Myśliwskie psy luzem w lasach & Krwawe pościgi za ranną zwierzyną.

Polowanie to nie tylko ludzie kontra dzikie zwierzęta. To też przeszkolone psy, których zdaniem bywa naganianie zwierząt pod lufę myśliwego, oszczekiwanie, tropienie po śladach krwi, czy jak w przypadku norowania uśmiercanie lisów w ich norach. Bywa, że psy zostają ciężko ranne lub giną od cięć zadanych przez lochy lub ranne odyńce. Czasem stają się kalekami do końca życia, na życzenie swych właścicieli. Ten proceder udokumentowaliśmy i opisaliśmy tutaj w dwóch osobnych postach, jeden dotyczy psów ranionych przez postrzelone dziki, w drugim myśliwi opowiadają o swoich wypadkach, kiedy utracili psy w wyniku postrzału…. :

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Psy zastrzelone na polowaniach

1502822_390660017747127_587047188_o

psydzika

Ale dlaczego piszemy o psach puszczanych luzem? Może i nie było by tematu, gdyby nie hipokryzja myśliwych. W ciągu roku notujemy mnóstwo przypadków zastrzeleń czy postrzeleń domowych psów, które czy to zostały porzucone, lub też uciekły właścicielowi albo i były razem z nim na spacerze, tylko oddaliły się nieco, bo i takie przypadki strzałów do psów niemal na oczach opiekunów mieliśmy. Można je przejrzeć w naszej zakładce Wypadki / Przestępstwa. Wymówka czy też usprawiedliwianie tego barbarzyństwa ze strony myśliwych zazwyczaj jest taka : ”Przecież ten kundel mógł zagryzc sarnę, albo zagonić ją na śmierć, to was nie obchodzi pseudo – obrońcy?!’’. Taka deklaracja brzmi jak tragiczny żart, kiedy widzimy jak przebiegają polowania i co się na nich wyprawia. A są to często gonitwy za postrzelonymi zwierzętami, które w przerażeniu ciężko ranne, pragną z całych sił oddalić się od swych prześladowców. I tutaj z pomocą przychodzą myśliwemu specjalnie przeszkolone psy, których zadaniem jest zatrzymać takiego ‘’postrzałka’’ w miejscu, oszczekując go i podgryzając, do czasu aż dowlecze się myśliwy z flintą, w zgodzie z etyką i zasadami wykonywania polowania palnie w łeb zwierzęciu które zamęczył. Myśliwi bardzo często zioną wręcz nienawiścią do wszystkich innych psów niż własne, które napotkają w lesie, bo ‘’szkodniki sarnę pognają’’. Deklarują też chęć wystrzelania ich wszystkich oraz na swoich stronach opisują jak to robią. Udokumentowaliśmy takie wypowiedzi myśliwych w poniższym poście:

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.

posokowce

13000331_855920704518760_8277576905601459730_n

12112239_1660135677557777_6352190089147758454_n

 

‘’Psi’’ temat powraca często w kontekście łowiectwa i w zasadzie trudno go uniknąć, jeśli wezmiemy pod lupę poglądy tego towarzystwa. W skrócie tak, – Porzucony pies, który z głodu próbuje upolować zwierzę to ‘’wredny kundel do odstrzału wraz z właścicielem’’ , ale myśliwski jagdterier szarpiący rannego dzika, czy posokowce puszczane za jeleniami to już ‘’polowanie w zgodzie z etyką i zasadami’’.

Myśliwi bardzo często łamią prawo łowieckie podczas polowań.
Zasady wykonywania polowania Rozdział 2, paragraf 5.1 określają jasno:

1.Polowanie z psami lub naganką może odbywać się w okresie od dnia 1 października do dnia 31 stycznia; ograniczenie to nie dotyczy polowania z psami lub naganką na ptactwo łowne, z psami lub naganką na drapieżniki oraz poszukiwania postrzałka z psem na otoku.

2. Poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej (….) , poszukujący postrzałka może korzystać z pomocy naganiacza lub innego myśliwego, a także korzystać z psa prowadzonego na otoku.

Tego ‘’otoku’’ najczęściej w praktyce jednak brak, a przyuczone do dręczenia zwierząt myśliwskie psiaki hasają sobie wolno jak popadnie podczas całego polowania. Nikt się tym nie przejmuje. Niewinnie nazywa się to ‘’podkładaniem psów do polowań zbiorowych’’. W innych przypadkach pies może być puszczany luzem podczas norowań, lub w przypadku aportowania ptactwa. Pora na zdjęcia pochodzące z zamkniętych grup myśliwskich. Screeny publikujemy w całości wraz ze zdjęciem, gdyż jak zawsze myśliwi próbują dyskredytować takie wpisy, krzycząc, o ”zdjęciach nie z polski”, kompromitując się tym bardziej. No to oglądamy ”zdjęcia nie z polski”. Z pewnością kłusownicy….

34333eee

3433223e3e2ee2
To zdjęcie jest szczególnie okrutne, kiedy uświadomimy sobie co się na nim dzieje. Rozjuszone psy szarpią i podgryzają prawdopodobnie rannego już dzika, tymczasem właścicielka stoi i wykonuje sobie fotki jak ”pieski pracują” . Potem pochwali się innym myśliwym w grupie na facebooku…

3433223e3e2eefr
I kolejne psiaki luzem, goniące przerażone zwierzę. Ale Twój pies który się zgubił lub Ci uciekł? ”Kundel do odstrzału, bo szkodnik płoszy zwierzynę”. Hipokryzja w wydaniu myśliwych nas już od dawna nie dziwi.

3433223eee
3433223e2ee

12541150_10209183256244254_311049748411905810_n

‘’ Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia.’’ – Taki wpis czytamy na forum Klubu Posokowca, opanowanego przez myśliwych.
http://klubposokowca.org.pl/?page_id=87  

Na stronie jednego z przyrodników Marcina Kostrzyńskiego, swoją drogą byłego leśnika i myśliwego, który porzucił strzelbę na rzecz aparatu fotograficznego natrafiamy na taki oto wpis:

bez tytułue333322

My mamy inne drastyczne ujęcia, pochodzące z grup myśliwskich, gdzie polujący chwalą się między sobą swoimi wyczynami. Czemu to ma służyć? Rozrywce i przeżywaniu emocji łowieckich, bo na pewno nie jest to ‘’dbanie o dobrostan zwierząt’’ ani ochrona pól rolników. Pomijając już zupełnie, w miejscach gdzie urządza się ‘’zbiorówki’’ zwierzęta przenoszą się do małych zagajników i zadrzewień wśród pól. A może myśliwych właśnie to kręci i podnieca? Ciekawość czy przeszkolone na żywych dzikach w specjalnych zagrodach psy się sprawdzą? Hałas, gonitwa, szczekanie z pasją i kwik szarpanego rannego dzika? Cóż za radość z harmonijnego obcowania z naturą! Głupie mieszczuchy nigdy nie zrozumieją łowiectwa…. Kolejne zdjęcia dokumentujące hipokryzję, obłudę i bestialstwo myśliwych.

12552515_10209183255884245_1353673206113954062_n

15284907_10212259826436586_4321213397691349955_n

15284840_10212259826356584_711438657909979907_n

15972720_320224971705943_6811014912064384260_o
Psy jak widać mają kontakt z krwią i wydzielinami zwierzęcia. Następnie będą mieć kontakt z kolejnymi dzikami i innymi psami. Potem usłyszymy o tym jak rozprzestrzenia się ASF, a winą obarczy się dziki i wystrzela wszystkie w całym województwie. 

Dla jasności –  Nie popieramy puszczania psów luzem w lasach i na terenach bytowania dzikiej zwierzyny przez nikogo, ani przez zwykłych ‘’kowalskich’’ na spacerze, ani przez uprzywilejowaną stojącą ponad prawem kastę myśliwych. Las, pole czy łąka to dom zwierząt. Uszanujmy go. Tymczasem kolejne zdjęcia.

15776717_387450504937444_872198613602636262_o13307209_1037645156324990_4079200159087926063_n12108182_1506736139649499_1496508629987591318_n12115915_909360002447087_360979825571578700_n

psyjelenia

12068996_759493994177365_7353318360450428433_o

No cóż. Myśliwscy pseudomiłośnicy natury po raz kolejny pokazują swój wypaczony stosunek do niej. Nie, ”dobrego imienia łowiectwa” ”szkalować” nie trzeba. Wystarczy pokazywać je takim jakie ono jest, a czas i zmiany zachodzące w świadomości społecznej zrobią swoje.

Lektura uzupełniająca:

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć.  Psy ranione, zabijane i kalekie od szarży dzików, długie operacje u weterynarza i inne szczere wyznania myśliwych. Dręczenie własnych zwierząt z premedytacją ku swojej uciesze.

Psy zastrzelone na polowaniach.  Opowieści myśliwych, jak to ich własne psy ginęły od przypadkowych postrzałów podczas polowań. Plus alkohol nocą przed polowaniem (zdjęcia i screeny).

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją. 
 Udokumentowane wypowiedzi myśliwych, deklarujących chęć wystrzelania wszystkich psów   napotkanych luzem w lesie.

Bezimienne ofiary krwawego hobby.  Czyli nadesłane przez czytelników zdjęcia zastrzelonych psów.

 

Lasy Państwowe oceniane tragicznie. Oburzeni internauci wystawiają opinię.

Kilka dni temu w sieci zawrzało, kiedy facebookowa strona Lasy Polskie zachęciła internautów do wystawiania opinii na profilu LP, w kontekście działań w Puszczy Białowieskiej i ogólną kondycją zarządzania naszym majątkiem narodowym jakimi są lasy. Jeszcze Lasy, bo jak tak dalej pójdzie LP pozostanie w nazwie chyba tylko „Państwowe”. Trudno zresztą lasem nazywać sosnowe monokultury ciągnące się kilometrami. W każdym razie walka na opinię i argumenty trwa dalej na osi czasu Lasów Państwowych. Wydaje się, że do wystawiania sobie wzajem pięciu gwiazdek zatrudniona została nawet młodzież z techników leśnych i cały uśpiony elektorat korporacji. Zmobilizowani w jednej z zamkniętych grup, nie ustają w ocenianiu strony swego chlebodawcy na 5. W żenujący sposób leśnicy próbują bronić zmarnowanej dawno reputacji, no ale to zrozumiałe. Co do tejże reputacji to taki przykład z ostatnich dni – drzewa z gniazdami Bielika oznaczone do wycięcia. Udało się ocalić i wyznaczyć strefy ochronne tylko dzięki czujności ornitologów.

bez tytułu34343332

bez tytułu34343

19510423_2081038545456928_4743847054947782319_n19510354_2081038555456927_9167938284521187162_n

Tyle tytułem wstępu i już ten „mały” przykład pokazuje czym jest dla przeciętnego leśnika las oraz gdzie ci panowie mają zamieszkujące tam zwierzęta i bioróżnorodność. Tak, dokładnie tam… Bo las to przecież uprawa i hodowla surowca ekologicznego oraz racjonalne użytkowanie zasobów, rzecz jasna w interesie nas wszystkich, bo stoły, krzesła i komody – więc ”pseudoekolodzy” buzia w kapeć i siedzieć cicho. Jak widać „wyssane z palca” zarzuty o wycinaniu drzew z gniazdami ptaków w okresie lęgowym, mają solidne umocowanie w rzeczywistości. I pomyśleć, że to widoczne gniazdo dużego ptaka. A co z gniazdami drobniejszych mysikrólików, rudzików, sikor czy pełzaczy, kiedy wjeżdża harvester? Operator w kabinie, nie usłyszy żałosnego kwiku piskląt i przerażonych ptasich rodziców. Tnie dalej. Zgodnie z zaakceptowanym planem urządzania lasu i limitem pozyskania drewna.

