Myśliwskie psy luzem w lasach & Krwawe pościgi za ranną zwierzyną.

Polowanie to nie tylko ludzie kontra dzikie zwierzęta. To też przeszkolone psy, których zdaniem bywa naganianie zwierząt pod lufę myśliwego, oszczekiwanie, tropienie po śladach krwi, czy jak w przypadku norowania uśmiercanie lisów w ich norach. Bywa, że psy zostają ciężko ranne lub giną od cięć zadanych przez lochy lub ranne odyńce. Czasem stają się kalekami do końca życia, na życzenie swych właścicieli. Ten proceder udokumentowaliśmy i opisaliśmy tutaj w dwóch osobnych postach, jeden dotyczy psów ranionych przez postrzelone dziki, w drugim myśliwi opowiadają o swoich wypadkach, kiedy utracili psy w wyniku postrzału…. :

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Psy zastrzelone na polowaniach

1502822_390660017747127_587047188_o

psydzika

Ale dlaczego piszemy o psach puszczanych luzem? Może i nie było by tematu, gdyby nie hipokryzja myśliwych. W ciągu roku notujemy mnóstwo przypadków zastrzeleń czy postrzeleń domowych psów, które czy to zostały porzucone, lub też uciekły właścicielowi albo i były razem z nim na spacerze, tylko oddaliły się nieco, bo i takie przypadki strzałów do psów niemal na oczach opiekunów mieliśmy. Można je przejrzeć w naszej zakładce Wypadki / Przestępstwa. Wymówka czy też usprawiedliwianie tego barbarzyństwa ze strony myśliwych zazwyczaj jest taka : ”Przecież ten kundel mógł zagryzc sarnę, albo zagonić ją na śmierć, to was nie obchodzi pseudo – obrońcy?!’’. Taka deklaracja brzmi jak tragiczny żart, kiedy widzimy jak przebiegają polowania i co się na nich wyprawia. A są to często gonitwy za postrzelonymi zwierzętami, które w przerażeniu ciężko ranne, pragną z całych sił oddalić się od swych prześladowców. I tutaj z pomocą przychodzą myśliwemu specjalnie przeszkolone psy, których zadaniem jest zatrzymać takiego ‘’postrzałka’’ w miejscu, oszczekując go i podgryzając, do czasu aż dowlecze się myśliwy z flintą, w zgodzie z etyką i zasadami wykonywania polowania palnie w łeb zwierzęciu które zamęczył. Myśliwi bardzo często zioną wręcz nienawiścią do wszystkich innych psów niż własne, które napotkają w lesie, bo ‘’szkodniki sarnę pognają’’. Deklarują też chęć wystrzelania ich wszystkich oraz na swoich stronach opisują jak to robią. Udokumentowaliśmy takie wypowiedzi myśliwych w poniższym poście:

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.

posokowce

13000331_855920704518760_8277576905601459730_n

12112239_1660135677557777_6352190089147758454_n

 

‘’Psi’’ temat powraca często w kontekście łowiectwa i w zasadzie trudno go uniknąć, jeśli wezmiemy pod lupę poglądy tego towarzystwa. W skrócie tak, – Porzucony pies, który z głodu próbuje upolować zwierzę to ‘’wredny kundel do odstrzału wraz z właścicielem’’ , ale myśliwski jagdterier szarpiący rannego dzika, czy posokowce puszczane za jeleniami to już ‘’polowanie w zgodzie z etyką i zasadami’’.

Myśliwi bardzo często łamią prawo łowieckie podczas polowań.
Zasady wykonywania polowania Rozdział 2, paragraf 5.1 określają jasno:

1.Polowanie z psami lub naganką może odbywać się w okresie od dnia 1 października do dnia 31 stycznia; ograniczenie to nie dotyczy polowania z psami lub naganką na ptactwo łowne, z psami lub naganką na drapieżniki oraz poszukiwania postrzałka z psem na otoku.

2. Poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej (….) , poszukujący postrzałka może korzystać z pomocy naganiacza lub innego myśliwego, a także korzystać z psa prowadzonego na otoku.

Tego ‘’otoku’’ najczęściej w praktyce jednak brak, a przyuczone do dręczenia zwierząt myśliwskie psiaki hasają sobie wolno jak popadnie podczas całego polowania. Nikt się tym nie przejmuje. Niewinnie nazywa się to ‘’podkładaniem psów do polowań zbiorowych’’. W innych przypadkach pies może być puszczany luzem podczas norowań, lub w przypadku aportowania ptactwa. Pora na zdjęcia pochodzące z zamkniętych grup myśliwskich. Screeny publikujemy w całości wraz ze zdjęciem, gdyż jak zawsze myśliwi próbują dyskredytować takie wpisy, krzycząc, o ”zdjęciach nie z polski”, kompromitując się tym bardziej. No to oglądamy ”zdjęcia nie z polski”. Z pewnością kłusownicy….

34333eee

3433223e3e2ee2
To zdjęcie jest szczególnie okrutne, kiedy uświadomimy sobie co się na nim dzieje. Rozjuszone psy szarpią i podgryzają prawdopodobnie rannego już dzika, tymczasem właścicielka stoi i wykonuje sobie fotki jak ”pieski pracują” . Potem pochwali się innym myśliwym w grupie na facebooku…

3433223e3e2eefr
I kolejne psiaki luzem, goniące przerażone zwierzę. Ale Twój pies który się zgubił lub Ci uciekł? ”Kundel do odstrzału, bo szkodnik płoszy zwierzynę”. Hipokryzja w wydaniu myśliwych nas już od dawna nie dziwi.

3433223eee
3433223e2ee

12541150_10209183256244254_311049748411905810_n

‘’ Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia.’’ – Taki wpis czytamy na forum Klubu Posokowca, opanowanego przez myśliwych.
http://klubposokowca.org.pl/?page_id=87  

Na stronie jednego z przyrodników Marcina Kostrzyńskiego, swoją drogą byłego leśnika i myśliwego, który porzucił strzelbę na rzecz aparatu fotograficznego natrafiamy na taki oto wpis:

bez tytułue333322

My mamy inne drastyczne ujęcia, pochodzące z grup myśliwskich, gdzie polujący chwalą się między sobą swoimi wyczynami. Czemu to ma służyć? Rozrywce i przeżywaniu emocji łowieckich, bo na pewno nie jest to ‘’dbanie o dobrostan zwierząt’’ ani ochrona pól rolników. Pomijając już zupełnie, w miejscach gdzie urządza się ‘’zbiorówki’’ zwierzęta przenoszą się do małych zagajników i zadrzewień wśród pól. A może myśliwych właśnie to kręci i podnieca? Ciekawość czy przeszkolone na żywych dzikach w specjalnych zagrodach psy się sprawdzą? Hałas, gonitwa, szczekanie z pasją i kwik szarpanego rannego dzika? Cóż za radość z harmonijnego obcowania z naturą! Głupie mieszczuchy nigdy nie zrozumieją łowiectwa…. Kolejne zdjęcia dokumentujące hipokryzję, obłudę i bestialstwo myśliwych.

12552515_10209183255884245_1353673206113954062_n

15284907_10212259826436586_4321213397691349955_n

15284840_10212259826356584_711438657909979907_n

15972720_320224971705943_6811014912064384260_o
Psy jak widać mają kontakt z krwią i wydzielinami zwierzęcia. Następnie będą mieć kontakt z kolejnymi dzikami i innymi psami. Potem usłyszymy o tym jak rozprzestrzenia się ASF, a winą obarczy się dziki i wystrzela wszystkie w całym województwie. 

Dla jasności –  Nie popieramy puszczania psów luzem w lasach i na terenach bytowania dzikiej zwierzyny przez nikogo, ani przez zwykłych ‘’kowalskich’’ na spacerze, ani przez uprzywilejowaną stojącą ponad prawem kastę myśliwych. Las, pole czy łąka to dom zwierząt. Uszanujmy go. Tymczasem kolejne zdjęcia.

15776717_387450504937444_872198613602636262_o13307209_1037645156324990_4079200159087926063_n12108182_1506736139649499_1496508629987591318_n12115915_909360002447087_360979825571578700_n

psyjelenia

12068996_759493994177365_7353318360450428433_o

No cóż. Myśliwscy pseudomiłośnicy natury po raz kolejny pokazują swój wypaczony stosunek do niej. Nie, ”dobrego imienia łowiectwa” ”szkalować” nie trzeba. Wystarczy pokazywać je takim jakie ono jest, a czas i zmiany zachodzące w świadomości społecznej zrobią swoje.

Lektura uzupełniająca:

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć.  Psy ranione, zabijane i kalekie od szarży dzików, długie operacje u weterynarza i inne szczere wyznania myśliwych. Dręczenie własnych zwierząt z premedytacją ku swojej uciesze.

Psy zastrzelone na polowaniach.  Opowieści myśliwych, jak to ich własne psy ginęły od przypadkowych postrzałów podczas polowań. Plus alkohol nocą przed polowaniem (zdjęcia i screeny).

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją. 
 Udokumentowane wypowiedzi myśliwych, deklarujących chęć wystrzelania wszystkich psów   napotkanych luzem w lesie.

Bezimienne ofiary krwawego hobby.  Czyli nadesłane przez czytelników zdjęcia zastrzelonych psów.

 

Myśliwi strzelają, a wilki giną.

Zgłosiła się do nas jedna z czytelniczek, z kolejną smutną informacją, oraz zdjęciami.

Witam, czy można wysłać Wam zdjęcia zastrzelonego wilka? Zdjęcia wykonane na Przełęczy Radoszyckiej, na granicy Polski i Słowacji; przypadkowo w trakcie spaceru natrafiłam na zwłoki wilka, niestety trzeba było uciekać, ponieważ w pewnym momencie usłyszałam głosy idących w jego stronę dwóch mężczyzn. Z tego co wiem Słowacja wprowadziła możliwość odstrzału wilka, ale minimalny dystans od granicy wynosi 25 km. Czyli ten wilk padł ofiarą kłusowników… Możliwe, że to był nasz polski wilk…

Należy się podziękowanie, gdyż tylko dzięki publikacjom mają szansę ujrzeć światło dzienne tego rodzaju zwierzęce dramaty.

22324242

Przy granicy polsko-słowackiej, leży cicho truchło młodego drapieżnika. Nie zapoluje już więcej… Widoczna rana postrzałowa dopowiada historię jaka go spotkała. Może został „pomylony z dzikiem”, a najpewniej został z premedytacją zabity, jako „szkodnik przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Niestety, ale takie właśnie podejście prezentuje większość myśliwych. Kiedy PZŁ swego czasu na swoim profilu próbowało robić nagonkę na wilka, pojawiały się i głosy o natychmiastowej potrzebie „regulacji” tego drapieżnika do 200 sztuk… Tak że… Zaglądając natomiast na fora łowieckie, ze zdumieniem przeczytać możemy jak ludzie, którzy ślubowali przestrzegać prawa łowieckiego i bronić przyrody, dyskutują sobie o możliwych sposobach cichego pozbywania się wilków i kłusowniczym odstrzale, a następnie pozorowaniu wypadków komunikacyjnych, jako przyczyny śmierci zwierzęcia.

19022652_10207011765571921_1897190629_o
Seria zdjęć zastrzelonego wilka, wykonane przez naszą czytelniczkę.

Od 2015 roku między Polską a Słowacją obowiązuje 25 kilometrowa strefa buforowa będąca wyłączona z polowań na wilki (w Słowacji wilk jest gatunkiem łownym). W omawianym przypadku zwierzę zostało zabite tuż przy granicy, jak informuje nas czytelniczka.  Jak widać powołanie tej strefy nie wiele dało…

19046853_10207011767091959_975545027_n
Typowy strzał „na komorę” czyli w serce. Ktoś tu jednak trochę chybił. Po prostu egzekucja. Choć znając myśliwych, pewnie napiszą coś o pasożytach i larwach gzów, które wywierciły od środka ten otwór… Albo o wnykach. Podobne historie słyszeliśmy już w przypadku strzelonych łosi.

Wilki, łatwego życia nie mają. Do pełni szczęścia potrzebują rozległych kompleksów leśnych, dzikich terenów, najlepiej mało penetrowanych przez człowieka. O takie miejsca w dzisiejszym świecie jednak coraz trudniej. Przez prawie 114 tysięcy myśliwych, niecałe 1200 wilków uważane jest za „szkodniki”. Strony kół łowieckich i niektórych nadleśnictw celowo biorą udział w antywilczej histerii zamieszczając na swoich profilach „straszne” zdjęcia ogryzionych kości wilczych ofiar… Z jednej strony ciągle słyszymy, że tych i tamtych zwierząt jest za dużo (jak to możliwe, aby za dużo było jednocześnie drapieżników i ofiar?), a niektórzy myśliwi otwarcie twierdzą, że ich rolą jest zastępowanie wilków. No dobrze… Tylko kiedy przypadkiem natkną się pozostałości po biesiadzie drapieżników, nie gorzej niż przedszkolne dzieci dotknięte „syndromem Bambi”, rozdzierają szaty nad resztkami „biednych małych jelonków”, och jakąż to straszną śmiercią musiały zginąć. No tak, lepiej żeby podrosły i żwawo uciekały postrzelone, gnane zgrają psów myśliwskich na polowaniu zbiorowym. Wtedy to w zgodzie z etyką, zasadami i regulaminem… Ostatnio myśliwi odkryli ze zdumieniem fakt, iż wilki upolowały dużego dzika. Oczywiście szok, niedowierzanie, wręcz panika… Naprawdę można martwić się o los polskiej przyrody, czytając takie reakcje.

19022678_10207011765171911_462463641_o

W 2016 roku media obiegła głośna sprawa skłusowania wilczycy w Bieszczadach, czego dokonało dwóch myśliwych należących do PZŁ przy współudziale podleśniczego. Niedawno zostali skazani nieprawomocnym wyrokiem w zawieszeniu. Dlaczego warto przypominać o tym przypadku? Tym razem kłusujący myśliwi nie mieli szczęścia. Na gorącym uczynku przyłapał ich inny myśliwy, który zgłosił sprawę policji i organom związku. I jak zareagował PZŁ? Nie, nie było medalu łowieckiej zasługi… sprawę próbowano bagatelizować, a nieprzyjemne konsekwencje spotkały myśliwego, który o sprawie doniósł. Został wykluczony z koła macierzystego, tracą szacunek i „przyjaźń” kolegów… To wydarzenie mówi bardzo wiele o myśliwskich nastrojach wobec wilków i tym jak sami traktują przypadki takiego kłusownictwa w swoim gronie.

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

19021709_10207011765051908_1948882091_n

Człowiek w wilczej skórze.

Wilk „przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej” jest wrogiem numer 1 dla większości myśliwych. Traktowany i postrzegany na równi z wałęsającymi się psami. Ale dlaczego? Przecież myśliwi twierdzą, że wilki zastępują, powinni więc cieszyć się że ktoś wyręcza ich w ponurej robocie. Nic z tych rzeczy, gdyż dla myśliwego sensem życia jest polowanie. A polowania jest mniej, gdy w „łowisku” grasuje wilk. Nie przestrzega on okresów łownych, ani ochronnych, „morduje” młode zwierzęta, płoszy (zwierzęta stają ostrożniejsze, przez co polowania też są trudniejsze), no same szkody! Przekłada się to także na straty finansowe koła (trofea, skóra, dziczyzna). No, szału można dostać, tyle pracy w łowisku dla dobra zwierzyny, dokarmianie, lizawki, wodopoje, nęciska, a tu bure nie robio nic i polujo cały rok na wszystko! To nasze jelenie, dziki i daniele, racjonalnie hodowane dla celów łowiectwa!  Myśliwi w żaden sposób nie są w stanie pojąć roli wilka w ekosystemie, który to drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Tym samym budzi wstręt… może dlatego, że myśliwi patrząc na wilka zdają sobie sprawę ze swej ułomności i niedoskonałości.
Nie bardzo można też straszyć lud nadmiernym rozmnożeniem wilka, jak robią to myśliwi w przypadku lisów i jest to wtedy jakoś zasadne. Ponieważ wilki potrafią doskonale same kontrolować swoją liczebność – w watasze rozmnaża się tylko para alfa i to nie zawsze, w zależności, od dostępności pokarmu i siedliska. Nie trzeba więc w żaden sposób kontrolować ich liczebności. Obecność wilka w „łowisku” (tfu, no przesiąkłem widać tym łowieckim bełkotem), ma jeszcze taki plus, że polują one na lisy, jenoty oraz bobry – czyli także „szkodniki”. No i zagryzają równie znienawidzone przez myśliwych „hordy bezpańskich kundli”. Pamiętać musimy, że wilk potrzebuje dziennie około 5 kg mięsa, a więc poluje cały czas mając w wilczym nosie przepisy, regulacje ochronne, zachowanie stada podstawowego… Jest więc o niebo bardziej cennym sprzymierzeńcem w ratowaniu pól rolników i szkółek leśnych oraz nas wszystkich przed zwierzęcą i głodową apokalipsą. Myśliwy, cóż… Musi mieć na co polować, dziczyzny zje pół kg od święta, ale „racjonalna gospodarka” z utrzymywaniem podstawowych stad danieli, jeleni, dzików i saren oparta o jakąś prowizoryczną inwentaryzację być musi.

19024596_10207011767171961_524020466_o

Jak widać można ustanawiać moratoria, obejmować gatunki ochroną, a zabawa w polowanie trwa w najlepsze… Sądząc po ilości „wypadków i przypadków”, które są nam zgłaszane. A to tylko kropla tego co jesteśmy w stanie wykryć, zaś wpisy i wypowiadane poglądy myśliwych tylko potwierdzają to co zawieramy w naszych artykułach.

Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora.

Są i nieliczni myśliwi, rozumiejący rolę wilka w środowisku, działający na rzecz jego ochrony, czy cieszący się z jego obecności w łowisku. Tacy zamiast postrzelać i psioczyć na bure drapieżniki, rzeczywiście czując naturę wolą spędzić noc na ambonie bez jednego strzału, słuchając koncertu zwołującej się watahy. Doświadczyć echa grozy pędzonych jeleni. Ale to nieliczni. Jednym z takich prawych i etycznych myśliwych był nieżyjący już Karol Soliński, który o wilkach pisał tak na łamach „Dzikiego Życia”:

„Uważam, że nie mogę pozostać bierny w sprawie wilków i nie tylko wilków. Upływa 20 lat od chwili, kiedy jako członek Polskiego Związku Łowieckiego zwróciłem się do Zarządu Głównego PZŁ w Warszawie, będąc czynnym myśliwym, w sprawach, które dzisiaj wreszcie przybrały odpowiednie formy działania zmierzające do ochrony tego, czym obdarzyła nas natura, a co tak bezmyślnie niszczymy. Dla ludzi trzeźwo obserwujących to, co dzieje się z naszą przyrodą – darem natury, szczególnie ze zwierzyną żyjącą w stanie wolnym, tak zwaną »dziką«, jest zastraszające. A czynią to w większości ludzie za ten stan odpowiadający – myśliwi i leśnicy.

Powrócę jednak do zasadniczej sprawy, to znaczy wilka i do przywołanego na początku listu sprzed 20 lat. Stan wilków w naszym regionie od czasów omawianych w moim liście na pewno nie wzrósł do stanu jakoby zastraszającego, zagrażającego człowiekowi i jego gospodarce. To bzdura.

Stan ten wzrósł w fałszywych ludzkich papierzyskach i dokumentach inwentaryzacyjnych sporządzanych w biurach, a nie uczciwie w łowiskach. Myśliwi i leśnicy (?), którym tak bardzo zależy na tępieniu wilków, nie przebierają w środkach dla uzasadnienia swojego stosunku do wilków.

Szanowni koledzy myśliwi i leśnicy uzasadniając potrzebę tępienia wilków posługują się twierdzeniem, że wilki wyrządzają szkody także w gospodarce łowieckiej, co ma potwierdzać fakt spotykania w łowiskach szczątków zwierzyny łownej nie skonsumowanej do końca przez wilki. Zapytam: czy na pewno tylko przez wilki? Szanowni koledzy decydenci o »być albo nie być« dla wilka, jeżeli nawet wilk zabije zwierzynę łowną i do końca jej nie skonsumuje, pozostawiając niezbity dowód swej przestępczej działalności w łowisku to czyż nie nasuwa się pytanie co się dzieje panowie myśliwi z waszymi postrzałkami? Co dzieje się z ofiarami kłusownictwa? A kto zabija tam, gdzie wilki nie występują? Skąd biorą się padłe sztuki zwierzyny łownej w polach, w uprawach rolnych, właśnie tam gdzie niestety nie ma wilków?

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na inny jeszcze fakt potwierdzający niekonsekwencję decydentów o »być albo nie być dla wilka«. Panowie leśnicy narzekają na nadmiemy stan zwierzyny płowej, głównie jeleni w lasach na południu województwa krośnieńskiego, powodujący poważne szkody w uprawach leśnych. Na tych samych obszarach, według opinii panów leśników, występuje nadmierny stan wilków. A więc o co panowie w końcu chodzi? Czego jest w tych krośnieńskich łowiskach za dużo?”

10517506_914185541934934_46078767897005080_n (1)
”Szkodnik”, tylko który bardziej?

A więc mamy kolejnego już myśliwego, który nie tylko potwierdza to co wilkach piszemy my, ale także poglądy swoich kolegów. Karol Soliński zmarł niedawno w wieku 93 lat. Warto jednak przypomnieć sylwetkę, poglądy i działania tego myśliwego, który powinien być wzorem dla wszystkich dzisiejszych hejterów wilczych spod loga PZŁ.

W innym liście Pan Karol pisze o swoich działaniach na rzecz ochrony wilków:

„Jestem członkiem PZŁ, czynnym myśliwym od roku 1957, natomiast mój staż myśliwski datuje się od najmłodszych lat okresu międzywojennego. Ojciec mój był myśliwym i strażnikiem łowieckim w okresie przedwojennym i od tamtego czasu z łowiectwem jestem związany i jak długo pozwoli mi zdrowie z czynnym łowiectwem nie zamierzam się rozstać. […]

Wniosek mój dotyczy: 1 – objęcia ochroną i rozszerzenia okresu ochronnego dla wilka na województwa przemyskie, krośnieńskie i nowosądeckie; 2 – zmiany dotychczas obowiązującego okresu polowań na dzika (!!! ~ Postulaty NPRM!)

(…)

[…] Praktycznie moim zdaniem dzik został pozbawiony okresu ochrony. Czy obecny termin polowań gwarantuje nietykalność maciorze w okresie prawnie zastrzeżonym, kiedy prowadzi potomstwo? Na pewno tak, ale w innej sytuacji dopuszcza do niezamierzonego nawet barbarzyństwa. Jak można inaczej nazwać fakt odstrzału lochy ciężarnej tuż przed okresem wyprosienia? Polując w kole łowieckim „Jarząbek” w Ustrzykach Dolnych, w dniu 10 lutego (obecnie na lochy można.polować do 15 stycznia, na pozostałe do końca lutego – red.) między innymi zostały odstrzelone dwie loszki. Ja dokonywałem operacji ich patroszenia. Obie loszki posiadały w pełni rozwinięty płód w ilości po 7 sztuk każda. […] Polując w kole »Ponowa« w Krośnie, w rejonie dukielszczyzny […] zamiast dużego odyńca padła duża locha, strzelona przez starszego już wiekiem kolegę. Znowu ja, ze swoimi umiejętnościami etatowego »patrocha« i znowu tym razem okropny widok: 11 sztuk małych: […] Niepokoi mnie również sprawa odpłatności przez koła za szkody wyrządzane przez zwierzynę łowną […] W tej sytuacji koła słabe finansowo, doprowadzą do całkowitej likwidacji dzika w obwodach przez siebie dzierżawionych […] Tematu nie wyczerpałem, bo chyba obrazi się na mnie lis, on też jest biedny.”

~ Fragmenty pisma Karola Solińskiego do Zarządu Głównego PZŁ z kwietnia 1978r.

Źródło:
http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Temat pozostaje niewyczerpany. Myśliwi i kłusownicy strzelają, a wspaniałe drapieżniki giną, mimo ochrony. Kto by się tym przejmował… Przecież mamy myśliwych, którzy go „zastąpią lepiej”. Nieliczni, postępujący w zgodzie z prawem i moralnością, świadomi przyrodniczo są przez „wiedzących lepiej” specjalistów od szkodników, gnojeni, ignorowani, a nawet prześladowani. Ale to już nie nasze zmartwienia, choć wolelibyśmy, aby osoby postępujące w zgodzie z prawem, potrafiący spojrzeć na środowisko szerzej niż przez pryzmat doraźnej korzyści z polowania, były kiedykolwiek przez PZŁ postrzegane inaczej. Pewnie jeszcze jednak długo zostaną, „wrogami, oszołomami i zdrajcami”. No cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że natura jakoś to wszystko przetrzyma, a z czasem do głosu dojdzie rozsądek, nauka i argumenty, w opozycji do emocji łowieckich i „racjonalnych” gospodarek.

18199379_1446480095427304_2783700988948239598_n
Lasy Państwowe, nie bardziej niż myśliwi zdają się być oderwane od rzeczywistości i dotknięte piętnem bambizmu. Wespół z myśliwymi ścigają się w nakręcaniu antywliczej histerii. I biorąc pod uwagę tego typu poglądy, trudno się potem dziwić przypadkom kłusownictwa na wilku.

 

p33zł
A tu już post na osi czasu PZŁ. Akurat ich poglądom trudno się dziwić, kiedy deklarują przy każdej okazji obronę interesów łowiectwa za wszelką cenę, a interes PZŁ ma być czymś nadrzędnym. Wszystko, tylko nie przyroda. No chyba, że można mieć jakieś korzyści. A te dla gospodarki łowieckiej po uczynieniu wilka łownym były by szerokie.

Więcej o myśliwskiej hipokryzji i nienawiści wobec wilków dowiesz się tutaj:

”Nie dla wilka kiełbasa” – Myśliwi oburzają się, że wilki zjadają ”ich” dziki.

=====================
=====================

Źródła:

Listy Karola Solińskiego, miesięcznik ”Dzikie Życie”
 http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Wilki.pl 

Myśliwi skazani – Sprawa skłusowanego wilka w Bieszczadach.

====================
====================

 

 

 

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Polowanie to niewątpliwie „frajda”. Oczywiście, dla tych, którzy lubują się w tej chorej rozrywce. Dostarcza polującym wielu „emocji łowieckich” i „estetycznych przeżyć pośród natury, w harmonii z nią” przy akompaniamencie okrzyków, palby strzałów, poszczekiwań psów i kwiku zabijanych dzików. Emocji na polowaniu tym więcej, im więcej się dzieje, a wydarzyć się może więcej, jeśli poluje się z psami. Oficjalnie chodzi o to, by pies ułatwił „pracę” myśliwemu naganiając dziki na linię strzelców czy też oszczekując i zatrzymując go możliwie w miejscu, do momentu nadejścia myśliwego, który odda strzał.  Druga strona medalu to wspomniane wyżej „emocje łowieckie’’, które dochodzą do głosu, kiedy na polowaniu może zdarzyć się więcej „przygód”. Takich atrakcji jak starcia przeszkolonych psów z dzikami, rany, a czasami śmierć – myśliwym nigdy dość. Kotłujące się po krzakach walczące zwierzęta, szczekanie, jazgot, zwarcie zwierząt – wszystko to powoduje wyrzut adrenaliny, tętno przyspiesza, w głowie pojawią się pytania: Ciekawe czy duży? Zdążę? Psy dadzą radę? I zapewne wiele innych.

14732355_1141305935990080_7227786546921769374_n

W poprzednich tekstach opisywaliśmy jak myśliwi świadomie narażają swoje psy na śmierć, kiedy zwierzęta giną od przypadkowych postrzałów, lub zostają ranione i trwale okaleczone. Wiele z nich nigdy nie będzie już cieszyć się pełnym zdrowiem, niektóre nie przetrwają zabiegów w gabinetach, inne muszą zostać uśpione, kiedy nie ma szansy na ratunek. Ale co to obchodzi myśliwych. Przecież „wyszkoli się następnego”. Historie psów zastrzelonych podczas polowań można poczytać sobie tutaj – opisali je sami myśliwi na jednej ze swoich stron:

Psy zastrzelone na polowaniach

Wszystko zaczyna się od szkoleń psów , przyszłych „dzikarzy’’ w specjalnych zagrodach.  Niezbyt duże dziki są tam przetrzymywane przez myśliwych, i jedynym ich losem jakiego doświadczają jest bycie podgryzanym, ranionym i straszonym przez szczute na nie psy. Proceder ten opisaliśmy w tym poście:

Szkolenie psów w zagrodach dziczych

Szkolenie dzikarza z całym swym okrucieństwem, to tylko etap i przedsmak tego, co czeka dalej psa. Po jego zakończeniu, myśliwy nie może doczekać się, jak też jego pies „sprawdzi się w boju”, w realnym polowaniu z dzikiem. Czy sobie poradzi? Odniesie rany? A może nagoni mi zwierza prosto pod lufę, a ja bohatersko zastrzelę go podczas panicznej ucieczki przez swój leśny dom.

kopia-13935162_1046089032178438_454022344662563563_n

Pies interesuje myśliwego tylko użytkowo. Ma sprawdzać się i wykonywać swoją robotę na polowaniu. Tu nie ma więzi – jest tresura. Oczywiście pies będzie się cieszył z wykonywanej pracy, która współgra przecież z jego rozbudzonymi instynktami, jak i zrobi wszystko , aby zadowolić swojego pana. Jak myśliwi postrzegają rolę swoich psów, świadczą zdjęcia zamieszczone w tym poście, obrazujące rany i skaleczenia jakich doznają przez chore zachcianki swych panów. Ale jeszcze jedno zdjęcie poniżej, na którym zobaczyć możecie w jaki sposób przewożone są psy do polowań. Niewolnicy od „brudnej roboty”, a kiedy coś się stanie to przecież „wyszkoli się następnego”.

15027764_1139083552878985_785419331274557539_n

Niektóre fundacje i stowarzyszenia zajmujące się adopcjami psów, przy redagowaniu swoich ogłoszeń dodają taką adnotację „Myśliwym dziękujemy – proszę nie dzwonić!” Jak myślicie, dlaczego? Najlepszą odpowiedzią na to pytanie będą chyba poniższe zdjęcia. Oczywiście myśliwi oburzają się wtedy na dyskryminację, a „głupie ekole hehe” nie wiedzą, że to pies myśliwski, który według nich, aby być spełniony powinien pracować. To pokazuje tylko w jakich realiach mentalnych tkwią panowie polujący – dziś psy ras myśliwskich, aby być szczęśliwe niekoniecznie muszą ganiać po lasach z nosem przy „farbie” płosząc zwierzynę i narażając się na rany i śmierć ku uciesze swych treserów, których upośledzenie emocjonalne warunkuje doświadczanie takich rozrywek, by przeżywali w swym bladym życiu choć minimum emocji. Jamniki czy wyżły mogą doskonale sprawdzić się jako psy rodzinne i przy odpowiedniej ilości ruchu oraz zabaw w plenerze, aportowaniu i bieganiu z właścicielem, także będą spełnionymi psami, którym nic do szczęścia nie braknie, co potwierdzi wielu psich behawiorystów. No, ale myśliwi „polujo, to wiedzo lepiej”…

4dfee

Sprawdzian psa na polowaniu i jego przyszła „praca” na rzecz tresera-oprawcy. To kwintesencja wszystkich działań myśliwego, od wyboru i zakupu psa, poprzez jego szkolenie.  Tak, oprawcy – nie bójmy się tego słowa. Odpowiedzialny właściciel troszczy się o swojego psa, martwi, by nic mu się nie stało, nie puszcza luzem w miejscach do tego niedozwolonych. Tymczasem myśliwy postępuje zupełnie odwrotnie. Większość z nas drżała, by na myśl, że naszego pupila może poturbować dzik, a jak u myśliwych? Dokładnie odwrotnie. To, że ich pies może zostać poharatany, okaleczony czy zabity, jest tym, co dodatkowo polowanie uatrakcyjnia, cieszy i podnieca.  Zresztą spójrzcie na opisywane przez nich historie. Widać tam jakieś zmartwienie? Nie, jest radość, entuzjazm i wesołość z doznanej przygody, na co wskazuje styl pisania i charakter postu. Oprawcą więc śmiało możemy nazwać osobę, która z rozmysłem i premedytacją posyła swoje zwierzę ku kalectwu i śmierci wiedząc co mu grozi , uprzednio starając się wszystko nacelować w tym kierunku. Robi to z własnej nie przymuszonej woli, choć nie musi. Pamiętajmy nie tylko o psach, ale i o dzikich zwierzętach, które także płacą najpierw silnym stresem, a potem ranami i śmiercią, w wyniku chorych zabaw myśliwskich pseudo-miłośników natury.

15879203_592633197599158_400467575_n

Ale kto przeciw, ten nie rozumie „racjonalnej gospodarki łowieckiej”, „kultury i tradycji” no i z pewnością nigdy w lesie nie był.  Myśliwi pewnie zakrzykną, że przecież troszczą się o swoje psy, wyposażając je w kamizelki kevlarowe. Ot, łaska pańska… Bo pies i szkolenie trwają oraz kosztują. Szkoda więc, zaczynać wszystko od nowa, jeśli ma się już dobrze pracującego i przeszkolonego psa. I to chyba jedyna motywacja. Wcześniej psie kamizelki ochronne z kevlaru nie były u nas popularne, możemy tylko domniemywać, ile psów zostało rozprutych przez dziki gdzieś po krzakach, posłane tam z premedytacją przez swych właścicieli.

6h13tg

Podsumowując całość – jawi się nam przed oczyma kolejny ponury, tragiczny obraz łowieckiej rzeczywistości. Dla nich to oczywiście ta wesoła i przyjemna strona, tego musimy mieć świadomość. Szkolenie i przyuczanie do starć z dzikami psów, tylko po to, by następnie posyłać je do „pracy i pomocy” przy polowaniu, gdzie odnoszą w zależności od szczęścia powierzchowne rany, czasem dotkliwe, a nie raz śmierć. Innym razem skończy się rozpruciem i dogorywaniem psa w męczarniach, chyba że właściciel/oprawca/treser znajdzie go i dostrzeli. Tym bardziej przerażające jest to, że ci ludzie wiedzą co grozi zwierzętom – widzieli przecież nie jedno. To czego się dopuszczają, czynią z rozmysłem, pełną świadomością i premedytacją.  Czyżby aż takie uzależnienie od emocji, jakich dostarczają walczące i goniące się zwierzęta? Następnie kolejny pies i kolejny – przecież polować trzeba, gospodarka łowiecka sama się nie poprowadzi. Czasem szycie u weta, no i pochwalenie się ranami psa przed kolegami na facebooku. I tak leci życie. No i o co znów chodzi tym przeciwnikom łowiectwa? Czego się czepiają? Na pewno nie znają tych wspaniałości wrażeń jakie daje polowanie i to dlatego.

67qd0p

Mamy nadzieję, że publikacja tych materiałów przyczyni się jakoś do poprawy losu czworonogów, które zmuszane są do zaspokajania haniebnych praktyk swoich właścicieli. A w przyszłości używanie psów do celów łowieckich zostanie zakazane. Biorąc pod uwagę zebrane w tym poście materiały, to co w nich opisane i co dzieje się na polowaniach, uważamy, że temu towarzystwu psy powinny być odbierane obligatoryjnie. Na tą chwilę także jest to możliwe, gdyż prawo stanowi:

„Dotychczas odebranie zwierzęcia mogło nastąpić jedynie w przypadku, gdy dalsze jego pozostawanie u dotychczasowego właściciela zagrażało jego życiu. Obecnie także zagrożenie dla zdrowia zwierzęcia jest podstawą do interwencyjnego odebrania psa w trybie natychmiastowym.

Stało się tak dzięki rozszerzeniu zapisów w ustawie, która reguluje m.in. to, kiedy może dojść do interwencyjnego odebrania zwierzęcia, ponadto sprecyzowała definicje w zakresie znęcania się nad zwierzętami oraz rozszerzyła odpowiedzialność gmin w zakresie pomocy zwierzętom bezdomnymi.

Art. 7 ust. 3. W przypadkach nie cierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia.

https://www.facebook.com/notes/psia-ma%C4%87-nie-kupuj-od-pseudohodowc%C3%B3w/prawo-interwencyjne-odebranie-psa/392654434195934/

15941956_592778810917930_398985530_n

Odynieczad

Jeśli praktyki myśliwych nie są zagrożeniem dla życia i zdrowia psów, to co nim jest? Zachęcamy do śledzenia stron myśliwskich i zgłaszania wszystkich podobnych przypadków odpowiednim fundacjom i stowarzyszeniom. Pisać w podobnym tonie można, by jeszcze długo, gdyż skala cynizmu, okrucieństwa, bezmyślności i sadyzmu, przedmiotowe podejście do zwierząt oraz brak wyobraźni wymyka się powierzchownej ocenie. Może niech więc przemówią myśliwskie opowieści oraz grafiki. To co na nich zobaczysz, to nie efekt działania kłusowników, jak przy każdej okazji starają się wmawiać myśliwi, a wyczyny osób w głównej mierze należących do Polskiego Związku Łowieckiego.

1432qzl

2dcd9nq

15909993_592634134265731_21574747_n

2p1k3

Myśliwska „odpowiedzialność” za zwierzę. Jak nie polowanie i dziki, to… trucizna. Wszystko oczywiście jest powodem do zamieszczenia wesołego posta na facebooku. Ale przecież to weganie, karmiący psy polecanymi przez weterynarzy pokarmami bezmięsnymi, są oprawcami…

2lscr5u

27xmjj7

2j4buyw

3yln4
Niestety… pies otrzymał cięcie dziczą szablą, na razie „wyłączony z gry”.

15094954_1141305635990110_2955665379191702459_nJuż po polowaniu. Te psy jednak… nie wyglądają najweselej.

14956485_1124011611052846_4265282559757674409_n

10xya1c

1zez5j

Chyba nie trzeba tu także żadnego komentarza. „Dobre dzikarze nie zdychają ze starości”. Powiedzonko załatwia sprawę, i polujemy dalej,  narażając kolejne psy na cierpienie i śmierć dla swojej pasji. Tak, myśliwi „kochają” zwierzęta… św. Hubert szybko zabiera, widzimy więc, że proces cały czas trwa. Kolejny pies i kolejny…

25675o8
Tak, nie miał szczęścia… A może by miał, gdyby posiadał normalnych nie polujących właścicieli, mógłby być cieszącym się obecnością ludzi oddanym psem rodzinnym, skorym do zabaw i psot.

b8kebo
Dawaj, Houston, dawaj! Bierz go!!! Więc Houston dawał, chcąc zadowolić wymagającego pana. Pan musiał bardziej podniecić się polowaniem, a pies odebrał poważne cięcie. Ale spokojnie, właśnie szyte są. Ciekawe co będzie na kolejnym polowaniu 😀 😀 😀 Darz bór.

Na zakończenie taka propozycja dla myśliwych. Zamiast męczyć niewinne psy, może sami zaczniecie biegać po krzakach, ścierać się z dzikami, wystawiać, głosić i oszczekiwać. Udowodnicie przy okazji co tam próbujecie sobie udowadniać polując, a emocje, doznania i przeżycia będą niesamowite, gwarantuję. Potem najwyżej cięcie i szycia, a w razie co przecież wyszkolicie sobie kogoś następnego. Państwo myśliwi bardzo płaczą i lamentują, kiedy dzik rozszarpie im psa, może i na swój sposób jakoś to przeżywają, topiąc smutki w alkoholu i wspominając wszystkie cięcia oraz szycia swojego „pupila”. Gdyby rzeczywiście przejmowali się losem psów, metoda jest banalna – dać im spokój.
35ji9up
Kwintesencja „etycznego” łowiectwa, w wykonaniu ekipy dzikarze.pl. Z ironią, bo przecież jak twierdzą przy każdej okazji myśliwi oni niczego nie płoszą, a polowania są wyrazem harmonijnego obcowania z naturą. A przegonione sarny? Powód do śmiechu i kto by się tym przejmował.

Psy zastrzelone na polowaniach

Bezpieczeństwo na polowaniu, ważna rzecz. Wiadomo, surowe przepisy, rygorystyczne badania…I pewnie dlatego w ubiegłym roku trzech myśliwych oddało strzał do jednego naganiacza, tłumacząc potem, że pomylili go z dzikiem. Trzech ludzi jednocześnie….

kopia-diegopostrzelony

Ale co z psami, czworonożnymi niewolnikami myśliwskich oprawców, które od szczeniaka są przyuczane do gonienia, oszczekiwania i naganiania myśliwym zwierząt pod lufę? Co z bezpieczeństwem, kiedy trzęsący się w amoku owładnięty żądzą zabijania dewizowy myśliwy z Danii lub Niemiec mierzy do miotającego się dzika otoczonego sforą kilku psów? Chęć strzału i adrenalina robią swoje. O wypadek wtedy nie trudno. I chyba nie są one wcale tak rzadkie, biorąc pod uwagę komentarze myśliwych, co do niniejszej historii. O ile postrzelenie człowieka to sensacja, którą opisze prasa lub przedstawi TV, tak o psy nie martwi się nikt. Dla myśliwych pies to tylko narzędzie do pracy, użyteczne lub nie. W razie co, kupią sobie nowe. Owszem powiemy, pies przeszedł leczenie weterynaryjne, miał na sobie kamizelkę odblaskową, właściciel się przecież zatroszczył, a teraz płacze na facebooku? No przecież szkoda mu swojego pieska!

kopia-bezlapy12

kopia-bezlapy1

Gdyby rzeczywiście kochał psy / zwierzęta, nie naraziłby w ogóle psa na niebezpieczeństwo, bo wie, że polowania zwłaszcza na dziki są niebezpieczne i coś takiego może się zdarzyć. Ale tu liczy się pasja, hobby, a myśliwych bardzo kręcą walki zwierząt, dlatego między innymi zajmują się „profesjonalnym podkładaniem”, czytaj: płoszeniem, ranieniem, i prześladowaniem dzikich zwierząt (dla celów łowiectwa) z wykorzystaniem umiejętności psów.

kopia-re445544454333

Taki przykry epizod, zdarzył się pseudomyśliwym z grupy facebookowej Dzikarze.pl.  Jeden z psów, podczas wypłaszania zwierzęcia dewizowym myśliwym z Norwegii, został trafiony w łapę. Niestety, musiała zostać amputowana. Przy tej okazji, myśliwi w komentarzach rozpisali się o podobnych przypadkach, których na polowaniach mieli doświadczyć. No tak, to pewnie te zmyślone wymysły „nawiedzonych zielonych”. Do każdego opisu załączamy screen.  Niech więc przemówią myśliwi.

——————————
——————————

Bardzo dobrze, że dodałeś to zdjęcie i opisałeś sytuacje, bo to się zdarza częściej niż się ludziom wydaje. Ja osobiście znam co najmniej kilka przypadków postrzelenia/zastrzelenia psa na polowaniu w ostatnim czasie tylko tutaj w okolicy. Oczywiście, część z nich to „prawdziwe wypadki losowe” typu rykoszet czy coś podobnego, ale niestety w znamienitej większości efekt zalania oczu adrenaliną i chęcią pozyskania zwierzyny. Najczęściej tak zachowują się myśliwi, którzy nie mają pracujących psów , a tych niestety jest bardzo dużo.

kopia-322334453

Ten komentarz myśliwego oddaje doskonale to co zawarliśmy we wstępie – adrenalina, amok, żądza zabijania, tutaj przez myśliwego kosmetycznie określania jako „chęć pozyskania zwierzyny”.  Jedziemy dalej:

Z mijającego tygodnia znam już trzy przypadki z okolicy. Wynikają one z bezmyślnosci i braku wyobraźni.

kopia-322334453232
Brakiem wyobraźni jest przyuczanie nieświadomych zagrożeń zwierząt do takich zachowań, ku zaspokajaniu swoich atawizmów i rozrywek.  Bezmyślnością też.

Straszne, ja to przeżyłam tydzień temu. Też łajka…I zmowa milczenia wśród polujących i naganiaczy. Wychowujesz psa od małego, patrzysz jak progresuje, a jakiś czub strzela bez zastanowienia.

Arek, wczoraj koledze na komercyjnym polowaniu zastrzelili łajkę :\ Zauważam, że część myśliwych i prowadzących wcale nie przejawia zainteresowania o bezpieczeństwo i stan naszych psów.

kopia-lajkaa

Straszna, to jest bezmyślność jaką ci państwo prezentują. Tak, wychowuj psa od małego, przyuczaj do tych polowań, a jakiś czub sobie strzeli, bez zastanowienia w dodatku! Niech go diabli! Wszyscy wokół winni. A wystarczyło nie krzywdzić zwierząt…

Panie Xyz, tu wierzymy na słowo, że część myśliwych nie przejawia troski o bezpieczeństwo i stan psów. W końcu jeździcie na te polowania, bywacie w lesie, sami siebie opisujecie, więc wiecie jak jest. My tylko cytujemy.

Bardzo dobrze ze dodałeś to zdjęcie to tematu …. i opisałeś całą sytuację coraz więcej jest takich myśliwych którzy nie patrzą na psy i strzelają aby strzelić i zdobyć zwierzę. 

bardzooo

szczerze współczuję, jednego psa straciłem przez głupotę „kolegi” i dostrzeliwanie postrzałka. dobrze że chociaż twój żyje.

4 pies w tym sezonie o którym słyszę… a widać po wpisach ze jest takich przypadków wiecej – pisze inny myśliwy.

kopia-jjj

Moj niestety nie przezyl.
Dunczyk tlumaczyl sie ze myslal ze to dzik ;D 

kopia-232213445

A to ci dopiero zabawna historia! Ha ha ha!

kopia-34535366

Najlepiej pieska dobić, pamiętajcie. I oczywiście „szczere współczucie” dla kolegi, bo kto teraz będzie tak skutecznie i wygodnie wystawiał zwierzynę pod lufę? Cóż za strata. A wypadków i tak nie unikniemy. „Niezastąpiony” Rafał T., administrator wielu grup myśliwskich.

kopia-re44554445

Coś jak: Hehe spoko, będzie śmigał XD Nawet na trzech za dzikiem hehe, ale będzie fajnie na następnym polowaniu XD.

Brak słów…

Co ciekawe, spora część komentarzy to wyrazy współczucia, ubolewanie nad losem psa, pomstowanie na strzelca. Naprawdę drodzy myśliwi, aż tak was boli widok psa na trzech łapkach? Ale pies, który uciekł właścicielowi lub się zgubił, napotkany w lesie to już kundel do odstrzału, bo za sarenką pognał? A reszta dzikich zwierząt postrzelonych, ciągnących wnętrzności po krzakach, z odstrzelonym „badylem”, czy „strzelonych na miękkie”, gonionych i przerażonych – tych już nie szkoda, bo to „zwierzyna łowna”?

Może odpowiedzią do tego niech będą dwa kolejne screeny z tejże samej strony.

pudla

42 spudłowane strzały, jak się panowie sami raczą chwalić. No to gratulacje, Darz Bór!
Piesek, aby żaden nie oberwał? Szkoda by bardzo było przecież, ciekawe, kto byłby wówczas winny. Pewnie dzik.

Ale chyba mamy wyjaśnienie, czemu tak się dzieje.

woda1

A tak wygląda „trening” przed polowaniem dewizowym. Zajrzyjcie na Dzikarze.pl może panowie opowiedzą ile tym razem było „pudeł” i czy psy wszystkie przeżyły.

dzikarzee34333e322

Cóż, długo i dużo piszemy o łowiectwie. Można nie lubić takich stron jak nasza, czy się z nami nie zgadzać, jednakże jedyne co robimy to cytujemy i zamieszczamy ogólnodostępne materiały z myśliwskich stron i blogów. Ci sami panowie pisali gdzieś w komentarzach narzekając na PZŁ i jak przez działania osób z zarządy postrzegane jest łowiectwo oraz myśliwi. A jak, przez takich jak oni? Co chcą zmieniać? Należałoby zacząć od empatii, co w tym przypadku już jest raczej nie do odbudowania. W kolejnym materiale zobaczycie psy okaleczone i poranione z winy tych pseudomyśliwych, które poniosły dotkliwe rany i kontuzje w starciach z dzikami.

Przecież alkohol i pijani myśliwi, to już przeszłość. Myśliwy zabija zwierzę jednym celnym strzałem, zawsze! Nie wierz w to co czytasz i widzisz na tej stronie, bo to manipulacje pseudoekologów 🙂

Lektura uzupełniająca :

Postrzałki na polowaniach – myśliwi sami opisują, jak często pudłują. 

Pragną zabijać domowe psy – tu myśliwi opowiadają, co najchętniej zrobili by ”wrednym kundlom”, napotkanym w ich ”łowisku”. 

Przerażony dzik uciekał przed myśliwymi – wypłynął na jezioro.

To jest właśnie chyba kwintesencja myśliwskiego „harmonijnego współistnienia z naturą”. Ale przecież oni niczego nie płoszą, zwierzęta się nie boją, no i najważniejsze – dają wyraz tradycji. Myślę, że w tym przypadku zachowanie zwierzęcia dobitnie pokazuje, co „sądzą” o tradycjach myśliwskich i polowaniach zbiorowych. TVN24 zamieściło film, na którym widać jak zdyszany dzik przepływa jezioro. Zmęczone zwierzę próbowało dostać się do łódki wędkarzy, którzy pływali w tym czasie po jeziorze.

„Dwaj wędkarze z Brodnicy byli świadkami niecodziennych scen na jeziorze Niskie Brodno. Mężczyźni zobaczyli dzika, który przepłynął jezioro wpław. Do zdarzenia doszło na jeziorze Niskie Brodno. Mężczyźni, którzy płynęli łódką, zobaczyli dzika, który nagle wybiegł z lasu, wskoczył do wody i przepłynął wpław całe jezioro. Zwierzę dotarło na drugi brzeg szybciej niż wędkarze. Taką informację przekazał dziś portal tvn24.pl.

Niezwykle spotkanie zostało uwiecznione na nagraniu. Widać na nim jak dzikie zwierzę najpierw płynie równolegle do łódki a potem skręca w kierunku mężczyzn. Po chwili jednak znowu się oddala i kieruje się w stronę drugiego brzegu jeziora.

Podejrzewam, że wypłoszyli go myśliwi, którzy akurat pojawili się w okolicy. Najpierw zobaczyliśmy, jak jechali do lasu, a potem nagle ten dzik pojawił się w wodzie. Inteligentna bestia uciekła przed nimi – opowiada pan Maciej w rozmowie z portalem tvn24.pl.”

Źródło:
http://www.expressbydgoski.pl/wiadomosci/a/wyploszony-dzik-olimpijczyk-na-jeziorze-pod-brodnica,11413613/

Jak udało się ustalić ekipie NPRM, 29 października miało się odbyć polowanie zbiorowe w tym terenie, i za pewne odbyło. Data potwierdzała by się więc z relacją wędkarzy, bo jak wiadomo przed „zbiorówką” trzeba wszystko zaplanować, objechać teren, oznaczyć, sprawdzić stan zwierzyny. Myśliwi mogli prowadzić właśnie taką wizytę przygotowawczą.
Jak dowód publikujemy harmonogram polowań zbiorowych w tamtym rejonie.

harmonogram

http://brodnica.ug.biuletyn.net/fls/bip_pliki/2016_10/BIPF53ECCB3BA7F08Z/img-X13074709.pdf

Materiał filmowy z ucieczki dzika można zobaczyć pod poniższym linkiem. Nie wiadomo dlaczego, z youtube film został już usunięty. Czyżby nie chciano prowokować sensacji?
http://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/triumf-dzika-olimpijczyka-wybraliscie-wideo-tygodnia,687564.html

Tym razem historia zakończyła się połowicznym happy endem. Umęczone zwierzę przedarło się do trzcin, gdzie wypoczywało jakiś czas, niedaleko domów mieszkalnych. Dlaczego połowiczny happy end? No cóż, nie wiadomo czy nie został jednak upolowany na tej zbiorówce, ani czy ktoś nadgorliwy nie powiadomił służb, bo „ojej dzik po domem, na pewno przyszedł wszystkich zaatakować”. Myśliwi doskonale zdają sobie sprawę, że swoimi działaniami powodują taką gehennę u zwierząt. Następnie ochoczo reagują, kiedy „trzeba” odstrzelić dzika, który „wtargnął”, na tereny miasta. Przewrotnie powiedzą wtedy z uciechą: Widzicie, a nie mówiliśmy zwierzęta – wchodzą już do miast i atakują ludzi. Trzeba strzelać. 

Taki horror zwierząt podczas polowań zbiorowych przydarza się tysiącom zwierząt podczas jednego sezonu, w całym kraju. Dziki to bardzo inteligentne zwierzęta, o czym można by rozpisywać się długo, ale zapamiętajmy, że są dużo bardziej inteligentne i wrażliwe od naszych domowych psów. Te, które przetrwały już jedną „zbiorówkę”, wypłoszone z miejsc odpoczynku przez naganiaczy, które widziały jak i siostry, bracia czy matka padają w ogniu sztucera podczas panicznej ucieczki i przeskoku przez leśny dukt, one pamiętają i wiedzą. I jak widać, jednym z ich najgorętszych pragnień jest tego losu uniknąć. Ale co to obchodzi myśliwych, trzeba wykonać plan, dzik to szkodnik, a jak nie będziemy polować to nas, zjedzą i w ogóle pseudo-zieloni, dowiedzcie się czegoś o łowiectwie.

Poniżej inny film dostępny na youtube, którego opis głosi:

Podczas naszego polowania zbiorowego w kole łowieckim Rega Gryfice dzik wybrał ucieczkę do wody i uciekając na drugą stronę rozlewu natknął się na Andrzeja i Czarka łowiących szczupaki.

Dla myśliwych cała sytuacja jest oczywiście powodem do żartów i śmiechu. Ale przecież zachowali się „etycznie”, bo etyka myśliwska zabrania strzelać do zwierząt w takiej sytuacji. To najważniejsze… Dzik jest pewnie wdzięczny. Takie płoszenie, to chyba wyraz myśliwskiej „troski o dobrostan zwierzyny” w praktyce. A następnie mamy wypadki komunikacyjne, gdy pędzone przez naganiaczy zwierzęta wyskakują na jezdnię, szkody na polach, kiedy przestraszone zwierzęta, którym udało się uciec przeczekują polowanie w śródpolnych remizach i mniejszych zagajnikach. Takie „postoje” zwierząt, podczas gdy w oddali grzmiały strzały, widziałem wielokrotnie.  Zdarza się jak widać i inaczej, kiedy zwierzęta salwując się ucieczką, pakują się do wody, i tu paradoksalnie czasami uratuje je „etyka myśliwska”, jeśli ktoś ją akurat praktykuje w swym żywocie łowieckim.

Mity Łowieckie

Temat był już wałkowany wielokrotnie, nie tylko na naszej stronie, jak i w zakładce Mity łowieckie & Okrucieństwo, można znaleźć rozprawę o dowolnym z nich. Jednak wychodząc naprzeciw potrzebom czytelników postanowiliśmy opracować krótką notatkę, która pozwoli poruszać się po świecie myśliwskiej hipokryzji i celnie zbijać wyuczone bzdury, którymi próbują zewsząd raczyć nie zorientowanych.

Mit 1. Myśliwy dokarmia zwierzęta, by pomóc im przetrwać zimę.  Czyli dlaczego, żaden z tych ”nawiedzonych zielonych pseudo-obrońców zwierząt” , nie pójdzie w zimę do paśnika dokarmiać?!

To rzeczywiście, jeden z ulubionych myśliwskich argumentów. Piękny frazes i jeszcze piękniej brzmi, dla kogoś, kto z pracą myśliwych nie miał do czynienia.  Jest tu jednak drugie dno, skrzętnie skrywane, o którym już żaden z myśliwych Wam nie powie. Dokarmia się nie po to, by „pomóc przetrwać zimę”. Lecz co najwyżej,by pomóc sobie. Krótko, chodzi o potencjalnie zmarnowaną dziczyznę. Myśliwi „litościwie pomaga”, a przyszłym sezonie do podtuczonego przez siebie zwierzęcia już bezlitośnie strzela. Dokarmianie jest zwierzętom do niczego nie potrzebne. Przez tysiące lat, podczas występowania znacznie bardziej surowych warunków zimowych, poradziły sobie bez niego. Polski Związek Łowiecki, istnieje ponad 90 lat, a dokarmianie prowadzi się od około 70. Można choćby na tej podstawie,odpowiedzieć sobie, jak bardzo ono zwierzętom jest „potrzebne”. Zwierzęta dokarmianie płodami rolnymi uczą się ich smaku, a następnie jeśli podobnej karmy im w paśniku zabraknie, szukają jej na polach. Dokarmianie nie pozostaje bez wpływu, na zwiększoną populację zwierząt, co jest sprzeczne z interesami np. rolników, ale już bardzo mile widziane przez myśliwych. Taka karma jak buraki, ziemniaki, czy marchew lub kukurydza są niewłaściwym dla leśnych zwierząt pokarmem, i nigdy nie powinny się w lesie znaleźć. Zaś surowa zima, to jeden z podstawowych czynników selekcyjnych pogłowia zwierząt, a „pomaganie im przetrwać” do następnego sezonu, przy średniej temperaturze +5 do -1°C, przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego z uwagi na powyższe, ponad 30 organizacji ekologicznych zrzeszonych w koalicji  Niech Żyją!  są za całkowitym zakazem dokarmiania większych zwierząt łownych. Więcej o szkodliwym wpływie dokarmiania poruszone było tutaj. Dokarmianie – bezsens, czy sens życia myśliwych? 

Niekorzystne skutki dokarmiania:

– Zaburzenie naturalnej selekcji, w wyniku przeżywania osobników słabszych, i pogarszanie jakości stada – to akurat zrozumiałe, bo wtedy mogą trąbić, że trzeba zabijać stare, słabe i cherlawe;

– Roznoszenie chorób – przy karmiskach i paśnikach spotyka się wiele gatunków zwierząt, które bez tego nigdy by się razem nie zeszły, wymieniają ze sobą patogeny;

– Uczenie zwierząt leśnych smaku płodów rolnych, w wyniku czego szukają one ich następnie na polach, zwiększając jeszcze szkody;

– Taka karma jak ziemniaki, buraki, marchew czy kukurydza oraz kiszonki, NIGDY w lesie znaleźć się nie powinny. Gnijąc i zalegając stwarzają też zagrożenie epidemiologiczne;

– Zwierzęta tracą instynkt ucieczki – nie tylko przed człowiekiem, ale też przed pojazdami, w związku z czym giną lub zostają ranne w kolizjach drogowych;

– W zagęszczonych populacjach łatwo rozprzestrzeniają się choroby, wzmagają się zachowania agresywne, dochodzi do zranień i wzajemnych okaleczeń;

– Wywożąc do lasu jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie i w efekcie również naturalne cykle płodności;

– Wszystkie dokarmiane zwierzęta, i tak zostaną następnie „pozyskane”;

– Zwierzęta które najczęściej korzystają z dokarmiania, nie są w żaden sposób zagrożone wyginięciem.

Motywy dokarmiania zwierząt przez myśliwych:

– Niewłaściwie pojmowana, fałszywa troska o zwierzęta, która przynosi więcej szkody niż pożytku (patrz wyżej);

– Myśliwi jakoś nie dokarmiają innych gatunków zwierząt z poza listy łownych, mimo, że też cierpią zimą głód;

– Padłe zimą z głodu zwierzę to oczywiście strata dziczyzny i tuszy;

– Dokarmianie i praca przy nim są potrzebne myśliwym do miłego znieczulania sumienia i łagodzenia stanów, które budzą się, gdy się nieustannie zabija. Można potem mydlić oczy wszystkim wokół, jakim to jest się „dobrym i szlachetnym”, okłamując samego siebie.

Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w drugiej połowie XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Takiego jedzenia w lesie nigdy nie było i nie powinno być. Myśliwym zawsze chodzi o duże stany zwierzyny, większe niż naturalny ekosystem byłby w stanie wyżywić. Najważniejsze jest bowiem, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie.  ~ Zenon Kruczyński

Trzeba dodać, że myśliwi uważają, że dokarmia się po to, aby zwierzęta nie robiły szkód w uprawach. ( Zimą, przy -10°C na gołych polach pokrytych śniegiem i skutej mrozem ziemi rzeczywiście, łatwo o szkody…). Zdają się zapominać, że celom takim służą pasy zaporowe i poletka żerowo-ogryzowe. Argument ten pojawił się w dyskusjach stosunkowo niedawno, jako akt rozpaczy w dawno przegranej debacie.

elk_dokar_-000

Mit 2. Myśliwi muszą zastępować drapieżniki i kontrolować liczebność populacji zwierząt.

Ciężko nawet tą bzdurę skomentować, ale po kolei. Po pierwsze myśliwy nie jest w stanie zastąpić drapieżnika. Drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Widzimy więc, że myśliwy nie jest w stanie w żaden sposób zastąpić drapieżnika. W micie tym zawarte są trzy kłamstwa, kolejnym jest twierdzenie, że drapieżniki są od tego, by kontrolować liczebność zwierząt.  Rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności -zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją, my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem, nie regulowaniem liczebności zwierząt. Jako pozbawione ludzkich skrupułów perfekcyjnie eliminują sztuki chore oraz słabe, a także młode. I to jest selekcja naturalna. Dzikie zwierzęta potrafią same kontrolować swoją liczebność, dostosowując zachowania rozrodcze do warunków w jakich przyszło im żyć (siedlisko, baza żerowa, warunki życia). Dowodzą tego badania naukowe z całego świata. A użytkowanie łowieckie populacji zwykle przynosi skutek odwrotny od zamierzonego, zamiast zmniejszania liczby zwierząt, finalnie zawsze mamy ich więcej. Dlaczego? Ze szczegółami opisaliśmy to w 2 artykułach:
Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików?   oraz Wpływ łowiectwa na liczebność lisów. Ostatnie odnośnie „konieczności regulacji”. Na liście zwierząt łownych jest 31 gatunków zwierząt, w tym 13 gatunków ptaków, a więc „nie – łownych” pozostaje jeszcze z 300 innych.  Myśliwi intensywnie „regulują” raptem kilka z nich. Kto zajmuje się pozostałymi gatunkami zwierząt, ssaków, ptakami, owadami, płazami, rybami, czy choćby owadami? Natura – ano właśnie. Dodajmy, że wszelkie duże drapieżniki, były przez lata tępione, przez osoby z ‘’żyłką myśliwską’’, a na wilki polowano jeszcze w czasach PRL. Człowiek tępił duże drapieżniki po to, by sam mógł więcej polować.

11011936_941794985840656_53094381532512124_n

Mit 3. Myśliwy zabija tylko stare i chore zwierzęta.

To zdanie pokazuje tylko, z jaką premedytacją to środowisko potrafi kłamać. „Bzdura dyżurna”, choć sporo osób jeszcze w nią wierzy. Starych zwierząt łownych w naszych populacjach po pierwsze, po prostu już nie ma, zostały wystrzelane. Dzik w naturze dożywa ponad 25 lat, obecnie najstarsze spotykane osobniki mają po 5-7. Jeleń Szlachetny ponad 20, najstarsze 14, a zazwyczaj zabite zostają do 10 roku życia. Lisy do 14 lat itd… Kalendarz łowiecki dopuszcza strzelanie do zwierząt młodych, tj. warchlaków, wycinków, przelatków, ciężarnych łań czy cieląt np. daniela. Są więc zabijane zwierzęta młode. Zresztą idzcie na polowanie – tam zwierzęta nie leżą „stare i schorowane” po krzakach, w oczekiwaniu na strzał łaski, lecz bardzo żwawo uciekają.  Część osób daje się bardzo nabierać na ten frazes, cóż, tutaj wystarczyła by jedna wizyta na polowaniu. No i po co takie zaangażowanie wokół trofeistyki? Między innymi dlatego, że myśliwych interesuje zabijanie zwierząt jak najbardziej witalnych i dorodnych, dla ”pięknych” trofeów właśnie.

 Mit 4. „Bo łowiectwo to tradycja”.  A człowiek od zawsze polował.

Co do obu zupełna zgoda.  Pytanie, czy wygodniej nam trzymać się zamierzchłych tradycji, czy jako ludzkość chcemy się rozwijać od barbarzyństwa do cywilizacji.  Do nie tak dawna „tradycją” było też niewolnictwo czy brak jakichkolwiek praw kobiet. Gdzie indziej za tradycję uważa się okaleczanie na żywca małym dziewczynkom narządów płciowych. Ci ludzie tak samo odpowiedzą: „Ale to nasza tradycja! A człowiek od zawsze polował”. Człowiek od zawsze robił wiele, rzeczy, między innymi nie mył się, gwałcił, palił i mordował, czy podcierał palcem, a kobiety walił maczugą po głowie ;). Czy myśliwi tym niewątpliwym tradycjom ludzkości dają także wyraz? Nie? Bądźmy więc konsekwentni albo… Dziś nie ma żadnej potrzeby, by prześladować dzikie zwierzęta dla pokarmu, czy skór bądź innych przedmiotów. Niegdyś polowania spełniały szereg istotnych potrzeb człowieka związanych z jego przetrwaniem w naturze, tak jak dostarczały pożywienia, ubrań, przedmiotów codziennego użytku. W obecnej rzeczywistości żadna z tych ról nie ma już znaczenia, chyba, że dla garstki oderwanych od rzeczywistości osobników, pragnących kultywować niechlubną tradycję ludzkości. Warto zadać sobie pytanie, czy cała ta panująca w Polsce ideologia myśliwska jest naprawdę nasza? Oczywiście nie. Tradycję tę przeszczepił na grunt polski August II Mocny, a utrwalił jego syn August III. Ten saski model łowiectwa bardzo się spodobał ówczesnej polskiej elicie i został powszechnie zaakceptowany. To wtedy zaczęto polować dla czystej przyjemności i mieć w pogardzie „mięsiarzy” (polujących dla zdobycia jedzenia):
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

Gdzie indziej „Święta tradycja” wygląda tak. Tradycja – jedno małe słowo, które potrafi uświęcić i uzasadnić najbardziej bezsensowne okrucieństwo świata.

obrzezanie-dziewczynki-550x350

Mit-„argument” 5. Mięso nie rośnie na drzewie!

Doprawdy? Ale jak to :(? Mój świat legł właśnie w gruzach… Zawsze śmieszy mnie, próba „uświadamiania” obrońców praw zwierząt, jak wygląda życie zwierząt hodowlanych. Organizacje ekologiczne walczą w pierwszej kolejności o poprawę losu zwierząt w ubojniach,  a ich aktywiści i działacze zazwyczaj są weganami i wegetarianami.  Niezmiennie kojarzy mi się to z próbą wybielania własnej osoby, szukania dla siebie usprawiedliwienia, odwracania kota ogonem, tłumaczenia jednego okrucieństwa drugim… Bo skoro zwierzęta hodowlane cierpią i hodujemy je na pokarm, to czemu nie zabijać tych dzikich? W czym one są gorsze? Tak argumentował mi kiedyś jeden myśliwych.
Dlaczego warto zrezygnować z mięsa? – nasza notatka na ten temat.

Mit 6. Na polowaniu zwierzę ginie od jednego strzału.

Według źródeł samych myśliwych, na polowaniach zbiorowych postrzałków wśród zwierzyny grubej bywa nawet ponad 30 %.  W innych przypadkach, według ankiety przeprowadzonej na forum Dziennika Łowieckiego, ten % bywa jeszcze większy. Nie szukając długo, na youtube znajdujemy film z polowania, gdzie prowadzący stwierdza ‘’Oddano 49 strzałów, padło 9 dzików’’. Można więc sobie wywnioskować jak to jest z tą celnością. Wychodzi 5 strzałów do jednego dzika.  Więcej na temat postrzałków w artykule poniżej:

Postrzałki na polowaniach

https://www.youtube.com/watch?v=xFDO2ZYC8BM

Mit 7.  Święty Hubert zdarzył.

Patron myśliwych, przewracający się w grobie, po każdym bałwochwalczym zbezczeszczeniu jego pamięci musiał już wywiercić dziurę w trumnie. A to dlatego, że św. Hubert będący zapalonym myśliwym przez większość swojego życia, w pewnym momencie doznał objawienia. „Młody Hubert najwięcej czasu spędzał w lasach, gdzie nieustannie polował, łowiectwo było jego pasją. ak było do roku 695, kiedy polując w Górach Ardeńskich, nie bacząc na nic, w sam Wielki Piątek napotkał białego jelenia z promieniejącym krzyżem w wieńcu. Miał wtedy usłyszeć głos Stwórcy ostrzegający go za jego niepohamowaną pasję i nakazujący mu udać się do Lamberta – biskupa Maastricht – Tongres.”
Święty nawrócił się i przestał polować. Miał też ponoć w wyniku tych wydarzeń nauczać, by zwierząt nie zabijać. Może bardziej pasowało, by mu zostanie patronem ekologów i obrońców zwierząt?

hubertk

Mit 8. Myśliwy „pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami”.

Trzeba tutaj podkreślić, że pojmowanie etyki przez myśliwego i przeciętnego człowieka to dwie skrajnie odległe od siebie rzeczy. Etyka myśliwska to kolejny frazes dla laików. W praktyce jego rola to uspokajanie myśliwskich resztek sumienia, że coś tam co robi, jest etyczne. A to tylko zbiór niepisanych norm zachowań w środowisku własnym i postępowania wobec zwierzyny.  Myśliwi nie zastanawiają się nad tym co robią z punktu widzenia etyki. Liczy się tylko to, co dopuszcza kalendarz polowań. Pomijając okrutne i nieludzkie konkursy norowania, szkolenie dzikarzy, podam inne przykłady: w Polsce myśliwym wolno prześladować zwierzęta wtedy, kiedy powinno się zapewnić im jak największy spokój. Przykład choćby – rykowisko. Nasi polujący biegają w amoku po lasach, podchodzą i wabią specjalnymi wabikami jelenie, przeszkadzają im w najważniejszym okresie w życiu. Dlaczego? Magia rykowiska to samo słuchanie. I na tym powinni poprzestać. Ale jelenie byki są w tym czasie mniej ostrożne, zainteresowane łaniami. Można je podejść, czy wykorzystując godowe podniecenie zwabić i zastrzelić. Takie pomylone zabawy, prześladowanie i zupełnie nie fair gry wobec zwierząt, uznawane są w środowisku myśliwych, za etyczne. Zresztą zabija się nie tylko jelenie podczas rozrodu. Także daniele podczas bekowiska, lisy w okresie cieczki, dziki w trakcie huczki, słonki na ciągach, kozły saren w rui, a dawniej cietrzewie i głuszce na tokach. Można też strzelać do ciężarnych łań, jak i przy użyciu nęciska wabić zwierzęta pokarmem i strzelać podczas jedzenia. Wydaje się, że ludzie mający w teorii bliższy kontakt z naturą, powinni mieć dla zwyczajów zwierząt jakiś szacunek, pokorę i zrozumienie. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Myśliwy zdają się odnajdywać jakieś upodobanie, w prześladowaniu zwierząt podczas okresów godowych. A płoszą przecież wtedy szereg innych gatunków przy okazji. Chyba, że za „etyczne” i załatwiające moralną sprawę takich polowań, uznamy myśliwskie zwyczaje włożenia w pysk zwierzęcia gałązki „ostatniego kęsu”, czy ułożenie pokotu. Według myśliwych, te puste gesty sprawę załatwiają.   Dodajmy do tego dziesiątki „przypadków” zastrzeleń zbłąkanych psów, czy kotów, zresztą środowisko myśliwych stoi raczej murem za takim odstrzałem domowych zwierząt, o czym można przeczytać sobie tutaj – Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.  Etyce myśliwskiej ze szczegółami przyjrzeliśmy się w poniższym opracowaniu:
Przewodnik po etyce myśliwskiej

11182290_935780593108762_4898096762294324282_n
Mit 9.  „Kto zapłaci za szkody rolnikom? Gdyby nie myśliwy, nikt z tych nawiedzonych obrońców nie miał by co jeść, bo zwierzęta splądrują pola, następnie wejdą do miast, a chleb kosztował by 50 zł!”

Paradoks polega na tym, że to środowisko rzeczywiście wierzy w to co napisane powyżej. Drugi, to taki, że ich własne działania prowadzą do takiego stanu – szkody w rolnictwie i zwiększona ilość zwierząt. Gdyż celem gospodarki łowieckiej, jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, dla osiągania doraźnych korzyści i doświadczaniu przyjemności z polowania. Jeśli podchodzić by do gospodarowania populacjami dzikich zwierząt, tych kilku gatunków, które czasami mogą wchodzić w kolizję z człowiekiem, nie kierując się interesem myśliwych, finalnie mieli byśmy mniej pospolitych zwierząt łownych, i mniej z nimi problemów. Ale nie leży to w interesie myśliwych.  Więcej na ten temat w tym artykule – Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Mit 10. Selekcja jeleniowatych

Lubią myśliwi robić postronnym osobom wodę z mózgu, zasłaniając się przy mordowaniu zasadami selekcji zwierzyny płowej, które sami stworzyli.  „Restrykcyjne zasady przy odstrzale”, jak starają się wmawiać. W selekcji owej chodzi o uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów z poroża (co wymienione jest w zdefiniowanych celach łowiectwa, jako jedna z głównych jego działalności). Zwróćmy uwagę na jedną rzecz – myśliwi prowadzą tą „selekcję” i prowadzą dziesiątki już lat. Prowadzono ją także w jakimś stopniu dużo wcześniej. Efekt? Żaden. Mimo usilnych starań myśliwych, każdego roku, w każdym pokoleniu saren i jeleni ciągle występują sztuki, tak zwane „selekcyjne”. A to myłkus, to tyka poszła nie w tym kierunku co „trzeba” – tak jak chciał by to widzieć myśliwy, zgodnie ze swoim urojonym wyobrażeniem o „prawidłowym” porożu.  Porównując kolekcje myśliwskie i trofea już z okresu średniowiecza można stwierdzić bez precedensu, że selekcja owa nic nie daje, ani w wyglądzie jeleni oraz kozłów saren nie zmieniła, na przestrzeni setek lat. I zmienić nie może, i nie zmieni. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że owa różnorodność i „wady” w rozwoju poroża są dla tych gatunków czymś niejako naturalnym i występującym. Mimo stosowania różnych mieszanek mineralnych podczas dokarmiania, lizawek z solą, deformacje i tak występują. I co ciekawe, przez miliony lat, kiedy to nikt zasad selekcji nie znał, ani jej nie prowadził, zwierzyna nie ZDEGENORWAŁA się. Tak, to słowo warto powiększyć, gdyż myśliwi tak właśnie uważają – jeśli przestaną strzelać, to zwierzyna zdegeneruje się i wymrze.  Ostra faza, co? Bo co z pozostałymi setkami gatunków zwierząt, których nikt poza naturą w żaden sposób nie selekcjonuje? Co z ludzmi? Żeby było śmieszniej, na pewno słyszeliście termin, taki jak uwstecznianie się poroża u jelenia. Jest to proces naturalny, który wystąpi z wiekiem u każdego samca tego gatunku. Myśliwi jednak nigdy nie dopuszczają do takiej sytuacji, choć taki jeleń z uwsteczniającym się porożem, może żyć jeszcze ponad 7 lat. Postronnym mówią, że zabijają, by nie przekazał dalej „złych genów” – co jest bzdurą totalną, jako, że uwstecznianie jest procesem naturalnym. Tutaj motywacją jest tylko lepiej wyglądające trofeum, które piękniej wygląda na ścianie i podoba się myśliwemu, kiedy zostało wydarte bykowi będącemu w sile wieku. Pamiętajmy też, że żaden z myśliwych przed strzałem nie przeprowadza przecież żadnych badań genetycznych, nie może więc wiedzieć, czy jakakolwiek deformacja nie jest efektem braku składników pokarmowych (najczęstsza przyczyna), urazów mechanicznych lub chorób wirusowych czy grzybiczych. Genetyka w tym przypadku, jako możliwa przyczyna znajduje się ostatnia w tym zestawieniu. I tak po ludzku – i wśród nas przychodzą na świat osoby niskie, z czasem niektórzy stają się otyli, z zespołem Downa, czasem mniej urodziwi lub z widocznymi deformacjami albo setkami możliwych chorób. Czy „selekcjonujemy” ich? Czy jednak jakoś pomagamy?  Kierując się takim myśleniem, należało by odstrzelić ¼  otyłych emerytów z PZŁ jako sztuki selektywne, urągujące wyobrażeniu o możliwym pięknie człowieka :). Tak to właśnie wygląda. W całej tej zabawie chodzi o satysfakcję z trofeum, ewentualny zarobek na nim, konkursach medalach i odznaczeniach – to wszystko wchodzi w skład trofeistyki. Polecam się zapoznać i wyciągnąć wnioski. Zasady selekcji populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych:
https://www.poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

3-1

=======================
=======================

Źródła i bibliografia: 

Niech Żyją! Mity i fakty. 
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

„Określanie wieku zwierzyny”
J. Lochman

Zasady selekcji osobniczej i populacyjnej zwierząt łownych
http://www.lowiecki.pl/prawo/zasady_selekcji_3.pdf

„Wielki atlas łowiectwa”
D. Bogacz, S. Pawlikowski, J. Pełka, P. Gawin i inni – praca zbiorowa.

=====================
=====================

Przewodnik po Etyce Myśliwskiej

Jednym z bardzo często poruszanych sloganów przez komentujących na naszej stronie myśliwych, jest właśnie etyka myśliwska. Specjalnie dla Państwa postanowiliśmy owo więc tajemnicze zagadnienie naświetlić, jako, że jak żadne z innych daje ono szeroką możliwość wykazania opatrznego rozumienia moralności i etyki przez środowisko łowieckie, a także zarysowania wielu absurdów, jakie pod tym pojęciem się kryją. W tekście zawarto odnośniki do szczegółowo omówionych tematów poruszanych w niniejszym opracowaniu, wystarczy kliknąć w niebieski link, by przeczytać więcej.  Zazwyczaj okrzyk brzmi tak:

Dowiedzcie się czegoś o etyce myśliwskiej! Myśliwy pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami!

Pięknie, urzekająco. Wzniośle i patetycznie wręcz. Dla osoby niezorientowanej w tematyce łowiectwa i nie uczestniczącej nigdy w polowaniach, takie stwierdzenie w zupełności wystarczy dla ugaszenia wątpliwości. Jednak nie dla nas.  Czym więc jest owa owiana aurą eposu etyka myśliwska? Niczym… No dobrze, według definicji, jest to całokształt nie objętych prawem norm postępowania wobec zwierząt, odniesienia do środowiska przyrodniczego, oraz postępowania między samymi myśliwymi, tj relacjach koleżeńsko – towarzyskich. Oraz zachowanie podczas polowań, i wiele innych.Tymi ostatnimi zajmować się nie będziemy, spojrzymy natomiast na wymiar łowiecko pojmowanej etyki, w odniesieniu dla dobrostanu zwierząt i przyrody.

Na str. 320 książki pod tytułem „Łowiectwo dla leśników i myśliwych” o etyce przeczytać możemy tak: Etyka w stosunku do otaczającej nas przyrody – to przede wszystkim stałe stosowanie zasady, że nie wolno czynić żadnych zmian w przyrodzie bez koniecznej potrzeby i wyraźnego celu. Doskonały chyba zapis. Oznacza on, że w praktyce można robić wszystko co środowisku przyrodniczemu może zaszkodzić, jeśli człowiekowi przynosi to doraźne lub długofalowe korzyści. Tj. dokarmianie, nęcenie choćby. Nieetyczne jest więc zabicie jakiegokolwiek stworzenia, jeśli nie daje to nikomu żadnej korzyści – Nic dodać… W tym momencie mam nieco rozdźwięk w głowie, ponieważ zawsze słyszę od myśliwych, że oni dla korzyści żadnych nie polują, a dla ratowania środowiska przyrodniczego i nas wszystkich przed zwierzęcą apokalipsą. Dalej: Niewątpliwym brakiem etyki jest ograniczenie swego udziału w gospodarce łowieckiej tylko do polowania (jakże częsta przypadłość – weekendowi myśliwi od zbiorówek, to już chyba osobna populacja w PZŁ). Myśliwy, który nie interesuje się bezpieczeństwem łowiska i zwierzyny, jej hodowlą i ochroną, sprawami organizacyjnymi koła, ani życiem swojego zrzeszenia motywując to brakiem czasu nie zasługuje w pełni na miano myśliwego.

Słuszna jest zasada: „poluje tylko ten kto hoduje.” Wytłuszczone i wbijamy do głowy – myśliwi hodują dziką zwierzynę tj. „gospodarują” jej populacją w celu uciechy własnej z polowań i oto wielka tajemnica wiary racjonalnej gospodarki łowieckiej. W wyniku czego szkody ponosi rolnictwo, i środowisko przyrodnicze, temat wielokrotnie wałkowany i opracowany choćby tutaj w tekście Jak łowiectwo niszczy rolnictwo .

dsc00924_jpg

W innej książce, pt. „Gospodarstwo łowieckie” na str. 355 natrafiam na inny ciekawy fragment: Strzał oddany do zwierzyny musi zapewniać możliwość dokładnego trafienia jej, zabicia i podniesienia (odszukania). A przecież takiemu stwierdzeniu przeczą jatki jakie odbywają się podczas polowań zbiorowych, kiedy przerażona, pędzona zwierzyna przeskakuje na leśnym dukcie często przez ułamki sekund, i nie możliwości dokładnego wycelowania, ani rozpoznania kondycji takiego zwierzęcia. W dodatku celować trzeba nieco przed zwierzę będące w pędzie, co daje ogromny margines błędu i postrzałów. Ale nie martwcie się – etyka myśliwska nakazuje przecież etyczne dochodzenie postrzałka w pakiecie. Zwierzę na pewno jest tego powodu przeszczęśliwe i wdzięczne.

Teraz przyjrzymy się kilku wybranym zasadom ujętym w zbiorze omawianej etyki, jako punktom martwym, które poza figurowaniem na liście nie mają żadnego umocowania w rzeczywistości. A więc po kolei:

3. Myśliwy nie ogranicza swego udziału w łowiectwie wyłącznie do wykonywania polowania. Troski o hodowle i ochronę zwierzyny nie pozostawia kolegom. Wykonując polowanie i inne czynności związane z gospodarką łowiecka ma na względzie dobro przyrody ojczystej, jej zachowanie dla przyszłych pokoleń, wykazuje dbałość o środowisko przyrodnicze człowieka i równowagę ekologiczną.

Powinno brzmieć – ma na względzie dobrostan własny i osobiste korzyści, wykazuje niedbałość o środowisko przyrodnicze, i dokonuje deregulacji równowagi ekologicznej.

4. Myśliwy nie szuka w uprawianiu łowiectwa korzyści materialnych, myślistwo bowiem nie może być środkiem do ich osiągania. Najcenniejszą korzyścią myśliwego jest obcowanie z przyroda oraz doznawanie przeżyć łowieckich i radości w gronie braci myśliwskiej.

Hm… Ciężko się wypowiedzieć, jako że myśliwi zarabiają na sprzedaży pozyskanych przez siebie trofeów, często na skłusowanej dziczyźnie, a rzecznik PZŁ twierdzi, że poluje, bo pragnie karmić swoje dzieci „zdrowym” mięsem. Czy to nie czerpanie korzyści.  Zarabiają też na hodowli zwierzyny i „sprzedaży odstrzałów”, a takie biura polowań umożliwiające polowania za granicą, na gatunki w Polsce ściśle chronione lub zagrożone wyginięciem, to żyła złota dla twórców takiego „biznesu”, o przepraszam turystyki łowieckiej, chyba tak to nazywają.

9. Przebywając w łowisku myśliwy okazuje szacunek dla pracy rolnika i leśnika. Swoim zachowaniem stwarza atmosferę wzajemnej życzliwości

Zwłaszcza wtedy, kiedy zostajesz wygoniony z lasu, bo jaśnie pan odbywa polowanie. Albo musisz wysłuchiwać pretensji, że w ogóle śmiałeś skorzystać z walorów i zasobów przyrodniczych lasu.  Szacunek do pracy rolnika i leśnika? Boże… Interesy gospodarki łowieckiej stoją w sprzeczności z interesami rolników, a i często celami leśnictwa, tak więc o żadnym poszanowaniu mowy być nie może. Zwłaszcza rozjeżdżanie zasiewów samochodem terenowym to też pewnie taki wyraz szacunku. 

16. Myśliwy nie powoduje w łowisku nadmiernego niepokoju.

Nie wiem, czy ten punkt nie jest najbardziej tragicznie śmieszny ze wszystkich. Przecież myśliwy każdym działaniem związanym z polowaniem, wywołuje w „łowisku” niepokój, obojętnie czy oddał strzał czy dochodzi postrzałka z psem, czy tropi zwierzę przemieszczając się przez niedostępne gąszcze leśne.  Czy uczestniczy w polowaniu zbiorowym z hałasującą naganką.  Skala wywoływanego niepokoju i płoszenia, przekracza dosadnie to, co wywołać mógłby tabun nieobeznanych z zachowaniem w lesie „mieszczuchów”.  Przykład martwego zapisu.

22. Poszanowanie i godne obchodzenie się z odstrzeloną zwierzyna świadczy nie tylko o kulturze myśliwego, ale także wyraża jego szacunek do przyrody.

Czyli tak… nie istotne ile cierpienia zwierzętom, oraz ile chaosu wprowadziliśmy do „łowiska”, bo rozgrzesza nas zapis o godnym obchodzeniu się z odstrzeloną zwierzyną i dopełnienie łowieckich ceremoniałów typu pokot, złom, ostatni kęs. Szacunek do przyrody? Jeśli samo polowanie jest aktem przemocy wobec zwierząt i gwałtu wobec natury, o żadnym szacunku nie może być mowy. Kolejny martwy zapis, którego celem jest łagodzenie sumienia.

23. W czasie polowania myśliwy zachowuje umiar i opanowanie by nie dopuścić , żeby pasja myśliwska nie przerodziła się w zachłanność. Dobry myśliwy – to niekoniecznie ten, który zostaje królem polowania.

Absurd goni szaleństwo, jeśli wezmiemy pod uwagę, że w środowisku łowieckim powodem do dumy i pochwały jest liczny pokot. Dziesiątki strzelonych zajęcy, lisów i bażantów, dzików czy jeleni – to nie jest zachłanność? Zwłaszcza w odniesieniu do zwierzyny drobnej, na którą nie ma żadnej potrzeby ani uzasadnienia, by polować.

24. Myśliwy umie wstrzymać się od strzału, jeżeli okoliczności wskazują na brak szansy ucieczki zwierza lub podniesienia strzelonej sztuki. Powstrzymuje się również od dania strzału do zwierzyny w przypadku wątpliwego własnego pierwszeństwa.

Patrz polowania zbiorowe i ponad 30 % postrzałków. Patrz polowania lisie na stogach, gdzie otoczony przez kordon 10 czy 20 uzbrojonych mężczyzn z pracującymi psami, lis w stogu na pewno ma szansę ucieczki… Nawet jeśli uda mu się wyskoczyć i gnać przez otwartą przestrzeń pola, i tak natychmiast kilka strzałów osadza go w miejscu.

27. Myśliwy dba o bezpieczeństwo na polowaniu. Poluje zawsze ze sprawdzoną bronią, zna jej cechy techniczne. Jest świadom swych umiejętności strzeleckich, które stale doskonali.

Patrz zakładka Wypadki / przestępstwa.  Ostatnio zdarzył się wypadek, kiedy za dnia na polowaniu zbiorowym, myśliwy jak twierdzi pomylił kolegę z dzikiem trafiając go w brzuch. Wypadków takich, ze skutkiem śmiertelnym lub okaleczeń notujemy średnio kilkanaście każdego roku.  Często też podczas polowań strzelcy zajmują niewłaściwe stanowiska, tj. na wzniesieniach lub w zagłębieniach terenu, na co nie zezwala regulamin polowań.

32. Ograniczając liczebność szkodników w łowisku myśliwy wykazuje szczególna rozwagę oraz unika zatargów z miejscową ludnością.

„Piękny” ten zapis ukazuje relikt starego podejścia skrajnie antropocentrycznego, gdzie nadrzędnym elementem „dbania” o środowisko przyrodnicze jest interes człowieka. Jak wszystkim przyrodnikom i ekologom wiadomo, przyroda nie zna pojęcia „szkodnika”. Wszystko istnieje po coś i służy zachowaniu pewnych cyklów, które my z perspektywy krótkiego ziemskiego życia, niekoniecznie pojmować musimy. A zatem według powyższej zasady, myśliwy może do woli tłuc lisy, kuny, tchórze, jako „szkodniki łowieckie” ograniczające mu liczebność łownej drobnicy, przez co sam ma mniej do upolowania. Oczywiście w zgodzie z kalendarzem polowań… Zapis pochodzi jeszcze chyba z czasów, kiedy jako szkodniki traktowano ptaki krukowate i drapieżne, również niemiłosiernie strzelane, „zgodnie z etyką”, dla hołubienia interesu człowieka, ze skrajnym brakiem znajomości zależności w środowisku przyrodniczym. Zresztą nawet teraz, na forum Dziennika łowieckiego większość myśliwych wyraża ubolewanie, że nie można do jastrzębi czy kruków strzelać ani ich tępić.  Poniżej kilka przykładów:

Zrzut ekranu 2016-11-2 o 11.37.46

Screenshot - 2017-06-06 , 01_43_50

Screenshot - 2015-11-15 , 17_46_48


33. Wątpliwości związane z zachowaniem etyki myśliwy rozstrzyga we własnym sumieniu zgodnie z prawem i zwyczajami łowieckimi.

Czyli hulaj dusza, „wolnoć tomku”, wszystko zależne od interpretacji i stopnia moralności popełniającego ewentualne wykroczenie wobec zasad etyki. Genialne, prawda? Ostatni ten zapis uzasadniał by ogrom patologii przejawiający się w nie etycznych zachowaniach wobec zwierząt.

Pominięte punkty zawierają wskazówki odnośnie postępowania co do pracy na rzecz PZŁ, koleżeństwa i wzajemnego traktowania, czy sporów podczas polowań. Pominiemy je tutaj, choć z tymi rzeczami także bywa różnie. Przykładem niech będzie samobójcza śmierć Diany, kiedy  to myśliwi szykanami w kole łowieckim, doprowadzili własną koleżankę do popełnienia samobójstwa. Więcej przykładów łamania koleżeńskiej etyki można znaleźć w  opracowaniu Przestępstwa, nadużycia i patologia w PZŁ , lub na kanale Stanisława Pawluka, myśliwego i dziennikarza śledczego zajmującego się tropieniem patologii w Polskim Związku Łowieckim.  Albo sytuacja z przed dwóch miesięcy, kiedy podczas drobnego podziału, oskarżali własnego przewodniczącego zarządu głównego, o bycie agentem SB i donoszenie na kolegów. Takie tam koleżeńskie potyczki w zgodzie etyką :). Więcej, w tym linku. W obronie łowiectwa – myśliwi oskarżają władze PZŁ , o przynależność do komunistycznej służby bezpieczeństwa. 

Etyka a praktyka.

Etyka myśliwska, jest tego pojęcia totalnym zaprzeczeniem pierwszego słowa, jeśli wziąć pod uwagę definicję, oraz to, czego w praktyce dopuszczają się myśliwi wobec zwierząt. Jak można szybko się zorientować, „Zbiór zasad etyki myśliwskiej” traktuje zagadnienia dobrostanu zwierząt bardzo ogólnikowo, i ani słowa nie ma o takich praktykach, jak polowania zwane norowaniami, gdzie przychodzimy do lisiego domu – nory, zatykamy część wylotów nor kamieniami, a do pozostałych wpuszczamy przeszkolone psy, by walcząc pod ziemią z lisem, rozszarpały gospodarza bezpiecznej dotychczas norki. Ma to dostarczyć myśliwemu emocji łowieckich i jest tak w istocie. Wpuszczony pies, dociera do lisa. Następuje zwarcie, jazgot, walka, szczekanie – słyszane głucho z pod ziemi, można domyślać się tylko co tam się dzieje. Nie wiemy, czy wyjdzie zakrwawiony pies, czy wyskoczy na nas przerażony lis, a może pies przywlecze zabitego lisa, lub polegnie… Wszystko to bardzo podnieca myśliwego. Może myśliwi rzeczywiście uważają , że zwierzę ma wtedy szansę? Ale jaką szansę może mieć nie walczący regularnie lis, wobec specjalnie przeszkolonych do tego celu dwóch czy trzech psów? Co na to etyka myśliwska? Głucho milczy, a norowania cieszą się sympatią wielu zwolenników. Oprócz polowań przeprowadza się też konkursy dla pracujących psów, podczas których żywe lisy są trzymane w sztucznych norach, gdzie przerażone są oszczekiwane i podgryzane przez psy. Często ostatecznie przez nie zabijane. I cały proceder ma się dobrze w „etycznym” PZŁ. Więcej o norowaniach przeczytasz pod tym linkiem:
Dramat zwierząt podczas konkursów norowań.

12118957_1501209763535470_1526706651966410817_n

12107142_1501209366868843_6742604292793420635_n

img_0108

Polowania na stogach.
Kolejna odsłona pozbawionych etyki i moralności i choć szczątkowej empatii działań sadystów. Wyobraź sobie, że bezpieczny dom, który zamieszkujesz otacza kordon uzbrojonych mężczyzn. Wpuszczane są przeszkolone do zabijania psy. Jeszcze o tym nie wiesz, choć zmysły informują lisa, że ludzi jest dużo, a bezpieczny dotychczas stóg, obrany za ciepłą ostoję, mieszkanie myszy, lokum idealne, penetrują już psy. Możesz dać się zagryzc wewnątrz, a możesz „wyskoczyć przez okno” prosto pod lufy czekających kilkunastu „bohaterów” czekających z naładowaną bronią. Szans ucieczki nie ma, gnając przez otwartą przestrzeń na 90% dosięgną cię kule.
Co na to „Zbiór zasad etyki myśliwskiej”? Głucho milczy. Ale… Dowiedzcie się czegoś o etyce! Myśliwy pozyskuje w zgodzie z nią i zasadami! Ehh… Więcej o tego typu ”polowaniach” w linku poniżej:
Polowania na stogach – wyrafinowana forma chorej rozrywki.

koliber1

dsc_0155
Szkolenie dzikarzy.
Skrótowy zarys praktyki, która polega na szczuciu zamkniętego w zagrodzie dzika przez jednego lub kilka psów, gdzie zwierzę jest przez psy oszczekiwane, ranione i podgryzane. Często na takie zabawy poświęcane są młode dziki, które myśliwi odchowali, kiedy zastrzelili im matkę. I tak całe życie… co ‘’najśmieszniejsze’’ tego rodzaju praktyki są zupełnie legalne, wspierane przez PZŁ, a za skorzystanie z takiej zagrody trzeba płacić, jeśli nie jest to zagroda stworzona ‘’na dziko’’. Więcej o tych praktykach przeczytasz tutaj.
Nie tylko norowanie – szkolenie dzikarzy.

dzikarz3

dzikarz

Postrzałki.
Tutaj etyka myśliwska daje wskazówkę, mianowicie nakazuje ona „możliwie jak najszybsze dochodzenie i dostrzelenie” ranionego zwierzęcia.  Etyka nakazuje gonitwę i dostrzelenie… Owo wypaczenie pojęć. Wskazówki milczą natomiast, co do tego co ranne zwierzę czuje, przeżywa i przechodzi, no bo i kto by się tym przejmował? Ważne, że w zgodzie z etyką dajemy wyraz tradycji. A że uszkodzone zwierzę ciągnie po krzakach własne „bebechy”, krwawi, ledwo dyszy, uchodzi przed psami, zalega, znowu zrywa się po zbliżeniu pogoni – dajcie spokój ekooszołomy, przecież to etyczne! Więcej na temat postrzałków przeczytasz w tekście: Postrzałki na polowaniach  Zresztą myśliwi z takich sytuacji zdają się czerpać jakąś sadystyczną radość i podniecenie, czy też jak to mówią ”emocje łowieckie”, co udokumentowaliśmy w powyższym artykule.

p1050451

Okresy polowań – etycznie mordujemy zwierzęta podczas sezonów rozrodczych.

Dla większości może będą szokiem poniższe informacje, a myśliwi aspekt ten wypierają w ogóle ze świadomości. Jako przyrodnikowi, miłośnikowi natury i niedoszłemu myśliwemu nie mieści mi się w głowie taki wymiar postępowania. Ale tak jest skonstruowany kalendarz myśliwski , pozwala na to, a sami myśliwi, którzy ów stan wypracowali, nie widzą w tym nic zdrożnego, bo liczy się to, by każdego miesiąca w roku, było na co zapolować. Jak to, ten „dbający o zwierzynę”,  jedyny słuszny miłośnik natury zabija zwierzęta w okresie rozrodczym? Tak, i nawet przy tym nie mrugnie… Ba, nawet jest to szczególna okazja do zabijania zwierząt, jako że w tym czasie są mniej ostrożne, to i łatwiej je upolować. Można też o wiele łatwiej je oszukać, np. wabiąc jelenia naśladując jego godowy ryk – zwierz sam przyjdzie pod lufę. Albo lisa, naśladując jego skolenie podczas cieczki, można też bardziej etycznie „na głód”, czyli wabić piskiem myszy. Podobnie wabi się kozły saren w rui, na pisk sarniej kozy.  Myślicie może, że takie praktyki są powielane może przez nielicznych myśliwych, pogardzanych przez resztę kolegów? Absolutnie nie. W tym środowisku, takie podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia nazywane jest wspaniałą sztuką, tradycją i organizowane są nawet konkursy mające tą „sztukę” udoskonalać i pielęgnować.

Jeśli chodzi  zabijanie podczas okresów rozrodczych lista jest długa, aż zdumiewająca. Głównymi ofiarami są jelenie podczas rykowiska, gdzie odstrzeliwane są często tylko dla trofeum, rykowisko jest rozganiane i przeszkadza się jeleniom w każdy możliwy sposób. Czy takie zachowania wobec zwierząt nazwiemy etycznymi? Myśliwi pewnie tak i jeszcze dodadzą „dowiedzcie się czegoś o etyce łowieckiej” :(.

Lisy podczas cieczki – tutaj z premedytacją wykorzystuje się godowy szał zwierząt, łącznie z wabieniem, a okres ten jest jeszcze okazją do chwalenia się wynikami licznych polowań, jak możemy przeczytać czasem w „Braci Łowieckiej” jeden z myśliwych chwalił się wymordowaniem aż czterech psów i jednej suki lisiej na jednym polowaniu, i bardzo był z tego dumny.  Na filmie poniżej przykład takiego chorego pseudo-myślistwa z wykorzystaniem metody wabienia.

Dziki podczas huczki – tak, one także nie mają taryfy ulgowej, zwłaszcza, że według kalendarza cały rok można strzelać do warchlaków, wycinków i przelatków, dziczej niedoświadczonej młodzieży. Można też zabijać i karmiące lub prośne lochy, część myśliwych nie widzi nic złego w takim postępowaniu, co pokazywaliśmy tutaj: Mordują ciężarne lochy, warchlaki – etyka po myśliwsku. 

Daniele w czasie bekowiska. Znowu rozpoczęcie okresu godowego zwierząt, startuje zgodnie z kalendarzem, z okresem polowań na nie.  Daniele jako gatunek wprowadzany tylko do celów polowań w obwodach łowieckich traktowane są bez litości, jakby prywatne bydło na rzeź. A kalendarz i „etyka” dopuszcza nawet strzelanie do cieląt i łań, podczas bekowiska. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj: Polowania na Daniele – myśliwi zabijają w okresie godowym.

Kozły saren w rui.
Połowa maja to ten okres, kiedy kozy saren wydają na świat młode.  Następnie w lipcu i sierpniu trwa ruja, czyli okres godowy tych zwierząt. Od 11 maja, przez cały ten czas można jednak polować na kozły, (bo oczywiście „selekcja” – brednia mająca na celu uzasadnić zabijanie), można więc płoszyć dowoli strzałami kozy z młodymi i przeszkadzać zwierzętom w zachowaniach rozrodczych. Przecież tak napisano w kalendarzu myśliwskim, więc żaden z myśliwych nie będzie się zastanawiał jak jego hobby przyczynia się do utrudniania życia zwierzętom, tylko chwyci za strzelbę i pobiegnie w las, w zgodzie z etyką płoszyć wszystko co żyje. Na rogacze także poluje się wabiąc, naśladując pisk sarniej kozy, otumanione podniecone zwierzę podchodzi wprost pod lufę i… baaach! Pozyskany w zgodzie z etyką i zasadami. Można to zobaczyć na poniższym filmie.

Muflon – I ten gatunek, który zawitał do nas w 1901 roku – został sprowadzony i jako gatunek nie-rodzimy traktowany jest jak użytkowe bydło łowne. Ruję muflony zaczynają w październiku, a okres polowań na nie zaczyna się także… od 1 października.

imag0514

Stwierdzenie więc, że myśliwi uwielbiają prześladować zwierzęta podczas okresów rozrodczych, nie będzie wobec powyższych nadużyciem. Gdyby porównać okresy polowań wszystkich zwierząt z ich czasami rozrodu, podobnych smaczków można by znaleźć więcej. A jak bywało dawniej?

Niegdyś myśliwi mogli i „czerpali przeżycia z obcowania z naturą” podczas strzelania do głuszców i cietrzewi na tokowiskach. Strzelanie do najlepszych kogutów przyczyniło się do zubożenia puli genowej, rozganiania tokowisk, no ale liczyły się przecież doznania myśliwego, który najpierw posłuchał „grającego” ptaka, a potem zastrzelił go dla trofeum. Strzela się też do zacielonych czyli ciężarnych łań oraz kóz zwierzyny płowej, no bo tak dopuszcza kalendarz myśliwski…Więcej o głuszcach i cietrzewiach przeczytasz tutaj:
Polscy myśliwi zabijają chronione ptaki. 

Do niedawna myśliwi mogli też polować na słonki podczas wiosennych lotów godowych ‘’ciągów’’, na szczęście po wejściu do UE przepisy wymusiły rezygnację. Mogą za to jeszcze strzelać podczas ciągów jesiennych. Więcej o polowaniach na słonki pod poniższym linkiem:
Zabijanie Słonek – czego się nie robi dla przyjemności. 

Nęciska
Czy trzeba wyjaśniać czym są? W skrócie, odpady z gospodarstwa domowego, spleśniałe pieczywo czy wiele innych nie mających prawa być wyrzucanych w lesie odpadków, są składowane w miejscach niedaleko ambon.  Myśliwy wabi, nęci pokarmem zwierzę, a następnie posilającemu się strzela etycznie w serce. Według prawa na nęciskach można polować tylko na dziki i drobne drapieżniki, jednak jak pokazuje praktyka ofiarami padają także sarny i jelenie. Często tworzy się też nęciska ‘’wielozadaniowe’’ , mające przywabić rozmaite zwierzęta, stąd na jednym nęcisku można spotkać czasami i siano, marchew, buraki, jednocześnie odpadki mięsne oraz rybne. Zwierzęta nie odróżniają paśnika (miejsca przy którym się dokarmia, ale nie wolno strzelać ) od nęcisk, i padają ofiarą wypaczonego postrzegania przez myśliwych ‘’etyki’’. Bowiem z rozmów jakie z nimi przeprowadziłem, wynika, że takie nęcenie postrzegają oni jako element etycznego łowiectwa, jako, że mają wtedy sposobność oddania celnego strzału do nieruchomego zwierzęcia, co minimalizuje ryzyko postrzału i cierpienia zwierzęcia (więcej o nęciskach w artykule Jatka na nęciskach & propaganda oraz Poczynania myśliwych w lasach). Widoki jak na zdjęciach poniżej, są bardzo częste w lasach, tam gdzie myśliwi bawią się w prowadzenie swojej „racjonalnej gospodarki łowieckiej”.

marchreka

12654331_655635641242613_1999281431296267105_n

11150727_829034490519392_8687511911770402351_n

14362673_1156077937771283_5628668915635810441_o

Polowania zbiorowe
Szczerze, nie wiem jak można robić coś takiego zwierzętom i bredzić przy tym o etyce oraz tradycji czy tam poszanowaniu przyrody. To jest hucpa jakiej mało. Naganiacze idący z hałasem przez las, krzyczący, stukający, zachowujący się jak najgłośniej, psy puszczone luzem – czyli wszystko to, czego robić w lesie się nie powinno, lub nawet nie wolno. Wyraz harmonijnego współistnienia z naturą? Tak twierdzą. Następnie zwierzęta są wypłaszane ze swej ostoi i uciekając przed naganką, pędzone są na linię strzelców, którzy siedzą sobie wygodnie na przenośnych taborecikach. Bohaterstwo i wyczyn! A potem ognisko w lesie i biesiada, bywa i tak. Ciąg dalszy hałasu i płoszenia. Las jest po takim „pieszczeniu” przez myśliwskich miłośników natury inaczej, przez tydzień jest jakby wymarły i nie trzeba wspominać, że płoszone są też gatunki chronione przy takiej okazji.  Zacytujmy może byłego już myśliwego, Marcina Kostrzyńskiego który w takich polowaniach uczestniczył, i oto jak malują się one w jego ocenie:
Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe. Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy tylko do tego, aby zaspokoić rządzę zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las, przegania te zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.

Jednak nie ma się co łudzić, myśliwi ze zbiorówkami tak łatwo nie odpuszczą. To doskonała okazja do biesiady, imprezy, spotkania towarzyskiego zakrapianego obficie alkoholem po polowaniu, co mamy udokumentowane na wielu zdjęciach.

rrrrr44433333

32222

rrrrr44433322

Ciężko nawet podsumować to wszystko, bo ogrom wypaczenia fałszywie pojmowanej etyki czy „moralności” przekracza zrozumienie, tudzież możliwość pojmowania przez zdrowego na umyśle człowieka.  Myśliwi jednak, głęboko w swoją etykę albo wierzą , albo „strzelają” tym „argumentem” na zasadzie wytrenowanego frazesu, nie zastanawiając się nad czymkolwiek.  A my lubimy się zastanawiać i drążyć, a żaden temat nam nie straszny.  Jak znam życie, jeśli jakiś myśliwy przeczyta ten tekst, będzie trząsł się ze śmiechu, no bo przecież: „O ci nawiedzeni zieloni, jacy śmieszni, nie wiedzą o czym bredzą”. Albo kim jesteśmy, by oceniać, co jest etyczne, a co nie. Może jednak kimś odpowiednim. Może zagłuszonym sumieniem. Ponieważ nie ulegliśmy od najmłodszych lat indoktrynacji i propagandzie.  Myśliwy mówiąc czy pisząc o etyce, może rzeczywiście wyobraża ją sobie jako coś wzniosłego, w końcu całe życie tyle o niej słyszał, a postępowanie takie czy inne wpajano mu jako etyczne. Kto by się oparł? Z takiego snu ciężko się przebudzić, choć niektórym się udaje. Stają wtedy po naszej stronie, inspirując do tworzenia podobnych wpisów. Inni doskonale zdają sobie sprawię, że cała ‘’etyka’’ to farsa, a pozostała część szczerze w nią wierzy, nie roztrząsając niewygodnych spraw w sposób, jaki my tutaj przedstawiliśmy.

Zabijanie gatunków chronionych i zagrożonych
Chciałbyś może zapolować na zwierzę objęte ścisłą ochroną gatunkową? Wpisane do Czerwonej Księgi gatunków zagrożonych? Spróbować pieczeni z cietrzewia?  Żaden problem! Wystarczy, że należysz do Polskiego Związku Łowieckiego i masz pieniądze. Korzystając z rodzimych Biur Polowań, możesz udać się do dowolnego kraju Europy i w ramach „Turystyki Łowieckiej” zapolować sobie na wilka, rysia, niedźwiedzia, głuszca, cietrzewia, kozicę, świstaka, żubra… A potem zapłacisz dodatkowo za trofeum, które legalnie przywieziesz do kraju i powiesisz sobie nad kominkiem jako dowód swego męstwa. A, że inne organizacje poświęcają pieniądze, wysiłki i starania, lata pracy dla ratowania tych gatunków? Ciebie to nie obchodzi. Jesteś myśliwym, byłeś w lesie i wiesz wszystko lepiej. Po co masz słuchać bredzenia jakichś nawiedzonych zielonych oszołomów z miasta. Wilk to szkodnik! Trzeba tępić!
Szczerze, gdybym jednak na to swoje nieszczęście został wtedy myśliwym, gardziłbym głęboko takimi kolegami.

14192619_10206729220300472_4773828197473530001_n

polowania-na-slowacji

12g1_24

polowanie-282

997082_815604655161918_8122674065844949595_n

No to zgodnie z życzeniami myśliwych, dowiedzieli się Państwo czegoś o etyce. Mniemam, że wiedza ta utwierdzi Was w miłości i zrozumieniu do myślistwa oraz poszanowaniu rodzimych tradycji. Oraz mamy nadzieję, że przydługa ta wędrówka po głębiach mitycznej etyki zaszczepi w Was dobre podejście do łowiectwa :(.

___________________________
___________________________

Źródła:

„Gospodarstwo łowieckie”
T. Pasławski, A. Haber, S. Zaborowski

„Łowiectwo dla leśników i myśliwych”
T. Pasławski

„Podręcznik Etyka Łowiecka”
Krzysztof J. Szpetkowski

Zbiór zasad etyki myśliwskiej 
 http://www.konin.pzlow.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=112&Itemid=104

Kalendarz Polowań

Zasady wykonywania polowania