”Nie podaję ręki wędkarzom” czy jest jakaś różnica między wędkarzem a myśliwym?

Często podczas dyskusji na naszej stronie pojawiają się, nazwijmy to ‘’mędrkowie’’ piszący emocjonalne bełkoty w stylu ‘’ahaha, a wędkarzom też ręki nie podajecie? Przecież też >polują< i prześladują zwierzęta! Co z wędkarzami? ‘’. Hm, odnośnie tego jaki mamy stosunek do ‘’nie-podawania’’ komukolwiek ręki wyjaśniamy w pierwszej zakładce na stronie ”O nas”. No,ale dobrze, co zatem z tymi wędkarzami i co im w końcu podawać?

19990040_1037694916367372_894059757553975294_n

Ostatnio byłem świadkiem komicznej sytuacji, jak jeden z wędkarzy na profilu PZŁ szalał z wściekłości wobec ‘’okrutnych morderców’’ polujących. Naprawdę wyglądało to i śmiesznie i strasznie, kiedy facet pozujący z uśmiechem i duszącą się rybą na zdjęciu profilowym, zarzucał innym krzywdzenie zwierząt bez potrzeby dla rozrywki, dręczenie, zabijanie, okrucieństwo. Przypadek ten pokazuje po prostu jak ludzie potrafią działać bez wyobrazni i refleksji, na zasadzie ‘’  źdźbło w oku swojego brata dostrzegasz, a belki we własnym nie’’ . Zaglądający na nasz profil myśliwi dopytują czasem, czemu nie mówimy i nie protestujemy przeciw wędkarstwu sportowemu, nie czepiamy się ich, nie blokujemy konkursów itd. Ja rozumiem, że gdybyśmy chcieli dogodzić wiecznym pretensjom wszystkim wokół, którzy tylko potrafią mieć pretensję i wyrzuty samemu nie robiąc nic, musieli byśmy nazwać nasz profil ‘’Nie podaję ręki myśliwym , wędkarzom, rolnikom, mięsożercom, rozmaitym hodowcom, promocja weganizmu, i usypianie kotków jedzących mięso gratis’’ . Choć jak znam życie, i tak znalazł by się ktoś, z kolejną pretensją, bo zawsze można doczepić się choćby, o owady zabijane podczas jazdy samochodem, czy inne takie. Tak więc panowie myśliwi, jeśli wędkarstwo bardzo wam osobiście przeszkadza, będziemy wdzięczni za włączenie się w walkę o obronę praw zwierząt, i działanie na tym odcinku. Sami niestety nie podołamy wszystkiemu 😦

19437587_448237508895428_644872060424621529_n

Wracając do historii, zbulwersowany pan wędkarz, kiedy wytknięto mu hipokryzję zaczął tłumaczyć, że on przecież nie zabija, ani nawet nie zjada, bo hołduje wędkarstwu Catch & Relase (złów i wypuść). Z jednej strony, można by chwalić taką postawę, oznacza to, że wędkarze w przeciwieństwie do myśliwych, są nieco w stanie wczuć się w los swoich ofiar. I że, to hobby, zmierza do ucywilizowania się. Tak jednak nie będzie, bo hobby to hobby, emocje wyzwala złowienie dosadnego okazu i ‘’walka’’ z rybą, która wywleczona na brzeg do zdjęcia, z przebitym pyskiem swoje musi przecierpieć. Z drugiej strony, nadal jest to więc nie potrzebne nikomu krzywdzenie zwierząt dla rozrywki.  Tak jak niektórzy przestali polować, można oczywiście przestać łowić. Ryby są jednak na o wiele bardziej straconej pozycji z innych zwierząt, bo w przeciwieństwie do nich, nie potrafią dać wyrazu swemu cierpieniu w sposób dosadnie działający na ludzkie zmysły. O ile sarna z odstrzeloną nogą czy jeleń ciągnący po krzakach własne wnętrzności u osób wrażliwych budzą jakiś sprzeciw, tak wierzgająca czy ‘’robiąca ustami’’ w ciszy ryba, powoduje u większości salwy śmiechu. Mało kto pomyśli wtedy, że dusi się i walczy o życie.

19642393_1981266128770686_7808674726375087028_n

Podobieństwa.

Gdyby ktoś był ciekaw, nasze zdanie na temat wędkowania, jest mniej więcej takie samo jakie i o myślistwie. Wędkarze możecie się oburzać, ale prawda jest bolesna – krzywdzisz zwierzęta bez potrzeby, dla własnej rozrywki – zawsze będzie nam nie po drodze.  Podobnie jak myśliwi, wędkujący mienią się przyjacielami i obrońcami zwierząt, na które ‘’polują’’.  Ryby głosu wszak nie mają, ale gdyby miały… Może tak – Co byś pomyślał o ‘’przyjacielu i obrońcy’’, który najpierw zaprasza cię na posiłek (wędkarze także nęcą ryby pokarmem, podobnie jak myśliwi na swoich nęciskach), następnie przebija policzek haczykiem, szarpie, wciąga pod wodę, poddusza. Ledwie żyw, ranny, zostajesz wyciągnięty z pod wody, wypuszczony na swobodę, po czym ktoś mówi ‘’Do zobaczenia przyjacielu, i pamiętaj, że jestem twoim miłośnikiem!’’ . Uświadamiasz sobie, że jedyną motywacją dla tej osoby była adrenalina i emocje, jakie towarzyszyły mu podczas wciągnięcia cię pod wodę.  Tak to mniej więcej wygląda dla ryb. Gdyby wędkarze rzeczywiście byli przyjaciółmi i miłośnikami ryb, posiedzieli by w spokoju nad wodą, posłuchali ptaków, popatrzyli by z satysfakcją na śmigające pod taflą ryby. Miłośnikowi zwierząt takie coś wystarcza. Im jednak nie. Podobnie jak myśliwi, aby uzyskać pewien rodzaj spełnienia, muszą skrzywdzić czującą istotę, wyciągając ją ze środowiska, w którym żyje. Dziś takie rozważania w tym pomylonym świecie mogą wydawać się śmieszne, ale wierzę , że nadejdą czasy, kiedy podobnymi przypadkami zajmować się będzie psychiatria. Kolejnym punktem wspólnym może wydawać się wędkarska etyka – brzmi już znajomo, prawda? Etyka, czy tradycja to takie magiczne dyżurne słowa rodzaju ludzkiego ,które są w stanie ‘’uzasadnić’’ najbardziej absurdalne bestialstwo.  Więc wędkarze powiedzą, że oni złowili i wypuścili rybę, której nie stała się krzywda, etycznie oczywiście.  A co byśmy powiedzieli o myśliwym, który łapał by zwierzęta w sidła, tylko po to, by pocieszyć się chwilę ze ‘’zdobyczy’’, przetrzymać przemocą i zrobić zdjęcie? To właśnie robi wędkarz,ale jako że ryba żyje sobie gdzieś pod wodą, nikt jej nie widzi, nie krwawi, nie krzyczy, zatem nikogo to nie obchodzi.  Wędkarze także inwestować muszą , czyli płacić, by uskutecznić swoje hobby krzywdzenia zwierząt. Łodzie, wędki, żyłki, spławiki, haczyki, zanęty, ubiór, alkohol, siatki i wiele innych. Podobnie jak myśliwi. Teraz sobie wyobrazmy, że ktoś kompletuje podobne akcesoria do łapania psów, kotów, albo ptaków? Tylko po to, żeby mieć satysfakcję, zrobić zdjęcie, po czym wypuścić… Co byśmy sądzili o takiej osobie? No i podobnie jak u PZŁ mamy też Polski Związek Wędkarski – PZW, koła wędkarskie, prezesów, zarządy, konkursy i zawody podczas których ofiarami rozrywki są zwierzęta.

Poniżej zdjęcia, z przypadkowej wyprawy i pamiątkach jakie pozostawia po sobie jeden wędkarz.

Zdjęcie2442Zdjęcie2443

Dodam, że używa on łodzi podczas łowienia wiosną i latem, można więc przypuszczać, że kołysze się na falach będąc pod wpływem. Sytuacja ta pokazuje jeszcze jedno – co człowiek jest w stanie zrobić, dla realizowania swojego bezsensownego hobby. Bagna te i stawy w tamtejszej okolicy od lat były ostoją zwierząt. Zamieszkiwały je i gatunki chronionego ptactwa, licznie dziki, bobry, gęsi. Było tak odkąd zacząłem zapuszczać się w tamte rejony, czyli jakieś 20 lat. Zwierzęcy raj. Aż przybył człowiek, który zapragnął łowić. Wyciął część trzcin, przepłoszył na stałe dziki, z bobrami walczy przy pomocy różnych metod. Wypłoszył gniazdujące tam od lat gęsi i łabędzie. Wieczorami pali ognisko podczas łowienia, dym skutecznie odstrasza zwierzęta na kilometr. Zarybił akweny do niemożliwości tak, że latem ryby wyskakują dusząc się z braku powietrza. Od zwiększonej ilości światła i nadmiaru produktów przemiany materii ryb rozrósł się rogatek (ceratphyllum demersum)  , który zabiera miejsce do pływania zarastając wszystko. Dzielny wędkarz wyciąga go hakami i zasusza… Po spokojnej ostoi wielu gatunków zostało wspomnienie. Wystarczyło, że przybył człowiek, i z pogardą oraz brakiem zrozumienia dla żyjących tu istot, zapragnął realizować swoje hobby. Za to teraz są śmieci i gruz na groblach.

18740437_312834955819650_7739267327457224764_n

Nie trzeba chyba dodawać, że we wspólnych wędkowaniach uczestniczą też dzieci. Tak powstaną kolejne pokolenia pozbawionych empatii osobników, kontynuujących dziwną rozrywkę kosztem zwierząt.

Różnice.

Nie ma ich aż tak wiele. Przede wszystkim wędkujący nie opowiadają wszem i wobec, jak to chronią środowisko i ratują ryby.  Łowią też ‘’ na oślep’’ ,gdyż nikt nie będzie bawił się w rozpoznawanie kondycji ryby pod wodą, bo i nie ma takiej możliwości. A przecież skaleczenie haczykiem wrażliwej części ciała, jaką jest pysk, powoduje większe narażenie okaleczonego zwierzęcia na możliwość infekcji. Jeśli wejść w tematykę głębiej, to owszem są i tacy którzy powiedzą. ‘’Ale wędkarze zarybiają i dbają o akweny’’ 😛 Tutaj podobieństwo do myślistwa i ‘’racjonalnej gospodarki łowieckiej. Bo przecież zarybiają i ‘’dbają’’ nie po to, by sobie na rybki popatrzeć, ale by je pokrzywdzić, i tak samo podoświadczać ‘’emocji łowieckich’’ .  Tutaj nie działa nawet argument o regulacjach, czy ochronie czegokolwiek.
Oczywiście powiedzą, że mają okresy ochronne, nie wolno łowić ot tak, czego się chce, że są kłusownicy. Skąd my już to znamy.

Wędkarze potrafią też uroczo się kłócić. O naprawdę ważkie sprawy. Tym, co wymyka się mojemu racjonalnemu postrzeganiu, są spory o tzw ‘’szacunek do ryb’’, czyli matę. W wędkarskich grupach raz po raz toczone są ‘’gównoburze’’ przy każdej okazji, kiedy ktoś chwaląc się złowionymi okazami, ułożył je na piasku lub trawie, zamiast na zakupionej w tym celu podkładce. Istotą sporu jest dość chwiejnie postrzegany ‘’szacunek do ryb’’. Jakby rybie robiło to jakąś różnicę, czy dusi się leżąc na trawie, czy na tworzywie sztucznym. Przypomina to również myśliwych, którzy poprzez szacunek do zwierzęcia rozumieją wetknięcie zielonej gałązki w pysk, ułożenie pokotu oraz zjedzenie ofiary. To takie w sumie kuriozum – dysputy internetowe o urojonym szacunku do zwierząt, podczas gdy one same wierzgają w konwulsjach do czasu aż dumny pseudomiłośnik ryb zrobi sobie zdjęcia, by pochwalić się podobnym sobie (…..). Obrażać nie będziemy, wierzymy, że ci ludzie są głęboko nieświadomi.

19149456_1351248891610943_7216961654201775335_n

Nic nie mamy do osób, które łowią i polują z życiowej konieczności, dla wyżywienia się, by przetrwać. To jak najbardziej zrozumiałe, w porównaniu do takiej pseudo rozrywki jak Catch & relase… która nie służy niczemu, poza próżniaczemu zaspakajaniu zachcianki ekscytacji.

Głód?

Mój znajomy wędkarz do swojego łowiska podjeżdża terenowym nissanem wartym jakieś 100 tys. Nie wiem ile kosztował ponton którego używa ani łódka oraz wszystkie akcesoria. Ale błądząc po cennikach różnych zanęt można przyjąć, że za tygodniowy wydatek tylko na to, byłby w stanie się zdrowo wyżywić. Widocznie coś innego gna ludzi, by w imię spełnienia pasji, w braku poszanowania żyjących wokół istot dewastować wszystko obok siebie. Pierwotny atawizm? Chęć panowania? Czynienia sobie nie tylko ziemi, ale i wody ”poddanej”?

Praktyki wędkarskie nie pozostają też bez negatywnego wpływu na środowisko.Pomijając pozostawiane śmieci, zanęty, to sztuczne zarybianie, podkarmianie musi mieć wpływ nie tylko na ichtiofaunę takiego zbiornika. W łowiectwie znane są konsekwencje sztucznego pompowania populacji większych zwierząt, między innymi są to straty w rolnictwie, leśnictwie, czy też konflikty ze zwierzętami na terenach zurbanizowanych. Ale co pod wodą? Sztuczne przerybianie dla połowów powoduje zachwianie równowagi w środowisku wodnym, nadmiar odchodów stopniowe zamieranie zbiornika i rozwój glonów, często też zbyt dużej populacji ryb nie wystarcza rozpuszczonego tlenu i w ciągu lata podduszają się ginąc. Ściagają też amatorzy łatwego łupu w postaci licznych widocznych ławic rybich, jak choćby czaple czy kormorany, które jednak będą już wtedy postrzeganie jako ”szkodniki”. Złożone zależności w łańcuchach pokarmowych ulegają deregulacji. Konsekwencji nie sposób przewidzieć.

Czy człowiek powinien jeść ryby? Powinien, jeszcze jak! Pod warunkiem, że wskoczy do wody, i złapie sobie przy pomocy własnych rączek i nóżek. Jeśli ktoś dokona łatwo tej sztuki , uznam, że rzeczywiście człowiek podobnie jak foka choćby, przystosowany jest do życia i polowania pod wodą.  Przy pomocy wędek, nęcenia, oczekiwanie na brzegu czy w łodzi – cóż to za ‘’wyczyn’? Który drapieżnik tak postępuje?  Ryba reaguje instynktownie. Czując  kuszący zapach, widząc wijącą się potencjalną łatwą zdobycz, niemal zawsze spróbuje szarpnąć za haczyk. Oczywiście trzeba wiedzieć, kiedy i gdzie łowić, oraz wykazać się cierpliwością.  Oszukańcza podstępna technika, żywo kojarzy mi się z myśliwskim wabieniem, np. lisów na pisk myszy.

Wędka

Co się dzieje na świecie.

Obecnie ekspansja człowieka i rozwój cywilizacji oddziałują szczególnie na środowiska wodne. Osuszanie bagien, wypalanie torfowisk, zasypywanie stawów, ‘’melioracja’’ wszystko to zaburza stosunki wodne i pozbawia nas jej zasobów. Ale najgorsze wydaje się być zatrucie. Nie tak dawna katastrofa ekologiczna w rzece Warta, pokazała do czego człowiek jest zdolny. W rzece na odcinku od Poznania,aż po Oborniki pływało tysiące śniętych ryb. Najbardziej płakali oczywiście wędkarze. I tu znów podobieństwo do myślistwa, gdyż dla tych panów jedyną motywacją do przeżywania bolesnej straty było to, że przez jakiś czas sobie nie połowią. Wiadomość z FP wędkarskiego : ‘’ To co zastaliśmy nad wodą jest przerażające. Setki dogorywających ryb: medalowe – leszcze, amur, brzany, bolonie, klenie, płocie, szczupaki i okonie nie wspominając o drobnicy wśród której można było spotkać różanki co świadczyło o czystości wody – piszą na swoim FB wędkarze z WKS Spin-Ice Szamotuły. ‘’
Oczywiście jedno małe słówko ‘’Medalowe’’. Już skądś to znamy…  Podobne oburzenie wyrażają polujący, kiedy jakiś ‘’medalowy’’ jeleń, padnie od innej przyczyny niż ‘’prawidłowy odstrzał selekcyjny’’. Czasem ciężko mi uwierzyć, że jesteśmy aż tak porąbanym gatunkiem…

14706835_1181433318580950_3224612157021823198_o

Według zapisków historycznych, dawna zasobność jezior i rzek przekraczała nasze dostępne wyobrażenia, tak samo jak wielkość niektórych łowionych okazów, również odbiegała od podanych obecnie norm książkowych. To co mamy dzisiaj, to zaledwie szczątki dawnego wspaniałego rybiego świata.  A do tego dokładamy wszelkie utrudnienia w postaci regulacji i przegradzania rzek, czy też ciągłego podtruwania zamkniętych zbiorników, jezior i stawów.
Morza i oceany, tutaj sytuacja jest jeszcze gorsza. Są sygnały o waleniach ginących już z głodu, jak i konających w bólach od połkniętych śmieci.

‘’Morza i oceany traktowane są jako źródło bezgranicznych zasobów. Obecnie 75% łowisk na świecie jest całkowicie wyeksploatowanych lub przełowionych. Wiele gatunków ryb łowi się w sposób rabunkowy i szkodliwy dla środowiska. Ryby, a także inne gatunki niechciane, które wpadły w sieci przypadkowo, wyrzucane są za burtę, często martwe lub okaleczone. Gatunków, które wyginęły w wyniku nadmiernej eksploatacji lub szkodliwej działalności człowieka jest wiele, ale przytoczmy może jeden najbardziej znamienny jako znak czasów. Mało kto wie, że prawdopodobnie jesteśmy ostatnim pokoleniem, które zna smak węgorza europejskiego. Przez ostatnie 30 lat liczebność węgorzy spadła o ponad 95 procent głównie na skutek nadmiernej eksploatacji  Morza i oceany gwałtownie pustoszeją. Do 2050 r. z powodu przełowienia mogą wyginąć wszystkie ryby w morzach i oceanach.’’

20046576_153779825184197_1107417090705852857_n

Makrelę czy sardynkę pragnie się jeść, uważając, że zawsze będzie dostępna w sklepowej puszce. Po zabiciu oceanów zostaną nam zbiorniki śródlądowe, które nie mają nawet małej części odnawialnego potencjału oceanów i mórz. Ile czasu zajmie nam wykończenie tych akwenów? ‘’Czyńcie sobie ziemię poddaną’’? Powodzenia. Szkoda, tylko, że za opatrznie rozumiany przez niektórych fragment biblii, cenę musimy zapłacić wszyscy.

Mogło by się wydawać, że rozwiązaniem będzie hodowla ryb, co przecież trudne nie jest. Takie hodowle są już prowadzone, i właśnie z nich pochodzi ponad 90% ryb, jakie możemy kupić w sklepach. Jednak negatywny wpływ na zdrowie spożywania takich ‘’ryb’’ wydaje się być przesądzony, oraz tak samo, jak co do każdej masówki dołączają negatywne konsekwencje dla środowiska, z czym zapoznać można się w poniższym filmie, tytułem puenty.

Lubię czasem przysiąść nad stawem, jeziorem lub rzeką. W takich miejscach przyroda zdaje się być jeszcze bogatsza w swej obfitości piękna. Wystarczy posiedzieć trochę bez ruchu, by za jakiś czas dostrzec buszujące w podwodnym świecie ryby. Reagują na najmniejszy ruch, nurkując z powrotem w głębiny. O dziwo, nie boją się sunącego bobra. Ale, gdy jesteśmy odpowiednio cierpliwi, stawy i mokradła roztaczają przed nami kolejną nieodkrytą oazę piękna i tajemnic wodnych mieszkańców. Żwawe ławice płoci z barwnymi ogonami, muskające w pędzie lustro wody, kolorowe ważki, żabie śpiewy, czasem wyskok spłoszonej ryby nagłym atakiem szczupaka – wojownika, niczym wykrzyknik spadający na zmącone zwierciadło wody. Czy nie potrafimy tego wszystkiego dostrzec? Czy samo to nie wystarczy dla satysfakcji, spełnienia, doznania radości? Mi wystarcza. Myślę wtedy o tym. Nadchodzi wędkarz. Na długie godziny zarzucany haczyk ze spławikiem, zaburzy spokój tego uroczego zakątka. Nie potrafi widzieć, nie chce niczego czuć. Do satysfakcji w ”kontakcie z naturą” potrzebna okaleczona istota, wyrwana podstępem ze swego świata. Zdjęcie z uśmiechem…

Można wracać do domu, bogatszym… Nie, chyba jednak dużo uboższym.

Myśliwskie psy luzem w lasach & Krwawe pościgi za ranną zwierzyną.

Polowanie to nie tylko ludzie kontra dzikie zwierzęta. To też przeszkolone psy, których zdaniem bywa naganianie zwierząt pod lufę myśliwego, oszczekiwanie, tropienie po śladach krwi, czy jak w przypadku norowania uśmiercanie lisów w ich norach. Bywa, że psy zostają ciężko ranne lub giną od cięć zadanych przez lochy lub ranne odyńce. Czasem stają się kalekami do końca życia, na życzenie swych właścicieli. Ten proceder udokumentowaliśmy i opisaliśmy tutaj w dwóch osobnych postach, jeden dotyczy psów ranionych przez postrzelone dziki, w drugim myśliwi opowiadają o swoich wypadkach, kiedy utracili psy w wyniku postrzału…. :

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Psy zastrzelone na polowaniach

1502822_390660017747127_587047188_o

psydzika

Ale dlaczego piszemy o psach puszczanych luzem? Może i nie było by tematu, gdyby nie hipokryzja myśliwych. W ciągu roku notujemy mnóstwo przypadków zastrzeleń czy postrzeleń domowych psów, które czy to zostały porzucone, lub też uciekły właścicielowi albo i były razem z nim na spacerze, tylko oddaliły się nieco, bo i takie przypadki strzałów do psów niemal na oczach opiekunów mieliśmy. Można je przejrzeć w naszej zakładce Wypadki / Przestępstwa. Wymówka czy też usprawiedliwianie tego barbarzyństwa ze strony myśliwych zazwyczaj jest taka : ”Przecież ten kundel mógł zagryzc sarnę, albo zagonić ją na śmierć, to was nie obchodzi pseudo – obrońcy?!’’. Taka deklaracja brzmi jak tragiczny żart, kiedy widzimy jak przebiegają polowania i co się na nich wyprawia. A są to często gonitwy za postrzelonymi zwierzętami, które w przerażeniu ciężko ranne, pragną z całych sił oddalić się od swych prześladowców. I tutaj z pomocą przychodzą myśliwemu specjalnie przeszkolone psy, których zadaniem jest zatrzymać takiego ‘’postrzałka’’ w miejscu, oszczekując go i podgryzając, do czasu aż dowlecze się myśliwy z flintą, w zgodzie z etyką i zasadami wykonywania polowania palnie w łeb zwierzęciu które zamęczył. Myśliwi bardzo często zioną wręcz nienawiścią do wszystkich innych psów niż własne, które napotkają w lesie, bo ‘’szkodniki sarnę pognają’’. Deklarują też chęć wystrzelania ich wszystkich oraz na swoich stronach opisują jak to robią. Udokumentowaliśmy takie wypowiedzi myśliwych w poniższym poście:

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.

posokowce

13000331_855920704518760_8277576905601459730_n

12112239_1660135677557777_6352190089147758454_n

 

‘’Psi’’ temat powraca często w kontekście łowiectwa i w zasadzie trudno go uniknąć, jeśli wezmiemy pod lupę poglądy tego towarzystwa. W skrócie tak, – Porzucony pies, który z głodu próbuje upolować zwierzę to ‘’wredny kundel do odstrzału wraz z właścicielem’’ , ale myśliwski jagdterier szarpiący rannego dzika, czy posokowce puszczane za jeleniami to już ‘’polowanie w zgodzie z etyką i zasadami’’.

Myśliwi bardzo często łamią prawo łowieckie podczas polowań.
Zasady wykonywania polowania Rozdział 2, paragraf 5.1 określają jasno:

1.Polowanie z psami lub naganką może odbywać się w okresie od dnia 1 października do dnia 31 stycznia; ograniczenie to nie dotyczy polowania z psami lub naganką na ptactwo łowne, z psami lub naganką na drapieżniki oraz poszukiwania postrzałka z psem na otoku.

2. Poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej (….) , poszukujący postrzałka może korzystać z pomocy naganiacza lub innego myśliwego, a także korzystać z psa prowadzonego na otoku.

Tego ‘’otoku’’ najczęściej w praktyce jednak brak, a przyuczone do dręczenia zwierząt myśliwskie psiaki hasają sobie wolno jak popadnie podczas całego polowania. Nikt się tym nie przejmuje. Niewinnie nazywa się to ‘’podkładaniem psów do polowań zbiorowych’’. W innych przypadkach pies może być puszczany luzem podczas norowań, lub w przypadku aportowania ptactwa. Pora na zdjęcia pochodzące z zamkniętych grup myśliwskich. Screeny publikujemy w całości wraz ze zdjęciem, gdyż jak zawsze myśliwi próbują dyskredytować takie wpisy, krzycząc, o ”zdjęciach nie z polski”, kompromitując się tym bardziej. No to oglądamy ”zdjęcia nie z polski”. Z pewnością kłusownicy….

34333eee

3433223e3e2ee2
To zdjęcie jest szczególnie okrutne, kiedy uświadomimy sobie co się na nim dzieje. Rozjuszone psy szarpią i podgryzają prawdopodobnie rannego już dzika, tymczasem właścicielka stoi i wykonuje sobie fotki jak ”pieski pracują” . Potem pochwali się innym myśliwym w grupie na facebooku…

3433223e3e2eefr
I kolejne psiaki luzem, goniące przerażone zwierzę. Ale Twój pies który się zgubił lub Ci uciekł? ”Kundel do odstrzału, bo szkodnik płoszy zwierzynę”. Hipokryzja w wydaniu myśliwych nas już od dawna nie dziwi.

3433223eee
3433223e2ee

12541150_10209183256244254_311049748411905810_n

‘’ Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia.’’ – Taki wpis czytamy na forum Klubu Posokowca, opanowanego przez myśliwych.
http://klubposokowca.org.pl/?page_id=87  

Na stronie jednego z przyrodników Marcina Kostrzyńskiego, swoją drogą byłego leśnika i myśliwego, który porzucił strzelbę na rzecz aparatu fotograficznego natrafiamy na taki oto wpis:

bez tytułue333322

My mamy inne drastyczne ujęcia, pochodzące z grup myśliwskich, gdzie polujący chwalą się między sobą swoimi wyczynami. Czemu to ma służyć? Rozrywce i przeżywaniu emocji łowieckich, bo na pewno nie jest to ‘’dbanie o dobrostan zwierząt’’ ani ochrona pól rolników. Pomijając już zupełnie, w miejscach gdzie urządza się ‘’zbiorówki’’ zwierzęta przenoszą się do małych zagajników i zadrzewień wśród pól. A może myśliwych właśnie to kręci i podnieca? Ciekawość czy przeszkolone na żywych dzikach w specjalnych zagrodach psy się sprawdzą? Hałas, gonitwa, szczekanie z pasją i kwik szarpanego rannego dzika? Cóż za radość z harmonijnego obcowania z naturą! Głupie mieszczuchy nigdy nie zrozumieją łowiectwa…. Kolejne zdjęcia dokumentujące hipokryzję, obłudę i bestialstwo myśliwych.

12552515_10209183255884245_1353673206113954062_n

15284907_10212259826436586_4321213397691349955_n

15284840_10212259826356584_711438657909979907_n

15972720_320224971705943_6811014912064384260_o
Psy jak widać mają kontakt z krwią i wydzielinami zwierzęcia. Następnie będą mieć kontakt z kolejnymi dzikami i innymi psami. Potem usłyszymy o tym jak rozprzestrzenia się ASF, a winą obarczy się dziki i wystrzela wszystkie w całym województwie. 

Dla jasności –  Nie popieramy puszczania psów luzem w lasach i na terenach bytowania dzikiej zwierzyny przez nikogo, ani przez zwykłych ‘’kowalskich’’ na spacerze, ani przez uprzywilejowaną stojącą ponad prawem kastę myśliwych. Las, pole czy łąka to dom zwierząt. Uszanujmy go. Tymczasem kolejne zdjęcia.

15776717_387450504937444_872198613602636262_o13307209_1037645156324990_4079200159087926063_n12108182_1506736139649499_1496508629987591318_n12115915_909360002447087_360979825571578700_n

psyjelenia

12068996_759493994177365_7353318360450428433_o

No cóż. Myśliwscy pseudomiłośnicy natury po raz kolejny pokazują swój wypaczony stosunek do niej. Nie, ”dobrego imienia łowiectwa” ”szkalować” nie trzeba. Wystarczy pokazywać je takim jakie ono jest, a czas i zmiany zachodzące w świadomości społecznej zrobią swoje.

Lektura uzupełniająca:

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć.  Psy ranione, zabijane i kalekie od szarży dzików, długie operacje u weterynarza i inne szczere wyznania myśliwych. Dręczenie własnych zwierząt z premedytacją ku swojej uciesze.

Psy zastrzelone na polowaniach.  Opowieści myśliwych, jak to ich własne psy ginęły od przypadkowych postrzałów podczas polowań. Plus alkohol nocą przed polowaniem (zdjęcia i screeny).

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją. 
 Udokumentowane wypowiedzi myśliwych, deklarujących chęć wystrzelania wszystkich psów   napotkanych luzem w lesie.

Bezimienne ofiary krwawego hobby.  Czyli nadesłane przez czytelników zdjęcia zastrzelonych psów.

 

Wyrok na Dziki – Rolnicy chcą, aby wybić wszystkie. A myśliwi przyczyniają się do przenoszenia ASF.

Powraca temat afrykańskiego pomoru świń, zwanego w skrócie ASF. Nasi genialni rolnicy i hodowcy trzody wpadli na pomysł, by w województwie podlaskim, przy pomocy myśliwych wystrzelać wszystkie dziki, prawda czyż nie wspaniała to idea – „problem solved”. Gdyby wszystko rozwiązywano w ten sposób… Część z myśliwych ochoczo zgodzi się na dodatkowe polowanie za blisko 400 PLN dopłaty za każdego „pozyskanego” dzika, natomiast lwia większość buntuje się i lamentuje przeciwko likwidacji swojej hasającej wolno kiełbasy, dającej tyle adrenaliny i emocji łowieckich. No bo do czego będą potem strzelać? Myśliwi już krzyczą, że jak to oni nie bronią, gdzie są teraz te krzyczące organizacje ekologiczne, tylko polującym zależy na przyrodzie 🙂 Motywacji tych pyskówek nie skomentuję, bo są jasne nawet dla dziecka.

46943

Kto jest winien?

Na pewno nie ci, na których padł wyrok, czyli dziki. Nawet nie ta biedna „trzoda chlewna”. W pierwszej kolejności winni są Ci, którzy czytając teraz ten tekst oburzają się na „zwyrodniałych rolników”, jednocześnie nie odmawiając sobie schabowego w niedzielę na obiad, a wieczorem karkówki z grilla. Można się śmiać z weganizmu, ale pomyślmy, gdyby nie nasze wątpliwe upodobania kulinarne obarczone ogromem krwi i przemocy, ASF by nie szalał, a dzików nie chciano wybijać. Złoty środek, dla większości nie do przyjęcia. Ale dlaczego akurat obwiniono dziki, które przecież cierpią teraz nie tylko od choroby, ale i od nadmiernych polowań? Bo tak było najprościej. Nie obronią się przecież. Jeśli zastanowić się logicznie, to można mieć wątpliwość w jaki sposób dziki mają przyczyniać się do rozprzestrzeniania ASFu, przecież nie przychodzą wieczorami na schadzki do chlewni, odwiedzić swoje mniej szczęśliwe różowe siostry. A świnie hodowlane nie chodzą na spacery do lasu, aby zobaczyć jak żyją ich dzicy kuzyni. Ani tym bardziej po to, żeby celowo przenieść na nie chorobę, żeby im się nie żyło na tej wolności za dobrze. Zatem gdzie jest winowajca główny?

12804790_984202945002545_1942267724315530947_n

Jest nim ten, kto najwięcej za wystrzelaniem dzika krzyczy. ASF roznosi się głównie przez niedbalstwo człowieka, a rolnicy i hodowcy mało dbają o przestrzeganie norm sanitarnych. Choćby przez wylewanie na pole gnojówki świńskiej, czy wyrzucanie gnoju co jest dość powszechną praktyką, dochodzi do przenoszenia się wirusa. Przenosi się także na kołach samochodów czy ubraniach, a pamiętać musimy, że świnie do uboju są transportowane dziesiątki kilometrów. Rzecz szczególna, że sposobach postępowania i zachowania się przy występowaniu ASF, wszelkie zasady bioasekuracji kierowane są do ludzi, nie zwierząt. A obejmują takie zagadnienia jak dezynfekcję, 72-godzinny brak kontaktu z innymi zwierzętami, czy nie wnoszenie na teren chlewni produktów spożywczych, zmiany odzieży i obuwia. Ograniczenie do minimum przyjazdów samochodów na teren gospodarstwa, ograniczenie zakupów nowych świń. Spotkać się można czasem nawet, w mniejszych gospodarstwach z wyrzucaniem odpadków poubojowych na gnojowisko, wywożenie ich wraz z nieczystościami i rozrzucanie po polu. Winne dziki… Wystrzelać! Warto też wspomnieć tutaj o odpadkach pozostawianych przez myśliwych na nęciskach, resztkach ze skórowania i obróbki tuszy, które służą im do wabienia np. lisów. A dziki też lubią padlinę… Oraz o martwych płodach od ciężarnych loch, które zazwyczaj bezceremonialnie po wypatroszeniu odrzuca się w krzaki. 

15676169_1734837470165469_9086392581074035671_o

17796217_1786531884996027_5096800250053624160_n
W lesie można natrafić i na takie znaleziska – resztki po polowaniach. Wina za rozprzestrzenianie się kolejnych ognisk ASF, nie leży tylko po stronie rolników. 

Jak pisze portal naTemat.pl rolnicy do eksterminacji dzików domagają się użycia Wojsk Obrony Terytorialnej. A co tam. Niech chłopaki poćwiczą oko. „No bo jak przyjdzie Rusek, to kto…?” Dobra, cytujemy:

„Wystosowałem pismo do pani premier o powołanie specjalnego zespołu ds. walki z dzikami. Proponuję, by wykorzystać Wojska Obrony Terytorialnej i w kilku województwach zredukować do zera populację dzików – oświadczył Marian Tomkowicz, wiceprzewodniczący Rady Powiatu w Białej Podlaskiej.

Od takich mądrości chłopskiego rozumu opadają ręce. Do zera to znaczy, że wystrzelane mają zostać wszystkie dziki we wschodniej Polsce. Na czym polega dramat? Według ministerstwa rolnictwa, trwa właśnie trzecia fala rozprzestrzeniania się wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF). W gospodarstwach, w których pojawi się wirus wybijane są świnie, a to straty dla rolników (rolnicy dostają rekompensaty, ale i tak nie są zadowoleni). Wójt gminy Leśna Podlaska zatrudnił psychologa po tym jak jeden z gospodarzy dostał udaru po wiadomości, że inspekcja weterynaryjna uśmierci mu całą hodowlę.

Rzowalony
A to już dzik z odstrzelonym ryjkiem, który trafił do jednego z ośrodków rehabilitacji zwierząt dzikich. Nie udało się pomóc…

MAREK SULIMA, ROLNIK Z POWIATU BIALSKIEGO

Wypowiedź dla Polskie Radio Lublin:

Uważam, że populację dzika należy w tym obszarze zlikwidować. Bezwzględnie potrzebny jest odstrzał dzików. To nie są »święte krowy« Rozmawiamy z myśliwymi, którzy nie będą strzelać na taką skalę, jak jest nam potrzebna. Trzeba »wyzerować« nasz teren.

Stąd cała wściekłość, nerwy i frustracja rolników, o której donosi Polskie Radio Lublin i rolnicze portale. Już pisaliśmy, że za świńskim biznesem stoi aparat państwowy z chłopskim ministrem Krzysztofem Jurgielem, prywatny biznes i wielkie mięsne korporacje. Ekolodzy zajęci są protestami w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. Dzik natomiast „ostał się sam”. Rolnicze lobby wydało wyrok.

Do jego wykonania nie kwapi się część myśliwych. – Będziemy egzekutorami na zawołanie rolników, a potem na nas spadnie cała krytyka za zabijanie niewinnych zwierzątek – mówi anonimowo prezes koła łowieckiego spod Łomży. Oficjalnie tego nie powie, bo minister Jurgiel za krnąbrność grozi likwidacją Polskiego Związku Łowieckiego.

(…)

To prawda, że dziki są nosicielami wirusa, który wraz z dzikimi zwierzętami przeniośł się z Białorusi. Wskazując winowajcę nikt jakoś nie wyjaśnia jakim cudem wirus przedostaje się z leśnych zwierząt do zamkniętych ogrodzonych gospodarstw i chlewni. Jak wynika z poradnika ministerstwa rolnictwa, sprawa jest prosta: wystarczy nie wpuszczać przypadkowych osób do gospodarstwa. Chronić dostęp do hodowli matami dezynfekującymi, stosować pasze z pewnego źródła. Według eksperta ministerstwa rolnictwa, »bioasekuracja jest bardzo prosta«. Przynosi efekty o ile się ją rygorystycznie stosuje.”

Dzik to ogromny sprzymierzeniec lasu. Wie o tym nie tylko każdy leśnik. Ssaki te spulchniają ściółkę, mieszają glebę, przyczyniają się do zmniejszenia możliwych gradacji „szkodliwych” owadów, zjadają padlinę i gryzonie. Pomagają w rozsiewaniu nowych drzew, dębów i buków. Prześladowane przez pseudomiłośników natury dla kiełbasy i emocji, teraz skupiają na sobie dodatkowo wściekłość chłopstwa, jako, że „chłop żywemu nie przepuści”, szukają teraz ofiary do bicia za swoje straty finansowe od wyzysku zwierząt, niedbalstwo i lenistwo. I znaleźli idealną… Pozostaje mieć wątłą nadzieję, że znajdą się ludzie patrzący na świat szerzej niż tylko do czubka swego nosa i kieszeni. I powstrzymają to szaleństwo.

Kopia 15135567_1197603776985832_3394358_n
To tak jeśli o bioasekuracji mowa. Trzeba też wspomnieć o odpadkach po polowaniu, ochoczo zostawianych przez myśliwych na nęciskach. Przyczyniają się oni tym samym również do roznoszenia się ASF wśród kolejnych dzików.

Dzikeł3etyk
I o emocjach łowieckich. Myśliwi będą bronić głównego obiektu swoich strzeleckich uciech, czyli swego interesu – nie zwierząt.

Źródła:

naTemat.pl
farmer.pl

http://natemat.pl/211361,jest-pierwsza-prosba-o-uzycie-wojsk-obrony-terytorialnej-rolnicy-chca-by-wystrzelano-wszystkie-dziki

http://www.farmer.pl/produkcja-zwierzeca/trzoda-chlewna/asf-musimy-pilnowac-sie-nawzajem,49611,1.html

Ratujmy Łosie przed masakrą – Zwierzęta w potrzebie

Szykuje się kolejna jatka zwierząt, zaplanowana tym razem przez wiceministra środowiska i przedstawicieli Lasów Państwowych. Mało było wybijania dzików w związku z rozprzestrzenianym przez niedbalstwo człowieka ASF, tak niektórym przyszedł teraz apetyt na łosinę.

Zjednoczone lobby leśników i myśliwych już od jakiegoś czasu stara się uczynić ten gatunek ponownie łownym. Głównym powodem dla którego takie starania są czynione, to ”szkody” w uprawach leśnych wyrządzane przez łosie, co bardzo nie podoba się leśnikom, którzy lasy traktują jak prywatne ogródki do produkcji desek, a nie ostoję zwierząt. Myśliwi natomiast już zacierają łapska na na piękne trofea z rosohów łosich, jak i samą frajdę z polowania. Tymczasem łosie, które przez lata nie doświadczyły na sobie grozy polowań, nie mają odruchu ucieczki przed człowiekiem. To co je czeka, nie będzie polowaniem, a zwykłą jatką, strzelaniem do ufnych i nieruchomych zwierząt.
No, ale przecież głównymi celami łowiectwa jak i ochrony jest przecież odbudowa populacji tylko w celu polowań na nią, następnie wytrzebienie, znowu moratorium i ochrona, przecież na tym polega ”racjonalna gospodarka zasobami przyrody”…

13631401_1131732050212375_8937509636246011869_n

”W okresie międzywojennym w na terenach obecnej Polski żyło bardzo niewiele łosi – było ich zaledwie osiem. W roku 1952 objęto łosia ochroną gatunkową w Polsce, dzięki czemu w kolejnych latach odnotowywano szybki wzrost liczebności tego gatunku. W 1966 roku ponownie wprowadzono łosia na listę zwierząt łownych. Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku pozyskanie łosi przekroczyło 1000 sztuk rocznie i okazało się, iż łosi zamiast przybywać, zaczęło w Polsce ubywać. Gdy populacja łosia zmniejszyła się do około 1500 osobników, w roku 2001 dla ratowania sytuacji wprowadzono moratorium na odstrzał łosi. Ile jest ich dziś? Według danych Ministerstwa Środowiska może ich być nawet 13,7 tys. Jednak nikt nie jest w stanie ustalić ich dokładnej liczebności.

Grono naukowców, w tym osób przygotowujących w latach 2009-2011 „Strategię ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce”, zajęły stanowisko w sprawie planowanego wznowienia polowań na łosie w części województw naszego kraju:

„Uważamy, że zgoda na polowania według zasad sprzed wprowadzenia moratorium nie jest racjonalna. Oznacza to bardzo długi sezon polowań, dowolność w zakresie wielkości pozyskania i brak jakichkolwiek mechanizmów kontrolnych zabezpieczających przed nadmierną eksploatacją. Jest wysoce prawdopodobne, że wciągu roku znikną niemal wszystkie byki łopatacze. Nie jest uwzględniona także odrębność genetyczna populacji biebrzańskiej, co stanowi istotny walor polskiej populacji tego gatunku.”

Naukowców niepokoi także brak limitów pozyskania na lata 2014-2016 oraz brak zapisu, by w pozyskiwanych łowiecko populacjach dążyć do utrzymywania zagęszczeń łosi nie mniejszych niż 5os./ 1000 ha. Zdaniem przyrodników takie podejście może doprowadzić do redukcji pogłowia nawet o 70 proc.

W opinii naukowców walka ze stratami w lesie za pomocą strzelby to nie jest dobry pomysł. Ich zdaniem są metody – mniej inwazyjne – które pozwalają dostosować gospodarkę leśną do obecności łosia. Poza tym badacze zwracają uwagę, że problem szkód od łosia jest lokalny i nie może służyć jako podstawa do nadmiernego ograniczania liczebności populacji łosia.

A co z kolizjami komunikacyjnymi z udziałem łosi? Od momentu zastosowania odkrzaczania poboczy, dzięki poprawie widoczności, na obszarze RDLP Białystok zmalało połowę, a w niektórych newralgicznych miejscach prawie dwudziestokrotnie. Zatem argument o kolizjach z udziałem tych zwierząt także nie ma uzasadnienia. ”

pejzaz_mysliwski_los

Źródło: Ekologia.pl
http://www.ekologia.pl/wiadomosci/srodowisko/wielkie-i-niebezpieczne-losie-do-odstrzalu,19559.html

Wygląda na to, że cicha eksterminacja łosi trwa już od jakiegoś czasu o czym można się przekonać śledząc doniesienia prasowe z ostatnich miesięcy:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/04/10/kto-zastrzelil-losia/

http://www.tygodniksiedlecki.com/t40094-strzelal.mysliwy.htm

pejzaz_z_losiem

Na stronie akcja.przyrodnicze.org czytamy:

”Nie zgadzamy się na zabijanie łosi, które zapowiada resort środowiska, motywując swoje plany rzekomym zagrożeniem, jakie łoś ma stwarzać dla bezpieczeństwa w rejonach występowania tego gatunku. Stoi to w sprzeczności z zaleceniami „Strategii ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce” z 2011 roku przygotowanej na zlecenie Ministerstwa Środowiska i sfinansowanej ze środków publicznych. Strategia ta wskazuje wyraźnie, że jako gatunek bardzo podatny na eksploatację łowiecką łoś nie powinien być traktowany jak inne jeleniowate. Strategia wskazuje też, że:

„dotychczasowe metody gospodarowania łosiem, które stosowano w Polsce w ostatnim dwudziestoleciu XX wieku okazały się błędne i były poważnym zagrożeniem dla jego egzystencji. O ile w przypadku jelenia i sarny wysokie pozyskanie w latach 80. i 90. XX wieku doprowadziło do zmniejszenia pogłowia, to liczebność populacji łosia została niestety zredukowana o ponad 75% stanu i gatunkowi groziło w naszym kraju wyginięcie”.
Nie możemy dopuścić do powtórzenia tej sytuacji.
Jednocześnie wnioskuję o podawanie wiarygodnych danych dotyczących łosi w Polsce i przypominam, że:

Wciąż nie wiemy ile jest łosi w Polsce, a podawane dane dotyczące ich liczebności są szacunkowe i obarczone wysokim ryzykiem błędu.

Wypadki drogowe z udziałem łosi nie stanowią wszystkich wypadków z udziałem dzikich zwierząt, a policja nie prowadzi statystyk rozróżniających gatunki, które brały udział w zdarzeniu drogowym.

los_na_mokradlach

Polowania na łosie doprowadziły już do drastycznego spadku jego liczebności, co doprowadziło do wprowadzenia obowiązującego do dziś moratorium.

Populacja biebrzańska łosia jest unikalna i jako jedyna przetrwała w naszym kraju. Osobniki należące do tej populacji wychodzą poza granice parku narodowego i mogą być narażone na odstrzał w sąsiadujących z parkiem nadleśnictwach i obwodach łowieckich.”

PETYCJĘ MOŻNA PODPISAĆ TUTAJ:
http://akcja.przyrodnicze.org/kampanie/jestem-z-losiem

max_los

173

dd852fe9d944d04a4a00f58c937e7405

big_4

Myśliwi strzelają, a wilki giną.

Zgłosiła się do nas jedna z czytelniczek, z kolejną smutną informacją, oraz zdjęciami.

Witam, czy można wysłać Wam zdjęcia zastrzelonego wilka? Zdjęcia wykonane na Przełęczy Radoszyckiej, na granicy Polski i Słowacji; przypadkowo w trakcie spaceru natrafiłam na zwłoki wilka, niestety trzeba było uciekać, ponieważ w pewnym momencie usłyszałam głosy idących w jego stronę dwóch mężczyzn. Z tego co wiem Słowacja wprowadziła możliwość odstrzału wilka, ale minimalny dystans od granicy wynosi 25 km. Czyli ten wilk padł ofiarą kłusowników… Możliwe, że to był nasz polski wilk…

Należy się podziękowanie, gdyż tylko dzięki publikacjom mają szansę ujrzeć światło dzienne tego rodzaju zwierzęce dramaty.

22324242

Przy granicy polsko-słowackiej, leży cicho truchło młodego drapieżnika. Nie zapoluje już więcej… Widoczna rana postrzałowa dopowiada historię jaka go spotkała. Może został „pomylony z dzikiem”, a najpewniej został z premedytacją zabity, jako „szkodnik przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Niestety, ale takie właśnie podejście prezentuje większość myśliwych. Kiedy PZŁ swego czasu na swoim profilu próbowało robić nagonkę na wilka, pojawiały się i głosy o natychmiastowej potrzebie „regulacji” tego drapieżnika do 200 sztuk… Tak że… Zaglądając natomiast na fora łowieckie, ze zdumieniem przeczytać możemy jak ludzie, którzy ślubowali przestrzegać prawa łowieckiego i bronić przyrody, dyskutują sobie o możliwych sposobach cichego pozbywania się wilków i kłusowniczym odstrzale, a następnie pozorowaniu wypadków komunikacyjnych, jako przyczyny śmierci zwierzęcia.

19022652_10207011765571921_1897190629_o
Seria zdjęć zastrzelonego wilka, wykonane przez naszą czytelniczkę.

Od 2015 roku między Polską a Słowacją obowiązuje 25 kilometrowa strefa buforowa będąca wyłączona z polowań na wilki (w Słowacji wilk jest gatunkiem łownym). W omawianym przypadku zwierzę zostało zabite tuż przy granicy, jak informuje nas czytelniczka.  Jak widać powołanie tej strefy nie wiele dało…

19046853_10207011767091959_975545027_n
Typowy strzał „na komorę” czyli w serce. Ktoś tu jednak trochę chybił. Po prostu egzekucja. Choć znając myśliwych, pewnie napiszą coś o pasożytach i larwach gzów, które wywierciły od środka ten otwór… Albo o wnykach. Podobne historie słyszeliśmy już w przypadku strzelonych łosi.