Za co oburzeni internauci oceniają Lasy Państwowe?

Powodów do wystawienia jedynki, jest bardzo wiele, skupmy się na najważniejszych, które zawarliśmy w poście jako uzasadnienie na stronie Nie podaję ręki myśliwym – Społeczna kampania informacyjna 

– Za dewastację i zniszczenie cennych przyrodniczo obszarów;

– Za rabunkowe wycinki w ramach pomylonej pseudo-gospodarki po płaszczykiem    planu urządzania lasu;

– Płoszenie i straszenie zwierząt podczas „prac leśnych”;

– Niszczenie gniazd i lęgów ptasich;

– Usuwanie starych cennych drzew dziuplastych;

– Grabież majątku narodowego;

-Nepotyzm, korupcję i układy;

– Wycinkę w Puszczy Białowieskiej;

– Blokowanie powstania Turnickiego Parku Narodowego;

– Spustoszenie w Puszczy Bukowej;

– Napuszczanie straży leśnej i policji na ekologów oraz aktywistów protestujących w Obronie Puszczy Białowieskiej.

Aby potwierdzić powyższe zarzuty, wystarczy poszperać czasem na profilu Lasy Polskie

Na stronie LP nie warto. Zdjęcia kwiatków, roślin, czasem nasadzeń. Takich zdjęć jak poniżej nie uświadczycie. Do bólu przypomina to myśliwych, nagłaśniających akcje wypuszczania bażantów czy zajęcy, dokarmianie, zdejmowanie wnyków czy tworzenie remiz śródpolnych. Albo odstrzały sanitarne. W lasach mamy „cięcia sanitarne”. 
18765670_1335466203188258_4646854836551618479_n16831903_1070153156429750_789118873862961697_n

18403573_1315260521890337_8565036553705281720_n

Sojusznicy myśliwych…. 

Większość leśników jest myśliwymi i poluje. Na stronach pomniejszych nadleśnictw znajdziemy mnóstwo zdjęć z polowań i tego typu „imprez”.  Oba środowiska tworzą z sobą powiązaną klikę, zajmując się od ponad 90 lat dewastacją rodzimej natury. Spotykają się na konferencjach, i wspólnie ustalają strategię dla promocji swej zbrodniczej działalności. I o ile w łowiectwie mamy jakieś „okresy ochronne”, tak pracownicy LP każdego dnia jeszcze gorszych spustoszeń niż całe łowiectwo razem wzięte. Płoszenie zwierząt, niszczenie ostoi, wycinka drzew, cięcia w okresie lęgowym ptactwa, hałas, ogniska, warkot pił, i ciężki sprzęt rozjeżdżający na miazgę miękką ściółkę. Potem zręb, trzebież, zrywka, nasadzenia, ogrodzona szkółka przed „szkodnikami” i dawaj od nowa – proces powtarzaj w nieskończoność. I z dumą opowiadaj jak to „dbasz” o lasy, pomstując na innych, że nie mają pojęcia o gospodarce leśnej, bo przecież meble i papier toaletowy. Coś jak myśliwi ze swoim „A mięsko to jecie? A skórzane torebki, paski, buty?!”. Poziom więc ten sam. To środowisko urobione przez szkoły do których uczęszczali, w swej arogancji przekonani o swojej nieomylności (przecież wtłoczono im do głów „hodowlę lasu”, więc się znają, tak trzeba) las traktuje jak swoisty folwark, uprawę, ogródek. Nie kryją się z tym zresztą, bardzo często porównując swoje rabunkowe wycinki drzew, do zrywania marchewki w ogródku… Jest to nieustanny dramat ludzi, zwierząt i roślin, jaki rozgrywa się każdego dnia przy warkocie pił, okrzykach i huku ciężkiego sprzętu. Nie wierzycie – zajrzyjcie na grupy leśników i pracowników leśnych. Oddanie ogromnych połaci leśnych pod zarząd i pseudo-gospodarowanie tej korporacji, to największa tragedia jaka spotkała naszą przyrodę w całej historii Polski. W każdej chwili giną drzewa, często wiekowe, ponad 100-letnie, dziuplaste cuda nie po to abyśmy mieli czym w piecu palić lub tyłek podcierać, a dla zysku korporacji i opłaceniu oraz utrzymaniu wszystkich leśniczówek, ośrodków, nadleśniczych, podleśniczych, pracowników i diabli wiedzą czego jeszcze. Cierpią zwierzęta przeganiane i płoszone ze swych ostoi, niszczone są gniazda ptaków. Nazwa tego szaleństwa brzmi już znajomo – „Racjonalna gospodarka leśna”.

17758541_1141276862661966_673789978145824292_o19429823_752026014968625_3718836799594253111_n17800259_629836027211565_3397423948840422121_n

Niektórzy odważyli się mówić. Jeden z leśników, Marcin Kostrzyński o tym co wyrabia się w LP pisze tak:

„To co zrobili leśnicy jest największą katastrofą ekologiczną w powojennej historii Polski. Lasy są zdewastowane. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia satelitarne. Jest to jedyna grabież majątku narodowego widoczna z kosmosu.Las – jako ekosystem – bez leśników poradzi sobie znakomicie. Tną dla kasy. Traktują drzewostany jak bankomat, gdzie sami ustalają limit wypłat. A starych drzewostanów zaczyna już brakować.  Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali. Leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy.”

Źródło:

Lasy dla Kasy – Wywiad z Leśnikiem

Las poradzi sobie sam 

18278403_10213429807599181_587603846305605441_o

„Leśnicy i ministerstwo boją się, że jeśli »odpuszczą« Puszczę, to obywatele upomną się o resztę obiektów cennych przyrodniczo, wyłączając je z obszaru ich jurysdykcji. Niszcząc do cna Puszczę Białowieską, w sposób długoterminowy dbają o swoje interesy. Nadal do woli będą mogli eksploatować ją jak lasy gospodarcze i dzięki temu rok w rok zabijać około 1500 puszczańskich zwierząt. I może właśnie o to chodzi.

W Polsce prawie każdy leśniczy jest też myśliwym. To wcale nie paradoks, jeśli zastanowimy się, na czym rzeczywiście polega ich praca: jako funkcjonariusze korporacji Lasy Państwowe zajmują się nie tyle dobrostanem przyrody, ile zarządzaniem gospodarką leśną i łowiecką. Innymi słowy, sprawują kontrolę nad produkcją drewna oraz mięsa. Zarówno jedno, jak i drugie trzeba najpierw wyhodować. W tej logice las to przede wszystkim źródło surowców. O ile ze sprzedaży drewna zyski czerpie głównie korporacja Lasy Państwowe, o tyle dochód ze zbytu dziczyzny trafia w większości do prywatnej kieszeni myśliwych.”

~ Mówi Zenon Kruczyński w wywiadzie dla Gazeta.pl – Były myśliwy : Walka z Kornikiem Drukarzem jest tak samo szkodliwa i zbędna jak myślistwo. 

16425944_1337116519675209_4789697650553795751_n
Wyręby i zwózka drewna odbywają się nie tylko latem czy wiosną, ale także jesienią i zimą. Trudno o spokój w ostojach… Zwierzęta przenoszą się więc na tereny polne, do zadrzewień i remiz, gdzie znajdują choć trochę spokoju, jednak nie pozostaje to bez wpływu na szkody w uprawach rolnych.
18423052_231300494021939_6708457564158384666_o18813670_1349397571833781_813513352562650859_n

Spór o Puszczę Białowieską, gdzie Lasy Państwowe ukazały w pełni swoje niszczycielskie oblicze ma też drugie dno. Leśnicy obawiają się utraty stanowisk pracy i zarobków. Wygodniej jest przecież wycinać i eksploatować gospodarczą część Puszczy, czyli robić to do czego zostało się wyszkolonym. Po objęciu całego areału Parkiem Narodowym, każdy z leśników mógłby przecież pracować jako przewodnik, ale… Jak ktoś, kto wyznaje, że las trzeba sadzić, hodować, uprawiać, bo tak bozia kazała, miałby opowiadać o naturalnym odnowieniu, odwiecznych procesach w przyrodzie, dynamice lasu – skoro nie dość, że w to nie wierzy, to jeszcze nie ma o tym pojęcia? A, że las poradzi sobie sam jest czymś oczywistym i doskonale o tym wiedzą. Boją się, że gdy społeczeństwo na własne oczy zobaczy piękno i dzikość rozkwitającej Puszczy, upomni się i o inne cenne przyrodnicze obszary. Leśnicy uważają, że mają pojęcie o lesie… to brzmi jak kiepski żart. Wiedza na temat uprawy i hodowli drzew w rządkach ma się nijak do wiedzy o prawdziwym mozaikowym i różnorodnym lesie. W czasach powojennych masowo nasadzano widoczne i dzisiaj monokultury sosnowe, bo tak było najprościej. Sosna stosunkowo szybko osiąga wiek rębny, i jest łatwa w uprawie, można ją utrzymać na ubogich glebach. Takie plantacje cechuje bardzo mała bioróżnorodność, podatność na „szkodniki” oraz pożary. Ale wygodniej się ścina i pozyskuje drewno. Leśnicy argumentują, że oni już teraz wiedzą jak ważna jest bioróżnorodność, dlatego starają się dopasować skład gatunkowy drzew do siedliska. Lamentują, że oceniać dawnych leśników, to jakby mieć pretensje do chirurga sprzed 80 lat, że nie potrafił przeszczepić serca. OK, tylko ile jeszcze błędów i „nauki”, kiedy konsekwencje takiego czy innego prowadzenia lasu trwają dziesięciolecia, a pewne zmiany często są już nieodwracalne? Jeśli znajdziecie się kiedykolwiek w monokulturze sosnowej z pewnością ją rozpoznacie. Niezbyt stare, strzeliste smukłe pnie posadzone w rządkach. Dolnych gałęzi brak. Dlaczego? Ano leśnicy ogołacają z nich drzewka za młodu, aby łatwiej im było poradzić sobie ze ściętym drewnem do wywozu. Jeśli natomiast dane Wam będzie spotkać prawdziwą sosnę, nie potraktowaną „opiekuńczą” ręką szkodnika lasu, ujrzycie gruby pień, pełen rozchodzących na bok rosochatych gałęzi, pięknych i poskręcanych. Takich drzew często jednak ze świecą szukać.

