Myśliwi z uśmiechem szczują psy na ranne dziki. Nagrywają wszystko [VIDEO]

Polowanie to niewątpliwie „frajda”. Oczywiście, dla tych, którzy lubują się w tej chorej rozrywce. Dostarcza polującym wielu „emocji łowieckich” i „estetycznych przeżyć pośród natury, w harmonii z nią” przy akompaniamencie okrzyków, palby strzałów, poszczekiwań psów i kwiku zabijanych dzików. Emocji na polowaniu tym więcej, im więcej się dzieje, a wydarzyć się może więcej, jeśli poluje się z psami. Oficjalnie chodzi o to, by pies ułatwił „pracę” myśliwemu naganiając dziki na linię strzelców czy też oszczekując i zatrzymując go możliwie w miejscu, do momentu nadejścia myśliwego, który odda strzał. Tak zwana „Etyka myśliwska” nakazuje myśliwemu jak najszybsze dochodzenie postrzałka i skrócenie cierpienia zwierzęcia. W praktyce jednak, cóż… na YouTube znajdujemy dziesiątki filmów, na których myśliwi dokumentują swoje radosne wyczyny. Kiedy już postrzałek zostanie odnaleziony, zamiast zostać dobitym widzimy jak zdarzenie dalej jest nagrywane, a myśliwy w spokoju zachwyca się „pracą swoich psów”. W końcu po to je przecież wyszkolił na innych żywych dzikach w zagrodach, aby finalnie sprawdzić jak też sprawdzą się „w boju”. Wygląda na  to, że takie walki zwierząt szczególnie podniecają i interesują myśliwych. Cierpią tutaj nie tylko dziki – często własne psy myśliwego kończą rozdarte przez broniące się zwierzę, dotkliwie poranione lub zabite. Jednak to nic! Wyszkoli się przecież następne, a pseudohodowle psów myśliwskich to również dochodowy biznes, wymagający osobnego artykułu. Wszystkie poruszane w tym wstępie zagadnienia omówiliśmy szczegółowo w innych artykułach: 

Etyka – Przewodnik po etyce myśliwskiej.

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć? 

Postrzałki na polowaniach – Myśliwi sami opowiadają jak pudłują. 

article

Teraz kolej na wspomniane filmy. Pochodzą one z kanału myśliwego, który chwali się tymi wyczynami na YouTube, przy poklasku innych. Co tutaj rzuca się w oczy? Jeśli publikujemy gdzieś taki film, zazwyczaj od obrońców łowiectwa i miłośników zabijania usłyszymy: „To rzadkie przypadki, wszędzie są czarne owce, ale nie można wrzucać wszystkich myśliwych do jednego wora”. Tylko tutaj film obejrzało tysiące myśliwych, drugie tyle w zamkniętych grupach łowieckich na facebooku. Myślicie, że ktoś zwrócił uwagę, zareagował? Otóż nie, pojawiły się „gratulacje dla dobrej pracy psów”, „Święty Hubert zdarzył”, „Brawo Kolego” i takie tam. Ktoś tam nieśmiało zwrócił uwagę, że publikowanie takich nagrań jest mało etyczne, bo to pożywka dla pseudoekologów… Został „zahukany”, że gdzie mają dzielić się pasją jak nie w swoim gronie. Więc my też z wami podzielimy się tą pasją, na chwałę łowiectwa, ukazując je takie jakim ono jest. Naszą rolą jest obalanie mitów łowieckich. Jeden z nich brzmi: „Na polowaniu zwierzę ginie od jednego strzału i wcale nie cierpi”.

Tutaj myśliwy stoi i nagrywa walkę psa z dzikiem. Etyka myśliwska w praktyce… No i szacunek do zwierzyny rzecz jasna, któremu po wszystkim włoży się gałązkę w ryj na znak hołdu… Wg myśliwych takie postępowanie jakby „anuluje” całe niepotrzebnie cierpienie, które zadali. Chyba. Bo tak naprawdę nie wiemy jaki cel przyświeca takim torturom, poza psychopatyczną skłonnością ich obserwacji. Ano tak – świnki w ubojniach przecież też cierpią.

Ło kurwa! – Krzyczy naganiacz potrącony przez dzika. Na pewno słyszeliście nieraz opowieści o tych strasznych wielkich odyńcach i okrutnych lochach czyhających tylko aby pokiereszować zbieraczy jagód czy grzybów. Dziki bardzo groźne! Szkoda tylko, że nikt nie zastanowi się w jakich warunkach odbywają się takie sytuacje. Gdyby mnie postrzelono, straszono, wygoniono z bezpiecznej ostoi i ścigano z psami, też przyparta do muru i wycieńczona broniłabym się ze wszystkich sił szarżując na prześladowców.

Tutaj przybliżona wersja walki psa z dzikiem. Myśliwy nie dobił, nie skrócił cierpienia. Nagrywał i patrzył jak zwierzęta walczą. Ale dlaczego to zrobił? Pan ten prowadzi hodowlę psów myśliwskich, a takie nagrania pokazują innym myśliwym, że warto nabyć od niego bojowe psy. Wrażenia na polowaniu gwarantowane…

Jeden z wielu licznych filmów pokazujących wyczyny myśliwych w lasach. Zanim padną strzały, najpierw rozlegają się okrzyki, wrzaski, nawoływania, ujadanie psów – słowem piękną ciszę lasu burzą myśliwscy pseudomiłośnicy natury. Puszczone luzem psy penetrują trzcinowiska i zagajniki, wypłaszając dziki do ucieczki z bezpiecznej ostoi, prosto pod lufy czekających myśliwych.
Swoją drogą polowanie uważają oni za wyraz harmonijnego współistnienia z nią. Mnie zawsze kładziono do głowy, że w lesie należy zachowywać się jak najciszej, bo to dom zwierząt, aby ich nie straszyć, nie płoszyć i uszanować. Jak widać, u myśliwych panuje odwrotność.

Kolejne starcie psów z dzikiem. Zwierzę broni się, atakując najbardziej agresywnego psa. Myśliwy dysząc z podniecenia oglądaną walką, w spokoju filmuje sytuację. Nie odwołuje psów. Nagrania są krótkie, więc nie wiemy jak długo trwała gehenna zwierzęcia.

Nie ma litości. Dzik otoczony sforą atakujących psów, próbuje jeszcze się bronić. Bardzo często ranne zwierzę jest jeszcze przez kilkanaście minut kąsane przez myśliwskie kundle i brocząc krwią ostatkami sił walczy o życie. Jak widzimy w tym nagraniu, wzniosłe hasła i obłudne frazesy, którymi środowisko łowieckie próbowało z nawet dobrym skutkiem mamić społeczeństwo przez lata, teraz ulegają zdruzgotaniu wobec rzeczywistości. Polowanie w praktyce to coś zupełnie innego, niż możemy usłyszeć podczas rozpaczliwych prób wybielania tego sadystycznego hobby. 
Dobry pies, bierz go! – Myśliwy dalej szczuje psy na opadającego z sił dzika.

 

W tym filmie psy pastwią się nad dogorywającym dzikiem. Nagranie bez głosu. Umierające dziki potrafią przerazliwie kwiczeć…Może nie chciano, aby ktoś spoza kręgu zobaczył łowiectwo takim jakie jest. Oczywiście i w tym przypadku myśliwy przez ileś minut stoi i nagrywa szarpiące zwierzę psy…

A to wszystko, to tylko mały wycinek z jednego kanału. Prawdopodobnie nagrania wkrótce znikną, lub zostanie wycięty głos, co stało się już z dwoma filmami. Publikowanie takich video jest niestosowne. To szkalowanie dobrego imienia łowiectwa i myśliwych. Nie wolno tego robić. To nieetyczne, gdyż jak pisał jeden z myśliwych: Kolego, My wiemy jak to wygląda, ale po co zieloni mają mieć wodę na młyn. I tak nie zrozumieją nigdy łowiectwa. Póki co krwawe zabawy pseudomyśliwych w lasach mają się dobrze. Okrucieństwo i tortury jeszcze lepiej. Przecież na polowaniu taki myśliwy jest panem siebie – jeśli tylko będzie chciał, pozwoli na powolne konanie rannego zwierzęcia od szarpania psów i jeszcze wszystko nagra. Potem pochwali się kumplom na forum.
– Gratulacje, kolego, Darz Bór! Wzorowa praca psów! – zakrzyknie któryś. 
A przecież według tego co nam wmawiają, pies powinien mieć jak najmniejszy kontakt z dzikiem i nawet go unikać, ograniczając się do oszczekiwania i zatrzymania w miejscu. Ale przecież u psa podczas szkolenia rozwija się „łowność i pasję”, ocenia też „ciętość”. Mitologia łowiecka swoje, a polowania i praktyka rzeczywistym torem.

10689651_675931879196224_7120321552398826720_n10665128_668644986591580_4432361156983784382_n

Warto też wspomnieć o tym jak polowania przyczyniają się do rozprzestrzeniania ASF – Afrykańskiego pomoru świń.
Wyrok na dziki – Rolnicy chcą wybić wszystkie. 

A także i tym Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików. Czyli jak gospodarka łowiecka stwarza problem, który myśliwi „bohatersko próbują rozwiązać”.

A może to po prostu taka tradycja? Podobne sceny przejawiają się w malowanych obrazach z pogranicza kultury myśliwskiej… Czysty romantyzm.
Dziki to zwierzęta bardzo inteligentne, czujące, rodzinne i przede wszystkim wdzięczne w obserwacji. Jednocześnie najbardziej prześladowane z uwagi na domniemane szkody w niezabezpieczonych uprawach, łąkach lub sadach. Ale przede wszystkim dla adrenaliny, jaką dają łowy na to przebiegłe zwierzę.
Dodatkowo można u nas przeczytać o tym, JAK ŁOWIECTWO NISZCZY ROLNICTWO między innymi w kontekście dzików i szkód w uprawach.

12834534_831276290316535_123281870_n

12674182_839879359456228_797157038_n

 

Reklamy

15 sierpnia – Masakrę ptaków rozpocząć czas!

15 sierpnia – każdego roku ta data boli tak samo. Od tego dnia bowiem,myśliwi z radością ruszają na stawy, jeziora, szuwary i pola, aby zapolować na 4 gatunki kaczek, łyski, oraz gołębie grzywacze. Z podnieceniem długo czekali na ten dzień.

”Jednak w tym samym czasie wiele przeznaczonych do odstrzału ptaków wciąż opiekuje się puchatymi pisklętami….niektóre rybitwy siedzą wręcz jeszcze na jajach, wysiadując powtórzone lęgi. Nie jest to wydarzenie wyjątkowe czy marginalne, jak próbują argumentować niektórzy myśliwi. Jest to obecnie zjawisko powszechne, występujące co roku na terenie całej Polski.”

Tymczasem w takich miejscach pojawiają się strzelający myśliwi z buszującymi psami, siejąc spustoszenie w ostojach chronionych ptaków. Ich żadne przepisy zdają się nie dotyczyć.  Polowania często odbywają się o świcie lub o zmierzchu, przy mgle, co znacząco utrudnia właściwe identyfikację celu.  Omyłkowo zbijane są rzadkie gatunki wodnego i błotnego ptactwa. Ale co tam. Ważne że się postrzelało. Jeden z myśliwych na forum dziennika łowieckiego pisał, że on strzelonych kaczek nawet nie zabiera dla siebie, tylko rozdaje okolicznym mieszkańcom. Bo nie chodzi nawet o tą krzynę ‘’zdrowej dziczyzny’’ , a o samo polowanie i przeżywane podczas niego emocje. Łaskawca i dobrodziej!

14046159_893013267470257_6228063985141582405_n

Szczytem absurdu prawa łowieckiego jest fakt, że dopuszcza ono polowania na cyraneczki, które to są nawet mniej liczne od bliźniaczo podobnych cyranek… Zamiast przesłanek naukowych, jedynym uzasadnieniem jest tutaj ‘’tradycja’’.

Można powiedzieć,że zaczęło się właśnie od tego.Ogromna rzesza ludzi zajmująca się badaniem-obserwacją ptaków zawodowo czy amatorsko,dostrzegła pewien bolesny paradoks. Ptaki znajdujące się na liście łownych nie podlegają myśliwskim argumentom o szkodach rolniczych,nie trzeba regulować ich liczebności,ponieważ posiadają wrogów naturalnych w każdym stadium swojego życia,od jaja po wiek dorosły. Nie ma także ekonomicznego uzasadnienia dla ich zabijania. Giną tylko dla sportu, hobby, przyjemności czy dlatego, że ktoś ”lubi dziczyznę”. Gdyby jednak spróbować dać wiarę myśliwskim argumentom no to…na liście gatunków łownych znajduje się 13 gatunków ptaków. Pozostałych na które się nie poluje,jest grubo ponad 300. Co z nimi? Kto reguluje ich liczebność, i dba o to, by naszych upraw nie zjadła fala wygłodniałych ”nadmiernie rozmnożonych” wróbli czy mazurków… Całkowity zakaz polowania na ptaki, to ten obszar, w którym nie uznajemy żadnego kompromisu.  Jedną z proponowanych zmian jest całkowity zakaz wsiedlania, np bażantów dla celów łowieckich. Proces został dobrze nazwany,gdyż bażantów nie wypuszcza się po to by na nie popatrzeć, a po to by ubogacić łowisko w celu polowań. Oczywiście nie ma to żadnego związku z ochroną przyrody. Są to szumnie reklamowane akcje nad którymi nikt się nie zastanawia. Czy argumenty ornitologów i naukowców zostaną kiedykolwiek wzięte pod uwagę?

p1050557

Ważkich argumentów przemawiających za strzelaniem do ptaków myśliwi mają oczywiście wiele. Są to:

-”Ochrona pól rolników” (przed grzywaczami) 🙂
-”Smaczna i zdrowa dziczyzna”
-Tradycja!
”Regulowanie liczebności populacji”. To już rzeczywisty ptasi odlot, bo jak można ”regulować” populację nie znając dokładnie jej liczebności, ani wieku ptaków do których się strzela? (można nad tym pogdybać dopiero gdy mamy przed sobą podziurawione śrutem truchło). 
– ”Myśliwskie pozyskanie nie ma istotnego wpływu na liczebność gatunku”. – Zatem co regulujecie? 
– ”A mięsko to jecie, dowiedzcie się czegoś o łowiectwie”. No dobra, starczy. Przekonali mnie… Od dzisiaj wracam do mięsa, bo myśliwi polują. Wracam po to, aby mieli powód dla którego strzelają 😛 

”Huk wystrzałów płoszy wszystkie przebywające na danym akwenie ptaki, również te objęte ochroną. Polowanie wiąże się także z rytuałem wprowadzania do naszych stawów i jezior ton silnie trującego ołowiu w postaci kulek śrutu. Część śrucin ma wrócić do myśliwych w ciałach upolowanych ptaków, reszta ołowiu stopniowo przenika do łańcucha pokarmowego i trafia m.in. na nasze stoły w mięsie ryb.
Tymczasem w Polskich warunkach okres wychowu młodych u kaczek (zwłaszcza z gatunków nurkujących) i łysek kończy się dopiero w połowie września, a na zbiornikach, na których gniazdują rybitwy, polowania nie powinny się zaczynać przed październikiem. Choć do rybitw się nie strzela, pies myśliwski aportujący upolowaną kaczkę przez środek kolonii tych ptaków może spowodować rozproszenie wielu rodzin i upadki piskląt.” 

– Czytamy w opracowaniu na stronie ekologia.pl

”Podczas polowań giną również ściśle chronione rybołowy. Jak informuje Komitet Ochrony Orłów, w latach 2001-2003 wykryto aż 6 przypadków postrzelenia tych rzadkich ptaków przez myśliwych. Ilu takich wypadków nie udało się wyłapać – nie wiadomo. ”

14079785_865450286889334_5871302707904745486_n

Poniżej zamieszczamy fragment innego tekstu, jaki ukazał się na łamach miesięcznika Dzikie Życie w 2013 roku:

”15 sierpnia trudno jest świętować co wrażliwszym przyrodnikom, w tym części ornitologów. „Rokrocznie 15 sierpnia boli”, jak napisała Ania Dobrzyńska na forum strony www.niechzyja.pl. Tego dnia i w kolejnych zakończy życie wiele kaczek, gołębi i łysek, gdyż prawo polskie od tej pory zezwala na strzelanie do niektórych gatunków ptaków.

Niejedna zabita kaczka czy łyska osieroci swój późny lęg – młode pozbawione matki nie będą miały większych szans na przeżycie. Odpowiedzialni z urzędu za ochronę przyrody w tym kraju wiedzą, iż sytuacja taka jest sprzeczna z prawem unijnym, które nie zezwala na strzelanie do ptaków w okresie prowadzenia lęgów. Ta wiedza nie przekłada się na zmiany prawne, pomimo czynionych od wielu już lat, udokumentowanych konkretnymi obserwacjami terenowymi, monitów organizacji pozarządowych w tej sprawie.

Początek roku szkolnego, 1 września – w dniu, w którym stęsknione za szkolną atmosferą dzieci wędrują do szkół, uzbrojeni tatusiowie i mamusie co poniektórych wcielają się w role dawców śmierci. Od tego dnia możliwości decydowania o życiu „uskrzydlonych braci mniejszych” istotnie wzrastają – można już polować na 13 gatunków ptaków (kaczki: krzyżówka, cyraneczka, głowienka, czernica, gęsi: gęgawa, białoczelna, zbożowa, gołąb grzywacz, łyska, jarząbek, słonka, kuropatwa, bażant). Pula to wcale niezamknięta – zagrożonych jest kilka gatunków podobnych do „łownych”, np. krakwa, płaskonos, ogorzałka, podgorzałka, hełmiatka, cyranka i inne, a także całkiem niepodobnych, a mimo to strzelanych, np. czaple, kormorany, krukowate, szponiaste (w tym orły), łabędzie i inne.

duck-hunting

Niektórzy przyrodnicy określają grupę tzw. gatunków łownych mianem „pechowej trzynastki” i czynią – zwłaszcza w ostatnim czasie – wiele, aby doprowadzić do wprowadzenia całkowitego zakazu strzelania do ptaków w Polsce. Część zajmujących się przyrodą z kolei pozostaje utwierdzonych w przekonaniu, że działania myśliwych nijak nie zakłócają naturalnego porządku funkcjonowania ptasich populacji. Źródłem tego przekonania jest – jak się wydaje – aprioryczne przeświadczenie, że i tak w tej materii nie da się nic zdziałać. Sami myśliwi (nie wszyscy) ponoć „regulują ptasie populacje”. Wykazują w tym względzie nadprzyrodzone wręcz umiejętności, myląc być może przyrodę z regulacją odbiornika radiowego. Nie wiedzą, bo wiedzieć nie mogą, ile i czego, w jakich proporcjach wiekowych i płciowych, o jakich powiązaniach biocenotycznych (w tym konkurencyjnych, pokarmowych i innych), ale „regulują” i na dodatek głośno się z tym obnoszą. Nic więc dziwnego zatem, że poruszają najgłębsze pokłady zdziwienia wielu ekologów, zwłaszcza zaś z grupy tych, których nazywają pseudoekologami.

Ci sami myśliwi trafiają od jakiegoś już czasu do szkół, a ostatnio nawet i przedszkoli. Przekonują i edukują, że troszczą się o zwierzęta. Nie zazdroszczę – ciężki kawałek chleba… Jak przekonać dziecko, że chroni się przy pomocy bezsensownego rozlewu krwi? Nie wiedziałbym.

Ta sama grupa myśliwych kreuje Polski Związek Łowiecki na organizację o największych dokonaniach na polu ochrony przyrody w naszym kraju. No cóż, w tych swoich ochroniarskich dokonaniach, np. budowach szpecących krajobrazy ambon, zimowym dokarmianiu zwierząt przy tychże, hodowli obcego polskiej awifaunie bażanta i wypuszczaniu go w tzw. łowiska (sprzeczne z prawem!) czy pomyłkowym (?) strzelaniu zwierząt objętych ochroną prawną itp., pewnie pozostaną niedoścignieni.

14021662_893833920721525_6236416844695796028_n

Póki więc jest jak jest trzymajmy kciuki za upadek edukacyjnego entuzjazmu i niepewną rękę tych z myśliwych, którzy próbują edukować o niemożliwym i ciągle jeszcze strzelają do naszych braci mniejszych. Trzymajmy też kciuki za tych „polujących”, gdyż jest i taka światlejsza w tym gremium grupa osób, które się ani tą pseudoedukacją, ani tą „strzelaną rozrywką” nie zajmują, nosząc strzelbę z różnych powodów, nie używając jej jednak do pozbawiania życia. To dość optymistyczny prognostyk na przyszłość – czasy się zmieniają. Może dojrzeją i pozostali.

Po co dokładać stresu ptakom, i tak już sfrustrowanym innymi formami odczłowieczej presji, skoro można zatrzymać się na godnym uznania ewolucyjnym etapie podziwiania ich piękna i niepowtarzalności? ”

– Sławomir Zieliński – dr inż. nauk leśnych, pracownik Gimnazjum nr 20 im. Hanzy w Gdańsku. Prowadzi stronę mikrobiotop.pl

13903365_966744960090663_6653678445155769494_n

Więcej i szczegółowo o polowaniach na poszczególne gatunki przeczytasz tutaj:

Spór o ptaki

Źródła:

ekologia.pl

http://dzikiezycie.pl/archiwum/2013/pazdziernik-2013/dzieci-do-szkoly-ptaki-pod-lufy

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/spor-o-ptaki/

11951414_871854089535257_3560501346268986332_n

p333pok3ot

Myśliwskie psy luzem w lasach & Krwawe pościgi za ranną zwierzyną.

Polowanie to nie tylko ludzie kontra dzikie zwierzęta. To też przeszkolone psy, których zdaniem bywa naganianie zwierząt pod lufę myśliwego, oszczekiwanie, tropienie po śladach krwi czy jak w przypadku norowania uśmiercanie lisów w ich norach. Bywa, że psy zostają ciężko ranne lub giną od cięć zadanych przez lochy lub ranne odyńce. Czasem stają się kalekami do końca życia, na życzenie swych właścicieli. Ten proceder udokumentowaliśmy i opisaliśmy tutaj w dwóch osobnych postach, jeden dotyczy psów ranionych przez postrzelone dziki, w drugim myśliwi opowiadają o swoich wypadkach, kiedy utracili psy w wyniku postrzału:

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Psy zastrzelone na polowaniach

1502822_390660017747127_587047188_o

psydzika

Ale dlaczego piszemy o psach puszczanych luzem? Może i nie było by tematu, gdyby nie hipokryzja myśliwych. W ciągu roku notujemy mnóstwo przypadków zastrzeleń czy postrzeleń domowych psów, które czy to zostały porzucone, lub też uciekły właścicielowi albo i były razem z nim na spacerze, tylko oddaliły się nieco, bo i takie przypadki strzałów do psów niemal na oczach opiekunów mieliśmy. Można je przejrzeć w naszej zakładce Wypadki / Przestępstwa. Wymówka czy też usprawiedliwianie tego barbarzyństwa ze strony myśliwych zazwyczaj jest taka: „Przecież ten kundel mógł zagryźć sarnę, albo zagonić ją na śmierć, to was nie obchodzi pseudo-obrońcy?!” Taka deklaracja brzmi jak tragiczny żart, kiedy widzimy jak przebiegają polowania i co się na nich wyprawia. A są to często gonitwy za postrzelonymi zwierzętami, które w przerażeniu ciężko ranne, pragną z całych sił oddalić się od swych prześladowców. I tutaj z pomocą przychodzą myśliwemu specjalnie przeszkolone psy, których zadaniem jest zatrzymać takiego „postrzałka” w miejscu, oszczekując go i podgryzając, do czasu aż dowlecze się myśliwy z flintą, w zgodzie z etyką i zasadami wykonywania polowania palnie w łeb zwierzęciu które zamęczył. Myśliwi bardzo często zioną wręcz nienawiścią do wszystkich innych psów niż własne, które napotkają w lesie, bo „szkodniki sarnę pognają”. Deklarują też chęć wystrzelania ich wszystkich oraz na swoich stronach opisują jak to robią. Udokumentowaliśmy takie wypowiedzi myśliwych w poniższym poście:

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.

posokowce

13000331_855920704518760_8277576905601459730_n

12112239_1660135677557777_6352190089147758454_n

„Psi” temat powraca często w kontekście łowiectwa i w zasadzie trudno go uniknąć, jeśli weźmiemy pod lupę poglądy tego towarzystwa. W skrócie tak – Porzucony pies, który z głodu próbuje upolować zwierzę to „wredny kundel do odstrzału wraz z właścicielem”, ale myśliwski jagdterier szarpiący rannego dzika czy posokowce puszczane za jeleniami to już „polowanie w zgodzie z etyką i zasadami”.

psyklusole

Myśliwi bardzo często łamią prawo łowieckie podczas polowań.
Zasady wykonywania polowania Rozdział 2, paragraf 5.1 określają jasno:

1.Polowanie z psami lub naganką może odbywać się w okresie od dnia 1 października do dnia 31 stycznia; ograniczenie to nie dotyczy polowania z psami lub naganką na ptactwo łowne, z psami lub naganką na drapieżniki oraz poszukiwania postrzałka z psem na otoku.

2. Poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej (….) , poszukujący postrzałka może korzystać z pomocy naganiacza lub innego myśliwego, a także korzystać z psa prowadzonego na otoku.

Tego „otoku” najczęściej w praktyce jednak brak, a przyuczone do dręczenia zwierząt myśliwskie psiaki hasają sobie wolno jak popadnie podczas całego polowania. Nikt się tym nie przejmuje. Niewinnie nazywa się to „podkładaniem psów do polowań zbiorowych”. W innych przypadkach pies może być puszczany luzem podczas norowań, lub w przypadku aportowania ptactwa. Pora na zdjęcia pochodzące z zamkniętych grup myśliwskich. Screeny publikujemy w całości wraz ze zdjęciem, gdyż jak zawsze myśliwi próbują dyskredytować takie wpisy, krzycząc, o „zdjęciach nie z Polski”, kompromitując się tym bardziej. No to oglądamy „zdjęcia nie z Polski”. Z pewnością kłusownicy…

34333eee

3433223e3e2ee2
To zdjęcie jest szczególnie okrutne, kiedy uświadomimy sobie co się na nim dzieje. Rozjuszone psy szarpią i podgryzają prawdopodobnie rannego już dzika, tymczasem właścicielka stoi i wykonuje sobie fotki jak „pieski pracują”. Potem pochwali się innym myśliwym w grupie na Facebooku…

3433223e3e2eefr
I kolejne psiaki luzem, goniące przerażone zwierzę. Ale Twój pies który się zgubił lub Ci uciekł? „Kundel do odstrzału, bo szkodnik płoszy zwierzynę”. Hipokryzja w wydaniu myśliwych nas już od dawna nie dziwi.

3433223eee
3433223e2ee

12541150_10209183256244254_311049748411905810_n

Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia. – Taki wpis czytamy na forum Klubu Posokowca, opanowanego przez myśliwych.
http://klubposokowca.org.pl/?page_id=87  

Na stronie jednego z przyrodników Marcina Kostrzyńskiego, swoją drogą byłego leśnika i myśliwego, który porzucił strzelbę na rzecz aparatu fotograficznego natrafiamy na taki oto wpis:

bez tytułue333322

My mamy inne drastyczne ujęcia, pochodzące z grup myśliwskich, gdzie polujący chwalą się między sobą swoimi wyczynami. Czemu to ma służyć? Rozrywce i przeżywaniu emocji łowieckich, bo na pewno nie jest to „dbanie o dobrostan zwierząt” ani ochrona pól rolników. Pomijając już zupełnie, w miejscach gdzie urządza się „zbiorówki” zwierzęta przenoszą się do małych zagajników i zadrzewień wśród pól. A może myśliwych właśnie to kręci i podnieca? Ciekawość czy przeszkolone na żywych dzikach w specjalnych zagrodach psy się sprawdzą? Hałas, gonitwa, szczekanie z pasją i kwik szarpanego rannego dzika? Cóż za radość z harmonijnego obcowania z naturą! Głupie mieszczuchy nigdy nie zrozumieją łowiectwa… Kolejne zdjęcia dokumentujące hipokryzję, obłudę i bestialstwo myśliwych.

12552515_10209183255884245_1353673206113954062_n

15284907_10212259826436586_4321213397691349955_n

15284840_10212259826356584_711438657909979907_n

15972720_320224971705943_6811014912064384260_o
Psy jak widać mają kontakt z krwią i wydzielinami zwierzęcia. Następnie będą mieć kontakt z kolejnymi dzikami i innymi psami. Potem usłyszymy o tym jak rozprzestrzenia się ASF, a winą obarczy się dziki i wystrzela wszystkie w całym województwie. 

Dla jasności – Nie popieramy puszczania psów luzem w lasach i na terenach bytowania dzikiej zwierzyny przez nikogo, ani przez zwykłych „Kowalskich” na spacerze ani przez uprzywilejowaną stojącą ponad prawem kastę myśliwych. Las, pole czy łąka to dom zwierząt. Uszanujmy go. Tymczasem kolejne zdjęcia.

15776717_387450504937444_872198613602636262_o12809622_984195851669921_8933204576095766139_n12108182_1506736139649499_1496508629987591318_n12115915_909360002447087_360979825571578700_n

psyjelenia

12068996_759493994177365_7353318360450428433_o

No cóż. Myśliwscy pseudomiłośnicy natury po raz kolejny pokazują swój wypaczony stosunek do niej. Nie, „dobrego imienia łowiectwa” „szkalować” nie trzeba. Wystarczy pokazywać je takim jakie ono jest, a czas i zmiany zachodzące w świadomości społecznej zrobią swoje.

Lektura uzupełniająca:

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć – Psy ranione, zabijane i kalekie od szarży dzików, długie operacje u weterynarza i inne szczere wyznania myśliwych. Dręczenie własnych zwierząt z premedytacją ku swojej uciesze.

Psy zastrzelone na polowaniach – Opowieści myśliwych, jak to ich własne psy ginęły od przypadkowych postrzałów podczas polowań. Plus alkohol nocą przed polowaniem (zdjęcia i screeny).

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją –
 Udokumentowane wypowiedzi myśliwych, deklarujących chęć wystrzelania wszystkich psów   napotkanych luzem w lesie.

Bezimienne ofiary krwawego hobby – Czyli nadesłane przez czytelników zdjęcia zastrzelonych psów.

 

Myśliwi strzelają, a wilki giną.

Zgłosiła się do nas jedna z czytelniczek, z kolejną smutną informacją, oraz zdjęciami.

Witam, czy można wysłać Wam zdjęcia zastrzelonego wilka? Zdjęcia wykonane na Przełęczy Radoszyckiej, na granicy Polski i Słowacji; przypadkowo w trakcie spaceru natrafiłam na zwłoki wilka, niestety trzeba było uciekać, ponieważ w pewnym momencie usłyszałam głosy idących w jego stronę dwóch mężczyzn. Z tego co wiem Słowacja wprowadziła możliwość odstrzału wilka, ale minimalny dystans od granicy wynosi 25 km. Czyli ten wilk padł ofiarą kłusowników… Możliwe, że to był nasz polski wilk…

Należy się podziękowanie, gdyż tylko dzięki publikacjom mają szansę ujrzeć światło dzienne tego rodzaju zwierzęce dramaty.

22324242

Przy granicy polsko-słowackiej, leży cicho truchło młodego drapieżnika. Nie zapoluje już więcej… Widoczna rana postrzałowa dopowiada historię jaka go spotkała. Może został „pomylony z dzikiem”, a najpewniej został z premedytacją zabity, jako „szkodnik przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Niestety, ale takie właśnie podejście prezentuje większość myśliwych. Kiedy PZŁ swego czasu na swoim profilu próbowało robić nagonkę na wilka, pojawiały się i głosy o natychmiastowej potrzebie „regulacji” tego drapieżnika do 200 sztuk… Tak że… Zaglądając natomiast na fora łowieckie, ze zdumieniem przeczytać możemy jak ludzie, którzy ślubowali przestrzegać prawa łowieckiego i bronić przyrody, dyskutują sobie o możliwych sposobach cichego pozbywania się wilków i kłusowniczym odstrzale, a następnie pozorowaniu wypadków komunikacyjnych, jako przyczyny śmierci zwierzęcia.

19022652_10207011765571921_1897190629_o
Seria zdjęć zastrzelonego wilka, wykonane przez naszą czytelniczkę.

Od 2015 roku między Polską a Słowacją obowiązuje 25 kilometrowa strefa buforowa będąca wyłączona z polowań na wilki (w Słowacji wilk jest gatunkiem łownym). W omawianym przypadku zwierzę zostało zabite tuż przy granicy, jak informuje nas czytelniczka.  Jak widać powołanie tej strefy nie wiele dało…

19046853_10207011767091959_975545027_n
Typowy strzał „na komorę” czyli w serce. Ktoś tu jednak trochę chybił. Po prostu egzekucja. Choć znając myśliwych, pewnie napiszą coś o pasożytach i larwach gzów, które wywierciły od środka ten otwór… Albo o wnykach. Podobne historie słyszeliśmy już w przypadku strzelonych łosi.

Wilki, łatwego życia nie mają. Do pełni szczęścia potrzebują rozległych kompleksów leśnych, dzikich terenów, najlepiej mało penetrowanych przez człowieka. O takie miejsca w dzisiejszym świecie jednak coraz trudniej. Przez prawie 114 tysięcy myśliwych, niecałe 1200 wilków uważane jest za „szkodniki”. Strony kół łowieckich i niektórych nadleśnictw celowo biorą udział w antywilczej histerii zamieszczając na swoich profilach „straszne” zdjęcia ogryzionych kości wilczych ofiar… Z jednej strony ciągle słyszymy, że tych i tamtych zwierząt jest za dużo (jak to możliwe, aby za dużo było jednocześnie drapieżników i ofiar?), a niektórzy myśliwi otwarcie twierdzą, że ich rolą jest zastępowanie wilków. No dobrze… Tylko kiedy przypadkiem natkną się pozostałości po biesiadzie drapieżników, nie gorzej niż przedszkolne dzieci dotknięte „syndromem Bambi”, rozdzierają szaty nad resztkami „biednych małych jelonków”, och jakąż to straszną śmiercią musiały zginąć. No tak, lepiej żeby podrosły i żwawo uciekały postrzelone, gnane zgrają psów myśliwskich na polowaniu zbiorowym. Wtedy to w zgodzie z etyką, zasadami i regulaminem… Ostatnio myśliwi odkryli ze zdumieniem fakt, iż wilki upolowały dużego dzika. Oczywiście szok, niedowierzanie, wręcz panika… Naprawdę można martwić się o los polskiej przyrody, czytając takie reakcje.

19022678_10207011765171911_462463641_o

W 2016 roku media obiegła głośna sprawa skłusowania wilczycy w Bieszczadach, czego dokonało dwóch myśliwych należących do PZŁ przy współudziale podleśniczego. Niedawno zostali skazani nieprawomocnym wyrokiem w zawieszeniu. Dlaczego warto przypominać o tym przypadku? Tym razem kłusujący myśliwi nie mieli szczęścia. Na gorącym uczynku przyłapał ich inny myśliwy, który zgłosił sprawę policji i organom związku. I jak zareagował PZŁ? Nie, nie było medalu łowieckiej zasługi… sprawę próbowano bagatelizować, a nieprzyjemne konsekwencje spotkały myśliwego, który o sprawie doniósł. Został wykluczony z koła macierzystego, tracą szacunek i „przyjaźń” kolegów… To wydarzenie mówi bardzo wiele o myśliwskich nastrojach wobec wilków i tym jak sami traktują przypadki takiego kłusownictwa w swoim gronie.

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

19021709_10207011765051908_1948882091_n

Człowiek w wilczej skórze.

Wilk „przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej” jest wrogiem numer 1 dla większości myśliwych. Traktowany i postrzegany na równi z wałęsającymi się psami. Ale dlaczego? Przecież myśliwi twierdzą, że wilki zastępują, powinni więc cieszyć się że ktoś wyręcza ich w ponurej robocie. Nic z tych rzeczy, gdyż dla myśliwego sensem życia jest polowanie. A polowania jest mniej, gdy w „łowisku” grasuje wilk. Nie przestrzega on okresów łownych, ani ochronnych, „morduje” młode zwierzęta, płoszy (zwierzęta stają ostrożniejsze, przez co polowania też są trudniejsze), no same szkody! Przekłada się to także na straty finansowe koła (trofea, skóra, dziczyzna). No, szału można dostać, tyle pracy w łowisku dla dobra zwierzyny, dokarmianie, lizawki, wodopoje, nęciska, a tu bure nie robio nic i polujo cały rok na wszystko! To nasze jelenie, dziki i daniele, racjonalnie hodowane dla celów łowiectwa!  Myśliwi w żaden sposób nie są w stanie pojąć roli wilka w ekosystemie, który to drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Tym samym budzi wstręt… może dlatego, że myśliwi patrząc na wilka zdają sobie sprawę ze swej ułomności i niedoskonałości.
Nie bardzo można też straszyć lud nadmiernym rozmnożeniem wilka, jak robią to myśliwi w przypadku lisów i jest to wtedy jakoś zasadne. Ponieważ wilki potrafią doskonale same kontrolować swoją liczebność – w watasze rozmnaża się tylko para alfa i to nie zawsze, w zależności, od dostępności pokarmu i siedliska. Nie trzeba więc w żaden sposób kontrolować ich liczebności. Obecność wilka w „łowisku” (tfu, no przesiąkłem widać tym łowieckim bełkotem), ma jeszcze taki plus, że polują one na lisy, jenoty oraz bobry – czyli także „szkodniki”. No i zagryzają równie znienawidzone przez myśliwych „hordy bezpańskich kundli”. Pamiętać musimy, że wilk potrzebuje dziennie około 5 kg mięsa, a więc poluje cały czas mając w wilczym nosie przepisy, regulacje ochronne, zachowanie stada podstawowego… Jest więc o niebo bardziej cennym sprzymierzeńcem w ratowaniu pól rolników i szkółek leśnych oraz nas wszystkich przed zwierzęcą i głodową apokalipsą. Myśliwy, cóż… Musi mieć na co polować, dziczyzny zje pół kg od święta, ale „racjonalna gospodarka” z utrzymywaniem podstawowych stad danieli, jeleni, dzików i saren oparta o jakąś prowizoryczną inwentaryzację być musi.

19024596_10207011767171961_524020466_o

Jak widać można ustanawiać moratoria, obejmować gatunki ochroną, a zabawa w polowanie trwa w najlepsze… Sądząc po ilości „wypadków i przypadków”, które są nam zgłaszane. A to tylko kropla tego co jesteśmy w stanie wykryć, zaś wpisy i wypowiadane poglądy myśliwych tylko potwierdzają to co zawieramy w naszych artykułach.

Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora.

Są i nieliczni myśliwi, rozumiejący rolę wilka w środowisku, działający na rzecz jego ochrony, czy cieszący się z jego obecności w łowisku. Tacy zamiast postrzelać i psioczyć na bure drapieżniki, rzeczywiście czując naturę wolą spędzić noc na ambonie bez jednego strzału, słuchając koncertu zwołującej się watahy. Doświadczyć echa grozy pędzonych jeleni. Ale to nieliczni. Jednym z takich prawych i etycznych myśliwych był nieżyjący już Karol Soliński, który o wilkach pisał tak na łamach „Dzikiego Życia”:

„Uważam, że nie mogę pozostać bierny w sprawie wilków i nie tylko wilków. Upływa 20 lat od chwili, kiedy jako członek Polskiego Związku Łowieckiego zwróciłem się do Zarządu Głównego PZŁ w Warszawie, będąc czynnym myśliwym, w sprawach, które dzisiaj wreszcie przybrały odpowiednie formy działania zmierzające do ochrony tego, czym obdarzyła nas natura, a co tak bezmyślnie niszczymy. Dla ludzi trzeźwo obserwujących to, co dzieje się z naszą przyrodą – darem natury, szczególnie ze zwierzyną żyjącą w stanie wolnym, tak zwaną »dziką«, jest zastraszające. A czynią to w większości ludzie za ten stan odpowiadający – myśliwi i leśnicy.

Powrócę jednak do zasadniczej sprawy, to znaczy wilka i do przywołanego na początku listu sprzed 20 lat. Stan wilków w naszym regionie od czasów omawianych w moim liście na pewno nie wzrósł do stanu jakoby zastraszającego, zagrażającego człowiekowi i jego gospodarce. To bzdura.

Stan ten wzrósł w fałszywych ludzkich papierzyskach i dokumentach inwentaryzacyjnych sporządzanych w biurach, a nie uczciwie w łowiskach. Myśliwi i leśnicy (?), którym tak bardzo zależy na tępieniu wilków, nie przebierają w środkach dla uzasadnienia swojego stosunku do wilków.

Szanowni koledzy myśliwi i leśnicy uzasadniając potrzebę tępienia wilków posługują się twierdzeniem, że wilki wyrządzają szkody także w gospodarce łowieckiej, co ma potwierdzać fakt spotykania w łowiskach szczątków zwierzyny łownej nie skonsumowanej do końca przez wilki. Zapytam: czy na pewno tylko przez wilki? Szanowni koledzy decydenci o »być albo nie być« dla wilka, jeżeli nawet wilk zabije zwierzynę łowną i do końca jej nie skonsumuje, pozostawiając niezbity dowód swej przestępczej działalności w łowisku to czyż nie nasuwa się pytanie co się dzieje panowie myśliwi z waszymi postrzałkami? Co dzieje się z ofiarami kłusownictwa? A kto zabija tam, gdzie wilki nie występują? Skąd biorą się padłe sztuki zwierzyny łownej w polach, w uprawach rolnych, właśnie tam gdzie niestety nie ma wilków?

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na inny jeszcze fakt potwierdzający niekonsekwencję decydentów o »być albo nie być dla wilka«. Panowie leśnicy narzekają na nadmiemy stan zwierzyny płowej, głównie jeleni w lasach na południu województwa krośnieńskiego, powodujący poważne szkody w uprawach leśnych. Na tych samych obszarach, według opinii panów leśników, występuje nadmierny stan wilków. A więc o co panowie w końcu chodzi? Czego jest w tych krośnieńskich łowiskach za dużo?”

10517506_914185541934934_46078767897005080_n (1)
”Szkodnik”, tylko który bardziej?

A więc mamy kolejnego już myśliwego, który nie tylko potwierdza to co wilkach piszemy my, ale także poglądy swoich kolegów. Karol Soliński zmarł niedawno w wieku 93 lat. Warto jednak przypomnieć sylwetkę, poglądy i działania tego myśliwego, który powinien być wzorem dla wszystkich dzisiejszych hejterów wilczych spod loga PZŁ.

W innym liście Pan Karol pisze o swoich działaniach na rzecz ochrony wilków:

„Jestem członkiem PZŁ, czynnym myśliwym od roku 1957, natomiast mój staż myśliwski datuje się od najmłodszych lat okresu międzywojennego. Ojciec mój był myśliwym i strażnikiem łowieckim w okresie przedwojennym i od tamtego czasu z łowiectwem jestem związany i jak długo pozwoli mi zdrowie z czynnym łowiectwem nie zamierzam się rozstać. […]

Wniosek mój dotyczy: 1 – objęcia ochroną i rozszerzenia okresu ochronnego dla wilka na województwa przemyskie, krośnieńskie i nowosądeckie; 2 – zmiany dotychczas obowiązującego okresu polowań na dzika (!!! ~ Postulaty NPRM!)

(…)

[…] Praktycznie moim zdaniem dzik został pozbawiony okresu ochrony. Czy obecny termin polowań gwarantuje nietykalność maciorze w okresie prawnie zastrzeżonym, kiedy prowadzi potomstwo? Na pewno tak, ale w innej sytuacji dopuszcza do niezamierzonego nawet barbarzyństwa. Jak można inaczej nazwać fakt odstrzału lochy ciężarnej tuż przed okresem wyprosienia? Polując w kole łowieckim „Jarząbek” w Ustrzykach Dolnych, w dniu 10 lutego (obecnie na lochy można.polować do 15 stycznia, na pozostałe do końca lutego – red.) między innymi zostały odstrzelone dwie loszki. Ja dokonywałem operacji ich patroszenia. Obie loszki posiadały w pełni rozwinięty płód w ilości po 7 sztuk każda. […] Polując w kole »Ponowa« w Krośnie, w rejonie dukielszczyzny […] zamiast dużego odyńca padła duża locha, strzelona przez starszego już wiekiem kolegę. Znowu ja, ze swoimi umiejętnościami etatowego »patrocha« i znowu tym razem okropny widok: 11 sztuk małych: […] Niepokoi mnie również sprawa odpłatności przez koła za szkody wyrządzane przez zwierzynę łowną […] W tej sytuacji koła słabe finansowo, doprowadzą do całkowitej likwidacji dzika w obwodach przez siebie dzierżawionych […] Tematu nie wyczerpałem, bo chyba obrazi się na mnie lis, on też jest biedny.”

~ Fragmenty pisma Karola Solińskiego do Zarządu Głównego PZŁ z kwietnia 1978r.

Źródło:
http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Temat pozostaje niewyczerpany. Myśliwi i kłusownicy strzelają, a wspaniałe drapieżniki giną, mimo ochrony. Kto by się tym przejmował… Przecież mamy myśliwych, którzy go „zastąpią lepiej”. Nieliczni, postępujący w zgodzie z prawem i moralnością, świadomi przyrodniczo są przez „wiedzących lepiej” specjalistów od szkodników, gnojeni, ignorowani, a nawet prześladowani. Ale to już nie nasze zmartwienia, choć wolelibyśmy, aby osoby postępujące w zgodzie z prawem, potrafiący spojrzeć na środowisko szerzej niż przez pryzmat doraźnej korzyści z polowania, były kiedykolwiek przez PZŁ postrzegane inaczej. Pewnie jeszcze jednak długo zostaną, „wrogami, oszołomami i zdrajcami”. No cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że natura jakoś to wszystko przetrzyma, a z czasem do głosu dojdzie rozsądek, nauka i argumenty, w opozycji do emocji łowieckich i „racjonalnych” gospodarek.

18199379_1446480095427304_2783700988948239598_n
Lasy Państwowe, nie bardziej niż myśliwi zdają się być oderwane od rzeczywistości i dotknięte piętnem bambizmu. Wespół z myśliwymi ścigają się w nakręcaniu antywliczej histerii. I biorąc pod uwagę tego typu poglądy, trudno się potem dziwić przypadkom kłusownictwa na wilku.

 

p33zł
A tu już post na osi czasu PZŁ. Akurat ich poglądom trudno się dziwić, kiedy deklarują przy każdej okazji obronę interesów łowiectwa za wszelką cenę, a interes PZŁ ma być czymś nadrzędnym. Wszystko, tylko nie przyroda. No chyba, że można mieć jakieś korzyści. A te dla gospodarki łowieckiej po uczynieniu wilka łownym były by szerokie.

Więcej o myśliwskiej hipokryzji i nienawiści wobec wilków dowiesz się tutaj:

”Nie dla wilka kiełbasa” – Myśliwi oburzają się, że wilki zjadają ”ich” dziki.

=====================
=====================

Źródła:

Listy Karola Solińskiego, miesięcznik ”Dzikie Życie”
 http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Wilki.pl 

Myśliwi skazani – Sprawa skłusowanego wilka w Bieszczadach.

====================
====================

 

 

 

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Polowanie to niewątpliwie „frajda”. Oczywiście, dla tych, którzy lubują się w tej chorej rozrywce. Dostarcza polującym wielu „emocji łowieckich” i „estetycznych przeżyć pośród natury, w harmonii z nią” przy akompaniamencie okrzyków, palby strzałów, poszczekiwań psów i kwiku zabijanych dzików. Emocji na polowaniu tym więcej, im więcej się dzieje, a wydarzyć się może więcej, jeśli poluje się z psami. Oficjalnie chodzi o to, by pies ułatwił „pracę” myśliwemu naganiając dziki na linię strzelców czy też oszczekując i zatrzymując go możliwie w miejscu, do momentu nadejścia myśliwego, który odda strzał.  Druga strona medalu to wspomniane wyżej „emocje łowieckie’’, które dochodzą do głosu, kiedy na polowaniu może zdarzyć się więcej „przygód”. Takich atrakcji jak starcia przeszkolonych psów z dzikami, rany, a czasami śmierć – myśliwym nigdy dość. Kotłujące się po krzakach walczące zwierzęta, szczekanie, jazgot, zwarcie zwierząt – wszystko to powoduje wyrzut adrenaliny, tętno przyspiesza, w głowie pojawią się pytania: Ciekawe czy duży? Zdążę? Psy dadzą radę? I zapewne wiele innych.

14732355_1141305935990080_7227786546921769374_n

W poprzednich tekstach opisywaliśmy jak myśliwi świadomie narażają swoje psy na śmierć, kiedy zwierzęta giną od przypadkowych postrzałów, lub zostają ranione i trwale okaleczone. Wiele z nich nigdy nie będzie już cieszyć się pełnym zdrowiem, niektóre nie przetrwają zabiegów w gabinetach, inne muszą zostać uśpione, kiedy nie ma szansy na ratunek. Ale co to obchodzi myśliwych. Przecież „wyszkoli się następnego”. Historie psów zastrzelonych podczas polowań można poczytać sobie tutaj – opisali je sami myśliwi na jednej ze swoich stron:

Psy zastrzelone na polowaniach

Wszystko zaczyna się od szkoleń psów , przyszłych „dzikarzy’’ w specjalnych zagrodach.  Niezbyt duże dziki są tam przetrzymywane przez myśliwych, i jedynym ich losem jakiego doświadczają jest bycie podgryzanym, ranionym i straszonym przez szczute na nie psy. Proceder ten opisaliśmy w tym poście:

Szkolenie psów w zagrodach dziczych

Szkolenie dzikarza z całym swym okrucieństwem, to tylko etap i przedsmak tego, co czeka dalej psa. Po jego zakończeniu, myśliwy nie może doczekać się, jak też jego pies „sprawdzi się w boju”, w realnym polowaniu z dzikiem. Czy sobie poradzi? Odniesie rany? A może nagoni mi zwierza prosto pod lufę, a ja bohatersko zastrzelę go podczas panicznej ucieczki przez swój leśny dom.

kopia-13935162_1046089032178438_454022344662563563_n

Pies interesuje myśliwego tylko użytkowo. Ma sprawdzać się i wykonywać swoją robotę na polowaniu. Tu nie ma więzi – jest tresura. Oczywiście pies będzie się cieszył z wykonywanej pracy, która współgra przecież z jego rozbudzonymi instynktami, jak i zrobi wszystko , aby zadowolić swojego pana. Jak myśliwi postrzegają rolę swoich psów, świadczą zdjęcia zamieszczone w tym poście, obrazujące rany i skaleczenia jakich doznają przez chore zachcianki swych panów. Ale jeszcze jedno zdjęcie poniżej, na którym zobaczyć możecie w jaki sposób przewożone są psy do polowań. Niewolnicy od „brudnej roboty”, a kiedy coś się stanie to przecież „wyszkoli się następnego”.

15027764_1139083552878985_785419331274557539_n

Niektóre fundacje i stowarzyszenia zajmujące się adopcjami psów, przy redagowaniu swoich ogłoszeń dodają taką adnotację „Myśliwym dziękujemy – proszę nie dzwonić!” Jak myślicie, dlaczego? Najlepszą odpowiedzią na to pytanie będą chyba poniższe zdjęcia. Oczywiście myśliwi oburzają się wtedy na dyskryminację, a „głupie ekole hehe” nie wiedzą, że to pies myśliwski, który według nich, aby być spełniony powinien pracować. To pokazuje tylko w jakich realiach mentalnych tkwią panowie polujący – dziś psy ras myśliwskich, aby być szczęśliwe niekoniecznie muszą ganiać po lasach z nosem przy „farbie” płosząc zwierzynę i narażając się na rany i śmierć ku uciesze swych treserów, których upośledzenie emocjonalne warunkuje doświadczanie takich rozrywek, by przeżywali w swym bladym życiu choć minimum emocji. Jamniki czy wyżły mogą doskonale sprawdzić się jako psy rodzinne i przy odpowiedniej ilości ruchu oraz zabaw w plenerze, aportowaniu i bieganiu z właścicielem, także będą spełnionymi psami, którym nic do szczęścia nie braknie, co potwierdzi wielu psich behawiorystów. No, ale myśliwi „polujo, to wiedzo lepiej”…

4dfee

Sprawdzian psa na polowaniu i jego przyszła „praca” na rzecz tresera-oprawcy. To kwintesencja wszystkich działań myśliwego, od wyboru i zakupu psa, poprzez jego szkolenie.  Tak, oprawcy – nie bójmy się tego słowa. Odpowiedzialny właściciel troszczy się o swojego psa, martwi, by nic mu się nie stało, nie puszcza luzem w miejscach do tego niedozwolonych. Tymczasem myśliwy postępuje zupełnie odwrotnie. Większość z nas drżała, by na myśl, że naszego pupila może poturbować dzik, a jak u myśliwych? Dokładnie odwrotnie. To, że ich pies może zostać poharatany, okaleczony czy zabity, jest tym, co dodatkowo polowanie uatrakcyjnia, cieszy i podnieca.  Zresztą spójrzcie na opisywane przez nich historie. Widać tam jakieś zmartwienie? Nie, jest radość, entuzjazm i wesołość z doznanej przygody, na co wskazuje styl pisania i charakter postu. Oprawcą więc śmiało możemy nazwać osobę, która z rozmysłem i premedytacją posyła swoje zwierzę ku kalectwu i śmierci wiedząc co mu grozi , uprzednio starając się wszystko nacelować w tym kierunku. Robi to z własnej nie przymuszonej woli, choć nie musi. Pamiętajmy nie tylko o psach, ale i o dzikich zwierzętach, które także płacą najpierw silnym stresem, a potem ranami i śmiercią, w wyniku chorych zabaw myśliwskich pseudo-miłośników natury.

15879203_592633197599158_400467575_n

Ale kto przeciw, ten nie rozumie „racjonalnej gospodarki łowieckiej”, „kultury i tradycji” no i z pewnością nigdy w lesie nie był.  Myśliwi pewnie zakrzykną, że przecież troszczą się o swoje psy, wyposażając je w kamizelki kevlarowe. Ot, łaska pańska… Bo pies i szkolenie trwają oraz kosztują. Szkoda więc, zaczynać wszystko od nowa, jeśli ma się już dobrze pracującego i przeszkolonego psa. I to chyba jedyna motywacja. Wcześniej psie kamizelki ochronne z kevlaru nie były u nas popularne, możemy tylko domniemywać, ile psów zostało rozprutych przez dziki gdzieś po krzakach, posłane tam z premedytacją przez swych właścicieli.

6h13tg

Podsumowując całość – jawi się nam przed oczyma kolejny ponury, tragiczny obraz łowieckiej rzeczywistości. Dla nich to oczywiście ta wesoła i przyjemna strona, tego musimy mieć świadomość. Szkolenie i przyuczanie do starć z dzikami psów, tylko po to, by następnie posyłać je do „pracy i pomocy” przy polowaniu, gdzie odnoszą w zależności od szczęścia powierzchowne rany, czasem dotkliwe, a nie raz śmierć. Innym razem skończy się rozpruciem i dogorywaniem psa w męczarniach, chyba że właściciel/oprawca/treser znajdzie go i dostrzeli. Tym bardziej przerażające jest to, że ci ludzie wiedzą co grozi zwierzętom – widzieli przecież nie jedno. To czego się dopuszczają, czynią z rozmysłem, pełną świadomością i premedytacją.  Czyżby aż takie uzależnienie od emocji, jakich dostarczają walczące i goniące się zwierzęta? Następnie kolejny pies i kolejny – przecież polować trzeba, gospodarka łowiecka sama się nie poprowadzi. Czasem szycie u weta, no i pochwalenie się ranami psa przed kolegami na facebooku. I tak leci życie. No i o co znów chodzi tym przeciwnikom łowiectwa? Czego się czepiają? Na pewno nie znają tych wspaniałości wrażeń jakie daje polowanie i to dlatego.

67qd0p

Mamy nadzieję, że publikacja tych materiałów przyczyni się jakoś do poprawy losu czworonogów, które zmuszane są do zaspokajania haniebnych praktyk swoich właścicieli. A w przyszłości używanie psów do celów łowieckich zostanie zakazane. Biorąc pod uwagę zebrane w tym poście materiały, to co w nich opisane i co dzieje się na polowaniach, uważamy, że temu towarzystwu psy powinny być odbierane obligatoryjnie. Na tą chwilę także jest to możliwe, gdyż prawo stanowi:

„Dotychczas odebranie zwierzęcia mogło nastąpić jedynie w przypadku, gdy dalsze jego pozostawanie u dotychczasowego właściciela zagrażało jego życiu. Obecnie także zagrożenie dla zdrowia zwierzęcia jest podstawą do interwencyjnego odebrania psa w trybie natychmiastowym.

Stało się tak dzięki rozszerzeniu zapisów w ustawie, która reguluje m.in. to, kiedy może dojść do interwencyjnego odebrania zwierzęcia, ponadto sprecyzowała definicje w zakresie znęcania się nad zwierzętami oraz rozszerzyła odpowiedzialność gmin w zakresie pomocy zwierzętom bezdomnymi.

Art. 7 ust. 3. W przypadkach nie cierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia.

https://www.facebook.com/notes/psia-ma%C4%87-nie-kupuj-od-pseudohodowc%C3%B3w/prawo-interwencyjne-odebranie-psa/392654434195934/

15941956_592778810917930_398985530_n

Odynieczad

Jeśli praktyki myśliwych nie są zagrożeniem dla życia i zdrowia psów, to co nim jest? Zachęcamy do śledzenia stron myśliwskich i zgłaszania wszystkich podobnych przypadków odpowiednim fundacjom i stowarzyszeniom. Pisać w podobnym tonie można, by jeszcze długo, gdyż skala cynizmu, okrucieństwa, bezmyślności i sadyzmu, przedmiotowe podejście do zwierząt oraz brak wyobraźni wymyka się powierzchownej ocenie. Może niech więc przemówią myśliwskie opowieści oraz grafiki. To co na nich zobaczysz, to nie efekt działania kłusowników, jak przy każdej okazji starają się wmawiać myśliwi, a wyczyny osób w głównej mierze należących do Polskiego Związku Łowieckiego.

1432qzl

2dcd9nq

15909993_592634134265731_21574747_n

2p1k3

Myśliwska „odpowiedzialność” za zwierzę. Jak nie polowanie i dziki, to… trucizna. Wszystko oczywiście jest powodem do zamieszczenia wesołego posta na facebooku. Ale przecież to weganie, karmiący psy polecanymi przez weterynarzy pokarmami bezmięsnymi, są oprawcami…

2lscr5u

27xmjj7

2j4buyw

3yln4
Niestety… pies otrzymał cięcie dziczą szablą, na razie „wyłączony z gry”.

15094954_1141305635990110_2955665379191702459_nJuż po polowaniu. Te psy jednak… nie wyglądają najweselej.

14956485_1124011611052846_4265282559757674409_n

10xya1c

1zez5j

Chyba nie trzeba tu także żadnego komentarza. „Dobre dzikarze nie zdychają ze starości”. Powiedzonko załatwia sprawę, i polujemy dalej,  narażając kolejne psy na cierpienie i śmierć dla swojej pasji. Tak, myśliwi „kochają” zwierzęta… św. Hubert szybko zabiera, widzimy więc, że proces cały czas trwa. Kolejny pies i kolejny…

25675o8
Tak, nie miał szczęścia… A może by miał, gdyby posiadał normalnych nie polujących właścicieli, mógłby być cieszącym się obecnością ludzi oddanym psem rodzinnym, skorym do zabaw i psot.

b8kebo
Dawaj, Houston, dawaj! Bierz go!!! Więc Houston dawał, chcąc zadowolić wymagającego pana. Pan musiał bardziej podniecić się polowaniem, a pies odebrał poważne cięcie. Ale spokojnie, właśnie szyte są. Ciekawe co będzie na kolejnym polowaniu 😀 😀 😀 Darz bór.

Na zakończenie taka propozycja dla myśliwych. Zamiast męczyć niewinne psy, może sami zaczniecie biegać po krzakach, ścierać się z dzikami, wystawiać, głosić i oszczekiwać. Udowodnicie przy okazji co tam próbujecie sobie udowadniać polując, a emocje, doznania i przeżycia będą niesamowite, gwarantuję. Potem najwyżej cięcie i szycia, a w razie co przecież wyszkolicie sobie kogoś następnego. Państwo myśliwi bardzo płaczą i lamentują, kiedy dzik rozszarpie im psa, może i na swój sposób jakoś to przeżywają, topiąc smutki w alkoholu i wspominając wszystkie cięcia oraz szycia swojego „pupila”. Gdyby rzeczywiście przejmowali się losem psów, metoda jest banalna – dać im spokój.
35ji9up
Kwintesencja „etycznego” łowiectwa, w wykonaniu ekipy dzikarze.pl. Z ironią, bo przecież jak twierdzą przy każdej okazji myśliwi oni niczego nie płoszą, a polowania są wyrazem harmonijnego obcowania z naturą. A przegonione sarny? Powód do śmiechu i kto by się tym przejmował.

Psy zastrzelone na polowaniach

Bezpieczeństwo na polowaniu, ważna rzecz. Wiadomo, surowe przepisy, rygorystyczne badania…I pewnie dlatego w ubiegłym roku trzech myśliwych oddało strzał do jednego naganiacza, tłumacząc potem, że pomylili go z dzikiem. Trzech ludzi jednocześnie….

kopia-diegopostrzelony

Ale co z psami, czworonożnymi niewolnikami myśliwskich oprawców, które od szczeniaka są przyuczane do gonienia, oszczekiwania i naganiania myśliwym zwierząt pod lufę? Co z bezpieczeństwem, kiedy trzęsący się w amoku owładnięty żądzą zabijania dewizowy myśliwy z Danii lub Niemiec mierzy do miotającego się dzika otoczonego sforą kilku psów? Chęć strzału i adrenalina robią swoje. O wypadek wtedy nie trudno. I chyba nie są one wcale tak rzadkie, biorąc pod uwagę komentarze myśliwych, co do niniejszej historii. O ile postrzelenie człowieka to sensacja, którą opisze prasa lub przedstawi TV, tak o psy nie martwi się nikt. Dla myśliwych pies to tylko narzędzie do pracy, użyteczne lub nie. W razie co, kupią sobie nowe. Owszem powiemy, pies przeszedł leczenie weterynaryjne, miał na sobie kamizelkę odblaskową, właściciel się przecież zatroszczył, a teraz płacze na facebooku? No przecież szkoda mu swojego pieska!

kopia-bezlapy12

kopia-bezlapy1

Gdyby rzeczywiście kochał psy / zwierzęta, nie naraziłby w ogóle psa na niebezpieczeństwo, bo wie, że polowania zwłaszcza na dziki są niebezpieczne i coś takiego może się zdarzyć. Ale tu liczy się pasja, hobby, a myśliwych bardzo kręcą walki zwierząt, dlatego między innymi zajmują się „profesjonalnym podkładaniem”, czytaj: płoszeniem, ranieniem, i prześladowaniem dzikich zwierząt (dla celów łowiectwa) z wykorzystaniem umiejętności psów.

kopia-re445544454333

Taki przykry epizod, zdarzył się pseudomyśliwym z grupy facebookowej Dzikarze.pl.  Jeden z psów, podczas wypłaszania zwierzęcia dewizowym myśliwym z Norwegii, został trafiony w łapę. Niestety, musiała zostać amputowana. Przy tej okazji, myśliwi w komentarzach rozpisali się o podobnych przypadkach, których na polowaniach mieli doświadczyć. No tak, to pewnie te zmyślone wymysły „nawiedzonych zielonych”. Do każdego opisu załączamy screen.  Niech więc przemówią myśliwi.

——————————
——————————

Bardzo dobrze, że dodałeś to zdjęcie i opisałeś sytuacje, bo to się zdarza częściej niż się ludziom wydaje. Ja osobiście znam co najmniej kilka przypadków postrzelenia/zastrzelenia psa na polowaniu w ostatnim czasie tylko tutaj w okolicy. Oczywiście, część z nich to „prawdziwe wypadki losowe” typu rykoszet czy coś podobnego, ale niestety w znamienitej większości efekt zalania oczu adrenaliną i chęcią pozyskania zwierzyny. Najczęściej tak zachowują się myśliwi, którzy nie mają pracujących psów , a tych niestety jest bardzo dużo.

kopia-322334453

Ten komentarz myśliwego oddaje doskonale to co zawarliśmy we wstępie – adrenalina, amok, żądza zabijania, tutaj przez myśliwego kosmetycznie określania jako „chęć pozyskania zwierzyny”.  Jedziemy dalej:

Z mijającego tygodnia znam już trzy przypadki z okolicy. Wynikają one z bezmyślnosci i braku wyobraźni.

kopia-322334453232
Brakiem wyobraźni jest przyuczanie nieświadomych zagrożeń zwierząt do takich zachowań, ku zaspokajaniu swoich atawizmów i rozrywek.  Bezmyślnością też.

Straszne, ja to przeżyłam tydzień temu. Też łajka…I zmowa milczenia wśród polujących i naganiaczy. Wychowujesz psa od małego, patrzysz jak progresuje, a jakiś czub strzela bez zastanowienia.

Arek, wczoraj koledze na komercyjnym polowaniu zastrzelili łajkę :\ Zauważam, że część myśliwych i prowadzących wcale nie przejawia zainteresowania o bezpieczeństwo i stan naszych psów.

kopia-lajkaa

Straszna, to jest bezmyślność jaką ci państwo prezentują. Tak, wychowuj psa od małego, przyuczaj do tych polowań, a jakiś czub sobie strzeli, bez zastanowienia w dodatku! Niech go diabli! Wszyscy wokół winni. A wystarczyło nie krzywdzić zwierząt…

Panie Xyz, tu wierzymy na słowo, że część myśliwych nie przejawia troski o bezpieczeństwo i stan psów. W końcu jeździcie na te polowania, bywacie w lesie, sami siebie opisujecie, więc wiecie jak jest. My tylko cytujemy.

Bardzo dobrze ze dodałeś to zdjęcie to tematu …. i opisałeś całą sytuację coraz więcej jest takich myśliwych którzy nie patrzą na psy i strzelają aby strzelić i zdobyć zwierzę. 

bardzooo

szczerze współczuję, jednego psa straciłem przez głupotę „kolegi” i dostrzeliwanie postrzałka. dobrze że chociaż twój żyje.

4 pies w tym sezonie o którym słyszę… a widać po wpisach ze jest takich przypadków wiecej – pisze inny myśliwy.

kopia-jjj

Moj niestety nie przezyl.
Dunczyk tlumaczyl sie ze myslal ze to dzik ;D 

kopia-232213445

A to ci dopiero zabawna historia! Ha ha ha!

kopia-34535366

Najlepiej pieska dobić, pamiętajcie. I oczywiście „szczere współczucie” dla kolegi, bo kto teraz będzie tak skutecznie i wygodnie wystawiał zwierzynę pod lufę? Cóż za strata. A wypadków i tak nie unikniemy. „Niezastąpiony” Rafał T., administrator wielu grup myśliwskich.

kopia-re44554445

Coś jak: Hehe spoko, będzie śmigał XD Nawet na trzech za dzikiem hehe, ale będzie fajnie na następnym polowaniu XD.

Brak słów…

Co ciekawe, spora część komentarzy to wyrazy współczucia, ubolewanie nad losem psa, pomstowanie na strzelca. Naprawdę drodzy myśliwi, aż tak was boli widok psa na trzech łapkach? Ale pies, który uciekł właścicielowi lub się zgubił, napotkany w lesie to już kundel do odstrzału, bo za sarenką pognał? A reszta dzikich zwierząt postrzelonych, ciągnących wnętrzności po krzakach, z odstrzelonym „badylem”, czy „strzelonych na miękkie”, gonionych i przerażonych – tych już nie szkoda, bo to „zwierzyna łowna”?

Może odpowiedzią do tego niech będą dwa kolejne screeny z tejże samej strony.

pudla

42 spudłowane strzały, jak się panowie sami raczą chwalić. No to gratulacje, Darz Bór!
Piesek, aby żaden nie oberwał? Szkoda by bardzo było przecież, ciekawe, kto byłby wówczas winny. Pewnie dzik.

Ale chyba mamy wyjaśnienie, czemu tak się dzieje.

woda1

A tak wygląda „trening” przed polowaniem dewizowym. Zajrzyjcie na Dzikarze.pl może panowie opowiedzą ile tym razem było „pudeł” i czy psy wszystkie przeżyły.

dzikarzee34333e322

Cóż, długo i dużo piszemy o łowiectwie. Można nie lubić takich stron jak nasza, czy się z nami nie zgadzać, jednakże jedyne co robimy to cytujemy i zamieszczamy ogólnodostępne materiały z myśliwskich stron i blogów. Ci sami panowie pisali gdzieś w komentarzach narzekając na PZŁ i jak przez działania osób z zarządy postrzegane jest łowiectwo oraz myśliwi. A jak, przez takich jak oni? Co chcą zmieniać? Należałoby zacząć od empatii, co w tym przypadku już jest raczej nie do odbudowania. W kolejnym materiale zobaczycie psy okaleczone i poranione z winy tych pseudomyśliwych, które poniosły dotkliwe rany i kontuzje w starciach z dzikami.

Przecież alkohol i pijani myśliwi, to już przeszłość. Myśliwy zabija zwierzę jednym celnym strzałem, zawsze! Nie wierz w to co czytasz i widzisz na tej stronie, bo to manipulacje pseudoekologów 🙂

Lektura uzupełniająca :

Postrzałki na polowaniach – myśliwi sami opisują, jak często pudłują. 

Pragną zabijać domowe psy – tu myśliwi opowiadają, co najchętniej zrobili by ”wrednym kundlom”, napotkanym w ich ”łowisku”. 

Przerażony dzik uciekał przed myśliwymi – wypłynął na jezioro.

To jest właśnie chyba kwintesencja myśliwskiego „harmonijnego współistnienia z naturą”. Ale przecież oni niczego nie płoszą, zwierzęta się nie boją, no i najważniejsze – dają wyraz tradycji. Myślę, że w tym przypadku zachowanie zwierzęcia dobitnie pokazuje, co „sądzą” o tradycjach myśliwskich i polowaniach zbiorowych. TVN24 zamieściło film, na którym widać jak zdyszany dzik przepływa jezioro. Zmęczone zwierzę próbowało dostać się do łódki wędkarzy, którzy pływali w tym czasie po jeziorze.

„Dwaj wędkarze z Brodnicy byli świadkami niecodziennych scen na jeziorze Niskie Brodno. Mężczyźni zobaczyli dzika, który przepłynął jezioro wpław. Do zdarzenia doszło na jeziorze Niskie Brodno. Mężczyźni, którzy płynęli łódką, zobaczyli dzika, który nagle wybiegł z lasu, wskoczył do wody i przepłynął wpław całe jezioro. Zwierzę dotarło na drugi brzeg szybciej niż wędkarze. Taką informację przekazał dziś portal tvn24.pl.

Niezwykle spotkanie zostało uwiecznione na nagraniu. Widać na nim jak dzikie zwierzę najpierw płynie równolegle do łódki a potem skręca w kierunku mężczyzn. Po chwili jednak znowu się oddala i kieruje się w stronę drugiego brzegu jeziora.

Podejrzewam, że wypłoszyli go myśliwi, którzy akurat pojawili się w okolicy. Najpierw zobaczyliśmy, jak jechali do lasu, a potem nagle ten dzik pojawił się w wodzie. Inteligentna bestia uciekła przed nimi – opowiada pan Maciej w rozmowie z portalem tvn24.pl.”

Źródło:
http://www.expressbydgoski.pl/wiadomosci/a/wyploszony-dzik-olimpijczyk-na-jeziorze-pod-brodnica,11413613/

Jak udało się ustalić ekipie NPRM, 29 października miało się odbyć polowanie zbiorowe w tym terenie, i za pewne odbyło. Data potwierdzała by się więc z relacją wędkarzy, bo jak wiadomo przed „zbiorówką” trzeba wszystko zaplanować, objechać teren, oznaczyć, sprawdzić stan zwierzyny. Myśliwi mogli prowadzić właśnie taką wizytę przygotowawczą.
Jak dowód publikujemy harmonogram polowań zbiorowych w tamtym rejonie.

harmonogram

http://brodnica.ug.biuletyn.net/fls/bip_pliki/2016_10/BIPF53ECCB3BA7F08Z/img-X13074709.pdf

Materiał filmowy z ucieczki dzika można zobaczyć pod poniższym linkiem. Nie wiadomo dlaczego, z youtube film został już usunięty. Czyżby nie chciano prowokować sensacji?
http://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/triumf-dzika-olimpijczyka-wybraliscie-wideo-tygodnia,687564.html

Tym razem historia zakończyła się połowicznym happy endem. Umęczone zwierzę przedarło się do trzcin, gdzie wypoczywało jakiś czas, niedaleko domów mieszkalnych. Dlaczego połowiczny happy end? No cóż, nie wiadomo czy nie został jednak upolowany na tej zbiorówce, ani czy ktoś nadgorliwy nie powiadomił służb, bo „ojej dzik po domem, na pewno przyszedł wszystkich zaatakować”. Myśliwi doskonale zdają sobie sprawę, że swoimi działaniami powodują taką gehennę u zwierząt. Następnie ochoczo reagują, kiedy „trzeba” odstrzelić dzika, który „wtargnął”, na tereny miasta. Przewrotnie powiedzą wtedy z uciechą: Widzicie, a nie mówiliśmy zwierzęta – wchodzą już do miast i atakują ludzi. Trzeba strzelać. 

Taki horror zwierząt podczas polowań zbiorowych przydarza się tysiącom zwierząt podczas jednego sezonu, w całym kraju. Dziki to bardzo inteligentne zwierzęta, o czym można by rozpisywać się długo, ale zapamiętajmy, że są dużo bardziej inteligentne i wrażliwe od naszych domowych psów. Te, które przetrwały już jedną „zbiorówkę”, wypłoszone z miejsc odpoczynku przez naganiaczy, które widziały jak i siostry, bracia czy matka padają w ogniu sztucera podczas panicznej ucieczki i przeskoku przez leśny dukt, one pamiętają i wiedzą. I jak widać, jednym z ich najgorętszych pragnień jest tego losu uniknąć. Ale co to obchodzi myśliwych, trzeba wykonać plan, dzik to szkodnik, a jak nie będziemy polować to nas, zjedzą i w ogóle pseudo-zieloni, dowiedzcie się czegoś o łowiectwie.

Poniżej inny film dostępny na youtube, którego opis głosi:

Podczas naszego polowania zbiorowego w kole łowieckim Rega Gryfice dzik wybrał ucieczkę do wody i uciekając na drugą stronę rozlewu natknął się na Andrzeja i Czarka łowiących szczupaki.

Dla myśliwych cała sytuacja jest oczywiście powodem do żartów i śmiechu. Ale przecież zachowali się „etycznie”, bo etyka myśliwska zabrania strzelać do zwierząt w takiej sytuacji. To najważniejsze… Dzik jest pewnie wdzięczny. Takie płoszenie, to chyba wyraz myśliwskiej „troski o dobrostan zwierzyny” w praktyce. A następnie mamy wypadki komunikacyjne, gdy pędzone przez naganiaczy zwierzęta wyskakują na jezdnię, szkody na polach, kiedy przestraszone zwierzęta, którym udało się uciec przeczekują polowanie w śródpolnych remizach i mniejszych zagajnikach. Takie „postoje” zwierząt, podczas gdy w oddali grzmiały strzały, widziałem wielokrotnie.  Zdarza się jak widać i inaczej, kiedy zwierzęta salwując się ucieczką, pakują się do wody, i tu paradoksalnie czasami uratuje je „etyka myśliwska”, jeśli ktoś ją akurat praktykuje w swym żywocie łowieckim.