieć ? Mamy na te sprawy zupełnie inny pogląd po prostu. Cieszę się, że to wyjaśnione, a co kwestii miejskiej…Tylko 1 z administratorów mieszka w małym miasteczku, pozostała reszta to wiocha i słoma z butów.  Dla mnie osobiście aspekt zabijania jest motywem pobocznym, bardziej natomiast zajmują mnie absurdy gospodarki łowieckiej i sposób jej prowadzenia.

72

Gospodarka leśna,w skrócie.

Ludzie , a zwłaszcza rozmaici mędrkowie dostają napadów śmiechu kiedy cytuję, że ”ochrona zwierząt poprzez strzelanie jest dla mnie tak samo nie przekonująca jak ochrona lasu poprzez wyrąb” . Co za oszołom, nie ma pojęcia na czym polega racjonalna gospodarka leśna ! 🙂  I tu bym polemizował , ponieważ musimy przyjrzeć się na czym w istocie to polega. Musimy wiedzieć, że Leśniczy tak samo jak myśliwy nie zajmuje się lasem z miłości do niego, by wszystko rosło w zdrowiu ku słońcu, a po to by nim gospodarować i pozyskać drewno. W skrócie eksploatacja. ”Pozyskać” , brzmi znajomo prawda? Dlatego też drzewa wycina, gdyż do tego były przeznaczone, lasy w Polsce są w dużej mierze lasami gospodarczymi ,w których zwierzęta znajdują ostoję zupełnie niepotrzebnie według niektórych osób, które postrzegają je tylko przez pryzmat szkodników. A to coś zgryzą z młodych sadzonek ,to stratują ogrodzenie , inne przeryją szkółkę. Do diabła z takimi zwierzętami, nie mogłyby się jakoś zachować w naszym gospodarczym lesie? Tutaj dotykamy aspektu psychologicznego czyli podejścia jakie te osoby reprezentują, a jest to podejście rabunkowo -roszczeniowe. Liczy się zysk ze sprzedaży drewna i tyle. Tak to funkcjonuje i na tym polega,wiec mamy się zamknąć i siedzieć cicho. Inną sprawą jest, że w założeniach gospodarki leśnej przecinki stanowić mają ożywienie lasu i zrobienie miejsca, pod nowe drzewa. Sadzone są gatunki szybko rosnące, świerk ,sosna. Czasem gatunki liściaste,jeżeli las nie jest gospodarczym a parkiem narodowym lub krajobrazowym , wtedy dba się o jako taką różnorodność. Perspektywa jest taka, człowiek musi mieć drewno do spożytkowania dla przemysłu w ciągu kilkudziesięciu lat, natomiast gdyby pozwolić lasowi zarastać po swojemu przyrost trwałby setki. Na to oczywiście nie można sobie pozwolić , i choć się z tym nie zgadzam, mimo że hipokrytycznie siedzę teraz przy drewnianym biurku którego nie kupiłem to….mogę się tylko nie zgadzać:)

Gospodarka naturalna?
Puszcza Białowieska-ostatni zachowany fragment pierwotnych lasów w europie, powinien być wzorem dla wszystkich tych którzy propagują tylko rabunkową eksploatację środowiska, racjonalne gospodarki etc. W sercu puszczy nie prowadzi się wycinek, nie usuwa martwych drzew ,w których często rozwijają się kolonie larw ”szkodliwych” owadów dla drzew, np brudnicy mniszki. Wszystko gnije, rozkłada się powoli, rośnie jedno na drugim. Mimo braku większośći prac pielęgnacyjnych las nie ginie, a rozwija się i ma zupełnie dobrze. Klimat takiego lasu, jakże inny od gospodarczych martwych monokultur do których przywykły nasze oczy. Tętno pierwotnej puszczy.  Ja uważam że w przyrodzie nie ma pojęcia takiego jak szkodnik, a tak zwane gradacje owadów czy gryzoni są szansą i wręcz łaskawym darem losu dla innych zwierząt. Z owadów nocnych skorzystają leśne nietoperze i niektóre ptaki,np lelek kozodój. Dzięki obfitości pokarmu mogą odchować więcej młodych czy wyprowadzić więcej lęgów.Z gryzoni skorzystają lisy, kuny, łasice, sowy. Tak naprawdę nie do końca wiadomo co rządzi gradacjami owadów i gryzoni, ale jedno jest pewne-to zbawienny mechanizm samozachowawczy przyrody dzięki któremu sporo gatunków możemy jeszcze oglądać w obecnej liczebności.W perspektywie czasu , nawet po ostrych wysypach rozmaitych szkodników las tak czy siak się samoistnie odrodzi. Jednak, nie za naszego życia.I to jest motorem błędnych pochopnych działań na rzecz ”ochrony”, bez zrozumienia przyrody i praw nią rządzących. Człowiek chce widzieć efekt, tu i teraz, natychmiast, jeszcze za swojego życia. I dlatego często,w naszych założeniach przegrywamy.   Od 2011 roku w otulinie puszczy nie można polować i ”pozyskiwać” zwierząt, mimo to ciężko, by mówić o jakimś nadmiarze. Wcześniej nie można też było polować w głębi puszczy. Oczywiście myśliwi powiedzą, że zwierzęta wędrują i migrują poza teren puszczy i wtedy i tak są odstrzeliwane. Być może tak jest , ale na pewno nie dotyczy większej ilości urodzonych w puszczy zwierząt.

11219153_677706025685476_6505355177537364540_n

Synantropizacja

Wiele osób , oderwanych od rzeczywistości psioczy i lamentuje, próbuje straszyć, że co to teraz będzie, lisy biegają po osiedlu, dziki grzebią po śmietnikach czas zwierzęcej apokalipsy blisko. Zjawisko nosi nazwę jak wyżej i będzie się nasilać. Zwierzęta, by przetrwać są zmuszone uczyć żyć w naszym cieniu i bardzo dobrze im to wychodzi. Są zmuszone, skracać dystans ucieczki, z powodu wszechobecnych hałasów. Gdyby chciały reagować według dawnych norm , musiałyby oszalałe non stop uciekać. Nie raz obserwowałem z traktora sarny, które nie tylko nie bały się hałasu silnika, a spokojnie żerowały na skraju śródpolnego zadrzewienia spoglądając ciekawie. Są przyzwyczajone do tego widoku i prac rolniczych , jeśli ciągnik wjeżdża na pole spokojne oddalają się. Nawet płochliwe  drapieżniki jakimi są w  wilki są widywane w Polsce w ciągu dnia. Nie dlatego, że na nas polują, po prostu w obecnym świecie , przy naszej liczebności ciężko jest pozostawać cały czas w ukryciu i nie napotykać człowieka. Czy to tak trudno zrozumieć ? Myśliwi zdaje się nie rozumieją, że czasy kiedy zwierzęta żyły w rozległych dziewiczych puszczach minęły. Tego już nie ma. I zamiast tego powinniśmy nauczyć się żyć w harmonii z dzikim zwierzętami, jest to proces z którym przyjdzie nam się zmierzyć.Inna droga ,według myśliwych to oczywiście notoryczny odstrzał i prześladowanie. U nas pół biedy, ale w innych częściach świata są drapieżniki zagrażające człowiekowi. Te trzeba będzie trzymać na dystans. Zamiast naturalnego wydawało by się zrozumienia dla sytuacji zwierząt którym zabraliśmy przestrzeń życiową, myśliwi czują agresję. To uraża ich ”godność” kiedy lis myszkuje po osiedlu a sarny czy daniele pasą się spokojnie. Głośna sprawa danieli z Grudziądza które pasły się w lasach podmiejskich nikomu nie wadząc, ku uciesze mieszkańców. Komentarze myśliwych ” Sk,,,ny nic się nie boją nawet”

10440293_10153077737550351_7511662705617870715_n

Czy sławny żubr Pyra. Wiele osób bało się tego zwierzęcia, jednak był zupełnie nieagresywny i nie napastliwy. Po prostu sobie był i tym samym bardzo przeszkadzał, bo i komuś tam parę jabłek zżarł. Nie mówię że to normalne, by żubry chodziły po ulicach wsi,inne osoby z kolei opisywały spotkanie z Pyrą jako niesamowite emocjonujące przeżycie. I to jest zdrowe podejście uważam.  Natomiast ulubionym argumentem myśliwych i pseudoznawców zagadnień łowiectwa jest ;

Locha z młodymi ! Bardzo grozna. Gdyby nie myśliwi to nikt z was zasranych ekozj…bów do domu wieczorem nie dotarł.

Hm no cóż. O dzikach coś mogę powiedzieć. I owo ”coś’ to 90% więcej niż każdy z nich na ten temat wie. Skąd wziął się mit groznego dzika? Pierwsze, tryb życia. Dzik z uwagi na w przeważającej mierze nocny i skryty tryb życia jest zwierzęciem którego zwyczaje mało są znane dla ogółu. Ponura sława dzięki jednemu głupiemu wierszowi.  Już te 2 rzeczy dają dobry grunt do dalszej manipulacji i ogłupiania co myśliwi skrzętnie wykorzystują. Jak się mają do tego zachowania lochy ? Pierwsze,cechy osobnicze. Trafią się osobniki które szarżują na wszystko co się zbliży ale to ułamek procenta w całosći. Czynnikiem wywołującym rozdrażnienie lochy jest pisk przestraszonego warchlaka. Dlatego do nich nie zbliżać się pod żadnym pozorem. Drugim z kolei-jeśli jesteśmy z psem. W żadnym wypadku nie należy psa szczuć czy zachęcać do szczekania,trzeba to powściągnąć. Nic jak szczekający pies bardziej nie rozdrażnia dzika.Oczywiście sytuacja może różnie się rozwinąć i jeśli nastąpi szarża dla własnego bezpieczeństwa należy puścić psa wolno a samemu salwować się na najbliższe drzewo. Pies,nawet domowy ”przydupas” sobie wtedy poradzi,odciągnie uwagę dzika od nas i zgubi gdzieś w krzakach.  Jest to oczywiście ten najgorszy scenariusz i każda osoba która nie traktuje dzików za pomocą psów i strzelby potwierdzi, że bywa zupełnie inaczej. Z moich doświadczeń,spotkałem lochę z młodymi kilkadziesiąt razy i na te wszystkie sytuacje wolała uciec z młodymi czy się oddalić nie atakując. Jedyny raz kiedy zostałem zaatakowany to kiedy zachciało mi się podchodzić samicę z młodymi. Loszka wyprawiła gdzieś podrośnięte już dziczki ,sama natomiast zaczekała na mnie w gęstwinie. Jakby celowo…a dalej..to już było wesoło:) Przeżyłem. Jest to jedyny raz kiedy zostałem przez lochę pognany z własnej winy, więc jeśli myśliwi wmawiają wam swoje strachy na temat dzików ,nie wierzcie. Sam podczas pierwszych lat obserwacji czy pilnowania pola , bałem się panicznie,jednak nigdy nie dostałem od tych zwierząt potwierdzenia, by lęk był uzasadniony. Zawsze schodziły mi z drogi,wystarczyło się poruszyć,zaszeleścić ubraniem,smarknąć..Są to zwierzęta bardzo czujne i płochliwe,ale też ciekawskie.  Parę razy zdarzyło się że rozmawiając przez telefon, grupa dzików podchodziła do mnie zaciekawiona słysząc głos, mimo że celowo rozmawiałem coraz głośniej, by je odstraszyć, to tylko jakby bardziej je przyciągało. Winne jest nie zwierzę a najczęściej ludzka głupota.

Musimy pamiętać, że myśliwi swoje obcowanie z tymi zwierzętami zawężają zazwyczaj do prześladowania ich – czy podczas polowania z nagonką, wypłaszaniem z psami, postrzałami, strachem. Ranne zwierzę zrobi wszystko aby się ratować, a gdy nie ma wyjścia rzuci się na swego prześladowcę , psa lub człowieka. W najlepszym przypadku kończy się poturbowaniem czy szyciem. Myśliwskie fora pełne są takich strasznych opowieści, które próbują przenosić na dalszy grunt. Zapominają, że sami są sprawcami agresywnego zachowania przerażonych zwierząt, które ranią i tropią.

11196229_679167692205976_2461724682517906324_n

Dziki w miastach.

Zdarza się i takie coś. W poznaniu w pobliżu którego mieszkam grupa podrośniętych warchlaków odwiedzała regularnie śmietnisko. Ludzie bali się, ale zwierzęta nie reagowały nawet na szczekające psy spacerowiczów. Interweniowała policja i straż miejska, a dzicze odwiedziny zdarzały się regularnie. Znajomy który pomagał przy wyprowadzaniu ich z miasta mówił że ,zwierzęta zachowywały się nad wyraz inteligentnie, jakby wiedziały, że nic im nie grozi. Nie były też agresywne . Przychodziły jakby po swoje, i wystarczyło dać im kilkanaście minut pogrzebać przy kontenerach, by spokojnie jak trzoda chlewna dały się wyprowadzić z powrotem do lasu. Rzecz działa się przy trasie po której drugiej stronie jest las, a zaraz za drogą osiedla.
Co innego w przypadkach,kiedy pędzone podczas liczenia czy polowania zwierzęta, które unikały dotąd miasta znajdą się przypadkiem na jego terenie. Wtedy, przestraszone są rozjuszone i niebezpieczne.

Odyńce.

Osobiście uważam że potrafią być grozniejsze niż lochy, a to dlatego że są bardziej hm, jakby to powiedzieć złośliwe. Mówię tu o naprawdę starych pojedynkach, dzisiaj już w zasadzie takie sztuki się nie zdarzają , ale. Dawniej bywało, że taki grasujący samotnik pogonił zbieraczy jagód w lesie, nie tylko przegnał ale i wyjadł z koszyków zebrane jagody i grzyby. Poturbował rowerzystę. Zwierzęta te w postaci dorosłej będąc w pełni sił nie mają naturalnych wrogów, a kiedy pokarmu pod dostatkiem rozpiera energia. I dopóki nie otrą się o polowanie , pewne siebie zachowanie pozostaje. W mojej okolicy był taki odyniec, nazywaliśmy go żartobliwie albertem. Był ogromny i za pewne stary niż przeciętnie to bywa. W każdym razie głośne były przypadki dwa, kiedy albert wychodził na mało uczęszczaną szosę i ani myślał zejść pojazdowi z drogi. Innym razem był to znajomy jadący rowerem który tak się podobną sytuacją przeraził , że nie wracał już tą samą drogą tylko prosił byśmy odwiezli go autem do domu:) Ja podejrzewam, że samiec ten był prawdopodobnie głuchy czy jakoś w tym kierunku upośledzony. Innym razem wracając z obserwacji  natknąłem się na niego na swoim polu. Mróz był duży -15 , śnieg skrzypiał strasznie, musiał mnie doskonale słyszeć. Ominąć go nie było jak, znalazłbym się na otwartym polu w razie co, bez szans. Poczekałem 10 min aż skończy sobie ryć, jednak nie miał zamiaru. No to petarda, 1 odpalam, buch. Zero reakcji. Myślę co jest? Druga, bum. Nic. Dopiero po 3 niechętnie wolnym truchtem, gniewnie fukając oddalił się. Nie spotkałem się nigdy z taką reakcją dzika , czujnego przecież na najmniejszy szelest, stąd moja teoria o głuchocie , częściowej przynajmniej.

10410268_661728263949919_8946808630899793177_n

Wilk selekcjoner? 

Myśliwi bardzo chełpią się swoją znajomością przyrody , co przejawia się bardzo często powtarzanym sloganem ” Obecnie nie ma drapieżników dla regulowania liczebności zwierzyny,ja zastępuję to brakującego ogniwo” .  I w tym właśnie niepozornym zdaniu przejawia się wiedza o przyrodzie naszych myśliwych , a raczej jej brak. Bo gdyby jak deklarują znali zależności w niej zachodzące, wiedzieli by, że rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności-zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją, my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem, nie regulowaniem liczebności zwierząt. W naszej rodzimej faunie wilkom i rysiom możemy przypisać rolę co najwyżej delikatnego selekcjonera, który to wyszuka (a jest w tym perfekcyjny) Sztukę słabszą,chorą, czy zwyczajnie mniej sprawną. Wilk ma do dyspozycji węch co umożliwia mu określenie po zapachu osobnika na cokolwiek chorego,czego nie widać gołym okiem.  Zrobi to na pewno lepiej niż jakikolwiek myśliwy. I tutaj dotykamy mitu odstrzału selekcyjnego o czym często trąbię, po prostu aby rozpoznać chore zwierzę trzeba je tropić i podchodzić, obserwować w pełnym świetle i jeśli wyraznie nie utyka czy nie kuleje,sierść jest normalna,tak naprawdę nie ma szans tego stwierdzić. A na polowaniach zbiorowych strzela się do wszystkiego co wyskoczy podczas pędzenia, w ciągu kilku sekund nie ma zatem możliwości oceny czegokolwiek, a każdy chce coś na takim polowaniu zdobyć. Takie polowania to zwyczajna jatka, niebywała ingerencja w spokój zwierząt zamieszkujących, przez kilka dni czy tydzień las jest jakby wymarły. No i niebezpieczeństwo, nie raz i nie dwa zdarzało się że przerażone zwierzęta wybiegały na dzielącą las jezdnię pod samochody. Jedyne co trzeba przyznać , to że atakowane przez wilka zwierzę szybko nie ginie i lekkiej śmierci nie ma,najpierw jest ucieczka do wyczerpania, potem zależnie od przeciwnika pojedyncze lub grupowe ataki gdzie ofiara wykrwawia i osłabia się powoli. Zwierzę na pewno jest przerażone i cierpi..no, co nie usprawiedliwia przecież alternatywy mordowania ze strzelbą. Myśliwi boją się że gdyby nie oni ,to zwierzęta nadmiernie się rozmnożą. Zadają się być głusi i ślepi na podstawowe prawo przyrody które mówi , że Zwierząt zawsze będzie w środowisku tyle ile będzie dla nich dostępnego pokarmu i siedlisk.  I kropka. Co jest tutaj niezrozumiałego ? Nie ma nad czym dyskutować. Niepotrzebny żaden drapieżnik, gdyż żaden gatunek nie rozmnoży się ponad dostępność dla niego zasobów. A za regulację populacji odpowiadają przede wszystkim choroby, warunki pogodowe, brak dostępności pokarmu i siedlisk. Drapieżniki to tylko kwiatek do kożucha. Próbują myśliwi brać wtedy na litość , odwracać kota ogonem ; To co ,ma zwierzę zdychać z głodu? Na pewno bardzo przejmuje się tym osoba która pierw dokarmia potem zabija, której pasją jest zabijanie , dręczenie zwierząt podczas konkursów norowań, szczucie psami na polowaniu. Wobec tego mówię za siebie, tak ma zdychać. To naturalne w przyrodzie, że jedne zwierzęta zdychają z głodu, inne ze starości inne w paszczy drapieżnika.Głodujące dzieci już nie obchodzą myśliwych? Umierające z głodu przez ich ”lubię mięso” ,ponieważ jak wiemy produkcja mięsa jest na tyle nieopłacalna w ogólnej skali, że jest główną przyczyną głodu na świecie. No i tony marchwi, ziemniaków, buraków których dzikie zwierzęta nie potrzebują ,a można by to spożytkować na pokarm dla ludzi. Pisklaki które w lesie wypadną po gwałtownej burzy z gniazda. Nic w tym nie ma dziwnego i niestosownego. Tutaj nagle nasi myśliwi dostają zastrzyku wrażliwości na krzywdę zwierząt, cóż odpowiemy? Żenada.

10991239_900459006640921_1825237417795379489_n

Odstrzał Sanitarny

Bardzo lubią się tym chwalić myśliwi. Ma to być szlachetne ”ratowanie” zwierząt chorych lub potrąconych w wypadkach łaskawym strzałem w głowę, natomiast w praktyce wyglądało to niejednokrotnie tak że panowie marudzili z przyjazdem , odsyłali do weterynarza, policji. Sprawdziłem o co chodzi i jeden myśliwy powiedział mi; ” Szkoda paliwa i naboju, jak zwierzę chore to jeszcze trzeba je zutylizować na własny koszt,bo na mięso przecież nie można.  No to już wszystko wiem…
Co ciekawe u niektórych myśliwych powszechne jest dobijanie zwierząt nożem, choć jest to nieco ryzykowne i robią to dla zaoszczędzenia naboju. Inni z kolei dobijają tylko strzałem, bo ”próbowali nożem i miał potem wyrzuty sumienia” . Pomieszanie z poplątaniem,ale zawsze powtarzam, że na trzezwo ciężko zrozumieć co w ich ”logice” siedzi.

Czarny zwierz 

W naszym kraju dorosłe dziki nie mają w zasadzie wrogów naturalnych. Co innego warchlaki na które połakomić się może ryś,wilk,czasem i lis, orzeł bielik i przedni ,puchacz. Atak tych mniejszych drapieżników wiąże się z ryzykiem ,o ile kilkudniowego warchlaka orły są w stanie unieść, tak atak na starsze nie zawsze kończy się powodzeniem z powodu czujnej matki , i ma na celu najpierw zabicie zwierzęcia a potem powrót do padliny. Dawniej straty wśród warchlaków potrafiły sięgać nawet 50-70% powiedzmy z 7 czy 8 przeżywały 3. Dziki aby zapobiec takim stratom łączyły się w grupy (same lochy,w kupie siła) aby zwiększyć szanse przetrwania dla potomstwa , czyli np 2-3 karmiące lochy plus jedna lub dwie stare bez potomstwa,często związane jakoś rodzinnie. To dawało większe szanse przetrwania dla młodych, pamiętajmy, że zwierzę też się musi wyspać co w przypadku jednej matki jest bardzo ryzykowne. W takich układach miały możliwość pilnować na zmianę. Czarnego zwierza i ryś i wilk zawsze zostawiały sobie na ”czarną godzinę”. Kiedy nic innego nie było w zasięgu do upolowania, a dokuczliwy głód dyktował działanie sprzeczne z doświadczeniem. Czarny zwierz walczy, a gruba twarda pokryta zlepami błota i innych paskudztw szczecina nie ułatwia dostępu do życiodajnych arterii z krwią, nie wystarczy przegryzc gardła jak sarnie. Idąca zimą przez śnieg wataha dzików wydziela ostry odór potu i własnego zapachu wyczuwalny nawet dla człowieka. W środku znajdują miejsce lochy z przelatkami, prowadzi locha, lub stary odyniec, który normalnie buszuje samemu, ale bywa, że podczas bardzo srogich zim dołącza do watahy i ”dowodzi”.  Całość stada w przypadku zagrożenia otaczają przede wszystkim samce,które też pomagają prowodyrowi przebijać się przez zaspy, czasem go zmieniają. Ofiarami wilków padają wtedy sztuki idące w ”tylnej straży” , jeśli śnieg głęboki i przymarznięty ułatwia sprawę wilkom, które poruszają się na powierzchni i są mobilniejsze. Wybierana jest jedna sztuka która jest osaczana, a następnie atakowana ze wszystkich stron, aby uniemożliwić szarżę. Wilki podgryzają nogi, by przeciąć ścięgna ofiary. Kiedy to się uda w 2 nogach , w zasadzie ”pozamiatane .” Dzik okręca się wtedy jedynie w miejscu, kłapie zębami i jest stopniowo przez wilki dogryzany . Stado często idzie wtedy w rozsypkę, jeśli prowodyr nie potrafi zdyscyplinować pozostałych . W takich przypadkach dziki zdaje się jakby rozumiały że trzeba oddać wilkom należną daninę i nie próbują bronić umierających towarzyszy. Zdarzały się natomiast przypadki…podjadania braci.
Ryś poluje na dzika naprawdę w ostateczności, najczęściej ucieka się do zabicia warchlaka i ucieczki z nim na drzewo. Atakuje skacząc z grubej gałęzi, zaczajając się przy szlakach przemarszu zwierząt. Przy skoku na dzika taktyką jest oślepienie,natomiast dzik ratuje się wtedy ucieczką w gęstwinę by strącić napastnika, lub jeśli jest ”kumaty” przewraca się co grozi połamaniem żeber rysia.  W sumie nie wiem po co się na ten temat rozpisałem ale niech tam. Będzie czytelnik coś wiedział:) Ale co chciałem powiedzieć, wiele osób uważa że dzików jest za dużo. Ponieważ nie ma naturalnych wrogów. Hm, w takim razie można by stwierdzić że dzików zawsze było w Polsce ”za dużo” gdyż drapieżniki unikały polowań na nie wybierając sarny. Kontynuacja myśli będzie poniżej.

