Dlaczego wilk nie zagraża sarnom?

Kolejny reportaż cyklu „Myśliwi widzą źdźbło w oczach wilków mordujących zwierzynę, ale sami nie dostrzegają belki we własnym”. Tym razem na tapetę zostanie wzięty najliczniejszy ssak jeleniowaty w Europie – Sarna europejska vel Capreolus capreolus. O tym dlaczego teksty o dziesiątkowaniu saren zjadanych żywcem przez wilki i uciekających na pola rolników przed nimi można włożyć między bajki, oraz dlaczego sarny bardziej boją się myśliwych niż polujących na nie drapieżników ten artykuł wam wszystko opowie.

Nagonka na wilki trwa w najlepsze. Niedawno pojawił się news na portalu GWE 24.pl, gdzie w Wejherowie ranne sarny masowo uciekają do siedzib ludzkich przed okrutnymi wilkami, które goszczą w wejherowskich lasach. Oczywiście to nie byli hałaśliwi myśliwi podczas sezonu zbiorówkowego. Nie były to ich psy myśliwskie z zajadłością ścigające do wyczerpania. I nawet nie były te nieszczęsne psy puszczane luzem. To były na pewno wilki. Oczywiście.

pozyskana (2)mysliwyjesarna
Wilk skubnie sarnę – ŹLEEE. Myśliwy pozyskuje sarnę – mamy ratunek przed zwierzęcą apokalipsą.

Jak najprościej propaganda łowiecka jest w stanie zrobić z wilka (oraz każdego innego drapieżnika) gigantycznego szkodnika dla ekosystemu w oczach gawiedzi? Pokazać jak polują na swe ofiary. A sarenka jako chyba modelowe „cute animal” idealnie się nadaje do tej roli. Drobna, z sympatycznym spojrzeniem, o delikatnej prezencji. Kto się nie wzruszał w młodości na Bambim z wytwórni Walta Disneya i czy widok koźlaka nie przywodzi widok protagonisty? Wszak Bambi z książkowego oryginału Felixa Saltena był sarną. Każdy z sercem stanie po stronie po sarny, jeśli tej spotka krzywda 😛.

Myśliwy będzie mówił, żeby disneyować wizerunku wilka, by za chwilę zrobić z niego typowego jednowymiarowego disneyowskiego złoczyńcę, który szczerząc zajadle kły, ściga do wyczerpania tą wrażliwą sarenkę i odgryza jej pupę żywcem. Oczywiście dla zabawy. Ale ktoś mądrzejszy powie, że to myśliwy zabija dla zabawy. I zostanie zbluzgany, że jako osoba deklarująca się za empatyczną pozwala na regularację sarny przez wilki. Cyt. zastanów sie co jest bardziej przerażające i bolesne dla np. sarny: strzał w kark czy bycie jedzoną żywcem? (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=357569&t=352103)

wilksarna1

Co jest kolejnym dowodem, dlaczego myśliwi nie powinni się wypowiadać nt. drapieżników i decydować o ich liczebności. Otóż mniejsze ofiary wilka, w tym sarna, są zabijane ugryzieniem w kark, co przerywa im rdzeń kręgowy. Ofiary te są szybko zabijane z racji swych niewielkich rozmiarów.

Niech zgadnę. Nie powinniśmy czerpać informacji od ekologów, bo oni są stronniczy, manilupują danymi i robią z wilka świętą krowę? I lepiej posłuchać myśliwych jako praktyków? OK, zrobione. Zasięgnęliśmy książki Wilk autorstwa prof. Henryka Okarmy – wieloletniego myśliwego, który postuluje wpisanie wilka szarego na listę gatunków łownych (co prawda, z innych powodów niż większość braci łowieckiej, ale wciąż). Więc potwierdzi wersję myśliwych? A takiego wała!

Forma rzucenia się do ataku, którą wilki każdorazowo przyjmują zależy przede wszystkim od gatunku zdobyczy i indywidualnych okoliczności polowania. W przypadku pojedynczych niewielkich ofiar, jak mniejsze gatunki jeleni, cielęta karibu, sarny czy zające, które są łatwe do zabicia lub śmiertelnego zranienia kilkoma ugryzieniami; wilki starają się złapać je jak najszybciej (ryc. 78). Gwałtownie i energicznie atakują, a potrafią szybko osiągnąć prędkość 56-64 km/godz. i utrzymywać ją przez kilka minut (Mech 1970).

wilksarniakpiessarniakPostrzałek o rozległej ranie. Można wyobrazić w jakich agoniach musiał dogorywać mając na ogonie tropiące psy myśliwskie. Ale to wilk zadający szybką śmierć jest tym amoralnym.

Tyle w temacie zjadanych żywcem saren. 2-3 szybkie kłapnięcia mordą w kark i sarna jest w Krainie Wieczych Łowów. A nieudolny człowiek odda strzał nie tak i sarna przez nawet kilka godzin będzie zdychać w agonii mając w tyle nieustannie ujadające psy myśliwskie. Nie, wilki tak nie robią. Znowu prof. Okarma:

Należy od razu sprostować jeszcze dość powszechnie, niestety, powtarzaną opinię, że wilki gonią swoje ofiary aż do ich zupełnego wyczerpania. Generalnie dystans pościgu jest dość krótki (kilkaset metrów), a zwykle drapieżniki te rezygnują z dalszej pogoni po przebiegnięciu 1-2 km (Mech 1970).

Do obalenia został jeszcze jeden argument emocjonalny, ale to dopiero na końcu. Tym razem skupię na wielokrotnych myśliwskich tekstach, jak przeróżne drapieżniki, ZWŁASZCZA WILKI, dziesiątkują populację sarny i będzie grozić jej wyginięcie. Wiecie, te z 800 tys. saren w Polsce ma być bardziej zagrożone od pandy wielkiej, kagu, nocka łydkowłosego i norki europejskiej, ponieważ 1,5 tys. (stan dużo mniejszy niż np. w XVII w.) wilków chce posilić swym naturalnym pokarmem. Pomijam milczeniem, że można spokojnie mówić o nadpopulacji sarny, wobec czego mówi się o ogromnych szkodach w uprawach leśnych i rolnych. Zauważcie, że sarna bez towarzystwa drapieżników urasta do miana jakiegoś szkodnika, którego koniecznie trzeba regulować, a myśliwy musi godnie zastępować drapieżniki, a reszta siedzieć cicho! A ci aktywiści od blokowania polowań niech lepiej hejtują przy komputerach. W Internetach nie wystawiają mandatów 😜.

wilksarna2

W momencie, gdy jednak pojawia się wilk, ryś czy nawet lis to krzyczy się, że drapieżniki dziesiątkują sarny i olaboga spotka niebawem ją los kuropatw i zajęcy. Ciśnie się pytanie: Jak?, skoro te drapieżniki te polowały od wieków na sarny i do tej pory jej wytępiły i wbrew pozorom wciąż jest jej więcej. Często to sarny mają być pierwszymi ofiarami „nadmiernego” rozrostu watah. Wydaje się to logiczne, bo z całej trójki (jeleń, dzik, sarna) ma najmniejsze szanse na wygraną z wilkiem. Właśnie, wydaje się.

wilksarna4wilksarna4.png

Ponieważ rzeczywistośc jest zgoła inna. Otóż, sarna nie jest priorytetowym pokarmem wilka; mimo, że należy do głównego menu, a do tego to najliczniejszy i najłatwiejszy do upolowania jeleniowaty. Zgadnijcie, skąd pochodzi pochodzi poniższy cytat?

Wilk bezsprzecznie polują na sarny. Jeżeli natomiast na tej samej przestrzeni występuje jeleń, łoś lub dzik, sarna przestaje być głównym źródłem pożywienia wilka [OKARMA, 2015 r.]. Wilk jednak zapobiega rozsprzestrzenianiu się sarny lub rozbudowaniu wysokiego pogłowia. Z rosnącym zagęszczeniem prawdopodobieństwo padnięcia ofiarą wilka jest większe.

Cytat pochodzi z Sarny w Europie. Książkę serdecznie polecam nie tylko dlatego, że jest świetne napisana i przyjemnie się czyta. Przede wszystkim przedstawiono wiele informacji, które są doskonałym orężem w walce z myśliwskimi argumentami. Zwłaszcza, że jej autorem jest Bruno Hespeler, austriacki leśnik i myśliwy. Jest czynnym łowcą organizującym polowania, udzielił m.in. wywiadu w Braci Łowieckiej 9/2015, a informacje o sarnie czerpał często z własnego doświadczenia.

Książka ma wiele cennych cytatów, których część zostawimy na inne artykuły, a tym razem skupimy się na relacjach sarny z drapieżnikami. Bruno Hespeler stoi w opozycji do zawsze pojawiającego się głosu kolegów po lufie o tym, że odkąd pojawiły się wilki, znika sarna/jeleń/dzik/zając. I przez to nie zostaje zrealizowany plan łowiecki, jest szkoda dla ekosystemu i gospodarki. Głos ten brzmi bardzo sprzecznie, kiedy spojrzy się na oficjalne statystyki łowieckie i inwentaryzacje, które mówią co innego – mimo rekolonizacji wilków ma się do czynienia z tendencją wzrostową zwierzyny grubej w Polsce. I nie tylko u nas, znów cytując Hespelera:

Wilk powraca do Europy Środkowej i budzi u myśliwych lęk o sarnę. Jedna trzecia powierzchni jest już przez niego zasiedlona [OKARMA, 2015 r.]. Do Łużycy wilki przybyły z Polski jako pierwsze, bardzo szybko słychać było, iż sarna została praktycznie wytępiona. Od pierwszego ich pojawienia pojawienia minęło 15 lat. Ani pogłowie sarny, ani jelenia lub dzika się nie załamało. Na stronie internetowej urzędu powiatowego można znaleźć statystyki łowieckie.

Z kolei o wpływie rysia pisze: W Szwajcarii, gdzie w latach 70. przeprowadzono introdukcję rysia, pogłowie sarny nie załamało się, choć część myśliwych do dziś przekonuje, że było inaczej.

Pewnie kojarzycie te śmieszkowanie myśliwych pytających ekologów oskarżających ich o niszczenie przyrody: Skoro tak wszystko wybijamy, to czemu dzików jest więcej? Statystyki nie kłamią. Więc warto odbić piłeczkę i śmieszkować do myśliwych oskarżających drapieżniki o niszczenie przyrody: Skoro te wilki tak wszystko wybijają, to czemu saren jest więcej? Statystyki nie kłamią  😉. 

wilksarna3wilksarna3

Więc o co kaman z tymi zdziesiątkowanymi sarnami, skoro te nic nie robią z obecności drapieżników? O to, czym naprawdę są „zdziesiątkowane sarny”. Kolejny cytat od Hespelera:

Przyroda stworzyła dla każdej sytuacji systemy regulujące. Sarna również posiada wielu wrogów25, którzy zapobiegają nieograniczonemu rozprzestrzenieniu. Im większy jest ten regulator, tym mniej groźny. Wilk jest wprawdzie w stanie zredukować lokalną nadwyżkę populacji sarny, lecz szybko osiąga stopień, w którym polowanie na sarny staje się nieefektywne. Jeżeli nie jest w stanie przerzucić się na inne zdobycze, to rzadko występująca sarna ograniczy populację wilka. Przerzedzona populacja saren nie zaspokoja w wystarczającym stopniu potrzeb wilka, więc jego śmiertelność wzrasta, a reprodukcja się obniża.

Więc jeśli można mówić o jakimś trzebieniu pogłowia, to tylko w przypadku nadmiaru populacji, co wychodzi wszystkim na dobre (no, może nie myśliwskiemu ego). Więc jeśli jakiś myśliwy powie, że nie ma już saren przez wilki, to mamy do czynienia z normalnym czynnikiem regulacyjnym, który uderza jedynie w jego interes. Nie ma wyhodowanej nadwyżki, a co za tym idzie jest mniej do upolowania, mniej kasy z dewizy, mniej trofeów, utrata argumentów w postaci chronienia przed wielką inwazją krwiożerczych saren. O to chodzi, a nie jakieś ratowanie zachwianej równowagi ekologicznej.

wilkzbiorowka (1)czlowiekzbiorowka (1).jpg

Plus jest kolejny powód dlaczego wilk/ryś/jakikolwiek drapieżnik nie wybije sarny. Ponieważ mimo rozwoju populacji drapieżników, nie ma wpływu na sarny. Jak pisze Bruno Hespeler, „w Niemczech niektórzy leśnicy żądają powrotu rysia. Mają nadzieję, że rozwiąże on problem zawyżonej populacji zwierzyny płowej. Ich nadzieja polega na tym samym błędnym mniemaniu, iż ryś jest w stanie wytępić sarnę lub co najmniej ją zdziesiątkować. Kto jednak zda sobie sprawę z tego, że ryś i sarna już od milionów lat zamieszkują tę samą przestrzeń życiową, nie powinien mieć w tym punkcie ani obaw, ani nadziei.”

I tym samym obalono argument masowych pogromów zwierzyny przez krwiożercze drapieżniki. I co najważniejsze zarówno wilk i ryś polują na najsłabsze sztuki, więc populacje ich ofiar nie tylko nie maleją, ale i są w lepszej kondycji. A myśliwi robią na odwrót – nie muszę mówić o rogaczach, zasłaniając się jakąś mityczną selekcją, o czym pisaliśmy w artykule „Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.” Niektórzy jęczą, że – UWAGA! – „Nie dochowamy się ani kapitalnych łownych rogaczy, ani oryginalnych myłkusów, jeżeli nie będziemy konsekwentnie zmniejszać populacji drapieżników. Przekonuje o tym przykład KŁ nr 7 »Knieja« z Lublina, którego członkiem jest Andrzej Skrzypiec. (http://lowiecpolski.info/lisy-dziesiatkuja-sarny/)”. Rozumiałbym, gdyby mówili, że nie dochowają się stabilnych stanów zwierzyny, ale że niszczą trofealne kozły?! I jeszcze narzekają, że drapieżniki zabijają myłkusy, które wg myśliwych ewidentnie kwalifikują się na usunięcie z łowisku jako materiał niepożądany? Czyli po prostu chodzi o to, żeby mieć fajnie wyglądającą kość na chacie. O takich Bruno Hespeler mówi pejoratywnie „kolekcjoner kości” i jest zdania, że gdyby dawni myśliwi byliby takimi „kolekcjonerami kości”, to nasz gatunek daleko nie zaszedłby. W podrozdziale Wystawa i wycena trofeów rozdziału VIII Sarny w Europie. pisze, że na wystawę można zafałszować trofeum. Np. pasującą żuchwę można załatwić, zaś oryginał da się przez technika dentystycznego odpowiednio doszlifować. Niepasujące kozły można zarejestrować jako kozy. Ciekawe, ile naszych łowczych tak czyni?

wilksarna5.png

Subadult wolfs eating from roe deerkozly do oceny

Do kolejnej szkodliwości myśliwskiej selekcji dochodzi zbędne dokarmianie i wystawianie soli, które nie tylko przeczą selekcji naturalnej, ale szkodzą zdrowiu saren i powodują większe szkody w odnowieniach lasu. Jak czytamy na s. 101 i 48. Sarny w Europie:

Przez tysiące lat sarny przystosowały się do warunków życiowych panujących w zamieszkiwanej przez nie przestrzeni życiowej – dotyczy to również pory zimowej. Nauczyły się, jak przetrwać nawet w okresach dłuższego niedoboru pożywienia, bo dopasowały do takich warunków swój organizm. Główną cechą tego dopasowania jest redukcja błony śluzowej żołądka. (…) Na skutek sztucznego dokarmiania nie tylko zostaje ów plan „wyłączony”, ale też organizm organizm zwierzęcia doznaje uszkodzeń.
Wysokoenergetyczna pasza prowadzi do poważnej zmiany poziomu kwasu w żwaczu, następstwem czego jest silna kwasica. Nadmiar kwasu zwierzyna próbuje – jeżeli jest to tylko możliwe – neutralizować poprzez przyjmowanie wody. Woda ta w dużej części pochodzi z pączków i pędów. Dokarmianie nie zmniejsza więc szkód powodowanych przez zgryzanie, a raczej prowadzi do ich zwiększenia!
(s. 101)

Bezpośrednie przyjmowanie soli z lizawek prowadzi do wzrostu pragnienia, a to w znaczący sposób zwiększa szkody przez zgryzanie, gdyż przeważającą część wody sarny pobierają przez roślinny żer. (s. 48)

slabasztukamocnasztuka

I najważniejszy argument, dlaczego nigdy człowiek nie zastąpi drapieżnika – sarny bardziej boją myśliwych niż wilków i rysiów, a także nie-myśliwych. Ostatnie badania naukowców z PAN wykazały, że zwierzęta kopytne miała większy stres w przypadku myśliwego aniżeli drapieżników. Na pewno nierzetelne, bo ci ekoterroryści guzik wiedza i bronią taką Puszczę Białowieską przed chciwymi łapskami LP i przerobieniem na deski jej należytą ochroną czynną. Sęk w tym, że zdanie owych ekoterrystów podziela Bruno Hespeler. Wspominałem już, że jest myśliwym i leśnikiem?

Z naszego punktu widzenia ryś wprowadza wiele niepokoju w pogłowiu saren. Rzeczywiście dzieje się tak w miejscach, gdzie ryś dopiero się pojawił. Sarny jednak szybko się uczą i są w stanie obchodzić się zarówno z wilkiem, jak i rysiem. W Austrii każdy statystyczny myśliwy opolowuje zaledwie 50 ha powierzchni. (…) W przeciwieństwie do myśliwego ryś opolowuje 100 razy większą powierzchnię, pojawia się więc rzadziej. Jeżeli koncentrowałby się na małej powierzchni, jego szanse pozyskania pokarmu znacznie by zmalały. 

Bruno Hespeler jest zdania, że sarna nie tylko nie boi się specjalnie drapieżników, ale także osób niepolujących:

Wszędzie myśliwi lamentują nad ludźmi spędzającymi wolny czas na łonie przyrody. Przypisuje się im powodowanie szkód w lasach i na polach. W to, żemy, myśliwi – tam, gdzie jest nas dużo – sami niepokoimy zwierzynę, wielu nie chce wierzyć. Nieskrępowane, głośne i przyciągające uwagę zachowanie osób niepolujący przeszkadza nam i sądzimy, że dzika zwierzyna odbiera je tak samo. My, myśliwi robimy wszystko, aby nie rzucać się w oczy: milczymy zamiast gadać, nie chodzimy normalnie, tylko się skradamy. Wszystko po to, by pozostać niezauważonymi. W rzeczywistości przez naszą ostrożność szczególnie rzucamy się w oczy zwierzynie!
(…)
Obstawiamy, że sarny nas nie zobaczą. Przed wyjściem w łowisko sprawdzamy wiatr. Zapominamy przy tym o dwóch sprawach: jeżeli mamy dobry wiatr, równocześnie mamy też i zły. Podczas naszego pobytu wiatr może zmienić kierunek nawet kilka razy Sarny komunikują się ze sobą. Te, które wraz ze „złym” wiatrem dostały informację i naszej obecności, przekazują ją innym. Komunikacja nie odbywa sie po polsku, niemiecku czy włosku, lecz poprzez ich zachowanie. (…)
Polowanie z ambony prowadzi do stałych zwyczajów. Większość myśliwych ustawia ambony wzdłuż struktur pionowych, a więc wzdłuż wewnętrznego lub zewnętrznego brzegu lasu. Ta granica, gdzie cień i światło się stykają, jest dla zwierzyny obszarem zwiększonego zagrożenia, dlatego zachowuje się tam nad wyraz ostrożnie.
(…)
Poruszamy się jak wrogowie, zwłaszcza ryś, więc sarny się nas boją. Problem tkwi w tym, że jesteśmy rozpoznawalni nie tylko po ruchach. Oprócz naszych typowo łowieckich zachowań, indywidualnego zapachu, zdradzja nas także: samochód, miejsca i pory dnia, w których się pojawiamy. Sarny odbierają nasz samochód zupełnie inaczej niż auto osoby niepolującej. W bagażniku mamy wanienkę, na tylnym siedzeniu płaszcz lodenowy, który pachnie nie tylko nami, ale także psem, farbą i sarną. Kto uważa, że sarny tego nie rejestrują, ten się myli. W momencie gdy wsiadam do samochodu leśnika lub myśliwego, od razu wiem, czy posiada psa. Sam pies także jest przez sarny kojarzony z myśliwymi.
W łowisku omijamy drogi leśne i poruszamy się tam, gdzie niepolujący raczej nie przebywają. (…) Polujemy w miejscach, które się sprawdziły – gdzie upolowaliśmy już niejedną sztukę! Sarny w tym czasie również zrozumiały, że to miejsce jest dla nich niebezpieczne.

wilkgryziemysliwyzabija

A teraz moja ulubiona część wyjaśniająca skąd pojawiaja mityczny brak zwierzyny w łowiskach. Bo myśliwi sami do tego doprowadzili:

Będąc w  łowisku, myśliwy dużo widzi i dużo przeżywa. Jednak wnioski, jakie wyciąga z tego, co zobaczył, nie zawsze są prawidłowe. Myśliwy patrzy bowiem z perspektywy człowieka, a nie zwierzęcia, i przez to jego interpretacje mogą być błędne. Przykład: na łące stoją trzy sarny. Do jednej zostaje oddany strzał i sztuka pada w ogniu. Dwie inne na krótko podnoszą łby, uspokoją się i żerują dalej. Nasz przedwczesny wniosek: „Dobry strzał wcale nie przeszkada!”. Tym, o czym w tym momencie zapominamy, jest fakt, że prędzej czy później będziemy musieli opuścić ambonę i pójść do strzelonej sztuki. Pozostałe dwie sztuki mogą zacząć nas obserwować już podczas schodzenia z drabiny. Martwą sztukę musimy wypatroszyć albo przynajmniej przenieść do samochodu lub podjechać po nią autem. Poznają nas optycznie, zapachowo i akustycznie.

Pozostałe dwie sarny juz zrozumiały, iż jednej z ich grona brakuje. (…) Do ich chronicznej niezbędnej do przeżycia nieufności dodadzą ostatnie wrażenia: nasze pojawienie, nasz zapach, zapach ubitej sztuki, zapach naszego psa, nasz samochód i wszystkie te rzeczy połączą między sobą. To miejsce będą przynajmniej za dnia omijać. Inne sarny zauważą ich powściągliwe zachowanie i zaczną je naśladować, zwłaszcza jeśli one również doświadczyły podobnych przeżyć. Nowe generacje saren przejmą to zachowanie i rozbudują je. Na przestrzeni kilku generacji powstaną nowe wzory postępowania. Myśliwy zaś widzi coraz mniej saren i lamentuje nad tymi wieloma „sportowcami rekreacyjnymi” i przeklina leśniczego, żądającego coraz to wyższego planu łowieckiego. Dla myśliwego sprawa jest jasna, nie ma już saren – przez jednych zostały przepędzone, zaś przez drugich wystrzelane!

Podsumując wilki nie powodują szkód w populacji sarny, mając na nią niewielki wpływ, i tracą zainteresowanie nią w przypadkiem większej ofiary. Sarna ze strony wilka ginie relatywnie szybko, a także niespecjalnie się boi jego i innych drapieżników. Za to sarna znacznie bardziej się boi myśliwych, za wszelką cenę stara się ich unikać, a psy kojarzone są właśnie z nimi. A jakakolwiek „troska” ze strony myśliwskiej przynosi skutek odwrotny. I w tym wszystkim chodzi – o chęć radochy z hobbystycznej rozrywki niż prawdziwej troski o ekosystem oraz dokopanie konkurentowi. A wszystkie te informacje czerpaliśmy z tekstów opisanych przez myśliwych. I także szeregowi łowcy potwierdzają nasze zdanie, jak ten  z poniższego zrzutu. I chyba nim najlepiej zakończyć nasz wywód.

wilksarna6.png

Źródła:

Sarna w Europie, Bruno Hespeler, tłum. Hubert Krych, Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa, Gdańsk 2016

Wilk, Henryk Okarma, Wydawnictow H2O, Kraków 2015

 

Zobacz także:

„Nie dla wilka kiełbasa!” – myśliwi oburzają, że wilki zjadają „ich” dziki.

Złe drapieżniki zjadają daniele! Czy może to wina myśliwych?

Polowanie na Rogacze – Myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui.

Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

Reklamy

Kompromitacja i nieuctwo rzecznik PZŁ. Uważa, że lisy i kuny nie mają wrogów naturalnych!

Rzecznik PZŁ błyszczała popisami w mediach społecznościowych już nie raz. A to, że człowiek to ssak, lecz nie zwierzę, lamenty, że czasami nie ma siły już „odkręcać głupoty swoich członków” (a swojej 🙂?) lub aby kompromitujące materiały usunąć, bo „słusznie zrobią z nas psychopatów”. Było tego więcej. Ale dzisiaj nie o tym.

Dopiero co w styczniowym Łowcu Polskim pojawił się paszkwil dot. wilka, a myśliwi znowu robią z siebie nieuków, jeśli chodzi o drapieżniki. Dokładnie (niedo)rzecznik PZŁ – Diana Piotrowska.

Na Twitterze pani rzecznik Piotrowska stwierdziła, że jedynie polowania człowieka pozwoli na redukcję lisa i kuny, ponieważ te nie mają wrogów naturalnych. I jeden z przyrodników odpowiedział, że „hola, są jeszcze drapieżniki typu wilk, ryś czy żbik”. A Diana z myśliwską butą i arogancją wyśmiała go, że żaden z tych gatunków nie poluje na lisa bądź kunę.

26815310_1756538891043365_2547802595296488585_n

W tym momencie powinien zjawić się jakiś mem z facepalmem, bo to najlepiej oddaje reakcję na te słowa.

Pół biedy, gdyby napisał to jakiś randomowy myśliwy, bo zwykle to oni myślą, że drapieżniki zabijają tylko roślinożerców (najlepiej o ładnych pyszczkach), a jeśli inne drapieżniki, to albo „jednostkowe przypadki” albo po wyrżnięciu roślinożerców jako niby akt desperacji.

Ale to napisała oficjalna rzecznik PZŁ – osoba z „góry”. A „góra” zwykle ma wiedzę, tylko jej nie ujawnia i w jej miejsce puszcza propagandę dla gawiedzi i toczy bekę z naiwniaków. I pani rzecznik napisała to nie na jakiejś zamkniętej grupie, tylko publicznie na Twitterze.

Nie muszę mówić, że w przyrodzie znajdzie się wiele przykładów na większych mięsożerców zjadających te mniejsze i to nie są jakieś jednostkowe przypadki. Dobrym przykładem jest częste drapieżnictwo jastrzębia gołębiarza na ptakach krukowatych i mniejszych ptakach szponiastych, lwy zabijające hieny czy wilki wywierające presję na kojotach.

Wśród mięsożerców jest powszeche zjawisko tzw. IGP lub intraguild predation, czyli zabijanie/zjadanie konkurentów pokarmowych. Z tego powodu kuna leśna może zostać zdziesiątkowana przez lisa rudego (!) czy żbika (Storch et al. 1990). Zresztą w Ameryce Pn. badania wykazały drapieżnictwo rysia rudego, rysia kanadyjskiego, pumy, kojota i rosomaka na kunie rybożernej (Truex et al. 1998, Weir & Courbold 2008, Highley & Matthews 2009). I jest prawdopodobnym, że podobnie jest z europejskimi gatunkami kun. Ogólnie każdy drapieżnik większy od kuny domowej/leśnej jest w stanie jej zagrozić, jak nie dorosłemu osobnikowi, to młodym. Jak nie ptaki drapieżne (jastrząb gołębiarz, bielik, puchacz), to ssaki drapieżne. No właśnie…

puchaczkontrakunaPuchacz chwalący się zabitą kuną leśną. Fot. Martin Mecnarowski

przedniakkontrakunaOrzeł przedni z upolowaną kuną leśną. Fot. Neil Burton

jastrząbkontrakunaSamica jastrzęba (w Polsce znacznie liczniejszego od w/w ptaków) pozyskująca kunę leśną. Fot. Neil Burton

Kuna domowa żyje 8- 10 lat, jej naturalnym wrogiem są lisy, psy, wilki oraz borsuki. Cytat pochodzi ze strony o znamiennym tytule „Zwierzęta łowne występujące w Polsce”, więc jakaś ekooszołomska nie wydaje się. Chyba, że założyli ją ekolodzy, żeby złośliwie obalać mity myśliwskie i szkalować łowiectwo 🙂 (http://zwierzetalowne.pl/zwierzeta-lowne/kuna-domowa/).

Kolejny cytat z strony KŁ nr 11 „Hubertus” w Lublinie: Wrogami naturalnymi kuny leśnej są większe od niej drapieżniki włóczące się psy, bielik, puchacz, jastrząb gołębiarz. Tyle w temacie z kun nie mających wrogów naturalnych (http://www.hubertus11.pl/kuna.html).

Dalej – wilk szary jak najbardziej poluje na inne psowate i drapieżniki naziemne. W monografii Wilk Henryka Okarmy (myśliwego!) przeczytać można, że „w diecie wilków stwierdzano także lisy Vulpes vulpes (Brtek i Voskar 1987), jenoty Nyctereutes procyonoides (Špinkytė-Bačkaitienė i Pėtelis 2012), borsuki Meles meles (Barja 2009), drobne ptaki, ryby.”

wilkkontralisWilk zabijający lisa. Fot. Laurent Geslin

Kojoty Canis latrans dość często padają ofiarami wilków, szczególnie gdy zostały zaskoczone podczas żerowania na resztkach ofiar wilków (Switalski 2003). Lisy również bywają w takich okolicznościach zabijane przez wilki (ale z reguły nie są zjadane) (…) Stwierdzono również szczątki jenotów w odchodach wilków w zimie (Jędrzejewski i in. 1992).

Można powiedzieć, że wilk gorzej traktuje lisa od jeleniowatych i dzika, ponieważ polowanie ogranicza często jedynie do zabicia i zostawienia ścierwa dla innych.

Podobnie jest z gatunkami z rodzaju Ryś. Podczas reintrodukcji rysia euroazjatyckiego do Puszczy Piskiej młode rysie wykazywały wrogość wobec napotkanych lisów i jenotów. Zaś w miejscach, gdzie wykładano tusze saren i jeleni dla młodych rysi nie stwierdzono korzystania z tej karmy przez lisy, jenoty i kuny.

ryc59bkontralis-2Ryś ścigający lisa. Gdzieś w Kanadzie. Fot. Chris Baril

Na rzecznik Piotrowskiej nie zrobiło to wrażenia i dalej niewzruszona odpowiedziała, tym razem na Facebooku (dokładnie na profilu Nasze Lasy):

Ojoj widzę sami specjaliści nauk o zwierzętach. To że zdarza się że jeden gatunek zabija drugi nie oznacza że jest jego naturalnym wrogiem 😂😂 i może jeszcze ktoś dopisze, ze rys czy wilk ma wpływ na populacje lisa.

27335859_1757792880917966_2089666951_o

Pani Diano, Mark Twain kiedyś powiedział: Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Specjalnie dla pani – wilk szary i ryś euroazjatycki (zwłaszcza ten drugi) mają wpływ na populację i aktywność lisa rudego. I potwierdziły to badania naukowe. Które to jak wiemy nie interesują myśliwych, jeśli tylko godzą w łowieckie mity. Sęk w tym, że w tym przypadku rozpisują się o nich m.in…. prasa łowiecka i naukowcy będący myśliwymi.

Z polskiego podwórka w 2015 roku fotopułapka na terenie Wigierskiego Parku Narodowego zarejestrowała moment, gdy jeden z młodych wilków nosi w mordzie odgryzioną głowę lisa.

Sytuację z fotopułapki szerzej opisał Wojciech Misiukiewicz w w artykule „Wilki w Wigierskim Parku Narodowym” (Brać Łowiecka 3/2015). Napisano tam, że tamtejsze wilki zmniejszyły populację lisa, a jego niszę zapełnił borsuk. Brać Łowiecka to druga znacząca polska gazeta o tematyce myśliwskiej, a skoro myśliwska gazeta potwierdza „rewelacje ekologów”, to coś jest na rzeczy…

Z kolei istotne drapieżnictwo rysia euroazjatyckiego na lisie potwierdza dr Andrzej Krzywiński. On również jest myśliwym:
Oprócz wspomnianych wyników badań G. Ludwiga, w literaturze głównie skandynawskiej można znaleźć jeszcze inne informacje na temat drapieżnictwa rysia na lisa. Helldin i wsp. (Helldin et al. 2006) uważają, że populacje lisa mogą być znacząco ograniczone poprzez dopuszczenie aby populacja rysia się odnowiła. O drapieżnictwie rysia na lisach wspomina także dr Cervený (Cervený 2007), który badając dietę rysia w Czechach stwierdził, że lis stanowi 6,76% diety rysia i oprócz domowego kota (2,21%) jest bardzo ważną częścią jego diety. Dane potwierdzające drapieżnictwo rysia w stosunku do lisa, którego ryś traktuje »kulinarnie« można też znaleźć w zestawieniu Linnella i wsp. (Linnell et al. 1998).

Do podobnych spostrzeżeń doszli wspomniani szwedzcy naukowcy badający lisy z obrożami telemetrycznymi w strefie wolnej od polowań i traperstwa. 50% martwych lisów to było za sprawą rysia, a w latach 90. w okolicach Grimsö i Örebro nastąpił spadek lisów przy wzroście ilości rysiów (Helldin et al. 2006). Jeden z naukowców – Gunnar Glöersen jest myśliwym, a jednym z fundatorów badań była największa szwedzka organizacja łowiecka – Svenska Jägareförbundet.

lisszwecjaŹródło: http://www.velkeselmy.cz/knihovna/b/rok2006/Helldin_et_al_2006_Lynx_(Lynx_lynx)_killing_red_foxes_(Vulpes_vulpes)_in_boreal_Sweden___frequency_and_population_effects.pdf

Ktoś krzyknie, że obecnie populacje rysia i wilka w Polsce są za małe, by skutecznie zredukować znacznie większą populację lisa. Fakt. Jednak mówienie, że te gatunki w ogóle nie polują na lisy i kuny, zakrawa na idiotyzm połączony z ignorancją. Szczególnie jak się lansuje na mądrzejszego od tych wszelkich „ekooszołomów piszących znad kompa”.

Zresztą liczebność lisa niekoniecznie musi być wyznacznikiem skuteczności dużych drapieżników. Wystarczy, że obecność dużych drapieżników zmieni sposób, w jaki lisy czy kuny użytkują przestrzeń i to już może dać efekt np. w ochronie rzadszych gatunków. Przecież wilk nie dokonuje jakichś ogromnych masakr w pogłowiu jeleniowatych, ale już rośliny są mniej zgryzane i drzewa są lepiej chronione. Coś w stylu skutecznego dzielnicowego, który ma oko na bandę lokalnych łobuzów.

Doktorant na University of New England w Australii, Michał Śmielak prowadzi w Australii badania nad interakcjami dingo-lis-kot-ofiary. Otóż lisy i koty unikają psów dingo czasowo i przestrzennie. Do podobnych wniosków doszedł dr Thomas Newsome Deakin University i University of Sydney i postuluje, by dingo był sprzymierzeńcem walce z plagą lisów (który w Australii jest gatunkiem inwazyjnym). A jako, że dingo to australijski odpowiednik wilka i można rzec, że podobnie dzieje się w Europie i Ameryce Pn (AKTUALIZACJA 31.01.2018: Michał Śmielak na naszym profilu uświadomił nas, że cyt. „dingo nie jest odpowiednikem (ekologicznym) wilka, choć de facto jest to ten sam gatunek. Dingo są w rzeczywistości mniejsze niż się powszechnie wydaje, zazwyczaj nie przekraczają 15 kg, a ich ekologicznym odpowiednikiem są raczej szakale albo kojoty.”).

Zresztą tu i ówdzie podnoszone wrzaski, że lisy masowo dziesiątkują sarny zostają obalone, ponieważ okazuje się, że lis decyduje się na zjadanie koźlaków w momencie, gdy brakuje w okolicy większych psowatych (Osborn & McConnell 2016).

Z kolei rysie zmniejszają presję lisa na wielkich kurakach w ramach intraguild predation (Ludwig et al. 2008). Zresztą rysie są znane z dużej niechęci do dzielenia się zdobyczą z innymi mięsożercami i z tego powodu misternie ukrywają swe jedzenie. Kolejny cytat z kolejnej monografii autorstwa H. Okarmy – Ryś (euroazjatycki):

Zachowania takie mają bez wątpienia jeden cel: zabezpieczenie zdobyczy (…) przed innymi drapieżnikami lub padlinożercami. Wydaje się również, że częste znakowanie zapachowe i je pobliża przez rysie może być czynnikiem odstraszającym padlinożerców (Hell 1973).

Tezę o odstraszającym zapachu potwierdza znowu przywołany dr Andrzej Krzywiński. Dr Krzywiński jest znany głównie z prac nad reintrodukcją wielkich kuraków. Co ciekawe – w przeciwieństwie do większości myśliwych chroniących wielkie kuraki, postuluje, by przy restytucji wielkich kuraków, zamiast odstrzałów polujących na nie drapieżników stosować inne metody. A jedna z nich to adaptacja przysłowia „Tam gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”:

Oprócz tego środki zapachowe od rysi od dwóch lat stosuje się skutecznie do zabezpieczania przed zaatakowaniem przez drapieżniki naziemne żywych samców cietrzewia pozostawianych na tokowisku do monitorowania cietrzewi w czasie toków (Krzywiński et al. 2009e). (…) Doświadczenie to przeprowadzono również w 2011 roku zabezpieczając przez parę dni tokującego koguta wabika na tokowisku na skraju Puszczy Augustowskiej (…) oraz jak w poprzednim roku w leśnictwie Szast. Na tokowisku w Puszczy Augustowskiej podczas obserwacji wczesnym rankiem tokującego koguta wabika widziano kilkaset metrów dalej penetrującego teren lisa, który nie tylko słyszał ale i dokładnie widział tokującego cietrzewia a mimo to nie poczynił prób jego zaatakowania.

Końcowy wniosek, który sprawia, że dr Krzywiński ląduje do naszego panteonu „wporzo myśliwych, którym można podać rękę”:

Spostrzeżenia fińskie oraz nasze wstępne obserwacje wskazują, że ryś może poprzez ograniczanie aktywności średnich drapieżników przyczyniać się do stwarzania warunków sprzyjających bytowaniu kuraków leśnych również na terenach polskich, gdzie prowadzone są prace związane z ich ochroną czy reintrodukcją kuraków leśnych. Wydaje się, że celowe byłoby zastanowienie się nad możliwością równoczesnego wprowadzenia obu tych gatunków np. w Borach Dolnośląskich przy reintrodukcji głuszca.

Metoda ta działała na inne drapieżniki. W latach 2009-2011 roku podczas obozów naukowych związanych z wsiedlaniem leśnych kuraków zdecydowano na użycie wilków i rysi oraz ich feromonów. Przez pierwszy miesiąc obozu z 2009 r. były sporadycznie próby wejścia lisów, kun, borsuków i jenotów. A w obozie z 2011 r. przez cały okres cyt. dr Krzywińskiego „nie pojawił się ani razu żaden z w/w drapieżników  mimo, że 200-400 metrów od obozu wielokrotnie widziano penetrujące teren lisy nawet w środku dnia”. I co lepsze, owe wilki i rysie były dość młode, właściwe to były szczęnięta i kocięta. I takie maluchy działały odstraszająco na mniejsze drapieżniki. Teraz wyobrazić sobie, gdyby wykorzystano dorosłe osobniki…

ryśkontralis.pngMłody ryś osaczający lisa, fot. Andrzej Krzywiński

Więc rysie i wilki nie mają wpływu na lisy? Że nie są ich naturalnymi wrogami? Nic dziwnego, że wiedza przyrodnicza myśliwych to jakiś żart, skoro „góra” jest tak samo niedouczona.

Wracając do zbyt małych populacji dużych ssaków drapieżnych, to dobrym kierunkiem jest poprawienie warunków bytowych i reintrodukcja. Zresztą dobrze sprawdziłby się nowy gracz na scenie polskiego drapieżnictwa, szakal złocisty i kontrolowałby lisa na terenach nieodpowiednich dla wilka i rysia, patrząc na udokumentowaną presję kojotów na lisy.

Niestety w Polsce, zwłaszcza teraz, lobby myśliwskie niezwykle się krzywo patrzy na takie akcje, bo upadnie ich wiele mitów. W tym ten dotyczący „braku naturalnych wrogów lisa”. Bo gdzie wtedy będzie uzasadnienie dla urządzania krwawych jatek zwanymi „powiatowymi łowami na lisa”, podczas których zabija się setki rodzimych drapieżników? A tymczasem rzeczywiście szkodliwe gatunki inwazyjne, takie jak norka amerykańska, nie cieszą się choćby w promilu takim zapałem do tępienia przez naszych myśliwych. No, ale takie polowanie jest już dużo trudniejsze i bardziej wymagające. ”Racjonalna gospodarka łowiecka”, tia…

przedniakkontralisOprócz większych od siebie ssaków drapieżnych lis za wrogów też ma duże ptaki szponiaste, zwłaszcza orła przedniego. Fot. Holger Wagner 

puchaczkontralis.jpgZ puchaczami jest tak samo. Fot. Ian Smith

Źródła:

Czy duże drapieżniki a zwłaszcza ryś Lynx lynx mogą być sprzymierzeńcami w ochronie kuraków leśnych?, Andrzej Krzywiński, Armin Kobus & Katarzyna Kuderska, Stud. i Mat. Centrum Edukacji Przyrodniczo-Leśnej, tom 13, nr 27, Rogów 2011, s. 286-296

Lynx (Lynx lynx) killing red foxes (Vulpes vulpes) in boreal Sweden – frequency and population effects, J-O Helldin, Olof Liberg & Gunnar Glöersen, Journal of Zoology, tom 270, nr 420, Londyn 2006, s. 657– 663

Wilki w Wigierskim Parku Narodowym, Wojciech Misiukiewicz, Brać Łowiecka 3/2015

Biology and Conservation of Martens, Sables, and Fishers: A New Synthesis, Keith B. Aubry, William J. Zielinski, Martin G. Raphael, Gilbert Proulx & Steven W. Buskirk, Cornell University Press,  Nowy Jork 2012

Lynx, Felis lynx, predation on Red Foxes, Vulpes vulpesCaribou, Rangifer tarandus, and Dall Sheep, Ovis dalliin Alaska, Robert O. Stephenson, Daniel V. Grangaard & John Burch, The Canadian Field-Naturalist 2/1991

The Impact of Predators on Deer in the Southeast, David A. Osborn and Mark D. McConnell, Warnell School of Forestry and Natural Resources, University of Georgia, Athens (Ga) 2016

Meta-analysis on the effect of competition between lynx and wolf on their dietsGlenn Lelieveld, MSc Ecology, VU University, Amsterdam 2013

Wolves–coyotes–foxes: a cascade among carnivores, Taal Levi & Christopher C. Wilmers, Ecology,  Ecological Society of America, tom 93, nr 4, Waszyngton 2012, s. 921–929

Fear or food – abundance of red fox in relation to occurrence of lynx and wolf, Camilla Wikenros (i in.), Scientific Reports nr 7/2017

Records of intra-guild predation by Eurasian Lynx, Lynx lynx, John D. C. Linnell, Reidar Andersen, John Odden & Vegard Pedersen, Canadian Field Naturalist 4/1998

Bring back the missing lynx, Julian Schmechel, Shooting Times 13/2013

Wilk, Henryk Okarma, Wydawnictow H2O, Kraków 2015

Ryś (euroazjatycki), Henryk Okarma & Konrad Schmidt, Wydawnictow H2O, Kraków 2013

Dingoes could be used to control fox numbers and prevent ecological decline, Bridget Fitzgerald, Australian Broadcasting Corporation News

Czy puchacze Bubo bubo polują regularnie przy norach ssaków drapieżnych?, Romuald Mikusek, Marek Kołodziejczyk, Magdalena Bartoszewicz, Ornis Polonica 3/2016

Predators as prey at a Golden Eagle Aquila chrysaetos eyrie in Mongolia, David H. Ellis, P. Tsengeg, Peter Whitlock & Merlin H. Ellis, IBIS 1/2000

Bestemmelse av diett og byttedyrhåndtering hos kongeørn (Aquila chrysaetos) ved videoovervåking i reir, Sarah Kvåle Skouen, Norges miljø- og biovitenskapelige universitet, Ås 2012

Zobacz także:

Ratuj wilki oraz rysie, strzelając plemię lisie. – choć równie dobrze można to nazwać: Inny festiwal nieuctwa myśliwych nt. drapieżnictwa, wedle którego to lis zagraża populacji rysia (i wilka).

Leśnik z premedytacją rozpętał nagonkę na wilki i rozpowszechnił szkodliwe mity

Od jakiegoś czasu media rozpływają się nad tym, jak to dzielny leśniczy ocalił malutkie puchate misiątka przed krwiożerczą watahą wilków. Cała sprawa jest dość szkodliwa, zwłaszcza dla wilków, gdzie rozbudziły się u części społeczeństwa chęć wytępienia wilków, bo rzekomo zagrażają niewinnym misiom.

Ale o co chodzi?

23 grudnia Kazimierz Nóżka, leśniczy z Polanki, myśliwy i zwolennik polityki min. Szyszki, opublikował filmik na profilu facebookowych „Nadleśnictwo Baligród, lasy Państwowe”, gdzie wilki odpędzają młode niedźwiadki. W pewnym momencie pan Kazimierz z dramatycznym krzykiem Nie! Zostawcie! przepłoszył wilki, jednocześnie dezorientując matkę niedźwiadków, która na moment straciła uwagę (co mogłyby wykorzystać wilki).

Pomijam to, że była to ingerencja w naturę i doszło do umyślnego płoszenia zwierzyny i tym samym złamania art. 52 Ustawy o ochronie przyrody (do czego Kazimierz Nóżka się przyznał), zaś sama narracja o wilkach atakujących niedźwiedzie jest niewiarygodna, ponieważ gdyby niedźwiadki byłyby zagrożone, to na pewno nie szłyby w stronę potencjalnych prześladowców, a uciekając przed wilkami zwiałyby odrazu na drzewa, których nie brakowało w okolicy.

Screenshot - 2017-12-29 , 14_11_52Fotograf Mateusz Matysiak potwierdzający, że nic złego by się nie stało.

Zadziwia, że pan Nóżka umieszcza publicznie ten film z komentarzem, iż trzeba stanąć po jednej ze stron. Inni przyrodnicy także przyznają, że zdarza im ulec emocjom i „ratować” np. pisklę przed mewą, bo to w ludzkiej naturze, ale nie chwalą się tym publicznie, bo wyjdzie przekaz do prostych ludzi, że trza tępić mewy zjadające pisklęta i ciężko będzie wytłumaczyć, że tak to jest w naturze.

Screenshot - 2017-12-29 , 11_18_01Komentarz dr-a Roberta Maślaka z Zakładu Biologii i Ochrony Kręgowców o całej sprawie.

I potem film ten został rozpowszechniony przez Lasy Państwowe, też z komentarzem, że wspaniale zrobił, że uratował „niedźwiedzią rodzinę” przed „wilczą watahą” (kiedy to termin „rodzina” bardziej pasuje do wilków zamiast pejoratywnej „watahy”).

Tym bardziej, że środowisko leśników notorycznie zarzuca wszelkim oponentom swoich działań jechanie po emocjach, z czego ma wynikać urojony brak argumentów i bambinizm. Obrońcy zwierząt mają podchodzić do przyrody emocjonalnie, bez pojęcia oraz nie znać jej praw. Za to środowisko leśników i myśliwych lansuje się wiecznie na tych co „pojęcie mają”. A tu nawet nie dali komentarza „była to wyjątkowa, emocjonalna reakcja leśnika, ale jest to łamanie prawa, nie naśladujmy itp.”.

I niektórzy zwolennicy LP bronili zachowanie Nóżkę, bo był emocjonalnie związany z niedźwiedziami. Gdyby w tej samej sytuacji znalazł się „ekolog” i także by się tłumaczył emocjonalnym związaniem, to ci sami ludzie nie stroniliby się od szydery i tekstów o syndromie Bambiego, a niektórzy gorliwcy klepaliby odpowiednie paragrafy.

Screenshot - 2017-12-29 , 15_12_03.png26165264_10215558243017155_8511648334601507632_nPropaganda Lasów Państwowych w akcji. Ale to obrońcy zwierzątek to ci nawiedzeni, bambistyczni oderwani od rzeczywistości.

A pamiętać trzeba, że przekaz takich filmów trafia do ludzi kompletnie zielonych w kwestiach okołoprzyrodniczych i niewłaściwy opis może sporo zaszkodzić. W szczególności, że obie strony konfliktu przyrodniczego zgodnie twierdzą, że u Polaków jest wiedza przyrodnicza oraz orientacja w przepisach prawa o ochronie przyrody jest na niskim poziomie. I twierdzą, że zależności w świecie natury to nie romantyczny obraz z filmów Disneya, a ich niezrozumienie jest szkodliwe. I teraz media rozpisują się o złych wilkach, które zagroziły misiom i wśród ludzi można poczytać komentarze, żeby powystrzelać złe wilki, bo chciały dokonać masakry na niedźwiadkach. I następuje kolejna fala bambinizmu, z którym leśnicy i myśliwi tak chcą walczyć. 

Zdjęcie użytkownika Adam Wajrak.

Poza tym nie wierzę, że leśniczy Nóżka jest tak nierozważny, że nie przewidział gównoburzy i jej wszystkich efektów ubocznych. Nie wiedział, że media podchwycą temat? Nie wiedział, że obecnie panuje medialna nagonka na wilki? Nie wiedział, że im bardziej większe nastroje antywilcze, tym łatwiej będzie osłabić im ochronę, co przy obecnej polityce Ministra Środowiska jest możliwe?

Ale wierzę, że jest wyrachowany. Bo owy film wrzucił na grupę „Brać Łowiecka (Grupa dla myśliwych i sympatyków łowiectwa)” z opisem „Wilcza wataha składająca sie z ponad 20 osobników zaatakowała niedźwiedzie w leśnictwie Polanki….”

Screenshot - 2017-12-26 , 13_52_17

Screenshot - 2017-12-26 , 13_54_21

Czemu taki opis? I to na grupie osób, które miłością do wilka nie pałają i są oporne na aktualizację wiedzy? Po co je bardziej nakręcać na nienawiść?

Screenshot - 2017-12-26 , 13_53_27Screenshot - 2017-12-26 , 14_00_06Screenshot - 2017-12-26 , 13_54_58

I uderzyło mnie, że wspomina się tam o dwudziestu wilkach, kiedy na nagraniu doliczyłem się ledwie dziesięciu. Więc kolejne kłamstwo wzbudzające nienawiść środowiska myśliwych wobec wilków.

Bo gdyby Kazimierz Nóżka (plus LP) miał szczere intencje, to owego filmu nie wrzucałby w eter, a jak już musiał, to by opatrzył to komentarzem: Słuchajcie, emocje każdego ponoszą, ale nie bierzcie przykładu mnie za przykład. Taka jest natura i nic nam do tego. Wtedy można byłoby czepiać się mediów, które dorobiłyby swoją historię, a LP miałyby czyste sumienie.

Ale czego się spodziewać po myśliwym, który nie widzi nic w złego w polowaniach zbiorowych? Ciekawe czy też będzie ratował „słabsze jelenie” przed myśliwym z sztucerem? Dodatkowo Nóżka ukrywał przed opinią publiczną fakt należenia do PZŁ. To już wolę min. Szyszkę, bo on przynajmniej nie kryje się ze swoim antropocentrycznym podejściem do przyrody i wiadomo czego można się po nim spodziewać… Plus nasz leśniczy także akceptuje nęciska.

Screenshot - 2016-02-22 , 22_45_53

A nęciska są szkodliwe dla behawioru niedźwiedzi:

Wyniki najnowszych badań wskazują, że dokarmianie jeleniowatych może mieć niezamierzone konsekwencje. Praktyka ta nie tylko wpływa na zachowanie tych zwierząt, ale też zaburza trasy przemieszczania się niedźwiedzi brunatnych, które coraz częściej systematycznie odwiedzają miejsca dokarmiania zwierząt kopytnych. Naukowcy zwracają uwagę na konsekwencje dokarmiania i konieczność poddania tej praktyki ponownej krytycznej ocenie.

(…)

Badacze zinwentaryzowali ponad 200 takich miejsc zlokalizowanych we wschodnich Karpatach i przeanalizowali ponad 1600 kilometrów ścieżek pokonywanych przez niedźwiedzie zaopatrzone w obroże telemetryczne. Obliczono, że niedźwiedzie trzy razy częściej odwiedzały miejsca dokarmiania niż wskazywałyby na to symulacje tras przemieszczania się zwierząt. „Niedźwiedzie regularnie patrolują miejsca dokarmiania. Dokarmianie wyraźnie wpływa na ich zachowanie, a korzystanie z miejsc łatwo dostępnego pokarmu zaburza i skraca trasy przemieszczania się niedźwiedzi” – mówi Nuria Selva z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, prowadząca badanie. „Długodystansowe przemieszczanie się jest kluczowe dla łączności populacji niedźwiedzi i ich przetrwania, zwłaszcza przy obecnej dużej fragmentacji siedlisk. Praktyka dokarmiania stosowana wobec innych gatunków docelowych, może temu zagrażać” – dodaje.

Badacze wykonali także tropienia na śniegu na dystansie ponad 200 km. Ich wynik wskazuje, że niedźwiedzie często odwiedzają miejsca dokarmiania nawet zimą. „Wiele badań wskazuje na wpływ dokarmiania także na dietę i zimowanie niedźwiedzi. Dokarmianie ma znaczące skutki, zwłaszcza biorąc po uwagę fakt, że sześć spośród dziesięciu populacji niedźwiedzia brunatnego w Europie zajmuje obszary, na których praktyka ta jest bardzo rozpowszechniona” – tłumaczy Agnieszka Sergiel, współautorka badania. W obszarze objętym badaniem, zarządcy terenu wprowadzają rocznie do środowiska aż 2,5 tony pokarmu na km2. Autorzy rzucają światło na potrzebę zakazu, ograniczenia lub wprowadzenia zmian w praktykach dokarmiania w obszarach zajmowanych przez niedźwiedzie, np. zadawanie siana zamiast kukurydzy czy buraków, które są potencjalnym pokarmem niedźwiedzi.

Screenshot - 2017-11-11 , 17_51_07.png

„Przemieszczanie się jest jedną z fundamentalnych potrzeb zwierząt. Zaburzenia jej realizowania mogą być oznaką degradacji środowiska. Istnieje pilna potrzeba ochrony naturalnych zachowań związanych z przemieszczaniem się i ponownej oceny wpływu praktyk zarządzania populacjami, które uwzględniają ich dokarmianie”, mówi Thomas Mueller, ekspert od wędrówek zwierząt z Centrum Badań nad Bioróżnorodnością i Klimatem Instytutu Seckenberga we Frankfurcie. „Ważna jest nie tylko ochrona odpowiedniej liczby osobników, ale też, żeby niedźwiedzie mogły zachowywać się w sposób dla nich naturalny. Musimy wyjrzeć poza liczby i zacząć chronić także naturalne zachowania”, dodaje Mueller.

Badania opublikowane w czasopiśmie Basic and Applied Ecology są owocem współpracy naukowców z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, Centrum Badań nad Bioróżnorodnością i Klimatem Instytutu Seckenberga we Frankfurcie i Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wsparcia finansowego udzieliły Narodowe Centrum Nauki, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach polsko-norweskiego programu współpracy badawczej i Fundacja Roberta Boscha.

Źródła:
https://carpathianbear.pl/2017/dokarmianie-jeleniowatych-zmienia-styl-zycia-niedzwiedzi-brunatnych/
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1439179117300944

W Kanadzie jest zakaz wystawiania padliny i dokarmiania dużych drapieżników, w tym niedźwiedzia. Raz, że to jest ingerencja w naturę i uzależnianie zwierząt od człowieka. Dwa, że drapieżniki będą bardziej zuchwałe do bliższego podchodzenia do ludzkich siedzib, co w przypadku niedźwiedzia jest niebezpieczne.

Screenshot - 2017-11-14 , 10_08_07

Ponieważ niedźwiedź mimo wszystko to nie bezbronny pluszak, a jeden z niebezpieczniejszych ssaków drapieżnych, który bez problemu zrobi kuku człowiekowi i potencjalne konflikty z ludźmi są przeszkodą w reintrodukcji niedźwiedzi. I w przeciwieństwie do wilka są udokumentowane ataki niedźwiedzia na człowieka w Polsce i żaden przyrodnik tego nie kwestionuje. I nie bez powodu w lasach stawia się tablice ostrzegające przed tymi drapieżnikami, by turyści uważali na siebie.

Co prawda niedźwiedzie ataki w Polsce to rzadkość i wynikają z „samoobrony” tych zwierząt, ale jednak niewłaściwe zachowanie może spowodować, że spotkanie z niedźwiedziem skończy się tragicznie (https://carpathianbear.pl/niedzwiedzie-brunatne/spotkania-z-niedzwiedziami/). A omawiana przez nas sprawa może prowadzić, że turysta będzie myślał, że misie takie bezbronne, a tu klops! I potem media powiedzą, że groźne niedźwiedzie trza wybić.

misokaleczony.jpg

Wracając do wątku głównego – najgłupsze są krzyki, że to niedźwiedzi powinno się bronić, ponieważ jest ich mniej od wilków. Ciekawe czy ci sami ludzie dostają spazmów, gdy wilk „morduje” leśną zwierzynę? Bo wedle ich niedźwiedziej logiki końcu wilkom także należą się specjalne względy, bo jest ich 1,5 tys. , a jeleni ok. 160 tys., a saren 800 tys. I wg tej samej logiki głuszce, będące w znacznie gorszej sytuacji, też powinno się mniej chronić, bo w Polsce jest jakieś z 500 sztuk, a niedźwiedzi ok. 100-150 (notabene niedźwiedzie nie pogardzą lęgami głuszca jak i dorosłymi osobnikami. Wilki też).

Szczególnie, że to niedźwiedź brunatny, a nie wilk szary jest w Europie najliczniejszym dużym drapieżnikiem (niedźwiedź – ok. 17 tys. osobników > wilk – ok. 13 tys. osobników). A polska populacja licząca ok. 100-150 osobników jest częścią karpackiej populacji liczącej 8 tys. osobników (największej w Europie). I prawdopodobnie w Polsce byłoby ich więcej, gdyby nie fragmentaryzacja siedlisk i zabudowa ludzka ograniczające pojemność terytorium. Do tego nie bierze się pod uwagi, że niedźwiedź prowadzą samotniczy tryb życia, odwrotnie niż stadne wilki i nie dziwota, że jest ich mniej. I niedźwiedź, który potrzebuje dużego terenu, jest niesamowicie terytorialny i nie toleruje innych niedźwiedzi u siebie.

Źródła:
http://ec.europa.eu/environment/nature/conservation/species/carnivores/conservation_status.htm
https://carpathianbear.pl/niedzwiedzie-brunatne/niedzwiedzie-w-polsce/

A jeszcze głupsze są teksty, że wilki mają pod nosem duże ilości kopytnych, więc nie powinny atakować małych niedźwiadków. Pomijam to, że niedźwiedź to nie roślinożerca, jest w stanie upolować żubra i o pokarm się nie musi martwić (http://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/aktualnosci/padly-dwa-zubry). A wilkom zabrania się zjadać kopytne, bo „pustoszą łowiska”, bezdomne psy, bo „strach wychodzić do lasu”, zwierzęcy drobnicę, bo „ekosystem się zawali”. Nawet lisów pewnie nie wolno im zjadać, bo te oficjalnie nie mają już wroga naturalnego i to człowiek musi być głównym selekcjonerem. A teraz nie wolno zjadać im młodych niedźwiedzi, pomimo tego, że takie ataki należą do rzadkości.

A małe niedźwiadki są zabijane także… uwaga… przez dorosłe samce niedźwiedzi. Ponieważ te traktują jako potencjalną konkurencję. O czym przekonało zoo Dählhölzli w Bernie i potem spotkało je fala krytyki (http://www.dailymail.co.uk/news/article-2671317/Nature-cruel-Swiss-zoo-controversially-kills-healthy-bear-cub-bullied-father-STUFFS-school-lessons.html). Także samice są w stanie pożreć nie swoje młode (https://www.tvn24.pl/krakow,50/w-tatrach-samice-pozarly-mlodego-niedzwiedzia,417304.html). Ciekawe czy gdyby to niedźwiedź zamiast wilków ścigałby te niedźwiadki, to leśniczy Nóżka też krzyczałby dramatycznie, by je zostawił? Czy LP także próbowałyby robić z niego bohatera? Czy byłyby teksty, że niedźwiedziom należą się specjalne względy, bo jest ich zna… a nie czekaj!

https://www.liveleak.com/view?i=31e_1380307017

nintchdbpict000249474353.jpgpolar-bear-eats-cub-041.jpg

Ale to wilka się trzeba obawiać, mimo, że dorosły niedźwiedź w postaci matki dałby radę i jej młode same potrafią ocenić zagrożenie. I wilki z niedźwiedziami przez tysiące lat koegzystowały i wilki ani nie wytępiły niedźwiedzi (i vice versa) i nigdy tego nie zrobią. A jak się nie zgadzasz to cię zablokujemy, byś nie przeszkodził w szerzeniu nienawiści do wilków.

Screenshot - 2017-12-29 , 11_26_48

I bach! Cel osiągnięty! Społeczeństwo nabiera się na info o wilkach, które zagrażają niedźwiedziom, a potem zawsze można pobolewać „Polacy są przyrodniczymi analfabetami i musimy je edukować”. Czy o to chodziło panie Nóżka? I jeśli nie daj Bóg Ministerstwo Środowiska, mimo wszystko, dotąd przychylne ochronie wilka, wpadnie na pomysł, by zrobić wilka gatunkiem łownym albo wprowadzić całoroczne odstrzały w ostojach niedźwiedzia, bo ma wsparcie omamionego społeczeństwa, to będzie pana tak samo winny jak podpisujący to minister środowiska. I potem bez krokodylich łez pt. „Nie pomyślałem”.

BONUS:
I odpowiedź na pytania, czy nie szkoda byłoby, gdyby wilki dokonałyby masakry na misiach? Nie szkoda, bo niedźwiedzie to też niezłe gagatki i bez litości dokonują masakry na warchlakach, jelonkach, ptasich lęgach i innych malutkich zwierzęcych dzieciątkach. I gdyby wilki zabiłyby małe niedźwiedzie, cynicznie można powiedzieć do ich matki: Taka karma.

Tutaj pan Kazek nie zdążył przybiec. Może to i lepiej. Wśród nocnej ciszy, głos się rozchodzi… rozpaczliwe NIEEEEEEEEEE !!!! polskiego leśnika. 

loszakokaleczony.jpgcde96eb5-a2bf-4e47-9542-f7cc69656b23.jpeg

Zobacz też:

Artykuł z Krytyki PolitycznejCzy pomagać łosiowi, który utknął w bagnie?

I jako doskonałe uzupełnienie: Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

 

15 sierpnia – Masakrę ptaków rozpocząć czas!

15 sierpnia – każdego roku ta data boli tak samo. Od tego dnia bowiem,myśliwi z radością ruszają na stawy, jeziora, szuwary i pola, aby zapolować na 4 gatunki kaczek, łyski, oraz gołębie grzywacze. Z podnieceniem długo czekali na ten dzień.

”Jednak w tym samym czasie wiele przeznaczonych do odstrzału ptaków wciąż opiekuje się puchatymi pisklętami….niektóre rybitwy siedzą wręcz jeszcze na jajach, wysiadując powtórzone lęgi. Nie jest to wydarzenie wyjątkowe czy marginalne, jak próbują argumentować niektórzy myśliwi. Jest to obecnie zjawisko powszechne, występujące co roku na terenie całej Polski.”

Tymczasem w takich miejscach pojawiają się strzelający myśliwi z buszującymi psami, siejąc spustoszenie w ostojach chronionych ptaków. Ich żadne przepisy zdają się nie dotyczyć.  Polowania często odbywają się o świcie lub o zmierzchu, przy mgle, co znacząco utrudnia właściwe identyfikację celu.  Omyłkowo zbijane są rzadkie gatunki wodnego i błotnego ptactwa. Ale co tam. Ważne że się postrzelało. Jeden z myśliwych na forum dziennika łowieckiego pisał, że on strzelonych kaczek nawet nie zabiera dla siebie, tylko rozdaje okolicznym mieszkańcom. Bo nie chodzi nawet o tą krzynę ‘’zdrowej dziczyzny’’ , a o samo polowanie i przeżywane podczas niego emocje. Łaskawca i dobrodziej!

14046159_893013267470257_6228063985141582405_n

Szczytem absurdu prawa łowieckiego jest fakt, że dopuszcza ono polowania na cyraneczki, które to są nawet mniej liczne od bliźniaczo podobnych cyranek… Zamiast przesłanek naukowych, jedynym uzasadnieniem jest tutaj ‘’tradycja’’.

Można powiedzieć,że zaczęło się właśnie od tego.Ogromna rzesza ludzi zajmująca się badaniem-obserwacją ptaków zawodowo czy amatorsko,dostrzegła pewien bolesny paradoks. Ptaki znajdujące się na liście łownych nie podlegają myśliwskim argumentom o szkodach rolniczych,nie trzeba regulować ich liczebności,ponieważ posiadają wrogów naturalnych w każdym stadium swojego życia,od jaja po wiek dorosły. Nie ma także ekonomicznego uzasadnienia dla ich zabijania. Giną tylko dla sportu, hobby, przyjemności czy dlatego, że ktoś ”lubi dziczyznę”. Gdyby jednak spróbować dać wiarę myśliwskim argumentom no to…na liście gatunków łownych znajduje się 13 gatunków ptaków. Pozostałych na które się nie poluje,jest grubo ponad 300. Co z nimi? Kto reguluje ich liczebność, i dba o to, by naszych upraw nie zjadła fala wygłodniałych ”nadmiernie rozmnożonych” wróbli czy mazurków… Całkowity zakaz polowania na ptaki, to ten obszar, w którym nie uznajemy żadnego kompromisu.  Jedną z proponowanych zmian jest całkowity zakaz wsiedlania, np bażantów dla celów łowieckich. Proces został dobrze nazwany,gdyż bażantów nie wypuszcza się po to by na nie popatrzeć, a po to by ubogacić łowisko w celu polowań. Oczywiście nie ma to żadnego związku z ochroną przyrody. Są to szumnie reklamowane akcje nad którymi nikt się nie zastanawia. Czy argumenty ornitologów i naukowców zostaną kiedykolwiek wzięte pod uwagę?

p1050557

Ważkich argumentów przemawiających za strzelaniem do ptaków myśliwi mają oczywiście wiele. Są to:

-”Ochrona pól rolników” (przed grzywaczami) 🙂
-”Smaczna i zdrowa dziczyzna”
-Tradycja!
”Regulowanie liczebności populacji”. To już rzeczywisty ptasi odlot, bo jak można ”regulować” populację nie znając dokładnie jej liczebności, ani wieku ptaków do których się strzela? (można nad tym pogdybać dopiero gdy mamy przed sobą podziurawione śrutem truchło). 
– ”Myśliwskie pozyskanie nie ma istotnego wpływu na liczebność gatunku”. – Zatem co regulujecie? 
– ”A mięsko to jecie, dowiedzcie się czegoś o łowiectwie”. No dobra, starczy. Przekonali mnie… Od dzisiaj wracam do mięsa, bo myśliwi polują. Wracam po to, aby mieli powód dla którego strzelają 😛 

”Huk wystrzałów płoszy wszystkie przebywające na danym akwenie ptaki, również te objęte ochroną. Polowanie wiąże się także z rytuałem wprowadzania do naszych stawów i jezior ton silnie trującego ołowiu w postaci kulek śrutu. Część śrucin ma wrócić do myśliwych w ciałach upolowanych ptaków, reszta ołowiu stopniowo przenika do łańcucha pokarmowego i trafia m.in. na nasze stoły w mięsie ryb.
Tymczasem w Polskich warunkach okres wychowu młodych u kaczek (zwłaszcza z gatunków nurkujących) i łysek kończy się dopiero w połowie września, a na zbiornikach, na których gniazdują rybitwy, polowania nie powinny się zaczynać przed październikiem. Choć do rybitw się nie strzela, pies myśliwski aportujący upolowaną kaczkę przez środek kolonii tych ptaków może spowodować rozproszenie wielu rodzin i upadki piskląt.” 

– Czytamy w opracowaniu na stronie ekologia.pl

”Podczas polowań giną również ściśle chronione rybołowy. Jak informuje Komitet Ochrony Orłów, w latach 2001-2003 wykryto aż 6 przypadków postrzelenia tych rzadkich ptaków przez myśliwych. Ilu takich wypadków nie udało się wyłapać – nie wiadomo. ”

14079785_865450286889334_5871302707904745486_n

Poniżej zamieszczamy fragment innego tekstu, jaki ukazał się na łamach miesięcznika Dzikie Życie w 2013 roku:

”15 sierpnia trudno jest świętować co wrażliwszym przyrodnikom, w tym części ornitologów. „Rokrocznie 15 sierpnia boli”, jak napisała Ania Dobrzyńska na forum strony www.niechzyja.pl. Tego dnia i w kolejnych zakończy życie wiele kaczek, gołębi i łysek, gdyż prawo polskie od tej pory zezwala na strzelanie do niektórych gatunków ptaków.

Niejedna zabita kaczka czy łyska osieroci swój późny lęg – młode pozbawione matki nie będą miały większych szans na przeżycie. Odpowiedzialni z urzędu za ochronę przyrody w tym kraju wiedzą, iż sytuacja taka jest sprzeczna z prawem unijnym, które nie zezwala na strzelanie do ptaków w okresie prowadzenia lęgów. Ta wiedza nie przekłada się na zmiany prawne, pomimo czynionych od wielu już lat, udokumentowanych konkretnymi obserwacjami terenowymi, monitów organizacji pozarządowych w tej sprawie.

Początek roku szkolnego, 1 września – w dniu, w którym stęsknione za szkolną atmosferą dzieci wędrują do szkół, uzbrojeni tatusiowie i mamusie co poniektórych wcielają się w role dawców śmierci. Od tego dnia możliwości decydowania o życiu „uskrzydlonych braci mniejszych” istotnie wzrastają – można już polować na 13 gatunków ptaków (kaczki: krzyżówka, cyraneczka, głowienka, czernica, gęsi: gęgawa, białoczelna, zbożowa, gołąb grzywacz, łyska, jarząbek, słonka, kuropatwa, bażant). Pula to wcale niezamknięta – zagrożonych jest kilka gatunków podobnych do „łownych”, np. krakwa, płaskonos, ogorzałka, podgorzałka, hełmiatka, cyranka i inne, a także całkiem niepodobnych, a mimo to strzelanych, np. czaple, kormorany, krukowate, szponiaste (w tym orły), łabędzie i inne.

duck-hunting

Niektórzy przyrodnicy określają grupę tzw. gatunków łownych mianem „pechowej trzynastki” i czynią – zwłaszcza w ostatnim czasie – wiele, aby doprowadzić do wprowadzenia całkowitego zakazu strzelania do ptaków w Polsce. Część zajmujących się przyrodą z kolei pozostaje utwierdzonych w przekonaniu, że działania myśliwych nijak nie zakłócają naturalnego porządku funkcjonowania ptasich populacji. Źródłem tego przekonania jest – jak się wydaje – aprioryczne przeświadczenie, że i tak w tej materii nie da się nic zdziałać. Sami myśliwi (nie wszyscy) ponoć „regulują ptasie populacje”. Wykazują w tym względzie nadprzyrodzone wręcz umiejętności, myląc być może przyrodę z regulacją odbiornika radiowego. Nie wiedzą, bo wiedzieć nie mogą, ile i czego, w jakich proporcjach wiekowych i płciowych, o jakich powiązaniach biocenotycznych (w tym konkurencyjnych, pokarmowych i innych), ale „regulują” i na dodatek głośno się z tym obnoszą. Nic więc dziwnego zatem, że poruszają najgłębsze pokłady zdziwienia wielu ekologów, zwłaszcza zaś z grupy tych, których nazywają pseudoekologami.

Ci sami myśliwi trafiają od jakiegoś już czasu do szkół, a ostatnio nawet i przedszkoli. Przekonują i edukują, że troszczą się o zwierzęta. Nie zazdroszczę – ciężki kawałek chleba… Jak przekonać dziecko, że chroni się przy pomocy bezsensownego rozlewu krwi? Nie wiedziałbym.

Ta sama grupa myśliwych kreuje Polski Związek Łowiecki na organizację o największych dokonaniach na polu ochrony przyrody w naszym kraju. No cóż, w tych swoich ochroniarskich dokonaniach, np. budowach szpecących krajobrazy ambon, zimowym dokarmianiu zwierząt przy tychże, hodowli obcego polskiej awifaunie bażanta i wypuszczaniu go w tzw. łowiska (sprzeczne z prawem!) czy pomyłkowym (?) strzelaniu zwierząt objętych ochroną prawną itp., pewnie pozostaną niedoścignieni.

14021662_893833920721525_6236416844695796028_n

Póki więc jest jak jest trzymajmy kciuki za upadek edukacyjnego entuzjazmu i niepewną rękę tych z myśliwych, którzy próbują edukować o niemożliwym i ciągle jeszcze strzelają do naszych braci mniejszych. Trzymajmy też kciuki za tych „polujących”, gdyż jest i taka światlejsza w tym gremium grupa osób, które się ani tą pseudoedukacją, ani tą „strzelaną rozrywką” nie zajmują, nosząc strzelbę z różnych powodów, nie używając jej jednak do pozbawiania życia. To dość optymistyczny prognostyk na przyszłość – czasy się zmieniają. Może dojrzeją i pozostali.

Po co dokładać stresu ptakom, i tak już sfrustrowanym innymi formami odczłowieczej presji, skoro można zatrzymać się na godnym uznania ewolucyjnym etapie podziwiania ich piękna i niepowtarzalności? ”

– Sławomir Zieliński – dr inż. nauk leśnych, pracownik Gimnazjum nr 20 im. Hanzy w Gdańsku. Prowadzi stronę mikrobiotop.pl

13903365_966744960090663_6653678445155769494_n

Więcej i szczegółowo o polowaniach na poszczególne gatunki przeczytasz tutaj:

Spór o ptaki

Źródła:

ekologia.pl

http://dzikiezycie.pl/archiwum/2013/pazdziernik-2013/dzieci-do-szkoly-ptaki-pod-lufy

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/spor-o-ptaki/

11951414_871854089535257_3560501346268986332_n

p333pok3ot

Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

Co to jest Syndrom Bambi? Biorąc udział w dyskusjach na temat łowiectwa z myśliwymi, na pewno spotkaliście się z użyciem tego określenia wobec siebie. Czynione jest to często wtedy ze śmiechem, szyderą – jakby celem dyskutanta było jak najmocniejsze upokorzenie rozmówcy. Ale zostawmy to.

19990106_1809477675730798_9069524971681557766_n

Pojęcie „Syndromu Bambiego” pojawiło się w amerykańskiej prasie łowieckiej w latach 70-tych ubiegłego wieku. W dużym uproszczeniu, oznacza ono idealizację świata przyrody, totalną nieznajomość praw nią rządzących i celowe im zaprzeczanie. No bo jakże to, te słodkie liski polują na inne zwierzęta, zabijają, rozszarpują, mordują, a nawet czasem bawią się ofiarą powodując przedłużenie jej agonii i cierpienia? Pojęcie zahacza też o nadawanie zwierzętom cech ludzkich, nadmiernej ich „humanizacji”.  No i tutaj właśnie mam zgrzyt, pewien dysonans poznawczy, ponieważ ilekroć zdarza nam się dyskutować z myśliwymi na naszej stronie, tak za każdym razem miewam wrażenie, iż to oni cierpią bardzo na ową jednostkę babizmu. Nawet śmiem twierdzić, że chorują nań od lat.

Jeśli sięgniemy do tak zwanej „starej literatury myśliwskiej” tych sławnych gawęd i opowieści, które wychowały i urobiły pokolenia myśliwych bez większego trudu dostrzeżemy już wtedy bardzo silne piętno bambizmu. W opowiadaniach choćby Tytusa Karpowicza w świecie łowiectwa i przyrody zwierzętom prawie zawsze towarzyszą odczucia, przeżycia i cechy charakteru stricte ludzkie. Lisy i dziki analizują, zastanawiają, się, kombinują, przeżywają wściekłość, gniew, strach, zadowolenie. Jelenie doświadczają tęsknoty i smutku, a nawet miłości. Przykłady można mnożyć. Czyżby wychowanie myśliwych na tej literaturze spowodowało, że mają oni problem z akceptacją podstawowych praw przyrody? Ciężko to stwierdzić. Część z nich odmawia zwierzętom przeżywania czegokolwiek, a inni tkwią szczęśliwi w idealnym świecie swych bambistycznych rojeń. Mimo to polują i próbują innych coś tam pouczać o przyrodzie.

12513598_591802767652759_7802672723799320244_o

Przykłady bambizmu u myśliwych.

Na stronie naszej często ścierają się w dyskusjach różne poglądy. I o ironio przejawy omawianego syndromu prawie zawsze dostrzegalne są po stronie polujących.Mogło by się wydawać, że piętno bambizmu jest udziałem głównie tych ”nawiedzonych zielonych” , co to bronią zwierzątek wszystkich. Tak przecież przy każdej okazji wmawiają myśliwi. Tymczasem żaden ze znanych mi ekologów, aktywistów, obrońców przyrody nie ma najmniejszego problemu z tym, że lis zjada mysz, zająca, czy bażanta. Wilk owcę, daniela, łanię lub zabije zdziczałego psa. Bocian zaskrońce, żaby, myszy czy młode zające i pisklęta. Ani z tym, że podczas srogiej zimy jedne zwierzęta padają z zimna i głodu, a inne padlinożerne cieszą się wtedy bardzo i najadają, nie cierpiąc z braku pokarmu.  Wszystko to dla nas normalne, oczywiste i w pełni akceptowalne. Tak działa natura. A jak to wygląda u myśliwych? Zastosujmy może zbliżone cytaty z toczonych dysput:

To jak, nie lepiej jak myśliwy zabije jednym strzałem sarnę, wolicie żeby rozszarpały ją wilki, obrońcy przyrody?

To nie lepiej zastrzelić, niż mają >męczyć się z głodu i umierać w męczarniach< ? 

A wy wiecie ile taki lis zajączków wyłapie – swoją drogą bzdura, wiemy nie od dziś, że udział diety lisa to w 70-90 % gryzonie, a różnica w rozwijanej przez oba zwierzęta prędkości sprawia, że dla lisa zając to siwy pył kurzący w polu.

Zresztą podstawowe działanie myśliwych takie jakim jest rzekome dokarmianie mające „pomagać zwierzętom przetrwać zimę” (ale tylko łownym i tym które się zjada) pokazuje jak daleko są oni od rozumienia zasad funkcjonowania natury. Czy choćby powoływanie się na zabijanie „starych i chorych” osobników, czego żaden z myśliwych praktycznie nie robi. Albo selekcję, służącą tylko zyskom z trofeistyki, co bardzo dalekie jest od działania mechanizmów natury. O tym jak szkodliwe dla zwierząt jest zimowe dokarmianie pisaliśmy już w tekście Mity Łowieckie.

Myśliwi bardzo często pomstują na każdego drapieżnika, ziejąc wręcz jadem i niezrozumieniem, z oczywistym postulatem aby tegoż drapieżnika wszelkimi sposobami eliminować, lub uczynić go łownym, jeśli nim nie jest, jak np. jastrząb gołębiarz. Ostatnio myśliwi dokonali zdumiewającego odkrycia. Otóż proszę Państwa – wilki upolowały dzika. Tą straszną nowiną epatowały wszystkie media łowieckie, starając się podsycić grozę i strach wobec drapieżników już czających się na te dzieci wracające z kościoła. Sytuację uratowały Trzy Świnki, na których wilki skupiły swoją uwagę, wracając w głąb lasu.

Podobny bulwers występuje zawsze, kiedy uda się odkryć resztki po biesiadzie wilczej, czy pióra po jastrzębim obiedzie. I ciężko tu stwierdzić, czy myśliwi rzeczywiście rżną głupa, czy nie mają pojęcia o funkcjonowaniu przyrody, czy też po prostu boleją nad stratą dziczyzny, trofeum, lub frajdy z polowania. Prawdopodobnie wszystko na raz. Albo też, „po ludzku” „szkoda im” biednego zająca, ”jelonka”, czy gołębia. W co ciężko uwierzyć, biorąc pod uwagę konkursy norowania, polowania zbiorowe, kaleczenie zwierząt, wypłaszanie z ostoi i dochodzenie postrzałków z psami. Czy szkolenie psów na żywych dzikach w zagrodach. Tego to już nie szkoda… bo wiąże się z własną korzyścią w postaci mięsa i emocji na polowaniu.   I jedynym co tu straszy jest fakt, że swoje wypaczone, bambistyczne, połączone z wyzyskiem pojmowanie przyrody próbują wtłaczać innym, z jednoczesnym zarzucaniem… bambizmu. To kuriozum pokazuje, że nie tylko nie mają oni pojęcia o funkcjonowaniu natury, ale i o definicji pojęcia którego tak szczodrze nadużywają. Jak zobaczycie na poniższych screenach, wypowiedzi myśliwych podpadające typowo pod ”Bambinizm”:

20631808_701052140090596_1588065801_n20614808_701052200090590_245990370_n
Logika myśliwych. Najpierw wypuszczajmy nieprzystosowane do życia w przyrodzie hodowlane bażanty, a następnie płacz, że drapieżniki używają sobie jak na wczasach. Pojęcie ”żalu i szkody” jest tu związane raczej z tym, że ów bażancik nie został upolowany śrutem. A jeśli myśliwy rzeczywiście ubolewa tu nad okrucieństwem, powinien wrócić do szkoły podstawowej, a najlepiej w ogóle nie wchodzić do lasu. Jeszcze zobaczy co strasznego i serduszko mu pęknie…

Ludzie z miasta.

Według definicji bambizmu, najczęściej zapadają nań ludzie mieszkających w większych skupiskach miejskich.  I znów mamy dopasowanie do myśliwych. Spore grono z nich mieszka w miastach i miasteczkach, swój jedyny kontakt z przyrodą realizując poprzez kilkukrotne uczestnictwo w ciągu roku na polowaniach zbiorowych, ewentualnie paru innych. Czasem jakieś dokarmianie, budowa ambony. Co taki człowiek może o przyrodzie wiedzieć, poza tym, ze trzeba „racjonalnie gospodarować, odstrzeliwać »szkodniki« i pomagać przetrwać zimę”? A, i jeszcze „ratować uprawy rolników”.  Potem mamy efekty jak na poniższych screenach:

20623543_701051026757374_1544493331_o
No cóż dla ekologów, obrońców przyrody i każdego antypaty łowiectwa nie jest zaskoczeniem to jak polują wilki. I kto tu jest bambistą?

 

20632735_701051016757375_625306437_n
Wilki zjadły wałęsające się psy. Cóż za strata dla środowiska :P. Ale zaraz, czy to nie myśliwi krzyczą najwięcej o psich szkodnikach, dając wyraz swoim mokrym pragnieniom strzelania do nich? Innym wyjaśnieniem jest bambizm…

 

20630160_701049016757575_752335609_o
Zaskoczenie…Tak, bociek wędrując po łące nie zjada samych żabek. Nawet nimi gardzi. Uwielbia za to myszy, zaskrońce, owady, i oczywiście wszelkie maleństwa zwierzęce takie jak młode zające lub pisklęta. Myśliwi odkrywają świat przyrody na nowo. A to mieszkanie w mieście… Chyba nie służy najlepiej. 

 

20662404_701042850091525_148092938_o
Piszmy petycje do ministra środowiska! Aby redukować „szkodniki”. Z pewnością to dla dobra zwierzyny drobnej i ptactwa łownego. Ten przypadek to klasyczna negacja, brak pogodzenia się z prawidłami funkcjonowania natury. Bo kto to słyszał aby drapieżniki miały polować… Przecież to myśliwy musi zastrzelić, wtedy jest OK.

 

20629252_701042870091523_937567138_o
Jak długo jeszcze będziemy hodować kuropatwy i bażanty dla bezwzględnych drapieżców?! Jak to, aby chroniony bezzasadnie morderca pastwił się na bezbronnych ptakach cały rok!? 😛 – BAMBIZM – LEVEL – POSTAĆ NIEULECZALNA. A dlaczego pozostałe ptaki nie cieszą się taką ochroną, już odpowiadamy. Przecież to nie ekolodzy upierają się przy tym, aby kuropatwa była łowną, wręcz odwrotnie. Bażant objęty całkowitą ochroną gatunkową? Droga wolna myśliwi. To wy nimi dysponujecie.

 

20623827_701045313424612_1563589899_n
Tak, i zagryzali schabowym, ubrani w skórzane buty. Pod ubojnie świnek też nie poszli ratować, hipokryci jedni. A pan sobie pobluzgał, nie zrobił nigdy nic dla tych zwierząt i jest mu lepiej.

 

20623544_701047156757761_1421716931_o
Oh, oh, a z lasu wybiegł Czerwony Kapturek ścigany przez wilki. A kierowca wstał i zaczął klaskać. 

Zdarza się też często w dysputach, że myśliwi wstawiają nam zdjęcia ogryzionych kości czy rozszarpanych zwierząt przez drapieżniki, próbują”brać na litość” z pytaniem: I co, nie szkoda wam?? To jest lepsze niż etyczne polowanie? Nie wiem w takich momentach, mam śmiać się czy płakać – no bo kto tu w końcu jest tym bambistą, który próbuje idealizować przyrodę i zaprzeczać jej prawom? Nie drodzy myśliwi – nie szkoda, gdyż nie mamy problemu z akceptacją tego jak dzieje się w naturze, drapieżnictwa i związanego z tym cierpienia ich ofiar. Tak było i będzie. I piszemy to jako weganie oraz wegetarianie.

Przykłady bambizmu wśród polujących można mnożyć i mnożyć. Na przykład bardzo często myśliwi zieją furią wobec bezpańskich wałęsających się psów i deklarują stale gotowość do wystrzelania ich wszystkich, ale kiedy ich własne kundle ganiają po lasach z nagonką, wypłaszają zwierzęta z ostoi, dziki z barłogów, szarpią i kąsają umierające – wtedy to już jest „polowanie w zgodzie z etyką i zasadami”. Bambizm z przerzutami na hipokryzję. Albo o ironio, kiedy takie psy padną ofiarą wilków, to też niedobrze i próbują wtedy myśliwi używać takich przypadków do zastraszania społeczeństwa, aby forsować przekonanie o konieczności polowań na wilki.
Albo hodowla i wsiedlanie zajęcy, kuropatw, bażantów do funkcjonujących już ekosystemów, tzw. „zasilanie łowiska” dla późniejszych polowań, a potem płacz kiedy lisy i jastrzębie używają sobie na nie znających życia ofiarach. Oczywiście winny wtedy jest „nadmiar drapieżników” które trzeba racjonalnie wystrzelać, aby w przyszłości myśliwy mógł sobie w spokoju na te parę zajęcy zapolować. To już nawet nie bambizm, a szaleństwo znane szerzej jako „racjonalna gospodarka łowiecka”.

O psach można przeczytać tutaj: 
Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją. 

W urojonym świecie myśliwych humanizacji podlegają nie tylko zwierzęta, ale też rośliny. Ileż to razy mogliśmy przeczytać mądrości w stylu: „Ta sałata umarła, abyś mógł żyć!” albo o zabijaniu trawy? Choroba widać postępuje.

19884528_10156036710035839_6438693843400247420_n

Swoją drogą – jeśli tej zwierzyny jest rzeczywiście tak dużo jak głoszą myśliwi, no to powinni bardzo cieszyć się z tego co robią wilki, lisy, szakale, ptaki drapieżne czy zdziczałe psy. Wszak naturalni sprzymierzeńcy pomagający opanować plagę, a myśliwy może w spokoju popijać z flaszki na ambonie, ciesząc się obcowaniem z naturą. Ale nie, zabić muszą tylko oni i tylko to się liczy. Do tego strata dziczyzny i kasy, no bo jak że to, myśliwy haruje w łowisku, hoduje, „dba i dokarmia”, inwestuje, a tu jakieś wilki potrzebują 5 kg mięsa dziennie. Niedoczekanie! Polowanie ważniejsze od naturalnej potrzeby drapieżnika. Dlatego z szyderczym uśmiechem należy przyjmować zawsze wszelkie próby brania na litość z drastycznymi obrazkami. I wyjaśnić takiemu myśliwemu, czym jest bambizm. Oraz, że można to leczyć, najlepiej podczas spaceru nago, bez broni, po sawannie. Iść do lasu, zobaczyć jak polują ptaki drapieżne, jak śpiewające wcinają owady, jak wydra chwyta ryby i raki. Czy to takie trudne panowie myśliwi? A może wg was zwierzęta pożywiają się tylko przy paśnikach, nęciskach i pasach zaporowych?

Prawdopodobnie część myśliwych w głębi siebie dobrze czuje, że ich sposób postrzegania, eksploatacji i definiowania przyrody nijak nie trzyma się kupy, nie będąc w dodatku ani trochę uczciwym wobec zwierząt (demonizacja drapieżników).
Stąd wściekłe ataki wobec wszystkich myślących inaczej, wytykającym im logiczne i merytoryczne braki w argumentacji. Nie chcesz, aby zabijano lisy? Ty głupi bambisto! Bronisz wilków? Durny pseudoekolog z sydromem Bambi, niech zobaczy jak one polują! Do głowy nie przyjdzie, że „durny pseudoekolog” doskonale to wie, i ani trochę mu to nie przeszkadza.

Zarzucanie „Bambizmu”, jakże wygodne w braku argumentów, ze strony myśliwych spotka nas pewnie jeszcze nie raz. Zapytamy wtedy o kilka rzeczy i pokażemy parę zrzutów ekranu. Tymczasem trwają żniwa, a wraz z nimi powstaną ścierniska, na których lisy przez ileś dni plądrować będą myszy, ratując pola rolników przed stratami od „szkodników”. Polecamy myśliwym wybrać się bez strzelby i popatrzeć jak funkcjonuje przyroda. Nie bójcie się. Bambizm jest uleczalny. Pomożemy wam.

d796ed39a5bea05a9908eca5229437612bb34696

Powstanie Białowieskie – Dlaczego powinniśmy bronić Puszczy?

Dlaczego powinniśmy bronić Puszczy Białowieskiej i przed czym? Na pewno nie przed kornikiem drukarzem, z którego kolejnymi gradacjami puszczański ekosystem radził sobie świetnie od tysięcy lat. Nie przed powodziami, pożarami, wiatrami, czy zwierzętami bo i z tym knieja da sobie radę. Jest jednak bezsilna wobec… nas samych, a dokładniej siekierami i piłami drwali, zachłannością leśników i ciężkim sprzętem typu harvester.

18698154_1806132126382703_2428144621910564107_n

Kilka dni temu Fundacja Dzika Polska ogłosiła okupacyjny strajk w Puszczy, jako wyraz obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec niepotrzebnych i rabunkowych wycinek prowadzonych przez leśników. Ekolodzy wraz z aktywistami przykuli się do drzew i maszyn, blokując na wiele godzin prace leśne. Po kilku dniach do protestów dołączyło Greenpeace Polska, a obecnie do Białowieży zmierzają ludzie z rozmaitych fundacji i stowarzyszeń, aby wspólnie bronić światowego dziedzictwa. Czarę goryczy przelał upór ministra Szyszko, który zdaje się w zemście za Rospudę pokazywać „kto tu teraz rządzi”. Sytuacja stała się dramatyczna, kiedy zaczęto wycinać cenne drzewostany 100-letnie, wtedy organizacje postanowiły zareagować.

12933134_982661708497164_4351379844409110175_n

Lasy Państwowe argumentują, że tną „dla naszego dobra i bezpieczeństwa”, ponieważ martwe świerki stanowić mają zagrożenie dla ludzi, mówią też, że wycinają „niebezpieczne drzewa”. Co jest zwyczajną nieprawdą, ponieważ jak udokumentowali aktywiści, pod piły idą także zdrowe, żywe drzewa. Odnośnie argumentacji LP o bezpieczeństwie, słusznie podsumował Adam Wajrak, który stwierdził że: To tak jak byśmy zasypywali jezioro, bo ktoś może się w nim utopić. 

Zamykane są szlaki turystyczne, a miejscowa ludność, która utrzymuje się z oferowania noclegów, przewodnictwa i gastronomii ponosi w wyniku polityki LP ogromne straty. No bo kto i po co przyjedzie odwiedzać ostatni tak wspaniały las w Europie, skoro na większość szlaków nie można wejść, a w okolicznych lasach zamiast ciszy i śpiewu ptaków słychać warkot pił spalinowych i hałas ciężkiego sprzętu?

Jak pisał Front Antyłowiecki  „Leśnicy w tej smutnej historii pokazali już swoją prawdziwą twarz. A jest to gęba cyniczna, nadęta i obłudna, kiedy z bezczelnością maniaka pytają ludzi zaangażowanych w obronę Puszczy, z czego mają meble w domu… Tak panowie leśnicy, wszyscy jak wiadomo mają w domu meble z drewna pozyskiwanego w Puszczy Białowieskiej… No, ale nie wymagajmy myślenia od pracownika korporacji, który kiedy tylko mu każą nie mrugnie okiem gdy będzie musiał wyciąć w pień 100-letni drzewostan. Ja dodatkowo kupuję papier toaletowy tylko z drewna pozyskanego w Puszczy. Taki fetysz. 

Narracja jest zresztą bardzo podobna jak i u myśliwych, jesteś przeciw wycince, no to nie masz pojęcia o gospodarce leśnej, zabiegach »pielęgnacyjnych«, cięciach sanitarnych, planach urządzania lasu i innych sloganach, które umożliwiają leśnikom dewastację naszego dobra narodowego w świetle prawa.

984078_982661738497161_2598530356012765239_n

Lasy gospodarcze wokół serca Puszczy Białowieskiej, o które toczy się spór, mimo, że w części użytkowane były przez człowieka ciągle zawierają w sobie ten pierwiastek dzikości, który mógłby pozwolić im unaturalnić się, stwarzając bezpieczną, spokojną ostoję będącą domem dla wielu puszczańskich organizmów.W wielu miejscach nie różnią się od obszarów z głębi Puszczy. Zwierzęta potrzebują spokoju, a nie »racjonalnej gospodarki zasobami« i pozyskiwania surowców. Od tego mamy pozostałe obszary plantacji leśnych, traktowanych przez leśników jako swoiste ogródki, gdzie w pogardzie i braku zrozumienia dla procesów przyrodniczych dokonują każdego dnia rabunkowych spustoszeń. Dlatego lasy białowieskie, ostatnie takie miejsce w Europie, jeśli nie na świecie, należy zostawić w spokoju.” https://www.facebook.com/FrontAntylowiecki/posts/1814143908901491

Kiedy zawodzą mediacje, prośby, argumenty naukowców, zdrowy rozsądek, a do głosu dochodzi zachłanność, szaleństwo czy też zwykła głupota niektórych roszczeniowych wobec natury osobników, trzeba uciec się do środków radykalnych… To starcie dwóch sił, gdzie jedna upatruje w lasach surowca, desek i mami opinię publiczną sloganami o ratowaniu nas przed gałęziami lecącymi na głowę, druga stoi na straży odwiecznych procesów przyrodniczych, które od zarania są udziałem i trwają w tej magicznej krainie zwierząt i drzew. Chrońmy ją nie tylko dla siebie, ale dla milionów istnień, których jest domem. Oraz dla przyszłych pokoleń.

 

Chojar
Powalony przez wiatr, zabity przez Kornika Drukarza Świerk. Jeszcze długo będzie pokarmem różnych mikroorganizmów, a prześwit światła umożliwi rozwój kolejnym drzewom.

Oddane połaci leśnych pod zarząd korporacji Lasy Państwowe to największa tragedia jaka przytrafiła się zwierzętom, drzewom i nam samym. Dlaczego?

Kiedy ubiegłego roku pytaliśmy jednego z leśników – Marcina Kostrzyńskiego o narastający już wtedy spór odnośnie Puszczy, nie owijał w bawełnę. Odpowiedział nam tak:

Oczywiście leśnicy niszczą bioróżnorodność w znacznie większej, przemysłowej skali. To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje.Leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić.Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki.Na wszystko trzeba ciąć. Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy.

Na pytanie, czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi? 

Marcin odpowiada:

Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Z całością tekstu można zapoznać się tutaj:

Lasy dla kasy – Współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć

W innym z wywiadów ten sam leśnik mówi bez ogródek:

To co zrobili leśnicy jest największą katastrofą ekologiczną w powojennej historii Polski. Lasy są zdewastowane. Powiem więcej, las – jako ekosystem – bez leśników poradzi sobie znakomicie. Tną dla kasy. Traktują drzewostany jak bankomat, gdzie sami ustalają limit wypłat. A starych drzewostanów zaczyna już brakować. 

Las poradzi sobie sam 

Najśmieszniejsze wydają mi się jednak zarzuty, o płatne protesty…Hmm… Jak już ktokolwiek znajdzie owych mitycznych „tych co płacą” za takie protesty, proszę odezwać się do mnie, może skorzystam. Póki co jadąc do Białowieży, muszę to zrobić za własne pieniądze i za nie też zatroszczyć się o swój nocleg i wyżywienie.

Jeszcze do wczoraj, Marcin zdawał się być osamotniony w nierównej walce podczas mówienia o tym, co jest bolączką Lasów Państwowych. Tymczasem na Facebooku pojawił się wpis innej osoby będącej leśnikiem, a przez lata pracującej w Białowieży jako przewodnik. Pani Basia jest leśnikiem. Pisze o smutku z powodu niszczonego, wieloletniego dorobku.

bez tytułuwwwwww

Kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z leśnictwem, a dokładnie swoje kształcenie w tym kierunku, była druga połowa lat dziewięćdziesiątych. Właśnie powiększono Białowieski Park Narodowy, a puszczańskie nadleśnictwa stały się Leśnym Kompleksem Promocyjnym. Trend był klarowny. Puszcza Białowieska została doceniona przez resort leśnictwa jako szczególnie cenna ze względu na walory przyrodnicze.

Gdy w 2002 roku rozpoczęłam pracę w Nadleśnictwie Białowieża, utworzono sieć rezerwatów przyrody „Lasy Naturalne Puszczy Białowieskiej”. Pamiętam, jak ustawialiśmy tablice z jego nazwą… Mniej więcej w tym czasie zaczęłam pracę jako przewodnik turystyczny. Z dumą opowiadałam turystom o szczególnych względach, jakie ma Puszcza Białowieska na terenie zarządzanym przez Lasy Państwowe. Mówiłam im o tym, że nie ma tu już zrębów zupełnych, że stosuje się odnowienie naturalne, że drzewostany ponad stuletnie już nigdy nie będą zagrożone wycinką…

Podczas pracy w lesie z przyjemnością wyznaczałam tak zwane „dziesięcioprocentówki” – fragmenty lasu pozostawiane bez ingerencji podczas prowadzonych cięć. Cieszyły mnie zmiany takie jak respektowanie okresu lęgowego ptaków podczas prac leśnych czy wreszcie zatwierdzony Plan Urządzenia Lasu, w którym znacznie zmniejszono ilość drewna zaplanowanego do pozyskania….

Opowiadałam turystom odwiedzającym Puszczę o tym, że nadleśnictwa w Puszczy robią kawał dobrej roboty, bo funkcjonują w sposób adekwatny do wartości tego miejsca. Powiększanie Białowieskiego Parku Narodowego wydawało mi się rzeczą mało konieczną, a jedynie alternatywą na przyszłość w kwestii zarządzania i tak dobrze chronioną Puszczą. Wierzyłam, że się uczymy i idziemy w dobrym kierunku. Objęcie całego obszaru Puszczy Białowieskiej statutem Światowego Dziedzictwa Ludzkości było przysłowiową kropką nad „i” w tym procesie.

I nagle bum! W jednej chwili trwający ponad 20 lat proces został przekreślony. Nagle okazało się, że to wszystko już nie jest ważne, aktualne, potrzebne?

Nawet kolejne drogie kampanie mające na celu promowanie Lasów Państwowych jako miejsca otwartego dla ludzi już tu nie pomogą. Hasło jednej z nich „Lasy dla ludzi” szczególnie tutaj w Puszczy brzmi groteskowo, gdy kolejne Nadleśnictwa wprowadzają zakazy wejścia do lasu. Myślę, że to przysłowiowy „samobój” Lasów Państwowych strzelony przez ministra i nie wiem kogo jeszcze, kto ma takie pomysły i władzę.

Powiem tylko, że to mnie zwyczajnie wkurza. I żal mi tej całej pracy i wysiłku, którego byłam częścią, a które teraz tak łatwo się przekreśla sprowadzając Puszczę Białowieską do rangi zwykłego lasu. Granicząca z obłędem determinacja władz, żeby Puszczę wcisnąć w szablonowy sposób użytkowania i hodowli po prostu mnie przeraża… To przede wszystkim marnotrawstwo unikatowej przyrody, ale i okazji, by móc się poszczycić nowatorskim sposobem zarządzania tym wyjątkowym obszarem, gdzie pierwszeństwo przed człowiekiem powinna mieć sama natura…

I dlatego apeluję o nie wrzucanie wszystkich leśników do jednego wora. Jak widać są wśród nich nieliczne zdrowo myślące jednostki, które są w stanie przeżywać i pojmować naturę tak jak my. Wśród innych z kolei przeważają nastroje bardziej bojowe…

wrwwww

bez tytułuwwwwww33

W jednym z filmów znalezionych na you tube, widzimy pana, który wyraził chyba dosadnie to, z czym leśnicy gryzą się w język. Zacytujmy:

Ja straciłem 100 mln dolarów przez takich jak Wy! Takich jak wy powinno się utylizować, powinno się z wami zrobić jak putin zrobił, do więzienie na 3 miesiące, albo Łukaszenka też sobie radził rotweilery poprzywiązywał do drzew – krzyczy zwolennik wycinki.

Czym jest Puszcza Białowieska? 

Tak po laicku, to najbardziej unikatowy las na świecie. Ale dlaczego? Z uwagi na ciąg procesów przyrodniczych, jakie dzieją się tam nieprzerwanie od tysięcy lat, z niewielkim lub żadnym udziałem człowieka. Te obszary są oczywiście chronione i nikt ich nie wycina. Sporną kwestią są tereny okalających Puszczę lasów gospodarczych, które od dziesięcioleci podlegają użytkowaniu. Są one często wyglądem zbliżone do tych z głębin obszarów chronionych Puszczy, mają też ogromny potencjał dzikości i tendencję do unaturalniania się. Leśnicy płaczą, że jak nie będą gospodarować, to zarosną Leszczyny i Graby. Nie do końca jest to prawdą. W miejscach gdzie leżą powalone suche świerki zaobserwować można rosnące już młode osobniki. Jest to tzw. „Odnowienie naturalne”. Tak drzewa ratują się przed gradacją. Jak to działa? Natura dobrze to „przemyślała”. Umierający świerk „pompuje” całą swoją energię i zasoby w rozwój młodych siewek. Chodzi przecież o to, aby gatunek przetrwał. Kiedy gradacja się wyszumi, zabijając większość świerków, korniki nie będą miały co jeść. Następny ich pokarm oczywiście już rośnie, ale musi minąć kilkanaście, kilkadziesiąt lat, aby młode siewki były wygodne do ponownego zasiedlenia. W tym czasie oczywiście korniki giną z głodu, a następnie cykl się ponawia, i kolejny, i znów… Na tym właśnie polega Puszcza – tak żyje, i jest to wyraz jej zdrowego tętna. Szkoda tylko, że większość ludzi z perspektywy swego krótkiego życia postrzega trwające tysiąclecia cykle. Ze Świerkiem jest jeszcze inna sprawa. W Puszczy przebiega granica jego zasięgu. Oznacza to, że warunki dla tego gatunku nie są zbyt dobre jest albo zbyt wilgotno, lub zbyt sucho. Sprawia to, że świerki nie żyją w Puszczy długo, wywracają się, lub cierpią od „szkodników”. Świerki tam rosnące pochodzą w większości z monokulturowych nasadzeń leśników, którzy ochoczo wprowadzali je do Puszczy, bez pojęcia o tym, jakie to będzie mieć konsekwencje. Natura jednak mówiąc kolokwialnie „wie” lepiej, jak dostosować skład gatunkowy drzew i posługuje się swoimi sprawdzonymi metodami. Jedną z nich jest kornik. Osobną kwestią są jeszcze prowadzone niegdyś melioracje i osuszania terenów podmokłych (również prowadzone przez leśników), co spowodowało przesuszenie siedlisk, stwarzające lepsze warunki dla rozwoju kornika. Nawet jeśli, jak straszą leśnicy Puszczę zarosną leszczyny i graby, no to co z tego? Leszczyny dają smaczne orzechy, a graby są po prostu piękne. Nielubiane bardzo przez leśników, z uwagi twarde, poskręcane drewno, mające małą wartość użytkową… Są jednak świetnym miejscem lęgowym dla wielu gatunków dziuplaków. Leśnicy zdają się zapominać, że każdy gatunek drzewa może żyć określoną ilość czasu, po czym umiera, rozkłada się, stwarzając biomasę będącą pożywką dla kolejnych gatunków drzew. Proces, cykl… Tak żyje Puszcza od tysięcy lat i będzie żyła jeszcze długo po upadku korporacji LP.  I obojętnie co tam wyrośnie, setki tysięcy ludzi przyjadą oglądać to z pasją i zainteresowaniem bo wyrosło samo. Na tym polega ten skarb i jego unikatowość.

IMG_4958

IMG_5024
To chyba Białowieski Ent…:) Przydały, by się teraz…

Grzyby
Umierając, dają kolejne życie.

Wędrując ubiegłego roku po tajniach Puszczy, widzieliśmy mnóstwo naznaczonych czerwoną pręgą zarówno zdrowych, jak i zasiedlonych kornikiem drzew. Już czuliśmy przedsmak tragedii, jaka miała się tam rozegrać… Póki co, więcej nie pojedziemy. Po co? Warkot pił słyszę co dzień obok siebie w lasach gospodarczych, a spokojniej jest i więcej zwierząt spotykam w śródpolnym zadrzewieniu. Może za jakiś czas… Choć te rany zadane Puszczy przez leśników i pilarzy, nie zagoją się jeszcze długo.

Pozostaje mieć nadzieję, że wspólnym wysiłkiem wszystkich ludzi dobrej woli, uda zachować się to niespotykane już nigdzie indziej dziedzictwo na kolejne wieki.

IMG_4954
Tego świerczka nikt nie sadził. Mały zuch rośnie śmiało, w cieniu umierającego od Kornika brata. Przykład naturalnego odnowienia w Puszczy Białowieskiej, wokół martwych świerków można spotkać mnóstwo takich miejsc.

14925790_322523428115813_502212094959370210_n
Warto pojechać, aby zobaczyć Króla Puszczy. Na zdjęciu nieżyjący już Żubr Wiking, bohater wielu artykułów i leśnych zdarzeń.

799b6b9041cec24441c0992bf230f19c

Apelujemy do Was z tego miejsca: Każdy kto może, niech jedzie w wolnych chwilach wspierać aktywistów. Wasze wsparcie i obecność są teraz bardzo ważne. A każda godzina opóznienia wycinek, to wielkie zwycięstwo.Puszcza jest dobrem nas wszystkich – nie prywatnym folwarkiem leśników.

Obrońców Puszczy można odszukać śledząc profil Powstanie Białowieskie

Afera zajęcza – myśliwi zabijali ponad limit i nic im się nie stało…

Poniżej prezentujemy obszerny tekst Frontu Antyłowieckiego o kulisach głośnej „afery zajęczej”, gdzie myśliwi bezkarnie zabijali zwierzynę łowną ponad limit, m.in. zajęcy, „na które od dawna się nie poluje”, narażając Skarb Państwa na straty ok. 4 mln PLN za „bezprawne pozyskanie zwierzyny”  (o stratach przyrody przez litość nie wspomnę), przykuwając uwagę CBA i mediów ogólnopolskich.

Prokuratura umarzała pod hasłem niskiej szkodliwości społecznej, a PZŁ wmawiał, że przekraczanie planów łowieckich nie stanowi zaburzenia w równowadze przyrody i nie powinno być traktowane jako kłusownictwo.

Aferę tę głównie opisał Stanisław Pawluk, dziennikarz-myśliwy śledzący patologie w środowisku łowieckim, po czym miał nieprzyjemności z „górą”, której włos nie spadł włosa.

Afera to nie tylko jedna z wielu patologii PZŁ. To również ogromny cios zadany naszej polskiej przyrodzie. A także ważny argument w rozmowie, dlaczego pozyskiwanie myśliwskie ma negatywny wpływ na populację zajęcy i jak najszybciej wyjąć ją spod „opieki” myśliwych.

Zapraszamy do lektury:

18643670_423411521360336_683152386_n

AFERA ZAJĘCZA

Gdy podnosi się głos o negatywnym wpływie łowiectwa na zwierzynę łowną, zwłaszcza na drobnicę, strona myśliwska mówi zwykle Panie! To wina rolnictwa, wirusów i durnych przepisów chroniące drapieżniki! Kruk to mnóstwo sztyletuje zajęcy! Wiem, bo widziałem po pijaku! W ogóle tylko pezeteł już od dawna nie poluje na na zwierzynę drobną, tylko chroni i reintrodukuje ją, a wy ekosie jak zwykle guzik wiecie o gospodarstwie łowieckim!

A prawda jest taka, że łowiectwo w wykonaniu PZŁ jak najbardziej ma negatywny wpływ na drobnicę, zaś mamona i ochrona własnego zadu są ważniejsze od troski o przyrodę.

Świadczy o tym mająca finał w 2010 r. tzw. afera zajęcza, gdzie na Lubelszczyźnie przekraczano limity łowieckie, PZŁ, nadleśnictwa i PSŁ udawały, że jest wszystko cacy, a ówczesny rzecznik PZŁ, Marek Matysek zapewniał, że do zajęcy od dawna się strzela, pomijając to, że wciąż to robiono mimo, że naciągany stan w inwentaryzacji nie spełniał warunków określanych przez PZŁ jako wystarczających dla prowadzenia odstrzałów. Ale po kolei.

KOŁO ŁOWIECKIE BAŻANT NR 69 W BEŁŻYCACH (2) grudzien 2016Zabite zające w KŁ nr 69 „Bażant” w Bełżycach – biorącym udział w aferze zajęczej

Stanisław Pawluk wspominał, że afera zajęcza zaczęła narastać już w przed 2004 r. i za przykład dał łowczego swego koła, który oprócz bycia mistrzem w fantazjowaniu był świetny także w przekrętach. Ustrzelone przez niego zwierzęta, a to dziwnie mało ważyły i zdarzały się poza wpisami w książce ewidencji. W wyniku śledztwa wyszło m.in. zastrzelenie o 5 sztuk dzika za dużo, niż przewidywał plan łowiecki, łamiąc tym samym art. 52 pkt. 5, czyli dozwolenie na przekroczenie zatwierdzonego planu pozyskania zwierzyny.

Sprawa była głośna w całym okręgu i poinformowano wszelkie organy PZŁ. Jednak wkrótce stwierdzono, że… nie ma znamion przestępstwa! Ówczesny przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej, Roman Osiński wyciągnął łowczego z problemów, a inny biegły był zdania, że strzelenie 33 dzików, kiedy w planie przeznaczono do odstrzału 27 sztuk, to właściwie to samo. Jak pisze Stanisław Pawluk cyt. „Biegły ten miał już doświadczenia w wybielaniu innego myśliwego, za zastrzelenie prowadzącej młodej lochy w sezonie ochronnym.”

Żaden z organów PZŁ nie raczył się zainteresować na poważnie przekraczaniem planów łowieckich, mało tego – wszyscy się wzajemnie zachwalali, a nowy przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej – Ryszard Gierliński wraz z ową komisją doprowadził do umorzenia przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie dochodzenia, w sprawie narażania PZŁ na utratę mienia znacznej wartości, przez łowczego krajowego Lecha Blocha. Zwierzyna i jej stany? Pff… a kogo to obchodzi. Potem w mediach zrobimy pokazówkę w stylu „Ożywić pola” i poprosimy o kumpli z instytucji państwowych o wytępienie drapieżników, które oskarżymy o spadek zwierzyny.

hubertus_2014_22
Zabita zwierzyna w KŁ nr 47 „Bekas” w Opolu Lubelskim, gdzie przekroczono plany hodowlane.

Tymczasem w 2003 r. powstała Państwowa Straż Łowiecka, z którą szeregowi myśliwi wiązali duże nadzieje, gdyż wielokrotnie skarżyli się na olewactwo organów ścigania ws. łamania prawa łowieckiego. W Lublinie początkowo było dobrze, bo tamtejszy pierwszy komendant PSŁ, Jan Bogdan Kozyra był osobą kompetentną i do dziś jest uznany za niedościgniony wzór. Niestety będąc samotnym wilkiem w stadzie strażników wybranych w wyniku kumoterstwa, nepotyzmu i powiązań politycznych, musiał opuścić stanowisko, a jego stanowisko otrzymali kolejno Andrzej Sieńko i Stefan Kowalewski, obaj powiązani politycznie i faworyzowani przez ówczesnych wojewodów lubelskich i wybrani w niefajnych okolicznościach.

Urząd Wojewódzki w Lublinie utrwalił tradycję łamania prawa, dając tym samym sygnał dla ludności, że prawo nie dotyczy rządzących zwłaszcza, gdy na eksponowane stanowiska powołują swoich wiernych żołnierzy. Zarówno Andrzej Sieńko, a następnie Stefan Kowalewski powołani zostali bez spełnienia wymaganych warunków, czyli bez ukończenia przez kandydatów szkoleń określonych ustawą.” (http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=215 – dostęp 17.05.2017)

Przyjrzyjmy się jednak Stefanowi Kowalewskiemu, wybranemu w 2008 r. komendancie PSŁ, ponieważ to on odegrał ważną rolę w aferze zajęczej. O tym jakim był niekompetentnym strażnikiem łowieckim można spokojnie napisać osobny materiał*. Używanie służbowych pojazdów do celów własnych, lenistwo, zerowa wykrywalność przestępstw łowieckich ograniczająca się do wystawiania bzdurnych mandatów wędkarzom, markowanie łapania kłusowników i pokazowe zbieranie wnyków (co wyśmiano nawet na forum myśliwskim: http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=43050&t=43050 – dostęp 17.05.2017) czy pozbawione cienia logiki konfabulactwo w raportach, to tylko czubek góry lodowej. Wszystko za pieniądze podatników.

W końcu p. Kowalewski dotarł do 3-częściowego felietonu Stanisława Pawluka z 2008 r. pt. „Modelowa gospodarka”, w którym wykazał jak w województwie lubelskim, onedgaj zajęczym eldorado, obecnie z katastrofalnymi stanami zajęcy, koła łowieckie przekraczały zatwierdzone planem łowieckim ilości zajęcy przeznaczonych do odstrzału, a prokuratura automatycznie umarzała postępowania karne z powodu niskiej szkodliwości czynu, a także członków owych kół w postaci wysoko postawionych funkcjonariuszych w PZŁ.

021
Zabite zające w KŁ nr 25 „Uroczysko” w Lublinie, które ignorowało zalecenia dr hab
. Romana Dziedzica o zaprzestaniu odstrzału i nadal zabijało zające.

Widząc okazję do wykazania się, wynajdywał kolejne koła łowieckie, które odstrzeliły więcej zwierzyny ponad zatwierdzony plan – ostatecznie było to ok. 80% kół z terenu Lubelszczyzny. Rabunkowa gospodarka łowiecka dotyczyła nie tylko zajęcy, ale m.in. kuropatw czy zwierzyny grubej. Początkowo PSŁ ostro wzięła się do pracy i w kilku przypadkach uzyskano wyroki skazujące, ale jej zapał się ostudził, kiedy okazało się, że w KŁ „Dąbrowa” w Lublinie także przekraczono plan, a łowczym był sam… Stefan Kowalewski. Ups, ale kaszana! I zamiast twardych dowodów w postaci dokumentacji kół, książek ewidencji, upoważnień do polowania indywidualnego i protokołów polowań to zbierano mało wiarygodne oświadczenia, dlaczego odstrzelono zwierzęta poza planem. A PZŁ jako organizacja był po stronie łamiących wszelkie prawa i dawała wsparcie w postaci cwanych radców prawnych.

019
KŁ nr 2 „Leśnik” w Lublinie podczas zastrzelenia 30 kaczek na jednym polowaniu zbiorowym, potem przedstawiono to jako 10 kaczek (Szczegóły tu – http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=363 – dostęp: 16.05.2017).

Sam Stefan Kowalewski przerażony ogromem afery, widmem zemsty wysoko postawionych w hierarchii łowieckiej kolegów po lufie i utratą resztek reputacji, kiedy na jaw wyszło, że sam uczestniczył w aferze zajęczej, domagał się od prokuratury umorzenia WSZYSTKICH SPRAW! Komendant Państwowej Straży Łowieckiej, instytucji opłacanej przez podatników, którego zadaniem ściganie przestępstw z prawa łowieckiego robił wszystko, by prokuratura umorzyła wszystkie brudy!

– Sugerowaliśmy prokuraturze umorzenie tych spraw, bo takie jest nasze prawo, mieliśmy taką możliwość. Zresztą nie było podstaw do innego działania – powiedział Stefan Kowalewski dla programu UWAGA TVN. Jego zdanie podzielała Genowefa Tokarska, ówczesna wojewoda lubelska.

– Czy przestępstwem jest ustrzelenie na polowaniu kilku sztuk zwierzyny więcej? Proszę nie sugerować, że prokurator kierował się wnioskami komendanta Państwowej Straży Łowieckiej. Prokurator nie musiał zastosować się do naszego wnioskuswierdziła Genowefa Tokarska, która nie dopełniła obowiązków służbowych. Ponieważ wg prawa łowieckiego i rozporządzenia MŚ ponadlimitowe odstrzały traktowane jest na równi z „bezprawnym pozyskaniem zwierzyny”, a wojewoda powinien żądać ekwiwalentu, tj. odszkodowania dla Skarbu Państwa. Jednak jak widać pupilkom władzy i zaprzyjaźnionym myśliwym wolno więcej, a nie jest to pierwszy raz, gdy p. Tokarska kryła niekompetencję swego podwładnego (więcej – http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 – dostęp 17.05.2017).

5Komendant PSŁ w Lublinie – Stefan Kowalewski był łowczym w KŁ nr 5 „Dąbrowa” w Lublinie, które także przekraczało plan łowiecki. M.in. dlatego też domagał się umorzenia skutków afery zajęczej.

Jednak mleko się rozlało. Oprócz lokalnych mediów sprawą zainteresowało się także CBA, które natychmiast przeprowadziło kontrolę w lubelskich urzędach. Szersze media też podłapały temat przekraczania planów łowieckich. W lipcu 2010 r. „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł „Bezkarne łowy za miliony”, a „Uwaga TVN” wyemitowała reportaż „Myśliwi w CBA”.

– Kontrola wypadła przerażająco. Okazało się, że wojewodowie praktycznie nie wiedzieli, co dzieje się ze zwierzyną, jak wygląda pozyskiwanie zwierzyny łowieckiej w poszczególnych kołach i ile zwierząt zostaje odstrzelonych poza planem. Tylko w województwie lubelskim, w czasie rządów trzech wojewodów, Skarb Państwa stracił prawie 4,5 mln zł. – mówił Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA dla Uwagi TVN.

W swym raporcie CBA winę za nieudolne prowadzenie postępowań w sprawie przekroczenia planów hodowlanych, ponoszą komendant PSŁ Stefan Kowalewski oraz Genowefa Tokarska.

Jednak w większości spraw ws. ponadlimitowych odstrzałów umorzono z powodu małej szkodliwości czynu, a w 23 przypadkach odmówiono wszczęcia dochodzenia. A w międzyczasie lubelskie władze PZŁ nie widziały w tym nic złego i napisały sprostowanie do „Rzeczpospolitej” oskarżając tradycyjnie o szarganie dobrego imienia łowiectwa i doniosły na Stanisława Pawluka.

Marian Flis (1)Dr hab. Marian Flis, wówczas przewodniczący ZO PZŁ w Lublinie, który bronił przekraczania odstrzałów (był wówczas członkiem takowego – KŁ nr 25 „Uroczysko” w Lublinie) nie uciekając się do matactwa. Potem dr Flis prześladował Stanisława Pawluka, próbując go wrobić w polowanie poza planem.

Myśliwi, z którymi rozmawiała »Rz«, przyznają, że nielegalny odstrzał to norma, bo kół nie spotykają żadne sankcje. Ani finansowe, ani karne. – Koła łowieckie nagminnie przekraczają dozwolone limity polowań i odstrzału. Tak jest w całej Polsce, w mniejszym lub większym stopniu. Doprowadziło to do wybicia populacji zajęcy – ocenia myśliwy z Lublina.”

Jeśli kogoś to pocieszy, w 2012 r. w wyniku prokuratorskiego śledztwa Stefan Kowalewski stracił stanowisko komendanta PSŁ w Lublinie, a wraz z nim dwaj kolejni strażnicy. Ale jakichkolwiek konsekwencji nie ponieśli, bo wg Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego cyt. „bieżący nadzór nad PSŁ był prowadzony”.

Konsenkwencji nie ponieśli również uczestnicy afery zajęczej, większość z nich to byli ludzie okupujący wysokie stanowiska w PZŁ i do tej pory mające plecy w PZŁ. A jak pisał Kurier Lubelski w 2012 r. cyt. „urzędnicy wojewody wciąż nie odzyskali pieniędzy za bezprawnie odstrzeloną zwierzynę. W ostatniej kontroli sprawdzającej wykonanie budżetu w 2011 r. ponownie wytknęła to NIK. I nakazała »niezwłoczne podejmowanie działań w celu pobrania ekwiwalentu«”.

Przerażające to wszystko. Już pomijam straty finansowe spowodowane działaniami myśliwych. Pomyślmy o tych wszystkich bezprawnie zastrzelonych zwierzętach. Szczególnie o zajęcach, o które rzekomo PZŁ tak dba, a w praktyce nie przejmował się, że przestrzelano zające w trudnym dla nich okresie i nie ulega wątpliwości, że to myśliwi najbardziej przyczynili do niskich stanów zwierzyny drobnej. A Wielce Szanowni Łowczy traktują swe występki jako znikomą szkodliwość społeczną czynu i nic z tym nie zrobili.

Przekroczenia planów odstrzału zwierzyny nie powinno się traktować jak kłusownictwa – tak tłumaczył się dla „Rz” Dariusz Łukasik, łowczy KŁ „Głuszec” w Biłgoraju. A niedaj Bóg twój pies, szaraczku kochany, dziabnie zająca i myśliwi będą do upadłego cię ścigać na bezprawne pozyskiwanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKŁ nr 91 „Azotrop” w Puławach, które przekroczyło plan odstrzału zajęcy w sezonie 2007/2008, a interwencji nie podjęto.

A nie sorki, jednak coś zrobiono – czcze pokazówki i ocieplanie wizerunku. Na stronie PZŁ Lublin można przeczytać, jak to w latach 2010-2014 szlachetni myśliwi zasilają łowiska drobnicą ku chwale ojczystej przyrody (http://www.lublin.pzlow.pl/komunikaty/2006-2015.php – dostęp: 18.05.2017). Wśród wymienionych można odnaleźć koła łowieckie mające udział w zabijaniu drobnicy ponad limit, m.in. KŁ nr 1 „Szarak” w Lublinie czy KŁ nr 84 „Przepiórka” (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=262 – dostęp: 20.05.2017)! To jest kurczę dramat. Wpierw wybili do cna zające, a teraz pokazują jacy są dobroduszni! I przy tym wyciągnijmy łapy po dotacje WFOŚiGW w Lublinie. Ograbiliśmy Skarb Państwa zabijając za dużo zwierząt, to jeszcze weźmiemy trochę za wsiedlanie tychże zwierząt (http://www.lublin.pzlow.pl/okreg/2012/2012-001.php i http://www.lublin.pzlow.pl/okreg/2014/2014-003.php – dostęp: 18.05.2017).

KŁ Szarak zabity zającUpolowany zając w KŁ nr 1 „Szarak” w Lublinie, którym wykryto przekroczenie odstrzałów zajęcy.

A najbardziej kuriozalny okazał się dla mnie materiał PulsMiastaTV z 2013 r., gdzie prezentowano wsiedlanie zajęcy w okolicach Białej Podlaskiej, a przed kamerą przemawiał Ryszard Mączyński, prezes KŁ „Ponowa” w Białej Podlaskiej. Ten sam Mączyński co załatwiał pozaplanowe polowania dla marsz. Sejmu Bronisława Komorowskiego. To samo KŁ „Ponowa” w Białej Podlaskiej, co dokonało w latach 2005-2007 przekroczenia limitów odstrzałów i było znane w środowisku w robieniu przekrętów. (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=220 i http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=147 – dostęp: 19.05.2017).

Populacja zająca doszła do dna (…) na naszym terenie i trudno odbić się od dna i w związku z tym potrzebna jest introdukcja. Bez niej nie odbudujemy populacji.

„Głównym inicjatorem w naszym (…) akcji wsiedlania zająca jest członek Okręgowej Rady Łowieckiej, kol. Ryszard Gierliński, (…) bardzo mu zależało na tym, żeby ta introdukcja nastąpiła jak najszybciej. Jest to program 3-letni, także co roku będziemy wsiedlać zająca.

Dla przypomnienia – p. Gierliński ratował z taratapów Lecha Blocha, tak jak p. Mączyński należy do KŁ nr 89 „Siemień” w Lublinie, gdzie także dokonano ponadlimitowych odstrzałów. A w Białej Podlaskiej myśliwi z KŁ nr 15 „Ostoja” odstrzelili o 12 zajęcy niż wymagał plan łowiecki, a postępowanie oczywiście umorzono, a kol. Mączyński i Gierliński na pewno o tym wiedzieli. I kogo obwinią? (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=219 – dostęp 18.05.2017)

Mamy problem kłusujących psów, które występują w naszym łowisku w ilości nie mniejszej niż jak ilość zajęcy.

A jak pisze PulsMiasta.pl – cyt. „Jest to wina przede wszystkim drapieżników także tych skrzydlatych , które potrafią być bardzo agresywne są bardzo agresywne. Począwszy od bociana skończywszy na wszelkiego rodzaju drapieżnikach typu jastrząb, myszołów.”

Film można obejrzeć tu:

Łał! Trzeba mieć niezły tupet, by najpierw uczestniczyć w legalnym kłusownictwie drobnicy i ukrywaniu związanych z tym przekrętów, a teraz mamić ludzi „szlachetnymi reintrodukcjami” i zwalać winę na drapieżniki!

Ryszard Mączyński i przewodniczący GKR PZŁ, Ryszard Gierliński. W kołach, do których należeli dokonywano ponadlimitowych odstrzałów. Potem ci ludzie mamili opinię publiczną wsiedlaniem zajęcy i zwalaniem sytuacji na inne czynniki.

No, ale myśliwi jak zwykle niewinni, bo jak pisała Prokuratora Rejonowego w Białej Podlaskiej cyt. „Dochodzenie, dotyczyło zaistniałego w okresie od 2004 r. do 2006 r. w Białej Podlaskiej przekroczenia pozyskania zwierzyny w postaci zajęcy przez Koło Łowieckie nr 15 »Ostoja« o łącznie 12 sztuk (…) umorzono (…) z uwagi na znikomą szkodliwość czynu. Przekroczenie planu było skutkiem braku komunikacji miedzy myśliwymi, nie było znaczne i nie doprowadziło do zachwiania równowagi populacji zajęcy.

Czyli jak myśliwy przekroczy plan łowiecki, to nic się nie stało i równowaga populacji została zachowana. Ale jak lis zje jednego zająca na ruski rok, albo kruk skubnie padlinę, to ta równowaga zostaje zachwiana…

hubert96_008KŁ nr 15 „Ostoja” w Białej Podlaskiej było jednym z tych kół, gdzie zabijano ponad limit zające, a sprawa została umorzona. Zdjęcie z 1996 r. Ciekawe ile z tych tu zajęcy było poza planem pozyskania?

Wiele uczestników afery zajęczej do tej pory są wysoko postawieni w hierarchii władz PZŁ. Są to osoby skorumpowane, nie szanujące prawa, przyrody i zwykłej przyzwoitości, a o każdym można napisać osobny artykuł. Osoby, które jak najbardziej przyczyniły się do katastrofalnej sytuacji drobnicy i odwracają zająca omykiem mówiąc o „reintrodukcjach/restytucjach”, „trosce o przyrodę” i innymi frazesami.

I teraz PZŁ mając tyle brudu ma czelność domagać się obecności Dnia Ziemi i mamić ludzi swoją propagandą? No friggin’ way!

/KingKung

Pokot po polowaniu na Pusznie Godowskim grudzień 2014 KL BAzantZabite zające w KŁ nr 93 „Bażant” w Poniatowej. Jak pewnie domyślacie i to koło zabijało ponad limit. A oto co piszą na swej stronie internetowej:
W celu utrzymania na wysokim poziomie populacji zwierzyny drobnej Koło prowadzi walkę ze szkodnikami i kłusownictwem.”

ŹRÓDŁA:

Artykuły Stanisława Pawluka: 

„Afera zajęcza”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=249 (dostęp: 15.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=252 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=253 (dostęp: 18.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=254 (dostęp: 16.05.2017)

„Jak to z komendantem PSŁ było”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=215 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

„Modelowa gospodarka”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=175 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=176 (dostęp: 17.05.2017)
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=177 (dostęp: 17.05.2017)

„»Duża afera« o małe zające”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=234 (dostęp: 17.05.2017)

„Co warte jest »Sprostowanie« PZŁ”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=363 (dostęp: 16.05.2017)

„Kontrola CBA w UW w Lublinie”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=268 (dostęp: 17.05.2017)

„Dwa stracone lata”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=272 (dostęp: 17.05.2017)

„Ekwiwalenty są ściągane”
http://dziennik.lowiecki.pl/listy/tekst.php?id=83 (dostęp: 21.05.2017)

„Czy wojewoda kryje przekręty komendanta PSŁ?”
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 (dostęp: 17.05.2017)

„Flisowe prostowanie prostego”
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=262 (dostęp: 20.05.2017)

„Kolejna ściema dr Flisa”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=29 (dostęp: 21.05.2017)

„Kolegialnie w Lublinie to jednoosobowo”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=15 (dostęp: 20.05.2017)

Materiały medialne: 

„Jest lepszy wizerunek myśliwych”, Janusz Kibic
http://lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=8 (dostęp: 20.05.2017)
http://www.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=11 (dostęp: 20.05.2017)

„Latami bezkarnie mordowali zwierzęta”, Łukasz Chomicki, Barbara Majewska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/127986,latami-bezkarnie-mordowali-zwierzeta,id,t.html (dostęp: 19.05.2017)

„Myśliwi na celowniku CBA”, Łukasz Chomicki, Barbara Majewska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/214868,mysliwi-na-celowniku-cba,1,id,t,so.html (dostęp: 19.05.2017)

„Bezkarne łowy”, Izabela Kacprzak
http://www.rp.pl/artykul/508405-Bezkarne-lowy–za-miliony.html#ap-7 (dostęp: 16.05.2017)

„Myśliwi w CBA”
http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/mysliwi-w-cba,139081.html (dostęp: 18.05.2017)

„Wielka czystka w Państwowej Straży Łowieckiej w Lublinie”, Rafał Panas
http://www.dziennikwschodni.pl/lublin/wielka-czystka-w-panstwowej-strazy-lowieckiej-w-lublinie,n,1000152163.html (dostęp: 16.05.2017)

„Komendant wojewódzki straży łowieckiej został odwołany”, Aleksandra Dunajska
http://lubelskie.naszemiasto.pl/artykul/komendant-wojewodzki-strazy-lowieckiej-zostal-odwolany,1421593,art,t,id,tm.html (dostęp: 16.05.2017)

„Lubelszczyzna: Myśliwi łamali prawo”, Aleksandra Dunajska
http://www.kurierlubelski.pl/artykul/607205,lubelszczyzna-mysliwi-lamali-prawo,id,t.html (dostęp: 18.05.2017)

========================================================================================================================================================

*A jeśli bardziej was ciekawi całokształt twórczości Stefana Kowalewskiego, to życzę miłej lektury:  

Wykorzystywanie pojazdu służbowego do celów prywatnych (głównie polowań) z kierowcą opłacanym z pieniędzy podatników:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

Pozorowanie działań kłusowników i brak noszenia przepisowego umundurowania:
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=260 (dostęp: 17.05.2017)

Podkładanie fałszywych wnyków, a następnie ich zbieranie celem propagandy medialnej:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=284 (dostęp: 17.05.2017)
http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=43050&t=43050 (dostęp: 17.05.2017)

Przedłużanie sobie weekendów, a w międzyczasie policja była skuteczniejsza w tropieniu przestępstw łowieckich niż PSŁ:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=280 (dostęp: 17.05.2017)

Wrobienie Boga ducha winnego myśliwego w zabitą lochę, prawdopodobnie żeby ten w wyborach nie wygryzł p. Kowalewskiego z funkcji łowczego:
http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=272 (dostęp: 17.05.2017)

Zniszczenie samochodu służbowego i zmuszenie swego podwładnego za opłacenie naprawy:
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 (dostęp: 17.05.2017)

Mobbing podwładnych, którzy mieli sprzedawać nieprawidłowości w PSŁ (co było nieprawdą):
http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

Zamieszczono dzięki uprzejmości Front Antyłowiecki

Czytaj także: Kłamstwa myśliwych – Sprawa liczebności zajęcy oraz
Przestępstwa, nadużycia i patologie w PZŁ