Warto też wspomnieć tutaj o sławnej już majówce w Toruniu coś jakby „ekologicznym forum leśników”, podczas której mówiono o osobach chroniących przyrodę, że to Zieloni Naziści, którzy chcą przejąć władzę nad światem. Już nie mogę się tego doczekać…

Pisał o tym portal OKO.press :
https://oko.press/ekolodzy-zieloni-nazisci-ktorzy-chca-przejac-wladze-nad-swiatem-czyli-lasy-panstwowe-u-o-rydzyka/

18342450_1440374329354769_6822288725038144376_n19466655_1380237305345901_8099186566860108541_o
Zachęcamy zatem do wystawienia opinii na profilu Lasów Państwowych w postaci jednej gwiazdki. Niech to będzie symboliczny gest sprzeciwu, wobec polityki niszczenia i wyzysku kosztem przyrody, która jest dobrem na wszystkich. Choć nie liczcie, że cokolwiek do nich dotrze. Jedyne argumenty to „brak pojęcia o gospodarce leśnej i planach urządzania lasu, stoły, krzesła, wyroby drewniane, papier toaletowy.” Poziom dyskusji adekwatny do stanu argumentów. Można to zrobić pod tym linkiem:

https://www.facebook.com/LasyPanstwowe/

PS. A korporacji LP proponujemy zmianę nazwy. Może Zręby/Wyręby Państwowe? 
Państwowe uprawy i plantacje leśne? Krajowa hodowla sosny? Warto się zastanowić.

Źródła:

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21998407,byly-mysliwy-walka-z-kornikiem-w-puszczy-bialowieskiej-jest.html

https://oko.press/ekolodzy-zieloni-nazisci-ktorzy-chca-przejac-wladze-nad-swiatem-czyli-lasy-panstwowe-u-o-rydzyka/

http://sredzinski.natemat.pl/160985,las-poradzi-sobie-sam

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/08/12/lasy-dla-kasy-a-wspolczesne-lowiectwo-trzeba-stworzyc-rozmowa-z-marcinem-kostrzynskim/

18556978_308200022970928_1946444029994504833_n

16426250_1229878203775512_8873935877459415363_n

 

AKTUALIZACJA (04.07.2017, Grindelwald): Niezła heca, chyba Lasom Państwowym nie spodobała się gigantyczna krytyka, jaka padła ostatnio pod adresem. I pod płaszczykiem nienawistnych recenzji zablokowała możliwość dodawania recenzji. W ostatnich dniach ocena strony LP gwałtownie spadała w wyniku dużej liczby negatywnych opinii i miała wynik ok. 3,7.

Nienawistne nękanie – dobre sobie. Przykro LP, ale to swoją butą i arogancją, chociażby w samej Puszczy Białowieskiej, . chętnym korzystaniem z przywilejów, które nadaje wam władza, wyzywaniem oponentów od „ekooszołomów”, grożeniem matkom protestującym przeciw waszej rabunkowej gospodarce, że odbierze się im prawa rodzicielskie – zapracowaliście sobie na te „jedynki”.

Screenshot - 2017-07-04 , 13_46_48

Pojawiły się głosy, że fanpage prowadzą ci dobrzy leśnicy z czystej pasji, którzy nie mają na wpływu politykę „góry” i nie zasłużyli na taką nagonkę. Tyle, że nikt nie krytykował owych adminów, tylko bezosobową firmę i jej działania w kontekście Puszczy Białowieskiej / Karpackiej / Bukowej itd. I to firmę jako całość na jej oficjalnej stronie, a nie prywatnych profilach owych adminów.

Może ci admini moralnie nie ponoszą odpowiedzialności za działania GDLP, to jednak dziwienie się, że ludzie są wkurzeni na całą firmę świadczy o oderwaniu od rzeczywistości, a akcje w stylu blokowania możliwości wystawienia głupich gwiazdek na Facebooku tylko wzniecają podejrzenia rosnącej ilości przeciwników. A jak doda się ciągłe robienie ludzi z idiotów, odwracanie kota ogonem i wieczne „wiem lepiej!”, to nie wróżę leśnikom różanej przeszłości. I szczerze nawet mi ich nie żal.

 

Wyrok na Dziki – Rolnicy chcą, aby wybić wszystkie. A myśliwi przyczyniają się do przenoszenia ASF.

Powraca temat afrykańskiego pomoru świń, zwanego w skrócie ASF. Nasi genialni rolnicy i hodowcy trzody wpadli na pomysł, by w województwie podlaskim, przy pomocy myśliwych wystrzelać wszystkie dziki, prawda czyż nie wspaniała to idea – „problem solved”. Gdyby wszystko rozwiązywano w ten sposób… Część z myśliwych ochoczo zgodzi się na dodatkowe polowanie za blisko 400 PLN dopłaty za każdego „pozyskanego” dzika, natomiast lwia większość buntuje się i lamentuje przeciwko likwidacji swojej hasającej wolno kiełbasy, dającej tyle adrenaliny i emocji łowieckich. No bo do czego będą potem strzelać? Myśliwi już krzyczą, że jak to oni nie bronią, gdzie są teraz te krzyczące organizacje ekologiczne, tylko polującym zależy na przyrodzie 🙂 Motywacji tych pyskówek nie skomentuję, bo są jasne nawet dla dziecka.

46943

Kto jest winien?

Na pewno nie ci, na których padł wyrok, czyli dziki. Nawet nie ta biedna „trzoda chlewna”. W pierwszej kolejności winni są Ci, którzy czytając teraz ten tekst oburzają się na „zwyrodniałych rolników”, jednocześnie nie odmawiając sobie schabowego w niedzielę na obiad, a wieczorem karkówki z grilla. Można się śmiać z weganizmu, ale pomyślmy, gdyby nie nasze wątpliwe upodobania kulinarne obarczone ogromem krwi i przemocy, ASF by nie szalał, a dzików nie chciano wybijać. Złoty środek, dla większości nie do przyjęcia. Ale dlaczego akurat obwiniono dziki, które przecież cierpią teraz nie tylko od choroby, ale i od nadmiernych polowań? Bo tak było najprościej. Nie obronią się przecież. Jeśli zastanowić się logicznie, to można mieć wątpliwość w jaki sposób dziki mają przyczyniać się do rozprzestrzeniania ASFu, przecież nie przychodzą wieczorami na schadzki do chlewni, odwiedzić swoje mniej szczęśliwe różowe siostry. A świnie hodowlane nie chodzą na spacery do lasu, aby zobaczyć jak żyją ich dzicy kuzyni. Ani tym bardziej po to, żeby celowo przenieść na nie chorobę, żeby im się nie żyło na tej wolności za dobrze. Zatem gdzie jest winowajca główny?

12804790_984202945002545_1942267724315530947_n

Jest nim ten, kto najwięcej za wystrzelaniem dzika krzyczy. ASF roznosi się głównie przez niedbalstwo człowieka, a rolnicy i hodowcy mało dbają o przestrzeganie norm sanitarnych. Choćby przez wylewanie na pole gnojówki świńskiej, czy wyrzucanie gnoju co jest dość powszechną praktyką, dochodzi do przenoszenia się wirusa. Przenosi się także na kołach samochodów czy ubraniach, a pamiętać musimy, że świnie do uboju są transportowane dziesiątki kilometrów. Rzecz szczególna, że sposobach postępowania i zachowania się przy występowaniu ASF, wszelkie zasady bioasekuracji kierowane są do ludzi, nie zwierząt. A obejmują takie zagadnienia jak dezynfekcję, 72-godzinny brak kontaktu z innymi zwierzętami, czy nie wnoszenie na teren chlewni produktów spożywczych, zmiany odzieży i obuwia. Ograniczenie do minimum przyjazdów samochodów na teren gospodarstwa, ograniczenie zakupów nowych świń. Spotkać się można czasem nawet, w mniejszych gospodarstwach z wyrzucaniem odpadków poubojowych na gnojowisko, wywożenie ich wraz z nieczystościami i rozrzucanie po polu. Winne dziki… Wystrzelać! Warto też wspomnieć tutaj o odpadkach pozostawianych przez myśliwych na nęciskach, resztkach ze skórowania i obróbki tuszy, które służą im do wabienia np. lisów. A dziki też lubią padlinę… Oraz o martwych płodach od ciężarnych loch, które zazwyczaj bezceremonialnie po wypatroszeniu odrzuca się w krzaki. 

15676169_1734837470165469_9086392581074035671_o

17796217_1786531884996027_5096800250053624160_n
W lesie można natrafić i na takie znaleziska – resztki po polowaniach. Wina za rozprzestrzenianie się kolejnych ognisk ASF, nie leży tylko po stronie rolników. 

Jak pisze portal naTemat.pl rolnicy do eksterminacji dzików domagają się użycia Wojsk Obrony Terytorialnej. A co tam. Niech chłopaki poćwiczą oko. „No bo jak przyjdzie Rusek, to kto…?” Dobra, cytujemy:

„Wystosowałem pismo do pani premier o powołanie specjalnego zespołu ds. walki z dzikami. Proponuję, by wykorzystać Wojska Obrony Terytorialnej i w kilku województwach zredukować do zera populację dzików – oświadczył Marian Tomkowicz, wiceprzewodniczący Rady Powiatu w Białej Podlaskiej.

Od takich mądrości chłopskiego rozumu opadają ręce. Do zera to znaczy, że wystrzelane mają zostać wszystkie dziki we wschodniej Polsce. Na czym polega dramat? Według ministerstwa rolnictwa, trwa właśnie trzecia fala rozprzestrzeniania się wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF). W gospodarstwach, w których pojawi się wirus wybijane są świnie, a to straty dla rolników (rolnicy dostają rekompensaty, ale i tak nie są zadowoleni). Wójt gminy Leśna Podlaska zatrudnił psychologa po tym jak jeden z gospodarzy dostał udaru po wiadomości, że inspekcja weterynaryjna uśmierci mu całą hodowlę.

Rzowalony
A to już dzik z odstrzelonym ryjkiem, który trafił do jednego z ośrodków rehabilitacji zwierząt dzikich. Nie udało się pomóc…

MAREK SULIMA, ROLNIK Z POWIATU BIALSKIEGO

Wypowiedź dla Polskie Radio Lublin:

Uważam, że populację dzika należy w tym obszarze zlikwidować. Bezwzględnie potrzebny jest odstrzał dzików. To nie są »święte krowy« Rozmawiamy z myśliwymi, którzy nie będą strzelać na taką skalę, jak jest nam potrzebna. Trzeba »wyzerować« nasz teren.

Stąd cała wściekłość, nerwy i frustracja rolników, o której donosi Polskie Radio Lublin i rolnicze portale. Już pisaliśmy, że za świńskim biznesem stoi aparat państwowy z chłopskim ministrem Krzysztofem Jurgielem, prywatny biznes i wielkie mięsne korporacje. Ekolodzy zajęci są protestami w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. Dzik natomiast „ostał się sam”. Rolnicze lobby wydało wyrok.

Do jego wykonania nie kwapi się część myśliwych. – Będziemy egzekutorami na zawołanie rolników, a potem na nas spadnie cała krytyka za zabijanie niewinnych zwierzątek – mówi anonimowo prezes koła łowieckiego spod Łomży. Oficjalnie tego nie powie, bo minister Jurgiel za krnąbrność grozi likwidacją Polskiego Związku Łowieckiego.

(…)

To prawda, że dziki są nosicielami wirusa, który wraz z dzikimi zwierzętami przeniośł się z Białorusi. Wskazując winowajcę nikt jakoś nie wyjaśnia jakim cudem wirus przedostaje się z leśnych zwierząt do zamkniętych ogrodzonych gospodarstw i chlewni. Jak wynika z poradnika ministerstwa rolnictwa, sprawa jest prosta: wystarczy nie wpuszczać przypadkowych osób do gospodarstwa. Chronić dostęp do hodowli matami dezynfekującymi, stosować pasze z pewnego źródła. Według eksperta ministerstwa rolnictwa, »bioasekuracja jest bardzo prosta«. Przynosi efekty o ile się ją rygorystycznie stosuje.”

Dzik to ogromny sprzymierzeniec lasu. Wie o tym nie tylko każdy leśnik. Ssaki te spulchniają ściółkę, mieszają glebę, przyczyniają się do zmniejszenia możliwych gradacji „szkodliwych” owadów, zjadają padlinę i gryzonie. Pomagają w rozsiewaniu nowych drzew, dębów i buków. Prześladowane przez pseudomiłośników natury dla kiełbasy i emocji, teraz skupiają na sobie dodatkowo wściekłość chłopstwa, jako, że „chłop żywemu nie przepuści”, szukają teraz ofiary do bicia za swoje straty finansowe od wyzysku zwierząt, niedbalstwo i lenistwo. I znaleźli idealną… Pozostaje mieć wątłą nadzieję, że znajdą się ludzie patrzący na świat szerzej niż tylko do czubka swego nosa i kieszeni. I powstrzymają to szaleństwo.

Kopia 15135567_1197603776985832_3394358_n
To tak jeśli o bioasekuracji mowa. Trzeba też wspomnieć o odpadkach po polowaniu, ochoczo zostawianych przez myśliwych na nęciskach. Przyczyniają się oni tym samym również do roznoszenia się ASF wśród kolejnych dzików.

Dzikeł3etyk
I o emocjach łowieckich. Myśliwi będą bronić głównego obiektu swoich strzeleckich uciech, czyli swego interesu – nie zwierząt.

Źródła:

naTemat.pl
farmer.pl

http://natemat.pl/211361,jest-pierwsza-prosba-o-uzycie-wojsk-obrony-terytorialnej-rolnicy-chca-by-wystrzelano-wszystkie-dziki

http://www.farmer.pl/produkcja-zwierzeca/trzoda-chlewna/asf-musimy-pilnowac-sie-nawzajem,49611,1.html

Ratujmy Łosie przed masakrą – Zwierzęta w potrzebie

Szykuje się kolejna jatka zwierząt, zaplanowana tym razem przez wiceministra środowiska i przedstawicieli Lasów Państwowych. Mało było wybijania dzików w związku z rozprzestrzenianym przez niedbalstwo człowieka ASF, tak niektórym przyszedł teraz apetyt na łosinę.

Zjednoczone lobby leśników i myśliwych już od jakiegoś czasu stara się uczynić ten gatunek ponownie łownym. Głównym powodem dla którego takie starania są czynione, to ”szkody” w uprawach leśnych wyrządzane przez łosie, co bardzo nie podoba się leśnikom, którzy lasy traktują jak prywatne ogródki do produkcji desek, a nie ostoję zwierząt. Myśliwi natomiast już zacierają łapska na na piękne trofea z rosohów łosich, jak i samą frajdę z polowania. Tymczasem łosie, które przez lata nie doświadczyły na sobie grozy polowań, nie mają odruchu ucieczki przed człowiekiem. To co je czeka, nie będzie polowaniem, a zwykłą jatką, strzelaniem do ufnych i nieruchomych zwierząt.
No, ale przecież głównymi celami łowiectwa jak i ochrony jest przecież odbudowa populacji tylko w celu polowań na nią, następnie wytrzebienie, znowu moratorium i ochrona, przecież na tym polega ”racjonalna gospodarka zasobami przyrody”…

13631401_1131732050212375_8937509636246011869_n

”W okresie międzywojennym w na terenach obecnej Polski żyło bardzo niewiele łosi – było ich zaledwie osiem. W roku 1952 objęto łosia ochroną gatunkową w Polsce, dzięki czemu w kolejnych latach odnotowywano szybki wzrost liczebności tego gatunku. W 1966 roku ponownie wprowadzono łosia na listę zwierząt łownych. Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku pozyskanie łosi przekroczyło 1000 sztuk rocznie i okazało się, iż łosi zamiast przybywać, zaczęło w Polsce ubywać. Gdy populacja łosia zmniejszyła się do około 1500 osobników, w roku 2001 dla ratowania sytuacji wprowadzono moratorium na odstrzał łosi. Ile jest ich dziś? Według danych Ministerstwa Środowiska może ich być nawet 13,7 tys. Jednak nikt nie jest w stanie ustalić ich dokładnej liczebności.

Grono naukowców, w tym osób przygotowujących w latach 2009-2011 „Strategię ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce”, zajęły stanowisko w sprawie planowanego wznowienia polowań na łosie w części województw naszego kraju:

„Uważamy, że zgoda na polowania według zasad sprzed wprowadzenia moratorium nie jest racjonalna. Oznacza to bardzo długi sezon polowań, dowolność w zakresie wielkości pozyskania i brak jakichkolwiek mechanizmów kontrolnych zabezpieczających przed nadmierną eksploatacją. Jest wysoce prawdopodobne, że wciągu roku znikną niemal wszystkie byki łopatacze. Nie jest uwzględniona także odrębność genetyczna populacji biebrzańskiej, co stanowi istotny walor polskiej populacji tego gatunku.”

Naukowców niepokoi także brak limitów pozyskania na lata 2014-2016 oraz brak zapisu, by w pozyskiwanych łowiecko populacjach dążyć do utrzymywania zagęszczeń łosi nie mniejszych niż 5os./ 1000 ha. Zdaniem przyrodników takie podejście może doprowadzić do redukcji pogłowia nawet o 70 proc.

W opinii naukowców walka ze stratami w lesie za pomocą strzelby to nie jest dobry pomysł. Ich zdaniem są metody – mniej inwazyjne – które pozwalają dostosować gospodarkę leśną do obecności łosia. Poza tym badacze zwracają uwagę, że problem szkód od łosia jest lokalny i nie może służyć jako podstawa do nadmiernego ograniczania liczebności populacji łosia.

A co z kolizjami komunikacyjnymi z udziałem łosi? Od momentu zastosowania odkrzaczania poboczy, dzięki poprawie widoczności, na obszarze RDLP Białystok zmalało połowę, a w niektórych newralgicznych miejscach prawie dwudziestokrotnie. Zatem argument o kolizjach z udziałem tych zwierząt także nie ma uzasadnienia. ”

pejzaz_mysliwski_los

Źródło: Ekologia.pl
http://www.ekologia.pl/wiadomosci/srodowisko/wielkie-i-niebezpieczne-losie-do-odstrzalu,19559.html

Wygląda na to, że cicha eksterminacja łosi trwa już od jakiegoś czasu o czym można się przekonać śledząc doniesienia prasowe z ostatnich miesięcy:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/04/10/kto-zastrzelil-losia/

http://www.tygodniksiedlecki.com/t40094-strzelal.mysliwy.htm

pejzaz_z_losiem

Na stronie akcja.przyrodnicze.org czytamy:

”Nie zgadzamy się na zabijanie łosi, które zapowiada resort środowiska, motywując swoje plany rzekomym zagrożeniem, jakie łoś ma stwarzać dla bezpieczeństwa w rejonach występowania tego gatunku. Stoi to w sprzeczności z zaleceniami „Strategii ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce” z 2011 roku przygotowanej na zlecenie Ministerstwa Środowiska i sfinansowanej ze środków publicznych. Strategia ta wskazuje wyraźnie, że jako gatunek bardzo podatny na eksploatację łowiecką łoś nie powinien być traktowany jak inne jeleniowate. Strategia wskazuje też, że:

„dotychczasowe metody gospodarowania łosiem, które stosowano w Polsce w ostatnim dwudziestoleciu XX wieku okazały się błędne i były poważnym zagrożeniem dla jego egzystencji. O ile w przypadku jelenia i sarny wysokie pozyskanie w latach 80. i 90. XX wieku doprowadziło do zmniejszenia pogłowia, to liczebność populacji łosia została niestety zredukowana o ponad 75% stanu i gatunkowi groziło w naszym kraju wyginięcie”.
Nie możemy dopuścić do powtórzenia tej sytuacji.
Jednocześnie wnioskuję o podawanie wiarygodnych danych dotyczących łosi w Polsce i przypominam, że:

Wciąż nie wiemy ile jest łosi w Polsce, a podawane dane dotyczące ich liczebności są szacunkowe i obarczone wysokim ryzykiem błędu.

Wypadki drogowe z udziałem łosi nie stanowią wszystkich wypadków z udziałem dzikich zwierząt, a policja nie prowadzi statystyk rozróżniających gatunki, które brały udział w zdarzeniu drogowym.

los_na_mokradlach

Polowania na łosie doprowadziły już do drastycznego spadku jego liczebności, co doprowadziło do wprowadzenia obowiązującego do dziś moratorium.

Populacja biebrzańska łosia jest unikalna i jako jedyna przetrwała w naszym kraju. Osobniki należące do tej populacji wychodzą poza granice parku narodowego i mogą być narażone na odstrzał w sąsiadujących z parkiem nadleśnictwach i obwodach łowieckich.”

PETYCJĘ MOŻNA PODPISAĆ TUTAJ:
http://akcja.przyrodnicze.org/kampanie/jestem-z-losiem

max_los

173

dd852fe9d944d04a4a00f58c937e7405

big_4

Myśliwi strzelają, a wilki giną.

Zgłosiła się do nas jedna z czytelniczek, z kolejną smutną informacją, oraz zdjęciami.

Witam, czy można wysłać Wam zdjęcia zastrzelonego wilka? Zdjęcia wykonane na Przełęczy Radoszyckiej, na granicy Polski i Słowacji; przypadkowo w trakcie spaceru natrafiłam na zwłoki wilka, niestety trzeba było uciekać, ponieważ w pewnym momencie usłyszałam głosy idących w jego stronę dwóch mężczyzn. Z tego co wiem Słowacja wprowadziła możliwość odstrzału wilka, ale minimalny dystans od granicy wynosi 25 km. Czyli ten wilk padł ofiarą kłusowników… Możliwe, że to był nasz polski wilk…

Należy się podziękowanie, gdyż tylko dzięki publikacjom mają szansę ujrzeć światło dzienne tego rodzaju zwierzęce dramaty.

22324242

Przy granicy polsko-słowackiej, leży cicho truchło młodego drapieżnika. Nie zapoluje już więcej… Widoczna rana postrzałowa dopowiada historię jaka go spotkała. Może został „pomylony z dzikiem”, a najpewniej został z premedytacją zabity, jako „szkodnik przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Niestety, ale takie właśnie podejście prezentuje większość myśliwych. Kiedy PZŁ swego czasu na swoim profilu próbowało robić nagonkę na wilka, pojawiały się i głosy o natychmiastowej potrzebie „regulacji” tego drapieżnika do 200 sztuk… Tak że… Zaglądając natomiast na fora łowieckie, ze zdumieniem przeczytać możemy jak ludzie, którzy ślubowali przestrzegać prawa łowieckiego i bronić przyrody, dyskutują sobie o możliwych sposobach cichego pozbywania się wilków i kłusowniczym odstrzale, a następnie pozorowaniu wypadków komunikacyjnych, jako przyczyny śmierci zwierzęcia.

19022652_10207011765571921_1897190629_o
Seria zdjęć zastrzelonego wilka, wykonane przez naszą czytelniczkę.

Od 2015 roku między Polską a Słowacją obowiązuje 25 kilometrowa strefa buforowa będąca wyłączona z polowań na wilki (w Słowacji wilk jest gatunkiem łownym). W omawianym przypadku zwierzę zostało zabite tuż przy granicy, jak informuje nas czytelniczka.  Jak widać powołanie tej strefy nie wiele dało…

19046853_10207011767091959_975545027_n
Typowy strzał „na komorę” czyli w serce. Ktoś tu jednak trochę chybił. Po prostu egzekucja. Choć znając myśliwych, pewnie napiszą coś o pasożytach i larwach gzów, które wywierciły od środka ten otwór… Albo o wnykach. Podobne historie słyszeliśmy już w przypadku strzelonych łosi.

Wilki, łatwego życia nie mają. Do pełni szczęścia potrzebują rozległych kompleksów leśnych, dzikich terenów, najlepiej mało penetrowanych przez człowieka. O takie miejsca w dzisiejszym świecie jednak coraz trudniej. Przez prawie 114 tysięcy myśliwych, niecałe 1200 wilków uważane jest za „szkodniki”. Strony kół łowieckich i niektórych nadleśnictw celowo biorą udział w antywilczej histerii zamieszczając na swoich profilach „straszne” zdjęcia ogryzionych kości wilczych ofiar… Z jednej strony ciągle słyszymy, że tych i tamtych zwierząt jest za dużo (jak to możliwe, aby za dużo było jednocześnie drapieżników i ofiar?), a niektórzy myśliwi otwarcie twierdzą, że ich rolą jest zastępowanie wilków. No dobrze… Tylko kiedy przypadkiem natkną się pozostałości po biesiadzie drapieżników, nie gorzej niż przedszkolne dzieci dotknięte „syndromem Bambi”, rozdzierają szaty nad resztkami „biednych małych jelonków”, och jakąż to straszną śmiercią musiały zginąć. No tak, lepiej żeby podrosły i żwawo uciekały postrzelone, gnane zgrają psów myśliwskich na polowaniu zbiorowym. Wtedy to w zgodzie z etyką, zasadami i regulaminem… Ostatnio myśliwi odkryli ze zdumieniem fakt, iż wilki upolowały dużego dzika. Oczywiście szok, niedowierzanie, wręcz panika… Naprawdę można martwić się o los polskiej przyrody, czytając takie reakcje.

19022678_10207011765171911_462463641_o

W 2016 roku media obiegła głośna sprawa skłusowania wilczycy w Bieszczadach, czego dokonało dwóch myśliwych należących do PZŁ przy współudziale podleśniczego. Niedawno zostali skazani nieprawomocnym wyrokiem w zawieszeniu. Dlaczego warto przypominać o tym przypadku? Tym razem kłusujący myśliwi nie mieli szczęścia. Na gorącym uczynku przyłapał ich inny myśliwy, który zgłosił sprawę policji i organom związku. I jak zareagował PZŁ? Nie, nie było medalu łowieckiej zasługi… sprawę próbowano bagatelizować, a nieprzyjemne konsekwencje spotkały myśliwego, który o sprawie doniósł. Został wykluczony z koła macierzystego, tracą szacunek i „przyjaźń” kolegów… To wydarzenie mówi bardzo wiele o myśliwskich nastrojach wobec wilków i tym jak sami traktują przypadki takiego kłusownictwa w swoim gronie.

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

19021709_10207011765051908_1948882091_n

Człowiek w wilczej skórze.

Wilk „przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej” jest wrogiem numer 1 dla większości myśliwych. Traktowany i postrzegany na równi z wałęsającymi się psami. Ale dlaczego? Przecież myśliwi twierdzą, że wilki zastępują, powinni więc cieszyć się że ktoś wyręcza ich w ponurej robocie. Nic z tych rzeczy, gdyż dla myśliwego sensem życia jest polowanie. A polowania jest mniej, gdy w „łowisku” grasuje wilk. Nie przestrzega on okresów łownych, ani ochronnych, „morduje” młode zwierzęta, płoszy (zwierzęta stają ostrożniejsze, przez co polowania też są trudniejsze), no same szkody! Przekłada się to także na straty finansowe koła (trofea, skóra, dziczyzna). No, szału można dostać, tyle pracy w łowisku dla dobra zwierzyny, dokarmianie, lizawki, wodopoje, nęciska, a tu bure nie robio nic i polujo cały rok na wszystko! To nasze jelenie, dziki i daniele, racjonalnie hodowane dla celów łowiectwa!  Myśliwi w żaden sposób nie są w stanie pojąć roli wilka w ekosystemie, który to drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Tym samym budzi wstręt… może dlatego, że myśliwi patrząc na wilka zdają sobie sprawę ze swej ułomności i niedoskonałości.
Nie bardzo można też straszyć lud nadmiernym rozmnożeniem wilka, jak robią to myśliwi w przypadku lisów i jest to wtedy jakoś zasadne. Ponieważ wilki potrafią doskonale same kontrolować swoją liczebność – w watasze rozmnaża się tylko para alfa i to nie zawsze, w zależności, od dostępności pokarmu i siedliska. Nie trzeba więc w żaden sposób kontrolować ich liczebności. Obecność wilka w „łowisku” (tfu, no przesiąkłem widać tym łowieckim bełkotem), ma jeszcze taki plus, że polują one na lisy, jenoty oraz bobry – czyli także „szkodniki”. No i zagryzają równie znienawidzone przez myśliwych „hordy bezpańskich kundli”. Pamiętać musimy, że wilk potrzebuje dziennie około 5 kg mięsa, a więc poluje cały czas mając w wilczym nosie przepisy, regulacje ochronne, zachowanie stada podstawowego… Jest więc o niebo bardziej cennym sprzymierzeńcem w ratowaniu pól rolników i szkółek leśnych oraz nas wszystkich przed zwierzęcą i głodową apokalipsą. Myśliwy, cóż… Musi mieć na co polować, dziczyzny zje pół kg od święta, ale „racjonalna gospodarka” z utrzymywaniem podstawowych stad danieli, jeleni, dzików i saren oparta o jakąś prowizoryczną inwentaryzację być musi.

19024596_10207011767171961_524020466_o

Jak widać można ustanawiać moratoria, obejmować gatunki ochroną, a zabawa w polowanie trwa w najlepsze… Sądząc po ilości „wypadków i przypadków”, które są nam zgłaszane. A to tylko kropla tego co jesteśmy w stanie wykryć, zaś wpisy i wypowiadane poglądy myśliwych tylko potwierdzają to co zawieramy w naszych artykułach.

Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora.

Są i nieliczni myśliwi, rozumiejący rolę wilka w środowisku, działający na rzecz jego ochrony, czy cieszący się z jego obecności w łowisku. Tacy zamiast postrzelać i psioczyć na bure drapieżniki, rzeczywiście czując naturę wolą spędzić noc na ambonie bez jednego strzału, słuchając koncertu zwołującej się watahy. Doświadczyć echa grozy pędzonych jeleni. Ale to nieliczni. Jednym z takich prawych i etycznych myśliwych był nieżyjący już Karol Soliński, który o wilkach pisał tak na łamach „Dzikiego Życia”:

„Uważam, że nie mogę pozostać bierny w sprawie wilków i nie tylko wilków. Upływa 20 lat od chwili, kiedy jako członek Polskiego Związku Łowieckiego zwróciłem się do Zarządu Głównego PZŁ w Warszawie, będąc czynnym myśliwym, w sprawach, które dzisiaj wreszcie przybrały odpowiednie formy działania zmierzające do ochrony tego, czym obdarzyła nas natura, a co tak bezmyślnie niszczymy. Dla ludzi trzeźwo obserwujących to, co dzieje się z naszą przyrodą – darem natury, szczególnie ze zwierzyną żyjącą w stanie wolnym, tak zwaną »dziką«, jest zastraszające. A czynią to w większości ludzie za ten stan odpowiadający – myśliwi i leśnicy.

Powrócę jednak do zasadniczej sprawy, to znaczy wilka i do przywołanego na początku listu sprzed 20 lat. Stan wilków w naszym regionie od czasów omawianych w moim liście na pewno nie wzrósł do stanu jakoby zastraszającego, zagrażającego człowiekowi i jego gospodarce. To bzdura.

Stan ten wzrósł w fałszywych ludzkich papierzyskach i dokumentach inwentaryzacyjnych sporządzanych w biurach, a nie uczciwie w łowiskach. Myśliwi i leśnicy (?), którym tak bardzo zależy na tępieniu wilków, nie przebierają w środkach dla uzasadnienia swojego stosunku do wilków.

Szanowni koledzy myśliwi i leśnicy uzasadniając potrzebę tępienia wilków posługują się twierdzeniem, że wilki wyrządzają szkody także w gospodarce łowieckiej, co ma potwierdzać fakt spotykania w łowiskach szczątków zwierzyny łownej nie skonsumowanej do końca przez wilki. Zapytam: czy na pewno tylko przez wilki? Szanowni koledzy decydenci o »być albo nie być« dla wilka, jeżeli nawet wilk zabije zwierzynę łowną i do końca jej nie skonsumuje, pozostawiając niezbity dowód swej przestępczej działalności w łowisku to czyż nie nasuwa się pytanie co się dzieje panowie myśliwi z waszymi postrzałkami? Co dzieje się z ofiarami kłusownictwa? A kto zabija tam, gdzie wilki nie występują? Skąd biorą się padłe sztuki zwierzyny łownej w polach, w uprawach rolnych, właśnie tam gdzie niestety nie ma wilków?

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na inny jeszcze fakt potwierdzający niekonsekwencję decydentów o »być albo nie być dla wilka«. Panowie leśnicy narzekają na nadmiemy stan zwierzyny płowej, głównie jeleni w lasach na południu województwa krośnieńskiego, powodujący poważne szkody w uprawach leśnych. Na tych samych obszarach, według opinii panów leśników, występuje nadmierny stan wilków. A więc o co panowie w końcu chodzi? Czego jest w tych krośnieńskich łowiskach za dużo?”

10517506_914185541934934_46078767897005080_n (1)
”Szkodnik”, tylko który bardziej?

A więc mamy kolejnego już myśliwego, który nie tylko potwierdza to co wilkach piszemy my, ale także poglądy swoich kolegów. Karol Soliński zmarł niedawno w wieku 93 lat. Warto jednak przypomnieć sylwetkę, poglądy i działania tego myśliwego, który powinien być wzorem dla wszystkich dzisiejszych hejterów wilczych spod loga PZŁ.

W innym liście Pan Karol pisze o swoich działaniach na rzecz ochrony wilków:

„Jestem członkiem PZŁ, czynnym myśliwym od roku 1957, natomiast mój staż myśliwski datuje się od najmłodszych lat okresu międzywojennego. Ojciec mój był myśliwym i strażnikiem łowieckim w okresie przedwojennym i od tamtego czasu z łowiectwem jestem związany i jak długo pozwoli mi zdrowie z czynnym łowiectwem nie zamierzam się rozstać. […]

Wniosek mój dotyczy: 1 – objęcia ochroną i rozszerzenia okresu ochronnego dla wilka na województwa przemyskie, krośnieńskie i nowosądeckie; 2 – zmiany dotychczas obowiązującego okresu polowań na dzika (!!! ~ Postulaty NPRM!)

