Żyjemy pod okupacją kół łowieckich. Myśliwi nigdy nie chronili naszych pól – Rozmowa z Agnieszką Curyl-Katholm.

 26694769_2049351578423306_22172024_n

Szkody, wypłaty odszkodowań, szacowania, ochrona upraw rolników. Któż o nich nie słyszał. Koronne argumenty myśliwych powtarzane niczym święta mantra przy każdej możliwej dyskusji na tematy łowieckie. „Zapraszam na wieś, porozmawiajcie z rolnikami” – słyszeliśmy nie raz. No to porozmawialiśmy. Agnieszka Curyl-Katholm z zamiłowania i wykształcenia jest rolnikiem. W rodzinnym gospodarstwie uprawia pszenicę, pszenżyto, jęczmień, groch, rzepak i kukurydzę. Hoduje świnie, krowy i nieco kur. Działa w Związku Zawodowym Rolników Rzeczpospolitej. Swoje poglądy i problemy z myśliwymi zaczęła nagłaśniać 2 lata temu w TVP1 podczas cyklu programów publicystycznych Sprawa dla reportera. Opowie i pokaże nam, jak myśliwskie slogany i łowiecka mitologia konfrontują z rzeczywistością szarego rolnika oraz jakich prześladowań doznała, kiedy zaczęła publicznie opowiadać o tym jakie straty gospodarka łowiecka przynosi rolnictwu. Wyjaśnia też, jak polskie prawo łowieckie i lobby myśliwskie nie przestrzega prawa własności, a kolejna nowelizacja tylko umacnia taki stan rzeczy.

To prawdopodobnie najważniejsza rozmowa jaka miała miejsce w publicznej debacie na temat kształtu myślistwa w Polsce. Wywiad dla niektórych wstrząsający, bo obracający w perzynę znane myśliwskie bełkoty o ochronie upraw i tym podobne. Łowiectwo szkodzi przede wszystkim przyrodzie i ludziom, to wiemy nie od dziś. Jakkolwiek w tej dyskusji zagadnienie jego wpływu na rolnictwo jest przez środowiska przyrodnicze pomijane lub bagatelizowane. Pamiętamy kiedy pani Agnieszka jakiś czas temu zawitała na nasz profil po raz pierwszy. Nie zawsze się zgadzaliśmy, a w komentarzach pojawiały się drobne różnice zdań. Ostatecznie udało się porozmawiać, a treść prezentujemy Państwu poniżej no i oddajemy do rąk chyba najmocniejszy argument ze wszystkich jakie były tu poruszone do tej pory.

NPRM: Zwykle pytamy naszych gości dlaczego są przeciwni łowiectwu. Ale Ty, jak nam powiedziałaś, nie jesteś jemu przeciwna jako takiemu, jeśli nie narusza interesów działalności jaką się zajmujesz. Więc może tak – jak wygląda obecnie Wasze gospodarstwo? Ile ha ziemi i co na niej uprawiacie? Co trzymacie z żywego inwentarza? Wbrew pozorom to bardzo ważne pytanie.

Agnieszka  Curyl-Katholm: Żyjemy na południu koszalińskiego. W naszym rodzinnym gospodarstwie rolnym uprawiamy pszenicę, pszenżyto, jęczmień, groch, rzepak, kukurydzę. Mamy bydło mięsne i świnie, trochę kur, dwa psy, pięć kotów, a na polach nieogrodzonych pasą się stada państwowych/PZŁ-owych dzików, saren i jeleni, niszcząc nasze plony od zasiewów aż po żniwa. Gospodarstwo jest między lasami, a ziemię uprawiamy zgodnie z jej przeznaczeniem, są to przecież użytki rolne, a nie leśne. Ziemi jest 4. klasy, nie jest źle. Tam, gdzie mamy ogrodzone uzyskujemy wydajność 8t/ha pszenicy, 4,2 t/ha rzepaku, tam gdzie nie jest ogrodzone przed zwierzyną i są szkody 1t/ha, co najwyżej 5 t/ha pszenicy i 0,9 t/ha rzepaku  za takie same nakłady, koszty i pracę!!!

Szkody łowieckie to cios dla nas i gospodarki narodowej oraz ogromne marnotrawstwo żywności.

NPRM: Czym zajmujesz się zawodowo?

Agnieszka: Jestem zawodowym rolnikiem, tak jak mój mąż, po szkole rolniczej. Pracujemy tylko oboje w gospodarstwie. Uwielbiam robotę w polu na traktorze, nie mogę doczekać się wiosny, zapachu ziemi i pracy w polu. Działam w ZZRR „Solidarni”.

26638208_2049103515114779_1928015825_n.jpg

NPRM: Dlaczego właśnie rolnictwo, uprawa ziemi, hodowla zwierząt?

Agnieszka: Poznałam rolnika z krwi i kości, który obudził we mnie miłość do ziemi i rzuciłam wszystko inne, by z nim szukać ziemi i budować gospodarstwo rolne. Pochodzę ze świętokrzyskiego, i tak jak dla mojej babci każdy kawałek ziemi był cenny… Być Rolnikiem to styl życia. Jesteśmy prawdziwymi rolnikami, nie uprawiamy ziemi dla dopłat, bo gdyby tak było, nic byśmy nie siali i brali dopłaty, przecież i tak zwierzyna zżera nasze plony. Kocham zapach ziemi, lubię i szanuję zwierzęta. W prawdziwym gospodarstwie rolnym muszą być zwierzęta.

26553024_2049351841756613_808867436_n.jpg

NPRM: Nie ukrywamy, że bardzo cieszymy się z tej rozmowy. I jest ona bardzo ważną w tej trwającej od lat debacie na temat łowiectwa. Ponad rok temu opublikowaliśmy artykuł w ogólnym ujęciu traktujący o szkodliwym wpływie gospodarki łowieckiej wobec rolnictwa. Oparty na racjonalnej analizie treści z książek myśliwskich. Krótko po tym w Sprawie dla reportera pojawiasz się Ty i „o zgrozo” potwierdzasz swoimi słowami to o czym „zielone ekooszołomy” od dawna piszą. Opowiadasz nawet dużo więcej, rzucając nowe światło wokół konfliktu na linii rolnicy-myśliwi. Od czego to się u Was zaczęło i co jest istotą tego sporu?

Agnieszka: Po prostu my chcemy, aby nasze gospodarstwo się rozwijało, chcemy siać i zbierać nasze plony. Dziś się zadłużamy, by utrzymać gospodarstwo. Historia z myśliwymi zaczęła się od pierwszych szkód na polach. Wydzierżawiliśmy ziemię od ANR, nikt z agencji nam nie powiedział, że ta sama ziemia jest wydzierżawiona kołom łowieckim przez Dyrektora Lasów Państwowych RDLP w Szczecinku na podstawie uchwały Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego o podziale na obwody (i jest do tej pory!). Nasze gospodarstwo rolne leży w 3 obwodach łowieckich i jest eksploatowane przez 3 koła łowieckie, zupełnie za darmo.

Szkody są ogromne, a myśliwi szacują uznaniowo. Po wezwaniu ich na szacowanie przychodzą ze swoim rzeczoznawcą, który zaniża rzeczywiste szkody i wypisuje wszystkie choroby i szkodniki z katalogu, fabrykuje dowody, koło mu sowicie płaci, bywało tak, że nie pozwalał naszych uwag wpisać do protokołu szacowania, pisał że jak zgodzimy się z protokołem to kwota odszkodowania będzie trzy razy wyższa niż jeśli się nie zgodzimy, do tego przybijał kilka pieczątek rzeczoznawcy majątkowego, nawet te nieaktualne.

26696540_2049107778447686_462630243_n
Szkody są ogromne, co widać na tym zdjęciu z drona. Myśliwym taki stan rzeczy bardzo odpowiada. Realizowane cele gospodarki łowieckiej powodują znaczne straty w rolnictwie. Ale dzięki temu można się chwalić ”zasobnymi łowiskami” i bogatymi stanami zwierzyny. Organizować komercyjne polowania dewizowe z zarobkiem dla koła. Żaden z myśliwych tak naprawdę nie jest zainteresowany rzeczywistym ograniczaniem populacji zwierząt takich jak sarny, jelenie czy dziki. Cel jest zgoła odwrotny i zgodny z własnym interesem jakim są udane polowania i obfite pokoty z ubitej zwierzyny.
Fot. Agnieszka Curyl, opis NPRM. 

Inne koło wynajmowało strażnika leśnego etatowego szacującego, który po napisaniu przez mnie skargi do koła, że nie zostawił protokołu z szacowania, wpadł na podwórko i powiedział, że gdybym była mężczyzną, to by mi przyłożył, żebym się nie podniosła. Potem szacował inne uprawy i na szacowanie już nie poszłam, zaniżył trzydziestokrotnie odszkodowanie, poszliśmy do sądu. Spraw w sądzie z jednym kołem mieliśmy trzy, co rocznie po żniwach do sądu, mimo że biegły powołany przez sąd wyliczył najniższą możliwą kwotę, sąd przyznał połowę tej kwoty po czterech latach. Ale zarząd koła się zmienił, sami porządnie ogrodzili pole i już 4 sezony mamy nasze plony, a koło współpracuje z nami.

Inne koło również raz wzięło strażnika leśnego do szacowania szkód z służbowym samochodem,  leśnik dostał naganę i już nigdy nie przyjechał. Nie wpuszczamy na pola oszustów i nie pozwalamy, aby nas ci szacujący oszukiwali.

Jeśli koło chciałoby uczciwie zapłacić nie przysyłałoby takich ludzi. To jest straszak na oponentów, byle pozbierać dowody do sądu, nagrać, sprowokować, byśmy nerwy stracili i wyrzucili z pola. Do jednego rolnika przyjechało raz pięciu takich szacujących i nas świadków też było pięciu. Myśliwi wezwali policję, żeby wyrzuciła świadków rolnika, bo wg nich rolnik powinien być sam podczas szacowania z ich pięcioma rzeczoznawcami! Zeszli z pola, nie oszacowali, policja nie wiedziała jak się zachować.

Z jednym kołem zawarliśmy ugodę w sądzie mieli ogrodzić, żeby nie było szkód. Ogrodzili tak, żeby zwierzyna miała dostęp do naszych pól – są ogromne szkody. Dla nich ogrodzone pola to strata, nie ma łowiska.

NPRM: Czy miałaś jakieś nieprzyjemności ze strony myśliwych po swoich wystąpieniach w telewizji? Jak teraz układa się współpraca z kołami?

Agnieszka: Jest jeszcze gorzej, zwłaszcza z jednym kołem. W ogóle nie chcą szacować szkód, mąż sam ogrodził pola.

NPRM: Jak w praktyce wygląda szacowanie szkód z udziałem myśliwskich rzeczoznawców?

Agnieszka: Szacowanie?! To zbieranie dowodów przeciwko rolnikowi! Główny argument to zła agrotechnika, bo za to odszkodowanie się nie należy. Robią pokazówki z miarami, taśmą, przyjeżdżają z wagami laboratoryjnymi… zdjęcia, operaty jak komiksy, przecież i tak przecież nie zmierzą wszystkich miejsc szkód, nie policzą wszystkich kłosów  to jest komedia. Mąż zwrócił uwagę jednemu myśliwskiemu rzeczoznawcy, to odgrażał się, że zadzwoni na policję. Nie zadzwonił, zszedł z pola. Biegli na liście SO to zazwyczaj myśliwi. Myśliwi dobrze płacą szacującym, dlatego ta kwota w skali kraju 70 mln zł rocznie szkód jest taka niska, a w nią wchodzą również koszty szacowania, dojazdu. Więcej pieniędzy idzie na tych szacujących niż dla rolników. Realna kwota szkód łowieckich to 2 mld zł.

26755396_2049351048423359_1773420856_n
Na polach państwa Katholm – zakaz wstępu dla członków PZŁ 🙂

NPRM: Czy wypłaty odszkodowań są rzetelne i rekompensują straty wyrządzone przez zwierzęta?

Agnieszka: Absolutnie nie! Gdyby płacili uczciwie, szybko by zbankrutowali biorąc po uwagę pogłowie zwierzyny i naturalną pojemność łowiska. Wielu rolników nie wzywa w ogóle na szacowania, wielu pogrodziło na stałe swoje pola, byle mieć spokój i plony. 130 tys. myśliwych w Polsce nie jest w stanie zapłacić za swoje hobby, za które powinno zapłacić milion myśliwych. W Polsce powinno być milion myśliwych, biorąc pod uwagę wielkość kraju.

NPRM: Jesteś za tym, aby rolnicy mogli w razie konieczności wykonywać polowania na obszarze swoich gruntów. I tak obiektywnie rzecz biorąc, trudno się z tym nie zgodzić – rolnik najlepiej wie jak postąpić z tuszą i co zrobić z mięsem, sam rozwiązuje swój problem i nie potrzebuje „opieki” koła łowieckiego. Nie będzie zabijał dla trofeum czy rozrywki. Omijamy tu pewien zbędny etap. Odchodzi mnóstwo kosztów, zwierzęta może wreszcie odnajdują spokój w lasach, nie będąc przeganiane podczas zbiorówek na pola. Być może nawet takie rolnicze polowania przyniosłyby odwrotny efekt i zwierzyna z pól szukałaby bardziej ostoi na terenach leśnych, co byłoby z korzyścią dla rolników i niej samej. Jednak myśliwi argumentują, że „jeśli Wam pozwolić, to w rok wytrzebicie wszystko” – co Ty na to?

Agnieszka: Obecnie łowiectwo na ziemi rolnej to biznes tylko dla myśliwych, którzy nie maja kosztów. Utrzymują wysokie pogłowie zwierzyny, chełpią się nim mówiąc, że to jest wzorowy model łowiecki, po to by wszyscy unijni myśliwymi mogli polować. Zapraszają ich (w ciągu roku w naszej gminie jest kilkadziesiąt takich polowań) wożą ich po polach, lasach, pokazują ambony rozstawiają przy polach, drogach i strzelają. My nie idziemy do chlewni i nie strzelamy do naszych zwierząt przy karmieniu. Polska została wolna od komunizmu, ale rolnicy i zwierzyna żyją dalej w komunizmie. Zwierzęta dzikie powinny być wolne, a nie państwowe, bo jest taka jest ich natura.

Rolnicy powinni mieć prawo polowania, tzn. prawo wyboru koła, myśliwych albo sami polować jeśli są tylko myśliwymi. Nikt z rolników nie myśli, by bez uprawnień mógł polować. Państwo powinno organizować kursy łowieckie (terminy ochrony, zwierzęta pod ochroną czy łowne) i wydawać licencje. Państwo, a nie PZŁ powinno organizować te kursy i państwo powinno pobierać opłaty, a każdy myśliwy powinien wysyłać rocznie wykaz zwierząt pozyskanych w roku. Tak jest w Danii. W Danii część właścicieli nie chce myśliwych, więc nikt u nich nie poluje, tam zwierzyna żyje, a myśliwi duńscy wiedzą, kiedy polować i dbają, by nie wybić wszystkich zwierząt. Tak jakby wybić wszystkie krowy w oborze wziąć kasę, a co z jutrem? nie będzie cieląt, mleka! W Danii nie planów pozyskania i nikt niczego nie wybija do zera. Oprócz dzików, które król duński uznał za szkodnika gospodarki albo trzoda chlewna albo dziki wektor chorób.

 

pozyskanie dania

NPRM: Główny powód dla którego dziś rozmawiamy – szkody w rolnictwie. Wiemy oboje, że gospodarka łowiecka zajmuje się hodowlą zwierzyny w stanie dzikim na potrzeby polowań i utrzymaniem „zasobnych łowisk”, aby powiększające się każdego roku grono myśliwych miało na co polować, a pokoty były obfite i łowy udane. Zwierzęta de facto pasą się na uprawach rolnych dla myśliwskich uciech. Co o tym myślisz? Czy tak powinno być i jak długo może trwać ten stan…

Agnieszka: Jestem przeciwna dokarmianiu i tak wysokiemu pogłowiu. Nas rolników nie stać, by taki stan rzeczy utrzymywać, by nasze pola były pastwiskiem dla tuczenia zwierzyny dla wszystkich myśliwych z całej Unii. Zjeżdżają się z Belgii, Francji, Włoch, Danii, Niemiec  to są zabójcy, do tego różnej maści biznesmeni i politycy. Prawdziwi myśliwi by nie przyjechali na coś takiego.

NPRM: Wolałabyś może nie korzystać z żadnej pomocy myśliwych, mieć pełny zysk z plonów i sama zadbać o swoje uprawy? Jednak obecnie prawo nie bardzo to umożliwia w wielu kwestiach.

Agnieszka: Obecnie nie mamy żadnego wpływu na gospodarkę łowiecką. Nie powinno być żadnych odszkodowań za szkody, ale równocześnie prawo polowania powiązane z własnością ziemi, prawo wpływu na łowiectwo.

NPRM: Myśliwi często mówią, że gdyby nie oni, to rolnictwo padnie, a reszta społeczeństwa umrze z głodu, bo zwierzęta splądrują wszystkie uprawy no i wejdą do miast…

Agnieszka: W reszcie świata rolnicy mają wysokie plony. Produkcja świń w Niemczech szczytuje, a w Polsce spada i mamy ASF. W Niemczech, Danii nikt nie grodzi pól ani lasów. W Polsce Lasy Państwowe grodzą młodniki, bo zwierzyna żre sadzonki, wypierając ją na pola. Rolnicy inwestują w siatkę i słupki, wszyscy grodzą, bo to inwestycja w ciągu sezonu, dwóch się zwraca w postaci zakładanego plonu.

NPRM: Myśliwi często powołują się na to, że oni właśnie chronią uprawy rolników. Kiedy jednak pojawia się postulat, żeby to rolnik mógł na własnej ziemi zabić np. dzika, podnosi się krzyk. Przy aferze z LexSzyszko większość myśliwych popierała to prawo, jako że właściciel może robić co mu się żywnie podoba na jego prywatnym terenie. Jednak w innych przypadkach często nie respektują prawa własności, twierdząc, że nadrzędne cele gospodarki łowieckiej maja wyższość nad nim. Jak rozumiesz ten paradoks? 

Agnieszka: Oni nigdy nie chronili naszych pól. Prawo własności to prawo naturalne zagwarantowane konstytucją i od niego powinno wywodzić się prawo łowieckie. Żaden myśliwy nie szanuje prawa własności, bo obecne prawo łowieckie wywodzi się od Bieruta. Szanują prawo własności jeśli chodzi tylko o ich własność. Wielu myśliwych-rolników ogrodziło swoje pola siatką na stałe, a łowiectwo uprawiają na cudzych polach.

Łowiectwo to hobby, nikt nie powinien decydować o byciu myśliwym. Kurs łowiecki państwowy powinien być jak na prawo jazdy, zdajesz – jesteś myśliwym. Trzeba skończyć z monopolem PZŁ. Myśliwy powinien płacić państwową licencję łowiecką do budżetu państwa, a państwo prowadzi statystyki pozyskania zwierzyny. Niepotrzebne jest jedno PZŁ.

23805685_1981367975221667_1341853902_n23804648_1981367928555005_348906938_n
NPRM: W Sprawie dla reportera powiedziałaś, że „rolnicy żyją obecnie pod okupacją kół łowieckich”, a ktoś inny dodał, że „Waszą pracę niszczą myśliwi i ich system”. Możesz to rozwinąć? 

Agnieszka: Używają jak chcą naszej ziemi, wchodzą kiedy chcą, płacą odszkodowania ile chcą, kolegom więcej, decydują pośrednio co możemy uprawiać, kukurydza i groch tuż po siewie zaraz zeżarta, możemy mieć plon 8t/ha albo 1 t/ha.

26653234_2049088268449637_1718893223_o
Bez wiedzy i bez zgody odbywają się polowania. Oprócz toksycznego ołowiu, w środowisku pozostają śmieci w postaci łusek. 

NPRM: Co należało by według Ciebie zmienić w prawie łowieckim i dlaczego? A może napisać je od nowa?

Agnieszka: Prawo łowieckie należy napisać bezwzględnie od nowa i oprzeć go na normie prawnej prawo polowania jest powiązane z własnością ziemi. W prawie cywilnym i  ustawie o ziemi i ustawie o lasach powinien znaleźć się artykuł prawo polowania należy do właściciela ziemi. Tak jak we Francji w kodeksie rolnym nikt nie ma prawa polować na terenie nie będącym cudzą własnością bez zgody właściciela lub innej uprawnionej osoby. W Danii Sąd Najwyższy przyznał rolnikom/właścicielom ziemi prawo polowania powiązane z własnością gruntu w 1837 r., ale prawo ustanowiono dopiero w 1851 r. i obowiązuje do dzisiaj. Miejmy nadzieję, że nowe prawo łowieckie powstanie szybciej niż w Danii, obwody są już nielegalne, ale brak prawa polowania. Powstało już tyle projektów, a każdy jest taki sam, zachowuje status quo PZŁ, a nawet go wzmacnia, jak w przypadku art. 33 ust. 3 który zniknął o odpowiedzialności solidarnej członków koła za zobowiązania finansowe koła. Dlaczego? Wiadomo. Wygląda na to, że nikt w Parlamencie nie przeczytał raportu NIK o łowiectwie i wyroku TK z 10 lipca 2014 sygn.akt P 19/13. Na stronie 14. wyroku TK jest nawiązanie do normy prawnej przedwojennej. Skoro nie ma obwodów łowieckich, bo art .27 ust.1 stracił ważność, brak nam tylko prawa polowania!!

NPRM: Popierasz postulat OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych o delegalizacji PZŁ? Jeśli nie, co zamiast tego?

Agnieszka: Nie ma sensu rozliczać PZŁ, my ich nie rozliczymy. Niech tylko oni zejdą z naszej ziemi, łowiectwo byłoby lepsze bez ich monopolu, niech znowu będzie kilka organizacji łowieckich, jak przed wojną, a nie jedna partyjna.

OPZZ zastępuje stary PZŁ nowym i nic nie wnosi lepszego.

Postulat Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej SOLIDARNI jest lepszy, bo zgodny z Konstytucją i oczekiwaniem rolników i właścicieli.

Nasze postulaty oparte są na światowych modelach łowieckich, przedwojennym prawie łowieckim z 3 grudnia 1927 r., wyroku TK z 10 lipca 2014 r. oraz Raportu NIK Prowadzenie gospodarki łowieckiej z września 2015 r.

Oto nasze postulaty:

  1. prawo polowania powiązać z własnością gruntu;
  2. właściciel nieruchomości ma prawo polowania, wydzierżawia prawo polowania kołom albo sam poluje, jeśli jest myśliwym;
  3. znieść zapis, że zwierzyna w stanie wolnym jest własnością Skarbu Państwa, wprowadzić zapis, pochodzący jeszcze z czasów rzymskich „Res Nullus” [rzecz niczyja] dotyczący zwierzyny, zwierzyna należy do ziemi, na której się znajduje,
  4. znieść monopol PZŁ na łowiectwo;
  5. znieść zapis o powierzchni 3 tys. ha jako minimalnej powierzchni obwodów łowieckich, akt notarialny determinuje wielkość rewiru łowieckiego;
  6. wprowadzić państwową licencję łowiecką, państwowe kursy i szkolenia łowieckie;
  7. Lasy Państwowe powinny wydzierżawiać swe grunty myśliwym w drodze przetargowej i zarabiać na łowiectwie;
  8. na koniec roku łowieckiego każdy myśliwy bądź koło łowieckie przesyła do właściwego ministra informacje na temat ilości pozyskanej zwierzyny;
  9. brak przymusu do uczestnictwa w stowarzyszeniu łowieckim, kole łowieckim, łączenia rewirów łowieckich.

Proponowany przez nas nowy system łowiecki spowoduje:

  1. wpływy do budżetu z tytułu licencji łowieckiej i szkoleń łowieckich, i wydzierżawiania myśliwym w drodze przetargu państwowej ziemi (LP);
  2. brak zakładanego finansowania szkód łowieckich przez budżet państwa;
  3. zwiększenie produkcji rolnej i przepływów finansowych w rolnictwie, zwiększenie eksportu produktów rolnych;
  4. zwiększenie liczby myśliwych, otwarcie łowiectwa dla wszystkich, kultywowanie prawdziwej tradycji łowieckiej;
  5. brak szkód łowieckich jako problemu państwa, szkody będą problemem właściciela ziemi;
  6. zwiększenie wpływu z tytułu podatku VAT, albowiem większa produkcja to większa sprzedaż produktów rolnych i większe wpływy vat do budżetu państwa;
  7. koniec z korupcją podczas szacowań szkód, z procesami o odszkodowania.

Proponowany przez nas nowy system łowiecki nie zagrozi:

  1. łowiectwu i liczebności zwierzyny, gdyż większość lasów w Polsce jest państwowych, właścicielom prywatnym będzie również zależeć na zwierzynie, gdyż będzie ich własnością, będą za nią odpowiedzialni, będą mieć przychody z dzierżawy ziemi myśliwym, poza tym zwierzęta łowne nie znajdują się na liście gatunków zagrożonych. Ponadto polowań będą dokonywały osoby z uprawnieniami łowieckimi.
  2. istnieniu PZŁ, OHZ i LP, kołom łowieckim PZŁ.

W załączeniu tabela, opracowana przez nas, która przedstawia roczny bilans obecnego modelu łowieckiego:

KOSZTY PRZYCHODY UWAGI
Koła łowieckie PZŁ 17,7 mln zł czynsz dzierżawny (gminy i LP otrzymują za 25,6 mln ha, max 7 kg żyta/ha) 1,581 mld zł minimalna wartość hobby
60 mln zł szkody łowieckie (w tym koszty szacowania) 80 mln zł skup dziczyzny
36 mln zł Składka członkowska na PZŁ (2017 r.)

357 zł norm, 197 zł ulg.

?? polowania dewizowe, komercyjne OHZ ZG PZŁ 2,75 mln zł, koszt 0,515 mln zł, zysk 2,23 mln zł, wg NIK
Opłata za kurs łowiecki 1000-2500 zł/os ??dopłaty unijne, subwencje krajowe, introdukcje
Razem 113,6 mln zł min. 1,661 mld zł
Lasy Państwowe

10 % leśników w kołach łowieckich

Ochrona lasu przed zwierzyną 144 mln zł (ogrodzono 90 tys ha 1,3 % pow. LP-NIK Raport o łowiectwie, s.65) 5 mln zł za czynsz dzierżawny od kół

za 7,6 mln ha

Utracony przychód za wydzierżawianie lasów w przetargach na dzierżawę obwodów łowieckich min 200 zł/ha, tj.1,5 mld zł

można by było podzielić lasy państwowe na mniejsze parcele po 2 tys. ha i wydzierżawiać w przetargach na polowania

???Szkody łowieckie w lasach (25 tys.ha szkody < 50%, 70 tys.ha szkody 21-50%) dane za 2012 r. Strategia gospodarowania zwierzyną płową.)

średni koszt odnowienia lasu 4,25 tys. zł/ha

200 mln zł ?

Rolnicy, właściciele ziemi

10 % rolników w kołach łowieckich

lasy prywatne to 1,75 mln ha

17,7 mln ha x 100 kg żyta x 0,5 zł/kg=885 mln ustawa prawo łowieckie art.48 pkt 4, szkody za które odszkodowanie nie przysługuje 0 zł/ dzierżawę obwodu ?? utracone korzyści w związku ze szkodami łowieckimi
Podatek rolny wartość 1,5 mld zł/rocznie

250 kg żyta/ha

2 mld zł szacunkowe szkody łowieckie

 

Utracony przychód za dzierżawę obwodu 17,7 mln ha x 100 zł/ha tj. 1,77 mld zł
gmina 12 mln zł za dzierżawę obwodów na gruntach polnych
Skarb państwa straty łącznie 2,194 mld zł rocznie 150 mln zł VAT (zwierzyna zeżarła plony)
344 mln zł kosztów z LP 200 mln zł Utracony przychód za licencję 1 mln myśliwych x 200 zł

?? Utracony przychód za szkolenie myśliwych

w Polsce jest o 1 mln mniej myśliwych względem l. ludności porównując inne kraje zachodnie

 1,5 mld zł utracony przychód za wydzierżawianie LP

885 mln zł + 1,77 mld zł tj. 2,655 mld zł/130 tys. myśliwych tj. 20,4 tys. zł każdy myśliwy otrzymuje rocznie na swoje hobby od rolników/właścicieli ziemi.

NPRM: Tak ogólnie, to jak z tymi myśliwymi w Twojej okolicy? Przesłałaś nam ostatnio zdjęcia, jak rozstawieni byli na stanowiskach przy drodze powiatowej. Trwało polowanie, na drodze normalnie odbywał się ruch kołowy… Organy ścigania coś z tym robią?

Agnieszka: Odpowiedź z policji przyszła taka, że to nagonka stała z bronią przy drodze (wojewódzkiej), a na drodze nie odbywały się w tym czasie zebrania publiczne…

23846503_1981367321888399_470306631_n23845234_1981367241888407_2112941864_n (1)23845175_1981367655221699_592933151_n26694392_2049354368423027_434604124_n.jpg

26647975_2049383158420148_792668428_n26553136_2049382468420217_2116154205_n

 

NPRM: Dokarmianie zwierząt przez myśliwych płodami rolnymi. Co o tym sądzisz? Oficjalnie ma zatrzymać zwierzęta w lesie, aby nie robiły szkód. Jak to działa według Ciebie w praktyce?

Myśliwi ją dokarmiają, jak muszą zabić. Na swoich polach nic nie uprawiają. Mają 25 ha na granicy z nami i nic nie sieją, by ją tam zatrzymać, cała zwierzyna z ich pola idzie na nasze pola. Na swoich polach maja pełno ambon. Grodzenie lasów państwowych przed ich własną zwierzyną pokazuje, że gospodarka łowiecka stoi na głowie, a przecież to LP zatwierdzają te plany łowieckie, podstawę gospodarki łowieckiej.

26553264_2049350608423403_586716834_n.jpg

NPRM: To może jeszcze – inne niż zabijanie sposoby na zabezpieczanie pól i upraw przed dzikimi zwierzętami. Możesz pokrótce wymienić?

Ogrodzenie siatką typu M drut 2,5mm i 2mm, model 200/25/15, słupki betonowe co 5 m, siatka przyorana na 10 cm, dziki nie wchodzą, tabuny jeleni nie zniszczą w jedną noc całego pola. To skuteczny sposób, ale i bezsensowny. Dlaczego my mamy wydawać pieniądze, zamiast przeznaczyć na coś innego?? Lasy Państwowe też tak grodzą młodniki, tylko że zamiast słupków betonowych drewniane.

26638521_2049350215090109_1897407607_n26696728_2049350391756758_461416667_n
Na myśliwych nie ma co liczyć. Lepiej zabezpieczyć swoje uprawy i cieszyć się przez kolejne lata udanymi zbiorami niż rok w rok użerać się z szacującymi i zbieraniem odszkodowań, które i tak nie rekompensują zysku normalnych zbiorów z pola. Podnoszony jest argument o przeszkodach w migracji, ale jakoś nikt nie bierze pod uwagę tego, że na innych obszarach i tak grodzimy się na potęgę, jednocześnie powstają budowane korytarze ekologiczne, a istnieniu jeleni, saren czy dzików nic nie zagraża. Natomiast dla drobnej zwierzyny łownej takiej jak lisy, kuny, zające czy ptactwo ogrodzenia nigdy nie były dużym problemem. 

NPRM: No i co z prawem własności? Obecnie myśliwi mogą jeździć i poruszać się po polach jak chcą. Często czytaliśmy komentarze rolników żalących się na rozjeżdżanie autami zasiewów, budowę ambon bez pozwolenia czy nęcisk. Czy u Was bywało podobnie? I co sądzisz o takich poczynaniach myśliwych. 

Agnieszka: To prawda. Prawo własności nie istnieje dla nich, jeśli chodzi o cudzą własność, już za Bieruta zniknęło cudzych, a zostało 100 metrów od domów, a było w prawie łowieckim z 3 grudnia 1927 r.

NPRM: A jakie jest Twoje podejście do natury? Chodzisz do lasu? Które z dzikich zwierząt lubisz najbardziej?

Agnieszka: Oczywiście, że kocham naturę, ja jestem typową wiejską dziewczyną. Galerie handlowe mnie męczą, wpadam tam, jak już naprawdę muszę i zawsze szukam ekspedientki i krótko mówię czego szukam, nie lubię łazić i szukać między półkami. Uwielbiam podziwiać widoki na naszych polach, zachwycam się jak rośnie zboże, czuję się bardzo dobrze na wsi. Do lasu na grzyby chodziłam jak była małym dzieckiem, teraz nie chodzę z braku czasu.

26648165_2049107291781068_532095900_n26553553_2049386608419803_1622033083_n.jpg

Konflikt trwa od lat i zaostrza się. Źródłem jego jest przestarzała ustawa ”Prawo Łowieckie” stworzona w czasach komunizmu, nie uwzględniająca stanu własności prywatnej, ani interesów innych grup społecznych. Dziś ten spór narasta i komuś chyba bardzo zależy na jego pogłębianiu, podczas przepychania szkodliwych nowelizacji, tylko usztywniających dawny stan. Dzisiaj jedni chcą obserwować, podziwiać i fotografować zwierzęta, bez presji że zostaną przegonieni przez myśliwych. Kolejni pragną w spokoju pracować i zbierać udane plony z pól. Na końcu znajduje się mała grupa, która chce jedynie polować i cieszyć się stosami ubitych zwierząt. Ich hobby odbiera innym wolność do własnego przeżywania natury i spokojnego z nią obcowania, kolejnym wyrządza szkody. A monopolista PZŁ krzyczy od lat, że będzie walczył o zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie i nie cofnie się ani kroku. Jedno jest pewne – potrzebna nam nowa ustawa godząca, a przynajmniej proponująca kompromis wszystkich tych grup. Zamiast pisanych na kolanie nowelizacji mających dokuczyć innym i zabezpieczyć monopol grupy polującej, potrzebne po prostu dobre prawo dla ludzi i zwierząt, wykluczające obecne dziś absurdy. Obyśmy go doczekali…

Na przestrzeni wieków pola, łąki, pastwiska i ugory na trwale wpisały się w krajobraz Polski. Stworzyły dogodną niszę do zasiedlenia przez liczne gatunki ptaków, takie jak bocian biały, czajka, dzierlatka, skowronek, kuropatwa – lista ta jest bardzo długa. Stały się schronieniem dla ssaków takich jak zając, wykształciły też ekotyp sarny polnej. Ekolodzy i przyrodnicy od lat współpracują z rolnikami, uświadamiając ich odnośnie występowania rzadkich gatunków na ich włościach, uzgadniając kompromisowe terminy koszenia łąk i wypracowując lokalne sposoby ochrony gatunków.

Zobacz także:

Sprawa dla reportera: Rolnicy kontra myśliwi oraz ciąg dalszy. Nasz komentarz do tych spraw tu i tu.

Artykuł Głosu Pomorza: Spór o odszkodowanie

Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Rolnicy domagają się likwidacji PZŁ – Myśliwi sobie nie radzą

Reklamy

Przyroda jest niesamowita. Zamień strzelbę na aparat! Rozmowa z Adamem Ławnikiem.

Myślistwo to obciach, a myśliwi interesują się przyrodą tylko we własnym interesie. Wszystko się kręci wokół ich pasji, której zwieńczeniem jest zabijanie niewinnych zwierząt. Dzięki fotografowaniu wracamy z lasu szczęśliwsi, bogaci w piękne przeżycia i uwiecznione sceny, a te same zwierzęta możemy ujrzeć znowu podczas kolejnej wyprawy. Adam Ławnik, miłośnik przyrody , obserwator zwierząt i fotograf , były wiceprezes Związku Polskich Fotografów Przyrody podzielił się z nami swoimi poglądami odnośnie łowiectwa i przeżyciami z wędrówek. Obecnie wolontariusz w projekcie na rzecz powstania Turnickiego Parku Narodowego i kampanii Niech Żyją! 

adamlawnik

NPRM: To pytanie zdajemy wszystkim naszym gościom. Jak to się stało, że jesteś przeciwnikiem łowiectwa i dlaczego? Czy wydarzyło się coś szczególnego? Myśliwi nie przekonują Cię swoimi argumentami?

Adam Ławnik: Będąc często w terenie, mam styczność z działalnością myśliwych i oceniam ją negatywnie. Przez lata nie znalazłem ani jednej pozytywnej rzeczy w tym, co robią. Ich działania, pomimo górnolotnych haseł, nastawione są na własny interes. Wszystko się kręci wokół ich pasji, której zwieńczeniem jest zabijanie niewinnych zwierząt.

NPRM: Czym się zajmujesz zawodowo na co dzień?

Adam Ławnik: Jestem fotografem. Oprócz fotografowania przyrody wykonuję sesje reklamowe architektury i wnętrz. Do niedawna pełniłem również społecznie funkcję wiceprezesa i sekretarza w Zarządzie Głównym Związku Polskich Fotografów Przyrody. Obecnie wspieram projekt utworzenia Turnickiego Parku Narodowego oraz pomagam w kampanii Niech Żyją!

0704-00619C

NPRM: Dlaczego akurat fotografia?

Adam Ławnik: Fotografią zainteresowałem się dzięki mojemu ojcu, który, co prawda, zajmował się nią amatorsko, ale z dużym oddaniem i zaangażowaniem. Do dzisiaj pamiętam, jak łazienka zmieniała się w ciemnię fotograficzną, a na sznurkach zamiast ręczników suszyły się zdjęcia.

Od dziecka interesowałem się także przyrodą, zwłaszcza zwierzętami. W tym przypadku ogromny wpływ miał na mnie dziadek – miłośnik roślin i zwierząt.

NPRM: Uważasz, że myśliwi mogliby być spełnieni i doświadczać podobnych emocji, fotografując zamiast strzelać?

Adam Ławnik:  Myślę, że wbrew przekornej nazwie Waszego portalu – Nie podaję ręki myśliwym – właśnie należy podać rękę wielu, zwłaszcza młodym myśliwym i pokazać, że można dalej polować, ale zamiast strzelby zabierać ze sobą aparat fotograficzny z teleobiektywem. Trzeba mówić otwarcie – strzelanie do zwierząt jest odrażające, to straszny obciach w XXI wieku, w nowoczesnym społeczeństwie. Jeżeli chcecie mieć kontakt z przyrodą i dzikimi zwierzętami, zacznijcie fotografować! Ekscytujące jest zwłaszcza robienie zdjęć z podchodu, a wcześniejsze doświadczenia łowieckie będą przydatne przy podchodzeniu zwierząt i maskowaniu w terenie. Robienie zdjęć dostarcza nie tylko olbrzymiej dawki adrenaliny, ale też daje ogromną satysfakcję z udanych kadrów, którymi potem możemy zaimponować licznemu gronu odbiorców, np. w mediach społecznościowych, a nie tylko wąskiemu gronu kolegów „po lufie”. Zamiast spoglądać przez lunetę i patrzeć, jak kona trafione lub, co gorsza, ucieka postrzelone zwierzę, lepiej spojrzeć na ekranik aparatu, aby zobaczyć, czy ostrość autofocusa trafiła, a kadr jest nieporuszony. W fotografii odchodzi cały proces przemocy i bestialstwa, jakim jest mordowanie bezbronnych zwierząt i tych wszystkich czynności wykonywanych już po zabiciu – patroszenia, transportu ciał ociekających krwią. Dzięki fotografowaniu wracamy szczęśliwi i pogodni z lasu, a napotkanego jelenia z olbrzymim porożem zapewne zobaczymy i sfotografujemy także w następnych dniach.

Zamiast wypchanej głowy na ścianie, powiesimy jego piękne zdjęcie lub jak ktoś bardzo lubi to naturalne zrzuty jeleni. Ostatnio czasami fotografuję z leśnikiem, który przestał płacić składki w PZŁ i wciągnął się w fotografię przyrody.

1509-00908C

NPRM: Ty uwieczniasz piękno natury, zachwycasz się nim i przekazujesz je dalej. Tworzysz coś wspaniałego. Myśliwi natomiast to piękno jedynie niszczą, bo nie wyobrażam sobie, aby można było się czymś zachwycić, a w następnej chwili w spokoju zastrzelić…

Adam: Wciąż nie mogę zrozumieć samego momentu oddania strzału i pozbawienia zwierzęcia życia. Same przygotowania i czas oczekiwania są prawie identyczne w fotografii zwierząt. Trzeba wcześnie wstać i przed świtem lub o zachodzie słońca być w terenie, w czasie, kiedy zwierzęta są najaktywniejsze. Fotografowie ubierają się prawie tak samo jak myśliwi, korzystają z samochodów terenowych, a potem, aby podejść do zwierząt odpowiednio się maskują i zwracają uwagę na kierunek wiatru. Kiedy widzimy zwierzęta i podchodzimy do nich coraz bliżej i bliżej, emocje sięgają zenitu. Niestety, końcówka jest już zupełnie inna… Aby zrobić dobra fotografię, należy znaleźć się stosunkowo blisko zwierzęcia, a najwyższym kunsztem jest zrobienie zdjęć i wycofanie się z terenu bez płoszenia zwierzyny.

W przypadku polowania celny strzał można oddać z odległości pięć razy większej. Nie ma więc tu mowy o jakimś wyczynie. Obecna broń umożliwia mordowanie zwierząt z bardzo dużej odległości. Z tego powodu wiele strzałów wykonywanych jest z bardzo daleka. Zwierzętom odstrzeliwuje się nogi, a potem „dochodzi” po wielu kilometrach, osacza psami i dobija z bliska… Na koniec patroszy się je, a wnętrzności zostawia w lesie.

Z daleka widać stada kruków, które rozdziobują pozostałości, a fetor roznosi się po całej okolicy. Żeby wyciągnąć z głębi lasu zabitego dorodnego jelenia, wjeżdża się samochodem lub ciągnikiem w środek i rozpruwa całą ściółkę, uszkadza młode drzewka, a po całej operacji zostają głębokie ślady terenowych opon. Tak wygląda ta piękna myśliwska tradycja w praktyce…

Przyroda przed wschodem słońca jest niesamowita. Słychać cudowny śpiew ptaków, nad wodą unosi się mgła, pierwsze promienie słońca i światło w kontrze zmieniają rzeczywistość, a z zarośli wychodzą dzikie zwierzęta. Niestety, czasami rytm przyrody jest zakłócany przez strzał z myśliwskiej broni jakiegoś innego „użytkownika” dzikiej przyrody, który także tego dnia postanowił „obcować” z naturą. Wtedy bardzo namacalnie czuję, jak bardzo różni się mentalność myśliwych od reszty obywateli… Nie spotkałem się także nigdy z przypadkiem, żeby myśliwi protestowali przeciwko dewastacji środowiska naturalnego, na przykład sprzeciwiali się wycince starego fragmentu lasu. Odnoszę wrażenie, że są zupełnie obojętni, gdy z lasów wyjeżdżają całymi tirami olbrzymie drzewa, które nigdy nie były posadzone przez człowieka, a kolejny odcinek lasu zmienia się w uprawę desek.
Ważne są tylko ambony oraz liczebność zwierząt, często określonego gatunku, który posłuży potem za trofea lub trafi na talerz.

Myśliwi interesują się przyrodą tylko w swoim interesie, przykładowo gdy dokarmiają zwierzęta, nie robią tego dla dobra przyrody, ale tylko dla siebie, aby podtrzymać populację na odpowiednim poziomie i aby było do czego strzelać w kolejnych latach. Obecnie bacznie obserwuję ich działania w zakresie redukcji dzików. Pod pozorem walki z ASF, która rozprzestrzenia się z winy hodowców świń, pojawiły się żądania, aby wybić prawie wszystkie dziki. Czy myśliwi dopuszczą, aby zniszczyć swoje własne łowiska?

1201-00453C

NPRM:  Podczas fotografowania i podglądania natury, zdarzyła Ci się może jakaś nietypowa lub rzadka obserwacja zwierząt czy ich zachowań?

Adam: Bardzo lubię fotografować w odludnych, rzadko odwiedzanych miejscach na ziemi. Szczególnie miło wspominam Spitsbergen i Patagonię. Przyzwyczailiśmy się do sytuacji, że zwierzęta są dzikie i nawet z daleka uciekają przed człowiekiem. Aby podejść i sfotografować jelenie w Puszczy Karpackiej, należy często wykazać się nie lada kunsztem. Warto jednak uświadomić sobie fakt, że to nie jest normalna cecha zwierząt. Z jednej strony zwierzęta omijają ludzi i zawsze pozostają w jakimś stopniu nieufne, z drugiej strony ten nadmierny strach wynika z faktu, że na taką olbrzymią skalę odbywają się polowania. Zwierzęta, które nie uciekają, są w bardzo krótkim czasie zabijane.Niesamowite jest więc doświadczać możliwości przebywania w bliskim sąsiedztwie dzikich zwierząt, które nie boją się człowieka. Kiedy wędrowałem po Spitsbergenie w oddalonej od bazy polarnej dolinie, młode renifery ufnie podchodziły i z zainteresowaniem przyglądały się tajemniczej dwunożnej postaci. Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu widziały człowieka. Bardzo miło wspominam także fotografowanie pingwinów i słoni morskich nad Atlantykiem w Patagonii. Jakież było moje zdziwienie, gdy czekając na plaży na kolejne pingwiny wędrujące gęsiego do oceanu, niedaleko brzegu pojawiły się dwa ogromne wieloryby, które ocierały się o siebie i wyrzucały fontanny wody. To było niesamowite wrażenie.

NPRM: Słyniesz też z krytyki działań LP i obrony Puszczy Białowieskiej. Zdaje się takie treści przewinęły mi się kiedyś na Twoim profilu. Co nie podoba Ci się w działalności Lasów Państwowych, które jak twierdzą: „dbają tylko o zrównoważony rozwój, użytkowanie drzewostanów i zapewnienie nam wszystkim dostępu do surowca drzewnego w zgodzie z ustalonymi wcześniej planami urządzania lasu”.

Adam:
Lasy Państwowe zgodnie z założeniami po ‘89 roku miały spełniać trzy zadania – zajmować się produkcją drewna, udostępnianiem lasów dla turystyki i rekreacji oraz ochroną środowiska. Niestety, ostatnio można odnieść wrażenie, że ten „wspaniały model polskiego leśnictwa” zupełnie się zdewaluował i od kilku lat głównym celem jest produkcja desek na potrzeby rosnących pensji…

Po ostatnich wydarzeniach w Puszczy Białowieskiej, agresji Straży Leśnej, po konferencjach w Toruniu czy na Roztoczu i obelgach o „zielonych nazistach” korporacja Lasy Państwowe straciła społeczny mandat zaufania i nie powinna nadal zajmować się ochroną środowiska.

Powinna skupić się jedynie na produkcji drzewa, a jednocześnie wrócić do budżetu państwa i dzielić się zyskami z resztą społeczeństwa, a nie przejadać je na własne potrzeby, o czym świadczą ostatnie raporty. Obecny model polegający na tym, że jedna organizacja zajmuje się generowaniem zysków i jednocześnie ochroną środowiska, doprowadził do patologii w zakresie ochrony środowiska, a jednocześnie do braku kontroli nad finansami organizacji zwanej państwową.

Najbardziej smuci mnie fakt, że z roku na rok bezwzględna korporacja sięga po ostatnie fragmenty lasów o charakterze naturalnym lub nieuprawiane od czasów wojny tereny w Karpatach, które przez ten czas zdążyły się zregenerować i są po prostu piękne. Teraz budowane są tam nowe drogi zrywkowe, którymi ciężki sprzęt wjeżdża coraz głębiej. Wycinane są drzewa, które przetrwały czasy, gdy w regionie mieszkało znacznie więcej ludzi niż obecnie. Na stosach wokół dróg leżą wyrżnięte olbrzymie buki czy jodły, których wiek sięga nawet 150 lat.Wycinki trwają przez cały rok, także w okresie lęgowym ptaków (sic!).

Zastanawiam się, czy ktoś w Lasach Państwowych myśli w ogóle o przyszłości i jakie będzie zapotrzebowanie na drewno za 100 lat? Czy będzie wtedy jeszcze potrzebne drewno w takich ilościach jak obecnie? Już teraz jeden z największych producentów mebli oferuje elementy szafek do kuchni z przetworzonych plastikowych butelek. A może jednak olbrzymią wartością za 100 lat będą dorodne drzewa, mające po 200 lat lub więcej? Jeżeli nie wyrżniemy ich teraz, one w większości przetrwają i doczekają do tego wieku.

Wracając jednak do łowiectwa, Lasy Państwowe na swoich terenach prowadzą Ośrodki Hodowli Zwierzyny, tzw. OHZ-ty. Są to najlepsze i najbardziej prestiżowe tereny łowieckie w Polsce, niedostępne dla przeciętnego myśliwego.

Leśnicy często skarżą się na zbyt dużą liczbę zwierzyny obgryzającej drzewa. Teraz żądają odstrzału pięknych łosi, które są jedną z największych atrakcji przyrodniczych naszego kraju.

Te zasady nie są w OHZ-tach ważne, gdyż zwierzęta są dokarmiane przez cały rok, aby potem swoimi ciałami i odciętymi łbami budować nieformalną potęgę korporacji Lasy Państwowe. Z łowisk korzystają zamożni i wpływowi ludzie oraz politycy ze wszystkich ugrupowań od lewa do prawa. W sieciach społecznościowych na profilach nadleśnictw leśnicy prezentują ładne zdjęcia i filmy z dzikimi zwierzętami, wzbudzając podziw i zbierając pochlebne komentarze. Potem słyszę, że te same osoby, w ramach swojej pracy w nadleśnictwie, wystawiają zwierzęta za pieniądze na odstrzał w polowaniach lub mordują je osobiście. Nie mogę zrozumieć, jak można z pasją filmować jelenia i zachwycać się jego pięknem, a na drugi dzień zaprowadzić w to miejsce myśliwego lub osobiście go zastrzelić?

1605-00401C

NPRM: Co według Ciebie powinno się zmienić w polskim łowiectwie i dlaczego?

Adam: Należałoby zacząć od wykreślenia ptaków z listy gatunków łownych oraz zakazać dokarmiania zwierzyny. Zgadzam się też z Waszymi pozostałymi postulatami:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2017/03/02/postulaty-i-cele-spolecznej-kampanii-informacyjnej-nie-podaje-reki-mysliwym/

Rażą mnie polowania na terenie niektórych parków narodowych, które odbywają się pod pozorem ochrony lasów. Nasuwają się tutaj pytania – czego oczekujemy od parków narodowych i czy model myślenia znany z nadleśnictw powinien obowiązywać także na tych obszarach? Zupełnie nie mogę zrozumieć też idei polowań w otulinach prawie wszystkich parków narodowych w Polsce. Ambony ustawiane są w kierunku obszarów chronionych, a zwierzęta przecież nie znają granic. W głowie się także nie mieści, że kilka razy w roku ofiarami myśliwskich hobbystów są także przypadkowi ludzie.

Moim marzeniem na przyszłość jest, aby w Polsce powstały duże obszary wolne od polowań i komercyjnych wycinek. Takie obszary mogłyby zostać utworzone w Puszczy Karpackiej, gdzie nie ma upraw rolnych, a produkcja drzewa i tak jest nierentowna z uwagi na trudny teren.

NPRM: Często zdarzały się konflikty na linii myśliwy a fotograf – obserwator przyrody. Jeden chciał robić zdjęcia i obserwować, a drugi przyszedł polować. Miałeś jakieś sytuacje tego typu podczas swoich wypraw?

Adam: Jedynie pojedyncze przypadki. Ostatni miał miejsce w zeszłym roku w Nadleśnictwie Stuposiany podczas pleneru fotograficznego. Pan łowczy zapytał nas, co tu robimy i stwierdził, że pewnie jesteśmy ekoterrorystami. A po wyjaśnieniu, że jesteśmy fotografami, zapytał czy mamy zezwolenie na fotografowanie. Oczywiście żadnych zezwoleń nie potrzeba, aby fotografować w lasach czy Lasach Państwowych. Staram się unikać myśliwych, gdyż są fanatycznie zaślepieni i przekonani o swoich racjach. Z informacjami o tym, co się dzieje na polach i w lasach podczas polowań, należy trafiać do osób które są nieświadome, jak działa mechanizm łowiecki.

1010-01423C

NPRM: „Poprzez swoje zdjęcia staram się pokazać piękno krajobrazu oraz otaczającą nas dziką przyrodę. Mam nadzieję, że moje fotografie wpłyną na pogłębienie ludzkiej wrażliwości na piękno natury oraz przyczynią się do zachowania jej w nienaruszonym stanie.” To cytat z Twojej strony.  Myśliwi twierdzą, że dzikiej przyrody dawno już nie ma, a krajobraz i środowisko zostały tak przekształcone i zaburzone przez człowieka, że tylko ręką ludzką je „ratować”, bo inaczej wszystko padnie. Co sądzisz o takim podejściu?

Adam: Myśliwi od lat prowadzą propagandę o potrzebie regulacji. Chcą dowodzić, że są po prostu potrzebni dla społeczeństwa, boją się, że za jakiś czas nie będzie społecznej akceptacji dla „sportowego” czy zgodnego z tradycjami zabijania. Potrzebne są rewolucyjne zmiany w podejściu do dzikich zwierząt, w sposobie myślenia, że dzika przyroda to wartość sama w sobie.Jeżeli chodzi o potrzebę regulacji populacji zwierząt to, jak zauważyła w poprzednim wywiadzie profesor Hanna Mamzer, może być w przyszłości zastosowana przez środki antykoncepcyjne.

NPRM: Jakie są najciekawsze miejsca, które Cię urzekły, najbardziej podobały, które zdarzyło Ci się odwiedzić?

Adam: Jestem fanem Europy Północnej, a największe wrażenie zrobiły na mnie obszary arktyczne Spitsbergenu. Choć uwielbiam lasy, to naturalny fragment świata bez drzew z ogromną ilością ptaków i podmokłą tundrą jest fascynujący.Ciekawym doświadczeniem były też parki narodowe w Patagonii, z ich bezkresem i niesamowitą, zmienną pogodą. Podróżując po świecie, uwielbiam fragmenty naturalnych lasów lub lasy nieuprawiane od lat o charakterze naturalnym. Niestety, takich miejsc jest bardzo mało i są to zazwyczaj rezerwaty. W tym roku trafiłem na niezwykły rezerwat na jeziorze Prespa w Macedonii. W Polsce najbardziej cenię obszary parków narodowych, które odwiedzam regularnie od lat i ubolewam, że nie powstają nowe, a także nie są powiększane istniejące. Po latach pewnym światełkiem w tunelu było powiększenie Karkonoskiego Parku Narodowego.

NPRM: Mnóstwo czasu spędzasz w terenie podczas swej pracy, obcując z naturą i zwierzętami. Wstaję, gdy jest jeszcze ciemno, a przejmujący chłód i wilgoć dają się we znaki. (…) Dzikie zwierzęta swobodnie wędrujące po bezkresnych przestrzeniach, zajęte własnymi sprawami, nie czujące zagrożenia przed człowiekiem. Godzinami mogę podglądać ich życie w naturalnym środowisku, opierając się wygodnie o plecak, czasami bez aparatu w ręku.”
To również Twój opis. Po prostu Twoja postać wymyka się forsowanemu przez myśliwych obrazowi przeciwnika łowiectwa, który „tylko siedzi przed komputerkiem, przyrodę widzi jedynie na zdjęciach i nigdy w lesie nie był”. Jesteś jakby zaprzeczeniem tego dziwnego stereotypu…

Adam: Model przeciwnika łowiectwa serwowany przez myśliwych, czyli osoby siedzącej przed komputerem i nieznającej się na przyrodzie, jest zafałszowany. Wszyscy przeciwnicy łowiectwa, których znam, są miłośnikami przyrody, spędzają sporo czasu w terenie i osobiście mają kontakt z myśliwymi i ich działaniami. Osoby mniej związane z przyrodą najczęściej krytykują łowiectwo za to, że zabijanie zwierząt ma charakter hobbystyczny i służy kultywowaniu tradycji. Z przerażeniem oglądają relację z pokotów niekiedy organizowanych w miejscach publicznych, np. w centrum Spały.

1610-00473C

NPRM: Wspierasz też kampanię Niech Żyją!  z którą i my współpracujemy. Co Adam Ławnik sądzi o polowaniach na ptaki? Przypomnijmy, myśliwi twierdzą, że fakt iż odstrzelą „kilka” ptaków nie ma wpływu na liczebność populacji, więc nie rozumieją czego się „czepiamy”. Poza tym oni lubią zdrowe mięsko, a my mamy zobaczyć jak żyją kurczaki w hodowli…

Adam: Nie ma uzasadnienia, aby strzelać do ptaków, które są po prostu piękne i stanowią ogromną wartość przyrodniczą. Obrzydliwe, że dla niektórych są jedynie niczym rzutki na strzelnicy. Czy mięso kaczek nafaszerowanych ołowianymi kulkami jest zdrowe? Niech każdy odpowie sobie sam i weźmie pod uwagę, że także w innej dziczyźnie pozostają ołowiane odłamki, które mogą prowadzić do groźnej choroby zwanej ołowicą. Podczas polowań o świcie czy o zmroku nie ma możliwości odróżnienia gatunków chronionych od tych, które są na listach łownych. Część gatunków ptaków jest też zagrożona wyginięciem.

Polecam stronę internetową oraz profil na facebooku – Niech Żyją!

adam-lawnik

 

NPRM: Czego myśliwym brakuje w ich podejściu, postrzeganiu zwierząt oraz świata przyrody?

 

Adam: Zrozumienia, że przyroda doskonale daje sobie radę bez pomocy człowieka, a brak ingerencji często daje lepszy efekt od gospodarowania.


NPRM:
Myśliwi głoszą, że nie polują dla samego zabijania, czy nawet ochrony upraw rolników, a cały proces polowania to przeżywanie „emocji łowieckich” powiązanych z odczuciami do przyrody, natury, zwierząt, a sam strzał ma być czymś najmniej istotnym, kończącym całą przyjemność z polowania. Po co więc zabijają? Czy według Ciebie można doświadczać podobnie tych samych wspaniałych emocji „tylko” obserwując i fotografując?

Adam: Osoby, które polują, myślistwo traktują jako hobby czy nawet styl życia. Trudno mi powiedzieć, co czują, naciskając spust i widząc jak kula rozrywa niewinne zwierzę. Z pewnością niektórych z nich to podnieca… Pozostali zaś, potrzebujący kontaktu z naturą i szukający adrenaliny w tropieniu zwierząt, z pewnością odnaleźliby się w roli fotografa-snajpera z długim teleobiektywem. Tak jak wspominałem wcześniej, wiele czynności jest podobnych. Różnią się tylko finałem, który może być piękny lub krwawy i przynoszący śmierć.

NPRM: Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?

Adam: Współczesne łowiectwo to dla mnie: samochody terenowe, broń z doskonałymi lunetami i szpanerskie ciuchy. Całość stanowi – life style, którym można się pochwalić w gronie podobnie czujących i myślących znajomych. Niewielka wiedza przyrodnicza niektórych miłośników zabijania, często ograniczona jedynie do rodzaju naboju, jakiego trzeba użyć, aby zastrzelić dany gatunek zwierzęcia. Małe obycie w terenie oraz czasami strach. Tak, tak! Niektórzy myśliwi boją się dzikich zwierząt i nie wyobrażają sobie chodzenia po lesie w nocy bez broni 🙂. Ograniczona ilość czasu i korzystanie z gotowych rozwiązań: nęciska przygotowane przez leśników oraz drogi dla samochodów prowadzące pod samą ambonę. Mięso z zastrzelonych zwierząt ma drugorzędną rolę. Poluje się z pasji, a nie dla zdobycia jedzenia.

NPRM: W rozmowie przed wywiadem, powiedziałeś nam, że to właśnie myśliwi są elementem, który blokuje powstanie Turnickiego Parku Narodowego. Możesz to rozwinąć?

Adam: Tereny projektowanego Turnickiego Parku Narodowego w 100% należą do Skarbu Państwa, więc teoretycznie nie powinno być kłopotów z utworzeniem nowego parku. Głównymi oponentami są leśnicy, których oczkiem w głowie jest Ośrodek Hodowli Zwierzyny, czyli najbardziej prestiżowe łowisko na terenie dawnego tzw. Państwa Arłamowskiego. Dawniej w tym miejscu polowali komunistyczni notable, a obecnie jest odwiedzane przez polityków wszystkich ugrupowań. Łowiectwo jest więc głównym czynnikiem, który blokuje ideę ochrony tego terenu.

Podsumowując, obecnie jesteśmy na styku przemiany ideowej – z jednej strony mamy cały czas tradycyjne podejście gospodarcze do przyrody, gdzie drzewa to surowiec na deski, zaś zwierzęta to tylko mięso i poroża lub hobby. Przekonanie, że nad przyrodą musi być pełna kontrola, bo inaczej nie poradzi sobie. Pod tę wizję zbudowany jest obecny system prawny. Z drugiej strony przyroda jest wartością samą w sobie. Możliwość obserwacji dzikich zwierząt i wędrówka przez las o charakterze naturalnym pomiędzy wielkimi dębami w Puszczy Białowieskiej czy powyginanymi bukami i olbrzymimi jodłami w Puszczy Karpackiej może być niezwykle ekscytująca.

Mam nadzieję, że coraz więcej osób będzie po tej drugiej strony, po stronie dzikiej przyrody.

Myśliwym zaś, którzy cenią głównie kontakt z naturą, a zaczynają mieć rozterki nad sensem zabijania pięknych zwierząt, polecam zamienić broń na lustrzankę z obiektywem i dodatkowo zaangażować się w ochronę przed wycinką ostatnich fragmentów lasów o charakterze naturalnym. 

Dziękuję za rozmowę i zapraszam na zdjęcia:

http://www.adamlawnik.pl/

oraz na profil:

https://www.facebook.com/krajobrazy Adam Ławnik Photography

NPRM: I my dziękujemy za wspaniałą i bogatą rozmowę. Super, że zdecydowałeś się wesprzeć nasze postulaty. 

1507-01022C

Czytaj także:

Dlaczego łowiectwo powinno być zabronione? Wywiad z Hanną Mamzer. 

Lasy dla kasy – współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć. Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim.

1505-01243C

Dlaczego łowiectwo powinno być zabronione? Wywiad z Hanną Mamzer

Dziś naszym gościem była dr hab. Hanna Mamzer. Hanna zajmuje się naukami humanistycznymi, oraz jest psychologiem i socjologiem w stopniu profesora na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Prezes lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, oraz członkini Polskiego Towarzystwa Etycznego, a także Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach, wyjaśni dlaczego sprzeciwia się polowaniom.

MyElmas

NPRM: Jak to się stało, że jesteś przeciwniczką łowiectwa? Czy wydarzyło się coś szczególnego? Myśliwi nie przekonują Cię swoimi argumentami?

Hanna Mamzer: Jestem zwolenniczką niezabijania zwierząt. W ogóle. W związku z tym staram się dbać o to, żeby się do ich zabijania przyczyniać się w jak najmniejszym stopniu: nie jem mięsa, ryb, nabiału, unikam wyrobów pochodzenia zwierzęcego, nie zgadzam się na zabijanie zwierząt. Potępiam łowiectwo. Nie stosuję trucizn, ani śmiertelnych pułapek na zwierzęta.

NPRM: Czym zajmujesz się zawodowo?

Hanna Mamzer: Jestem psychologiem, socjologiem i pracuję na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na stanowisku profesora. Jestem też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Współpracuję z fundacjami i organizacjami pro zwierzęcymi, promującymi empatyczne podejście do zwierząt. Prowadzę szkolenia i wykłady z zakresu kompetencji miękkich i różnic kulturowych (przez wiele lat osią główną moich zainteresowań była wielokulturowość). Jestem też prezesem lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, członkinią Polskiego Towarzystwa Etycznego oraz Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach. Poza tym prowadzę dom tymczasowy dla psów.

NPRM: Łowiectwo niewątpliwie miało wkład w rozwój naszej cywilizacji i przyczyniło się do jej obecnego kształtu. Jak ocenisz ten wpływ. Jak widzisz jego rolę w XXI wieku?

Hanna Mamzer: O wpływ łowiectwa na rozwój ludzkiej cywilizacji bardziej należałoby zapytać historyków. Ja – jako socjolog- mogę powiedzieć, że w XXI wieku, w społeczeństwach ponowoczesnych, nie ma potrzeby polowania na zwierzęta, żeby zdobyć jedzenie (pomijam, że człowiek w ogóle nie musi jeść mięsa, żeby żyć). Nie przekonują mnie argumenty o konieczności redukcji pogłowia jakichkolwiek zwierząt- można zamiast zabijać, zadbać o to, żeby się nie rozmnażały (np. podając środki antykoncepcyjne). Jeśli więc łowiectwo nie jest potrzebne ani do zdobywania pożywienia, ani do regulowania pogłowia, to nie widzę dla niego żadnego racjonalnego uzasadnienia. Jeśli ktoś mówi, że to sport – to jako dyplomowany psycholog z całą odpowiedzialnością twierdzę, że to nie jest zachowanie mieszczące się w psychologicznej normie. Tradycje, przynależność do grupy, rytuały i kontakt z przyrodą- wszystko to można zrealizować w sposób inny, niż przez polowanie.

NPRM: Co sądzisz o udziale dzieci w polowaniach?

Hanna Mamzer: Znów – pisząc jako psycholog, uważam, że jest to zupełnie zbędne, a wręcz szkodliwe. Eksperymenty Alberta Bandury z lat 60tych dwudziestego stulecia i jego koncepcja społecznego uczenia się, jednoznacznie wskazują, że dzieci nie tylko naśladują agresywne zachowania dorosłych, ale tworzą nowe formy agresywnych zachowań. Nie widzę sensu wzmacniania takich postaw w dzieciach. Udział dzieci w polowaniach zagłusza ich naturalne empatyczne nastawienie do istot żywych. Argument zarobkowania też mnie nie przekonuje, bo w XXI wieku dzieci powinny się bawić i uczyć, a zarabiać na nie powinni ich rodzice, którzy są za nie odpowiedzialni, także materialnie.

14680815_1288082374570589_5876669168366333875_o

NPRM: Co myślisz o przedstawianiu dzieciom wzorca bohatera – myśliwego (z którym mogą się utożsamiać). Czy to nie odziera to dzieci z niewinnego, czystego podejścia do natury? Myśliwi uważają, że ucząc dzieciaki łowiectwa zaszczepiają im prawidłowe podejście do natury, oraz tzw, „zaradność”.

Hanna Mamzer: Uważam, że zaradności należy uczyć inaczej niż przez agresję- nie wiem jakiego rodzaju problem dziecko miałoby umieć rozwiązywać dzięki takiej socjalizacji. Dzisiaj potrzebujemy rozwiniętych zdolności komunikacyjnych, kompetencji miękkich: empatii, asertywności, umiejętności negocjacji: nigdzie tu się nie mówi o agresji, a już tym bardziej o zabijaniu. W XXI wieku zaradność nie ma charakteru „strzelania z łuku”. Oznacza całkiem inny zestaw umiejętności. Słowo bohater ma pochodzenie irańskie – bahadur – mężny, atleta itp., lub węgierskie bátor – dzielny, stąd przydomek króla Stefana Batorego, był to tytuł nadawany za poświęcenie dla innych ludzi, a nie za zabijanie zwierząt i polowanie.

NPRM: Jesteś też pedagogiem, wykładowcą. Myśliwi często przybywają do szkół w celu prowadzenia zajęć edukacyjnych na temat przyrody, pokazują dzieciom trofea, skóry, czaszki, zabierają do paśników, organizują ogniska, czy zbieranie kasztanów lub żołędzi dla zwierząt. Opowiadają im o zwyczajach zwierzaków i gospodarce łowieckiej. Co myślisz o prowadzeniu przez nich takich zajęć i czemu mają one służyć?

Hanna: Ja wykładam w szkole wyższej, do nas myśliwi nie docierają. Tego rodzaju działalność ma po prostu charakter PRowy i indoktrynacyjny. Jest w mojej ocenie nieetyczna: no chyba, że mówi się też o zabijaniu zwierząt, sposobach skórowania itd. To oczywiście sarkastyczne- ale jeśli takie treści są pomijane, to pytanie – dlaczego?

2MyMarko

NPRM: Podobno wspierasz lokalne grupy blokujące polowania zbiorowe. Oprócz oczywistego ratowania zwierząt na jakiś czas, co według Ciebie dają takie akcje?

Hanna: Nie miałam okazji wspierać takich grup, ale z nimi silnie sympatyzuję. Uważam, że jest to wspaniała forma oporu społecznego wobec praktyk, które nie są społecznie akceptowane- myślistwo akceptuje jedynie 10 % badanych (tak mówi sama rzeczniczka PZŁ). Są to formy oporu nieagresywne, twórcze (jak na przykład blokowanie polowań przez aktywistów przebranych za grzybiarki w nadleśnictwie Bircza), zainspirowane takimi działaniami jak wystąpienia Gwen Barter już z 1962 roku (reprezentującej Hunt Saboteurs Assotiation). Tego rodzaju działania pozwalają nagłośnić niechęć opinii publicznej do polowań. Promuję je mówiąc o nich na konferencjach- na przykład w kontekście zaangażowania obywatelskiego. Na jednej z ostatnich konferencji- w maju tego roku, mówiłam o tych protestach w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego- wielu słuchaczy nie wiedziało, że takie akcje są realizowane- a więc moje popularyzatorskie wystąpienia mają sens.

NPRM: Jeden z byłych myśliwych, z którym rozmawialiśmy ostatnio, uważa, że regulacja pogłowia dużych zwierząt łownych jest konieczna. Zgadzamy się z tym. Jednak jakie alternatywne wobec odstrzału, metody regulacji populacji zwierząt zastosowałabyś?

Hanna: Już wspomniałam wyżej – antykoncepcja. Po drugie- w latach 1968-1972 John Calhoun zrealizował eksperyment na szczurach – zamknięta w stodole populacja, miała stworzone idealne warunki do rozrodu i nie było tam żadnych wrogów naturalnych. Okazało się, że gdy populacja osiągnęła zbyt dużą liczebność, uruchomiły się oddolne mechanizmy regulacyjne skoncentrowane wokół rozrodu, które ten rozród po prostu ograniczyły (u szczurów zaobserwowano zniesienie rytuałów kopulacyjnych, samice nie budowały gniazd, nasiliła się wewnątrzgatunkowa agresja- także samców wobec samic i samic wobec potomstwa). Wszystko to doprowadziło do zmniejszenia populacji- wtedy wszystkie te „patologie” zniknęły i populacja zachowywała się „normalnie”. Eksperyment ten pokazał zdolność populacji do samoregulacji.

NPRM: Co według Ciebie należało by zmienić w dzisiejszym polskim łowiectwie, i dlaczego?

Hanna Mamzer: Uważam, że powinno być zabronione. Argumenty podałam powyżej.

NPRM: Twoje obszary zainteresowań badawczych, to między innymi zwierzęta. Możesz to rozwinąć?

Hanna: Tak- ostatnio zajmuję się coraz więcej relacjami ludzi i innych zwierząt. Doszłam do tego punktu, tak samo jak znany filozof polityczny z kanady- Will Kymlicka. Zajmował się on przez lata mniejszościami etnicznymi i proponowaniem polityki równouprawnienia tych mniejszości. Zwierzęta dzisiaj traktujemy jako ostatnią kategorię społeczna podmiotów eksploatowanych przez ludzi. Przestaliśmy eksploatować niewolników, kobiety, mniejszości etniczne, religijne i seksualne. Eksploatujemy jeszcze zwierzęta. Liczę, że to się za mojego życia skończy.

NPRM: Inny obszar Twoich badań z zakresu psychologii społecznej to między innymi „agresja i konformizm”. Ma to jakieś powiązanie z zainteresowaniami związanymi z zabijaniem zwierząt jako weekendowego hobby wśród myśliwych? Czy po prostu jest im wygodniej żyć zgodnie z ideałami w jakich zostali wychowani? Bo przecież poglądy i podejście zmienić można, czego dowodem są myśliwi będący dziś po stronie obrońców praw zwierząt.

Hanna: Interpretowałabym to inaczej- agresja i konformizm to społeczne formy zachowania zwierząt stadnych. Pełnią funkcje biologiczne, pozwalają na zrealizowanie konkretnych celów. Człowiek wykształcił sobie narzędzie o charakterze nadrzędnym- kulturę. Nie musi być agresywny, żeby zachować miejsce w grupie i nie musi być konformistą, żeby być bezpiecznym. Agresja i konformizm, jak i wiele innych zachowań społecznych pełnia konkretne funkcje- u człowieka te funkcje mogą być realizowane przez wspomnianą kulturę.

Dziś polować nie musimy. Nie ma ku temu żadnej racjonalnej potrzeby. Uprawy rolnicze tak jak i leśne można chronić przed zwierzętami na wiele rozmaitych sposobów, oraz odstraszać. Dzisiejsze łowiectwo służy tylko wąskiej grupie hobbystów, pozostałe 35 mln Polaków nie poluje, a świat dalej się kręci.

NPRM: Dziękujemy za tą interesującą rozmowę. Dowiedzieliśmy się zatem, że łowiectwo nie ma prawa bytu we współczesnym świecie, nastawionym na rozwój, empatię, świadomość, pokój i twórczą współpracę. Tak jak to wynika z Twojej wypowiedzi, dziś aby przetrwać nie potrzebujemy umiejętności zabijania, patroszenia, sprawiania tuszy czy też propagowania kultury łowieckiej. Trudno się też z Tobą nie zgodzić, co do zupełnej zbędności łowiectwa w dzisiejszym świecie. Przy wdrożeniu wszelkich alternatywnych metod zarządzania populacjami dzikich zwierząt, licznych sposobach zabezpieczania upraw i odstraszania, jawi się nam ono jako całkowicie nie potrzebne – chyba, że nielicznej grupie , która z krzywdzenia zwierząt uczyniła sobie sposób na dostarczanie radosnych emocji oraz wypracowała taki styl życia.

Czytaj też: Współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć – Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim. Interesujące wypowiedzi leśnika oraz byłego myśliwego.

1MyEmre

Na stronie Mamzer.pl można skorzystać ze szkoleń z zakresu obejmującego różnice kulturowe i komunikację, a także doradztwa w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi. 

Lasy dla kasy. Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć – rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim

Marcin Kostrzyński przez wiele lat swojego życia był aktywnie polującym myśliwym. Z wykształcenia leśnik. Po swych bliskich doświadczeniach z łowiectwem postanowił zamienić strzelbę na aparat fotograficzny, dziś wegetarianin, filmowiec i obserwator dzikiego życia, obrońca praw zwierząt opowie nam,  jak jak jedno i drugie wygląda od środka.

10920932_810702868966822_8129148878997127001_n

NPRM: Co musi się stać, żeby myśliwy odłożył strzelbę, odmówił zabijania, a  w dodatku przeszedł na wegetarianizm? Jak to było w  Twoim przypadku? Co skłoniło Cię do tak radykalnej zmiany sposobu życia i poglądów?

Marcin Kostrzyński: Bardzo łatwo być ukształtowanym przez środowisko w którym człowiek jest wychowywany. W mojej rodzinie wiele osób poluje, ja w szkole leśnej miałem przedmiot łowiectwo. Zarówno w średniej, jak i na studiach.  Potem wstąpiłem do koła łowieckiego, kupiłem broń i zacząłem polować. Jednocześnie przestałem jeść mięso i byłem chyba jedynym czynnie polującym wegetarianinem.  Skończyłem wszelkie kursy i zdobyłem uprawnienia. I nagle zrobiło mi się żal zabitych zwierząt. Nie mogłem patrzeć na agonię swoich ofiar. Miałem zwyczajne, ludzkie wyrzuty sumienia. Zamiast polować zacząłem pomagać dzikim zwierzętom, głównie tym poszkodowanym przez błędy myśliwych.  Jednak cały czas pozostaje członkiem PZŁ, płacę składki, czytam prasę łowiecką. Chcę walczyć o prawa dzikich zwierząt. Dla wielu kolegów z PZŁ jestem zdrajcą i wrogiem, ale znam takich, którzy po cichu popierają moją wizję  ucywilizowania prawa łowieckiego.

NPRM: Lubisz fotografować, filmować dziką przyrodę. Co kilka dni na Twoim profilu pojawiają się ciekawe filmy. Jedne z tych, które można oglądać w nieskończoność. Co w takim razie z tzw. „emocjami łowieckimi”, których podobno nie można podrobić. Nie brakuje Ci polowania? Czy wystarczy zamienić broń na kamerę, żeby doświadczać podobnych uczuć?

Marcin Kostrzyński: Emocji łowieckich nie można podrobić, w końcu chodzi tu o zabijanie, odbieranie życia. Ale wielu myśliwych po latach polowań nagle przestaje zabijać. Dostrzegając coś więcej w zwierzynie niż cel, czy trofeum. Naszym nieszczęściem, a właściwie nieszczęściem zwierząt  jest to, że przyjęliśmy Niemiecką kulturę   łowiecką, gdzie liczy się trofeum. Może to być poroże, wypchana kaczka, kły dzika. W Skandynawii poluje się dla mięsa. Wybiera się sztuki młodsze, bo są smaczniejsze. W ten sposób skandynawski model jest bardziej zbliżony do naturalnego, w którym drapieżniki (wilki) regulowały populacje roślinożerców.

Wracając do filmowania. Zawsze o tym marzyłem. Chciałem robić filmy przyrodnicze od dziecka. Miałem jakiś wewnętrzny przymus, cel, przeznaczenie. Nie wiem jak to określić. Postanowiłem założyć swój kanał na YouTube z opowiadaniami dla dzieci o zwierzętach. Są to krótkie historie ,, Przyrodyjki”, w których pokazuje sceny z życia dzikich zwierząt. Oczywiście historie bez przemocy. Dzieci chłoną przyrodę, gdy jeżdżę do szkół i pokazuję filmy zainteresowanie jest ogromne. Mam nadzieję, że w ten sposób zaszczepię w młodym pokoleniu pewien rodzaj wrażliwości, która pozwoli im zmienić świat na lepsze gdy dorosną.

12644821_1072589686095856_6878993621347619805_n


NPRM: 
Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?

Marcin : Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć, to które funkcjonuje obecnie jest z innej epoki. Kompletnie nie przystaje do realiów obecnego świata. Jest nawet gorzej niż w latach 50-tych. W tamtym czasie etyka myśliwska zabraniała polowań przy paśnikach, dziś takie polowanie jest powszechne. Wystarczy tylko nazwać paśnik nęciskiem i już. Gdy pytam myśliwych jak zwierzyna ma odróżnić paśnik od nęciska odpowiadają z uśmiechem ,,na  nęcisku jest lepsze żarcie”.  Nasza kultura, cywilizacja ewoluuje, łowiectwo też musi się zmienić . To tylko kwestia czasu.

NPRM: Czy łowiectwo ma negatywny wpływ na przyrodę?  Popierasz teorię o niszczeniu bioróżnorodności przez łowiectwo?

Marcin: O tym można by napisać książkę. Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali. To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje. W rzeczywistości wszystko zmienić może efekt motyla, a myśliwi powodują efekt buldożera. Już pewne gatunki zwierząt łownych praktycznie wymarły na terenie Polski, na przykład dropie. Wiele jest na skraju wyginięcia i trzeba prowadzić kosztowne programy  introdukcji głuszca czy cietrzewia. Ba, nawet zające są hodowane i wypuszczane do środowiska.

Muszę powiedzieć jasno, w obecnej sytuacji myśliwy ograniczający populację zwierzyny grubej jest konieczny. Mówię to z przykrością, ale takie są fakty. Jednak zupełnie niepotrzebne, a wręcz szkodliwe jest utrzymywanie na liście zwierząt łownych zwierzyny drobnej.  Zwierzyny, która nie czyni szkód łowieckich, a jej obecność w łowisku ma kapitalne znaczenie dla utrzymania bioróżnorodności. Utrzymywanie polowania na ptactwo, zające,  służy wyłącznie zaspakajaniu przyjemności zabijania. To też trzeba wyraźnie powiedzieć .

NPRM: Dlaczego myśliwi nie chcą się zgodzić na skreślenie z listy gatunków łownych zająca, kuropatwy i jarząbka? Nie jest tajemnicą, że gatunki te borykają się z problemami spadku populacji. Twierdzą, że prowadzą ich reintrodukcję zupełnie  bezinteresownie, jeśli to prawda to nadal mogliby to robić, po wyłączeniu tych zwierząt z listy łownych. Skoro zagrażają im liczne drapieżniki, opryski, chemizacja rolnictwa, monokultury upraw, rozwój cywilizacji i utrata siedlisk, po co jeszcze dodatkowo na nie polować?

Marcin: To jeden z wielu absurdów. Hoduje się zające , czy bażanty by strzelać do nich po wypuszczeniu. Bażanty nie powinny występować w naszej faunie, ponieważ ich obecność nie służy rodzimym gatunkom, takim jak kuropatwy, czy cietrzewie. Myśliwi są dobrze zorganizowani i mają ogromne wpływy. W dodatku bronią prawa do polowań na zwierzynę drobną jak przysłowiowej Częstochowy. Ten upór jest bezsensowny, ale wina leży też po drugiej stronie.   Organizacje pozarządowe, anty-łowieckie  powinny stworzyć z PZŁ symulator polowań na kaczki, głuszce, cietrzewie, zające. Taki 3D z prawdziwego zdarzenia. Sam bym chętnie z takiego symulatora skorzystał. Myśliwi mogliby na własne oczy przekonać się, jak łatwo jest się pomylić i zabić zamiast Kaczki Krzyżówki Krakwę, czy inny chroniony gatunek. Zobaczyli by sami jak wiele zwierząt zostaje rannych po polowaniu, a jednocześnie bezkrwawo zaspokajali by swoją myśliwską pasję. Powinniśmy też walczyć o ograniczenie polowań na kaczki do jednego weekendu w roku. Takie stanowisko wytrąca wiele argumentów myśliwym i trudno będzie im uzasadnić chęć polowania na kaczki przez trzy miesiące. Tymczasem drepczemy w miejscu od lat i nic się nie zmienia.

NPRM: Na jakie gatunki zwierząt według Ciebie powinno przestać się polować i dlaczego?

 Marcin: Wszelkie gatunki zwierzyny drobnej, kaczki, gęsi, zające, słonki. Nie mają one znaczenia gospodarczego, nie czynią szkód łowieckich. A polowanie służy jedynie przyjemności myśliwego. Poluje się również na gatunki chronione np. bobry. Ostatnio zbulwersowała mnie informacja, że RDOŚ w Bydgoszczy wydał pozwolenie na odstrzał bobrów w mojej okolicy. Świadczy to o skrajnej niekompetencji urzędników, którzy wydali taką zgodę. Bobry czynią tak wiele dobrego dla bioróżnorodności tamując wodę . To jest temat na osobny artykuł.

NPRM: Brałeś udział w polowaniach zbiorowych, przyglądałeś się z temu z bliska i dlatego jesteś ich stanowczym przeciwnikiem, jako formy zbyt okrutnej dla zwierząt. Dlaczego myśliwi darzą taką sympatią „zbiorówki’’?  Są jeszcze jakieś inne, równie tragiczne tradycje, których powinno się zakazać? Swego czasu opisywaliśmy konkursy norowania i polowania na lisy w stogach pośród pól. Pamiętam, że poszukiwanie materiałów do tamtego artykułu mocno mną wstrząsnęło.

Marcin: Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Myśliwi argumentują, że to tradycja. Lecz tradycją było polowanie z kordelasem na dziki i z łuku na ptactwo i jakoś te tradycje nie są pielęgnowane. Możemy przez następne 10, czy 50 lat tylko diagnozować problem. Zacznijmy wreszcie coś robić. Trzeba ustalić plan działania, cele które chcemy osiągnąć i jakimi środkami, sposobami chcemy uzyskać poprawę. Zwierzęta są słabe, nie mogą  przedstawić swoich racji. Dziki nie zaprotestują pod sejmem przeciw planom dodatkowego odstrzału 40 tysięcy sztuk. Dlatego naszym obowiązkiem jest obrona słabszych. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Organizacje walczące o prawa zwierząt powinny się zjednoczyć, ustalić cele i czas na ich osiągnięcie. Jeśli nie działamy skutecznie, to nie działamy wcale.  Inaczej nic się nie zmieni.

12278010_1064070573623720_2111257375_n

NPRM: Temat na fali w ostatnim czasie: Puszcza Białowieska. Co według Ciebie stanowi o jej unikatowości i jak powinno się ją chronić?

Marcin: Problem jest głębszy i dotyczy całych Lasów ,,Państwowych”, a właściwe ogromnego błędu jakim było powołanie ,,Gospodarstwa Lasy Państwowe”, przez co dochody ze sprzedaży drewna idą na wypłatę dla leśników. Jest to sedno całego zła. Przez to leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Konieczna jest nacjonalizacja Lasów ,,Państwowych”, czyli przeniesienie administracji leśnej do sfery budżetowej Państwa. Jest to warunek podstawowy. Jeśli ktoś mi nie wierzy jak wielki jest to problem proszę porównać zdjęcia satelitarne państw europejskich. Widać tam brązowe i jasnozielone kwadraty to Polskie wycięte lasy. Jest to katastrofalna skala spowodowana ciągłym zapotrzebowaniem leśników na pieniądze, wypłaty, samochody, premie, dodatki. Na to wszystko trzeba wyciąć. Widać to także w statystykach, gdzie obecnie wycina się prawie trzy razy więcej niż wycinało się tuż po II Wojnie Światowej  gdzie drewno było potrzebne na odbudowę kraju. Średnia pensja w Nadleśnictwach 2014 jak podaje NIK Wynosiła 7229 brutto, przy zarobkach niektórych nadleśniczych sięgających 18tyś. Dla porównania pielęgniarka zarabia 3150 .  Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki. Zapytajmy dyrektora szpitala co by się stało, gdyby każdej pielęgniarce wypłacić pensję leśniczego z dodatkami i dać do dyspozycji służbową willę z ogródkiem. Oczywiście jest to niemożliwe, bo dyrektor szpitala nie ma lasu, który mógłby wyciąć i sprzedać. Dlatego konieczne jest znacjonalizowanie lasów . Po nacjonalizacji nastąpi cudowna odmiana leśnika pozyskiwacza w leśnika racjonalnego strażnika lasu, a lasy to przecież nasze wspólne dobro.

Drzewooo

NPRM: Czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi?

Marcin : Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Drzewaa

NPRM: Leśnicy często używają nazwy „chwasty leśne”, w odniesieniu do wiązów, lipy, czy grabu. Dlaczego nie lubią tych drzew? Czy dynamika naturalnego lasu nie polega na zmianie drzewostanu właśnie?

Marcin: Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Prócz łowiectwa, które jest niezwykle istotnym elementem polityki. To powiązanie jest niezwykle ciekawe. W lasach są ośrodki hodowli zwierzyny, nazwane tak dla zmyłki, bo w rzeczywistości są to najcenniejsze obwody łowieckie, które służą do utrzymania Status quo lasów ,,Państwowych”.  Polują tam urzędnicy i politycy różnych szczebli i rangi. Leśnicy nazywają to budowaniem pozytywnego wizerunku lasów ,,Państwowych”. Ja widzę coś dużo gorszego. Zaraz wyjaśnię . Jeśli  Marcin Kostrzyński, szaraczek, chcę wykupić udział w polowaniu musi  zapłacić 4tyś, politycy i urzędnicy są zapraszani i nie płacą, lub płacą symbolicznie. Powinni wpisywać to do specjalnego rejestru, lecz tego nie robią. Sprawdziłem. Jak to  nazwać? Wiemy jak wielu polityków jest czynnymi myśliwymi. Były Prezydent Bronisław Komorowski jest tu doskonałym przykładem. Wiem gdzie i kiedy polował w czasie kadencji.

Co trzeba zrobić? Znacjonalizować lasy. Wyodrębnić straż leśną i utworzyć osobną straż leśno- łowiecką. Zlikwidować ośrodki hodowli zwierzyny, które są w istocie pozostałymi po komunie  terenami łowieckimi dla prominentów. Leśnicy powinni się zajmować lasem, nie łowiectwem. Zakazać w Polsce polowań osobom, które nie mają polskich uprawnień łowieckich. Czyli zakazać turystyki łowieckiej dewizowych myśliwych (Niemców w 90 %). Wreszcie zakazać polskim myśliwym polowania na gatunki chronione w Polsce i innych krajach. Chcę zabić niedźwiedzia, jadę do Rosji, głuszca na Białoruś itd.  Tu sprzymierzeńcem strategicznym mogliby być myśliwi PZŁ zainteresowani przejęciem obwodów od Lasów ,,Państwowych”. Obwody prowadzone przez koła łowieckie lokalnych myśliwych są o niebo lepszym rozwiązaniem dla zwierzyny i przyrody, niż powyższe ośrodki. Przyjeżdża obcy myśliwy i jest zainteresowany  zabiciem najcenniejszych okazów, zdobyciem najlepszych trofeów.


NPRM:
Ulubiony argument myśliwych to „kto zapłaci za szkody łowieckie” – jak wygląda ich szacowanie? Czy rzeczywiście zwierzęta wyrządzają, aż takie szkody? Dlaczego mówimy o szkodach w przypadkach, kiedy nie stosuje się żadnych zabezpieczeń? Ewentualnie, jak tych szkód unikać?


Marcin:
Kolejny temat rzeka. Szkody powinien szacować biegły, niezależny, zatrudniany przez gminę, na terenie której znajduje się obwód łowicki. Obie strony powinny mieć prawo do odwołania się od decyzji. Obecnie szacowanie szkód jest krzywdzące dla rolników, bardzo krzywdzące. Szacuje szkody łowczy i mówi to szkoda na 400 złotych, a rolnik widzi, że stracił 10 tyś, ale nie idzie do sądu, bo musiałby zatrudnić biegłego, dokumentować szkodę i sądzić się dwa lata. A tu czas żniw, w końcu macha ręką i robi swoje. To z kolei wiąże się z pytaniem: dlaczego Lasy, a nie gminy dzierżawią obwody leśne? Z pieniędzy za dzierżawę gminy mogłyby opłacić biegłego bez szkody dla własnego budżetu. Potencjalnie jest tu wielkie wsparcie ze strony Polskich Rolników poszkodowanych przez faworyzujący myśliwskie portfele obecny  system.

Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki, gdzie czuje się bezpieczniej. A paśniki zwane nęciskami gdzie zwabia się zwierzynę na strzał przyzwyczają dziki do smaku zboża i kukurydzy.  Jeśli ograniczymy polowania zbiorowe z naganiaczami do jednego rocznie ,,Hubertowskiego”  i zakażemy polowania przy nęciskach automatycznie ograniczymy szkody.  Unikanie szkód jest znacznie lepsze w obwodach prowadzonych przez koła łowieckie. Przydałaby się tu jeszcze jedna zmiana w prawie. Konieczność przyjmowania do kół   myśliwych zameldowanych na ternie danej gminy. Teraz jest tak, że koło warszawskie dzierżawi obwód i nie przyjmuje miejscowych myśliwych, którzy najlepiej przeciwdziałają szkodom łowieckim.


NPRM:
Oficjalnie celem łowiectwa jest hodowla dzikiej zwierzyny i uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów, kondycji osobniczej, poprawianie bazy żerowej, dbanie o właściwy stosunek populacji do możliwości „łowiska’’ oraz dziesiątki innych drobnych działań. Czy jednak, wobec najważniejszego celu – polowania – nie jest tak, że utrzymywanie nadwyżek populacji jest celowe, co przyczynia się również do problemów rolników? Czy nie stąd wzięło się wyśmiewanie wielu dostępnych form grodzenia, jako nieefektywnych? , Petardy, armatki hukowe, odstraszacze zapachowe także mają nie działać, według niektórych myśliwych.  Ja tu widzę drugie dno – efekt tak zwanego „martwego łowiska”.  Po prostu, po niegrodzonym zwierzyna może się swobodnie poruszać i dostarczać wspomnianych „emocji łowieckich”.


Marcin : Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę, że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko o to, by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak, że rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną, która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek zwierzyny jest powszechne, zwłaszcza w obwodach hodowlanych, gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. Samorządy, gminy nie mają żadnego realnego wpływu na ilości pozyskiwanej zwierzyny, nie mają też żadnych innych korzyści z znajdującego się na ich terenie  leśnego obwodu łowickiego.

13641195_1106010092769430_8647808481302676436_o

NPRM: Jesteś w stanie wskazać, które przepisy prawa łowieckiego myśliwi łamią najczęściej?

Marcin: Najczęściej polują przy nęciskach na jelenie, daniele. Podczas gdy prawo pozwala tylko na polowanie w tych miejscach na dziki, lisy, borsuki, tchórze i kuny . Myśliwi polują (kłusują) na gatunki chronione. Omyłkowo na chronione gatunki kaczek, z premedytacją na ptaki drapieżne i kruki.

NPRM: Alkohol na polowaniu. Drażliwy temat, jednak istnieje przepis, który mówi: „kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni’’. Nie wspominając o dziesiątkach wypadków, które zanotowaliśmy od początku działania naszej kampanii. A przecież podczas „zbiorówek’’ czy myśliwskich imprez, już po pokocie spożywa się alkohol, broń stoi często oparta o krzesła. Jest w pobliżu myśliwych. Inni wspominają na forum dziennika łowieckiego o „tradycji’’ użytkowania nalewek między pędzeniami. To martwy zapis?

Marcin: Widziałem myśliwych tak pijanych, że trzeba było ich nieprzytomnych wozić przyczepką, razem z ubitą zwierzyną. Ale były to przypadki incydentalne. Powszechne są piersiówki, szczególnie w czasie zimowych polowań. Uważam, że na prowadzącym polowanie powinien spoczywać obowiązek sprawdzenia alkomatem wszystkich myśliwych uczestniczących w polowaniu. Poprawiłoby to bezpieczeństwo ludzi i zwierząt. Poprawiłoby to wizerunek PZŁ gdyby wprowadzić taki zapis do regulaminu polowań.

NPRM: Istnieją tak zwane „Biura polowań’’, dzięki którym można wykupić sobie polowanie i odstrzał na gatunki objęte u nas całkowitą ochroną, np. głuszce, cietrzewie, wilki, kozice, niedźwiedzie, rysie i zapewne wiele innych. Poluje się wtedy oczywiście w innych krajach, gdzie prawo dopuszcza taki odstrzał, np. kraje skandynawskie, czy Ukraina, Białoruś, Rosja, Chorwacja. Co sądzisz o działalności takich biur i myśliwych, którzy z nich korzystają? Czy skoro deklarują chronić, zamiast pozyskiwać rzadkie trofeum, nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na odłów i zakup żywych ptaków (głuszców, cietrzewi) dla zasilenia krajowych populacji?


Marcin:
To mniej więcej już opowiedziałem . Warto by temu poświęcić więcej miejsca i zbadać statystyki. Osobiście jestem przeciwnikiem. Można wyobrazić sobie polskiego myśliwego, który jedzie do Afryki i tam poluje na polskie bociany, czy orliki grubodziobe, a upolowane zwierzęta przywozi do Polski.  Jest to też budowanie niezdrowego współzawodnictwa na trofea, a przecież nie o trofea (teoretycznie) w naszym łowiectwie chodzi.

67003_154167371287045_804291_n

Na portalu you tube Marcin posiada kanał o nazwie ”Marcin z lasu” , na którym zobaczyć można przyrodnicze opowiadania dla najmłodszych,” Przyrodyjki” czy malownicze sceny  dzikiego życia oraz rozmówki ekologiczne na leśne tematy. Zachęcamy do subskrypcji i śledzenia kanału. Poniżej przykładowe filmy.

Jako uzupełnienie polecamy dwa inne wywiady z Marcinem Kostrzyńskim, które ukazały się wcześniej na portalach zewnętrznych. Dostępne po kliknięciu w poniższe linki. 

”Las poradzi sobie sam” 

oraz

”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”