Dlaczego wilk nie zagraża sarnom?

Kolejny reportaż cyklu „Myśliwi widzą źdźbło w oczach wilków mordujących zwierzynę, ale sami nie dostrzegają belki we własnym”. Tym razem na tapetę zostanie wzięty najliczniejszy ssak jeleniowaty w Europie – Sarna europejska vel Capreolus capreolus. O tym dlaczego teksty o dziesiątkowaniu saren zjadanych żywcem przez wilki i uciekających na pola rolników przed nimi można włożyć między bajki, oraz dlaczego sarny bardziej boją się myśliwych niż polujących na nie drapieżników ten artykuł wam wszystko opowie.

Nagonka na wilki trwa w najlepsze. Niedawno pojawił się news na portalu GWE 24.pl, gdzie w Wejherowie ranne sarny masowo uciekają do siedzib ludzkich przed okrutnymi wilkami, które goszczą w wejherowskich lasach. Oczywiście to nie byli hałaśliwi myśliwi podczas sezonu zbiorówkowego. Nie były to ich psy myśliwskie z zajadłością ścigające do wyczerpania. I nawet nie były te nieszczęsne psy puszczane luzem. To były na pewno wilki. Oczywiście.

pozyskana (2)mysliwyjesarna
Wilk skubnie sarnę – ŹLEEE. Myśliwy pozyskuje sarnę – mamy ratunek przed zwierzęcą apokalipsą.

Jak najprościej propaganda łowiecka jest w stanie zrobić z wilka (oraz każdego innego drapieżnika) gigantycznego szkodnika dla ekosystemu w oczach gawiedzi? Pokazać jak polują na swe ofiary. A sarenka jako chyba modelowe „cute animal” idealnie się nadaje do tej roli. Drobna, z sympatycznym spojrzeniem, o delikatnej prezencji. Kto się nie wzruszał w młodości na Bambim z wytwórni Walta Disneya i czy widok koźlaka nie przywodzi widok protagonisty? Wszak Bambi z książkowego oryginału Felixa Saltena był sarną. Każdy z sercem stanie po stronie po sarny, jeśli tej spotka krzywda 😛.

Myśliwy będzie mówił, żeby disneyować wizerunku wilka, by za chwilę zrobić z niego typowego jednowymiarowego disneyowskiego złoczyńcę, który szczerząc zajadle kły, ściga do wyczerpania tą wrażliwą sarenkę i odgryza jej pupę żywcem. Oczywiście dla zabawy. Ale ktoś mądrzejszy powie, że to myśliwy zabija dla zabawy. I zostanie zbluzgany, że jako osoba deklarująca się za empatyczną pozwala na regularację sarny przez wilki. Cyt. zastanów sie co jest bardziej przerażające i bolesne dla np. sarny: strzał w kark czy bycie jedzoną żywcem? (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=357569&t=352103)

wilksarna1

Co jest kolejnym dowodem, dlaczego myśliwi nie powinni się wypowiadać nt. drapieżników i decydować o ich liczebności. Otóż mniejsze ofiary wilka, w tym sarna, są zabijane ugryzieniem w kark, co przerywa im rdzeń kręgowy. Ofiary te są szybko zabijane z racji swych niewielkich rozmiarów.

Niech zgadnę. Nie powinniśmy czerpać informacji od ekologów, bo oni są stronniczy, manilupują danymi i robią z wilka świętą krowę? I lepiej posłuchać myśliwych jako praktyków? OK, zrobione. Zasięgnęliśmy książki Wilk autorstwa prof. Henryka Okarmy – wieloletniego myśliwego, który postuluje wpisanie wilka szarego na listę gatunków łownych (co prawda, z innych powodów niż większość braci łowieckiej, ale wciąż). Więc potwierdzi wersję myśliwych? A takiego wała!

Forma rzucenia się do ataku, którą wilki każdorazowo przyjmują zależy przede wszystkim od gatunku zdobyczy i indywidualnych okoliczności polowania. W przypadku pojedynczych niewielkich ofiar, jak mniejsze gatunki jeleni, cielęta karibu, sarny czy zające, które są łatwe do zabicia lub śmiertelnego zranienia kilkoma ugryzieniami; wilki starają się złapać je jak najszybciej (ryc. 78). Gwałtownie i energicznie atakują, a potrafią szybko osiągnąć prędkość 56-64 km/godz. i utrzymywać ją przez kilka minut (Mech 1970).

wilksarniakpiessarniakPostrzałek o rozległej ranie. Można wyobrazić w jakich agoniach musiał dogorywać mając na ogonie tropiące psy myśliwskie. Ale to wilk zadający szybką śmierć jest tym amoralnym.

Tyle w temacie zjadanych żywcem saren. 2-3 szybkie kłapnięcia mordą w kark i sarna jest w Krainie Wieczych Łowów. A nieudolny człowiek odda strzał nie tak i sarna przez nawet kilka godzin będzie zdychać w agonii mając w tyle nieustannie ujadające psy myśliwskie. Nie, wilki tak nie robią. Znowu prof. Okarma:

Należy od razu sprostować jeszcze dość powszechnie, niestety, powtarzaną opinię, że wilki gonią swoje ofiary aż do ich zupełnego wyczerpania. Generalnie dystans pościgu jest dość krótki (kilkaset metrów), a zwykle drapieżniki te rezygnują z dalszej pogoni po przebiegnięciu 1-2 km (Mech 1970).

Do obalenia został jeszcze jeden argument emocjonalny, ale to dopiero na końcu. Tym razem skupię na wielokrotnych myśliwskich tekstach, jak przeróżne drapieżniki, ZWŁASZCZA WILKI, dziesiątkują populację sarny i będzie grozić jej wyginięcie. Wiecie, te z 800 tys. saren w Polsce ma być bardziej zagrożone od pandy wielkiej, kagu, nocka łydkowłosego i norki europejskiej, ponieważ 1,5 tys. (stan dużo mniejszy niż np. w XVII w.) wilków chce posilić swym naturalnym pokarmem. Pomijam milczeniem, że można spokojnie mówić o nadpopulacji sarny, wobec czego mówi się o ogromnych szkodach w uprawach leśnych i rolnych. Zauważcie, że sarna bez towarzystwa drapieżników urasta do miana jakiegoś szkodnika, którego koniecznie trzeba regulować, a myśliwy musi godnie zastępować drapieżniki, a reszta siedzieć cicho! A ci aktywiści od blokowania polowań niech lepiej hejtują przy komputerach. W Internetach nie wystawiają mandatów 😜.

wilksarna2

W momencie, gdy jednak pojawia się wilk, ryś czy nawet lis to krzyczy się, że drapieżniki dziesiątkują sarny i olaboga spotka niebawem ją los kuropatw i zajęcy. Ciśnie się pytanie: Jak?, skoro te drapieżniki te polowały od wieków na sarny i do tej pory jej wytępiły i wbrew pozorom wciąż jest jej więcej. Często to sarny mają być pierwszymi ofiarami „nadmiernego” rozrostu watah. Wydaje się to logiczne, bo z całej trójki (jeleń, dzik, sarna) ma najmniejsze szanse na wygraną z wilkiem. Właśnie, wydaje się.

wilksarna4wilksarna4.png

Ponieważ rzeczywistośc jest zgoła inna. Otóż, sarna nie jest priorytetowym pokarmem wilka; mimo, że należy do głównego menu, a do tego to najliczniejszy i najłatwiejszy do upolowania jeleniowaty. Zgadnijcie, skąd pochodzi pochodzi poniższy cytat?

Wilk bezsprzecznie polują na sarny. Jeżeli natomiast na tej samej przestrzeni występuje jeleń, łoś lub dzik, sarna przestaje być głównym źródłem pożywienia wilka [OKARMA, 2015 r.]. Wilk jednak zapobiega rozsprzestrzenianiu się sarny lub rozbudowaniu wysokiego pogłowia. Z rosnącym zagęszczeniem prawdopodobieństwo padnięcia ofiarą wilka jest większe.

Cytat pochodzi z Sarny w Europie. Książkę serdecznie polecam nie tylko dlatego, że jest świetne napisana i przyjemnie się czyta. Przede wszystkim przedstawiono wiele informacji, które są doskonałym orężem w walce z myśliwskimi argumentami. Zwłaszcza, że jej autorem jest Bruno Hespeler, austriacki leśnik i myśliwy. Jest czynnym łowcą organizującym polowania, udzielił m.in. wywiadu w Braci Łowieckiej 9/2015, a informacje o sarnie czerpał często z własnego doświadczenia.

Książka ma wiele cennych cytatów, których część zostawimy na inne artykuły, a tym razem skupimy się na relacjach sarny z drapieżnikami. Bruno Hespeler stoi w opozycji do zawsze pojawiającego się głosu kolegów po lufie o tym, że odkąd pojawiły się wilki, znika sarna/jeleń/dzik/zając. I przez to nie zostaje zrealizowany plan łowiecki, jest szkoda dla ekosystemu i gospodarki. Głos ten brzmi bardzo sprzecznie, kiedy spojrzy się na oficjalne statystyki łowieckie i inwentaryzacje, które mówią co innego – mimo rekolonizacji wilków ma się do czynienia z tendencją wzrostową zwierzyny grubej w Polsce. I nie tylko u nas, znów cytując Hespelera:

Wilk powraca do Europy Środkowej i budzi u myśliwych lęk o sarnę. Jedna trzecia powierzchni jest już przez niego zasiedlona [OKARMA, 2015 r.]. Do Łużycy wilki przybyły z Polski jako pierwsze, bardzo szybko słychać było, iż sarna została praktycznie wytępiona. Od pierwszego ich pojawienia pojawienia minęło 15 lat. Ani pogłowie sarny, ani jelenia lub dzika się nie załamało. Na stronie internetowej urzędu powiatowego można znaleźć statystyki łowieckie.

Z kolei o wpływie rysia pisze: W Szwajcarii, gdzie w latach 70. przeprowadzono introdukcję rysia, pogłowie sarny nie załamało się, choć część myśliwych do dziś przekonuje, że było inaczej.

Pewnie kojarzycie te śmieszkowanie myśliwych pytających ekologów oskarżających ich o niszczenie przyrody: Skoro tak wszystko wybijamy, to czemu dzików jest więcej? Statystyki nie kłamią. Więc warto odbić piłeczkę i śmieszkować do myśliwych oskarżających drapieżniki o niszczenie przyrody: Skoro te wilki tak wszystko wybijają, to czemu saren jest więcej? Statystyki nie kłamią  😉. 

wilksarna3wilksarna3

Więc o co kaman z tymi zdziesiątkowanymi sarnami, skoro te nic nie robią z obecności drapieżników? O to, czym naprawdę są „zdziesiątkowane sarny”. Kolejny cytat od Hespelera:

Przyroda stworzyła dla każdej sytuacji systemy regulujące. Sarna również posiada wielu wrogów25, którzy zapobiegają nieograniczonemu rozprzestrzenieniu. Im większy jest ten regulator, tym mniej groźny. Wilk jest wprawdzie w stanie zredukować lokalną nadwyżkę populacji sarny, lecz szybko osiąga stopień, w którym polowanie na sarny staje się nieefektywne. Jeżeli nie jest w stanie przerzucić się na inne zdobycze, to rzadko występująca sarna ograniczy populację wilka. Przerzedzona populacja saren nie zaspokoja w wystarczającym stopniu potrzeb wilka, więc jego śmiertelność wzrasta, a reprodukcja się obniża.

Więc jeśli można mówić o jakimś trzebieniu pogłowia, to tylko w przypadku nadmiaru populacji, co wychodzi wszystkim na dobre (no, może nie myśliwskiemu ego). Więc jeśli jakiś myśliwy powie, że nie ma już saren przez wilki, to mamy do czynienia z normalnym czynnikiem regulacyjnym, który uderza jedynie w jego interes. Nie ma wyhodowanej nadwyżki, a co za tym idzie jest mniej do upolowania, mniej kasy z dewizy, mniej trofeów, utrata argumentów w postaci chronienia przed wielką inwazją krwiożerczych saren. O to chodzi, a nie jakieś ratowanie zachwianej równowagi ekologicznej.

wilkzbiorowka (1)czlowiekzbiorowka (1).jpg

Plus jest kolejny powód dlaczego wilk/ryś/jakikolwiek drapieżnik nie wybije sarny. Ponieważ mimo rozwoju populacji drapieżników, nie ma wpływu na sarny. Jak pisze Bruno Hespeler, „w Niemczech niektórzy leśnicy żądają powrotu rysia. Mają nadzieję, że rozwiąże on problem zawyżonej populacji zwierzyny płowej. Ich nadzieja polega na tym samym błędnym mniemaniu, iż ryś jest w stanie wytępić sarnę lub co najmniej ją zdziesiątkować. Kto jednak zda sobie sprawę z tego, że ryś i sarna już od milionów lat zamieszkują tę samą przestrzeń życiową, nie powinien mieć w tym punkcie ani obaw, ani nadziei.”

I tym samym obalono argument masowych pogromów zwierzyny przez krwiożercze drapieżniki. I co najważniejsze zarówno wilk i ryś polują na najsłabsze sztuki, więc populacje ich ofiar nie tylko nie maleją, ale i są w lepszej kondycji. A myśliwi robią na odwrót – nie muszę mówić o rogaczach, zasłaniając się jakąś mityczną selekcją, o czym pisaliśmy w artykule „Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.” Niektórzy jęczą, że – UWAGA! – „Nie dochowamy się ani kapitalnych łownych rogaczy, ani oryginalnych myłkusów, jeżeli nie będziemy konsekwentnie zmniejszać populacji drapieżników. Przekonuje o tym przykład KŁ nr 7 »Knieja« z Lublina, którego członkiem jest Andrzej Skrzypiec. (http://lowiecpolski.info/lisy-dziesiatkuja-sarny/)”. Rozumiałbym, gdyby mówili, że nie dochowają się stabilnych stanów zwierzyny, ale że niszczą trofealne kozły?! I jeszcze narzekają, że drapieżniki zabijają myłkusy, które wg myśliwych ewidentnie kwalifikują się na usunięcie z łowisku jako materiał niepożądany? Czyli po prostu chodzi o to, żeby mieć fajnie wyglądającą kość na chacie. O takich Bruno Hespeler mówi pejoratywnie „kolekcjoner kości” i jest zdania, że gdyby dawni myśliwi byliby takimi „kolekcjonerami kości”, to nasz gatunek daleko nie zaszedłby. W podrozdziale Wystawa i wycena trofeów rozdziału VIII Sarny w Europie. pisze, że na wystawę można zafałszować trofeum. Np. pasującą żuchwę można załatwić, zaś oryginał da się przez technika dentystycznego odpowiednio doszlifować. Niepasujące kozły można zarejestrować jako kozy. Ciekawe, ile naszych łowczych tak czyni?

wilksarna5.png

Subadult wolfs eating from roe deerkozly do oceny

Do kolejnej szkodliwości myśliwskiej selekcji dochodzi zbędne dokarmianie i wystawianie soli, które nie tylko przeczą selekcji naturalnej, ale szkodzą zdrowiu saren i powodują większe szkody w odnowieniach lasu. Jak czytamy na s. 101 i 48. Sarny w Europie:

Przez tysiące lat sarny przystosowały się do warunków życiowych panujących w zamieszkiwanej przez nie przestrzeni życiowej – dotyczy to również pory zimowej. Nauczyły się, jak przetrwać nawet w okresach dłuższego niedoboru pożywienia, bo dopasowały do takich warunków swój organizm. Główną cechą tego dopasowania jest redukcja błony śluzowej żołądka. (…) Na skutek sztucznego dokarmiania nie tylko zostaje ów plan „wyłączony”, ale też organizm organizm zwierzęcia doznaje uszkodzeń.
Wysokoenergetyczna pasza prowadzi do poważnej zmiany poziomu kwasu w żwaczu, następstwem czego jest silna kwasica. Nadmiar kwasu zwierzyna próbuje – jeżeli jest to tylko możliwe – neutralizować poprzez przyjmowanie wody. Woda ta w dużej części pochodzi z pączków i pędów. Dokarmianie nie zmniejsza więc szkód powodowanych przez zgryzanie, a raczej prowadzi do ich zwiększenia!
(s. 101)

Bezpośrednie przyjmowanie soli z lizawek prowadzi do wzrostu pragnienia, a to w znaczący sposób zwiększa szkody przez zgryzanie, gdyż przeważającą część wody sarny pobierają przez roślinny żer. (s. 48)

slabasztukamocnasztuka

I najważniejszy argument, dlaczego nigdy człowiek nie zastąpi drapieżnika – sarny bardziej boją myśliwych niż wilków i rysiów, a także nie-myśliwych. Ostatnie badania naukowców z PAN wykazały, że zwierzęta kopytne miała większy stres w przypadku myśliwego aniżeli drapieżników. Na pewno nierzetelne, bo ci ekoterroryści guzik wiedza i bronią taką Puszczę Białowieską przed chciwymi łapskami LP i przerobieniem na deski jej należytą ochroną czynną. Sęk w tym, że zdanie owych ekoterrystów podziela Bruno Hespeler. Wspominałem już, że jest myśliwym i leśnikiem?

Z naszego punktu widzenia ryś wprowadza wiele niepokoju w pogłowiu saren. Rzeczywiście dzieje się tak w miejscach, gdzie ryś dopiero się pojawił. Sarny jednak szybko się uczą i są w stanie obchodzić się zarówno z wilkiem, jak i rysiem. W Austrii każdy statystyczny myśliwy opolowuje zaledwie 50 ha powierzchni. (…) W przeciwieństwie do myśliwego ryś opolowuje 100 razy większą powierzchnię, pojawia się więc rzadziej. Jeżeli koncentrowałby się na małej powierzchni, jego szanse pozyskania pokarmu znacznie by zmalały. 

Bruno Hespeler jest zdania, że sarna nie tylko nie boi się specjalnie drapieżników, ale także osób niepolujących:

Wszędzie myśliwi lamentują nad ludźmi spędzającymi wolny czas na łonie przyrody. Przypisuje się im powodowanie szkód w lasach i na polach. W to, żemy, myśliwi – tam, gdzie jest nas dużo – sami niepokoimy zwierzynę, wielu nie chce wierzyć. Nieskrępowane, głośne i przyciągające uwagę zachowanie osób niepolujący przeszkadza nam i sądzimy, że dzika zwierzyna odbiera je tak samo. My, myśliwi robimy wszystko, aby nie rzucać się w oczy: milczymy zamiast gadać, nie chodzimy normalnie, tylko się skradamy. Wszystko po to, by pozostać niezauważonymi. W rzeczywistości przez naszą ostrożność szczególnie rzucamy się w oczy zwierzynie!
(…)
Obstawiamy, że sarny nas nie zobaczą. Przed wyjściem w łowisko sprawdzamy wiatr. Zapominamy przy tym o dwóch sprawach: jeżeli mamy dobry wiatr, równocześnie mamy też i zły. Podczas naszego pobytu wiatr może zmienić kierunek nawet kilka razy Sarny komunikują się ze sobą. Te, które wraz ze „złym” wiatrem dostały informację i naszej obecności, przekazują ją innym. Komunikacja nie odbywa sie po polsku, niemiecku czy włosku, lecz poprzez ich zachowanie. (…)
Polowanie z ambony prowadzi do stałych zwyczajów. Większość myśliwych ustawia ambony wzdłuż struktur pionowych, a więc wzdłuż wewnętrznego lub zewnętrznego brzegu lasu. Ta granica, gdzie cień i światło się stykają, jest dla zwierzyny obszarem zwiększonego zagrożenia, dlatego zachowuje się tam nad wyraz ostrożnie.
(…)
Poruszamy się jak wrogowie, zwłaszcza ryś, więc sarny się nas boją. Problem tkwi w tym, że jesteśmy rozpoznawalni nie tylko po ruchach. Oprócz naszych typowo łowieckich zachowań, indywidualnego zapachu, zdradzja nas także: samochód, miejsca i pory dnia, w których się pojawiamy. Sarny odbierają nasz samochód zupełnie inaczej niż auto osoby niepolującej. W bagażniku mamy wanienkę, na tylnym siedzeniu płaszcz lodenowy, który pachnie nie tylko nami, ale także psem, farbą i sarną. Kto uważa, że sarny tego nie rejestrują, ten się myli. W momencie gdy wsiadam do samochodu leśnika lub myśliwego, od razu wiem, czy posiada psa. Sam pies także jest przez sarny kojarzony z myśliwymi.
W łowisku omijamy drogi leśne i poruszamy się tam, gdzie niepolujący raczej nie przebywają. (…) Polujemy w miejscach, które się sprawdziły – gdzie upolowaliśmy już niejedną sztukę! Sarny w tym czasie również zrozumiały, że to miejsce jest dla nich niebezpieczne.

wilkgryziemysliwyzabija

A teraz moja ulubiona część wyjaśniająca skąd pojawiaja mityczny brak zwierzyny w łowiskach. Bo myśliwi sami do tego doprowadzili:

Będąc w  łowisku, myśliwy dużo widzi i dużo przeżywa. Jednak wnioski, jakie wyciąga z tego, co zobaczył, nie zawsze są prawidłowe. Myśliwy patrzy bowiem z perspektywy człowieka, a nie zwierzęcia, i przez to jego interpretacje mogą być błędne. Przykład: na łące stoją trzy sarny. Do jednej zostaje oddany strzał i sztuka pada w ogniu. Dwie inne na krótko podnoszą łby, uspokoją się i żerują dalej. Nasz przedwczesny wniosek: „Dobry strzał wcale nie przeszkada!”. Tym, o czym w tym momencie zapominamy, jest fakt, że prędzej czy później będziemy musieli opuścić ambonę i pójść do strzelonej sztuki. Pozostałe dwie sztuki mogą zacząć nas obserwować już podczas schodzenia z drabiny. Martwą sztukę musimy wypatroszyć albo przynajmniej przenieść do samochodu lub podjechać po nią autem. Poznają nas optycznie, zapachowo i akustycznie.

Pozostałe dwie sarny juz zrozumiały, iż jednej z ich grona brakuje. (…) Do ich chronicznej niezbędnej do przeżycia nieufności dodadzą ostatnie wrażenia: nasze pojawienie, nasz zapach, zapach ubitej sztuki, zapach naszego psa, nasz samochód i wszystkie te rzeczy połączą między sobą. To miejsce będą przynajmniej za dnia omijać. Inne sarny zauważą ich powściągliwe zachowanie i zaczną je naśladować, zwłaszcza jeśli one również doświadczyły podobnych przeżyć. Nowe generacje saren przejmą to zachowanie i rozbudują je. Na przestrzeni kilku generacji powstaną nowe wzory postępowania. Myśliwy zaś widzi coraz mniej saren i lamentuje nad tymi wieloma „sportowcami rekreacyjnymi” i przeklina leśniczego, żądającego coraz to wyższego planu łowieckiego. Dla myśliwego sprawa jest jasna, nie ma już saren – przez jednych zostały przepędzone, zaś przez drugich wystrzelane!

Podsumując wilki nie powodują szkód w populacji sarny, mając na nią niewielki wpływ, i tracą zainteresowanie nią w przypadkiem większej ofiary. Sarna ze strony wilka ginie relatywnie szybko, a także niespecjalnie się boi jego i innych drapieżników. Za to sarna znacznie bardziej się boi myśliwych, za wszelką cenę stara się ich unikać, a psy kojarzone są właśnie z nimi. A jakakolwiek „troska” ze strony myśliwskiej przynosi skutek odwrotny. I w tym wszystkim chodzi – o chęć radochy z hobbystycznej rozrywki niż prawdziwej troski o ekosystem oraz dokopanie konkurentowi. A wszystkie te informacje czerpaliśmy z tekstów opisanych przez myśliwych. I także szeregowi łowcy potwierdzają nasze zdanie, jak ten  z poniższego zrzutu. I chyba nim najlepiej zakończyć nasz wywód.

wilksarna6.png

Źródła:

Sarna w Europie, Bruno Hespeler, tłum. Hubert Krych, Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa, Gdańsk 2016

Wilk, Henryk Okarma, Wydawnictow H2O, Kraków 2015

 

Zobacz także:

„Nie dla wilka kiełbasa!” – myśliwi oburzają, że wilki zjadają „ich” dziki.

Złe drapieżniki zjadają daniele! Czy może to wina myśliwych?

Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.

Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

Reklamy

Żyjemy pod okupacją kół łowieckich. Myśliwi nigdy nie chronili naszych pól – Rozmowa z Agnieszką Curyl-Katholm.

 26694769_2049351578423306_22172024_n

Szkody, wypłaty odszkodowań, szacowania, ochrona upraw rolników. Któż o nich nie słyszał. Koronne argumenty myśliwych powtarzane niczym święta mantra przy każdej możliwej dyskusji na tematy łowieckie. „Zapraszam na wieś, porozmawiajcie z rolnikami” – słyszeliśmy nie raz. No to porozmawialiśmy. Agnieszka Curyl-Katholm z zamiłowania i wykształcenia jest rolnikiem. W rodzinnym gospodarstwie uprawia pszenicę, pszenżyto, jęczmień, groch, rzepak i kukurydzę. Hoduje świnie, krowy i nieco kur. Działa w Związku Zawodowym Rolników Rzeczpospolitej. Swoje poglądy i problemy z myśliwymi zaczęła nagłaśniać 2 lata temu w TVP1 podczas cyklu programów publicystycznych Sprawa dla reportera. Opowie i pokaże nam, jak myśliwskie slogany i łowiecka mitologia konfrontują z rzeczywistością szarego rolnika oraz jakich prześladowań doznała, kiedy zaczęła publicznie opowiadać o tym jakie straty gospodarka łowiecka przynosi rolnictwu. Wyjaśnia też, jak polskie prawo łowieckie i lobby myśliwskie nie przestrzega prawa własności, a kolejna nowelizacja tylko umacnia taki stan rzeczy.

To prawdopodobnie najważniejsza rozmowa jaka miała miejsce w publicznej debacie na temat kształtu myślistwa w Polsce. Wywiad dla niektórych wstrząsający, bo obracający w perzynę znane myśliwskie bełkoty o ochronie upraw i tym podobne. Łowiectwo szkodzi przede wszystkim przyrodzie i ludziom, to wiemy nie od dziś. Jakkolwiek w tej dyskusji zagadnienie jego wpływu na rolnictwo jest przez środowiska przyrodnicze pomijane lub bagatelizowane. Pamiętamy kiedy pani Agnieszka jakiś czas temu zawitała na nasz profil po raz pierwszy. Nie zawsze się zgadzaliśmy, a w komentarzach pojawiały się drobne różnice zdań. Ostatecznie udało się porozmawiać, a treść prezentujemy Państwu poniżej no i oddajemy do rąk chyba najmocniejszy argument ze wszystkich jakie były tu poruszone do tej pory.

NPRM: Zwykle pytamy naszych gości dlaczego są przeciwni łowiectwu. Ale Ty, jak nam powiedziałaś, nie jesteś jemu przeciwna jako takiemu, jeśli nie narusza interesów działalności jaką się zajmujesz. Więc może tak – jak wygląda obecnie Wasze gospodarstwo? Ile ha ziemi i co na niej uprawiacie? Co trzymacie z żywego inwentarza? Wbrew pozorom to bardzo ważne pytanie.

Agnieszka  Curyl-Katholm: Żyjemy na południu koszalińskiego. W naszym rodzinnym gospodarstwie rolnym uprawiamy pszenicę, pszenżyto, jęczmień, groch, rzepak, kukurydzę. Mamy bydło mięsne i świnie, trochę kur, dwa psy, pięć kotów, a na polach nieogrodzonych pasą się stada państwowych/PZŁ-owych dzików, saren i jeleni, niszcząc nasze plony od zasiewów aż po żniwa. Gospodarstwo jest między lasami, a ziemię uprawiamy zgodnie z jej przeznaczeniem, są to przecież użytki rolne, a nie leśne. Ziemi jest 4. klasy, nie jest źle. Tam, gdzie mamy ogrodzone uzyskujemy wydajność 8t/ha pszenicy, 4,2 t/ha rzepaku, tam gdzie nie jest ogrodzone przed zwierzyną i są szkody 1t/ha, co najwyżej 5 t/ha pszenicy i 0,9 t/ha rzepaku  za takie same nakłady, koszty i pracę!!!

Szkody łowieckie to cios dla nas i gospodarki narodowej oraz ogromne marnotrawstwo żywności.

NPRM: Czym zajmujesz się zawodowo?

Agnieszka: Jestem zawodowym rolnikiem, tak jak mój mąż, po szkole rolniczej. Pracujemy tylko oboje w gospodarstwie. Uwielbiam robotę w polu na traktorze, nie mogę doczekać się wiosny, zapachu ziemi i pracy w polu. Działam w ZZRR „Solidarni”.

26638208_2049103515114779_1928015825_n.jpg

NPRM: Dlaczego właśnie rolnictwo, uprawa ziemi, hodowla zwierząt?

Agnieszka: Poznałam rolnika z krwi i kości, który obudził we mnie miłość do ziemi i rzuciłam wszystko inne, by z nim szukać ziemi i budować gospodarstwo rolne. Pochodzę ze świętokrzyskiego, i tak jak dla mojej babci każdy kawałek ziemi był cenny… Być Rolnikiem to styl życia. Jesteśmy prawdziwymi rolnikami, nie uprawiamy ziemi dla dopłat, bo gdyby tak było, nic byśmy nie siali i brali dopłaty, przecież i tak zwierzyna zżera nasze plony. Kocham zapach ziemi, lubię i szanuję zwierzęta. W prawdziwym gospodarstwie rolnym muszą być zwierzęta.

26553024_2049351841756613_808867436_n.jpg

NPRM: Nie ukrywamy, że bardzo cieszymy się z tej rozmowy. I jest ona bardzo ważną w tej trwającej od lat debacie na temat łowiectwa. Ponad rok temu opublikowaliśmy artykuł w ogólnym ujęciu traktujący o szkodliwym wpływie gospodarki łowieckiej wobec rolnictwa. Oparty na racjonalnej analizie treści z książek myśliwskich. Krótko po tym w Sprawie dla reportera pojawiasz się Ty i „o zgrozo” potwierdzasz swoimi słowami to o czym „zielone ekooszołomy” od dawna piszą. Opowiadasz nawet dużo więcej, rzucając nowe światło wokół konfliktu na linii rolnicy-myśliwi. Od czego to się u Was zaczęło i co jest istotą tego sporu?

Agnieszka: Po prostu my chcemy, aby nasze gospodarstwo się rozwijało, chcemy siać i zbierać nasze plony. Dziś się zadłużamy, by utrzymać gospodarstwo. Historia z myśliwymi zaczęła się od pierwszych szkód na polach. Wydzierżawiliśmy ziemię od ANR, nikt z agencji nam nie powiedział, że ta sama ziemia jest wydzierżawiona kołom łowieckim przez Dyrektora Lasów Państwowych RDLP w Szczecinku na podstawie uchwały Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego o podziale na obwody (i jest do tej pory!). Nasze gospodarstwo rolne leży w 3 obwodach łowieckich i jest eksploatowane przez 3 koła łowieckie, zupełnie za darmo.

Szkody są ogromne, a myśliwi szacują uznaniowo. Po wezwaniu ich na szacowanie przychodzą ze swoim rzeczoznawcą, który zaniża rzeczywiste szkody i wypisuje wszystkie choroby i szkodniki z katalogu, fabrykuje dowody, koło mu sowicie płaci, bywało tak, że nie pozwalał naszych uwag wpisać do protokołu szacowania, pisał że jak zgodzimy się z protokołem to kwota odszkodowania będzie trzy razy wyższa niż jeśli się nie zgodzimy, do tego przybijał kilka pieczątek rzeczoznawcy majątkowego, nawet te nieaktualne.

26696540_2049107778447686_462630243_n
Szkody są ogromne, co widać na tym zdjęciu z drona. Myśliwym taki stan rzeczy bardzo odpowiada. Realizowane cele gospodarki łowieckiej powodują znaczne straty w rolnictwie. Ale dzięki temu można się chwalić ”zasobnymi łowiskami” i bogatymi stanami zwierzyny. Organizować komercyjne polowania dewizowe z zarobkiem dla koła. Żaden z myśliwych tak naprawdę nie jest zainteresowany rzeczywistym ograniczaniem populacji zwierząt takich jak sarny, jelenie czy dziki. Cel jest zgoła odwrotny i zgodny z własnym interesem jakim są udane polowania i obfite pokoty z ubitej zwierzyny.
Fot. Agnieszka Curyl, opis NPRM. 

Inne koło wynajmowało strażnika leśnego etatowego szacującego, który po napisaniu przez mnie skargi do koła, że nie zostawił protokołu z szacowania, wpadł na podwórko i powiedział, że gdybym była mężczyzną, to by mi przyłożył, żebym się nie podniosła. Potem szacował inne uprawy i na szacowanie już nie poszłam, zaniżył trzydziestokrotnie odszkodowanie, poszliśmy do sądu. Spraw w sądzie z jednym kołem mieliśmy trzy, co rocznie po żniwach do sądu, mimo że biegły powołany przez sąd wyliczył najniższą możliwą kwotę, sąd przyznał połowę tej kwoty po czterech latach. Ale zarząd koła się zmienił, sami porządnie ogrodzili pole i już 4 sezony mamy nasze plony, a koło współpracuje z nami.

Inne koło również raz wzięło strażnika leśnego do szacowania szkód z służbowym samochodem,  leśnik dostał naganę i już nigdy nie przyjechał. Nie wpuszczamy na pola oszustów i nie pozwalamy, aby nas ci szacujący oszukiwali.

Jeśli koło chciałoby uczciwie zapłacić nie przysyłałoby takich ludzi. To jest straszak na oponentów, byle pozbierać dowody do sądu, nagrać, sprowokować, byśmy nerwy stracili i wyrzucili z pola. Do jednego rolnika przyjechało raz pięciu takich szacujących i nas świadków też było pięciu. Myśliwi wezwali policję, żeby wyrzuciła świadków rolnika, bo wg nich rolnik powinien być sam podczas szacowania z ich pięcioma rzeczoznawcami! Zeszli z pola, nie oszacowali, policja nie wiedziała jak się zachować.

Z jednym kołem zawarliśmy ugodę w sądzie mieli ogrodzić, żeby nie było szkód. Ogrodzili tak, żeby zwierzyna miała dostęp do naszych pól – są ogromne szkody. Dla nich ogrodzone pola to strata, nie ma łowiska.

NPRM: Czy miałaś jakieś nieprzyjemności ze strony myśliwych po swoich wystąpieniach w telewizji? Jak teraz układa się współpraca z kołami?

Agnieszka: Jest jeszcze gorzej, zwłaszcza z jednym kołem. W ogóle nie chcą szacować szkód, mąż sam ogrodził pola.

NPRM: Jak w praktyce wygląda szacowanie szkód z udziałem myśliwskich rzeczoznawców?

Agnieszka: Szacowanie?! To zbieranie dowodów przeciwko rolnikowi! Główny argument to zła agrotechnika, bo za to odszkodowanie się nie należy. Robią pokazówki z miarami, taśmą, przyjeżdżają z wagami laboratoryjnymi… zdjęcia, operaty jak komiksy, przecież i tak przecież nie zmierzą wszystkich miejsc szkód, nie policzą wszystkich kłosów  to jest komedia. Mąż zwrócił uwagę jednemu myśliwskiemu rzeczoznawcy, to odgrażał się, że zadzwoni na policję. Nie zadzwonił, zszedł z pola. Biegli na liście SO to zazwyczaj myśliwi. Myśliwi dobrze płacą szacującym, dlatego ta kwota w skali kraju 70 mln zł rocznie szkód jest taka niska, a w nią wchodzą również koszty szacowania, dojazdu. Więcej pieniędzy idzie na tych szacujących niż dla rolników. Realna kwota szkód łowieckich to 2 mld zł.

26755396_2049351048423359_1773420856_n
Na polach państwa Katholm – zakaz wstępu dla członków PZŁ 🙂

NPRM: Czy wypłaty odszkodowań są rzetelne i rekompensują straty wyrządzone przez zwierzęta?

Agnieszka: Absolutnie nie! Gdyby płacili uczciwie, szybko by zbankrutowali biorąc po uwagę pogłowie zwierzyny i naturalną pojemność łowiska. Wielu rolników nie wzywa w ogóle na szacowania, wielu pogrodziło na stałe swoje pola, byle mieć spokój i plony. 130 tys. myśliwych w Polsce nie jest w stanie zapłacić za swoje hobby, za które powinno zapłacić milion myśliwych. W Polsce powinno być milion myśliwych, biorąc pod uwagę wielkość kraju.

NPRM: Jesteś za tym, aby rolnicy mogli w razie konieczności wykonywać polowania na obszarze swoich gruntów. I tak obiektywnie rzecz biorąc, trudno się z tym nie zgodzić – rolnik najlepiej wie jak postąpić z tuszą i co zrobić z mięsem, sam rozwiązuje swój problem i nie potrzebuje „opieki” koła łowieckiego. Nie będzie zabijał dla trofeum czy rozrywki. Omijamy tu pewien zbędny etap. Odchodzi mnóstwo kosztów, zwierzęta może wreszcie odnajdują spokój w lasach, nie będąc przeganiane podczas zbiorówek na pola. Być może nawet takie rolnicze polowania przyniosłyby odwrotny efekt i zwierzyna z pól szukałaby bardziej ostoi na terenach leśnych, co byłoby z korzyścią dla rolników i niej samej. Jednak myśliwi argumentują, że „jeśli Wam pozwolić, to w rok wytrzebicie wszystko” – co Ty na to?

Agnieszka: Obecnie łowiectwo na ziemi rolnej to biznes tylko dla myśliwych, którzy nie maja kosztów. Utrzymują wysokie pogłowie zwierzyny, chełpią się nim mówiąc, że to jest wzorowy model łowiecki, po to by wszyscy unijni myśliwymi mogli polować. Zapraszają ich (w ciągu roku w naszej gminie jest kilkadziesiąt takich polowań) wożą ich po polach, lasach, pokazują ambony rozstawiają przy polach, drogach i strzelają. My nie idziemy do chlewni i nie strzelamy do naszych zwierząt przy karmieniu. Polska została wolna od komunizmu, ale rolnicy i zwierzyna żyją dalej w komunizmie. Zwierzęta dzikie powinny być wolne, a nie państwowe, bo jest taka jest ich natura.

Rolnicy powinni mieć prawo polowania, tzn. prawo wyboru koła, myśliwych albo sami polować jeśli są tylko myśliwymi. Nikt z rolników nie myśli, by bez uprawnień mógł polować. Państwo powinno organizować kursy łowieckie (terminy ochrony, zwierzęta pod ochroną czy łowne) i wydawać licencje. Państwo, a nie PZŁ powinno organizować te kursy i państwo powinno pobierać opłaty, a każdy myśliwy powinien wysyłać rocznie wykaz zwierząt pozyskanych w roku. Tak jest w Danii. W Danii część właścicieli nie chce myśliwych, więc nikt u nich nie poluje, tam zwierzyna żyje, a myśliwi duńscy wiedzą, kiedy polować i dbają, by nie wybić wszystkich zwierząt. Tak jakby wybić wszystkie krowy w oborze wziąć kasę, a co z jutrem? nie będzie cieląt, mleka! W Danii nie planów pozyskania i nikt niczego nie wybija do zera. Oprócz dzików, które król duński uznał za szkodnika gospodarki albo trzoda chlewna albo dziki wektor chorób.

 

pozyskanie dania

NPRM: Główny powód dla którego dziś rozmawiamy – szkody w rolnictwie. Wiemy oboje, że gospodarka łowiecka zajmuje się hodowlą zwierzyny w stanie dzikim na potrzeby polowań i utrzymaniem „zasobnych łowisk”, aby powiększające się każdego roku grono myśliwych miało na co polować, a pokoty były obfite i łowy udane. Zwierzęta de facto pasą się na uprawach rolnych dla myśliwskich uciech. Co o tym myślisz? Czy tak powinno być i jak długo może trwać ten stan…

Agnieszka: Jestem przeciwna dokarmianiu i tak wysokiemu pogłowiu. Nas rolników nie stać, by taki stan rzeczy utrzymywać, by nasze pola były pastwiskiem dla tuczenia zwierzyny dla wszystkich myśliwych z całej Unii. Zjeżdżają się z Belgii, Francji, Włoch, Danii, Niemiec  to są zabójcy, do tego różnej maści biznesmeni i politycy. Prawdziwi myśliwi by nie przyjechali na coś takiego.

NPRM: Wolałabyś może nie korzystać z żadnej pomocy myśliwych, mieć pełny zysk z plonów i sama zadbać o swoje uprawy? Jednak obecnie prawo nie bardzo to umożliwia w wielu kwestiach.

Agnieszka: Obecnie nie mamy żadnego wpływu na gospodarkę łowiecką. Nie powinno być żadnych odszkodowań za szkody, ale równocześnie prawo polowania powiązane z własnością ziemi, prawo wpływu na łowiectwo.

NPRM: Myśliwi często mówią, że gdyby nie oni, to rolnictwo padnie, a reszta społeczeństwa umrze z głodu, bo zwierzęta splądrują wszystkie uprawy no i wejdą do miast…

Agnieszka: W reszcie świata rolnicy mają wysokie plony. Produkcja świń w Niemczech szczytuje, a w Polsce spada i mamy ASF. W Niemczech, Danii nikt nie grodzi pól ani lasów. W Polsce Lasy Państwowe grodzą młodniki, bo zwierzyna żre sadzonki, wypierając ją na pola. Rolnicy inwestują w siatkę i słupki, wszyscy grodzą, bo to inwestycja w ciągu sezonu, dwóch się zwraca w postaci zakładanego plonu.

NPRM: Myśliwi często powołują się na to, że oni właśnie chronią uprawy rolników. Kiedy jednak pojawia się postulat, żeby to rolnik mógł na własnej ziemi zabić np. dzika, podnosi się krzyk. Przy aferze z LexSzyszko większość myśliwych popierała to prawo, jako że właściciel może robić co mu się żywnie podoba na jego prywatnym terenie. Jednak w innych przypadkach często nie respektują prawa własności, twierdząc, że nadrzędne cele gospodarki łowieckiej maja wyższość nad nim. Jak rozumiesz ten paradoks? 

Agnieszka: Oni nigdy nie chronili naszych pól. Prawo własności to prawo naturalne zagwarantowane konstytucją i od niego powinno wywodzić się prawo łowieckie. Żaden myśliwy nie szanuje prawa własności, bo obecne prawo łowieckie wywodzi się od Bieruta. Szanują prawo własności jeśli chodzi tylko o ich własność. Wielu myśliwych-rolników ogrodziło swoje pola siatką na stałe, a łowiectwo uprawiają na cudzych polach.

Łowiectwo to hobby, nikt nie powinien decydować o byciu myśliwym. Kurs łowiecki państwowy powinien być jak na prawo jazdy, zdajesz – jesteś myśliwym. Trzeba skończyć z monopolem PZŁ. Myśliwy powinien płacić państwową licencję łowiecką do budżetu państwa, a państwo prowadzi statystyki pozyskania zwierzyny. Niepotrzebne jest jedno PZŁ.

23805685_1981367975221667_1341853902_n23804648_1981367928555005_348906938_n
NPRM: W Sprawie dla reportera powiedziałaś, że „rolnicy żyją obecnie pod okupacją kół łowieckich”, a ktoś inny dodał, że „Waszą pracę niszczą myśliwi i ich system”. Możesz to rozwinąć? 

Agnieszka: Używają jak chcą naszej ziemi, wchodzą kiedy chcą, płacą odszkodowania ile chcą, kolegom więcej, decydują pośrednio co możemy uprawiać, kukurydza i groch tuż po siewie zaraz zeżarta, możemy mieć plon 8t/ha albo 1 t/ha.

26653234_2049088268449637_1718893223_o
Bez wiedzy i bez zgody odbywają się polowania. Oprócz toksycznego ołowiu, w środowisku pozostają śmieci w postaci łusek. 

NPRM: Co należało by według Ciebie zmienić w prawie łowieckim i dlaczego? A może napisać je od nowa?

Agnieszka: Prawo łowieckie należy napisać bezwzględnie od nowa i oprzeć go na normie prawnej prawo polowania jest powiązane z własnością ziemi. W prawie cywilnym i  ustawie o ziemi i ustawie o lasach powinien znaleźć się artykuł prawo polowania należy do właściciela ziemi. Tak jak we Francji w kodeksie rolnym nikt nie ma prawa polować na terenie nie będącym cudzą własnością bez zgody właściciela lub innej uprawnionej osoby. W Danii Sąd Najwyższy przyznał rolnikom/właścicielom ziemi prawo polowania powiązane z własnością gruntu w 1837 r., ale prawo ustanowiono dopiero w 1851 r. i obowiązuje do dzisiaj. Miejmy nadzieję, że nowe prawo łowieckie powstanie szybciej niż w Danii, obwody są już nielegalne, ale brak prawa polowania. Powstało już tyle projektów, a każdy jest taki sam, zachowuje status quo PZŁ, a nawet go wzmacnia, jak w przypadku art. 33 ust. 3 który zniknął o odpowiedzialności solidarnej członków koła za zobowiązania finansowe koła. Dlaczego? Wiadomo. Wygląda na to, że nikt w Parlamencie nie przeczytał raportu NIK o łowiectwie i wyroku TK z 10 lipca 2014 sygn.akt P 19/13. Na stronie 14. wyroku TK jest nawiązanie do normy prawnej przedwojennej. Skoro nie ma obwodów łowieckich, bo art .27 ust.1 stracił ważność, brak nam tylko prawa polowania!!

NPRM: Popierasz postulat OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych o delegalizacji PZŁ? Jeśli nie, co zamiast tego?

Agnieszka: Nie ma sensu rozliczać PZŁ, my ich nie rozliczymy. Niech tylko oni zejdą z naszej ziemi, łowiectwo byłoby lepsze bez ich monopolu, niech znowu będzie kilka organizacji łowieckich, jak przed wojną, a nie jedna partyjna.

OPZZ zastępuje stary PZŁ nowym i nic nie wnosi lepszego.

Postulat Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej SOLIDARNI jest lepszy, bo zgodny z Konstytucją i oczekiwaniem rolników i właścicieli.

Nasze postulaty oparte są na światowych modelach łowieckich, przedwojennym prawie łowieckim z 3 grudnia 1927 r., wyroku TK z 10 lipca 2014 r. oraz Raportu NIK Prowadzenie gospodarki łowieckiej z września 2015 r.

Oto nasze postulaty:

  1. prawo polowania powiązać z własnością gruntu;
  2. właściciel nieruchomości ma prawo polowania, wydzierżawia prawo polowania kołom albo sam poluje, jeśli jest myśliwym;
  3. znieść zapis, że zwierzyna w stanie wolnym jest własnością Skarbu Państwa, wprowadzić zapis, pochodzący jeszcze z czasów rzymskich „Res Nullus” [rzecz niczyja] dotyczący zwierzyny, zwierzyna należy do ziemi, na której się znajduje,
  4. znieść monopol PZŁ na łowiectwo;
  5. znieść zapis o powierzchni 3 tys. ha jako minimalnej powierzchni obwodów łowieckich, akt notarialny determinuje wielkość rewiru łowieckiego;
  6. wprowadzić państwową licencję łowiecką, państwowe kursy i szkolenia łowieckie;
  7. Lasy Państwowe powinny wydzierżawiać swe grunty myśliwym w drodze przetargowej i zarabiać na łowiectwie;
  8. na koniec roku łowieckiego każdy myśliwy bądź koło łowieckie przesyła do właściwego ministra informacje na temat ilości pozyskanej zwierzyny;
  9. brak przymusu do uczestnictwa w stowarzyszeniu łowieckim, kole łowieckim, łączenia rewirów łowieckich.

Proponowany przez nas nowy system łowiecki spowoduje:

  1. wpływy do budżetu z tytułu licencji łowieckiej i szkoleń łowieckich, i wydzierżawiania myśliwym w drodze przetargu państwowej ziemi (LP);
  2. brak zakładanego finansowania szkód łowieckich przez budżet państwa;
  3. zwiększenie produkcji rolnej i przepływów finansowych w rolnictwie, zwiększenie eksportu produktów rolnych;
  4. zwiększenie liczby myśliwych, otwarcie łowiectwa dla wszystkich, kultywowanie prawdziwej tradycji łowieckiej;
  5. brak szkód łowieckich jako problemu państwa, szkody będą problemem właściciela ziemi;
  6. zwiększenie wpływu z tytułu podatku VAT, albowiem większa produkcja to większa sprzedaż produktów rolnych i większe wpływy vat do budżetu państwa;
  7. koniec z korupcją podczas szacowań szkód, z procesami o odszkodowania.

Proponowany przez nas nowy system łowiecki nie zagrozi:

  1. łowiectwu i liczebności zwierzyny, gdyż większość lasów w Polsce jest państwowych, właścicielom prywatnym będzie również zależeć na zwierzynie, gdyż będzie ich własnością, będą za nią odpowiedzialni, będą mieć przychody z dzierżawy ziemi myśliwym, poza tym zwierzęta łowne nie znajdują się na liście gatunków zagrożonych. Ponadto polowań będą dokonywały osoby z uprawnieniami łowieckimi.
  2. istnieniu PZŁ, OHZ i LP, kołom łowieckim PZŁ.

W załączeniu tabela, opracowana przez nas, która przedstawia roczny bilans obecnego modelu łowieckiego:

KOSZTY PRZYCHODY UWAGI
Koła łowieckie PZŁ 17,7 mln zł czynsz dzierżawny (gminy i LP otrzymują za 25,6 mln ha, max 7 kg żyta/ha) 1,581 mld zł minimalna wartość hobby
60 mln zł szkody łowieckie (w tym koszty szacowania) 80 mln zł skup dziczyzny
36 mln zł Składka członkowska na PZŁ (2017 r.)

357 zł norm, 197 zł ulg.

?? polowania dewizowe, komercyjne OHZ ZG PZŁ 2,75 mln zł, koszt 0,515 mln zł, zysk 2,23 mln zł, wg NIK
Opłata za kurs łowiecki 1000-2500 zł/os ??dopłaty unijne, subwencje krajowe, introdukcje
Razem 113,6 mln zł min. 1,661 mld zł
Lasy Państwowe

10 % leśników w kołach łowieckich

Ochrona lasu przed zwierzyną 144 mln zł (ogrodzono 90 tys ha 1,3 % pow. LP-NIK Raport o łowiectwie, s.65) 5 mln zł za czynsz dzierżawny od kół

za 7,6 mln ha

Utracony przychód za wydzierżawianie lasów w przetargach na dzierżawę obwodów łowieckich min 200 zł/ha, tj.1,5 mld zł

można by było podzielić lasy państwowe na mniejsze parcele po 2 tys. ha i wydzierżawiać w przetargach na polowania

???Szkody łowieckie w lasach (25 tys.ha szkody < 50%, 70 tys.ha szkody 21-50%) dane za 2012 r. Strategia gospodarowania zwierzyną płową.)

średni koszt odnowienia lasu 4,25 tys. zł/ha

200 mln zł ?

Rolnicy, właściciele ziemi

10 % rolników w kołach łowieckich

lasy prywatne to 1,75 mln ha

17,7 mln ha x 100 kg żyta x 0,5 zł/kg=885 mln ustawa prawo łowieckie art.48 pkt 4, szkody za które odszkodowanie nie przysługuje 0 zł/ dzierżawę obwodu ?? utracone korzyści w związku ze szkodami łowieckimi
Podatek rolny wartość 1,5 mld zł/rocznie

250 kg żyta/ha

2 mld zł szacunkowe szkody łowieckie

 

Utracony przychód za dzierżawę obwodu 17,7 mln ha x 100 zł/ha tj. 1,77 mld zł
gmina 12 mln zł za dzierżawę obwodów na gruntach polnych
Skarb państwa straty łącznie 2,194 mld zł rocznie 150 mln zł VAT (zwierzyna zeżarła plony)
344 mln zł kosztów z LP 200 mln zł Utracony przychód za licencję 1 mln myśliwych x 200 zł

?? Utracony przychód za szkolenie myśliwych

w Polsce jest o 1 mln mniej myśliwych względem l. ludności porównując inne kraje zachodnie

 1,5 mld zł utracony przychód za wydzierżawianie LP

885 mln zł + 1,77 mld zł tj. 2,655 mld zł/130 tys. myśliwych tj. 20,4 tys. zł każdy myśliwy otrzymuje rocznie na swoje hobby od rolników/właścicieli ziemi.

NPRM: Tak ogólnie, to jak z tymi myśliwymi w Twojej okolicy? Przesłałaś nam ostatnio zdjęcia, jak rozstawieni byli na stanowiskach przy drodze powiatowej. Trwało polowanie, na drodze normalnie odbywał się ruch kołowy… Organy ścigania coś z tym robią?

Agnieszka: Odpowiedź z policji przyszła taka, że to nagonka stała z bronią przy drodze (wojewódzkiej), a na drodze nie odbywały się w tym czasie zebrania publiczne…

23846503_1981367321888399_470306631_n23845234_1981367241888407_2112941864_n (1)23845175_1981367655221699_592933151_n26694392_2049354368423027_434604124_n.jpg

26647975_2049383158420148_792668428_n26553136_2049382468420217_2116154205_n

 

NPRM: Dokarmianie zwierząt przez myśliwych płodami rolnymi. Co o tym sądzisz? Oficjalnie ma zatrzymać zwierzęta w lesie, aby nie robiły szkód. Jak to działa według Ciebie w praktyce?

Myśliwi ją dokarmiają, jak muszą zabić. Na swoich polach nic nie uprawiają. Mają 25 ha na granicy z nami i nic nie sieją, by ją tam zatrzymać, cała zwierzyna z ich pola idzie na nasze pola. Na swoich polach maja pełno ambon. Grodzenie lasów państwowych przed ich własną zwierzyną pokazuje, że gospodarka łowiecka stoi na głowie, a przecież to LP zatwierdzają te plany łowieckie, podstawę gospodarki łowieckiej.

26553264_2049350608423403_586716834_n.jpg

NPRM: To może jeszcze – inne niż zabijanie sposoby na zabezpieczanie pól i upraw przed dzikimi zwierzętami. Możesz pokrótce wymienić?

Ogrodzenie siatką typu M drut 2,5mm i 2mm, model 200/25/15, słupki betonowe co 5 m, siatka przyorana na 10 cm, dziki nie wchodzą, tabuny jeleni nie zniszczą w jedną noc całego pola. To skuteczny sposób, ale i bezsensowny. Dlaczego my mamy wydawać pieniądze, zamiast przeznaczyć na coś innego?? Lasy Państwowe też tak grodzą młodniki, tylko że zamiast słupków betonowych drewniane.

26638521_2049350215090109_1897407607_n26696728_2049350391756758_461416667_n
Na myśliwych nie ma co liczyć. Lepiej zabezpieczyć swoje uprawy i cieszyć się przez kolejne lata udanymi zbiorami niż rok w rok użerać się z szacującymi i zbieraniem odszkodowań, które i tak nie rekompensują zysku normalnych zbiorów z pola. Podnoszony jest argument o przeszkodach w migracji, ale jakoś nikt nie bierze pod uwagę tego, że na innych obszarach i tak grodzimy się na potęgę, jednocześnie powstają budowane korytarze ekologiczne, a istnieniu jeleni, saren czy dzików nic nie zagraża. Natomiast dla drobnej zwierzyny łownej takiej jak lisy, kuny, zające czy ptactwo ogrodzenia nigdy nie były dużym problemem. 

NPRM: No i co z prawem własności? Obecnie myśliwi mogą jeździć i poruszać się po polach jak chcą. Często czytaliśmy komentarze rolników żalących się na rozjeżdżanie autami zasiewów, budowę ambon bez pozwolenia czy nęcisk. Czy u Was bywało podobnie? I co sądzisz o takich poczynaniach myśliwych. 

Agnieszka: To prawda. Prawo własności nie istnieje dla nich, jeśli chodzi o cudzą własność, już za Bieruta zniknęło cudzych, a zostało 100 metrów od domów, a było w prawie łowieckim z 3 grudnia 1927 r.

NPRM: A jakie jest Twoje podejście do natury? Chodzisz do lasu? Które z dzikich zwierząt lubisz najbardziej?

Agnieszka: Oczywiście, że kocham naturę, ja jestem typową wiejską dziewczyną. Galerie handlowe mnie męczą, wpadam tam, jak już naprawdę muszę i zawsze szukam ekspedientki i krótko mówię czego szukam, nie lubię łazić i szukać między półkami. Uwielbiam podziwiać widoki na naszych polach, zachwycam się jak rośnie zboże, czuję się bardzo dobrze na wsi. Do lasu na grzyby chodziłam jak była małym dzieckiem, teraz nie chodzę z braku czasu.

26648165_2049107291781068_532095900_n26553553_2049386608419803_1622033083_n.jpg

Konflikt trwa od lat i zaostrza się. Źródłem jego jest przestarzała ustawa ”Prawo Łowieckie” stworzona w czasach komunizmu, nie uwzględniająca stanu własności prywatnej, ani interesów innych grup społecznych. Dziś ten spór narasta i komuś chyba bardzo zależy na jego pogłębianiu, podczas przepychania szkodliwych nowelizacji, tylko usztywniających dawny stan. Dzisiaj jedni chcą obserwować, podziwiać i fotografować zwierzęta, bez presji że zostaną przegonieni przez myśliwych. Kolejni pragną w spokoju pracować i zbierać udane plony z pól. Na końcu znajduje się mała grupa, która chce jedynie polować i cieszyć się stosami ubitych zwierząt. Ich hobby odbiera innym wolność do własnego przeżywania natury i spokojnego z nią obcowania, kolejnym wyrządza szkody. A monopolista PZŁ krzyczy od lat, że będzie walczył o zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie i nie cofnie się ani kroku. Jedno jest pewne – potrzebna nam nowa ustawa godząca, a przynajmniej proponująca kompromis wszystkich tych grup. Zamiast pisanych na kolanie nowelizacji mających dokuczyć innym i zabezpieczyć monopol grupy polującej, potrzebne po prostu dobre prawo dla ludzi i zwierząt, wykluczające obecne dziś absurdy. Obyśmy go doczekali…

Na przestrzeni wieków pola, łąki, pastwiska i ugory na trwale wpisały się w krajobraz Polski. Stworzyły dogodną niszę do zasiedlenia przez liczne gatunki ptaków, takie jak bocian biały, czajka, dzierlatka, skowronek, kuropatwa – lista ta jest bardzo długa. Stały się schronieniem dla ssaków takich jak zając, wykształciły też ekotyp sarny polnej. Ekolodzy i przyrodnicy od lat współpracują z rolnikami, uświadamiając ich odnośnie występowania rzadkich gatunków na ich włościach, uzgadniając kompromisowe terminy koszenia łąk i wypracowując lokalne sposoby ochrony gatunków.

Zobacz także:

Sprawa dla reportera: Rolnicy kontra myśliwi oraz ciąg dalszy. Nasz komentarz do tych spraw tu i tu.

Artykuł Głosu Pomorza: Spór o odszkodowanie

Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Rolnicy domagają się likwidacji PZŁ – Myśliwi sobie nie radzą

Polowania wigilijne – świąteczna masakra w imię tradycji

Jak myśliwi spędzą wigilię? Święta tuż… Pewnej grupie w naszym społeczeństwie kojarzyć się będą także z uśmiechniętym wąsatym myśliwym, dobrym wujkiem brnącym w mrozie, aby umieścić cierpiącym chłód zwierzętom nieco sianka w paśniku. I opłatka. Taki symboliczny gest, mający przed własnym sumieniem okazać jak to bardzo myśliwy „kocha i dba” o zwierzęta.

oplatek.jpg

Może i kiedyś tak bywało. Teraz szlachetne baśnie to już przeszłość, w którą co niektórzy z uporem maniaka naiwnie próbują wierzyć.

Polowanie wigilijne według opisów i tradycji nie jest typowym polowaniem zbiorowym i ponoć nie chodzi w nim o zabijanie zwierząt. Celem ma być po prostu zaniesienie tego opłatka do paśnika (o Himalaje hipokryzji!), podzielenie się nim z kolegami, złożenie sobie życzeń, a wieczorem myśliwska wigilia, wprawdzie nieco inna od tej domowej, gdyż na tej łowieckiej tradycja dozwala opróżnienie paru butelek napoju procentowo rozgrzewającego. Ewentualnie, jeśli czasu w dzień starczy, to po zaniesieniu opłatka można trochę zapolować… Ale nie tak jak normalnie, po prostu chodzi o jedno pędzenie i zrobienie jednego miotu – symboliczne, pokot nie musi być liczny, to wcale nie chodzi o zabijanie zwierząt. Znaczy, nie potrafimy się powstrzymać, aby w czasie okołoświątecznym do zwierząt nie postrzelać choć trochę, ale to nie tak…! To przecież tradycja i zwyczaj! Czy dla zwierząt stres i rwetes będą miały wymiar „symboliczny”? No nie, będą jak najbardziej realne i odczuwalne dla mieszkańców lasu. Jakby mało zwierząt, np. karpi, zginęło w te dni na potrzeby człowieka.

15622328_1171014496352557_1449681242750368646_n
Myśliwska wigilijna kolacja – zwyczaje podobne jak na niektórych polowaniach z obowiązkowym wyposażeniem. 

dscf7073-copy
Gratulacje, medale, farsa, „Król Polowania”. Tragiczna zabawa kosztem zwierząt. Ale na polowaniu wigilijnym o to nie chodzi ponoć. dscf7086-copy

W ten sposób mniej więcej próbował w mediach tłumaczyć się organizator wigilijnego polowania w Puszczy Zielonka, jeszcze przed naszym przyjazdem na przełomie 2014/2015 roku, kiedy to udało się wraz z grupą Poznaniacy Przeciw Myśliwym zablokować pierwsze takie polowanie w Wielkopolsce. Mimo górnolotnych tłumaczeń, nie spotkaliśmy myśliwych ani niosących sianko, ani z opłatkiem. Za to rozpoczęto dość obfitą strzelaninę. Myśliwi z aktywistami na karku próbowali przeprowadzić polowanie w coraz to nowych miejscach, próbując nas zgubić. Kilka zwierząt ustrzelili, pokazując nam potem ułożone trupy na zdjęciach, dowcipkując i szydząc. A zatem nie chodziło o łagodne spędzenie czasu z kolegami, ani wyrażenie szacunku zwierzętom. Czasem warto po prostu na własne oczy zobaczyć kim są ci ludzie i jak ich dęte frazesowate pustosłowa mają się do rzeczywistości. Z pełną relacją tamtych wydarzeń, można zapoznać się tutaj:

Przeciw polowaniu wigilijnemu – Sukces aktywistów podczas blokady. 

Podobne masakry pod hasłem wigilijnej farsy odbywają się licznie w wielu kołach na terenie polski. Doprawdy ciężko napotkać zdjęcia tych mitycznych myśliwych brnących z opłatkiem, za to pod hasłem „polowanie wigilijne” trafiamy w sieci na takie oto fotki:

dscf7051-copy

4

dsc00926_jpg
Coś tam, no symbolicznie żeśmy sobie ustrzelili. Niektórych poniosło, to wygarnęli więcej. Ale to nie chodzi o to! Ważne, że opłatek jest w paśniku…

Jak piszą myśliwi na swoich stronach, przy czym podobno nie chodzi tu o zabijanie zwierząt:

Wigilijne polowanie to jedna z piękniejszych tradycji myśliwskich, a zarazem jedno z najbardziej uroczystych wydarzeń. Polowanie to wiąże się nie tylko ze spotkaniem myśliwych, lecz także z kultywowaniem pięknej tradycji dzielenia się opłatkiem, nie tylko przez brać myśliwską między sobą, ale także ze zwierzyną, poprzez zaniesienia opłatka do paśników.

Wigilia to najlepszy czas na polowanie nie tylko ze względu na uroczysty charakter tego dnia, ale także ze względu na sprzyjające zimowe warunki atmosferyczne. Mrozy i śnieg pozwalają na łatwiejsze znalezienie śladów zwierząt, a zimą zwierzyna magazynuje tłuszcz, co czyni z niej lepszy obiekt polowań. Niestety tegoroczna aura nie sprzyjała myśliwym, brak mrozu i śniegu znacznie utrudniał tropienie i wypłaszanie zwierzyny. Dobrym, niepisanym zwyczajem polowania wigilijnego jest, aby w tym dniu większość zwierzyny uszła nie strzelona. – czytam na stronie jednego z kół łowieckich.

Źródło: http://szarak.malkinia.pl/index.php/informacje-i-komunikaty/84-polowanie-wigilijne

I znów dezorientacja, tu mówią tak, tam co innego…No, ale myśliwi nie od dziś mają problem z ustaleniem jednej wersji odnośnie swojego przekazu. Aura nie sprzyja, nie można tropić i prześladować. Co za pech! Znaczy, kiedy sytuacja tego wymaga śpiewamy tak, a co do reszty wszyscy wiemy jak jest koledzy… W mediach trzeba mówić tak, aby „nie zrobili z nas psychopatów”.

cimg0837
Świąteczne uzupełnianie paśników. Pytanie jak zwierzęta mają potem mieć dystans wobec człowieka, skoro miejsce zostaje przesiąknięte zapachem tylu ludzi? Toteż potem się nie boją, za co płacą najwyższą cenę. Inne omijając podejrzane miejsce, wybierają pola rolnicze i śródpolne zagajniki. Wtedy można mówić, że „zwierzyna wchodzi w szkodę” i bredzić o ochronie upraw. 

Na innej stronie jest jeszcze ciekawiej i straszniej:

Na ogół polowanie kończy się, gdy liczba upolowanej zwierzyny zrówna się z liczbą strzelb. Obowiązkowe ognisko kończy się wzajemnymi życzeniami, a niekiedy wzajemnymi przeprosinami i pojednaniem, jeżeli wśród kolegów występują jakieś problemy. Obowiązkiem każdego myśliwego jest udanie się do paśników, aby wyłożyć karmę dla zwierzyny. Każdy myśliwy pragnie w tym dniu coś upolować, bo da mu to szczęście w przyszłym sezonie….

Dwadzieścia lat temu, kiedy powoli zaczynałem moją myśliwską przygodę, jeden ze starszych kolegów myśliwych ciężko zachorował na nieuleczalną chorobę. Odbywało się akurat polowanie wigilijne, w którym ostatnie pędzenie na zające wypadło na polach w pobliżu domu tego kolegi. Kolega Łowczy naszego Koła zaproponował mi, abym zrezygnował z tej końcówki polowania i poszedł z nim odwiedzić chorego. Oczywiście zgodziłem się i poszliśmy w odwiedziny. Przywitał nas człowiek kompletnie zniszczony przez chorobę, zrezygnowany i przygnębiony. Po chwili pocieszającej rozmowy zauważyłem przez okno, że do jego małego sadu koledzy, którzy w tym czasie polowali, podgonili zająca. Nie zastanawiając się wiele, otworzyłem okno i wspólnymi siłami z chorym oddaliśmy strzał z mojej broni. Złamałem wówczas wiele zasad i praw. W zamian za to zobaczyłem oczy z myśliwskim błyskiem i niebywały przypływ sił witalnych. Gdy emocje minęły, nasz kolega spokojnym już głosem powiedział, że jeszcze nie czas i zaprosił nas na następną Wigilię. Niestety, w kilka tygodni później salwą honorową otworzyliśmy mu bramy do Krainy Wiecznych Łowów. A ja do dzisiaj pamiętam pełne nadziei oczy myśliwego, który wąchał łuskę ostatniego wystrzelonego naboju. Czy postąpiłem słusznie? Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Wiem, że bez wahania zrobiłbym to samo, nawet pod groźbą utraty prawa do polowania.

Źródło: http://www.magazynpolonia.com/artykul/tradycje-zwyczaje,polowanie-hubertowskie-i-wigilijne,4e09fc53c9fbb

Na szczęście tekst kończy się w tym miejscu i dobrze – bo mam ogromną ochotę zwymiotować. Starszy schorowany człowiek, ostatkiem sił wydobywa z siebie radość i doznaje szczęścia, kiedy jeszcze może coś zabić… To jest tak obrzydliwe, że brak mi słów. I w dodatku myśliwy przyznając się do złamania prawa, deklaruje, że bez wahania zrobiłby to znów. Czy poniósł jakieś konsekwencje? Nie, opis widnieje dumnie w sieci, wraz z historią. Wzruszającą, tak… Ale to my „pomawiamy, szkalujemy i oczerniamy”. Dlatego pozostaniemy przy cytowaniu, jak dotąd.

5338-polowanie-wigilijne-20122015-6

A po wszystkim, tym całym spustoszeniu, hałasie, dewastacji, obłudnej farsie zasiądą do kolacji życząc sobie… pewnie kolejnych udanych krwawych masakr, obfitych pokotów, żeby święty Hubert zdarzył… Ktoś tam może pożyczy rykoszetu z zazdrości. Najpierw opłatek do paśnika, a po zakrapianej wigilii na Pasterkę…

Gdyby zwierzęta leśne mogły przemówić w ten jeden dzień ludzkim głosem, z pewnością powiedziałyby: Dajcie nam choć w ten jeden dzień w roku spokój, z waszymi tradycjami! I sami sobie zeżryjcie ten opłatek!

7

Myśliwi na potrzeby propagandy znowu koloryzują i upiększają nam rzeczywistość.

Chyba myśliwi przyzwyczaili już każdego z nas do tego że upiększają i koloryzują nam rzeczywistość i to tak bardzo, że nie tylko krew stała się farbą. Ale czy to co mówią nam myśliwi, zawsze jest tak piękne jak nam opowiadają? Lobby myśliwskie wciąż nie potrafi się podnieść i skutecznie walczyć o swój interes. Z marnych 20-40 godzin prac w legendarnych łowiskach nagle zrobiło się 200, a to wszystko na potrzeby propagandy z filmu Druga strona łowiectwa. Celem myśliwych nie jest żadna pomoc (a tym bardziej jakaś ciężka społeczna praca), która jak się widać okazuje jest jedną wielką iluzją i mistyfikacją. Celem myśliwych jest głównie zabijanie zwierząt. Czerpanie z tego korzyści, również profitów finansowych, i to wszystko poza jakąkolwiek niezależną kontrolą państwa.

Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 19-58-09Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 20-01-27Źródło: http://łowiecki.pl/dziennik/forum/printer.php?f=15&i=20711&t=20711

Całkowicie uzasadniona krytyka opinii publicznej powoduje, że Polski Związek Łowiecki chce ją przekonać do siebie, tak jak w spocie filmowym Druga strona łowiectwa. W nim wmawia się wszystkim jak to bardzo myśliwi są potrzebni i ciężko pracują, wykonując społeczną pracę dla społeczeństwa i leśnych zwierząt. No tak, ileż to razy słyszeliśmy te teksty, że polowanie to tylko 10-15% procent gospodarki łowieckiej? A pozostałe rzeczy to przecież ciężka praca w łowisku? Nie da się ukryć. Wszyscy regularnie i to dość często widujemy myśliwych ciężko pracujących w pocie czoła na poletkach łowieckich i łąkach śródleśnych 😂. Nie da się ukryć, że myśliwy spotkany z kosą lub szpadlem to przecież bardziej powszechny widok niż taki spotkany ze sztucerem ☺. Nie wiem czy wiecie, ale właśnie łąki śródleśne wymagają częstych zabiegów agrotechnicznych, koszenia, nawożenia i prac melioracyjnych, a nawet częstego regulowania stosunków wodnych. No tak, również wszystkie tereny i całe pasy np. pod słupami wysokiego napięcia w całej Polsce – to właśnie te miejsca, w których rosną całe połacie soczystej kończyny. No bo przecież bez bezinteresownej pomocy myśliwych wszystkie zwierzęta poumierają nam z głodu lub wyrządzą szkody łowieckie. Idźcie sobie do pierwszego większego lasu i zobaczcie jak wyglądają łąki.

Każde zdanie jakie wypowiedziano w tym spocie jest dyskusyjne. Ale najbardziej przykuwa moją uwagę właśnie te rzekome 200 godzin. Kilka kliknięć myszką, szperania w sieci i okazuje się, że jednka sprawy nie wyglądają aż tak różowo jak myśliwi by chcieli. Będziemy uprzejmi i omińmy już nawet to, że przecież z tego co każdy może się doszukać na stronach kół łowieckich. Osoby posiadające stanowsika funkcyjne w PZŁ oraz osoby starsze z reguły i tak są zwalniane z wykonywania wszystkich prac. To poza tym wszystkim o ile pozostali myśliwi, jak widnieje w dokumentach, które są wszystkim ogólnodostępne w sieci. Nie tyle co pracują mniej niż podaje spot tutaj (od 01:38):

to i tak mają jeszcze pełną możliwość całkowitego uchylania się od prac, a potem podawania nam liczb nie mających nic wspólnego z rzeczywistością.

PrzechwytywanieŹródło: http://www.lowiecki.pl/dziennik/forum.php?f=21&t=81742&numer=2882

A na czym polega ten cały dość powszechny proceder i powstawanie rzekomych godzin których myśliwi fizycznie i tak nie przepracują? Cała ilość i suma godzin jest ściśle i z góry co roku ustalana w kołach łowieckich przez tzw. Walne Zgromadzenie w skrócie WZ. I właśnie dla tych którzy chcą unikać prac, przewidziano tzw. wartość jednej roboczogodziny. I z reguły ta wspomniana wartość roboczogodziny waha się między 10 a 20 zł. Co to dokładniej w praktyce oznacza? Jeżeli przykładowo pani Diana Piotrowska należy do koła łowieckiego, w którym na podstawie uchwały WZ uchwalono, że każdy członek koła musi w danym roku gospodarczym przepracować 20 godzin – to w sytuacji gdy wartość jednej roboczogodziny wynosi np. 10zł. Wystarczy, że pani Diana wpłaci 2000 zł i jest to po prostu z automatu traktowane tak jak przepracowane 200 godzin. Proste :)?

Prace na rzecz koĹ‚a 2017-11-08 23-48-29Źródło: http://wkl280.pl/uchwaly/uchwala-nadzwyczajnego-walnego-zgromadzenia-czlonkow-wkl-nr-280-labedz-z-dnia-03-06-2017-r/

Walne Zgromadzenie Członków Koła Łowieckiego „Dzik” w SłońskuŹródło: http://dzikslonsk.pl/?p=915

Prace na rzecz koła 2017-11-08 23-19-50Źródło: http://13slonka.pl/wp-content/uploads/2016/04/UCHWALA_2015.pdf

Poza tym WZ każdego koła łowieckiego ma również tutaj wolną rękę i to od jego dobrej woli zależy, jaką w danym roku gospodarczym ustali wartość roboczogodziny. Ile przydzieli ich członkom danego koła. I czy tylko rzecznicy dyscyplinarni, sędziowie sądów łowieckich i dani członkowie komisji-rewizyjnych zostaną zwolnieni z obowiązku pracy czy zwolnieni zostaną również pozostali członkowie koła.

Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 23-53-08Źródło: http://kalwerktools.home.pl/huntertools/data/documents/poradnik_prawny_lowiectwo.pdf

Zatem iluzją jest informacja jaką podano nam w spocie, iż w ubiegłym roku myśliwi przepracowali społecznie ponad 3 000 000 godzin, czyli na każdego przypadało 200 godzin pracy, nad zagospodarowaniem obwodów i ochroną przyrody.

Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 20-06-17Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 20-08-15Źródło: http://łowiecki.pl/dziennik/forum/printer.php?f=15&i=20711&t=20711

A jeżeli chodzi o prowadzenie dokumentacji łowieckiej, która opiera się tak naprawdę na zasadach dobrej woli, która również jest związana z wykonywanie prac gospodarczych, to jeszcze nie raz wam opowiem. Ale może to w następnym poście…

Snowden

Myśliwi strzelają do zwierząt nawet przy wodopoju.

Nasza praca na NPRM to nie tylko publikacje i artykuły, ale też wieści z myśliwskich łowisk i obwodów. Zamieszczamy zdjęcia wykonane w terenie monitorując, często niezgodną z prawem lub sprzeczną z etyką działalność myśliwych. Na bieżąco znajdziecie wszystko w zakładce Nasze Akcje. Dobra wieść jest taka, że może to robić tak samo każdy z Państwa podczas zwykłego spaceru. Ostatnio myśliwi tworzą mnóstwo obrazków mających pokazywać jak to w pocie czoła i bezinteresownie zajmują się pomocą zwierzętom, a to paśniki uzupełniają, dokarmiają, lizawki robią, latem w upał wodę w beczkach noszą na plecach do lasu 🙂
Wnyki zbierają, uwalniają zaplątane zwierzęta. A my tylko zamieszczamy to co napotkamy – w sieci, lub w przyrodzie. Tym razem jednak myśliwi przeszli samych siebie i aż zatkało mnie, gdy zobaczyłem to co na zdjęciach.

22547731_486410531727101_1624269914_n
Finezja, wyrachowanie, no i po prostu – fantazja łowiecka i etyka w praktyce.

Mozaikowy teren na obszarze jednego z parków krajobrazowych przy którym mieszkam, obszar Natura 2000. Mieszane lasy, otoczone polami, łąkami, torfiskami, bagienkami z nieodzownymi trzcinowiskami. Bardzo ciekawy ”teren łowiecki” i ”zasobne łowisko”. Są sarny, jelenie, dziki, lisy, jenoty, borsuki, zające, króliki, gęsi, bażanty. Nic, tylko strzelać…Pytanie jak i czy ”w zgodzie z etyką i zasadami”.

Pod jedną z ambon myśliwi urządzili prowizoryczny wodopój dla zwierząt. Z takim łagodnym zejściem, przepisowo, jak podręczniki łowieckie zalecają. Tworzenie takich miejsc wpisuje się w obowiązki myśliwego, jak możemy przeczytać w rozmaitych publikacjach na ten temat, ma to być ‘’poprawa warunków bytowania zwierzyny’’. A niech tam się zwierzyna napije tej deszczówki z pestycydami, wokół suche pola… Wcześniej nic takiego tam nie było. Tak zupełnie oczywiście przypadkiem, powstało tuż obok ambony. Można, by łyknąć standardową bajkę o celach obserwacyjnych, gdyby nie fakt, że dokładnie w tym samym miejscu postanowili nęcić zwierzęta przy użyciu buraków i kukurydzy. Pamiętam, kiedyś udostępniliśmy podobne zdjęcie przesłane przez czytelnika, to był kwik, że żaden ‘’etyczny myśliwy’’ nie będzie strzelał do zwierząt w miejscu gdzie piją.

22635113_486410541727100_1748414746_n
To z pewnością do obserwowania zwierzątek przy piciu. Bo przecież łowiectwo, jak to nam mówią, to nie tylko strzelanie i zabijanie. Aby zrobić piękniejsze ujęcia pijących zwierzątek, myśliwy użył kukurydzy i buraczków, żeby zostały chwilę dłużej. Na wieczność…

A tym miejscu sobie teraz piją (mnóstwo śladów wokół). No, ale skoro można do jedzących zwierząt przy nęcisku, to czemu nie przy piciu? Co za różnica… Skala zwyrodnialstwa przeraża, kiedy uświadomimy sobie, jak pseudomyśliwy celuje do pijącej sarny czy taplającego się dzika… To przekracza wszystko, cośmy dotychczas widzieli w terenie. Zwierzęta przyszły ufne, napiły się z przygotowanego miejsca, chwyciły przynętę, skubnęły kukurydzy i buraka…Prawdopodobnie otrzymały ostatnią śmiertelną nauczkę za swą niefrasobliwość. A uśmiechnięty myśliwy w ambonie…”Święty Hubert zdarzył” – teraz pora na pamiątkowe zdjęcie z gałązką w pysku. W trawie obok walają się odrzucone resztki rozwalonych zwierząt. Pewnie pozostawione aby rozkładały się i śmierdziały, żeby przywabić lisy, kuny, jenoty borsuki, czy dziki. Żeby jeszcze więcej postrzelać… Jak widać, tak się właśnie poluje ‘’w zgodzie z etyką i zasadami’’. Pewnie jakoś sobie to tłumaczą. A to trzeba wykonać plan, a to pole rolnika chroni, a to, że ‘’zwierzę zawsze ma szansę’’. W tamtym miejscu zwierzęta mają co pić. Przez pola biegną rowy, o każdej porze roku wypełnione wodą. Ale mocno zakrzaczone, dające schronienie. Niewygodne do strzału…’’Już wiem! Stwórzmy wodopój dla zwierząt, ale taki, żeby była dobra widoczność, tuż przy ambonie. Przywabmy zwierzęta pokarmem. A na fb opowiadajmy jaką to łowiectwo jest pasją, o której ludzie nie mają pojęcia i jak bardzo nas nie rozumieją. Wstawi się zdjęcie jak niesiemy siano do paśnika, albo uwalniamy jelenia zaplątanego w siatkę’’. I tak to chyba właśnie wygląda. Upadek nie tylko łowiectwa, etyki od dawna. Te gnijące nęciska są widocznym symbolem właśnie gnicia zasad, zepsucia i upadku moralności u myśliwych. Na ”usprawiedliwienie” można jedynie tu dodać, że myśliwi borykają się obecnie z narzuconym odgórnie odstrzałem dużej liczby dzików w związku z ASF, który muszą wykonać, gdyż boją się likwidacji kół. Odnośnie etyki myśliwskiej opublikowaliśmy już dwa wpisy dokumentujące podejście części społeczności łowieckiej wobec co do jej przestrzegania w praktyce:

Przewodnik po etyce myśliwskiej.

Strzelanie do ciężarnych, karmiących loch oraz warchlaków.

22538281_486410605060427_993784280_n
Zwierzęta przyszły ufne. Napiły się, zjadły.Chwyciły przynętę zastawioną przez myśliwego / pseudomyśliwego / kłusownika. Za łakomstwo prawdopodobnie zapłaciły najwyższą cenę. Obok w trawie znajdywały się resztki po zwierzęcia po strzale, i prawdopodobnie kawałek sarniej tuszy. Przy nęcisku widzimy tropy sarny, która skusiła się na ostatni posiłek. Kawałek padliny widoczny w trawie, także przypomina sarnę. A przecież na nęcisku nie wolno strzelać do zwierzyny płowej… Być może myśliwy ”pomylił” sarnę z dzikiem, a zauważywszy swoja pomyłkę, nie mając ważnego odstrzału i nie mogąc zabrać tuszy, poćwiartował i rozrzucił kawałki obok, aby postrzelać do drapieżników. W końcu, tego co oni robią na polowaniach indywidualnych nikt przecież nie kontroluje.

22547825_486433905058097_712911092_n

22554675_486433835058104_1407231016_n

Co jeszcze ciekawego do tej sytuacji? To jest to samo miejsce, które pokazywaliśmy już w ubiegłym roku, choć w innym kontekście. Na tamtych zdjęciach zobaczyć mogliśmy tą samą ambonę, z umiejscowionym nieopodal podsypem dla bażantów. Choć temat budzi kontrowersje i szyderczy śmiech wśród myśliwych, takie praktyki jak strzelanie do ptaków siedzących przy podsypie opisali na forum dziennika łowieckiego, jako standardową praktykę jednego z kół. Z tematem i zamieszczonymi materiałami można zapoznać się poniżej:

Myśliwska etyka i praca w łowisku – strzelanie do bażantów przy podsypach.

Zresztą w kraju, gdzie Minister Łowiectwa strzela do bażantów wypuszczanych z klatek, nie zdziwi nic. Dziś ten podsyp, całkowicie zarośnięty krzakami, nie interesuje już myśliwego. Znalazł sobie inną zabawę. I jest coraz bardziej pomysłowy, tudzież wyrafinowany w szlifowaniu kolejnych porąbanych praktyk. Jak widać nadal poluje i ma się dobrze – tylko co na to koledzy z koła? Jakiś czas temu pokazywaliśmy też biały parawan na nęcisku, który miał za zadanie pomóc myśliwemu lepiej widzieć sylwetkę zwierzęcia na białym tle, i wygodnie strzelić. No, ale teraz mają noktowizory. Temat na osobny post. Zdjęcia i opis leśnego parawanu można zobaczyć tutaj:

Po co myśliwemu parawan w lesie?

Aaa.. byłbym zapomniał. To z pewnością jakiś kłusownik. Etyczny myśliwy by się wstydził…Chciałoby się zrelaksować w lesie, odpocząć, powędrować. Ale doprawdy ciężko o dobry nastrój, kiedy natrafia się na takie znaleziska.
No cóż. Pewnie jeszcze nie raz przeczytamy, usłyszmy… tyle dobrego o łowiectwie. Myśliwi mogą pisać na swoich stronach o sobie co chcą. I u nas też. My będziemy ‘’patrzeć na ręce’’ skąpane we krwi, monitorować i publikować. Mamy też nadzieję, jak to mówią myśliwi, że to ”rzadkie, jednostkowe przypadki”, te sławne ”czarne owce”, które z pełną zawziętością są zwalczane przez etycznie polujących kolegów. Tak…

18581533_1370225959733573_8468024805085745836_n
A to już inna ambona przy wodopoju, nadesłana nam kiedyś przez czytelnika. Do tego lizawka, autor zdjęcia widział też obok nęcisko w innych porach roku. Pewnie to wszystko w celu obserwacji…A jak będą upały myśliwi zaczną wstawiać zdjęcia, jak to w baniakach noszą w lesie wodę zwierzętom do wysychających zbiorników. Następnie siedzą obok, i szczęśliwi patrzą jak zwierzątka sobie piją…Hej, legenda myśliwska.

22537968_486410748393746_332809911_n
Bardzo smutne, choć piękne miejsce. Zwierzęta w mroku wędrują między żerowiskami, a miejscami wypoczynku. Sarny, dziki, czasem jelenie. Padają ofiarą skrytobójcy, omamione podłymi sztuczkami. Chciałoby się zrelaksować w lesie, odpocząć, powędrować. Ale doprawdy ciężko o dobry nastrój, kiedy natrafia się na takie znaleziska.

Złe drapieżniki zjadają daniele! Czy może to wina myśliwych?

Co chwila pojawia się jakiś news pt. „Horror! Jakieś wielkie drapieżniki (zwykle wilki) zagryzły stado danieli z hodowli! Boże Jedyny, czekać na zjedzone dzieci!” Często w takich newsach pojawia się jakiś przedstawiciel PZŁ mówiący coś w stylu „OK, dobrze, że wilki są, ale uważajcie ludziska”. Z jednym takich newsów było zdanie „Należy jednak uważać, gdyż według myśliwych, zwierzęta te coraz mniej boją się ludzi”. Patrząc na ostatnie zdarzenia, szczególnie na śmiesznie niski wyrok dla myśliwego, który zabił człowieka, biorąc go za dzika (https://www.tvn24.pl/wroclaw,44/myslal-ze-strzela-do-dzika-zabil-czlowieka-mysliwy-uslyszal-wyrok,782057.html), trzeba na co innego uważać :P.

Wracając do meritum – myśliwi na widok szkód w hodowlach wrzeszczą, że to na pewno robota wilków. Szczególnie jak te osiedliły się w okolicy. Nie dotrze do nich, że równie dobrze to mogły być psy. Kiedy we wrześniu ubiegłego roku pod Szubinem zagryzione zostały daniele z hodowli. I jak pisano w tamtejszych mediach:

Policjanci zastali na miejscu także lekarza weterynarii i przedstawiciela koła łowieckiego, które działa w okolicy – mówi mł. asp. Justyna Andrzejewska, oficer prasowy policji w Nakle n. Not. – Orzekli oni, że zwierzęta zagryzione zostały przez wilki.

Źródło: http://www.expressbydgoski.pl/112/a/wilki-zagryzly-stado-danieli-pod-szubinem-zdjecia,10798584/

Oczywiście, myśliwi wielcy eksperci, bo chodzą codziennie do lasu i wiedzą lepiej niż jakiś tam naukowiec siedzący tylko za biurkiem. A, że często bywa tak, że wiedza przyrodnicza u naszych łowczych bywa na żenującym poziomie i mieliby problem z odróżnieniem np. poszczególnych ptaków łownych? Oraz znajomość nt. wilków zwykle wolą czerpać z nieaktualnej wiedzy przyrodniczej sprzed wieków.

wilkdaniel0

No i nie muszę mówić, że myśliwym jest bardzo na rękę straszenie wilkami nieuświadomionych ludźmi, bo wtedy łatwiej będzie przeforsować wpisanie ich na listę gatunków łownych. Ostatnio tak było w Borui Kościelnej pod Nowym Przemyślem, gdy głoszono, że to wilki szabrowały zagrodę z danielami, muflonami i owcami, a jak wykazała ekspertyza – to była sprawka psów. Chociaż zwykle także i tu myśliwi się pieklą i starają te przypadki rozbuchać do maksimum i nakręcać ludzi w psychozie (http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,21508308,rzez-danieli-w-wielkopolsce-wilki-jednak-niewinne-sledztwo.html?disableRedirects=true).

wilkzagryz
Zjedzone przez wilki truchło daniela. Myśliwi lubią pokazywać takie sceny, by wzbudzać strach u ludzi, pomimo, że takie sceny są normalne w świecie przyrody. 

mysliwyoskorowa
A gdy ktoś pokaże zwłoki zwierzęcia podczas myśliwskiego skórowania/patroszenia/odcinania kończyn? Wtedy myśliwi krzykną coś o bambizmie i kotletach na drzewach 😛

Jest to o tyle bardziej nie fair wobec drapieżników, ponieważ zwierzę w ogrodzonej zagrodzie nie ma szans uciec, ani się obronić. A każdy drapieżnik jako oportunista mając do wyboru wolno biegającą ofiarę majacą większe szanse na przeżycie oraz ofiarę na uwięzi i mniej przystosowaną do życia na dzikim terenie, wybierze opcję drugą, szczególnie jeśli hodowla nie jest zabezpieczona. Jak np. piszą w broszurze Pomorskiego Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Lubanie pt. Szkody w uprawach rolnych wyrządzane przez zwierzęta a kształtowanie bioróżnorodności krajobrazu wilcze watahy mając w pobliżu słabo zabezpieczone zagrody, nauczą się, że tak jest, to będą je atakować, nawet jeśli naturalnej zwierzyny będzie w bród. I w interesie hodowców jest stawianie lepszych zabezpieczeń, które zniechęcą drapieżnika do darmowej stołówki, a zachęcą do męczenia się w gonitwie za zwierzyną łowną w naturze. Z braku lepszej alternatywy.

Screenshot - 2017-10-15 , 14_49_1214-10-06
Myśliwy goniący daniele w nadziei, że uda się pozyskać pożywienie dla rodziny. A i nie ma pewności, że osiagnie swój cel. Poniżej duet jakichś leni idących na łatwiznę.      

O hodowlanych danielach jeszcze wspomnę, a teraz skupię się na zwierzętach w stanie wolnym. Żeby wilk gonił za zwierzyną łowną też nie pasuje myśliwym. Wtedy jest bambistyczny płacz, że zarżnięta zwierzyna płowa, w tym daniel. Że koła łowieckie ponoszą straty i nie ma na odszkodowania. Ale zaraz, odszkodowanie obejmują tylko dzika oraz zwierzynę płową. A wilk poprzez zabijanie zwierzyny płowej przeciwdziała szkodom łowieckim – co za tym idzie, koła łowieckie mniej wydają na odszkodowania dla rolników. A daniele mogą powodować szkody w uprawach, nawet większe od jeleni i sarni, ponieważ chętnie wychodzą na żer w pole, wydeptując przy okazji uprawy, szczególnie jeśli ma się do czynienia z dużą liczebnością. Także mogą być utrapieniem w sadach, bo lubią wszelkie owoce leśne, a w okresie wiosenno-letnim żywią się jabłonią czy gruszą. No, ale co obchodzi to myśliwych? Ważniejsza jest przyjemność z zadawaniu śmierci, zresztą zawsze będzie wymówka do ratowania rolników i sadowników przed danielą apokalipsą.

wilkdaniel2

Jak dalej jesteśmy przy danielach, to często na myśliwskich forach i grupach facebookowych jest narzekanie, że jak pojawiły się wilki, to nie ma już tyle zwierzyny, a w przypadku daniela to populacja zawsze jest wybijana do cna.

wilkdaniel1

wilkdaniel-1.png

Jak zwykle takie straszenie można włożyć między bajki, a często obserwacje te opierają się na sytuacjach wyrwanych z kontekstu, nie biorąc po uwagę innych czynników czysto antropogenicznych, obnażając niski stan wiedzy (np. te „większe” szkody w młodnikach spowodowane przez obecność wilków następują przy ich nagłym pojawieniu się i zmniejszają, gdy wilki osiedlają się na dobre, a ich ofiary przyzwyczajają się).

Zwłaszcza z tym wymieraniem całych chmar danieli. Czy aby na pewno to dowód na szkodliwość wilka? Nie, jeśli ktoś ma pojęcie o biologii daniela.

wilkdaniel3wilkdanieleeewilkmysliwydaniel

W górnym plejstocenie daniel występował na terenie niemal całej Europy, ale ostatnie zlodowacenie ograniczyło jego zasięg do części krajów śródziemnomorskich. Z tego względu to gatunek preferujący niewielkie kompleksy leśne o znacznej ilości łąk i pól (byle nie podmokłych!). Mimo swej ruchliwości niechętnie wędruje i trzyma się swych ostoi. M.in. dlatego najpierw w Europie był wsiedlany (de facto nieświadomie reintrodukowany) jako zwierzę parkowe.

Wilk z kolei potrzebuje rozległych terenów i lubi duże tereny leśne, zwłaszcza jeśli mają bagienne siedliska. Podobnie ma się z rysiem, który również nie pogardzi danielim mięsem –  potrzebne mu rozległe, zwarte lasy pełne wykrotów i gęstego podszytu. Wymagania środowiskowe obu tych drapieżników są odwrotne niż u danieli. Jak jeszcze weźmie się pod uwagę, że daniel w Polsce ma umiarkowaną liczebność i często ma pochodzenie hodowlane, to nie ma się co dziwić, czemu populacje wilka/rysia i daniela średnio ze sobą koegzystują.

To podobnie jak wsiedlanie bażantów, które jako gatunek obcy nie są przystosowane do polskich warunków (plus jeszcze te z hodowli mają niemal zerową przeżywalność!) i potem krzyk, że lisy oraz ptaki szponiaste i krukowate mają szwedzki stół.

danielwsiedla (1)danielwsiedla (2)

Padło słowo „wsiedlany”. I tak wracam do hodowli danieli i ich głównego celu. Jak pisze agronews:

Wiele zalet hodowli danieli spowodowało, że interesuje się nią coraz więcej osób. Jest mało pracochłonna, nie wymaga wysokich nakładów finansowych, może być opłacalna, a rosnące zainteresowanie dziczyzną zapewnia zbyt żywca. Z danieli pozyskuje się nie tylko mięso, ale również poroże i skóry, na które także jest popyt. Taka hodowla jest też atrakcyjna, sprzyja rozwojowi agroturystyki i turystyki wiejskiej.

Źródło: http://www.agronews.com.pl/pl/5,20,1517,a_moze_daniele.html

Właśnie, dziczyzna, poroże i skóra. Jak domyślasz się czytelniku, myśliwi także zainteresowani są takimi hodowlami. I dlatego myśliwym jest tak żal hodowlanych danieli i są wściekli na duże drapieżniki. Przecież nie trzymają tych zwierząt po to, żeby je podziwiać, tylko by mieć „bogate łowisko”, wypuścić je i zapolować. O to rozbija się cała gorycz. Oprócz konkretnej straty finansowej z wpłaty od dewizowca, ileś sztuk mniej do upolowania. To okropne, ale to są właśnie pobudki tych ludzi.

danielwsiedlany0danielwsiedlany1danielmartwydanieltrofea

Myśliwi wprowadzają daniele na tereny łowieckie z powodu niewielkich wymagań środowiskowych i wysokiej produktywności populacji, często także do małych kompleksów leśnych, które nie nadają się do hodowli jelenia szlachetnego lub tam gdzie tego jelenia jest niedostatek. Jak przy tym jesteśmy, to daniel nie jest lubiany przez inne jeleniowate, ponieważ z powodu swej ruchliwości stale je niepokoi i zmusza je do opuszczenia bądź unikania terenów, gdzie są ogromne ilości danieli. Kolejna zasługa myśliwych w ochronę przyrody, którzy robią dla niej więcej niż ekolodzy siedzący za komputerem :P. W tej perspektywie wilk, wcinając daniele, staje się także sojusznikiem jeleni i saren dziękujących za pozbycie irytującego sąsiada ;).

wilkdaniel4wilkdanielmysliwydaniel

No, ale co to obchodzi myśliwych? Zniszczone pola rolników? Inne jeleniowate, które idą gdzie indziej, np. pod domostwa ludzkie, byle dalej od niechcianego lokatora? Nieważne. Ważniejsza realizacja „racjonalnej gospodarki łowieckiej” i pokazowe ratowanie ludzi przed jej zgubnymi skutkami. Ale jak taki wilk bądź ryś zechce przeszkodzić w tejże gospodarce i skuteczniej wyleczyć te zgubne skutki – wielka chryja i próba przekonania, że duży drapieżnik jest tym złym i dla dobra ekosystemu najlepiej wybić do garstki osobników. Kiedy to zwykle bywa na odwrót.

Warto też przypomnieć tutaj wszystkie niedomówienia odnośnie danieli oraz motywy dla których są hodowane. I oczywiście, jak już nikogo tutaj nie zdziwi zabijanie tych zwierząt zbiega się rozpoczęciem ich okresu godowego – bekowiska. PZŁ oczywiście wspiera takie ordynarne wobec zwierząt praktyki. Pisaliśmy o tym w tym artykule:

Polowania na daniele – myśliwi zabijają w okresie godowym.

 

Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

Co to jest Syndrom Bambi? Biorąc udział w dyskusjach na temat łowiectwa z myśliwymi, na pewno spotkaliście się z użyciem tego określenia wobec siebie. Czynione jest to często wtedy ze śmiechem, szyderą – jakby celem dyskutanta było jak najmocniejsze upokorzenie rozmówcy. Ale zostawmy to.

19990106_1809477675730798_9069524971681557766_n

Pojęcie „Syndromu Bambiego” pojawiło się w amerykańskiej prasie łowieckiej w latach 70-tych ubiegłego wieku. W dużym uproszczeniu, oznacza ono idealizację świata przyrody, totalną nieznajomość praw nią rządzących i celowe im zaprzeczanie. No bo jakże to, te słodkie liski polują na inne zwierzęta, zabijają, rozszarpują, mordują, a nawet czasem bawią się ofiarą powodując przedłużenie jej agonii i cierpienia? Pojęcie zahacza też o nadawanie zwierzętom cech ludzkich, nadmiernej ich „humanizacji”.  No i tutaj właśnie mam zgrzyt, pewien dysonans poznawczy, ponieważ ilekroć zdarza nam się dyskutować z myśliwymi na naszej stronie, tak za każdym razem miewam wrażenie, iż to oni cierpią bardzo na ową jednostkę babizmu. Nawet śmiem twierdzić, że chorują nań od lat.

Jeśli sięgniemy do tak zwanej „starej literatury myśliwskiej” tych sławnych gawęd i opowieści, które wychowały i urobiły pokolenia myśliwych bez większego trudu dostrzeżemy już wtedy bardzo silne piętno bambizmu. W opowiadaniach choćby Tytusa Karpowicza w świecie łowiectwa i przyrody zwierzętom prawie zawsze towarzyszą odczucia, przeżycia i cechy charakteru stricte ludzkie. Lisy i dziki analizują, zastanawiają, się, kombinują, przeżywają wściekłość, gniew, strach, zadowolenie. Jelenie doświadczają tęsknoty i smutku, a nawet miłości. Przykłady można mnożyć. Czyżby wychowanie myśliwych na tej literaturze spowodowało, że mają oni problem z akceptacją podstawowych praw przyrody? Ciężko to stwierdzić. Część z nich odmawia zwierzętom przeżywania czegokolwiek, a inni tkwią szczęśliwi w idealnym świecie swych bambistycznych rojeń. Mimo to polują i próbują innych coś tam pouczać o przyrodzie.

12513598_591802767652759_7802672723799320244_o

Przykłady bambizmu u myśliwych.

Na stronie naszej często ścierają się w dyskusjach różne poglądy. I o ironio przejawy omawianego syndromu prawie zawsze dostrzegalne są po stronie polujących.Mogło by się wydawać, że piętno bambizmu jest udziałem głównie tych ”nawiedzonych zielonych” , co to bronią zwierzątek wszystkich. Tak przecież przy każdej okazji wmawiają myśliwi. Tymczasem żaden ze znanych mi ekologów, aktywistów, obrońców przyrody nie ma najmniejszego problemu z tym, że lis zjada mysz, zająca, czy bażanta. Wilk owcę, daniela, łanię lub zabije zdziczałego psa. Bocian zaskrońce, żaby, myszy czy młode zające i pisklęta. Ani z tym, że podczas srogiej zimy jedne zwierzęta padają z zimna i głodu, a inne padlinożerne cieszą się wtedy bardzo i najadają, nie cierpiąc z braku pokarmu.  Wszystko to dla nas normalne, oczywiste i w pełni akceptowalne. Tak działa natura. A jak to wygląda u myśliwych? Zastosujmy może zbliżone cytaty z toczonych dysput:

To jak, nie lepiej jak myśliwy zabije jednym strzałem sarnę, wolicie żeby rozszarpały ją wilki, obrońcy przyrody?

To nie lepiej zastrzelić, niż mają >męczyć się z głodu i umierać w męczarniach< ? 

A wy wiecie ile taki lis zajączków wyłapie – swoją drogą bzdura, wiemy nie od dziś, że udział diety lisa to w 70-90 % gryzonie, a różnica w rozwijanej przez oba zwierzęta prędkości sprawia, że dla lisa zając to siwy pył kurzący w polu.

Zresztą podstawowe działanie myśliwych takie jakim jest rzekome dokarmianie mające „pomagać zwierzętom przetrwać zimę” (ale tylko łownym i tym które się zjada) pokazuje jak daleko są oni od rozumienia zasad funkcjonowania natury. Czy choćby powoływanie się na zabijanie „starych i chorych” osobników, czego żaden z myśliwych praktycznie nie robi. Albo selekcję, służącą tylko zyskom z trofeistyki, co bardzo dalekie jest od działania mechanizmów natury. O tym jak szkodliwe dla zwierząt jest zimowe dokarmianie pisaliśmy już w tekście Mity Łowieckie.

Myśliwi bardzo często pomstują na każdego drapieżnika, ziejąc wręcz jadem i niezrozumieniem, z oczywistym postulatem aby tegoż drapieżnika wszelkimi sposobami eliminować, lub uczynić go łownym, jeśli nim nie jest, jak np. jastrząb gołębiarz. Ostatnio myśliwi dokonali zdumiewającego odkrycia. Otóż proszę Państwa – wilki upolowały dzika. Tą straszną nowiną epatowały wszystkie media łowieckie, starając się podsycić grozę i strach wobec drapieżników już czających się na te dzieci wracające z kościoła. Sytuację uratowały Trzy Świnki, na których wilki skupiły swoją uwagę, wracając w głąb lasu.

Podobny bulwers występuje zawsze, kiedy uda się odkryć resztki po biesiadzie wilczej, czy pióra po jastrzębim obiedzie. I ciężko tu stwierdzić, czy myśliwi rzeczywiście rżną głupa, czy nie mają pojęcia o funkcjonowaniu przyrody, czy też po prostu boleją nad stratą dziczyzny, trofeum, lub frajdy z polowania. Prawdopodobnie wszystko na raz. Albo też, „po ludzku” „szkoda im” biednego zająca, ”jelonka”, czy gołębia. W co ciężko uwierzyć, biorąc pod uwagę konkursy norowania, polowania zbiorowe, kaleczenie zwierząt, wypłaszanie z ostoi i dochodzenie postrzałków z psami. Czy szkolenie psów na żywych dzikach w zagrodach. Tego to już nie szkoda… bo wiąże się z własną korzyścią w postaci mięsa i emocji na polowaniu.   I jedynym co tu straszy jest fakt, że swoje wypaczone, bambistyczne, połączone z wyzyskiem pojmowanie przyrody próbują wtłaczać innym, z jednoczesnym zarzucaniem… bambizmu. To kuriozum pokazuje, że nie tylko nie mają oni pojęcia o funkcjonowaniu natury, ale i o definicji pojęcia którego tak szczodrze nadużywają. Jak zobaczycie na poniższych screenach, wypowiedzi myśliwych podpadające typowo pod ”Bambinizm”:

20631808_701052140090596_1588065801_n20614808_701052200090590_245990370_n
Logika myśliwych. Najpierw wypuszczajmy nieprzystosowane do życia w przyrodzie hodowlane bażanty, a następnie płacz, że drapieżniki używają sobie jak na wczasach. Pojęcie ”żalu i szkody” jest tu związane raczej z tym, że ów bażancik nie został upolowany śrutem. A jeśli myśliwy rzeczywiście ubolewa tu nad okrucieństwem, powinien wrócić do szkoły podstawowej, a najlepiej w ogóle nie wchodzić do lasu. Jeszcze zobaczy co strasznego i serduszko mu pęknie…

Ludzie z miasta.

Według definicji bambizmu, najczęściej zapadają nań ludzie mieszkających w większych skupiskach miejskich.  I znów mamy dopasowanie do myśliwych. Spore grono z nich mieszka w miastach i miasteczkach, swój jedyny kontakt z przyrodą realizując poprzez kilkukrotne uczestnictwo w ciągu roku na polowaniach zbiorowych, ewentualnie paru innych. Czasem jakieś dokarmianie, budowa ambony. Co taki człowiek może o przyrodzie wiedzieć, poza tym, ze trzeba „racjonalnie gospodarować, odstrzeliwać »szkodniki« i pomagać przetrwać zimę”? A, i jeszcze „ratować uprawy rolników”.  Potem mamy efekty jak na poniższych screenach:

20623543_701051026757374_1544493331_o
No cóż dla ekologów, obrońców przyrody i każdego antypaty łowiectwa nie jest zaskoczeniem to jak polują wilki. I kto tu jest bambistą?

 

20632735_701051016757375_625306437_n
Wilki zjadły wałęsające się psy. Cóż za strata dla środowiska :P. Ale zaraz, czy to nie myśliwi krzyczą najwięcej o psich szkodnikach, dając wyraz swoim mokrym pragnieniom strzelania do nich? Innym wyjaśnieniem jest bambizm…

 

20630160_701049016757575_752335609_o
Zaskoczenie…Tak, bociek wędrując po łące nie zjada samych żabek. Nawet nimi gardzi. Uwielbia za to myszy, zaskrońce, owady, i oczywiście wszelkie maleństwa zwierzęce takie jak młode zające lub pisklęta. Myśliwi odkrywają świat przyrody na nowo. A to mieszkanie w mieście… Chyba nie służy najlepiej. 

 

20662404_701042850091525_148092938_o
Piszmy petycje do ministra środowiska! Aby redukować „szkodniki”. Z pewnością to dla dobra zwierzyny drobnej i ptactwa łownego. Ten przypadek to klasyczna negacja, brak pogodzenia się z prawidłami funkcjonowania natury. Bo kto to słyszał aby drapieżniki miały polować… Przecież to myśliwy musi zastrzelić, wtedy jest OK.

 

20629252_701042870091523_937567138_o
Jak długo jeszcze będziemy hodować kuropatwy i bażanty dla bezwzględnych drapieżców?! Jak to, aby chroniony bezzasadnie morderca pastwił się na bezbronnych ptakach cały rok!? 😛 – BAMBIZM – LEVEL – POSTAĆ NIEULECZALNA. A dlaczego pozostałe ptaki nie cieszą się taką ochroną, już odpowiadamy. Przecież to nie ekolodzy upierają się przy tym, aby kuropatwa była łowną, wręcz odwrotnie. Bażant objęty całkowitą ochroną gatunkową? Droga wolna myśliwi. To wy nimi dysponujecie.

 

20623827_701045313424612_1563589899_n
Tak, i zagryzali schabowym, ubrani w skórzane buty. Pod ubojnie świnek też nie poszli ratować, hipokryci jedni. A pan sobie pobluzgał, nie zrobił nigdy nic dla tych zwierząt i jest mu lepiej.

 

20623544_701047156757761_1421716931_o
Oh, oh, a z lasu wybiegł Czerwony Kapturek ścigany przez wilki. A kierowca wstał i zaczął klaskać. 

Zdarza się też często w dysputach, że myśliwi wstawiają nam zdjęcia ogryzionych kości czy rozszarpanych zwierząt przez drapieżniki, próbują”brać na litość” z pytaniem: I co, nie szkoda wam?? To jest lepsze niż etyczne polowanie? Nie wiem w takich momentach, mam śmiać się czy płakać – no bo kto tu w końcu jest tym bambistą, który próbuje idealizować przyrodę i zaprzeczać jej prawom? Nie drodzy myśliwi – nie szkoda, gdyż nie mamy problemu z akceptacją tego jak dzieje się w naturze, drapieżnictwa i związanego z tym cierpienia ich ofiar. Tak było i będzie. I piszemy to jako weganie oraz wegetarianie.

Przykłady bambizmu wśród polujących można mnożyć i mnożyć. Na przykład bardzo często myśliwi zieją furią wobec bezpańskich wałęsających się psów i deklarują stale gotowość do wystrzelania ich wszystkich, ale kiedy ich własne kundle ganiają po lasach z nagonką, wypłaszają zwierzęta z ostoi, dziki z barłogów, szarpią i kąsają umierające – wtedy to już jest „polowanie w zgodzie z etyką i zasadami”. Bambizm z przerzutami na hipokryzję. Albo o ironio, kiedy takie psy padną ofiarą wilków, to też niedobrze i próbują wtedy myśliwi używać takich przypadków do zastraszania społeczeństwa, aby forsować przekonanie o konieczności polowań na wilki.
Albo hodowla i wsiedlanie zajęcy, kuropatw, bażantów do funkcjonujących już ekosystemów, tzw. „zasilanie łowiska” dla późniejszych polowań, a potem płacz kiedy lisy i jastrzębie używają sobie na nie znających życia ofiarach. Oczywiście winny wtedy jest „nadmiar drapieżników” które trzeba racjonalnie wystrzelać, aby w przyszłości myśliwy mógł sobie w spokoju na te parę zajęcy zapolować. To już nawet nie bambizm, a szaleństwo znane szerzej jako „racjonalna gospodarka łowiecka”.

O psach można przeczytać tutaj: 
Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją. 

W urojonym świecie myśliwych humanizacji podlegają nie tylko zwierzęta, ale też rośliny. Ileż to razy mogliśmy przeczytać mądrości w stylu: „Ta sałata umarła, abyś mógł żyć!” albo o zabijaniu trawy? Choroba widać postępuje.

19884528_10156036710035839_6438693843400247420_n

Swoją drogą – jeśli tej zwierzyny jest rzeczywiście tak dużo jak głoszą myśliwi, no to powinni bardzo cieszyć się z tego co robią wilki, lisy, szakale, ptaki drapieżne czy zdziczałe psy. Wszak naturalni sprzymierzeńcy pomagający opanować plagę, a myśliwy może w spokoju popijać z flaszki na ambonie, ciesząc się obcowaniem z naturą. Ale nie, zabić muszą tylko oni i tylko to się liczy. Do tego strata dziczyzny i kasy, no bo jak że to, myśliwy haruje w łowisku, hoduje, „dba i dokarmia”, inwestuje, a tu jakieś wilki potrzebują 5 kg mięsa dziennie. Niedoczekanie! Polowanie ważniejsze od naturalnej potrzeby drapieżnika. Dlatego z szyderczym uśmiechem należy przyjmować zawsze wszelkie próby brania na litość z drastycznymi obrazkami. I wyjaśnić takiemu myśliwemu, czym jest bambizm. Oraz, że można to leczyć, najlepiej podczas spaceru nago, bez broni, po sawannie. Iść do lasu, zobaczyć jak polują ptaki drapieżne, jak śpiewające wcinają owady, jak wydra chwyta ryby i raki. Czy to takie trudne panowie myśliwi? A może wg was zwierzęta pożywiają się tylko przy paśnikach, nęciskach i pasach zaporowych?

Prawdopodobnie część myśliwych w głębi siebie dobrze czuje, że ich sposób postrzegania, eksploatacji i definiowania przyrody nijak nie trzyma się kupy, nie będąc w dodatku ani trochę uczciwym wobec zwierząt (demonizacja drapieżników).
Stąd wściekłe ataki wobec wszystkich myślących inaczej, wytykającym im logiczne i merytoryczne braki w argumentacji. Nie chcesz, aby zabijano lisy? Ty głupi bambisto! Bronisz wilków? Durny pseudoekolog z sydromem Bambi, niech zobaczy jak one polują! Do głowy nie przyjdzie, że „durny pseudoekolog” doskonale to wie, i ani trochę mu to nie przeszkadza.

Zarzucanie „Bambizmu”, jakże wygodne w braku argumentów, ze strony myśliwych spotka nas pewnie jeszcze nie raz. Zapytamy wtedy o kilka rzeczy i pokażemy parę zrzutów ekranu. Tymczasem trwają żniwa, a wraz z nimi powstaną ścierniska, na których lisy przez ileś dni plądrować będą myszy, ratując pola rolników przed stratami od „szkodników”. Polecamy myśliwym wybrać się bez strzelby i popatrzeć jak funkcjonuje przyroda. Nie bójcie się. Bambizm jest uleczalny. Pomożemy wam.

d796ed39a5bea05a9908eca5229437612bb34696