(…)

[…] Praktycznie moim zdaniem dzik został pozbawiony okresu ochrony. Czy obecny termin polowań gwarantuje nietykalność maciorze w okresie prawnie zastrzeżonym, kiedy prowadzi potomstwo? Na pewno tak, ale w innej sytuacji dopuszcza do niezamierzonego nawet barbarzyństwa. Jak można inaczej nazwać fakt odstrzału lochy ciężarnej tuż przed okresem wyprosienia? Polując w kole łowieckim „Jarząbek” w Ustrzykach Dolnych, w dniu 10 lutego (obecnie na lochy można.polować do 15 stycznia, na pozostałe do końca lutego – red.) między innymi zostały odstrzelone dwie loszki. Ja dokonywałem operacji ich patroszenia. Obie loszki posiadały w pełni rozwinięty płód w ilości po 7 sztuk każda. […] Polując w kole »Ponowa« w Krośnie, w rejonie dukielszczyzny […] zamiast dużego odyńca padła duża locha, strzelona przez starszego już wiekiem kolegę. Znowu ja, ze swoimi umiejętnościami etatowego »patrocha« i znowu tym razem okropny widok: 11 sztuk małych: […] Niepokoi mnie również sprawa odpłatności przez koła za szkody wyrządzane przez zwierzynę łowną […] W tej sytuacji koła słabe finansowo, doprowadzą do całkowitej likwidacji dzika w obwodach przez siebie dzierżawionych […] Tematu nie wyczerpałem, bo chyba obrazi się na mnie lis, on też jest biedny.”

~ Fragmenty pisma Karola Solińskiego do Zarządu Głównego PZŁ z kwietnia 1978r.

Źródło:
http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Temat pozostaje niewyczerpany. Myśliwi i kłusownicy strzelają, a wspaniałe drapieżniki giną, mimo ochrony. Kto by się tym przejmował… Przecież mamy myśliwych, którzy go „zastąpią lepiej”. Nieliczni, postępujący w zgodzie z prawem i moralnością, świadomi przyrodniczo są przez „wiedzących lepiej” specjalistów od szkodników, gnojeni, ignorowani, a nawet prześladowani. Ale to już nie nasze zmartwienia, choć wolelibyśmy, aby osoby postępujące w zgodzie z prawem, potrafiący spojrzeć na środowisko szerzej niż przez pryzmat doraźnej korzyści z polowania, były kiedykolwiek przez PZŁ postrzegane inaczej. Pewnie jeszcze jednak długo zostaną, „wrogami, oszołomami i zdrajcami”. No cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że natura jakoś to wszystko przetrzyma, a z czasem do głosu dojdzie rozsądek, nauka i argumenty, w opozycji do emocji łowieckich i „racjonalnych” gospodarek.

18199379_1446480095427304_2783700988948239598_n
Lasy Państwowe, nie bardziej niż myśliwi zdają się być oderwane od rzeczywistości i dotknięte piętnem bambizmu. Wespół z myśliwymi ścigają się w nakręcaniu antywliczej histerii. I biorąc pod uwagę tego typu poglądy, trudno się potem dziwić przypadkom kłusownictwa na wilku.

 

p33zł
A tu już post na osi czasu PZŁ. Akurat ich poglądom trudno się dziwić, kiedy deklarują przy każdej okazji obronę interesów łowiectwa za wszelką cenę, a interes PZŁ ma być czymś nadrzędnym. Wszystko, tylko nie przyroda. No chyba, że można mieć jakieś korzyści. A te dla gospodarki łowieckiej po uczynieniu wilka łownym były by szerokie.

Więcej o myśliwskiej hipokryzji i nienawiści wobec wilków dowiesz się tutaj:

”Nie dla wilka kiełbasa” – Myśliwi oburzają się, że wilki zjadają ”ich” dziki.

=====================
=====================

Źródła:

Listy Karola Solińskiego, miesięcznik ”Dzikie Życie”
 http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Wilki.pl 

Myśliwi skazani – Sprawa skłusowanego wilka w Bieszczadach.

====================
====================

 

 

 

Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.

11 maja to kolejna tragiczna data w kalendarzu łowieckim, będąca totalnym nieporozumieniem, jak zresztą większość obecnych okresów polowań. W ten wyczekany dzień, myśliwscy pseudoekolodzy ruszają w lasy, aby znów dać wyraz swojemu uwielbieniu do zwierząt poprzez strzelanie do nich. Ofiarami „harmonijnego obcowania z naturą”, padają tym razem kozły saren, przez myśliwskich niedouków nazywane potocznie „jelonkami”. Praktyka tym bardziej okrutna, ponieważ maj to okres lęgowy większości ptaków i czas rozmnażania dla wielu zwierząt. Potrzebują wtedy jak największego spokoju i nie powinno się ich wtedy niepokoić – przynajmniej mi to wpajano na lekcjach przyrody. Te zasady poszanowania i zrozumienia wobec zwierząt, mało zdaje się obchodzą myśliwych. Mają je w głębokim poważaniu. Spokój zwierząt? Kto by się tym przejmował. Trzeba przecież zapolować, bo jest sezon! Pamiętam taki post ze znanej nam już strony „Dzikarze.pl” gdzie to myśliwi dowcipkowali z tego, że przegonili wszystkie sarny w łowisku, podczas rabanu jakiego narobili uganiając się z psami za dzikami. Kwintesencja spaczenia myśliwskiego szacunku wobec natury, to chyba lekko powiedziane.

NiePłoszww

Okres polowań na sarnie kozły trwa od 11 maja do 30 września. Polowania indywidualne na te zwierzęta są jednymi z najbardziej popularnych w Polsce. W tym czasie sarnie kozy wydają na świat młode i opiekują się nimi. Nie baczą jednak na to myśliwcy pseudomiłośnicy natury, którzy pragnąc zdobyć trofeum burzą spokój sarnich matek i dzieci. W kolejnych miesiącach u gatunku zaczyna się ruja – misterium natury, kiedy zwierzętom powinno zapewnić się maksimum spokoju i komfortu, aby w świecie zdominowanym przez człowieka mogły choć trochę odetchnąć od nadmiaru naszej presji. Podczas rui kozły gonią za kozami, wygląda to czasem iście pociesznie jak zabawy dwóch młodych psiaków. Takie widoki na łąkach i polach o świcie wśród mgieł, napełniają serce radością i wdzięcznością, wobec możliwości podpatrzenia kolejnego wspaniałego spektaklu przyrody. Przynajmniej u mnie… Jak się domyślacie, myśliwi polują na te zwierzęta również wtedy – no bo przecież sezon (i kalendarz łowiecki, który sami sobie stworzyli) na to pozwala.  Jest to zwyrodniała i pomylona praktyka, która w cywilizowanym świecie nie powinna mieć miejsca, ukazuje też dobitnie czym dla myśliwego jest „miłość do przyrody i zwierząt”, a jest to po prostu polowanie dla radochy, adrenaliny (kozła często trzeba podejść) jak i trofeum.

Kopia gw_k4

Dlaczego myśliwi zabijają sarny?

Sarny dość łatwego życia w naszym świecie nie mają. Giną od potrąceń przez auta, trują się opryskami w rolnictwie, młode bywają zmielone kosiarkami na łąkach lub rozjechane traktorami, czasem nawet zostają przejechane przez pociągi – pasą się często przy torach i nasypach. Są wrażliwe na większe mrozy, czasem padają z wyczerpania od gonitw bezpańskich psów lub zostają przez nie zagryzione. W niektórych rejonach kraju stanowią spory % w diecie drapieżników takich jak wilk czy ryś. Zaplątują się w siatki wokół grodzonych szkółek leśnych. Czasem też topią. No i oczywiście bywa, że chorują. Widzimy więc, że zagrożeń wynikających z presji człowieka na środowisko jest dla gatunku mnóstwo, co przekłada się na jakąś tam „naturalną selekcję” i ograniczenie liczebności.  I w takich chwilach z pomocą przybywa dzielny myśliwy, który „zabija jednym celnym strzałem, i zwierzę nie cierpi”… Tak, odpowiedz na pytanie dlaczego myśliwi zabijają te zwierzęta jest banalna, i zamyka się w jednym wyrazie – TROFEISTYKA. Oraz dziczyzna.

Jakoś wobec tych wszystkich zagrożeń nie śpieszą myśliwi wtedy ratować saren. Co innego zimą przed ”okrutną śmiercią głodową” co nie powinno nigdy mieć miejsca, ponieważ najważniejszym czynnikami selekcyjnymi dla wszystkich zwierząt są zima, mróz i śmiertelność z ich powodu.

10547696_716561108381177_8299382428550563927_n

Trofeistyka.

Myśliwi są mistrzami, jeśli chodzi o wynajdywanie powodów dla których rzekomo muszą zabijać zwierzęta, nie inaczej jest w przypadku saren. Pomijając oklepane już „szkody w uprawach”, tutaj głównym powodem ma być „selekcja zwierzyny płowej”, której pomylone zasady i reguły myśliwi stworzyli na użytek własny, aby w oczach społeczeństwa mieć jakieś usprawiedliwienie dla swej chorej pasji. Są oni wyznawcami teorii, że jeśli nie będą polować, to zwierzęta ZDEGENERUJĄ się, a gatunek wyginie – jakoś tak. To już przykład klasycznego poddania się własnej mitologii. Oficjalnie jednym z głównych celów łowiectwa jest uzyskiwanie jak najlepszych jakościowo trofeów. To jest też celem myśliwskiej hodowli zwierząt i „dbania” o nie. Musimy pamiętać, że cała zabawa w trofeistykę to także konkursy i wyceny parostków, za które myśliwi w specjalnych komisjach przyznają sobie punkty, medale, nagrody… Cały mit selekcji i rzekomej degeneracji, nie ma żadnych podstaw naukowych, oraz opiera się na błędnych i fałszywych przesłankach. Dlaczego?

Kopia 11954796_904318976309095_3873065025495618952_n

Myśliwi utrzymują, że jeśli nie będą strzelać, to taki kozioł sarny przekaże swe „złe” cechy w genach dalej, przyczyniając się do postępującej degeneracji gatunku, co za tym idzie, jego wyginięcia 🙂 Jak zatem wytłumaczyć tysiące lat istnienia gatunku, wobec 90 lat trwania PZŁu ze swoimi „zasadami selekcji”? Myśliwi doskonale sami obalają swoje brednie, nie trzeba szukać daleko. Jak czytamy na stronie poradnika selekcjonera, przyczyny deformacji parostków saren, mogą być rozmaite. Urazy możdżenia, przebyte choroby takie jak motylica, odmrożenie, czy też uszkodzenia jąder. Dodatkowo braki pokarmowe, infekcje wirusowe lub grzybicze, wszystko to sprawić może, że parostki nie wykształcą się tak jak powinny.

http://derficzek.republika.pl/porozesarny.html

Zwierzęciu często to w życiu nie przeszkadza. Nie trzeba być specjalistą, aby wiedzieć, że takich cech nie przekazuje się w genach dalej, gdyż są to jednostki nabyte. Tak samo, jak nie przekażemy dziecku naszych cętek po ospie.

