Wyrok na Dziki – Rolnicy chcą, aby wybić wszystkie. A myśliwi przyczyniają się do przenoszenia ASF.

Powraca temat afrykańskiego pomoru świń, zwanego w skrócie ASF. Nasi genialni rolnicy i hodowcy trzody wpadli na pomysł, by w województwie podlaskim, przy pomocy myśliwych wystrzelać wszystkie dziki, prawda czyż nie wspaniała to idea – „problem solved”. Gdyby wszystko rozwiązywano w ten sposób… Część z myśliwych ochoczo zgodzi się na dodatkowe polowanie za blisko 400 PLN dopłaty za każdego „pozyskanego” dzika, natomiast lwia większość buntuje się i lamentuje przeciwko likwidacji swojej hasającej wolno kiełbasy, dającej tyle adrenaliny i emocji łowieckich. No bo do czego będą potem strzelać? Myśliwi już krzyczą, że jak to oni nie bronią, gdzie są teraz te krzyczące organizacje ekologiczne, tylko polującym zależy na przyrodzie 🙂 Motywacji tych pyskówek nie skomentuję, bo są jasne nawet dla dziecka.

46943

Kto jest winien?

Na pewno nie ci, na których padł wyrok, czyli dziki. Nawet nie ta biedna „trzoda chlewna”. W pierwszej kolejności winni są Ci, którzy czytając teraz ten tekst oburzają się na „zwyrodniałych rolników”, jednocześnie nie odmawiając sobie schabowego w niedzielę na obiad, a wieczorem karkówki z grilla. Można się śmiać z weganizmu, ale pomyślmy, gdyby nie nasze wątpliwe upodobania kulinarne obarczone ogromem krwi i przemocy, ASF by nie szalał, a dzików nie chciano wybijać. Złoty środek, dla większości nie do przyjęcia. Ale dlaczego akurat obwiniono dziki, które przecież cierpią teraz nie tylko od choroby, ale i od nadmiernych polowań? Bo tak było najprościej. Nie obronią się przecież. Jeśli zastanowić się logicznie, to można mieć wątpliwość w jaki sposób dziki mają przyczyniać się do rozprzestrzeniania ASFu, przecież nie przychodzą wieczorami na schadzki do chlewni, odwiedzić swoje mniej szczęśliwe różowe siostry. A świnie hodowlane nie chodzą na spacery do lasu, aby zobaczyć jak żyją ich dzicy kuzyni. Ani tym bardziej po to, żeby celowo przenieść na nie chorobę, żeby im się nie żyło na tej wolności za dobrze. Zatem gdzie jest winowajca główny?

12804790_984202945002545_1942267724315530947_n

Jest nim ten, kto najwięcej za wystrzelaniem dzika krzyczy. ASF roznosi się głównie przez niedbalstwo człowieka, a rolnicy i hodowcy mało dbają o przestrzeganie norm sanitarnych. Choćby przez wylewanie na pole gnojówki świńskiej, czy wyrzucanie gnoju co jest dość powszechną praktyką, dochodzi do przenoszenia się wirusa. Przenosi się także na kołach samochodów czy ubraniach, a pamiętać musimy, że świnie do uboju są transportowane dziesiątki kilometrów. Rzecz szczególna, że sposobach postępowania i zachowania się przy występowaniu ASF, wszelkie zasady bioasekuracji kierowane są do ludzi, nie zwierząt. A obejmują takie zagadnienia jak dezynfekcję, 72-godzinny brak kontaktu z innymi zwierzętami, czy nie wnoszenie na teren chlewni produktów spożywczych, zmiany odzieży i obuwia. Ograniczenie do minimum przyjazdów samochodów na teren gospodarstwa, ograniczenie zakupów nowych świń. Spotkać się można czasem nawet, w mniejszych gospodarstwach z wyrzucaniem odpadków poubojowych na gnojowisko, wywożenie ich wraz z nieczystościami i rozrzucanie po polu. Winne dziki… Wystrzelać! Warto też wspomnieć tutaj o odpadkach pozostawianych przez myśliwych na nęciskach, resztkach ze skórowania i obróbki tuszy, które służą im do wabienia np. lisów. A dziki też lubią padlinę… Oraz o martwych płodach od ciężarnych loch, które zazwyczaj bezceremonialnie po wypatroszeniu odrzuca się w krzaki. 

15676169_1734837470165469_9086392581074035671_o

17796217_1786531884996027_5096800250053624160_n
W lesie można natrafić i na takie znaleziska – resztki po polowaniach. Wina za rozprzestrzenianie się kolejnych ognisk ASF, nie leży tylko po stronie rolników. 

Jak pisze portal naTemat.pl rolnicy do eksterminacji dzików domagają się użycia Wojsk Obrony Terytorialnej. A co tam. Niech chłopaki poćwiczą oko. „No bo jak przyjdzie Rusek, to kto…?” Dobra, cytujemy:

„Wystosowałem pismo do pani premier o powołanie specjalnego zespołu ds. walki z dzikami. Proponuję, by wykorzystać Wojska Obrony Terytorialnej i w kilku województwach zredukować do zera populację dzików – oświadczył Marian Tomkowicz, wiceprzewodniczący Rady Powiatu w Białej Podlaskiej.

Od takich mądrości chłopskiego rozumu opadają ręce. Do zera to znaczy, że wystrzelane mają zostać wszystkie dziki we wschodniej Polsce. Na czym polega dramat? Według ministerstwa rolnictwa, trwa właśnie trzecia fala rozprzestrzeniania się wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF). W gospodarstwach, w których pojawi się wirus wybijane są świnie, a to straty dla rolników (rolnicy dostają rekompensaty, ale i tak nie są zadowoleni). Wójt gminy Leśna Podlaska zatrudnił psychologa po tym jak jeden z gospodarzy dostał udaru po wiadomości, że inspekcja weterynaryjna uśmierci mu całą hodowlę.

Rzowalony
A to już dzik z odstrzelonym ryjkiem, który trafił do jednego z ośrodków rehabilitacji zwierząt dzikich. Nie udało się pomóc…

MAREK SULIMA, ROLNIK Z POWIATU BIALSKIEGO

Wypowiedź dla Polskie Radio Lublin:

Uważam, że populację dzika należy w tym obszarze zlikwidować. Bezwzględnie potrzebny jest odstrzał dzików. To nie są »święte krowy« Rozmawiamy z myśliwymi, którzy nie będą strzelać na taką skalę, jak jest nam potrzebna. Trzeba »wyzerować« nasz teren.

Stąd cała wściekłość, nerwy i frustracja rolników, o której donosi Polskie Radio Lublin i rolnicze portale. Już pisaliśmy, że za świńskim biznesem stoi aparat państwowy z chłopskim ministrem Krzysztofem Jurgielem, prywatny biznes i wielkie mięsne korporacje. Ekolodzy zajęci są protestami w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. Dzik natomiast „ostał się sam”. Rolnicze lobby wydało wyrok.

Do jego wykonania nie kwapi się część myśliwych. – Będziemy egzekutorami na zawołanie rolników, a potem na nas spadnie cała krytyka za zabijanie niewinnych zwierzątek – mówi anonimowo prezes koła łowieckiego spod Łomży. Oficjalnie tego nie powie, bo minister Jurgiel za krnąbrność grozi likwidacją Polskiego Związku Łowieckiego.

(…)

To prawda, że dziki są nosicielami wirusa, który wraz z dzikimi zwierzętami przeniośł się z Białorusi. Wskazując winowajcę nikt jakoś nie wyjaśnia jakim cudem wirus przedostaje się z leśnych zwierząt do zamkniętych ogrodzonych gospodarstw i chlewni. Jak wynika z poradnika ministerstwa rolnictwa, sprawa jest prosta: wystarczy nie wpuszczać przypadkowych osób do gospodarstwa. Chronić dostęp do hodowli matami dezynfekującymi, stosować pasze z pewnego źródła. Według eksperta ministerstwa rolnictwa, »bioasekuracja jest bardzo prosta«. Przynosi efekty o ile się ją rygorystycznie stosuje.”

Dzik to ogromny sprzymierzeniec lasu. Wie o tym nie tylko każdy leśnik. Ssaki te spulchniają ściółkę, mieszają glebę, przyczyniają się do zmniejszenia możliwych gradacji „szkodliwych” owadów, zjadają padlinę i gryzonie. Pomagają w rozsiewaniu nowych drzew, dębów i buków. Prześladowane przez pseudomiłośników natury dla kiełbasy i emocji, teraz skupiają na sobie dodatkowo wściekłość chłopstwa, jako, że „chłop żywemu nie przepuści”, szukają teraz ofiary do bicia za swoje straty finansowe od wyzysku zwierząt, niedbalstwo i lenistwo. I znaleźli idealną… Pozostaje mieć wątłą nadzieję, że znajdą się ludzie patrzący na świat szerzej niż tylko do czubka swego nosa i kieszeni. I powstrzymają to szaleństwo.

Kopia 15135567_1197603776985832_3394358_n
To tak jeśli o bioasekuracji mowa. Trzeba też wspomnieć o odpadkach po polowaniu, ochoczo zostawianych przez myśliwych na nęciskach. Przyczyniają się oni tym samym również do roznoszenia się ASF wśród kolejnych dzików.

Dzikeł3etyk
I o emocjach łowieckich. Myśliwi będą bronić głównego obiektu swoich strzeleckich uciech, czyli swego interesu – nie zwierząt.

Źródła:

naTemat.pl
farmer.pl

http://natemat.pl/211361,jest-pierwsza-prosba-o-uzycie-wojsk-obrony-terytorialnej-rolnicy-chca-by-wystrzelano-wszystkie-dziki

http://www.farmer.pl/produkcja-zwierzeca/trzoda-chlewna/asf-musimy-pilnowac-sie-nawzajem,49611,1.html

Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.

