Rolnicy domagają się likwidacji PZŁ – Myśliwi sobie nie radzą

Dawno temu zadawaliśmy sławne retoryczne pytanie ; Czy współczesne łowiectwo jest w stanie spełniać jakąkolwiek pozytywną dla społeczeństwa rolę, poza realizacją krwawych uciech swoich sympatyków? Opracowaliśmy również szeroką notatkę traktującą o tym jak gospodarka łowiecka niszczy rolnictwo, i jakie są tego przyczyny. W skrócie, celem myśliwych jest polowanie i czerpanie psychicznych i materialnych profitów z jego wykonywania, a istotą gospodarki łowieckiej maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, w celu polowań. Co już niekoniecznie musi być zgodne z interesem rolników, i tak oto mamy konflikt, który podsumować można tak : Jedni chcą by zwierząt było jak najwięcej, (dla własnej przyjemności ) Drudzy, by było ich mniej, ponieważ z powodu czyjegoś hobby ponoszą straty w pracy, która pomaga im się utrzymać, i produkować żywność dla nas wszystkich…To rzecz jasna nie obchodzi myśliwych, bo mają swoją dziczyznę… 😉  Do przeczytania tutaj:

 Jak łowiectwo niszczy rolnictwo

Być może te poglądy są pokłosiem przytoczonego powyżej artykułu, który był udostępniany i szeroko komentowany w grupach rolniczych. Bardzo by nas to cieszyło.
Beton powoli kruszeje i coś zaczyna się dziać – rolnicy sami dostrzegają jak bardzo są wykorzystywani i manipulowani przez myśliwych, których jedynym celem realizacja własnego hobby i zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie, o czym informuje sam PZŁ w komentarzach na swojej stronie…Jednak zmiany w tej dziedzinie są nieuniknione. Kropla drąży skałę, ludzie przeglądają na oczy i każdemu coraz jaskrawiej jawią się absurdy obecne w naszym łowiectwie. Owszem, mogą myśliwi sobie walczyć o ‘’zachowanie w nie zmienionej formie’’ swojego łowiectwa z całych sił. Tym bardziej lądowanie będzie  bolesne, gdy masa niezadowolenia społecznego zwykłych ludzi, przyrodników, i rolników przekroczy punkt krytyczny. Przewodniczący OPZZ rolników Sławomir Izdebski domaga się uporządkowania prawa łowieckiego, zrobienia porządku z PZŁ, a samo ministerstwo rolnictwa ma rozważać jego likwidację – tak przynajmniej informują rozmaite nagłówki.
Myśliwi zresztą zupełnie nie kryją się z tym ,że nie zamierzają iść nikomu na rękę, ani współpracować z nikim. Na profilu PZŁ, gdzie ostatnio trwają burzliwe dyskusje rolników z myśliwymi, przeczytać możemy, że ‘’nie są od tego by pilnować uprawy i zasiewy’’. Doprawdy? A przecież to rola jakże podkreślana przy każdej okazji, ochrona upraw i zasiewów, bez tego rolnictwo dawno by zginęło…Jak można jednak przeczytać ostatnio na profilu PZŁ, myśliwi nie poczuwają się do żadnego wspomagania rolników. Wyszło szydło wreszcie… kto chce wierzyć w mity łowieckie, może oczywiście robić to nadal.

ASF22

Do obejrzenia tutaj:  http://www.ipla.tv/Rozmowy-w-polsat-news-2-ministerstwo-rolnictwa-roz/vod-6875719

Jak pokazuje obecna sytuacja w związku z ASF, Polski związek łowiecki nie jest w stanie sprostać realizacji powierzonych mu przez państwo zadań, w związku z wygaszaniem i zwalczaniem ognisk choroby. Co na te zarzuty nasi myśliwi? Tradycyjnie, wypowiadający się przeciw nie mają pojęcia o łowiectwie, gospodarce, oraz zarzucają nienawiść do myśliwych i chęci ‘’położenia łapy na majątku kół łowieckich’’ – jakby komuś cokolwiek od nich było potrzebne. Żeby było jasne, nie popieramy masowego odstrzału dzików forsowanego przez rolników. Są to problemy osób mięsożernych, lubujących się w konsumowaniu zwłok zwierząt znacznie inteligentniejszych od naszych psów, i niech miłośnicy przedmiotowego traktowania i wykorzystania zwierząt sobie z tym radzą. Bo jedno jest pewne, gdyby nie przemysłowa hodowla i ubój trzody dla mięsa , którego nikt z nas nie potrzebuje dla wyżywienia, tego sztucznego problemu by nie było. Takie tam nieistotne oszołomskie zalety weganizmu…  Nie tak dawno czytałem, że ‘’coś zieloni w temacie siedzą cicho’’. My na NPRM, w odróżnieniu od PZŁ, żadnego tematu się nie boimy i każdy podejmiemy. Gdyż zależy nam, by obiektywnie przekazywać to, co przez drugą stronę zbywane jest głuchym milczeniem i ignorancją, w cichym liczeniu na to, że problem pójdzie w zapomnienie, no i jak najdłużej utrzyma się ‘’obecna forma wykonywania łowiectwa’’.  Niech przemówią cytaty – kilka komentarzy z oficjalnej strony polskiego związku łowieckiego: (pisownia oryginalna)

‘’ Koledzy-z naszej pasji zrobili sobie polityczne gowno a nas traktuja jak szmaty, przestanmy się taplac w tym głównie-jak nie lmp to jakieś frajerstwo z dobrej zmiany . To jest hobby i w dupe nas cmokna-jak nie to karabiny na rok do szafy i po roku pogadamy,pozdrawiam’’

ASF

To jest hobby… Tak, przy każdej okazji o tym mówimy, a myśliwi oficjalnie zaprzeczają. Jednak kiedy nerwy puszczają, zawsze wychodzi postrzeganie łowiectwa przez samych myśliwych jako hobbystyki. Tzn, gdy zachodzi taka potrzeba akurat, używają tego jako argumentu.

ASF2

”Szanowny Panie. W dupe Pan nas możesz pocałować. Straszyć to Pan może małe dzieci a nie poważnych ludzi. Nigdy nie tkniecie myśliwych bo nie ma żadnej innej rozsadnej alternatywy na regulacje pogłowia zwierzyny. Wode z mózgu robi Pan ludziom a sam to może Pan widłami sobie myszy w stodole mordować. Celebryta to z Pana kiepski i jak kiepskie będą zmiany o których marzycie. Niech dotrze do Pańskiego pustego łba ze gdyby nie PZŁ i rozsądne godpodarowanie populacją zwierzyny to całą Polske zjadła by kazdego rodzaju zwiezyna łowna.’’ – bajeczki dla dzieci, – mitologia łowiecka.  Pomimo istnienia całej gamy sposobów przeciwdziałania szkodom w rolnictwie, i regulacji pogłowia zwierząt, według pana myśliwego nie ma rozsądnej alternatywy… Ale ta ”rozsądna” też się jakoś nie sprawdza.

Pozostałe komentarze to zazwyczaj inwektywy w kierunku pana Izdebskiego, za pewne przykład górnolotnej kultury łowieckiej.

Przy każdej okazji myśliwi straszą ‘’odłożeniem strzelb na rok czy dwa, i wtedy zobaczymy’’. Sęk w tym, ze nikt się tego nie domaga. Jest cała masa metod przeciwdziałania szkodom rolniczym, odstraszania zwierząt, czy ograniczania ich płodności.  Tymi metodami jednak żaden z myśliwych nigdy zainteresowany nie będzie, gdyż wiążą się one z inną pracą niż radosne polowanie, w dodatku ich celem jest zmniejszanie pogłowia zwierząt łownych co już zupełnie jest sprzeczne z interesami myśliwych. Doskonale to rozumieją, i dlatego przy każdej okazji, oponentowi odpowiedzą, ‘’nie masz pojęcia o łowiectwie, nie wiesz o czym bredzisz, kiedy ostatnio byłeś w lesie’’.  Ze swej strony doskonale zdajemy sobie sprawę, że czasami, w pewnych sytuacjach bez odstrzału się nie da, jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo ludzi, a inne metody zawiodą. Sedno w tym, by zadania owe wykonywali profesjonaliści, którzy nie okaleczą zwierzyny, odpowiednie służby, nie zaś miłośnicy zabijania, zdobywania trofeów, emocjonującego dochodzenia postrzałka z lubieżnymi uśmiechami na rumianych licach, sapiący z zadowolenia nad truchłami swoich ofiar, raczący postronnych bzdurami o kulturze, etyce i tradycji.

Przebijając się czasem przez forum dziennika łowieckiego, można natrafić na takie komentarze, jak pomstowanie myśliwych, którzy akurat byli sobie na polowaniu,  na rolników wykonujących prace polowe maszynami rolniczymi…Jak bardzo trzeba być ograniczonym i zadufanym, by nie rozumieć, że z pracy tych ludzi żywimy się wszyscy?

Do pytania o to, jak długo środowisko wytrzyma rabunkową psedogospodarkę myśliwych, dołącza kolejne – jak długo wytrzymają rolnicy traktowani przez myśliwych po macoszemu, bez żadnego zrozumienia dla ich sytuacji? A co za tym idzie, jakie straty w wyniku oślego uporu, o ‘’zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie’’ poniesiemy my wszyscy.
Poniżej zapis wypowiedzi na temat PZŁ, Sławomira Izdebskiego, przewodniczącego OPZZ rolników.

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.

Myśliwi orbitujący wokół własnego pseudoekologicznego światka mają nie lada problemy. A są nim ‘’hordy wałęsających się dzikich psów, zagryzających wszystko co się rusza’’. Nie wiem gdzie oni i po czym je widują, bo przez ponad 25 lat włóczenia się po rozmaitych lasach i polach, raz w życiu spotkałem taką półdziką psinę, która w norze na dziko miała szczeniaki pod wykrotem. W pozostałych przypadkach możemy mówić o domowych czy podwórkowych psach, które albo uciekły właścicielowi ‘’za suką’’, lub też puszczane są w gospodarstwach luzem, i korzystając z wolności buszują w nocy. Nie są to jednak psy zdziczałe, a dla myślących oczywistym jest, że winę za zaistniałą sytuację ponosi zawsze człowiek. Myśliwi mają jednak cudowny lek na każdy problem – ołów! W ten sposób rozwiązują każdy swój ‘’problem’’ ze zwierzęciem.  Nie kryją się zupełnie ze swoim podejściem przy tego typu wątkach, oraz tym co zrobili by ‘’wrednemu  kundlowi’’.  Bo przecież myśliwskie serduszko, takie dobre i wrażliwe na los zwierząt cierpi, gdy widzi zagryzioną przez wilka lub psa sarenkę. Jakie to niesprawiedliwe! Przecież lepiej, gdy ranna, goniona przez myśliwskie psy zwierzyna, przerażona i brocząca krwią jest ‘’w zgodzie z etyką myśliwską pozyskana, i dochodzona przy postrzale’’ . Czujecie ten obłęd? Oraz tak samo dobrze, kiedy aportujący pies przynosi dogorywającą kaczkę, gęś lub bażanta, gdzie to porównywać z kłusującym psem czy polującym wilkiem. Myśliwy zabija, rani, kaleczy, straszy – dobrze, etycznie!  Puszczony lub zagubiony pies, który pogoni dla zabawy, lub próbuje polować z głodu, z winy człowieka – do odstrzału, najlepiej od razu z właścicielem. Straszna to zbrodnia, jako że koło łowieckie z każdą padłą sztuką zwierzyny od przyczyny innej niż polowanie, traci pieniądze i dziczyznę.  I o to tutaj tylko chodzi. Wściekłość, że zabił pies, czy wilk, a myśliwy stracił sposobność i tuszę, którą pieczołowicie na ten cel dokarmiał, ‘’pomagając przetrwać zimę’’. Mały rachunek – wilków mamy w kraju ponad 1000, ‘’hord zdziczałych kłusujących psów’’ widywanych w pijackim amoku, dużo mniej. Ile one zabiją zwierzyny? Myśliwych mamy ponad 114 tysięcy, a przeciętnym sezonie łowieckim pozyskuje się dla przykładu – 130 tysięcy sztuk saren. W jednym tylko sezonie.. Samych saren. A dziki, jelenie, daniele, lisy…  Ale 1 zagryziona przez wilka lub psa sarna, no to ‘’wystrzelać wszystkie psy, najlepiej z durnymi właścicielami’’ . Jakże strasznie ta biedna sarna musiała cierpieć w męczarniach. Na pewno nie tak, jak przy myśliwskim ‘’etycznym’’ dochodzeniu po postrzale z hordą psów.

12787335_464876760374803_1719884107_o

I najśmieszniejsze czy też najżałośniejsze jest wtedy to, kiedy publikujemy jakąś wiadomość o kolejnym zastrzelonym przez myśliwego psie, rzucają się hurmem do komentowania krzycząc : ”To nie myśliwy tylko kłusownik! Nie nazywajcie go tak! Etyczny myśliwy nigdy by czegoś takiego nie zrobił! Czarne owce są wszędzie, nie można oceniać całego środowiska oceniać przez pryzmat kilku oszołomów! ‘’ Oto więc ‘’czarne owce’’ same podają się wam na tacy, nie kryjąc się ze swoimi morderczymi zapędami wobec zwierząt domowych i nawet ludzi. Czy poniosą jakieś konsekwencje? Czy środowisko się ich wyrzeknie? Nie, gdyż tego typu praktyki są powszechnie w tym środowisku akceptowalne, co ujawnia się zawsze, przy tego typu wątkach. Ale możecie przesyłać te screeny do rzecznik PZŁ z prośbą o reakcję, komentarz czy wyciągnięcie konsekwencji wobec członkostwa tych myśliwych w związku. Albo czy zostaną wobec nich wyciągnięte konsekwencje za ,jak to nazywają ‘’szkalowanie dobrego imienia łowiectwa i robienia czarnego PR myśliwym’’. I odpowie Wam głuche echo. A jeśli nikt nie otrzyma odpowiedzi, oznaczać to będzie, że Zarząd Główny PZŁ zgadza się i popiera poglądy tych osób.  Warto zaglądać też na forum dziennika łowieckiego, gdzie takich deklaracji jest ‘’kopalnia’’ .  Wolę jednak tego wszystkiego nie czytać, by nie dostać raka z przerzutami.

Lubią i chcą strzelać do psów, mówią o tym otwarcie co przeczytać możemy na załączonych screenach. A potem zdziwienie i oburzenie, gdy ktoś nazwie zwyrodnialcem czy psychopatą ‘’ojej niesprawiedliwie, szkalujo dobre imię myśliwych”. Zawsze powtarzam, najlepiej szkalujecie się sami. My tylko opisujemy i publikujemy, cytujemy.

12498460_464876213708191_647744130_n

Mały cytat ze…tak, jak to u nas już w tradycji, ze strony myśliwskiej.

‘’Nader często zdarza się jednak, że nie wszyscy podchodzą do tego problemu w sposób należyty. Wielokrotnie byłem świadkiem jak myśliwy po oddaniu strzału, pobieżnie obszukał najbliższe okolice zestrzału, po czym stwierdził; „jak nie leży, to pudło”. Nawet znaleziona farba na zestrzale nie prowokowała do podjęcia poszukiwań, a była zbywana lakonicznym;
„ z całą pewnością obcierka, po mojej kuli pada w ogniu”.
Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia. Jeżeli przypadkiem wpadną na postrzałka to dobrze, jeżeli nie przyjmuje się, że było to pudło lub obcierka.

Jeżeli jednak posokowiec nie odnajdzie zranionego jelenia, dzika, daniela, muflona czy sarny, to myśliwemu zostanie niesmak po źle oddanym strzale, a ranna zwierzyna będzie się tygodniami kurować lub padnie z powodu odniesionych ran.

Szacuje się, że wyniku wykonywania polowań zostaje zranionych od 10 do 20 % pozyskiwanej zwierzyny grubej. ‘’

Źródło :
http://klubposokowca.org.pl/?page_id=87

Zasady wykonywania polowania Rozdział 2, paragraf 5.1 określają jasno:

1. Polowanie z psami lub naganką może odbywać się w okresie od dnia 1 października do dnia 31 stycznia; ograniczenie to nie dotyczy polowania z psami lub naganką na ptactwo łowne, z psami lub naganką na drapieżniki oraz poszukiwania postrzałka z psem na otoku.

2.Poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej (….) , poszukujący postrzałka może korzystać z pomocy naganiacza lub innego myśliwego, a także korzystać z psa prowadzonego na otoku.

 

Źródło: 
http://www.pzl.waw.pl/13-dokumenty/aktyprawne/47-zasady-wykonywania-polowania

12112239_1660135677557777_6352190089147758454_n

A na polowaniu pies luzem. ”Władców lasu” prawo i przepisy zdają się nie dotyczyć.

12068996_759493994177365_7353318360450428433_o

1502822_390660017747127_587047188_o

Jak mogliśmy przeczytać wyżej, te zapisy nie są zupełnie respektowane przez myśliwych ,o czym przeczytać można na ich własnych stronach i blogach. Śmiem twierdzić, że najprędzej jeśli już, to myśliwskie psy , w których po pierwsze naturalne instynkty rozbudzane są celowo do maksimum, i które mają możliwość dowolnego kłusowania podczas polowań, czy zwykłego spaceru z myśliwym – przecież kto mu zwróci uwagę? – są przyczyną największych cierpień i okaleczeń zwierzyny. (patrz szkolenia psów w zagrodach na żywych dzikach ). Tych myśliwym jakoś nie szkoda, mało tego, usiłują przekonywać, że broniący się fukający z wściekłością dzik, i goniący czy nacierający pies, dobrze się razem bawią. Czytaliśmy i takie komentarze wielokrotnie.

psydzika
A to już myśliwskie psy w pogoni za dzikiem. Oczywiście puszczone luzem, będą gonić ranne przerażone zwierzę, osaczać, oszczekiwać, do czasu nadejścia myśliwego, który odda strzał. Nazywa się to dochodzeniem postrzałka w zgodzie z etyką myśliwską. I takie pieski są dobre, trzeba je kochać i nie wolno do nich strzelać – bo pracują dla myśliwego na polowaniu. One przecież nic nie płoszą.  W tych psach są rozbudzane wszelkie instynkty mające sprawić, że  będą one reagować na zwierzynę. Czego raczej nie można, by powiedzieć o typowych domowych psach rodzinnych, które to jednak przez myśliwych postrzegane ją jako przerażające szkodniki, oczywiście do odstrzału.
10313992_852389341517240_1877823508045124611_n
I ranny jeleń, osaczony w podobnej sytuacji. Pamiętamy, to jest DOBRE, a psy trzeba pochwalić i cieszyć się. Jeśli natomiast Wasz pies, przypadkiem pogoni chwilę jakieś zwierzę, jest już ZŁYM KŁUSUJĄCYM KUNDLEM do odstrzału i szkodnikiem łowiska rzecz jasna. 

Jesteśmy pewni, że właściciele tych poglądów są z nich dumni, nie mają powodów by się kryć, przynoszą chlubę polskiemu łowiectwu, a każdego napotkanego KUNDLA SZKODNIKA W SWOIM ŁOWISKU potraktują zgodnie z deklaracją, czyli  młotkiem lub szpadlem, jeśli szkoda amunicji, albo siekierką. Komentarze zostały zawarte na publicznych stronach, dostępne i widoczne dla każdego kto zajrzy, nie dotyczą więc żadne ustawienia prywatności.  I osoby o tego typu poglądach prowadzą następnie ‘’zajęcia edukacyjne’’ o łowiectwie, gdzie opowiadają z uśmiechem przedszkolakom i starszym o swojej miłości do przyrody, ‘’racjonalnej gospodarce łowieckiej’’, ciekawe czy wspominają wtedy dzieciom o swojej pasji eliminacji psich ‘’szkodników’? Streszczenie ”najciekawszych ” wypowiedzi: (pisownia oryginalna)

”Koleżanki i koledzy myśliwi szpadel powinien być zawsze w samochodzie może się przydać wiecie o czym myślę.Ja amunicji na ten cel nie żałuję pozdrawiam Darz Bór. ”

psyy1

”Kolego święte słowa, ja najchętniej dałbym bobu właścicielom kundli bez smyczy, lecz jak mówi stara mądrość- łajno tkniesz a za człowieka wsadzają. Na moim terenie tacy delikwenci nie mają łatwego życia. A ja grasując po lesie w plecaku mam zawsze młotek, gwoździe, siekierkę i piłę składaną- a to inspekcja ambon i reperowanie bierzące, a to żerdzie paśnika się obluzowały. Myśliwym i Leśnikom zawsze pomogę, a lansiarstwo z kundlami traktuję jak kłusola i ekoświra. Jedynego psa jakiego szanuję w lesie to pies Myśliwego i Leśnika.”

Strzelać i koniec do bezpańskich psów….! A jak nie, to niech Ci z ochrony zwierząt sobie je wyłapłą…. Wszędzie jest pełno tych kundli…. Do tego stopnia że biegają watachami….”

psyy22

”Od razu odstrzelić te psiska!”

eeeee

”Zastrzelić takiego kundla od razu i tyle, ja tam nie widze problemu skoro ktoś nie umie dopilnować pchlarza
– Karolina masz 100% racji – ” odpowiada inny kolega myśliwy.

wwww

”Chętnie bym wystrzelał wszystkie psy wałęsające się po lesie”

psyy

”I dlatego jestem za możliwością strzelania do kundli w lesie i na polach ” – Wypowiada się jakaś młoda dziewczyna.

Ewa Diana
W dobie aparatów cyfrowych i lustrzanek z kilkusetkrotnym zoomem, to rzeczywiście nie wykonalne… Najprostsza recepta po myśliwsku, z miłością i etyką – kula. Rozwiązanie każdego problemu.

Wystarczy…. Nienawiść tego towarzystwa do zwierząt domowych, chyba jedyne pasujące określenie, bo inne wytłumaczenie ciężko dostrzec.

Wierzę, że większość z Państwa jest odpowiedzialnymi właścicielami, i na terenie gdzie bytować może dzika zwierzyna, trzyma zawsze swojego psa na smyczy. Warto choćby przez to, odróżniać się od myśliwych, którzy podczas polowań dowolnie puszczają psy luzem do osaczania, oszczekiwania , dochodzenia czy aportowania postrzelonej zwierzyny. Mimo, że w 3 pierwszych przypadkach prawo pozwala im jedynie pracować z psami na otoku, a brak respektu dla tego przepisu jest jednym z najczęstszych wykroczeń myśliwych, którzy czują się panami w lasach i właścicielami dzikich zwierząt. Oto myśliwi i ich deklarowana miłość do wszelkiego stworzenia w pełnej krasie. Tylko u nas, bez pudru, PR, i rzecznika od poprawy wizerunku.

I choćby to nagranie ogólno dostępne na youtube. Kilka psów oszczekuje dzika w gąszczu, kolejne chodzą przy myśliwych luzem. Oczywiście ten jazgot niczego nie płoszy…Strzał z kilku metrów i pudło, tzn trafienie w chyba, grzbiet, co oznacza tylko kolejną bolesną ranę dla umęczonego ucieczką  zwierzęcia.

I film drugi. Tu także hałas, brak otoku ( no jakże w takim gąszczu?) i oczywiście, spokój, harmonia, i jedyne prawdziwe obcowanie z naturą….No i etyka.

 

Więcej o myśliwskiej nienawiści do zwierząt domowych przeczytasz tutaj: 


Bezimienne ofiary krwawego hobby. 

Oraz

Postrzałki na polowaniach 

Lasy dla kasy. Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć – rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim

Marcin Kostrzyński przez wiele lat swojego życia był aktywnie polującym myśliwym. Z wykształcenia leśnik. Po swych bliskich doświadczeniach z łowiectwem postanowił zamienić strzelbę na aparat fotograficzny, dziś wegetarianin, filmowiec i obserwator dzikiego życia, obrońca praw zwierząt opowie nam,  jak jak jedno i drugie wygląda od środka.

 

10920932_810702868966822_8129148878997127001_n

====================================
====================================

 

NPRM: Co musi się stać, żeby myśliwy odłożył strzelbę, odmówił zabijania, a  w dodatku przeszedł na wegetarianizm? Jak to było w  Twoim przypadku? Co skłoniło Cię do tak radykalnej zmiany sposobu życia i poglądów?


Marcin Kostrzyński:
Bardzo łatwo być ukształtowanym przez środowisko w którym człowiek jest wychowywany. W mojej rodzinie wiele osób poluje, ja w szkole leśnej miałem przedmiot łowiectwo. Zarówno w średniej, jak i na studiach.  Potem wstąpiłem do koła łowieckiego, kupiłem broń i zacząłem polować. Jednocześnie przestałem jeść mięso i byłem chyba jedynym czynnie polującym wegetarianinem.  Skończyłem wszelkie kursy i zdobyłem uprawnienia. I nagle zrobiło mi się żal zabitych zwierząt. Nie mogłem patrzeć na agonię swoich ofiar. Miałem zwyczajne, ludzkie wyrzuty sumienia. Zamiast polować zacząłem pomagać dzikim zwierzętom, głównie tym poszkodowanym przez błędy myśliwych.  Jednak cały czas pozostaje członkiem PZŁ, płacę składki, czytam prasę łowiecką. Chcę walczyć o prawa dzikich zwierząt. Dla wielu kolegów z PZŁ jestem zdrajcą i wrogiem, ale znam takich, którzy po cichu popierają moją wizję  ucywilizowania prawa łowieckiego.

NPRM: Lubisz fotografować, filmować dziką przyrodę. Co kilka dni na Twoim profilu pojawiają się ciekawe filmy. Jedne z tych, które można oglądać w nieskończoność. Co w takim razie z tzw. „emocjami łowieckimi”, których podobno nie można podrobić. Nie brakuje Ci polowania? Czy wystarczy zamienić broń na kamerę, żeby doświadczać podobnych uczuć?

 

Marcin Kostrzyński: Emocji łowieckich nie można podrobić, w końcu chodzi tu o zabijanie, odbieranie życia. Ale wielu myśliwych po latach polowań nagle przestaje zabijać. Dostrzegając coś więcej w zwierzynie niż cel, czy trofeum. Naszym nieszczęściem, a właściwie nieszczęściem zwierząt  jest to, że przyjęliśmy Niemiecką kulturę   łowiecką, gdzie liczy się trofeum. Może to być poroże, wypchana kaczka, kły dzika. W Skandynawii poluje się dla mięsa. Wybiera się sztuki młodsze, bo są smaczniejsze. W ten sposób skandynawski model jest bardziej zbliżony do naturalnego, w którym drapieżniki (wilki) regulowały populacje roślinożerców.

Wracając do filmowania. Zawsze o tym marzyłem. Chciałem robić filmy przyrodnicze od dziecka. Miałem jakiś wewnętrzny przymus, cel, przeznaczenie. Nie wiem jak to określić. Postanowiłem założyć swój kanał na YouTube z opowiadaniami dla dzieci o zwierzętach. Są to krótkie historie ,, Przyrodyjki”, w których pokazuje sceny z życia dzikich zwierząt. Oczywiście historie bez przemocy. Dzieci chłoną przyrodę, gdy jeżdżę do szkół i pokazuję filmy zainteresowanie jest ogromne. Mam nadzieję, że w ten sposób zaszczepię w młodym pokoleniu pewien rodzaj wrażliwości, która pozwoli im zmienić świat na lepsze gdy dorosną.

12644821_1072589686095856_6878993621347619805_n


NPRM: 
Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?


Marcin : Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć, to które funkcjonuje obecnie jest z innej epoki. Kompletnie nie przystaje do realiów obecnego świata. Jest nawet gorzej niż w latach 50-tych.
W tamtym czasie etyka myśliwska zabraniała polowań przy paśnikach, dziś takie polowanie jest powszechne. Wystarczy tylko nazwać paśnik nęciskiem i już. Gdy pytam myśliwych jak zwierzyna ma odróżnić paśnik od nęciska odpowiadają z uśmiechem ,,na  nęcisku jest lepsze żarcie”.  Nasza kultura, cywilizacja ewoluuje, łowiectwo też musi się zmienić . To tylko kwestia czasu.

 

NPRM: Czy łowiectwo ma negatywny wpływ na przyrodę?  Popierasz teorię o niszczeniu bioróżnorodności przez łowiectwo?


Marcin: O tym można by napisać książkę. Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali.
To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje. W rzeczywistości wszystko zmienić może efekt motyla, a myśliwi powodują efekt buldożera. Już pewne gatunki zwierząt łownych praktycznie wymarły na terenie Polski, na przykład dropie. Wiele jest na skraju wyginięcia i trzeba prowadzić kosztowne programy  introdukcji głuszca czy cietrzewia. Ba, nawet zające są hodowane i wypuszczane do środowiska.

Muszę powiedzieć jasno, w obecnej sytuacji myśliwy ograniczający populację zwierzyny grubej jest konieczny. Mówię to z przykrością, ale takie są fakty. Jednak zupełnie niepotrzebne, a wręcz szkodliwe jest utrzymywanie na liście zwierząt łownych zwierzyny drobnej.  Zwierzyny, która nie czyni szkód łowieckich, a jej obecność w łowisku ma kapitalne znaczenie dla utrzymania bioróżnorodności. Utrzymywanie polowania na ptactwo, zające,  służy wyłącznie zaspakajaniu przyjemności zabijania. To też trzeba wyraźnie powiedzieć .


NPRM:
Dlaczego myśliwi nie chcą się zgodzić na skreślenie z listy gatunków łownych zająca, kuropatwy i jarząbka? Nie jest tajemnicą, że gatunki te borykają się z problemami spadku populacji. Twierdzą, że prowadzą ich reintrodukcję zupełnie  bezinteresownie, jeśli to prawda to nadal mogliby to robić, po wyłączeniu tych zwierząt z listy łownych. Skoro zagrażają im liczne drapieżniki, opryski, chemizacja rolnictwa, monokultury upraw, rozwój cywilizacji i utrata siedlisk, po co jeszcze dodatkowo na nie polować?

 

Marcin: To jeden z wielu absurdów. Hoduje się zające , czy bażanty by strzelać do nich po wypuszczeniu. Bażanty nie powinny występować w naszej faunie, ponieważ ich obecność nie służy rodzimym gatunkom, takim jak kuropatwy, czy cietrzewie. Myśliwi są dobrze zorganizowani i mają ogromne wpływy. W dodatku bronią prawa do polowań na zwierzynę drobną jak przysłowiowej Częstochowy. Ten upór jest bezsensowny, ale wina leży też po drugiej stronie.   Organizacje pozarządowe, anty-łowieckie  powinny stworzyć z PZŁ symulator polowań na kaczki, głuszce, cietrzewie, zające. Taki 3D z prawdziwego zdarzenia. Sam bym chętnie z takiego symulatora skorzystał. Myśliwi mogliby na własne oczy przekonać się, jak łatwo jest się pomylić i zabić zamiast Kaczki Krzyżówki Krakwę, czy inny chroniony gatunek. Zobaczyli by sami jak wiele zwierząt zostaje rannych po polowaniu, a jednocześnie bezkrwawo zaspokajali by swoją myśliwską pasję. Powinniśmy też walczyć o ograniczenie polowań na kaczki do jednego weekendu w roku. Takie stanowisko wytrąca wiele argumentów myśliwym i trudno będzie im uzasadnić chęć polowania na kaczki przez trzy miesiące. Tymczasem drepczemy w miejscu od lat i nic się nie zmienia.


NPRM:
Na jakie gatunki zwierząt według Ciebie powinno przestać się polować i dlaczego?

 

Marcin: Wszelkie gatunki zwierzyny drobnej, kaczki, gęsi, zające, słonki. Nie mają one znaczenia gospodarczego, nie czynią szkód łowieckich. A polowanie służy jedynie przyjemności myśliwego. Poluje się również na gatunki chronione np. bobry. Ostatnio zbulwersowała mnie informacja, że RDOŚ w Bydgoszczy wydał pozwolenie na odstrzał bobrów w mojej okolicy. Świadczy to o skrajnej niekompetencji urzędników, którzy wydali taką zgodę. Bobry czynią tak wiele dobrego dla bioróżnorodności tamując wodę . To jest temat na osobny artykuł.


NPRM:
Brałeś udział w polowaniach zbiorowych, przyglądałeś się z temu z bliska i dlatego jesteś ich stanowczym przeciwnikiem, jako formy zbyt okrutnej dla zwierząt. Dlaczego myśliwi darzą taką sympatią „zbiorówki’’?  Są jeszcze jakieś inne, równie tragiczne tradycje, których powinno się zakazać? Swego czasu opisywaliśmy konkursy norowania i polowania na lisy w stogach pośród pól. Pamiętam, że poszukiwanie materiałów do tamtego artykułu mocno mną wstrząsnęło.


Marcin:
Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Myśliwi argumentują, że to tradycja. Lecz tradycją było polowanie z kordelasem na dziki i z łuku na ptactwo i jakoś te tradycje nie są pielęgnowane. Możemy przez następne 10, czy 50 lat tylko diagnozować problem. Zacznijmy wreszcie coś robić. Trzeba ustalić plan działania, cele które chcemy osiągnąć i jakimi środkami, sposobami chcemy uzyskać poprawę. Zwierzęta są słabe, nie mogą  przedstawić swoich racji. Dziki nie zaprotestują pod sejmem przeciw planom dodatkowego odstrzału 40 tysięcy sztuk. Dlatego naszym obowiązkiem jest obrona słabszych. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Organizacje walczące o prawa zwierząt powinny się zjednoczyć, ustalić cele i czas na ich osiągnięcie. Jeśli nie działamy skutecznie, to nie działamy wcale.  Inaczej nic się nie zmieni.

12278010_1064070573623720_2111257375_n

NPRM: Temat na fali w ostatnim czasie: Puszcza Białowieska. Co według Ciebie stanowi o jej unikatowości i jak powinno się ją chronić?


Marcin:
Problem jest głębszy i dotyczy całych Lasów ,,Państwowych”, a właściwe ogromnego błędu jakim było powołanie ,,Gospodarstwa Lasy Państwowe”, przez co dochody ze sprzedaży drewna idą na wypłatę dla leśników. Jest to sedno całego zła. Przez to leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Konieczna jest nacjonalizacja Lasów ,,Państwowych”, czyli przeniesienie administracji leśnej do sfery budżetowej Państwa. Jest to warunek podstawowy. Jeśli ktoś mi nie wierzy jak wielki jest to problem proszę porównać zdjęcia satelitarne państw europejskich. Widać tam brązowe i jasnozielone kwadraty to Polskie wycięte lasy. Jest to katastrofalna skala spowodowana ciągłym zapotrzebowaniem leśników na pieniądze, wypłaty, samochody, premie, dodatki. Na to wszystko trzeba wyciąć. Widać to także w statystykach, gdzie obecnie wycina się prawie trzy razy więcej niż wycinało się tuż po II Wojnie Światowej  gdzie drewno było potrzebne na odbudowę kraju. Średnia pensja w Nadleśnictwach 2014 jak podaje NIK Wynosiła 7229 brutto, przy zarobkach niektórych nadleśniczych sięgających 18tyś. Dla porównania pielęgniarka zarabia 3150 .  Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki. Zapytajmy dyrektora szpitala co by się stało, gdyby każdej pielęgniarce wypłacić pensję leśniczego z dodatkami i dać do dyspozycji służbową willę z ogródkiem. Oczywiście jest to niemożliwe, bo dyrektor szpitala nie ma lasu, który mógłby wyciąć i sprzedać. Dlatego konieczne jest znacjonalizowanie lasów . Po nacjonalizacji nastąpi cudowna odmiana leśnika pozyskiwacza w leśnika racjonalnego strażnika lasu, a lasy to przecież nasze wspólne dobro.

Drzewooo

 

NPRM: Czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi?


Marcin : Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Drzewaa

 

NPRM: Leśnicy często używają nazwy „chwasty leśne”, w odniesieniu do wiązów, lipy, czy grabu. Dlaczego nie lubią tych drzew? Czy dynamika naturalnego lasu nie polega na zmianie drzewostanu właśnie?


Marcin:
Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Prócz łowiectwa, które jest niezwykle istotnym elementem polityki. To powiązanie jest niezwykle ciekawe. W lasach są ośrodki hodowli zwierzyny, nazwane tak dla zmyłki, bo w rzeczywistości są to najcenniejsze obwody łowieckie, które służą do utrzymania Status quo lasów ,,Państwowych”.  Polują tam urzędnicy i politycy różnych szczebli i rangi. Leśnicy nazywają to budowaniem pozytywnego wizerunku lasów ,,Państwowych”. Ja widzę coś dużo gorszego. Zaraz wyjaśnię . Jeśli  Marcin Kostrzyński, szaraczek, chcę wykupić udział w polowaniu musi  zapłacić 4tyś, politycy i urzędnicy są zapraszani i nie płacą, lub płacą symbolicznie. Powinni wpisywać to do specjalnego rejestru, lecz tego nie robią. Sprawdziłem. Jak to  nazwać? Wiemy jak wielu polityków jest czynnymi myśliwymi. Były Prezydent Bronisław Komorowski jest tu doskonałym przykładem. Wiem gdzie i kiedy polował w czasie kadencji.

Co trzeba zrobić? Znacjonalizować lasy. Wyodrębnić straż leśną i utworzyć osobną straż leśno- łowiecką. Zlikwidować ośrodki hodowli zwierzyny, które są w istocie pozostałymi po komunie  terenami łowieckimi dla prominentów. Leśnicy powinni się zajmować lasem, nie łowiectwem. Zakazać w Polsce polowań osobom, które nie mają polskich uprawnień łowieckich. Czyli zakazać turystyki łowieckiej dewizowych myśliwych (Niemców w 90 %). Wreszcie zakazać polskim myśliwym polowania na gatunki chronione w Polsce i innych krajach. Chcę zabić niedźwiedzia, jadę do Rosji, głuszca na Białoruś itd.  Tu sprzymierzeńcem strategicznym mogliby być myśliwi PZŁ zainteresowani przejęciem obwodów od Lasów ,,Państwowych”. Obwody prowadzone przez koła łowieckie lokalnych myśliwych są o niebo lepszym rozwiązaniem dla zwierzyny i przyrody, niż powyższe ośrodki. Przyjeżdża obcy myśliwy i jest zainteresowany  zabiciem najcenniejszych okazów, zdobyciem najlepszych trofeów.


NPRM:
Ulubiony argument myśliwych to „kto zapłaci za szkody łowieckie” – jak wygląda ich szacowanie? Czy rzeczywiście zwierzęta wyrządzają, aż takie szkody? Dlaczego mówimy o szkodach w przypadkach, kiedy nie stosuje się żadnych zabezpieczeń? Ewentualnie, jak tych szkód unikać?


Marcin:
Kolejny temat rzeka. Szkody powinien szacować biegły, niezależny, zatrudniany przez gminę, na terenie której znajduje się obwód łowicki. Obie strony powinny mieć prawo do odwołania się od decyzji. Obecnie szacowanie szkód jest krzywdzące dla rolników, bardzo krzywdzące. Szacuje szkody łowczy i mówi to szkoda na 400 złotych, a rolnik widzi, że stracił 10 tyś, ale nie idzie do sądu, bo musiałby zatrudnić biegłego, dokumentować szkodę i sądzić się dwa lata. A tu czas żniw, w końcu macha ręką i robi swoje. To z kolei wiąże się z pytaniem: dlaczego Lasy, a nie gminy dzierżawią obwody leśne? Z pieniędzy za dzierżawę gminy mogłyby opłacić biegłego bez szkody dla własnego budżetu. Potencjalnie jest tu wielkie wsparcie ze strony Polskich Rolników poszkodowanych przez faworyzujący myśliwskie portfele obecny  system.

Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki, gdzie czuje się bezpieczniej. A paśniki zwane nęciskami gdzie zwabia się zwierzynę na strzał przyzwyczają dziki do smaku zboża i kukurydzy.  Jeśli ograniczymy polowania zbiorowe z naganiaczami do jednego rocznie ,,Hubertowskiego”  i zakażemy polowania przy nęciskach automatycznie ograniczymy szkody.  Unikanie szkód jest znacznie lepsze w obwodach prowadzonych przez koła łowieckie. Przydałaby się tu jeszcze jedna zmiana w prawie. Konieczność przyjmowania do kół   myśliwych zameldowanych na ternie danej gminy. Teraz jest tak, że koło warszawskie dzierżawi obwód i nie przyjmuje miejscowych myśliwych, którzy najlepiej przeciwdziałają szkodom łowieckim.


NPRM:
Oficjalnie celem łowiectwa jest hodowla dzikiej zwierzyny i uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów, kondycji osobniczej, poprawianie bazy żerowej, dbanie o właściwy stosunek populacji do możliwości „łowiska’’ oraz dziesiątki innych drobnych działań. Czy jednak, wobec najważniejszego celu – polowania – nie jest tak, że utrzymywanie nadwyżek populacji jest celowe, co przyczynia się również do problemów rolników? Czy nie stąd wzięło się wyśmiewanie wielu dostępnych form grodzenia, jako nieefektywnych? , Petardy, armatki hukowe, odstraszacze zapachowe także mają nie działać, według niektórych myśliwych.  Ja tu widzę drugie dno – efekt tak zwanego „martwego łowiska”.  Po prostu, po niegrodzonym zwierzyna może się swobodnie poruszać i dostarczać wspomnianych „emocji łowieckich”.


Marcin : Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę, że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko o to, by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak, że rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną, która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek zwierzyny jest powszechne, zwłaszcza w obwodach hodowlanych, gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. Samorządy, gminy nie mają żadnego realnego wpływu na ilości pozyskiwanej zwierzyny, nie mają też żadnych innych korzyści z znajdującego się na ich terenie  leśnego obwodu łowickiego.

13641195_1106010092769430_8647808481302676436_o

 

NPRM: Jesteś w stanie wskazać, które przepisy prawa łowieckiego myśliwi łamią najczęściej?

Marcin: Najczęściej polują przy nęciskach na jelenie, daniele. Podczas gdy prawo pozwala tylko na polowanie w tych miejscach na dziki, lisy, borsuki, tchórze i kuny . Myśliwi polują (kłusują) na gatunki chronione. Omyłkowo na chronione gatunki kaczek, z premedytacją na ptaki drapieżne i kruki.

 

NPRM: Alkohol na polowaniu. Drażliwy temat, jednak istnieje przepis, który mówi: „kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni’’. Nie wspominając o dziesiątkach wypadków, które zanotowaliśmy od początku działania naszej kampanii. A przecież podczas „zbiorówek’’ czy myśliwskich imprez, już po pokocie spożywa się alkohol, broń stoi często oparta o krzesła. Jest w pobliżu myśliwych. Inni wspominają na forum dziennika łowieckiego o „tradycji’’ użytkowania nalewek między pędzeniami. To martwy zapis?

 

Marcin: Widziałem myśliwych tak pijanych, że trzeba było ich nieprzytomnych wozić przyczepką, razem z ubitą zwierzyną. Ale były to przypadki incydentalne. Powszechne są piersiówki, szczególnie w czasie zimowych polowań. Uważam, że na prowadzącym polowanie powinien spoczywać obowiązek sprawdzenia alkomatem wszystkich myśliwych uczestniczących w polowaniu. Poprawiłoby to bezpieczeństwo ludzi i zwierząt. Poprawiłoby to wizerunek PZŁ gdyby wprowadzić taki zapis do regulaminu polowań.

NPRM: Istnieją tak zwane „Biura polowań’’, dzięki którym można wykupić sobie polowanie i odstrzał na gatunki objęte u nas całkowitą ochroną, np. głuszce, cietrzewie, wilki, kozice, niedźwiedzie, rysie i zapewne wiele innych. Poluje się wtedy oczywiście w innych krajach, gdzie prawo dopuszcza taki odstrzał, np. kraje skandynawskie, czy Ukraina, Białoruś, Rosja, Chorwacja. Co sądzisz o działalności takich biur i myśliwych, którzy z nich korzystają? Czy skoro deklarują chronić, zamiast pozyskiwać rzadkie trofeum, nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na odłów i zakup żywych ptaków (głuszców, cietrzewi) dla zasilenia krajowych populacji?


Marcin:
To mniej więcej już opowiedziałem . Warto by temu poświęcić więcej miejsca i zbadać statystyki. Osobiście jestem przeciwnikiem. Można wyobrazić sobie polskiego myśliwego, który jedzie do Afryki i tam poluje na polskie bociany, czy orliki grubodziobe, a upolowane zwierzęta przywozi do Polski.  Jest to też budowanie niezdrowego współzawodnictwa na trofea, a przecież nie o trofea (teoretycznie) w naszym łowiectwie chodzi.

67003_154167371287045_804291_n

==============================
==============================

Na portalu you tube Marcin posiada kanał o nazwie ”Marcin z lasu” , na którym zobaczyć można przyrodnicze opowiadania dla najmłodszych,” Przyrodyjki” czy malownicze sceny  dzikiego życia oraz rozmówki ekologiczne na leśne tematy. Zachęcamy do subskrypcji i śledzenia kanału. Poniżej przykładowe filmy.

 

 

 

 

 

 

Jako uzupełnienie polecamy dwa inne wywiady z Marcinem Kostrzyńskim, które ukazały się wcześniej na portalach zewnętrznych. Dostępne po kliknięciu w poniższe linki. 

”Las poradzi sobie sam” 

oraz

”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”