Polowania wigilijne – świąteczna masakra w imię tradycji

Jak myśliwi spędzą wigilię? Święta tuż… Pewnej grupie w naszym społeczeństwie kojarzyć się będą także z uśmiechniętym wąsatym myśliwym, dobrym wujkiem brnącym w mrozie, aby umieścić cierpiącym chłód zwierzętom nieco sianka w paśniku. I opłatka. Taki symboliczny gest, mający przed własnym sumieniem okazać jak to bardzo myśliwy „kocha i dba” o zwierzęta.

oplatek.jpg

Może i kiedyś tak bywało. Teraz szlachetne baśnie to już przeszłość, w którą co niektórzy z uporem maniaka naiwnie próbują wierzyć.

Polowanie wigilijne według opisów i tradycji nie jest typowym polowaniem zbiorowym i ponoć nie chodzi w nim o zabijanie zwierząt. Celem ma być po prostu zaniesienie tego opłatka do paśnika (o Himalaje hipokryzji!), podzielenie się nim z kolegami, złożenie sobie życzeń, a wieczorem myśliwska wigilia, wprawdzie nieco inna od tej domowej, gdyż na tej łowieckiej tradycja dozwala opróżnienie paru butelek napoju procentowo rozgrzewającego. Ewentualnie, jeśli czasu w dzień starczy, to po zaniesieniu opłatka można trochę zapolować… Ale nie tak jak normalnie, po prostu chodzi o jedno pędzenie i zrobienie jednego miotu – symboliczne, pokot nie musi być liczny, to wcale nie chodzi o zabijanie zwierząt. Znaczy, nie potrafimy się powstrzymać, aby w czasie okołoświątecznym do zwierząt nie postrzelać choć trochę, ale to nie tak…! To przecież tradycja i zwyczaj! Czy dla zwierząt stres i rwetes będą miały wymiar „symboliczny”? No nie, będą jak najbardziej realne i odczuwalne dla mieszkańców lasu. Jakby mało zwierząt, np. karpi, zginęło w te dni na potrzeby człowieka.

15622328_1171014496352557_1449681242750368646_n
Myśliwska wigilijna kolacja – zwyczaje podobne jak na niektórych polowaniach z obowiązkowym wyposażeniem. 

dscf7073-copy
Gratulacje, medale, farsa, „Król Polowania”. Tragiczna zabawa kosztem zwierząt. Ale na polowaniu wigilijnym o to nie chodzi ponoć. dscf7086-copy

W ten sposób mniej więcej próbował w mediach tłumaczyć się organizator wigilijnego polowania w Puszczy Zielonka, jeszcze przed naszym przyjazdem na przełomie 2014/2015 roku, kiedy to udało się wraz z grupą Poznaniacy Przeciw Myśliwym zablokować pierwsze takie polowanie w Wielkopolsce. Mimo górnolotnych tłumaczeń, nie spotkaliśmy myśliwych ani niosących sianko, ani z opłatkiem. Za to rozpoczęto dość obfitą strzelaninę. Myśliwi z aktywistami na karku próbowali przeprowadzić polowanie w coraz to nowych miejscach, próbując nas zgubić. Kilka zwierząt ustrzelili, pokazując nam potem ułożone trupy na zdjęciach, dowcipkując i szydząc. A zatem nie chodziło o łagodne spędzenie czasu z kolegami, ani wyrażenie szacunku zwierzętom. Czasem warto po prostu na własne oczy zobaczyć kim są ci ludzie i jak ich dęte frazesowate pustosłowa mają się do rzeczywistości. Z pełną relacją tamtych wydarzeń, można zapoznać się tutaj:

Przeciw polowaniu wigilijnemu – Sukces aktywistów podczas blokady. 

Podobne masakry pod hasłem wigilijnej farsy odbywają się licznie w wielu kołach na terenie polski. Doprawdy ciężko napotkać zdjęcia tych mitycznych myśliwych brnących z opłatkiem, za to pod hasłem „polowanie wigilijne” trafiamy w sieci na takie oto fotki:

dscf7051-copy

4

dsc00926_jpg
Coś tam, no symbolicznie żeśmy sobie ustrzelili. Niektórych poniosło, to wygarnęli więcej. Ale to nie chodzi o to! Ważne, że opłatek jest w paśniku…

Jak piszą myśliwi na swoich stronach, przy czym podobno nie chodzi tu o zabijanie zwierząt:

Wigilijne polowanie to jedna z piękniejszych tradycji myśliwskich, a zarazem jedno z najbardziej uroczystych wydarzeń. Polowanie to wiąże się nie tylko ze spotkaniem myśliwych, lecz także z kultywowaniem pięknej tradycji dzielenia się opłatkiem, nie tylko przez brać myśliwską między sobą, ale także ze zwierzyną, poprzez zaniesienia opłatka do paśników.

Wigilia to najlepszy czas na polowanie nie tylko ze względu na uroczysty charakter tego dnia, ale także ze względu na sprzyjające zimowe warunki atmosferyczne. Mrozy i śnieg pozwalają na łatwiejsze znalezienie śladów zwierząt, a zimą zwierzyna magazynuje tłuszcz, co czyni z niej lepszy obiekt polowań. Niestety tegoroczna aura nie sprzyjała myśliwym, brak mrozu i śniegu znacznie utrudniał tropienie i wypłaszanie zwierzyny. Dobrym, niepisanym zwyczajem polowania wigilijnego jest, aby w tym dniu większość zwierzyny uszła nie strzelona. – czytam na stronie jednego z kół łowieckich.

Źródło: http://szarak.malkinia.pl/index.php/informacje-i-komunikaty/84-polowanie-wigilijne

I znów dezorientacja, tu mówią tak, tam co innego…No, ale myśliwi nie od dziś mają problem z ustaleniem jednej wersji odnośnie swojego przekazu. Aura nie sprzyja, nie można tropić i prześladować. Co za pech! Znaczy, kiedy sytuacja tego wymaga śpiewamy tak, a co do reszty wszyscy wiemy jak jest koledzy… W mediach trzeba mówić tak, aby „nie zrobili z nas psychopatów”.

cimg0837
Świąteczne uzupełnianie paśników. Pytanie jak zwierzęta mają potem mieć dystans wobec człowieka, skoro miejsce zostaje przesiąknięte zapachem tylu ludzi? Toteż potem się nie boją, za co płacą najwyższą cenę. Inne omijając podejrzane miejsce, wybierają pola rolnicze i śródpolne zagajniki. Wtedy można mówić, że „zwierzyna wchodzi w szkodę” i bredzić o ochronie upraw. 

Na innej stronie jest jeszcze ciekawiej i straszniej:

Na ogół polowanie kończy się, gdy liczba upolowanej zwierzyny zrówna się z liczbą strzelb. Obowiązkowe ognisko kończy się wzajemnymi życzeniami, a niekiedy wzajemnymi przeprosinami i pojednaniem, jeżeli wśród kolegów występują jakieś problemy. Obowiązkiem każdego myśliwego jest udanie się do paśników, aby wyłożyć karmę dla zwierzyny. Każdy myśliwy pragnie w tym dniu coś upolować, bo da mu to szczęście w przyszłym sezonie….

Dwadzieścia lat temu, kiedy powoli zaczynałem moją myśliwską przygodę, jeden ze starszych kolegów myśliwych ciężko zachorował na nieuleczalną chorobę. Odbywało się akurat polowanie wigilijne, w którym ostatnie pędzenie na zające wypadło na polach w pobliżu domu tego kolegi. Kolega Łowczy naszego Koła zaproponował mi, abym zrezygnował z tej końcówki polowania i poszedł z nim odwiedzić chorego. Oczywiście zgodziłem się i poszliśmy w odwiedziny. Przywitał nas człowiek kompletnie zniszczony przez chorobę, zrezygnowany i przygnębiony. Po chwili pocieszającej rozmowy zauważyłem przez okno, że do jego małego sadu koledzy, którzy w tym czasie polowali, podgonili zająca. Nie zastanawiając się wiele, otworzyłem okno i wspólnymi siłami z chorym oddaliśmy strzał z mojej broni. Złamałem wówczas wiele zasad i praw. W zamian za to zobaczyłem oczy z myśliwskim błyskiem i niebywały przypływ sił witalnych. Gdy emocje minęły, nasz kolega spokojnym już głosem powiedział, że jeszcze nie czas i zaprosił nas na następną Wigilię. Niestety, w kilka tygodni później salwą honorową otworzyliśmy mu bramy do Krainy Wiecznych Łowów. A ja do dzisiaj pamiętam pełne nadziei oczy myśliwego, który wąchał łuskę ostatniego wystrzelonego naboju. Czy postąpiłem słusznie? Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Wiem, że bez wahania zrobiłbym to samo, nawet pod groźbą utraty prawa do polowania.

Źródło: http://www.magazynpolonia.com/artykul/tradycje-zwyczaje,polowanie-hubertowskie-i-wigilijne,4e09fc53c9fbb

Na szczęście tekst kończy się w tym miejscu i dobrze – bo mam ogromną ochotę zwymiotować. Starszy schorowany człowiek, ostatkiem sił wydobywa z siebie radość i doznaje szczęścia, kiedy jeszcze może coś zabić… To jest tak obrzydliwe, że brak mi słów. I w dodatku myśliwy przyznając się do złamania prawa, deklaruje, że bez wahania zrobiłby to znów. Czy poniósł jakieś konsekwencje? Nie, opis widnieje dumnie w sieci, wraz z historią. Wzruszającą, tak… Ale to my „pomawiamy, szkalujemy i oczerniamy”. Dlatego pozostaniemy przy cytowaniu, jak dotąd.

5338-polowanie-wigilijne-20122015-6

A po wszystkim, tym całym spustoszeniu, hałasie, dewastacji, obłudnej farsie zasiądą do kolacji życząc sobie… pewnie kolejnych udanych krwawych masakr, obfitych pokotów, żeby święty Hubert zdarzył… Ktoś tam może pożyczy rykoszetu z zazdrości. Najpierw opłatek do paśnika, a po zakrapianej wigilii na Pasterkę…

Gdyby zwierzęta leśne mogły przemówić w ten jeden dzień ludzkim głosem, z pewnością powiedziałyby: Dajcie nam choć w ten jeden dzień w roku spokój, z waszymi tradycjami! I sami sobie zeżryjcie ten opłatek!

7

Reklamy

Myśliwy omal nie wysadził stacji benzynowej w powietrze. Było o krok od tragedii! [ZDJĘCIA]

Kilka dni temu na stacji paliw w Łukcie (warmińsko-mazurskie) doszło do niecodziennego zdarzenia. Odwiedzający ją klienci ze zdumieniem mogli przeczytać kartkę przyczepioną do jednego z urządzeń dystrybujących paliwo:

PRZEPRASZAMY ! Dystrybutor nie działa z powodu przestrzelenia przez nieodpowiedzialnego myśliwego. Prosimy o podjechanie do kolejnego stanowiska. Dziękujemy.

23998625_843943039113673_758663224_o

Jeden z naszych czytelników, który wykonał zamieszczone zdjęcia skontaktował się z pracownikami tamtej stacji, aby dowiedzieć się szczegółów zdarzenia. Znamy więc taką wersję:

teteegfr

Na stację paliw podjeżdża myśliwy. Tankuje zbiornik. Nagle słychać huk wystrzału. Przybiegają przestraszeni pracownicy stacji. Myśliwy na spokojnie łże, że to opona mu strzeliła, po czym odjeżdża. Jakiś czas potem personel zauważa uszkodzony dystrybutor (otwór nie jest duży) oraz przestrzeloną ścianę budynku. Szybko domyślają się o co chodzi, wzywają policję. Udaje się ustalić właściciela pojazdu – myśliwego. Drzwi samochodu są przestrzelone. Ten widząc, że już nie da rady się wykłamać, przyznaje się i zapewnia o pokryciu finansowym wszystkich szkód. Tyle od naszego czytelnika…

Nie wiemy jak doszło do wystrzału – prawdopodobnie broń była załadowana podczas przewozu, co jest niedopuszczalne. Myśliwi mają na taką okazję wesołe powiedzenie; „Każda strzelba raz do roku sama strzela”. Tyle, że to nie jest śmieszne ani trochę. Nie dość, że nieodpowiedzialni członkowie PZŁ stanowią zagrożenie dla spacerujących w lasach i poza nimi, tak tutaj mogło dojść do ogromnej tragedii. Gdyby pocisk trafił w rurę z paliwem lub rykoszetował mógł nastąpić zapłon, a wtedy także wybuch na całej stacji rozrywając kilkanaście osób na strzępy lub paląc żywcem. Ale co tam… Na polowaniu nie strzelił, to jeszcze większa adrenalina w takiej sytuacji… Natomiast zachowanie myśliwego, który najpierw próbował kłamać (jak zazwyczaj) licząc na to, że uda mu się nie ponieść konsekwencji pozostawimy bez komentarza.

