Po co myśliwemu parawan w lesie?

Myśliwi jak wiadomo, będąc zupełnymi nieudacznikami podczas wykonywania swoich polowań, na bardzo rozmaite sposoby ułatwiają sobie mordowanie zwierząt w lasach. Począwszy od coraz lepszej i zaawansowanej technicznie precyzyjnej broni, przez stosowanie nęcisk pokarmowych, czy nawet tak podłe i oszukańcze praktyki jak wabienie zwierząt głosem podczas okresów godowych. Choćby jelenie na rykowisku czy lisy w trakcie cieczki. Trzeba też pamiętać, że takie postępowanie uchodzi wśród nich za „wspaniałą sztukę”, którą to praktykują i udoskonalają podczas różnych konkursów i zlotów.

To zdjęcie jest bulwersujące z dwóch powodów. Mało tego, że przedstawia standardowe już nęcisko, na którym nie odróżniająca paśnika od nęciska dzika zwierzyna podchodzi zwabiona pokarmem i dostaje za swą ufność deser w postaci pocisku półpłaszczowego, wystrzelonego z bezpiecznego ukrycia… (etyka myśliwska i „zwierzę zawsze ma szansę”). Temu myśliwemu nie wystarcza jednak oszukanie zwierzęcia i zadanie mu śmierci w sposób podły i skrytobójczy. Cierpi on pewnie jeszcze na jakieś problemy ze wzrokiem, skoro dla ułatwienia rozstawił sobie parawan na palikach, aby dobrze widzieć grzbiety żerujących zwierząt i tym skuteczniej je trafić.

17629726_1827170087609179_3062921113452611968_n

Jak widzicie w komentarzach, zdania myśliwych co do takich praktyk są podzielone. Musicie też wiedzieć, że w swym wypaczonym postrzeganiu rzeczywistości, wszelkie praktyki ułatwiające im mordowanie zwierząt uważają oni za „etyczne”. Po pierwsze dlatego, że „świnka w ubojni cierpi”, po drugie, „bo mogę tym skuteczniej i celniej trafić, co minimalizuje ryzyko postrzału i cierpienia zwierzęcia”. Natomiast danie zwierzęciu szansy jakakolwiek przyzwoitość i zrozumienie wobec sytuacji zwierzęcia pozostają… daleko w lesie. Porównajmy jak to wypada, myśliwy vs. zwierzę.

hHH3H

– Ambona – Zmniejsza się ryzyko zwietrzenia i wypatrzenia myśliwego przez zwierzę. Zwiększone bezpieczeństwo własne.
– Broń – Z daleka czy z bliska, celnie i skutecznie ładujemy kulę w delikatne, pozbawione wszelkiej ochrony ciało.
– Nęcisko – Zwierzę przekonane, że: fajnie, jakiś paśnik, podjem sobie jak to zawsze.
– Parawan – I ten ostatni cień szansy, kiedy zwierzę mogło w ostatniej chwili przesunąć się w cień i uchronić przed strzałem, zostaje odebrany.
Zwierzę ma do dyspozycji jedynie czujnie zmysły, plus ślepy przypadek, które i tak w toku tych udogodnień z jakich korzysta polujący myśliwy, znaczą niewiele.

Ale powiedzą, że zwierzyna i tak ma szansę, bo mogła sobie do nęciska nie przyjść…Serio, tak piszą i pewnie uważają.

3232222

Co z tym zrobić?

Urządzeń łowieckich niszczyć ani robić z nimi czegokolwiek nie wolno. Na szczęście taki twór żadnym urządzeniem łowieckim nie jest, a jedynie wytworem poronionej fantazji jego użytkownika. Prawo mówi o nęciskach, natomiast o parawanach już nie. Takowy możemy więc z czystym sumieniem potraktować jako zwykłe zaśmiecanie lasu i w dowolny sposób zdemontować. W końcu zależy nam, aby myśliwi wykonywali swoje zajęcie w zgodzie z własną etyką, a zwierzęta miały szansę. Jeśli gdzieś ją po drodze zatracili, będziemy im ją przywracać. A co z pokarmem na nęcisku? Hm, zawsze można przypadkiem zrobić siusiu w takim miejscu, lub rozlać buteleczkę perfum, które przypadkiem wylecą nam z rąk. Zwierzyna ma czuły węch. I
jak widać łowieckie bandy robią w lasach co chcą, nie dbając nawet o to jak będą postrzegani.

Zakończmy może komentarzem jednego z myśliwych, który podsumowuje chyba najlepiej:
Ja tego komentował nie będę, bo nie chcę rozpętywać gównoburzy. Każdy ma swoje podejście do etyki łowieckiej

jkdkdks

PS. Zawsze zamieszczamy materiały pochodzące tylko i wyłącznie z grup myśliwskich, ich własnych forów, stron, blogów etc. Mimo to, i tak zawsze twierdzą, że wszystko to kłamstwa oraz wymysły nawiedzonych zielonych i „szkalowanie dobrego imienia etycznych myśliwych” ;).

1524330_382788265200969_238471161_o

W wykonywaniu polowania i łowieckim hobby, wszystko jednak sprowadza się do takich momentów szczęścia, radości, i „harmonijnego obcowania z naturą”. Potem trofeum i kiełbasa z dzika. Można oczywiście wierzyć w ratowanie pól rolników i nas wszystkich przed dziczą apokalipsą. Najlepiej chyba potwierdza fakt, kiedy w związku z ASF myśliwi burzyli się przeciw nadmiernemu ich zdaniem odstrzałowi, a wszystko w obawie przed tym, że w kolejnych latach nie będzie na co polować, tym samym przeżyją mniej swych radości, jak na tych zdjęciach. 

7

Przewodnik po Etyce Myśliwskiej

Jednym z bardzo często poruszanych sloganów przez komentujących na naszej stronie myśliwych, jest właśnie etyka myśliwska. Specjalnie dla Państwa postanowiliśmy owo więc tajemnicze zagadnienie naświetlić, jako, że jak żadne z innych daje ono szeroką możliwość wykazania opatrznego rozumienia moralności i etyki przez środowisko łowieckie, a także zarysowania wielu absurdów, jakie pod tym pojęciem się kryją. W tekście zawarto odnośniki do szczegółowo omówionych tematów poruszanych w niniejszym opracowaniu, wystarczy kliknąć w niebieski link, by przeczytać więcej.  Zazwyczaj okrzyk brzmi tak:

Dowiedzcie się czegoś o etyce myśliwskiej! Myśliwy pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami!

Pięknie, urzekająco. Wzniośle i patetycznie wręcz. Dla osoby niezorientowanej w tematyce łowiectwa i nie uczestniczącej nigdy w polowaniach, takie stwierdzenie w zupełności wystarczy dla ugaszenia wątpliwości. Jednak nie dla nas.  Czym więc jest owa owiana aurą eposu etyka myśliwska? Niczym… No dobrze, według definicji, jest to całokształt nie objętych prawem norm postępowania wobec zwierząt, odniesienia do środowiska przyrodniczego, oraz postępowania między samymi myśliwymi, tj relacjach koleżeńsko – towarzyskich. Oraz zachowanie podczas polowań, i wiele innych.Tymi ostatnimi zajmować się nie będziemy, spojrzymy natomiast na wymiar łowiecko pojmowanej etyki, w odniesieniu dla dobrostanu zwierząt i przyrody.

Na str. 320 książki pod tytułem „Łowiectwo dla leśników i myśliwych” o etyce przeczytać możemy tak: Etyka w stosunku do otaczającej nas przyrody – to przede wszystkim stałe stosowanie zasady, że nie wolno czynić żadnych zmian w przyrodzie bez koniecznej potrzeby i wyraźnego celu. Doskonały chyba zapis. Oznacza on, że w praktyce można robić wszystko co środowisku przyrodniczemu może zaszkodzić, jeśli człowiekowi przynosi to doraźne lub długofalowe korzyści. Tj. dokarmianie, nęcenie choćby. Nieetyczne jest więc zabicie jakiegokolwiek stworzenia, jeśli nie daje to nikomu żadnej korzyści – Nic dodać… W tym momencie mam nieco rozdźwięk w głowie, ponieważ zawsze słyszę od myśliwych, że oni dla korzyści żadnych nie polują, a dla ratowania środowiska przyrodniczego i nas wszystkich przed zwierzęcą apokalipsą. Dalej: Niewątpliwym brakiem etyki jest ograniczenie swego udziału w gospodarce łowieckiej tylko do polowania (jakże częsta przypadłość – weekendowi myśliwi od zbiorówek, to już chyba osobna populacja w PZŁ). Myśliwy, który nie interesuje się bezpieczeństwem łowiska i zwierzyny, jej hodowlą i ochroną, sprawami organizacyjnymi koła, ani życiem swojego zrzeszenia motywując to brakiem czasu nie zasługuje w pełni na miano myśliwego.

Słuszna jest zasada: „poluje tylko ten kto hoduje.” Wytłuszczone i wbijamy do głowy – myśliwi hodują dziką zwierzynę tj. „gospodarują” jej populacją w celu uciechy własnej z polowań i oto wielka tajemnica wiary racjonalnej gospodarki łowieckiej. W wyniku czego szkody ponosi rolnictwo, i środowisko przyrodnicze, temat wielokrotnie wałkowany i opracowany choćby tutaj w tekście Jak łowiectwo niszczy rolnictwo .

dsc00924_jpg

W innej książce, pt. „Gospodarstwo łowieckie” na str. 355 natrafiam na inny ciekawy fragment: Strzał oddany do zwierzyny musi zapewniać możliwość dokładnego trafienia jej, zabicia i podniesienia (odszukania). A przecież takiemu stwierdzeniu przeczą jatki jakie odbywają się podczas polowań zbiorowych, kiedy przerażona, pędzona zwierzyna przeskakuje na leśnym dukcie często przez ułamki sekund, i nie możliwości dokładnego wycelowania, ani rozpoznania kondycji takiego zwierzęcia. W dodatku celować trzeba nieco przed zwierzę będące w pędzie, co daje ogromny margines błędu i postrzałów. Ale nie martwcie się – etyka myśliwska nakazuje przecież etyczne dochodzenie postrzałka w pakiecie. Zwierzę na pewno jest tego powodu przeszczęśliwe i wdzięczne.

Teraz przyjrzymy się kilku wybranym zasadom ujętym w zbiorze omawianej etyki, jako punktom martwym, które poza figurowaniem na liście nie mają żadnego umocowania w rzeczywistości. A więc po kolei:

3. Myśliwy nie ogranicza swego udziału w łowiectwie wyłącznie do wykonywania polowania. Troski o hodowle i ochronę zwierzyny nie pozostawia kolegom. Wykonując polowanie i inne czynności związane z gospodarką łowiecka ma na względzie dobro przyrody ojczystej, jej zachowanie dla przyszłych pokoleń, wykazuje dbałość o środowisko przyrodnicze człowieka i równowagę ekologiczną.

Powinno brzmieć – ma na względzie dobrostan własny i osobiste korzyści, wykazuje niedbałość o środowisko przyrodnicze, i dokonuje deregulacji równowagi ekologicznej.

4. Myśliwy nie szuka w uprawianiu łowiectwa korzyści materialnych, myślistwo bowiem nie może być środkiem do ich osiągania. Najcenniejszą korzyścią myśliwego jest obcowanie z przyroda oraz doznawanie przeżyć łowieckich i radości w gronie braci myśliwskiej.

Hm… Ciężko się wypowiedzieć, jako że myśliwi zarabiają na sprzedaży pozyskanych przez siebie trofeów, często na skłusowanej dziczyźnie, a rzecznik PZŁ twierdzi, że poluje, bo pragnie karmić swoje dzieci „zdrowym” mięsem. Czy to nie czerpanie korzyści.  Zarabiają też na hodowli zwierzyny i „sprzedaży odstrzałów”, a takie biura polowań umożliwiające polowania za granicą, na gatunki w Polsce ściśle chronione lub zagrożone wyginięciem, to żyła złota dla twórców takiego „biznesu”, o przepraszam turystyki łowieckiej, chyba tak to nazywają.

9. Przebywając w łowisku myśliwy okazuje szacunek dla pracy rolnika i leśnika. Swoim zachowaniem stwarza atmosferę wzajemnej życzliwości

Zwłaszcza wtedy, kiedy zostajesz wygoniony z lasu, bo jaśnie pan odbywa polowanie. Albo musisz wysłuchiwać pretensji, że w ogóle śmiałeś skorzystać z walorów i zasobów przyrodniczych lasu.  Szacunek do pracy rolnika i leśnika? Boże… Interesy gospodarki łowieckiej stoją w sprzeczności z interesami rolników, a i często celami leśnictwa, tak więc o żadnym poszanowaniu mowy być nie może. Zwłaszcza rozjeżdżanie zasiewów samochodem terenowym to też pewnie taki wyraz szacunku. 

16. Myśliwy nie powoduje w łowisku nadmiernego niepokoju.

Nie wiem, czy ten punkt nie jest najbardziej tragicznie śmieszny ze wszystkich. Przecież myśliwy każdym działaniem związanym z polowaniem, wywołuje w „łowisku” niepokój, obojętnie czy oddał strzał czy dochodzi postrzałka z psem, czy tropi zwierzę przemieszczając się przez niedostępne gąszcze leśne.  Czy uczestniczy w polowaniu zbiorowym z hałasującą naganką.  Skala wywoływanego niepokoju i płoszenia, przekracza dosadnie to, co wywołać mógłby tabun nieobeznanych z zachowaniem w lesie „mieszczuchów”.  Przykład martwego zapisu.

22. Poszanowanie i godne obchodzenie się z odstrzeloną zwierzyna świadczy nie tylko o kulturze myśliwego, ale także wyraża jego szacunek do przyrody.

Czyli tak… nie istotne ile cierpienia zwierzętom, oraz ile chaosu wprowadziliśmy do „łowiska”, bo rozgrzesza nas zapis o godnym obchodzeniu się z odstrzeloną zwierzyną i dopełnienie łowieckich ceremoniałów typu pokot, złom, ostatni kęs. Szacunek do przyrody? Jeśli samo polowanie jest aktem przemocy wobec zwierząt i gwałtu wobec natury, o żadnym szacunku nie może być mowy. Kolejny martwy zapis, którego celem jest łagodzenie sumienia.

23. W czasie polowania myśliwy zachowuje umiar i opanowanie by nie dopuścić , żeby pasja myśliwska nie przerodziła się w zachłanność. Dobry myśliwy – to niekoniecznie ten, który zostaje królem polowania.

Absurd goni szaleństwo, jeśli wezmiemy pod uwagę, że w środowisku łowieckim powodem do dumy i pochwały jest liczny pokot. Dziesiątki strzelonych zajęcy, lisów i bażantów, dzików czy jeleni – to nie jest zachłanność? Zwłaszcza w odniesieniu do zwierzyny drobnej, na którą nie ma żadnej potrzeby ani uzasadnienia, by polować.

24. Myśliwy umie wstrzymać się od strzału, jeżeli okoliczności wskazują na brak szansy ucieczki zwierza lub podniesienia strzelonej sztuki. Powstrzymuje się również od dania strzału do zwierzyny w przypadku wątpliwego własnego pierwszeństwa.

Patrz polowania zbiorowe i ponad 30 % postrzałków. Patrz polowania lisie na stogach, gdzie otoczony przez kordon 10 czy 20 uzbrojonych mężczyzn z pracującymi psami, lis w stogu na pewno ma szansę ucieczki… Nawet jeśli uda mu się wyskoczyć i gnać przez otwartą przestrzeń pola, i tak natychmiast kilka strzałów osadza go w miejscu.

27. Myśliwy dba o bezpieczeństwo na polowaniu. Poluje zawsze ze sprawdzoną bronią, zna jej cechy techniczne. Jest świadom swych umiejętności strzeleckich, które stale doskonali.

Patrz zakładka Wypadki / przestępstwa.  Ostatnio zdarzył się wypadek, kiedy za dnia na polowaniu zbiorowym, myśliwy jak twierdzi pomylił kolegę z dzikiem trafiając go w brzuch. Wypadków takich, ze skutkiem śmiertelnym lub okaleczeń notujemy średnio kilkanaście każdego roku.  Często też podczas polowań strzelcy zajmują niewłaściwe stanowiska, tj. na wzniesieniach lub w zagłębieniach terenu, na co nie zezwala regulamin polowań.

32. Ograniczając liczebność szkodników w łowisku myśliwy wykazuje szczególna rozwagę oraz unika zatargów z miejscową ludnością.

„Piękny” ten zapis ukazuje relikt starego podejścia skrajnie antropocentrycznego, gdzie nadrzędnym elementem „dbania” o środowisko przyrodnicze jest interes człowieka. Jak wszystkim przyrodnikom i ekologom wiadomo, przyroda nie zna pojęcia „szkodnika”. Wszystko istnieje po coś i służy zachowaniu pewnych cyklów, które my z perspektywy krótkiego ziemskiego życia, niekoniecznie pojmować musimy. A zatem według powyższej zasady, myśliwy może do woli tłuc lisy, kuny, tchórze, jako „szkodniki łowieckie” ograniczające mu liczebność łownej drobnicy, przez co sam ma mniej do upolowania. Oczywiście w zgodzie z kalendarzem polowań… Zapis pochodzi jeszcze chyba z czasów, kiedy jako szkodniki traktowano ptaki krukowate i drapieżne, również niemiłosiernie strzelane, „zgodnie z etyką”, dla hołubienia interesu człowieka, ze skrajnym brakiem znajomości zależności w środowisku przyrodniczym. Zresztą nawet teraz, na forum Dziennika łowieckiego większość myśliwych wyraża ubolewanie, że nie można do jastrzębi czy kruków strzelać ani ich tępić.  Poniżej kilka przykładów:

Zrzut ekranu 2016-11-2 o 11.37.46

Screenshot - 2017-06-06 , 01_43_50

Screenshot - 2015-11-15 , 17_46_48


33. Wątpliwości związane z zachowaniem etyki myśliwy rozstrzyga we własnym sumieniu zgodnie z prawem i zwyczajami łowieckimi.

Czyli hulaj dusza, „wolnoć tomku”, wszystko zależne od interpretacji i stopnia moralności popełniającego ewentualne wykroczenie wobec zasad etyki. Genialne, prawda? Ostatni ten zapis uzasadniał by ogrom patologii przejawiający się w nie etycznych zachowaniach wobec zwierząt.

Pominięte punkty zawierają wskazówki odnośnie postępowania co do pracy na rzecz PZŁ, koleżeństwa i wzajemnego traktowania, czy sporów podczas polowań. Pominiemy je tutaj, choć z tymi rzeczami także bywa różnie. Przykładem niech będzie samobójcza śmierć Diany, kiedy  to myśliwi szykanami w kole łowieckim, doprowadzili własną koleżankę do popełnienia samobójstwa. Więcej przykładów łamania koleżeńskiej etyki można znaleźć w  opracowaniu Przestępstwa, nadużycia i patologia w PZŁ , lub na kanale Stanisława Pawluka, myśliwego i dziennikarza śledczego zajmującego się tropieniem patologii w Polskim Związku Łowieckim.  Albo sytuacja z przed dwóch miesięcy, kiedy podczas drobnego podziału, oskarżali własnego przewodniczącego zarządu głównego, o bycie agentem SB i donoszenie na kolegów. Takie tam koleżeńskie potyczki w zgodzie etyką :). Więcej, w tym linku. W obronie łowiectwa – myśliwi oskarżają władze PZŁ , o przynależność do komunistycznej służby bezpieczeństwa. 

Etyka a praktyka.

Etyka myśliwska, jest tego pojęcia totalnym zaprzeczeniem pierwszego słowa, jeśli wziąć pod uwagę definicję, oraz to, czego w praktyce dopuszczają się myśliwi wobec zwierząt. Jak można szybko się zorientować, „Zbiór zasad etyki myśliwskiej” traktuje zagadnienia dobrostanu zwierząt bardzo ogólnikowo, i ani słowa nie ma o takich praktykach, jak polowania zwane norowaniami, gdzie przychodzimy do lisiego domu – nory, zatykamy część wylotów nor kamieniami, a do pozostałych wpuszczamy przeszkolone psy, by walcząc pod ziemią z lisem, rozszarpały gospodarza bezpiecznej dotychczas norki. Ma to dostarczyć myśliwemu emocji łowieckich i jest tak w istocie. Wpuszczony pies, dociera do lisa. Następuje zwarcie, jazgot, walka, szczekanie – słyszane głucho z pod ziemi, można domyślać się tylko co tam się dzieje. Nie wiemy, czy wyjdzie zakrwawiony pies, czy wyskoczy na nas przerażony lis, a może pies przywlecze zabitego lisa, lub polegnie… Wszystko to bardzo podnieca myśliwego. Może myśliwi rzeczywiście uważają , że zwierzę ma wtedy szansę? Ale jaką szansę może mieć nie walczący regularnie lis, wobec specjalnie przeszkolonych do tego celu dwóch czy trzech psów? Co na to etyka myśliwska? Głucho milczy, a norowania cieszą się sympatią wielu zwolenników. Oprócz polowań przeprowadza się też konkursy dla pracujących psów, podczas których żywe lisy są trzymane w sztucznych norach, gdzie przerażone są oszczekiwane i podgryzane przez psy. Często ostatecznie przez nie zabijane. I cały proceder ma się dobrze w „etycznym” PZŁ. Więcej o norowaniach przeczytasz pod tym linkiem:
Dramat zwierząt podczas konkursów norowań.

12118957_1501209763535470_1526706651966410817_n

12107142_1501209366868843_6742604292793420635_n

img_0108

Polowania na stogach.
Kolejna odsłona pozbawionych etyki i moralności i choć szczątkowej empatii działań sadystów. Wyobraź sobie, że bezpieczny dom, który zamieszkujesz otacza kordon uzbrojonych mężczyzn. Wpuszczane są przeszkolone do zabijania psy. Jeszcze o tym nie wiesz, choć zmysły informują lisa, że ludzi jest dużo, a bezpieczny dotychczas stóg, obrany za ciepłą ostoję, mieszkanie myszy, lokum idealne, penetrują już psy. Możesz dać się zagryzc wewnątrz, a możesz „wyskoczyć przez okno” prosto pod lufy czekających kilkunastu „bohaterów” czekających z naładowaną bronią. Szans ucieczki nie ma, gnając przez otwartą przestrzeń na 90% dosięgną cię kule.
Co na to „Zbiór zasad etyki myśliwskiej”? Głucho milczy. Ale… Dowiedzcie się czegoś o etyce! Myśliwy pozyskuje w zgodzie z nią i zasadami! Ehh… Więcej o tego typu ”polowaniach” w linku poniżej:
Polowania na stogach – wyrafinowana forma chorej rozrywki.

koliber1

dsc_0155
Szkolenie dzikarzy.
Skrótowy zarys praktyki, która polega na szczuciu zamkniętego w zagrodzie dzika przez jednego lub kilka psów, gdzie zwierzę jest przez psy oszczekiwane, ranione i podgryzane. Często na takie zabawy poświęcane są młode dziki, które myśliwi odchowali, kiedy zastrzelili im matkę. I tak całe życie… co ‘’najśmieszniejsze’’ tego rodzaju praktyki są zupełnie legalne, wspierane przez PZŁ, a za skorzystanie z takiej zagrody trzeba płacić, jeśli nie jest to zagroda stworzona ‘’na dziko’’. Więcej o tych praktykach przeczytasz tutaj.
Nie tylko norowanie – szkolenie dzikarzy.

dzikarz3

dzikarz

Postrzałki.
Tutaj etyka myśliwska daje wskazówkę, mianowicie nakazuje ona „możliwie jak najszybsze dochodzenie i dostrzelenie” ranionego zwierzęcia.  Etyka nakazuje gonitwę i dostrzelenie… Owo wypaczenie pojęć. Wskazówki milczą natomiast, co do tego co ranne zwierzę czuje, przeżywa i przechodzi, no bo i kto by się tym przejmował? Ważne, że w zgodzie z etyką dajemy wyraz tradycji. A że uszkodzone zwierzę ciągnie po krzakach własne „bebechy”, krwawi, ledwo dyszy, uchodzi przed psami, zalega, znowu zrywa się po zbliżeniu pogoni – dajcie spokój ekooszołomy, przecież to etyczne! Więcej na temat postrzałków przeczytasz w tekście: Postrzałki na polowaniach  Zresztą myśliwi z takich sytuacji zdają się czerpać jakąś sadystyczną radość i podniecenie, czy też jak to mówią ”emocje łowieckie”, co udokumentowaliśmy w powyższym artykule.

p1050451

Okresy polowań – etycznie mordujemy zwierzęta podczas sezonów rozrodczych.

Dla większości może będą szokiem poniższe informacje, a myśliwi aspekt ten wypierają w ogóle ze świadomości. Jako przyrodnikowi, miłośnikowi natury i niedoszłemu myśliwemu nie mieści mi się w głowie taki wymiar postępowania. Ale tak jest skonstruowany kalendarz myśliwski , pozwala na to, a sami myśliwi, którzy ów stan wypracowali, nie widzą w tym nic zdrożnego, bo liczy się to, by każdego miesiąca w roku, było na co zapolować. Jak to, ten „dbający o zwierzynę”,  jedyny słuszny miłośnik natury zabija zwierzęta w okresie rozrodczym? Tak, i nawet przy tym nie mrugnie… Ba, nawet jest to szczególna okazja do zabijania zwierząt, jako że w tym czasie są mniej ostrożne, to i łatwiej je upolować. Można też o wiele łatwiej je oszukać, np. wabiąc jelenia naśladując jego godowy ryk – zwierz sam przyjdzie pod lufę. Albo lisa, naśladując jego skolenie podczas cieczki, można też bardziej etycznie „na głód”, czyli wabić piskiem myszy. Podobnie wabi się kozły saren w rui, na pisk sarniej kozy.  Myślicie może, że takie praktyki są powielane może przez nielicznych myśliwych, pogardzanych przez resztę kolegów? Absolutnie nie. W tym środowisku, takie podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia nazywane jest wspaniałą sztuką, tradycją i organizowane są nawet konkursy mające tą „sztukę” udoskonalać i pielęgnować.

Jeśli chodzi  zabijanie podczas okresów rozrodczych lista jest długa, aż zdumiewająca. Głównymi ofiarami są jelenie podczas rykowiska, gdzie odstrzeliwane są często tylko dla trofeum, rykowisko jest rozganiane i przeszkadza się jeleniom w każdy możliwy sposób. Czy takie zachowania wobec zwierząt nazwiemy etycznymi? Myśliwi pewnie tak i jeszcze dodadzą „dowiedzcie się czegoś o etyce łowieckiej” :(.

Lisy podczas cieczki – tutaj z premedytacją wykorzystuje się godowy szał zwierząt, łącznie z wabieniem, a okres ten jest jeszcze okazją do chwalenia się wynikami licznych polowań, jak możemy przeczytać czasem w „Braci Łowieckiej” jeden z myśliwych chwalił się wymordowaniem aż czterech psów i jednej suki lisiej na jednym polowaniu, i bardzo był z tego dumny.  Na filmie poniżej przykład takiego chorego pseudo-myślistwa z wykorzystaniem metody wabienia.

Dziki podczas huczki – tak, one także nie mają taryfy ulgowej, zwłaszcza, że według kalendarza cały rok można strzelać do warchlaków, wycinków i przelatków, dziczej niedoświadczonej młodzieży. Można też zabijać i karmiące lub prośne lochy, część myśliwych nie widzi nic złego w takim postępowaniu, co pokazywaliśmy tutaj: Mordują ciężarne lochy, warchlaki – etyka po myśliwsku. 

Daniele w czasie bekowiska. Znowu rozpoczęcie okresu godowego zwierząt, startuje zgodnie z kalendarzem, z okresem polowań na nie.  Daniele jako gatunek wprowadzany tylko do celów polowań w obwodach łowieckich traktowane są bez litości, jakby prywatne bydło na rzeź. A kalendarz i „etyka” dopuszcza nawet strzelanie do cieląt i łań, podczas bekowiska. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj: Polowania na Daniele – myśliwi zabijają w okresie godowym.

Kozły saren w rui.
Połowa maja to ten okres, kiedy kozy saren wydają na świat młode.  Następnie w lipcu i sierpniu trwa ruja, czyli okres godowy tych zwierząt. Od 11 maja, przez cały ten czas można jednak polować na kozły, (bo oczywiście „selekcja” – brednia mająca na celu uzasadnić zabijanie), można więc płoszyć dowoli strzałami kozy z młodymi i przeszkadzać zwierzętom w zachowaniach rozrodczych. Przecież tak napisano w kalendarzu myśliwskim, więc żaden z myśliwych nie będzie się zastanawiał jak jego hobby przyczynia się do utrudniania życia zwierzętom, tylko chwyci za strzelbę i pobiegnie w las, w zgodzie z etyką płoszyć wszystko co żyje. Na rogacze także poluje się wabiąc, naśladując pisk sarniej kozy, otumanione podniecone zwierzę podchodzi wprost pod lufę i… baaach! Pozyskany w zgodzie z etyką i zasadami. Można to zobaczyć na poniższym filmie.

Muflon – I ten gatunek, który zawitał do nas w 1901 roku – został sprowadzony i jako gatunek nie-rodzimy traktowany jest jak użytkowe bydło łowne. Ruję muflony zaczynają w październiku, a okres polowań na nie zaczyna się także… od 1 października.

imag0514

Stwierdzenie więc, że myśliwi uwielbiają prześladować zwierzęta podczas okresów rozrodczych, nie będzie wobec powyższych nadużyciem. Gdyby porównać okresy polowań wszystkich zwierząt z ich czasami rozrodu, podobnych smaczków można by znaleźć więcej. A jak bywało dawniej?

Niegdyś myśliwi mogli i „czerpali przeżycia z obcowania z naturą” podczas strzelania do głuszców i cietrzewi na tokowiskach. Strzelanie do najlepszych kogutów przyczyniło się do zubożenia puli genowej, rozganiania tokowisk, no ale liczyły się przecież doznania myśliwego, który najpierw posłuchał „grającego” ptaka, a potem zastrzelił go dla trofeum. Strzela się też do zacielonych czyli ciężarnych łań oraz kóz zwierzyny płowej, no bo tak dopuszcza kalendarz myśliwski…Więcej o głuszcach i cietrzewiach przeczytasz tutaj:
Polscy myśliwi zabijają chronione ptaki. 

Do niedawna myśliwi mogli też polować na słonki podczas wiosennych lotów godowych ‘’ciągów’’, na szczęście po wejściu do UE przepisy wymusiły rezygnację. Mogą za to jeszcze strzelać podczas ciągów jesiennych. Więcej o polowaniach na słonki pod poniższym linkiem:
Zabijanie Słonek – czego się nie robi dla przyjemności. 

Nęciska
Czy trzeba wyjaśniać czym są? W skrócie, odpady z gospodarstwa domowego, spleśniałe pieczywo czy wiele innych nie mających prawa być wyrzucanych w lesie odpadków, są składowane w miejscach niedaleko ambon.  Myśliwy wabi, nęci pokarmem zwierzę, a następnie posilającemu się strzela etycznie w serce. Według prawa na nęciskach można polować tylko na dziki i drobne drapieżniki, jednak jak pokazuje praktyka ofiarami padają także sarny i jelenie. Często tworzy się też nęciska ‘’wielozadaniowe’’ , mające przywabić rozmaite zwierzęta, stąd na jednym nęcisku można spotkać czasami i siano, marchew, buraki, jednocześnie odpadki mięsne oraz rybne. Zwierzęta nie odróżniają paśnika (miejsca przy którym się dokarmia, ale nie wolno strzelać ) od nęcisk, i padają ofiarą wypaczonego postrzegania przez myśliwych ‘’etyki’’. Bowiem z rozmów jakie z nimi przeprowadziłem, wynika, że takie nęcenie postrzegają oni jako element etycznego łowiectwa, jako, że mają wtedy sposobność oddania celnego strzału do nieruchomego zwierzęcia, co minimalizuje ryzyko postrzału i cierpienia zwierzęcia (więcej o nęciskach w artykule Jatka na nęciskach & propaganda oraz Poczynania myśliwych w lasach). Widoki jak na zdjęciach poniżej, są bardzo częste w lasach, tam gdzie myśliwi bawią się w prowadzenie swojej „racjonalnej gospodarki łowieckiej”.

marchreka

12654331_655635641242613_1999281431296267105_n

11150727_829034490519392_8687511911770402351_n

14362673_1156077937771283_5628668915635810441_o

Polowania zbiorowe
Szczerze, nie wiem jak można robić coś takiego zwierzętom i bredzić przy tym o etyce oraz tradycji czy tam poszanowaniu przyrody. To jest hucpa jakiej mało. Naganiacze idący z hałasem przez las, krzyczący, stukający, zachowujący się jak najgłośniej, psy puszczone luzem – czyli wszystko to, czego robić w lesie się nie powinno, lub nawet nie wolno. Wyraz harmonijnego współistnienia z naturą? Tak twierdzą. Następnie zwierzęta są wypłaszane ze swej ostoi i uciekając przed naganką, pędzone są na linię strzelców, którzy siedzą sobie wygodnie na przenośnych taborecikach. Bohaterstwo i wyczyn! A potem ognisko w lesie i biesiada, bywa i tak. Ciąg dalszy hałasu i płoszenia. Las jest po takim „pieszczeniu” przez myśliwskich miłośników natury inaczej, przez tydzień jest jakby wymarły i nie trzeba wspominać, że płoszone są też gatunki chronione przy takiej okazji.  Zacytujmy może byłego już myśliwego, Marcina Kostrzyńskiego który w takich polowaniach uczestniczył, i oto jak malują się one w jego ocenie:
Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe. Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy tylko do tego, aby zaspokoić rządzę zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las, przegania te zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.

Jednak nie ma się co łudzić, myśliwi ze zbiorówkami tak łatwo nie odpuszczą. To doskonała okazja do biesiady, imprezy, spotkania towarzyskiego zakrapianego obficie alkoholem po polowaniu, co mamy udokumentowane na wielu zdjęciach.

rrrrr44433333

32222

rrrrr44433322

Ciężko nawet podsumować to wszystko, bo ogrom wypaczenia fałszywie pojmowanej etyki czy „moralności” przekracza zrozumienie, tudzież możliwość pojmowania przez zdrowego na umyśle człowieka.  Myśliwi jednak, głęboko w swoją etykę albo wierzą , albo „strzelają” tym „argumentem” na zasadzie wytrenowanego frazesu, nie zastanawiając się nad czymkolwiek.  A my lubimy się zastanawiać i drążyć, a żaden temat nam nie straszny.  Jak znam życie, jeśli jakiś myśliwy przeczyta ten tekst, będzie trząsł się ze śmiechu, no bo przecież: „O ci nawiedzeni zieloni, jacy śmieszni, nie wiedzą o czym bredzą”. Albo kim jesteśmy, by oceniać, co jest etyczne, a co nie. Może jednak kimś odpowiednim. Może zagłuszonym sumieniem. Ponieważ nie ulegliśmy od najmłodszych lat indoktrynacji i propagandzie.  Myśliwy mówiąc czy pisząc o etyce, może rzeczywiście wyobraża ją sobie jako coś wzniosłego, w końcu całe życie tyle o niej słyszał, a postępowanie takie czy inne wpajano mu jako etyczne. Kto by się oparł? Z takiego snu ciężko się przebudzić, choć niektórym się udaje. Stają wtedy po naszej stronie, inspirując do tworzenia podobnych wpisów. Inni doskonale zdają sobie sprawię, że cała ‘’etyka’’ to farsa, a pozostała część szczerze w nią wierzy, nie roztrząsając niewygodnych spraw w sposób, jaki my tutaj przedstawiliśmy.

Zabijanie gatunków chronionych i zagrożonych
Chciałbyś może zapolować na zwierzę objęte ścisłą ochroną gatunkową? Wpisane do Czerwonej Księgi gatunków zagrożonych? Spróbować pieczeni z cietrzewia?  Żaden problem! Wystarczy, że należysz do Polskiego Związku Łowieckiego i masz pieniądze. Korzystając z rodzimych Biur Polowań, możesz udać się do dowolnego kraju Europy i w ramach „Turystyki Łowieckiej” zapolować sobie na wilka, rysia, niedźwiedzia, głuszca, cietrzewia, kozicę, świstaka, żubra… A potem zapłacisz dodatkowo za trofeum, które legalnie przywieziesz do kraju i powiesisz sobie nad kominkiem jako dowód swego męstwa. A, że inne organizacje poświęcają pieniądze, wysiłki i starania, lata pracy dla ratowania tych gatunków? Ciebie to nie obchodzi. Jesteś myśliwym, byłeś w lesie i wiesz wszystko lepiej. Po co masz słuchać bredzenia jakichś nawiedzonych zielonych oszołomów z miasta. Wilk to szkodnik! Trzeba tępić!
Szczerze, gdybym jednak na to swoje nieszczęście został wtedy myśliwym, gardziłbym głęboko takimi kolegami.

14192619_10206729220300472_4773828197473530001_n

polowania-na-slowacji

12g1_24

polowanie-282

997082_815604655161918_8122674065844949595_n

No to zgodnie z życzeniami myśliwych, dowiedzieli się Państwo czegoś o etyce. Mniemam, że wiedza ta utwierdzi Was w miłości i zrozumieniu do myślistwa oraz poszanowaniu rodzimych tradycji. Oraz mamy nadzieję, że przydługa ta wędrówka po głębiach mitycznej etyki zaszczepi w Was dobre podejście do łowiectwa :(.

___________________________
___________________________

Źródła:

„Gospodarstwo łowieckie”
T. Pasławski, A. Haber, S. Zaborowski

„Łowiectwo dla leśników i myśliwych”
T. Pasławski

„Podręcznik Etyka Łowiecka”
Krzysztof J. Szpetkowski

Zbiór zasad etyki myśliwskiej 
 http://www.konin.pzlow.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=112&Itemid=104

Kalendarz Polowań

Zasady wykonywania polowania

Myśliwska ”etyka” i ”praca” w łowisku.

Dziś przed świtem około 3:30 wybrałem się na ornitologiczny spacer. Celem wyprawy była rzeczna dolina otoczona lasami, łąkami torfowymi i rozlewiskami. Maj to pora, kiedy w naszych lasach, polach, łąkach, nad stawami i bagnami możemy napawać się najwspanialszymi koncertami natury. W dobrym miejscu ogrom głosów może porazić nawet wytrawnego ornitologa. O ciemku słychać jeszcze kończące stopniowo słowiki rdzawe i szare. Te maleństwa swoimi namiętnymi trelami dodają uroku – powabu krótkiej, majowej nocy. Tak naprawdę o tej porze roku nie ma ani chwili ciszy. W rzecznej dolinie otoczonej porośniętej trzcinami i wśród mokradeł nawet w nocy śmiało grają rokitniczki, łozówki, brzęczki, czy trzcinniczki. Tłem szumi miarowe pohukiwanie bąka, gdzieś hen w korowodach sunących mgieł. Gwarną ciszę przerywa czasem niespodziane miękki łopot na wodzie. To gęś trzepocze skrzydłami. Mrok i szarość ustępują stopniowo. Gdzieś na horyzoncie majaczy nieśmiało przedsłoneczna czerwień. Wszystko to wyznacza porę dla „ptasiego zegara”. Coś stąpa delikatnie po łamiących się trzcinach. Może dziki wracające z żeru ku bezpiecznym barłogom. Z dalekich przestrzeni nad polami, dobiega granie skowronków.

W lesie panuje jeszcze ciemność. Nie przeszkadza to jednak drobnym śpiewakom zawczasu witać dnia. To właśnie owa bajkowość majowych wypraw. W ponurym mroku odważne ptaszyny zdają się urągać weselną pieśnią burej ciemności. Prym tutaj wiedzie rudzik, ucho moje odróżnia jeszcze drozda śpiewaka. Raz po raz dociera ostry krzyk bażanta, gdzieś z łąk. Mają tu dobrze. Pierwotnie miały występować w rozlewiskach dolin rzecznych, a więc teren poprzecinany jeszcze lasami i polami, jak najbardziej im odpowiada. Na rosochatym konarze na tle nieba dostrzegam uszatkę – sowa zdaje się podsypiać, upojona zdobyczą. Robi się widno. Dzień zwiastuje trąb żurawich wieszczy. Głos większości znany. Brzmi w nim coś z pradawnego echa dzikości tych ostępów. Wychodząc z lasu na kolejną łąkę nad rzeką przystaję na chwilę. Nie chcę płoszyć pierwszego tam gościa, posilającego się kozła sarny. Obserwuję 10 minut. Sarniak czujnie podnosi głowę co jakiś czas i strzyże uszami. W końcu mnie zwietrzył. Kilka chrapliwych szczęknięć, jakby z piekła rodem i kozioł oddala się podskokach. Skrywają go mgły. Miękkim fletem odzywa się wilga – prawie ostatni przybysz letni w naszym ptasim kalendarzu. Później przybywają tylko jerzyki. Bębnią dzięcioły. Woła kukułka. Gdzieś w oddali nad połaciami lasów, ochryple odzywa się patrolujący kruk. Przy polach słychać innych śpiewaków. Trznadle, potrzeszcze i skowronki, teraz mieszają się z chórem leśnych solistów. Melancholijnie zawodzi ortolan – rzekomo pieśń tego ptaka miała zainspirować Beethovena do stworzenia swojej V symfonii.

Tyle życia wokół. Tego ranka obserwowałem jeszcze wiele zwierząt: króliki, zające, sarny i sporo ptactwa. I pomyśleć, że już za 2 dni ten spokój zakłóci palba opętanych strzelb. Zaczyna się bowiem sezon „na rogacze” – kozły sarnie, przed którymi myśliwi będą nas ratować, by tylko przypadkowo zdobyć sobie czaszkę z parostkami. Przez kolejnych kilka miesięcy będą płoszyć i niepokoić choćby sarny, mające w tym czasie młode. Zero poszanowania, zrozumienia, pokory. Wszystko to na terenie specjalnej ochrony ptaków (OSO) ze stwierdzonymi takimi gatunkami jak: podgorzałka – skrajnie nieliczny ptak lęgowy. Czy spokój i cisza podczas lęgów dla tego gatunku obchodzi myśliwych? Nie, bo nie jest łowna… Czy rybitwa czarna lub bączek, oba podobnie nieliczne gatunki… Ale to temat na osobną notatkę.

_________________________________________
_________________________________________

Myślałem, że z kanonów tak zwanej „myśliwskiej etyki” nic mnie już nie zaskoczy. Ale cóż, im głębiej w las… zdjęcia wykonane telefonem, gdyż nie miałem przy sobie nic innego. Co zatem słychać w myśliwskich łowiskach? Po kolei.

Puszki i butelka po piwie przy ambonie, widok ten akurat nie jest dla mnie zaskoczeniem, napotykam to stale i przy każdej sposobności dokumentuje. Czasami butelki były porozrzucane bezpośrednio we wnętrzach ambon. Coś na rozgrzewkę i ku tradycji….

Zdjęcie1619

Zdjęcie1620

Dalej mamy kolejną ciekawostkę. Zadaszenie – podsyp dla bażantów, ulokowany kilkanaście metrów od ambony myśliwskiej. Według prawa myśliwi nie mogą strzelać do zwierząt w miejscach dokarmiania zwierzyny. Dlatego stworzyli nęciska – takie same karmiska, tylko z gorszej jakości karmą przy których już do zwierząt można strzelać, ile się zapragnie. W każdym razie, jestem pewien, że lokalizacja tego karmiska dla kuraków nie jest przypadkowa. Skala zwyrodnialstwa po prostu poraża, kiedy uświadomimy sobie, że niekontrolowani przez nikogo bandyci strzelają w otwartym polu do ptaków – które najprawdopodobniej sami wyhodowali i wypuścili, kiedy posilają się w takim miejscu i chronią przed drapieżnikami. Nie mieści mi się to w głowie i nie bądźmy naiwni – ambony wyłącznie do obserwacji to mogę używać np. ja. Podsypy powinny być umieszczone w kępach zadrzewień, lub na haliznach z roślinnością, by bażanty miały możliwość ukrycia się. Myśliwy wybrał jednak samotne miejsce w gołym polu, z dala od oczu ludzkich i ciekawskich. Kilkanaście metrów dalej postawił ambonę…

Zdjęcie1596

Zdjęcie1601
Na bażanty powinno się polować z podchodu, „na deptanego”, czy wypłaszając je z ułożonymi psami. Strzelanie do ptaków z takiej odległości i jeszcze z ambony przy podsypie trąci wręcz idiotyzmem, z uwagi na duży rozrzut śrutu. Druga strona to ”etyka”. W tych miejscach ptaki walczą zimą o przetrwanie i gromadzą się.  Etyka swoją drogą, życie swoją…o czym niech poświadczy wpis myśliwego poniżej z forum dziennika łowieckiego.

Screenshot - 2017-06-06 , 12_21_52
Zostałem zaproszony na polowanie na bażanty do łowiska w kujawsko-pomorskim.Stan bażantów niezły…Śnieżek ,lekki mrozik i słoneczko dopełniają myśliwskiego raju. (…) Polowanie polegało na objeździe wszystkich podsypów,gdzie z powodu warunków pogodowych (śnieg ,słaba dostępność karmy naturalnej) od rana gromadziły się stadka bażantów. Grupa obstawiała teren wokół podsypu i wtedy do akcji wkraczały psy.Podryw stada,kanonada i bogaty wynik każdego podejścia (…) Na moje pytanie do łowczego koła ( z 36-letnim stażem) dlaczego tak właśnie polują odpowiedź była następująca…BAŻANTA W TERENIE INACZEJ NIE STRZELISZ,JAK PRZY PODSYPIE,BO TAM SIĘ GROMADZĄ…A POLUJEMY TAK JUŻ OD TRZYDZIESTU LAT I NIKOMU TO NIE PRZESZKADZAŁO POZA TOBĄ

Screen można sobie pobrać i powiększyć do przeczytania. Dobrze, że tego myśliwego bulwersuje chociaż ten sposób polowania.

Ślad rozrzuconej słomy na leśnym dukcie doprowadził mnie w inne miejsce. Ciężko je określić, choć wpisuje się w kanon pojęcia nęciska, bardziej przypominało leśny kompostownik. Smród okropny od gnijącej żywności: ziemniaków, buraków, pora, jabłek, pomarańczy, marchwi i wielu innych ciężkich do odróżnienia. Słowem, myśliwi w środku lasu pozbywając się odpadów z gospodarstwa domowego stworzyli sobie prywatny kompost. W państwowym lesie. Takich miejsc są w Polsce tysiące, cuchnących, fermentujących stwarzających zagrożenie dla zwierząt i ludzi. Sporo z owoców było zapleśniałe. Kilkadziesiąt metrów dalej, na zamglonej łące żerowały sarny na świeżej zieleni, mając w poważaniu myśliwską łaskę. Wywalenie bez konsekwencji tego syfu to jedno, jak widzą Państwo na zdjęciach kilkanaście metrów od nęciska widnieje etycznie „zwyżka”, czyli takie siedzisko z drabinką przytwierdzone do drzewa. Aby wygodniej można było oddać strzał do posilającego się tym gnojownikiem zwierzęcia i „etycznie” ukryć przed jego zmysłami na bezpiecznej wysokości. Zwyżka pomalowana na zielono, może by jakiś ‘’zielony’’ jej czasem nie wypatrzył.

 

Zdjęcie1615

Lizawki. Skoro mit bezinteresownego i „potrzebnego” dokarmiania został wielokrotnie obalony i wyśmiany, może jednak robią coś myśliwi bezinteresownie dla zwierząt? Można tak pomyśleć, napotykając przytwierdzone do pniaków czerwone i białe solne kostki. Te rdzawe zawierają domieszki mineralne. No to myśliwi szlachetnie i bezinteresownie pomagają zwierzętom zaopatrując je w niezbędną sól do budowy kości i zębów. Zaraz, czy na pewno? Każdy kij ma 2 końce. Myśliwy gospodaruje swoim łowiskiem. Tutaj wszystko się kalkuluje. Wykładana sól służy zwierzętom, owszem, jednak myśliwego interesuje inny efekt – zdrowe bez deformacji poroże. Prawie każdy z samców zwierzyny płowej w łowisku zginie od kuli, dostarczając trofeum w postaci poroża. I dlatego wykłada się sól. Piękny wieniec czy parostki będzie ozdobą salonu lub dostanie punkty przy wycenie trofeum, co przekłada się na myśliwską dumę i sukces. O bezinteresowności i szlachetności mowy być tutaj nie może, jest cynizm i wyrachowanie. To tak jakbyśmy karmili kogoś zdrowo, tylko po to by bez jego pobrać sobie narządy do przeszczepu. Niektórzy z Was myślą może w tym momencie dalej, zdając sobie pytanie: „Ale kto wykładał sarnom i jeleniom sól przez te wszystkie tysiące lat, kiedy nie prowadzono gospodarki łowieckiej i jakoś wykształcały poroże?” Dokładnie tak. Jeleniowate nie potrzebują soli w kostkach by je wykształcić, wszystkie potrzebne składniki czerpią z soli mineralnych zawartych w pokarmie roślinnym. Wystarczało to przez dziesiątki tysięcy lat… teraz zaś, myśliwi „wiedzą lepiej”. Zaprzeczając wszelkim znanym prawom natury i pokazując swoją ignorancję oraz pogardę. Ale to środowisko ukochało „piękne” trofea, puste czaszki i martwe głowy. Dzięki stosowaniu soli uzyskują lepsze efekty. Chore… bardzo.

Zdjęcie1602

Podsumowanie pracy w „łowisku”. Warto przyswoić sobie to pojęcie. Dla myśliwego nie ma natury, lasu, przyrody – jest łowisko. Zasobne lub nie. Oby ze sprzyjającym leśniczym. Nasza przyroda cierpi. Cierpi strasznie przez łowiectwo i brak pojęcia jego sympatyków. Walające się butelki i puszki pod ambonami „to pewnie młodzież pozostawiła”, jak próbują oponować w takich przypadkach. Ustawione w innym miejscu ambona, a obok zadaszony podsyp, by myśliwy mógł wygodnie strzelać do posilających się i chroniących przed lotnymi drapieżnikami bażantów. Wreszcie cuchnące nęciska – kompostowniki pełne gnijących warzyw i owoców, pleśniejących i brudnych. Kilkanaście metrów dalej poręczna zwyżka, by w ukryciu można było bezpiecznie strzelić do zwierzęcia posilającego się szkodliwymi odpadkami. Może kieruje nimi taka logika – „skoro je zastrzelę, to co za różnica jaki syf zje. A jak się rozchoruje to odstrzelę jako cherlawą, odstrzał sanitarny hehe”. Może. Lizawki i sól – motywacja wyjaśniona powyżej. Dodajmy do tego rozjeżdżanie terenówkami pól rolników, trudno dostępnych miejsc w lesie, hałas i płoszenie zwierząt w ostojach i mamy oto pełny obraz tak zwanej „ciężkiej pracy w łowisku dla dobra zwierzyny i przyrody ojczystej”. Bezinteresownie. Do wglądu na załączonych obrazkach.

Zdjęcie1598
Podsypy powinny być umieszczone w kępach zadrzewień lub na haliznach z roślinnością, by bażanty miały możliwość ukrycia się. Myśliwy wybrał jednak samotne miejsce w gołym, szczerym polu, z dala od oczu ludzkich i ciekawskich. Kilkanaście metrów dalej postawił ambonę…

Zdjęcie1612
Etycznie umiejscowiona zwyżka przy nęcisku, z bliska.

PS. Proszę się nie martwić jednak. Będę monitorował co tam się dzieje i odpowiednio reagował. By chronić przyrodę przed nadmierną, bezmyślną presją łowiectwa i jego fanatyków.

Poczyniania myśliwych w lasach i na terenach Natura 2000

12710811_971868276236012_1139656353882565912_o
Wielozadaniowe nęcisko, na którym znajdowały się buraki, resztki marchwi, słoma oraz rybie łuski. Wszystko po to, by zwabić do odstrzału jak największą ilość zwierząt łownych. Dziki, sarny, lisy, kuny – wiadomo, wszystko szkodniki…

W tym tygodniu odwiedziliśmy jeden z wielkopolskich parków krajobrazowych, należących do sieci Natura 2000 obfitujący również w kilka obszarów specjalnej ochrony siedlisk (SOO) oraz obszary specjalnej ochrony ptaków (OSO).

Czym jest OSO? W skrócie – utworzone zostały celem ochrony terenów szczególnie cennych przyrodniczo z uwagi na występujące i bytujące tam ptaki.

Do czego zmierzam… Otóż, na tych terenach znaleźliśmy liczne ambony, czynne „wielozadaniowe” nęcisko, doskonale przygotowane jako miejsce egzekucji dzikich zwierząt i co ciekawe… 200 metrów dalej w lesie stał paśnik… przy, którym nie wolno rzekomo strzelać i płoszyć zwierząt.

12764459_971868339569339_8729515949490096882_o
Takie widoki pod amboną. Z tyłu jeszcze więcej starszych butelek.

Na terenie wizytowanego parku ostoje i miejsca lęgowe znajdują takie gatunki jak bąk, podgorzałka, kania ruda, błotniak stawowy i łąkowy, rybitwa rzeczna i czarna, podróżniczek, lerka, dzięcioł czarny czy bączek.

Tak więc, po przejściu kilkudziesięciu metrów brzegiem lasu, oczom naszym ukazało się przemyślane, choć zaniedbane nęcisko (karma zatęchła i wątpliwiej jakości, ubłocone buraki + poślad z marchwi, jak i mokre, stęchłe siano oraz słoma) Nikt mi nie powie, że intensywne użytkowanie takiego nęciska nie ma wpływu na spokój w ostoi, a co za tym idzie na sukces lęgowy rzadkich gatunków ptaków, jak i zagrożenie epidemiologiczne dla wszystkich zwierząt korzystających z gnijącej karmy – może właśnie o to chodzi, mamy wtedy pretekst do odstrzału sanitarnego etc.
Ale co obchodzi myśliwych sukces lęgowy i cisza dla ptaków? Przecież nie są łowne…
Nęcisko sprawiało naprawdę ponury widok, odpowiedni dla roli, którą ma spełniać – wabienie zwierząt na jedzenie po to, by do nich strzelać (prawdziwa przygoda łowiecka!) .
W tym samym miejscu znajdowała się lizawka na drewnianym paliku. Czyżby myśliwi strzelali bez skrupułów do zwierząt zlizujących sól? Na to wygląda. W końcu strzelają tak do jeleni podczas rykowiska, lisów w czasie cieczki, czy dzików w okresie huczki… Co za różnica, a wypaczone pojęcie jakiejkolwiek etyki jest im daleko obce.

W innym obwodzie łowieckim napotkaliśmy lizawki umieszczone przy paśniku, czyli tak jak być powinno, w miejscu gdzie do zwierząt się nie strzela. Na pocieszenie dla Was owo nęcisko pozostaje nieaktywne, bo jakimś fajtłapom zachciało się siku, a inne łobuzy rozlały przypadkiem buteleczkę Hukinolu. Nie wiem jak tak można, teraz przez najbliższe 3 tygodnie każde zwierzę będzie omijać to miejsce szerokim łukiem :/.

12764655_971868446235995_449203352356309302_o

Widok z ambony przedstawia warunki idealne dla egzekucji – z jednej strony rozrzucone buraki, z drugiej polanka wypełniona sianem i słomą, w oddali lizawka, obok buraków rozrzucone rybie łuski dla wabienia drapieżników. Wielozadaniowe miejsce mordu. Wszystko około 200 metrów od paśnika, przy którym rzekomo nie wolno do zwierząt strzelać ani ich płoszyć. Paśniki jakie napotkaliśmy wypełnione po brzegi sianem przy temperaturze + 6, +8°, okazały się nie cieszyć zainteresowaniem zwierząt. W pobliżu zero jakichkolwiek śladów.

12716136_971869276235912_1429043781206310262_o

Po kilku kilometrach marszu w odludnym miejscu kolejna ambona, tym razem wokół rozrzucone było pełno butelek po piwie. Czy to, jak mawiają myśliwi, pozostałości po młodzieży? Szczerze wątpię, by spędzała tak czas – odległość miejsca w tym kompleksie leśnym nie pozostawia wątpliwości, że korzystał z niej tylko myśliwy. Zresztą, w kontekście tego co widzieliśmy na targach… nie dziwi nas to wcale.

Tak więc wygląda ”racjonalna gospodarka łowiecka” w wykonaniu członków PZŁ, „myśliwskie przygody” z flaszką na ambonach, wabienie i egzekucja zwierząt w sposób skrytobójczy, wszystko oczywiście dla ochrony przyrody i rodzaju ludzkiego przed zwierzęcą apokalipsą. Myśliwi mają swoją pięknomowę, której celem jest dyskredytacja rozmówcy „bo co wy wiecie o łowiectwie”, jak i zaklinanie rzeczywistości… tymczasem wystarczy czasami spacer po najbliższym lesie, by całemu etosowi zadać kłam. Do czego także Was zachęcamy.

12742349_971868686235971_1020552878384843624_n

12719238_971868736235966_783454390379380571_o
Przy nęcisku mineralna lizawka solna, na kolejnym zdjęciu jej umiejscowienie przy ambonie. Czyżby myśliwi posuwali się nawet do zabijania zwierząt podczas lizania soli. W sumie zabijają jelenie podczas rykowiska, lisy w czasie cieczki czy dziki w okresie huczki. Więc co za różnica…

12748146_971868942902612_5989034589250667137_o
Widok z miejsca egzekucji. Po lewej polanka wypełniona sianem i słomą, na wprost buraki z rybimi łuskami, po prawej lizawka. Nic, tylko strzelać…

10455011_971868792902627_3343613975922431292_o
Rybie łuski na słomie.

12716341_971868849569288_540972208148303365_o
Zabłocone gnijące buraki,są jak wiadomo naturalnym pokarmem zwierząt leśnych…Następnie zdziwienie,kiedy nauczona smaku zwierzyna szuka takiej karmy.

12764536_971868846235955_1831459777316628081_o

12748102_971869372902569_705989111216161178_o

12747537_971868386236001_7988492099898382938_o

Jatka na nęciskach & Propaganda

Lubią myśliwi pisać o tak zwanej etyce łowieckiej, szczycić się nią. Na czym ona ma polegać ciężko? Normalnemu człowiekowi zrozumieć, biorąc pod uwagę zachowania i metody wpisujące się w kanon „legalnego pozyskania zwierzyny”.

12049579_899509286805245_452828333306873250_n

Nęciska. Podstawowa różnica między karmiskiem jest taka, że karmę wykłada się w nęcisku cały rok, głównie pod gołym niebem. Zwierzęta oczywiście nie rozróżniają – zawsze skorzystają z możliwości łatwego posiłku, a myśliwi z premedytacją to wykorzystują. Nie wiem do czego to porównać, ale to tak jakbyśmy zapraszali kogoś głodnego, głupszego od nas na posiłek i w chwili, kiedy będzie się posilał, kulka z bliska by obrabować go z tego co ma najcenniejsze – życia.

Czym się nęci? Wszelkie warzywa, resztki obiadowe, jest wymóg aby używać tylko świeżych produktów, a po nęceniu uprzątnąć, jak jednak widać na załączonych wiadomościach pisanych przez myśliwych, używa się i odpadków z marketu, suchego pieczywa, przeterminowanej psiej karmy, a jeden chwali się, że polewa nęcisko zepsutymi jogurtami. Nie wyobrażam sobie jak można to potem uprzątnąć. Zamieszczamy dziś dłuższą wypowiedź Zenona Kruczyńskiego, postać nam wszystkim znaną:

„Paśnik to miejsce, w którym dokarmia się zwierzęta tylko zimą. Na nęcisku karma jest przez okrągły rok. Ponieważ przy paśniku zabijać nie wolno, to inne miejsce dokarmiania myśliwi nazwali »nęciskiem« i… tam już wolno. Zaprasza się zwierzęta na posiłek, żeby do nich postrzelać z precyzyjnej broni z odległości 30 m. A one korzystają z nęcisk, bo nie czytając prawa łowieckiego, nie odróżniają ich od paśników.

Na jednym nęcisku można zabić nawet dziesiątki zwierząt rocznie. To zwykła rzeźnia, jatka, egzekucja. Polowanie na nęciskach od kilkudziesięciu lat degeneruje myślistwo od wewnątrz. Nie ma odwrotu od tego procesu.

12049175_899509456805228_6654043521398155701_n

Do jawnej sumy przeznaczonej na dokarmianie, dochodzą jeszcze nieznane kwoty wydawane przez indywidualnych myśliwych na zasilanie prywatnych (!) nęcisk.

Jak to możliwe, że istnieją takie »prywatne« twory w państwowym skądinąd lesie? Otóż »samo« się zrobiło przez ostatnie trzydzieści lat. Indywidualni, przedsiębiorczy myśliwi, w ulubionych przez siebie fragmentach lasu budują za swoje prywatne pieniądze ambony zamknięte na prywatną kłódkę i pod nimi urządzają nęciska – również za swoje pieniądze, i zaopatrują je szczodrze przez cały rok. Dzicza matka przyprowadza tam swoje młode, a te, które przeżyją zabijanie i dorosną, przyprowadzą tam swoje potomstwo itd. I tak to w obwodach łowieckich powstała sieć prywatnych mini-obwodów, które są na zasadzie wzajemności respektowane. Ryzykuję stwierdzenie, że plaga prywatnych nęcisk w obwodach PZŁ, czyli »zwykłych myśliwych«, jest powszechna.

W obwodach łowieckich ALP w Puszczy Białowieskiej, w otulinie (!) Białowieskiego Parku Narodowego widziałem ambonę 95 metrów od paśnika – przy paśniku leżał martwy dzik. Piękna widoczność, łąka, rzeczka, zwierzęta przychodzą do paśnika…. Strzał – to właściwie egzekucja. Każdy, kto skorzystał z takiej ambony, powinien stanąć przed rzecznikiem dyscyplinarnym Polskiego Związku Łowieckiego. Gdy jeleń tylko wychyli głowę z Parku – już może dostać kulę. Nawet zabito jelenia jeszcze na terenie Parku. Nie chciało się przeciągnąć ciała łani na teren lasu gospodarczego, tylko wypatroszono ją na miejscu. A na dodatek działo się to wszystko przy nęcisku, na którym wysypane były buraki. Co w tym wzbudza uwagę? Ano to, że buraki służą do nęcenia jeleni i saren – dziki buraków nawet nie tkną. Czyli nęcisko urządzono z premedytacją po to, by zabijać jelenie. Cóż z tego, zapytać by można? Otóż regulamin polowań zabrania zabijania jeleni, saren i danieli przy nęcisku – wolno tylko dziki.

12036752_899510156805158_3487379893988211999_n

Ciekawe, czy rzecznik dyscyplinarny PZŁ (to taki prokurator myśliwych) prowadził jakąś sprawę o zastrzelenie np. sarny na nęcisku? Zdaje się, że prawo łowieckie w tym aspekcie zdegenerowało się i nie jest przestrzegane. W opisywanym przypadku prawo to jest ignorowane, lecz pamiętajmy, że to nie są »zwykli myśliwi«, to są obwody łowieckie ALP. Mam nieodparte wrażenie, że dżentelmeni w zielonych mundurach z karabinami na plecach, w każdym lesie czują się »u siebie«, na swoich włościach, najwyżej tymczasowo wydzierżawionych np. PZŁ. Zresztą, będąc osadzonym na tak wielkim leśnym królestwie, trudno o inne samopoczucie. »Zwykli myśliwi« na nęciskach robią tak samo i także bezkarnie.

(…)

…dużo karmy = dużo zwierząt do zabicia = dużo pieniędzy = dużo karmy = dużo zwierząt do zabicia…

(…)

Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w drugiej połowie XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Myśliwi dorobili do tego ideologię, że pomagają zwierzętom przeżyć zimę. A przecież przyroda zawsze sobie z tym radziła. Przez miliony zim wykarmiła miliony zwierząt. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Takiego jedzenia w lesie nigdy nie było i nie powinno być. Myśliwym zawsze chodzi o duże stany zwierzyny, większe niż naturalny ekosystem byłby w stanie wyżywić. Najważniejsze jest bowiem, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie.

Działa tu prosty mechanizm ekonomiczny. Jeżeli w uprawy wejdą dziki, zjedzą jakąś część plonów i będą tam często przychodzić, to stawia się tam ambonę, zabija, oddaje do skupu i dostaje pieniądze, z których finansuje się odszkodowania za szkody rolnicze. Dziki, jelenie i sarny płacą z nawiązką za zjedzone kartofle własnym ciałem. Nikt nie jest zainteresowany, żeby chronić plony. Rolnik za każdego zjedzonego przez zwierzęta leśne kartofla dostaje żywą gotówkę, a ogrodzone elektrycznym pastuchem pole to dla myśliwego martwy, bezużyteczny teren.

(…)

12002287_899509636805210_6169465298132258968_n

Koronne argumenty

Analiza pokazuje jak wygląda rzeczywisty wymiar dokarmiania, jaki ma wpływ na zwierzęta, pokazuje też o co chodzi ze szkodami łowieckimi. Inaczej mówiąc, obraca w perzynę dwa z trzech koronnych argumentów myśliwskich: o konieczności zimowego dokarmiania i o konieczności obrony pól przed szkodami. Trzecim argumentem jest brak drapieżników i konieczność zastąpienia ich myśliwymi

No cóż, postawmy myśliwego ubranego w solidne ubranie, w grubych butach, siedzącego z karabinem na wieżyczce strażniczej żywcem skopiowanej z ogrodzeń obozów jenieckich, zwanej pociesznie amboną, obok wilka, rysia, orła, jastrzębia… I zadajmy sobie pytanie: czy myśliwy jest w stanie wypełnić subtelną rolę, jaką drapieżnictwo odgrywa w całej przyrodzie? Zdaje się, że przeciętny myśliwy o drapieżnikach wie głównie to: »zabijają«. I twierdzi, że ponieważ on też zabija, to także jest drapieżnikiem, takim »ludzkim drapieżnikiem«. Lecz gdy choć trochę dowiemy się o drapieżnikach w przyrodzie, taka postawa traci całkowicie rację bytu. Myśliwym wydaje się, że muszą regulować pogłowie, bo nie ma drapieżników. Postawa, że w naturze trzeba coś regulować, przypomina ręczne sterowanie gospodarką w Korei Północnej. Prowadzi do nędzy w przyrodzie. Wynika z braku zaufania do procesów życiowych i ludzkiego lęku przed wszystkim. A z przyrodą można tylko współistnieć, bo sami jesteśmy jej częścią i w najgłębszym stopniu od niej zależymy. Natura reguluje się sama.

Człowiek ma lękową skłonność do osiągania miażdżącej przewagi. W tej relacji widać to jak na dłoni – z jednej strony wytwory bardzo zaawansowanej technologii, współczesna, snajperska broń myśliwska, optyka, nowoczesna amunicja – a z drugiej strony cienka skóra zwierzęcia i jego miękkie ciało.

Myślistwo komercjalizuje się coraz bardziej. Na czym polega ten proces? Wystarczy wpisać w Google „biuro polowań” i z mnóstwa linków otworzyć na przykład www.aom.pl/data/download/2_CENNIK_2008.pdf, by zobaczyć makabryczną perwersyjność tej handlowej oferty, wyceniającej w euro możliwość zadania śmierci.

Dokarmianie i praca przy nim są potrzebne myśliwym do miłego znieczulania sumienia i łagodzenia stanów, które budzą się, gdy się zabija, zabija, zabija… Nierzadko z wielkim cierpieniem ofiary, która z przestrzelonym brzuchem ucieka i zalega, aby umrzeć gdzieś w swoim leśnym domu, lecz znowu jest ścigana i gryziona przez psy, słyszy podniesione głosy, widzi sylwetki ścigających ją ludzi i w końcu jest dobijana i haratana kolejnymi kulami. To nie jest rzadkość – to norma. (…)

12043042_899509773471863_6557146850018986490_n

Myśliwym udaje się utrzymać tak długo przekonanie, że są niezbędni, poprzez lata propagandy, którą wdrukowuje się w umysły kolejnych pokoleń. Ludzie może czasami nie do końca im wierzą, ale nie mają pewności, czują się nieswojo: To całe zabijanie mi się nie podoba, ale może rzeczywiście trzeba regulować, eliminować. Ktoś to musi robić. Bo jeśli ktoś tego robił nie będzie to…

I tu rozumowanie się zatrzymuje, bo właściwie nie wiadomo, co miałoby się stać. Pozostaje przekonanie, że myśliwi być muszą. Natomiast nikt się nie zastanawia, dlaczego myśliwi zabijają kaczki, dzikie gęsi, bażanty, kuropatwy, zające, piżmaki, słonki. Mają naturalnych wrogów, ludziom nie zagrażają. Dokarmia się je? Nie da się! Jakie szkody rolnicze może wyrządzić kaczka? Myśliwskie koronne argumenty mają się tu nijak. Tu naprawdę widać, że chodzi tylko o zabijanie. Gdyby myśliwi traktowali swoją argumentację poważnie, sami powinni zrezygnować ze strzelania do całego leśnego i polnego drobiazgu. Ale nie, oni konstruują specjalną broń: ptaszarki, żeby skuteczniej strzelać na przelotach.

(…)

Żaden z myśliwskich argumentów racjonalizujących zabijanie nawet odrobinę nie dotyczy kuropatw, gołębi, jarząbków, gęsi, słonek czy kaczek. A zabija się ich około 140 000 rocznie! Ludzie, którzy mieli w sobie jakąś wstępną niezgodę na zabijanie leśnych, polnych i powietrznych istot o pięknych brązowych oczach, otrzymują coraz więcej wiedzy o myśliwskich prawdach.

Zostały poważnie podważone, i to przez samych naukowców zajmujących się łowiectwem, koronne argumenty myśliwskie o konieczności dokarmiania, szkodach łowieckich i o jakiejkolwiek sensowności selekcji samców jeleni, danieli i saren. Myśliwy wydaje się być postacią coraz bardziej anachroniczną, wsteczną, reprezentuje nurt, z którym ludzie muszą się rozstać – nurt twardej, jednostronnej eksploatacji przyrody i wszelkiego istnienia na Ziemi. Gdy leci się samolotem nad Europą i widzi pozostałości, skrawki zielonych lasów, gęsto poprzedzielane grupami budynków, miast, miasteczek, sieciami dróg różnej wielkości, rzekami z wybetonowanymi brzegami, to wydaje się wręcz cudem, że zwierzęta żyją jeszcze z nami – ludźmi, i że mamy od czasu do czasu możliwość zobaczenia sarny, dzika czy jelenia. A gdy to się zdarzy, zapamiętujemy takie spotkanie na długie lata, czasami na całe życie. Przypomnijmy sobie, jak się czujemy po bliskim spotkaniu z wolnym zwierzęciem w lesie czy na polu. To jest zawsze ekscytujące spotkanie, ożywia i ogrzewa, czujemy się obdarowani. Myśliwi mają podobnie – czują się obdarowani możliwością ekscytującego zabicia, potem mówią ze szczerym uśmiechem na twarzy i zadowoleniem, że „święty Hubert darzył”, czyli gdzieś tam z nieba dał myśliwemu możliwość zabicia celnym strzałem w serce i przeżycia „łowieckiej przygody”.

(…)

12039409_899509990138508_6028884130212145579_n

(…)

Myślistwo to wielopoziomowe zjawisko, ma swój aspekt społeczny, socjologiczny, kulturowy, duchowy, religijny, psychologiczny, ekologiczny, prawny i ekonomiczny. To nie jest proste dokarmianie – zabijanie, to coś znacznie więcej

(…) Przytoczę fragment wstępu wielkiego erudyty w sprawach relacji ludzie – zwierzęta, prof. Dariusza Czaji do eseju „Przefarbowany świat. Mitologie polowania”, który ukazał się w poświęconych zwierzętom „Kontekstach” nr 4 z 2009 roku:

W opinii entuzjastów i praktyków, wciąż otacza je aura romantycznej przygody, a pośród najbliższych asocjacji związanych z hasłem myślistwo odnajdziemy z pewnością: poczucie zażyłości z naturą i ducha szlachetnego współzawodnictwa. W oczach myśliwych, sztuka łowiecka, to nie tylko wzbogacające i pożyteczne hobby, ale też potrzebna i wielce skuteczna forma ochrony przyrody. Wybitny strzelec (to jednak wciąż w przeważającym stopniu męskie zajęcie) mający na koncie tysiące upolowanych zwierząt i posiadacz najwspanialszych myśliwskich trofeów wciąż jest obiektem podziwu i zazdrości pośród myśliwskiej braci. W oczach pasjonatów myślistwo, to elegancka sezonowa gra, w której prym wiodą dwie wartości naczelne: sportowe współzawodnictwo i ochrona przyrody.

Z kolei, jak łatwo się domyślić, przeciwnicy polowań mają niewiele zrozumienia dla intencji myśliwych, nie mówiąc o akceptacji samego zjawiska. W ich opinii, polowanie to po prostu mordowanie nikomu nie zagrażającej, niewinnej leśnej zwierzyny. To, kamuflowana wzniosłą czasem retoryką i rozbudowanym rytuałem, prostacka rozrywka ludzkich samców. Jeszcze inaczej: to szczególnie wyrafinowana, bo praktykowana przez cywilizowanych ludzi, forma zadawania cierpień żywym stworzeniom; pretensjonalne hobby służące zaspokojeniu dość prymitywnych żądz.
http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2292,article,5172

I dlatego, tak trudno walczyć z nim na poziome głębszych przemyśleń z jego sympatykami.

Poniżej kilka screenów z myśliwskiego forum. Przeterminowana karma do psów, zepsute jogurty… oto czym się nęci:

11960143_899510500138457_5288172639797549017_n

12032175_899510566805117_2720104044911530239_n