11412297_1049945531699902_8265175867537453163_n

Polujący podzielili sobie kozły saren według sztucznie stworzonych „klas wieku” oraz rozróżnienia takie jak osobnik „przyszłościowy” lub „selektywny”. Pierwsza grupa rokuje na dobry rozwój trofeum, drugą trzeba bezlitośnie eliminować, gdyż w wyniku różnych czynników losu, nie wykształciła takich parostków, jakie chciałby widzieć myśliwy. „Winą” sarnich kozłów jest jedynie to, że noszą na głowie coś co można spożytkować i dorobić do tego ideologię aby uzasadnić sobie chęć mordowania dla sportu – bo czymże są późniejsze konkursy i wyceny poroża? O tym, że zabawa w trofeistykę służy tylko bezsensownemu zabijaniu, niech poświadczy inny fakt – przecież myśliwi w żaden sposób nie „selekcjonują” zwierząt takich jak lisy, bażanty, kaczki czy nawet dziki – w ich przypadku nie prowadzi się żadnej selekcji względem trofeów. Twierdzenie o przekazywaniu rzekomych „wad” w genach ma się nijak do rzeczywistości, ponieważ żaden z myśliwych przed strzałem nie dokonuje badań genetycznych – nie może więc być pewien, czy za deformacja którą akurat widzi odpowiada czynnik genetyczny. Dlatego strzela się do wszystkiego, co nie pasuje do wzoru, tak na wszelki wypadek. Pamiętać też trzeba, że cechy w genach przekazują oboje rodzice, a przecież kóz myśliwi praktycznie nie selekcjonują, bo nie mają one parostków, po których można by coś stwierdzić. Myśliwi prowadzą i prowadzą swoją ”selekcję” już od dziesiątków lat. Z marnymi efektami, gdyż w każdym kolejnym pokoleniu saren ciągle występują te same deformacje i uchybienia w porożu, a to z uwagi na czynniki, które mogą to powodować, nie mające podłoża genetycznego. Może to wszystko po prostu naturalne, normalne i za takie należało by to uznać? Ale wtedy nie będzie zabawy w trofeistykę, selekcję i strzelanie… Mit dusi się w sosie własnym na wolnym ogniu, i nie trzeba tu błyskotliwej inteligencji, by pewne oczywiste braki w logice dostrzec.

Kopia polskiediany_wlodawa108

Jak się poluje na kozły?

Zacytujmy stronę myśliwską:

– Podstawowym, niezwykle ekscytującym sposobem polowania na rogacze jest podchód. W podchodzie odnajduje się zwierzynę w łowisku i zbliża się do niej na odległość strzału.

– Zasiadka polega na oczekiwaniu na zwierzynę tak, gdzie żeruje, czyli na łąkach w pobliżu lasu i na polanach. Można ją urządzać na ambonach, zwyżkach, ale również na gruncie.

– Metodę podjazdu stosuje się ze względu na przyzwyczajenie sarn do wozów i pojazdów mechanicznych. Pojazd podjeżdża wtedy wolno w okolice bytowania zwierzyny, myśliwy schodzi z niego, ukrywa i przygotowuje do strzału, co ułatwione jest dzięki skoncentrowaniu się sarn na odjeżdżającym pojeździe.

– Polowanie na rogacze można również prowadzić metodą na wab, gdzie naśladuje się głosy kozy (samicy sarny) w celu przywabienia kozła.

http://www.poluje.pl/polowanie,polowanie-na-rogacze,8673

Ostatnia metoda, wydaje się być szczególnie wypaczona i pozbawiona zasad, kiedy uświadomimy sobie, że myśliwi wykorzystują godowe ogłupienie zwierząt podczas rui, przy użyciu sztucznego wabika wydają odgłos kozy, aby przywabić kozła na kilka kroków w celu oddania strzału… Trzeba też wiedzieć, że u tego towarzystwa wabiarstwo uchodzi za wspaniałą sztukę.

Metoda z podjazdu, tak samo wykluczająca wszelką etykę, oszukiwanie i tak „głupszego” zwierzęcia w ten sposób nie jest żadnym wyczynem. Natomiast podchód, to typowe płoszenie wszystkiego co żyje i niepotrzebne niepokojenie innych zwierząt. Zasiadka, wiadomo, siedzisz i obcujesz sobie z naturą, słuchasz śpiewu ptaków, aby wygarnąć do nieświadomego zwierzęcia, jeśli akurat podejdzie odpowiednio blisko.

Jak myśliwi łamią prawo podczas takich polowań?

Głównie na dwa sposoby. Pierwszym jest polowanie przy nęciskach, które służyć mają tylko polowaniom na dziki, lisy i małe drapieżniki, ale zależnie od tego co się na takim nęcisku znajdzie, korzystają też sarny. A kto to skontroluje… Siedzi drapieżnik w ambonie, podejdzie kozioł do karmy, no to baaach…

Polowanie w nocy. Polowania indywidualne, również bardzo lubiane przez myśliwych stwarzają mnóstwo okazji do popełnienia czynów kłusowniczych. Nikt nie jest w stanie skontrolować takiego myśliwego, jak nocą poluje pośród pól. Takich miejsc straż leśna ani łowiecka nie patroluje. Zasady wykonywania polowania jasno stanowią, na jakie gatunki można polować po zapadnięciu ciemności. Są to dziki, lisy, piżmaki i małe drapieżniki. W praktyce natomiast, zwłaszcza podczas pełni księżyca, myśliwi jeżdżą autami w miejsca gdzie spodziewają się spotkać kozły, a następnie oddają strzały.

Pewnego razu siedząc podczas pełni przy polu kukurydzy byłem świadkiem następującej sytuacji. Przez olszyny, przedzierał się nieudolnie z hałasem osobnik, z małą latareczką punktową na czole. Myśliwi mają takie specjalne czapki, z wbudowaną w daszek diodą. Wcześniej zatrzymał samochód, z którego udał się do zagajnika. Ochryple zaczął szczekać wypłoszony stamtąd kozioł… Jako, że sarny bywają dość ciekawskie, nie uciekł od razu, tylko czekał dalej na polu, dając głosem wyraz swemu zaniepokojeniu. Punkcik świetlny zgasł, po czym, po hałasie gałązek objawił się znów na skraju zadrzewienia. Za chwilę padł strzał, celny. Osobnik z diodą powędrował do miejsca trafienia, gdzie kucnąwszy zaczął pastwić się nad tuszą. Załadował ją sobie na plecy i przeniósł do auta…

Kopia koziol

Innym razem, zauważyłem zatrzymujący się na poboczu samochód terenowy. Około drugiej w nocy. Widzę błysk zapalanego papierosa. Tym razem było to blisko mojego stanowiska, migając co jakiś czas diodą, zacząłem maszerować w stronę tego auta. (Mała uwaga – jeśli przytrafią się Wam kiedykolwiek takie sytuacje, zawsze błyskajcie jakimś światełkiem, choćby telefonem. Czasem myśliwy uznaje, że poluje inny kolega i odjeżdża, ale po prostu w ten sposób minimalizujemy ryzyko zasilenia statystyk tak zwanych „pomyłek z dzikiem”). Docieram do miejsca, witam się z myśliwym. Pytam na co poluje, on zdziwiony obecnością kogokolwiek o tej porze w takim miejscu, odpowiada że Na wszystko co tu wyjdzie, sezon jest, dzik, lis, sarna. Pytam dalej, Na sarny też w nocy? Bo chyba nie wolno. Na co dowiaduję się, że tu jest obwód łowiecki, wolno polować, trzeba wykonać plan więc nikt sobie nie zawraca głowy, a mnie tu nie powinno być’’. Po czym myśliwy wsiada do auta, i zirytowany odjeżdża. Święty Hubert zdarzył, że to polowanie indywidualne zepsułem. Jakoś w 10 min potem kilka kroków od miejsca naszej pogawędki drogę przekroczył piękny kozioł. Farciarz.

Kopia (2) 11223487_904317716309221_104366395404880774_n

Póki co myśliwska pseudoekologia ma się dobrze. Pod płaszczykiem bajań o selekcji prześladują i niepokoją sarny podczas wychowu młodych, a następnie rui, najważniejszego dla gatunku okresu. Żaden z nich natomiast nie jest chyba zainteresowany ratowaniem i poprawianiem dobrostanu gatunku wobec oprysków czy wypadków drogowych oraz innych zagrożeń będących udziałem tych zwierząt. No chyba, że poprzez odstrzał… Przecież jak będzie ich mniej, to nie będą w ten sposób ginąć.

Jak czytamy w uzasadnieniu odnośnie zasad selekcji, pada stwierdzenie, że: Skomponowanie zasad gospodarowania populacjami jest trudne. Polska to duży kraj, o zróżnicowanych warunkach przyrodniczo – geograficznych, a zachodzące zmiany siedliskowe, klimatyczne czy antropogenne powodują zmienne reakcje populacji.
Myśliwi zdają się być świadomi, że tak naprawdę nie za wiele mogą zdziałać i wszystko co robią odbywa się wręcz na ślepo.

Osobną kwestią pozostają jeszcze widoczne na zdjęciach radosne oraz błogie uśmiechy na buziach tego towarzystwa, jak i zagadnienie samego polowania dla przeżywania radosnych i pozytywnych ”emocji łowieckich”, których kulminacja szczęścia następuje chyba po zrobieniu chwalebnej fotki ze swoją ofiarą, będąc w błogostanie jakiego zaznaje się po odebraniu życia. Ale to już temat na inny post.

11902252_748360028608314_3865666895001199209_n

Kopia cez2_1

Kopia sel022

Kopia 11745575_887422834665376_6283313489281670035_n

Kopia 16640692_420507541624162_2657450388671300502_n

Kopia 13239897_1725607481028739_1977634082053982829_n

zdj_02

11880504_748360011941649_4467689012381677925_n

12799043_1560701457555886_6502869902141527262_n12185043_914433155260637_1039985927544763478_o

wf33e

Kopia 4
Zabawa w trofeistykę, to spora część myśliwskiego świata. Spreparowane czaszki i parostki z zamordowanych zwierząt, podlegają wycenie, przyznawane są punkty, medale, gratulacje…następnie zawisną na ścianie, stając się wątpliwą ozdobą oraz pamiątką po łowieckich przeżyciach…XXI wiek, i niby dorośli, normalni ludzie…

dsc05854
Myśliwi piękno przyrody zdają się postrzegać inaczej, niż większość ludzi. Piękne są obcięte głowy zastrzelonych zwierząt, ułożone wśród traw. Jakoś tak nastrojowo się zrobiło… Smutno. 

Źródła: 

Zasady wykonywania polowania:
http://www.pzl.waw.pl/13-dokumenty/aktyprawne/47-zasady-wykonywania-polowania

Zasady selekcji zwierzyny:
https://poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

Poradnik Selekcjonera:
http://derficzek.republika.pl/porozesarny.html

Zbiór zasad etyki myśliwskiej:
http://www.pzl-lodz.pl/download/prawo/zbior_zasad_etyki.pdf

koziol (1)
I to jest jedyne właściwe miejsce, dla tak pięknej głowy. 

Dlaczego łowiectwo powinno być zabronione? Wywiad z Hanną Mamzer

Dziś naszym gościem była dr hab. Hanna Mamzer. Hanna zajmuje się naukami humanistycznymi, oraz jest psychologiem i socjologiem w stopniu profesora na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Prezes lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, oraz członkini Polskiego Towarzystwa Etycznego, a także Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach, wyjaśni dlaczego sprzeciwia się polowaniom.

MyElmas

NPRM: Jak to się stało, że jesteś przeciwniczką łowiectwa? Czy wydarzyło się coś szczególnego? Myśliwi nie przekonują Cię swoimi argumentami?

Hanna Mamzer: Jestem zwolenniczką niezabijania zwierząt. W ogóle. W związku z tym staram się dbać o to, żeby się do ich zabijania przyczyniać się w jak najmniejszym stopniu: nie jem mięsa, ryb, nabiału, unikam wyrobów pochodzenia zwierzęcego, nie zgadzam się na zabijanie zwierząt. Potępiam łowiectwo. Nie stosuję trucizn, ani śmiertelnych pułapek na zwierzęta.

NPRM: Czym zajmujesz się zawodowo?

Hanna Mamzer: Jestem psychologiem, socjologiem i pracuję na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na stanowisku profesora. Jestem też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Współpracuję z fundacjami i organizacjami pro zwierzęcymi, promującymi empatyczne podejście do zwierząt. Prowadzę szkolenia i wykłady z zakresu kompetencji miękkich i różnic kulturowych (przez wiele lat osią główną moich zainteresowań była wielokulturowość). Jestem też prezesem lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, członkinią Polskiego Towarzystwa Etycznego oraz Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach. Poza tym prowadzę dom tymczasowy dla psów.

NPRM: Łowiectwo niewątpliwie miało wkład w rozwój naszej cywilizacji i przyczyniło się do jej obecnego kształtu. Jak ocenisz ten wpływ. Jak widzisz jego rolę w XXI wieku?

Hanna Mamzer: O wpływ łowiectwa na rozwój ludzkiej cywilizacji bardziej należałoby zapytać historyków. Ja – jako socjolog- mogę powiedzieć, że w XXI wieku, w społeczeństwach ponowoczesnych, nie ma potrzeby polowania na zwierzęta, żeby zdobyć jedzenie (pomijam, że człowiek w ogóle nie musi jeść mięsa, żeby żyć). Nie przekonują mnie argumenty o konieczności redukcji pogłowia jakichkolwiek zwierząt- można zamiast zabijać, zadbać o to, żeby się nie rozmnażały (np. podając środki antykoncepcyjne). Jeśli więc łowiectwo nie jest potrzebne ani do zdobywania pożywienia, ani do regulowania pogłowia, to nie widzę dla niego żadnego racjonalnego uzasadnienia. Jeśli ktoś mówi, że to sport – to jako dyplomowany psycholog z całą odpowiedzialnością twierdzę, że to nie jest zachowanie mieszczące się w psychologicznej normie. Tradycje, przynależność do grupy, rytuały i kontakt z przyrodą- wszystko to można zrealizować w sposób inny, niż przez polowanie.

NPRM: Co sądzisz o udziale dzieci w polowaniach?

Hanna Mamzer: Znów – pisząc jako psycholog, uważam, że jest to zupełnie zbędne, a wręcz szkodliwe. Eksperymenty Alberta Bandury z lat 60tych dwudziestego stulecia i jego koncepcja społecznego uczenia się, jednoznacznie wskazują, że dzieci nie tylko naśladują agresywne zachowania dorosłych, ale tworzą nowe formy agresywnych zachowań. Nie widzę sensu wzmacniania takich postaw w dzieciach. Udział dzieci w polowaniach zagłusza ich naturalne empatyczne nastawienie do istot żywych. Argument zarobkowania też mnie nie przekonuje, bo w XXI wieku dzieci powinny się bawić i uczyć, a zarabiać na nie powinni ich rodzice, którzy są za nie odpowiedzialni, także materialnie.

14680815_1288082374570589_5876669168366333875_o

NPRM: Co myślisz o przedstawianiu dzieciom wzorca bohatera – myśliwego (z którym mogą się utożsamiać). Czy to nie odziera to dzieci z niewinnego, czystego podejścia do natury? Myśliwi uważają, że ucząc dzieciaki łowiectwa zaszczepiają im prawidłowe podejście do natury, oraz tzw, „zaradność”.

Hanna Mamzer: Uważam, że zaradności należy uczyć inaczej niż przez agresję- nie wiem jakiego rodzaju problem dziecko miałoby umieć rozwiązywać dzięki takiej socjalizacji. Dzisiaj potrzebujemy rozwiniętych zdolności komunikacyjnych, kompetencji miękkich: empatii, asertywności, umiejętności negocjacji: nigdzie tu się nie mówi o agresji, a już tym bardziej o zabijaniu. W XXI wieku zaradność nie ma charakteru „strzelania z łuku”. Oznacza całkiem inny zestaw umiejętności. Słowo bohater ma pochodzenie irańskie – bahadur – mężny, atleta itp., lub węgierskie bátor – dzielny, stąd przydomek króla Stefana Batorego, był to tytuł nadawany za poświęcenie dla innych ludzi, a nie za zabijanie zwierząt i polowanie.

NPRM: Jesteś też pedagogiem, wykładowcą. Myśliwi często przybywają do szkół w celu prowadzenia zajęć edukacyjnych na temat przyrody, pokazują dzieciom trofea, skóry, czaszki, zabierają do paśników, organizują ogniska, czy zbieranie kasztanów lub żołędzi dla zwierząt. Opowiadają im o zwyczajach zwierzaków i gospodarce łowieckiej. Co myślisz o prowadzeniu przez nich takich zajęć i czemu mają one służyć?

Hanna: Ja wykładam w szkole wyższej, do nas myśliwi nie docierają. Tego rodzaju działalność ma po prostu charakter PRowy i indoktrynacyjny. Jest w mojej ocenie nieetyczna: no chyba, że mówi się też o zabijaniu zwierząt, sposobach skórowania itd. To oczywiście sarkastyczne- ale jeśli takie treści są pomijane, to pytanie – dlaczego?

2MyMarko

NPRM: Podobno wspierasz lokalne grupy blokujące polowania zbiorowe. Oprócz oczywistego ratowania zwierząt na jakiś czas, co według Ciebie dają takie akcje?

Hanna: Nie miałam okazji wspierać takich grup, ale z nimi silnie sympatyzuję. Uważam, że jest to wspaniała forma oporu społecznego wobec praktyk, które nie są społecznie akceptowane- myślistwo akceptuje jedynie 10 % badanych (tak mówi sama rzeczniczka PZŁ). Są to formy oporu nieagresywne, twórcze (jak na przykład blokowanie polowań przez aktywistów przebranych za grzybiarki w nadleśnictwie Bircza), zainspirowane takimi działaniami jak wystąpienia Gwen Barter już z 1962 roku (reprezentującej Hunt Saboteurs Assotiation). Tego rodzaju działania pozwalają nagłośnić niechęć opinii publicznej do polowań. Promuję je mówiąc o nich na konferencjach- na przykład w kontekście zaangażowania obywatelskiego. Na jednej z ostatnich konferencji- w maju tego roku, mówiłam o tych protestach w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego- wielu słuchaczy nie wiedziało, że takie akcje są realizowane- a więc moje popularyzatorskie wystąpienia mają sens.

NPRM: Jeden z byłych myśliwych, z którym rozmawialiśmy ostatnio, uważa, że regulacja pogłowia dużych zwierząt łownych jest konieczna. Zgadzamy się z tym. Jednak jakie alternatywne wobec odstrzału, metody regulacji populacji zwierząt zastosowałabyś?

Hanna: Już wspomniałam wyżej – antykoncepcja. Po drugie- w latach 1968-1972 John Calhoun zrealizował eksperyment na szczurach – zamknięta w stodole populacja, miała stworzone idealne warunki do rozrodu i nie było tam żadnych wrogów naturalnych. Okazało się, że gdy populacja osiągnęła zbyt dużą liczebność, uruchomiły się oddolne mechanizmy regulacyjne skoncentrowane wokół rozrodu, które ten rozród po prostu ograniczyły (u szczurów zaobserwowano zniesienie rytuałów kopulacyjnych, samice nie budowały gniazd, nasiliła się wewnątrzgatunkowa agresja- także samców wobec samic i samic wobec potomstwa). Wszystko to doprowadziło do zmniejszenia populacji- wtedy wszystkie te „patologie” zniknęły i populacja zachowywała się „normalnie”. Eksperyment ten pokazał zdolność populacji do samoregulacji.

NPRM: Co według Ciebie należało by zmienić w dzisiejszym polskim łowiectwie, i dlaczego?

Hanna Mamzer: Uważam, że powinno być zabronione. Argumenty podałam powyżej.

NPRM: Twoje obszary zainteresowań badawczych, to między innymi zwierzęta. Możesz to rozwinąć?

Hanna: Tak- ostatnio zajmuję się coraz więcej relacjami ludzi i innych zwierząt. Doszłam do tego punktu, tak samo jak znany filozof polityczny z kanady- Will Kymlicka. Zajmował się on przez lata mniejszościami etnicznymi i proponowaniem polityki równouprawnienia tych mniejszości. Zwierzęta dzisiaj traktujemy jako ostatnią kategorię społeczna podmiotów eksploatowanych przez ludzi. Przestaliśmy eksploatować niewolników, kobiety, mniejszości etniczne, religijne i seksualne. Eksploatujemy jeszcze zwierzęta. Liczę, że to się za mojego życia skończy.

NPRM: Inny obszar Twoich badań z zakresu psychologii społecznej to między innymi „agresja i konformizm”. Ma to jakieś powiązanie z zainteresowaniami związanymi z zabijaniem zwierząt jako weekendowego hobby wśród myśliwych? Czy po prostu jest im wygodniej żyć zgodnie z ideałami w jakich zostali wychowani? Bo przecież poglądy i podejście zmienić można, czego dowodem są myśliwi będący dziś po stronie obrońców praw zwierząt.

Hanna: Interpretowałabym to inaczej- agresja i konformizm to społeczne formy zachowania zwierząt stadnych. Pełnią funkcje biologiczne, pozwalają na zrealizowanie konkretnych celów. Człowiek wykształcił sobie narzędzie o charakterze nadrzędnym- kulturę. Nie musi być agresywny, żeby zachować miejsce w grupie i nie musi być konformistą, żeby być bezpiecznym. Agresja i konformizm, jak i wiele innych zachowań społecznych pełnia konkretne funkcje- u człowieka te funkcje mogą być realizowane przez wspomnianą kulturę.

Dziś polować nie musimy. Nie ma ku temu żadnej racjonalnej potrzeby. Uprawy rolnicze tak jak i leśne można chronić przed zwierzętami na wiele rozmaitych sposobów, oraz odstraszać. Dzisiejsze łowiectwo służy tylko wąskiej grupie hobbystów, pozostałe 35 mln Polaków nie poluje, a świat dalej się kręci.

NPRM: Dziękujemy za tą interesującą rozmowę. Dowiedzieliśmy się zatem, że łowiectwo nie ma prawa bytu we współczesnym świecie, nastawionym na rozwój, empatię, świadomość, pokój i twórczą współpracę. Tak jak to wynika z Twojej wypowiedzi, dziś aby przetrwać nie potrzebujemy umiejętności zabijania, patroszenia, sprawiania tuszy czy też propagowania kultury łowieckiej. Trudno się też z Tobą nie zgodzić, co do zupełnej zbędności łowiectwa w dzisiejszym świecie. Przy wdrożeniu wszelkich alternatywnych metod zarządzania populacjami dzikich zwierząt, licznych sposobach zabezpieczania upraw i odstraszania, jawi się nam ono jako całkowicie nie potrzebne – chyba, że nielicznej grupie , która z krzywdzenia zwierząt uczyniła sobie sposób na dostarczanie radosnych emocji oraz wypracowała taki styl życia.

Czytaj też: Współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć – Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim. Interesujące wypowiedzi leśnika oraz byłego myśliwego.

1MyEmre

Na stronie Mamzer.pl można skorzystać ze szkoleń z zakresu obejmującego różnice kulturowe i komunikację, a także doradztwa w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi.