Ratujmy Łosie przed masakrą – Zwierzęta w potrzebie

Szykuje się kolejna jatka zwierząt, zaplanowana tym razem przez wiceministra środowiska i przedstawicieli Lasów Państwowych. Mało było wybijania dzików w związku z rozprzestrzenianym przez niedbalstwo człowieka ASF, tak niektórym przyszedł teraz apetyt na łosinę.

Zjednoczone lobby leśników i myśliwych już od jakiegoś czasu stara się uczynić ten gatunek ponownie łownym. Głównym powodem dla którego takie starania są czynione, to ”szkody” w uprawach leśnych wyrządzane przez łosie, co bardzo nie podoba się leśnikom, którzy lasy traktują jak prywatne ogródki do produkcji desek, a nie ostoję zwierząt. Myśliwi natomiast już zacierają łapska na na piękne trofea z rosohów łosich, jak i samą frajdę z polowania. Tymczasem łosie, które przez lata nie doświadczyły na sobie grozy polowań, nie mają odruchu ucieczki przed człowiekiem. To co je czeka, nie będzie polowaniem, a zwykłą jatką, strzelaniem do ufnych i nieruchomych zwierząt.
No, ale przecież głównymi celami łowiectwa jak i ochrony jest przecież odbudowa populacji tylko w celu polowań na nią, następnie wytrzebienie, znowu moratorium i ochrona, przecież na tym polega ”racjonalna gospodarka zasobami przyrody”…

13631401_1131732050212375_8937509636246011869_n

”W okresie międzywojennym w na terenach obecnej Polski żyło bardzo niewiele łosi – było ich zaledwie osiem. W roku 1952 objęto łosia ochroną gatunkową w Polsce, dzięki czemu w kolejnych latach odnotowywano szybki wzrost liczebności tego gatunku. W 1966 roku ponownie wprowadzono łosia na listę zwierząt łownych. Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku pozyskanie łosi przekroczyło 1000 sztuk rocznie i okazało się, iż łosi zamiast przybywać, zaczęło w Polsce ubywać. Gdy populacja łosia zmniejszyła się do około 1500 osobników, w roku 2001 dla ratowania sytuacji wprowadzono moratorium na odstrzał łosi. Ile jest ich dziś? Według danych Ministerstwa Środowiska może ich być nawet 13,7 tys. Jednak nikt nie jest w stanie ustalić ich dokładnej liczebności.

Grono naukowców, w tym osób przygotowujących w latach 2009-2011 „Strategię ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce”, zajęły stanowisko w sprawie planowanego wznowienia polowań na łosie w części województw naszego kraju:

„Uważamy, że zgoda na polowania według zasad sprzed wprowadzenia moratorium nie jest racjonalna. Oznacza to bardzo długi sezon polowań, dowolność w zakresie wielkości pozyskania i brak jakichkolwiek mechanizmów kontrolnych zabezpieczających przed nadmierną eksploatacją. Jest wysoce prawdopodobne, że wciągu roku znikną niemal wszystkie byki łopatacze. Nie jest uwzględniona także odrębność genetyczna populacji biebrzańskiej, co stanowi istotny walor polskiej populacji tego gatunku.”

Naukowców niepokoi także brak limitów pozyskania na lata 2014-2016 oraz brak zapisu, by w pozyskiwanych łowiecko populacjach dążyć do utrzymywania zagęszczeń łosi nie mniejszych niż 5os./ 1000 ha. Zdaniem przyrodników takie podejście może doprowadzić do redukcji pogłowia nawet o 70 proc.

W opinii naukowców walka ze stratami w lesie za pomocą strzelby to nie jest dobry pomysł. Ich zdaniem są metody – mniej inwazyjne – które pozwalają dostosować gospodarkę leśną do obecności łosia. Poza tym badacze zwracają uwagę, że problem szkód od łosia jest lokalny i nie może służyć jako podstawa do nadmiernego ograniczania liczebności populacji łosia.

A co z kolizjami komunikacyjnymi z udziałem łosi? Od momentu zastosowania odkrzaczania poboczy, dzięki poprawie widoczności, na obszarze RDLP Białystok zmalało połowę, a w niektórych newralgicznych miejscach prawie dwudziestokrotnie. Zatem argument o kolizjach z udziałem tych zwierząt także nie ma uzasadnienia. ”

pejzaz_mysliwski_los

Źródło: Ekologia.pl
http://www.ekologia.pl/wiadomosci/srodowisko/wielkie-i-niebezpieczne-losie-do-odstrzalu,19559.html

Wygląda na to, że cicha eksterminacja łosi trwa już od jakiegoś czasu o czym można się przekonać śledząc doniesienia prasowe z ostatnich miesięcy:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/04/10/kto-zastrzelil-losia/

http://www.tygodniksiedlecki.com/t40094-strzelal.mysliwy.htm

pejzaz_z_losiem

Na stronie akcja.przyrodnicze.org czytamy:

”Nie zgadzamy się na zabijanie łosi, które zapowiada resort środowiska, motywując swoje plany rzekomym zagrożeniem, jakie łoś ma stwarzać dla bezpieczeństwa w rejonach występowania tego gatunku. Stoi to w sprzeczności z zaleceniami „Strategii ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce” z 2011 roku przygotowanej na zlecenie Ministerstwa Środowiska i sfinansowanej ze środków publicznych. Strategia ta wskazuje wyraźnie, że jako gatunek bardzo podatny na eksploatację łowiecką łoś nie powinien być traktowany jak inne jeleniowate. Strategia wskazuje też, że:

„dotychczasowe metody gospodarowania łosiem, które stosowano w Polsce w ostatnim dwudziestoleciu XX wieku okazały się błędne i były poważnym zagrożeniem dla jego egzystencji. O ile w przypadku jelenia i sarny wysokie pozyskanie w latach 80. i 90. XX wieku doprowadziło do zmniejszenia pogłowia, to liczebność populacji łosia została niestety zredukowana o ponad 75% stanu i gatunkowi groziło w naszym kraju wyginięcie”.
Nie możemy dopuścić do powtórzenia tej sytuacji.
Jednocześnie wnioskuję o podawanie wiarygodnych danych dotyczących łosi w Polsce i przypominam, że:

Wciąż nie wiemy ile jest łosi w Polsce, a podawane dane dotyczące ich liczebności są szacunkowe i obarczone wysokim ryzykiem błędu.

Wypadki drogowe z udziałem łosi nie stanowią wszystkich wypadków z udziałem dzikich zwierząt, a policja nie prowadzi statystyk rozróżniających gatunki, które brały udział w zdarzeniu drogowym.

los_na_mokradlach

Polowania na łosie doprowadziły już do drastycznego spadku jego liczebności, co doprowadziło do wprowadzenia obowiązującego do dziś moratorium.

Populacja biebrzańska łosia jest unikalna i jako jedyna przetrwała w naszym kraju. Osobniki należące do tej populacji wychodzą poza granice parku narodowego i mogą być narażone na odstrzał w sąsiadujących z parkiem nadleśnictwach i obwodach łowieckich.”

PETYCJĘ MOŻNA PODPISAĆ TUTAJ:
http://akcja.przyrodnicze.org/kampanie/jestem-z-losiem

max_los

173

dd852fe9d944d04a4a00f58c937e7405

big_4

Myśliwi strzelają, a wilki giną.

Zgłosiła się do nas jedna z czytelniczek, z kolejną smutną informacją, oraz zdjęciami.

Witam, czy można wysłać Wam zdjęcia zastrzelonego wilka? Zdjęcia wykonane na Przełęczy Radoszyckiej, na granicy Polski i Słowacji; przypadkowo w trakcie spaceru natrafiłam na zwłoki wilka, niestety trzeba było uciekać, ponieważ w pewnym momencie usłyszałam głosy idących w jego stronę dwóch mężczyzn. Z tego co wiem Słowacja wprowadziła możliwość odstrzału wilka, ale minimalny dystans od granicy wynosi 25 km. Czyli ten wilk padł ofiarą kłusowników… Możliwe, że to był nasz polski wilk…

Należy się podziękowanie, gdyż tylko dzięki publikacjom mają szansę ujrzeć światło dzienne tego rodzaju zwierzęce dramaty.

22324242

Przy granicy polsko-słowackiej, leży cicho truchło młodego drapieżnika. Nie zapoluje już więcej… Widoczna rana postrzałowa dopowiada historię jaka go spotkała. Może został „pomylony z dzikiem”, a najpewniej został z premedytacją zabity, jako „szkodnik przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Niestety, ale takie właśnie podejście prezentuje większość myśliwych. Kiedy PZŁ swego czasu na swoim profilu próbowało robić nagonkę na wilka, pojawiały się i głosy o natychmiastowej potrzebie „regulacji” tego drapieżnika do 200 sztuk… Tak że… Zaglądając natomiast na fora łowieckie, ze zdumieniem przeczytać możemy jak ludzie, którzy ślubowali przestrzegać prawa łowieckiego i bronić przyrody, dyskutują sobie o możliwych sposobach cichego pozbywania się wilków i kłusowniczym odstrzale, a następnie pozorowaniu wypadków komunikacyjnych, jako przyczyny śmierci zwierzęcia.

19022652_10207011765571921_1897190629_o
Seria zdjęć zastrzelonego wilka, wykonane przez naszą czytelniczkę.

Od 2015 roku między Polską a Słowacją obowiązuje 25 kilometrowa strefa buforowa będąca wyłączona z polowań na wilki (w Słowacji wilk jest gatunkiem łownym). W omawianym przypadku zwierzę zostało zabite tuż przy granicy, jak informuje nas czytelniczka.  Jak widać powołanie tej strefy nie wiele dało…

19046853_10207011767091959_975545027_n
Typowy strzał „na komorę” czyli w serce. Ktoś tu jednak trochę chybił. Po prostu egzekucja. Choć znając myśliwych, pewnie napiszą coś o pasożytach i larwach gzów, które wywierciły od środka ten otwór… Albo o wnykach. Podobne historie słyszeliśmy już w przypadku strzelonych łosi.

Wilki, łatwego życia nie mają. Do pełni szczęścia potrzebują rozległych kompleksów leśnych, dzikich terenów, najlepiej mało penetrowanych przez człowieka. O takie miejsca w dzisiejszym świecie jednak coraz trudniej. Przez prawie 114 tysięcy myśliwych, niecałe 1200 wilków uważane jest za „szkodniki”. Strony kół łowieckich i niektórych nadleśnictw celowo biorą udział w antywilczej histerii zamieszczając na swoich profilach „straszne” zdjęcia ogryzionych kości wilczych ofiar… Z jednej strony ciągle słyszymy, że tych i tamtych zwierząt jest za dużo (jak to możliwe, aby za dużo było jednocześnie drapieżników i ofiar?), a niektórzy myśliwi otwarcie twierdzą, że ich rolą jest zastępowanie wilków. No dobrze… Tylko kiedy przypadkiem natkną się pozostałości po biesiadzie drapieżników, nie gorzej niż przedszkolne dzieci dotknięte „syndromem Bambi”, rozdzierają szaty nad resztkami „biednych małych jelonków”, och jakąż to straszną śmiercią musiały zginąć. No tak, lepiej żeby podrosły i żwawo uciekały postrzelone, gnane zgrają psów myśliwskich na polowaniu zbiorowym. Wtedy to w zgodzie z etyką, zasadami i regulaminem… Ostatnio myśliwi odkryli ze zdumieniem fakt, iż wilki upolowały dużego dzika. Oczywiście szok, niedowierzanie, wręcz panika… Naprawdę można martwić się o los polskiej przyrody, czytając takie reakcje.

19022678_10207011765171911_462463641_o

W 2016 roku media obiegła głośna sprawa skłusowania wilczycy w Bieszczadach, czego dokonało dwóch myśliwych należących do PZŁ przy współudziale podleśniczego. Niedawno zostali skazani nieprawomocnym wyrokiem w zawieszeniu. Dlaczego warto przypominać o tym przypadku? Tym razem kłusujący myśliwi nie mieli szczęścia. Na gorącym uczynku przyłapał ich inny myśliwy, który zgłosił sprawę policji i organom związku. I jak zareagował PZŁ? Nie, nie było medalu łowieckiej zasługi… sprawę próbowano bagatelizować, a nieprzyjemne konsekwencje spotkały myśliwego, który o sprawie doniósł. Został wykluczony z koła macierzystego, tracą szacunek i „przyjaźń” kolegów… To wydarzenie mówi bardzo wiele o myśliwskich nastrojach wobec wilków i tym jak sami traktują przypadki takiego kłusownictwa w swoim gronie.

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

19021709_10207011765051908_1948882091_n

Człowiek w wilczej skórze.

Wilk „przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej” jest wrogiem numer 1 dla większości myśliwych. Traktowany i postrzegany na równi z wałęsającymi się psami. Ale dlaczego? Przecież myśliwi twierdzą, że wilki zastępują, powinni więc cieszyć się że ktoś wyręcza ich w ponurej robocie. Nic z tych rzeczy, gdyż dla myśliwego sensem życia jest polowanie. A polowania jest mniej, gdy w „łowisku” grasuje wilk. Nie przestrzega on okresów łownych, ani ochronnych, „morduje” młode zwierzęta, płoszy (zwierzęta stają ostrożniejsze, przez co polowania też są trudniejsze), no same szkody! Przekłada się to także na straty finansowe koła (trofea, skóra, dziczyzna). No, szału można dostać, tyle pracy w łowisku dla dobra zwierzyny, dokarmianie, lizawki, wodopoje, nęciska, a tu bure nie robio nic i polujo cały rok na wszystko! To nasze jelenie, dziki i daniele, racjonalnie hodowane dla celów łowiectwa!  Myśliwi w żaden sposób nie są w stanie pojąć roli wilka w ekosystemie, który to drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Tym samym budzi wstręt… może dlatego, że myśliwi patrząc na wilka zdają sobie sprawę ze swej ułomności i niedoskonałości.
Nie bardzo można też straszyć lud nadmiernym rozmnożeniem wilka, jak robią to myśliwi w przypadku lisów i jest to wtedy jakoś zasadne. Ponieważ wilki potrafią doskonale same kontrolować swoją liczebność – w watasze rozmnaża się tylko para alfa i to nie zawsze, w zależności, od dostępności pokarmu i siedliska. Nie trzeba więc w żaden sposób kontrolować ich liczebności. Obecność wilka w „łowisku” (tfu, no przesiąkłem widać tym łowieckim bełkotem), ma jeszcze taki plus, że polują one na lisy, jenoty oraz bobry – czyli także „szkodniki”. No i zagryzają równie znienawidzone przez myśliwych „hordy bezpańskich kundli”. Pamiętać musimy, że wilk potrzebuje dziennie około 5 kg mięsa, a więc poluje cały czas mając w wilczym nosie przepisy, regulacje ochronne, zachowanie stada podstawowego… Jest więc o niebo bardziej cennym sprzymierzeńcem w ratowaniu pól rolników i szkółek leśnych oraz nas wszystkich przed zwierzęcą i głodową apokalipsą. Myśliwy, cóż… Musi mieć na co polować, dziczyzny zje pół kg od święta, ale „racjonalna gospodarka” z utrzymywaniem podstawowych stad danieli, jeleni, dzików i saren oparta o jakąś prowizoryczną inwentaryzację być musi.

19024596_10207011767171961_524020466_o

Jak widać można ustanawiać moratoria, obejmować gatunki ochroną, a zabawa w polowanie trwa w najlepsze… Sądząc po ilości „wypadków i przypadków”, które są nam zgłaszane. A to tylko kropla tego co jesteśmy w stanie wykryć, zaś wpisy i wypowiadane poglądy myśliwych tylko potwierdzają to co zawieramy w naszych artykułach.

Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora.

Są i nieliczni myśliwi, rozumiejący rolę wilka w środowisku, działający na rzecz jego ochrony, czy cieszący się z jego obecności w łowisku. Tacy zamiast postrzelać i psioczyć na bure drapieżniki, rzeczywiście czując naturę wolą spędzić noc na ambonie bez jednego strzału, słuchając koncertu zwołującej się watahy. Doświadczyć echa grozy pędzonych jeleni. Ale to nieliczni. Jednym z takich prawych i etycznych myśliwych był nieżyjący już Karol Soliński, który o wilkach pisał tak na łamach „Dzikiego Życia”:

„Uważam, że nie mogę pozostać bierny w sprawie wilków i nie tylko wilków. Upływa 20 lat od chwili, kiedy jako członek Polskiego Związku Łowieckiego zwróciłem się do Zarządu Głównego PZŁ w Warszawie, będąc czynnym myśliwym, w sprawach, które dzisiaj wreszcie przybrały odpowiednie formy działania zmierzające do ochrony tego, czym obdarzyła nas natura, a co tak bezmyślnie niszczymy. Dla ludzi trzeźwo obserwujących to, co dzieje się z naszą przyrodą – darem natury, szczególnie ze zwierzyną żyjącą w stanie wolnym, tak zwaną »dziką«, jest zastraszające. A czynią to w większości ludzie za ten stan odpowiadający – myśliwi i leśnicy.

Powrócę jednak do zasadniczej sprawy, to znaczy wilka i do przywołanego na początku listu sprzed 20 lat. Stan wilków w naszym regionie od czasów omawianych w moim liście na pewno nie wzrósł do stanu jakoby zastraszającego, zagrażającego człowiekowi i jego gospodarce. To bzdura.

Stan ten wzrósł w fałszywych ludzkich papierzyskach i dokumentach inwentaryzacyjnych sporządzanych w biurach, a nie uczciwie w łowiskach. Myśliwi i leśnicy (?), którym tak bardzo zależy na tępieniu wilków, nie przebierają w środkach dla uzasadnienia swojego stosunku do wilków.

Szanowni koledzy myśliwi i leśnicy uzasadniając potrzebę tępienia wilków posługują się twierdzeniem, że wilki wyrządzają szkody także w gospodarce łowieckiej, co ma potwierdzać fakt spotykania w łowiskach szczątków zwierzyny łownej nie skonsumowanej do końca przez wilki. Zapytam: czy na pewno tylko przez wilki? Szanowni koledzy decydenci o »być albo nie być« dla wilka, jeżeli nawet wilk zabije zwierzynę łowną i do końca jej nie skonsumuje, pozostawiając niezbity dowód swej przestępczej działalności w łowisku to czyż nie nasuwa się pytanie co się dzieje panowie myśliwi z waszymi postrzałkami? Co dzieje się z ofiarami kłusownictwa? A kto zabija tam, gdzie wilki nie występują? Skąd biorą się padłe sztuki zwierzyny łownej w polach, w uprawach rolnych, właśnie tam gdzie niestety nie ma wilków?

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na inny jeszcze fakt potwierdzający niekonsekwencję decydentów o »być albo nie być dla wilka«. Panowie leśnicy narzekają na nadmiemy stan zwierzyny płowej, głównie jeleni w lasach na południu województwa krośnieńskiego, powodujący poważne szkody w uprawach leśnych. Na tych samych obszarach, według opinii panów leśników, występuje nadmierny stan wilków. A więc o co panowie w końcu chodzi? Czego jest w tych krośnieńskich łowiskach za dużo?”

10517506_914185541934934_46078767897005080_n (1)
”Szkodnik”, tylko który bardziej?

A więc mamy kolejnego już myśliwego, który nie tylko potwierdza to co wilkach piszemy my, ale także poglądy swoich kolegów. Karol Soliński zmarł niedawno w wieku 93 lat. Warto jednak przypomnieć sylwetkę, poglądy i działania tego myśliwego, który powinien być wzorem dla wszystkich dzisiejszych hejterów wilczych spod loga PZŁ.

W innym liście Pan Karol pisze o swoich działaniach na rzecz ochrony wilków:

„Jestem członkiem PZŁ, czynnym myśliwym od roku 1957, natomiast mój staż myśliwski datuje się od najmłodszych lat okresu międzywojennego. Ojciec mój był myśliwym i strażnikiem łowieckim w okresie przedwojennym i od tamtego czasu z łowiectwem jestem związany i jak długo pozwoli mi zdrowie z czynnym łowiectwem nie zamierzam się rozstać. […]

Wniosek mój dotyczy: 1 – objęcia ochroną i rozszerzenia okresu ochronnego dla wilka na województwa przemyskie, krośnieńskie i nowosądeckie; 2 – zmiany dotychczas obowiązującego okresu polowań na dzika (!!! ~ Postulaty NPRM!)

(…)

[…] Praktycznie moim zdaniem dzik został pozbawiony okresu ochrony. Czy obecny termin polowań gwarantuje nietykalność maciorze w okresie prawnie zastrzeżonym, kiedy prowadzi potomstwo? Na pewno tak, ale w innej sytuacji dopuszcza do niezamierzonego nawet barbarzyństwa. Jak można inaczej nazwać fakt odstrzału lochy ciężarnej tuż przed okresem wyprosienia? Polując w kole łowieckim „Jarząbek” w Ustrzykach Dolnych, w dniu 10 lutego (obecnie na lochy można.polować do 15 stycznia, na pozostałe do końca lutego – red.) między innymi zostały odstrzelone dwie loszki. Ja dokonywałem operacji ich patroszenia. Obie loszki posiadały w pełni rozwinięty płód w ilości po 7 sztuk każda. […] Polując w kole »Ponowa« w Krośnie, w rejonie dukielszczyzny […] zamiast dużego odyńca padła duża locha, strzelona przez starszego już wiekiem kolegę. Znowu ja, ze swoimi umiejętnościami etatowego »patrocha« i znowu tym razem okropny widok: 11 sztuk małych: […] Niepokoi mnie również sprawa odpłatności przez koła za szkody wyrządzane przez zwierzynę łowną […] W tej sytuacji koła słabe finansowo, doprowadzą do całkowitej likwidacji dzika w obwodach przez siebie dzierżawionych […] Tematu nie wyczerpałem, bo chyba obrazi się na mnie lis, on też jest biedny.”

~ Fragmenty pisma Karola Solińskiego do Zarządu Głównego PZŁ z kwietnia 1978r.

Źródło:
http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Temat pozostaje niewyczerpany. Myśliwi i kłusownicy strzelają, a wspaniałe drapieżniki giną, mimo ochrony. Kto by się tym przejmował… Przecież mamy myśliwych, którzy go „zastąpią lepiej”. Nieliczni, postępujący w zgodzie z prawem i moralnością, świadomi przyrodniczo są przez „wiedzących lepiej” specjalistów od szkodników, gnojeni, ignorowani, a nawet prześladowani. Ale to już nie nasze zmartwienia, choć wolelibyśmy, aby osoby postępujące w zgodzie z prawem, potrafiący spojrzeć na środowisko szerzej niż przez pryzmat doraźnej korzyści z polowania, były kiedykolwiek przez PZŁ postrzegane inaczej. Pewnie jeszcze jednak długo zostaną, „wrogami, oszołomami i zdrajcami”. No cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że natura jakoś to wszystko przetrzyma, a z czasem do głosu dojdzie rozsądek, nauka i argumenty, w opozycji do emocji łowieckich i „racjonalnych” gospodarek.

18199379_1446480095427304_2783700988948239598_n
Lasy Państwowe, nie bardziej niż myśliwi zdają się być oderwane od rzeczywistości i dotknięte piętnem bambizmu. Wespół z myśliwymi ścigają się w nakręcaniu antywliczej histerii. I biorąc pod uwagę tego typu poglądy, trudno się potem dziwić przypadkom kłusownictwa na wilku.

 

p33zł
A tu już post na osi czasu PZŁ. Akurat ich poglądom trudno się dziwić, kiedy deklarują przy każdej okazji obronę interesów łowiectwa za wszelką cenę, a interes PZŁ ma być czymś nadrzędnym. Wszystko, tylko nie przyroda. No chyba, że można mieć jakieś korzyści. A te dla gospodarki łowieckiej po uczynieniu wilka łownym były by szerokie.

Więcej o myśliwskiej hipokryzji i nienawiści wobec wilków dowiesz się tutaj:

”Nie dla wilka kiełbasa” – Myśliwi oburzają się, że wilki zjadają ”ich” dziki.

