Dlaczego wilk nie zagraża sarnom?

Kolejny reportaż cyklu „Myśliwi widzą źdźbło w oczach wilków mordujących zwierzynę, ale sami nie dostrzegają belki we własnym”. Tym razem na tapetę zostanie wzięty najliczniejszy ssak jeleniowaty w Europie – Sarna europejska vel Capreolus capreolus. O tym dlaczego teksty o dziesiątkowaniu saren zjadanych żywcem przez wilki i uciekających na pola rolników przed nimi można włożyć między bajki, oraz dlaczego sarny bardziej boją się myśliwych niż polujących na nie drapieżników ten artykuł wam wszystko opowie.

Nagonka na wilki trwa w najlepsze. Niedawno pojawił się news na portalu GWE 24.pl, gdzie w Wejherowie ranne sarny masowo uciekają do siedzib ludzkich przed okrutnymi wilkami, które goszczą w wejherowskich lasach. Oczywiście to nie byli hałaśliwi myśliwi podczas sezonu zbiorówkowego. Nie były to ich psy myśliwskie z zajadłością ścigające do wyczerpania. I nawet nie były te nieszczęsne psy puszczane luzem. To były na pewno wilki. Oczywiście.

pozyskana (2)mysliwyjesarna
Wilk skubnie sarnę – ŹLEEE. Myśliwy pozyskuje sarnę – mamy ratunek przed zwierzęcą apokalipsą.

Jak najprościej propaganda łowiecka jest w stanie zrobić z wilka (oraz każdego innego drapieżnika) gigantycznego szkodnika dla ekosystemu w oczach gawiedzi? Pokazać jak polują na swe ofiary. A sarenka jako chyba modelowe „cute animal” idealnie się nadaje do tej roli. Drobna, z sympatycznym spojrzeniem, o delikatnej prezencji. Kto się nie wzruszał w młodości na Bambim z wytwórni Walta Disneya i czy widok koźlaka nie przywodzi widok protagonisty? Wszak Bambi z książkowego oryginału Felixa Saltena był sarną. Każdy z sercem stanie po stronie po sarny, jeśli tej spotka krzywda 😛.

Myśliwy będzie mówił, żeby disneyować wizerunku wilka, by za chwilę zrobić z niego typowego jednowymiarowego disneyowskiego złoczyńcę, który szczerząc zajadle kły, ściga do wyczerpania tą wrażliwą sarenkę i odgryza jej pupę żywcem. Oczywiście dla zabawy. Ale ktoś mądrzejszy powie, że to myśliwy zabija dla zabawy. I zostanie zbluzgany, że jako osoba deklarująca się za empatyczną pozwala na regularację sarny przez wilki. Cyt. zastanów sie co jest bardziej przerażające i bolesne dla np. sarny: strzał w kark czy bycie jedzoną żywcem? (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=357569&t=352103)

wilksarna1

Co jest kolejnym dowodem, dlaczego myśliwi nie powinni się wypowiadać nt. drapieżników i decydować o ich liczebności. Otóż mniejsze ofiary wilka, w tym sarna, są zabijane ugryzieniem w kark, co przerywa im rdzeń kręgowy. Ofiary te są szybko zabijane z racji swych niewielkich rozmiarów.

Niech zgadnę. Nie powinniśmy czerpać informacji od ekologów, bo oni są stronniczy, manilupują danymi i robią z wilka świętą krowę? I lepiej posłuchać myśliwych jako praktyków? OK, zrobione. Zasięgnęliśmy książki Wilk autorstwa prof. Henryka Okarmy – wieloletniego myśliwego, który postuluje wpisanie wilka szarego na listę gatunków łownych (co prawda, z innych powodów niż większość braci łowieckiej, ale wciąż). Więc potwierdzi wersję myśliwych? A takiego wała!

Forma rzucenia się do ataku, którą wilki każdorazowo przyjmują zależy przede wszystkim od gatunku zdobyczy i indywidualnych okoliczności polowania. W przypadku pojedynczych niewielkich ofiar, jak mniejsze gatunki jeleni, cielęta karibu, sarny czy zające, które są łatwe do zabicia lub śmiertelnego zranienia kilkoma ugryzieniami; wilki starają się złapać je jak najszybciej (ryc. 78). Gwałtownie i energicznie atakują, a potrafią szybko osiągnąć prędkość 56-64 km/godz. i utrzymywać ją przez kilka minut (Mech 1970).

wilksarniakpiessarniakPostrzałek o rozległej ranie. Można wyobrazić w jakich agoniach musiał dogorywać mając na ogonie tropiące psy myśliwskie. Ale to wilk zadający szybką śmierć jest tym amoralnym.

Tyle w temacie zjadanych żywcem saren. 2-3 szybkie kłapnięcia mordą w kark i sarna jest w Krainie Wieczych Łowów. A nieudolny człowiek odda strzał nie tak i sarna przez nawet kilka godzin będzie zdychać w agonii mając w tyle nieustannie ujadające psy myśliwskie. Nie, wilki tak nie robią. Znowu prof. Okarma:

Należy od razu sprostować jeszcze dość powszechnie, niestety, powtarzaną opinię, że wilki gonią swoje ofiary aż do ich zupełnego wyczerpania. Generalnie dystans pościgu jest dość krótki (kilkaset metrów), a zwykle drapieżniki te rezygnują z dalszej pogoni po przebiegnięciu 1-2 km (Mech 1970).

Do obalenia został jeszcze jeden argument emocjonalny, ale to dopiero na końcu. Tym razem skupię na wielokrotnych myśliwskich tekstach, jak przeróżne drapieżniki, ZWŁASZCZA WILKI, dziesiątkują populację sarny i będzie grozić jej wyginięcie. Wiecie, te z 800 tys. saren w Polsce ma być bardziej zagrożone od pandy wielkiej, kagu, nocka łydkowłosego i norki europejskiej, ponieważ 1,5 tys. (stan dużo mniejszy niż np. w XVII w.) wilków chce posilić swym naturalnym pokarmem. Pomijam milczeniem, że można spokojnie mówić o nadpopulacji sarny, wobec czego mówi się o ogromnych szkodach w uprawach leśnych i rolnych. Zauważcie, że sarna bez towarzystwa drapieżników urasta do miana jakiegoś szkodnika, którego koniecznie trzeba regulować, a myśliwy musi godnie zastępować drapieżniki, a reszta siedzieć cicho! A ci aktywiści od blokowania polowań niech lepiej hejtują przy komputerach. W Internetach nie wystawiają mandatów 😜.

wilksarna2

W momencie, gdy jednak pojawia się wilk, ryś czy nawet lis to krzyczy się, że drapieżniki dziesiątkują sarny i olaboga spotka niebawem ją los kuropatw i zajęcy. Ciśnie się pytanie: Jak?, skoro te drapieżniki te polowały od wieków na sarny i do tej pory jej wytępiły i wbrew pozorom wciąż jest jej więcej. Często to sarny mają być pierwszymi ofiarami „nadmiernego” rozrostu watah. Wydaje się to logiczne, bo z całej trójki (jeleń, dzik, sarna) ma najmniejsze szanse na wygraną z wilkiem. Właśnie, wydaje się.

wilksarna4wilksarna4.png

Ponieważ rzeczywistośc jest zgoła inna. Otóż, sarna nie jest priorytetowym pokarmem wilka; mimo, że należy do głównego menu, a do tego to najliczniejszy i najłatwiejszy do upolowania jeleniowaty. Zgadnijcie, skąd pochodzi pochodzi poniższy cytat?

Wilk bezsprzecznie polują na sarny. Jeżeli natomiast na tej samej przestrzeni występuje jeleń, łoś lub dzik, sarna przestaje być głównym źródłem pożywienia wilka [OKARMA, 2015 r.]. Wilk jednak zapobiega rozsprzestrzenianiu się sarny lub rozbudowaniu wysokiego pogłowia. Z rosnącym zagęszczeniem prawdopodobieństwo padnięcia ofiarą wilka jest większe.

Cytat pochodzi z Sarny w Europie. Książkę serdecznie polecam nie tylko dlatego, że jest świetne napisana i przyjemnie się czyta. Przede wszystkim przedstawiono wiele informacji, które są doskonałym orężem w walce z myśliwskimi argumentami. Zwłaszcza, że jej autorem jest Bruno Hespeler, austriacki leśnik i myśliwy. Jest czynnym łowcą organizującym polowania, udzielił m.in. wywiadu w Braci Łowieckiej 9/2015, a informacje o sarnie czerpał często z własnego doświadczenia.

Książka ma wiele cennych cytatów, których część zostawimy na inne artykuły, a tym razem skupimy się na relacjach sarny z drapieżnikami. Bruno Hespeler stoi w opozycji do zawsze pojawiającego się głosu kolegów po lufie o tym, że odkąd pojawiły się wilki, znika sarna/jeleń/dzik/zając. I przez to nie zostaje zrealizowany plan łowiecki, jest szkoda dla ekosystemu i gospodarki. Głos ten brzmi bardzo sprzecznie, kiedy spojrzy się na oficjalne statystyki łowieckie i inwentaryzacje, które mówią co innego – mimo rekolonizacji wilków ma się do czynienia z tendencją wzrostową zwierzyny grubej w Polsce. I nie tylko u nas, znów cytując Hespelera:

Wilk powraca do Europy Środkowej i budzi u myśliwych lęk o sarnę. Jedna trzecia powierzchni jest już przez niego zasiedlona [OKARMA, 2015 r.]. Do Łużycy wilki przybyły z Polski jako pierwsze, bardzo szybko słychać było, iż sarna została praktycznie wytępiona. Od pierwszego ich pojawienia pojawienia minęło 15 lat. Ani pogłowie sarny, ani jelenia lub dzika się nie załamało. Na stronie internetowej urzędu powiatowego można znaleźć statystyki łowieckie.

Z kolei o wpływie rysia pisze: W Szwajcarii, gdzie w latach 70. przeprowadzono introdukcję rysia, pogłowie sarny nie załamało się, choć część myśliwych do dziś przekonuje, że było inaczej.

Pewnie kojarzycie te śmieszkowanie myśliwych pytających ekologów oskarżających ich o niszczenie przyrody: Skoro tak wszystko wybijamy, to czemu dzików jest więcej? Statystyki nie kłamią. Więc warto odbić piłeczkę i śmieszkować do myśliwych oskarżających drapieżniki o niszczenie przyrody: Skoro te wilki tak wszystko wybijają, to czemu saren jest więcej? Statystyki nie kłamią  😉. 

wilksarna3wilksarna3

Więc o co kaman z tymi zdziesiątkowanymi sarnami, skoro te nic nie robią z obecności drapieżników? O to, czym naprawdę są „zdziesiątkowane sarny”. Kolejny cytat od Hespelera:

Przyroda stworzyła dla każdej sytuacji systemy regulujące. Sarna również posiada wielu wrogów25, którzy zapobiegają nieograniczonemu rozprzestrzenieniu. Im większy jest ten regulator, tym mniej groźny. Wilk jest wprawdzie w stanie zredukować lokalną nadwyżkę populacji sarny, lecz szybko osiąga stopień, w którym polowanie na sarny staje się nieefektywne. Jeżeli nie jest w stanie przerzucić się na inne zdobycze, to rzadko występująca sarna ograniczy populację wilka. Przerzedzona populacja saren nie zaspokoja w wystarczającym stopniu potrzeb wilka, więc jego śmiertelność wzrasta, a reprodukcja się obniża.

Więc jeśli można mówić o jakimś trzebieniu pogłowia, to tylko w przypadku nadmiaru populacji, co wychodzi wszystkim na dobre (no, może nie myśliwskiemu ego). Więc jeśli jakiś myśliwy powie, że nie ma już saren przez wilki, to mamy do czynienia z normalnym czynnikiem regulacyjnym, który uderza jedynie w jego interes. Nie ma wyhodowanej nadwyżki, a co za tym idzie jest mniej do upolowania, mniej kasy z dewizy, mniej trofeów, utrata argumentów w postaci chronienia przed wielką inwazją krwiożerczych saren. O to chodzi, a nie jakieś ratowanie zachwianej równowagi ekologicznej.

wilkzbiorowka (1)czlowiekzbiorowka (1).jpg

Plus jest kolejny powód dlaczego wilk/ryś/jakikolwiek drapieżnik nie wybije sarny. Ponieważ mimo rozwoju populacji drapieżników, nie ma wpływu na sarny. Jak pisze Bruno Hespeler, „w Niemczech niektórzy leśnicy żądają powrotu rysia. Mają nadzieję, że rozwiąże on problem zawyżonej populacji zwierzyny płowej. Ich nadzieja polega na tym samym błędnym mniemaniu, iż ryś jest w stanie wytępić sarnę lub co najmniej ją zdziesiątkować. Kto jednak zda sobie sprawę z tego, że ryś i sarna już od milionów lat zamieszkują tę samą przestrzeń życiową, nie powinien mieć w tym punkcie ani obaw, ani nadziei.”

I tym samym obalono argument masowych pogromów zwierzyny przez krwiożercze drapieżniki. I co najważniejsze zarówno wilk i ryś polują na najsłabsze sztuki, więc populacje ich ofiar nie tylko nie maleją, ale i są w lepszej kondycji. A myśliwi robią na odwrót – nie muszę mówić o rogaczach, zasłaniając się jakąś mityczną selekcją, o czym pisaliśmy w artykule „Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.” Niektórzy jęczą, że – UWAGA! – „Nie dochowamy się ani kapitalnych łownych rogaczy, ani oryginalnych myłkusów, jeżeli nie będziemy konsekwentnie zmniejszać populacji drapieżników. Przekonuje o tym przykład KŁ nr 7 »Knieja« z Lublina, którego członkiem jest Andrzej Skrzypiec. (http://lowiecpolski.info/lisy-dziesiatkuja-sarny/)”. Rozumiałbym, gdyby mówili, że nie dochowają się stabilnych stanów zwierzyny, ale że niszczą trofealne kozły?! I jeszcze narzekają, że drapieżniki zabijają myłkusy, które wg myśliwych ewidentnie kwalifikują się na usunięcie z łowisku jako materiał niepożądany? Czyli po prostu chodzi o to, żeby mieć fajnie wyglądającą kość na chacie. O takich Bruno Hespeler mówi pejoratywnie „kolekcjoner kości” i jest zdania, że gdyby dawni myśliwi byliby takimi „kolekcjonerami kości”, to nasz gatunek daleko nie zaszedłby. W podrozdziale Wystawa i wycena trofeów rozdziału VIII Sarny w Europie. pisze, że na wystawę można zafałszować trofeum. Np. pasującą żuchwę można załatwić, zaś oryginał da się przez technika dentystycznego odpowiednio doszlifować. Niepasujące kozły można zarejestrować jako kozy. Ciekawe, ile naszych łowczych tak czyni?

wilksarna5.png

Subadult wolfs eating from roe deerkozly do oceny

Do kolejnej szkodliwości myśliwskiej selekcji dochodzi zbędne dokarmianie i wystawianie soli, które nie tylko przeczą selekcji naturalnej, ale szkodzą zdrowiu saren i powodują większe szkody w odnowieniach lasu. Jak czytamy na s. 101 i 48. Sarny w Europie:

Przez tysiące lat sarny przystosowały się do warunków życiowych panujących w zamieszkiwanej przez nie przestrzeni życiowej – dotyczy to również pory zimowej. Nauczyły się, jak przetrwać nawet w okresach dłuższego niedoboru pożywienia, bo dopasowały do takich warunków swój organizm. Główną cechą tego dopasowania jest redukcja błony śluzowej żołądka. (…) Na skutek sztucznego dokarmiania nie tylko zostaje ów plan „wyłączony”, ale też organizm organizm zwierzęcia doznaje uszkodzeń.
Wysokoenergetyczna pasza prowadzi do poważnej zmiany poziomu kwasu w żwaczu, następstwem czego jest silna kwasica. Nadmiar kwasu zwierzyna próbuje – jeżeli jest to tylko możliwe – neutralizować poprzez przyjmowanie wody. Woda ta w dużej części pochodzi z pączków i pędów. Dokarmianie nie zmniejsza więc szkód powodowanych przez zgryzanie, a raczej prowadzi do ich zwiększenia!
(s. 101)

Bezpośrednie przyjmowanie soli z lizawek prowadzi do wzrostu pragnienia, a to w znaczący sposób zwiększa szkody przez zgryzanie, gdyż przeważającą część wody sarny pobierają przez roślinny żer. (s. 48)

slabasztukamocnasztuka

I najważniejszy argument, dlaczego nigdy człowiek nie zastąpi drapieżnika – sarny bardziej boją myśliwych niż wilków i rysiów, a także nie-myśliwych. Ostatnie badania naukowców z PAN wykazały, że zwierzęta kopytne miała większy stres w przypadku myśliwego aniżeli drapieżników. Na pewno nierzetelne, bo ci ekoterroryści guzik wiedza i bronią taką Puszczę Białowieską przed chciwymi łapskami LP i przerobieniem na deski jej należytą ochroną czynną. Sęk w tym, że zdanie owych ekoterrystów podziela Bruno Hespeler. Wspominałem już, że jest myśliwym i leśnikiem?

Z naszego punktu widzenia ryś wprowadza wiele niepokoju w pogłowiu saren. Rzeczywiście dzieje się tak w miejscach, gdzie ryś dopiero się pojawił. Sarny jednak szybko się uczą i są w stanie obchodzić się zarówno z wilkiem, jak i rysiem. W Austrii każdy statystyczny myśliwy opolowuje zaledwie 50 ha powierzchni. (…) W przeciwieństwie do myśliwego ryś opolowuje 100 razy większą powierzchnię, pojawia się więc rzadziej. Jeżeli koncentrowałby się na małej powierzchni, jego szanse pozyskania pokarmu znacznie by zmalały. 

Bruno Hespeler jest zdania, że sarna nie tylko nie boi się specjalnie drapieżników, ale także osób niepolujących:

Wszędzie myśliwi lamentują nad ludźmi spędzającymi wolny czas na łonie przyrody. Przypisuje się im powodowanie szkód w lasach i na polach. W to, żemy, myśliwi – tam, gdzie jest nas dużo – sami niepokoimy zwierzynę, wielu nie chce wierzyć. Nieskrępowane, głośne i przyciągające uwagę zachowanie osób niepolujący przeszkadza nam i sądzimy, że dzika zwierzyna odbiera je tak samo. My, myśliwi robimy wszystko, aby nie rzucać się w oczy: milczymy zamiast gadać, nie chodzimy normalnie, tylko się skradamy. Wszystko po to, by pozostać niezauważonymi. W rzeczywistości przez naszą ostrożność szczególnie rzucamy się w oczy zwierzynie!
(…)
Obstawiamy, że sarny nas nie zobaczą. Przed wyjściem w łowisko sprawdzamy wiatr. Zapominamy przy tym o dwóch sprawach: jeżeli mamy dobry wiatr, równocześnie mamy też i zły. Podczas naszego pobytu wiatr może zmienić kierunek nawet kilka razy Sarny komunikują się ze sobą. Te, które wraz ze „złym” wiatrem dostały informację i naszej obecności, przekazują ją innym. Komunikacja nie odbywa sie po polsku, niemiecku czy włosku, lecz poprzez ich zachowanie. (…)
Polowanie z ambony prowadzi do stałych zwyczajów. Większość myśliwych ustawia ambony wzdłuż struktur pionowych, a więc wzdłuż wewnętrznego lub zewnętrznego brzegu lasu. Ta granica, gdzie cień i światło się stykają, jest dla zwierzyny obszarem zwiększonego zagrożenia, dlatego zachowuje się tam nad wyraz ostrożnie.
(…)
Poruszamy się jak wrogowie, zwłaszcza ryś, więc sarny się nas boją. Problem tkwi w tym, że jesteśmy rozpoznawalni nie tylko po ruchach. Oprócz naszych typowo łowieckich zachowań, indywidualnego zapachu, zdradzja nas także: samochód, miejsca i pory dnia, w których się pojawiamy. Sarny odbierają nasz samochód zupełnie inaczej niż auto osoby niepolującej. W bagażniku mamy wanienkę, na tylnym siedzeniu płaszcz lodenowy, który pachnie nie tylko nami, ale także psem, farbą i sarną. Kto uważa, że sarny tego nie rejestrują, ten się myli. W momencie gdy wsiadam do samochodu leśnika lub myśliwego, od razu wiem, czy posiada psa. Sam pies także jest przez sarny kojarzony z myśliwymi.
W łowisku omijamy drogi leśne i poruszamy się tam, gdzie niepolujący raczej nie przebywają. (…) Polujemy w miejscach, które się sprawdziły – gdzie upolowaliśmy już niejedną sztukę! Sarny w tym czasie również zrozumiały, że to miejsce jest dla nich niebezpieczne.

wilkgryziemysliwyzabija

A teraz moja ulubiona część wyjaśniająca skąd pojawiaja mityczny brak zwierzyny w łowiskach. Bo myśliwi sami do tego doprowadzili:

Będąc w  łowisku, myśliwy dużo widzi i dużo przeżywa. Jednak wnioski, jakie wyciąga z tego, co zobaczył, nie zawsze są prawidłowe. Myśliwy patrzy bowiem z perspektywy człowieka, a nie zwierzęcia, i przez to jego interpretacje mogą być błędne. Przykład: na łące stoją trzy sarny. Do jednej zostaje oddany strzał i sztuka pada w ogniu. Dwie inne na krótko podnoszą łby, uspokoją się i żerują dalej. Nasz przedwczesny wniosek: „Dobry strzał wcale nie przeszkada!”. Tym, o czym w tym momencie zapominamy, jest fakt, że prędzej czy później będziemy musieli opuścić ambonę i pójść do strzelonej sztuki. Pozostałe dwie sztuki mogą zacząć nas obserwować już podczas schodzenia z drabiny. Martwą sztukę musimy wypatroszyć albo przynajmniej przenieść do samochodu lub podjechać po nią autem. Poznają nas optycznie, zapachowo i akustycznie.

Pozostałe dwie sarny juz zrozumiały, iż jednej z ich grona brakuje. (…) Do ich chronicznej niezbędnej do przeżycia nieufności dodadzą ostatnie wrażenia: nasze pojawienie, nasz zapach, zapach ubitej sztuki, zapach naszego psa, nasz samochód i wszystkie te rzeczy połączą między sobą. To miejsce będą przynajmniej za dnia omijać. Inne sarny zauważą ich powściągliwe zachowanie i zaczną je naśladować, zwłaszcza jeśli one również doświadczyły podobnych przeżyć. Nowe generacje saren przejmą to zachowanie i rozbudują je. Na przestrzeni kilku generacji powstaną nowe wzory postępowania. Myśliwy zaś widzi coraz mniej saren i lamentuje nad tymi wieloma „sportowcami rekreacyjnymi” i przeklina leśniczego, żądającego coraz to wyższego planu łowieckiego. Dla myśliwego sprawa jest jasna, nie ma już saren – przez jednych zostały przepędzone, zaś przez drugich wystrzelane!

Podsumując wilki nie powodują szkód w populacji sarny, mając na nią niewielki wpływ, i tracą zainteresowanie nią w przypadkiem większej ofiary. Sarna ze strony wilka ginie relatywnie szybko, a także niespecjalnie się boi jego i innych drapieżników. Za to sarna znacznie bardziej się boi myśliwych, za wszelką cenę stara się ich unikać, a psy kojarzone są właśnie z nimi. A jakakolwiek „troska” ze strony myśliwskiej przynosi skutek odwrotny. I w tym wszystkim chodzi – o chęć radochy z hobbystycznej rozrywki niż prawdziwej troski o ekosystem oraz dokopanie konkurentowi. A wszystkie te informacje czerpaliśmy z tekstów opisanych przez myśliwych. I także szeregowi łowcy potwierdzają nasze zdanie, jak ten  z poniższego zrzutu. I chyba nim najlepiej zakończyć nasz wywód.

wilksarna6.png

Źródła:

Sarna w Europie, Bruno Hespeler, tłum. Hubert Krych, Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa, Gdańsk 2016

Wilk, Henryk Okarma, Wydawnictow H2O, Kraków 2015

 

Zobacz także:

„Nie dla wilka kiełbasa!” – myśliwi oburzają, że wilki zjadają „ich” dziki.

Złe drapieżniki zjadają daniele! Czy może to wina myśliwych?

Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.

Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

Reklamy

Kompromitacja i nieuctwo rzecznik PZŁ. Uważa, że lisy i kuny nie mają wrogów naturalnych!

Rzecznik PZŁ błyszczała popisami w mediach społecznościowych już nie raz. A to, że człowiek to ssak, lecz nie zwierzę, lamenty, że czasami nie ma siły już „odkręcać głupoty swoich członków” (a swojej 🙂?) lub aby kompromitujące materiały usunąć, bo „słusznie zrobią z nas psychopatów”. Było tego więcej. Ale dzisiaj nie o tym.

Dopiero co w styczniowym Łowcu Polskim pojawił się paszkwil dot. wilka, a myśliwi znowu robią z siebie nieuków, jeśli chodzi o drapieżniki. Dokładnie (niedo)rzecznik PZŁ – Diana Piotrowska.

Na Twitterze pani rzecznik Piotrowska stwierdziła, że jedynie polowania człowieka pozwoli na redukcję lisa i kuny, ponieważ te nie mają wrogów naturalnych. I jeden z przyrodników odpowiedział, że „hola, są jeszcze drapieżniki typu wilk, ryś czy żbik”. A Diana z myśliwską butą i arogancją wyśmiała go, że żaden z tych gatunków nie poluje na lisa bądź kunę.

26815310_1756538891043365_2547802595296488585_n

W tym momencie powinien zjawić się jakiś mem z facepalmem, bo to najlepiej oddaje reakcję na te słowa.

Pół biedy, gdyby napisał to jakiś randomowy myśliwy, bo zwykle to oni myślą, że drapieżniki zabijają tylko roślinożerców (najlepiej o ładnych pyszczkach), a jeśli inne drapieżniki, to albo „jednostkowe przypadki” albo po wyrżnięciu roślinożerców jako niby akt desperacji.

Ale to napisała oficjalna rzecznik PZŁ – osoba z „góry”. A „góra” zwykle ma wiedzę, tylko jej nie ujawnia i w jej miejsce puszcza propagandę dla gawiedzi i toczy bekę z naiwniaków. I pani rzecznik napisała to nie na jakiejś zamkniętej grupie, tylko publicznie na Twitterze.

Nie muszę mówić, że w przyrodzie znajdzie się wiele przykładów na większych mięsożerców zjadających te mniejsze i to nie są jakieś jednostkowe przypadki. Dobrym przykładem jest częste drapieżnictwo jastrzębia gołębiarza na ptakach krukowatych i mniejszych ptakach szponiastych, lwy zabijające hieny czy wilki wywierające presję na kojotach.

Wśród mięsożerców jest powszeche zjawisko tzw. IGP lub intraguild predation, czyli zabijanie/zjadanie konkurentów pokarmowych. Z tego powodu kuna leśna może zostać zdziesiątkowana przez lisa rudego (!) czy żbika (Storch et al. 1990). Zresztą w Ameryce Pn. badania wykazały drapieżnictwo rysia rudego, rysia kanadyjskiego, pumy, kojota i rosomaka na kunie rybożernej (Truex et al. 1998, Weir & Courbold 2008, Highley & Matthews 2009). I jest prawdopodobnym, że podobnie jest z europejskimi gatunkami kun. Ogólnie każdy drapieżnik większy od kuny domowej/leśnej jest w stanie jej zagrozić, jak nie dorosłemu osobnikowi, to młodym. Jak nie ptaki drapieżne (jastrząb gołębiarz, bielik, puchacz), to ssaki drapieżne. No właśnie…

puchaczkontrakunaPuchacz chwalący się zabitą kuną leśną. Fot. Martin Mecnarowski

przedniakkontrakunaOrzeł przedni z upolowaną kuną leśną. Fot. Neil Burton

jastrząbkontrakunaSamica jastrzęba (w Polsce znacznie liczniejszego od w/w ptaków) pozyskująca kunę leśną. Fot. Neil Burton

Kuna domowa żyje 8- 10 lat, jej naturalnym wrogiem są lisy, psy, wilki oraz borsuki. Cytat pochodzi ze strony o znamiennym tytule „Zwierzęta łowne występujące w Polsce”, więc jakaś ekooszołomska nie wydaje się. Chyba, że założyli ją ekolodzy, żeby złośliwie obalać mity myśliwskie i szkalować łowiectwo 🙂 (http://zwierzetalowne.pl/zwierzeta-lowne/kuna-domowa/).

Kolejny cytat z strony KŁ nr 11 „Hubertus” w Lublinie: Wrogami naturalnymi kuny leśnej są większe od niej drapieżniki włóczące się psy, bielik, puchacz, jastrząb gołębiarz. Tyle w temacie z kun nie mających wrogów naturalnych (http://www.hubertus11.pl/kuna.html).

Dalej – wilk szary jak najbardziej poluje na inne psowate i drapieżniki naziemne. W monografii Wilk Henryka Okarmy (myśliwego!) przeczytać można, że „w diecie wilków stwierdzano także lisy Vulpes vulpes (Brtek i Voskar 1987), jenoty Nyctereutes procyonoides (Špinkytė-Bačkaitienė i Pėtelis 2012), borsuki Meles meles (Barja 2009), drobne ptaki, ryby.”

wilkkontralisWilk zabijający lisa. Fot. Laurent Geslin

Kojoty Canis latrans dość często padają ofiarami wilków, szczególnie gdy zostały zaskoczone podczas żerowania na resztkach ofiar wilków (Switalski 2003). Lisy również bywają w takich okolicznościach zabijane przez wilki (ale z reguły nie są zjadane) (…) Stwierdzono również szczątki jenotów w odchodach wilków w zimie (Jędrzejewski i in. 1992).

Można powiedzieć, że wilk gorzej traktuje lisa od jeleniowatych i dzika, ponieważ polowanie ogranicza często jedynie do zabicia i zostawienia ścierwa dla innych.

Podobnie jest z gatunkami z rodzaju Ryś. Podczas reintrodukcji rysia euroazjatyckiego do Puszczy Piskiej młode rysie wykazywały wrogość wobec napotkanych lisów i jenotów. Zaś w miejscach, gdzie wykładano tusze saren i jeleni dla młodych rysi nie stwierdzono korzystania z tej karmy przez lisy, jenoty i kuny.

ryc59bkontralis-2Ryś ścigający lisa. Gdzieś w Kanadzie. Fot. Chris Baril

Na rzecznik Piotrowskiej nie zrobiło to wrażenia i dalej niewzruszona odpowiedziała, tym razem na Facebooku (dokładnie na profilu Nasze Lasy):

Ojoj widzę sami specjaliści nauk o zwierzętach. To że zdarza się że jeden gatunek zabija drugi nie oznacza że jest jego naturalnym wrogiem 😂😂 i może jeszcze ktoś dopisze, ze rys czy wilk ma wpływ na populacje lisa.

27335859_1757792880917966_2089666951_o

Pani Diano, Mark Twain kiedyś powiedział: Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Specjalnie dla pani – wilk szary i ryś euroazjatycki (zwłaszcza ten drugi) mają wpływ na populację i aktywność lisa rudego. I potwierdziły to badania naukowe. Które to jak wiemy nie interesują myśliwych, jeśli tylko godzą w łowieckie mity. Sęk w tym, że w tym przypadku rozpisują się o nich m.in…. prasa łowiecka i naukowcy będący myśliwymi.

Z polskiego podwórka w 2015 roku fotopułapka na terenie Wigierskiego Parku Narodowego zarejestrowała moment, gdy jeden z młodych wilków nosi w mordzie odgryzioną głowę lisa.

Sytuację z fotopułapki szerzej opisał Wojciech Misiukiewicz w w artykule „Wilki w Wigierskim Parku Narodowym” (Brać Łowiecka 3/2015). Napisano tam, że tamtejsze wilki zmniejszyły populację lisa, a jego niszę zapełnił borsuk. Brać Łowiecka to druga znacząca polska gazeta o tematyce myśliwskiej, a skoro myśliwska gazeta potwierdza „rewelacje ekologów”, to coś jest na rzeczy…

Z kolei istotne drapieżnictwo rysia euroazjatyckiego na lisie potwierdza dr Andrzej Krzywiński. On również jest myśliwym:
Oprócz wspomnianych wyników badań G. Ludwiga, w literaturze głównie skandynawskiej można znaleźć jeszcze inne informacje na temat drapieżnictwa rysia na lisa. Helldin i wsp. (Helldin et al. 2006) uważają, że populacje lisa mogą być znacząco ograniczone poprzez dopuszczenie aby populacja rysia się odnowiła. O drapieżnictwie rysia na lisach wspomina także dr Cervený (Cervený 2007), który badając dietę rysia w Czechach stwierdził, że lis stanowi 6,76% diety rysia i oprócz domowego kota (2,21%) jest bardzo ważną częścią jego diety. Dane potwierdzające drapieżnictwo rysia w stosunku do lisa, którego ryś traktuje »kulinarnie« można też znaleźć w zestawieniu Linnella i wsp. (Linnell et al. 1998).

Do podobnych spostrzeżeń doszli wspomniani szwedzcy naukowcy badający lisy z obrożami telemetrycznymi w strefie wolnej od polowań i traperstwa. 50% martwych lisów to było za sprawą rysia, a w latach 90. w okolicach Grimsö i Örebro nastąpił spadek lisów przy wzroście ilości rysiów (Helldin et al. 2006). Jeden z naukowców – Gunnar Glöersen jest myśliwym, a jednym z fundatorów badań była największa szwedzka organizacja łowiecka – Svenska Jägareförbundet.

lisszwecjaŹródło: http://www.velkeselmy.cz/knihovna/b/rok2006/Helldin_et_al_2006_Lynx_(Lynx_lynx)_killing_red_foxes_(Vulpes_vulpes)_in_boreal_Sweden___frequency_and_population_effects.pdf

Ktoś krzyknie, że obecnie populacje rysia i wilka w Polsce są za małe, by skutecznie zredukować znacznie większą populację lisa. Fakt. Jednak mówienie, że te gatunki w ogóle nie polują na lisy i kuny, zakrawa na idiotyzm połączony z ignorancją. Szczególnie jak się lansuje na mądrzejszego od tych wszelkich „ekooszołomów piszących znad kompa”.

Zresztą liczebność lisa niekoniecznie musi być wyznacznikiem skuteczności dużych drapieżników. Wystarczy, że obecność dużych drapieżników zmieni sposób, w jaki lisy czy kuny użytkują przestrzeń i to już może dać efekt np. w ochronie rzadszych gatunków. Przecież wilk nie dokonuje jakichś ogromnych masakr w pogłowiu jeleniowatych, ale już rośliny są mniej zgryzane i drzewa są lepiej chronione. Coś w stylu skutecznego dzielnicowego, który ma oko na bandę lokalnych łobuzów.

Doktorant na University of New England w Australii, Michał Śmielak prowadzi w Australii badania nad interakcjami dingo-lis-kot-ofiary. Otóż lisy i koty unikają psów dingo czasowo i przestrzennie. Do podobnych wniosków doszedł dr Thomas Newsome Deakin University i University of Sydney i postuluje, by dingo był sprzymierzeńcem walce z plagą lisów (który w Australii jest gatunkiem inwazyjnym). A jako, że dingo to australijski odpowiednik wilka i można rzec, że podobnie dzieje się w Europie i Ameryce Pn (AKTUALIZACJA 31.01.2018: Michał Śmielak na naszym profilu uświadomił nas, że cyt. „dingo nie jest odpowiednikem (ekologicznym) wilka, choć de facto jest to ten sam gatunek. Dingo są w rzeczywistości mniejsze niż się powszechnie wydaje, zazwyczaj nie przekraczają 15 kg, a ich ekologicznym odpowiednikiem są raczej szakale albo kojoty.”).

Zresztą tu i ówdzie podnoszone wrzaski, że lisy masowo dziesiątkują sarny zostają obalone, ponieważ okazuje się, że lis decyduje się na zjadanie koźlaków w momencie, gdy brakuje w okolicy większych psowatych (Osborn & McConnell 2016).

Z kolei rysie zmniejszają presję lisa na wielkich kurakach w ramach intraguild predation (Ludwig et al. 2008). Zresztą rysie są znane z dużej niechęci do dzielenia się zdobyczą z innymi mięsożercami i z tego powodu misternie ukrywają swe jedzenie. Kolejny cytat z kolejnej monografii autorstwa H. Okarmy – Ryś (euroazjatycki):

Zachowania takie mają bez wątpienia jeden cel: zabezpieczenie zdobyczy (…) przed innymi drapieżnikami lub padlinożercami. Wydaje się również, że częste znakowanie zapachowe i je pobliża przez rysie może być czynnikiem odstraszającym padlinożerców (Hell 1973).

Tezę o odstraszającym zapachu potwierdza znowu przywołany dr Andrzej Krzywiński. Dr Krzywiński jest znany głównie z prac nad reintrodukcją wielkich kuraków. Co ciekawe – w przeciwieństwie do większości myśliwych chroniących wielkie kuraki, postuluje, by przy restytucji wielkich kuraków, zamiast odstrzałów polujących na nie drapieżników stosować inne metody. A jedna z nich to adaptacja przysłowia „Tam gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”:

Oprócz tego środki zapachowe od rysi od dwóch lat stosuje się skutecznie do zabezpieczania przed zaatakowaniem przez drapieżniki naziemne żywych samców cietrzewia pozostawianych na tokowisku do monitorowania cietrzewi w czasie toków (Krzywiński et al. 2009e). (…) Doświadczenie to przeprowadzono również w 2011 roku zabezpieczając przez parę dni tokującego koguta wabika na tokowisku na skraju Puszczy Augustowskiej (…) oraz jak w poprzednim roku w leśnictwie Szast. Na tokowisku w Puszczy Augustowskiej podczas obserwacji wczesnym rankiem tokującego koguta wabika widziano kilkaset metrów dalej penetrującego teren lisa, który nie tylko słyszał ale i dokładnie widział tokującego cietrzewia a mimo to nie poczynił prób jego zaatakowania.

Końcowy wniosek, który sprawia, że dr Krzywiński ląduje do naszego panteonu „wporzo myśliwych, którym można podać rękę”:

Spostrzeżenia fińskie oraz nasze wstępne obserwacje wskazują, że ryś może poprzez ograniczanie aktywności średnich drapieżników przyczyniać się do stwarzania warunków sprzyjających bytowaniu kuraków leśnych również na terenach polskich, gdzie prowadzone są prace związane z ich ochroną czy reintrodukcją kuraków leśnych. Wydaje się, że celowe byłoby zastanowienie się nad możliwością równoczesnego wprowadzenia obu tych gatunków np. w Borach Dolnośląskich przy reintrodukcji głuszca.

Metoda ta działała na inne drapieżniki. W latach 2009-2011 roku podczas obozów naukowych związanych z wsiedlaniem leśnych kuraków zdecydowano na użycie wilków i rysi oraz ich feromonów. Przez pierwszy miesiąc obozu z 2009 r. były sporadycznie próby wejścia lisów, kun, borsuków i jenotów. A w obozie z 2011 r. przez cały okres cyt. dr Krzywińskiego „nie pojawił się ani razu żaden z w/w drapieżników  mimo, że 200-400 metrów od obozu wielokrotnie widziano penetrujące teren lisy nawet w środku dnia”. I co lepsze, owe wilki i rysie były dość młode, właściwe to były szczęnięta i kocięta. I takie maluchy działały odstraszająco na mniejsze drapieżniki. Teraz wyobrazić sobie, gdyby wykorzystano dorosłe osobniki…

ryśkontralis.pngMłody ryś osaczający lisa, fot. Andrzej Krzywiński

Więc rysie i wilki nie mają wpływu na lisy? Że nie są ich naturalnymi wrogami? Nic dziwnego, że wiedza przyrodnicza myśliwych to jakiś żart, skoro „góra” jest tak samo niedouczona.

Wracając do zbyt małych populacji dużych ssaków drapieżnych, to dobrym kierunkiem jest poprawienie warunków bytowych i reintrodukcja. Zresztą dobrze sprawdziłby się nowy gracz na scenie polskiego drapieżnictwa, szakal złocisty i kontrolowałby lisa na terenach nieodpowiednich dla wilka i rysia, patrząc na udokumentowaną presję kojotów na lisy.

Niestety w Polsce, zwłaszcza teraz, lobby myśliwskie niezwykle się krzywo patrzy na takie akcje, bo upadnie ich wiele mitów. W tym ten dotyczący „braku naturalnych wrogów lisa”. Bo gdzie wtedy będzie uzasadnienie dla urządzania krwawych jatek zwanymi „powiatowymi łowami na lisa”, podczas których zabija się setki rodzimych drapieżników? A tymczasem rzeczywiście szkodliwe gatunki inwazyjne, takie jak norka amerykańska, nie cieszą się choćby w promilu takim zapałem do tępienia przez naszych myśliwych. No, ale takie polowanie jest już dużo trudniejsze i bardziej wymagające. ”Racjonalna gospodarka łowiecka”, tia…

przedniakkontralisOprócz większych od siebie ssaków drapieżnych lis za wrogów też ma duże ptaki szponiaste, zwłaszcza orła przedniego. Fot. Holger Wagner 

puchaczkontralis.jpgZ puchaczami jest tak samo. Fot. Ian Smith

Źródła:

Czy duże drapieżniki a zwłaszcza ryś Lynx lynx mogą być sprzymierzeńcami w ochronie kuraków leśnych?, Andrzej Krzywiński, Armin Kobus & Katarzyna Kuderska, Stud. i Mat. Centrum Edukacji Przyrodniczo-Leśnej, tom 13, nr 27, Rogów 2011, s. 286-296

Lynx (Lynx lynx) killing red foxes (Vulpes vulpes) in boreal Sweden – frequency and population effects, J-O Helldin, Olof Liberg & Gunnar Glöersen, Journal of Zoology, tom 270, nr 420, Londyn 2006, s. 657– 663

Wilki w Wigierskim Parku Narodowym, Wojciech Misiukiewicz, Brać Łowiecka 3/2015

Biology and Conservation of Martens, Sables, and Fishers: A New Synthesis, Keith B. Aubry, William J. Zielinski, Martin G. Raphael, Gilbert Proulx & Steven W. Buskirk, Cornell University Press,  Nowy Jork 2012

Lynx, Felis lynx, predation on Red Foxes, Vulpes vulpesCaribou, Rangifer tarandus, and Dall Sheep, Ovis dalliin Alaska, Robert O. Stephenson, Daniel V. Grangaard & John Burch, The Canadian Field-Naturalist 2/1991

The Impact of Predators on Deer in the Southeast, David A. Osborn and Mark D. McConnell, Warnell School of Forestry and Natural Resources, University of Georgia, Athens (Ga) 2016

Meta-analysis on the effect of competition between lynx and wolf on their dietsGlenn Lelieveld, MSc Ecology, VU University, Amsterdam 2013

Wolves–coyotes–foxes: a cascade among carnivores, Taal Levi & Christopher C. Wilmers, Ecology,  Ecological Society of America, tom 93, nr 4, Waszyngton 2012, s. 921–929

Fear or food – abundance of red fox in relation to occurrence of lynx and wolf, Camilla Wikenros (i in.), Scientific Reports nr 7/2017

Records of intra-guild predation by Eurasian Lynx, Lynx lynx, John D. C. Linnell, Reidar Andersen, John Odden & Vegard Pedersen, Canadian Field Naturalist 4/1998

Bring back the missing lynx, Julian Schmechel, Shooting Times 13/2013

Wilk, Henryk Okarma, Wydawnictow H2O, Kraków 2015

Ryś (euroazjatycki), Henryk Okarma & Konrad Schmidt, Wydawnictow H2O, Kraków 2013

Dingoes could be used to control fox numbers and prevent ecological decline, Bridget Fitzgerald, Australian Broadcasting Corporation News

Czy puchacze Bubo bubo polują regularnie przy norach ssaków drapieżnych?, Romuald Mikusek, Marek Kołodziejczyk, Magdalena Bartoszewicz, Ornis Polonica 3/2016

Predators as prey at a Golden Eagle Aquila chrysaetos eyrie in Mongolia, David H. Ellis, P. Tsengeg, Peter Whitlock & Merlin H. Ellis, IBIS 1/2000

Bestemmelse av diett og byttedyrhåndtering hos kongeørn (Aquila chrysaetos) ved videoovervåking i reir, Sarah Kvåle Skouen, Norges miljø- og biovitenskapelige universitet, Ås 2012

Zobacz także:

Ratuj wilki oraz rysie, strzelając plemię lisie. – choć równie dobrze można to nazwać: Inny festiwal nieuctwa myśliwych nt. drapieżnictwa, wedle którego to lis zagraża populacji rysia (i wilka).

Leśnik z premedytacją rozpętał nagonkę na wilki i rozpowszechnił szkodliwe mity

Od jakiegoś czasu media rozpływają się nad tym, jak to dzielny leśniczy ocalił malutkie puchate misiątka przed krwiożerczą watahą wilków. Cała sprawa jest dość szkodliwa, zwłaszcza dla wilków, gdzie rozbudziły się u części społeczeństwa chęć wytępienia wilków, bo rzekomo zagrażają niewinnym misiom.

Ale o co chodzi?

23 grudnia Kazimierz Nóżka, leśniczy z Polanki, myśliwy i zwolennik polityki min. Szyszki, opublikował filmik na profilu facebookowych „Nadleśnictwo Baligród, lasy Państwowe”, gdzie wilki odpędzają młode niedźwiadki. W pewnym momencie pan Kazimierz z dramatycznym krzykiem Nie! Zostawcie! przepłoszył wilki, jednocześnie dezorientując matkę niedźwiadków, która na moment straciła uwagę (co mogłyby wykorzystać wilki).

Pomijam to, że była to ingerencja w naturę i doszło do umyślnego płoszenia zwierzyny i tym samym złamania art. 52 Ustawy o ochronie przyrody (do czego Kazimierz Nóżka się przyznał), zaś sama narracja o wilkach atakujących niedźwiedzie jest niewiarygodna, ponieważ gdyby niedźwiadki byłyby zagrożone, to na pewno nie szłyby w stronę potencjalnych prześladowców, a uciekając przed wilkami zwiałyby odrazu na drzewa, których nie brakowało w okolicy.

Screenshot - 2017-12-29 , 14_11_52Fotograf Mateusz Matysiak potwierdzający, że nic złego by się nie stało.

Zadziwia, że pan Nóżka umieszcza publicznie ten film z komentarzem, iż trzeba stanąć po jednej ze stron. Inni przyrodnicy także przyznają, że zdarza im ulec emocjom i „ratować” np. pisklę przed mewą, bo to w ludzkiej naturze, ale nie chwalą się tym publicznie, bo wyjdzie przekaz do prostych ludzi, że trza tępić mewy zjadające pisklęta i ciężko będzie wytłumaczyć, że tak to jest w naturze.

Screenshot - 2017-12-29 , 11_18_01Komentarz dr-a Roberta Maślaka z Zakładu Biologii i Ochrony Kręgowców o całej sprawie.

I potem film ten został rozpowszechniony przez Lasy Państwowe, też z komentarzem, że wspaniale zrobił, że uratował „niedźwiedzią rodzinę” przed „wilczą watahą” (kiedy to termin „rodzina” bardziej pasuje do wilków zamiast pejoratywnej „watahy”).

Tym bardziej, że środowisko leśników notorycznie zarzuca wszelkim oponentom swoich działań jechanie po emocjach, z czego ma wynikać urojony brak argumentów i bambinizm. Obrońcy zwierząt mają podchodzić do przyrody emocjonalnie, bez pojęcia oraz nie znać jej praw. Za to środowisko leśników i myśliwych lansuje się wiecznie na tych co „pojęcie mają”. A tu nawet nie dali komentarza „była to wyjątkowa, emocjonalna reakcja leśnika, ale jest to łamanie prawa, nie naśladujmy itp.”.

I niektórzy zwolennicy LP bronili zachowanie Nóżkę, bo był emocjonalnie związany z niedźwiedziami. Gdyby w tej samej sytuacji znalazł się „ekolog” i także by się tłumaczył emocjonalnym związaniem, to ci sami ludzie nie stroniliby się od szydery i tekstów o syndromie Bambiego, a niektórzy gorliwcy klepaliby odpowiednie paragrafy.

Screenshot - 2017-12-29 , 15_12_03.png26165264_10215558243017155_8511648334601507632_nPropaganda Lasów Państwowych w akcji. Ale to obrońcy zwierzątek to ci nawiedzeni, bambistyczni oderwani od rzeczywistości.

A pamiętać trzeba, że przekaz takich filmów trafia do ludzi kompletnie zielonych w kwestiach okołoprzyrodniczych i niewłaściwy opis może sporo zaszkodzić. W szczególności, że obie strony konfliktu przyrodniczego zgodnie twierdzą, że u Polaków jest wiedza przyrodnicza oraz orientacja w przepisach prawa o ochronie przyrody jest na niskim poziomie. I twierdzą, że zależności w świecie natury to nie romantyczny obraz z filmów Disneya, a ich niezrozumienie jest szkodliwe. I teraz media rozpisują się o złych wilkach, które zagroziły misiom i wśród ludzi można poczytać komentarze, żeby powystrzelać złe wilki, bo chciały dokonać masakry na niedźwiadkach. I następuje kolejna fala bambinizmu, z którym leśnicy i myśliwi tak chcą walczyć. 

Zdjęcie użytkownika Adam Wajrak.

Poza tym nie wierzę, że leśniczy Nóżka jest tak nierozważny, że nie przewidział gównoburzy i jej wszystkich efektów ubocznych. Nie wiedział, że media podchwycą temat? Nie wiedział, że obecnie panuje medialna nagonka na wilki? Nie wiedział, że im bardziej większe nastroje antywilcze, tym łatwiej będzie osłabić im ochronę, co przy obecnej polityce Ministra Środowiska jest możliwe?

Ale wierzę, że jest wyrachowany. Bo owy film wrzucił na grupę „Brać Łowiecka (Grupa dla myśliwych i sympatyków łowiectwa)” z opisem „Wilcza wataha składająca sie z ponad 20 osobników zaatakowała niedźwiedzie w leśnictwie Polanki….”

Screenshot - 2017-12-26 , 13_52_17

Screenshot - 2017-12-26 , 13_54_21

Czemu taki opis? I to na grupie osób, które miłością do wilka nie pałają i są oporne na aktualizację wiedzy? Po co je bardziej nakręcać na nienawiść?

Screenshot - 2017-12-26 , 13_53_27Screenshot - 2017-12-26 , 14_00_06Screenshot - 2017-12-26 , 13_54_58

I uderzyło mnie, że wspomina się tam o dwudziestu wilkach, kiedy na nagraniu doliczyłem się ledwie dziesięciu. Więc kolejne kłamstwo wzbudzające nienawiść środowiska myśliwych wobec wilków.

Bo gdyby Kazimierz Nóżka (plus LP) miał szczere intencje, to owego filmu nie wrzucałby w eter, a jak już musiał, to by opatrzył to komentarzem: Słuchajcie, emocje każdego ponoszą, ale nie bierzcie przykładu mnie za przykład. Taka jest natura i nic nam do tego. Wtedy można byłoby czepiać się mediów, które dorobiłyby swoją historię, a LP miałyby czyste sumienie.

Ale czego się spodziewać po myśliwym, który nie widzi nic w złego w polowaniach zbiorowych? Ciekawe czy też będzie ratował „słabsze jelenie” przed myśliwym z sztucerem? Dodatkowo Nóżka ukrywał przed opinią publiczną fakt należenia do PZŁ. To już wolę min. Szyszkę, bo on przynajmniej nie kryje się ze swoim antropocentrycznym podejściem do przyrody i wiadomo czego można się po nim spodziewać… Plus nasz leśniczy także akceptuje nęciska.

Screenshot - 2016-02-22 , 22_45_53

A nęciska są szkodliwe dla behawioru niedźwiedzi:

Wyniki najnowszych badań wskazują, że dokarmianie jeleniowatych może mieć niezamierzone konsekwencje. Praktyka ta nie tylko wpływa na zachowanie tych zwierząt, ale też zaburza trasy przemieszczania się niedźwiedzi brunatnych, które coraz częściej systematycznie odwiedzają miejsca dokarmiania zwierząt kopytnych. Naukowcy zwracają uwagę na konsekwencje dokarmiania i konieczność poddania tej praktyki ponownej krytycznej ocenie.

(…)

Badacze zinwentaryzowali ponad 200 takich miejsc zlokalizowanych we wschodnich Karpatach i przeanalizowali ponad 1600 kilometrów ścieżek pokonywanych przez niedźwiedzie zaopatrzone w obroże telemetryczne. Obliczono, że niedźwiedzie trzy razy częściej odwiedzały miejsca dokarmiania niż wskazywałyby na to symulacje tras przemieszczania się zwierząt. „Niedźwiedzie regularnie patrolują miejsca dokarmiania. Dokarmianie wyraźnie wpływa na ich zachowanie, a korzystanie z miejsc łatwo dostępnego pokarmu zaburza i skraca trasy przemieszczania się niedźwiedzi” – mówi Nuria Selva z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, prowadząca badanie. „Długodystansowe przemieszczanie się jest kluczowe dla łączności populacji niedźwiedzi i ich przetrwania, zwłaszcza przy obecnej dużej fragmentacji siedlisk. Praktyka dokarmiania stosowana wobec innych gatunków docelowych, może temu zagrażać” – dodaje.

Badacze wykonali także tropienia na śniegu na dystansie ponad 200 km. Ich wynik wskazuje, że niedźwiedzie często odwiedzają miejsca dokarmiania nawet zimą. „Wiele badań wskazuje na wpływ dokarmiania także na dietę i zimowanie niedźwiedzi. Dokarmianie ma znaczące skutki, zwłaszcza biorąc po uwagę fakt, że sześć spośród dziesięciu populacji niedźwiedzia brunatnego w Europie zajmuje obszary, na których praktyka ta jest bardzo rozpowszechniona” – tłumaczy Agnieszka Sergiel, współautorka badania. W obszarze objętym badaniem, zarządcy terenu wprowadzają rocznie do środowiska aż 2,5 tony pokarmu na km2. Autorzy rzucają światło na potrzebę zakazu, ograniczenia lub wprowadzenia zmian w praktykach dokarmiania w obszarach zajmowanych przez niedźwiedzie, np. zadawanie siana zamiast kukurydzy czy buraków, które są potencjalnym pokarmem niedźwiedzi.

Screenshot - 2017-11-11 , 17_51_07.png

„Przemieszczanie się jest jedną z fundamentalnych potrzeb zwierząt. Zaburzenia jej realizowania mogą być oznaką degradacji środowiska. Istnieje pilna potrzeba ochrony naturalnych zachowań związanych z przemieszczaniem się i ponownej oceny wpływu praktyk zarządzania populacjami, które uwzględniają ich dokarmianie”, mówi Thomas Mueller, ekspert od wędrówek zwierząt z Centrum Badań nad Bioróżnorodnością i Klimatem Instytutu Seckenberga we Frankfurcie. „Ważna jest nie tylko ochrona odpowiedniej liczby osobników, ale też, żeby niedźwiedzie mogły zachowywać się w sposób dla nich naturalny. Musimy wyjrzeć poza liczby i zacząć chronić także naturalne zachowania”, dodaje Mueller.

Badania opublikowane w czasopiśmie Basic and Applied Ecology są owocem współpracy naukowców z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, Centrum Badań nad Bioróżnorodnością i Klimatem Instytutu Seckenberga we Frankfurcie i Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wsparcia finansowego udzieliły Narodowe Centrum Nauki, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach polsko-norweskiego programu współpracy badawczej i Fundacja Roberta Boscha.

Źródła:
https://carpathianbear.pl/2017/dokarmianie-jeleniowatych-zmienia-styl-zycia-niedzwiedzi-brunatnych/
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1439179117300944

W Kanadzie jest zakaz wystawiania padliny i dokarmiania dużych drapieżników, w tym niedźwiedzia. Raz, że to jest ingerencja w naturę i uzależnianie zwierząt od człowieka. Dwa, że drapieżniki będą bardziej zuchwałe do bliższego podchodzenia do ludzkich siedzib, co w przypadku niedźwiedzia jest niebezpieczne.

Screenshot - 2017-11-14 , 10_08_07

Ponieważ niedźwiedź mimo wszystko to nie bezbronny pluszak, a jeden z niebezpieczniejszych ssaków drapieżnych, który bez problemu zrobi kuku człowiekowi i potencjalne konflikty z ludźmi są przeszkodą w reintrodukcji niedźwiedzi. I w przeciwieństwie do wilka są udokumentowane ataki niedźwiedzia na człowieka w Polsce i żaden przyrodnik tego nie kwestionuje. I nie bez powodu w lasach stawia się tablice ostrzegające przed tymi drapieżnikami, by turyści uważali na siebie.

Co prawda niedźwiedzie ataki w Polsce to rzadkość i wynikają z „samoobrony” tych zwierząt, ale jednak niewłaściwe zachowanie może spowodować, że spotkanie z niedźwiedziem skończy się tragicznie (https://carpathianbear.pl/niedzwiedzie-brunatne/spotkania-z-niedzwiedziami/). A omawiana przez nas sprawa może prowadzić, że turysta będzie myślał, że misie takie bezbronne, a tu klops! I potem media powiedzą, że groźne niedźwiedzie trza wybić.

misokaleczony.jpg

Wracając do wątku głównego – najgłupsze są krzyki, że to niedźwiedzi powinno się bronić, ponieważ jest ich mniej od wilków. Ciekawe czy ci sami ludzie dostają spazmów, gdy wilk „morduje” leśną zwierzynę? Bo wedle ich niedźwiedziej logiki końcu wilkom także należą się specjalne względy, bo jest ich 1,5 tys. , a jeleni ok. 160 tys., a saren 800 tys. I wg tej samej logiki głuszce, będące w znacznie gorszej sytuacji, też powinno się mniej chronić, bo w Polsce jest jakieś z 500 sztuk, a niedźwiedzi ok. 100-150 (notabene niedźwiedzie nie pogardzą lęgami głuszca jak i dorosłymi osobnikami. Wilki też).

Szczególnie, że to niedźwiedź brunatny, a nie wilk szary jest w Europie najliczniejszym dużym drapieżnikiem (niedźwiedź – ok. 17 tys. osobników > wilk – ok. 13 tys. osobników). A polska populacja licząca ok. 100-150 osobników jest częścią karpackiej populacji liczącej 8 tys. osobników (największej w Europie). I prawdopodobnie w Polsce byłoby ich więcej, gdyby nie fragmentaryzacja siedlisk i zabudowa ludzka ograniczające pojemność terytorium. Do tego nie bierze się pod uwagi, że niedźwiedź prowadzą samotniczy tryb życia, odwrotnie niż stadne wilki i nie dziwota, że jest ich mniej. I niedźwiedź, który potrzebuje dużego terenu, jest niesamowicie terytorialny i nie toleruje innych niedźwiedzi u siebie.

Źródła:
http://ec.europa.eu/environment/nature/conservation/species/carnivores/conservation_status.htm
https://carpathianbear.pl/niedzwiedzie-brunatne/niedzwiedzie-w-polsce/

A jeszcze głupsze są teksty, że wilki mają pod nosem duże ilości kopytnych, więc nie powinny atakować małych niedźwiadków. Pomijam to, że niedźwiedź to nie roślinożerca, jest w stanie upolować żubra i o pokarm się nie musi martwić (http://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/aktualnosci/padly-dwa-zubry). A wilkom zabrania się zjadać kopytne, bo „pustoszą łowiska”, bezdomne psy, bo „strach wychodzić do lasu”, zwierzęcy drobnicę, bo „ekosystem się zawali”. Nawet lisów pewnie nie wolno im zjadać, bo te oficjalnie nie mają już wroga naturalnego i to człowiek musi być głównym selekcjonerem. A teraz nie wolno zjadać im młodych niedźwiedzi, pomimo tego, że takie ataki należą do rzadkości.

A małe niedźwiadki są zabijane także… uwaga… przez dorosłe samce niedźwiedzi. Ponieważ te traktują jako potencjalną konkurencję. O czym przekonało zoo Dählhölzli w Bernie i potem spotkało je fala krytyki (http://www.dailymail.co.uk/news/article-2671317/Nature-cruel-Swiss-zoo-controversially-kills-healthy-bear-cub-bullied-father-STUFFS-school-lessons.html). Także samice są w stanie pożreć nie swoje młode (https://www.tvn24.pl/krakow,50/w-tatrach-samice-pozarly-mlodego-niedzwiedzia,417304.html). Ciekawe czy gdyby to niedźwiedź zamiast wilków ścigałby te niedźwiadki, to leśniczy Nóżka też krzyczałby dramatycznie, by je zostawił? Czy LP także próbowałyby robić z niego bohatera? Czy byłyby teksty, że niedźwiedziom należą się specjalne względy, bo jest ich zna… a nie czekaj!

https://www.liveleak.com/view?i=31e_1380307017

nintchdbpict000249474353.jpgpolar-bear-eats-cub-041.jpg

Ale to wilka się trzeba obawiać, mimo, że dorosły niedźwiedź w postaci matki dałby radę i jej młode same potrafią ocenić zagrożenie. I wilki z niedźwiedziami przez tysiące lat koegzystowały i wilki ani nie wytępiły niedźwiedzi (i vice versa) i nigdy tego nie zrobią. A jak się nie zgadzasz to cię zablokujemy, byś nie przeszkodził w szerzeniu nienawiści do wilków.

Screenshot - 2017-12-29 , 11_26_48

I bach! Cel osiągnięty! Społeczeństwo nabiera się na info o wilkach, które zagrażają niedźwiedziom, a potem zawsze można pobolewać „Polacy są przyrodniczymi analfabetami i musimy je edukować”. Czy o to chodziło panie Nóżka? I jeśli nie daj Bóg Ministerstwo Środowiska, mimo wszystko, dotąd przychylne ochronie wilka, wpadnie na pomysł, by zrobić wilka gatunkiem łownym albo wprowadzić całoroczne odstrzały w ostojach niedźwiedzia, bo ma wsparcie omamionego społeczeństwa, to będzie pana tak samo winny jak podpisujący to minister środowiska. I potem bez krokodylich łez pt. „Nie pomyślałem”.

BONUS:
I odpowiedź na pytania, czy nie szkoda byłoby, gdyby wilki dokonałyby masakry na misiach? Nie szkoda, bo niedźwiedzie to też niezłe gagatki i bez litości dokonują masakry na warchlakach, jelonkach, ptasich lęgach i innych malutkich zwierzęcych dzieciątkach. I gdyby wilki zabiłyby małe niedźwiedzie, cynicznie można powiedzieć do ich matki: Taka karma.

Tutaj pan Kazek nie zdążył przybiec. Może to i lepiej. Wśród nocnej ciszy, głos się rozchodzi… rozpaczliwe NIEEEEEEEEEE !!!! polskiego leśnika. 

loszakokaleczony.jpgcde96eb5-a2bf-4e47-9542-f7cc69656b23.jpeg

Zobacz też:

Artykuł z Krytyki PolitycznejCzy pomagać łosiowi, który utknął w bagnie?

I jako doskonałe uzupełnienie: Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

 

Złe drapieżniki zjadają daniele! Czy może to wina myśliwych?

Co chwila pojawia się jakiś news pt. „Horror! Jakieś wielkie drapieżniki (zwykle wilki) zagryzły stado danieli z hodowli! Boże Jedyny, czekać na zjedzone dzieci!” Często w takich newsach pojawia się jakiś przedstawiciel PZŁ mówiący coś w stylu „OK, dobrze, że wilki są, ale uważajcie ludziska”. Z jednym takich newsów było zdanie „Należy jednak uważać, gdyż według myśliwych, zwierzęta te coraz mniej boją się ludzi”. Patrząc na ostatnie zdarzenia, szczególnie na śmiesznie niski wyrok dla myśliwego, który zabił człowieka, biorąc go za dzika (https://www.tvn24.pl/wroclaw,44/myslal-ze-strzela-do-dzika-zabil-czlowieka-mysliwy-uslyszal-wyrok,782057.html), trzeba na co innego uważać :P.

Wracając do meritum – myśliwi na widok szkód w hodowlach wrzeszczą, że to na pewno robota wilków. Szczególnie jak te osiedliły się w okolicy. Nie dotrze do nich, że równie dobrze to mogły być psy. Kiedy we wrześniu ubiegłego roku pod Szubinem zagryzione zostały daniele z hodowli. I jak pisano w tamtejszych mediach:

Policjanci zastali na miejscu także lekarza weterynarii i przedstawiciela koła łowieckiego, które działa w okolicy – mówi mł. asp. Justyna Andrzejewska, oficer prasowy policji w Nakle n. Not. – Orzekli oni, że zwierzęta zagryzione zostały przez wilki.

Źródło: http://www.expressbydgoski.pl/112/a/wilki-zagryzly-stado-danieli-pod-szubinem-zdjecia,10798584/

Oczywiście, myśliwi wielcy eksperci, bo chodzą codziennie do lasu i wiedzą lepiej niż jakiś tam naukowiec siedzący tylko za biurkiem. A, że często bywa tak, że wiedza przyrodnicza u naszych łowczych bywa na żenującym poziomie i mieliby problem z odróżnieniem np. poszczególnych ptaków łownych? Oraz znajomość nt. wilków zwykle wolą czerpać z nieaktualnej wiedzy przyrodniczej sprzed wieków.

wilkdaniel0

No i nie muszę mówić, że myśliwym jest bardzo na rękę straszenie wilkami nieuświadomionych ludźmi, bo wtedy łatwiej będzie przeforsować wpisanie ich na listę gatunków łownych. Ostatnio tak było w Borui Kościelnej pod Nowym Przemyślem, gdy głoszono, że to wilki szabrowały zagrodę z danielami, muflonami i owcami, a jak wykazała ekspertyza – to była sprawka psów. Chociaż zwykle także i tu myśliwi się pieklą i starają te przypadki rozbuchać do maksimum i nakręcać ludzi w psychozie (http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,21508308,rzez-danieli-w-wielkopolsce-wilki-jednak-niewinne-sledztwo.html?disableRedirects=true).

wilkzagryz
Zjedzone przez wilki truchło daniela. Myśliwi lubią pokazywać takie sceny, by wzbudzać strach u ludzi, pomimo, że takie sceny są normalne w świecie przyrody. 

mysliwyoskorowa
A gdy ktoś pokaże zwłoki zwierzęcia podczas myśliwskiego skórowania/patroszenia/odcinania kończyn? Wtedy myśliwi krzykną coś o bambizmie i kotletach na drzewach 😛

Jest to o tyle bardziej nie fair wobec drapieżników, ponieważ zwierzę w ogrodzonej zagrodzie nie ma szans uciec, ani się obronić. A każdy drapieżnik jako oportunista mając do wyboru wolno biegającą ofiarę majacą większe szanse na przeżycie oraz ofiarę na uwięzi i mniej przystosowaną do życia na dzikim terenie, wybierze opcję drugą, szczególnie jeśli hodowla nie jest zabezpieczona. Jak np. piszą w broszurze Pomorskiego Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Lubanie pt. Szkody w uprawach rolnych wyrządzane przez zwierzęta a kształtowanie bioróżnorodności krajobrazu wilcze watahy mając w pobliżu słabo zabezpieczone zagrody, nauczą się, że tak jest, to będą je atakować, nawet jeśli naturalnej zwierzyny będzie w bród. I w interesie hodowców jest stawianie lepszych zabezpieczeń, które zniechęcą drapieżnika do darmowej stołówki, a zachęcą do męczenia się w gonitwie za zwierzyną łowną w naturze. Z braku lepszej alternatywy.

Screenshot - 2017-10-15 , 14_49_1214-10-06
Myśliwy goniący daniele w nadziei, że uda się pozyskać pożywienie dla rodziny. A i nie ma pewności, że osiagnie swój cel. Poniżej duet jakichś leni idących na łatwiznę.      

O hodowlanych danielach jeszcze wspomnę, a teraz skupię się na zwierzętach w stanie wolnym. Żeby wilk gonił za zwierzyną łowną też nie pasuje myśliwym. Wtedy jest bambistyczny płacz, że zarżnięta zwierzyna płowa, w tym daniel. Że koła łowieckie ponoszą straty i nie ma na odszkodowania. Ale zaraz, odszkodowanie obejmują tylko dzika oraz zwierzynę płową. A wilk poprzez zabijanie zwierzyny płowej przeciwdziała szkodom łowieckim – co za tym idzie, koła łowieckie mniej wydają na odszkodowania dla rolników. A daniele mogą powodować szkody w uprawach, nawet większe od jeleni i sarni, ponieważ chętnie wychodzą na żer w pole, wydeptując przy okazji uprawy, szczególnie jeśli ma się do czynienia z dużą liczebnością. Także mogą być utrapieniem w sadach, bo lubią wszelkie owoce leśne, a w okresie wiosenno-letnim żywią się jabłonią czy gruszą. No, ale co obchodzi to myśliwych? Ważniejsza jest przyjemność z zadawaniu śmierci, zresztą zawsze będzie wymówka do ratowania rolników i sadowników przed danielą apokalipsą.

wilkdaniel2

Jak dalej jesteśmy przy danielach, to często na myśliwskich forach i grupach facebookowych jest narzekanie, że jak pojawiły się wilki, to nie ma już tyle zwierzyny, a w przypadku daniela to populacja zawsze jest wybijana do cna.

wilkdaniel1

wilkdaniel-1.png

Jak zwykle takie straszenie można włożyć między bajki, a często obserwacje te opierają się na sytuacjach wyrwanych z kontekstu, nie biorąc po uwagę innych czynników czysto antropogenicznych, obnażając niski stan wiedzy (np. te „większe” szkody w młodnikach spowodowane przez obecność wilków następują przy ich nagłym pojawieniu się i zmniejszają, gdy wilki osiedlają się na dobre, a ich ofiary przyzwyczajają się).

Zwłaszcza z tym wymieraniem całych chmar danieli. Czy aby na pewno to dowód na szkodliwość wilka? Nie, jeśli ktoś ma pojęcie o biologii daniela.

wilkdaniel3wilkdanieleeewilkmysliwydaniel

W górnym plejstocenie daniel występował na terenie niemal całej Europy, ale ostatnie zlodowacenie ograniczyło jego zasięg do części krajów śródziemnomorskich. Z tego względu to gatunek preferujący niewielkie kompleksy leśne o znacznej ilości łąk i pól (byle nie podmokłych!). Mimo swej ruchliwości niechętnie wędruje i trzyma się swych ostoi. M.in. dlatego najpierw w Europie był wsiedlany (de facto nieświadomie reintrodukowany) jako zwierzę parkowe.

Wilk z kolei potrzebuje rozległych terenów i lubi duże tereny leśne, zwłaszcza jeśli mają bagienne siedliska. Podobnie ma się z rysiem, który również nie pogardzi danielim mięsem –  potrzebne mu rozległe, zwarte lasy pełne wykrotów i gęstego podszytu. Wymagania środowiskowe obu tych drapieżników są odwrotne niż u danieli. Jak jeszcze weźmie się pod uwagę, że daniel w Polsce ma umiarkowaną liczebność i często ma pochodzenie hodowlane, to nie ma się co dziwić, czemu populacje wilka/rysia i daniela średnio ze sobą koegzystują.

To podobnie jak wsiedlanie bażantów, które jako gatunek obcy nie są przystosowane do polskich warunków (plus jeszcze te z hodowli mają niemal zerową przeżywalność!) i potem krzyk, że lisy oraz ptaki szponiaste i krukowate mają szwedzki stół.

danielwsiedla (1)danielwsiedla (2)

Padło słowo „wsiedlany”. I tak wracam do hodowli danieli i ich głównego celu. Jak pisze agronews:

Wiele zalet hodowli danieli spowodowało, że interesuje się nią coraz więcej osób. Jest mało pracochłonna, nie wymaga wysokich nakładów finansowych, może być opłacalna, a rosnące zainteresowanie dziczyzną zapewnia zbyt żywca. Z danieli pozyskuje się nie tylko mięso, ale również poroże i skóry, na które także jest popyt. Taka hodowla jest też atrakcyjna, sprzyja rozwojowi agroturystyki i turystyki wiejskiej.

Źródło: http://www.agronews.com.pl/pl/5,20,1517,a_moze_daniele.html

Właśnie, dziczyzna, poroże i skóra. Jak domyślasz się czytelniku, myśliwi także zainteresowani są takimi hodowlami. I dlatego myśliwym jest tak żal hodowlanych danieli i są wściekli na duże drapieżniki. Przecież nie trzymają tych zwierząt po to, żeby je podziwiać, tylko by mieć „bogate łowisko”, wypuścić je i zapolować. O to rozbija się cała gorycz. Oprócz konkretnej straty finansowej z wpłaty od dewizowca, ileś sztuk mniej do upolowania. To okropne, ale to są właśnie pobudki tych ludzi.

danielwsiedlany0danielwsiedlany1danielmartwydanieltrofea

Myśliwi wprowadzają daniele na tereny łowieckie z powodu niewielkich wymagań środowiskowych i wysokiej produktywności populacji, często także do małych kompleksów leśnych, które nie nadają się do hodowli jelenia szlachetnego lub tam gdzie tego jelenia jest niedostatek. Jak przy tym jesteśmy, to daniel nie jest lubiany przez inne jeleniowate, ponieważ z powodu swej ruchliwości stale je niepokoi i zmusza je do opuszczenia bądź unikania terenów, gdzie są ogromne ilości danieli. Kolejna zasługa myśliwych w ochronę przyrody, którzy robią dla niej więcej niż ekolodzy siedzący za komputerem :P. W tej perspektywie wilk, wcinając daniele, staje się także sojusznikiem jeleni i saren dziękujących za pozbycie irytującego sąsiada ;).

wilkdaniel4wilkdanielmysliwydaniel

No, ale co to obchodzi myśliwych? Zniszczone pola rolników? Inne jeleniowate, które idą gdzie indziej, np. pod domostwa ludzkie, byle dalej od niechcianego lokatora? Nieważne. Ważniejsza realizacja „racjonalnej gospodarki łowieckiej” i pokazowe ratowanie ludzi przed jej zgubnymi skutkami. Ale jak taki wilk bądź ryś zechce przeszkodzić w tejże gospodarce i skuteczniej wyleczyć te zgubne skutki – wielka chryja i próba przekonania, że duży drapieżnik jest tym złym i dla dobra ekosystemu najlepiej wybić do garstki osobników. Kiedy to zwykle bywa na odwrót.

Warto też przypomnieć tutaj wszystkie niedomówienia odnośnie danieli oraz motywy dla których są hodowane. I oczywiście, jak już nikogo tutaj nie zdziwi zabijanie tych zwierząt zbiega się rozpoczęciem ich okresu godowego – bekowiska. PZŁ oczywiście wspiera takie ordynarne wobec zwierząt praktyki. Pisaliśmy o tym w tym artykule:

Polowania na daniele – myśliwi zabijają w okresie godowym.

 

Wilki Ireny Sendlerowej

Niedawno skazano myśliwych i pracownika LP uczestniczących w skłusowaniu, a następnie oskórowaniu wilczycy w Żernicach dokonanej rok temu:

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

Sprawa od początku była głośna. Nie muszę mówić, że wtedy zapewne niektórzy myśliwi się cieszyli, że zabito przesadnie chronionego szkodnika łowieckiego. A niech tylko który się wyłamie i nie podziela tej radości – to biada mu, zostanie osądzony przez sąd koleżeński. Dokładnie to widać na załączonych zdjęciach. Uznałem, że taki kwiatek zasługuje na osobny wątek.

Myśliwych i leśnika z Żernic przyłapał na gorącym uczynku, a następnie zgłosił Bogumił Czeremys, myśliwy z KŁ „Ryś”, następnie zawieszony w prawach członka, rzekomo za nielegalne polowanie. On sam zarzekał, że nie uczestniczył w takowym, a nawet rzecznik PZŁ przekonywała, że został zawieszony z innych powodów i raczej nie jest to zemsta za „donos”.

Przeciwnego zdania byli myśliwi z forum Dziennika Łowieckiego, którzy skrytykowali rzecznik PZŁu za wybielanie pana Czeremysa. Dlaczego? Bo był kapusiem (czyli dbanie o wizerunek, usuwanie czarnych owiec i troska o przyrodę się nie podoba?) i w dodatku hipokrytą, który sam łamie prawo, a innych wrabia. Nie ma dowodów na jego złe uczynki, ale oni wiedzą, że był na tym nielegalnym polowaniu. Myśliwska intuicja!

http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=121591&t=121453

Najbardziej zapienił się użytkownik o nicku „jooopsa” wyzywający myśliwego-świadka od wrednego kapusia, który szkodzi własnemu kołu i twierdzący, że on ręki mu nie poda. Ale co jest najlepsze?

Otóż zabicie wilka to nie jest szkodliwy społecznie czyn. A jego ochrona to zamordystyczne destrukcyjne społeczne lewo. Myśliwi-kłusownicy zostali porównani do… Ireny Sendlerowej, która także złamała przepisy dla lepszej sprawy.

Nie, nie żartuję. Irena Sendlerowa, ratująca podczas II wojny światowej żydowskie dzieci, gdzie w okupowanej Polsce za pomoc Żydowi groziła kara śmierci = legalni myśliwi, de facto pospolici przestępcy zabijający, zapewne dla własnych potrzeb, chronione zwierzę w jego własnym domu jakim jest las. Za co wtedy nie zostali zawieszeni w prawach członków. A prawo w przypadkach zabicia chronionego gatunku jest słabe, bo jeśli nie będzie szkody dla ekosystemu, to jest kwalifikowane jako niska szkodliwość społeczna czynu.

wilkisendler

Nie wiecie, jakie wulgaryzmy cisną mi się na to niesmaczne porównanie. I jeszcze ciśnienie podnosi tekst, że społeczeństwo tylko zyskało na zabiciu wilka, bo wredna władza zafundowała plagę wilków, a dzielni kłusownicy uratowali mienie kół łowieckich i hodowców. I chełpi się, że nikt nie znalazł kontrargumentów na jego tezę. Więc to uczynię.

1. Straty w mieniu hodowcy = Odszkodowania wypłacane za wilcze szkody nie przekraczają miliona złotych (dla porównania 57 mln wypłaca się za szkody łowieckie). A także od wielu lat tzw. ekologiści pomagają hodowcom zabezpieczać mienie m.in. pastuchami elektrycznymi, fladrami. Są też psy pasterskie. W dodatku jest furtka odstrzału, gdy inne metody nie działają.

2. Straty w mieniu myśliwych = Twoje jelenie? Z tego co mi wiadomo to zwierzyna należy do Skarbu Państwa, de facto należy do nas wszystkich. I jakie straty? Nie będziesz miał na ścianie trofeum? Albo umrzesz z głodu? Skoro stać cię na urządzenia myśliwskie, to śmiem wątpić, że robisz to dla przetrwania. Poza tym zyski z myśliwstwa ma ok. 0,3 % polskiego społeczeństwa.

3. Długotrwałe tortury zadawane zwierzynie = Ile masz lat? Cztery? Nie wiesz jak działa natura?

4. Plaga wilków = Ten nędzny tysiąc w Polsce? Ledwie 400 wilków w nieco większej Finlandii – to ma być plaga?! Te dopiero co odrodzone populacje wilka wytępione w wyniku bezlitosnych prześladowań przez takich jak ty? A naruszająca ekosystem przegęszczona przez bezmyślne działania myśliwych zwierzyna gruba powodująca straty np. u rolników to już nie plaga?

5. Zaszczuci myśliwi przez wredne lewo = To już bezczelność. Grupa społeczna ciesząca się przywilejami, mająca dobre kontakty z rządami i układająca prawo pod siebie kosztem reszty obywateli jest „moralnie szantażowana” przez mityczne lobby ekologistów i narażana na bankructwa kół łowieckich, jak nie z powodu odszkodowań dla rolników, to wrednych wilczysk.

Brawo jooopsa! Teraz wiem, że jesteś wycierającym gębę wzniosłymi hasłami, nie szanującym prawa, rozpieszczonym roszczeniowcem, który burzy się, że nie może prześladować wilka, a państwo nie chce dać odszkodowania za straty w kole łowieckim (z pieniędzy podatników, bo budżet państwa nie bierze się z magicznego worka). I ubliżającym porządnym ludziom, którym zależy na przyrodzie i pozytywnym obrazie łowiectwa.

Aha, a oto jakie straty ponosi społeczeństwo w wyniku kłusownictwa wilków.

1. Straty w rolnictwie = wilk jest sprzymierzeńcem rolników. Na pewno większym niż myśliwym, bo nie dokarmia „szkodników rolnych” i bez mrugnięcia zabija je, nie marudząc przy tym. Zresztą nie tylko redukuje ilości zwierzyny grubej. I jak ktoś powie, że wilk przepłasza zwierzęta kopytne na pola rolników to można go wyśmiać i kazać doedukować, ponieważ te stosują inne taktyki unikania naturalnych wrogów – krótsze żerowanie przerywane zwiększoną czujnością, większa ruchliwość w obrębie areałów, czy wybieranie miejsc, w których obecna jest mniejsza liczba przeszkód mogący utrudnić ucieczkę, np. pni powalonych drzew i wykrotów. Z kolei dziki są mało wrażliwe na świeże ślady zapachowe (np. odchody) pozostawiane przez wilki w ich areałach i w przeciwieństwie do jeleni nie reagują zwiększoną czujnością ani ucieczką. Oprócz zwierzyny grubej, wilki z chęcią pałaszują chronione bobry i wydry, na które też pomstują rolnicy i Skarb Państwa oszczędza na odszkodowaniach i opłacaniu ludzkich reduktorów.

2. Straty w Skarbie Państwa, tj. pieniądzach podatników = W kwestii bobrów patrz punkt 1. Co do zwierząt kopytnych, to jeśli szkoda powstała poza obszarem zarządzanym przez koło łowieckie – wówczas taką szacuje zarząd województwa i odszkodowanie idzie z budżetu państwa. I niekiedy rząd jest zmuszony płacić za zwierzynę łowną. W 2014 r. rząd przyznał Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa 6,1 miliona zł na pokrycie dziczych szkód. W tym samym roku  województwo podlaskim przeznaczył 12 tys. zł na odstrzał dzików. W kwietniu 2016 r. zarządzenie Ministra Rolnictwa nakazuje myśliwym redukcję 40 tys. dzików we wschodniej Polsce. Cytując dr Sabinę Pierużek-Nowak „Na wynagrodzenia dla myśliwych przeznaczono 12,6 mln złotych, czyli za zabicie każdego dzika myśliwy otrzyma 315 zł. Tymczasem wilki wykonują tę pracę bezpłatnie. Gdyby przyjąć do porównania stawki oferowane myśliwym, okazałoby się, że praca wilków warta jest od 8,2 do 16,4 mln zł.” 

3. Straty w gospodarce leśnej = Nasz stosunek do Lasów Państwowych jest negatywny, ale u części społeczeństwa niekoniecznie i mogą uważać, że gospodarka leśna w Polsce jest prawidłowa i niezbędna. Jednak zwierzęta kopytne mogą uszkadzać uprawy leśne i utrudniają funkcjonowanie owej gospodarki leśnej. Lasy Państwowe na przeciwdziałanie szkód od zwierzyny leśnej przeznaczają ok. 150 mln zł. M.in. dlatego część Lasów Państwowych ma stosunek do wilka pozytywny, bo ten jest ich takim wolontariuszem i pomaga im w tej „racjonalnej gospodarce leśnej” i pozbywa się „szkodników leśnych”. Kierując się chłopską logiką – LP ma darmowego pracownika (wilka), dzięki niemu jeleniowatych jest mniej, a co za tym idzie szkółki są bezpieczniejsze, tartaki więcej zarabiają, a Polacy mają meble i podpałkę do pieca, a leśnicy mogą przeznaczać kasę na inne rzeczy :).

4. Straty w ekosystemie = W Żernicy zabito wilczycę młodą wilczycę, która mogła wydać w swoim życiu na świat wiele szczeniąt, część tych szczeniąt dorosłoby i potem miała swoje… A te przyszłe wilki wspomagać ekosystem, zupełnie za darmo. Jak?

Ciągle mówi się o negatywnym wpływie jeleniowatych na odnowienia lasu. Sarny są konkurentem pokarmowym zagrożonych u nas wielkich kuraków, a dziki mają udział w ich zniszczonych lęgach. Wilk, zjadając jeleniowate i dziki, temu wszystkiemu zapobiega. Dla przykładu reintrodukcja wilków w Parku Yellowstone sprawiła, że tamtejszy bioróżnorodność odetchnęła z ulgą od nadmiernych ilości wapiti i kojotów.

Z kolei co chwila krzyczy się o nadmiernie rozmnożonych lisach czy „wałęsających hordach bezpańskich kundli-kłusowników” i wynikających z tego problemach dla bioróżnorodności. Gdzie pojawia się wilk, problem bezpańskich psów automatycznie się rozwiązuje, bo wilk nienawidzi psów i je zagryza lub pożera. Z lisami i jenotami jest podobnie. W Wigierskim Parku Narodowym wilki przetrzebiły lisy i zmniejszyła się liczba tych drugich. Wszystko robi to za darmo.

Z kolei pozostawionymi resztkami przez wilki dokarmia całą zgraję gatunków odżywiających się padliną. M.in. padliną odżywiają się lubiane przez ludzi sikorki, i dlategoż ptaki te chętnie zjadają zimową słoninę. Co do zimy pozostawione resztki są zbawienna dla wielu padlinożerców, dzięki czemu przetrwają ten trudny okres. I większość zwierząt „dokarmianych w zimie” przez wilka nie jest w jego jadłospisie (w przeciwieństwie do myśliwych).

5. Dalsza erozja wizerunku myśliwych w kwestii psowatych = O bezpańskich psach już mówiłem wyżej. W dodatku obecne prawo ogranicza myśliwych i nie mogą już ot tak zabić do psa. Wilk może. Z lisami myśliwi mają więcej luzu, ale wystarczy większy pokot lisów i jest w afera w mediach, a tłumaczeń myśliwych większość ludzi nie kupuje (ratuję przed lisem zające, na które sam mam ochotę!). A wilk jak zabije, nikt go nie będzie oskarżał, jakim jest psycholem i zwyrodnialcem, bo „taka jest natura”. Więc wyręcza myśliwych w tych drażliwych kwestiach i chce się napisać: „tam, gdzie PZŁ nie może, tam wilka pośle”.

6. Zachęta do łamania dla prawa, „bo tak” = taki gówniarski „libertarianizm / anarchizm” wspiera typowe myślenie: „A w nosie mam te głupie zakazy! Nie będzie mnie jakiś komuch zabierał mi wolności!”.

Kij z edukowaniem, uświadamianiem, restrykcjami, wysiłkiem różnych instytucji, by koegzystować z przyrodą. Taki typ ludzi musi udowodnić swoje rację! W ogóle ta cała ochrona przyrody to wymysł jakiegoś lewactwa! Jak można ograniczać wolność! To jego sprawa, że zabija trutką lisy, którymi pożywi się zagrożony wyginięciem drapol! Ma prawo do koszenia i pryskania łąki jak chce. A, że ginie zagrożony wyginięciem kulik jakiś tam?! Mam prawo zabić jaszczembia! Ten drań zabija mi gołębie, a wy ograniczacie mojo samoobronę!!! Mam zabezpieczać klatkę?! Nie mów mi komuchu co mam robić!!!

I będzie taki przekazywać, że przepisy ochrony przyrody są po to, by niewiadomo jakie lobby niszczyło biednych ludzi. Bo jak się idzie do lasu, to powinno móc wysypać śmieci do lasu. Nieogrodzone, to pewno niczyje. A nawet jak ogrodzone, to i tak warto przeleźć przez ogrodzenie!

A takie zachowanie (nie tylko w kwestii przyrody) też nie jest dobre, bo tylko zachęca prawodawcę, by prawo zaostrzać i cierpią na także ci obywatele, co tego prawa przestrzegają (a cierpliwość ma swoją granicę). A z czyjej winy? No właśnie.

Nie twierdzę, że polskie prawodawstwo jest idealne; można o nim wiele złego powiedzieć. Jednak czy do takich jakichś okrutnych/zamordystycznych przepisów należy ochrona przyrody? Której przepisy nie są jakieś strasznie restrykcyjne? I wątpię, by ochrona wilka, który nie zagraża człowiekowi, a świadczy naszemu kraju istotne korzyści, była jakimś złem, przez które cierpią niewinni obywatele. Może dla garstki osób, które i tak mają za dużo swobody, więc niech nie kreują się na jakichś „myśliwych wyklętych” :P.

7. Zniszczony wizerunek myśliwstwa = tak czarnych chmur na PZŁ i polskim łowiectwem od dawna nie było, a takie sprawy jak ta z Żernicy, tylko tym chmurom sprzyjają. Do świadomości przeciętnego człowieka dociera wtedy obraz myśliwego jako kłusownika, który gdzieś ma prawo i te bajanie o etyce, ochronie przyrody i zastępowaniu drapieżników przegrywają z prymitywną żądzą dopełnienia celu w imię chorych zachcianek. A jak ten przęcietny człowiek jeszcze jest uprzedzony do łowiectwa i średnio się zgadza z jego argumentami… to tylko bardziej utwierdzi się w swych podejrzeniach.

Cierpią na tym także ci uczciwi i etyczni, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, myśliwi, którym nic nie można zarzucić. I muszą świecić oczami za swych zwyrodniałych „kolegów po lufie”. Są jeszcze myśliwi, którym co prawda nie podoba ochrona ścisła wilków i woleliby jako łowne, ale nie będą po kryjomu ich zabijać, bo szanują prawo, a ich kręgosłup moralny nie pozwala na jakiekolwiek kłusownictwo. Także oni będą musieli świecić oczami, a jeszcze jak powie, że chciałby na wilka zapolować (niekoniecznie mając mentalność „wilk to wyłącznie szkodnik!”), to ktoś pomyśli „O! Marzy się mu zabijać wilki! Ciekawe ile wymordował na nielegalu!”.

W dodatku oskórowanie wilczycy z Żernicy mocno nadwątliła wizerunek PZŁ, który nawet nie raczył zawiesić sprawców w prawach członka, ale myśliwego, dzięki któremu sprawa wyszła na światło dzienne, zawiesił (obecnie po odwołaniu się – przywrócony). I wcale nie pomagały pokrętne tłumaczenia, że chodziło zupełnie o inną sprawę, a nie zemstę czy zmowę milczenia. Do ludzi dotarł zupełnie inny przekaz – Jesteś etycznym przestrzegającym myśliwym, któremu zależy na usuwaniu czarnych owiec? PZŁ za to cię ukarze, a zostawi czarne owce pozwalając im na dalszą bezkarność. W dodatku ten przekaz jest wzmocniony przez oświadczenia owego myśliwego, że wcale nie uczestniczył w jakimś nielegalnym polowaniu oraz podobne tego typu sprawy opisane chociażby w felietonach Dziennika Łowieckiego.

Sprawa z Żernicy dała namacalny dowód, że polscy myśliwi jednak dokonują kłusownictwa na wilkach. A podobne przypadki to na 99% to ich sprawka, a nie jakichś kłusowników i gości z wiatrówkami. A wypowiedzi myśliwych o tępieniu wilków, bo „coś tam”, pokazują, że oni wcale nie rzucają słów na wiatr. Jak sugeruje w wypowiedzi myśliwy poniżej, kiedy w Wigierskim Parku Narodowym znaleziono zastrzelonego wilka. Potężna utrata dobrego wizerunku w oczach opinii publicznej.

Screenshot - 2016-01-23 , 19_17_33

Co do tego ostatniego, dla niektórych warto poświęcić dla dobra „lepszej” sprawy i walki z „okupantem”, bo:

Nieważne prawo, nieważne poczucie sprawiedliwości i zwykłej przyzwoitości – liczy się tylko „wizerunek”. Jak „wizerunek” tego wymaga, to winy zamiata się pod dywan… Świetna propozycja… dla donosicieli!

wilkisendler2

Masz gdzieś wizerunek? Dobra. Ciekawe, jak będziesz płakać, gdy spełni się czarny scenariusz dla myślistwa przy aprobacie społeczeństwa, gdy z powodu utraty wizerunku nikt nie będzie chronić waszego hobby. I to właśnie przez takich jak ty, a nie „ekologistów”.

AKTUALIZACJA (14.11.2017): Wyrok za zabicie wadery z Żernic się uprawomocnił, rzecznik PZŁ poinformowała na profilu facebookowym Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, że skazany Szymon G. nie jest już członkiem PZŁ, a podleśniczego Mirosława W. czeka sąd łowiecki.

http://www.bieszczadzka24.pl/aktualnosci/zabili-i-oskorowali-wilka-zostali-skazani/2780

www.facebook.com/pracownia.na.rzecz.wszystkich.istot/photos/a.419012061503118.96450.136390556431938/1732371143500530/?type=3&theater

A jakie nastroje wśród myśliwych na uprawomocniony wyrok?

Ci wspaniali ludzie powinni dostać nagrodę, a nie karę.

Dokładnie tak – potakuje jeden z myśliwych.

klusole bohaterowie (1)

Jeden z użytkowników krytykuje poglądy kolegów po lufie. Jak mu odpowiadają?

Nie ma podstaw żeby twierdzić że wilk ma większe prawo do jelenia niż my. Mamy równe prawa. Nie jesteśmy z innej galaktyki, jesteśmy częścią ekosystemu.

klusole bohaterowie (2)

Źródło: http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=524119&t=524076

Czy mnie to dziwi? No raczej nie. Widać jak myśliwskie środowisko traktuje wyrzucanie „czarnych owiec”. Zresztą sprawa ta od samego początku pokazała jak większość myśliwych podchodzi do przestrzegania prawa i kłusownictwach na wilkach czy w ogóle drapieżnikach. Jakiś pies uganiający za łowną sarną? Spalić kundla i właściciela na stosie! Masowe kłusownictwo na chronionym prawnie wilku? E tam. Nic się stało. W praktyce czarną owcą jest ten, który zechce przełamać mowę zmilczenia, postępuje w zgodzie z prawem i staje po stronie wilków.

wilkklusownik (1)wilkklusownik (2)wilkprawo

I widać jak członkowie PZŁ bardzo ładnie kurwią logikę. Wedle nich władze powinny siedzieć cicho, bo przecież jakie prawo łowieckie zostało złamane? Wilk nie jest gatunkiem łownym, więc można swobodnie kłusować. Co z tego, że prawo w całości dotyczy wszystkich obywateli, w tym także członków PZŁ? A złamaniem prawa jest zabicie gatunku chronionego, a takim jest wilk szary. A potem zdziwienie, że opinia publiczna ma taką, a nie inną opinię, a strona taka jak nasza zyskuje więcej zwolenników.

wilk nie prawo (1)wilk nie prawo (2)

I też we wszystkim dziwi reakcja Polskiego Związku Łowieckiego w całej sprawie. Żeby oddać sprawiedliwość, jego rzecznik pierwsza poinformowała, że owym świadkiem kłusownictwa był myśliwym cyt. „nie bez znaczenia jest, że to właśnie członkowie naszego Zrzeszenia kierując się dobrem ojczystej przyrody zgłosili sprawę do Policji” (www.facebook.com/223436214384778/photos/a.446076162120781.101022.223436214384778/996342010427524/?type=3&theater). I po jakimś wątpliwości zostały rozwiane… kiedy wyszło, że kierujący dobrem ojczystej przyrody myśliwy został zawieszony w prawach członka. Natomiast zwlekano z reakcją wobec podejrzanych myśliwych niesamowicie długo, do czasu aż zostaną skazani. Jakby honor nakazywał, to podejrzanym kłusownikom-myśliwym zawieszonoby członkostwo aż do rozstrzygnięcia wyroku, taki środek zapobiegawczy… Dla porównania pomagający tym kłusownikom pracownik Lasów Państwowych, po ujawnieniu sprawy, od razu został dyscyplinarnie zwolniony. Można? Można.

I jeszcze jedno – mimo zapowiedzi, że pismo o utracie członkowstwa jednego z sprawców pojawi się jeszcze tego samego dnia, od tygodnia wciąż jest nieobecne. Podobno czekają na odpis wyroku. Ech, ta Poczta Polska 😝. I jeszcze ta sprawa, że drugi skazany za sprawą rzecznika dyscyplinarnego ma sprawę w sądzie łowieckim. No do cholery, jest udowodnione ponad wątpliwość, że jest winny kłusownictwa. Powinien z automatu stracić członkostwo – po co drążyć temat?! Jakoś przy tej chryi z nagraniem chrztu myśliwskiego w Legnicy szybciutko wysmarowano pismo. I nie bez znaczenia jest fakt, że dekadę temu ZG PZŁ oficjalnie postulował o wpisanie wilka na listę gatunków łownych, a rok temu na IX Okręgowym Zjeździe Delegatów PZŁ w Bydgoszczy wśród powierzonych zadań dla myśliwych wymieniało się „podjęcie starania mające na celu przywrócenie wilka na listę zwierząt łownych”.

W sumie co ja się dziwię, że szeregowi myśliwi pochwalają kłusownictwo na wilkach. Przykład idzie z góry.

Czytaj także: Zachowania i poglądy kłusownicze wśród myśliwych oraz
Myśliwi strzelają, a wilki giną.

 

Myśliwi strzelają, a wilki giną.

Zgłosiła się do nas jedna z czytelniczek, z kolejną smutną informacją, oraz zdjęciami.

Witam, czy można wysłać Wam zdjęcia zastrzelonego wilka? Zdjęcia wykonane na Przełęczy Radoszyckiej, na granicy Polski i Słowacji; przypadkowo w trakcie spaceru natrafiłam na zwłoki wilka, niestety trzeba było uciekać, ponieważ w pewnym momencie usłyszałam głosy idących w jego stronę dwóch mężczyzn. Z tego co wiem Słowacja wprowadziła możliwość odstrzału wilka, ale minimalny dystans od granicy wynosi 25 km. Czyli ten wilk padł ofiarą kłusowników… Możliwe, że to był nasz polski wilk…

Należy się podziękowanie, gdyż tylko dzięki publikacjom mają szansę ujrzeć światło dzienne tego rodzaju zwierzęce dramaty.

22324242

Przy granicy polsko-słowackiej, leży cicho truchło młodego drapieżnika. Nie zapoluje już więcej…

19022652_10207011765571921_1897190629_o
Seria zdjęć zastrzelonego wilka, wykonane przez naszą czytelniczkę.

Widoczna rana postrzałowa dopowiada historię jaka go spotkała. Może został „pomylony z dzikiem”, a najpewniej został z premedytacją zabity, jako „szkodnik przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Niestety, ale takie właśnie podejście prezentuje większość myśliwych. Kiedy PZŁ swego czasu na swoim profilu próbowało robić nagonkę na wilka, pojawiały się i głosy o natychmiastowej potrzebie „regulacji” tego drapieżnika do 300 sztuk… Tak że ten… zaglądając natomiast na fora łowieckie, ze zdumieniem przeczytać możemy jak ludzie, którzy ślubowali przestrzegać prawa łowieckiego i bronić przyrody, dyskutują sobie o możliwych sposobach cichego pozbywania się wilków i kłusowniczym odstrzale, a następnie pozorowaniu wypadków komunikacyjnych, jako przyczyny śmierci zwierzęcia.

wilk300.png
Jeżeli chcemy utrzymać naszą przyjemność w zabijaniu i mamić społeczeństwo to musi „odejść” legalnie jeszcze co najmniej z 800 osobników polskiej populacji naszego konkurenta.  

wilkszpadel
Celny strzał, szpadel i jeszcze pozbyć się obroży telemetrycznej. Bo lepiej zlikwidować szkodnika-wilka aniżeli dzika…

Od 2015 roku między Polską a Słowacją obowiązuje 25-kilometrowa strefa buforowa będąca wyłączona z polowań na wilki (w Słowacji wilk jest gatunkiem łownym). W omawianym przypadku zwierzę zostało zabite tuż przy granicy, jak informuje nas czytelniczka.  Jak widać powołanie tej strefy nie wiele dało…

19046853_10207011767091959_975545027_n
Typowy strzał „na komorę” czyli w serce. Ktoś tu jednak trochę chybił. Po prostu egzekucja. Choć znając myśliwych, pewnie napiszą coś o pasożytach i larwach gzów, które wywierciły od środka ten otwór… Albo o wnykach. Podobne historie słyszeliśmy już w przypadku strzelonych łosi.

wilkekolodzywilkkls

Wilki, łatwego życia nie mają. Do pełni szczęścia potrzebują rozległych kompleksów leśnych, dzikich terenów, najlepiej mało penetrowanych przez człowieka. O takie miejsca w dzisiejszym świecie jednak coraz trudniej. Przez prawie 114 tysięcy myśliwych, niecałe 1200 wilków uważane jest za „szkodniki”. Strony kół łowieckich i niektórych nadleśnictw celowo biorą udział w antywilczej histerii zamieszczając na swoich profilach „straszne” zdjęcia ogryzionych kości wilczych ofiar… Z jednej strony ciągle słyszymy, że tych i tamtych zwierząt jest za dużo (jak to możliwe, aby za dużo było jednocześnie drapieżników i ofiar?), a niektórzy myśliwi otwarcie twierdzą, że ich rolą jest zastępowanie wilków. No dobrze… Tylko kiedy przypadkiem natkną się pozostałości po biesiadzie drapieżników, nie gorzej niż przedszkolne dzieci dotknięte „syndromem Bambi”, rozdzierają szaty nad resztkami „biednych małych jelonków”, och jakąż to straszną śmiercią musiały zginąć. No tak, lepiej żeby podrosły i żwawo uciekały postrzelone, gnane zgrają psów myśliwskich na polowaniu zbiorowym. Wtedy to w zgodzie z etyką, zasadami i regulaminem… Ostatnio myśliwi odkryli ze zdumieniem fakt, iż wilki upolowały dużego dzika. Oczywiście szok, niedowierzanie, wręcz panika… Naprawdę można martwić się o los polskiej przyrody, czytając takie reakcje.

19022678_10207011765171911_462463641_o

W 2016 roku media obiegła głośna sprawa skłusowania wilczycy w Bieszczadach, czego dokonało dwóch myśliwych należących do PZŁ przy współudziale podleśniczego. Niedawno zostali skazani nieprawomocnym wyrokiem w zawieszeniu. Dlaczego warto przypominać o tym przypadku? Tym razem kłusujący myśliwi nie mieli szczęścia. Na gorącym uczynku przyłapał ich inny myśliwy, który zgłosił sprawę policji i organom związku. I jak zareagował PZŁ? Nie, nie było medalu łowieckiej zasługi… sprawę próbowano bagatelizować, a nieprzyjemne konsekwencje spotkały myśliwego, który o sprawie doniósł. Został wykluczony z koła macierzystego, tracą szacunek i „przyjaźń” kolegów… To wydarzenie mówi bardzo wiele o myśliwskich nastrojach wobec wilków i tym jak sami traktują przypadki takiego kłusownictwa w swoim gronie.

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

19021709_10207011765051908_1948882091_n

Człowiek w wilczej skórze.
Wilk „przeszkadzający w wykonywaniu racjonalnej gospodarki łowieckiej” jest wrogiem numer 1 dla większości myśliwych. Traktowany i postrzegany na równi z wałęsającymi się psami. Ale dlaczego? Przecież myśliwi twierdzą, że oni wilki zastępują, powinni więc cieszyć się, że ktoś wyręcza ich w ponurej robocie. Nic z tych rzeczy, gdyż dla myśliwego sensem życia jest polowanie. A polowania jest mniej, gdy w „łowisku” grasuje wilk. Nie przestrzega on okresów łownych, ani ochronnych, „morduje” młode zwierzęta, płoszy (zwierzęta stają ostrożniejsze, przez co polowania też są trudniejsze), no same szkody! Przekłada się to także na straty finansowe koła (trofea, skóra, dziczyzna). No, szału można dostać, tyle pracy w łowisku dla dobra zwierzyny, dokarmianie, lizawki, wodopoje, nęciska, a tu bure nie robio nic i polujo cały rok na wszystko! To nasze jelenie, dziki i daniele, racjonalnie hodowane dla celów łowiectwa!

wilkstraty.pngwilkstraty2wilkstraty3wilkstraty4.pngwilkstraty5wilkstraty6
Same straty… Nie może być tak, że wilk ma odżywiać się swym naturalnym pokarmem! A co z tego ma mieć bidny myśliwy?

Myśliwi w żaden sposób nie są w stanie pojąć roli wilka w ekosystemie, który to drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Tym samym budzi wstręt… może dlatego, że myśliwi patrząc na wilka zdają sobie sprawę ze swej ułomności i niedoskonałości. Nie bardzo można też straszyć lud nadmiernym rozmnożeniem wilka, jak robią to myśliwi w przypadku lisów i jest to wtedy jakoś zasadne. Ponieważ wilki potrafią doskonale same kontrolować swoją liczebność – w watasze rozmnaża się tylko para alfa i to nie zawsze, w zależności, od dostępności pokarmu i siedliska. Nie trzeba więc w żaden sposób kontrolować ich liczebności. Obecność wilka w „łowisku” (tfu, no przesiąkłem widać tym łowieckim bełkotem), ma jeszcze taki plus, że polują one na lisy, jenoty oraz bobry – czyli także „szkodniki”. No i zagryzają równie znienawidzone przez myśliwych „hordy bezpańskich kundli”. Pamiętać musimy, że wilk potrzebuje dziennie około 5 kg mięsa, a więc poluje cały czas mając w wilczym nosie przepisy, regulacje ochronne, zachowanie stada podstawowego… Jest więc o niebo bardziej cennym sprzymierzeńcem w ratowaniu pól rolników i szkółek leśnych oraz nas wszystkich przed zwierzęcą i głodową apokalipsą. Myśliwy, cóż… Musi mieć na co polować, dziczyzny zje pół kg od święta, ale „racjonalna gospodarka” z utrzymywaniem podstawowych stad danieli, jeleni, dzików i saren oparta o jakąś prowizoryczną inwentaryzację być musi.

19024596_10207011767171961_524020466_o

Jak widać można ustanawiać moratoria, obejmować gatunki ochroną, a zabawa w polowanie trwa w najlepsze… Sądząc po ilości „wypadków i przypadków”, które są nam zgłaszane. A to tylko kropla tego co jesteśmy w stanie wykryć, zaś wpisy i wypowiadane poglądy myśliwych tylko potwierdzają to co zawieramy w naszych artykułach:

screenshot-2016-08-20-12_42_14wilkredukcjazakazwilk (2)zakazwilk (3)zakazwilkwilkzamalowliklpm.jpgwilkkls

Zrzut ekranu 2016-02-25 o 15.16.37wilkyorkwilkdorzekiwilkilacdobrywilkmartwy

Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora!
Są i nieliczni myśliwi, rozumiejący rolę wilka w środowisku, działający na rzecz jego ochrony, czy cieszący się z jego obecności w łowisku. Tacy zamiast postrzelać i psioczyć na bure drapieżniki, rzeczywiście czując naturę wolą spędzić noc na ambonie bez jednego strzału, słuchając koncertu zwołującej się watahy. Doświadczyć echa grozy pędzonych jeleni. Ale to nieliczni. Jednym z takich prawych i etycznych myśliwych był nieżyjący już Karol Soliński, który o wilkach pisał tak na łamach „Dzikiego Życia”:

Uważam, że nie mogę pozostać bierny w sprawie wilków i nie tylko wilków. Upływa 20 lat od chwili, kiedy jako członek Polskiego Związku Łowieckiego zwróciłem się do Zarządu Głównego PZŁ w Warszawie, będąc czynnym myśliwym, w sprawach, które dzisiaj wreszcie przybrały odpowiednie formy działania zmierzające do ochrony tego, czym obdarzyła nas natura, a co tak bezmyślnie niszczymy. Dla ludzi trzeźwo obserwujących to, co dzieje się z naszą przyrodą – darem natury, szczególnie ze zwierzyną żyjącą w stanie wolnym, tak zwaną „dziką”, jest zastraszające. A czynią to w większości ludzie za ten stan odpowiadający – myśliwi i leśnicy.

Powrócę jednak do zasadniczej sprawy, to znaczy wilka i do przywołanego na początku listu sprzed 20 lat. Stan wilków w naszym regionie od czasów omawianych w moim liście na pewno nie wzrósł do stanu jakoby zastraszającego, zagrażającego człowiekowi i jego gospodarce. To bzdura.

Stan ten wzrósł w fałszywych ludzkich papierzyskach i dokumentach inwentaryzacyjnych sporządzanych w biurach, a nie uczciwie w łowiskach. Myśliwi i leśnicy (?), którym tak bardzo zależy na tępieniu wilków, nie przebierają w środkach dla uzasadnienia swojego stosunku do wilków.

Szanowni koledzy myśliwi i leśnicy uzasadniając potrzebę tępienia wilków posługują się twierdzeniem, że wilki wyrządzają szkody także w gospodarce łowieckiej, co ma potwierdzać fakt spotykania w łowiskach szczątków zwierzyny łownej nie skonsumowanej do końca przez wilki. Zapytam: czy na pewno tylko przez wilki? Szanowni koledzy decydenci o „być albo nie być” dla wilka, jeżeli nawet wilk zabije zwierzynę łowną i do końca jej nie skonsumuje, pozostawiając niezbity dowód swej przestępczej działalności w łowisku to czyż nie nasuwa się pytanie co się dzieje panowie myśliwi z waszymi postrzałkami? Co dzieje się z ofiarami kłusownictwa? A kto zabija tam, gdzie wilki nie występują? Skąd biorą się padłe sztuki zwierzyny łownej w polach, w uprawach rolnych, właśnie tam gdzie niestety nie ma wilków?

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na inny jeszcze fakt potwierdzający niekonsekwencję decydentów o „być albo nie być dla wilka”. Panowie leśnicy narzekają na nadmiemy stan zwierzyny płowej, głównie jeleni w lasach na południu województwa krośnieńskiego, powodujący poważne szkody w uprawach leśnych. Na tych samych obszarach, według opinii panów leśników, występuje nadmierny stan wilków. A więc o co panowie w końcu chodzi? Czego jest w tych krośnieńskich łowiskach za dużo?”

screenshot-2016-02-04-21_43_23.jpg
”Szkodnik”, tylko który bardziej?

A więc mamy kolejnego już myśliwego, który nie tylko potwierdza to co wilkach piszemy my, ale także poglądy swoich kolegów. Karol Soliński zmarł niedawno w wieku 93 lat. Warto jednak przypomnieć sylwetkę, poglądy i działania tego myśliwego, który powinien być wzorem dla wszystkich dzisiejszych hejterów wilczych spod loga PZŁ.

W innym liście Pan Karol pisze o swoich działaniach na rzecz ochrony wilków:

Jestem członkiem PZŁ, czynnym myśliwym od roku 1957, natomiast mój staż myśliwski datuje się od najmłodszych lat okresu międzywojennego. Ojciec mój był myśliwym i strażnikiem łowieckim w okresie przedwojennym i od tamtego czasu z łowiectwem jestem związany i jak długo pozwoli mi zdrowie z czynnym łowiectwem nie zamierzam się rozstać. […]

Wniosek mój dotyczy: 1 – objęcia ochroną i rozszerzenia okresu ochronnego dla wilka na województwa przemyskie, krośnieńskie i nowosądeckie; 2 – zmiany dotychczas obowiązującego okresu polowań na dzika (!!! ~ Postulaty NPRM!)

(…)

[…] Praktycznie moim zdaniem dzik został pozbawiony okresu ochrony. Czy obecny termin polowań gwarantuje nietykalność maciorze w okresie prawnie zastrzeżonym, kiedy prowadzi potomstwo? Na pewno tak, ale w innej sytuacji dopuszcza do niezamierzonego nawet barbarzyństwa. Jak można inaczej nazwać fakt odstrzału lochy ciężarnej tuż przed okresem wyprosienia? Polując w kole łowieckim „Jarząbek” w Ustrzykach Dolnych, w dniu 10 lutego (obecnie na lochy można.polować do 15 stycznia, na pozostałe do końca lutego – red.) między innymi zostały odstrzelone dwie loszki. Ja dokonywałem operacji ich patroszenia. Obie loszki posiadały w pełni rozwinięty płód w ilości po 7 sztuk każda. […] Polując w kole „Ponowa” w Krośnie, w rejonie dukielszczyzny […] zamiast dużego odyńca padła duża locha, strzelona przez starszego już wiekiem kolegę. Znowu ja, ze swoimi umiejętnościami etatowego „patrocha” i znowu tym razem okropny widok: 11 sztuk małych: […] Niepokoi mnie również sprawa odpłatności przez koła za szkody wyrządzane przez zwierzynę łowną […] W tej sytuacji koła słabe finansowo, doprowadzą do całkowitej likwidacji dzika w obwodach przez siebie dzierżawionych […] Tematu nie wyczerpałem, bo chyba obrazi się na mnie lis, on też jest biedny.

~ Fragmenty pisma Karola Solińskiego do Zarządu Głównego PZŁ z kwietnia 1978r.

Źródło:
http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Temat pozostaje niewyczerpany. Myśliwi i kłusownicy strzelają, a wspaniałe drapieżniki giną, mimo ochrony. Kto by się tym przejmował… Przecież mamy myśliwych, którzy go „zastąpią lepiej”! Nieliczni, postępujący w zgodzie z prawem i moralnością, świadomi przyrodniczo są przez „wiedzących lepiej” specjalistów od szkodników, gnojeni, ignorowani, a nawet prześladowani. Ale to już nie nasze zmartwienia, choć wolelibyśmy, aby osoby postępujące w zgodzie z prawem, potrafiący spojrzeć na środowisko szerzej niż przez pryzmat doraźnej korzyści z polowania, były kiedykolwiek przez PZŁ postrzegane inaczej. Pewnie jeszcze jednak długo zostaną „wrogami, oszołomami i zdrajcami”. No cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że natura jakoś to wszystko przetrzyma, a z czasem do głosu dojdzie rozsądek, nauka i argumenty, w opozycji do emocji łowieckich i „racjonalnych” gospodarek.

18199379_1446480095427304_2783700988948239598_n
Lasy Państwowe, nie bardziej niż myśliwi zdają się być oderwane od rzeczywistości i dotknięte piętnem bambizmu. Wespół z myśliwymi ścigają się w nakręcaniu antywliczej histerii. I biorąc pod uwagę tego typu poglądy, trudno się potem dziwić przypadkom kłusownictwa na wilku.

 

p33zł
A tu już post na osi czasu PZŁ. Akurat ich poglądom trudno się dziwić, kiedy deklarują przy każdej okazji obronę interesów łowiectwa za wszelką cenę, a interes PZŁ ma być czymś nadrzędnym. Wszystko, tylko nie przyroda. No chyba, że można mieć jakieś korzyści. A te dla gospodarki łowieckiej po uczynieniu wilka łownym byłyby szerokie.

Więcej o myśliwskiej hipokryzji i nienawiści wobec wilków dowiesz się tutaj:

„Nie dla wilka kiełbasa!” – Myśliwi oburzają się, że wilki zjadają „ich” dziki.

=====================
=====================

Źródła:

Listy Karola Solińskiego, miesięcznik Dzikie Życie:
 http://dzikiezycie.pl/archiwum/1998/maj-1998/wilki-i-nie-tylko-wilki

Wilki.pl 

Myśliwi skazani – Sprawa skłusowanego wilka w Bieszczadach.

Forum Dziennika Łowieckiego

Dawne forum Polskiego Związku Łowieckiego

Forum dyskusyjne Lasypolskie.pl

====================
====================

 

 

 

„Nie dla wilka kiełbasa!” – myśliwi oburzają, że wilki zjadają „ich” dziki.

Od dłuższego czasu PZŁ gromi jak to dzików jest za dużo, okoliczni mieszkańcy wsi i miejskich osiedli cierpią, a eko-dekle jak zwykle nie chcą ich wybijać. Co jest dziwne, bo jak ministrowie rolnictwa i rozwoju wsi, wpierw Marek Sawicki, a potem Krzysztof Jurgiel zapowiadali depopulację dzików na Podlasiu w związku z ASF, to myśliwi gremialnie się oburzali: Jak tak można! To barbarzyństwo! Gdzie są eko-dekle?!

Podobnie reagowali, gdy w marcu 2016 roku w nadleśnictwie Gdańsk, husky rzekomo zagryzł dwa warchlaki (https://www.facebook.com/StrazLesnaNadlesnictwoGdansk/posts/1124348077610419). Coś co wilk zrobiłby dokładnie to samo. Dobra, ale pies domowy to obcy element w lesie. Wilkowi, jako elementowi bardziej naturalnemu, można przebaczyć? Nic z tych rzeczy!

wilkdzik1

I tu przechodzimy do sedna – Gdy zwierzyna gruba obrywa od wilka, to myśliwi także awanturują się i jest rozpacz o masakrze dokonywanej na warchlakach oraz jakie to szkody wyrządza przyrodzie. Boli ich serce, że wataha wilków męczy biednego dzika i go zagryza. Co w przypadku dzika jest kuriozalnym twierdzeniem, kiedy w myśliwskich zagrodach dziki są możliwości obrony szczute przez rozjuszone psy myśliwskie. A w polowaniach myśliwi krzyczą, strzelają i posyłają swe psy na i tak zastraszone zwierzęta.

08-Woelfe-Wildschwein-Jagd12809622_984195851669921_8933204576095766139_n Wilki atakują dzika – źle. Myśliwskie psy atakują dzika – dobrze.

A najbardziej rozwalają mnie teksty typu „Wilki mordujo warchlaczki! Olaboga!”.  Oderwanie od rzeczywistości czy tak zwany „bambizm”? Dla każdego przyrodnika wiadomym jest, że drapieżnik poluje przede wszystkim na młode, jako mniej sprawne w ucieczce, łatwiejsze do zabicia itd. Myśliwi reagują natomiast jakby nie znali tego prawidła przyrody. Pytanie – Czy rzeczywiście żałują szczerze uroczych warchlaków czy też utraconych niedoszłych obiektów swoich polowań?

wilkdzik2

Kogo my chcemy oszukać… Oczywiście, że żałują niedoszłych obiektów swoich polowań. Myśliwi krzyczą, że dzików jest za dużo i konieczna jest ich regulacja ze strony myśliwych. Jednak, gdy wilk zmniejsza ilość owych dzików, to myśliwi krzyczą, że to wilków jest za dużo. Że zaraz wytępi całą zwierzynę w lesie i z jej braku zaatakuje nasze psy, potem żywy inwentarz, aż w końcu ludzi.

473402871_d11dzik Wilki upolowały dzika – źle. Myśliwi upolowali dzika – dobrze.

A czemu krzyczą? Dwa powody:

Pierwszy – wilk to wielki konkurent dla myśliwego, chcącego mieć zwierzyny jak najwięcej dla siebie, bo bardziej cieszy go duże ilości dzików od jednego wilka, przez którego „niejedno koło cierpi”. Biedni myśliwi, gdyż nie będzie pieniędzy z tuszy, a dewizowców też będzie mniej.

 

wilkdzik6

11999675_984200798336093_140960265693744460_o12804790_984202945002545_1942267724315530947_n

Ach ten wredny wilk! Jak on śmie pożreć swój naturalny pokarm! Przed czym teraz myśliwi będą chronić pola rolników?! Przed czym będą przestrzegać mieszczuchów?! Buras to wszystko psuje! Nawet misterny plan jak tu zwiększyć ilość dzików. Tak jak opisuje jeden użytkownik z forum Dziennika Łowieckiego (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=56728&t=55573):  

Nie mieliśmy przez kilka lat za dużo dzików ale udało nam się zwiększyć ich ilość i byliśmy zadowoleni. 

wilkdzik7

Czyli myśliwi specjalnie tworzą nadwyżki zwierząt, nawet tych, którym nie jest potrzebna reintrodukcja i należących do gatunków konfliktogennych. A takim jest dzik. Co z tego, że rolnik może mieć straty? Co z tego, że trzeba wydawać pieniądze, czasami publiczne, by je pokryć*? Co z tego, iż potem bajzel ten trzeba odkręcać i wtedy myśliwska narracja się zmienia? No nic, bo łowisko jest bogate, a ten wredny wilk nawet nie próbuje oszczenić, bo przed czymś trzeba chronić mieszczuchów na wypadek zwierzęcej apokalipsy! Ciąg dalszy cytatu:

Kilka lat temu oszczeniła się nam wadera i mamy swoje wilki….no i oczywiście wynikające z tego powodu problemy. Niestety od kilku lat, czujemy bytność wilków w obwodzie i widzimy efekty ich działania.

I z początku tego samego cytatu:

Od jakiegoś czasu nie oglądamy dzików i jeleni /a było ich nie mało/ a ostatnio też drastycznie spadła ilość sarny.
wilk12803124_984195045003335_3184152675315251803_n

A drugi powód? Ano wilk obnaża całą niekompetencję myśliwych przy regulowaniu zbytniej ilości zwierząt. Raz, że ma naturalne predyspozycje do selekcjonowania słabych i chorych sztuk, kiedy z ludźmi jest zwykle dokładnie odwrotnie. W dodatku myśliwego ograniczają zwykle okresy ochronne i normy moralne, kiedy wilk poluje na zwierza w każdym wieku i dla niego to normalne, że jego ofiara ginie w męczarniach. A nawet jak myśliwy poluje na takiego dzika w każdym wieku, bez okresu ochronnego, to tylko jeszcze pogarsza. Gwoździem do trumny jest stosunek myśliwych do zwierzyny grubej – jeleniowatych i dzika. Cały czas krzyczą, że trzeba zwierzyny grubej jest za dużo i trzeba regulować. Ale gdy przychodzi co do czego, myśliwi dostają białej gorączki o faktycznej regulacji zwierzyny grubej (chociażby rezygnacja z zimowego dokarmiania). Nie to co wilki, które jak trzeba będzie, to zmniejszą nadwyżkę danego zwierza i potem będą go trzymać w ryzach, zamiast udawać farbowane lisy.

I w tym wszystkim wilk nie tylko jest lepszym regulatorem, ale uczciwszym. Nie hoduje on zwierzyny dla egoistycznych interesów. Jak ma zmniejszyć nadwyżki, to to robi. I dotyczy to każdej jego ofiary, a nie tak jak mu wygodnie.

1936975_984197205003119_4688943370019867780_n12814571_984197348336438_8861843247778578288_n

Z kolei od niektórych słychać, iż wilka jest za mało i nie zredukuje dziczej nadpopulacji, ale jak wynika z wypowiedzi myśliwych jest zupełnie co innego. Znikają warchlaki, w okresie najbardziej podatnym na regulacje. Gdy na nęciskach pojawia się wilk dziki unikają tych miejsc. W Bieszczadach dzika także jest na lekarstwo, a tam bytuje i wilk i niedźwiedź. Czyli jednak duże drapieżniki redukują pogłowie dzika oraz robią to szybciej i skuteczniej od myśliwych, którzy wolą hodować na rolniczej krwawicy. Z kolei badania wykazały, iż zwiększa się udział dzika w wilczej diecie.

regulacjadziki

Aż chce się powiedzić: tam gdzie PZŁ nie może, tam wilka pośle.

A nie pośle, bo jak wykazałem, takie coś jest w niesmak myśliwemu, bo pokazuje jego bezużyteczność. I taki myśliwy będzie cieszył ze śmierci wilka, bo ten wymordował mu dziczki, jelonki i sarenki, które po dokarmianiu i wyciąganiu z wnyków skończą na łowieckim pokocie.

wildzik3wilkdzik32

A będąc przy śmierci, to przy zastrzelonej i oskórowanej  przez myśliwych waderze w Żernicy w styczniu 2016 roku, na forum Dziennika Łowieckiego jeden myśliwy pieklił się, że cyt. (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=485983&t=485946):

Od paru dni media (łącznie z serwisem internetowym PZŁ) pałują się zastrzeleniem jakiegoś tam wilka. Jednej sztuki. Absolutnie niezagrożonego gatunku. Które to zastrzelenie nie ma najmniejszego znaczenia dla przyrody. Tymczasem na temat pomysłu wy****dolenia do spodu wszystkich dzików w pasie 50 km od granicy, który będzie miał wielki i nieoszacowany przez nikogo impakt ekologiczny – cisza. Nie ma dostatecznie wulgarnych wyrazów na opisanie tego zakłamania.

wilkdzik5

Czyli co? Wilk nadal uznawany za rzadki i widniejący w polskiej Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych, dla ekosystemu niezbędny (znacznie potrzebny niż nadpopulacje zwierzyny grubej), zabity nielegalnie, w dodatku samica mogąca wydać na świat wiele wilków, powinien być olany, bo zero szkód dla przyrody.

Ale dzik, któremu nie grozi żadne wyginięcie, o wyraźnej niekwestionowanej nadpopulacji, stworzonej m.in. przez nieodpowiedzialnych myśliwych, która (jak już musimy rzucać takimi frazesami) szkodzi ekosystemowi (m.in. zniszczone lęgi głuszców) i gospodarce, oficjalnie strzelany jako nosiciel groźnej choroby, nie powinien być olany, bo będzie gigantyczna zbrodnia na ekosystemie?

Raczej zbrodnia na myśliwskiej dumie, bo nie będzie dziczków do hodowania i postrzelania oraz wciskania kitu o ochronie przyrody, konieczności regulacji i miłości do dziczyzny. Nie ma dostatecznie wulgarnych wyrazów na opisanie tych podwójnych standardów, niedouczenia i egoizmu ze strony pseudoekologów z PZŁ.

wilkdzik4

Przy okazji ostatnio myśliwi z PKŁ „Ponowa” w Przemyślu ostrzegali, że wilki zaczynają polować coraz bliżej ludzkich siedzib, bo znaleźli resztki dzika pożartego przez wilki 200 m od zabudowań. A tylko krok od tragedii. Hm… podsumujmy… w ostatnich miesiącach nasiliło się wypadków śmiertelnych spowodowanych przez myśliwych. W części tych wypadków te nieszczęśliwe wypadki wynikły z sztandardowej myśliwskiej wymówki: „Pomyliłem z dzikiem.” (EDIT: więcej tu – https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/06/16/bo-pomylilem-z-dzikiem/)

A od conajmniej 1945 r. nie zanotowano ANI JEDNEGO wilczego ataku na człowieka w Polsce. A dawniejsze doniesienia w świetle obecnej nauki nie wydają się być wiarygodne. Tak więc zadajmy, KTO naprawdę stanowi zagrożenie dla ludzi i ich zwierząt?
12805760_983563831733123_3083668445735168993_n12799095_983563948399778_1537409623248569992_n

 

wilkdziki

==============================================

* Info dla myśliwskich cwaniaków krzyczących: „Poproszę o przykład pokrycia publicznymi pieniędzmi strat rolniczych spowodowanych przez dzika, kłamliwe eko!”. Proszę bardzo – prosto z ustawy Prawo Łowieckie:

Art. 50. 1. Skarb Państwa odpowiada za szkody wyrządzone przez zwierzęta łowne objęte całoroczną ochroną.
2. Za szkody, o których mowa w ust. 1, wyrządzane na obszarach:
1) obwodów łowieckich leśnych odszkodowania wypłaca Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe ze środków budżetu państwa;
2) obwodów łowieckich polnych i obszarach niewchodzących w skład obwodów łowieckich odszkodowania wypłaca zarząd województwa ze środków budżetu państwa.

A co do dzików, to z konferencji w Senacie pt. „Przyszłość wilka w Polsce” z 2015 roku (http://www.senat.gov.pl/gfx/senat/userfiles/_public/k8/agenda/seminaria/2015/150409_wilk/wilk_24-06-2015_internet.pdf):

Pod koniec 2014 r. rząd przyznał Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa 6,1 miliona zł na wypłatę rekompensat za szkody powodowane przez dziki w uprawach rolnych. Do 7 kwietnia wypłacono rolnikom już ponad 3 miliony zł. 

Plus jeszcze odstrzały dzików za publiczne pieniądze z tej samej konferencji:

W tym samym województwie podlaskim pięćset dzików przeznaczono do
odstrzałów, a sejmik województwa podlaskiego przeznaczył na to 200 tysięcy
złotych, czyli około 400 zł za jednego zabitego dzika. Wilkom się za to nie
płaci, wilki to robią po prostu codziennie.

Przy okazji poczekajmy, aż w ramach nowelizacji prawa łowieckiego wejdzie w życie Fundusz Odszkodowawczy, kiedy to Skarb Państwa będzie częściowo opłacać szkody łowieckie :).