Wilki, łatwego życia nie mają. Do pełni szczęścia potrzebują rozległych kompleksów leśnych, dzikich terenów, najlepiej mało penetrowanych przez człowieka. O takie miejsca w dzisiejszym świecie jednak coraz trudniej. Przez prawie 114 tysięcy myśliwych, niecałe 1200 wilków uważane jest za „szkodniki”. Strony kół łowieckich i niektórych nadleśnictw celowo biorą udział w antywilczej histerii zamieszczając na swoich profilach „straszne” zdjęcia ogryzionych kości wilczych ofiar… Z jednej strony ciągle słyszymy, że tych i tamtych zwierząt jest za dużo (jak to możliwe, aby za dużo było jednocześnie drapieżników i ofiar?), a niektórzy myśliwi otwarcie twierdzą, że ich rolą jest zastępowanie wilków. No dobrze… Tylko kiedy przypadkiem natkną się pozostałości po biesiadzie drapieżników, nie gorzej niż przedszkolne dzieci dotknięte „syndromem Bambi”, rozdzierają szaty nad resztkami „biednych małych jelonków”, och jakąż to straszną śmiercią musiały zginąć. No tak, lepiej żeby podrosły i żwawo uciekały postrzelone, gnane zgrają psów myśliwskich na polowaniu zbiorowym. Wtedy to w zgodzie z etyką, zasadami i regulaminem… Ostatnio myśliwi odkryli ze zdumieniem fakt, iż wilki upolowały dużego dzika. Oczywiście szok, niedowierzanie, wręcz panika… Naprawdę można martwić się o los polskiej przyrody, czytając takie reakcje.

19022678_10207011765171911_462463641_o

W 2016 roku media obiegła głośna sprawa skłusowania wilczycy w Bieszczadach, czego dokonało dwóch myśliwych należących do PZŁ przy współudziale podleśniczego. Niedawno zostali skazani nieprawomocnym wyrokiem w zawieszeniu. Dlaczego warto przypominać o tym przypadku? Tym razem kłusujący myśliwi nie mieli szczęścia. Na gorącym uczynku przyłapał ich inny myśliwy, który zgłosił sprawę policji i organom związku. I jak zareagował PZŁ? Nie, nie było medalu łowieckiej zasługi… sprawę próbowano bagatelizować, a nieprzyjemne konsekwencje spotkały myśliwego, który o sprawie doniósł. Został wykluczony z koła macierzystego, tracą szacunek i „przyjaźń” kolegów… To wydarzenie mówi bardzo wiele o myśliwskich nastrojach wobec wilków i tym jak sami traktują przypadki takiego kłusownictwa w swoim gronie.

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

19021709_10207011765051908_1948882091_n

Człowiek w wilczej skórze.

Wilk „przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej” jest wrogiem numer 1 dla większości myśliwych. Traktowany i postrzegany na równi z wałęsającymi się psami. Ale dlaczego? Przecież myśliwi twierdzą, że wilki zastępują, powinni więc cieszyć się że ktoś wyręcza ich w ponurej robocie. Nic z tych rzeczy, gdyż dla myśliwego sensem życia jest polowanie. A polowania jest mniej, gdy w „łowisku” grasuje wilk. Nie przestrzega on okresów łownych, ani ochronnych, „morduje” młode zwierzęta, płoszy (zwierzęta stają ostrożniejsze, przez co polowania też są trudniejsze), no same szkody! Przekłada się to także na straty finansowe koła (trofea, skóra, dziczyzna). No, szału można dostać, tyle pracy w łowisku dla dobra zwierzyny, dokarmianie, lizawki, wodopoje, nęciska, a tu bure nie robio nic i polujo cały rok na wszystko! To nasze jelenie, dziki i daniele, racjonalnie hodowane dla celów łowiectwa!  Myśliwi w żaden sposób nie są w stanie pojąć roli wilka w ekosystemie, który to drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Tym samym budzi wstręt… może dlatego, że myśliwi patrząc na wilka zdają sobie sprawę ze swej ułomności i niedoskonałości.
Nie bardzo można też straszyć lud nadmiernym rozmnożeniem wilka, jak robią to myśliwi w przypadku lisów i jest to wtedy jakoś zasadne. Ponieważ wilki potrafią doskonale same kontrolować swoją liczebność – w watasze rozmnaża się tylko para alfa i to nie zawsze, w zależności, od dostępności pokarmu i siedliska. Nie trzeba więc w żaden sposób kontrolować ich liczebności. Obecność wilka w „łowisku” (tfu, no przesiąkłem widać tym łowieckim bełkotem), ma jeszcze taki plus, że polują one na lisy, jenoty oraz bobry – czyli także „szkodniki”. No i zagryzają równie znienawidzone przez myśliwych „hordy bezpańskich kundli”. Pamiętać musimy, że wilk potrzebuje dziennie około 5 kg mięsa, a więc poluje cały czas mając w wilczym nosie przepisy, regulacje ochronne, zachowanie stada podstawowego… Jest więc o niebo bardziej cennym sprzymierzeńcem w ratowaniu pól rolników i szkółek leśnych oraz nas wszystkich przed zwierzęcą i głodową apokalipsą. Myśliwy, cóż… Musi mieć na co polować, dziczyzny zje pół kg od święta, ale „racjonalna gospodarka” z utrzymywaniem podstawowych stad danieli, jeleni, dzików i saren oparta o jakąś prowizoryczną inwentaryzację być musi.

19024596_10207011767171961_524020466_o

Jak widać można ustanawiać moratoria, obejmować gatunki ochroną, a zabawa w polowanie trwa w najlepsze… Sądząc po ilości „wypadków i przypadków”, które są nam zgłaszane. A to tylko kropla tego co jesteśmy w stanie wykryć, zaś wpisy i wypowiadane poglądy myśliwych tylko potwierdzają to co zawieramy w naszych artykułach.

Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora.

Są i nieliczni myśliwi, rozumiejący rolę wilka w środowisku, działający na rzecz jego ochrony, czy cieszący się z jego obecności w łowisku. Tacy zamiast postrzelać i psioczyć na bure drapieżniki, rzeczywiście czując naturę wolą spędzić noc na ambonie bez jednego strzału, słuchając koncertu zwołującej się watahy. Doświadczyć echa grozy pędzonych jeleni. Ale to nieliczni. Jednym z takich prawych i etycznych myśliwych był nieżyjący już Karol Soliński, który o wilkach pisał tak na łamach „Dzikiego Życia”:

„Uważam, że nie mogę pozostać bierny w sprawie wilków i nie tylko wilków. Upływa 20 lat od chwili, kiedy jako członek Polskiego Związku Łowieckiego zwróciłem się do Zarządu Głównego PZŁ w Warszawie, będąc czynnym myśliwym, w sprawach, które dzisiaj wreszcie przybrały odpowiednie formy działania zmierzające do ochrony tego, czym obdarzyła nas natura, a co tak bezmyślnie niszczymy. Dla ludzi trzeźwo obserwujących to, co dzieje się z naszą przyrodą – darem natury, szczególnie ze zwierzyną żyjącą w stanie wolnym, tak zwaną »dziką«, jest zastraszające. A czynią to w większości ludzie za ten stan odpowiadający – myśliwi i leśnicy.

Powrócę jednak do zasadniczej sprawy, to znaczy wilka i do przywołanego na początku listu sprzed 20 lat. Stan wilków w naszym regionie od czasów omawianych w moim liście na pewno nie wzrósł do stanu jakoby zastraszającego, zagrażającego człowiekowi i jego gospodarce. To bzdura.

Stan ten wzrósł w fałszywych ludzkich papierzyskach i dokumentach inwentaryzacyjnych sporządzanych w biurach, a nie uczciwie w łowiskach. Myśliwi i leśnicy (?), którym tak bardzo zależy na tępieniu wilków, nie przebierają w środkach dla uzasadnienia swojego stosunku do wilków.

Szanowni koledzy myśliwi i leśnicy uzasadniając potrzebę tępienia wilków posługują się twierdzeniem, że wilki wyrządzają szkody także w gospodarce łowieckiej, co ma potwierdzać fakt spotykania w łowiskach szczątków zwierzyny łownej nie skonsumowanej do końca przez wilki. Zapytam: czy na pewno tylko przez wilki? Szanowni koledzy decydenci o »być albo nie być« dla wilka, jeżeli nawet wilk zabije zwierzynę łowną i do końca jej nie skonsumuje, pozostawiając niezbity dowód swej przestępczej działalności w łowisku to czyż nie nasuwa się pytanie co się dzieje panowie myśliwi z waszymi postrzałkami? Co dzieje się z ofiarami kłusownictwa? A kto zabija tam, gdzie wilki nie występują? Skąd biorą się padłe sztuki zwierzyny łownej w polach, w uprawach rolnych, właśnie tam gdzie niestety nie ma wilków?

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na inny jeszcze fakt potwierdzający niekonsekwencję decydentów o »być albo nie być dla wilka«. Panowie leśnicy narzekają na nadmiemy stan zwierzyny płowej, głównie jeleni w lasach na południu województwa krośnieńskiego, powodujący poważne szkody w uprawach leśnych. Na tych samych obszarach, według opinii panów leśników, występuje nadmierny stan wilków. A więc o co panowie w końcu chodzi? Czego jest w tych krośnieńskich łowiskach za dużo?”

10517506_914185541934934_46078767897005080_n (1)
”Szkodnik”, tylko który bardziej?

A więc mamy kolejnego już myśliwego, który nie tylko potwierdza to co wilkach piszemy my, ale także poglądy swoich kolegów. Karol Soliński zmarł niedawno w wieku 93 lat. Warto jednak przypomnieć sylwetkę, poglądy i działania tego myśliwego, który powinien być wzorem dla wszystkich dzisiejszych hejterów wilczych spod loga PZŁ.

W innym liście Pan Karol pisze o swoich działaniach na rzecz ochrony wilków:

„Jestem członkiem PZŁ, czynnym myśliwym od roku 1957, natomiast mój staż myśliwski datuje się od najmłodszych lat okresu międzywojennego. Ojciec mój był myśliwym i strażnikiem łowieckim w okresie przedwojennym i od tamtego czasu z łowiectwem jestem związany i jak długo pozwoli mi zdrowie z czynnym łowiectwem nie zamierzam się rozstać. […]

Wniosek mój dotyczy: 1 – objęcia ochroną i rozszerzenia okresu ochronnego dla wilka na województwa przemyskie, krośnieńskie i nowosądeckie; 2 – zmiany dotychczas obowiązującego okresu polowań na dzika (!!! ~ Postulaty NPRM!)

(…)

[…] Praktycznie moim zdaniem dzik został pozbawiony okresu ochrony. Czy obecny termin polowań gwarantuje nietykalność maciorze w okresie prawnie zastrzeżonym, kiedy prowadzi potomstwo? Na pewno tak, ale w innej sytuacji dopuszcza do niezamierzonego nawet barbarzyństwa. Jak można inaczej nazwać fakt odstrzału lochy ciężarnej tuż przed okresem wyprosienia? Polując w kole łowieckim „Jarząbek” w Ustrzykach Dolnych, w dniu 10 lutego (obecnie na lochy można.polować do 15 stycznia, na pozostałe do końca lutego – red.) między innymi zostały odstrzelone dwie loszki. Ja dokonywałem operacji ich patroszenia. Obie loszki posiadały w pełni rozwinięty płód w ilości po 7 sztuk każda. […] Polując w kole »Ponowa« w Krośnie, w rejonie dukielszczyzny […] zamiast dużego odyńca padła duża locha, strzelona przez starszego już wiekiem kolegę. Znowu ja, ze swoimi umiejętnościami etatowego »patrocha« i znowu tym razem okropny widok: 11 sztuk małych: […] Niepokoi mnie również sprawa odpłatności przez koła za szkody wyrządzane przez zwierzynę łowną […] W tej sytuacji koła słabe finansowo, doprowadzą do całkowitej likwidacji dzika w obwodach przez siebie dzierżawionych […] Tematu nie wyczerpałem, bo chyba obrazi się na mnie lis, on też jest biedny.”

~ Fragmenty pisma Karola Solińskiego do Zarządu Głównego PZŁ z kwietnia 1978r.

Źródło:
http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Temat pozostaje niewyczerpany. Myśliwi i kłusownicy strzelają, a wspaniałe drapieżniki giną, mimo ochrony. Kto by się tym przejmował… Przecież mamy myśliwych, którzy go „zastąpią lepiej”. Nieliczni, postępujący w zgodzie z prawem i moralnością, świadomi przyrodniczo są przez „wiedzących lepiej” specjalistów od szkodników, gnojeni, ignorowani, a nawet prześladowani. Ale to już nie nasze zmartwienia, choć wolelibyśmy, aby osoby postępujące w zgodzie z prawem, potrafiący spojrzeć na środowisko szerzej niż przez pryzmat doraźnej korzyści z polowania, były kiedykolwiek przez PZŁ postrzegane inaczej. Pewnie jeszcze jednak długo zostaną, „wrogami, oszołomami i zdrajcami”. No cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że natura jakoś to wszystko przetrzyma, a z czasem do głosu dojdzie rozsądek, nauka i argumenty, w opozycji do emocji łowieckich i „racjonalnych” gospodarek.

18199379_1446480095427304_2783700988948239598_n
Lasy Państwowe, nie bardziej niż myśliwi zdają się być oderwane od rzeczywistości i dotknięte piętnem bambizmu. Wespół z myśliwymi ścigają się w nakręcaniu antywliczej histerii. I biorąc pod uwagę tego typu poglądy, trudno się potem dziwić przypadkom kłusownictwa na wilku.

 

p33zł
A tu już post na osi czasu PZŁ. Akurat ich poglądom trudno się dziwić, kiedy deklarują przy każdej okazji obronę interesów łowiectwa za wszelką cenę, a interes PZŁ ma być czymś nadrzędnym. Wszystko, tylko nie przyroda. No chyba, że można mieć jakieś korzyści. A te dla gospodarki łowieckiej po uczynieniu wilka łownym były by szerokie.

Więcej o myśliwskiej hipokryzji i nienawiści wobec wilków dowiesz się tutaj:

”Nie dla wilka kiełbasa” – Myśliwi oburzają się, że wilki zjadają ”ich” dziki.

=====================
=====================

Źródła:

Listy Karola Solińskiego, miesięcznik ”Dzikie Życie”
 http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Wilki.pl 

Myśliwi skazani – Sprawa skłusowanego wilka w Bieszczadach.

====================
====================

 

 

 

Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.

11 maja to kolejna tragiczna data w kalendarzu łowieckim, będąca totalnym nieporozumieniem, jak zresztą większość obecnych okresów polowań. W ten wyczekany dzień, myśliwscy pseudoekolodzy ruszają w lasy, aby znów dać wyraz swojemu uwielbieniu do zwierząt poprzez strzelanie do nich. Ofiarami „harmonijnego obcowania z naturą”, padają tym razem kozły saren, przez myśliwskich niedouków nazywane potocznie „jelonkami”. Praktyka tym bardziej okrutna, ponieważ maj to okres lęgowy większości ptaków i czas rozmnażania dla wielu zwierząt. Potrzebują wtedy jak największego spokoju i nie powinno się ich wtedy niepokoić – przynajmniej mi to wpajano na lekcjach przyrody. Te zasady poszanowania i zrozumienia wobec zwierząt, mało zdaje się obchodzą myśliwych. Mają je w głębokim poważaniu. Spokój zwierząt? Kto by się tym przejmował. Trzeba przecież zapolować, bo jest sezon! Pamiętam taki post ze znanej nam już strony „Dzikarze.pl” gdzie to myśliwi dowcipkowali z tego, że przegonili wszystkie sarny w łowisku, podczas rabanu jakiego narobili uganiając się z psami za dzikami. Kwintesencja spaczenia myśliwskiego szacunku wobec natury, to chyba lekko powiedziane.

NiePłoszww

Okres polowań na sarnie kozły trwa od 11 maja do 30 września. Polowania indywidualne na te zwierzęta są jednymi z najbardziej popularnych w Polsce. W tym czasie sarnie kozy wydają na świat młode i opiekują się nimi. Nie baczą jednak na to myśliwcy pseudomiłośnicy natury, którzy pragnąc zdobyć trofeum burzą spokój sarnich matek i dzieci. W kolejnych miesiącach u gatunku zaczyna się ruja – misterium natury, kiedy zwierzętom powinno zapewnić się maksimum spokoju i komfortu, aby w świecie zdominowanym przez człowieka mogły choć trochę odetchnąć od nadmiaru naszej presji. Podczas rui kozły gonią za kozami, wygląda to czasem iście pociesznie jak zabawy dwóch młodych psiaków. Takie widoki na łąkach i polach o świcie wśród mgieł, napełniają serce radością i wdzięcznością, wobec możliwości podpatrzenia kolejnego wspaniałego spektaklu przyrody. Przynajmniej u mnie… Jak się domyślacie, myśliwi polują na te zwierzęta również wtedy – no bo przecież sezon (i kalendarz łowiecki, który sami sobie stworzyli) na to pozwala.  Jest to zwyrodniała i pomylona praktyka, która w cywilizowanym świecie nie powinna mieć miejsca, ukazuje też dobitnie czym dla myśliwego jest „miłość do przyrody i zwierząt”, a jest to po prostu polowanie dla radochy, adrenaliny (kozła często trzeba podejść) jak i trofeum.

Kopia gw_k4

Dlaczego myśliwi zabijają sarny?

Sarny dość łatwego życia w naszym świecie nie mają. Giną od potrąceń przez auta, trują się opryskami w rolnictwie, młode bywają zmielone kosiarkami na łąkach lub rozjechane traktorami, czasem nawet zostają przejechane przez pociągi – pasą się często przy torach i nasypach. Są wrażliwe na większe mrozy, czasem padają z wyczerpania od gonitw bezpańskich psów lub zostają przez nie zagryzione. W niektórych rejonach kraju stanowią spory % w diecie drapieżników takich jak wilk czy ryś. Zaplątują się w siatki wokół grodzonych szkółek leśnych. Czasem też topią. No i oczywiście bywa, że chorują. Widzimy więc, że zagrożeń wynikających z presji człowieka na środowisko jest dla gatunku mnóstwo, co przekłada się na jakąś tam „naturalną selekcję” i ograniczenie liczebności.  I w takich chwilach z pomocą przybywa dzielny myśliwy, który „zabija jednym celnym strzałem, i zwierzę nie cierpi”… Tak, odpowiedz na pytanie dlaczego myśliwi zabijają te zwierzęta jest banalna, i zamyka się w jednym wyrazie – TROFEISTYKA. Oraz dziczyzna.

Jakoś wobec tych wszystkich zagrożeń nie śpieszą myśliwi wtedy ratować saren. Co innego zimą przed ”okrutną śmiercią głodową” co nie powinno nigdy mieć miejsca, ponieważ najważniejszym czynnikami selekcyjnymi dla wszystkich zwierząt są zima, mróz i śmiertelność z ich powodu.

10547696_716561108381177_8299382428550563927_n

Trofeistyka.

Myśliwi są mistrzami, jeśli chodzi o wynajdywanie powodów dla których rzekomo muszą zabijać zwierzęta, nie inaczej jest w przypadku saren. Pomijając oklepane już „szkody w uprawach”, tutaj głównym powodem ma być „selekcja zwierzyny płowej”, której pomylone zasady i reguły myśliwi stworzyli na użytek własny, aby w oczach społeczeństwa mieć jakieś usprawiedliwienie dla swej chorej pasji. Są oni wyznawcami teorii, że jeśli nie będą polować, to zwierzęta ZDEGENERUJĄ się, a gatunek wyginie – jakoś tak. To już przykład klasycznego poddania się własnej mitologii. Oficjalnie jednym z głównych celów łowiectwa jest uzyskiwanie jak najlepszych jakościowo trofeów. To jest też celem myśliwskiej hodowli zwierząt i „dbania” o nie. Musimy pamiętać, że cała zabawa w trofeistykę to także konkursy i wyceny parostków, za które myśliwi w specjalnych komisjach przyznają sobie punkty, medale, nagrody… Cały mit selekcji i rzekomej degeneracji, nie ma żadnych podstaw naukowych, oraz opiera się na błędnych i fałszywych przesłankach. Dlaczego?

Kopia 11954796_904318976309095_3873065025495618952_n

Myśliwi utrzymują, że jeśli nie będą strzelać, to taki kozioł sarny przekaże swe „złe” cechy w genach dalej, przyczyniając się do postępującej degeneracji gatunku, co za tym idzie, jego wyginięcia 🙂 Jak zatem wytłumaczyć tysiące lat istnienia gatunku, wobec 90 lat trwania PZŁu ze swoimi „zasadami selekcji”? Myśliwi doskonale sami obalają swoje brednie, nie trzeba szukać daleko. Jak czytamy na stronie poradnika selekcjonera, przyczyny deformacji parostków saren, mogą być rozmaite. Urazy możdżenia, przebyte choroby takie jak motylica, odmrożenie, czy też uszkodzenia jąder. Dodatkowo braki pokarmowe, infekcje wirusowe lub grzybicze, wszystko to sprawić może, że parostki nie wykształcą się tak jak powinny.

http://derficzek.republika.pl/porozesarny.html

Zwierzęciu często to w życiu nie przeszkadza. Nie trzeba być specjalistą, aby wiedzieć, że takich cech nie przekazuje się w genach dalej, gdyż są to jednostki nabyte. Tak samo, jak nie przekażemy dziecku naszych cętek po ospie.

11412297_1049945531699902_8265175867537453163_n

Polujący podzielili sobie kozły saren według sztucznie stworzonych „klas wieku” oraz rozróżnienia takie jak osobnik „przyszłościowy” lub „selektywny”. Pierwsza grupa rokuje na dobry rozwój trofeum, drugą trzeba bezlitośnie eliminować, gdyż w wyniku różnych czynników losu, nie wykształciła takich parostków, jakie chciałby widzieć myśliwy. „Winą” sarnich kozłów jest jedynie to, że noszą na głowie coś co można spożytkować i dorobić do tego ideologię aby uzasadnić sobie chęć mordowania dla sportu – bo czymże są późniejsze konkursy i wyceny poroża? O tym, że zabawa w trofeistykę służy tylko bezsensownemu zabijaniu, niech poświadczy inny fakt – przecież myśliwi w żaden sposób nie „selekcjonują” zwierząt takich jak lisy, bażanty, kaczki czy nawet dziki – w ich przypadku nie prowadzi się żadnej selekcji względem trofeów. Twierdzenie o przekazywaniu rzekomych „wad” w genach ma się nijak do rzeczywistości, ponieważ żaden z myśliwych przed strzałem nie dokonuje badań genetycznych – nie może więc być pewien, czy za deformacja którą akurat widzi odpowiada czynnik genetyczny. Dlatego strzela się do wszystkiego, co nie pasuje do wzoru, tak na wszelki wypadek. Pamiętać też trzeba, że cechy w genach przekazują oboje rodzice, a przecież kóz myśliwi praktycznie nie selekcjonują, bo nie mają one parostków, po których można by coś stwierdzić. Myśliwi prowadzą i prowadzą swoją ”selekcję” już od dziesiątków lat. Z marnymi efektami, gdyż w każdym kolejnym pokoleniu saren ciągle występują te same deformacje i uchybienia w porożu, a to z uwagi na czynniki, które mogą to powodować, nie mające podłoża genetycznego. Może to wszystko po prostu naturalne, normalne i za takie należało by to uznać? Ale wtedy nie będzie zabawy w trofeistykę, selekcję i strzelanie… Mit dusi się w sosie własnym na wolnym ogniu, i nie trzeba tu błyskotliwej inteligencji, by pewne oczywiste braki w logice dostrzec.

Kopia polskiediany_wlodawa108

Jak się poluje na kozły?

Zacytujmy stronę myśliwską:

– Podstawowym, niezwykle ekscytującym sposobem polowania na rogacze jest podchód. W podchodzie odnajduje się zwierzynę w łowisku i zbliża się do niej na odległość strzału.

– Zasiadka polega na oczekiwaniu na zwierzynę tak, gdzie żeruje, czyli na łąkach w pobliżu lasu i na polanach. Można ją urządzać na ambonach, zwyżkach, ale również na gruncie.

– Metodę podjazdu stosuje się ze względu na przyzwyczajenie sarn do wozów i pojazdów mechanicznych. Pojazd podjeżdża wtedy wolno w okolice bytowania zwierzyny, myśliwy schodzi z niego, ukrywa i przygotowuje do strzału, co ułatwione jest dzięki skoncentrowaniu się sarn na odjeżdżającym pojeździe.

– Polowanie na rogacze można również prowadzić metodą na wab, gdzie naśladuje się głosy kozy (samicy sarny) w celu przywabienia kozła.

http://www.poluje.pl/polowanie,polowanie-na-rogacze,8673

Ostatnia metoda, wydaje się być szczególnie wypaczona i pozbawiona zasad, kiedy uświadomimy sobie, że myśliwi wykorzystują godowe ogłupienie zwierząt podczas rui, przy użyciu sztucznego wabika wydają odgłos kozy, aby przywabić kozła na kilka kroków w celu oddania strzału… Trzeba też wiedzieć, że u tego towarzystwa wabiarstwo uchodzi za wspaniałą sztukę.

Metoda z podjazdu, tak samo wykluczająca wszelką etykę, oszukiwanie i tak „głupszego” zwierzęcia w ten sposób nie jest żadnym wyczynem. Natomiast podchód, to typowe płoszenie wszystkiego co żyje i niepotrzebne niepokojenie innych zwierząt. Zasiadka, wiadomo, siedzisz i obcujesz sobie z naturą, słuchasz śpiewu ptaków, aby wygarnąć do nieświadomego zwierzęcia, jeśli akurat podejdzie odpowiednio blisko.

Jak myśliwi łamią prawo podczas takich polowań?

Głównie na dwa sposoby. Pierwszym jest polowanie przy nęciskach, które służyć mają tylko polowaniom na dziki, lisy i małe drapieżniki, ale zależnie od tego co się na takim nęcisku znajdzie, korzystają też sarny. A kto to skontroluje… Siedzi drapieżnik w ambonie, podejdzie kozioł do karmy, no to baaach…

Polowanie w nocy. Polowania indywidualne, również bardzo lubiane przez myśliwych stwarzają mnóstwo okazji do popełnienia czynów kłusowniczych. Nikt nie jest w stanie skontrolować takiego myśliwego, jak nocą poluje pośród pól. Takich miejsc straż leśna ani łowiecka nie patroluje. Zasady wykonywania polowania jasno stanowią, na jakie gatunki można polować po zapadnięciu ciemności. Są to dziki, lisy, piżmaki i małe drapieżniki. W praktyce natomiast, zwłaszcza podczas pełni księżyca, myśliwi jeżdżą autami w miejsca gdzie spodziewają się spotkać kozły, a następnie oddają strzały.

Pewnego razu siedząc podczas pełni przy polu kukurydzy byłem świadkiem następującej sytuacji. Przez olszyny, przedzierał się nieudolnie z hałasem osobnik, z małą latareczką punktową na czole. Myśliwi mają takie specjalne czapki, z wbudowaną w daszek diodą. Wcześniej zatrzymał samochód, z którego udał się do zagajnika. Ochryple zaczął szczekać wypłoszony stamtąd kozioł… Jako, że sarny bywają dość ciekawskie, nie uciekł od razu, tylko czekał dalej na polu, dając głosem wyraz swemu zaniepokojeniu. Punkcik świetlny zgasł, po czym, po hałasie gałązek objawił się znów na skraju zadrzewienia. Za chwilę padł strzał, celny. Osobnik z diodą powędrował do miejsca trafienia, gdzie kucnąwszy zaczął pastwić się nad tuszą. Załadował ją sobie na plecy i przeniósł do auta…

Kopia koziol

Innym razem, zauważyłem zatrzymujący się na poboczu samochód terenowy. Około drugiej w nocy. Widzę błysk zapalanego papierosa. Tym razem było to blisko mojego stanowiska, migając co jakiś czas diodą, zacząłem maszerować w stronę tego auta. (Mała uwaga – jeśli przytrafią się Wam kiedykolwiek takie sytuacje, zawsze błyskajcie jakimś światełkiem, choćby telefonem. Czasem myśliwy uznaje, że poluje inny kolega i odjeżdża, ale po prostu w ten sposób minimalizujemy ryzyko zasilenia statystyk tak zwanych „pomyłek z dzikiem”). Docieram do miejsca, witam się z myśliwym. Pytam na co poluje, on zdziwiony obecnością kogokolwiek o tej porze w takim miejscu, odpowiada że Na wszystko co tu wyjdzie, sezon jest, dzik, lis, sarna. Pytam dalej, Na sarny też w nocy? Bo chyba nie wolno. Na co dowiaduję się, że tu jest obwód łowiecki, wolno polować, trzeba wykonać plan więc nikt sobie nie zawraca głowy, a mnie tu nie powinno być’’. Po czym myśliwy wsiada do auta, i zirytowany odjeżdża. Święty Hubert zdarzył, że to polowanie indywidualne zepsułem. Jakoś w 10 min potem kilka kroków od miejsca naszej pogawędki drogę przekroczył piękny kozioł. Farciarz.

Kopia (2) 11223487_904317716309221_104366395404880774_n

Póki co myśliwska pseudoekologia ma się dobrze. Pod płaszczykiem bajań o selekcji prześladują i niepokoją sarny podczas wychowu młodych, a następnie rui, najważniejszego dla gatunku okresu. Żaden z nich natomiast nie jest chyba zainteresowany ratowaniem i poprawianiem dobrostanu gatunku wobec oprysków czy wypadków drogowych oraz innych zagrożeń będących udziałem tych zwierząt. No chyba, że poprzez odstrzał… Przecież jak będzie ich mniej, to nie będą w ten sposób ginąć.

Jak czytamy w uzasadnieniu odnośnie zasad selekcji, pada stwierdzenie, że: Skomponowanie zasad gospodarowania populacjami jest trudne. Polska to duży kraj, o zróżnicowanych warunkach przyrodniczo – geograficznych, a zachodzące zmiany siedliskowe, klimatyczne czy antropogenne powodują zmienne reakcje populacji.
Myśliwi zdają się być świadomi, że tak naprawdę nie za wiele mogą zdziałać i wszystko co robią odbywa się wręcz na ślepo.

Osobną kwestią pozostają jeszcze widoczne na zdjęciach radosne oraz błogie uśmiechy na buziach tego towarzystwa, jak i zagadnienie samego polowania dla przeżywania radosnych i pozytywnych ”emocji łowieckich”, których kulminacja szczęścia następuje chyba po zrobieniu chwalebnej fotki ze swoją ofiarą, będąc w błogostanie jakiego zaznaje się po odebraniu życia. Ale to już temat na inny post.

11902252_748360028608314_3865666895001199209_n

Kopia cez2_1

Kopia sel022

Kopia 11745575_887422834665376_6283313489281670035_n

Kopia 16640692_420507541624162_2657450388671300502_n

Kopia 13239897_1725607481028739_1977634082053982829_n

zdj_02

11880504_748360011941649_4467689012381677925_n

12799043_1560701457555886_6502869902141527262_n12185043_914433155260637_1039985927544763478_o

wf33e

Kopia 4
Zabawa w trofeistykę, to spora część myśliwskiego świata. Spreparowane czaszki i parostki z zamordowanych zwierząt, podlegają wycenie, przyznawane są punkty, medale, gratulacje…następnie zawisną na ścianie, stając się wątpliwą ozdobą oraz pamiątką po łowieckich przeżyciach…XXI wiek, i niby dorośli, normalni ludzie…

dsc05854
Myśliwi piękno przyrody zdają się postrzegać inaczej, niż większość ludzi. Piękne są obcięte głowy zastrzelonych zwierząt, ułożone wśród traw. Jakoś tak nastrojowo się zrobiło… Smutno. 

Źródła: 

Zasady wykonywania polowania:
http://www.pzl.waw.pl/13-dokumenty/aktyprawne/47-zasady-wykonywania-polowania

Zasady selekcji zwierzyny:
https://poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

Poradnik Selekcjonera:
http://derficzek.republika.pl/porozesarny.html

Zbiór zasad etyki myśliwskiej:
http://www.pzl-lodz.pl/download/prawo/zbior_zasad_etyki.pdf

koziol (1)
I to jest jedyne właściwe miejsce, dla tak pięknej głowy. 

Powstanie Białowieskie – Dlaczego powinniśmy bronić Puszczy?

Dlaczego powinniśmy bronić Puszczy Białowieskiej i przed czym? Na pewno nie przed kornikiem drukarzem, z którego kolejnymi gradacjami puszczański ekosystem radził sobie świetnie od tysięcy lat. Nie przed powodziami, pożarami, wiatrami, czy zwierzętami bo i z tym knieja da sobie radę. Jest jednak bezsilna wobec… nas samych, a dokładniej siekierami i piłami drwali, zachłannością leśników i ciężkim sprzętem typu harvester.

18698154_1806132126382703_2428144621910564107_n

Kilka dni temu Fundacja Dzika Polska ogłosiła okupacyjny strajk w Puszczy, jako wyraz obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec niepotrzebnych i rabunkowych wycinek prowadzonych przez leśników. Ekolodzy wraz z aktywistami przykuli się do drzew i maszyn, blokując na wiele godzin prace leśne. Po kilku dniach do protestów dołączyło Greenpeace Polska, a obecnie do Białowieży zmierzają ludzie z rozmaitych fundacji i stowarzyszeń, aby wspólnie bronić światowego dziedzictwa. Czarę goryczy przelał upór ministra Szyszko, który zdaje się w zemście za Rospudę pokazywać „kto tu teraz rządzi”. Sytuacja stała się dramatyczna, kiedy zaczęto wycinać cenne drzewostany 100-letnie, wtedy organizacje postanowiły zareagować.

12933134_982661708497164_4351379844409110175_n

Lasy Państwowe argumentują, że tną „dla naszego dobra i bezpieczeństwa”, ponieważ martwe świerki stanowić mają zagrożenie dla ludzi, mówią też, że wycinają „niebezpieczne drzewa”. Co jest zwyczajną nieprawdą, ponieważ jak udokumentowali aktywiści, pod piły idą także zdrowe, żywe drzewa. Odnośnie argumentacji LP o bezpieczeństwie, słusznie podsumował Adam Wajrak, który stwierdził że: To tak jak byśmy zasypywali jezioro, bo ktoś może się w nim utopić. 

Zamykane są szlaki turystyczne, a miejscowa ludność, która utrzymuje się z oferowania noclegów, przewodnictwa i gastronomii ponosi w wyniku polityki LP ogromne straty. No bo kto i po co przyjedzie odwiedzać ostatni tak wspaniały las w Europie, skoro na większość szlaków nie można wejść, a w okolicznych lasach zamiast ciszy i śpiewu ptaków słychać warkot pił spalinowych i hałas ciężkiego sprzętu?

Jak pisał Front Antyłowiecki  „Leśnicy w tej smutnej historii pokazali już swoją prawdziwą twarz. A jest to gęba cyniczna, nadęta i obłudna, kiedy z bezczelnością maniaka pytają ludzi zaangażowanych w obronę Puszczy, z czego mają meble w domu… Tak panowie leśnicy, wszyscy jak wiadomo mają w domu meble z drewna pozyskiwanego w Puszczy Białowieskiej… No, ale nie wymagajmy myślenia od pracownika korporacji, który kiedy tylko mu każą nie mrugnie okiem gdy będzie musiał wyciąć w pień 100-letni drzewostan. Ja dodatkowo kupuję papier toaletowy tylko z drewna pozyskanego w Puszczy. Taki fetysz. 

Narracja jest zresztą bardzo podobna jak i u myśliwych, jesteś przeciw wycince, no to nie masz pojęcia o gospodarce leśnej, zabiegach „pielęgnacyjnych”, cięciach sanitarnych, planach urządzania lasu i innych sloganach, które umożliwiają leśnikom dewastację naszego dobra narodowego w świetle prawa.

984078_982661738497161_2598530356012765239_n

Lasy gospodarcze wokół serca Puszczy Białowieskiej, o które toczy się spór, mimo, że w części użytkowane były przez człowieka ciągle zawierają w sobie ten pierwiastek dzikości, który mógłby pozwolić im unaturalnić się, stwarzając bezpieczną, spokojną ostoję będącą domem dla wielu puszczańskich organizmów.W wielu miejscach nie różnią się od obszarów z głębi Puszczy. Zwierzęta potrzebują spokoju, a nie „racjonalnej gospodarki zasobami” i pozyskiwania surowców. Od tego mamy pozostałe obszary plantacji leśnych, traktowanych przez leśników jako swoiste ogródki, gdzie w pogardzie i braku zrozumienia dla procesów przyrodniczych dokonują każdego dnia rabunkowych spustoszeń. Dlatego lasy białowieskie, ostatnie takie miejsce w Europie, jeśli nie na świecie, należy zostawić w spokoju.” https://www.facebook.com/FrontAntylowiecki/posts/1814143908901491

Kiedy zawodzą mediacje, prośby, argumenty naukowców, zdrowy rozsądek, a do głosu dochodzi zachłanność, szaleństwo czy też zwykła głupota niektórych roszczeniowych wobec natury osobników, trzeba uciec się do środków radykalnych…To starcie dwóch sił, gdzie jedna upatruje w lasach surowca, desek i mami opinię publiczną sloganami o ratowaniu nas przed gałęziami lecącymi na głowę, druga stoi na straży odwiecznych procesów przyrodniczych, które od zarania są udziałem i trwają w tej magicznej krainie zwierząt i drzew. Chrońmy ją nie tylko dla siebie, ale dla milionów istnień, których jest domem. Oraz dla przyszłych pokoleń.

 

Chojar
Powalony przez wiatr, zabity przez Kornika Drukarza Świerk. Jeszcze długo będzie pokarmem różnych mikroorganizmów, a prześwit światła umożliwi rozwój kolejnym drzewom.

Oddane połaci leśnych pod zarząd korporacji Lasy Państwowe to największa tragedia jaka przytrafiła się zwierzętom, drzewom i nam samym. Dlaczego?

Kiedy ubiegłego roku pytaliśmy jednego z leśników – Marcina Kostrzyńskiego o narastający już wtedy spór odnośnie Puszczy, nie owijał w bawełnę. Odpowiedział nam tak:

Oczywiście leśnicy niszczą bioróżnorodność w znacznie większej, przemysłowej skali. To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje.Leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić.Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki.Na wszystko trzeba ciąć. Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy.

Na pytanie, czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi? 

Marcin odpowiada:

Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Z całością tekstu można zapoznać się tutaj:

Lasy dla kasy – Współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć

W innym z wywiadów ten sam leśnik mówi bez ogródek:

To co zrobili leśnicy jest największą katastrofą ekologiczną w powojennej historii Polski. Lasy są zdewastowane. Powiem więcej, las – jako ekosystem – bez leśników poradzi sobie znakomicie. Tną dla kasy. Traktują drzewostany jak bankomat, gdzie sami ustalają limit wypłat. A starych drzewostanów zaczyna już brakować. 

Las poradzi sobie sam 

Najśmieszniejsze wydają mi się jednak zarzuty, o płatne protesty…Hmm… Jak już ktokolwiek znajdzie owych mitycznych „tych co płacą” za takie protesty, proszę odezwać się do mnie, może skorzystam. Póki co jadąc do Białowieży, muszę to zrobić za własne pieniądze i za nie też zatroszczyć się o swój nocleg i wyżywienie.

Jeszcze do wczoraj, Marcin zdawał się być osamotniony w nierównej walce podczas mówienia o tym, co jest bolączką Lasów Państwowych. Tymczasem na Facebooku pojawił się wpis innej osoby będącej leśnikiem, a przez lata pracującej w Białowieży jako przewodnik. Pani Basia jest leśnikiem. Pisze o smutku z powodu niszczonego, wieloletniego dorobku.

bez tytułuwwwwww

Kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z leśnictwem, a dokładnie swoje kształcenie w tym kierunku, była druga połowa lat dziewięćdziesiątych. Właśnie powiększono Białowieski Park Narodowy, a puszczańskie nadleśnictwa stały się Leśnym Kompleksem Promocyjnym. Trend był klarowny. Puszcza Białowieska została doceniona przez resort leśnictwa jako szczególnie cenna ze względu na walory przyrodnicze.

Gdy w 2002 roku rozpoczęłam pracę w Nadleśnictwie Białowieża, utworzono sieć rezerwatów przyrody „Lasy Naturalne Puszczy Białowieskiej”. Pamiętam, jak ustawialiśmy tablice z jego nazwą… Mniej więcej w tym czasie zaczęłam pracę jako przewodnik turystyczny. Z dumą opowiadałam turystom o szczególnych względach, jakie ma Puszcza Białowieska na terenie zarządzanym przez Lasy Państwowe. Mówiłam im o tym, że nie ma tu już zrębów zupełnych, że stosuje się odnowienie naturalne, że drzewostany ponad stuletnie już nigdy nie będą zagrożone wycinką…

Podczas pracy w lesie z przyjemnością wyznaczałam tak zwane „dziesięcioprocentówki” – fragmenty lasu pozostawiane bez ingerencji podczas prowadzonych cięć. Cieszyły mnie zmiany takie jak respektowanie okresu lęgowego ptaków podczas prac leśnych czy wreszcie zatwierdzony Plan Urządzenia Lasu, w którym znacznie zmniejszono ilość drewna zaplanowanego do pozyskania….

Opowiadałam turystom odwiedzającym Puszczę o tym, że nadleśnictwa w Puszczy robią kawał dobrej roboty, bo funkcjonują w sposób adekwatny do wartości tego miejsca. Powiększanie Białowieskiego Parku Narodowego wydawało mi się rzeczą mało konieczną, a jedynie alternatywą na przyszłość w kwestii zarządzania i tak dobrze chronioną Puszczą. Wierzyłam, że się uczymy i idziemy w dobrym kierunku. Objęcie całego obszaru Puszczy Białowieskiej statutem Światowego Dziedzictwa Ludzkości było przysłowiową kropką nad „i” w tym procesie.

I nagle bum! W jednej chwili trwający ponad 20 lat proces został przekreślony. Nagle okazało się, że to wszystko już nie jest ważne, aktualne, potrzebne?

Nawet kolejne drogie kampanie mające na celu promowanie Lasów Państwowych jako miejsca otwartego dla ludzi już tu nie pomogą. Hasło jednej z nich „Lasy dla ludzi” szczególnie tutaj w Puszczy brzmi groteskowo, gdy kolejne Nadleśnictwa wprowadzają zakazy wejścia do lasu. Myślę, że to przysłowiowy „samobój” Lasów Państwowych strzelony przez ministra i nie wiem kogo jeszcze, kto ma takie pomysły i władzę.

Powiem tylko, że to mnie zwyczajnie wkurza. I żal mi tej całej pracy i wysiłku, którego byłam częścią, a które teraz tak łatwo się przekreśla sprowadzając Puszczę Białowieską do rangi zwykłego lasu. Granicząca z obłędem determinacja władz, żeby Puszczę wcisnąć w szablonowy sposób użytkowania i hodowli po prostu mnie przeraża… To przede wszystkim marnotrawstwo unikatowej przyrody, ale i okazji, by móc się poszczycić nowatorskim sposobem zarządzania tym wyjątkowym obszarem, gdzie pierwszeństwo przed człowiekiem powinna mieć sama natura…

I dlatego apeluję o nie wrzucanie wszystkich leśników do jednego wora. Jak widać są wśród nich nieliczne zdrowo myślące jednostki, które są w stanie przeżywać i pojmować naturę tak jak my. Wśród innych z kolei przeważają nastroje bardziej bojowe…

wrwwww

bez tytułuwwwwww33

W jednym z filmów znalezionych na you tube, widzimy pana, który wyraził chyba dosadnie to, z czym leśnicy gryzą się w język. Zacytujmy:

Ja straciłem 100 mln dolarów przez takich jak Wy! Takich jak wy powinno się utylizować, powinno się z wami zrobić jak putin zrobił, do więzienie na 3 miesiące, albo Łukaszenka też sobie radził rotweilery poprzywiązywał do drzew – krzyczy zwolennik wycinki.

Czym jest Puszcza Białowieska? 

Tak po laicku, to najbardziej unikatowy las na świecie. Ale dlaczego? Z uwagi na ciąg procesów przyrodniczych, jakie dzieją się tam nieprzerwanie od tysięcy lat, z niewielkim lub żadnym udziałem człowieka. Te obszary są oczywiście chronione i nikt ich nie wycina. Sporną kwestią są tereny okalających Puszczę lasów gospodarczych, które od dziesięcioleci podlegają użytkowaniu. Są one często wyglądem zbliżone do tych z głębin obszarów chronionych Puszczy, mają też ogromny potencjał dzikości i tendencję do unaturalniania się. Leśnicy płaczą, że jak nie będą gospodarować, to zarosną Leszczyny i Graby. Nie do końca jest to prawdą. W miejscach gdzie leżą powalone suche świerki zaobserwować można rosnące już młode osobniki. Jest to tzw. „Odnowienie naturalne”. Tak drzewa ratują się przed gradacją. Jak to działa? Natura dobrze to „przemyślała”. Umierający świerk „pompuje” całą swoją energię i zasoby w rozwój młodych siewek. Chodzi przecież o to, aby gatunek przetrwał. Kiedy gradacja się wyszumi, zabijając większość świerków, korniki nie będą miały co jeść. Następny ich pokarm oczywiście już rośnie, ale musi minąć kilkanaście, kilkadziesiąt lat, aby młode siewki były wygodne do ponownego zasiedlenia. W tym czasie oczywiście korniki giną z głodu, a następnie cykl się ponawia, i kolejny, i znów… Na tym właśnie polega Puszcza – tak żyje, i jest to wyraz jej zdrowego tętna. Szkoda tylko, że większość ludzi z perspektywy swego krótkiego życia postrzega trwające tysiąclecia cykle. Ze Świerkiem jest jeszcze inna sprawa. W Puszczy przebiega granica jego zasięgu. Oznacza to, że warunki dla tego gatunku nie są zbyt dobre jest albo zbyt wilgotno, lub zbyt sucho. Sprawia to, że świerki nie żyją w Puszczy długo, wywracają się, lub cierpią od „szkodników”. Świerki tam rosnące pochodzą w większości z monokulturowych nasadzeń leśników, którzy ochoczo wprowadzali je do Puszczy, bez pojęcia o tym, jakie to będzie mieć konsekwencje. Natura jednak mówiąc kolokwialnie „wie” lepiej, jak dostosować skład gatunkowy drzew i posługuje się swoimi sprawdzonymi metodami. Jedną z nich jest kornik. Osobną kwestią są jeszcze prowadzone niegdyś melioracje i osuszania terenów podmokłych (również prowadzone przez leśników), co spowodowało przesuszenie siedlisk, stwarzające lepsze warunki dla rozwoju kornika. Nawet jeśli, jak straszą leśnicy Puszczę zarosną leszczyny i graby, no to co z tego? Leszczyny dają smaczne orzechy, a graby są po prostu piękne. Nielubiane bardzo przez leśników, z uwagi twarde, poskręcane drewno, mające małą wartość użytkową… Są jednak świetnym miejscem lęgowym dla wielu gatunków dziuplaków. Leśnicy zdają się zapominać, że każdy gatunek drzewa może żyć określoną ilość czasu, po czym umiera, rozkłada się, stwarzając biomasę będącą pożywką dla kolejnych gatunków drzew. Proces, cykl… Tak żyje Puszcza od tysięcy lat i będzie żyła jeszcze długo po upadku korporacji LP.  I obojętnie co tam wyrośnie, setki tysięcy ludzi przyjadą oglądać to z pasją i zainteresowaniem bo wyrosło samo. Na tym polega ten skarb i jego unikatowość.

IMG_4958

IMG_5024
To chyba Białowieski Ent…:) Przydały, by się teraz…

Grzyby
Umierając, dają kolejne życie.

Wędrując ubiegłego roku po tajniach Puszczy, widzieliśmy mnóstwo naznaczonych czerwoną pręgą zarówno zdrowych, jak i zasiedlonych kornikiem drzew. Już czuliśmy przedsmak tragedii, jaka miała się tam rozegrać… Póki co, więcej nie pojedziemy. Po co? Warkot pił słyszę co dzień obok siebie w lasach gospodarczych, a spokojniej jest i więcej zwierząt spotykam w śródpolnym zadrzewieniu. Może za jakiś czas… Choć te rany zadane Puszczy przez leśników i pilarzy, nie zagoją się jeszcze długo.

Pozostaje mieć nadzieję, że wspólnym wysiłkiem wszystkich ludzi dobrej woli, uda zachować się to niespotykane już nigdzie indziej dziedzictwo na kolejne wieki.

IMG_4954
Tego świerczka nikt nie sadził. Mały zuch rośnie śmiało, w cieniu umierającego od Kornika brata. Przykład naturalnego odnowienia w Puszczy Białowieskiej, wokół martwych świerków można spotkać mnóstwo takich miejsc.

14925790_322523428115813_502212094959370210_n
Warto pojechać, aby zobaczyć Króla Puszczy. Na zdjęciu nieżyjący już Żubr Wiking, bohater wielu artykułów i leśnych zdarzeń.

799b6b9041cec24441c0992bf230f19c

Apelujemy do Was z tego miejsca: Każdy kto może, niech jedzie w wolnych chwilach wspierać aktywistów. Wasze wsparcie i obecność są teraz bardzo ważne. A każda godzina opóznienia wycinek, to wielkie zwycięstwo.Puszcza jest dobrem nas wszystkich – nie prywatnym folwarkiem leśników.

Obrońców Puszczy można odszukać śledząc profil Powstanie Białowieskie