„Nie podaję ręki wędkarzom” – Czy jest jakaś różnica między wędkarzem a myśliwym?

Często podczas dyskusji na naszej stronie pojawiają się, nazwijmy to „mędrkowie” piszący emocjonalne bełkoty w stylu Ahaha, a wędkarzom też ręki nie podajecie? Przecież też „polują” i prześladują zwierzęta! Co z wędkarzami? Hm, odnośnie tego jaki mamy stosunek do „nie-podawania” komukolwiek ręki wyjaśniamy w pierwszej zakładce na stronie „O nas”. No, ale dobrze, co zatem z tymi wędkarzami i co im w końcu podawać?

19990040_1037694916367372_894059757553975294_n

Ostatnio byłem świadkiem komicznej sytuacji, jak jeden z wędkarzy na profilu PZŁ szalał z wściekłości wobec „okrutnych morderców” polujących. Naprawdę wyglądało to i śmiesznie i strasznie, kiedy facet pozujący z uśmiechem i duszącą się rybą na zdjęciu profilowym, zarzucał innym krzywdzenie zwierząt bez potrzeby dla rozrywki, dręczenie, zabijanie, okrucieństwo. Przypadek ten pokazuje po prostu jak ludzie potrafią działać bez wyobraźni i refleksji, na zasadzie „źdźbło w oku swojego brata dostrzegasz, a belki we własnym nie”. Zaglądający na nasz profil myśliwi dopytują czasem, czemu nie mówimy i nie protestujemy przeciw wędkarstwu sportowemu, nie czepiamy się ich, nie blokujemy konkursów itd. Ja rozumiem, że gdybyśmy chcieli dogodzić wiecznym pretensjom wszystkim wokół, którzy tylko potrafią mieć pretensję i wyrzuty samemu nie robiąc nic, musielibyśmy nazwać nasz profil „Nie podaję ręki myśliwym , wędkarzom, rolnikom, mięsożercom, rozmaitym hodowcom, promocja weganizmu i usypianie kotków jedzących mięso gratis” . Choć jak znam życie i tak znalazł by się ktoś, z kolejną pretensją, bo zawsze można doczepić się choćby o owady zabijane podczas jazdy samochodem czy inne takie. Tak więc panowie myśliwi, jeśli wędkarstwo bardzo wam osobiście przeszkadza, będziemy wdzięczni za włączenie się w walkę o obronę praw zwierząt i działanie na tym odcinku. Sami niestety nie podołamy wszystkiemu :(.

19437587_448237508895428_644872060424621529_n

Wracając do historii, zbulwersowany pan wędkarz, kiedy wytknięto mu hipokryzję zaczął tłumaczyć, że on przecież nie zabija, ani nawet nie zjada, bo hołduje wędkarstwu catch & release (ang. złów i wypuść). Z jednej strony, można by chwalić taką postawę, oznacza to, że wędkarze w przeciwieństwie do myśliwych, są nieco w stanie wczuć się w los swoich ofiar. I że, to hobby, zmierza do ucywilizowania się. Tak jednak nie będzie, bo hobby to hobby, emocje wyzwala złowienie dosadnego okazu i „walka” z rybą, która wywleczona na brzeg do zdjęcia, z przebitym pyskiem swoje musi przecierpieć. Z drugiej strony, nadal jest to więc nie potrzebne nikomu krzywdzenie zwierząt dla rozrywki.  Tak jak niektórzy przestali polować, można oczywiście przestać łowić. Ryby są jednak na o wiele bardziej straconej pozycji z innych zwierząt, bo w przeciwieństwie do nich, nie potrafią dać wyrazu swemu cierpieniu w sposób dosadnie działający na ludzkie zmysły. O ile sarna z odstrzeloną nogą czy jeleń ciągnący po krzakach własne wnętrzności u osób wrażliwych budzą jakiś sprzeciw, tak wierzgająca czy „robiąca ustami” w ciszy ryba powoduje u większości salwy śmiechu. Mało kto pomyśli wtedy, że dusi się i walczy o życie.

