Leśnik z premedytacją rozpętał nagonkę na wilki i rozpowszechnił szkodliwe mity

Od jakiegoś czasu media rozpływają się nad tym, jak to dzielny leśniczy ocalił malutkie puchate misiątka przed krwiożerczą watahą wilków. Cała sprawa jest dość szkodliwa, zwłaszcza dla wilków, gdzie rozbudziły się u części społeczeństwa chęć wytępienia wilków, bo rzekomo zagrażają niewinnym misiom.

Ale o co chodzi?

23 grudnia Kazimierz Nóżka, leśniczy z Polanki, myśliwy i zwolennik polityki min. Szyszki, opublikował filmik na profilu facebookowych „Nadleśnictwo Baligród, lasy Państwowe”, gdzie wilki odpędzają młode niedźwiadki. W pewnym momencie pan Kazimierz z dramatycznym krzykiem Nie! Zostawcie! przepłoszył wilki, jednocześnie dezorientując matkę niedźwiadków, która na moment straciła uwagę (co mogłyby wykorzystać wilki).

Pomijam to, że była to ingerencja w naturę i doszło do umyślnego płoszenia zwierzyny i tym samym złamania art. 52 Ustawy o ochronie przyrody (do czego Kazimierz Nóżka się przyznał), zaś sama narracja o wilkach atakujących niedźwiedzie jest niewiarygodna, ponieważ gdyby niedźwiadki byłyby zagrożone, to na pewno nie szłyby w stronę potencjalnych prześladowców, a uciekając przed wilkami zwiałyby odrazu na drzewa, których nie brakowało w okolicy.

Screenshot - 2017-12-29 , 14_11_52Fotograf Mateusz Matysiak potwierdzający, że nic złego by się nie stało.

Zadziwia, że pan Nóżka umieszcza publicznie ten film z komentarzem, iż trzeba stanąć po jednej ze stron. Inni przyrodnicy także przyznają, że zdarza im ulec emocjom i „ratować” np. pisklę przed mewą, bo to w ludzkiej naturze, ale nie chwalą się tym publicznie, bo wyjdzie przekaz do prostych ludzi, że trza tępić mewy zjadające pisklęta i ciężko będzie wytłumaczyć, że tak to jest w naturze.

Screenshot - 2017-12-29 , 11_18_01Komentarz dr-a Roberta Maślaka z Zakładu Biologii i Ochrony Kręgowców o całej sprawie.

I potem film ten został rozpowszechniony przez Lasy Państwowe, też z komentarzem, że wspaniale zrobił, że uratował „niedźwiedzią rodzinę” przed „wilczą watahą” (kiedy to termin „rodzina” bardziej pasuje do wilków zamiast pejoratywnej „watahy”).

Tym bardziej, że środowisko leśników notorycznie zarzuca wszelkim oponentom swoich działań jechanie po emocjach, z czego ma wynikać urojony brak argumentów i bambinizm. Obrońcy zwierząt mają podchodzić do przyrody emocjonalnie, bez pojęcia oraz nie znać jej praw. Za to środowisko leśników i myśliwych lansuje się wiecznie na tych co „pojęcie mają”. A tu nawet nie dali komentarza „była to wyjątkowa, emocjonalna reakcja leśnika, ale jest to łamanie prawa, nie naśladujmy itp.”.

I niektórzy zwolennicy LP bronili zachowanie Nóżkę, bo był emocjonalnie związany z niedźwiedziami. Gdyby w tej samej sytuacji znalazł się „ekolog” i także by się tłumaczył emocjonalnym związaniem, to ci sami ludzie nie stroniliby się od szydery i tekstów o syndromie Bambiego, a niektórzy gorliwcy klepaliby odpowiednie paragrafy.

Screenshot - 2017-12-29 , 15_12_03.png26165264_10215558243017155_8511648334601507632_nPropaganda Lasów Państwowych w akcji. Ale to obrońcy zwierzątek to ci nawiedzeni, bambistyczni oderwani od rzeczywistości.

A pamiętać trzeba, że przekaz takich filmów trafia do ludzi kompletnie zielonych w kwestiach okołoprzyrodniczych i niewłaściwy opis może sporo zaszkodzić. W szczególności, że obie strony konfliktu przyrodniczego zgodnie twierdzą, że u Polaków jest wiedza przyrodnicza oraz orientacja w przepisach prawa o ochronie przyrody jest na niskim poziomie. I twierdzą, że zależności w świecie natury to nie romantyczny obraz z filmów Disneya, a ich niezrozumienie jest szkodliwe. I teraz media rozpisują się o złych wilkach, które zagroziły misiom i wśród ludzi można poczytać komentarze, żeby powystrzelać złe wilki, bo chciały dokonać masakry na niedźwiadkach. I następuje kolejna fala bambinizmu, z którym leśnicy i myśliwi tak chcą walczyć. 

Zdjęcie użytkownika Adam Wajrak.

Poza tym nie wierzę, że leśniczy Nóżka jest tak nierozważny, że nie przewidział gównoburzy i jej wszystkich efektów ubocznych. Nie wiedział, że media podchwycą temat? Nie wiedział, że obecnie panuje medialna nagonka na wilki? Nie wiedział, że im bardziej większe nastroje antywilcze, tym łatwiej będzie osłabić im ochronę, co przy obecnej polityce Ministra Środowiska jest możliwe?

Ale wierzę, że jest wyrachowany. Bo owy film wrzucił na grupę „Brać Łowiecka (Grupa dla myśliwych i sympatyków łowiectwa)” z opisem „Wilcza wataha składająca sie z ponad 20 osobników zaatakowała niedźwiedzie w leśnictwie Polanki….”

Screenshot - 2017-12-26 , 13_52_17

Screenshot - 2017-12-26 , 13_54_21

Czemu taki opis? I to na grupie osób, które miłością do wilka nie pałają i są oporne na aktualizację wiedzy? Po co je bardziej nakręcać na nienawiść?

Screenshot - 2017-12-26 , 13_53_27Screenshot - 2017-12-26 , 14_00_06Screenshot - 2017-12-26 , 13_54_58

I uderzyło mnie, że wspomina się tam o dwudziestu wilkach, kiedy na nagraniu doliczyłem się ledwie dziesięciu. Więc kolejne kłamstwo wzbudzające nienawiść środowiska myśliwych wobec wilków.

Bo gdyby Kazimierz Nóżka (plus LP) miał szczere intencje, to owego filmu nie wrzucałby w eter, a jak już musiał, to by opatrzył to komentarzem: Słuchajcie, emocje każdego ponoszą, ale nie bierzcie przykładu mnie za przykład. Taka jest natura i nic nam do tego. Wtedy można byłoby czepiać się mediów, które dorobiłyby swoją historię, a LP miałyby czyste sumienie.

Ale czego się spodziewać po myśliwym, który nie widzi nic w złego w polowaniach zbiorowych? Ciekawe czy też będzie ratował „słabsze jelenie” przed myśliwym z sztucerem? Dodatkowo Nóżka ukrywał przed opinią publiczną fakt należenia do PZŁ. To już wolę min. Szyszkę, bo on przynajmniej nie kryje się ze swoim antropocentrycznym podejściem do przyrody i wiadomo co można się po nim spodziewać… Nasz leśniczy także akceptuje nęciska.

Screenshot - 2016-02-22 , 22_45_53

A nęciska są szkodliwe dla behawioru niedźwiedzi:

Wyniki najnowszych badań wskazują, że dokarmianie jeleniowatych może mieć niezamierzone konsekwencje. Praktyka ta nie tylko wpływa na zachowanie tych zwierząt, ale też zaburza trasy przemieszczania się niedźwiedzi brunatnych, które coraz częściej systematycznie odwiedzają miejsca dokarmiania zwierząt kopytnych. Naukowcy zwracają uwagę na konsekwencje dokarmiania i konieczność poddania tej praktyki ponownej krytycznej ocenie.

(…)

Badacze zinwentaryzowali ponad 200 takich miejsc zlokalizowanych we wschodnich Karpatach i przeanalizowali ponad 1600 kilometrów ścieżek pokonywanych przez niedźwiedzie zaopatrzone w obroże telemetryczne. Obliczono, że niedźwiedzie trzy razy częściej odwiedzały miejsca dokarmiania niż wskazywałyby na to symulacje tras przemieszczania się zwierząt. „Niedźwiedzie regularnie patrolują miejsca dokarmiania. Dokarmianie wyraźnie wpływa na ich zachowanie, a korzystanie z miejsc łatwo dostępnego pokarmu zaburza i skraca trasy przemieszczania się niedźwiedzi” – mówi Nuria Selva z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, prowadząca badanie. „Długodystansowe przemieszczanie się jest kluczowe dla łączności populacji niedźwiedzi i ich przetrwania, zwłaszcza przy obecnej dużej fragmentacji siedlisk. Praktyka dokarmiania stosowana wobec innych gatunków docelowych, może temu zagrażać” – dodaje.

Badacze wykonali także tropienia na śniegu na dystansie ponad 200 km. Ich wynik wskazuje, że niedźwiedzie często odwiedzają miejsca dokarmiania nawet zimą. „Wiele badań wskazuje na wpływ dokarmiania także na dietę i zimowanie niedźwiedzi. Dokarmianie ma znaczące skutki, zwłaszcza biorąc po uwagę fakt, że sześć spośród dziesięciu populacji niedźwiedzia brunatnego w Europie zajmuje obszary, na których praktyka ta jest bardzo rozpowszechniona” – tłumaczy Agnieszka Sergiel, współautorka badania. W obszarze objętym badaniem, zarządcy terenu wprowadzają rocznie do środowiska aż 2,5 tony pokarmu na km2. Autorzy rzucają światło na potrzebę zakazu, ograniczenia lub wprowadzenia zmian w praktykach dokarmiania w obszarach zajmowanych przez niedźwiedzie, np. zadawanie siana zamiast kukurydzy czy buraków, które są potencjalnym pokarmem niedźwiedzi.

Screenshot - 2017-11-11 , 17_51_07.png

„Przemieszczanie się jest jedną z fundamentalnych potrzeb zwierząt. Zaburzenia jej realizowania mogą być oznaką degradacji środowiska. Istnieje pilna potrzeba ochrony naturalnych zachowań związanych z przemieszczaniem się i ponownej oceny wpływu praktyk zarządzania populacjami, które uwzględniają ich dokarmianie”, mówi Thomas Mueller, ekspert od wędrówek zwierząt z Centrum Badań nad Bioróżnorodnością i Klimatem Instytutu Seckenberga we Frankfurcie. „Ważna jest nie tylko ochrona odpowiedniej liczby osobników, ale też, żeby niedźwiedzie mogły zachowywać się w sposób dla nich naturalny. Musimy wyjrzeć poza liczby i zacząć chronić także naturalne zachowania”, dodaje Mueller.

Badania opublikowane w czasopiśmie Basic and Applied Ecology są owocem współpracy naukowców z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, Centrum Badań nad Bioróżnorodnością i Klimatem Instytutu Seckenberga we Frankfurcie i Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wsparcia finansowego udzieliły Narodowe Centrum Nauki, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach polsko-norweskiego programu współpracy badawczej i Fundacja Roberta Boscha.

Źródła:
https://carpathianbear.pl/2017/dokarmianie-jeleniowatych-zmienia-styl-zycia-niedzwiedzi-brunatnych/
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1439179117300944

W Kanadzie jest zakaz wystawiania padliny i dokarmiania dużych drapieżników, w tym niedźwiedzia. Raz, że to jest ingerencja w naturę i uzależnianie zwierząt od człowieka. Dwa, że drapieżniki będą bardziej zuchwałe do bliższego podchodzenia do ludzkich siedzib, co w przypadku niedźwiedzia jest niebezpieczne.

Screenshot - 2017-11-14 , 10_08_07

Ponieważ niedźwiedź mimo wszystko to nie bezbronny pluszak, a jeden z niebezpieczniejszych ssaków drapieżnych, który bez problemu zrobi kuku człowiekowi i potencjalne konflikty z ludźmi są przeszkodą w reintrodukcji niedźwiedzi. I w przeciwieństwie do wilka są udokumentowane ataki niedźwiedzia na człowieka w Polsce i żaden przyrodnik tego nie kwestionuje. I nie bez powodu w lasach stawia się tablice ostrzegające przed tymi drapieżnikami, by turyści uważali na siebie.

Co prawda niedźwiedzie ataki w Polsce to rzadkość i wynikają z „samoobrony” tych zwierząt, ale jednak niewłaściwe zachowanie może spowodować, że spotkanie z niedźwiedziem skończy się tragicznie (https://carpathianbear.pl/niedzwiedzie-brunatne/spotkania-z-niedzwiedziami/). A omawiana przez nas sprawa może prowadzić, że turysta będzie myślał, że misie takie bezbronne, a tu klops! I potem media powiedzą, że groźne niedźwiedzie trza wybić.

misokaleczony.jpg

Najgłupsze są krzyki, że to niedźwiedzi powinno się bronić, ponieważ jest ich mniej od wilków. Ciekawe czy ci sami ludzie dostają spazmów, gdy wilk „morduje” leśną zwierzynę? Bo wedle ich niedźwiedziej logiki końcu wilkom także należą się specjalne względy, bo jest ich 1,5 tys. , a jeleni ok. 160 tys., a saren 800 tys. I wg tej samej logiki głuszce, będące w znacznie gorszej sytuacji, też powinno się mniej chronić, bo w Polsce jest jakieś z 500 sztuk, a niedźwiedzi ok. 100-150 (notabene niedźwiedzie nie pogardzą lęgami głuszca jak i dorosłymi osobnikami. Wilki też).

Szczególnie, że to niedźwiedź brunatny, a nie wilk szary jest w Europie najliczniejszym dużym drapieżnikiem (niedźwiedź – ok. 17 tys. osobników > wilk – ok. 13 tys. osobników). A polska populacja licząca ok. 100-150 osobników jest częścią karpackiej populacji liczącej 8 tys. osobników (największej w Europie). I prawdopodobnie w Polsce byłoby ich więcej, gdyby nie fragmentaryzacja siedlisk i zabudowa ludzka ograniczające pojemność terytorium. Do tego nie bierze się pod uwagi, że niedźwiedź prowadzą samotniczy tryb życia, odwrotnie niż stadne wilki i nie dziwota, że jest ich mniej. I niedźwiedź, który potrzebuje dużego terenu, jest niesamowicie terytorialny i nie toleruje innych niedźwiedzi u siebie.

