Jak myśliwi promują weganizm?

W tym poście pragniemy wyrazić podziękowania dla myśliwych i sympatyków łowiectwa, za nieocenione zasługi w promowaniu postaw wegetariańskich, wegańskich oraz wspieranie sprawy pro zwierzęcej.

Zastanawiacie się, jak to możliwe? „Mordercy, zwyrodnialcy” smakosze dziczyzny i zwłok z ubojni mieliby wspierać weganizm? Otóż robią to systematycznie i bardzo skutecznie, często z lepszym wynikiem, niż całe Vivy i Otwarte Klatki razem wzięte. Tyle, że nieświadomie.

Pomijając częste, żenujące wpadki niedorzecznik PZŁ, która robi myślistwu równie negatywny PR, co rzesze rubasznych Januszy, strzelających w łowieckim amoku do wszystkiego co się rusza, a których z takim oddaniem broni.

Na pewno większość z Was, wielkich i oddanych rycerzy koalicji  Antymyśliwskiej, podczas bojów w trakcie ciężkich debat na temat przyszłości i sensu naszego łowiectwa, miała możliwość zetknąć się z głównymi argumentami naszych oponentów, próbujących bronić swego hobby zabijania. Brzmią one zazwyczaj mniej więcej tak:

Ahahah, a mięsko to jecie? Myślicie, że rośnie na drzewie?

Schabowy smakował w niedzielę?

A czym jeździsz do pracy? Na miotle latasz? Wiesz, że auto wydala spaliny?
(Zestawiamy to z 600 ton ołowiu rocznie wystrzeliwanych do środowiska przez myśliwych – więcej niż cały transport ciężarowy)

A z komputera korzystasz i z energii? Wiesz, że w elektrowni spala się węgiel i zanieczyszcza środowisko?

Czym karmisz pieska / kotka? Sałatą?

A SKÓRZANE TOREBKI, PASKI , BUTY !!!!!!

Czyli usprawiedliwianie swojego okrucieństwa i obłudy, jakimś innym, gdzieś tam.

Nawet jeśli ktoś okazuje się być wege i tak pojawiają się teksty podobne jak powyżej, lub inne obnażające prostotę umysłową ich autorów, np. ”A wiesz, że ta sałata też musiała umrzeć abyś ją zjadł ,dlaczego mordujesz rośliny? ”
Swoją drogą ciekawy stereotyp z tą sałatą, ja jako wege od 7 lat, nie zjadłem jej nigdy. Trawy też nie.

14570463_1119193114834600_49941eww6171739798888_n

Pisząc takie, wydawało by się irytujące idiotyzmy, zwolennicy łowiectwa przyczyniają się do promowania zachowań pro ekologicznych, oraz wegańskich. O ile większość przeciwników łowiectwa, to osoby bardzo świadome ekologicznie, najczęściej weganie i wegetarianie, tak w tej masie, zawsze trafia się ktoś, kto powyższych na co dzień świadom nie jest. I w taki oto sposób myśliwi chcąc nie chcąc robią coś dobrego, otwierają ludziom oczy, powiększając tylko grono swoich świadomych przeciwników. Szkoda tylko, że sami nie stosują się do tego, co zarzucają innym.

Zawsze mam pewien dylemat z zrozumieniem sensu pytań o weganizm / wegetarianizm u przeciwników łowiectwa, jako zabieg stosowany w dyskusjach przez myśliwych. Jakby to miało cokolwiek do rzeczy. Owszem, coś ma, jeśli chodzi o hipokryzję domniemaną lub urojoną. Taki myśliwy z tryumfem na rumianej twarzy zarzuca ją, mimo, że sam :
– Pożera dziczyznę i zabija zwierzęta
– Korzysta z przemysłowych ubojni i wszystkich dóbr oraz udogodnień cywilizacji, jednocześnie wymagając, by ktoś tego nie czynił…
– W skrócie, nie robi nic, aby do okrucieństwa się nie przyczyniać, ma to całkowicie gdzieś, ale od tych którzy już cokolwiek robią, wymaga jeszcze więcej. Tylko zostawcie mi łowiectwo w spokoju! Idźcie se protestować pod ubojnie.

17353505_1136088249834956_1145099126786034754_n

Nawet jeśli w takiej dyskusji okazujesz się być wege, i tak przegrałeś – zaczekaj kilka minut, a usłyszysz pytanie o karmienie kota, zdeptane mrówki czy ślimaki podczas spaceru, zabijane komary, kleszcze…. Możliwości jest sporo.
Dlatego ja zawsze powtarzam, że hipokrytami jesteśmy wszyscy, niezależnie od swego zaangażowania w jakąś dietę czy zieloną wege ideę. Nawet i bretharianin, jeśli istnieją takowi, musi przecież gdzieś mieszkać i zużyć energię choćby do ogrzania mieszkania.
Ważne, by nie popadać w paranoję, co jednak zdarza się myśliwym, gdy tylko uświadamiają sobie, że ktoś korzystając z możliwości wolnego wyboru, żyje inaczej niż oni. To oczywiście bardzo kłuje w pewną część ciała i próżne ego, no bo jakże to? Nie je mięsa? Nie kupuje skórzanych torebek i butów, zwraca uwagę na to czy kosmetyki nie są testowane na zwierzętach?

~ ‘’O nie! Tak nie może być. Zaraz i tak znajdę coś do czego mogę się przyczepić. Choć sam nie robię nic…A, może tak dzieciom chorym byś pomógł, a nie zwierzętom? Co, dzieci ci nie szkoda?’’

I tak dalej, i tak w nieskończoność ….Osoby te zapominają chyba, że korzystanie z wolnej woli, to także wybór komu pomagamy i w jakim zakresie. Człowiek zazwyczaj jakiś wpływ na swój los ma, i zagwarantowaną jako taką pomoc. Zwierzęta często jej nie mają, są zależne od nas, a w większości przypadków my sami jesteśmy odpowiedzialni za ich cierpienie. One same nie mogą o siebie zadbać. Nie w tym świecie. Jako, że odbiegam już nieco od głównego wątku, zakończmy cytatem i obrazkiem. A myśliwym, za nieświadomy wkład w walkę o prawa zwierząt, i przysparzanie światu kolejnych rzesz wegetarian, serdecznie dziękujemy 🙂

Karpio

Myśliwi znęcają się nad żywymi bażantami + strzelanie przy podsypach.

Co tam panie w myśliwskich grupach? Lament strach i umartwienie. A dlaczego? Jeden z myśliwych udostępnił zdjęcie po polowaniu, aportowanego przez swojego psa, bażanta. Jak się okazuje ptak był jeszcze wówczas żywy, i cierpiał potworne męki przerażenia oraz strachu.  Jednak myśliwski przeszkolony pies nie zna litości…  Czy myśliwi przejmują się losem konającego bażanta? Nie, no bo przecież został na pewno pozyskany ‘’ w zgodzie z etyką i zasadami’’. Bardzo zaś martwią się tym, że zdjęcie może wycieknąć i zbulwersować opinię publiczną, czemu dają wyraz w komentarzach.

bazanty1

‘’Usuń to zdjęcie kolego,bo będzie chryja’’

‘’Też jestem za usunięciem’’

‘’Również jestem za usunięciem zdjęcia’’

‘’Stary my to zrozumiemy, ale pseudekolodzy nie’’.

Jak miło. Aż 4 myśliwych za usunięciem zdjęcia. Szkoda tylko, że jedyną motywacją jest lęk przed reakcją opinii publicznej.  ”Bo będzie chryja”. 

bazanty2

Ale przecież jak to piszą zawsze na naszej stronie? ‘’Zwierzę ginie od 1 celnego strzału, dowiedzcie się czegoś o łowiectwie’’. Tymczasem według własnych szacunków samych myśliwych, postrzałków i zwierząt nie znalezionych bywa nawet ponad 30 %.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/06/21/postrzalki-na-polowaniach/

Taki przypadek to kropla w morzu.  Podczas przeciętnego sezonu łowieckiego podobny horror serwowany jest 60 – 80 tysiącom ptaków zabijanych tylko dla rozrywki. Myśliwi publicznie mówią : ‘’Dowiedzcie się czegoś o łowiectwie! My dbamy o zwierzynę, hodujemy i wypuszczamy bażanty do łowisk, żeby ubogacić swój teren łowiecki’’. I na tym wszelkie wyjaśnienia się kończą. Żaden z myśliwych, już nie powie Wam o tym, że robią to tylko w celu zaspokajania swojej żądzy zabijania. Nie robią tego by podziwiać te ptaki w naturze czy napawać się ich widokiem., lecz tylko po to by je następnie zamordować. Tak samo reklamują się z kampanią pod nazwą ‘’Ożywić pola’’, podczas której przychodzą do szkół i zabierają dzieci na takie akcje wypuszczania zajęcy czy bażantów. Robią to z czystym wyrachowaniem i premedytacją, gdyż doskonale wiedzą, że dziecko zachowa wtedy w pamięci obraz troskliwego wąsacza, działającego przecież dla dobra natury… Dzieci natomiast z wielkim zainteresowaniem traktują takie zajęcia, gdyż możliwość zobaczenia z bliska i potrzymania pięknego, normalnie dzikiego ptaka, to dla nich wielka atrakcja. Jak to wygląda, można zobaczyć na poniższym filmie. Myśliwi dobrze zaplanowali i zorganizowali dzieciom atrakcje, czyli przejazd ”baną” za ciągnikiem ,którą normalnie jeżdżą sami na polowania, by mordować zwierzęta. Wiele dzieci miało możliwość wypuszczenia bażanta własnoręcznie.  Szkoda, że nie powiedzą im wszystkiego, o czym piszemy w niniejszym artykule. Ale empatia jest w takich przypadkach zabijana z premedytacją, przy cichym przyzwoleniu nieświadomych opiekunów.

Bywa, że ptaki są kupowane z hodowli i wypuszczane do środowiska, gdzie oszołomione i nieprzystosowane kryją się, nie potrafiąc znaleźć sobie pokarmu, ani unikać drapieżników. Myśliwi jednak się tym nie przejmują. Bardzo często organizują polowania już na drugi dzień po wypuszczeniu, gdzie potrafią wystrzelać wszystkie wypuszczone przez siebie sztuki,zapraszając przy tym myśliwych z zagranicy dla podreperowania budżetu koła. Na jednym takim polowaniu ginie wówczas nawet 200 zdezorientowanych i przerażonych ptaków. Pamiętam, gdy publikowaliśmy już kiedyś tą informację, jeden z myśliwych skwitował ze śmiechem : ‘’No tak, czego się nie robi dla dewizowców’’. Jak wynika z danych dostępnych ze stacji badawczej PZŁ w Czempiniu, w jednym sezonie łowieckim wypuszczono 108,7 tysięcy tych ptaków, a zastrzelono do 104 tyś. (dane szacunkowe).

zasiedlanie-bazantow

‘’Działanie dla dobra środowiska, w zgodzie z postulatami ochrony przyrody’’, będą próbować mydlić oczy. Rzeczywiście, tyle strzałów, huku, hałasu, łażenia po ścierniskach, łąkach, nieużytkach, płoszenie wszystkiego co  żyje, to dla ochrony  ojczystej przyrody… Jeden bażant, już wypierzony to koszt 20 – 30zł.  Zaś w przeciętnej ofercie dla myśliwego dewizowego cena za trofeum z bażanta wynosi 38zł + 21 zł za tuszę.

Źródło: 
http://www.szczebra.bialystok.lasy.gov.pl/documents/62672/25140272/OFERTA+DEWIZOWA_14_15_akw.pdf

Dla koła jest to oczywiście czysty zysk, przy zakupie młodego bażanta, za niecałe 20 zł sztuka. Ale widzimy, że tutaj nie chodzi nawet o tą zdrową dziczyznę jak to lubią apelować i jedzenie. Bo normalny człowiek, chcący zjeść mięso z tego ptaka, zakupił by go sobie z hodowli w cenie 30 zł, zabił, przerobił i zjadł.  Z mniejszym stresem dla zwierzęcia. Ale nie myśliwy… On musi ptaka zakupić, wypuścić, żeby doznał szoku oraz przerażenia, jak i spora część z nich ginie nie potrafiąc się zaadaptować. Następnie musi zorganizować sobie polowanie – stracony czas, amunicja, no i oczywiście rwetes w terenie płoszący wszystko co żyje. Ale ma to o co zabiega – adrenalinę i pozytywne emocje, których doświadcza zadając ptakom śmierć. To jest według nich, zbliżone do natury, harmonijne współistnienie z nią… I jest to totalnie nie ekonomiczny i nie opłacalny sposób zdobywania żywności. Ale dopłacają do tego, nie po to by zaspokajać głód, lecz upajać się emocjami łowieckimi na polowaniu.

Stosowany przez myśliwych termin ”ubogacanie łowiska” i ”wsiedlanie bażantów dla dobra środowiska”, oznacza w praktyce tylko dbanie o swój interes. Są hodowane, kupowane i wypuszczane, tylko po to, by zginęły z rąk nienasyconych morderczych wrażeń oprawców. No, i jeszcze dokarmiają je bezinteresownie, pomagając przetrwać zimę 🙂

Przykład bażanta, pokazuje dobitnie czym jest w istocie łowiectwo – zabijaniem dla przyjemności. Działania myśliwych na tym polu nie przedstawiają ani racjonalności, ani logiki. Bażant ma mnóstwo wrogów naturalnych, nie robi żadnych szkód. Nawet teoria, o regulacji ”nadmiaru kogutów w łowisku”, ma się nijak, jeśli biorąc pod uwagę mogące polować na tego ptaka lotne i ziemne drapieżniki, plus zniszczenia w lęgach, wezmiemy pod uwagę fakt, że to właśnie koguty swoim głośnym zachowaniem drapieżniki do siebie przyciągają.A jeśli bażanta gdzieś nie ma, no to bardzo racjonalnie wypuszczamy go, żeby sobie postrzelać…Wtedy oczywiście narzekać i psioczyć na drapieżniki, które chętnie skorzystają z tak łatwego żeru. Logika myśliwska w pigułce.

bazanty2_2

A to już bażanty stłoczone w hodowlach. Jedyny los jaki je czeka, to wypuszczenie, w celu ”ubogacenia łowiska”, gdzie zależnie od praktyki danego koła zostaną wystrzelane w ciągu paru dni, lub po 2 latach. ”Racjonalna gospodarka łowiecka”, w praktyce. Warto tutaj podkreślić, że bażant to gatunek naszej faunie obcy, a ornitologom znany jest negatywny wpływ tego gatunku na rodzime ptactwo (przenoszenie pasożytów, głośne zachowanie kogutów.) Co nie znaczy, że zasługują na gehennę i podły los, jaki serwują mu nasi myśliwi.

bazanty1

Jakby tych wszystkich abstrakcji było mało, mamy także dowody, że myśliwi potrafią strzelać do bażantów w miejscach ich zimowego dokarmiania, (podsypy). Te pozbawione moralności praktyki kół łowieckich, w jednych są normą, w innych budzą niesmak. ( Ale pewnie ranienie ptaków śrutem i dogryzanie półżywych przez psy, to już nie, zgodne z etyką.) Niech posłuży tutaj przypadek opisany jednego z myśliwych na forum dziennika łowieckiego.

”Zostałem zaproszony na polowanie na bażanty do łowiska w kujawsko pomorskim. Śnieżek,lekki mrozik dopełniają wręcz myśliwskiego raju.  (……) Polowanie polegało na objezdzie wszystkich podsypów, gdzie z powodu warunków pogodowych (śnieg,słaba dostępność karmy naturalnej) , od rana gromadziły się stadka bażantów. Grupa obstawiała teren wokół podsypu,i wtedy do akcji wkraczały psy. Podryw stada,kanonada i bogaty wynik każdego podejścia…..Na moje pytanie do łowczego (z 36 letnim stażem) ,dlaczego tak włąśnie polują odpowiedz była następująca : BAŻANTA W TERENIE INACZEJ NIE STRZELISZ JAK PRZY PODSYPIE BO TAM SIĘ GROMADZĄ. A POLUJEMY JUŻ TAK OD 30 LAT I NIKOMU TO NIE PRZESZKADZAŁO POZA TOBĄ”

Obrońcy łowiectwa powiedzą w takim przypadku : ”To nie myśliwi, tylko kłusownicy! Czarne owce są wszędzie”. No cóż, tylko w obu przypadkach, zarówno pierwszy screen pochodzi z facebookowej grupy o nazwie ”Polski związek łowiecki PZŁ”. Czy należą tam więc kłusownicy? W drugim zaś przypadku, to forum myśliwych, członków PZŁ stworzone przez nich samych.

fwweww

W trosce o dobre imię polskiego łowiectwa, oraz stan faktyczny zgodny z prawdą, poczuliśmy się w obowiązku tą informacją niezwłocznie się z Państwem podzielić.

Poniżej film z polowania na bażanty, przy udziale dzieci.
”Co roku pozyskujemy ponad 100 kogutów, no,  gospodarka łowiecka, prawda” – nieudolnie tłumaczy umiłowanie zabijania prowadzący polowanie.
Inne koła łowieckie, organizują akcje zwane ”Polowaniami bażantowymi – myśliwi dzieciom” (???) Bo, na czym owe ”dzieciom”, ma polegać trudno zrozumieć.

Cała ta sytuacja, kojarzy mi się z opisaną przez Tomasza Matkowskiego w książce ”Polowaneczko”, kiedy jedna z Dian podczas biesiady myśliwskiej zaczęła opowiadać ”No i ja postrzeliłam tego lisa w jądra, a on zaczął tak śmiesznie piszczeć”, wszyscy zanoszą się śmiechem. Okrutne ”poczucie humoru”, groteskowe i wyzute…albo właśnie ”kultura myśliwska”, której my, biedni, głupi pseudoekolodzy nigdy nie pojmiemy.

bazantowe

Uwaga na chorą dziczyznę. Myśliwi zarazili celebrytę?

Ileż to razy słyszeliśmy z ust polujących chwalby i poematy na temat tzw ‘’zdrowej dziczyzny’’. Używane za każdym razem w dyskusji, kiedy udało się wyjaśnić wszelkie mity i absurdy łowiectwa, nasi dyskutanci chwytają się ostatniego ; ‘’Ale ja poluję dla zdrowego mięsa! Co, nie wolno mi, skoro można? Chcę zdrowo żywić swoje dzieci, a nie tym chemicznie nafaszerowanym z marketu’’. Podobną argumentację wysunęła kiedyś rzecznik PZŁ. Pomijając całkowicie wszelkie kwestie zdrowotne, ekonomiczne i moralne oraz liczne badania naukowe wykazujące szkodliwość i nieefektywność spożywania mięsa przez człowieka jako pokarmu, (Do przeczytania tutaj – Wegańskie książki i filmy) , pozostaje pytanie, które to mięso rzeczywiście jest gorsze…

tasiemiec

Jak donoszą od kilku dni rozmaite portale informacyjne w Polsce, w dziczyźnie na Podlasiu wykryto nie notowanego dotąd pasożyta, tasiemca z rodzaju spirometra.

‘’ Tasiemiec z rodzaju Spirometra pasożytuje m.in. u dzikich ssaków drapieżnych, np. dzików. W Azji larwy tego tasiemca znajdują się także u żab i węży, które są tam traktowane jako przysmak.

Do zakażenia dochodzi drogą pokarmową – po spożyciu surowego lub niedogotowanego mięsa, które zawiera larwy pasożyta, lub po wypiciu skażonej wody.

Lubisz dziczyznę? Lepiej uważaj!

Mięso z dzików, które jest dopuszczane do sprzedaży, nie jest badane pod kątem sparganozy, ponieważ jest to obecnie praktycznie nieznany lekarzom pasożyt. Larwy są trudne do identyfikacji, ponieważ mogą przypominać np. włókna mięśniowe czy ścięgna. Amatorom dziczyzny zaleca się więc długą obróbkę termiczną mięsa lub rezygnację z jego spożycia. Sugeruje się także, by nie pić wody z podejrzanego źródła.

Larwy tego tasiemca umiejscawiają się zazwyczaj pod skórą człowieka, powodując występowanie obrzęków podskórnych. Pasożyt dość często umiejscawia się też w okolicy oczodołów, co może prowadzić nie tylko do zaburzeń widzenia, lecz także do uszkodzenia gałki ocznej. Zdarzało się, że larwy znajdowały się też w płucach, a nawet w mózgu i wywoływały ciężkie objawy chorobowe.

Sparganoza nie jest chorobą śmiertelną, ale jest bardzo nieprzyjemna. Larwy spod skóry lub innych części ciała usuwa się chirurgicznie. ‘’

Źródło: poradnikzdrowie.pl
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-pasozytnicze/tasiemiec-spirometra-w-miesie-dzika-grozny-dla-ludzi_43941.html

„Po spożyciu mięsa pochodzącego od zarażonego zwierzęcia można zachorować na sparganozę. Wystarczy, że mięso zawierające larwy tasiemców będzie surowe lub niedogotowane” – poinformowała w poniedziałek w przesłanej PAP informacji autorka badań dr Marta Kołodziej Sobocińska z IBS PAN w Białowieży.  ‘’

A przecież widzieliśmy nie raz na zdjęciach, panów czy panie myśliwe, które wgryzały się wątrobę upolowanego dzika ociekającą jeszcze krwią.  Jest to związane ze zwyczajami myśliwskimi, prawdopodobnie chodzi o upolowanie pierwszej w życiu sztuki. Inny zwyczaj, to mazanie twarzy krwią –  ‘’farbą’’ zabitego zwierzęcia, której fryc nie może zmyć z twarzy, dopóki nie postawi wszystkim kolejki. Cóż, smacznego… dodać trzeba, że tą drogą można się zarazić wieloma rozmaitymi chorobami. Wspaniałe tradycje niech będą więc wyrazem myśliwskiej fantazji i drogą selekcji naturalnej…

heart
Głośna sprawa z tego roku, kiedy 8 letnia dziewczynka pod opieką polującego ojca, spożywa na surowo serce upolowanego zwierzęcia. 

Dalej:

‘’Kołodziej-Sobocińska podkreśla, że sparganoza była dotychczas znana głównie z krajów azjatyckich, a w Europie notowano ją sporadycznie. „Stwierdzano pojedyncze przypadki zachorowań we Włoszech, Czechach, Niemczech, ale na terenie Polski jeszcze nie notowano tego schorzenia u ludzi. Wiadomo natomiast, że wywołujące je pasożyty często występują u zwierząt drapieżnych w Puszczy Białowieskiej” – dodała.

W ostatnich latach naukowcy z IBS PAN przebadali pod kątem zarażenia tasiemcem Spirometra ponad 150 zwierząt. Dr Kołodziej-Sobocińska powiedziała PAP, że po raz pierwszy tego tasiemca wykryła pod skórą martwego borsuka w 2013 r. i wtedy zaczęła badać problem. Badania rozszerzono na inne gatunki, m.in. jenoty, ale też dziki i okazało się, że „ogromna większość” tych zwierząt w Puszczy Białowieskiej choruje na sparganozę. Trwają wstępne badania w Puszczy Augustowskiej. Tam również potwierdzono występowanie larw Spirometra, trwają dalsze badania.

Badaczka poinformowała, że myśliwi zgłaszali weterynarzom obecność „tajemniczych” larw w mięsie dzików od 2011 r. U dzików tego tasiemca znaleziono nie tylko pod skórą tych zwierząt, ale też w ich mięsie. Były przypadki, gdy długość larw tasiemca przekraczała pół metra.

Dr Marta Kołodziej-Sobocińska podkreśla, że celem prezentowanych informacji naukowych nie jest „sianie paniki” wśród ludzi, lecz zwrócenie uwagi (głównie osób spożywających dziczyznę), że w mięsie z dzika – bez odpowiedniej obróbki termicznej – mogą być niebezpiecznie larwy.

Zaznaczyła, że obecność larw Spirometra jest trudna do wykrycia, konieczna jest więc ostrożność, bo choć larwy tego tasiemca umiejscawiają się zazwyczaj pod skórą człowieka, to zdarzało się, że znajdowały się np. w oku, płucach czy mózgu i wywoływały ciężkie objawy chorobowe.

Odkrycie będzie konsultowane ze służbami weterynaryjnymi i sanitarnymi, aby próbować wypracować sposób postępowania. Problem jest nowy, i nie ma ani prawa, ani norm postępowania, które by go regulowały – mówi Kołodziej-Sobocińska. ‘’
Na razie amatorom dziczyzny naukowcy zalecają długą obróbkę termiczną mięsa lub rezygnację z jego spożycia ”

Źródło: naukawpolsce.pap.pl
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,410989,naukowcy-wykryli-tasiemca-spirometra-u-zwierzat-moze-byc-grozny-dla-ludzi.html

Te wiadomości są bardzo niepokojące, tym bardziej że w zeszłym roku informowaliśmy o siatce myśliwych – kłusowników, którzy na szeroką skalę zajmowali się procederem rozprowadzania nie badanego mięsa zwierząt łownych, które serwowane było między innymi w restauracjach. Dziczyzna była zarażona włośnicą i mimo to celowo wprowadzana do obrotu.  Do przeczytania tutaj :
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-nowe-fakty-ws-dziczyzny-zakazonej-wlosnica-prali-brudne-mies,nId,1892094

Trzeba również pamiętać o sporej rzeszy kłusujących myśliwych, którzy nie wpisując odstrzału w księdze ewidencyjnej polowań, biorą dziczyznę na użytek własny, która również nie jest w takim wypadku badana.

====================================
====================================


Historia ku przestrodze… Celebryta Michał Wiśniewski choruje po spożyciu dziczyzny?

14215715_320828824932256_460462318_o

Wprawdzie opisywane zdarzenie miało miejsce w 2015 roku, i nie ma związku z obecnym wykryciem tasiemca z rodzaju spirometra, ale pokazuje jak łatwo można dając ślepo wiarę myśliwskim zapewnieniom nabawić się dolegliwości. Myśliwi uwielbiają właśnie w ten sposób próbować pozyskiwać sympatię rozmaitych grup społecznych, częstując okazyjnie dziczyzną. Często podczas regionalnych festynów i imprez okolicznościowych koła łowieckie zgłaszają swój udział, i ustawiają stoisko. Nazywa się to ”promowaniem łowiectwa”, czyli przekazywaniem wyidealizowanego obrazu, z mnóstwem niedopowiedzeń, okraszonego mitami myśliwskimi, np o dokarmianiu zimowym.

‘’ Zatruciem 22 osób zakończyło się polowanie myśliwych z powiatu żagańskiego i ich gości. Rozchorował się też Michał Wiśniewski, znany polski piosenkarz, którzy prawdopodobnie został przez myśliwych poczęstowany kiełbasą.

Myśliwi z koła łowieckiego Diana (obwód Jelenin, gmina Żagań) i ich goście spotkali się w piątek, 23.10. Zamieszkali w żagańskim hotelu.

– Potem pojechali. Wiadomo, polowali, mieli swoje posiłki w lesie. W tym żurek i kiełbasę z dzika. Nie wiem skąd – mówi Jan Okapiec, właściciel hotelu.

Problemy zaczęły się w sobotę. Po wieczornym posiłku.

– Zaczęli mówić, że mają problemy żołądkowe – zaznacza J. Okapiec. I opowiada, że przed kolacją myśliwi poprosili, by podać im na stół przywiezioną przez nich kiełbasę z dzika. – Zasadniczo nie ma u nas sytuacji, gdy goście przynoszą swoje posiłki. Ta była wyjątkowa. Wiadomo, to był ich specjał. Dlatego kelnerka grzecznościowo pokroiła na stole pomocniczym kiełbasę – tłumaczy J. Okapiec. – Osobiście wzywałem karetkę.

– Pomoc została udzielona 5 osobom. Wszystkie zgłaszały silne dolegliwości żołądkowo-jelitowe, Otrzymały środki rozkurczowe, przeciwbólowe. Żadna z tych osób nie zgodziła się na przewiezienie do szpitala – informuje Ryszard Smyk, kierownik żagańskiego pogotowia ratunkowego.

Poczęstowali go kiełbasą

Ratownicy zostali też wezwani do Michała Wiśniewskiego, wokalisty i lidera zespołu Ich Troje.

– Pana Wiśniewskiego widziałem, jak rozmawiał z myśliwymi, bo siedział niedaleko od nich. Może go poczęstowali – zastanawia się J. Okapiec.

  1. Wiśniewski, który w tym samym czasie, gdy myśliwi polowali, brał udział w Baja Inter Cars, czyli rajdach samochodów terenowych w Szprotawie i Żaganiu, potwierdza, że się rozchorował. Mieszkał w tym samym hotelu.

– Ok. godziny 21 poczułem się bardzo źle. Miałem wysoką gorączkę – opowiada Wiśniewski. Była też biegunka, wymioty, ogólne osłabienie. Sprawą zajął się sanepid.

Powiadomili prokuraturę

Paweł Pilaszewski, były myśliwy koła Diana, podejrzewa, że myśliwi najedli się kiełbasy z niebadanego mięsa. Tłumaczy, że mięso z upolowanej zwierzyny może być przekazywane tylko myśliwym.

– Potem muszą mięso zbadać, zanim je przerobią na własny użytek – tłumaczy P. Pilaszewski. Przekonuje, że nie zawsze tak to się odbywało. I zdradza, że dokumentacją koła Diana, dotyczącą właśnie przekazywania mięsa, od dłuższego już czasu zajmuje się policja.

Zaczęło się od tego, że ktoś poinformował Nadleśnictwo w Szprotawie o budzącej wątpliwości dokumentacji koła.

– Pismo otrzymaliśmy w sierpniu. Uznaliśmy, że należy powiadomić prokuraturę – informujeDariusz Chełski, nadleśniczy.

Potwierdza to prokuratura.

– Zawiadomienie wpłynęło do nas w połowie sierpnia i zostało przez nas przekazane policji – mówi Tomasz Kulczycki, prokurator rejonowy z Żagania.

Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie.

– Najpierw prowadziliśmy czynności sprawdzające pod kątem, czy doszło do popełnienia przestępstwa. Następnie, 25.09., zostało wszczęte dochodzenie w sprawie podrobienia i przerobienia dokumentów. Sprawa jest jednak wielowątkowa i rozwojowa, dlatego nie możemy podawać szczegółów – zastrzega podinsp. Sylwia Woroniec z żagańskiej policji.

– W chwili, gdy zostaną komuś postawione zarzuty, przejmiemy sprawę, zgodnie z nowym kodeksem postępowania karnego – zaznacza P. Kulczycki.

Zarząd koła Diana zapewnia, że działalność prowadzą prawidłowo.

„Informujemy, że Koło Łowieckie Diana prowadzi prawidłową gospodarkę łowiecką, jak i wszelką dokumentację” – czytamy w pisemnej odpowiedzi na pytania dziennikarza.

 Źródło i całość artykułu:
http://zary-zagan.regionalna.pl/ps-254354-jak-wisniewski-pojadl-w-zaganiu/

tape2orm


No cóż, pewnie jeszcze nie raz usłyszymy zapewnienia o ‘’najzdrowszym z możliwych mięsie’’, albo, że wszystkie przypadki zatruć dziczyzną sfabrykowali ekolodzy. Podobnie jak wyniki rozmaitych badań, w tym cytowanych powyżej – to za pewne nikczemne knucia ekologów w celu szkalowania dobrego imienia łowiectwa. 😉  Amatorom dziczyzny pozostaje życzyć smacznego, i opieki opatrzności.