Postrzałki na polowaniach

Jak to szło? Co tak lubią pisać myśliwi zaglądający na naszą stronę: „Na polowaniu zwierzę ginie od 1 strzału i wcale nie cierpi. Postrzałki to rzadkość”

Taka rzadkość, że myśliwi uruchomili między sobą aplikację zwaną Pogotowiem postrzałkowym, dostępną do zainstalowania na smartfonie. Zaś na stronach kół łowieckich widnieją adresy osób z psami określonych ras z dostępnymi danymi, gdyby komuś wypadło postrzelonego zwierzęcia szukać. W skrócie, polega ona na ustalaniu naszego miejsca pobytu przez GPS, a następnie aplikacja wyświetla z bazy danych kontakty do osób, które mogą pomóc w poszukiwaniu „postrzałka”.

unnamed

pogotowie-postrzakowe-1-1-s-307x512

Szacuje się, że w przypadku tzw. zwierzyny grubej, ranienie zwierząt i powstająca w związku z tym konieczność jej „dochodzenia” i dobicia zachodzi w 25-30% przypadków. Strzał w dowolną część ciała, zwierzyna „zaznacza” różnorodnym zachowaniem, co jest wyszczególnione w podręcznikach łowieckich. Po zachowaniu zwierzęcia po strzale, myśliwy wstępnie określa, gdzie trafił i jakie dalej podjąć kroki. Dla potwierdzenia jak myśliwi podchodzą do tej kwestii zamieścimy wpis… tak zgadliście, z myśliwskiego bloga, aby uniknąć wyświechtanych zarzutów o „wymysły pseudoekologów”.

Ile procent strzelanej grubej zwierzyny nie podnosimy? Myślę że jeżeli chodzi o dziki i jelenie to minimum 25-30%. Pytanie trudne i kłopotliwe a odpowiedź nie napawająca optymizmem. Nieustanny pośpiech w jakim żyjemy przenosi się i w knieję. Pełne niecierpliwości wyczekiwanie na zwierza strzał, zwierzyna uchodzi, nerwowe poszukiwania skwitowane słowem pudło, to bardzo częsty obrazek z naszego podwórka… A zwierzyna leży i to często bardzo dobrze strzelona i tylko krążące kruki pokazują że nie dość skutecznie poszukiwaliśmy swojej zdobyczy. Ale kto by się tym martwił. Kolejny wyjazd kolejny strzał itd. Dlaczego tak się dzieje i czy musi tak być?  – Nie musi, no ale….

http://www.szeremet.pl/moje_publikacje/polowanie/przepadle_sztuki/101-52-111.html


Jakiś czas temu myśliwi z Puszczy Białowieskiej starali się o pozwolenie na dobijanie rannych zwierząt w  rezerwatach. Chodziło im o  to, że gdy strzelają do zwierzęcia w pobliżu rezerwatu, wcale nie  tak rzadko zdarza się, iż zwierzę zostaje jedynie  ranne, uchodzi do rezerwatu i tam zalega. Myśliwy, który zranił to zwierzę, chciałby na tym chronionym terenie móc odnaleźć je i dobić. Myśliwskie przepisy nakazują mu tak  zwane „dochodzenie postrzałka”. Znaczenie ma też fakt, że, gdy jest to samiec, chodzi o  trofeum, czasami naprawdę sporej wartości, a i mięso zwierzęcia ma konkretną wartość pieniężną, którą myśliwy otrzymuje po sprzedaniu do skupu ciała zabitego zwierzęcia.

P1050451

Zacytujmy fragmenty tekstu z Łowca Polskiego (2/2007), a cytaty posłużą do tego, by pokazać, jak sami myśliwi opowiadają o poranionych przez ich kule zwierzętach:

W pierwszych dniach listopada w rejonie Kluczborka, przeprowadzono ocenę pracy posokowców w naturalnych warunkach.Psy dochodziły zwierzynę postrzeloną podczas polowań organizowanych wtedy na terenie OHZ Kluczbork i w okolicznych obwodach łowieckich.Znaczna liczba polujących w tym czasie myśliwych z kraju i z zagranicy dawała prawdopodobieństwo dużej liczby naturalnych postrzałków.

[…]W ciągu dwóch dni pracy posokowce odnalazły 11 jeleni i dzików. Liczba postrzałków nie najlepiej,niestety,świadczy o umiejętnościach myśliwych.Wiele do życzenia, szczególnie u myśliwych zagranicznych, pozostawia etyka oddawania strzałów. O klasie startujących psów świadczą postrzałki odnajdywane po kilku kilometrach. […]

Następnego dnia pies podjął pracę na tropie strzelanej 20 godzin wcześniej łani.Według relacji myśliwego, po strzale łania wierzgnęła tylnym badylem[tylną nogą– przypisy w nawiasach kwadratowych Z.K.]. Oględziny zestrzału [to,co leży na trawie,a co kula wyrwała z ciała] potwierdziły strzał na badyl. Początkowo farba była obfita, później coraz mniejsza, a w końcu praktycznie niewidoczna. Po 2 km pracy na otoku pies znalazł 1. łoże [miejsce, w którym ranne zwierzę położyło się]. Po następnym kilometrze  pracy na otoku znaleziono następne trzy łoża. Wreszcie pies zgłosił, że ma łanię „na gorąco”. Na polecenie sędziego został zwolniony z otoku. Po dojściu do młodnika wrócił do przewodnika i oznajmił, że znalazł zwierza. Na polecenie przewodnika wszedł do młodnika i podniósł łanię, która zaczęła uchodzić. Pies poszedł w głośny gon i w odległości ok. 700m,  na  granicy słyszalności szczekania, stanowił łanię, oszczekując ją do momentu, kiedy doszedł przewodnik i oddał strzał łaski. /…/  Miał  do odnalezienia dzika, który 4 godziny wcześniej był postrzelony na miękkie [w brzuch].Przewodnik na zestrzale nie znalazł farby, tylko ścinkę [włosie].15 m dalej w głębi  młodnika znalazł fragment czystego mięsa. Wszystko wskazywało na po strzał w szynkę. Pies został podłożony na zestrzał i podjął pracę na otoku.  Krople farby  potwierdzały poprawną pracę psa. Po 400 m pies zgłosił dzika i został puszczony w gon.Po ok. 150 m osaczył dzika. Przewodnik doszedł i dostrzelił dzika ważącego ponad 60 kg.  Okazało się, że dzik przyjął[?!] kulę na miękkie,a wyszła ona przez szynkę. Skąd biorą się w lesie ranne zwierzęta? Zajmijmy się najpierw faktem:„W ciągu dwóch dni pracy posokowce odnalazły 11 jeleni i dzików”. Tyle rannych zwierząt odnaleziono. Sprawozdawca nie pisze, ile poranionych zwierząt nie odnaleziono– a z całą pewnością tak się zdarzyło. I to pomimo, że było tam zgrupowanie psów wyjątkowo wyspecjalizowanych w poszukiwaniu rannych zwierząt.Dlaczego tak się dzieje?Ponieważ odnalezienie zwierzęcia ranionego w  mniej newralgiczne części ciała jest niesłychanie trudne! Ranny ptak,jeleń czy też dzik, sarna, muflon albo daniel zrobią wszystko, by  uratować życie przed prześladowcami.Ścigający ludzie z bronią i psami,gdy zorientują się, że jest to pościg za lżej rannym zwierzęciem, ważą szanse, z doświadczenia wiedzą, że są niewielkie i…rezygnują. Często po prostu brakuje czasu, zimowy czy jesienny dzień jest krótki, „koledzy polują dalej, a ja biegam za niepewnym dzikiem”.Tak dobrze wyszkolone psy jak z powyższych cytatów nieczęsto pojawiają się w myśliwskiej szarej codzienności– a bez psa po prostu nie da się skutecznie tropić.Poza tym polowanie to  okazjonalne hobby, jest się na nim dzień, dwa, trzeba wracać do obowiązków,a las, z tym  wszystkim co się tam narobiło– zostawić.  Pomaga myśl o rannym zwierzaku:„wyliże!się”. Ale nie wyliże się! Nawet lekka rana spowoduje śmierć.Myśliwski pocisk jest tak skonstruowany,by „rozkwitać” i powodować możliwie rozległe obrażenia kawałkami ołowiu i falą uderzeniową. Do niesłychanie wręcz rzadkich przypadków należy, gdy na skórze ściągniętej z zastrzelonego ciała zwierzęcia, odnajduje się zagojoną bliznę po lekkim postrzale, czyli– z myśliwska nazywając – po tak zwanej „obcierce”.Osoby, które na skutek wypadku na polowaniu zostały postrzelone kulą lub śrutem, dobrze wiedzą, jak wielkimi środkami medycznymi i jak długą rekonwalescencją okupione jest względne wyzdrowienie. Bo całkowite, po postrzale myśliwską kulą – chyba nigdy. Dlatego też, gdy kula pokonała„granicę skóry”– śmierć zwierzęcia jest bliska bez względu na to,którą część ciała rozszarpała kula.

5e31ce300bea856agen
Dzik strzelony przez „gwizd”.

Postrzał w brzuch czy jelita, to podobno jeden z najboleśniejszych, jakich można doświadczyć.Jest zawsze śmiertelny dla zwierzęcia, choć może żyć ono jeszcze kilka dni. Na poniższym zdjęciu, jak wynika z opisu raniony Jeleń w bólach, cierpieniu i strachu, próbował ratować się przez 2 godziny. Tyle trwała paniczna ucieczka, z upływem sił przed tropiącymi psami, kiedy próbował ocalić swoje młode życie. Tak młode, ponieważ dożyć może wieku 20 lat, zaś „racjonalna gospodarka łowiecka” zakłada maksymalną długość życia rzędu 6-10 lat. Niektórym dane jest umrzeć w spokoju, choć w bólach. Dobijanie są tylko te zwierzęta, które wraz z upływem krwi i sił, ułożyły się gdzieś wyczerpane. Czasem ponownie zbliżają się potworne dźwięki psów tropiących. „Nagły wyrzut hormonów stresu, zmusza do dźwignięcia się na nogi pierwszy raz daje siły, by oddalić się o kilometr. Zalega. […] Po następnym kilometrze pracy na otoku znaleziono następne trzy »łoża«. Głosy są coraz bliżej, podnosi się drugi raz, idzie przez chwilę, kładzie się…, głosy są wyraźniejsze, wstaje trzeci! raz, jeszcze kawałek idzie, znowu się kładzie, teraz już raczej pada, leży chwilę…,podniecone głosy psa i ludzi są tuż tuż…” Dalej biec nie można, wycieńczone, osłabione upływem krwi ciało odmawia posłuszeństwa. Jeszcze stoi i dyszy ciężko. Opuszcza głowę coraz niżej. Widziane przez mgłę przerażonych oczu posokowce, ku uciesze myśliwego „głoszą” miejsce postoju zwierza. Majaczy się sylwetka najgorszego wroga, śpieszącego niezgrabnie z hałasem. Wreszcie tak zwany strzał łaski. Ależ polowanie było udane! Cóż za wspaniałe emocje, jakich dostarczyło przerażone, ścigane zwierzę. Gon psów, czar kniei, tradycje łowieckie, wyzwanie i pasja… nawiedzeni „pseudozieloni” nigdy nie zrozumieją. Przecież trofeistyka i selekcja, a gdyby nie myśliwi, to zwierzęta rozmnożą się nadmiernie, pierw zjedzą wszystkie lasy, następnie splądrują pola uprawne doprowadzając ludzkość do śmierci głodowej, później wejdą do miast….

Dochodzenie poranionych kulami zwierząt jest ostrym polowaniem – z psami, pomocnikami, czasami z bezładną strzelaniną. Jest nieprzewidywalne. Może ciągnąć się kilometrami. Gdy uda się w końcu uśmiercić kolejnymi strzałami ofiarę, należy ją w lesie, a bywa, że w rezerwacie czy też w parku narodowym opróżnić z wnętrzności. Po ciało trzeba podjechać samochodem, załadować je na pakę, zebrać psy, ludzi i odjechać.
W lesie pozostanie kilka litrów krwi wsiąkniętej w ziemię, wnętrzności i… martwa cisza. Prawdziwie harmonijne współistnienie z naturą, czego nie zrozumieją nigdy ludzie z miasta…

slider-30

Nieznana liczba rannych zwierząt nie jest nigdy odnajdywana i ich ciała zostają w lesie. Spotykane pospolicie w czasie grzybobrania kości pochodzą głównie od tych zwierząt.
Cierpienie poranionych zwierząt powiększane jest poprzez ściganie z psami i strzelaninę. Co najlepsze, wszystko to myśliwi określają postępowaniem „w zgodzie z etyką myśliwską i humanitaryzmem”.

Cóż, dla mnie działaniem wynikającym z humanitaryzmu, było by zgłoszenie sytuacji do ośrodka rehabilitacji zwierząt dzikich i udzielenie mu pomocy… No ale nie wymagajmy poprawnego rozumienia pojęć od miłośników „zdrowej” dziczyzny, trofeów i doświadczania „emocji łowieckich”…

teaserbox_2461635433

Jeszcze „ciekawiej” prezentują się wyniki ankiety przeprowadzonej przez… tak, samych myśliwych na stronie Poradnika Łowieckiego. Wynika z niej, że postrzałom ulegają w ponad 11% Jelenie byki, odyńce – ponad 26%, przelatki – 29%. Mamy więc rzeczywisty obraz tego, jak bardzo to „rzadkie”.

posztrałki

Dalej w ankiecie wzięto pod uwagę dystans ucieczki zwierzyny. Zawarł się on w przedziale od 30 do 6500 metrów, choć jak widzimy na screenie ze strony Las i myślistwo – moje pasje, zdarzają się i dystanse sporo dłuższe.

posztrałki23

Kolejnym wziętym pod lupę elementem były miesiące polowania, miejsce i pogoda. Nie jest zaskoczeniem chyba, że największy procentowo wskaznik postrzeleń zanotowano w grudniu. W końcu „najciemniejszy” miesiąc w roku. Miejsce polowania – Pole tutaj odnotowano aż 45% przypadków postrzeleń, przy uwaga – doskonałej pogodzie (69%), co tylko potwierdza „umiejętności strzeleckie” naszych myśliwych…

posztrałki2

I ostatnie kryterium, którego wynik także zaskoczył myśliwych, to rodzaj polowania. Aż 42% przypadków podczas polowania z zasiadki i 45% dla polowania z podchodu. Czy jakieś pytania… chyba nie.

postrzałki2222

https://www.poradniklowiecki.pl/polowanie/postrzalki-statystyka.html

Chyba najtrudniejsza praca w tym roku, 12 km po strzale w żołądek. Byk wykonał wszelkie możliwe sztuczki żeby nas zgubić, czyt. ocalić życie. – Podwójne i potrójne pętle, tropy powrotne – Jakże wspaniałe wyzwanie… Krótki gon i strzał łaski zakończyły 2 godziny zmagania…

~ Screen od Las i myślistwo – moje pasje, miłośników przyrody inaczej.

postrzałek

No cóż. Myśliwskie „zabawy”, zachowania, podejście do lasu, zwierząt czy przyrody – jeszcze długo nie będzie miało ani odrobiny wspólnego z jakąkolwiek etyką, szacunkiem czy pokorą – zrozumieniem dla natury. Poniżej filmy z „dochodzenia postrzałka”:

W tekście wykorzystano fragmenty książki Arkadiusza Glaasa i Zenona Kruczyńskiego
”Łowiectwo zielonym okiem” 

Zazdrość u myśliwych. Z prasy łowieckiej

reeerewrq

Wielu z czytelników pamięta pewnie ten moment, kiedy to opublikowaliśmy szeroki raport odnośnie przestępstw i nadużyć PZŁ inspirowany wątkami z felietonów Dziennika Łowieckiego. Jaki wtedy był lament, na naszą stronę zaglądali myśliwi próbujący pisać o koleżeństwie, „etyce” i tradycji swego grona. Do przeczytania tutaj Przestępstwa, nadużycia i patologia w PZŁ

Granice śmieszności tego środowiska zostały dawno przekroczone, jeśli weźmiemy pod uwagę choćby niedawny incydent powołania przez władze PZŁ osobnego zespołu rzeczników od poprawy wizerunku, który to przecież jest nieskalany , jak i sytuacji kiedy na naszej stronie próbują gardłować w obronie łowiectwa, a podczas nasiadówek w gronie własnym na swoich forach i grupach wylewają szczere żale odnośnie rzeczywistej sytuacji, kiedy są pewni że nikt inny tego nie przeczyta. Do obejrzenia tutaj Myśliwi o łowiectwie .

W marcowym numerze Gazety Łowieckiej Sławomir Pawlikowski, rzecz jasna myśliwy opisuje jak to w łowieckim związku bywa miło na łamach swojego felietonu. A więc zacytujmy nieco:

Obserwując zachowania wielu członków naszego Związku, muszę stwierdzić,że wielu pojęcie obiektywizmu jest zupełnie obce– Cóż,to zdążyliśmy dawno już zauważyć…

rereeee

I dalej:

Głównym tematem moich dzisiejszych rozważań jest jednak zazdrość, która zżera nasze szeregi od wewnątrz, jak nowotwór szczególnie złośliwy. Przykładów mógłbym podać tutaj pewnie setki, ale skupię się na zarysowaniu tematu. Zadaniem nas wszystkich jest praca na chwałę PZŁ. – Brzmi już trochę sekciarsko… zawsze myślałem, że myśliwi mają pracować na rzecz „dobrostanu zwierzyny” No, ale widać, to oficjalna wersja. Jak to szło? Etyka, koleżeństwo, braterstwo i szlachetność ;).

r eee

Inny fragment:

Są jeszcze „działacze”, którzy nadal traktują swoje Koła jako źródło utrzymania. Spotkałem się z takimi osobnikami, którzy twierdzą, że muszą strzelić tyle zwierzyny, by w sezonie za „strzałowe” wróciły się im składki do PZŁ.

Dalej autor pyta retorycznie:

Czy naprawdę zazdrość stała się naszą narodową przywarą? Patrząc na łowieckie szeregi, myślę, że jest w tym sporo prawdy.

I drugie pytanie: Dlaczego zieloni mają przewagę nad nami? Może dlatego,że piszą prawdę bez owijania w bawełnę?

I fragment który rozbawił mnie najbardziej: Czasem zazdrość jest powodowana takimi przyziemnymi sprawami jak lepsza broń, czy lepszy ubiór u „żółtodzioba”. Bo „działacze” ubierają się najczęściej w gumofilce oraz odzież z PRL- owskiego demobilu. No biedni wy…

fdgddf

Daruję sobie komentarz, bo to nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy w łowieckiej prasie, książkach czy forach internetowych prowadzonych przez myśliwych znajdujemy potwierdzenie tego, co o łowiectwie głosimy. W zasadzie od jakiegoś czasu używamy tylko takich materiałów cytując je po prostu. Zastanawia nas tylko jedno, czy wobec autora cytowanego felietonu sztab rzeczników PZŁ od „dobrej zmiany”, także będzie wyciągał konsekwencje za „szkalowanie dobrego imienia łowiectwa”? 🙂

Całość felietonu do przeczytania tutaj:
http://www.gazetalowiecka.com.pl/GL/201603/paw/index.html