Kolejny zastrzelony pies?

Następny  ‘’dziwny przypadek’’. Dostaliśmy od naszego czytelnika serię zdjęć owczarka niemieckiego, z dziwną raną przy zadzie, znaleziony na polu obok lasu, jakieś 100 m od zwyżki myśliwskiej. Taki tam zbieg okoliczności, jak to zawsze. I dziękujemy za taką postawę, fizycznie nie możemy być wszędzie, a tylko od Was i Waszej reakcji zależy często wykrycie i nagłośnienie takich spraw. Wy też drodzy czytelnicy macie wpływ na informacje jakie pojawią się na tej stronie.

hhhffddfd

Pole przy leśnictwie Tarce, nadleśnictwo Jarocin. Pomiędzy miejscowościami Kadziak , Luszczanow, Ludwinow, 10 kilometrów od Jarocina. Na tym obszarze gospodaruje koło łowieckie ‘’Darz Bór’’ , okręg PZŁ – Kalisz. Możemy oczywiście przyjąć ulubioną interpretację, że to kłusownicy prują z ambon i zwyżek myśliwskich do psów, robiąc myśliwym smród koło pióra.  Jednak to co czytamy wielokrotnie od członków PZŁ, którzy prezentują swoje prywatne poglądy w przestrzeni publicznej, skłania ku innej interpretacji. Myśliwi wielokrotnie nie zostawiali na biegających luzem psach suchej nitki, deklarując chęć wystrzelania wszystkich wałęsających się porzuconych psów, jako ‘’szkodników łowiska’’. Publikowaliśmy te poglądy uwiecznione na screenach w tych artykułach:

Myśliwi pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją

Bezimienne ofiary krwawego hobby 

Życie psa dla myśliwego nie znaczy nic, podobnie jak życie innych zwierząt. Inni z kolei posyłają swoich psich niewolników po rany i śmierć podczas szczucia dzików na polowaniu, a gdy pies zostanie przez dzika zabity, kupują i szkolą następnego. Tak to w praktyce wygląda, co opisywaliśmy i pokazaliśmy tutaj :

Jak myśliwi posyłają własne psy na śmierć 

Psy zastrzelone na polowaniach

Te poniższe zdjęcia pokazaliśmy dwóm znajomym weterynarzom. Oboje skłaniają się ku interpretacji rany postrzałowej, z zastrzeżeniem, że aby to stwierdzić na 100% trzeba, by zobaczyć na żywo z bliska, lub włożyć palec w otwór.

17974062_120332000313900028_1703912468_n

18073603_120332000333415359_1429037581_n

Pogodny kwietniowy wieczór. Cichną echa wiosennych śpiewaków, choć las tętni jeszcze ptasim gwarem. Siedzący na zwyżce myśliwy niecierpliwi się. Miał dziś rozkoszować się naturą zabijając coś przy okazji, tymczasem pole otoczone skrajami lasów pozostaje puste. Zwierzyna nie nadchodzi. Szarówka przechodzi stopniowo w ciemny zmrok. Widoczność się pogarsza, tu i tam oko mamią cienie. Wtem z czarnej ściany lasu wyłania się biegnący kształt. Czy to dzik, wilk, a może pies? Na pewno dzik! Sylwetka odcina się niewyraznie na tle szarego pola. Księżyca brak, wokół panuje czerń. Zwierzę przemieszcza się, trzeba szybko podjąć decyzję. Podnieconego myśliwego już opanowała ‘’gorączka łowiecka’’ , ręce trzęsą się. Z pewnością dzik!

18136471_120332000330187881_1109271809_n

Wersja 2. Myśliwy rozpoznaje biegnącego psa. Wzbiera w nim wściekłość i gniew. ‘’Co za szkodnik! Będzie mi zwierzynę płoszył i kłusował, o którą ja tak dbam!’’. Nie wstrzymując się zbytnio dokonuje egzekucji psa, który na moment zatrzymał się węsząc. Rani go w zad. Zwierzę z niewładnymi tylnymi łapami czołga się przez pole, próbując uciec od hałasu, bólu i strasznego miejsca. Myśliwy uśmiecha się : ‘’Już nie pogoni żadnej sarny – jednego szkodnika mniej’’ , kwituje ucieszony.

18072464_120332000379408454_643280973_n

Jak było naprawdę nie wiemy i nie dowiemy się. Psa nikt podobno nie szuka, i leży tam do tej pory. Jednego ‘’szkodnika’’ mniej… Antoine de Saint Exupery napisał kiedyś ‘’Stajesz się odpowiedzialny za to co oswoisz’’. Tak my jesteśmy odpowiedzialni za swoje psy, to co robią, i jak się zachowują. Nawet i te ‘’bezpańskie’’ nie są niczemu winne, kiedy głodne zgodnie z instynktem przetrwania pogonią za dziką zwierzyną. Jak widać na poniższym zdjęciu widok ze zwyżki do strzału wręcz idealny. W oddali widzimy martwego psa.

18109809_120332000348844803_1382039648_n
Widok na martwego psa – ujęcie wykonane ze zwyżki myśliwskiej. 

Myśliwi strzelają często i gęsto do nierozpoznanego celu, myląc notorycznie gatunki zwierząt, albo i ludzi czy zwierzęta domowe lub gospodarskie, jak tłumaczą najczęściej, z dzikami. Efekty tych zabaw dokumentujecie Państwo podczas swoich spacerów i włóczęg…  Wszystko dokumentujemy w dziale Wypadki / Przestępstwa , na naszej stronie.

18136465_120332000358374324_1864135026_n
Zwyżka myśliwska nieopodal miejsca odnalezienia martwego psa z raną. 

18009167_120332000299527260_997895851_n

Po co myśliwemu parawan w lesie?

Myśliwi jak wiadomo, będąc zupełnymi nieudacznikami podczas wykonywania swoich polowań, na bardzo rozmaite sposoby ułatwiają sobie mordowanie zwierząt w lasach. Począwszy od coraz lepszej i zaawansowanej technicznie precyzyjnej broni, przez stosowanie nęcisk pokarmowych, czy nawet tak podłe i oszukańcze praktyki jak wabienie zwierząt głosem podczas okresów godowych. Choćby jelenie na rykowisku czy lisy w trakcie cieczki. Trzeba też pamiętać, że takie postępowanie uchodzi wśród nich za ‘’wspaniałą sztukę’’, którą to praktykują i udoskonalają podczas różnych konkursów i zlotów.

To zdjęcie jest bulwersujące z dwóch powodów. Mało tego, że przedstawia standardowe już nęcisko, na którym nie odróżniająca paśnika od nęciska dzika zwierzyna podchodzi zwabiona pokarmem i dostaje za swą ufność deser w postaci pocisku półpłaszczowego, wystrzelonego z bezpiecznego ukrycia… (etyka myśliwska i ‘’zwierzę zawsze ma szansę’’). Temu myśliwemu nie wystarcza jednak oszukanie zwierzęcia i zadanie mu śmierci w sposób podły i skrytobójczy. Cierpi on pewnie jeszcze na jakieś problemy ze wzrokiem, skoro dla ułatwienia rozstawił sobie parawan na palikach, aby dobrze widzieć grzbiety żerujących zwierząt i tym skuteczniej je trafić.

17629726_1827170087609179_3062921113452611968_n

Jak widzicie w komentarzach, zdania myśliwych co do takich praktyk są podzielone. Musicie też wiedzieć, że w swym wypaczonym postrzeganiu rzeczywistości, wszelkie praktyki ułatwiające im mordowanie zwierząt uważają oni za ‘’etyczne’’. Po pierwsze dlatego, że ‘’świnka w ubojni cierpi’’, po drugie, ‘’bo mogę tym skuteczniej i celniej trafić, co minimalizuje ryzyko postrzału i cierpienia zwierzęcia’’. Natomiast danie zwierzęciu szansy jakakolwiek przyzwoitość i zrozumienie wobec sytuacji zwierzęcia pozostają… daleko w lesie. Porównajmy jak to wypada, myśliwy vs zwierzę.

hHH3H

– Ambona – Zmniejsza się ryzyko zwietrzenia i wypatrzenia myśliwego przez zwierzę. Zwiększone bezpieczeństwo własne.
– Broń – Z daleka czy z bliska, celnie i skutecznie ładujemy kulę w delikatne, pozbawione wszelkiej ochrony ciało.
– Nęcisko – Zwierzę przekonane, że ‘’fajnie, jakiś paśnik, podjem sobie jak to zawsze’’.
– Parawan – I ten ostatni cień szansy, kiedy zwierzę mogło w ostatniej chwili przesunąć się w cień i uchronić przed strzałem , zostaje odebrany.
Zwierzę ma do dyspozycji jedynie czujnie zmysły, plus ślepy przypadek, które i tak w toku tych udogodnień z jakich korzysta polujący myśliwy, znaczą niewiele.

Ale powiedzą, że zwierzyna i tak ma szansę, bo mogła sobie do nęciska nie przyjść…Serio, tak piszą i pewnie uważają.

3232222

Co z tym zrobić?

Urządzeń łowieckich niszczyć ani robić z nimi czegokolwiek nie wolno. Na szczęście taki twór żadnym urządzeniem łowieckim nie jest, a jedynie wytworem poronionej fantazji jego użytkownika. Prawo mówi o nęciskach, natomiast o parawanach już nie. Takowy możemy więc z czystym sumieniem potraktować jako zwykłe zaśmiecanie lasu i w dowolny sposób zdemontować. W końcu zależy nam, aby myśliwi wykonywali swoje zajęcie w zgodzie z własną etyką, a zwierzęta miały szansę. Jeśli gdzieś ją po drodze zatracili, będziemy im ją przywracać. A co z pokarmem na nęcisku? Hm, zawsze można przypadkiem zrobić siusiu w takim miejscu, lub rozlać buteleczkę perfum, które przypadkiem wylecą nam z rąk. Zwierzyna ma czuły węch J
Jak widać łowieckie bandy robią w lasach co chcą, nie dbając nawet o to jak będą postrzegani.

Zakończmy może komentarzem jednego z myśliwych, który podsumowuje chyba najlepiej.
‘’Ja tego komentował nie będę, bo nie chcę rozpętywać gównoburzy. Każdy ma swoje podejście do etyki łowieckiej’’

jkdkdks

PS. Zawsze zamieszczamy materiały pochodzące tylko i wyłącznie z grup myśliwskich, ich własnych forów, stron, blogów etc. Mimo to, i tak zawsze twierdzą, że wszystko to kłamstwa oraz wymysły nawiedzonych zielonych, i ‘’szkalowanie dobrego imienia etycznych myśliwych’’ 😉

1524330_382788265200969_238471161_o

W wykonywaniu polowania i łowieckim hobby, wszystko jednak sprowadza się do takich momentów szczęścia, radości, i ”harmonijnego obcowania z naturą”. Potem trofeum i kiełbasa z dzika. Można oczywiście wierzyć w ratowanie pól rolników i nas wszystkich przed dziczą apokalipsą. Najlepiej chyba potwierdza fakt, kiedy w związku z ASF myśliwi burzyli się przeciw nadmiernemu ich zdaniem odstrzałowi, a wszystko w obawie przed tym, że w kolejnych latach nie będzie na co polować, tym samym przeżyją mniej swych radości, jak na tych zdjęciach. 

7

Pijany myśliwy z bronią zaatakował Strażnika Łowieckiego

W czerwcu 2016 roku, Dziennik Wschodni opisał szczegółowo sprawę pijanego myśliwego, który z dubeltówką rzucił się na przeprowadzającego kontrolę strażnika łowieckiego. Przypadek ten umknął nam w natłoku innych bulwersujących wydarzeń z codziennego żywota myśliwskiego, które przedstawialiśmy. Publikujemy go więc teraz.

jak-bezpiecznie-obchodzic-sie-z-bronia-mysliwska-831x560

Wstrząśnięci byli nawet sami myśliwi, bo jak się okazało, napastnik od ponad 2 lat polował razem z nimi w kole łowieckim, i rzecz jasna uchodził za pewne w oczach innych z nim polujących za ”dobrego kolegę i etycznego myśliwego”. Cóż, standardowo. Przejdźmy teraz do opisu wydarzeń, według reportażu Dziennika Wschodniego.

 ”Pijany i uzbrojony w sztucer oraz dubeltówkę mężczyzna zaatakował strażnika łowieckiego. Myśliwi są wstrząśnięci, bo agresor jest jednym z nich – Niewiele brakowało, by doszło do tragedii. To nieprawdopodobne szczęście, że nikt nie zginął – przyznaje Andrzej Sieńko, komendant Straży Łowieckiej w Lublinie, który brał udział w zatrzymaniu kłusownika.

Pijany 48-latek miał ze sobą naładowaną broń. Do groźnego incydentu doszło w minioną środę na terenie biłgorajskiego koła „Głuszec”. Szef Straży Łowieckiej i jego podwładny wracali trasą Frampol–Lublin z kontroli punktu skupu dziczyzny. Na wysokości miejscowości Gródki zauważyli zaparkowany pod lasem samochód, obok którego stało trzech mężczyzn. – Zainteresowaliśmy się nimi, bo jeden miał na sobie strój myśliwski. W pobliżu biegał też pies. Chcieliśmy sprawdzić, czy to na pewno legalne polowanie. Na nasz widok mężczyźni wskoczyli do samochodu i zaczęli uciekać. Dogoniliśmy ich dopiero w lesie, gdy skończyła im się droga – relacjonuje Sieńko. – Kolega zauważył tam też drugi samochód stojący w krzakach. Kiedy podchodził do niego, ze środka wyskoczył człowiek z dubeltówką i sztucerem. Strażnik zaczął krzyczeć, żeby rzucił broń i że jest ze straży. Ja w tym czasie krzyczałem to samo, bo szło na mnie trzech innych mężczyzn. Kazałem położyć im się na ziemi. Posłuchali. W tym czasie strażnik zaczął wzywać pomocy. Sieńko ruszył w jego kierunku, a zatrzymani mężczyźni uciekli. – Zobaczyłem, że kolega szarpie się z kłusownikiem. Napastnik był bardzo agresywny. Bił go, popychał, rozdarł koszulę. Kolega cały czas trzymał kurczowo lufę, żeby tamten nie celował w jego kierunku. Dobrze, że to robił, bo potem okazało się, że broń była naładowana. Tylko krok dzielił nas od tragedii – przyznaje Sieńko.

To nieprawdopodobne szczęście, że nikt nie zginął. Poszkodowany strażnik przebywa na zwolnieniu lekarskim. Ma skręconą rękę i wiele siniaków od ciosów zadanych kolbą. Sam Sieńko oraz jeden z wezwanych na miejsce policjantów też odnieśli rany – zostali pogryzieni przez psa, który miał być wykorzystany w nielegalnym polowaniu.

Zatrzymany to 48-latek z Turobina. Podczas zdarzenia był pijany. Miał 1,64 promila alkoholu – wyjaśnia st. szer. Monika Sałaban z Komendy Powiatowej Policji w Biłgoraju. – Zabezpieczyliśmy posiadaną przez niego broń i prowadzimy czynności w tej sprawie. Na razie mogę potwierdzić jedynie, że był to myśliwy, który kłusował na terenie innego okręgu myśliwskiego. Potwierdzają to myśliwi.

To członek naszego koła z dwuletnim stażem – przyznaje Stanisław Dybza, łowczy koła „Bażant” w Turobinie. – Rozmawiałem z nim o środowych wydarzeniach. Tłumaczył, że w miejscu, w którym został zatrzymany ma pole, a dziki niszczą mu pszenicę. Podobno chciał je odstraszyć i dlatego pojechał tam z bronią. Nie wierzę w to tłumaczenie, bo gdyby chciał działać legalnie, mógł odstraszyć zwierzęta petardami lub wystąpić do koła w Biłgoraju o odstrzał. Nie zrobił tego. Wszystko wskazuje na to, że brał udział w nielegalnym, zbiorowym polowaniu z psami. Potem napadł na funkcjonariusza. Dla tego pana kariera myśliwego skończyła się. Czekamy tylko na oficjalne powiadomienie o sprawie. Czeka go też sprawa karna. Skontaktowaliśmy się z myśliwym podejrzewanym o kłusownictwo i atak na strażnika. Nie chciał rozmawiać o wydarzeniach ze środy. – To nie było pierwsze nielegalne polowanie na naszym terenie – mówi nam anonimowo myśliwy z koła „Głuszec”. – Od dłuższego czasu mieszkańcy zgłaszali nam, że z tamtego rejonu słychać strzały. Sprawdzaliśmy to, ale żaden myśliwy nie wpisywał tego do dokumentacji. Najwyraźniej było to tzw. ciche pędzenie przez las z nagonką – podejrzewa. ”

Źródło:
http://www.dziennikwschodni.pl/zamosc/mysliwy-z-dubeltowka-zaatakowal-straznika-lowieckiego,n,1000182883.html

duck-hunting-silhouette-clipart-panda-free-clipart-images-qb3CKx-clipart

Czyli tak, w okolicy regularnie odbywały się nielegalne polowania zbiorowe z psami. Wykonywał je członek koła łowieckiego, należący do PZŁ, będący pod wpływem alkoholu, wespół z innymi pomocnikami – kłusownikami / myśliwymi.
Ten przypadek pokazuje dobitnie, jak może wyglądać rzeczywistość w świecie myśliwskim. Pomniejsze koła łowieckie, funkcjonują sobie jak osobne zagrody, gdzie życie ich członków poza sprawami rodzinnymi i zawodowymi,  toczy się głównie wokół polowania, pozyskania, ”wykonywania racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Każdy kłusuje jak chce, bez wiedzy innych, a dopóki jakaś sprawa nie rozbłyśnie głośno, dopóty jest się ”dobrym kolegą i etycznym myśliwym” w ocenie innych. Gdy następuje burza medialna, jakby automatycznie ten były kolega nazywany zostaje kłusownikiem. Przez 2 lata nikt nie zorientował się co robił? Myśliwi albo są ślepi, albo celowo ukrywają wśród siebie takich osobników.  Nikt im nie  przeszkadza. ”Gospodarują” sobie zwierzyną, łowiskiem, wszystko ”wiedzo najlepiej” , zatracają się w stworzonym przez siebie światku. Czasem jednak, ktoś wchodzi w paradę. A to spacerowicz, fotograf, miłośnik natury, który śmie akurat pałętać się po lesie, kiedy pan myśliwy etycznie dba o to, byśmy nie wyginęli z głodu od plądrujących zwierząt. W tym przypadku sielską idyllę przeżywania emocji łowieckich przerwali strażnicy. Jak wytłumaczyć zachowanie tego myśliwego? Działał pod wpływem wściekłości, czy też strachu z powodu przyłapania podczas przestępstwa?

Co ”najlepsze” mężczyzna ten polując przeszedł przecież wszystkie ”rygorystyczne testy”, jak twierdzą myśliwi, które wykluczać mają ewentualną niepoczytalność, problemy psychiczne i wszelkie przeciwwskazania dla posługiwania się bronią. Nikt jednak na żadnym etapie niczego nie zauważył…Ekologiczne organizacje pozarządowe od lat postulują o dodatkowe okresowo powtarzalne badania psychiatryczne i testy sprawnościowe dla osób polujących. Bezskutecznie, a kolejne odkrywane przypadki przestępstw, często świadczące o nadmiernej agresji lub niepoczytalności zatrważają.Sporo z nich można przejrzeć u nas w zakładce
Wypadki / Przestępstwa.  Przerażające, że przez ponad 2 lata ten myśliwy korzystał z broni, stwarzając zagrożenie nie tylko dla kolegów podczas polowania, ale przede wszystkim dla postronnych osób korzystających z lasu.
Przypomina mi się film zamieszczony przez grupę Warszawiacy Przeciw Myśliwym, na którym polujący myśliwi poturbowali spacerowiczów, obrażając i przeklinając, a na końcu jeden z nich zaatakował aktywistów kijem. Film można zobaczyć pod tym linkiem:

https://www.facebook.com/pg/Warszawiacy-Przeciw-Myśliwym-1201969473219585/videos/?ref=page_internal 

I jeszcze pies, który pogryzł jednego ze strażników. Jak utrzymują myśliwi; ”Psy używane do polowań, to najbardziej posłuszne, spokojne i karne zwierzęta!”. 
Tak…widać do czego prowadzi celowe rozwijanie najkrwawszych instynktów u psów, które podczas rozmaitych szkoleń z żywymi zwierzętami są przyuczane do polowań. Myśliwi nazywają to rozwijaniem pasji u psa…  Oczywiście, jak wynika z opisu, biegał sobie luzem.

Z pewnością, to był dobry kolega, etyczny kłusownik, wspaniały myśliwy i kto tam jeszcze.

13418780_887324581378372_3702289045852508021_n

Jak myśliwi promują weganizm?

W tym poście pragniemy wyrazić podziękowania dla myśliwych i sympatyków łowiectwa, za nieocenione zasługi w promowaniu postaw wegetariańskich, wegańskich oraz wspieranie sprawy pro zwierzęcej.

Zastanawiacie się, jak to możliwe? „Mordercy, zwyrodnialcy” smakosze dziczyzny i zwłok z ubojni mieliby wspierać weganizm? Otóż robią to systematycznie i bardzo skutecznie, często z lepszym wynikiem, niż całe Vivy i Otwarte Klatki razem wzięte. Tyle, że nieświadomie.

Pomijając częste, żenujące wpadki niedorzecznik PZŁ, która robi myślistwu równie negatywny PR, co rzesze rubasznych Januszy, strzelających w łowieckim amoku do wszystkiego co się rusza, a których z takim oddaniem broni.

Na pewno większość z Was, wielkich i oddanych rycerzy koalicji  Antymyśliwskiej, podczas bojów w trakcie ciężkich debat na temat przyszłości i sensu naszego łowiectwa, miała możliwość zetknąć się z głównymi argumentami naszych oponentów, próbujących bronić swego hobby zabijania. Brzmią one zazwyczaj mniej więcej tak:

Ahahah, a mięsko to jecie? Myślicie, że rośnie na drzewie?

Schabowy smakował w niedzielę?

A czym jeździsz do pracy? Na miotle latasz? Wiesz, że auto wydala spaliny?
(Zestawiamy to z 600 ton ołowiu rocznie wystrzeliwanych do środowiska przez myśliwych – więcej niż cały transport ciężarowy)

A z komputera korzystasz i z energii? Wiesz, że w elektrowni spala się węgiel i zanieczyszcza środowisko?

Czym karmisz pieska / kotka? Sałatą?

A SKÓRZANE TOREBKI, PASKI , BUTY !!!!!!