Pytanie retoryczne – ile jeszcze musi się wydarzyć tragedii zanim skostniały beton PZŁ przestanie głupio się uśmiechać i wzruszać ramionami twierdząc jednogłośnie, że „jednostkowe rzadkie przypadki, problemu nie ma”? A myśliwi będą przechodzić obowiązkowe powtarzalne badania psychiatryczne i testy sprawnościowe? Doczekamy się? Czy musi zginąć ktoś jeszcze? I to z hukiem.

23843474_10159769514140595_5166795728201689800_n

23949266_843943069113670_94353564_o

24008087_843943062447004_1141054915_o
Uszkodzony dystrybutor i wylot od kuli. 

AKTUALIZACJA(29.11.2017): Pojawiają się pierwsze doniesienia prasowe na temat zdarzenia na stacji paliw w Łukcie.

http://www.planeta.fm/Newsy/O-tym-sie-mowi/Mysliwy-strzelil-w-stacje-benzynowa-Kula-przebila-dystrybutor-paliwa

Od naszego czytelnika mieszkającego tam, wiemy nieco więcej, choć nadal pozostaje wiele niewiadomych. A więc pracownicy stacji mają całkowity zakaz udzielania informacji o zdarzeniu. Była już telewizja i 2 gazety – odprawiono ich z niczym. Sprawą zajął się rzecznik Orlenu, a chłopak który tam pracował i jako pierwszy coś opowiedział został przeniesiony na stację w Morągu. Wszystko to co najmniej dziwne.

trrreegr

Mieszkańcy komentujący na naszej stronie i w innych miejscach sieci potwierdzają, że to zdarzenie miało miejsce. Jednak robi się coraz ciekawiej – czemu służyć ma zmowa milczenia i kogo próbuje się kryć?

Myśliwi strzelają do zwierząt nawet przy wodopoju.

Nasza praca na NPRM to nie tylko publikacje i artykuły, ale też wieści z myśliwskich łowisk i obwodów. Zamieszczamy zdjęcia wykonane w terenie monitorując, często niezgodną z prawem lub sprzeczną z etyką działalność myśliwych. Na bieżąco znajdziecie wszystko w zakładce Nasze Akcje. Dobra wieść jest taka, że może to robić tak samo każdy z Państwa podczas zwykłego spaceru. Ostatnio myśliwi tworzą mnóstwo obrazków mających pokazywać jak to w pocie czoła i bezinteresownie zajmują się pomocą zwierzętom, a to paśniki uzupełniają, dokarmiają, lizawki robią, latem w upał wodę w beczkach noszą na plecach do lasu 🙂
Wnyki zbierają, uwalniają zaplątane zwierzęta. A my tylko zamieszczamy to co napotkamy – w sieci, lub w przyrodzie. Tym razem jednak myśliwi przeszli samych siebie i aż zatkało mnie, gdy zobaczyłem to co na zdjęciach.

22547731_486410531727101_1624269914_n
Finezja, wyrachowanie, no i po prostu – fantazja łowiecka i etyka w praktyce.

Mozaikowy teren na obszarze jednego z parków krajobrazowych przy którym mieszkam, obszar Natura 2000. Mieszane lasy, otoczone polami, łąkami, torfiskami, bagienkami z nieodzownymi trzcinowiskami. Bardzo ciekawy ”teren łowiecki” i ”zasobne łowisko”. Są sarny, jelenie, dziki, lisy, jenoty, borsuki, zające, króliki, gęsi, bażanty. Nic, tylko strzelać…Pytanie jak i czy ”w zgodzie z etyką i zasadami”.

Pod jedną z ambon myśliwi urządzili prowizoryczny wodopój dla zwierząt. Z takim łagodnym zejściem, przepisowo, jak podręczniki łowieckie zalecają. Tworzenie takich miejsc wpisuje się w obowiązki myśliwego, jak możemy przeczytać w rozmaitych publikacjach na ten temat, ma to być ‘’poprawa warunków bytowania zwierzyny’’. A niech tam się zwierzyna napije tej deszczówki z pestycydami, wokół suche pola… Wcześniej nic takiego tam nie było. Tak zupełnie oczywiście przypadkiem, powstało tuż obok ambony. Można, by łyknąć standardową bajkę o celach obserwacyjnych, gdyby nie fakt, że dokładnie w tym samym miejscu postanowili nęcić zwierzęta przy użyciu buraków i kukurydzy. Pamiętam, kiedyś udostępniliśmy podobne zdjęcie przesłane przez czytelnika, to był kwik, że żaden ‘’etyczny myśliwy’’ nie będzie strzelał do zwierząt w miejscu gdzie piją.

22635113_486410541727100_1748414746_n
To z pewnością do obserwowania zwierzątek przy piciu. Bo przecież łowiectwo, jak to nam mówią, to nie tylko strzelanie i zabijanie. Aby zrobić piękniejsze ujęcia pijących zwierzątek, myśliwy użył kukurydzy i buraczków, żeby zostały chwilę dłużej. Na wieczność…

A tym miejscu sobie teraz piją (mnóstwo śladów wokół). No, ale skoro można do jedzących zwierząt przy nęcisku, to czemu nie przy piciu? Co za różnica… Skala zwyrodnialstwa przeraża, kiedy uświadomimy sobie, jak pseudomyśliwy celuje do pijącej sarny czy taplającego się dzika… To przekracza wszystko, cośmy dotychczas widzieli w terenie. Zwierzęta przyszły ufne, napiły się z przygotowanego miejsca, chwyciły przynętę, skubnęły kukurydzy i buraka…Prawdopodobnie otrzymały ostatnią śmiertelną nauczkę za swą niefrasobliwość. A uśmiechnięty myśliwy w ambonie…”Święty Hubert zdarzył” – teraz pora na pamiątkowe zdjęcie z gałązką w pysku. W trawie obok walają się odrzucone resztki rozwalonych zwierząt. Pewnie pozostawione aby rozkładały się i śmierdziały, żeby przywabić lisy, kuny, jenoty borsuki, czy dziki. Żeby jeszcze więcej postrzelać… Jak widać, tak się właśnie poluje ‘’w zgodzie z etyką i zasadami’’. Pewnie jakoś sobie to tłumaczą. A to trzeba wykonać plan, a to pole rolnika chroni, a to, że ‘’zwierzę zawsze ma szansę’’. W tamtym miejscu zwierzęta mają co pić. Przez pola biegną rowy, o każdej porze roku wypełnione wodą. Ale mocno zakrzaczone, dające schronienie. Niewygodne do strzału…’’Już wiem! Stwórzmy wodopój dla zwierząt, ale taki, żeby była dobra widoczność, tuż przy ambonie. Przywabmy zwierzęta pokarmem. A na fb opowiadajmy jaką to łowiectwo jest pasją, o której ludzie nie mają pojęcia i jak bardzo nas nie rozumieją. Wstawi się zdjęcie jak niesiemy siano do paśnika, albo uwalniamy jelenia zaplątanego w siatkę’’. I tak to chyba właśnie wygląda. Upadek nie tylko łowiectwa, etyki od dawna. Te gnijące nęciska są widocznym symbolem właśnie gnicia zasad, zepsucia i upadku moralności u myśliwych. Na ”usprawiedliwienie” można jedynie tu dodać, że myśliwi borykają się obecnie z narzuconym odgórnie odstrzałem dużej liczby dzików w związku z ASF, który muszą wykonać, gdyż boją się likwidacji kół. Odnośnie etyki myśliwskiej opublikowaliśmy już dwa wpisy dokumentujące podejście części społeczności łowieckiej wobec co do jej przestrzegania w praktyce:

Przewodnik po etyce myśliwskiej.

Strzelanie do ciężarnych, karmiących loch oraz warchlaków.

22538281_486410605060427_993784280_n
Zwierzęta przyszły ufne. Napiły się, zjadły.Chwyciły przynętę zastawioną przez myśliwego / pseudomyśliwego / kłusownika. Za łakomstwo prawdopodobnie zapłaciły najwyższą cenę. Obok w trawie znajdywały się resztki po zwierzęcia po strzale, i prawdopodobnie kawałek sarniej tuszy. Przy nęcisku widzimy tropy sarny, która skusiła się na ostatni posiłek. Kawałek padliny widoczny w trawie, także przypomina sarnę. A przecież na nęcisku nie wolno strzelać do zwierzyny płowej… Być może myśliwy ”pomylił” sarnę z dzikiem, a zauważywszy swoja pomyłkę, nie mając ważnego odstrzału i nie mogąc zabrać tuszy, poćwiartował i rozrzucił kawałki obok, aby postrzelać do drapieżników. W końcu, tego co oni robią na polowaniach indywidualnych nikt przecież nie kontroluje.

22547825_486433905058097_712911092_n

22554675_486433835058104_1407231016_n

Co jeszcze ciekawego do tej sytuacji? To jest to samo miejsce, które pokazywaliśmy już w ubiegłym roku, choć w innym kontekście. Na tamtych zdjęciach zobaczyć mogliśmy tą samą ambonę, z umiejscowionym nieopodal podsypem dla bażantów. Choć temat budzi kontrowersje i szyderczy śmiech wśród myśliwych, takie praktyki jak strzelanie do ptaków siedzących przy podsypie opisali na forum dziennika łowieckiego, jako standardową praktykę jednego z kół. Z tematem i zamieszczonymi materiałami można zapoznać się poniżej:

Myśliwska etyka i praca w łowisku – strzelanie do bażantów przy podsypach.

Zresztą w kraju, gdzie Minister Łowiectwa strzela do bażantów wypuszczanych z klatek, nie zdziwi nic. Dziś ten podsyp, całkowicie zarośnięty krzakami, nie interesuje już myśliwego. Znalazł sobie inną zabawę. I jest coraz bardziej pomysłowy, tudzież wyrafinowany w szlifowaniu kolejnych porąbanych praktyk. Jak widać nadal poluje i ma się dobrze – tylko co na to koledzy z koła? Jakiś czas temu pokazywaliśmy też biały parawan na nęcisku, który miał za zadanie pomóc myśliwemu lepiej widzieć sylwetkę zwierzęcia na białym tle, i wygodnie strzelić. No, ale teraz mają noktowizory. Temat na osobny post. Zdjęcia i opis leśnego parawanu można zobaczyć tutaj:

Po co myśliwemu parawan w lesie?

Aaa.. byłbym zapomniał. To z pewnością jakiś kłusownik. Etyczny myśliwy by się wstydził…Chciałoby się zrelaksować w lesie, odpocząć, powędrować. Ale doprawdy ciężko o dobry nastrój, kiedy natrafia się na takie znaleziska.
No cóż. Pewnie jeszcze nie raz przeczytamy, usłyszmy… tyle dobrego o łowiectwie. Myśliwi mogą pisać na swoich stronach o sobie co chcą. I u nas też. My będziemy ‘’patrzeć na ręce’’ skąpane we krwi, monitorować i publikować. Mamy też nadzieję, jak to mówią myśliwi, że to ”rzadkie, jednostkowe przypadki”, te sławne ”czarne owce”, które z pełną zawziętością są zwalczane przez etycznie polujących kolegów. Tak…

18581533_1370225959733573_8468024805085745836_n
A to już inna ambona przy wodopoju, nadesłana nam kiedyś przez czytelnika. Do tego lizawka, autor zdjęcia widział też obok nęcisko w innych porach roku. Pewnie to wszystko w celu obserwacji…A jak będą upały myśliwi zaczną wstawiać zdjęcia, jak to w baniakach noszą w lesie wodę zwierzętom do wysychających zbiorników. Następnie siedzą obok, i szczęśliwi patrzą jak zwierzątka sobie piją…Hej, legenda myśliwska.

22537968_486410748393746_332809911_n
Bardzo smutne, choć piękne miejsce. Zwierzęta w mroku wędrują między żerowiskami, a miejscami wypoczynku. Sarny, dziki, czasem jelenie. Padają ofiarą skrytobójcy, omamione podłymi sztuczkami. Chciałoby się zrelaksować w lesie, odpocząć, powędrować. Ale doprawdy ciężko o dobry nastrój, kiedy natrafia się na takie znaleziska.

Przyroda jest niesamowita. Zamień strzelbę na aparat! Rozmowa z Adamem Ławnikiem.

