Myśliwi, bobry i rolnicy – Jak PZŁ po chronieniu bobra wbił mu nóż w grzbiet…

13516663_1054116144677891_8453235386850358758_n

Ostatnio bobry w Polsce nie mają dobrej passy. Są wielokrotnie oskarżane o zalewanie terenów rolnych, niszczenie wałów przeciwpowodziowych, a obrońcy Skarbu Państwa powołują na milionowe straty.  Co chwila kolejny RDOŚ wydawał lekką ręką wyroki śmierci na bobry. W listopadzie zeszłego roku władze planowały zabić 27 tys. polskich bobrów:

 http://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/26-11-2016-wladze-planuja-odstrzal-nawet-27-tysiecy-bobrow-w-polsce,1621188.html?playlist_id=21479 

W marcu tego roku umieszczaliśmy apel o ratowanie tarnowskich bobrów. Ostatnio wójt gminy Cedry Wielkie domagał się od RDOŚ w Gdańsku wybicia bobrów do zera jakoby stanowiły zagrożenie dla wałów przeciwpowodziowych:

https://fakty.tvn24.pl/fakty-po-poludniu,96/wojta-gminy-cedry-wielkie-chce-pozbyc-sie-bobrow,737725.html

13516573_1052515284837977_3237796188312954521_n

W lipcu 2016 roku Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i Polski Związek Łowiecki zawarły porozumienie w odpowiedzi na rosnące bobrze szkody.

Współpraca miałaby na celu kontrolę populacji bobra na terenach obwodów dzierżawionych przez koła łowieckie. Zgodnie z projektem instrukcji, regionalni dyrektorzy ochrony środowiska wydawać mają zarządzenia na podstawie art. 56a ustawy o ochronie przyrody dotyczące pozyskania, a przez to ograniczenia populacji bobrów, obejmujące swoim zasięgiem tereny obwodów łowieckich, wchodzących w skład poszczególnych Zarządów Okręgowych PZŁ.

Wstępna propozycja zakłada, iż kołu łowieckiemu, na terenie którego dokonano odstrzału, wypłacany będzie ekwiwalent za poniesione koszty.

Źródło: http://www.agropolska.pl/aktualnosci/polska/bobrow-ma-byc-mniej-w-stolicy-lacza-sily,2317.htm

Sama wiadomość niektórych myśliwych zelektryzowała wiadomość, iż w końcu wzięto się za te szkodniki. No i trochę pieniędzy wpadnie do kiesy.

13524306_1052517641504408_2013332919164931246_n

Z kolei październiku 2016 roku do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi trafił wniosek o wpisanie bobra na listę gatunków łownych celem ograniczenia ich liczebności oraz opłacenia ich szkód. By jednak być szczerym, pomysłodawcą wniosku była Podkarpacka Izba Rolnicza przy poparciu Krajowej Rady Izb Rolniczych. I to przede wszystkim rolnicy są za zrobieniem bobra gatunkiem łownym http://agri24.pl/wniosek-o-wpisanie-bobra-liste-zwierzat-lownych/

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

Gdyż generalnie myśliwi nie chcą pozyskiwać łowiecko bobrów, kiedyś w jednym przypadku zwyczajnie odmówili odstrzału. Ale nie wynika to z troski, o nie. Jeżeli bóbr zostałby gatunkiem łownym, to myśliwi opłacą wszelkie szkody. A nie są to małe sumy, bo Skarb Państwa przeznacza na to ok. 15 mln złotych i wiele myśliwych przewiduje, że koła łowieckie zwyczajnie nie podołałyby finansowo. W dodatku do bobra trudno się strzela i generalnie jest to mało skuteczny  sposób na redukcję bobra. Przykładowo w roku 2015 RDOŚ w Kielcach zezwolił na odstrzał 1,2 tys. bobrów. Uspokajano, że do pogromu nie dojdzie. I mieli rację, bo myśliwi odstrzelili jedynie… 120 sztuk, twierdząc jakie z nich sprytne bestie. By w ogóle skutecznie polować na bobry, to trzeba stosować pułapki zatrzaskowe, które są zabronione przez VI załącznik Dyrektywy Siedliskowej, z powodu ich nieselektywności. Nie wspominam o aspektach moralnym i społecznym (a PZŁ mimo wszystko raczej zależy na dobrym wizerunku).

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

I tak argument w postaci „Kto zapłaci szkody rolnikom jak zabraknie polowań?” traci rację bytu, gdy przychodzi do bobrów. Myśliwi nie chcą płacić rolnikom, bo zbyt kosztowne szkody, nie ma tradycji polowania na bobry, dewizówek nie będzie, tusza bezużyteczna i jest coraz mniejsze zapotrzebowanie gospodarcze, a polowanie w obecnym kształcie nie należy do łatwych.

13501991_1052724438150395_2227791184494710661_n

13512231_1056215597801279_2572386412954526308_n

Myśliwi z forum Dziennika Łowieckiego wymieniają, że odszkodowania za szkody bobrze wykończy ich finansowo 

I jednocześnie myśliwi zaczynają zwymyślać rolników od leni, żądnych kasy chciwców itp. No to jak panowie? To jak z bezinteresownym chronieniem interesów rolników i chęcią opłacania szkód? Jak widać argument ten u myśliwych pojawia się, jak im wygodnie.

18425506_1358908124198690_4709953561458477775_n

18341907_1358912700864899_4319015403906374517_n

Tym razem rolnicy nie są bezradnymi bidulami w obliczu zwierzęcej apokalipsy, a  pazernymi na odszkodowania leniami, co wykorzystują biednych myśliwych.

Spośród tych wszystkich narzekań najbardziej spodobały mi się teksty, by za szkody bobrze płacili organizacje ekologiczne, by wreszcie ponieśli odpowiedzialność za bobra.

 18342243_1358915610864608_1492770323797925260_n

Myśliwi lubią zaskarżać „eko-durni”, jak to najpierw zgrywają obrońców przyrody, a gdy coś idzie nie tak, to szybko opuszczają pokład i każą innym naprawiać wyrządzone przez nich szkody. Moim zdaniem, myśliwi pierwsi powinni uderzyć się w pierś, gdyż te zachowanie to ich cechuje, szczególnie, gdy mówimy o polskim bobrze.

1.png

13450909_1052517764837729_5339647625798571112_n

Rozumiem, że tymi ekologami będą myśliwi, bo w przeszłości PZŁ odbudował populację bobra, a podobno „każdy myśliwy to prawdziwy ekolog”?

Niektórym naszym czytelnikom może się to nie spodobać, ale za ostatnie reintrodukcje bobra w Polsce odpowiada głównie Polski Związek Łowiecki. Program restytucji bobra opracował w 1974 r. prof. dr hab. Wirgiliusz Żurowski, pracownik Polskiej Akademii Nauk, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody, a także prezes Okręgowej Rady Łowieckiej w Suwałkach.

bobr_zurowski_foto

Wirgiliusz Żurowski podczas odłowu bobra 

„Program aktywnej ochrony bobra europejskiego” tworzony we współpracy ZG PZŁ polegał na corocznym przesiedlaniu na tereny całej Polski kilkudziesięciu sztuk bobrów wyhodowanych na farmie w Popielnie, oraz dzikich – odławianych z Suwalszczyzny.

Można rzec, że myśliwym zależało na przywróceniu bobra do polskiej przyrody. Ale jak zawsze to bywa w takich sytuacjach, mogli mieć w tym interes. Za wskazówkę mogą posłużyć słowa pomysłodawcy restytucji, Wirgiliusza Żurowskiego w 1976 roku, kiedy pisał w Łowcu Polskim: „Tylko czynne zajęcie się bobrem i powiązanie ich ochrony z aspektem gospodarczym może je zachować dla przyszłych pokoleń…”. Interpretację tych słów pozostawiam wam. Podobno sam prof. Żurowski marzył, że po udanej restytucji upoluje sobie bobra, lecz przeszkodziła mu w tym śmierć w 1992 roku. Nie mnie oceniać.

13442351_1051045048318334_1516859333880559252_n.jpg

Ale co by nie mówić, program odniósł sukces. Dla niektórych nawet za bardzo, gdyż bobry zaczęły tworzyć szkody. Co na to Polski Związek Łowiecki? Wymigał się od odpowiedzialności i zostawił bobra na pastwę wkurzonych rolników i urzędników.

18341642_1358917990864370_6729387069910307428_n

Nie zamierza też wciągnąć go na listę zwierząt łownych, bo jak przyznała sama pani rzecznik PZŁ Diana Piotrowska, że to ZG PZŁ wyszedł z propozycją, by bobry nadal zabijano z publicznych pieniędzy, byle nie płacić szkód. 

„Beton” doprowadził do podpisania porozumienia między PZŁ a GDOŚ żeby uchronić nas przed wpisaniem bobra na listę gatunków łownych!!!! Szkody by zniszczyły nasze koła!” (…) Podpisanie porozumienia o odstrzale było z inicjatywy PZŁ żeby ubiedz realizację pomysłu o wpisaniu gatunku na listę gatunków lownych. Izby rolnicze i resort rolnictwa baaardzo na to naciskaly.

18425156_1358910760865093_6854859250097393397_n

I w świetle myśliwskich krzyków o „ekopajacach nie chcących płacić szkodnika” zapytam się bezczelnie – Niby czemu? Niech PZŁ pochwali się wściekłym rolnikom, że reintrodukował bobra w Polsce. Niech powie, że w takich reintrodukcjach chodziło mu jedynie o przetrwanie gatunków (inna sprawa, że później dąży do zmniejszenia tych samych gatunków, „bo za dużo i szkody”). Niech myśliwi powiedzą wprost poszkodowanym, co o tym wszystkim myślą. Czyli zgodnie z myśliwską logiką to myśliwi powinni ponieść odpowiedzialność za bobra i wypłacać rekompensaty ze swych składek. Tak więc czemu w tym przypadku organizacje ekologiczne akurat mają ponosić odpowiedzialność, za coś czego nie zrobiły (bo jak zwykle jedynie hejtują przed komputerem :D)?

1.png
Miejcie to na uwadze, gdy myśliwi próbują oskarżać ekologów, jak to nadmiernie chronią „szkodliwe” zwierzęta za nie swoje i chcą przerzucić odpowiedzialność na innych. Za przykład podają wilka, przez którego rzekomo polski budżet traci gigantyczne pieniądze.

Dla uzmysłowienia szkody wyrządzone przez wilki polski budżet przeznacza ledwie 0,7 mln PLN. Za szkody wyrządzone przez bobry 15 mln PLN. W samym województwie podlaskim 2013 roku szkody za wilki wyniosły 30 462 PLN, a za bobry 2 201 533 PLN. W dodatku wilk ma ten plus, że poluje na bobry, w szczególności na terenach zabobrzonych (Puszcza Knyszyńska – 25% biomasy; Puszcza Borecka – 15% biomasy). Także w Polsce zachodniej wilk zaczyna polować na bobry. Nie ulega wątpliwości, iż wilk jest lepszym reduktorem gatunków konfliktowych od myśliwego, bo nie reintrodukuje zwierzyny pod płaszczykiem ochrony dla własnych korzyści, a jak trzeba, to zje „szkodnika”, a nawet nie trzeba mu płacić.

W dodatku prof. Żurowski, który jak przeczyta się o nim szerzej sprawiał wrażenie szczerego pasjonata i tego „dobrego myśliwego”, zapewnie w grobie się przewraca, kiedy PZŁ tak opisał bobra na swojej stronie internetowej, gdy doszło do wspomnianego porozumienia z GDOŚ:

18342024_1358908620865307_2816708281421808438_n

Ze względu na brak naturalnych wrogów (poza wilkiem i rysiem) oraz brak regulacji liczebnościowej bobrów, mają one też negatywne oddziaływania na środowisko, wyrażone nadmiernymi podtopieniami i ilością zgryzanych drzew i krzewów, zarówno w drzewostanach leśnych, zadrzewieniach, sadach i parkach. Niewątpliwie negatywnym jest oddziaływanie na środowisko, kiedy nory bobrowe osłabiają wały przeciwpowodziowe powodując ich rozmycie. Takie szkody były obserwowane na podczas wielkich powodzi w 1997r i 2010 r na Wiśle i Odrze. Do podobnych szkód dochodziło na groblach stawów rybnych. Innym niekorzystnym działaniem bobrów jest zatykanie przepustów drogowych na potokach, strumieniach i urządzeniach hydrotechnicznych i melioracyjnych.

Źródło:  http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=11&_RowID=1099&newser=no&_Lang=pl&_CheckSum=843525339

Czyli krótko mówiąc – myśliwi najpierw dmuchali i chuchali na bobra, teraz narzekają, że tych bobrów jest za dużo i są szkodnikami. Jednak nie wciągną ich na listę zwierząt łownych, bo nie zamierzają płacić za szkody, a żadnego pożytku także nie ma. Ale kasę od RDOŚu za zastrzelonego bobra już wezmą, bo jako wykonawcy im się należy, a odstrzał redukcyjny to nie polowanie.

2

13528850_1056539024435603_2959738871109274834_n (1)

Bóbr jest przykładem, jak to myśliwi najpierw dbają o jakiś gatunek z hasłami o ochronie przyrody, by potem zmienić narrację i krzyczeć „tego szkodnika jest za dużo” i nawoływać do redukcji. Jest jednym z przykładów jak działa myśliwska „bezinteresowność” objawiająca jedynie w celu uciechy z polowań, bez względu na konsekwencje dla środowiska i ludzi. Niech chociażby posłużą hodowanie danieli tworzącym gdzieniegdzie szkody rolnikom czy muflonów wsiedlanych w nienaturalne środowisko i mających z tego powodu przerośnięte kopyta. Czekam, kiedy zmienią zdanie o głuszcu i będą postulować jego redukowanie celem ochrony borówek :P.

13466454_1052517658171073_1749884787109580266_n

A co w/w szkód, dziwne, że wrzucono środowisko naturalne i sztuczne od jednego wora. Ponieważ natura czerpie niemal same korzyści od obecności bobrów.

TinyGrab Screen Shot 04.09.2016, 16.55.31.png

„Szkody” w środowisku naturalnym

Chociażby renaturalizuje wyregulowane w przeszłości cieki i rzeki, nawadnia torfowiska i odtwarza śródleśne bagna. Tym sposobem przyczynia się do wzrostu bioróżnorodności, m.in. zwiększenia ilości rzadkich gatunków owadów wodnych i ptactwa wodno-błotnego oraz warunki do rozwoju ginących gatunków flory i fauny związanej z mokradłami, a utrudniony dostęp do zalanych części dolin stwarza ostoję dla gatunków nie tolerujących obecności człowieka.

W stawach bobrowych przepływająca przez tamy woda oczyszcza się, a niesione osady zatrzymują się w dnie owych stawów.

Działalność bobrów ma bardzo duże znaczenie w aspekcie retencji wód powierzchniowych, tj. zatrzymywania jej i spowalnianie spływu, tym samym przeciwdziałają powodzi, a także suszy i pożarów. Stawy bobrowe retencjonują wodę w okresie zwiększonego przepływu wód, opadów dreszczów i roztopów śniegu, a oddają ją w czasie suszy.

103043

Jak pisał dr Andrzej Czech „W 2002 r. bobry podniosły poziom wód gruntowych w Polsce na powierzchni ponad 17 tys. hektarów, 10 tys. ha lasów ochroniły przed pożarami, ponad 23 tys. ha lasów stało się bardziej atrakcyjne dla innych zwierząt i roślin.”

W sumie powinniśmy się cieszyć, że myśliwi nie chcą wpisania bobra na listę gatunków łownych. Szkoda, że u większości myśliwych wcale nie wynika z troski bobra, a jedynie z własnych (nie)korzyści. I jak zwykle szafują „odszkodowaniami dla rolników” bądź „wrednymi chłopami, co nie przepuszczą żywemu” tak jak żywnie im się podoba. Ale o tym będzie inny post.

13501779_1054117191344453_6932641178828385791_n

/Grindelwald

Postulaty i cele społecznej kampanii informacyjnej ”Nie podaję ręki myśliwym”.

17035179_1822506521333240_20141154279_n-1

Co i dlaczego.

Jak każda grupa, której leży na sercu dobrostan zwierzyny, racjonalność działań, bezpieczeństwo polowań, forsujemy proponowane przez nas zmiany do ustawy Prawo Łowieckie. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Nasza działalność opiera się w pierwotnym założeniu przede wszystkim na informacyjnej. Poprzez kontrowersyjną nazwę staramy się przyciągnąć jak największą liczbę osób, i dzięki naszym stronom oraz zawartym publikacjom informować, o absurdach gospodarki łowieckiej, a także wykroczeniach popełnianych przez myśliwych.

Celami działania Społecznej kampanii informacyjnej Nie podaję ręki myśliwym są:

Edukacja przyrodnicza i ekologiczna, z naciskiem na wybrane zagadnienia gospodarki łowieckiej z uwzględnieniem wszystkich możliwych konsekwencji tych działań, dla środowiska i rolnictwa.

Propagowanie rzetelnej wiedzy o łowiectwie – z wszystkimi aspektami pomijanymi, przemilczanymi czy ukrywanymi przez społeczność myśliwską.
Walka z tzw, ‘’Mitologią łowiecką’’ (dokarmianie, selekcja, zabijanie ‘’tylko starych i chorych osobników’’, ‘’zwierzę ginie tylko od jednego strzału’’ etc.)

Publikowanie wszelkich przypadków złamania oraz nie przestrzegania prawa łowieckiego , przestępstw i nadużyć w tym zakresie , kłusownictwa,  czynów zabronionych, znęcania nad zwierzętami noszącymi znamiona okrucieństwa z premedytacją, dokonywanych przez myśliwych.

Informacja odnośnie rzeczywistych motywów działań myśliwych promowanych jako ‘’ochrona środowiska’’, a będących jedynie przykrywką pod interes własny, np. hodowla oraz introdukcja bażanta, do celów polowań, danieli, itd.

Promocja łowiectwa i dbanie o jego dobre imię, poprzez nagłaśnianie pojawiających zachowań kłusowniczych, przestępczych, sprzecznych z etyką myśliwską, tak, by umożliwić organom PZŁ reakcję, napiętnowanie i wykluczenie ze swojego środowiska osób dopuszczających się takich czynów.

Postulaty kampanii :

1. Skreślenie zająca z listy zwierząt łownych.

– Zając posiada w naszym ekosystemie wielu wrogów naturalnych. Nie ma żadnej potrzeby regulacji jego liczebności. Polują na niego ziemne oraz lotne drapieżniki, jest wrażliwy na opryski oraz zmiany w rolnictwie, jak i czynniki pogodowe. Na przestrzeni lat populacja zająca uległa drastycznemu spadkowi, między innymi dlatego, że w szczytowych sezonach łowieckich ubijano rocznie około miliona sztuk, a także odławiano 100 tysięcy na eksport. Strona łowiecka argumentuje, że zajmuje się programem odbudowy populacji zająca, czyli hoduje i wypuszcza do siedlisk. Czyni to jednak we własnym interesie, w celu urozmaicenia późniejszych polowań.  Jeśli myśliwi rzeczywiście chcą pomagać zającowi bezinteresownie, mogą to robić nadal, po wyłączeniu tego gatunku z listy łownych, lub nałożeniu czasowego moratorium.  (….)

2. Zakaz dokarmiania dzikich zwierząt płodami rolnymi i ograniczenie zwierzętom dostępu do upraw, by przeciwdziałać ewentualnym szkodom.  Edukacja rolników w zakresie szkodliwych działań kół łowieckich, sprzecznych z interesem działalności rolniczej. (Hodowla zwierzyny w stanie dzikim na terenach rolniczych)

3. Objęcie kuropatwy i jarząbka całkowitą ochroną gatunkową.

Sytuacja kuropatwy jest jeszcze gorsza, niż zająca. Pozostawienie tego ptaka łownym, doprowadziło do patologicznych zachowań, takich jak odstrzał za pieniądze na terenach Ośrodków Hodowli Zwierzyny (OHZ), które zamiast zajmować się na poważnie reintrodukcją kuropatwy, urządzają płatne jatki, ku uciesze zainteresowanych. Na to nie może być zgody.

Objęcie całkowitą ochroną pozwoli na znaczne ograniczenie takich zachowań, oraz wyeliminuje przypadki „dzikich” polowań prowadzonych nadal, przez pozbawionych wyobraźni myśliwych.  Jarząbek jest zanikającym, średnio licznym ptakiem lęgowym, stosunkowo rzadkim w naszych lasach, a niegdyś wpisanym do czerwonej księgi gatunków zagrożonych.Polowanie na niego pozbawione jest znaczenia gospodarczego. Jest zabijany dla rozrywki.

4. Zakaz polowań zbiorowych.

Polowania zbiorowe, to jedna z najmniej efektywnych jeśli chodzi o selekcję form polowań. Jak określa to jeden z byłych myśliwych, Marcin Kostrzyński: „Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe.”

Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy zaspokojeniu żądzy zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las i przegania  zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.’’
Podczas zbiorówek dochodzi często do wypadków, oraz płoszenia wrażliwych gatunków chronionych.
http://vege.com.pl/2016/07/13/mysliwy-ktory-zamienil-strzelbe-na-aparat/

5.  Zmiana okresów polowań.

Obecnie powszechną praktyką dopuszczaną przez kalendarz myśliwski jest strzelanie do zwierząt podczas ich okresów rozmnażania – rozrodu. Jako przykład niech posłużą polowania na daniele podczas bekowiska, jelenie na rykowisku, lisy w trakcie cieczki, kozły saren w rui, czy dziki w okresie huczki. Te praktyki uważane są w środowisku łowieckim za normalne, a oszukańcze techniki wabienie zwierząt wykorzystujące godowe podniecenie, uważane są za ‘’wspaniałą sztukę i tradycję’’.  Nie godzimy się na tak bardzo pozbawione jakichkolwiek zasad moralnych i poszanowania praw zwierząt zachowania, całkowicie sprzeczne z jakąkolwiek etyką, a hołubione przez środowisko myśliwych. Zwierzęta powinny móc przeżywać w spokoju, zwłaszcza okres rozrodu i zachowań godowych.

6. Okresowe i powtarzalne badania lekarskie i psychologiczne dla myśliwych, oraz testy sprawnościowe.

Aby zostać myśliwym i przez całe życie móc posługiwać się bronią, oraz używać ostrej amunicji, wystarczy dziś przejść badania tylko raz w ciągu całego życia. W praktyce oznacza to, że osoby o różnych jawnych lub utajonych jednostkach chorobowych używają broni w terenie otwartym. Ryzyko potwierdza ogromna liczba „wypadków”, jakie notujemy w ciągu roku: postrzelenia myśliwych na polowaniach, często ze skutkiem śmiertelnym, postrzelenia domowych zwierząt, czy mylenie zwierząt łownych z innymi. Postrzelenia ze skutkiem śmiertelnym przypadkowych osób. Bardzo często na polowaniach zobaczyć możemy osoby, których kondycja fizyczna, jakiej wymaga praca w terenie i posługiwanie się bronią pozastawia wiele do życzenia.
Pełna lista zarejestrowanych wypadków z udziałem myśliwych jest do wglądu tutaj : Wypadki/Przestępstwa

7. Zakaz stosowania nęcisk i wabików.

Podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia przez człowieka, który i tak posiada ogromną przewagę technologiczną, nie może być uznane za etyczne. Biorąc pod uwagę, że wabi się często wykorzystując zachowania i instynkty godowe zwierząt, praktyki te napawają szczególnym niesmakiem.

8.  Zakaz znęcania się nad żywymi zwierzętami, w celu urabiania psów myśliwskich do polowań.  Konkursy norowania i szkolenia dzikarzy, podczas których, żywe zwierzęta w zamkniętych przestrzeniach są poddawane torturom, w celu „wyrabiania pasji i łowności u psów”. Na takie praktyki zgody być nie może, jest to sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

9. Zakaz polowań na lisy na stogach, jak metody sprzecznej z właściwie pojmowanym humanitaryzmem i etyką.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

10. Zwrócenie uwagi na los psów używanych do polowań. 
Psy pracujące na polowaniach z premedytacją są przez swoich właścicieli narażane na rany, kalectwo, śmierć i niepotrzebne cierpienie. Giną od postrzałów, lub od ran zadanych przez dziki. Wszystkie te czyny noszą znamiona znęcania się ze szczególnym okrucieństwem bez potrzeby, oba procedery opatrzone zdjęciami i relacjami, udokumentowaliśmy w tych postach:

Jak myśliwi posyłają własne psy na śmierć

Psy zastrzelone podczas polowań

Z całkowitym zapisem wszystkich postulatów pozarządowych organizacji pro zwierzęcych i ekologicznych, zrzeszonych w koalicji Niech Żyją , mogą Państwo zapoznać się pod tym linkiem :

http://niechzyja.pl/dokumenty/zmiana-prawa-lowieckiego-2015-postulaty-niech-zyja.pdf

nprmlogo2

Mity Łowieckie

Temat był już wałkowany wielokrotnie, nie tylko na naszej stronie, jak i w zakładce Mity łowieckie & Okrucieństwo, można znaleźć rozprawę o dowolnym z nich. Jednak wychodząc naprzeciw potrzebom czytelników postanowiliśmy opracować krótką notatkę, która pozwoli poruszać się po świecie myśliwskiej hipokryzji i celnie zbijać wyuczone bzdury, którymi próbują zewsząd raczyć nie zorientowanych.

Mit 1. Myśliwy dokarmia zwierzęta, by pomóc im przetrwać zimę.  Czyli dlaczego, żaden z tych ”nawiedzonych pseudo – zielonych obrońców zwierząt” , nie pójdzie w zimę do paśnika dokarmiać.

To rzeczywiście, jeden z ulubionych myśliwskich argumentów. Piękny frazes, i jeszcze piękniej brzmi, dla kogoś, kto z pracą myśliwych nie miał do czynienia.  Jest tu jednak drugie dno, skrzętnie skrywane, o którym już żaden z myśliwych Wam nie powie. Dokarmia się nie po to, by ‘’pomóc przetrwać zimę’’. Lecz co najwyżej,by pomóc sobie. Krótko, chodzi o potencjalnie zmarnowaną dziczyznę. Myśliwi ‘’litościwie pomaga’’, a przyszłym sezonie do podtuczonego przez siebie zwierzęcia już bezlitośnie strzela. Dokarmianie jest zwierzętom do niczego nie potrzebne. Przez tysiące lat, podczas występowania znacznie bardziej surowych warunków zimowych, poradziły sobie bez niego. Polski Związek Łowiecki, istnieje ponad 90 lat, a dokarmianie prowadzi się od około 70. Można choćby na tej podstawie,odpowiedzieć sobie, jak bardzo ono zwierzętom jest ‘’potrzebne. ‘’  Zwierzęta dokarmianie płodami rolnymi uczą się ich smaku, a następnie jeśli podobnej karmy im w paśniku zabraknie, szukają jej na polach. Dokarmianie nie pozostaje bez wpływu, na zwiększoną populację zwierząt, co jest sprzeczne z interesami np. rolników, ale już bardzo mile widziane przez myśliwych. Taka karma jak buraki, ziemniaki, czy marchew lub kukurydza są niewłaściwym dla leśnych zwierząt pokarmem, i nigdy nie powinny się w lesie znaleźć. Zaś surowa zima, to jeden z podstawowych czynników selekcyjnych pogłowia zwierząt, a ‘’pomaganie im przetrwać’’ do następnego sezonu, przy średniej temperaturze +5, -1 c , przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego z uwagi na powyższe, ponad 30 organizacji ekologicznych zrzeszonych w koalicji  Niech Żyją!  są za całkowitym zakazem dokarmiania większych zwierząt łownych. Więcej o szkodliwym wpływie dokarmiania poruszone było tutaj. Dokarmianie – bezsens, czy sens życia myśliwych? 

Niekorzystne skutki dokarmiania:

– Zaburzenie naturalnej selekcji, w wyniku przeżywania osobników słabszych, i pogarszanie jakości stada – to akurat zrozumiałe, bo wtedy mogą trąbić, że trzeba zabijać stare, słabe i cherlawe.

– roznoszenie chorób – przy karmiskach i paśnikach spotyka się wiele gatunków zwierząt, które bez tego nigdy by się razem nie zeszły, wymieniają ze sobą patogeny.

– Uczenie zwierząt leśnych smaku płodów rolnych, w wyniku czego szukają one ich następnie na polach, zwiększając jeszcze szkody.

-Taka karma jak ziemniaki, buraki, marchew czy kukurydza o
raz kiszonki, NIGDY w lesie znalezc się nie powinny. Gnijąc i zalegając stwarzają też zagrożenie epidemiologiczne.

-zwierzęta tracą instynkt ucieczki – nie tylko przed człowiekiem, ale też przed pojazdami, w związku z czym giną lub zostają ranne w kolizjach drogowych;

-w zagęszczonych populacjach łatwo rozprzestrzeniają się choroby, wzmagają się zachowania agresywne, dochodzi do zranień i wzajemnych okaleczeń.

-Wwożąc do lasu jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie i w efekcie również naturalne cykle płodności.

– Wszystkie dokarmiane zwierzęta, i tak zostaną następnie ”pozyskane”.

– Zwierzęta które najczęściej korzystają z dokarmiania, nie są w żaden sposób zagrożone wyginięciem.

Motywy dokarmiania zwierząt przez myśliwych:

– Niewłaściwie pojmowana, fałszywa troska o zwierzęta, która przynosi więcej szkody niż pożytku (patrz wyżej)

-Myśliwi jakoś nie dokarmiają innych gatunków zwierząt z poza listy łownych, mimo, że też cierpią zimą głód.

– Padłe zimą z głodu zwierzę, to oczywiście strata dziczyzny i tuszy.

-Dokarmianie i praca przy nim są potrzebne myśliwym do miłego znieczulania sumienia i łagodzenia stanów, które budzą się, gdy się nieustannie zabija. Można potem mydlić oczy wszystkim wokół, jakim to jest się ”dobrym i szlachetnym”, okłamując samego siebie.

Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w drugiej połowie XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Takiego jedzenia w lesie nigdy nie było i nie powinno być. Myśliwym zawsze chodzi o duże stany zwierzyny, większe niż naturalny ekosystem byłby w stanie wyżywić. Najważniejsze jest bowiem, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie.  ~ Zenon Kruczyński

Trzeba dodać, że myśliwi uważają, że dokarmia się po to, aby zwierzęta nie robiły szkód w uprawach. ( Zimą, przy – 10 na gołych polach pokrytych śniegiem i skutej mrozem ziemi rzeczywiście, łatwo o szkody….). Zdają się zapominać, że celom takim służą pasy zaporowe i poletka żerowo – ogryzowe. Argument ten pojawił się w dyskusjach stosunkowo niedawno, jako akt rozpaczy w dawno przegranej debacie.

elk_dokar_-000

Mit 2. Myśliwi muszą zastępować drapieżniki, i kontrolować liczebność populacji zwierząt.

Ciężko nawet tą bzdurę skomentować, ale po kolei. Po pierwsze myśliwy nie jest w stanie zastąpić drapieżnika. Drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i ‘’emocjami łowieckimi’’.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt, i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Widzimy więc, że myśliwy nie jest w stanie w żaden sposób zastąpić drapieżnika. W micie tym zawarte są 3 kłamstwa, kolejnym jest twierdzenie, że drapieżniki są od tego, by kontrolować liczebność zwierząt.  Rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności-zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją,my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem,nie regulowaniem liczebności zwierząt. Jako pozbawione ludzkich skrupułów perfekcyjnie eliminują sztuki chore oraz słabe, a także młode. I to jest selekcja naturalna. Dzikie zwierzęta potrafią same kontrolować swoją liczebność, dostosowując zachowania rozrodcze do warunków w jakich przyszło im żyć ( siedlisko, baza żerowa, warunki życia). Dowodzą tego badania naukowe z całego świata. A użytkowanie łowieckie populacji, przynosi skutek odwrotny od zamierzonego, zamiast zmniejszania liczby zwierząt, finalnie zawsze mamy ich więcej. Dlaczego? Ze szczegółami opisaliśmy to w 2 artykułach:
Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików?   oraz Wpływ łowiectwa na liczebność lisów.  Ostatnie odnośnie ‘’konieczności regulacji’’. Na liście zwierząt łownych jest 31 gatunków zwierząt. 13 gatunków ptaków, a więc ‘’nie – łownych’’ pozostaje jeszcze z 300 innych.  Myśliwi intensywnie ‘’regulują’’ raptem kilka z nich. Kto zajmuje się pozostałymi gatunkami zwierząt, ssaków, ptakami, owadami, płazami, rybami, czy choćby owadami? Natura – ano właśnie.
Dodajmy, że wszelkie duże drapieżniki, były przez lata tępione, przez osoby z ‘’żyłką myśliwską’’, a na wilki polowano jeszcze w czasach PRL. Człowiek tępił duże drapieżniki po to, by sam mógł więcej polować.

11011936_941794985840656_53094381532512124_n

3. Mit 3. Myśliwy zabija tylko stare i chore zwierzęta.

To zdanie pokazuje tylko, z jaką premedytacją to środowisko potrafi kłamać. ”Bzdura dyżurna” , choć sporo osób jeszcze w nią wierzy.   Starych zwierząt w naszych populacjach po pierwsze, po prostu już nie ma, zostały wystrzelane. Dzik w naturze dożywa ponad 25 lat, obecnie najstarsze spotykane osobniki mają po 5-7. Jeleń Szlachetny ponad 20, najstarsze 14, a zazwyczaj zabite zostają do 10 roku życia. Lisy do 14 lat itd… Kalendarz łowiecki dopuszcza strzelanie do zwierząt młodych, tj, warchlaków, wycinków, przelatków, ciężarnych łań czy cieląt np. Daniela. Są więc zabijane zwierzęta młode. Zresztą idzcie na polowanie – tam zwierzęta nie leżą ‘’ stare i schorowane’’ po krzakach, w oczekiwaniu na strzał łaski, lecz bardzo żwawo uciekają.  Część osób daje się bardzo nabierać na ten frazes, cóż, tutaj wystarczyła by 1 wizyta na polowaniu. No i po co takie zaangażowanie wokół trofeistyki? Między innymi dlatego, że myśliwych interesuje zabijanie zwierząt jak najbardziej witalnych i dorodnych, dla ”pięknych” trofeów właśnie.

 Mit 4. ‘’ Bo łowiectwo to tradycja’’.  A człowiek od zawsze polował.

Co do obu zupełna zgoda.  Pytanie, czy wygodniej nam trzymać się zamierzchłych tradycji, czy jako ludzkość chcemy się rozwijać od barbarzyństwa do cywilizacji.  Do nie tak dawna ‘’tradycją’’ było też niewolnictwo, czy brak jakichkolwiek praw kobiet. Gdzie indziej za tradycję uważa się okaleczanie na żywca małym dziewczynkom narządów płciowych. Ci ludzie tak samo odpowiedzą:  ‘’Ale to nasza tradycja!’’ . Człowiek od zawsze robił wiele, rzeczy, między innymi nie mył się, gwałcił, palił i mordował, czy podcierał palcem, a kobiety walił maczugą po głowie. Czy myśliwi tym niewątpliwym tradycjom ludzkości dają także wyraz? Nie? Bądźmy więc konsekwentni, albo… Dziś nie ma żadnej potrzeby, by prześladować dzikie zwierzęta dla pokarmu, czy skór bądź innych przedmiotów. Niegdyś polowania spełniały szereg istotnych potrzeb człowieka związanych z jego przetrwaniem w naturze, tak jak dostarczały pożywienia, ubrań, przedmiotów codziennego użytku. W obecnej rzeczywistości żadna z tych ról nie ma już znaczenia, chyba, że dla garstki oderwanych od rzeczywistości osobników, pragnących kultywować niechlubną tradycję ludzkości. ‘’ Warto zadać sobie pytanie, czy cała ta panująca w Polsce ideologia myśliwska jest naprawdę nasza? Oczywiście nie. Tradycję tę przeszczepił na grunt polski August II Mocny, a utrwalił jego syn August III. Ten saski model łowiectwa bardzo się spodobał ówczesnej polskiej elicie i został powszechnie zaakceptowany. To wtedy zaczęto polować dla czystej przyjemności i mieć w pogardzie „mięsiarzy” (polujących dla zdobycia jedzenia)’’
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

Gdzie indziej ”Święta tradycja” wygląda tak. Tradycja – jedno małe słowo, które potrafi uświęcić i uzasadnić najbardziej bezsensowne okrucieństwo świata.

obrzezanie-dziewczynki-550x350

Mit – ‘’argument 5’’. Mięso nie rośnie na drzewie!

Doprawdy? Ale jak to? 😦  Mój świat legł właśnie w gruzach…Zawsze śmieszy mnie, próba ‘’uświadamiania’’ obrońców praw zwierząt, jak wygląda życie zwierząt hodowlanych. Organizacje ekologiczne walczą w pierwszej kolejności o poprawę losu zwierząt w ubojniach,  a ich aktywiści i działacze zazwyczaj są weganami i wegetarianami.  Niezmiennie kojarzy mi się to z próbą wybielania własnej osoby, szukania dla siebie usprawiedliwienia, odwracania kota ogonem, tłumaczenia jednego okrucieństwa drugim… Bo skoro zwierzęta hodowlane cierpią i hodujemy je na pokarm, to czemu nie zabijać tych dzikich? W czym one są gorsze? Tak argumentował mi kiedyś jeden myśliwych.
Dlaczego warto zrezygnować z mięsa? – nasza notatka na ten temat.

Mit 6.  ‘’Na polowaniu zwierzę ginie od 1 strzału’’.

Według źródeł samych myśliwych, na polowaniach zbiorowych postrzałków wśród zwierzyny grubej bywa nawet ponad 30 %.  W innych przypadkach, według ankiety przeprowadzonej na forum dziennika łowieckiego, ten % bywa jeszcze większy. Nie szukając długo, na you tube znajdujemy film z polowania, gdzie prowadzący stwierdza ‘’Oddano 49 strzałów, padło 9 dzików’’. Można więc sobie wywnioskować jak to jest z tą celnością. Wychodzi 5 strzałów do 1 dzika.  Więcej na temat postrzałków w artykule poniżej

Postrzałki na polowaniach

Mit 7.  Święty Hubert Zdarzył .

Patron myśliwych, przewracający się w grobie, po każdym bałwochwalczym zbezczeszczeniu jego pamięci musiał już wywiercić dziurę w trumnie. A to dlatego, że Hubert będący zapalonym myśliwym przez większość swojego życia, w pewnym momencie doznał objawienia. ‘’Młody Hubert najwięcej czasu spędzał w lasach, gdzie nieustannie polował, łowiectwo było jego pasją. ak było do roku 695, kiedy polując w Górach Ardeńskich, nie bacząc na nic, w sam Wielki Piątek napotkał białego jelenia z promieniejącym krzyżem w wieńcu. Miał wtedy usłyszeć głos Stwórcy ostrzegający go za jego niepohamowaną pasję i nakazujący mu udać się do Lamberta – biskupa Maastricht – Tongres.’’
Święty nawrócił się i przestał polować. Miał też ponoć w wyniku tych wydarzeń nauczać, by zwierząt nie zabijać. Może bardziej pasowało, by mu zostanie patronem ekologów i obrońców zwierząt?

hubertk

Mit 8. Myśliwy ‘’pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami’’.

Trzeba tutaj podkreślić, że pojmowanie etyki przez myśliwego, a przeciętnego człowieka, to 2 skrajnie odległe od siebie rzeczy. Etyka myśliwska to kolejny frazes dla laików. W praktyce jego rola to uspokajanie myśliwskich resztek sumienia, że coś tam co robi, jest etyczne. A to tylko zbiór niepisanych norm zachowań w środowisku własnym i postępowania wobec zwierzyny.  Myśliwi nie zastanawiają się nad tym co robią z punktu widzenia etyki. Liczy się tylko to, co dopuszcza kalendarz polowań. Pomijając okrutne i nieludzkie konkursy norowania, szkolenie dzikarzy, podam inne przykłady: w Polsce myśliwym wolno prześladować zwierzęta wtedy, kiedy powinno się zapewnić im jak największy spokój. Przykład choćby – rykowisko. Nasi polujący biegają w amoku po lasach, podchodzą i wabią specjalnymi wabikami jelenie, przeszkadzają im w najważniejszym okresie w życiu. Dlaczego? Magia rykowiska to samo słuchanie. I na tym powinni poprzestać. Ale jelenie byki są w tym czasie mniej ostrożne, zainteresowane łaniami. Można je podejść, czy wykorzystując godowe podniecenie zwabić i zastrzelić. Takie pomylone zabawy, prześladowanie i zupełnie nie fair gry wobec zwierząt, uznawane są w środowisku myśliwych, za etyczne. Zresztą zabija się nie tylko jelenie podczas rozrodu. Także Daniele podczas bekowiska, lisy w okresie cieczki, dziki w trakcie huczki, słonki na ciągach, kozły saren w rui, a dawniej cietrzewie i głuszce na tokach. Można też strzelać do ciężarnych łań, jak i przy użyciu nęciska wabić zwierzęta pokarmem i strzelać podczas jedzenia. Wydaje się, że ludzie mający w teorii bliższy kontakt z naturą, powinni mieć dla zwyczajów zwierząt jakiś szacunek, pokorę i zrozumienie. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Myśliwy zdają się odnajdywać jakieś upodobanie, w prześladowaniu zwierząt podczas okresów godowych. A płoszą przecież wtedy szereg innych gatunków przy okazji. Chyba, że za ‘’etyczne’’ i załatwiające moralną sprawę takich polowań, uznamy myśliwskie zwyczaje włożenia w pysk zwierzęcia gałązki ‘’ostatniego kęsu’’, czy ułożenie pokotu. Według myśliwych, te puste gesty sprawę załatwiają.   Dodajmy do tego dziesiątki ‘’przypadków‘’ zastrzeleń zbłąkanych psów, czy kotów, zresztą środowisko myśliwych stoi raczej murem za takim odstrzałem domowych zwierząt, o czym można przeczytać sobie tutaj – Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.  Etyce myśliwskiej ze szczegółami przyjrzeliśmy się w poniższym opracowaniu:
Przewodnik po etyce myśliwskiej

11182290_935780593108762_4898096762294324282_n
Mit 9.  ‘’Kto zapłaci za szkody rolnikom. Gdyby nie myśliwy, nikt z tych nawiedzonych obrońców nie miał by co jeść, bo zwierzęta splądrują pola, następnie wejdą do miast, a chleb kosztował by 50 zł’’.

Paradoks polega na tym, że to środowisko rzeczywiście wierzy w to co napisane powyżej. Drugi, to taki, że ich własne działania prowadzą do takiego stanu – szkody w rolnictwie i zwiększona ilość zwierząt. Gdyż celem gospodarki łowieckiej, jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, dla osiągania doraźnych korzyści, i doświadczaniu przyjemności z polowania. Jeśli podchodzić by do gospodarowania populacjami dzikich zwierząt, tych kilku gatunków, które czasami mogą wchodzić w kolizję z człowiekiem, nie kierując się interesem myśliwych, finalnie mieli byśmy mniej pospolitych zwierząt łownych, i mniej z nimi problemów. Ale nie leży to w interesie myśliwych.  Więcej na ten temat w tym artykule – Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Mit 10. Selekcja jeleniowatych.

Lubią myśliwi robić postronnym osobom wodę z mózgu, zasłaniając się przy mordowaniu zasadami selekcji zwierzyny płowej, które sami stworzyli.  ‘’Restrykcyjne zasady przy odstrzale’’, jak starają się wmawiać. W selekcji owej chodzi o uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów z poroża (co wymienione jest w zdefiniowanych celach łowiectwa, jako jedna z głównych jego działalności.) Zwróćmy uwagę na jedną rzecz – myśliwi prowadzą tą ‘’selekcję’’ i prowadzą, dziesiątki już lat. Prowadzono ją także w jakimś stopniu dużo wcześniej. Efekt? Żaden. Mimo usilnych starań myśliwych, każdego roku, w każdym pokoleniu saren i jeleni ciągle występują sztuki, tak zwane ‘’selekcyjne’’. A to myłkus, to tyka poszła nie w tym kierunku co ‘’trzeba’’ – tak jak chciał by to widzieć myśliwy, zgodnie ze swoim urojonym wyobrażeniem o ‘’prawidłowym’’ porożu.  Porównując kolekcje myśliwskie i trofea już z okresu średniowiecza można stwierdzić bez precedensu, że selekcja owa nic nie daje, ani w wyglądzie jeleni oraz kozłów saren nie zmieniła, na przestrzeni setek lat. I zmienić nie może, i nie zmieni. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że owa różnorodność i ‘’wady’’ w rozwoju poroża, są dla tych gatunków czymś niejako naturalnym i występującym. Mimo stosowania różnych mieszanek mineralnych podczas dokarmiania, lizawek z solą, deformacje i tak występują. I co ciekawe, przez miliony lat, kiedy to nikt zasad selekcji nie znał, ani jej nie prowadził, zwierzyna nie ZDEGENORWAŁA się. Tak, to słowo warto powiększyć, gdyż myśliwi tak właśnie uważają – jeśli przestaną strzelać, to zwierzyna zdegeneruje się i wymrze.  Ostra faza, co? Bo co z pozostałymi setkami gatunków zwierząt, których nikt poza naturą w żaden sposób nie selekcjonuje? Co z ludzmi? Żeby było śmieszniej, na pewno słyszeliście termin, taki jak uwstecznianie się poroża u Jelenia. Jest to proces naturalny, który wystąpi z wiekiem u każdego samca tego gatunku. Myśliwi jednak nigdy nie dopuszczają do takiej sytuacji, choć taki jeleń z uwsteczniającym się porożem, może żyć jeszcze ponad 7 lat. Postronnym mówią, że zabijają, by nie przekazał dalej ‘’złych genów’’ – co jest bzdurą totalną, jako, że uwstecznianie jest procesem naturalnym. Tutaj motywacją jest tylko lepiej wyglądające trofeum, które piękniej wygląda na ścianie , i podoba się myśliwemu, kiedy zostało wydarte bykowi będącemu w sile wieku. Pamiętajmy też, że żaden z myśliwych przed strzałem nie przeprowadza przecież żadnych badań genetycznych, nie może więc wiedzieć, czy jakakolwiek deformacja nie jest efektem braku składników pokarmowych (najczęstsza przyczyna), urazów mechanicznych, lub chorób wirusowych czy grzybiczych. Genetyka w tym przypadku, jako możliwa przyczyna znajduje się ostatnia w tym zestawieniu. I tak po ludzku – i wśród nas przychodzą na świat osoby niskie, z czasem niektórzy stają się otyli, z zespołem downa, czasem mniej urodziwi lub z widocznymi deformacjami, albo setkami możliwych chorób. Czy ‘’selekcjonujemy’’ich? Czy jednak jakoś pomagamy?  Kierując się takim myśleniem, należało by odstrzelić ¼  otyłych emerytów z PZŁ, jako sztuki selektywne, urągujące wyobrażeniu o możliwym pięknie człowieka. Tak to właśnie wygląda. W całej tej zabawie chodzi o satysfakcję z trofeum, ewentualny zarobek na nim, konkursach medalach i odznaczeniach – to wszystko wchodzi w skład trofeistyki. Polecam się zapoznać i wyciągnąć wnioski. Zasady selekcji populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych:
https://www.poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

3-1

=======================
=======================

Źródła i bibliografia: 

Niech Żyją! Mity i fakty. 
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

”Określanie wieku zwierzyny”
J. Lochman

Zasady selekcji osobniczej i populacyjnej zwierząt łownych
http://www.lowiecki.pl/prawo/zasady_selekcji_3.pdf

”Wielki atlas łowiectwa”
D.Bogacz, S. Pawlikowski, J.Pełka, P.Gawin i inni – praca zbiorowa.

=====================
=====================

Rolnicy domagają się likwidacji PZŁ – Myśliwi sobie nie radzą

Dawno temu zadawaliśmy sławne retoryczne pytanie ; Czy współczesne łowiectwo jest w stanie spełniać jakąkolwiek pozytywną dla społeczeństwa rolę, poza realizacją krwawych uciech swoich sympatyków? Opracowaliśmy również szeroką notatkę traktującą o tym jak gospodarka łowiecka niszczy rolnictwo, i jakie są tego przyczyny. W skrócie, celem myśliwych jest polowanie i czerpanie psychicznych i materialnych profitów z jego wykonywania, a istotą gospodarki łowieckiej maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, w celu polowań. Co już niekoniecznie musi być zgodne z interesem rolników, i tak oto mamy konflikt, który podsumować można tak : Jedni chcą by zwierząt było jak najwięcej, (dla własnej przyjemności ) Drudzy, by było ich mniej, ponieważ z powodu czyjegoś hobby ponoszą straty w pracy, która pomaga im się utrzymać, i produkować żywność dla nas wszystkich…To rzecz jasna nie obchodzi myśliwych, bo mają swoją dziczyznę… 😉  Do przeczytania tutaj:

 Jak łowiectwo niszczy rolnictwo

Być może te poglądy są pokłosiem przytoczonego powyżej artykułu, który był udostępniany i szeroko komentowany w grupach rolniczych. Bardzo by nas to cieszyło.
Beton powoli kruszeje i coś zaczyna się dziać – rolnicy sami dostrzegają jak bardzo są wykorzystywani i manipulowani przez myśliwych, których jedynym celem realizacja własnego hobby i zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie, o czym informuje sam PZŁ w komentarzach na swojej stronie…Jednak zmiany w tej dziedzinie są nieuniknione. Kropla drąży skałę, ludzie przeglądają na oczy i każdemu coraz jaskrawiej jawią się absurdy obecne w naszym łowiectwie. Owszem, mogą myśliwi sobie walczyć o ‘’zachowanie w nie zmienionej formie’’ swojego łowiectwa z całych sił. Tym bardziej lądowanie będzie  bolesne, gdy masa niezadowolenia społecznego zwykłych ludzi, przyrodników, i rolników przekroczy punkt krytyczny. Przewodniczący OPZZ rolników Sławomir Izdebski domaga się uporządkowania prawa łowieckiego, zrobienia porządku z PZŁ, a samo ministerstwo rolnictwa ma rozważać jego likwidację – tak przynajmniej informują rozmaite nagłówki.
Myśliwi zresztą zupełnie nie kryją się z tym ,że nie zamierzają iść nikomu na rękę, ani współpracować z nikim. Na profilu PZŁ, gdzie ostatnio trwają burzliwe dyskusje rolników z myśliwymi, przeczytać możemy, że ‘’nie są od tego by pilnować uprawy i zasiewy’’. Doprawdy? A przecież to rola jakże podkreślana przy każdej okazji, ochrona upraw i zasiewów, bez tego rolnictwo dawno by zginęło…Jak można jednak przeczytać ostatnio na profilu PZŁ, myśliwi nie poczuwają się do żadnego wspomagania rolników. Wyszło szydło wreszcie… kto chce wierzyć w mity łowieckie, może oczywiście robić to nadal.

ASF22

Do obejrzenia tutaj:  http://www.ipla.tv/Rozmowy-w-polsat-news-2-ministerstwo-rolnictwa-roz/vod-6875719

Jak pokazuje obecna sytuacja w związku z ASF, Polski związek łowiecki nie jest w stanie sprostać realizacji powierzonych mu przez państwo zadań, w związku z wygaszaniem i zwalczaniem ognisk choroby. Co na te zarzuty nasi myśliwi? Tradycyjnie, wypowiadający się przeciw nie mają pojęcia o łowiectwie, gospodarce, oraz zarzucają nienawiść do myśliwych i chęci ‘’położenia łapy na majątku kół łowieckich’’ – jakby komuś cokolwiek od nich było potrzebne. Żeby było jasne, nie popieramy masowego odstrzału dzików forsowanego przez rolników. Są to problemy osób mięsożernych, lubujących się w konsumowaniu zwłok zwierząt znacznie inteligentniejszych od naszych psów, i niech miłośnicy przedmiotowego traktowania i wykorzystania zwierząt sobie z tym radzą. Bo jedno jest pewne, gdyby nie przemysłowa hodowla i ubój trzody dla mięsa , którego nikt z nas nie potrzebuje dla wyżywienia, tego sztucznego problemu by nie było. Takie tam nieistotne oszołomskie zalety weganizmu…  Nie tak dawno czytałem, że ‘’coś zieloni w temacie siedzą cicho’’. My na NPRM, w odróżnieniu od PZŁ, żadnego tematu się nie boimy i każdy podejmiemy. Gdyż zależy nam, by obiektywnie przekazywać to, co przez drugą stronę zbywane jest głuchym milczeniem i ignorancją, w cichym liczeniu na to, że problem pójdzie w zapomnienie, no i jak najdłużej utrzyma się ‘’obecna forma wykonywania łowiectwa’’.  Niech przemówią cytaty – kilka komentarzy z oficjalnej strony polskiego związku łowieckiego: (pisownia oryginalna)

‘’ Koledzy-z naszej pasji zrobili sobie polityczne gowno a nas traktuja jak szmaty, przestanmy się taplac w tym głównie-jak nie lmp to jakieś frajerstwo z dobrej zmiany . To jest hobby i w dupe nas cmokna-jak nie to karabiny na rok do szafy i po roku pogadamy,pozdrawiam’’

ASF

To jest hobby… Tak, przy każdej okazji o tym mówimy, a myśliwi oficjalnie zaprzeczają. Jednak kiedy nerwy puszczają, zawsze wychodzi postrzeganie łowiectwa przez samych myśliwych jako hobbystyki. Tzn, gdy zachodzi taka potrzeba akurat, używają tego jako argumentu.

ASF2

”Szanowny Panie. W dupe Pan nas możesz pocałować. Straszyć to Pan może małe dzieci a nie poważnych ludzi. Nigdy nie tkniecie myśliwych bo nie ma żadnej innej rozsadnej alternatywy na regulacje pogłowia zwierzyny. Wode z mózgu robi Pan ludziom a sam to może Pan widłami sobie myszy w stodole mordować. Celebryta to z Pana kiepski i jak kiepskie będą zmiany o których marzycie. Niech dotrze do Pańskiego pustego łba ze gdyby nie PZŁ i rozsądne godpodarowanie populacją zwierzyny to całą Polske zjadła by kazdego rodzaju zwiezyna łowna.’’ – bajeczki dla dzieci, – mitologia łowiecka.  Pomimo istnienia całej gamy sposobów przeciwdziałania szkodom w rolnictwie, i regulacji pogłowia zwierząt, według pana myśliwego nie ma rozsądnej alternatywy… Ale ta ”rozsądna” też się jakoś nie sprawdza.

Pozostałe komentarze to zazwyczaj inwektywy w kierunku pana Izdebskiego, za pewne przykład górnolotnej kultury łowieckiej.

Przy każdej okazji myśliwi straszą ‘’odłożeniem strzelb na rok czy dwa, i wtedy zobaczymy’’. Sęk w tym, ze nikt się tego nie domaga. Jest cała masa metod przeciwdziałania szkodom rolniczym, odstraszania zwierząt, czy ograniczania ich płodności.  Tymi metodami jednak żaden z myśliwych nigdy zainteresowany nie będzie, gdyż wiążą się one z inną pracą niż radosne polowanie, w dodatku ich celem jest zmniejszanie pogłowia zwierząt łownych co już zupełnie jest sprzeczne z interesami myśliwych. Doskonale to rozumieją, i dlatego przy każdej okazji, oponentowi odpowiedzą, ‘’nie masz pojęcia o łowiectwie, nie wiesz o czym bredzisz, kiedy ostatnio byłeś w lesie’’.  Ze swej strony doskonale zdajemy sobie sprawę, że czasami, w pewnych sytuacjach bez odstrzału się nie da, jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo ludzi, a inne metody zawiodą. Sedno w tym, by zadania owe wykonywali profesjonaliści, którzy nie okaleczą zwierzyny, odpowiednie służby, nie zaś miłośnicy zabijania, zdobywania trofeów, emocjonującego dochodzenia postrzałka z lubieżnymi uśmiechami na rumianych licach, sapiący z zadowolenia nad truchłami swoich ofiar, raczący postronnych bzdurami o kulturze, etyce i tradycji.

Przebijając się czasem przez forum dziennika łowieckiego, można natrafić na takie komentarze, jak pomstowanie myśliwych, którzy akurat byli sobie na polowaniu,  na rolników wykonujących prace polowe maszynami rolniczymi…Jak bardzo trzeba być ograniczonym i zadufanym, by nie rozumieć, że z pracy tych ludzi żywimy się wszyscy?

Do pytania o to, jak długo środowisko wytrzyma rabunkową psedogospodarkę myśliwych, dołącza kolejne – jak długo wytrzymają rolnicy traktowani przez myśliwych po macoszemu, bez żadnego zrozumienia dla ich sytuacji? A co za tym idzie, jakie straty w wyniku oślego uporu, o ‘’zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie’’ poniesiemy my wszyscy.
Poniżej zapis wypowiedzi na temat PZŁ, Sławomira Izdebskiego, przewodniczącego OPZZ rolników.

”Naszą pracę niszczą myśliwi i ich system” – Rolnicy o łowiectwie

SPRAWA DLA REPORTERA KONTRA MYŚLIWI vol. 2. ‘’ Naszą pracę (rolników) niszczą myśliwi i ich system’’.

Rok temu w programie Elżbiety Jaworowicz, ”Sprawa dla reportera” poruszono negatywny wpływ gospodarki łowieckiej na rolnictwo, oraz mafijne wręcz układy łowieckiej braci na rozmaitych szczeblach władzy. Opowiadają o tym rolnicy, w żaden sposób nie związani ze stroną ekologiczną. Krótko po publikacji naszego artykułu o tym, jak łowiectwo niszczy rolnictwo, (Jak łowiectwo niszczy rolnictwo) w TVP 1 wyemitowano  kontynuację materiału z przed roku, pytając tych samych rolników, jak sprawy rozwinęły się po upływie tego czasu. A nie jest dobrze.  Jeden z rolników na swojej ziemi postawił tabliczkę z napisem ‘’Teren prywatny, wstęp wzbroniony’’ , nie życząc sobie polowań w obrębie swoich włości. Pod spodem ‘’ktoś’’ odpisał, ‘’Ranczo spalim, i zastrzelim jak jelenia’’. Pewnie jacyś dowcipni ekolodzy, byle szkalować…

Sprawa rozbija się o to, że myśliwi nie chcą wypłacać odszkodowań lokalnym rolnikom, utrzymując w swoich obwodach łowieckich nadwyżki zwierzyny grubej dla polowań, która pasie się na polach uprawnych. Rolnicy twierdzą też, że nie są w stanie wygrać żadnej sprawy w sądzie, z uwagi na lokalne powiązania polujących, w sądownictwie.

Skrót programu i najciekawsze cytaty: ( Od 31 minuty)

‘’Gospodarka łowiecka jest oparta na własności prywatnej, to my rolnicy żywimy zwierzynę. (…) ‘’Dobro ogólnonarodowe, to się pięknie tak nazywa. To się specjalnie tak nazywa, żebyśmy żyli pod okupacją kół łowieckich’’

‘’Zawsze w ciągu ostatnich 15 lat, PO, z PiSem i PSL się kłócą, ale jeśli chodzi o myśliwych jest jedność., wszyscy są kolegami i myśliwych nie wolno ruszyć. Ogromne pieniądze pójdą z budżetu państwa na wypłatę odszkodowań’’

‘’Wszyscy zapłacimy za hobby łowieckie.  Bo to jest grupa 116 tyś ludzi, którzy się świetnie znają, którzy się dogadują ponad podziałami’’

~Mówi Agnieszka Curyl – Katholm .

‘’Dlaczego skarb państwa ma płacić za uciechy myśliwych’’? Pada pytanie.

‘’Skarb państwa za rok o tej porze <obudzi się> ze szkodami na 5 mld złotych.  Bo szkody łowieckie w Polsce są nie obliczone. Politycy ślepo poszli za tym ,że PZŁ powiedziało 70 milionów, i fundusz zamknię się w 70 milionach.  Nie zamknie się’’

‘’Zamknie się, jeśli będą szacowali jak do tej pory. Czyli na krzywdzie biednych’’ ~ Odpowiada inna uczestniczka programu.

sprreport

Od siebie dodam, że te średnio 30- 35mln złotych rocznie jakie PZŁ wydaje na tuczenie zwierzyny dzikiej dla swoich uciech, można by zagospodarować inaczej, dla dobra wspólnego i z pożytkiem dla rolników, inwestując w ogrodzenia, by ograniczyć występowanie szkód. Do tego dochodzą wszystkie wydatki okresowe pojedynczego myśliwego jakie wiążą się z wykonywaniem polowania i ‘’sprawowaniem gospodarki łowieckiej’’. Wystarczyło by zmienić statut i niektóre cele, bo obecnie tzw ‘’pomoc rolnictwu’’ jest tylko pustym sloganem dla mas, mającym usprawiedliwiać to jaskiniowe hobby.  Przykro to pisać, ale nie ma co na to liczyć, gdyż było by to zupełnie sprzeczne z interesem myśliwych, jakim są wysokie stany zwierzyny i udane, obfite polowania.  Już widzę ten lament i płacz na grupach myśliwskich:’szkalują dobre imię łowiectwa, gdzie rzecznik PZŁ, TVP pod sąd!’ .  Nie przykro mi panowie w kapeluszach, srogą ocenę wystawia Wam rolnicza społeczność, ale jest ona taką, na jaką sobie przez lata swoich poczynań zapracowaliście. Wszystko to o czym piszemy, czyli szkodliwy wpływ gospodarki łowieckiej na rolnictwo, nadrzędna ochrona swojego hobby przez myśliwych, wreszcie dziwne układy w sądownictwie i policji, oraz poczucie zupełnej bezkarności, ponad partyjne lobby poza podziałami,  tym razem potwierdzenie znajduje w programie publicystycznym. Oczywiście, dla myśliwych musiał by o tym napisać pewnie Łowiec Polski, by uznali jakikolwiek argument poruszany w programie, za ”nie zmyślony przez nawiedzonych zielonych” .

Pierwszą część ubiegłorocznego reportażu można przeczytać po kliknięciu w ten adres:
Sprawa dla reportera kontra myśliwi

Pytanie pozostaje otwarte, czy łowiectwo w obecnej formie jest w stanie w ogóle spełniać jakąkolwiek pożyteczną dla społeczeństwa rolę, poza krwawymi uciechami swoich sympatyków…

Materiał można obejrzeć pod poniższym linkiem.
http://vod.tvp.pl/26283233/28072016

Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

KTO ZAPŁACI ZA SZKODY ROLNIKOM? JAK ZABEZPIECZYĆ POLA I UPRAWY? ORAZ DLACZEGO GOSPODARKA ŁOWIECKA PRZYNOSI STRATY ROLNICTWU.

Ulubionym argumentem wojujących laików łowiectwa, jest mniej więcej taki frazes, okraszony po trosze mitologią łowiecką umiejscowioną… nie wiadomo gdzie. Całość bełkotu brzmi mniej więcej tak : Kto zapłaci za szkody rolnikom, kto wypłaci odszkodowania za zniszczone uprawy, gdyby nie myśliwi to nikt z was wege pseudozieloni, nie miałby co jeść, bo, zwierzyna splądruje uprawy,chleb będzie kosztował 50 zł, następnie zwierzęta wejdą do miast… Brednia jak brednia, wypadało by puścić to kantem, problemem jest jednak to,że ci ludzie rzeczywiście wierzą w to co napisane powyżej, i według tego działają. Jak mniemam przodują zwłaszcza ci myśliwi „niedzielni od zbiorówek” co poza polowaniem, nigdy na wsi nie byli. Myśliwi bardzo lubią ukrywać się za parawanem wzniosłych haseł o ”racjonalnej gospodarce łowieckiej”, przy notorycznym już zarzucaniu ”braku wiedzy i pojęcia” , o tymże , swoim oponentom.  Gdy jednak przyjrzeć się z bliska celom owej gospodarki, wdrażanym metodom i sposobom jej prowadzenia, okazuje się, że efekty jej działań jawią się jako zgoła sprzeczne, z tymi głoszonymi oficjalnie.  I tak oto jak sławna gospodarka łowiecka ma w swych propagandowych założeniach działać dla dobra rolnictwa, tak okazuje się, że w praktyce odnoszone skutki są zupełnie odwrotne.

Skąd takie poglądy u myśliwych? W rzeczywistości nie istnieje żaden słuszny, liczący się argument przemawiający za łowiectwem, tak więc myśliwi z uporem maniaka chwycili się tego jednego – pomoc rolnikom i zabezpieczanie upraw. Z tym „zabezpieczaniem” bywa jednak różnie. Rolnicy albo skarżą się na zbyt dużą ilość zwierzyny, myśliwi zasłaniają limitami odstrzałów, że nie mogą już więcej odstrzelić. O co w tym chodzi? Ano o konflikt interesów. W interesie rolnika jak i przeciętnego zjadacza chleba leży, by na terenach pól uprawnych dzików nie było wcale. Natomiast większość obwodów łowieckich obejmuje pola uprawne, zadrzewienia śródpolne i mozaikowe tereny,gdzie zwierzęta znajdują schronienie. Odstrzelić wszystkich nie można,bo nie będzie na co polować.A przecież myśliwy zgodnie z założeniami ustawy ma się „opiekować” – dbać o odpowiednią ilość zwierząt do odstrzału dla własnej korzyści.  Prościej zostawić stado podstawowe zgodnie z „hodowlanym planem pozyskania”, by pasły się na krwawicy rolników, tym samym przyczyniając się do strat. Trochę z nimi pokłócić, zaniżyć szacunki kwoty odszkodowania,ale będzie na zapolować. To najważniejsze. Inni rolnicy skarżą się na rozjeżdżanie zasiewów podczas polowań, czy dojrzałych już upraw,kiedy trzeba ściągnąć tuszę z pola. „Problem” zwierząt niszczących uprawy niewątpliwie jest, pamiętać jednak musimy, że to my zabieramy im tereny do życia poddając je przekształceniom, winniśmy więc wykazać nieco zrozumienia dla ich losu…Prościej jednak „sprzedać” kulkę, fakt. Nie, nie chodzi o to by dać zwierzętom dowolnie ogołacać pola.

O tym jak presja łowiectwa generuje problemy rolników i przyczynia się do wzrostu liczebności prześladowanych zwierząt pisać nie będziemy, gdyż zostało to już omówione ze szczegółami w 2 tekstach, do przeczytania dodatkowo Wpływ łowiectwa na wzrost liczebności lisów oraz Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików (click)

Zdjęcie1556

Zdjęcie1555
Łąka ogrodzona pastuchem i taśmą. 
 
Teoria zawarta powyżej wydaje się być szczególnie ciekawa, jeśli wezmiemy pod uwagę fakt, że istniejemy już trochę w naturze ze zwierzętami, kiedy to nas było mniej, a zwierząt dużo więcej. I jakoś potrafiliśmy bez przewagi technicznej jaką mamy dzisiaj,ochronić swoje uprawy,wyżywić się i przetrwać. Jaki więc problem z tym dzisiaj? Żaden,biorąc po uwagę odstraszacze dzwiękowe i zapachowe,możliwość ogrodzenia, aż po chemiczne środki wywołujące u zwierząt dolegliwości i biegunkę.

Jak wynika z raportu Najwyższej izby kontroli , więcej płodów rolnych ulega zniszczeniu w wyniku niewłaściwego przechowania i transportu, niż zjadają dzikie zwierzęta. Do tego myśliwi kolejną część zbiorów odkupują od rolników na użytek własny ; „zimowe dokarmianie” i nęcenie. Przyzwyczajając tym samym zwierzęta do smaku i szukania płodów rolnych.

Pamiętać trzeba o najważniejszym fakcie ukazującym dobitnie jak to łowiectwo jest „potrzebne” samym myśliwym.  Polują oni na 30 gatunków zwierząt, z tego odszkodowania wypłacają za… 4.  Kto jak kto, ale zwłaszcza rolnicy powinni być zainteresowaniami rzeczywistą motywacją myśliwych i głównymi założeniami gospodarki łowieckiej. Rolnictwo i łowiectwo to konflikt interesów, z uwagi na nadrzędny cel łowiectwa, a oczekiwania rolników. Bywa to oczywiście przyczyną wielu nieporozumień.

Zdjęcie1550
Zasiew kukurydzy, maj 2016. Rolnicy zaczynają w końcu racjonalnie podchodzić do swojej działalności, dbając o uprawy i przeciwdziałając szkodom. Tym samym nie oglądając się na pomoc ”panów w kapeluszach”. W niektórych rejonach Wielkopolski trudno czasem spotkać wręcz nie ogrodzoną uprawę. 

Skąd problem?

Jest takie myśliwskie powiedzenie : „Kto nie hoduje, ten nie poluje”.  Jak przeczytać można w podręcznikach od łowiectwa, które zawierają rozdziały takie jak „planowa hodowla zwierzyny”, przeczytać możemy: Gospodarka łowiecka, jak każda inna gałąź gospodarki musi być prowadzona według określonego planu. Według obowiązującego prawa łowieckiego, które w art. 1. ust 2, postanawia, że „gospodarowanie” zwierzyną odbywać się musi na podstawie zatwierdzonego wcześniej planu. Obejmuje on HODOWLĘ  i ochronę zwierzyny (przed???), polowanie oraz wprowadzanie ubitej zwierzyny do obrotu handlowego.  Dalej : Zagospodarowanie obwodu łowieckiego trzeba zaczynać od ustalenia planu docelowego, ustalającego jakie gatunki zwierzyny i w jakich ilościach będą przedmiotem hodowli w danym obwodzie łowieckim. A jaka jest oficjalna wersja serwowana zwykłym ludziom i przeciwnikom łowiectwa? Ratujemy ludzkość przed nadmiernym rozmnożeniem się zwierząt, splądrowaniem pól,  zoo – apokalipsą i śmiercią gatunku ludzkiego z głodu. Kiedy to racjonalnie wyśmiać, otrzymamy odpowiedz: Nie macie pojęcia o gospodarce łowieckiej, dowiedzcie się na czym ona polega! No to się dowiadujemy, i cóż? Otóż polega ona na planowej hodowli zwierzyny dzikiej z gatunków uznanych jako łowne, i gospodarowanie jej populacją w interesie własnym, by można było dokonywać polowania, nie licząc się potrzebami i stratami, jakie ponoszą w wyniku takiego podejścia np. rolnicy.  I stąd owe „limity odstrzałów”, które tak przeszkadzają rolnikom,a za którymi chowają się myśliwi. W każdym „łowisku” zaplanowane jest utrzymanie „stada podstawowego” czyli takiej ilości zwierząt, które rozmnażając się dostarczą kolejnych sztuk do przyszłych polowań. I o to tutaj tylko chodzi. Bardzo racjonalne, prawda?  Ja mam takie powiedzenie : Jeśli chcesz dowiedzieć się jak bardzo pomylone i irracjonalne są działania myśliwych (mydlenie oczu niezorientowanym), jeśli chcesz się utwierdzić w poglądach antyłowieckich,sięgnij po… podręcznik od łowiectwa.

Zdjęcie1683

Kolejna uprawa – zabezpieczona pastuchem. Przy używaniu tego rodzaju metod, mamy obowiązek odpowiedniego ich oznakowania. 

Zdjęcie1682

O tym, że łowiectwo i związana z nim „gospodarka” przyczynia się tylko problemów rolników z dziką zwierzyną (negatywne oddziaływanie na środowisko litościwie pominiemy), niech poświadczy zdanie z książki… Łowiectwo dla leśników i myśliwych, gdzie zdanie brzmi: Zatrudnianie (ludzi) wbrew pozorom stanowi już dziś ważną pozycję, i będzie wzrastało aż do momentu całkowitego zagospodarowania wszystkich obwodów łowieckich i postawieniu produkcji na możliwie wysokim poziomie. (być może na tej literaturze opiera się jeszcze obecny minister środowiska, który to zabłysnął nazywając zwierzęta dzikie surowcem).  Zagospodarowanie leśnych obwodów łowieckich  w sposób zapewniający należyty rozwój zwierzyny, wymaga zgromadzenia dużych zapasów karmy na zimowe dokarmianie [….].  Istotą, czy też głównym celem łowiectwa jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych – bo przecież „gospodarka i hodowla’’ przy uwzględnieniu pojemności żerowej łowiska, z jednoczesnym zwiększaniem jego możliwości wyżywieniowych, tak jak urządzanie wodopojów czy karmisk. W tych wszystkich działaniach, których mianownikiem wspólnym jest wywracanie ekosystemu i środowiska przyrodniczego do góry nogami, nie brak i skrajnych sprzeczności, kiedy np. na innej stronie „Łowiectwa dla leśników i myśliwych” czytamy : Chodzi o to by podstawą hodowli zwierząt łownych była naturalna baza paszowa dostępna dla zwierzyny. Jak to się godzi z dokarmianiem i z współczesnymi działaniami myśliwych?

Jak przeczytamy na 341 stronie Gospodarstwa łowieckiego, innej książki: Za główną przyczynę wyrządzania szkód przez zwierzęta łowne [….] zwykło się uważać dysproporcje między liczbą pogłowia zwierzyny, a ilością i jakością żeru jaki znajduje się w lesie ( efekt lasów gospodarczych – NPRM ), czyli niedostosowanie liczby zwierząt, do możliwości wyżywieniowych łowiska. Co z pasją i oddaniem czynią myśliwi, aby mieć na co polować, bo w końcu zawsze zwierzęta na polach coś uszczkną,a rolnik może nie zgłosi szkody i nie będzie problemu. I nazwą to „racjonalną gospodarką łowiecką”. Dalej najlepsze : Wiadome jest, że większość terenów w leśnych w naszym kraju, zwłaszcza zachodniej części polski , należy do „łowisk słabych” o skąpych naturalnych bazach pokarmowych (rzadkie runo, brak podszytu). Czyli myśliwi dobrze wiedzą jak przedstawia się sytuacja, ale „nie można” pozwolić by zwierzęta żyły swoim rytmem, bo ‘’będą głodować’’ – a więc dokarmiamy i użytkujemy je łowiecko (zabijamy) by przypadkiem się nie zagłodziły.  Ale najważniejsze, to to, że nie może być ich tak mało, na jaką ilość pozwoliła by naturalna baza żerowa, bo wtedy… nie będzie na co polować. I kółko się zamyka.

Zdjęcie1557

O tym jak łowiectwo i zabawa w polowanie przyczynia się do kłopotów rolników np. z dzikami niech poświadczy inny fragment z książki Łowiectwo dla leśników i myśliwych  str 77, gdzie o dzikach przeczytać możemy:
Częste polowania na dziki w większych kompleksach leśnych przy użyciu psów stałe niepokojenie dzików spowodowały, ze wyniosły się one często do małych lasków (zadrzewienia śródpolne), zupełnie nieodpowiednich do hodowli (!)  dzików, lecz dających tak konieczny każdej zwierzynie spokój. Ponieważ takie drobne kompleksy leśne nie mogą zapewnić dzikom wystarczającego pożywienia, żerują one głównie na polach uprawnych , czyniąc rolnikom dotkliwe nieraz szkody. I to jest fragment z podręcznika dla myśliwych. Tak więc pokrzykiwania w stylu „dowiedzcie się czegoś o łowiectwie!” okazały się miażdżącą bronią przeciw nim samym. Takich kwiatków w tego typu książkach jest oczywiście dużo więcej, na pewno będziemy korzystać z ich fragmentów w przyszłości.

To o czym napisano powyżej nie jest czymś ukrywanym przez myśliwych,wręcz przeciwnie właśnie zagadnienia z „planowej racjonalnej hodowli i gospodarowaniem zasobami zwierząt łownych” są przez nich często poruszane w rozmaitych publikacjach próbujących bronić łowiectwa, gdyż zakładają oni nie wiedzieć czemu, że osoba sprzeciwiająca się łowiectwu, nic o tych sprawach  nie wie.

Osobnym zagadnieniem jest stosowanie tak zwanych poletek łowieckich. Lubią myśliwi mówić,że owe poletka istnieją tylko po to by „zatrzymać zwierzynę w lesie i ochronić uprawy rolników”. To nie do końca tak.  Jak było napisane wcześniej, zwierzyną trzeba „gospodarować” według sporządzonego planu, a więc dbać o taką liczbę zwierząt, jaką ten plan zakłada. Czyli dokarmiać.  Druga strona medalu to „ochrona młodych drzewek i szkółek leśnych przed dewastacją zwierzyny”. Powiem tak, boli mnie takie podejście zwłaszcza leśników, którzy w każdym gatunku zwierzęcia widzą jedynie szkodnika swoich szkółek. Boli, ale nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę,że ludzie ci pełnią dzisiaj rolę plantatorów desek, i tak samo mają swoje plany wyrębu, „urządzania lasu” itd.  Przykre jest takie podejście ludzi, którzy rozumieć powinni, że to zwierzyna jest u siebie, oni tylko gośćmi, mimo nałożonych przez państwo obowiązków „gospodarowania”. Zwierzęta nie są w stanie „zjeść całego lasu”, ani go zniszczyć, choćby nie wiem jak się rozmnożyły. Dziwne, że o takich oczywistościach trzeba w ogóle komukolwiek przypominać, a już zwłaszcza „znawcom” wszelkich gospodarek. Warto spojrzeć na to inaczej – to my wyrządzamy szkody w dobrostanie zwierząt, wtrącając się w ostatnie miejsca jakie im pozostają,ze swoimi gospodarkami, potrzebami, planami i roszczeniami. Jeśli ktoś twierdzi, czy mówi, że w lesie zwierzęta wyrządzają mu szkody – nie przyjmuję tego do wiadomości. One są u siebie.  I dlatego w niniejszym tekście całkowicie pominiemy zagadnienie wyrządzania przez zwierzęta „szkód w uprawach leśnych”. Pamiętam jak nie tak dawno kłóciłem się z jakimś pracownikiem korporacji Lasy Państwowe który twierdził, że Uprawa i gospodarka leśna to najlepsze co mogło przydarzyć się polskim lasom, nie zna on lasów bardziej mozaikowych i zróżnicowanych biologicznie Tak… Co na to podręcznik dla leśników? Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa (bioróżnorodności lasów) obecnie, kiedy człowiek przez długie dziesięciolecia prowadził w gospodarstwie leśnym hodowlę  jednogatunkowych drzewostanów sosnowych i świerkowych, co doprowadziło do bardzo daleko posuniętej degradacji siedlisk (Łowiectwo dla leśników i myśliwych, str 136.)  Kłamie podręcznik czy leśnik?

Zdjęcie1549

Inna strona medalu, to polowania zbiorowe. Pomijając oczywiste okrucieństwo towarzyszące tej farsie, leśnik i myśliwy z którym mieliśmy okazję rozmawiać, Marcin Kostrzyński stwierdza ;
Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki , gdzie czuje się bezpieczniej. (…) Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę , że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak , ze rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną , która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek jest zwierzyny jest powszechne , zwłaszcza w obwodach hodowlanych , gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. Takie przepędzanie zwierząt w sezonie jesiennym na pewno nie pozostaje bez wpływu na wyrządzane szkody. Często w małej polnej oazie, spotkać można więcej zwierząt, niż w przysłowiowym wielkim lesie. Otoczone uprawami rzepaku, kukurydzy, buraków z trudnym dostępem przez ileś miesięcy, bezpieczne i nie niepokojone, za to w obfitości żeru.  Zwierzęta szybko się uczą, gdzie znaleźć można schronienie od myśliwych i polowań, oraz tak samo prędko smaku płodów rolnych.

W wywiadzie dla ”Magazyn Wege” Marcin Kostrzyński wyjaśnia jeszcze więcej: Chodzi głównie o to… Ilość zwierzyny płowej (saren i jeleni danieli), czyli tych zwierząt, które powodują szkody w lesie, jest o wiele większa, niż miałoby to miejsce w sytuacjach naturalnych. Korzystają z pól uprawnych, gdzie mają dostatek jedzenia, a poza tym nie ma drapieżników, przecież do niedawna prawie w ogóle nie było wilków. A myśliwi lubili mieć wysokie stany zwierzyny – jeżeli jakiś prominent przyjeżdżał z Warszawy, aby sobie zapolować, to nie miał czasu, żeby szukać tego jelenia przez dwa czy trzy dni, tylko chciał wejść do odpowiedniego fragmentu lasu i tego jelenia spotkać. W związku z tym stany jeleniowatych były przekraczane w stosunku do naturalnej pojemności środowiska na przykład dziesięciokrotnie. Tam, gdzie powinien być jeden jeleń, było dziesięć.
” ( Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat – wywiad )  ”

Istnieją dwa rodzaje „szkód łowieckich”. Pierwsza to powstające w wyniku polowania, wyrządzone przez osoby biorące w nim udział. Druga obejmuje te wyrządzone przez zwierzęta.

Jak się przed nimi bronić?

Na początku padło takie zdanie: Istniejemy już trochę w naturze ze zwierzętami, kiedy to nas było mniej, a zwierząt dużo więcej. I jakoś potrafiliśmy bez przewagi technicznej jaką mamy dzisiaj, ochronić swoje uprawy, wyżywić się i przetrwać. Jaki więc problem z tym dzisiaj? Żaden, biorąc po uwagę odstraszacze dźwiękowe i zapachowe, możliwość ogrodzenia, aż po chemiczne środki wywołujące u zwierząt dolegliwości i biegunkę.

Tak. Dziś zwiększyliśmy swoją przewagę nad zwierzętami do rozmiarów nie spotykanych nigdy wcześniej dotąd. Wydawać by się mogło, że mając tego świadomość, wykażemy zrozumienie wobec sytuacji w jakiej je postawiliśmy – zabranie terenów do życia, przekształcenie środowiska,hałasy i płoszenie oraz dziesiątki innych zagrożeń i niedogodności, jakie niesie ze sobą rozwój cywilizacji. I zamiast prześladując je w iście barbarzyński sposób w stylu myśliwskim, „bo splądrują uprawy, wyginiemy z głodu, następnie wejdą do miast”, zastosujemy metody zgodne z naszą „przewagą i wyższością” wynikające z przesłanek etyki i właściwie pojętego humanitaryzmu. A mamy takich metod sporo. Podzielić można je najprościej według dwóch grup: Chemiczne i mechaniczne. Oraz połączenie tych obu.

Do mechanicznych zaliczymy wszelkie widoczne straszaki, dźwiękowe odstraszacze oraz ogrodzenia. Urządzenia soniczne zasilane są bateryjnie lub ogniwem słonecznym, emitują odstraszające dzwięki o określonej częstotliwości, słyszalne dla zwierząt, lecz nie przeszkadzające człowiekowi. Armatki hukowe będą już bardziej dosadnym sposobem, tym skuteczniejsze, że przypominają zwierzęciu odgłos strzału. Często jednak zwierzęta po czasie przyzwyczają się do takich gadżetów, nie reagując na nie.

Droższym, aczkolwiek opłacalnym w długotrwałej ochronie jest stosowanie rozmaitych płotów i grodzeń. Wiele kół łowieckich zdecydowało się rozwijać tą metodę, kiedy w wyniku zmasowanych szkód w uprawach kukurydzy i mnogością żądań odszkodowań, zawisła nad nimi groźba bankructwa. Szybko pojęto wniosek, że taniej wyjdzie ogrodzenie nawet wielohektarowej uprawy i znaczne zmniejszenie występowania szkód, niż ciągłe szacowania i kłótnie z rolnikami. Czasem potrafią pójść po rozum do głowy,ale tylko wtedy gdy poważnie zagrożone są ich interesy.  Na zdjęciach poniżej, myśliwi pracujący przy grodzeniu uprawy kukurydzy. (Koło łowieckie nie było w stanie sprostać i przeciwdziałać szkodom, metodami polowań).

grodzenie2

grodzenie
Myśliwi pracujący przy budowie ogrodzenia, obok uprawy kukurydzy. Kiedy liczba żądanych odszkodowań przekracza budżet koła i jawi się widmo bankructwa, wtedy potrafią się zmobilizować, a wyszydzane ogrodzenia ”cudownie” zyskują jakąś skuteczność. 

Ogrodzenie ogrodzeniu nierówne. Zwykłą siatkę drucianą, dzik potrafi sforsować przeciskając się pod spodem, jeśli ogrodzenie nie ma podmurówki z fundamentem. Zamiast tego można użyć cięższych polnych kamieni,zakopując je na głębokości pół metra, i  przygniatając siatkę, przysypując ziemią, na wierzch też znalezione kamienie.  Zwiększy to skuteczność ogrodzenia,wymaga jednak nakładu pracy.

Innym sposobem są elektryczne pastuchy, umieszczone na plastikowych palikach wbijanych w ziemię. Widoczne na zdjęciach.  Sprawdzają się przy jeleniach,sarnach jak i dzikach, gdyż zaprojektowane są do zatrzymania znacznie cięższego bydła rogatego i koni.  Budowa takich pastuchów jest różna, 1 palik posiada kilka uchwytów do przeciągnięcia drutu lub wstęgi. Należy dobrze to wykorzystać. Według mnie najlepiej sprawdzi się poprowadzenie widocznej taśmy lub fladr na najwyższym poziomie, na niższym pastuch, na reszcie zwykły drut. Nie widziałem nigdy, by na tak ogrodzonej uprawie buraków lub kukurydzy były jakiekolwiek ślady zwierząt. Najczęstszym jednak błędem popełnianym przez rolników jest poprowadzenie drutu z prądem na dolnym czy najniższym haku, takie ogrodzenie ma małą skuteczność. Zwierzyna przeskakuje przez nie dowolnie,co widziałem wielokrotnie.  W mojej okolicy ostatnio wysyp tego typu ogrodzeń, widać rolnicy wypinają się na ‘’pomoc’’  ‘’dobrodziejów’’ w kapeluszach.  Na mniejszych powierzchniach czy działkowych ogródkach stosujemy ogrodzenia zazwyczaj trwałe i stałe, nie do sforsowania dla zwierząt.

Płotek zapachowy z włosów ludzkich.

Najczulszym zmysłem u większości zwierząt „łownych” jest oczywiście węch. Ten jelenia i dzika, znacznie bardziej rozwinięty niż u najlepszego psa myśliwskiego. Warto więc uwzględnić to, przy planowaniu ochrony. Swego czasu myśliwi na stronie poradnika łowieckiego opisali metodę, którą chronią swoje poletka łowieckie i uprawy leśne.  Metodę można oczywiście przenieść na pola rolnicze, gdzie przy zachowaniu pewnych reguł także odniesie skuteczność. Zwierzęta są bardzo wyczulone na zapach odwiecznego wroga,jakim jest człowiek. A charakterystyczny ten zapach przenoszą nasze włosy. Na czym polega sposób? Nie trzeba nawet grodzić. Dogadujemy się z zakładem fryzjerskim na odbiór ściętych włosów. Tym lepsze, że traktowane zazwyczaj chemikaliami, lakierami, farbami, szamponami i odżywkami, znacznie dłużej zachowują odstraszające właściwości zapachowe. Włosy wkładamy do damskiej pończochy czy rajstopy, i przywiązujemy na palikach,które co kilkanaście metrów wbijamy w ziemię na terenie uprawy i na jej granicach. Można trochę włosów rozrzucić. Inni piszą o nasączaniu benzyną czy traktowaniu gotowych „paczek” z włosami perfumami, w celu zwiększenia skuteczności. Sposób bardziej przydatny na mniejszych poletkach. Wkłady z włosami trzeba co jakiś czas wymienić. Jest to metoda mechaniczno–chemiczno–biologiczna. (włosy)

Zdjęcie1899

Zdjęcie1896
Często przy temacie ogrodzeń poruszany jest temat kosztów. Ma to dotyczyć za równo rolników jak i myśliwych. Koszty mają być ogromne i nieopłacalne. Czy na pewno? Pomyślmy co bardziej się opłaca? Czy zainwestować raz a dobrze, i nie martwić użeraniem z kołem łowieckim o ewentualne odszkodowania? Czy prościej wołać pan da!. By zobrazować pewien absurd, użyjmy prostego porównania.  Rolnik produkujący żywność, prowadzi niejako działalność gospodarczą. W każdy biznes plan wliczamy możliwe zyski i straty, oraz sposoby przeciwdziałania nim. Reasumując jeśli ktoś mając uprawę kukurydzy pod lasem narzeka na plądrujące dziki, to tak jakby ktoś z państwa otworzył sklep, zostawiał na noc otwarty, bez alarmu i miał pretensje, że go złodzieje okradli. A okazja czyni… jak mówi przysłowie.  Co do myśliwych, których zajęciem i radością główną jest polowanie, a nie dobrostan zwierząt. Przykładowe koło łowieckie zrzesza, powiedzmy 60 osób. Każda z nich w swoje hobby inwestuje ogromne pieniądze, począwszy od samochodów terenowych, wydatki na dokarmianie i nęciska, broń, przyrządy optyczne i celownicze, lornetka, ubiór, akcesoria, budowa, ambon, paśników…. Wszystko to kosztuje, trudno nawet powiedzieć ile. Pomnóżmy te „drobne” wydatki razy przykładowe 60, i pamiętajmy, że nie są one jednorazowe. O broń trzeba dbać i konserwować, amunicja też kosztuje, paliwo oraz masa innych powtarzalnych ciągle wydatków. Wszystko dla jednego – polowania. A ileż prościej i lepiej, gdyby te środki przeznaczyć na rozwój metod zabezpieczania upraw. Ale nie o to chodzi przecież myśliwym. Wszak liczy się tylko „gospodarka łowiecka” i błędne koło…łowieckie.

Zdjęcie1892
Tak to niepozornie wygląda ów sławny płotek zapachowy. Wygląda niepozornie… ale jest niezwykle skuteczny. Na całym poletku buraków, po 2 miesiącach do tej pory nie napotkałem oznak wtargnięcia zwierzyny. W jednym przypadku zwierzę, sarna zapuściła się kilka kroków, po czym wycofała. Warunkiem powodzenia jest okresowa wymiana wkładów z włosów i odpowiednio bliskie rozmieszczenie palików. 

Działamy na węch.

Na portalu aukcyjnym allegro zakupić można sporo środków o długotrwałym działaniu odstraszającym. Niektóre po prostu chemicznie cuchną, inne są oparte na wykorzystaniu naturalnych składników działających strasząco na zwierzęta – na przykład zapach wilków, rysi czy niedźwiedzi. Inne zwierają skoncentrowany zapach ludzkiego potu,np. najbardziej znany Hukinol.  Inny,może mniej humanitarny,ale także skuteczny o nazwie „Stop Dzik” jak podaje producent:  Oryginalność działania tego preparatu polega na tym, że aby preparat zadziałał jako repelent, musi być najpierw zjedzony przez  dziki. Zjedzone przez dziki granulki powodują u nich podrażnienie śluzówki jamy  gębowej, przez co zachowują się one nie naturalnie. Następuje u dzików obfite  ślinienie się, czochrają rapciami gwizd i tabakierę, płaczą. Poprzez takie działanie dziki zapamiętują ten stan, a wrażliwość zapachowa odstrasza ich od miejsca  spożycia repelentu. Dziki zrażają się do miejsca w którym znajdował się  rozsypany repelent. Istnieją i inne mocniejsze środki,wywołujące u zwierząt dolegliwości gastryczne i biegunki.

Nocne spacery.

Jeśli ktoś zajmuje się typowo rolnictwem, można z sąsiadami czy rodziną ustalić dyżury, w okresie kiedy mogą pojawiać szkody i zwyczajnie przejść się po swoich włościach na spacer pod gwiazdami, z psem lub samemu. Starając się zachować jak najgłośniej, przez co rozumiemy zwyczajne szuranie czy nadeptywanie na gałęzie.  Zwierzęta są bardzo czujne, i na pewno oddalą się słysząc człowieka, regularnie płoszone będą szukać innego żerowiska.  Można i – przecież to nasze pole, jeśli jesteśmy właścicielami gruntu urządzić sobie ognisko. Dzikie zwierzęta boją się ognia jak… ognia.

Kukurydzę siej…

Inną metodą polecaną dla upraw znajdujących się przy lesie (opisaną przez myśliwych) jest rozrzucanie ruchem siewnym pojedynczych ziaren kukurydzy, w lesie na skraju, w miejscach gdzie dziki mają zwyczaj wychodzić na pola. Są one bardzo łase na kukurydzę,a wyszukiwanie pojedynczych rozrzuconych szeroko ziaren w leśnej ściółce zajmuje im sporo czasu, przez co mają go mniej na szukanie innego żeru na polach.

Jak widzimy więc dostępnych metod jest sporo, wymaga to tylko nakładu pracy i wiedzy. Koszt ogrodzenia w dłuższej perspektywie przyniesie większe korzyści niż polowania, choćby dlatego że dla koła łowieckiego wychodzi taniej.Tak samo jak użytkowanie chemicznych środków  Ale… jest mniej do polowania, a przecież o to głównie chodzi w zabawie w łowiectwo.

Efekt martwego łowiska.

Myśliwi uwielbiają negować wszelkie sposoby zabezpieczania upraw,nawet takie z których sami korzystają,jako „zupełnie nieskuteczne”. Zwłaszcza na forach publicznych.Traktowane nawet jako „bredzenia oszołomów z miasta”, bo przecież na wszystkie problemy najlepsza strzelba.  Skąd ten awers, wydawało by się irracjonalny i nieuzasadniony? Otóż umotywowany jest on dobrze,i najzupełniej zgodny z myśliwskim interesem. Ogrodzone czy traktowane mieszanymi chemicznymi metodami poletko bądź uprawa, odstraszają zwierzynę. Unika ona takich miejsc, choćby z uwagi na utrudnione poruszanie się.  „Łowisko” staje się  mniej zasobne i nie atrakcyjne, a to już bardzo sprzeczne z interesem myśliwego. Traci się w dodatku argument o „konieczności istnienia łowiectwa” dla ochrony rolnictwa. Trzeba więc wszędzie gdzie się da, metody wyszydzić, wyśmiać, a najlepiej zarzucić każdemu „brak pojęcia”.  Na terenach gdzie rolnicy racjonalnie dbają o swoje uprawy, nie można też swobodnie się przemieszczać,wjeżdżać terenówką, – ogrodzenia przeszkadzają. No i nie ma zwierzyny… Wiem! Trzeba przy najbliższej okazji wyśmiać ogrodzenia na stronach ekologów, bo tak nie może być, byśmy przez kaprys nawiedzonego rolnika nie mogli sprawować racjonalnej gospodarki łowieckiej,my wiemy co dla was lepsze! Ostatnim argumentem poruszanym przy tej okazji jest brak możliwości migracji zwierząt. Rzeczywiście, jest to utrudnione, aczkolwiek…kopytna zwierzyna łowna interesuje myśliwych tylko z wiadomych względów, natomiast drobnym zwierzętom, takim jak lisy, zające, króliki, kuny czy ptactwo żadne ogrodzenia w przemieszczaniu nie przeszkadzają.Zdjęcie1975
Kukurydza wzrosła, dojrzewa, i ma się dobrze. Raczej nie tęskni za myśliwymi. 

 Alternatywa dla sztucerów.

Istnieją już środki opracowane specjalnie dla określonych gatunków zwierząt, powodujące bezpłodność czy też ograniczenie płodności. Można wykładać je w pokarmach. Ostatnio na profilu Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot pani rzecznik PZŁ wyśmiewała się bardzo z takich metod, argumentując, że kto się tym zajmie, przecież nie aktywiści organizacji pro zwierzęcych, kto to przeprowadzi, koszta, mogą zjeść chronione gatunki itd. Zobaczcie jak przewrotna i zakłamana to argumentacja.I zapytajmy jakie są koszta polowania, broni i akcesoriów łowieckich? Lisom wykłada się szczepionki przeciw wściekliźnie – i tu nikogo nie obchodzi, że jakiś niepowołany gatunek to zje.  Przecież PZŁ ma pod kontrolą wszystkie paśniki, nęciska, poletka żerowe w tym kraju. Do paśników przychodzą sarny,jelenie, dziki i łosie. Czy może ryś albo wilk? Nie. Co stoi na przeszkodzie, żeby myśliwi zajęli się rozprowadzaniem owych środków przy paśnikach i nęciskach , gdzie wyrzucają najgorsze gnijące odpady? To też może zjeść jakiś chroniony gatunek… Co stoi na przeszkodzie, by się tym zająć i tym samym przeciwdziałać szkodom i stratom w rolnictwie, do jakich przyczynia się łowiectwo? Zupełnie nic, ale ani myśliwi, ani PZŁ nie są zupełnie zainteresowani zmniejszaniem liczebności zwierzyny, ani ograniczaniem jej populacji. Tym bardziej przeciwdziałaniu szkodom w rolnictwie, bo wtedy upada „najważniejszy” argument o pomocnym łowiectwie, jak i ograniczanie liczebności jeleni czy dzików to działanie wbrew interesom każdego myśliwego. Dlatego trzeba wejść na jakąś stronę dla ludzi świadomych ekologicznie, i zaczepnie się pośmiać, zanim ktoś zorientuje się w rzeczywistej motywacji środowiska łowieckiego.

Kto powinien płacić?

Ulubione zostawiłem na koniec. Często czytam takie zdanie: Zawiesić odstrzał na 2 lata, wtedy pseudekolodzy będą błagać na kolanach o odstrzał jak im dziki przyjdą po dom, albo niech płacą odszkodowania. Zawsze mam poniekąd z tym zdaniem problem, bo niby dlaczego ekolodzy mieli by płacić? Przecież nie są tymi, którzy ów problem generują i się do niego przyczyniają. Nie tworzą też prawa łowieckiego ani nie mają swoich reprezentacji na rozmaitych szczeblach władzy. Wskazują przyczyny problemu i podają sugerowane rozwiązanie, czy ktoś ze strony łowieckiej bierze to pod uwagę? Nie bo przecież liczy się polowanie, przygoda i pozyskanie dziczyzny. Dlatego to koła łowieckie powinny płacić i ponosić konsekwencje realizacji zachcianek swoich członków, aż do bankructwa. Temu kibicuję. Zawarte „zdanie” strony myśliwskiej po raz kolejny pokazuje przewrotną logikę, bo gdyby nagle zawiesić wszystkie odstrzały bez podjęcia innych kroków zaradczych mogło by rzeczywiście skończyć się problemami. Wtedy zrzucamy winę na „nawiedzonych zielonych” i wracamy do łowiectwa. Po pierwsze żadna,ze znanych mi organizacji czy , stron piszących „przeciw” łowiectwu nie domaga się jego likwidacji. Co najwyżej wytyka błędy, a dąży do ucywilizowania tego procederu i humanitarnego traktowania zwierząt, bądź wyłączenia z listy łownych gatunków, na które polować nie ma potrzeby. Po drugie, jeśli już o zawieszaniu odstrzałów mowa, jeśli jako ludzkość dojrzejemy do takiej decyzji, a jest ona nieunikniona, to nie na rok czy dwa, a na stałe z jednoczesnym wdrożeniem wszelkich innych dostępnych środków zaradczych. I z uzasadnieniem odstrzału w określonych skrajnych przypadkach, takich jak choroby, czy wypadki, przez powołane do tego służby.

Ponad miesiąc  temu posłowie ustalili ostateczny kształt zmian w Prawie łowieckim, dotyczących zasad odpowiedzialności za szkody łowieckie. Nowelizacja określa tryb dokonywania oględzin i szacowania szkód w uprawach i płodach rolnych oraz ustalania wysokości odszkodowań. Zgodnie z nowelizacją szkody wyrządzane w uprawach i płodach rolnych przez dziki, łosie, jelenie, daniele i sarny będą pokrywane przez… Skarb Państwa. Oznacza to, że wszyscy podatnicy zapłacą za myśliwskie uciechy, zaś oni sami, tracą swój ulubiony argument o tym „kto zapłaci za szkody rolnikom”. I niech to będzie puentą. Po nawet pobieżnym zapoznaniu się z celami myślistwa, z którego jednym i głównym ma być pomoc rolnictwu, jawi się pokrętny obraz kłamstw i manipulacji w pełnej krasie, gdzie głównym celem jest w istocie realizacja własnej przyjemności i dbanie o swój interes, bez liczenia się z potrzebami i zdaniem innych. Jaskrawo i dobitnie, tym bardziej, że potwierdzone literaturą łowiecką, jak i wypowiedziami samych myśliwych. Podsumujmy składowe : Dokarmianie i nęciska, dążenie do maksymalnych stanów ilościowych zwierzyny, poza naturalnymi możliwościami siedliska, rozjeżdżanie upraw i zasiewów, jak najbardziej wydajne ”zagospodarowanie obwodów łowieckich”, wreszcie płoszenie zwierząt podczas polowań zbiorowych, w wyniku których zwierzęta przenoszą się na tereny rolnicze i do oaz śródpolnych.

Jako uzupełnienie polecamy reportaż z cyklu ”Sprawa dla reportera” opisywany już u nas na stronie, gdzie rolnicy także wypowiedzieli się o kulisach pracy myśliwych. Padały stwierdzenia typu ”Naszą pracę niszczą myśliwi i ich system”, bynajmniej nie z ust ekologów, a zwyczajnych rolników. Do przeczytania tutaj : Sprawa dla reportera kontra myśliwi .

EDIT : Kilka dni po publikacji owego artykułu, ukazała się kolejna część Sprawy dla reportera, potwierdzająca słowami rolników zawarte w tekście tezy. Do obejrzenia i przeczytania tutaj: Naszą pracę niszczą myśliwi i ich system – Rolnicy o łowiectwie

Źródła:

Łowiectwo dla leśników i myśliwych, Tadeusz Pasławski

Gospodarstwo Łowieckie, T.Pasławski, A.Haber, S.Zaborowski

Wywiad ”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”, Magazyn WEGE, 13 lipiec.

Kilka zagadnień nowoczesnego łowiectwa, W. Szczerbiński.

Leśnictwo, zadrzewienia i łowiectwo w gospodarce rolnej, W. Budzyński, S. Konarski

Poletka łowieckie, A. Szaniawaski, T. Pasławski