Wilki Ireny Sendlerowej

Niedawno skazano myśliwych i pracownika LP uczestniczących w skłusowaniu, a następnie oskórowaniu wilczycy w Żernicach dokonanej rok temu:

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

Sprawa od początku była głośna. Nie muszę mówić, że wtedy zapewne niektórzy myśliwi się cieszyli, że zabito przesadnie chronionego szkodnika łowieckiego. A niech tylko który się wyłamie i nie podziela tej radości – to biada mu, zostanie osądzony przez sąd koleżeński. Dokładnie to widać na załączonych zdjęciach. Uznałem, że taki kwiatek zasługuje na osobny wątek.

Myśliwych i leśnika z Żernic przyłapał na gorącym uczynku, a następnie zgłosił Bogumił Czeremys, myśliwy z KŁ „Ryś”, następnie zawieszony w prawach członka, rzekomo za nielegalne polowanie. On sam zarzekał, że nie uczestniczył w takowym, a nawet rzecznik PZŁ przekonywała, że został zawieszony z innych powodów i raczej nie jest to zemsta za „donos”.

Przeciwnego zdania byli myśliwi z forum Dziennika Łowieckiego, którzy skrytykowali rzecznik PZŁu za wybielanie pana Czeremysa. Dlaczego? Bo był kapusiem (czyli dbanie o wizerunek, usuwanie czarnych owiec i troska o przyrodę się nie podoba?) i w dodatku hipokrytą, który sam łamie prawo, a innych wrabia. Nie ma dowodów na jego złe uczynki, ale oni wiedzą, że był na tym nielegalnym polowaniu. Myśliwska intuicja!

http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=121591&t=121453

Najbardziej zapienił się użytkownik o nicku „jooopsa” wyzywający myśliwego-świadka od wrednego kapusia, który szkodzi własnemu kołu i twierdzący, że on ręki mu nie poda. Ale co jest najlepsze?

Otóż zabicie wilka to nie jest szkodliwy społecznie czyn. A jego ochrona to zamordystyczne destrukcyjne społeczne lewo. Myśliwi-kłusownicy zostali porównani do… Ireny Sendlerowej, która także złamała przepisy dla lepszej sprawy.

Nie, nie żartuję. Irena Sendlerowa, ratująca podczas II wojny światowej żydowskie dzieci, gdzie w okupowanej Polsce za pomoc Żydowi groziła kara śmierci = legalni myśliwi, de facto pospolici przestępcy zabijający, zapewne dla własnych potrzeb, chronione zwierzę w jego własnym domu jakim jest las. Za co wtedy nie zostali zawieszeni w prawach członków. A prawo w przypadkach zabicia chronionego gatunku jest słabe, bo jeśli nie będzie szkody dla ekosystemu, to jest kwalifikowane jako niska szkodliwość społeczna czynu.

wilkisendler

Nie wiecie, jakie wulgaryzmy cisną mi się na to niesmaczne porównanie. I jeszcze ciśnienie podnosi tekst, że społeczeństwo tylko zyskało na zabiciu wilka, bo wredna władza zafundowała plagę wilków, a dzielni kłusownicy uratowali mienie kół łowieckich i hodowców. I chełpi się, że nikt nie znalazł kontrargumentów na jego tezę. Więc to uczynię.

1. Straty w mieniu hodowcy = Odszkodowania wypłacane za wilcze szkody nie przekraczają miliona złotych (dla porównania 57 mln wypłaca się za szkody łowieckie). A także od wielu lat tzw. ekologiści pomagają hodowcom zabezpieczać mienie m.in. pastuchami elektrycznymi, fladrami. Są też psy pasterskie. W dodatku jest furtka odstrzału, gdy inne metody nie działają.

2. Straty w mieniu myśliwych = Twoje jelenie? Z tego co mi wiadomo to zwierzyna należy do Skarbu Państwa, de facto należy do nas wszystkich. I jakie straty? Nie będziesz miał na ścianie trofeum? Albo umrzesz z głodu? Skoro stać cię na urządzenia myśliwskie, to śmiem wątpić, że robisz to dla przetrwania. Poza tym zyski z myśliwstwa ma ok. 0,3 % polskiego społeczeństwa.

3. Długotrwałe tortury zadawane zwierzynie = Ile masz lat? Cztery? Nie wiesz jak działa natura?

4. Plaga wilków = Ten nędzny tysiąc w Polsce? Ledwie 400 wilków w nieco większej Finlandii – to ma być plaga?! Te dopiero co odrodzone populacje wilka wytępione w wyniku bezlitosnych prześladowań przez takich jak ty? A naruszająca ekosystem przegęszczona przez bezmyślne działania myśliwych zwierzyna gruba powodująca straty np. u rolników to już nie plaga?

5. Zaszczuci myśliwi przez wredne lewo = To już bezczelność. Grupa społeczna ciesząca się przywilejami, mająca dobre kontakty z rządami i układająca prawo pod siebie kosztem reszty obywateli jest „moralnie szantażowana” przez mityczne lobby ekologistów i narażana na bankructwa kół łowieckich, jak nie z powodu odszkodowań dla rolników, to wrednych wilczysk.

Brawo jooopsa! Teraz wiem, że jesteś wycierającym gębę wzniosłymi hasłami, nie szanującym prawa, rozpieszczonym roszczeniowcem, który burzy się, że nie może prześladować wilka, a państwo nie chce dać odszkodowania za straty w kole łowieckim (z pieniędzy podatników, bo budżet państwa nie bierze się z magicznego worka). I ubliżającym porządnym ludziom, którym zależy na przyrodzie i pozytywnym obrazie łowiectwa.

Aha, a oto jakie straty ponosi społeczeństwo w wyniku kłusownictwa wilków.

1. Straty w rolnictwie = wilk jest sprzymierzeńcem rolników. Na pewno większym niż myśliwym, bo nie dokarmia „szkodników rolnych” i bez mrugnięcia zabija je, nie marudząc przy tym. Zresztą nie tylko redukuje ilości zwierzyny grubej. I jak ktoś powie, że wilk przepłasza zwierzęta kopytne na pola rolników to można go wyśmiać i kazać doedukować, ponieważ te stosują inne taktyki unikania naturalnych wrogów – krótsze żerowanie przerywane zwiększoną czujnością, większa ruchliwość w obrębie areałów, czy wybieranie miejsc, w których obecna jest mniejsza liczba przeszkód mogący utrudnić ucieczkę, np. pni powalonych drzew i wykrotów. Z kolei dziki są mało wrażliwe na świeże ślady zapachowe (np. odchody) pozostawiane przez wilki w ich areałach i w przeciwieństwie do jeleni nie reagują zwiększoną czujnością ani ucieczką. Oprócz zwierzyny grubej, wilki z chęcią pałaszują chronione bobry i wydry, na które też pomstują rolnicy i Skarb Państwa oszczędza na odszkodowaniach i opłacaniu ludzkich reduktorów.

2. Straty w Skarbie Państwa, tj. pieniądzach podatników = W kwestii bobrów patrz punkt 1. Co do zwierząt kopytnych, to jeśli szkoda powstała poza obszarem zarządzanym przez koło łowieckie – wówczas taką szacuje zarząd województwa i odszkodowanie idzie z budżetu państwa. I niekiedy rząd jest zmuszony płacić za zwierzynę łowną. W 2014 r. rząd przyznał Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa 6,1 miliona zł na pokrycie dziczych szkód. W tym samym roku  województwo podlaskim przeznaczył 12 tys. zł na odstrzał dzików. W kwietniu 2016 r. zarządzenie Ministra Rolnictwa nakazuje myśliwym redukcję 40 tys. dzików we wschodniej Polsce. Cytując dr Sabinę Pierużek-Nowak „Na wynagrodzenia dla myśliwych przeznaczono 12,6 mln złotych, czyli za zabicie każdego dzika myśliwy otrzyma 315 zł. Tymczasem wilki wykonują tę pracę bezpłatnie. Gdyby przyjąć do porównania stawki oferowane myśliwym, okazałoby się, że praca wilków warta jest od 8,2 do 16,4 mln zł.” 

3. Straty w gospodarce leśnej = Nasz stosunek do Lasów Państwowych jest negatywny, ale u części społeczeństwa niekoniecznie i mogą uważać, że gospodarka leśna w Polsce jest prawidłowa i niezbędna. Jednak zwierzęta kopytne mogą uszkadzać uprawy leśne i utrudniają funkcjonowanie owej gospodarki leśnej. Lasy Państwowe na przeciwdziałanie szkód od zwierzyny leśnej przeznaczają ok. 150 mln zł. M.in. dlatego część Lasów Państwowych ma stosunek do wilka pozytywny, bo ten jest ich takim wolontariuszem i pomaga im w tej „racjonalnej gospodarce leśnej” i pozbywa się „szkodników leśnych”. Kierując się chłopską logiką – LP ma darmowego pracownika (wilka), dzięki niemu jeleniowatych jest mniej, a co za tym idzie szkółki są bezpieczniejsze, tartaki więcej zarabiają, a Polacy mają meble i podpałkę do pieca, a leśnicy mogą przeznaczać kasę na inne rzeczy :).

4. Straty w ekosystemie = W Żernicy zabito wilczycę młodą wilczycę, która mogła wydać w swoim życiu na świat wiele szczeniąt, część tych szczeniąt dorosłoby i potem miała swoje… A te przyszłe wilki wspomagać ekosystem, zupełnie za darmo. Jak?

Ciągle mówi się o negatywnym wpływie jeleniowatych na odnowienia lasu. Sarny są konkurentem pokarmowym zagrożonych u nas wielkich kuraków, a dziki mają udział w ich zniszczonych lęgach. Wilk, zjadając jeleniowate i dziki, temu wszystkiemu zapobiega. Dla przykładu reintrodukcja wilków w Parku Yellowstone sprawiła, że tamtejszy bioróżnorodność odetchnęła z ulgą od nadmiernych ilości wapiti i kojotów.

Z kolei co chwila krzyczy się o nadmiernie rozmnożonych lisach czy „wałęsających hordach bezpańskich kundli-kłusowników” i wynikających z tego problemach dla bioróżnorodności. Gdzie pojawia się wilk, problem bezpańskich psów automatycznie się rozwiązuje, bo wilk nienawidzi psów i je zagryza lub pożera. Z lisami i jenotami jest podobnie. W Wigierskim Parku Narodowym wilki przetrzebiły lisy i zmniejszyła się liczba tych drugich. Wszystko robi to za darmo.

Z kolei pozostawionymi resztkami przez wilki dokarmia całą zgraję gatunków odżywiających się padliną. M.in. padliną odżywiają się lubiane przez ludzi sikorki, i dlategoż ptaki te chętnie zjadają zimową słoninę. Co do zimy pozostawione resztki są zbawienna dla wielu padlinożerców, dzięki czemu przetrwają ten trudny okres. I wilk w przeciwieństwie do myśliwych większość „dokarmianych przez wilka” zwierząt nie jest w jego jadłospisie.

5. Dalsza erozja wizerunku myśliwych w kwestii psowatych = O bezpańskich psach już mówiłem wyżej. W dodatku obecne prawo ogranicza myśliwych i nie mogą już ot tak zabić do psa. Wilk może. Z lisami myśliwi mają więcej luzu, ale wystarczy większy pokot lisów i jest w afera w mediach, a tłumaczeń myśliwych większość ludzi nie kupuje (ratuję przed lisem zające, na które sam mam ochotę!). A wilk jak zabije, nikt go nie będzie oskarżał, jakim jest psycholem i zwyrodnialcem, bo „taka jest natura”. Więc wyręcza myśliwych w tych drażliwych kwestiach i chce się napisać: „tam, gdzie PZŁ nie może, tam wilka pośle”.

6. Zachęta do łamania dla prawa, „bo tak” = taki gówniarski „libertarianizm / anarchizm” wspiera typowe myślenie: „A w nosie mam te głupie zakazy! Nie będzie mnie jakiś komuch zabierał mi wolności!”.