=====================
=====================

Źródła:

Listy Karola Solińskiego, miesięcznik ”Dzikie Życie”
 http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Wilki.pl 

Myśliwi skazani – Sprawa skłusowanego wilka w Bieszczadach.

====================
====================

 

 

 

„Nie dla wilka kiełbasa!” – myśliwi oburzają, że wilki zjadają „ich” dziki.

Od dłuższego czasu PZŁ gromi jak to dzików jest za dużo, okoliczni mieszkańcy wsi i miejskich osiedli cierpią, a eko-dekle jak zwykle nie chcą ich wybijać. Co jest dziwne, bo jak ministrowie rolnictwa i rozwoju wsi, wpierw Marek Sawicki, a potem Krzysztof Jurgiel zapowiadali depopulację dzików na Podlasiu w związku z ASF, to myśliwi gremialnie się oburzali: Jak tak można! To barbarzyństwo! Gdzie są eko-dekle?!

Podobnie reagowali, gdy w marcu 2016 roku w nadleśnictwie Gdańsk, husky rzekomo zagryzł dwa warchlaki (https://www.facebook.com/StrazLesnaNadlesnictwoGdansk/posts/1124348077610419). Coś co wilk zrobiłby dokładnie to samo. Dobra, ale pies domowy to obcy element w lesie. Wilkowi, jako elementowi bardziej naturalnemu, można przebaczyć? Nic z tych rzeczy!

wilkdzik1

I tu przechodzimy do sedna – Gdy zwierzyna gruba obrywa od wilka, to myśliwi także awanturują się i jest rozpacz o masakrze dokonywanej na warchlakach oraz jakie to szkody wyrządza przyrodzie. Boli ich serce, że wataha wilków męczy biednego dzika i go zagryza. Co w przypadku dzika jest kuriozalnym twierdzeniem, kiedy w myśliwskich zagrodach dziki są możliwości obrony szczute przez rozjuszone psy myśliwskie. A w polowaniach myśliwi krzyczą, strzelają i posyłają swe psy na i tak zastraszone zwierzęta.

08-Woelfe-Wildschwein-Jagd12809622_984195851669921_8933204576095766139_n Wilki atakują dzika – źle. Myśliwskie psy atakują dzika – dobrze.

A najbardziej rozwalają mnie teksty typu „Wilki mordujo warchlaczki! Olaboga!”.  Oderwanie od rzeczywistości czy tak zwany „bambizm”? Dla każdego przyrodnika wiadomym jest, że drapieżnik poluje przede wszystkim na młode, jako mniej sprawne w ucieczce, łatwiejsze do zabicia itd. Myśliwi reagują natomiast jakby nie znali tego prawidła przyrody. Pytanie – Czy rzeczywiście żałują szczerze uroczych warchlaków czy też utraconych niedoszłych obiektów swoich polowań?

wilkdzik2

Kogo my chcemy oszukać… Oczywiście, że żałują niedoszłych obiektów swoich polowań. Myśliwi krzyczą, że dzików jest za dużo i konieczna jest ich regulacja ze strony myśliwych. Jednak, gdy wilk zmniejsza ilość owych dzików, to myśliwi krzyczą, że to wilków jest za dużo. Że zaraz wytępi całą zwierzynę w lesie i z jej braku zaatakuje nasze psy, potem żywy inwentarz, aż w końcu ludzi.

473402871_d11dzik Wilki upolowały dzika – źle. Myśliwi upolowali dzika – dobrze.

A czemu krzyczą? Dwa powody:

Pierwszy – wilk to wielki konkurent dla myśliwego, chcącego mieć zwierzyny jak najwięcej dla siebie, bo bardziej cieszy go duże ilości dzików od jednego wilka, przez którego „niejedno koło cierpi”. Biedni myśliwi, gdyż nie będzie pieniędzy z tuszy, a dewizowców też będzie mniej.

 

wilkdzik6

11999675_984200798336093_140960265693744460_o12804790_984202945002545_1942267724315530947_n

Ach ten wredny wilk! Jak on śmie pożreć swój naturalny pokarm! Przed czy teraz myśliwi będą chronić pola rolników?! Przed czym będą przestrzegać mieszczuchów?! Buras to wszystko psuje! Nawet misterny plan jak tu zwiększyć ilość dzików. Tak opisuje jeden użytkownik z forum Dziennika Łowieckiego (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=56728&t=55573):  

Nie mieliśmy przez kilka lat za dużo dzików ale udało nam się zwiększyć ich ilość i byliśmy zadowoleni. 

wilkdzik7

Czyli myśliwi specjalnie tworzą nadwyżki zwierząt, nawet tych, którym nie jest potrzebna reintrodukcja i należących do gatunków konfliktogennych. A takim jest dzik. Co z tego, że rolnik może mieć straty? Co z tego, że trzeba wydawać pieniądze, czasami publiczne, by je pokryć*? Co z tego, iż potem bajzel ten trzeba odkręcać i wtedy myśliwska narracja się zmienia? No nic, bo łowisko jest bogate, a ten wredny wilk nawet nie próbuje oszczenić, bo przed czymś trzeba chronić mieszczuchów na wypadek zwierzęcej apokalipsy. Ciąg dalszy cytatu:

Kilka lat temu oszczeniła się nam wadera i mamy swoje wilki….no i oczywiście wynikające z tego powodu problemy. Niestety od kilku lat, czujemy bytność wilków w obwodzie i widzimy efekty ich działania.

I z początku tego samego cytatu:

Od jakiegoś czasu nie oglądamy dzików i jeleni /a było ich nie mało/ a ostatnio też drastycznie spadła ilość sarny.
wilk12803124_984195045003335_3184152675315251803_n

A drugi powód? Ano wilk obnaża całą niekompetencję myśliwych przy regulowaniu zbytniej ilości zwierząt. Raz, że ma naturalne predyspozycje do selekcjonowania słabych i chorych sztuk, kiedy z ludźmi jest zwykle dokładnie odwrotnie. W dodatku myśliwego ograniczają zwykle okresy ochronne i normy moralne, kiedy wilk poluje na zwierza w każdym wieku i dla niego to normalne, że jego ofiara ginie w męczarniach. A nawet jak myśliwy poluje na takiego dzika w każdym wieku, bez okresu ochronnego, to tylko jeszcze pogarsza. Gwoździem do trumny jest stosunek myśliwych do zwierzyny grubej – jeleniowatych i dzika. Cały czas krzyczą, że trzeba zwierzyny grubej jest za dużo i trzeba regulować. Ale gdy przychodzi co do czego, myśliwi dostają białej gorączki o faktycznej regulacji zwierzyny grubej (chociażby rezygnacja z zimowego dokarmiania). Nie to co wilki, które jak trzeba będzie, to zmniejszą nadwyżkę danego zwierza i potem będą go trzymać w ryzach, zamiast udawać farbowane lisy.

I w tym wszystkim wilk nie tylko jest lepszym regulatorem, ale uczciwszym. Nie hoduje on zwierzyny dla egoistycznych interesów. Jak ma zmniejszyć nadwyżki, to to robi. I dotyczy to każdej jego ofiary, a nie tak jak mu wygodnie.

1936975_984197205003119_4688943370019867780_n12814571_984197348336438_8861843247778578288_n

Z kolei od niektórych słychać, iż wilka jest za mało i nie zredukuje dziczej nadpopulacji, ale jak wynika z wypowiedzi myśliwych jest zupełnie co innego. Znikają warchlaki, w okresie najbardziej podatnym na regulacje. Gdy na nęciskach pojawia się wilk dziki unikają tych miejsc. W Bieszczadach dzika także jest na lekarstwo, a tam bytuje i wilk i niedźwiedź. Czyli jednak duże drapieżniki redukują pogłowie dzika oraz robią to szybciej i skuteczniej od myśliwych, którzy wolą hodować na rolniczej krwawicy. Z kolei badania wykazały, iż zwiększa się udział dzika w wilczej diecie.

regulacjadziki

Aż chce się powiedzić: tam gdzie PZŁ nie może, tam wilka pośle.

A nie pośle, bo jak wykazałem, takie coś jest w niesmak myśliwemu, bo pokazuje jego bezużyteczność. I taki będzie cieszył ze śmierci wilka, bo ten wymordował mu dziczki, jelonki i sarenki, które po dokarmianiu i wyciąganiu z wnyków skończą na łowieckim pokocie.

wildzik3wilkdzik32

A będąc przy śmierci, to przy zastrzelonej i oskórowanej  przez myśliwych waderze w Żernicy w styczniu 2016 roku, na forum Dziennika Łowieckiego jeden myśliwy pieklił się, że cyt. (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=485983&t=485946):

Od paru dni media (łącznie z serwisem internetowym PZŁ) pałują się zastrzeleniem jakiegoś tam wilka. Jednej sztuki. Absolutnie niezagrożonego gatunku. Które to zastrzelenie nie ma najmniejszego znaczenia dla przyrody. Tymczasem na temat pomysłu wy****dolenia do spodu wszystkich dzików w pasie 50 km od granicy, który będzie miał wielki i nieoszacowany przez nikogo impakt ekologiczny – cisza. Nie ma dostatecznie wulgarnych wyrazów na opisanie tego zakłamania.

wilkdzik5

Czyli co? Wilk nadal uznawany za rzadki i widniejący w polskiej Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych, dla ekosystemu niezbędny (znacznie potrzebny niż nadpopulacje zwierzyny grubej), zabity nielegalnie, w dodatku samica mogąca wydać na świat wiele wilków, powinien być olany, bo zero szkód dla przyrody.

Ale dzik, któremu nie grozi żadne wyginięcie, o wyraźnej niekwestionowanej nadpopulacji, stworzonej przez nieodpowiedzialnych myśliwych, która (jak już musimy rzucać takimi frazesami) szkodzi ekosystemowi (m.in. zniszczone lęgi głuszców) i gospodarce, oficjalnie strzelany jako nosiciel groźnej choroby, to gigantyczna zbrodnia na ekosystemie?

Raczej zbrodnia na myśliwskiej dumie, bo nie będzie dziczków do hodowania i postrzelania oraz wciskania kitu o ochronie przyrody, konieczności regulacji i miłości do dziczyzny. Nie ma dostatecznie wulgarnych wyrazów na opisanie tych podwójnych standardów, niedouczenia i egoizmu ze strony pseudoekologów z PZŁ.

wilkdzik4

Przy okazji ostatnio myśliwi z PKŁ „Ponowa” w Przemyślu ostrzegali, że wilki zaczynają polować coraz bliżej ludzkich siedzib, bo znaleźli resztki dzika pożartego przez wilki 200 m od zabudowań. A tylko krok od tragedii. Hm… podsumujmy… w ostatnich miesiącach nasiliło się wypadków śmiertelnych spowodowanych przez myśliwych. W części tych wypadków te nieszczęśliwe wypadki wynikły z sztandardowej myśliwskiej wymówki: „Pomyliłem z dzikiem.” (EDIT: więcej tu – https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/06/16/bo-pomylilem-z-dzikiem/)

A od conajmniej 1945 r. nie zanotowano ANI JEDNEGO wilczego ataku na człowieka w Polsce. A dawniejsze doniesienia w świetle obecnej nauki nie wydają się być wiarygodne. Tak więc zadajmy, KTO naprawdę stanowi zagrożenie dla ludzi i ich zwierząt?
12805760_983563831733123_3083668445735168993_n12799095_983563948399778_1537409623248569992_n

 

==============================================

* Info dla myśliwskich cwaniaków krzyczących: „Poproszę o przykład pokrycia publicznymi pieniędzmi strat rolniczych spowodowanych przez dzika, kłamliwe eko!”. Proszę bardzo – prosto z ustawy Prawo Łowieckie:

Art. 50. 1. Skarb Państwa odpowiada za szkody wyrządzone przez zwierzęta łowne objęte całoroczną ochroną.
2. Za szkody, o których mowa w ust. 1, wyrządzane na obszarach:
1) obwodów łowieckich leśnych odszkodowania wypłaca Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe ze środków budżetu państwa;
2) obwodów łowieckich polnych i obszarach niewchodzących w skład obwodów łowieckich odszkodowania wypłaca zarząd województwa ze środków budżetu państwa.

