Myśliwi z uśmiechem szczują psy na ranne dziki. Nagrywają wszystko [VIDEO]

Polowanie to niewątpliwie „frajda”. Oczywiście, dla tych, którzy lubują się w tej chorej rozrywce. Dostarcza polującym wielu „emocji łowieckich” i „estetycznych przeżyć pośród natury, w harmonii z nią” przy akompaniamencie okrzyków, palby strzałów, poszczekiwań psów i kwiku zabijanych dzików. Emocji na polowaniu tym więcej, im więcej się dzieje, a wydarzyć się może więcej, jeśli poluje się z psami. Oficjalnie chodzi o to, by pies ułatwił „pracę” myśliwemu naganiając dziki na linię strzelców czy też oszczekując i zatrzymując go możliwie w miejscu, do momentu nadejścia myśliwego, który odda strzał. Tak zwana „Etyka myśliwska” nakazuje myśliwemu jak najszybsze dochodzenie postrzałka i skrócenie cierpienia zwierzęcia. W praktyce jednak, cóż… na YouTube znajdujemy dziesiątki filmów, na których myśliwi dokumentują swoje radosne wyczyny. Kiedy już postrzałek zostanie odnaleziony, zamiast zostać dobitym widzimy jak zdarzenie dalej jest nagrywane, a myśliwy w spokoju zachwyca się „pracą swoich psów”. W końcu po to je przecież wyszkolił na innych żywych dzikach w zagrodach, aby finalnie sprawdzić jak też sprawdzą się „w boju”. Wygląda na  to, że takie walki zwierząt szczególnie podniecają i interesują myśliwych. Cierpią tutaj nie tylko dziki – często własne psy myśliwego kończą rozdarte przez broniące się zwierzę, dotkliwie poranione lub zabite. Jednak to nic! Wyszkoli się przecież następne, a pseudohodowle psów myśliwskich to również dochodowy biznes, wymagający osobnego artykułu. Wszystkie poruszane w tym wstępie zagadnienia omówiliśmy szczegółowo w innych artykułach: 

Etyka – Przewodnik po etyce myśliwskiej.

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć? 

Postrzałki na polowaniach – Myśliwi sami opowiadają jak pudłują. 

article

Teraz kolej na wspomniane filmy. Pochodzą one z kanału myśliwego, który chwali się tymi wyczynami na YouTube, przy poklasku innych. Co tutaj rzuca się w oczy? Jeśli publikujemy gdzieś taki film, zazwyczaj od obrońców łowiectwa i miłośników zabijania usłyszymy: „To rzadkie przypadki, wszędzie są czarne owce, ale nie można wrzucać wszystkich myśliwych do jednego wora”. Tylko tutaj film obejrzało tysiące myśliwych, drugie tyle w zamkniętych grupach łowieckich na facebooku. Myślicie, że ktoś zwrócił uwagę, zareagował? Otóż nie, pojawiły się „gratulacje dla dobrej pracy psów”, „Święty Hubert zdarzył”, „Brawo Kolego” i takie tam. Ktoś tam nieśmiało zwrócił uwagę, że publikowanie takich nagrań jest mało etyczne, bo to pożywka dla pseudoekologów… Został „zahukany”, że gdzie mają dzielić się pasją jak nie w swoim gronie. Więc my też z wami podzielimy się tą pasją, na chwałę łowiectwa, ukazując je takie jakim ono jest. Naszą rolą jest obalanie mitów łowieckich. Jeden z nich brzmi: „Na polowaniu zwierzę ginie od jednego strzału i wcale nie cierpi”.

Tutaj myśliwy stoi i nagrywa walkę psa z dzikiem. Etyka myśliwska w praktyce… No i szacunek do zwierzyny rzecz jasna, któremu po wszystkim włoży się gałązkę w ryj na znak hołdu… Wg myśliwych takie postępowanie jakby „anuluje” całe niepotrzebnie cierpienie, które zadali. Chyba. Bo tak naprawdę nie wiemy jaki cel przyświeca takim torturom, poza psychopatyczną skłonnością ich obserwacji. Ano tak – świnki w ubojniach przecież też cierpią.

Ło kurwa! – Krzyczy naganiacz potrącony przez dzika. Na pewno słyszeliście nieraz opowieści o tych strasznych wielkich odyńcach i okrutnych lochach czyhających tylko aby pokiereszować zbieraczy jagód czy grzybów. Dziki bardzo groźne! Szkoda tylko, że nikt nie zastanowi się w jakich warunkach odbywają się takie sytuacje. Gdyby mnie postrzelono, straszono, wygoniono z bezpiecznej ostoi i ścigano z psami, też przyparta do muru i wycieńczona broniłabym się ze wszystkich sił szarżując na prześladowców.

Tutaj przybliżona wersja walki psa z dzikiem. Myśliwy nie dobił, nie skrócił cierpienia. Nagrywał i patrzył jak zwierzęta walczą. Ale dlaczego to zrobił? Pan ten prowadzi hodowlę psów myśliwskich, a takie nagrania pokazują innym myśliwym, że warto nabyć od niego bojowe psy. Wrażenia na polowaniu gwarantowane…

Jeden z wielu licznych filmów pokazujących wyczyny myśliwych w lasach. Zanim padną strzały, najpierw rozlegają się okrzyki, wrzaski, nawoływania, ujadanie psów – słowem piękną ciszę lasu burzą myśliwscy pseudomiłośnicy natury. Puszczone luzem psy penetrują trzcinowiska i zagajniki, wypłaszając dziki do ucieczki z bezpiecznej ostoi, prosto pod lufy czekających myśliwych.
Swoją drogą polowanie uważają oni za wyraz harmonijnego współistnienia z nią. Mnie zawsze kładziono do głowy, że w lesie należy zachowywać się jak najciszej, bo to dom zwierząt, aby ich nie straszyć, nie płoszyć i uszanować. Jak widać, u myśliwych panuje odwrotność.

Kolejne starcie psów z dzikiem. Zwierzę broni się, atakując najbardziej agresywnego psa. Myśliwy dysząc z podniecenia oglądaną walką, w spokoju filmuje sytuację. Nie odwołuje psów. Nagrania są krótkie, więc nie wiemy jak długo trwała gehenna zwierzęcia.

Nie ma litości. Dzik otoczony sforą atakujących psów, próbuje jeszcze się bronić. Bardzo często ranne zwierzę jest jeszcze przez kilkanaście minut kąsane przez myśliwskie kundle i brocząc krwią ostatkami sił walczy o życie. Jak widzimy w tym nagraniu, wzniosłe hasła i obłudne frazesy, którymi środowisko łowieckie próbowało z nawet dobrym skutkiem mamić społeczeństwo przez lata, teraz ulegają zdruzgotaniu wobec rzeczywistości. Polowanie w praktyce to coś zupełnie innego, niż możemy usłyszeć podczas rozpaczliwych prób wybielania tego sadystycznego hobby. 
Dobry pies, bierz go! – Myśliwy dalej szczuje psy na opadającego z sił dzika.

 

W tym filmie psy pastwią się nad dogorywającym dzikiem. Nagranie bez głosu. Umierające dziki potrafią przerazliwie kwiczeć…Może nie chciano, aby ktoś spoza kręgu zobaczył łowiectwo takim jakie jest. Oczywiście i w tym przypadku myśliwy przez ileś minut stoi i nagrywa szarpiące zwierzę psy…

A to wszystko, to tylko mały wycinek z jednego kanału. Prawdopodobnie nagrania wkrótce znikną, lub zostanie wycięty głos, co stało się już z dwoma filmami. Publikowanie takich video jest niestosowne. To szkalowanie dobrego imienia łowiectwa i myśliwych. Nie wolno tego robić. To nieetyczne, gdyż jak pisał jeden z myśliwych: Kolego, My wiemy jak to wygląda, ale po co zieloni mają mieć wodę na młyn. I tak nie zrozumieją nigdy łowiectwa. Póki co krwawe zabawy pseudomyśliwych w lasach mają się dobrze. Okrucieństwo i tortury jeszcze lepiej. Przecież na polowaniu taki myśliwy jest panem siebie – jeśli tylko będzie chciał, pozwoli na powolne konanie rannego zwierzęcia od szarpania psów i jeszcze wszystko nagra. Potem pochwali się kumplom na forum.
– Gratulacje, kolego, Darz Bór! Wzorowa praca psów! – zakrzyknie któryś. 
A przecież według tego co nam wmawiają, pies powinien mieć jak najmniejszy kontakt z dzikiem i nawet go unikać, ograniczając się do oszczekiwania i zatrzymania w miejscu. Ale przecież u psa podczas szkolenia rozwija się „łowność i pasję”, ocenia też „ciętość”. Mitologia łowiecka swoje, a polowania i praktyka rzeczywistym torem.

10689651_675931879196224_7120321552398826720_n10665128_668644986591580_4432361156983784382_n

Warto też wspomnieć o tym jak polowania przyczyniają się do rozprzestrzeniania ASF – Afrykańskiego pomoru świń.
Wyrok na dziki – Rolnicy chcą wybić wszystkie. 

A także i tym Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików. Czyli jak gospodarka łowiecka stwarza problem, który myśliwi „bohatersko próbują rozwiązać”.

A może to po prostu taka tradycja? Podobne sceny przejawiają się w malowanych obrazach z pogranicza kultury myśliwskiej… Czysty romantyzm.
Dziki to zwierzęta bardzo inteligentne, czujące, rodzinne i przede wszystkim wdzięczne w obserwacji. Jednocześnie najbardziej prześladowane z uwagi na domniemane szkody w niezabezpieczonych uprawach, łąkach lub sadach. Ale przede wszystkim dla adrenaliny, jaką dają łowy na to przebiegłe zwierzę.
Dodatkowo można u nas przeczytać o tym, JAK ŁOWIECTWO NISZCZY ROLNICTWO między innymi w kontekście dzików i szkód w uprawach.

12834534_831276290316535_123281870_n

12674182_839879359456228_797157038_n

 

Reklamy

Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

Co to jest Syndrom Bambi? Biorąc udział w dyskusjach na temat łowiectwa z myśliwymi, na pewno spotkaliście się z użyciem tego określenia wobec siebie. Czynione jest to często wtedy ze śmiechem, szyderą – jakby celem dyskutanta było jak najmocniejsze upokorzenie rozmówcy. Ale zostawmy to.

19990106_1809477675730798_9069524971681557766_n

Pojęcie „Syndromu Bambiego” pojawiło się w amerykańskiej prasie łowieckiej w latach 70 tych ubiegłego wieku. W dużym uproszczeniu, oznacza ono idealizację świata przyrody, totalną nieznajomość praw nią rządzących i celowe im zaprzeczanie. No bo jakże to, te słodkie liski polują na inne zwierzęta, zabijają, rozszarpują, mordują, a nawet czasem bawią się ofiarą powodując przedłużenie jej agonii i cierpienia? Pojęcie zahacza też o nadawanie zwierzętom cech ludzkich, nadmiernej ich ‘’humanizacji’’.  No i tutaj właśnie mam zgrzyt, pewien dysonans poznawczy, ponieważ ilekroć zdarza nam się dyskutować z myśliwymi na naszej stronie, tak za każdym razem miewam wrażenie, iż to oni cierpią bardzo na ową jednostkę babizmu. Nawet śmiem twierdzić, że chorują nań od lat.

