Myśliwska ”etyka” i ”praca” w łowisku.

Dziś przed świtem około 3:30 wybrałem się na ornitologiczny spacer. Celem wyprawy była rzeczna dolina otoczona lasami, łąkami torfowymi i rozlewiskami. Maj to pora, kiedy w naszych lasach, polach, łąkach, nad stawami i bagnami możemy napawać się najwspanialszymi koncertami natury. W dobrym miejscu ogrom głosów może porazić nawet wytrawnego ornitologa. O ciemku słychać jeszcze kończące stopniowo słowiki rdzawe i szare. Te maleństwa swoimi namiętnymi trelami dodają uroku – powabu krótkiej, majowej nocy. Tak naprawdę o tej porze roku nie ma ani chwili ciszy. W rzecznej dolinie otoczonej porośniętej trzcinami i wśród mokradeł nawet w nocy śmiało grają rokitniczki, łozówki, brzęczki, czy trzcinniczki. Tłem szumi miarowe pohukiwanie bąka, gdzieś hen w korowodach sunących mgieł. Gwarną ciszę przerywa czasem niespodziane miękki łopot na wodzie. To gęś trzepocze skrzydłami. Mrok i szarość ustępują stopniowo. Gdzieś na horyzoncie majaczy nieśmiało przedsłoneczna czerwień. Wszystko to wyznacza porę dla ‘’ptasiego zegara’’. Coś stąpa delikatnie po łamiących się trzcinach. Może dziki wracające z żeru ku bezpiecznym barłogom. Z dalekich przestrzeni nad polami, dobiega granie skowronków.

W lesie panuje jeszcze ciemność. Nie przeszkadza to jednak drobnym śpiewakom zawczasu witać dnia. To właśnie owa bajkowość majowych wypraw. W ponurym mroku odważne ptaszyny zdają się urągać weselną pieśnią burej ciemności. Prym tutaj wiedzie rudzik, ucho moje odróżnia jeszcze drozda śpiewaka. Raz po raz dociera ostry krzyk bażanta, gdzieś z łąk. Mają tu dobrze. Pierwotnie miały występować w rozlewiskach dolin rzecznych, a więc teren poprzecinany jeszcze lasami i polami, jak najbardziej im odpowiada. Na rosochatym konarze na tle nieba dostrzegam uszatkę – sowa zdaje się podsypiać, upojona zdobyczą. Robi się widno. Dzień zwiastuje trąb żurawich wieszczy. Głos większości znany. Brzmi w nim coś z pradawnego echa dzikości tych ostępów. Wychodząc z lasu na kolejną łąkę nad rzeką przystaję na chwilę. Nie chcę płoszyć pierwszego tam gościa, posilającego się kozła sarny. Obserwuję 10 minut. Sarniak czujnie podnosi głowę co jakiś czas i strzyże uszami. W końcu mnie zwietrzył. Kilka chrapliwych szczęknięć, jakby z piekła rodem i kozioł oddala się podskokach. Skrywają go mgły. Miękkim fletem odzywa się wilga – prawie ostatni przybysz letni w naszym ptasim kalendarzu. Później przybywają tylko jerzyki. Bębnią dzięcioły. Woła kukułka. Gdzieś w oddali nad połaciami lasów, ochryple odzywa się patrolujący kruk. Przy polach słychać innych śpiewaków. Trznadle, potrzeszcze i skowronki, teraz mieszają się z chórem leśnych solistów. Melancholijnie zawodzi Ortolan – rzekomo pieśń tego ptaka miała zainspirować Beethovena do stworzenia swojej V symfonii.

Tyle życia wokół. Tego ranka obserwowałem jeszcze wiele zwierząt; króliki, zające, sarny i sporo ptactwa. I pomyśleć, że już za 2 dni ten spokój zakłóci palba opętanych strzelb. Zaczyna się bowiem sezon ‘’na rogacze’’ – kozły sarnie, przed którymi myśliwi będą nas ratować, by tylko przypadkowo zdobyć sobie czaszkę z parostkami. Przez kolejnych kilka miesięcy będą płoszyć i niepokoić choćby sarny, mające w tym czasie młode. Zero poszanowania, zrozumienia, pokory. Wszystko to na terenie specjalnej ochrony ptaków (OSO) ze stwierdzonymi takimi gatunkami jak: Podgorzałka – skrajnie nieliczny ptak lęgowy. Czy spokój i cisza podczas lęgów dla tego gatunku obchodzi myśliwych? Nie, bo nie jest łowna… Czy rybitwa czarna lub bączek, oba podobnie nieliczne gatunki… Ale to temat na osobną notatkę.

_________________________________________
_________________________________________

Myślałem, że z kanonów tak zwanej ‘’myśliwskiej etyki’’ nic mnie już nie zaskoczy. Ale cóż, im głębiej w las…zdjęcia wykonane telefonem, gdyż nie miałem przy sobie nic innego. Co zatem słychać w myśliwskich łowiskach? Po kolei.

Puszki i butelka po piwie przy ambonie, widok ten akurat nie jest dla mnie zaskoczeniem, napotykam to stale i przy każdej sposobności dokumentuje. Czasami butelki były porozrzucane bezpośrednio we wnętrzach ambon. Coś na rozgrzewkę i ku tradycji….

Zdjęcie1619

Zdjęcie1620

Dalej mamy kolejną ciekawostkę. Zadaszenie – podsyp dla bażantów, ulokowany kilkanaście metrów od ambony myśliwskiej. Według prawa myśliwi nie mogą strzelać do zwierząt w miejscach dokarmiania zwierzyny. Dlatego stworzyli nęciska – takie same karmiska, tylko z gorszej jakości karmą przy których już do zwierząt można strzelać ile się zapragnie. W każdym razie, jestem pewien, że lokalizacja tego karmiska dla kuraków nie jest przypadkowa. Skala zwyrodnialstwa po prostu poraża, kiedy uświadomimy sobie, że niekontrolowani przez nikogo bandyci strzelają w otwartym polu do ptaków – które najprawdopodobniej sami wyhodowali i wypuścili, kiedy posilają się w takim miejscu i chronią przed drapieżnikami. Nie mieści mi się to w głowie i nie bądźmy naiwni – ambony wyłącznie do obserwacji to mogę używać np ja. Podsypy powinny być umieszczone w kępach zadrzewień, lub na haliznach z roślinnością, by bażanty miały możliwość ukrycia się. Myśliwy wybrał jednak samotne miejsce w gołym polu, z dala od oczu ludzkich i ciekawskich. Kilkanaście metrów dalej postawił ambonę….

Zdjęcie1596

Zdjęcie1601
Na bażanty powinno się polować z podchodu, ”na deptanego”, czy wypłaszając je z ułożonymi psami. Strzelanie do ptaków z takiej odległości i jeszcze z ambony przy podsypie trąci wręcz idiotyzmem, z uwagi na duży rozrzut śrutu. Druga strona to ”etyka”. W tych miejscach ptaki walczą zimą o przetrwanie i gromadzą się.  Etyka swoją drogą, życie swoją…o czym niech poświadczy wpis myśliwego poniżej z forum dziennika łowieckiego.

bażanty podsyp
”Zostałem zaproszony na polowanie na bażanty do łowiska w kujawsko pomorskim. Śnieżek,lekki mrozik dopełniają wręcz myśliwskiego raju.  (……) Polowanie polegało na objezdzie wszystkich podsypów, gdzie z powodu warunków pogodowych (śnieg,słaba dostępność karmy naturalnej) , od rana gromadziły się stadka bażantów. Grupa obstawiała teren wokół podsypu,i wtedy do akcji wkraczały psy. Podryw stada,kanonada i bogaty wynik każdego podejścia…..Na moje pytanie do łowczego (z 36 letnim stażem) ,dlaczego tak włąśnie polują odpowiedz była następująca : BAŻANTA W TERENIE INACZEJ NIE STRZELISZ JAK PRZY PODSYPIE BO TAM SIĘ GROMADZĄ. A POLUJEMY JUŻ TAK OD 30 LAT I NIKOMU TO NIE PRZESZKADZAŁO POZA TOBĄ”
Screen można sobie pobrać i powiększyć do przeczytania. Dobrze,że myśliwego bulwersuje chociaż ten sposób polowania.

Ślad rozrzuconej słomy na leśnym dukcie doprowadził mnie w inne miejsce. Ciężko je określić , choć wpisuje się w kanon pojęcia nęciska, bardziej przypominało leśny kompostownik. Smród okropny od gnijącej żywności; ziemniaków, buraków, pora, jabłek, pomarańczy, marchwi i wielu innych ciężkich do odróżnienia. Słowem, myśliwi w środku lasu pozbywając się odpadów z gospodarstwa domowego stworzyli sobie prywatny kompost. W państwowym lesie. Takich miejsc są w Polsce tysiące, cuchnących, fermentujących stwarzających zagrożenie dla zwierząt i ludzi. Sporo z owoców było zapleśniałe. Kilkadziesiąt metrów dalej, na zamglonej łące żerowały sarny na świeżej zieleni, mając w poważaniu myśliwską łaskę. Wywalenie bez konsekwencji tego syfu to jedno, Jak widzą Państwo na zdjęciach kilkanaście metrów od nęciska widnieje etycznie ‘’zwyżka’’, czyli takie siedzisko z drabinką przytwierdzone do drzewa. Aby wygodniej można było oddać strzał do posilającego się tym gnojownikiem zwierzęcia i ‘’etycznie’’ ukryć przed jego zmysłami na bezpiecznej wysokości. Zwyżka pomalowana na zielono, może by jakiś ‘’zielony’’ jej czasem nie wypatrzył.

Zdjęcie1616

Zdjęcie1615

Lizawki. Skoro mit bezinteresownego i ”potrzebnego” dokarmiania został wielokrotnie obalony i wyśmiany, może jednak robią coś myśliwi bezinteresownie dla zwierząt? Można tak pomyśleć, napotykając przytwierdzone do pniaków czerwone i białe solne kostki. Te rdzawe zawierają domieszki mineralne. No to myśliwi szlachetnie i bezinteresownie pomagają zwierzętom zaopatrując je w niezbędną sól do budowy kości i zębów. Zaraz, czy na pewno? Każdy kij ma 2 końce. Myśliwy gospodaruje swoim łowiskiem. Tutaj wszystko się kalkuluje. Wykładana sól służy zwierzętom, owszem, jednak myśliwego interesuje inny efekt – zdrowe bez deformacji poroże. Prawie każdy z samców zwierzyny płowej w łowisku zginie od kuli, dostarczając trofeum w postaci poroża. I dlatego wykłada się sól. Piękny wieniec czy parostki będzie ozdobą salonu, lub dostanie punkty przy wycenie trofeum, co przekłada się na myśliwską dumę i sukces. O bezinteresowności i szlachetności mowy być tutaj nie może, jest cynizm i wyrachowanie. To tak jakbyśmy karmili kogoś zdrowo, tylko po to by bez jego pobrać sobie narządy do przeszczepu. Niektórzy z Was myślą może w tym momencie dalej, zdając sobie pytanie ‘’Ale kto wykładał sarnom i jeleniom sól przez te wszystkie tysiące lat, kiedy nie prowadzono gospodarki łowieckiej i jakoś wykształcały poroże? ‘’ Dokładnie tak. Jeleniowate nie potrzebują soli w kostkach by je wykształcić, wszystkie potrzebne składniki czerpią z soli mineralnych zawartych w pokarmie roślinnym. Wystarczało to przez dziesiątki tysięcy lat…teraz zaś, myśliwi ‘’wiedzą lepiej’’ . Zaprzeczając wszelkim znanym prawom natury i pokazując swoją ignorancję oraz pogardę. Ale to środowisko ukochało ‘’piękne’’ trofea, puste czaszki i martwe głowy. Dzięki stosowaniu soli uzyskują lepsze efekty. Chore…bardzo.

Zdjęcie1602

Podsumowanie pracy w ‘’łowisku’’. Warto przyswoić sobie to pojęcie. Dla myśliwego nie ma natury, lasu, przyrody – jest łowisko. Zasobne lub nie. Oby ze sprzyjającym leśniczym. Nasza przyroda cierpi. Cierpi strasznie przez łowiectwo i brak pojęcia jego sympatyków. Walające się butelki i puszki pod ambonami ‘’to pewnie młodzież pozostawiła’’, jak próbują oponować w takich przypadkach. Ustawione w innym miejscu ambona, a obok zadaszony podsyp,
by myśliwy mógł wygodnie strzelać do posilających się i chroniących przed lotnymi drapieżnikami bażantów. Wreszcie cuchnące nęciska – kompostowniki pełne gnijących warzyw i owoców, pleśniejących i brudnych. Kilkanaście metrów dalej poręczna zwyżka, by w ukryciu można było bezpiecznie strzelić do zwierzęcia posilającego się szkodliwymi odpadkami. Może kieruje nimi taka logika – ‘’skoro je zastrzelę, to co za różnica jaki syf zje. A jak się rozchoruje to odstrzelę jako cherlawą, odstrzał sanitarny hehe’’. Może. Lizawki i sól – motywacja wyjaśniona powyżej. Dodajmy do tego rozjeżdżanie terenówkami pól rolników, trudno dostępnych miejsc w lesie, hałas i płoszenie zwierząt w ostojach i mamy oto pełny obraz tak zwanej ‘’ciężkiej pracy w łowisku dla dobra zwierzyny i przyrody ojczystej’’. Bezinteresownie. Do wglądu na załączonych obrazkach.

Zdjęcie1598
Podsypy powinny być umieszczone w kępach zadrzewień, lub na haliznach z roślinnością, by bażanty miały możliwość ukrycia się. Myśliwy wybrał jednak samotne miejsce w gołym, szczerym polu, z dala od oczu ludzkich i ciekawskich. Kilkanaście metrów dalej postawił ambonę…

Zdjęcie1612
Etycznie umiejscowiona zwyżka przy nęcisku, z bliska.

PS. Proszę się nie martwić jednak. Będę monitorował co tam się dzieje i odpowiednio reagował. By chronić przyrodę przed nadmierną, bezmyślną presją łowiectwa i jego fanatyków.