11 maja to kolejna tragiczna data w kalendarzu łowieckim, będąca totalnym nieporozumieniem, jak zresztą większość obecnych okresów polowań. W ten wyczekany dzień, myśliwscy pseudoekolodzy ruszają w lasy, aby znów dać wyraz swojemu uwielbieniu do zwierząt poprzez strzelanie do nich. Ofiarami „harmonijnego obcowania z naturą”, padają tym razem kozły saren, przez myśliwskich niedouków nazywane potocznie „jelonkami”. Praktyka tym bardziej okrutna, ponieważ maj to okres lęgowy większości ptaków i czas rozmnażania dla wielu zwierząt. Potrzebują wtedy jak największego spokoju i nie powinno się ich wtedy niepokoić – przynajmniej mi to wpajano na lekcjach przyrody. Te zasady poszanowania i zrozumienia wobec zwierząt, mało zdaje się obchodzą myśliwych. Mają je w głębokim poważaniu. Spokój zwierząt? Kto by się tym przejmował. Trzeba przecież zapolować, bo jest sezon! Pamiętam taki post ze znanej nam już strony „Dzikarze.pl” gdzie to myśliwi dowcipkowali z tego, że przegonili wszystkie sarny w łowisku, podczas rabanu jakiego narobili uganiając się z psami za dzikami. Kwintesencja spaczenia myśliwskiego szacunku wobec natury, to chyba lekko powiedziane.

NiePłoszww

Okres polowań na sarnie kozły trwa od 11 maja do 30 września. Polowania indywidualne na te zwierzęta są jednymi z najbardziej popularnych w Polsce. W tym czasie sarnie kozy wydają na świat młode i opiekują się nimi. Nie baczą jednak na to myśliwcy pseudomiłośnicy natury, którzy pragnąc zdobyć trofeum burzą spokój sarnich matek i dzieci. W kolejnych miesiącach u gatunku zaczyna się ruja – misterium natury, kiedy zwierzętom powinno zapewnić się maksimum spokoju i komfortu, aby w świecie zdominowanym przez człowieka mogły choć trochę odetchnąć od nadmiaru naszej presji. Podczas rui kozły gonią za kozami, wygląda to czasem iście pociesznie jak zabawy dwóch młodych psiaków. Takie widoki na łąkach i polach o świcie wśród mgieł, napełniają serce radością i wdzięcznością, wobec możliwości podpatrzenia kolejnego wspaniałego spektaklu przyrody. Przynajmniej u mnie… Jak się domyślacie, myśliwi polują na te zwierzęta również wtedy – no bo przecież sezon (i kalendarz łowiecki, który sami sobie stworzyli) na to pozwala.  Jest to zwyrodniała i pomylona praktyka, która w cywilizowanym świecie nie powinna mieć miejsca, ukazuje też dobitnie czym dla myśliwego jest „miłość do przyrody i zwierząt”, a jest to po prostu polowanie dla radochy, adrenaliny (kozła często trzeba podejść) jak i trofeum.

Kopia gw_k4

Dlaczego myśliwi zabijają sarny?

Sarny dość łatwego życia w naszym świecie nie mają. Giną od potrąceń przez auta, trują się opryskami w rolnictwie, młode bywają zmielone kosiarkami na łąkach lub rozjechane traktorami, czasem nawet zostają przejechane przez pociągi – pasą się często przy torach i nasypach. Są wrażliwe na większe mrozy, czasem padają z wyczerpania od gonitw bezpańskich psów lub zostają przez nie zagryzione. W niektórych rejonach kraju stanowią spory % w diecie drapieżników takich jak wilk czy ryś. Zaplątują się w siatki wokół grodzonych szkółek leśnych. Czasem też topią. No i oczywiście bywa, że chorują. Widzimy więc, że zagrożeń wynikających z presji człowieka na środowisko jest dla gatunku mnóstwo, co przekłada się na jakąś tam „naturalną selekcję” i ograniczenie liczebności.  I w takich chwilach z pomocą przybywa dzielny myśliwy, który „zabija jednym celnym strzałem, i zwierzę nie cierpi”… Tak, odpowiedz na pytanie dlaczego myśliwi zabijają te zwierzęta jest banalna, i zamyka się w jednym wyrazie – TROFEISTYKA. Oraz dziczyzna.

Jakoś wobec tych wszystkich zagrożeń nie śpieszą myśliwi wtedy ratować saren. Co innego zimą przed ”okrutną śmiercią głodową” co nie powinno nigdy mieć miejsca, ponieważ najważniejszym czynnikami selekcyjnymi dla wszystkich zwierząt są zima, mróz i śmiertelność z ich powodu.

10547696_716561108381177_8299382428550563927_n

Trofeistyka.

Myśliwi są mistrzami, jeśli chodzi o wynajdywanie powodów dla których rzekomo muszą zabijać zwierzęta, nie inaczej jest w przypadku saren. Pomijając oklepane już „szkody w uprawach”, tutaj głównym powodem ma być „selekcja zwierzyny płowej”, której pomylone zasady i reguły myśliwi stworzyli na użytek własny, aby w oczach społeczeństwa mieć jakieś usprawiedliwienie dla swej chorej pasji. Są oni wyznawcami teorii, że jeśli nie będą polować, to zwierzęta ZDEGENERUJĄ się, a gatunek wyginie – jakoś tak. To już przykład klasycznego poddania się własnej mitologii. Oficjalnie jednym z głównych celów łowiectwa jest uzyskiwanie jak najlepszych jakościowo trofeów. To jest też celem myśliwskiej hodowli zwierząt i „dbania” o nie. Musimy pamiętać, że cała zabawa w trofeistykę to także konkursy i wyceny parostków, za które myśliwi w specjalnych komisjach przyznają sobie punkty, medale, nagrody… Cały mit selekcji i rzekomej degeneracji, nie ma żadnych podstaw naukowych, oraz opiera się na błędnych i fałszywych przesłankach. Dlaczego?

Kopia 11954796_904318976309095_3873065025495618952_n

Myśliwi utrzymują, że jeśli nie będą strzelać, to taki kozioł sarny przekaże swe „złe” cechy w genach dalej, przyczyniając się do postępującej degeneracji gatunku, co za tym idzie, jego wyginięcia 🙂 Jak zatem wytłumaczyć tysiące lat istnienia gatunku, wobec 90 lat trwania PZŁu ze swoimi „zasadami selekcji”? Myśliwi doskonale sami obalają swoje brednie, nie trzeba szukać daleko. Jak czytamy na stronie poradnika selekcjonera, przyczyny deformacji parostków saren, mogą być rozmaite. Urazy możdżenia, przebyte choroby takie jak motylica, odmrożenie, czy też uszkodzenia jąder. Dodatkowo braki pokarmowe, infekcje wirusowe lub grzybicze, wszystko to sprawić może, że parostki nie wykształcą się tak jak powinny.

http://derficzek.republika.pl/porozesarny.html

Zwierzęciu często to w życiu nie przeszkadza. Nie trzeba być specjalistą, aby wiedzieć, że takich cech nie przekazuje się w genach dalej, gdyż są to jednostki nabyte. Tak samo, jak nie przekażemy dziecku naszych cętek po ospie.

11412297_1049945531699902_8265175867537453163_n

Polujący podzielili sobie kozły saren według sztucznie stworzonych „klas wieku” oraz rozróżnienia takie jak osobnik „przyszłościowy” lub „selektywny”. Pierwsza grupa rokuje na dobry rozwój trofeum, drugą trzeba bezlitośnie eliminować, gdyż w wyniku różnych czynników losu, nie wykształciła takich parostków, jakie chciałby widzieć myśliwy. „Winą” sarnich kozłów jest jedynie to, że noszą na głowie coś co można spożytkować i dorobić do tego ideologię aby uzasadnić sobie chęć mordowania dla sportu – bo czymże są późniejsze konkursy i wyceny poroża? O tym, że zabawa w trofeistykę służy tylko bezsensownemu zabijaniu, niech poświadczy inny fakt – przecież myśliwi w żaden sposób nie „selekcjonują” zwierząt takich jak lisy, bażanty, kaczki czy nawet dziki – w ich przypadku nie prowadzi się żadnej selekcji względem trofeów. Twierdzenie o przekazywaniu rzekomych „wad” w genach ma się nijak do rzeczywistości, ponieważ żaden z myśliwych przed strzałem nie dokonuje badań genetycznych – nie może więc być pewien, czy za deformacja którą akurat widzi odpowiada czynnik genetyczny. Dlatego strzela się do wszystkiego, co nie pasuje do wzoru, tak na wszelki wypadek. Pamiętać też trzeba, że cechy w genach przekazują oboje rodzice, a przecież kóz myśliwi praktycznie nie selekcjonują, bo nie mają one parostków, po których można by coś stwierdzić. Myśliwi prowadzą i prowadzą swoją ”selekcję” już od dziesiątków lat. Z marnymi efektami, gdyż w każdym kolejnym pokoleniu saren ciągle występują te same deformacje i uchybienia w porożu, a to z uwagi na czynniki, które mogą to powodować, nie mające podłoża genetycznego. Może to wszystko po prostu naturalne, normalne i za takie należało by to uznać? Ale wtedy nie będzie zabawy w trofeistykę, selekcję i strzelanie… Mit dusi się w sosie własnym na wolnym ogniu, i nie trzeba tu błyskotliwej inteligencji, by pewne oczywiste braki w logice dostrzec.

Kopia polskiediany_wlodawa108

Jak się poluje na kozły?

Zacytujmy stronę myśliwską:

– Podstawowym, niezwykle ekscytującym sposobem polowania na rogacze jest podchód. W podchodzie odnajduje się zwierzynę w łowisku i zbliża się do niej na odległość strzału.

– Zasiadka polega na oczekiwaniu na zwierzynę tak, gdzie żeruje, czyli na łąkach w pobliżu lasu i na polanach. Można ją urządzać na ambonach, zwyżkach, ale również na gruncie.

– Metodę podjazdu stosuje się ze względu na przyzwyczajenie sarn do wozów i pojazdów mechanicznych. Pojazd podjeżdża wtedy wolno w okolice bytowania zwierzyny, myśliwy schodzi z niego, ukrywa i przygotowuje do strzału, co ułatwione jest dzięki skoncentrowaniu się sarn na odjeżdżającym pojeździe.

– Polowanie na rogacze można również prowadzić metodą na wab, gdzie naśladuje się głosy kozy (samicy sarny) w celu przywabienia kozła.

http://www.poluje.pl/polowanie,polowanie-na-rogacze,8673

Ostatnia metoda, wydaje się być szczególnie wypaczona i pozbawiona zasad, kiedy uświadomimy sobie, że myśliwi wykorzystują godowe ogłupienie zwierząt podczas rui, przy użyciu sztucznego wabika wydają odgłos kozy, aby przywabić kozła na kilka kroków w celu oddania strzału… Trzeba też wiedzieć, że u tego towarzystwa wabiarstwo uchodzi za wspaniałą sztukę.

Metoda z podjazdu, tak samo wykluczająca wszelką etykę, oszukiwanie i tak „głupszego” zwierzęcia w ten sposób nie jest żadnym wyczynem. Natomiast podchód, to typowe płoszenie wszystkiego co żyje i niepotrzebne niepokojenie innych zwierząt. Zasiadka, wiadomo, siedzisz i obcujesz sobie z naturą, słuchasz śpiewu ptaków, aby wygarnąć do nieświadomego zwierzęcia, jeśli akurat podejdzie odpowiednio blisko.

Jak myśliwi łamią prawo podczas takich polowań?

Głównie na dwa sposoby. Pierwszym jest polowanie przy nęciskach, które służyć mają tylko polowaniom na dziki, lisy i małe drapieżniki, ale zależnie od tego co się na takim nęcisku znajdzie, korzystają też sarny. A kto to skontroluje… Siedzi drapieżnik w ambonie, podejdzie kozioł do karmy, no to baaach…

Polowanie w nocy. Polowania indywidualne, również bardzo lubiane przez myśliwych stwarzają mnóstwo okazji do popełnienia czynów kłusowniczych. Nikt nie jest w stanie skontrolować takiego myśliwego, jak nocą poluje pośród pól. Takich miejsc straż leśna ani łowiecka nie patroluje. Zasady wykonywania polowania jasno stanowią, na jakie gatunki można polować po zapadnięciu ciemności. Są to dziki, lisy, piżmaki i małe drapieżniki. W praktyce natomiast, zwłaszcza podczas pełni księżyca, myśliwi jeżdżą autami w miejsca gdzie spodziewają się spotkać kozły, a następnie oddają strzały.

Pewnego razu siedząc podczas pełni przy polu kukurydzy byłem świadkiem następującej sytuacji. Przez olszyny, przedzierał się nieudolnie z hałasem osobnik, z małą latareczką punktową na czole. Myśliwi mają takie specjalne czapki, z wbudowaną w daszek diodą. Wcześniej zatrzymał samochód, z którego udał się do zagajnika. Ochryple zaczął szczekać wypłoszony stamtąd kozioł… Jako, że sarny bywają dość ciekawskie, nie uciekł od razu, tylko czekał dalej na polu, dając głosem wyraz swemu zaniepokojeniu. Punkcik świetlny zgasł, po czym, po hałasie gałązek objawił się znów na skraju zadrzewienia. Za chwilę padł strzał, celny. Osobnik z diodą powędrował do miejsca trafienia, gdzie kucnąwszy zaczął pastwić się nad tuszą. Załadował ją sobie na plecy i przeniósł do auta…

Kopia koziol

Innym razem, zauważyłem zatrzymujący się na poboczu samochód terenowy. Około drugiej w nocy. Widzę błysk zapalanego papierosa. Tym razem było to blisko mojego stanowiska, migając co jakiś czas diodą, zacząłem maszerować w stronę tego auta. (Mała uwaga – jeśli przytrafią się Wam kiedykolwiek takie sytuacje, zawsze błyskajcie jakimś światełkiem, choćby telefonem. Czasem myśliwy uznaje, że poluje inny kolega i odjeżdża, ale po prostu w ten sposób minimalizujemy ryzyko zasilenia statystyk tak zwanych „pomyłek z dzikiem”). Docieram do miejsca, witam się z myśliwym. Pytam na co poluje, on zdziwiony obecnością kogokolwiek o tej porze w takim miejscu, odpowiada że Na wszystko co tu wyjdzie, sezon jest, dzik, lis, sarna. Pytam dalej, Na sarny też w nocy? Bo chyba nie wolno. Na co dowiaduję się, że tu jest obwód łowiecki, wolno polować, trzeba wykonać plan więc nikt sobie nie zawraca głowy, a mnie tu nie powinno być’’. Po czym myśliwy wsiada do auta, i zirytowany odjeżdża. Święty Hubert zdarzył, że to polowanie indywidualne zepsułem. Jakoś w 10 min potem kilka kroków od miejsca naszej pogawędki drogę przekroczył piękny kozioł. Farciarz.

Kopia (2) 11223487_904317716309221_104366395404880774_n

Póki co myśliwska pseudoekologia ma się dobrze. Pod płaszczykiem bajań o selekcji prześladują i niepokoją sarny podczas wychowu młodych, a następnie rui, najważniejszego dla gatunku okresu. Żaden z nich natomiast nie jest chyba zainteresowany ratowaniem i poprawianiem dobrostanu gatunku wobec oprysków czy wypadków drogowych oraz innych zagrożeń będących udziałem tych zwierząt. No chyba, że poprzez odstrzał… Przecież jak będzie ich mniej, to nie będą w ten sposób ginąć.

Jak czytamy w uzasadnieniu odnośnie zasad selekcji, pada stwierdzenie, że: Skomponowanie zasad gospodarowania populacjami jest trudne. Polska to duży kraj, o zróżnicowanych warunkach przyrodniczo – geograficznych, a zachodzące zmiany siedliskowe, klimatyczne czy antropogenne powodują zmienne reakcje populacji.
Myśliwi zdają się być świadomi, że tak naprawdę nie za wiele mogą zdziałać i wszystko co robią odbywa się wręcz na ślepo.

Osobną kwestią pozostają jeszcze widoczne na zdjęciach radosne oraz błogie uśmiechy na buziach tego towarzystwa, jak i zagadnienie samego polowania dla przeżywania radosnych i pozytywnych ”emocji łowieckich”, których kulminacja szczęścia następuje chyba po zrobieniu chwalebnej fotki ze swoją ofiarą, będąc w błogostanie jakiego zaznaje się po odebraniu życia. Ale to już temat na inny post.

11902252_748360028608314_3865666895001199209_n

Kopia cez2_1

Kopia sel022

Kopia 11745575_887422834665376_6283313489281670035_n

Kopia 16640692_420507541624162_2657450388671300502_n

Kopia 13239897_1725607481028739_1977634082053982829_n

zdj_02

11880504_748360011941649_4467689012381677925_n

12799043_1560701457555886_6502869902141527262_n12185043_914433155260637_1039985927544763478_o

wf33e

Kopia 4
Zabawa w trofeistykę, to spora część myśliwskiego świata. Spreparowane czaszki i parostki z zamordowanych zwierząt, podlegają wycenie, przyznawane są punkty, medale, gratulacje…następnie zawisną na ścianie, stając się wątpliwą ozdobą oraz pamiątką po łowieckich przeżyciach…XXI wiek, i niby dorośli, normalni ludzie…

dsc05854
Myśliwi piękno przyrody zdają się postrzegać inaczej, niż większość ludzi. Piękne są obcięte głowy zastrzelonych zwierząt, ułożone wśród traw. Jakoś tak nastrojowo się zrobiło… Smutno. 

Źródła: 

Zasady wykonywania polowania:
http://www.pzl.waw.pl/13-dokumenty/aktyprawne/47-zasady-wykonywania-polowania

Zasady selekcji zwierzyny:
https://poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

Poradnik Selekcjonera:
http://derficzek.republika.pl/porozesarny.html

Zbiór zasad etyki myśliwskiej:
http://www.pzl-lodz.pl/download/prawo/zbior_zasad_etyki.pdf

koziol (1)
I to jest jedyne właściwe miejsce, dla tak pięknej głowy. 

Jak myśliwi promują weganizm?

W tym poście pragniemy wyrazić podziękowania dla myśliwych i sympatyków łowiectwa, za nieocenione zasługi w promowaniu postaw wegetariańskich, wegańskich oraz wspieranie sprawy pro zwierzęcej.

Zastanawiacie się, jak to możliwe? „Mordercy, zwyrodnialcy” smakosze dziczyzny i zwłok z ubojni mieliby wspierać weganizm? Otóż robią to systematycznie i bardzo skutecznie, często z lepszym wynikiem, niż całe Vivy i Otwarte Klatki razem wzięte. Tyle, że nieświadomie.

Pomijając częste, żenujące wpadki niedorzecznik PZŁ, która robi myślistwu równie negatywny PR, co rzesze rubasznych Januszy, strzelających w łowieckim amoku do wszystkiego co się rusza, a których z takim oddaniem broni.

Na pewno większość z Was, wielkich i oddanych rycerzy Koalicji Antymyśliwskiej, podczas bojów w trakcie ciężkich debat na temat przyszłości i sensu naszego łowiectwa, miała możliwość zetknąć się z głównymi argumentami naszych oponentów, próbujących bronić swego hobby zabijania. Brzmią one zazwyczaj mniej więcej tak:

Ahahah, a mięsko to jecie? Myślicie, że rośnie na drzewie?

Schabowy smakował w niedzielę?

A czym jeździsz do pracy? Na miotle latasz? Wiesz, że auto wydala spaliny?
(Zestawiamy to z 600 ton ołowiu rocznie wystrzeliwanych do środowiska przez myśliwych – więcej niż cały transport ciężarowy)

A z komputera korzystasz i z energii? Wiesz, że w elektrowni spala się węgiel i zanieczyszcza środowisko?

Czym karmisz pieska / kotka? Sałatą?

A SKÓRZANE TOREBKI, PASKI , BUTY !!!!!!

Czyli usprawiedliwianie swojego okrucieństwa i obłudy, jakimś innym, gdzieś tam.

Nawet jeśli ktoś okazuje się być wege i tak pojawiają się teksty podobne jak powyżej, lub inne obnażające prostotę umysłową ich autorów, np. A wiesz, że ta sałata też musiała umrzeć abyś ją zjadł ,dlaczego mordujesz rośliny?
Swoją drogą ciekawy stereotyp z tą sałatą, ja jako wege od 7 lat, nie zjadłem jej nigdy. Trawy też nie.

14570463_1119193114834600_49941eww6171739798888_n

Pisząc takie, wydawało by się irytujące idiotyzmy, zwolennicy łowiectwa przyczyniają się do promowania zachowań pro-ekologicznych, oraz wegańskich. O ile większość przeciwników łowiectwa, to osoby bardzo świadome ekologicznie, najczęściej weganie i wegetarianie, tak w tej masie, zawsze trafia się ktoś, kto powyższych na co dzień świadom nie jest. I w taki oto sposób myśliwi chcąc nie chcąc robią coś dobrego, otwierają ludziom oczy, powiększając tylko grono swoich świadomych przeciwników. Szkoda tylko, że sami nie stosują się do tego, co zarzucają innym.

Zawsze mam pewien dylemat z zrozumieniem sensu pytań o weganizm / wegetarianizm u przeciwników łowiectwa, jako zabieg stosowany w dyskusjach przez myśliwych. Jakby to miało cokolwiek do rzeczy. Owszem, coś ma, jeśli chodzi o hipokryzję domniemaną lub urojoną. Taki myśliwy z tryumfem na rumianej twarzy zarzuca ją, mimo, że sam:
– Pożera dziczyznę i zabija zwierzęta
– Korzysta z przemysłowych ubojni i wszystkich dóbr oraz udogodnień cywilizacji, jednocześnie wymagając, by ktoś tego nie czynił…
– W skrócie, nie robi nic, aby do okrucieństwa się nie przyczyniać, ma to całkowicie gdzieś, ale od tych którzy już cokolwiek robią, wymaga jeszcze więcej. Tylko zostawcie mi łowiectwo w spokoju! Idźcie se protestować pod ubojnie.

17353505_1136088249834956_1145099126786034754_n

Nawet jeśli w takiej dyskusji okazujesz się być wege i tak przegrałeś – zaczekaj kilka minut, a usłyszysz pytanie o karmienie kota, zdeptane mrówki czy ślimaki podczas spaceru, zabijane komary, kleszcze…. Możliwości jest sporo.

Dlatego ja zawsze powtarzam, że hipokrytami jesteśmy wszyscy, niezależnie od swego zaangażowania w jakąś dietę czy zieloną wege ideę. Nawet i bretharianin, jeśli istnieją takowi, musi przecież gdzieś mieszkać i zużyć energię choćby do ogrzania mieszkania.
Ważne, by nie popadać w paranoję, co jednak zdarza się myśliwym, gdy tylko uświadamiają sobie, że ktoś korzystając z możliwości wolnego wyboru, żyje inaczej niż oni. To oczywiście bardzo kłuje w pewną część ciała i próżne ego, no bo jakże to? Nie je mięsa? Nie kupuje skórzanych torebek i butów, zwraca uwagę na to czy kosmetyki nie są testowane na zwierzętach?

~ O nie! Tak nie może być. Zaraz i tak znajdę coś do czego mogę się przyczepić. Choć sam nie robię nic…A, może tak dzieciom chorym byś pomógł, a nie zwierzętom? Co, dzieci ci nie szkoda?

I tak dalej, i tak w nieskończoność ….Osoby te zapominają chyba, że korzystanie z wolnej woli, to także wybór komu pomagamy i w jakim zakresie. Człowiek zazwyczaj jakiś wpływ na swój los ma i zagwarantowaną jako taką pomoc. Zwierzęta często jej nie mają, są zależne od nas, a w większości przypadków my sami jesteśmy odpowiedzialni za ich cierpienie. One same nie mogą o siebie zadbać. Nie w tym świecie. Jako, że odbiegam już nieco od głównego wątku, zakończmy cytatem i obrazkiem. A myśliwym, za nieświadomy wkład w walkę o prawa zwierząt, i przysparzanie światu kolejnych rzesz wegetarian, serdecznie dziękujemy :)!

Karpio

Myśliwi znęcają się nad żywymi bażantami + strzelanie przy podsypach.

Co tam panie w myśliwskich grupach? Lament strach i umartwienie. A dlaczego? Jeden z myśliwych udostępnił zdjęcie po polowaniu, aportowanego przez swojego psa, bażanta. Jak się okazuje ptak był jeszcze wówczas żywy i cierpiał potworne męki przerażenia oraz strachu.  Jednak myśliwski przeszkolony pies nie zna litości…  Czy myśliwi przejmują się losem konającego bażanta? Nie, no bo przecież został na pewno pozyskany „w zgodzie z etyką i zasadami”. Bardzo zaś martwią się tym, że zdjęcie może wycieknąć i zbulwersować opinię publiczną, czemu dają wyraz w komentarzach.

bazanty1

Usuń to zdjęcie kolego bo będzie chryja

Też jestem za usunięciem

Również jestem za usunięciem zdjęcia

 Stary my to zrozumiemy, ale pseudo ekolodzy nie

Jak miło. Aż czterech myśliwych za usunięciem zdjęcia. Szkoda tylko, że jedyną motywacją jest lęk przed reakcją opinii publicznej. „Bo będzie chryja”.

bazanty2

Ale przecież jak to piszą zawsze na naszej stronie? „Zwierzę ginie od 1 celnego strzału, dowiedzcie się czegoś o łowiectwie”. Tymczasem według własnych szacunków samych myśliwych, postrzałków i zwierząt nie znalezionych bywa nawet ponad 30 %.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/06/21/postrzalki-na-polowaniach/

Taki przypadek to kropla w morzu.  Podczas przeciętnego sezonu łowieckiego podobny horror serwowany jest 60-80 tysiącom ptaków zabijanych tylko dla rozrywki. Myśliwi publicznie mówią: Dowiedzcie się czegoś o łowiectwie! My dbamy o zwierzynę, hodujemy i wypuszczamy bażanty do łowisk, żeby ubogacić swój teren łowiecki. I na tym wszelkie wyjaśnienia się kończą. Żaden z myśliwych, już nie powie Wam o tym, że robią to tylko w celu zaspokajania swojej żądzy zabijania. Nie robią tego by podziwiać te ptaki w naturze czy napawać się ich widokiem, lecz tylko po to by je następnie zamordować. Tak samo reklamują się z kampanią pod nazwą „Ożywić pola”, podczas której przychodzą do szkół i zabierają dzieci na takie akcje wypuszczania zajęcy czy bażantów. Robią to z czystym wyrachowaniem i premedytacją, gdyż doskonale wiedzą, że dziecko zachowa wtedy w pamięci obraz troskliwego wąsacza, działającego przecież dla dobra natury… Dzieci natomiast z wielkim zainteresowaniem traktują takie zajęcia, gdyż możliwość zobaczenia z bliska i potrzymania pięknego, normalnie dzikiego ptaka to dla nich wielka atrakcja. Jak to wygląda, można zobaczyć na poniższym filmie. Myśliwi dobrze zaplanowali i zorganizowali dzieciom atrakcje, czyli przejazd ”baną” za ciągnikiem ,którą normalnie jeżdżą sami na polowania, by mordować zwierzęta. Wiele dzieci miało możliwość wypuszczenia bażanta własnoręcznie.  Szkoda, że nie powiedzą im wszystkiego, o czym piszemy w niniejszym artykule. Ale empatia jest w takich przypadkach zabijana z premedytacją, przy cichym przyzwoleniu nieświadomych opiekunów.

Bywa, że ptaki są kupowane z hodowli i wypuszczane do środowiska, gdzie oszołomione i nieprzystosowane kryją się, nie potrafiąc znaleźć sobie pokarmu, ani unikać drapieżników. Myśliwi jednak się tym nie przejmują. Bardzo często organizują polowania już na drugi dzień po wypuszczeniu, gdzie potrafią wystrzelać wszystkie wypuszczone przez siebie sztuki,zapraszając przy tym myśliwych z zagranicy dla podreperowania budżetu koła. Na jednym takim polowaniu ginie wówczas nawet 200 zdezorientowanych i przerażonych ptaków. Pamiętam, gdy publikowaliśmy już kiedyś tą informację, jeden z myśliwych skwitował ze śmiechem: No tak, czego się nie robi dla dewizowców. Jak wynika z danych dostępnych ze stacji badawczej PZŁ w Czempiniu, w jednym sezonie łowieckim wypuszczono 108,7 tys. tych ptaków, a zastrzelono do 104 tys. (dane szacunkowe).

zasiedlanie-bazantow

„Działanie dla dobra środowiska, w zgodzie z postulatami ochrony przyrody”, będą próbować mydlić oczy. Rzeczywiście, tyle strzałów, huku, hałasu, łażenia po ścierniskach, łąkach, nieużytkach, płoszenie wszystkiego co  żyje, to dla ochrony  ojczystej przyrody… Jeden bażant, już wypierzony to koszt 20-30zł.  Zaś w przeciętnej ofercie dla myśliwego dewizowego cena za trofeum z bażanta wynosi 38 zł + 21 zł za tuszę.

