Ile myśliwi płacą za możliwość zabijania bażantów

Ostatnio po grupach myśliwskich krąży takie oto ogłoszenie, którego treść brzmi:

Ośrodek w Sokołowie k. Golubia Dobrzynia oferuję Państwu organizację polowań na bażanty, w formie polowania pędzonego. Zapewniamy specjalna oprawę, czyli sygnalistę, pokot, medale, upominek dla każdego uczestnika polowania, foto relację z polowania. Podczas każdego polowania towarzyszą nam od pięciu do siedmiu psów gdzie będzie można zobaczyć wspaniałą pracę takich ras jak wyżeł niemiecki, wyżeł weimarski czy węgierski. Bażanty są wcześniej zasilone w łowisko (nie wypuszczamy bażantów z klatek.) Zapewniamy posiłek w trakcie polowania jak również wykonujemy usługę skubania bażantów. Koszt uczestnictwa w polowaniu 1600 zł za osobę. Zapewniamy wypuszczenie 25 bażantów na osobę. Śniadanie i obiad w trzy gwiazdkowym hotelu ( menu w załączniku) Ciepły posiłek w trakcie polowania. Oferujemy pomoc w zakwaterowaniu. Hotel * * * http://hotelvabank.pl/  Szczegółowych informacji dotyczących oferty jak również wolnych terminów proszę o kontakt telefoniczny (…….)  lub facebook „Polowanie na bażanty w Sokołowie

kopia-ratujabazanty23

Zaciekawiło mnie ono, gdyż zastanowiwszy się pobieżnie, stwierdziłem, że przecież wszystko co tam napisano, zadaje kłam twierdzeniom, jakimi jestem częstowany przy każdej dyskusji na temat sensu i potrzeby działań tak zwanej „racjonalnej gospodarki łowieckiej”.

Czego się nie robi dla zysku? Myśliwi, którym za zadanie postawiono opiekę nad losem zwierząt dzikich, nie wahają się swojej roli nadużywać, czyli hodować w specjalnych ośrodkach te gatunki, które hodować się dają, a następnie sprzedawać zainteresowanym możliwość uśmiercenia ich, by sobie zarobić. Pewnie zarobić dla dalszego rozwoju, hodowli, dla ratowania środowiska (dowiedzcie się na czym polega gospodarka łowiecka oszołomy!). Ale rozpracujmy najpierw tą lakoniczną wiadomość. Jak wynika z opisu będzie to polowanie pędzone, czyli coś na zasadzie dobrze nam znanej „zbiorówki” podczas której zwierzęta są wypłaszane ze swoich kryjówek i ostoi, na linię czekających już strzelców. Podobnie będzie i w tym przypadku, tylko tutaj rolę naganiaczy odegrają psy, które będą wystawiać myśliwym oczekujące w przerażeniu bażanty, które przyczaiły się w gąszczach traw.  Koszt uczestnictwa w polowaniu – 1600 zł. I w tym momencie, wiem, że wszystkie brednie mające tłumaczyć „polowania na pióro”, mające usprawiedliwić zabijanie ptaków, brzmiące mniej więcej jak: Ale ja poluję dla zdrowej dziczyzny, dla mięsa! Chcę tym wyżywić rodzinę, dlaczego mam dzieciom podawać faszerowane chemią mięso z marketu – wszystkie tego typu baśnie można schować tam gdzie ich miejsce, między mitami łowieckimi, a demagogią.  W każdym razie wyobraźcie sobie, że idziecie do marketu po jednego kurczaka, który kosztował by was 1600 zł. Nie o jedzenie ani żywienie rodziny tutaj chodzi, myśliwi płacą sowicie tylko za chorą przyjemność zabijania i emocje jakich podczas tego doświadczają. Te 1600 to przecież koszt zaniżony, bo do tego dochodzą koszta paliwa, dojazdu, czas, amunicja śrutowa – wszystko to dla kilku bażantów? Prawie, jak prastare łowy, cały dzień dla kilku ptaszków. No, ale rodzina będzie miała co jeść! Na jedyn obiad… „Usługę skubania bażantów” – no jak to, czyż samodzielne oprawianie zdobyczy nie jest także tradycją, jak starają się nam przy okazji każdej wmawiać? Do skubania razem z kobietą i dziećmi po powrocie, no chyba, że dawanie wyrazu prastarym tradycjom uległo jakoś zmianie, albo panowie polujący nie chcą, by ich rodziny miały styczność z każdym aspektem wykonywanego przez nich hobby. Żeby było śmieszniej, koszt takiego bażanta z hodowli to ok. 18-30 zł, za dorosłego ptaka, nadającego się do konsumpcji.  Gdyby ktoś koniecznie chciał się tym zajadać, mógłby po prostu takiego ptaka sobie zakupić, nawet już martwego, za cenę nie większą niż 50 zł. Ale nie myśliwy – on musi zapłacić te 1600 zł, by doświadczyć frajdy zabijania, i „koleżeńskiej atmosfery”.   Wykarmić rodzinę „zdrową dziczyzną” bez względu na czas i koszty 🙂 I najważniejsza informacja: Bażanty są wcześniej zasilone w łowisko (nie wypuszczamy bażantów z klatek.). No, jacy łaskawcy. Po fali artykułów, które dokumentowały proceder taki jak wypuszczanie bażantów do łowiska dzień wcześniej, a na drugi organizację polowania, panowie „wycwanili się” czy też zaczęli postępować „bardziej etycznie”, i teraz „ubogacają” sobie łowiska parę miesięcy wcześniej.

13923269_1274926515881184_4626839998629078645_o

Jak by ktoś miał wątpliwości, to są działania dla dobra środowiska, dobrostanu zwierzyny (płoszenie, bo przecież nie ma drapieżników, które musimy zastępować, niech więc zwierzaki pobiegają nieco) i ratowanie nas przed…. Bażancią apokalipsą i splądrowaniem pól, przez wygłodniałe krwiożercze ptaki.  Proszę uprzejmie się z tego nie śmiać oszołomy, bo gdyby nie myśliwi strzelający do hodowanych w tym celu bażantów, nie mieli byście co jeść! Wszystko to są racjonalne działania, wpisane w harmonogram racjonalnej gospodarki łowieckiej i nie chodzi o zabijanie dla przyjemności. Dowiedzcie się czegoś o łowiectwie :)!

Co do apokalipsy bażanciej – jest to szczególnie możliwe, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że koła łowieckie wypuszczają rocznie dziesiątki tysięcy bażantów, które stanowić mogą zagrożenie, no i dlatego trzeba je odstrzelić. No, ale w takim razie, po co je w ogóle wypuszczać? Ubogacić łowisko! Działać dla dobra środowiska! Program ożywić pola, angażujemy dzieci i szkoły! Mieć do czego postrzelać…

(cisza)

O tym jak myśliwi znęcają się nad tymi ptakami, które często będąc jeszcze żywe, czujące i ranne są aportowane przez myśliwskie psy, pisaliśmy w tym artykule. Oraz o tym, jak niektóre koła praktykują strzelanie do tych ptaków jesienią i zimą przy podsypach – miejscach dokarmiania.

Myśliwi znęcają się nad żywymi bażantami, i strzelają przy podsypach. 

Bażant nie jest naszym rodzimym gatunkiem. Do Europy przywlekli go Rzymianie. Do nas, na Dolny Śląsk, trafił dopiero w XVII wieku. W naszym klimacie nie utrzymałby się zbyt długo. Istnieje u nas dzięki licznym wsiedlaniom przez myśliwych, którzy dbają o to, by mieć do czego strzelać. Bażant zrobił swoistą „karierę”. Poza Europą został rozwleczony do Ameryki Północnej, Australii i Nowej Zelandii. Tamtejsi myśliwi również lubią strzelać do tych pięknych ptaków. Jak widzimy ciężki jest żywot migranta, nawet jeśli on nim jest nie z własnej woli.

Wysoki przyrost liczebności bażanta niekoniecznie musi wiązać się intensywnym wsiedlaniem hodowlanych osobników. Ptaki pochodzące z hodowli cechują się mniejszą rozrodczością, jak i przeżywalnością. Za sukcesem zwiększenia populacji najprawdopodobniej stoją osobniki żyjące dziko. Wobec tego dalsze wsiedlanie, biorąc pod uwagę, że hodowlane ptaki dość często są roznosicielami chorób, nowych osobników zdaje się być pozbawione sensu.

Źródło: Kuczyński L., Chylarecki P., 2012. „Atlas pospolitych ptaków lęgowych Polski. Rozmieszczenie, wybiórczość środowiskowa, trendy.” GIOŚ, Warszawa

13923650_1274926395881196_3580146036106838279_o

Szczególnie paskudne życie mają bażanty, które przychodzą w Ośrodkach Hodowli Zwierzyny Polskiego Związku Łowieckiego gdzie odbywają się tak zwane „ekskluzywne” polowania. Jednodniowe polowanie może kosztować nawet i 1000 złotych. W zamian za to myśliwy może naparzać przez cały dzień do nieograniczonej ilości bażantów nie patrząc na to czy to kogutki czy kury (w „normalnych” polowaniach wolno strzelać jedynie do kogutów od początku października do końca lutego).

Bażanty wypuszczane są na łowisko w przeddzień polowania (albo nawet w jego dniu). Nie są przystosowane do życia na wolności, toteż te ptaki które nie zostaną zabite przez myśliwych wyłowią lisy.

Rocznie wypuszczanych i zabijanych są podobne ilości tych ptaków. Liczba zabijanych bażantów roczne oscyluje w granicach 100 tysięcy osobników.

Trzeba zauważyć, że nie wszyscy myśliwi biorą udział w tym rzeźniczym niemal procederze. Są grupy myśliwych którzy takimi polowaniami wręcz się brzydzą, są myśliwi którzy nie widzą w takiej formie łowów nic zdrożnego… 

http://plamkamazurka.blox.pl/2014/08/Bazancie-zycie.html

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dla najlepszych w zabijaniu hodowanych w tym celu ptaków, przewidziano upominki, które będą miłą pamiątką z polowania, ku przypomnieniu radosnych krwawych wyczynów.

Tytuł wpisu może nie do końca zgadza się z treścią, gdyż nie omówiliśmy tutaj kosztów innych polowań – tym zajmiemy się przy okazji, w osobnym artykule.

Reklamy

Przerażony dzik uciekał przed myśliwymi – wypłynął na jezioro.

To jest właśnie chyba kwintesencja myśliwskiego „harmonijnego współistnienia z naturą”. Ale przecież oni niczego nie płoszą, zwierzęta się nie boją, no i najważniejsze – dają wyraz tradycji. Myślę, że w tym przypadku zachowanie zwierzęcia dobitnie pokazuje, co „sądzą” o tradycjach myśliwskich i polowaniach zbiorowych. TVN24 zamieściło film, na którym widać jak zdyszany dzik przepływa jezioro. Zmęczone zwierzę próbowało dostać się do łódki wędkarzy, którzy pływali w tym czasie po jeziorze.

„Dwaj wędkarze z Brodnicy byli świadkami niecodziennych scen na jeziorze Niskie Brodno. Mężczyźni zobaczyli dzika, który przepłynął jezioro wpław. Do zdarzenia doszło na jeziorze Niskie Brodno. Mężczyźni, którzy płynęli łódką, zobaczyli dzika, który nagle wybiegł z lasu, wskoczył do wody i przepłynął wpław całe jezioro. Zwierzę dotarło na drugi brzeg szybciej niż wędkarze. Taką informację przekazał dziś portal tvn24.pl.

Niezwykle spotkanie zostało uwiecznione na nagraniu. Widać na nim jak dzikie zwierzę najpierw płynie równolegle do łódki a potem skręca w kierunku mężczyzn. Po chwili jednak znowu się oddala i kieruje się w stronę drugiego brzegu jeziora.

Podejrzewam, że wypłoszyli go myśliwi, którzy akurat pojawili się w okolicy. Najpierw zobaczyliśmy, jak jechali do lasu, a potem nagle ten dzik pojawił się w wodzie. Inteligentna bestia uciekła przed nimi – opowiada pan Maciej w rozmowie z portalem tvn24.pl.”

Źródło:
http://www.expressbydgoski.pl/wiadomosci/a/wyploszony-dzik-olimpijczyk-na-jeziorze-pod-brodnica,11413613/

Jak udało się ustalić ekipie NPRM, 29 października miało się odbyć polowanie zbiorowe w tym terenie, i za pewne odbyło. Data potwierdzała by się więc z relacją wędkarzy, bo jak wiadomo przed „zbiorówką” trzeba wszystko zaplanować, objechać teren, oznaczyć, sprawdzić stan zwierzyny. Myśliwi mogli prowadzić właśnie taką wizytę przygotowawczą.
Jak dowód publikujemy harmonogram polowań zbiorowych w tamtym rejonie.

harmonogram

http://brodnica.ug.biuletyn.net/fls/bip_pliki/2016_10/BIPF53ECCB3BA7F08Z/img-X13074709.pdf

Materiał filmowy z ucieczki dzika można zobaczyć pod poniższym linkiem. Nie wiadomo dlaczego, z youtube film został już usunięty. Czyżby nie chciano prowokować sensacji?
http://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/triumf-dzika-olimpijczyka-wybraliscie-wideo-tygodnia,687564.html

Tym razem historia zakończyła się połowicznym happy endem. Umęczone zwierzę przedarło się do trzcin, gdzie wypoczywało jakiś czas, niedaleko domów mieszkalnych. Dlaczego połowiczny happy end? No cóż, nie wiadomo czy nie został jednak upolowany na tej zbiorówce, ani czy ktoś nadgorliwy nie powiadomił służb, bo „ojej dzik po domem, na pewno przyszedł wszystkich zaatakować”. Myśliwi doskonale zdają sobie sprawę, że swoimi działaniami powodują taką gehennę u zwierząt. Następnie ochoczo reagują, kiedy „trzeba” odstrzelić dzika, który „wtargnął”, na tereny miasta. Przewrotnie powiedzą wtedy z uciechą: Widzicie, a nie mówiliśmy zwierzęta – wchodzą już do miast i atakują ludzi. Trzeba strzelać. 

Taki horror zwierząt podczas polowań zbiorowych przydarza się tysiącom zwierząt podczas jednego sezonu, w całym kraju. Dziki to bardzo inteligentne zwierzęta, o czym można by rozpisywać się długo, ale zapamiętajmy, że są dużo bardziej inteligentne i wrażliwe od naszych domowych psów. Te, które przetrwały już jedną „zbiorówkę”, wypłoszone z miejsc odpoczynku przez naganiaczy, które widziały jak i siostry, bracia czy matka padają w ogniu sztucera podczas panicznej ucieczki i przeskoku przez leśny dukt, one pamiętają i wiedzą. I jak widać, jednym z ich najgorętszych pragnień jest tego losu uniknąć. Ale co to obchodzi myśliwych, trzeba wykonać plan, dzik to szkodnik, a jak nie będziemy polować to nas, zjedzą i w ogóle pseudo-zieloni, dowiedzcie się czegoś o łowiectwie.

Poniżej inny film dostępny na youtube, którego opis głosi:

Podczas naszego polowania zbiorowego w kole łowieckim Rega Gryfice dzik wybrał ucieczkę do wody i uciekając na drugą stronę rozlewu natknął się na Andrzeja i Czarka łowiących szczupaki.

Dla myśliwych cała sytuacja jest oczywiście powodem do żartów i śmiechu. Ale przecież zachowali się „etycznie”, bo etyka myśliwska zabrania strzelać do zwierząt w takiej sytuacji. To najważniejsze… Dzik jest pewnie wdzięczny. Takie płoszenie, to chyba wyraz myśliwskiej „troski o dobrostan zwierzyny” w praktyce. A następnie mamy wypadki komunikacyjne, gdy pędzone przez naganiaczy zwierzęta wyskakują na jezdnię, szkody na polach, kiedy przestraszone zwierzęta, którym udało się uciec przeczekują polowanie w śródpolnych remizach i mniejszych zagajnikach. Takie „postoje” zwierząt, podczas gdy w oddali grzmiały strzały, widziałem wielokrotnie.  Zdarza się jak widać i inaczej, kiedy zwierzęta salwując się ucieczką, pakują się do wody, i tu paradoksalnie czasami uratuje je „etyka myśliwska”, jeśli ktoś ją akurat praktykuje w swym żywocie łowieckim.

Mity Łowieckie – Slogany i kłamstwa myśliwych w przestrzeni publicznej.

Temat był już wałkowany wielokrotnie, nie tylko na naszej stronie, jak i w zakładce Mity łowieckie & Okrucieństwo, można znaleźć rozprawę o dowolnym z nich. Jednak wychodząc naprzeciw potrzebom czytelników postanowiliśmy opracować krótką notatkę, która pozwoli poruszać się po świecie myśliwskiej hipokryzji i celnie zbijać wyuczone bzdury, którymi próbują zewsząd raczyć nie zorientowanych.

Mit 1. Myśliwy dokarmia zwierzęta, by pomóc im przetrwać zimę.  Czyli dlaczego, żaden z tych ”nawiedzonych zielonych pseudo-obrońców zwierząt” , nie pójdzie w zimę do paśnika dokarmiać?!

To rzeczywiście, jeden z ulubionych myśliwskich argumentów. Piękny frazes i jeszcze piękniej brzmi, dla kogoś, kto z pracą myśliwych nie miał do czynienia.  Jest tu jednak drugie dno, skrzętnie skrywane, o którym już żaden z myśliwych Wam nie powie. Dokarmia się nie po to, by „pomóc przetrwać zimę”. Lecz co najwyżej,by pomóc sobie. Krótko, chodzi o potencjalnie zmarnowaną dziczyznę. Myśliwi „litościwie pomaga”, a przyszłym sezonie do podtuczonego przez siebie zwierzęcia już bezlitośnie strzela. Dokarmianie jest zwierzętom do niczego nie potrzebne. Przez tysiące lat, podczas występowania znacznie bardziej surowych warunków zimowych, poradziły sobie bez niego. Polski Związek Łowiecki, istnieje ponad 90 lat, a dokarmianie prowadzi się od około 70. Można choćby na tej podstawie,odpowiedzieć sobie, jak bardzo ono zwierzętom jest „potrzebne”. Zwierzęta dokarmianie płodami rolnymi uczą się ich smaku, a następnie jeśli podobnej karmy im w paśniku zabraknie, szukają jej na polach. Dokarmianie nie pozostaje bez wpływu, na zwiększoną populację zwierząt, co jest sprzeczne z interesami np. rolników, ale już bardzo mile widziane przez myśliwych. Taka karma jak buraki, ziemniaki, czy marchew lub kukurydza są niewłaściwym dla leśnych zwierząt pokarmem, i nigdy nie powinny się w lesie znaleźć. Zaś surowa zima, to jeden z podstawowych czynników selekcyjnych pogłowia zwierząt, a „pomaganie im przetrwać” do następnego sezonu, przy średniej temperaturze +5 do -1°C, przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego z uwagi na powyższe, ponad 30 organizacji ekologicznych zrzeszonych w koalicji  Niech Żyją!  są za całkowitym zakazem dokarmiania większych zwierząt łownych. Więcej o szkodliwym wpływie dokarmiania poruszone było tutaj. Dokarmianie – bezsens, czy sens życia myśliwych? 

Niekorzystne skutki dokarmiania:

– Zaburzenie naturalnej selekcji, w wyniku przeżywania osobników słabszych, i pogarszanie jakości stada – to akurat zrozumiałe, bo wtedy mogą trąbić, że trzeba zabijać stare, słabe i cherlawe;

– Roznoszenie chorób – przy karmiskach i paśnikach spotyka się wiele gatunków zwierząt, które bez tego nigdy by się razem nie zeszły, wymieniają ze sobą patogeny;

– Uczenie zwierząt leśnych smaku płodów rolnych, w wyniku czego szukają one ich następnie na polach, zwiększając jeszcze szkody;

– Taka karma jak ziemniaki, buraki, marchew czy kukurydza oraz kiszonki, NIGDY w lesie znaleźć się nie powinny. Gnijąc i zalegając stwarzają też zagrożenie epidemiologiczne;

– Zwierzęta tracą instynkt ucieczki – nie tylko przed człowiekiem, ale też przed pojazdami, w związku z czym giną lub zostają ranne w kolizjach drogowych;

– W zagęszczonych populacjach łatwo rozprzestrzeniają się choroby, wzmagają się zachowania agresywne, dochodzi do zranień i wzajemnych okaleczeń;

– Wywożąc do lasu jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie i w efekcie również naturalne cykle płodności;

– Wszystkie dokarmiane zwierzęta, i tak zostaną następnie „pozyskane”;

– Zwierzęta które najczęściej korzystają z dokarmiania, nie są w żaden sposób zagrożone wyginięciem.

Motywy dokarmiania zwierząt przez myśliwych:

– Niewłaściwie pojmowana, fałszywa troska o zwierzęta, która przynosi więcej szkody niż pożytku (patrz wyżej);

– Myśliwi jakoś nie dokarmiają innych gatunków zwierząt z poza listy łownych, mimo, że też cierpią zimą głód;

– Padłe zimą z głodu zwierzę to oczywiście strata dziczyzny i tuszy;

– Dokarmianie i praca przy nim są potrzebne myśliwym do miłego znieczulania sumienia i łagodzenia stanów, które budzą się, gdy się nieustannie zabija. Można potem mydlić oczy wszystkim wokół, jakim to jest się „dobrym i szlachetnym”, okłamując samego siebie.

Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w drugiej połowie XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Takiego jedzenia w lesie nigdy nie było i nie powinno być. Myśliwym zawsze chodzi o duże stany zwierzyny, większe niż naturalny ekosystem byłby w stanie wyżywić. Najważniejsze jest bowiem, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie.  ~ Zenon Kruczyński

Trzeba dodać, że myśliwi uważają, że dokarmia się po to, aby zwierzęta nie robiły szkód w uprawach. ( Zimą, przy -10°C na gołych polach pokrytych śniegiem i skutej mrozem ziemi rzeczywiście, łatwo o szkody…). Zdają się zapominać, że celom takim służą pasy zaporowe i poletka żerowo-ogryzowe. Argument ten pojawił się w dyskusjach stosunkowo niedawno, jako akt rozpaczy w dawno przegranej debacie.

elk_dokar_-000

Mit 2. Myśliwi muszą zastępować drapieżniki i kontrolować liczebność populacji zwierząt.

Ciężko nawet tą bzdurę skomentować, ale po kolei. Po pierwsze myśliwy nie jest w stanie zastąpić drapieżnika. Drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Wilki polując ”testują” kondycję swoich ofiar, aby ustalić sztukę mniej sprawną w ucieczce, prowadząc ”pościgi kontrolne”. W ten sposób wybierają ze stada rzeczywiście właściwą ofiarę. Który myśliwy pobiegnie za stadem łań, aby sprawdzić ich kondycję? Widzimy więc, że myśliwy nie jest w stanie w żaden sposób zastąpić drapieżnika. W micie tym zawarte są trzy kłamstwa, kolejnym jest twierdzenie, że drapieżniki są od tego, by kontrolować liczebność zwierząt.  Rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności -zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją, my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem, nie regulowaniem liczebności zwierząt. Rolą drapieżników jest utrzymywanie populacji swoich ofiar po prostu w zdrowiu. Jakkolwiek paradoksalnie to brzmi. Jako pozbawione ludzkich skrupułów perfekcyjnie eliminują sztuki chore oraz słabe, a także młode. I to jest selekcja naturalna. Dzikie zwierzęta potrafią same kontrolować swoją liczebność, dostosowując zachowania rozrodcze do warunków w jakich przyszło im żyć (siedlisko, baza żerowa, warunki życia). Dowodzą tego badania naukowe z całego świata. A użytkowanie łowieckie populacji zwykle przynosi skutek odwrotny od zamierzonego, zamiast zmniejszania liczby zwierząt, finalnie zawsze mamy ich więcej. Dlaczego? Ze szczegółami opisaliśmy to w 2 artykułach:
Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików?   oraz Wpływ łowiectwa na liczebność lisów. Ostatnie odnośnie „konieczności regulacji”. Na liście zwierząt łownych jest 31 gatunków zwierząt, w tym 13 gatunków ptaków, a więc „nie – łownych” pozostaje jeszcze z 300 innych.  Myśliwi intensywnie „regulują” raptem kilka z nich. Kto zajmuje się pozostałymi gatunkami zwierząt, ssaków, ptakami, owadami, płazami, rybami, czy choćby owadami? Natura – ano właśnie. Dodajmy, że wszelkie duże drapieżniki, były przez lata tępione, przez osoby z ‘’żyłką myśliwską’’, a na wilki polowano jeszcze w czasach PRL. Człowiek tępił duże drapieżniki po to, by sam mógł więcej polować.

11011936_941794985840656_53094381532512124_n

Mit 3. Myśliwy zabija tylko stare i chore zwierzęta.

To zdanie pokazuje tylko, z jaką premedytacją to środowisko potrafi kłamać. „Bzdura dyżurna”, choć sporo osób jeszcze w nią wierzy. Starych zwierząt łownych w naszych populacjach po pierwsze, po prostu już nie ma, zostały wystrzelane. Dzik w naturze dożywa ponad 25 lat, obecnie najstarsze spotykane osobniki mają po 5-7. Jeleń Szlachetny ponad 20, najstarsze 14, a zazwyczaj zabite zostają do 10 roku życia. Lisy do 14 lat itd… Kalendarz łowiecki dopuszcza strzelanie do zwierząt młodych, tj. warchlaków, wycinków, przelatków, ciężarnych łań czy cieląt np. daniela. Są więc zabijane zwierzęta młode. Zresztą idzcie na polowanie – tam zwierzęta nie leżą „stare i schorowane” po krzakach, w oczekiwaniu na strzał łaski, lecz bardzo żwawo uciekają.  Część osób daje się bardzo nabierać na ten frazes, cóż, tutaj wystarczyła by jedna wizyta na polowaniu. No i po co takie zaangażowanie wokół trofeistyki? Między innymi dlatego, że myśliwych interesuje zabijanie zwierząt jak najbardziej witalnych i dorodnych, dla ”pięknych” trofeów właśnie.

 Mit 4. „Bo łowiectwo to tradycja”.  A człowiek od zawsze polował.

Co do obu zupełna zgoda.  Pytanie, czy wygodniej nam trzymać się zamierzchłych tradycji, czy jako ludzkość chcemy się rozwijać od barbarzyństwa do cywilizacji.  Do nie tak dawna „tradycją” było też niewolnictwo czy brak jakichkolwiek praw kobiet. Gdzie indziej za tradycję uważa się okaleczanie na żywca małym dziewczynkom narządów płciowych. Ci ludzie tak samo odpowiedzą: „Ale to nasza tradycja! A człowiek od zawsze polował”. Człowiek od zawsze robił wiele, rzeczy, między innymi nie mył się, gwałcił, palił i mordował, czy podcierał palcem, a kobiety walił maczugą po głowie ;). Czy myśliwi tym niewątpliwym tradycjom ludzkości dają także wyraz? Nie? Bądźmy więc konsekwentni albo… Dziś nie ma żadnej potrzeby, by prześladować dzikie zwierzęta dla pokarmu, czy skór bądź innych przedmiotów. Niegdyś polowania spełniały szereg istotnych potrzeb człowieka związanych z jego przetrwaniem w naturze, tak jak dostarczały pożywienia, ubrań, przedmiotów codziennego użytku. W obecnej rzeczywistości żadna z tych ról nie ma już znaczenia, chyba, że dla garstki oderwanych od rzeczywistości osobników, pragnących kultywować niechlubną tradycję ludzkości. Warto zadać sobie pytanie, czy cała ta panująca w Polsce ideologia myśliwska jest naprawdę nasza? Oczywiście nie. Tradycję tę przeszczepił na grunt polski August II Mocny, a utrwalił jego syn August III. Ten saski model łowiectwa bardzo się spodobał ówczesnej polskiej elicie i został powszechnie zaakceptowany. To wtedy zaczęto polować dla czystej przyjemności i mieć w pogardzie „mięsiarzy” (polujących dla zdobycia jedzenia):
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

Gdzie indziej „Święta tradycja” wygląda tak. Tradycja – jedno małe słowo, które potrafi uświęcić i uzasadnić najbardziej bezsensowne okrucieństwo świata.

obrzezanie-dziewczynki-550x350

Mit-„argument” 5. Mięso nie rośnie na drzewie!

Doprawdy? Ale jak to :(? Mój świat legł właśnie w gruzach… Zawsze śmieszy mnie, próba „uświadamiania” obrońców praw zwierząt, jak wygląda życie zwierząt hodowlanych. Organizacje ekologiczne walczą w pierwszej kolejności o poprawę losu zwierząt w ubojniach,  a ich aktywiści i działacze zazwyczaj są weganami i wegetarianami.  Niezmiennie kojarzy mi się to z próbą wybielania własnej osoby, szukania dla siebie usprawiedliwienia, odwracania kota ogonem, tłumaczenia jednego okrucieństwa drugim… Bo skoro zwierzęta hodowlane cierpią i hodujemy je na pokarm, to czemu nie zabijać tych dzikich? W czym one są gorsze? Tak argumentował mi kiedyś jeden myśliwych.
Dlaczego warto zrezygnować z mięsa? – nasza notatka na ten temat.

Mit 6. Na polowaniu zwierzę ginie od jednego strzału.

Według źródeł samych myśliwych, na polowaniach zbiorowych postrzałków wśród zwierzyny grubej bywa nawet ponad 30 %.  W innych przypadkach, według ankiety przeprowadzonej na forum Dziennika Łowieckiego, ten % bywa jeszcze większy. Nie szukając długo, na youtube znajdujemy film z polowania, gdzie prowadzący stwierdza ‘’Oddano 49 strzałów, padło 9 dzików’’. Można więc sobie wywnioskować jak to jest z tą celnością. Wychodzi 5 strzałów do jednego dzika.  Więcej na temat postrzałków w artykule poniżej:

Postrzałki na polowaniach

Pudła2

Mit 7.  Święty Hubert zdarzył.

Patron myśliwych, przewracający się w grobie, po każdym bałwochwalczym zbezczeszczeniu jego pamięci musiał już wywiercić dziurę w trumnie. A to dlatego, że św. Hubert będący zapalonym myśliwym przez większość swojego życia, w pewnym momencie doznał objawienia. „Młody Hubert najwięcej czasu spędzał w lasach, gdzie nieustannie polował, łowiectwo było jego pasją. ak było do roku 695, kiedy polując w Górach Ardeńskich, nie bacząc na nic, w sam Wielki Piątek napotkał białego jelenia z promieniejącym krzyżem w wieńcu. Miał wtedy usłyszeć głos Stwórcy ostrzegający go za jego niepohamowaną pasję i nakazujący mu udać się do Lamberta – biskupa Maastricht – Tongres.”
Święty nawrócił się i przestał polować. Miał też ponoć w wyniku tych wydarzeń nauczać, by zwierząt nie zabijać. Może bardziej pasowało, by mu zostanie patronem ekologów i obrońców zwierząt?

hubertk

Mit 8. Myśliwy „pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami”.

Trzeba tutaj podkreślić, że pojmowanie etyki przez myśliwego i przeciętnego człowieka to dwie skrajnie odległe od siebie rzeczy. Etyka myśliwska to kolejny frazes dla laików. W praktyce jego rola to uspokajanie myśliwskich resztek sumienia, że coś tam co robi, jest etyczne. A to tylko zbiór niepisanych norm zachowań w środowisku własnym i postępowania wobec zwierzyny.  Myśliwi nie zastanawiają się nad tym co robią z punktu widzenia etyki. Liczy się tylko to, co dopuszcza kalendarz polowań. Pomijając okrutne i nieludzkie konkursy norowania, szkolenie dzikarzy, podam inne przykłady: w Polsce myśliwym wolno prześladować zwierzęta wtedy, kiedy powinno się zapewnić im jak największy spokój. Przykład choćby – rykowisko. Nasi polujący biegają w amoku po lasach, podchodzą i wabią specjalnymi wabikami jelenie, przeszkadzają im w najważniejszym okresie w życiu. Dlaczego? Magia rykowiska to samo słuchanie. I na tym powinni poprzestać. Ale jelenie byki są w tym czasie mniej ostrożne, zainteresowane łaniami. Można je podejść, czy wykorzystując godowe podniecenie zwabić i zastrzelić. Takie pomylone zabawy, prześladowanie i zupełnie nie fair gry wobec zwierząt, uznawane są w środowisku myśliwych, za etyczne. Zresztą zabija się nie tylko jelenie podczas rozrodu. Także daniele podczas bekowiska, lisy w okresie cieczki, dziki w trakcie huczki, słonki na ciągach, kozły saren w rui, a dawniej cietrzewie i głuszce na tokach. Można też strzelać do ciężarnych łań, jak i przy użyciu nęciska wabić zwierzęta pokarmem i strzelać podczas jedzenia. Wydaje się, że ludzie mający w teorii bliższy kontakt z naturą, powinni mieć dla zwyczajów zwierząt jakiś szacunek, pokorę i zrozumienie. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Myśliwy zdają się odnajdywać jakieś upodobanie, w prześladowaniu zwierząt podczas okresów godowych. A płoszą przecież wtedy szereg innych gatunków przy okazji. Chyba, że za „etyczne” i załatwiające moralną sprawę takich polowań, uznamy myśliwskie zwyczaje włożenia w pysk zwierzęcia gałązki „ostatniego kęsu”, czy ułożenie pokotu. Według myśliwych, te puste gesty sprawę załatwiają.   Dodajmy do tego dziesiątki „przypadków” zastrzeleń zbłąkanych psów, czy kotów, zresztą środowisko myśliwych stoi raczej murem za takim odstrzałem domowych zwierząt, o czym można przeczytać sobie tutaj – Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.  Etyce myśliwskiej ze szczegółami przyjrzeliśmy się w poniższym opracowaniu:
Przewodnik po etyce myśliwskiej

11182290_935780593108762_4898096762294324282_n
Mit 9.  „Kto zapłaci za szkody rolnikom? Gdyby nie myśliwy, nikt z tych nawiedzonych obrońców nie miał by co jeść, bo zwierzęta splądrują pola, następnie wejdą do miast, a chleb kosztował by 50 zł!”

Paradoks polega na tym, że to środowisko rzeczywiście wierzy w to co napisane powyżej. Drugi, to taki, że ich własne działania prowadzą do takiego stanu – szkody w rolnictwie i zwiększona ilość zwierząt. Gdyż celem gospodarki łowieckiej, jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, dla osiągania doraźnych korzyści i doświadczaniu przyjemności z polowania. Jeśli podchodzić by do gospodarowania populacjami dzikich zwierząt, tych kilku gatunków, które czasami mogą wchodzić w kolizję z człowiekiem, nie kierując się interesem myśliwych, finalnie mieli byśmy mniej pospolitych zwierząt łownych, i mniej z nimi problemów. Ale nie leży to w interesie myśliwych.  Więcej na ten temat w tym artykule – Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Mit 10. Selekcja jeleniowatych

Lubią myśliwi robić postronnym osobom wodę z mózgu, zasłaniając się przy mordowaniu zasadami selekcji zwierzyny płowej, które sami stworzyli.  „Restrykcyjne zasady przy odstrzale”, jak starają się wmawiać. W selekcji owej chodzi o uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów z poroża (co wymienione jest w zdefiniowanych celach łowiectwa, jako jedna z głównych jego działalności). Zwróćmy uwagę na jedną rzecz – myśliwi prowadzą tą „selekcję” i prowadzą dziesiątki już lat. Prowadzono ją także w jakimś stopniu dużo wcześniej. Efekt? Żaden. Mimo usilnych starań myśliwych, każdego roku, w każdym pokoleniu saren i jeleni ciągle występują sztuki, tak zwane „selekcyjne”. A to myłkus, to tyka poszła nie w tym kierunku co „trzeba” – tak jak chciał by to widzieć myśliwy, zgodnie ze swoim urojonym wyobrażeniem o „prawidłowym” porożu.  Porównując kolekcje myśliwskie i trofea już z okresu średniowiecza można stwierdzić bez precedensu, że selekcja owa nic nie daje, ani w wyglądzie jeleni oraz kozłów saren nie zmieniła, na przestrzeni setek lat. I zmienić nie może, i nie zmieni. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że owa różnorodność i „wady” w rozwoju poroża są dla tych gatunków czymś niejako naturalnym i występującym. Mimo stosowania różnych mieszanek mineralnych podczas dokarmiania, lizawek z solą, deformacje i tak występują. I co ciekawe, przez miliony lat, kiedy to nikt zasad selekcji nie znał, ani jej nie prowadził, zwierzyna nie ZDEGENORWAŁA się. Tak, to słowo warto powiększyć, gdyż myśliwi tak właśnie uważają – jeśli przestaną strzelać, to zwierzyna zdegeneruje się i wymrze.  Ostra faza, co? Bo co z pozostałymi setkami gatunków zwierząt, których nikt poza naturą w żaden sposób nie selekcjonuje? Co z ludzmi? Żeby było śmieszniej, na pewno słyszeliście termin, taki jak uwstecznianie się poroża u jelenia. Jest to proces naturalny, który wystąpi z wiekiem u każdego samca tego gatunku. Myśliwi jednak nigdy nie dopuszczają do takiej sytuacji, choć taki jeleń z uwsteczniającym się porożem, może żyć jeszcze ponad 7 lat. Postronnym mówią, że zabijają, by nie przekazał dalej „złych genów” – co jest bzdurą totalną, jako, że uwstecznianie jest procesem naturalnym. Tutaj motywacją jest tylko lepiej wyglądające trofeum, które piękniej wygląda na ścianie i podoba się myśliwemu, kiedy zostało wydarte bykowi będącemu w sile wieku. Pamiętajmy też, że żaden z myśliwych przed strzałem nie przeprowadza przecież żadnych badań genetycznych, nie może więc wiedzieć, czy jakakolwiek deformacja nie jest efektem braku składników pokarmowych (najczęstsza przyczyna), urazów mechanicznych lub chorób wirusowych czy grzybiczych. Genetyka w tym przypadku, jako możliwa przyczyna znajduje się ostatnia w tym zestawieniu. I tak po ludzku – i wśród nas przychodzą na świat osoby niskie, z czasem niektórzy stają się otyli, z zespołem Downa, czasem mniej urodziwi lub z widocznymi deformacjami albo setkami możliwych chorób. Czy „selekcjonujemy” ich? Czy jednak jakoś pomagamy?  Kierując się takim myśleniem, należało by odstrzelić ¼  otyłych emerytów z PZŁ jako sztuki selektywne, urągujące wyobrażeniu o możliwym pięknie człowieka :). Tak to właśnie wygląda. W całej tej zabawie chodzi o satysfakcję z trofeum, ewentualny zarobek na nim, konkursach medalach i odznaczeniach – to wszystko wchodzi w skład trofeistyki. Polecam się zapoznać i wyciągnąć wnioski. Zasady selekcji populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych:
https://www.poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

Więcej na temat trofeistyki i selekcji : 
Polowanie na rogacze – myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui. 

3-1

=======================
=======================

Źródła i bibliografia: 

Niech Żyją! Mity i fakty. 
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

„Określanie wieku zwierzyny”
J. Lochman

Zasady selekcji osobniczej i populacyjnej zwierząt łownych
http://www.lowiecki.pl/prawo/zasady_selekcji_3.pdf

„Wielki atlas łowiectwa”
D. Bogacz, S. Pawlikowski, J. Pełka, P. Gawin i inni – praca zbiorowa.

=====================
=====================

Przewodnik po Etyce Myśliwskiej

Jednym z bardzo często poruszanych sloganów przez komentujących na naszej stronie myśliwych, jest właśnie etyka myśliwska. Specjalnie dla Państwa postanowiliśmy owo więc tajemnicze zagadnienie naświetlić, jako, że jak żadne z innych daje ono szeroką możliwość wykazania opatrznego rozumienia moralności i etyki przez środowisko łowieckie, a także zarysowania wielu absurdów, jakie pod tym pojęciem się kryją. W tekście zawarto odnośniki do szczegółowo omówionych tematów poruszanych w niniejszym opracowaniu, wystarczy kliknąć w niebieski link, by przeczytać więcej.  Zazwyczaj okrzyk brzmi tak:

Dowiedzcie się czegoś o etyce myśliwskiej! Myśliwy pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami!

Pięknie, urzekająco. Wzniośle i patetycznie wręcz. Dla osoby niezorientowanej w tematyce łowiectwa i nie uczestniczącej nigdy w polowaniach, takie stwierdzenie w zupełności wystarczy dla ugaszenia wątpliwości. Jednak nie dla nas.  Czym więc jest owa owiana aurą eposu etyka myśliwska? Niczym… No dobrze, według definicji, jest to całokształt nie objętych prawem norm postępowania wobec zwierząt, odniesienia do środowiska przyrodniczego, oraz postępowania między samymi myśliwymi, tj relacjach koleżeńsko – towarzyskich. Oraz zachowanie podczas polowań, i wiele innych.Tymi ostatnimi zajmować się nie będziemy, spojrzymy natomiast na wymiar łowiecko pojmowanej etyki, w odniesieniu dla dobrostanu zwierząt i przyrody.

Na str. 320 książki pod tytułem „Łowiectwo dla leśników i myśliwych” o etyce przeczytać możemy tak: Etyka w stosunku do otaczającej nas przyrody – to przede wszystkim stałe stosowanie zasady, że nie wolno czynić żadnych zmian w przyrodzie bez koniecznej potrzeby i wyraźnego celu. Doskonały chyba zapis. Oznacza on, że w praktyce można robić wszystko co środowisku przyrodniczemu może zaszkodzić, jeśli człowiekowi przynosi to doraźne lub długofalowe korzyści. Tj. dokarmianie, nęcenie choćby. Nieetyczne jest więc zabicie jakiegokolwiek stworzenia, jeśli nie daje to nikomu żadnej korzyści – Nic dodać… W tym momencie mam nieco rozdźwięk w głowie, ponieważ zawsze słyszę od myśliwych, że oni dla korzyści żadnych nie polują, a dla ratowania środowiska przyrodniczego i nas wszystkich przed zwierzęcą apokalipsą. Dalej: Niewątpliwym brakiem etyki jest ograniczenie swego udziału w gospodarce łowieckiej tylko do polowania (jakże częsta przypadłość – weekendowi myśliwi od zbiorówek, to już chyba osobna populacja w PZŁ). Myśliwy, który nie interesuje się bezpieczeństwem łowiska i zwierzyny, jej hodowlą i ochroną, sprawami organizacyjnymi koła, ani życiem swojego zrzeszenia motywując to brakiem czasu nie zasługuje w pełni na miano myśliwego.

Słuszna jest zasada: „poluje tylko ten kto hoduje.” Wytłuszczone i wbijamy do głowy – myśliwi hodują dziką zwierzynę tj. „gospodarują” jej populacją w celu uciechy własnej z polowań i oto wielka tajemnica wiary racjonalnej gospodarki łowieckiej. W wyniku czego szkody ponosi rolnictwo, i środowisko przyrodnicze, temat wielokrotnie wałkowany i opracowany choćby tutaj w tekście Jak łowiectwo niszczy rolnictwo .

dsc00924_jpg

W innej książce, pt. „Gospodarstwo łowieckie” na str. 355 natrafiam na inny ciekawy fragment: Strzał oddany do zwierzyny musi zapewniać możliwość dokładnego trafienia jej, zabicia i podniesienia (odszukania). A przecież takiemu stwierdzeniu przeczą jatki jakie odbywają się podczas polowań zbiorowych, kiedy przerażona, pędzona zwierzyna przeskakuje na leśnym dukcie często przez ułamki sekund, i nie możliwości dokładnego wycelowania, ani rozpoznania kondycji takiego zwierzęcia. W dodatku celować trzeba nieco przed zwierzę będące w pędzie, co daje ogromny margines błędu i postrzałów. Ale nie martwcie się – etyka myśliwska nakazuje przecież etyczne dochodzenie postrzałka w pakiecie. Zwierzę na pewno jest tego powodu przeszczęśliwe i wdzięczne.

Teraz przyjrzymy się kilku wybranym zasadom ujętym w zbiorze omawianej etyki, jako punktom martwym, które poza figurowaniem na liście nie mają żadnego umocowania w rzeczywistości. A więc po kolei:

3. Myśliwy nie ogranicza swego udziału w łowiectwie wyłącznie do wykonywania polowania. Troski o hodowle i ochronę zwierzyny nie pozostawia kolegom. Wykonując polowanie i inne czynności związane z gospodarką łowiecka ma na względzie dobro przyrody ojczystej, jej zachowanie dla przyszłych pokoleń, wykazuje dbałość o środowisko przyrodnicze człowieka i równowagę ekologiczną.

Powinno brzmieć – ma na względzie dobrostan własny i osobiste korzyści, wykazuje niedbałość o środowisko przyrodnicze, i dokonuje deregulacji równowagi ekologicznej.

4. Myśliwy nie szuka w uprawianiu łowiectwa korzyści materialnych, myślistwo bowiem nie może być środkiem do ich osiągania. Najcenniejszą korzyścią myśliwego jest obcowanie z przyroda oraz doznawanie przeżyć łowieckich i radości w gronie braci myśliwskiej.

Hm… Ciężko się wypowiedzieć, jako że myśliwi zarabiają na sprzedaży pozyskanych przez siebie trofeów, często na skłusowanej dziczyźnie, a rzecznik PZŁ twierdzi, że poluje, bo pragnie karmić swoje dzieci „zdrowym” mięsem. Czy to nie czerpanie korzyści.  Zarabiają też na hodowli zwierzyny i „sprzedaży odstrzałów”, a takie biura polowań umożliwiające polowania za granicą, na gatunki w Polsce ściśle chronione lub zagrożone wyginięciem, to żyła złota dla twórców takiego „biznesu”, o przepraszam turystyki łowieckiej, chyba tak to nazywają.

9. Przebywając w łowisku myśliwy okazuje szacunek dla pracy rolnika i leśnika. Swoim zachowaniem stwarza atmosferę wzajemnej życzliwości

Zwłaszcza wtedy, kiedy zostajesz wygoniony z lasu, bo jaśnie pan odbywa polowanie. Albo musisz wysłuchiwać pretensji, że w ogóle śmiałeś skorzystać z walorów i zasobów przyrodniczych lasu.  Szacunek do pracy rolnika i leśnika? Boże… Interesy gospodarki łowieckiej stoją w sprzeczności z interesami rolników, a i często celami leśnictwa, tak więc o żadnym poszanowaniu mowy być nie może. Zwłaszcza rozjeżdżanie zasiewów samochodem terenowym to też pewnie taki wyraz szacunku. 

16. Myśliwy nie powoduje w łowisku nadmiernego niepokoju.

Nie wiem, czy ten punkt nie jest najbardziej tragicznie śmieszny ze wszystkich. Przecież myśliwy każdym działaniem związanym z polowaniem, wywołuje w „łowisku” niepokój, obojętnie czy oddał strzał czy dochodzi postrzałka z psem, czy tropi zwierzę przemieszczając się przez niedostępne gąszcze leśne.  Czy uczestniczy w polowaniu zbiorowym z hałasującą naganką.  Skala wywoływanego niepokoju i płoszenia, przekracza dosadnie to, co wywołać mógłby tabun nieobeznanych z zachowaniem w lesie „mieszczuchów”.  Przykład martwego zapisu.

22. Poszanowanie i godne obchodzenie się z odstrzeloną zwierzyna świadczy nie tylko o kulturze myśliwego, ale także wyraża jego szacunek do przyrody.

Czyli tak… nie istotne ile cierpienia zwierzętom, oraz ile chaosu wprowadziliśmy do „łowiska”, bo rozgrzesza nas zapis o godnym obchodzeniu się z odstrzeloną zwierzyną i dopełnienie łowieckich ceremoniałów typu pokot, złom, ostatni kęs. Szacunek do przyrody? Jeśli samo polowanie jest aktem przemocy wobec zwierząt i gwałtu wobec natury, o żadnym szacunku nie może być mowy. Kolejny martwy zapis, którego celem jest łagodzenie sumienia.

23. W czasie polowania myśliwy zachowuje umiar i opanowanie by nie dopuścić , żeby pasja myśliwska nie przerodziła się w zachłanność. Dobry myśliwy – to niekoniecznie ten, który zostaje królem polowania.

Absurd goni szaleństwo, jeśli wezmiemy pod uwagę, że w środowisku łowieckim powodem do dumy i pochwały jest liczny pokot. Dziesiątki strzelonych zajęcy, lisów i bażantów, dzików czy jeleni – to nie jest zachłanność? Zwłaszcza w odniesieniu do zwierzyny drobnej, na którą nie ma żadnej potrzeby ani uzasadnienia, by polować.

24. Myśliwy umie wstrzymać się od strzału, jeżeli okoliczności wskazują na brak szansy ucieczki zwierza lub podniesienia strzelonej sztuki. Powstrzymuje się również od dania strzału do zwierzyny w przypadku wątpliwego własnego pierwszeństwa.

Patrz polowania zbiorowe i ponad 30 % postrzałków. Patrz polowania lisie na stogach, gdzie otoczony przez kordon 10 czy 20 uzbrojonych mężczyzn z pracującymi psami, lis w stogu na pewno ma szansę ucieczki… Nawet jeśli uda mu się wyskoczyć i gnać przez otwartą przestrzeń pola, i tak natychmiast kilka strzałów osadza go w miejscu.

27. Myśliwy dba o bezpieczeństwo na polowaniu. Poluje zawsze ze sprawdzoną bronią, zna jej cechy techniczne. Jest świadom swych umiejętności strzeleckich, które stale doskonali.

Patrz zakładka Wypadki / przestępstwa.  Ostatnio zdarzył się wypadek, kiedy za dnia na polowaniu zbiorowym, myśliwy jak twierdzi pomylił kolegę z dzikiem trafiając go w brzuch. Wypadków takich, ze skutkiem śmiertelnym lub okaleczeń notujemy średnio kilkanaście każdego roku.  Często też podczas polowań strzelcy zajmują niewłaściwe stanowiska, tj. na wzniesieniach lub w zagłębieniach terenu, na co nie zezwala regulamin polowań.

32. Ograniczając liczebność szkodników w łowisku myśliwy wykazuje szczególna rozwagę oraz unika zatargów z miejscową ludnością.

„Piękny” ten zapis ukazuje relikt starego podejścia skrajnie antropocentrycznego, gdzie nadrzędnym elementem „dbania” o środowisko przyrodnicze jest interes człowieka. Jak wszystkim przyrodnikom i ekologom wiadomo, przyroda nie zna pojęcia „szkodnika”. Wszystko istnieje po coś i służy zachowaniu pewnych cyklów, które my z perspektywy krótkiego ziemskiego życia, niekoniecznie pojmować musimy. A zatem według powyższej zasady, myśliwy może do woli tłuc lisy, kuny, tchórze, jako „szkodniki łowieckie” ograniczające mu liczebność łownej drobnicy, przez co sam ma mniej do upolowania. Oczywiście w zgodzie z kalendarzem polowań… Zapis pochodzi jeszcze chyba z czasów, kiedy jako szkodniki traktowano ptaki krukowate i drapieżne, również niemiłosiernie strzelane, „zgodnie z etyką”, dla hołubienia interesu człowieka, ze skrajnym brakiem znajomości zależności w środowisku przyrodniczym. Zresztą nawet teraz, na forach internetowych większość myśliwych wyraża ubolewanie, że nie można do jastrzębi czy kruków strzelać ani ich tępić.  Poniżej kilka przykładów:

Zrzut ekranu 2016-11-2 o 11.37.46

zrzut-ekranu- 2016-10-13-o- 11-06-12

Screenshot - 9_3_2015 , 8_31_43 PM

Screenshot - 2015-11-15 , 17_46_48

Screenshot - 2015-12-14 , 01_04_45

Screenshot - 2015-11-15 , 14_36_31


33. Wątpliwości związane z zachowaniem etyki myśliwy rozstrzyga we własnym sumieniu zgodnie z prawem i zwyczajami łowieckimi.

Czyli hulaj dusza, „wolnoć tomku”, wszystko zależne od interpretacji i stopnia moralności popełniającego ewentualne wykroczenie wobec zasad etyki. Genialne, prawda? Ostatni ten zapis uzasadniał by ogrom patologii przejawiający się w nieetycznych zachowaniach wobec zwierząt.

Pominięte punkty zawierają wskazówki odnośnie postępowania co do pracy na rzecz PZŁ, koleżeństwa i wzajemnego traktowania, czy sporów podczas polowań. Pominiemy je tutaj, choć z tymi rzeczami także bywa różnie. Przykładem niech będzie samobójcza śmierć Diany, kiedy  to myśliwi szykanami w kole łowieckim, doprowadzili własną koleżankę do popełnienia samobójstwa. Więcej przykładów łamania koleżeńskiej etyki można znaleźć w  opracowaniu Przestępstwa, nadużycia i patologia w PZŁ , lub na kanale Stanisława Pawluka, myśliwego i dziennikarza śledczego zajmującego się tropieniem patologii w Polskim Związku Łowieckim.  Albo sytuacja z przed dwóch miesięcy, kiedy podczas drobnego podziału, oskarżali własnego przewodniczącego zarządu głównego, o bycie agentem SB i donoszenie na kolegów. Takie tam koleżeńskie potyczki w zgodzie etyką :). Więcej, w tym linku. W obronie łowiectwa – myśliwi oskarżają władze PZŁ , o przynależność do komunistycznej służby bezpieczeństwa. 

Etyka a praktyka.

Etyka myśliwska, jest tego pojęcia totalnym zaprzeczeniem pierwszego słowa, jeśli wziąć pod uwagę definicję, oraz to, czego w praktyce dopuszczają się myśliwi wobec zwierząt. Jak można szybko się zorientować, „Zbiór zasad etyki myśliwskiej” traktuje zagadnienia dobrostanu zwierząt bardzo ogólnikowo, i ani słowa nie ma o takich praktykach, jak polowania zwane norowaniami, gdzie przychodzimy do lisiego domu – nory, zatykamy część wylotów nor kamieniami, a do pozostałych wpuszczamy przeszkolone psy, by walcząc pod ziemią z lisem, rozszarpały gospodarza bezpiecznej dotychczas norki. Ma to dostarczyć myśliwemu emocji łowieckich i jest tak w istocie. Wpuszczony pies, dociera do lisa. Następuje zwarcie, jazgot, walka, szczekanie – słyszane głucho z pod ziemi, można domyślać się tylko co tam się dzieje. Nie wiemy, czy wyjdzie zakrwawiony pies, czy wyskoczy na nas przerażony lis, a może pies przywlecze zabitego lisa, lub polegnie… Wszystko to bardzo podnieca myśliwego. Może myśliwi rzeczywiście uważają , że zwierzę ma wtedy szansę? Ale jaką szansę może mieć nie walczący regularnie lis, wobec specjalnie przeszkolonych do tego celu dwóch czy trzech psów? Co na to etyka myśliwska? Głucho milczy, a norowania cieszą się sympatią wielu zwolenników. Oprócz polowań przeprowadza się też konkursy dla pracujących psów, podczas których żywe lisy są trzymane w sztucznych norach, gdzie przerażone są oszczekiwane i podgryzane przez psy. Często ostatecznie przez nie zabijane. I cały proceder ma się dobrze w „etycznym” PZŁ. Więcej o norowaniach przeczytasz pod tym linkiem:
Dramat zwierząt podczas konkursów norowań.

12118957_1501209763535470_1526706651966410817_n

12107142_1501209366868843_6742604292793420635_n

img_0108

Polowania na stogach.
Kolejna odsłona pozbawionych etyki i moralności i choć szczątkowej empatii działań sadystów. Wyobraź sobie, że bezpieczny dom, który zamieszkujesz otacza kordon uzbrojonych mężczyzn. Wpuszczane są przeszkolone do zabijania psy. Jeszcze o tym nie wiesz, choć zmysły informują lisa, że ludzi jest dużo, a bezpieczny dotychczas stóg, obrany za ciepłą ostoję, mieszkanie myszy, lokum idealne, penetrują już psy. Możesz dać się zagryzc wewnątrz, a możesz „wyskoczyć przez okno” prosto pod lufy czekających kilkunastu „bohaterów” czekających z naładowaną bronią. Szans ucieczki nie ma, gnając przez otwartą przestrzeń na 90% dosięgną cię kule.
Co na to „Zbiór zasad etyki myśliwskiej”? Głucho milczy. Ale… Dowiedzcie się czegoś o etyce! Myśliwy pozyskuje w zgodzie z nią i zasadami! Ehh… Więcej o tego typu ”polowaniach” w linku poniżej:
Polowania na stogach – wyrafinowana forma chorej rozrywki.

koliber1

dsc_0155
Szkolenie dzikarzy.
Skrótowy zarys praktyki, która polega na szczuciu zamkniętego w zagrodzie dzika przez jednego lub kilka psów, gdzie zwierzę jest przez psy oszczekiwane, ranione i podgryzane. Często na takie zabawy poświęcane są młode dziki, które myśliwi odchowali, kiedy zastrzelili im matkę. I tak całe życie… co ‘’najśmieszniejsze’’ tego rodzaju praktyki są zupełnie legalne, wspierane przez PZŁ, a za skorzystanie z takiej zagrody trzeba płacić, jeśli nie jest to zagroda stworzona ‘’na dziko’’. Więcej o tych praktykach przeczytasz tutaj.
Nie tylko norowanie – szkolenie dzikarzy.

dzikarz3

dzikarz

Postrzałki.
Tutaj etyka myśliwska daje wskazówkę, mianowicie nakazuje ona „możliwie jak najszybsze dochodzenie i dostrzelenie” ranionego zwierzęcia.  Etyka nakazuje gonitwę i dostrzelenie… Owo wypaczenie pojęć. Wskazówki milczą natomiast, co do tego co ranne zwierzę czuje, przeżywa i przechodzi, no bo i kto by się tym przejmował? Ważne, że w zgodzie z etyką dajemy wyraz tradycji. A że uszkodzone zwierzę ciągnie po krzakach własne „bebechy”, krwawi, ledwo dyszy, uchodzi przed psami, zalega, znowu zrywa się po zbliżeniu pogoni – dajcie spokój ekooszołomy, przecież to etyczne! Więcej na temat postrzałków przeczytasz w tekście: Postrzałki na polowaniach  Zresztą myśliwi z takich sytuacji zdają się czerpać jakąś sadystyczną radość i podniecenie, czy też jak to mówią ”emocje łowieckie”, co udokumentowaliśmy w powyższym artykule.

p1050451

Okresy polowań – etycznie mordujemy zwierzęta podczas sezonów rozrodczych.

Dla większości może będą szokiem poniższe informacje, a myśliwi aspekt ten wypierają w ogóle ze świadomości. Jako przyrodnikowi, miłośnikowi natury i niedoszłemu myśliwemu nie mieści mi się w głowie taki wymiar postępowania. Ale tak jest skonstruowany kalendarz myśliwski , pozwala na to, a sami myśliwi, którzy ów stan wypracowali, nie widzą w tym nic zdrożnego, bo liczy się to, by każdego miesiąca w roku, było na co zapolować. Jak to, ten „dbający o zwierzynę”,  jedyny słuszny miłośnik natury zabija zwierzęta w okresie rozrodczym? Tak, i nawet przy tym nie mrugnie… Ba, nawet jest to szczególna okazja do zabijania zwierząt, jako że w tym czasie są mniej ostrożne, to i łatwiej je upolować. Można też o wiele łatwiej je oszukać, np. wabiąc jelenia naśladując jego godowy ryk – zwierz sam przyjdzie pod lufę. Albo lisa, naśladując jego skolenie podczas cieczki, można też bardziej etycznie „na głód”, czyli wabić piskiem myszy. Podobnie wabi się kozły saren w rui, na pisk sarniej kozy.  Myślicie może, że takie praktyki są powielane może przez nielicznych myśliwych, pogardzanych przez resztę kolegów? Absolutnie nie. W tym środowisku, takie podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia nazywane jest wspaniałą sztuką, tradycją i organizowane są nawet konkursy mające tą „sztukę” udoskonalać i pielęgnować.

Jeśli chodzi  zabijanie podczas okresów rozrodczych lista jest długa, aż zdumiewająca. Głównymi ofiarami są jelenie podczas rykowiska, gdzie odstrzeliwane są często tylko dla trofeum, rykowisko jest rozganiane i przeszkadza się jeleniom w każdy możliwy sposób. Czy takie zachowania wobec zwierząt nazwiemy etycznymi? Myśliwi pewnie tak i jeszcze dodadzą „dowiedzcie się czegoś o etyce łowieckiej” :(.

Lisy podczas cieczki – tutaj z premedytacją wykorzystuje się godowy szał zwierząt, łącznie z wabieniem, a okres ten jest jeszcze okazją do chwalenia się wynikami licznych polowań, jak możemy przeczytać czasem w „Braci Łowieckiej” jeden z myśliwych chwalił się wymordowaniem aż czterech psów i jednej suki lisiej na jednym polowaniu, i bardzo był z tego dumny.  Na filmie poniżej przykład takiego chorego pseudo-myślistwa z wykorzystaniem metody wabienia.

Dziki podczas huczki – tak, one także nie mają taryfy ulgowej, zwłaszcza, że według kalendarza cały rok można strzelać do warchlaków, wycinków i przelatków, dziczej niedoświadczonej młodzieży. Można też zabijać i karmiące lub prośne lochy, część myśliwych nie widzi nic złego w takim postępowaniu, co pokazywaliśmy tutaj: Mordują ciężarne lochy, warchlaki – etyka po myśliwsku. 

Daniele w czasie bekowiska. Znowu rozpoczęcie okresu godowego zwierząt, startuje zgodnie z kalendarzem, z okresem polowań na nie.  Daniele jako gatunek wprowadzany tylko do celów polowań w obwodach łowieckich traktowane są bez litości, jakby prywatne bydło na rzeź. A kalendarz i „etyka” dopuszcza nawet strzelanie do cieląt i łań, podczas bekowiska. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj: Polowania na Daniele – myśliwi zabijają w okresie godowym.

Kozły saren w rui.
Połowa maja to ten okres, kiedy kozy saren wydają na świat młode.  Następnie w lipcu i sierpniu trwa ruja, czyli okres godowy tych zwierząt. Od 11 maja, przez cały ten czas można jednak polować na kozły, (bo oczywiście „selekcja” – brednia mająca na celu uzasadnić zabijanie), można więc płoszyć dowoli strzałami kozy z młodymi i przeszkadzać zwierzętom w zachowaniach rozrodczych. Przecież tak napisano w kalendarzu myśliwskim, więc żaden z myśliwych nie będzie się zastanawiał jak jego hobby przyczynia się do utrudniania życia zwierzętom, tylko chwyci za strzelbę i pobiegnie w las, w zgodzie z etyką płoszyć wszystko co żyje. Na rogacze także poluje się wabiąc, naśladując pisk sarniej kozy, otumanione podniecone zwierzę podchodzi wprost pod lufę i… baaach! Pozyskany w zgodzie z etyką i zasadami. Można to zobaczyć na poniższym filmie.

Muflon – I ten gatunek, który zawitał do nas w 1901 roku – został sprowadzony i jako gatunek nie-rodzimy traktowany jest jak użytkowe bydło łowne. Ruję muflony zaczynają w październiku, a okres polowań na nie zaczyna się także… od 1 października.

imag0514

Stwierdzenie więc, że myśliwi uwielbiają prześladować zwierzęta podczas okresów rozrodczych, nie będzie wobec powyższych nadużyciem. Gdyby porównać okresy polowań wszystkich zwierząt z ich czasami rozrodu, podobnych smaczków można by znaleźć więcej. A jak bywało dawniej?

Niegdyś myśliwi mogli i „czerpali przeżycia z obcowania z naturą” podczas strzelania do głuszców i cietrzewi na tokowiskach. Strzelanie do najlepszych kogutów przyczyniło się do zubożenia puli genowej, rozganiania tokowisk, no ale liczyły się przecież doznania myśliwego, który najpierw posłuchał „grającego” ptaka, a potem zastrzelił go dla trofeum. Strzela się też do zacielonych czyli ciężarnych łań oraz kóz zwierzyny płowej, no bo tak dopuszcza kalendarz myśliwski…Więcej o głuszcach i cietrzewiach przeczytasz tutaj:
Polscy myśliwi zabijają chronione ptaki. 

Do niedawna myśliwi mogli też polować na słonki podczas wiosennych lotów godowych ‘’ciągów’’, na szczęście po wejściu do UE przepisy wymusiły rezygnację. Mogą za to jeszcze strzelać podczas ciągów jesiennych. Więcej o polowaniach na słonki pod poniższym linkiem:
Zabijanie Słonek – czego się nie robi dla przyjemności. 

Nęciska
Czy trzeba wyjaśniać czym są? W skrócie, odpady z gospodarstwa domowego, spleśniałe pieczywo czy wiele innych nie mających prawa być wyrzucanych w lesie odpadków, są składowane w miejscach niedaleko ambon.  Myśliwy wabi, nęci pokarmem zwierzę, a następnie posilającemu się strzela etycznie w serce. Według prawa na nęciskach można polować tylko na dziki i drobne drapieżniki, jednak jak pokazuje praktyka ofiarami padają także sarny i jelenie. Często tworzy się też nęciska ‘’wielozadaniowe’’ , mające przywabić rozmaite zwierzęta, stąd na jednym nęcisku można spotkać czasami i siano, marchew, buraki, jednocześnie odpadki mięsne oraz rybne. Zwierzęta nie odróżniają paśnika (miejsca przy którym się dokarmia, ale nie wolno strzelać ) od nęcisk, i padają ofiarą wypaczonego postrzegania przez myśliwych ‘’etyki’’. Bowiem z rozmów jakie z nimi przeprowadziłem, wynika, że takie nęcenie postrzegają oni jako element etycznego łowiectwa, jako, że mają wtedy sposobność oddania celnego strzału do nieruchomego zwierzęcia, co minimalizuje ryzyko postrzału i cierpienia zwierzęcia (więcej o nęciskach w artykule Jatka na nęciskach & propaganda oraz Poczynania myśliwych w lasach). Widoki jak na zdjęciach poniżej, są bardzo częste w lasach, tam gdzie myśliwi bawią się w prowadzenie swojej „racjonalnej gospodarki łowieckiej”.

marchreka

12654331_655635641242613_1999281431296267105_n

11150727_829034490519392_8687511911770402351_n

14362673_1156077937771283_5628668915635810441_o

Polowania zbiorowe
Szczerze, nie wiem jak można robić coś takiego zwierzętom i bredzić przy tym o etyce oraz tradycji czy tam poszanowaniu przyrody. To jest hucpa jakiej mało. Naganiacze idący z hałasem przez las, krzyczący, stukający, zachowujący się jak najgłośniej, psy puszczone luzem – czyli wszystko to, czego robić w lesie się nie powinno, lub nawet nie wolno. Wyraz harmonijnego współistnienia z naturą? Tak twierdzą. Następnie zwierzęta są wypłaszane ze swej ostoi i uciekając przed naganką, pędzone są na linię strzelców, którzy siedzą sobie wygodnie na przenośnych taborecikach. Bohaterstwo i wyczyn! A potem ognisko w lesie i biesiada, bywa i tak. Ciąg dalszy hałasu i płoszenia. Las jest po takim „pieszczeniu” przez myśliwskich miłośników natury inaczej, przez tydzień jest jakby wymarły i nie trzeba wspominać, że płoszone są też gatunki chronione przy takiej okazji.  Zacytujmy może byłego już myśliwego, Marcina Kostrzyńskiego który w takich polowaniach uczestniczył, i oto jak malują się one w jego ocenie:
Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe. Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy tylko do tego, aby zaspokoić rządzę zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las, przegania te zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.

Jednak nie ma się co łudzić, myśliwi ze zbiorówkami tak łatwo nie odpuszczą. To doskonała okazja do biesiady, imprezy, spotkania towarzyskiego zakrapianego obficie alkoholem po polowaniu, co mamy udokumentowane na wielu zdjęciach.

rrrrr44433333

32222

rrrrr44433322

Ciężko nawet podsumować to wszystko, bo ogrom wypaczenia fałszywie pojmowanej etyki czy „moralności” przekracza zrozumienie, tudzież możliwość pojmowania przez zdrowego na umyśle człowieka.  Myśliwi jednak, głęboko w swoją etykę albo wierzą , albo „strzelają” tym „argumentem” na zasadzie wytrenowanego frazesu, nie zastanawiając się nad czymkolwiek.  A my lubimy się zastanawiać i drążyć, a żaden temat nam nie straszny.  Jak znam życie, jeśli jakiś myśliwy przeczyta ten tekst, będzie trząsł się ze śmiechu, no bo przecież: „O ci nawiedzeni zieloni, jacy śmieszni, nie wiedzą o czym bredzą”. Albo kim jesteśmy, by oceniać, co jest etyczne, a co nie. Może jednak kimś odpowiednim. Może zagłuszonym sumieniem. Ponieważ nie ulegliśmy od najmłodszych lat indoktrynacji i propagandzie.  Myśliwy mówiąc czy pisząc o etyce, może rzeczywiście wyobraża ją sobie jako coś wzniosłego, w końcu całe życie tyle o niej słyszał, a postępowanie takie czy inne wpajano mu jako etyczne. Kto by się oparł? Z takiego snu ciężko się przebudzić, choć niektórym się udaje. Stają wtedy po naszej stronie, inspirując do tworzenia podobnych wpisów. Inni doskonale zdają sobie sprawię, że cała ‘’etyka’’ to farsa, a pozostała część szczerze w nią wierzy, nie roztrząsając niewygodnych spraw w sposób, jaki my tutaj przedstawiliśmy.

Zabijanie gatunków chronionych i zagrożonych
Chciałbyś może zapolować na zwierzę objęte ścisłą ochroną gatunkową? Wpisane do Czerwonej Księgi gatunków zagrożonych? Spróbować pieczeni z cietrzewia?  Żaden problem! Wystarczy, że należysz do Polskiego Związku Łowieckiego i masz pieniądze. Korzystając z rodzimych Biur Polowań, możesz udać się do dowolnego kraju Europy i w ramach „Turystyki Łowieckiej” zapolować sobie na wilka, rysia, niedźwiedzia, głuszca, cietrzewia, kozicę, świstaka, żubra… A potem zapłacisz dodatkowo za trofeum, które legalnie przywieziesz do kraju i powiesisz sobie nad kominkiem jako dowód swego męstwa. A, że inne organizacje poświęcają pieniądze, wysiłki i starania, lata pracy dla ratowania tych gatunków? Ciebie to nie obchodzi. Jesteś myśliwym, byłeś w lesie i wiesz wszystko lepiej. Po co masz słuchać bredzenia jakichś nawiedzonych zielonych oszołomów z miasta. Wilk to szkodnik! Trzeba tępić!
Szczerze, gdybym jednak na to swoje nieszczęście został wtedy myśliwym, gardziłbym głęboko takimi kolegami.

14192619_10206729220300472_4773828197473530001_n

polowania-na-slowacji

12g1_24

polowanie-282

997082_815604655161918_8122674065844949595_n

No to zgodnie z życzeniami myśliwych, dowiedzieli się Państwo czegoś o etyce. Mniemam, że wiedza ta utwierdzi Was w miłości i zrozumieniu do myślistwa oraz poszanowaniu rodzimych tradycji. Oraz mamy nadzieję, że przydługa ta wędrówka po głębiach mitycznej etyki zaszczepi w Was dobre podejście do łowiectwa :(.

___________________________
___________________________

Źródła:

„Gospodarstwo łowieckie”
T. Pasławski, A. Haber, S. Zaborowski

„Łowiectwo dla leśników i myśliwych”
T. Pasławski

„Podręcznik Etyka Łowiecka”
Krzysztof J. Szpetkowski

Zbiór zasad etyki myśliwskiej 
 http://www.konin.pzlow.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=112&Itemid=104

Kalendarz Polowań

Zasady wykonywania polowania