Dlaczego wilk nie zagraża sarnom?

Kolejny reportaż cyklu „Myśliwi widzą źdźbło w oczach wilków mordujących zwierzynę, ale sami nie dostrzegają belki we własnym”. Tym razem na tapetę zostanie wzięty najliczniejszy ssak jeleniowaty w Europie – Sarna europejska vel Capreolus capreolus. O tym dlaczego teksty o dziesiątkowaniu saren zjadanych żywcem przez wilki i uciekających na pola rolników przed nimi można włożyć między bajki, oraz dlaczego sarny bardziej boją się myśliwych niż polujących na nie drapieżników ten artykuł wam wszystko opowie.

Nagonka na wilki trwa w najlepsze. Niedawno pojawił się news na portalu GWE 24.pl, gdzie w Wejherowie ranne sarny masowo uciekają do siedzib ludzkich przed okrutnymi wilkami, które goszczą w wejherowskich lasach. Oczywiście to nie byli hałaśliwi myśliwi podczas sezonu zbiorówkowego. Nie były to ich psy myśliwskie z zajadłością ścigające do wyczerpania. I nawet nie były te nieszczęsne psy puszczane luzem. To były na pewno wilki. Oczywiście.

pozyskana (2)mysliwyjesarna
Wilk skubnie sarnę – ŹLEEE. Myśliwy pozyskuje sarnę – mamy ratunek przed zwierzęcą apokalipsą.

Jak najprościej propaganda łowiecka jest w stanie zrobić z wilka (oraz każdego innego drapieżnika) gigantycznego szkodnika dla ekosystemu w oczach gawiedzi? Pokazać jak polują na swe ofiary. A sarenka jako chyba modelowe „cute animal” idealnie się nadaje do tej roli. Drobna, z sympatycznym spojrzeniem, o delikatnej prezencji. Kto się nie wzruszał w młodości na Bambim z wytwórni Walta Disneya i czy widok koźlaka nie przywodzi widok protagonisty? Wszak Bambi z książkowego oryginału Felixa Saltena był sarną. Każdy z sercem stanie po stronie po sarny, jeśli tej spotka krzywda 😛.

Myśliwy będzie mówił, żeby disneyować wizerunku wilka, by za chwilę zrobić z niego typowego jednowymiarowego disneyowskiego złoczyńcę, który szczerząc zajadle kły, ściga do wyczerpania tą wrażliwą sarenkę i odgryza jej pupę żywcem. Oczywiście dla zabawy. Ale ktoś mądrzejszy powie, że to myśliwy zabija dla zabawy. I zostanie zbluzgany, że jako osoba deklarująca się za empatyczną pozwala na regularację sarny przez wilki. Cyt. zastanów sie co jest bardziej przerażające i bolesne dla np. sarny: strzał w kark czy bycie jedzoną żywcem? (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=357569&t=352103)

wilksarna1

Co jest kolejnym dowodem, dlaczego myśliwi nie powinni się wypowiadać nt. drapieżników i decydować o ich liczebności. Otóż mniejsze ofiary wilka, w tym sarna, są zabijane ugryzieniem w kark, co przerywa im rdzeń kręgowy. Ofiary te są szybko zabijane z racji swych niewielkich rozmiarów.

Niech zgadnę. Nie powinniśmy czerpać informacji od ekologów, bo oni są stronniczy, manilupują danymi i robią z wilka świętą krowę? I lepiej posłuchać myśliwych jako praktyków? OK, zrobione. Zasięgnęliśmy książki Wilk autorstwa prof. Henryka Okarmy – wieloletniego myśliwego, który postuluje wpisanie wilka szarego na listę gatunków łownych (co prawda, z innych powodów niż większość braci łowieckiej, ale wciąż). Więc potwierdzi wersję myśliwych? A takiego wała!

Forma rzucenia się do ataku, którą wilki każdorazowo przyjmują zależy przede wszystkim od gatunku zdobyczy i indywidualnych okoliczności polowania. W przypadku pojedynczych niewielkich ofiar, jak mniejsze gatunki jeleni, cielęta karibu, sarny czy zające, które są łatwe do zabicia lub śmiertelnego zranienia kilkoma ugryzieniami; wilki starają się złapać je jak najszybciej (ryc. 78). Gwałtownie i energicznie atakują, a potrafią szybko osiągnąć prędkość 56-64 km/godz. i utrzymywać ją przez kilka minut (Mech 1970).

wilksarniakpiessarniakPostrzałek o rozległej ranie. Można wyobrazić w jakich agoniach musiał dogorywać mając na ogonie tropiące psy myśliwskie. Ale to wilk zadający szybką śmierć jest tym amoralnym.

Tyle w temacie zjadanych żywcem saren. 2-3 szybkie kłapnięcia mordą w kark i sarna jest w Krainie Wieczych Łowów. A nieudolny człowiek odda strzał nie tak i sarna przez nawet kilka godzin będzie zdychać w agonii mając w tyle nieustannie ujadające psy myśliwskie. Nie, wilki tak nie robią. Znowu prof. Okarma:

Należy od razu sprostować jeszcze dość powszechnie, niestety, powtarzaną opinię, że wilki gonią swoje ofiary aż do ich zupełnego wyczerpania. Generalnie dystans pościgu jest dość krótki (kilkaset metrów), a zwykle drapieżniki te rezygnują z dalszej pogoni po przebiegnięciu 1-2 km (Mech 1970).

Do obalenia został jeszcze jeden argument emocjonalny, ale to dopiero na końcu. Tym razem skupię na wielokrotnych myśliwskich tekstach, jak przeróżne drapieżniki, ZWŁASZCZA WILKI, dziesiątkują populację sarny i będzie grozić jej wyginięcie. Wiecie, te z 800 tys. saren w Polsce ma być bardziej zagrożone od pandy wielkiej, kagu, nocka łydkowłosego i norki europejskiej, ponieważ 1,5 tys. (stan dużo mniejszy niż np. w XVII w.) wilków chce posilić swym naturalnym pokarmem. Pomijam milczeniem, że można spokojnie mówić o nadpopulacji sarny, wobec czego mówi się o ogromnych szkodach w uprawach leśnych i rolnych. Zauważcie, że sarna bez towarzystwa drapieżników urasta do miana jakiegoś szkodnika, którego koniecznie trzeba regulować, a myśliwy musi godnie zastępować drapieżniki, a reszta siedzieć cicho! A ci aktywiści od blokowania polowań niech lepiej hejtują przy komputerach. W Internetach nie wystawiają mandatów 😜.

wilksarna2

W momencie, gdy jednak pojawia się wilk, ryś czy nawet lis to krzyczy się, że drapieżniki dziesiątkują sarny i olaboga spotka niebawem ją los kuropatw i zajęcy. Ciśnie się pytanie: Jak?, skoro te drapieżniki te polowały od wieków na sarny i do tej pory jej wytępiły i wbrew pozorom wciąż jest jej więcej. Często to sarny mają być pierwszymi ofiarami „nadmiernego” rozrostu watah. Wydaje się to logiczne, bo z całej trójki (jeleń, dzik, sarna) ma najmniejsze szanse na wygraną z wilkiem. Właśnie, wydaje się.

wilksarna4wilksarna4.png

Ponieważ rzeczywistośc jest zgoła inna. Otóż, sarna nie jest priorytetowym pokarmem wilka; mimo, że należy do głównego menu, a do tego to najliczniejszy i najłatwiejszy do upolowania jeleniowaty. Zgadnijcie, skąd pochodzi pochodzi poniższy cytat?

Wilk bezsprzecznie polują na sarny. Jeżeli natomiast na tej samej przestrzeni występuje jeleń, łoś lub dzik, sarna przestaje być głównym źródłem pożywienia wilka [OKARMA, 2015 r.]. Wilk jednak zapobiega rozsprzestrzenianiu się sarny lub rozbudowaniu wysokiego pogłowia. Z rosnącym zagęszczeniem prawdopodobieństwo padnięcia ofiarą wilka jest większe.

Cytat pochodzi z Sarny w Europie. Książkę serdecznie polecam nie tylko dlatego, że jest świetne napisana i przyjemnie się czyta. Przede wszystkim przedstawiono wiele informacji, które są doskonałym orężem w walce z myśliwskimi argumentami. Zwłaszcza, że jej autorem jest Bruno Hespeler, austriacki leśnik i myśliwy. Jest czynnym łowcą organizującym polowania, udzielił m.in. wywiadu w Braci Łowieckiej 9/2015, a informacje o sarnie czerpał często z własnego doświadczenia.

Książka ma wiele cennych cytatów, których część zostawimy na inne artykuły, a tym razem skupimy się na relacjach sarny z drapieżnikami. Bruno Hespeler stoi w opozycji do zawsze pojawiającego się głosu kolegów po lufie o tym, że odkąd pojawiły się wilki, znika sarna/jeleń/dzik/zając. I przez to nie zostaje zrealizowany plan łowiecki, jest szkoda dla ekosystemu i gospodarki. Głos ten brzmi bardzo sprzecznie, kiedy spojrzy się na oficjalne statystyki łowieckie i inwentaryzacje, które mówią co innego – mimo rekolonizacji wilków ma się do czynienia z tendencją wzrostową zwierzyny grubej w Polsce. I nie tylko u nas, znów cytując Hespelera:

Wilk powraca do Europy Środkowej i budzi u myśliwych lęk o sarnę. Jedna trzecia powierzchni jest już przez niego zasiedlona [OKARMA, 2015 r.]. Do Łużycy wilki przybyły z Polski jako pierwsze, bardzo szybko słychać było, iż sarna została praktycznie wytępiona. Od pierwszego ich pojawienia pojawienia minęło 15 lat. Ani pogłowie sarny, ani jelenia lub dzika się nie załamało. Na stronie internetowej urzędu powiatowego można znaleźć statystyki łowieckie.

Z kolei o wpływie rysia pisze: W Szwajcarii, gdzie w latach 70. przeprowadzono introdukcję rysia, pogłowie sarny nie załamało się, choć część myśliwych do dziś przekonuje, że było inaczej.

Pewnie kojarzycie te śmieszkowanie myśliwych pytających ekologów oskarżających ich o niszczenie przyrody: Skoro tak wszystko wybijamy, to czemu dzików jest więcej? Statystyki nie kłamią. Więc warto odbić piłeczkę i śmieszkować do myśliwych oskarżających drapieżniki o niszczenie przyrody: Skoro te wilki tak wszystko wybijają, to czemu saren jest więcej? Statystyki nie kłamią  😉. 

wilksarna3wilksarna3

Więc o co kaman z tymi zdziesiątkowanymi sarnami, skoro te nic nie robią z obecności drapieżników? O to, czym naprawdę są „zdziesiątkowane sarny”. Kolejny cytat od Hespelera:

Przyroda stworzyła dla każdej sytuacji systemy regulujące. Sarna również posiada wielu wrogów25, którzy zapobiegają nieograniczonemu rozprzestrzenieniu. Im większy jest ten regulator, tym mniej groźny. Wilk jest wprawdzie w stanie zredukować lokalną nadwyżkę populacji sarny, lecz szybko osiąga stopień, w którym polowanie na sarny staje się nieefektywne. Jeżeli nie jest w stanie przerzucić się na inne zdobycze, to rzadko występująca sarna ograniczy populację wilka. Przerzedzona populacja saren nie zaspokoja w wystarczającym stopniu potrzeb wilka, więc jego śmiertelność wzrasta, a reprodukcja się obniża.

Więc jeśli można mówić o jakimś trzebieniu pogłowia, to tylko w przypadku nadmiaru populacji, co wychodzi wszystkim na dobre (no, może nie myśliwskiemu ego). Więc jeśli jakiś myśliwy powie, że nie ma już saren przez wilki, to mamy do czynienia z normalnym czynnikiem regulacyjnym, który uderza jedynie w jego interes. Nie ma wyhodowanej nadwyżki, a co za tym idzie jest mniej do upolowania, mniej kasy z dewizy, mniej trofeów, utrata argumentów w postaci chronienia przed wielką inwazją krwiożerczych saren. O to chodzi, a nie jakieś ratowanie zachwianej równowagi ekologicznej.

wilkzbiorowka (1)czlowiekzbiorowka (1).jpg

Plus jest kolejny powód dlaczego wilk/ryś/jakikolwiek drapieżnik nie wybije sarny. Ponieważ mimo rozwoju populacji drapieżników, nie ma wpływu na sarny. Jak pisze Bruno Hespeler, „w Niemczech niektórzy leśnicy żądają powrotu rysia. Mają nadzieję, że rozwiąże on problem zawyżonej populacji zwierzyny płowej. Ich nadzieja polega na tym samym błędnym mniemaniu, iż ryś jest w stanie wytępić sarnę lub co najmniej ją zdziesiątkować. Kto jednak zda sobie sprawę z tego, że ryś i sarna już od milionów lat zamieszkują tę samą przestrzeń życiową, nie powinien mieć w tym punkcie ani obaw, ani nadziei.”

I tym samym obalono argument masowych pogromów zwierzyny przez krwiożercze drapieżniki. I co najważniejsze zarówno wilk i ryś polują na najsłabsze sztuki, więc populacje ich ofiar nie tylko nie maleją, ale i są w lepszej kondycji. A myśliwi robią na odwrót – nie muszę mówić o rogaczach, zasłaniając się jakąś mityczną selekcją, o czym pisaliśmy w artykule „Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.” Niektórzy jęczą, że – UWAGA! – „Nie dochowamy się ani kapitalnych łownych rogaczy, ani oryginalnych myłkusów, jeżeli nie będziemy konsekwentnie zmniejszać populacji drapieżników. Przekonuje o tym przykład KŁ nr 7 »Knieja« z Lublina, którego członkiem jest Andrzej Skrzypiec. (http://lowiecpolski.info/lisy-dziesiatkuja-sarny/)”. Rozumiałbym, gdyby mówili, że nie dochowają się stabilnych stanów zwierzyny, ale że niszczą trofealne kozły?! I jeszcze narzekają, że drapieżniki zabijają myłkusy, które wg myśliwych ewidentnie kwalifikują się na usunięcie z łowisku jako materiał niepożądany? Czyli po prostu chodzi o to, żeby mieć fajnie wyglądającą kość na chacie. O takich Bruno Hespeler mówi pejoratywnie „kolekcjoner kości” i jest zdania, że gdyby dawni myśliwi byliby takimi „kolekcjonerami kości”, to nasz gatunek daleko nie zaszedłby. W podrozdziale Wystawa i wycena trofeów rozdziału VIII Sarny w Europie. pisze, że na wystawę można zafałszować trofeum. Np. pasującą żuchwę można załatwić, zaś oryginał da się przez technika dentystycznego odpowiednio doszlifować. Niepasujące kozły można zarejestrować jako kozy. Ciekawe, ile naszych łowczych tak czyni?

wilksarna5.png

Subadult wolfs eating from roe deerkozly do oceny

Do kolejnej szkodliwości myśliwskiej selekcji dochodzi zbędne dokarmianie i wystawianie soli, które nie tylko przeczą selekcji naturalnej, ale szkodzą zdrowiu saren i powodują większe szkody w odnowieniach lasu. Jak czytamy na s. 101 i 48. Sarny w Europie:

Przez tysiące lat sarny przystosowały się do warunków życiowych panujących w zamieszkiwanej przez nie przestrzeni życiowej – dotyczy to również pory zimowej. Nauczyły się, jak przetrwać nawet w okresach dłuższego niedoboru pożywienia, bo dopasowały do takich warunków swój organizm. Główną cechą tego dopasowania jest redukcja błony śluzowej żołądka. (…) Na skutek sztucznego dokarmiania nie tylko zostaje ów plan „wyłączony”, ale też organizm organizm zwierzęcia doznaje uszkodzeń.
Wysokoenergetyczna pasza prowadzi do poważnej zmiany poziomu kwasu w żwaczu, następstwem czego jest silna kwasica. Nadmiar kwasu zwierzyna próbuje – jeżeli jest to tylko możliwe – neutralizować poprzez przyjmowanie wody. Woda ta w dużej części pochodzi z pączków i pędów. Dokarmianie nie zmniejsza więc szkód powodowanych przez zgryzanie, a raczej prowadzi do ich zwiększenia!
(s. 101)

Bezpośrednie przyjmowanie soli z lizawek prowadzi do wzrostu pragnienia, a to w znaczący sposób zwiększa szkody przez zgryzanie, gdyż przeważającą część wody sarny pobierają przez roślinny żer. (s. 48)

slabasztukamocnasztuka

I najważniejszy argument, dlaczego nigdy człowiek nie zastąpi drapieżnika – sarny bardziej boją myśliwych niż wilków i rysiów, a także nie-myśliwych. Ostatnie badania naukowców z PAN wykazały, że zwierzęta kopytne miała większy stres w przypadku myśliwego aniżeli drapieżników. Na pewno nierzetelne, bo ci ekoterroryści guzik wiedza i bronią taką Puszczę Białowieską przed chciwymi łapskami LP i przerobieniem na deski jej należytą ochroną czynną. Sęk w tym, że zdanie owych ekoterrystów podziela Bruno Hespeler. Wspominałem już, że jest myśliwym i leśnikiem?

Z naszego punktu widzenia ryś wprowadza wiele niepokoju w pogłowiu saren. Rzeczywiście dzieje się tak w miejscach, gdzie ryś dopiero się pojawił. Sarny jednak szybko się uczą i są w stanie obchodzić się zarówno z wilkiem, jak i rysiem. W Austrii każdy statystyczny myśliwy opolowuje zaledwie 50 ha powierzchni. (…) W przeciwieństwie do myśliwego ryś opolowuje 100 razy większą powierzchnię, pojawia się więc rzadziej. Jeżeli koncentrowałby się na małej powierzchni, jego szanse pozyskania pokarmu znacznie by zmalały. 

Bruno Hespeler jest zdania, że sarna nie tylko nie boi się specjalnie drapieżników, ale także osób niepolujących:

Wszędzie myśliwi lamentują nad ludźmi spędzającymi wolny czas na łonie przyrody. Przypisuje się im powodowanie szkód w lasach i na polach. W to, żemy, myśliwi – tam, gdzie jest nas dużo – sami niepokoimy zwierzynę, wielu nie chce wierzyć. Nieskrępowane, głośne i przyciągające uwagę zachowanie osób niepolujący przeszkadza nam i sądzimy, że dzika zwierzyna odbiera je tak samo. My, myśliwi robimy wszystko, aby nie rzucać się w oczy: milczymy zamiast gadać, nie chodzimy normalnie, tylko się skradamy. Wszystko po to, by pozostać niezauważonymi. W rzeczywistości przez naszą ostrożność szczególnie rzucamy się w oczy zwierzynie!
(…)
Obstawiamy, że sarny nas nie zobaczą. Przed wyjściem w łowisko sprawdzamy wiatr. Zapominamy przy tym o dwóch sprawach: jeżeli mamy dobry wiatr, równocześnie mamy też i zły. Podczas naszego pobytu wiatr może zmienić kierunek nawet kilka razy Sarny komunikują się ze sobą. Te, które wraz ze „złym” wiatrem dostały informację i naszej obecności, przekazują ją innym. Komunikacja nie odbywa sie po polsku, niemiecku czy włosku, lecz poprzez ich zachowanie. (…)
Polowanie z ambony prowadzi do stałych zwyczajów. Większość myśliwych ustawia ambony wzdłuż struktur pionowych, a więc wzdłuż wewnętrznego lub zewnętrznego brzegu lasu. Ta granica, gdzie cień i światło się stykają, jest dla zwierzyny obszarem zwiększonego zagrożenia, dlatego zachowuje się tam nad wyraz ostrożnie.
(…)
Poruszamy się jak wrogowie, zwłaszcza ryś, więc sarny się nas boją. Problem tkwi w tym, że jesteśmy rozpoznawalni nie tylko po ruchach. Oprócz naszych typowo łowieckich zachowań, indywidualnego zapachu, zdradzja nas także: samochód, miejsca i pory dnia, w których się pojawiamy. Sarny odbierają nasz samochód zupełnie inaczej niż auto osoby niepolującej. W bagażniku mamy wanienkę, na tylnym siedzeniu płaszcz lodenowy, który pachnie nie tylko nami, ale także psem, farbą i sarną. Kto uważa, że sarny tego nie rejestrują, ten się myli. W momencie gdy wsiadam do samochodu leśnika lub myśliwego, od razu wiem, czy posiada psa. Sam pies także jest przez sarny kojarzony z myśliwymi.
W łowisku omijamy drogi leśne i poruszamy się tam, gdzie niepolujący raczej nie przebywają. (…) Polujemy w miejscach, które się sprawdziły – gdzie upolowaliśmy już niejedną sztukę! Sarny w tym czasie również zrozumiały, że to miejsce jest dla nich niebezpieczne.

wilkgryziemysliwyzabija

A teraz moja ulubiona część wyjaśniająca skąd pojawiaja mityczny brak zwierzyny w łowiskach. Bo myśliwi sami do tego doprowadzili:

Będąc w  łowisku, myśliwy dużo widzi i dużo przeżywa. Jednak wnioski, jakie wyciąga z tego, co zobaczył, nie zawsze są prawidłowe. Myśliwy patrzy bowiem z perspektywy człowieka, a nie zwierzęcia, i przez to jego interpretacje mogą być błędne. Przykład: na łące stoją trzy sarny. Do jednej zostaje oddany strzał i sztuka pada w ogniu. Dwie inne na krótko podnoszą łby, uspokoją się i żerują dalej. Nasz przedwczesny wniosek: „Dobry strzał wcale nie przeszkada!”. Tym, o czym w tym momencie zapominamy, jest fakt, że prędzej czy później będziemy musieli opuścić ambonę i pójść do strzelonej sztuki. Pozostałe dwie sztuki mogą zacząć nas obserwować już podczas schodzenia z drabiny. Martwą sztukę musimy wypatroszyć albo przynajmniej przenieść do samochodu lub podjechać po nią autem. Poznają nas optycznie, zapachowo i akustycznie.

Pozostałe dwie sarny juz zrozumiały, iż jednej z ich grona brakuje. (…) Do ich chronicznej niezbędnej do przeżycia nieufności dodadzą ostatnie wrażenia: nasze pojawienie, nasz zapach, zapach ubitej sztuki, zapach naszego psa, nasz samochód i wszystkie te rzeczy połączą między sobą. To miejsce będą przynajmniej za dnia omijać. Inne sarny zauważą ich powściągliwe zachowanie i zaczną je naśladować, zwłaszcza jeśli one również doświadczyły podobnych przeżyć. Nowe generacje saren przejmą to zachowanie i rozbudują je. Na przestrzeni kilku generacji powstaną nowe wzory postępowania. Myśliwy zaś widzi coraz mniej saren i lamentuje nad tymi wieloma „sportowcami rekreacyjnymi” i przeklina leśniczego, żądającego coraz to wyższego planu łowieckiego. Dla myśliwego sprawa jest jasna, nie ma już saren – przez jednych zostały przepędzone, zaś przez drugich wystrzelane!

Podsumując wilki nie powodują szkód w populacji sarny, mając na nią niewielki wpływ, i tracą zainteresowanie nią w przypadkiem większej ofiary. Sarna ze strony wilka ginie relatywnie szybko, a także niespecjalnie się boi jego i innych drapieżników. Za to sarna znacznie bardziej się boi myśliwych, za wszelką cenę stara się ich unikać, a psy kojarzone są właśnie z nimi. A jakakolwiek „troska” ze strony myśliwskiej przynosi skutek odwrotny. I w tym wszystkim chodzi – o chęć radochy z hobbystycznej rozrywki niż prawdziwej troski o ekosystem oraz dokopanie konkurentowi. A wszystkie te informacje czerpaliśmy z tekstów opisanych przez myśliwych. I także szeregowi łowcy potwierdzają nasze zdanie, jak ten  z poniższego zrzutu. I chyba nim najlepiej zakończyć nasz wywód.

wilksarna6.png

Źródła:

Sarna w Europie, Bruno Hespeler, tłum. Hubert Krych, Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa, Gdańsk 2016

Wilk, Henryk Okarma, Wydawnictow H2O, Kraków 2015

 

Zobacz także:

„Nie dla wilka kiełbasa!” – myśliwi oburzają, że wilki zjadają „ich” dziki.

Złe drapieżniki zjadają daniele! Czy może to wina myśliwych?

Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.

Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

Reklamy

Leśnik z premedytacją rozpętał nagonkę na wilki i rozpowszechnił szkodliwe mity

Od jakiegoś czasu media rozpływają się nad tym, jak to dzielny leśniczy ocalił malutkie puchate misiątka przed krwiożerczą watahą wilków. Cała sprawa jest dość szkodliwa, zwłaszcza dla wilków, gdzie rozbudziły się u części społeczeństwa chęć wytępienia wilków, bo rzekomo zagrażają niewinnym misiom.

Ale o co chodzi?

23 grudnia Kazimierz Nóżka, leśniczy z Polanki, myśliwy i zwolennik polityki min. Szyszki, opublikował filmik na profilu facebookowych „Nadleśnictwo Baligród, lasy Państwowe”, gdzie wilki odpędzają młode niedźwiadki. W pewnym momencie pan Kazimierz z dramatycznym krzykiem Nie! Zostawcie! przepłoszył wilki, jednocześnie dezorientując matkę niedźwiadków, która na moment straciła uwagę (co mogłyby wykorzystać wilki).

Pomijam to, że była to ingerencja w naturę i doszło do umyślnego płoszenia zwierzyny i tym samym złamania art. 52 Ustawy o ochronie przyrody (do czego Kazimierz Nóżka się przyznał), zaś sama narracja o wilkach atakujących niedźwiedzie jest niewiarygodna, ponieważ gdyby niedźwiadki byłyby zagrożone, to na pewno nie szłyby w stronę potencjalnych prześladowców, a uciekając przed wilkami zwiałyby odrazu na drzewa, których nie brakowało w okolicy.

Screenshot - 2017-12-29 , 14_11_52Fotograf Mateusz Matysiak potwierdzający, że nic złego by się nie stało.

Zadziwia, że pan Nóżka umieszcza publicznie ten film z komentarzem, iż trzeba stanąć po jednej ze stron. Inni przyrodnicy także przyznają, że zdarza im ulec emocjom i „ratować” np. pisklę przed mewą, bo to w ludzkiej naturze, ale nie chwalą się tym publicznie, bo wyjdzie przekaz do prostych ludzi, że trza tępić mewy zjadające pisklęta i ciężko będzie wytłumaczyć, że tak to jest w naturze.

Screenshot - 2017-12-29 , 11_18_01Komentarz dr-a Roberta Maślaka z Zakładu Biologii i Ochrony Kręgowców o całej sprawie.

I potem film ten został rozpowszechniony przez Lasy Państwowe, też z komentarzem, że wspaniale zrobił, że uratował „niedźwiedzią rodzinę” przed „wilczą watahą” (kiedy to termin „rodzina” bardziej pasuje do wilków zamiast pejoratywnej „watahy”).

Tym bardziej, że środowisko leśników notorycznie zarzuca wszelkim oponentom swoich działań jechanie po emocjach, z czego ma wynikać urojony brak argumentów i bambinizm. Obrońcy zwierząt mają podchodzić do przyrody emocjonalnie, bez pojęcia oraz nie znać jej praw. Za to środowisko leśników i myśliwych lansuje się wiecznie na tych co „pojęcie mają”. A tu nawet nie dali komentarza „była to wyjątkowa, emocjonalna reakcja leśnika, ale jest to łamanie prawa, nie naśladujmy itp.”.

I niektórzy zwolennicy LP bronili zachowanie Nóżkę, bo był emocjonalnie związany z niedźwiedziami. Gdyby w tej samej sytuacji znalazł się „ekolog” i także by się tłumaczył emocjonalnym związaniem, to ci sami ludzie nie stroniliby się od szydery i tekstów o syndromie Bambiego, a niektórzy gorliwcy klepaliby odpowiednie paragrafy.

Screenshot - 2017-12-29 , 15_12_03.png26165264_10215558243017155_8511648334601507632_nPropaganda Lasów Państwowych w akcji. Ale to obrońcy zwierzątek to ci nawiedzeni, bambistyczni oderwani od rzeczywistości.

A pamiętać trzeba, że przekaz takich filmów trafia do ludzi kompletnie zielonych w kwestiach okołoprzyrodniczych i niewłaściwy opis może sporo zaszkodzić. W szczególności, że obie strony konfliktu przyrodniczego zgodnie twierdzą, że u Polaków jest wiedza przyrodnicza oraz orientacja w przepisach prawa o ochronie przyrody jest na niskim poziomie. I twierdzą, że zależności w świecie natury to nie romantyczny obraz z filmów Disneya, a ich niezrozumienie jest szkodliwe. I teraz media rozpisują się o złych wilkach, które zagroziły misiom i wśród ludzi można poczytać komentarze, żeby powystrzelać złe wilki, bo chciały dokonać masakry na niedźwiadkach. I następuje kolejna fala bambinizmu, z którym leśnicy i myśliwi tak chcą walczyć. 

Zdjęcie użytkownika Adam Wajrak.

Poza tym nie wierzę, że leśniczy Nóżka jest tak nierozważny, że nie przewidział gównoburzy i jej wszystkich efektów ubocznych. Nie wiedział, że media podchwycą temat? Nie wiedział, że obecnie panuje medialna nagonka na wilki? Nie wiedział, że im bardziej większe nastroje antywilcze, tym łatwiej będzie osłabić im ochronę, co przy obecnej polityce Ministra Środowiska jest możliwe?

Ale wierzę, że jest wyrachowany. Bo owy film wrzucił na grupę „Brać Łowiecka (Grupa dla myśliwych i sympatyków łowiectwa)” z opisem „Wilcza wataha składająca sie z ponad 20 osobników zaatakowała niedźwiedzie w leśnictwie Polanki….”

Screenshot - 2017-12-26 , 13_52_17

Screenshot - 2017-12-26 , 13_54_21

Czemu taki opis? I to na grupie osób, które miłością do wilka nie pałają i są oporne na aktualizację wiedzy? Po co je bardziej nakręcać na nienawiść?

Screenshot - 2017-12-26 , 13_53_27Screenshot - 2017-12-26 , 14_00_06Screenshot - 2017-12-26 , 13_54_58

I uderzyło mnie, że wspomina się tam o dwudziestu wilkach, kiedy na nagraniu doliczyłem się ledwie dziesięciu. Więc kolejne kłamstwo wzbudzające nienawiść środowiska myśliwych wobec wilków.

Bo gdyby Kazimierz Nóżka (plus LP) miał szczere intencje, to owego filmu nie wrzucałby w eter, a jak już musiał, to by opatrzył to komentarzem: Słuchajcie, emocje każdego ponoszą, ale nie bierzcie przykładu mnie za przykład. Taka jest natura i nic nam do tego. Wtedy można byłoby czepiać się mediów, które dorobiłyby swoją historię, a LP miałyby czyste sumienie.

Ale czego się spodziewać po myśliwym, który nie widzi nic w złego w polowaniach zbiorowych? Ciekawe czy też będzie ratował „słabsze jelenie” przed myśliwym z sztucerem? Dodatkowo Nóżka ukrywał przed opinią publiczną fakt należenia do PZŁ. To już wolę min. Szyszkę, bo on przynajmniej nie kryje się ze swoim antropocentrycznym podejściem do przyrody i wiadomo czego można się po nim spodziewać… Plus nasz leśniczy także akceptuje nęciska.

Screenshot - 2016-02-22 , 22_45_53

A nęciska są szkodliwe dla behawioru niedźwiedzi:

Wyniki najnowszych badań wskazują, że dokarmianie jeleniowatych może mieć niezamierzone konsekwencje. Praktyka ta nie tylko wpływa na zachowanie tych zwierząt, ale też zaburza trasy przemieszczania się niedźwiedzi brunatnych, które coraz częściej systematycznie odwiedzają miejsca dokarmiania zwierząt kopytnych. Naukowcy zwracają uwagę na konsekwencje dokarmiania i konieczność poddania tej praktyki ponownej krytycznej ocenie.

(…)

Badacze zinwentaryzowali ponad 200 takich miejsc zlokalizowanych we wschodnich Karpatach i przeanalizowali ponad 1600 kilometrów ścieżek pokonywanych przez niedźwiedzie zaopatrzone w obroże telemetryczne. Obliczono, że niedźwiedzie trzy razy częściej odwiedzały miejsca dokarmiania niż wskazywałyby na to symulacje tras przemieszczania się zwierząt. „Niedźwiedzie regularnie patrolują miejsca dokarmiania. Dokarmianie wyraźnie wpływa na ich zachowanie, a korzystanie z miejsc łatwo dostępnego pokarmu zaburza i skraca trasy przemieszczania się niedźwiedzi” – mówi Nuria Selva z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, prowadząca badanie. „Długodystansowe przemieszczanie się jest kluczowe dla łączności populacji niedźwiedzi i ich przetrwania, zwłaszcza przy obecnej dużej fragmentacji siedlisk. Praktyka dokarmiania stosowana wobec innych gatunków docelowych, może temu zagrażać” – dodaje.

Badacze wykonali także tropienia na śniegu na dystansie ponad 200 km. Ich wynik wskazuje, że niedźwiedzie często odwiedzają miejsca dokarmiania nawet zimą. „Wiele badań wskazuje na wpływ dokarmiania także na dietę i zimowanie niedźwiedzi. Dokarmianie ma znaczące skutki, zwłaszcza biorąc po uwagę fakt, że sześć spośród dziesięciu populacji niedźwiedzia brunatnego w Europie zajmuje obszary, na których praktyka ta jest bardzo rozpowszechniona” – tłumaczy Agnieszka Sergiel, współautorka badania. W obszarze objętym badaniem, zarządcy terenu wprowadzają rocznie do środowiska aż 2,5 tony pokarmu na km2. Autorzy rzucają światło na potrzebę zakazu, ograniczenia lub wprowadzenia zmian w praktykach dokarmiania w obszarach zajmowanych przez niedźwiedzie, np. zadawanie siana zamiast kukurydzy czy buraków, które są potencjalnym pokarmem niedźwiedzi.

Screenshot - 2017-11-11 , 17_51_07.png

„Przemieszczanie się jest jedną z fundamentalnych potrzeb zwierząt. Zaburzenia jej realizowania mogą być oznaką degradacji środowiska. Istnieje pilna potrzeba ochrony naturalnych zachowań związanych z przemieszczaniem się i ponownej oceny wpływu praktyk zarządzania populacjami, które uwzględniają ich dokarmianie”, mówi Thomas Mueller, ekspert od wędrówek zwierząt z Centrum Badań nad Bioróżnorodnością i Klimatem Instytutu Seckenberga we Frankfurcie. „Ważna jest nie tylko ochrona odpowiedniej liczby osobników, ale też, żeby niedźwiedzie mogły zachowywać się w sposób dla nich naturalny. Musimy wyjrzeć poza liczby i zacząć chronić także naturalne zachowania”, dodaje Mueller.

Badania opublikowane w czasopiśmie Basic and Applied Ecology są owocem współpracy naukowców z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, Centrum Badań nad Bioróżnorodnością i Klimatem Instytutu Seckenberga we Frankfurcie i Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wsparcia finansowego udzieliły Narodowe Centrum Nauki, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach polsko-norweskiego programu współpracy badawczej i Fundacja Roberta Boscha.

Źródła:
https://carpathianbear.pl/2017/dokarmianie-jeleniowatych-zmienia-styl-zycia-niedzwiedzi-brunatnych/
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1439179117300944

W Kanadzie jest zakaz wystawiania padliny i dokarmiania dużych drapieżników, w tym niedźwiedzia. Raz, że to jest ingerencja w naturę i uzależnianie zwierząt od człowieka. Dwa, że drapieżniki będą bardziej zuchwałe do bliższego podchodzenia do ludzkich siedzib, co w przypadku niedźwiedzia jest niebezpieczne.

Screenshot - 2017-11-14 , 10_08_07

Ponieważ niedźwiedź mimo wszystko to nie bezbronny pluszak, a jeden z niebezpieczniejszych ssaków drapieżnych, który bez problemu zrobi kuku człowiekowi i potencjalne konflikty z ludźmi są przeszkodą w reintrodukcji niedźwiedzi. I w przeciwieństwie do wilka są udokumentowane ataki niedźwiedzia na człowieka w Polsce i żaden przyrodnik tego nie kwestionuje. I nie bez powodu w lasach stawia się tablice ostrzegające przed tymi drapieżnikami, by turyści uważali na siebie.

Co prawda niedźwiedzie ataki w Polsce to rzadkość i wynikają z „samoobrony” tych zwierząt, ale jednak niewłaściwe zachowanie może spowodować, że spotkanie z niedźwiedziem skończy się tragicznie (https://carpathianbear.pl/niedzwiedzie-brunatne/spotkania-z-niedzwiedziami/). A omawiana przez nas sprawa może prowadzić, że turysta będzie myślał, że misie takie bezbronne, a tu klops! I potem media powiedzą, że groźne niedźwiedzie trza wybić.

misokaleczony.jpg

Wracając do wątku głównego – najgłupsze są krzyki, że to niedźwiedzi powinno się bronić, ponieważ jest ich mniej od wilków. Ciekawe czy ci sami ludzie dostają spazmów, gdy wilk „morduje” leśną zwierzynę? Bo wedle ich niedźwiedziej logiki końcu wilkom także należą się specjalne względy, bo jest ich 1,5 tys. , a jeleni ok. 160 tys., a saren 800 tys. I wg tej samej logiki głuszce, będące w znacznie gorszej sytuacji, też powinno się mniej chronić, bo w Polsce jest jakieś z 500 sztuk, a niedźwiedzi ok. 100-150 (notabene niedźwiedzie nie pogardzą lęgami głuszca jak i dorosłymi osobnikami. Wilki też).

Szczególnie, że to niedźwiedź brunatny, a nie wilk szary jest w Europie najliczniejszym dużym drapieżnikiem (niedźwiedź – ok. 17 tys. osobników > wilk – ok. 13 tys. osobników). A polska populacja licząca ok. 100-150 osobników jest częścią karpackiej populacji liczącej 8 tys. osobników (największej w Europie). I prawdopodobnie w Polsce byłoby ich więcej, gdyby nie fragmentaryzacja siedlisk i zabudowa ludzka ograniczające pojemność terytorium. Do tego nie bierze się pod uwagi, że niedźwiedź prowadzą samotniczy tryb życia, odwrotnie niż stadne wilki i nie dziwota, że jest ich mniej. I niedźwiedź, który potrzebuje dużego terenu, jest niesamowicie terytorialny i nie toleruje innych niedźwiedzi u siebie.

Źródła:
http://ec.europa.eu/environment/nature/conservation/species/carnivores/conservation_status.htm
https://carpathianbear.pl/niedzwiedzie-brunatne/niedzwiedzie-w-polsce/

A jeszcze głupsze są teksty, że wilki mają pod nosem duże ilości kopytnych, więc nie powinny atakować małych niedźwiadków. Pomijam to, że niedźwiedź to nie roślinożerca, jest w stanie upolować żubra i o pokarm się nie musi martwić (http://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/aktualnosci/padly-dwa-zubry). A wilkom zabrania się zjadać kopytne, bo „pustoszą łowiska”, bezdomne psy, bo „strach wychodzić do lasu”, zwierzęcy drobnicę, bo „ekosystem się zawali”. Nawet lisów pewnie nie wolno im zjadać, bo te oficjalnie nie mają już wroga naturalnego i to człowiek musi być głównym selekcjonerem. A teraz nie wolno zjadać im młodych niedźwiedzi, pomimo tego, że takie ataki należą do rzadkości.

A małe niedźwiadki są zabijane także… uwaga… przez dorosłe samce niedźwiedzi. Ponieważ te traktują jako potencjalną konkurencję. O czym przekonało zoo Dählhölzli w Bernie i potem spotkało je fala krytyki (http://www.dailymail.co.uk/news/article-2671317/Nature-cruel-Swiss-zoo-controversially-kills-healthy-bear-cub-bullied-father-STUFFS-school-lessons.html). Także samice są w stanie pożreć nie swoje młode (https://www.tvn24.pl/krakow,50/w-tatrach-samice-pozarly-mlodego-niedzwiedzia,417304.html). Ciekawe czy gdyby to niedźwiedź zamiast wilków ścigałby te niedźwiadki, to leśniczy Nóżka też krzyczałby dramatycznie, by je zostawił? Czy LP także próbowałyby robić z niego bohatera? Czy byłyby teksty, że niedźwiedziom należą się specjalne względy, bo jest ich zna… a nie czekaj!

https://www.liveleak.com/view?i=31e_1380307017

nintchdbpict000249474353.jpgpolar-bear-eats-cub-041.jpg

Ale to wilka się trzeba obawiać, mimo, że dorosły niedźwiedź w postaci matki dałby radę i jej młode same potrafią ocenić zagrożenie. I wilki z niedźwiedziami przez tysiące lat koegzystowały i wilki ani nie wytępiły niedźwiedzi (i vice versa) i nigdy tego nie zrobią. A jak się nie zgadzasz to cię zablokujemy, byś nie przeszkodził w szerzeniu nienawiści do wilków.

Screenshot - 2017-12-29 , 11_26_48

I bach! Cel osiągnięty! Społeczeństwo nabiera się na info o wilkach, które zagrażają niedźwiedziom, a potem zawsze można pobolewać „Polacy są przyrodniczymi analfabetami i musimy je edukować”. Czy o to chodziło panie Nóżka? I jeśli nie daj Bóg Ministerstwo Środowiska, mimo wszystko, dotąd przychylne ochronie wilka, wpadnie na pomysł, by zrobić wilka gatunkiem łownym albo wprowadzić całoroczne odstrzały w ostojach niedźwiedzia, bo ma wsparcie omamionego społeczeństwa, to będzie pana tak samo winny jak podpisujący to minister środowiska. I potem bez krokodylich łez pt. „Nie pomyślałem”.

BONUS:
I odpowiedź na pytania, czy nie szkoda byłoby, gdyby wilki dokonałyby masakry na misiach? Nie szkoda, bo niedźwiedzie to też niezłe gagatki i bez litości dokonują masakry na warchlakach, jelonkach, ptasich lęgach i innych malutkich zwierzęcych dzieciątkach. I gdyby wilki zabiłyby małe niedźwiedzie, cynicznie można powiedzieć do ich matki: Taka karma.

Tutaj pan Kazek nie zdążył przybiec. Może to i lepiej. Wśród nocnej ciszy, głos się rozchodzi… rozpaczliwe NIEEEEEEEEEE !!!! polskiego leśnika. 

loszakokaleczony.jpgcde96eb5-a2bf-4e47-9542-f7cc69656b23.jpeg

Zobacz też:

Artykuł z Krytyki PolitycznejCzy pomagać łosiowi, który utknął w bagnie?

I jako doskonałe uzupełnienie: Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

 

Polowania wigilijne – świąteczna masakra w imię tradycji

Jak myśliwi spędzą wigilię? Święta tuż… Pewnej grupie w naszym społeczeństwie kojarzyć się będą także z uśmiechniętym wąsatym myśliwym, dobrym wujkiem brnącym w mrozie, aby umieścić cierpiącym chłód zwierzętom nieco sianka w paśniku. I opłatka. Taki symboliczny gest, mający przed własnym sumieniem okazać jak to bardzo myśliwy „kocha i dba” o zwierzęta.

oplatek.jpg

Może i kiedyś tak bywało. Teraz szlachetne baśnie to już przeszłość, w którą co niektórzy z uporem maniaka naiwnie próbują wierzyć.

Polowanie wigilijne według opisów i tradycji nie jest typowym polowaniem zbiorowym i ponoć nie chodzi w nim o zabijanie zwierząt. Celem ma być po prostu zaniesienie tego opłatka do paśnika (o Himalaje hipokryzji!), podzielenie się nim z kolegami, złożenie sobie życzeń, a wieczorem myśliwska wigilia, wprawdzie nieco inna od tej domowej, gdyż na tej łowieckiej tradycja dozwala opróżnienie paru butelek napoju procentowo rozgrzewającego. Ewentualnie, jeśli czasu w dzień starczy, to po zaniesieniu opłatka można trochę zapolować… Ale nie tak jak normalnie, po prostu chodzi o jedno pędzenie i zrobienie jednego miotu – symboliczne, pokot nie musi być liczny, to wcale nie chodzi o zabijanie zwierząt. Znaczy, nie potrafimy się powstrzymać, aby w czasie okołoświątecznym do zwierząt nie postrzelać choć trochę, ale to nie tak…! To przecież tradycja i zwyczaj! Czy dla zwierząt stres i rwetes będą miały wymiar „symboliczny”? No nie, będą jak najbardziej realne i odczuwalne dla mieszkańców lasu. Jakby mało zwierząt, np. karpi, zginęło w te dni na potrzeby człowieka.

15622328_1171014496352557_1449681242750368646_n
Myśliwska wigilijna kolacja – zwyczaje podobne jak na niektórych polowaniach z obowiązkowym wyposażeniem. 

dscf7073-copy
Gratulacje, medale, farsa, „Król Polowania”. Tragiczna zabawa kosztem zwierząt. Ale na polowaniu wigilijnym o to nie chodzi ponoć. dscf7086-copy

W ten sposób mniej więcej próbował w mediach tłumaczyć się organizator wigilijnego polowania w Puszczy Zielonka, jeszcze przed naszym przyjazdem na przełomie 2014/2015 roku, kiedy to udało się wraz z grupą Poznaniacy Przeciw Myśliwym zablokować pierwsze takie polowanie w Wielkopolsce. Mimo górnolotnych tłumaczeń, nie spotkaliśmy myśliwych ani niosących sianko, ani z opłatkiem. Za to rozpoczęto dość obfitą strzelaninę. Myśliwi z aktywistami na karku próbowali przeprowadzić polowanie w coraz to nowych miejscach, próbując nas zgubić. Kilka zwierząt ustrzelili, pokazując nam potem ułożone trupy na zdjęciach, dowcipkując i szydząc. A zatem nie chodziło o łagodne spędzenie czasu z kolegami, ani wyrażenie szacunku zwierzętom. Czasem warto po prostu na własne oczy zobaczyć kim są ci ludzie i jak ich dęte frazesowate pustosłowa mają się do rzeczywistości. Z pełną relacją tamtych wydarzeń, można zapoznać się tutaj:

Przeciw polowaniu wigilijnemu – Sukces aktywistów podczas blokady. 

Podobne masakry pod hasłem wigilijnej farsy odbywają się licznie w wielu kołach na terenie polski. Doprawdy ciężko napotkać zdjęcia tych mitycznych myśliwych brnących z opłatkiem, za to pod hasłem „polowanie wigilijne” trafiamy w sieci na takie oto fotki:

dscf7051-copy

4

dsc00926_jpg
Coś tam, no symbolicznie żeśmy sobie ustrzelili. Niektórych poniosło, to wygarnęli więcej. Ale to nie chodzi o to! Ważne, że opłatek jest w paśniku…

Jak piszą myśliwi na swoich stronach, przy czym podobno nie chodzi tu o zabijanie zwierząt:

Wigilijne polowanie to jedna z piękniejszych tradycji myśliwskich, a zarazem jedno z najbardziej uroczystych wydarzeń. Polowanie to wiąże się nie tylko ze spotkaniem myśliwych, lecz także z kultywowaniem pięknej tradycji dzielenia się opłatkiem, nie tylko przez brać myśliwską między sobą, ale także ze zwierzyną, poprzez zaniesienia opłatka do paśników.

Wigilia to najlepszy czas na polowanie nie tylko ze względu na uroczysty charakter tego dnia, ale także ze względu na sprzyjające zimowe warunki atmosferyczne. Mrozy i śnieg pozwalają na łatwiejsze znalezienie śladów zwierząt, a zimą zwierzyna magazynuje tłuszcz, co czyni z niej lepszy obiekt polowań. Niestety tegoroczna aura nie sprzyjała myśliwym, brak mrozu i śniegu znacznie utrudniał tropienie i wypłaszanie zwierzyny. Dobrym, niepisanym zwyczajem polowania wigilijnego jest, aby w tym dniu większość zwierzyny uszła nie strzelona. – czytam na stronie jednego z kół łowieckich.

Źródło: http://szarak.malkinia.pl/index.php/informacje-i-komunikaty/84-polowanie-wigilijne

I znów dezorientacja, tu mówią tak, tam co innego…No, ale myśliwi nie od dziś mają problem z ustaleniem jednej wersji odnośnie swojego przekazu. Aura nie sprzyja, nie można tropić i prześladować. Co za pech! Znaczy, kiedy sytuacja tego wymaga śpiewamy tak, a co do reszty wszyscy wiemy jak jest koledzy… W mediach trzeba mówić tak, aby „nie zrobili z nas psychopatów”.

cimg0837
Świąteczne uzupełnianie paśników. Pytanie jak zwierzęta mają potem mieć dystans wobec człowieka, skoro miejsce zostaje przesiąknięte zapachem tylu ludzi? Toteż potem się nie boją, za co płacą najwyższą cenę. Inne omijając podejrzane miejsce, wybierają pola rolnicze i śródpolne zagajniki. Wtedy można mówić, że „zwierzyna wchodzi w szkodę” i bredzić o ochronie upraw. 

Na innej stronie jest jeszcze ciekawiej i straszniej:

Na ogół polowanie kończy się, gdy liczba upolowanej zwierzyny zrówna się z liczbą strzelb. Obowiązkowe ognisko kończy się wzajemnymi życzeniami, a niekiedy wzajemnymi przeprosinami i pojednaniem, jeżeli wśród kolegów występują jakieś problemy. Obowiązkiem każdego myśliwego jest udanie się do paśników, aby wyłożyć karmę dla zwierzyny. Każdy myśliwy pragnie w tym dniu coś upolować, bo da mu to szczęście w przyszłym sezonie….

Dwadzieścia lat temu, kiedy powoli zaczynałem moją myśliwską przygodę, jeden ze starszych kolegów myśliwych ciężko zachorował na nieuleczalną chorobę. Odbywało się akurat polowanie wigilijne, w którym ostatnie pędzenie na zające wypadło na polach w pobliżu domu tego kolegi. Kolega Łowczy naszego Koła zaproponował mi, abym zrezygnował z tej końcówki polowania i poszedł z nim odwiedzić chorego. Oczywiście zgodziłem się i poszliśmy w odwiedziny. Przywitał nas człowiek kompletnie zniszczony przez chorobę, zrezygnowany i przygnębiony. Po chwili pocieszającej rozmowy zauważyłem przez okno, że do jego małego sadu koledzy, którzy w tym czasie polowali, podgonili zająca. Nie zastanawiając się wiele, otworzyłem okno i wspólnymi siłami z chorym oddaliśmy strzał z mojej broni. Złamałem wówczas wiele zasad i praw. W zamian za to zobaczyłem oczy z myśliwskim błyskiem i niebywały przypływ sił witalnych. Gdy emocje minęły, nasz kolega spokojnym już głosem powiedział, że jeszcze nie czas i zaprosił nas na następną Wigilię. Niestety, w kilka tygodni później salwą honorową otworzyliśmy mu bramy do Krainy Wiecznych Łowów. A ja do dzisiaj pamiętam pełne nadziei oczy myśliwego, który wąchał łuskę ostatniego wystrzelonego naboju. Czy postąpiłem słusznie? Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Wiem, że bez wahania zrobiłbym to samo, nawet pod groźbą utraty prawa do polowania.

Źródło: http://www.magazynpolonia.com/artykul/tradycje-zwyczaje,polowanie-hubertowskie-i-wigilijne,4e09fc53c9fbb

Na szczęście tekst kończy się w tym miejscu i dobrze – bo mam ogromną ochotę zwymiotować. Starszy schorowany człowiek, ostatkiem sił wydobywa z siebie radość i doznaje szczęścia, kiedy jeszcze może coś zabić… To jest tak obrzydliwe, że brak mi słów. I w dodatku myśliwy przyznając się do złamania prawa, deklaruje, że bez wahania zrobiłby to znów. Czy poniósł jakieś konsekwencje? Nie, opis widnieje dumnie w sieci, wraz z historią. Wzruszającą, tak… Ale to my „pomawiamy, szkalujemy i oczerniamy”. Dlatego pozostaniemy przy cytowaniu, jak dotąd.

5338-polowanie-wigilijne-20122015-6

A po wszystkim, tym całym spustoszeniu, hałasie, dewastacji, obłudnej farsie zasiądą do kolacji życząc sobie… pewnie kolejnych udanych krwawych masakr, obfitych pokotów, żeby święty Hubert zdarzył… Ktoś tam może pożyczy rykoszetu z zazdrości. Najpierw opłatek do paśnika, a po zakrapianej wigilii na Pasterkę…

Gdyby zwierzęta leśne mogły przemówić w ten jeden dzień ludzkim głosem, z pewnością powiedziałyby: Dajcie nam choć w ten jeden dzień w roku spokój, z waszymi tradycjami! I sami sobie zeżryjcie ten opłatek!

7

Myśliwy omal nie wysadził stacji benzynowej w powietrze. Było o krok od tragedii! [ZDJĘCIA]

Kilka dni temu na stacji paliw w Łukcie (warmińsko-mazurskie) doszło do niecodziennego zdarzenia. Odwiedzający ją klienci ze zdumieniem mogli przeczytać kartkę przyczepioną do jednego z urządzeń dystrybujących paliwo:

PRZEPRASZAMY ! Dystrybutor nie działa z powodu przestrzelenia przez nieodpowiedzialnego myśliwego. Prosimy o podjechanie do kolejnego stanowiska. Dziękujemy.

23998625_843943039113673_758663224_o

Jeden z naszych czytelników, który wykonał zamieszczone zdjęcia skontaktował się z pracownikami tamtej stacji, aby dowiedzieć się szczegółów zdarzenia. Znamy więc taką wersję:

teteegfr

Na stację paliw podjeżdża myśliwy. Tankuje zbiornik. Nagle słychać huk wystrzału. Przybiegają przestraszeni pracownicy stacji. Myśliwy na spokojnie łże, że to opona mu strzeliła, po czym odjeżdża. Jakiś czas potem personel zauważa uszkodzony dystrybutor (otwór nie jest duży) oraz przestrzeloną ścianę budynku. Szybko domyślają się o co chodzi, wzywają policję. Udaje się ustalić właściciela pojazdu – myśliwego. Drzwi samochodu są przestrzelone. Ten widząc, że już nie da rady się wykłamać, przyznaje się i zapewnia o pokryciu finansowym wszystkich szkód. Tyle od naszego czytelnika…

Nie wiemy jak doszło do wystrzału – prawdopodobnie broń była załadowana podczas przewozu, co jest niedopuszczalne. Myśliwi mają na taką okazję wesołe powiedzenie; „Każda strzelba raz do roku sama strzela”. Tyle, że to nie jest śmieszne ani trochę. Nie dość, że nieodpowiedzialni członkowie PZŁ stanowią zagrożenie dla spacerujących w lasach i poza nimi, tak tutaj mogło dojść do ogromnej tragedii. Gdyby pocisk trafił w rurę z paliwem lub rykoszetował mógł nastąpić zapłon, a wtedy także wybuch na całej stacji rozrywając kilkanaście osób na strzępy lub paląc żywcem. Ale co tam… Na polowaniu nie strzelił, to jeszcze większa adrenalina w takiej sytuacji… Natomiast zachowanie myśliwego, który najpierw próbował kłamać (jak zazwyczaj) licząc na to, że uda mu się nie ponieść konsekwencji pozostawimy bez komentarza.

Pytanie retoryczne – ile jeszcze musi się wydarzyć tragedii zanim skostniały beton PZŁ przestanie głupio się uśmiechać i wzruszać ramionami twierdząc jednogłośnie, że „jednostkowe rzadkie przypadki, problemu nie ma”? A myśliwi będą przechodzić obowiązkowe powtarzalne badania psychiatryczne i testy sprawnościowe? Doczekamy się? Czy musi zginąć ktoś jeszcze? I to z hukiem.

23843474_10159769514140595_5166795728201689800_n

23949266_843943069113670_94353564_o

24008087_843943062447004_1141054915_o
Uszkodzony dystrybutor i wylot od kuli. 

AKTUALIZACJA(29.11.2017): Pojawiają się pierwsze doniesienia prasowe na temat zdarzenia na stacji paliw w Łukcie.

http://www.planeta.fm/Newsy/O-tym-sie-mowi/Mysliwy-strzelil-w-stacje-benzynowa-Kula-przebila-dystrybutor-paliwa

Od naszego czytelnika mieszkającego tam, wiemy nieco więcej, choć nadal pozostaje wiele niewiadomych. A więc pracownicy stacji mają całkowity zakaz udzielania informacji o zdarzeniu. Była już telewizja i 2 gazety – odprawiono ich z niczym. Sprawą zajął się rzecznik Orlenu, a chłopak który tam pracował i jako pierwszy coś opowiedział został przeniesiony na stację w Morągu. Wszystko to co najmniej dziwne.

trrreegr

Mieszkańcy komentujący na naszej stronie i w innych miejscach sieci potwierdzają, że to zdarzenie miało miejsce. Jednak robi się coraz ciekawiej – czemu służyć ma zmowa milczenia i kogo próbuje się kryć?

Totalna kompromitacja myśliwych – „Słusznie zrobią z nas psychopatów!”

Do sieci przedostaje się bulwersujący film, na którym myśliwi „dają wyraz tradycji” mażąc się krwią, dowcipkując i przeklinając pośród zwłok zabitych zwierząt. Nagranie pierwotnie pojawia się na jednej z grup myśliwskich, przy czym wszyscy łącznie z rzecznik PZŁ na czele krzyczą, aby żenujący materiał usunąć. Z pomocą przybywa dzielna administratorka, video zostaje skasowane. Uff, co za ulga! Udało się. Albowiem koledzy i koleżanki wszyscy wiemy jak jest, ale pewnych rzeczy lepiej nie publikować, aby nie szargać dobrego imienia łowiectwa. Niestety – film zostaje opublikowany na jednej ze stron antyłowieckich, szybko zyskuje tysiące udostępnień i odbija się szerokim skandalem w mediach. Potem jest już tylko śmieszniej. Skompromitowane PZŁ wydaje oświadczenie, w którym potępia zarówno zachowania tamtych myśliwych jak i stwierdza, że zachowania te nie mają z łowiectwem nic wspólnego. Grozi im też postępowaniem dyscyplinarnym. A szeregowi myśliwi turlają się ze śmiechu, że zarząd ugiął się pod naporem społecznej krytyki, bo przecież nic oburzającego na tym nagraniu nie zaszło.

DSC433N0164

Kolejny odcinek z serii: „Nie wstydźmy się swej łowieckiej pasji, ale nie wrzucajmy do sieci straszniejszych dla oka rzeczy, bo ekologi nas dojadą”.

Kilka dni temu, na zamkniętej grupie facebookowej „Rozmowy na Ambonie” ktoś wrzucił filmik z chrztu myśliwskiego. Jak wygląda taki chrzest?

„Myśliwy z odkrytą głową klęka na lewym kolanie (…). Podczas chrztu wszyscy myśliwi uczestniczący w ceremonii przyjmują postawę stojącą oraz zdejmują nakrycia głowy (za wyjątkiem myśliwego dokonującego chrztu), trzymając je w lewej ręce.

Celebrujący nożem myśliwskim lub palcem znaczy czoło myśliwego chrzczonego farbą (krwią – przyp. cytującego) zwierzyny (przy drapieżnikach czyni to symbolicznie)”

Źródło: https://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=5&_Lang=de&_C=C_DZIALY.KULTURA.ZWYCZAJE_I_CEREMONIALY.CHRZEST&_rC=C_DZIALY.KULTURA&_CheckSum=413198286

Więcej pisaliśmy w I części opisującej absurdy myśliwskich tradycji:

Tradycje łowieckie. W oparach absurdu.

Grupa „Rozmowy na Ambonie” opisuje się tak Grupa „Rozmowy na Ambonie” ma na celu ukazanie etycznego myślistwa co dąży do przedstawienia go w dobrym świetle. Administratorka tej grupy wyznaje dość specyficzne podejście do kwestii zasad etyki myśliwskiej, a może nawet wcale nie takie rzadkie… W każdym razie zawrzeć można je w sławnym już zdaniu Koledzy wszyscy wiemy jak jest, ale nie zamieszczajcie w sieci tego i owego, bo „zieloni” i tak nie zrozumieją naszej wspaniałej pasji. To specyficzne podejście  zakłada więc promowanie łowiectwa poprzez zwyczajne kłamstwo, na zasadzie nie pokazujmy jak bardzo jesteśmy porąbani, bo ludzie i tak nie zrozumieją… Ale najbardziej szokującym jest fakt, że myśliwi za „sprzeczne z etyką” uważają nie swoje spaczone zachowania, a po prostu ich publikację… Screeny poniżej pozwolą w pełni zrozumieć mechanizm jaki zadziałał w przypadku omawianego filmu.

23316433_1893620427620505_3381582506926283291_n

23172555_1893620564287158_645610911952514367_n

Dalej opis idzie tak: W tych czasach a dokładnie w przeciągu kilku lat temat myślistwa się ciągnie nieustannie co sprawiło,że opinia społeczeństwa nie jest zadawalajaca.
Grupa pragnie przedstwić dobre atuty myślistwa bo tylko takie istnieją (hahahahahaha! – przyp. NPRM) lecz ludzie o tym nie wiedzą i właśnie chcemy takie osoby także poinformować, nauczyć, wytłumaczyć.  nom. Udało się ukazanie etycznego myślistwa i jego dobrych atutów .

Ponieważ na rzeczonym filmie uchachani myśliwi po kolei wsadzają łapy w wnętrzności dzika i smarują krwią pasowanego fryca na całą twarz (eeewwww…), śmiejąc się, że owy fryc wygląda jak Indianin. Przy tym wulgarne żarty, śmiechy i przekleństwa miotane nad zwłokami zwierzęcia, któremu ten śmieszny ceremoniał ma rzekomo ”oddać hołd”.  Trza mieć na uwadze, że krwi nie można zmyć do końca dnia i potem tacy umorusani nemrodzi niezbadaną krwią chodzą po różnych miejscach, w tym hodowlach i roznoszą nie wiadomo co. A potem krzyk, że trzeba walczyć z ASF i eliminować dziki (www.facebook.com/trojmiasto.przeciw.mysliwym/videos/1890359011292326/).

I w „Rozmowach na Ambonie” zawrzało wśród braci łowieckiej. Widząc jak temu nagraniu daleko od etyki, wzniosłości, dumy i innych patetycznych słówek nt. łowiectwa, udzielający się tam myśliwi wrzeszczeli, żeby jak najszybciej usunąć, bo zieloni będą mieć używanie. Szczególnie, że nie raz i nie dwa zdarzały wycieki z zamkniętych grup facebookowych o tematyce myśliwskiej trafiające na profile, na których PZŁ wolałby tego nie widzieć. Większość screenów facebookowych, które m.in. umieszczamy w naszych artykułach pochodzi właśnie z takich zamkniętych grup. Często pokazujące łowiectwo od tej mniej przyjemnej strony, bez ślicznego opakowania, w którym opchnie się nieświadomym ludziom.

22852184_1890366171291610_2324897036981566433_n

Raz opublikowaliśmy zdjęcie jak pies myśliwski trzyma w zębach żywego bażanta i bardziej myśliwi się przejęli, że pseudoekolodzy zrobią dym:  https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/10/16/mysliwi-znecaja-sie-nad-zywymi-bazantami-strzelanie-przy-podsypach/

Tu było podobnie. Więc nic dziwnego, że myśliwi panikują przy zamieszczanych potencjalnych kontrowersyjnych materiałach, a przy przyjmowaniu nowych członków do niektórych z tych grup prowadzi się silną selekcję.

Film został usunięty, myśliwi odetchnęli z ulgą, że żaden eko-kret nie wykradł.

22886269_1890366221291605_5962940117771420465_n

Jak to mówią… nie chwal przed zachodem słońca. Trójmiasto Przeciw Myśliwym opublikowało ten film na swym wallu, edukując o tym jak wygląda prawdziwe i etyczne łowiectwo od kuchni :). Do bonusu dodało dwa powyższe zrzuty z dyskusji. Wyobrażam sobie tych wszystkich użytkowników oddychających z ulgą, kiedy na widok zreuploadowanego filmu krzyczą siarczyste Nooo!!! jak Darth Vader w „Zemście Sithów” ☺.

Nagranie zrobiło furorę. Prawie 2 tys. udostępnień na Facebooku, wzmianka na o2.pl, Gazeta Wyborcza także podłapała temat, a jakby tego było mało – TVN nagłośnił w telewizji . To musiało zaboleć środowisko myśliwych.

http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,22592070,kreslili-znak-krzyza-na-twarzy-krwia-rozcietego-zwierzecia.html

https://www.o2.pl/artykul/pasowanie-na-mysliwego-trafilo-do-sieci-malowali-twarz-kolegi-krwia-zwierzecia-6183171210692737a

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22593006,makabryczne-pasowanie-na-mysliwego-malowali-twarz-kolegi.html

https://fakty.tvn24.pl/fakty-po-poludniu,96/oburzajacy-film-z-pasowania-na-mysliwego,786734.html

https://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/mysliwi-mazali-sie-krwia-zwierzat-ks-boniecki-cos-chorego,787103.html

http://www.lubin.pl/%EF%BB%BFskandal-na-polowaniu/

https://oko.press/zabijam-wiec-makabryczny-film-polowania-czyli-o-czym-polski-zwiazek-lowiecki-woli-milczec/ (AKTUALIZACJA, 08.11.2017)

I to konkretnie. Skompromitowana administrator „Rozmów na Ambonie” zrezygnowała z swej funkcji, a sama grupa chyba przestała istnieć albo zmieniła nazwę, ponieważ jak wpisałem w wyszukiwarce (celem zrobienia screena w/w opisu) to wyskakuje mi publiczny fanpage. Oj, nie udało się ukazanie etycznego myślistwa i przedstawienie go w dobrym świetle :D.

Dalej było jeszcze lepiej. PZŁ bardzo spanikował i gdy film znalazł nowe życie w anty-myśliwskich mediach, zostało opublikowanie oświadczenie, w którym wynika, że feralny film został zarchiwizowany i oceniany negatywnie przez Komisję Kultury ORŁ w Legnicy, a jego bohaterowie zostali zidentyfikowani jako koło łowieckie w Legnicy i będą mieli postępowanie dyscyplinarne (https://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=11&_RowID=1474&newser=no&_Lang=pl&_CheckSum=371192506).

pismol pzl

I tu pojawia się małe „ale”. Front Antyłowiecki słusznie kmini, że to zasłona dymna w celu uspokojenia opinii publicznej, a środowisko myśliwskie jest czym innym oburzone:

„Chociaż podejrzewam, że rzecznik sprawą się nie zajęłaby, gdyby nie ogromny smród na polu publicznym. Myślicie, że to jakiś jednostkowy przypadek, a inne ceremonie z pasowania na rycerza św. Huberta są mniej krwawe? Rzecznik PZŁ może pisać, że Komisja negatywnie określiła zachowanie z filmiku i wyciągnie konsekwencje, ale sorry – zbyt dużo naczytałem reportaży z Dziennika Łowieckiego, by uwierzyć w dobre intencje. Prawda może być taka, że władze najwyżej pogrożą paluszkiem i większych konsekwencji nie będzie, bo komu będzie się chciało sprawdzić jak jest naprawdę?

I jeden z komentujących pod postem PZŁ pyta się, czemu cyt.  »Dlaczego chronimy podświadomie to koło? Może warto podać jego nazwę?«. No właśnie, gardzimy kołem czarnych owiec, ale nie mówimy kto, bo…?”

No właśnie. Rzecznik PZŁ wcześniej krzyczała, że „wezmą nas za psychopatów”, a film usunięto mając nadzieję, że tym razem ohydne praktyki kolegów po lufie nie ujrzą światła dziennego, a sprawę zamiecie się pod dywan. Ale gdy mleko krew się wylała, to trzeba zmienić taktykę, że to nie ma nic wspólnego z tradycją i łowiectwem. Tym bardziej śmieszy reakcja PZŁ, które wydało oświadczenie jak to bardzo potępiają zachowania swoich kolegów dopiero po tym gdy rozpętała się medialna burza. Co ciekawe i najzabawniejsze, sami myśliwi natrząsają się i dowcipkują z reakcji władz związku, które to próbuje ratować sytuację świstkiem pod naporem społecznej krytyki. Mało tego, sporo myśliwych w komentarzach twierdzi, że na nagraniu nic takiego nie zaszło, że to normalne, o co w ogóle cały krzyk itp. Inni otwarcie szydzą z PZŁu twierdząc, że rzecznik dyscyplinarny może im naskoczyć, bo żaden przepis prawa łowieckiego ani punkt „etyki” nie został złamany.

Screenshot - 2017-10-31 , 23_19_04

Screenshot - 2017-10-31 , 23_18_31Screenshot - 2017-10-31 , 23_21_00Screenshot - 2017-11-02 , 12_00_37

Fakt faktem, że reakcja myśliwych na osi czasu PZŁ mówi znów wiele o całym środowisku… Zresztą pamiętam moment, kiedy pani rzecznik płakała jak to mogą przeprowadzać szkolenia wizerunkowe i pouczać myśliwych jak mają zachowywać się w mediach i co wolno wstawiać do sieci, a „nasi myśliwi i tak pokażą co potrafią”.

Screenshot - 2017-10-31 , 23_33_58Screenshot - 2017-10-31 , 23_32_29Screenshot - 2017-10-31 , 23_31_10Screenshot - 2017-10-31 , 23_29_32Screenshot - 2017-10-31 , 23_23_15Screenshot - 2017-10-31 , 23_26_43Screenshot - 2017-10-31 , 23_28_44
23163527_491867427848078_884960183_n
Mirosław J.  to ten sam słynny „czak noris” z Puszczy Białowieskiej, który zasłynął z agresji i brutalności podczas pacyfikacji strajkujących w Puszczy. Na ramieniu nosił wtedy naszywkę z napisem „Śmierć wrogom ojczyzny” za co został oddelegowany z rejonu Białowieży. Sprawa również odbiła się szerokim echem w mediach. Teraz widać został specjalistą od prawa łowieckiego i etyki… 

I wiecie co jest jeszcze w tym żałosne? Ostatnio ciągle opinia publiczna ma powody do gniewania na PZŁ:

W Żernicy grupa myśliwych została przyłapana przez innego myśliwego na oskórowaniu skłusowanej wcześniej wilczycy. (http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html).

Niedawno skazano myśliwego, który faszerował mięso nadziewane haczykami, celem kłusownictwa na wielkich drapieżnikach (http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-10-04/mysliwy-oskarzany-o-usmiercanie-dzikich-zwierzat-zostal-ukarany-wieszal-w-lesie-mieso-naszpikowane-haczykami/).

I ostatnia sprawa, gdzie myśliwy zastrzelił osobę postronną myląc z dzikiem i nawet nie poszedł siedzieć do więzienia, bo dostał tylko zawiasy (https://www.tvn24.pl/wroclaw,44/myslal-ze-strzela-do-dzika-zabil-czlowieka-mysliwy-uslyszal-wyrok,782057.html).

Co łączy te sprawy? Do tej pory nie wiadomo jakie wobec nich konsekwencje wyciągnął PZŁ. Żadnego pisma, oświadczenia, posta na Facebooku. W przypadku myśliwych od zabitego wilka PZŁ tłumaczył, że zawiesi ich członkostwo dopiero, gdy będzie po wyroku sądowym. Wyrok był kilka miesęcy temu, ale jakichś informacji ni widu, ni słychu (AKTUALIZACJA, 07.11.2017: Wyrok do dziś był nieprawomocny, a wedle słów rzecznik PZŁ skazani stracili członkostwo, jednak mimo zapowiedzi nadal brak oficjalnego dokumentu). Tak samo z dwiema sprawami. Zero oficjalnego oświadczenia ze strony władz Polskiego Związku Łowieckiego. A w przypadku tego nieszczęsnego filmu to szybcikiem opublikowano sprostowania i mydlenie oczu w sprawie, która poza niesmaczną oprawą nie łamie jakichś przepisów prawa łowieckiego, na pewno to nie jest jedyne koło łowieckie z takim… brakiem etyki, większość strony pro-myśliwskiej wzrusza ramionami i szczerze mówiąc, w porównaniu z innymi występkami myśliwych to małe miki.

Co do samej tradycji… Gdyby Polski Związek Łowiecki chciałby faktycznie dbać o swój wizerunek, to poszedłby z duchem czasu i dostosował się do aktualnego rozwoju społecznego i z tej tradycji zrezygnował albo zmodyfikował ją, by nikt nie był urażony czy zniesmaczony (np. pasowanie na myśliwego/chrzest bez krwi i jedynie symboliczne ruchy ręką/kordelasem). Albo mieć jaja i pokazywać całe łowiectwo z jego całym bagażem, także z tym niewygodnym dla oka. Inaczej zawsze jest groza, że strona przeciwna wykorzysta to przeciw myśliwym. No, ale ja tylko jestem głupim ekooszołomem, co siedzi przed komputerkiem i pewnie się mylę. Oraz nie rozumiem pięknych tradycji :P.

I można by się śmiać, gdyby nie fakt, że tego typu wyczyny uważane są w środowisku łowieckim, za normalne, wyraz jakiejś „świętej” tradycji co do której na forum publicznym gęby mają wypełnione patetycznym bełkotem. Jednak jedyne o co się martwią, to aby nie pokazać tej wspaniałej tradycji postronnym ludziom jak to w istocie wygląda, bo „słusznie wezmą nas za psychopatów”. Ogrom przykładów hipokryzji myśliwych, poziom zakłamania, jaki ujawnił się podczas redagowania przez nas tej sprawy, przebił chyba wszystko co do tej pory było. No, ale jako że nie mamy większego pojęcia o łowiectwie to pewnie myśliwi jeszcze nie raz nas zaskoczą :). A zakończmy może naszym ulubionym już, nieśmiertelnym cytatem pani rzecznik PZŁ, która to nie ma już siły odkręcać głupoty swoich członków… My też nie mamy… Ale staramy się z całych sił wspierać panią rzecznik w walce o dobre imię łowiectwa i zwalczanie zachowań szkalujących jego godność.

15825913_1738406566475226_386930601117594171_n
Dla jasności – Ta wypowiedź dotyczyła innego kompromitującego materiału, na którym myśliwi w chamski, buracki, prostacki i wulgarny sposób odnosili się do dziennikarzy z Interwencji. ”Szkolenie antyburackie”  – bardzo dobry pomysł! A, że wstyd aż interweniować? Ojej…

27

4334433

12189567_1027092814022359_2493674803985213505_n

 

Myśliwi strzelają do zwierząt nawet przy wodopoju.

Nasza praca na NPRM to nie tylko publikacje i artykuły, ale też wieści z myśliwskich łowisk i obwodów. Zamieszczamy zdjęcia wykonane w terenie monitorując, często niezgodną z prawem lub sprzeczną z etyką działalność myśliwych. Na bieżąco znajdziecie wszystko w zakładce Nasze Akcje. Dobra wieść jest taka, że może to robić tak samo każdy z Państwa podczas zwykłego spaceru. Ostatnio myśliwi tworzą mnóstwo obrazków mających pokazywać jak to w pocie czoła i bezinteresownie zajmują się pomocą zwierzętom, a to paśniki uzupełniają, dokarmiają, lizawki robią, latem w upał wodę w beczkach noszą na plecach do lasu 🙂
Wnyki zbierają, uwalniają zaplątane zwierzęta. A my tylko zamieszczamy to co napotkamy – w sieci, lub w przyrodzie. Tym razem jednak myśliwi przeszli samych siebie i aż zatkało mnie, gdy zobaczyłem to co na zdjęciach.

22547731_486410531727101_1624269914_n
Finezja, wyrachowanie, no i po prostu – fantazja łowiecka i etyka w praktyce.

Mozaikowy teren na obszarze jednego z parków krajobrazowych przy którym mieszkam, obszar Natura 2000. Mieszane lasy, otoczone polami, łąkami, torfiskami, bagienkami z nieodzownymi trzcinowiskami. Bardzo ciekawy ”teren łowiecki” i ”zasobne łowisko”. Są sarny, jelenie, dziki, lisy, jenoty, borsuki, zające, króliki, gęsi, bażanty. Nic, tylko strzelać…Pytanie jak i czy ”w zgodzie z etyką i zasadami”.

Pod jedną z ambon myśliwi urządzili prowizoryczny wodopój dla zwierząt. Z takim łagodnym zejściem, przepisowo, jak podręczniki łowieckie zalecają. Tworzenie takich miejsc wpisuje się w obowiązki myśliwego, jak możemy przeczytać w rozmaitych publikacjach na ten temat, ma to być ‘’poprawa warunków bytowania zwierzyny’’. A niech tam się zwierzyna napije tej deszczówki z pestycydami, wokół suche pola… Wcześniej nic takiego tam nie było. Tak zupełnie oczywiście przypadkiem, powstało tuż obok ambony. Można, by łyknąć standardową bajkę o celach obserwacyjnych, gdyby nie fakt, że dokładnie w tym samym miejscu postanowili nęcić zwierzęta przy użyciu buraków i kukurydzy. Pamiętam, kiedyś udostępniliśmy podobne zdjęcie przesłane przez czytelnika, to był kwik, że żaden ‘’etyczny myśliwy’’ nie będzie strzelał do zwierząt w miejscu gdzie piją.

22635113_486410541727100_1748414746_n
To z pewnością do obserwowania zwierzątek przy piciu. Bo przecież łowiectwo, jak to nam mówią, to nie tylko strzelanie i zabijanie. Aby zrobić piękniejsze ujęcia pijących zwierzątek, myśliwy użył kukurydzy i buraczków, żeby zostały chwilę dłużej. Na wieczność…

A tym miejscu sobie teraz piją (mnóstwo śladów wokół). No, ale skoro można do jedzących zwierząt przy nęcisku, to czemu nie przy piciu? Co za różnica… Skala zwyrodnialstwa przeraża, kiedy uświadomimy sobie, jak pseudomyśliwy celuje do pijącej sarny czy taplającego się dzika… To przekracza wszystko, cośmy dotychczas widzieli w terenie. Zwierzęta przyszły ufne, napiły się z przygotowanego miejsca, chwyciły przynętę, skubnęły kukurydzy i buraka…Prawdopodobnie otrzymały ostatnią śmiertelną nauczkę za swą niefrasobliwość. A uśmiechnięty myśliwy w ambonie…”Święty Hubert zdarzył” – teraz pora na pamiątkowe zdjęcie z gałązką w pysku. W trawie obok walają się odrzucone resztki rozwalonych zwierząt. Pewnie pozostawione aby rozkładały się i śmierdziały, żeby przywabić lisy, kuny, jenoty borsuki, czy dziki. Żeby jeszcze więcej postrzelać… Jak widać, tak się właśnie poluje ‘’w zgodzie z etyką i zasadami’’. Pewnie jakoś sobie to tłumaczą. A to trzeba wykonać plan, a to pole rolnika chroni, a to, że ‘’zwierzę zawsze ma szansę’’. W tamtym miejscu zwierzęta mają co pić. Przez pola biegną rowy, o każdej porze roku wypełnione wodą. Ale mocno zakrzaczone, dające schronienie. Niewygodne do strzału…’’Już wiem! Stwórzmy wodopój dla zwierząt, ale taki, żeby była dobra widoczność, tuż przy ambonie. Przywabmy zwierzęta pokarmem. A na fb opowiadajmy jaką to łowiectwo jest pasją, o której ludzie nie mają pojęcia i jak bardzo nas nie rozumieją. Wstawi się zdjęcie jak niesiemy siano do paśnika, albo uwalniamy jelenia zaplątanego w siatkę’’. I tak to chyba właśnie wygląda. Upadek nie tylko łowiectwa, etyki od dawna. Te gnijące nęciska są widocznym symbolem właśnie gnicia zasad, zepsucia i upadku moralności u myśliwych. Na ”usprawiedliwienie” można jedynie tu dodać, że myśliwi borykają się obecnie z narzuconym odgórnie odstrzałem dużej liczby dzików w związku z ASF, który muszą wykonać, gdyż boją się likwidacji kół. Odnośnie etyki myśliwskiej opublikowaliśmy już dwa wpisy dokumentujące podejście części społeczności łowieckiej wobec co do jej przestrzegania w praktyce:

Przewodnik po etyce myśliwskiej.

Strzelanie do ciężarnych, karmiących loch oraz warchlaków.

22538281_486410605060427_993784280_n
Zwierzęta przyszły ufne. Napiły się, zjadły.Chwyciły przynętę zastawioną przez myśliwego / pseudomyśliwego / kłusownika. Za łakomstwo prawdopodobnie zapłaciły najwyższą cenę. Obok w trawie znajdywały się resztki po zwierzęcia po strzale, i prawdopodobnie kawałek sarniej tuszy. Przy nęcisku widzimy tropy sarny, która skusiła się na ostatni posiłek. Kawałek padliny widoczny w trawie, także przypomina sarnę. A przecież na nęcisku nie wolno strzelać do zwierzyny płowej… Być może myśliwy ”pomylił” sarnę z dzikiem, a zauważywszy swoja pomyłkę, nie mając ważnego odstrzału i nie mogąc zabrać tuszy, poćwiartował i rozrzucił kawałki obok, aby postrzelać do drapieżników. W końcu, tego co oni robią na polowaniach indywidualnych nikt przecież nie kontroluje.

22547825_486433905058097_712911092_n

22554675_486433835058104_1407231016_n

Co jeszcze ciekawego do tej sytuacji? To jest to samo miejsce, które pokazywaliśmy już w ubiegłym roku, choć w innym kontekście. Na tamtych zdjęciach zobaczyć mogliśmy tą samą ambonę, z umiejscowionym nieopodal podsypem dla bażantów. Choć temat budzi kontrowersje i szyderczy śmiech wśród myśliwych, takie praktyki jak strzelanie do ptaków siedzących przy podsypie opisali na forum dziennika łowieckiego, jako standardową praktykę jednego z kół. Z tematem i zamieszczonymi materiałami można zapoznać się poniżej:

Myśliwska etyka i praca w łowisku – strzelanie do bażantów przy podsypach.

Zresztą w kraju, gdzie Minister Łowiectwa strzela do bażantów wypuszczanych z klatek, nie zdziwi nic. Dziś ten podsyp, całkowicie zarośnięty krzakami, nie interesuje już myśliwego. Znalazł sobie inną zabawę. I jest coraz bardziej pomysłowy, tudzież wyrafinowany w szlifowaniu kolejnych porąbanych praktyk. Jak widać nadal poluje i ma się dobrze – tylko co na to koledzy z koła? Jakiś czas temu pokazywaliśmy też biały parawan na nęcisku, który miał za zadanie pomóc myśliwemu lepiej widzieć sylwetkę zwierzęcia na białym tle, i wygodnie strzelić. No, ale teraz mają noktowizory. Temat na osobny post. Zdjęcia i opis leśnego parawanu można zobaczyć tutaj:

Po co myśliwemu parawan w lesie?

Aaa.. byłbym zapomniał. To z pewnością jakiś kłusownik. Etyczny myśliwy by się wstydził…Chciałoby się zrelaksować w lesie, odpocząć, powędrować. Ale doprawdy ciężko o dobry nastrój, kiedy natrafia się na takie znaleziska.
No cóż. Pewnie jeszcze nie raz przeczytamy, usłyszmy… tyle dobrego o łowiectwie. Myśliwi mogą pisać na swoich stronach o sobie co chcą. I u nas też. My będziemy ‘’patrzeć na ręce’’ skąpane we krwi, monitorować i publikować. Mamy też nadzieję, jak to mówią myśliwi, że to ”rzadkie, jednostkowe przypadki”, te sławne ”czarne owce”, które z pełną zawziętością są zwalczane przez etycznie polujących kolegów. Tak…

18581533_1370225959733573_8468024805085745836_n
A to już inna ambona przy wodopoju, nadesłana nam kiedyś przez czytelnika. Do tego lizawka, autor zdjęcia widział też obok nęcisko w innych porach roku. Pewnie to wszystko w celu obserwacji…A jak będą upały myśliwi zaczną wstawiać zdjęcia, jak to w baniakach noszą w lesie wodę zwierzętom do wysychających zbiorników. Następnie siedzą obok, i szczęśliwi patrzą jak zwierzątka sobie piją…Hej, legenda myśliwska.

22537968_486410748393746_332809911_n
Bardzo smutne, choć piękne miejsce. Zwierzęta w mroku wędrują między żerowiskami, a miejscami wypoczynku. Sarny, dziki, czasem jelenie. Padają ofiarą skrytobójcy, omamione podłymi sztuczkami. Chciałoby się zrelaksować w lesie, odpocząć, powędrować. Ale doprawdy ciężko o dobry nastrój, kiedy natrafia się na takie znaleziska.

Złe drapieżniki zjadają daniele! Czy może to wina myśliwych?

Co chwila pojawia się jakiś news pt. „Horror! Jakieś wielkie drapieżniki (zwykle wilki) zagryzły stado danieli z hodowli! Boże Jedyny, czekać na zjedzone dzieci!” Często w takich newsach pojawia się jakiś przedstawiciel PZŁ mówiący coś w stylu „OK, dobrze, że wilki są, ale uważajcie ludziska”. Z jednym takich newsów było zdanie „Należy jednak uważać, gdyż według myśliwych, zwierzęta te coraz mniej boją się ludzi”. Patrząc na ostatnie zdarzenia, szczególnie na śmiesznie niski wyrok dla myśliwego, który zabił człowieka, biorąc go za dzika (https://www.tvn24.pl/wroclaw,44/myslal-ze-strzela-do-dzika-zabil-czlowieka-mysliwy-uslyszal-wyrok,782057.html), trzeba na co innego uważać :P.

Wracając do meritum – myśliwi na widok szkód w hodowlach wrzeszczą, że to na pewno robota wilków. Szczególnie jak te osiedliły się w okolicy. Nie dotrze do nich, że równie dobrze to mogły być psy. Kiedy we wrześniu ubiegłego roku pod Szubinem zagryzione zostały daniele z hodowli. I jak pisano w tamtejszych mediach:

Policjanci zastali na miejscu także lekarza weterynarii i przedstawiciela koła łowieckiego, które działa w okolicy – mówi mł. asp. Justyna Andrzejewska, oficer prasowy policji w Nakle n. Not. – Orzekli oni, że zwierzęta zagryzione zostały przez wilki.

Źródło: http://www.expressbydgoski.pl/112/a/wilki-zagryzly-stado-danieli-pod-szubinem-zdjecia,10798584/

Oczywiście, myśliwi wielcy eksperci, bo chodzą codziennie do lasu i wiedzą lepiej niż jakiś tam naukowiec siedzący tylko za biurkiem. A, że często bywa tak, że wiedza przyrodnicza u naszych łowczych bywa na żenującym poziomie i mieliby problem z odróżnieniem np. poszczególnych ptaków łownych? Oraz znajomość nt. wilków zwykle wolą czerpać z nieaktualnej wiedzy przyrodniczej sprzed wieków.

wilkdaniel0

No i nie muszę mówić, że myśliwym jest bardzo na rękę straszenie wilkami nieuświadomionych ludźmi, bo wtedy łatwiej będzie przeforsować wpisanie ich na listę gatunków łownych. Ostatnio tak było w Borui Kościelnej pod Nowym Przemyślem, gdy głoszono, że to wilki szabrowały zagrodę z danielami, muflonami i owcami, a jak wykazała ekspertyza – to była sprawka psów. Chociaż zwykle także i tu myśliwi się pieklą i starają te przypadki rozbuchać do maksimum i nakręcać ludzi w psychozie (http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,21508308,rzez-danieli-w-wielkopolsce-wilki-jednak-niewinne-sledztwo.html?disableRedirects=true).

wilkzagryz
Zjedzone przez wilki truchło daniela. Myśliwi lubią pokazywać takie sceny, by wzbudzać strach u ludzi, pomimo, że takie sceny są normalne w świecie przyrody. 

mysliwyoskorowa
A gdy ktoś pokaże zwłoki zwierzęcia podczas myśliwskiego skórowania/patroszenia/odcinania kończyn? Wtedy myśliwi krzykną coś o bambizmie i kotletach na drzewach 😛

Jest to o tyle bardziej nie fair wobec drapieżników, ponieważ zwierzę w ogrodzonej zagrodzie nie ma szans uciec, ani się obronić. A każdy drapieżnik jako oportunista mając do wyboru wolno biegającą ofiarę majacą większe szanse na przeżycie oraz ofiarę na uwięzi i mniej przystosowaną do życia na dzikim terenie, wybierze opcję drugą, szczególnie jeśli hodowla nie jest zabezpieczona. Jak np. piszą w broszurze Pomorskiego Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Lubanie pt. Szkody w uprawach rolnych wyrządzane przez zwierzęta a kształtowanie bioróżnorodności krajobrazu wilcze watahy mając w pobliżu słabo zabezpieczone zagrody, nauczą się, że tak jest, to będą je atakować, nawet jeśli naturalnej zwierzyny będzie w bród. I w interesie hodowców jest stawianie lepszych zabezpieczeń, które zniechęcą drapieżnika do darmowej stołówki, a zachęcą do męczenia się w gonitwie za zwierzyną łowną w naturze. Z braku lepszej alternatywy.

Screenshot - 2017-10-15 , 14_49_1214-10-06
Myśliwy goniący daniele w nadziei, że uda się pozyskać pożywienie dla rodziny. A i nie ma pewności, że osiagnie swój cel. Poniżej duet jakichś leni idących na łatwiznę.      

O hodowlanych danielach jeszcze wspomnę, a teraz skupię się na zwierzętach w stanie wolnym. Żeby wilk gonił za zwierzyną łowną też nie pasuje myśliwym. Wtedy jest bambistyczny płacz, że zarżnięta zwierzyna płowa, w tym daniel. Że koła łowieckie ponoszą straty i nie ma na odszkodowania. Ale zaraz, odszkodowanie obejmują tylko dzika oraz zwierzynę płową. A wilk poprzez zabijanie zwierzyny płowej przeciwdziała szkodom łowieckim – co za tym idzie, koła łowieckie mniej wydają na odszkodowania dla rolników. A daniele mogą powodować szkody w uprawach, nawet większe od jeleni i sarni, ponieważ chętnie wychodzą na żer w pole, wydeptując przy okazji uprawy, szczególnie jeśli ma się do czynienia z dużą liczebnością. Także mogą być utrapieniem w sadach, bo lubią wszelkie owoce leśne, a w okresie wiosenno-letnim żywią się jabłonią czy gruszą. No, ale co obchodzi to myśliwych? Ważniejsza jest przyjemność z zadawaniu śmierci, zresztą zawsze będzie wymówka do ratowania rolników i sadowników przed danielą apokalipsą.

wilkdaniel2

Jak dalej jesteśmy przy danielach, to często na myśliwskich forach i grupach facebookowych jest narzekanie, że jak pojawiły się wilki, to nie ma już tyle zwierzyny, a w przypadku daniela to populacja zawsze jest wybijana do cna.

wilkdaniel1

wilkdaniel-1.png

Jak zwykle takie straszenie można włożyć między bajki, a często obserwacje te opierają się na sytuacjach wyrwanych z kontekstu, nie biorąc po uwagę innych czynników czysto antropogenicznych, obnażając niski stan wiedzy (np. te „większe” szkody w młodnikach spowodowane przez obecność wilków następują przy ich nagłym pojawieniu się i zmniejszają, gdy wilki osiedlają się na dobre, a ich ofiary przyzwyczajają się).

Zwłaszcza z tym wymieraniem całych chmar danieli. Czy aby na pewno to dowód na szkodliwość wilka? Nie, jeśli ktoś ma pojęcie o biologii daniela.

wilkdaniel3wilkdanieleeewilkmysliwydaniel

W górnym plejstocenie daniel występował na terenie niemal całej Europy, ale ostatnie zlodowacenie ograniczyło jego zasięg do części krajów śródziemnomorskich. Z tego względu to gatunek preferujący niewielkie kompleksy leśne o znacznej ilości łąk i pól (byle nie podmokłych!). Mimo swej ruchliwości niechętnie wędruje i trzyma się swych ostoi. M.in. dlatego najpierw w Europie był wsiedlany (de facto nieświadomie reintrodukowany) jako zwierzę parkowe.

Wilk z kolei potrzebuje rozległych terenów i lubi duże tereny leśne, zwłaszcza jeśli mają bagienne siedliska. Podobnie ma się z rysiem, który również nie pogardzi danielim mięsem –  potrzebne mu rozległe, zwarte lasy pełne wykrotów i gęstego podszytu. Wymagania środowiskowe obu tych drapieżników są odwrotne niż u danieli. Jak jeszcze weźmie się pod uwagę, że daniel w Polsce ma umiarkowaną liczebność i często ma pochodzenie hodowlane, to nie ma się co dziwić, czemu populacje wilka/rysia i daniela średnio ze sobą koegzystują.

To podobnie jak wsiedlanie bażantów, które jako gatunek obcy nie są przystosowane do polskich warunków (plus jeszcze te z hodowli mają niemal zerową przeżywalność!) i potem krzyk, że lisy oraz ptaki szponiaste i krukowate mają szwedzki stół.

danielwsiedla (1)danielwsiedla (2)

Padło słowo „wsiedlany”. I tak wracam do hodowli danieli i ich głównego celu. Jak pisze agronews:

Wiele zalet hodowli danieli spowodowało, że interesuje się nią coraz więcej osób. Jest mało pracochłonna, nie wymaga wysokich nakładów finansowych, może być opłacalna, a rosnące zainteresowanie dziczyzną zapewnia zbyt żywca. Z danieli pozyskuje się nie tylko mięso, ale również poroże i skóry, na które także jest popyt. Taka hodowla jest też atrakcyjna, sprzyja rozwojowi agroturystyki i turystyki wiejskiej.

Źródło: http://www.agronews.com.pl/pl/5,20,1517,a_moze_daniele.html

Właśnie, dziczyzna, poroże i skóra. Jak domyślasz się czytelniku, myśliwi także zainteresowani są takimi hodowlami. I dlatego myśliwym jest tak żal hodowlanych danieli i są wściekli na duże drapieżniki. Przecież nie trzymają tych zwierząt po to, żeby je podziwiać, tylko by mieć „bogate łowisko”, wypuścić je i zapolować. O to rozbija się cała gorycz. Oprócz konkretnej straty finansowej z wpłaty od dewizowca, ileś sztuk mniej do upolowania. To okropne, ale to są właśnie pobudki tych ludzi.

danielwsiedlany0danielwsiedlany1danielmartwydanieltrofea

Myśliwi wprowadzają daniele na tereny łowieckie z powodu niewielkich wymagań środowiskowych i wysokiej produktywności populacji, często także do małych kompleksów leśnych, które nie nadają się do hodowli jelenia szlachetnego lub tam gdzie tego jelenia jest niedostatek. Jak przy tym jesteśmy, to daniel nie jest lubiany przez inne jeleniowate, ponieważ z powodu swej ruchliwości stale je niepokoi i zmusza je do opuszczenia bądź unikania terenów, gdzie są ogromne ilości danieli. Kolejna zasługa myśliwych w ochronę przyrody, którzy robią dla niej więcej niż ekolodzy siedzący za komputerem :P. W tej perspektywie wilk, wcinając daniele, staje się także sojusznikiem jeleni i saren dziękujących za pozbycie irytującego sąsiada ;).

wilkdaniel4wilkdanielmysliwydaniel

No, ale co to obchodzi myśliwych? Zniszczone pola rolników? Inne jeleniowate, które idą gdzie indziej, np. pod domostwa ludzkie, byle dalej od niechcianego lokatora? Nieważne. Ważniejsza realizacja „racjonalnej gospodarki łowieckiej” i pokazowe ratowanie ludzi przed jej zgubnymi skutkami. Ale jak taki wilk bądź ryś zechce przeszkodzić w tejże gospodarce i skuteczniej wyleczyć te zgubne skutki – wielka chryja i próba przekonania, że duży drapieżnik jest tym złym i dla dobra ekosystemu najlepiej wybić do garstki osobników. Kiedy to zwykle bywa na odwrót.

Warto też przypomnieć tutaj wszystkie niedomówienia odnośnie danieli oraz motywy dla których są hodowane. I oczywiście, jak już nikogo tutaj nie zdziwi zabijanie tych zwierząt zbiega się rozpoczęciem ich okresu godowego – bekowiska. PZŁ oczywiście wspiera takie ordynarne wobec zwierząt praktyki. Pisaliśmy o tym w tym artykule:

Polowania na daniele – myśliwi zabijają w okresie godowym.