Źródło: 
http://www.szczebra.bialystok.lasy.gov.pl/documents/62672/25140272/OFERTA+DEWIZOWA_14_15_akw.pdf

Dla koła jest to oczywiście czysty zysk, przy zakupie młodego bażanta, za niecałe 20 zł sztuka. Ale widzimy, że tutaj nie chodzi nawet o tą zdrową dziczyznę jak to lubią apelować i jedzenie. Bo normalny człowiek, chcący zjeść mięso z tego ptaka, zakupiłby go sobie z hodowli w cenie 30 zł, zabił, przerobił i zjadł.  Z mniejszym stresem dla zwierzęcia. Ale nie myśliwy… On musi ptaka zakupić, wypuścić, żeby doznał szoku oraz przerażenia, jak i spora część z nich ginie nie potrafiąc się zaadaptować. Następnie musi zorganizować sobie polowanie – stracony czas, amunicja, no i oczywiście rwetes w terenie płoszący wszystko co żyje. Ale ma to o co zabiega – adrenalinę i pozytywne emocje, których doświadcza zadając ptakom śmierć. To jest według nich, zbliżone do natury, harmonijne współistnienie z nią… I jest to totalnie nie ekonomiczny i nie opłacalny sposób zdobywania żywności. Ale dopłacają do tego, nie po to by zaspokajać głód, lecz upajać się emocjami łowieckimi na polowaniu.

Stosowany przez myśliwych termin „ubogacanie łowiska” i „wsiedlanie bażantów dla dobra środowiska”, oznacza w praktyce tylko dbanie o swój interes. Są hodowane, kupowane i wypuszczane, tylko po to, by zginęły z rąk nienasyconych morderczych wrażeń oprawców. No i jeszcze dokarmiają je bezinteresownie, pomagając przetrwać zimę :).

Przykład bażanta, pokazuje dobitnie czym jest w istocie łowiectwo – zabijaniem dla przyjemności. Działania myśliwych na tym polu nie przedstawiają ani racjonalności, ani logiki. Bażant ma mnóstwo wrogów naturalnych, nie robi żadnych szkód. Nawet teoria, o regulacji „nadmiaru kogutów w łowisku”, ma się nijak, jeśli biorąc pod uwagę mogące polować na tego ptaka lotne i ziemne drapieżniki, plus zniszczenia w lęgach, wezmiemy pod uwagę fakt, że to właśnie koguty swoim głośnym zachowaniem drapieżniki do siebie przyciągają.A jeśli bażanta gdzieś nie ma, no to bardzo racjonalnie wypuszczamy go, żeby sobie postrzelać…Wtedy oczywiście narzekać i psioczyć na drapieżniki, które chętnie skorzystają z tak łatwego żeru. Logika myśliwska w pigułce.

bazanty2_2

A to już bażanty stłoczone w hodowlach. Jedyny los jaki je czeka, to wypuszczenie, w celu „ubogacenia łowiska”, gdzie zależnie od praktyki danego koła zostaną wystrzelane w ciągu paru dni, lub po 2 latach. „Racjonalna gospodarka łowiecka” w praktyce. Warto tutaj podkreślić, że bażant to gatunek naszej faunie obcy, a ornitologom znany jest negatywny wpływ tego gatunku na rodzime ptactwo (przenoszenie pasożytów, głośne zachowanie kogutów.) Co nie znaczy, że zasługują na gehennę i podły los, jaki serwują mu nasi myśliwi.

bazanty1

Jakby tych wszystkich abstrakcji było mało, mamy także dowody, że myśliwi potrafią strzelać do bażantów w miejscach ich zimowego dokarmiania (podsypy). Te pozbawione moralności praktyki kół łowieckich, w jednych są normą, w innych budzą niesmak ( Ale pewnie ranienie ptaków śrutem i dogryzanie półżywych przez psy, to już nie, zgodne z etyką). Niech posłuży tutaj przypadek opisany jednego z myśliwych na forum Dziennika Łowieckiego (http://lowiecki.pl/dziennik/forum/read.php?f=15&i=76187&t=76187):

Zostałem zaproszony na polowanie na bażanty do łowiska w kujawsko-pomorskim.Stan bażantów niezły…Śnieżek ,lekki mrozik i słoneczko dopełniają myśliwskiego raju. (…) Polowanie polegało na objeździe wszystkich podsypów,gdzie z powodu warunków pogodowych (śnieg ,słaba dostępność karmy naturalnej) od rana gromadziły się stadka bażantów. Grupa obstawiała teren wokół podsypu i wtedy do akcji wkraczały psy.Podryw stada,kanonada i bogaty wynik każdego podejścia (…) Na moje pytanie do łowczego koła ( z 36-letnim stażem) dlaczego tak właśnie polują odpowiedź była następująca…BAŻANTA W TERENIE INACZEJ NIE STRZELISZ,JAK PRZY PODSYPIE,BO TAM SIĘ GROMADZĄ…A POLUJEMY TAK JUŻ OD TRZYDZIESTU LAT I NIKOMU TO NIE PRZESZKADZAŁO POZA TOBĄ

Obrońcy łowiectwa powiedzą w takim przypadku: To nie myśliwi, tylko kłusownicy! Czarne owce są wszędzie. No cóż, tylko w obu przypadkach, zarówno pierwszy screen, jak i drugi, pochodzi z facebookowej grupy o nazwie ”Polski Związek Łowiecki PZŁ”. Czy należą tam więc kłusownicy? W drugim zaś przypadku, to forum myśliwych, członków PZŁ stworzone przez nich samych.

Screenshot - 2017-06-06 , 12_21_52

W trosce o dobre imię polskiego łowiectwa, oraz stan faktyczny zgodny z prawdą, poczuliśmy się w obowiązku tą informacją niezwłocznie się z Państwem podzielić.

Poniżej film z polowania na bażanty, przy udziale dzieci.
Co roku pozyskujemy ponad 100 kogutów, no,  gospodarka łowiecka, prawda – nieudolnie tłumaczy umiłowanie zabijania prowadzący polowanie.
Inne koła łowieckie, organizują akcje zwane ”Polowaniami bażantowymi – myśliwi dzieciom” (???) Bo, na czym owe „dzieciom”, ma polegać trudno zrozumieć.

Cała ta sytuacja, kojarzy mi się z opisaną przez Tomasza Matkowskiego w książce ”Polowaneczko”, kiedy jedna z Dian podczas biesiady myśliwskiej zaczęła opowiadać: No i ja postrzeliłam tego lisa w jądra, a on zaczął tak śmiesznie piszczeć, wszyscy zanoszą się śmiechem. Okrutne „poczucie humoru”, groteskowe i wyzute… albo właśnie „kultura myśliwska”, której my, biedni, głupi pseudoekolodzy nigdy nie pojmiemy.

bazantowe

Uwaga na chorą dziczyznę. Myśliwi zarazili celebrytę?

Ileż to razy słyszeliśmy z ust polujących chwalby i poematy na temat tzw. „zdrowej dziczyzny”. Używane za każdym razem w dyskusji, kiedy udało się wyjaśnić wszelkie mity i absurdy łowiectwa, nasi dyskutanci chwytają się ostatniego: Ale ja poluję dla zdrowego mięsa! Co, nie wolno mi, skoro można? Chcę zdrowo żywić swoje dzieci, a nie tym chemicznie nafaszerowanym z marketu. Podobną argumentację wysunęła kiedyś rzecznik PZŁ. Pomijając całkowicie wszelkie kwestie zdrowotne, ekonomiczne i moralne oraz liczne badania naukowe wykazujące szkodliwość i nieefektywność spożywania mięsa przez człowieka jako pokarmu, (Do przeczytania tutaj – Wegańskie książki i filmy) , pozostaje pytanie, które to mięso rzeczywiście jest gorsze…

tasiemiec

Jak donoszą od kilku dni rozmaite portale informacyjne w Polsce, w dziczyźnie na Podlasiu wykryto nie notowanego dotąd pasożyta, tasiemca z rodzaju spirometra.

Tasiemiec z rodzaju Spirometra pasożytuje m.in. u dzikich ssaków drapieżnych, np. dzików. W Azji larwy tego tasiemca znajdują się także u żab i węży, które są tam traktowane jako przysmak.

Do zakażenia dochodzi drogą pokarmową – po spożyciu surowego lub niedogotowanego mięsa, które zawiera larwy pasożyta, lub po wypiciu skażonej wody.

Lubisz dziczyznę? Lepiej uważaj!

Mięso z dzików, które jest dopuszczane do sprzedaży, nie jest badane pod kątem sparganozy, ponieważ jest to obecnie praktycznie nieznany lekarzom pasożyt. Larwy są trudne do identyfikacji, ponieważ mogą przypominać np. włókna mięśniowe czy ścięgna. Amatorom dziczyzny zaleca się więc długą obróbkę termiczną mięsa lub rezygnację z jego spożycia. Sugeruje się także, by nie pić wody z podejrzanego źródła.