Kij z edukowaniem, uświadamianiem, restrykcjami, wysiłkiem różnych instytucji, by koegzystować z przyrodą. Taki typ ludzi musi udowodnić swoje rację! W ogóle ta cała ochrona przyrody to wymysł jakiegoś lewactwa! Jak można ograniczać wolność! To jego sprawa, że zabija trutką lisy, którymi pożywi się zagrożony wyginięciem drapol! Ma prawo do koszenia i pryskania łąki jak chce. A, że ginie zagrożony wyginięciem kulik jakiś tam?! Mam prawo zabić jaszczembia! Ten drań zabija mi gołębie, a wy ograniczacie mojo samoobronę!!! Mam zabezpieczać klatkę?! Nie mów mi komuchu co mam robić!!!

I będzie taki przekazywać, że przepisy ochrony przyrody są po to, by niewiadomo jakie lobby niszczyło biednych ludzi. Bo jak się idzie do lasu, to powinno móc wysypać śmieci do lasu. Nieogrodzone, to pewno niczyje. A nawet jak ogrodzone, to i tak warto przeleźć przez ogrodzenie!

A takie zachowanie (nie tylko w kwestii przyrody) też nie jest dobre, bo tylko zachęca prawodawcę, by prawo zaostrzać i cierpią na także ci obywatele, co tego prawa przestrzegają (a cierpliwość ma swoją granicę). A z czyjej winy? No właśnie.

Nie twierdzę, że polskie prawodawstwo jest idealne; można o nim wiele złego powiedzieć. Jednak czy do takich jakichś okrutnych/zamordystycznych przepisów należy ochrona przyrody? Której przepisy nie są jakieś strasznie restrykcyjne? I wątpię, by ochrona wilka, który nie zagraża człowiekowi, a świadczy naszemu kraju istotne korzyści, była jakimś złem, przez które cierpią niewinni obywatele. Może dla garstki osób, które i tak mają za dużo swobody, więc niech nie kreują się na jakichś „myśliwych wyklętych” :P.

7. Zniszczony wizerunek myśliwstwa = tak czarnych chmur na PZŁ i polskim łowiectwem od dawna nie było, a takie sprawy jak ta z Żernicy, tylko tym chmurom sprzyjają. Do świadomości przeciętnego człowieka dociera wtedy obraz myśliwego jako kłusownika, który gdzieś ma prawo i te bajanie o etyce, ochronie przyrody i zastępowaniu drapieżników przegrywają z prymitywną żądzą dopełnienia celu w imię chorych zachcianek. A jak ten przęcietny człowiek jeszcze jest uprzedzony do łowiectwa i średnio się zgadza z jego argumentami… to tylko bardziej utwierdzi się w swych podejrzeniach.

Cierpią na tym także ci uczciwi i etyczni, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, myśliwi, którym nic nie można zarzucić. I muszą świecić oczami za swych zwyrodniałych „kolegów po lufie”. Są jeszcze myśliwi, którym co prawda nie podoba ochrona ścisła wilków i woleliby jako łowne, ale nie będą po kryjomu ich zabijać, bo szanują prawo, a ich kręgosłup moralny nie pozwala na jakiekolwiek kłusownictwo. Także oni będą musieli świecić oczami, a jeszcze jak powie, że chciałby na wilka zapolować (niekoniecznie mając mentalność „wilk to wyłącznie szkodnik!”), to ktoś pomyśli „O! Marzy się mu zabijać wilki! Ciekawe ile wymordował na nielegalu!”.

W dodatku oskórowanie wilczycy z Żernicy mocno nadwątliła wizerunek PZŁ, który nawet nie raczył zawiesić sprawców w prawach członka, ale myśliwego, dzięki któremu sprawa wyszła na światło dzienne, zawiesił (obecnie po odwołaniu się – przywrócony). I wcale nie pomagały pokrętne tłumaczenia, że chodziło zupełnie o inną sprawę, a nie zemstę czy zmowę milczenia. Do ludzi dotarł zupełnie inny przekaz – Jesteś etycznym przestrzegającym myśliwym, któremu zależy na usuwaniu czarnych owiec? PZŁ za to cię ukarze, a zostawi czarne owce pozwoli im dalej na bezkarność. W dodatku ten przekaz jest wzmocniony przez oświadczenia owego myśliwego, że wcale nie uczestniczył w jakimś nielegalnym polowaniu oraz podobne tego typu sprawy opisane chociażby w felietonach Dziennika Łowieckiego.

Sprawa z Żernicy dała namacalny dowód, że polscy myśliwi jednak dokonują kłusownictwa na wilkach. A podobne przypadki to na 99% to ich sprawka, a nie jakichś kłusowników i gości z wiatrówkami. A wypowiedzi myśliwych o tępieniu wilków, bo „coś tam”, pokazują, że oni wcale nie rzucają słów na wiatr. Jak sugeruje w wypowiedzi myśliwy poniżej, kiedy w Wigierskim Parku Narodowym znaleziono zastrzelonego wilka. Potężna utrata dobrego wizerunku w oczach opinii publicznej.

Screenshot - 2016-01-23 , 19_17_33

Co do tego ostatniego, dla niektórych warto poświęcić dla dobra „lepszej” sprawy i walki z „okupantem”, bo:

Nieważne prawo, nieważne poczucie sprawiedliwości i zwykłej przyzwoitości – liczy się tylko „wizerunek”. Jak „wizerunek” tego wymaga, to winy zamiata się pod dywan… Świetna propozycja… dla donosicieli!

wilkisendler2

Masz gdzieś wizerunek? Dobra. Ciekawe, jak będziesz płakać, gdy spełni się czarny scenariusz dla myślistwa przy aprobacie społeczeństwa, gdy z powodu utraty wizerunku nikt nie będzie chronić waszego hobby. I to właśnie przez takich jak ty, a nie „ekologistów”.

 

Myśliwi, bobry i rolnicy – Jak PZŁ po chronieniu bobra wbił mu nóż w grzbiet…

13516663_1054116144677891_8453235386850358758_n

Ostatnio bobry w Polsce nie mają dobrej passy. Są wielokrotnie oskarżane o zalewanie terenów rolnych, niszczenie wałów przeciwpowodziowych, a obrońcy Skarbu Państwa powołują na milionowe straty.  Co chwila kolejny RDOŚ wydawał lekką ręką wyroki śmierci na bobry. W listopadzie zeszłego roku władze planowały zabić 27 tys. polskich bobrów (http://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/26-11-2016-wladze-planuja-odstrzal-nawet-27-tysiecy-bobrow-w-polsce,1621188.html?playlist_id=21479).

W marcu tego roku umieszczaliśmy apel o ratowanie tarnowskich bobrów. Ostatnio wójt gminy Cedry Wielkie domagał się od RDOŚ w Gdańsku wybicia bobrów do zera jakoby stanowiły zagrożenie dla wałów przeciwpowodziowych (https://fakty.tvn24.pl/fakty-po-poludniu,96/wojta-gminy-cedry-wielkie-chce-pozbyc-sie-bobrow,737725.html).

13516573_1052515284837977_3237796188312954521_n

W lipcu 2016 roku Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i Polski Związek Łowiecki zawarły porozumienie w odpowiedzi na rosnące bobrze szkody.

Współpraca miałaby na celu kontrolę populacji bobra na terenach obwodów dzierżawionych przez koła łowieckie. Zgodnie z projektem instrukcji, regionalni dyrektorzy ochrony środowiska wydawać mają zarządzenia na podstawie art. 56a ustawy o ochronie przyrody dotyczące pozyskania, a przez to ograniczenia populacji bobrów, obejmujące swoim zasięgiem tereny obwodów łowieckich, wchodzących w skład poszczególnych Zarządów Okręgowych PZŁ.

Wstępna propozycja zakłada, iż kołu łowieckiemu, na terenie którego dokonano odstrzału, wypłacany będzie ekwiwalent za poniesione koszty.

Źródło: http://www.agropolska.pl/aktualnosci/polska/bobrow-ma-byc-mniej-w-stolicy-lacza-sily,2317.htm

Sama wiadomość niektórych myśliwych zelektryzowała wiadomość, iż w końcu wzięto się za te szkodniki. No i trochę pieniędzy wpadnie do kiesy.

13524306_1052517641504408_2013332919164931246_n

Z kolei październiku 2016 roku do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi trafił wniosek o wpisanie bobra na listę gatunków łownych celem ograniczenia ich liczebności oraz opłacenia ich szkód. By jednak być szczerym, pomysłodawcą wniosku była Podkarpacka Izba Rolnicza przy poparciu Krajowej Rady Izb Rolniczych. I to przede wszystkim rolnicy są za zrobieniem bobra gatunkiem łownym (http://agri24.pl/wniosek-o-wpisanie-bobra-liste-zwierzat-lownych/).

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

Gdyż generalnie myśliwi nie chcą pozyskiwać łowiecko bobrów, kiedyś w jednym przypadku zwyczajnie odmówili odstrzału. Ale nie wynika to z troski, o nie. Jeżeli bóbr zostałby gatunkiem łownym, to myśliwi opłacą wszelkie szkody. A nie są to małe sumy, bo Skarb Państwa przeznacza na to ok. 15 mln złotych i wiele myśliwych przewiduje, że koła łowieckie zwyczajnie nie podołałyby finansowo. W dodatku do bobra trudno się strzela i generalnie jest to mało skuteczny  sposób na redukcję bobra. Przykładowo w roku 2015 RDOŚ w Kielcach zezwolił na odstrzał 1,2 tys. bobrów. Uspokajano, że do pogromu nie dojdzie. I mieli rację, bo myśliwi odstrzelili jedynie… 120 sztuk, twierdząc jakie z nich sprytne bestie. By w ogóle skutecznie polować na bobry, to trzeba stosować pułapki zatrzaskowe, które są zabronione przez VI załącznik Dyrektywy Siedliskowej, z powodu ich nieselektywności. Nie wspominam o aspektach moralnym i społecznym (a PZŁ mimo wszystko raczej zależy na dobrym wizerunku).

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

I tak argument w postaci „Kto zapłaci szkody rolnikom jak zabraknie polowań?” traci rację bytu, gdy przychodzi do bobrów. Myśliwi nie chcą płacić rolnikom, bo zbyt kosztowne szkody, nie ma tradycji polowania na bobry, dewizówek nie będzie, tusza bezużyteczna i jest coraz mniejsze zapotrzebowanie gospodarcze, a polowanie w obecnym kształcie nie należy do łatwych.

13501991_1052724438150395_2227791184494710661_n

13512231_1056215597801279_2572386412954526308_n

Myśliwi z forum Dziennika Łowieckiego wymieniają, że odszkodowania za szkody bobrze wykończy ich finansowo 

I jednocześnie myśliwi zaczynają zwymyślać rolników od leni, żądnych kasy chciwców itp. No to jak panowie? To jak z bezinteresownym chronieniem interesów rolników i chęcią opłacania szkód? Jak widać argument ten u myśliwych pojawia się, jak im wygodnie.

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

18341907_1358912700864899_4319015403906374517_n

Tym razem rolnicy nie są bezradnymi bidulami w obliczu zwierzęcej apokalipsy, a  pazernymi na odszkodowania leniami, co wykorzystują biednych myśliwych.

Spośród tych wszystkich narzekań najbardziej spodobały mi się teksty, by za szkody bobrze płacili organizacje ekologiczne, by wreszcie ponieśli odpowiedzialność za bobra.

 18342243_1358915610864608_1492770323797925260_n

Myśliwi lubią zaskarżać „eko-durni”, jak to najpierw zgrywają obrońców przyrody, a gdy coś idzie nie tak, to szybko opuszczają pokład i każą innym naprawiać wyrządzone przez nich szkody. Moim zdaniem, myśliwi pierwsi powinni uderzyć się w pierś, gdyż te zachowanie to ich cechuje, szczególnie, gdy mówimy o polskim bobrze.

1.png

13450909_1052517764837729_5339647625798571112_n

Rozumiem, że tymi ekologami będą myśliwi, bo w przeszłości PZŁ odbudował populację bobra, a podobno „każdy myśliwy to prawdziwy ekolog”?