11206073_679222212200524_4222526049728151956_n

Nieudolna racjonalna gospodarka łowiecka. 

Owo magiczne i tajemnicze słowo , którym myśliwi próbują kończyć wszelką dyskusję bo przecież ekoterroryści  i ci ”nawiedzeni zieloni” nie mają o niej żadnego pojęcia. Nie wiem tak naprawdę, co jest do pojmowania w sporządzanych rocznych planach pozyskania zwierzyny, jej dokarmianiu, odstrzału. Powiem tak, za teoriami panów myśliwych stoi owe niecałe 50 lat prowadzenia tej nieudolnej gospodarki , bo za PRL możemy mówić o co najwyżej rabunkowej.Za teoriami ekologów stoją natomiast setki tysięcy lat, jeśli nie miliony prawideł które od zarania rządzą przyrodą. Myślistwo nie jest dzisiaj niczym innym, jak dogadzaniem pierwotnym atawizmom i zaspokajaniem próżniaczego ego, z dorabianiem ideologii o ochronie przyrody.  Pamiętamy przecież tą ochronę , kiedy ekolodzy alarmowali w latach 80 o drastycznym spadku liczebności głuszca, panowie wtedy wyśmiewali się i wiedzieli wszystko lepiej. Koła łowieckie zawyżały w danych liczebność i zezwalały sobie na odstrzał tych ptaków. Dziś kiedy dzięki ich ignorancji i głupocie sytuacja głuszca jest tragiczna, panowie chełpią się że założyli fundację ochrony głuszca. Można to skwitować jako najwyżej ponury żart historii, ot grzesznik odprawia pokutę.  Dla myśliwych każde zwierzę to szkodnik.  Takie odnoszę wrażenie po dyskusjach z nimi. Po kolei,Sarna? Zgryza oziminy , korę z młodych drzewek,szkodnik. Zając to samo. Królik? Dokładnie, parszywy szkodnik , zgryzający korę w sadach, uprawy warzywne. Lis? No bój się boga ekooszołomie , jak możesz pytać. Wynosi kury, łapie myszy, (których liczebność ograniczają przecież myśliwi 😛 ) ptactwo , do gazu z nim ! (Myśliwi na swoich stronach komentując często żałują że nie można zrobić tego z ekologami. Jeleń? No ten to już potrafi cały las wyżreć. Dzik ? Jest ich za dużo !
Wilk? Szkodnik,bo zmniejsza myśliwym udział w zabijaniu. Ryś? to samo . Szkodnikiem nie jest chyba tylko uwielbiany i hodowany przez nich bażant, wypuszczany, by można było na niego sobie zapolować.  W skrócie streściłem, jak po rozmowach z myśliwymi oceniam ich stosunek do zwierząt. Mam też wrażenie, że ich podejście do rzadszych gatunków jak Wilk, ryś, łoś jest takie- Nie mają prawa bytu, ponieważ mamy XXI wiek, nie ma wystarczającej ilości siedlisk, by ekosystem mógł sam funkcjonować. Zatem tylko my i nasze strzelby zadbamy o równowagę środowiska. Często lubią pytać na stronach antyłowieckich co ekolog jeden z drugim zrobił dla przyrody z przed komputerka. Ktoś napisał że zrobił manicure sarnie i wyczesał dzikom szczecinę. Bo tak naprawdę za wiele robić nie trzeba poza drobnymi codziennymi wyborami, ale panowie przekonani o swej przydatności bo ; Zbudowali paśnik, by pomóc przetrwać zwierzynie by móc ją potem zastrzelić. Coś mi się wydaje że te paśniki są argumentem do przetrwania nie zwierząt, a pseudomiłośników przyrody z pod znaku PZŁ. Szlachetne dokarmianie sensem życia,a spróbujcie powiedzieć że dokarmia się od niespełna 150 lat , a wcześniej dziesiątki tysięcy lat zwierzęta przetrwały bez tego. Co najwyżej w odpowiedzi usłyszycie, że nie macie pojęcia o myślistwie i gospodarce  łowieckiej:) I takim to argumentem można w zasadzie zakończyć dyskusję z każdym na dowolny temat. Dalej ,buduje dla zwierzątek ambonę, żeby potem z niej strzelać.  I na tym w zasadzie kończą się ”racjonalne” argumenty dla obrony łowiectwa , po więcej odsyłam do innych części:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

ziemniaki

Rykowisko dla jeleni. 

Zastanawiam się, no kim trzeba być, żeby prześladować zwierzę w jego okresie rozrodczym , w jego własnym domu. To tak jakby zabijać nas ludzi na randce czy podczas uprawiania seksu, chciałby ktoś? A buce robią to w świetle prawa ,tylko dla przeżyć polowania ,bo przecież w łowiectwie chodzi o przeżywanie pewnych emocji, nie dajcie sobie wmówić, że nie. Emocjonujące może być szczucie psów na rannego dzika i patrzeć jak przegrane zwierzę próbuje bronić się.Walka zwierząt, czy pies po szkoleniu poradzi sobie, oto co ich rajcuje. Robią to ,tylko po to by zdobyć trofeum-poroże i zawiesić sobie na ścianie, ewentualnie zająć dobre miejsce w konkursie oceny poroża. Dorodne i równo rozgałęzione wieńce bardzo kręcą myśliwych , u Jelenia symbol jego samczej siły, u myśliwego na ścianie co ? Leczenie kompleksów, chyba.Normalny człowiek , dla przeżyć będzie wolał zobaczyć rogi u żywego jelenia podczas obserwacji.  Jak wygląda troska panów o przyrodę niech poświadczy wpis z jednego z ich forów, poniżej.

11407240_381991858656954_8601428404259949919_n1

Jak widać chodzi tylko o trofeum nad łóżkiem, myśliwy nie cieszy się z tego że zwierze żyje, a z tego że nikt nie sprzątnął mu trofeum i ma szansę zdobyć…  Tutaj także próbują używać argumentu o gospodarce ,ponieważ , jelenie w Polsce w sumie ”hoduje się” dla poroża i rozrywek  polujących.Przez większość leśników uważane za szkodniki, za zgryzione drzewka. Argumentują, że jeśli nie odstrzelą tej czy tej sztuki Jelenia, to jego poroże wykazujące cechy wsteczniactwa , przekaże się w genach na kolejne pokolenia.  Argumentacja co najmniej dla debili , ponieważ u każdego Jelenia w pewnym wieku poroże zacznie się uwsteczniać. Jest to najzupełniej normalne. A kto obserwował życie Jeleni podczas rykowiska, ten wie że gdzieś dwóch się bije tam trzeci korzysta. U jeleni to nasze ludzkie przysłowie często sprawdza się w życiu. Podczas gdy dorodne byki walczą i ścierają się,młodsze cichcem korzystają z obecności łań. Zapładnia więc często młodszy, tym samym argument o przekazywaniu najlepszych umiera śmiercią naturalną. Ciekawe czy panowie nie wiedzą o tym , czy celowo mydlą oczy dla usprawiedliwienia swoich jatek ? I jakim prawem myśliwy ma decydować który Jeleń powinien już umrzeć? Prawda jest taka że zabijają tylko po to by nie tracić poroża,te które wykazuje cechy wstecznictwa piękne już nie jest,a zatem po co w łowisku ma chodzić jeleń z takim porożem i ”darmo żreć” . To jedyne o co chodzi w tzw, ”Selekcji”.

11062809_917557788264376_7509251637512106597_n

Myśliwy kontra kłusownik

Bardzo lubią sami myśliwi i osoby postronne wytykać ; ”Może zajmijcie się kłusownictwem,to jest problem,etyczny myśliwy a kłusownik to duża różnica! ” Bardzo się oburzają, dlaczego to nie zajmiemy się kłusownikami. Doprawdy?  Dla nas myśliwy to to samo co kłusownik, tym gorszy, że morduje w świetle prawa i zabija znacznie więcej. Ale zestawmy kilka faktów, powodów dlaczego zabija myśliwy, a dlaczego robi to kłusownik.
Dawniej w latach przed i jeszcze powojennych, kłusownictwo było bardzo powszechne.Do tego stopnia,że bardziej, by pasowało na narodową tradycję niż samo myślistwo. Ale ok , dawniej kłusownikiem był każdy, kto zwyczajnie potrzebował czy chciał. Bywało, że taki osobnik wchodził w układ z lokalnym karczmarzem dostarczając na lewo dziczyznę , w zamian za naboje i ..alkohol. Wnykarz zastawiał sidła , głównie z biedy, dla zdobycia mięsa i wyżywienia rodziny.  Nie ma co porównywać tego, że zwierzę dusi się we wnykach do śmierci od kuli, ponieważ myśliwi często pudłują albo szczują zwierzę psami. Jeden i drugi zabija, z tym, że kłusownik znacznie mniej niż myśliwy…Drugi natomiast zabija dla rozrywki , dla ”regulacji populacji” . Są oczywiście wśród myśliwych i ”mięsiarze”.  Dziś już nie ma chyba zbytnio możliwości sprzedania na lewo dziczyzny, kłusują więc na użytek własny , lub z przyzwyczajenia. Ot, ojciec zastawiał wnyki, zawsze u nas były to i ja będę…byle nie dać się złapać. W każdym razie bardziej jestem w stanie zrozumieć osobę która zabija sobie raz na jakiś czas z biedy i głodu, niż osobę która w świetle prawa, dla rogów ”pozyskuje” dziesiątki czy setki sztuk z limitem.

BEZSENSOWNIE MORDUJĄ-POLOWANIE NA GOŁĘBIE GRZYWACZE.

Kolejny nie mający żadnego logicznego uzasadnienia aspekt łowiectwa w Polsce. O ile można ostro polemizować o konieczności odstrzelenia czasami lisa czy dzika , tak tutaj nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Ale po kolei. Grzywacze żadnych szkód rolnych nie wyrządzają, a jeśli już czymś pożywią się na polu można mówić o szkodzie minimalnie znikomej , wręcz niezauważalnej. W naszym kraju są średnio liczne. Ptaki te mogą jeść wszystko począwszy od nasion, liści, korzonków, płatków kwiatów kończąc na ich ulubionym owocu bluszczu. Są bardziej pożyteczne niż szkodliwe, zjadają gąsięnice i larwy szkodników. Posiadają też sporo wrogów naturalnych ,polują na nie Jastrzębie, krogulce, sokół wędrowny. Łączą się w pary na całe życie podobnie jak łabędzie czy gęsi, a stratę partnera bardzo przeżywają-u trzymanych w niewoli osobników obserwowano wyrazną apatię po odseparowaniu samicy. Ale wątpię, by myśliwych cokolwiek to obchodziło. Jak się poluje na te ptaki ? Normalnie myśliwym było, by ciężko je upolować, uciekają się więc do metod ogłupiania i oszukiwania ptaków. 1 sposób -przy pomocy tzw bałwanków, sztucznych ptaków imitujących żywe. Rozsypana karma i ustawia się wabiki. 2 sposób , przy pomocy tzw karuzeli, na której kręcą się sztuczne ptaki ,tutaj można zobaczyć jak takie urządzenie wygląda ,http://allegro.pl/karuzela-do-polowan-na-grzywacze-z-balwan… .Tak oto mający się za etycznych ludzie ogłupiają zwierzęta, by zabić dla przyjemności. Jak widać nie są to rzeczy tanie, podobnie jak reszta ekwipunku myśliwskiego. Można jeszcze polować z zasiadki, ukrycia ale rzadko jest to praktykowane przy tych ptakach.

d016f971-fa86-36e2-6cb0-24fdd3367188

PO CO ?

Normalny człowiek, ornitolog zawodowy czy też amator pójdzie do lasu czy na skraj pola z lasem, tam najczęściej żerują te gołębie. Poobserwuje , porobi zdjęcia czy notatki i na tym koniec, jesteśmy zadowoleni. Każdy normalny , ale nie myśliwy. Jemu nie wystarczą normalne przeżycia wynikające z obserwacji, czy przebywania na łonie natury, aby odczuć satysfakcję musi jeszcze dane zwierzę pozyskać czyli zamordować. Jest wtedy radość ze zdobyczy. Dalej pytam ,w jakim celu ? Mięsa z tego niewiele , mimo iż można je zjadać.Trofeum też nie…uzasadnienie o regulacji odpada,o szkodach i wściekliznie też. Biorąc pod uwagę ile wydają przeciętnie na swoje hobby, założyć można śmiało, że żaden z tych ”ludzi” nie głoduje. A więc jak argumentują myśliwi-”ty nie rozumiesz,to są emocje,przeżycia podczas spędzania czasu w lesie,radość i satysfakcja ze zdobyczy,strzał to wszystko kończy” Jeszcze tradycja, pamiętamy nieodzowny argument. Nie ma krzty sensu w tym zdaniu, ale skoro strzał wszystko kończy, to może popatrz, zachwyć się, przeżyj , ale nie strzelaj? Czy do tego nie jesteś już może zdolny. Normalny człowiek tego nie zrozumie, bo większość z nas przeżywa i doświadcza przyrody zupełnie inaczej. Oni nazywają to ”bambizmem” czy jakoś tak. Ok. Ja myślę że każdy wyciągnie odpowiednie wnioski.

Stoją ponad prawem.

Ostatnio częste dyskusje między właścicielami psów a myśliwymi, którzy często zabijają zagubione zbłąkane psy, lub zwyczajnie jeśli oddali się od właściciela czy też dla zabawy. Tłumaczą się tym, że pies w łowisku to szkodnik , a oni mają obowiązek  ,a właściciele nie powinni psa puszczać…już wiemy dobrze kto jest największym szkodnikiem tej planety, ale w praktyce żaden myśliwy nie został jeszcze ukarany za zabójstwo psa bez powodu. Zazwyczaj argumentują, że musieli bronić się przed rodzinnym psem który w życiu nikogo nie ugryzł, a sąd daje temu wiarę czy też działa na korzyść oskarżonych. (Sędziowie często polują).  Natomiast jaki absurd, myśliwy może puścić w lesie hordę psów, płoszyć zwierzęta i nic mu za to, robi to w świetle prawa. Ale do zabłąkanego psa już wielka pretensja i kula w nagrodę, pomimo, że myśliwy zabija ze 100 razy więcej. Czyli tak, zgraja psów myśliwskich puszczonych luzem może robić co chce ranić i płoszyć, straszyć zwierzęta, natomiast porzucony czy zbłąkany pies który próbował coś utłuc z głodu, to szkodnik zasługujący na śmierć. Panowie raczej powinni cieszyć się z takiego obrotu sprawy, przecież tak narzekają na brak drapieżników i biadolą, że muszą je zastępować…Znowu logika, a raczej obłuda myśliwych w pigułce.

11140023_675581419231270_7120809107710218734_n

Jak widać na załączonych obrazkach myśliwemu wolno puszczać w lesie psy luzem,straszyć i prześladować zwierzęta, jednak potrafią zastrzelić obcego psa przy właścicielu bo ”płoszy zwierzęta”. Czego nie robi rozumiem rozszczekana zgraja psów myśliwskich w amoku.
Myśliwych w naszym kraju jest według statystyk 114 tys.  To może jest 1 % z 35 milionowego społeczeństwa. Lasy są dobrem ogólnym,własnością nas wszystkich. I ten 1 % próbuje narzucać nam wszystkim swoją chorą wizję rozumienia przyrody, jak i ma ogromne pretensje że reszta nie pieje z zachwytu nad ich jaskiniowym hobby…Mi by to dało do myślenia.

posokowce

11203168_675414175914661_673113720441054800_n

Ochrona pola

Nie wiem czy nie będzie to swego rodzaju bomba atomowa, która zrobi furorę ponieważ info jest naprawdę ciekawe. 
Gdyby nie myśliwi , to nikt z was wegetarian nie miał by co żreć, bo dziki by pola splądrowały! Uważasz, że dzik nie jest szkodnikiem,powiedz to samo w twarz rolnikom którym wataha przeorała całą uprawę !  
Ulubione dwa argumenty myśliwych. Jeszcze ten o odszkodowaniach. Tak lubią troszczyć się o rolników,jednocześnie narzekając na konieczność wypłat odszkodowań. Sposobów na zabezpieczenie pola jest masa,w tym jeden znany wśród myśliwych, cytuję ; Płot zapachowy z ludzkich włosów. Tania i skuteczna metoda na odstraszenie zwierząt, i tutaj może fragment wypowiedzi myśliwego na ten temat w screenie.

wc582osy-odstraszanie

I co państwo na to? A na stronach antymyśliwskich gęby wypełnione żalem na szkodniki i biednych rolników.  Pomijając tradycyjne metody takie jak pastuchy elektryczne i rozmaite straszaki, istnieje jak widać metoda którą myśliwi znają , jednak nie mówią o tym nikomu, bo przecież wygodniej jest wypłakiwać się ekologom ile to odszkodowań muszą wypłacać, a swoje sadystyczne hobby usprawiedliwiać pomocą dla rolników. Ten jeden przykład , będący i tak kroplą w morzu pokazuje nam obłudę, hipokryzję i zakłamanie tego środowiska. W sposobie coś musi być, bo tak dziki mają bardzo czuły węch i unikają ludzi. Pewnego razu podczas ”obchodu” Zrobiłem siusiu w 1 miejscu. Niesmaczne , ale kto tak nie robi przyznać się.  Oddaliłem się od tego miejsca o 100 metrów , no i nocna obserwacja. W końcu idą 3 dziki. Dotarły do tego miejsca,obwąchały po czym zawróciły i poszły zupełnie inną drogą.
Komentarze samych myśliwych :

mysliwiwc582osy

Co do odszkodowań. Myśliwi tworzą prawo łowieckie. Dlaczego nie wprowadzą takich poprawek by nie musieć ich wypłacać? Proste, bo wtedy upadnie argument o odszkodowaniach . A ułatwiło by to życie obu stronom. Rozwiązanie jest bardzo proste, należało by stworzyć fundusz, rodzaj ubezpieczenia które opłacałby sam zainteresowany i ubezpieczał uprawę tytułem szkód wyrządzanych przez zwierzęta. Ale lepiej psioczyć, dorabiać sobie gębę darczyńcy dla poszkodowanych etc.   W takim powiedzmy wczesnym średniowieczu dzików było na pewno bardzo dużo, ludzie mieli także pola uprawne i pomimo braku zaawansowanej techniki potrafili sobie poradzić ,odstraszyć, ograniczyć szkody. Dziś wszystko bardzo wszystkim przeszkadza, a jedyne rozwiązania jakie widzą ludzie mający się za wszechwiedzących oraz inteligentnych do pokrzykiwanie ”za dużo !, selekcja! ,odstrzał! ,eutanazja? Pamiętajmy, że bycie myśliwym jest zupełnie dobrowolne, nikt nie zmusza do zajmowania się tym, co za tym idzie wpłacania składek- wkładu finansowego, tym samym wypłat odszkodowań. Nie pasuje? Zrezygnuj jeden z drugim.

Więcej na temat sposobów zabezpieczenia upraw do przeczytania w tym tekście:
Jak łowiectwo niszczy rolnictwo? 

OBŁUDNIE KŁAMIĄ-SPRAWA LICZEBNOŚCI ZAJĘCY

Niegdyś każdej wiosny dziesiątki szaraków ganiały się ze sobą na polach ,samce walcząc ze sobą podczas tzw parkotów. Pozniej, z każdą dekadą można było obserwować spadek, aż dotrwaliśmy do czasów kiedy spotkać jednego graniczy z dużym szczęściem.Ekolodzy wtedy zwracali uwagę,myśliwi oczywiście śmiejąc się wiedzieli lepiej. Dziś szczycą się tym że reintrodukują zająca do siedlisk. I bynajmniej nie robią tego z dobroci serca, lecz po to gdy tylko stwierdzą ”nadwyżkę” o kilka sztuk czym prędzej je odstrzelić. Poluje się nadal , mimo że wszyscy zgodnie twierdzą zarówno ekolodzy i myśliwi że sytuacja zająca jest zła. Z tym, że to myśliwi dzierżą palmę pierwszeństwa w ”ochronie” i jeżeli zdecydują się na odstrzał to nikt im nic nie może zrobić. Moim zdaniem zając z listy zwierząt łownych powinien zostać skreślony na stałe już 10 lat temu jeśli nie wcześniej. Po to mamy rozum żeby reagować a przepisy można zmienić. Można też wycierać sobie gębę paplaniem o tradycji podczas gdy gatunki giną na naszych oczach.

pokot1

Na mizerny dzisiaj stan liczebny zająca złożyło się wiele czynników. Choroby, drapieżniki, chemizacja rolnictwa. I myśliwi chcieliby byśmy widzieli tylko tyle. Niestety, pamiętam też z opowiadań że w latach 60,70 pokoty zajęcy szły w setkach, a martwych ładowane całe wozy. Zabijane były setki w każdym obwodzie,w skali kraju dziesiątki tysięcy lub więcej.I nikt mi nie powie że taka rzez nie miała wpływu na spadek liczebności. Zależność jest prosta ,gdyby zajęcy wtedy nie trzebiono, dziś nie mielibyśmy problemu z jego tragiczną sytuacją, a o konieczności ochrony rozmawiały by 300 lat pózniej nasze prawnuki. Być może do tego czasu zauważylibyśmy co się dzieje i wypracowali skuteczne metody ochrony. Nie ma co gdybać. O tym ile się zabijało piszą sami myśliwi na swoich forach  I najciekawsza logika panów, czyli winne są tylko drapieżniki, a ich własne trzebienie idące w setkach sztuk to już nie…Przypominam, że zwykły lis wyżywi się jednym zającem przez 2-3 dni,i nie zawsze na nie poluje,wręcz bardzo rzadko z uwagi na czujność i szybkość zająca. I robi to dla własnego przetrwania. A człowiek-myśliwy? Dla radochy z polowania, bo przecież nie z głodu. Kliku myśliwych zabijało paręset zajęcy których do niczego nie potrzebowali w ciągu 1 polowania. Te same pareset zajęcy miało, by szansę mnożyć się i przetrwać,tym samym padając sporadycznie łupem wrogów naturalnych. Dla mnie to jest normalna i racjonalna gospodarka zasobami przyrody. Nikt mi nie powie, że te masowe zabijanie nie przyczyniło się do zachwiania ekosystemu i delikatnych zależności wśród zwierzyny drobnej. Pamiętajmy logikę-myśliwy zabił zająca-dobrze, lis złapał, o co za szkodnik ! Trzeba zabijać. I obecny dziś żal myśliwych nie wynika,  żebyśmy dobrze rozumieli dlatego że równowaga w przyrodzie została przez nich zachwiana, a dlatego że nie ma na co polować.
Polscy myśliwi pozyskiwali (czytaj: strzelali) ok. 1 miliona zajęcy rocznie, a w szczytowym sezonie 1,3 mln.W latach 1970-1980 odławiano (corocznie!) ok 100 tyś. zajęcy na eksport do Włoch i Francji. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj :

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/klamstwa-mysliwych-sprawa-liczebnosci-zajecy/

Sami świadczą przeciw sobie , chcieliby zmydlić społeczeństwu oczy, że co złego w polskiej przyrodzie to nie my, my to tylko ochrona…na pewno do ochrony gatunku przyczyniły się pokoty idące w setkach z przed lat. Jakie wtedy było uzasadnienie? Tradycja?, Robią szkody ,a może nie wyżywią się biedne? Czy sama satysfakcja z licznego pokotu , a z najdorodniejszych pasztet, bo przecież nie wszystkie spożytkowaliście , część było pozostawianych.

Teraz próbują wszystko zrzucić na choroby i chemizację rolnictwa. Komentarz kolegi po strzelbie mówi sam za siebie. Dla myśliwych zwierząt zawsze jest ”za dużo”.

zajc485ce-lpm-2

”Gdyby nie myśliwi to zwierzyna się zdegeneruje ,bo zabijają tylko chore, słabe, upośledzone genetycznie osobniki.”

Można by rzec-myślałem że nic już mnie nie zdziwi. Ale nie. Istnieją osoby które twierdzą że muszą zabijać bo jak nie to zwierzęta się ZDEGENERUJĄ. Pomijając absurd tego założenia,bo nie wyobrażam sobie rozpoznania w całkowitej ciemności osobnika ułomnego genetycznie,mamy na liście zwierząt łownych 31 gatunków. Zatem kto selekcjonuje pozostałe tysiące gatunków owadów, ptaków, płazów, gadów, małych ssaków, nawet drapieżników takich jak wilk czy ryś? Ok, częściowo robi to sama natura, i zwierzęta są piękne , dorodne, od tysięcy lat. Były nawet dorodniejsze zanim myśliwi zajęli się owym selekcjonowaniem , bo odyńce o wadze powyżej 300kg nie były niczym niezwykłym, a dziś gdzie takiego spotkać? Tak samo Jelenie dwudziestaki i powyżej.  Sami myśliwi narzekają, że dziś już bardzo ciężko ”pozyskać” takie sztuki, a waga pozyskiwanych Jeleni zmniejszyła się na przestrzeni lat . Oto do czego przyczyniła się owa selekcja, zabijano najdorodniejsze sztuki dla trofeów,tym samym rozmnażały się te bardziej cherlawe i przekazywały cechy dalej. Oczywiście każdy młody Jeleń ma szansę stać się ”bykiem kapitalnym” jeśli pozwolić mu żyć. No dobrze, a ludzie, kto nas selekcjonuje? Dlaczego jakoś nie degenerujemy się pomimo rozmnażania na potęgę? Odezwijcie się do mnie gdy któryś myśliwy wam to sensownie wyjaśni.

Ochrona własnego dobytku i wiejskie życie-wspomnień czar.

Często panowie próbują nas przekonać jakim to szkodnikiem jest lis, bo zagryzł komuś kury. Ludzi tych cechuje skrajny pragmatyzm,wszelkie rozwiązania jakie widzą, to siłowe,za pomocą strzelby i śmierci. I u nas chwycił nie raz. I pomimo, że znam dokładnie lokalizację ich kryjówek jest to wielopokoleniowy system nor, istniejący z 50 lat,nigdy do głowy mi nie przyszło mieć do niego jakiekolwiek pretensje ani chodzić go prześladować.  Mieliśmy o tyle łatwiej że gospodarskie psy zawsze reagowały w porę. Obecnie kury wypuszczane są do ogrodzonego sadu gdzie nic, poza jastrzębiem im nie grozi. Gryzonie typu myszy, szczury,wyłapywały u nas…psy. Nikt ich tego nie uczył, same chodziły do stodoły czy magazynu ze zbożem, chyba z nudów. Inny pies potrafił upilnować kur przed jastrzębiem , kiedy ten krążył w powietrzu, pies  biegał po podwórku patrząc w górę , a gdy ptak zniżał lot zaczynało się szczekanie i uniemożliwienie polowania. Za jakiś czas Jastrząb zmienił taktykę, czatował na drzewie, a następnie lecąc nisko przy ziemi próbował w ten sposób coś pochwycić.  Jeszcze wcześniej gdy mieliśmy perlice , samiec lubił frunąć i siadywać na stodole. Stamtąd monitorował okolicę a gdy coś się zbliżało reagował
”perliczeniem” Na co reagowały zarówno kury jak i kaczki.  Takie tam ciekawostki.

Cyrk

Większość niefrasobliwie bierze udział w tych spektaklach nie zdając sobie sprawy w jakich warunkach przebywają zwierzęta. Jak okrutnie są tresowane, by podczas występu perfekcyjnie odegrały swoją rolę. Na You tube mnóstwo filmów, jak ”wdzięczne i kochające opiekunów” lwy, tygrysy ,słonie , buntowały się zabijając treserów. O takich przypadkach znikąd się nie dowiecie. Cyrk tak, zwierzęta w nim , nie.

Szczyt łańcucha pokarmowego.

Osoby polujące i jedzące mięso uważają, że to człowiek jest panem i władcą świata, znajduje się na szczycie łańcucha pokarmowego i nic nie może mu zagrozić. Pomijając, że jesteśmy zupełnie bezbronni wobec dzikich zwierząt,nawet jadowitych pająków i węży, to jeśli już uczciwie przyznać na szczycie tegoż łańcucha znajdują się…Wirusy i bakterie. Taki człowiek pan i władca a jednak w pewnych przypadkach nie poradzi sobie z formą życia o rozmiarze miliardowych części milimetra. Te same wirusy w postaci przetrwalnikowej są w stanie przetrwać i wypalanie palnikiem, i wszystkie detergenty, promieniowanie UV, jądrowe, temperatury ujemne, ba niektóre formy ziemskiego życia, są nawet w stanie przetrwać w przestrzeni kosmicznej. Gdzie nam do władzy i panowania,najwyżej kury szczać prowadzać.

Czy coś pominąłem? Za pewne sporo, choćby i udział dzieci w polowaniach . Kończę zatem na dziś moje rozważania i dziękuję tym którzy cierpliwie przeczytali. Zachęcam też do przeczytania pozostałych części, dostępne tutaj ;

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

11084299_10200226365019239_20481653252436010_n

 

 

 

 

Advertisements

7 responses to “Myślistwo i mity łowieckie

  1. Pingback: Kilka słów o łowiectwie | Nie podaję ręki myśliwym

  2. Pingback: Łowiectwo i myślistwo – O co tu chodzi? | Nie podaję ręki myśliwym

  3. Świetne opracowanie – serdeczne gratulacje 🙂
    Zamieszczę zajawkę we wpisie u siebie, chociaż mam stały link do Was z boku, ale tak dobry tekst nie może nie pozostać niezauważony. Na fejsie też dam oczywiście.

    Lubię

  4. Artykuł bardzo zgrabny i nawet logiczny wbrew niektórym nagonkom na myśliwych, ale mam jedno pytanie do autora: czy Pan, a może cała redakcja tej strony, czy są państwo weganami lub wegetarianinami?

    Lubię

      • Rozumiem, że równolegle prowadzą też państwo podobne akcje typu: Nie podaję ręki rybakom, Nie podaję ręki wędkarzom, Nie podaję ręki masażom itp. bo zwalanie całego zła na myślistwo to w innym wypadku lekka przesada. Jak zwrócił Pan uwagę lasy państwowe są teraz bardzo „uprzemysłowione”, nastawione na zyski i mało mają już wspólnego z dawną puszczą. Tak też myślistwo polega na pewnym rodzaju hodowli i uboju tylko zaopatrzonego w pewne tradycje i zwyczaje. Wiele „makabrycznych” zdjęć które Państwo tutaj przedstawiają to np. w masarni chleb powszedni, innymi słowy nic szokującego. Myśliwi dokarmiają, chowają (zależnie od regionu i koła mniej lub bardziej racjonalnie) zwierzynę właśnie by wszystkiego nie wystrzelać, bo zwyczajnie mijałoby się to z celem. Z tego co mi ojciec mówił, a sam jest myśliwym i, tutaj zaskoczę, wcale nieagresywnym i nieodczuwającym do natury oraz zwierząt nienawiści czy skłonności sadystycznych, to przypadki postrzału zapłodnionych loch, czy loch z młodymi są rzadkie i wybiórcze, prawdziwi myśliwi nie postępują w podobny sposób. Natomiast tutaj propaguje się że jest to praktyka nagminna i do tego planowana. A porównywanie, a wręcz stawianie ponad myśliwych kłusowników jest po prostu karygodne.
        Pozdrawiam

        Lubię

      • Witam, muszę pana rozczarować, podajemy rękę myśliwym, wędkarzom oraz rzeznikom. To tylko nazwa strony, a nie dosłowna akcja. Wiemy na czym polega gospodarka łowiecka, trąbimy stale o tym, czym jest planowa hodowla zwierzyny w stanie dzikim, z czym głęboko się nie zgadzamy. Proszę czytać dokładnie wszystko co tu zamieszczone, to nie będzie pan powtarzał pytań, na które odpowiedzi są zawarte w dziesiątkach artykułów. Pytanie, co mają do tego masarnie i rzeznie? Jeśli tak bardzo boli pana to co tam się dzieje, proszę zostać weganinem, i dołączyć do jednej z dziesiątek organizacji walczących o prawa zwierząt. Czy zwrócił pan uwagę, że w zakładce ”Filmy” zamieszczone są też nagrania z ubojni, i jaki widnieje tam opis?

        Jeśli chodzi o strzelanie do loch czy warchlaków, hmm, mam wierzyć pojedynczemu panu, czy też może dziesiątkom myśliwych biorących udział w dyskusji na forach łowieckich, twierdzących coś zgoła przeciwnego?

        Dla nas myśliwy, to ktoś dużo gorszy, o pospolitego kłusownika, który zabija z biedy lub głodu. Choćby dlatego, że nie tłucze dziesiątek niepotrzebnych mu gatunków dla trofeum lub sportu.
        Co do dokarmiania, to temat rzeka. Pozwolę sobie na ”kopiuj wklej”, jako że trudno, było by każdemu odkrywcy ameryki pisać nieustannie to samo.

        Mit 1. Myśliwy dokarmia zwierzęta, by pomóc im przetrwać zimę. Czyli dlaczego, żaden z tych ”nawiedzonych pseudo – zielonych obrońców zwierząt” , nie pójdzie w zimę do paśnika dokarmiać.

        To rzeczywiście, jeden z ulubionych myśliwskich argumentów. Piękny frazes, i jeszcze piękniej brzmi, dla kogoś, kto z pracą myśliwych nie miał do czynienia. Jest tu jednak drugie dno, skrzętnie skrywane, o którym już żaden z myśliwych Wam nie powie. Dokarmia się nie po to, by ‘’pomóc przetrwać zimę’’. Lecz co najwyżej,by pomóc sobie. Krótko, chodzi o potencjalnie zmarnowaną dziczyznę. Myśliwi ‘’litościwie pomaga’’, a przyszłym sezonie do podtuczonego przez siebie zwierzęcia już bezlitośnie strzela. Dokarmianie jest zwierzętom do niczego nie potrzebne. Przez tysiące lat, podczas występowania znacznie bardziej surowych warunków zimowych, poradziły sobie bez niego. Polski Związek Łowiecki, istnieje ponad 90 lat, a dokarmianie prowadzi się od około 70. Można choćby na tej podstawie,odpowiedzieć sobie, jak bardzo ono zwierzętom jest ‘’potrzebne. ‘’ Zwierzęta dokarmianie płodami rolnymi uczą się ich smaku, a następnie jeśli podobnej karmy im w paśniku zabraknie, szukają jej na polach. Dokarmianie nie pozostaje bez wpływu, na zwiększoną populację zwierząt, co jest sprzeczne z interesami np. rolników, ale już bardzo mile widziane przez myśliwych. Taka karma jak buraki, ziemniaki, czy marchew lub kukurydza są niewłaściwym dla leśnych zwierząt pokarmem, i nigdy nie powinny się w lesie znaleźć. Zaś surowa zima, to jeden z podstawowych czynników selekcyjnych pogłowia zwierząt, a ‘’pomaganie im przetrwać’’ do następnego sezonu, przy średniej temperaturze +5, -1 c , przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego z uwagi na powyższe, ponad 30 organizacji ekologicznych zrzeszonych w koalicji Niech Żyją! , jest za całkowitym zakazem dokarmiania większych zwierząt łownych.”
        Szkoda, że tak samo jak sarenek, myśliwi nie żałują innych zwierząt które także zimą cierpią głód, a taka sarnia padlina to dla nich wybawienie. Oh zaraz, ale te inne nie są przecież łowne, więc z dokarmiania nie było by żadnej korzyści 🙂

        A co jest złego w dokarmianiu? Otóż bardzo dużo:

        Niekorzystne skutki dokarmiania:
        – Zaburzenie naturalnej selekcji, w wyniku przeżywania osobników słabszych, i pogarszanie jakości stada – to akurat zrozumiałe, bo wtedy możecie trąbić, że trzeba zabijać stare, słabe i cherlawe.
        – roznoszenie chorób – przy karmiskach i paśnikach spotyka się wiele gatunków zwierząt, które bez tego nigdy by się razem nie zeszły, wymieniają ze sobą patogeny.
        – Uczenie zwierząt leśnych smaku płodów rolnych, w wyniku czego szukają one ich następnie na polach, zwiekszając jeszcze szkody. (Oboje wiemy, że ”dokarmianie jest po to, by zmniejszyć szkody, i zatrzymać zwierzęta w lesie” ) to naciągana bujda.
        Taka karma jak ziemniaki, buraki, marchew czy kukurydza oraz kiszonki, NIGDY w lesie znalezc się nie powinny. Gnijąc i zalegając stwarzają też zagrożenie epidemiologiczne.
        -zwierzęta tracą instynkt ucieczki – nie tylko przed człowiekiem, ale też przed pojazdami, w związku z czym giną lub zostają ranne w kolizjach drogowych;
        -w zagęszczonych populacjach łatwo rozprzestrzeniają się choroby, wzmagają się zachowania agresywne, dochodzi do zranień i wzajemnych okaleczeń.
        -Wwożąc do lasu jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie
        i w efekcie również naturalne cykle płodności.
        – Wszystkie dokarmiane zwierzęta, i tak zostaną następnie ”pozyskane”
        – Zwierzęta które najczęściej korzystają z dokarmiania, nie są w żaden sposób zagrożone wyginięciem.

        Motywy dokarmiania zwierząt przez myśliwych:

        – Niewłaściwie pojmowana, fałszywa troska o zwierzęta, która przynosi więcej szkody niż pożytku (patrz wyżej)
        Myśliwi jakoś nie dokarmiają innych gatunków zwierząt z poza listy łownych, mimo, że też cierpią zimą głód.
        – Padłe zimą z głodu zwierzę, to oczywiście strata dziczyzny i tuszy.
        -Dokarmianie i praca przy nim są potrzebne myśliwym do miłego znieczulania sumienia i łagodzenia stanów, które budzą się, gdy się nieustannie zabija. Można potem mydlić oczy wszystkim wokół, jakim to jest się ”dobrym i szlachetnym”, okłamując samego siebie.

        Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w drugiej połowie XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Takiego jedzenia w lesie nigdy nie było i nie powinno być. Myśliwym zawsze chodzi o duże stany zwierzyny, większe niż naturalny ekosystem byłby w stanie wyżywić. Najważniejsze jest bowiem, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie.

        Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s