A co do dzików, to z konferencji w Senacie pt. „Przyszłość wilka w Polsce” z 2015 roku (http://www.senat.gov.pl/gfx/senat/userfiles/_public/k8/agenda/seminaria/2015/150409_wilk/wilk_24-06-2015_internet.pdf):

Pod koniec 2014 r. rząd przyznał Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa 6,1 miliona zł na wypłatę rekompensat za szkody powodowane przez dziki w uprawach rolnych. Do 7 kwietnia wypłacono rolnikom już ponad 3 miliony zł. 

Plus jeszcze odstrzały dzików za publiczne pieniądze z tej samej konferencji:

W tym samym województwie podlaskim pięćset dzików przeznaczono do
odstrzałów, a sejmik województwa podlaskiego przeznaczył na to 200 tysięcy
złotych, czyli około 400 zł za jednego zabitego dzika. Wilkom się za to nie
płaci, wilki to robią po prostu codziennie.

Przy okazji poczekajmy, aż w ramach nowelizacji prawa łowieckiego wejdzie w życie Fundusz Odszkodowawczy, kiedy to Skarb Państwa będzie częściowo opłacać szkody łowieckie :).

Afera zajęcza – myśliwi zabijali ponad limit i nic im się nie stało…

Poniżej prezentujemy obszerny tekst Frontu Antyłowieckiego o kulisach głośnej „afery zajęczej”, gdzie myśliwi bezkarnie zabijali zwierzynę łowną ponad limit, m.in. zajęcy, „na które od dawna się nie poluje”, narażając Skarb Państwa na straty ok. 4 mln PLN za „bezprawne pozyskanie zwierzyny”  (o stratach przyrody przez litość nie wspomnę), przykuwając uwagę CBA i mediów ogólnopolskich.

Prokuratura umarzała pod hasłem niskiej szkodliwości społecznej, a PZŁ wmawiał, że przekraczanie planów łowieckich nie stanowi zaburzenia w równowadze przyrody i nie powinno być traktowane jako kłusownictwo.

Aferę tę głównie opisał Stanisław Pawluk, dziennikarz-myśliwy śledzący patologie w środowisku łowieckim, po czym miał nieprzyjemności z „górą”, której włos nie spadł włosa.

Afera to nie tylko jedna z wielu patologii PZŁ. To również ogromny cios zadany naszej polskiej przyrodzie. A także ważny argument w rozmowie, dlaczego pozyskiwanie myśliwskie ma negatywny wpływ na populację zajęcy i jak najszybciej wyjąć ją spod „opieki” myśliwych.

Zapraszamy do lektury:

18643670_423411521360336_683152386_n

AFERA ZAJĘCZA

Gdy podnosi się głos o negatywnym wpływie łowiectwa na zwierzynę łowną, zwłaszcza na drobnicę, strona myśliwska mówi zwykle Panie! To wina rolnictwa, wirusów i durnych przepisów chroniące drapieżniki! Kruk to mnóstwo sztyletuje zajęcy! Wiem, bo widziałem po pijaku! W ogóle tylko pezeteł już od dawna nie poluje na na zwierzynę drobną, tylko chroni i reintrodukuje ją, a wy ekosie jak zwykle guzik wiecie o gospodarstwie łowieckim!

A prawda jest taka, że łowiectwo w wykonaniu PZŁ jak najbardziej ma negatywny wpływ na drobnicę, zaś mamona i ochrona własnego zadu są ważniejsze od troski o przyrodę.

Świadczy o tym mająca finał w 2010 r. tzw. afera zajęcza, gdzie na Lubelszczyźnie przekraczano limity łowieckie, PZŁ, nadleśnictwa i PSŁ udawały, że jest wszystko cacy, a ówczesny rzecznik PZŁ, Marek Matysek zapewniał, że do zajęcy od dawna się strzela, pomijając to, że wciąż to robiono mimo, że naciągany stan w inwentaryzacji nie spełniał warunków określanych przez PZŁ jako wystarczających dla prowadzenia odstrzałów. Ale po kolei.

KOŁO ŁOWIECKIE BAŻANT NR 69 W BEŁŻYCACH (2) grudzien 2016Zabite zające w KŁ nr 69 „Bażant” w Bełżycach – biorącym udział w aferze zajęczej

Stanisław Pawluk wspominał, że afera zajęcza zaczęła narastać już w przed 2004 r. i za przykład dał łowczego swego kołam który oprócz bycia mistrzem w fantazjowaniu był świetny także w przekrętach. Ustrzelone przez niego zwierzęta, a to dziwnie mało ważyły i zdarzały się poza wpisami w książce ewidencji. W wyniku śledztwa wyszło m.in. zastrzelenie o 5 sztuk dzika za dużo, niż przewidywał plan łowiecki, łamiąc tym samym art. 52 pkt. 5, czyli dozwolenie na przekroczenie zatwierdzonego planu pozyskania zwierzyny.

Sprawa była głośna w całym okręgu i poinformowano wszelkie organy PZŁ. Jednak wkrótce stwierdzono, że… nie ma znamion przestępstwa! Ówczesny przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej, Roman Osiński wyciągnął łowczego z problemów, a inny biegły był zdania, że strzelenie 33 dzików, kiedy w planie przeznaczono do odstrzału 27 sztuk, to właściwie to samo. Jak pisze Stanisław Pawluk cyt. „Biegły ten miał już doświadczenia w wybielaniu innego myśliwego, za zastrzelenie prowadzącej młodej lochy w sezonie ochronnym.”

Żaden z organów PZŁ nie raczył się zainteresować na poważnie przekraczaniem planów łowieckich, mało tego – wszyscy się wzajemnie zachwalali, a nowy przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej – Ryszard Gierliński wraz z ową komisją doprowadził do umorzenia przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie dochodzenia, w sprawie narażania PZŁ na utratę mienia znacznej wartości, przez łowczego krajowego Lecha Blocha. Zwierzyna i jej stany? Pff… a kogo to obchodzi. Potem w mediach zrobimy pokazówkę w stylu „Ożywić pola” i poprosimy o kumpli z instytucji państwowych o wytępienie drapieżników, które oskarżymy o spadek zwierzyny.

hubertus_2014_22
Zabita zwierzyna w KŁ nr 47 „Bekas” w Opolu Lubelskim, gdzie przekroczono plany hodowlane.

Tymczasem w 2003 r. powstała Państwowa Straż Łowiecka, z którą szeregowi myśliwi wiązali duże nadzieje, gdyż wielokrotnie skarżyli się na olewactwo organów ścigania ws. łamania prawa łowieckiego. W Lublinie początkowo było dobrze, bo tamtejszy pierwszy komendant PSŁ, Jan Bogdan Kozyra był osobą kompetentną i do dziś jest uznany za niedościgniony wzór. Niestety będąc samotnym wilkiem w stadzie strażników wybranych w wyniku kumoterstwa, nepotyzmu i powiązań politycznych, musiał opuścić stanowisko, a jego stanowisko otrzymali kolejno Andrzej Sieńko i Stefan Kowalewski, obaj powiązani politycznie i faworyzowani przez ówczesnych wojewodów lubelskich i wybrani w niefajnych okolicznościach.

Urząd Wojewódzki w Lublinie utrwalił tradycję łamania prawa, dając tym samym sygnał dla ludności, że prawo nie dotyczy rządzących zwłaszcza, gdy na eksponowane stanowiska powołują swoich wiernych żołnierzy. Zarówno Andrzej Sieńko, a następnie Stefan Kowalewski powołani zostali bez spełnienia wymaganych warunków, czyli bez ukończenia przez kandydatów szkoleń określonych ustawą.” (http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=215 – dostęp 17.05.2017)

Przyjrzyjmy się jednak Stefanowi Kowalewskiemu, wybranemu w 2008 r. komendancie PSŁ, ponieważ to on odegrał ważną rolę w aferze zajęczej. O tym jakim był niekompetentnym strażnikiem łowieckim można spokojnie napisać osobny materiał*. Używanie służbowych pojazdów do celów własnych, lenistwo, zerowa wykrywalność przestępstw łowieckich ograniczająca się do wystawiania bzdurnych mandatów wędkarzom, markowanie łapania kłusowników i pokazowe zbieranie wnyków (co wyśmiano nawet na forum myśliwskim: http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=43050&t=43050 – dostęp 17.05.2017) czy pozbawione cienia logiki konfabulactwo w raportach, to tylko czubek góry lodowej. Wszystko za pieniądze podatników.

W końcu p. Kowalewski dotarł do 3-częściowego felietonu Stanisława Pawluka z 2008 r. pt. „Modelowa gospodarka”, w którym wykazał jak w województwie lubelskim, onedgaj zajęczym eldorado, obecnie z katastrofalnymi stanami zajęcy, koła łowieckie przekraczały zatwierdzone planem łowieckim ilości zajęcy przeznaczonych do odstrzału, a prokuratura automatycznie umarzała postępowania karne z powodu niskiej szkodliwości czynu, a także członków owych kół w postaci wysoko postawionych funkcjonariuszych w PZŁ.

021
Zabite zające w KŁ nr 25 „Uroczysko” w Lublinie, które ignorowało zalecenia dr hab
. Romana Dziedzica o zaprzestaniu odstrzału i nadal zabijało zające.

Widząc okazję do wykazania się, wynajdywał kolejne koła łowieckie, które odstrzeliły więcej zwierzyny ponad zatwierdzony plan – ostatecznie było to ok. 80% kół z terenu Lubelszczyzny. Rabunkowa gospodarka łowiecka dotyczyła nie tylko zajęcy, ale m.in. kuropatw czy zwierzyny grubej. Początkowo PSŁ ostro wzięła się do pracy i w kilku przypadkach uzyskano wyroki skazujące, ale jej zapał się ostudził, kiedy okazało się, że w KŁ „Dąbrowa” w Lublinie także przekraczono plan, a łowczym był sam… Stefan Kowalewski. Ups, ale kaszana! I zamiast twardych dowodów w postaci dokumentacji kół, książek ewidencji, upoważnień do polowania indywidualnego i protokołów polowań to zbierano mało wiarygodne oświadczenia, dlaczego odstrzelono zwierzęta poza planem. A PZŁ jako organizacja był po stronie łamiących wszelkie prawa i dawała wsparcie w postaci cwanych radców prawnych.

019
KŁ nr 2 „Leśnik” w Lublinie podczas zastrzelenia 30 kaczek na jednym polowaniu zbiorowym, potem przedstawiono to jako 10 kaczek (Szczegóły tu – http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=363 – dostęp: 16.05.2017).

Sam Stefan Kowalewski przerażony ogromem afery, widmem zemsty wysoko postawionych w hierarchii łowieckiej kolegów po lufie i utratą resztek reputacji, kiedy na jaw wyszło, że sam uczestniczył w aferze zajęczej, domagał się od prokuratury umorzenia WSZYSTKICH SPRAW! Komendant Państwowej Straży Łowieckiej, instytucji opłacanej przez podatników, którego zadaniem ściganie przestępstw z prawa łowieckiego robił wszystko, by prokuratura umorzyła wszystkie brudy!

– Sugerowaliśmy prokuraturze umorzenie tych spraw, bo takie jest nasze prawo, mieliśmy taką możliwość. Zresztą nie było podstaw do innego działania – powiedział Stefan Kowalewski dla programu UWAGA TVN. Jego zdanie podzielała Genowefa Tokarska, ówczesna wojewoda lubelska.

– Czy przestępstwem jest ustrzelenie na polowaniu kilku sztuk zwierzyny więcej? Proszę nie sugerować, że prokurator kierował się wnioskami komendanta Państwowej Straży Łowieckiej. Prokurator nie musiał zastosować się do naszego wnioskuswierdziła Genowefa Tokarska, która nie dopełniła obowiązków służbowych. Ponieważ wg prawa łowieckiego i rozporządzenia MŚ ponadlimitowe odstrzały traktowane jest na równi z „bezprawnym pozyskaniem zwierzyny”, a wojewoda powinien żądać ekwiwalentu, tj. odszkodowania dla Skarbu Państwa. Jednak jak widać pupilkom władzy i zaprzyjaźnionym myśliwym wolno więcej, a nie jest to pierwszy raz, gdy p. Tokarska kryła niekompetencję swego podwładnego (więcej – http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 – dostęp 17.05.2017).

5Komendant PSŁ w Lublinie – Stefan Kowalewski był łowczym w KŁ nr 5 „Dąbrowa” w Lublinie, które także przekraczało plan łowiecki. M.in. dlatego też domagał się umorzenia skutków afery zajęczej.

Jednak mleko się rozlało. Oprócz lokalnych mediów sprawą zainteresowało się także CBA, które natychmiast przeprowadziło kontrolę w lubelskich urzędach. Szersze media też podłapały temat przekraczania planów łowieckich. W lipcu 2010 r. „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł „Bezkarne łowy za miliony”, a „Uwaga TVN” wyemitowała reportaż „Myśliwi w CBA”.

– Kontrola wypadła przerażająco. Okazało się, że wojewodowie praktycznie nie wiedzieli, co dzieje się ze zwierzyną, jak wygląda pozyskiwanie zwierzyny łowieckiej w poszczególnych kołach i ile zwierząt zostaje odstrzelonych poza planem. Tylko w województwie lubelskim, w czasie rządów trzech wojewodów, Skarb Państwa stracił prawie 4,5 mln zł. – mówił Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA dla Uwagi TVN.

W swym raporcie CBA winę za nieudolne prowadzenie postępowań w sprawie przekroczenia planów hodowlanych, ponoszą komendant PSŁ Stefan Kowalewski oraz Genowefa Tokarska.

Jednak w większości spraw ws. ponadlimitowych odstrzałów umorzono z powodu małej szkodliwości czynu, a w 23 przypadkach odmówiono wszczęcia dochodzenia. A w międzyczasie lubelskie władze PZŁ nie widziały w tym nic złego i napisały sprostowanie do „Rzeczpospolitej” oskarżając tradycyjnie o szarganie dobrego imienia łowiectwa i doniosły na Stanisława Pawluka.

Marian Flis (1)Dr hab. Marian Flis, wówczas przewodniczący ZO PZŁ w Lublinie, który bronił przekraczania odstrzałów (był wówczas członkiem takowego – KŁ nr 25 „Uroczysko” w Lublinie) nie uciekając się do matactwa. Potem dr Flis prześladował Stanisława Pawluka, próbując go wrobić w polowanie poza planem.

Myśliwi, z którymi rozmawiała »Rz«, przyznają, że nielegalny odstrzał to norma, bo kół nie spotykają żadne sankcje. Ani finansowe, ani karne. – Koła łowieckie nagminnie przekraczają dozwolone limity polowań i odstrzału. Tak jest w całej Polsce, w mniejszym lub większym stopniu. Doprowadziło to do wybicia populacji zajęcy – ocenia myśliwy z Lublina.”

Jeśli kogoś to pocieszy, w 2012 r. w wyniku prokuratorskiego śledztwa Stefan Kowalewski stracił stanowisko komendanta PSŁ w Lublinie, a wraz z nim dwaj kolejni strażnicy. Ale jakichkolwiek konsekwencji nie ponieśli, bo wg Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego cyt. „bieżący nadzór nad PSŁ był prowadzony”.

Konsenkwencji nie ponieśli również uczestnicy afery zajęczej, większość z nich to byli ludzie okupujący wysokie stanowiska w PZŁ i do tej pory mające plecy w PZŁ. A jak pisał Kurier Lubelski w 2012 r. cyt. „urzędnicy wojewody wciąż nie odzyskali pieniędzy za bezprawnie odstrzeloną zwierzynę. W ostatniej kontroli sprawdzającej wykonanie budżetu w 2011 r. ponownie wytknęła to NIK. I nakazała »niezwłoczne podejmowanie działań w celu pobrania ekwiwalentu«”.

Przerażające to wszystko. Już pomijam straty finansowe spowodowane działaniami myśliwych. Pomyślmy o tych wszystkich bezprawnie zastrzelonych zwierzętach. Szczególnie o zajęcach, o które rzekomo PZŁ tak dba, a w praktyce nie przejmował się, że przestrzelano zające w trudnym dla nich okresie i nie ulega wątpliwości, że to myśliwi najbardziej przyczynili do niskich stanów zwierzyny drobnej. A Wielce Szanowni Łowczy traktują swe występki jako znikomą szkodliwość społeczną czynu i nic z tym nie zrobili.

Przekroczenia planów odstrzału zwierzyny nie powinno się traktować jak kłusownictwa – tak tłumaczył się dla „Rz” Dariusz Łukasik, łowczy KŁ „Głuszec” w Biłgoraju. A niedaj Bóg twój pies, szaraczku kochany, dziabnie zająca i myśliwi będą do upadłego cię ścigać na bezprawne pozyskiwanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKŁ nr 91 „Azotrop” w Puławach, które przekroczyło plan odstrzału zajęcy w sezonie 2007/2008, a interwencji nie podjęto.

A nie sorki, jednak coś zrobiono – czcze pokazówki i ocieplanie wizerunku. Na stronie PZŁ Lublin można przeczytać, jak to w latach 2010-2014 szlachetni myśliwi zasilają łowiska drobnicą ku chwale ojczystej przyrody (http://www.lublin.pzlow.pl/komunikaty/2006-2015.php – dostęp: 18.05.2017). Wśród wymienionych można odnaleźć koła łowieckie mające udział w zabijaniu drobnicy ponad limit, m.in. KŁ nr 1 „Szarak” w Lublinie czy KŁ nr 84 „Przepiórka” (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=262 – dostęp: 20.05.2017)! To jest kurczę dramat. Wpierw wybili do cna zające, a teraz pokazują jacy są dobroduszni! I przy tym wyciągnijmy łapy po dotacje WFOŚiGW w Lublinie. Ograbiliśmy Skarb Państwa zabijając za dużo zwierząt, to jeszcze weźmiemy trochę za wsiedlanie tychże zwierząt (http://www.lublin.pzlow.pl/okreg/2012/2012-001.php i http://www.lublin.pzlow.pl/okreg/2014/2014-003.php – dostęp: 18.05.2017).

KŁ Szarak zabity zającUpolowany zając w KŁ nr 1 „Szarak” w Lublinie, którym wykryto przekroczenie odstrzałów zajęcy.

A najbardziej kuriozalny okazał się dla mnie materiał PulsMiastaTV z 2013 r., gdzie prezentowano wsiedlanie zajęcy w okolicach Białej Podlaskiej, a przed kamerą przemawiał Ryszard Mączyński, prezes KŁ „Ponowa” w Białej Podlaskiej. Ten sam Mączyński co załatwiał pozaplanowe polowania dla marsz. Sejmu Bronisława Komorowskiego. To samo KŁ „Ponowa” w Białej Podlaskiej, co dokonało w latach 2005-2007 przekroczenia limitów odstrzałów i było znane w środowisku w robieniu przekrętów. (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=220 i http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=147 – dostęp: 19.05.2017).

Populacja zająca doszła do dna (…) na naszym terenie i trudno odbić się od dna i w związku z tym potrzebna jest introdukcja. Bez niej nie odbudujemy populacji.

„Głównym inicjatorem w naszym (…) akcji wsiedlania zająca jest członek Okręgowej Rady Łowieckiej, kol. Ryszard Gierliński, (…) bardzo mu zależało na tym, żeby ta introdukcja nastąpiła jak najszybciej. Jest to program 3-letni, także co roku będziemy wsiedlać zająca.

Dla przypomnienia – p. Gierliński ratował z taratapów Lecha Blocha, tak jak p. Mączyński należy do KŁ nr 89 „Siemień” w Lublinie, gdzie także dokonano ponadlimitowych odstrzałów. A w Białej Podlaskiej myśliwi z KŁ nr 15 „Ostoja” odstrzelili o 12 zajęcy niż wymagał plan łowiecki, a postępowanie oczywiście umorzono, a kol. Mączyński i Gierliński na pewno o tym wiedzieli. I kogo obwinią? (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=219 – dostęp 18.05.2017)

Mamy problem kłusujących psów, które występują w naszym łowisku w ilości nie mniejszej niż jak ilość zajęcy.

A jak pisze PulsMiasta.pl – cyt. „Jest to wina przede wszystkim drapieżników także tych skrzydlatych , które potrafią być bardzo agresywne są bardzo agresywne. Począwszy od bociana skończywszy na wszelkiego rodzaju drapieżnikach typu jastrząb, myszołów.”

Film można obejrzeć tu:

Łał! Trzeba mieć niezły tupet, by najpierw uczestniczyć w legalnym kłusownictwie drobnicy i ukrywaniu związanych z tym przekrętów, a teraz mamić ludzi „szlachetnymi reintrodukcjami” i zwalać winę na drapieżniki!

Ryszard Mączyński i przewodniczący GKR PZŁ, Ryszard Gierliński. W kołach, do których należeli dokonywano ponadlimitowych odstrzałów. Potem ci ludzie mamili opinię publiczną wsiedlaniem zajęcy i zwalaniem sytuacji na inne czynniki.

No, ale myśliwi jak zwykle niewinni, bo jak pisała Prokuratora Rejonowego w Białej Podlaskiej cyt. „Dochodzenie, dotyczyło zaistniałego w okresie od 2004 r. do 2006 r. w Białej Podlaskiej przekroczenia pozyskania zwierzyny w postaci zajęcy przez Koło Łowieckie nr 15 »Ostoja« o łącznie 12 sztuk (…) umorzono (…) z uwagi na znikomą szkodliwość czynu. Przekroczenie planu było skutkiem braku komunikacji miedzy myśliwymi, nie było znaczne i nie doprowadziło do zachwiania równowagi populacji zajęcy.

Czyli jak myśliwy przekroczy plan łowiecki, to nic się nie stało i równowaga populacji została zachowana. Ale jak lis zje jednego zająca na ruski rok, albo kruk skubnie padlinę, to ta równowaga zostaje zachwiana…

hubert96_008KŁ nr 15 „Ostoja” w Białej Podlaskiej było jednym z tych kół, gdzie zabijano ponad limit zające, a sprawa została umorzona. Zdjęcie z 1996 r. Ciekawe ile z tych tu zajęcy było poza planem pozyskania?

Wiele uczestników afery zajęczej do tej pory są wysoko postawieni w hierarchii władz PZŁ. Są to osoby skorumpowane, nie szanujące prawa, przyrody i zwykłej przyzwoitości, a o każdym można napisać osobny artykuł. Osoby, które jak najbardziej przyczyniły się do katastrofalnej sytuacji drobnicy i odwracają zająca omykiem mówiąc o „reintrodukcjach/restytucjach”, „trosce o przyrodę” i innymi frazesami.

I teraz PZŁ mając tyle brudu ma czelność domagać się obecności Dnia Ziemi i mamić ludzi swoją propagandą? No friggin’ way!

/KingKung

Pokot po polowaniu na Pusznie Godowskim grudzień 2014 KL BAzantZabite zające w KŁ nr 93 „Bażant” w Poniatowej. Jak pewnie domyślacie i to koło zabijało ponad limit. A oto co piszą na swej stronie internetowej:
W celu utrzymania na wysokim poziomie populacji zwierzyny drobnej Koło prowadzi walkę ze szkodnikami i kłusownictwem.”

ŹRÓDŁA:

Artykuły Stanisława Pawluka: 

„Afera zajęcza”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=249 (dostęp: 15.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=252 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=253 (dostęp: 18.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=254 (dostęp: 16.05.2017)

„Jak to z komendantem PSŁ było”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=215 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

„Modelowa gospodarka”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=175 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=176 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=177 (dostęp: 17.05.2017)

„»Duża afera« o małe zające”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=234 (dostęp: 17.05.2017)

„Co warte jest »Sprostowanie« PZŁ”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=363 (dostęp: 16.05.2017)

„Kontrola CBA w UW w Lublinie”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=268 (dostęp: 17.05.2017)

„Dwa stracone lata”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=272 (dostęp: 17.05.2017)

„Ekwiwalenty są ściągane”
http://dziennik.lowiecki.pl/listy/tekst.php?id=83 (dostęp: 21.05.2017)

„Czy wojewoda kryje przekręty komendanta PSŁ?”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 (dostęp: 17.05.2017)

„Flisowe prostowanie prostego”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=262 (dostęp: 20.05.2017)

„Kolejna ściema dr Flisa”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=29 (dostęp: 21.05.2017)

„Kolegialnie w Lublinie to jednoosobowo”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=15 (dostęp: 20.05.2017)

Materiały medialne: 

„Jest lepszy wizerunek myśliwych”, Janusz Kibic
http://lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=8 (dostęp: 20.05.2017)
http://www.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=11 (dostęp: 20.05.2017)

„Latami bezkarnie mordowali zwierzęta”, Łukasz Chomicki, Barbara Majewska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/127986,latami-bezkarnie-mordowali-zwierzeta,id,t.html (dostęp: 19.05.2017)

„Myśliwi na celowniku CBA”, Łukasz Chomicki, Barbara Majewska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/214868,mysliwi-na-celowniku-cba,1,id,t,so.html (dostęp: 19.05.2017)

„Bezkarne łowy”, Izabela Kacprzak
http://www.rp.pl/artykul/508405-Bezkarne-lowy–za-miliony.html#ap-7 (dostęp: 16.05.2017)

„Myśliwi w CBA”
http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/mysliwi-w-cba,139081.html (dostęp: 18.05.2017)

„Wielka czystka w Państwowej Straży Łowieckiej w Lublinie”, Rafał Panas
http://www.dziennikwschodni.pl/lublin/wielka-czystka-w-panstwowej-strazy-lowieckiej-w-lublinie,n,1000152163.html (dostęp: 16.05.2017)

„Komendant wojewódzki straży łowieckiej został odwołany”, Aleksandra Dunajska
http://lubelskie.naszemiasto.pl/artykul/komendant-wojewodzki-strazy-lowieckiej-zostal-odwolany,1421593,art,t,id,tm.html (dostęp: 16.05.2017)

„Lubelszczyzna: Myśliwi łamali prawo”, Aleksandra Dunajska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/607205,lubelszczyzna-mysliwi-lamali-prawo,id,t.html (dostęp: 18.05.2017)

========================================================================================================================================================

*A jeśli bardziej was ciekawi całokształt twórczości Stefana Kowalewskiego, to życzę miłej lektury:  

Wykorzystywanie pojazdu służbowego do celów prywatnych (głównie polowań) z kierowcą opłacanym z pieniędzy podatników:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

Pozorowanie działań kłusowników i brak noszenia przepisowego umundurowania:
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=260 (dostęp: 17.05.2017)

Podkładanie fałszywych wnyków, a następnie ich zbieranie celem propagandy medialnej:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=284 (dostęp: 17.05.2017)
http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=43050&t=43050 (dostęp: 17.05.2017)

Przedłużanie sobie weekendów, a w międzyczasie policja była skuteczniejsza w tropieniu przestępstw łowieckich niż PSŁ:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=280 (dostęp: 17.05.2017)

Wrobienie Boga ducha winnego myśliwego w zabitą lochę, prawdopodobnie żeby ten w wyborach nie wygryzł p. Kowalewskiego z funkcji łowczego:
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=272 (dostęp: 17.05.2017)

Zniszczenie samochodu służbowego i zmuszenie swego podwładnego za opłacenie naprawy:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 (dostęp: 17.05.2017)

Mobbing podwładnych, którzy mieli sprzedawać nieprawidłowości w PSŁ (co było nieprawdą):
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

Zamieszczono dzięki uprzejmości Front Antyłowiecki

Czytaj także: Kłamstwa myśliwych – Sprawa liczebności zajęcy oraz
Przestępstwa, nadużycia i patologie w PZŁ

Myśliwi, bobry i rolnicy – Jak PZŁ po chronieniu bobra wbił mu nóż w grzbiet…

13516663_1054116144677891_8453235386850358758_n

Ostatnio bobry w Polsce nie mają dobrej passy. Są wielokrotnie oskarżane o zalewanie terenów rolnych, niszczenie wałów przeciwpowodziowych, a obrońcy Skarbu Państwa powołują na milionowe straty.  Co chwila kolejny RDOŚ wydawał lekką ręką wyroki śmierci na bobry. W listopadzie zeszłego roku władze planowały zabić 27 tys. polskich bobrów (http://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/26-11-2016-wladze-planuja-odstrzal-nawet-27-tysiecy-bobrow-w-polsce,1621188.html?playlist_id=21479).

W marcu tego roku umieszczaliśmy apel o ratowanie tarnowskich bobrów. Ostatnio wójt gminy Cedry Wielkie domagał się od RDOŚ w Gdańsku wybicia bobrów do zera jakoby stanowiły zagrożenie dla wałów przeciwpowodziowych (https://fakty.tvn24.pl/fakty-po-poludniu,96/wojta-gminy-cedry-wielkie-chce-pozbyc-sie-bobrow,737725.html).

13516573_1052515284837977_3237796188312954521_n

W lipcu 2016 roku Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i Polski Związek Łowiecki zawarły porozumienie w odpowiedzi na rosnące bobrze szkody.

Współpraca miałaby na celu kontrolę populacji bobra na terenach obwodów dzierżawionych przez koła łowieckie. Zgodnie z projektem instrukcji, regionalni dyrektorzy ochrony środowiska wydawać mają zarządzenia na podstawie art. 56a ustawy o ochronie przyrody dotyczące pozyskania, a przez to ograniczenia populacji bobrów, obejmujące swoim zasięgiem tereny obwodów łowieckich, wchodzących w skład poszczególnych Zarządów Okręgowych PZŁ.

Wstępna propozycja zakłada, iż kołu łowieckiemu, na terenie którego dokonano odstrzału, wypłacany będzie ekwiwalent za poniesione koszty.

Źródło: http://www.agropolska.pl/aktualnosci/polska/bobrow-ma-byc-mniej-w-stolicy-lacza-sily,2317.htm

Sama wiadomość niektórych myśliwych zelektryzowała wiadomość, iż w końcu wzięto się za te szkodniki. No i trochę pieniędzy wpadnie do kiesy.

13524306_1052517641504408_2013332919164931246_n

Z kolei październiku 2016 roku do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi trafił wniosek o wpisanie bobra na listę gatunków łownych celem ograniczenia ich liczebności oraz opłacenia ich szkód. By jednak być szczerym, pomysłodawcą wniosku była Podkarpacka Izba Rolnicza przy poparciu Krajowej Rady Izb Rolniczych. I to przede wszystkim rolnicy są za zrobieniem bobra gatunkiem łownym (http://agri24.pl/wniosek-o-wpisanie-bobra-liste-zwierzat-lownych/).

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

Gdyż generalnie myśliwi nie chcą pozyskiwać łowiecko bobrów, kiedyś w jednym przypadku zwyczajnie odmówili odstrzału. Ale nie wynika to z troski, o nie. Jeżeli bóbr zostałby gatunkiem łownym, to myśliwi opłacą wszelkie szkody. A nie są to małe sumy, bo Skarb Państwa przeznacza na to ok. 15 mln złotych i wiele myśliwych przewiduje, że koła łowieckie zwyczajnie nie podołałyby finansowo. W dodatku do bobra trudno się strzela i generalnie jest to mało skuteczny  sposób na redukcję bobra. Przykładowo w roku 2015 RDOŚ w Kielcach zezwolił na odstrzał 1,2 tys. bobrów. Uspokajano, że do pogromu nie dojdzie. I mieli rację, bo myśliwi odstrzelili jedynie… 120 sztuk, twierdząc jakie z nich sprytne bestie. By w ogóle skutecznie polować na bobry, to trzeba stosować pułapki zatrzaskowe, które są zabronione przez VI załącznik Dyrektywy Siedliskowej, z powodu ich nieselektywności. Nie wspominam o aspektach moralnym i społecznym (a PZŁ mimo wszystko raczej zależy na dobrym wizerunku).

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

I tak argument w postaci „Kto zapłaci szkody rolnikom jak zabraknie polowań?” traci rację bytu, gdy przychodzi do bobrów. Myśliwi nie chcą płacić rolnikom, bo zbyt kosztowne szkody, nie ma tradycji polowania na bobry, dewizówek nie będzie, tusza bezużyteczna i jest coraz mniejsze zapotrzebowanie gospodarcze, a polowanie w obecnym kształcie nie należy do łatwych.

13501991_1052724438150395_2227791184494710661_n

13512231_1056215597801279_2572386412954526308_n

Myśliwi z forum Dziennika Łowieckiego wymieniają, że odszkodowania za szkody bobrze wykończy ich finansowo 

I jednocześnie myśliwi zaczynają zwymyślać rolników od leni, żądnych kasy chciwców itp. No to jak panowie? To jak z bezinteresownym chronieniem interesów rolników i chęcią opłacania szkód? Jak widać argument ten u myśliwych pojawia się, jak im wygodnie.

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

18341907_1358912700864899_4319015403906374517_n

Tym razem rolnicy nie są bezradnymi bidulami w obliczu zwierzęcej apokalipsy, a  pazernymi na odszkodowania leniami, co wykorzystują biednych myśliwych.

Spośród tych wszystkich narzekań najbardziej spodobały mi się teksty, by za szkody bobrze płacili organizacje ekologiczne, by wreszcie ponieśli odpowiedzialność za bobra.

 18342243_1358915610864608_1492770323797925260_n

Myśliwi lubią zaskarżać „eko-durni”, jak to najpierw zgrywają obrońców przyrody, a gdy coś idzie nie tak, to szybko opuszczają pokład i każą innym naprawiać wyrządzone przez nich szkody. Moim zdaniem, myśliwi pierwsi powinni uderzyć się w pierś, gdyż te zachowanie to ich cechuje, szczególnie, gdy mówimy o polskim bobrze.

1.png

13450909_1052517764837729_5339647625798571112_n

Rozumiem, że tymi ekologami będą myśliwi, bo w przeszłości PZŁ odbudował populację bobra, a podobno „każdy myśliwy to prawdziwy ekolog”?

Niektórym naszym czytelnikom może się to nie spodobać, ale za ostatnie reintrodukcje bobra w Polsce odpowiada głównie Polski Związek Łowiecki. Program restytucji bobra opracował w 1974 r. prof. dr hab. Wirgiliusz Żurowski, pracownik Polskiej Akademii Nauk, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody, a także prezes Okręgowej Rady Łowieckiej w Suwałkach.

bobr_zurowski_foto

Wirgiliusz Żurowski podczas odłowu bobra 

„Program aktywnej ochrony bobra europejskiego” tworzony we współpracy ZG PZŁ polegał na corocznym przesiedlaniu na tereny całej Polski kilkudziesięciu sztuk bobrów wyhodowanych na farmie w Popielnie, oraz dzikich – odławianych z Suwalszczyzny.

Można rzec, że myśliwym zależało na przywróceniu bobra do polskiej przyrody. Ale jak zawsze to bywa w takich sytuacjach, mogli mieć w tym interes. Za wskazówkę mogą posłużyć słowa pomysłodawcy restytucji, Wirgiliusza Żurowskiego w 1976 roku, kiedy pisał w Łowcu Polskim: „Tylko czynne zajęcie się bobrem i powiązanie ich ochrony z aspektem gospodarczym może je zachować dla przyszłych pokoleń…”. Interpretację tych słów pozostawiam wam. Podobno sam prof. Żurowski marzył, że po udanej restytucji upoluje sobie bobra, lecz przeszkodziła mu w tym śmierć w 1992 roku. Nie mnie oceniać.

13442351_1051045048318334_1516859333880559252_n.jpg

Ale co by nie mówić, program odniósł sukces. Dla niektórych nawet za bardzo, gdyż bobry zaczęły tworzyć szkody. Co na to Polski Związek Łowiecki? Wymigał się od odpowiedzialności i zostawił bobra na pastwę wkurzonych rolników i urzędników.

18341642_1358917990864370_6729387069910307428_n

Nie zamierza też wciągnąć go na listę zwierząt łownych, bo jak przyznała sama pani rzecznik PZŁ Diana Piotrowska, że to ZG PZŁ wyszedł z propozycją, by bobry nadal zabijano z publicznych pieniędzy, byle nie płacić szkód. 

„Beton” doprowadził do podpisania porozumienia między PZŁ a GDOŚ żeby uchronić nas przed wpisaniem bobra na listę gatunków łownych!!!! Szkody by zniszczyły nasze koła!” (…) Podpisanie porozumienia o odstrzale było z inicjatywy PZŁ żeby ubiedz realizację pomysłu o wpisaniu gatunku na listę gatunków lownych. Izby rolnicze i resort rolnictwa baaardzo na to naciskaly.

18425156_1358910760865093_6854859250097393397_n

I w świetle myśliwskich krzyków o „ekopajacach nie chcących płacić szkodnika” zapytam się bezczelnie – Niby czemu? Niech PZŁ pochwali się wściekłym rolnikom, że reintrodukował bobra w Polsce. Niech powie, że w takich reintrodukcjach chodziło mu jedynie o przetrwanie gatunków (inna sprawa, że później dąży do zmniejszenia tych samych gatunków, „bo za dużo i szkody”). Niech myśliwi powiedzą wprost poszkodowanym, co o tym wszystkim myślą. Czyli zgodnie z myśliwską logiką to myśliwi powinni ponieść odpowiedzialność za bobra i wypłacać rekompensaty ze swych składek. Tak więc czemu w tym przypadku organizacje ekologiczne akurat mają ponosić odpowiedzialność, za coś czego nie zrobiły (bo jak zwykle jedynie hejtują przed komputerem :D)?

1.png
Miejcie to na uwadze, gdy myśliwi próbują oskarżać ekologów, jak to nadmiernie chronią „szkodliwe” zwierzęta za nie swoje i chcą przerzucić odpowiedzialność na innych. Za przykład podają wilka, przez którego rzekomo polski budżet traci gigantyczne pieniądze.

Dla uzmysłowienia szkody wyrządzone przez wilki polski budżet przeznacza ledwie 0,7 mln PLN. Za szkody wyrządzone przez bobry 15 mln PLN. W samym województwie podlaskim 2013 roku szkody za wilki wyniosły 30 462 PLN, a za bobry 2 201 533 PLN. W dodatku wilk ma ten plus, że poluje na bobry, w szczególności na terenach zabobrzonych (Puszcza Knyszyńska – 25% biomasy; Puszcza Borecka – 15% biomasy). Także w Polsce zachodniej wilk zaczyna polować na bobry. Nie ulega wątpliwości, iż wilk jest lepszym reduktorem gatunków konfliktowych od myśliwego, bo nie reintrodukuje zwierzyny pod płaszczykiem ochrony dla własnych korzyści, a jak trzeba, to zje „szkodnika”, a nawet nie trzeba mu płacić.

W dodatku prof. Żurowski, który jak przeczyta się o nim szerzej – sprawiał wrażenie szczerego pasjonata i tego „dobrego myśliwego” – zapewnie w grobie się przewraca, kiedy PZŁ tak opisał bobra na swojej stronie internetowej, gdy doszło do wspomnianego porozumienia z GDOŚ:

18342024_1358908620865307_2816708281421808438_n

Ze względu na brak naturalnych wrogów (poza wilkiem i rysiem) oraz brak regulacji liczebnościowej bobrów, mają one też negatywne oddziaływania na środowisko, wyrażone nadmiernymi podtopieniami i ilością zgryzanych drzew i krzewów, zarówno w drzewostanach leśnych, zadrzewieniach, sadach i parkach. Niewątpliwie negatywnym jest oddziaływanie na środowisko, kiedy nory bobrowe osłabiają wały przeciwpowodziowe powodując ich rozmycie. Takie szkody były obserwowane na podczas wielkich powodzi w 1997r i 2010 r na Wiśle i Odrze. Do podobnych szkód dochodziło na groblach stawów rybnych. Innym niekorzystnym działaniem bobrów jest zatykanie przepustów drogowych na potokach, strumieniach i urządzeniach hydrotechnicznych i melioracyjnych.

Źródło:  http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=11&_RowID=1099&newser=no&_Lang=pl&_CheckSum=843525339

Czyli krótko mówiąc – myśliwi najpierw dmuchali i chuchali na bobra, teraz narzekają, że tych bobrów jest za dużo i są szkodnikami. Jednak nie wciągną ich na listę zwierząt łownych, bo nie zamierzają płacić za szkody, a żadnego pożytku także nie ma. Ale kasę od RDOŚu za zastrzelonego bobra już wezmą, bo jako wykonawcy im się należy, a odstrzał redukcyjny to nie polowanie.

2

13528850_1056539024435603_2959738871109274834_n (1)

Bóbr jest przykładem, jak to myśliwi najpierw dbają o jakiś gatunek z hasłami o ochronie przyrody, by potem zmienić narrację i krzyczeć „tego szkodnika jest za dużo” i nawoływać do redukcji. Jest jednym z przykładów jak działa myśliwska „bezinteresowność” objawiająca jedynie w celu uciechy z polowań, bez względu na konsekwencje dla środowiska i ludzi. Niech chociażby posłużą hodowanie danieli tworzącym gdzieniegdzie szkody rolnikom czy muflonów wsiedlanych w nienaturalne środowisko i mających z tego powodu przerośnięte kopyta. Czekam, kiedy zmienią zdanie o głuszcu i będą postulować jego redukowanie celem ochrony borówek :P.

13466454_1052517658171073_1749884787109580266_n

A co w/w szkód, dziwne, że wrzucono środowisko naturalne i sztuczne od jednego wora. Ponieważ natura czerpie niemal same korzyści od obecności bobrów.

TinyGrab Screen Shot 04.09.2016, 16.55.31.png

„Szkody” w środowisku naturalnym

Chociażby renaturalizuje wyregulowane w przeszłości cieki i rzeki, nawadnia torfowiska i odtwarza śródleśne bagna. Tym sposobem przyczynia się do wzrostu bioróżnorodności, m.in. zwiększenia ilości rzadkich gatunków owadów wodnych i ptactwa wodno-błotnego oraz warunki do rozwoju ginących gatunków flory i fauny związanej z mokradłami, a utrudniony dostęp do zalanych części dolin stwarza ostoję dla gatunków nie tolerujących obecności człowieka.

W stawach bobrowych przepływająca przez tamy woda oczyszcza się, a niesione osady zatrzymują się w dnie owych stawów.

Działalność bobrów ma bardzo duże znaczenie w aspekcie retencji wód powierzchniowych, tj. zatrzymywania jej i spowalnianie spływu, tym samym przeciwdziałają powodzi, a także suszy i pożarów. Stawy bobrowe retencjonują wodę w okresie zwiększonego przepływu wód, opadów dreszczów i roztopów śniegu, a oddają ją w czasie suszy.

103043

Jak pisał dr Andrzej Czech „W 2002 r. bobry podniosły poziom wód gruntowych w Polsce na powierzchni ponad 17 tys. hektarów, 10 tys. ha lasów ochroniły przed pożarami, ponad 23 tys. ha lasów stało się bardziej atrakcyjne dla innych zwierząt i roślin.”

W sumie powinniśmy się cieszyć, że myśliwi nie chcą wpisania bobra na listę gatunków łownych. Szkoda, że u większości myśliwych wcale nie wynika z troski bobra, a jedynie z własnych (nie)korzyści. I jak zwykle szafują „odszkodowaniami dla rolników” bądź „wrednymi chłopami, co nie przepuszczą żywemu” tak jak żywnie im się podoba. Ale o tym będzie inny post.

13501779_1054117191344453_6932641178828385791_n

/Grindelwald

Myśliwi zabijają rzadkie, chronione i zagrożone gatunki za pieniądze, dla trofeum i sportu.

Chciałbyś może zapolować na zwierzę objęte ścisłą ochroną gatunkową? Wpisane do Czerwonej Księgi gatunków zagrożonych? Spróbować pieczeni z cietrzewia?  Żaden problem! Wystarczy, że należysz do Polskiego Związku Łowieckiego i masz pieniądze. Korzystając z rodzimych Biur Polowań, możesz udać się do dowolnego kraju Europy i w ramach „Turystyki Łowieckiej” zapolować sobie na wilka, rysia, niedźwiedzia, głuszca, cietrzewia, kozicę, świstaka, żubra… A potem zapłacisz dodatkowo za trofeum, które legalnie przywieziesz do kraju i powiesisz sobie nad kominkiem jako dowód swego męstwa. A, że inne organizacje poświęcają pieniądze, wysiłki i starania, lata pracy dla ratowania tych gatunków? Ciebie to nie obchodzi. Jesteś myśliwym, byłeś w lesie i wiesz wszystko lepiej. Po co masz słuchać bredzenia jakichś nawiedzonych zielonych oszołomów z miasta. Wilk to szkodnik! Trzeba tępić!

10369144_786446888096305_6904729347772411073_n

Liczy się przecież przeżywanie „emocji łowieckich’’, czego bezrozumna pseudoekolgiczna zielona tłuszcza nigdy nie zrozumie, tak samo jak metod chronienia zagrożonych wyginięciem gatunków poprzez strzelanie do nich. Brak kompletnej świadomości ekologicznej przez podających się za „jedynych słusznych obrońców przyrody” w kapeluszach jest co najmniej żenujący.

10348607_809123319161995_3590316282994344730_n

Jest to można powiedzieć szyderczy policzek wymierzany bezustannie wszystkim organizacjom, których członkowie całe życie i pracę poświęcają dla ratowania jakiegoś gatunku, często finansując to z dobrowolnych darowizn, tymczasem są osoby które „ochronę przyrody” rozumieją zgoła inaczej. Te osoby płaca kilkadziesiąt tysięcy złotych za możliwość zabicia np rysia, po to tylko by spreparowaną skórę powiesić sobie na ścianie. To myśliwi.

1932247_606460416094954_1232066039_n

Część z nich ochoczo korzysta więc z możliwości poszerzenia swojej gamy trofeów i przeżycia dodatkowej adrenaliny podczas polowania na drapieżnika. Inni, prowadzący biura polowań uczynili sobie z trzebienia zagrożonych gatunków intratny sposób na życie i dorobek.

Jakby nie patrzeć, takie praktyki stoją w sprzeczności z etyką myśliwską, której slogany tak oto głoszą:
4. Myśliwy nie szuka w uprawianiu łowiectwa korzyści materialnych, myślistwo bowiem nie może być środkiem do ich osiągania. Najcenniejszą korzyścią myśliwego jest obcowanie z przyroda oraz doznawanie przeżyć łowieckich i radości w gronie braci myśliwskiej.

Więcej na temat etyki myśliwskiej przeczytasz w poniższym opracowaniu:
Przewodnik po Etyce Myśliwskiej 

fjjdsjsdj
Jak się domyślacie, dla swych pomylonych praktyk mają wytłumaczenie. A to w tym czy innym kraju głuszców jest jeszcze „za dużo” i muszą „gospodarować”. Albo, przecież cały rok tłuką lisy w miejscu występowania głuszca, więc co za różnica jak zabiją jednego, którego schwytałby drapieżnik. Ale z jednej strony bardzo dobrze, że to robią. Dzięki temu mamy dosadny obraz i pogląd, tego co w głowach tych ludzi siedzi. Bo jak można ufać i wierzyć osobie, która w Polsce zajmuje się ratowaniem głuszca pracując w fundacji powołanej dla jego rzekomej ochrony, a w wolnym czasie jedzie na Białoruś lub do Finlandii zabijać tamtejsze ptaki? Gdyby zależało im na ochronie, zamiast płacąc za zabicie, odkupywali, by tamtejsze ptaki, aby w drodze odłowu zasilić rodzime populacje. Inni bredzą coś o odstrzale tylko starych i chorych, jeszcze inni otwarcie o chęci przeżycia emocji łowieckich, zdobycia trofeum czy spróbowania mięsa z rzadkiego gatunku.

11079640_809149922507849_9050316400865265981_n

I nie, to nie są „kłusownicy” jak zawsze starają pokrzyczeć na naszej stronie myśliwi. To osoby należące do PZŁ lub innych łowieckich stowarzyszeń w swoich krajach, na co dzień cieszące się uznaniem, sympatią i nawet zazdrością innych kolegów, kiedy udowadniają chwaląc się zdjęciami na forach, że stać ich na zabicie niedźwiedzia czy cietrzewia.

A jak wygląda myśliwska „troska” o chronione gatunki? Tutaj sami nie kryją się z tym, że robią to tylko dlatego, aby w przyszłości, po odbudowie populacji znów zapolować. Dają temu często wyraz w komentarzach w sieci i na forach. Przykłady poniżej:

12439093_843717509072413_990747056459119839_n
Taki komentarz pojawił się pod postem na osi czasu Polskiego Związku Łowieckiego.

561440_1551057811876770_6092229393614615104_n
A tu już szczere wyznanie myśliwego na forum łowieckim.

1826073375_653075684888242_305353390_o

Nie ma tego jednak złego… dzięki takim materiałom i zdjęciom, wiemy, że trzeba walczyć o przyrodę ze środowiskiem łowieckim z całych sił, zanim zostanie ona doszczętnie zrujnowana przez myśliwskich pseudoekologów. I nie wierzyć w ani jedno ich słowo.

polowanie-282

1486835_569924596415203_66602941_n
W połowie XIX w., w efekcie kłusowniczego procederu kozica tatrzańska należała już do zwierząt ginących.Obecnie w całych Tatrach żyje około 500 kozic, w tym po stronie polskiej ponad sto. Pewnie robią duże szkody…

b10_ag2

polowania na Slowacji
Myśliwi z pokotem wilków, na Słowacji.

polożubry2 (1)
Do sprzedania odstrzał krowy Żubra. Ocaleni  przedstawiciele współczesnej megafauny do ostrzału za 20 tys zł.

10930947_786449074762753_8132771551969911677_n

10517506_914185541934934_46078767897005080_n (1)
W starciu z współczesnym człowiekiem przegrywa prawie każda żywa istota. Jedyny gatunek, który nie podlega żadnym regulacjom i ograniczeniom, zasiedla ciągle nowe tereny, zabiera innym miejsce do życia… i nieustannie zabija, zabija, zabija, choć nie musi ani nie potrzebuje. Ale to wilk jest zawsze tym krwiożerczym i złym.

997082_815604655161918_8122674065844949595_n

12249613_1531707787145106_1360721467234720223_n

Więcej o bezmyślnym trzebieniu głuszców i cietrzewi, oraz jak myśliwi przyczynili się do spadku liczebności tych gatunków przeczytasz tutaj:

Polscy myśliwi zabijają chronione ptaki. 

Pijany myśliwy z bronią zaatakował Strażnika Łowieckiego

W czerwcu 2016 roku, Dziennik Wschodni opisał szczegółowo sprawę pijanego myśliwego, który z dubeltówką rzucił się na przeprowadzającego kontrolę strażnika łowieckiego. Przypadek ten umknął nam w natłoku innych bulwersujących wydarzeń z codziennego żywota myśliwskiego, które przedstawialiśmy. Publikujemy go więc teraz.

jak-bezpiecznie-obchodzic-sie-z-bronia-mysliwska-831x560

Wstrząśnięci byli nawet sami myśliwi, bo jak się okazało, napastnik od ponad 2 lat polował razem z nimi w kole łowieckim, i rzecz jasna uchodził za pewne w oczach innych z nim polujących za ”dobrego kolegę i etycznego myśliwego”. Cóż, standardowo. Przejdźmy teraz do opisu wydarzeń, według reportażu Dziennika Wschodniego.

 ”Pijany i uzbrojony w sztucer oraz dubeltówkę mężczyzna zaatakował strażnika łowieckiego. Myśliwi są wstrząśnięci, bo agresor jest jednym z nich – Niewiele brakowało, by doszło do tragedii. To nieprawdopodobne szczęście, że nikt nie zginął – przyznaje Andrzej Sieńko, komendant Straży Łowieckiej w Lublinie, który brał udział w zatrzymaniu kłusownika.

Pijany 48-latek miał ze sobą naładowaną broń. Do groźnego incydentu doszło w minioną środę na terenie biłgorajskiego koła »Głuszec«. Szef Straży Łowieckiej i jego podwładny wracali trasą Frampol-Lublin z kontroli punktu skupu dziczyzny. Na wysokości miejscowości Gródki zauważyli zaparkowany pod lasem samochód, obok którego stało trzech mężczyzn. – Zainteresowaliśmy się nimi, bo jeden miał na sobie strój myśliwski. W pobliżu biegał też pies. Chcieliśmy sprawdzić, czy to na pewno legalne polowanie. Na nasz widok mężczyźni wskoczyli do samochodu i zaczęli uciekać. Dogoniliśmy ich dopiero w lesie, gdy skończyła im się droga – relacjonuje Sieńko. – Kolega zauważył tam też drugi samochód stojący w krzakach. Kiedy podchodził do niego, ze środka wyskoczył człowiek z dubeltówką i sztucerem. Strażnik zaczął krzyczeć, żeby rzucił broń i że jest ze straży. Ja w tym czasie krzyczałem to samo, bo szło na mnie trzech innych mężczyzn. Kazałem położyć im się na ziemi. Posłuchali. W tym czasie strażnik zaczął wzywać pomocy. Sieńko ruszył w jego kierunku, a zatrzymani mężczyźni uciekli. Zobaczyłem, że kolega szarpie się z kłusownikiem. Napastnik był bardzo agresywny. Bił go, popychał, rozdarł koszulę. Kolega cały czas trzymał kurczowo lufę, żeby tamten nie celował w jego kierunku. Dobrze, że to robił, bo potem okazało się, że broń była naładowana. Tylko krok dzielił nas od tragedii – przyznaje Sieńko.

– To nieprawdopodobne szczęście, że nikt nie zginął. Poszkodowany strażnik przebywa na zwolnieniu lekarskim. Ma skręconą rękę i wiele siniaków od ciosów zadanych kolbą. Sam Sieńko oraz jeden z wezwanych na miejsce policjantów też odnieśli rany – zostali pogryzieni przez psa, który miał być wykorzystany w nielegalnym polowaniu.

Zatrzymany to 48-latek z Turobina. Podczas zdarzenia był pijany. Miał 1,64 promila alkoholu – wyjaśnia st. szer. Monika Sałaban z Komendy Powiatowej Policji w Biłgoraju. – Zabezpieczyliśmy posiadaną przez niego broń i prowadzimy czynności w tej sprawie. Na razie mogę potwierdzić jedynie, że był to myśliwy, który kłusował na terenie innego okręgu myśliwskiego. Potwierdzają to myśliwi.

To członek naszego koła z dwuletnim stażem – przyznaje Stanisław Dybza, łowczy koła »Bażant« w Turobinie. – Rozmawiałem z nim o środowych wydarzeniach. Tłumaczył, że w miejscu, w którym został zatrzymany ma pole, a dziki niszczą mu pszenicę. Podobno chciał je odstraszyć i dlatego pojechał tam z bronią. Nie wierzę w to tłumaczenie, bo gdyby chciał działać legalnie, mógł odstraszyć zwierzęta petardami lub wystąpić do koła w Biłgoraju o odstrzał. Nie zrobił tego. Wszystko wskazuje na to, że brał udział w nielegalnym, zbiorowym polowaniu z psami. Potem napadł na funkcjonariusza. Dla tego pana kariera myśliwego skończyła się. Czekamy tylko na oficjalne powiadomienie o sprawie. Czeka go też sprawa karna. Skontaktowaliśmy się z myśliwym podejrzewanym o kłusownictwo i atak na strażnika. Nie chciał rozmawiać o wydarzeniach ze środy.

To nie było pierwsze nielegalne polowanie na naszym terenie – mówi nam anonimowo myśliwy z koła »Głuszec«. – Od dłuższego czasu mieszkańcy zgłaszali nam, że z tamtego rejonu słychać strzały. Sprawdzaliśmy to, ale żaden myśliwy nie wpisywał tego do dokumentacji. Najwyraźniej było to tzw. ciche pędzenie przez las z nagonką – podejrzewa.”

Źródło:
http://www.dziennikwschodni.pl/zamosc/mysliwy-z-dubeltowka-zaatakowal-straznika-lowieckiego,n,1000182883.html

duck-hunting-silhouette-clipart-panda-free-clipart-images-qb3CKx-clipart

Czyli tak, w okolicy regularnie odbywały się nielegalne polowania zbiorowe z psami. Wykonywał je członek koła łowieckiego, należący do PZŁ, będący pod wpływem alkoholu, wespół z innymi pomocnikami – kłusownikami / myśliwymi.
Ten przypadek pokazuje dobitnie, jak może wyglądać rzeczywistość w świecie myśliwskim. Pomniejsze koła łowieckie, funkcjonują sobie jak osobne zagrody, gdzie życie ich członków poza sprawami rodzinnymi i zawodowymi,  toczy się głównie wokół polowania, pozyskania, „wykonywania racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Każdy kłusuje jak chce, bez wiedzy innych, a dopóki jakaś sprawa nie rozbłyśnie głośno, dopóty jest się „dobrym kolegą i etycznym myśliwym” w ocenie innych. Gdy następuje burza medialna, jakby automatycznie ten były kolega nazywany zostaje kłusownikiem. Przez 2 lata nikt nie zorientował się co robił? Myśliwi albo są ślepi, albo celowo ukrywają wśród siebie takich osobników.  Nikt im nie  przeszkadza. „Gospodarują” sobie zwierzyną, łowiskiem, wszystko „wiedzo najlepiej”, zatracają się w stworzonym przez siebie światku. Czasem jednak, ktoś wchodzi w paradę. A to spacerowicz, fotograf, miłośnik natury, który śmie akurat pałętać się po lesie, kiedy pan myśliwy etycznie dba o to, byśmy nie wyginęli z głodu od plądrujących zwierząt. W tym przypadku sielską idyllę przeżywania emocji łowieckich przerwali strażnicy. Jak wytłumaczyć zachowanie tego myśliwego? Działał pod wpływem wściekłości, czy też strachu z powodu przyłapania podczas przestępstwa?

Co „najlepsze” mężczyzna ten polując przeszedł przecież wszystkie „rygorystyczne testy”, jak twierdzą myśliwi, które wykluczać mają ewentualną niepoczytalność, problemy psychiczne i wszelkie przeciwwskazania dla posługiwania się bronią. Nikt jednak na żadnym etapie niczego nie zauważył… Ekologiczne organizacje pozarządowe od lat postulują o dodatkowe okresowo powtarzalne badania psychiatryczne i testy sprawnościowe dla osób polujących. Bezskutecznie, a kolejne odkrywane przypadki przestępstw, często świadczące o nadmiernej agresji lub niepoczytalności zatrważają. Sporo z nich można przejrzeć u nas w zakładce Wypadki / Przestępstwa. Przerażające, że przez ponad 2 lata ten myśliwy korzystał z broni, stwarzając zagrożenie nie tylko dla kolegów podczas polowania, ale przede wszystkim dla postronnych osób korzystających z lasu.

Przypomina mi się film zamieszczony przez grupę Warszawiacy Przeciw Myśliwym, na którym polujący myśliwi poturbowali spacerowiczów, obrażając i przeklinając, a na końcu jeden z nich zaatakował aktywistów kijem. Film można zobaczyć pod tym linkiem:

https://www.facebook.com/pg/Warszawiacy-Przeciw-Myśliwym-1201969473219585/videos/?ref=page_internal 

I jeszcze pies, który pogryzł jednego ze strażników. Jak utrzymują myśliwi: Psy używane do polowań, to najbardziej posłuszne, spokojne i karne zwierzęta! 
Tak… widać do czego prowadzi celowe rozwijanie najkrwawszych instynktów u psów, które podczas rozmaitych szkoleń z żywymi zwierzętami są przyuczane do polowań. Myśliwi nazywają to rozwijaniem pasji u psa… Oczywiście, jak wynika z opisu, biegał sobie luzem.

Z pewnością, to był dobry kolega, etyczny kłusownik, wspaniały myśliwy i kto tam jeszcze.

13418780_887324581378372_3702289045852508021_n