Larwy tego tasiemca umiejscawiają się zazwyczaj pod skórą człowieka, powodując występowanie obrzęków podskórnych. Pasożyt dość często umiejscawia się też w okolicy oczodołów, co może prowadzić nie tylko do zaburzeń widzenia, lecz także do uszkodzenia gałki ocznej. Zdarzało się, że larwy znajdowały się też w płucach, a nawet w mózgu i wywoływały ciężkie objawy chorobowe.

Sparganoza nie jest chorobą śmiertelną, ale jest bardzo nieprzyjemna. Larwy spod skóry lub innych części ciała usuwa się chirurgicznie.

Źródło: poradnikzdrowie.pl
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-pasozytnicze/tasiemiec-spirometra-w-miesie-dzika-grozny-dla-ludzi_43941.html

Po spożyciu mięsa pochodzącego od zarażonego zwierzęcia można zachorować na sparganozę. Wystarczy, że mięso zawierające larwy tasiemców będzie surowe lub niedogotowane – poinformowała w poniedziałek w przesłanej PAP informacji autorka badań dr Marta Kołodziej Sobocińska z IBS PAN w Białowieży.

A przecież widzieliśmy nie raz na zdjęciach, panów czy panie myśliwe, które wgryzały się wątrobę upolowanego dzika ociekającą jeszcze krwią.  Jest to związane ze zwyczajami myśliwskimi, prawdopodobnie chodzi o upolowanie pierwszej w życiu sztuki. Inny zwyczaj, to mazanie twarzy krwią – „farbą” zabitego zwierzęcia, której fryc nie może zmyć z twarzy, dopóki nie postawi wszystkim kolejki. Cóż, smacznego… dodać trzeba, że tą drogą można się zarazić wieloma rozmaitymi chorobami. Wspaniałe tradycje niech będą więc wyrazem myśliwskiej fantazji i drogą selekcji naturalnej…

heart
Głośna sprawa z tego roku, kiedy 8 letnia dziewczynka pod opieką polującego ojca, spożywa na surowo serce upolowanego zwierzęcia. 

Dalej:

Kołodziej-Sobocińska podkreśla, że sparganoza była dotychczas znana głównie z krajów azjatyckich, a w Europie notowano ją sporadycznie. „Stwierdzano pojedyncze przypadki zachorowań we Włoszech, Czechach, Niemczech, ale na terenie Polski jeszcze nie notowano tego schorzenia u ludzi. Wiadomo natomiast, że wywołujące je pasożyty często występują u zwierząt drapieżnych w Puszczy Białowieskiej” – dodała.

W ostatnich latach naukowcy z IBS PAN przebadali pod kątem zarażenia tasiemcem Spirometra ponad 150 zwierząt. Dr Kołodziej-Sobocińska powiedziała PAP, że po raz pierwszy tego tasiemca wykryła pod skórą martwego borsuka w 2013 r. i wtedy zaczęła badać problem. Badania rozszerzono na inne gatunki, m.in. jenoty, ale też dziki i okazało się, że „ogromna większość” tych zwierząt w Puszczy Białowieskiej choruje na sparganozę. Trwają wstępne badania w Puszczy Augustowskiej. Tam również potwierdzono występowanie larw Spirometra, trwają dalsze badania.

Badaczka poinformowała, że myśliwi zgłaszali weterynarzom obecność „tajemniczych” larw w mięsie dzików od 2011 r. U dzików tego tasiemca znaleziono nie tylko pod skórą tych zwierząt, ale też w ich mięsie. Były przypadki, gdy długość larw tasiemca przekraczała pół metra.

Dr Marta Kołodziej-Sobocińska podkreśla, że celem prezentowanych informacji naukowych nie jest „sianie paniki” wśród ludzi, lecz zwrócenie uwagi (głównie osób spożywających dziczyznę), że w mięsie z dzika – bez odpowiedniej obróbki termicznej – mogą być niebezpiecznie larwy.

Zaznaczyła, że obecność larw Spirometra jest trudna do wykrycia, konieczna jest więc ostrożność, bo choć larwy tego tasiemca umiejscawiają się zazwyczaj pod skórą człowieka, to zdarzało się, że znajdowały się np. w oku, płucach czy mózgu i wywoływały ciężkie objawy chorobowe.

Odkrycie będzie konsultowane ze służbami weterynaryjnymi i sanitarnymi, aby próbować wypracować sposób postępowania. Problem jest nowy, i nie ma ani prawa, ani norm postępowania, które by go regulowały – mówi Kołodziej-Sobocińska. 
Na razie amatorom dziczyzny naukowcy zalecają długą obróbkę termiczną mięsa lub rezygnację z jego spożycia 

Źródło: naukawpolsce.pap.pl
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,410989,naukowcy-wykryli-tasiemca-spirometra-u-zwierzat-moze-byc-grozny-dla-ludzi.html

Te wiadomości są bardzo niepokojące, tym bardziej, że w zeszłym roku informowaliśmy o siatce myśliwych-kłusowników, którzy na szeroką skalę zajmowali się procederem rozprowadzania nie badanego mięsa zwierząt łownych, które serwowane było między innymi w restauracjach. Dziczyzna była zarażona włośnicą i mimo to celowo wprowadzana do obrotu.  Do przeczytania tutaj :
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-nowe-fakty-ws-dziczyzny-zakazonej-wlosnica-prali-brudne-mies,nId,1892094

Trzeba również pamiętać o sporej rzeszy kłusujących myśliwych, którzy nie wpisując odstrzału w księdze ewidencyjnej polowań, biorą dziczyznę na użytek własny, która również nie jest w takim wypadku badana.

====================================
====================================


Historia ku przestrodze… Celebryta Michał Wiśniewski choruje po spożyciu dziczyzny?

14215715_320828824932256_460462318_o

 

Wprawdzie opisywane zdarzenie miało miejsce w 2015 roku i nie ma związku z obecnym wykryciem tasiemca z rodzaju spirometra, ale pokazuje jak łatwo można dając ślepo wiarę myśliwskim zapewnieniom nabawić się dolegliwości. Myśliwi uwielbiają właśnie w ten sposób próbować pozyskiwać sympatię rozmaitych grup społecznych, częstując okazyjnie dziczyzną. Często podczas regionalnych festynów i imprez okolicznościowych koła łowieckie zgłaszają swój udział, i ustawiają stoisko. Nazywa się to „promowaniem łowiectwa”, czyli przekazywaniem wyidealizowanego obrazu, z mnóstwem niedopowiedzeń, okraszonego mitami myśliwskimi, np. o dokarmianiu zimowym.

Zatruciem 22 osób zakończyło się polowanie myśliwych z powiatu żagańskiego i ich gości. Rozchorował się też Michał Wiśniewski, znany polski piosenkarz, którzy prawdopodobnie został przez myśliwych poczęstowany kiełbasą.

Myśliwi z koła łowieckiego Diana (obwód Jelenin, gmina Żagań) i ich goście spotkali się w piątek, 23.10. Zamieszkali w żagańskim hotelu.

Potem pojechali. Wiadomo, polowali, mieli swoje posiłki w lesie. W tym żurek i kiełbasę z dzika. Nie wiem skąd – mówi Jan Okapiec, właściciel hotelu.

Problemy zaczęły się w sobotę. Po wieczornym posiłku.

Zaczęli mówić, że mają problemy żołądkowe – zaznacza J. Okapiec. I opowiada, że przed kolacją myśliwi poprosili, by podać im na stół przywiezioną przez nich kiełbasę z dzika.Zasadniczo nie ma u nas sytuacji, gdy goście przynoszą swoje posiłki. Ta była wyjątkowa. Wiadomo, to był ich specjał. Dlatego kelnerka grzecznościowo pokroiła na stole pomocniczym kiełbasę – tłumaczy J. Okapiec. – Osobiście wzywałem karetkę.

Pomoc została udzielona 5 osobom. Wszystkie zgłaszały silne dolegliwości żołądkowo-jelitowe, Otrzymały środki rozkurczowe, przeciwbólowe. Żadna z tych osób nie zgodziła się na przewiezienie do szpitala – informuje Ryszard Smyk, kierownik żagańskiego pogotowia ratunkowego.

Poczęstowali go kiełbasą

Ratownicy zostali też wezwani do Michała Wiśniewskiego, wokalisty i lidera zespołu Ich Troje.

Pana Wiśniewskiego widziałem, jak rozmawiał z myśliwymi, bo siedział niedaleko od nich. Może go poczęstowali – zastanawia się J. Okapiec.

  1. Wiśniewski, który w tym samym czasie, gdy myśliwi polowali, brał udział w Baja Inter Cars, czyli rajdach samochodów terenowych w Szprotawie i Żaganiu, potwierdza, że się rozchorował. Mieszkał w tym samym hotelu.

Ok. godziny 21 poczułem się bardzo źle. Miałem wysoką gorączkę – opowiada Wiśniewski. Była też biegunka, wymioty, ogólne osłabienie. Sprawą zajął się sanepid.

Powiadomili prokuraturę

Paweł Pilaszewski, były myśliwy koła Diana, podejrzewa, że myśliwi najedli się kiełbasy z niebadanego mięsa. Tłumaczy, że mięso z upolowanej zwierzyny może być przekazywane tylko myśliwym.

Potem muszą mięso zbadać, zanim je przerobią na własny użytek – tłumaczy P. Pilaszewski. Przekonuje, że nie zawsze tak to się odbywało. I zdradza, że dokumentacją koła Diana, dotyczącą właśnie przekazywania mięsa, od dłuższego już czasu zajmuje się policja.

Zaczęło się od tego, że ktoś poinformował Nadleśnictwo w Szprotawie o budzącej wątpliwości dokumentacji koła.

Pismo otrzymaliśmy w sierpniu. Uznaliśmy, że należy powiadomić prokuraturę – informujeDariusz Chełski, nadleśniczy.

Potwierdza to prokuratura.

Zawiadomienie wpłynęło do nas w połowie sierpnia i zostało przez nas przekazane policji – mówi Tomasz Kulczycki, prokurator rejonowy z Żagania.

Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie.

Najpierw prowadziliśmy czynności sprawdzające pod kątem, czy doszło do popełnienia przestępstwa. Następnie, 25.09., zostało wszczęte dochodzenie w sprawie podrobienia i przerobienia dokumentów. Sprawa jest jednak wielowątkowa i rozwojowa, dlatego nie możemy podawać szczegółów – zastrzega podinsp. Sylwia Woroniec z żagańskiej policji.

W chwili, gdy zostaną komuś postawione zarzuty, przejmiemy sprawę, zgodnie z nowym kodeksem postępowania karnego – zaznacza P. Kulczycki.

Zarząd koła Diana zapewnia, że działalność prowadzą prawidłowo.

»Informujemy, że Koło Łowieckie Diana prowadzi prawidłową gospodarkę łowiecką, jak i wszelką dokumentację« – czytamy w pisemnej odpowiedzi na pytania dziennikarza.”

 Źródło i całość artykułu:
http://zary-zagan.regionalna.pl/ps-254354-jak-wisniewski-pojadl-w-zaganiu/

tape2orm


No cóż, pewnie jeszcze nie raz usłyszymy zapewnienia o „najzdrowszym z możliwych mięsie” albo, że wszystkie przypadki zatruć dziczyzną sfabrykowali ekolodzy. Podobnie jak wyniki rozmaitych badań, w tym cytowanych powyżej – to za pewne nikczemne knucia ekologów w celu szkalowania dobrego imienia łowiectwa ;).  Amatorom dziczyzny pozostaje życzyć smacznego, i opieki opatrzności.

 

Polowania na żubry i szkodliwość dokarmiania

Dzisiaj kawałek tekstu przygotowanego przez ekipę strony Front Antyłowiecki, w kontekście bulwersującej decyzji, o odstrzale 35 żubrów.  Jak zawsze rzeczowo, merytorycznie i celnym wypunktowaniem myśliwskiej obłudy oraz hipokryzji. Chłopaki odwalili kawał dobrej roboty.

„Jeszcze świeża jest sprawa odstrzału 35 żubrów w Białowieży. U wielu pojawiło się zbulwersowanie, a pewne fakty mogą to pogłębić.

Ten odstrzał żubrów nie jest pierwszym takim. Wg danych GUS odstrzał żubra o podobnych ilościach prowadzi co roku, głównie jako odstrzał selekcyjny/sanitarny. Dotyczy w dużej mierze populacji białowieskiej.

Jednak udział chorych i starych osobników w Białowieży wciąż rośnie, pomimo tychże odstrzałów. Co może to powodować? M.in. zimowe dokarmianie od co najmniej XVII wieku oraz niechęć zarzucenia go, mimo konkretnych przesłanek. O ile opiekunowie żubrów w poprzednich stuleciach nie byli świadomi szkodliwości dokarmiania, a w czasach gdy z żubrami było naprawdę krucho, jego konieczność była zrozumiała. Obecnie te wymówki nie działają.

1476460_1572651506384067_7279142327782360420_n
Żubr upolowany w nadleśnictwie Krynki, rok 2014
http://www.polowania.com.pl/galeria2014.html 

Żubry ze względu na wyjątkowo niską zmienność genetyczną, mają niską odporność na choroby zakaźne, powodujące upadki całych stad bądź znacznej ich części. Zaś dokarmianie tylko to zwiększa, gdyż w wyniku tego pojawia się nienaturalne zagęszczenie zwierząt. Ostatnio ekipa NPRM prezentowała skandaliczną jakość wykładanej karmy w obszarach Natura 2000. Nie zdziwiłbym się, gdyby w żubrzych ostojach było zabłocone i nieświeże jedzenie. A nie jest dobrze, bo zapasożycenie u żubrów jest najwyższe od lat. Niektóre pasożyty szybko opanowują całe populacje jak np. nicień krwiopijny, obecnie stwierdzany u 100% badanych żubrów w Puszczy Białowieskiej (Demiaszkiewicz & Lachowicz 2007). Zachwiana jest proporcja płci i rośnie udział starych krów oraz istnieją przesłanki, by dążyć do większej naturalizacji stada oraz zaprzestania zimowego dokarmiania.

12745942_1572651529717398_3919387780013521769_n
Inny żubr upolowany w nadleśnictwie Krynki, rok 2014
http://www.polowania.com.pl/galeria2014.html 

Badania wykazały,że im intensywność dokarmiania jest mniejsza, tym rozprzestrzenienie się żubrów jest dużo większe i są bardziej chętne na migracje. Im mniej dany osobnik jest dokarmiany, tym mniejsza jest szansa na zarażenie się patogenami (Kowalczyk 2010; Pyziel, Kowalczyk, Demiaszkiewicz 2011). Ilość żubrów naturalnie się zredukuje, ale za to zyska na jakości. Najgorsze czasy żubry póki co miały za sobą i nie mogę się zgodzić, iż nie można zdecydować na tego typu eksperyment (przynajmniej w części białowieskiej).

W dodatku okazuje się, że podczas łagodnych zim żubry praktycznie… nie korzystają z paśników! I szybciej się rozprzestrzeniają! A jak dochodzi do tego urodzaj żołędzi… Czyli to kolejny argument przeciw zimowemu dokarmianiu w okresie łagodnych zim.

IMG_8591
Paśnik pełny, ale żubrów brak… (przyp. do zdj. – red. NPRM)
https://www.fotoeast.pl/polowanie-na-zubry/

To dlaczego wzbrania się przed dokarmianiem? Powodów może być wiele. oficjalnie straty w gospodarce leśnej (gdy udział gatunków drzewiastych w diecie stanowi 10%) oraz rolnictwie. Mniej oficjalnie – chęć ustrzelenia króla puszczy.

Otóż żubr znajduje się w ofercie cenowej na sprzedaż polowań w OHZ-ach Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. Termin polowań trwa do listopada do końca lutego.

10175976_1572651549717396_8463925380222362789_n
Żubr upolowany w 2015 roku
http://www.vip-hunter.eu/2016/01/polowanie-na-zubra-2015/

Postrzelenie żubra wynosi ok. 12 tys złotych, a z kolei koszt za medalowe trofea waha pomiędzy 35 tys. a 26 tys. złotych + 600 złotych za punkty CIC. W książce »Tępienie żubrów na Ukrainie, Białorusi, w Polsce i Rosji. Materiały niezależnego śledztwa« Władimira Borejko i Władimira Sesina opisują coraz częstsze polowania pod przykrywką »odstrzału selekcyjnego«, »regulacji liczebności«. Przy Polsce opisane jest kilka przypadków pozyskania medalowych osobników przez komercyjnych myśliwych oraz wspomina się o pokojach w hotelu Białowieskiego Parku Narodowego wyścielonymi skórami żubrzymi i zupami z żubrzych żołądków w restauracji.

DR-060-56-11 Dzień Żubra
Zwłoki żubra prezentowane podczas Dnia Żubra w Lutowisku (2011). Proszę zwrócić uwagę na napis w tle.
http://www.krosno.lasy.gov.pl/aktualnosci/-/asset_publisher/1M8a/content/w-lutowiskach-swietowano-dzien-zubra-1#.VtB9YT9nUa5 

A polscy myśliwi? Otóż niektórzy w odstrzale nic nie widzą złego. I mówią takie rzeczy jak:

Stop dla świętych krów, bo z tej puszczy nic nie będzie. Jeszcze Łosie i wilki do tego. Z bobrami bym się pohamował, koła tego nie utargają

Właśnie o to chodzi żeby przyjechał jakiś myśliwy ( bogaty myśliwy) jak trzeba to niech strzeli i zostawi kupę kasy. Dokarmianie kosztuje.. A Parki Narodowe bogate nie są…

Kolego Arturze (…), kiedy przestaniemy się w końcu bać mówić o prowadzonej gospodarce łowieckiej, przecież żubrów też jest coraz więcej a łowiska mają ograniczone możliwości co do pojemności danego gatunku. Ten sam użytkownik mówi: Czekam na odczarowanie klątwy nałożonej na wilki 🙂.

Jako wisienka na torcie pozostawiam najlepszy komentarz będący odpowiedzią na komentarz polskiego naukowca – Karola Zuba, wyrażającego niepokój stanem zdrowotnym białowieskich żubrów z powodu dokarmiania:

12747296_1572652893050595_1510474196711505147_o

A czy zrobiłeś jakiś rachunek ekonomiczny co się bardziej opłaca..? Czy nie dokarmiać żubra i zostawić go w spokoju. Czy dokarmiać, żeby populacja rosła i zarabiać na sprzedanym odstrzale nadwyżek w populacji i sprzedanym mięsie?

12778907_1572652909717260_9200204287276229391_o
Oba komentarze pochodzą z:
http://www.birdwatching.pl/wiadomosci/24/art/1443 

Czyli takie jest stanowisko myśliwych. Co z tego, że żubry są coraz bardziej chorowite? Lepiej pozwalać na choroby, ale za to kasa będzie z mięsa pochodzącego z chorego osobnika (ja bym zjedzenia takiego mięcha nie ryzykował). Na takich myśliwych jest określenie „mięsiarz”. Ochrona przyrody? Nie opłaca! Bo zeżre puszczę! Co z tego, że żubr wciąż widnieje w Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych? Nie może być świętą krową i powinna go objąć gospodarka łowiecko-leśna.

12733440_1572654759717075_3476167016062637921_n
Ile wart jest żubr? Dla większości ludzi, jako symbol ratowanej przyrody, bezcenny, tymczasem… I pamiętajmy o lokalnych układach, gdzie niektóre z restauracji oferują żubrze mięso w pierogach:
http://www.szczebra.bialystok.lasy.gov.pl/c/document_library/get_file?uuid=b5da01fb-2b7e-478f-bed8-3f00ef08e9fc&groupId=62672

12747986_1572654803050404_560030824514557032_o

12779134_1572654843050400_6505641069897585734_o

12768410_1572654853050399_6689858908907350494_o
Dokarmianie a stan zdrowia żubrów
http://www.forumpodlaskie.pl/pdf/RafaKowalczykubrhistoriaiochrona.pdf

Na koniec posłużę się cytatem Władimirów Borejko i Sesina, cyt.:
Sądzimy, że J. Paczoski, W. Szafer czy twórca Międzynarodowego Towarzystwa Ochrony Żubra J. Sztolcman i inni pionierzy ochrony przyrody w Polsce, wiedząc o tak cynicznym traktowaniu tych najrzadszych zwierząt, po prostu przeklęliby swoich następców.

/KingKung

ŹRÓDŁA:

Materiały naukowe:
http://www.zzs.amu.edu.pl/okt/Streszczenie.php?id=169a86497764
http://www.forumpodlaskie.pl/pdf/RafaKowalczykubrhistoriaiochrona.pdf
http://www.bestpractice-life.pl/g2/oryginal/2014_08/a1fca83cc399e9bac4b2eeea75ad6349.pdf
http://www.smz.waw.pl/wydawnictwa/biuletyn4/zu13.pdf
http://www.birdwatching.pl/wiadomosci/24/art/1443

Polowania:
http://www.polowanie.siedlce.pl/darek.html
http://www.polowania.com.pl/galeria2014.html
http://www.vip-hunter.eu/category/galerie/
http://parkowa.bialowieza.pl/2/Menu-restauracyjne

10254036_1572652603050624_4372758198052327416_n
Trofeum na ścianie własności łowczego Dariusza Dymowskiego:
http://www.polowanie.siedlce.pl/darek.html ”

A oto kilka złotych myśli z tego samego tekstu, obrazujących rzeczywiste pobudki ”ochrony przyrody” przez łowiecką brać. M.in. Czekam na odczarowanie klątwy nałożonej na wilki

12743693_1572653016383916_3898398316518970585_n

11933404_1572653239717227_5976689894919735448_n

12688163_1572653339717217_3900017365365595631_n

12733627_1572653403050544_2998421428359136222_n

Łosie, wilki, do tego żubry. Wszystkie święte krowy po ochroną! Tak być nie może, bo zeżrą puszczę, a potem nas ( Myśliwskie teorie zwierzęcej apokalipsy)…

Kiedy jedni chronią, ratują, inwestując w to własny czas i pieniądze, inni… zarabiają. Oczywiście tylko stare i chore osobniki, wszystko z troski o przyrodę i dla jej ochrony… jakoś tak brzmią te baśnie.

polożubry2

polożubry2 (1)

Zamieszczono dzięki uprzejmości Front Antyłowiecki

Nadal zabijają kuropatwy. Diany w akcji.

11947618_888941454528695_8858541099845478542_n

Smutna prawda. Pisaliśmy ostatnio o próbach edukacji dzieci przez te panie, ciekawe czy mówią uczniom o tym jaka jest sytuacja tego kuraka? Oraz czym się zajmują w czasie wolnym? W Polsce kuropatwa ma obecnie status nielicznego ptaka lęgowego, nadal jednak łowna. Problem jest bardziej złożony, ponieważ myśliwi zajmują się hodowlą kuropatw, koła łowieckie wypuszczaniem na wolność i introdukcją, jej dokarmianiem; dlatego uważają , że odstrzał kilku sztuk dla przyjemności im się należy. Tylko, że wśród kuropatw pochodzących z hodowli fermowych śmiertelność w pierwszym miesiącu po wypuszczeniu wynosi zazwyczaj 50-90% . Duży wpływ na wahania pogłowia mają surowe zimy, straty w lęgach w wyniku długotrwałych chłodów lub słot, sposób gospodarowania uprawami rolnymi, wielkoobszarowe monokultury także im nie sprzyjają plus środki chemiczne stosowane w rolnictwie. Lęgi mogą być niszczone przez wrony i sroki, kuny, borsuki, jenoty, dziki, nawet psy i koty. Dorosłym zagraża lis, jastrząb czy krogulec. Pytanie, czy w obliczu tych wszystkich przeciwności losu, kiedy gatunek ma tak trudne warunki bytowe powinno się jeszcze dodatkowo na niego polować? Znamy odpowiedz i logikę myśliwych jaką prezentują nie raz w komentarzach na stronie: „Dopóki wolno to można, będem strzelał”. Jeszcze do niedawna kuropatwa była najpospolitszym i najliczniejszym ptakiem łownym w Polsce. W latach 60. i 70. XX wieku polowania na kuropatwy były bardzo popularne i odbywały się w 75% polskich łowisk. W 1970 roku szacowano liczebność kuropatwy na około 7 milionów. Dziesięć lat później było ich tylko około pół miliona. W mojej ocenie każdy z tych ptaków jest obecnie na wagę złota. Jak widać na zdjęciach, akcje typu „Ożywić Pola” i artykuły w „Łowcu Polskim” swoją drogą, a poczynania myśliwych innąmoże drogą tradycji, nie inaczej. Nagłaśniana w mediach przez myśliwych kampania „Ożywić Pola”, służyć ma nie przyrodzie, a jej wykonawcom. Z całym cynizmem i perfidią zasiedlane zające, kuropatwy, bażanty lub ich potomstwo skończy jako myśliwskie trofeum lub danie z dziczyzny. Czy tak powinna wyglądać ochrona przyrody? Pytanie retoryczne.

Tych wszystkich zagrożeń dla gatunku, myśliwi byli już świadomi w latach 70., można to przeczytać w opracowaniach Tadeusza Pasławskiego i jego podręcznikach myśliwskich. Mimo to, nie zrobiono nic, by straty ze strony ludzkiej wśród kuropatw zmniejszyć i pomimo drastycznego przekształcenia jej środowiska, poluje się nadal i jak myśliwi nie ukrywają na ptactwo dla przyjemności, no i mięsa. Pytanie czy nawet dla mięsa jest sens? A gdyby każdy miał takie podejście? Kuropatwa waży 370-450 g. Po odrzuceniu piór, kości i niektórych wnętrzności – ile nam zostaje tego mięsa? Prawda jest taka, że za koszt całego polowania kupiłby kilka chowanych ekologicznie kaczek czy kurczaków,o znacznie większej wadze,żywionych naturalnie. Są w Polsce takie hodowle, można zresztą i samemu. Łowy odbywają się w tak zwanych „OHZ”, czyli Ośrodkach Hodowli Zwierzyny, w których to myśliwi płacą za możliwość zabicia tych ptaków.

11013636_888941494528691_313558585234861902_n

Zaglądający tu myśliwi płaczą, że widzimy tylko jeden z aspektów łowiectwa, czyli śmierć. Jest to wynik końcowy, w myśl zasady , że koniec wieńczy dzieło, za całoroczne poprawianie warunków bytowania zwierzyny myśliwy sobie korzysta z darów natury jako wynagrodzenie za poniesiony trud. Na łowiectwo składa się szereg czynności, począwszy od gospodarowania obwodami łowieckimi w skład którego wchodzi poprawa warunków bytowania zwierzyny, zwiększanie i urozmaicanie baz żerowych ( lepsza jakość poroża i kondycja zwierza), wprowadzanie do drzewostanu innych domieszek, zagospodarowanie łąk śródleśnych, zakładanie poletek ogryzowych,żerowych,karmowo ochronnych, nasadzanie remiz,budowanie i poprawa dostępu do istniejących wodopojów. Przygotowywanie zapasów karmy na zimę, jej zdawanie, budowa paśników, ambon i nęcisk pod nimi ,budek dla ptaków ,robienie lizawek etc. Walka z kłusownictwem (szkoda, że nie w gronie własnym), a jeszcze przeżycia na łonie natury , obserwacje zwyczajów i podchód zwierząt. Na samym końcu różne metody polowania, patroszenie, obielanie, i konserwacja skór,preparacja, konserwacja broni, ćwiczenia strzeleckie, kynologia, trofea, zwyczaje no i ukochane szacowanie szkód oraz odszkodowania. Jest tego dużo więcej,wszystko to wiemy, z tym że zespół tych czynności, które składają się na łowiectwo nie ma absolutnie nic wspólnego z czynną racjonalną ochroną przyrody, ma za zadanie jedynie przynosić sprawującym dorazne korzyści wąskiej grupie osób . I to jest taka pozawymiarowa istota myślistwa. Co widać właśnie na przykładzie owych kuropatw. Zdjęcia pochodzą z 2013 roku, czy przez ten czas sposób sprawowania łowiectwa w Polsce przeszedł gruntowną rewolucję, a samo podejście myśliwych zmieniło się? Dobrze wiemy, że nie.

Po latach ciągłej eksploatacji sprowadzona do roli potrawki. Łatwej zdobyczy myśliwych, kłusowników czy przygodnych chłopów. Najczęściej kojarzymy ją martwą, gdy jej głowa bezwiednie zwisa ze szczęk jakiegoś wyżła. Wydaje się, że Kuropatwa padła ofiarą ponurej tradycji, przyzwyczajenia i zwyczajnego snobizmu. Niech żyją!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA