”Nie podaję ręki wędkarzom” czy jest jakaś różnica między wędkarzem a myśliwym?

Często podczas dyskusji na naszej stronie pojawiają się, nazwijmy to ‘’mędrkowie’’ piszący emocjonalne bełkoty w stylu ‘’ahaha, a wędkarzom też ręki nie podajecie? Przecież też >polują< i prześladują zwierzęta! Co z wędkarzami? ‘’. Hm, odnośnie tego jaki mamy stosunek do ‘’nie-podawania’’ komukolwiek ręki wyjaśniamy w pierwszej zakładce na stronie ”O nas”. No,ale dobrze, co zatem z tymi wędkarzami i co im w końcu podawać?

19990040_1037694916367372_894059757553975294_n

Ostatnio byłem świadkiem komicznej sytuacji, jak jeden z wędkarzy na profilu PZŁ szalał z wściekłości wobec ‘’okrutnych morderców’’ polujących. Naprawdę wyglądało to i śmiesznie i strasznie, kiedy facet pozujący z uśmiechem i duszącą się rybą na zdjęciu profilowym, zarzucał innym krzywdzenie zwierząt bez potrzeby dla rozrywki, dręczenie, zabijanie, okrucieństwo. Przypadek ten pokazuje po prostu jak ludzie potrafią działać bez wyobrazni i refleksji, na zasadzie ‘’  źdźbło w oku swojego brata dostrzegasz, a belki we własnym nie’’ . Zaglądający na nasz profil myśliwi dopytują czasem, czemu nie mówimy i nie protestujemy przeciw wędkarstwu sportowemu, nie czepiamy się ich, nie blokujemy konkursów itd. Ja rozumiem, że gdybyśmy chcieli dogodzić wiecznym pretensjom wszystkim wokół, którzy tylko potrafią mieć pretensję i wyrzuty samemu nie robiąc nic, musieli byśmy nazwać nasz profil ‘’Nie podaję ręki myśliwym , wędkarzom, rolnikom, mięsożercom, rozmaitym hodowcom, promocja weganizmu, i usypianie kotków jedzących mięso gratis’’ . Choć jak znam życie, i tak znalazł by się ktoś, z kolejną pretensją, bo zawsze można doczepić się choćby, o owady zabijane podczas jazdy samochodem, czy inne takie. Tak więc panowie myśliwi, jeśli wędkarstwo bardzo wam osobiście przeszkadza, będziemy wdzięczni za włączenie się w walkę o obronę praw zwierząt, i działanie na tym odcinku. Sami niestety nie podołamy wszystkiemu 😦

19437587_448237508895428_644872060424621529_n

Wracając do historii, zbulwersowany pan wędkarz, kiedy wytknięto mu hipokryzję zaczął tłumaczyć, że on przecież nie zabija, ani nawet nie zjada, bo hołduje wędkarstwu Catch & Relase (złów i wypuść). Z jednej strony, można by chwalić taką postawę, oznacza to, że wędkarze w przeciwieństwie do myśliwych, są nieco w stanie wczuć się w los swoich ofiar. I że, to hobby, zmierza do ucywilizowania się. Tak jednak nie będzie, bo hobby to hobby, emocje wyzwala złowienie dosadnego okazu i ‘’walka’’ z rybą, która wywleczona na brzeg do zdjęcia, z przebitym pyskiem swoje musi przecierpieć. Z drugiej strony, nadal jest to więc nie potrzebne nikomu krzywdzenie zwierząt dla rozrywki.  Tak jak niektórzy przestali polować, można oczywiście przestać łowić. Ryby są jednak na o wiele bardziej straconej pozycji z innych zwierząt, bo w przeciwieństwie do nich, nie potrafią dać wyrazu swemu cierpieniu w sposób dosadnie działający na ludzkie zmysły. O ile sarna z odstrzeloną nogą czy jeleń ciągnący po krzakach własne wnętrzności u osób wrażliwych budzą jakiś sprzeciw, tak wierzgająca czy ‘’robiąca ustami’’ w ciszy ryba, powoduje u większości salwy śmiechu. Mało kto pomyśli wtedy, że dusi się i walczy o życie.

19642393_1981266128770686_7808674726375087028_n

Podobieństwa.

Gdyby ktoś był ciekaw, nasze zdanie na temat wędkowania, jest mniej więcej takie samo jakie i o myślistwie. Wędkarze możecie się oburzać, ale prawda jest bolesna – krzywdzisz zwierzęta bez potrzeby, dla własnej rozrywki – zawsze będzie nam nie po drodze.  Podobnie jak myśliwi, wędkujący mienią się przyjacielami i obrońcami zwierząt, na które ‘’polują’’.  Ryby głosu wszak nie mają, ale gdyby miały… Może tak – Co byś pomyślał o ‘’przyjacielu i obrońcy’’, który najpierw zaprasza cię na posiłek (wędkarze także nęcą ryby pokarmem, podobnie jak myśliwi na swoich nęciskach), następnie przebija policzek haczykiem, szarpie, wciąga pod wodę, poddusza. Ledwie żyw, ranny, zostajesz wyciągnięty z pod wody, wypuszczony na swobodę, po czym ktoś mówi ‘’Do zobaczenia przyjacielu, i pamiętaj, że jestem twoim miłośnikiem!’’ . Uświadamiasz sobie, że jedyną motywacją dla tej osoby była adrenalina i emocje, jakie towarzyszyły mu podczas wciągnięcia cię pod wodę.  Tak to mniej więcej wygląda dla ryb. Gdyby wędkarze rzeczywiście byli przyjaciółmi i miłośnikami ryb, posiedzieli by w spokoju nad wodą, posłuchali ptaków, popatrzyli by z satysfakcją na śmigające pod taflą ryby. Miłośnikowi zwierząt takie coś wystarcza. Im jednak nie. Podobnie jak myśliwi, aby uzyskać pewien rodzaj spełnienia, muszą skrzywdzić czującą istotę, wyciągając ją ze środowiska, w którym żyje. Dziś takie rozważania w tym pomylonym świecie mogą wydawać się śmieszne, ale wierzę , że nadejdą czasy, kiedy podobnymi przypadkami zajmować się będzie psychiatria. Kolejnym punktem wspólnym może wydawać się wędkarska etyka – brzmi już znajomo, prawda? Etyka, czy tradycja to takie magiczne dyżurne słowa rodzaju ludzkiego ,które są w stanie ‘’uzasadnić’’ najbardziej absurdalne bestialstwo.  Więc wędkarze powiedzą, że oni złowili i wypuścili rybę, której nie stała się krzywda, etycznie oczywiście.  A co byśmy powiedzieli o myśliwym, który łapał by zwierzęta w sidła, tylko po to, by pocieszyć się chwilę ze ‘’zdobyczy’’, przetrzymać przemocą i zrobić zdjęcie? To właśnie robi wędkarz,ale jako że ryba żyje sobie gdzieś pod wodą, nikt jej nie widzi, nie krwawi, nie krzyczy, zatem nikogo to nie obchodzi.  Wędkarze także inwestować muszą , czyli płacić, by uskutecznić swoje hobby krzywdzenia zwierząt. Łodzie, wędki, żyłki, spławiki, haczyki, zanęty, ubiór, alkohol, siatki i wiele innych. Podobnie jak myśliwi. Teraz sobie wyobrazmy, że ktoś kompletuje podobne akcesoria do łapania psów, kotów, albo ptaków? Tylko po to, żeby mieć satysfakcję, zrobić zdjęcie, po czym wypuścić… Co byśmy sądzili o takiej osobie? No i podobnie jak u PZŁ mamy też Polski Związek Wędkarski – PZW, koła wędkarskie, prezesów, zarządy, konkursy i zawody podczas których ofiarami rozrywki są zwierzęta.

Poniżej zdjęcia, z przypadkowej wyprawy i pamiątkach jakie pozostawia po sobie jeden wędkarz.

Zdjęcie2442Zdjęcie2443

Dodam, że używa on łodzi podczas łowienia wiosną i latem, można więc przypuszczać, że kołysze się na falach będąc pod wpływem. Sytuacja ta pokazuje jeszcze jedno – co człowiek jest w stanie zrobić, dla realizowania swojego bezsensownego hobby. Bagna te i stawy w tamtejszej okolicy od lat były ostoją zwierząt. Zamieszkiwały je i gatunki chronionego ptactwa, licznie dziki, bobry, gęsi. Było tak odkąd zacząłem zapuszczać się w tamte rejony, czyli jakieś 20 lat. Zwierzęcy raj. Aż przybył człowiek, który zapragnął łowić. Wyciął część trzcin, przepłoszył na stałe dziki, z bobrami walczy przy pomocy różnych metod. Wypłoszył gniazdujące tam od lat gęsi i łabędzie. Wieczorami pali ognisko podczas łowienia, dym skutecznie odstrasza zwierzęta na kilometr. Zarybił akweny do niemożliwości tak, że latem ryby wyskakują dusząc się z braku powietrza. Od zwiększonej ilości światła i nadmiaru produktów przemiany materii ryb rozrósł się rogatek (ceratphyllum demersum)  , który zabiera miejsce do pływania zarastając wszystko. Dzielny wędkarz wyciąga go hakami i zasusza… Po spokojnej ostoi wielu gatunków zostało wspomnienie. Wystarczyło, że przybył człowiek, i z pogardą oraz brakiem zrozumienia dla żyjących tu istot, zapragnął realizować swoje hobby. Za to teraz są śmieci i gruz na groblach.

18740437_312834955819650_7739267327457224764_n

Nie trzeba chyba dodawać, że we wspólnych wędkowaniach uczestniczą też dzieci. Tak powstaną kolejne pokolenia pozbawionych empatii osobników, kontynuujących dziwną rozrywkę kosztem zwierząt.

Różnice.

Nie ma ich aż tak wiele. Przede wszystkim wędkujący nie opowiadają wszem i wobec, jak to chronią środowisko i ratują ryby.  Łowią też ‘’ na oślep’’ ,gdyż nikt nie będzie bawił się w rozpoznawanie kondycji ryby pod wodą, bo i nie ma takiej możliwości. A przecież skaleczenie haczykiem wrażliwej części ciała, jaką jest pysk, powoduje większe narażenie okaleczonego zwierzęcia na możliwość infekcji. Jeśli wejść w tematykę głębiej, to owszem są i tacy którzy powiedzą. ‘’Ale wędkarze zarybiają i dbają o akweny’’ 😛 Tutaj podobieństwo do myślistwa i ‘’racjonalnej gospodarki łowieckiej. Bo przecież zarybiają i ‘’dbają’’ nie po to, by sobie na rybki popatrzeć, ale by je pokrzywdzić, i tak samo podoświadczać ‘’emocji łowieckich’’ .  Tutaj nie działa nawet argument o regulacjach, czy ochronie czegokolwiek.
Oczywiście powiedzą, że mają okresy ochronne, nie wolno łowić ot tak, czego się chce, że są kłusownicy. Skąd my już to znamy.

Wędkarze potrafią też uroczo się kłócić. O naprawdę ważkie sprawy. Tym, co wymyka się mojemu racjonalnemu postrzeganiu, są spory o tzw ‘’szacunek do ryb’’, czyli matę. W wędkarskich grupach raz po raz toczone są ‘’gównoburze’’ przy każdej okazji, kiedy ktoś chwaląc się złowionymi okazami, ułożył je na piasku lub trawie, zamiast na zakupionej w tym celu podkładce. Istotą sporu jest dość chwiejnie postrzegany ‘’szacunek do ryb’’. Jakby rybie robiło to jakąś różnicę, czy dusi się leżąc na trawie, czy na tworzywie sztucznym. Przypomina to również myśliwych, którzy poprzez szacunek do zwierzęcia rozumieją wetknięcie zielonej gałązki w pysk, ułożenie pokotu oraz zjedzenie ofiary. To takie w sumie kuriozum – dysputy internetowe o urojonym szacunku do zwierząt, podczas gdy one same wierzgają w konwulsjach do czasu aż dumny pseudomiłośnik ryb zrobi sobie zdjęcia, by pochwalić się podobnym sobie (…..). Obrażać nie będziemy, wierzymy, że ci ludzie są głęboko nieświadomi.

19149456_1351248891610943_7216961654201775335_n

Nic nie mamy do osób, które łowią i polują z życiowej konieczności, dla wyżywienia się, by przetrwać. To jak najbardziej zrozumiałe, w porównaniu do takiej pseudo rozrywki jak Catch & relase… która nie służy niczemu, poza próżniaczemu zaspakajaniu zachcianki ekscytacji.

Głód?

Mój znajomy wędkarz do swojego łowiska podjeżdża terenowym nissanem wartym jakieś 100 tys. Nie wiem ile kosztował ponton którego używa ani łódka oraz wszystkie akcesoria. Ale błądząc po cennikach różnych zanęt można przyjąć, że za tygodniowy wydatek tylko na to, byłby w stanie się zdrowo wyżywić. Widocznie coś innego gna ludzi, by w imię spełnienia pasji, w braku poszanowania żyjących wokół istot dewastować wszystko obok siebie. Pierwotny atawizm? Chęć panowania? Czynienia sobie nie tylko ziemi, ale i wody ”poddanej”?

Praktyki wędkarskie nie pozostają też bez negatywnego wpływu na środowisko.Pomijając pozostawiane śmieci, zanęty, to sztuczne zarybianie, podkarmianie musi mieć wpływ nie tylko na ichtiofaunę takiego zbiornika. W łowiectwie znane są konsekwencje sztucznego pompowania populacji większych zwierząt, między innymi są to straty w rolnictwie, leśnictwie, czy też konflikty ze zwierzętami na terenach zurbanizowanych. Ale co pod wodą? Sztuczne przerybianie dla połowów powoduje zachwianie równowagi w środowisku wodnym, nadmiar odchodów stopniowe zamieranie zbiornika i rozwój glonów, często też zbyt dużej populacji ryb nie wystarcza rozpuszczonego tlenu i w ciągu lata podduszają się ginąc. Ściagają też amatorzy łatwego łupu w postaci licznych widocznych ławic rybich, jak choćby czaple czy kormorany, które jednak będą już wtedy postrzeganie jako ”szkodniki”. Złożone zależności w łańcuchach pokarmowych ulegają deregulacji. Konsekwencji nie sposób przewidzieć.

Czy człowiek powinien jeść ryby? Powinien, jeszcze jak! Pod warunkiem, że wskoczy do wody, i złapie sobie przy pomocy własnych rączek i nóżek. Jeśli ktoś dokona łatwo tej sztuki , uznam, że rzeczywiście człowiek podobnie jak foka choćby, przystosowany jest do życia i polowania pod wodą.  Przy pomocy wędek, nęcenia, oczekiwanie na brzegu czy w łodzi – cóż to za ‘’wyczyn’? Który drapieżnik tak postępuje?  Ryba reaguje instynktownie. Czując  kuszący zapach, widząc wijącą się potencjalną łatwą zdobycz, niemal zawsze spróbuje szarpnąć za haczyk. Oczywiście trzeba wiedzieć, kiedy i gdzie łowić, oraz wykazać się cierpliwością.  Oszukańcza podstępna technika, żywo kojarzy mi się z myśliwskim wabieniem, np. lisów na pisk myszy.

Wędka

Co się dzieje na świecie.

Obecnie ekspansja człowieka i rozwój cywilizacji oddziałują szczególnie na środowiska wodne. Osuszanie bagien, wypalanie torfowisk, zasypywanie stawów, ‘’melioracja’’ wszystko to zaburza stosunki wodne i pozbawia nas jej zasobów. Ale najgorsze wydaje się być zatrucie. Nie tak dawna katastrofa ekologiczna w rzece Warta, pokazała do czego człowiek jest zdolny. W rzece na odcinku od Poznania,aż po Oborniki pływało tysiące śniętych ryb. Najbardziej płakali oczywiście wędkarze. I tu znów podobieństwo do myślistwa, gdyż dla tych panów jedyną motywacją do przeżywania bolesnej straty było to, że przez jakiś czas sobie nie połowią. Wiadomość z FP wędkarskiego : ‘’ To co zastaliśmy nad wodą jest przerażające. Setki dogorywających ryb: medalowe – leszcze, amur, brzany, bolonie, klenie, płocie, szczupaki i okonie nie wspominając o drobnicy wśród której można było spotkać różanki co świadczyło o czystości wody – piszą na swoim FB wędkarze z WKS Spin-Ice Szamotuły. ‘’
Oczywiście jedno małe słówko ‘’Medalowe’’. Już skądś to znamy…  Podobne oburzenie wyrażają polujący, kiedy jakiś ‘’medalowy’’ jeleń, padnie od innej przyczyny niż ‘’prawidłowy odstrzał selekcyjny’’. Czasem ciężko mi uwierzyć, że jesteśmy aż tak porąbanym gatunkiem…

14706835_1181433318580950_3224612157021823198_o

Według zapisków historycznych, dawna zasobność jezior i rzek przekraczała nasze dostępne wyobrażenia, tak samo jak wielkość niektórych łowionych okazów, również odbiegała od podanych obecnie norm książkowych. To co mamy dzisiaj, to zaledwie szczątki dawnego wspaniałego rybiego świata.  A do tego dokładamy wszelkie utrudnienia w postaci regulacji i przegradzania rzek, czy też ciągłego podtruwania zamkniętych zbiorników, jezior i stawów.
Morza i oceany, tutaj sytuacja jest jeszcze gorsza. Są sygnały o waleniach ginących już z głodu, jak i konających w bólach od połkniętych śmieci.

‘’Morza i oceany traktowane są jako źródło bezgranicznych zasobów. Obecnie 75% łowisk na świecie jest całkowicie wyeksploatowanych lub przełowionych. Wiele gatunków ryb łowi się w sposób rabunkowy i szkodliwy dla środowiska. Ryby, a także inne gatunki niechciane, które wpadły w sieci przypadkowo, wyrzucane są za burtę, często martwe lub okaleczone. Gatunków, które wyginęły w wyniku nadmiernej eksploatacji lub szkodliwej działalności człowieka jest wiele, ale przytoczmy może jeden najbardziej znamienny jako znak czasów. Mało kto wie, że prawdopodobnie jesteśmy ostatnim pokoleniem, które zna smak węgorza europejskiego. Przez ostatnie 30 lat liczebność węgorzy spadła o ponad 95 procent głównie na skutek nadmiernej eksploatacji  Morza i oceany gwałtownie pustoszeją. Do 2050 r. z powodu przełowienia mogą wyginąć wszystkie ryby w morzach i oceanach.’’

20046576_153779825184197_1107417090705852857_n

Makrelę czy sardynkę pragnie się jeść, uważając, że zawsze będzie dostępna w sklepowej puszce. Po zabiciu oceanów zostaną nam zbiorniki śródlądowe, które nie mają nawet małej części odnawialnego potencjału oceanów i mórz. Ile czasu zajmie nam wykończenie tych akwenów? ‘’Czyńcie sobie ziemię poddaną’’? Powodzenia. Szkoda, tylko, że za opatrznie rozumiany przez niektórych fragment biblii, cenę musimy zapłacić wszyscy.

Mogło by się wydawać, że rozwiązaniem będzie hodowla ryb, co przecież trudne nie jest. Takie hodowle są już prowadzone, i właśnie z nich pochodzi ponad 90% ryb, jakie możemy kupić w sklepach. Jednak negatywny wpływ na zdrowie spożywania takich ‘’ryb’’ wydaje się być przesądzony, oraz tak samo, jak co do każdej masówki dołączają negatywne konsekwencje dla środowiska, z czym zapoznać można się w poniższym filmie, tytułem puenty.

Lubię czasem przysiąść nad stawem, jeziorem lub rzeką. W takich miejscach przyroda zdaje się być jeszcze bogatsza w swej obfitości piękna. Wystarczy posiedzieć trochę bez ruchu, by za jakiś czas dostrzec buszujące w podwodnym świecie ryby. Reagują na najmniejszy ruch, nurkując z powrotem w głębiny. O dziwo, nie boją się sunącego bobra. Ale, gdy jesteśmy odpowiednio cierpliwi, stawy i mokradła roztaczają przed nami kolejną nieodkrytą oazę piękna i tajemnic wodnych mieszkańców. Żwawe ławice płoci z barwnymi ogonami, muskające w pędzie lustro wody, kolorowe ważki, żabie śpiewy, czasem wyskok spłoszonej ryby nagłym atakiem szczupaka – wojownika, niczym wykrzyknik spadający na zmącone zwierciadło wody. Czy nie potrafimy tego wszystkiego dostrzec? Czy samo to nie wystarczy dla satysfakcji, spełnienia, doznania radości? Mi wystarcza. Myślę wtedy o tym. Nadchodzi wędkarz. Na długie godziny zarzucany haczyk ze spławikiem, zaburzy spokój tego uroczego zakątka. Nie potrafi widzieć, nie chce niczego czuć. Do satysfakcji w ”kontakcie z naturą” potrzebna okaleczona istota, wyrwana podstępem ze swego świata. Zdjęcie z uśmiechem…

Można wracać do domu, bogatszym… Nie, chyba jednak dużo uboższym.

Myśliwskie psy luzem w lasach & Krwawe pościgi za ranną zwierzyną.

Polowanie to nie tylko ludzie kontra dzikie zwierzęta. To też przeszkolone psy, których zdaniem bywa naganianie zwierząt pod lufę myśliwego, oszczekiwanie, tropienie po śladach krwi, czy jak w przypadku norowania uśmiercanie lisów w ich norach. Bywa, że psy zostają ciężko ranne lub giną od cięć zadanych przez lochy lub ranne odyńce. Czasem stają się kalekami do końca życia, na życzenie swych właścicieli. Ten proceder udokumentowaliśmy i opisaliśmy tutaj w dwóch osobnych postach, jeden dotyczy psów ranionych przez postrzelone dziki, w drugim myśliwi opowiadają o swoich wypadkach, kiedy utracili psy w wyniku postrzału…. :

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Psy zastrzelone na polowaniach

1502822_390660017747127_587047188_o

psydzika

Ale dlaczego piszemy o psach puszczanych luzem? Może i nie było by tematu, gdyby nie hipokryzja myśliwych. W ciągu roku notujemy mnóstwo przypadków zastrzeleń czy postrzeleń domowych psów, które czy to zostały porzucone, lub też uciekły właścicielowi albo i były razem z nim na spacerze, tylko oddaliły się nieco, bo i takie przypadki strzałów do psów niemal na oczach opiekunów mieliśmy. Można je przejrzeć w naszej zakładce Wypadki / Przestępstwa. Wymówka czy też usprawiedliwianie tego barbarzyństwa ze strony myśliwych zazwyczaj jest taka : ”Przecież ten kundel mógł zagryzc sarnę, albo zagonić ją na śmierć, to was nie obchodzi pseudo – obrońcy?!’’. Taka deklaracja brzmi jak tragiczny żart, kiedy widzimy jak przebiegają polowania i co się na nich wyprawia. A są to często gonitwy za postrzelonymi zwierzętami, które w przerażeniu ciężko ranne, pragną z całych sił oddalić się od swych prześladowców. I tutaj z pomocą przychodzą myśliwemu specjalnie przeszkolone psy, których zadaniem jest zatrzymać takiego ‘’postrzałka’’ w miejscu, oszczekując go i podgryzając, do czasu aż dowlecze się myśliwy z flintą, w zgodzie z etyką i zasadami wykonywania polowania palnie w łeb zwierzęciu które zamęczył. Myśliwi bardzo często zioną wręcz nienawiścią do wszystkich innych psów niż własne, które napotkają w lesie, bo ‘’szkodniki sarnę pognają’’. Deklarują też chęć wystrzelania ich wszystkich oraz na swoich stronach opisują jak to robią. Udokumentowaliśmy takie wypowiedzi myśliwych w poniższym poście:

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.

posokowce

13000331_855920704518760_8277576905601459730_n

12112239_1660135677557777_6352190089147758454_n

 

‘’Psi’’ temat powraca często w kontekście łowiectwa i w zasadzie trudno go uniknąć, jeśli wezmiemy pod lupę poglądy tego towarzystwa. W skrócie tak, – Porzucony pies, który z głodu próbuje upolować zwierzę to ‘’wredny kundel do odstrzału wraz z właścicielem’’ , ale myśliwski jagdterier szarpiący rannego dzika, czy posokowce puszczane za jeleniami to już ‘’polowanie w zgodzie z etyką i zasadami’’.

Myśliwi bardzo często łamią prawo łowieckie podczas polowań.
Zasady wykonywania polowania Rozdział 2, paragraf 5.1 określają jasno:

1.Polowanie z psami lub naganką może odbywać się w okresie od dnia 1 października do dnia 31 stycznia; ograniczenie to nie dotyczy polowania z psami lub naganką na ptactwo łowne, z psami lub naganką na drapieżniki oraz poszukiwania postrzałka z psem na otoku.

2. Poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej (….) , poszukujący postrzałka może korzystać z pomocy naganiacza lub innego myśliwego, a także korzystać z psa prowadzonego na otoku.

Tego ‘’otoku’’ najczęściej w praktyce jednak brak, a przyuczone do dręczenia zwierząt myśliwskie psiaki hasają sobie wolno jak popadnie podczas całego polowania. Nikt się tym nie przejmuje. Niewinnie nazywa się to ‘’podkładaniem psów do polowań zbiorowych’’. W innych przypadkach pies może być puszczany luzem podczas norowań, lub w przypadku aportowania ptactwa. Pora na zdjęcia pochodzące z zamkniętych grup myśliwskich. Screeny publikujemy w całości wraz ze zdjęciem, gdyż jak zawsze myśliwi próbują dyskredytować takie wpisy, krzycząc, o ”zdjęciach nie z polski”, kompromitując się tym bardziej. No to oglądamy ”zdjęcia nie z polski”. Z pewnością kłusownicy….

34333eee

3433223e3e2ee2
To zdjęcie jest szczególnie okrutne, kiedy uświadomimy sobie co się na nim dzieje. Rozjuszone psy szarpią i podgryzają prawdopodobnie rannego już dzika, tymczasem właścicielka stoi i wykonuje sobie fotki jak ”pieski pracują” . Potem pochwali się innym myśliwym w grupie na facebooku…

3433223e3e2eefr
I kolejne psiaki luzem, goniące przerażone zwierzę. Ale Twój pies który się zgubił lub Ci uciekł? ”Kundel do odstrzału, bo szkodnik płoszy zwierzynę”. Hipokryzja w wydaniu myśliwych nas już od dawna nie dziwi.

3433223eee
3433223e2ee

12541150_10209183256244254_311049748411905810_n

‘’ Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia.’’ – Taki wpis czytamy na forum Klubu Posokowca, opanowanego przez myśliwych.
http://klubposokowca.org.pl/?page_id=87  

Na stronie jednego z przyrodników Marcina Kostrzyńskiego, swoją drogą byłego leśnika i myśliwego, który porzucił strzelbę na rzecz aparatu fotograficznego natrafiamy na taki oto wpis:

bez tytułue333322

My mamy inne drastyczne ujęcia, pochodzące z grup myśliwskich, gdzie polujący chwalą się między sobą swoimi wyczynami. Czemu to ma służyć? Rozrywce i przeżywaniu emocji łowieckich, bo na pewno nie jest to ‘’dbanie o dobrostan zwierząt’’ ani ochrona pól rolników. Pomijając już zupełnie, w miejscach gdzie urządza się ‘’zbiorówki’’ zwierzęta przenoszą się do małych zagajników i zadrzewień wśród pól. A może myśliwych właśnie to kręci i podnieca? Ciekawość czy przeszkolone na żywych dzikach w specjalnych zagrodach psy się sprawdzą? Hałas, gonitwa, szczekanie z pasją i kwik szarpanego rannego dzika? Cóż za radość z harmonijnego obcowania z naturą! Głupie mieszczuchy nigdy nie zrozumieją łowiectwa…. Kolejne zdjęcia dokumentujące hipokryzję, obłudę i bestialstwo myśliwych.

12552515_10209183255884245_1353673206113954062_n

15284907_10212259826436586_4321213397691349955_n

15284840_10212259826356584_711438657909979907_n

15972720_320224971705943_6811014912064384260_o
Psy jak widać mają kontakt z krwią i wydzielinami zwierzęcia. Następnie będą mieć kontakt z kolejnymi dzikami i innymi psami. Potem usłyszymy o tym jak rozprzestrzenia się ASF, a winą obarczy się dziki i wystrzela wszystkie w całym województwie. 

Dla jasności –  Nie popieramy puszczania psów luzem w lasach i na terenach bytowania dzikiej zwierzyny przez nikogo, ani przez zwykłych ‘’kowalskich’’ na spacerze, ani przez uprzywilejowaną stojącą ponad prawem kastę myśliwych. Las, pole czy łąka to dom zwierząt. Uszanujmy go. Tymczasem kolejne zdjęcia.

15776717_387450504937444_872198613602636262_o13307209_1037645156324990_4079200159087926063_n12108182_1506736139649499_1496508629987591318_n12115915_909360002447087_360979825571578700_n

psyjelenia

12068996_759493994177365_7353318360450428433_o

No cóż. Myśliwscy pseudomiłośnicy natury po raz kolejny pokazują swój wypaczony stosunek do niej. Nie, ”dobrego imienia łowiectwa” ”szkalować” nie trzeba. Wystarczy pokazywać je takim jakie ono jest, a czas i zmiany zachodzące w świadomości społecznej zrobią swoje.

Lektura uzupełniająca:

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć.  Psy ranione, zabijane i kalekie od szarży dzików, długie operacje u weterynarza i inne szczere wyznania myśliwych. Dręczenie własnych zwierząt z premedytacją ku swojej uciesze.

Psy zastrzelone na polowaniach.  Opowieści myśliwych, jak to ich własne psy ginęły od przypadkowych postrzałów podczas polowań. Plus alkohol nocą przed polowaniem (zdjęcia i screeny).

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją. 
 Udokumentowane wypowiedzi myśliwych, deklarujących chęć wystrzelania wszystkich psów   napotkanych luzem w lesie.

Bezimienne ofiary krwawego hobby.  Czyli nadesłane przez czytelników zdjęcia zastrzelonych psów.

 

Wilki Ireny Sendlerowej

Niedawno skazano myśliwych i pracownika LP uczestniczących w skłusowaniu, a następnie oskórowaniu wilczycy w Żernicach dokonanej rok temu:

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

Sprawa od początku była głośna. Nie muszę mówić, że wtedy zapewne niektórzy myśliwi się cieszyli, że zabito przesadnie chronionego szkodnika łowieckiego. A niech tylko który się wyłamie i nie podziela tej radości – to biada mu, zostanie osądzony przez sąd koleżeński. Dokładnie to widać na załączonych zdjęciach. Uznałem, że taki kwiatek zasługuje na osobny wątek.

Myśliwych i leśnika z Żernic przyłapał na gorącym uczynku, a następnie zgłosił Bogumił Czeremys, myśliwy z KŁ „Ryś”, następnie zawieszony w prawach członka, rzekomo za nielegalne polowanie. On sam zarzekał, że nie uczestniczył w takowym, a nawet rzecznik PZŁ przekonywała, że został zawieszony z innych powodów i raczej nie jest to zemsta za „donos”.

Przeciwnego zdania byli myśliwi z forum Dziennika Łowieckiego, którzy skrytykowali rzecznik PZŁu za wybielanie pana Czeremysa. Dlaczego? Bo był kapusiem (czyli dbanie o wizerunek, usuwanie czarnych owiec i troska o przyrodę się nie podoba?) i w dodatku hipokrytą, który sam łamie prawo, a innych wrabia. Nie ma dowodów na jego złe uczynki, ale oni wiedzą, że był na tym nielegalnym polowaniu. Myśliwska intuicja!

http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=121591&t=121453

Najbardziej zapienił się użytkownik o nicku „jooopsa” wyzywający myśliwego-świadka od wrednego kapusia, który szkodzi własnemu kołu i twierdzący, że on ręki mu nie poda. Ale co jest najlepsze?

Otóż zabicie wilka to nie jest szkodliwy społecznie czyn. A jego ochrona to zamordystyczne destrukcyjne społeczne lewo. Myśliwi-kłusownicy zostali porównani do… Ireny Sendlerowej, która także złamała przepisy dla lepszej sprawy.

Nie, nie żartuję. Irena Sendlerowa, ratująca podczas II wojny światowej żydowskie dzieci, gdzie w okupowanej Polsce za pomoc Żydowi groziła kara śmierci = legalni myśliwi, de facto pospolici przestępcy zabijający, zapewne dla własnych potrzeb, chronione zwierzę w jego własnym domu jakim jest las. Za co wtedy nie zostali zawieszeni w prawach członków. A prawo w przypadkach zabicia chronionego gatunku jest słabe, bo jeśli nie będzie szkody dla ekosystemu, to jest kwalifikowane jako niska szkodliwość społeczna czynu.

wilkisendler

Nie wiecie, jakie wulgaryzmy cisną mi się na to niesmaczne porównanie. I jeszcze ciśnienie podnosi tekst, że społeczeństwo tylko zyskało na zabiciu wilka, bo wredna władza zafundowała plagę wilków, a dzielni kłusownicy uratowali mienie kół łowieckich i hodowców. I chełpi się, że nikt nie znalazł kontrargumentów na jego tezę. Więc to uczynię.

1. Straty w mieniu hodowcy = Odszkodowania wypłacane za wilcze szkody nie przekraczają miliona złotych (dla porównania 57 mln wypłaca się za szkody łowieckie). A także od wielu lat tzw. ekologiści pomagają hodowcom zabezpieczać mienie m.in. pastuchami elektrycznymi, fladrami. Są też psy pasterskie. W dodatku jest furtka odstrzału, gdy inne metody nie działają.

2. Straty w mieniu myśliwych = Twoje jelenie? Z tego co mi wiadomo to zwierzyna należy do Skarbu Państwa, de facto należy do nas wszystkich. I jakie straty? Nie będziesz miał na ścianie trofeum? Albo umrzesz z głodu? Skoro stać cię na urządzenia myśliwskie, to śmiem wątpić, że robisz to dla przetrwania. Poza tym zyski z myśliwstwa ma ok. 0,3 % polskiego społeczeństwa.

3. Długotrwałe tortury zadawane zwierzynie = Ile masz lat? Cztery? Nie wiesz jak działa natura?

4. Plaga wilków = Ten nędzny tysiąc w Polsce? Ledwie 400 wilków w nieco większej Finlandii – to ma być plaga?! Te dopiero co odrodzone populacje wilka wytępione w wyniku bezlitosnych prześladowań przez takich jak ty? A naruszająca ekosystem przegęszczona przez bezmyślne działania myśliwych zwierzyna gruba powodująca straty np. u rolników to już nie plaga?

5. Zaszczuci myśliwi przez wredne lewo = To już bezczelność. Grupa społeczna ciesząca się przywilejami, mająca dobre kontakty z rządami i układająca prawo pod siebie kosztem reszty obywateli jest „moralnie szantażowana” przez mityczne lobby ekologistów i narażana na bankructwa kół łowieckich, jak nie z powodu odszkodowań dla rolników, to wrednych wilczysk.

Brawo jooopsa! Teraz wiem, że jesteś wycierającym gębę wzniosłymi hasłami, nie szanującym prawa, rozpieszczonym roszczeniowcem, który burzy się, że nie może prześladować wilka, a państwo nie chce dać odszkodowania za straty w kole łowieckim (z pieniędzy podatników, bo budżet państwa nie bierze się z magicznego worka). I ubliżającym porządnym ludziom, którym zależy na przyrodzie i pozytywnym obrazie łowiectwa.

Aha, a oto jakie straty ponosi społeczeństwo w wyniku kłusownictwa wilków.

1. Straty w rolnictwie = wilk jest sprzymierzeńcem rolników. Na pewno większym niż myśliwym, bo nie dokarmia „szkodników rolnych” i bez mrugnięcia zabija je, nie marudząc przy tym. Zresztą nie tylko redukuje ilości zwierzyny grubej. I jak ktoś powie, że wilk przepłasza zwierzęta kopytne na pola rolników to można go wyśmiać i kazać doedukować, ponieważ te stosują inne taktyki unikania naturalnych wrogów – krótsze żerowanie przerywane zwiększoną czujnością, większa ruchliwość w obrębie areałów, czy wybieranie miejsc, w których obecna jest mniejsza liczba przeszkód mogący utrudnić ucieczkę, np. pni powalonych drzew i wykrotów. Z kolei dziki są mało wrażliwe na świeże ślady zapachowe (np. odchody) pozostawiane przez wilki w ich areałach i w przeciwieństwie do jeleni nie reagują zwiększoną czujnością ani ucieczką. Oprócz zwierzyny grubej, wilki z chęcią pałaszują chronione bobry i wydry, na które też pomstują rolnicy i Skarb Państwa oszczędza na odszkodowaniach i opłacaniu ludzkich reduktorów.

2. Straty w Skarbie Państwa, tj. pieniądzach podatników = W kwestii bobrów patrz punkt 1. Co do zwierząt kopytnych, to jeśli szkoda powstała poza obszarem zarządzanym przez koło łowieckie – wówczas taką szacuje zarząd województwa i odszkodowanie idzie z budżetu państwa. I niekiedy rząd jest zmuszony płacić za zwierzynę łowną. W 2014 r. rząd przyznał Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa 6,1 miliona zł na pokrycie dziczych szkód. W tym samym roku  województwo podlaskim przeznaczył 12 tys. zł na odstrzał dzików. W kwietniu 2016 r. zarządzenie Ministra Rolnictwa nakazuje myśliwym redukcję 40 tys. dzików we wschodniej Polsce. Cytując dr Sabinę Pierużek-Nowak „Na wynagrodzenia dla myśliwych przeznaczono 12,6 mln złotych, czyli za zabicie każdego dzika myśliwy otrzyma 315 zł. Tymczasem wilki wykonują tę pracę bezpłatnie. Gdyby przyjąć do porównania stawki oferowane myśliwym, okazałoby się, że praca wilków warta jest od 8,2 do 16,4 mln zł.” 

3. Straty w gospodarce leśnej = Nasz stosunek do Lasów Państwowych jest negatywny, ale u części społeczeństwa niekoniecznie i mogą uważać, że gospodarka leśna w Polsce jest prawidłowa i niezbędna. Jednak zwierzęta kopytne mogą uszkadzać uprawy leśne i utrudniają funkcjonowanie owej gospodarki leśnej. Lasy Państwowe na przeciwdziałanie szkód od zwierzyny leśnej przeznaczają ok. 150 mln zł. M.in. dlatego część Lasów Państwowych ma stosunek do wilka pozytywny, bo ten jest ich takim wolontariuszem i pomaga im w tej „racjonalnej gospodarce leśnej” i pozbywa się „szkodników leśnych”. Kierując się chłopską logiką – LP ma darmowego pracownika (wilka), dzięki niemu jeleniowatych jest mniej, a co za tym idzie szkółki są bezpieczniejsze, tartaki więcej zarabiają, a Polacy mają meble i podpałkę do pieca, a leśnicy mogą przeznaczać kasę na inne rzeczy :).

4. Straty w ekosystemie = W Żernicy zabito wilczycę młodą wilczycę, która mogła wydać w swoim życiu na świat wiele szczeniąt, część tych szczeniąt dorosłoby i potem miała swoje… A te przyszłe wilki wspomagać ekosystem, zupełnie za darmo. Jak?

Ciągle mówi się o negatywnym wpływie jeleniowatych na odnowienia lasu. Sarny są konkurentem pokarmowym zagrożonych u nas wielkich kuraków, a dziki mają udział w ich zniszczonych lęgach. Wilk, zjadając jeleniowate i dziki, temu wszystkiemu zapobiega. Dla przykładu reintrodukcja wilków w Parku Yellowstone sprawiła, że tamtejszy bioróżnorodność odetchnęła z ulgą od nadmiernych ilości wapiti i kojotów.

Z kolei co chwila krzyczy się o nadmiernie rozmnożonych lisach czy „wałęsających hordach bezpańskich kundli-kłusowników” i wynikających z tego problemach dla bioróżnorodności. Gdzie pojawia się wilk, problem bezpańskich psów automatycznie się rozwiązuje, bo wilk nienawidzi psów i je zagryza lub pożera. Z lisami i jenotami jest podobnie. W Wigierskim Parku Narodowym wilki przetrzebiły lisy i zmniejszyła się liczba tych drugich. Wszystko robi to za darmo.

Z kolei pozostawionymi resztkami przez wilki dokarmia całą zgraję gatunków odżywiających się padliną. M.in. padliną odżywiają się lubiane przez ludzi sikorki, i dlategoż ptaki te chętnie zjadają zimową słoninę. Co do zimy pozostawione resztki są zbawienna dla wielu padlinożerców, dzięki czemu przetrwają ten trudny okres. I wilk w przeciwieństwie do myśliwych większość „dokarmianych przez wilka” zwierząt nie jest w jego jadłospisie.

5. Dalsza erozja wizerunku myśliwych w kwestii psowatych = O bezpańskich psach już mówiłem wyżej. W dodatku obecne prawo ogranicza myśliwych i nie mogą już ot tak zabić do psa. Wilk może. Z lisami myśliwi mają więcej luzu, ale wystarczy większy pokot lisów i jest w afera w mediach, a tłumaczeń myśliwych większość ludzi nie kupuje (ratuję przed lisem zające, na które sam mam ochotę!). A wilk jak zabije, nikt go nie będzie oskarżał, jakim jest psycholem i zwyrodnialcem, bo „taka jest natura”. Więc wyręcza myśliwych w tych drażliwych kwestiach i chce się napisać: „tam, gdzie PZŁ nie może, tam wilka pośle”.

6. Zachęta do łamania dla prawa, „bo tak” = taki gówniarski „libertarianizm / anarchizm” wspiera typowe myślenie: „A w nosie mam te głupie zakazy! Nie będzie mnie jakiś komuch zabierał mi wolności!”.

Kij z edukowaniem, uświadamianiem, restrykcjami, wysiłkiem różnych instytucji, by koegzystować z przyrodą. Taki typ ludzi musi udowodnić swoje rację! W ogóle ta cała ochrona przyrody to wymysł jakiegoś lewactwa! Jak można ograniczać wolność! To jego sprawa, że zabija trutką lisy, którymi pożywi się zagrożony wyginięciem drapol! Ma prawo do koszenia i pryskania łąki jak chce. A, że ginie zagrożony wyginięciem kulik jakiś tam?! Mam prawo zabić jaszczembia! Ten drań zabija mi gołębie, a wy ograniczacie mojo samoobronę!!! Mam zabezpieczać klatkę?! Nie mów mi komuchu co mam robić!!!

I będzie taki przekazywać, że przepisy ochrony przyrody są po to, by niewiadomo jakie lobby niszczyło biednych ludzi. Bo jak się idzie do lasu, to powinno móc wysypać śmieci do lasu. Nieogrodzone, to pewno niczyje. A nawet jak ogrodzone, to i tak warto przeleźć przez ogrodzenie!

A takie zachowanie (nie tylko w kwestii przyrody) też nie jest dobre, bo tylko zachęca prawodawcę, by prawo zaostrzać i cierpią na także ci obywatele, co tego prawa przestrzegają (a cierpliwość ma swoją granicę). A z czyjej winy? No właśnie.

Nie twierdzę, że polskie prawodawstwo jest idealne; można o nim wiele złego powiedzieć. Jednak czy do takich jakichś okrutnych/zamordystycznych przepisów należy ochrona przyrody? Której przepisy nie są jakieś strasznie restrykcyjne? I wątpię, by ochrona wilka, który nie zagraża człowiekowi, a świadczy naszemu kraju istotne korzyści, była jakimś złem, przez które cierpią niewinni obywatele. Może dla garstki osób, które i tak mają za dużo swobody, więc niech nie kreują się na jakichś „myśliwych wyklętych” :P.

7. Zniszczony wizerunek myśliwstwa = tak czarnych chmur na PZŁ i polskim łowiectwem od dawna nie było, a takie sprawy jak ta z Żernicy, tylko tym chmurom sprzyjają. Do świadomości przeciętnego człowieka dociera wtedy obraz myśliwego jako kłusownika, który gdzieś ma prawo i te bajanie o etyce, ochronie przyrody i zastępowaniu drapieżników przegrywają z prymitywną żądzą dopełnienia celu w imię chorych zachcianek. A jak ten przęcietny człowiek jeszcze jest uprzedzony do łowiectwa i średnio się zgadza z jego argumentami… to tylko bardziej utwierdzi się w swych podejrzeniach.

Cierpią na tym także ci uczciwi i etyczni, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, myśliwi, którym nic nie można zarzucić. I muszą świecić oczami za swych zwyrodniałych „kolegów po lufie”. Są jeszcze myśliwi, którym co prawda nie podoba ochrona ścisła wilków i woleliby jako łowne, ale nie będą po kryjomu ich zabijać, bo szanują prawo, a ich kręgosłup moralny nie pozwala na jakiekolwiek kłusownictwo. Także oni będą musieli świecić oczami, a jeszcze jak powie, że chciałby na wilka zapolować (niekoniecznie mając mentalność „wilk to wyłącznie szkodnik!”), to ktoś pomyśli „O! Marzy się mu zabijać wilki! Ciekawe ile wymordował na nielegalu!”.

W dodatku oskórowanie wilczycy z Żernicy mocno nadwątliła wizerunek PZŁ, który nawet nie raczył zawiesić sprawców w prawach członka, ale myśliwego, dzięki któremu sprawa wyszła na światło dzienne, zawiesił (obecnie po odwołaniu się – przywrócony). I wcale nie pomagały pokrętne tłumaczenia, że chodziło zupełnie o inną sprawę, a nie zemstę czy zmowę milczenia. Do ludzi dotarł zupełnie inny przekaz – Jesteś etycznym przestrzegającym myśliwym, któremu zależy na usuwaniu czarnych owiec? PZŁ za to cię ukarze, a zostawi czarne owce pozwoli im dalej na bezkarność. W dodatku ten przekaz jest wzmocniony przez oświadczenia owego myśliwego, że wcale nie uczestniczył w jakimś nielegalnym polowaniu oraz podobne tego typu sprawy opisane chociażby w felietonach Dziennika Łowieckiego.

Sprawa z Żernicy dała namacalny dowód, że polscy myśliwi jednak dokonują kłusownictwa na wilkach. A podobne przypadki to na 99% to ich sprawka, a nie jakichś kłusowników i gości z wiatrówkami. A wypowiedzi myśliwych o tępieniu wilków, bo „coś tam”, pokazują, że oni wcale nie rzucają słów na wiatr. Jak sugeruje w wypowiedzi myśliwy poniżej, kiedy w Wigierskim Parku Narodowym znaleziono zastrzelonego wilka. Potężna utrata dobrego wizerunku w oczach opinii publicznej.

Screenshot - 2016-01-23 , 19_17_33

Co do tego ostatniego, dla niektórych warto poświęcić dla dobra „lepszej” sprawy i walki z „okupantem”, bo:

Nieważne prawo, nieważne poczucie sprawiedliwości i zwykłej przyzwoitości – liczy się tylko „wizerunek”. Jak „wizerunek” tego wymaga, to winy zamiata się pod dywan… Świetna propozycja… dla donosicieli!

wilkisendler2

Masz gdzieś wizerunek? Dobra. Ciekawe, jak będziesz płakać, gdy spełni się czarny scenariusz dla myślistwa przy aprobacie społeczeństwa, gdy z powodu utraty wizerunku nikt nie będzie chronić waszego hobby. I to właśnie przez takich jak ty, a nie „ekologistów”.

 

Myśliwi strzelają, a wilki giną.

Zgłosiła się do nas jedna z czytelniczek, z kolejną smutną informacją, oraz zdjęciami.

Witam, czy można wysłać Wam zdjęcia zastrzelonego wilka? Zdjęcia wykonane na Przełęczy Radoszyckiej, na granicy Polski i Słowacji; przypadkowo w trakcie spaceru natrafiłam na zwłoki wilka, niestety trzeba było uciekać, ponieważ w pewnym momencie usłyszałam głosy idących w jego stronę dwóch mężczyzn. Z tego co wiem Słowacja wprowadziła możliwość odstrzału wilka, ale minimalny dystans od granicy wynosi 25 km. Czyli ten wilk padł ofiarą kłusowników… Możliwe, że to był nasz polski wilk…

Należy się podziękowanie, gdyż tylko dzięki publikacjom mają szansę ujrzeć światło dzienne tego rodzaju zwierzęce dramaty.

22324242

Przy granicy polsko-słowackiej, leży cicho truchło młodego drapieżnika. Nie zapoluje już więcej… Widoczna rana postrzałowa dopowiada historię jaka go spotkała. Może został „pomylony z dzikiem”, a najpewniej został z premedytacją zabity, jako „szkodnik przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Niestety, ale takie właśnie podejście prezentuje większość myśliwych. Kiedy PZŁ swego czasu na swoim profilu próbowało robić nagonkę na wilka, pojawiały się i głosy o natychmiastowej potrzebie „regulacji” tego drapieżnika do 200 sztuk… Tak że… Zaglądając natomiast na fora łowieckie, ze zdumieniem przeczytać możemy jak ludzie, którzy ślubowali przestrzegać prawa łowieckiego i bronić przyrody, dyskutują sobie o możliwych sposobach cichego pozbywania się wilków i kłusowniczym odstrzale, a następnie pozorowaniu wypadków komunikacyjnych, jako przyczyny śmierci zwierzęcia.

19022652_10207011765571921_1897190629_o
Seria zdjęć zastrzelonego wilka, wykonane przez naszą czytelniczkę.

Od 2015 roku między Polską a Słowacją obowiązuje 25 kilometrowa strefa buforowa będąca wyłączona z polowań na wilki (w Słowacji wilk jest gatunkiem łownym). W omawianym przypadku zwierzę zostało zabite tuż przy granicy, jak informuje nas czytelniczka.  Jak widać powołanie tej strefy nie wiele dało…

19046853_10207011767091959_975545027_n
Typowy strzał „na komorę” czyli w serce. Ktoś tu jednak trochę chybił. Po prostu egzekucja. Choć znając myśliwych, pewnie napiszą coś o pasożytach i larwach gzów, które wywierciły od środka ten otwór… Albo o wnykach. Podobne historie słyszeliśmy już w przypadku strzelonych łosi.

Wilki, łatwego życia nie mają. Do pełni szczęścia potrzebują rozległych kompleksów leśnych, dzikich terenów, najlepiej mało penetrowanych przez człowieka. O takie miejsca w dzisiejszym świecie jednak coraz trudniej. Przez prawie 114 tysięcy myśliwych, niecałe 1200 wilków uważane jest za „szkodniki”. Strony kół łowieckich i niektórych nadleśnictw celowo biorą udział w antywilczej histerii zamieszczając na swoich profilach „straszne” zdjęcia ogryzionych kości wilczych ofiar… Z jednej strony ciągle słyszymy, że tych i tamtych zwierząt jest za dużo (jak to możliwe, aby za dużo było jednocześnie drapieżników i ofiar?), a niektórzy myśliwi otwarcie twierdzą, że ich rolą jest zastępowanie wilków. No dobrze… Tylko kiedy przypadkiem natkną się pozostałości po biesiadzie drapieżników, nie gorzej niż przedszkolne dzieci dotknięte „syndromem Bambi”, rozdzierają szaty nad resztkami „biednych małych jelonków”, och jakąż to straszną śmiercią musiały zginąć. No tak, lepiej żeby podrosły i żwawo uciekały postrzelone, gnane zgrają psów myśliwskich na polowaniu zbiorowym. Wtedy to w zgodzie z etyką, zasadami i regulaminem… Ostatnio myśliwi odkryli ze zdumieniem fakt, iż wilki upolowały dużego dzika. Oczywiście szok, niedowierzanie, wręcz panika… Naprawdę można martwić się o los polskiej przyrody, czytając takie reakcje.

19022678_10207011765171911_462463641_o

W 2016 roku media obiegła głośna sprawa skłusowania wilczycy w Bieszczadach, czego dokonało dwóch myśliwych należących do PZŁ przy współudziale podleśniczego. Niedawno zostali skazani nieprawomocnym wyrokiem w zawieszeniu. Dlaczego warto przypominać o tym przypadku? Tym razem kłusujący myśliwi nie mieli szczęścia. Na gorącym uczynku przyłapał ich inny myśliwy, który zgłosił sprawę policji i organom związku. I jak zareagował PZŁ? Nie, nie było medalu łowieckiej zasługi… sprawę próbowano bagatelizować, a nieprzyjemne konsekwencje spotkały myśliwego, który o sprawie doniósł. Został wykluczony z koła macierzystego, tracą szacunek i „przyjaźń” kolegów… To wydarzenie mówi bardzo wiele o myśliwskich nastrojach wobec wilków i tym jak sami traktują przypadki takiego kłusownictwa w swoim gronie.

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

19021709_10207011765051908_1948882091_n

Człowiek w wilczej skórze.

Wilk „przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej” jest wrogiem numer 1 dla większości myśliwych. Traktowany i postrzegany na równi z wałęsającymi się psami. Ale dlaczego? Przecież myśliwi twierdzą, że wilki zastępują, powinni więc cieszyć się że ktoś wyręcza ich w ponurej robocie. Nic z tych rzeczy, gdyż dla myśliwego sensem życia jest polowanie. A polowania jest mniej, gdy w „łowisku” grasuje wilk. Nie przestrzega on okresów łownych, ani ochronnych, „morduje” młode zwierzęta, płoszy (zwierzęta stają ostrożniejsze, przez co polowania też są trudniejsze), no same szkody! Przekłada się to także na straty finansowe koła (trofea, skóra, dziczyzna). No, szału można dostać, tyle pracy w łowisku dla dobra zwierzyny, dokarmianie, lizawki, wodopoje, nęciska, a tu bure nie robio nic i polujo cały rok na wszystko! To nasze jelenie, dziki i daniele, racjonalnie hodowane dla celów łowiectwa!  Myśliwi w żaden sposób nie są w stanie pojąć roli wilka w ekosystemie, który to drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Tym samym budzi wstręt… może dlatego, że myśliwi patrząc na wilka zdają sobie sprawę ze swej ułomności i niedoskonałości.
Nie bardzo można też straszyć lud nadmiernym rozmnożeniem wilka, jak robią to myśliwi w przypadku lisów i jest to wtedy jakoś zasadne. Ponieważ wilki potrafią doskonale same kontrolować swoją liczebność – w watasze rozmnaża się tylko para alfa i to nie zawsze, w zależności, od dostępności pokarmu i siedliska. Nie trzeba więc w żaden sposób kontrolować ich liczebności. Obecność wilka w „łowisku” (tfu, no przesiąkłem widać tym łowieckim bełkotem), ma jeszcze taki plus, że polują one na lisy, jenoty oraz bobry – czyli także „szkodniki”. No i zagryzają równie znienawidzone przez myśliwych „hordy bezpańskich kundli”. Pamiętać musimy, że wilk potrzebuje dziennie około 5 kg mięsa, a więc poluje cały czas mając w wilczym nosie przepisy, regulacje ochronne, zachowanie stada podstawowego… Jest więc o niebo bardziej cennym sprzymierzeńcem w ratowaniu pól rolników i szkółek leśnych oraz nas wszystkich przed zwierzęcą i głodową apokalipsą. Myśliwy, cóż… Musi mieć na co polować, dziczyzny zje pół kg od święta, ale „racjonalna gospodarka” z utrzymywaniem podstawowych stad danieli, jeleni, dzików i saren oparta o jakąś prowizoryczną inwentaryzację być musi.

19024596_10207011767171961_524020466_o

Jak widać można ustanawiać moratoria, obejmować gatunki ochroną, a zabawa w polowanie trwa w najlepsze… Sądząc po ilości „wypadków i przypadków”, które są nam zgłaszane. A to tylko kropla tego co jesteśmy w stanie wykryć, zaś wpisy i wypowiadane poglądy myśliwych tylko potwierdzają to co zawieramy w naszych artykułach.

Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora.

Są i nieliczni myśliwi, rozumiejący rolę wilka w środowisku, działający na rzecz jego ochrony, czy cieszący się z jego obecności w łowisku. Tacy zamiast postrzelać i psioczyć na bure drapieżniki, rzeczywiście czując naturę wolą spędzić noc na ambonie bez jednego strzału, słuchając koncertu zwołującej się watahy. Doświadczyć echa grozy pędzonych jeleni. Ale to nieliczni. Jednym z takich prawych i etycznych myśliwych był nieżyjący już Karol Soliński, który o wilkach pisał tak na łamach „Dzikiego Życia”:

„Uważam, że nie mogę pozostać bierny w sprawie wilków i nie tylko wilków. Upływa 20 lat od chwili, kiedy jako członek Polskiego Związku Łowieckiego zwróciłem się do Zarządu Głównego PZŁ w Warszawie, będąc czynnym myśliwym, w sprawach, które dzisiaj wreszcie przybrały odpowiednie formy działania zmierzające do ochrony tego, czym obdarzyła nas natura, a co tak bezmyślnie niszczymy. Dla ludzi trzeźwo obserwujących to, co dzieje się z naszą przyrodą – darem natury, szczególnie ze zwierzyną żyjącą w stanie wolnym, tak zwaną »dziką«, jest zastraszające. A czynią to w większości ludzie za ten stan odpowiadający – myśliwi i leśnicy.

Powrócę jednak do zasadniczej sprawy, to znaczy wilka i do przywołanego na początku listu sprzed 20 lat. Stan wilków w naszym regionie od czasów omawianych w moim liście na pewno nie wzrósł do stanu jakoby zastraszającego, zagrażającego człowiekowi i jego gospodarce. To bzdura.

Stan ten wzrósł w fałszywych ludzkich papierzyskach i dokumentach inwentaryzacyjnych sporządzanych w biurach, a nie uczciwie w łowiskach. Myśliwi i leśnicy (?), którym tak bardzo zależy na tępieniu wilków, nie przebierają w środkach dla uzasadnienia swojego stosunku do wilków.

Szanowni koledzy myśliwi i leśnicy uzasadniając potrzebę tępienia wilków posługują się twierdzeniem, że wilki wyrządzają szkody także w gospodarce łowieckiej, co ma potwierdzać fakt spotykania w łowiskach szczątków zwierzyny łownej nie skonsumowanej do końca przez wilki. Zapytam: czy na pewno tylko przez wilki? Szanowni koledzy decydenci o »być albo nie być« dla wilka, jeżeli nawet wilk zabije zwierzynę łowną i do końca jej nie skonsumuje, pozostawiając niezbity dowód swej przestępczej działalności w łowisku to czyż nie nasuwa się pytanie co się dzieje panowie myśliwi z waszymi postrzałkami? Co dzieje się z ofiarami kłusownictwa? A kto zabija tam, gdzie wilki nie występują? Skąd biorą się padłe sztuki zwierzyny łownej w polach, w uprawach rolnych, właśnie tam gdzie niestety nie ma wilków?

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na inny jeszcze fakt potwierdzający niekonsekwencję decydentów o »być albo nie być dla wilka«. Panowie leśnicy narzekają na nadmiemy stan zwierzyny płowej, głównie jeleni w lasach na południu województwa krośnieńskiego, powodujący poważne szkody w uprawach leśnych. Na tych samych obszarach, według opinii panów leśników, występuje nadmierny stan wilków. A więc o co panowie w końcu chodzi? Czego jest w tych krośnieńskich łowiskach za dużo?”

10517506_914185541934934_46078767897005080_n (1)
”Szkodnik”, tylko który bardziej?

A więc mamy kolejnego już myśliwego, który nie tylko potwierdza to co wilkach piszemy my, ale także poglądy swoich kolegów. Karol Soliński zmarł niedawno w wieku 93 lat. Warto jednak przypomnieć sylwetkę, poglądy i działania tego myśliwego, który powinien być wzorem dla wszystkich dzisiejszych hejterów wilczych spod loga PZŁ.

W innym liście Pan Karol pisze o swoich działaniach na rzecz ochrony wilków:

„Jestem członkiem PZŁ, czynnym myśliwym od roku 1957, natomiast mój staż myśliwski datuje się od najmłodszych lat okresu międzywojennego. Ojciec mój był myśliwym i strażnikiem łowieckim w okresie przedwojennym i od tamtego czasu z łowiectwem jestem związany i jak długo pozwoli mi zdrowie z czynnym łowiectwem nie zamierzam się rozstać. […]

Wniosek mój dotyczy: 1 – objęcia ochroną i rozszerzenia okresu ochronnego dla wilka na województwa przemyskie, krośnieńskie i nowosądeckie; 2 – zmiany dotychczas obowiązującego okresu polowań na dzika (!!! ~ Postulaty NPRM!)

(…)

[…] Praktycznie moim zdaniem dzik został pozbawiony okresu ochrony. Czy obecny termin polowań gwarantuje nietykalność maciorze w okresie prawnie zastrzeżonym, kiedy prowadzi potomstwo? Na pewno tak, ale w innej sytuacji dopuszcza do niezamierzonego nawet barbarzyństwa. Jak można inaczej nazwać fakt odstrzału lochy ciężarnej tuż przed okresem wyprosienia? Polując w kole łowieckim „Jarząbek” w Ustrzykach Dolnych, w dniu 10 lutego (obecnie na lochy można.polować do 15 stycznia, na pozostałe do końca lutego – red.) między innymi zostały odstrzelone dwie loszki. Ja dokonywałem operacji ich patroszenia. Obie loszki posiadały w pełni rozwinięty płód w ilości po 7 sztuk każda. […] Polując w kole »Ponowa« w Krośnie, w rejonie dukielszczyzny […] zamiast dużego odyńca padła duża locha, strzelona przez starszego już wiekiem kolegę. Znowu ja, ze swoimi umiejętnościami etatowego »patrocha« i znowu tym razem okropny widok: 11 sztuk małych: […] Niepokoi mnie również sprawa odpłatności przez koła za szkody wyrządzane przez zwierzynę łowną […] W tej sytuacji koła słabe finansowo, doprowadzą do całkowitej likwidacji dzika w obwodach przez siebie dzierżawionych […] Tematu nie wyczerpałem, bo chyba obrazi się na mnie lis, on też jest biedny.”

~ Fragmenty pisma Karola Solińskiego do Zarządu Głównego PZŁ z kwietnia 1978r.

Źródło:
http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Temat pozostaje niewyczerpany. Myśliwi i kłusownicy strzelają, a wspaniałe drapieżniki giną, mimo ochrony. Kto by się tym przejmował… Przecież mamy myśliwych, którzy go „zastąpią lepiej”. Nieliczni, postępujący w zgodzie z prawem i moralnością, świadomi przyrodniczo są przez „wiedzących lepiej” specjalistów od szkodników, gnojeni, ignorowani, a nawet prześladowani. Ale to już nie nasze zmartwienia, choć wolelibyśmy, aby osoby postępujące w zgodzie z prawem, potrafiący spojrzeć na środowisko szerzej niż przez pryzmat doraźnej korzyści z polowania, były kiedykolwiek przez PZŁ postrzegane inaczej. Pewnie jeszcze jednak długo zostaną, „wrogami, oszołomami i zdrajcami”. No cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że natura jakoś to wszystko przetrzyma, a z czasem do głosu dojdzie rozsądek, nauka i argumenty, w opozycji do emocji łowieckich i „racjonalnych” gospodarek.

18199379_1446480095427304_2783700988948239598_n
Lasy Państwowe, nie bardziej niż myśliwi zdają się być oderwane od rzeczywistości i dotknięte piętnem bambizmu. Wespół z myśliwymi ścigają się w nakręcaniu antywliczej histerii. I biorąc pod uwagę tego typu poglądy, trudno się potem dziwić przypadkom kłusownictwa na wilku.

 

p33zł
A tu już post na osi czasu PZŁ. Akurat ich poglądom trudno się dziwić, kiedy deklarują przy każdej okazji obronę interesów łowiectwa za wszelką cenę, a interes PZŁ ma być czymś nadrzędnym. Wszystko, tylko nie przyroda. No chyba, że można mieć jakieś korzyści. A te dla gospodarki łowieckiej po uczynieniu wilka łownym były by szerokie.

Więcej o myśliwskiej hipokryzji i nienawiści wobec wilków dowiesz się tutaj:

”Nie dla wilka kiełbasa” – Myśliwi oburzają się, że wilki zjadają ”ich” dziki.

=====================
=====================

Źródła:

Listy Karola Solińskiego, miesięcznik ”Dzikie Życie”
 http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Wilki.pl 

Myśliwi skazani – Sprawa skłusowanego wilka w Bieszczadach.

====================
====================

 

 

 

„Nie dla wilka kiełbasa!” – myśliwi oburzają, że wilki zjadają „ich” dziki.

Od dłuższego czasu PZŁ gromi jak to dzików jest za dużo, okoliczni mieszkańcy wsi i miejskich osiedli cierpią, a eko-dekle jak zwykle nie chcą ich wybijać. Co jest dziwne, bo jak ministrowie rolnictwa i rozwoju wsi, wpierw Marek Sawicki, a potem Krzysztof Jurgiel zapowiadali depopulację dzików na Podlasiu w związku z ASF, to myśliwi gremialnie się oburzali: Jak tak można! To barbarzyństwo! Gdzie są eko-dekle?!

Podobnie reagowali, gdy w marcu 2016 roku w nadleśnictwie Gdańsk, husky rzekomo zagryzł dwa warchlaki (https://www.facebook.com/StrazLesnaNadlesnictwoGdansk/posts/1124348077610419). Coś co wilk zrobiłby dokładnie to samo. Dobra, ale pies domowy to obcy element w lesie. Wilkowi, jako elementowi bardziej naturalnemu, można przebaczyć? Nic z tych rzeczy!

wilkdzik1

I tu przechodzimy do sedna – Gdy zwierzyna gruba obrywa od wilka, to myśliwi także awanturują się i jest rozpacz o masakrze dokonywanej na warchlakach oraz jakie to szkody wyrządza przyrodzie. Boli ich serce, że wataha wilków męczy biednego dzika i go zagryza. Co w przypadku dzika jest kuriozalnym twierdzeniem, kiedy w myśliwskich zagrodach dziki są możliwości obrony szczute przez rozjuszone psy myśliwskie. A w polowaniach myśliwi krzyczą, strzelają i posyłają swe psy na i tak zastraszone zwierzęta.

08-Woelfe-Wildschwein-Jagd12809622_984195851669921_8933204576095766139_n Wilki atakują dzika – źle. Myśliwskie psy atakują dzika – dobrze.

A najbardziej rozwalają mnie teksty typu „Wilki mordujo warchlaczki! Olaboga!”.  Oderwanie od rzeczywistości czy tak zwany „bambizm”? Dla każdego przyrodnika wiadomym jest, że drapieżnik poluje przede wszystkim na młode, jako mniej sprawne w ucieczce, łatwiejsze do zabicia itd. Myśliwi reagują natomiast jakby nie znali tego prawidła przyrody. Pytanie – Czy rzeczywiście żałują szczerze uroczych warchlaków czy też utraconych niedoszłych obiektów swoich polowań?

wilkdzik2

Kogo my chcemy oszukać… Oczywiście, że żałują niedoszłych obiektów swoich polowań. Myśliwi krzyczą, że dzików jest za dużo i konieczna jest ich regulacja ze strony myśliwych. Jednak, gdy wilk zmniejsza ilość owych dzików, to myśliwi krzyczą, że to wilków jest za dużo. Że zaraz wytępi całą zwierzynę w lesie i z jej braku zaatakuje nasze psy, potem żywy inwentarz, aż w końcu ludzi.

473402871_d11dzik Wilki upolowały dzika – źle. Myśliwi upolowali dzika – dobrze.

A czemu krzyczą? Dwa powody:

Pierwszy – wilk to wielki konkurent dla myśliwego, chcącego mieć zwierzyny jak najwięcej dla siebie, bo bardziej cieszy go duże ilości dzików od jednego wilka, przez którego „niejedno koło cierpi”. Biedni myśliwi, gdyż nie będzie pieniędzy z tuszy, a dewizowców też będzie mniej.

 

wilkdzik6

11999675_984200798336093_140960265693744460_o12804790_984202945002545_1942267724315530947_n

Ach ten wredny wilk! Jak on śmie pożreć swój naturalny pokarm! Przed czy teraz myśliwi będą chronić pola rolników?! Przed czym będą przestrzegać mieszczuchów?! Buras to wszystko psuje! Nawet misterny plan jak tu zwiększyć ilość dzików. Tak opisuje jeden użytkownik z forum Dziennika Łowieckiego (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=56728&t=55573):  

Nie mieliśmy przez kilka lat za dużo dzików ale udało nam się zwiększyć ich ilość i byliśmy zadowoleni. 

wilkdzik7

Czyli myśliwi specjalnie tworzą nadwyżki zwierząt, nawet tych, którym nie jest potrzebna reintrodukcja i należących do gatunków konfliktogennych. A takim jest dzik. Co z tego, że rolnik może mieć straty? Co z tego, że trzeba wydawać pieniądze, czasami publiczne, by je pokryć*? Co z tego, iż potem bajzel ten trzeba odkręcać i wtedy myśliwska narracja się zmienia? No nic, bo łowisko jest bogate, a ten wredny wilk nawet nie próbuje oszczenić, bo przed czymś trzeba chronić mieszczuchów na wypadek zwierzęcej apokalipsy. Ciąg dalszy cytatu:

Kilka lat temu oszczeniła się nam wadera i mamy swoje wilki….no i oczywiście wynikające z tego powodu problemy. Niestety od kilku lat, czujemy bytność wilków w obwodzie i widzimy efekty ich działania.

I z początku tego samego cytatu:

Od jakiegoś czasu nie oglądamy dzików i jeleni /a było ich nie mało/ a ostatnio też drastycznie spadła ilość sarny.
wilk12803124_984195045003335_3184152675315251803_n

A drugi powód? Ano wilk obnaża całą niekompetencję myśliwych przy regulowaniu zbytniej ilości zwierząt. Raz, że ma naturalne predyspozycje do selekcjonowania słabych i chorych sztuk, kiedy z ludźmi jest zwykle dokładnie odwrotnie. W dodatku myśliwego ograniczają zwykle okresy ochronne i normy moralne, kiedy wilk poluje na zwierza w każdym wieku i dla niego to normalne, że jego ofiara ginie w męczarniach. A nawet jak myśliwy poluje na takiego dzika w każdym wieku, bez okresu ochronnego, to tylko jeszcze pogarsza. Gwoździem do trumny jest stosunek myśliwych do zwierzyny grubej – jeleniowatych i dzika. Cały czas krzyczą, że trzeba zwierzyny grubej jest za dużo i trzeba regulować. Ale gdy przychodzi co do czego, myśliwi dostają białej gorączki o faktycznej regulacji zwierzyny grubej (chociażby rezygnacja z zimowego dokarmiania). Nie to co wilki, które jak trzeba będzie, to zmniejszą nadwyżkę danego zwierza i potem będą go trzymać w ryzach, zamiast udawać farbowane lisy.

I w tym wszystkim wilk nie tylko jest lepszym regulatorem, ale uczciwszym. Nie hoduje on zwierzyny dla egoistycznych interesów. Jak ma zmniejszyć nadwyżki, to to robi. I dotyczy to każdej jego ofiary, a nie tak jak mu wygodnie.

1936975_984197205003119_4688943370019867780_n12814571_984197348336438_8861843247778578288_n

Z kolei od niektórych słychać, iż wilka jest za mało i nie zredukuje dziczej nadpopulacji, ale jak wynika z wypowiedzi myśliwych jest zupełnie co innego. Znikają warchlaki, w okresie najbardziej podatnym na regulacje. Gdy na nęciskach pojawia się wilk dziki unikają tych miejsc. W Bieszczadach dzika także jest na lekarstwo, a tam bytuje i wilk i niedźwiedź. Czyli jednak duże drapieżniki redukują pogłowie dzika oraz robią to szybciej i skuteczniej od myśliwych, którzy wolą hodować na rolniczej krwawicy. Z kolei badania wykazały, iż zwiększa się udział dzika w wilczej diecie.

regulacjadziki

Aż chce się powiedzić: tam gdzie PZŁ nie może, tam wilka pośle.

A nie pośle, bo jak wykazałem, takie coś jest w niesmak myśliwemu, bo pokazuje jego bezużyteczność. I taki będzie cieszył ze śmierci wilka, bo ten wymordował mu dziczki, jelonki i sarenki, które po dokarmianiu i wyciąganiu z wnyków skończą na łowieckim pokocie.

wildzik3wilkdzik32

A będąc przy śmierci, to przy zastrzelonej i oskórowanej  przez myśliwych waderze w Żernicy w styczniu 2016 roku, na forum Dziennika Łowieckiego jeden myśliwy pieklił się, że cyt. (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=485983&t=485946):

Od paru dni media (łącznie z serwisem internetowym PZŁ) pałują się zastrzeleniem jakiegoś tam wilka. Jednej sztuki. Absolutnie niezagrożonego gatunku. Które to zastrzelenie nie ma najmniejszego znaczenia dla przyrody. Tymczasem na temat pomysłu wy****dolenia do spodu wszystkich dzików w pasie 50 km od granicy, który będzie miał wielki i nieoszacowany przez nikogo impakt ekologiczny – cisza. Nie ma dostatecznie wulgarnych wyrazów na opisanie tego zakłamania.

wilkdzik5

Czyli co? Wilk nadal uznawany za rzadki i widniejący w polskiej Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych, dla ekosystemu niezbędny (znacznie potrzebny niż nadpopulacje zwierzyny grubej), zabity nielegalnie, w dodatku samica mogąca wydać na świat wiele wilków, powinien być olany, bo zero szkód dla przyrody.

Ale dzik, któremu nie grozi żadne wyginięcie, o wyraźnej niekwestionowanej nadpopulacji, stworzonej przez nieodpowiedzialnych myśliwych, która (jak już musimy rzucać takimi frazesami) szkodzi ekosystemowi (m.in. zniszczone lęgi głuszców) i gospodarce, oficjalnie strzelany jako nosiciel groźnej choroby, to gigantyczna zbrodnia na ekosystemie?

Raczej zbrodnia na myśliwskiej dumie, bo nie będzie dziczków do hodowania i postrzelania oraz wciskania kitu o ochronie przyrody, konieczności regulacji i miłości do dziczyzny. Nie ma dostatecznie wulgarnych wyrazów na opisanie tych podwójnych standardów, niedouczenia i egoizmu ze strony pseudoekologów z PZŁ.

wilkdzik4

Przy okazji ostatnio myśliwi z PKŁ „Ponowa” w Przemyślu ostrzegali, że wilki zaczynają polować coraz bliżej ludzkich siedzib, bo znaleźli resztki dzika pożartego przez wilki 200 m od zabudowań. A tylko krok od tragedii. Hm… podsumujmy… w ostatnich miesiącach nasiliło się wypadków śmiertelnych spowodowanych przez myśliwych. W części tych wypadków te nieszczęśliwe wypadki wynikły z sztandardowej myśliwskiej wymówki: „Pomyliłem z dzikiem.” (EDIT: więcej tu – https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/06/16/bo-pomylilem-z-dzikiem/)

A od conajmniej 1945 r. nie zanotowano ANI JEDNEGO wilczego ataku na człowieka w Polsce. A dawniejsze doniesienia w świetle obecnej nauki nie wydają się być wiarygodne. Tak więc zadajmy, KTO naprawdę stanowi zagrożenie dla ludzi i ich zwierząt?
12805760_983563831733123_3083668445735168993_n12799095_983563948399778_1537409623248569992_n

 

==============================================

* Info dla myśliwskich cwaniaków krzyczących: „Poproszę o przykład pokrycia publicznymi pieniędzmi strat rolniczych spowodowanych przez dzika, kłamliwe eko!”. Proszę bardzo – prosto z ustawy Prawo Łowieckie:

Art. 50. 1. Skarb Państwa odpowiada za szkody wyrządzone przez zwierzęta łowne objęte całoroczną ochroną.
2. Za szkody, o których mowa w ust. 1, wyrządzane na obszarach:
1) obwodów łowieckich leśnych odszkodowania wypłaca Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe ze środków budżetu państwa;
2) obwodów łowieckich polnych i obszarach niewchodzących w skład obwodów łowieckich odszkodowania wypłaca zarząd województwa ze środków budżetu państwa.

A co do dzików, to z konferencji w Senacie pt. „Przyszłość wilka w Polsce” z 2015 roku (http://www.senat.gov.pl/gfx/senat/userfiles/_public/k8/agenda/seminaria/2015/150409_wilk/wilk_24-06-2015_internet.pdf):

Pod koniec 2014 r. rząd przyznał Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa 6,1 miliona zł na wypłatę rekompensat za szkody powodowane przez dziki w uprawach rolnych. Do 7 kwietnia wypłacono rolnikom już ponad 3 miliony zł. 

Plus jeszcze odstrzały dzików za publiczne pieniądze z tej samej konferencji:

W tym samym województwie podlaskim pięćset dzików przeznaczono do
odstrzałów, a sejmik województwa podlaskiego przeznaczył na to 200 tysięcy
złotych, czyli około 400 zł za jednego zabitego dzika. Wilkom się za to nie
płaci, wilki to robią po prostu codziennie.

Przy okazji poczekajmy, aż w ramach nowelizacji prawa łowieckiego wejdzie w życie Fundusz Odszkodowawczy, kiedy to Skarb Państwa będzie częściowo opłacać szkody łowieckie :).

Obchody Dnia Ziemi czyli jak myśliwi pchają się tam, gdzie nikt ich nie zaprasza.

Wracamy dziś do corocznych obchodów Dnia Ziemi, które zbliżają się wielkimi krokami. Udział w festynie będzie można wziąć już czwartego czerwca na Polach Mokotowskich w Warszawie. Wracamy z niejakim zażenowaniem, bo prostacka akcja odstawiona rok temu przez PZŁ i fundację Devana, powtórzyła się znów, tylko w bardziej dramatycznym wydaniu.

W ubiegłym roku organizatorzy Dnia Ziemi odpisali PZŁowi tak: „… nie chcielibyśmy promować na Dniu Ziemi łowiectwa, zdecydowanie idea Dnia Ziemi daleka jest od promocji idei, którą Państwo reprezentują. Przykro mi, ale nie nawiążemy współpracy.”
Oczywiście, lament, płacz i zniewaga. W tym roku PZŁ użył wszystkich swoich wpływów, łącznie z poplecznikami w ministerstwie, aby tylko wystawić swoje stoisko i wciskać swoją pomyloną ideologię przypadkowym ludziom. Potwierdzają to sami organizatorzy w jednym z wpisów na swojej stronie :

bez tytułu3222e211`

Myśliwskie lobby bez skrupułów wykorzystuje swoją pozycję, układy i znajomości, aby wciskać się ze swoją pomyloną ideologią tam, gdzie są najmniej mile widziani.

Tragizm ewidentnie wywołany przez PZŁ, które to prócz mordowania zwierząt lubuje się również w sianiu wszelakiego fermentu, dotknął tym razem kilku innych organizacji. Jedyna pociecha w tym, że Fundacja Ośrodka Edukacji Ekologicznej nie jest osamotniona w walce, a inne organizacje także sprzeciwiają się udziałowi myśliwskich pseudo – ekologów w tym wydarzeniu. Jak twierdzą organizatorzy imprezy ”W tym roku PZŁ zyskał sojuszników w postaci ministerstwa środowiska, wywierając na nas ogromną presję” A naciski miały trwać od wielu miesięcy.

bez tyt2333222ułu

Tym razem PZŁ zadziałał szybciej, angażując w swoje paranoiczne dążenia, a jakże – Ministerstwo Środowiska. Na temat owej „państwowej” – o zgrozo – instytucji nie będę się rozpisywać, wiadomo w czyim interesie działa od jakiegoś czasu.
Fakt, że myśliwi pchają się z gumofilcami i swoimi pseudo – ideami w ostatnie miejsce gdzie byliby mile widziani, świadczy już tylko o desperacji w jakiej się znajdują. To kuriozalne, że na Dniu Ziemi wypromować się pragnie organizacja, której członkowie nie tylko dewastują środowisko naturalne, zaburzają lokalne ekosystemy, ale i trują nas wszystkich wprowadzając do obiegu więcej ton ołowiu niż cały transport kołowy.
Zadowolona Pani rzecznik odtrąbiła sukces, który jak się okazuje, wcale nie jest taki pewny. Organizacje jedna po drugiej przeciwstawiają się udziałowi Pzł w festynie, a mało tego, zaprzeczają, jakoby brały udział w jakichkolwiek konsultacjach. Organizator też sprawy jeszcze nie zamknął, choć naciski są ogromne, łącznie ze stratą dofinansowania z Ministerstwa, które zakrawa na mało śmieszny żart.

bez tytułu3222211
Będą ”edukować’. Zwierzęta trzeba zabijać i jeść kiełbasę z dzika, aby chronić środowisko i uprawy rolników. Inaczej zwierzęta zjedzą nas.

Tak działa łowiecki Eko – Terror w praktyce. Kłamstwa, naciski , manipulacje i presja – to owa sławna promocja łowiectwa w nowym wydaniu.
Fundacja potrzebuje pomocy i prosi o wyrażenie swojej opinii na temat ewentualnego uczestnictwa PZŁ, co można zrobić tutaj:

Pomoc Fundacji – Zamieść opinię

AKTUALIZACJA Z DNIA 30 MAJA 2017:

NIE BĘDZIE MYŚLIWYCH NA DNIACH ZIEMI !!!

Pozytywna i wspaniała wiadomość na dzisiaj. Oficjalnie i ostatecznie, według organizatorów, PZŁ nie weźmie udziału w obchodach Dnia Ziemi. Całkowicie wspieramy i rozumiemy tą decyzję. Jest to małe zwycięstwo nas wszystkich, którzy wsparliście organizatorów na ich profilu, wyrażając swoje zdanie odnośnie uczestnictwa PZŁ w tej imprezie. Godziny dyskusji i wymiany argumentów jakie miały miejsce na profilu Dzień Ziemi nie poszły na marne. Myśliwi ponieśli porażkę, kiedy niektórzy z Was pięknie masakrowali koronne argumenty myśliwskie wiedzą i logiką. Dziękujemy tym osobom szczególnie. NIE dla pseudeokolgów z PZŁ. Gospodarka łowiecka, użytkowanie łowiska, postrzeganie zwierząt jako surowca lub szkodnika – to nie są idee, które powinno się promować podczas święta ekologii. Rzecznik PZŁ Diana Piotrowska okłamała opinię publiczną, sugerując, że stoisko i miejsce mają już ”zaklepane”. Na swoim profilu napisała, że w wyniku konsultacji z NGOs, myśliwi otrzymali zgodę i będą ”edukować” na polach mokotowskich. Było to nieprawdą.

Screenshot - 2017-05-30 , 21_59_51

W zeszłym roku Polski Związek Łowiecki także nie załapał się na tą imprezę, otrzymując pismo z odmową od organizatorów. W tym roku myśliwi postanowili wykorzystać sprzyjającą koniunkturę polityczną i swoje znajomości w ministerstwie, aby wprosić się na obchody. Pocztą pantoflową i w tajnych grupach umawiali się na komentowanie i wyrażenie wsparcia dla PZŁ. Nie udało się….

Screenshot - 2017-05-31 , 01_29_00

Nie będzie pokazywania skór, trofeów, promowania okrucieństwa i sadyzmu, przekupywania ludu kiełbasą i mówieniem, że jedzenie bigosu z dziczyzną to zrównoważony rozwój ekologiczny oraz ochrona pól rolników.

Wielkie Brawa również dla organizatorów, którzy nie ulegli szantażom myśliwych i nie dali się zastraszyć.

NPRM

Na koniec wierszyk:

Polowała w kniei Diana Piotrowska…

Wlazła na ambonę przypudrować noska.

I myśliwi dziś bardzo zdziwieni,

Gdzie się zapodział nasz udział w Dniu Ziemi?

A z chaszczy opasły, wynurzył się Knur…

”Stoiska nie będzie – pozdrawiam – Darz Bór.”

Myśliwi, bobry i rolnicy – Jak PZŁ po chronieniu bobra wbił mu nóż w grzbiet…

13516663_1054116144677891_8453235386850358758_n

Ostatnio bobry w Polsce nie mają dobrej passy. Są wielokrotnie oskarżane o zalewanie terenów rolnych, niszczenie wałów przeciwpowodziowych, a obrońcy Skarbu Państwa powołują na milionowe straty.  Co chwila kolejny RDOŚ wydawał lekką ręką wyroki śmierci na bobry. W listopadzie zeszłego roku władze planowały zabić 27 tys. polskich bobrów (http://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/26-11-2016-wladze-planuja-odstrzal-nawet-27-tysiecy-bobrow-w-polsce,1621188.html?playlist_id=21479).

W marcu tego roku umieszczaliśmy apel o ratowanie tarnowskich bobrów. Ostatnio wójt gminy Cedry Wielkie domagał się od RDOŚ w Gdańsku wybicia bobrów do zera jakoby stanowiły zagrożenie dla wałów przeciwpowodziowych (https://fakty.tvn24.pl/fakty-po-poludniu,96/wojta-gminy-cedry-wielkie-chce-pozbyc-sie-bobrow,737725.html).

13516573_1052515284837977_3237796188312954521_n

W lipcu 2016 roku Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i Polski Związek Łowiecki zawarły porozumienie w odpowiedzi na rosnące bobrze szkody.

Współpraca miałaby na celu kontrolę populacji bobra na terenach obwodów dzierżawionych przez koła łowieckie. Zgodnie z projektem instrukcji, regionalni dyrektorzy ochrony środowiska wydawać mają zarządzenia na podstawie art. 56a ustawy o ochronie przyrody dotyczące pozyskania, a przez to ograniczenia populacji bobrów, obejmujące swoim zasięgiem tereny obwodów łowieckich, wchodzących w skład poszczególnych Zarządów Okręgowych PZŁ.

Wstępna propozycja zakłada, iż kołu łowieckiemu, na terenie którego dokonano odstrzału, wypłacany będzie ekwiwalent za poniesione koszty.

Źródło: http://www.agropolska.pl/aktualnosci/polska/bobrow-ma-byc-mniej-w-stolicy-lacza-sily,2317.htm

Sama wiadomość niektórych myśliwych zelektryzowała wiadomość, iż w końcu wzięto się za te szkodniki. No i trochę pieniędzy wpadnie do kiesy.

13524306_1052517641504408_2013332919164931246_n

Z kolei październiku 2016 roku do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi trafił wniosek o wpisanie bobra na listę gatunków łownych celem ograniczenia ich liczebności oraz opłacenia ich szkód. By jednak być szczerym, pomysłodawcą wniosku była Podkarpacka Izba Rolnicza przy poparciu Krajowej Rady Izb Rolniczych. I to przede wszystkim rolnicy są za zrobieniem bobra gatunkiem łownym (http://agri24.pl/wniosek-o-wpisanie-bobra-liste-zwierzat-lownych/).

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

Gdyż generalnie myśliwi nie chcą pozyskiwać łowiecko bobrów, kiedyś w jednym przypadku zwyczajnie odmówili odstrzału. Ale nie wynika to z troski, o nie. Jeżeli bóbr zostałby gatunkiem łownym, to myśliwi opłacą wszelkie szkody. A nie są to małe sumy, bo Skarb Państwa przeznacza na to ok. 15 mln złotych i wiele myśliwych przewiduje, że koła łowieckie zwyczajnie nie podołałyby finansowo. W dodatku do bobra trudno się strzela i generalnie jest to mało skuteczny  sposób na redukcję bobra. Przykładowo w roku 2015 RDOŚ w Kielcach zezwolił na odstrzał 1,2 tys. bobrów. Uspokajano, że do pogromu nie dojdzie. I mieli rację, bo myśliwi odstrzelili jedynie… 120 sztuk, twierdząc jakie z nich sprytne bestie. By w ogóle skutecznie polować na bobry, to trzeba stosować pułapki zatrzaskowe, które są zabronione przez VI załącznik Dyrektywy Siedliskowej, z powodu ich nieselektywności. Nie wspominam o aspektach moralnym i społecznym (a PZŁ mimo wszystko raczej zależy na dobrym wizerunku).

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

I tak argument w postaci „Kto zapłaci szkody rolnikom jak zabraknie polowań?” traci rację bytu, gdy przychodzi do bobrów. Myśliwi nie chcą płacić rolnikom, bo zbyt kosztowne szkody, nie ma tradycji polowania na bobry, dewizówek nie będzie, tusza bezużyteczna i jest coraz mniejsze zapotrzebowanie gospodarcze, a polowanie w obecnym kształcie nie należy do łatwych.

13501991_1052724438150395_2227791184494710661_n

13512231_1056215597801279_2572386412954526308_n

Myśliwi z forum Dziennika Łowieckiego wymieniają, że odszkodowania za szkody bobrze wykończy ich finansowo 

I jednocześnie myśliwi zaczynają zwymyślać rolników od leni, żądnych kasy chciwców itp. No to jak panowie? To jak z bezinteresownym chronieniem interesów rolników i chęcią opłacania szkód? Jak widać argument ten u myśliwych pojawia się, jak im wygodnie.

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

18341907_1358912700864899_4319015403906374517_n

Tym razem rolnicy nie są bezradnymi bidulami w obliczu zwierzęcej apokalipsy, a  pazernymi na odszkodowania leniami, co wykorzystują biednych myśliwych.

Spośród tych wszystkich narzekań najbardziej spodobały mi się teksty, by za szkody bobrze płacili organizacje ekologiczne, by wreszcie ponieśli odpowiedzialność za bobra.

 18342243_1358915610864608_1492770323797925260_n

Myśliwi lubią zaskarżać „eko-durni”, jak to najpierw zgrywają obrońców przyrody, a gdy coś idzie nie tak, to szybko opuszczają pokład i każą innym naprawiać wyrządzone przez nich szkody. Moim zdaniem, myśliwi pierwsi powinni uderzyć się w pierś, gdyż te zachowanie to ich cechuje, szczególnie, gdy mówimy o polskim bobrze.

1.png

13450909_1052517764837729_5339647625798571112_n

Rozumiem, że tymi ekologami będą myśliwi, bo w przeszłości PZŁ odbudował populację bobra, a podobno „każdy myśliwy to prawdziwy ekolog”?

Niektórym naszym czytelnikom może się to nie spodobać, ale za ostatnie reintrodukcje bobra w Polsce odpowiada głównie Polski Związek Łowiecki. Program restytucji bobra opracował w 1974 r. prof. dr hab. Wirgiliusz Żurowski, pracownik Polskiej Akademii Nauk, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody, a także prezes Okręgowej Rady Łowieckiej w Suwałkach.

bobr_zurowski_foto

Wirgiliusz Żurowski podczas odłowu bobra 

„Program aktywnej ochrony bobra europejskiego” tworzony we współpracy ZG PZŁ polegał na corocznym przesiedlaniu na tereny całej Polski kilkudziesięciu sztuk bobrów wyhodowanych na farmie w Popielnie, oraz dzikich – odławianych z Suwalszczyzny.

Można rzec, że myśliwym zależało na przywróceniu bobra do polskiej przyrody. Ale jak zawsze to bywa w takich sytuacjach, mogli mieć w tym interes. Za wskazówkę mogą posłużyć słowa pomysłodawcy restytucji, Wirgiliusza Żurowskiego w 1976 roku, kiedy pisał w Łowcu Polskim: „Tylko czynne zajęcie się bobrem i powiązanie ich ochrony z aspektem gospodarczym może je zachować dla przyszłych pokoleń…”. Interpretację tych słów pozostawiam wam. Podobno sam prof. Żurowski marzył, że po udanej restytucji upoluje sobie bobra, lecz przeszkodziła mu w tym śmierć w 1992 roku. Nie mnie oceniać.

13442351_1051045048318334_1516859333880559252_n.jpg

Ale co by nie mówić, program odniósł sukces. Dla niektórych nawet za bardzo, gdyż bobry zaczęły tworzyć szkody. Co na to Polski Związek Łowiecki? Wymigał się od odpowiedzialności i zostawił bobra na pastwę wkurzonych rolników i urzędników.

18341642_1358917990864370_6729387069910307428_n

Nie zamierza też wciągnąć go na listę zwierząt łownych, bo jak przyznała sama pani rzecznik PZŁ Diana Piotrowska, że to ZG PZŁ wyszedł z propozycją, by bobry nadal zabijano z publicznych pieniędzy, byle nie płacić szkód. 

„Beton” doprowadził do podpisania porozumienia między PZŁ a GDOŚ żeby uchronić nas przed wpisaniem bobra na listę gatunków łownych!!!! Szkody by zniszczyły nasze koła!” (…) Podpisanie porozumienia o odstrzale było z inicjatywy PZŁ żeby ubiedz realizację pomysłu o wpisaniu gatunku na listę gatunków lownych. Izby rolnicze i resort rolnictwa baaardzo na to naciskaly.

18425156_1358910760865093_6854859250097393397_n

I w świetle myśliwskich krzyków o „ekopajacach nie chcących płacić szkodnika” zapytam się bezczelnie – Niby czemu? Niech PZŁ pochwali się wściekłym rolnikom, że reintrodukował bobra w Polsce. Niech powie, że w takich reintrodukcjach chodziło mu jedynie o przetrwanie gatunków (inna sprawa, że później dąży do zmniejszenia tych samych gatunków, „bo za dużo i szkody”). Niech myśliwi powiedzą wprost poszkodowanym, co o tym wszystkim myślą. Czyli zgodnie z myśliwską logiką to myśliwi powinni ponieść odpowiedzialność za bobra i wypłacać rekompensaty ze swych składek. Tak więc czemu w tym przypadku organizacje ekologiczne akurat mają ponosić odpowiedzialność, za coś czego nie zrobiły (bo jak zwykle jedynie hejtują przed komputerem :D)?

1.png
Miejcie to na uwadze, gdy myśliwi próbują oskarżać ekologów, jak to nadmiernie chronią „szkodliwe” zwierzęta za nie swoje i chcą przerzucić odpowiedzialność na innych. Za przykład podają wilka, przez którego rzekomo polski budżet traci gigantyczne pieniądze.

Dla uzmysłowienia szkody wyrządzone przez wilki polski budżet przeznacza ledwie 0,7 mln PLN. Za szkody wyrządzone przez bobry 15 mln PLN. W samym województwie podlaskim 2013 roku szkody za wilki wyniosły 30 462 PLN, a za bobry 2 201 533 PLN. W dodatku wilk ma ten plus, że poluje na bobry, w szczególności na terenach zabobrzonych (Puszcza Knyszyńska – 25% biomasy; Puszcza Borecka – 15% biomasy). Także w Polsce zachodniej wilk zaczyna polować na bobry. Nie ulega wątpliwości, iż wilk jest lepszym reduktorem gatunków konfliktowych od myśliwego, bo nie reintrodukuje zwierzyny pod płaszczykiem ochrony dla własnych korzyści, a jak trzeba, to zje „szkodnika”, a nawet nie trzeba mu płacić.

W dodatku prof. Żurowski, który jak przeczyta się o nim szerzej – sprawiał wrażenie szczerego pasjonata i tego „dobrego myśliwego” – zapewnie w grobie się przewraca, kiedy PZŁ tak opisał bobra na swojej stronie internetowej, gdy doszło do wspomnianego porozumienia z GDOŚ:

18342024_1358908620865307_2816708281421808438_n

Ze względu na brak naturalnych wrogów (poza wilkiem i rysiem) oraz brak regulacji liczebnościowej bobrów, mają one też negatywne oddziaływania na środowisko, wyrażone nadmiernymi podtopieniami i ilością zgryzanych drzew i krzewów, zarówno w drzewostanach leśnych, zadrzewieniach, sadach i parkach. Niewątpliwie negatywnym jest oddziaływanie na środowisko, kiedy nory bobrowe osłabiają wały przeciwpowodziowe powodując ich rozmycie. Takie szkody były obserwowane na podczas wielkich powodzi w 1997r i 2010 r na Wiśle i Odrze. Do podobnych szkód dochodziło na groblach stawów rybnych. Innym niekorzystnym działaniem bobrów jest zatykanie przepustów drogowych na potokach, strumieniach i urządzeniach hydrotechnicznych i melioracyjnych.

Źródło:  http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=11&_RowID=1099&newser=no&_Lang=pl&_CheckSum=843525339

Czyli krótko mówiąc – myśliwi najpierw dmuchali i chuchali na bobra, teraz narzekają, że tych bobrów jest za dużo i są szkodnikami. Jednak nie wciągną ich na listę zwierząt łownych, bo nie zamierzają płacić za szkody, a żadnego pożytku także nie ma. Ale kasę od RDOŚu za zastrzelonego bobra już wezmą, bo jako wykonawcy im się należy, a odstrzał redukcyjny to nie polowanie.

2

13528850_1056539024435603_2959738871109274834_n (1)

Bóbr jest przykładem, jak to myśliwi najpierw dbają o jakiś gatunek z hasłami o ochronie przyrody, by potem zmienić narrację i krzyczeć „tego szkodnika jest za dużo” i nawoływać do redukcji. Jest jednym z przykładów jak działa myśliwska „bezinteresowność” objawiająca jedynie w celu uciechy z polowań, bez względu na konsekwencje dla środowiska i ludzi. Niech chociażby posłużą hodowanie danieli tworzącym gdzieniegdzie szkody rolnikom czy muflonów wsiedlanych w nienaturalne środowisko i mających z tego powodu przerośnięte kopyta. Czekam, kiedy zmienią zdanie o głuszcu i będą postulować jego redukowanie celem ochrony borówek :P.

13466454_1052517658171073_1749884787109580266_n

A co w/w szkód, dziwne, że wrzucono środowisko naturalne i sztuczne od jednego wora. Ponieważ natura czerpie niemal same korzyści od obecności bobrów.

TinyGrab Screen Shot 04.09.2016, 16.55.31.png

„Szkody” w środowisku naturalnym

Chociażby renaturalizuje wyregulowane w przeszłości cieki i rzeki, nawadnia torfowiska i odtwarza śródleśne bagna. Tym sposobem przyczynia się do wzrostu bioróżnorodności, m.in. zwiększenia ilości rzadkich gatunków owadów wodnych i ptactwa wodno-błotnego oraz warunki do rozwoju ginących gatunków flory i fauny związanej z mokradłami, a utrudniony dostęp do zalanych części dolin stwarza ostoję dla gatunków nie tolerujących obecności człowieka.

W stawach bobrowych przepływająca przez tamy woda oczyszcza się, a niesione osady zatrzymują się w dnie owych stawów.

Działalność bobrów ma bardzo duże znaczenie w aspekcie retencji wód powierzchniowych, tj. zatrzymywania jej i spowalnianie spływu, tym samym przeciwdziałają powodzi, a także suszy i pożarów. Stawy bobrowe retencjonują wodę w okresie zwiększonego przepływu wód, opadów dreszczów i roztopów śniegu, a oddają ją w czasie suszy.

103043

Jak pisał dr Andrzej Czech „W 2002 r. bobry podniosły poziom wód gruntowych w Polsce na powierzchni ponad 17 tys. hektarów, 10 tys. ha lasów ochroniły przed pożarami, ponad 23 tys. ha lasów stało się bardziej atrakcyjne dla innych zwierząt i roślin.”

W sumie powinniśmy się cieszyć, że myśliwi nie chcą wpisania bobra na listę gatunków łownych. Szkoda, że u większości myśliwych wcale nie wynika z troski bobra, a jedynie z własnych (nie)korzyści. I jak zwykle szafują „odszkodowaniami dla rolników” bądź „wrednymi chłopami, co nie przepuszczą żywemu” tak jak żywnie im się podoba. Ale o tym będzie inny post.

13501779_1054117191344453_6932641178828385791_n

/Grindelwald