Czyli usprawiedliwianie swojego okrucieństwa i obłudy, jakimś innym, gdzieś tam.

Nawet jeśli ktoś okazuje się być wege i tak pojawiają się teksty podobne jak powyżej, lub inne obnażające prostotę umysłową ich autorów, np. ”A wiesz, że ta sałata też musiała umrzeć abyś ją zjadł ,dlaczego mordujesz rośliny? ”
Swoją drogą ciekawy stereotyp z tą sałatą, ja jako wege od 7 lat, nie zjadłem jej nigdy. Trawy też nie.

14570463_1119193114834600_49941eww6171739798888_n

Pisząc takie, wydawało by się irytujące idiotyzmy, zwolennicy łowiectwa przyczyniają się do promowania zachowań pro ekologicznych, oraz wegańskich. O ile większość przeciwników łowiectwa, to osoby bardzo świadome ekologicznie, najczęściej weganie i wegetarianie, tak w tej masie, zawsze trafia się ktoś, kto powyższych na co dzień świadom nie jest. I w taki oto sposób myśliwi chcąc nie chcąc robią coś dobrego, otwierają ludziom oczy, powiększając tylko grono swoich świadomych przeciwników. Szkoda tylko, że sami nie stosują się do tego, co zarzucają innym.

Zawsze mam pewien dylemat z zrozumieniem sensu pytań o weganizm / wegetarianizm u przeciwników łowiectwa, jako zabieg stosowany w dyskusjach przez myśliwych. Jakby to miało cokolwiek do rzeczy. Owszem, coś ma, jeśli chodzi o hipokryzję domniemaną lub urojoną. Taki myśliwy z tryumfem na rumianej twarzy zarzuca ją, mimo, że sam :
– Pożera dziczyznę i zabija zwierzęta
– Korzysta z przemysłowych ubojni i wszystkich dóbr oraz udogodnień cywilizacji, jednocześnie wymagając, by ktoś tego nie czynił…
– W skrócie, nie robi nic, aby do okrucieństwa się nie przyczyniać, ma to całkowicie gdzieś, ale od tych którzy już cokolwiek robią, wymaga jeszcze więcej. Tylko zostawcie mi łowiectwo w spokoju! Idźcie se protestować pod ubojnie.

17353505_1136088249834956_1145099126786034754_n

Nawet jeśli w takiej dyskusji okazujesz się być wege, i tak przegrałeś – zaczekaj kilka minut, a usłyszysz pytanie o karmienie kota, zdeptane mrówki czy ślimaki podczas spaceru, zabijane komary, kleszcze…. Możliwości jest sporo.
Dlatego ja zawsze powtarzam, że hipokrytami jesteśmy wszyscy, niezależnie od swego zaangażowania w jakąś dietę czy zieloną wege ideę. Nawet i bretharianin, jeśli istnieją takowi, musi przecież gdzieś mieszkać i zużyć energię choćby do ogrzania mieszkania.
Ważne, by nie popadać w paranoję, co jednak zdarza się myśliwym, gdy tylko uświadamiają sobie, że ktoś korzystając z możliwości wolnego wyboru, żyje inaczej niż oni. To oczywiście bardzo kłuje w pewną część ciała i próżne ego, no bo jakże to? Nie je mięsa? Nie kupuje skórzanych torebek i butów, zwraca uwagę na to czy kosmetyki nie są testowane na zwierzętach?

~ ‘’O nie! Tak nie może być. Zaraz i tak znajdę coś do czego mogę się przyczepić. Choć sam nie robię nic…A, może tak dzieciom chorym byś pomógł, a nie zwierzętom? Co, dzieci ci nie szkoda?’’

I tak dalej, i tak w nieskończoność ….Osoby te zapominają chyba, że korzystanie z wolnej woli, to także wybór komu pomagamy i w jakim zakresie. Człowiek zazwyczaj jakiś wpływ na swój los ma, i zagwarantowaną jako taką pomoc. Zwierzęta często jej nie mają, są zależne od nas, a w większości przypadków my sami jesteśmy odpowiedzialni za ich cierpienie. One same nie mogą o siebie zadbać. Nie w tym świecie. Jako, że odbiegam już nieco od głównego wątku, zakończmy cytatem i obrazkiem. A myśliwym, za nieświadomy wkład w walkę o prawa zwierząt, i przysparzanie światu kolejnych rzesz wegetarian, serdecznie dziękujemy 🙂

Karpio

Spustoszenie i wycinki drzew na terenach Ostoi Zwierząt.

Dzisiejszy wypad do lasu, na długo odbije się przykrym piętnem w mojej świadomości. Leśnicy , pod patronatem ministra Szyszki zdaje się, dwoją się troją, aby zapewnić nam Polakom, zagwarantowany ‘’dostęp do surowca drzewnego’’, z którego w jakimś stopniu korzystamy wszyscy. ‘’Moje lasy’’ to tereny parku krajobrazowego, objętego siecią Natura 2000. W takich miejscach oczywiście prowadzi się zarówno ‘’racjonalną gospodarkę łowiecką’’, jak i leśną, gdzie na plan pierwszy wchodzi wykonanie planów wycinki, planów urządzania lasu, i innych takich bzdur, będących świętością dla leśników. Walory krajobrazowe i dobrostan zwierząt, przesłonięte chęcią zysku schodzą wtedy na plan dalszy. Wiemy więc już, że terenach takich ‘’gospodarkę’’ się prowadzi, i nie było by nad czym rozdzierać szat, gdyby nie pewne okoliczności co do miejsca prowadzonych wycinek.

A są nimi tereny opatrzone dostojnymi tablicami głoszącymi z powagą :

‘’ Ostoja zwierząt. Nieupoważnionym wstęp wzbroniony’’

Zdjęcie2549

Zwykły śmiertelnik, zapuszczając się w taki teren, może od straży leśnej czy leśniczego otrzymać w gratisie do leśnego spaceru mandat w kwocie 500zł, za domniemane płoszenie zwierząt, których w tych przydrożnych monokulturach nie ma. Tabliczki te pełnią w istocie inną rolę, o czym będzie poniżej.
Każdy z nas po wejściu na ‘’ziemię świętą’’ zgarnia mandat za ‘’płoszenie zwierząt’’.
Czymże w takim razie jest 8 – 10 godzinne warczenie piłami na terenie takiej ostoi, palenie ogniska przez pilarzy, wjazd ciężkiego hałasującego sprzętu, okrzyki, nawoływania, łoskot padających drzew, zostawiane śmieci, i finalne wycięcie ostoi w pień? Trwa już okres lęgowy wielu gatunków ptaków. A wielkie rżnięcie trwa w najlepsze. Zewsząd napływają doniesienia o sukcesywnie niszczonych rezerwatach, uchybieniach w parkach narodowych, wycinkach 200 letnich zdrowych dębów co miało miejsce w Puszczy Białowieskiej wpisanej na listę UNESCO   , a leśnicy zasłaniają się ‘’brakiem znajomości podstaw gospodarki leśnej’’ u oponentów.

Docierając do lasu, już z daleka zaniepokoił mnie prześwit światła słonecznego, dobiegający z jednego miejsca. Nie powinno tam go być, gdyż miejsce było zazwyczaj porośnięte świerkami. Niestety, oczom moim ukazał się taki widok… Ostoja zdewastowana, krajobraz jak po wybuchu bomby, drzewa leżące pokotem obok tabliczki informującej o ostoi zwierząt… Wzdłuż tego miejsca płynie sobie leśna rzeka. Od zawsze urzędowały tam bobry, pewnie dlatego, teren został wyznaczony na ostoję. Już się stamtąd wyniosły… A prace, zwózka drewna, i oczyszczanie z gałęzi trwają nadal. Wjeżdżają ciągniki, warczą piły. W ciągu dnia, wręcz trudno odszukać w lesie miejsce, gdzie nie prześladował by ten dzwięk.
A potem szkółka, – na pewno ogrodzona przed krwiożerczymi zwierzętami tylko czyhającymi by zniszczyć las, równo posadzone drzewka, kilkadziesiąt lat, i dawaj od nowa. Proces powtarzany w nieskończoność, dziś słusznie postrzegany jako rabunkowa gospodarka i forma gwałtu na naturze, dla zmyłki przez wykształconych ‘’znawców’’ nazywany ‘’racjonalną gospodarką leśną. Dostosowany pod lobby przemysłu drzewnego.

Zdjęcie2554

Zdjęcie2559

Zdjęcie2555

A tak wygląda już teren dokładnie za tabliczką. Zwierzęta ”poszły w las”. Jak najdalej od przeklętego miejsca. Ostoja zwierząt według Lasów Państwowych. 

Zastanawiało mnie rozmieszczenie owych tabliczek informujących o zakazie wstępu, z uwagi na rzekome siedlisko zwierząt. Część z miejsc gdzie umieszczone są tabliczki i dalej za nimi, są zwykłymi monokulturami o skąpym podszycie, położonymi obok uczęszczanych przez spacerowiczów dróg, gdzie żadnych większych zwierząt nie ma. I nie widziałem ich tam nigdy, znając te miejsca bez mała 30 lat. Od innej fundacji działającej na rzecz natury, dowiaduję, się, że stawianie takich tabliczek, to celowy zabieg będący przykrywką dla spokoju prowadzenia rabunkowej wycinki.  Chyba, że leśnicy chcą tak chronić chrząszcze i mrówki.

Droga przylegająca do tzw ostoi w całości wyładowana wyciętymi drzewami, na prawie całej długości wygląda tak…
Ostoja istnieje chyba tylko na tabliczce. 

Zdjęcie2608

Zdjęcie2609

Jak czytam na forum dyskusyjnym lasów państwowych, odnośnie działań podejmowanych w takich Ostojach, sami leśnicy odpowiadają że;

Zgodnie z Ustawą o ochronie przyrody w strefach ochronnych bez zezwolenia regionalnego dyrektora ochrony środowiska zabrania się:

1) przebywania osób, z wyjątkiem właściciela nieruchomości objętej strefą ochrony oraz osób sprawujących zarząd i nadzór nad obszarami objętymi strefą ochrony, oraz osób wykonujących prace na podstawie umowy zawartej z właścicielem lub zarządcą;

2) wycinania drzew lub krzewów;

3) dokonywania zmian stosunków wodnych, jeżeli nie jest to związane z potrzebą ochrony poszczególnych gatunków;

4) wznoszenia obiektów, urządzeń i instalacji.
‘’ W uzasadnionych sytuacjach Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska wyraża zgodę na wykonanie określonych zabiegów w strefach ochronnych (określa rozmiar prac, odległość od gniazd, terminy wykonania). Dotyczy to przede wszystkim strefy ochrony całorocznej. W strefie okresowej zakazy obowiązują jedynie w określonych rozporządzeniem terminach. Tym niemniej, również w strefie okresowej należy unikać wykonywania zabiegów drastycznie zmieniających charakter siedliska (np. wielkopowierzchniowe zręby). Ingerencja człowieka w strefy ochronne nie może powodować zagrożenia dla lęgu i ptaków.
http://www.koo.org.pl/ochrona-strefowa-gniazd

Zostawmy kwestie prawne dotyczące owych Ostoi, bo to dla mnie bez znaczenia, czy owa masakra odbywa się za pozwoleniem papierku z pieczątką wydawaną przez człowieczka za biurkiem, i tak zostawia za sobą ogrom spustoszenia, a ‘’prace leśne’’ nie pozostają bez ujemnego wpływu na zachowania zwierząt, które ze swej ostoi korzystać nie mogą.

Zdjęcie2618

Zdjęcie2561
Te dwa zdjęcia chyba najlepiej oddają faktyczny obraz troski o dobrostan zwierząt, miłość do lasu wykonaniu naszych leśników. Oraz przestrzeganie przepisów… 

Wędrując dalej, napotykam na inne miejsce, porośnięte trzcinami i turzycami, nieco podmokłe, będące miejscem lęgowym pary żurawi. Wita mnie kilka saren, królik i mnóstwo ścieżek dziczych.  Żurawie objęte są całoroczną ochroną ścisłą. Miejsce znajduje się na terenie leśnictwa, jednak i tam przed kilkoma dniami ktoś pokusił się o wycięcie wierzbowych zarośli porastających brzegi. A Żurawie cóż…, kto by się nimi przejmował? Spłoszą się, odlecą, wrócą znów, i może przystąpią do lęgu, jeśli dostaną nieco spokoju…

Na facebookowym profilu  Lasy Polskie codziennie kolejne doniesienia o nowych rabunkowych wycinkach. Leśnicy zdaje się dostali zielone światło dla spustoszenia, od swojego ministra. A ludzie przerażeni skalą wycinek nadsyłają każdego dnia kolejne materiały ze swoich rejonów zamieszkania, i nie wygląda to dobrze. Pomijając wycinki na terenach prywatnych, to właśnie w lasach państwowych odgrywa się główny akt tej tragedii. ‘’Swoje’’ lasy znam od dzieciństwa. Nigdy nie widziałem tam takiego pogromu, i nie wygląda , jakby mieli kończyć.
Kuriozum dodaje fakt, że w wieloletniej ostoi bobrów, cięto na kawałki nawet drzewa ścięte przez te zwierzęta, i wywożono…Żeby się nie ‘’zmarnowały’’…

Zdjęcie2560
Droga między tabliczką informującą o ostoi, a jej miejscem. W miejscu zrębu gęsto rosły zdrowe świerki, po lewej rzeka będąca domem dla bobrów. 

Kilka komentarzy wyrywkowo z profilu Lasy Polskie:

Nie tylko biorą, ale już się wzięli, nie pamiętam takiej rabunkowej wycinki, daleko nie trzeba szukać wystarczy się przejechać dawną drogą krajową nr 3 – z Szczecin Płonia w kierunku Pyrzyc, jakaś masakra, hektary wycięte, nawet nie widać żeby zostawiali tzw. drzewa biocenotyczne !!!

Czegoś tak strasznego nie widziały moje oczy jak długo żyję na tym świecie . Wycinki drobne owszem bo tak trzeba ale nie taki pogrom lasów .

Tną wszędzie i wszystko, rzadki las bez podszytu, zwierzęta jak oszalałe biegają od zrębu do zrębu, żadnych niedostępnych miejsc, chaszczy, zacisznych ostoi. Znam knieję od 40 lat , to jej najgorszy okres.

W innym miejscu lasu natrafiam na takie ‘’cudo’’. Przewrócony stary paśnik, który prawdopodobnie poległ pod siłami natury. Szkoda, tylko,  że myśliwi w swej wyobrazni nie przewidzieli, jak długo eternitowy daszek zatruwał będzie wszystko wokół…
Zdjęcie przedstawia obraz racjonalnej gospodarki łowieckiej w praktyce 🙂

Zdjęcie2578

Leśnicza brać albo czuje się tak pewnie, albo zdaje się otrzymała zielone światło z góry od swojego ministra, z przekazem ‘’Tnijcie ile się da. A jak ktoś się czepi,  szafujcie swym bełkotem o planach urządzania – degradacji lasu, racjonalnej gospodarce leśnej, zarzucając wszystkim brak pojęcia’’.  Zawsze można też, zapytać oponenta z szyderczym uśmiechem czy używa papieru, ołówków, albo korzysta z drewnianych mebli. Retoryka level myśliwy, bardzo dobrze już nam znana.
Bardzo dobrze cały proceder ujął ‘’zielony leśnik’’’ Marcin Kostrzyński, który na LP nie zostawia suchej nitki:

‘’To co zrobili leśnicy jest największą katastrofą ekologiczną w powojennej historii Polski. Lasy są zdewastowane.’’

Źródło:
http://sredzinski.natemat.pl/160985,las-poradzi-sobie-sam


‘’ Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka. ‘’

Źródło:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/08/12/lasy-dla-kasy-a-wspolczesne-lowiectwo-trzeba-stworzyc-rozmowa-z-marcinem-kostrzynskim/

Nie oceniajmy jednak leśników zbyt pochopnie. Pomijając bardzo wysokie mniemanie o sobie, jakie dało im piorące mózg wykształcenie leśne, które wtłoczyło im do głów obraz drzewa , którego jedyną rolą jest stanie się ‘’surowcem drzewnym’’ (tfu), to oni jedynie wykonują swoją pracę, starając się odnaleźć w rzeczywistości, jakiej przyszło im żyć. Chcą czy nie chcą, muszą ciąć, według ustalonych planów urządzania – degradacji lasu, planów wycinek itd. Taka jest rola lasów gospodarczych, (tfu!) , których celem jest dostarczenie nam wszystkim surowca drzewnego. Jednak, gdy zapytałem jednego z nich, czy gdyby nie istniał cały przemysł drzewny, a ludzie nie mieli by żadnych potrzeb w korzystaniu z drewna, czy gdyby mając stały dochód ten człowiek nie zajmował by się  już wycinką? Odpowiedział, że bardzo chętnie widział by się w takiej roli ( starszy człowiek), doglądając jedynie lasu, wędrując i zbierając wnyki, pilnować przestrzegania zakazów , dając lasowi dziczeć, by pełnił swą prawdziwą rolę, która jest tak rozległa, że ciężko było by mi ją tu przytoczyć.  Mam jednak wrażenie, że takich ludzi w naszym leśnictwie jest bardzo mało.

16426250_1229878203775512_8873935877459415363_n

 

Postulaty i cele społecznej kampanii informacyjnej ”Nie podaję ręki myśliwym”.

17035179_1822506521333240_20141154279_n-1

Co i dlaczego.

Jak każda grupa, której leży na sercu dobrostan zwierzyny, racjonalność działań, bezpieczeństwo polowań, forsujemy proponowane przez nas zmiany do ustawy Prawo Łowieckie. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Nasza działalność opiera się w pierwotnym założeniu przede wszystkim na informacyjnej. Poprzez kontrowersyjną nazwę staramy się przyciągnąć jak największą liczbę osób, i dzięki naszym stronom oraz zawartym publikacjom informować, o absurdach gospodarki łowieckiej, a także wykroczeniach popełnianych przez myśliwych.

Celami działania Społecznej kampanii informacyjnej Nie podaję ręki myśliwym są:

Edukacja przyrodnicza i ekologiczna, z naciskiem na wybrane zagadnienia gospodarki łowieckiej z uwzględnieniem wszystkich możliwych konsekwencji tych działań, dla środowiska i rolnictwa.

Propagowanie rzetelnej wiedzy o łowiectwie – z wszystkimi aspektami pomijanymi, przemilczanymi czy ukrywanymi przez społeczność myśliwską.
Walka z tzw, ‘’Mitologią łowiecką’’ (dokarmianie, selekcja, zabijanie ‘’tylko starych i chorych osobników’’, ‘’zwierzę ginie tylko od jednego strzału’’ etc.)

Publikowanie wszelkich przypadków złamania oraz nie przestrzegania prawa łowieckiego , przestępstw i nadużyć w tym zakresie , kłusownictwa,  czynów zabronionych, znęcania nad zwierzętami noszącymi znamiona okrucieństwa z premedytacją, dokonywanych przez myśliwych.

Informacja odnośnie rzeczywistych motywów działań myśliwych promowanych jako ‘’ochrona środowiska’’, a będących jedynie przykrywką pod interes własny, np. hodowla oraz introdukcja bażanta, do celów polowań, danieli, itd.

Promocja łowiectwa i dbanie o jego dobre imię, poprzez nagłaśnianie pojawiających zachowań kłusowniczych, przestępczych, sprzecznych z etyką myśliwską, tak, by umożliwić organom PZŁ reakcję, napiętnowanie i wykluczenie ze swojego środowiska osób dopuszczających się takich czynów.

Postulaty kampanii :

1. Skreślenie zająca z listy zwierząt łownych.

– Zając posiada w naszym ekosystemie wielu wrogów naturalnych. Nie ma żadnej potrzeby regulacji jego liczebności. Polują na niego ziemne oraz lotne drapieżniki, jest wrażliwy na opryski oraz zmiany w rolnictwie, jak i czynniki pogodowe. Na przestrzeni lat populacja zająca uległa drastycznemu spadkowi, między innymi dlatego, że w szczytowych sezonach łowieckich ubijano rocznie około miliona sztuk, a także odławiano 100 tysięcy na eksport. Strona łowiecka argumentuje, że zajmuje się programem odbudowy populacji zająca, czyli hoduje i wypuszcza do siedlisk. Czyni to jednak we własnym interesie, w celu urozmaicenia późniejszych polowań.  Jeśli myśliwi rzeczywiście chcą pomagać zającowi bezinteresownie, mogą to robić nadal, po wyłączeniu tego gatunku z listy łownych, lub nałożeniu czasowego moratorium.  (….)

2. Zakaz dokarmiania dzikich zwierząt płodami rolnymi i ograniczenie zwierzętom dostępu do upraw, by przeciwdziałać ewentualnym szkodom.  Edukacja rolników w zakresie szkodliwych działań kół łowieckich, sprzecznych z interesem działalności rolniczej. (Hodowla zwierzyny w stanie dzikim na terenach rolniczych)

3. Objęcie kuropatwy i jarząbka całkowitą ochroną gatunkową.

Sytuacja kuropatwy jest jeszcze gorsza, niż zająca. Pozostawienie tego ptaka łownym, doprowadziło do patologicznych zachowań, takich jak odstrzał za pieniądze na terenach Ośrodków Hodowli Zwierzyny (OHZ), które zamiast zajmować się na poważnie reintrodukcją kuropatwy, urządzają płatne jatki, ku uciesze zainteresowanych. Na to nie może być zgody.

Objęcie całkowitą ochroną pozwoli na znaczne ograniczenie takich zachowań, oraz wyeliminuje przypadki „dzikich” polowań prowadzonych nadal, przez pozbawionych wyobraźni myśliwych.  Jarząbek jest zanikającym, średnio licznym ptakiem lęgowym, stosunkowo rzadkim w naszych lasach i wpisanym do czerwonej księgi gatunków zagrożonych, a polowanie na niego pozbawione jest znaczenia gospodarczego. Jest zabijany dla rozrywki.

4. Zakaz polowań zbiorowych.

Polowania zbiorowe, to jedna z najmniej efektywnych jeśli chodzi o selekcję form polowań. Jak określa to jeden z byłych myśliwych, Marcin Kostrzyński: „Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe.”

Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy zaspokojeniu żądzy zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las i przegania  zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.’’
Podczas zbiorówek dochodzi często do wypadków, oraz płoszenia wrażliwych gatunków chronionych.
http://vege.com.pl/2016/07/13/mysliwy-ktory-zamienil-strzelbe-na-aparat/

5.  Zmiana okresów polowań.

Obecnie powszechną praktyką dopuszczaną przez kalendarz myśliwski jest strzelanie do zwierząt podczas ich okresów rozmnażania – rozrodu. Jako przykład niech posłużą polowania na daniele podczas bekowiska, jelenie na rykowisku, lisy w trakcie cieczki, kozły saren w rui, czy dziki w okresie huczki. Te praktyki uważane są w środowisku łowieckim za normalne, a oszukańcze techniki wabienie zwierząt wykorzystujące godowe podniecenie, uważane są za ‘’wspaniałą sztukę i tradycję’’.  Nie godzimy się na tak bardzo pozbawione jakichkolwiek zasad moralnych i poszanowania praw zwierząt zachowania, całkowicie sprzeczne z jakąkolwiek etyką, a hołubione przez środowisko myśliwych. Zwierzęta powinny móc przeżywać w spokoju, zwłaszcza okres rozrodu i zachowań godowych.

6. Okresowe i powtarzalne badania lekarskie i psychologiczne dla myśliwych, oraz testy sprawnościowe.

Aby zostać myśliwym i przez całe życie móc posługiwać się bronią, oraz używać ostrej amunicji, wystarczy dziś przejść badania tylko raz w ciągu całego życia. W praktyce oznacza to, że osoby o różnych jawnych lub utajonych jednostkach chorobowych używają broni w terenie otwartym. Ryzyko potwierdza ogromna liczba „wypadków”, jakie notujemy w ciągu roku: postrzelenia myśliwych na polowaniach, często ze skutkiem śmiertelnym, postrzelenia domowych zwierząt, czy mylenie zwierząt łownych z innymi. Postrzelenia ze skutkiem śmiertelnym przypadkowych osób. Bardzo często na polowaniach zobaczyć możemy osoby, których kondycja fizyczna, jakiej wymaga praca w terenie i posługiwanie się bronią pozastawia wiele do życzenia.
Pełna lista zarejestrowanych wypadków z udziałem myśliwych jest do wglądu tutaj : Wypadki/Przestępstwa

7. Zakaz stosowania nęcisk i wabików.

Podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia przez człowieka, który i tak posiada ogromną przewagę technologiczną, nie może być uznane za etyczne. Biorąc pod uwagę, że wabi się często wykorzystując zachowania i instynkty godowe zwierząt, praktyki te napawają szczególnym niesmakiem.

8.  Zakaz znęcania się nad żywymi zwierzętami, w celu urabiania psów myśliwskich do polowań.  Konkursy norowania i szkolenia dzikarzy, podczas których, żywe zwierzęta w zamkniętych przestrzeniach są poddawane torturom, w celu „wyrabiania pasji i łowności u psów”. Na takie praktyki zgody być nie może, jest to sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

9. Zakaz polowań na lisy na stogach, jak metody sprzecznej z właściwie pojmowanym humanitaryzmem i etyką.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

10. Zwrócenie uwagi na los psów używanych do polowań. 
Psy pracujące na polowaniach z premedytacją są przez swoich właścicieli narażane na rany, kalectwo, śmierć i niepotrzebne cierpienie. Giną od postrzałów, lub od ran zadanych przez dziki. Wszystkie te czyny noszą znamiona znęcania się ze szczególnym okrucieństwem bez potrzeby, oba procedery opatrzone zdjęciami i relacjami, udokumentowaliśmy w tych postach:

Jak myśliwi posyłają własne psy na śmierć

Psy zastrzelone podczas polowań

Z całkowitym zapisem wszystkich postulatów pozarządowych organizacji pro zwierzęcych i ekologicznych, zrzeszonych w koalicji Niech Żyją , mogą Państwo zapoznać się pod tym linkiem :

http://niechzyja.pl/dokumenty/zmiana-prawa-lowieckiego-2015-postulaty-niech-zyja.pdf

nprmlogo2

Lisie opowieści

Ośnieżone pola, otulone białą kołderką delikatnego puchu szepczą swą chłodną pieśń echem dalekiej pustki. Mroźne połacie wabią ku sobie czarem lodowej przestrzeni zaklętej w biel. Wiatr hula, woła, wyje osypując śnieżne drobiny wśród bruzd. Oziębłe psoty dziadka mroza. Pani Zima lodowatą dłonią, odkrywa swe tajemnice i urok, tym, którym aura nie straszna. Jak pradawna wiedźma, stara niczym sam czas, snuje iskrzące baśnie roztaczając wśród gwiaździstej nocy swe bezlitosne ramiona.
Drzewa skrzypią boleśnie smagane kąsającymi powiewami, jakby skarżyły się na porę roku,  a oblodzone gałązki trzeszczą im do wtóru kołysząc się chwiejnym rytmem, siejąc wokół niewidoczne lodowe kruszyny.

W takie właśnie noce nie mogę zbytnio zasnąć, tęskniąc za szczypaniem mrozu, nocnym widokiem bieli no i wrażeniami, jakie tylko zima dać może. Pomimo srogiej pogody, postanowiłem wybrać się na nocno – poranny spacer. Mamy przecież końcówkę stycznia, a to czas kiedy lisy harcują po polach i lasach rywalizując ze sobą, i szukając partnerek.  Tu i tam, wśród zaprószonych poletek niosą się stłumione poszczekiwania, skolenia, odległe wycia.
Lisi bal. To ich czas.

000wph5p

Nie spodziewając się wiele, z uwagi na pogodę (delikatny śnieg, a pod spodem chrupiący lód, hałasujący jak diabli) po spakowaniu i ubraniu ruszam na wędrówkę. Celem moim są rozległe trzcinowiska na zamarzniętych bagnach, otoczone polami, małymi fragmentami lasów, i zadrzewieniami. ( To pewnie te sławne remizy sadzone przez myśliwych 🙂 )
Po 15 minutach marszu, napotykam pierwszych nocnych biesiadników. Mała grupa kilku saren, leniwie skubie sobie oziminy na pobliskim polu. Martwię się, że je spłoszę, jednak zwierzęta ani raczą się mną zainteresować. W odległości kilkudziesięciu metrów mijam je, szczęśliwie nie płosząc. Te bestie złośliwie wcinały oziminę, siejąc ogromne spustoszenie na zamarzniętym polu. Jestem pewien, że to było zaplanowane działanie, mające pozbawić ludzi pożywienia, byśmy wymarli z głodu, a następnie zajęcie naszych miast. Na szczęście, od czego mamy myśliwych! Poczułem się uratowany.

Przebijam się przez skute lodem i śniegiem pola. Wiatr się uciszył. Po drodze dostrzegam jeszcze dwa zające siedzące na śniegu. Szaraki już dawno mnie usłyszały, i teraz podnoszą się czujnie oczekując. Omijam je łukiem, a one odskakują nieco ku pobliskiej łące. ( Nawiedzony pseudo zielony straszy zwierzynę! Etyczniej przecież huknąć strzelbą, albo pies oszczekujący dzika. Wtedy nic się nie płoszy, wiadomo.)

Fox in snow ????? ?????????

Dalej idę już ostrożniej, z jednej strony mając las, z drugiej trzciny. Co jakiś czas nasłuchuję.  Panuje tu cisza. Jeszcze sporo przed godziną 6 docieram na miejsce, i siadam na wydeptanej przez dzicze i sarnie przemarsze trawie. Za plecami mam pole, przed sobą rozległe trzcinowiska, za nimi las. Ze zdziwieniem słyszę świst kaczych skrzydeł, których stadko przeleciało gdzieś niedaleko mnie. Trwa oczekiwanie i słuchanie zimowych pieśni kniei… W pewnym momencie dobiega mnie dalekie, stłumione poszczekiwanie. Omamiony rzekomą odległością ignoruję je. Czas jakby spowolnił. Zimno nie kąsa. Rozgrzany po marszu, odpowiednio ubrany mam sporo czasu zanim chłód zacznie się dobierać. Delikatnie prószy śnieg. Nagle do świadomości przebija się pospieszne, acz stanowcze stąpanie. Przed sobą nie widzę nic, za sobą…odwracam głowę i… jest! Poznaję od razu. Lis sznuruje z nosem przy ziemi, i to w moim kierunku. W pewnym momencie skręca nieco, podążając za niewidocznym dla mnie tropem. Piszczy przy tym, zupełnie jak mały psiak – pierwsza myśl, ranny, chory? Nie, porusza się normalnie. To godowe podniecenie, podąża tropem liszki. Mija mnie dosłownie w odległości może 10 metrów, nie zauważając i oddala się popiskując rozkosznie. Cóż za radość w sercu! Nie wiem jeszcze, że to nie koniec wrażeń na dzisiaj.
Podczas takich momentów zastanawiam się, jakim trzeba być zwyrodnialcem, nieczułym i wyzutym z człowieczeństwa, by w takich chwilach strzelać do zwierząt. Nachodzi mnie przykra, myśl, gdybym był myśliwskim wykolejeńcem, to była by ostatnia przechadzka tego lisiaka.  

Mijają kolejne minuty. I następne. Coś subtelnie stąpa głęboko w trzcinach, nie chcąc jeszcze się ujawnić. Delikatne trzaski. Tknięty dziwnym uczuciem wstaje bezgłośnie, aby się rozejrzeć. Nic. Mija trochę czasu, stoję nie marznę. W pewnym momencie skupiam wzrok na jednym miejscu, dostrzegając niepozorny ruch. Chwila wyczekiwania, i tak – znowu lis! Widzę wyraznie ,że jest większy od poprzednika. Jest też sprytniejszy – używając mniej ośnieżonych fragmentów pola kukurydzy, podszedł mnie całkiem blisko. Ale jeszcze nie rozeznał ‘’kto zacz’’.  Przypatruję mu się niemal na bezdechu. On węszy, bada, sprawdza. Śnieg opada na powieki i topnieje wolno.  Za mną narasta hałas. To dziki, które zdążyły wrócić po nocnym żerowaniu od drugiej strony, układają się w barłogach i gramolą  po trzcinach posapując, i rechając po swojemu. Nieświadomie odwracają uwagę mojego wdzięcznego obiektu obserwacji, uświetniając mi chwilę i słuchowisko. Odgłosy te zdają się uspokajać mikitę. Zna je chyba dobrze. W pewnym momencie lisiur daje lekki skok w tył, i oddala się kilka susów. Nie ucieka jednak, tylko łukiem obchodzi moje stanowisko. Żegnam się z nim ciepło w duszy, życząc mu w myślach jak najlepiej, i dziękując za wspaniałe wrażenia. Lisiak znika mi z pola widzenia gdzieś w rowie, podążając za swoimi sprawami. Siadam ponownie, i jakiś czas słucham dziczego koncertu. Łamanie trzcin, trzaski , jakieś skrobanie po lodzie i pękające grudy – oto oprawa tego słuchowiska. Trochę mija zanim się uciszą.  Powoli podejmuję jak najcichszy powrót, nie chcąc przeszkadzać mieszkańcom tej ostoi.  Przypomina mi się , jak kiedyś w tamtym miejscu podczas srogiej zimy znalazłem dzika wbitego zadem w lód, do połowy ciała. Był oczywiście zamarznięty. Wiosną nie było już po nim śladu, poza kilkoma rozwleczonymi kościami. Podczas drogi powrotnej mijam jeszcze jednego lisa, który ‘’sznuruje’’ w kierunku lasu.  I ten nie jest zbyt płochliwy, po dotarciu na skraj siada chwilę przypatrując mi się.  Po czym czmycha w gąszcze.

2zjv_s

Dziś nie było i nie będzie wykresów, badań naukowców, dowodów itd. Dziś po ludzku, jak to już się zdarzyło w niektórych tekstach, zawieram, to co w duszy gra. I mam nadzieję, że tym wpisem choć trochę zachęcam niektórych do wybrania się teren, by doświadczyć lisiego misterium. Prędko, zanim myśliwi wszystkie wystrzelają. O przepraszam, oni mają swoje ‘’limity pozyskania’’ przecież.  Pytanie, dlaczego myśliwi w taki właśnie sposób nie chcą czy nie potrafią przeżywać i doświadczać natury? Dla nich ‘’sezon cieczkowy’’ to czas kiedy można się ‘’wykazać’’ zabijając lisów jak najwięcej się da, wykorzystując ogłupienie zwierząt , wabiąc je własnymi odgłosami, co uważają za ‘’piękną sztukę’’ zwaną wabiarstwem. W czasopismach takich jak ‘’Brać łowiecka’’ czy ‘’Łowiec Polski’’ przechwalają się swoimi wypaczonymi krwawymi wyczynami. Krótki przykład mojej małej wyprawy pokazuje, że lisy nie są w tym czasie zbyt ostrożne, i łatwo je zabić. Ale myśliwi ze szczególnym upodobaniem ukochali sobie zabijanie zwierząt podczas okresów godowych.  Z premedytacją wabią je czy to odgłosami wydawanymi przez zwierzęta na które lis poluje, czy głosami samych lisów. Czy to jelenie podczas rykowiska, lisy w cieczce, dziki w huczce, Daniele na bekowisku – krwawy sezon trwa, a ogłupieni sympatycy łowiectwa, pewnie nie raz zawitają na naszą stronę chrzaniąc dyrdymały o swojej ‘’etyce’’.

Zaiste dziwi mnie to podejście do przyrody. Ci sami ludzie, pewnie z radością i przyjemnością słuchają czasami śpiewu ptaków wiosną, które także w ten sposób dają wyraz temu co w ich życiu się dzieje – do nich już nie strzelą? O przepraszam , do głuszców i cietrzewi na tokach strzelali namiętnie długie lata, do słonek na ciągach też. Wracając do porównania, czym się różni okres godowy sów, drobnych ptaków , które wtedy są szczególne chronione przez prawo i cieszą się ludzkim zrozumieniem od cieczki lisów? Z biologicznego punktu widzenia to jedno i to samo. Ale myśliwy lubi iść na łatwiznę. Zabić szybko i łatwo. I dlatego nęciska, wabienie, wykorzystywane z premedytacją okresy godowe. Te praktyki myśliwi sami sobie określili jako ‘’etyczne’’ , w własnym gronie. Trudno więc zrozumieć ich zdziwienie, że ktoś postrzega to inaczej… Strzał, emocja – oprawienie tuszy ‘’brudna robota’’ , skup i jak najszybciej do domu, w ciepłe kapcie i kalesony , do Internetu oglądać ‘’Darz Bór TV’’.  Następnie kiełbasa z dzika bigos i piwo, by popisać na stronach ekologów frazesy o dokarmianiu i odszkodowaniach dla rolników 🙂 W oczekiwaniu do kolejnej zbiorówki.

251657_lis_snieg_zima

A teraz kilka bardziej przykrych obrazów, oraz lektura uzupełniająca dla tych, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę o lisach i zapoznać się z wynikami doświadczeń naukowców uzasadniających dlaczego polowania na lisy nie mają najmniejszego sensu.

1. Wpływ łowiectwa na liczebność lisów

2. Polowania na stogach – wyrafinowana forma chorej rozrywki

3. Lisy kontra myśliwi
223208

koliber1

kopia-polskiediany111300919215_by_liff88_600