Jeśli sięgniemy do tak zwanej „starej literatury myśliwskiej” tych sławnych gawęd i opowieści, które wychowały i urobiły pokolenia myśliwych bez większego trudu dostrzeżemy już wtedy bardzo silne piętno babizmu. W opowiadaniach choćby Tytusa Karpowicza w świecie łowiectwa i przyrody zwierzętom prawie zawsze towarzyszą odczucia, przeżycia i cechy charakteru stricte ludzkie. Lisy i dziki analizują, zastanawiają, się, kombinują, przeżywają wściekłość, gniew, strach, zadowolenie. Jelenie doświadczają tęsknoty i smutku, a nawet miłości. Przykłady można mnożyć. Czyżby wychowanie myśliwych na tej literaturze spowodowało, że mają oni problem z akceptacją podstawowych praw przyrody? Ciężko to stwierdzić. Część z nich odmawia zwierzętom przeżywania czegokolwiek, a inni tkwią szczęśliwi w idealnym świecie swych bambistycznych rojeń. Mimo to polują i próbują innych coś tam pouczać o przyrodzie.

12513598_591802767652759_7802672723799320244_o

Przykłady bambizmu u myśliwych.

Na stronie naszej często ścierają się w dyskusjach różne poglądy. I o ironio przejawy omawianego syndromu prawie zawsze dostrzegalne są po stronie polujących.Mogło by się wydawać, że piętno bambizmu jest udziałem głównie tych ”nawiedzonych zielonych” , co to bronią zwierzątek wszystkich. Tak przecież przy każdej okazji wmawiają myśliwi. Tymczasem żaden ze znanych mi ekologów, aktywistów, obrońców przyrody nie ma najmniejszego problemu z tym, że lis zjada mysz, zająca, czy bażanta. Wilk owcę, daniela, łanię lub zabije zdziczałego psa. Bocian zaskrońce, żaby, myszy, czy młode zające i pisklęta. Ani z tym że podczas srogiej zimy jedne zwierzęta padają z zimna i głodu, a inne padlinożerne cieszą się wtedy bardzo i najadają, nie cierpiąc z braku pokarmu.  Wszystko to dla nas normalne, oczywiste i w pełni akceptowalne. Tak działa natura. A jak to wygląda u myśliwych? Zastosujmy może zbliżone cytaty z toczonych dysput:

To jak, nie lepiej jak myśliwy zabije jednym strzałem sarnę, wolicie żeby rozszarpały ją wilki, obrońcy przyrody?

To nie lepiej zastrzelić, niż mają >męczyć się z głodu i umierać w męczarniach< ? 

A wy wiecie ile taki lis zajączków wyłapie – swoją drogą bzdura, wiemy nie od dziś, że udział diety lisa to w 70-90 % gryzonie, a różnica w rozwijanej przez oba zwierzęta prędkości sprawia, że dla lisa zając to siwy pył kurzący w polu.

Zresztą podstawowe działanie myśliwych takie jakim jest rzekome dokarmianie mające „pomagać zwierzętom przetrwać zimę” (ale tylko łownym i tym które się zjada) pokazuje jak daleko są oni od rozumienia zasad funkcjonowania natury. Czy choćby powoływanie się na zabijanie „starych i chorych” osobników, czego żaden z myśliwych praktycznie nie robi. Albo selekcję, służącą tylko zyskom z trofeistyki, co bardzo dalekie jest od działania mechanizmów natury. O tym jak szkodliwe dla zwierząt jest zimowe dokarmianie pisaliśmy już w tekście Mity Łowieckie.

Myśliwi bardzo często pomstują na każdego drapieżnika, ziejąc wręcz jadem i niezrozumieniem, z oczywistym postulatem aby tegoż drapieżnika wszelkimi sposobami eliminować, lub uczynić go łownym, jeśli nim nie jest, jak np. jastrząb gołębiarz. Ostatnio myśliwi dokonali zdumiewającego odkrycia. Otóż proszę Państwa – wilki upolowały dzika. Tą straszną nowiną epatowały wszystkie media łowieckie, starając się podsycić grozę i strach wobec drapieżników już czających się na te dzieci wracające z kościoła. Sytuację uratował Czerwony Kapturek, na którym wilki skupiły swoją uwagę, wracając w głąb lasu.

Podobny bulwers występuje zawsze, kiedy uda się odkryć resztki po biesiadzie wilczej, czy pióra po jastrzębim obiedzie. I ciężko tu stwierdzić, czy myśliwi rzeczywiście rżną głupa, czy nie mają pojęcia o funkcjonowaniu przyrody, czy też po prostu boleją nad stratą dziczyzny, trofeum, lub frajdy z polowania. Prawdopodobnie wszystko na raz. Albo też, „po ludzku” „szkoda im” biednego zająca, ”jelonka”, czy gołębia. W co ciężko uwierzyć, biorąc pod uwagę konkursy norowania, polowania zbiorowe, kaleczenie zwierząt, wypłaszanie z ostoi i dochodzenie postrzałków z psami. Czy szkolenie psów na żywych dzikach w zagrodach. Tego to już nie szkoda… bo wiąże się z własną korzyścią w postaci mięsa i emocji na polowaniu.   I jedynym co tu straszy jest fakt, że swoje wypaczone, bambistyczne, połączone z wyzyskiem pojmowanie przyrody próbują wtłaczać innym, z jednoczesnym zarzucaniem… bambizmu. To kuriozum pokazuje, że nie tylko nie mają oni pojęcia o funkcjonowaniu natury, ale i o definicji pojęcia którego tak szczodrze nadużywają. Jak zobaczycie na poniższych screenach, wypowiedzi myśliwych podpadające typowo pod ”Bambinizm”:

20631808_701052140090596_1588065801_n20614808_701052200090590_245990370_n
Logika myśliwych. Najpierw wypuszczajmy nieprzystosowane do życia w przyrodzie hodowlane bażanty, a następnie płacz, że drapieżniki używają sobie jak na wczasach. Pojęcie ”żalu i szkody” jest tu związane raczej z tym, że ów bażancik nie został upolowany śrutem. A jeśli myśliwy rzeczywiście ubolewa tu nad okrucieństwem, powinien wrócić do szkoły podstawowej, a najlepiej w ogóle nie wchodzić do lasu. Jeszcze zobaczy co strasznego i serduszko mu pęknie…

Ludzie z miasta.

Według definicji bambizmu, najczęściej zapadają nań ludzie mieszkających w większych skupiskach miejskich.  I znów mamy dopasowanie do myśliwych. Spore grono z nich mieszka w miastach i miasteczkach, swój jedyny kontakt z przyrodą realizując poprzez kilkukrotne uczestnictwo w ciągu roku na polowaniach zbiorowych, ewentualnie paru innych. Czasem jakieś dokarmianie, budowa ambony. Co taki człowiek może o przyrodzie wiedzieć, poza tym, ze trzeba „racjonalnie gospodarować, odstrzeliwać »szkodniki« i pomagać przetrwać zimę”? A, i jeszcze „ratować uprawy rolników”.  Potem mamy efekty jak na poniższych screenach:

20623543_701051026757374_1544493331_o
No cóż dla ekologów, obrońców przyrody i każdego antypaty łowiectwa nie jest zaskoczeniem to jak polują wilki. I kto tu jest bambistą?

 

20632735_701051016757375_625306437_n
Wilki zjadły wałęsające się psy. Cóż za strata dla środowiska :P. Ale zaraz, czy to nie myśliwi krzyczą najwięcej o psich szkodnikach, dając wyraz swoim mokrym pragnieniom strzelania do nich? Innym wyjaśnieniem jest bambizm…

 

20630160_701049016757575_752335609_o
Zaskoczenie…Tak, bociek wędrując po łące nie zjada samych żabek. Nawet nimi gardzi. Uwielbia za to myszy, zaskrońce, owady, i oczywiście wszelkie maleństwa zwierzęce takie jak młode zające lub pisklęta. Myśliwi odkrywają świat przyrody na nowo. A to mieszkanie w mieście… Chyba nie służy najlepiej. 

 

20662404_701042850091525_148092938_o
Piszmy petycje do ministra środowiska! Aby redukować „szkodniki”. Z pewnością to dla dobra zwierzyny drobnej i ptactwa łownego. Ten przypadek to klasyczna negacja, brak pogodzenia się z prawidłami funkcjonowania natury. Bo kto to słyszał aby drapieżniki miały polować… Przecież to myśliwy musi zastrzelić, wtedy jest OK.

 

20629252_701042870091523_937567138_o
Jak długo jeszcze będziemy hodować kuropatwy i bażanty dla bezwzględnych drapieżców?! Jak to, aby chroniony bezzasadnie morderca pastwił się na bezbronnych ptakach cały rok!? 😛 – BAMBIZM – LEVEL – POSTAĆ NIEULECZALNA. A dlaczego pozostałe ptaki nie cieszą się taką ochroną, już odpowiadamy. Przecież to nie ekolodzy upierają się przy tym aby kuropatwa była łowną, wręcz odwrotnie. Bażant objęty całkowitą ochroną gatunkową? Droga wolna myśliwi. To wy nimi dysponujecie.

 

20623827_701045313424612_1563589899_n
Tak, i zagryzali schabowym, ubrani w skórzane buty. Pod ubojnie świnek też nie poszli ratować, hipokryci jedni. A pan sobie pobluzgał, nie zrobił nigdy nic dla tych zwierząt i jest mu lepiej.

 

20623544_701047156757761_1421716931_o
Oh, oh, a z lasu wybiegł Czerwony Kapturek ścigany przez wilki. A kierowca wstał i zaczął klaskać. 

Zdarza się też często w dysputach, że myśliwi wstawiają nam zdjęcia ogryzionych kości czy rozszarpanych zwierząt przez drapieżniki, próbują”brać na litość” z pytaniem „I co, nie szkoda wam?? To jest lepsze niż etyczne polowanie?” Nie wiem w takich momentach, mam śmiać się czy płakać – no bo kto tu w końcu jest tym bambistą, który próbuje idealizować przyrodę i zaprzeczać jej prawom? Nie drodzy myśliwi – nie szkoda, gdyż nie mamy problemu z akceptacją tego jak dzieje się w naturze, drapieżnictwa i związanego z tym cierpienia ich ofiar. Tak było i będzie. I piszemy to jako weganie oraz wegetarianie.

Przykłady bambizmu wśród polujących można mnożyć i mnożyć. Na przykład bardzo często myśliwi zieją furią wobec bezpańskich wałęsających się psów i deklarują stale gotowość do wystrzelania ich wszystkich, ale kiedy ich własne kundle ganiają po lasach z nagonką, wypłaszają zwierzęta z ostoi, dziki z barłogów, szarpią i kąsają umierające – wtedy to już jest „polowanie w zgodzie z etyką i zasadami”. Bambizm z przerzutami na hipokryzję. Albo o ironio, kiedy takie psy padną ofiarą wilków, to też niedobrze i próbują wtedy myśliwi używać takich przypadków do zastraszania społeczeństwa, aby forsować przekonanie o konieczności polowań na wilki.
Albo hodowla i wsiedlanie zajęcy, kuropatw, bażantów do funkcjonujących już ekosystemów, tzw. „zasilanie łowiska” dla późniejszych polowań, a potem płacz kiedy lisy i jastrzębie używają sobie na nie znających życia ofiarach. Oczywiście winny wtedy jest „nadmiar drapieżników” które trzeba racjonalnie wystrzelać, aby w przyszłości myśliwy mógł sobie w spokoju na te parę zajęcy zapolować. To już nawet nie bambizm, a szaleństwo znane szerzej jako „racjonalna gospodarka łowiecka”.

O psach można przeczytać tutaj: 
Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją. 

W urojonym świecie myśliwych humanizacji podlegają nie tylko zwierzęta, ale też rośliny. Ileż to razy mogliśmy przeczytać mądrości w stylu: „Ta sałata umarła, abyś mógł żyć!” albo o zabijaniu trawy? Choroba widać postępuje.

19884528_10156036710035839_6438693843400247420_n

Swoją drogą – jeśli tej zwierzyny jest rzeczywiście tak dużo jak głoszą myśliwi, no to powinni bardzo cieszyć się z tego co robią wilki, lisy, szakale, ptaki drapieżne czy zdziczałe psy. Wszak naturalni sprzymierzeńcy pomagający opanować plagę, a myśliwy może w spokoju popijać z flaszki na ambonie, ciesząc się obcowaniem z naturą. Ale nie, zabić muszą tylko oni i tylko to się liczy. Do tego strata dziczyzny i kasy, no bo jak że to, myśliwy haruje w łowisku, hoduje, „dba i dokarmia”, inwestuje, a tu jakieś wilki potrzebują 5 kg mięsa dziennie. Niedoczekanie! Polowanie ważniejsze od naturalnej potrzeby drapieżnika. Dlatego z szyderczym uśmiechem należy przyjmować zawsze wszelkie próby brania na litość z drastycznymi obrazkami. I wyjaśnić takiemu myśliwemu, czym jest bambizm. Oraz, że można to leczyć, najlepiej podczas spaceru nago, bez broni, po sawannie. Iść do lasu, zobaczyć jak polują ptaki drapieżne, jak śpiewające wcinają owady, jak wydra chwyta ryby i raki. Czy to takie trudne panowie myśliwi? A może wg was zwierzęta pożywiają się tylko przy paśnikach, nęciskach i pasach zaporowych?

Prawdopodobnie część myśliwych w głębi siebie dobrze czuje, że ich sposób postrzegania, eksploatacji i definiowania przyrody nijak nie trzyma się kupy, nie będąc w dodatku ani trochę uczciwym wobec zwierząt (Demonizacja drapieżników).
Stąd wściekłe ataki wobec wszystkich myślących inaczej, wytykającym im logiczne i merytoryczne braki w argumentacji. Nie chcesz, aby zabijano lisy? Ty głupi bambisto! Bronisz wilków? Durny pseudoekolog z sydromem Bambi, niech zobaczy jak one polują! Do głowy nie przyjdzie, że „durny pseudoekolog” doskonale to wie, i ani trochę mu to nie przeszkadza.

Zarzucanie „Bambizmu”, jakże wygodne w braku argumentów, ze strony myśliwych spotka nas pewnie jeszcze nie raz. Zapytamy wtedy o kilka rzeczy i pokażemy parę zrzutów ekranu. Tymczasem trwają żniwa, a wraz z nimi powstaną ścierniska, na których lisy przez ileś dni plądrować będą myszy, ratując pola rolników przed stratami od „szkodników”. Polecamy myśliwym wybrać się bez strzelby i popatrzeć jak funkcjonuje przyroda. Nie bójcie się. Bambizm jest uleczalny. Pomożemy wam.

d796ed39a5bea05a9908eca5229437612bb34696

Lasy Państwowe oceniane tragicznie. Oburzeni internauci wystawiają opinię.

Kilka dni temu w sieci zawrzało, kiedy facebookowa strona Lasy Polskie zachęciła internautów do wystawiania opinii na profilu LP, w kontekście działań w Puszczy Białowieskiej i ogólną kondycją zarządzania naszym majątkiem narodowym jakimi są lasy. Jeszcze Lasy, bo jak tak dalej pójdzie LP pozostanie w nazwie chyba tylko „Państwowe”. Trudno zresztą lasem nazywać sosnowe monokultury ciągnące się kilometrami. W każdym razie walka na opinię i argumenty trwa dalej na osi czasu Lasów Państwowych. Wydaje się, że do wystawiania sobie wzajem pięciu gwiazdek zatrudniona została nawet młodzież z techników leśnych i cały uśpiony elektorat korporacji. Zmobilizowani w jednej z zamkniętych grup, nie ustają w ocenianiu strony swego chlebodawcy na 5. W żenujący sposób leśnicy próbują bronić zmarnowanej dawno reputacji, no ale to zrozumiałe. Co do tejże reputacji to taki przykład z ostatnich dni – drzewa z gniazdami Bielika oznaczone do wycięcia. Udało się ocalić i wyznaczyć strefy ochronne tylko dzięki czujności ornitologów.

bez tytułu34343332

bez tytułu34343

19510423_2081038545456928_4743847054947782319_n19510354_2081038555456927_9167938284521187162_n

Tyle tytułem wstępu i już ten „mały” przykład pokazuje czym jest dla przeciętnego leśnika las oraz gdzie ci panowie mają zamieszkujące tam zwierzęta i bioróżnorodność. Tak, dokładnie tam… Bo las to przecież uprawa i hodowla surowca ekologicznego oraz racjonalne użytkowanie zasobów, rzecz jasna w interesie nas wszystkich, bo stoły, krzesła i komody – więc ”pseudoekolodzy” buzia w kapeć i siedzieć cicho. Jak widać „wyssane z palca” zarzuty o wycinaniu drzew z gniazdami ptaków w okresie lęgowym, mają solidne umocowanie w rzeczywistości. I pomyśleć, że to widoczne gniazdo dużego ptaka. A co z gniazdami drobniejszych mysikrólików, rudzików, sikor czy pełzaczy, kiedy wjeżdża harvester? Operator w kabinie, nie usłyszy żałosnego kwiku piskląt i przerażonych ptasich rodziców. Tnie dalej. Zgodnie z zaakceptowanym planem urządzania lasu i limitem pozyskania drewna.

Za co oburzeni internauci oceniają Lasy Państwowe?

Powodów do wystawienia jedynki, jest bardzo wiele, skupmy się na najważniejszych, które zawarliśmy w poście jako uzasadnienie na stronie Nie podaję ręki myśliwym – Społeczna kampania informacyjna 

– Za dewastację i zniszczenie cennych przyrodniczo obszarów;

– Za rabunkowe wycinki w ramach pomylonej pseudo-gospodarki po płaszczykiem    planu urządzania lasu;

– Płoszenie i straszenie zwierząt podczas „prac leśnych”;

– Niszczenie gniazd i lęgów ptasich;

– Usuwanie starych cennych drzew dziuplastych;

– Grabież majątku narodowego;

– Nepotyzm, korupcję i układy;

– Wycinkę w Puszczy Białowieskiej;

– Blokowanie powstania Turnickiego Parku Narodowego;

– Spustoszenie w Puszczy Bukowej;

– Napuszczanie straży leśnej i policji na ekologów oraz aktywistów protestujących w Obronie Puszczy Białowieskiej.

Aby potwierdzić powyższe zarzuty, wystarczy poszperać czasem na profilu Lasy Polskie

Na stronie LP nie warto. Zdjęcia kwiatków, roślin, czasem nasadzeń. Takich zdjęć jak poniżej nie uświadczycie. Do bólu przypomina to myśliwych, nagłaśniających akcje wypuszczania bażantów czy zajęcy, dokarmianie, zdejmowanie wnyków czy tworzenie remiz śródpolnych. Albo odstrzały sanitarne. W lasach mamy „cięcia sanitarne”. 
18765670_1335466203188258_4646854836551618479_n16831903_1070153156429750_789118873862961697_n

18403573_1315260521890337_8565036553705281720_n

Sojusznicy myśliwych…. 

Większość leśników jest myśliwymi i poluje. Na stronach pomniejszych nadleśnictw znajdziemy mnóstwo zdjęć z polowań i tego typu „imprez”.  Oba środowiska tworzą z sobą powiązaną klikę, zajmując się od ponad 90 lat dewastacją rodzimej natury. Spotykają się na konferencjach, i wspólnie ustalają strategię dla promocji swej zbrodniczej działalności. I o ile w łowiectwie mamy jakieś „okresy ochronne”, tak pracownicy LP każdego dnia jeszcze gorszych spustoszeń niż całe łowiectwo razem wzięte. Płoszenie zwierząt, niszczenie ostoi, wycinka drzew, cięcia w okresie lęgowym ptactwa, hałas, ogniska, warkot pił i ciężki sprzęt rozjeżdżający na miazgę miękką ściółkę. Potem zręb, trzebież, zrywka, nasadzenia, ogrodzona szkółka przed „szkodnikami” i dawaj od nowa – proces powtarzaj w nieskończoność. I z dumą opowiadaj jak to „dbasz” o lasy, pomstując na innych, że nie mają pojęcia o gospodarce leśnej, bo przecież meble i papier toaletowy. Coś jak myśliwi ze swoim „A mięsko to jecie? A skórzane torebki, paski, buty?!”. Poziom więc ten sam. To środowisko urobione przez szkoły do których uczęszczali, w swej arogancji przekonani o swojej nieomylności (przecież wtłoczono im do głów „hodowlę lasu”, więc się znają, tak trzeba) las traktuje jak swoisty folwark, uprawę, ogródek. Nie kryją się z tym zresztą, bardzo często porównując swoje rabunkowe wycinki drzew, do zrywania marchewki w ogródku… Jest to nieustanny dramat ludzi, zwierząt i roślin, jaki rozgrywa się każdego dnia przy warkocie pił, okrzykach i huku ciężkiego sprzętu. Nie wierzycie – zajrzyjcie na grupy leśników i pracowników leśnych. Oddanie ogromnych połaci leśnych pod zarząd i pseudo-gospodarowanie tej korporacji, to największa tragedia jaka spotkała naszą przyrodę w całej historii Polski. W każdej chwili giną drzewa, często wiekowe, ponad 100-letnie, dziuplaste cuda nie po to abyśmy mieli czym w piecu palić lub tyłek podcierać, a dla zysku korporacji i opłaceniu oraz utrzymaniu wszystkich leśniczówek, ośrodków, nadleśniczych, podleśniczych, pracowników i diabli wiedzą czego jeszcze. Cierpią zwierzęta przeganiane i płoszone ze swych ostoi, niszczone są gniazda ptaków. Nazwa tego szaleństwa brzmi już znajomo – „Racjonalna gospodarka leśna”.

17758541_1141276862661966_673789978145824292_o19429823_752026014968625_3718836799594253111_n17800259_629836027211565_3397423948840422121_n

Niektórzy odważyli się mówić. Jeden z leśników, Marcin Kostrzyński o tym co wyrabia się w LP pisze tak:

„To co zrobili leśnicy jest największą katastrofą ekologiczną w powojennej historii Polski. Lasy są zdewastowane. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia satelitarne. Jest to jedyna grabież majątku narodowego widoczna z kosmosu.Las – jako ekosystem – bez leśników poradzi sobie znakomicie. Tną dla kasy. Traktują drzewostany jak bankomat, gdzie sami ustalają limit wypłat. A starych drzewostanów zaczyna już brakować.  Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali. Leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy.”

Źródło:

Lasy dla Kasy – Wywiad z Leśnikiem

Las poradzi sobie sam 

18278403_10213429807599181_587603846305605441_o

„Leśnicy i ministerstwo boją się, że jeśli »odpuszczą« Puszczę, to obywatele upomną się o resztę obiektów cennych przyrodniczo, wyłączając je z obszaru ich jurysdykcji. Niszcząc do cna Puszczę Białowieską, w sposób długoterminowy dbają o swoje interesy. Nadal do woli będą mogli eksploatować ją jak lasy gospodarcze i dzięki temu rok w rok zabijać około 1500 puszczańskich zwierząt. I może właśnie o to chodzi.

W Polsce prawie każdy leśniczy jest też myśliwym. To wcale nie paradoks, jeśli zastanowimy się, na czym rzeczywiście polega ich praca: jako funkcjonariusze korporacji Lasy Państwowe zajmują się nie tyle dobrostanem przyrody, ile zarządzaniem gospodarką leśną i łowiecką. Innymi słowy, sprawują kontrolę nad produkcją drewna oraz mięsa. Zarówno jedno, jak i drugie trzeba najpierw wyhodować. W tej logice las to przede wszystkim źródło surowców. O ile ze sprzedaży drewna zyski czerpie głównie korporacja Lasy Państwowe, o tyle dochód ze zbytu dziczyzny trafia w większości do prywatnej kieszeni myśliwych.”