Źródła:
http://ec.europa.eu/environment/nature/conservation/species/carnivores/conservation_status.htm
https://carpathianbear.pl/niedzwiedzie-brunatne/niedzwiedzie-w-polsce/

A jeszcze głupsze są teksty, że wilki mają pod nosem duże ilości kopytnych, więc nie powinny atakować małych niedźwiadków. Pomijam to, że niedźwiedź to nie roślinożerca, jest w stanie upolować żubra i o pokarm się nie musi martwić (http://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/aktualnosci/padly-dwa-zubry). A wilkom zabrania się zjadać kopytne, bo „pustoszą łowiska”, bezdomne psy, bo „strach wychodzić do lasu”, zwierzęcy drobnicę, bo „ekosystem się zawali”. Nawet lisów pewnie nie wolno im zjadać, bo te oficjalnie nie mają już wroga naturalnego i to człowiek musi być głównym selekcjonerem. A teraz nie wolno zjadać im młodych niedźwiedzi, pomimo tego, że takie ataki należą do rzadkości.

A małe niedźwiadki są zabijane także… uwaga… przez dorosłe samce niedźwiedzi. Ponieważ te traktują jako potencjalną konkurencję. O czym przekonało zoo Dählhölzli w Bernie i potem spotkało je fala krytyki (http://www.dailymail.co.uk/news/article-2671317/Nature-cruel-Swiss-zoo-controversially-kills-healthy-bear-cub-bullied-father-STUFFS-school-lessons.html). Także samice są w stanie pożreć nie swoje młode (https://www.tvn24.pl/krakow,50/w-tatrach-samice-pozarly-mlodego-niedzwiedzia,417304.html). Ciekawe czy gdyby to niedźwiedź zamiast wilków ścigałby te niedźwiadki, to leśniczy Nóżka też krzyczałby dramatycznie, by je zostawił? Czy LP także próbowałyby robić z niego bohatera? Czy byłyby teksty, że niedźwiedziom należą się specjalne względy, bo jest ich zna… a nie czekaj!

https://www.liveleak.com/view?i=31e_1380307017

nintchdbpict000249474353.jpgpolar-bear-eats-cub-041.jpg

Ale to wilka się trzeba obawiać, mimo, że dorosły niedźwiedź w postaci matki dałby radę i jej młode same potrafią ocenić zagrożenie. I wilki z niedźwiedziami przez tysiące lat koegzystowały i wilki ani nie wytępiły niedźwiedzi (i vice versa) i nigdy tego nie zrobią. A jak się nie zgadzasz to cię zablokujemy, byś nie przeszkodził w szerzeniu nienawiści do wilków.

Screenshot - 2017-12-29 , 11_26_48

I bach! Cel osiągnięty! Społeczeństwo nabiera się na info o wilkach, które zagrażają niedźwiedziom, a potem zawsze można pobolewać „Polacy są przyrodniczymi analfabetami i musimy je edukować”. Czy o to chodziło panie Nóżka? I jeśli nie daj Bóg Ministerstwo Środowiska, mimo wszystko, dotąd przychylne ochronie wilka, wpadnie na pomysł, by zrobić wilka gatunkiem łownym albo wprowadzić całoroczne odstrzały w ostojach niedźwiedzia, bo ma wsparcie omamionego społeczeństwa, to będzie pana tak samo winny jak podpisujący to minister środowiska. I potem bez krokodylich łez pt. „Nie pomyślałem”.

BONUS:
I odpowiedź na pytania, czy nie szkoda byłoby, gdyby wilki dokonałyby masakry na misiach? Nie szkoda, bo niedźwiedzie to też niezłe gagatki i bez litości dokonują masakry na warchlakach, jelonkach, ptasich lęgach i innych malutkich zwierzęcych dzieciątkach. I gdyby wilki zabiłyby małe niedźwiedzie, cynicznie można powiedzieć do ich matki: Taka karma.

Tutaj pan Kazek nie zdążył przybiec. Może to i lepiej. Wśród nocnej ciszy, głos się rozchodzi… rozpaczliwe NIEEEEEEEEEE !!!! polskiego leśnika. 

loszakokaleczony.jpgcde96eb5-a2bf-4e47-9542-f7cc69656b23.jpeg

Zobacz też:

Artykuł z Krytyki PolitycznejCzy pomagać łosiowi, który utknął w bagnie?

I jako doskonałe uzupełnienie: Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

 

Reklamy

Polowania wigilijne – świąteczna masakra w imię tradycji

Jak myśliwi spędzą wigilię? Święta tuż… Pewnej grupie w naszym społeczeństwie kojarzyć się będą także z uśmiechniętym wąsatym myśliwym, dobrym wujkiem brnącym w mrozie, aby umieścić cierpiącym chłód zwierzętom nieco sianka w paśniku. I opłatka. Taki symboliczny gest, mający przed własnym sumieniem okazać jak to bardzo myśliwy „kocha i dba” o zwierzęta.

oplatek.jpg

Może i kiedyś tak bywało. Teraz szlachetne baśnie to już przeszłość, w którą co niektórzy z uporem maniaka naiwnie próbują wierzyć.

Polowanie wigilijne według opisów i tradycji nie jest typowym polowaniem zbiorowym i ponoć nie chodzi w nim o zabijanie zwierząt. Celem ma być po prostu zaniesienie tego opłatka do paśnika (o Himalaje hipokryzji!), podzielenie się nim z kolegami, złożenie sobie życzeń, a wieczorem myśliwska wigilia, wprawdzie nieco inna od tej domowej, gdyż na tej łowieckiej tradycja dozwala opróżnienie paru butelek napoju procentowo rozgrzewającego. Ewentualnie, jeśli czasu w dzień starczy, to po zaniesieniu opłatka można trochę zapolować… Ale nie tak jak normalnie, po prostu chodzi o jedno pędzenie i zrobienie jednego miotu – symboliczne, pokot nie musi być liczny, to wcale nie chodzi o zabijanie zwierząt. Znaczy, nie potrafimy się powstrzymać, aby w czasie okołoświątecznym do zwierząt nie postrzelać choć trochę, ale to nie tak…! To przecież tradycja i zwyczaj! Czy dla zwierząt stres i rwetes będą miały wymiar „symboliczny”? No nie, będą jak najbardziej realne i odczuwalne dla mieszkańców lasu. Jakby mało zwierząt, np. karpi, zginęło w te dni na potrzeby człowieka.

15622328_1171014496352557_1449681242750368646_n
Myśliwska wigilijna kolacja – zwyczaje podobne jak na niektórych polowaniach z obowiązkowym wyposażeniem. 

dscf7073-copy
Gratulacje, medale, farsa, „Król Polowania”. Tragiczna zabawa kosztem zwierząt. Ale na polowaniu wigilijnym o to nie chodzi ponoć. dscf7086-copy

W ten sposób mniej więcej próbował w mediach tłumaczyć się organizator wigilijnego polowania w Puszczy Zielonka, jeszcze przed naszym przyjazdem na przełomie 2014/2015 roku, kiedy to udało się wraz z grupą Poznaniacy Przeciw Myśliwym zablokować pierwsze takie polowanie w Wielkopolsce. Mimo górnolotnych tłumaczeń, nie spotkaliśmy myśliwych ani niosących sianko, ani z opłatkiem. Za to rozpoczęto dość obfitą strzelaninę. Myśliwi z aktywistami na karku próbowali przeprowadzić polowanie w coraz to nowych miejscach, próbując nas zgubić. Kilka zwierząt ustrzelili, pokazując nam potem ułożone trupy na zdjęciach, dowcipkując i szydząc. A zatem nie chodziło o łagodne spędzenie czasu z kolegami, ani wyrażenie szacunku zwierzętom. Czasem warto po prostu na własne oczy zobaczyć kim są ci ludzie i jak ich dęte frazesowate pustosłowa mają się do rzeczywistości. Z pełną relacją tamtych wydarzeń, można zapoznać się tutaj:

Przeciw polowaniu wigilijnemu – Sukces aktywistów podczas blokady. 

Podobne masakry pod hasłem wigilijnej farsy odbywają się licznie w wielu kołach na terenie polski. Doprawdy ciężko napotkać zdjęcia tych mitycznych myśliwych brnących z opłatkiem, za to pod hasłem „polowanie wigilijne” trafiamy w sieci na takie oto fotki:

dscf7051-copy

4

dsc00926_jpg
Coś tam, no symbolicznie żeśmy sobie ustrzelili. Niektórych poniosło, to wygarnęli więcej. Ale to nie chodzi o to! Ważne, że opłatek jest w paśniku…

Jak piszą myśliwi na swoich stronach, przy czym podobno nie chodzi tu o zabijanie zwierząt:

Wigilijne polowanie to jedna z piękniejszych tradycji myśliwskich, a zarazem jedno z najbardziej uroczystych wydarzeń. Polowanie to wiąże się nie tylko ze spotkaniem myśliwych, lecz także z kultywowaniem pięknej tradycji dzielenia się opłatkiem, nie tylko przez brać myśliwską między sobą, ale także ze zwierzyną, poprzez zaniesienia opłatka do paśników.

Wigilia to najlepszy czas na polowanie nie tylko ze względu na uroczysty charakter tego dnia, ale także ze względu na sprzyjające zimowe warunki atmosferyczne. Mrozy i śnieg pozwalają na łatwiejsze znalezienie śladów zwierząt, a zimą zwierzyna magazynuje tłuszcz, co czyni z niej lepszy obiekt polowań. Niestety tegoroczna aura nie sprzyjała myśliwym, brak mrozu i śniegu znacznie utrudniał tropienie i wypłaszanie zwierzyny. Dobrym, niepisanym zwyczajem polowania wigilijnego jest, aby w tym dniu większość zwierzyny uszła nie strzelona. – czytam na stronie jednego z kół łowieckich.

Źródło: http://szarak.malkinia.pl/index.php/informacje-i-komunikaty/84-polowanie-wigilijne

I znów dezorientacja, tu mówią tak, tam co innego…No, ale myśliwi nie od dziś mają problem z ustaleniem jednej wersji odnośnie swojego przekazu. Aura nie sprzyja, nie można tropić i prześladować. Co za pech! Znaczy, kiedy sytuacja tego wymaga śpiewamy tak, a co do reszty wszyscy wiemy jak jest koledzy… W mediach trzeba mówić tak, aby „nie zrobili z nas psychopatów”.

cimg0837
Świąteczne uzupełnianie paśników. Pytanie jak zwierzęta mają potem mieć dystans wobec człowieka, skoro miejsce zostaje przesiąknięte zapachem tylu ludzi? Toteż potem się nie boją, za co płacą najwyższą cenę. Inne omijając podejrzane miejsce, wybierają pola rolnicze i śródpolne zagajniki. Wtedy można mówić, że „zwierzyna wchodzi w szkodę” i bredzić o ochronie upraw. 

Na innej stronie jest jeszcze ciekawiej i straszniej:

Na ogół polowanie kończy się, gdy liczba upolowanej zwierzyny zrówna się z liczbą strzelb. Obowiązkowe ognisko kończy się wzajemnymi życzeniami, a niekiedy wzajemnymi przeprosinami i pojednaniem, jeżeli wśród kolegów występują jakieś problemy. Obowiązkiem każdego myśliwego jest udanie się do paśników, aby wyłożyć karmę dla zwierzyny. Każdy myśliwy pragnie w tym dniu coś upolować, bo da mu to szczęście w przyszłym sezonie….

Dwadzieścia lat temu, kiedy powoli zaczynałem moją myśliwską przygodę, jeden ze starszych kolegów myśliwych ciężko zachorował na nieuleczalną chorobę. Odbywało się akurat polowanie wigilijne, w którym ostatnie pędzenie na zające wypadło na polach w pobliżu domu tego kolegi. Kolega Łowczy naszego Koła zaproponował mi, abym zrezygnował z tej końcówki polowania i poszedł z nim odwiedzić chorego. Oczywiście zgodziłem się i poszliśmy w odwiedziny. Przywitał nas człowiek kompletnie zniszczony przez chorobę, zrezygnowany i przygnębiony. Po chwili pocieszającej rozmowy zauważyłem przez okno, że do jego małego sadu koledzy, którzy w tym czasie polowali, podgonili zająca. Nie zastanawiając się wiele, otworzyłem okno i wspólnymi siłami z chorym oddaliśmy strzał z mojej broni. Złamałem wówczas wiele zasad i praw. W zamian za to zobaczyłem oczy z myśliwskim błyskiem i niebywały przypływ sił witalnych. Gdy emocje minęły, nasz kolega spokojnym już głosem powiedział, że jeszcze nie czas i zaprosił nas na następną Wigilię. Niestety, w kilka tygodni później salwą honorową otworzyliśmy mu bramy do Krainy Wiecznych Łowów. A ja do dzisiaj pamiętam pełne nadziei oczy myśliwego, który wąchał łuskę ostatniego wystrzelonego naboju. Czy postąpiłem słusznie? Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Wiem, że bez wahania zrobiłbym to samo, nawet pod groźbą utraty prawa do polowania.

Źródło: http://www.magazynpolonia.com/artykul/tradycje-zwyczaje,polowanie-hubertowskie-i-wigilijne,4e09fc53c9fbb

Na szczęście tekst kończy się w tym miejscu i dobrze – bo mam ogromną ochotę zwymiotować. Starszy schorowany człowiek, ostatkiem sił wydobywa z siebie radość i doznaje szczęścia, kiedy jeszcze może coś zabić… To jest tak obrzydliwe, że brak mi słów. I w dodatku myśliwy przyznając się do złamania prawa, deklaruje, że bez wahania zrobiłby to znów. Czy poniósł jakieś konsekwencje? Nie, opis widnieje dumnie w sieci, wraz z historią. Wzruszającą, tak… Ale to my „pomawiamy, szkalujemy i oczerniamy”. Dlatego pozostaniemy przy cytowaniu, jak dotąd.

5338-polowanie-wigilijne-20122015-6

A po wszystkim, tym całym spustoszeniu, hałasie, dewastacji, obłudnej farsie zasiądą do kolacji życząc sobie… pewnie kolejnych udanych krwawych masakr, obfitych pokotów, żeby święty Hubert zdarzył… Ktoś tam może pożyczy rykoszetu z zazdrości. Najpierw opłatek do paśnika, a po zakrapianej wigilii na Pasterkę…

Gdyby zwierzęta leśne mogły przemówić w ten jeden dzień ludzkim głosem, z pewnością powiedziałyby: Dajcie nam choć w ten jeden dzień w roku spokój, z waszymi tradycjami! I sami sobie zeżryjcie ten opłatek!

7

Myśliwi strzelają do zwierząt nawet przy wodopoju.

Nasza praca na NPRM to nie tylko publikacje i artykuły, ale też wieści z myśliwskich łowisk i obwodów. Zamieszczamy zdjęcia wykonane w terenie monitorując, często niezgodną z prawem lub sprzeczną z etyką działalność myśliwych. Na bieżąco znajdziecie wszystko w zakładce Nasze Akcje. Dobra wieść jest taka, że może to robić tak samo każdy z Państwa podczas zwykłego spaceru. Ostatnio myśliwi tworzą mnóstwo obrazków mających pokazywać jak to w pocie czoła i bezinteresownie zajmują się pomocą zwierzętom, a to paśniki uzupełniają, dokarmiają, lizawki robią, latem w upał wodę w beczkach noszą na plecach do lasu 🙂
Wnyki zbierają, uwalniają zaplątane zwierzęta. A my tylko zamieszczamy to co napotkamy – w sieci, lub w przyrodzie. Tym razem jednak myśliwi przeszli samych siebie i aż zatkało mnie, gdy zobaczyłem to co na zdjęciach.

