Żyjemy pod okupacją kół łowieckich. Myśliwi nigdy nie chronili naszych pól – Rozmowa z Agnieszką Curyl-Katholm.

 26694769_2049351578423306_22172024_n

Szkody, wypłaty odszkodowań, szacowania, ochrona upraw rolników. Któż o nich nie słyszał. Koronne argumenty myśliwych powtarzane niczym święta mantra przy każdej możliwej dyskusji na tematy łowieckie. „Zapraszam na wieś, porozmawiajcie z rolnikami” – słyszeliśmy nie raz. No to porozmawialiśmy. Agnieszka Curyl-Katholm z zamiłowania i wykształcenia jest rolnikiem. W rodzinnym gospodarstwie uprawia pszenicę, pszenżyto, jęczmień, groch, rzepak i kukurydzę. Hoduje świnie, krowy i nieco kur. Działa w Związku Zawodowym Rolników Rzeczpospolitej. Swoje poglądy i problemy z myśliwymi zaczęła nagłaśniać 2 lata temu w TVP1 podczas cyklu programów publicystycznych Sprawa dla reportera. Opowie i pokaże nam, jak myśliwskie slogany i łowiecka mitologia konfrontują z rzeczywistością szarego rolnika oraz jakich prześladowań doznała, kiedy zaczęła publicznie opowiadać o tym jakie straty gospodarka łowiecka przynosi rolnictwu. Wyjaśnia też, jak polskie prawo łowieckie i lobby myśliwskie nie przestrzega prawa własności, a kolejna nowelizacja tylko umacnia taki stan rzeczy.

To prawdopodobnie najważniejsza rozmowa jaka miała miejsce w publicznej debacie na temat kształtu myślistwa w Polsce. Wywiad dla niektórych wstrząsający, bo obracający w perzynę znane myśliwskie bełkoty o ochronie upraw i tym podobne. Łowiectwo szkodzi przede wszystkim przyrodzie i ludziom, to wiemy nie od dziś. Jakkolwiek w tej dyskusji zagadnienie jego wpływu na rolnictwo jest przez środowiska przyrodnicze pomijane lub bagatelizowane. Pamiętamy kiedy pani Agnieszka jakiś czas temu zawitała na nasz profil po raz pierwszy. Nie zawsze się zgadzaliśmy, a w komentarzach pojawiały się drobne różnice zdań. Ostatecznie udało się porozmawiać, a treść prezentujemy Państwu poniżej no i oddajemy do rąk chyba najmocniejszy argument ze wszystkich jakie były tu poruszone do tej pory.

NPRM: Zwykle pytamy naszych gości dlaczego są przeciwni łowiectwu. Ale Ty, jak nam powiedziałaś, nie jesteś jemu przeciwna jako takiemu, jeśli nie narusza interesów działalności jaką się zajmujesz. Więc może tak – jak wygląda obecnie Wasze gospodarstwo? Ile ha ziemi i co na niej uprawiacie? Co trzymacie z żywego inwentarza? Wbrew pozorom to bardzo ważne pytanie.

Agnieszka  Curyl-Katholm: Żyjemy na południu koszalińskiego. W naszym rodzinnym gospodarstwie rolnym uprawiamy pszenicę, pszenżyto, jęczmień, groch, rzepak, kukurydzę. Mamy bydło mięsne i świnie, trochę kur, dwa psy, pięć kotów, a na polach nieogrodzonych pasą się stada państwowych/PZŁ-owych dzików, saren i jeleni, niszcząc nasze plony od zasiewów aż po żniwa. Gospodarstwo jest między lasami, a ziemię uprawiamy zgodnie z jej przeznaczeniem, są to przecież użytki rolne, a nie leśne. Ziemi jest 4. klasy, nie jest źle. Tam, gdzie mamy ogrodzone uzyskujemy wydajność 8t/ha pszenicy, 4,2 t/ha rzepaku, tam gdzie nie jest ogrodzone przed zwierzyną i są szkody 1t/ha, co najwyżej 5 t/ha pszenicy i 0,9 t/ha rzepaku  za takie same nakłady, koszty i pracę!!!

Szkody łowieckie to cios dla nas i gospodarki narodowej oraz ogromne marnotrawstwo żywności.

NPRM: Czym zajmujesz się zawodowo?

Agnieszka: Jestem zawodowym rolnikiem, tak jak mój mąż, po szkole rolniczej. Pracujemy tylko oboje w gospodarstwie. Uwielbiam robotę w polu na traktorze, nie mogę doczekać się wiosny, zapachu ziemi i pracy w polu. Działam w ZZRR „Solidarni”.

26638208_2049103515114779_1928015825_n.jpg

NPRM: Dlaczego właśnie rolnictwo, uprawa ziemi, hodowla zwierząt?

Agnieszka: Poznałam rolnika z krwi i kości, który obudził we mnie miłość do ziemi i rzuciłam wszystko inne, by z nim szukać ziemi i budować gospodarstwo rolne. Pochodzę ze świętokrzyskiego, i tak jak dla mojej babci każdy kawałek ziemi był cenny… Być Rolnikiem to styl życia. Jesteśmy prawdziwymi rolnikami, nie uprawiamy ziemi dla dopłat, bo gdyby tak było, nic byśmy nie siali i brali dopłaty, przecież i tak zwierzyna zżera nasze plony. Kocham zapach ziemi, lubię i szanuję zwierzęta. W prawdziwym gospodarstwie rolnym muszą być zwierzęta.

26553024_2049351841756613_808867436_n.jpg

NPRM: Nie ukrywamy, że bardzo cieszymy się z tej rozmowy. I jest ona bardzo ważną w tej trwającej od lat debacie na temat łowiectwa. Ponad rok temu opublikowaliśmy artykuł w ogólnym ujęciu traktujący o szkodliwym wpływie gospodarki łowieckiej wobec rolnictwa. Oparty na racjonalnej analizie treści z książek myśliwskich. Krótko po tym w Sprawie dla reportera pojawiasz się Ty i „o zgrozo” potwierdzasz swoimi słowami to o czym „zielone ekooszołomy” od dawna piszą. Opowiadasz nawet dużo więcej, rzucając nowe światło wokół konfliktu na linii rolnicy-myśliwi. Od czego to się u Was zaczęło i co jest istotą tego sporu?

Agnieszka: Po prostu my chcemy, aby nasze gospodarstwo się rozwijało, chcemy siać i zbierać nasze plony. Dziś się zadłużamy, by utrzymać gospodarstwo. Historia z myśliwymi zaczęła się od pierwszych szkód na polach. Wydzierżawiliśmy ziemię od ANR, nikt z agencji nam nie powiedział, że ta sama ziemia jest wydzierżawiona kołom łowieckim przez Dyrektora Lasów Państwowych RDLP w Szczecinku na podstawie uchwały Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego o podziale na obwody (i jest do tej pory!). Nasze gospodarstwo rolne leży w 3 obwodach łowieckich i jest eksploatowane przez 3 koła łowieckie, zupełnie za darmo.

Szkody są ogromne, a myśliwi szacują uznaniowo. Po wezwaniu ich na szacowanie przychodzą ze swoim rzeczoznawcą, który zaniża rzeczywiste szkody i wypisuje wszystkie choroby i szkodniki z katalogu, fabrykuje dowody, koło mu sowicie płaci, bywało tak, że nie pozwalał naszych uwag wpisać do protokołu szacowania, pisał że jak zgodzimy się z protokołem to kwota odszkodowania będzie trzy razy wyższa niż jeśli się nie zgodzimy, do tego przybijał kilka pieczątek rzeczoznawcy majątkowego, nawet te nieaktualne.

26696540_2049107778447686_462630243_n
Szkody są ogromne, co widać na tym zdjęciu z drona. Myśliwym taki stan rzeczy bardzo odpowiada. Realizowane cele gospodarki łowieckiej powodują znaczne straty w rolnictwie. Ale dzięki temu można się chwalić ”zasobnymi łowiskami” i bogatymi stanami zwierzyny. Organizować komercyjne polowania dewizowe z zarobkiem dla koła. Żaden z myśliwych tak naprawdę nie jest zainteresowany rzeczywistym ograniczaniem populacji zwierząt takich jak sarny, jelenie czy dziki. Cel jest zgoła odwrotny i zgodny z własnym interesem jakim są udane polowania i obfite pokoty z ubitej zwierzyny.
Fot. Agnieszka Curyl, opis NPRM. 

Inne koło wynajmowało strażnika leśnego etatowego szacującego, który po napisaniu przez mnie skargi do koła, że nie zostawił protokołu z szacowania, wpadł na podwórko i powiedział, że gdybym była mężczyzną, to by mi przyłożył, żebym się nie podniosła. Potem szacował inne uprawy i na szacowanie już nie poszłam, zaniżył trzydziestokrotnie odszkodowanie, poszliśmy do sądu. Spraw w sądzie z jednym kołem mieliśmy trzy, co rocznie po żniwach do sądu, mimo że biegły powołany przez sąd wyliczył najniższą możliwą kwotę, sąd przyznał połowę tej kwoty po czterech latach. Ale zarząd koła się zmienił, sami porządnie ogrodzili pole i już 4 sezony mamy nasze plony, a koło współpracuje z nami.

Inne koło również raz wzięło strażnika leśnego do szacowania szkód z służbowym samochodem,  leśnik dostał naganę i już nigdy nie przyjechał. Nie wpuszczamy na pola oszustów i nie pozwalamy, aby nas ci szacujący oszukiwali.

Jeśli koło chciałoby uczciwie zapłacić nie przysyłałoby takich ludzi. To jest straszak na oponentów, byle pozbierać dowody do sądu, nagrać, sprowokować, byśmy nerwy stracili i wyrzucili z pola. Do jednego rolnika przyjechało raz pięciu takich szacujących i nas świadków też było pięciu. Myśliwi wezwali policję, żeby wyrzuciła świadków rolnika, bo wg nich rolnik powinien być sam podczas szacowania z ich pięcioma rzeczoznawcami! Zeszli z pola, nie oszacowali, policja nie wiedziała jak się zachować.

Z jednym kołem zawarliśmy ugodę w sądzie mieli ogrodzić, żeby nie było szkód. Ogrodzili tak, żeby zwierzyna miała dostęp do naszych pól – są ogromne szkody. Dla nich ogrodzone pola to strata, nie ma łowiska.

NPRM: Czy miałaś jakieś nieprzyjemności ze strony myśliwych po swoich wystąpieniach w telewizji? Jak teraz układa się współpraca z kołami?

