Powstanie Białowieskie – Dlaczego powinniśmy bronić Puszczy?

Dlaczego powinniśmy bronić Puszczy Białowieskiej i przed czym? Na pewno nie przed kornikiem drukarzem, z którego kolejnymi gradacjami puszczański ekosystem radził sobie świetnie od tysięcy lat. Nie przed powodziami, pożarami, wiatrami, czy zwierzętami bo i z tym knieja da sobie radę. Jest jednak bezsilna wobec… nas samych, a dokładniej siekierami i piłami drwali, zachłannością leśników i ciężkim sprzętem typu harvester.

18698154_1806132126382703_2428144621910564107_n

Kilka dni temu Fundacja Dzika Polska ogłosiła okupacyjny strajk w Puszczy, jako wyraz obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec niepotrzebnych i rabunkowych wycinek prowadzonych przez leśników. Ekolodzy wraz z aktywistami przykuli się do drzew i maszyn, blokując na wiele godzin prace leśne. Po kilku dniach do protestów dołączyło Greenpeace Polska, a obecnie do Białowieży zmierzają ludzie z rozmaitych fundacji i stowarzyszeń, aby wspólnie bronić światowego dziedzictwa. Czarę goryczy przelał upór ministra Szyszko, który zdaje się w zemście za Rospudę pokazywać „kto tu teraz rządzi”. Sytuacja stała się dramatyczna, kiedy zaczęto wycinać cenne drzewostany 100-letnie, wtedy organizacje postanowiły zareagować.

12933134_982661708497164_4351379844409110175_n

Lasy Państwowe argumentują, że tną „dla naszego dobra i bezpieczeństwa”, ponieważ martwe świerki stanowić mają zagrożenie dla ludzi, mówią też, że wycinają „niebezpieczne drzewa”. Co jest zwyczajną nieprawdą, ponieważ jak udokumentowali aktywiści, pod piły idą także zdrowe, żywe drzewa. Odnośnie argumentacji LP o bezpieczeństwie, słusznie podsumował Adam Wajrak, który stwierdził że: To tak jak byśmy zasypywali jezioro, bo ktoś może się w nim utopić. 

Zamykane są szlaki turystyczne, a miejscowa ludność, która utrzymuje się z oferowania noclegów, przewodnictwa i gastronomii ponosi w wyniku polityki LP ogromne straty. No bo kto i po co przyjedzie odwiedzać ostatni tak wspaniały las w Europie, skoro na większość szlaków nie można wejść, a w okolicznych lasach zamiast ciszy i śpiewu ptaków słychać warkot pił spalinowych i hałas ciężkiego sprzętu?

Jak pisał Front Antyłowiecki  „Leśnicy w tej smutnej historii pokazali już swoją prawdziwą twarz. A jest to gęba cyniczna, nadęta i obłudna, kiedy z bezczelnością maniaka pytają ludzi zaangażowanych w obronę Puszczy, z czego mają meble w domu… Tak panowie leśnicy, wszyscy jak wiadomo mają w domu meble z drewna pozyskiwanego w Puszczy Białowieskiej… No, ale nie wymagajmy myślenia od pracownika korporacji, który kiedy tylko mu każą nie mrugnie okiem gdy będzie musiał wyciąć w pień 100-letni drzewostan. Ja dodatkowo kupuję papier toaletowy tylko z drewna pozyskanego w Puszczy. Taki fetysz. 

Narracja jest zresztą bardzo podobna jak i u myśliwych, jesteś przeciw wycince, no to nie masz pojęcia o gospodarce leśnej, zabiegach „pielęgnacyjnych”, cięciach sanitarnych, planach urządzania lasu i innych sloganach, które umożliwiają leśnikom dewastację naszego dobra narodowego w świetle prawa.

984078_982661738497161_2598530356012765239_n

Lasy gospodarcze wokół serca Puszczy Białowieskiej, o które toczy się spór, mimo, że w części użytkowane były przez człowieka ciągle zawierają w sobie ten pierwiastek dzikości, który mógłby pozwolić im unaturalnić się, stwarzając bezpieczną, spokojną ostoję będącą domem dla wielu puszczańskich organizmów.W wielu miejscach nie różnią się od obszarów z głębi Puszczy. Zwierzęta potrzebują spokoju, a nie „racjonalnej gospodarki zasobami” i pozyskiwania surowców. Od tego mamy pozostałe obszary plantacji leśnych, traktowanych przez leśników jako swoiste ogródki, gdzie w pogardzie i braku zrozumienia dla procesów przyrodniczych dokonują każdego dnia rabunkowych spustoszeń. Dlatego lasy białowieskie, ostatnie takie miejsce w Europie, jeśli nie na świecie, należy zostawić w spokoju.” https://www.facebook.com/FrontAntylowiecki/posts/1814143908901491

Kiedy zawodzą mediacje, prośby, argumenty naukowców, zdrowy rozsądek, a do głosu dochodzi zachłanność, szaleństwo czy też zwykła głupota niektórych roszczeniowych wobec natury osobników, trzeba uciec się do środków radykalnych…To starcie dwóch sił, gdzie jedna upatruje w lasach surowca, desek i mami opinię publiczną sloganami o ratowaniu nas przed gałęziami lecącymi na głowę, druga stoi na straży odwiecznych procesów przyrodniczych, które od zarania są udziałem i trwają w tej magicznej krainie zwierząt i drzew. Chrońmy ją nie tylko dla siebie, ale dla milionów istnień, których jest domem. Oraz dla przyszłych pokoleń.

 

Chojar
Powalony przez wiatr, zabity przez Kornika Drukarza Świerk. Jeszcze długo będzie pokarmem różnych mikroorganizmów, a prześwit światła umożliwi rozwój kolejnym drzewom.

Oddane połaci leśnych pod zarząd korporacji Lasy Państwowe to największa tragedia jaka przytrafiła się zwierzętom, drzewom i nam samym. Dlaczego?

Kiedy ubiegłego roku pytaliśmy jednego z leśników – Marcina Kostrzyńskiego o narastający już wtedy spór odnośnie Puszczy, nie owijał w bawełnę. Odpowiedział nam tak:

Oczywiście leśnicy niszczą bioróżnorodność w znacznie większej, przemysłowej skali. To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje.Leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić.Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki.Na wszystko trzeba ciąć. Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy.

Na pytanie, czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi? 

Marcin odpowiada:

Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Z całością tekstu można zapoznać się tutaj:

Lasy dla kasy – Współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć

W innym z wywiadów ten sam leśnik mówi bez ogródek:

To co zrobili leśnicy jest największą katastrofą ekologiczną w powojennej historii Polski. Lasy są zdewastowane. Powiem więcej, las – jako ekosystem – bez leśników poradzi sobie znakomicie. Tną dla kasy. Traktują drzewostany jak bankomat, gdzie sami ustalają limit wypłat. A starych drzewostanów zaczyna już brakować. 

Las poradzi sobie sam 

Najśmieszniejsze wydają mi się jednak zarzuty, o płatne protesty…Hmm… Jak już ktokolwiek znajdzie owych mitycznych „tych co płacą” za takie protesty, proszę odezwać się do mnie, może skorzystam. Póki co jadąc do Białowieży, muszę to zrobić za własne pieniądze i za nie też zatroszczyć się o swój nocleg i wyżywienie.

Jeszcze do wczoraj, Marcin zdawał się być osamotniony w nierównej walce podczas mówienia o tym, co jest bolączką Lasów Państwowych. Tymczasem na Facebooku pojawił się wpis innej osoby będącej leśnikiem, a przez lata pracującej w Białowieży jako przewodnik. Pani Basia jest leśnikiem. Pisze o smutku z powodu niszczonego, wieloletniego dorobku.

bez tytułuwwwwww

Kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z leśnictwem, a dokładnie swoje kształcenie w tym kierunku, była druga połowa lat dziewięćdziesiątych. Właśnie powiększono Białowieski Park Narodowy, a puszczańskie nadleśnictwa stały się Leśnym Kompleksem Promocyjnym. Trend był klarowny. Puszcza Białowieska została doceniona przez resort leśnictwa jako szczególnie cenna ze względu na walory przyrodnicze.

Gdy w 2002 roku rozpoczęłam pracę w Nadleśnictwie Białowieża, utworzono sieć rezerwatów przyrody „Lasy Naturalne Puszczy Białowieskiej”. Pamiętam, jak ustawialiśmy tablice z jego nazwą… Mniej więcej w tym czasie zaczęłam pracę jako przewodnik turystyczny. Z dumą opowiadałam turystom o szczególnych względach, jakie ma Puszcza Białowieska na terenie zarządzanym przez Lasy Państwowe. Mówiłam im o tym, że nie ma tu już zrębów zupełnych, że stosuje się odnowienie naturalne, że drzewostany ponad stuletnie już nigdy nie będą zagrożone wycinką…

Podczas pracy w lesie z przyjemnością wyznaczałam tak zwane „dziesięcioprocentówki” – fragmenty lasu pozostawiane bez ingerencji podczas prowadzonych cięć. Cieszyły mnie zmiany takie jak respektowanie okresu lęgowego ptaków podczas prac leśnych czy wreszcie zatwierdzony Plan Urządzenia Lasu, w którym znacznie zmniejszono ilość drewna zaplanowanego do pozyskania….

Opowiadałam turystom odwiedzającym Puszczę o tym, że nadleśnictwa w Puszczy robią kawał dobrej roboty, bo funkcjonują w sposób adekwatny do wartości tego miejsca. Powiększanie Białowieskiego Parku Narodowego wydawało mi się rzeczą mało konieczną, a jedynie alternatywą na przyszłość w kwestii zarządzania i tak dobrze chronioną Puszczą. Wierzyłam, że się uczymy i idziemy w dobrym kierunku. Objęcie całego obszaru Puszczy Białowieskiej statutem Światowego Dziedzictwa Ludzkości było przysłowiową kropką nad „i” w tym procesie.

I nagle bum! W jednej chwili trwający ponad 20 lat proces został przekreślony. Nagle okazało się, że to wszystko już nie jest ważne, aktualne, potrzebne?

Nawet kolejne drogie kampanie mające na celu promowanie Lasów Państwowych jako miejsca otwartego dla ludzi już tu nie pomogą. Hasło jednej z nich „Lasy dla ludzi” szczególnie tutaj w Puszczy brzmi groteskowo, gdy kolejne Nadleśnictwa wprowadzają zakazy wejścia do lasu. Myślę, że to przysłowiowy „samobój” Lasów Państwowych strzelony przez ministra i nie wiem kogo jeszcze, kto ma takie pomysły i władzę.

Powiem tylko, że to mnie zwyczajnie wkurza. I żal mi tej całej pracy i wysiłku, którego byłam częścią, a które teraz tak łatwo się przekreśla sprowadzając Puszczę Białowieską do rangi zwykłego lasu. Granicząca z obłędem determinacja władz, żeby Puszczę wcisnąć w szablonowy sposób użytkowania i hodowli po prostu mnie przeraża… To przede wszystkim marnotrawstwo unikatowej przyrody, ale i okazji, by móc się poszczycić nowatorskim sposobem zarządzania tym wyjątkowym obszarem, gdzie pierwszeństwo przed człowiekiem powinna mieć sama natura…

I dlatego apeluję o nie wrzucanie wszystkich leśników do jednego wora. Jak widać są wśród nich nieliczne zdrowo myślące jednostki, które są w stanie przeżywać i pojmować naturę tak jak my. Wśród innych z kolei przeważają nastroje bardziej bojowe…

wrwwww

bez tytułuwwwwww33

W jednym z filmów znalezionych na you tube, widzimy pana, który wyraził chyba dosadnie to, z czym leśnicy gryzą się w język. Zacytujmy:

Ja straciłem 100 mln dolarów przez takich jak Wy! Takich jak wy powinno się utylizować, powinno się z wami zrobić jak putin zrobił, do więzienie na 3 miesiące, albo Łukaszenka też sobie radził rotweilery poprzywiązywał do drzew – krzyczy zwolennik wycinki.

Czym jest Puszcza Białowieska? 

Tak po laicku, to najbardziej unikatowy las na świecie. Ale dlaczego? Z uwagi na ciąg procesów przyrodniczych, jakie dzieją się tam nieprzerwanie od tysięcy lat, z niewielkim lub żadnym udziałem człowieka. Te obszary są oczywiście chronione i nikt ich nie wycina. Sporną kwestią są tereny okalających Puszczę lasów gospodarczych, które od dziesięcioleci podlegają użytkowaniu. Są one często wyglądem zbliżone do tych z głębin obszarów chronionych Puszczy, mają też ogromny potencjał dzikości i tendencję do unaturalniania się. Leśnicy płaczą, że jak nie będą gospodarować, to zarosną Leszczyny i Graby. Nie do końca jest to prawdą. W miejscach gdzie leżą powalone suche świerki zaobserwować można rosnące już młode osobniki. Jest to tzw. „Odnowienie naturalne”. Tak drzewa ratują się przed gradacją. Jak to działa? Natura dobrze to „przemyślała”. Umierający świerk „pompuje” całą swoją energię i zasoby w rozwój młodych siewek. Chodzi przecież o to, aby gatunek przetrwał. Kiedy gradacja się wyszumi, zabijając większość świerków, korniki nie będą miały co jeść. Następny ich pokarm oczywiście już rośnie, ale musi minąć kilkanaście, kilkadziesiąt lat, aby młode siewki były wygodne do ponownego zasiedlenia. W tym czasie oczywiście korniki giną z głodu, a następnie cykl się ponawia, i kolejny, i znów… Na tym właśnie polega Puszcza – tak żyje, i jest to wyraz jej zdrowego tętna. Szkoda tylko, że większość ludzi z perspektywy swego krótkiego życia postrzega trwające tysiąclecia cykle. Ze Świerkiem jest jeszcze inna sprawa. W Puszczy przebiega granica jego zasięgu. Oznacza to, że warunki dla tego gatunku nie są zbyt dobre jest albo zbyt wilgotno, lub zbyt sucho. Sprawia to, że świerki nie żyją w Puszczy długo, wywracają się, lub cierpią od „szkodników”. Świerki tam rosnące pochodzą w większości z monokulturowych nasadzeń leśników, którzy ochoczo wprowadzali je do Puszczy, bez pojęcia o tym, jakie to będzie mieć konsekwencje. Natura jednak mówiąc kolokwialnie „wie” lepiej, jak dostosować skład gatunkowy drzew i posługuje się swoimi sprawdzonymi metodami. Jedną z nich jest kornik. Osobną kwestią są jeszcze prowadzone niegdyś melioracje i osuszania terenów podmokłych (również prowadzone przez leśników), co spowodowało przesuszenie siedlisk, stwarzające lepsze warunki dla rozwoju kornika. Nawet jeśli, jak straszą leśnicy Puszczę zarosną leszczyny i graby, no to co z tego? Leszczyny dają smaczne orzechy, a graby są po prostu piękne. Nielubiane bardzo przez leśników, z uwagi twarde, poskręcane drewno, mające małą wartość użytkową… Są jednak świetnym miejscem lęgowym dla wielu gatunków dziuplaków. Leśnicy zdają się zapominać, że każdy gatunek drzewa może żyć określoną ilość czasu, po czym umiera, rozkłada się, stwarzając biomasę będącą pożywką dla kolejnych gatunków drzew. Proces, cykl… Tak żyje Puszcza od tysięcy lat i będzie żyła jeszcze długo po upadku korporacji LP.  I obojętnie co tam wyrośnie, setki tysięcy ludzi przyjadą oglądać to z pasją i zainteresowaniem bo wyrosło samo. Na tym polega ten skarb i jego unikatowość.

IMG_4958

IMG_5024
To chyba Białowieski Ent…:) Przydały, by się teraz…

Grzyby
Umierając, dają kolejne życie.

Wędrując ubiegłego roku po tajniach Puszczy, widzieliśmy mnóstwo naznaczonych czerwoną pręgą zarówno zdrowych, jak i zasiedlonych kornikiem drzew. Już czuliśmy przedsmak tragedii, jaka miała się tam rozegrać… Póki co, więcej nie pojedziemy. Po co? Warkot pił słyszę co dzień obok siebie w lasach gospodarczych, a spokojniej jest i więcej zwierząt spotykam w śródpolnym zadrzewieniu. Może za jakiś czas… Choć te rany zadane Puszczy przez leśników i pilarzy, nie zagoją się jeszcze długo.

Pozostaje mieć nadzieję, że wspólnym wysiłkiem wszystkich ludzi dobrej woli, uda zachować się to niespotykane już nigdzie indziej dziedzictwo na kolejne wieki.

IMG_4954
Tego świerczka nikt nie sadził. Mały zuch rośnie śmiało, w cieniu umierającego od Kornika brata. Przykład naturalnego odnowienia w Puszczy Białowieskiej, wokół martwych świerków można spotkać mnóstwo takich miejsc.

14925790_322523428115813_502212094959370210_n
Warto pojechać, aby zobaczyć Króla Puszczy. Na zdjęciu nieżyjący już Żubr Wiking, bohater wielu artykułów i leśnych zdarzeń.

799b6b9041cec24441c0992bf230f19c

Apelujemy do Was z tego miejsca: Każdy kto może, niech jedzie w wolnych chwilach wspierać aktywistów. Wasze wsparcie i obecność są teraz bardzo ważne. A każda godzina opóznienia wycinek, to wielkie zwycięstwo.Puszcza jest dobrem nas wszystkich – nie prywatnym folwarkiem leśników.

Obrońców Puszczy można odszukać śledząc profil Powstanie Białowieskie

Afera zajęcza – myśliwi zabijali ponad limit i nic im się nie stało…

Poniżej prezentujemy obszerny tekst Frontu Antyłowieckiego o kulisach głośnej „afery zajęczej”, gdzie myśliwi bezkarnie zabijali zwierzynę łowną ponad limit, m.in. zajęcy, „na które od dawna się nie poluje”, narażając Skarb Państwa na straty ok. 4 mln PLN za „bezprawne pozyskanie zwierzyny”  (o stratach przyrody przez litość nie wspomnę), przykuwając uwagę CBA i mediów ogólnopolskich.

Prokuratura umarzała pod hasłem niskiej szkodliwości społecznej, a PZŁ wmawiał, że przekraczanie planów łowieckich nie stanowi zaburzenia w równowadze przyrody i nie powinno być traktowane jako kłusownictwo.

Aferę tę głównie opisał Stanisław Pawluk, dziennikarz-myśliwy śledzący patologie w środowisku łowieckim, po czym miał nieprzyjemności z „górą”, której włos nie spadł włosa.

Afera to nie tylko jedna z wielu patologii PZŁ. To również ogromny cios zadany naszej polskiej przyrodzie. A także ważny argument w rozmowie, dlaczego pozyskiwanie myśliwskie ma negatywny wpływ na populację zajęcy i jak najszybciej wyjąć ją spod „opieki” myśliwych.

Zapraszamy do lektury:

18643670_423411521360336_683152386_n

AFERA ZAJĘCZA

Gdy podnosi się głos o negatywnym wpływie łowiectwa na zwierzynę łowną, zwłaszcza na drobnicę, strona myśliwska mówi zwykle Panie! To wina rolnictwa, wirusów i durnych przepisów chroniące drapieżniki! Kruk to mnóstwo sztyletuje zajęcy! Wiem, bo widziałem po pijaku! W ogóle tylko pezeteł już od dawna nie poluje na na zwierzynę drobną, tylko chroni i reintrodukuje ją, a wy ekosie jak zwykle guzik wiecie o gospodarstwie łowieckim!

A prawda jest taka, że łowiectwo w wykonaniu PZŁ jak najbardziej ma negatywny wpływ na drobnicę, zaś mamona i ochrona własnego zadu są ważniejsze od troski o przyrodę.

Świadczy o tym mająca finał w 2010 r. tzw. afera zajęcza, gdzie na Lubelszczyźnie przekraczano limity łowieckie, PZŁ, nadleśnictwa i PSŁ udawały, że jest wszystko cacy, a ówczesny rzecznik PZŁ, Marek Matysek zapewniał, że do zajęcy od dawna się strzela, pomijając to, że wciąż to robiono mimo, że naciągany stan w inwentaryzacji nie spełniał warunków określanych przez PZŁ jako wystarczających dla prowadzenia odstrzałów. Ale po kolei.

KOŁO ŁOWIECKIE BAŻANT NR 69 W BEŁŻYCACH (2) grudzien 2016Zabite zające w KŁ nr 69 „Bażant” w Bełżycach – biorącym udział w aferze zajęczej

Stanisław Pawluk wspominał, że afera zajęcza zaczęła narastać już w przed 2004 r. i za przykład dał łowczego swego kołam który oprócz bycia mistrzem w fantazjowaniu był świetny także w przekrętach. Ustrzelone przez niego zwierzęta, a to dziwnie mało ważyły i zdarzały się poza wpisami w książce ewidencji. W wyniku śledztwa wyszło m.in. zastrzelenie o 5 sztuk dzika za dużo, niż przewidywał plan łowiecki, łamiąc tym samym art. 52 pkt. 5, czyli dozwolenie na przekroczenie zatwierdzonego planu pozyskania zwierzyny.

Sprawa była głośna w całym okręgu i poinformowano wszelkie organy PZŁ. Jednak wkrótce stwierdzono, że… nie ma znamion przestępstwa! Ówczesny przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej, Roman Osiński wyciągnął łowczego z problemów, a inny biegły był zdania, że strzelenie 33 dzików, kiedy w planie przeznaczono do odstrzału 27 sztuk, to właściwie to samo. Jak pisze Stanisław Pawluk cyt. „Biegły ten miał już doświadczenia w wybielaniu innego myśliwego, za zastrzelenie prowadzącej młodej lochy w sezonie ochronnym.”

Żaden z organów PZŁ nie raczył się zainteresować na poważnie przekraczaniem planów łowieckich, mało tego – wszyscy się wzajemnie zachwalali, a nowy przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej – Ryszard Gierliński wraz z ową komisją doprowadził do umorzenia przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie dochodzenia, w sprawie narażania PZŁ na utratę mienia znacznej wartości, przez łowczego krajowego Lecha Blocha. Zwierzyna i jej stany? Pff… a kogo to obchodzi. Potem w mediach zrobimy pokazówkę w stylu „Ożywić pola” i poprosimy o kumpli z instytucji państwowych o wytępienie drapieżników, które oskarżymy o spadek zwierzyny.

hubertus_2014_22
Zabita zwierzyna w KŁ nr 47 „Bekas” w Opolu Lubelskim, gdzie przekroczono plany hodowlane.

Tymczasem w 2003 r. powstała Państwowa Straż Łowiecka, z którą szeregowi myśliwi wiązali duże nadzieje, gdyż wielokrotnie skarżyli się na olewactwo organów ścigania ws. łamania prawa łowieckiego. W Lublinie początkowo było dobrze, bo tamtejszy pierwszy komendant PSŁ, Jan Bogdan Kozyra był osobą kompetentną i do dziś jest uznany za niedościgniony wzór. Niestety będąc samotnym wilkiem w stadzie strażników wybranych w wyniku kumoterstwa, nepotyzmu i powiązań politycznych, musiał opuścić stanowisko, a jego stanowisko otrzymali kolejno Andrzej Sieńko i Stefan Kowalewski, obaj powiązani politycznie i faworyzowani przez ówczesnych wojewodów lubelskich i wybrani w niefajnych okolicznościach.

Urząd Wojewódzki w Lublinie utrwalił tradycję łamania prawa, dając tym samym sygnał dla ludności, że prawo nie dotyczy rządzących zwłaszcza, gdy na eksponowane stanowiska powołują swoich wiernych żołnierzy. Zarówno Andrzej Sieńko, a następnie Stefan Kowalewski powołani zostali bez spełnienia wymaganych warunków, czyli bez ukończenia przez kandydatów szkoleń określonych ustawą.” (http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=215 – dostęp 17.05.2017)

Przyjrzyjmy się jednak Stefanowi Kowalewskiemu, wybranemu w 2008 r. komendancie PSŁ, ponieważ to on odegrał ważną rolę w aferze zajęczej. O tym jakim był niekompetentnym strażnikiem łowieckim można spokojnie napisać osobny materiał*. Używanie służbowych pojazdów do celów własnych, lenistwo, zerowa wykrywalność przestępstw łowieckich ograniczająca się do wystawiania bzdurnych mandatów wędkarzom, markowanie łapania kłusowników i pokazowe zbieranie wnyków (co wyśmiano nawet na forum myśliwskim: http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=43050&t=43050 – dostęp 17.05.2017) czy pozbawione cienia logiki konfabulactwo w raportach, to tylko czubek góry lodowej. Wszystko za pieniądze podatników.

W końcu p. Kowalewski dotarł do 3-częściowego felietonu Stanisława Pawluka z 2008 r. pt. „Modelowa gospodarka”, w którym wykazał jak w województwie lubelskim, onedgaj zajęczym eldorado, obecnie z katastrofalnymi stanami zajęcy, koła łowieckie przekraczały zatwierdzone planem łowieckim ilości zajęcy przeznaczonych do odstrzału, a prokuratura automatycznie umarzała postępowania karne z powodu niskiej szkodliwości czynu, a także członków owych kół w postaci wysoko postawionych funkcjonariuszych w PZŁ.

021
Zabite zające w KŁ nr 25 „Uroczysko” w Lublinie, które ignorowało zalecenia dr hab
. Romana Dziedzica o zaprzestaniu odstrzału i nadal zabijało zające.

Widząc okazję do wykazania się, wynajdywał kolejne koła łowieckie, które odstrzeliły więcej zwierzyny ponad zatwierdzony plan – ostatecznie było to ok. 80% kół z terenu Lubelszczyzny. Rabunkowa gospodarka łowiecka dotyczyła nie tylko zajęcy, ale m.in. kuropatw czy zwierzyny grubej. Początkowo PSŁ ostro wzięła się do pracy i w kilku przypadkach uzyskano wyroki skazujące, ale jej zapał się ostudził, kiedy okazało się, że w KŁ „Dąbrowa” w Lublinie także przekraczono plan, a łowczym był sam… Stefan Kowalewski. Ups, ale kaszana! I zamiast twardych dowodów w postaci dokumentacji kół, książek ewidencji, upoważnień do polowania indywidualnego i protokołów polowań to zbierano mało wiarygodne oświadczenia, dlaczego odstrzelono zwierzęta poza planem. A PZŁ jako organizacja był po stronie łamiących wszelkie prawa i dawała wsparcie w postaci cwanych radców prawnych.

019
KŁ nr 2 „Leśnik” w Lublinie podczas zastrzelenia 30 kaczek na jednym polowaniu zbiorowym, potem przedstawiono to jako 10 kaczek (Szczegóły tu – http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=363 – dostęp: 16.05.2017).

Sam Stefan Kowalewski przerażony ogromem afery, widmem zemsty wysoko postawionych w hierarchii łowieckiej kolegów po lufie i utratą resztek reputacji, kiedy na jaw wyszło, że sam uczestniczył w aferze zajęczej, domagał się od prokuratury umorzenia WSZYSTKICH SPRAW! Komendant Państwowej Straży Łowieckiej, instytucji opłacanej przez podatników, którego zadaniem ściganie przestępstw z prawa łowieckiego robił wszystko, by prokuratura umorzyła wszystkie brudy!

– Sugerowaliśmy prokuraturze umorzenie tych spraw, bo takie jest nasze prawo, mieliśmy taką możliwość. Zresztą nie było podstaw do innego działania – powiedział Stefan Kowalewski dla programu UWAGA TVN. Jego zdanie podzielała Genowefa Tokarska, ówczesna wojewoda lubelska.

– Czy przestępstwem jest ustrzelenie na polowaniu kilku sztuk zwierzyny więcej? Proszę nie sugerować, że prokurator kierował się wnioskami komendanta Państwowej Straży Łowieckiej. Prokurator nie musiał zastosować się do naszego wnioskuswierdziła Genowefa Tokarska, która nie dopełniła obowiązków służbowych. Ponieważ wg prawa łowieckiego i rozporządzenia MŚ ponadlimitowe odstrzały traktowane jest na równi z „bezprawnym pozyskaniem zwierzyny”, a wojewoda powinien żądać ekwiwalentu, tj. odszkodowania dla Skarbu Państwa. Jednak jak widać pupilkom władzy i zaprzyjaźnionym myśliwym wolno więcej, a nie jest to pierwszy raz, gdy p. Tokarska kryła niekompetencję swego podwładnego (więcej – http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 – dostęp 17.05.2017).

5Komendant PSŁ w Lublinie – Stefan Kowalewski był łowczym w KŁ nr 5 „Dąbrowa” w Lublinie, które także przekraczało plan łowiecki. M.in. dlatego też domagał się umorzenia skutków afery zajęczej.

Jednak mleko się rozlało. Oprócz lokalnych mediów sprawą zainteresowało się także CBA, które natychmiast przeprowadziło kontrolę w lubelskich urzędach. Szersze media też podłapały temat przekraczania planów łowieckich. W lipcu 2010 r. „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł „Bezkarne łowy za miliony”, a „Uwaga TVN” wyemitowała reportaż „Myśliwi w CBA”.

– Kontrola wypadła przerażająco. Okazało się, że wojewodowie praktycznie nie wiedzieli, co dzieje się ze zwierzyną, jak wygląda pozyskiwanie zwierzyny łowieckiej w poszczególnych kołach i ile zwierząt zostaje odstrzelonych poza planem. Tylko w województwie lubelskim, w czasie rządów trzech wojewodów, Skarb Państwa stracił prawie 4,5 mln zł. – mówił Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA dla Uwagi TVN.

W swym raporcie CBA winę za nieudolne prowadzenie postępowań w sprawie przekroczenia planów hodowlanych, ponoszą komendant PSŁ Stefan Kowalewski oraz Genowefa Tokarska.

Jednak w większości spraw ws. ponadlimitowych odstrzałów umorzono z powodu małej szkodliwości czynu, a w 23 przypadkach odmówiono wszczęcia dochodzenia. A w międzyczasie lubelskie władze PZŁ nie widziały w tym nic złego i napisały sprostowanie do „Rzeczpospolitej” oskarżając tradycyjnie o szarganie dobrego imienia łowiectwa i doniosły na Stanisława Pawluka.

Marian Flis (1)Dr hab. Marian Flis, wówczas przewodniczący ZO PZŁ w Lublinie, który bronił przekraczania odstrzałów (był wówczas członkiem takowego – KŁ nr 25 „Uroczysko” w Lublinie) nie uciekając się do matactwa. Potem dr Flis prześladował Stanisława Pawluka, próbując go wrobić w polowanie poza planem.

Myśliwi, z którymi rozmawiała »Rz«, przyznają, że nielegalny odstrzał to norma, bo kół nie spotykają żadne sankcje. Ani finansowe, ani karne. – Koła łowieckie nagminnie przekraczają dozwolone limity polowań i odstrzału. Tak jest w całej Polsce, w mniejszym lub większym stopniu. Doprowadziło to do wybicia populacji zajęcy – ocenia myśliwy z Lublina.”

Jeśli kogoś to pocieszy, w 2012 r. w wyniku prokuratorskiego śledztwa Stefan Kowalewski stracił stanowisko komendanta PSŁ w Lublinie, a wraz z nim dwaj kolejni strażnicy. Ale jakichkolwiek konsekwencji nie ponieśli, bo wg Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego cyt. „bieżący nadzór nad PSŁ był prowadzony”.

Konsenkwencji nie ponieśli również uczestnicy afery zajęczej, większość z nich to byli ludzie okupujący wysokie stanowiska w PZŁ i do tej pory mające plecy w PZŁ. A jak pisał Kurier Lubelski w 2012 r. cyt. „urzędnicy wojewody wciąż nie odzyskali pieniędzy za bezprawnie odstrzeloną zwierzynę. W ostatniej kontroli sprawdzającej wykonanie budżetu w 2011 r. ponownie wytknęła to NIK. I nakazała »niezwłoczne podejmowanie działań w celu pobrania ekwiwalentu«”.

Przerażające to wszystko. Już pomijam straty finansowe spowodowane działaniami myśliwych. Pomyślmy o tych wszystkich bezprawnie zastrzelonych zwierzętach. Szczególnie o zajęcach, o które rzekomo PZŁ tak dba, a w praktyce nie przejmował się, że przestrzelano zające w trudnym dla nich okresie i nie ulega wątpliwości, że to myśliwi najbardziej przyczynili do niskich stanów zwierzyny drobnej. A Wielce Szanowni Łowczy traktują swe występki jako znikomą szkodliwość społeczną czynu i nic z tym nie zrobili.

Przekroczenia planów odstrzału zwierzyny nie powinno się traktować jak kłusownictwa – tak tłumaczył się dla „Rz” Dariusz Łukasik, łowczy KŁ „Głuszec” w Biłgoraju. A niedaj Bóg twój pies, szaraczku kochany, dziabnie zająca i myśliwi będą do upadłego cię ścigać na bezprawne pozyskiwanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKŁ nr 91 „Azotrop” w Puławach, które przekroczyło plan odstrzału zajęcy w sezonie 2007/2008, a interwencji nie podjęto.

A nie sorki, jednak coś zrobiono – czcze pokazówki i ocieplanie wizerunku. Na stronie PZŁ Lublin można przeczytać, jak to w latach 2010-2014 szlachetni myśliwi zasilają łowiska drobnicą ku chwale ojczystej przyrody (http://www.lublin.pzlow.pl/komunikaty/2006-2015.php – dostęp: 18.05.2017). Wśród wymienionych można odnaleźć koła łowieckie mające udział w zabijaniu drobnicy ponad limit, m.in. KŁ nr 1 „Szarak” w Lublinie czy KŁ nr 84 „Przepiórka” (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=262 – dostęp: 20.05.2017)! To jest kurczę dramat. Wpierw wybili do cna zające, a teraz pokazują jacy są dobroduszni! I przy tym wyciągnijmy łapy po dotacje WFOŚiGW w Lublinie. Ograbiliśmy Skarb Państwa zabijając za dużo zwierząt, to jeszcze weźmiemy trochę za wsiedlanie tychże zwierząt (http://www.lublin.pzlow.pl/okreg/2012/2012-001.php i http://www.lublin.pzlow.pl/okreg/2014/2014-003.php – dostęp: 18.05.2017).

KŁ Szarak zabity zającUpolowany zając w KŁ nr 1 „Szarak” w Lublinie, którym wykryto przekroczenie odstrzałów zajęcy.

A najbardziej kuriozalny okazał się dla mnie materiał PulsMiastaTV z 2013 r., gdzie prezentowano wsiedlanie zajęcy w okolicach Białej Podlaskiej, a przed kamerą przemawiał Ryszard Mączyński, prezes KŁ „Ponowa” w Białej Podlaskiej. Ten sam Mączyński co załatwiał pozaplanowe polowania dla marsz. Sejmu Bronisława Komorowskiego. To samo KŁ „Ponowa” w Białej Podlaskiej, co dokonało w latach 2005-2007 przekroczenia limitów odstrzałów i było znane w środowisku w robieniu przekrętów. (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=220 i http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=147 – dostęp: 19.05.2017).

Populacja zająca doszła do dna (…) na naszym terenie i trudno odbić się od dna i w związku z tym potrzebna jest introdukcja. Bez niej nie odbudujemy populacji.

„Głównym inicjatorem w naszym (…) akcji wsiedlania zająca jest członek Okręgowej Rady Łowieckiej, kol. Ryszard Gierliński, (…) bardzo mu zależało na tym, żeby ta introdukcja nastąpiła jak najszybciej. Jest to program 3-letni, także co roku będziemy wsiedlać zająca.

Dla przypomnienia – p. Gierliński ratował z taratapów Lecha Blocha, tak jak p. Mączyński należy do KŁ nr 89 „Siemień” w Lublinie, gdzie także dokonano ponadlimitowych odstrzałów. A w Białej Podlaskiej myśliwi z KŁ nr 15 „Ostoja” odstrzelili o 12 zajęcy niż wymagał plan łowiecki, a postępowanie oczywiście umorzono, a kol. Mączyński i Gierliński na pewno o tym wiedzieli. I kogo obwinią? (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=219 – dostęp 18.05.2017)

Mamy problem kłusujących psów, które występują w naszym łowisku w ilości nie mniejszej niż jak ilość zajęcy.

A jak pisze PulsMiasta.pl – cyt. „Jest to wina przede wszystkim drapieżników także tych skrzydlatych , które potrafią być bardzo agresywne są bardzo agresywne. Począwszy od bociana skończywszy na wszelkiego rodzaju drapieżnikach typu jastrząb, myszołów.”

Film można obejrzeć tu:

Łał! Trzeba mieć niezły tupet, by najpierw uczestniczyć w legalnym kłusownictwie drobnicy i ukrywaniu związanych z tym przekrętów, a teraz mamić ludzi „szlachetnymi reintrodukcjami” i zwalać winę na drapieżniki!

Ryszard Mączyński i przewodniczący GKR PZŁ, Ryszard Gierliński. W kołach, do których należeli dokonywano ponadlimitowych odstrzałów. Potem ci ludzie mamili opinię publiczną wsiedlaniem zajęcy i zwalaniem sytuacji na inne czynniki.

No, ale myśliwi jak zwykle niewinni, bo jak pisała Prokuratora Rejonowego w Białej Podlaskiej cyt. „Dochodzenie, dotyczyło zaistniałego w okresie od 2004 r. do 2006 r. w Białej Podlaskiej przekroczenia pozyskania zwierzyny w postaci zajęcy przez Koło Łowieckie nr 15 »Ostoja« o łącznie 12 sztuk (…) umorzono (…) z uwagi na znikomą szkodliwość czynu. Przekroczenie planu było skutkiem braku komunikacji miedzy myśliwymi, nie było znaczne i nie doprowadziło do zachwiania równowagi populacji zajęcy.

Czyli jak myśliwy przekroczy plan łowiecki, to nic się nie stało i równowaga populacji została zachowana. Ale jak lis zje jednego zająca na ruski rok, albo kruk skubnie padlinę, to ta równowaga zostaje zachwiana…

hubert96_008KŁ nr 15 „Ostoja” w Białej Podlaskiej było jednym z tych kół, gdzie zabijano ponad limit zające, a sprawa została umorzona. Zdjęcie z 1996 r. Ciekawe ile z tych tu zajęcy było poza planem pozyskania?

Wiele uczestników afery zajęczej do tej pory są wysoko postawieni w hierarchii władz PZŁ. Są to osoby skorumpowane, nie szanujące prawa, przyrody i zwykłej przyzwoitości, a o każdym można napisać osobny artykuł. Osoby, które jak najbardziej przyczyniły się do katastrofalnej sytuacji drobnicy i odwracają zająca omykiem mówiąc o „reintrodukcjach/restytucjach”, „trosce o przyrodę” i innymi frazesami.

I teraz PZŁ mając tyle brudu ma czelność domagać się obecności Dnia Ziemi i mamić ludzi swoją propagandą? No friggin’ way!

/KingKung

Pokot po polowaniu na Pusznie Godowskim grudzień 2014 KL BAzantZabite zające w KŁ nr 93 „Bażant” w Poniatowej. Jak pewnie domyślacie i to koło zabijało ponad limit. A oto co piszą na swej stronie internetowej:
W celu utrzymania na wysokim poziomie populacji zwierzyny drobnej Koło prowadzi walkę ze szkodnikami i kłusownictwem.”

ŹRÓDŁA:

Artykuły Stanisława Pawluka: 

„Afera zajęcza”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=249 (dostęp: 15.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=252 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=253 (dostęp: 18.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=254 (dostęp: 16.05.2017)

„Jak to z komendantem PSŁ było”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=215 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

„Modelowa gospodarka”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=175 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=176 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=177 (dostęp: 17.05.2017)

„»Duża afera« o małe zające”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=234 (dostęp: 17.05.2017)

„Co warte jest »Sprostowanie« PZŁ”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=363 (dostęp: 16.05.2017)

„Kontrola CBA w UW w Lublinie”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=268 (dostęp: 17.05.2017)

„Dwa stracone lata”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=272 (dostęp: 17.05.2017)

„Ekwiwalenty są ściągane”
http://dziennik.lowiecki.pl/listy/tekst.php?id=83 (dostęp: 21.05.2017)

„Czy wojewoda kryje przekręty komendanta PSŁ?”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 (dostęp: 17.05.2017)

„Flisowe prostowanie prostego”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=262 (dostęp: 20.05.2017)

„Kolejna ściema dr Flisa”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=29 (dostęp: 21.05.2017)

„Kolegialnie w Lublinie to jednoosobowo”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=15 (dostęp: 20.05.2017)

Materiały medialne: 

„Jest lepszy wizerunek myśliwych”, Janusz Kibic
http://lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=8 (dostęp: 20.05.2017)
http://www.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=11 (dostęp: 20.05.2017)

„Latami bezkarnie mordowali zwierzęta”, Łukasz Chomicki, Barbara Majewska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/127986,latami-bezkarnie-mordowali-zwierzeta,id,t.html (dostęp: 19.05.2017)

„Myśliwi na celowniku CBA”, Łukasz Chomicki, Barbara Majewska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/214868,mysliwi-na-celowniku-cba,1,id,t,so.html (dostęp: 19.05.2017)

„Bezkarne łowy”, Izabela Kacprzak
http://www.rp.pl/artykul/508405-Bezkarne-lowy–za-miliony.html#ap-7 (dostęp: 16.05.2017)

„Myśliwi w CBA”
http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/mysliwi-w-cba,139081.html (dostęp: 18.05.2017)

„Wielka czystka w Państwowej Straży Łowieckiej w Lublinie”, Rafał Panas
http://www.dziennikwschodni.pl/lublin/wielka-czystka-w-panstwowej-strazy-lowieckiej-w-lublinie,n,1000152163.html (dostęp: 16.05.2017)

„Komendant wojewódzki straży łowieckiej został odwołany”, Aleksandra Dunajska
http://lubelskie.naszemiasto.pl/artykul/komendant-wojewodzki-strazy-lowieckiej-zostal-odwolany,1421593,art,t,id,tm.html (dostęp: 16.05.2017)

„Lubelszczyzna: Myśliwi łamali prawo”, Aleksandra Dunajska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/607205,lubelszczyzna-mysliwi-lamali-prawo,id,t.html (dostęp: 18.05.2017)

========================================================================================================================================================

*A jeśli bardziej was ciekawi całokształt twórczości Stefana Kowalewskiego, to życzę miłej lektury:  

Wykorzystywanie pojazdu służbowego do celów prywatnych (głównie polowań) z kierowcą opłacanym z pieniędzy podatników:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

Pozorowanie działań kłusowników i brak noszenia przepisowego umundurowania:
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=260 (dostęp: 17.05.2017)

Podkładanie fałszywych wnyków, a następnie ich zbieranie celem propagandy medialnej:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=284 (dostęp: 17.05.2017)
http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=43050&t=43050 (dostęp: 17.05.2017)

Przedłużanie sobie weekendów, a w międzyczasie policja była skuteczniejsza w tropieniu przestępstw łowieckich niż PSŁ:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=280 (dostęp: 17.05.2017)

Wrobienie Boga ducha winnego myśliwego w zabitą lochę, prawdopodobnie żeby ten w wyborach nie wygryzł p. Kowalewskiego z funkcji łowczego:
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=272 (dostęp: 17.05.2017)

Zniszczenie samochodu służbowego i zmuszenie swego podwładnego za opłacenie naprawy:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 (dostęp: 17.05.2017)

Mobbing podwładnych, którzy mieli sprzedawać nieprawidłowości w PSŁ (co było nieprawdą):
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

Zamieszczono dzięki uprzejmości Front Antyłowiecki

Czytaj także: Kłamstwa myśliwych – Sprawa liczebności zajęcy oraz
Przestępstwa, nadużycia i patologie w PZŁ

Obchody Dnia Ziemi czyli jak myśliwi pchają się tam, gdzie nikt ich nie zaprasza.

Wracamy dziś do corocznych obchodów Dnia Ziemi, które zbliżają się wielkimi krokami. Udział w festynie będzie można wziąć już czwartego czerwca na Polach Mokotowskich w Warszawie. Wracamy z niejakim zażenowaniem, bo prostacka akcja odstawiona rok temu przez PZŁ i fundację Devana, powtórzyła się znów, tylko w bardziej dramatycznym wydaniu.

W ubiegłym roku organizatorzy Dnia Ziemi odpisali PZŁowi tak: „… nie chcielibyśmy promować na Dniu Ziemi łowiectwa, zdecydowanie idea Dnia Ziemi daleka jest od promocji idei, którą Państwo reprezentują. Przykro mi, ale nie nawiążemy współpracy.”
Oczywiście, lament, płacz i zniewaga. W tym roku PZŁ użył wszystkich swoich wpływów, łącznie z poplecznikami w ministerstwie, aby tylko wystawić swoje stoisko i wciskać swoją pomyloną ideologię przypadkowym ludziom. Potwierdzają to sami organizatorzy w jednym z wpisów na swojej stronie :

bez tytułu3222e211`

Myśliwskie lobby bez skrupułów wykorzystuje swoją pozycję, układy i znajomości, aby wciskać się ze swoją pomyloną ideologią tam, gdzie są najmniej mile widziani.

Tragizm ewidentnie wywołany przez PZŁ, które to prócz mordowania zwierząt lubuje się również w sianiu wszelakiego fermentu, dotknął tym razem kilku innych organizacji. Jedyna pociecha w tym, że Fundacja Ośrodka Edukacji Ekologicznej nie jest osamotniona w walce, a inne organizacje także sprzeciwiają się udziałowi myśliwskich pseudo – ekologów w tym wydarzeniu. Jak twierdzą organizatorzy imprezy ”W tym roku PZŁ zyskał sojuszników w postaci ministerstwa środowiska, wywierając na nas ogromną presję” A naciski miały trwać od wielu miesięcy.

bez tyt2333222ułu

Tym razem PZŁ zadziałał szybciej, angażując w swoje paranoiczne dążenia, a jakże – Ministerstwo Środowiska. Na temat owej „państwowej” – o zgrozo – instytucji nie będę się rozpisywać, wiadomo w czyim interesie działa od jakiegoś czasu.
Fakt, że myśliwi pchają się z gumofilcami i swoimi pseudo – ideami w ostatnie miejsce gdzie byliby mile widziani, świadczy już tylko o desperacji w jakiej się znajdują. To kuriozalne, że na Dniu Ziemi wypromować się pragnie organizacja, której członkowie nie tylko dewastują środowisko naturalne, zaburzają lokalne ekosystemy, ale i trują nas wszystkich wprowadzając do obiegu więcej ton ołowiu niż cały transport kołowy.
Zadowolona Pani rzecznik odtrąbiła sukces, który jak się okazuje, wcale nie jest taki pewny. Organizacje jedna po drugiej przeciwstawiają się udziałowi Pzł w festynie, a mało tego, zaprzeczają, jakoby brały udział w jakichkolwiek konsultacjach. Organizator też sprawy jeszcze nie zamknął, choć naciski są ogromne, łącznie ze stratą dofinansowania z Ministerstwa, które zakrawa na mało śmieszny żart.

bez tytułu3222211
Będą ”edukować’. Zwierzęta trzeba zabijać i jeść kiełbasę z dzika, aby chronić środowisko i uprawy rolników. Inaczej zwierzęta zjedzą nas.

Tak działa łowiecki Eko – Terror w praktyce. Kłamstwa, naciski , manipulacje i presja – to owa sławna promocja łowiectwa w nowym wydaniu.
Fundacja potrzebuje pomocy i prosi o wyrażenie swojej opinii na temat ewentualnego uczestnictwa PZŁ, co można zrobić tutaj:

Pomoc Fundacji – Zamieść opinię

AKTUALIZACJA Z DNIA 30 MAJA 2017:

NIE BĘDZIE MYŚLIWYCH NA DNIACH ZIEMI !!!

Pozytywna i wspaniała wiadomość na dzisiaj. Oficjalnie i ostatecznie, według organizatorów, PZŁ nie weźmie udziału w obchodach Dnia Ziemi. Całkowicie wspieramy i rozumiemy tą decyzję. Jest to małe zwycięstwo nas wszystkich, którzy wsparliście organizatorów na ich profilu, wyrażając swoje zdanie odnośnie uczestnictwa PZŁ w tej imprezie. Godziny dyskusji i wymiany argumentów jakie miały miejsce na profilu Dzień Ziemi nie poszły na marne. Myśliwi ponieśli porażkę, kiedy niektórzy z Was pięknie masakrowali koronne argumenty myśliwskie wiedzą i logiką. Dziękujemy tym osobom szczególnie. NIE dla pseudeokolgów z PZŁ. Gospodarka łowiecka, użytkowanie łowiska, postrzeganie zwierząt jako surowca lub szkodnika – to nie są idee, które powinno się promować podczas święta ekologii. Rzecznik PZŁ Diana Piotrowska okłamała opinię publiczną, sugerując, że stoisko i miejsce mają już ”zaklepane”. Na swoim profilu napisała, że w wyniku konsultacji z NGOs, myśliwi otrzymali zgodę i będą ”edukować” na polach mokotowskich. Było to nieprawdą.

Screenshot - 2017-05-30 , 21_59_51

W zeszłym roku Polski Związek Łowiecki także nie załapał się na tą imprezę, otrzymując pismo z odmową od organizatorów. W tym roku myśliwi postanowili wykorzystać sprzyjającą koniunkturę polityczną i swoje znajomości w ministerstwie, aby wprosić się na obchody. Pocztą pantoflową i w tajnych grupach umawiali się na komentowanie i wyrażenie wsparcia dla PZŁ. Nie udało się….

Screenshot - 2017-05-31 , 01_29_00

Nie będzie pokazywania skór, trofeów, promowania okrucieństwa i sadyzmu, przekupywania ludu kiełbasą i mówieniem, że jedzenie bigosu z dziczyzną to zrównoważony rozwój ekologiczny oraz ochrona pól rolników.

Wielkie Brawa również dla organizatorów, którzy nie ulegli szantażom myśliwych i nie dali się zastraszyć.

NPRM

Na koniec wierszyk:

Polowała w kniei Diana Piotrowska…

Wlazła na ambonę przypudrować noska.

I myśliwi dziś bardzo zdziwieni,

Gdzie się zapodział nasz udział w Dniu Ziemi?

A z chaszczy opasły, wynurzył się Knur…

”Stoiska nie będzie – pozdrawiam – Darz Bór.”

Wpływ łowiectwa na wzrost liczebności lisów

12795162_978866535536186_551976413416502570_o
Lis – szkodnik, dawca futra, ruchomy cel, żywa zabawka, czy… stworzenie jak każde inne ze swoim charakterem, ciekawymi zachowaniami i chęcią przetrwania?

Większość informacji o lisach, które podajemy bez namysłu to cechy złe. Jest podstępny i przebiegły, lubi mordować, zwłaszcza kury i drobne ptactwo. Mnoży się na potęgę i bez żadnej kontroli. To wszystko bzdury powielane w celu usprawiedliwienia masowej eksterminacji tych pięknych zwierząt.

Sezon polowań na lisa: od 1 czerwca do 31 marca – umowny, bo wiemy doskonale, że nad stworzeniem uznanym za szkodnika nikt się litował nie będzie. A swoją drogą, zastanawialiście się kiedyś jaki wydźwięk ma nazwa „szkodnik”? Ujemna barwa emocjonalna tego wyrażenia jest dobrana celowo – oddziałuje na podświadomość człowieka po to, żeby odruchowo uznał lisa za zło. Przyroda nie zna pojęcia szkodnika. Każdy gatunek spełnia jakąś swoją rolę, na przestrzeni setek tysięcy lat, dekad…Szkodnik, kiedy złapie kurę chodzącą luzem, ale żeby ogrodzić swoje włości… za trudno. Szkodnik, kiedy chwyta kaczki, zające, króliki, bażanty czy kuropatwy, jakże naturalny dla niego pokarm, będący jednakże przedmiotem chciwego pozyskania przez człowieka na myśliwski stół. Który z nich jest prawdziwym szkodnikiem?!…

Na lisy poluje się na wiele sposobów, nie ma tu humanitaryzmu, ani empatii. Ważne jest natomiast, żeby zabić ich jak najwięcej. Można polować z psami, na wab, z naganką, z fladrami, na zasiadkę. Polowanie z psami, o którym pisaliśmy już kilka razy, polega na wpuszczeniu do lisiej nory psa, który ma lisa wypłoszyć – lis się broni, jakby nie patrzeć jest u siebie w domu. Jednego psa poharata, z dwoma już nie ma najmniejszych szans. Psy są zresztą w tym celu specjalnie szkolone na żywych zwierzętach, lis takiego doświadczenia już nie ma. Takie polowanie najlepiej udaje się w styczniu i lutym, kiedy lisy mają cieczkę i siedzą w norach… bądź w stogach, gdzie zabawa w wybicie ich wszystkich jest przednia, sądząc po wpisach na łowieckich forach.
Polowanie na zasiadkę to wiadomo – wykłada się smakołyki, lis podchodzi, żeby pojeść i dostaje kulkę. Najwygodniej z ambony, najlepiej jeszcze na śniegu, wtedy i w okularach grubości denek od butelki dobrze go widać.

Polowanie na wab to naśladowanie kniazienia zająca, bądź pisku myszy. Lis daje się oszukać, wychodzi i standardowo dostaje kulkę. Zaleca się, żeby go nie ruszać, bo jak bór poszczęści przyjdzie i drugi.

Polowanie z fladrami jest dość ciekawe. Teren ogradza się sznurami z kawałkami materiału. Lis boi się za nie przejść, więc zostaje w wyznaczonym terenie. Jak do tego pozatykamy wejścia do nor, to nie bardzo ma się gdzie schować. Można śmiało i bohatersko wytłuc wszystkie, jakie wpadną w oko.

11010577_834353456624734_9066958454537075086_n

Trudno jest wytłumaczyć, że strzelanie lisów nie ma najmniejszego sensu, bo nie ma w naszym kraju badań nad nimi. Nie było zakazu strzelania do nich, dlatego nigdy nie zbadano jak zachowywałaby się populacja, gdyby nikt się do niej nie wtrącał. Popatrzmy zatem na doświadczenia innych państw:

Z powodu epidemii FMD w Wielkiej Brytanii wprowadzono Hunting Act w 2005 roku – zakaz dotyczy polowania na lisy z psami. Wyniki obserwacji lisiej populacji po tej decyzji nie pozostawiają złudzeń – populacja lisa nie tylko nie zwiększyła się, ale w niektórych miejscach odnotowano niewielki spadek. Populacja była na tyle stabilna w kolejnych latach, że możemy zaryzykować stwierdzenie, jakoby takie polowania nie miały wpływu na ograniczenie jej liczebności, a jedynie wprowadzały niepotrzebne zamieszanie wpierw karmiąc, a potem strzelając bez litości.

Bristol to jedyne miasto w Anglii, w którym populacja lisów monitorowana była długookresowo. Profesor Stephen Harris – ekspert od ssaków, przedstawia wyniki obserwacji w następujący sposób: liczebność populacji lisa wahała się powoli, aż do momentu wystąpienia u zwierzaków świerzbu skóry w 2004 roku, który to przyczynił się do redukcji populacji o 95% w ciągu dwóch lat. I to jest czynnik naturalny, tak przyroda się reguluje.

Graham Cornick z Hidestile Wildlife Hospital w mieście Godalming mówi o lisach tak:
– spędziłem osiemnaście lat badając lisy i z całą stanowczością mogę stwierdzić, że lisy są w stanie kontrolować swoją populacje, przez rozmnażanie dobrane do warunków, jakie są im stwarzane.

Dlatego też brytyjscy biolodzy i specjaliści od lisów uważają, że redukcja lisiej populacji jest bardzo uciążliwa i żadne metody nie przynoszą efektów / populacja nie ulega zmniejszeniu.

Dodać należy, że w brytyjskich miastach dostępność pożywienia prawie sześciokrotnie przewyższa tygodniowe zapotrzebowanie lisa, a populacja i tak nie rośnie.

W Szwajcarii przeprowadzono badania, których wynik jest jednoznaczny: tam, gdzie populacja lisa jest pozostawiona sama sobie i nie dręczona przez ludzi, aż dwie trzecie zwierząt nie bierze udziału w reprodukcji – w ciągu trzech lat zanotowano spadek liczebności populacji na danym terenie z 12 rodzin z 48 szczeniętami do 6 rodzin z 23 szczeniętami.

Ponad dwieście tysięcy niemieckich myśliwych, przez trzydzieści lat walczyło z lisami polując. Tyle zachodu na nic, bo liczebność populacji się nie zmieniła. Dlaczego tak się dzieje? Przeciętna lisia rodzina składa się z matki, ojca, około pięciorga szczeniąt i do pięciu dorosłych córek. W latach przerostu populacji w każdej lisiej rodzinie ma młode tylko jedna samica. Cała reszta samic, czyli pomocnice / córki bez względu na to, czy osiągnęły już dojrzałość seksualną – nie biorą udziału w rozrodzie. Znawca zachowań lisów Erik Zimen opisał ten fakt słowami: ograniczaniem urodzin zamiast masowej nędzy. W przypadku odwrotnym, czyli kiedy na danym terenie na lisy się masowo poluje, zmusza się tym wszystkie samice do rozrodu, nawet te, które w czasie spokoju byłyby z rozrodu wyłączone. Reasumując: zamiast pięciorga młodych lisków urodzonych przez matkę, tworzy się duża rodzina mająca do dwudziestu pięciu szczeniaków. W ten sposób lisy same wyrównują straty poczynione w ich populacji przez myśliwych w ciągu jednego roku. I najważniejsze – w Niemczech nie wykłada się lisom szczepionek, przeciw wściekliźnie, co też nie pozostaje bez wpływu na czynniki regulacyjne populacji. Lis w naturze dożywa około 15 lat. Jeśli populacja jest „użytkowana łowiecko”, maksymalny wiek lisiego życia wynosi 2-3 lata. A co to oznacza dla populacji? Że jest mało zróżnicowana, więc trzeba się mnożyć na potęgę by te różnice zniwelować, i stworzyć silną populację osobniczą. Tak niestety albo stety działa natura, czy się to komuś podoba czy nie. Dlatego wszelkie polowania dla „ograniczenia liczebności” zawsze przynoszą skutek odwrotny od zamierzonego, gdyż w młodej i słabo zróżnicowanej populacji u danego gatunku,zawsze mechanizmy rozrodcze zwierząt pobudzane są do maksimum.

50fd54f7ef3b3_g1

Zdarzył się też ciekawy epizod w Holandii, gdzie lisa objęto ochroną, z momentem wejścia w życie nowej ustawy o ochronie przyrody w 2002 roku. Ze względu jednak na naciski i protesty ze strony myśliwych ochrona ta została zniesiona wraz ze zmianą władzy, a lisa ponownie wciągnięto na listę gatunków łownych z całorocznym okresem polowań. Stało się to pomimo korzystnych dla lisa wyników badań nad jego populacją.

We włoskim Gran Paradiso National Park nie poluje się ani na lisy, ani na żadne inne zwierzę. Pytanie o populację lisów Włochów nieco zaskoczyło, ale potwierdzili, że nie mają problemu ani z lisami, ani z resztą zwierząt zamieszkujących park, pomimo całkowitego zakazu polowań. Nie stwierdzono drastycznego wzrostu populacji lisa, ani znacznych ubytków w zwierzynie drobnej. Udało się natomiast odbudować populację koziorożca alpejskiego – sensownie i z głową, nie tak jak u nas ratuje się żubry i wilki.

Wracając do lisa – jako ciekawostkę podaję cytat: naukowcy z Hamburga odkryli,że lis jest bardziej inteligentny, niż wilk i pies – badania prowadzono na lisach fermowych i stwierdzono,że lis rozumie wiele ludzkich gestów w taki sam sposób, jak pies – poza tym, gdy dzikiemu lisowi wskaże się jakiś cel palcem, będzie on wiedział, gdzie ma spojrzeć – sugerują nawet, że gdyby człowiek wybierał swojego czworonożnego towarzysza w oparciu o inteligencje, a nie o siłę fizyczną / pies służył naszym przodkom do obrony i pomocy w łowach, udomowili by lisa, nie wilka.

Argument ochrony zwierzyny drobnej przed żarłocznym lisem jest najczęściej powtarzany przez zwolenników myślistwa. Łatwo go obalić patrząc na te dane: w Polsce lis żywi się przede wszystkim gryzoniami, bo ponad 50% – jesień, zima i aż 60% – wiosna / lato. Padliną kopytnych prawie 30% w okresie jesień / zima , ponad 20% w okresie wiosna / lato. Ptakami w granicy 3-5% i pokarmem roślinnym. Dane pochodzą z 1998 roku z terenu Puszczy Białowieskiej i zostały zmodyfikowane – procenty mogą się nieco różnić w innych regionach kraju, ale wiodąca tendencja jest doskonale widoczna.

Badania nad lisim pokarmem prowadził również bułgarski zoolog Neno Atanassov – zbadał on ponad 200 lisich żołądków i sporo kału zawierającego resztki jedzenia – głównym składnikiem lisiej diety są drobne gryzonie, które obecne były aż w 194 żołądkach. Obecność zajęcy stwierdzono tylko w 22 żołądkach. Wyciągnięto wnioski, jakoby lisia dieta składa się w 57% z gryzoni , a tylko 27% zwierząt tzw. użytecznych jak zwierzyna drobna i ptactwo i 16% z pokarmów roślinnych.

Orzel-przedni15

Wnioski są jasne. Polowanie ma zmniejszać liczbę lisów, a działa wręcz przeciwnie. Ze względu na myśliwską presję lisice rodzą więcej młodych. Tam, gdzie znika jeden lis za chwilę pojawia się kolejny, żeby zając jego miejsce, bo lis to zwierzę terytorialne. Odstrzał wpływa negatywnie na struktury lisiej populacji, uważa się nawet, że lisy, które widziały śmierć pobratymców przechodzą traumę – w świetle badań naukowców z Hamburga wydaje się to więcej niż pewne. Gdyby nie presja człowieka, lisy same ustabilizowałyby swoją populację na odpowiednim poziomie. My wolimy jednak dokarmiać, wydawać około półtora miliona złotych na akcję szczepienia przeciw wściekliźnie, nazywać szkodnikiem i zabijać w najokrutniejszy sposób, bez żadnej empatii, bo kto by tam się przejmował czy lis cierpi, czy nie. Przecież to zwierzę, którego się nie zje,a jak przydatne, kiedy chce się postrzelać. Przecież za lisa nikt rozliczał nie będzie.  Obalić należy też mit, jakoby lis nie posiadał żadnych wrogów naturalnych, w naszych warunkach polują na niego wilk, ryś, puchacz, orzeł przedni, a także pokazujący się ostatnio tu i tam szakal złocisty. Do tego wścieklizna, świerzb i inne choroby. 

Obecny model polskiego łowiectwa działa tylko w kierunku zaspokajania własnego hobby, z pominięciem danych naukowych, badań, wyników i wniosków, bo przecież „myśliwi wiedzo lepiej”. Bo polować na coś trzeba, uzasadniając to w możliwie najbardziej absurdalny sposób. Lis to podobno szkodnik organizujący grupowe napady w zorganizowanych gangach na fermy drobiu, mordujący tysiące sztuk, a do tego zarażający wścieklizną, wreszcie powód chyba najistotniejszy – polowania na zwierzynę drobną znajdującą się na liście łownych – jedyny rzeczywisty powód nienawiści do „szkodnika”. Wystarczy zerknąć na tak zwane roczne dane pozyskania, by nie mieć złudzeń. W przeciętnym sezonie łowieckim pozyskuje się w granicach 200 tys. lisów, do tego ponad 100tyś bażantów, pewne ilości zajęcy, królików i kuropatw. Takie to pomylone „dbanie o równowagę”, ale równowagę z korzyścią dla chciwego człowieka, który pragnie dla siebie coś wyrwać z tego co jeszcze zostało.

Vera

Źródła:
http://www.pngp.it
http://www.thefoxwebsite.net
http://news.bbc.co.uk/2/hi/science/nature/3929441.stm
https://www.newscientist.com/article/dn2761-hunting-does-not-control-foxes-says-study/
http://www.huntsabs.org.uk/index.php/faqs/537-do-foxes-need-cullinghttp://www.huntsabs.org.uk/index.php/faqs/537-do-foxes-need-culling
http://www.league.org.uk/~/media/Files/LACS/Publications/Foxy-Fortnight/Fox-Facts-and-Fiction.pdf
http://www.independent.co.uk/news/uk/how-should-we-control-foxes-1537398.html
http://www.independent.co.uk/news/uk/how-should-we-control-foxes-1537398.html

Więcej o lisach na stronie przeczytasz tutaj:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/lisy-kontra-mysliwi/

6873_1008250879236637_5051463846467367499_n

Polowania na żubry i szkodliwość dokarmiania

Dzisiaj kawałek tekstu przygotowanego przez ekipę strony Front Antyłowiecki, w kontekście bulwersującej decyzji, o odstrzale 35 żubrów.  Jak zawsze rzeczowo, merytorycznie i celnym wypunktowaniem myśliwskiej obłudy oraz hipokryzji. Chłopaki odwalili kawał dobrej roboty.

„Jeszcze świeża jest sprawa odstrzału 35 żubrów w Białowieży. U wielu pojawiło się zbulwersowanie, a pewne fakty mogą to pogłębić.

Ten odstrzał żubrów nie jest pierwszym takim. Wg danych GUS odstrzał żubra o podobnych ilościach prowadzi co roku, głównie jako odstrzał selekcyjny/sanitarny. Dotyczy w dużej mierze populacji białowieskiej.

Jednak udział chorych i starych osobników w Białowieży wciąż rośnie, pomimo tychże odstrzałów. Co może to powodować? M.in. zimowe dokarmianie od co najmniej XVII wieku oraz niechęć zarzucenia go, mimo konkretnych przesłanek. O ile opiekunowie żubrów w poprzednich stuleciach nie byli świadomi szkodliwości dokarmiania, a w czasach gdy z żubrami było naprawdę krucho, jego konieczność była zrozumiała. Obecnie te wymówki nie działają.

1476460_1572651506384067_7279142327782360420_n
Żubr upolowany w nadleśnictwie Krynki, rok 2014
http://www.polowania.com.pl/galeria2014.html 

Żubry ze względu na wyjątkowo niską zmienność genetyczną, mają niską odporność na choroby zakaźne, powodujące upadki całych stad bądź znacznej ich części. Zaś dokarmianie tylko to zwiększa, gdyż w wyniku tego pojawia się nienaturalne zagęszczenie zwierząt. Ostatnio ekipa NPRM prezentowała skandaliczną jakość wykładanej karmy w obszarach Natura 2000. Nie zdziwiłbym się, gdyby w żubrzych ostojach było zabłocone i nieświeże jedzenie. A nie jest dobrze, bo zapasożycenie u żubrów jest najwyższe od lat. Niektóre pasożyty szybko opanowują całe populacje jak np. nicień krwiopijny, obecnie stwierdzany u 100% badanych żubrów w Puszczy Białowieskiej (Demiaszkiewicz & Lachowicz 2007). Zachwiana jest proporcja płci i rośnie udział starych krów oraz istnieją przesłanki, by dążyć do większej naturalizacji stada oraz zaprzestania zimowego dokarmiania.

12745942_1572651529717398_3919387780013521769_n
Inny żubr upolowany w nadleśnictwie Krynki, rok 2014
http://www.polowania.com.pl/galeria2014.html 

Badania wykazały,że im intensywność dokarmiania jest mniejsza, tym rozprzestrzenienie się żubrów jest dużo większe i są bardziej chętne na migracje. Im mniej dany osobnik jest dokarmiany, tym mniejsza jest szansa na zarażenie się patogenami (Kowalczyk 2010; Pyziel, Kowalczyk, Demiaszkiewicz 2011). Ilość żubrów naturalnie się zredukuje, ale za to zyska na jakości. Najgorsze czasy żubry póki co miały za sobą i nie mogę się zgodzić, iż nie można zdecydować na tego typu eksperyment (przynajmniej w części białowieskiej).

W dodatku okazuje się, że podczas łagodnych zim żubry praktycznie… nie korzystają z paśników! I szybciej się rozprzestrzeniają! A jak dochodzi do tego urodzaj żołędzi… Czyli to kolejny argument przeciw zimowemu dokarmianiu w okresie łagodnych zim.

IMG_8591
Paśnik pełny, ale żubrów brak… (przyp. do zdj. – red. NPRM)
https://www.fotoeast.pl/polowanie-na-zubry/

To dlaczego wzbrania się przed dokarmianiem? Powodów może być wiele. oficjalnie straty w gospodarce leśnej (gdy udział gatunków drzewiastych w diecie stanowi 10%) oraz rolnictwie. Mniej oficjalnie – chęć ustrzelenia króla puszczy.

Otóż żubr znajduje się w ofercie cenowej na sprzedaż polowań w OHZ-ach Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. Termin polowań trwa do listopada do końca lutego.

10175976_1572651549717396_8463925380222362789_n
Żubr upolowany w 2015 roku
http://www.vip-hunter.eu/2016/01/polowanie-na-zubra-2015/

Postrzelenie żubra wynosi ok. 12 tys złotych, a z kolei koszt za medalowe trofea waha pomiędzy 35 tys. a 26 tys. złotych + 600 złotych za punkty CIC. W książce »Tępienie żubrów na Ukrainie, Białorusi, w Polsce i Rosji. Materiały niezależnego śledztwa« Władimira Borejko i Władimira Sesina opisują coraz częstsze polowania pod przykrywką »odstrzału selekcyjnego«, »regulacji liczebności«. Przy Polsce opisane jest kilka przypadków pozyskania medalowych osobników przez komercyjnych myśliwych oraz wspomina się o pokojach w hotelu Białowieskiego Parku Narodowego wyścielonymi skórami żubrzymi i zupami z żubrzych żołądków w restauracji.

DR-060-56-11 Dzień Żubra
Zwłoki żubra prezentowane podczas Dnia Żubra w Lutowisku (2011). Proszę zwrócić uwagę na napis w tle.
http://www.krosno.lasy.gov.pl/aktualnosci/-/asset_publisher/1M8a/content/w-lutowiskach-swietowano-dzien-zubra-1#.VtB9YT9nUa5 

A polscy myśliwi? Otóż niektórzy w odstrzale nic nie widzą złego. I mówią takie rzeczy jak:

Stop dla świętych krów, bo z tej puszczy nic nie będzie. Jeszcze Łosie i wilki do tego. Z bobrami bym się pohamował, koła tego nie utargają

Właśnie o to chodzi żeby przyjechał jakiś myśliwy ( bogaty myśliwy) jak trzeba to niech strzeli i zostawi kupę kasy. Dokarmianie kosztuje.. A Parki Narodowe bogate nie są…

Kolego Arturze (…), kiedy przestaniemy się w końcu bać mówić o prowadzonej gospodarce łowieckiej, przecież żubrów też jest coraz więcej a łowiska mają ograniczone możliwości co do pojemności danego gatunku. Ten sam użytkownik mówi: Czekam na odczarowanie klątwy nałożonej na wilki 🙂.

Jako wisienka na torcie pozostawiam najlepszy komentarz będący odpowiedzią na komentarz polskiego naukowca – Karola Zuba, wyrażającego niepokój stanem zdrowotnym białowieskich żubrów z powodu dokarmiania:

12747296_1572652893050595_1510474196711505147_o

A czy zrobiłeś jakiś rachunek ekonomiczny co się bardziej opłaca..? Czy nie dokarmiać żubra i zostawić go w spokoju. Czy dokarmiać, żeby populacja rosła i zarabiać na sprzedanym odstrzale nadwyżek w populacji i sprzedanym mięsie?

12778907_1572652909717260_9200204287276229391_o
Oba komentarze pochodzą z:
http://www.birdwatching.pl/wiadomosci/24/art/1443 

Czyli takie jest stanowisko myśliwych. Co z tego, że żubry są coraz bardziej chorowite? Lepiej pozwalać na choroby, ale za to kasa będzie z mięsa pochodzącego z chorego osobnika (ja bym zjedzenia takiego mięcha nie ryzykował). Na takich myśliwych jest określenie „mięsiarz”. Ochrona przyrody? Nie opłaca! Bo zeżre puszczę! Co z tego, że żubr wciąż widnieje w Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych? Nie może być świętą krową i powinna go objąć gospodarka łowiecko-leśna.

12733440_1572654759717075_3476167016062637921_n
Ile wart jest żubr? Dla większości ludzi, jako symbol ratowanej przyrody, bezcenny, tymczasem… I pamiętajmy o lokalnych układach, gdzie niektóre z restauracji oferują żubrze mięso w pierogach:
http://www.szczebra.bialystok.lasy.gov.pl/c/document_library/get_file?uuid=b5da01fb-2b7e-478f-bed8-3f00ef08e9fc&groupId=62672

12747986_1572654803050404_560030824514557032_o

12779134_1572654843050400_6505641069897585734_o

12768410_1572654853050399_6689858908907350494_o
Dokarmianie a stan zdrowia żubrów
http://www.forumpodlaskie.pl/pdf/RafaKowalczykubrhistoriaiochrona.pdf

Na koniec posłużę się cytatem Władimirów Borejko i Sesina, cyt.:
Sądzimy, że J. Paczoski, W. Szafer czy twórca Międzynarodowego Towarzystwa Ochrony Żubra J. Sztolcman i inni pionierzy ochrony przyrody w Polsce, wiedząc o tak cynicznym traktowaniu tych najrzadszych zwierząt, po prostu przeklęliby swoich następców.

/KingKung

ŹRÓDŁA:

Materiały naukowe:
http://www.zzs.amu.edu.pl/okt/Streszczenie.php?id=169a86497764
http://www.forumpodlaskie.pl/pdf/RafaKowalczykubrhistoriaiochrona.pdf
http://www.bestpractice-life.pl/g2/oryginal/2014_08/a1fca83cc399e9bac4b2eeea75ad6349.pdf
http://www.smz.waw.pl/wydawnictwa/biuletyn4/zu13.pdf
http://www.birdwatching.pl/wiadomosci/24/art/1443

Polowania:
http://www.polowanie.siedlce.pl/darek.html
http://www.polowania.com.pl/galeria2014.html
http://www.vip-hunter.eu/category/galerie/
http://parkowa.bialowieza.pl/2/Menu-restauracyjne

10254036_1572652603050624_4372758198052327416_n
Trofeum na ścianie własności łowczego Dariusza Dymowskiego:
http://www.polowanie.siedlce.pl/darek.html ”

A oto kilka złotych myśli z tego samego tekstu, obrazujących rzeczywiste pobudki ”ochrony przyrody” przez łowiecką brać. M.in. Czekam na odczarowanie klątwy nałożonej na wilki

12743693_1572653016383916_3898398316518970585_n

11933404_1572653239717227_5976689894919735448_n

12688163_1572653339717217_3900017365365595631_n

12733627_1572653403050544_2998421428359136222_n

Łosie, wilki, do tego żubry. Wszystkie święte krowy po ochroną! Tak być nie może, bo zeżrą puszczę, a potem nas ( Myśliwskie teorie zwierzęcej apokalipsy)…

Kiedy jedni chronią, ratują, inwestując w to własny czas i pieniądze, inni… zarabiają. Oczywiście tylko stare i chore osobniki, wszystko z troski o przyrodę i dla jej ochrony… jakoś tak brzmią te baśnie.

polożubry2

polożubry2 (1)

Zamieszczono dzięki uprzejmości Front Antyłowiecki

Poczyniania myśliwych w lasach i na terenach Natura 2000

12710811_971868276236012_1139656353882565912_o
Wielozadaniowe nęcisko, na którym znajdowały się buraki, resztki marchwi, słoma oraz rybie łuski. Wszystko po to, by zwabić do odstrzału jak największą ilość zwierząt łownych. Dziki, sarny, lisy, kuny – wiadomo, wszystko szkodniki…

W tym tygodniu odwiedziliśmy jeden z wielkopolskich parków krajobrazowych, należących do sieci Natura 2000 obfitujący również w kilka obszarów specjalnej ochrony siedlisk (SOO) oraz obszary specjalnej ochrony ptaków (OSO).

Czym jest OSO? W skrócie – utworzone zostały celem ochrony terenów szczególnie cennych przyrodniczo z uwagi na występujące i bytujące tam ptaki.

Do czego zmierzam… Otóż, na tych terenach znaleźliśmy liczne ambony, czynne „wielozadaniowe” nęcisko, doskonale przygotowane jako miejsce egzekucji dzikich zwierząt i co ciekawe… 200 metrów dalej w lesie stał paśnik… przy, którym nie wolno rzekomo strzelać i płoszyć zwierząt.

12764459_971868339569339_8729515949490096882_o
Takie widoki pod amboną. Z tyłu jeszcze więcej starszych butelek.

Na terenie wizytowanego parku ostoje i miejsca lęgowe znajdują takie gatunki jak bąk, podgorzałka, kania ruda, błotniak stawowy i łąkowy, rybitwa rzeczna i czarna, podróżniczek, lerka, dzięcioł czarny czy bączek.

Tak więc, po przejściu kilkudziesięciu metrów brzegiem lasu, oczom naszym ukazało się przemyślane, choć zaniedbane nęcisko (karma zatęchła i wątpliwiej jakości, ubłocone buraki + poślad z marchwi, jak i mokre, stęchłe siano oraz słoma) Nikt mi nie powie, że intensywne użytkowanie takiego nęciska nie ma wpływu na spokój w ostoi, a co za tym idzie na sukces lęgowy rzadkich gatunków ptaków, jak i zagrożenie epidemiologiczne dla wszystkich zwierząt korzystających z gnijącej karmy – może właśnie o to chodzi, mamy wtedy pretekst do odstrzału sanitarnego etc.
Ale co obchodzi myśliwych sukces lęgowy i cisza dla ptaków? Przecież nie są łowne…
Nęcisko sprawiało naprawdę ponury widok, odpowiedni dla roli, którą ma spełniać – wabienie zwierząt na jedzenie po to, by do nich strzelać (prawdziwa przygoda łowiecka!) .
W tym samym miejscu znajdowała się lizawka na drewnianym paliku. Czyżby myśliwi strzelali bez skrupułów do zwierząt zlizujących sól? Na to wygląda. W końcu strzelają tak do jeleni podczas rykowiska, lisów w czasie cieczki, czy dzików w okresie huczki… Co za różnica, a wypaczone pojęcie jakiejkolwiek etyki jest im daleko obce.

W innym obwodzie łowieckim napotkaliśmy lizawki umieszczone przy paśniku, czyli tak jak być powinno, w miejscu gdzie do zwierząt się nie strzela. Na pocieszenie dla Was owo nęcisko pozostaje nieaktywne, bo jakimś fajtłapom zachciało się siku, a inne łobuzy rozlały przypadkiem buteleczkę Hukinolu. Nie wiem jak tak można, teraz przez najbliższe 3 tygodnie każde zwierzę będzie omijać to miejsce szerokim łukiem :/.

12764655_971868446235995_449203352356309302_o

Widok z ambony przedstawia warunki idealne dla egzekucji – z jednej strony rozrzucone buraki, z drugiej polanka wypełniona sianem i słomą, w oddali lizawka, obok buraków rozrzucone rybie łuski dla wabienia drapieżników. Wielozadaniowe miejsce mordu. Wszystko około 200 metrów od paśnika, przy którym rzekomo nie wolno do zwierząt strzelać ani ich płoszyć. Paśniki jakie napotkaliśmy wypełnione po brzegi sianem przy temperaturze + 6, +8°, okazały się nie cieszyć zainteresowaniem zwierząt. W pobliżu zero jakichkolwiek śladów.

12716136_971869276235912_1429043781206310262_o

Po kilku kilometrach marszu w odludnym miejscu kolejna ambona, tym razem wokół rozrzucone było pełno butelek po piwie. Czy to, jak mawiają myśliwi, pozostałości po młodzieży? Szczerze wątpię, by spędzała tak czas – odległość miejsca w tym kompleksie leśnym nie pozostawia wątpliwości, że korzystał z niej tylko myśliwy. Zresztą, w kontekście tego co widzieliśmy na targach… nie dziwi nas to wcale.

Tak więc wygląda ”racjonalna gospodarka łowiecka” w wykonaniu członków PZŁ, „myśliwskie przygody” z flaszką na ambonach, wabienie i egzekucja zwierząt w sposób skrytobójczy, wszystko oczywiście dla ochrony przyrody i rodzaju ludzkiego przed zwierzęcą apokalipsą. Myśliwi mają swoją pięknomowę, której celem jest dyskredytacja rozmówcy „bo co wy wiecie o łowiectwie”, jak i zaklinanie rzeczywistości… tymczasem wystarczy czasami spacer po najbliższym lesie, by całemu etosowi zadać kłam. Do czego także Was zachęcamy.

12742349_971868686235971_1020552878384843624_n

12719238_971868736235966_783454390379380571_o
Przy nęcisku mineralna lizawka solna, na kolejnym zdjęciu jej umiejscowienie przy ambonie. Czyżby myśliwi posuwali się nawet do zabijania zwierząt podczas lizania soli. W sumie zabijają jelenie podczas rykowiska, lisy w czasie cieczki czy dziki w okresie huczki. Więc co za różnica…

12748146_971868942902612_5989034589250667137_o
Widok z miejsca egzekucji. Po lewej polanka wypełniona sianem i słomą, na wprost buraki z rybimi łuskami, po prawej lizawka. Nic, tylko strzelać…

10455011_971868792902627_3343613975922431292_o
Rybie łuski na słomie.

12716341_971868849569288_540972208148303365_o
Zabłocone gnijące buraki,są jak wiadomo naturalnym pokarmem zwierząt leśnych…Następnie zdziwienie,kiedy nauczona smaku zwierzyna szuka takiej karmy.

12764536_971868846235955_1831459777316628081_o

12748102_971869372902569_705989111216161178_o

12747537_971868386236001_7988492099898382938_o

Nadal zabijają kuropatwy. Diany w akcji.

11947618_888941454528695_8858541099845478542_n

Smutna prawda. Pisaliśmy ostatnio o próbach edukacji dzieci przez te panie, ciekawe czy mówią uczniom o tym jaka jest sytuacja tego kuraka? Oraz czym się zajmują w czasie wolnym? W Polsce kuropatwa ma obecnie status nielicznego ptaka lęgowego, nadal jednak łowna. Problem jest bardziej złożony, ponieważ myśliwi zajmują się hodowlą kuropatw, koła łowieckie wypuszczaniem na wolność i introdukcją, jej dokarmianiem; dlatego uważają , że odstrzał kilku sztuk dla przyjemności im się należy. Tylko, że wśród kuropatw pochodzących z hodowli fermowych śmiertelność w pierwszym miesiącu po wypuszczeniu wynosi zazwyczaj 50-90% . Duży wpływ na wahania pogłowia mają surowe zimy, straty w lęgach w wyniku długotrwałych chłodów lub słot, sposób gospodarowania uprawami rolnymi, wielkoobszarowe monokultury także im nie sprzyjają plus środki chemiczne stosowane w rolnictwie. Lęgi mogą być niszczone przez wrony i sroki, kuny, borsuki, jenoty, dziki, nawet psy i koty. Dorosłym zagraża lis, jastrząb czy krogulec. Pytanie, czy w obliczu tych wszystkich przeciwności losu, kiedy gatunek ma tak trudne warunki bytowe powinno się jeszcze dodatkowo na niego polować? Znamy odpowiedz i logikę myśliwych jaką prezentują nie raz w komentarzach na stronie: „Dopóki wolno to można, będem strzelał”. Jeszcze do niedawna kuropatwa była najpospolitszym i najliczniejszym ptakiem łownym w Polsce. W latach 60. i 70. XX wieku polowania na kuropatwy były bardzo popularne i odbywały się w 75% polskich łowisk. W 1970 roku szacowano liczebność kuropatwy na około 7 milionów. Dziesięć lat później było ich tylko około pół miliona. W mojej ocenie każdy z tych ptaków jest obecnie na wagę złota. Jak widać na zdjęciach, akcje typu „Ożywić Pola” i artykuły w „Łowcu Polskim” swoją drogą, a poczynania myśliwych innąmoże drogą tradycji, nie inaczej. Nagłaśniana w mediach przez myśliwych kampania „Ożywić Pola”, służyć ma nie przyrodzie, a jej wykonawcom. Z całym cynizmem i perfidią zasiedlane zające, kuropatwy, bażanty lub ich potomstwo skończy jako myśliwskie trofeum lub danie z dziczyzny. Czy tak powinna wyglądać ochrona przyrody? Pytanie retoryczne.

Tych wszystkich zagrożeń dla gatunku, myśliwi byli już świadomi w latach 70., można to przeczytać w opracowaniach Tadeusza Pasławskiego i jego podręcznikach myśliwskich. Mimo to, nie zrobiono nic, by straty ze strony ludzkiej wśród kuropatw zmniejszyć i pomimo drastycznego przekształcenia jej środowiska, poluje się nadal i jak myśliwi nie ukrywają na ptactwo dla przyjemności, no i mięsa. Pytanie czy nawet dla mięsa jest sens? A gdyby każdy miał takie podejście? Kuropatwa waży 370-450 g. Po odrzuceniu piór, kości i niektórych wnętrzności – ile nam zostaje tego mięsa? Prawda jest taka, że za koszt całego polowania kupiłby kilka chowanych ekologicznie kaczek czy kurczaków,o znacznie większej wadze,żywionych naturalnie. Są w Polsce takie hodowle, można zresztą i samemu. Łowy odbywają się w tak zwanych „OHZ”, czyli Ośrodkach Hodowli Zwierzyny, w których to myśliwi płacą za możliwość zabicia tych ptaków.

11013636_888941494528691_313558585234861902_n

Zaglądający tu myśliwi płaczą, że widzimy tylko jeden z aspektów łowiectwa, czyli śmierć. Jest to wynik końcowy, w myśl zasady , że koniec wieńczy dzieło, za całoroczne poprawianie warunków bytowania zwierzyny myśliwy sobie korzysta z darów natury jako wynagrodzenie za poniesiony trud. Na łowiectwo składa się szereg czynności, począwszy od gospodarowania obwodami łowieckimi w skład którego wchodzi poprawa warunków bytowania zwierzyny, zwiększanie i urozmaicanie baz żerowych ( lepsza jakość poroża i kondycja zwierza), wprowadzanie do drzewostanu innych domieszek, zagospodarowanie łąk śródleśnych, zakładanie poletek ogryzowych,żerowych,karmowo ochronnych, nasadzanie remiz,budowanie i poprawa dostępu do istniejących wodopojów. Przygotowywanie zapasów karmy na zimę, jej zdawanie, budowa paśników, ambon i nęcisk pod nimi ,budek dla ptaków ,robienie lizawek etc. Walka z kłusownictwem (szkoda, że nie w gronie własnym), a jeszcze przeżycia na łonie natury , obserwacje zwyczajów i podchód zwierząt. Na samym końcu różne metody polowania, patroszenie, obielanie, i konserwacja skór,preparacja, konserwacja broni, ćwiczenia strzeleckie, kynologia, trofea, zwyczaje no i ukochane szacowanie szkód oraz odszkodowania. Jest tego dużo więcej,wszystko to wiemy, z tym że zespół tych czynności, które składają się na łowiectwo nie ma absolutnie nic wspólnego z czynną racjonalną ochroną przyrody, ma za zadanie jedynie przynosić sprawującym dorazne korzyści wąskiej grupie osób . I to jest taka pozawymiarowa istota myślistwa. Co widać właśnie na przykładzie owych kuropatw. Zdjęcia pochodzą z 2013 roku, czy przez ten czas sposób sprawowania łowiectwa w Polsce przeszedł gruntowną rewolucję, a samo podejście myśliwych zmieniło się? Dobrze wiemy, że nie.

Po latach ciągłej eksploatacji sprowadzona do roli potrawki. Łatwej zdobyczy myśliwych, kłusowników czy przygodnych chłopów. Najczęściej kojarzymy ją martwą, gdy jej głowa bezwiednie zwisa ze szczęk jakiegoś wyżła. Wydaje się, że Kuropatwa padła ofiarą ponurej tradycji, przyzwyczajenia i zwyczajnego snobizmu. Niech żyją!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA