Wilki Ireny Sendlerowej

Niedawno skazano myśliwych i pracownika LP uczestniczących w skłusowaniu, a następnie oskórowaniu wilczycy w Żernicach dokonanej rok temu:

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

Sprawa od początku była głośna. Nie muszę mówić, że wtedy zapewne niektórzy myśliwi się cieszyli, że zabito przesadnie chronionego szkodnika łowieckiego. A niech tylko który się wyłamie i nie podziela tej radości – to biada mu, zostanie osądzony przez sąd koleżeński. Dokładnie to widać na załączonych zdjęciach. Uznałem, że taki kwiatek zasługuje na osobny wątek.

Myśliwych i leśnika z Żernic przyłapał na gorącym uczynku, a następnie zgłosił Bogumił Czeremys, myśliwy z KŁ „Ryś”, następnie zawieszony w prawach członka, rzekomo za nielegalne polowanie. On sam zarzekał, że nie uczestniczył w takowym, a nawet rzecznik PZŁ przekonywała, że został zawieszony z innych powodów i raczej nie jest to zemsta za „donos”.

Przeciwnego zdania byli myśliwi z forum Dziennika Łowieckiego, którzy skrytykowali rzecznik PZŁu za wybielanie pana Czeremysa. Dlaczego? Bo był kapusiem (czyli dbanie o wizerunek, usuwanie czarnych owiec i troska o przyrodę się nie podoba?) i w dodatku hipokrytą, który sam łamie prawo, a innych wrabia. Nie ma dowodów na jego złe uczynki, ale oni wiedzą, że był na tym nielegalnym polowaniu. Myśliwska intuicja!

http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=121591&t=121453

Najbardziej zapienił się użytkownik o nicku „jooopsa” wyzywający myśliwego-świadka od wrednego kapusia, który szkodzi własnemu kołu i twierdzący, że on ręki mu nie poda. Ale co jest najlepsze?

Otóż zabicie wilka to nie jest szkodliwy społecznie czyn. A jego ochrona to zamordystyczne destrukcyjne społeczne lewo. Myśliwi-kłusownicy zostali porównani do… Ireny Sendlerowej, która także złamała przepisy dla lepszej sprawy.

Nie, nie żartuję. Irena Sendlerowa, ratująca podczas II wojny światowej żydowskie dzieci, gdzie w okupowanej Polsce za pomoc Żydowi groziła kara śmierci = legalni myśliwi, de facto pospolici przestępcy zabijający, zapewne dla własnych potrzeb, chronione zwierzę w jego własnym domu jakim jest las. Za co wtedy nie zostali zawieszeni w prawach członków. A prawo w przypadkach zabicia chronionego gatunku jest słabe, bo jeśli nie będzie szkody dla ekosystemu, to jest kwalifikowane jako niska szkodliwość społeczna czynu.

wilkisendler

Nie wiecie, jakie wulgaryzmy cisną mi się na to niesmaczne porównanie. I jeszcze ciśnienie podnosi tekst, że społeczeństwo tylko zyskało na zabiciu wilka, bo wredna władza zafundowała plagę wilków, a dzielni kłusownicy uratowali mienie kół łowieckich i hodowców. I chełpi się, że nikt nie znalazł kontrargumentów na jego tezę. Więc to uczynię.

1. Straty w mieniu hodowcy = Odszkodowania wypłacane za wilcze szkody nie przekraczają miliona złotych (dla porównania 57 mln wypłaca się za szkody łowieckie). A także od wielu lat tzw. ekologiści pomagają hodowcom zabezpieczać mienie m.in. pastuchami elektrycznymi, fladrami. Są też psy pasterskie. W dodatku jest furtka odstrzału, gdy inne metody nie działają.

2. Straty w mieniu myśliwych = Twoje jelenie? Z tego co mi wiadomo to zwierzyna należy do Skarbu Państwa, de facto należy do nas wszystkich. I jakie straty? Nie będziesz miał na ścianie trofeum? Albo umrzesz z głodu? Skoro stać cię na urządzenia myśliwskie, to śmiem wątpić, że robisz to dla przetrwania. Poza tym zyski z myśliwstwa ma ok. 0,3 % polskiego społeczeństwa.

3. Długotrwałe tortury zadawane zwierzynie = Ile masz lat? Cztery? Nie wiesz jak działa natura?

4. Plaga wilków = Ten nędzny tysiąc w Polsce? Ledwie 400 wilków w nieco większej Finlandii – to ma być plaga?! Te dopiero co odrodzone populacje wilka wytępione w wyniku bezlitosnych prześladowań przez takich jak ty? A naruszająca ekosystem przegęszczona przez bezmyślne działania myśliwych zwierzyna gruba powodująca straty np. u rolników to już nie plaga?

5. Zaszczuci myśliwi przez wredne lewo = To już bezczelność. Grupa społeczna ciesząca się przywilejami, mająca dobre kontakty z rządami i układająca prawo pod siebie kosztem reszty obywateli jest „moralnie szantażowana” przez mityczne lobby ekologistów i narażana na bankructwa kół łowieckich, jak nie z powodu odszkodowań dla rolników, to wrednych wilczysk.

Brawo jooopsa! Teraz wiem, że jesteś wycierającym gębę wzniosłymi hasłami, nie szanującym prawa, rozpieszczonym roszczeniowcem, który burzy się, że nie może prześladować wilka, a państwo nie chce dać odszkodowania za straty w kole łowieckim (z pieniędzy podatników, bo budżet państwa nie bierze się z magicznego worka). I ubliżającym porządnym ludziom, którym zależy na przyrodzie i pozytywnym obrazie łowiectwa.

Aha, a oto jakie straty ponosi społeczeństwo w wyniku kłusownictwa wilków.

1. Straty w rolnictwie = wilk jest sprzymierzeńcem rolników. Na pewno większym niż myśliwym, bo nie dokarmia „szkodników rolnych” i bez mrugnięcia zabija je, nie marudząc przy tym. Zresztą nie tylko redukuje ilości zwierzyny grubej. I jak ktoś powie, że wilk przepłasza zwierzęta kopytne na pola rolników to można go wyśmiać i kazać doedukować, ponieważ te stosują inne taktyki unikania naturalnych wrogów – krótsze żerowanie przerywane zwiększoną czujnością, większa ruchliwość w obrębie areałów, czy wybieranie miejsc, w których obecna jest mniejsza liczba przeszkód mogący utrudnić ucieczkę, np. pni powalonych drzew i wykrotów. Z kolei dziki są mało wrażliwe na świeże ślady zapachowe (np. odchody) pozostawiane przez wilki w ich areałach i w przeciwieństwie do jeleni nie reagują zwiększoną czujnością ani ucieczką. Oprócz zwierzyny grubej, wilki z chęcią pałaszują chronione bobry i wydry, na które też pomstują rolnicy i Skarb Państwa oszczędza na odszkodowaniach i opłacaniu ludzkich reduktorów.

2. Straty w Skarbie Państwa, tj. pieniądzach podatników = W kwestii bobrów patrz punkt 1. Co do zwierząt kopytnych, to jeśli szkoda powstała poza obszarem zarządzanym przez koło łowieckie – wówczas taką szacuje zarząd województwa i odszkodowanie idzie z budżetu państwa. I niekiedy rząd jest zmuszony płacić za zwierzynę łowną. W 2014 r. rząd przyznał Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa 6,1 miliona zł na pokrycie dziczych szkód. W tym samym roku  województwo podlaskim przeznaczył 12 tys. zł na odstrzał dzików. W kwietniu 2016 r. zarządzenie Ministra Rolnictwa nakazuje myśliwym redukcję 40 tys. dzików we wschodniej Polsce. Cytując dr Sabinę Pierużek-Nowak „Na wynagrodzenia dla myśliwych przeznaczono 12,6 mln złotych, czyli za zabicie każdego dzika myśliwy otrzyma 315 zł. Tymczasem wilki wykonują tę pracę bezpłatnie. Gdyby przyjąć do porównania stawki oferowane myśliwym, okazałoby się, że praca wilków warta jest od 8,2 do 16,4 mln zł.” 

3. Straty w gospodarce leśnej = Nasz stosunek do Lasów Państwowych jest negatywny, ale u części społeczeństwa niekoniecznie i mogą uważać, że gospodarka leśna w Polsce jest prawidłowa i niezbędna. Jednak zwierzęta kopytne mogą uszkadzać uprawy leśne i utrudniają funkcjonowanie owej gospodarki leśnej. Lasy Państwowe na przeciwdziałanie szkód od zwierzyny leśnej przeznaczają ok. 150 mln zł. M.in. dlatego część Lasów Państwowych ma stosunek do wilka pozytywny, bo ten jest ich takim wolontariuszem i pomaga im w tej „racjonalnej gospodarce leśnej” i pozbywa się „szkodników leśnych”. Kierując się chłopską logiką – LP ma darmowego pracownika (wilka), dzięki niemu jeleniowatych jest mniej, a co za tym idzie szkółki są bezpieczniejsze, tartaki więcej zarabiają, a Polacy mają meble i podpałkę do pieca, a leśnicy mogą przeznaczać kasę na inne rzeczy :).

4. Straty w ekosystemie = W Żernicy zabito wilczycę młodą wilczycę, która mogła wydać w swoim życiu na świat wiele szczeniąt, część tych szczeniąt dorosłoby i potem miała swoje… A te przyszłe wilki wspomagać ekosystem, zupełnie za darmo. Jak?

Ciągle mówi się o negatywnym wpływie jeleniowatych na odnowienia lasu. Sarny są konkurentem pokarmowym zagrożonych u nas wielkich kuraków, a dziki mają udział w ich zniszczonych lęgach. Wilk, zjadając jeleniowate i dziki, temu wszystkiemu zapobiega. Dla przykładu reintrodukcja wilków w Parku Yellowstone sprawiła, że tamtejszy bioróżnorodność odetchnęła z ulgą od nadmiernych ilości wapiti i kojotów.

Z kolei co chwila krzyczy się o nadmiernie rozmnożonych lisach czy „wałęsających hordach bezpańskich kundli-kłusowników” i wynikających z tego problemach dla bioróżnorodności. Gdzie pojawia się wilk, problem bezpańskich psów automatycznie się rozwiązuje, bo wilk nienawidzi psów i je zagryza lub pożera. Z lisami i jenotami jest podobnie. W Wigierskim Parku Narodowym wilki przetrzebiły lisy i zmniejszyła się liczba tych drugich. Wszystko robi to za darmo.

Z kolei pozostawionymi resztkami przez wilki dokarmia całą zgraję gatunków odżywiających się padliną. M.in. padliną odżywiają się lubiane przez ludzi sikorki, i dlategoż ptaki te chętnie zjadają zimową słoninę. Co do zimy pozostawione resztki są zbawienna dla wielu padlinożerców, dzięki czemu przetrwają ten trudny okres. I większość zwierząt „dokarmianych w zimie” przez wilka nie jest w jego jadłospisie (w przeciwieństwie do myśliwych).

5. Dalsza erozja wizerunku myśliwych w kwestii psowatych = O bezpańskich psach już mówiłem wyżej. W dodatku obecne prawo ogranicza myśliwych i nie mogą już ot tak zabić do psa. Wilk może. Z lisami myśliwi mają więcej luzu, ale wystarczy większy pokot lisów i jest w afera w mediach, a tłumaczeń myśliwych większość ludzi nie kupuje (ratuję przed lisem zające, na które sam mam ochotę!). A wilk jak zabije, nikt go nie będzie oskarżał, jakim jest psycholem i zwyrodnialcem, bo „taka jest natura”. Więc wyręcza myśliwych w tych drażliwych kwestiach i chce się napisać: „tam, gdzie PZŁ nie może, tam wilka pośle”.

6. Zachęta do łamania dla prawa, „bo tak” = taki gówniarski „libertarianizm / anarchizm” wspiera typowe myślenie: „A w nosie mam te głupie zakazy! Nie będzie mnie jakiś komuch zabierał mi wolności!”.

Kij z edukowaniem, uświadamianiem, restrykcjami, wysiłkiem różnych instytucji, by koegzystować z przyrodą. Taki typ ludzi musi udowodnić swoje rację! W ogóle ta cała ochrona przyrody to wymysł jakiegoś lewactwa! Jak można ograniczać wolność! To jego sprawa, że zabija trutką lisy, którymi pożywi się zagrożony wyginięciem drapol! Ma prawo do koszenia i pryskania łąki jak chce. A, że ginie zagrożony wyginięciem kulik jakiś tam?! Mam prawo zabić jaszczembia! Ten drań zabija mi gołębie, a wy ograniczacie mojo samoobronę!!! Mam zabezpieczać klatkę?! Nie mów mi komuchu co mam robić!!!

I będzie taki przekazywać, że przepisy ochrony przyrody są po to, by niewiadomo jakie lobby niszczyło biednych ludzi. Bo jak się idzie do lasu, to powinno móc wysypać śmieci do lasu. Nieogrodzone, to pewno niczyje. A nawet jak ogrodzone, to i tak warto przeleźć przez ogrodzenie!

A takie zachowanie (nie tylko w kwestii przyrody) też nie jest dobre, bo tylko zachęca prawodawcę, by prawo zaostrzać i cierpią na także ci obywatele, co tego prawa przestrzegają (a cierpliwość ma swoją granicę). A z czyjej winy? No właśnie.

Nie twierdzę, że polskie prawodawstwo jest idealne; można o nim wiele złego powiedzieć. Jednak czy do takich jakichś okrutnych/zamordystycznych przepisów należy ochrona przyrody? Której przepisy nie są jakieś strasznie restrykcyjne? I wątpię, by ochrona wilka, który nie zagraża człowiekowi, a świadczy naszemu kraju istotne korzyści, była jakimś złem, przez które cierpią niewinni obywatele. Może dla garstki osób, które i tak mają za dużo swobody, więc niech nie kreują się na jakichś „myśliwych wyklętych” :P.

7. Zniszczony wizerunek myśliwstwa = tak czarnych chmur na PZŁ i polskim łowiectwem od dawna nie było, a takie sprawy jak ta z Żernicy, tylko tym chmurom sprzyjają. Do świadomości przeciętnego człowieka dociera wtedy obraz myśliwego jako kłusownika, który gdzieś ma prawo i te bajanie o etyce, ochronie przyrody i zastępowaniu drapieżników przegrywają z prymitywną żądzą dopełnienia celu w imię chorych zachcianek. A jak ten przęcietny człowiek jeszcze jest uprzedzony do łowiectwa i średnio się zgadza z jego argumentami… to tylko bardziej utwierdzi się w swych podejrzeniach.

Cierpią na tym także ci uczciwi i etyczni, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, myśliwi, którym nic nie można zarzucić. I muszą świecić oczami za swych zwyrodniałych „kolegów po lufie”. Są jeszcze myśliwi, którym co prawda nie podoba ochrona ścisła wilków i woleliby jako łowne, ale nie będą po kryjomu ich zabijać, bo szanują prawo, a ich kręgosłup moralny nie pozwala na jakiekolwiek kłusownictwo. Także oni będą musieli świecić oczami, a jeszcze jak powie, że chciałby na wilka zapolować (niekoniecznie mając mentalność „wilk to wyłącznie szkodnik!”), to ktoś pomyśli „O! Marzy się mu zabijać wilki! Ciekawe ile wymordował na nielegalu!”.

W dodatku oskórowanie wilczycy z Żernicy mocno nadwątliła wizerunek PZŁ, który nawet nie raczył zawiesić sprawców w prawach członka, ale myśliwego, dzięki któremu sprawa wyszła na światło dzienne, zawiesił (obecnie po odwołaniu się – przywrócony). I wcale nie pomagały pokrętne tłumaczenia, że chodziło zupełnie o inną sprawę, a nie zemstę czy zmowę milczenia. Do ludzi dotarł zupełnie inny przekaz – Jesteś etycznym przestrzegającym myśliwym, któremu zależy na usuwaniu czarnych owiec? PZŁ za to cię ukarze, a zostawi czarne owce pozwalając im na dalszą bezkarność. W dodatku ten przekaz jest wzmocniony przez oświadczenia owego myśliwego, że wcale nie uczestniczył w jakimś nielegalnym polowaniu oraz podobne tego typu sprawy opisane chociażby w felietonach Dziennika Łowieckiego.

Sprawa z Żernicy dała namacalny dowód, że polscy myśliwi jednak dokonują kłusownictwa na wilkach. A podobne przypadki to na 99% to ich sprawka, a nie jakichś kłusowników i gości z wiatrówkami. A wypowiedzi myśliwych o tępieniu wilków, bo „coś tam”, pokazują, że oni wcale nie rzucają słów na wiatr. Jak sugeruje w wypowiedzi myśliwy poniżej, kiedy w Wigierskim Parku Narodowym znaleziono zastrzelonego wilka. Potężna utrata dobrego wizerunku w oczach opinii publicznej.

Screenshot - 2016-01-23 , 19_17_33

Co do tego ostatniego, dla niektórych warto poświęcić dla dobra „lepszej” sprawy i walki z „okupantem”, bo:

Nieważne prawo, nieważne poczucie sprawiedliwości i zwykłej przyzwoitości – liczy się tylko „wizerunek”. Jak „wizerunek” tego wymaga, to winy zamiata się pod dywan… Świetna propozycja… dla donosicieli!

wilkisendler2

Masz gdzieś wizerunek? Dobra. Ciekawe, jak będziesz płakać, gdy spełni się czarny scenariusz dla myślistwa przy aprobacie społeczeństwa, gdy z powodu utraty wizerunku nikt nie będzie chronić waszego hobby. I to właśnie przez takich jak ty, a nie „ekologistów”.

 

Reklamy

„Bo pomyliłem z dzikiem”

„Janusz, tam coś się rusza! Strzelaj prędko, bo ucieknie!” – rzekł Marian, przecierając zaparowane szkła grubych okularów. Czy tak właśnie wyglądają niektóre ”polowania”?

pomylilzdzikiem

Zastanawiasz się jak można, będąc wieloletnim myśliwym pomylić z dzikiem kolegę, żonę, konia, łosia, żubra? Ale właśnie takie wyjaśnienie, w tego typu sprawach podają najczęściej myśliwi. Bo z drugiej strony, co mieliby powiedzieć?

„Było ciemno, coś tam się ruszało, no to strzeliłem”. Bo chyba tak to wygląda w praktyce, biorąc pod uwagę rozpiętość gatunkową dotyczącą owych pomyłek.

Jak najbardziej więc można, będąc myśliwym należącym do PZŁ, a nie jakimś tam anonimowym kłusownikiem.

Po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy „Pomylił z dzikiem”, na szybko znajdujemy wiele smutnych historii.

  1. Pomylił żubra z dzikiem. 

    „Myśliwy godzinami wyczekiwał w ambonie na zwierzynę. Nagle usłyszał łamiące się gałęzie i zobaczył ciemną plamę za drzewami. Jak tłumaczył, myślał, że to dzik. Gdy zwierzę wyszło z lasu – od razu strzelił.Zabity został samiec alfa.

    Najzdrowszy i najsilniejszy ze wszystkich 51 żubrów w stadzie. – Był to ojciec stada, więc straciliśmy bardzo dobry materiał genetyczny , który byłby początkiem kolejnego stada – powiedział weterynarz, dr Roman Lizoń.

    Myśliwy doskonale to wiedział, dlatego postanowił zatrzeć wszelkie ślady. Siekierą poćwiartował zwierzę i próbował je zakopać. Nie udało się. W końcu się przyznał.”
    http://www.tvp.info/2305634/ludzie/mysliwy-pomylil-zubra-z-dzikiem/

     

  2. Pomylił kobietę z dzikiem 

    „Około godziny 17.00 dwóch członków koła łowieckiego w Toruniu przyjechało do Sumina zapolować na dziki, które w ciągu dnia widziane były na polu kukurydzy przez wykonujących pracę polowe robotników. Około godziny 20.00 jeden z myśliwych oddał strzał ze sztucera z odległości około 30 metrów w kierunku pola kukurydzy. Był przekonany, że strzela do dzika. Celem okazała się 54-letnia Anna K., która wraz z mężem zbierała kolby kukurydzy na nienależącym do niej polu. Kobieta poniosła śmierć na miejscu.”

    http://www.pomorska.pl/wiadomosci/lipno/art/7186198,pomylil-kobiete-z-dzikiem-nowe-watki-w-sprawie-tragedii-na-polowaniu,id,t.html

  3. Pomylił żonę z dzikiem 

    „- Było ciemno, a zarysy postaci były ledwo widoczne. Podejrzany oddał strzał do nierozpoznanego celu. Nie powinien był tego zrobić, bo regulamin polowań tego zabrania. W efekcie zamiast dzika zastrzelił swoją żonę – dodaje pani prokurator.(…)

    Znajomi z Koła Łowieckiego »Ponowa« z Niemczy, które zorganizowało pechowe polowanie, mówią o Jacku W. w samych superlatywach. – Przesympatyczny, wesoły, kontaktowy – opisuje Zbigniew Pabian. – Miło się z nim rozmawiało, dał się poznać z jak najlepszej strony. Nigdy żadnych uchybień, etyka i kultura osobista na najwyższym poziomie. To nieszczęście spadło na nas jak grom z jasnego nieba.

    Sam Jacek W. na przesłuchaniu tłumaczył, że to był jego ostatni dzień pobytu, a polowania jak dotąd nie były udane. Dlatego kiedy zobaczył w oddali – jak mu się wydawało – dzika, stracił głowę. I mimo że posiadał strzelbę z lunetą, miał w kieszeni latarkę nie sprawdził, czy to na pewno zwierzę. Chwycił szybko za broń i strzelił.”
    http://nasygnale.pl/kat,1025345,title,Tragedia-na-polowaniu-mysliwy-pomylil-zone-z-dzikiem,wid,13784590,wiadomosc.html?ticaid=619576

     

  4. Pomylił nastolatkę z dzikiem. 

    „– Trzeźwy, 64-letni myśliwy zeznał, że polował na dziki. W pewnym momencie strzelił w kierunku sylwetki w polu kukurydzy. Niestety, nie był to dzik, tylko spacerująca para. Osiemnastolatka, która szła tamtędy z kolegą – powiedziała podinsp. Joanna Kącka z łódzkiej policji. – Na razie wiele wskazuje na to, że doszło do tragicznej pomyłki. Sprawa zostanie przekazana prokuraturze. Na razie 64-letni myśliwy był przesłuchiwany w charakterze świadka – dodała.

    Dziewczyna została ciężko ranna, myśliwy trafił ją w brzuch. Po tym jak usłyszał jej krzyki, wezwał pogotowie. 18-latka została przewieziona do pabianickiego szpitala. Lekarze określają jej stan jako stabilny.”
    http://www.wprost.pl/kraj/447558/Mysliwy-strzelil-do-nastolatki-Myslal-ze-to-dzik.htm

     

  5. Pomylił kolegę z polowania z dzikiem. 

    „Do zdarzenia doszło w czwartek nad ranem. Jak informują policjanci, myśliwi z tczewskiego koła łowieckiego umówili się na polowanie. – Kiedy 44-latek przechodził koło leśnej ambony, gdzie mieli się spotkać, jego kolega pomylił go z dzikiem i strzelił – (…) Mężczyzna, który oddał strzał był trzeźwy.”

    http://radiogdansk.pl/wiadomosci/item/50195-wypadek-w-gminie-pelplin-myslal-ze-to-dzik-i-strzelil-go-kolegi

  6. Pomylił konia z dzikiem. 

    „61-letni myśliwy w miejscowości Grodno na północy Wielkopolski zastrzelił konia, który według właścicielki jest wart 40 tys. euro. Jak tłumaczył prokuraturze, myślał, że celuje do dzika. – Zachodzi uzasadniona wątpliwość czy ten mężczyzna dalej może być myśliwym, jeśli nie potrafi należycie zidentyfikować celu – zastanawia się prokurator.Końcówka listopada, godzina 17. Ostatnie promienie słońca już zniknęły za horyzontem, jednak 61-letni myśliwy wytrwale czeka. Poluje w okolicach Grodna, malutkiej, malowniczo położonej wsi, niemal na granicy województw. Na polanie dostrzega zwierzę. Pada strzał. Jak się później okaże, pewnie najbardziej kosztowny w jego życiu.

    Dwa dni później policja puka do drzwi myśliwego. Ktoś z gospodarstwa przylegającego do terenu gdzie polował, zgłosił, że pasący się wolno na wybiegu koń został zastrzelony.

    (…)

    – On nie zaprzecza, że strzelił do tego konia. Tłumaczy za to, że według niego był to dzik – mówi Sebastian Drewicz, Prokuratur Rejonowy w Złotowie. I sam przyznaje, że nie ma pojęcia jak można pomylić te dwa zwierzęta.”
    http://www.tvn24.pl/poznan,43/myslal-ze-strzela-do-dzika-zabil-konia-wartego-40-tys-euro,699444.html

     

  7. Pomylił spacerowicza z dzikiem. 

    „Dwóch myśliwych wybrało się na polowanie w lasach otaczających Kłodę. – Jeden z nich myślał, że strzelił do dzika. Okazało się, że nie było to zwierzę, a 63-letni mężczyzna – mówi w rozmowie z portalem tvn24.pl Łukasz Szuwikowski z głogowskiej policji. Postrzelony przechodzień trafił do szpitala. Niestety, mimo wysiłków lekarzy i przeprowadzonej operacji nie udało się go uratować. Trwa wyjaśnianie okoliczności zdarzenia.”

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21430682,myslal-ze-strzela-do-dzika-mysliwy-zastrzelil-przechodnia.html

  8. Pomylił księdza z dzikiem 

    Zmieniamy kraj i lecimy do Włoszech.

    „Najprawdopodobniej myśliwy sylwetkę księdza w śpiworze pomylił z chowającym się w krzakach dzikiem. Wystrzelił więc, trafiając Cassola w brzuch. Duchowny zmarł.”
    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/smierc-ksiedza-mysliwy-pomylil-go-z-dzikiem/6pky2

     

  9. Pomylił auto z dzikiem 

    Tym razem Austria, jak widać nie tylko w Polsce panuje „pomyliłem z dzikiem”:

    „Myśliwy próbował ustrzelić zaparkowany samochód. Myślał, że to odyniec. (…) 67-letni mężczyzna zeznał, że zdrzemnął się na łowieckiej ambonie, około 80 metrów od miejsca, gdzie zaparkowany był samochód. Gdy się obudził, wziął auto za dzikie zwierzę i wypalił. Myśliwy był trzeźwy – ustaliła policja. Nic nie stało się 19-letniemu kierowcy, który stał z bratem na leśnej ścieżce niedaleko pechowego samochodu.”

    http://www.rp.pl/artykul/190641-Mysliwy-myslal–ze-auto-to-dzik.html#ap-1

 

Takich przykładów można odszukać wiele. Pełną listę z aktualnych lat znajdziecie na zakładce Wypadki / Przestępstwa:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/wypadki/

=========================
=========================

Pytanie co kieruje takimi „myśliwymi”? Amok, podniecenie, „gorączka łowiecka”, żądza zabijania i chęć doświadczenia emocji, które popełnienie owego czynu im dostarczy. Przeczy to oczywiście wszelkiej poczytalności. Tacy ludzie powinni być wykluczani z PZŁ, jakkolwiek cały czas do niego należą, o czym świadczą przypadki, które wydarzają się co roku, a myśliwi machają ręką bagatelizując sprawę i mówiąc: „Czarne owce zdarzają się wszędzie! Nie wrzucajcie wszystkich do jednego wora! Czemu nie czepicie się kierowców lub narciarzy, tam też giną ludzie!”

Hm, może dlatego, że jednak ani narciarze, alpiniści czy kierowcy nie strzelają z ostrej broni w terenie otwartym, a ich hobby nie jest zbijanie? I może dlatego, że strona istniejąca pod taką nazwą, będzie zajmować się tym, do czego została powołana?

No i przecież „Myśliwy nie może strzelać do nierozpoznanego celu”. A wszystkie te przypadki to kłamstwa i wymysły pseudoekologów .

NPRM

„Nie dla wilka kiełbasa!” – myśliwi oburzają, że wilki zjadają „ich” dziki.

Od dłuższego czasu PZŁ gromi jak to dzików jest za dużo, okoliczni mieszkańcy wsi i miejskich osiedli cierpią, a eko-dekle jak zwykle nie chcą ich wybijać. Co jest dziwne, bo jak ministrowie rolnictwa i rozwoju wsi, wpierw Marek Sawicki, a potem Krzysztof Jurgiel zapowiadali depopulację dzików na Podlasiu w związku z ASF, to myśliwi gremialnie się oburzali: Jak tak można! To barbarzyństwo! Gdzie są eko-dekle?!

Podobnie reagowali, gdy w marcu 2016 roku w nadleśnictwie Gdańsk, husky rzekomo zagryzł dwa warchlaki (https://www.facebook.com/StrazLesnaNadlesnictwoGdansk/posts/1124348077610419). Coś co wilk zrobiłby dokładnie to samo. Dobra, ale pies domowy to obcy element w lesie. Wilkowi, jako elementowi bardziej naturalnemu, można przebaczyć? Nic z tych rzeczy!

wilkdzik1

I tu przechodzimy do sedna – Gdy zwierzyna gruba obrywa od wilka, to myśliwi także awanturują się i jest rozpacz o masakrze dokonywanej na warchlakach oraz jakie to szkody wyrządza przyrodzie. Boli ich serce, że wataha wilków męczy biednego dzika i go zagryza. Co w przypadku dzika jest kuriozalnym twierdzeniem, kiedy w myśliwskich zagrodach dziki są możliwości obrony szczute przez rozjuszone psy myśliwskie. A w polowaniach myśliwi krzyczą, strzelają i posyłają swe psy na i tak zastraszone zwierzęta.

08-Woelfe-Wildschwein-Jagd12809622_984195851669921_8933204576095766139_n Wilki atakują dzika – źle. Myśliwskie psy atakują dzika – dobrze.

A najbardziej rozwalają mnie teksty typu „Wilki mordujo warchlaczki! Olaboga!”.  Oderwanie od rzeczywistości czy tak zwany „bambizm”? Dla każdego przyrodnika wiadomym jest, że drapieżnik poluje przede wszystkim na młode, jako mniej sprawne w ucieczce, łatwiejsze do zabicia itd. Myśliwi reagują natomiast jakby nie znali tego prawidła przyrody. Pytanie – Czy rzeczywiście żałują szczerze uroczych warchlaków czy też utraconych niedoszłych obiektów swoich polowań?

wilkdzik2

Kogo my chcemy oszukać… Oczywiście, że żałują niedoszłych obiektów swoich polowań. Myśliwi krzyczą, że dzików jest za dużo i konieczna jest ich regulacja ze strony myśliwych. Jednak, gdy wilk zmniejsza ilość owych dzików, to myśliwi krzyczą, że to wilków jest za dużo. Że zaraz wytępi całą zwierzynę w lesie i z jej braku zaatakuje nasze psy, potem żywy inwentarz, aż w końcu ludzi.

473402871_d11dzik Wilki upolowały dzika – źle. Myśliwi upolowali dzika – dobrze.

A czemu krzyczą? Dwa powody:

Pierwszy – wilk to wielki konkurent dla myśliwego, chcącego mieć zwierzyny jak najwięcej dla siebie, bo bardziej cieszy go duże ilości dzików od jednego wilka, przez którego „niejedno koło cierpi”. Biedni myśliwi, gdyż nie będzie pieniędzy z tuszy, a dewizowców też będzie mniej.

 

wilkdzik6

11999675_984200798336093_140960265693744460_o12804790_984202945002545_1942267724315530947_n

Ach ten wredny wilk! Jak on śmie pożreć swój naturalny pokarm! Przed czym teraz myśliwi będą chronić pola rolników?! Przed czym będą przestrzegać mieszczuchów?! Buras to wszystko psuje! Nawet misterny plan jak tu zwiększyć ilość dzików. Tak jak opisuje jeden użytkownik z forum Dziennika Łowieckiego (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=56728&t=55573):  

Nie mieliśmy przez kilka lat za dużo dzików ale udało nam się zwiększyć ich ilość i byliśmy zadowoleni. 

wilkdzik7

Czyli myśliwi specjalnie tworzą nadwyżki zwierząt, nawet tych, którym nie jest potrzebna reintrodukcja i należących do gatunków konfliktogennych. A takim jest dzik. Co z tego, że rolnik może mieć straty? Co z tego, że trzeba wydawać pieniądze, czasami publiczne, by je pokryć*? Co z tego, iż potem bajzel ten trzeba odkręcać i wtedy myśliwska narracja się zmienia? No nic, bo łowisko jest bogate, a ten wredny wilk nawet nie próbuje oszczenić, bo przed czymś trzeba chronić mieszczuchów na wypadek zwierzęcej apokalipsy! Ciąg dalszy cytatu:

Kilka lat temu oszczeniła się nam wadera i mamy swoje wilki….no i oczywiście wynikające z tego powodu problemy. Niestety od kilku lat, czujemy bytność wilków w obwodzie i widzimy efekty ich działania.

I z początku tego samego cytatu:

Od jakiegoś czasu nie oglądamy dzików i jeleni /a było ich nie mało/ a ostatnio też drastycznie spadła ilość sarny.
wilk12803124_984195045003335_3184152675315251803_n

A drugi powód? Ano wilk obnaża całą niekompetencję myśliwych przy regulowaniu zbytniej ilości zwierząt. Raz, że ma naturalne predyspozycje do selekcjonowania słabych i chorych sztuk, kiedy z ludźmi jest zwykle dokładnie odwrotnie. W dodatku myśliwego ograniczają zwykle okresy ochronne i normy moralne, kiedy wilk poluje na zwierza w każdym wieku i dla niego to normalne, że jego ofiara ginie w męczarniach. A nawet jak myśliwy poluje na takiego dzika w każdym wieku, bez okresu ochronnego, to tylko jeszcze pogarsza. Gwoździem do trumny jest stosunek myśliwych do zwierzyny grubej – jeleniowatych i dzika. Cały czas krzyczą, że trzeba zwierzyny grubej jest za dużo i trzeba regulować. Ale gdy przychodzi co do czego, myśliwi dostają białej gorączki o faktycznej regulacji zwierzyny grubej (chociażby rezygnacja z zimowego dokarmiania). Nie to co wilki, które jak trzeba będzie, to zmniejszą nadwyżkę danego zwierza i potem będą go trzymać w ryzach, zamiast udawać farbowane lisy.

I w tym wszystkim wilk nie tylko jest lepszym regulatorem, ale uczciwszym. Nie hoduje on zwierzyny dla egoistycznych interesów. Jak ma zmniejszyć nadwyżki, to to robi. I dotyczy to każdej jego ofiary, a nie tak jak mu wygodnie.

1936975_984197205003119_4688943370019867780_n12814571_984197348336438_8861843247778578288_n

Z kolei od niektórych słychać, iż wilka jest za mało i nie zredukuje dziczej nadpopulacji, ale jak wynika z wypowiedzi myśliwych jest zupełnie co innego. Znikają warchlaki, w okresie najbardziej podatnym na regulacje. Gdy na nęciskach pojawia się wilk dziki unikają tych miejsc. W Bieszczadach dzika także jest na lekarstwo, a tam bytuje i wilk i niedźwiedź. Czyli jednak duże drapieżniki redukują pogłowie dzika oraz robią to szybciej i skuteczniej od myśliwych, którzy wolą hodować na rolniczej krwawicy. Z kolei badania wykazały, iż zwiększa się udział dzika w wilczej diecie.

regulacjadziki

Aż chce się powiedzić: tam gdzie PZŁ nie może, tam wilka pośle.

A nie pośle, bo jak wykazałem, takie coś jest w niesmak myśliwemu, bo pokazuje jego bezużyteczność. I taki myśliwy będzie cieszył ze śmierci wilka, bo ten wymordował mu dziczki, jelonki i sarenki, które po dokarmianiu i wyciąganiu z wnyków skończą na łowieckim pokocie.

wildzik3wilkdzik32

A będąc przy śmierci, to przy zastrzelonej i oskórowanej  przez myśliwych waderze w Żernicy w styczniu 2016 roku, na forum Dziennika Łowieckiego jeden myśliwy pieklił się, że cyt. (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=485983&t=485946):

Od paru dni media (łącznie z serwisem internetowym PZŁ) pałują się zastrzeleniem jakiegoś tam wilka. Jednej sztuki. Absolutnie niezagrożonego gatunku. Które to zastrzelenie nie ma najmniejszego znaczenia dla przyrody. Tymczasem na temat pomysłu wy****dolenia do spodu wszystkich dzików w pasie 50 km od granicy, który będzie miał wielki i nieoszacowany przez nikogo impakt ekologiczny – cisza. Nie ma dostatecznie wulgarnych wyrazów na opisanie tego zakłamania.

wilkdzik5

Czyli co? Wilk nadal uznawany za rzadki i widniejący w polskiej Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych, dla ekosystemu niezbędny (znacznie potrzebny niż nadpopulacje zwierzyny grubej), zabity nielegalnie, w dodatku samica mogąca wydać na świat wiele wilków, powinien być olany, bo zero szkód dla przyrody.

Ale dzik, któremu nie grozi żadne wyginięcie, o wyraźnej niekwestionowanej nadpopulacji, stworzonej przez nieodpowiedzialnych myśliwych, która (jak już musimy rzucać takimi frazesami) szkodzi ekosystemowi (m.in. zniszczone lęgi głuszców) i gospodarce, oficjalnie strzelany jako nosiciel groźnej choroby, to gigantyczna zbrodnia na ekosystemie?

Raczej zbrodnia na myśliwskiej dumie, bo nie będzie dziczków do hodowania i postrzelania oraz wciskania kitu o ochronie przyrody, konieczności regulacji i miłości do dziczyzny. Nie ma dostatecznie wulgarnych wyrazów na opisanie tych podwójnych standardów, niedouczenia i egoizmu ze strony pseudoekologów z PZŁ.

wilkdzik4

Przy okazji ostatnio myśliwi z PKŁ „Ponowa” w Przemyślu ostrzegali, że wilki zaczynają polować coraz bliżej ludzkich siedzib, bo znaleźli resztki dzika pożartego przez wilki 200 m od zabudowań. A tylko krok od tragedii. Hm… podsumujmy… w ostatnich miesiącach nasiliło się wypadków śmiertelnych spowodowanych przez myśliwych. W części tych wypadków te nieszczęśliwe wypadki wynikły z sztandardowej myśliwskiej wymówki: „Pomyliłem z dzikiem.” (EDIT: więcej tu – https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/06/16/bo-pomylilem-z-dzikiem/)

A od conajmniej 1945 r. nie zanotowano ANI JEDNEGO wilczego ataku na człowieka w Polsce. A dawniejsze doniesienia w świetle obecnej nauki nie wydają się być wiarygodne. Tak więc zadajmy, KTO naprawdę stanowi zagrożenie dla ludzi i ich zwierząt?
12805760_983563831733123_3083668445735168993_n12799095_983563948399778_1537409623248569992_n

 

wilkdziki

==============================================

* Info dla myśliwskich cwaniaków krzyczących: „Poproszę o przykład pokrycia publicznymi pieniędzmi strat rolniczych spowodowanych przez dzika, kłamliwe eko!”. Proszę bardzo – prosto z ustawy Prawo Łowieckie:

Art. 50. 1. Skarb Państwa odpowiada za szkody wyrządzone przez zwierzęta łowne objęte całoroczną ochroną.
2. Za szkody, o których mowa w ust. 1, wyrządzane na obszarach:
1) obwodów łowieckich leśnych odszkodowania wypłaca Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe ze środków budżetu państwa;
2) obwodów łowieckich polnych i obszarach niewchodzących w skład obwodów łowieckich odszkodowania wypłaca zarząd województwa ze środków budżetu państwa.

A co do dzików, to z konferencji w Senacie pt. „Przyszłość wilka w Polsce” z 2015 roku (http://www.senat.gov.pl/gfx/senat/userfiles/_public/k8/agenda/seminaria/2015/150409_wilk/wilk_24-06-2015_internet.pdf):

Pod koniec 2014 r. rząd przyznał Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa 6,1 miliona zł na wypłatę rekompensat za szkody powodowane przez dziki w uprawach rolnych. Do 7 kwietnia wypłacono rolnikom już ponad 3 miliony zł. 

Plus jeszcze odstrzały dzików za publiczne pieniądze z tej samej konferencji:

W tym samym województwie podlaskim pięćset dzików przeznaczono do
odstrzałów, a sejmik województwa podlaskiego przeznaczył na to 200 tysięcy
złotych, czyli około 400 zł za jednego zabitego dzika. Wilkom się za to nie
płaci, wilki to robią po prostu codziennie.

Przy okazji poczekajmy, aż w ramach nowelizacji prawa łowieckiego wejdzie w życie Fundusz Odszkodowawczy, kiedy to Skarb Państwa będzie częściowo opłacać szkody łowieckie :).

Afera zajęcza – myśliwi zabijali ponad limit i nic im się nie stało…

Poniżej prezentujemy obszerny tekst Frontu Antyłowieckiego o kulisach głośnej „afery zajęczej”, gdzie myśliwi bezkarnie zabijali zwierzynę łowną ponad limit, m.in. zajęcy, „na które od dawna się nie poluje”, narażając Skarb Państwa na straty ok. 4 mln PLN za „bezprawne pozyskanie zwierzyny”  (o stratach przyrody przez litość nie wspomnę), przykuwając uwagę CBA i mediów ogólnopolskich.

Prokuratura umarzała pod hasłem niskiej szkodliwości społecznej, a PZŁ wmawiał, że przekraczanie planów łowieckich nie stanowi zaburzenia w równowadze przyrody i nie powinno być traktowane jako kłusownictwo.

Aferę tę głównie opisał Stanisław Pawluk, dziennikarz-myśliwy śledzący patologie w środowisku łowieckim, po czym miał nieprzyjemności z „górą”, której włos nie spadł włosa.

Afera to nie tylko jedna z wielu patologii PZŁ. To również ogromny cios zadany naszej polskiej przyrodzie. A także ważny argument w rozmowie, dlaczego pozyskiwanie myśliwskie ma negatywny wpływ na populację zajęcy i jak najszybciej wyjąć ją spod „opieki” myśliwych.

Zapraszamy do lektury:

18643670_423411521360336_683152386_n

AFERA ZAJĘCZA

Gdy podnosi się głos o negatywnym wpływie łowiectwa na zwierzynę łowną, zwłaszcza na drobnicę, strona myśliwska mówi zwykle Panie! To wina rolnictwa, wirusów i durnych przepisów chroniące drapieżniki! Kruk to mnóstwo sztyletuje zajęcy! Wiem, bo widziałem po pijaku! W ogóle tylko pezeteł już od dawna nie poluje na na zwierzynę drobną, tylko chroni i reintrodukuje ją, a wy ekosie jak zwykle guzik wiecie o gospodarstwie łowieckim!

A prawda jest taka, że łowiectwo w wykonaniu PZŁ jak najbardziej ma negatywny wpływ na drobnicę, zaś mamona i ochrona własnego zadu są ważniejsze od troski o przyrodę.

Świadczy o tym mająca finał w 2010 r. tzw. afera zajęcza, gdzie na Lubelszczyźnie przekraczano limity łowieckie, PZŁ, nadleśnictwa i PSŁ udawały, że jest wszystko cacy, a ówczesny rzecznik PZŁ, Marek Matysek zapewniał, że do zajęcy od dawna się strzela, pomijając to, że wciąż to robiono mimo, że naciągany stan w inwentaryzacji nie spełniał warunków określanych przez PZŁ jako wystarczających dla prowadzenia odstrzałów. Ale po kolei.

KOŁO ŁOWIECKIE BAŻANT NR 69 W BEŁŻYCACH (2) grudzien 2016Zabite zające w KŁ nr 69 „Bażant” w Bełżycach – biorącym udział w aferze zajęczej

Stanisław Pawluk wspominał, że afera zajęcza zaczęła narastać już w przed 2004 r. i za przykład dał łowczego swego koła, który oprócz bycia mistrzem w fantazjowaniu był świetny także w przekrętach. Ustrzelone przez niego zwierzęta, a to dziwnie mało ważyły i zdarzały się poza wpisami w książce ewidencji. W wyniku śledztwa wyszło m.in. zastrzelenie o 5 sztuk dzika za dużo, niż przewidywał plan łowiecki, łamiąc tym samym art. 52 pkt. 5, czyli dozwolenie na przekroczenie zatwierdzonego planu pozyskania zwierzyny.

Sprawa była głośna w całym okręgu i poinformowano wszelkie organy PZŁ. Jednak wkrótce stwierdzono, że… nie ma znamion przestępstwa! Ówczesny przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej, Roman Osiński wyciągnął łowczego z problemów, a inny biegły był zdania, że strzelenie 33 dzików, kiedy w planie przeznaczono do odstrzału 27 sztuk, to właściwie to samo. Jak pisze Stanisław Pawluk cyt. „Biegły ten miał już doświadczenia w wybielaniu innego myśliwego, za zastrzelenie prowadzącej młodej lochy w sezonie ochronnym.”

Żaden z organów PZŁ nie raczył się zainteresować na poważnie przekraczaniem planów łowieckich, mało tego – wszyscy się wzajemnie zachwalali, a nowy przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej – Ryszard Gierliński wraz z ową komisją doprowadził do umorzenia przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie dochodzenia, w sprawie narażania PZŁ na utratę mienia znacznej wartości, przez łowczego krajowego Lecha Blocha. Zwierzyna i jej stany? Pff… a kogo to obchodzi. Potem w mediach zrobimy pokazówkę w stylu „Ożywić pola” i poprosimy o kumpli z instytucji państwowych o wytępienie drapieżników, które oskarżymy o spadek zwierzyny.

hubertus_2014_22
Zabita zwierzyna w KŁ nr 47 „Bekas” w Opolu Lubelskim, gdzie przekroczono plany hodowlane.

Tymczasem w 2003 r. powstała Państwowa Straż Łowiecka, z którą szeregowi myśliwi wiązali duże nadzieje, gdyż wielokrotnie skarżyli się na olewactwo organów ścigania ws. łamania prawa łowieckiego. W Lublinie początkowo było dobrze, bo tamtejszy pierwszy komendant PSŁ, Jan Bogdan Kozyra był osobą kompetentną i do dziś jest uznany za niedościgniony wzór. Niestety będąc samotnym wilkiem w stadzie strażników wybranych w wyniku kumoterstwa, nepotyzmu i powiązań politycznych, musiał opuścić stanowisko, a jego stanowisko otrzymali kolejno Andrzej Sieńko i Stefan Kowalewski, obaj powiązani politycznie i faworyzowani przez ówczesnych wojewodów lubelskich i wybrani w niefajnych okolicznościach.

Urząd Wojewódzki w Lublinie utrwalił tradycję łamania prawa, dając tym samym sygnał dla ludności, że prawo nie dotyczy rządzących zwłaszcza, gdy na eksponowane stanowiska powołują swoich wiernych żołnierzy. Zarówno Andrzej Sieńko, a następnie Stefan Kowalewski powołani zostali bez spełnienia wymaganych warunków, czyli bez ukończenia przez kandydatów szkoleń określonych ustawą.” (http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=215 – dostęp 17.05.2017)

Przyjrzyjmy się jednak Stefanowi Kowalewskiemu, wybranemu w 2008 r. komendancie PSŁ, ponieważ to on odegrał ważną rolę w aferze zajęczej. O tym jakim był niekompetentnym strażnikiem łowieckim można spokojnie napisać osobny materiał*. Używanie służbowych pojazdów do celów własnych, lenistwo, zerowa wykrywalność przestępstw łowieckich ograniczająca się do wystawiania bzdurnych mandatów wędkarzom, markowanie łapania kłusowników i pokazowe zbieranie wnyków (co wyśmiano nawet na forum myśliwskim: http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=43050&t=43050 – dostęp 17.05.2017) czy pozbawione cienia logiki konfabulactwo w raportach, to tylko czubek góry lodowej. Wszystko za pieniądze podatników.

W końcu p. Kowalewski dotarł do 3-częściowego felietonu Stanisława Pawluka z 2008 r. pt. „Modelowa gospodarka”, w którym wykazał jak w województwie lubelskim, onedgaj zajęczym eldorado, obecnie z katastrofalnymi stanami zajęcy, koła łowieckie przekraczały zatwierdzone planem łowieckim ilości zajęcy przeznaczonych do odstrzału, a prokuratura automatycznie umarzała postępowania karne z powodu niskiej szkodliwości czynu, a także członków owych kół w postaci wysoko postawionych funkcjonariuszych w PZŁ.

021
Zabite zające w KŁ nr 25 „Uroczysko” w Lublinie, które ignorowało zalecenia dr hab
. Romana Dziedzica o zaprzestaniu odstrzału i nadal zabijało zające.

Widząc okazję do wykazania się, wynajdywał kolejne koła łowieckie, które odstrzeliły więcej zwierzyny ponad zatwierdzony plan – ostatecznie było to ok. 80% kół z terenu Lubelszczyzny. Rabunkowa gospodarka łowiecka dotyczyła nie tylko zajęcy, ale m.in. kuropatw czy zwierzyny grubej. Początkowo PSŁ ostro wzięła się do pracy i w kilku przypadkach uzyskano wyroki skazujące, ale jej zapał się ostudził, kiedy okazało się, że w KŁ „Dąbrowa” w Lublinie także przekraczono plan, a łowczym był sam… Stefan Kowalewski. Ups, ale kaszana! I zamiast twardych dowodów w postaci dokumentacji kół, książek ewidencji, upoważnień do polowania indywidualnego i protokołów polowań to zbierano mało wiarygodne oświadczenia, dlaczego odstrzelono zwierzęta poza planem. A PZŁ jako organizacja był po stronie łamiących wszelkie prawa i dawała wsparcie w postaci cwanych radców prawnych.

019
KŁ nr 2 „Leśnik” w Lublinie podczas zastrzelenia 30 kaczek na jednym polowaniu zbiorowym, potem przedstawiono to jako 10 kaczek (Szczegóły tu – http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=363 – dostęp: 16.05.2017).

Sam Stefan Kowalewski przerażony ogromem afery, widmem zemsty wysoko postawionych w hierarchii łowieckiej kolegów po lufie i utratą resztek reputacji, kiedy na jaw wyszło, że sam uczestniczył w aferze zajęczej, domagał się od prokuratury umorzenia WSZYSTKICH SPRAW! Komendant Państwowej Straży Łowieckiej, instytucji opłacanej przez podatników, którego zadaniem ściganie przestępstw z prawa łowieckiego robił wszystko, by prokuratura umorzyła wszystkie brudy!

– Sugerowaliśmy prokuraturze umorzenie tych spraw, bo takie jest nasze prawo, mieliśmy taką możliwość. Zresztą nie było podstaw do innego działania – powiedział Stefan Kowalewski dla programu UWAGA TVN. Jego zdanie podzielała Genowefa Tokarska, ówczesna wojewoda lubelska.

– Czy przestępstwem jest ustrzelenie na polowaniu kilku sztuk zwierzyny więcej? Proszę nie sugerować, że prokurator kierował się wnioskami komendanta Państwowej Straży Łowieckiej. Prokurator nie musiał zastosować się do naszego wnioskuswierdziła Genowefa Tokarska, która nie dopełniła obowiązków służbowych. Ponieważ wg prawa łowieckiego i rozporządzenia MŚ ponadlimitowe odstrzały traktowane jest na równi z „bezprawnym pozyskaniem zwierzyny”, a wojewoda powinien żądać ekwiwalentu, tj. odszkodowania dla Skarbu Państwa. Jednak jak widać pupilkom władzy i zaprzyjaźnionym myśliwym wolno więcej, a nie jest to pierwszy raz, gdy p. Tokarska kryła niekompetencję swego podwładnego (więcej – http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 – dostęp 17.05.2017).

5Komendant PSŁ w Lublinie – Stefan Kowalewski był łowczym w KŁ nr 5 „Dąbrowa” w Lublinie, które także przekraczało plan łowiecki. M.in. dlatego też domagał się umorzenia skutków afery zajęczej.

Jednak mleko się rozlało. Oprócz lokalnych mediów sprawą zainteresowało się także CBA, które natychmiast przeprowadziło kontrolę w lubelskich urzędach. Szersze media też podłapały temat przekraczania planów łowieckich. W lipcu 2010 r. „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł „Bezkarne łowy za miliony”, a „Uwaga TVN” wyemitowała reportaż „Myśliwi w CBA”.

– Kontrola wypadła przerażająco. Okazało się, że wojewodowie praktycznie nie wiedzieli, co dzieje się ze zwierzyną, jak wygląda pozyskiwanie zwierzyny łowieckiej w poszczególnych kołach i ile zwierząt zostaje odstrzelonych poza planem. Tylko w województwie lubelskim, w czasie rządów trzech wojewodów, Skarb Państwa stracił prawie 4,5 mln zł. – mówił Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA dla Uwagi TVN.

W swym raporcie CBA winę za nieudolne prowadzenie postępowań w sprawie przekroczenia planów hodowlanych, ponoszą komendant PSŁ Stefan Kowalewski oraz Genowefa Tokarska.

Jednak w większości spraw ws. ponadlimitowych odstrzałów umorzono z powodu małej szkodliwości czynu, a w 23 przypadkach odmówiono wszczęcia dochodzenia. A w międzyczasie lubelskie władze PZŁ nie widziały w tym nic złego i napisały sprostowanie do „Rzeczpospolitej” oskarżając tradycyjnie o szarganie dobrego imienia łowiectwa i doniosły na Stanisława Pawluka.

Marian Flis (1)Dr hab. Marian Flis, wówczas przewodniczący ZO PZŁ w Lublinie, który bronił przekraczania odstrzałów (był wówczas członkiem takowego – KŁ nr 25 „Uroczysko” w Lublinie) nie uciekając się do matactwa. Potem dr Flis prześladował Stanisława Pawluka, próbując go wrobić w polowanie poza planem.

Myśliwi, z którymi rozmawiała »Rz«, przyznają, że nielegalny odstrzał to norma, bo kół nie spotykają żadne sankcje. Ani finansowe, ani karne. – Koła łowieckie nagminnie przekraczają dozwolone limity polowań i odstrzału. Tak jest w całej Polsce, w mniejszym lub większym stopniu. Doprowadziło to do wybicia populacji zajęcy – ocenia myśliwy z Lublina.”

Jeśli kogoś to pocieszy, w 2012 r. w wyniku prokuratorskiego śledztwa Stefan Kowalewski stracił stanowisko komendanta PSŁ w Lublinie, a wraz z nim dwaj kolejni strażnicy. Ale jakichkolwiek konsekwencji nie ponieśli, bo wg Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego cyt. „bieżący nadzór nad PSŁ był prowadzony”.

Konsenkwencji nie ponieśli również uczestnicy afery zajęczej, większość z nich to byli ludzie okupujący wysokie stanowiska w PZŁ i do tej pory mające plecy w PZŁ. A jak pisał Kurier Lubelski w 2012 r. cyt. „urzędnicy wojewody wciąż nie odzyskali pieniędzy za bezprawnie odstrzeloną zwierzynę. W ostatniej kontroli sprawdzającej wykonanie budżetu w 2011 r. ponownie wytknęła to NIK. I nakazała »niezwłoczne podejmowanie działań w celu pobrania ekwiwalentu«”.

Przerażające to wszystko. Już pomijam straty finansowe spowodowane działaniami myśliwych. Pomyślmy o tych wszystkich bezprawnie zastrzelonych zwierzętach. Szczególnie o zajęcach, o które rzekomo PZŁ tak dba, a w praktyce nie przejmował się, że przestrzelano zające w trudnym dla nich okresie i nie ulega wątpliwości, że to myśliwi najbardziej przyczynili do niskich stanów zwierzyny drobnej. A Wielce Szanowni Łowczy traktują swe występki jako znikomą szkodliwość społeczną czynu i nic z tym nie zrobili.

Przekroczenia planów odstrzału zwierzyny nie powinno się traktować jak kłusownictwa – tak tłumaczył się dla „Rz” Dariusz Łukasik, łowczy KŁ „Głuszec” w Biłgoraju. A niedaj Bóg twój pies, szaraczku kochany, dziabnie zająca i myśliwi będą do upadłego cię ścigać na bezprawne pozyskiwanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKŁ nr 91 „Azotrop” w Puławach, które przekroczyło plan odstrzału zajęcy w sezonie 2007/2008, a interwencji nie podjęto.

A nie sorki, jednak coś zrobiono – czcze pokazówki i ocieplanie wizerunku. Na stronie PZŁ Lublin można przeczytać, jak to w latach 2010-2014 szlachetni myśliwi zasilają łowiska drobnicą ku chwale ojczystej przyrody (http://www.lublin.pzlow.pl/komunikaty/2006-2015.php – dostęp: 18.05.2017). Wśród wymienionych można odnaleźć koła łowieckie mające udział w zabijaniu drobnicy ponad limit, m.in. KŁ nr 1 „Szarak” w Lublinie czy KŁ nr 84 „Przepiórka” (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=262 – dostęp: 20.05.2017)! To jest kurczę dramat. Wpierw wybili do cna zające, a teraz pokazują jacy są dobroduszni! I przy tym wyciągnijmy łapy po dotacje WFOŚiGW w Lublinie. Ograbiliśmy Skarb Państwa zabijając za dużo zwierząt, to jeszcze weźmiemy trochę za wsiedlanie tychże zwierząt (http://www.lublin.pzlow.pl/okreg/2012/2012-001.php i http://www.lublin.pzlow.pl/okreg/2014/2014-003.php – dostęp: 18.05.2017).

KŁ Szarak zabity zającUpolowany zając w KŁ nr 1 „Szarak” w Lublinie, którym wykryto przekroczenie odstrzałów zajęcy.

A najbardziej kuriozalny okazał się dla mnie materiał PulsMiastaTV z 2013 r., gdzie prezentowano wsiedlanie zajęcy w okolicach Białej Podlaskiej, a przed kamerą przemawiał Ryszard Mączyński, prezes KŁ „Ponowa” w Białej Podlaskiej. Ten sam Mączyński co załatwiał pozaplanowe polowania dla marsz. Sejmu Bronisława Komorowskiego. To samo KŁ „Ponowa” w Białej Podlaskiej, co dokonało w latach 2005-2007 przekroczenia limitów odstrzałów i było znane w środowisku w robieniu przekrętów. (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=220 i http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=147 – dostęp: 19.05.2017).

Populacja zająca doszła do dna (…) na naszym terenie i trudno odbić się od dna i w związku z tym potrzebna jest introdukcja. Bez niej nie odbudujemy populacji.

„Głównym inicjatorem w naszym (…) akcji wsiedlania zająca jest członek Okręgowej Rady Łowieckiej, kol. Ryszard Gierliński, (…) bardzo mu zależało na tym, żeby ta introdukcja nastąpiła jak najszybciej. Jest to program 3-letni, także co roku będziemy wsiedlać zająca.

Dla przypomnienia – p. Gierliński ratował z taratapów Lecha Blocha, tak jak p. Mączyński należy do KŁ nr 89 „Siemień” w Lublinie, gdzie także dokonano ponadlimitowych odstrzałów. A w Białej Podlaskiej myśliwi z KŁ nr 15 „Ostoja” odstrzelili o 12 zajęcy niż wymagał plan łowiecki, a postępowanie oczywiście umorzono, a kol. Mączyński i Gierliński na pewno o tym wiedzieli. I kogo obwinią? (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=219 – dostęp 18.05.2017)

Mamy problem kłusujących psów, które występują w naszym łowisku w ilości nie mniejszej niż jak ilość zajęcy.

A jak pisze PulsMiasta.pl – cyt. „Jest to wina przede wszystkim drapieżników także tych skrzydlatych , które potrafią być bardzo agresywne są bardzo agresywne. Począwszy od bociana skończywszy na wszelkiego rodzaju drapieżnikach typu jastrząb, myszołów.”

Film można obejrzeć tu:

Łał! Trzeba mieć niezły tupet, by najpierw uczestniczyć w legalnym kłusownictwie drobnicy i ukrywaniu związanych z tym przekrętów, a teraz mamić ludzi „szlachetnymi reintrodukcjami” i zwalać winę na drapieżniki!

Ryszard Mączyński i przewodniczący GKR PZŁ, Ryszard Gierliński. W kołach, do których należeli dokonywano ponadlimitowych odstrzałów. Potem ci ludzie mamili opinię publiczną wsiedlaniem zajęcy i zwalaniem sytuacji na inne czynniki.

No, ale myśliwi jak zwykle niewinni, bo jak pisała Prokuratora Rejonowego w Białej Podlaskiej cyt. „Dochodzenie, dotyczyło zaistniałego w okresie od 2004 r. do 2006 r. w Białej Podlaskiej przekroczenia pozyskania zwierzyny w postaci zajęcy przez Koło Łowieckie nr 15 »Ostoja« o łącznie 12 sztuk (…) umorzono (…) z uwagi na znikomą szkodliwość czynu. Przekroczenie planu było skutkiem braku komunikacji miedzy myśliwymi, nie było znaczne i nie doprowadziło do zachwiania równowagi populacji zajęcy.

Czyli jak myśliwy przekroczy plan łowiecki, to nic się nie stało i równowaga populacji została zachowana. Ale jak lis zje jednego zająca na ruski rok, albo kruk skubnie padlinę, to ta równowaga zostaje zachwiana…

hubert96_008KŁ nr 15 „Ostoja” w Białej Podlaskiej było jednym z tych kół, gdzie zabijano ponad limit zające, a sprawa została umorzona. Zdjęcie z 1996 r. Ciekawe ile z tych tu zajęcy było poza planem pozyskania?

Wiele uczestników afery zajęczej do tej pory są wysoko postawieni w hierarchii władz PZŁ. Są to osoby skorumpowane, nie szanujące prawa, przyrody i zwykłej przyzwoitości, a o każdym można napisać osobny artykuł. Osoby, które jak najbardziej przyczyniły się do katastrofalnej sytuacji drobnicy i odwracają zająca omykiem mówiąc o „reintrodukcjach/restytucjach”, „trosce o przyrodę” i innymi frazesami.

I teraz PZŁ mając tyle brudu ma czelność domagać się obecności Dnia Ziemi i mamić ludzi swoją propagandą? No friggin’ way!

/KingKung

Pokot po polowaniu na Pusznie Godowskim grudzień 2014 KL BAzantZabite zające w KŁ nr 93 „Bażant” w Poniatowej. Jak pewnie domyślacie i to koło zabijało ponad limit. A oto co piszą na swej stronie internetowej:
W celu utrzymania na wysokim poziomie populacji zwierzyny drobnej Koło prowadzi walkę ze szkodnikami i kłusownictwem.”

ŹRÓDŁA:

Artykuły Stanisława Pawluka: 

„Afera zajęcza”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=249 (dostęp: 15.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=252 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=253 (dostęp: 18.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=254 (dostęp: 16.05.2017)

„Jak to z komendantem PSŁ było”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=215 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

„Modelowa gospodarka”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=175 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=176 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=177 (dostęp: 17.05.2017)

„»Duża afera« o małe zające”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=234 (dostęp: 17.05.2017)

„Co warte jest »Sprostowanie« PZŁ”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=363 (dostęp: 16.05.2017)

„Kontrola CBA w UW w Lublinie”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=268 (dostęp: 17.05.2017)

„Dwa stracone lata”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=272 (dostęp: 17.05.2017)

„Ekwiwalenty są ściągane”
http://dziennik.lowiecki.pl/listy/tekst.php?id=83 (dostęp: 21.05.2017)

„Czy wojewoda kryje przekręty komendanta PSŁ?”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 (dostęp: 17.05.2017)

„Flisowe prostowanie prostego”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=262 (dostęp: 20.05.2017)

„Kolejna ściema dr Flisa”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=29 (dostęp: 21.05.2017)

„Kolegialnie w Lublinie to jednoosobowo”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=15 (dostęp: 20.05.2017)

Materiały medialne: 

„Jest lepszy wizerunek myśliwych”, Janusz Kibic
http://lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=8 (dostęp: 20.05.2017)
http://www.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=11 (dostęp: 20.05.2017)

„Latami bezkarnie mordowali zwierzęta”, Łukasz Chomicki, Barbara Majewska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/127986,latami-bezkarnie-mordowali-zwierzeta,id,t.html (dostęp: 19.05.2017)

„Myśliwi na celowniku CBA”, Łukasz Chomicki, Barbara Majewska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/214868,mysliwi-na-celowniku-cba,1,id,t,so.html (dostęp: 19.05.2017)

„Bezkarne łowy”, Izabela Kacprzak
http://www.rp.pl/artykul/508405-Bezkarne-lowy–za-miliony.html#ap-7 (dostęp: 16.05.2017)

„Myśliwi w CBA”
http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/mysliwi-w-cba,139081.html (dostęp: 18.05.2017)

„Wielka czystka w Państwowej Straży Łowieckiej w Lublinie”, Rafał Panas
http://www.dziennikwschodni.pl/lublin/wielka-czystka-w-panstwowej-strazy-lowieckiej-w-lublinie,n,1000152163.html (dostęp: 16.05.2017)

„Komendant wojewódzki straży łowieckiej został odwołany”, Aleksandra Dunajska
http://lubelskie.naszemiasto.pl/artykul/komendant-wojewodzki-strazy-lowieckiej-zostal-odwolany,1421593,art,t,id,tm.html (dostęp: 16.05.2017)

„Lubelszczyzna: Myśliwi łamali prawo”, Aleksandra Dunajska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/607205,lubelszczyzna-mysliwi-lamali-prawo,id,t.html (dostęp: 18.05.2017)

========================================================================================================================================================

*A jeśli bardziej was ciekawi całokształt twórczości Stefana Kowalewskiego, to życzę miłej lektury:  

Wykorzystywanie pojazdu służbowego do celów prywatnych (głównie polowań) z kierowcą opłacanym z pieniędzy podatników:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

Pozorowanie działań kłusowników i brak noszenia przepisowego umundurowania:
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=260 (dostęp: 17.05.2017)

Podkładanie fałszywych wnyków, a następnie ich zbieranie celem propagandy medialnej:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=284 (dostęp: 17.05.2017)
http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=43050&t=43050 (dostęp: 17.05.2017)

Przedłużanie sobie weekendów, a w międzyczasie policja była skuteczniejsza w tropieniu przestępstw łowieckich niż PSŁ:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=280 (dostęp: 17.05.2017)

Wrobienie Boga ducha winnego myśliwego w zabitą lochę, prawdopodobnie żeby ten w wyborach nie wygryzł p. Kowalewskiego z funkcji łowczego:
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=272 (dostęp: 17.05.2017)

Zniszczenie samochodu służbowego i zmuszenie swego podwładnego za opłacenie naprawy:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 (dostęp: 17.05.2017)

Mobbing podwładnych, którzy mieli sprzedawać nieprawidłowości w PSŁ (co było nieprawdą):
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

Zamieszczono dzięki uprzejmości Front Antyłowiecki

Czytaj także: Kłamstwa myśliwych – Sprawa liczebności zajęcy oraz
Przestępstwa, nadużycia i patologie w PZŁ

Myśliwi, bobry i rolnicy – Jak PZŁ po chronieniu bobra wbił mu nóż w grzbiet…

13516663_1054116144677891_8453235386850358758_n

Ostatnio bobry w Polsce nie mają dobrej passy. Są wielokrotnie oskarżane o zalewanie terenów rolnych, niszczenie wałów przeciwpowodziowych, a obrońcy Skarbu Państwa powołują na milionowe straty.  Co chwila kolejny RDOŚ wydawał lekką ręką wyroki śmierci na bobry. W listopadzie zeszłego roku władze planowały zabić 27 tys. polskich bobrów (http://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/26-11-2016-wladze-planuja-odstrzal-nawet-27-tysiecy-bobrow-w-polsce,1621188.html?playlist_id=21479).

W marcu tego roku umieszczaliśmy apel o ratowanie tarnowskich bobrów. Ostatnio wójt gminy Cedry Wielkie domagał się od RDOŚ w Gdańsku wybicia bobrów do zera jakoby stanowiły zagrożenie dla wałów przeciwpowodziowych (https://fakty.tvn24.pl/fakty-po-poludniu,96/wojta-gminy-cedry-wielkie-chce-pozbyc-sie-bobrow,737725.html).

13516573_1052515284837977_3237796188312954521_n

W lipcu 2016 roku Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i Polski Związek Łowiecki zawarły porozumienie w odpowiedzi na rosnące bobrze szkody.

Współpraca miałaby na celu kontrolę populacji bobra na terenach obwodów dzierżawionych przez koła łowieckie. Zgodnie z projektem instrukcji, regionalni dyrektorzy ochrony środowiska wydawać mają zarządzenia na podstawie art. 56a ustawy o ochronie przyrody dotyczące pozyskania, a przez to ograniczenia populacji bobrów, obejmujące swoim zasięgiem tereny obwodów łowieckich, wchodzących w skład poszczególnych Zarządów Okręgowych PZŁ.

Wstępna propozycja zakłada, iż kołu łowieckiemu, na terenie którego dokonano odstrzału, wypłacany będzie ekwiwalent za poniesione koszty.

Źródło: http://www.agropolska.pl/aktualnosci/polska/bobrow-ma-byc-mniej-w-stolicy-lacza-sily,2317.htm

Sama wiadomość niektórych myśliwych zelektryzowała wiadomość, iż w końcu wzięto się za te szkodniki. No i trochę pieniędzy wpadnie do kiesy.

13524306_1052517641504408_2013332919164931246_n

Z kolei październiku 2016 roku do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi trafił wniosek o wpisanie bobra na listę gatunków łownych celem ograniczenia ich liczebności oraz opłacenia ich szkód. By jednak być szczerym, pomysłodawcą wniosku była Podkarpacka Izba Rolnicza przy poparciu Krajowej Rady Izb Rolniczych. I to przede wszystkim rolnicy są za zrobieniem bobra gatunkiem łownym (http://agri24.pl/wniosek-o-wpisanie-bobra-liste-zwierzat-lownych/).

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

Gdyż generalnie myśliwi nie chcą pozyskiwać łowiecko bobrów, kiedyś w jednym przypadku zwyczajnie odmówili odstrzału. Ale nie wynika to z troski, o nie. Jeżeli bóbr zostałby gatunkiem łownym, to myśliwi opłacą wszelkie szkody. A nie są to małe sumy, bo Skarb Państwa przeznacza na to ok. 15 mln złotych i wiele myśliwych przewiduje, że koła łowieckie zwyczajnie nie podołałyby finansowo. W dodatku do bobra trudno się strzela i generalnie jest to mało skuteczny  sposób na redukcję bobra. Przykładowo w roku 2015 RDOŚ w Kielcach zezwolił na odstrzał 1,2 tys. bobrów. Uspokajano, że do pogromu nie dojdzie. I mieli rację, bo myśliwi odstrzelili jedynie… 120 sztuk, twierdząc jakie z nich sprytne bestie. By w ogóle skutecznie polować na bobry, to trzeba stosować pułapki zatrzaskowe, które są zabronione przez VI załącznik Dyrektywy Siedliskowej, z powodu ich nieselektywności. Nie wspominam o aspektach moralnym i społecznym (a PZŁ mimo wszystko raczej zależy na dobrym wizerunku).

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

I tak argument w postaci „Kto zapłaci szkody rolnikom jak zabraknie polowań?” traci rację bytu, gdy przychodzi do bobrów. Myśliwi nie chcą płacić rolnikom, bo zbyt kosztowne szkody, nie ma tradycji polowania na bobry, dewizówek nie będzie, tusza bezużyteczna i jest coraz mniejsze zapotrzebowanie gospodarcze, a polowanie w obecnym kształcie nie należy do łatwych.

13501991_1052724438150395_2227791184494710661_n

13512231_1056215597801279_2572386412954526308_n

Myśliwi z forum Dziennika Łowieckiego wymieniają, że odszkodowania za szkody bobrze wykończy ich finansowo 

I jednocześnie myśliwi zaczynają zwymyślać rolników od leni, żądnych kasy chciwców itp. No to jak panowie? To jak z bezinteresownym chronieniem interesów rolników i chęcią opłacania szkód? Jak widać argument ten u myśliwych pojawia się, jak im wygodnie.

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

18341907_1358912700864899_4319015403906374517_n

Tym razem rolnicy nie są bezradnymi bidulami w obliczu zwierzęcej apokalipsy, a  pazernymi na odszkodowania leniami, co wykorzystują biednych myśliwych.

Spośród tych wszystkich narzekań najbardziej spodobały mi się teksty, by za szkody bobrze płacili organizacje ekologiczne, by wreszcie ponieśli odpowiedzialność za bobra.

 18342243_1358915610864608_1492770323797925260_n

Myśliwi lubią zaskarżać „eko-durni”, jak to najpierw zgrywają obrońców przyrody, a gdy coś idzie nie tak, to szybko opuszczają pokład i każą innym naprawiać wyrządzone przez nich szkody. Moim zdaniem, myśliwi pierwsi powinni uderzyć się w pierś, gdyż te zachowanie to ich cechuje, szczególnie, gdy mówimy o polskim bobrze.

1.png

13450909_1052517764837729_5339647625798571112_n

Rozumiem, że tymi ekologami będą myśliwi, bo w przeszłości PZŁ odbudował populację bobra, a podobno „każdy myśliwy to prawdziwy ekolog”?

Niektórym naszym czytelnikom może się to nie spodobać, ale za ostatnie reintrodukcje bobra w Polsce odpowiada głównie Polski Związek Łowiecki. Program restytucji bobra opracował w 1974 r. prof. dr hab. Wirgiliusz Żurowski, pracownik Polskiej Akademii Nauk, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody, a także prezes Okręgowej Rady Łowieckiej w Suwałkach.

bobr_zurowski_foto

Wirgiliusz Żurowski podczas odłowu bobra 

„Program aktywnej ochrony bobra europejskiego” tworzony we współpracy ZG PZŁ polegał na corocznym przesiedlaniu na tereny całej Polski kilkudziesięciu sztuk bobrów wyhodowanych na farmie w Popielnie, oraz dzikich – odławianych z Suwalszczyzny.

Można rzec, że myśliwym zależało na przywróceniu bobra do polskiej przyrody. Ale jak zawsze to bywa w takich sytuacjach, mogli mieć w tym interes. Za wskazówkę mogą posłużyć słowa pomysłodawcy restytucji, Wirgiliusza Żurowskiego w 1976 roku, kiedy pisał w Łowcu Polskim: „Tylko czynne zajęcie się bobrem i powiązanie ich ochrony z aspektem gospodarczym może je zachować dla przyszłych pokoleń…”. Interpretację tych słów pozostawiam wam. Podobno sam prof. Żurowski marzył, że po udanej restytucji upoluje sobie bobra, lecz przeszkodziła mu w tym śmierć w 1992 roku. Nie mnie oceniać.

13442351_1051045048318334_1516859333880559252_n.jpg

Ale co by nie mówić, program odniósł sukces. Dla niektórych nawet za bardzo, gdyż bobry zaczęły tworzyć szkody. Co na to Polski Związek Łowiecki? Wymigał się od odpowiedzialności i zostawił bobra na pastwę wkurzonych rolników i urzędników.

18341642_1358917990864370_6729387069910307428_n

Nie zamierza też wciągnąć go na listę zwierząt łownych, bo jak przyznała sama pani rzecznik PZŁ Diana Piotrowska, że to ZG PZŁ wyszedł z propozycją, by bobry nadal zabijano z publicznych pieniędzy, byle nie płacić szkód. 

„Beton” doprowadził do podpisania porozumienia między PZŁ a GDOŚ żeby uchronić nas przed wpisaniem bobra na listę gatunków łownych!!!! Szkody by zniszczyły nasze koła!” (…) Podpisanie porozumienia o odstrzale było z inicjatywy PZŁ żeby ubiedz realizację pomysłu o wpisaniu gatunku na listę gatunków lownych. Izby rolnicze i resort rolnictwa baaardzo na to naciskaly.

18425156_1358910760865093_6854859250097393397_n

I w świetle myśliwskich krzyków o „ekopajacach nie chcących płacić szkodnika” zapytam się bezczelnie – Niby czemu? Niech PZŁ pochwali się wściekłym rolnikom, że reintrodukował bobra w Polsce. Niech powie, że w takich reintrodukcjach chodziło mu jedynie o przetrwanie gatunków (inna sprawa, że później dąży do zmniejszenia tych samych gatunków, „bo za dużo i szkody”). Niech myśliwi powiedzą wprost poszkodowanym, co o tym wszystkim myślą. Czyli zgodnie z myśliwską logiką to myśliwi powinni ponieść odpowiedzialność za bobra i wypłacać rekompensaty ze swych składek. Tak więc czemu w tym przypadku organizacje ekologiczne akurat mają ponosić odpowiedzialność, za coś czego nie zrobiły (bo jak zwykle jedynie hejtują przed komputerem :D)?

1.png
Miejcie to na uwadze, gdy myśliwi próbują oskarżać ekologów, jak to nadmiernie chronią „szkodliwe” zwierzęta za nie swoje i chcą przerzucić odpowiedzialność na innych. Za przykład podają wilka, przez którego rzekomo polski budżet traci gigantyczne pieniądze.

Dla uzmysłowienia szkody wyrządzone przez wilki polski budżet przeznacza ledwie 0,7 mln PLN. Za szkody wyrządzone przez bobry 15 mln PLN. W samym województwie podlaskim 2013 roku szkody za wilki wyniosły 30 462 PLN, a za bobry 2 201 533 PLN. W dodatku wilk ma ten plus, że poluje na bobry, w szczególności na terenach zabobrzonych (Puszcza Knyszyńska – 25% biomasy; Puszcza Borecka – 15% biomasy). Także w Polsce zachodniej wilk zaczyna polować na bobry. Nie ulega wątpliwości, iż wilk jest lepszym reduktorem gatunków konfliktowych od myśliwego, bo nie reintrodukuje zwierzyny pod płaszczykiem ochrony dla własnych korzyści, a jak trzeba, to zje „szkodnika”, a nawet nie trzeba mu płacić.

W dodatku prof. Żurowski, który jak przeczyta się o nim szerzej – sprawiał wrażenie szczerego pasjonata i tego „dobrego myśliwego” – zapewnie w grobie się przewraca, kiedy PZŁ tak opisał bobra na swojej stronie internetowej, gdy doszło do wspomnianego porozumienia z GDOŚ:

18342024_1358908620865307_2816708281421808438_n

Ze względu na brak naturalnych wrogów (poza wilkiem i rysiem) oraz brak regulacji liczebnościowej bobrów, mają one też negatywne oddziaływania na środowisko, wyrażone nadmiernymi podtopieniami i ilością zgryzanych drzew i krzewów, zarówno w drzewostanach leśnych, zadrzewieniach, sadach i parkach. Niewątpliwie negatywnym jest oddziaływanie na środowisko, kiedy nory bobrowe osłabiają wały przeciwpowodziowe powodując ich rozmycie. Takie szkody były obserwowane na podczas wielkich powodzi w 1997r i 2010 r na Wiśle i Odrze. Do podobnych szkód dochodziło na groblach stawów rybnych. Innym niekorzystnym działaniem bobrów jest zatykanie przepustów drogowych na potokach, strumieniach i urządzeniach hydrotechnicznych i melioracyjnych.

Źródło:  http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=11&_RowID=1099&newser=no&_Lang=pl&_CheckSum=843525339

Czyli krótko mówiąc – myśliwi najpierw dmuchali i chuchali na bobra, teraz narzekają, że tych bobrów jest za dużo i są szkodnikami. Jednak nie wciągną ich na listę zwierząt łownych, bo nie zamierzają płacić za szkody, a żadnego pożytku także nie ma. Ale kasę od RDOŚu za zastrzelonego bobra już wezmą, bo jako wykonawcy im się należy, a odstrzał redukcyjny to nie polowanie.

2

13528850_1056539024435603_2959738871109274834_n (1)

Bóbr jest przykładem, jak to myśliwi najpierw dbają o jakiś gatunek z hasłami o ochronie przyrody, by potem zmienić narrację i krzyczeć „tego szkodnika jest za dużo” i nawoływać do redukcji. Jest jednym z przykładów jak działa myśliwska „bezinteresowność” objawiająca jedynie w celu uciechy z polowań, bez względu na konsekwencje dla środowiska i ludzi. Niech chociażby posłużą hodowanie danieli tworzącym gdzieniegdzie szkody rolnikom czy muflonów wsiedlanych w nienaturalne środowisko i mających z tego powodu przerośnięte kopyta. Czekam, kiedy zmienią zdanie o głuszcu i będą postulować jego redukowanie celem ochrony borówek :P.

13466454_1052517658171073_1749884787109580266_n

A co w/w szkód, dziwne, że wrzucono środowisko naturalne i sztuczne od jednego wora. Ponieważ natura czerpie niemal same korzyści od obecności bobrów.

TinyGrab Screen Shot 04.09.2016, 16.55.31.png

„Szkody” w środowisku naturalnym

Chociażby renaturalizuje wyregulowane w przeszłości cieki i rzeki, nawadnia torfowiska i odtwarza śródleśne bagna. Tym sposobem przyczynia się do wzrostu bioróżnorodności, m.in. zwiększenia ilości rzadkich gatunków owadów wodnych i ptactwa wodno-błotnego oraz warunki do rozwoju ginących gatunków flory i fauny związanej z mokradłami, a utrudniony dostęp do zalanych części dolin stwarza ostoję dla gatunków nie tolerujących obecności człowieka.

W stawach bobrowych przepływająca przez tamy woda oczyszcza się, a niesione osady zatrzymują się w dnie owych stawów.

Działalność bobrów ma bardzo duże znaczenie w aspekcie retencji wód powierzchniowych, tj. zatrzymywania jej i spowalnianie spływu, tym samym przeciwdziałają powodzi, a także suszy i pożarów. Stawy bobrowe retencjonują wodę w okresie zwiększonego przepływu wód, opadów dreszczów i roztopów śniegu, a oddają ją w czasie suszy.

103043

Jak pisał dr Andrzej Czech „W 2002 r. bobry podniosły poziom wód gruntowych w Polsce na powierzchni ponad 17 tys. hektarów, 10 tys. ha lasów ochroniły przed pożarami, ponad 23 tys. ha lasów stało się bardziej atrakcyjne dla innych zwierząt i roślin.”

W sumie powinniśmy się cieszyć, że myśliwi nie chcą wpisania bobra na listę gatunków łownych. Szkoda, że u większości myśliwych wcale nie wynika z troski bobra, a jedynie z własnych (nie)korzyści. I jak zwykle szafują „odszkodowaniami dla rolników” bądź „wrednymi chłopami, co nie przepuszczą żywemu” tak jak żywnie im się podoba. Ale o tym będzie inny post.

13501779_1054117191344453_6932641178828385791_n

/Grindelwald