Niektórym naszym czytelnikom może się to nie spodobać, ale za ostatnie reintrodukcje bobra w Polsce odpowiada głównie Polski Związek Łowiecki. Program restytucji bobra opracował w 1974 r. prof. dr hab. Wirgiliusz Żurowski, pracownik Polskiej Akademii Nauk, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody, a także prezes Okręgowej Rady Łowieckiej w Suwałkach.

bobr_zurowski_foto

Wirgiliusz Żurowski podczas odłowu bobra 

„Program aktywnej ochrony bobra europejskiego” tworzony we współpracy ZG PZŁ polegał na corocznym przesiedlaniu na tereny całej Polski kilkudziesięciu sztuk bobrów wyhodowanych na farmie w Popielnie, oraz dzikich – odławianych z Suwalszczyzny.

Można rzec, że myśliwym zależało na przywróceniu bobra do polskiej przyrody. Ale jak zawsze to bywa w takich sytuacjach, mogli mieć w tym interes. Za wskazówkę mogą posłużyć słowa pomysłodawcy restytucji, Wirgiliusza Żurowskiego w 1976 roku, kiedy pisał w Łowcu Polskim: „Tylko czynne zajęcie się bobrem i powiązanie ich ochrony z aspektem gospodarczym może je zachować dla przyszłych pokoleń…”. Interpretację tych słów pozostawiam wam. Podobno sam prof. Żurowski marzył, że po udanej restytucji upoluje sobie bobra, lecz przeszkodziła mu w tym śmierć w 1992 roku. Nie mnie oceniać.

13442351_1051045048318334_1516859333880559252_n.jpg

Ale co by nie mówić, program odniósł sukces. Dla niektórych nawet za bardzo, gdyż bobry zaczęły tworzyć szkody. Co na to Polski Związek Łowiecki? Wymigał się od odpowiedzialności i zostawił bobra na pastwę wkurzonych rolników i urzędników.

18341642_1358917990864370_6729387069910307428_n

Nie zamierza też wciągnąć go na listę zwierząt łownych, bo jak przyznała sama pani rzecznik PZŁ Diana Piotrowska, że to ZG PZŁ wyszedł z propozycją, by bobry nadal zabijano z publicznych pieniędzy, byle nie płacić szkód. 

„Beton” doprowadził do podpisania porozumienia między PZŁ a GDOŚ żeby uchronić nas przed wpisaniem bobra na listę gatunków łownych!!!! Szkody by zniszczyły nasze koła!” (…) Podpisanie porozumienia o odstrzale było z inicjatywy PZŁ żeby ubiedz realizację pomysłu o wpisaniu gatunku na listę gatunków lownych. Izby rolnicze i resort rolnictwa baaardzo na to naciskaly.

18425156_1358910760865093_6854859250097393397_n

I w świetle myśliwskich krzyków o „ekopajacach nie chcących płacić szkodnika” zapytam się bezczelnie – Niby czemu? Niech PZŁ pochwali się wściekłym rolnikom, że reintrodukował bobra w Polsce. Niech powie, że w takich reintrodukcjach chodziło mu jedynie o przetrwanie gatunków (inna sprawa, że później dąży do zmniejszenia tych samych gatunków, „bo za dużo i szkody”). Niech myśliwi powiedzą wprost poszkodowanym, co o tym wszystkim myślą. Czyli zgodnie z myśliwską logiką to myśliwi powinni ponieść odpowiedzialność za bobra i wypłacać rekompensaty ze swych składek. Tak więc czemu w tym przypadku organizacje ekologiczne akurat mają ponosić odpowiedzialność, za coś czego nie zrobiły (bo jak zwykle jedynie hejtują przed komputerem :D)?

1.png
Miejcie to na uwadze, gdy myśliwi próbują oskarżać ekologów, jak to nadmiernie chronią „szkodliwe” zwierzęta za nie swoje i chcą przerzucić odpowiedzialność na innych. Za przykład podają wilka, przez którego rzekomo polski budżet traci gigantyczne pieniądze.

Dla uzmysłowienia szkody wyrządzone przez wilki polski budżet przeznacza ledwie 0,7 mln PLN. Za szkody wyrządzone przez bobry 15 mln PLN. W samym województwie podlaskim 2013 roku szkody za wilki wyniosły 30 462 PLN, a za bobry 2 201 533 PLN. W dodatku wilk ma ten plus, że poluje na bobry, w szczególności na terenach zabobrzonych (Puszcza Knyszyńska – 25% biomasy; Puszcza Borecka – 15% biomasy). Także w Polsce zachodniej wilk zaczyna polować na bobry. Nie ulega wątpliwości, iż wilk jest lepszym reduktorem gatunków konfliktowych od myśliwego, bo nie reintrodukuje zwierzyny pod płaszczykiem ochrony dla własnych korzyści, a jak trzeba, to zje „szkodnika”, a nawet nie trzeba mu płacić.

W dodatku prof. Żurowski, który jak przeczyta się o nim szerzej – sprawiał wrażenie szczerego pasjonata i tego „dobrego myśliwego” – zapewnie w grobie się przewraca, kiedy PZŁ tak opisał bobra na swojej stronie internetowej, gdy doszło do wspomnianego porozumienia z GDOŚ:

18342024_1358908620865307_2816708281421808438_n

Ze względu na brak naturalnych wrogów (poza wilkiem i rysiem) oraz brak regulacji liczebnościowej bobrów, mają one też negatywne oddziaływania na środowisko, wyrażone nadmiernymi podtopieniami i ilością zgryzanych drzew i krzewów, zarówno w drzewostanach leśnych, zadrzewieniach, sadach i parkach. Niewątpliwie negatywnym jest oddziaływanie na środowisko, kiedy nory bobrowe osłabiają wały przeciwpowodziowe powodując ich rozmycie. Takie szkody były obserwowane na podczas wielkich powodzi w 1997r i 2010 r na Wiśle i Odrze. Do podobnych szkód dochodziło na groblach stawów rybnych. Innym niekorzystnym działaniem bobrów jest zatykanie przepustów drogowych na potokach, strumieniach i urządzeniach hydrotechnicznych i melioracyjnych.

Źródło:  http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=11&_RowID=1099&newser=no&_Lang=pl&_CheckSum=843525339

Czyli krótko mówiąc – myśliwi najpierw dmuchali i chuchali na bobra, teraz narzekają, że tych bobrów jest za dużo i są szkodnikami. Jednak nie wciągną ich na listę zwierząt łownych, bo nie zamierzają płacić za szkody, a żadnego pożytku także nie ma. Ale kasę od RDOŚu za zastrzelonego bobra już wezmą, bo jako wykonawcy im się należy, a odstrzał redukcyjny to nie polowanie.

2

13528850_1056539024435603_2959738871109274834_n (1)

Bóbr jest przykładem, jak to myśliwi najpierw dbają o jakiś gatunek z hasłami o ochronie przyrody, by potem zmienić narrację i krzyczeć „tego szkodnika jest za dużo” i nawoływać do redukcji. Jest jednym z przykładów jak działa myśliwska „bezinteresowność” objawiająca jedynie w celu uciechy z polowań, bez względu na konsekwencje dla środowiska i ludzi. Niech chociażby posłużą hodowanie danieli tworzącym gdzieniegdzie szkody rolnikom czy muflonów wsiedlanych w nienaturalne środowisko i mających z tego powodu przerośnięte kopyta. Czekam, kiedy zmienią zdanie o głuszcu i będą postulować jego redukowanie celem ochrony borówek :P.

13466454_1052517658171073_1749884787109580266_n

A co w/w szkód, dziwne, że wrzucono środowisko naturalne i sztuczne od jednego wora. Ponieważ natura czerpie niemal same korzyści od obecności bobrów.

TinyGrab Screen Shot 04.09.2016, 16.55.31.png

„Szkody” w środowisku naturalnym

Chociażby renaturalizuje wyregulowane w przeszłości cieki i rzeki, nawadnia torfowiska i odtwarza śródleśne bagna. Tym sposobem przyczynia się do wzrostu bioróżnorodności, m.in. zwiększenia ilości rzadkich gatunków owadów wodnych i ptactwa wodno-błotnego oraz warunki do rozwoju ginących gatunków flory i fauny związanej z mokradłami, a utrudniony dostęp do zalanych części dolin stwarza ostoję dla gatunków nie tolerujących obecności człowieka.

W stawach bobrowych przepływająca przez tamy woda oczyszcza się, a niesione osady zatrzymują się w dnie owych stawów.

Działalność bobrów ma bardzo duże znaczenie w aspekcie retencji wód powierzchniowych, tj. zatrzymywania jej i spowalnianie spływu, tym samym przeciwdziałają powodzi, a także suszy i pożarów. Stawy bobrowe retencjonują wodę w okresie zwiększonego przepływu wód, opadów dreszczów i roztopów śniegu, a oddają ją w czasie suszy.

103043

Jak pisał dr Andrzej Czech „W 2002 r. bobry podniosły poziom wód gruntowych w Polsce na powierzchni ponad 17 tys. hektarów, 10 tys. ha lasów ochroniły przed pożarami, ponad 23 tys. ha lasów stało się bardziej atrakcyjne dla innych zwierząt i roślin.”

W sumie powinniśmy się cieszyć, że myśliwi nie chcą wpisania bobra na listę gatunków łownych. Szkoda, że u większości myśliwych wcale nie wynika z troski bobra, a jedynie z własnych (nie)korzyści. I jak zwykle szafują „odszkodowaniami dla rolników” bądź „wrednymi chłopami, co nie przepuszczą żywemu” tak jak żywnie im się podoba. Ale o tym będzie inny post.

13501779_1054117191344453_6932641178828385791_n

/Grindelwald

Polowania na żubry i szkodliwość dokarmiania

Dzisiaj kawałek tekstu przygotowanego przez ekipę strony Front Antyłowiecki, w kontekście bulwersującej decyzji, o odstrzale 35 żubrów.  Jak zawsze rzeczowo, merytorycznie i celnym wypunktowaniem myśliwskiej obłudy oraz hipokryzji. Chłopaki odwalili kawał dobrej roboty.

„Jeszcze świeża jest sprawa odstrzału 35 żubrów w Białowieży. U wielu pojawiło się zbulwersowanie, a pewne fakty mogą to pogłębić.

Ten odstrzał żubrów nie jest pierwszym takim. Wg danych GUS odstrzał żubra o podobnych ilościach prowadzi co roku, głównie jako odstrzał selekcyjny/sanitarny. Dotyczy w dużej mierze populacji białowieskiej.

Jednak udział chorych i starych osobników w Białowieży wciąż rośnie, pomimo tychże odstrzałów. Co może to powodować? M.in. zimowe dokarmianie od co najmniej XVII wieku oraz niechęć zarzucenia go, mimo konkretnych przesłanek. O ile opiekunowie żubrów w poprzednich stuleciach nie byli świadomi szkodliwości dokarmiania, a w czasach gdy z żubrami było naprawdę krucho, jego konieczność była zrozumiała. Obecnie te wymówki nie działają.

1476460_1572651506384067_7279142327782360420_n
Żubr upolowany w nadleśnictwie Krynki, rok 2014
http://www.polowania.com.pl/galeria2014.html 

Żubry ze względu na wyjątkowo niską zmienność genetyczną, mają niską odporność na choroby zakaźne, powodujące upadki całych stad bądź znacznej ich części. Zaś dokarmianie tylko to zwiększa, gdyż w wyniku tego pojawia się nienaturalne zagęszczenie zwierząt. Ostatnio ekipa NPRM prezentowała skandaliczną jakość wykładanej karmy w obszarach Natura 2000. Nie zdziwiłbym się, gdyby w żubrzych ostojach było zabłocone i nieświeże jedzenie. A nie jest dobrze, bo zapasożycenie u żubrów jest najwyższe od lat. Niektóre pasożyty szybko opanowują całe populacje jak np. nicień krwiopijny, obecnie stwierdzany u 100% badanych żubrów w Puszczy Białowieskiej (Demiaszkiewicz & Lachowicz 2007). Zachwiana jest proporcja płci i rośnie udział starych krów oraz istnieją przesłanki, by dążyć do większej naturalizacji stada oraz zaprzestania zimowego dokarmiania.

12745942_1572651529717398_3919387780013521769_n
Inny żubr upolowany w nadleśnictwie Krynki, rok 2014
http://www.polowania.com.pl/galeria2014.html 

Badania wykazały,że im intensywność dokarmiania jest mniejsza, tym rozprzestrzenienie się żubrów jest dużo większe i są bardziej chętne na migracje. Im mniej dany osobnik jest dokarmiany, tym mniejsza jest szansa na zarażenie się patogenami (Kowalczyk 2010; Pyziel, Kowalczyk, Demiaszkiewicz 2011). Ilość żubrów naturalnie się zredukuje, ale za to zyska na jakości. Najgorsze czasy żubry póki co miały za sobą i nie mogę się zgodzić, iż nie można zdecydować na tego typu eksperyment (przynajmniej w części białowieskiej).

W dodatku okazuje się, że podczas łagodnych zim żubry praktycznie… nie korzystają z paśników! I szybciej się rozprzestrzeniają! A jak dochodzi do tego urodzaj żołędzi… Czyli to kolejny argument przeciw zimowemu dokarmianiu w okresie łagodnych zim.

IMG_8591
Paśnik pełny, ale żubrów brak… (przyp. do zdj. – red. NPRM)
https://www.fotoeast.pl/polowanie-na-zubry/

To dlaczego wzbrania się przed dokarmianiem? Powodów może być wiele. oficjalnie straty w gospodarce leśnej (gdy udział gatunków drzewiastych w diecie stanowi 10%) oraz rolnictwie. Mniej oficjalnie – chęć ustrzelenia króla puszczy.

Otóż żubr znajduje się w ofercie cenowej na sprzedaż polowań w OHZ-ach Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. Termin polowań trwa do listopada do końca lutego.

10175976_1572651549717396_8463925380222362789_n
Żubr upolowany w 2015 roku
http://www.vip-hunter.eu/2016/01/polowanie-na-zubra-2015/

Postrzelenie żubra wynosi ok. 12 tys złotych, a z kolei koszt za medalowe trofea waha pomiędzy 35 tys. a 26 tys. złotych + 600 złotych za punkty CIC. W książce »Tępienie żubrów na Ukrainie, Białorusi, w Polsce i Rosji. Materiały niezależnego śledztwa« Władimira Borejko i Władimira Sesina opisują coraz częstsze polowania pod przykrywką »odstrzału selekcyjnego«, »regulacji liczebności«. Przy Polsce opisane jest kilka przypadków pozyskania medalowych osobników przez komercyjnych myśliwych oraz wspomina się o pokojach w hotelu Białowieskiego Parku Narodowego wyścielonymi skórami żubrzymi i zupami z żubrzych żołądków w restauracji.

DR-060-56-11 Dzień Żubra
Zwłoki żubra prezentowane podczas Dnia Żubra w Lutowisku (2011). Proszę zwrócić uwagę na napis w tle.
http://www.krosno.lasy.gov.pl/aktualnosci/-/asset_publisher/1M8a/content/w-lutowiskach-swietowano-dzien-zubra-1#.VtB9YT9nUa5 

A polscy myśliwi? Otóż niektórzy w odstrzale nic nie widzą złego. I mówią takie rzeczy jak:

Stop dla świętych krów, bo z tej puszczy nic nie będzie. Jeszcze Łosie i wilki do tego. Z bobrami bym się pohamował, koła tego nie utargają

Właśnie o to chodzi żeby przyjechał jakiś myśliwy ( bogaty myśliwy) jak trzeba to niech strzeli i zostawi kupę kasy. Dokarmianie kosztuje.. A Parki Narodowe bogate nie są…

Kolego Arturze (…), kiedy przestaniemy się w końcu bać mówić o prowadzonej gospodarce łowieckiej, przecież żubrów też jest coraz więcej a łowiska mają ograniczone możliwości co do pojemności danego gatunku. Ten sam użytkownik mówi: Czekam na odczarowanie klątwy nałożonej na wilki 🙂.

Jako wisienka na torcie pozostawiam najlepszy komentarz będący odpowiedzią na komentarz polskiego naukowca – Karola Zuba, wyrażającego niepokój stanem zdrowotnym białowieskich żubrów z powodu dokarmiania:

12747296_1572652893050595_1510474196711505147_o

A czy zrobiłeś jakiś rachunek ekonomiczny co się bardziej opłaca..? Czy nie dokarmiać żubra i zostawić go w spokoju. Czy dokarmiać, żeby populacja rosła i zarabiać na sprzedanym odstrzale nadwyżek w populacji i sprzedanym mięsie?

12778907_1572652909717260_9200204287276229391_o
Oba komentarze pochodzą z:
http://www.birdwatching.pl/wiadomosci/24/art/1443 

Czyli takie jest stanowisko myśliwych. Co z tego, że żubry są coraz bardziej chorowite? Lepiej pozwalać na choroby, ale za to kasa będzie z mięsa pochodzącego z chorego osobnika (ja bym zjedzenia takiego mięcha nie ryzykował). Na takich myśliwych jest określenie „mięsiarz”. Ochrona przyrody? Nie opłaca! Bo zeżre puszczę! Co z tego, że żubr wciąż widnieje w Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych? Nie może być świętą krową i powinna go objąć gospodarka łowiecko-leśna.

12733440_1572654759717075_3476167016062637921_n
Ile wart jest żubr? Dla większości ludzi, jako symbol ratowanej przyrody, bezcenny, tymczasem… I pamiętajmy o lokalnych układach, gdzie niektóre z restauracji oferują żubrze mięso w pierogach:
http://www.szczebra.bialystok.lasy.gov.pl/c/document_library/get_file?uuid=b5da01fb-2b7e-478f-bed8-3f00ef08e9fc&groupId=62672

12747986_1572654803050404_560030824514557032_o

12779134_1572654843050400_6505641069897585734_o

12768410_1572654853050399_6689858908907350494_o
Dokarmianie a stan zdrowia żubrów
http://www.forumpodlaskie.pl/pdf/RafaKowalczykubrhistoriaiochrona.pdf

Na koniec posłużę się cytatem Władimirów Borejko i Sesina, cyt.:
Sądzimy, że J. Paczoski, W. Szafer czy twórca Międzynarodowego Towarzystwa Ochrony Żubra J. Sztolcman i inni pionierzy ochrony przyrody w Polsce, wiedząc o tak cynicznym traktowaniu tych najrzadszych zwierząt, po prostu przeklęliby swoich następców.

/KingKung

ŹRÓDŁA:

Materiały naukowe:
http://www.zzs.amu.edu.pl/okt/Streszczenie.php?id=169a86497764
http://www.forumpodlaskie.pl/pdf/RafaKowalczykubrhistoriaiochrona.pdf
http://www.bestpractice-life.pl/g2/oryginal/2014_08/a1fca83cc399e9bac4b2eeea75ad6349.pdf
http://www.smz.waw.pl/wydawnictwa/biuletyn4/zu13.pdf
http://www.birdwatching.pl/wiadomosci/24/art/1443

Polowania:
http://www.polowanie.siedlce.pl/darek.html
http://www.polowania.com.pl/galeria2014.html
http://www.vip-hunter.eu/category/galerie/
http://parkowa.bialowieza.pl/2/Menu-restauracyjne

10254036_1572652603050624_4372758198052327416_n
Trofeum na ścianie własności łowczego Dariusza Dymowskiego:
http://www.polowanie.siedlce.pl/darek.html ”

A oto kilka złotych myśli z tego samego tekstu, obrazujących rzeczywiste pobudki ”ochrony przyrody” przez łowiecką brać. M.in. Czekam na odczarowanie klątwy nałożonej na wilki

12743693_1572653016383916_3898398316518970585_n

11933404_1572653239717227_5976689894919735448_n

12688163_1572653339717217_3900017365365595631_n

12733627_1572653403050544_2998421428359136222_n

Łosie, wilki, do tego żubry. Wszystkie święte krowy po ochroną! Tak być nie może, bo zeżrą puszczę, a potem nas ( Myśliwskie teorie zwierzęcej apokalipsy)…

Kiedy jedni chronią, ratują, inwestując w to własny czas i pieniądze, inni… zarabiają. Oczywiście tylko stare i chore osobniki, wszystko z troski o przyrodę i dla jej ochrony… jakoś tak brzmią te baśnie.

polożubry2

polożubry2 (1)

Zamieszczono dzięki uprzejmości Front Antyłowiecki

Nadal zabijają kuropatwy. Diany w akcji.

11947618_888941454528695_8858541099845478542_n

Smutna prawda. Pisaliśmy ostatnio o próbach edukacji dzieci przez te panie, ciekawe czy mówią uczniom o tym jaka jest sytuacja tego kuraka? Oraz czym się zajmują w czasie wolnym? W Polsce kuropatwa ma obecnie status nielicznego ptaka lęgowego, nadal jednak łowna. Problem jest bardziej złożony, ponieważ myśliwi zajmują się hodowlą kuropatw, koła łowieckie wypuszczaniem na wolność i introdukcją, jej dokarmianiem; dlatego uważają , że odstrzał kilku sztuk dla przyjemności im się należy. Tylko, że wśród kuropatw pochodzących z hodowli fermowych śmiertelność w pierwszym miesiącu po wypuszczeniu wynosi zazwyczaj 50-90% . Duży wpływ na wahania pogłowia mają surowe zimy, straty w lęgach w wyniku długotrwałych chłodów lub słot, sposób gospodarowania uprawami rolnymi, wielkoobszarowe monokultury także im nie sprzyjają plus środki chemiczne stosowane w rolnictwie. Lęgi mogą być niszczone przez wrony i sroki, kuny, borsuki, jenoty, dziki, nawet psy i koty. Dorosłym zagraża lis, jastrząb czy krogulec. Pytanie, czy w obliczu tych wszystkich przeciwności losu, kiedy gatunek ma tak trudne warunki bytowe powinno się jeszcze dodatkowo na niego polować? Znamy odpowiedz i logikę myśliwych jaką prezentują nie raz w komentarzach na stronie: „Dopóki wolno to można, będem strzelał”. Jeszcze do niedawna kuropatwa była najpospolitszym i najliczniejszym ptakiem łownym w Polsce. W latach 60. i 70. XX wieku polowania na kuropatwy były bardzo popularne i odbywały się w 75% polskich łowisk. W 1970 roku szacowano liczebność kuropatwy na około 7 milionów. Dziesięć lat później było ich tylko około pół miliona. W mojej ocenie każdy z tych ptaków jest obecnie na wagę złota. Jak widać na zdjęciach, akcje typu „Ożywić Pola” i artykuły w „Łowcu Polskim” swoją drogą, a poczynania myśliwych innąmoże drogą tradycji, nie inaczej. Nagłaśniana w mediach przez myśliwych kampania „Ożywić Pola”, służyć ma nie przyrodzie, a jej wykonawcom. Z całym cynizmem i perfidią zasiedlane zające, kuropatwy, bażanty lub ich potomstwo skończy jako myśliwskie trofeum lub danie z dziczyzny. Czy tak powinna wyglądać ochrona przyrody? Pytanie retoryczne.

Tych wszystkich zagrożeń dla gatunku, myśliwi byli już świadomi w latach 70., można to przeczytać w opracowaniach Tadeusza Pasławskiego i jego podręcznikach myśliwskich. Mimo to, nie zrobiono nic, by straty ze strony ludzkiej wśród kuropatw zmniejszyć i pomimo drastycznego przekształcenia jej środowiska, poluje się nadal i jak myśliwi nie ukrywają na ptactwo dla przyjemności, no i mięsa. Pytanie czy nawet dla mięsa jest sens? A gdyby każdy miał takie podejście? Kuropatwa waży 370-450 g. Po odrzuceniu piór, kości i niektórych wnętrzności – ile nam zostaje tego mięsa? Prawda jest taka, że za koszt całego polowania kupiłby kilka chowanych ekologicznie kaczek czy kurczaków,o znacznie większej wadze,żywionych naturalnie. Są w Polsce takie hodowle, można zresztą i samemu. Łowy odbywają się w tak zwanych „OHZ”, czyli Ośrodkach Hodowli Zwierzyny, w których to myśliwi płacą za możliwość zabicia tych ptaków.

11013636_888941494528691_313558585234861902_n

Zaglądający tu myśliwi płaczą, że widzimy tylko jeden z aspektów łowiectwa, czyli śmierć. Jest to wynik końcowy, w myśl zasady , że koniec wieńczy dzieło, za całoroczne poprawianie warunków bytowania zwierzyny myśliwy sobie korzysta z darów natury jako wynagrodzenie za poniesiony trud. Na łowiectwo składa się szereg czynności, począwszy od gospodarowania obwodami łowieckimi w skład którego wchodzi poprawa warunków bytowania zwierzyny, zwiększanie i urozmaicanie baz żerowych ( lepsza jakość poroża i kondycja zwierza), wprowadzanie do drzewostanu innych domieszek, zagospodarowanie łąk śródleśnych, zakładanie poletek ogryzowych,żerowych,karmowo ochronnych, nasadzanie remiz,budowanie i poprawa dostępu do istniejących wodopojów. Przygotowywanie zapasów karmy na zimę, jej zdawanie, budowa paśników, ambon i nęcisk pod nimi ,budek dla ptaków ,robienie lizawek etc. Walka z kłusownictwem (szkoda, że nie w gronie własnym), a jeszcze przeżycia na łonie natury , obserwacje zwyczajów i podchód zwierząt. Na samym końcu różne metody polowania, patroszenie, obielanie, i konserwacja skór,preparacja, konserwacja broni, ćwiczenia strzeleckie, kynologia, trofea, zwyczaje no i ukochane szacowanie szkód oraz odszkodowania. Jest tego dużo więcej,wszystko to wiemy, z tym że zespół tych czynności, które składają się na łowiectwo nie ma absolutnie nic wspólnego z czynną racjonalną ochroną przyrody, ma za zadanie jedynie przynosić sprawującym dorazne korzyści wąskiej grupie osób . I to jest taka pozawymiarowa istota myślistwa. Co widać właśnie na przykładzie owych kuropatw. Zdjęcia pochodzą z 2013 roku, czy przez ten czas sposób sprawowania łowiectwa w Polsce przeszedł gruntowną rewolucję, a samo podejście myśliwych zmieniło się? Dobrze wiemy, że nie.

Po latach ciągłej eksploatacji sprowadzona do roli potrawki. Łatwej zdobyczy myśliwych, kłusowników czy przygodnych chłopów. Najczęściej kojarzymy ją martwą, gdy jej głowa bezwiednie zwisa ze szczęk jakiegoś wyżła. Wydaje się, że Kuropatwa padła ofiarą ponurej tradycji, przyzwyczajenia i zwyczajnego snobizmu. Niech żyją!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Polscy myśliwi zabijają chronione ptaki.

11113580_809149849174523_7793660760183308760_n

Wiosenne polowania na te rzadkie ptaki, za granicami naszego kraju, cieszą się powodzeniem i zainteresowaniem również wśród polskich myśliwych.

Często uświadamiamy Państwa, jak w praktyce wygląda „ochrona przyrody” w wykonaniu pseudomyśliwych i jakie stoją za nią pobudki. Tak zwana „ochrona” to slogan – by ładnie brzmiało. Prawdziwa motywacja: trofeum, chęć polowania – przeżywania emocji łowieckich, mięso. Nie tak dawno trwała dyskusja na profilu PZŁ, gdzie myśliwy pod zdjęciem głuszca napisał :

__________________________________________
__________________________________________

„Mam nadzieję, że prowadzona odpowiednio gospodarka pozwoli z czasem na odbudowę populacji do poziomu pozwalającego na jego pozyskanie, tak jak to jest u naszych sąsiadów.

_________________________________________
_________________________________________

12439093_843717509072413_990747056459119839_n

W zasadzie to jedno zdanie wyjaśnia wszystko i nie wymaga nawet komentarza, można by w tym momencie zakończyć. Ale podobnych smaczków w sprawie jest dużo więcej.

Myśliwi oburzają się i czują szkalowani, lecz zdjęcia mówią same za siebie. W Polsce polować na cietrzewie i głuszce nie wolno, jak więc zatem poradzili sobie z tą trudnością nasi dzielni łowczy? Jeżdżą więc na Białoruś, do Rosji, czy krajów skandynawskich, gdzie prawo pozwala jeszcze strzelać zagrożone całkowitym wyginięciem w Polsce gatunki. Nazywa się to niewinnie wyjazdem na tzw. „safari”, gdzie strzela się także inne chronione zwierzęta w Polsce takie jak kozice, niedźwiedzie czy wilki. Oczywiście wszystko w świetle prawa, które tworzy lobby myśliwskie. O czym to świadczy? Tylko o jednym… mianowicie o tym jakie ci panowie mają podejście do przyrody i jej ochrony, skoro są w stanie ładować grube pieniądze na samą wyprawę za granicę oraz prawdopodobnie zapłacić za odstrzał tylko po to by mieć TROFEUM na koncie w postaci chronionego gatunku. Tak, trofeum. To słowo należy podkreślić. Pisane było w innym artykule, że myśliwy to trofeista, a podpisy pod oryginalną lokacją zdjęć w tym pierwszego brzmią „TRZY TROFEA MOŻLIWE DO ZDOBYCIA NA BIAŁORUSI PODCZAS WIOSENNYCH TOKÓW…”. Czyli zagrożony wymarciem głuszec i cietrzew oraz również stosunkowo bardziej rzadka niż kiedyś słonka. I oczywiście pierwsze dwa gatunki kuraków strzelane są podczas toków, czyli wtedy gdy zajmują się tym co jest najważniejsze dla gatunku – rozmnażaniem. Podczas miłosnego uniesienia, bo prawdopodobnie taki stan odczuwają tokujące samce. Niektóre gatunki ssaków posiadają okres ochronny podczas rozrodu, nie wolno ich wtedy niepokoić w siedlisku ani strzelać. Dlaczego natomiast wyjątkiem są ptaki? Nie znajduję odpowiedzi poza jedną, skoro człowiek tworzy to prawo, tak człowiek celowo i z rozmysłem  zadecydował, nie licząc się z biologicznymi potrzebami tych stworzeń.

To samo środowisko, które tworzy górnolotnie nazywaną Fundację Ochrony Głuszca, nie ma żadnych skrupułów, by zabijać te ptaki tuż za naszymi granicami, na Białorusi, Ukrainie czy nieco dalej, w Szwecji. Za możliwość zabicia i zdobycia trofeum płacą duże pieniądze pośrednikom organizującym takie wycieczki. Biura polowań, bo tak nazywają się firmy, które organizują te jatki działają legalnie, ułatwiając polowania na gatunki w naszym kraju chronione takie jak: cietrzewie, głuszce, wilki, rysie, niedźwiedzie, kozice…i wiele innych.

Podczas gdy jedne organizacje z ciężkim wysiłkiem prowadzą badania nad sposobami ochrony, liczebnością czy wreszcie starają się pomagać zagrożonym gatunkom, myśliwi „tuż za płotem” wolą urządzić sobie polowanie. Oczywiście wszystko dla ochrony przyrody i środowiska naturalnego…

To jest jedyna motywacja myśliwych dla „ochrony” zajęcy, kuropatw, głuszców i cietrzewi – pozyskanie i czerpanie zysku w postaci mięsa oraz trofeum. Dla nas, normalnych ludzi, ochrona tak rzadkich gatunków może mieć co najwyżej jeden motyw – chęć obserwacji gatunku w naturze, zrobienie zdjęcia, czy sama świadomość, że udało się pomóc. Dla myśliwskich pseudekologów motywacją jest „chęć przeżycia emocji łowieckich”, które – gwarantuję – można przeżywać bez niszczenia i zabijania.

W Polsce głuszec jest gatunkiem wyraźnie zanikającym, krajowe populacje znajdują się w stanie krytycznym. Zamiast zabijania można, by próbować dogadać się z sąsiadami i za te pieniądze próbować ratować i powiększać rodzime populacje tych kuraków, jednak „ochrona przyrody” w wykonaniu pseudomyśliwych widziana jest zgoła inaczej, niż postrzega ją normalny człowiek. To, że ptak ten jest rzadki z wielu różnych powodów, nie przeszkadza myśliwym powtarzać frazesu brzmiącego mniej więcej tak: Stan tamtejszych populacji pozwala na myśliwskie pozyskanie, które nie ma istotnego wpływu na liczebność gatunku. Logika w pigułce, skoro można, skoro są, to tłuczemy. I kolejny dowód zaburzonego, wypaczonego sposobu przeżywania natury przez to środowisko – Normalny człowiek byłby szczęśliwy z powodu samego uczestnictwa w tokach, posłuchania, obserwacji ptaka czy zrobieniu zdjęcia. Podczas wykonywania swej pieśni, głuszec w ostatniej fazie tzw. szlifowania jakby na chwilę głuchnie, nie zwraca uwagi na bodźce zewnętrzne. Moment ten wykorzystują „dzielni” myśliwi, by podejść na kilka kroków i oddać strzał z bliska…

11079640_809149922507849_9050316400865265981_n

Od lat 70-tych zaczęto obserwować gwałtowne zmniejszanie liczebności cietrzewi w większości krajów Europy. W latach 90-tych stabilne pozostały tylko populacje: alpejska, norweska, populacja cietrzewi zamieszkująca Karpaty słowackie i tereny Białorusi. Jedynie w Szwecji odnotowano niewielki wzrost liczebności ptaków. Ogólna liczebność populacji europejskiej cietrzewia jest trudna do oszacowania. Badania wskazują, że obszarem najgęściej zasiedlonym jest europejska część Rosji, choć i tam zauważono tendencję spadkową.

Na przełomie lat 80-tych i 90-tych cietrzew opuścił 45% zajmowanych obszarów w Polsce. W roku 1994 regularne występowanie gatunku odnotowano już tylko na około 6% terytorium kraju, a liczebność oszacowano zaledwie na 5370 ptaków. Rok później gatunek znalazł się na liście zwierząt objętych ochroną gatunkową.

W ostatnim dziesięcioleciu jego występowanie było ograniczone zaledwie do kilku miejsc.

http://www.tbop.org.pl/programy/ochrona/cietrzew/wyst.html 

10996509_809149939174514_6038387722822489930_n

Głuszec.
W ostatnim dziesięcioleciu występowanie Głuszca było ograniczone zaledwie do kilku miejsc.
Dawniej zalecane było, aby myśliwy polujący wiosną na tzw. tokach, strzelał najbardziej aktywnego koguta, czyli tzw. tokowika, ponieważ ten „tokowisko rozgania”. Jak wykazały niedawno badania genetyczne, to jednak właśnie tokowiki mają największą wartość przystosowawczą i żywotność, więc zabijanie tych najlepszych jakościowo kogutów powoduje stopniowy spadek liczebności lokalnych populacji głuszca.

http://dzikiezycie.pl/archiwum/2008/luty-2008/gluszec-ochrona-gatunkowa-czy-marnowanie-pieniedzy-podatnika

I dlatego na pewno uwierzę w zapewnienia panów w kapelusikach z piórkiem że im zależy na ochronie przyrody skoro są w stanie płacić grube tysiące jak nie więcej po to tylko by strzelić -przepraszam zdobyć,pozyskać TROFEUM w postaci zagrożonego wyginięciem gatunku, bo tam jeszcze wolno… A gdzie własna świadomości ekologiczna? Tak, u tych panów dokładnie tam gdzie większość z Państwa teraz pomyślała…
Takie to właśnie ci panowie prezentują podejście do ochrony przyrody. Brak kompletnej logiki i sensu w trzebieniu jednocześnie drapieżników i ich ofiar wśród drobnej zwierzyny.

Warto zwrócić uwagę na jeden aspekt polowań – znowu zabijane były koguty w najważniejszym momencie okresu rozrodczego tych ptaków po to, by myśliwy przeżył sobie emocje łowieckie… Oraz nie zapominajmy o innym aspekcie myśliwskiej działalności, tak jak hołubienie i wsiedlanie gdzie się da bażantów, by na nie polować, a które przenoszą groźne dla rodzimych kuraków pasożyty przewodu pokarmowego.

Inna historia związana z głuszcami i myśliwymi to czasy, kiedy należący do PZŁ marszałek Konstanty Rokossowski w latach 1950-1952 wraz ze swoją świtą wymordował całą populację Głuszców w okolicach Czaplinka, na Pomorzu ( ok. 200 sztuk na jednym polowaniu!) Następnie wykończyli samice. Około 1950 r. zanikły przeeksploatowane łowiecko zachodnie stanowiska koło Czaplinka i Jastrowia. Jako jedną z przyczyn katastrofalnego stanu populacji PTOP podaje „zdecydowanie za późno zawieszone polowania, tym bardziej dotkliwe, że dotykające populacji wyspowych i osłabionych i oznaczające zabijanie najaktywniejszych kogutów (czyli selekcję negatywną) oraz destrukcję toków”.

Odstrzał głuszców w czasie toków, od czego w Polsce odstąpiono zbyt późno (1994), niemal w każdych warunkach prowadzi do zaburzenia lęgów. Odstrzał tokujących samców z reguły eliminuje osobniki najaktywniejsze i o największym znaczeniu dla rozrodu (m.in. tokowiki), podczas gdy słabe i zbyt młode samce nie tokują. – Uwagi PTOP, do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt. Zaś nasi myśliwi swoimi działaniami nie ustają w wysiłkach by podobną księgę wprowadzić w innych krajach. Ale przecież „Myśliwskie pozyskanie nie ma istotnego wpływu na liczebność gatunku, stan populacji pozwala na to”! To samo można było usłyszeć w Polsce do roku 1994.

http://www.ptop.org.pl/ochrona/ptaki/gluszec-w-puszczy-augustowskiej/o-gluszczu/z-polskiej-czerwonej-ksiegi.html

http://skrzydlatemysli.erys.pl/blog/?p=1&id_blog=439&lang_id=7&id_post=3421

To nie tak, że w 1994 wszyscy nagle zdali sobie sprawę z sytuacji głuszców i cietrzewi. Myśliwi doskonale wiedzieli o tym jaka jest sytuacja gatunków, liczyło się jednak jedno – polować, zdobyć trofeum. Potwierdza to wpis w jednej z książek łowieckich, zdanie brzmi:
planuje się szczegółowo tylko odstrzał cietrzewi i głuszców, ze względu na stosunkowo nieliczne występowanie tych gatunków, i obawę nadmiernego zmniejszenia stanu liczebnego ( w ostatnich latach plan odstrzału tych ptaków, w skali krajowej, nie był wykonany nawet w 50 % ) T. Pasławski, ”Gospodarstwo łowieckie”. Data wydania tej książki – 1983 rok. A więc wiedzieli i obserwowali sytuację dużo, dużo wcześniej. Polować przestali 12 lat pózniej…

13076893_1018092778280228_98043405636649842_n

Cytat ze strony myśliwskiej:

Wiosenne polowania na głuszce i cietrzewie odbywają się podczas tokowisk tych ptaków. W okresie wiosennym są dwie metody polowania na głuszce : wieczorem na tzw. „zapadach” oraz o świcie pod pieśń tokowika . Najciekawsze dla myśliwego są jednak łowy z podchodem pod pieśń. Polowanie rozpoczyna się bardzo wcześnie (ok.1.30- 2.00 rano). Myśliwi podchodzą tokujące głuszce w fazie pieśni zwanej szlifowaniem. , w tym czasie kiedy ptak głuchnie myśliwy wykonuje 2-3 kroki. Myśliwy może podejść głuszca nawet na odległość około 20 kroków, ale najbardziej bezpieczny dystans to ok. 35 metrów. Głuszce tokują najczęściej na drzewach, rzadziej na ziemi. Gdy w lesie zaczyna się przejaśniać , myśliwy powinien być gotowy do strzału.

Koszt odstrzału Głuszca to średnio 600 euro, bez wliczania kosztów zakwaterowania, wycieczki. Ale przecież w myślistwie nie chodzi o zabijanie… i dlatego płacimy ponad 600 euro za odstrzał ptaka… jednak… wcale nie chcemy go zabić :)?

Serce się kroi, ściska żal i robi się przykro, gdy widzi się takie sceny jak w zestawieniu na zdjęciu. Dla osób, które dokonały tej jatki to oczywiście powód do dumy i chwały.

Stop myśliwskim pseudekologom, stop zakłamanej „ochronie” przyrody dla zysku.

Pokaż znajomym – udostępnij.
11048640_809149929174515_9055656994553892969_n Proszę zwrócić uwagę na wiek i kondycję dzielnych pogromców którzy wśród tysiąca niebezpieczeństw wykazali się nieposkromioną odwagą strzelając śrutem w kuraki. Oraz na powtarzające się tu i tam okulary. Podtrzymywał będę, że osoby z wadą wzroku nie powinny mieć dostępu do broni (W oryginale, niektórzy mają okulary).

10570406_809149932507848_4039178940777764975_n

11026095_809149899174518_1961822239472360174_n

Myśliwska ”miłość” do przyrody w praktyce.

11073330_808867622536079_5943666566422679505_n

Tak w praktyce wygląda „dbanie o przyrodę” i „miłość” do niej przez myśliwych. Sytuacje takie nazywają „pokotem” i są z nich bardzo dumni. Być dumnym z tego jak dużo się zabiło… bez komentarza. Następnie mówić innym, że to dla dobra i ochrony przyrody, no cóż ,każdy ma swój świat i może niektórzy im uwierzą. Ale jeśli ktoś samodzielnie myśląc widzi rzeczy takimi jakie są, to jest już oszołomem i ekoz***em jak wtedy nas nazywają. Oczywiście myśliwi zasłaniają się tym, że mają tzw. limity odstrzałów i nikt nie może odstrzelić ponad ten limit, bo nakładane są surowe kary. Jak to w praktyce z tymi karami bywa, wiemy dobrze od tych, którzy to towarzystwo opuścili. Spójrzmy teraz na załączone obrazki z perspektywy dbania o przyrodę:

10951154_808867579202750_7501933932263201424_n

Klilkadziesiąt zabitych zajęcy szaraków, królików, bażantów. Które to aż takich szkód nie robią, bynajmniej szarak, który to jest gatunkiem stepowym, a żywi się roślinnością zielną i korzonkami, których w naszym kraju ma pod dostatkiem. Jedynie zimą może zgryzać pędy w sadach.Do czego zmierzam, wszystkie zastrzelone gatunki są naturalnym pokarmem lisa, i z powodzeniem mogłyby taką przewidzianą im przez przyrodę rolę spełnić ale nie… musiały paść od kuli, bo ktoś ma takie hobby i jest to tradycja, a na ich nieszczęście zostały sklasyfikowane przez człowieka jako „łowne z okresem ochronnym”. Patrząc na leżące „pięknym” pokotem lisy i bażanty, nie jest to potrząsanie przyrodą, kpina z niej, gwałcenie jej praw? Co stoi na przeszkodzie zostawić króliki, bażanty, zające, lisy w spokoju, by zajęły się sobą z tym do czego je natura przeznaczyła? Dlatego nie uwierzę nigdy w żadne tłumaczenia myśliwych i osób z tym związanych. Widać wyraznie, że jest to zabijanie dla pospolitej rozrywki nie mającej żadnego dziś logicznego wytłumaczenia. Oczywiście od myśliwych usłyszymy, że „lis to szkodnik, a państwo nie mają pojęcia o gospodarce łowieckiej”. Gdyby myśliwi znali przyrodę tak jak utrzymują, wiedzieliby że natura nie przewidziała czegoś takiego jak „szkodnik”. Tutaj każdy gatunek istnieje po coś, spełnia swoją rolę, utrzymuje przemądrą równowagę, którą powinniśmy starać się zrozumieć i w sensowny sposób jej dopomagać, a nie zaburzać. I sławna gospodarka łowiecka. Nikt nie powinien się poczuwać do tego, by las i wszystko co żyje w nim dziko podlegało czyjejkolwiek własności albo potrzebom regulacji. Jest to dobro i dziedzictwo wszystkich ludzi, o które powinniśmy dbać oraz szanować.

10982927_808867582536083_7873415605598726738_n

To dbanie przez obie strony rozumiane jest różnie, dla mnie to radość z obserwacji mieszkańców lasu w jak największej ciszy, dla innych mniemanie, że ktoś mu dał prawo kontrolować, regulować liczebność, zabijać. I naziści w obozach koncentracyjnych wpisywali w papierach, że oni tylko „gospodarują zasobami ludzkimi”. Czasem myśliwi próbują z innej beczki, tzw. prosty rachunek czyli od jednej lochy mamy w miocie 8 warchlaków, niech 4 będą samicami, to one w kolejnym roku będą mieć drugie tyle itd. Aż zaleje nas apokalipsa głodnych rozwścieczonych dzików które spustoszą nasze pola, wygonią nas z miast, splądrują markety.. .ehm. I ciekawi mnie tylko jedno. Czemu na przestrzeni setek lat, gdzie zwierzęta miały zdecydowaną przewagę liczebną nigdy to nie nastąpiło?! Ani nie następuje obecnie w miejscach i rezerwatach ścisłej ochrony gdzie nie strzela się zwierząt już ponad 50 lat… tym samym wszelkie bajeczki o zwierzęcej apokalipsie umierają śmiercią naturalną. Myśliwi zdaje się zapominają, że w selekcji naturalnej biorą udział nie tylko drapieżniki, które we własnym interesie wybili i robią to nadal tym które jeszcze przetrwały (lisy), ale także pogoda, choroby, osłabienie, a w dzisiejszych czasach także brak dostatecznej ilości siedlisk, pokarmu. Twarze zostały zamazane, natomiast gwarantuje, że widnieje na nich błoga radość, duma i zadowolenie… z czego? Zapytajmy myśliwych.

11067448_808867589202749_3113631334757599048_n

Polowania na ptactwo

11951867_903597416381251_7892226406876845383_n

W polsce wolno polować na kilkanaście gatunków tzw ”łownych ptaków. Są to :

jarząbek (Tetrastes bonasia),
bażant (Phasianus colchicus),
kuropatwa (Perdix perdix),
czapla siwa (Ardea cinerea), z wyłączeniem terenów stawów rybnych uznanych za obręby hodowlane w rozumieniu przepisów o rybactwie śródlądowym,
gęś gęgawa (Anser anser),
gęś zbożowa (Anser fabalis),
krzyżówka (Anas platyrhynchos),
cyraneczka (Anas crecca),
głowienka (Aythya ferina),
czernica (Aythya fuligula),
gołąb grzywacz (Columba palumbus),
słonka (Scolopax rusticola),
łyska (Fulica atra).

Polowania zbiorowe jakie urządza się dla tzw dewizowców, wabiki głosowe naśladujące głos żerującej gęsi są ustawiane na polach, na trasie przelotów. Kojarzą Państwo te wiosenne i jesienne „klucze” i miłe dla ucha gęganie? Gęsi przelatują tysiące kilometrów do miejsc rozrodu i oto przy finale wędrówki paf, paf… bo wabione dźwiękowo lądują i krążą nad miejscem egzekucji, będąc totalnie zdezorientowane. Są to ptaki bardzo rodzinne, towarzyskie i inteligentne. Zawierają „związki małżeńskie” na całe życie, mają doskonałe rozeznanie, kto w stadzie jest kim, synem, babcią czy kuzynem. Po stracie partnera cierpią i są w żałobie około roku. Ale co to obchodzi myśliwych? Liczy się to, że „lubią dziczyznę” jak argumentują.

Komentarze do poszczególnych gatunków.

Jarząbek – litości, ptak niegdyś wpisany do Czerwonej Księgi Gatunków Zagrożonych, cały czas boryka się z problemem zanikania jego siedlisk.

Cyraneczka – bliźniaczo podobna do chronionej cyranki.

Kaczki to osobna sprawa, nie wyrządzają żadnych szkód natomiast są strzelane tylko, by zaspokoić czyjeś gusta kulinarne. Naprawdę aż tak cofamy się w rozwoju?

Gołąb grzywacz – jedyny tak piękny gatunek dzikiego leśnego gołębia w naszej faunie. Także podlega odstrzałowi w imię tradycji, jest bardziej pożyteczny niż szkodliwy.

Łyska – mięso tego ptaka śmierdzi tranem i posiada wątpliwe walory kulinarne, a menu tego ptaka wyklucza jakiekolwiek szkody w gospodarce ludzkiej. Także podlega odstrzałowi…

Słonka – Ptak strzelany na tak zwanych „ciągach” nic innego jak mordowanie nie wadzącego nikomu i niczemu gatunku w okresie rozrodu. „Ciągi” słonek to lot godowy samca.

Komentarz do filmu
Proszę zwrócić uwagę na siwego pana w okularach, który udziela wywiadu. Noszenie okularów zazwyczaj wiąże się z wadą wzroku i nie znam w polskich służbach mundurowych takiej, w której nie było by to dyskwalifikacją dla ewentualnego strzelca. Dodatkowo co jakiś czas muszą przechodzić badania sprawnościowe i psychologiczne. Jak jest z tym w łowiectwie? Tutaj dziadzio może mieć i 90 lat, Parkinsona i demencję starczą, a polować i strzelać mu wolno. Nikt za to pozwolenia na używanie broni nie cofnie. A widok takich to „siwych dziadków”, którzy powinni w obejściu wnuki niańczyć, to bardzo częsty widok na polowaniach. Drugi film to kanonada, pokazuje jak trącone śrucinami ptaki mogą odlecieć w dal i niewiadomy jest ich los. To zawyża liczbę zabitych ptaków trzykrotnie, bo spadają one po jakimś czasie gdzieś dalej i konają w samotności lub dobijane przez drapieżniki. Odnośnie polowań na ptaki pozwolę sobie zamieścić kilka fragmentów ze strony koalicji Niech żyją!, która zajmuje się walką z tym procederem.

”Gęsi są nie tylko niezwykle inteligentne, ale również niesamowicie podobne do Nas. Bo trudno odmówić tego podobieństwa stworzeniu, które po stracie partnera popada w widoczną żałobę. Jak można nazywać głupim ptaka, który – zanim założy stały związek – praktykuje kilkuletnie narzeczeństwo, podczas którego partnerzy poznają się w różnych, nieraz trudnych sytuacjach? Migrują razem, a czasem na próbę zakładają gniazda, w których nie pojawiają się lęgi. I w końcu te głupie gęsi wybierają swych partnerów tak jak My – preferując podobne cechy charakteru i tak jak My, szukają podobieństwa do własnych rodziców. Głupiej gęsi tak jak Nam, zdarza się zdrada, separacja, ale też chwile szczęścia, gdy wdowcom uda się znaleźć drugą połowę lub też gdy zdradzeni kochankowie wybaczają sobie, tworząc na nowo rodzinę.

Prócz wielkiego przywiązania do partnera, głupia gęś pomaga innym głupim gęsiom. Podczas wędrówek młodzież uczy się od doświadczonych dorosłych, gdzie można bezpiecznie się najeść, gdzie odpocząć, a gdzie przeczekać niekorzystną pogodę. Wśród migrujących stad zawiązują się przyjaźnie, rozpalają się pierwsze miłości, a kłótnie wybuchają często z takich samych błahych powodów jak wśród ludzi.
Wszystko to jednak nie ma wpływu na to, jak zorganizowane jest stado. Lecący, wiosenny bądź jesienny, klucz ptaków ma zawsze taki sam szyk. Pierwszy, prowadzący ptak wykonuje najcięższą pracę. Kolejne, korzystając z utworzonego tunelu męczą się mniej, a im dalej od czoła klucza tym bardziej praca włożona w lot maleje. Dlatego ptaki co jakiś czas zmieniają się na pozycji przewodnika, a ptaki młode, słabsze lub chore pozostają zawsze na końcu klucza. Ta ptasia solidarność obowiązuje również wtedy, gdy stado odpoczywa bądź żeruje. Bez względu na to, jak bardzo ptaki są głodne i zmęczone, zawsze nad bezpieczeństwem stada czuwa kilku strażników, gotowych do podniesienia alarmu, gdy tylko zauważą niebezpieczeństwo. Inteligencja, wiedza i solidarność głupich gęsi bardzo im się przydaje podczas długich, niebezpiecznych migracji.

17990859_1302682889769623_8737636782558330084_n

Wiosenne stada gęsi ciągnące nad naszymi domami dodają nam skrzydeł, zwiastując rychłą wiosnę, a jesienny odlot wprawia nas w nostalgię, przypominając, iż niebawem nadejdzie zima. Dla niektórych to bodziec do refleksji nad mijającym, kolejnym rokiem życia. Ta nostalgicznie postrzegana przez nas wędrówka dla gęsi jest ogromnym wysiłkiem i niebagatelnym wyzwaniem. Opuszczając lęgowiska na dalekiej północy, muszą stawić czoła złej pogodzie, wielkim odległościom, własnemu zmęczeniu i głodowi. I jakby tego było mało, dochodzą coraz to nowe przeszkody tworzone przez człowieka. Bo wraz z osuszaniem mokradeł giną miejsca bezpiecznego żerowania i odpoczynku. A tam, gdzie są jeszcze takie ostoje i gęsi mogą spokojnie odpocząć pojawiają się myśliwi….

Czekają na gęsi przelatujące przez nasz kraj. Choć większość miejsc, w których ptaki się gromadzą zostało objętych ochroną, muszą je one i tak codziennie opuszczać w poszukiwaniu pożywienia. Wówczas, kiedy tylko znajdą się nad granicą obszaru chronionego – strzela się do nich. Ptaki wylatują i wracają o tych samych porach dniach, są więc bardzo łatwą ofiarą. I choć wiedzą, że czeka na nie niebezpieczeństwo, nie mają wyboru. Głód i zmęczenie są silniejsze od zdrowego rozsądku. Gęsi pamiętają, gdzie czeka na nie śmierć, starają się w tych miejscach lecieć wyżej, jednak w starciu z nowoczesną strzelbą to często za mało.

polowanie na gęsi 2011_2

Czekanie na zwierzęta, które wychodzą poza obszary chronione, aby do nich strzelać, jest niemoralną i obrzydliwą praktyką.

Dlaczego więc wciąż na to pozwalamy? Dlaczego wciąż strzela się do gęsi na granicy obszarów chronionych? Tłumaczenie takich działań wiekową tradycją jest co najmniej śmieszne. Wiekowa tradycja brała się z biedy, a gęsi i inne migrujące ptaki wodne dawały pewne źródło pożywienia. Choć na świecie wciąż są miejsca gdzie oczekuje się migrujących ptaków, których przybycie odsuwa widmo głodu, to Polska, kraj w którym na fermach hoduje się setki tysięcy ptaków, zdecydowanie do takich miejsc nie należy. W przypadku gęsi często słyszymy, iż jest ich dużo i wyrządzają szkody. Choć co roku przez nasz kraj przelatują setki tysięcy gęsi białoczelnych, zbożowych i gęgaw, to w przytłaczającej większości są to ptaki pozostające u nas zaledwie kilka dni. Strzelając do nich nie mamy żadnego wpływu na zmniejszenie strat na polach. Bo kolejne stada migrujących ptaków i tak przylecą, żeby się najeść i odpocząć. Czy to kwestia przyjemności? Może dlatego, że gęsi są głupie? Wiemy już, że tak nie jest.

Dlaczego więc co roku w dalszą podróż z naszego kraju ruszają – pogrążane w żałobie po stracie partnerów, bliskich lub przyjaciół – setki tysięcy gęsi? Dlaczego głupie gęsi, choć nie są głupie maja taki smutny los?”

„Niektóre z porzekadeł z uporem od wieków powtarzają wierutne bzdury. Jakże trudno się zgodzić na określenie „głupi jak gęś”. Przecież to bardzo mądre ptaki!
Nie tylko te dzikie, czyli można rzec – prawdziwe gęsi. Także te domowe, które choć utraciły zdolność lotu (lecz nie do cna), to zachowały jednak wiele ze swoich naturalnych instynktów i zdolności.

Dzięki tym ptasim móżdżkom głupie domowe gęsi uratowały kiedyś Rzym, a dzikie gęgawy… dostały Nagrodę Nobla. To znaczy odebrał ją wybitny naukowiec Konrad Lorenz, ale za pracę naukową wykonaną na podstawie wieloletniej obserwacji zachowań tych ptaków.

On po prostu opisał codzienne życie dużej rodziny zwyczajnych szarych gęgaw – i to kilkunastu generacji. I był niezwykle zaskoczony siłą więzi uczuciowych oraz wielością relacji, jakie łączą wszystkich członków tej gęsiej rodziny. Nie tylko rodziców i dzieci, ale także dalszych krewnych, nawet dalekich kuzynów i powinowatych. Lata mijały, a dzięki temu naukowiec obserwował coraz to nowe pisklęta, które dorastały na jego oczach, potem wykluwały im się dzieci, wnuki i prawnuki. Gęsi są bardzo troskliwymi rodzicami.

Opowieści Lorenza, czytane wiele lat temu, ożyły we mnie natychmiast kiedy zobaczyłem serię zdjęć Ady Bogdanowskiej z „Salamandry”. Ot, scenki z życia typowej gęsiej rodziny jakich setki tysięcy. Idylla. Maluchy, jeszcze pokryte puchem dokazują, czubią się między sobą, a matka obserwuje ich psoty. Jak dorosną, będą wyglądać jak kopie rodziców, ale pozostaną w pobliżu, będą stale razem.

Każdy z ptaków miał zdaniem Konrada Lorenza kompletnie inną osobowość (i to widać jak na dłoni także na zdjęciach Ady). Wciąż dzikie gęsi, dalej żyjąc jak inne gęgawy, traktowały człowieka jako członka stada. I zaakceptowały nawet jego brak umiejętności lotu. Dzięki temu naukowiec mógł się rozkoszować iście czarodziejską mocą – na jego zew klucz dzikich gęsi płynący po niebie przerywał lot i efektowną spiralą lądował prosto u jego stóp! I wtedy następowało długie powitanie, pełne radości. Inni jednak ściągają je na ziemię śrutem. Dla nich to mięso pokryte szarym pierzem, które należy oskubać.

Tymczasem odejście każdego członka rodziny jest dla dzikich gęsi wielką niepowetowaną stratą. Jak się muszą czuć, kiedy są celem kanonady, kiedy miotają się we wszystkie strony w przerażeniu, widzą jak giną ich bliscy, słyszą ich głosy, kiedy spadają ranne (bo rzadko który ptak ginie od razu przy postrzale)? A tam, w pełni świadome i bezradne leżą i czekają na swój koniec. Nie uciekną przed psem, który je aportuje jeszcze żywe. I potem wreszcie – CHRUP! następuje miłosierne skręcenie głowy.”

„Na liście zwierząt łownych znajduje się 13 gatunków dziko żyjących ptaków
podlegają one intensywnemu pozyskiwaniu trwającemu od połowy sierpnia do końca stycznia. Każdego roku myśliwi pozyskują od 2 do 12 % populacji wymienionych wyżej gatunków, średnio około 120 tys. sztuk. Jednakże zdaniem przyrodników i ornitologów dane te są znacznie zaniżone albowiem nie obejmują one dodatkowo co najmniej 500 tys. sztuk umierających od ran postrzałowych.”

