Myśliwskie psy luzem w lasach & Krwawe pościgi za ranną zwierzyną.

Polowanie to nie tylko ludzie kontra dzikie zwierzęta. To też przeszkolone psy, których zdaniem bywa naganianie zwierząt pod lufę myśliwego, oszczekiwanie, tropienie po śladach krwi, czy jak w przypadku norowania uśmiercanie lisów w ich norach. Bywa, że psy zostają ciężko ranne lub giną od cięć zadanych przez lochy lub ranne odyńce. Czasem stają się kalekami do końca życia, na życzenie swych właścicieli. Ten proceder udokumentowaliśmy i opisaliśmy tutaj w dwóch osobnych postach, jeden dotyczy psów ranionych przez postrzelone dziki, w drugim myśliwi opowiadają o swoich wypadkach, kiedy utracili psy w wyniku postrzału…. :

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Psy zastrzelone na polowaniach

1502822_390660017747127_587047188_o

psydzika

Ale dlaczego piszemy o psach puszczanych luzem? Może i nie było by tematu, gdyby nie hipokryzja myśliwych. W ciągu roku notujemy mnóstwo przypadków zastrzeleń czy postrzeleń domowych psów, które czy to zostały porzucone, lub też uciekły właścicielowi albo i były razem z nim na spacerze, tylko oddaliły się nieco, bo i takie przypadki strzałów do psów niemal na oczach opiekunów mieliśmy. Można je przejrzeć w naszej zakładce Wypadki / Przestępstwa. Wymówka czy też usprawiedliwianie tego barbarzyństwa ze strony myśliwych zazwyczaj jest taka : ”Przecież ten kundel mógł zagryzc sarnę, albo zagonić ją na śmierć, to was nie obchodzi pseudo – obrońcy?!’’. Taka deklaracja brzmi jak tragiczny żart, kiedy widzimy jak przebiegają polowania i co się na nich wyprawia. A są to często gonitwy za postrzelonymi zwierzętami, które w przerażeniu ciężko ranne, pragną z całych sił oddalić się od swych prześladowców. I tutaj z pomocą przychodzą myśliwemu specjalnie przeszkolone psy, których zadaniem jest zatrzymać takiego ‘’postrzałka’’ w miejscu, oszczekując go i podgryzając, do czasu aż dowlecze się myśliwy z flintą, w zgodzie z etyką i zasadami wykonywania polowania palnie w łeb zwierzęciu które zamęczył. Myśliwi bardzo często zioną wręcz nienawiścią do wszystkich innych psów niż własne, które napotkają w lesie, bo ‘’szkodniki sarnę pognają’’. Deklarują też chęć wystrzelania ich wszystkich oraz na swoich stronach opisują jak to robią. Udokumentowaliśmy takie wypowiedzi myśliwych w poniższym poście:

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.

posokowce

13000331_855920704518760_8277576905601459730_n

12112239_1660135677557777_6352190089147758454_n

 

‘’Psi’’ temat powraca często w kontekście łowiectwa i w zasadzie trudno go uniknąć, jeśli wezmiemy pod lupę poglądy tego towarzystwa. W skrócie tak, – Porzucony pies, który z głodu próbuje upolować zwierzę to ‘’wredny kundel do odstrzału wraz z właścicielem’’ , ale myśliwski jagdterier szarpiący rannego dzika, czy posokowce puszczane za jeleniami to już ‘’polowanie w zgodzie z etyką i zasadami’’.

Myśliwi bardzo często łamią prawo łowieckie podczas polowań.
Zasady wykonywania polowania Rozdział 2, paragraf 5.1 określają jasno:

1.Polowanie z psami lub naganką może odbywać się w okresie od dnia 1 października do dnia 31 stycznia; ograniczenie to nie dotyczy polowania z psami lub naganką na ptactwo łowne, z psami lub naganką na drapieżniki oraz poszukiwania postrzałka z psem na otoku.

2. Poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej (….) , poszukujący postrzałka może korzystać z pomocy naganiacza lub innego myśliwego, a także korzystać z psa prowadzonego na otoku.

Tego ‘’otoku’’ najczęściej w praktyce jednak brak, a przyuczone do dręczenia zwierząt myśliwskie psiaki hasają sobie wolno jak popadnie podczas całego polowania. Nikt się tym nie przejmuje. Niewinnie nazywa się to ‘’podkładaniem psów do polowań zbiorowych’’. W innych przypadkach pies może być puszczany luzem podczas norowań, lub w przypadku aportowania ptactwa. Pora na zdjęcia pochodzące z zamkniętych grup myśliwskich. Screeny publikujemy w całości wraz ze zdjęciem, gdyż jak zawsze myśliwi próbują dyskredytować takie wpisy, krzycząc, o ”zdjęciach nie z polski”, kompromitując się tym bardziej. No to oglądamy ”zdjęcia nie z polski”. Z pewnością kłusownicy….

34333eee

3433223e3e2ee2
To zdjęcie jest szczególnie okrutne, kiedy uświadomimy sobie co się na nim dzieje. Rozjuszone psy szarpią i podgryzają prawdopodobnie rannego już dzika, tymczasem właścicielka stoi i wykonuje sobie fotki jak ”pieski pracują” . Potem pochwali się innym myśliwym w grupie na facebooku…

3433223e3e2eefr
I kolejne psiaki luzem, goniące przerażone zwierzę. Ale Twój pies który się zgubił lub Ci uciekł? ”Kundel do odstrzału, bo szkodnik płoszy zwierzynę”. Hipokryzja w wydaniu myśliwych nas już od dawna nie dziwi.

3433223eee
3433223e2ee

12541150_10209183256244254_311049748411905810_n

‘’ Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia.’’ – Taki wpis czytamy na forum Klubu Posokowca, opanowanego przez myśliwych.
http://klubposokowca.org.pl/?page_id=87  

Na stronie jednego z przyrodników Marcina Kostrzyńskiego, swoją drogą byłego leśnika i myśliwego, który porzucił strzelbę na rzecz aparatu fotograficznego natrafiamy na taki oto wpis:

bez tytułue333322

My mamy inne drastyczne ujęcia, pochodzące z grup myśliwskich, gdzie polujący chwalą się między sobą swoimi wyczynami. Czemu to ma służyć? Rozrywce i przeżywaniu emocji łowieckich, bo na pewno nie jest to ‘’dbanie o dobrostan zwierząt’’ ani ochrona pól rolników. Pomijając już zupełnie, w miejscach gdzie urządza się ‘’zbiorówki’’ zwierzęta przenoszą się do małych zagajników i zadrzewień wśród pól. A może myśliwych właśnie to kręci i podnieca? Ciekawość czy przeszkolone na żywych dzikach w specjalnych zagrodach psy się sprawdzą? Hałas, gonitwa, szczekanie z pasją i kwik szarpanego rannego dzika? Cóż za radość z harmonijnego obcowania z naturą! Głupie mieszczuchy nigdy nie zrozumieją łowiectwa…. Kolejne zdjęcia dokumentujące hipokryzję, obłudę i bestialstwo myśliwych.

12552515_10209183255884245_1353673206113954062_n

15284907_10212259826436586_4321213397691349955_n

15284840_10212259826356584_711438657909979907_n

15972720_320224971705943_6811014912064384260_o
Psy jak widać mają kontakt z krwią i wydzielinami zwierzęcia. Następnie będą mieć kontakt z kolejnymi dzikami i innymi psami. Potem usłyszymy o tym jak rozprzestrzenia się ASF, a winą obarczy się dziki i wystrzela wszystkie w całym województwie. 

Dla jasności –  Nie popieramy puszczania psów luzem w lasach i na terenach bytowania dzikiej zwierzyny przez nikogo, ani przez zwykłych ‘’kowalskich’’ na spacerze, ani przez uprzywilejowaną stojącą ponad prawem kastę myśliwych. Las, pole czy łąka to dom zwierząt. Uszanujmy go. Tymczasem kolejne zdjęcia.

15776717_387450504937444_872198613602636262_o13307209_1037645156324990_4079200159087926063_n12108182_1506736139649499_1496508629987591318_n12115915_909360002447087_360979825571578700_n

psyjelenia

12068996_759493994177365_7353318360450428433_o

No cóż. Myśliwscy pseudomiłośnicy natury po raz kolejny pokazują swój wypaczony stosunek do niej. Nie, ”dobrego imienia łowiectwa” ”szkalować” nie trzeba. Wystarczy pokazywać je takim jakie ono jest, a czas i zmiany zachodzące w świadomości społecznej zrobią swoje.

Lektura uzupełniająca:

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć.  Psy ranione, zabijane i kalekie od szarży dzików, długie operacje u weterynarza i inne szczere wyznania myśliwych. Dręczenie własnych zwierząt z premedytacją ku swojej uciesze.

Psy zastrzelone na polowaniach.  Opowieści myśliwych, jak to ich własne psy ginęły od przypadkowych postrzałów podczas polowań. Plus alkohol nocą przed polowaniem (zdjęcia i screeny).

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją. 
 Udokumentowane wypowiedzi myśliwych, deklarujących chęć wystrzelania wszystkich psów   napotkanych luzem w lesie.

Bezimienne ofiary krwawego hobby.  Czyli nadesłane przez czytelników zdjęcia zastrzelonych psów.

 

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Polowanie to niewątpliwie „frajda”. Oczywiście, dla tych, którzy lubują się w tej chorej rozrywce. Dostarcza polującym wielu „emocji łowieckich” i „estetycznych przeżyć pośród natury, w harmonii z nią” przy akompaniamencie okrzyków, palby strzałów, poszczekiwań psów i kwiku zabijanych dzików. Emocji na polowaniu tym więcej, im więcej się dzieje, a wydarzyć się może więcej, jeśli poluje się z psami. Oficjalnie chodzi o to, by pies ułatwił „pracę” myśliwemu naganiając dziki na linię strzelców czy też oszczekując i zatrzymując go możliwie w miejscu, do momentu nadejścia myśliwego, który odda strzał.  Druga strona medalu to wspomniane wyżej „emocje łowieckie’’, które dochodzą do głosu, kiedy na polowaniu może zdarzyć się więcej „przygód”. Takich atrakcji jak starcia przeszkolonych psów z dzikami, rany, a czasami śmierć – myśliwym nigdy dość. Kotłujące się po krzakach walczące zwierzęta, szczekanie, jazgot, zwarcie zwierząt – wszystko to powoduje wyrzut adrenaliny, tętno przyspiesza, w głowie pojawią się pytania: Ciekawe czy duży? Zdążę? Psy dadzą radę? I zapewne wiele innych.

14732355_1141305935990080_7227786546921769374_n

W poprzednich tekstach opisywaliśmy jak myśliwi świadomie narażają swoje psy na śmierć, kiedy zwierzęta giną od przypadkowych postrzałów, lub zostają ranione i trwale okaleczone. Wiele z nich nigdy nie będzie już cieszyć się pełnym zdrowiem, niektóre nie przetrwają zabiegów w gabinetach, inne muszą zostać uśpione, kiedy nie ma szansy na ratunek. Ale co to obchodzi myśliwych. Przecież „wyszkoli się następnego”. Historie psów zastrzelonych podczas polowań można poczytać sobie tutaj – opisali je sami myśliwi na jednej ze swoich stron:

Psy zastrzelone na polowaniach

Wszystko zaczyna się od szkoleń psów , przyszłych „dzikarzy’’ w specjalnych zagrodach.  Niezbyt duże dziki są tam przetrzymywane przez myśliwych, i jedynym ich losem jakiego doświadczają jest bycie podgryzanym, ranionym i straszonym przez szczute na nie psy. Proceder ten opisaliśmy w tym poście:

Szkolenie psów w zagrodach dziczych

Szkolenie dzikarza z całym swym okrucieństwem, to tylko etap i przedsmak tego, co czeka dalej psa. Po jego zakończeniu, myśliwy nie może doczekać się, jak też jego pies „sprawdzi się w boju”, w realnym polowaniu z dzikiem. Czy sobie poradzi? Odniesie rany? A może nagoni mi zwierza prosto pod lufę, a ja bohatersko zastrzelę go podczas panicznej ucieczki przez swój leśny dom.

kopia-13935162_1046089032178438_454022344662563563_n

Pies interesuje myśliwego tylko użytkowo. Ma sprawdzać się i wykonywać swoją robotę na polowaniu. Tu nie ma więzi – jest tresura. Oczywiście pies będzie się cieszył z wykonywanej pracy, która współgra przecież z jego rozbudzonymi instynktami, jak i zrobi wszystko , aby zadowolić swojego pana. Jak myśliwi postrzegają rolę swoich psów, świadczą zdjęcia zamieszczone w tym poście, obrazujące rany i skaleczenia jakich doznają przez chore zachcianki swych panów. Ale jeszcze jedno zdjęcie poniżej, na którym zobaczyć możecie w jaki sposób przewożone są psy do polowań. Niewolnicy od „brudnej roboty”, a kiedy coś się stanie to przecież „wyszkoli się następnego”.

15027764_1139083552878985_785419331274557539_n

Niektóre fundacje i stowarzyszenia zajmujące się adopcjami psów, przy redagowaniu swoich ogłoszeń dodają taką adnotację „Myśliwym dziękujemy – proszę nie dzwonić!” Jak myślicie, dlaczego? Najlepszą odpowiedzią na to pytanie będą chyba poniższe zdjęcia. Oczywiście myśliwi oburzają się wtedy na dyskryminację, a „głupie ekole hehe” nie wiedzą, że to pies myśliwski, który według nich, aby być spełniony powinien pracować. To pokazuje tylko w jakich realiach mentalnych tkwią panowie polujący – dziś psy ras myśliwskich, aby być szczęśliwe niekoniecznie muszą ganiać po lasach z nosem przy „farbie” płosząc zwierzynę i narażając się na rany i śmierć ku uciesze swych treserów, których upośledzenie emocjonalne warunkuje doświadczanie takich rozrywek, by przeżywali w swym bladym życiu choć minimum emocji. Jamniki czy wyżły mogą doskonale sprawdzić się jako psy rodzinne i przy odpowiedniej ilości ruchu oraz zabaw w plenerze, aportowaniu i bieganiu z właścicielem, także będą spełnionymi psami, którym nic do szczęścia nie braknie, co potwierdzi wielu psich behawiorystów. No, ale myśliwi „polujo, to wiedzo lepiej”…

4dfee

Sprawdzian psa na polowaniu i jego przyszła „praca” na rzecz tresera-oprawcy. To kwintesencja wszystkich działań myśliwego, od wyboru i zakupu psa, poprzez jego szkolenie.  Tak, oprawcy – nie bójmy się tego słowa. Odpowiedzialny właściciel troszczy się o swojego psa, martwi, by nic mu się nie stało, nie puszcza luzem w miejscach do tego niedozwolonych. Tymczasem myśliwy postępuje zupełnie odwrotnie. Większość z nas drżała, by na myśl, że naszego pupila może poturbować dzik, a jak u myśliwych? Dokładnie odwrotnie. To, że ich pies może zostać poharatany, okaleczony czy zabity, jest tym, co dodatkowo polowanie uatrakcyjnia, cieszy i podnieca.  Zresztą spójrzcie na opisywane przez nich historie. Widać tam jakieś zmartwienie? Nie, jest radość, entuzjazm i wesołość z doznanej przygody, na co wskazuje styl pisania i charakter postu. Oprawcą więc śmiało możemy nazwać osobę, która z rozmysłem i premedytacją posyła swoje zwierzę ku kalectwu i śmierci wiedząc co mu grozi , uprzednio starając się wszystko nacelować w tym kierunku. Robi to z własnej nie przymuszonej woli, choć nie musi. Pamiętajmy nie tylko o psach, ale i o dzikich zwierzętach, które także płacą najpierw silnym stresem, a potem ranami i śmiercią, w wyniku chorych zabaw myśliwskich pseudo-miłośników natury.

15879203_592633197599158_400467575_n

Ale kto przeciw, ten nie rozumie „racjonalnej gospodarki łowieckiej”, „kultury i tradycji” no i z pewnością nigdy w lesie nie był.  Myśliwi pewnie zakrzykną, że przecież troszczą się o swoje psy, wyposażając je w kamizelki kevlarowe. Ot, łaska pańska… Bo pies i szkolenie trwają oraz kosztują. Szkoda więc, zaczynać wszystko od nowa, jeśli ma się już dobrze pracującego i przeszkolonego psa. I to chyba jedyna motywacja. Wcześniej psie kamizelki ochronne z kevlaru nie były u nas popularne, możemy tylko domniemywać, ile psów zostało rozprutych przez dziki gdzieś po krzakach, posłane tam z premedytacją przez swych właścicieli.

6h13tg

Podsumowując całość – jawi się nam przed oczyma kolejny ponury, tragiczny obraz łowieckiej rzeczywistości. Dla nich to oczywiście ta wesoła i przyjemna strona, tego musimy mieć świadomość. Szkolenie i przyuczanie do starć z dzikami psów, tylko po to, by następnie posyłać je do „pracy i pomocy” przy polowaniu, gdzie odnoszą w zależności od szczęścia powierzchowne rany, czasem dotkliwe, a nie raz śmierć. Innym razem skończy się rozpruciem i dogorywaniem psa w męczarniach, chyba że właściciel/oprawca/treser znajdzie go i dostrzeli. Tym bardziej przerażające jest to, że ci ludzie wiedzą co grozi zwierzętom – widzieli przecież nie jedno. To czego się dopuszczają, czynią z rozmysłem, pełną świadomością i premedytacją.  Czyżby aż takie uzależnienie od emocji, jakich dostarczają walczące i goniące się zwierzęta? Następnie kolejny pies i kolejny – przecież polować trzeba, gospodarka łowiecka sama się nie poprowadzi. Czasem szycie u weta, no i pochwalenie się ranami psa przed kolegami na facebooku. I tak leci życie. No i o co znów chodzi tym przeciwnikom łowiectwa? Czego się czepiają? Na pewno nie znają tych wspaniałości wrażeń jakie daje polowanie i to dlatego.

67qd0p

Mamy nadzieję, że publikacja tych materiałów przyczyni się jakoś do poprawy losu czworonogów, które zmuszane są do zaspokajania haniebnych praktyk swoich właścicieli. A w przyszłości używanie psów do celów łowieckich zostanie zakazane. Biorąc pod uwagę zebrane w tym poście materiały, to co w nich opisane i co dzieje się na polowaniach, uważamy, że temu towarzystwu psy powinny być odbierane obligatoryjnie. Na tą chwilę także jest to możliwe, gdyż prawo stanowi:

„Dotychczas odebranie zwierzęcia mogło nastąpić jedynie w przypadku, gdy dalsze jego pozostawanie u dotychczasowego właściciela zagrażało jego życiu. Obecnie także zagrożenie dla zdrowia zwierzęcia jest podstawą do interwencyjnego odebrania psa w trybie natychmiastowym.

Stało się tak dzięki rozszerzeniu zapisów w ustawie, która reguluje m.in. to, kiedy może dojść do interwencyjnego odebrania zwierzęcia, ponadto sprecyzowała definicje w zakresie znęcania się nad zwierzętami oraz rozszerzyła odpowiedzialność gmin w zakresie pomocy zwierzętom bezdomnymi.

Art. 7 ust. 3. W przypadkach nie cierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia.

https://www.facebook.com/notes/psia-ma%C4%87-nie-kupuj-od-pseudohodowc%C3%B3w/prawo-interwencyjne-odebranie-psa/392654434195934/

15941956_592778810917930_398985530_n

Odynieczad

Jeśli praktyki myśliwych nie są zagrożeniem dla życia i zdrowia psów, to co nim jest? Zachęcamy do śledzenia stron myśliwskich i zgłaszania wszystkich podobnych przypadków odpowiednim fundacjom i stowarzyszeniom. Pisać w podobnym tonie można, by jeszcze długo, gdyż skala cynizmu, okrucieństwa, bezmyślności i sadyzmu, przedmiotowe podejście do zwierząt oraz brak wyobraźni wymyka się powierzchownej ocenie. Może niech więc przemówią myśliwskie opowieści oraz grafiki. To co na nich zobaczysz, to nie efekt działania kłusowników, jak przy każdej okazji starają się wmawiać myśliwi, a wyczyny osób w głównej mierze należących do Polskiego Związku Łowieckiego.

1432qzl

2dcd9nq

15909993_592634134265731_21574747_n

2p1k3

Myśliwska „odpowiedzialność” za zwierzę. Jak nie polowanie i dziki, to… trucizna. Wszystko oczywiście jest powodem do zamieszczenia wesołego posta na facebooku. Ale przecież to weganie, karmiący psy polecanymi przez weterynarzy pokarmami bezmięsnymi, są oprawcami…

2lscr5u

27xmjj7

2j4buyw

3yln4
Niestety… pies otrzymał cięcie dziczą szablą, na razie „wyłączony z gry”.

15094954_1141305635990110_2955665379191702459_nJuż po polowaniu. Te psy jednak… nie wyglądają najweselej.

14956485_1124011611052846_4265282559757674409_n

10xya1c

1zez5j

Chyba nie trzeba tu także żadnego komentarza. „Dobre dzikarze nie zdychają ze starości”. Powiedzonko załatwia sprawę, i polujemy dalej,  narażając kolejne psy na cierpienie i śmierć dla swojej pasji. Tak, myśliwi „kochają” zwierzęta… św. Hubert szybko zabiera, widzimy więc, że proces cały czas trwa. Kolejny pies i kolejny…

25675o8
Tak, nie miał szczęścia… A może by miał, gdyby posiadał normalnych nie polujących właścicieli, mógłby być cieszącym się obecnością ludzi oddanym psem rodzinnym, skorym do zabaw i psot.

b8kebo
Dawaj, Houston, dawaj! Bierz go!!! Więc Houston dawał, chcąc zadowolić wymagającego pana. Pan musiał bardziej podniecić się polowaniem, a pies odebrał poważne cięcie. Ale spokojnie, właśnie szyte są. Ciekawe co będzie na kolejnym polowaniu 😀 😀 😀 Darz bór.

Na zakończenie taka propozycja dla myśliwych. Zamiast męczyć niewinne psy, może sami zaczniecie biegać po krzakach, ścierać się z dzikami, wystawiać, głosić i oszczekiwać. Udowodnicie przy okazji co tam próbujecie sobie udowadniać polując, a emocje, doznania i przeżycia będą niesamowite, gwarantuję. Potem najwyżej cięcie i szycia, a w razie co przecież wyszkolicie sobie kogoś następnego. Państwo myśliwi bardzo płaczą i lamentują, kiedy dzik rozszarpie im psa, może i na swój sposób jakoś to przeżywają, topiąc smutki w alkoholu i wspominając wszystkie cięcia oraz szycia swojego „pupila”. Gdyby rzeczywiście przejmowali się losem psów, metoda jest banalna – dać im spokój.
35ji9up
Kwintesencja „etycznego” łowiectwa, w wykonaniu ekipy dzikarze.pl. Z ironią, bo przecież jak twierdzą przy każdej okazji myśliwi oni niczego nie płoszą, a polowania są wyrazem harmonijnego obcowania z naturą. A przegonione sarny? Powód do śmiechu i kto by się tym przejmował.

Psy zastrzelone na polowaniach

Bezpieczeństwo na polowaniu, ważna rzecz. Wiadomo, surowe przepisy, rygorystyczne badania…I pewnie dlatego w ubiegłym roku trzech myśliwych oddało strzał do jednego naganiacza, tłumacząc potem, że pomylili go z dzikiem. Trzech ludzi jednocześnie….

kopia-diegopostrzelony

Ale co z psami, czworonożnymi niewolnikami myśliwskich oprawców, które od szczeniaka są przyuczane do gonienia, oszczekiwania i naganiania myśliwym zwierząt pod lufę? Co z bezpieczeństwem, kiedy trzęsący się w amoku owładnięty żądzą zabijania dewizowy myśliwy z Danii lub Niemiec mierzy do miotającego się dzika otoczonego sforą kilku psów? Chęć strzału i adrenalina robią swoje. O wypadek wtedy nie trudno. I chyba nie są one wcale tak rzadkie, biorąc pod uwagę komentarze myśliwych, co do niniejszej historii. O ile postrzelenie człowieka to sensacja, którą opisze prasa lub przedstawi TV, tak o psy nie martwi się nikt. Dla myśliwych pies to tylko narzędzie do pracy, użyteczne lub nie. W razie co, kupią sobie nowe. Owszem powiemy, pies przeszedł leczenie weterynaryjne, miał na sobie kamizelkę odblaskową, właściciel się przecież zatroszczył, a teraz płacze na facebooku? No przecież szkoda mu swojego pieska!

kopia-bezlapy12

kopia-bezlapy1

Gdyby rzeczywiście kochał psy / zwierzęta, nie naraziłby w ogóle psa na niebezpieczeństwo, bo wie, że polowania zwłaszcza na dziki są niebezpieczne i coś takiego może się zdarzyć. Ale tu liczy się pasja, hobby, a myśliwych bardzo kręcą walki zwierząt, dlatego między innymi zajmują się „profesjonalnym podkładaniem”, czytaj: płoszeniem, ranieniem, i prześladowaniem dzikich zwierząt (dla celów łowiectwa) z wykorzystaniem umiejętności psów.

kopia-re445544454333

Taki przykry epizod, zdarzył się pseudomyśliwym z grupy facebookowej Dzikarze.pl.  Jeden z psów, podczas wypłaszania zwierzęcia dewizowym myśliwym z Norwegii, został trafiony w łapę. Niestety, musiała zostać amputowana. Przy tej okazji, myśliwi w komentarzach rozpisali się o podobnych przypadkach, których na polowaniach mieli doświadczyć. No tak, to pewnie te zmyślone wymysły „nawiedzonych zielonych”. Do każdego opisu załączamy screen.  Niech więc przemówią myśliwi.

——————————
——————————

Bardzo dobrze, że dodałeś to zdjęcie i opisałeś sytuacje, bo to się zdarza częściej niż się ludziom wydaje. Ja osobiście znam co najmniej kilka przypadków postrzelenia/zastrzelenia psa na polowaniu w ostatnim czasie tylko tutaj w okolicy. Oczywiście, część z nich to „prawdziwe wypadki losowe” typu rykoszet czy coś podobnego, ale niestety w znamienitej większości efekt zalania oczu adrenaliną i chęcią pozyskania zwierzyny. Najczęściej tak zachowują się myśliwi, którzy nie mają pracujących psów , a tych niestety jest bardzo dużo.

kopia-322334453

Ten komentarz myśliwego oddaje doskonale to co zawarliśmy we wstępie – adrenalina, amok, żądza zabijania, tutaj przez myśliwego kosmetycznie określania jako „chęć pozyskania zwierzyny”.  Jedziemy dalej:

Z mijającego tygodnia znam już trzy przypadki z okolicy. Wynikają one z bezmyślnosci i braku wyobraźni.

kopia-322334453232
Brakiem wyobraźni jest przyuczanie nieświadomych zagrożeń zwierząt do takich zachowań, ku zaspokajaniu swoich atawizmów i rozrywek.  Bezmyślnością też.

Straszne, ja to przeżyłam tydzień temu. Też łajka…I zmowa milczenia wśród polujących i naganiaczy. Wychowujesz psa od małego, patrzysz jak progresuje, a jakiś czub strzela bez zastanowienia.

Arek, wczoraj koledze na komercyjnym polowaniu zastrzelili łajkę :\ Zauważam, że część myśliwych i prowadzących wcale nie przejawia zainteresowania o bezpieczeństwo i stan naszych psów.

kopia-lajkaa

Straszna, to jest bezmyślność jaką ci państwo prezentują. Tak, wychowuj psa od małego, przyuczaj do tych polowań, a jakiś czub sobie strzeli, bez zastanowienia w dodatku! Niech go diabli! Wszyscy wokół winni. A wystarczyło nie krzywdzić zwierząt…

Panie Xyz, tu wierzymy na słowo, że część myśliwych nie przejawia troski o bezpieczeństwo i stan psów. W końcu jeździcie na te polowania, bywacie w lesie, sami siebie opisujecie, więc wiecie jak jest. My tylko cytujemy.

Bardzo dobrze ze dodałeś to zdjęcie to tematu …. i opisałeś całą sytuację coraz więcej jest takich myśliwych którzy nie patrzą na psy i strzelają aby strzelić i zdobyć zwierzę. 

bardzooo

szczerze współczuję, jednego psa straciłem przez głupotę „kolegi” i dostrzeliwanie postrzałka. dobrze że chociaż twój żyje.

4 pies w tym sezonie o którym słyszę… a widać po wpisach ze jest takich przypadków wiecej – pisze inny myśliwy.

kopia-jjj

Moj niestety nie przezyl.
Dunczyk tlumaczyl sie ze myslal ze to dzik ;D 

kopia-232213445

A to ci dopiero zabawna historia! Ha ha ha!

kopia-34535366

Najlepiej pieska dobić, pamiętajcie. I oczywiście „szczere współczucie” dla kolegi, bo kto teraz będzie tak skutecznie i wygodnie wystawiał zwierzynę pod lufę? Cóż za strata. A wypadków i tak nie unikniemy. „Niezastąpiony” Rafał T., administrator wielu grup myśliwskich.

kopia-re44554445

Coś jak: Hehe spoko, będzie śmigał XD Nawet na trzech za dzikiem hehe, ale będzie fajnie na następnym polowaniu XD.

Brak słów…

Co ciekawe, spora część komentarzy to wyrazy współczucia, ubolewanie nad losem psa, pomstowanie na strzelca. Naprawdę drodzy myśliwi, aż tak was boli widok psa na trzech łapkach? Ale pies, który uciekł właścicielowi lub się zgubił, napotkany w lesie to już kundel do odstrzału, bo za sarenką pognał? A reszta dzikich zwierząt postrzelonych, ciągnących wnętrzności po krzakach, z odstrzelonym „badylem”, czy „strzelonych na miękkie”, gonionych i przerażonych – tych już nie szkoda, bo to „zwierzyna łowna”?

Może odpowiedzią do tego niech będą dwa kolejne screeny z tejże samej strony.

pudla

42 spudłowane strzały, jak się panowie sami raczą chwalić. No to gratulacje, Darz Bór!
Piesek, aby żaden nie oberwał? Szkoda by bardzo było przecież, ciekawe, kto byłby wówczas winny. Pewnie dzik.

Ale chyba mamy wyjaśnienie, czemu tak się dzieje.

woda1

A tak wygląda „trening” przed polowaniem dewizowym. Zajrzyjcie na Dzikarze.pl może panowie opowiedzą ile tym razem było „pudeł” i czy psy wszystkie przeżyły.

dzikarzee34333e322

Cóż, długo i dużo piszemy o łowiectwie. Można nie lubić takich stron jak nasza, czy się z nami nie zgadzać, jednakże jedyne co robimy to cytujemy i zamieszczamy ogólnodostępne materiały z myśliwskich stron i blogów. Ci sami panowie pisali gdzieś w komentarzach narzekając na PZŁ i jak przez działania osób z zarządy postrzegane jest łowiectwo oraz myśliwi. A jak, przez takich jak oni? Co chcą zmieniać? Należałoby zacząć od empatii, co w tym przypadku już jest raczej nie do odbudowania. W kolejnym materiale zobaczycie psy okaleczone i poranione z winy tych pseudomyśliwych, które poniosły dotkliwe rany i kontuzje w starciach z dzikami.

Przecież alkohol i pijani myśliwi, to już przeszłość. Myśliwy zabija zwierzę jednym celnym strzałem, zawsze! Nie wierz w to co czytasz i widzisz na tej stronie, bo to manipulacje pseudoekologów 🙂

Lektura uzupełniająca :

Postrzałki na polowaniach – myśliwi sami opisują, jak często pudłują. 

Pragną zabijać domowe psy – tu myśliwi opowiadają, co najchętniej zrobili by ”wrednym kundlom”, napotkanym w ich ”łowisku”. 

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.

Myśliwi orbitujący wokół własnego pseudoekologicznego światka mają nie lada problemy. A są nim „hordy wałęsających się dzikich psów, zagryzających wszystko co się rusza”. Nie wiem gdzie oni i po czym je widują, bo przez ponad 25 lat włóczenia się po rozmaitych lasach i polach, raz w życiu spotkałem taką półdziką psinę, która w norze na dziko miała szczeniaki pod wykrotem. W pozostałych przypadkach możemy mówić o domowych czy podwórkowych psach, które albo uciekły właścicielowi „za suką”, lub też puszczane są w gospodarstwach luzem i korzystając z wolności buszują w nocy. Nie są to jednak psy zdziczałe, a dla myślących oczywistym jest, że winę za zaistniałą sytuację ponosi zawsze człowiek. Myśliwi mają jednak cudowny lek na każdy problem – ołów! W ten sposób rozwiązują każdy swój „problem” ze zwierzęciem. Nie kryją się zupełnie ze swoim podejściem przy tego typu wątkach, oraz tym co zrobili by „wrednemu kundlowi”.  Bo przecież myśliwskie serduszko, takie dobre i wrażliwe na los zwierząt cierpi, gdy widzi zagryzioną przez wilka lub psa sarenkę. Jakie to niesprawiedliwe! Przecież lepiej, gdy ranna, goniona przez myśliwskie psy zwierzyna, przerażona i brocząca krwią jest „w zgodzie z etyką myśliwską pozyskana, i dochodzona przy postrzale”. Czujecie ten obłęd? Oraz tak samo dobrze, kiedy aportujący pies przynosi dogorywającą kaczkę, gęś lub bażanta, gdzie to porównywać z kłusującym psem czy polującym wilkiem. Myśliwy zabija, rani, kaleczy, straszy – dobrze, etycznie!  Puszczony lub zagubiony pies, który pogoni dla zabawy lub próbuje polować z głodu, z winy człowieka – do odstrzału, najlepiej od razu z właścicielem! Straszna to zbrodnia, jako że koło łowieckie z każdą padłą sztuką zwierzyny od przyczyny innej niż polowanie, traci pieniądze i dziczyznę! I o to tutaj tylko chodzi. Wściekłość, że zabił pies, czy wilk, a myśliwy stracił sposobność i tuszę, którą pieczołowicie na ten cel dokarmiał, „pomagając przetrwać zimę”. Mały rachunek – wilków mamy w kraju ponad 1000, „hord zdziczałych kłusujących psów” widywanych w pijackim amoku, dużo mniej. Ile one zabiją zwierzyny? Myśliwych mamy ponad 114 tysięcy, a przeciętnym sezonie łowieckim pozyskuje się dla przykładu – 130 tysięcy sztuk saren. W tylko jednym sezonie. Samych saren. A dziki, jelenie, daniele, lisy…  Ale jedna zagryziona przez wilka lub psa sarna, no to „wystrzelać wszystkie psy, najlepiej z durnymi właścicielami”. Jakże strasznie ta biedna sarna musiała cierpieć w męczarniach! Na pewno nie tak, jak przy myśliwskim „etycznym” dochodzeniu po postrzale z hordą psów.

12787335_464876760374803_1719884107_o

I najśmieszniejsze czy też najżałośniejsze jest wtedy to, kiedy publikujemy jakąś wiadomość o kolejnym zastrzelonym przez myśliwego psie, rzucają się szturmem do komentowania krzycząc: To nie myśliwy tylko kłusownik! Nie nazywajcie go tak! Etyczny myśliwy nigdy by czegoś takiego nie zrobił! Czarne owce są wszędzie, nie można oceniać całego środowiska oceniać przez pryzmat kilku oszołomów! Oto więc „czarne owce” same podają się wam na tacy, nie kryjąc się ze swoimi morderczymi zapędami wobec zwierząt domowych, a nawet ludzi. Czy poniosą jakieś konsekwencje? Czy środowisko się ich wyrzeknie? Nie, gdyż tego typu praktyki są powszechnie w tym środowisku akceptowalne, co ujawnia się zawsze, przy tego typu wątkach. Ale możecie przesyłać te screeny do rzecznik PZŁ z prośbą o reakcję, komentarz czy wyciągnięcie konsekwencji wobec członkostwa tych myśliwych w związku. Albo czy zostaną wobec nich wyciągnięte konsekwencje za, jak to nazywają „szkalowanie dobrego imienia łowiectwa i robienia czarnego PR myśliwym”. I odpowie Wam głuche echo. A jeśli nikt nie otrzyma odpowiedzi, oznaczać to będzie, że Zarząd Główny PZŁ zgadza się i popiera poglądy tych osób.  Warto zaglądać też na forum Dziennika Łowieckiego, gdzie takich deklaracji jest kopalnia.  Wolę jednak tego wszystkiego nie czytać, by nie dostać raka z przerzutami.

Lubią i chcą strzelać do psów, mówią o tym otwarcie co przeczytać możemy na załączonych screenach. A potem zdziwienie i oburzenie, gdy ktoś nazwie zwyrodnialcem czy psychopatą „ojej niesprawiedliwie, szkalujo dobre imię myśliwych”. Zawsze powtarzam, najlepiej szkalujecie się sami. My tylko opisujemy i publikujemy, cytujemy:

12498460_464876213708191_647744130_n

Mały cytat ze… tak, jak to u nas już w tradycji, ze strony myśliwskiej:

Nader często zdarza się jednak, że nie wszyscy podchodzą do tego problemu w sposób należyty. Wielokrotnie byłem świadkiem jak myśliwy po oddaniu strzału, pobieżnie obszukał najbliższe okolice zestrzału, po czym stwierdził; „jak nie leży, to pudło”. Nawet znaleziona farba na zestrzale nie prowokowała do podjęcia poszukiwań, a była zbywana lakonicznym; „z całą pewnością obcierka, po mojej kuli pada w ogniu”.

Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia. Jeżeli przypadkiem wpadną na postrzałka to dobrze, jeżeli nie przyjmuje się, że było to pudło lub obcierka.

Jeżeli jednak posokowiec nie odnajdzie zranionego jelenia, dzika, daniela, muflona czy sarny, to myśliwemu zostanie niesmak po źle oddanym strzale, a ranna zwierzyna będzie się tygodniami kurować lub padnie z powodu odniesionych ran.

Szacuje się, że wyniku wykonywania polowań zostaje zranionych od 10 do 20 % pozyskiwanej zwierzyny grubej.

Źródło :
http://klubposokowca.org.pl/?page_id=87

Zasady wykonywania polowania Rozdział 2, paragraf 5.1 określają jasno:

1. Polowanie z psami lub naganką może odbywać się w okresie od dnia 1 października do dnia 31 stycznia; ograniczenie to nie dotyczy polowania z psami lub naganką na ptactwo łowne, z psami lub naganką na drapieżniki oraz poszukiwania postrzałka z psem na otoku.

2.Poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej (….) , poszukujący postrzałka może korzystać z pomocy naganiacza lub innego myśliwego, a także korzystać z psa prowadzonego na otoku.

Źródło: 
http://www.pzl.waw.pl/13-dokumenty/aktyprawne/47-zasady-wykonywania-polowania

12112239_1660135677557777_6352190089147758454_n
A na polowaniu pies luzem. „Władców lasu” prawo i przepisy zdają się nie dotyczyć.

 

12068996_759493994177365_7353318360450428433_o

1502822_390660017747127_587047188_o

Jak mogliśmy przeczytać wyżej, te zapisy nie są zupełnie respektowane przez myśliwych, o czym przeczytać można na ich własnych stronach i blogach. Śmiem twierdzić, że najprędzej jeśli już, to myśliwskie psy , w których po pierwsze naturalne instynkty rozbudzane są celowo do maksimum i które mają możliwość dowolnego kłusowania podczas polowań, czy zwykłego spaceru z myśliwym – przecież kto mu zwróci uwagę? – są przyczyną największych cierpień i okaleczeń zwierzyny (patrz szkolenia psów w zagrodach na żywych dzikach ). Tych myśliwym jakoś nie szkoda, mało tego, usiłują przekonywać, że broniący się fukający z wściekłością dzik i goniący czy nacierający pies, dobrze się razem bawią. Czytaliśmy i takie komentarze wielokrotnie.

psydzika
A to już myśliwskie psy w pogoni za dzikiem. Oczywiście puszczone luzem, będą gonić ranne przerażone zwierzę, osaczać, oszczekiwać, do czasu nadejścia myśliwego, który odda strzał. Nazywa się to dochodzeniem postrzałka w zgodzie z etyką myśliwską. I takie pieski są dobre, trzeba je kochać i nie wolno do nich strzelać – bo pracują dla myśliwego na polowaniu. One przecież nic nie płoszą.  W tych psach są rozbudzane wszelkie instynkty mające sprawić, że  będą one reagować na zwierzynę. Czego raczej nie można, by powiedzieć o typowych domowych psach rodzinnych, które to jednak przez myśliwych postrzegane ją jako przerażające szkodniki, oczywiście do odstrzału.
10313992_852389341517240_1877823508045124611_n
I ranny jeleń, osaczony w podobnej sytuacji. Pamiętamy, to jest DOBRE, a psy trzeba pochwalić i cieszyć się. Jeśli natomiast Wasz pies, przypadkiem pogoni chwilę jakieś zwierzę, jest już ZŁYM KŁUSUJĄCYM KUNDLEM do odstrzału i szkodnikiem łowiska rzecz jasna. 

Jesteśmy pewni, że właściciele tych poglądów są z nich dumni, nie mają powodów by się kryć, przynoszą chlubę polskiemu łowiectwu, a każdego napotkanego KUNDLA SZKODNIKA W SWOIM ŁOWISKU potraktują zgodnie z deklaracją, czyli  młotkiem lub szpadlem, jeśli szkoda amunicji, albo siekierką. Komentarze zostały zawarte na publicznych stronach, dostępne i widoczne dla każdego kto zajrzy, nie dotyczą więc żadne ustawienia prywatności.  I osoby o tego typu poglądach prowadzą następnie „zajęcia edukacyjne” o łowiectwie, gdzie opowiadają z uśmiechem przedszkolakom i starszym o swojej miłości do przyrody, „racjonalnej gospodarce łowieckiej”, ciekawe czy wspominają wtedy dzieciom o swojej pasji eliminacji psich „szkodników”? Streszczenie „najciekawszych” wypowiedzi (pisownia oryginalna):

Koleżanki i koledzy myśliwi szpadel powinien być zawsze w samochodzie może się przydać wiecie o czym myślę.Ja amunicji na ten cel nie żałuję pozdrawiam Darz Bór. 

psyy1

Kolego święte słowa, ja najchętniej dałbym bobu właścicielom kundli bez smyczy, lecz jak mówi stara mądrość- łajno tkniesz a za człowieka wsadzają. Na moim terenie tacy delikwenci nie mają łatwego życia. A ja grasując po lesie w plecaku mam zawsze młotek, gwoździe, siekierkę i piłę składaną- a to inspekcja ambon i reperowanie bierzące, a to żerdzie paśnika się obluzowały. Myśliwym i Leśnikom zawsze pomogę, a lansiarstwo z kundlami traktuję jak kłusola i ekoświra. Jedynego psa jakiego szanuję w lesie to pies Myśliwego i Leśnika.

Strzelać i koniec do bezpańskich psów….! A jak nie, to niech Ci z ochrony zwierząt sobie je wyłapłą…. Wszędzie jest pełno tych kundli…. Do tego stopnia że biegają watachami….

psyy22

Od razu odstrzelić te psiska!

eeeee

Zastrzelić takiego kundla od razu i tyle, ja tam nie widze problemu skoro ktoś nie umie dopilnować pchlarza
– Karolina masz 100% racji – odpowiada inny kolega myśliwy.

wwww

Chętnie bym wystrzelał wszystkie psy wałęsające się po lesie

psyy

I dlatego jestem za możliwością strzelania do kundli w lesie i na polach – Wypowiada się jakaś młoda dziewczyna.

Ewa Diana
W dobie aparatów cyfrowych i lustrzanek z kilkusetkrotnym zoomem, to rzeczywiście niewykonalne… Najprostsza recepta po myśliwsku, z miłością i etyką – kula. Rozwiązanie każdego problemu.

Wystarczy… Nienawiść tego towarzystwa do zwierząt domowych, chyba jedyne pasujące określenie, bo inne wytłumaczenie ciężko dostrzec.

Wierzę, że większość z Państwa jest odpowiedzialnymi właścicielami i na terenie gdzie bytować może dzika zwierzyna, trzyma zawsze swojego psa na smyczy. Warto choćby przez to, odróżniać się od myśliwych, którzy podczas polowań dowolnie puszczają psy luzem do osaczania, oszczekiwania, dochodzenia czy aportowania postrzelonej zwierzyny. Mimo, że w trzech pierwszych przypadkach prawo pozwala im jedynie pracować z psami na otoku, a brak respektu dla tego przepisu jest jednym z najczęstszych wykroczeń myśliwych, którzy czują się panami w lasach i właścicielami dzikich zwierząt. Oto myśliwi i ich deklarowana miłość do wszelkiego stworzenia w pełnej krasie. Tylko u nas, bez pudru, PR-u, i rzecznika od poprawy wizerunku.

I choćby to nagranie ogólnodostępne na youtube. Kilka psów oszczekuje dzika w gąszczu, kolejne chodzą przy myśliwych luzem. Oczywiście ten jazgot niczego nie płoszy…Strzał z kilku metrów i pudło, tzn. trafienie w chyba, grzbiet, co oznacza tylko kolejną bolesną ranę dla umęczonego ucieczką  zwierzęcia.

I film drugi. Tu także hałas, brak otoku ( no jakże w takim gąszczu?) i oczywiście, spokój, harmonia, i jedyne prawdziwe obcowanie z naturą… No i etyka.

Więcej o myśliwskiej nienawiści do zwierząt domowych przeczytasz tutaj: 


Bezimienne ofiary krwawego hobby. 

Oraz

Postrzałki na polowaniach