Żyjemy pod okupacją kół łowieckich. Myśliwi nigdy nie chronili naszych pól – Rozmowa z Agnieszką Curyl-Katholm.

 26694769_2049351578423306_22172024_n

Szkody, wypłaty odszkodowań, szacowania, ochrona upraw rolników. Któż o nich nie słyszał. Koronne argumenty myśliwych powtarzane niczym święta mantra przy każdej możliwej dyskusji na tematy łowieckie. „Zapraszam na wieś, porozmawiajcie z rolnikami” – słyszeliśmy nie raz. No to porozmawialiśmy. Agnieszka Curyl-Katholm z zamiłowania i wykształcenia jest rolnikiem. W rodzinnym gospodarstwie uprawia pszenicę, pszenżyto, jęczmień, groch, rzepak i kukurydzę. Hoduje świnie, krowy i nieco kur. Działa w Związku Zawodowym Rolników Rzeczpospolitej. Swoje poglądy i problemy z myśliwymi zaczęła nagłaśniać 2 lata temu w TVP1 podczas cyklu programów publicystycznych Sprawa dla reportera. Opowie i pokaże nam, jak myśliwskie slogany i łowiecka mitologia konfrontują z rzeczywistością szarego rolnika oraz jakich prześladowań doznała, kiedy zaczęła publicznie opowiadać o tym jakie straty gospodarka łowiecka przynosi rolnictwu. Wyjaśnia też, jak polskie prawo łowieckie i lobby myśliwskie nie przestrzega prawa własności, a kolejna nowelizacja tylko umacnia taki stan rzeczy.

To prawdopodobnie najważniejsza rozmowa jaka miała miejsce w publicznej debacie na temat kształtu myślistwa w Polsce. Wywiad dla niektórych wstrząsający, bo obracający w perzynę znane myśliwskie bełkoty o ochronie upraw i tym podobne. Łowiectwo szkodzi przede wszystkim przyrodzie i ludziom, to wiemy nie od dziś. Jakkolwiek w tej dyskusji zagadnienie jego wpływu na rolnictwo jest przez środowiska przyrodnicze pomijane lub bagatelizowane. Pamiętamy kiedy pani Agnieszka jakiś czas temu zawitała na nasz profil po raz pierwszy. Nie zawsze się zgadzaliśmy, a w komentarzach pojawiały się drobne różnice zdań. Ostatecznie udało się porozmawiać, a treść prezentujemy Państwu poniżej no i oddajemy do rąk chyba najmocniejszy argument ze wszystkich jakie były tu poruszone do tej pory.

NPRM: Zwykle pytamy naszych gości dlaczego są przeciwni łowiectwu. Ale Ty, jak nam powiedziałaś, nie jesteś jemu przeciwna jako takiemu, jeśli nie narusza interesów działalności jaką się zajmujesz. Więc może tak – jak wygląda obecnie Wasze gospodarstwo? Ile ha ziemi i co na niej uprawiacie? Co trzymacie z żywego inwentarza? Wbrew pozorom to bardzo ważne pytanie.

Agnieszka  Curyl-Katholm: Żyjemy na południu koszalińskiego. W naszym rodzinnym gospodarstwie rolnym uprawiamy pszenicę, pszenżyto, jęczmień, groch, rzepak, kukurydzę. Mamy bydło mięsne i świnie, trochę kur, dwa psy, pięć kotów, a na polach nieogrodzonych pasą się stada państwowych/PZŁ-owych dzików, saren i jeleni, niszcząc nasze plony od zasiewów aż po żniwa. Gospodarstwo jest między lasami, a ziemię uprawiamy zgodnie z jej przeznaczeniem, są to przecież użytki rolne, a nie leśne. Ziemi jest 4. klasy, nie jest źle. Tam, gdzie mamy ogrodzone uzyskujemy wydajność 8t/ha pszenicy, 4,2 t/ha rzepaku, tam gdzie nie jest ogrodzone przed zwierzyną i są szkody 1t/ha, co najwyżej 5 t/ha pszenicy i 0,9 t/ha rzepaku  za takie same nakłady, koszty i pracę!!!

Szkody łowieckie to cios dla nas i gospodarki narodowej oraz ogromne marnotrawstwo żywności.

NPRM: Czym zajmujesz się zawodowo?

Agnieszka: Jestem zawodowym rolnikiem, tak jak mój mąż, po szkole rolniczej. Pracujemy tylko oboje w gospodarstwie. Uwielbiam robotę w polu na traktorze, nie mogę doczekać się wiosny, zapachu ziemi i pracy w polu. Działam w ZZRR „Solidarni”.

26638208_2049103515114779_1928015825_n.jpg

NPRM: Dlaczego właśnie rolnictwo, uprawa ziemi, hodowla zwierząt?

Agnieszka: Poznałam rolnika z krwi i kości, który obudził we mnie miłość do ziemi i rzuciłam wszystko inne, by z nim szukać ziemi i budować gospodarstwo rolne. Pochodzę ze świętokrzyskiego, i tak jak dla mojej babci każdy kawałek ziemi był cenny… Być Rolnikiem to styl życia. Jesteśmy prawdziwymi rolnikami, nie uprawiamy ziemi dla dopłat, bo gdyby tak było, nic byśmy nie siali i brali dopłaty, przecież i tak zwierzyna zżera nasze plony. Kocham zapach ziemi, lubię i szanuję zwierzęta. W prawdziwym gospodarstwie rolnym muszą być zwierzęta.

26553024_2049351841756613_808867436_n.jpg

NPRM: Nie ukrywamy, że bardzo cieszymy się z tej rozmowy. I jest ona bardzo ważną w tej trwającej od lat debacie na temat łowiectwa. Ponad rok temu opublikowaliśmy artykuł w ogólnym ujęciu traktujący o szkodliwym wpływie gospodarki łowieckiej wobec rolnictwa. Oparty na racjonalnej analizie treści z książek myśliwskich. Krótko po tym w Sprawie dla reportera pojawiasz się Ty i „o zgrozo” potwierdzasz swoimi słowami to o czym „zielone ekooszołomy” od dawna piszą. Opowiadasz nawet dużo więcej, rzucając nowe światło wokół konfliktu na linii rolnicy-myśliwi. Od czego to się u Was zaczęło i co jest istotą tego sporu?

Agnieszka: Po prostu my chcemy, aby nasze gospodarstwo się rozwijało, chcemy siać i zbierać nasze plony. Dziś się zadłużamy, by utrzymać gospodarstwo. Historia z myśliwymi zaczęła się od pierwszych szkód na polach. Wydzierżawiliśmy ziemię od ANR, nikt z agencji nam nie powiedział, że ta sama ziemia jest wydzierżawiona kołom łowieckim przez Dyrektora Lasów Państwowych RDLP w Szczecinku na podstawie uchwały Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego o podziale na obwody (i jest do tej pory!). Nasze gospodarstwo rolne leży w 3 obwodach łowieckich i jest eksploatowane przez 3 koła łowieckie, zupełnie za darmo.

Szkody są ogromne, a myśliwi szacują uznaniowo. Po wezwaniu ich na szacowanie przychodzą ze swoim rzeczoznawcą, który zaniża rzeczywiste szkody i wypisuje wszystkie choroby i szkodniki z katalogu, fabrykuje dowody, koło mu sowicie płaci, bywało tak, że nie pozwalał naszych uwag wpisać do protokołu szacowania, pisał że jak zgodzimy się z protokołem to kwota odszkodowania będzie trzy razy wyższa niż jeśli się nie zgodzimy, do tego przybijał kilka pieczątek rzeczoznawcy majątkowego, nawet te nieaktualne.

26696540_2049107778447686_462630243_n
Szkody są ogromne, co widać na tym zdjęciu z drona. Myśliwym taki stan rzeczy bardzo odpowiada. Realizowane cele gospodarki łowieckiej powodują znaczne straty w rolnictwie. Ale dzięki temu można się chwalić ”zasobnymi łowiskami” i bogatymi stanami zwierzyny. Organizować komercyjne polowania dewizowe z zarobkiem dla koła. Żaden z myśliwych tak naprawdę nie jest zainteresowany rzeczywistym ograniczaniem populacji zwierząt takich jak sarny, jelenie czy dziki. Cel jest zgoła odwrotny i zgodny z własnym interesem jakim są udane polowania i obfite pokoty z ubitej zwierzyny.
Fot. Agnieszka Curyl, opis NPRM. 

Inne koło wynajmowało strażnika leśnego etatowego szacującego, który po napisaniu przez mnie skargi do koła, że nie zostawił protokołu z szacowania, wpadł na podwórko i powiedział, że gdybym była mężczyzną, to by mi przyłożył, żebym się nie podniosła. Potem szacował inne uprawy i na szacowanie już nie poszłam, zaniżył trzydziestokrotnie odszkodowanie, poszliśmy do sądu. Spraw w sądzie z jednym kołem mieliśmy trzy, co rocznie po żniwach do sądu, mimo że biegły powołany przez sąd wyliczył najniższą możliwą kwotę, sąd przyznał połowę tej kwoty po czterech latach. Ale zarząd koła się zmienił, sami porządnie ogrodzili pole i już 4 sezony mamy nasze plony, a koło współpracuje z nami.

Inne koło również raz wzięło strażnika leśnego do szacowania szkód z służbowym samochodem,  leśnik dostał naganę i już nigdy nie przyjechał. Nie wpuszczamy na pola oszustów i nie pozwalamy, aby nas ci szacujący oszukiwali.

Jeśli koło chciałoby uczciwie zapłacić nie przysyłałoby takich ludzi. To jest straszak na oponentów, byle pozbierać dowody do sądu, nagrać, sprowokować, byśmy nerwy stracili i wyrzucili z pola. Do jednego rolnika przyjechało raz pięciu takich szacujących i nas świadków też było pięciu. Myśliwi wezwali policję, żeby wyrzuciła świadków rolnika, bo wg nich rolnik powinien być sam podczas szacowania z ich pięcioma rzeczoznawcami! Zeszli z pola, nie oszacowali, policja nie wiedziała jak się zachować.

Z jednym kołem zawarliśmy ugodę w sądzie mieli ogrodzić, żeby nie było szkód. Ogrodzili tak, żeby zwierzyna miała dostęp do naszych pól – są ogromne szkody. Dla nich ogrodzone pola to strata, nie ma łowiska.

NPRM: Czy miałaś jakieś nieprzyjemności ze strony myśliwych po swoich wystąpieniach w telewizji? Jak teraz układa się współpraca z kołami?

Agnieszka: Jest jeszcze gorzej, zwłaszcza z jednym kołem. W ogóle nie chcą szacować szkód, mąż sam ogrodził pola.

NPRM: Jak w praktyce wygląda szacowanie szkód z udziałem myśliwskich rzeczoznawców?

Agnieszka: Szacowanie?! To zbieranie dowodów przeciwko rolnikowi! Główny argument to zła agrotechnika, bo za to odszkodowanie się nie należy. Robią pokazówki z miarami, taśmą, przyjeżdżają z wagami laboratoryjnymi… zdjęcia, operaty jak komiksy, przecież i tak przecież nie zmierzą wszystkich miejsc szkód, nie policzą wszystkich kłosów  to jest komedia. Mąż zwrócił uwagę jednemu myśliwskiemu rzeczoznawcy, to odgrażał się, że zadzwoni na policję. Nie zadzwonił, zszedł z pola. Biegli na liście SO to zazwyczaj myśliwi. Myśliwi dobrze płacą szacującym, dlatego ta kwota w skali kraju 70 mln zł rocznie szkód jest taka niska, a w nią wchodzą również koszty szacowania, dojazdu. Więcej pieniędzy idzie na tych szacujących niż dla rolników. Realna kwota szkód łowieckich to 2 mld zł.

26755396_2049351048423359_1773420856_n
Na polach państwa Katholm – zakaz wstępu dla członków PZŁ 🙂

NPRM: Czy wypłaty odszkodowań są rzetelne i rekompensują straty wyrządzone przez zwierzęta?

Agnieszka: Absolutnie nie! Gdyby płacili uczciwie, szybko by zbankrutowali biorąc po uwagę pogłowie zwierzyny i naturalną pojemność łowiska. Wielu rolników nie wzywa w ogóle na szacowania, wielu pogrodziło na stałe swoje pola, byle mieć spokój i plony. 130 tys. myśliwych w Polsce nie jest w stanie zapłacić za swoje hobby, za które powinno zapłacić milion myśliwych. W Polsce powinno być milion myśliwych, biorąc pod uwagę wielkość kraju.

NPRM: Jesteś za tym, aby rolnicy mogli w razie konieczności wykonywać polowania na obszarze swoich gruntów. I tak obiektywnie rzecz biorąc, trudno się z tym nie zgodzić – rolnik najlepiej wie jak postąpić z tuszą i co zrobić z mięsem, sam rozwiązuje swój problem i nie potrzebuje „opieki” koła łowieckiego. Nie będzie zabijał dla trofeum czy rozrywki. Omijamy tu pewien zbędny etap. Odchodzi mnóstwo kosztów, zwierzęta może wreszcie odnajdują spokój w lasach, nie będąc przeganiane podczas zbiorówek na pola. Być może nawet takie rolnicze polowania przyniosłyby odwrotny efekt i zwierzyna z pól szukałaby bardziej ostoi na terenach leśnych, co byłoby z korzyścią dla rolników i niej samej. Jednak myśliwi argumentują, że „jeśli Wam pozwolić, to w rok wytrzebicie wszystko” – co Ty na to?

Agnieszka: Obecnie łowiectwo na ziemi rolnej to biznes tylko dla myśliwych, którzy nie maja kosztów. Utrzymują wysokie pogłowie zwierzyny, chełpią się nim mówiąc, że to jest wzorowy model łowiecki, po to by wszyscy unijni myśliwymi mogli polować. Zapraszają ich (w ciągu roku w naszej gminie jest kilkadziesiąt takich polowań) wożą ich po polach, lasach, pokazują ambony rozstawiają przy polach, drogach i strzelają. My nie idziemy do chlewni i nie strzelamy do naszych zwierząt przy karmieniu. Polska została wolna od komunizmu, ale rolnicy i zwierzyna żyją dalej w komunizmie. Zwierzęta dzikie powinny być wolne, a nie państwowe, bo jest taka jest ich natura.

Rolnicy powinni mieć prawo polowania, tzn. prawo wyboru koła, myśliwych albo sami polować jeśli są tylko myśliwymi. Nikt z rolników nie myśli, by bez uprawnień mógł polować. Państwo powinno organizować kursy łowieckie (terminy ochrony, zwierzęta pod ochroną czy łowne) i wydawać licencje. Państwo, a nie PZŁ powinno organizować te kursy i państwo powinno pobierać opłaty, a każdy myśliwy powinien wysyłać rocznie wykaz zwierząt pozyskanych w roku. Tak jest w Danii. W Danii część właścicieli nie chce myśliwych, więc nikt u nich nie poluje, tam zwierzyna żyje, a myśliwi duńscy wiedzą, kiedy polować i dbają, by nie wybić wszystkich zwierząt. Tak jakby wybić wszystkie krowy w oborze wziąć kasę, a co z jutrem? nie będzie cieląt, mleka! W Danii nie planów pozyskania i nikt niczego nie wybija do zera. Oprócz dzików, które król duński uznał za szkodnika gospodarki albo trzoda chlewna albo dziki wektor chorób.

 

pozyskanie dania

NPRM: Główny powód dla którego dziś rozmawiamy – szkody w rolnictwie. Wiemy oboje, że gospodarka łowiecka zajmuje się hodowlą zwierzyny w stanie dzikim na potrzeby polowań i utrzymaniem „zasobnych łowisk”, aby powiększające się każdego roku grono myśliwych miało na co polować, a pokoty były obfite i łowy udane. Zwierzęta de facto pasą się na uprawach rolnych dla myśliwskich uciech. Co o tym myślisz? Czy tak powinno być i jak długo może trwać ten stan…

Agnieszka: Jestem przeciwna dokarmianiu i tak wysokiemu pogłowiu. Nas rolników nie stać, by taki stan rzeczy utrzymywać, by nasze pola były pastwiskiem dla tuczenia zwierzyny dla wszystkich myśliwych z całej Unii. Zjeżdżają się z Belgii, Francji, Włoch, Danii, Niemiec  to są zabójcy, do tego różnej maści biznesmeni i politycy. Prawdziwi myśliwi by nie przyjechali na coś takiego.

NPRM: Wolałabyś może nie korzystać z żadnej pomocy myśliwych, mieć pełny zysk z plonów i sama zadbać o swoje uprawy? Jednak obecnie prawo nie bardzo to umożliwia w wielu kwestiach.

Agnieszka: Obecnie nie mamy żadnego wpływu na gospodarkę łowiecką. Nie powinno być żadnych odszkodowań za szkody, ale równocześnie prawo polowania powiązane z własnością ziemi, prawo wpływu na łowiectwo.

NPRM: Myśliwi często mówią, że gdyby nie oni, to rolnictwo padnie, a reszta społeczeństwa umrze z głodu, bo zwierzęta splądrują wszystkie uprawy no i wejdą do miast…

Agnieszka: W reszcie świata rolnicy mają wysokie plony. Produkcja świń w Niemczech szczytuje, a w Polsce spada i mamy ASF. W Niemczech, Danii nikt nie grodzi pól ani lasów. W Polsce Lasy Państwowe grodzą młodniki, bo zwierzyna żre sadzonki, wypierając ją na pola. Rolnicy inwestują w siatkę i słupki, wszyscy grodzą, bo to inwestycja w ciągu sezonu, dwóch się zwraca w postaci zakładanego plonu.

NPRM: Myśliwi często powołują się na to, że oni właśnie chronią uprawy rolników. Kiedy jednak pojawia się postulat, żeby to rolnik mógł na własnej ziemi zabić np. dzika, podnosi się krzyk. Przy aferze z LexSzyszko większość myśliwych popierała to prawo, jako że właściciel może robić co mu się żywnie podoba na jego prywatnym terenie. Jednak w innych przypadkach często nie respektują prawa własności, twierdząc, że nadrzędne cele gospodarki łowieckiej maja wyższość nad nim. Jak rozumiesz ten paradoks? 

Agnieszka: Oni nigdy nie chronili naszych pól. Prawo własności to prawo naturalne zagwarantowane konstytucją i od niego powinno wywodzić się prawo łowieckie. Żaden myśliwy nie szanuje prawa własności, bo obecne prawo łowieckie wywodzi się od Bieruta. Szanują prawo własności jeśli chodzi tylko o ich własność. Wielu myśliwych-rolników ogrodziło swoje pola siatką na stałe, a łowiectwo uprawiają na cudzych polach.

Łowiectwo to hobby, nikt nie powinien decydować o byciu myśliwym. Kurs łowiecki państwowy powinien być jak na prawo jazdy, zdajesz – jesteś myśliwym. Trzeba skończyć z monopolem PZŁ. Myśliwy powinien płacić państwową licencję łowiecką do budżetu państwa, a państwo prowadzi statystyki pozyskania zwierzyny. Niepotrzebne jest jedno PZŁ.

23805685_1981367975221667_1341853902_n23804648_1981367928555005_348906938_n
NPRM: W Sprawie dla reportera powiedziałaś, że „rolnicy żyją obecnie pod okupacją kół łowieckich”, a ktoś inny dodał, że „Waszą pracę niszczą myśliwi i ich system”. Możesz to rozwinąć? 

Agnieszka: Używają jak chcą naszej ziemi, wchodzą kiedy chcą, płacą odszkodowania ile chcą, kolegom więcej, decydują pośrednio co możemy uprawiać, kukurydza i groch tuż po siewie zaraz zeżarta, możemy mieć plon 8t/ha albo 1 t/ha.

26653234_2049088268449637_1718893223_o
Bez wiedzy i bez zgody odbywają się polowania. Oprócz toksycznego ołowiu, w środowisku pozostają śmieci w postaci łusek. 

NPRM: Co należało by według Ciebie zmienić w prawie łowieckim i dlaczego? A może napisać je od nowa?

Agnieszka: Prawo łowieckie należy napisać bezwzględnie od nowa i oprzeć go na normie prawnej prawo polowania jest powiązane z własnością ziemi. W prawie cywilnym i  ustawie o ziemi i ustawie o lasach powinien znaleźć się artykuł prawo polowania należy do właściciela ziemi. Tak jak we Francji w kodeksie rolnym nikt nie ma prawa polować na terenie nie będącym cudzą własnością bez zgody właściciela lub innej uprawnionej osoby. W Danii Sąd Najwyższy przyznał rolnikom/właścicielom ziemi prawo polowania powiązane z własnością gruntu w 1837 r., ale prawo ustanowiono dopiero w 1851 r. i obowiązuje do dzisiaj. Miejmy nadzieję, że nowe prawo łowieckie powstanie szybciej niż w Danii, obwody są już nielegalne, ale brak prawa polowania. Powstało już tyle projektów, a każdy jest taki sam, zachowuje status quo PZŁ, a nawet go wzmacnia, jak w przypadku art. 33 ust. 3 który zniknął o odpowiedzialności solidarnej członków koła za zobowiązania finansowe koła. Dlaczego? Wiadomo. Wygląda na to, że nikt w Parlamencie nie przeczytał raportu NIK o łowiectwie i wyroku TK z 10 lipca 2014 sygn.akt P 19/13. Na stronie 14. wyroku TK jest nawiązanie do normy prawnej przedwojennej. Skoro nie ma obwodów łowieckich, bo art .27 ust.1 stracił ważność, brak nam tylko prawa polowania!!

NPRM: Popierasz postulat OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych o delegalizacji PZŁ? Jeśli nie, co zamiast tego?

Agnieszka: Nie ma sensu rozliczać PZŁ, my ich nie rozliczymy. Niech tylko oni zejdą z naszej ziemi, łowiectwo byłoby lepsze bez ich monopolu, niech znowu będzie kilka organizacji łowieckich, jak przed wojną, a nie jedna partyjna.

OPZZ zastępuje stary PZŁ nowym i nic nie wnosi lepszego.

Postulat Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej SOLIDARNI jest lepszy, bo zgodny z Konstytucją i oczekiwaniem rolników i właścicieli.

Nasze postulaty oparte są na światowych modelach łowieckich, przedwojennym prawie łowieckim z 3 grudnia 1927 r., wyroku TK z 10 lipca 2014 r. oraz Raportu NIK Prowadzenie gospodarki łowieckiej z września 2015 r.

Oto nasze postulaty:

  1. prawo polowania powiązać z własnością gruntu;
  2. właściciel nieruchomości ma prawo polowania, wydzierżawia prawo polowania kołom albo sam poluje, jeśli jest myśliwym;
  3. znieść zapis, że zwierzyna w stanie wolnym jest własnością Skarbu Państwa, wprowadzić zapis, pochodzący jeszcze z czasów rzymskich „Res Nullus” [rzecz niczyja] dotyczący zwierzyny, zwierzyna należy do ziemi, na której się znajduje,
  4. znieść monopol PZŁ na łowiectwo;
  5. znieść zapis o powierzchni 3 tys. ha jako minimalnej powierzchni obwodów łowieckich, akt notarialny determinuje wielkość rewiru łowieckiego;
  6. wprowadzić państwową licencję łowiecką, państwowe kursy i szkolenia łowieckie;
  7. Lasy Państwowe powinny wydzierżawiać swe grunty myśliwym w drodze przetargowej i zarabiać na łowiectwie;
  8. na koniec roku łowieckiego każdy myśliwy bądź koło łowieckie przesyła do właściwego ministra informacje na temat ilości pozyskanej zwierzyny;
  9. brak przymusu do uczestnictwa w stowarzyszeniu łowieckim, kole łowieckim, łączenia rewirów łowieckich.

Proponowany przez nas nowy system łowiecki spowoduje:

  1. wpływy do budżetu z tytułu licencji łowieckiej i szkoleń łowieckich, i wydzierżawiania myśliwym w drodze przetargu państwowej ziemi (LP);
  2. brak zakładanego finansowania szkód łowieckich przez budżet państwa;
  3. zwiększenie produkcji rolnej i przepływów finansowych w rolnictwie, zwiększenie eksportu produktów rolnych;
  4. zwiększenie liczby myśliwych, otwarcie łowiectwa dla wszystkich, kultywowanie prawdziwej tradycji łowieckiej;
  5. brak szkód łowieckich jako problemu państwa, szkody będą problemem właściciela ziemi;
  6. zwiększenie wpływu z tytułu podatku VAT, albowiem większa produkcja to większa sprzedaż produktów rolnych i większe wpływy vat do budżetu państwa;
  7. koniec z korupcją podczas szacowań szkód, z procesami o odszkodowania.

Proponowany przez nas nowy system łowiecki nie zagrozi:

  1. łowiectwu i liczebności zwierzyny, gdyż większość lasów w Polsce jest państwowych, właścicielom prywatnym będzie również zależeć na zwierzynie, gdyż będzie ich własnością, będą za nią odpowiedzialni, będą mieć przychody z dzierżawy ziemi myśliwym, poza tym zwierzęta łowne nie znajdują się na liście gatunków zagrożonych. Ponadto polowań będą dokonywały osoby z uprawnieniami łowieckimi.
  2. istnieniu PZŁ, OHZ i LP, kołom łowieckim PZŁ.

W załączeniu tabela, opracowana przez nas, która przedstawia roczny bilans obecnego modelu łowieckiego:

KOSZTY PRZYCHODY UWAGI
Koła łowieckie PZŁ 17,7 mln zł czynsz dzierżawny (gminy i LP otrzymują za 25,6 mln ha, max 7 kg żyta/ha) 1,581 mld zł minimalna wartość hobby
60 mln zł szkody łowieckie (w tym koszty szacowania) 80 mln zł skup dziczyzny
36 mln zł Składka członkowska na PZŁ (2017 r.)

357 zł norm, 197 zł ulg.

?? polowania dewizowe, komercyjne OHZ ZG PZŁ 2,75 mln zł, koszt 0,515 mln zł, zysk 2,23 mln zł, wg NIK
Opłata za kurs łowiecki 1000-2500 zł/os ??dopłaty unijne, subwencje krajowe, introdukcje
Razem 113,6 mln zł min. 1,661 mld zł
Lasy Państwowe

10 % leśników w kołach łowieckich

Ochrona lasu przed zwierzyną 144 mln zł (ogrodzono 90 tys ha 1,3 % pow. LP-NIK Raport o łowiectwie, s.65) 5 mln zł za czynsz dzierżawny od kół

za 7,6 mln ha

Utracony przychód za wydzierżawianie lasów w przetargach na dzierżawę obwodów łowieckich min 200 zł/ha, tj.1,5 mld zł

można by było podzielić lasy państwowe na mniejsze parcele po 2 tys. ha i wydzierżawiać w przetargach na polowania

???Szkody łowieckie w lasach (25 tys.ha szkody < 50%, 70 tys.ha szkody 21-50%) dane za 2012 r. Strategia gospodarowania zwierzyną płową.)

średni koszt odnowienia lasu 4,25 tys. zł/ha

200 mln zł ?

Rolnicy, właściciele ziemi

10 % rolników w kołach łowieckich

lasy prywatne to 1,75 mln ha

17,7 mln ha x 100 kg żyta x 0,5 zł/kg=885 mln ustawa prawo łowieckie art.48 pkt 4, szkody za które odszkodowanie nie przysługuje 0 zł/ dzierżawę obwodu ?? utracone korzyści w związku ze szkodami łowieckimi
Podatek rolny wartość 1,5 mld zł/rocznie

250 kg żyta/ha

2 mld zł szacunkowe szkody łowieckie

 

Utracony przychód za dzierżawę obwodu 17,7 mln ha x 100 zł/ha tj. 1,77 mld zł
gmina 12 mln zł za dzierżawę obwodów na gruntach polnych
Skarb państwa straty łącznie 2,194 mld zł rocznie 150 mln zł VAT (zwierzyna zeżarła plony)
344 mln zł kosztów z LP 200 mln zł Utracony przychód za licencję 1 mln myśliwych x 200 zł

?? Utracony przychód za szkolenie myśliwych

w Polsce jest o 1 mln mniej myśliwych względem l. ludności porównując inne kraje zachodnie

 1,5 mld zł utracony przychód za wydzierżawianie LP

885 mln zł + 1,77 mld zł tj. 2,655 mld zł/130 tys. myśliwych tj. 20,4 tys. zł każdy myśliwy otrzymuje rocznie na swoje hobby od rolników/właścicieli ziemi.

NPRM: Tak ogólnie, to jak z tymi myśliwymi w Twojej okolicy? Przesłałaś nam ostatnio zdjęcia, jak rozstawieni byli na stanowiskach przy drodze powiatowej. Trwało polowanie, na drodze normalnie odbywał się ruch kołowy… Organy ścigania coś z tym robią?

Agnieszka: Odpowiedź z policji przyszła taka, że to nagonka stała z bronią przy drodze (wojewódzkiej), a na drodze nie odbywały się w tym czasie zebrania publiczne…

23846503_1981367321888399_470306631_n23845234_1981367241888407_2112941864_n (1)23845175_1981367655221699_592933151_n26694392_2049354368423027_434604124_n.jpg

26647975_2049383158420148_792668428_n26553136_2049382468420217_2116154205_n

 

NPRM: Dokarmianie zwierząt przez myśliwych płodami rolnymi. Co o tym sądzisz? Oficjalnie ma zatrzymać zwierzęta w lesie, aby nie robiły szkód. Jak to działa według Ciebie w praktyce?

Myśliwi ją dokarmiają, jak muszą zabić. Na swoich polach nic nie uprawiają. Mają 25 ha na granicy z nami i nic nie sieją, by ją tam zatrzymać, cała zwierzyna z ich pola idzie na nasze pola. Na swoich polach maja pełno ambon. Grodzenie lasów państwowych przed ich własną zwierzyną pokazuje, że gospodarka łowiecka stoi na głowie, a przecież to LP zatwierdzają te plany łowieckie, podstawę gospodarki łowieckiej.

26553264_2049350608423403_586716834_n.jpg

NPRM: To może jeszcze – inne niż zabijanie sposoby na zabezpieczanie pól i upraw przed dzikimi zwierzętami. Możesz pokrótce wymienić?

Ogrodzenie siatką typu M drut 2,5mm i 2mm, model 200/25/15, słupki betonowe co 5 m, siatka przyorana na 10 cm, dziki nie wchodzą, tabuny jeleni nie zniszczą w jedną noc całego pola. To skuteczny sposób, ale i bezsensowny. Dlaczego my mamy wydawać pieniądze, zamiast przeznaczyć na coś innego?? Lasy Państwowe też tak grodzą młodniki, tylko że zamiast słupków betonowych drewniane.

26638521_2049350215090109_1897407607_n26696728_2049350391756758_461416667_n
Na myśliwych nie ma co liczyć. Lepiej zabezpieczyć swoje uprawy i cieszyć się przez kolejne lata udanymi zbiorami niż rok w rok użerać się z szacującymi i zbieraniem odszkodowań, które i tak nie rekompensują zysku normalnych zbiorów z pola. Podnoszony jest argument o przeszkodach w migracji, ale jakoś nikt nie bierze pod uwagę tego, że na innych obszarach i tak grodzimy się na potęgę, jednocześnie powstają budowane korytarze ekologiczne, a istnieniu jeleni, saren czy dzików nic nie zagraża. Natomiast dla drobnej zwierzyny łownej takiej jak lisy, kuny, zające czy ptactwo ogrodzenia nigdy nie były dużym problemem. 

NPRM: No i co z prawem własności? Obecnie myśliwi mogą jeździć i poruszać się po polach jak chcą. Często czytaliśmy komentarze rolników żalących się na rozjeżdżanie autami zasiewów, budowę ambon bez pozwolenia czy nęcisk. Czy u Was bywało podobnie? I co sądzisz o takich poczynaniach myśliwych. 

Agnieszka: To prawda. Prawo własności nie istnieje dla nich, jeśli chodzi o cudzą własność, już za Bieruta zniknęło cudzych, a zostało 100 metrów od domów, a było w prawie łowieckim z 3 grudnia 1927 r.

NPRM: A jakie jest Twoje podejście do natury? Chodzisz do lasu? Które z dzikich zwierząt lubisz najbardziej?

Agnieszka: Oczywiście, że kocham naturę, ja jestem typową wiejską dziewczyną. Galerie handlowe mnie męczą, wpadam tam, jak już naprawdę muszę i zawsze szukam ekspedientki i krótko mówię czego szukam, nie lubię łazić i szukać między półkami. Uwielbiam podziwiać widoki na naszych polach, zachwycam się jak rośnie zboże, czuję się bardzo dobrze na wsi. Do lasu na grzyby chodziłam jak była małym dzieckiem, teraz nie chodzę z braku czasu.

26648165_2049107291781068_532095900_n26553553_2049386608419803_1622033083_n.jpg

Konflikt trwa od lat i zaostrza się. Źródłem jego jest przestarzała ustawa ”Prawo Łowieckie” stworzona w czasach komunizmu, nie uwzględniająca stanu własności prywatnej, ani interesów innych grup społecznych. Dziś ten spór narasta i komuś chyba bardzo zależy na jego pogłębianiu, podczas przepychania szkodliwych nowelizacji, tylko usztywniających dawny stan. Dzisiaj jedni chcą obserwować, podziwiać i fotografować zwierzęta, bez presji że zostaną przegonieni przez myśliwych. Kolejni pragną w spokoju pracować i zbierać udane plony z pól. Na końcu znajduje się mała grupa, która chce jedynie polować i cieszyć się stosami ubitych zwierząt. Ich hobby odbiera innym wolność do własnego przeżywania natury i spokojnego z nią obcowania, kolejnym wyrządza szkody. A monopolista PZŁ krzyczy od lat, że będzie walczył o zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie i nie cofnie się ani kroku. Jedno jest pewne – potrzebna nam nowa ustawa godząca, a przynajmniej proponująca kompromis wszystkich tych grup. Zamiast pisanych na kolanie nowelizacji mających dokuczyć innym i zabezpieczyć monopol grupy polującej, potrzebne po prostu dobre prawo dla ludzi i zwierząt, wykluczające obecne dziś absurdy. Obyśmy go doczekali…

Na przestrzeni wieków pola, łąki, pastwiska i ugory na trwale wpisały się w krajobraz Polski. Stworzyły dogodną niszę do zasiedlenia przez liczne gatunki ptaków, takie jak bocian biały, czajka, dzierlatka, skowronek, kuropatwa – lista ta jest bardzo długa. Stały się schronieniem dla ssaków takich jak zając, wykształciły też ekotyp sarny polnej. Ekolodzy i przyrodnicy od lat współpracują z rolnikami, uświadamiając ich odnośnie występowania rzadkich gatunków na ich włościach, uzgadniając kompromisowe terminy koszenia łąk i wypracowując lokalne sposoby ochrony gatunków.

Zobacz także:

Sprawa dla reportera: Rolnicy kontra myśliwi oraz ciąg dalszy. Nasz komentarz do tych spraw tu i tu.

Artykuł Głosu Pomorza: Spór o odszkodowanie

Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Rolnicy domagają się likwidacji PZŁ – Myśliwi sobie nie radzą

Reklamy

Myśliwi na potrzeby propagandy znowu koloryzują i upiększają nam rzeczywistość.

Chyba myśliwi przyzwyczaili już każdego z nas do tego że upiększają i koloryzują nam rzeczywistość i to tak bardzo, że nie tylko krew stała się farbą. Ale czy to co mówią nam myśliwi, zawsze jest tak piękne jak nam opowiadają? Lobby myśliwskie wciąż nie potrafi się podnieść i skutecznie walczyć o swój interes. Z marnych 20-40 godzin prac w legendarnych łowiskach nagle zrobiło się 200, a to wszystko na potrzeby propagandy z filmu Druga strona łowiectwa. Celem myśliwych nie jest żadna pomoc (a tym bardziej jakaś ciężka społeczna praca), która jak się widać okazuje jest jedną wielką iluzją i mistyfikacją. Celem myśliwych jest głównie zabijanie zwierząt. Czerpanie z tego korzyści, również profitów finansowych, i to wszystko poza jakąkolwiek niezależną kontrolą państwa.

Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 19-58-09Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 20-01-27Źródło: http://łowiecki.pl/dziennik/forum/printer.php?f=15&i=20711&t=20711

Całkowicie uzasadniona krytyka opinii publicznej powoduje, że Polski Związek Łowiecki chce ją przekonać do siebie, tak jak w spocie filmowym Druga strona łowiectwa. W nim wmawia się wszystkim jak to bardzo myśliwi są potrzebni i ciężko pracują, wykonując społeczną pracę dla społeczeństwa i leśnych zwierząt. No tak, ileż to razy słyszeliśmy te teksty, że polowanie to tylko 10-15% procent gospodarki łowieckiej? A pozostałe rzeczy to przecież ciężka praca w łowisku? Nie da się ukryć. Wszyscy regularnie i to dość często widujemy myśliwych ciężko pracujących w pocie czoła na poletkach łowieckich i łąkach śródleśnych 😂. Nie da się ukryć, że myśliwy spotkany z kosą lub szpadlem to przecież bardziej powszechny widok niż taki spotkany ze sztucerem ☺. Nie wiem czy wiecie, ale właśnie łąki śródleśne wymagają częstych zabiegów agrotechnicznych, koszenia, nawożenia i prac melioracyjnych, a nawet częstego regulowania stosunków wodnych. No tak, również wszystkie tereny i całe pasy np. pod słupami wysokiego napięcia w całej Polsce – to właśnie te miejsca, w których rosną całe połacie soczystej kończyny. No bo przecież bez bezinteresownej pomocy myśliwych wszystkie zwierzęta poumierają nam z głodu lub wyrządzą szkody łowieckie. Idźcie sobie do pierwszego większego lasu i zobaczcie jak wyglądają łąki.

Każde zdanie jakie wypowiedziano w tym spocie jest dyskusyjne. Ale najbardziej przykuwa moją uwagę właśnie te rzekome 200 godzin. Kilka kliknięć myszką, szperania w sieci i okazuje się, że jednka sprawy nie wyglądają aż tak różowo jak myśliwi by chcieli. Będziemy uprzejmi i omińmy już nawet to, że przecież z tego co każdy może się doszukać na stronach kół łowieckich. Osoby posiadające stanowsika funkcyjne w PZŁ oraz osoby starsze z reguły i tak są zwalniane z wykonywania wszystkich prac. To poza tym wszystkim o ile pozostali myśliwi, jak widnieje w dokumentach, które są wszystkim ogólnodostępne w sieci. Nie tyle co pracują mniej niż podaje spot tutaj (od 01:38):

to i tak mają jeszcze pełną możliwość całkowitego uchylania się od prac, a potem podawania nam liczb nie mających nic wspólnego z rzeczywistością.

PrzechwytywanieŹródło: http://www.lowiecki.pl/dziennik/forum.php?f=21&t=81742&numer=2882

A na czym polega ten cały dość powszechny proceder i powstawanie rzekomych godzin których myśliwi fizycznie i tak nie przepracują? Cała ilość i suma godzin jest ściśle i z góry co roku ustalana w kołach łowieckich przez tzw. Walne Zgromadzenie w skrócie WZ. I właśnie dla tych którzy chcą unikać prac, przewidziano tzw. wartość jednej roboczogodziny. I z reguły ta wspomniana wartość roboczogodziny waha się między 10 a 20 zł. Co to dokładniej w praktyce oznacza? Jeżeli przykładowo pani Diana Piotrowska należy do koła łowieckiego, w którym na podstawie uchwały WZ uchwalono, że każdy członek koła musi w danym roku gospodarczym przepracować 20 godzin – to w sytuacji gdy wartość jednej roboczogodziny wynosi np. 10zł. Wystarczy, że pani Diana wpłaci 2000 zł i jest to po prostu z automatu traktowane tak jak przepracowane 200 godzin. Proste :)?

Prace na rzecz koĹ‚a 2017-11-08 23-48-29Źródło: http://wkl280.pl/uchwaly/uchwala-nadzwyczajnego-walnego-zgromadzenia-czlonkow-wkl-nr-280-labedz-z-dnia-03-06-2017-r/

Walne Zgromadzenie Członków Koła Łowieckiego „Dzik” w SłońskuŹródło: http://dzikslonsk.pl/?p=915

Prace na rzecz koła 2017-11-08 23-19-50Źródło: http://13slonka.pl/wp-content/uploads/2016/04/UCHWALA_2015.pdf

Poza tym WZ każdego koła łowieckiego ma również tutaj wolną rękę i to od jego dobrej woli zależy, jaką w danym roku gospodarczym ustali wartość roboczogodziny. Ile przydzieli ich członkom danego koła. I czy tylko rzecznicy dyscyplinarni, sędziowie sądów łowieckich i dani członkowie komisji-rewizyjnych zostaną zwolnieni z obowiązku pracy czy zwolnieni zostaną również pozostali członkowie koła.

Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 23-53-08Źródło: http://kalwerktools.home.pl/huntertools/data/documents/poradnik_prawny_lowiectwo.pdf

Zatem iluzją jest informacja jaką podano nam w spocie, iż w ubiegłym roku myśliwi przepracowali społecznie ponad 3 000 000 godzin, czyli na każdego przypadało 200 godzin pracy, nad zagospodarowaniem obwodów i ochroną przyrody.

Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 20-06-17Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 20-08-15Źródło: http://łowiecki.pl/dziennik/forum/printer.php?f=15&i=20711&t=20711

A jeżeli chodzi o prowadzenie dokumentacji łowieckiej, która opiera się tak naprawdę na zasadach dobrej woli, która również jest związana z wykonywanie prac gospodarczych, to jeszcze nie raz wam opowiem. Ale może to w następnym poście…

Snowden

Totalna kompromitacja myśliwych – „Słusznie zrobią z nas psychopatów!”

Do sieci przedostaje się bulwersujący film, na którym myśliwi „dają wyraz tradycji” mażąc się krwią, dowcipkując i przeklinając pośród zwłok zabitych zwierząt. Nagranie pierwotnie pojawia się na jednej z grup myśliwskich, przy czym wszyscy łącznie z rzecznik PZŁ na czele krzyczą, aby żenujący materiał usunąć. Z pomocą przybywa dzielna administratorka, video zostaje skasowane. Uff, co za ulga! Udało się. Albowiem koledzy i koleżanki wszyscy wiemy jak jest, ale pewnych rzeczy lepiej nie publikować, aby nie szargać dobrego imienia łowiectwa. Niestety – film zostaje opublikowany na jednej ze stron antyłowieckich, szybko zyskuje tysiące udostępnień i odbija się szerokim skandalem w mediach. Potem jest już tylko śmieszniej. Skompromitowane PZŁ wydaje oświadczenie, w którym potępia zarówno zachowania tamtych myśliwych jak i stwierdza, że zachowania te nie mają z łowiectwem nic wspólnego. Grozi im też postępowaniem dyscyplinarnym. A szeregowi myśliwi turlają się ze śmiechu, że zarząd ugiął się pod naporem społecznej krytyki, bo przecież nic oburzającego na tym nagraniu nie zaszło.

DSC433N0164

Kolejny odcinek z serii: „Nie wstydźmy się swej łowieckiej pasji, ale nie wrzucajmy do sieci straszniejszych dla oka rzeczy, bo ekologi nas dojadą”.

Kilka dni temu, na zamkniętej grupie facebookowej „Rozmowy na Ambonie” ktoś wrzucił filmik z chrztu myśliwskiego. Jak wygląda taki chrzest?

„Myśliwy z odkrytą głową klęka na lewym kolanie (…). Podczas chrztu wszyscy myśliwi uczestniczący w ceremonii przyjmują postawę stojącą oraz zdejmują nakrycia głowy (za wyjątkiem myśliwego dokonującego chrztu), trzymając je w lewej ręce.

Celebrujący nożem myśliwskim lub palcem znaczy czoło myśliwego chrzczonego farbą (krwią – przyp. cytującego) zwierzyny (przy drapieżnikach czyni to symbolicznie)”

Źródło: https://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=5&_Lang=de&_C=C_DZIALY.KULTURA.ZWYCZAJE_I_CEREMONIALY.CHRZEST&_rC=C_DZIALY.KULTURA&_CheckSum=413198286

Więcej pisaliśmy w I części opisującej absurdy myśliwskich tradycji:

Tradycje łowieckie. W oparach absurdu.

Grupa „Rozmowy na Ambonie” opisuje się tak Grupa „Rozmowy na Ambonie” ma na celu ukazanie etycznego myślistwa co dąży do przedstawienia go w dobrym świetle. Administratorka tej grupy wyznaje dość specyficzne podejście do kwestii zasad etyki myśliwskiej, a może nawet wcale nie takie rzadkie… W każdym razie zawrzeć można je w sławnym już zdaniu Koledzy wszyscy wiemy jak jest, ale nie zamieszczajcie w sieci tego i owego, bo „zieloni” i tak nie zrozumieją naszej wspaniałej pasji. To specyficzne podejście  zakłada więc promowanie łowiectwa poprzez zwyczajne kłamstwo, na zasadzie nie pokazujmy jak bardzo jesteśmy porąbani, bo ludzie i tak nie zrozumieją… Ale najbardziej szokującym jest fakt, że myśliwi za „sprzeczne z etyką” uważają nie swoje spaczone zachowania, a po prostu ich publikację… Screeny poniżej pozwolą w pełni zrozumieć mechanizm jaki zadziałał w przypadku omawianego filmu.

23316433_1893620427620505_3381582506926283291_n

23172555_1893620564287158_645610911952514367_n

Dalej opis idzie tak: W tych czasach a dokładnie w przeciągu kilku lat temat myślistwa się ciągnie nieustannie co sprawiło,że opinia społeczeństwa nie jest zadawalajaca.
Grupa pragnie przedstwić dobre atuty myślistwa bo tylko takie istnieją (hahahahahaha! – przyp. NPRM) lecz ludzie o tym nie wiedzą i właśnie chcemy takie osoby także poinformować, nauczyć, wytłumaczyć.  nom. Udało się ukazanie etycznego myślistwa i jego dobrych atutów .

Ponieważ na rzeczonym filmie uchachani myśliwi po kolei wsadzają łapy w wnętrzności dzika i smarują krwią pasowanego fryca na całą twarz (eeewwww…), śmiejąc się, że owy fryc wygląda jak Indianin. Przy tym wulgarne żarty, śmiechy i przekleństwa miotane nad zwłokami zwierzęcia, któremu ten śmieszny ceremoniał ma rzekomo ”oddać hołd”.  Trza mieć na uwadze, że krwi nie można zmyć do końca dnia i potem tacy umorusani nemrodzi niezbadaną krwią chodzą po różnych miejscach, w tym hodowlach i roznoszą nie wiadomo co. A potem krzyk, że trzeba walczyć z ASF i eliminować dziki (www.facebook.com/trojmiasto.przeciw.mysliwym/videos/1890359011292326/).

I w „Rozmowach na Ambonie” zawrzało wśród braci łowieckiej. Widząc jak temu nagraniu daleko od etyki, wzniosłości, dumy i innych patetycznych słówek nt. łowiectwa, udzielający się tam myśliwi wrzeszczeli, żeby jak najszybciej usunąć, bo zieloni będą mieć używanie. Szczególnie, że nie raz i nie dwa zdarzały wycieki z zamkniętych grup facebookowych o tematyce myśliwskiej trafiające na profile, na których PZŁ wolałby tego nie widzieć. Większość screenów facebookowych, które m.in. umieszczamy w naszych artykułach pochodzi właśnie z takich zamkniętych grup. Często pokazujące łowiectwo od tej mniej przyjemnej strony, bez ślicznego opakowania, w którym opchnie się nieświadomym ludziom.

22852184_1890366171291610_2324897036981566433_n

Raz opublikowaliśmy zdjęcie jak pies myśliwski trzyma w zębach żywego bażanta i bardziej myśliwi się przejęli, że pseudoekolodzy zrobią dym:  https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/10/16/mysliwi-znecaja-sie-nad-zywymi-bazantami-strzelanie-przy-podsypach/

Tu było podobnie. Więc nic dziwnego, że myśliwi panikują przy zamieszczanych potencjalnych kontrowersyjnych materiałach, a przy przyjmowaniu nowych członków do niektórych z tych grup prowadzi się silną selekcję.

Film został usunięty, myśliwi odetchnęli z ulgą, że żaden eko-kret nie wykradł.

22886269_1890366221291605_5962940117771420465_n

Jak to mówią… nie chwal przed zachodem słońca. Trójmiasto Przeciw Myśliwym opublikowało ten film na swym wallu, edukując o tym jak wygląda prawdziwe i etyczne łowiectwo od kuchni :). Do bonusu dodało dwa powyższe zrzuty z dyskusji. Wyobrażam sobie tych wszystkich użytkowników oddychających z ulgą, kiedy na widok zreuploadowanego filmu krzyczą siarczyste Nooo!!! jak Darth Vader w „Zemście Sithów” ☺.

Nagranie zrobiło furorę. Prawie 2 tys. udostępnień na Facebooku, wzmianka na o2.pl, Gazeta Wyborcza także podłapała temat, a jakby tego było mało – TVN nagłośnił w telewizji . To musiało zaboleć środowisko myśliwych.

http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,22592070,kreslili-znak-krzyza-na-twarzy-krwia-rozcietego-zwierzecia.html

https://www.o2.pl/artykul/pasowanie-na-mysliwego-trafilo-do-sieci-malowali-twarz-kolegi-krwia-zwierzecia-6183171210692737a

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22593006,makabryczne-pasowanie-na-mysliwego-malowali-twarz-kolegi.html

https://fakty.tvn24.pl/fakty-po-poludniu,96/oburzajacy-film-z-pasowania-na-mysliwego,786734.html

https://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/mysliwi-mazali-sie-krwia-zwierzat-ks-boniecki-cos-chorego,787103.html

http://www.lubin.pl/%EF%BB%BFskandal-na-polowaniu/

https://oko.press/zabijam-wiec-makabryczny-film-polowania-czyli-o-czym-polski-zwiazek-lowiecki-woli-milczec/ (AKTUALIZACJA, 08.11.2017)

I to konkretnie. Skompromitowana administrator „Rozmów na Ambonie” zrezygnowała z swej funkcji, a sama grupa chyba przestała istnieć albo zmieniła nazwę, ponieważ jak wpisałem w wyszukiwarce (celem zrobienia screena w/w opisu) to wyskakuje mi publiczny fanpage. Oj, nie udało się ukazanie etycznego myślistwa i przedstawienie go w dobrym świetle :D.

Dalej było jeszcze lepiej. PZŁ bardzo spanikował i gdy film znalazł nowe życie w anty-myśliwskich mediach, zostało opublikowanie oświadczenie, w którym wynika, że feralny film został zarchiwizowany i oceniany negatywnie przez Komisję Kultury ORŁ w Legnicy, a jego bohaterowie zostali zidentyfikowani jako koło łowieckie w Legnicy i będą mieli postępowanie dyscyplinarne (https://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=11&_RowID=1474&newser=no&_Lang=pl&_CheckSum=371192506).

pismol pzl

I tu pojawia się małe „ale”. Front Antyłowiecki słusznie kmini, że to zasłona dymna w celu uspokojenia opinii publicznej, a środowisko myśliwskie jest czym innym oburzone:

„Chociaż podejrzewam, że rzecznik sprawą się nie zajęłaby, gdyby nie ogromny smród na polu publicznym. Myślicie, że to jakiś jednostkowy przypadek, a inne ceremonie z pasowania na rycerza św. Huberta są mniej krwawe? Rzecznik PZŁ może pisać, że Komisja negatywnie określiła zachowanie z filmiku i wyciągnie konsekwencje, ale sorry – zbyt dużo naczytałem reportaży z Dziennika Łowieckiego, by uwierzyć w dobre intencje. Prawda może być taka, że władze najwyżej pogrożą paluszkiem i większych konsekwencji nie będzie, bo komu będzie się chciało sprawdzić jak jest naprawdę?

I jeden z komentujących pod postem PZŁ pyta się, czemu cyt.  »Dlaczego chronimy podświadomie to koło? Może warto podać jego nazwę?«. No właśnie, gardzimy kołem czarnych owiec, ale nie mówimy kto, bo…?”

No właśnie. Rzecznik PZŁ wcześniej krzyczała, że „wezmą nas za psychopatów”, a film usunięto mając nadzieję, że tym razem ohydne praktyki kolegów po lufie nie ujrzą światła dziennego, a sprawę zamiecie się pod dywan. Ale gdy mleko krew się wylała, to trzeba zmienić taktykę, że to nie ma nic wspólnego z tradycją i łowiectwem. Tym bardziej śmieszy reakcja PZŁ, które wydało oświadczenie jak to bardzo potępiają zachowania swoich kolegów dopiero po tym gdy rozpętała się medialna burza. Co ciekawe i najzabawniejsze, sami myśliwi natrząsają się i dowcipkują z reakcji władz związku, które to próbuje ratować sytuację świstkiem pod naporem społecznej krytyki. Mało tego, sporo myśliwych w komentarzach twierdzi, że na nagraniu nic takiego nie zaszło, że to normalne, o co w ogóle cały krzyk itp. Inni otwarcie szydzą z PZŁu twierdząc, że rzecznik dyscyplinarny może im naskoczyć, bo żaden przepis prawa łowieckiego ani punkt „etyki” nie został złamany.

Screenshot - 2017-10-31 , 23_19_04

Screenshot - 2017-10-31 , 23_18_31Screenshot - 2017-10-31 , 23_21_00Screenshot - 2017-11-02 , 12_00_37

Fakt faktem, że reakcja myśliwych na osi czasu PZŁ mówi znów wiele o całym środowisku… Zresztą pamiętam moment, kiedy pani rzecznik płakała jak to mogą przeprowadzać szkolenia wizerunkowe i pouczać myśliwych jak mają zachowywać się w mediach i co wolno wstawiać do sieci, a „nasi myśliwi i tak pokażą co potrafią”.

Screenshot - 2017-10-31 , 23_33_58Screenshot - 2017-10-31 , 23_32_29Screenshot - 2017-10-31 , 23_31_10Screenshot - 2017-10-31 , 23_29_32Screenshot - 2017-10-31 , 23_23_15Screenshot - 2017-10-31 , 23_26_43Screenshot - 2017-10-31 , 23_28_44
23163527_491867427848078_884960183_n
Mirosław J.  to ten sam słynny „czak noris” z Puszczy Białowieskiej, który zasłynął z agresji i brutalności podczas pacyfikacji strajkujących w Puszczy. Na ramieniu nosił wtedy naszywkę z napisem „Śmierć wrogom ojczyzny” za co został oddelegowany z rejonu Białowieży. Sprawa również odbiła się szerokim echem w mediach. Teraz widać został specjalistą od prawa łowieckiego i etyki… 

I wiecie co jest jeszcze w tym żałosne? Ostatnio ciągle opinia publiczna ma powody do gniewania na PZŁ:

W Żernicy grupa myśliwych została przyłapana przez innego myśliwego na oskórowaniu skłusowanej wcześniej wilczycy. (http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html).

Niedawno skazano myśliwego, który faszerował mięso nadziewane haczykami, celem kłusownictwa na wielkich drapieżnikach (http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-10-04/mysliwy-oskarzany-o-usmiercanie-dzikich-zwierzat-zostal-ukarany-wieszal-w-lesie-mieso-naszpikowane-haczykami/).

I ostatnia sprawa, gdzie myśliwy zastrzelił osobę postronną myląc z dzikiem i nawet nie poszedł siedzieć do więzienia, bo dostał tylko zawiasy (https://www.tvn24.pl/wroclaw,44/myslal-ze-strzela-do-dzika-zabil-czlowieka-mysliwy-uslyszal-wyrok,782057.html).

Co łączy te sprawy? Do tej pory nie wiadomo jakie wobec nich konsekwencje wyciągnął PZŁ. Żadnego pisma, oświadczenia, posta na Facebooku. W przypadku myśliwych od zabitego wilka PZŁ tłumaczył, że zawiesi ich członkostwo dopiero, gdy będzie po wyroku sądowym. Wyrok był kilka miesęcy temu, ale jakichś informacji ni widu, ni słychu (AKTUALIZACJA, 07.11.2017: Wyrok do dziś był nieprawomocny, a wedle słów rzecznik PZŁ skazani stracili członkostwo, jednak mimo zapowiedzi nadal brak oficjalnego dokumentu). Tak samo z dwiema sprawami. Zero oficjalnego oświadczenia ze strony władz Polskiego Związku Łowieckiego. A w przypadku tego nieszczęsnego filmu to szybcikiem opublikowano sprostowania i mydlenie oczu w sprawie, która poza niesmaczną oprawą nie łamie jakichś przepisów prawa łowieckiego, na pewno to nie jest jedyne koło łowieckie z takim… brakiem etyki, większość strony pro-myśliwskiej wzrusza ramionami i szczerze mówiąc, w porównaniu z innymi występkami myśliwych to małe miki.

Co do samej tradycji… Gdyby Polski Związek Łowiecki chciałby faktycznie dbać o swój wizerunek, to poszedłby z duchem czasu i dostosował się do aktualnego rozwoju społecznego i z tej tradycji zrezygnował albo zmodyfikował ją, by nikt nie był urażony czy zniesmaczony (np. pasowanie na myśliwego/chrzest bez krwi i jedynie symboliczne ruchy ręką/kordelasem). Albo mieć jaja i pokazywać całe łowiectwo z jego całym bagażem, także z tym niewygodnym dla oka. Inaczej zawsze jest groza, że strona przeciwna wykorzysta to przeciw myśliwym. No, ale ja tylko jestem głupim ekooszołomem, co siedzi przed komputerkiem i pewnie się mylę. Oraz nie rozumiem pięknych tradycji :P.

I można by się śmiać, gdyby nie fakt, że tego typu wyczyny uważane są w środowisku łowieckim, za normalne, wyraz jakiejś „świętej” tradycji co do której na forum publicznym gęby mają wypełnione patetycznym bełkotem. Jednak jedyne o co się martwią, to aby nie pokazać tej wspaniałej tradycji postronnym ludziom jak to w istocie wygląda, bo „słusznie wezmą nas za psychopatów”. Ogrom przykładów hipokryzji myśliwych, poziom zakłamania, jaki ujawnił się podczas redagowania przez nas tej sprawy, przebił chyba wszystko co do tej pory było. No, ale jako że nie mamy większego pojęcia o łowiectwie to pewnie myśliwi jeszcze nie raz nas zaskoczą :). A zakończmy może naszym ulubionym już, nieśmiertelnym cytatem pani rzecznik PZŁ, która to nie ma już siły odkręcać głupoty swoich członków… My też nie mamy… Ale staramy się z całych sił wspierać panią rzecznik w walce o dobre imię łowiectwa i zwalczanie zachowań szkalujących jego godność.

15825913_1738406566475226_386930601117594171_n
Dla jasności – Ta wypowiedź dotyczyła innego kompromitującego materiału, na którym myśliwi w chamski, buracki, prostacki i wulgarny sposób odnosili się do dziennikarzy z Interwencji. ”Szkolenie antyburackie”  – bardzo dobry pomysł! A, że wstyd aż interweniować? Ojej…

27

4334433

12189567_1027092814022359_2493674803985213505_n

 

Sukces blokady IX Hubertusa w Węgrowie! Obrońcy ocalili mnóstwo zwierząt.

Poprzedni weekend przejdzie do historii jako jeden z najczarniejszych dni polskiego łowiectwa. A zarazem jako ważne wydarzenie w historii polskiego ruchu antymyśliwskiego.

29 października myśliwi celebrowali swoją krwawą orgię wraz z księżmi, biskupami i politykami. O ironio, modlili się o udane łowy do św. Huberta, który przecież nawrócił się i przestał polować wg legendy.

22853222_1545392885552345_2431865950018876871_n

23031472_1545392255552408_4285990056459957651_n

„Hubertus w Węgrowie przyciągnął w tym roku kilkuset myśliwych (oficjalnie blisko 400) i sympatyków łowiectwa z całej Polski. Imprezę organizuje Parafia Rzymskokatolicka pw. św. Ojca Pio w Węgrowie. W tym roku do polowania dołączył minister Szyszko wraz z kapelanem myśliwych, Tomaszem Duszkiewiczem –
osoby wyjątkowo nielubiane wśród organizacji zajmujących się prawami zwierząt.”

Źródło: www.facebook.com/pg/wroclawianie.przeciw.mysliwym/photos/?tab=album&album_id=1544543038970663

W IX Hubertusie węgrowskim brała córka Jana Szyszki, który osobiście odebrał ślubowanie myśliwskie od niej.  Był jej opiekunem w czasie stażu i wprowadzania w świat łowiectwa… Ciekawe czy strzelania do bażantów puszczanych z klatek też nauczył?

Przeciwko temu zaprotestowali ekolodzy, obrońcy praw zwierząt, przyjaciele lasu i aktywiści z Wrocławianie Przeciw Myśliwym, Warszawiacy Przeciw Myśliwym, BASTA Inicjatywa na Rzecz ZwierzątPoznaniacy Przeciwko Myśliwym, Niech Żyją oraz Obywatele Przeciwko Zagrożeniom Wynikającym z Polowań. Blokując polowania uniemożliwili wielu myśliwym oddanie strzału.

22852170_1544544722303828_2056298393201751394_n22885885_1483274771755719_3847237696040391343_n

Myśliwi, którym towarzyszyliśmy w lesie, 4razy próbowali polować i 4 razy musieli ustąpić. – opisywali Wrocławianie Przeciw Myśliwym. Wymowne zwłaszcza jest zdjęcie, kiedy myśliwy stoi z opuszczoną strzelbą obok aktywistki. Nie może strzelić przy osobie postronnej…

22853034_1544543412303959_4614637595445976634_n.jpg

22886145_1544544658970501_6211709368650898241_n.jpg

22815341_1544546875636946_2845606344000968278_n

Aplikacja, która informowała o lokalizacji aktywistów.

Do tego okazało się, że wszystkie polowania zbiorowe podczas Hubertusa w Węgrowie nie były oznaczone zgodnie z zarządzeniem nr 17 Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych z dnia 22 maja 2017 r. w sprawie zachowania bezpieczeństwa w trakcie polowań zbiorowych organizowanych w ośrodkach hodowli zwierzyny Lasów Państwowych. Wezwana policja nie była w stanie ustosunkować się do zarzucanych myśliwym uchybień. Funkcjonariusze potwierdzili, że nigdzie nie było znaków ostrzegawczych o polowaniu.

22894098_1483266165089913_8228573263042952078_n.jpg

Proszę! A zwykle to aktywiści są oskarżani o stwarzanie zagrożenia i inne bzdety. Kolejny przykład, że narażenie osób postronnych na niebezpieczeństwo to raczej domena łowiectwa.

A dlaczego myśliwi tak kochają zbiorówki doskonale wiemy. Krwawa orgia i zbiorowy gwałt na naturze wespół z naganiaczami, po wszystkim na poprawę nastroju i otępienie zalewana biesiada. Jak widać opór społeczny wobec takich wynaturzeń rośnie, i tym razem możemy Wam przepowiedzieć, że będzie przybierał na sile. Nie ma zgody pseudoekologię uprawianą przez myśliwych.

Myśliwym nie podobało się jak ktoś przeszkadza w realizacji ich „pasji”. Aktywiści, przyrodnicy i ekolodzy spotykali się z agresją i butą myśliwych, jednej grupie zablokowano auto podczas jazdy publiczną drgoą, innym myśliwi spuścili powietrze z kół. Czują się bezkarni – ale czemu niby nie, skoro za zabójstwo człowieka dostają rok w zawieszeniu?

„Aktywiści z Inicjatywy na Rzecz Zwierząt – Basta twierdzą, że myśliwi próbowali przepędzić ich z miejsca polowania i odebrać kamerę.

Jechaliśmy drogą publiczną za samochodami, jeden z nich się zatrzymał na poboczu, my pojechaliśmy dalej. Później inne auta zatrzymały się na drodze blokując nam przejazd, dojechał tamten z tyłu. Myśliwi wysiedli z samochodów, zaczęli szarpać za klamki, walić w szyby, poczuliśmy się zaatakowani przez nich powiedziała Polsat News Małgorzata Rawa, ekolog.” – dowiadujemy się z reportażu Polsat News (http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-10-28/szyszko-na-polowaniu/).

– Jeden z myśliwych rzucił się na kolegę, który rejestrował całe zdarzenie kamerą, wykręcił mu rękę, wyrwał kamerę – dodała aktywistka. Cóż, agresję i nienawiść trzeba jakoś wyładować, jak nie można było na zwierzętach, to czemu nie na aktywistach… Taką wściekłością myśliwi reagują zazwyczaj, kiedy uniemożliwia im strzelanie do zwierząt.

22894098_1544543402303960_4577659581412817444_n

„Podczas jednej z wielu dzisiejszych blokad Antyhubertusa zablokowaliśmy ciągnik ciągnący wagon pełen zaganiaczy, którzy bardzo zdenerwowani wygrażali nam przez kilkanaśnie minut. Niereagowaliśmy – poprostu siedzieliśmy spokojnie w samochodzie wiedząc że każda minuta to uratowane zwierzęta. Pomimo spuszczonego powietrza w tylniej oponie udało się !” (https://www.facebook.com/events/177859116101094/permalink/178074249412914/?action_history=null)

Screenshot - 2017-11-01 , 22_52_14.png

Naganiacze i myśliwi – ostoja wszelkiej kultury łowieckiej, tradycji i czego tam jeszcze. Tak zachowywali się przy spotkaniu z obrońcami zwierząt, kiedy nie mogą postrzelać. Zresztą to nie pierwsza sytuacja tego typu. Tydzień przed węgrowskim Hubertusem Wrocławianie Przeciw Myśliwym uniemożliwili polowanie KŁ „Darz Bór” w Miliczu, wobec czego jeden z biorących w nim udział naganiaczy wykazał się ogromną furią w kierunku aktywistów. Dodatkowo był pod wpływem alkoholu:

Ciekawe rzeczy o kapelanie Lasów Państwowych – ks. Tomaszu Duszkiewiczu opisują Warszawiacy Przeciw Myśliwym. Tym samym Duszkiewiczu, który wypłakiwał w telewizji, że aktywiści sprzeciwiający się wycinaniu w Puszczy Białowieskiej go pobili, choć nie było na to jednoznacznych dowodów:

„Jedna z grup natknęła się na koło łowieckie, w którym brał udział kapelan Lasów Państwowych i osobisty przyjaciel Szyszki, ks. Duszkiewicz. Ten wykazał się wyjątkową agresją, atakując jednego z aktywistów: »On to (Duszkiewicz) w zdrowym odruchu miłości wobec bliźniego zaczął mnie popychać wraz z kilkoma innymi myśliwymi i zostałem przez nich poturbowany. Nie oszczędzono także mojej dziewczyny, której musiałem bronić przed próbami ataku. Nasz kolega został przez kolejną grupę 5-7 myśliwych odciągnięty na bok i grożono mu, że zostanie powieszony za wnyki na drzewie«.

Zdjęcie użytkownika Warszawiacy Przeciw Myśliwym.

Nie tylko aktywiści padli ofiarą agresji myśliwych. jak pisze Agnieszka Król w Tygodniku Siedleckim relacjonująca blokadę węgrowskiego Hubertusa: „Na dzisiejszej uroczystości również sama miałam nieprzyjemny incydent – dwóch panów myśliwych spychało mnie ze schodów kościoła, po czym zaczęli mnie szarpać, plecami i rękami zasłaniali mi stojących przed wejściem do kościoła pana ministra i innych oficjalnych gości uniemożliwiając mi wykonywanie mojej pracy. (może pomylili mnie z dzikiem?)

Źródło: http://www.tygodniksiedlecki.com/t42385-obroncy.zwierzat.w.akcji….htm

Oczywiście myśliwi zaczęli się usprawiedliwiać, że to aktywiści są tymi agresywnymi i prowokują. „Rzeczniczka Polskiego Związku Łowieckiego przyznała, że »analizuje zachowania aktywistów od lat«. – Myśliwi przechodzą szkolenia wizerunkowe i są bardzo opanowani w takich sytuacjach. Ekolodzy zaczęli tak naprawdę inscenizować takie sytuacje i opowiadać historie nad wyrost, żeby postawić nas w złym świetle – powiedziała Piotrowska, odnosząc się do filmiku zamieszczonego przez aktywistów, który ma być dowodem na agresję myśliwych.”

22814316_1544543948970572_6758116810541946938_n

Inaczej mają starsze materiały aktywistów. Pozwolę na mały offtop:

W lutym tego roku Warszawiacy Przeciw Myśliwym udostępnili film, na którym myśliwy zaatakował tłukąc na oślep pastorałem ekologów, którzy przeszkodzili w polowaniu:

W styczniu tego roku Obywatele Przeciwko Zagrożeniom Wynikającym z Polowań zablokowali zbiorowe polowanie w Nadleśnictwie Bircza, a nietrzeźwy myśliwy zaatakował towarzyszącego kamerzystę Oko.Press (https://oko.press/grzybiarki-zablokowaly-polowanie-protest-przeciw-ustawie-szyszki-oddajacej-mysliwym-lasy-wylacznosc/).

W tym samym miesiącu „Interwencja” relacjonowała blokadę polowania przez Wrocławian Przeciw Myśliwym, a myśliwym z materiału daleko było opanowania, a na szkoleniach wizerunkowych chyba spali. Stwierdzenia typu Spierdalaj czy Pocałuj mnie w dupę! były na porządku dziennym (http://www.interwencja.polsatnews.pl/Interwencja__Oficjalna_Strona_Internetowa_Programu_INTERWENCJA,5781/Archiwum,5794/News,6271/index.html#1536150). Wówczas Front Antyłowiecki dokopał się do materiałów z jednej zamkniętych grup facebookowych, gdzie rzeczniczka Polskiego Związku Łowieckiego ubolewała, że z głupotą niektórych członków PZŁ nic nie zrobi. A 3/4 komentujących rzucała wulgarnymi epitetami nt. materiału i opisywała co zrobiłaby „zielonym idiotom”. (www.facebook.com/FrontAntylowiecki/posts/1738370753145474).

15825913_1738406566475226_386930601117594171_n

Widzicie? Myśliwi będą promować na tych bardziej moralnych, często wynajdując wulgarne komentarzy anty-myśliwych. Kiedy jednak przychodzi do fizycznej konfrontacji, to ludzie pokojowo manifestujący swój sprzeciw padają ofiarą agresji słownej, szyderstw, wulgaryzmów, a nawet jak już bywało przemocy fizycznej. Myśliwi rzekomo tacy zrównoważeni i opanowani posiadacze broni – jednak wystarczy uniemożliwić im polowanie, aby być świadkiem napadów szałów i wściekłości, chyba z powodu tego, że nie postrzelają do zwierząt. W końcu tą agresję i frustrację życiową trzeba na kimś rozładować. Jak nie można na zwierzętach, to może na myślącym inaczej przeciwniku polowań.

Wracając do węgrowskiego Hubertusa – Jak potwierdza sam min. Szyszko w materiale TVN, w którym podziękował myśliwym strzelającym do dzików, że ci „spełnili swój obowiązek względem państwa”, że cyt. „pewnie pozyskaliby więcej, gdyby im nie przeszkadzano” (https://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/wzruszony-minister-i-protesty-aktywistow-podczas-hubertusa,785581.html).

22852109_1544544635637170_8059493438374648494_n

Ponad 420 myśliwych upolowało… 15 dzików i garstkę lisów :). Tym razem nie było licznego pokotu, a Bór nie zdarzył. Św. Hubert (który musi przewracać się w grobie podczas każdego gwałcenia natury przez myśliwych) także nie pomógł. Ten dzień to zwycięstwo i bezpieczeństwo dla zwierząt, które rokrocznie giną tylko dla zaspokajania prymitywnej żądzy zabijania, zabawienia się kosztem cierpienia i śmierci.

22851712_1544543625637271_364221711194650888_n23032706_1483289508420912_4065909370299115145_n

Wielkie brawa dla tych ludzi, którzy swój wolny czas poświęcili dla ratowania dzikich zwierząt, by przerwać krwawą orgię myśliwych. Szczerze, to jesteśmy wzruszeni, kiedy 3 lata temu skrzyknęliśmy się spontanicznie na NPRM i w 2015 roku zainicjowaliśmy jedną z pierwszych blokad polowań w Puszczy Zielonka – kto by przypuszczał, że ta fala rozleje się tak szerokim nurtem? Państwo zrzeszyliście się w swoich miejscowościach zakładając lokalne grupy oporu i oto działacie! Los dzikich zwierząt i ich życie oraz przyszłość barbarzyńskiej rozrywki zwanej łowiectwem jest teraz w Waszych rękach. Tworzycie nowoczesną historię Polski, która oby niedługo stała się bardziej przyjaznym miejscem wobec ludzi, dla których nasze dziedzictwo przyrodnicze ma większą wartość niż przeżarta dziczyzna, sprzedane trofea i skóry.

Nasz Bór .

22894030_1544544012303899_7204383588023407069_n

Myśliwi strzelają do zwierząt nawet przy wodopoju.

Nasza praca na NPRM to nie tylko publikacje i artykuły, ale też wieści z myśliwskich łowisk i obwodów. Zamieszczamy zdjęcia wykonane w terenie monitorując, często niezgodną z prawem lub sprzeczną z etyką działalność myśliwych. Na bieżąco znajdziecie wszystko w zakładce Nasze Akcje. Dobra wieść jest taka, że może to robić tak samo każdy z Państwa podczas zwykłego spaceru. Ostatnio myśliwi tworzą mnóstwo obrazków mających pokazywać jak to w pocie czoła i bezinteresownie zajmują się pomocą zwierzętom, a to paśniki uzupełniają, dokarmiają, lizawki robią, latem w upał wodę w beczkach noszą na plecach do lasu 🙂
Wnyki zbierają, uwalniają zaplątane zwierzęta. A my tylko zamieszczamy to co napotkamy – w sieci, lub w przyrodzie. Tym razem jednak myśliwi przeszli samych siebie i aż zatkało mnie, gdy zobaczyłem to co na zdjęciach.

22547731_486410531727101_1624269914_n
Finezja, wyrachowanie, no i po prostu – fantazja łowiecka i etyka w praktyce.

Mozaikowy teren na obszarze jednego z parków krajobrazowych przy którym mieszkam, obszar Natura 2000. Mieszane lasy, otoczone polami, łąkami, torfiskami, bagienkami z nieodzownymi trzcinowiskami. Bardzo ciekawy ”teren łowiecki” i ”zasobne łowisko”. Są sarny, jelenie, dziki, lisy, jenoty, borsuki, zające, króliki, gęsi, bażanty. Nic, tylko strzelać…Pytanie jak i czy ”w zgodzie z etyką i zasadami”.

Pod jedną z ambon myśliwi urządzili prowizoryczny wodopój dla zwierząt. Z takim łagodnym zejściem, przepisowo, jak podręczniki łowieckie zalecają. Tworzenie takich miejsc wpisuje się w obowiązki myśliwego, jak możemy przeczytać w rozmaitych publikacjach na ten temat, ma to być ‘’poprawa warunków bytowania zwierzyny’’. A niech tam się zwierzyna napije tej deszczówki z pestycydami, wokół suche pola… Wcześniej nic takiego tam nie było. Tak zupełnie oczywiście przypadkiem, powstało tuż obok ambony. Można, by łyknąć standardową bajkę o celach obserwacyjnych, gdyby nie fakt, że dokładnie w tym samym miejscu postanowili nęcić zwierzęta przy użyciu buraków i kukurydzy. Pamiętam, kiedyś udostępniliśmy podobne zdjęcie przesłane przez czytelnika, to był kwik, że żaden ‘’etyczny myśliwy’’ nie będzie strzelał do zwierząt w miejscu gdzie piją.

22635113_486410541727100_1748414746_n
To z pewnością do obserwowania zwierzątek przy piciu. Bo przecież łowiectwo, jak to nam mówią, to nie tylko strzelanie i zabijanie. Aby zrobić piękniejsze ujęcia pijących zwierzątek, myśliwy użył kukurydzy i buraczków, żeby zostały chwilę dłużej. Na wieczność…

A tym miejscu sobie teraz piją (mnóstwo śladów wokół). No, ale skoro można do jedzących zwierząt przy nęcisku, to czemu nie przy piciu? Co za różnica… Skala zwyrodnialstwa przeraża, kiedy uświadomimy sobie, jak pseudomyśliwy celuje do pijącej sarny czy taplającego się dzika… To przekracza wszystko, cośmy dotychczas widzieli w terenie. Zwierzęta przyszły ufne, napiły się z przygotowanego miejsca, chwyciły przynętę, skubnęły kukurydzy i buraka…Prawdopodobnie otrzymały ostatnią śmiertelną nauczkę za swą niefrasobliwość. A uśmiechnięty myśliwy w ambonie…”Święty Hubert zdarzył” – teraz pora na pamiątkowe zdjęcie z gałązką w pysku. W trawie obok walają się odrzucone resztki rozwalonych zwierząt. Pewnie pozostawione aby rozkładały się i śmierdziały, żeby przywabić lisy, kuny, jenoty borsuki, czy dziki. Żeby jeszcze więcej postrzelać… Jak widać, tak się właśnie poluje ‘’w zgodzie z etyką i zasadami’’. Pewnie jakoś sobie to tłumaczą. A to trzeba wykonać plan, a to pole rolnika chroni, a to, że ‘’zwierzę zawsze ma szansę’’. W tamtym miejscu zwierzęta mają co pić. Przez pola biegną rowy, o każdej porze roku wypełnione wodą. Ale mocno zakrzaczone, dające schronienie. Niewygodne do strzału…’’Już wiem! Stwórzmy wodopój dla zwierząt, ale taki, żeby była dobra widoczność, tuż przy ambonie. Przywabmy zwierzęta pokarmem. A na fb opowiadajmy jaką to łowiectwo jest pasją, o której ludzie nie mają pojęcia i jak bardzo nas nie rozumieją. Wstawi się zdjęcie jak niesiemy siano do paśnika, albo uwalniamy jelenia zaplątanego w siatkę’’. I tak to chyba właśnie wygląda. Upadek nie tylko łowiectwa, etyki od dawna. Te gnijące nęciska są widocznym symbolem właśnie gnicia zasad, zepsucia i upadku moralności u myśliwych. Na ”usprawiedliwienie” można jedynie tu dodać, że myśliwi borykają się obecnie z narzuconym odgórnie odstrzałem dużej liczby dzików w związku z ASF, który muszą wykonać, gdyż boją się likwidacji kół. Odnośnie etyki myśliwskiej opublikowaliśmy już dwa wpisy dokumentujące podejście części społeczności łowieckiej wobec co do jej przestrzegania w praktyce:

Przewodnik po etyce myśliwskiej.

Strzelanie do ciężarnych, karmiących loch oraz warchlaków.

22538281_486410605060427_993784280_n
Zwierzęta przyszły ufne. Napiły się, zjadły.Chwyciły przynętę zastawioną przez myśliwego / pseudomyśliwego / kłusownika. Za łakomstwo prawdopodobnie zapłaciły najwyższą cenę. Obok w trawie znajdywały się resztki po zwierzęcia po strzale, i prawdopodobnie kawałek sarniej tuszy. Przy nęcisku widzimy tropy sarny, która skusiła się na ostatni posiłek. Kawałek padliny widoczny w trawie, także przypomina sarnę. A przecież na nęcisku nie wolno strzelać do zwierzyny płowej… Być może myśliwy ”pomylił” sarnę z dzikiem, a zauważywszy swoja pomyłkę, nie mając ważnego odstrzału i nie mogąc zabrać tuszy, poćwiartował i rozrzucił kawałki obok, aby postrzelać do drapieżników. W końcu, tego co oni robią na polowaniach indywidualnych nikt przecież nie kontroluje.

22547825_486433905058097_712911092_n

22554675_486433835058104_1407231016_n

Co jeszcze ciekawego do tej sytuacji? To jest to samo miejsce, które pokazywaliśmy już w ubiegłym roku, choć w innym kontekście. Na tamtych zdjęciach zobaczyć mogliśmy tą samą ambonę, z umiejscowionym nieopodal podsypem dla bażantów. Choć temat budzi kontrowersje i szyderczy śmiech wśród myśliwych, takie praktyki jak strzelanie do ptaków siedzących przy podsypie opisali na forum dziennika łowieckiego, jako standardową praktykę jednego z kół. Z tematem i zamieszczonymi materiałami można zapoznać się poniżej:

Myśliwska etyka i praca w łowisku – strzelanie do bażantów przy podsypach.

Zresztą w kraju, gdzie Minister Łowiectwa strzela do bażantów wypuszczanych z klatek, nie zdziwi nic. Dziś ten podsyp, całkowicie zarośnięty krzakami, nie interesuje już myśliwego. Znalazł sobie inną zabawę. I jest coraz bardziej pomysłowy, tudzież wyrafinowany w szlifowaniu kolejnych porąbanych praktyk. Jak widać nadal poluje i ma się dobrze – tylko co na to koledzy z koła? Jakiś czas temu pokazywaliśmy też biały parawan na nęcisku, który miał za zadanie pomóc myśliwemu lepiej widzieć sylwetkę zwierzęcia na białym tle, i wygodnie strzelić. No, ale teraz mają noktowizory. Temat na osobny post. Zdjęcia i opis leśnego parawanu można zobaczyć tutaj:

Po co myśliwemu parawan w lesie?

Aaa.. byłbym zapomniał. To z pewnością jakiś kłusownik. Etyczny myśliwy by się wstydził…Chciałoby się zrelaksować w lesie, odpocząć, powędrować. Ale doprawdy ciężko o dobry nastrój, kiedy natrafia się na takie znaleziska.
No cóż. Pewnie jeszcze nie raz przeczytamy, usłyszmy… tyle dobrego o łowiectwie. Myśliwi mogą pisać na swoich stronach o sobie co chcą. I u nas też. My będziemy ‘’patrzeć na ręce’’ skąpane we krwi, monitorować i publikować. Mamy też nadzieję, jak to mówią myśliwi, że to ”rzadkie, jednostkowe przypadki”, te sławne ”czarne owce”, które z pełną zawziętością są zwalczane przez etycznie polujących kolegów. Tak…

18581533_1370225959733573_8468024805085745836_n
A to już inna ambona przy wodopoju, nadesłana nam kiedyś przez czytelnika. Do tego lizawka, autor zdjęcia widział też obok nęcisko w innych porach roku. Pewnie to wszystko w celu obserwacji…A jak będą upały myśliwi zaczną wstawiać zdjęcia, jak to w baniakach noszą w lesie wodę zwierzętom do wysychających zbiorników. Następnie siedzą obok, i szczęśliwi patrzą jak zwierzątka sobie piją…Hej, legenda myśliwska.

22537968_486410748393746_332809911_n
Bardzo smutne, choć piękne miejsce. Zwierzęta w mroku wędrują między żerowiskami, a miejscami wypoczynku. Sarny, dziki, czasem jelenie. Padają ofiarą skrytobójcy, omamione podłymi sztuczkami. Chciałoby się zrelaksować w lesie, odpocząć, powędrować. Ale doprawdy ciężko o dobry nastrój, kiedy natrafia się na takie znaleziska.

Złe drapieżniki zjadają daniele! Czy może to wina myśliwych?

Co chwila pojawia się jakiś news pt. „Horror! Jakieś wielkie drapieżniki (zwykle wilki) zagryzły stado danieli z hodowli! Boże Jedyny, czekać na zjedzone dzieci!” Często w takich newsach pojawia się jakiś przedstawiciel PZŁ mówiący coś w stylu „OK, dobrze, że wilki są, ale uważajcie ludziska”. Z jednym takich newsów było zdanie „Należy jednak uważać, gdyż według myśliwych, zwierzęta te coraz mniej boją się ludzi”. Patrząc na ostatnie zdarzenia, szczególnie na śmiesznie niski wyrok dla myśliwego, który zabił człowieka, biorąc go za dzika (https://www.tvn24.pl/wroclaw,44/myslal-ze-strzela-do-dzika-zabil-czlowieka-mysliwy-uslyszal-wyrok,782057.html), trzeba na co innego uważać :P.

Wracając do meritum – myśliwi na widok szkód w hodowlach wrzeszczą, że to na pewno robota wilków. Szczególnie jak te osiedliły się w okolicy. Nie dotrze do nich, że równie dobrze to mogły być psy. Kiedy we wrześniu ubiegłego roku pod Szubinem zagryzione zostały daniele z hodowli. I jak pisano w tamtejszych mediach:

Policjanci zastali na miejscu także lekarza weterynarii i przedstawiciela koła łowieckiego, które działa w okolicy – mówi mł. asp. Justyna Andrzejewska, oficer prasowy policji w Nakle n. Not. – Orzekli oni, że zwierzęta zagryzione zostały przez wilki.

Źródło: http://www.expressbydgoski.pl/112/a/wilki-zagryzly-stado-danieli-pod-szubinem-zdjecia,10798584/

Oczywiście, myśliwi wielcy eksperci, bo chodzą codziennie do lasu i wiedzą lepiej niż jakiś tam naukowiec siedzący tylko za biurkiem. A, że często bywa tak, że wiedza przyrodnicza u naszych łowczych bywa na żenującym poziomie i mieliby problem z odróżnieniem np. poszczególnych ptaków łownych? Oraz znajomość nt. wilków zwykle wolą czerpać z nieaktualnej wiedzy przyrodniczej sprzed wieków.

wilkdaniel0

No i nie muszę mówić, że myśliwym jest bardzo na rękę straszenie wilkami nieuświadomionych ludźmi, bo wtedy łatwiej będzie przeforsować wpisanie ich na listę gatunków łownych. Ostatnio tak było w Borui Kościelnej pod Nowym Przemyślem, gdy głoszono, że to wilki szabrowały zagrodę z danielami, muflonami i owcami, a jak wykazała ekspertyza – to była sprawka psów. Chociaż zwykle także i tu myśliwi się pieklą i starają te przypadki rozbuchać do maksimum i nakręcać ludzi w psychozie (http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,21508308,rzez-danieli-w-wielkopolsce-wilki-jednak-niewinne-sledztwo.html?disableRedirects=true).

wilkzagryz
Zjedzone przez wilki truchło daniela. Myśliwi lubią pokazywać takie sceny, by wzbudzać strach u ludzi, pomimo, że takie sceny są normalne w świecie przyrody. 

mysliwyoskorowa
A gdy ktoś pokaże zwłoki zwierzęcia podczas myśliwskiego skórowania/patroszenia/odcinania kończyn? Wtedy myśliwi krzykną coś o bambizmie i kotletach na drzewach 😛

Jest to o tyle bardziej nie fair wobec drapieżników, ponieważ zwierzę w ogrodzonej zagrodzie nie ma szans uciec, ani się obronić. A każdy drapieżnik jako oportunista mając do wyboru wolno biegającą ofiarę majacą większe szanse na przeżycie oraz ofiarę na uwięzi i mniej przystosowaną do życia na dzikim terenie, wybierze opcję drugą, szczególnie jeśli hodowla nie jest zabezpieczona. Jak np. piszą w broszurze Pomorskiego Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Lubanie pt. Szkody w uprawach rolnych wyrządzane przez zwierzęta a kształtowanie bioróżnorodności krajobrazu wilcze watahy mając w pobliżu słabo zabezpieczone zagrody, nauczą się, że tak jest, to będą je atakować, nawet jeśli naturalnej zwierzyny będzie w bród. I w interesie hodowców jest stawianie lepszych zabezpieczeń, które zniechęcą drapieżnika do darmowej stołówki, a zachęcą do męczenia się w gonitwie za zwierzyną łowną w naturze. Z braku lepszej alternatywy.

Screenshot - 2017-10-15 , 14_49_1214-10-06
Myśliwy goniący daniele w nadziei, że uda się pozyskać pożywienie dla rodziny. A i nie ma pewności, że osiagnie swój cel. Poniżej duet jakichś leni idących na łatwiznę.      

O hodowlanych danielach jeszcze wspomnę, a teraz skupię się na zwierzętach w stanie wolnym. Żeby wilk gonił za zwierzyną łowną też nie pasuje myśliwym. Wtedy jest bambistyczny płacz, że zarżnięta zwierzyna płowa, w tym daniel. Że koła łowieckie ponoszą straty i nie ma na odszkodowania. Ale zaraz, odszkodowanie obejmują tylko dzika oraz zwierzynę płową. A wilk poprzez zabijanie zwierzyny płowej przeciwdziała szkodom łowieckim – co za tym idzie, koła łowieckie mniej wydają na odszkodowania dla rolników. A daniele mogą powodować szkody w uprawach, nawet większe od jeleni i sarni, ponieważ chętnie wychodzą na żer w pole, wydeptując przy okazji uprawy, szczególnie jeśli ma się do czynienia z dużą liczebnością. Także mogą być utrapieniem w sadach, bo lubią wszelkie owoce leśne, a w okresie wiosenno-letnim żywią się jabłonią czy gruszą. No, ale co obchodzi to myśliwych? Ważniejsza jest przyjemność z zadawaniu śmierci, zresztą zawsze będzie wymówka do ratowania rolników i sadowników przed danielą apokalipsą.

wilkdaniel2

Jak dalej jesteśmy przy danielach, to często na myśliwskich forach i grupach facebookowych jest narzekanie, że jak pojawiły się wilki, to nie ma już tyle zwierzyny, a w przypadku daniela to populacja zawsze jest wybijana do cna.

wilkdaniel1

wilkdaniel-1.png

Jak zwykle takie straszenie można włożyć między bajki, a często obserwacje te opierają się na sytuacjach wyrwanych z kontekstu, nie biorąc po uwagę innych czynników czysto antropogenicznych, obnażając niski stan wiedzy (np. te „większe” szkody w młodnikach spowodowane przez obecność wilków następują przy ich nagłym pojawieniu się i zmniejszają, gdy wilki osiedlają się na dobre, a ich ofiary przyzwyczajają się).

Zwłaszcza z tym wymieraniem całych chmar danieli. Czy aby na pewno to dowód na szkodliwość wilka? Nie, jeśli ktoś ma pojęcie o biologii daniela.

wilkdaniel3wilkdanieleeewilkmysliwydaniel

W górnym plejstocenie daniel występował na terenie niemal całej Europy, ale ostatnie zlodowacenie ograniczyło jego zasięg do części krajów śródziemnomorskich. Z tego względu to gatunek preferujący niewielkie kompleksy leśne o znacznej ilości łąk i pól (byle nie podmokłych!). Mimo swej ruchliwości niechętnie wędruje i trzyma się swych ostoi. M.in. dlatego najpierw w Europie był wsiedlany (de facto nieświadomie reintrodukowany) jako zwierzę parkowe.

Wilk z kolei potrzebuje rozległych terenów i lubi duże tereny leśne, zwłaszcza jeśli mają bagienne siedliska. Podobnie ma się z rysiem, który również nie pogardzi danielim mięsem –  potrzebne mu rozległe, zwarte lasy pełne wykrotów i gęstego podszytu. Wymagania środowiskowe obu tych drapieżników są odwrotne niż u danieli. Jak jeszcze weźmie się pod uwagę, że daniel w Polsce ma umiarkowaną liczebność i często ma pochodzenie hodowlane, to nie ma się co dziwić, czemu populacje wilka/rysia i daniela średnio ze sobą koegzystują.

To podobnie jak wsiedlanie bażantów, które jako gatunek obcy nie są przystosowane do polskich warunków (plus jeszcze te z hodowli mają niemal zerową przeżywalność!) i potem krzyk, że lisy oraz ptaki szponiaste i krukowate mają szwedzki stół.

danielwsiedla (1)danielwsiedla (2)

Padło słowo „wsiedlany”. I tak wracam do hodowli danieli i ich głównego celu. Jak pisze agronews:

Wiele zalet hodowli danieli spowodowało, że interesuje się nią coraz więcej osób. Jest mało pracochłonna, nie wymaga wysokich nakładów finansowych, może być opłacalna, a rosnące zainteresowanie dziczyzną zapewnia zbyt żywca. Z danieli pozyskuje się nie tylko mięso, ale również poroże i skóry, na które także jest popyt. Taka hodowla jest też atrakcyjna, sprzyja rozwojowi agroturystyki i turystyki wiejskiej.

Źródło: http://www.agronews.com.pl/pl/5,20,1517,a_moze_daniele.html

Właśnie, dziczyzna, poroże i skóra. Jak domyślasz się czytelniku, myśliwi także zainteresowani są takimi hodowlami. I dlatego myśliwym jest tak żal hodowlanych danieli i są wściekli na duże drapieżniki. Przecież nie trzymają tych zwierząt po to, żeby je podziwiać, tylko by mieć „bogate łowisko”, wypuścić je i zapolować. O to rozbija się cała gorycz. Oprócz konkretnej straty finansowej z wpłaty od dewizowca, ileś sztuk mniej do upolowania. To okropne, ale to są właśnie pobudki tych ludzi.

danielwsiedlany0danielwsiedlany1danielmartwydanieltrofea

Myśliwi wprowadzają daniele na tereny łowieckie z powodu niewielkich wymagań środowiskowych i wysokiej produktywności populacji, często także do małych kompleksów leśnych, które nie nadają się do hodowli jelenia szlachetnego lub tam gdzie tego jelenia jest niedostatek. Jak przy tym jesteśmy, to daniel nie jest lubiany przez inne jeleniowate, ponieważ z powodu swej ruchliwości stale je niepokoi i zmusza je do opuszczenia bądź unikania terenów, gdzie są ogromne ilości danieli. Kolejna zasługa myśliwych w ochronę przyrody, którzy robią dla niej więcej niż ekolodzy siedzący za komputerem :P. W tej perspektywie wilk, wcinając daniele, staje się także sojusznikiem jeleni i saren dziękujących za pozbycie irytującego sąsiada ;).

wilkdaniel4wilkdanielmysliwydaniel

No, ale co to obchodzi myśliwych? Zniszczone pola rolników? Inne jeleniowate, które idą gdzie indziej, np. pod domostwa ludzkie, byle dalej od niechcianego lokatora? Nieważne. Ważniejsza realizacja „racjonalnej gospodarki łowieckiej” i pokazowe ratowanie ludzi przed jej zgubnymi skutkami. Ale jak taki wilk bądź ryś zechce przeszkodzić w tejże gospodarce i skuteczniej wyleczyć te zgubne skutki – wielka chryja i próba przekonania, że duży drapieżnik jest tym złym i dla dobra ekosystemu najlepiej wybić do garstki osobników. Kiedy to zwykle bywa na odwrót.

Warto też przypomnieć tutaj wszystkie niedomówienia odnośnie danieli oraz motywy dla których są hodowane. I oczywiście, jak już nikogo tutaj nie zdziwi zabijanie tych zwierząt zbiega się rozpoczęciem ich okresu godowego – bekowiska. PZŁ oczywiście wspiera takie ordynarne wobec zwierząt praktyki. Pisaliśmy o tym w tym artykule:

Polowania na daniele – myśliwi zabijają w okresie godowym.

 

Przyroda jest niesamowita. Zamień strzelbę na aparat! Rozmowa z Adamem Ławnikiem.

Myślistwo to obciach, a myśliwi interesują się przyrodą tylko we własnym interesie. Wszystko się kręci wokół ich pasji, której zwieńczeniem jest zabijanie niewinnych zwierząt. Dzięki fotografowaniu wracamy z lasu szczęśliwsi, bogaci w piękne przeżycia i uwiecznione sceny, a te same zwierzęta możemy ujrzeć znowu podczas kolejnej wyprawy. Adam Ławnik, miłośnik przyrody , obserwator zwierząt i fotograf , były wiceprezes Związku Polskich Fotografów Przyrody podzielił się z nami swoimi poglądami odnośnie łowiectwa i przeżyciami z wędrówek. Obecnie wolontariusz w projekcie na rzecz powstania Turnickiego Parku Narodowego i kampanii Niech Żyją! 

adamlawnik

NPRM: To pytanie zdajemy wszystkim naszym gościom. Jak to się stało, że jesteś przeciwnikiem łowiectwa i dlaczego? Czy wydarzyło się coś szczególnego? Myśliwi nie przekonują Cię swoimi argumentami?

Adam Ławnik: Będąc często w terenie, mam styczność z działalnością myśliwych i oceniam ją negatywnie. Przez lata nie znalazłem ani jednej pozytywnej rzeczy w tym, co robią. Ich działania, pomimo górnolotnych haseł, nastawione są na własny interes. Wszystko się kręci wokół ich pasji, której zwieńczeniem jest zabijanie niewinnych zwierząt.

NPRM: Czym się zajmujesz zawodowo na co dzień?

Adam Ławnik: Jestem fotografem. Oprócz fotografowania przyrody wykonuję sesje reklamowe architektury i wnętrz. Do niedawna pełniłem również społecznie funkcję wiceprezesa i sekretarza w Zarządzie Głównym Związku Polskich Fotografów Przyrody. Obecnie wspieram projekt utworzenia Turnickiego Parku Narodowego oraz pomagam w kampanii Niech Żyją!

0704-00619C

NPRM: Dlaczego akurat fotografia?

Adam Ławnik: Fotografią zainteresowałem się dzięki mojemu ojcu, który, co prawda, zajmował się nią amatorsko, ale z dużym oddaniem i zaangażowaniem. Do dzisiaj pamiętam, jak łazienka zmieniała się w ciemnię fotograficzną, a na sznurkach zamiast ręczników suszyły się zdjęcia.

Od dziecka interesowałem się także przyrodą, zwłaszcza zwierzętami. W tym przypadku ogromny wpływ miał na mnie dziadek – miłośnik roślin i zwierząt.

NPRM: Uważasz, że myśliwi mogliby być spełnieni i doświadczać podobnych emocji, fotografując zamiast strzelać?

Adam Ławnik:  Myślę, że wbrew przekornej nazwie Waszego portalu – Nie podaję ręki myśliwym – właśnie należy podać rękę wielu, zwłaszcza młodym myśliwym i pokazać, że można dalej polować, ale zamiast strzelby zabierać ze sobą aparat fotograficzny z teleobiektywem. Trzeba mówić otwarcie – strzelanie do zwierząt jest odrażające, to straszny obciach w XXI wieku, w nowoczesnym społeczeństwie. Jeżeli chcecie mieć kontakt z przyrodą i dzikimi zwierzętami, zacznijcie fotografować! Ekscytujące jest zwłaszcza robienie zdjęć z podchodu, a wcześniejsze doświadczenia łowieckie będą przydatne przy podchodzeniu zwierząt i maskowaniu w terenie. Robienie zdjęć dostarcza nie tylko olbrzymiej dawki adrenaliny, ale też daje ogromną satysfakcję z udanych kadrów, którymi potem możemy zaimponować licznemu gronu odbiorców, np. w mediach społecznościowych, a nie tylko wąskiemu gronu kolegów „po lufie”. Zamiast spoglądać przez lunetę i patrzeć, jak kona trafione lub, co gorsza, ucieka postrzelone zwierzę, lepiej spojrzeć na ekranik aparatu, aby zobaczyć, czy ostrość autofocusa trafiła, a kadr jest nieporuszony. W fotografii odchodzi cały proces przemocy i bestialstwa, jakim jest mordowanie bezbronnych zwierząt i tych wszystkich czynności wykonywanych już po zabiciu – patroszenia, transportu ciał ociekających krwią. Dzięki fotografowaniu wracamy szczęśliwi i pogodni z lasu, a napotkanego jelenia z olbrzymim porożem zapewne zobaczymy i sfotografujemy także w następnych dniach.

Zamiast wypchanej głowy na ścianie, powiesimy jego piękne zdjęcie lub jak ktoś bardzo lubi to naturalne zrzuty jeleni. Ostatnio czasami fotografuję z leśnikiem, który przestał płacić składki w PZŁ i wciągnął się w fotografię przyrody.

1509-00908C

NPRM: Ty uwieczniasz piękno natury, zachwycasz się nim i przekazujesz je dalej. Tworzysz coś wspaniałego. Myśliwi natomiast to piękno jedynie niszczą, bo nie wyobrażam sobie, aby można było się czymś zachwycić, a w następnej chwili w spokoju zastrzelić…

Adam: Wciąż nie mogę zrozumieć samego momentu oddania strzału i pozbawienia zwierzęcia życia. Same przygotowania i czas oczekiwania są prawie identyczne w fotografii zwierząt. Trzeba wcześnie wstać i przed świtem lub o zachodzie słońca być w terenie, w czasie, kiedy zwierzęta są najaktywniejsze. Fotografowie ubierają się prawie tak samo jak myśliwi, korzystają z samochodów terenowych, a potem, aby podejść do zwierząt odpowiednio się maskują i zwracają uwagę na kierunek wiatru. Kiedy widzimy zwierzęta i podchodzimy do nich coraz bliżej i bliżej, emocje sięgają zenitu. Niestety, końcówka jest już zupełnie inna… Aby zrobić dobra fotografię, należy znaleźć się stosunkowo blisko zwierzęcia, a najwyższym kunsztem jest zrobienie zdjęć i wycofanie się z terenu bez płoszenia zwierzyny.

W przypadku polowania celny strzał można oddać z odległości pięć razy większej. Nie ma więc tu mowy o jakimś wyczynie. Obecna broń umożliwia mordowanie zwierząt z bardzo dużej odległości. Z tego powodu wiele strzałów wykonywanych jest z bardzo daleka. Zwierzętom odstrzeliwuje się nogi, a potem „dochodzi” po wielu kilometrach, osacza psami i dobija z bliska… Na koniec patroszy się je, a wnętrzności zostawia w lesie.

Z daleka widać stada kruków, które rozdziobują pozostałości, a fetor roznosi się po całej okolicy. Żeby wyciągnąć z głębi lasu zabitego dorodnego jelenia, wjeżdża się samochodem lub ciągnikiem w środek i rozpruwa całą ściółkę, uszkadza młode drzewka, a po całej operacji zostają głębokie ślady terenowych opon. Tak wygląda ta piękna myśliwska tradycja w praktyce…

Przyroda przed wschodem słońca jest niesamowita. Słychać cudowny śpiew ptaków, nad wodą unosi się mgła, pierwsze promienie słońca i światło w kontrze zmieniają rzeczywistość, a z zarośli wychodzą dzikie zwierzęta. Niestety, czasami rytm przyrody jest zakłócany przez strzał z myśliwskiej broni jakiegoś innego „użytkownika” dzikiej przyrody, który także tego dnia postanowił „obcować” z naturą. Wtedy bardzo namacalnie czuję, jak bardzo różni się mentalność myśliwych od reszty obywateli… Nie spotkałem się także nigdy z przypadkiem, żeby myśliwi protestowali przeciwko dewastacji środowiska naturalnego, na przykład sprzeciwiali się wycince starego fragmentu lasu. Odnoszę wrażenie, że są zupełnie obojętni, gdy z lasów wyjeżdżają całymi tirami olbrzymie drzewa, które nigdy nie były posadzone przez człowieka, a kolejny odcinek lasu zmienia się w uprawę desek.
Ważne są tylko ambony oraz liczebność zwierząt, często określonego gatunku, który posłuży potem za trofea lub trafi na talerz.

Myśliwi interesują się przyrodą tylko w swoim interesie, przykładowo gdy dokarmiają zwierzęta, nie robią tego dla dobra przyrody, ale tylko dla siebie, aby podtrzymać populację na odpowiednim poziomie i aby było do czego strzelać w kolejnych latach. Obecnie bacznie obserwuję ich działania w zakresie redukcji dzików. Pod pozorem walki z ASF, która rozprzestrzenia się z winy hodowców świń, pojawiły się żądania, aby wybić prawie wszystkie dziki. Czy myśliwi dopuszczą, aby zniszczyć swoje własne łowiska?

1201-00453C

NPRM:  Podczas fotografowania i podglądania natury, zdarzyła Ci się może jakaś nietypowa lub rzadka obserwacja zwierząt czy ich zachowań?

Adam: Bardzo lubię fotografować w odludnych, rzadko odwiedzanych miejscach na ziemi. Szczególnie miło wspominam Spitsbergen i Patagonię. Przyzwyczailiśmy się do sytuacji, że zwierzęta są dzikie i nawet z daleka uciekają przed człowiekiem. Aby podejść i sfotografować jelenie w Puszczy Karpackiej, należy często wykazać się nie lada kunsztem. Warto jednak uświadomić sobie fakt, że to nie jest normalna cecha zwierząt. Z jednej strony zwierzęta omijają ludzi i zawsze pozostają w jakimś stopniu nieufne, z drugiej strony ten nadmierny strach wynika z faktu, że na taką olbrzymią skalę odbywają się polowania. Zwierzęta, które nie uciekają, są w bardzo krótkim czasie zabijane.Niesamowite jest więc doświadczać możliwości przebywania w bliskim sąsiedztwie dzikich zwierząt, które nie boją się człowieka. Kiedy wędrowałem po Spitsbergenie w oddalonej od bazy polarnej dolinie, młode renifery ufnie podchodziły i z zainteresowaniem przyglądały się tajemniczej dwunożnej postaci. Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu widziały człowieka. Bardzo miło wspominam także fotografowanie pingwinów i słoni morskich nad Atlantykiem w Patagonii. Jakież było moje zdziwienie, gdy czekając na plaży na kolejne pingwiny wędrujące gęsiego do oceanu, niedaleko brzegu pojawiły się dwa ogromne wieloryby, które ocierały się o siebie i wyrzucały fontanny wody. To było niesamowite wrażenie.

NPRM: Słyniesz też z krytyki działań LP i obrony Puszczy Białowieskiej. Zdaje się takie treści przewinęły mi się kiedyś na Twoim profilu. Co nie podoba Ci się w działalności Lasów Państwowych, które jak twierdzą: „dbają tylko o zrównoważony rozwój, użytkowanie drzewostanów i zapewnienie nam wszystkim dostępu do surowca drzewnego w zgodzie z ustalonymi wcześniej planami urządzania lasu”.

Adam:
Lasy Państwowe zgodnie z założeniami po ‘89 roku miały spełniać trzy zadania – zajmować się produkcją drewna, udostępnianiem lasów dla turystyki i rekreacji oraz ochroną środowiska. Niestety, ostatnio można odnieść wrażenie, że ten „wspaniały model polskiego leśnictwa” zupełnie się zdewaluował i od kilku lat głównym celem jest produkcja desek na potrzeby rosnących pensji…

Po ostatnich wydarzeniach w Puszczy Białowieskiej, agresji Straży Leśnej, po konferencjach w Toruniu czy na Roztoczu i obelgach o „zielonych nazistach” korporacja Lasy Państwowe straciła społeczny mandat zaufania i nie powinna nadal zajmować się ochroną środowiska.

Powinna skupić się jedynie na produkcji drzewa, a jednocześnie wrócić do budżetu państwa i dzielić się zyskami z resztą społeczeństwa, a nie przejadać je na własne potrzeby, o czym świadczą ostatnie raporty. Obecny model polegający na tym, że jedna organizacja zajmuje się generowaniem zysków i jednocześnie ochroną środowiska, doprowadził do patologii w zakresie ochrony środowiska, a jednocześnie do braku kontroli nad finansami organizacji zwanej państwową.

Najbardziej smuci mnie fakt, że z roku na rok bezwzględna korporacja sięga po ostatnie fragmenty lasów o charakterze naturalnym lub nieuprawiane od czasów wojny tereny w Karpatach, które przez ten czas zdążyły się zregenerować i są po prostu piękne. Teraz budowane są tam nowe drogi zrywkowe, którymi ciężki sprzęt wjeżdża coraz głębiej. Wycinane są drzewa, które przetrwały czasy, gdy w regionie mieszkało znacznie więcej ludzi niż obecnie. Na stosach wokół dróg leżą wyrżnięte olbrzymie buki czy jodły, których wiek sięga nawet 150 lat.Wycinki trwają przez cały rok, także w okresie lęgowym ptaków (sic!).

Zastanawiam się, czy ktoś w Lasach Państwowych myśli w ogóle o przyszłości i jakie będzie zapotrzebowanie na drewno za 100 lat? Czy będzie wtedy jeszcze potrzebne drewno w takich ilościach jak obecnie? Już teraz jeden z największych producentów mebli oferuje elementy szafek do kuchni z przetworzonych plastikowych butelek. A może jednak olbrzymią wartością za 100 lat będą dorodne drzewa, mające po 200 lat lub więcej? Jeżeli nie wyrżniemy ich teraz, one w większości przetrwają i doczekają do tego wieku.

Wracając jednak do łowiectwa, Lasy Państwowe na swoich terenach prowadzą Ośrodki Hodowli Zwierzyny, tzw. OHZ-ty. Są to najlepsze i najbardziej prestiżowe tereny łowieckie w Polsce, niedostępne dla przeciętnego myśliwego.

Leśnicy często skarżą się na zbyt dużą liczbę zwierzyny obgryzającej drzewa. Teraz żądają odstrzału pięknych łosi, które są jedną z największych atrakcji przyrodniczych naszego kraju.

Te zasady nie są w OHZ-tach ważne, gdyż zwierzęta są dokarmiane przez cały rok, aby potem swoimi ciałami i odciętymi łbami budować nieformalną potęgę korporacji Lasy Państwowe. Z łowisk korzystają zamożni i wpływowi ludzie oraz politycy ze wszystkich ugrupowań od lewa do prawa. W sieciach społecznościowych na profilach nadleśnictw leśnicy prezentują ładne zdjęcia i filmy z dzikimi zwierzętami, wzbudzając podziw i zbierając pochlebne komentarze. Potem słyszę, że te same osoby, w ramach swojej pracy w nadleśnictwie, wystawiają zwierzęta za pieniądze na odstrzał w polowaniach lub mordują je osobiście. Nie mogę zrozumieć, jak można z pasją filmować jelenia i zachwycać się jego pięknem, a na drugi dzień zaprowadzić w to miejsce myśliwego lub osobiście go zastrzelić?

1605-00401C

NPRM: Co według Ciebie powinno się zmienić w polskim łowiectwie i dlaczego?

Adam: Należałoby zacząć od wykreślenia ptaków z listy gatunków łownych oraz zakazać dokarmiania zwierzyny. Zgadzam się też z Waszymi pozostałymi postulatami:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/03/02/postulaty-i-cele-spolecznej-kampanii-informacyjnej-nie-podaje-reki-mysliwym/

Rażą mnie polowania na terenie niektórych parków narodowych, które odbywają się pod pozorem ochrony lasów. Nasuwają się tutaj pytania – czego oczekujemy od parków narodowych i czy model myślenia znany z nadleśnictw powinien obowiązywać także na tych obszarach? Zupełnie nie mogę zrozumieć też idei polowań w otulinach prawie wszystkich parków narodowych w Polsce. Ambony ustawiane są w kierunku obszarów chronionych, a zwierzęta przecież nie znają granic. W głowie się także nie mieści, że kilka razy w roku ofiarami myśliwskich hobbystów są także przypadkowi ludzie.

Moim marzeniem na przyszłość jest, aby w Polsce powstały duże obszary wolne od polowań i komercyjnych wycinek. Takie obszary mogłyby zostać utworzone w Puszczy Karpackiej, gdzie nie ma upraw rolnych, a produkcja drzewa i tak jest nierentowna z uwagi na trudny teren.

NPRM: Często zdarzały się konflikty na linii myśliwy a fotograf – obserwator przyrody. Jeden chciał robić zdjęcia i obserwować, a drugi przyszedł polować. Miałeś jakieś sytuacje tego typu podczas swoich wypraw?

Adam: Jedynie pojedyncze przypadki. Ostatni miał miejsce w zeszłym roku w Nadleśnictwie Stuposiany podczas pleneru fotograficznego. Pan łowczy zapytał nas, co tu robimy i stwierdził, że pewnie jesteśmy ekoterrorystami. A po wyjaśnieniu, że jesteśmy fotografami, zapytał czy mamy zezwolenie na fotografowanie. Oczywiście żadnych zezwoleń nie potrzeba, aby fotografować w lasach czy Lasach Państwowych. Staram się unikać myśliwych, gdyż są fanatycznie zaślepieni i przekonani o swoich racjach. Z informacjami o tym, co się dzieje na polach i w lasach podczas polowań, należy trafiać do osób które są nieświadome, jak działa mechanizm łowiecki.

1010-01423C

NPRM: „Poprzez swoje zdjęcia staram się pokazać piękno krajobrazu oraz otaczającą nas dziką przyrodę. Mam nadzieję, że moje fotografie wpłyną na pogłębienie ludzkiej wrażliwości na piękno natury oraz przyczynią się do zachowania jej w nienaruszonym stanie.” To cytat z Twojej strony.  Myśliwi twierdzą, że dzikiej przyrody dawno już nie ma, a krajobraz i środowisko zostały tak przekształcone i zaburzone przez człowieka, że tylko ręką ludzką je „ratować”, bo inaczej wszystko padnie. Co sądzisz o takim podejściu?

Adam: Myśliwi od lat prowadzą propagandę o potrzebie regulacji. Chcą dowodzić, że są po prostu potrzebni dla społeczeństwa, boją się, że za jakiś czas nie będzie społecznej akceptacji dla „sportowego” czy zgodnego z tradycjami zabijania. Potrzebne są rewolucyjne zmiany w podejściu do dzikich zwierząt, w sposobie myślenia, że dzika przyroda to wartość sama w sobie.Jeżeli chodzi o potrzebę regulacji populacji zwierząt to, jak zauważyła w poprzednim wywiadzie profesor Hanna Mamzer, może być w przyszłości zastosowana przez środki antykoncepcyjne.

NPRM: Jakie są najciekawsze miejsca, które Cię urzekły, najbardziej podobały, które zdarzyło Ci się odwiedzić?

Adam: Jestem fanem Europy Północnej, a największe wrażenie zrobiły na mnie obszary arktyczne Spitsbergenu. Choć uwielbiam lasy, to naturalny fragment świata bez drzew z ogromną ilością ptaków i podmokłą tundrą jest fascynujący.Ciekawym doświadczeniem były też parki narodowe w Patagonii, z ich bezkresem i niesamowitą, zmienną pogodą. Podróżując po świecie, uwielbiam fragmenty naturalnych lasów lub lasy nieuprawiane od lat o charakterze naturalnym. Niestety, takich miejsc jest bardzo mało i są to zazwyczaj rezerwaty. W tym roku trafiłem na niezwykły rezerwat na jeziorze Prespa w Macedonii. W Polsce najbardziej cenię obszary parków narodowych, które odwiedzam regularnie od lat i ubolewam, że nie powstają nowe, a także nie są powiększane istniejące. Po latach pewnym światełkiem w tunelu było powiększenie Karkonoskiego Parku Narodowego.

NPRM: Mnóstwo czasu spędzasz w terenie podczas swej pracy, obcując z naturą i zwierzętami. Wstaję, gdy jest jeszcze ciemno, a przejmujący chłód i wilgoć dają się we znaki. (…) Dzikie zwierzęta swobodnie wędrujące po bezkresnych przestrzeniach, zajęte własnymi sprawami, nie czujące zagrożenia przed człowiekiem. Godzinami mogę podglądać ich życie w naturalnym środowisku, opierając się wygodnie o plecak, czasami bez aparatu w ręku.”
To również Twój opis. Po prostu Twoja postać wymyka się forsowanemu przez myśliwych obrazowi przeciwnika łowiectwa, który „tylko siedzi przed komputerkiem, przyrodę widzi jedynie na zdjęciach i nigdy w lesie nie był”. Jesteś jakby zaprzeczeniem tego dziwnego stereotypu…

Adam: Model przeciwnika łowiectwa serwowany przez myśliwych, czyli osoby siedzącej przed komputerem i nieznającej się na przyrodzie, jest zafałszowany. Wszyscy przeciwnicy łowiectwa, których znam, są miłośnikami przyrody, spędzają sporo czasu w terenie i osobiście mają kontakt z myśliwymi i ich działaniami. Osoby mniej związane z przyrodą najczęściej krytykują łowiectwo za to, że zabijanie zwierząt ma charakter hobbystyczny i służy kultywowaniu tradycji. Z przerażeniem oglądają relację z pokotów niekiedy organizowanych w miejscach publicznych, np. w centrum Spały.

1610-00473C

NPRM: Wspierasz też kampanię Niech Żyją!  z którą i my współpracujemy. Co Adam Ławnik sądzi o polowaniach na ptaki? Przypomnijmy, myśliwi twierdzą, że fakt iż odstrzelą „kilka” ptaków nie ma wpływu na liczebność populacji, więc nie rozumieją czego się „czepiamy”. Poza tym oni lubią zdrowe mięsko, a my mamy zobaczyć jak żyją kurczaki w hodowli…

Adam: Nie ma uzasadnienia, aby strzelać do ptaków, które są po prostu piękne i stanowią ogromną wartość przyrodniczą. Obrzydliwe, że dla niektórych są jedynie niczym rzutki na strzelnicy. Czy mięso kaczek nafaszerowanych ołowianymi kulkami jest zdrowe? Niech każdy odpowie sobie sam i weźmie pod uwagę, że także w innej dziczyźnie pozostają ołowiane odłamki, które mogą prowadzić do groźnej choroby zwanej ołowicą. Podczas polowań o świcie czy o zmroku nie ma możliwości odróżnienia gatunków chronionych od tych, które są na listach łownych. Część gatunków ptaków jest też zagrożona wyginięciem.

Polecam stronę internetową oraz profil na facebooku – Niech Żyją!

adam-lawnik

 

NPRM: Czego myśliwym brakuje w ich podejściu, postrzeganiu zwierząt oraz świata przyrody?

 

Adam: Zrozumienia, że przyroda doskonale daje sobie radę bez pomocy człowieka, a brak ingerencji często daje lepszy efekt od gospodarowania.


NPRM:
Myśliwi głoszą, że nie polują dla samego zabijania, czy nawet ochrony upraw rolników, a cały proces polowania to przeżywanie „emocji łowieckich” powiązanych z odczuciami do przyrody, natury, zwierząt, a sam strzał ma być czymś najmniej istotnym, kończącym całą przyjemność z polowania. Po co więc zabijają? Czy według Ciebie można doświadczać podobnie tych samych wspaniałych emocji „tylko” obserwując i fotografując?

Adam: Osoby, które polują, myślistwo traktują jako hobby czy nawet styl życia. Trudno mi powiedzieć, co czują, naciskając spust i widząc jak kula rozrywa niewinne zwierzę. Z pewnością niektórych z nich to podnieca… Pozostali zaś, potrzebujący kontaktu z naturą i szukający adrenaliny w tropieniu zwierząt, z pewnością odnaleźliby się w roli fotografa-snajpera z długim teleobiektywem. Tak jak wspominałem wcześniej, wiele czynności jest podobnych. Różnią się tylko finałem, który może być piękny lub krwawy i przynoszący śmierć.

NPRM: Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?

Adam: Współczesne łowiectwo to dla mnie: samochody terenowe, broń z doskonałymi lunetami i szpanerskie ciuchy. Całość stanowi – life style, którym można się pochwalić w gronie podobnie czujących i myślących znajomych. Niewielka wiedza przyrodnicza niektórych miłośników zabijania, często ograniczona jedynie do rodzaju naboju, jakiego trzeba użyć, aby zastrzelić dany gatunek zwierzęcia. Małe obycie w terenie oraz czasami strach. Tak, tak! Niektórzy myśliwi boją się dzikich zwierząt i nie wyobrażają sobie chodzenia po lesie w nocy bez broni 🙂. Ograniczona ilość czasu i korzystanie z gotowych rozwiązań: nęciska przygotowane przez leśników oraz drogi dla samochodów prowadzące pod samą ambonę. Mięso z zastrzelonych zwierząt ma drugorzędną rolę. Poluje się z pasji, a nie dla zdobycia jedzenia.

NPRM: W rozmowie przed wywiadem, powiedziałeś nam, że to właśnie myśliwi są elementem, który blokuje powstanie Turnickiego Parku Narodowego. Możesz to rozwinąć?

Adam: Tereny projektowanego Turnickiego Parku Narodowego w 100% należą do Skarbu Państwa, więc teoretycznie nie powinno być kłopotów z utworzeniem nowego parku. Głównymi oponentami są leśnicy, których oczkiem w głowie jest Ośrodek Hodowli Zwierzyny, czyli najbardziej prestiżowe łowisko na terenie dawnego tzw. Państwa Arłamowskiego. Dawniej w tym miejscu polowali komunistyczni notable, a obecnie jest odwiedzane przez polityków wszystkich ugrupowań. Łowiectwo jest więc głównym czynnikiem, który blokuje ideę ochrony tego terenu.

Podsumowując, obecnie jesteśmy na styku przemiany ideowej – z jednej strony mamy cały czas tradycyjne podejście gospodarcze do przyrody, gdzie drzewa to surowiec na deski, zaś zwierzęta to tylko mięso i poroża lub hobby. Przekonanie, że nad przyrodą musi być pełna kontrola, bo inaczej nie poradzi sobie. Pod tę wizję zbudowany jest obecny system prawny. Z drugiej strony przyroda jest wartością samą w sobie. Możliwość obserwacji dzikich zwierząt i wędrówka przez las o charakterze naturalnym pomiędzy wielkimi dębami w Puszczy Białowieskiej czy powyginanymi bukami i olbrzymimi jodłami w Puszczy Karpackiej może być niezwykle ekscytująca.

Mam nadzieję, że coraz więcej osób będzie po tej drugiej strony, po stronie dzikiej przyrody.

Myśliwym zaś, którzy cenią głównie kontakt z naturą, a zaczynają mieć rozterki nad sensem zabijania pięknych zwierząt, polecam zamienić broń na lustrzankę z obiektywem i dodatkowo zaangażować się w ochronę przed wycinką ostatnich fragmentów lasów o charakterze naturalnym. 

Dziękuję za rozmowę i zapraszam na zdjęcia:

http://www.adamlawnik.pl/

oraz na profil:

https://www.facebook.com/krajobrazy Adam Ławnik Photography

NPRM: I my dziękujemy za wspaniałą i bogatą rozmowę. Super, że zdecydowałeś się wesprzeć nasze postulaty. 

1507-01022C

Czytaj także:

Dlaczego łowiectwo powinno być zabronione? Wywiad z Hanną Mamzer. 

Lasy dla kasy – współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć. Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim.

1505-01243C