10987377_871853942868605_649707640711999513_n

Życie zwierząt jest wartością etyczną podlegającą, co do zasady ochronie prawnej.
Dlatego podstawową kwestią wymagającą rozważenia jest sam cel uśmiercania dziko
żyjących ptaków – gdyż aspekt gospodarczy i argument „utrzymania równowagi
przyrodniczej” wydają się nie mieć w tym przypadku znaczenia. Problemem z zakresu
ochrony przyrody jest nie tylko wprowadzanie znacznego niepokoju w siedliska podczas polowań na ptaki ale poważne prawdopodobieństwo pomyłkowego zestrzelenia gatunków chronionych. Ponadto podczas polowań dochodzi do znacznej kontaminacji środowiska ołowiem – co stanowi naruszenie konstytucyjnego zakazu zanieczyszczania środowiska.Stosowane metody uśmiercania, poszukiwania i dobijania ptaków łownych są natomiast źródłem kontrowersji natury prawno – etycznej. Do skrzydlatej fauny strzela się bowiem z amunicji, która rozsiewa wiązkę ołowianych śrucin w promieniu kilkudziesięciu metrów co, powoduje liczne zranienia. Okaleczone wytropione ptaki są następnie żywcem dławione przez aportujące psy i dobijane przez myśliwego podręcznymi przedmiotami.

Mit: Trzeba polować na ptaki, bo wyrządzają szkody rolnicze.

Fakt: Problem w tym, że nie wiadomo, czy faktycznie wyrządzają, a jeśli tak, to na jaką skalę.
A dlaczego? Dlatego, że szkody wyrządzone przez dzikie ptaki nie są objete systemem odszkodowań. Odszkodowań takich nie wypłaca ani Skarb Państwa, ani myśliwi. Oczywiście, argument o wypłacaniu odszkodowań usłyszymy z ust myśliwych bardzo często, ale nie dajmy się zwieść. Koła łowieckie wypłacają odszkodowania jedynie za szkody spowodowane przez gatunki jeleniowate i przez dziki. Skarb Państwa, na podstawie ustawy o ochronie przyrody wypłaca odszkodowania za niektóre ssaki objęte ochroną (rysie, wilki, niedźwiedzie). Ale prawo pomija odszkodowania wyrządzone przez dzikie ptaki.
A żeby stwierdzić, iż faktycznie mamy do czynienia z problemem, szkody to powinny być zgłaszane i wyceniane przez zawodowców, np. rzeczoznawców. Wtedy dopiero poznalibyśmy skalę takich szkód. Naszym zdaniem mamy do czynienia ze zjawiskiem marginalnym. Po pierwsze nie dotyczy on większości ptaków łownych. Bo jakie szkody może wyrządzić dzika kaczka, Jarząbek albo Słonka?
Prawdopodobnie dochodzi do przypadków podjadania na polach oziminy przez wędrujące lub zimujące gęsi. Trzy gatunki gęsi znajdujące się na liście ptaków łownych stanowią ok. 1/5 składu tej listy. Do takich zdarzeń dochodzić może jedynie na szlakach przelotu lub żerowania dużych stad gęsi. Dzieje się to często w pobliżu ptasich ostoi, czy parków narodowych. To być może jeden, może kilka procent powierzchni całego kraju. Z taką skalą problemu możemy sobie z łatwością poradzić. Wystarczy w odpowiedni sposób planować użytkowanie pól, lub przeznaczać dla gęsi tzw. pola zastępcze. Nasi zachodni sąsiedzi świetnie sobie z tym poradzili, dlaczego nie możemy i my?

1. Toksyczny ołów – tak ciężko zrozumieć?

W konsekwencji polowań na ptaki następuje wprowadzenie do środowiska olbrzymich ilości ołowiu, które kumulują się przez lata, stanowiąc zagrożenie ołowicą zarówno dla człowieka, jak i dzikich zwierząt, w tym gatunków chronionych.
Źródła naukowe oraz nasze własne szacunki wskazują, że co roku w Polsce wystrzeliwuje się od ok. 300 ton do ok. 600 ton ołowiu. To więcej, niż emitują ołowiu do atmosfery cały polski przemysł i transport łącznie tego niezwykle toksycznego zatruwa nasze wody i gleby.
Wg raportów Komisji Europejskiej, w miejscach polowań występuje olbrzymie stężenie ołowiu. Stwierdzano występowanie do 2 mln śrucin ołowianych na hektar oraz do 400 śrucin ołowianych na 1 metr kwadratowy.
Skażenie ołowiem powoduje śmierć, problemy neurologiczne i immunologiczne.
Ołowica groźna jest nie tylko dla człowieka, zwłaszcza po spożyciu ryb ze stawów hodowlanych (a myśliwi często polują na ptaki wodne nad stawami).
Ołowica stanowi również wielkie zagrożenie dla objętych ochroną ścisłą ptaków drapieżnych – tzw. szponiastych, ponieważ to one często zjadają zestrzelone lub ranione, lecz nie odnalezione przez myśliwych ptaki, w których ciałach znajdują się ołowiane śruciny. W ten sposób giną orły, orliki i inne ptaki szponiaste.
Ołów, który został wystrzelony nad wodą i opadł na dnie jest także często połykany przez ptaki nurkujące, np. kaczki grążyce. Ptaki te mają w zwyczaju połykać drobne kamyczki, które niezbędne są w ich żołądkach jako pomoc w trawieniu pokarmu. W ten sposób połykane są również drobiny śrutu. Śmierć spowodowana ołowicą jest długa i bolesna.

2. Brak jakiejkolwiek potrzeby kontroli populacji.

Ptaki mają naturalnych drapieżników we wszystkich stadiach życia.
Śmiertelność wśród ptaków jest naprawdę wysoka na każdym etapie ich życia. Żadne z ptasich populacji nie wykazują nienaturalnego przegęszczenia.
Współczesna cywilizacja przekształca dramatycznie środowisko i stopniowo zabiera ptakom kolejne siedliska – miejsca ich życia. Zanikająca bioróżnorodność ogranicza możliwość zdobycia pożywienia.
Wzrasta śmiertelność ptaków z powodów kolizji z budynkami (coraz większe oszklone powierzchnie, coraz wyższe domy), z liniami wysokiego napięcia, mostami i elektrowniami wiatrowymi.
Do tego dokładają się postępujące zmiany klimatyczne, a jako ich konsekwencja – nasilające się i nagłe zaburzenia pogody: nawalne deszcze, powodzie, nagłe oziębienia, nietypowe powroty zimy na wiosnę, długotrwałe letnie i wiosenne susze.
Ale przede wszystkim, ptaki mają wielką liczbę naturalnych drapieżników: duże drapieżne ryby takie, jak szczupak i sum polują na pisklęta; lisy, kuny, piżmaki i norki wybierają z gniazd jaja, zjadają ptaki młode i dorosłe; dziki niszczą gniazda i jaja; wreszcie na mniejsze ptaki polują ptaki szponiaste (błotniaki, orły i orliki).
Największym jednak zagrożeniem dla ptaków jest norka amerykańska – gatunek inwazyjny, wprowadzany do środowiska przez człowieka. Norka amerykańska, która masowo ucieka z hodowli futrzarskich, nie ma w środowisku naturalnych wrogów (poza człowiekiem), powoduje spustoszenie wśród dzikich ptaków, w tym rzadkich i ściśle chronionych. Norka jest świetnym pływakiem, również dobrze wspina się po drzewach, dlatego większość ptaków wyprowadzających w Polsce lęgi jest wobec niej właściwie bezbronna.

3. Mięso z dzikich ptaków nie ma żadnego znaczenia ekonomicznego.

Mięso z dzikich ptaków nie ma żadnego znaczenia ekonomicznego.
Na ptaki nie poluje się dla mięsa. Nierzadkie są przypadki zabijania nawet kilkuset gęsi jednorazowo, a następnie porzucania ich ciał w zaroślach lub zakopywania w polu.
Wokół Ujścia Warty, jednej z najważniejszych ostoi ptaków w Europie, organizowane są polowania, podczas których 6-8 myśliwych zabija w czasie jednego polowania nawet do 400 dzikich gęsi. Każdy z myśliwych dysponuje podczas takiego polowania 2-3 sztukami półautomatycznej broni, która jest przeładowywana przez pomocników, podczas, gdy strzelający myśliwy może kontynuować strzelanie praktycznie bez przerwy. Trudno jest argumentować, że ptaki zabijane są dla zaspokojenia głodu.

4. Dzikie ptaki nie powodują liczących się szkód w uprawach.

Niektórzy rolnicy zgłaszają problem wyjadania zbóż ozimych przez przelatujące lub zimujące stada gęsi. Jest to niewątpliwie zjawisko miejscowe, dotyczące korytarzy migracyjnych gęsi oraz ich tymczasowych żerowisk.
Problem jednak w tym, iż nie prowadzono do tej pory żadnego systemowego monitoringu, ani nie podejmowano obiektywnych prób oszacowania skali tego zjawiska.
Nawet, gdyby potwierdziła się teoria, iż jest to znaczący (a nie incydentalny) problem, istnieją metody jego minimalizowania. Np. unikanie obsiewania oziminą terenów w pobliżu żerowisk gęsi. Wymaga to jednak odpowiednich działań: mediacji ze społecznością lokalną, konsultowania przez rolników planu upraw, wyznaczania żerowisk zastępczych. Z pewnością powinno się w takiej sytuacji brać pod uwagę możliwość wystąpienia szkód w uprawach w działaniach lokalnych samorządów.
Wreszcie, o ile faktycznie gęsi wyrządzają miejscowo szkody w uprawach, powinno się stworzyć system wypłat odszkodowań za tego typu szkody. Jego zaletą byłoby to, iż szkody podlegałyby systemowemu monitoringowi, a każda z nich musiałaby być poddana niezależnemu i obiektywnemu oszacowaniu.

11951414_871854089535257_3560501346268986332_n

Zgodnie z obowiązującą w Polsce ustawą o ochronie przyrody, odszkodowania za szkody wyrządzone przez gatunki zwierząt podlegające ochronie, wypłaca budżet państwa. Natomiast szkody wyrządzone przez niektóre gatunki łowne, takie jak dziki, czy jeleniowate, pokrywają koła łowieckie.
W przypadku dzikich gęsi, myśliwi mogą je „pozyskiwać”, ale nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za szkody w uprawach. Oczywiście zakładając, że szkody te są realnym, a nie jedynie sztucznie rozdmuchanym problemem, mającym uzasadniać strzelanie do ptaków.

5. W wyniku polowań na ptaki łowne zabijane są także gatunki chronione.

Wynika to ze słabej znajomości gatunków ptaków wśród myśliwych. Np. grupa ptaków „wodno-błotnych” obejmuje kilkadziesiąt gatunków, w tym wiele trudnych do rozpoznawania.
W sezonie polowań wiele ptaków przechodzi pierzenie, obecne są także osobniki młode, co sprawia, że oznaczenie gatunku staje się niezwykle trudne i wymaga specjalistycznej wiedzy ornitologicznej. Brak takiej wiedzy wśród myśliwych, jak również słaba widzialność podczas polowań prowadzonych zwykle rano lub wieczorem skutkuje częstym strzelaniem do ptaków chronionych, w tym gatunków bardzo rzadkich. Przyznał to nawet ostatnio rzecznik prasowy Polskiego Związku Łowieckiego, mówiąc iż ”Podobieństwo gatunków chronionych i łownych rodzi spore ryzyko pomyłki.”
Polskie prawo dopuszcza wręcz strzelanie do gęsi i kaczek w nocy – w jaki sposób można w nocy odróżnić gatunki np. dzikich kaczek podlegające ochronie ścisłej (podgorzałka, cyranka, płaskonos, krakwa) od gatunków łownych (czernica, cyraneczka, głowienka, krzyżówka) pozostaje wielką zagadką.
Czy to Cyraneczka (gatunek łowny), czy Cyranka (gatunek chroniony?)”


pokot

Źródło: 

Kampania Niech Żyją!