Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.

11 maja to kolejna tragiczna data w kalendarzu łowieckim, będąca totalnym nieporozumieniem, jak zresztą większość obecnych okresów polowań. W ten wyczekany dzień, myśliwscy pseudoekolodzy ruszają w lasy, aby znów dać wyraz swojemu uwielbieniu do zwierząt poprzez strzelanie do nich. Ofiarami „harmonijnego obcowania z naturą”, padają tym razem kozły saren, przez myśliwskich niedouków nazywane potocznie „jelonkami”. Praktyka tym bardziej okrutna, ponieważ maj to okres lęgowy większości ptaków i czas rozmnażania dla wielu zwierząt. Potrzebują wtedy jak największego spokoju i nie powinno się ich wtedy niepokoić – przynajmniej mi to wpajano na lekcjach przyrody. Te zasady poszanowania i zrozumienia wobec zwierząt, mało zdaje się obchodzą myśliwych. Mają je w głębokim poważaniu. Spokój zwierząt? Kto by się tym przejmował. Trzeba przecież zapolować, bo jest sezon! Pamiętam taki post ze znanej nam już strony „Dzikarze.pl” gdzie to myśliwi dowcipkowali z tego, że przegonili wszystkie sarny w łowisku, podczas rabanu jakiego narobili uganiając się z psami za dzikami. Kwintesencja spaczenia myśliwskiego szacunku wobec natury, to chyba lekko powiedziane.

NiePłoszww

Okres polowań na sarnie kozły trwa od 11 maja do 30 września. Polowania indywidualne na te zwierzęta są jednymi z najbardziej popularnych w Polsce. W tym czasie sarnie kozy wydają na świat młode i opiekują się nimi. Nie baczą jednak na to myśliwcy pseudomiłośnicy natury, którzy pragnąc zdobyć trofeum burzą spokój sarnich matek i dzieci. W kolejnych miesiącach u gatunku zaczyna się ruja – misterium natury, kiedy zwierzętom powinno zapewnić się maksimum spokoju i komfortu, aby w świecie zdominowanym przez człowieka mogły choć trochę odetchnąć od nadmiaru naszej presji. Podczas rui kozły gonią za kozami, wygląda to czasem iście pociesznie jak zabawy dwóch młodych psiaków. Takie widoki na łąkach i polach o świcie wśród mgieł, napełniają serce radością i wdzięcznością, wobec możliwości podpatrzenia kolejnego wspaniałego spektaklu przyrody. Przynajmniej u mnie… Jak się domyślacie, myśliwi polują na te zwierzęta również wtedy – no bo przecież sezon (i kalendarz łowiecki, który sami sobie stworzyli) na to pozwala.  Jest to zwyrodniała i pomylona praktyka, która w cywilizowanym świecie nie powinna mieć miejsca, ukazuje też dobitnie czym dla myśliwego jest „miłość do przyrody i zwierząt”, a jest to po prostu polowanie dla radochy, adrenaliny (kozła często trzeba podejść) jak i trofeum.

Kopia gw_k4

Dlaczego myśliwi zabijają sarny?

Sarny dość łatwego życia w naszym świecie nie mają. Giną od potrąceń przez auta, trują się opryskami w rolnictwie, młode bywają zmielone kosiarkami na łąkach lub rozjechane traktorami, czasem nawet zostają przejechane przez pociągi – pasą się często przy torach i nasypach. Są wrażliwe na większe mrozy, czasem padają z wyczerpania od gonitw bezpańskich psów lub zostają przez nie zagryzione. W niektórych rejonach kraju stanowią spory % w diecie drapieżników takich jak wilk czy ryś. Zaplątują się w siatki wokół grodzonych szkółek leśnych. Czasem też topią. No i oczywiście bywa, że chorują. Widzimy więc, że zagrożeń wynikających z presji człowieka na środowisko jest dla gatunku mnóstwo, co przekłada się na jakąś tam „naturalną selekcję” i ograniczenie liczebności.  I w takich chwilach z pomocą przybywa dzielny myśliwy, który „zabija jednym celnym strzałem, i zwierzę nie cierpi”… Tak, odpowiedz na pytanie dlaczego myśliwi zabijają te zwierzęta jest banalna, i zamyka się w jednym wyrazie – TROFEISTYKA. Oraz dziczyzna.

Jakoś wobec tych wszystkich zagrożeń nie śpieszą myśliwi wtedy ratować saren. Co innego zimą przed ”okrutną śmiercią głodową” co nie powinno nigdy mieć miejsca, ponieważ najważniejszym czynnikami selekcyjnymi dla wszystkich zwierząt są zima, mróz i śmiertelność z ich powodu.

10547696_716561108381177_8299382428550563927_n

Trofeistyka.

Myśliwi są mistrzami, jeśli chodzi o wynajdywanie powodów dla których rzekomo muszą zabijać zwierzęta, nie inaczej jest w przypadku saren. Pomijając oklepane już „szkody w uprawach”, tutaj głównym powodem ma być „selekcja zwierzyny płowej”, której pomylone zasady i reguły myśliwi stworzyli na użytek własny, aby w oczach społeczeństwa mieć jakieś usprawiedliwienie dla swej chorej pasji. Są oni wyznawcami teorii, że jeśli nie będą polować, to zwierzęta ZDEGENERUJĄ się, a gatunek wyginie – jakoś tak. To już przykład klasycznego poddania się własnej mitologii. Oficjalnie jednym z głównych celów łowiectwa jest uzyskiwanie jak najlepszych jakościowo trofeów. To jest też celem myśliwskiej hodowli zwierząt i „dbania” o nie. Musimy pamiętać, że cała zabawa w trofeistykę to także konkursy i wyceny parostków, za które myśliwi w specjalnych komisjach przyznają sobie punkty, medale, nagrody… Cały mit selekcji i rzekomej degeneracji, nie ma żadnych podstaw naukowych, oraz opiera się na błędnych i fałszywych przesłankach. Dlaczego?

Kopia 11954796_904318976309095_3873065025495618952_n

Myśliwi utrzymują, że jeśli nie będą strzelać, to taki kozioł sarny przekaże swe „złe” cechy w genach dalej, przyczyniając się do postępującej degeneracji gatunku, co za tym idzie, jego wyginięcia 🙂 Jak zatem wytłumaczyć tysiące lat istnienia gatunku, wobec 90 lat trwania PZŁu ze swoimi „zasadami selekcji”? Myśliwi doskonale sami obalają swoje brednie, nie trzeba szukać daleko. Jak czytamy na stronie poradnika selekcjonera, przyczyny deformacji parostków saren, mogą być rozmaite. Urazy możdżenia, przebyte choroby takie jak motylica, odmrożenie, czy też uszkodzenia jąder. Dodatkowo braki pokarmowe, infekcje wirusowe lub grzybicze, wszystko to sprawić może, że parostki nie wykształcą się tak jak powinny.

http://derficzek.republika.pl/porozesarny.html

Zwierzęciu często to w życiu nie przeszkadza. Nie trzeba być specjalistą, aby wiedzieć, że takich cech nie przekazuje się w genach dalej, gdyż są to jednostki nabyte. Tak samo, jak nie przekażemy dziecku naszych cętek po ospie.

11412297_1049945531699902_8265175867537453163_n

Polujący podzielili sobie kozły saren według sztucznie stworzonych „klas wieku” oraz rozróżnienia takie jak osobnik „przyszłościowy” lub „selektywny”. Pierwsza grupa rokuje na dobry rozwój trofeum, drugą trzeba bezlitośnie eliminować, gdyż w wyniku różnych czynników losu, nie wykształciła takich parostków, jakie chciałby widzieć myśliwy. „Winą” sarnich kozłów jest jedynie to, że noszą na głowie coś co można spożytkować i dorobić do tego ideologię aby uzasadnić sobie chęć mordowania dla sportu – bo czymże są późniejsze konkursy i wyceny poroża? O tym, że zabawa w trofeistykę służy tylko bezsensownemu zabijaniu, niech poświadczy inny fakt – przecież myśliwi w żaden sposób nie „selekcjonują” zwierząt takich jak lisy, bażanty, kaczki czy nawet dziki – w ich przypadku nie prowadzi się żadnej selekcji względem trofeów. Twierdzenie o przekazywaniu rzekomych „wad” w genach ma się nijak do rzeczywistości, ponieważ żaden z myśliwych przed strzałem nie dokonuje badań genetycznych – nie może więc być pewien, czy za deformacja którą akurat widzi odpowiada czynnik genetyczny. Dlatego strzela się do wszystkiego, co nie pasuje do wzoru, tak na wszelki wypadek. Pamiętać też trzeba, że cechy w genach przekazują oboje rodzice, a przecież kóz myśliwi praktycznie nie selekcjonują, bo nie mają one parostków, po których można by coś stwierdzić. Myśliwi prowadzą i prowadzą swoją ”selekcję” już od dziesiątków lat. Z marnymi efektami, gdyż w każdym kolejnym pokoleniu saren ciągle występują te same deformacje i uchybienia w porożu, a to z uwagi na czynniki, które mogą to powodować, nie mające podłoża genetycznego. Może to wszystko po prostu naturalne, normalne i za takie należało by to uznać? Ale wtedy nie będzie zabawy w trofeistykę, selekcję i strzelanie… Mit dusi się w sosie własnym na wolnym ogniu, i nie trzeba tu błyskotliwej inteligencji, by pewne oczywiste braki w logice dostrzec.

Kopia polskiediany_wlodawa108

Jak się poluje na kozły?

Zacytujmy stronę myśliwską:

– Podstawowym, niezwykle ekscytującym sposobem polowania na rogacze jest podchód. W podchodzie odnajduje się zwierzynę w łowisku i zbliża się do niej na odległość strzału.

– Zasiadka polega na oczekiwaniu na zwierzynę tak, gdzie żeruje, czyli na łąkach w pobliżu lasu i na polanach. Można ją urządzać na ambonach, zwyżkach, ale również na gruncie.

– Metodę podjazdu stosuje się ze względu na przyzwyczajenie sarn do wozów i pojazdów mechanicznych. Pojazd podjeżdża wtedy wolno w okolice bytowania zwierzyny, myśliwy schodzi z niego, ukrywa i przygotowuje do strzału, co ułatwione jest dzięki skoncentrowaniu się sarn na odjeżdżającym pojeździe.

– Polowanie na rogacze można również prowadzić metodą na wab, gdzie naśladuje się głosy kozy (samicy sarny) w celu przywabienia kozła.

http://www.poluje.pl/polowanie,polowanie-na-rogacze,8673

Ostatnia metoda, wydaje się być szczególnie wypaczona i pozbawiona zasad, kiedy uświadomimy sobie, że myśliwi wykorzystują godowe ogłupienie zwierząt podczas rui, przy użyciu sztucznego wabika wydają odgłos kozy, aby przywabić kozła na kilka kroków w celu oddania strzału… Trzeba też wiedzieć, że u tego towarzystwa wabiarstwo uchodzi za wspaniałą sztukę.

Metoda z podjazdu, tak samo wykluczająca wszelką etykę, oszukiwanie i tak „głupszego” zwierzęcia w ten sposób nie jest żadnym wyczynem. Natomiast podchód, to typowe płoszenie wszystkiego co żyje i niepotrzebne niepokojenie innych zwierząt. Zasiadka, wiadomo, siedzisz i obcujesz sobie z naturą, słuchasz śpiewu ptaków, aby wygarnąć do nieświadomego zwierzęcia, jeśli akurat podejdzie odpowiednio blisko.

Jak myśliwi łamią prawo podczas takich polowań?

Głównie na dwa sposoby. Pierwszym jest polowanie przy nęciskach, które służyć mają tylko polowaniom na dziki, lisy i małe drapieżniki, ale zależnie od tego co się na takim nęcisku znajdzie, korzystają też sarny. A kto to skontroluje… Siedzi drapieżnik w ambonie, podejdzie kozioł do karmy, no to baaach…

Polowanie w nocy. Polowania indywidualne, również bardzo lubiane przez myśliwych stwarzają mnóstwo okazji do popełnienia czynów kłusowniczych. Nikt nie jest w stanie skontrolować takiego myśliwego, jak nocą poluje pośród pól. Takich miejsc straż leśna ani łowiecka nie patroluje. Zasady wykonywania polowania jasno stanowią, na jakie gatunki można polować po zapadnięciu ciemności. Są to dziki, lisy, piżmaki i małe drapieżniki. W praktyce natomiast, zwłaszcza podczas pełni księżyca, myśliwi jeżdżą autami w miejsca gdzie spodziewają się spotkać kozły, a następnie oddają strzały.

Pewnego razu siedząc podczas pełni przy polu kukurydzy byłem świadkiem następującej sytuacji. Przez olszyny, przedzierał się nieudolnie z hałasem osobnik, z małą latareczką punktową na czole. Myśliwi mają takie specjalne czapki, z wbudowaną w daszek diodą. Wcześniej zatrzymał samochód, z którego udał się do zagajnika. Ochryple zaczął szczekać wypłoszony stamtąd kozioł… Jako, że sarny bywają dość ciekawskie, nie uciekł od razu, tylko czekał dalej na polu, dając głosem wyraz swemu zaniepokojeniu. Punkcik świetlny zgasł, po czym, po hałasie gałązek objawił się znów na skraju zadrzewienia. Za chwilę padł strzał, celny. Osobnik z diodą powędrował do miejsca trafienia, gdzie kucnąwszy zaczął pastwić się nad tuszą. Załadował ją sobie na plecy i przeniósł do auta…

Kopia koziol

Innym razem, zauważyłem zatrzymujący się na poboczu samochód terenowy. Około drugiej w nocy. Widzę błysk zapalanego papierosa. Tym razem było to blisko mojego stanowiska, migając co jakiś czas diodą, zacząłem maszerować w stronę tego auta. (Mała uwaga – jeśli przytrafią się Wam kiedykolwiek takie sytuacje, zawsze błyskajcie jakimś światełkiem, choćby telefonem. Czasem myśliwy uznaje, że poluje inny kolega i odjeżdża, ale po prostu w ten sposób minimalizujemy ryzyko zasilenia statystyk tak zwanych „pomyłek z dzikiem”). Docieram do miejsca, witam się z myśliwym. Pytam na co poluje, on zdziwiony obecnością kogokolwiek o tej porze w takim miejscu, odpowiada że Na wszystko co tu wyjdzie, sezon jest, dzik, lis, sarna. Pytam dalej, Na sarny też w nocy? Bo chyba nie wolno. Na co dowiaduję się, że tu jest obwód łowiecki, wolno polować, trzeba wykonać plan więc nikt sobie nie zawraca głowy, a mnie tu nie powinno być’’. Po czym myśliwy wsiada do auta, i zirytowany odjeżdża. Święty Hubert zdarzył, że to polowanie indywidualne zepsułem. Jakoś w 10 min potem kilka kroków od miejsca naszej pogawędki drogę przekroczył piękny kozioł. Farciarz.

Kopia (2) 11223487_904317716309221_104366395404880774_n

Póki co myśliwska pseudoekologia ma się dobrze. Pod płaszczykiem bajań o selekcji prześladują i niepokoją sarny podczas wychowu młodych, a następnie rui, najważniejszego dla gatunku okresu. Żaden z nich natomiast nie jest chyba zainteresowany ratowaniem i poprawianiem dobrostanu gatunku wobec oprysków czy wypadków drogowych oraz innych zagrożeń będących udziałem tych zwierząt. No chyba, że poprzez odstrzał… Przecież jak będzie ich mniej, to nie będą w ten sposób ginąć.

Jak czytamy w uzasadnieniu odnośnie zasad selekcji, pada stwierdzenie, że: Skomponowanie zasad gospodarowania populacjami jest trudne. Polska to duży kraj, o zróżnicowanych warunkach przyrodniczo – geograficznych, a zachodzące zmiany siedliskowe, klimatyczne czy antropogenne powodują zmienne reakcje populacji.
Myśliwi zdają się być świadomi, że tak naprawdę nie za wiele mogą zdziałać i wszystko co robią odbywa się wręcz na ślepo.

Osobną kwestią pozostają jeszcze widoczne na zdjęciach radosne oraz błogie uśmiechy na buziach tego towarzystwa, jak i zagadnienie samego polowania dla przeżywania radosnych i pozytywnych ”emocji łowieckich”, których kulminacja szczęścia następuje chyba po zrobieniu chwalebnej fotki ze swoją ofiarą, będąc w błogostanie jakiego zaznaje się po odebraniu życia. Ale to już temat na inny post.

11902252_748360028608314_3865666895001199209_n

Kopia cez2_1

Kopia sel022

Kopia 11745575_887422834665376_6283313489281670035_n

Kopia 16640692_420507541624162_2657450388671300502_n

Kopia 13239897_1725607481028739_1977634082053982829_n

zdj_02

11880504_748360011941649_4467689012381677925_n

12799043_1560701457555886_6502869902141527262_n12185043_914433155260637_1039985927544763478_o

wf33e

Kopia 4
Zabawa w trofeistykę, to spora część myśliwskiego świata. Spreparowane czaszki i parostki z zamordowanych zwierząt, podlegają wycenie, przyznawane są punkty, medale, gratulacje…następnie zawisną na ścianie, stając się wątpliwą ozdobą oraz pamiątką po łowieckich przeżyciach…XXI wiek, i niby dorośli, normalni ludzie…

dsc05854
Myśliwi piękno przyrody zdają się postrzegać inaczej, niż większość ludzi. Piękne są obcięte głowy zastrzelonych zwierząt, ułożone wśród traw. Jakoś tak nastrojowo się zrobiło… Smutno. 

Źródła: 

Zasady wykonywania polowania:
http://www.pzl.waw.pl/13-dokumenty/aktyprawne/47-zasady-wykonywania-polowania

Zasady selekcji zwierzyny:
https://poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

Poradnik Selekcjonera:
http://derficzek.republika.pl/porozesarny.html

Zbiór zasad etyki myśliwskiej:
http://www.pzl-lodz.pl/download/prawo/zbior_zasad_etyki.pdf

koziol (1)
I to jest jedyne właściwe miejsce, dla tak pięknej głowy. 

Reklamy

Dramat w czasie rykowiska. Zabijają podczas miłości.

2012-09_rykowisko_500

Zabawy pseudomiłośników przyrody.

Nadarza się doskonała okazja do popełnienia kolejnego tekstu i ukazaniu w blasku chwały kłamstw i obłudy myśliwych. Od jakiegoś czasu na ich forach i grupach dało się wyczuć pewne napięcie. Oczekiwanie. Przed tygodniem pojawiły się pierwsze wieści: Zaczęło się! Już ryczą ! Wczoraj słyszałem dwa! 21 sierpnia rozpoczyna się myśliwski sezon na jelenie byki. Dla zwierząt, czas rywalizacji, miłości, gonitw, zwycięstw i porażek, a czasem śmierci… Natomiast dla myśliwych, hm… Dla nielicznej garstki jest to okazja do spędzenia czasu na łonie przyrody, posłuchania w ciszy muzyki kniei, obserwacji zwierząt i ich zwyczajów.I tych lubię, to najbliższe memu sercu podejście. Ale to tylko ułamek procenta.

Myśliwi i laicy łowiectwa, jak ja ich nazywam lubią w komentarzach pisać: „Myśliwi zabijają tylko słabe i chore sztuki! Dowiedzcie się coś najpierw o łowiectwie!”

I oczywiście to nie jest tak, że myśliwy idzie sobie do lasu jesienią szukać najlepszego byka aby go zastrzelić, o nie. W ten sposób szybko by ich zabrakło. Myśliwi doskonale dbają o to, aby do czego strzelać było. Temu służy ”racjonalna gospodarka łowiecka”.  Aby zastrzelić Byka, trzeba mieć zrobiony ”kurs i uprawnienia selekcjonera zwierzyny płowej” i otrzymać stosowne pozwolenie. Potem polowanie i zabawa w preparację, konkursy, wyceny, nagrody…

11921758_882422248513949_7682989824602500404_o

Gdyby posłuchali państwo rozmów myśliwych, gawędy łowieckiej czy choćby wpisów z ich forów z ostatnich kilu dni, zaobserwować można wielką radość myśliwych z powodu początku rykowiska. Czy cieszą się, że będą odstrzeliwać tylko chore i kalekie sztuki? Absolutnie nie. Radość dotyczy tego,że można będzie zdobyć trofeum czy pozyskać kapitalnego byka. Oczywiście, zasłaniają się tym, że prowadzą odstrzał selekcyjny. No to przyjrzyjmy się tej selekcji…

Jelenie wykształcają poroże, nakładają wieńce. To chyba wiemy wszyscy. Szczegółowy schemat, opis poszczególnych odnóg, tyk i nazewnictwo pominiemy, myśliwi to znają a nam to niepotrzebne. Powoli do sedna. Cytat ze strony myśliwskiej:

Wraz z wiekiem byka okresy wycierania i zrzucania poroża ulegają przyspieszeniu. Maksymalna długość życia jelenia szlachetnego wynosi około 20 lat, średnia- 5-6 lat.

bj2004

5-6 lat. Dlaczego tak krótko? Ano dlatego, że więcej nie pozwala się im żyć. Uwsteczniający poroże jeleń to dla myśliwego strata, ponieważ raz – że strata poroża, dwa – że „darmo żre”. Cała selekcja, wszystkie podręczniki i książki ukierunkowane są na ulepszanie jakości poroża, poprzez odstrzał sztuk cherlawych czy wykazujących w porożu deformację. Problem w tym, że deformacje poroża są czymś zupełnie naturalnym i normalnym u jeleniowatych. Cała retoryka selekcyjna opiera się raz – że na bredniach. A dwa – na zwykłej zachłanności. Myśliwi wierzą, że uwsteczniający się jeleń, przekazuje w genach dalej te cechy potomstwu. No cóż… kto bywał na większym rykowisku może zaobserwował takie coś – Dwa walczące stare byki, a tymczasem… na uboczu, korzystając z zajęcia starszych bywa, że cichcem korzysta młodszy. I zapłodni. Nie musi podejmować walki, jest szybszy, zwinniejszy, ucieknie. Tak się zdarza. Natomiast deformacje poroża zależą też od składu i jakości pokarmu, czynników klimatycznych, chorób i na końcu genetyki, gdzie dopiero po zaistnieniu czynników pierwszych deformacja może się ujawnić, dzięki sprzyjającym warunkom. Bywa, że byk za młodu uszkodzi możdżeń przy zrzucie, wtedy kolejne tyki i odnogi w następnych latach też mogą nie rozwijać się prawidłowo. Ale sam fakt – selekcja polega na odstrzeliwaniu tych zwierząt tylko dla wykształcania jak najlepszych trofeów, ponieważ krzywe czy zdeformowane godzą w myśliwskie poczucie estetyki… szkoda gadać. O tym jakie jest podejście do sprawy myśliwych niech poświadczy zdjęcie które prezentował ostatnio Front Antyłowiecki: „Mamy pozyskiwać jak najlepsze trofea”. Takie są plany owej sławnej już gospodarki łowieckiej. Gdzie tutaj jest, powiedzmy, zwykła sprawiedliwość ? Może ja chciałbym oglądać 18 letniego byka z dzikimi nieregularnymi odnogami, niestety decyduje za mnie banda samozwańczych patałachów i tym samym odbiera 97% społeczeństwa prawo do własnego przeżywania natury. Więcej na temat mitologii selekcyjnej pisaliśmy już tutaj :

Polowanie na rogacze – myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui. 

11264857_882424228513751_4657877881983406791_o

Teraz tak zwyczajnie po ludzku – Zabijanie, podchodzenie i prześladowanie zwierząt podczas sezonu rozrodczego jest skrajnym świństwem. Jak to się ma do ochrony przyrody, rozumienia jej, miłości do niej deklarowanej?  Niektóre gatunki zwierząt łownych, w tym nawet „szkodniki” lisy cieszą się podczas rozrodu okresem ochronnym. Dlaczego więc jelenie prześladuje się podczas ich okresu godowego? To tak jakby zabić człowieka na randce lub podczas seksu. Było by nam miło i czy cieszylibyśmy się, że ktoś w ten sposób „dba” o nas? Już odpowiadam dlaczego tak jest. Takie praktyki to dla myśliwego pójście na łatwiznę, ułatwienie sobie mordu. Byki są w tym czasie mniej ostrożne, podniecone,zainteresowane sobą i łaniami. Łatwiej je podejść. W oficjalnej retoryce myśliwych, dominuje pogląd, że podczas rykowiska mogą spokojnie przyjrzeć się zwierzętom, wybrać odpowiednie sztuki i dokonać ”prawidłowego” odstrzału. Ale skoro już wiemy, że selekcja to brednia….


Ale i samo to myśliwym nie wystarcza.

Podczas polowania używają kupionych lub własnoręcznie zrobionych wabików, czy to z muszli, rurki, rogu i wydając tony podobne do ryku jelenia, wabią do siebie byka. Zwierzę „myśli”, że zbliża się do rywala, ale nie wie tego, że rywalem tym jest żałosny oszukańczy człowieczek z bronią palną, który pragnie zabić go dla przyjemności; wabiony jeleń wychyla się i dostaje kulkę. Podczas wabienia trzeba się wykazać nie tylko umiejętnościami, ale i dobrym wabikiem, nie każdy jeleń da się nabrać. Podczas takiego polowania myśliwy jest bardzo podniecony… zazwyczaj robi się to w pojedynkę, wyobraź sobie, że stoisz w gąszczu, mało co widać, ale coraz bardziej słyszysz jak zbliża się ku tobie rozdrażniony obecnością „rywala” byk. Skupienie do ostatka, aby nie dać się podejść z innej strony, refleks do strzału, zanim jeleń zorientuje się co jest grane. Dodam, że takie praktyki uważają za zgodne z etyką łowiecką… ktoś chce coś dodać?

11934520_882425925180248_5344552610131852033_o

Oddaję w tym momencie głos panu Zenonowi Kruczyńskiemu, który w swojej wypowiedzi lepiej niż ja charakteryzuje to, co robią myśliwscy koledzy:

„Zabijanie samców w okresie godowym, gdy mają przekazywać geny, w tym uśmiercanie również tych najsilniejszych – jest pomyłką. Takie działania na pewno nie służą przyrodzie i jeleniom. Służą wyłącznie ludziom i ich chciwości na doznania związane z zabijaniem tych pięknych zwierząt.

(…) Popatrzmy na poroża sprzed stu, dwustu lat wiszące w łowieckich kolekcjach. Selekcja w obecnej postaci prowadzona jest od około stu lat. Żeby zweryfikować jej skutki wystarczy pójść na pierwszą lepszą wystawę łowiecką, by zobaczyć, że współczesne trofea nie różnią się od tych sprzed wieków. Widać gołym okiem, że selekcja jeleniowatych przez myśliwych niema żadnego sensu. To nie działa.

16684055_1098027586993280_4681502130394263753_n

Kiedyś robiły to drapieżniki. Myśliwi mogą tylko mówić, że zastępują drapieżniki, ale fizycznie absolutnie nie są w stanie zachowywać się tak jak drapieżniki. Weźmy na przykład wilki. Polując, wysiłkowo testują one ofiarę. W ten sposób pokarmem wilków stają się w ogromnej większości zwierzęta słabsze, w gorszej kondycji. Myśliwi mówiąc o selekcji, mają na myśli męską część zwierząt. Gdyby posłużyć się zwykłym zdrowym rozsądkiem, to pojawia się tu pytanie: czy selekcjonowanie tylko męskiej części populacji ma sens? Przecież geny przekazują potomstwu mniej więcej po równo i ojciec i matka. Myśliwi zachowują się tak, jakby o tym nie wiedzieli. A łań czy saren myśliwi nie są w stanie selekcjonować. Żaden(!) myśliwy nie jest w stanie pobiec za łaniami, by przetestować ich kondycję. Dlatego porównywanie się myśliwych do drapieżników jest trochę zabawnym uzurpatorstwem. Wilki utrzymują populacje jeleni w zdrowiu. W jaki sposób robią to myśliwi? Zdrowie całych populacji zwierząt dzikich to dla myśliwych „ląd niedostępny”. Wiemy natomiast, że wilki nie pozostawiają po sobie poranionych zwierząt. Myśliwi mają w lesie do 30% postrzałków jeżeli chodzi o duże zwierzęta, i tylko część z nich odnajdą. W przypadku ptaków – to jest prawdziwy dramat. O wiele więcej się rani niż zabija. Sami o tym piszą w sposób alarmujący.

11870714_882426001846907_8028129935048052904_n

Dla mnie zabijanie byków w czasie rykowiska to zwykłe świństwo jakie robi się męskiej części przyrody. I damskiej zresztą też. To jest zachowanie wręcz przeciwne do deklaracji myśliwych którą składają już w art.1 Ustawy prawo łowieckie, który brzmi: Łowiectwo, jako element ochrony środowiska przyrodniczego, w rozumieniu ustawy oznacza ochronę zwierząt łownych (…). Na czym polegać ma w tym przypadku deklarowana na pierwszym miejscu »ochrona środowiska przyrodniczego« i »ochrona zwierząt łownych<<

11903810_882426031846904_5235209391590285572_n

 Wspomnienia łowieckie.

Jest!!!
Widzę go! Rycząc, unosi potężny łeb i wtedy wyłania się zza górki po nasadę karku. Są łanie – cztery, może pięć. Przyklejam się do drzewa, pomalutku zdejmuję sztucer i opieram o pień. Czekam. Może podejdzie do przodu, wynurzy się zza górki i da komorę na strzał. Czas przestaje istnieć. Zimno mi w stopy.

Nagle tętent!
Pędzi prosto na mnie!
„Nie!” – wybucha mi w głowie.
Kilkanaście metrów przede mną, z pełnego galopu, tuż przy ścianie lasu zarywa się w miejscu wszystkimi czterema badylami! Fontanna piachu i kamyków smaga po gałęziach. Zza jałowców biegiem uchodzi w las byk. Ten drugi! Podszedł tam, do skraju lasu, niewidoczny dla mnie. Prawie nie oddycham,
mowy nie ma, by się ruszyć po broń. On stoi chwilę, krotko się odzywa, robi w tył zwrot i wolnym truchtem wraca do łań. Znika znowu w tym obniżeniu. Jestem gotów. Biorę sztucer do rąk. Ryczy, widać go jak przedtem. Składam się, opierając się o drzewo. Ryczy raz, a gdy ponownie podnosi głowę, lokuję krzyż lunety na nasadzie karku i… TRRRACH!!! – słyszę swój strzał. Byk łamie się w ogniu i znika. Łanie rozpierzchły się i stają. Patrzą w to miejsce, gdzie leży. Czekają na niego. Po chwili znikają jak duchy. Już niczego nie słychać. Koniec. Szary, jesienny, wilgotny początek dnia. Cisza, jakby ktoś zdmuchnął świecę. Jest już jasno, ale takim martwym światłem.

Wszystko zniknęło – tylko trwa ta śmiertelna cisza. Podchodzi Grzegorz,niosąc moje buty. Idziemy razem do niego. Leży. Już nie żyje. Jest… nie… już nie jest… był potężny.
Koniec polowania. Trzeba patroszyć. Będzie co robić, bo duży byk może ważyć nawet dwieście pięćdziesiąt kilogramów.

Rozbieram się do koszuli i zawijam rękawy do łokci.
Nóż jest zawsze bardzo ostry. Grzegorz chwyta za tylny badyl i odchyla. Widać mokry brzuch – pewnie niedawno krył łanię. Nacinam mosznę i wyłuskuję jądra. Ciągną się nasieniowody. Wypreparowuję penis, zakorzeniony głęboko i mocno między udami. Wycinam dookoła odbyt. Rozcinam skórę na szyi wzdłuż tchawicy i uwalniam ją. Rozcinam brzuch, uważając, by jelita pozostały w całości. Wkładam rękę głębiej, wycinam przeponę i wygarniam na trawę wszystkie wnętrzności. Odcinam od nich wątrobę. Rozcinam żołądek – jest w nim garść małych zielonych jabłuszek. One w tym czasie prawie nie jedzą. Wkładam rękę głęboko w ciało od strony brzucha, chwytam za tchawicę oraz serce i silnym szarpnięciem wyciągam na zewnątrz. Kolej na głowę z porożem. Przecinam skórę na karku, potem mięśnie, wbijam nóż za ostatnim kręgiem i tnę po wiązaniach. Łapię za wielkie poroże i obracam w lewo i w prawo – chrzęści. Odcinam głowę. Jakoś groteskowo wygląda „ostatni kęs” – gałązka wetknięta między zęby a przygryziony w chwili śmierci język. Uszy zostają przy ciele. Podnosimy nieco za przód tuszę i wylewamy krew – kilka litrów wypływa na trawę przez otwór po odbycie. Zrobione.

Nad nami zaczęły krążyć pierwsze kruki. Bezgłowe ciało wraz z płucami, sercem, wątrobą i penisem odstawia się do skupu: takie jak to warte jest około tysiąca złotych. Z żołądka robi się flaki. Głowę z oczami i mózgiem zanurza się w kotle tak, aby woda nie dotykała poroża. Można przedtem odpiłować puszkę mózgową i wyciągnąć mozg, by potem usmażyć go z cebulką i zjeść. Wygotowaną czaszkę preparuje się na biało. Wracamy z polowania. Do naszych domów, do żon i do dzieci. Trzeba iść do pracy. Dziwnie się czuję, jakieś myśli mi się snują. Właściwie cholernie mi go szkoda i nie chciałem go zabić. To znaczy chciałem go zabić, ale tak, żeby jednocześnie żył. A może po prostu chciałem, żeby wszyscy widzieli, że go pokonałem, że jestem silniejszy i że dałem mu radę. Gdyby to już wszyscy zobaczyli i uznali, on mógłby już sobie spokojnie żyć i nawet bym go lubił.
Ale gdybym nie odciął mu głowy, to kto by mi uwierzył, że go pokonałem? Dlaczego więc to zrobiłem? Dlaczego zabicie potężnego, pięknego, jurnego samca coś znaczy dla myśliwego? O co tu chodzi? Dlaczego właśnie to polowanie
jest tak ważne? Dlaczego zabicie byka, a mocnego w szczególności, wzbudza u innych myśliwych zazdrość? Dlaczego trzeba być dumnym, gdy się zabije byka? Co to za głód? Kto miałby mnie podziwiać?

W głębi duszy każdy czuje, że to taki sztuczny powód do dumy. Bo każdy wie, że tu nie ma żadnych rzeczywistych powodów do dumy lub przechwałek.
Przecież zabicie byka jest w gruncie rzeczy łatwe. One w czasie godów są jak ślepe i głuche – łatwo je podejść. Głośno ryczą, przez co nietrudno je zlokalizować i odnaleźć, nawet w puszczy czy w górach. A trafić celnie i śmiertelnie ze współczesnej broni jest banalnie łatwo. Dlaczego ważne jest, by zabić właśnie samca, a nie samicę? Zabicie stukilowej dziczej pani lochy to dla myśliwego hańba, a takiego samego pana odyńca to chwała. A one w lesie przy gorszej widoczności są prawie nie do
odróżnienia i zachowują się identycznie. Na czym więc polega różnica? Co się czuje naprawdę przy wycinaniu jąder i penisa? Niektórzy jądra tną na plasterki, smażą i zjadają.
Dlaczego zabiłem? Przecież nie jestem głodny, wręcz przeciwnie. Wszystkie byki, jeszcze przed urodzeniem, skazane są na zastrzelenie. Liczy się je jak najdokładniej w corocznych obowiązkowych inwentaryzacjach zwierzyny łownej. Podzielone są na trzy klasy wiekowe oraz na selekcyjne i łowne – wszystko to według przeżytych lat i mocy poroża. Przed rykowiskiem
przydziela się na specjalnych drukach indywidualne zezwolenia na odstrzał. Prawo do zabicia byka sprzedaje się myśliwym krajowym i dewizowym.

W sezonie 2014/2015 zabito w Polsce 83 tys Jeleni. Około 27 tys z nich to byki. Prawie nie zdarza się, aby umarły śmiercią naturalną. Byki muszą zginąć od kuli!

Fragment książki ”Farba znaczy Krew” autorstwa myśliwego, który zawarł w niej swoje wspomnienia z okresu w którym polował. Znajdziecie w niej nie tylko krwawe historie ale przede wszystkim mnóstwo argumentów i wiedzy obalającej ”Koronne argumenty myśliwskie”, oraz ukazującej całkowity brak sensu dla istnienia dzisiejszego łowiectwa. Dlatego powinna znalezć się na półce każdego przeciwnika zabijania dzikich zwierząt dla rozrywki.Żaden z myśliwych nie jest w stanie merytorycznie ani logicznie odpowiedzieć na argumenty zawarte w tej książce. Dziś autor tego bestsellera, który na zawsze zmienia postrzeganie myślistwa w Polsce i na świecie działa na rzecz obrony praw zwierząt i ochrony Puszczy Białowieskiej.


Tyle od Pana Kruczyńskiego, z czym w zupełności się zgadzam. Za pewne nie raz będziemy wracać do tych fragmentów. Od siebie powiedziałbym dosadniej, zabijanie Jeleni w tym okresie to skrajne draństwo.Nie wiem czym trzeba być,bo już nawet nie kim by tak cudowny spektakl natury zamieniać zwierzętom w piekło w ich najważniejszym w życiu czasie.

Myśliwi w akcji…


To co widzimy na tym filmie to kwintesencja myśliwskiego wypaczonego podejścia do przyrody, jak i przekrojowy obraz całkowitego zaprzeczenia jej rozumienia przez nich. A przecież polowania to wyraz ‚‚harmonijnego współistnienia z naturą”. Na ten temat można elaboraty pisać, ale takie filmy wystarczą za wszystkie słowa i myśliwskie deklaracje. Pamiętajcie, też, że to jedyna prawdziwa forma realizacja kontaktu z naturą… Zdjęcia, obserwacje, podglądanie zwyczajów zwierząt w ciszy? Dobre dla mięczaków, mieszczuchów i ekoterrorystów! Zobaczcie jak się prawdziwie obcuje z przyrodą, w zgodzie z odwiecznym boskim porządkiem… Warto wspomnieć, że to polowanie odbywa się już po rykowisku. Czyli tak, w czasie rykowiska rwetes, a potem poprawka podczas polowań zbiorowych. Ciężko o chwilę spokoju w lesie…

Na tym filmie grupa myśliwych wraz za naganiaczami podeszła kilka jeleni. Chcą wygnać je z zarośli pod lufy oczekującym dalej kolegom. Kiedy orientują się, że zostali przez zwierzęta dostrzeżeni następuje gwałtowny skok emocji łowieckich… Ludzie rzucają się biegnąc w amoku w kierunku zwierząt, drąc mordy na cały głos – bo inaczej nie idzie tego nazwać, i miotając sążniste przekleństwa wobec…Jeleni? A ponoć polowania i myśliwski kontakt z naturą uspokajają naszych łowców. Chyba jednak nie. A może to sławna Kultura Łowiecka w praktyce. Płoszenie zwierząt? No przecież na polowaniach niczego się nie płoszy! Zapewniali nas wielokrotnie myśliwi w dyskusjach. Zapraszali nawet, aby przyjechać i zobaczyć jak to wygląda, to zmienimy zdanie. Patrząc na ten obraz nędzy, rozpaczy, głupoty, nie mam wątpliwości kto tu w istocie jest Pseudoekologiem, całkowicie oderwanym od natury, nie mającym pojęcia o tym jak się wobec niej zachowywać. Pierwsza zasada przebywania w lesie – Cisza. Tak całe życie mnie uczono. Ciekawe, czy to samo mówią ci myśliwi, którzy idą do szkół prowadzić naszym dzieciom zajęcia i pogadanki o przyrodzie?
I pomyśleć, że ta cała wrzaskliwa impreza bandy oderwanych od przyrody pomyleńców, to nawet nie dla mięsa ani z głodu – dla trofeum na ścianie. Łowiecka przygoda…

12d

Od kilku lat każdej jesieni w Puszczy Białowieskiej, przyrodnicy, fotografowie, ekolodzy i aktywiści wspólnie stają w obronie jeleni, w opozycji wobec myśliwskich pseudomiłośników natury.  Powstała kampania o nazwie Rykowisko dla jeleni – nie dla myśliwych ,w której można wziąć udział przybywając w okolice Białowieży. O tegorocznej odsłonie kampanii organizatorzy piszą tak : 

”W tym roku spotykamy się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Trwa nielegalna wycinka, która zadała Puszczy poważne rany, ale jej nie zniszczyła. Puszcza Białowieska wciąż jest domem dzikich zwierząt i areną, na której rozgrywa się wyjątkowy spektakl rykowiska. Dlatego w tym roku zapraszamy do Puszczy zranionej każdego kto chce spotkać dzikie zwierzęta, ale i na własne oczy przekonać się, do czego prowadzi rabunkowa gospodarka leśna i pomóc w kampanii o ochronę Puszczy. Będziemy obserwować rykowisko i dokumentować miejsca, gdzie drzewa zostały wycięte – niech Wasze zdjęcia obiegną cały świat!

Zamiast ruszać do lasu z bronią, zabieramy w teren lornetki, aparaty fotograficzne i przewodniki do oznaczania tropów zwierząt. Nie zakłócając życia zwierząt, wracamy z wycieczek bogatsi o niezapomniane wrażenia a czasem też o nagrania i zdjęcia. Takie rekreacyjne spędzanie czasu w wyjątkowych okolicznościach przyrody Puszczy Białowieskiej z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością wśród turystów. Obserwacja rykowiska to także korzyści dla lokalnej społeczności, która jak nigdy potrzebuje naszego wsparcia. Dzięki promocji jelenich godów, sezon turystyczny w Puszczy Białowieskiej trwa nawet do połowy października.

Jak co roku apelujemy: niech rykowisko będzie festiwalem życia, nie igrzyskami śmierci. Gody są kluczowym momentem w życiu zwierząt, a ich wynik rzutuje na przyszłość całej populacji, dlatego większość gatunków łownych podlega w okresie rozrodczym ochronie. Także jelenie powinny mieć szansę na przekazanie swoich genów przyszłym pokoleniom w sposób rządzony jedynie prawami natury. Odstrzał jeleni w tym wrażliwym okresie to potężne zakłócenie ich biologii, dlatego postulujemy objęcie ich w tym czasie ochroną i zaprzestanie organizowania polowań podczas rykowiska. ”

DSCN5666

I my zachęcamy do udziału i wsparcia kampanii Rykowisko dla jeleni – nie dla myśliwych.  Te wspaniałe zwierzęta nie potrzebują nas do niczego – ani do ”gospodarowania” własną populacją, ani do selekcji. Ale potrzebują czasem wsparcia… by w w spokoju i ciszy mogły przeżyć swój najważniejszy czas.

Więcej na temat kampanii można przeczytać tutaj:
http://puszcza.pracownia.org.pl/rykowisko/wez-udzial-w-rykowisku

20993095_1751300908232775_6173472078575450122_n