19642393_1981266128770686_7808674726375087028_n

Podobieństwa

Gdyby ktoś był ciekaw, nasze zdanie na temat wędkowania, jest mniej więcej takie samo jakie i o myślistwie. Wędkarze możecie się oburzać, ale prawda jest bolesna – krzywdzisz zwierzęta bez potrzeby, dla własnej rozrywki – zawsze będzie nam nie po drodze.  Podobnie jak myśliwi, wędkujący mienią się przyjacielami i obrońcami zwierząt, na które „polują”. Ryby głosu wszak nie mają, ale gdyby miały… Może tak – Co byś pomyślał o „przyjacielu i obrońcy”, który najpierw zaprasza cię na posiłek (wędkarze także nęcą ryby pokarmem, podobnie jak myśliwi na swoich nęciskach), następnie przebija policzek haczykiem, szarpie, wciąga pod wodę, poddusza. Ledwie żyw, ranny, zostajesz wyciągnięty z pod wody, wypuszczony na swobodę, po czym ktoś mówi: Do zobaczenia przyjacielu, i pamiętaj, że jestem twoim miłośnikiem! Uświadamiasz sobie, że jedyną motywacją dla tej osoby była adrenalina i emocje, jakie towarzyszyły mu podczas wciągnięcia cię pod wodę.  Tak to mniej więcej wygląda dla ryb. Gdyby wędkarze rzeczywiście byli przyjaciółmi i miłośnikami ryb, posiedzieli by w spokoju nad wodą, posłuchali ptaków, popatrzyli by z satysfakcją na śmigające pod taflą ryby. Miłośnikowi zwierząt takie coś wystarcza. Im jednak nie. Podobnie jak myśliwi, aby uzyskać pewien rodzaj spełnienia, muszą skrzywdzić czującą istotę, wyciągając ją ze środowiska, w którym żyje. Dziś takie rozważania w tym pomylonym świecie mogą wydawać się śmieszne, ale wierzę , że nadejdą czasy, kiedy podobnymi przypadkami zajmować się będzie psychiatria. Kolejnym punktem wspólnym może wydawać się wędkarska etyka – brzmi już znajomo, prawda? Etyka czy tradycja to takie magiczne dyżurne słowa rodzaju ludzkiego, które są w stanie „uzasadnić” najbardziej absurdalne bestialstwo. Więc wędkarze powiedzą, że oni złowili i wypuścili rybę, której nie stała się krzywda, etycznie oczywiście.  A co byśmy powiedzieli o myśliwym, który łapał by zwierzęta w sidła, tylko po to, by pocieszyć się chwilę ze „zdobyczy”, przetrzymać przemocą i zrobić zdjęcie? To właśnie robi wędkarz,ale jako że ryba żyje sobie gdzieś pod wodą, nikt jej nie widzi, nie krwawi, nie krzyczy, zatem nikogo to nie obchodzi. Wędkarze także inwestować muszą , czyli płacić, by uskutecznić swoje hobby krzywdzenia zwierząt. Łodzie, wędki, żyłki, spławiki, haczyki, zanęty, ubiór, alkohol, siatki i wiele innych. Podobnie jak myśliwi. Teraz sobie wyobraźmy, że ktoś kompletuje podobne akcesoria do łapania psów, kotów albo ptaków? Tylko po to, żeby mieć satysfakcję, zrobić zdjęcie, po czym wypuścić… Co byśmy sądzili o takiej osobie? No i podobnie jak u PZŁ mamy też Polski Związek Wędkarski (PZW) – koła wędkarskie, prezesów, zarządy, konkursy i zawody podczas których ofiarami rozrywki są zwierzęta.

Poniżej zdjęcia, z przypadkowej wyprawy i pamiątkach jakie pozostawia po sobie jeden wędkarz.

Zdjęcie2442Zdjęcie2443

Dodam, że używa on łodzi podczas łowienia wiosną i latem, można więc przypuszczać, że kołysze się na falach będąc pod wpływem. Sytuacja ta pokazuje jeszcze jedno – co człowiek jest w stanie zrobić, dla realizowania swojego bezsensownego hobby. Bagna te i stawy w tamtejszej okolicy od lat były ostoją zwierząt. Zamieszkiwały je i gatunki chronionego ptactwa, licznie dziki, bobry, gęsi. Było tak odkąd zacząłem zapuszczać się w tamte rejony, czyli jakieś 20 lat. Zwierzęcy raj. Aż przybył człowiek, który zapragnął łowić. Wyciął część trzcin, przepłoszył na stałe dziki, z bobrami walczy przy pomocy różnych metod. Wypłoszył gniazdujące tam od lat gęsi i łabędzie. Wieczorami pali ognisko podczas łowienia, dym skutecznie odstrasza zwierzęta na kilometr. Zarybił akweny do niemożliwości tak, że latem ryby wyskakują dusząc się z braku powietrza. Od zwiększonej ilości światła i nadmiaru produktów przemiany materii ryb rozrósł się rogatek (ceratphyllum demersum), który zabiera miejsce do pływania zarastając wszystko. Dzielny wędkarz wyciąga go hakami i zasusza… Po spokojnej ostoi wielu gatunków zostało wspomnienie. Wystarczyło, że przybył człowiek i z pogardą oraz brakiem zrozumienia dla żyjących tu istot, zapragnął realizować swoje hobby. Za to teraz są śmieci i gruz na groblach.

18740437_312834955819650_7739267327457224764_n

Nie trzeba chyba dodawać, że we wspólnych wędkowaniach uczestniczą też dzieci. Tak powstaną kolejne pokolenia pozbawionych empatii osobników, kontynuujących dziwną rozrywkę kosztem zwierząt.

Różnice

Nie ma ich aż tak wiele. Przede wszystkim wędkujący nie opowiadają wszem i wobec, jak to chronią środowisko i ratują ryby.  Łowią też „na oślep”, gdyż nikt nie będzie bawił się w rozpoznawanie kondycji ryby pod wodą, bo i nie ma takiej możliwości. A przecież skaleczenie haczykiem wrażliwej części ciała, jaką jest pysk, powoduje większe narażenie okaleczonego zwierzęcia na możliwość infekcji. Jeśli wejść w tematykę głębiej, to owszem są i tacy którzy powiedzą: „Ale wędkarze zarybiają i dbają o akweny’’ :P. Tutaj podobieństwo do myślistwa i „racjonalnej” gospodarki łowieckiej. Bo przecież zarybiają i „dbają” nie po to, by sobie na rybki popatrzeć, ale by je pokrzywdzić i tak samo podoświadczać „emocji łowieckich”.  Tutaj nie działa nawet argument o regulacjach, czy ochronie czegokolwiek. Oczywiście powiedzą, że mają okresy ochronne, nie wolno łowić ot tak, czego się chce, że są kłusownicy. Skąd my już to znamy?

Wędkarze potrafią też uroczo się kłócić. O naprawdę ważkie sprawy. Tym, co wymyka się mojemu racjonalnemu postrzeganiu, są spory o tzw. „szacunek do ryb”, czyli matę. W wędkarskich grupach raz po raz toczone są „gównoburze” przy każdej okazji, kiedy ktoś chwaląc się złowionymi okazami, ułożył je na piasku lub trawie, zamiast na zakupionej w tym celu podkładce. Istotą sporu jest dość chwiejnie postrzegany „szacunek do ryb”. Jakby rybie robiło to jakąś różnicę, czy dusi się leżąc na trawie, czy na tworzywie sztucznym. Przypomina to również myśliwych, którzy poprzez szacunek do zwierzęcia rozumieją wetknięcie zielonej gałązki w pysk, ułożenie pokotu oraz zjedzenie ofiary. To takie w sumie kuriozum – dysputy internetowe o urojonym szacunku do zwierząt, podczas gdy one same wierzgają w konwulsjach do czasu aż dumny pseudomiłośnik ryb zrobi sobie zdjęcia, by pochwalić się podobnym sobie (…). Obrażać nie będziemy, wierzymy, że ci ludzie są głęboko nieświadomi.

19149456_1351248891610943_7216961654201775335_n

Nic nie mamy do osób, które łowią i polują z życiowej konieczności, dla wyżywienia się, by przetrwać. To jak najbardziej zrozumiałe, w porównaniu do takiej pseudorozrywki jak catch & release… która nie służy niczemu, poza próżniaczemu zaspakajaniu zachcianki ekscytacji.

Głód?

Mój znajomy wędkarz do swojego łowiska podjeżdża terenowym nissanem wartym jakieś 100 tys. Nie wiem ile kosztował ponton którego używa ani łódka oraz wszystkie akcesoria. Ale błądząc po cennikach różnych zanęt można przyjąć, że za tygodniowy wydatek tylko na to, byłby w stanie się zdrowo wyżywić. Widocznie coś innego gna ludzi, by w imię spełnienia pasji, w braku poszanowania żyjących wokół istot dewastować wszystko obok siebie. Pierwotny atawizm? Chęć panowania? Czynienia sobie nie tylko ziemi, ale i wody „poddanej”?

Praktyki wędkarskie nie pozostają też bez negatywnego wpływu na środowisko. Pomijając pozostawiane śmieci, zanęty, to sztuczne zarybianie, podkarmianie musi mieć wpływ nie tylko na ichtiofaunę takiego zbiornika. W łowiectwie znane są konsekwencje sztucznego pompowania populacji większych zwierząt, m.in. są to straty w rolnictwie, leśnictwie, czy też konflikty ze zwierzętami na terenach zurbanizowanych. Ale co pod wodą? Sztuczne przerybianie dla połowów powoduje zachwianie równowagi w środowisku wodnym, nadmiar odchodów stopniowe zamieranie zbiornika i rozwój glonów, często też zbyt dużej populacji ryb nie wystarcza rozpuszczonego tlenu i w ciągu lata podduszają się ginąc. Ściagają też amatorzy łatwego łupu w postaci licznych widocznych ławic rybich, jak choćby czaple czy kormorany, które jednak będą już wtedy postrzeganie jako „szkodniki”. Złożone zależności w łańcuchach pokarmowych ulegają deregulacji. Konsekwencji nie sposób przewidzieć.

Czy człowiek powinien jeść ryby? Powinien, jeszcze jak! Pod warunkiem, że wskoczy do wody i złapie sobie przy pomocy własnych rączek i nóżek. Jeśli ktoś dokona łatwo tej sztuki, uznam, że rzeczywiście człowiek podobnie jak foka choćby, przystosowany jest do życia i polowania pod wodą.  Przy pomocy wędek, nęcenia, oczekiwanie na brzegu czy w łodzi – cóż to za wyczyn? Który drapieżnik tak postępuje?  Ryba reaguje instynktownie. Czując  kuszący zapach, widząc wijącą się potencjalną łatwą zdobycz, niemal zawsze spróbuje szarpnąć za haczyk. Oczywiście trzeba wiedzieć, kiedy i gdzie łowić, oraz wykazać się cierpliwością.  Oszukańcza podstępna technika, żywo kojarzy mi się z myśliwskim wabieniem, np. lisów na pisk myszy.

Wędka

Co się dzieje na świecie?

Obecnie ekspansja człowieka i rozwój cywilizacji oddziałują szczególnie na środowiska wodne. Osuszanie bagien, wypalanie torfowisk, zasypywanie stawów, „melioracja” wszystko to zaburza stosunki wodne i pozbawia nas jej zasobów. Ale najgorsze wydaje się być zatrucie. Nie tak dawna katastrofa ekologiczna w rzece Warta, pokazała do czego człowiek jest zdolny. W rzece na odcinku od Poznania aż po Oborniki pływało tysiące śniętych ryb. Najbardziej płakali oczywiście wędkarze. I tu znów podobieństwo do myślistwa, gdyż dla tych panów jedyną motywacją do przeżywania bolesnej straty było to, że przez jakiś czas sobie nie połowią. Wiadomość z FP wędkarskiego: „To co zastaliśmy nad wodą jest przerażające. Setki dogorywających ryb: medalowe – leszcze, amur, brzany, bolonie, klenie, płocie, szczupaki i okonie nie wspominając o drobnicy wśród której można było spotkać różanki co świadczyło o czystości wody – piszą na swoim FB wędkarze z WKS Spin-Ice Szamotuły.”
Oczywiście jedno małe słówko „medalowe”. Już skądś to znamy… Podobne oburzenie wyrażają polujący, kiedy jakiś „medalowy” jeleń, padnie od innej przyczyny niż „prawidłowy odstrzał selekcyjny”. Czasem ciężko mi uwierzyć, że jesteśmy aż tak porąbanym gatunkiem…

14706835_1181433318580950_3224612157021823198_o

Według zapisków historycznych, dawna zasobność jezior i rzek przekraczała nasze dostępne wyobrażenia, tak samo jak wielkość niektórych łowionych okazów, również odbiegała od podanych obecnie norm książkowych. To co mamy dzisiaj, to zaledwie szczątki dawnego wspaniałego rybiego świata.  A do tego dokładamy wszelkie utrudnienia w postaci regulacji i przegradzania rzek, czy też ciągłego podtruwania zamkniętych zbiorników, jezior i stawów. Morza i oceany, tutaj sytuacja jest jeszcze gorsza. Są sygnały o waleniach ginących już z głodu, jak i konających w bólach od połkniętych śmieci.

Morza i oceany traktowane są jako źródło bezgranicznych zasobów. Obecnie 75% łowisk na świecie jest całkowicie wyeksploatowanych lub przełowionych. Wiele gatunków ryb łowi się w sposób rabunkowy i szkodliwy dla środowiska. Ryby, a także inne gatunki niechciane, które wpadły w sieci przypadkowo, wyrzucane są za burtę, często martwe lub okaleczone. Gatunków, które wyginęły w wyniku nadmiernej eksploatacji lub szkodliwej działalności człowieka jest wiele, ale przytoczmy może jeden najbardziej znamienny jako znak czasów. Mało kto wie, że prawdopodobnie jesteśmy ostatnim pokoleniem, które zna smak węgorza europejskiego. Przez ostatnie 30 lat liczebność węgorzy spadła o ponad 95 procent głównie na skutek nadmiernej eksploatacji  Morza i oceany gwałtownie pustoszeją. Do 2050 r. z powodu przełowienia mogą wyginąć wszystkie ryby w morzach i oceanach.

20046576_153779825184197_1107417090705852857_n

Makrelę czy sardynkę pragnie się jeść, uważając, że zawsze będzie dostępna w sklepowej puszce. Po zabiciu oceanów zostaną nam zbiorniki śródlądowe, które nie mają nawet małej części odnawialnego potencjału oceanów i mórz. Ile czasu zajmie nam wykończenie tych akwenów? Czyńcie sobie ziemię poddaną? Powodzenia. Szkoda, tylko, że za opatrznie rozumiany przez niektórych fragment Biblii, cenę musimy zapłacić wszyscy.

Mogło by się wydawać, że rozwiązaniem będzie hodowla ryb, co przecież trudne nie jest. Takie hodowle są już prowadzone i właśnie z nich pochodzi ponad 90% ryb, jakie możemy kupić w sklepach. Jednak negatywny wpływ na zdrowie spożywania takich „ryb” wydaje się być przesądzony oraz tak samo, jak co do każdej masówki dołączają negatywne konsekwencje dla środowiska, z czym zapoznać można się w poniższym filmie, tytułem puenty.

Lubię czasem przysiąść nad stawem, jeziorem lub rzeką. W takich miejscach przyroda zdaje się być jeszcze bogatsza w swej obfitości piękna. Wystarczy posiedzieć trochę bez ruchu, by za jakiś czas dostrzec buszujące w podwodnym świecie ryby. Reagują na najmniejszy ruch, nurkując z powrotem w głębiny. O dziwo, nie boją się sunącego bobra. Ale gdy jesteśmy odpowiednio cierpliwi, stawy i mokradła roztaczają przed nami kolejną nieodkrytą oazę piękna i tajemnic wodnych mieszkańców. Żwawe ławice płoci z barwnymi ogonami, muskające w pędzie lustro wody, kolorowe ważki, żabie śpiewy, czasem wyskok spłoszonej ryby nagłym atakiem szczupaka – wojownika, niczym wykrzyknik spadający na zmącone zwierciadło wody. Czy nie potrafimy tego wszystkiego dostrzec? Czy samo to nie wystarczy dla satysfakcji, spełnienia, doznania radości? Mi wystarcza. Myślę wtedy o tym. Nadchodzi wędkarz. Na długie godziny zarzucany haczyk ze spławikiem, zaburzy spokój tego uroczego zakątka. Nie potrafi widzieć, nie chce niczego czuć. Do satysfakcji w „kontakcie z naturą” potrzebna okaleczona istota, wyrwana podstępem ze swego świata. Zdjęcie z uśmiechem…

Można wracać do domu, bogatszym… Nie, chyba jednak dużo uboższym.

Reklamy