~ Mówi Zenon Kruczyński w wywiadzie dla Gazeta.pl – Były myśliwy : Walka z Kornikiem Drukarzem jest tak samo szkodliwa i zbędna jak myślistwo. 

16425944_1337116519675209_4789697650553795751_n
Wyręby i zwózka drewna odbywają się nie tylko latem czy wiosną, ale także jesienią i zimą. Trudno o spokój w ostojach… Zwierzęta przenoszą się więc na tereny polne, do zadrzewień i remiz, gdzie znajdują choć trochę spokoju, jednak nie pozostaje to bez wpływu na szkody w uprawach rolnych.
18423052_231300494021939_6708457564158384666_o18813670_1349397571833781_813513352562650859_n

Spór o Puszczę Białowieską, gdzie Lasy Państwowe ukazały w pełni swoje niszczycielskie oblicze ma też drugie dno. Leśnicy obawiają się utraty stanowisk pracy i zarobków. Wygodniej jest przecież wycinać i eksploatować gospodarczą część Puszczy, czyli robić to do czego zostało się wyszkolonym. Po objęciu całego areału Parkiem Narodowym, każdy z leśników mógłby przecież pracować jako przewodnik, ale… Jak ktoś, kto wyznaje, że las trzeba sadzić, hodować, uprawiać, bo tak bozia kazała, miałby opowiadać o naturalnym odnowieniu, odwiecznych procesach w przyrodzie, dynamice lasu – skoro nie dość, że w to nie wierzy, to jeszcze nie ma o tym pojęcia? A, że las poradzi sobie sam jest czymś oczywistym i doskonale o tym wiedzą. Boją się, że gdy społeczeństwo na własne oczy zobaczy piękno i dzikość rozkwitającej Puszczy, upomni się i o inne cenne przyrodnicze obszary. Leśnicy uważają, że mają pojęcie o lesie… to brzmi jak kiepski żart. Wiedza na temat uprawy i hodowli drzew w rządkach ma się nijak do wiedzy o prawdziwym mozaikowym i różnorodnym lesie. W czasach powojennych masowo nasadzano widoczne i dzisiaj monokultury sosnowe, bo tak było najprościej. Sosna stosunkowo szybko osiąga wiek rębny, i jest łatwa w uprawie, można ją utrzymać na ubogich glebach. Takie plantacje cechuje bardzo mała bioróżnorodność, podatność na „szkodniki” oraz pożary. Ale wygodniej się ścina i pozyskuje drewno. Leśnicy argumentują, że oni już teraz wiedzą jak ważna jest bioróżnorodność, dlatego starają się dopasować skład gatunkowy drzew do siedliska. Lamentują, że oceniać dawnych leśników, to jakby mieć pretensje do chirurga sprzed 80 lat, że nie potrafił przeszczepić serca. OK, tylko ile jeszcze błędów i „nauki”, kiedy konsekwencje takiego czy innego prowadzenia lasu trwają dziesięciolecia, a pewne zmiany często są już nieodwracalne? Jeśli znajdziecie się kiedykolwiek w monokulturze sosnowej z pewnością ją rozpoznacie. Niezbyt stare, strzeliste smukłe pnie posadzone w rządkach. Dolnych gałęzi brak. Dlaczego? Ano leśnicy ogołacają z nich drzewka za młodu, aby łatwiej im było poradzić sobie ze ściętym drewnem do wywozu. Jeśli natomiast dane Wam będzie spotkać prawdziwą sosnę, nie potraktowaną „opiekuńczą” ręką szkodnika lasu, ujrzycie gruby pień, pełen rozchodzących na bok rosochatych gałęzi, pięknych i poskręcanych. Takich drzew często jednak ze świecą szukać.

19453128_1408443619245140_1753217170871187517_o.jpg

Warto też wspomnieć tutaj o sławnej już majówce w Toruniu coś jakby „ekologicznym forum leśników”, podczas której mówiono o osobach chroniących przyrodę, że to Zieloni Naziści, którzy chcą przejąć władzę nad światem. Już nie mogę się tego doczekać…

Pisał o tym portal OKO.press :
https://oko.press/ekolodzy-zieloni-nazisci-ktorzy-chca-przejac-wladze-nad-swiatem-czyli-lasy-panstwowe-u-o-rydzyka/

18342450_1440374329354769_6822288725038144376_n19466655_1380237305345901_8099186566860108541_o
Zachęcamy zatem do wystawienia opinii na profilu Lasów Państwowych w postaci jednej gwiazdki. Niech to będzie symboliczny gest sprzeciwu, wobec polityki niszczenia i wyzysku kosztem przyrody, która jest dobrem na wszystkich. Choć nie liczcie, że cokolwiek do nich dotrze. Jedyne argumenty to „brak pojęcia o gospodarce leśnej i planach urządzania lasu, stoły, krzesła, wyroby drewniane, papier toaletowy.” Poziom dyskusji adekwatny do stanu argumentów. Można to zrobić pod tym linkiem:

https://www.facebook.com/LasyPanstwowe/

PS. A korporacji LP proponujemy zmianę nazwy. Może Zręby/Wyręby Państwowe? 
Państwowe uprawy i plantacje leśne? Krajowa hodowla sosny? Warto się zastanowić.

Źródła:

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21998407,byly-mysliwy-walka-z-kornikiem-w-puszczy-bialowieskiej-jest.html

https://oko.press/ekolodzy-zieloni-nazisci-ktorzy-chca-przejac-wladze-nad-swiatem-czyli-lasy-panstwowe-u-o-rydzyka/

http://sredzinski.natemat.pl/160985,las-poradzi-sobie-sam

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/08/12/lasy-dla-kasy-a-wspolczesne-lowiectwo-trzeba-stworzyc-rozmowa-z-marcinem-kostrzynskim/

18556978_308200022970928_1946444029994504833_n

16426250_1229878203775512_8873935877459415363_n

 

AKTUALIZACJA (04.07.2017, Grindelwald): Niezła heca, chyba Lasom Państwowym nie spodobała się gigantyczna krytyka, jaka padła ostatnio pod adresem. I pod płaszczykiem nienawistnych recenzji zablokowała możliwość dodawania recenzji. W ostatnich dniach ocena strony LP gwałtownie spadała w wyniku dużej liczby negatywnych opinii i miała wynik ok. 3,7.

Nienawistne nękanie – dobre sobie. Przykro LP, ale to swoją butą i arogancją, chociażby w samej Puszczy Białowieskiej, chętnym korzystaniem z przywilejów, które nadaje wam władza, wyzywaniem oponentów od „ekooszołomów”, grożeniem matkom protestującym przeciw waszej rabunkowej gospodarce, że odbierze się im prawa rodzicielskie – zapracowaliście sobie na te „jedynki”.

Screenshot - 2017-07-04 , 13_46_48

Pojawiły się głosy, że fanpage prowadzą ci dobrzy leśnicy z czystej pasji, którzy nie mają na wpływu politykę „góry” i nie zasłużyli na taką nagonkę. Tyle, że nikt nie krytykował owych adminów, tylko bezosobową firmę i jej działania w kontekście Puszczy Białowieskiej / Karpackiej / Bukowej itd. I to firmę jako całość na jej oficjalnej stronie, a nie prywatnych profilach owych adminów.

Może ci admini moralnie nie ponoszą odpowiedzialności za działania GDLP, to jednak dziwienie się, że ludzie są wkurzeni na całą firmę świadczy o oderwaniu od rzeczywistości, a akcje w stylu blokowania możliwości wystawienia głupich gwiazdek na Facebooku tylko wzniecają podejrzenia rosnącej ilości przeciwników. A jak doda się ciągłe robienie ludzi z idiotów, odwracanie kota ogonem i wieczne „wiem lepiej!”, to nie wróżę leśnikom różanej przeszłości. I szczerze nawet mi ich nie żal.

 

Obchody Dnia Ziemi czyli jak myśliwi pchają się tam, gdzie nikt ich nie zaprasza.

Wracamy dziś do corocznych obchodów Dnia Ziemi, które zbliżają się wielkimi krokami. Udział w festynie będzie można wziąć już czwartego czerwca na Polach Mokotowskich w Warszawie. Wracamy z niejakim zażenowaniem, bo prostacka akcja odstawiona rok temu przez PZŁ i fundację Devana, powtórzyła się znów, tylko w bardziej dramatycznym wydaniu.

W ubiegłym roku organizatorzy Dnia Ziemi odpisali PZŁowi tak: „… nie chcielibyśmy promować na Dniu Ziemi łowiectwa, zdecydowanie idea Dnia Ziemi daleka jest od promocji idei, którą Państwo reprezentują. Przykro mi, ale nie nawiążemy współpracy.”
Oczywiście, lament, płacz i zniewaga. W tym roku PZŁ użył wszystkich swoich wpływów, łącznie z poplecznikami w ministerstwie, aby tylko wystawić swoje stoisko i wciskać swoją pomyloną ideologię przypadkowym ludziom. Potwierdzają to sami organizatorzy w jednym z wpisów na swojej stronie :

bez tytułu3222e211`

Myśliwskie lobby bez skrupułów wykorzystuje swoją pozycję, układy i znajomości, aby wciskać się ze swoją pomyloną ideologią tam, gdzie są najmniej mile widziani.

Tragizm ewidentnie wywołany przez PZŁ, które to prócz mordowania zwierząt lubuje się również w sianiu wszelakiego fermentu, dotknął tym razem kilku innych organizacji. Jedyna pociecha w tym, że Fundacja Ośrodka Edukacji Ekologicznej nie jest osamotniona w walce, a inne organizacje także sprzeciwiają się udziałowi myśliwskich pseudo – ekologów w tym wydarzeniu. Jak twierdzą organizatorzy imprezy ”W tym roku PZŁ zyskał sojuszników w postaci ministerstwa środowiska, wywierając na nas ogromną presję” A naciski miały trwać od wielu miesięcy.

bez tyt2333222ułu

Tym razem PZŁ zadziałał szybciej, angażując w swoje paranoiczne dążenia, a jakże – Ministerstwo Środowiska. Na temat owej „państwowej” – o zgrozo – instytucji nie będę się rozpisywać, wiadomo w czyim interesie działa od jakiegoś czasu.
Fakt, że myśliwi pchają się z gumofilcami i swoimi pseudo – ideami w ostatnie miejsce gdzie byliby mile widziani, świadczy już tylko o desperacji w jakiej się znajdują. To kuriozalne, że na Dniu Ziemi wypromować się pragnie organizacja, której członkowie nie tylko dewastują środowisko naturalne, zaburzają lokalne ekosystemy, ale i trują nas wszystkich wprowadzając do obiegu więcej ton ołowiu niż cały transport kołowy.
Zadowolona Pani rzecznik odtrąbiła sukces, który jak się okazuje, wcale nie jest taki pewny. Organizacje jedna po drugiej przeciwstawiają się udziałowi Pzł w festynie, a mało tego, zaprzeczają, jakoby brały udział w jakichkolwiek konsultacjach. Organizator też sprawy jeszcze nie zamknął, choć naciski są ogromne, łącznie ze stratą dofinansowania z Ministerstwa, które zakrawa na mało śmieszny żart.

bez tytułu3222211
Będą ”edukować’. Zwierzęta trzeba zabijać i jeść kiełbasę z dzika, aby chronić środowisko i uprawy rolników. Inaczej zwierzęta zjedzą nas.

Tak działa łowiecki Eko – Terror w praktyce. Kłamstwa, naciski , manipulacje i presja – to owa sławna promocja łowiectwa w nowym wydaniu.
Fundacja potrzebuje pomocy i prosi o wyrażenie swojej opinii na temat ewentualnego uczestnictwa PZŁ, co można zrobić tutaj:

Pomoc Fundacji – Zamieść opinię

AKTUALIZACJA Z DNIA 30 MAJA 2017:

NIE BĘDZIE MYŚLIWYCH NA DNIACH ZIEMI !!!

Pozytywna i wspaniała wiadomość na dzisiaj. Oficjalnie i ostatecznie, według organizatorów, PZŁ nie weźmie udziału w obchodach Dnia Ziemi. Całkowicie wspieramy i rozumiemy tą decyzję. Jest to małe zwycięstwo nas wszystkich, którzy wsparliście organizatorów na ich profilu, wyrażając swoje zdanie odnośnie uczestnictwa PZŁ w tej imprezie. Godziny dyskusji i wymiany argumentów jakie miały miejsce na profilu Dzień Ziemi nie poszły na marne. Myśliwi ponieśli porażkę, kiedy niektórzy z Was pięknie masakrowali koronne argumenty myśliwskie wiedzą i logiką. Dziękujemy tym osobom szczególnie. NIE dla pseudeokolgów z PZŁ. Gospodarka łowiecka, użytkowanie łowiska, postrzeganie zwierząt jako surowca lub szkodnika – to nie są idee, które powinno się promować podczas święta ekologii. Rzecznik PZŁ Diana Piotrowska okłamała opinię publiczną, sugerując, że stoisko i miejsce mają już ”zaklepane”. Na swoim profilu napisała, że w wyniku konsultacji z NGOs, myśliwi otrzymali zgodę i będą ”edukować” na polach mokotowskich. Było to nieprawdą.

Screenshot - 2017-05-30 , 21_59_51

W zeszłym roku Polski Związek Łowiecki także nie załapał się na tą imprezę, otrzymując pismo z odmową od organizatorów. W tym roku myśliwi postanowili wykorzystać sprzyjającą koniunkturę polityczną i swoje znajomości w ministerstwie, aby wprosić się na obchody. Pocztą pantoflową i w tajnych grupach umawiali się na komentowanie i wyrażenie wsparcia dla PZŁ. Nie udało się….

Screenshot - 2017-05-31 , 01_29_00

Nie będzie pokazywania skór, trofeów, promowania okrucieństwa i sadyzmu, przekupywania ludu kiełbasą i mówieniem, że jedzenie bigosu z dziczyzną to zrównoważony rozwój ekologiczny oraz ochrona pól rolników.

Wielkie Brawa również dla organizatorów, którzy nie ulegli szantażom myśliwych i nie dali się zastraszyć.

NPRM

Na koniec wierszyk:

Polowała w kniei Diana Piotrowska…

Wlazła na ambonę przypudrować noska.

I myśliwi dziś bardzo zdziwieni,

Gdzie się zapodział nasz udział w Dniu Ziemi?

A z chaszczy opasły, wynurzył się Knur…

”Stoiska nie będzie – pozdrawiam – Darz Bór.”

Kto zastrzelił Łosia?

Kilka dni temu dostaliśmy niepokojąca wiadomość od jednego z naszych czytelników, za co od razu serdecznie dziękujemy. Tylko takie postawy i zainteresowanie społeczeństwa mają szansę przechylić szalę tej nierównej walki o zwierzęta i przyrodę… a tym samym walki o nas samych.

1   2

Ekipa NPRM podjęła się próby prześwietlenia tego wypadku.

W skrócie:

Dnia 16.03.2017r Urząd Gminy Dąbrówka otrzymał zgłoszenie o martwym łosiu.

Po wizji w terenie w dniu 16.03.2017r. w związku z tym, że zachodziły podejrzenia, że łoś został zastrzelony, pracownicy Urzędu Gminy w Dąbrówce, powiadomili Policję.

Dnia 17.03.2017r. Komisariat Policji w Radzyminie przesłał pismo z informacją, że zwierzę nie będzie zabezpieczone do postępowania

W związku z powyższym, tego samego dnia, pracownik Urzędu powiadomił firmę, z którą Gmina Dąbrówka ma podpisaną umowę na odbiór i utylizację martwych zwierząt, by odebrali zwierzę, co też w dniu 17.03.2017r uczynili.

SONY DSC


Dnia 21.03.2017. Urząd Gminy w Dąbrówce otrzymał postanowienie o umorzeniu dochodzenia z Prokuratury Rejonowej w Wołominie.

Sprawa jest bulwersująca z wielu przyczyn.

Po pierwsze – w okolicy ambony postrzelony zostaje łoś. Zwierzę upada, podnosi się i próbuje uciekać, choć trzy kule, które utkwiły w grzbiecie odbierają nadzieję na przeżycie. Strach tylko i płonna nadzieja na przetrwanie, pchają to konające, cierpiące zwierzę jak najdalej od ambony. Niestety łoś jest już w takim stanie, że nie daje rady iść. Kona w obrębie stu metrów od miejsca, z którego jakiś tchórzliwy typ zabawiał się w pana życia i śmierci. Bawił się zdecydowanie dla samej frajdy, skoro olał nawet sprawdzenie, czy zwierzę dostało, czy nie – co przy takiej odległości nie było żadnym problemem.

Po drugie – dochodzenie postrzałka to nie wybór – chce mi się, czy nie?! – to obowiązek wynikający z przepisów prawa oraz tzw, ”etyki łowieckiej”. Człowiek ten popełnił poważne wykroczenie, czego świadome były osoby zgłaszające zwierzę i służby wezwane na miejsce.

SONY DSC
Po trzecie – polowanie mogło być nielegalne, skoro jego wyniki zostały tak skrzętnie ukryte (O sprawdzenie rejestru polowań poprosimy tutaj PZŁ – stawiam, że zainteresowania sprawą nie wzbudzimy). Czyli osobnik, który tak doskonale się wtedy bawił popełnił nie tylko wykroczenie, ale prawdopodobnie jest przestępcą, kłusownikiem, choćby miał i dziesięć piórek w tyłku oraz całą masę znajomości. Choćby koledzy nie wiem jak piali z zachwytu nad ”dobrym kolegą i etycznym myśliwym”.

Kolejne – zwierzę zostaje zgłoszone co najmniej dwa dni po jego wykryciu. Ileż to mądrych głów pracowało nad tym, jak sprawę zatuszować. I wymyśliły, nie przeczę, żadnej wzmianki w mediach, ogólna cisza. Gdyby tylko nie ten NPRM…

Na miejsce przyjeżdża przedstawiciel Urzędu Gminy …. znajduje łosia z ranami wlotowymi, mogącymi świadczyć jedynie o postrzale, nieopodal jest ambona, teren zalesiony, jak widać na mapie. Nie wezwano natomiast nikogo, kto mógłby stwierdzić, czy potwierdzić obrażenia od postrzału. Zresztą, chyba, nikogo zbytnio to nie interesowało. Ot, wypadek przy pracy, pomylił z dzikiem…

SONY DSC
Urzędnik wzywa policję. Na miejsce przyjeżdża patrol z Komisariatu w Radzyminie. Policjanci są zainteresowani raczej zamieceniem sprawy pod dywan, niż wszczynaniem jakiegokolwiek śledztwa. Bo i po co?! Łoś już martwy, zresztą i żywy wrażenia by pewno na nich nie zrobił, więc co za różnica, że ktoś go ukatrupił. Przecież, jest ich za dużo…
Co najmniej jeden z policjantów z owego komisariatu jest myśliwym… myślę, że to tłumaczy dobitnie zachowanie reszty kumpli. Przynajmniej jeden – to też sprawdzimy w najbliższym czasie.

odbiór padliny

Dwa dni później do gminy przychodzi pismo z komendy radzymińskiej informujące, że zwierzę nie zostanie zabezpieczone do postępowania. No nie będzie, bo nikt nigdy nie miał zamiaru postępowania w tej sprawie prowadzić. Pismo podpisuje st. asp. Magdalena Królikowska, jak na zdjęciu.

nie zabiorą

Tego samego dnia łoś zostaje zabrany przez, jakkolwiek dziwnie to brzmi, Zbiornice Padliny. Jak niżej.Cztery dni później gmina dostaje pismo z Komendy Powiatowej w Wołominie, podpisane przez sierż. szt. Krystian Pawelec. Postanowiono umorzyć dochodzenie, przed jego wszczęciem, a postanowienie to nie wymaga uzasadnienia.

umorzenie

Mnożą się pytania.

Kto strzelał? Jakim prawem? Dlaczego ewidentne przestępstwo zostało tak doskonale ukryte? Na czyje zlecenie? Tego nie wiadomo.
Widać natomiast jak szybko i sprawnie działają służby…

Im dalej w las, tym ciekawiej. Chcąc ustalić kilka faktów, napotykamy na trudności. Niektóre z pomniejszych kół łowieckich widnieją w rozmaitych rejestrach, nie posiadają jednak stron internetowych, ani nie można wyszukać choćby tego, kto jest ich prezesem, czy członkiem zarządu. Z kolei na znalezionych stronach po raz pierwszy spotykamy się z praktyką podawania w spisie członków koła samego imienia, z pierwszą literą nazwiska. Na jeszcze innych stronach jesteśmy informowani o zabezpieczeniu tych informacji hasłem / szyfrem, widocznych tylko dla zarejestrowanych członków. W kolejnych brak do wglądu spisu polujących. Lokalne towarzystwo jak widać dobrze funkcjonuje sobie incognito, przy okazji zabawiając się kosztem zwierząt. Ręka rękę myje. Więcej nie mogliśmy zrobić… To co udało się zebrać, oddajemy do publicznego wglądu.

P.S: Wszystkie opublikowane materiały są ogólnodostępne i uzyskane zgodnie z prawem.

Vera.

 

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Polowanie to niewątpliwie „frajda”. Oczywiście, dla tych, którzy lubują się w tej chorej rozrywce. Dostarcza polującym wielu „emocji łowieckich” i „estetycznych przeżyć pośród natury, w harmonii z nią” przy akompaniamencie okrzyków, palby strzałów, poszczekiwań psów i kwiku zabijanych dzików. Emocji na polowaniu tym więcej, im więcej się dzieje, a wydarzyć się może więcej, jeśli poluje się z psami. Oficjalnie chodzi o to, by pies ułatwił „pracę” myśliwemu naganiając dziki na linię strzelców czy też oszczekując i zatrzymując go możliwie w miejscu, do momentu nadejścia myśliwego, który odda strzał.  Druga strona medalu to wspomniane wyżej „emocje łowieckie’’, które dochodzą do głosu, kiedy na polowaniu może zdarzyć się więcej „przygód”. Takich atrakcji jak starcia przeszkolonych psów z dzikami, rany, a czasami śmierć – myśliwym nigdy dość. Kotłujące się po krzakach walczące zwierzęta, szczekanie, jazgot, zwarcie zwierząt – wszystko to powoduje wyrzut adrenaliny, tętno przyspiesza, w głowie pojawią się pytania: Ciekawe czy duży? Zdążę? Psy dadzą radę? I zapewne wiele innych.

14732355_1141305935990080_7227786546921769374_n

W poprzednich tekstach opisywaliśmy jak myśliwi świadomie narażają swoje psy na śmierć, kiedy zwierzęta giną od przypadkowych postrzałów, lub zostają ranione i trwale okaleczone. Wiele z nich nigdy nie będzie już cieszyć się pełnym zdrowiem, niektóre nie przetrwają zabiegów w gabinetach, inne muszą zostać uśpione, kiedy nie ma szansy na ratunek. Ale co to obchodzi myśliwych. Przecież „wyszkoli się następnego”. Historie psów zastrzelonych podczas polowań można poczytać sobie tutaj – opisali je sami myśliwi na jednej ze swoich stron:

Psy zastrzelone na polowaniach

Wszystko zaczyna się od szkoleń psów , przyszłych „dzikarzy’’ w specjalnych zagrodach.  Niezbyt duże dziki są tam przetrzymywane przez myśliwych, i jedynym ich losem jakiego doświadczają jest bycie podgryzanym, ranionym i straszonym przez szczute na nie psy. Proceder ten opisaliśmy w tym poście:

Szkolenie psów w zagrodach dziczych

Szkolenie dzikarza z całym swym okrucieństwem, to tylko etap i przedsmak tego, co czeka dalej psa. Po jego zakończeniu, myśliwy nie może doczekać się, jak też jego pies „sprawdzi się w boju”, w realnym polowaniu z dzikiem. Czy sobie poradzi? Odniesie rany? A może nagoni mi zwierza prosto pod lufę, a ja bohatersko zastrzelę go podczas panicznej ucieczki przez swój leśny dom.

kopia-13935162_1046089032178438_454022344662563563_n

Pies interesuje myśliwego tylko użytkowo. Ma sprawdzać się i wykonywać swoją robotę na polowaniu. Tu nie ma więzi – jest tresura. Oczywiście pies będzie się cieszył z wykonywanej pracy, która współgra przecież z jego rozbudzonymi instynktami, jak i zrobi wszystko , aby zadowolić swojego pana. Jak myśliwi postrzegają rolę swoich psów, świadczą zdjęcia zamieszczone w tym poście, obrazujące rany i skaleczenia jakich doznają przez chore zachcianki swych panów. Ale jeszcze jedno zdjęcie poniżej, na którym zobaczyć możecie w jaki sposób przewożone są psy do polowań. Niewolnicy od „brudnej roboty”, a kiedy coś się stanie to przecież „wyszkoli się następnego”.

15027764_1139083552878985_785419331274557539_n

Niektóre fundacje i stowarzyszenia zajmujące się adopcjami psów, przy redagowaniu swoich ogłoszeń dodają taką adnotację „Myśliwym dziękujemy – proszę nie dzwonić!” Jak myślicie, dlaczego? Najlepszą odpowiedzią na to pytanie będą chyba poniższe zdjęcia. Oczywiście myśliwi oburzają się wtedy na dyskryminację, a „głupie ekole hehe” nie wiedzą, że to pies myśliwski, który według nich, aby być spełniony powinien pracować. To pokazuje tylko w jakich realiach mentalnych tkwią panowie polujący – dziś psy ras myśliwskich, aby być szczęśliwe niekoniecznie muszą ganiać po lasach z nosem przy „farbie” płosząc zwierzynę i narażając się na rany i śmierć ku uciesze swych treserów, których upośledzenie emocjonalne warunkuje doświadczanie takich rozrywek, by przeżywali w swym bladym życiu choć minimum emocji. Jamniki czy wyżły mogą doskonale sprawdzić się jako psy rodzinne i przy odpowiedniej ilości ruchu oraz zabaw w plenerze, aportowaniu i bieganiu z właścicielem, także będą spełnionymi psami, którym nic do szczęścia nie braknie, co potwierdzi wielu psich behawiorystów. No, ale myśliwi „polujo, to wiedzo lepiej”…

4dfee

Sprawdzian psa na polowaniu i jego przyszła „praca” na rzecz tresera-oprawcy. To kwintesencja wszystkich działań myśliwego, od wyboru i zakupu psa, poprzez jego szkolenie.  Tak, oprawcy – nie bójmy się tego słowa. Odpowiedzialny właściciel troszczy się o swojego psa, martwi, by nic mu się nie stało, nie puszcza luzem w miejscach do tego niedozwolonych. Tymczasem myśliwy postępuje zupełnie odwrotnie. Większość z nas drżała, by na myśl, że naszego pupila może poturbować dzik, a jak u myśliwych? Dokładnie odwrotnie. To, że ich pies może zostać poharatany, okaleczony czy zabity, jest tym, co dodatkowo polowanie uatrakcyjnia, cieszy i podnieca.  Zresztą spójrzcie na opisywane przez nich historie. Widać tam jakieś zmartwienie? Nie, jest radość, entuzjazm i wesołość z doznanej przygody, na co wskazuje styl pisania i charakter postu. Oprawcą więc śmiało możemy nazwać osobę, która z rozmysłem i premedytacją posyła swoje zwierzę ku kalectwu i śmierci wiedząc co mu grozi , uprzednio starając się wszystko nacelować w tym kierunku. Robi to z własnej nie przymuszonej woli, choć nie musi. Pamiętajmy nie tylko o psach, ale i o dzikich zwierzętach, które także płacą najpierw silnym stresem, a potem ranami i śmiercią, w wyniku chorych zabaw myśliwskich pseudo-miłośników natury.

15879203_592633197599158_400467575_n

Ale kto przeciw, ten nie rozumie „racjonalnej gospodarki łowieckiej”, „kultury i tradycji” no i z pewnością nigdy w lesie nie był.  Myśliwi pewnie zakrzykną, że przecież troszczą się o swoje psy, wyposażając je w kamizelki kevlarowe. Ot, łaska pańska… Bo pies i szkolenie trwają oraz kosztują. Szkoda więc, zaczynać wszystko od nowa, jeśli ma się już dobrze pracującego i przeszkolonego psa. I to chyba jedyna motywacja. Wcześniej psie kamizelki ochronne z kevlaru nie były u nas popularne, możemy tylko domniemywać, ile psów zostało rozprutych przez dziki gdzieś po krzakach, posłane tam z premedytacją przez swych właścicieli.

6h13tg

Podsumowując całość – jawi się nam przed oczyma kolejny ponury, tragiczny obraz łowieckiej rzeczywistości. Dla nich to oczywiście ta wesoła i przyjemna strona, tego musimy mieć świadomość. Szkolenie i przyuczanie do starć z dzikami psów, tylko po to, by następnie posyłać je do „pracy i pomocy” przy polowaniu, gdzie odnoszą w zależności od szczęścia powierzchowne rany, czasem dotkliwe, a nie raz śmierć. Innym razem skończy się rozpruciem i dogorywaniem psa w męczarniach, chyba że właściciel/oprawca/treser znajdzie go i dostrzeli. Tym bardziej przerażające jest to, że ci ludzie wiedzą co grozi zwierzętom – widzieli przecież nie jedno. To czego się dopuszczają, czynią z rozmysłem, pełną świadomością i premedytacją.  Czyżby aż takie uzależnienie od emocji, jakich dostarczają walczące i goniące się zwierzęta? Następnie kolejny pies i kolejny – przecież polować trzeba, gospodarka łowiecka sama się nie poprowadzi. Czasem szycie u weta, no i pochwalenie się ranami psa przed kolegami na facebooku. I tak leci życie. No i o co znów chodzi tym przeciwnikom łowiectwa? Czego się czepiają? Na pewno nie znają tych wspaniałości wrażeń jakie daje polowanie i to dlatego.

67qd0p

Mamy nadzieję, że publikacja tych materiałów przyczyni się jakoś do poprawy losu czworonogów, które zmuszane są do zaspokajania haniebnych praktyk swoich właścicieli. A w przyszłości używanie psów do celów łowieckich zostanie zakazane. Biorąc pod uwagę zebrane w tym poście materiały, to co w nich opisane i co dzieje się na polowaniach, uważamy, że temu towarzystwu psy powinny być odbierane obligatoryjnie. Na tą chwilę także jest to możliwe, gdyż prawo stanowi:

„Dotychczas odebranie zwierzęcia mogło nastąpić jedynie w przypadku, gdy dalsze jego pozostawanie u dotychczasowego właściciela zagrażało jego życiu. Obecnie także zagrożenie dla zdrowia zwierzęcia jest podstawą do interwencyjnego odebrania psa w trybie natychmiastowym.

Stało się tak dzięki rozszerzeniu zapisów w ustawie, która reguluje m.in. to, kiedy może dojść do interwencyjnego odebrania zwierzęcia, ponadto sprecyzowała definicje w zakresie znęcania się nad zwierzętami oraz rozszerzyła odpowiedzialność gmin w zakresie pomocy zwierzętom bezdomnymi.

Art. 7 ust. 3. W przypadkach nie cierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia.

https://www.facebook.com/notes/psia-ma%C4%87-nie-kupuj-od-pseudohodowc%C3%B3w/prawo-interwencyjne-odebranie-psa/392654434195934/

15941956_592778810917930_398985530_n

Odynieczad

Jeśli praktyki myśliwych nie są zagrożeniem dla życia i zdrowia psów, to co nim jest? Zachęcamy do śledzenia stron myśliwskich i zgłaszania wszystkich podobnych przypadków odpowiednim fundacjom i stowarzyszeniom. Pisać w podobnym tonie można, by jeszcze długo, gdyż skala cynizmu, okrucieństwa, bezmyślności i sadyzmu, przedmiotowe podejście do zwierząt oraz brak wyobraźni wymyka się powierzchownej ocenie. Może niech więc przemówią myśliwskie opowieści oraz grafiki. To co na nich zobaczysz, to nie efekt działania kłusowników, jak przy każdej okazji starają się wmawiać myśliwi, a wyczyny osób w głównej mierze należących do Polskiego Związku Łowieckiego.

1432qzl

2dcd9nq

15909993_592634134265731_21574747_n

2p1k3

Myśliwska „odpowiedzialność” za zwierzę. Jak nie polowanie i dziki, to… trucizna. Wszystko oczywiście jest powodem do zamieszczenia wesołego posta na facebooku. Ale przecież to weganie, karmiący psy polecanymi przez weterynarzy pokarmami bezmięsnymi, są oprawcami…

2lscr5u

27xmjj7

2j4buyw

3yln4
Niestety… pies otrzymał cięcie dziczą szablą, na razie „wyłączony z gry”.

15094954_1141305635990110_2955665379191702459_nJuż po polowaniu. Te psy jednak… nie wyglądają najweselej.

14956485_1124011611052846_4265282559757674409_n

10xya1c

1zez5j

Chyba nie trzeba tu także żadnego komentarza. „Dobre dzikarze nie zdychają ze starości”. Powiedzonko załatwia sprawę, i polujemy dalej,  narażając kolejne psy na cierpienie i śmierć dla swojej pasji. Tak, myśliwi „kochają” zwierzęta… św. Hubert szybko zabiera, widzimy więc, że proces cały czas trwa. Kolejny pies i kolejny…

25675o8
Tak, nie miał szczęścia… A może by miał, gdyby posiadał normalnych nie polujących właścicieli, mógłby być cieszącym się obecnością ludzi oddanym psem rodzinnym, skorym do zabaw i psot.

b8kebo
Dawaj, Houston, dawaj! Bierz go!!! Więc Houston dawał, chcąc zadowolić wymagającego pana. Pan musiał bardziej podniecić się polowaniem, a pies odebrał poważne cięcie. Ale spokojnie, właśnie szyte są. Ciekawe co będzie na kolejnym polowaniu 😀 😀 😀 Darz bór.

Na zakończenie taka propozycja dla myśliwych. Zamiast męczyć niewinne psy, może sami zaczniecie biegać po krzakach, ścierać się z dzikami, wystawiać, głosić i oszczekiwać. Udowodnicie przy okazji co tam próbujecie sobie udowadniać polując, a emocje, doznania i przeżycia będą niesamowite, gwarantuję. Potem najwyżej cięcie i szycia, a w razie co przecież wyszkolicie sobie kogoś następnego. Państwo myśliwi bardzo płaczą i lamentują, kiedy dzik rozszarpie im psa, może i na swój sposób jakoś to przeżywają, topiąc smutki w alkoholu i wspominając wszystkie cięcia oraz szycia swojego „pupila”. Gdyby rzeczywiście przejmowali się losem psów, metoda jest banalna – dać im spokój.
35ji9up
Kwintesencja „etycznego” łowiectwa, w wykonaniu ekipy dzikarze.pl. Z ironią, bo przecież jak twierdzą przy każdej okazji myśliwi oni niczego nie płoszą, a polowania są wyrazem harmonijnego obcowania z naturą. A przegonione sarny? Powód do śmiechu i kto by się tym przejmował.

Mity Łowieckie – Slogany i kłamstwa myśliwych w przestrzeni publicznej.

Temat był już wałkowany wielokrotnie, nie tylko na naszej stronie, jak i w zakładce Mity łowieckie & Okrucieństwo, można znaleźć rozprawę o dowolnym z nich. Jednak wychodząc naprzeciw potrzebom czytelników postanowiliśmy opracować krótką notatkę, która pozwoli poruszać się po świecie myśliwskiej hipokryzji i celnie zbijać wyuczone bzdury, którymi próbują zewsząd raczyć nie zorientowanych.

Mit 1. Myśliwy dokarmia zwierzęta, by pomóc im przetrwać zimę.  Czyli dlaczego, żaden z tych ”nawiedzonych zielonych pseudo-obrońców zwierząt” , nie pójdzie w zimę do paśnika dokarmiać?!

To rzeczywiście, jeden z ulubionych myśliwskich argumentów. Piękny frazes i jeszcze piękniej brzmi, dla kogoś, kto z pracą myśliwych nie miał do czynienia.  Jest tu jednak drugie dno, skrzętnie skrywane, o którym już żaden z myśliwych Wam nie powie. Dokarmia się nie po to, by „pomóc przetrwać zimę”. Lecz co najwyżej,by pomóc sobie. Krótko, chodzi o potencjalnie zmarnowaną dziczyznę. Myśliwi „litościwie pomaga”, a przyszłym sezonie do podtuczonego przez siebie zwierzęcia już bezlitośnie strzela. Dokarmianie jest zwierzętom do niczego nie potrzebne. Przez tysiące lat, podczas występowania znacznie bardziej surowych warunków zimowych, poradziły sobie bez niego. Polski Związek Łowiecki, istnieje ponad 90 lat, a dokarmianie prowadzi się od około 70. Można choćby na tej podstawie,odpowiedzieć sobie, jak bardzo ono zwierzętom jest „potrzebne”. Zwierzęta dokarmianie płodami rolnymi uczą się ich smaku, a następnie jeśli podobnej karmy im w paśniku zabraknie, szukają jej na polach. Dokarmianie nie pozostaje bez wpływu, na zwiększoną populację zwierząt, co jest sprzeczne z interesami np. rolników, ale już bardzo mile widziane przez myśliwych. Taka karma jak buraki, ziemniaki, czy marchew lub kukurydza są niewłaściwym dla leśnych zwierząt pokarmem, i nigdy nie powinny się w lesie znaleźć. Zaś surowa zima, to jeden z podstawowych czynników selekcyjnych pogłowia zwierząt, a „pomaganie im przetrwać” do następnego sezonu, przy średniej temperaturze +5 do -1°C, przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego z uwagi na powyższe, ponad 30 organizacji ekologicznych zrzeszonych w koalicji  Niech Żyją!  są za całkowitym zakazem dokarmiania większych zwierząt łownych. Więcej o szkodliwym wpływie dokarmiania poruszone było tutaj. Dokarmianie – bezsens, czy sens życia myśliwych? 

Niekorzystne skutki dokarmiania:

– Zaburzenie naturalnej selekcji, w wyniku przeżywania osobników słabszych, i pogarszanie jakości stada – to akurat zrozumiałe, bo wtedy mogą trąbić, że trzeba zabijać stare, słabe i cherlawe;

– Roznoszenie chorób – przy karmiskach i paśnikach spotyka się wiele gatunków zwierząt, które bez tego nigdy by się razem nie zeszły, wymieniają ze sobą patogeny;

– Uczenie zwierząt leśnych smaku płodów rolnych, w wyniku czego szukają one ich następnie na polach, zwiększając jeszcze szkody;

– Taka karma jak ziemniaki, buraki, marchew czy kukurydza oraz kiszonki, NIGDY w lesie znaleźć się nie powinny. Gnijąc i zalegając stwarzają też zagrożenie epidemiologiczne;

– Zwierzęta tracą instynkt ucieczki – nie tylko przed człowiekiem, ale też przed pojazdami, w związku z czym giną lub zostają ranne w kolizjach drogowych;

– W zagęszczonych populacjach łatwo rozprzestrzeniają się choroby, wzmagają się zachowania agresywne, dochodzi do zranień i wzajemnych okaleczeń;

– Wywożąc do lasu jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie i w efekcie również naturalne cykle płodności;

– Wszystkie dokarmiane zwierzęta, i tak zostaną następnie „pozyskane”;

– Zwierzęta które najczęściej korzystają z dokarmiania, nie są w żaden sposób zagrożone wyginięciem.

Motywy dokarmiania zwierząt przez myśliwych:

– Niewłaściwie pojmowana, fałszywa troska o zwierzęta, która przynosi więcej szkody niż pożytku (patrz wyżej);

– Myśliwi jakoś nie dokarmiają innych gatunków zwierząt z poza listy łownych, mimo, że też cierpią zimą głód;

– Padłe zimą z głodu zwierzę to oczywiście strata dziczyzny i tuszy;

– Dokarmianie i praca przy nim są potrzebne myśliwym do miłego znieczulania sumienia i łagodzenia stanów, które budzą się, gdy się nieustannie zabija. Można potem mydlić oczy wszystkim wokół, jakim to jest się „dobrym i szlachetnym”, okłamując samego siebie.

Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w drugiej połowie XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Takiego jedzenia w lesie nigdy nie było i nie powinno być. Myśliwym zawsze chodzi o duże stany zwierzyny, większe niż naturalny ekosystem byłby w stanie wyżywić. Najważniejsze jest bowiem, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie.  ~ Zenon Kruczyński

Trzeba dodać, że myśliwi uważają, że dokarmia się po to, aby zwierzęta nie robiły szkód w uprawach. ( Zimą, przy -10°C na gołych polach pokrytych śniegiem i skutej mrozem ziemi rzeczywiście, łatwo o szkody…). Zdają się zapominać, że celom takim służą pasy zaporowe i poletka żerowo-ogryzowe. Argument ten pojawił się w dyskusjach stosunkowo niedawno, jako akt rozpaczy w dawno przegranej debacie.

elk_dokar_-000

Mit 2. Myśliwi muszą zastępować drapieżniki i kontrolować liczebność populacji zwierząt.

Ciężko nawet tą bzdurę skomentować, ale po kolei. Po pierwsze myśliwy nie jest w stanie zastąpić drapieżnika. Drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Wilki polując ”testują” kondycję swoich ofiar, aby ustalić sztukę mniej sprawną w ucieczce, prowadząc ”pościgi kontrolne”. W ten sposób wybierają ze stada rzeczywiście właściwą ofiarę. Który myśliwy pobiegnie za stadem łań, aby sprawdzić ich kondycję? Widzimy więc, że myśliwy nie jest w stanie w żaden sposób zastąpić drapieżnika. W micie tym zawarte są trzy kłamstwa, kolejnym jest twierdzenie, że drapieżniki są od tego, by kontrolować liczebność zwierząt.  Rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności -zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją, my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem, nie regulowaniem liczebności zwierząt. Rolą drapieżników jest utrzymywanie populacji swoich ofiar po prostu w zdrowiu. Jakkolwiek paradoksalnie to brzmi. Jako pozbawione ludzkich skrupułów perfekcyjnie eliminują sztuki chore oraz słabe, a także młode. I to jest selekcja naturalna. Dzikie zwierzęta potrafią same kontrolować swoją liczebność, dostosowując zachowania rozrodcze do warunków w jakich przyszło im żyć (siedlisko, baza żerowa, warunki życia). Dowodzą tego badania naukowe z całego świata. A użytkowanie łowieckie populacji zwykle przynosi skutek odwrotny od zamierzonego, zamiast zmniejszania liczby zwierząt, finalnie zawsze mamy ich więcej. Dlaczego? Ze szczegółami opisaliśmy to w 2 artykułach:
Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików?   oraz Wpływ łowiectwa na liczebność lisów. Ostatnie odnośnie „konieczności regulacji”. Na liście zwierząt łownych jest 31 gatunków zwierząt, w tym 13 gatunków ptaków, a więc „nie – łownych” pozostaje jeszcze z 300 innych.  Myśliwi intensywnie „regulują” raptem kilka z nich. Kto zajmuje się pozostałymi gatunkami zwierząt, ssaków, ptakami, owadami, płazami, rybami, czy choćby owadami? Natura – ano właśnie. Dodajmy, że wszelkie duże drapieżniki, były przez lata tępione, przez osoby z ‘’żyłką myśliwską’’, a na wilki polowano jeszcze w czasach PRL. Człowiek tępił duże drapieżniki po to, by sam mógł więcej polować.

11011936_941794985840656_53094381532512124_n

Mit 3. Myśliwy zabija tylko stare i chore zwierzęta.

To zdanie pokazuje tylko, z jaką premedytacją to środowisko potrafi kłamać. „Bzdura dyżurna”, choć sporo osób jeszcze w nią wierzy. Starych zwierząt łownych w naszych populacjach po pierwsze, po prostu już nie ma, zostały wystrzelane. Dzik w naturze dożywa ponad 25 lat, obecnie najstarsze spotykane osobniki mają po 5-7. Jeleń Szlachetny ponad 20, najstarsze 14, a zazwyczaj zabite zostają do 10 roku życia. Lisy do 14 lat itd… Kalendarz łowiecki dopuszcza strzelanie do zwierząt młodych, tj. warchlaków, wycinków, przelatków, ciężarnych łań czy cieląt np. daniela. Są więc zabijane zwierzęta młode. Zresztą idzcie na polowanie – tam zwierzęta nie leżą „stare i schorowane” po krzakach, w oczekiwaniu na strzał łaski, lecz bardzo żwawo uciekają.  Część osób daje się bardzo nabierać na ten frazes, cóż, tutaj wystarczyła by jedna wizyta na polowaniu. No i po co takie zaangażowanie wokół trofeistyki? Między innymi dlatego, że myśliwych interesuje zabijanie zwierząt jak najbardziej witalnych i dorodnych, dla ”pięknych” trofeów właśnie.

 Mit 4. „Bo łowiectwo to tradycja”.  A człowiek od zawsze polował.

Co do obu zupełna zgoda.  Pytanie, czy wygodniej nam trzymać się zamierzchłych tradycji, czy jako ludzkość chcemy się rozwijać od barbarzyństwa do cywilizacji.  Do nie tak dawna „tradycją” było też niewolnictwo czy brak jakichkolwiek praw kobiet. Gdzie indziej za tradycję uważa się okaleczanie na żywca małym dziewczynkom narządów płciowych. Ci ludzie tak samo odpowiedzą: „Ale to nasza tradycja! A człowiek od zawsze polował”. Człowiek od zawsze robił wiele, rzeczy, między innymi nie mył się, gwałcił, palił i mordował, czy podcierał palcem, a kobiety walił maczugą po głowie ;). Czy myśliwi tym niewątpliwym tradycjom ludzkości dają także wyraz? Nie? Bądźmy więc konsekwentni albo… Dziś nie ma żadnej potrzeby, by prześladować dzikie zwierzęta dla pokarmu, czy skór bądź innych przedmiotów. Niegdyś polowania spełniały szereg istotnych potrzeb człowieka związanych z jego przetrwaniem w naturze, tak jak dostarczały pożywienia, ubrań, przedmiotów codziennego użytku. W obecnej rzeczywistości żadna z tych ról nie ma już znaczenia, chyba, że dla garstki oderwanych od rzeczywistości osobników, pragnących kultywować niechlubną tradycję ludzkości. Warto zadać sobie pytanie, czy cała ta panująca w Polsce ideologia myśliwska jest naprawdę nasza? Oczywiście nie. Tradycję tę przeszczepił na grunt polski August II Mocny, a utrwalił jego syn August III. Ten saski model łowiectwa bardzo się spodobał ówczesnej polskiej elicie i został powszechnie zaakceptowany. To wtedy zaczęto polować dla czystej przyjemności i mieć w pogardzie „mięsiarzy” (polujących dla zdobycia jedzenia):
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

Gdzie indziej „Święta tradycja” wygląda tak. Tradycja – jedno małe słowo, które potrafi uświęcić i uzasadnić najbardziej bezsensowne okrucieństwo świata.

obrzezanie-dziewczynki-550x350

Mit-„argument” 5. Mięso nie rośnie na drzewie!

Doprawdy? Ale jak to :(? Mój świat legł właśnie w gruzach… Zawsze śmieszy mnie, próba „uświadamiania” obrońców praw zwierząt, jak wygląda życie zwierząt hodowlanych. Organizacje ekologiczne walczą w pierwszej kolejności o poprawę losu zwierząt w ubojniach,  a ich aktywiści i działacze zazwyczaj są weganami i wegetarianami.  Niezmiennie kojarzy mi się to z próbą wybielania własnej osoby, szukania dla siebie usprawiedliwienia, odwracania kota ogonem, tłumaczenia jednego okrucieństwa drugim… Bo skoro zwierzęta hodowlane cierpią i hodujemy je na pokarm, to czemu nie zabijać tych dzikich? W czym one są gorsze? Tak argumentował mi kiedyś jeden myśliwych.
Dlaczego warto zrezygnować z mięsa? – nasza notatka na ten temat.

Mit 6. Na polowaniu zwierzę ginie od jednego strzału.

Według źródeł samych myśliwych, na polowaniach zbiorowych postrzałków wśród zwierzyny grubej bywa nawet ponad 30 %.  W innych przypadkach, według ankiety przeprowadzonej na forum Dziennika Łowieckiego, ten % bywa jeszcze większy. Nie szukając długo, na youtube znajdujemy film z polowania, gdzie prowadzący stwierdza ‘’Oddano 49 strzałów, padło 9 dzików’’. Można więc sobie wywnioskować jak to jest z tą celnością. Wychodzi 5 strzałów do jednego dzika.  Więcej na temat postrzałków w artykule poniżej:

Postrzałki na polowaniach

Pudła2

Mit 7.  Święty Hubert zdarzył.

Patron myśliwych, przewracający się w grobie, po każdym bałwochwalczym zbezczeszczeniu jego pamięci musiał już wywiercić dziurę w trumnie. A to dlatego, że św. Hubert będący zapalonym myśliwym przez większość swojego życia, w pewnym momencie doznał objawienia. „Młody Hubert najwięcej czasu spędzał w lasach, gdzie nieustannie polował, łowiectwo było jego pasją. ak było do roku 695, kiedy polując w Górach Ardeńskich, nie bacząc na nic, w sam Wielki Piątek napotkał białego jelenia z promieniejącym krzyżem w wieńcu. Miał wtedy usłyszeć głos Stwórcy ostrzegający go za jego niepohamowaną pasję i nakazujący mu udać się do Lamberta – biskupa Maastricht – Tongres.”
Święty nawrócił się i przestał polować. Miał też ponoć w wyniku tych wydarzeń nauczać, by zwierząt nie zabijać. Może bardziej pasowało, by mu zostanie patronem ekologów i obrońców zwierząt?

hubertk

Mit 8. Myśliwy „pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami”.

Trzeba tutaj podkreślić, że pojmowanie etyki przez myśliwego i przeciętnego człowieka to dwie skrajnie odległe od siebie rzeczy. Etyka myśliwska to kolejny frazes dla laików. W praktyce jego rola to uspokajanie myśliwskich resztek sumienia, że coś tam co robi, jest etyczne. A to tylko zbiór niepisanych norm zachowań w środowisku własnym i postępowania wobec zwierzyny.  Myśliwi nie zastanawiają się nad tym co robią z punktu widzenia etyki. Liczy się tylko to, co dopuszcza kalendarz polowań. Pomijając okrutne i nieludzkie konkursy norowania, szkolenie dzikarzy, podam inne przykłady: w Polsce myśliwym wolno prześladować zwierzęta wtedy, kiedy powinno się zapewnić im jak największy spokój. Przykład choćby – rykowisko. Nasi polujący biegają w amoku po lasach, podchodzą i wabią specjalnymi wabikami jelenie, przeszkadzają im w najważniejszym okresie w życiu. Dlaczego? Magia rykowiska to samo słuchanie. I na tym powinni poprzestać. Ale jelenie byki są w tym czasie mniej ostrożne, zainteresowane łaniami. Można je podejść, czy wykorzystując godowe podniecenie zwabić i zastrzelić. Takie pomylone zabawy, prześladowanie i zupełnie nie fair gry wobec zwierząt, uznawane są w środowisku myśliwych, za etyczne. Zresztą zabija się nie tylko jelenie podczas rozrodu. Także daniele podczas bekowiska, lisy w okresie cieczki, dziki w trakcie huczki, słonki na ciągach, kozły saren w rui, a dawniej cietrzewie i głuszce na tokach. Można też strzelać do ciężarnych łań, jak i przy użyciu nęciska wabić zwierzęta pokarmem i strzelać podczas jedzenia. Wydaje się, że ludzie mający w teorii bliższy kontakt z naturą, powinni mieć dla zwyczajów zwierząt jakiś szacunek, pokorę i zrozumienie. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Myśliwy zdają się odnajdywać jakieś upodobanie, w prześladowaniu zwierząt podczas okresów godowych. A płoszą przecież wtedy szereg innych gatunków przy okazji. Chyba, że za „etyczne” i załatwiające moralną sprawę takich polowań, uznamy myśliwskie zwyczaje włożenia w pysk zwierzęcia gałązki „ostatniego kęsu”, czy ułożenie pokotu. Według myśliwych, te puste gesty sprawę załatwiają.   Dodajmy do tego dziesiątki „przypadków” zastrzeleń zbłąkanych psów, czy kotów, zresztą środowisko myśliwych stoi raczej murem za takim odstrzałem domowych zwierząt, o czym można przeczytać sobie tutaj – Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.  Etyce myśliwskiej ze szczegółami przyjrzeliśmy się w poniższym opracowaniu:
Przewodnik po etyce myśliwskiej

11182290_935780593108762_4898096762294324282_n
Mit 9.  „Kto zapłaci za szkody rolnikom? Gdyby nie myśliwy, nikt z tych nawiedzonych obrońców nie miał by co jeść, bo zwierzęta splądrują pola, następnie wejdą do miast, a chleb kosztował by 50 zł!”

Paradoks polega na tym, że to środowisko rzeczywiście wierzy w to co napisane powyżej. Drugi, to taki, że ich własne działania prowadzą do takiego stanu – szkody w rolnictwie i zwiększona ilość zwierząt. Gdyż celem gospodarki łowieckiej, jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, dla osiągania doraźnych korzyści i doświadczaniu przyjemności z polowania. Jeśli podchodzić by do gospodarowania populacjami dzikich zwierząt, tych kilku gatunków, które czasami mogą wchodzić w kolizję z człowiekiem, nie kierując się interesem myśliwych, finalnie mieli byśmy mniej pospolitych zwierząt łownych, i mniej z nimi problemów. Ale nie leży to w interesie myśliwych.  Więcej na ten temat w tym artykule – Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Mit 10. Selekcja jeleniowatych

Lubią myśliwi robić postronnym osobom wodę z mózgu, zasłaniając się przy mordowaniu zasadami selekcji zwierzyny płowej, które sami stworzyli.  „Restrykcyjne zasady przy odstrzale”, jak starają się wmawiać. W selekcji owej chodzi o uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów z poroża (co wymienione jest w zdefiniowanych celach łowiectwa, jako jedna z głównych jego działalności). Zwróćmy uwagę na jedną rzecz – myśliwi prowadzą tą „selekcję” i prowadzą dziesiątki już lat. Prowadzono ją także w jakimś stopniu dużo wcześniej. Efekt? Żaden. Mimo usilnych starań myśliwych, każdego roku, w każdym pokoleniu saren i jeleni ciągle występują sztuki, tak zwane „selekcyjne”. A to myłkus, to tyka poszła nie w tym kierunku co „trzeba” – tak jak chciał by to widzieć myśliwy, zgodnie ze swoim urojonym wyobrażeniem o „prawidłowym” porożu.  Porównując kolekcje myśliwskie i trofea już z okresu średniowiecza można stwierdzić bez precedensu, że selekcja owa nic nie daje, ani w wyglądzie jeleni oraz kozłów saren nie zmieniła, na przestrzeni setek lat. I zmienić nie może, i nie zmieni. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że owa różnorodność i „wady” w rozwoju poroża są dla tych gatunków czymś niejako naturalnym i występującym. Mimo stosowania różnych mieszanek mineralnych podczas dokarmiania, lizawek z solą, deformacje i tak występują. I co ciekawe, przez miliony lat, kiedy to nikt zasad selekcji nie znał, ani jej nie prowadził, zwierzyna nie ZDEGENORWAŁA się. Tak, to słowo warto powiększyć, gdyż myśliwi tak właśnie uważają – jeśli przestaną strzelać, to zwierzyna zdegeneruje się i wymrze.  Ostra faza, co? Bo co z pozostałymi setkami gatunków zwierząt, których nikt poza naturą w żaden sposób nie selekcjonuje? Co z ludzmi? Żeby było śmieszniej, na pewno słyszeliście termin, taki jak uwstecznianie się poroża u jelenia. Jest to proces naturalny, który wystąpi z wiekiem u każdego samca tego gatunku. Myśliwi jednak nigdy nie dopuszczają do takiej sytuacji, choć taki jeleń z uwsteczniającym się porożem, może żyć jeszcze ponad 7 lat. Postronnym mówią, że zabijają, by nie przekazał dalej „złych genów” – co jest bzdurą totalną, jako, że uwstecznianie jest procesem naturalnym. Tutaj motywacją jest tylko lepiej wyglądające trofeum, które piękniej wygląda na ścianie i podoba się myśliwemu, kiedy zostało wydarte bykowi będącemu w sile wieku. Pamiętajmy też, że żaden z myśliwych przed strzałem nie przeprowadza przecież żadnych badań genetycznych, nie może więc wiedzieć, czy jakakolwiek deformacja nie jest efektem braku składników pokarmowych (najczęstsza przyczyna), urazów mechanicznych lub chorób wirusowych czy grzybiczych. Genetyka w tym przypadku, jako możliwa przyczyna znajduje się ostatnia w tym zestawieniu. I tak po ludzku – i wśród nas przychodzą na świat osoby niskie, z czasem niektórzy stają się otyli, z zespołem Downa, czasem mniej urodziwi lub z widocznymi deformacjami albo setkami możliwych chorób. Czy „selekcjonujemy” ich? Czy jednak jakoś pomagamy?  Kierując się takim myśleniem, należało by odstrzelić ¼  otyłych emerytów z PZŁ jako sztuki selektywne, urągujące wyobrażeniu o możliwym pięknie człowieka :). Tak to właśnie wygląda. W całej tej zabawie chodzi o satysfakcję z trofeum, ewentualny zarobek na nim, konkursach medalach i odznaczeniach – to wszystko wchodzi w skład trofeistyki. Polecam się zapoznać i wyciągnąć wnioski. Zasady selekcji populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych:
https://www.poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

Więcej na temat trofeistyki i selekcji : 
Polowanie na rogacze – myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui. 

3-1

=======================
=======================

Źródła i bibliografia: 

Niech Żyją! Mity i fakty. 
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

„Określanie wieku zwierzyny”
J. Lochman

Zasady selekcji osobniczej i populacyjnej zwierząt łownych
http://www.lowiecki.pl/prawo/zasady_selekcji_3.pdf

„Wielki atlas łowiectwa”
D. Bogacz, S. Pawlikowski, J. Pełka, P. Gawin i inni – praca zbiorowa.

=====================
=====================