22547731_486410531727101_1624269914_n
Finezja, wyrachowanie, no i po prostu – fantazja łowiecka i etyka w praktyce.

Mozaikowy teren na obszarze jednego z parków krajobrazowych przy którym mieszkam, obszar Natura 2000. Mieszane lasy, otoczone polami, łąkami, torfiskami, bagienkami z nieodzownymi trzcinowiskami. Bardzo ciekawy ”teren łowiecki” i ”zasobne łowisko”. Są sarny, jelenie, dziki, lisy, jenoty, borsuki, zające, króliki, gęsi, bażanty. Nic, tylko strzelać…Pytanie jak i czy ”w zgodzie z etyką i zasadami”.

Pod jedną z ambon myśliwi urządzili prowizoryczny wodopój dla zwierząt. Z takim łagodnym zejściem, przepisowo, jak podręczniki łowieckie zalecają. Tworzenie takich miejsc wpisuje się w obowiązki myśliwego, jak możemy przeczytać w rozmaitych publikacjach na ten temat, ma to być ‘’poprawa warunków bytowania zwierzyny’’. A niech tam się zwierzyna napije tej deszczówki z pestycydami, wokół suche pola… Wcześniej nic takiego tam nie było. Tak zupełnie oczywiście przypadkiem, powstało tuż obok ambony. Można, by łyknąć standardową bajkę o celach obserwacyjnych, gdyby nie fakt, że dokładnie w tym samym miejscu postanowili nęcić zwierzęta przy użyciu buraków i kukurydzy. Pamiętam, kiedyś udostępniliśmy podobne zdjęcie przesłane przez czytelnika, to był kwik, że żaden ‘’etyczny myśliwy’’ nie będzie strzelał do zwierząt w miejscu gdzie piją.

22635113_486410541727100_1748414746_n
To z pewnością do obserwowania zwierzątek przy piciu. Bo przecież łowiectwo, jak to nam mówią, to nie tylko strzelanie i zabijanie. Aby zrobić piękniejsze ujęcia pijących zwierzątek, myśliwy użył kukurydzy i buraczków, żeby zostały chwilę dłużej. Na wieczność…

A tym miejscu sobie teraz piją (mnóstwo śladów wokół). No, ale skoro można do jedzących zwierząt przy nęcisku, to czemu nie przy piciu? Co za różnica… Skala zwyrodnialstwa przeraża, kiedy uświadomimy sobie, jak pseudomyśliwy celuje do pijącej sarny czy taplającego się dzika… To przekracza wszystko, cośmy dotychczas widzieli w terenie. Zwierzęta przyszły ufne, napiły się z przygotowanego miejsca, chwyciły przynętę, skubnęły kukurydzy i buraka…Prawdopodobnie otrzymały ostatnią śmiertelną nauczkę za swą niefrasobliwość. A uśmiechnięty myśliwy w ambonie…”Święty Hubert zdarzył” – teraz pora na pamiątkowe zdjęcie z gałązką w pysku. W trawie obok walają się odrzucone resztki rozwalonych zwierząt. Pewnie pozostawione aby rozkładały się i śmierdziały, żeby przywabić lisy, kuny, jenoty borsuki, czy dziki. Żeby jeszcze więcej postrzelać… Jak widać, tak się właśnie poluje ‘’w zgodzie z etyką i zasadami’’. Pewnie jakoś sobie to tłumaczą. A to trzeba wykonać plan, a to pole rolnika chroni, a to, że ‘’zwierzę zawsze ma szansę’’. W tamtym miejscu zwierzęta mają co pić. Przez pola biegną rowy, o każdej porze roku wypełnione wodą. Ale mocno zakrzaczone, dające schronienie. Niewygodne do strzału…’’Już wiem! Stwórzmy wodopój dla zwierząt, ale taki, żeby była dobra widoczność, tuż przy ambonie. Przywabmy zwierzęta pokarmem. A na fb opowiadajmy jaką to łowiectwo jest pasją, o której ludzie nie mają pojęcia i jak bardzo nas nie rozumieją. Wstawi się zdjęcie jak niesiemy siano do paśnika, albo uwalniamy jelenia zaplątanego w siatkę’’. I tak to chyba właśnie wygląda. Upadek nie tylko łowiectwa, etyki od dawna. Te gnijące nęciska są widocznym symbolem właśnie gnicia zasad, zepsucia i upadku moralności u myśliwych. Na ”usprawiedliwienie” można jedynie tu dodać, że myśliwi borykają się obecnie z narzuconym odgórnie odstrzałem dużej liczby dzików w związku z ASF, który muszą wykonać, gdyż boją się likwidacji kół. Odnośnie etyki myśliwskiej opublikowaliśmy już dwa wpisy dokumentujące podejście części społeczności łowieckiej wobec co do jej przestrzegania w praktyce:

Przewodnik po etyce myśliwskiej.

Strzelanie do ciężarnych, karmiących loch oraz warchlaków.

22538281_486410605060427_993784280_n
Zwierzęta przyszły ufne. Napiły się, zjadły.Chwyciły przynętę zastawioną przez myśliwego / pseudomyśliwego / kłusownika. Za łakomstwo prawdopodobnie zapłaciły najwyższą cenę. Obok w trawie znajdywały się resztki po zwierzęcia po strzale, i prawdopodobnie kawałek sarniej tuszy. Przy nęcisku widzimy tropy sarny, która skusiła się na ostatni posiłek. Kawałek padliny widoczny w trawie, także przypomina sarnę. A przecież na nęcisku nie wolno strzelać do zwierzyny płowej… Być może myśliwy ”pomylił” sarnę z dzikiem, a zauważywszy swoja pomyłkę, nie mając ważnego odstrzału i nie mogąc zabrać tuszy, poćwiartował i rozrzucił kawałki obok, aby postrzelać do drapieżników. W końcu, tego co oni robią na polowaniach indywidualnych nikt przecież nie kontroluje.

22547825_486433905058097_712911092_n

22554675_486433835058104_1407231016_n

Co jeszcze ciekawego do tej sytuacji? To jest to samo miejsce, które pokazywaliśmy już w ubiegłym roku, choć w innym kontekście. Na tamtych zdjęciach zobaczyć mogliśmy tą samą ambonę, z umiejscowionym nieopodal podsypem dla bażantów. Choć temat budzi kontrowersje i szyderczy śmiech wśród myśliwych, takie praktyki jak strzelanie do ptaków siedzących przy podsypie opisali na forum dziennika łowieckiego, jako standardową praktykę jednego z kół. Z tematem i zamieszczonymi materiałami można zapoznać się poniżej:

Myśliwska etyka i praca w łowisku – strzelanie do bażantów przy podsypach.

Zresztą w kraju, gdzie Minister Łowiectwa strzela do bażantów wypuszczanych z klatek, nie zdziwi nic. Dziś ten podsyp, całkowicie zarośnięty krzakami, nie interesuje już myśliwego. Znalazł sobie inną zabawę. I jest coraz bardziej pomysłowy, tudzież wyrafinowany w szlifowaniu kolejnych porąbanych praktyk. Jak widać nadal poluje i ma się dobrze – tylko co na to koledzy z koła? Jakiś czas temu pokazywaliśmy też biały parawan na nęcisku, który miał za zadanie pomóc myśliwemu lepiej widzieć sylwetkę zwierzęcia na białym tle, i wygodnie strzelić. No, ale teraz mają noktowizory. Temat na osobny post. Zdjęcia i opis leśnego parawanu można zobaczyć tutaj:

Po co myśliwemu parawan w lesie?

Aaa.. byłbym zapomniał. To z pewnością jakiś kłusownik. Etyczny myśliwy by się wstydził…Chciałoby się zrelaksować w lesie, odpocząć, powędrować. Ale doprawdy ciężko o dobry nastrój, kiedy natrafia się na takie znaleziska.
No cóż. Pewnie jeszcze nie raz przeczytamy, usłyszmy… tyle dobrego o łowiectwie. Myśliwi mogą pisać na swoich stronach o sobie co chcą. I u nas też. My będziemy ‘’patrzeć na ręce’’ skąpane we krwi, monitorować i publikować. Mamy też nadzieję, jak to mówią myśliwi, że to ”rzadkie, jednostkowe przypadki”, te sławne ”czarne owce”, które z pełną zawziętością są zwalczane przez etycznie polujących kolegów. Tak…

18581533_1370225959733573_8468024805085745836_n
A to już inna ambona przy wodopoju, nadesłana nam kiedyś przez czytelnika. Do tego lizawka, autor zdjęcia widział też obok nęcisko w innych porach roku. Pewnie to wszystko w celu obserwacji…A jak będą upały myśliwi zaczną wstawiać zdjęcia, jak to w baniakach noszą w lesie wodę zwierzętom do wysychających zbiorników. Następnie siedzą obok, i szczęśliwi patrzą jak zwierzątka sobie piją…Hej, legenda myśliwska.

22537968_486410748393746_332809911_n
Bardzo smutne, choć piękne miejsce. Zwierzęta w mroku wędrują między żerowiskami, a miejscami wypoczynku. Sarny, dziki, czasem jelenie. Padają ofiarą skrytobójcy, omamione podłymi sztuczkami. Chciałoby się zrelaksować w lesie, odpocząć, powędrować. Ale doprawdy ciężko o dobry nastrój, kiedy natrafia się na takie znaleziska.

Przyroda jest niesamowita. Zamień strzelbę na aparat! Rozmowa z Adamem Ławnikiem.

Myślistwo to obciach, a myśliwi interesują się przyrodą tylko we własnym interesie. Wszystko się kręci wokół ich pasji, której zwieńczeniem jest zabijanie niewinnych zwierząt. Dzięki fotografowaniu wracamy z lasu szczęśliwsi, bogaci w piękne przeżycia i uwiecznione sceny, a te same zwierzęta możemy ujrzeć znowu podczas kolejnej wyprawy. Adam Ławnik, miłośnik przyrody , obserwator zwierząt i fotograf , były wiceprezes Związku Polskich Fotografów Przyrody podzielił się z nami swoimi poglądami odnośnie łowiectwa i przeżyciami z wędrówek. Obecnie wolontariusz w projekcie na rzecz powstania Turnickiego Parku Narodowego i kampanii Niech Żyją! 

adamlawnik

NPRM: To pytanie zdajemy wszystkim naszym gościom. Jak to się stało, że jesteś przeciwnikiem łowiectwa i dlaczego? Czy wydarzyło się coś szczególnego? Myśliwi nie przekonują Cię swoimi argumentami?

Adam Ławnik: Będąc często w terenie, mam styczność z działalnością myśliwych i oceniam ją negatywnie. Przez lata nie znalazłem ani jednej pozytywnej rzeczy w tym, co robią. Ich działania, pomimo górnolotnych haseł, nastawione są na własny interes. Wszystko się kręci wokół ich pasji, której zwieńczeniem jest zabijanie niewinnych zwierząt.

NPRM: Czym się zajmujesz zawodowo na co dzień?

Adam Ławnik: Jestem fotografem. Oprócz fotografowania przyrody wykonuję sesje reklamowe architektury i wnętrz. Do niedawna pełniłem również społecznie funkcję wiceprezesa i sekretarza w Zarządzie Głównym Związku Polskich Fotografów Przyrody. Obecnie wspieram projekt utworzenia Turnickiego Parku Narodowego oraz pomagam w kampanii Niech Żyją!

0704-00619C

NPRM: Dlaczego akurat fotografia?

Adam Ławnik: Fotografią zainteresowałem się dzięki mojemu ojcu, który, co prawda, zajmował się nią amatorsko, ale z dużym oddaniem i zaangażowaniem. Do dzisiaj pamiętam, jak łazienka zmieniała się w ciemnię fotograficzną, a na sznurkach zamiast ręczników suszyły się zdjęcia.

Od dziecka interesowałem się także przyrodą, zwłaszcza zwierzętami. W tym przypadku ogromny wpływ miał na mnie dziadek – miłośnik roślin i zwierząt.

NPRM: Uważasz, że myśliwi mogliby być spełnieni i doświadczać podobnych emocji, fotografując zamiast strzelać?

Adam Ławnik:  Myślę, że wbrew przekornej nazwie Waszego portalu – Nie podaję ręki myśliwym – właśnie należy podać rękę wielu, zwłaszcza młodym myśliwym i pokazać, że można dalej polować, ale zamiast strzelby zabierać ze sobą aparat fotograficzny z teleobiektywem. Trzeba mówić otwarcie – strzelanie do zwierząt jest odrażające, to straszny obciach w XXI wieku, w nowoczesnym społeczeństwie. Jeżeli chcecie mieć kontakt z przyrodą i dzikimi zwierzętami, zacznijcie fotografować! Ekscytujące jest zwłaszcza robienie zdjęć z podchodu, a wcześniejsze doświadczenia łowieckie będą przydatne przy podchodzeniu zwierząt i maskowaniu w terenie. Robienie zdjęć dostarcza nie tylko olbrzymiej dawki adrenaliny, ale też daje ogromną satysfakcję z udanych kadrów, którymi potem możemy zaimponować licznemu gronu odbiorców, np. w mediach społecznościowych, a nie tylko wąskiemu gronu kolegów „po lufie”. Zamiast spoglądać przez lunetę i patrzeć, jak kona trafione lub, co gorsza, ucieka postrzelone zwierzę, lepiej spojrzeć na ekranik aparatu, aby zobaczyć, czy ostrość autofocusa trafiła, a kadr jest nieporuszony. W fotografii odchodzi cały proces przemocy i bestialstwa, jakim jest mordowanie bezbronnych zwierząt i tych wszystkich czynności wykonywanych już po zabiciu – patroszenia, transportu ciał ociekających krwią. Dzięki fotografowaniu wracamy szczęśliwi i pogodni z lasu, a napotkanego jelenia z olbrzymim porożem zapewne zobaczymy i sfotografujemy także w następnych dniach.

Zamiast wypchanej głowy na ścianie, powiesimy jego piękne zdjęcie lub jak ktoś bardzo lubi to naturalne zrzuty jeleni. Ostatnio czasami fotografuję z leśnikiem, który przestał płacić składki w PZŁ i wciągnął się w fotografię przyrody.

1509-00908C

NPRM: Ty uwieczniasz piękno natury, zachwycasz się nim i przekazujesz je dalej. Tworzysz coś wspaniałego. Myśliwi natomiast to piękno jedynie niszczą, bo nie wyobrażam sobie, aby można było się czymś zachwycić, a w następnej chwili w spokoju zastrzelić…

Adam: Wciąż nie mogę zrozumieć samego momentu oddania strzału i pozbawienia zwierzęcia życia. Same przygotowania i czas oczekiwania są prawie identyczne w fotografii zwierząt. Trzeba wcześnie wstać i przed świtem lub o zachodzie słońca być w terenie, w czasie, kiedy zwierzęta są najaktywniejsze. Fotografowie ubierają się prawie tak samo jak myśliwi, korzystają z samochodów terenowych, a potem, aby podejść do zwierząt odpowiednio się maskują i zwracają uwagę na kierunek wiatru. Kiedy widzimy zwierzęta i podchodzimy do nich coraz bliżej i bliżej, emocje sięgają zenitu. Niestety, końcówka jest już zupełnie inna… Aby zrobić dobra fotografię, należy znaleźć się stosunkowo blisko zwierzęcia, a najwyższym kunsztem jest zrobienie zdjęć i wycofanie się z terenu bez płoszenia zwierzyny.

W przypadku polowania celny strzał można oddać z odległości pięć razy większej. Nie ma więc tu mowy o jakimś wyczynie. Obecna broń umożliwia mordowanie zwierząt z bardzo dużej odległości. Z tego powodu wiele strzałów wykonywanych jest z bardzo daleka. Zwierzętom odstrzeliwuje się nogi, a potem „dochodzi” po wielu kilometrach, osacza psami i dobija z bliska… Na koniec patroszy się je, a wnętrzności zostawia w lesie.

Z daleka widać stada kruków, które rozdziobują pozostałości, a fetor roznosi się po całej okolicy. Żeby wyciągnąć z głębi lasu zabitego dorodnego jelenia, wjeżdża się samochodem lub ciągnikiem w środek i rozpruwa całą ściółkę, uszkadza młode drzewka, a po całej operacji zostają głębokie ślady terenowych opon. Tak wygląda ta piękna myśliwska tradycja w praktyce…

Przyroda przed wschodem słońca jest niesamowita. Słychać cudowny śpiew ptaków, nad wodą unosi się mgła, pierwsze promienie słońca i światło w kontrze zmieniają rzeczywistość, a z zarośli wychodzą dzikie zwierzęta. Niestety, czasami rytm przyrody jest zakłócany przez strzał z myśliwskiej broni jakiegoś innego „użytkownika” dzikiej przyrody, który także tego dnia postanowił „obcować” z naturą. Wtedy bardzo namacalnie czuję, jak bardzo różni się mentalność myśliwych od reszty obywateli… Nie spotkałem się także nigdy z przypadkiem, żeby myśliwi protestowali przeciwko dewastacji środowiska naturalnego, na przykład sprzeciwiali się wycince starego fragmentu lasu. Odnoszę wrażenie, że są zupełnie obojętni, gdy z lasów wyjeżdżają całymi tirami olbrzymie drzewa, które nigdy nie były posadzone przez człowieka, a kolejny odcinek lasu zmienia się w uprawę desek.
Ważne są tylko ambony oraz liczebność zwierząt, często określonego gatunku, który posłuży potem za trofea lub trafi na talerz.

Myśliwi interesują się przyrodą tylko w swoim interesie, przykładowo gdy dokarmiają zwierzęta, nie robią tego dla dobra przyrody, ale tylko dla siebie, aby podtrzymać populację na odpowiednim poziomie i aby było do czego strzelać w kolejnych latach. Obecnie bacznie obserwuję ich działania w zakresie redukcji dzików. Pod pozorem walki z ASF, która rozprzestrzenia się z winy hodowców świń, pojawiły się żądania, aby wybić prawie wszystkie dziki. Czy myśliwi dopuszczą, aby zniszczyć swoje własne łowiska?

1201-00453C

NPRM:  Podczas fotografowania i podglądania natury, zdarzyła Ci się może jakaś nietypowa lub rzadka obserwacja zwierząt czy ich zachowań?

Adam: Bardzo lubię fotografować w odludnych, rzadko odwiedzanych miejscach na ziemi. Szczególnie miło wspominam Spitsbergen i Patagonię. Przyzwyczailiśmy się do sytuacji, że zwierzęta są dzikie i nawet z daleka uciekają przed człowiekiem. Aby podejść i sfotografować jelenie w Puszczy Karpackiej, należy często wykazać się nie lada kunsztem. Warto jednak uświadomić sobie fakt, że to nie jest normalna cecha zwierząt. Z jednej strony zwierzęta omijają ludzi i zawsze pozostają w jakimś stopniu nieufne, z drugiej strony ten nadmierny strach wynika z faktu, że na taką olbrzymią skalę odbywają się polowania. Zwierzęta, które nie uciekają, są w bardzo krótkim czasie zabijane.Niesamowite jest więc doświadczać możliwości przebywania w bliskim sąsiedztwie dzikich zwierząt, które nie boją się człowieka. Kiedy wędrowałem po Spitsbergenie w oddalonej od bazy polarnej dolinie, młode renifery ufnie podchodziły i z zainteresowaniem przyglądały się tajemniczej dwunożnej postaci. Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu widziały człowieka. Bardzo miło wspominam także fotografowanie pingwinów i słoni morskich nad Atlantykiem w Patagonii. Jakież było moje zdziwienie, gdy czekając na plaży na kolejne pingwiny wędrujące gęsiego do oceanu, niedaleko brzegu pojawiły się dwa ogromne wieloryby, które ocierały się o siebie i wyrzucały fontanny wody. To było niesamowite wrażenie.

NPRM: Słyniesz też z krytyki działań LP i obrony Puszczy Białowieskiej. Zdaje się takie treści przewinęły mi się kiedyś na Twoim profilu. Co nie podoba Ci się w działalności Lasów Państwowych, które jak twierdzą: „dbają tylko o zrównoważony rozwój, użytkowanie drzewostanów i zapewnienie nam wszystkim dostępu do surowca drzewnego w zgodzie z ustalonymi wcześniej planami urządzania lasu”.

Adam:
Lasy Państwowe zgodnie z założeniami po ‘89 roku miały spełniać trzy zadania – zajmować się produkcją drewna, udostępnianiem lasów dla turystyki i rekreacji oraz ochroną środowiska. Niestety, ostatnio można odnieść wrażenie, że ten „wspaniały model polskiego leśnictwa” zupełnie się zdewaluował i od kilku lat głównym celem jest produkcja desek na potrzeby rosnących pensji…

Po ostatnich wydarzeniach w Puszczy Białowieskiej, agresji Straży Leśnej, po konferencjach w Toruniu czy na Roztoczu i obelgach o „zielonych nazistach” korporacja Lasy Państwowe straciła społeczny mandat zaufania i nie powinna nadal zajmować się ochroną środowiska.

Powinna skupić się jedynie na produkcji drzewa, a jednocześnie wrócić do budżetu państwa i dzielić się zyskami z resztą społeczeństwa, a nie przejadać je na własne potrzeby, o czym świadczą ostatnie raporty. Obecny model polegający na tym, że jedna organizacja zajmuje się generowaniem zysków i jednocześnie ochroną środowiska, doprowadził do patologii w zakresie ochrony środowiska, a jednocześnie do braku kontroli nad finansami organizacji zwanej państwową.

Najbardziej smuci mnie fakt, że z roku na rok bezwzględna korporacja sięga po ostatnie fragmenty lasów o charakterze naturalnym lub nieuprawiane od czasów wojny tereny w Karpatach, które przez ten czas zdążyły się zregenerować i są po prostu piękne. Teraz budowane są tam nowe drogi zrywkowe, którymi ciężki sprzęt wjeżdża coraz głębiej. Wycinane są drzewa, które przetrwały czasy, gdy w regionie mieszkało znacznie więcej ludzi niż obecnie. Na stosach wokół dróg leżą wyrżnięte olbrzymie buki czy jodły, których wiek sięga nawet 150 lat.Wycinki trwają przez cały rok, także w okresie lęgowym ptaków (sic!).

Zastanawiam się, czy ktoś w Lasach Państwowych myśli w ogóle o przyszłości i jakie będzie zapotrzebowanie na drewno za 100 lat? Czy będzie wtedy jeszcze potrzebne drewno w takich ilościach jak obecnie? Już teraz jeden z największych producentów mebli oferuje elementy szafek do kuchni z przetworzonych plastikowych butelek. A może jednak olbrzymią wartością za 100 lat będą dorodne drzewa, mające po 200 lat lub więcej? Jeżeli nie wyrżniemy ich teraz, one w większości przetrwają i doczekają do tego wieku.

Wracając jednak do łowiectwa, Lasy Państwowe na swoich terenach prowadzą Ośrodki Hodowli Zwierzyny, tzw. OHZ-ty. Są to najlepsze i najbardziej prestiżowe tereny łowieckie w Polsce, niedostępne dla przeciętnego myśliwego.

Leśnicy często skarżą się na zbyt dużą liczbę zwierzyny obgryzającej drzewa. Teraz żądają odstrzału pięknych łosi, które są jedną z największych atrakcji przyrodniczych naszego kraju.

Te zasady nie są w OHZ-tach ważne, gdyż zwierzęta są dokarmiane przez cały rok, aby potem swoimi ciałami i odciętymi łbami budować nieformalną potęgę korporacji Lasy Państwowe. Z łowisk korzystają zamożni i wpływowi ludzie oraz politycy ze wszystkich ugrupowań od lewa do prawa. W sieciach społecznościowych na profilach nadleśnictw leśnicy prezentują ładne zdjęcia i filmy z dzikimi zwierzętami, wzbudzając podziw i zbierając pochlebne komentarze. Potem słyszę, że te same osoby, w ramach swojej pracy w nadleśnictwie, wystawiają zwierzęta za pieniądze na odstrzał w polowaniach lub mordują je osobiście. Nie mogę zrozumieć, jak można z pasją filmować jelenia i zachwycać się jego pięknem, a na drugi dzień zaprowadzić w to miejsce myśliwego lub osobiście go zastrzelić?

1605-00401C

NPRM: Co według Ciebie powinno się zmienić w polskim łowiectwie i dlaczego?

Adam: Należałoby zacząć od wykreślenia ptaków z listy gatunków łownych oraz zakazać dokarmiania zwierzyny. Zgadzam się też z Waszymi pozostałymi postulatami:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/03/02/postulaty-i-cele-spolecznej-kampanii-informacyjnej-nie-podaje-reki-mysliwym/

Rażą mnie polowania na terenie niektórych parków narodowych, które odbywają się pod pozorem ochrony lasów. Nasuwają się tutaj pytania – czego oczekujemy od parków narodowych i czy model myślenia znany z nadleśnictw powinien obowiązywać także na tych obszarach? Zupełnie nie mogę zrozumieć też idei polowań w otulinach prawie wszystkich parków narodowych w Polsce. Ambony ustawiane są w kierunku obszarów chronionych, a zwierzęta przecież nie znają granic. W głowie się także nie mieści, że kilka razy w roku ofiarami myśliwskich hobbystów są także przypadkowi ludzie.

Moim marzeniem na przyszłość jest, aby w Polsce powstały duże obszary wolne od polowań i komercyjnych wycinek. Takie obszary mogłyby zostać utworzone w Puszczy Karpackiej, gdzie nie ma upraw rolnych, a produkcja drzewa i tak jest nierentowna z uwagi na trudny teren.

NPRM: Często zdarzały się konflikty na linii myśliwy a fotograf – obserwator przyrody. Jeden chciał robić zdjęcia i obserwować, a drugi przyszedł polować. Miałeś jakieś sytuacje tego typu podczas swoich wypraw?

Adam: Jedynie pojedyncze przypadki. Ostatni miał miejsce w zeszłym roku w Nadleśnictwie Stuposiany podczas pleneru fotograficznego. Pan łowczy zapytał nas, co tu robimy i stwierdził, że pewnie jesteśmy ekoterrorystami. A po wyjaśnieniu, że jesteśmy fotografami, zapytał czy mamy zezwolenie na fotografowanie. Oczywiście żadnych zezwoleń nie potrzeba, aby fotografować w lasach czy Lasach Państwowych. Staram się unikać myśliwych, gdyż są fanatycznie zaślepieni i przekonani o swoich racjach. Z informacjami o tym, co się dzieje na polach i w lasach podczas polowań, należy trafiać do osób które są nieświadome, jak działa mechanizm łowiecki.

1010-01423C

NPRM: „Poprzez swoje zdjęcia staram się pokazać piękno krajobrazu oraz otaczającą nas dziką przyrodę. Mam nadzieję, że moje fotografie wpłyną na pogłębienie ludzkiej wrażliwości na piękno natury oraz przyczynią się do zachowania jej w nienaruszonym stanie.” To cytat z Twojej strony.  Myśliwi twierdzą, że dzikiej przyrody dawno już nie ma, a krajobraz i środowisko zostały tak przekształcone i zaburzone przez człowieka, że tylko ręką ludzką je „ratować”, bo inaczej wszystko padnie. Co sądzisz o takim podejściu?

Adam: Myśliwi od lat prowadzą propagandę o potrzebie regulacji. Chcą dowodzić, że są po prostu potrzebni dla społeczeństwa, boją się, że za jakiś czas nie będzie społecznej akceptacji dla „sportowego” czy zgodnego z tradycjami zabijania. Potrzebne są rewolucyjne zmiany w podejściu do dzikich zwierząt, w sposobie myślenia, że dzika przyroda to wartość sama w sobie.Jeżeli chodzi o potrzebę regulacji populacji zwierząt to, jak zauważyła w poprzednim wywiadzie profesor Hanna Mamzer, może być w przyszłości zastosowana przez środki antykoncepcyjne.

NPRM: Jakie są najciekawsze miejsca, które Cię urzekły, najbardziej podobały, które zdarzyło Ci się odwiedzić?

Adam: Jestem fanem Europy Północnej, a największe wrażenie zrobiły na mnie obszary arktyczne Spitsbergenu. Choć uwielbiam lasy, to naturalny fragment świata bez drzew z ogromną ilością ptaków i podmokłą tundrą jest fascynujący.Ciekawym doświadczeniem były też parki narodowe w Patagonii, z ich bezkresem i niesamowitą, zmienną pogodą. Podróżując po świecie, uwielbiam fragmenty naturalnych lasów lub lasy nieuprawiane od lat o charakterze naturalnym. Niestety, takich miejsc jest bardzo mało i są to zazwyczaj rezerwaty. W tym roku trafiłem na niezwykły rezerwat na jeziorze Prespa w Macedonii. W Polsce najbardziej cenię obszary parków narodowych, które odwiedzam regularnie od lat i ubolewam, że nie powstają nowe, a także nie są powiększane istniejące. Po latach pewnym światełkiem w tunelu było powiększenie Karkonoskiego Parku Narodowego.

NPRM: Mnóstwo czasu spędzasz w terenie podczas swej pracy, obcując z naturą i zwierzętami. Wstaję, gdy jest jeszcze ciemno, a przejmujący chłód i wilgoć dają się we znaki. (…) Dzikie zwierzęta swobodnie wędrujące po bezkresnych przestrzeniach, zajęte własnymi sprawami, nie czujące zagrożenia przed człowiekiem. Godzinami mogę podglądać ich życie w naturalnym środowisku, opierając się wygodnie o plecak, czasami bez aparatu w ręku.”
To również Twój opis. Po prostu Twoja postać wymyka się forsowanemu przez myśliwych obrazowi przeciwnika łowiectwa, który „tylko siedzi przed komputerkiem, przyrodę widzi jedynie na zdjęciach i nigdy w lesie nie był”. Jesteś jakby zaprzeczeniem tego dziwnego stereotypu…

Adam: Model przeciwnika łowiectwa serwowany przez myśliwych, czyli osoby siedzącej przed komputerem i nieznającej się na przyrodzie, jest zafałszowany. Wszyscy przeciwnicy łowiectwa, których znam, są miłośnikami przyrody, spędzają sporo czasu w terenie i osobiście mają kontakt z myśliwymi i ich działaniami. Osoby mniej związane z przyrodą najczęściej krytykują łowiectwo za to, że zabijanie zwierząt ma charakter hobbystyczny i służy kultywowaniu tradycji. Z przerażeniem oglądają relację z pokotów niekiedy organizowanych w miejscach publicznych, np. w centrum Spały.

1610-00473C

NPRM: Wspierasz też kampanię Niech Żyją!  z którą i my współpracujemy. Co Adam Ławnik sądzi o polowaniach na ptaki? Przypomnijmy, myśliwi twierdzą, że fakt iż odstrzelą „kilka” ptaków nie ma wpływu na liczebność populacji, więc nie rozumieją czego się „czepiamy”. Poza tym oni lubią zdrowe mięsko, a my mamy zobaczyć jak żyją kurczaki w hodowli…

Adam: Nie ma uzasadnienia, aby strzelać do ptaków, które są po prostu piękne i stanowią ogromną wartość przyrodniczą. Obrzydliwe, że dla niektórych są jedynie niczym rzutki na strzelnicy. Czy mięso kaczek nafaszerowanych ołowianymi kulkami jest zdrowe? Niech każdy odpowie sobie sam i weźmie pod uwagę, że także w innej dziczyźnie pozostają ołowiane odłamki, które mogą prowadzić do groźnej choroby zwanej ołowicą. Podczas polowań o świcie czy o zmroku nie ma możliwości odróżnienia gatunków chronionych od tych, które są na listach łownych. Część gatunków ptaków jest też zagrożona wyginięciem.

Polecam stronę internetową oraz profil na facebooku – Niech Żyją!

adam-lawnik

 

NPRM: Czego myśliwym brakuje w ich podejściu, postrzeganiu zwierząt oraz świata przyrody?

 

Adam: Zrozumienia, że przyroda doskonale daje sobie radę bez pomocy człowieka, a brak ingerencji często daje lepszy efekt od gospodarowania.


NPRM:
Myśliwi głoszą, że nie polują dla samego zabijania, czy nawet ochrony upraw rolników, a cały proces polowania to przeżywanie „emocji łowieckich” powiązanych z odczuciami do przyrody, natury, zwierząt, a sam strzał ma być czymś najmniej istotnym, kończącym całą przyjemność z polowania. Po co więc zabijają? Czy według Ciebie można doświadczać podobnie tych samych wspaniałych emocji „tylko” obserwując i fotografując?

Adam: Osoby, które polują, myślistwo traktują jako hobby czy nawet styl życia. Trudno mi powiedzieć, co czują, naciskając spust i widząc jak kula rozrywa niewinne zwierzę. Z pewnością niektórych z nich to podnieca… Pozostali zaś, potrzebujący kontaktu z naturą i szukający adrenaliny w tropieniu zwierząt, z pewnością odnaleźliby się w roli fotografa-snajpera z długim teleobiektywem. Tak jak wspominałem wcześniej, wiele czynności jest podobnych. Różnią się tylko finałem, który może być piękny lub krwawy i przynoszący śmierć.

NPRM: Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?

Adam: Współczesne łowiectwo to dla mnie: samochody terenowe, broń z doskonałymi lunetami i szpanerskie ciuchy. Całość stanowi – life style, którym można się pochwalić w gronie podobnie czujących i myślących znajomych. Niewielka wiedza przyrodnicza niektórych miłośników zabijania, często ograniczona jedynie do rodzaju naboju, jakiego trzeba użyć, aby zastrzelić dany gatunek zwierzęcia. Małe obycie w terenie oraz czasami strach. Tak, tak! Niektórzy myśliwi boją się dzikich zwierząt i nie wyobrażają sobie chodzenia po lesie w nocy bez broni 🙂. Ograniczona ilość czasu i korzystanie z gotowych rozwiązań: nęciska przygotowane przez leśników oraz drogi dla samochodów prowadzące pod samą ambonę. Mięso z zastrzelonych zwierząt ma drugorzędną rolę. Poluje się z pasji, a nie dla zdobycia jedzenia.

NPRM: W rozmowie przed wywiadem, powiedziałeś nam, że to właśnie myśliwi są elementem, który blokuje powstanie Turnickiego Parku Narodowego. Możesz to rozwinąć?

Adam: Tereny projektowanego Turnickiego Parku Narodowego w 100% należą do Skarbu Państwa, więc teoretycznie nie powinno być kłopotów z utworzeniem nowego parku. Głównymi oponentami są leśnicy, których oczkiem w głowie jest Ośrodek Hodowli Zwierzyny, czyli najbardziej prestiżowe łowisko na terenie dawnego tzw. Państwa Arłamowskiego. Dawniej w tym miejscu polowali komunistyczni notable, a obecnie jest odwiedzane przez polityków wszystkich ugrupowań. Łowiectwo jest więc głównym czynnikiem, który blokuje ideę ochrony tego terenu.

Podsumowując, obecnie jesteśmy na styku przemiany ideowej – z jednej strony mamy cały czas tradycyjne podejście gospodarcze do przyrody, gdzie drzewa to surowiec na deski, zaś zwierzęta to tylko mięso i poroża lub hobby. Przekonanie, że nad przyrodą musi być pełna kontrola, bo inaczej nie poradzi sobie. Pod tę wizję zbudowany jest obecny system prawny. Z drugiej strony przyroda jest wartością samą w sobie. Możliwość obserwacji dzikich zwierząt i wędrówka przez las o charakterze naturalnym pomiędzy wielkimi dębami w Puszczy Białowieskiej czy powyginanymi bukami i olbrzymimi jodłami w Puszczy Karpackiej może być niezwykle ekscytująca.

Mam nadzieję, że coraz więcej osób będzie po tej drugiej strony, po stronie dzikiej przyrody.

Myśliwym zaś, którzy cenią głównie kontakt z naturą, a zaczynają mieć rozterki nad sensem zabijania pięknych zwierząt, polecam zamienić broń na lustrzankę z obiektywem i dodatkowo zaangażować się w ochronę przed wycinką ostatnich fragmentów lasów o charakterze naturalnym. 

Dziękuję za rozmowę i zapraszam na zdjęcia:

http://www.adamlawnik.pl/

oraz na profil:

https://www.facebook.com/krajobrazy Adam Ławnik Photography

NPRM: I my dziękujemy za wspaniałą i bogatą rozmowę. Super, że zdecydowałeś się wesprzeć nasze postulaty. 

1507-01022C

Czytaj także:

Dlaczego łowiectwo powinno być zabronione? Wywiad z Hanną Mamzer. 

Lasy dla kasy – współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć. Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim.

1505-01243C

Wichury, burze i połamane drzewa – Lasy Państwowe współwinne własnym stratom.

Ostatnio wstrząsnęła nami wszystkimi siła żywiołu i skala zniszczeń jaka dokonała się w plantacjach leśnych. Wstępne szacunki LP mówią o ponad 7 mln „zmarnowanych” m³ drewna. Zginęli też ludzie oraz zwierzęta i ten wątek zostawmy. Nie zdarza się to zresztą w historii po raz pierwszy, 15 lat temu w 2002 roku silne wiatry powaliły lasy w Piszu, pozbawiając leśników 2,5 mln m³ drewna. Wniosków jednak nie wyciągnięto… Czy tej tragedii i strat można było uniknąć? Uniknąć z pewnością nie, ale na pewno zmniejszyć straty, gdyby korporacja Lasy Państwowe nie traktowała zbiorowisk leśnych jako plantacji, mających jedynie produkować drewno i surowiec tartaczny.

Lasy mocno przekształcone przez leśników złożone głównie z sosny, stanowiące monokultury są podatne na niekorzystne zjawiska przyrodnicze takie jak silne wiatry.

2017-08-13_150264918111

Głównym zarzutem pobrzmiewających ostatnio w dyskusjach ze strony przyrodników wobec Lasów Państwowych jest sposób prowadzenia gospodarki leśnej, w której dominującym gatunkiem zawsze jest sosna. Ociosana za młodu i wyprofilowana, następnie podczas burz łamiąca się niczym zapałka. Przyrodnicy zgodnie twierdzą, że gdyby odejść od sosnowych monokultur, na rzecz rozwoju drzewostanów mieszanych –liściastych, różnowiekowych straty były, by mniejsze, a las bardziej odporny wobec tego rodzaju zdarzeń. W tym momencie leśnicy złośliwie uśmiechają się z wyższością, bo przecież „Hola, ale w kraju na większości powierzchni mamy ubogie siedliska »borowe«, więc tam nic innego oprócz sosny nie może rosnąć. Heh, ci głupi przyrodnicy, zabierają głos, nie mając pojęcia o gospodarce leśnej…”

I bynajmniej płacz i lament leśników nie wynika tutaj z powodu zniszczenia lasu, śmierci zwierząt czy dewastacji dotychczasowych siedlisk, a, co najwyżej strat „cennego surowca drzewnego”, który to natura raczyła sobie skosić i pozyskać przed czasem i ustalonym wiekiem rębności.  Oczywiście na swoim profilu LP chwalą się, jak to pomagają w uprzątaniu skutków nawałnicy i „szacują straty”. No a co zresztą innego mieliby robić?  Następnym cudownym krokiem będzie za pewne nasadzenie takich samych sosnowych „zapałek”, być może ze znanym już hasłem „1000 drzew na minutę”. 

598e9e42917ab_o,size,1068x623,q,71,h,d1d5c5

Brzoza – złoty środek na bolączki LP ?

Głodne kawałki o ubogich siedliskach sprzedają się rzeczywiście dobrze, wśród masy osób, które o lasach większego pojęcia nie mają. Tymczasem nie jest to wszystko takie proste, jak chcieli by widzieć to państwowi plantatorzy surowca drzewnego. Z kilku gatunków drzew, które na siedliskach ubogich i jałowych mogą rosnąć, szczególnie godna uwagi wydaje się być nasza piękna Brzoza brodawkowata (Betula pendula).  Wymagania glebowe ma niewielkie – może rosnąć właśnie na tzw. „słabych i ubogich” siedliskach, glebach suchych, w miejscach nasłonecznionych. I radzi tam sobie zupełnie dobrze. Brzoza bywa pionierskim gatunkiem zarastającym piaszczyste nieużytki i suche ugory. Ale najważniejsza jest jej inna rola, o czym za chwilę.

suszek

Jak działa las?

W „interesie” zbiorowiska drzew leży wręcz jak największa jego różnorodność, jeśli warunki na to pozwalają. Takie zróżnicowanie powoduje, że las jako całość jest bardziej odporny wobec „szkodników”, zdarzeń naturalnych takich jak wichury, orkany, burze, a nawet pożary. Lasy i drzewa do tego właśnie same dążą – poprzez okresowy żywot najpierw szybko rosnących pionierskich gatunków, które umierając stają się swoim próchnem i materią pożywką dla innych gatunków użyźniając glebę i umożliwiając rozwój kolejnym bardziej wymagającym gatunkom, np. dębom, jesionom czy bukom. To się dzieje samo, mimo że procesy trwają setki lat. I nie są to moje wymysły, te zjawiska opisuje bardzo czytelnie jeden z leśników Peter Wohlleben w swojej książce „Sekretne życie drzew”. Z biegiem lat, lasy same w pewnym zakresie potrafią z pomocą zwierząt i mikroorganizmów przekształcić swoje siedlisko w bardziej żywe i zasobne. Trzeba im jednak na to pozwolić. Z rozmaitych opatrznie pojmowanych względów, nie leży to w interesie nowoczesnej gospodarki leśnej, choć w interesie nasz wszystkich jako ludzkości jak najbardziej – choćby z uwagi na gospodarowanie wodą przez drzewa i oczyszczanie naszego powietrza. 

Zepchnięta na margines brzoza, jest właśnie jednym z takich gatunków. W okolicy w której mieszkam, w niektórych miejscach nasadzone są w szpalerach sosny, przeplatane na tej samej glebie właśnie tak samo posadzonymi brzozami. I to są grunty pod zarządem LP. Może jednak nie są takimi ignorantami? Drzewo liściaste zrzuca liście każdego roku, zapobiegając przesuszaniu gleby, i ubogacając ją w cenne składniki odżywcze. Siedlisko i gleba każdego roku stopniowo będą się poprawiać, mimo, iż Brzoza pochłania szybko duże ilości składników odżywczych.  Ma to jednak sens, o czym za chwilę.  Do tego cała masa drobnych gałązek, łamanych podczas każdego mocniejszego wiatru. Brzoza rośnie szybko, żyje stosunkowo krótko. Około 100 lat, choć najstarszy zanotowany okaz liczy sobie 171. Brzoza brodawkowata znosi gorące letnie upały i bardzo mroźne zimy.  Warto też tutaj wspomnieć o innym gatunku, mianowicie Brzozie Omszonej, która jeszcze lepiej niż brodawkowata współegzystuje z sosnami. Rośnie na wilgotnych, podmokłych, kwaśnych i piaszczystych. Finalnie Brzozy przegrywają rywalizację z innymi gatunkami, gdyż, ‘’wyczerpane’’ szybkim wzrostem umierają. Ale taka jest właśnie rola gatunków pionierskich. Przygotować glebę i odejść, dając dalej działać innym procesom lasotwórczym. Są przystosowane do zasiedlania siedlisk ubogich w składniki odżywcze i wodę. Trzeba tu też wspomnieć, że brzoza jako gatunek bardzo „giętki” znacznie łatwiej radzi sobie z wichurami i burzami, gnąc się nieraz prawie do samej ziemi, zanim ulegnie złamaniu. Co też stawia ją wyżej, od gloryfikowanej sosny. A porównując sosnowe igliwie, które drzewo to wymienia w okresie od 3 do 6 lat igły te przyczyniają się do zakwaszania gleby, i postępującego ubożenia siedliska. Może jednak leśnikom o to właśnie chodzi, by mieć pretekst do uprawy swoich jałowych sośnin? Oba gatunki brzóz traktowane są w leśnictwie jedynie jako „cenna domieszka biocenotyczna”.  Istnieją również i inne gatunki drzew określane mianem pionierskich, przystosowane do szybkiej kolonizacji nowych obszarów, zajmować się jednak nimi w tym wpisie nie będziemy.

1502530626frda0140

 

Sosna kontra Brzoza – porównanie i zastosowanie.

Tutaj znajdziemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania, dlaczego to sosna zwyczajna, a nie brzoza jest gatunkiem faworyzowanym przez leśników.
Drewno sosny zwyczajnej stanowi jeden z najważniejszych materiałów budulcowych i wykorzystywane jest powszechnie w meblarstwie oraz stolarstwie. Służy także do pozyskiwania celulozy i jako opał. Niegdyś przeznaczane było na surowiec kopalniakowy i słupy teleenergetyczne. Właściwości drewna sosny zwyczajnej są zbliżone do innych gatunków sosen. Najlepsze właściwości ma surowiec pozyskiwany z drzew w wieku 80-120 lat. Drewno tej sosny jest łatwe w obróbce, żywiczne i niezbyt ciężkie. – czytamy w pierwszym lepszym opisie z Wikipedii. Czyli w zasadzie gatunek ten zaspakaja wszelkie potrzeby człowieka i przemysłu drzewnego. Jest też i rola zdrowotna – od dawna znane są dobroczynne właściwości olejków eterycznych unoszących się w borach sosnowych oraz ich wpływ na nasze górne drogi oddechowe. Widzicie, leśnicy nie tacy straszni. Oni po prostu dbają o zdrowie narodu… lubiącego przecież sięgać po papierosy. Z pędów i igliwia młodych sosen otrzymuje się olejek sosnowy, który następnie wykorzystywany jest do wyrobu syropu działającego przeciwbakteryjnie i wykrztuśnie, przy lekkich nieżytach górnych dróg oddechowych.
Do dużego udziału gatunków iglastych w polskich lasach przyczyniło się również ich preferowanie, począwszy od XIX w., przez przemysł przerobu drewna.  Czytamy na blogu jednego z leśników.

Nieco inaczej ma się rzecz z brzozą. Drewno tego gatunku jest miękkie i charakteryzuje się niewielką trwałością. Już samo to wystarczyłoby za odpowiedź… Jest też podatna na ataki grzybów, ale wykazuje pewną odporność na kwasy. Grzybicze infekcje, bywają pretekstem do ataku owadów i gnicia drzewa. Cechą charakterystyczną jest także praca drewna w zetknięciu z wilgocią. Dobrze wysuszone jednak nie pęka. Pęka za to często na mrozie… Wykorzystywana przy produkcji oklein, płyt wiórowych, a czasem mebli, no i oczywiście jako opał. W lecznictwie znane są dobroczynne właściwości soku brzozowego oraz stosowanie odwaru z jej liści. Dawniej popularne miotły i zastosowanie dekoracyjne.

Użytkowość obu gatunków rozkłada się więc z korzyścią dla sosny, z ludzkiego punktu widzenia. I nawet takie tragedie jak z ostatnich dni, nie są chyba w stanie zmienić podejścia zarządców naszych lasów. Bo po co dopuszczać do polepszania siedlisk? Po co dać naturze działać na swoją (i naszą)  korzyść?  Skoro można prowadzić sosnowe plantacje narażone choćby na gradacje „szkodników” i potem opowiadać jak to leśnicy są potrzebni dla trwałości lasów. Logika leśnika.  Zgodna z interesem własnym zresztą. A można, zamiast łatwopalnych sosnowych monokultur z maślakami, podziwiać świetliste brzozowe zagajniki pełne jesienią różnych gatunków koźlarzy. No, ale co kto lubi. Nie ma co liczyć na dojście do głosu rozsądku, dopóki Nasze Lasy znajdują się pod okupacją „wiedzących lepiej” leśników. Może gdyby wichury poprzewracały wszystko…
Wtedy też pewnie inny winny by się znalazł. Może Obrońcy Puszczy Białowieskiej używający papieru toaletowego?

Widzimy więc, że bajania o „słabych siedliskach borowych” na których tylko sosna może rosnąć są kolejną zasłoną dymną, mającą utrzymać w nieświadomości masy ludzkie. Byle nikt nie dowiedział się, że można inaczej. I nie trzeba być geniuszem, aby wszystko to poskładać do kupy.  Tak jak myśliwi przez swoją rabunkową gospodarkę „zasobami zwierzyny” przyczyniają się do strat choćby w rolnictwie, tak uplątani w powiązane interesy leśnicy robią to samo, generując straty na wielu innych płaszczyznach.  I wszystko pod hasłem „racjonalnych gospodarek” oczywiście.

z22225347Q,Suszek--Skutki-burzy-w-powiecie-chojnickim

Nastawiona na zysk z wycinki i sprzedaży drewna korporacja ma jednak w nosie opinię przyrodników, biologów, ekologów, bioróżnorodność oraz bezpieczeństwo ludzi i zwierząt. Za niekompetencję leśników zapłacimy wszyscy, gdyż do usuwania skutków żywiołu zatrudnione zostają rozmaite służby, utrzymywane z naszych podatków.

Trzeba też pamiętać, że pojęcie „straty i zniszczenia” adekwatne jest tylko w rozumieniu ludzkim. Dla przyrody, mimo zwierząt, które zginęły, tracąc swoje gniazda i dziuple takie zjawiska są szansą na nowy rozwój i rewitalizację takiego monokulturowego drzewostanu. Do czego leśnicy oczywiście nigdy nie dopuszczą. I można ronić łzy nad stratami, obwiniać Boga czy Naturę, dla nas jednak jasnym jest, że winni jesteśmy my sami – poprzez traktowanie lasów jako użytkowych fabryk zaspokajających nasze potrzeby, a w głównej mierze za ten stan podziękować możemy leśnikom. A natura, cóż… zawsze będzie rządzić się swoimi prawami, dając co jakiś czas sążnistego kopniaka w zad demagogom od nauk leśnych. Możemy wyciągać wnioski, a możemy też iść w zaparte, uważając się za władcę przyrody jedynego.  Wtedy „z uśmiechem” spojrzeć można na zdjęcia z tego artykułu. Gorzka to jednak „satysfakcja”.

Same Lasy Państwowe oficjalnie przyznały się niedawno z dumą w poście zamieszczonym na swojej stronie, że dla nich las to coś jak grządka marchwi czy buraków. Można by rzec, że dopóki w korporacji panują takie poglądy, nie powinni oni ronić ani łzy nad utraconym surowcem i „zniszczonymi siedliskami”. I to chyba będzie najlepszą puentą.

20638024_1565176956890950_5921534032368354755_n
I te ”gonne” piękne sosny skończyły jak na zdjęciach powyżej. Zabijając przy okazji ludzi. Tymczasem w Puszczy Białowieskiej trwają od miesięcy zakazy wstępu do lasu, uzasadnione ”względami bezpieczeństwa”. Trwają mimo pięknych letnich dni i dostępu do prognozy pogody każdego z nas. Ale to już inna historia. 

Czytaj więcej:

Lasy dla kasy – Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć. Wywiad z leśnikiem. 

Lasy Państwowe oceniane tragicznie – Oburzeni internauci wystawiają opinię. 

Spustoszenie i wycinki drzew na terenach ostoi zwierząt. 

========================================
========================================

Źródła:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Monokultura_sosnowa

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sosna_zwyczajna

http://www.penny.pl/porady/brzoza-abc-drewna-brzozy/

http://www.zielonyogrodek.pl/lisciaste/brzoza-brodawkowata

http://lenartpawel.pl/glowne-gatunki-lasotworcze-w-polsce.html

„Sekretne życie drzew”,  Peter Wohlleben

Lasy Państwowe oceniane tragicznie. Oburzeni internauci wystawiają opinię.

Kilka dni temu w sieci zawrzało, kiedy facebookowa strona Lasy Polskie zachęciła internautów do wystawiania opinii na profilu LP, w kontekście działań w Puszczy Białowieskiej i ogólną kondycją zarządzania naszym majątkiem narodowym jakimi są lasy. Jeszcze Lasy, bo jak tak dalej pójdzie LP pozostanie w nazwie chyba tylko „Państwowe”. Trudno zresztą lasem nazywać sosnowe monokultury ciągnące się kilometrami. W każdym razie walka na opinię i argumenty trwa dalej na osi czasu Lasów Państwowych. Wydaje się, że do wystawiania sobie wzajem pięciu gwiazdek zatrudniona została nawet młodzież z techników leśnych i cały uśpiony elektorat korporacji. Zmobilizowani w jednej z zamkniętych grup, nie ustają w ocenianiu strony swego chlebodawcy na 5. W żenujący sposób leśnicy próbują bronić zmarnowanej dawno reputacji, no ale to zrozumiałe. Co do tejże reputacji to taki przykład z ostatnich dni – drzewa z gniazdami Bielika oznaczone do wycięcia. Udało się ocalić i wyznaczyć strefy ochronne tylko dzięki czujności ornitologów.

bez tytułu34343332

bez tytułu34343

19510423_2081038545456928_4743847054947782319_n19510354_2081038555456927_9167938284521187162_n

Tyle tytułem wstępu i już ten „mały” przykład pokazuje czym jest dla przeciętnego leśnika las oraz gdzie ci panowie mają zamieszkujące tam zwierzęta i bioróżnorodność. Tak, dokładnie tam… Bo las to przecież uprawa i hodowla surowca ekologicznego oraz racjonalne użytkowanie zasobów, rzecz jasna w interesie nas wszystkich, bo stoły, krzesła i komody – więc ”pseudoekolodzy” buzia w kapeć i siedzieć cicho. Jak widać „wyssane z palca” zarzuty o wycinaniu drzew z gniazdami ptaków w okresie lęgowym, mają solidne umocowanie w rzeczywistości. I pomyśleć, że to widoczne gniazdo dużego ptaka. A co z gniazdami drobniejszych mysikrólików, rudzików, sikor czy pełzaczy, kiedy wjeżdża harvester? Operator w kabinie, nie usłyszy żałosnego kwiku piskląt i przerażonych ptasich rodziców. Tnie dalej. Zgodnie z zaakceptowanym planem urządzania lasu i limitem pozyskania drewna.

Za co oburzeni internauci oceniają Lasy Państwowe?

Powodów do wystawienia jedynki, jest bardzo wiele, skupmy się na najważniejszych, które zawarliśmy w poście jako uzasadnienie na stronie Nie podaję ręki myśliwym – Społeczna kampania informacyjna 

– Za dewastację i zniszczenie cennych przyrodniczo obszarów;

– Za rabunkowe wycinki w ramach pomylonej pseudo-gospodarki po płaszczykiem    planu urządzania lasu;

– Płoszenie i straszenie zwierząt podczas „prac leśnych”;

– Niszczenie gniazd i lęgów ptasich;

– Usuwanie starych cennych drzew dziuplastych;

– Grabież majątku narodowego;

– Nepotyzm, korupcję i układy;

– Wycinkę w Puszczy Białowieskiej;

– Blokowanie powstania Turnickiego Parku Narodowego;

– Spustoszenie w Puszczy Bukowej;

– Napuszczanie straży leśnej i policji na ekologów oraz aktywistów protestujących w Obronie Puszczy Białowieskiej.

Aby potwierdzić powyższe zarzuty, wystarczy poszperać czasem na profilu Lasy Polskie

Na stronie LP nie warto. Zdjęcia kwiatków, roślin, czasem nasadzeń. Takich zdjęć jak poniżej nie uświadczycie. Do bólu przypomina to myśliwych, nagłaśniających akcje wypuszczania bażantów czy zajęcy, dokarmianie, zdejmowanie wnyków czy tworzenie remiz śródpolnych. Albo odstrzały sanitarne. W lasach mamy „cięcia sanitarne”. 
18765670_1335466203188258_4646854836551618479_n16831903_1070153156429750_789118873862961697_n

18403573_1315260521890337_8565036553705281720_n

Sojusznicy myśliwych…. 

Większość leśników jest myśliwymi i poluje. Na stronach pomniejszych nadleśnictw znajdziemy mnóstwo zdjęć z polowań i tego typu „imprez”.  Oba środowiska tworzą z sobą powiązaną klikę, zajmując się od ponad 90 lat dewastacją rodzimej natury. Spotykają się na konferencjach, i wspólnie ustalają strategię dla promocji swej zbrodniczej działalności. I o ile w łowiectwie mamy jakieś „okresy ochronne”, tak pracownicy LP każdego dnia jeszcze gorszych spustoszeń niż całe łowiectwo razem wzięte. Płoszenie zwierząt, niszczenie ostoi, wycinka drzew, cięcia w okresie lęgowym ptactwa, hałas, ogniska, warkot pił i ciężki sprzęt rozjeżdżający na miazgę miękką ściółkę. Potem zręb, trzebież, zrywka, nasadzenia, ogrodzona szkółka przed „szkodnikami” i dawaj od nowa – proces powtarzaj w nieskończoność. I z dumą opowiadaj jak to „dbasz” o lasy, pomstując na innych, że nie mają pojęcia o gospodarce leśnej, bo przecież meble i papier toaletowy. Coś jak myśliwi ze swoim „A mięsko to jecie? A skórzane torebki, paski, buty?!”. Poziom więc ten sam. To środowisko urobione przez szkoły do których uczęszczali, w swej arogancji przekonani o swojej nieomylności (przecież wtłoczono im do głów „hodowlę lasu”, więc się znają, tak trzeba) las traktuje jak swoisty folwark, uprawę, ogródek. Nie kryją się z tym zresztą, bardzo często porównując swoje rabunkowe wycinki drzew, do zrywania marchewki w ogródku… Jest to nieustanny dramat ludzi, zwierząt i roślin, jaki rozgrywa się każdego dnia przy warkocie pił, okrzykach i huku ciężkiego sprzętu. Nie wierzycie – zajrzyjcie na grupy leśników i pracowników leśnych. Oddanie ogromnych połaci leśnych pod zarząd i pseudo-gospodarowanie tej korporacji, to największa tragedia jaka spotkała naszą przyrodę w całej historii Polski. W każdej chwili giną drzewa, często wiekowe, ponad 100-letnie, dziuplaste cuda nie po to abyśmy mieli czym w piecu palić lub tyłek podcierać, a dla zysku korporacji i opłaceniu oraz utrzymaniu wszystkich leśniczówek, ośrodków, nadleśniczych, podleśniczych, pracowników i diabli wiedzą czego jeszcze. Cierpią zwierzęta przeganiane i płoszone ze swych ostoi, niszczone są gniazda ptaków. Nazwa tego szaleństwa brzmi już znajomo – „Racjonalna gospodarka leśna”.

17758541_1141276862661966_673789978145824292_o19429823_752026014968625_3718836799594253111_n17800259_629836027211565_3397423948840422121_n

Niektórzy odważyli się mówić. Jeden z leśników, Marcin Kostrzyński o tym co wyrabia się w LP pisze tak:

„To co zrobili leśnicy jest największą katastrofą ekologiczną w powojennej historii Polski. Lasy są zdewastowane. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia satelitarne. Jest to jedyna grabież majątku narodowego widoczna z kosmosu.Las – jako ekosystem – bez leśników poradzi sobie znakomicie. Tną dla kasy. Traktują drzewostany jak bankomat, gdzie sami ustalają limit wypłat. A starych drzewostanów zaczyna już brakować.  Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali. Leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy.”

Źródło:

Lasy dla Kasy – Wywiad z Leśnikiem

Las poradzi sobie sam 

18278403_10213429807599181_587603846305605441_o

„Leśnicy i ministerstwo boją się, że jeśli »odpuszczą« Puszczę, to obywatele upomną się o resztę obiektów cennych przyrodniczo, wyłączając je z obszaru ich jurysdykcji. Niszcząc do cna Puszczę Białowieską, w sposób długoterminowy dbają o swoje interesy. Nadal do woli będą mogli eksploatować ją jak lasy gospodarcze i dzięki temu rok w rok zabijać około 1500 puszczańskich zwierząt. I może właśnie o to chodzi.

W Polsce prawie każdy leśniczy jest też myśliwym. To wcale nie paradoks, jeśli zastanowimy się, na czym rzeczywiście polega ich praca: jako funkcjonariusze korporacji Lasy Państwowe zajmują się nie tyle dobrostanem przyrody, ile zarządzaniem gospodarką leśną i łowiecką. Innymi słowy, sprawują kontrolę nad produkcją drewna oraz mięsa. Zarówno jedno, jak i drugie trzeba najpierw wyhodować. W tej logice las to przede wszystkim źródło surowców. O ile ze sprzedaży drewna zyski czerpie głównie korporacja Lasy Państwowe, o tyle dochód ze zbytu dziczyzny trafia w większości do prywatnej kieszeni myśliwych.”

~ Mówi Zenon Kruczyński w wywiadzie dla Gazeta.pl – Były myśliwy : Walka z Kornikiem Drukarzem jest tak samo szkodliwa i zbędna jak myślistwo. 

16425944_1337116519675209_4789697650553795751_n
Wyręby i zwózka drewna odbywają się nie tylko latem czy wiosną, ale także jesienią i zimą. Trudno o spokój w ostojach… Zwierzęta przenoszą się więc na tereny polne, do zadrzewień i remiz, gdzie znajdują choć trochę spokoju, jednak nie pozostaje to bez wpływu na szkody w uprawach rolnych.
18423052_231300494021939_6708457564158384666_o18813670_1349397571833781_813513352562650859_n

Spór o Puszczę Białowieską, gdzie Lasy Państwowe ukazały w pełni swoje niszczycielskie oblicze ma też drugie dno. Leśnicy obawiają się utraty stanowisk pracy i zarobków. Wygodniej jest przecież wycinać i eksploatować gospodarczą część Puszczy, czyli robić to do czego zostało się wyszkolonym. Po objęciu całego areału Parkiem Narodowym, każdy z leśników mógłby przecież pracować jako przewodnik, ale… Jak ktoś, kto wyznaje, że las trzeba sadzić, hodować, uprawiać, bo tak bozia kazała, miałby opowiadać o naturalnym odnowieniu, odwiecznych procesach w przyrodzie, dynamice lasu – skoro nie dość, że w to nie wierzy, to jeszcze nie ma o tym pojęcia? A, że las poradzi sobie sam jest czymś oczywistym i doskonale o tym wiedzą. Boją się, że gdy społeczeństwo na własne oczy zobaczy piękno i dzikość rozkwitającej Puszczy, upomni się i o inne cenne przyrodnicze obszary. Leśnicy uważają, że mają pojęcie o lesie… to brzmi jak kiepski żart. Wiedza na temat uprawy i hodowli drzew w rządkach ma się nijak do wiedzy o prawdziwym mozaikowym i różnorodnym lesie. W czasach powojennych masowo nasadzano widoczne i dzisiaj monokultury sosnowe, bo tak było najprościej. Sosna stosunkowo szybko osiąga wiek rębny, i jest łatwa w uprawie, można ją utrzymać na ubogich glebach. Takie plantacje cechuje bardzo mała bioróżnorodność, podatność na „szkodniki” oraz pożary. Ale wygodniej się ścina i pozyskuje drewno. Leśnicy argumentują, że oni już teraz wiedzą jak ważna jest bioróżnorodność, dlatego starają się dopasować skład gatunkowy drzew do siedliska. Lamentują, że oceniać dawnych leśników, to jakby mieć pretensje do chirurga sprzed 80 lat, że nie potrafił przeszczepić serca. OK, tylko ile jeszcze błędów i „nauki”, kiedy konsekwencje takiego czy innego prowadzenia lasu trwają dziesięciolecia, a pewne zmiany często są już nieodwracalne? Jeśli znajdziecie się kiedykolwiek w monokulturze sosnowej z pewnością ją rozpoznacie. Niezbyt stare, strzeliste smukłe pnie posadzone w rządkach. Dolnych gałęzi brak. Dlaczego? Ano leśnicy ogołacają z nich drzewka za młodu, aby łatwiej im było poradzić sobie ze ściętym drewnem do wywozu. Jeśli natomiast dane Wam będzie spotkać prawdziwą sosnę, nie potraktowaną „opiekuńczą” ręką szkodnika lasu, ujrzycie gruby pień, pełen rozchodzących na bok rosochatych gałęzi, pięknych i poskręcanych. Takich drzew często jednak ze świecą szukać.

19453128_1408443619245140_1753217170871187517_o.jpg

Warto też wspomnieć tutaj o sławnej już majówce w Toruniu coś jakby „ekologicznym forum leśników”, podczas której mówiono o osobach chroniących przyrodę, że to Zieloni Naziści, którzy chcą przejąć władzę nad światem. Już nie mogę się tego doczekać…

Pisał o tym portal OKO.press :
https://oko.press/ekolodzy-zieloni-nazisci-ktorzy-chca-przejac-wladze-nad-swiatem-czyli-lasy-panstwowe-u-o-rydzyka/

18342450_1440374329354769_6822288725038144376_n19466655_1380237305345901_8099186566860108541_o
Zachęcamy zatem do wystawienia opinii na profilu Lasów Państwowych w postaci jednej gwiazdki. Niech to będzie symboliczny gest sprzeciwu, wobec polityki niszczenia i wyzysku kosztem przyrody, która jest dobrem na wszystkich. Choć nie liczcie, że cokolwiek do nich dotrze. Jedyne argumenty to „brak pojęcia o gospodarce leśnej i planach urządzania lasu, stoły, krzesła, wyroby drewniane, papier toaletowy.” Poziom dyskusji adekwatny do stanu argumentów. Można to zrobić pod tym linkiem:

https://www.facebook.com/LasyPanstwowe/

PS. A korporacji LP proponujemy zmianę nazwy. Może Zręby/Wyręby Państwowe? 
Państwowe uprawy i plantacje leśne? Krajowa hodowla sosny? Warto się zastanowić.

Źródła:

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21998407,byly-mysliwy-walka-z-kornikiem-w-puszczy-bialowieskiej-jest.html

https://oko.press/ekolodzy-zieloni-nazisci-ktorzy-chca-przejac-wladze-nad-swiatem-czyli-lasy-panstwowe-u-o-rydzyka/

http://sredzinski.natemat.pl/160985,las-poradzi-sobie-sam

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/08/12/lasy-dla-kasy-a-wspolczesne-lowiectwo-trzeba-stworzyc-rozmowa-z-marcinem-kostrzynskim/

18556978_308200022970928_1946444029994504833_n

16426250_1229878203775512_8873935877459415363_n

 

AKTUALIZACJA (04.07.2017, Grindelwald): Niezła heca, chyba Lasom Państwowym nie spodobała się gigantyczna krytyka, jaka padła ostatnio pod adresem. I pod płaszczykiem nienawistnych recenzji zablokowała możliwość dodawania recenzji. W ostatnich dniach ocena strony LP gwałtownie spadała w wyniku dużej liczby negatywnych opinii i miała wynik ok. 3,7.

Nienawistne nękanie – dobre sobie. Przykro LP, ale to swoją butą i arogancją, chociażby w samej Puszczy Białowieskiej, chętnym korzystaniem z przywilejów, które nadaje wam władza, wyzywaniem oponentów od „ekooszołomów”, grożeniem matkom protestującym przeciw waszej rabunkowej gospodarce, że odbierze się im prawa rodzicielskie – zapracowaliście sobie na te „jedynki”.

Screenshot - 2017-07-04 , 13_46_48

Pojawiły się głosy, że fanpage prowadzą ci dobrzy leśnicy z czystej pasji, którzy nie mają na wpływu politykę „góry” i nie zasłużyli na taką nagonkę. Tyle, że nikt nie krytykował owych adminów, tylko bezosobową firmę i jej działania w kontekście Puszczy Białowieskiej / Karpackiej / Bukowej itd. I to firmę jako całość na jej oficjalnej stronie, a nie prywatnych profilach owych adminów.

Może ci admini moralnie nie ponoszą odpowiedzialności za działania GDLP, to jednak dziwienie się, że ludzie są wkurzeni na całą firmę świadczy o oderwaniu od rzeczywistości, a akcje w stylu blokowania możliwości wystawienia głupich gwiazdek na Facebooku tylko wzniecają podejrzenia rosnącej ilości przeciwników. A jak doda się ciągłe robienie ludzi z idiotów, odwracanie kota ogonem i wieczne „wiem lepiej!”, to nie wróżę leśnikom różanej przeszłości. I szczerze nawet mi ich nie żal.

 

Ratujmy łosie przed masakrą – Zwierzęta w potrzebie

Szykuje się kolejna jatka zwierząt, zaplanowana tym razem przez wiceministra środowiska i przedstawicieli Lasów Państwowych. Mało było wybijania dzików w związku z rozprzestrzenianym przez niedbalstwo człowieka ASF, tak niektórym przyszedł teraz apetyt na łosinę.

Zjednoczone lobby leśników i myśliwych już od jakiegoś czasu stara się uczynić ten gatunek ponownie łownym. Głównym powodem dla którego takie starania są czynione, to ”szkody” w uprawach leśnych wyrządzane przez łosie, co bardzo nie podoba się leśnikom, którzy lasy traktują jak prywatne ogródki do produkcji desek, a nie ostoję zwierząt. Myśliwi natomiast już zacierają łapska na na piękne trofea z rosochów łosich, jak i samą frajdę z polowania. Tymczasem łosie, które przez lata nie doświadczyły na sobie grozy polowań, nie mają odruchu ucieczki przed człowiekiem. To co je czeka, nie będzie polowaniem, a zwykłą jatką, strzelaniem do ufnych i nieruchomych zwierząt.
No, ale przecież głównymi celami łowiectwa jak i ochrony jest przecież odbudowa populacji tylko w celu polowań na nią, następnie wytrzebienie, znowu moratorium i ochrona, przecież na tym polega ”racjonalna gospodarka zasobami przyrody”…

Screenshot - 2015-11-28 , 17_04_18Screenshot - 2017-04-18 , 10_22_56

Po wybiciu dzików w Parkach Narodowych, wciągnięcia szakala złocistego na listę gatunków łownych, Ministerstwo Degradacji Środowiska bierze się za gatunki dopiero co uratowane od zagłady. Teraz kolej na łosie. „Spece” z MŚ ustalili, że „jest ich za dużo”. Nie tak dawno na stronie ministerstwa robiono nagonkę na łosie, obwiniając je za rosnącą liczbę kolizji z autami. Problem w tym, że policja nie prowadzi statystyk z uwzględnieniem poszczególnych gatunków. Dane wzięto więc z sufitu. Myśliwi wniebowzięci. W końcu będzie można zawiesić nad kominkiem trofeum z nowego gatunku. A mięsa ile! Nie będziem już głodować, a i dzieciaczkom uszyje się kurteczki na miarę ze skóry… Co dalej? Żubry, wilki? Czytałem gdzieś nawet wieści o zamiarze zrobienia łownymi żurawi…

13631401_1131732050212375_8937509636246011869_n

W okresie międzywojennym w na terenach obecnej Polski żyło bardzo niewiele łosi – było ich zaledwie osiem. W roku 1952 objęto łosia ochroną gatunkową w Polsce, dzięki czemu w kolejnych latach odnotowywano szybki wzrost liczebności tego gatunku. W 1966 roku ponownie wprowadzono łosia na listę zwierząt łownych. Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku pozyskanie łosi przekroczyło 1000 sztuk rocznie i okazało się, iż łosi zamiast przybywać, zaczęło w Polsce ubywać. Gdy populacja łosia zmniejszyła się do około 1500 osobników, w roku 2001 dla ratowania sytuacji wprowadzono moratorium na odstrzał łosi. Ile jest ich dziś? Według danych Ministerstwa Środowiska może ich być nawet 13,7 tys. Jednak nikt nie jest w stanie ustalić ich dokładnej liczebności.”

(…)

Grono naukowców, w tym osób przygotowujących w latach 2009-2011 »Strategię ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce«, zajęły stanowisko w sprawie planowanego wznowienia polowań na łosie w części województw naszego kraju:

Uważamy, że zgoda na polowania według zasad sprzed wprowadzenia moratorium nie jest racjonalna. Oznacza to bardzo długi sezon polowań, dowolność w zakresie wielkości pozyskania i brak jakichkolwiek mechanizmów kontrolnych zabezpieczających przed nadmierną eksploatacją. Jest wysoce prawdopodobne, że wciągu roku znikną niemal wszystkie byki łopatacze. Nie jest uwzględniona także odrębność genetyczna populacji biebrzańskiej, co stanowi istotny walor polskiej populacji tego gatunku.

Naukowców niepokoi także brak limitów pozyskania na lata 2014-2016 oraz brak zapisu, by w pozyskiwanych łowiecko populacjach dążyć do utrzymywania zagęszczeń łosi nie mniejszych niż 5os./ 1000 ha. Zdaniem przyrodników takie podejście może doprowadzić do redukcji pogłowia nawet o 70 proc.

W opinii naukowców walka ze stratami w lesie za pomocą strzelby to nie jest dobry pomysł. Ich zdaniem są metody – mniej inwazyjne – które pozwalają dostosować gospodarkę leśną do obecności łosia. Poza tym badacze zwracają uwagę, że problem szkód od łosia jest lokalny i nie może służyć jako podstawa do nadmiernego ograniczania liczebności populacji łosia.

A co z kolizjami komunikacyjnymi z udziałem łosi? Od momentu zastosowania odkrzaczania poboczy, dzięki poprawie widoczności, na obszarze RDLP Białystok zmalało połowę, a w niektórych newralgicznych miejscach prawie dwudziestokrotnie. Zatem argument o kolizjach z udziałem tych zwierząt także nie ma uzasadnienia.”

pejzaz_mysliwski_los

Źródło: Ekologia.pl
http://www.ekologia.pl/wiadomosci/srodowisko/wielkie-i-niebezpieczne-losie-do-odstrzalu,19559.html

Wygląda na to, że cicha eksterminacja łosi trwa już od jakiegoś czasu o czym można się przekonać śledząc doniesienia prasowe z ostatnich miesięcy:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/04/10/kto-zastrzelil-losia/

http://www.tygodniksiedlecki.com/t40094-strzelal.mysliwy.htm

pejzaz_z_losiem

Na stronie akcja.przyrodnicze.org czytamy:

„Nie zgadzamy się na zabijanie łosi, które zapowiada resort środowiska, motywując swoje plany rzekomym zagrożeniem, jakie łoś ma stwarzać dla bezpieczeństwa w rejonach występowania tego gatunku. Stoi to w sprzeczności z zaleceniami »Strategii ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce« z 2011 roku przygotowanej na zlecenie Ministerstwa Środowiska i sfinansowanej ze środków publicznych. Strategia ta wskazuje wyraźnie, że jako gatunek bardzo podatny na eksploatację łowiecką łoś nie powinien być traktowany jak inne jeleniowate. Strategia wskazuje też, że:

»dotychczasowe metody gospodarowania łosiem, które stosowano w Polsce w ostatnim dwudziestoleciu XX wieku okazały się błędne i były poważnym zagrożeniem dla jego egzystencji. O ile w przypadku jelenia i sarny wysokie pozyskanie w latach 80. i 90. XX wieku doprowadziło do zmniejszenia pogłowia, to liczebność populacji łosia została niestety zredukowana o ponad 75% stanu i gatunkowi groziło w naszym kraju wyginięcie«.
Nie możemy dopuścić do powtórzenia tej sytuacji.
Jednocześnie wnioskuję o podawanie wiarygodnych danych dotyczących łosi w Polsce i przypominam, że:

Wciąż nie wiemy ile jest łosi w Polsce, a podawane dane dotyczące ich liczebności są szacunkowe i obarczone wysokim ryzykiem błędu.

Wypadki drogowe z udziałem łosi nie stanowią wszystkich wypadków z udziałem dzikich zwierząt, a policja nie prowadzi statystyk rozróżniających gatunki, które brały udział w zdarzeniu drogowym.

los_na_mokradlach

Polowania na łosie doprowadziły już do drastycznego spadku jego liczebności, co doprowadziło do wprowadzenia obowiązującego do dziś moratorium.

Populacja biebrzańska łosia jest unikalna i jako jedyna przetrwała w naszym kraju. Osobniki należące do tej populacji wychodzą poza granice parku narodowego i mogą być narażone na odstrzał w sąsiadujących z parkiem nadleśnictwach i obwodach łowieckich.”

PETYCJĘ MOŻNA PODPISAĆ TUTAJ:
http://akcja.przyrodnicze.org/kampanie/jestem-z-losiem

max_los

173

dd852fe9d944d04a4a00f58c937e7405

big_4

AKTUALIZACJA (29.08.2017): Dawno temu pisaliśmy już o tym jak środowisko leśników i myśliwych postrzega ekosystem leśny i zamieszkujące go zwierzęta. Znaczy jest to uprawa/hodowla/ogródek na korzyść człowieka, a zwierzęta to szkodniki, które tylko wszystko chcą zjeść, zniszczyć środowisko w którym żyją i jeszcze choróbska roznoszą, więc trzeba do nich strzelać „sanitarnie”.

Jak to dobrze, że człowiek nie robi żadnych szkód, tylko nieustannie polepsza to Boże Dzieło stworzenia, czyniąc sobie ziemię poddaną… Dziękujemy ci panie Ministrze za to światłe przewodnictwo. Zapamiętamy.

Nie tak dawno wybuchła afera z cennikiem obowiązującym w Lasach Państwowych, w którym przeczytać mogliśmy, że postrzelenie łosia kosztuje bodajże 600 zł. LP zarzekały się, że to stary cennik sprzed moratorium, więc wkradła się po prostu pomyłka. Przyrodnicy już wtedy pytali, czy w Lasach Państwowych wiedzą coś, czego my nie wiemy. Jak widać wiedzieli. Po wytrzebieniu dzików w parkach narodowych, bo umożliwieniu strzelania dla rozrywki do szakali (czyt. psów i wilków), po rozwiązaniu PROP, zdewastowaniu otuliny Puszczy Białowieskiej… przychodzi czas na zwierzęta cieszące się dotychczas opieką i ochroną człowieka. A będzie to jatka… Łosie, na które nie polowano od 16 lat, nie znają już takiego strachu przed człowiekiem. Najpierw będą spokojnie pozować do strzału… Inne umkną ranne. I te które przeżyją tą grozę w cierpieniu, staną się już ostrożniejsze. Dotychczasowy opiekun zmienił zdanie. Już jest ciebie „za dużo”, już możemy strzelać do ciebie łosiu. Przecież po to właśnie cię „chroniliśmy”?

AKTUALIZACJA (21.10.2017):

21731205_1503092116433586_4180749080457155867_nŁoś to cenny gatunek dla ekosystemów bagiennych, poprzez zgryzanie roślinności przyczynia się do trwałości bagien i zachowania krajobrazów półotwartych.

Przeciw odstrzałowi łosi opowiedział się też pracownik Biebrzańskiego Parku Narodowego – Piotr Dombrowski, który od lat zajmuje się obserwacją tego gatunku:

„Gapiszony bez akcji.. Tak teraz to wygląda. Podchodzi się łosia, on podnosi głowę i patrzy. 10, 20 minut i nic. Zero ruchu. Idealnie na strzał. Żeby spowodować paniczną ucieczkę trzeba by je ze trzy razy spłoszyć kolejnym podejściem, żeby zareagowały i pokłusowały dwa, trzy kilometry dalej od podchodzącego.

(…)

Teraz łosiom grozi odstrzał. Samce mają być odstrzeliwane w czasie bukowiska. Dlaczego?

Bo wtedy jest najłatwiej do nich strzelać. Samce w tym okresie tracą niezwykle na czujności skupiając się na poszukiwaniu rujnej klępy, a potem na pilnowaniu jej, odstraszaniu rywali i w końcu na jej zapłodnieniu. W tym czasie najłatwiej je podejść, ba można w prosty sposób spowodować, że same opuszczą bezpieczne gęstwiny i podejdą pod lufę. Polowanie w tym czasie jest wybitnie trofeowe. Tym bardziej, że stare byki zaczynają zrzucać poroże od połowy października, co powoduje, że już w połowie listopada najlepsze rosochy leżą gdzieś na ziemi. Owszem, zdarzają się byki czternastaki, szesnastaki jeszcze w grudniu, ale są to zwykle młodsze, bardzo dobrze zapowiadające się egzemplarze. Tu jeszcze dochodzi temat w ogóle sensowności takiej selekcji, gdzie strzela się młode byki, z których nie wiadomo co tak naprawdę wyrośnie.” – czytamy w wywiadzie portalu naTemat.

http://sredzinski.natemat.pl/217661,gapiszony-bez-akcji-w-smiertelnym-niebezpieczenstwie

Biorąc pod uwagę sam okres polowań, można być pewnym, że strzelane będą też ciężarne klępy, zapłodnione podczas bukowiska. Tego niestety myśliwi w żaden sposób nie sprawdzą. Jeżeli zaś odstrzelona zostanie klępa która prowadzi jeszcze łoszaka, będzie on miał niewielkie szanse, aby przetrwać zimę. Ale co to obchodzi myśliwych. W ”Braci Łowieckiej” już cieszą się na możliwość zdobycia trofeów i potrawy z łosiny.

22528177_1648763221865656_4036900720561197842_n

AKTUALIZACJA (25.10.2017):

Wyrok zapadł.

Rozporządzenie ministra środowiska zmieniające rozporządzenie ws. okresów polowań na zwierzęta łowne, które znosi moratorium na łosie, zostało dziś opublikowane w Dzienniku Ustaw. Wchodzi ono w życie 9 listopada. Zakładany w pierwotnym dokumencie termin rozpoczęcia sezonu polowań na łosie już minął, dlatego w wersji poprawionej w stosunku do projektu z początku września br. i uwzględniającej uwagi Rządowego Centrum Legislacji (RCL) ustanowiono początek tego okresu w 2017 r. na 10 listopada (w kolejnych latach okresy polowań potrwają: dla byków – od 1 września do 30 listopada; dla klęp i łoszaków – od 1 października do 31 grudnia).

– piszą w ”Braci Łowieckiej”.

http://www.braclowiecka.pl/n/1/aktualnosci/5748/polowania-na-losie-rozpoczna-sie-10-listopada

Tym razem chciwość i głupota wygrywają ze zdrowym rozsądkiem. Myśliwi z ochotą zajmą się eksterminacją i „eksploatacją łowiecką” gatunku po długiej przerwie. Co z tego wyniknie? Oprócz ogromu bezsensownego cierpienia, na pewno straty będą liczyć przewodnicy turystyczni i lokalna branża agroturystyczna, gdyż prześladowane przez myśliwych łosie staną się płochliwsze i trudniejsze w obserwacji. Ministerstwo zignorowało 50 tysięcy osób, które podpisało petycję, sprzeciw organizacji pozarządowych, przyrodników i naukowców.

Przy okazji świętowania możliwości mordowania łosi, myśliwi pozwolili sobie na chwilę szczerości w tej radości. Mokre sny łowieckiego towarzystwa to strzelanie do srok, sójek, wron, gawronów i kruków, bo przecież „szkodniki” oraz polowania na bobry i chronione wydry. Komuś innemu marzy się wilk na liście łownych, bo jest ich „za dużo”… Poglądy te znane i wyrażane nie od dziś, jednak warto przypomnieć. Zrzut z osi czasu PZŁ…

22730280_1524737087615792_7456919494372862087_n

Może zróbmy mały quiz. Na jaki gatunek byłoby „fajnie” zapolować? Bo obecnie, mimo najwyższych form ochrony gatunkowej, Czerwonych Ksiąg i List, chyba żaden nie może czuć się bezpiecznie. Powód do strzelania zawsze się znajdzie.

Jedno jest pewne – to jeszcze nie koniec walki o łosia.

AKTUALIZACJA (26.10.2017, Grindelwald): MINISTER JAN SZYSZKO UGIĄŁ SIĘ PRZED SPOŁECZEŃSTWEM! ODSTRZAŁU ŁOSI NA RAZIE NIE BĘDZIE!

Ten dzień był naprawdę burzliwy. Media obiegła informacja, że MŚ jednak wstrzymuje się z rzezią łosi:

„»Ministerstwo Środowiska wstrzymuje wejście w życie rozporządzenia zmieniającego rozporządzenie w sprawie określenia okresów polowań na zwierzęta łowne.« – komunikat o takiej treści pojawił się na stronie resortu. Oznacza to, że zapowiadane nawet na 10 listopada rozpoczęcie odstrzału łosi nie dojdzie do skutku. W ocenie ministerstwa należy sprawę ponownie przedyskutować, a takiemu obrotowi spraw »winne« są media.

(…)

Teraz Ministerstwo Środowiska postanowiło wstrzymać »wejście w życie rozporządzenia zmieniającego rozporządzenie w sprawie określenia okresów polowań na zwierzęta łowne«. Jak tłumaczy, w ostatnim okresie pojawiło się na ten temat wiele nieścisłości w przestrzeni medialnej, a ponowna dyskusja ma za zadanie rozwiać »wszelkie wątpliwości«.

https://wiadomosci.wp.pl/jan-szyszko-ugial-sie-pod-krytyka-ministerstwo-srodowiska-wstrzymuje-odstrzal-losi-6180887186466433a

Co nie było takie pewne, bo początkowo komunikat o wstrzymaniu się z wejściem w życia feralnego rozporządzenia tajemniczo zniknął z rządowej strony. A samo rozporządzenie dalej wisiało w Dzienniku Ustaw.

Ale to już pewne. Jan Szyszko oficjalnie uchylił rozporządzenie przywracające odstrzał łosi. 

Screenshot - 2017-10-26 , 19_34_01

http://dziennikustaw.gov.pl/du/2017/1994/1

Co jest dość zaskakujące, bo MŚ najpierw odrzuciło wszystkie uwagi naukowców, przyrodników i opinię dyrekcji BPN w której pracownicy parku domagali się, aby dać spokój biebrzańskim łosiom jako „niemerytoryczne”, a na konsultacje społeczne wyznaczono termin… 5 dni. A min. Szyszko, jak wiemy, wyssał łowiectwo z mlekiem matki i nie liczy z przeciwnym głosem społecznym. A nowelizacja mająca na celu ukrócić najgorsze skutki LexSzyszko szła dość opornie. I skąd taka nagła zmiana?

Front Antyłowiecki daje pewne poszlaki:

w kuluarach mówi się o rekonstrukcji rządu polskiego, a min. Szyszko jest jednym z kandydatów do utraty stanowiska, z powodu bycia jednym z najbardziej niepopularnych członków Sejmu w oczach społeczeństwa. Szyszko, wbrew pozorom, taki głupim samobójcą nie jest. Wystarczy widmo w postaci kar finansowych nałożonych przez TSUE ws. Puszczy Białowieskiej, by stać się ewentualnym kozłem ofiarnym. To po co ma się dobijać przywróceniem polowań na łosie?

A PiS – jak chce – potrafi się słuchać niezadowolonego ludu. Bo po doświadczeniach poprzedników (a także częściowo swoich) wie, że aroganckie nie liczenie się z głosem ludu wyjdzie im bokiem.

Przypomnijmy sobie całą aferę z LexSzyszko, więc pewnie wstrzymali się z rzezią łosi, żeby nie przechodzić przez to samo bagno.

Mimo tej pozytywnej wiadomości, przeczulam, by jednak być czujnym i patrzeć MŚ na ręce, jeśli chodzi o łosia (i nie tylko łosia).

www.facebook.com/FrontAntylowiecki/posts/1889093994739815

I zgadzamy się z głosami, by nie cieszyć na wyrost, bo temat łosiowego moratorium wciąż może wrócić. Gdyż dobrze znamy poglądy tego środowiska; chęć polowania na łosie jest ogromna. Jednakże tak łatwo to nie pójdzie; większe i ważniejsze jest pragnienie podziwiania Króla Bagien na żywo przez większość społeczeństwa.Rząd będzie musiał się liczyć, że wśród Polaków nie ma zgody na zabijanie łosi z szemranych pobudek i robienie dobrze członkom PZŁ.

Co do członków PZŁ. Czekać tylko na płacz myśliwych, którzy wcześniej wychwalali Szyszkę za odwagę, a teraz będą chcieli go rozszarpać za tchórzostwo przed niemądrymi ekofaszystami i sprzedanie ideałów .

Screenshot - 2017-10-26 , 22_16_31

Screenshot - 2017-10-26 , 22_22_16

22814274_1545215595554571_1839428407035831524_n.jpg