Spustoszenie i wycinki drzew na terenach Ostoi Zwierząt.

Dzisiejszy wypad do lasu, na długo odbije się przykrym piętnem w mojej świadomości. Leśnicy , pod patronatem ministra Szyszki zdaje się, dwoją się troją, aby zapewnić nam Polakom, zagwarantowany ‘’dostęp do surowca drzewnego’’, z którego w jakimś stopniu korzystamy wszyscy. ‘’Moje lasy’’ to tereny parku krajobrazowego, objętego siecią Natura 2000. W takich miejscach oczywiście prowadzi się zarówno ‘’racjonalną gospodarkę łowiecką’’, jak i leśną, gdzie na plan pierwszy wchodzi wykonanie planów wycinki, planów urządzania lasu, i innych takich bzdur, będących świętością dla leśników. Walory krajobrazowe i dobrostan zwierząt, przesłonięte chęcią zysku schodzą wtedy na plan dalszy. Wiemy więc już, że terenach takich ‘’gospodarkę’’ się prowadzi, i nie było by nad czym rozdzierać szat, gdyby nie pewne okoliczności co do miejsca prowadzonych wycinek.

A są nimi tereny opatrzone dostojnymi tablicami głoszącymi z powagą :

‘’ Ostoja zwierząt. Nieupoważnionym wstęp wzbroniony’’

Zdjęcie2549

Zwykły śmiertelnik, zapuszczając się w taki teren, może od straży leśnej czy leśniczego otrzymać w gratisie do leśnego spaceru mandat w kwocie 500zł, za domniemane płoszenie zwierząt, których w tych przydrożnych monokulturach nie ma. Tabliczki te pełnią w istocie inną rolę, o czym będzie poniżej.
Każdy z nas po wejściu na ‘’ziemię świętą’’ zgarnia mandat za ‘’płoszenie zwierząt’’.
Czymże w takim razie jest 8 – 10 godzinne warczenie piłami na terenie takiej ostoi, palenie ogniska przez pilarzy, wjazd ciężkiego hałasującego sprzętu, okrzyki, nawoływania, łoskot padających drzew, zostawiane śmieci, i finalne wycięcie ostoi w pień? Trwa już okres lęgowy wielu gatunków ptaków. A wielkie rżnięcie trwa w najlepsze. Zewsząd napływają doniesienia o sukcesywnie niszczonych rezerwatach, uchybieniach w parkach narodowych, wycinkach 200 letnich zdrowych dębów co miało miejsce w Puszczy Białowieskiej wpisanej na listę UNESCO   , a leśnicy zasłaniają się ‘’brakiem znajomości podstaw gospodarki leśnej’’ u oponentów.

Docierając do lasu, już z daleka zaniepokoił mnie prześwit światła słonecznego, dobiegający z jednego miejsca. Nie powinno tam go być, gdyż miejsce było zazwyczaj porośnięte świerkami. Niestety, oczom moim ukazał się taki widok… Ostoja zdewastowana, krajobraz jak po wybuchu bomby, drzewa leżące pokotem obok tabliczki informującej o ostoi zwierząt… Wzdłuż tego miejsca płynie sobie leśna rzeka. Od zawsze urzędowały tam bobry, pewnie dlatego, teren został wyznaczony na ostoję. Już się stamtąd wyniosły… A prace, zwózka drewna, i oczyszczanie z gałęzi trwają nadal. Wjeżdżają ciągniki, warczą piły. W ciągu dnia, wręcz trudno odszukać w lesie miejsce, gdzie nie prześladował by ten dzwięk.
A potem szkółka, – na pewno ogrodzona przed krwiożerczymi zwierzętami tylko czyhającymi by zniszczyć las, równo posadzone drzewka, kilkadziesiąt lat, i dawaj od nowa. Proces powtarzany w nieskończoność, dziś słusznie postrzegany jako rabunkowa gospodarka i forma gwałtu na naturze, dla zmyłki przez wykształconych ‘’znawców’’ nazywany ‘’racjonalną gospodarką leśną. Dostosowany pod lobby przemysłu drzewnego.

Zdjęcie2554

Zdjęcie2559

Zdjęcie2555

A tak wygląda już teren dokładnie za tabliczką. Zwierzęta ”poszły w las”. Jak najdalej od przeklętego miejsca. Ostoja zwierząt według Lasów Państwowych. 

Zastanawiało mnie rozmieszczenie owych tabliczek informujących o zakazie wstępu, z uwagi na rzekome siedlisko zwierząt. Część z miejsc gdzie umieszczone są tabliczki i dalej za nimi, są zwykłymi monokulturami o skąpym podszycie, położonymi obok uczęszczanych przez spacerowiczów dróg, gdzie żadnych większych zwierząt nie ma. I nie widziałem ich tam nigdy, znając te miejsca bez mała 30 lat. Od innej fundacji działającej na rzecz natury, dowiaduję, się, że stawianie takich tabliczek, to celowy zabieg będący przykrywką dla spokoju prowadzenia rabunkowej wycinki.  Chyba, że leśnicy chcą tak chronić chrząszcze i mrówki.

Droga przylegająca do tzw ostoi w całości wyładowana wyciętymi drzewami, na prawie całej długości wygląda tak…
Ostoja istnieje chyba tylko na tabliczce. 

Zdjęcie2608

Zdjęcie2609

Jak czytam na forum dyskusyjnym lasów państwowych, odnośnie działań podejmowanych w takich Ostojach, sami leśnicy odpowiadają że;

Zgodnie z Ustawą o ochronie przyrody w strefach ochronnych bez zezwolenia regionalnego dyrektora ochrony środowiska zabrania się:

1) przebywania osób, z wyjątkiem właściciela nieruchomości objętej strefą ochrony oraz osób sprawujących zarząd i nadzór nad obszarami objętymi strefą ochrony, oraz osób wykonujących prace na podstawie umowy zawartej z właścicielem lub zarządcą;

2) wycinania drzew lub krzewów;

3) dokonywania zmian stosunków wodnych, jeżeli nie jest to związane z potrzebą ochrony poszczególnych gatunków;

4) wznoszenia obiektów, urządzeń i instalacji.
‘’ W uzasadnionych sytuacjach Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska wyraża zgodę na wykonanie określonych zabiegów w strefach ochronnych (określa rozmiar prac, odległość od gniazd, terminy wykonania). Dotyczy to przede wszystkim strefy ochrony całorocznej. W strefie okresowej zakazy obowiązują jedynie w określonych rozporządzeniem terminach. Tym niemniej, również w strefie okresowej należy unikać wykonywania zabiegów drastycznie zmieniających charakter siedliska (np. wielkopowierzchniowe zręby). Ingerencja człowieka w strefy ochronne nie może powodować zagrożenia dla lęgu i ptaków.
http://www.koo.org.pl/ochrona-strefowa-gniazd

Zostawmy kwestie prawne dotyczące owych Ostoi, bo to dla mnie bez znaczenia, czy owa masakra odbywa się za pozwoleniem papierku z pieczątką wydawaną przez człowieczka za biurkiem, i tak zostawia za sobą ogrom spustoszenia, a ‘’prace leśne’’ nie pozostają bez ujemnego wpływu na zachowania zwierząt, które ze swej ostoi korzystać nie mogą.

Zdjęcie2618

Zdjęcie2561
Te dwa zdjęcia chyba najlepiej oddają faktyczny obraz troski o dobrostan zwierząt, miłość do lasu wykonaniu naszych leśników. Oraz przestrzeganie przepisów… 

Wędrując dalej, napotykam na inne miejsce, porośnięte trzcinami i turzycami, nieco podmokłe, będące miejscem lęgowym pary żurawi. Wita mnie kilka saren, królik i mnóstwo ścieżek dziczych.  Żurawie objęte są całoroczną ochroną ścisłą. Miejsce znajduje się na terenie leśnictwa, jednak i tam przed kilkoma dniami ktoś pokusił się o wycięcie wierzbowych zarośli porastających brzegi. A Żurawie cóż…, kto by się nimi przejmował? Spłoszą się, odlecą, wrócą znów, i może przystąpią do lęgu, jeśli dostaną nieco spokoju…

Na facebookowym profilu  Lasy Polskie codziennie kolejne doniesienia o nowych rabunkowych wycinkach. Leśnicy zdaje się dostali zielone światło dla spustoszenia, od swojego ministra. A ludzie przerażeni skalą wycinek nadsyłają każdego dnia kolejne materiały ze swoich rejonów zamieszkania, i nie wygląda to dobrze. Pomijając wycinki na terenach prywatnych, to właśnie w lasach państwowych odgrywa się główny akt tej tragedii. ‘’Swoje’’ lasy znam od dzieciństwa. Nigdy nie widziałem tam takiego pogromu, i nie wygląda , jakby mieli kończyć.
Kuriozum dodaje fakt, że w wieloletniej ostoi bobrów, cięto na kawałki nawet drzewa ścięte przez te zwierzęta, i wywożono…Żeby się nie ‘’zmarnowały’’…

Zdjęcie2560
Droga między tabliczką informującą o ostoi, a jej miejscem. W miejscu zrębu gęsto rosły zdrowe świerki, po lewej rzeka będąca domem dla bobrów. 

Kilka komentarzy wyrywkowo z profilu Lasy Polskie:

Nie tylko biorą, ale już się wzięli, nie pamiętam takiej rabunkowej wycinki, daleko nie trzeba szukać wystarczy się przejechać dawną drogą krajową nr 3 – z Szczecin Płonia w kierunku Pyrzyc, jakaś masakra, hektary wycięte, nawet nie widać żeby zostawiali tzw. drzewa biocenotyczne !!!

Czegoś tak strasznego nie widziały moje oczy jak długo żyję na tym świecie . Wycinki drobne owszem bo tak trzeba ale nie taki pogrom lasów .

Tną wszędzie i wszystko, rzadki las bez podszytu, zwierzęta jak oszalałe biegają od zrębu do zrębu, żadnych niedostępnych miejsc, chaszczy, zacisznych ostoi. Znam knieję od 40 lat , to jej najgorszy okres.

W innym miejscu lasu natrafiam na takie ‘’cudo’’. Przewrócony stary paśnik, który prawdopodobnie poległ pod siłami natury. Szkoda, tylko,  że myśliwi w swej wyobrazni nie przewidzieli, jak długo eternitowy daszek zatruwał będzie wszystko wokół…
Zdjęcie przedstawia obraz racjonalnej gospodarki łowieckiej w praktyce 🙂

Zdjęcie2578

Leśnicza brać albo czuje się tak pewnie, albo zdaje się otrzymała zielone światło z góry od swojego ministra, z przekazem ‘’Tnijcie ile się da. A jak ktoś się czepi,  szafujcie swym bełkotem o planach urządzania – degradacji lasu, racjonalnej gospodarce leśnej, zarzucając wszystkim brak pojęcia’’.  Zawsze można też, zapytać oponenta z szyderczym uśmiechem czy używa papieru, ołówków, albo korzysta z drewnianych mebli. Retoryka level myśliwy, bardzo dobrze już nam znana.
Bardzo dobrze cały proceder ujął ‘’zielony leśnik’’’ Marcin Kostrzyński, który na LP nie zostawia suchej nitki:

‘’To co zrobili leśnicy jest największą katastrofą ekologiczną w powojennej historii Polski. Lasy są zdewastowane.’’

Źródło:
http://sredzinski.natemat.pl/160985,las-poradzi-sobie-sam


‘’ Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka. ‘’

Źródło:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/08/12/lasy-dla-kasy-a-wspolczesne-lowiectwo-trzeba-stworzyc-rozmowa-z-marcinem-kostrzynskim/

Nie oceniajmy jednak leśników zbyt pochopnie. Pomijając bardzo wysokie mniemanie o sobie, jakie dało im piorące mózg wykształcenie leśne, które wtłoczyło im do głów obraz drzewa , którego jedyną rolą jest stanie się ‘’surowcem drzewnym’’ (tfu), to oni jedynie wykonują swoją pracę, starając się odnaleźć w rzeczywistości, jakiej przyszło im żyć. Chcą czy nie chcą, muszą ciąć, według ustalonych planów urządzania – degradacji lasu, planów wycinek itd. Taka jest rola lasów gospodarczych, (tfu!) , których celem jest dostarczenie nam wszystkim surowca drzewnego. Jednak, gdy zapytałem jednego z nich, czy gdyby nie istniał cały przemysł drzewny, a ludzie nie mieli by żadnych potrzeb w korzystaniu z drewna, czy gdyby mając stały dochód ten człowiek nie zajmował by się  już wycinką? Odpowiedział, że bardzo chętnie widział by się w takiej roli ( starszy człowiek), doglądając jedynie lasu, wędrując i zbierając wnyki, pilnować przestrzegania zakazów , dając lasowi dziczeć, by pełnił swą prawdziwą rolę, która jest tak rozległa, że ciężko było by mi ją tu przytoczyć.  Mam jednak wrażenie, że takich ludzi w naszym leśnictwie jest bardzo mało.

16426250_1229878203775512_8873935877459415363_n

 

Postulaty i cele społecznej kampanii informacyjnej ”Nie podaję ręki myśliwym”.

17035179_1822506521333240_20141154279_n-1

Co i dlaczego.

Jak każda grupa, której leży na sercu dobrostan zwierzyny, racjonalność działań, bezpieczeństwo polowań, forsujemy proponowane przez nas zmiany do ustawy Prawo Łowieckie. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Nasza działalność opiera się w pierwotnym założeniu przede wszystkim na informacyjnej. Poprzez kontrowersyjną nazwę staramy się przyciągnąć jak największą liczbę osób, i dzięki naszym stronom oraz zawartym publikacjom informować, o absurdach gospodarki łowieckiej, a także wykroczeniach popełnianych przez myśliwych.

Celami działania Społecznej kampanii informacyjnej Nie podaję ręki myśliwym są:

Edukacja przyrodnicza i ekologiczna, z naciskiem na wybrane zagadnienia gospodarki łowieckiej z uwzględnieniem wszystkich możliwych konsekwencji tych działań, dla środowiska i rolnictwa.

Propagowanie rzetelnej wiedzy o łowiectwie – z wszystkimi aspektami pomijanymi, przemilczanymi czy ukrywanymi przez społeczność myśliwską.
Walka z tzw, ‘’Mitologią łowiecką’’ (dokarmianie, selekcja, zabijanie ‘’tylko starych i chorych osobników’’, ‘’zwierzę ginie tylko od jednego strzału’’ etc.)

Publikowanie wszelkich przypadków złamania oraz nie przestrzegania prawa łowieckiego , przestępstw i nadużyć w tym zakresie , kłusownictwa,  czynów zabronionych, znęcania nad zwierzętami noszącymi znamiona okrucieństwa z premedytacją, dokonywanych przez myśliwych.

Informacja odnośnie rzeczywistych motywów działań myśliwych promowanych jako ‘’ochrona środowiska’’, a będących jedynie przykrywką pod interes własny, np. hodowla oraz introdukcja bażanta, do celów polowań, danieli, itd.

Promocja łowiectwa i dbanie o jego dobre imię, poprzez nagłaśnianie pojawiających zachowań kłusowniczych, przestępczych, sprzecznych z etyką myśliwską, tak, by umożliwić organom PZŁ reakcję, napiętnowanie i wykluczenie ze swojego środowiska osób dopuszczających się takich czynów.

Postulaty kampanii :

1. Skreślenie zająca z listy zwierząt łownych.

– Zając posiada w naszym ekosystemie wielu wrogów naturalnych. Nie ma żadnej potrzeby regulacji jego liczebności. Polują na niego ziemne oraz lotne drapieżniki, jest wrażliwy na opryski oraz zmiany w rolnictwie, jak i czynniki pogodowe. Na przestrzeni lat populacja zająca uległa drastycznemu spadkowi, między innymi dlatego, że w szczytowych sezonach łowieckich ubijano rocznie około miliona sztuk, a także odławiano 100 tysięcy na eksport. Strona łowiecka argumentuje, że zajmuje się programem odbudowy populacji zająca, czyli hoduje i wypuszcza do siedlisk. Czyni to jednak we własnym interesie, w celu urozmaicenia późniejszych polowań.  Jeśli myśliwi rzeczywiście chcą pomagać zającowi bezinteresownie, mogą to robić nadal, po wyłączeniu tego gatunku z listy łownych, lub nałożeniu czasowego moratorium.  (….)

2. Zakaz dokarmiania dzikich zwierząt płodami rolnymi i ograniczenie zwierzętom dostępu do upraw, by przeciwdziałać ewentualnym szkodom.  Edukacja rolników w zakresie szkodliwych działań kół łowieckich, sprzecznych z interesem działalności rolniczej. (Hodowla zwierzyny w stanie dzikim na terenach rolniczych)

3. Objęcie kuropatwy i jarząbka całkowitą ochroną gatunkową.

Sytuacja kuropatwy jest jeszcze gorsza, niż zająca. Pozostawienie tego ptaka łownym, doprowadziło do patologicznych zachowań, takich jak odstrzał za pieniądze na terenach Ośrodków Hodowli Zwierzyny (OHZ), które zamiast zajmować się na poważnie reintrodukcją kuropatwy, urządzają płatne jatki, ku uciesze zainteresowanych. Na to nie może być zgody.

Objęcie całkowitą ochroną pozwoli na znaczne ograniczenie takich zachowań, oraz wyeliminuje przypadki „dzikich” polowań prowadzonych nadal, przez pozbawionych wyobraźni myśliwych.  Jarząbek jest zanikającym, średnio licznym ptakiem lęgowym, stosunkowo rzadkim w naszych lasach i wpisanym do czerwonej księgi gatunków zagrożonych, a polowanie na niego pozbawione jest znaczenia gospodarczego. Jest zabijany dla rozrywki.

4. Zakaz polowań zbiorowych.

Polowania zbiorowe, to jedna z najmniej efektywnych jeśli chodzi o selekcję form polowań. Jak określa to jeden z byłych myśliwych, Marcin Kostrzyński: „Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe.”

Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy zaspokojeniu żądzy zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las i przegania  zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.’’
Podczas zbiorówek dochodzi często do wypadków, oraz płoszenia wrażliwych gatunków chronionych.
http://vege.com.pl/2016/07/13/mysliwy-ktory-zamienil-strzelbe-na-aparat/

5.  Zmiana okresów polowań.

Obecnie powszechną praktyką dopuszczaną przez kalendarz myśliwski jest strzelanie do zwierząt podczas ich okresów rozmnażania – rozrodu. Jako przykład niech posłużą polowania na daniele podczas bekowiska, jelenie na rykowisku, lisy w trakcie cieczki, kozły saren w rui, czy dziki w okresie huczki. Te praktyki uważane są w środowisku łowieckim za normalne, a oszukańcze techniki wabienie zwierząt wykorzystujące godowe podniecenie, uważane są za ‘’wspaniałą sztukę i tradycję’’.  Nie godzimy się na tak bardzo pozbawione jakichkolwiek zasad moralnych i poszanowania praw zwierząt zachowania, całkowicie sprzeczne z jakąkolwiek etyką, a hołubione przez środowisko myśliwych. Zwierzęta powinny móc przeżywać w spokoju, zwłaszcza okres rozrodu i zachowań godowych.

6. Okresowe i powtarzalne badania lekarskie i psychologiczne dla myśliwych, oraz testy sprawnościowe.

Aby zostać myśliwym i przez całe życie móc posługiwać się bronią, oraz używać ostrej amunicji, wystarczy dziś przejść badania tylko raz w ciągu całego życia. W praktyce oznacza to, że osoby o różnych jawnych lub utajonych jednostkach chorobowych używają broni w terenie otwartym. Ryzyko potwierdza ogromna liczba „wypadków”, jakie notujemy w ciągu roku: postrzelenia myśliwych na polowaniach, często ze skutkiem śmiertelnym, postrzelenia domowych zwierząt, czy mylenie zwierząt łownych z innymi. Postrzelenia ze skutkiem śmiertelnym przypadkowych osób. Bardzo często na polowaniach zobaczyć możemy osoby, których kondycja fizyczna, jakiej wymaga praca w terenie i posługiwanie się bronią pozastawia wiele do życzenia.
Pełna lista zarejestrowanych wypadków z udziałem myśliwych jest do wglądu tutaj : Wypadki/Przestępstwa

7. Zakaz stosowania nęcisk i wabików.

Podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia przez człowieka, który i tak posiada ogromną przewagę technologiczną, nie może być uznane za etyczne. Biorąc pod uwagę, że wabi się często wykorzystując zachowania i instynkty godowe zwierząt, praktyki te napawają szczególnym niesmakiem.

8.  Zakaz znęcania się nad żywymi zwierzętami, w celu urabiania psów myśliwskich do polowań.  Konkursy norowania i szkolenia dzikarzy, podczas których, żywe zwierzęta w zamkniętych przestrzeniach są poddawane torturom, w celu „wyrabiania pasji i łowności u psów”. Na takie praktyki zgody być nie może, jest to sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

9. Zakaz polowań na lisy na stogach, jak metody sprzecznej z właściwie pojmowanym humanitaryzmem i etyką.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

10. Zwrócenie uwagi na los psów używanych do polowań. 
Psy pracujące na polowaniach z premedytacją są przez swoich właścicieli narażane na rany, kalectwo, śmierć i niepotrzebne cierpienie. Giną od postrzałów, lub od ran zadanych przez dziki. Wszystkie te czyny noszą znamiona znęcania się ze szczególnym okrucieństwem bez potrzeby, oba procedery opatrzone zdjęciami i relacjami, udokumentowaliśmy w tych postach:

Jak myśliwi posyłają własne psy na śmierć

Psy zastrzelone podczas polowań

Z całkowitym zapisem wszystkich postulatów pozarządowych organizacji pro zwierzęcych i ekologicznych, zrzeszonych w koalicji Niech Żyją , mogą Państwo zapoznać się pod tym linkiem :

http://niechzyja.pl/dokumenty/zmiana-prawa-lowieckiego-2015-postulaty-niech-zyja.pdf

nprmlogo2

Lisie opowieści

Ośnieżone pola, otulone białą kołderką delikatnego puchu szepczą swą chłodną pieśń echem dalekiej pustki. Mroźne połacie wabią ku sobie czarem lodowej przestrzeni zaklętej w biel. Wiatr hula, woła, wyje osypując śnieżne drobiny wśród bruzd. Oziębłe psoty dziadka mroza. Pani Zima lodowatą dłonią, odkrywa swe tajemnice i urok, tym, którym aura nie straszna. Jak pradawna wiedźma, stara niczym sam czas, snuje iskrzące baśnie roztaczając wśród gwiaździstej nocy swe bezlitosne ramiona.
Drzewa skrzypią boleśnie smagane kąsającymi powiewami, jakby skarżyły się na porę roku,  a oblodzone gałązki trzeszczą im do wtóru kołysząc się chwiejnym rytmem, siejąc wokół niewidoczne lodowe kruszyny.

W takie właśnie noce nie mogę zbytnio zasnąć, tęskniąc za szczypaniem mrozu, nocnym widokiem bieli no i wrażeniami, jakie tylko zima dać może. Pomimo srogiej pogody, postanowiłem wybrać się na nocno – poranny spacer. Mamy przecież końcówkę stycznia, a to czas kiedy lisy harcują po polach i lasach rywalizując ze sobą, i szukając partnerek.  Tu i tam, wśród zaprószonych poletek niosą się stłumione poszczekiwania, skolenia, odległe wycia.
Lisi bal. To ich czas.

000wph5p

Nie spodziewając się wiele, z uwagi na pogodę (delikatny śnieg, a pod spodem chrupiący lód, hałasujący jak diabli) po spakowaniu i ubraniu ruszam na wędrówkę. Celem moim są rozległe trzcinowiska na zamarzniętych bagnach, otoczone polami, małymi fragmentami lasów, i zadrzewieniami. ( To pewnie te sławne remizy sadzone przez myśliwych 🙂 )
Po 15 minutach marszu, napotykam pierwszych nocnych biesiadników. Mała grupa kilku saren, leniwie skubie sobie oziminy na pobliskim polu. Martwię się, że je spłoszę, jednak zwierzęta ani raczą się mną zainteresować. W odległości kilkudziesięciu metrów mijam je, szczęśliwie nie płosząc. Te bestie złośliwie wcinały oziminę, siejąc ogromne spustoszenie na zamarzniętym polu. Jestem pewien, że to było zaplanowane działanie, mające pozbawić ludzi pożywienia, byśmy wymarli z głodu, a następnie zajęcie naszych miast. Na szczęście, od czego mamy myśliwych! Poczułem się uratowany.

Przebijam się przez skute lodem i śniegiem pola. Wiatr się uciszył. Po drodze dostrzegam jeszcze dwa zające siedzące na śniegu. Szaraki już dawno mnie usłyszały, i teraz podnoszą się czujnie oczekując. Omijam je łukiem, a one odskakują nieco ku pobliskiej łące. ( Nawiedzony pseudo zielony straszy zwierzynę! Etyczniej przecież huknąć strzelbą, albo pies oszczekujący dzika. Wtedy nic się nie płoszy, wiadomo.)

Fox in snow ????? ?????????

Dalej idę już ostrożniej, z jednej strony mając las, z drugiej trzciny. Co jakiś czas nasłuchuję.  Panuje tu cisza. Jeszcze sporo przed godziną 6 docieram na miejsce, i siadam na wydeptanej przez dzicze i sarnie przemarsze trawie. Za plecami mam pole, przed sobą rozległe trzcinowiska, za nimi las. Ze zdziwieniem słyszę świst kaczych skrzydeł, których stadko przeleciało gdzieś niedaleko mnie. Trwa oczekiwanie i słuchanie zimowych pieśni kniei… W pewnym momencie dobiega mnie dalekie, stłumione poszczekiwanie. Omamiony rzekomą odległością ignoruję je. Czas jakby spowolnił. Zimno nie kąsa. Rozgrzany po marszu, odpowiednio ubrany mam sporo czasu zanim chłód zacznie się dobierać. Delikatnie prószy śnieg. Nagle do świadomości przebija się pospieszne, acz stanowcze stąpanie. Przed sobą nie widzę nic, za sobą…odwracam głowę i… jest! Poznaję od razu. Lis sznuruje z nosem przy ziemi, i to w moim kierunku. W pewnym momencie skręca nieco, podążając za niewidocznym dla mnie tropem. Piszczy przy tym, zupełnie jak mały psiak – pierwsza myśl, ranny, chory? Nie, porusza się normalnie. To godowe podniecenie, podąża tropem liszki. Mija mnie dosłownie w odległości może 10 metrów, nie zauważając i oddala się popiskując rozkosznie. Cóż za radość w sercu! Nie wiem jeszcze, że to nie koniec wrażeń na dzisiaj.
Podczas takich momentów zastanawiam się, jakim trzeba być zwyrodnialcem, nieczułym i wyzutym z człowieczeństwa, by w takich chwilach strzelać do zwierząt. Nachodzi mnie przykra, myśl, gdybym był myśliwskim wykolejeńcem, to była by ostatnia przechadzka tego lisiaka.  

Mijają kolejne minuty. I następne. Coś subtelnie stąpa głęboko w trzcinach, nie chcąc jeszcze się ujawnić. Delikatne trzaski. Tknięty dziwnym uczuciem wstaje bezgłośnie, aby się rozejrzeć. Nic. Mija trochę czasu, stoję nie marznę. W pewnym momencie skupiam wzrok na jednym miejscu, dostrzegając niepozorny ruch. Chwila wyczekiwania, i tak – znowu lis! Widzę wyraznie ,że jest większy od poprzednika. Jest też sprytniejszy – używając mniej ośnieżonych fragmentów pola kukurydzy, podszedł mnie całkiem blisko. Ale jeszcze nie rozeznał ‘’kto zacz’’.  Przypatruję mu się niemal na bezdechu. On węszy, bada, sprawdza. Śnieg opada na powieki i topnieje wolno.  Za mną narasta hałas. To dziki, które zdążyły wrócić po nocnym żerowaniu od drugiej strony, układają się w barłogach i gramolą  po trzcinach posapując, i rechając po swojemu. Nieświadomie odwracają uwagę mojego wdzięcznego obiektu obserwacji, uświetniając mi chwilę i słuchowisko. Odgłosy te zdają się uspokajać mikitę. Zna je chyba dobrze. W pewnym momencie lisiur daje lekki skok w tył, i oddala się kilka susów. Nie ucieka jednak, tylko łukiem obchodzi moje stanowisko. Żegnam się z nim ciepło w duszy, życząc mu w myślach jak najlepiej, i dziękując za wspaniałe wrażenia. Lisiak znika mi z pola widzenia gdzieś w rowie, podążając za swoimi sprawami. Siadam ponownie, i jakiś czas słucham dziczego koncertu. Łamanie trzcin, trzaski , jakieś skrobanie po lodzie i pękające grudy – oto oprawa tego słuchowiska. Trochę mija zanim się uciszą.  Powoli podejmuję jak najcichszy powrót, nie chcąc przeszkadzać mieszkańcom tej ostoi.  Przypomina mi się , jak kiedyś w tamtym miejscu podczas srogiej zimy znalazłem dzika wbitego zadem w lód, do połowy ciała. Był oczywiście zamarznięty. Wiosną nie było już po nim śladu, poza kilkoma rozwleczonymi kościami. Podczas drogi powrotnej mijam jeszcze jednego lisa, który ‘’sznuruje’’ w kierunku lasu.  I ten nie jest zbyt płochliwy, po dotarciu na skraj siada chwilę przypatrując mi się.  Po czym czmycha w gąszcze.

2zjv_s

Dziś nie było i nie będzie wykresów, badań naukowców, dowodów itd. Dziś po ludzku, jak to już się zdarzyło w niektórych tekstach, zawieram, to co w duszy gra. I mam nadzieję, że tym wpisem choć trochę zachęcam niektórych do wybrania się teren, by doświadczyć lisiego misterium. Prędko, zanim myśliwi wszystkie wystrzelają. O przepraszam, oni mają swoje ‘’limity pozyskania’’ przecież.  Pytanie, dlaczego myśliwi w taki właśnie sposób nie chcą czy nie potrafią przeżywać i doświadczać natury? Dla nich ‘’sezon cieczkowy’’ to czas kiedy można się ‘’wykazać’’ zabijając lisów jak najwięcej się da, wykorzystując ogłupienie zwierząt , wabiąc je własnymi odgłosami, co uważają za ‘’piękną sztukę’’ zwaną wabiarstwem. W czasopismach takich jak ‘’Brać łowiecka’’ czy ‘’Łowiec Polski’’ przechwalają się swoimi wypaczonymi krwawymi wyczynami. Krótki przykład mojej małej wyprawy pokazuje, że lisy nie są w tym czasie zbyt ostrożne, i łatwo je zabić. Ale myśliwi ze szczególnym upodobaniem ukochali sobie zabijanie zwierząt podczas okresów godowych.  Z premedytacją wabią je czy to odgłosami wydawanymi przez zwierzęta na które lis poluje, czy głosami samych lisów. Czy to jelenie podczas rykowiska, lisy w cieczce, dziki w huczce, Daniele na bekowisku – krwawy sezon trwa, a ogłupieni sympatycy łowiectwa, pewnie nie raz zawitają na naszą stronę chrzaniąc dyrdymały o swojej ‘’etyce’’.

Zaiste dziwi mnie to podejście do przyrody. Ci sami ludzie, pewnie z radością i przyjemnością słuchają czasami śpiewu ptaków wiosną, które także w ten sposób dają wyraz temu co w ich życiu się dzieje – do nich już nie strzelą? O przepraszam , do głuszców i cietrzewi na tokach strzelali namiętnie długie lata, do słonek na ciągach też. Wracając do porównania, czym się różni okres godowy sów, drobnych ptaków , które wtedy są szczególne chronione przez prawo i cieszą się ludzkim zrozumieniem od cieczki lisów? Z biologicznego punktu widzenia to jedno i to samo. Ale myśliwy lubi iść na łatwiznę. Zabić szybko i łatwo. I dlatego nęciska, wabienie, wykorzystywane z premedytacją okresy godowe. Te praktyki myśliwi sami sobie określili jako ‘’etyczne’’ , w własnym gronie. Trudno więc zrozumieć ich zdziwienie, że ktoś postrzega to inaczej… Strzał, emocja – oprawienie tuszy ‘’brudna robota’’ , skup i jak najszybciej do domu, w ciepłe kapcie i kalesony , do Internetu oglądać ‘’Darz Bór TV’’.  Następnie kiełbasa z dzika bigos i piwo, by popisać na stronach ekologów frazesy o dokarmianiu i odszkodowaniach dla rolników 🙂 W oczekiwaniu do kolejnej zbiorówki.

251657_lis_snieg_zima

A teraz kilka bardziej przykrych obrazów, oraz lektura uzupełniająca dla tych, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę o lisach i zapoznać się z wynikami doświadczeń naukowców uzasadniających dlaczego polowania na lisy nie mają najmniejszego sensu.

1. Wpływ łowiectwa na liczebność lisów

2. Polowania na stogach – wyrafinowana forma chorej rozrywki

3. Lisy kontra myśliwi
223208

koliber1

kopia-polskiediany111300919215_by_liff88_600

Mity Łowieckie

Temat był już wałkowany wielokrotnie, nie tylko na naszej stronie, jak i w zakładce Mity łowieckie & Okrucieństwo, można znaleźć rozprawę o dowolnym z nich. Jednak wychodząc naprzeciw potrzebom czytelników postanowiliśmy opracować krótką notatkę, która pozwoli poruszać się po świecie myśliwskiej hipokryzji i celnie zbijać wyuczone bzdury, którymi próbują zewsząd raczyć nie zorientowanych.

Mit 1. Myśliwy dokarmia zwierzęta, by pomóc im przetrwać zimę.  Czyli dlaczego, żaden z tych ”nawiedzonych pseudo – zielonych obrońców zwierząt” , nie pójdzie w zimę do paśnika dokarmiać.

To rzeczywiście, jeden z ulubionych myśliwskich argumentów. Piękny frazes, i jeszcze piękniej brzmi, dla kogoś, kto z pracą myśliwych nie miał do czynienia.  Jest tu jednak drugie dno, skrzętnie skrywane, o którym już żaden z myśliwych Wam nie powie. Dokarmia się nie po to, by ‘’pomóc przetrwać zimę’’. Lecz co najwyżej,by pomóc sobie. Krótko, chodzi o potencjalnie zmarnowaną dziczyznę. Myśliwi ‘’litościwie pomaga’’, a przyszłym sezonie do podtuczonego przez siebie zwierzęcia już bezlitośnie strzela. Dokarmianie jest zwierzętom do niczego nie potrzebne. Przez tysiące lat, podczas występowania znacznie bardziej surowych warunków zimowych, poradziły sobie bez niego. Polski Związek Łowiecki, istnieje ponad 90 lat, a dokarmianie prowadzi się od około 70. Można choćby na tej podstawie,odpowiedzieć sobie, jak bardzo ono zwierzętom jest ‘’potrzebne. ‘’  Zwierzęta dokarmianie płodami rolnymi uczą się ich smaku, a następnie jeśli podobnej karmy im w paśniku zabraknie, szukają jej na polach. Dokarmianie nie pozostaje bez wpływu, na zwiększoną populację zwierząt, co jest sprzeczne z interesami np. rolników, ale już bardzo mile widziane przez myśliwych. Taka karma jak buraki, ziemniaki, czy marchew lub kukurydza są niewłaściwym dla leśnych zwierząt pokarmem, i nigdy nie powinny się w lesie znaleźć. Zaś surowa zima, to jeden z podstawowych czynników selekcyjnych pogłowia zwierząt, a ‘’pomaganie im przetrwać’’ do następnego sezonu, przy średniej temperaturze +5, -1 c , przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego z uwagi na powyższe, ponad 30 organizacji ekologicznych zrzeszonych w koalicji  Niech Żyją!   , jest za całkowitym zakazem dokarmiania większych zwierząt łownych. Więcej o szkodliwym wpływie dokarmiania poruszone było tutaj. Dokarmianie – bezsens, czy sens życia myśliwych? 

elk_dokar_-000


Mit 2. Myśliwi muszą zastępować drapieżniki, i kontrolować liczebność populacji zwierząt.

Ciężko nawet tą bzdurę skomentować, ale po kolei. Po pierwsze myśliwy nie jest w stanie zastąpić drapieżnika. Drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i ‘’emocjami łowieckimi’’.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt, i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Widzimy więc, że myśliwy nie jest w stanie w żaden sposób zastąpić drapieżnika. W micie tym zawarte są 3 kłamstwa, kolejnym jest twierdzenie, że drapieżniki są od tego, by kontrolować liczebność zwierząt.  Rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności-zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją,my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem,nie regulowaniem liczebności zwierząt. Jako pozbawione ludzkich skrupułów perfekcyjnie eliminują sztuki chore oraz słabe, a także młode. I to jest selekcja naturalna. Dzikie zwierzęta potrafią same kontrolować swoją liczebność, dostosowując zachowania rozrodcze do warunków w jakich przyszło im żyć ( siedlisko, baza żerowa, warunki życia). Dowodzą tego badania naukowe z całego świata. A użytkowanie łowieckie populacji, przynosi skutek odwrotny od zamierzonego, zamiast zmniejszania liczby zwierząt, finalnie zawsze mamy ich więcej. Dlaczego? Ze szczegółami opisaliśmy to w 2 artykułach:
Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików?   oraz Wpływ łowiectwa na liczebność lisów.  Ostatnie odnośnie ‘’konieczności regulacji’’. Na liście zwierząt łownych jest 31 gatunków zwierząt. 13 gatunków ptaków, a więc ‘’nie – łownych’’ pozostaje jeszcze z 300 innych.  Myśliwi intensywnie ‘’regulują’’ raptem kilka z nich. Kto zajmuje się pozostałymi gatunkami zwierząt, ssaków, ptakami, owadami, płazami, rybami, czy choćby owadami? Natura – ano właśnie.
Dodajmy, że wszelkie duże drapieżniki, były przez lata tępione, przez osoby z ‘’żyłką myśliwską’’, a na wilki polowano jeszcze w czasach PRL. Człowiek tępił duże drapieżniki po to, by sam mógł więcej polować.

11011936_941794985840656_53094381532512124_n

3. Mit 3. Myśliwy zabija tylko stare i chore zwierzęta.

To zdanie pokazuje tylko, z jaką premedytacją to środowisko potrafi kłamać. ”Bzdura dyżurna” , choć sporo osób jeszcze w nią wierzy.   Starych zwierząt w naszych populacjach po pierwsze, po prostu już nie ma, zostały wystrzelane. Dzik w naturze dożywa ponad 25 lat, obecnie najstarsze spotykane osobniki mają po 5-7. Jeleń Szlachetny ponad 20, najstarsze 14, a zazwyczaj zabite zostają do 10 roku życia. Lisy do 14 lat itd… Kalendarz łowiecki dopuszcza strzelanie do zwierząt młodych, tj, warchlaków, wycinków, przelatków, ciężarnych łań czy cieląt np. Daniela. Są więc zabijane zwierzęta młode. Zresztą idzcie na polowanie – tam zwierzęta nie leżą ‘’ stare i schorowane’’ po krzakach, w oczekiwaniu na strzał łaski, lecz bardzo żwawo uciekają.  Część osób daje się bardzo nabierać na ten frazes, cóż, tutaj wystarczyła by 1 wizyta na polowaniu. No i po co takie zaangażowanie wokół trofeistyki? Między innymi dlatego, że myśliwych interesuje zabijanie zwierząt jak najbardziej witalnych i dorodnych, dla ”pięknych” trofeów właśnie.

 Mit 4. ‘’ Bo łowiectwo to tradycja’’.  A człowiek od zawsze polował.

Co do obu zupełna zgoda.  Pytanie, czy wygodniej nam trzymać się zamierzchłych tradycji, czy jako ludzkość chcemy się rozwijać od barbarzyństwa do cywilizacji.  Do nie tak dawna ‘’tradycją’’ było też niewolnictwo, czy brak jakichkolwiek praw kobiet. Gdzie indziej za tradycję uważa się okaleczanie na żywca małym dziewczynkom narządów płciowych. Ci ludzie tak samo odpowiedzą:  ‘’Ale to nasza tradycja!’’ . Człowiek od zawsze robił wiele, rzeczy, między innymi nie mył się, gwałcił, palił i mordował, czy podcierał palcem, a kobiety walił maczugą po głowie. Czy myśliwi tym niewątpliwym tradycjom ludzkości dają także wyraz? Nie? Bądźmy więc konsekwentni, albo… Dziś nie ma żadnej potrzeby, by prześladować dzikie zwierzęta dla pokarmu, czy skór bądź innych przedmiotów. Niegdyś polowania spełniały szereg istotnych potrzeb człowieka związanych z jego przetrwaniem w naturze, tak jak dostarczały pożywienia, ubrań, przedmiotów codziennego użytku. W obecnej rzeczywistości żadna z tych ról nie ma już znaczenia, chyba, że dla garstki oderwanych od rzeczywistości osobników, pragnących kultywować niechlubną tradycję ludzkości. ‘’ Warto zadać sobie pytanie, czy cała ta panująca w Polsce ideologia myśliwska jest naprawdę nasza? Oczywiście nie. Tradycję tę przeszczepił na grunt polski August II Mocny, a utrwalił jego syn August III. Ten saski model łowiectwa bardzo się spodobał ówczesnej polskiej elicie i został powszechnie zaakceptowany. To wtedy zaczęto polować dla czystej przyjemności i mieć w pogardzie „mięsiarzy” (polujących dla zdobycia jedzenia)’’
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

Gdzie indziej ”Święta tradycja” wygląda tak. Tradycja – jedno małe słowo, które potrafi uświęcić i uzasadnić najbardziej bezsensowne okrucieństwo świata.

obrzezanie-dziewczynki-550x350

Mit – ‘’argument 5’’. Mięso nie rośnie na drzewie!

Doprawdy? Ale jak to? 😦  Mój świat legł właśnie w gruzach…Zawsze śmieszy mnie, próba ‘’uświadamiania’’ obrońców praw zwierząt, jak wygląda życie zwierząt hodowlanych. Organizacje ekologiczne walczą w pierwszej kolejności o poprawę losu zwierząt w ubojniach,  a ich aktywiści i działacze zazwyczaj są weganami i wegetarianami.  Niezmiennie kojarzy mi się to z próbą wybielania własnej osoby, szukania dla siebie usprawiedliwienia, odwracania kota ogonem, tłumaczenia jednego okrucieństwa drugim… Bo skoro zwierzęta hodowlane cierpią i hodujemy je na pokarm, to czemu nie zabijać tych dzikich? W czym one są gorsze? Tak argumentował mi kiedyś jeden myśliwych.
Dlaczego warto zrezygnować z mięsa? – nasza notatka na ten temat.

Mit 6.  ‘’Na polowaniu zwierzę ginie od 1 strzału’’.

Według źródeł samych myśliwych, na polowaniach zbiorowych postrzałków wśród zwierzyny grubej bywa nawet ponad 30 %.  W innych przypadkach, według ankiety przeprowadzonej na forum dziennika łowieckiego, ten % bywa jeszcze większy. Nie szukając długo, na you tube znajdujemy film z polowania, gdzie prowadzący stwierdza ‘’Oddano 49 strzałów, padło 9 dzików’’. Można więc sobie wywnioskować jak to jest z tą celnością. Wychodzi 5 strzałów do 1 dzika.  Więcej na temat postrzałków w artykule poniżej

Postrzałki na polowaniach

Mit 7.  Święty Hubert Zdarzył .

Patron myśliwych, przewracający się w grobie, po każdym bałwochwalczym zbezczeszczeniu jego pamięci musiał już wywiercić dziurę w trumnie. A to dlatego, że Hubert będący zapalonym myśliwym przez większość swojego życia, w pewnym momencie doznał objawienia. ‘’Młody Hubert najwięcej czasu spędzał w lasach, gdzie nieustannie polował, łowiectwo było jego pasją. ak było do roku 695, kiedy polując w Górach Ardeńskich, nie bacząc na nic, w sam Wielki Piątek napotkał białego jelenia z promieniejącym krzyżem w wieńcu. Miał wtedy usłyszeć głos Stwórcy ostrzegający go za jego niepohamowaną pasję i nakazujący mu udać się do Lamberta – biskupa Maastricht – Tongres.’’
Święty nawrócił się i przestał polować. Miał też ponoć w wyniku tych wydarzeń nauczać, by zwierząt nie zabijać. Może bardziej pasowało, by mu zostanie patronem ekologów i obrońców zwierząt?

hubertk

Mit 8. Myśliwy ‘’pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami’’.

Trzeba tutaj podkreślić, że pojmowanie etyki przez myśliwego, a przeciętnego człowieka, to 2 skrajnie odległe od siebie rzeczy. Etyka myśliwska to kolejny frazes dla laików. W praktyce jego rola to uspokajanie myśliwskich resztek sumienia, że coś tam co robi, jest etyczne. A to tylko zbiór niepisanych norm zachowań w środowisku własnym i postępowania wobec zwierzyny.  Myśliwi nie zastanawiają się nad tym co robią z punktu widzenia etyki. Liczy się tylko to, co dopuszcza kalendarz polowań. Pomijając okrutne i nieludzkie konkursy norowania, szkolenie dzikarzy, podam inne przykłady: w Polsce myśliwym wolno prześladować zwierzęta wtedy, kiedy powinno się zapewnić im jak największy spokój. Przykład choćby – rykowisko. Nasi polujący biegają w amoku po lasach, podchodzą i wabią specjalnymi wabikami jelenie, przeszkadzają im w najważniejszym okresie w życiu. Dlaczego? Magia rykowiska to samo słuchanie. I na tym powinni poprzestać. Ale jelenie byki są w tym czasie mniej ostrożne, zainteresowane łaniami. Można je podejść, czy wykorzystując godowe podniecenie zwabić i zastrzelić. Takie pomylone zabawy, prześladowanie i zupełnie nie fair gry wobec zwierząt, uznawane są w środowisku myśliwych, za etyczne. Zresztą zabija się nie tylko jelenie podczas rozrodu. Także Daniele podczas bekowiska, lisy w okresie cieczki, dziki w trakcie huczki, słonki na ciągach, kozły saren w rui, a dawniej cietrzewie i głuszce na tokach. Można też strzelać do ciężarnych łań, jak i przy użyciu nęciska wabić zwierzęta pokarmem i strzelać podczas jedzenia. Wydaje się, że ludzie mający w teorii bliższy kontakt z naturą, powinni mieć dla zwyczajów zwierząt jakiś szacunek, pokorę i zrozumienie. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Myśliwy zdają się odnajdywać jakieś upodobanie, w prześladowaniu zwierząt podczas okresów godowych. A płoszą przecież wtedy szereg innych gatunków przy okazji. Chyba, że za ‘’etyczne’’ i załatwiające moralną sprawę takich polowań, uznamy myśliwskie zwyczaje włożenia w pysk zwierzęcia gałązki ‘’ostatniego kęsu’’, czy ułożenie pokotu. Według myśliwych, te puste gesty sprawę załatwiają.   Dodajmy do tego dziesiątki ‘’przypadków‘’ zastrzeleń zbłąkanych psów, czy kotów, zresztą środowisko myśliwych stoi raczej murem za takim odstrzałem domowych zwierząt, o czym można przeczytać sobie tutaj – Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.  Etyce myśliwskiej ze szczegółami przyjrzeliśmy się w poniższym opracowaniu:
Przewodnik po etyce myśliwskiej

11182290_935780593108762_4898096762294324282_n


Mit 9.  ‘’Kto zapłaci za szkody rolnikom. Gdyby nie myśliwy, nikt z tych nawiedzonych obrońców nie miał by co jeść, bo zwierzęta splądrują pola, następnie wejdą do miast, a chleb kosztował by 50 zł’’.

Paradoks polega na tym, że to środowisko rzeczywiście wierzy w to co napisane powyżej. Drugi, to taki, że ich własne działania prowadzą do takiego stanu – szkody w rolnictwie i zwiększona ilość zwierząt. Gdyż celem gospodarki łowieckiej, jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, dla osiągania doraźnych korzyści, i doświadczaniu przyjemności z polowania. Jeśli podchodzić by do gospodarowania populacjami dzikich zwierząt, tych kilku gatunków, które czasami mogą wchodzić w kolizję z człowiekiem, nie kierując się interesem myśliwych, finalnie mieli byśmy mniej pospolitych zwierząt łownych, i mniej z nimi problemów. Ale nie leży to w interesie myśliwych.  Więcej na ten temat w tym artykule – Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Mit 10. Selekcja jeleniowatych.

Lubią myśliwi robić postronnym osobom wodę z mózgu, zasłaniając się przy mordowaniu zasadami selekcji zwierzyny płowej, które sami stworzyli.  ‘’Restrykcyjne zasady przy odstrzale’’, jak starają się wmawiać. W selekcji owej chodzi o uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów z poroża (co wymienione jest w zdefiniowanych celach łowiectwa, jako jedna z głównych jego działalności.) Zwróćmy uwagę na jedną rzecz – myśliwi prowadzą tą ‘’selekcję’’ i prowadzą, dziesiątki już lat. Prowadzono ją także w jakimś stopniu dużo wcześniej. Efekt? Żaden. Mimo usilnych starań myśliwych, każdego roku, w każdym pokoleniu saren i jeleni ciągle występują sztuki, tak zwane ‘’selekcyjne’’. A to myłkus, to tyka poszła nie w tym kierunku co ‘’trzeba’’ – tak jak chciał by to widzieć myśliwy, zgodnie ze swoim urojonym wyobrażeniem o ‘’prawidłowym’’ porożu.  Porównując kolekcje myśliwskie i trofea już z okresu średniowiecza można stwierdzić bez precedensu, że selekcja owa nic nie daje, ani w wyglądzie jeleni oraz kozłów saren nie zmieniła, na przestrzeni setek lat. I zmienić nie może, i nie zmieni. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że owa różnorodność i ‘’wady’’ w rozwoju poroża, są dla tych gatunków czymś niejako naturalnym i występującym. Mimo stosowania różnych mieszanek mineralnych podczas dokarmiania, lizawek z solą, deformacje i tak występują. I co ciekawe, przez miliony lat, kiedy to nikt zasad selekcji nie znał, ani jej nie prowadził, zwierzyna nie ZDEGENORWAŁA się. Tak, to słowo warto powiększyć, gdyż myśliwi tak właśnie uważają – jeśli przestaną strzelać, to zwierzyna zdegeneruje się i wymrze.  Ostra faza, co? Bo co z pozostałymi setkami gatunków zwierząt, których nikt poza naturą w żaden sposób nie selekcjonuje? Co z ludzmi? Żeby było śmieszniej, na pewno słyszeliście termin, taki jak uwstecznianie się poroża u Jelenia. Jest to proces naturalny, który wystąpi z wiekiem u każdego samca tego gatunku. Myśliwi jednak nigdy nie dopuszczają do takiej sytuacji, choć taki jeleń z uwsteczniającym się porożem, może żyć jeszcze ponad 7 lat. Postronnym mówią, że zabijają, by nie przekazał dalej ‘’złych genów’’ – co jest bzdurą totalną, jako, że uwstecznianie jest procesem naturalnym. Tutaj motywacją jest tylko lepiej wyglądające trofeum, które piękniej wygląda na ścianie , i podoba się myśliwemu, kiedy zostało wydarte bykowi będącemu w sile wieku. Pamiętajmy też, że żaden z myśliwych przed strzałem nie przeprowadza przecież żadnych badań genetycznych, nie może więc wiedzieć, czy jakakolwiek deformacja nie jest efektem braku składników pokarmowych (najczęstsza przyczyna), urazów mechanicznych, lub chorób wirusowych czy grzybiczych. Genetyka w tym przypadku, jako możliwa przyczyna znajduje się ostatnia w tym zestawieniu. I tak po ludzku – i wśród nas przychodzą na świat osoby niskie, z czasem niektórzy stają się otyli, z zespołem downa, czasem mniej urodziwi lub z widocznymi deformacjami, albo setkami możliwych chorób. Czy ‘’selekcjonujemy’’ich? Czy jednak jakoś pomagamy?  Kierując się takim myśleniem, należało by odstrzelić ¼  otyłych emerytów z PZŁ, jako sztuki selektywne, urągujące wyobrażeniu o możliwym pięknie człowieka. Tak to właśnie wygląda. W całej tej zabawie chodzi o satysfakcję z trofeum, ewentualny zarobek na nim, konkursach medalach i odznaczeniach – to wszystko wchodzi w skład trofeistyki. Polecam się zapoznać i wyciągnąć wnioski. Zasady selekcji populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych:
https://www.poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

3-1

=======================
=======================

Źródła i bibliografia: 

Niech Żyją! Mity i fakty. 
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

”Określanie wieku zwierzyny”
J. Lochman

Zasady selekcji osobniczej i populacyjnej zwierząt łownych
http://www.lowiecki.pl/prawo/zasady_selekcji_3.pdf

”Wielki atlas łowiectwa”
D.Bogacz, S. Pawlikowski, J.Pełka, P.Gawin i inni – praca zbiorowa.

=====================
=====================

Lasy dla kasy. Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć – rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim

Marcin Kostrzyński przez wiele lat swojego życia był aktywnie polującym myśliwym. Z wykształcenia leśnik. Po swych bliskich doświadczeniach z łowiectwem postanowił zamienić strzelbę na aparat fotograficzny, dziś wegetarianin, filmowiec i obserwator dzikiego życia, obrońca praw zwierząt opowie nam,  jak jak jedno i drugie wygląda od środka.

 

10920932_810702868966822_8129148878997127001_n

====================================
====================================

 

NPRM: Co musi się stać, żeby myśliwy odłożył strzelbę, odmówił zabijania, a  w dodatku przeszedł na wegetarianizm? Jak to było w  Twoim przypadku? Co skłoniło Cię do tak radykalnej zmiany sposobu życia i poglądów?


Marcin Kostrzyński:
Bardzo łatwo być ukształtowanym przez środowisko w którym człowiek jest wychowywany. W mojej rodzinie wiele osób poluje, ja w szkole leśnej miałem przedmiot łowiectwo. Zarówno w średniej, jak i na studiach.  Potem wstąpiłem do koła łowieckiego, kupiłem broń i zacząłem polować. Jednocześnie przestałem jeść mięso i byłem chyba jedynym czynnie polującym wegetarianinem.  Skończyłem wszelkie kursy i zdobyłem uprawnienia. I nagle zrobiło mi się żal zabitych zwierząt. Nie mogłem patrzeć na agonię swoich ofiar. Miałem zwyczajne, ludzkie wyrzuty sumienia. Zamiast polować zacząłem pomagać dzikim zwierzętom, głównie tym poszkodowanym przez błędy myśliwych.  Jednak cały czas pozostaje członkiem PZŁ, płacę składki, czytam prasę łowiecką. Chcę walczyć o prawa dzikich zwierząt. Dla wielu kolegów z PZŁ jestem zdrajcą i wrogiem, ale znam takich, którzy po cichu popierają moją wizję  ucywilizowania prawa łowieckiego.

NPRM: Lubisz fotografować, filmować dziką przyrodę. Co kilka dni na Twoim profilu pojawiają się ciekawe filmy. Jedne z tych, które można oglądać w nieskończoność. Co w takim razie z tzw. „emocjami łowieckimi”, których podobno nie można podrobić. Nie brakuje Ci polowania? Czy wystarczy zamienić broń na kamerę, żeby doświadczać podobnych uczuć?

 

Marcin Kostrzyński: Emocji łowieckich nie można podrobić, w końcu chodzi tu o zabijanie, odbieranie życia. Ale wielu myśliwych po latach polowań nagle przestaje zabijać. Dostrzegając coś więcej w zwierzynie niż cel, czy trofeum. Naszym nieszczęściem, a właściwie nieszczęściem zwierząt  jest to, że przyjęliśmy Niemiecką kulturę   łowiecką, gdzie liczy się trofeum. Może to być poroże, wypchana kaczka, kły dzika. W Skandynawii poluje się dla mięsa. Wybiera się sztuki młodsze, bo są smaczniejsze. W ten sposób skandynawski model jest bardziej zbliżony do naturalnego, w którym drapieżniki (wilki) regulowały populacje roślinożerców.

Wracając do filmowania. Zawsze o tym marzyłem. Chciałem robić filmy przyrodnicze od dziecka. Miałem jakiś wewnętrzny przymus, cel, przeznaczenie. Nie wiem jak to określić. Postanowiłem założyć swój kanał na YouTube z opowiadaniami dla dzieci o zwierzętach. Są to krótkie historie ,, Przyrodyjki”, w których pokazuje sceny z życia dzikich zwierząt. Oczywiście historie bez przemocy. Dzieci chłoną przyrodę, gdy jeżdżę do szkół i pokazuję filmy zainteresowanie jest ogromne. Mam nadzieję, że w ten sposób zaszczepię w młodym pokoleniu pewien rodzaj wrażliwości, która pozwoli im zmienić świat na lepsze gdy dorosną.

12644821_1072589686095856_6878993621347619805_n


NPRM: 
Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?


Marcin : Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć, to które funkcjonuje obecnie jest z innej epoki. Kompletnie nie przystaje do realiów obecnego świata. Jest nawet gorzej niż w latach 50-tych.
W tamtym czasie etyka myśliwska zabraniała polowań przy paśnikach, dziś takie polowanie jest powszechne. Wystarczy tylko nazwać paśnik nęciskiem i już. Gdy pytam myśliwych jak zwierzyna ma odróżnić paśnik od nęciska odpowiadają z uśmiechem ,,na  nęcisku jest lepsze żarcie”.  Nasza kultura, cywilizacja ewoluuje, łowiectwo też musi się zmienić . To tylko kwestia czasu.

 

NPRM: Czy łowiectwo ma negatywny wpływ na przyrodę?  Popierasz teorię o niszczeniu bioróżnorodności przez łowiectwo?


Marcin: O tym można by napisać książkę. Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali.
To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje. W rzeczywistości wszystko zmienić może efekt motyla, a myśliwi powodują efekt buldożera. Już pewne gatunki zwierząt łownych praktycznie wymarły na terenie Polski, na przykład dropie. Wiele jest na skraju wyginięcia i trzeba prowadzić kosztowne programy  introdukcji głuszca czy cietrzewia. Ba, nawet zające są hodowane i wypuszczane do środowiska.

Muszę powiedzieć jasno, w obecnej sytuacji myśliwy ograniczający populację zwierzyny grubej jest konieczny. Mówię to z przykrością, ale takie są fakty. Jednak zupełnie niepotrzebne, a wręcz szkodliwe jest utrzymywanie na liście zwierząt łownych zwierzyny drobnej.  Zwierzyny, która nie czyni szkód łowieckich, a jej obecność w łowisku ma kapitalne znaczenie dla utrzymania bioróżnorodności. Utrzymywanie polowania na ptactwo, zające,  służy wyłącznie zaspakajaniu przyjemności zabijania. To też trzeba wyraźnie powiedzieć .


NPRM:
Dlaczego myśliwi nie chcą się zgodzić na skreślenie z listy gatunków łownych zająca, kuropatwy i jarząbka? Nie jest tajemnicą, że gatunki te borykają się z problemami spadku populacji. Twierdzą, że prowadzą ich reintrodukcję zupełnie  bezinteresownie, jeśli to prawda to nadal mogliby to robić, po wyłączeniu tych zwierząt z listy łownych. Skoro zagrażają im liczne drapieżniki, opryski, chemizacja rolnictwa, monokultury upraw, rozwój cywilizacji i utrata siedlisk, po co jeszcze dodatkowo na nie polować?

 

Marcin: To jeden z wielu absurdów. Hoduje się zające , czy bażanty by strzelać do nich po wypuszczeniu. Bażanty nie powinny występować w naszej faunie, ponieważ ich obecność nie służy rodzimym gatunkom, takim jak kuropatwy, czy cietrzewie. Myśliwi są dobrze zorganizowani i mają ogromne wpływy. W dodatku bronią prawa do polowań na zwierzynę drobną jak przysłowiowej Częstochowy. Ten upór jest bezsensowny, ale wina leży też po drugiej stronie.   Organizacje pozarządowe, anty-łowieckie  powinny stworzyć z PZŁ symulator polowań na kaczki, głuszce, cietrzewie, zające. Taki 3D z prawdziwego zdarzenia. Sam bym chętnie z takiego symulatora skorzystał. Myśliwi mogliby na własne oczy przekonać się, jak łatwo jest się pomylić i zabić zamiast Kaczki Krzyżówki Krakwę, czy inny chroniony gatunek. Zobaczyli by sami jak wiele zwierząt zostaje rannych po polowaniu, a jednocześnie bezkrwawo zaspokajali by swoją myśliwską pasję. Powinniśmy też walczyć o ograniczenie polowań na kaczki do jednego weekendu w roku. Takie stanowisko wytrąca wiele argumentów myśliwym i trudno będzie im uzasadnić chęć polowania na kaczki przez trzy miesiące. Tymczasem drepczemy w miejscu od lat i nic się nie zmienia.


NPRM:
Na jakie gatunki zwierząt według Ciebie powinno przestać się polować i dlaczego?

 

Marcin: Wszelkie gatunki zwierzyny drobnej, kaczki, gęsi, zające, słonki. Nie mają one znaczenia gospodarczego, nie czynią szkód łowieckich. A polowanie służy jedynie przyjemności myśliwego. Poluje się również na gatunki chronione np. bobry. Ostatnio zbulwersowała mnie informacja, że RDOŚ w Bydgoszczy wydał pozwolenie na odstrzał bobrów w mojej okolicy. Świadczy to o skrajnej niekompetencji urzędników, którzy wydali taką zgodę. Bobry czynią tak wiele dobrego dla bioróżnorodności tamując wodę . To jest temat na osobny artykuł.


NPRM:
Brałeś udział w polowaniach zbiorowych, przyglądałeś się z temu z bliska i dlatego jesteś ich stanowczym przeciwnikiem, jako formy zbyt okrutnej dla zwierząt. Dlaczego myśliwi darzą taką sympatią „zbiorówki’’?  Są jeszcze jakieś inne, równie tragiczne tradycje, których powinno się zakazać? Swego czasu opisywaliśmy konkursy norowania i polowania na lisy w stogach pośród pól. Pamiętam, że poszukiwanie materiałów do tamtego artykułu mocno mną wstrząsnęło.


Marcin:
Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Myśliwi argumentują, że to tradycja. Lecz tradycją było polowanie z kordelasem na dziki i z łuku na ptactwo i jakoś te tradycje nie są pielęgnowane. Możemy przez następne 10, czy 50 lat tylko diagnozować problem. Zacznijmy wreszcie coś robić. Trzeba ustalić plan działania, cele które chcemy osiągnąć i jakimi środkami, sposobami chcemy uzyskać poprawę. Zwierzęta są słabe, nie mogą  przedstawić swoich racji. Dziki nie zaprotestują pod sejmem przeciw planom dodatkowego odstrzału 40 tysięcy sztuk. Dlatego naszym obowiązkiem jest obrona słabszych. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Organizacje walczące o prawa zwierząt powinny się zjednoczyć, ustalić cele i czas na ich osiągnięcie. Jeśli nie działamy skutecznie, to nie działamy wcale.  Inaczej nic się nie zmieni.

12278010_1064070573623720_2111257375_n

NPRM: Temat na fali w ostatnim czasie: Puszcza Białowieska. Co według Ciebie stanowi o jej unikatowości i jak powinno się ją chronić?


Marcin:
Problem jest głębszy i dotyczy całych Lasów ,,Państwowych”, a właściwe ogromnego błędu jakim było powołanie ,,Gospodarstwa Lasy Państwowe”, przez co dochody ze sprzedaży drewna idą na wypłatę dla leśników. Jest to sedno całego zła. Przez to leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Konieczna jest nacjonalizacja Lasów ,,Państwowych”, czyli przeniesienie administracji leśnej do sfery budżetowej Państwa. Jest to warunek podstawowy. Jeśli ktoś mi nie wierzy jak wielki jest to problem proszę porównać zdjęcia satelitarne państw europejskich. Widać tam brązowe i jasnozielone kwadraty to Polskie wycięte lasy. Jest to katastrofalna skala spowodowana ciągłym zapotrzebowaniem leśników na pieniądze, wypłaty, samochody, premie, dodatki. Na to wszystko trzeba wyciąć. Widać to także w statystykach, gdzie obecnie wycina się prawie trzy razy więcej niż wycinało się tuż po II Wojnie Światowej  gdzie drewno było potrzebne na odbudowę kraju. Średnia pensja w Nadleśnictwach 2014 jak podaje NIK Wynosiła 7229 brutto, przy zarobkach niektórych nadleśniczych sięgających 18tyś. Dla porównania pielęgniarka zarabia 3150 .  Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki. Zapytajmy dyrektora szpitala co by się stało, gdyby każdej pielęgniarce wypłacić pensję leśniczego z dodatkami i dać do dyspozycji służbową willę z ogródkiem. Oczywiście jest to niemożliwe, bo dyrektor szpitala nie ma lasu, który mógłby wyciąć i sprzedać. Dlatego konieczne jest znacjonalizowanie lasów . Po nacjonalizacji nastąpi cudowna odmiana leśnika pozyskiwacza w leśnika racjonalnego strażnika lasu, a lasy to przecież nasze wspólne dobro.

Drzewooo

 

NPRM: Czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi?


Marcin : Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Drzewaa

 

NPRM: Leśnicy często używają nazwy „chwasty leśne”, w odniesieniu do wiązów, lipy, czy grabu. Dlaczego nie lubią tych drzew? Czy dynamika naturalnego lasu nie polega na zmianie drzewostanu właśnie?


Marcin:
Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Prócz łowiectwa, które jest niezwykle istotnym elementem polityki. To powiązanie jest niezwykle ciekawe. W lasach są ośrodki hodowli zwierzyny, nazwane tak dla zmyłki, bo w rzeczywistości są to najcenniejsze obwody łowieckie, które służą do utrzymania Status quo lasów ,,Państwowych”.  Polują tam urzędnicy i politycy różnych szczebli i rangi. Leśnicy nazywają to budowaniem pozytywnego wizerunku lasów ,,Państwowych”. Ja widzę coś dużo gorszego. Zaraz wyjaśnię . Jeśli  Marcin Kostrzyński, szaraczek, chcę wykupić udział w polowaniu musi  zapłacić 4tyś, politycy i urzędnicy są zapraszani i nie płacą, lub płacą symbolicznie. Powinni wpisywać to do specjalnego rejestru, lecz tego nie robią. Sprawdziłem. Jak to  nazwać? Wiemy jak wielu polityków jest czynnymi myśliwymi. Były Prezydent Bronisław Komorowski jest tu doskonałym przykładem. Wiem gdzie i kiedy polował w czasie kadencji.

Co trzeba zrobić? Znacjonalizować lasy. Wyodrębnić straż leśną i utworzyć osobną straż leśno- łowiecką. Zlikwidować ośrodki hodowli zwierzyny, które są w istocie pozostałymi po komunie  terenami łowieckimi dla prominentów. Leśnicy powinni się zajmować lasem, nie łowiectwem. Zakazać w Polsce polowań osobom, które nie mają polskich uprawnień łowieckich. Czyli zakazać turystyki łowieckiej dewizowych myśliwych (Niemców w 90 %). Wreszcie zakazać polskim myśliwym polowania na gatunki chronione w Polsce i innych krajach. Chcę zabić niedźwiedzia, jadę do Rosji, głuszca na Białoruś itd.  Tu sprzymierzeńcem strategicznym mogliby być myśliwi PZŁ zainteresowani przejęciem obwodów od Lasów ,,Państwowych”. Obwody prowadzone przez koła łowieckie lokalnych myśliwych są o niebo lepszym rozwiązaniem dla zwierzyny i przyrody, niż powyższe ośrodki. Przyjeżdża obcy myśliwy i jest zainteresowany  zabiciem najcenniejszych okazów, zdobyciem najlepszych trofeów.


NPRM:
Ulubiony argument myśliwych to „kto zapłaci za szkody łowieckie” – jak wygląda ich szacowanie? Czy rzeczywiście zwierzęta wyrządzają, aż takie szkody? Dlaczego mówimy o szkodach w przypadkach, kiedy nie stosuje się żadnych zabezpieczeń? Ewentualnie, jak tych szkód unikać?


Marcin:
Kolejny temat rzeka. Szkody powinien szacować biegły, niezależny, zatrudniany przez gminę, na terenie której znajduje się obwód łowicki. Obie strony powinny mieć prawo do odwołania się od decyzji. Obecnie szacowanie szkód jest krzywdzące dla rolników, bardzo krzywdzące. Szacuje szkody łowczy i mówi to szkoda na 400 złotych, a rolnik widzi, że stracił 10 tyś, ale nie idzie do sądu, bo musiałby zatrudnić biegłego, dokumentować szkodę i sądzić się dwa lata. A tu czas żniw, w końcu macha ręką i robi swoje. To z kolei wiąże się z pytaniem: dlaczego Lasy, a nie gminy dzierżawią obwody leśne? Z pieniędzy za dzierżawę gminy mogłyby opłacić biegłego bez szkody dla własnego budżetu. Potencjalnie jest tu wielkie wsparcie ze strony Polskich Rolników poszkodowanych przez faworyzujący myśliwskie portfele obecny  system.

Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki, gdzie czuje się bezpieczniej. A paśniki zwane nęciskami gdzie zwabia się zwierzynę na strzał przyzwyczają dziki do smaku zboża i kukurydzy.  Jeśli ograniczymy polowania zbiorowe z naganiaczami do jednego rocznie ,,Hubertowskiego”  i zakażemy polowania przy nęciskach automatycznie ograniczymy szkody.  Unikanie szkód jest znacznie lepsze w obwodach prowadzonych przez koła łowieckie. Przydałaby się tu jeszcze jedna zmiana w prawie. Konieczność przyjmowania do kół   myśliwych zameldowanych na ternie danej gminy. Teraz jest tak, że koło warszawskie dzierżawi obwód i nie przyjmuje miejscowych myśliwych, którzy najlepiej przeciwdziałają szkodom łowieckim.


NPRM:
Oficjalnie celem łowiectwa jest hodowla dzikiej zwierzyny i uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów, kondycji osobniczej, poprawianie bazy żerowej, dbanie o właściwy stosunek populacji do możliwości „łowiska’’ oraz dziesiątki innych drobnych działań. Czy jednak, wobec najważniejszego celu – polowania – nie jest tak, że utrzymywanie nadwyżek populacji jest celowe, co przyczynia się również do problemów rolników? Czy nie stąd wzięło się wyśmiewanie wielu dostępnych form grodzenia, jako nieefektywnych? , Petardy, armatki hukowe, odstraszacze zapachowe także mają nie działać, według niektórych myśliwych.  Ja tu widzę drugie dno – efekt tak zwanego „martwego łowiska”.  Po prostu, po niegrodzonym zwierzyna może się swobodnie poruszać i dostarczać wspomnianych „emocji łowieckich”.


Marcin : Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę, że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko o to, by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak, że rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną, która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek zwierzyny jest powszechne, zwłaszcza w obwodach hodowlanych, gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. Samorządy, gminy nie mają żadnego realnego wpływu na ilości pozyskiwanej zwierzyny, nie mają też żadnych innych korzyści z znajdującego się na ich terenie  leśnego obwodu łowickiego.

13641195_1106010092769430_8647808481302676436_o

 

NPRM: Jesteś w stanie wskazać, które przepisy prawa łowieckiego myśliwi łamią najczęściej?

Marcin: Najczęściej polują przy nęciskach na jelenie, daniele. Podczas gdy prawo pozwala tylko na polowanie w tych miejscach na dziki, lisy, borsuki, tchórze i kuny . Myśliwi polują (kłusują) na gatunki chronione. Omyłkowo na chronione gatunki kaczek, z premedytacją na ptaki drapieżne i kruki.

 

NPRM: Alkohol na polowaniu. Drażliwy temat, jednak istnieje przepis, który mówi: „kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni’’. Nie wspominając o dziesiątkach wypadków, które zanotowaliśmy od początku działania naszej kampanii. A przecież podczas „zbiorówek’’ czy myśliwskich imprez, już po pokocie spożywa się alkohol, broń stoi często oparta o krzesła. Jest w pobliżu myśliwych. Inni wspominają na forum dziennika łowieckiego o „tradycji’’ użytkowania nalewek między pędzeniami. To martwy zapis?

 

Marcin: Widziałem myśliwych tak pijanych, że trzeba było ich nieprzytomnych wozić przyczepką, razem z ubitą zwierzyną. Ale były to przypadki incydentalne. Powszechne są piersiówki, szczególnie w czasie zimowych polowań. Uważam, że na prowadzącym polowanie powinien spoczywać obowiązek sprawdzenia alkomatem wszystkich myśliwych uczestniczących w polowaniu. Poprawiłoby to bezpieczeństwo ludzi i zwierząt. Poprawiłoby to wizerunek PZŁ gdyby wprowadzić taki zapis do regulaminu polowań.

NPRM: Istnieją tak zwane „Biura polowań’’, dzięki którym można wykupić sobie polowanie i odstrzał na gatunki objęte u nas całkowitą ochroną, np. głuszce, cietrzewie, wilki, kozice, niedźwiedzie, rysie i zapewne wiele innych. Poluje się wtedy oczywiście w innych krajach, gdzie prawo dopuszcza taki odstrzał, np. kraje skandynawskie, czy Ukraina, Białoruś, Rosja, Chorwacja. Co sądzisz o działalności takich biur i myśliwych, którzy z nich korzystają? Czy skoro deklarują chronić, zamiast pozyskiwać rzadkie trofeum, nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na odłów i zakup żywych ptaków (głuszców, cietrzewi) dla zasilenia krajowych populacji?


Marcin:
To mniej więcej już opowiedziałem . Warto by temu poświęcić więcej miejsca i zbadać statystyki. Osobiście jestem przeciwnikiem. Można wyobrazić sobie polskiego myśliwego, który jedzie do Afryki i tam poluje na polskie bociany, czy orliki grubodziobe, a upolowane zwierzęta przywozi do Polski.  Jest to też budowanie niezdrowego współzawodnictwa na trofea, a przecież nie o trofea (teoretycznie) w naszym łowiectwie chodzi.

67003_154167371287045_804291_n

==============================
==============================

Na portalu you tube Marcin posiada kanał o nazwie ”Marcin z lasu” , na którym zobaczyć można przyrodnicze opowiadania dla najmłodszych,” Przyrodyjki” czy malownicze sceny  dzikiego życia oraz rozmówki ekologiczne na leśne tematy. Zachęcamy do subskrypcji i śledzenia kanału. Poniżej przykładowe filmy.

 

 

 

 

 

 

Jako uzupełnienie polecamy dwa inne wywiady z Marcinem Kostrzyńskim, które ukazały się wcześniej na portalach zewnętrznych. Dostępne po kliknięciu w poniższe linki. 

”Las poradzi sobie sam” 

oraz

”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików

11169954_676042652518480_721152847168883399_n

Temat populacji dzików to taki sztandarowy argument, używany przez miłośników łowiectwa, przy każdej okazji – „ciekawe co zrobicie, jak wam dziki do ogródka wejdą?” – cóż, ja skoczę po aparat.
Tak na poważnie, są na świecie ludzie wykształceni w odpowiednich kierunkach, którzy mają wiedzę i kompetencje na takim poziomie, że dywagacje naszych pseudoekologów z piórkiem wypadają przy nich bladziutko. Jak zaraz zobaczycie, na temat populacji dzika też wypowiedzieli kilka słów, ale od początku:

okresy polowań:

odyńce, wycinki, przelatki oraz warchlaki (!!!) – cały sezon

lochy – od 15 sierpnia do 15 stycznia;

Poluje się z podchodu, z zasiadki, zbiorowo. Według wypowiedzi jednego z piórek „byle jak, byle było”.

Piękna, myśliwska etyka, jak dobra ciocia, chroni lochę prowadzącą młode, bo to i dla ludzi ładnie wygląda i jakby nie patrzeć, strzelenie lochy odbiera małym szansę, a tu już wchodzi kwestia przyszłej ilości dziczyzny  latającej po lesie. Jak to ostatnio ktoś stwierdził „surowca”.

”Dzieciaka” natomiast już nic nie chroni, skoro do warchlaka można walić, aż miło. Przypominam – mianem warchlaka określamy dzika od dnia urodzenia do 31 marca przyszłego roku. Jaki sens? Jakież to emocje ustrzelić takiego dzieciaka? Nie chce o tym nawet myśleć.

Legendarne się robią problemy ze zbyt duża populacją dzika. Jak się okazuje, rozwiązywanie takich problemów przez odstrzał to jak gaszenie pożaru benzyną. Dlaczego? Bo należy szukać przyczyny, a nie leczyć skutki.

 

Okazuje się, że problem stworzyli sami myśliwi:

 

  1. Przez 22 lata badano rozmnażanie się dzików we Francji. Sabrina Servanty, wraz z grupą naukowców porównywała rozmnażanie się dzików w departamencie Haute Marne z obszarem w Pirenejach, na którym rzadko odbywają się polowania. Renomowane pismo „Journal of Animal Ecology”  opublikowało wynik owych badań w 2009 roku: rozmnażanie się dzików zależy od dostępności pokarmu,a  także częstotliwości polowań. Na obszarach intensywnych polowań, dziki dużo szybciej osiągają dojrzałość płciową, bo już pod koniec pierwszego roku życia, a  ich średnia waga jest mniejsza. W miejscach, w których intensywnie poluje się na dziki, ich liczebność jest zdecydowanie większa, niż tam, gdzie tych polowań nie ma.Jednym zdaniem: im więcej polujemy, tym bardziej zwiększa się liczebność dzików.

    ======================================

  2. Norbert Happ – niemiecki znawca dzików, podobno również myśliwy, w swojej publikacji z 2002 roku mówi wyraźnie i dosadnie, że to sami myśliwi odpowiadają za eksplozję demograficzną dzików, bo mechanizmy samoregulacji, a także zachowania gatunku działają tym intensywniej, im więcej się poluje. Plaga dzików jest dziełem człowieka.

    ======================================

  3. Prof. Josef Reichholf twierdzi, że jeśli jest zbyt dużo osobników w danej populacji, wtedy obniża się liczba urodzeń.  Teza o samoregulacji populacji dzikich zwierząt, która przytaczamy tutaj dość często, jak widać, ma solidne podstawy.

    ======================================

4. Prof. Pohlmeyer, dyrektor Instytutu Badań nad Zwierzętami Łownymi Wyższej Szkoły Weterynaryjnej w Hanowerze, który wraz ze swoim zespołem przeprowadził pięcioletnie badania nad dzikami, […] stwierdził m.in., że tuczenie dzików kukurydzą powoduje, iż na każdy jajnik lochy przypada 6–7 komórek jajowych, zamiast normalnej liczby 4–5. Sprawia to, że potencjał rozrodczy takich loch jest znacznie większy. […] Z grubsza wielkości te odpowiadają danym uzyskanym w Polsce, m.in. przez prof. Fruzińskiego […]. Wiele się zmieniło w rozrodczości dzików. Według cytowanych badań niemieckich, obecnie już 60% loszek w wieku poniżej roku zostaje pokryta i nosi w sobie średnio 4,3 zarodka. Więcej też loch niż kiedyś po utracie całego miotu grzeje się ponownie i w środku lata wydaje na świat kolejne młode. […] Tytułem uzupełnienia […] w Polsce obserwujemy ostatnio rosnący udział loszek warchlakowatych w rozrodzie […]. [Te warchlaki] w wieku 6, 7 miesięcy osiągają dojrzałość płciową” („Brać Łowiecka” 2003, nr 11). Mówiąc krótko, na skutek dokarmiania: – obniżył się wiek dojrzałości do rozrodu wśród dzików; – zwiększyła się liczba młodych z jednej ciąży; – okres godowy dzików, który naturalnie wypada późną jesienią, rozciągnął się na prawie cały rok. Gdyby to ostatnie poważnie wziąć pod uwagę, to polowania na dziki zostałyby prawie sparaliżowane. Praktycznie przekłada się to na sytuację, w której legalne jest zabicie przelatka – loszki w wysoko zaawansowanej ciąży, nawet na dzień przed rozwiązaniem. Pęcherz płodowy z kilkoma martwymi pasiastymi warchlaczkami odciąga się w krzaki.’’

======================================

5. Ragnar Kinzelbach, zoolog z uniwersytetu w Rostock dowodzi, że polowanie jest zupełnie zbędne, a jeśli z niego zrezygnujemy, natura sama zacznie się regulować. Dopiero udział człowieka w tej regulacji zakłóca naturalne procesy i wprowadza fałszywe przekonanie o tym, że człowiek jest potrzebny, aby doprowadzić naturę do stanu równowagi.

10689651_675931879196224_7120321552398826720_n

Poprzez zaburzenie struktury wiekowej w dziczej populacji, myśliwi doprowadzili do problemu z jakim obecnie się borykamy. Jak to możliwe? Ano tak, dzik w naturze dożywa 25-40 lat, jeśli by mu na to pozwolić. Obecnie zaś, nie pozwala się im żyć dłużej, niż 5-7 lat. Populacja jest bardzo młoda, co powoduje „poczucie zagrożenia” – zwierzęta „wiedzą”, że „coś jest nie tak” – na tym polega samokontrola populacji. Nie tyle one, ile podświadoma natura, na zasadzie jakiej funkcjonują. Pobudza to do maksimum mechanizmy rozrodcze, bo skoro populacja osobnicza nie jest zróżnicowana, to jest słaba, należy więc mnożyć się na potęgę, by równowagę zachwianą przez   – wiedzącego lepiej – człowieka przywrócić. Zjawisko nie jest niczym niezwykłym, także u ludzi po 2 wojnie światowej w wielu krajach europy notowano wyż demograficzny. Dzicze życie wywrócone zostało do góry nogami przez myślistwo i człowieka. Dawniej prośne bywały starsze, dojrzałe lochy, one też rozmnażały się z najsilniejszym w okolicy odyńcem podczas huczki. Zbyt stare i zbyt młode na potomstwo, pełniły rolę tzw „ciotek” w dziczym stadzie, pomagając losze prowadzącej opiekować się i czuwać nad potomstwem. Czasami kilka dojrzałych loch łączyło się w większą grupę ze swoimi warchlakami, a towarzyszyły im lochy młodsze i wycinki z poprzednich miotów. Dziś utrzymanie tak dużych grup rodzinnych jest trudne z uwagi na ekspansję człowieka, łatwość zauważenia i wytropienia takiej watahy. Przez zaburzenie struktury wiekowej, dostęp do upraw modyfikowanej kukurydzy oraz dokarmianie, płodne i prośne bywają już bardzo młode lochy, w dodatku o każdej porze roku. Niegdyś huczka miała miejsce raz do roku. Aby nie być gołosłowną posłużę się cytatem z podręcznika łowieckiego o tytule. „Łowiectwo dla leśników i myśliwych” T. Pasławskiego. „Aczkolwiek zagadnienie wpływu struktury populacji dzików na nasilenie szkód w uprawach nie jest do końca wyjaśnione, to wydaje się że i tu NADMIERNE ODMŁODZENIE POPULACJI, a w szczególności nadmiar warchlaków jest niepożądane’’   Właśnie w kontekście występowania szkód rolniczych napisano owo zdanie…

Myśliwi swoimi działaniami negują totalnie jeden z podstawowych czynników ograniczających liczebność dzikich zwierząt w naturze – ostre zimy. Choć ostatnio ich brak, za ciężką dla naszych zwierząt zimę, uważa się stałe temperatury na minusie rzed -10, -20, przez dłuższy okres czasu, obarczone stale uzupełnianą pokrywą śnieżną. Kiedy ostatnio mieliśmy taką zimę? Jednak zimowe dokarmianie trwa zawsze… Oficjalnie by ‘’pomóc zwierzętom przetrwać zimę’’ , nieoficjalnie po to by nie zmarnował się ani kęs dziczyzny. Bo padłe od czynników naturalnych zwierzę, to dla myśliwego czysta strata.  Przecież trzeba pomóc ‘’biednemu zwierzęciu’’, ‘’na pewno bezduszny pseudeokolg chciałby żeby umarło z głodu! Oto ich prawdziwa twarz’’ A może ekolog w pełni rozumie zależności zachodzące w przyrodzie, i dziwi się, że temu samemu myśliwemu nie szkoda w zimowym czasie głodujący mięso i padlinożerców, którym bardzo pomógłby taki kawał mięcha. Ano nie szkoda,ba, zupełnie myśliwego nie obchodzą, jeśli nie są łowne, lub trudniej je upolować.

11205518_675462805909798_6163006554086517877_n

Zgoda,że dorosły dzik ma niewielu wrogów,naturalnych, choć ostatnio częściej polują na niego wilki, co oczywiście bardzo nie odpowiada myśliwym. Zgadnijmy dlaczego…tak, ‘’zmarnowana’’ ‘’moja’’ dziczyzna, którą to zabierają wilki, dodatkowo niepokój w łowisku, przez co zwierzęta stają się dużo bardziej czujne. Odnośnie wrogów naturalnych, co innego warchlaki na które połakomić się może ryś,wilk,czasem i lis, orzeł bielik i przedni ,puchacz.  Atak tych mniejszych drapieżników wiąże się z ryzykiem ,o ile kilkudniowego warchlaka orły są w stanie unieść,tak atak na starsze nie zawsze kończy się powodzeniem z powodu czujnej matki ,i ma na celu najpierw zabicie zwierzęcia a potem powrót do padliny. Dawniej straty wśród warchlaków potrafiły sięgać nawet 50-70% powiedzmy z 7 czy 8 przeżywały 3.

Nie sposób pominąć i innych czynników, jak wpływ zmian w rolnictwie, wielkoobszarowe uprawy kukurydzy oraz łatwą adaptację dzików do przekształceń środowiska przez człowieka, jak i proces synantropizacji. Dlatego w naszych postulatach jak główny motyw działalności dla kół łowieckich promujemy zabezpieczanie takich upraw.

Pamiętać też należy o ekspansji człowieka – ochoczo budujemy kolejne osiedla w miejscach występowania dzikiej zwierzyny, a następnie rozdzieramy szaty nad zbuchtowanym trawnikiem, czy dzikami ciągnącymi do śmietników. Jest to więc wina nas wszystkich, nie tylko łowiectwa, które stwarza problem, lecz i całego gatunku homo sapiens, którego motto zdaje się brzmieć ‘’rozmnożyć się, zwiększać swą liczebność za wszelką cenę’’ . Choć poza wdrukowanymi od dzieciństwa społecznymi oczekiwaniami i biologią naszego gatunku, nie ma ku temu żadnego uzasadnienia…Ale to już zupełnie inny temat.

10410268_661728263949919_8946808630899793177_n

Są na świecie miejsca,w  których obowiązuje całkowity zakaz polowań. Włoskie parki narodowe, grecka wyspa Tilos, szwajcarskie parki narodowe… tam nie ma żadnej nadpopulacji. Dlaczego jest u nas pomimo tak okrutnych odstrzałów dzika? Prosty wniosek: polowania nie zmniejszają liczebności, a wręcz przeciwnie. Ale kto by się tam dzikami przejmował, trafiłam ostatnio na rozmowę pod zdjęciem dzika na jednej z łowieckich grup. Wymowny komentarz: mały, mógł jeszcze podrosnąć, ale dzik to dzik, gratulacje.

Na koniec cytat z forum łowieckiego: „..na bakier z etyką według zasady nie strzelaj do tego z czego nie będziesz miał pożytku albo ten pożytek będzie tak niewielki ,że należy się zastanowić po co ci to było” – czyli, każde działanie wartosci korzysci, jakie ze sobą niesie. Smutne.

Tematy pokrewne, lektura uzupełniająca : Jak gospodarka łowiecka prowadzi do strat w rolnictwie , oraz Wpływ łowiectwa na zwiększoną liczebność lisów

Literatura:

Servanty et alii, Journal of Animal Ecology, 2009)

Jägerzeitung „Wild und Hund”, 23/2002

Süddeutsche Zeitung, 28.01.2009

Süddeutsche Zeitung, 28.01.2009

http://www.peta2.com/blog/hunting-facts/

”Farba znaczy krew” , Zenon Kruczyński 2008

Brać Łowiecka” 2003, nr 11

T.Pasławski ”Łowiectwo dla leśników i myśliwych”

13578450_901589999951830_118098805_n

Myśliwska ”etyka” i ”praca” w łowisku.

Dziś przed świtem około 3:30 wybrałem się na ornitologiczny spacer. Celem wyprawy była rzeczna dolina otoczona lasami, łąkami torfowymi i rozlewiskami. Maj to pora, kiedy w naszych lasach, polach, łąkach, nad stawami i bagnami możemy napawać się najwspanialszymi koncertami natury. W dobrym miejscu ogrom głosów może porazić nawet wytrawnego ornitologa. O ciemku słychać jeszcze kończące stopniowo słowiki rdzawe i szare. Te maleństwa swoimi namiętnymi trelami dodają uroku – powabu krótkiej, majowej nocy. Tak naprawdę o tej porze roku nie ma ani chwili ciszy. W rzecznej dolinie otoczonej porośniętej trzcinami i wśród mokradeł nawet w nocy śmiało grają rokitniczki, łozówki, brzęczki, czy trzcinniczki. Tłem szumi miarowe pohukiwanie bąka, gdzieś hen w korowodach sunących mgieł. Gwarną ciszę przerywa czasem niespodziane miękki łopot na wodzie. To gęś trzepocze skrzydłami. Mrok i szarość ustępują stopniowo. Gdzieś na horyzoncie majaczy nieśmiało przedsłoneczna czerwień. Wszystko to wyznacza porę dla ‘’ptasiego zegara’’. Coś stąpa delikatnie po łamiących się trzcinach. Może dziki wracające z żeru ku bezpiecznym barłogom. Z dalekich przestrzeni nad polami, dobiega granie skowronków.

W lesie panuje jeszcze ciemność. Nie przeszkadza to jednak drobnym śpiewakom zawczasu witać dnia. To właśnie owa bajkowość majowych wypraw. W ponurym mroku odważne ptaszyny zdają się urągać weselną pieśnią burej ciemności. Prym tutaj wiedzie rudzik, ucho moje odróżnia jeszcze drozda śpiewaka. Raz po raz dociera ostry krzyk bażanta, gdzieś z łąk. Mają tu dobrze. Pierwotnie miały występować w rozlewiskach dolin rzecznych, a więc teren poprzecinany jeszcze lasami i polami, jak najbardziej im odpowiada. Na rosochatym konarze na tle nieba dostrzegam uszatkę – sowa zdaje się podsypiać, upojona zdobyczą. Robi się widno. Dzień zwiastuje trąb żurawich wieszczy. Głos większości znany. Brzmi w nim coś z pradawnego echa dzikości tych ostępów. Wychodząc z lasu na kolejną łąkę nad rzeką przystaję na chwilę. Nie chcę płoszyć pierwszego tam gościa, posilającego się kozła sarny. Obserwuję 10 minut. Sarniak czujnie podnosi głowę co jakiś czas i strzyże uszami. W końcu mnie zwietrzył. Kilka chrapliwych szczęknięć, jakby z piekła rodem i kozioł oddala się podskokach. Skrywają go mgły. Miękkim fletem odzywa się wilga – prawie ostatni przybysz letni w naszym ptasim kalendarzu. Później przybywają tylko jerzyki. Bębnią dzięcioły. Woła kukułka. Gdzieś w oddali nad połaciami lasów, ochryple odzywa się patrolujący kruk. Przy polach słychać innych śpiewaków. Trznadle, potrzeszcze i skowronki, teraz mieszają się z chórem leśnych solistów. Melancholijnie zawodzi Ortolan – rzekomo pieśń tego ptaka miała zainspirować Beethovena do stworzenia swojej V symfonii.

Tyle życia wokół. Tego ranka obserwowałem jeszcze wiele zwierząt; króliki, zające, sarny i sporo ptactwa. I pomyśleć, że już za 2 dni ten spokój zakłóci palba opętanych strzelb. Zaczyna się bowiem sezon ‘’na rogacze’’ – kozły sarnie, przed którymi myśliwi będą nas ratować, by tylko przypadkowo zdobyć sobie czaszkę z parostkami. Przez kolejnych kilka miesięcy będą płoszyć i niepokoić choćby sarny, mające w tym czasie młode. Zero poszanowania, zrozumienia, pokory. Wszystko to na terenie specjalnej ochrony ptaków (OSO) ze stwierdzonymi takimi gatunkami jak: Podgorzałka – skrajnie nieliczny ptak lęgowy. Czy spokój i cisza podczas lęgów dla tego gatunku obchodzi myśliwych? Nie, bo nie jest łowna… Czy rybitwa czarna lub bączek, oba podobnie nieliczne gatunki… Ale to temat na osobną notatkę.

_________________________________________
_________________________________________

Myślałem, że z kanonów tak zwanej ‘’myśliwskiej etyki’’ nic mnie już nie zaskoczy. Ale cóż, im głębiej w las…zdjęcia wykonane telefonem, gdyż nie miałem przy sobie nic innego. Co zatem słychać w myśliwskich łowiskach? Po kolei.

Puszki i butelka po piwie przy ambonie, widok ten akurat nie jest dla mnie zaskoczeniem, napotykam to stale i przy każdej sposobności dokumentuje. Czasami butelki były porozrzucane bezpośrednio we wnętrzach ambon. Coś na rozgrzewkę i ku tradycji….

Zdjęcie1619

Zdjęcie1620

Dalej mamy kolejną ciekawostkę. Zadaszenie – podsyp dla bażantów, ulokowany kilkanaście metrów od ambony myśliwskiej. Według prawa myśliwi nie mogą strzelać do zwierząt w miejscach dokarmiania zwierzyny. Dlatego stworzyli nęciska – takie same karmiska, tylko z gorszej jakości karmą przy których już do zwierząt można strzelać ile się zapragnie. W każdym razie, jestem pewien, że lokalizacja tego karmiska dla kuraków nie jest przypadkowa. Skala zwyrodnialstwa po prostu poraża, kiedy uświadomimy sobie, że niekontrolowani przez nikogo bandyci strzelają w otwartym polu do ptaków – które najprawdopodobniej sami wyhodowali i wypuścili, kiedy posilają się w takim miejscu i chronią przed drapieżnikami. Nie mieści mi się to w głowie i nie bądźmy naiwni – ambony wyłącznie do obserwacji to mogę używać np ja. Podsypy powinny być umieszczone w kępach zadrzewień, lub na haliznach z roślinnością, by bażanty miały możliwość ukrycia się. Myśliwy wybrał jednak samotne miejsce w gołym polu, z dala od oczu ludzkich i ciekawskich. Kilkanaście metrów dalej postawił ambonę….

Zdjęcie1596

Zdjęcie1601
Na bażanty powinno się polować z podchodu, ”na deptanego”, czy wypłaszając je z ułożonymi psami. Strzelanie do ptaków z takiej odległości i jeszcze z ambony przy podsypie trąci wręcz idiotyzmem, z uwagi na duży rozrzut śrutu. Druga strona to ”etyka”. W tych miejscach ptaki walczą zimą o przetrwanie i gromadzą się.  Etyka swoją drogą, życie swoją…o czym niech poświadczy wpis myśliwego poniżej z forum dziennika łowieckiego.

bażanty podsyp
”Zostałem zaproszony na polowanie na bażanty do łowiska w kujawsko pomorskim. Śnieżek,lekki mrozik dopełniają wręcz myśliwskiego raju.  (……) Polowanie polegało na objezdzie wszystkich podsypów, gdzie z powodu warunków pogodowych (śnieg,słaba dostępność karmy naturalnej) , od rana gromadziły się stadka bażantów. Grupa obstawiała teren wokół podsypu,i wtedy do akcji wkraczały psy. Podryw stada,kanonada i bogaty wynik każdego podejścia…..Na moje pytanie do łowczego (z 36 letnim stażem) ,dlaczego tak włąśnie polują odpowiedz była następująca : BAŻANTA W TERENIE INACZEJ NIE STRZELISZ JAK PRZY PODSYPIE BO TAM SIĘ GROMADZĄ. A POLUJEMY JUŻ TAK OD 30 LAT I NIKOMU TO NIE PRZESZKADZAŁO POZA TOBĄ”
Screen można sobie pobrać i powiększyć do przeczytania. Dobrze,że myśliwego bulwersuje chociaż ten sposób polowania.

Ślad rozrzuconej słomy na leśnym dukcie doprowadził mnie w inne miejsce. Ciężko je określić , choć wpisuje się w kanon pojęcia nęciska, bardziej przypominało leśny kompostownik. Smród okropny od gnijącej żywności; ziemniaków, buraków, pora, jabłek, pomarańczy, marchwi i wielu innych ciężkich do odróżnienia. Słowem, myśliwi w środku lasu pozbywając się odpadów z gospodarstwa domowego stworzyli sobie prywatny kompost. W państwowym lesie. Takich miejsc są w Polsce tysiące, cuchnących, fermentujących stwarzających zagrożenie dla zwierząt i ludzi. Sporo z owoców było zapleśniałe. Kilkadziesiąt metrów dalej, na zamglonej łące żerowały sarny na świeżej zieleni, mając w poważaniu myśliwską łaskę. Wywalenie bez konsekwencji tego syfu to jedno, Jak widzą Państwo na zdjęciach kilkanaście metrów od nęciska widnieje etycznie ‘’zwyżka’’, czyli takie siedzisko z drabinką przytwierdzone do drzewa. Aby wygodniej można było oddać strzał do posilającego się tym gnojownikiem zwierzęcia i ‘’etycznie’’ ukryć przed jego zmysłami na bezpiecznej wysokości. Zwyżka pomalowana na zielono, może by jakiś ‘’zielony’’ jej czasem nie wypatrzył.

Zdjęcie1616

Zdjęcie1615

Lizawki. Skoro mit bezinteresownego i ”potrzebnego” dokarmiania został wielokrotnie obalony i wyśmiany, może jednak robią coś myśliwi bezinteresownie dla zwierząt? Można tak pomyśleć, napotykając przytwierdzone do pniaków czerwone i białe solne kostki. Te rdzawe zawierają domieszki mineralne. No to myśliwi szlachetnie i bezinteresownie pomagają zwierzętom zaopatrując je w niezbędną sól do budowy kości i zębów. Zaraz, czy na pewno? Każdy kij ma 2 końce. Myśliwy gospodaruje swoim łowiskiem. Tutaj wszystko się kalkuluje. Wykładana sól służy zwierzętom, owszem, jednak myśliwego interesuje inny efekt – zdrowe bez deformacji poroże. Prawie każdy z samców zwierzyny płowej w łowisku zginie od kuli, dostarczając trofeum w postaci poroża. I dlatego wykłada się sól. Piękny wieniec czy parostki będzie ozdobą salonu, lub dostanie punkty przy wycenie trofeum, co przekłada się na myśliwską dumę i sukces. O bezinteresowności i szlachetności mowy być tutaj nie może, jest cynizm i wyrachowanie. To tak jakbyśmy karmili kogoś zdrowo, tylko po to by bez jego pobrać sobie narządy do przeszczepu. Niektórzy z Was myślą może w tym momencie dalej, zdając sobie pytanie ‘’Ale kto wykładał sarnom i jeleniom sól przez te wszystkie tysiące lat, kiedy nie prowadzono gospodarki łowieckiej i jakoś wykształcały poroże? ‘’ Dokładnie tak. Jeleniowate nie potrzebują soli w kostkach by je wykształcić, wszystkie potrzebne składniki czerpią z soli mineralnych zawartych w pokarmie roślinnym. Wystarczało to przez dziesiątki tysięcy lat…teraz zaś, myśliwi ‘’wiedzą lepiej’’ . Zaprzeczając wszelkim znanym prawom natury i pokazując swoją ignorancję oraz pogardę. Ale to środowisko ukochało ‘’piękne’’ trofea, puste czaszki i martwe głowy. Dzięki stosowaniu soli uzyskują lepsze efekty. Chore…bardzo.

Zdjęcie1602

Podsumowanie pracy w ‘’łowisku’’. Warto przyswoić sobie to pojęcie. Dla myśliwego nie ma natury, lasu, przyrody – jest łowisko. Zasobne lub nie. Oby ze sprzyjającym leśniczym. Nasza przyroda cierpi. Cierpi strasznie przez łowiectwo i brak pojęcia jego sympatyków. Walające się butelki i puszki pod ambonami ‘’to pewnie młodzież pozostawiła’’, jak próbują oponować w takich przypadkach. Ustawione w innym miejscu ambona, a obok zadaszony podsyp,
by myśliwy mógł wygodnie strzelać do posilających się i chroniących przed lotnymi drapieżnikami bażantów. Wreszcie cuchnące nęciska – kompostowniki pełne gnijących warzyw i owoców, pleśniejących i brudnych. Kilkanaście metrów dalej poręczna zwyżka, by w ukryciu można było bezpiecznie strzelić do zwierzęcia posilającego się szkodliwymi odpadkami. Może kieruje nimi taka logika – ‘’skoro je zastrzelę, to co za różnica jaki syf zje. A jak się rozchoruje to odstrzelę jako cherlawą, odstrzał sanitarny hehe’’. Może. Lizawki i sól – motywacja wyjaśniona powyżej. Dodajmy do tego rozjeżdżanie terenówkami pól rolników, trudno dostępnych miejsc w lesie, hałas i płoszenie zwierząt w ostojach i mamy oto pełny obraz tak zwanej ‘’ciężkiej pracy w łowisku dla dobra zwierzyny i przyrody ojczystej’’. Bezinteresownie. Do wglądu na załączonych obrazkach.

Zdjęcie1598
Podsypy powinny być umieszczone w kępach zadrzewień, lub na haliznach z roślinnością, by bażanty miały możliwość ukrycia się. Myśliwy wybrał jednak samotne miejsce w gołym, szczerym polu, z dala od oczu ludzkich i ciekawskich. Kilkanaście metrów dalej postawił ambonę…

Zdjęcie1612
Etycznie umiejscowiona zwyżka przy nęcisku, z bliska.

PS. Proszę się nie martwić jednak. Będę monitorował co tam się dzieje i odpowiednio reagował. By chronić przyrodę przed nadmierną, bezmyślną presją łowiectwa i jego fanatyków.