Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików

11169954_676042652518480_721152847168883399_n

Temat populacji dzików to taki sztandarowy argument, używany przez miłośników łowiectwa, przy każdej okazji – „ciekawe co zrobicie, jak wam dziki do ogródka wejdą?” – cóż, ja skoczę po aparat.

Tak na poważnie, są na świecie ludzie wykształceni w odpowiednich kierunkach, którzy mają wiedzę i kompetencje na takim poziomie, że dywagacje naszych pseudoekologów z piórkiem wypadają przy nich bladziutko. Jak zaraz zobaczycie, na temat populacji dzika też wypowiedzieli kilka słów, ale od początku:

Okresy polowań:

odyńce, wycinki, przelatki oraz warchlaki (!!!) – cały sezon

lochy – od 15 sierpnia do 15 stycznia;

Poluje się z podchodu, z zasiadki, zbiorowo. Według wypowiedzi jednego z piórek „byle jak, byle było”.

Piękna, myśliwska etyka, jak dobra ciocia, chroni lochę prowadzącą młode, bo to i dla ludzi ładnie wygląda i jakby nie patrzeć, strzelenie lochy odbiera małym szansę, a tu już wchodzi kwestia przyszłej ilości dziczyzny  latającej po lesie. Jak to ostatnio ktoś stwierdził „surowca”.

„Dzieciaka” natomiast już nic nie chroni, skoro do warchlaka można walić, aż miło. Przypominam – mianem warchlaka określamy dzika od dnia urodzenia do 31 marca przyszłego roku. Jaki sens? Jakież to emocje ustrzelić takiego dzieciaka? Nie chcę o tym nawet myśleć.

Legendarne się robią problemy ze zbyt duża populacją dzika. Jak się okazuje, rozwiązywanie takich problemów przez odstrzał to jak gaszenie pożaru benzyną. Dlaczego? Bo należy szukać przyczyny, a nie leczyć skutki.

 

Okazuje się, że problem stworzyli sami myśliwi:

 

1. Przez 22 lata badano rozmnażanie się dzików we Francji. Sabrina Servanty, wraz z grupą naukowców porównywała rozmnażanie się dzików w departamencie Haute Marne z obszarem w Pirenejach, na którym rzadko odbywają się polowania. Renomowane pismo „Journal of Animal Ecology”  opublikowało wynik owych badań w 2009 roku: rozmnażanie się dzików zależy od dostępności pokarmu,a  także częstotliwości polowań. Na obszarach intensywnych polowań, dziki dużo szybciej osiągają dojrzałość płciową, bo już pod koniec pierwszego roku życia, a  ich średnia waga jest mniejsza. W miejscach, w których intensywnie poluje się na dziki, ich liczebność jest zdecydowanie większa, niż tam, gdzie tych polowań nie ma.Jednym zdaniem: im więcej polujemy, tym bardziej zwiększa się liczebność dzików

2. Norbert Happ – niemiecki znawca dzików, podobno również myśliwy, w swojej publikacji z 2002 roku mówi wyraźnie i dosadnie, że to sami myśliwi odpowiadają za eksplozję demograficzną dzików, bo mechanizmy samoregulacji, a także zachowania gatunku działają tym intensywniej, im więcej się poluje. Plaga dzików jest dziełem człowieka.

3. Prof. Josef Reichholf twierdzi, że jeśli jest zbyt dużo osobników w danej populacji, wtedy obniża się liczba urodzeń.  Teza o samoregulacji populacji dzikich zwierząt, która przytaczamy tutaj dość często, jak widać, ma solidne

4. Prof. Klaus Pohlmeyer, dyrektor Instytutu Badań nad Zwierzętami Łownymi Wyższej Szkoły Weterynaryjnej w Hanowerze, który wraz ze swoim zespołem przeprowadził pięcioletnie badania nad dzikami, […] stwierdził m.in., że tuczenie dzików kukurydzą powoduje, iż na każdy jajnik lochy przypada 6–7 komórek jajowych, zamiast normalnej liczby 4–5. Sprawia to, że potencjał rozrodczy takich loch jest znacznie większy. […] Z grubsza wielkości te odpowiadają danym uzyskanym w Polsce, m.in. przez prof. Fruzińskiego […]. Wiele się zmieniło w rozrodczości dzików. Według cytowanych badań niemieckich, obecnie już 60% loszek w wieku poniżej roku zostaje pokryta i nosi w sobie średnio 4,3 zarodka. Więcej też loch niż kiedyś po utracie całego miotu grzeje się ponownie i w środku lata wydaje na świat kolejne młode. […] Tytułem uzupełnienia […] w Polsce obserwujemy ostatnio rosnący udział loszek warchlakowatych w rozrodzie […]. [Te warchlaki] w wieku 6, 7 miesięcy osiągają dojrzałość płciową” („Brać Łowiecka” 2003, nr 11). Mówiąc krótko, na skutek dokarmiania: – obniżył się wiek dojrzałości do rozrodu wśród dzików; – zwiększyła się liczba młodych z jednej ciąży; – okres godowy dzików, który naturalnie wypada późną jesienią, rozciągnął się na prawie cały rok. Gdyby to ostatnie poważnie wziąć pod uwagę, to polowania na dziki zostałyby prawie sparaliżowane. Praktycznie przekłada się to na sytuację, w której legalne jest zabicie przelatka – loszki w wysoko zaawansowanej ciąży, nawet na dzień przed rozwiązaniem. Pęcherz płodowy z kilkoma martwymi pasiastymi warchlaczkami odciąga się w krzaki.’’

5. Ragnar Kinzelbach, zoolog z uniwersytetu w Rostock dowodzi, że polowanie jest zupełnie zbędne, a jeśli z niego zrezygnujemy, natura sama zacznie się regulować. Dopiero udział człowieka w tej regulacji zakłóca naturalne procesy i wprowadza fałszywe przekonanie o tym, że człowiek jest potrzebny, aby doprowadzić naturę do stanu równowagi.

10689651_675931879196224_7120321552398826720_n

Poprzez zaburzenie struktury wiekowej w dziczej populacji, myśliwi doprowadzili do problemu z jakim obecnie się borykamy. Jak to możliwe? Ano tak, dzik w naturze dożywa 25-40 lat, jeśli by mu na to pozwolić. Obecnie zaś, nie pozwala się im żyć dłużej, niż 5-7 lat. Populacja jest bardzo młoda, co powoduje „poczucie zagrożenia” – zwierzęta „wiedzą”, że „coś jest nie tak” – na tym polega samokontrola populacji. Nie tyle one, ile podświadoma natura, na zasadzie jakiej funkcjonują. Pobudza to do maksimum mechanizmy rozrodcze, bo skoro populacja osobnicza nie jest zróżnicowana, to jest słaba, należy więc mnożyć się na potęgę, by równowagę zachwianą przez   – wiedzącego lepiej – człowieka przywrócić. Zjawisko nie jest niczym niezwykłym, także u ludzi po 2 wojnie światowej w wielu krajach europy notowano wyż demograficzny. Dzicze życie wywrócone zostało do góry nogami przez myślistwo i człowieka. Dawniej prośne bywały starsze, dojrzałe lochy, one też rozmnażały się z najsilniejszym w okolicy odyńcem podczas huczki. Zbyt stare i zbyt młode na potomstwo, pełniły rolę tzw „ciotek” w dziczym stadzie, pomagając losze prowadzącej opiekować się i czuwać nad potomstwem. Czasami kilka dojrzałych loch łączyło się w większą grupę ze swoimi warchlakami, a towarzyszyły im lochy młodsze i wycinki z poprzednich miotów. Dziś utrzymanie tak dużych grup rodzinnych jest trudne z uwagi na ekspansję człowieka, łatwość zauważenia i wytropienia takiej watahy. Przez zaburzenie struktury wiekowej, dostęp do upraw modyfikowanej kukurydzy oraz dokarmianie, płodne i prośne bywają już bardzo młode lochy, w dodatku o każdej porze roku. Niegdyś huczka miała miejsce raz do roku. Aby nie być gołosłowną posłużę się cytatem z podręcznika łowieckiego o tytule „Łowiectwo dla leśników i myśliwych” T. Pasławskiego: Aczkolwiek zagadnienie wpływu struktury populacji dzików na nasilenie szkód w uprawach nie jest do końca wyjaśnione, to wydaje się że i tu NADMIERNE ODMŁODZENIE POPULACJI, a w szczególności nadmiar warchlaków jest niepożądane.   Właśnie w kontekście występowania szkód rolniczych napisano owo zdanie…

Myśliwi swoimi działaniami negują totalnie jeden z podstawowych czynników ograniczających liczebność dzikich zwierząt w naturze – ostre zimy. Choć ostatnio ich brak, za ciężką dla naszych zwierząt zimę, uważa się stałe temperatury na minusie rzędem -10, -20°C, przez dłuższy okres czasu, obarczone stale uzupełnianą pokrywą śnieżną. Kiedy ostatnio mieliśmy taką zimę? Jednak zimowe dokarmianie trwa zawsze… Oficjalnie by „pomóc zwierzętom przetrwać zimę”, nieoficjalnie po to by nie zmarnował się ani kęs dziczyzny. Bo padłe od czynników naturalnych zwierzę, to dla myśliwego czysta strata.  Przecież trzeba pomóc „biednemu zwierzęciu”, „na pewno bezduszny pseudeokolg chciałby żeby umarło z głodu! Oto ich prawdziwa twarz!” A może ekolog w pełni rozumie zależności zachodzące w przyrodzie i dziwi się, że temu samemu myśliwemu nie szkoda w zimowym czasie głodujący mięso i padlinożerców, którym bardzo pomógłby taki kawał mięcha. Ano nie szkoda, ba, zupełnie myśliwego nie obchodzą, jeśli nie są łowne lub trudniej je upolować.

11205518_675462805909798_6163006554086517877_n

Zgoda, że dorosły dzik ma niewielu wrogów naturalnych, choć ostatnio częściej polują na niego wilki, co oczywiście bardzo nie odpowiada myśliwym. Zgadnijmy dlaczego…tak, „zmarnowana” „moja” dziczyzna, którą to zabierają wilki, dodatkowo niepokój w łowisku, przez co zwierzęta stają się dużo bardziej czujne. Odnośnie wrogów naturalnych, co innego warchlaki na które połakomić się może ryś, wilk, czasem i lis, bielik i orzeł przedni, puchacz.  Atak tych mniejszych drapieżników wiąże się z ryzykiem, o ile kilkudniowego warchlaka orły są w stanie unieść, tak atak na starsze nie zawsze kończy się powodzeniem z powodu czujnej matki i ma na celu najpierw zabicie zwierzęcia, a potem powrót do padliny. Dawniej straty wśród warchlaków potrafiły sięgać nawet 50-70%, powiedzmy z siedmiu czy ośmiu przeżywały trzy.

Nie sposób pominąć i innych czynników, jak wpływ zmian w rolnictwie, wielkoobszarowe uprawy kukurydzy oraz łatwą adaptację dzików do przekształceń środowiska przez człowieka, jak i proces synantropizacji. Dlatego w naszych postulatach jak główny motyw działalności dla kół łowieckich promujemy zabezpieczanie takich upraw.

Pamiętać też należy o ekspansji człowieka – ochoczo budujemy kolejne osiedla w miejscach występowania dzikiej zwierzyny, a następnie rozdzieramy szaty nad zbuchtowanym trawnikiem, czy dzikami ciągnącymi do śmietników. Jest to więc wina nas wszystkich, nie tylko łowiectwa, które stwarza problem, lecz i całego gatunku homo sapiens, którego motto zdaje się brzmieć „rozmnożyć się, zwiększać swą liczebność za wszelką cenę”. Choć poza wdrukowanymi od dzieciństwa społecznymi oczekiwaniami i biologią naszego gatunku, nie ma ku temu żadnego uzasadnienia… Ale to już zupełnie inny temat.

10410268_661728263949919_8946808630899793177_n

Są na świecie miejsca, w  których obowiązuje całkowity zakaz polowań. Włoskie parki narodowe, grecka wyspa Tilos, szwajcarskie parki narodowe… tam nie ma żadnej nadpopulacji. Dlaczego jest u nas pomimo tak okrutnych odstrzałów dzika? Prosty wniosek: polowania nie zmniejszają liczebności, a wręcz przeciwnie. Ale kto by się tam dzikami przejmował, trafiłam ostatnio na rozmowę pod zdjęciem dzika na jednej z łowieckich grup. Wymowny komentarz: mały, mógł jeszcze podrosnąć, ale dzik to dzik, gratulacje.

Na koniec cytat z forum łowieckiego: ..na bakier z etyką według zasady nie strzelaj do tego z czego nie będziesz miał pożytku albo ten pożytek będzie tak niewielki ,że należy się zastanowić po co ci to było – czyli, każde działanie wartosci korzysci, jakie ze sobą niesie. Smutne.

Tematy pokrewne, lektura uzupełniająca : Jak gospodarka łowiecka prowadzi do strat w rolnictwie , oraz Wpływ łowiectwa na zwiększoną liczebność lisów

Literatura:

Servanty et alii, Journal of Animal Ecology, 2009)

Jägerzeitung „Wild und Hund”, 23/2002

Süddeutsche Zeitung, 28.01.2009

Süddeutsche Zeitung, 28.01.2009

http://www.peta2.com/blog/hunting-facts/

”Farba znaczy krew” , Zenon Kruczyński 2008

Brać Łowiecka” 2003, nr 11

T.Pasławski ”Łowiectwo dla leśników i myśliwych”

13578450_901589999951830_118098805_n

Advertisements

4 responses to “Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików

  1. Pingback: Jak łowiectwo niszczy rolnictwo? | Nie podaję ręki myśliwym

  2. Pingback: Mordują warchlaki oraz ciężarne i karmiące lochy – ”Etyka” po myśliwsku. | Nie podaję ręki myśliwym

  3. Pingback: Mity Łowieckie | Nie podaję ręki myśliwym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s