Myślistwo to obciach, a myśliwi interesują się przyrodą tylko we własnym interesie. Wszystko się kręci wokół ich pasji, której zwieńczeniem jest zabijanie niewinnych zwierząt. Dzięki fotografowaniu wracamy z lasu szczęśliwsi, bogaci w piękne przeżycia i uwiecznione sceny, a te same zwierzęta możemy ujrzeć znowu podczas kolejnej wyprawy. Adam Ławnik, miłośnik przyrody , obserwator zwierząt i fotograf , były wiceprezes Związku Polskich Fotografów Przyrody podzielił się z nami swoimi poglądami odnośnie łowiectwa i przeżyciami z wędrówek. Obecnie wolontariusz w projekcie na rzecz powstania Turnickiego Parku Narodowego i kampanii Niech Żyją! 

adamlawnik

NPRM: To pytanie zdajemy wszystkim naszym gościom. Jak to się stało, że jesteś przeciwnikiem łowiectwa i dlaczego? Czy wydarzyło się coś szczególnego? Myśliwi nie przekonują Cię swoimi argumentami?

Adam Ławnik: Będąc często w terenie, mam styczność z działalnością myśliwych i oceniam ją negatywnie. Przez lata nie znalazłem ani jednej pozytywnej rzeczy w tym, co robią. Ich działania, pomimo górnolotnych haseł, nastawione są na własny interes. Wszystko się kręci wokół ich pasji, której zwieńczeniem jest zabijanie niewinnych zwierząt.

NPRM: Czym się zajmujesz zawodowo na co dzień?

Adam Ławnik: Jestem fotografem. Oprócz fotografowania przyrody wykonuję sesje reklamowe architektury i wnętrz. Do niedawna pełniłem również społecznie funkcję wiceprezesa i sekretarza w Zarządzie Głównym Związku Polskich Fotografów Przyrody. Obecnie wspieram projekt utworzenia Turnickiego Parku Narodowego oraz pomagam w kampanii Niech Żyją!

0704-00619C

NPRM: Dlaczego akurat fotografia?

Adam Ławnik: Fotografią zainteresowałem się dzięki mojemu ojcu, który, co prawda, zajmował się nią amatorsko, ale z dużym oddaniem i zaangażowaniem. Do dzisiaj pamiętam, jak łazienka zmieniała się w ciemnię fotograficzną, a na sznurkach zamiast ręczników suszyły się zdjęcia.

Od dziecka interesowałem się także przyrodą, zwłaszcza zwierzętami. W tym przypadku ogromny wpływ miał na mnie dziadek – miłośnik roślin i zwierząt.

NPRM: Uważasz, że myśliwi mogliby być spełnieni i doświadczać podobnych emocji, fotografując zamiast strzelać?

Adam Ławnik:  Myślę, że wbrew przekornej nazwie Waszego portalu – Nie podaję ręki myśliwym – właśnie należy podać rękę wielu, zwłaszcza młodym myśliwym i pokazać, że można dalej polować, ale zamiast strzelby zabierać ze sobą aparat fotograficzny z teleobiektywem. Trzeba mówić otwarcie – strzelanie do zwierząt jest odrażające, to straszny obciach w XXI wieku, w nowoczesnym społeczeństwie. Jeżeli chcecie mieć kontakt z przyrodą i dzikimi zwierzętami, zacznijcie fotografować! Ekscytujące jest zwłaszcza robienie zdjęć z podchodu, a wcześniejsze doświadczenia łowieckie będą przydatne przy podchodzeniu zwierząt i maskowaniu w terenie. Robienie zdjęć dostarcza nie tylko olbrzymiej dawki adrenaliny, ale też daje ogromną satysfakcję z udanych kadrów, którymi potem możemy zaimponować licznemu gronu odbiorców, np. w mediach społecznościowych, a nie tylko wąskiemu gronu kolegów „po lufie”. Zamiast spoglądać przez lunetę i patrzeć, jak kona trafione lub, co gorsza, ucieka postrzelone zwierzę, lepiej spojrzeć na ekranik aparatu, aby zobaczyć, czy ostrość autofocusa trafiła, a kadr jest nieporuszony. W fotografii odchodzi cały proces przemocy i bestialstwa, jakim jest mordowanie bezbronnych zwierząt i tych wszystkich czynności wykonywanych już po zabiciu – patroszenia, transportu ciał ociekających krwią. Dzięki fotografowaniu wracamy szczęśliwi i pogodni z lasu, a napotkanego jelenia z olbrzymim porożem zapewne zobaczymy i sfotografujemy także w następnych dniach.

Zamiast wypchanej głowy na ścianie, powiesimy jego piękne zdjęcie lub jak ktoś bardzo lubi to naturalne zrzuty jeleni. Ostatnio czasami fotografuję z leśnikiem, który przestał płacić składki w PZŁ i wciągnął się w fotografię przyrody.

1509-00908C

NPRM: Ty uwieczniasz piękno natury, zachwycasz się nim i przekazujesz je dalej. Tworzysz coś wspaniałego. Myśliwi natomiast to piękno jedynie niszczą, bo nie wyobrażam sobie, aby można było się czymś zachwycić, a w następnej chwili w spokoju zastrzelić…

Adam: Wciąż nie mogę zrozumieć samego momentu oddania strzału i pozbawienia zwierzęcia życia. Same przygotowania i czas oczekiwania są prawie identyczne w fotografii zwierząt. Trzeba wcześnie wstać i przed świtem lub o zachodzie słońca być w terenie, w czasie, kiedy zwierzęta są najaktywniejsze. Fotografowie ubierają się prawie tak samo jak myśliwi, korzystają z samochodów terenowych, a potem, aby podejść do zwierząt odpowiednio się maskują i zwracają uwagę na kierunek wiatru. Kiedy widzimy zwierzęta i podchodzimy do nich coraz bliżej i bliżej, emocje sięgają zenitu. Niestety, końcówka jest już zupełnie inna… Aby zrobić dobra fotografię, należy znaleźć się stosunkowo blisko zwierzęcia, a najwyższym kunsztem jest zrobienie zdjęć i wycofanie się z terenu bez płoszenia zwierzyny.

W przypadku polowania celny strzał można oddać z odległości pięć razy większej. Nie ma więc tu mowy o jakimś wyczynie. Obecna broń umożliwia mordowanie zwierząt z bardzo dużej odległości. Z tego powodu wiele strzałów wykonywanych jest z bardzo daleka. Zwierzętom odstrzeliwuje się nogi, a potem „dochodzi” po wielu kilometrach, osacza psami i dobija z bliska… Na koniec patroszy się je, a wnętrzności zostawia w lesie.

Z daleka widać stada kruków, które rozdziobują pozostałości, a fetor roznosi się po całej okolicy. Żeby wyciągnąć z głębi lasu zabitego dorodnego jelenia, wjeżdża się samochodem lub ciągnikiem w środek i rozpruwa całą ściółkę, uszkadza młode drzewka, a po całej operacji zostają głębokie ślady terenowych opon. Tak wygląda ta piękna myśliwska tradycja w praktyce…

Przyroda przed wschodem słońca jest niesamowita. Słychać cudowny śpiew ptaków, nad wodą unosi się mgła, pierwsze promienie słońca i światło w kontrze zmieniają rzeczywistość, a z zarośli wychodzą dzikie zwierzęta. Niestety, czasami rytm przyrody jest zakłócany przez strzał z myśliwskiej broni jakiegoś innego „użytkownika” dzikiej przyrody, który także tego dnia postanowił „obcować” z naturą. Wtedy bardzo namacalnie czuję, jak bardzo różni się mentalność myśliwych od reszty obywateli… Nie spotkałem się także nigdy z przypadkiem, żeby myśliwi protestowali przeciwko dewastacji środowiska naturalnego, na przykład sprzeciwiali się wycince starego fragmentu lasu. Odnoszę wrażenie, że są zupełnie obojętni, gdy z lasów wyjeżdżają całymi tirami olbrzymie drzewa, które nigdy nie były posadzone przez człowieka, a kolejny odcinek lasu zmienia się w uprawę desek.
Ważne są tylko ambony oraz liczebność zwierząt, często określonego gatunku, który posłuży potem za trofea lub trafi na talerz.

Myśliwi interesują się przyrodą tylko w swoim interesie, przykładowo gdy dokarmiają zwierzęta, nie robią tego dla dobra przyrody, ale tylko dla siebie, aby podtrzymać populację na odpowiednim poziomie i aby było do czego strzelać w kolejnych latach. Obecnie bacznie obserwuję ich działania w zakresie redukcji dzików. Pod pozorem walki z ASF, która rozprzestrzenia się z winy hodowców świń, pojawiły się żądania, aby wybić prawie wszystkie dziki. Czy myśliwi dopuszczą, aby zniszczyć swoje własne łowiska?

1201-00453C

NPRM:  Podczas fotografowania i podglądania natury, zdarzyła Ci się może jakaś nietypowa lub rzadka obserwacja zwierząt czy ich zachowań?

Adam: Bardzo lubię fotografować w odludnych, rzadko odwiedzanych miejscach na ziemi. Szczególnie miło wspominam Spitsbergen i Patagonię. Przyzwyczailiśmy się do sytuacji, że zwierzęta są dzikie i nawet z daleka uciekają przed człowiekiem. Aby podejść i sfotografować jelenie w Puszczy Karpackiej, należy często wykazać się nie lada kunsztem. Warto jednak uświadomić sobie fakt, że to nie jest normalna cecha zwierząt. Z jednej strony zwierzęta omijają ludzi i zawsze pozostają w jakimś stopniu nieufne, z drugiej strony ten nadmierny strach wynika z faktu, że na taką olbrzymią skalę odbywają się polowania. Zwierzęta, które nie uciekają, są w bardzo krótkim czasie zabijane.Niesamowite jest więc doświadczać możliwości przebywania w bliskim sąsiedztwie dzikich zwierząt, które nie boją się człowieka. Kiedy wędrowałem po Spitsbergenie w oddalonej od bazy polarnej dolinie, młode renifery ufnie podchodziły i z zainteresowaniem przyglądały się tajemniczej dwunożnej postaci. Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu widziały człowieka. Bardzo miło wspominam także fotografowanie pingwinów i słoni morskich nad Atlantykiem w Patagonii. Jakież było moje zdziwienie, gdy czekając na plaży na kolejne pingwiny wędrujące gęsiego do oceanu, niedaleko brzegu pojawiły się dwa ogromne wieloryby, które ocierały się o siebie i wyrzucały fontanny wody. To było niesamowite wrażenie.

NPRM: Słyniesz też z krytyki działań LP i obrony Puszczy Białowieskiej. Zdaje się takie treści przewinęły mi się kiedyś na Twoim profilu. Co nie podoba Ci się w działalności Lasów Państwowych, które jak twierdzą: „dbają tylko o zrównoważony rozwój, użytkowanie drzewostanów i zapewnienie nam wszystkim dostępu do surowca drzewnego w zgodzie z ustalonymi wcześniej planami urządzania lasu”.

Adam:
Lasy Państwowe zgodnie z założeniami po ‘89 roku miały spełniać trzy zadania – zajmować się produkcją drewna, udostępnianiem lasów dla turystyki i rekreacji oraz ochroną środowiska. Niestety, ostatnio można odnieść wrażenie, że ten „wspaniały model polskiego leśnictwa” zupełnie się zdewaluował i od kilku lat głównym celem jest produkcja desek na potrzeby rosnących pensji…

Po ostatnich wydarzeniach w Puszczy Białowieskiej, agresji Straży Leśnej, po konferencjach w Toruniu czy na Roztoczu i obelgach o „zielonych nazistach” korporacja Lasy Państwowe straciła społeczny mandat zaufania i nie powinna nadal zajmować się ochroną środowiska.

Powinna skupić się jedynie na produkcji drzewa, a jednocześnie wrócić do budżetu państwa i dzielić się zyskami z resztą społeczeństwa, a nie przejadać je na własne potrzeby, o czym świadczą ostatnie raporty. Obecny model polegający na tym, że jedna organizacja zajmuje się generowaniem zysków i jednocześnie ochroną środowiska, doprowadził do patologii w zakresie ochrony środowiska, a jednocześnie do braku kontroli nad finansami organizacji zwanej państwową.

Najbardziej smuci mnie fakt, że z roku na rok bezwzględna korporacja sięga po ostatnie fragmenty lasów o charakterze naturalnym lub nieuprawiane od czasów wojny tereny w Karpatach, które przez ten czas zdążyły się zregenerować i są po prostu piękne. Teraz budowane są tam nowe drogi zrywkowe, którymi ciężki sprzęt wjeżdża coraz głębiej. Wycinane są drzewa, które przetrwały czasy, gdy w regionie mieszkało znacznie więcej ludzi niż obecnie. Na stosach wokół dróg leżą wyrżnięte olbrzymie buki czy jodły, których wiek sięga nawet 150 lat.Wycinki trwają przez cały rok, także w okresie lęgowym ptaków (sic!).

Zastanawiam się, czy ktoś w Lasach Państwowych myśli w ogóle o przyszłości i jakie będzie zapotrzebowanie na drewno za 100 lat? Czy będzie wtedy jeszcze potrzebne drewno w takich ilościach jak obecnie? Już teraz jeden z największych producentów mebli oferuje elementy szafek do kuchni z przetworzonych plastikowych butelek. A może jednak olbrzymią wartością za 100 lat będą dorodne drzewa, mające po 200 lat lub więcej? Jeżeli nie wyrżniemy ich teraz, one w większości przetrwają i doczekają do tego wieku.

Wracając jednak do łowiectwa, Lasy Państwowe na swoich terenach prowadzą Ośrodki Hodowli Zwierzyny, tzw. OHZ-ty. Są to najlepsze i najbardziej prestiżowe tereny łowieckie w Polsce, niedostępne dla przeciętnego myśliwego.

Leśnicy często skarżą się na zbyt dużą liczbę zwierzyny obgryzającej drzewa. Teraz żądają odstrzału pięknych łosi, które są jedną z największych atrakcji przyrodniczych naszego kraju.

Te zasady nie są w OHZ-tach ważne, gdyż zwierzęta są dokarmiane przez cały rok, aby potem swoimi ciałami i odciętymi łbami budować nieformalną potęgę korporacji Lasy Państwowe. Z łowisk korzystają zamożni i wpływowi ludzie oraz politycy ze wszystkich ugrupowań od lewa do prawa. W sieciach społecznościowych na profilach nadleśnictw leśnicy prezentują ładne zdjęcia i filmy z dzikimi zwierzętami, wzbudzając podziw i zbierając pochlebne komentarze. Potem słyszę, że te same osoby, w ramach swojej pracy w nadleśnictwie, wystawiają zwierzęta za pieniądze na odstrzał w polowaniach lub mordują je osobiście. Nie mogę zrozumieć, jak można z pasją filmować jelenia i zachwycać się jego pięknem, a na drugi dzień zaprowadzić w to miejsce myśliwego lub osobiście go zastrzelić?

1605-00401C

NPRM: Co według Ciebie powinno się zmienić w polskim łowiectwie i dlaczego?

Adam: Należałoby zacząć od wykreślenia ptaków z listy gatunków łownych oraz zakazać dokarmiania zwierzyny. Zgadzam się też z Waszymi pozostałymi postulatami:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/03/02/postulaty-i-cele-spolecznej-kampanii-informacyjnej-nie-podaje-reki-mysliwym/

Rażą mnie polowania na terenie niektórych parków narodowych, które odbywają się pod pozorem ochrony lasów. Nasuwają się tutaj pytania – czego oczekujemy od parków narodowych i czy model myślenia znany z nadleśnictw powinien obowiązywać także na tych obszarach? Zupełnie nie mogę zrozumieć też idei polowań w otulinach prawie wszystkich parków narodowych w Polsce. Ambony ustawiane są w kierunku obszarów chronionych, a zwierzęta przecież nie znają granic. W głowie się także nie mieści, że kilka razy w roku ofiarami myśliwskich hobbystów są także przypadkowi ludzie.

Moim marzeniem na przyszłość jest, aby w Polsce powstały duże obszary wolne od polowań i komercyjnych wycinek. Takie obszary mogłyby zostać utworzone w Puszczy Karpackiej, gdzie nie ma upraw rolnych, a produkcja drzewa i tak jest nierentowna z uwagi na trudny teren.

NPRM: Często zdarzały się konflikty na linii myśliwy a fotograf – obserwator przyrody. Jeden chciał robić zdjęcia i obserwować, a drugi przyszedł polować. Miałeś jakieś sytuacje tego typu podczas swoich wypraw?

Adam: Jedynie pojedyncze przypadki. Ostatni miał miejsce w zeszłym roku w Nadleśnictwie Stuposiany podczas pleneru fotograficznego. Pan łowczy zapytał nas, co tu robimy i stwierdził, że pewnie jesteśmy ekoterrorystami. A po wyjaśnieniu, że jesteśmy fotografami, zapytał czy mamy zezwolenie na fotografowanie. Oczywiście żadnych zezwoleń nie potrzeba, aby fotografować w lasach czy Lasach Państwowych. Staram się unikać myśliwych, gdyż są fanatycznie zaślepieni i przekonani o swoich racjach. Z informacjami o tym, co się dzieje na polach i w lasach podczas polowań, należy trafiać do osób które są nieświadome, jak działa mechanizm łowiecki.

1010-01423C

NPRM: „Poprzez swoje zdjęcia staram się pokazać piękno krajobrazu oraz otaczającą nas dziką przyrodę. Mam nadzieję, że moje fotografie wpłyną na pogłębienie ludzkiej wrażliwości na piękno natury oraz przyczynią się do zachowania jej w nienaruszonym stanie.” To cytat z Twojej strony.  Myśliwi twierdzą, że dzikiej przyrody dawno już nie ma, a krajobraz i środowisko zostały tak przekształcone i zaburzone przez człowieka, że tylko ręką ludzką je „ratować”, bo inaczej wszystko padnie. Co sądzisz o takim podejściu?

Adam: Myśliwi od lat prowadzą propagandę o potrzebie regulacji. Chcą dowodzić, że są po prostu potrzebni dla społeczeństwa, boją się, że za jakiś czas nie będzie społecznej akceptacji dla „sportowego” czy zgodnego z tradycjami zabijania. Potrzebne są rewolucyjne zmiany w podejściu do dzikich zwierząt, w sposobie myślenia, że dzika przyroda to wartość sama w sobie.Jeżeli chodzi o potrzebę regulacji populacji zwierząt to, jak zauważyła w poprzednim wywiadzie profesor Hanna Mamzer, może być w przyszłości zastosowana przez środki antykoncepcyjne.

NPRM: Jakie są najciekawsze miejsca, które Cię urzekły, najbardziej podobały, które zdarzyło Ci się odwiedzić?

Adam: Jestem fanem Europy Północnej, a największe wrażenie zrobiły na mnie obszary arktyczne Spitsbergenu. Choć uwielbiam lasy, to naturalny fragment świata bez drzew z ogromną ilością ptaków i podmokłą tundrą jest fascynujący.Ciekawym doświadczeniem były też parki narodowe w Patagonii, z ich bezkresem i niesamowitą, zmienną pogodą. Podróżując po świecie, uwielbiam fragmenty naturalnych lasów lub lasy nieuprawiane od lat o charakterze naturalnym. Niestety, takich miejsc jest bardzo mało i są to zazwyczaj rezerwaty. W tym roku trafiłem na niezwykły rezerwat na jeziorze Prespa w Macedonii. W Polsce najbardziej cenię obszary parków narodowych, które odwiedzam regularnie od lat i ubolewam, że nie powstają nowe, a także nie są powiększane istniejące. Po latach pewnym światełkiem w tunelu było powiększenie Karkonoskiego Parku Narodowego.

NPRM: Mnóstwo czasu spędzasz w terenie podczas swej pracy, obcując z naturą i zwierzętami. Wstaję, gdy jest jeszcze ciemno, a przejmujący chłód i wilgoć dają się we znaki. (…) Dzikie zwierzęta swobodnie wędrujące po bezkresnych przestrzeniach, zajęte własnymi sprawami, nie czujące zagrożenia przed człowiekiem. Godzinami mogę podglądać ich życie w naturalnym środowisku, opierając się wygodnie o plecak, czasami bez aparatu w ręku.”
To również Twój opis. Po prostu Twoja postać wymyka się forsowanemu przez myśliwych obrazowi przeciwnika łowiectwa, który „tylko siedzi przed komputerkiem, przyrodę widzi jedynie na zdjęciach i nigdy w lesie nie był”. Jesteś jakby zaprzeczeniem tego dziwnego stereotypu…

Adam: Model przeciwnika łowiectwa serwowany przez myśliwych, czyli osoby siedzącej przed komputerem i nieznającej się na przyrodzie, jest zafałszowany. Wszyscy przeciwnicy łowiectwa, których znam, są miłośnikami przyrody, spędzają sporo czasu w terenie i osobiście mają kontakt z myśliwymi i ich działaniami. Osoby mniej związane z przyrodą najczęściej krytykują łowiectwo za to, że zabijanie zwierząt ma charakter hobbystyczny i służy kultywowaniu tradycji. Z przerażeniem oglądają relację z pokotów niekiedy organizowanych w miejscach publicznych, np. w centrum Spały.

1610-00473C

NPRM: Wspierasz też kampanię Niech Żyją!  z którą i my współpracujemy. Co Adam Ławnik sądzi o polowaniach na ptaki? Przypomnijmy, myśliwi twierdzą, że fakt iż odstrzelą „kilka” ptaków nie ma wpływu na liczebność populacji, więc nie rozumieją czego się „czepiamy”. Poza tym oni lubią zdrowe mięsko, a my mamy zobaczyć jak żyją kurczaki w hodowli…

Adam: Nie ma uzasadnienia, aby strzelać do ptaków, które są po prostu piękne i stanowią ogromną wartość przyrodniczą. Obrzydliwe, że dla niektórych są jedynie niczym rzutki na strzelnicy. Czy mięso kaczek nafaszerowanych ołowianymi kulkami jest zdrowe? Niech każdy odpowie sobie sam i weźmie pod uwagę, że także w innej dziczyźnie pozostają ołowiane odłamki, które mogą prowadzić do groźnej choroby zwanej ołowicą. Podczas polowań o świcie czy o zmroku nie ma możliwości odróżnienia gatunków chronionych od tych, które są na listach łownych. Część gatunków ptaków jest też zagrożona wyginięciem.

Polecam stronę internetową oraz profil na facebooku – Niech Żyją!

adam-lawnik

 

NPRM: Czego myśliwym brakuje w ich podejściu, postrzeganiu zwierząt oraz świata przyrody?

 

Adam: Zrozumienia, że przyroda doskonale daje sobie radę bez pomocy człowieka, a brak ingerencji często daje lepszy efekt od gospodarowania.


NPRM:
Myśliwi głoszą, że nie polują dla samego zabijania, czy nawet ochrony upraw rolników, a cały proces polowania to przeżywanie „emocji łowieckich” powiązanych z odczuciami do przyrody, natury, zwierząt, a sam strzał ma być czymś najmniej istotnym, kończącym całą przyjemność z polowania. Po co więc zabijają? Czy według Ciebie można doświadczać podobnie tych samych wspaniałych emocji „tylko” obserwując i fotografując?

Adam: Osoby, które polują, myślistwo traktują jako hobby czy nawet styl życia. Trudno mi powiedzieć, co czują, naciskając spust i widząc jak kula rozrywa niewinne zwierzę. Z pewnością niektórych z nich to podnieca… Pozostali zaś, potrzebujący kontaktu z naturą i szukający adrenaliny w tropieniu zwierząt, z pewnością odnaleźliby się w roli fotografa-snajpera z długim teleobiektywem. Tak jak wspominałem wcześniej, wiele czynności jest podobnych. Różnią się tylko finałem, który może być piękny lub krwawy i przynoszący śmierć.

NPRM: Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?

Adam: Współczesne łowiectwo to dla mnie: samochody terenowe, broń z doskonałymi lunetami i szpanerskie ciuchy. Całość stanowi – life style, którym można się pochwalić w gronie podobnie czujących i myślących znajomych. Niewielka wiedza przyrodnicza niektórych miłośników zabijania, często ograniczona jedynie do rodzaju naboju, jakiego trzeba użyć, aby zastrzelić dany gatunek zwierzęcia. Małe obycie w terenie oraz czasami strach. Tak, tak! Niektórzy myśliwi boją się dzikich zwierząt i nie wyobrażają sobie chodzenia po lesie w nocy bez broni 🙂. Ograniczona ilość czasu i korzystanie z gotowych rozwiązań: nęciska przygotowane przez leśników oraz drogi dla samochodów prowadzące pod samą ambonę. Mięso z zastrzelonych zwierząt ma drugorzędną rolę. Poluje się z pasji, a nie dla zdobycia jedzenia.

NPRM: W rozmowie przed wywiadem, powiedziałeś nam, że to właśnie myśliwi są elementem, który blokuje powstanie Turnickiego Parku Narodowego. Możesz to rozwinąć?

Adam: Tereny projektowanego Turnickiego Parku Narodowego w 100% należą do Skarbu Państwa, więc teoretycznie nie powinno być kłopotów z utworzeniem nowego parku. Głównymi oponentami są leśnicy, których oczkiem w głowie jest Ośrodek Hodowli Zwierzyny, czyli najbardziej prestiżowe łowisko na terenie dawnego tzw. Państwa Arłamowskiego. Dawniej w tym miejscu polowali komunistyczni notable, a obecnie jest odwiedzane przez polityków wszystkich ugrupowań. Łowiectwo jest więc głównym czynnikiem, który blokuje ideę ochrony tego terenu.

Podsumowując, obecnie jesteśmy na styku przemiany ideowej – z jednej strony mamy cały czas tradycyjne podejście gospodarcze do przyrody, gdzie drzewa to surowiec na deski, zaś zwierzęta to tylko mięso i poroża lub hobby. Przekonanie, że nad przyrodą musi być pełna kontrola, bo inaczej nie poradzi sobie. Pod tę wizję zbudowany jest obecny system prawny. Z drugiej strony przyroda jest wartością samą w sobie. Możliwość obserwacji dzikich zwierząt i wędrówka przez las o charakterze naturalnym pomiędzy wielkimi dębami w Puszczy Białowieskiej czy powyginanymi bukami i olbrzymimi jodłami w Puszczy Karpackiej może być niezwykle ekscytująca.

Mam nadzieję, że coraz więcej osób będzie po tej drugiej strony, po stronie dzikiej przyrody.

Myśliwym zaś, którzy cenią głównie kontakt z naturą, a zaczynają mieć rozterki nad sensem zabijania pięknych zwierząt, polecam zamienić broń na lustrzankę z obiektywem i dodatkowo zaangażować się w ochronę przed wycinką ostatnich fragmentów lasów o charakterze naturalnym. 

Dziękuję za rozmowę i zapraszam na zdjęcia:

http://www.adamlawnik.pl/

oraz na profil:

https://www.facebook.com/krajobrazy Adam Ławnik Photography

NPRM: I my dziękujemy za wspaniałą i bogatą rozmowę. Super, że zdecydowałeś się wesprzeć nasze postulaty. 

1507-01022C

Czytaj także:

Dlaczego łowiectwo powinno być zabronione? Wywiad z Hanną Mamzer. 

Lasy dla kasy – współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć. Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim.

1505-01243C

15 sierpnia – Masakrę ptaków rozpocząć czas!

15 sierpnia – każdego roku ta data boli tak samo. Od tego dnia bowiem,myśliwi z radością ruszają na stawy, jeziora, szuwary i pola, aby zapolować na 4 gatunki kaczek, łyski, oraz gołębie grzywacze. Z podnieceniem długo czekali na ten dzień.

”Jednak w tym samym czasie wiele przeznaczonych do odstrzału ptaków wciąż opiekuje się puchatymi pisklętami….niektóre rybitwy siedzą wręcz jeszcze na jajach, wysiadując powtórzone lęgi. Nie jest to wydarzenie wyjątkowe czy marginalne, jak próbują argumentować niektórzy myśliwi. Jest to obecnie zjawisko powszechne, występujące co roku na terenie całej Polski.”

Tymczasem w takich miejscach pojawiają się strzelający myśliwi z buszującymi psami, siejąc spustoszenie w ostojach chronionych ptaków. Ich żadne przepisy zdają się nie dotyczyć.  Polowania często odbywają się o świcie lub o zmierzchu, przy mgle, co znacząco utrudnia właściwe identyfikację celu.  Omyłkowo zbijane są rzadkie gatunki wodnego i błotnego ptactwa. Ale co tam. Ważne że się postrzelało. Jeden z myśliwych na forum dziennika łowieckiego pisał, że on strzelonych kaczek nawet nie zabiera dla siebie, tylko rozdaje okolicznym mieszkańcom. Bo nie chodzi nawet o tą krzynę ‘’zdrowej dziczyzny’’ , a o samo polowanie i przeżywane podczas niego emocje. Łaskawca i dobrodziej!

14046159_893013267470257_6228063985141582405_n

Szczytem absurdu prawa łowieckiego jest fakt, że dopuszcza ono polowania na cyraneczki, które to są nawet mniej liczne od bliźniaczo podobnych cyranek… Zamiast przesłanek naukowych, jedynym uzasadnieniem jest tutaj ‘’tradycja’’.

Można powiedzieć,że zaczęło się właśnie od tego.Ogromna rzesza ludzi zajmująca się badaniem-obserwacją ptaków zawodowo czy amatorsko,dostrzegła pewien bolesny paradoks. Ptaki znajdujące się na liście łownych nie podlegają myśliwskim argumentom o szkodach rolniczych,nie trzeba regulować ich liczebności,ponieważ posiadają wrogów naturalnych w każdym stadium swojego życia,od jaja po wiek dorosły. Nie ma także ekonomicznego uzasadnienia dla ich zabijania. Giną tylko dla sportu, hobby, przyjemności czy dlatego, że ktoś ”lubi dziczyznę”. Gdyby jednak spróbować dać wiarę myśliwskim argumentom no to…na liście gatunków łownych znajduje się 13 gatunków ptaków. Pozostałych na które się nie poluje,jest grubo ponad 300. Co z nimi? Kto reguluje ich liczebność, i dba o to, by naszych upraw nie zjadła fala wygłodniałych ”nadmiernie rozmnożonych” wróbli czy mazurków… Całkowity zakaz polowania na ptaki, to ten obszar, w którym nie uznajemy żadnego kompromisu.  Jedną z proponowanych zmian jest całkowity zakaz wsiedlania, np bażantów dla celów łowieckich. Proces został dobrze nazwany,gdyż bażantów nie wypuszcza się po to by na nie popatrzeć, a po to by ubogacić łowisko w celu polowań. Oczywiście nie ma to żadnego związku z ochroną przyrody. Są to szumnie reklamowane akcje nad którymi nikt się nie zastanawia. Czy argumenty ornitologów i naukowców zostaną kiedykolwiek wzięte pod uwagę?

p1050557

Ważkich argumentów przemawiających za strzelaniem do ptaków myśliwi mają oczywiście wiele. Są to:

-”Ochrona pól rolników” (przed grzywaczami) 🙂
-”Smaczna i zdrowa dziczyzna”
-Tradycja!
”Regulowanie liczebności populacji”. To już rzeczywisty ptasi odlot, bo jak można ”regulować” populację nie znając dokładnie jej liczebności, ani wieku ptaków do których się strzela? (można nad tym pogdybać dopiero gdy mamy przed sobą podziurawione śrutem truchło). 
– ”Myśliwskie pozyskanie nie ma istotnego wpływu na liczebność gatunku”. – Zatem co regulujecie? 
– ”A mięsko to jecie, dowiedzcie się czegoś o łowiectwie”. No dobra, starczy. Przekonali mnie… Od dzisiaj wracam do mięsa, bo myśliwi polują. Wracam po to, aby mieli powód dla którego strzelają 😛 

”Huk wystrzałów płoszy wszystkie przebywające na danym akwenie ptaki, również te objęte ochroną. Polowanie wiąże się także z rytuałem wprowadzania do naszych stawów i jezior ton silnie trującego ołowiu w postaci kulek śrutu. Część śrucin ma wrócić do myśliwych w ciałach upolowanych ptaków, reszta ołowiu stopniowo przenika do łańcucha pokarmowego i trafia m.in. na nasze stoły w mięsie ryb.
Tymczasem w Polskich warunkach okres wychowu młodych u kaczek (zwłaszcza z gatunków nurkujących) i łysek kończy się dopiero w połowie września, a na zbiornikach, na których gniazdują rybitwy, polowania nie powinny się zaczynać przed październikiem. Choć do rybitw się nie strzela, pies myśliwski aportujący upolowaną kaczkę przez środek kolonii tych ptaków może spowodować rozproszenie wielu rodzin i upadki piskląt.” 

– Czytamy w opracowaniu na stronie ekologia.pl

”Podczas polowań giną również ściśle chronione rybołowy. Jak informuje Komitet Ochrony Orłów, w latach 2001-2003 wykryto aż 6 przypadków postrzelenia tych rzadkich ptaków przez myśliwych. Ilu takich wypadków nie udało się wyłapać – nie wiadomo. ”

14079785_865450286889334_5871302707904745486_n

Poniżej zamieszczamy fragment innego tekstu, jaki ukazał się na łamach miesięcznika Dzikie Życie w 2013 roku:

”15 sierpnia trudno jest świętować co wrażliwszym przyrodnikom, w tym części ornitologów. „Rokrocznie 15 sierpnia boli”, jak napisała Ania Dobrzyńska na forum strony www.niechzyja.pl. Tego dnia i w kolejnych zakończy życie wiele kaczek, gołębi i łysek, gdyż prawo polskie od tej pory zezwala na strzelanie do niektórych gatunków ptaków.

Niejedna zabita kaczka czy łyska osieroci swój późny lęg – młode pozbawione matki nie będą miały większych szans na przeżycie. Odpowiedzialni z urzędu za ochronę przyrody w tym kraju wiedzą, iż sytuacja taka jest sprzeczna z prawem unijnym, które nie zezwala na strzelanie do ptaków w okresie prowadzenia lęgów. Ta wiedza nie przekłada się na zmiany prawne, pomimo czynionych od wielu już lat, udokumentowanych konkretnymi obserwacjami terenowymi, monitów organizacji pozarządowych w tej sprawie.

Początek roku szkolnego, 1 września – w dniu, w którym stęsknione za szkolną atmosferą dzieci wędrują do szkół, uzbrojeni tatusiowie i mamusie co poniektórych wcielają się w role dawców śmierci. Od tego dnia możliwości decydowania o życiu „uskrzydlonych braci mniejszych” istotnie wzrastają – można już polować na 13 gatunków ptaków (kaczki: krzyżówka, cyraneczka, głowienka, czernica, gęsi: gęgawa, białoczelna, zbożowa, gołąb grzywacz, łyska, jarząbek, słonka, kuropatwa, bażant). Pula to wcale niezamknięta – zagrożonych jest kilka gatunków podobnych do „łownych”, np. krakwa, płaskonos, ogorzałka, podgorzałka, hełmiatka, cyranka i inne, a także całkiem niepodobnych, a mimo to strzelanych, np. czaple, kormorany, krukowate, szponiaste (w tym orły), łabędzie i inne.

duck-hunting

Niektórzy przyrodnicy określają grupę tzw. gatunków łownych mianem „pechowej trzynastki” i czynią – zwłaszcza w ostatnim czasie – wiele, aby doprowadzić do wprowadzenia całkowitego zakazu strzelania do ptaków w Polsce. Część zajmujących się przyrodą z kolei pozostaje utwierdzonych w przekonaniu, że działania myśliwych nijak nie zakłócają naturalnego porządku funkcjonowania ptasich populacji. Źródłem tego przekonania jest – jak się wydaje – aprioryczne przeświadczenie, że i tak w tej materii nie da się nic zdziałać. Sami myśliwi (nie wszyscy) ponoć „regulują ptasie populacje”. Wykazują w tym względzie nadprzyrodzone wręcz umiejętności, myląc być może przyrodę z regulacją odbiornika radiowego. Nie wiedzą, bo wiedzieć nie mogą, ile i czego, w jakich proporcjach wiekowych i płciowych, o jakich powiązaniach biocenotycznych (w tym konkurencyjnych, pokarmowych i innych), ale „regulują” i na dodatek głośno się z tym obnoszą. Nic więc dziwnego zatem, że poruszają najgłębsze pokłady zdziwienia wielu ekologów, zwłaszcza zaś z grupy tych, których nazywają pseudoekologami.

Ci sami myśliwi trafiają od jakiegoś już czasu do szkół, a ostatnio nawet i przedszkoli. Przekonują i edukują, że troszczą się o zwierzęta. Nie zazdroszczę – ciężki kawałek chleba… Jak przekonać dziecko, że chroni się przy pomocy bezsensownego rozlewu krwi? Nie wiedziałbym.

Ta sama grupa myśliwych kreuje Polski Związek Łowiecki na organizację o największych dokonaniach na polu ochrony przyrody w naszym kraju. No cóż, w tych swoich ochroniarskich dokonaniach, np. budowach szpecących krajobrazy ambon, zimowym dokarmianiu zwierząt przy tychże, hodowli obcego polskiej awifaunie bażanta i wypuszczaniu go w tzw. łowiska (sprzeczne z prawem!) czy pomyłkowym (?) strzelaniu zwierząt objętych ochroną prawną itp., pewnie pozostaną niedoścignieni.

14021662_893833920721525_6236416844695796028_n

Póki więc jest jak jest trzymajmy kciuki za upadek edukacyjnego entuzjazmu i niepewną rękę tych z myśliwych, którzy próbują edukować o niemożliwym i ciągle jeszcze strzelają do naszych braci mniejszych. Trzymajmy też kciuki za tych „polujących”, gdyż jest i taka światlejsza w tym gremium grupa osób, które się ani tą pseudoedukacją, ani tą „strzelaną rozrywką” nie zajmują, nosząc strzelbę z różnych powodów, nie używając jej jednak do pozbawiania życia. To dość optymistyczny prognostyk na przyszłość – czasy się zmieniają. Może dojrzeją i pozostali.

Po co dokładać stresu ptakom, i tak już sfrustrowanym innymi formami odczłowieczej presji, skoro można zatrzymać się na godnym uznania ewolucyjnym etapie podziwiania ich piękna i niepowtarzalności? ”

– Sławomir Zieliński – dr inż. nauk leśnych, pracownik Gimnazjum nr 20 im. Hanzy w Gdańsku. Prowadzi stronę mikrobiotop.pl

13903365_966744960090663_6653678445155769494_n

Więcej i szczegółowo o polowaniach na poszczególne gatunki przeczytasz tutaj:

Spór o ptaki

Źródła:

ekologia.pl

http://dzikiezycie.pl/archiwum/2013/pazdziernik-2013/dzieci-do-szkoly-ptaki-pod-lufy

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/spor-o-ptaki/

11951414_871854089535257_3560501346268986332_n

p333pok3ot

Wichury, burze i połamane drzewa – Lasy Państwowe współwinne własnym stratom.

Ostatnio wstrząsnęła nami wszystkimi siła żywiołu i skala zniszczeń jaka dokonała się w plantacjach leśnych. Wstępne szacunki LP mówią o ponad 7 mln „zmarnowanych” m³ drewna. Zginęli też ludzie oraz zwierzęta i ten wątek zostawmy. Nie zdarza się to zresztą w historii po raz pierwszy, 15 lat temu w 2002 roku silne wiatry powaliły lasy w Piszu, pozbawiając leśników 2,5 mln m³ drewna. Wniosków jednak nie wyciągnięto… Czy tej tragedii i strat można było uniknąć? Uniknąć z pewnością nie, ale na pewno zmniejszyć straty, gdyby korporacja Lasy Państwowe nie traktowała zbiorowisk leśnych jako plantacji, mających jedynie produkować drewno i surowiec tartaczny.

Lasy mocno przekształcone przez leśników złożone głównie z sosny, stanowiące monokultury są podatne na niekorzystne zjawiska przyrodnicze takie jak silne wiatry.

2017-08-13_150264918111

Głównym zarzutem pobrzmiewających ostatnio w dyskusjach ze strony przyrodników wobec Lasów Państwowych jest sposób prowadzenia gospodarki leśnej, w której dominującym gatunkiem zawsze jest sosna. Ociosana za młodu i wyprofilowana, następnie podczas burz łamiąca się niczym zapałka. Przyrodnicy zgodnie twierdzą, że gdyby odejść od sosnowych monokultur, na rzecz rozwoju drzewostanów mieszanych –liściastych, różnowiekowych straty były, by mniejsze, a las bardziej odporny wobec tego rodzaju zdarzeń. W tym momencie leśnicy złośliwie uśmiechają się z wyższością, bo przecież „Hola, ale w kraju na większości powierzchni mamy ubogie siedliska »borowe«, więc tam nic innego oprócz sosny nie może rosnąć. Heh, ci głupi przyrodnicy, zabierają głos, nie mając pojęcia o gospodarce leśnej…”

I bynajmniej płacz i lament leśników nie wynika tutaj z powodu zniszczenia lasu, śmierci zwierząt czy dewastacji dotychczasowych siedlisk, a, co najwyżej strat „cennego surowca drzewnego”, który to natura raczyła sobie skosić i pozyskać przed czasem i ustalonym wiekiem rębności.  Oczywiście na swoim profilu LP chwalą się, jak to pomagają w uprzątaniu skutków nawałnicy i „szacują straty”. No a co zresztą innego mieliby robić?  Następnym cudownym krokiem będzie za pewne nasadzenie takich samych sosnowych „zapałek”, być może ze znanym już hasłem „1000 drzew na minutę”. 

598e9e42917ab_o,size,1068x623,q,71,h,d1d5c5

Brzoza – złoty środek na bolączki LP ?

Głodne kawałki o ubogich siedliskach sprzedają się rzeczywiście dobrze, wśród masy osób, które o lasach większego pojęcia nie mają. Tymczasem nie jest to wszystko takie proste, jak chcieli by widzieć to państwowi plantatorzy surowca drzewnego. Z kilku gatunków drzew, które na siedliskach ubogich i jałowych mogą rosnąć, szczególnie godna uwagi wydaje się być nasza piękna Brzoza brodawkowata (Betula pendula).  Wymagania glebowe ma niewielkie – może rosnąć właśnie na tzw. „słabych i ubogich” siedliskach, glebach suchych, w miejscach nasłonecznionych. I radzi tam sobie zupełnie dobrze. Brzoza bywa pionierskim gatunkiem zarastającym piaszczyste nieużytki i suche ugory. Ale najważniejsza jest jej inna rola, o czym za chwilę.

suszek

Jak działa las?

W „interesie” zbiorowiska drzew leży wręcz jak największa jego różnorodność, jeśli warunki na to pozwalają. Takie zróżnicowanie powoduje, że las jako całość jest bardziej odporny wobec „szkodników”, zdarzeń naturalnych takich jak wichury, orkany, burze, a nawet pożary. Lasy i drzewa do tego właśnie same dążą – poprzez okresowy żywot najpierw szybko rosnących pionierskich gatunków, które umierając stają się swoim próchnem i materią pożywką dla innych gatunków użyźniając glebę i umożliwiając rozwój kolejnym bardziej wymagającym gatunkom, np. dębom, jesionom czy bukom. To się dzieje samo, mimo że procesy trwają setki lat. I nie są to moje wymysły, te zjawiska opisuje bardzo czytelnie jeden z leśników Peter Wohlleben w swojej książce „Sekretne życie drzew”. Z biegiem lat, lasy same w pewnym zakresie potrafią z pomocą zwierząt i mikroorganizmów przekształcić swoje siedlisko w bardziej żywe i zasobne. Trzeba im jednak na to pozwolić. Z rozmaitych opatrznie pojmowanych względów, nie leży to w interesie nowoczesnej gospodarki leśnej, choć w interesie nasz wszystkich jako ludzkości jak najbardziej – choćby z uwagi na gospodarowanie wodą przez drzewa i oczyszczanie naszego powietrza. 

Zepchnięta na margines brzoza, jest właśnie jednym z takich gatunków. W okolicy w której mieszkam, w niektórych miejscach nasadzone są w szpalerach sosny, przeplatane na tej samej glebie właśnie tak samo posadzonymi brzozami. I to są grunty pod zarządem LP. Może jednak nie są takimi ignorantami? Drzewo liściaste zrzuca liście każdego roku, zapobiegając przesuszaniu gleby, i ubogacając ją w cenne składniki odżywcze. Siedlisko i gleba każdego roku stopniowo będą się poprawiać, mimo, iż Brzoza pochłania szybko duże ilości składników odżywczych.  Ma to jednak sens, o czym za chwilę.  Do tego cała masa drobnych gałązek, łamanych podczas każdego mocniejszego wiatru. Brzoza rośnie szybko, żyje stosunkowo krótko. Około 100 lat, choć najstarszy zanotowany okaz liczy sobie 171. Brzoza brodawkowata znosi gorące letnie upały i bardzo mroźne zimy.  Warto też tutaj wspomnieć o innym gatunku, mianowicie Brzozie Omszonej, która jeszcze lepiej niż brodawkowata współegzystuje z sosnami. Rośnie na wilgotnych, podmokłych, kwaśnych i piaszczystych. Finalnie Brzozy przegrywają rywalizację z innymi gatunkami, gdyż, ‘’wyczerpane’’ szybkim wzrostem umierają. Ale taka jest właśnie rola gatunków pionierskich. Przygotować glebę i odejść, dając dalej działać innym procesom lasotwórczym. Są przystosowane do zasiedlania siedlisk ubogich w składniki odżywcze i wodę. Trzeba tu też wspomnieć, że brzoza jako gatunek bardzo „giętki” znacznie łatwiej radzi sobie z wichurami i burzami, gnąc się nieraz prawie do samej ziemi, zanim ulegnie złamaniu. Co też stawia ją wyżej, od gloryfikowanej sosny. A porównując sosnowe igliwie, które drzewo to wymienia w okresie od 3 do 6 lat igły te przyczyniają się do zakwaszania gleby, i postępującego ubożenia siedliska. Może jednak leśnikom o to właśnie chodzi, by mieć pretekst do uprawy swoich jałowych sośnin? Oba gatunki brzóz traktowane są w leśnictwie jedynie jako „cenna domieszka biocenotyczna”.  Istnieją również i inne gatunki drzew określane mianem pionierskich, przystosowane do szybkiej kolonizacji nowych obszarów, zajmować się jednak nimi w tym wpisie nie będziemy.

1502530626frda0140

 

Sosna kontra Brzoza – porównanie i zastosowanie.

Tutaj znajdziemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania, dlaczego to sosna zwyczajna, a nie brzoza jest gatunkiem faworyzowanym przez leśników.
Drewno sosny zwyczajnej stanowi jeden z najważniejszych materiałów budulcowych i wykorzystywane jest powszechnie w meblarstwie oraz stolarstwie. Służy także do pozyskiwania celulozy i jako opał. Niegdyś przeznaczane było na surowiec kopalniakowy i słupy teleenergetyczne. Właściwości drewna sosny zwyczajnej są zbliżone do innych gatunków sosen. Najlepsze właściwości ma surowiec pozyskiwany z drzew w wieku 80-120 lat. Drewno tej sosny jest łatwe w obróbce, żywiczne i niezbyt ciężkie. – czytamy w pierwszym lepszym opisie z Wikipedii. Czyli w zasadzie gatunek ten zaspakaja wszelkie potrzeby człowieka i przemysłu drzewnego. Jest też i rola zdrowotna – od dawna znane są dobroczynne właściwości olejków eterycznych unoszących się w borach sosnowych oraz ich wpływ na nasze górne drogi oddechowe. Widzicie, leśnicy nie tacy straszni. Oni po prostu dbają o zdrowie narodu… lubiącego przecież sięgać po papierosy. Z pędów i igliwia młodych sosen otrzymuje się olejek sosnowy, który następnie wykorzystywany jest do wyrobu syropu działającego przeciwbakteryjnie i wykrztuśnie, przy lekkich nieżytach górnych dróg oddechowych.
Do dużego udziału gatunków iglastych w polskich lasach przyczyniło się również ich preferowanie, począwszy od XIX w., przez przemysł przerobu drewna.  Czytamy na blogu jednego z leśników.

Nieco inaczej ma się rzecz z brzozą. Drewno tego gatunku jest miękkie i charakteryzuje się niewielką trwałością. Już samo to wystarczyłoby za odpowiedź… Jest też podatna na ataki grzybów, ale wykazuje pewną odporność na kwasy. Grzybicze infekcje, bywają pretekstem do ataku owadów i gnicia drzewa. Cechą charakterystyczną jest także praca drewna w zetknięciu z wilgocią. Dobrze wysuszone jednak nie pęka. Pęka za to często na mrozie… Wykorzystywana przy produkcji oklein, płyt wiórowych, a czasem mebli, no i oczywiście jako opał. W lecznictwie znane są dobroczynne właściwości soku brzozowego oraz stosowanie odwaru z jej liści. Dawniej popularne miotły i zastosowanie dekoracyjne.

Użytkowość obu gatunków rozkłada się więc z korzyścią dla sosny, z ludzkiego punktu widzenia. I nawet takie tragedie jak z ostatnich dni, nie są chyba w stanie zmienić podejścia zarządców naszych lasów. Bo po co dopuszczać do polepszania siedlisk? Po co dać naturze działać na swoją (i naszą)  korzyść?  Skoro można prowadzić sosnowe plantacje narażone choćby na gradacje „szkodników” i potem opowiadać jak to leśnicy są potrzebni dla trwałości lasów. Logika leśnika.  Zgodna z interesem własnym zresztą. A można, zamiast łatwopalnych sosnowych monokultur z maślakami, podziwiać świetliste brzozowe zagajniki pełne jesienią różnych gatunków koźlarzy. No, ale co kto lubi. Nie ma co liczyć na dojście do głosu rozsądku, dopóki Nasze Lasy znajdują się pod okupacją „wiedzących lepiej” leśników. Może gdyby wichury poprzewracały wszystko…
Wtedy też pewnie inny winny by się znalazł. Może Obrońcy Puszczy Białowieskiej używający papieru toaletowego?

Widzimy więc, że bajania o „słabych siedliskach borowych” na których tylko sosna może rosnąć są kolejną zasłoną dymną, mającą utrzymać w nieświadomości masy ludzkie. Byle nikt nie dowiedział się, że można inaczej. I nie trzeba być geniuszem, aby wszystko to poskładać do kupy.  Tak jak myśliwi przez swoją rabunkową gospodarkę „zasobami zwierzyny” przyczyniają się do strat choćby w rolnictwie, tak uplątani w powiązane interesy leśnicy robią to samo, generując straty na wielu innych płaszczyznach.  I wszystko pod hasłem „racjonalnych gospodarek” oczywiście.

z22225347Q,Suszek--Skutki-burzy-w-powiecie-chojnickim

Nastawiona na zysk z wycinki i sprzedaży drewna korporacja ma jednak w nosie opinię przyrodników, biologów, ekologów, bioróżnorodność oraz bezpieczeństwo ludzi i zwierząt. Za niekompetencję leśników zapłacimy wszyscy, gdyż do usuwania skutków żywiołu zatrudnione zostają rozmaite służby, utrzymywane z naszych podatków.

Trzeba też pamiętać, że pojęcie „straty i zniszczenia” adekwatne jest tylko w rozumieniu ludzkim. Dla przyrody, mimo zwierząt, które zginęły, tracąc swoje gniazda i dziuple takie zjawiska są szansą na nowy rozwój i rewitalizację takiego monokulturowego drzewostanu. Do czego leśnicy oczywiście nigdy nie dopuszczą. I można ronić łzy nad stratami, obwiniać Boga czy Naturę, dla nas jednak jasnym jest, że winni jesteśmy my sami – poprzez traktowanie lasów jako użytkowych fabryk zaspokajających nasze potrzeby, a w głównej mierze za ten stan podziękować możemy leśnikom. A natura, cóż… zawsze będzie rządzić się swoimi prawami, dając co jakiś czas sążnistego kopniaka w zad demagogom od nauk leśnych. Możemy wyciągać wnioski, a możemy też iść w zaparte, uważając się za władcę przyrody jedynego.  Wtedy „z uśmiechem” spojrzeć można na zdjęcia z tego artykułu. Gorzka to jednak „satysfakcja”.

Same Lasy Państwowe oficjalnie przyznały się niedawno z dumą w poście zamieszczonym na swojej stronie, że dla nich las to coś jak grządka marchwi czy buraków. Można by rzec, że dopóki w korporacji panują takie poglądy, nie powinni oni ronić ani łzy nad utraconym surowcem i „zniszczonymi siedliskami”. I to chyba będzie najlepszą puentą.

20638024_1565176956890950_5921534032368354755_n
I te ”gonne” piękne sosny skończyły jak na zdjęciach powyżej. Zabijając przy okazji ludzi. Tymczasem w Puszczy Białowieskiej trwają od miesięcy zakazy wstępu do lasu, uzasadnione ”względami bezpieczeństwa”. Trwają mimo pięknych letnich dni i dostępu do prognozy pogody każdego z nas. Ale to już inna historia. 

Czytaj więcej:

Lasy dla kasy – Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć. Wywiad z leśnikiem. 

Lasy Państwowe oceniane tragicznie – Oburzeni internauci wystawiają opinię. 

Spustoszenie i wycinki drzew na terenach ostoi zwierząt. 

========================================
========================================

Źródła:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Monokultura_sosnowa

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sosna_zwyczajna

http://www.penny.pl/porady/brzoza-abc-drewna-brzozy/

http://www.zielonyogrodek.pl/lisciaste/brzoza-brodawkowata

http://lenartpawel.pl/glowne-gatunki-lasotworcze-w-polsce.html

„Sekretne życie drzew”,  Peter Wohlleben

„Nie podaję ręki wędkarzom” – Czy jest jakaś różnica między wędkarzem a myśliwym?

Często podczas dyskusji na naszej stronie pojawiają się, nazwijmy to „mędrkowie” piszący emocjonalne bełkoty w stylu Ahaha, a wędkarzom też ręki nie podajecie? Przecież też „polują” i prześladują zwierzęta! Co z wędkarzami? Hm, odnośnie tego jaki mamy stosunek do „nie-podawania” komukolwiek ręki wyjaśniamy w pierwszej zakładce na stronie „O nas”. No, ale dobrze, co zatem z tymi wędkarzami i co im w końcu podawać?

19990040_1037694916367372_894059757553975294_n

Ostatnio byłem świadkiem komicznej sytuacji, jak jeden z wędkarzy na profilu PZŁ szalał z wściekłości wobec „okrutnych morderców” polujących. Naprawdę wyglądało to i śmiesznie i strasznie, kiedy facet pozujący z uśmiechem i duszącą się rybą na zdjęciu profilowym, zarzucał innym krzywdzenie zwierząt bez potrzeby dla rozrywki, dręczenie, zabijanie, okrucieństwo. Przypadek ten pokazuje po prostu jak ludzie potrafią działać bez wyobraźni i refleksji, na zasadzie „źdźbło w oku swojego brata dostrzegasz, a belki we własnym nie”. Zaglądający na nasz profil myśliwi dopytują czasem, czemu nie mówimy i nie protestujemy przeciw wędkarstwu sportowemu, nie czepiamy się ich, nie blokujemy konkursów itd. Ja rozumiem, że gdybyśmy chcieli dogodzić wiecznym pretensjom wszystkim wokół, którzy tylko potrafią mieć pretensję i wyrzuty samemu nie robiąc nic, musielibyśmy nazwać nasz profil „Nie podaję ręki myśliwym , wędkarzom, rolnikom, mięsożercom, rozmaitym hodowcom, promocja weganizmu i usypianie kotków jedzących mięso gratis” . Choć jak znam życie i tak znalazł by się ktoś, z kolejną pretensją, bo zawsze można doczepić się choćby o owady zabijane podczas jazdy samochodem czy inne takie. Tak więc panowie myśliwi, jeśli wędkarstwo bardzo wam osobiście przeszkadza, będziemy wdzięczni za włączenie się w walkę o obronę praw zwierząt i działanie na tym odcinku. Sami niestety nie podołamy wszystkiemu :(.

19437587_448237508895428_644872060424621529_n

Wracając do historii, zbulwersowany pan wędkarz, kiedy wytknięto mu hipokryzję zaczął tłumaczyć, że on przecież nie zabija, ani nawet nie zjada, bo hołduje wędkarstwu catch & release (ang. złów i wypuść). Z jednej strony, można by chwalić taką postawę, oznacza to, że wędkarze w przeciwieństwie do myśliwych, są nieco w stanie wczuć się w los swoich ofiar. I że, to hobby, zmierza do ucywilizowania się. Tak jednak nie będzie, bo hobby to hobby, emocje wyzwala złowienie dosadnego okazu i „walka” z rybą, która wywleczona na brzeg do zdjęcia, z przebitym pyskiem swoje musi przecierpieć. Z drugiej strony, nadal jest to więc nie potrzebne nikomu krzywdzenie zwierząt dla rozrywki.  Tak jak niektórzy przestali polować, można oczywiście przestać łowić. Ryby są jednak na o wiele bardziej straconej pozycji z innych zwierząt, bo w przeciwieństwie do nich, nie potrafią dać wyrazu swemu cierpieniu w sposób dosadnie działający na ludzkie zmysły. O ile sarna z odstrzeloną nogą czy jeleń ciągnący po krzakach własne wnętrzności u osób wrażliwych budzą jakiś sprzeciw, tak wierzgająca czy „robiąca ustami” w ciszy ryba powoduje u większości salwy śmiechu. Mało kto pomyśli wtedy, że dusi się i walczy o życie.

19642393_1981266128770686_7808674726375087028_n

Podobieństwa

Gdyby ktoś był ciekaw, nasze zdanie na temat wędkowania, jest mniej więcej takie samo jakie i o myślistwie. Wędkarze możecie się oburzać, ale prawda jest bolesna – krzywdzisz zwierzęta bez potrzeby, dla własnej rozrywki – zawsze będzie nam nie po drodze.  Podobnie jak myśliwi, wędkujący mienią się przyjacielami i obrońcami zwierząt, na które „polują”. Ryby głosu wszak nie mają, ale gdyby miały… Może tak – Co byś pomyślał o „przyjacielu i obrońcy”, który najpierw zaprasza cię na posiłek (wędkarze także nęcą ryby pokarmem, podobnie jak myśliwi na swoich nęciskach), następnie przebija policzek haczykiem, szarpie, wciąga pod wodę, poddusza. Ledwie żyw, ranny, zostajesz wyciągnięty z pod wody, wypuszczony na swobodę, po czym ktoś mówi: Do zobaczenia przyjacielu, i pamiętaj, że jestem twoim miłośnikiem! Uświadamiasz sobie, że jedyną motywacją dla tej osoby była adrenalina i emocje, jakie towarzyszyły mu podczas wciągnięcia cię pod wodę.  Tak to mniej więcej wygląda dla ryb. Gdyby wędkarze rzeczywiście byli przyjaciółmi i miłośnikami ryb, posiedzieli by w spokoju nad wodą, posłuchali ptaków, popatrzyli by z satysfakcją na śmigające pod taflą ryby. Miłośnikowi zwierząt takie coś wystarcza. Im jednak nie. Podobnie jak myśliwi, aby uzyskać pewien rodzaj spełnienia, muszą skrzywdzić czującą istotę, wyciągając ją ze środowiska, w którym żyje. Dziś takie rozważania w tym pomylonym świecie mogą wydawać się śmieszne, ale wierzę , że nadejdą czasy, kiedy podobnymi przypadkami zajmować się będzie psychiatria. Kolejnym punktem wspólnym może wydawać się wędkarska etyka – brzmi już znajomo, prawda? Etyka czy tradycja to takie magiczne dyżurne słowa rodzaju ludzkiego, które są w stanie „uzasadnić” najbardziej absurdalne bestialstwo. Więc wędkarze powiedzą, że oni złowili i wypuścili rybę, której nie stała się krzywda, etycznie oczywiście.  A co byśmy powiedzieli o myśliwym, który łapał by zwierzęta w sidła, tylko po to, by pocieszyć się chwilę ze „zdobyczy”, przetrzymać przemocą i zrobić zdjęcie? To właśnie robi wędkarz,ale jako że ryba żyje sobie gdzieś pod wodą, nikt jej nie widzi, nie krwawi, nie krzyczy, zatem nikogo to nie obchodzi. Wędkarze także inwestować muszą , czyli płacić, by uskutecznić swoje hobby krzywdzenia zwierząt. Łodzie, wędki, żyłki, spławiki, haczyki, zanęty, ubiór, alkohol, siatki i wiele innych. Podobnie jak myśliwi. Teraz sobie wyobraźmy, że ktoś kompletuje podobne akcesoria do łapania psów, kotów albo ptaków? Tylko po to, żeby mieć satysfakcję, zrobić zdjęcie, po czym wypuścić… Co byśmy sądzili o takiej osobie? No i podobnie jak u PZŁ mamy też Polski Związek Wędkarski (PZW) – koła wędkarskie, prezesów, zarządy, konkursy i zawody podczas których ofiarami rozrywki są zwierzęta.

Poniżej zdjęcia, z przypadkowej wyprawy i pamiątkach jakie pozostawia po sobie jeden wędkarz.

Zdjęcie2442Zdjęcie2443

Dodam, że używa on łodzi podczas łowienia wiosną i latem, można więc przypuszczać, że kołysze się na falach będąc pod wpływem. Sytuacja ta pokazuje jeszcze jedno – co człowiek jest w stanie zrobić, dla realizowania swojego bezsensownego hobby. Bagna te i stawy w tamtejszej okolicy od lat były ostoją zwierząt. Zamieszkiwały je i gatunki chronionego ptactwa, licznie dziki, bobry, gęsi. Było tak odkąd zacząłem zapuszczać się w tamte rejony, czyli jakieś 20 lat. Zwierzęcy raj. Aż przybył człowiek, który zapragnął łowić. Wyciął część trzcin, przepłoszył na stałe dziki, z bobrami walczy przy pomocy różnych metod. Wypłoszył gniazdujące tam od lat gęsi i łabędzie. Wieczorami pali ognisko podczas łowienia, dym skutecznie odstrasza zwierzęta na kilometr. Zarybił akweny do niemożliwości tak, że latem ryby wyskakują dusząc się z braku powietrza. Od zwiększonej ilości światła i nadmiaru produktów przemiany materii ryb rozrósł się rogatek (ceratphyllum demersum), który zabiera miejsce do pływania zarastając wszystko. Dzielny wędkarz wyciąga go hakami i zasusza… Po spokojnej ostoi wielu gatunków zostało wspomnienie. Wystarczyło, że przybył człowiek i z pogardą oraz brakiem zrozumienia dla żyjących tu istot, zapragnął realizować swoje hobby. Za to teraz są śmieci i gruz na groblach.

18740437_312834955819650_7739267327457224764_n

Nie trzeba chyba dodawać, że we wspólnych wędkowaniach uczestniczą też dzieci. Tak powstaną kolejne pokolenia pozbawionych empatii osobników, kontynuujących dziwną rozrywkę kosztem zwierząt.

Różnice

Nie ma ich aż tak wiele. Przede wszystkim wędkujący nie opowiadają wszem i wobec, jak to chronią środowisko i ratują ryby.  Łowią też „na oślep”, gdyż nikt nie będzie bawił się w rozpoznawanie kondycji ryby pod wodą, bo i nie ma takiej możliwości. A przecież skaleczenie haczykiem wrażliwej części ciała, jaką jest pysk, powoduje większe narażenie okaleczonego zwierzęcia na możliwość infekcji. Jeśli wejść w tematykę głębiej, to owszem są i tacy którzy powiedzą: „Ale wędkarze zarybiają i dbają o akweny’’ :P. Tutaj podobieństwo do myślistwa i „racjonalnej” gospodarki łowieckiej. Bo przecież zarybiają i „dbają” nie po to, by sobie na rybki popatrzeć, ale by je pokrzywdzić i tak samo podoświadczać „emocji łowieckich”.  Tutaj nie działa nawet argument o regulacjach, czy ochronie czegokolwiek. Oczywiście powiedzą, że mają okresy ochronne, nie wolno łowić ot tak, czego się chce, że są kłusownicy. Skąd my już to znamy?

Wędkarze potrafią też uroczo się kłócić. O naprawdę ważkie sprawy. Tym, co wymyka się mojemu racjonalnemu postrzeganiu, są spory o tzw. „szacunek do ryb”, czyli matę. W wędkarskich grupach raz po raz toczone są „gównoburze” przy każdej okazji, kiedy ktoś chwaląc się złowionymi okazami, ułożył je na piasku lub trawie, zamiast na zakupionej w tym celu podkładce. Istotą sporu jest dość chwiejnie postrzegany „szacunek do ryb”. Jakby rybie robiło to jakąś różnicę, czy dusi się leżąc na trawie, czy na tworzywie sztucznym. Przypomina to również myśliwych, którzy poprzez szacunek do zwierzęcia rozumieją wetknięcie zielonej gałązki w pysk, ułożenie pokotu oraz zjedzenie ofiary. To takie w sumie kuriozum – dysputy internetowe o urojonym szacunku do zwierząt, podczas gdy one same wierzgają w konwulsjach do czasu aż dumny pseudomiłośnik ryb zrobi sobie zdjęcia, by pochwalić się podobnym sobie (…). Obrażać nie będziemy, wierzymy, że ci ludzie są głęboko nieświadomi.

19149456_1351248891610943_7216961654201775335_n

Nic nie mamy do osób, które łowią i polują z życiowej konieczności, dla wyżywienia się, by przetrwać. To jak najbardziej zrozumiałe, w porównaniu do takiej pseudorozrywki jak catch & release… która nie służy niczemu, poza próżniaczemu zaspakajaniu zachcianki ekscytacji.

Głód?

Mój znajomy wędkarz do swojego łowiska podjeżdża terenowym nissanem wartym jakieś 100 tys. Nie wiem ile kosztował ponton którego używa ani łódka oraz wszystkie akcesoria. Ale błądząc po cennikach różnych zanęt można przyjąć, że za tygodniowy wydatek tylko na to, byłby w stanie się zdrowo wyżywić. Widocznie coś innego gna ludzi, by w imię spełnienia pasji, w braku poszanowania żyjących wokół istot dewastować wszystko obok siebie. Pierwotny atawizm? Chęć panowania? Czynienia sobie nie tylko ziemi, ale i wody „poddanej”?

Praktyki wędkarskie nie pozostają też bez negatywnego wpływu na środowisko. Pomijając pozostawiane śmieci, zanęty, to sztuczne zarybianie, podkarmianie musi mieć wpływ nie tylko na ichtiofaunę takiego zbiornika. W łowiectwie znane są konsekwencje sztucznego pompowania populacji większych zwierząt, m.in. są to straty w rolnictwie, leśnictwie, czy też konflikty ze zwierzętami na terenach zurbanizowanych. Ale co pod wodą? Sztuczne przerybianie dla połowów powoduje zachwianie równowagi w środowisku wodnym, nadmiar odchodów stopniowe zamieranie zbiornika i rozwój glonów, często też zbyt dużej populacji ryb nie wystarcza rozpuszczonego tlenu i w ciągu lata podduszają się ginąc. Ściagają też amatorzy łatwego łupu w postaci licznych widocznych ławic rybich, jak choćby czaple czy kormorany, które jednak będą już wtedy postrzeganie jako „szkodniki”. Złożone zależności w łańcuchach pokarmowych ulegają deregulacji. Konsekwencji nie sposób przewidzieć.

Czy człowiek powinien jeść ryby? Powinien, jeszcze jak! Pod warunkiem, że wskoczy do wody i złapie sobie przy pomocy własnych rączek i nóżek. Jeśli ktoś dokona łatwo tej sztuki, uznam, że rzeczywiście człowiek podobnie jak foka choćby, przystosowany jest do życia i polowania pod wodą.  Przy pomocy wędek, nęcenia, oczekiwanie na brzegu czy w łodzi – cóż to za wyczyn? Który drapieżnik tak postępuje?  Ryba reaguje instynktownie. Czując  kuszący zapach, widząc wijącą się potencjalną łatwą zdobycz, niemal zawsze spróbuje szarpnąć za haczyk. Oczywiście trzeba wiedzieć, kiedy i gdzie łowić, oraz wykazać się cierpliwością.  Oszukańcza podstępna technika, żywo kojarzy mi się z myśliwskim wabieniem, np. lisów na pisk myszy.

Wędka

Co się dzieje na świecie?

Obecnie ekspansja człowieka i rozwój cywilizacji oddziałują szczególnie na środowiska wodne. Osuszanie bagien, wypalanie torfowisk, zasypywanie stawów, „melioracja” wszystko to zaburza stosunki wodne i pozbawia nas jej zasobów. Ale najgorsze wydaje się być zatrucie. Nie tak dawna katastrofa ekologiczna w rzece Warta, pokazała do czego człowiek jest zdolny. W rzece na odcinku od Poznania aż po Oborniki pływało tysiące śniętych ryb. Najbardziej płakali oczywiście wędkarze. I tu znów podobieństwo do myślistwa, gdyż dla tych panów jedyną motywacją do przeżywania bolesnej straty było to, że przez jakiś czas sobie nie połowią. Wiadomość z FP wędkarskiego: „To co zastaliśmy nad wodą jest przerażające. Setki dogorywających ryb: medalowe – leszcze, amur, brzany, bolonie, klenie, płocie, szczupaki i okonie nie wspominając o drobnicy wśród której można było spotkać różanki co świadczyło o czystości wody – piszą na swoim FB wędkarze z WKS Spin-Ice Szamotuły.”
Oczywiście jedno małe słówko „medalowe”. Już skądś to znamy… Podobne oburzenie wyrażają polujący, kiedy jakiś „medalowy” jeleń, padnie od innej przyczyny niż „prawidłowy odstrzał selekcyjny”. Czasem ciężko mi uwierzyć, że jesteśmy aż tak porąbanym gatunkiem…

14706835_1181433318580950_3224612157021823198_o

Według zapisków historycznych, dawna zasobność jezior i rzek przekraczała nasze dostępne wyobrażenia, tak samo jak wielkość niektórych łowionych okazów, również odbiegała od podanych obecnie norm książkowych. To co mamy dzisiaj, to zaledwie szczątki dawnego wspaniałego rybiego świata.  A do tego dokładamy wszelkie utrudnienia w postaci regulacji i przegradzania rzek, czy też ciągłego podtruwania zamkniętych zbiorników, jezior i stawów. Morza i oceany, tutaj sytuacja jest jeszcze gorsza. Są sygnały o waleniach ginących już z głodu, jak i konających w bólach od połkniętych śmieci.

Morza i oceany traktowane są jako źródło bezgranicznych zasobów. Obecnie 75% łowisk na świecie jest całkowicie wyeksploatowanych lub przełowionych. Wiele gatunków ryb łowi się w sposób rabunkowy i szkodliwy dla środowiska. Ryby, a także inne gatunki niechciane, które wpadły w sieci przypadkowo, wyrzucane są za burtę, często martwe lub okaleczone. Gatunków, które wyginęły w wyniku nadmiernej eksploatacji lub szkodliwej działalności człowieka jest wiele, ale przytoczmy może jeden najbardziej znamienny jako znak czasów. Mało kto wie, że prawdopodobnie jesteśmy ostatnim pokoleniem, które zna smak węgorza europejskiego. Przez ostatnie 30 lat liczebność węgorzy spadła o ponad 95 procent głównie na skutek nadmiernej eksploatacji  Morza i oceany gwałtownie pustoszeją. Do 2050 r. z powodu przełowienia mogą wyginąć wszystkie ryby w morzach i oceanach.

20046576_153779825184197_1107417090705852857_n

Makrelę czy sardynkę pragnie się jeść, uważając, że zawsze będzie dostępna w sklepowej puszce. Po zabiciu oceanów zostaną nam zbiorniki śródlądowe, które nie mają nawet małej części odnawialnego potencjału oceanów i mórz. Ile czasu zajmie nam wykończenie tych akwenów? Czyńcie sobie ziemię poddaną? Powodzenia. Szkoda, tylko, że za opatrznie rozumiany przez niektórych fragment Biblii, cenę musimy zapłacić wszyscy.

Mogło by się wydawać, że rozwiązaniem będzie hodowla ryb, co przecież trudne nie jest. Takie hodowle są już prowadzone i właśnie z nich pochodzi ponad 90% ryb, jakie możemy kupić w sklepach. Jednak negatywny wpływ na zdrowie spożywania takich „ryb” wydaje się być przesądzony oraz tak samo, jak co do każdej masówki dołączają negatywne konsekwencje dla środowiska, z czym zapoznać można się w poniższym filmie, tytułem puenty.

Lubię czasem przysiąść nad stawem, jeziorem lub rzeką. W takich miejscach przyroda zdaje się być jeszcze bogatsza w swej obfitości piękna. Wystarczy posiedzieć trochę bez ruchu, by za jakiś czas dostrzec buszujące w podwodnym świecie ryby. Reagują na najmniejszy ruch, nurkując z powrotem w głębiny. O dziwo, nie boją się sunącego bobra. Ale gdy jesteśmy odpowiednio cierpliwi, stawy i mokradła roztaczają przed nami kolejną nieodkrytą oazę piękna i tajemnic wodnych mieszkańców. Żwawe ławice płoci z barwnymi ogonami, muskające w pędzie lustro wody, kolorowe ważki, żabie śpiewy, czasem wyskok spłoszonej ryby nagłym atakiem szczupaka – wojownika, niczym wykrzyknik spadający na zmącone zwierciadło wody. Czy nie potrafimy tego wszystkiego dostrzec? Czy samo to nie wystarczy dla satysfakcji, spełnienia, doznania radości? Mi wystarcza. Myślę wtedy o tym. Nadchodzi wędkarz. Na długie godziny zarzucany haczyk ze spławikiem, zaburzy spokój tego uroczego zakątka. Nie potrafi widzieć, nie chce niczego czuć. Do satysfakcji w „kontakcie z naturą” potrzebna okaleczona istota, wyrwana podstępem ze swego świata. Zdjęcie z uśmiechem…

Można wracać do domu, bogatszym… Nie, chyba jednak dużo uboższym.