Myśliwi zabijają rzadkie, chronione i zagrożone gatunki za pieniądze, dla trofeum i sportu.

Chciałbyś może zapolować na zwierzę objęte ścisłą ochroną gatunkową? Wpisane do Czerwonej Księgi gatunków zagrożonych? Spróbować pieczeni z cietrzewia?  Żaden problem! Wystarczy, że należysz do Polskiego Związku Łowieckiego i masz pieniądze. Korzystając z rodzimych Biur Polowań, możesz udać się do dowolnego kraju Europy i w ramach „Turystyki Łowieckiej” zapolować sobie na wilka, rysia, niedźwiedzia, głuszca, cietrzewia, kozicę, świstaka, żubra… A potem zapłacisz dodatkowo za trofeum, które legalnie przywieziesz do kraju i powiesisz sobie nad kominkiem jako dowód swego męstwa. A, że inne organizacje poświęcają pieniądze, wysiłki i starania, lata pracy dla ratowania tych gatunków? Ciebie to nie obchodzi. Jesteś myśliwym, byłeś w lesie i wiesz wszystko lepiej. Po co masz słuchać bredzenia jakichś nawiedzonych zielonych oszołomów z miasta. Wilk to szkodnik! Trzeba tępić!

10369144_786446888096305_6904729347772411073_n

Liczy się przecież przeżywanie „emocji łowieckich’’, czego bezrozumna pseudoekolgiczna zielona tłuszcza nigdy nie zrozumie, tak samo jak metod chronienia zagrożonych wyginięciem gatunków poprzez strzelanie do nich. Brak kompletnej świadomości ekologicznej przez podających się za „jedynych słusznych obrońców przyrody” w kapeluszach jest co najmniej żenujący.

10348607_809123319161995_3590316282994344730_n

Jest to można powiedzieć szyderczy policzek wymierzany bezustannie wszystkim organizacjom, których członkowie całe życie i pracę poświęcają dla ratowania jakiegoś gatunku, często finansując to z dobrowolnych darowizn, tymczasem są osoby które „ochronę przyrody” rozumieją zgoła inaczej. Te osoby płaca kilkadziesiąt tysięcy złotych za możliwość zabicia np rysia, po to tylko by spreparowaną skórę powiesić sobie na ścianie. To myśliwi.

1932247_606460416094954_1232066039_n

Część z nich ochoczo korzysta więc z możliwości poszerzenia swojej gamy trofeów i przeżycia dodatkowej adrenaliny podczas polowania na drapieżnika. Inni, prowadzący biura polowań uczynili sobie z trzebienia zagrożonych gatunków intratny sposób na życie i dorobek.

Jakby nie patrzeć, takie praktyki stoją w sprzeczności z etyką myśliwską, której slogany tak oto głoszą:
4. Myśliwy nie szuka w uprawianiu łowiectwa korzyści materialnych, myślistwo bowiem nie może być środkiem do ich osiągania. Najcenniejszą korzyścią myśliwego jest obcowanie z przyroda oraz doznawanie przeżyć łowieckich i radości w gronie braci myśliwskiej.

Więcej na temat etyki myśliwskiej przeczytasz w poniższym opracowaniu:
Przewodnik po Etyce Myśliwskiej 

fjjdsjsdj
Jak się domyślacie, dla swych pomylonych praktyk mają wytłumaczenie. A to w tym czy innym kraju głuszców jest jeszcze „za dużo” i muszą „gospodarować”. Albo, przecież cały rok tłuką lisy w miejscu występowania głuszca, więc co za różnica jak zabiją jednego, którego schwytałby drapieżnik. Ale z jednej strony bardzo dobrze, że to robią. Dzięki temu mamy dosadny obraz i pogląd, tego co w głowach tych ludzi siedzi. Bo jak można ufać i wierzyć osobie, która w Polsce zajmuje się ratowaniem głuszca pracując w fundacji powołanej dla jego rzekomej ochrony, a w wolnym czasie jedzie na Białoruś lub do Finlandii zabijać tamtejsze ptaki? Gdyby zależało im na ochronie, zamiast płacąc za zabicie, odkupywali, by tamtejsze ptaki, aby w drodze odłowu zasilić rodzime populacje. Inni bredzą coś o odstrzale tylko starych i chorych, jeszcze inni otwarcie o chęci przeżycia emocji łowieckich, zdobycia trofeum czy spróbowania mięsa z rzadkiego gatunku.

11079640_809149922507849_9050316400865265981_n

I nie, to nie są „kłusownicy” jak zawsze starają pokrzyczeć na naszej stronie myśliwi. To osoby należące do PZŁ lub innych łowieckich stowarzyszeń w swoich krajach, na co dzień cieszące się uznaniem, sympatią i nawet zazdrością innych kolegów, kiedy udowadniają chwaląc się zdjęciami na forach, że stać ich na zabicie niedźwiedzia czy cietrzewia.

A jak wygląda myśliwska „troska” o chronione gatunki? Tutaj sami nie kryją się z tym, że robią to tylko dlatego, aby w przyszłości, po odbudowie populacji znów zapolować. Dają temu często wyraz w komentarzach w sieci i na forach. Przykłady poniżej:

12439093_843717509072413_990747056459119839_n
Taki komentarz pojawił się pod postem na osi czasu Polskiego Związku Łowieckiego.

561440_1551057811876770_6092229393614615104_n
A tu już szczere wyznanie myśliwego na forum łowieckim.

1826073375_653075684888242_305353390_o

Nie ma tego jednak złego… dzięki takim materiałom i zdjęciom, wiemy, że trzeba walczyć o przyrodę ze środowiskiem łowieckim z całych sił, zanim zostanie ona doszczętnie zrujnowana przez myśliwskich pseudoekologów. I nie wierzyć w ani jedno ich słowo.

polowanie-282

1486835_569924596415203_66602941_n
W połowie XIX w., w efekcie kłusowniczego procederu kozica tatrzańska należała już do zwierząt ginących.Obecnie w całych Tatrach żyje około 500 kozic, w tym po stronie polskiej ponad sto. Pewnie robią duże szkody…

b10_ag2

polowania na Slowacji
Myśliwi z pokotem wilków, na Słowacji.

polożubry2 (1)
Do sprzedania odstrzał krowy Żubra. Ocaleni  przedstawiciele współczesnej megafauny do ostrzału za 20 tys zł.

10930947_786449074762753_8132771551969911677_n

10517506_914185541934934_46078767897005080_n (1)
W starciu z współczesnym człowiekiem przegrywa prawie każda żywa istota. Jedyny gatunek, który nie podlega żadnym regulacjom i ograniczeniom, zasiedla ciągle nowe tereny, zabiera innym miejsce do życia… i nieustannie zabija, zabija, zabija, choć nie musi ani nie potrzebuje. Ale to wilk jest zawsze tym krwiożerczym i złym.

997082_815604655161918_8122674065844949595_n

12249613_1531707787145106_1360721467234720223_n

Więcej o bezmyślnym trzebieniu głuszców i cietrzewi, oraz jak myśliwi przyczynili się do spadku liczebności tych gatunków przeczytasz tutaj:

Polscy myśliwi zabijają chronione ptaki. 

Po co myśliwemu parawan w lesie?

Myśliwi jak wiadomo, będąc zupełnymi nieudacznikami podczas wykonywania swoich polowań, na bardzo rozmaite sposoby ułatwiają sobie mordowanie zwierząt w lasach. Począwszy od coraz lepszej i zaawansowanej technicznie precyzyjnej broni, przez stosowanie nęcisk pokarmowych, czy nawet tak podłe i oszukańcze praktyki jak wabienie zwierząt głosem podczas okresów godowych. Choćby jelenie na rykowisku czy lisy w trakcie cieczki. Trzeba też pamiętać, że takie postępowanie uchodzi wśród nich za „wspaniałą sztukę”, którą to praktykują i udoskonalają podczas różnych konkursów i zlotów.

To zdjęcie jest bulwersujące z dwóch powodów. Mało tego, że przedstawia standardowe już nęcisko, na którym nie odróżniająca paśnika od nęciska dzika zwierzyna podchodzi zwabiona pokarmem i dostaje za swą ufność deser w postaci pocisku półpłaszczowego, wystrzelonego z bezpiecznego ukrycia… (etyka myśliwska i „zwierzę zawsze ma szansę”). Temu myśliwemu nie wystarcza jednak oszukanie zwierzęcia i zadanie mu śmierci w sposób podły i skrytobójczy. Cierpi on pewnie jeszcze na jakieś problemy ze wzrokiem, skoro dla ułatwienia rozstawił sobie parawan na palikach, aby dobrze widzieć grzbiety żerujących zwierząt i tym skuteczniej je trafić.

17629726_1827170087609179_3062921113452611968_n

Jak widzicie w komentarzach, zdania myśliwych co do takich praktyk są podzielone. Musicie też wiedzieć, że w swym wypaczonym postrzeganiu rzeczywistości, wszelkie praktyki ułatwiające im mordowanie zwierząt uważają oni za „etyczne”. Po pierwsze dlatego, że „świnka w ubojni cierpi”, po drugie, „bo mogę tym skuteczniej i celniej trafić, co minimalizuje ryzyko postrzału i cierpienia zwierzęcia”. Natomiast danie zwierzęciu szansy jakakolwiek przyzwoitość i zrozumienie wobec sytuacji zwierzęcia pozostają… daleko w lesie. Porównajmy jak to wypada, myśliwy vs. zwierzę.

hHH3H

– Ambona – Zmniejsza się ryzyko zwietrzenia i wypatrzenia myśliwego przez zwierzę. Zwiększone bezpieczeństwo własne.
– Broń – Z daleka czy z bliska, celnie i skutecznie ładujemy kulę w delikatne, pozbawione wszelkiej ochrony ciało.
– Nęcisko – Zwierzę przekonane, że: fajnie, jakiś paśnik, podjem sobie jak to zawsze.
– Parawan – I ten ostatni cień szansy, kiedy zwierzę mogło w ostatniej chwili przesunąć się w cień i uchronić przed strzałem, zostaje odebrany.
Zwierzę ma do dyspozycji jedynie czujnie zmysły, plus ślepy przypadek, które i tak w toku tych udogodnień z jakich korzysta polujący myśliwy, znaczą niewiele.

Ale powiedzą, że zwierzyna i tak ma szansę, bo mogła sobie do nęciska nie przyjść…Serio, tak piszą i pewnie uważają.

3232222

Co z tym zrobić?

Urządzeń łowieckich niszczyć ani robić z nimi czegokolwiek nie wolno. Na szczęście taki twór żadnym urządzeniem łowieckim nie jest, a jedynie wytworem poronionej fantazji jego użytkownika. Prawo mówi o nęciskach, natomiast o parawanach już nie. Takowy możemy więc z czystym sumieniem potraktować jako zwykłe zaśmiecanie lasu i w dowolny sposób zdemontować. W końcu zależy nam, aby myśliwi wykonywali swoje zajęcie w zgodzie z własną etyką, a zwierzęta miały szansę. Jeśli gdzieś ją po drodze zatracili, będziemy im ją przywracać. A co z pokarmem na nęcisku? Hm, zawsze można przypadkiem zrobić siusiu w takim miejscu, lub rozlać buteleczkę perfum, które przypadkiem wylecą nam z rąk. Zwierzyna ma czuły węch. I
jak widać łowieckie bandy robią w lasach co chcą, nie dbając nawet o to jak będą postrzegani.

Zakończmy może komentarzem jednego z myśliwych, który podsumowuje chyba najlepiej:
Ja tego komentował nie będę, bo nie chcę rozpętywać gównoburzy. Każdy ma swoje podejście do etyki łowieckiej

jkdkdks

PS. Zawsze zamieszczamy materiały pochodzące tylko i wyłącznie z grup myśliwskich, ich własnych forów, stron, blogów etc. Mimo to, i tak zawsze twierdzą, że wszystko to kłamstwa oraz wymysły nawiedzonych zielonych i „szkalowanie dobrego imienia etycznych myśliwych” ;).

1524330_382788265200969_238471161_o

W wykonywaniu polowania i łowieckim hobby, wszystko jednak sprowadza się do takich momentów szczęścia, radości, i „harmonijnego obcowania z naturą”. Potem trofeum i kiełbasa z dzika. Można oczywiście wierzyć w ratowanie pól rolników i nas wszystkich przed dziczą apokalipsą. Najlepiej chyba potwierdza fakt, kiedy w związku z ASF myśliwi burzyli się przeciw nadmiernemu ich zdaniem odstrzałowi, a wszystko w obawie przed tym, że w kolejnych latach nie będzie na co polować, tym samym przeżyją mniej swych radości, jak na tych zdjęciach. 

7

Pijany myśliwy z bronią zaatakował Strażnika Łowieckiego

W czerwcu 2016 roku, Dziennik Wschodni opisał szczegółowo sprawę pijanego myśliwego, który z dubeltówką rzucił się na przeprowadzającego kontrolę strażnika łowieckiego. Przypadek ten umknął nam w natłoku innych bulwersujących wydarzeń z codziennego żywota myśliwskiego, które przedstawialiśmy. Publikujemy go więc teraz.

jak-bezpiecznie-obchodzic-sie-z-bronia-mysliwska-831x560

Wstrząśnięci byli nawet sami myśliwi, bo jak się okazało, napastnik od ponad 2 lat polował razem z nimi w kole łowieckim, i rzecz jasna uchodził za pewne w oczach innych z nim polujących za ”dobrego kolegę i etycznego myśliwego”. Cóż, standardowo. Przejdźmy teraz do opisu wydarzeń, według reportażu Dziennika Wschodniego.

 ”Pijany i uzbrojony w sztucer oraz dubeltówkę mężczyzna zaatakował strażnika łowieckiego. Myśliwi są wstrząśnięci, bo agresor jest jednym z nich – Niewiele brakowało, by doszło do tragedii. To nieprawdopodobne szczęście, że nikt nie zginął – przyznaje Andrzej Sieńko, komendant Straży Łowieckiej w Lublinie, który brał udział w zatrzymaniu kłusownika.

Pijany 48-latek miał ze sobą naładowaną broń. Do groźnego incydentu doszło w minioną środę na terenie biłgorajskiego koła »Głuszec«. Szef Straży Łowieckiej i jego podwładny wracali trasą Frampol-Lublin z kontroli punktu skupu dziczyzny. Na wysokości miejscowości Gródki zauważyli zaparkowany pod lasem samochód, obok którego stało trzech mężczyzn. – Zainteresowaliśmy się nimi, bo jeden miał na sobie strój myśliwski. W pobliżu biegał też pies. Chcieliśmy sprawdzić, czy to na pewno legalne polowanie. Na nasz widok mężczyźni wskoczyli do samochodu i zaczęli uciekać. Dogoniliśmy ich dopiero w lesie, gdy skończyła im się droga – relacjonuje Sieńko. – Kolega zauważył tam też drugi samochód stojący w krzakach. Kiedy podchodził do niego, ze środka wyskoczył człowiek z dubeltówką i sztucerem. Strażnik zaczął krzyczeć, żeby rzucił broń i że jest ze straży. Ja w tym czasie krzyczałem to samo, bo szło na mnie trzech innych mężczyzn. Kazałem położyć im się na ziemi. Posłuchali. W tym czasie strażnik zaczął wzywać pomocy. Sieńko ruszył w jego kierunku, a zatrzymani mężczyźni uciekli. Zobaczyłem, że kolega szarpie się z kłusownikiem. Napastnik był bardzo agresywny. Bił go, popychał, rozdarł koszulę. Kolega cały czas trzymał kurczowo lufę, żeby tamten nie celował w jego kierunku. Dobrze, że to robił, bo potem okazało się, że broń była naładowana. Tylko krok dzielił nas od tragedii – przyznaje Sieńko.

– To nieprawdopodobne szczęście, że nikt nie zginął. Poszkodowany strażnik przebywa na zwolnieniu lekarskim. Ma skręconą rękę i wiele siniaków od ciosów zadanych kolbą. Sam Sieńko oraz jeden z wezwanych na miejsce policjantów też odnieśli rany – zostali pogryzieni przez psa, który miał być wykorzystany w nielegalnym polowaniu.

Zatrzymany to 48-latek z Turobina. Podczas zdarzenia był pijany. Miał 1,64 promila alkoholu – wyjaśnia st. szer. Monika Sałaban z Komendy Powiatowej Policji w Biłgoraju. – Zabezpieczyliśmy posiadaną przez niego broń i prowadzimy czynności w tej sprawie. Na razie mogę potwierdzić jedynie, że był to myśliwy, który kłusował na terenie innego okręgu myśliwskiego. Potwierdzają to myśliwi.

To członek naszego koła z dwuletnim stażem – przyznaje Stanisław Dybza, łowczy koła »Bażant« w Turobinie. – Rozmawiałem z nim o środowych wydarzeniach. Tłumaczył, że w miejscu, w którym został zatrzymany ma pole, a dziki niszczą mu pszenicę. Podobno chciał je odstraszyć i dlatego pojechał tam z bronią. Nie wierzę w to tłumaczenie, bo gdyby chciał działać legalnie, mógł odstraszyć zwierzęta petardami lub wystąpić do koła w Biłgoraju o odstrzał. Nie zrobił tego. Wszystko wskazuje na to, że brał udział w nielegalnym, zbiorowym polowaniu z psami. Potem napadł na funkcjonariusza. Dla tego pana kariera myśliwego skończyła się. Czekamy tylko na oficjalne powiadomienie o sprawie. Czeka go też sprawa karna. Skontaktowaliśmy się z myśliwym podejrzewanym o kłusownictwo i atak na strażnika. Nie chciał rozmawiać o wydarzeniach ze środy.

To nie było pierwsze nielegalne polowanie na naszym terenie – mówi nam anonimowo myśliwy z koła »Głuszec«. – Od dłuższego czasu mieszkańcy zgłaszali nam, że z tamtego rejonu słychać strzały. Sprawdzaliśmy to, ale żaden myśliwy nie wpisywał tego do dokumentacji. Najwyraźniej było to tzw. ciche pędzenie przez las z nagonką – podejrzewa.”

Źródło:
http://www.dziennikwschodni.pl/zamosc/mysliwy-z-dubeltowka-zaatakowal-straznika-lowieckiego,n,1000182883.html

duck-hunting-silhouette-clipart-panda-free-clipart-images-qb3CKx-clipart

Czyli tak, w okolicy regularnie odbywały się nielegalne polowania zbiorowe z psami. Wykonywał je członek koła łowieckiego, należący do PZŁ, będący pod wpływem alkoholu, wespół z innymi pomocnikami – kłusownikami / myśliwymi.
Ten przypadek pokazuje dobitnie, jak może wyglądać rzeczywistość w świecie myśliwskim. Pomniejsze koła łowieckie, funkcjonują sobie jak osobne zagrody, gdzie życie ich członków poza sprawami rodzinnymi i zawodowymi,  toczy się głównie wokół polowania, pozyskania, „wykonywania racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Każdy kłusuje jak chce, bez wiedzy innych, a dopóki jakaś sprawa nie rozbłyśnie głośno, dopóty jest się „dobrym kolegą i etycznym myśliwym” w ocenie innych. Gdy następuje burza medialna, jakby automatycznie ten były kolega nazywany zostaje kłusownikiem. Przez 2 lata nikt nie zorientował się co robił? Myśliwi albo są ślepi, albo celowo ukrywają wśród siebie takich osobników.  Nikt im nie  przeszkadza. „Gospodarują” sobie zwierzyną, łowiskiem, wszystko „wiedzo najlepiej”, zatracają się w stworzonym przez siebie światku. Czasem jednak, ktoś wchodzi w paradę. A to spacerowicz, fotograf, miłośnik natury, który śmie akurat pałętać się po lesie, kiedy pan myśliwy etycznie dba o to, byśmy nie wyginęli z głodu od plądrujących zwierząt. W tym przypadku sielską idyllę przeżywania emocji łowieckich przerwali strażnicy. Jak wytłumaczyć zachowanie tego myśliwego? Działał pod wpływem wściekłości, czy też strachu z powodu przyłapania podczas przestępstwa?

Co „najlepsze” mężczyzna ten polując przeszedł przecież wszystkie „rygorystyczne testy”, jak twierdzą myśliwi, które wykluczać mają ewentualną niepoczytalność, problemy psychiczne i wszelkie przeciwwskazania dla posługiwania się bronią. Nikt jednak na żadnym etapie niczego nie zauważył… Ekologiczne organizacje pozarządowe od lat postulują o dodatkowe okresowo powtarzalne badania psychiatryczne i testy sprawnościowe dla osób polujących. Bezskutecznie, a kolejne odkrywane przypadki przestępstw, często świadczące o nadmiernej agresji lub niepoczytalności zatrważają. Sporo z nich można przejrzeć u nas w zakładce Wypadki / Przestępstwa. Przerażające, że przez ponad 2 lata ten myśliwy korzystał z broni, stwarzając zagrożenie nie tylko dla kolegów podczas polowania, ale przede wszystkim dla postronnych osób korzystających z lasu.

Przypomina mi się film zamieszczony przez grupę Warszawiacy Przeciw Myśliwym, na którym polujący myśliwi poturbowali spacerowiczów, obrażając i przeklinając, a na końcu jeden z nich zaatakował aktywistów kijem. Film można zobaczyć pod tym linkiem:

https://www.facebook.com/pg/Warszawiacy-Przeciw-Myśliwym-1201969473219585/videos/?ref=page_internal 

I jeszcze pies, który pogryzł jednego ze strażników. Jak utrzymują myśliwi: Psy używane do polowań, to najbardziej posłuszne, spokojne i karne zwierzęta! 
Tak… widać do czego prowadzi celowe rozwijanie najkrwawszych instynktów u psów, które podczas rozmaitych szkoleń z żywymi zwierzętami są przyuczane do polowań. Myśliwi nazywają to rozwijaniem pasji u psa… Oczywiście, jak wynika z opisu, biegał sobie luzem.

Z pewnością, to był dobry kolega, etyczny kłusownik, wspaniały myśliwy i kto tam jeszcze.

13418780_887324581378372_3702289045852508021_n

Przewodnik po Etyce Myśliwskiej

Jednym z bardzo często poruszanych sloganów przez komentujących na naszej stronie myśliwych, jest właśnie etyka myśliwska. Specjalnie dla Państwa postanowiliśmy owo więc tajemnicze zagadnienie naświetlić, jako, że jak żadne z innych daje ono szeroką możliwość wykazania opatrznego rozumienia moralności i etyki przez środowisko łowieckie, a także zarysowania wielu absurdów, jakie pod tym pojęciem się kryją. W tekście zawarto odnośniki do szczegółowo omówionych tematów poruszanych w niniejszym opracowaniu, wystarczy kliknąć w niebieski link, by przeczytać więcej.  Zazwyczaj okrzyk brzmi tak:

Dowiedzcie się czegoś o etyce myśliwskiej! Myśliwy pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami!

Pięknie, urzekająco. Wzniośle i patetycznie wręcz. Dla osoby niezorientowanej w tematyce łowiectwa i nie uczestniczącej nigdy w polowaniach, takie stwierdzenie w zupełności wystarczy dla ugaszenia wątpliwości. Jednak nie dla nas.  Czym więc jest owa owiana aurą eposu etyka myśliwska? Niczym… No dobrze, według definicji, jest to całokształt nie objętych prawem norm postępowania wobec zwierząt, odniesienia do środowiska przyrodniczego, oraz postępowania między samymi myśliwymi, tj relacjach koleżeńsko – towarzyskich. Oraz zachowanie podczas polowań, i wiele innych.Tymi ostatnimi zajmować się nie będziemy, spojrzymy natomiast na wymiar łowiecko pojmowanej etyki, w odniesieniu dla dobrostanu zwierząt i przyrody.

Na str. 320 książki pod tytułem „Łowiectwo dla leśników i myśliwych” o etyce przeczytać możemy tak: Etyka w stosunku do otaczającej nas przyrody – to przede wszystkim stałe stosowanie zasady, że nie wolno czynić żadnych zmian w przyrodzie bez koniecznej potrzeby i wyraźnego celu. Doskonały chyba zapis. Oznacza on, że w praktyce można robić wszystko co środowisku przyrodniczemu może zaszkodzić, jeśli człowiekowi przynosi to doraźne lub długofalowe korzyści. Tj. dokarmianie, nęcenie choćby. Nieetyczne jest więc zabicie jakiegokolwiek stworzenia, jeśli nie daje to nikomu żadnej korzyści – Nic dodać… W tym momencie mam nieco rozdźwięk w głowie, ponieważ zawsze słyszę od myśliwych, że oni dla korzyści żadnych nie polują, a dla ratowania środowiska przyrodniczego i nas wszystkich przed zwierzęcą apokalipsą. Dalej: Niewątpliwym brakiem etyki jest ograniczenie swego udziału w gospodarce łowieckiej tylko do polowania (jakże częsta przypadłość – weekendowi myśliwi od zbiorówek, to już chyba osobna populacja w PZŁ). Myśliwy, który nie interesuje się bezpieczeństwem łowiska i zwierzyny, jej hodowlą i ochroną, sprawami organizacyjnymi koła, ani życiem swojego zrzeszenia motywując to brakiem czasu nie zasługuje w pełni na miano myśliwego.

Słuszna jest zasada: „poluje tylko ten kto hoduje.” Wytłuszczone i wbijamy do głowy – myśliwi hodują dziką zwierzynę tj. „gospodarują” jej populacją w celu uciechy własnej z polowań i oto wielka tajemnica wiary racjonalnej gospodarki łowieckiej. W wyniku czego szkody ponosi rolnictwo, i środowisko przyrodnicze, temat wielokrotnie wałkowany i opracowany choćby tutaj w tekście Jak łowiectwo niszczy rolnictwo .

dsc00924_jpg

W innej książce, pt. „Gospodarstwo łowieckie” na str. 355 natrafiam na inny ciekawy fragment: Strzał oddany do zwierzyny musi zapewniać możliwość dokładnego trafienia jej, zabicia i podniesienia (odszukania). A przecież takiemu stwierdzeniu przeczą jatki jakie odbywają się podczas polowań zbiorowych, kiedy przerażona, pędzona zwierzyna przeskakuje na leśnym dukcie często przez ułamki sekund, i nie możliwości dokładnego wycelowania, ani rozpoznania kondycji takiego zwierzęcia. W dodatku celować trzeba nieco przed zwierzę będące w pędzie, co daje ogromny margines błędu i postrzałów. Ale nie martwcie się – etyka myśliwska nakazuje przecież etyczne dochodzenie postrzałka w pakiecie. Zwierzę na pewno jest tego powodu przeszczęśliwe i wdzięczne.

Teraz przyjrzymy się kilku wybranym zasadom ujętym w zbiorze omawianej etyki, jako punktom martwym, które poza figurowaniem na liście nie mają żadnego umocowania w rzeczywistości. A więc po kolei:

3. Myśliwy nie ogranicza swego udziału w łowiectwie wyłącznie do wykonywania polowania. Troski o hodowle i ochronę zwierzyny nie pozostawia kolegom. Wykonując polowanie i inne czynności związane z gospodarką łowiecka ma na względzie dobro przyrody ojczystej, jej zachowanie dla przyszłych pokoleń, wykazuje dbałość o środowisko przyrodnicze człowieka i równowagę ekologiczną.

Powinno brzmieć – ma na względzie dobrostan własny i osobiste korzyści, wykazuje niedbałość o środowisko przyrodnicze, i dokonuje deregulacji równowagi ekologicznej.

4. Myśliwy nie szuka w uprawianiu łowiectwa korzyści materialnych, myślistwo bowiem nie może być środkiem do ich osiągania. Najcenniejszą korzyścią myśliwego jest obcowanie z przyroda oraz doznawanie przeżyć łowieckich i radości w gronie braci myśliwskiej.

Hm… Ciężko się wypowiedzieć, jako że myśliwi zarabiają na sprzedaży pozyskanych przez siebie trofeów, często na skłusowanej dziczyźnie, a rzecznik PZŁ twierdzi, że poluje, bo pragnie karmić swoje dzieci „zdrowym” mięsem. Czy to nie czerpanie korzyści.  Zarabiają też na hodowli zwierzyny i „sprzedaży odstrzałów”, a takie biura polowań umożliwiające polowania za granicą, na gatunki w Polsce ściśle chronione lub zagrożone wyginięciem, to żyła złota dla twórców takiego „biznesu”, o przepraszam turystyki łowieckiej, chyba tak to nazywają.

9. Przebywając w łowisku myśliwy okazuje szacunek dla pracy rolnika i leśnika. Swoim zachowaniem stwarza atmosferę wzajemnej życzliwości

Zwłaszcza wtedy, kiedy zostajesz wygoniony z lasu, bo jaśnie pan odbywa polowanie. Albo musisz wysłuchiwać pretensji, że w ogóle śmiałeś skorzystać z walorów i zasobów przyrodniczych lasu.  Szacunek do pracy rolnika i leśnika? Boże… Interesy gospodarki łowieckiej stoją w sprzeczności z interesami rolników, a i często celami leśnictwa, tak więc o żadnym poszanowaniu mowy być nie może. Zwłaszcza rozjeżdżanie zasiewów samochodem terenowym to też pewnie taki wyraz szacunku. 

16. Myśliwy nie powoduje w łowisku nadmiernego niepokoju.

Nie wiem, czy ten punkt nie jest najbardziej tragicznie śmieszny ze wszystkich. Przecież myśliwy każdym działaniem związanym z polowaniem, wywołuje w „łowisku” niepokój, obojętnie czy oddał strzał czy dochodzi postrzałka z psem, czy tropi zwierzę przemieszczając się przez niedostępne gąszcze leśne.  Czy uczestniczy w polowaniu zbiorowym z hałasującą naganką.  Skala wywoływanego niepokoju i płoszenia, przekracza dosadnie to, co wywołać mógłby tabun nieobeznanych z zachowaniem w lesie „mieszczuchów”.  Przykład martwego zapisu.

22. Poszanowanie i godne obchodzenie się z odstrzeloną zwierzyna świadczy nie tylko o kulturze myśliwego, ale także wyraża jego szacunek do przyrody.

Czyli tak… nie istotne ile cierpienia zwierzętom, oraz ile chaosu wprowadziliśmy do „łowiska”, bo rozgrzesza nas zapis o godnym obchodzeniu się z odstrzeloną zwierzyną i dopełnienie łowieckich ceremoniałów typu pokot, złom, ostatni kęs. Szacunek do przyrody? Jeśli samo polowanie jest aktem przemocy wobec zwierząt i gwałtu wobec natury, o żadnym szacunku nie może być mowy. Kolejny martwy zapis, którego celem jest łagodzenie sumienia.

23. W czasie polowania myśliwy zachowuje umiar i opanowanie by nie dopuścić , żeby pasja myśliwska nie przerodziła się w zachłanność. Dobry myśliwy – to niekoniecznie ten, który zostaje królem polowania.

Absurd goni szaleństwo, jeśli wezmiemy pod uwagę, że w środowisku łowieckim powodem do dumy i pochwały jest liczny pokot. Dziesiątki strzelonych zajęcy, lisów i bażantów, dzików czy jeleni – to nie jest zachłanność? Zwłaszcza w odniesieniu do zwierzyny drobnej, na którą nie ma żadnej potrzeby ani uzasadnienia, by polować.

24. Myśliwy umie wstrzymać się od strzału, jeżeli okoliczności wskazują na brak szansy ucieczki zwierza lub podniesienia strzelonej sztuki. Powstrzymuje się również od dania strzału do zwierzyny w przypadku wątpliwego własnego pierwszeństwa.

Patrz polowania zbiorowe i ponad 30 % postrzałków. Patrz polowania lisie na stogach, gdzie otoczony przez kordon 10 czy 20 uzbrojonych mężczyzn z pracującymi psami, lis w stogu na pewno ma szansę ucieczki… Nawet jeśli uda mu się wyskoczyć i gnać przez otwartą przestrzeń pola, i tak natychmiast kilka strzałów osadza go w miejscu.

27. Myśliwy dba o bezpieczeństwo na polowaniu. Poluje zawsze ze sprawdzoną bronią, zna jej cechy techniczne. Jest świadom swych umiejętności strzeleckich, które stale doskonali.

Patrz zakładka Wypadki / przestępstwa.  Ostatnio zdarzył się wypadek, kiedy za dnia na polowaniu zbiorowym, myśliwy jak twierdzi pomylił kolegę z dzikiem trafiając go w brzuch. Wypadków takich, ze skutkiem śmiertelnym lub okaleczeń notujemy średnio kilkanaście każdego roku.  Często też podczas polowań strzelcy zajmują niewłaściwe stanowiska, tj. na wzniesieniach lub w zagłębieniach terenu, na co nie zezwala regulamin polowań.

32. Ograniczając liczebność szkodników w łowisku myśliwy wykazuje szczególna rozwagę oraz unika zatargów z miejscową ludnością.

„Piękny” ten zapis ukazuje relikt starego podejścia skrajnie antropocentrycznego, gdzie nadrzędnym elementem „dbania” o środowisko przyrodnicze jest interes człowieka. Jak wszystkim przyrodnikom i ekologom wiadomo, przyroda nie zna pojęcia „szkodnika”. Wszystko istnieje po coś i służy zachowaniu pewnych cyklów, które my z perspektywy krótkiego ziemskiego życia, niekoniecznie pojmować musimy. A zatem według powyższej zasady, myśliwy może do woli tłuc lisy, kuny, tchórze, jako „szkodniki łowieckie” ograniczające mu liczebność łownej drobnicy, przez co sam ma mniej do upolowania. Oczywiście w zgodzie z kalendarzem polowań… Zapis pochodzi jeszcze chyba z czasów, kiedy jako szkodniki traktowano ptaki krukowate i drapieżne, również niemiłosiernie strzelane, „zgodnie z etyką”, dla hołubienia interesu człowieka, ze skrajnym brakiem znajomości zależności w środowisku przyrodniczym. Zresztą nawet teraz, na forum Dziennika łowieckiego większość myśliwych wyraża ubolewanie, że nie można do jastrzębi czy kruków strzelać ani ich tępić.  Poniżej kilka przykładów:

Zrzut ekranu 2016-11-2 o 11.37.46

Screenshot - 2017-06-06 , 01_43_50

Screenshot - 2015-11-15 , 17_46_48


33. Wątpliwości związane z zachowaniem etyki myśliwy rozstrzyga we własnym sumieniu zgodnie z prawem i zwyczajami łowieckimi.

Czyli hulaj dusza, „wolnoć tomku”, wszystko zależne od interpretacji i stopnia moralności popełniającego ewentualne wykroczenie wobec zasad etyki. Genialne, prawda? Ostatni ten zapis uzasadniał by ogrom patologii przejawiający się w nie etycznych zachowaniach wobec zwierząt.

Pominięte punkty zawierają wskazówki odnośnie postępowania co do pracy na rzecz PZŁ, koleżeństwa i wzajemnego traktowania, czy sporów podczas polowań. Pominiemy je tutaj, choć z tymi rzeczami także bywa różnie. Przykładem niech będzie samobójcza śmierć Diany, kiedy  to myśliwi szykanami w kole łowieckim, doprowadzili własną koleżankę do popełnienia samobójstwa. Więcej przykładów łamania koleżeńskiej etyki można znaleźć w  opracowaniu Przestępstwa, nadużycia i patologia w PZŁ , lub na kanale Stanisława Pawluka, myśliwego i dziennikarza śledczego zajmującego się tropieniem patologii w Polskim Związku Łowieckim.  Albo sytuacja z przed dwóch miesięcy, kiedy podczas drobnego podziału, oskarżali własnego przewodniczącego zarządu głównego, o bycie agentem SB i donoszenie na kolegów. Takie tam koleżeńskie potyczki w zgodzie etyką :). Więcej, w tym linku. W obronie łowiectwa – myśliwi oskarżają władze PZŁ , o przynależność do komunistycznej służby bezpieczeństwa. 

Etyka a praktyka.

Etyka myśliwska, jest tego pojęcia totalnym zaprzeczeniem pierwszego słowa, jeśli wziąć pod uwagę definicję, oraz to, czego w praktyce dopuszczają się myśliwi wobec zwierząt. Jak można szybko się zorientować, „Zbiór zasad etyki myśliwskiej” traktuje zagadnienia dobrostanu zwierząt bardzo ogólnikowo, i ani słowa nie ma o takich praktykach, jak polowania zwane norowaniami, gdzie przychodzimy do lisiego domu – nory, zatykamy część wylotów nor kamieniami, a do pozostałych wpuszczamy przeszkolone psy, by walcząc pod ziemią z lisem, rozszarpały gospodarza bezpiecznej dotychczas norki. Ma to dostarczyć myśliwemu emocji łowieckich i jest tak w istocie. Wpuszczony pies, dociera do lisa. Następuje zwarcie, jazgot, walka, szczekanie – słyszane głucho z pod ziemi, można domyślać się tylko co tam się dzieje. Nie wiemy, czy wyjdzie zakrwawiony pies, czy wyskoczy na nas przerażony lis, a może pies przywlecze zabitego lisa, lub polegnie… Wszystko to bardzo podnieca myśliwego. Może myśliwi rzeczywiście uważają , że zwierzę ma wtedy szansę? Ale jaką szansę może mieć nie walczący regularnie lis, wobec specjalnie przeszkolonych do tego celu dwóch czy trzech psów? Co na to etyka myśliwska? Głucho milczy, a norowania cieszą się sympatią wielu zwolenników. Oprócz polowań przeprowadza się też konkursy dla pracujących psów, podczas których żywe lisy są trzymane w sztucznych norach, gdzie przerażone są oszczekiwane i podgryzane przez psy. Często ostatecznie przez nie zabijane. I cały proceder ma się dobrze w „etycznym” PZŁ. Więcej o norowaniach przeczytasz pod tym linkiem:
Dramat zwierząt podczas konkursów norowań.

12118957_1501209763535470_1526706651966410817_n

12107142_1501209366868843_6742604292793420635_n

img_0108

Polowania na stogach.
Kolejna odsłona pozbawionych etyki i moralności i choć szczątkowej empatii działań sadystów. Wyobraź sobie, że bezpieczny dom, który zamieszkujesz otacza kordon uzbrojonych mężczyzn. Wpuszczane są przeszkolone do zabijania psy. Jeszcze o tym nie wiesz, choć zmysły informują lisa, że ludzi jest dużo, a bezpieczny dotychczas stóg, obrany za ciepłą ostoję, mieszkanie myszy, lokum idealne, penetrują już psy. Możesz dać się zagryzc wewnątrz, a możesz „wyskoczyć przez okno” prosto pod lufy czekających kilkunastu „bohaterów” czekających z naładowaną bronią. Szans ucieczki nie ma, gnając przez otwartą przestrzeń na 90% dosięgną cię kule.
Co na to „Zbiór zasad etyki myśliwskiej”? Głucho milczy. Ale… Dowiedzcie się czegoś o etyce! Myśliwy pozyskuje w zgodzie z nią i zasadami! Ehh… Więcej o tego typu ”polowaniach” w linku poniżej:
Polowania na stogach – wyrafinowana forma chorej rozrywki.

koliber1

dsc_0155
Szkolenie dzikarzy.
Skrótowy zarys praktyki, która polega na szczuciu zamkniętego w zagrodzie dzika przez jednego lub kilka psów, gdzie zwierzę jest przez psy oszczekiwane, ranione i podgryzane. Często na takie zabawy poświęcane są młode dziki, które myśliwi odchowali, kiedy zastrzelili im matkę. I tak całe życie… co ‘’najśmieszniejsze’’ tego rodzaju praktyki są zupełnie legalne, wspierane przez PZŁ, a za skorzystanie z takiej zagrody trzeba płacić, jeśli nie jest to zagroda stworzona ‘’na dziko’’. Więcej o tych praktykach przeczytasz tutaj.
Nie tylko norowanie – szkolenie dzikarzy.

dzikarz3

dzikarz

Postrzałki.
Tutaj etyka myśliwska daje wskazówkę, mianowicie nakazuje ona „możliwie jak najszybsze dochodzenie i dostrzelenie” ranionego zwierzęcia.  Etyka nakazuje gonitwę i dostrzelenie… Owo wypaczenie pojęć. Wskazówki milczą natomiast, co do tego co ranne zwierzę czuje, przeżywa i przechodzi, no bo i kto by się tym przejmował? Ważne, że w zgodzie z etyką dajemy wyraz tradycji. A że uszkodzone zwierzę ciągnie po krzakach własne „bebechy”, krwawi, ledwo dyszy, uchodzi przed psami, zalega, znowu zrywa się po zbliżeniu pogoni – dajcie spokój ekooszołomy, przecież to etyczne! Więcej na temat postrzałków przeczytasz w tekście: Postrzałki na polowaniach  Zresztą myśliwi z takich sytuacji zdają się czerpać jakąś sadystyczną radość i podniecenie, czy też jak to mówią ”emocje łowieckie”, co udokumentowaliśmy w powyższym artykule.

p1050451

Okresy polowań – etycznie mordujemy zwierzęta podczas sezonów rozrodczych.

Dla większości może będą szokiem poniższe informacje, a myśliwi aspekt ten wypierają w ogóle ze świadomości. Jako przyrodnikowi, miłośnikowi natury i niedoszłemu myśliwemu nie mieści mi się w głowie taki wymiar postępowania. Ale tak jest skonstruowany kalendarz myśliwski , pozwala na to, a sami myśliwi, którzy ów stan wypracowali, nie widzą w tym nic zdrożnego, bo liczy się to, by każdego miesiąca w roku, było na co zapolować. Jak to, ten „dbający o zwierzynę”,  jedyny słuszny miłośnik natury zabija zwierzęta w okresie rozrodczym? Tak, i nawet przy tym nie mrugnie… Ba, nawet jest to szczególna okazja do zabijania zwierząt, jako że w tym czasie są mniej ostrożne, to i łatwiej je upolować. Można też o wiele łatwiej je oszukać, np. wabiąc jelenia naśladując jego godowy ryk – zwierz sam przyjdzie pod lufę. Albo lisa, naśladując jego skolenie podczas cieczki, można też bardziej etycznie „na głód”, czyli wabić piskiem myszy. Podobnie wabi się kozły saren w rui, na pisk sarniej kozy.  Myślicie może, że takie praktyki są powielane może przez nielicznych myśliwych, pogardzanych przez resztę kolegów? Absolutnie nie. W tym środowisku, takie podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia nazywane jest wspaniałą sztuką, tradycją i organizowane są nawet konkursy mające tą „sztukę” udoskonalać i pielęgnować.

Jeśli chodzi  zabijanie podczas okresów rozrodczych lista jest długa, aż zdumiewająca. Głównymi ofiarami są jelenie podczas rykowiska, gdzie odstrzeliwane są często tylko dla trofeum, rykowisko jest rozganiane i przeszkadza się jeleniom w każdy możliwy sposób. Czy takie zachowania wobec zwierząt nazwiemy etycznymi? Myśliwi pewnie tak i jeszcze dodadzą „dowiedzcie się czegoś o etyce łowieckiej” :(.

Lisy podczas cieczki – tutaj z premedytacją wykorzystuje się godowy szał zwierząt, łącznie z wabieniem, a okres ten jest jeszcze okazją do chwalenia się wynikami licznych polowań, jak możemy przeczytać czasem w „Braci Łowieckiej” jeden z myśliwych chwalił się wymordowaniem aż czterech psów i jednej suki lisiej na jednym polowaniu, i bardzo był z tego dumny.  Na filmie poniżej przykład takiego chorego pseudo-myślistwa z wykorzystaniem metody wabienia.

Dziki podczas huczki – tak, one także nie mają taryfy ulgowej, zwłaszcza, że według kalendarza cały rok można strzelać do warchlaków, wycinków i przelatków, dziczej niedoświadczonej młodzieży. Można też zabijać i karmiące lub prośne lochy, część myśliwych nie widzi nic złego w takim postępowaniu, co pokazywaliśmy tutaj: Mordują ciężarne lochy, warchlaki – etyka po myśliwsku. 

Daniele w czasie bekowiska. Znowu rozpoczęcie okresu godowego zwierząt, startuje zgodnie z kalendarzem, z okresem polowań na nie.  Daniele jako gatunek wprowadzany tylko do celów polowań w obwodach łowieckich traktowane są bez litości, jakby prywatne bydło na rzeź. A kalendarz i „etyka” dopuszcza nawet strzelanie do cieląt i łań, podczas bekowiska. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj: Polowania na Daniele – myśliwi zabijają w okresie godowym.

Kozły saren w rui.
Połowa maja to ten okres, kiedy kozy saren wydają na świat młode.  Następnie w lipcu i sierpniu trwa ruja, czyli okres godowy tych zwierząt. Od 11 maja, przez cały ten czas można jednak polować na kozły, (bo oczywiście „selekcja” – brednia mająca na celu uzasadnić zabijanie), można więc płoszyć dowoli strzałami kozy z młodymi i przeszkadzać zwierzętom w zachowaniach rozrodczych. Przecież tak napisano w kalendarzu myśliwskim, więc żaden z myśliwych nie będzie się zastanawiał jak jego hobby przyczynia się do utrudniania życia zwierzętom, tylko chwyci za strzelbę i pobiegnie w las, w zgodzie z etyką płoszyć wszystko co żyje. Na rogacze także poluje się wabiąc, naśladując pisk sarniej kozy, otumanione podniecone zwierzę podchodzi wprost pod lufę i… baaach! Pozyskany w zgodzie z etyką i zasadami. Można to zobaczyć na poniższym filmie.

Muflon – I ten gatunek, który zawitał do nas w 1901 roku – został sprowadzony i jako gatunek nie-rodzimy traktowany jest jak użytkowe bydło łowne. Ruję muflony zaczynają w październiku, a okres polowań na nie zaczyna się także… od 1 października.

imag0514

Stwierdzenie więc, że myśliwi uwielbiają prześladować zwierzęta podczas okresów rozrodczych, nie będzie wobec powyższych nadużyciem. Gdyby porównać okresy polowań wszystkich zwierząt z ich czasami rozrodu, podobnych smaczków można by znaleźć więcej. A jak bywało dawniej?

Niegdyś myśliwi mogli i „czerpali przeżycia z obcowania z naturą” podczas strzelania do głuszców i cietrzewi na tokowiskach. Strzelanie do najlepszych kogutów przyczyniło się do zubożenia puli genowej, rozganiania tokowisk, no ale liczyły się przecież doznania myśliwego, który najpierw posłuchał „grającego” ptaka, a potem zastrzelił go dla trofeum. Strzela się też do zacielonych czyli ciężarnych łań oraz kóz zwierzyny płowej, no bo tak dopuszcza kalendarz myśliwski…Więcej o głuszcach i cietrzewiach przeczytasz tutaj:
Polscy myśliwi zabijają chronione ptaki. 

Do niedawna myśliwi mogli też polować na słonki podczas wiosennych lotów godowych ‘’ciągów’’, na szczęście po wejściu do UE przepisy wymusiły rezygnację. Mogą za to jeszcze strzelać podczas ciągów jesiennych. Więcej o polowaniach na słonki pod poniższym linkiem:
Zabijanie Słonek – czego się nie robi dla przyjemności. 

Nęciska
Czy trzeba wyjaśniać czym są? W skrócie, odpady z gospodarstwa domowego, spleśniałe pieczywo czy wiele innych nie mających prawa być wyrzucanych w lesie odpadków, są składowane w miejscach niedaleko ambon.  Myśliwy wabi, nęci pokarmem zwierzę, a następnie posilającemu się strzela etycznie w serce. Według prawa na nęciskach można polować tylko na dziki i drobne drapieżniki, jednak jak pokazuje praktyka ofiarami padają także sarny i jelenie. Często tworzy się też nęciska ‘’wielozadaniowe’’ , mające przywabić rozmaite zwierzęta, stąd na jednym nęcisku można spotkać czasami i siano, marchew, buraki, jednocześnie odpadki mięsne oraz rybne. Zwierzęta nie odróżniają paśnika (miejsca przy którym się dokarmia, ale nie wolno strzelać ) od nęcisk, i padają ofiarą wypaczonego postrzegania przez myśliwych ‘’etyki’’. Bowiem z rozmów jakie z nimi przeprowadziłem, wynika, że takie nęcenie postrzegają oni jako element etycznego łowiectwa, jako, że mają wtedy sposobność oddania celnego strzału do nieruchomego zwierzęcia, co minimalizuje ryzyko postrzału i cierpienia zwierzęcia (więcej o nęciskach w artykule Jatka na nęciskach & propaganda oraz Poczynania myśliwych w lasach). Widoki jak na zdjęciach poniżej, są bardzo częste w lasach, tam gdzie myśliwi bawią się w prowadzenie swojej „racjonalnej gospodarki łowieckiej”.

marchreka

12654331_655635641242613_1999281431296267105_n

11150727_829034490519392_8687511911770402351_n

14362673_1156077937771283_5628668915635810441_o

Polowania zbiorowe
Szczerze, nie wiem jak można robić coś takiego zwierzętom i bredzić przy tym o etyce oraz tradycji czy tam poszanowaniu przyrody. To jest hucpa jakiej mało. Naganiacze idący z hałasem przez las, krzyczący, stukający, zachowujący się jak najgłośniej, psy puszczone luzem – czyli wszystko to, czego robić w lesie się nie powinno, lub nawet nie wolno. Wyraz harmonijnego współistnienia z naturą? Tak twierdzą. Następnie zwierzęta są wypłaszane ze swej ostoi i uciekając przed naganką, pędzone są na linię strzelców, którzy siedzą sobie wygodnie na przenośnych taborecikach. Bohaterstwo i wyczyn! A potem ognisko w lesie i biesiada, bywa i tak. Ciąg dalszy hałasu i płoszenia. Las jest po takim „pieszczeniu” przez myśliwskich miłośników natury inaczej, przez tydzień jest jakby wymarły i nie trzeba wspominać, że płoszone są też gatunki chronione przy takiej okazji.  Zacytujmy może byłego już myśliwego, Marcina Kostrzyńskiego który w takich polowaniach uczestniczył, i oto jak malują się one w jego ocenie:
Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe. Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy tylko do tego, aby zaspokoić rządzę zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las, przegania te zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.

Jednak nie ma się co łudzić, myśliwi ze zbiorówkami tak łatwo nie odpuszczą. To doskonała okazja do biesiady, imprezy, spotkania towarzyskiego zakrapianego obficie alkoholem po polowaniu, co mamy udokumentowane na wielu zdjęciach.

rrrrr44433333

32222

rrrrr44433322

Ciężko nawet podsumować to wszystko, bo ogrom wypaczenia fałszywie pojmowanej etyki czy „moralności” przekracza zrozumienie, tudzież możliwość pojmowania przez zdrowego na umyśle człowieka.  Myśliwi jednak, głęboko w swoją etykę albo wierzą , albo „strzelają” tym „argumentem” na zasadzie wytrenowanego frazesu, nie zastanawiając się nad czymkolwiek.  A my lubimy się zastanawiać i drążyć, a żaden temat nam nie straszny.  Jak znam życie, jeśli jakiś myśliwy przeczyta ten tekst, będzie trząsł się ze śmiechu, no bo przecież: „O ci nawiedzeni zieloni, jacy śmieszni, nie wiedzą o czym bredzą”. Albo kim jesteśmy, by oceniać, co jest etyczne, a co nie. Może jednak kimś odpowiednim. Może zagłuszonym sumieniem. Ponieważ nie ulegliśmy od najmłodszych lat indoktrynacji i propagandzie.  Myśliwy mówiąc czy pisząc o etyce, może rzeczywiście wyobraża ją sobie jako coś wzniosłego, w końcu całe życie tyle o niej słyszał, a postępowanie takie czy inne wpajano mu jako etyczne. Kto by się oparł? Z takiego snu ciężko się przebudzić, choć niektórym się udaje. Stają wtedy po naszej stronie, inspirując do tworzenia podobnych wpisów. Inni doskonale zdają sobie sprawię, że cała ‘’etyka’’ to farsa, a pozostała część szczerze w nią wierzy, nie roztrząsając niewygodnych spraw w sposób, jaki my tutaj przedstawiliśmy.

Zabijanie gatunków chronionych i zagrożonych
Chciałbyś może zapolować na zwierzę objęte ścisłą ochroną gatunkową? Wpisane do Czerwonej Księgi gatunków zagrożonych? Spróbować pieczeni z cietrzewia?  Żaden problem! Wystarczy, że należysz do Polskiego Związku Łowieckiego i masz pieniądze. Korzystając z rodzimych Biur Polowań, możesz udać się do dowolnego kraju Europy i w ramach „Turystyki Łowieckiej” zapolować sobie na wilka, rysia, niedźwiedzia, głuszca, cietrzewia, kozicę, świstaka, żubra… A potem zapłacisz dodatkowo za trofeum, które legalnie przywieziesz do kraju i powiesisz sobie nad kominkiem jako dowód swego męstwa. A, że inne organizacje poświęcają pieniądze, wysiłki i starania, lata pracy dla ratowania tych gatunków? Ciebie to nie obchodzi. Jesteś myśliwym, byłeś w lesie i wiesz wszystko lepiej. Po co masz słuchać bredzenia jakichś nawiedzonych zielonych oszołomów z miasta. Wilk to szkodnik! Trzeba tępić!
Szczerze, gdybym jednak na to swoje nieszczęście został wtedy myśliwym, gardziłbym głęboko takimi kolegami.

14192619_10206729220300472_4773828197473530001_n

polowania-na-slowacji

12g1_24

polowanie-282

997082_815604655161918_8122674065844949595_n

No to zgodnie z życzeniami myśliwych, dowiedzieli się Państwo czegoś o etyce. Mniemam, że wiedza ta utwierdzi Was w miłości i zrozumieniu do myślistwa oraz poszanowaniu rodzimych tradycji. Oraz mamy nadzieję, że przydługa ta wędrówka po głębiach mitycznej etyki zaszczepi w Was dobre podejście do łowiectwa :(.

___________________________
___________________________

Źródła:

„Gospodarstwo łowieckie”
T. Pasławski, A. Haber, S. Zaborowski

„Łowiectwo dla leśników i myśliwych”
T. Pasławski

„Podręcznik Etyka Łowiecka”
Krzysztof J. Szpetkowski

Zbiór zasad etyki myśliwskiej 
 http://www.konin.pzlow.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=112&Itemid=104

Kalendarz Polowań

Zasady wykonywania polowania

Mordują warchlaki oraz ciężarne i karmiące lochy – ”Etyka” po myśliwsku.

Tyle co publikowaliśmy przypadek znęcania się nad bażantem, w którym to myśliwi nie przejmowali się faktem dręczenia zwierzęcia, a tym, że zostało to umieszczone i pokazane na fotografii, co może nadszarpnąć im „dobry wizerunek’’ (dławię się śmiechem).

Nas tego typu sprawy nie dziwią, gdyż wiemy dobrze jak wygląda łowiectwo „od kuchni”. Ale dla niektórych, to o czym przeczytają dzisiaj poniżej, może być szokiem i nowością.

W kolejnym przypadku jak widzimy na screenach pochodzących z facebookowej grupy myśliwych, jeden z nich chwali się zabiciem przez siebie warchlaka – młodego życia, które mogło bujać po kniejach i polach jeszcze ponad 30 lat. Został jednak z zimną krwią zabity, przez żądnego adrenaliny i ponurych emocji, „etycznego myśliwego”. A koledzy nie martwią się tym, że zabito dzicze dziecko, tylko tym, że zdjęcie zostało pokazane, a nie powinno być publikowane, by nie psuć opinii.  Jak poucza jeden z kolegów po lufie:

Bardzo piękny pokaz dla zielonych. Etyka w 100%. Koledzy, zachowajcie te bezsensowne zdjęcia dla siebie.  Przez takich jak ty chwalących się strzeleniem warchlaka i wstawiających fotkę na fejsa, każdy człowiek zmienia zdanie o myśliwym…Wstaw ładne zdjęcia z ostatnim kęsem (…)

Tu pewnie w mniemaniu myśliwego, włożenie w dziczy ryjek gałązki wynagradza pozostałym warchlakom sieroctwo, stres i traumę, no i ogólnie, daliśmy etycznie wyraz tradycji, to nic się nie stało. Do następnego warchlaka lub karmiącej lochy i znów etycznie wetknie my jej gałązkę. Następnie będziemy się dziwić, dlaczego ludzie nie rozumieją naszej kultury łowieckiej.

kopia-14701009_556729077856237_4671323471432914251_o

kopia-14725490_556728954522916_8165957187145087092_n

Obecny kalendarz myśliwski, stworzony przez myśliwych dla nich samych, w zupełności dopuszcza takie sytuacje, jest tam napisane jasno: „odyńce, przelatki, warchlaki, wycinki, w sezonie 2016 / 2017 strzelane mogą być cały rok” Lochy natomiast, co im po okresie ochronnym, jeśli notoryczne są „pomyłki”, celowe lub nie,  a spore grono
myśliwych, jak czytamy na forum Dziennika Łowieckiego, nie widzi w zabiciu karmiącej czy ciężarnej, nic niewłaściwego. Problem nie dotyczy samych loch, tylko powszechną praktyką jest też strzelanie do zacielonych już łań jeleni i kóz saren. Krótkie buszowanie po forach myśliwskich i cała masa potwierdzeń, że takie sytuacje są nagminne, częste i notoryczne, a jedynym zmartwieniem komentujących wydaje się być fakt zamieszczania zdjęć z takich wyczynów. Pierwszy przypadek z forum łowieckiego dotyczy sytuacji, kiedy strzelono ciężarną lochę w okresie ochronnym. Drugi, kiedy na polowaniu wigilijnym (!), myśliwy strzelił z premedytacją do lochy prowadzącej 8 prosiąt w otwartym polu. Jak się okazało, była ona w dodatku ciężarna (6 płodów).  W obu przypadkach polującym myśliwym nic się nie stało. Niech przemówią cytaty samych myśliwych, odnośnie takich sytuacji (pisownia oryginalna):

 

W pierwszym przypadku na widok drastycznego zdjęcia kilku prosi o usunięcie zdjęcia.

Screenshot - 2017-06-06 , 17_35_37Screenshot - 2017-06-06 , 17_50_19

W końcu jeden myśliwy odzywa się:

Koledzy !!!!!
Mam zdjęcia płodów wypreparowanych z dzika strzelonego 14 stycznia a więc zgodnie z kalendarzem. Płody mają wielkość 15- 17 centymetrów. Tak więc nie mówcie że o tym nie wiecie i nie udawajcie oburzonych. Tym bardziej że opisywana locha strzelona była w okresie ochronnym. Kozy i łanie strzelane 10 stycznia też mają rozwinięte płody.
Pozdrawiam DARZ BÓR

Screenshot - 2017-06-06 , 12_42_40

(Kilka kolejnych próśb o usunięcie zdjęcia)

Screenshot - 2017-06-06 , 17_37_18

Kasując zdjęcie i tak nie da się wybielić rzeczywistości, jak wyglada gospodarka łowiecka i ochrona przyrody przez myśliwych. – pisze jeden z użytkowników.

Screenshot - 2017-06-06 , 13_05_48

Jak się jest tak wrażliwym to nalezy ogladać portale z motylkami i kwiatuszkami a nie łowieckie.

Jest to proza życia i żadnego zafałszowania być nie może. Cenzury już i tak było tutaj zbyt wiele. To jest właśnie metoda głowy w piach. W PZŁ od dwna waża ię, ze jeśli o sprawie się nie mówi to znaczy, że rawy nie ma! Bzdura i głupota totalna!

Proszę odczepić się od cadora. Pokazał łowiectwo takim jakim jest. I nie da się tego zafałszować żadną cenzurą i zakazami co ma być a co nie publikowane. Jedyną słuszną metodą jest nie dawać okazji do takich zdjęć.

I tyle w temacie.

Screenshot - 2017-06-06 , 13_14_34

Witam.
Bardziej zdjęcie płodów ruszyło kolegów, niż sam czyn zabicia lochy w okresie ochronnym. I o to mi chodziło, pokazanie tego co jest skrzętnie ukrywane. Strzela się do zaproszonych loch, i cielnych łań, w okresie do 15 stycznia, nie jeden zabił przelatka z płodami po 15 stycznia (ale zgodnie z przepisami), ale zabicie ( w lutym) dużej lochy i próba zatuszowania faktu (tusza na użytek własny, i zgłoszenie łowczemu odstrzał przelatka) to jest naganne. Sąd łowiecki wydał wyrok: rok zawieszenia, za „strzelanie do nierozpoznanego celu”, sąd powszechny uniewinnienie.
Ad. slawekpro
Zasada złodzieja: „jak Cię złapią za rękę, mów że to nie Twoja ręka”, i taką obronę przyjął „myśliwy”, a sąd to łyknął.
DB

Screenshot - 2017-06-06 , 13_18_43

Zobaczy dzika to traci całkowitą kontrolę nad sobą. Najczęściej jeszcze nie strzelił a już go widzi w wędzarni. Trzeba się pośpieszyć bo ucieknie…………… .
PS.
Co tam locha prośna czy prowadząca. To przecież nie człowiek tylko zwierz. Jak mamy takie podejście do sprawy to mamy to co mamy na foto.

Uważam, że w tym miesiącu są najbardziej wychudzone dziki po zimie i nie ma pożytku z tuszy ani koło i ani myśliwy. Strzeliłem warchlaka w marcu i wiem co on jest wart. Nigdy więcej takiej głupoty już nie zrobię.
Pozdrawiam.

Screenshot - 2017-06-06 , 14_47_05

Ostatnio słyszałem historię od kolegi, który był zaproszony na polowanie. Jeden z uczestników strzelił loche prowadzącą i żałował, ze nie miał drugiej breneki bo była jeszcze jedna około 100 kg. Zadnej reakcji innych uczestników polowania. bez komentarza.
DB

Screenshot - 2017-06-06 , 15_24_20

Przy pierwszej sprawie polujący myśliwy został uniewinniony, w drugiej nic myśliwemu nie można było zrobić – pierwsza odpowiedź jaka pada, co do drugiego przypadku:

Możecie mu gwizdnąć w gwizdek. (…) to, że akurat ta locha była zaproszona to nie wina myśliwego (Jeszcze by tego brakowało – przyp. NPRM) (…) Odwoła się do zarządu okręgowego a ten decyzję (…) unieważni. Takie zdarzenie to tragedia ale bez konsekwencji.
DB

Screenshot - 2017-06-06 , 13_30_11

Inny po prostu wyraża oburzenie, że ktoś odważył się poruszyć taki temat, próbuje donieść na kolegę i przy pomocy forumowiczów  usiłuje ukarać jakoś winnego.

Screenshot - 2017-06-06 , 15_11_27

K….wa – wybuch populacji dzika w polsce, wchodzenie tych zwierząt do miast, zagrożenie afrykańskim pomorem świń, ogromne szkody prowadzące do bankructw koła, a tu płacz nad życiem poczętych dzików? Za kilka lat na lochy będziemy polować cały rok, z noktowizorami. 

Screenshot - 2017-06-06 , 15_23_09

 

Wiadomo że nic koledze nie można zrobić, zrobił (strzelił) zgodnie z prawem bo w sezonie.Także koledzę należa się gratulacje.
Ale czy postąpił etycznie???

Screenshot - 2017-06-06 , 15_04_03

Rozprawy o etyce… To już jest ubaw. Czytajmy:

Brak reakcji innych myśliwych na takie strzelanie do loch to także nieprzestrzeganie etyki. Czyli można stwierdzić, że etyka jest łamana w każdej sytuacji. No bo jeżeli jest brak negacji, tak podłego działania, ze strony uczestników polowania, prowadzącego czy ZK to co może się dziać w sytuacjach dot. mniejszej wagi?!
DB

Strzał do lochy na zbiorówce, zwłaszcza prowadzacej jest zawsze jakiś taki „niesmaczny”- ale też nie ma co pasów drzeć ze „sprawcy”, tym bardziej w przypadku, że mógł to zrobić nie ropioznając sztuki w sposób dostateczny a prowadzący polowanie nie zaznaczył, że do loch nie strzelacie.
DB.

Zachowanie tegoż kolegi myśliwego jest wysoce nieetyczne jeśli miał możliwość oddania strzału do warchlaków na otwartej przecież przestrzeni .DB – Czyli jak myśliwy rozumie tutaj etykę? Szkoda, że nie odstrzelono też warchlaków, a samą lochę prowadzącą…..

miałem w swym kole kiedyś bardzo dawno temu też identyczny przypadek jeden z byłych kolegów także strzelił 80 kg lochę która na otwartym starodrzewiu prowadziła 8 czy 9 warchlaków takich po 30-35 kg. Zapytany przez kolegów dlaczego nie strzelał do warchlaków odrzekł ze stoickim spokojem …jeśli bym ja tej lochy nie strzelił to …s kłusowali by ją prędzej czy później miejscowi koledzy…

Screenshot - 2017-06-06 , 15_44_39

Ludzie
Co to za rozważania? Lochę prowadzącą to nieetycznie a łanie z chmary to etycznie. Gdzie dzików jest dużo myśliwi specjalnie strzelają do loch żeby koło nie poszło z torbami. W zeszłym roku pobiliśmy w kole rekord w strzelonych dzikach i loch się raczej nie oszczędzało a w tym roku jest ich jeszcze więcej. Warchlaki po 30-40kg przeżyją bez problemu. Gdzie jest granica obłędu? – No i dlatego zabijajmy im matki…

Nie ma kolego żadnej granicy obłędu, jak jest wybór wybiera się warchlaka, i mięsko smaczniejsze bo młode, i opłata do koła mniejsza niż w przypadku kilkudziesięcio kilogramowej lochy – OK, czyli warchlaki tłuczemy z pazerności. Bo mniej się za nie płaci.

Screenshot - 2017-06-06 , 15_51_20

Linki do obu wątków zamieszczamy poniżej, gdyby ktoś chciał przeczytać dyskusje w całości, lub też miał wątpliwości co do zamieszczonych tu cytatów. Jeśli przestaną działać, co czasem się zdarza, kiedy myśliwi odkrywają , że są „na cenzurowanym” nic straconego, gdyż posiadamy screeny całej tej dyskusji.

http://lowiecki.pl/dziennik/forum/read.php?f=21&i=91678&t=89301

http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=358205&t=358178

lochastrzelona
A tu już inny przypadek… młoda loszka, w zasadzie warchlak okazuje się być zapłodniona. Po wypatroszeniu myśliwy wyjmuje 4 płody…

 

I to by było na tyle, jeśli chodzi o frazes zwany „etyką myśliwską”. Ze szczegółami omówimy ją sobie w następnym artykule. A wszystkim myśliwym, którzy w przyszłości zajrzą na naszą stronę, by z uporem maniaka prawić nam baśnie o etyce myśliwskiej, dziękujemy za troskę i na pewno pokażemy te wpisy kolegów po lufie. Więcej zyskacie przychylając się do naszych propozycji zmian w okresach polowań, zgodnie z dobrostanem zwierząt. Etyka będzie wtedy, kiedy nie będą zabijane zwierzęce dzieci, kiedy zwierzęta będą mogły cieszyć się okresami godowymi przeszkadzania, kanonady i wykorzystywania  popędu rozrodczego ku łatwiejszemu zabijaniu. Ale to chyba zbyt trudne do zrozumienia… co my się tam będziemy produkować, wiecie wszystko lepiej. Macie swoją etykę i prawo, według których można dopuszczać się tych wszystkich okropieństw, „etykę”, którą rozumiecie chyba tylko wy, na swój własny, jakiś wypaczony do granic sposób.

fotka

Ciężarna locha zastrzelona w okresie ochronnym. Mimo świadków i dowodów, sprawca został uniewinniony (http://forum.lowiecki.pl/download.php/11,358178,7206/fotka.jpg)

Strzela się już jak widać do wszystkiego – warchlaki dla delikatnego mięsa, jak i „zapobiegawczo”, bo przecież urosną i staną się „szkodnikami”. Do loch prowadzących, chyba z tego samego powodu. Odyńce – im większy, tym koledzy bardziej pochwalą, połechtają zazdrosne spojrzenia i zawiśnie trofeum z szabel: Gratulacje kolego, ale kaban! Ile kg? Darz bór!można wtedy przeczytać najczęściej. A do przelatków i wycinków, ot tak, bo wolno. Ale najważniejsze – totalny brak zwracania uwagi na wiek dzików. Zwróćcie uwagę na myśliwskie biadolenia, tyle strzelamy, a i tak przybywa! Pomijając dokarmianie i dostęp dzików do różnorodnej paszy, myśliwi w swoich działaniach popełniają jeden kardynalny błąd – tłuką wszystko jak leci. Co przekłada się na zubożoną populację osobniczą, młody jej wiek, zaburzenie wieku, co pobudza mechanizmy rozrodcze tych zwierząt do maksimum. Odstrzał w celu redukcji, to jak gaszenie pożaru benzyną, co bardzo dobrze opisała nasza koleżanka Vera, w swoim tekście o tytule Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej populacji dzików.  Badania nad zachowaniem dziczej populacji przeprowadzone przez angielskich, niemieckich i francuskich przyrodników i naukowców dobitnie to potwierdzają. Wyobraźmy sobie populację ludzi, w której 95 % stanowią dzieci w wieku 10, 12, max 14 lat. Przerażające, prawda? Coś takiego właśnie zrobiono dzikom. Nie ma starych odyńców, i nie ma starych loch. Starymi nazywane są sztuki 5-7letnie, podczas gdy ten gatunek ,może dożywać ponad 30 lat.

Pomyślmy, a gdyby ktokolwiek pewnego pięknego dnia, stwierdził sobie, że zabije wróble pisklęta gnieżdżące się pod dachem, bo „jak podrosną, to mu wydziobią zasiew lub młodą sałatę” – jak został by odebrany? Tymczasem tak właśnie działają i postępują myśliwi, w odniesieniu do dzików.

29

Zastrzelony warchlak.

Podsumujmy – strzelanie do warchlaków, przelatków, karmiących loch, matek, ciężarnych łań, wypruwanie płodów. Bez większych skrupułów, ani litości. Zabijanie podczas okresów godowych, danieli w czasie bekowiska (znowu łanie i cielęta), jeleni podczas rykowiska i całej reszty większych zwierząt łownych podczas okresów rozmnażania. I co najważniejsze – szyderczy,  sadystyczny śmiech, przy wszelkich propozycjach zmian w kalendarzu myśliwskim, tak by zwierzęta mogły choć przez 2 miesiące cieszyć się swoim życiem, w spokoju doświadczać najważniejszego dla nich misterium. I mimo to, wieczne zdziwienie – o co chodzi tym przeciwnikom łowiectwa? Czego od nas chcą? Nawiedzeni Zieloni! Niech się dowiedzą czegoś o etyce myśliwskiej !

O tak… O niej wiemy już bardzo wiele.

16

Zastrzelona karmiąca locha.

Na poniższym filmie możecie zobaczyć jak zachowuje się dzik po strzale – tego przerażającego kwiku nie da się zapomnieć. Oczywiście na twarzy myśliwego maluje się lubieżny uśmiech, kiedy konające zwierzę jest szarpane przez psy.


A na tym filmie już pełen przekrój januszy, wąsów, brzuchów, okularów, siwizny, czego kto chce. Na własne oczy możecie zobaczyć jak podczas polowania zbiorowego przerażone zwierzęta rozbijają się po lesie, wśród wszechobecnej palby, krzyków i strzałów. Jeśli w polowaniu biorą udział psy, bywa jeszcze gorzej. Według myśliwych takie zachowanie jest
wyrazem Harmonijnego współistnienia z naturą , czego nigdy nie zrozumieją ekolodzy i inne postronne ”nawiedzone” osoby.

 

Polowanie na Daniele – myśliwi zabijają w okresie godowym.

Cichną już powoli majestatyczne odgłosy rykowiska w naszych lasach.  Ile jeleni w skrytobójczy sposób zostało zamordowanych przez pozbawionych etyki sadystów, podczas najważniejszego dla siebie w życiu okresu, ciężko powiedzieć. Wraz z październikiem w polskich lasach zaczyna się kolejny romantyczny spektakl natury – bekowisko danieli.  Ochrypłe, nieco straszne dźwięki rozrywają zadumaną ciszę jesiennego dnia. Również i tym zwierzętom nie jest dane w spokoju przeżywać swojego misterium. Opętani żądzą zabijania „miłośnicy natury” już gotują broń i spieszą by pozbawiać byki, łanie i cielęta życia. „Ale jak to łanie i cielęta?” Ano tak, na to zezwala „kalendarz myśliwski”, a skoro jest tak w kalendarzu (który myśliwi stworzyli sami dla siebie) na pewno jest to etyczne… I o ile podczas rykowiska nie strzela się, przynajmniej w teorii do łań i cieląt, tak daniele nie mają taryfy ulgowej. W zgodzie z etyką myśliwską można walić podczas okresu godowego zarówno do byków, jak i łań z cielętami. 

15-01-01-ostoja

Żeby było ciekawiej, jak czytamy na stronie głównej Polskiego Związku Łowieckiego, promuje on, nagłaśnia i wspiera takie pozbawione empatii, a nacechowane agresją i brakiem szacunku wobec natury zachowania. Cóż, w końcu nie tak dawno pisali, że „walczą o zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie”. Jak to interpretować? Bardzo prosto, mamy w nosie dobrostan zwierząt, ich zwyczaje, okresy godowe, wychowu młodych, a najważniejsza jest „radocha” z polowania. Myśliwy, wbrew nazwie nie myśli i nie zastanawia się – on przyjmuje to co jest, bez refleksji. Taki sposób „nie-myślenia”  wyraża dosadnie komunikat zamieszczony na stronie PZŁ brzmiący :

bekowisk1o

Rozpoczyna się październik, a z nim bekowisko! (Wyczuwam podniecenie i radość, że w tym okresie będę mógł zabijać daniele, bo tak wynika z kalendarza, który stworzyłem sam dla siebie – przyp. NPRM)!

Bekowisko czyli gody danieli to fantastyczny spektakl, który odbywa się w pięknej jesiennej scenerii. 

Samiec wykopuje badylami dołek, w którym leży, moczy się i beczy. Zwabiona łania, kryta jest właśnie w dołku rujowym – to zachowanie typowe dla danieli.

Piękny opis scenerii i zachowań, po czym lakoniczny komunikat:

Na byki, łanie i cielęta danieli polujemy od 1 października.

No i tyle by było z bzdur o jakiejkolwiek etyce, szacunku czy zrozumieniu natury w tym towarzystwie. Nic dodać nic ująć.

Jeszcze taka ciekawostka. Daniele nie są naszym gatunkiem rodzimym.  Zostały introdukowane po raz pierwszy w XIII wieku na Nizinie Śląskiej. Zgadnijcie po co i przez kogo… Dziś daniele są wsiedlane i wypuszczane przez myśliwych na terenach obwodów łowieckich, w celu „ubogacenia łowiska”, czyli po to, by myśliwy miał na co zapolować, miał frajdę i dostarczył sobie porcji radości z zabijania. Albo – dla podreperowania budżetu koła.  Jeśli ktoś ma wątpliwości co do myśliwskiej motywacji i tego co piszemy, szybciutko zerkamy na stronę poradnika łowieckiego, pod artykuł traktujący o hodowli i introdukcji Danieli.  Jak możemy przeczytać: Po pierwsze jestem myśliwym, po drugie kocham zwierzęta…  No dobra, to nie to. Ich trofea są uosobieniem myśliwskich oczekiwań i marzeń.  W Polsce hodowla danieli ma się dobrze. Obecnie wiodą dwa główne nurty użytkowania tych zwierząt. Pierwszy, hodowla zagrodowa – ku uciesze myśliwskich sadystów, drugi, hodowla fermowa – dla mięsa.  Zobaczcie jakie to sprytne, wsiedlamy gatunek, by „ubogacić łowisko”, mieć frajdę z zabijania, czy zarobić na tuszach, trofeach i odstrzale dewizowym. Potem opowiadamy, jakie to są szkody w rolnictwie (dzięki naszym własnym poczynaniom) i musimy im przeciwdziałać. No i jeszcze selekcję prowadzić, by mieć jak najlepsze trofea do powieszenia na ścianie. A, że obcy gatunek, swoim zachowaniem i nietypową porą rui wprowadza dodatkowe zamieszanie w lasach i płoszy rodzime gatunki, zabiera im bazę żerową, co to obchodzi myśliwych. Kasa ma się zgadzać, łowisko „być bogate” i nie brakować emocji łowieckich z polowań. Wszystkie te pomylone dla środowiska działania nazywają „racjonalną gospodarką łowiecką” i jedyne co potrafią to zarzucanie „braku pojęcia” o tejże, gdy ktoś twierdzi inaczej, tzn. racjonalnie wypunktuje.  Na pytanie „Czy warto hodować daniele” w Poradniku Łowieckim padają takie stwierdzenia:

Oczywiście, że tak! (…) Nasze łowiska szczególnie w sytuacji wymierania podstawowych gatunków takich jak zając i kuropatwa  ~ (Nie tak dawno myśliwi kłócili się z nami, że zajęcy lawinowo znów przybywa, tu znowu piszą, że wymierają…jedna wersja panowie,do ustalenia!)  powinny być użytkowane z maksymalnym wykorzystaniem ich możliwości.( Nie leży to akurat ani w interesie leśników, ani rolników, ale najważniejszy jest przecież  interes myśliwych, by było dużo do upolowania) (….) Ich dzienna aktywność podnosi atrakcyjność łowiecką polowania.  Możliwość zdobycia pięknego i oryginalnego trofeum, jest przesądzająca w odpowiedzi na to pytanie.  Ale przecież w łowiectwie nie chodzi wcale o trofea :).

0045

To co przeczytaliście powyżej, nie są to „wymysły pseudekologów i nawiedzonych zielonych”, jak przy każdej okazji stara się przedstawiać strona łowiecka. Są to cytaty ze strony poradnika łowieckiego, cały artykuł można przeczytać sobie pod tym linkiem.
https://poradniklowiecki.pl/85-poradnik-lowiecki/poradnik-lowiecki-nr-1-z-2012r/79-ladne-daniele-za-rozsadna-cene-z-mozliwoscia-negocjacji.html

O tym, że daniele jako gatunek obcy naszej faunie przeszkadzają rodzimym gatunkom zwierząt, przyznają czasami także sami myśliwi. W odc. 172 magazynu łowieckiego Darz Bór (dostępny na youtube) sam prowadzący programu, Przemysław Malec stwierdza: Daniel jest takim natrętem, nie lubią go inne zbytnio zwierzęta, on jest taki pewny siebie, wychodzi, zachowuje się głośno. A myśliwy towarzyszący mu w polowaniu potwierdza, że dziki w tym lesie na czas bekowiska wynoszą się, a wracają po jego zakończeniu. No cóż, pisaliśmy już o tym zjawisku dawno temu, jak zawsze, strona myśliwska okrzyknęła nas nawiedzonymi oszołomami, którzy nie wiedzą o czym bredzą, no i nigdy w lesie nie byli :).

Daniele jako jeden z niewielu gatunków płacą srogą, najwyższą cenę, za swoją łatwość adaptacji i mniejszy dystans wobec człowieka. Sprowadzone w celach łownych, są obecnie powoływane do życia i użytkowane tylko dla myśliwskich uciech, i zaspokojenia prymitywnych instynktów swoich prześladowców.  Nieliczne wiodą w miarę spokojny żywot w ogrodach zoologicznych, gdzie nic im nie grozi.

14-10-08

I tak oto po raz kolejny wyłania się przed nami istota tak zwanej „racjonalnej gospodarki łowieckiej”, w przypadku danieli podobnie jak i innych zwierząt łownych istotą jest mięso i trofea. Po to myśliwi hodują półdzikie zwierzęta, a następnie wypuszczają by zapolować lub „użytkują łowiecko” populacje, które w tym celu wprowadzili dla „ubogacenia łowiska”, tzn. dokarmiają, „selekcjonują” i prześladują w każdy możliwy sposób, płosząc i przeszkadzając innym mieszkańcom lasu. Zachowanie na pewno bardzo racjonalne, logiczne, w zgodzie z etyką i zasadami, oraz na pewno, nie ma żadnego wpływu na środowisko przyrodnicze… I przecież wcale nie chodzi o czerpanie przyjemności z zabijania i polowań – dlatego hodują Daniele, by je zabijać, to tak z przykrego obowiązku i życiowej konieczności.  Wiecie, hodowle danieli, ich wsiedlanie i następne zabijanie, jest konieczne by lasy przetrwały oraz niezwykle istotne dla wszystkich Polaków! Czy też, jednak służy tylko i wyłącznie wąskiej grupie hobbystów, czerpiących z zabijania i śmierci profity. Dla wielu danieli, powołanych do życia tylko ku radosnej uciesze z polowania – zabijania, będzie to ostatnie bekowisko w życiu. Wystarczy, że zostaną przez „znawcę” uznane za „selektywne”. Dla reszty leśnych zwierząt to kolejny czas, kiedy w ich domu zapanuje niepokój i gorączkowa strzelanina. Ale dla myśliwych, to przecież wyraz „harmonijnego obcowania i współistnienia z naturą”, a my się nie znamy, więc w tym miejscu zakończymy tą refleksję.

fallow-deer-1-holkam-23-oct-08sm

Poniżej film z takiego polowania, ogólnodostępny na youtube:

I film z bekowiska:

p1000791

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.

Myśliwi orbitujący wokół własnego pseudoekologicznego światka mają nie lada problemy. A są nim „hordy wałęsających się dzikich psów, zagryzających wszystko co się rusza”. Nie wiem gdzie oni i po czym je widują, bo przez ponad 25 lat włóczenia się po rozmaitych lasach i polach, raz w życiu spotkałem taką półdziką psinę, która w norze na dziko miała szczeniaki pod wykrotem. W pozostałych przypadkach możemy mówić o domowych czy podwórkowych psach, które albo uciekły właścicielowi „za suką”, lub też puszczane są w gospodarstwach luzem i korzystając z wolności buszują w nocy. Nie są to jednak psy zdziczałe, a dla myślących oczywistym jest, że winę za zaistniałą sytuację ponosi zawsze człowiek. Myśliwi mają jednak cudowny lek na każdy problem – ołów! W ten sposób rozwiązują każdy swój „problem” ze zwierzęciem. Nie kryją się zupełnie ze swoim podejściem przy tego typu wątkach, oraz tym co zrobili by „wrednemu kundlowi”.  Bo przecież myśliwskie serduszko, takie dobre i wrażliwe na los zwierząt cierpi, gdy widzi zagryzioną przez wilka lub psa sarenkę. Jakie to niesprawiedliwe! Przecież lepiej, gdy ranna, goniona przez myśliwskie psy zwierzyna, przerażona i brocząca krwią jest „w zgodzie z etyką myśliwską pozyskana, i dochodzona przy postrzale”. Czujecie ten obłęd? Oraz tak samo dobrze, kiedy aportujący pies przynosi dogorywającą kaczkę, gęś lub bażanta, gdzie to porównywać z kłusującym psem czy polującym wilkiem. Myśliwy zabija, rani, kaleczy, straszy – dobrze, etycznie!  Puszczony lub zagubiony pies, który pogoni dla zabawy lub próbuje polować z głodu, z winy człowieka – do odstrzału, najlepiej od razu z właścicielem! Straszna to zbrodnia, jako że koło łowieckie z każdą padłą sztuką zwierzyny od przyczyny innej niż polowanie, traci pieniądze i dziczyznę! I o to tutaj tylko chodzi. Wściekłość, że zabił pies, czy wilk, a myśliwy stracił sposobność i tuszę, którą pieczołowicie na ten cel dokarmiał, „pomagając przetrwać zimę”. Mały rachunek – wilków mamy w kraju ponad 1000, „hord zdziczałych kłusujących psów” widywanych w pijackim amoku, dużo mniej. Ile one zabiją zwierzyny? Myśliwych mamy ponad 114 tysięcy, a przeciętnym sezonie łowieckim pozyskuje się dla przykładu – 130 tysięcy sztuk saren. W tylko jednym sezonie. Samych saren. A dziki, jelenie, daniele, lisy…  Ale jedna zagryziona przez wilka lub psa sarna, no to „wystrzelać wszystkie psy, najlepiej z durnymi właścicielami”. Jakże strasznie ta biedna sarna musiała cierpieć w męczarniach! Na pewno nie tak, jak przy myśliwskim „etycznym” dochodzeniu po postrzale z hordą psów.

12787335_464876760374803_1719884107_o

I najśmieszniejsze czy też najżałośniejsze jest wtedy to, kiedy publikujemy jakąś wiadomość o kolejnym zastrzelonym przez myśliwego psie, rzucają się szturmem do komentowania krzycząc: To nie myśliwy tylko kłusownik! Nie nazywajcie go tak! Etyczny myśliwy nigdy by czegoś takiego nie zrobił! Czarne owce są wszędzie, nie można oceniać całego środowiska oceniać przez pryzmat kilku oszołomów! Oto więc „czarne owce” same podają się wam na tacy, nie kryjąc się ze swoimi morderczymi zapędami wobec zwierząt domowych, a nawet ludzi. Czy poniosą jakieś konsekwencje? Czy środowisko się ich wyrzeknie? Nie, gdyż tego typu praktyki są powszechnie w tym środowisku akceptowalne, co ujawnia się zawsze, przy tego typu wątkach. Ale możecie przesyłać te screeny do rzecznik PZŁ z prośbą o reakcję, komentarz czy wyciągnięcie konsekwencji wobec członkostwa tych myśliwych w związku. Albo czy zostaną wobec nich wyciągnięte konsekwencje za, jak to nazywają „szkalowanie dobrego imienia łowiectwa i robienia czarnego PR myśliwym”. I odpowie Wam głuche echo. A jeśli nikt nie otrzyma odpowiedzi, oznaczać to będzie, że Zarząd Główny PZŁ zgadza się i popiera poglądy tych osób.  Warto zaglądać też na forum Dziennika Łowieckiego, gdzie takich deklaracji jest kopalnia.  Wolę jednak tego wszystkiego nie czytać, by nie dostać raka z przerzutami.

Lubią i chcą strzelać do psów, mówią o tym otwarcie co przeczytać możemy na załączonych screenach. A potem zdziwienie i oburzenie, gdy ktoś nazwie zwyrodnialcem czy psychopatą „ojej niesprawiedliwie, szkalujo dobre imię myśliwych”. Zawsze powtarzam, najlepiej szkalujecie się sami. My tylko opisujemy i publikujemy, cytujemy:

12498460_464876213708191_647744130_n

Mały cytat ze… tak, jak to u nas już w tradycji, ze strony myśliwskiej:

Nader często zdarza się jednak, że nie wszyscy podchodzą do tego problemu w sposób należyty. Wielokrotnie byłem świadkiem jak myśliwy po oddaniu strzału, pobieżnie obszukał najbliższe okolice zestrzału, po czym stwierdził; „jak nie leży, to pudło”. Nawet znaleziona farba na zestrzale nie prowokowała do podjęcia poszukiwań, a była zbywana lakonicznym; „z całą pewnością obcierka, po mojej kuli pada w ogniu”.

Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia. Jeżeli przypadkiem wpadną na postrzałka to dobrze, jeżeli nie przyjmuje się, że było to pudło lub obcierka.

Jeżeli jednak posokowiec nie odnajdzie zranionego jelenia, dzika, daniela, muflona czy sarny, to myśliwemu zostanie niesmak po źle oddanym strzale, a ranna zwierzyna będzie się tygodniami kurować lub padnie z powodu odniesionych ran.

Szacuje się, że wyniku wykonywania polowań zostaje zranionych od 10 do 20 % pozyskiwanej zwierzyny grubej.

Źródło :
http://klubposokowca.org.pl/?page_id=87

Zasady wykonywania polowania Rozdział 2, paragraf 5.1 określają jasno:

1. Polowanie z psami lub naganką może odbywać się w okresie od dnia 1 października do dnia 31 stycznia; ograniczenie to nie dotyczy polowania z psami lub naganką na ptactwo łowne, z psami lub naganką na drapieżniki oraz poszukiwania postrzałka z psem na otoku.

2.Poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej (….) , poszukujący postrzałka może korzystać z pomocy naganiacza lub innego myśliwego, a także korzystać z psa prowadzonego na otoku.

Źródło: 
http://www.pzl.waw.pl/13-dokumenty/aktyprawne/47-zasady-wykonywania-polowania

12112239_1660135677557777_6352190089147758454_n
A na polowaniu pies luzem. „Władców lasu” prawo i przepisy zdają się nie dotyczyć.

 

12068996_759493994177365_7353318360450428433_o

1502822_390660017747127_587047188_o

Jak mogliśmy przeczytać wyżej, te zapisy nie są zupełnie respektowane przez myśliwych, o czym przeczytać można na ich własnych stronach i blogach. Śmiem twierdzić, że najprędzej jeśli już, to myśliwskie psy , w których po pierwsze naturalne instynkty rozbudzane są celowo do maksimum i które mają możliwość dowolnego kłusowania podczas polowań, czy zwykłego spaceru z myśliwym – przecież kto mu zwróci uwagę? – są przyczyną największych cierpień i okaleczeń zwierzyny (patrz szkolenia psów w zagrodach na żywych dzikach ). Tych myśliwym jakoś nie szkoda, mało tego, usiłują przekonywać, że broniący się fukający z wściekłością dzik i goniący czy nacierający pies, dobrze się razem bawią. Czytaliśmy i takie komentarze wielokrotnie.

psydzika
A to już myśliwskie psy w pogoni za dzikiem. Oczywiście puszczone luzem, będą gonić ranne przerażone zwierzę, osaczać, oszczekiwać, do czasu nadejścia myśliwego, który odda strzał. Nazywa się to dochodzeniem postrzałka w zgodzie z etyką myśliwską. I takie pieski są dobre, trzeba je kochać i nie wolno do nich strzelać – bo pracują dla myśliwego na polowaniu. One przecież nic nie płoszą.  W tych psach są rozbudzane wszelkie instynkty mające sprawić, że  będą one reagować na zwierzynę. Czego raczej nie można, by powiedzieć o typowych domowych psach rodzinnych, które to jednak przez myśliwych postrzegane ją jako przerażające szkodniki, oczywiście do odstrzału.
10313992_852389341517240_1877823508045124611_n
I ranny jeleń, osaczony w podobnej sytuacji. Pamiętamy, to jest DOBRE, a psy trzeba pochwalić i cieszyć się. Jeśli natomiast Wasz pies, przypadkiem pogoni chwilę jakieś zwierzę, jest już ZŁYM KŁUSUJĄCYM KUNDLEM do odstrzału i szkodnikiem łowiska rzecz jasna. 

Jesteśmy pewni, że właściciele tych poglądów są z nich dumni, nie mają powodów by się kryć, przynoszą chlubę polskiemu łowiectwu, a każdego napotkanego KUNDLA SZKODNIKA W SWOIM ŁOWISKU potraktują zgodnie z deklaracją, czyli  młotkiem lub szpadlem, jeśli szkoda amunicji, albo siekierką. Komentarze zostały zawarte na publicznych stronach, dostępne i widoczne dla każdego kto zajrzy, nie dotyczą więc żadne ustawienia prywatności.  I osoby o tego typu poglądach prowadzą następnie „zajęcia edukacyjne” o łowiectwie, gdzie opowiadają z uśmiechem przedszkolakom i starszym o swojej miłości do przyrody, „racjonalnej gospodarce łowieckiej”, ciekawe czy wspominają wtedy dzieciom o swojej pasji eliminacji psich „szkodników”? Streszczenie „najciekawszych” wypowiedzi (pisownia oryginalna):

Koleżanki i koledzy myśliwi szpadel powinien być zawsze w samochodzie może się przydać wiecie o czym myślę.Ja amunicji na ten cel nie żałuję pozdrawiam Darz Bór. 

psyy1

Kolego święte słowa, ja najchętniej dałbym bobu właścicielom kundli bez smyczy, lecz jak mówi stara mądrość- łajno tkniesz a za człowieka wsadzają. Na moim terenie tacy delikwenci nie mają łatwego życia. A ja grasując po lesie w plecaku mam zawsze młotek, gwoździe, siekierkę i piłę składaną- a to inspekcja ambon i reperowanie bierzące, a to żerdzie paśnika się obluzowały. Myśliwym i Leśnikom zawsze pomogę, a lansiarstwo z kundlami traktuję jak kłusola i ekoświra. Jedynego psa jakiego szanuję w lesie to pies Myśliwego i Leśnika.

Strzelać i koniec do bezpańskich psów….! A jak nie, to niech Ci z ochrony zwierząt sobie je wyłapłą…. Wszędzie jest pełno tych kundli…. Do tego stopnia że biegają watachami….

psyy22

Od razu odstrzelić te psiska!

eeeee

Zastrzelić takiego kundla od razu i tyle, ja tam nie widze problemu skoro ktoś nie umie dopilnować pchlarza
– Karolina masz 100% racji – odpowiada inny kolega myśliwy.

wwww

Chętnie bym wystrzelał wszystkie psy wałęsające się po lesie

psyy

I dlatego jestem za możliwością strzelania do kundli w lesie i na polach – Wypowiada się jakaś młoda dziewczyna.

Ewa Diana
W dobie aparatów cyfrowych i lustrzanek z kilkusetkrotnym zoomem, to rzeczywiście niewykonalne… Najprostsza recepta po myśliwsku, z miłością i etyką – kula. Rozwiązanie każdego problemu.

Wystarczy… Nienawiść tego towarzystwa do zwierząt domowych, chyba jedyne pasujące określenie, bo inne wytłumaczenie ciężko dostrzec.

Wierzę, że większość z Państwa jest odpowiedzialnymi właścicielami i na terenie gdzie bytować może dzika zwierzyna, trzyma zawsze swojego psa na smyczy. Warto choćby przez to, odróżniać się od myśliwych, którzy podczas polowań dowolnie puszczają psy luzem do osaczania, oszczekiwania, dochodzenia czy aportowania postrzelonej zwierzyny. Mimo, że w trzech pierwszych przypadkach prawo pozwala im jedynie pracować z psami na otoku, a brak respektu dla tego przepisu jest jednym z najczęstszych wykroczeń myśliwych, którzy czują się panami w lasach i właścicielami dzikich zwierząt. Oto myśliwi i ich deklarowana miłość do wszelkiego stworzenia w pełnej krasie. Tylko u nas, bez pudru, PR-u, i rzecznika od poprawy wizerunku.

I choćby to nagranie ogólnodostępne na youtube. Kilka psów oszczekuje dzika w gąszczu, kolejne chodzą przy myśliwych luzem. Oczywiście ten jazgot niczego nie płoszy…Strzał z kilku metrów i pudło, tzn. trafienie w chyba, grzbiet, co oznacza tylko kolejną bolesną ranę dla umęczonego ucieczką  zwierzęcia.

I film drugi. Tu także hałas, brak otoku ( no jakże w takim gąszczu?) i oczywiście, spokój, harmonia, i jedyne prawdziwe obcowanie z naturą… No i etyka.

Więcej o myśliwskiej nienawiści do zwierząt domowych przeczytasz tutaj: 


Bezimienne ofiary krwawego hobby. 

Oraz

Postrzałki na polowaniach