Agnieszka: Jest jeszcze gorzej, zwłaszcza z jednym kołem. W ogóle nie chcą szacować szkód, mąż sam ogrodził pola.

NPRM: Jak w praktyce wygląda szacowanie szkód z udziałem myśliwskich rzeczoznawców?

Agnieszka: Szacowanie?! To zbieranie dowodów przeciwko rolnikowi! Główny argument to zła agrotechnika, bo za to odszkodowanie się nie należy. Robią pokazówki z miarami, taśmą, przyjeżdżają z wagami laboratoryjnymi… zdjęcia, operaty jak komiksy, przecież i tak przecież nie zmierzą wszystkich miejsc szkód, nie policzą wszystkich kłosów  to jest komedia. Mąż zwrócił uwagę jednemu myśliwskiemu rzeczoznawcy, to odgrażał się, że zadzwoni na policję. Nie zadzwonił, zszedł z pola. Biegli na liście SO to zazwyczaj myśliwi. Myśliwi dobrze płacą szacującym, dlatego ta kwota w skali kraju 70 mln zł rocznie szkód jest taka niska, a w nią wchodzą również koszty szacowania, dojazdu. Więcej pieniędzy idzie na tych szacujących niż dla rolników. Realna kwota szkód łowieckich to 2 mld zł.

26755396_2049351048423359_1773420856_n
Na polach państwa Katholm – zakaz wstępu dla członków PZŁ 🙂

NPRM: Czy wypłaty odszkodowań są rzetelne i rekompensują straty wyrządzone przez zwierzęta?

Agnieszka: Absolutnie nie! Gdyby płacili uczciwie, szybko by zbankrutowali biorąc po uwagę pogłowie zwierzyny i naturalną pojemność łowiska. Wielu rolników nie wzywa w ogóle na szacowania, wielu pogrodziło na stałe swoje pola, byle mieć spokój i plony. 130 tys. myśliwych w Polsce nie jest w stanie zapłacić za swoje hobby, za które powinno zapłacić milion myśliwych. W Polsce powinno być milion myśliwych, biorąc pod uwagę wielkość kraju.

NPRM: Jesteś za tym, aby rolnicy mogli w razie konieczności wykonywać polowania na obszarze swoich gruntów. I tak obiektywnie rzecz biorąc, trudno się z tym nie zgodzić – rolnik najlepiej wie jak postąpić z tuszą i co zrobić z mięsem, sam rozwiązuje swój problem i nie potrzebuje „opieki” koła łowieckiego. Nie będzie zabijał dla trofeum czy rozrywki. Omijamy tu pewien zbędny etap. Odchodzi mnóstwo kosztów, zwierzęta może wreszcie odnajdują spokój w lasach, nie będąc przeganiane podczas zbiorówek na pola. Być może nawet takie rolnicze polowania przyniosłyby odwrotny efekt i zwierzyna z pól szukałaby bardziej ostoi na terenach leśnych, co byłoby z korzyścią dla rolników i niej samej. Jednak myśliwi argumentują, że „jeśli Wam pozwolić, to w rok wytrzebicie wszystko” – co Ty na to?

Agnieszka: Obecnie łowiectwo na ziemi rolnej to biznes tylko dla myśliwych, którzy nie maja kosztów. Utrzymują wysokie pogłowie zwierzyny, chełpią się nim mówiąc, że to jest wzorowy model łowiecki, po to by wszyscy unijni myśliwymi mogli polować. Zapraszają ich (w ciągu roku w naszej gminie jest kilkadziesiąt takich polowań) wożą ich po polach, lasach, pokazują ambony rozstawiają przy polach, drogach i strzelają. My nie idziemy do chlewni i nie strzelamy do naszych zwierząt przy karmieniu. Polska została wolna od komunizmu, ale rolnicy i zwierzyna żyją dalej w komunizmie. Zwierzęta dzikie powinny być wolne, a nie państwowe, bo jest taka jest ich natura.

Rolnicy powinni mieć prawo polowania, tzn. prawo wyboru koła, myśliwych albo sami polować jeśli są tylko myśliwymi. Nikt z rolników nie myśli, by bez uprawnień mógł polować. Państwo powinno organizować kursy łowieckie (terminy ochrony, zwierzęta pod ochroną czy łowne) i wydawać licencje. Państwo, a nie PZŁ powinno organizować te kursy i państwo powinno pobierać opłaty, a każdy myśliwy powinien wysyłać rocznie wykaz zwierząt pozyskanych w roku. Tak jest w Danii. W Danii część właścicieli nie chce myśliwych, więc nikt u nich nie poluje, tam zwierzyna żyje, a myśliwi duńscy wiedzą, kiedy polować i dbają, by nie wybić wszystkich zwierząt. Tak jakby wybić wszystkie krowy w oborze wziąć kasę, a co z jutrem? nie będzie cieląt, mleka! W Danii nie planów pozyskania i nikt niczego nie wybija do zera. Oprócz dzików, które król duński uznał za szkodnika gospodarki albo trzoda chlewna albo dziki wektor chorób.

 

pozyskanie dania

NPRM: Główny powód dla którego dziś rozmawiamy – szkody w rolnictwie. Wiemy oboje, że gospodarka łowiecka zajmuje się hodowlą zwierzyny w stanie dzikim na potrzeby polowań i utrzymaniem „zasobnych łowisk”, aby powiększające się każdego roku grono myśliwych miało na co polować, a pokoty były obfite i łowy udane. Zwierzęta de facto pasą się na uprawach rolnych dla myśliwskich uciech. Co o tym myślisz? Czy tak powinno być i jak długo może trwać ten stan…

Agnieszka: Jestem przeciwna dokarmianiu i tak wysokiemu pogłowiu. Nas rolników nie stać, by taki stan rzeczy utrzymywać, by nasze pola były pastwiskiem dla tuczenia zwierzyny dla wszystkich myśliwych z całej Unii. Zjeżdżają się z Belgii, Francji, Włoch, Danii, Niemiec  to są zabójcy, do tego różnej maści biznesmeni i politycy. Prawdziwi myśliwi by nie przyjechali na coś takiego.

NPRM: Wolałabyś może nie korzystać z żadnej pomocy myśliwych, mieć pełny zysk z plonów i sama zadbać o swoje uprawy? Jednak obecnie prawo nie bardzo to umożliwia w wielu kwestiach.

Agnieszka: Obecnie nie mamy żadnego wpływu na gospodarkę łowiecką. Nie powinno być żadnych odszkodowań za szkody, ale równocześnie prawo polowania powiązane z własnością ziemi, prawo wpływu na łowiectwo.

NPRM: Myśliwi często mówią, że gdyby nie oni, to rolnictwo padnie, a reszta społeczeństwa umrze z głodu, bo zwierzęta splądrują wszystkie uprawy no i wejdą do miast…

Agnieszka: W reszcie świata rolnicy mają wysokie plony. Produkcja świń w Niemczech szczytuje, a w Polsce spada i mamy ASF. W Niemczech, Danii nikt nie grodzi pól ani lasów. W Polsce Lasy Państwowe grodzą młodniki, bo zwierzyna żre sadzonki, wypierając ją na pola. Rolnicy inwestują w siatkę i słupki, wszyscy grodzą, bo to inwestycja w ciągu sezonu, dwóch się zwraca w postaci zakładanego plonu.

NPRM: Myśliwi często powołują się na to, że oni właśnie chronią uprawy rolników. Kiedy jednak pojawia się postulat, żeby to rolnik mógł na własnej ziemi zabić np. dzika, podnosi się krzyk. Przy aferze z LexSzyszko większość myśliwych popierała to prawo, jako że właściciel może robić co mu się żywnie podoba na jego prywatnym terenie. Jednak w innych przypadkach często nie respektują prawa własności, twierdząc, że nadrzędne cele gospodarki łowieckiej maja wyższość nad nim. Jak rozumiesz ten paradoks? 

Agnieszka: Oni nigdy nie chronili naszych pól. Prawo własności to prawo naturalne zagwarantowane konstytucją i od niego powinno wywodzić się prawo łowieckie. Żaden myśliwy nie szanuje prawa własności, bo obecne prawo łowieckie wywodzi się od Bieruta. Szanują prawo własności jeśli chodzi tylko o ich własność. Wielu myśliwych-rolników ogrodziło swoje pola siatką na stałe, a łowiectwo uprawiają na cudzych polach.

Łowiectwo to hobby, nikt nie powinien decydować o byciu myśliwym. Kurs łowiecki państwowy powinien być jak na prawo jazdy, zdajesz – jesteś myśliwym. Trzeba skończyć z monopolem PZŁ. Myśliwy powinien płacić państwową licencję łowiecką do budżetu państwa, a państwo prowadzi statystyki pozyskania zwierzyny. Niepotrzebne jest jedno PZŁ.

23805685_1981367975221667_1341853902_n23804648_1981367928555005_348906938_n
NPRM: W Sprawie dla reportera powiedziałaś, że „rolnicy żyją obecnie pod okupacją kół łowieckich”, a ktoś inny dodał, że „Waszą pracę niszczą myśliwi i ich system”. Możesz to rozwinąć? 

Agnieszka: Używają jak chcą naszej ziemi, wchodzą kiedy chcą, płacą odszkodowania ile chcą, kolegom więcej, decydują pośrednio co możemy uprawiać, kukurydza i groch tuż po siewie zaraz zeżarta, możemy mieć plon 8t/ha albo 1 t/ha.

26653234_2049088268449637_1718893223_o
Bez wiedzy i bez zgody odbywają się polowania. Oprócz toksycznego ołowiu, w środowisku pozostają śmieci w postaci łusek. 

NPRM: Co należało by według Ciebie zmienić w prawie łowieckim i dlaczego? A może napisać je od nowa?

Agnieszka: Prawo łowieckie należy napisać bezwzględnie od nowa i oprzeć go na normie prawnej prawo polowania jest powiązane z własnością ziemi. W prawie cywilnym i  ustawie o ziemi i ustawie o lasach powinien znaleźć się artykuł prawo polowania należy do właściciela ziemi. Tak jak we Francji w kodeksie rolnym nikt nie ma prawa polować na terenie nie będącym cudzą własnością bez zgody właściciela lub innej uprawnionej osoby. W Danii Sąd Najwyższy przyznał rolnikom/właścicielom ziemi prawo polowania powiązane z własnością gruntu w 1837 r., ale prawo ustanowiono dopiero w 1851 r. i obowiązuje do dzisiaj. Miejmy nadzieję, że nowe prawo łowieckie powstanie szybciej niż w Danii, obwody są już nielegalne, ale brak prawa polowania. Powstało już tyle projektów, a każdy jest taki sam, zachowuje status quo PZŁ, a nawet go wzmacnia, jak w przypadku art. 33 ust. 3 który zniknął o odpowiedzialności solidarnej członków koła za zobowiązania finansowe koła. Dlaczego? Wiadomo. Wygląda na to, że nikt w Parlamencie nie przeczytał raportu NIK o łowiectwie i wyroku TK z 10 lipca 2014 sygn.akt P 19/13. Na stronie 14. wyroku TK jest nawiązanie do normy prawnej przedwojennej. Skoro nie ma obwodów łowieckich, bo art .27 ust.1 stracił ważność, brak nam tylko prawa polowania!!

NPRM: Popierasz postulat OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych o delegalizacji PZŁ? Jeśli nie, co zamiast tego?

Agnieszka: Nie ma sensu rozliczać PZŁ, my ich nie rozliczymy. Niech tylko oni zejdą z naszej ziemi, łowiectwo byłoby lepsze bez ich monopolu, niech znowu będzie kilka organizacji łowieckich, jak przed wojną, a nie jedna partyjna.

OPZZ zastępuje stary PZŁ nowym i nic nie wnosi lepszego.

Postulat Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej SOLIDARNI jest lepszy, bo zgodny z Konstytucją i oczekiwaniem rolników i właścicieli.

Nasze postulaty oparte są na światowych modelach łowieckich, przedwojennym prawie łowieckim z 3 grudnia 1927 r., wyroku TK z 10 lipca 2014 r. oraz Raportu NIK Prowadzenie gospodarki łowieckiej z września 2015 r.

Oto nasze postulaty:

  1. prawo polowania powiązać z własnością gruntu;
  2. właściciel nieruchomości ma prawo polowania, wydzierżawia prawo polowania kołom albo sam poluje, jeśli jest myśliwym;
  3. znieść zapis, że zwierzyna w stanie wolnym jest własnością Skarbu Państwa, wprowadzić zapis, pochodzący jeszcze z czasów rzymskich „Res Nullus” [rzecz niczyja] dotyczący zwierzyny, zwierzyna należy do ziemi, na której się znajduje,
  4. znieść monopol PZŁ na łowiectwo;
  5. znieść zapis o powierzchni 3 tys. ha jako minimalnej powierzchni obwodów łowieckich, akt notarialny determinuje wielkość rewiru łowieckiego;
  6. wprowadzić państwową licencję łowiecką, państwowe kursy i szkolenia łowieckie;
  7. Lasy Państwowe powinny wydzierżawiać swe grunty myśliwym w drodze przetargowej i zarabiać na łowiectwie;
  8. na koniec roku łowieckiego każdy myśliwy bądź koło łowieckie przesyła do właściwego ministra informacje na temat ilości pozyskanej zwierzyny;
  9. brak przymusu do uczestnictwa w stowarzyszeniu łowieckim, kole łowieckim, łączenia rewirów łowieckich.

Proponowany przez nas nowy system łowiecki spowoduje:

  1. wpływy do budżetu z tytułu licencji łowieckiej i szkoleń łowieckich, i wydzierżawiania myśliwym w drodze przetargu państwowej ziemi (LP);
  2. brak zakładanego finansowania szkód łowieckich przez budżet państwa;
  3. zwiększenie produkcji rolnej i przepływów finansowych w rolnictwie, zwiększenie eksportu produktów rolnych;
  4. zwiększenie liczby myśliwych, otwarcie łowiectwa dla wszystkich, kultywowanie prawdziwej tradycji łowieckiej;
  5. brak szkód łowieckich jako problemu państwa, szkody będą problemem właściciela ziemi;
  6. zwiększenie wpływu z tytułu podatku VAT, albowiem większa produkcja to większa sprzedaż produktów rolnych i większe wpływy vat do budżetu państwa;
  7. koniec z korupcją podczas szacowań szkód, z procesami o odszkodowania.

Proponowany przez nas nowy system łowiecki nie zagrozi:

  1. łowiectwu i liczebności zwierzyny, gdyż większość lasów w Polsce jest państwowych, właścicielom prywatnym będzie również zależeć na zwierzynie, gdyż będzie ich własnością, będą za nią odpowiedzialni, będą mieć przychody z dzierżawy ziemi myśliwym, poza tym zwierzęta łowne nie znajdują się na liście gatunków zagrożonych. Ponadto polowań będą dokonywały osoby z uprawnieniami łowieckimi.
  2. istnieniu PZŁ, OHZ i LP, kołom łowieckim PZŁ.

W załączeniu tabela, opracowana przez nas, która przedstawia roczny bilans obecnego modelu łowieckiego:

KOSZTY PRZYCHODY UWAGI
Koła łowieckie PZŁ 17,7 mln zł czynsz dzierżawny (gminy i LP otrzymują za 25,6 mln ha, max 7 kg żyta/ha) 1,581 mld zł minimalna wartość hobby
60 mln zł szkody łowieckie (w tym koszty szacowania) 80 mln zł skup dziczyzny
36 mln zł Składka członkowska na PZŁ (2017 r.)

357 zł norm, 197 zł ulg.

?? polowania dewizowe, komercyjne OHZ ZG PZŁ 2,75 mln zł, koszt 0,515 mln zł, zysk 2,23 mln zł, wg NIK
Opłata za kurs łowiecki 1000-2500 zł/os ??dopłaty unijne, subwencje krajowe, introdukcje
Razem 113,6 mln zł min. 1,661 mld zł
Lasy Państwowe

10 % leśników w kołach łowieckich

Ochrona lasu przed zwierzyną 144 mln zł (ogrodzono 90 tys ha 1,3 % pow. LP-NIK Raport o łowiectwie, s.65) 5 mln zł za czynsz dzierżawny od kół

za 7,6 mln ha

Utracony przychód za wydzierżawianie lasów w przetargach na dzierżawę obwodów łowieckich min 200 zł/ha, tj.1,5 mld zł

można by było podzielić lasy państwowe na mniejsze parcele po 2 tys. ha i wydzierżawiać w przetargach na polowania

???Szkody łowieckie w lasach (25 tys.ha szkody < 50%, 70 tys.ha szkody 21-50%) dane za 2012 r. Strategia gospodarowania zwierzyną płową.)

średni koszt odnowienia lasu 4,25 tys. zł/ha

200 mln zł ?

Rolnicy, właściciele ziemi

10 % rolników w kołach łowieckich

lasy prywatne to 1,75 mln ha

17,7 mln ha x 100 kg żyta x 0,5 zł/kg=885 mln ustawa prawo łowieckie art.48 pkt 4, szkody za które odszkodowanie nie przysługuje 0 zł/ dzierżawę obwodu ?? utracone korzyści w związku ze szkodami łowieckimi
Podatek rolny wartość 1,5 mld zł/rocznie

250 kg żyta/ha

2 mld zł szacunkowe szkody łowieckie

 

Utracony przychód za dzierżawę obwodu 17,7 mln ha x 100 zł/ha tj. 1,77 mld zł
gmina 12 mln zł za dzierżawę obwodów na gruntach polnych
Skarb państwa straty łącznie 2,194 mld zł rocznie 150 mln zł VAT (zwierzyna zeżarła plony)
344 mln zł kosztów z LP 200 mln zł Utracony przychód za licencję 1 mln myśliwych x 200 zł

?? Utracony przychód za szkolenie myśliwych

w Polsce jest o 1 mln mniej myśliwych względem l. ludności porównując inne kraje zachodnie

 1,5 mld zł utracony przychód za wydzierżawianie LP

885 mln zł + 1,77 mld zł tj. 2,655 mld zł/130 tys. myśliwych tj. 20,4 tys. zł każdy myśliwy otrzymuje rocznie na swoje hobby od rolników/właścicieli ziemi.

NPRM: Tak ogólnie, to jak z tymi myśliwymi w Twojej okolicy? Przesłałaś nam ostatnio zdjęcia, jak rozstawieni byli na stanowiskach przy drodze powiatowej. Trwało polowanie, na drodze normalnie odbywał się ruch kołowy… Organy ścigania coś z tym robią?

Agnieszka: Odpowiedź z policji przyszła taka, że to nagonka stała z bronią przy drodze (wojewódzkiej), a na drodze nie odbywały się w tym czasie zebrania publiczne…

23846503_1981367321888399_470306631_n23845234_1981367241888407_2112941864_n (1)23845175_1981367655221699_592933151_n26694392_2049354368423027_434604124_n.jpg

26647975_2049383158420148_792668428_n26553136_2049382468420217_2116154205_n

 

NPRM: Dokarmianie zwierząt przez myśliwych płodami rolnymi. Co o tym sądzisz? Oficjalnie ma zatrzymać zwierzęta w lesie, aby nie robiły szkód. Jak to działa według Ciebie w praktyce?

Myśliwi ją dokarmiają, jak muszą zabić. Na swoich polach nic nie uprawiają. Mają 25 ha na granicy z nami i nic nie sieją, by ją tam zatrzymać, cała zwierzyna z ich pola idzie na nasze pola. Na swoich polach maja pełno ambon. Grodzenie lasów państwowych przed ich własną zwierzyną pokazuje, że gospodarka łowiecka stoi na głowie, a przecież to LP zatwierdzają te plany łowieckie, podstawę gospodarki łowieckiej.

26553264_2049350608423403_586716834_n.jpg

NPRM: To może jeszcze – inne niż zabijanie sposoby na zabezpieczanie pól i upraw przed dzikimi zwierzętami. Możesz pokrótce wymienić?

Ogrodzenie siatką typu M drut 2,5mm i 2mm, model 200/25/15, słupki betonowe co 5 m, siatka przyorana na 10 cm, dziki nie wchodzą, tabuny jeleni nie zniszczą w jedną noc całego pola. To skuteczny sposób, ale i bezsensowny. Dlaczego my mamy wydawać pieniądze, zamiast przeznaczyć na coś innego?? Lasy Państwowe też tak grodzą młodniki, tylko że zamiast słupków betonowych drewniane.

26638521_2049350215090109_1897407607_n26696728_2049350391756758_461416667_n
Na myśliwych nie ma co liczyć. Lepiej zabezpieczyć swoje uprawy i cieszyć się przez kolejne lata udanymi zbiorami niż rok w rok użerać się z szacującymi i zbieraniem odszkodowań, które i tak nie rekompensują zysku normalnych zbiorów z pola. Podnoszony jest argument o przeszkodach w migracji, ale jakoś nikt nie bierze pod uwagę tego, że na innych obszarach i tak grodzimy się na potęgę, jednocześnie powstają budowane korytarze ekologiczne, a istnieniu jeleni, saren czy dzików nic nie zagraża. Natomiast dla drobnej zwierzyny łownej takiej jak lisy, kuny, zające czy ptactwo ogrodzenia nigdy nie były dużym problemem. 

NPRM: No i co z prawem własności? Obecnie myśliwi mogą jeździć i poruszać się po polach jak chcą. Często czytaliśmy komentarze rolników żalących się na rozjeżdżanie autami zasiewów, budowę ambon bez pozwolenia czy nęcisk. Czy u Was bywało podobnie? I co sądzisz o takich poczynaniach myśliwych. 

Agnieszka: To prawda. Prawo własności nie istnieje dla nich, jeśli chodzi o cudzą własność, już za Bieruta zniknęło cudzych, a zostało 100 metrów od domów, a było w prawie łowieckim z 3 grudnia 1927 r.

NPRM: A jakie jest Twoje podejście do natury? Chodzisz do lasu? Które z dzikich zwierząt lubisz najbardziej?

Agnieszka: Oczywiście, że kocham naturę, ja jestem typową wiejską dziewczyną. Galerie handlowe mnie męczą, wpadam tam, jak już naprawdę muszę i zawsze szukam ekspedientki i krótko mówię czego szukam, nie lubię łazić i szukać między półkami. Uwielbiam podziwiać widoki na naszych polach, zachwycam się jak rośnie zboże, czuję się bardzo dobrze na wsi. Do lasu na grzyby chodziłam jak była małym dzieckiem, teraz nie chodzę z braku czasu.

26648165_2049107291781068_532095900_n26553553_2049386608419803_1622033083_n.jpg

Konflikt trwa od lat i zaostrza się. Źródłem jego jest przestarzała ustawa ”Prawo Łowieckie” stworzona w czasach komunizmu, nie uwzględniająca stanu własności prywatnej, ani interesów innych grup społecznych. Dziś ten spór narasta i komuś chyba bardzo zależy na jego pogłębianiu, podczas przepychania szkodliwych nowelizacji, tylko usztywniających dawny stan. Dzisiaj jedni chcą obserwować, podziwiać i fotografować zwierzęta, bez presji że zostaną przegonieni przez myśliwych. Kolejni pragną w spokoju pracować i zbierać udane plony z pól. Na końcu znajduje się mała grupa, która chce jedynie polować i cieszyć się stosami ubitych zwierząt. Ich hobby odbiera innym wolność do własnego przeżywania natury i spokojnego z nią obcowania, kolejnym wyrządza szkody. A monopolista PZŁ krzyczy od lat, że będzie walczył o zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie i nie cofnie się ani kroku. Jedno jest pewne – potrzebna nam nowa ustawa godząca, a przynajmniej proponująca kompromis wszystkich tych grup. Zamiast pisanych na kolanie nowelizacji mających dokuczyć innym i zabezpieczyć monopol grupy polującej, potrzebne po prostu dobre prawo dla ludzi i zwierząt, wykluczające obecne dziś absurdy. Obyśmy go doczekali…

Na przestrzeni wieków pola, łąki, pastwiska i ugory na trwale wpisały się w krajobraz Polski. Stworzyły dogodną niszę do zasiedlenia przez liczne gatunki ptaków, takie jak bocian biały, czajka, dzierlatka, skowronek, kuropatwa – lista ta jest bardzo długa. Stały się schronieniem dla ssaków takich jak zając, wykształciły też ekotyp sarny polnej. Ekolodzy i przyrodnicy od lat współpracują z rolnikami, uświadamiając ich odnośnie występowania rzadkich gatunków na ich włościach, uzgadniając kompromisowe terminy koszenia łąk i wypracowując lokalne sposoby ochrony gatunków.

Zobacz także:

Sprawa dla reportera: Rolnicy kontra myśliwi oraz ciąg dalszy. Nasz komentarz do tych spraw tu i tu.

Artykuł Głosu Pomorza: Spór o odszkodowanie

Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Rolnicy domagają się likwidacji PZŁ – Myśliwi sobie nie radzą

Reklamy

Leśnik z premedytacją rozpętał nagonkę na wilki i rozpowszechnił szkodliwe mity

Od jakiegoś czasu media rozpływają się nad tym, jak to dzielny leśniczy ocalił malutkie puchate misiątka przed krwiożerczą watahą wilków. Cała sprawa jest dość szkodliwa, zwłaszcza dla wilków, gdzie rozbudziły się u części społeczeństwa chęć wytępienia wilków, bo rzekomo zagrażają niewinnym misiom.

Ale o co chodzi?

23 grudnia Kazimierz Nóżka, leśniczy z Polanki, myśliwy i zwolennik polityki min. Szyszki, opublikował filmik na profilu facebookowych „Nadleśnictwo Baligród, lasy Państwowe”, gdzie wilki odpędzają młode niedźwiadki. W pewnym momencie pan Kazimierz z dramatycznym krzykiem Nie! Zostawcie! przepłoszył wilki, jednocześnie dezorientując matkę niedźwiadków, która na moment straciła uwagę (co mogłyby wykorzystać wilki).

Pomijam to, że była to ingerencja w naturę i doszło do umyślnego płoszenia zwierzyny i tym samym złamania art. 52 Ustawy o ochronie przyrody (do czego Kazimierz Nóżka się przyznał), zaś sama narracja o wilkach atakujących niedźwiedzie jest niewiarygodna, ponieważ gdyby niedźwiadki byłyby zagrożone, to na pewno nie szłyby w stronę potencjalnych prześladowców, a uciekając przed wilkami zwiałyby odrazu na drzewa, których nie brakowało w okolicy.

Screenshot - 2017-12-29 , 14_11_52Fotograf Mateusz Matysiak potwierdzający, że nic złego by się nie stało.

Zadziwia, że pan Nóżka umieszcza publicznie ten film z komentarzem, iż trzeba stanąć po jednej ze stron. Inni przyrodnicy także przyznają, że zdarza im ulec emocjom i „ratować” np. pisklę przed mewą, bo to w ludzkiej naturze, ale nie chwalą się tym publicznie, bo wyjdzie przekaz do prostych ludzi, że trza tępić mewy zjadające pisklęta i ciężko będzie wytłumaczyć, że tak to jest w naturze.

Screenshot - 2017-12-29 , 11_18_01Komentarz dr-a Roberta Maślaka z Zakładu Biologii i Ochrony Kręgowców o całej sprawie.

I potem film ten został rozpowszechniony przez Lasy Państwowe, też z komentarzem, że wspaniale zrobił, że uratował „niedźwiedzią rodzinę” przed „wilczą watahą” (kiedy to termin „rodzina” bardziej pasuje do wilków zamiast pejoratywnej „watahy”).

Tym bardziej, że środowisko leśników notorycznie zarzuca wszelkim oponentom swoich działań jechanie po emocjach, z czego ma wynikać urojony brak argumentów i bambinizm. Obrońcy zwierząt mają podchodzić do przyrody emocjonalnie, bez pojęcia oraz nie znać jej praw. Za to środowisko leśników i myśliwych lansuje się wiecznie na tych co „pojęcie mają”. A tu nawet nie dali komentarza „była to wyjątkowa, emocjonalna reakcja leśnika, ale jest to łamanie prawa, nie naśladujmy itp.”.

I niektórzy zwolennicy LP bronili zachowanie Nóżkę, bo był emocjonalnie związany z niedźwiedziami. Gdyby w tej samej sytuacji znalazł się „ekolog” i także by się tłumaczył emocjonalnym związaniem, to ci sami ludzie nie stroniliby się od szydery i tekstów o syndromie Bambiego, a niektórzy gorliwcy klepaliby odpowiednie paragrafy.

Screenshot - 2017-12-29 , 15_12_03.png26165264_10215558243017155_8511648334601507632_nPropaganda Lasów Państwowych w akcji. Ale to obrońcy zwierzątek to ci nawiedzeni, bambistyczni oderwani od rzeczywistości.

A pamiętać trzeba, że przekaz takich filmów trafia do ludzi kompletnie zielonych w kwestiach okołoprzyrodniczych i niewłaściwy opis może sporo zaszkodzić. W szczególności, że obie strony konfliktu przyrodniczego zgodnie twierdzą, że u Polaków jest wiedza przyrodnicza oraz orientacja w przepisach prawa o ochronie przyrody jest na niskim poziomie. I twierdzą, że zależności w świecie natury to nie romantyczny obraz z filmów Disneya, a ich niezrozumienie jest szkodliwe. I teraz media rozpisują się o złych wilkach, które zagroziły misiom i wśród ludzi można poczytać komentarze, żeby powystrzelać złe wilki, bo chciały dokonać masakry na niedźwiadkach. I następuje kolejna fala bambinizmu, z którym leśnicy i myśliwi tak chcą walczyć. 

Zdjęcie użytkownika Adam Wajrak.

Poza tym nie wierzę, że leśniczy Nóżka jest tak nierozważny, że nie przewidział gównoburzy i jej wszystkich efektów ubocznych. Nie wiedział, że media podchwycą temat? Nie wiedział, że obecnie panuje medialna nagonka na wilki? Nie wiedział, że im bardziej większe nastroje antywilcze, tym łatwiej będzie osłabić im ochronę, co przy obecnej polityce Ministra Środowiska jest możliwe?

Ale wierzę, że jest wyrachowany. Bo owy film wrzucił na grupę „Brać Łowiecka (Grupa dla myśliwych i sympatyków łowiectwa)” z opisem „Wilcza wataha składająca sie z ponad 20 osobników zaatakowała niedźwiedzie w leśnictwie Polanki….”

Screenshot - 2017-12-26 , 13_52_17

Screenshot - 2017-12-26 , 13_54_21

Czemu taki opis? I to na grupie osób, które miłością do wilka nie pałają i są oporne na aktualizację wiedzy? Po co je bardziej nakręcać na nienawiść?

Screenshot - 2017-12-26 , 13_53_27Screenshot - 2017-12-26 , 14_00_06Screenshot - 2017-12-26 , 13_54_58

I uderzyło mnie, że wspomina się tam o dwudziestu wilkach, kiedy na nagraniu doliczyłem się ledwie dziesięciu. Więc kolejne kłamstwo wzbudzające nienawiść środowiska myśliwych wobec wilków.

Bo gdyby Kazimierz Nóżka (plus LP) miał szczere intencje, to owego filmu nie wrzucałby w eter, a jak już musiał, to by opatrzył to komentarzem: Słuchajcie, emocje każdego ponoszą, ale nie bierzcie przykładu mnie za przykład. Taka jest natura i nic nam do tego. Wtedy można byłoby czepiać się mediów, które dorobiłyby swoją historię, a LP miałyby czyste sumienie.

Ale czego się spodziewać po myśliwym, który nie widzi nic w złego w polowaniach zbiorowych? Ciekawe czy też będzie ratował „słabsze jelenie” przed myśliwym z sztucerem? Dodatkowo Nóżka ukrywał przed opinią publiczną fakt należenia do PZŁ. To już wolę min. Szyszkę, bo on przynajmniej nie kryje się ze swoim antropocentrycznym podejściem do przyrody i wiadomo czego można się po nim spodziewać… Plus nasz leśniczy także akceptuje nęciska.

Screenshot - 2016-02-22 , 22_45_53

A nęciska są szkodliwe dla behawioru niedźwiedzi:

Wyniki najnowszych badań wskazują, że dokarmianie jeleniowatych może mieć niezamierzone konsekwencje. Praktyka ta nie tylko wpływa na zachowanie tych zwierząt, ale też zaburza trasy przemieszczania się niedźwiedzi brunatnych, które coraz częściej systematycznie odwiedzają miejsca dokarmiania zwierząt kopytnych. Naukowcy zwracają uwagę na konsekwencje dokarmiania i konieczność poddania tej praktyki ponownej krytycznej ocenie.

(…)

Badacze zinwentaryzowali ponad 200 takich miejsc zlokalizowanych we wschodnich Karpatach i przeanalizowali ponad 1600 kilometrów ścieżek pokonywanych przez niedźwiedzie zaopatrzone w obroże telemetryczne. Obliczono, że niedźwiedzie trzy razy częściej odwiedzały miejsca dokarmiania niż wskazywałyby na to symulacje tras przemieszczania się zwierząt. „Niedźwiedzie regularnie patrolują miejsca dokarmiania. Dokarmianie wyraźnie wpływa na ich zachowanie, a korzystanie z miejsc łatwo dostępnego pokarmu zaburza i skraca trasy przemieszczania się niedźwiedzi” – mówi Nuria Selva z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, prowadząca badanie. „Długodystansowe przemieszczanie się jest kluczowe dla łączności populacji niedźwiedzi i ich przetrwania, zwłaszcza przy obecnej dużej fragmentacji siedlisk. Praktyka dokarmiania stosowana wobec innych gatunków docelowych, może temu zagrażać” – dodaje.

Badacze wykonali także tropienia na śniegu na dystansie ponad 200 km. Ich wynik wskazuje, że niedźwiedzie często odwiedzają miejsca dokarmiania nawet zimą. „Wiele badań wskazuje na wpływ dokarmiania także na dietę i zimowanie niedźwiedzi. Dokarmianie ma znaczące skutki, zwłaszcza biorąc po uwagę fakt, że sześć spośród dziesięciu populacji niedźwiedzia brunatnego w Europie zajmuje obszary, na których praktyka ta jest bardzo rozpowszechniona” – tłumaczy Agnieszka Sergiel, współautorka badania. W obszarze objętym badaniem, zarządcy terenu wprowadzają rocznie do środowiska aż 2,5 tony pokarmu na km2. Autorzy rzucają światło na potrzebę zakazu, ograniczenia lub wprowadzenia zmian w praktykach dokarmiania w obszarach zajmowanych przez niedźwiedzie, np. zadawanie siana zamiast kukurydzy czy buraków, które są potencjalnym pokarmem niedźwiedzi.

Screenshot - 2017-11-11 , 17_51_07.png

„Przemieszczanie się jest jedną z fundamentalnych potrzeb zwierząt. Zaburzenia jej realizowania mogą być oznaką degradacji środowiska. Istnieje pilna potrzeba ochrony naturalnych zachowań związanych z przemieszczaniem się i ponownej oceny wpływu praktyk zarządzania populacjami, które uwzględniają ich dokarmianie”, mówi Thomas Mueller, ekspert od wędrówek zwierząt z Centrum Badań nad Bioróżnorodnością i Klimatem Instytutu Seckenberga we Frankfurcie. „Ważna jest nie tylko ochrona odpowiedniej liczby osobników, ale też, żeby niedźwiedzie mogły zachowywać się w sposób dla nich naturalny. Musimy wyjrzeć poza liczby i zacząć chronić także naturalne zachowania”, dodaje Mueller.

Badania opublikowane w czasopiśmie Basic and Applied Ecology są owocem współpracy naukowców z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, Centrum Badań nad Bioróżnorodnością i Klimatem Instytutu Seckenberga we Frankfurcie i Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wsparcia finansowego udzieliły Narodowe Centrum Nauki, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach polsko-norweskiego programu współpracy badawczej i Fundacja Roberta Boscha.

Źródła:
https://carpathianbear.pl/2017/dokarmianie-jeleniowatych-zmienia-styl-zycia-niedzwiedzi-brunatnych/
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S1439179117300944

W Kanadzie jest zakaz wystawiania padliny i dokarmiania dużych drapieżników, w tym niedźwiedzia. Raz, że to jest ingerencja w naturę i uzależnianie zwierząt od człowieka. Dwa, że drapieżniki będą bardziej zuchwałe do bliższego podchodzenia do ludzkich siedzib, co w przypadku niedźwiedzia jest niebezpieczne.

Screenshot - 2017-11-14 , 10_08_07

Ponieważ niedźwiedź mimo wszystko to nie bezbronny pluszak, a jeden z niebezpieczniejszych ssaków drapieżnych, który bez problemu zrobi kuku człowiekowi i potencjalne konflikty z ludźmi są przeszkodą w reintrodukcji niedźwiedzi. I w przeciwieństwie do wilka są udokumentowane ataki niedźwiedzia na człowieka w Polsce i żaden przyrodnik tego nie kwestionuje. I nie bez powodu w lasach stawia się tablice ostrzegające przed tymi drapieżnikami, by turyści uważali na siebie.

Co prawda niedźwiedzie ataki w Polsce to rzadkość i wynikają z „samoobrony” tych zwierząt, ale jednak niewłaściwe zachowanie może spowodować, że spotkanie z niedźwiedziem skończy się tragicznie (https://carpathianbear.pl/niedzwiedzie-brunatne/spotkania-z-niedzwiedziami/). A omawiana przez nas sprawa może prowadzić, że turysta będzie myślał, że misie takie bezbronne, a tu klops! I potem media powiedzą, że groźne niedźwiedzie trza wybić.

misokaleczony.jpg

Wracając do wątku głównego – najgłupsze są krzyki, że to niedźwiedzi powinno się bronić, ponieważ jest ich mniej od wilków. Ciekawe czy ci sami ludzie dostają spazmów, gdy wilk „morduje” leśną zwierzynę? Bo wedle ich niedźwiedziej logiki końcu wilkom także należą się specjalne względy, bo jest ich 1,5 tys. , a jeleni ok. 160 tys., a saren 800 tys. I wg tej samej logiki głuszce, będące w znacznie gorszej sytuacji, też powinno się mniej chronić, bo w Polsce jest jakieś z 500 sztuk, a niedźwiedzi ok. 100-150 (notabene niedźwiedzie nie pogardzą lęgami głuszca jak i dorosłymi osobnikami. Wilki też).

Szczególnie, że to niedźwiedź brunatny, a nie wilk szary jest w Europie najliczniejszym dużym drapieżnikiem (niedźwiedź – ok. 17 tys. osobników > wilk – ok. 13 tys. osobników). A polska populacja licząca ok. 100-150 osobników jest częścią karpackiej populacji liczącej 8 tys. osobników (największej w Europie). I prawdopodobnie w Polsce byłoby ich więcej, gdyby nie fragmentaryzacja siedlisk i zabudowa ludzka ograniczające pojemność terytorium. Do tego nie bierze się pod uwagi, że niedźwiedź prowadzą samotniczy tryb życia, odwrotnie niż stadne wilki i nie dziwota, że jest ich mniej. I niedźwiedź, który potrzebuje dużego terenu, jest niesamowicie terytorialny i nie toleruje innych niedźwiedzi u siebie.

Źródła:
http://ec.europa.eu/environment/nature/conservation/species/carnivores/conservation_status.htm
https://carpathianbear.pl/niedzwiedzie-brunatne/niedzwiedzie-w-polsce/

A jeszcze głupsze są teksty, że wilki mają pod nosem duże ilości kopytnych, więc nie powinny atakować małych niedźwiadków. Pomijam to, że niedźwiedź to nie roślinożerca, jest w stanie upolować żubra i o pokarm się nie musi martwić (http://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/aktualnosci/padly-dwa-zubry). A wilkom zabrania się zjadać kopytne, bo „pustoszą łowiska”, bezdomne psy, bo „strach wychodzić do lasu”, zwierzęcy drobnicę, bo „ekosystem się zawali”. Nawet lisów pewnie nie wolno im zjadać, bo te oficjalnie nie mają już wroga naturalnego i to człowiek musi być głównym selekcjonerem. A teraz nie wolno zjadać im młodych niedźwiedzi, pomimo tego, że takie ataki należą do rzadkości.

A małe niedźwiadki są zabijane także… uwaga… przez dorosłe samce niedźwiedzi. Ponieważ te traktują jako potencjalną konkurencję. O czym przekonało zoo Dählhölzli w Bernie i potem spotkało je fala krytyki (http://www.dailymail.co.uk/news/article-2671317/Nature-cruel-Swiss-zoo-controversially-kills-healthy-bear-cub-bullied-father-STUFFS-school-lessons.html). Także samice są w stanie pożreć nie swoje młode (https://www.tvn24.pl/krakow,50/w-tatrach-samice-pozarly-mlodego-niedzwiedzia,417304.html). Ciekawe czy gdyby to niedźwiedź zamiast wilków ścigałby te niedźwiadki, to leśniczy Nóżka też krzyczałby dramatycznie, by je zostawił? Czy LP także próbowałyby robić z niego bohatera? Czy byłyby teksty, że niedźwiedziom należą się specjalne względy, bo jest ich zna… a nie czekaj!

https://www.liveleak.com/view?i=31e_1380307017

nintchdbpict000249474353.jpgpolar-bear-eats-cub-041.jpg

Ale to wilka się trzeba obawiać, mimo, że dorosły niedźwiedź w postaci matki dałby radę i jej młode same potrafią ocenić zagrożenie. I wilki z niedźwiedziami przez tysiące lat koegzystowały i wilki ani nie wytępiły niedźwiedzi (i vice versa) i nigdy tego nie zrobią. A jak się nie zgadzasz to cię zablokujemy, byś nie przeszkodził w szerzeniu nienawiści do wilków.

Screenshot - 2017-12-29 , 11_26_48

I bach! Cel osiągnięty! Społeczeństwo nabiera się na info o wilkach, które zagrażają niedźwiedziom, a potem zawsze można pobolewać „Polacy są przyrodniczymi analfabetami i musimy je edukować”. Czy o to chodziło panie Nóżka? I jeśli nie daj Bóg Ministerstwo Środowiska, mimo wszystko, dotąd przychylne ochronie wilka, wpadnie na pomysł, by zrobić wilka gatunkiem łownym albo wprowadzić całoroczne odstrzały w ostojach niedźwiedzia, bo ma wsparcie omamionego społeczeństwa, to będzie pana tak samo winny jak podpisujący to minister środowiska. I potem bez krokodylich łez pt. „Nie pomyślałem”.

BONUS:
I odpowiedź na pytania, czy nie szkoda byłoby, gdyby wilki dokonałyby masakry na misiach? Nie szkoda, bo niedźwiedzie to też niezłe gagatki i bez litości dokonują masakry na warchlakach, jelonkach, ptasich lęgach i innych malutkich zwierzęcych dzieciątkach. I gdyby wilki zabiłyby małe niedźwiedzie, cynicznie można powiedzieć do ich matki: Taka karma.

Tutaj pan Kazek nie zdążył przybiec. Może to i lepiej. Wśród nocnej ciszy, głos się rozchodzi… rozpaczliwe NIEEEEEEEEEE !!!! polskiego leśnika. 

loszakokaleczony.jpgcde96eb5-a2bf-4e47-9542-f7cc69656b23.jpeg

Zobacz też:

Artykuł z Krytyki PolitycznejCzy pomagać łosiowi, który utknął w bagnie?

I jako doskonałe uzupełnienie: Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

 

Myśliwi na potrzeby propagandy znowu koloryzują i upiększają nam rzeczywistość.

Chyba myśliwi przyzwyczaili już każdego z nas do tego że upiększają i koloryzują nam rzeczywistość i to tak bardzo, że nie tylko krew stała się farbą. Ale czy to co mówią nam myśliwi, zawsze jest tak piękne jak nam opowiadają? Lobby myśliwskie wciąż nie potrafi się podnieść i skutecznie walczyć o swój interes. Z marnych 20-40 godzin prac w legendarnych łowiskach nagle zrobiło się 200, a to wszystko na potrzeby propagandy z filmu Druga strona łowiectwa. Celem myśliwych nie jest żadna pomoc (a tym bardziej jakaś ciężka społeczna praca), która jak się widać okazuje jest jedną wielką iluzją i mistyfikacją. Celem myśliwych jest głównie zabijanie zwierząt. Czerpanie z tego korzyści, również profitów finansowych, i to wszystko poza jakąkolwiek niezależną kontrolą państwa.

Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 19-58-09Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 20-01-27Źródło: http://łowiecki.pl/dziennik/forum/printer.php?f=15&i=20711&t=20711

Całkowicie uzasadniona krytyka opinii publicznej powoduje, że Polski Związek Łowiecki chce ją przekonać do siebie, tak jak w spocie filmowym Druga strona łowiectwa. W nim wmawia się wszystkim jak to bardzo myśliwi są potrzebni i ciężko pracują, wykonując społeczną pracę dla społeczeństwa i leśnych zwierząt. No tak, ileż to razy słyszeliśmy te teksty, że polowanie to tylko 10-15% procent gospodarki łowieckiej? A pozostałe rzeczy to przecież ciężka praca w łowisku? Nie da się ukryć. Wszyscy regularnie i to dość często widujemy myśliwych ciężko pracujących w pocie czoła na poletkach łowieckich i łąkach śródleśnych 😂. Nie da się ukryć, że myśliwy spotkany z kosą lub szpadlem to przecież bardziej powszechny widok niż taki spotkany ze sztucerem ☺. Nie wiem czy wiecie, ale właśnie łąki śródleśne wymagają częstych zabiegów agrotechnicznych, koszenia, nawożenia i prac melioracyjnych, a nawet częstego regulowania stosunków wodnych. No tak, również wszystkie tereny i całe pasy np. pod słupami wysokiego napięcia w całej Polsce – to właśnie te miejsca, w których rosną całe połacie soczystej kończyny. No bo przecież bez bezinteresownej pomocy myśliwych wszystkie zwierzęta poumierają nam z głodu lub wyrządzą szkody łowieckie. Idźcie sobie do pierwszego większego lasu i zobaczcie jak wyglądają łąki.

Każde zdanie jakie wypowiedziano w tym spocie jest dyskusyjne. Ale najbardziej przykuwa moją uwagę właśnie te rzekome 200 godzin. Kilka kliknięć myszką, szperania w sieci i okazuje się, że jednka sprawy nie wyglądają aż tak różowo jak myśliwi by chcieli. Będziemy uprzejmi i omińmy już nawet to, że przecież z tego co każdy może się doszukać na stronach kół łowieckich. Osoby posiadające stanowsika funkcyjne w PZŁ oraz osoby starsze z reguły i tak są zwalniane z wykonywania wszystkich prac. To poza tym wszystkim o ile pozostali myśliwi, jak widnieje w dokumentach, które są wszystkim ogólnodostępne w sieci. Nie tyle co pracują mniej niż podaje spot tutaj (od 01:38):

to i tak mają jeszcze pełną możliwość całkowitego uchylania się od prac, a potem podawania nam liczb nie mających nic wspólnego z rzeczywistością.

PrzechwytywanieŹródło: http://www.lowiecki.pl/dziennik/forum.php?f=21&t=81742&numer=2882

A na czym polega ten cały dość powszechny proceder i powstawanie rzekomych godzin których myśliwi fizycznie i tak nie przepracują? Cała ilość i suma godzin jest ściśle i z góry co roku ustalana w kołach łowieckich przez tzw. Walne Zgromadzenie w skrócie WZ. I właśnie dla tych którzy chcą unikać prac, przewidziano tzw. wartość jednej roboczogodziny. I z reguły ta wspomniana wartość roboczogodziny waha się między 10 a 20 zł. Co to dokładniej w praktyce oznacza? Jeżeli przykładowo pani Diana Piotrowska należy do koła łowieckiego, w którym na podstawie uchwały WZ uchwalono, że każdy członek koła musi w danym roku gospodarczym przepracować 20 godzin – to w sytuacji gdy wartość jednej roboczogodziny wynosi np. 10zł. Wystarczy, że pani Diana wpłaci 2000 zł i jest to po prostu z automatu traktowane tak jak przepracowane 200 godzin. Proste :)?

Prace na rzecz koĹ‚a 2017-11-08 23-48-29Źródło: http://wkl280.pl/uchwaly/uchwala-nadzwyczajnego-walnego-zgromadzenia-czlonkow-wkl-nr-280-labedz-z-dnia-03-06-2017-r/

Walne Zgromadzenie Członków Koła Łowieckiego „Dzik” w SłońskuŹródło: http://dzikslonsk.pl/?p=915

Prace na rzecz koła 2017-11-08 23-19-50Źródło: http://13slonka.pl/wp-content/uploads/2016/04/UCHWALA_2015.pdf

Poza tym WZ każdego koła łowieckiego ma również tutaj wolną rękę i to od jego dobrej woli zależy, jaką w danym roku gospodarczym ustali wartość roboczogodziny. Ile przydzieli ich członkom danego koła. I czy tylko rzecznicy dyscyplinarni, sędziowie sądów łowieckich i dani członkowie komisji-rewizyjnych zostaną zwolnieni z obowiązku pracy czy zwolnieni zostaną również pozostali członkowie koła.

Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 23-53-08Źródło: http://kalwerktools.home.pl/huntertools/data/documents/poradnik_prawny_lowiectwo.pdf

Zatem iluzją jest informacja jaką podano nam w spocie, iż w ubiegłym roku myśliwi przepracowali społecznie ponad 3 000 000 godzin, czyli na każdego przypadało 200 godzin pracy, nad zagospodarowaniem obwodów i ochroną przyrody.

Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 20-06-17Prace na rzecz koĹ‚a 2017-12-06 20-08-15Źródło: http://łowiecki.pl/dziennik/forum/printer.php?f=15&i=20711&t=20711

A jeżeli chodzi o prowadzenie dokumentacji łowieckiej, która opiera się tak naprawdę na zasadach dobrej woli, która również jest związana z wykonywanie prac gospodarczych, to jeszcze nie raz wam opowiem. Ale może to w następnym poście…

Snowden

Mity Łowieckie – Slogany i kłamstwa myśliwych w przestrzeni publicznej.

Temat był już wałkowany wielokrotnie, nie tylko na naszej stronie, jak i w zakładce Mity łowieckie & Okrucieństwo, można znaleźć rozprawę o dowolnym z nich. Jednak wychodząc naprzeciw potrzebom czytelników postanowiliśmy opracować krótką notatkę, która pozwoli poruszać się po świecie myśliwskiej hipokryzji i celnie zbijać wyuczone bzdury, którymi próbują zewsząd raczyć nie zorientowanych.

Mit 1. Myśliwy dokarmia zwierzęta, by pomóc im przetrwać zimę.  Czyli dlaczego, żaden z tych ”nawiedzonych zielonych pseudo-obrońców zwierząt” , nie pójdzie w zimę do paśnika dokarmiać?!

To rzeczywiście, jeden z ulubionych myśliwskich argumentów. Piękny frazes i jeszcze piękniej brzmi, dla kogoś, kto z pracą myśliwych nie miał do czynienia.  Jest tu jednak drugie dno, skrzętnie skrywane, o którym już żaden z myśliwych Wam nie powie. Dokarmia się nie po to, by „pomóc przetrwać zimę”. Lecz co najwyżej,by pomóc sobie. Krótko, chodzi o potencjalnie zmarnowaną dziczyznę. Myśliwi „litościwie pomaga”, a przyszłym sezonie do podtuczonego przez siebie zwierzęcia już bezlitośnie strzela. Dokarmianie jest zwierzętom do niczego nie potrzebne. Przez tysiące lat, podczas występowania znacznie bardziej surowych warunków zimowych, poradziły sobie bez niego. Polski Związek Łowiecki, istnieje ponad 90 lat, a dokarmianie prowadzi się od około 70. Można choćby na tej podstawie,odpowiedzieć sobie, jak bardzo ono zwierzętom jest „potrzebne”. Zwierzęta dokarmianie płodami rolnymi uczą się ich smaku, a następnie jeśli podobnej karmy im w paśniku zabraknie, szukają jej na polach. Dokarmianie nie pozostaje bez wpływu, na zwiększoną populację zwierząt, co jest sprzeczne z interesami np. rolników, ale już bardzo mile widziane przez myśliwych. Taka karma jak buraki, ziemniaki, czy marchew lub kukurydza są niewłaściwym dla leśnych zwierząt pokarmem, i nigdy nie powinny się w lesie znaleźć. Zaś surowa zima, to jeden z podstawowych czynników selekcyjnych pogłowia zwierząt, a „pomaganie im przetrwać” do następnego sezonu, przy średniej temperaturze +5 do -1°C, przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego z uwagi na powyższe, ponad 30 organizacji ekologicznych zrzeszonych w koalicji  Niech Żyją!  są za całkowitym zakazem dokarmiania większych zwierząt łownych. Więcej o szkodliwym wpływie dokarmiania poruszone było tutaj. Dokarmianie – bezsens, czy sens życia myśliwych? 

Niekorzystne skutki dokarmiania:

– Zaburzenie naturalnej selekcji, w wyniku przeżywania osobników słabszych, i pogarszanie jakości stada – to akurat zrozumiałe, bo wtedy mogą trąbić, że trzeba zabijać stare, słabe i cherlawe;

– Roznoszenie chorób – przy karmiskach i paśnikach spotyka się wiele gatunków zwierząt, które bez tego nigdy by się razem nie zeszły, wymieniają ze sobą patogeny;

– Uczenie zwierząt leśnych smaku płodów rolnych, w wyniku czego szukają one ich następnie na polach, zwiększając jeszcze szkody;

– Taka karma jak ziemniaki, buraki, marchew czy kukurydza oraz kiszonki, NIGDY w lesie znaleźć się nie powinny. Gnijąc i zalegając stwarzają też zagrożenie epidemiologiczne;

– Zwierzęta tracą instynkt ucieczki – nie tylko przed człowiekiem, ale też przed pojazdami, w związku z czym giną lub zostają ranne w kolizjach drogowych;

– W zagęszczonych populacjach łatwo rozprzestrzeniają się choroby, wzmagają się zachowania agresywne, dochodzi do zranień i wzajemnych okaleczeń;

– Wywożąc do lasu jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie i w efekcie również naturalne cykle płodności;

– Wszystkie dokarmiane zwierzęta, i tak zostaną następnie „pozyskane”;

– Zwierzęta które najczęściej korzystają z dokarmiania, nie są w żaden sposób zagrożone wyginięciem.

Motywy dokarmiania zwierząt przez myśliwych:

– Niewłaściwie pojmowana, fałszywa troska o zwierzęta, która przynosi więcej szkody niż pożytku (patrz wyżej);

– Myśliwi jakoś nie dokarmiają innych gatunków zwierząt z poza listy łownych, mimo, że też cierpią zimą głód;

– Padłe zimą z głodu zwierzę to oczywiście strata dziczyzny i tuszy;

– Dokarmianie i praca przy nim są potrzebne myśliwym do miłego znieczulania sumienia i łagodzenia stanów, które budzą się, gdy się nieustannie zabija. Można potem mydlić oczy wszystkim wokół, jakim to jest się „dobrym i szlachetnym”, okłamując samego siebie.

Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w drugiej połowie XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Takiego jedzenia w lesie nigdy nie było i nie powinno być. Myśliwym zawsze chodzi o duże stany zwierzyny, większe niż naturalny ekosystem byłby w stanie wyżywić. Najważniejsze jest bowiem, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie.  ~ Zenon Kruczyński

Trzeba dodać, że myśliwi uważają, że dokarmia się po to, aby zwierzęta nie robiły szkód w uprawach. ( Zimą, przy -10°C na gołych polach pokrytych śniegiem i skutej mrozem ziemi rzeczywiście, łatwo o szkody…). Zdają się zapominać, że celom takim służą pasy zaporowe i poletka żerowo-ogryzowe. Argument ten pojawił się w dyskusjach stosunkowo niedawno, jako akt rozpaczy w dawno przegranej debacie.

elk_dokar_-000

Mit 2. Myśliwi muszą zastępować drapieżniki i kontrolować liczebność populacji zwierząt.

Ciężko nawet tą bzdurę skomentować, ale po kolei. Po pierwsze myśliwy nie jest w stanie zastąpić drapieżnika. Drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Wilki polując ”testują” kondycję swoich ofiar, aby ustalić sztukę mniej sprawną w ucieczce, prowadząc ”pościgi kontrolne”. W ten sposób wybierają ze stada rzeczywiście właściwą ofiarę. Który myśliwy pobiegnie za stadem łań, aby sprawdzić ich kondycję? Widzimy więc, że myśliwy nie jest w stanie w żaden sposób zastąpić drapieżnika. W micie tym zawarte są trzy kłamstwa, kolejnym jest twierdzenie, że drapieżniki są od tego, by kontrolować liczebność zwierząt.  Rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności -zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją, my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem, nie regulowaniem liczebności zwierząt. Rolą drapieżników jest utrzymywanie populacji swoich ofiar po prostu w zdrowiu. Jakkolwiek paradoksalnie to brzmi. Jako pozbawione ludzkich skrupułów perfekcyjnie eliminują sztuki chore oraz słabe, a także młode. I to jest selekcja naturalna. Dzikie zwierzęta potrafią same kontrolować swoją liczebność, dostosowując zachowania rozrodcze do warunków w jakich przyszło im żyć (siedlisko, baza żerowa, warunki życia). Dowodzą tego badania naukowe z całego świata. A użytkowanie łowieckie populacji zwykle przynosi skutek odwrotny od zamierzonego, zamiast zmniejszania liczby zwierząt, finalnie zawsze mamy ich więcej. Dlaczego? Ze szczegółami opisaliśmy to w 2 artykułach:
Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików?   oraz Wpływ łowiectwa na liczebność lisów. Ostatnie odnośnie „konieczności regulacji”. Na liście zwierząt łownych jest 31 gatunków zwierząt, w tym 13 gatunków ptaków, a więc „nie – łownych” pozostaje jeszcze z 300 innych.  Myśliwi intensywnie „regulują” raptem kilka z nich. Kto zajmuje się pozostałymi gatunkami zwierząt, ssaków, ptakami, owadami, płazami, rybami, czy choćby owadami? Natura – ano właśnie. Dodajmy, że wszelkie duże drapieżniki, były przez lata tępione, przez osoby z ‘’żyłką myśliwską’’, a na wilki polowano jeszcze w czasach PRL. Człowiek tępił duże drapieżniki po to, by sam mógł więcej polować.

11011936_941794985840656_53094381532512124_n

Mit 3. Myśliwy zabija tylko stare i chore zwierzęta.

To zdanie pokazuje tylko, z jaką premedytacją to środowisko potrafi kłamać. „Bzdura dyżurna”, choć sporo osób jeszcze w nią wierzy. Starych zwierząt łownych w naszych populacjach po pierwsze, po prostu już nie ma, zostały wystrzelane. Dzik w naturze dożywa ponad 25 lat, obecnie najstarsze spotykane osobniki mają po 5-7. Jeleń Szlachetny ponad 20, najstarsze 14, a zazwyczaj zabite zostają do 10 roku życia. Lisy do 14 lat itd… Kalendarz łowiecki dopuszcza strzelanie do zwierząt młodych, tj. warchlaków, wycinków, przelatków, ciężarnych łań czy cieląt np. daniela. Są więc zabijane zwierzęta młode. Zresztą idzcie na polowanie – tam zwierzęta nie leżą „stare i schorowane” po krzakach, w oczekiwaniu na strzał łaski, lecz bardzo żwawo uciekają.  Część osób daje się bardzo nabierać na ten frazes, cóż, tutaj wystarczyła by jedna wizyta na polowaniu. No i po co takie zaangażowanie wokół trofeistyki? Między innymi dlatego, że myśliwych interesuje zabijanie zwierząt jak najbardziej witalnych i dorodnych, dla ”pięknych” trofeów właśnie.

 Mit 4. „Bo łowiectwo to tradycja”.  A człowiek od zawsze polował.

Co do obu zupełna zgoda.  Pytanie, czy wygodniej nam trzymać się zamierzchłych tradycji, czy jako ludzkość chcemy się rozwijać od barbarzyństwa do cywilizacji.  Do nie tak dawna „tradycją” było też niewolnictwo czy brak jakichkolwiek praw kobiet. Gdzie indziej za tradycję uważa się okaleczanie na żywca małym dziewczynkom narządów płciowych. Ci ludzie tak samo odpowiedzą: „Ale to nasza tradycja! A człowiek od zawsze polował”. Człowiek od zawsze robił wiele, rzeczy, między innymi nie mył się, gwałcił, palił i mordował, czy podcierał palcem, a kobiety walił maczugą po głowie ;). Czy myśliwi tym niewątpliwym tradycjom ludzkości dają także wyraz? Nie? Bądźmy więc konsekwentni albo… Dziś nie ma żadnej potrzeby, by prześladować dzikie zwierzęta dla pokarmu, czy skór bądź innych przedmiotów. Niegdyś polowania spełniały szereg istotnych potrzeb człowieka związanych z jego przetrwaniem w naturze, tak jak dostarczały pożywienia, ubrań, przedmiotów codziennego użytku. W obecnej rzeczywistości żadna z tych ról nie ma już znaczenia, chyba, że dla garstki oderwanych od rzeczywistości osobników, pragnących kultywować niechlubną tradycję ludzkości. Warto zadać sobie pytanie, czy cała ta panująca w Polsce ideologia myśliwska jest naprawdę nasza? Oczywiście nie. Tradycję tę przeszczepił na grunt polski August II Mocny, a utrwalił jego syn August III. Ten saski model łowiectwa bardzo się spodobał ówczesnej polskiej elicie i został powszechnie zaakceptowany. To wtedy zaczęto polować dla czystej przyjemności i mieć w pogardzie „mięsiarzy” (polujących dla zdobycia jedzenia):
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

Gdzie indziej „Święta tradycja” wygląda tak. Tradycja – jedno małe słowo, które potrafi uświęcić i uzasadnić najbardziej bezsensowne okrucieństwo świata.

obrzezanie-dziewczynki-550x350

Mit-„argument” 5. Mięso nie rośnie na drzewie!

Doprawdy? Ale jak to :(? Mój świat legł właśnie w gruzach… Zawsze śmieszy mnie, próba „uświadamiania” obrońców praw zwierząt, jak wygląda życie zwierząt hodowlanych. Organizacje ekologiczne walczą w pierwszej kolejności o poprawę losu zwierząt w ubojniach,  a ich aktywiści i działacze zazwyczaj są weganami i wegetarianami.  Niezmiennie kojarzy mi się to z próbą wybielania własnej osoby, szukania dla siebie usprawiedliwienia, odwracania kota ogonem, tłumaczenia jednego okrucieństwa drugim… Bo skoro zwierzęta hodowlane cierpią i hodujemy je na pokarm, to czemu nie zabijać tych dzikich? W czym one są gorsze? Tak argumentował mi kiedyś jeden myśliwych.
Dlaczego warto zrezygnować z mięsa? – nasza notatka na ten temat.

Mit 6. Na polowaniu zwierzę ginie od jednego strzału.

Według źródeł samych myśliwych, na polowaniach zbiorowych postrzałków wśród zwierzyny grubej bywa nawet ponad 30 %.  W innych przypadkach, według ankiety przeprowadzonej na forum Dziennika Łowieckiego, ten % bywa jeszcze większy. Nie szukając długo, na youtube znajdujemy film z polowania, gdzie prowadzący stwierdza ‘’Oddano 49 strzałów, padło 9 dzików’’. Można więc sobie wywnioskować jak to jest z tą celnością. Wychodzi 5 strzałów do jednego dzika.  Więcej na temat postrzałków w artykule poniżej:

Postrzałki na polowaniach

Pudła2

Mit 7.  Święty Hubert zdarzył.

Patron myśliwych, przewracający się w grobie, po każdym bałwochwalczym zbezczeszczeniu jego pamięci musiał już wywiercić dziurę w trumnie. A to dlatego, że św. Hubert będący zapalonym myśliwym przez większość swojego życia, w pewnym momencie doznał objawienia. „Młody Hubert najwięcej czasu spędzał w lasach, gdzie nieustannie polował, łowiectwo było jego pasją. ak było do roku 695, kiedy polując w Górach Ardeńskich, nie bacząc na nic, w sam Wielki Piątek napotkał białego jelenia z promieniejącym krzyżem w wieńcu. Miał wtedy usłyszeć głos Stwórcy ostrzegający go za jego niepohamowaną pasję i nakazujący mu udać się do Lamberta – biskupa Maastricht – Tongres.”
Święty nawrócił się i przestał polować. Miał też ponoć w wyniku tych wydarzeń nauczać, by zwierząt nie zabijać. Może bardziej pasowało, by mu zostanie patronem ekologów i obrońców zwierząt?

hubertk

Mit 8. Myśliwy „pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami”.

Trzeba tutaj podkreślić, że pojmowanie etyki przez myśliwego i przeciętnego człowieka to dwie skrajnie odległe od siebie rzeczy. Etyka myśliwska to kolejny frazes dla laików. W praktyce jego rola to uspokajanie myśliwskich resztek sumienia, że coś tam co robi, jest etyczne. A to tylko zbiór niepisanych norm zachowań w środowisku własnym i postępowania wobec zwierzyny.  Myśliwi nie zastanawiają się nad tym co robią z punktu widzenia etyki. Liczy się tylko to, co dopuszcza kalendarz polowań. Pomijając okrutne i nieludzkie konkursy norowania, szkolenie dzikarzy, podam inne przykłady: w Polsce myśliwym wolno prześladować zwierzęta wtedy, kiedy powinno się zapewnić im jak największy spokój. Przykład choćby – rykowisko. Nasi polujący biegają w amoku po lasach, podchodzą i wabią specjalnymi wabikami jelenie, przeszkadzają im w najważniejszym okresie w życiu. Dlaczego? Magia rykowiska to samo słuchanie. I na tym powinni poprzestać. Ale jelenie byki są w tym czasie mniej ostrożne, zainteresowane łaniami. Można je podejść, czy wykorzystując godowe podniecenie zwabić i zastrzelić. Takie pomylone zabawy, prześladowanie i zupełnie nie fair gry wobec zwierząt, uznawane są w środowisku myśliwych, za etyczne. Zresztą zabija się nie tylko jelenie podczas rozrodu. Także daniele podczas bekowiska, lisy w okresie cieczki, dziki w trakcie huczki, słonki na ciągach, kozły saren w rui, a dawniej cietrzewie i głuszce na tokach. Można też strzelać do ciężarnych łań, jak i przy użyciu nęciska wabić zwierzęta pokarmem i strzelać podczas jedzenia. Wydaje się, że ludzie mający w teorii bliższy kontakt z naturą, powinni mieć dla zwyczajów zwierząt jakiś szacunek, pokorę i zrozumienie. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Myśliwy zdają się odnajdywać jakieś upodobanie, w prześladowaniu zwierząt podczas okresów godowych. A płoszą przecież wtedy szereg innych gatunków przy okazji. Chyba, że za „etyczne” i załatwiające moralną sprawę takich polowań, uznamy myśliwskie zwyczaje włożenia w pysk zwierzęcia gałązki „ostatniego kęsu”, czy ułożenie pokotu. Według myśliwych, te puste gesty sprawę załatwiają.   Dodajmy do tego dziesiątki „przypadków” zastrzeleń zbłąkanych psów, czy kotów, zresztą środowisko myśliwych stoi raczej murem za takim odstrzałem domowych zwierząt, o czym można przeczytać sobie tutaj – Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.  Etyce myśliwskiej ze szczegółami przyjrzeliśmy się w poniższym opracowaniu:
Przewodnik po etyce myśliwskiej

11182290_935780593108762_4898096762294324282_n
Mit 9.  „Kto zapłaci za szkody rolnikom? Gdyby nie myśliwy, nikt z tych nawiedzonych obrońców nie miał by co jeść, bo zwierzęta splądrują pola, następnie wejdą do miast, a chleb kosztował by 50 zł!”

Paradoks polega na tym, że to środowisko rzeczywiście wierzy w to co napisane powyżej. Drugi, to taki, że ich własne działania prowadzą do takiego stanu – szkody w rolnictwie i zwiększona ilość zwierząt. Gdyż celem gospodarki łowieckiej, jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, dla osiągania doraźnych korzyści i doświadczaniu przyjemności z polowania. Jeśli podchodzić by do gospodarowania populacjami dzikich zwierząt, tych kilku gatunków, które czasami mogą wchodzić w kolizję z człowiekiem, nie kierując się interesem myśliwych, finalnie mieli byśmy mniej pospolitych zwierząt łownych, i mniej z nimi problemów. Ale nie leży to w interesie myśliwych.  Więcej na ten temat w tym artykule – Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Mit 10. Selekcja jeleniowatych

Lubią myśliwi robić postronnym osobom wodę z mózgu, zasłaniając się przy mordowaniu zasadami selekcji zwierzyny płowej, które sami stworzyli.  „Restrykcyjne zasady przy odstrzale”, jak starają się wmawiać. W selekcji owej chodzi o uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów z poroża (co wymienione jest w zdefiniowanych celach łowiectwa, jako jedna z głównych jego działalności). Zwróćmy uwagę na jedną rzecz – myśliwi prowadzą tą „selekcję” i prowadzą dziesiątki już lat. Prowadzono ją także w jakimś stopniu dużo wcześniej. Efekt? Żaden. Mimo usilnych starań myśliwych, każdego roku, w każdym pokoleniu saren i jeleni ciągle występują sztuki, tak zwane „selekcyjne”. A to myłkus, to tyka poszła nie w tym kierunku co „trzeba” – tak jak chciał by to widzieć myśliwy, zgodnie ze swoim urojonym wyobrażeniem o „prawidłowym” porożu.  Porównując kolekcje myśliwskie i trofea już z okresu średniowiecza można stwierdzić bez precedensu, że selekcja owa nic nie daje, ani w wyglądzie jeleni oraz kozłów saren nie zmieniła, na przestrzeni setek lat. I zmienić nie może, i nie zmieni. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że owa różnorodność i „wady” w rozwoju poroża są dla tych gatunków czymś niejako naturalnym i występującym. Mimo stosowania różnych mieszanek mineralnych podczas dokarmiania, lizawek z solą, deformacje i tak występują. I co ciekawe, przez miliony lat, kiedy to nikt zasad selekcji nie znał, ani jej nie prowadził, zwierzyna nie ZDEGENORWAŁA się. Tak, to słowo warto powiększyć, gdyż myśliwi tak właśnie uważają – jeśli przestaną strzelać, to zwierzyna zdegeneruje się i wymrze.  Ostra faza, co? Bo co z pozostałymi setkami gatunków zwierząt, których nikt poza naturą w żaden sposób nie selekcjonuje? Co z ludzmi? Żeby było śmieszniej, na pewno słyszeliście termin, taki jak uwstecznianie się poroża u jelenia. Jest to proces naturalny, który wystąpi z wiekiem u każdego samca tego gatunku. Myśliwi jednak nigdy nie dopuszczają do takiej sytuacji, choć taki jeleń z uwsteczniającym się porożem, może żyć jeszcze ponad 7 lat. Postronnym mówią, że zabijają, by nie przekazał dalej „złych genów” – co jest bzdurą totalną, jako, że uwstecznianie jest procesem naturalnym. Tutaj motywacją jest tylko lepiej wyglądające trofeum, które piękniej wygląda na ścianie i podoba się myśliwemu, kiedy zostało wydarte bykowi będącemu w sile wieku. Pamiętajmy też, że żaden z myśliwych przed strzałem nie przeprowadza przecież żadnych badań genetycznych, nie może więc wiedzieć, czy jakakolwiek deformacja nie jest efektem braku składników pokarmowych (najczęstsza przyczyna), urazów mechanicznych lub chorób wirusowych czy grzybiczych. Genetyka w tym przypadku, jako możliwa przyczyna znajduje się ostatnia w tym zestawieniu. I tak po ludzku – i wśród nas przychodzą na świat osoby niskie, z czasem niektórzy stają się otyli, z zespołem Downa, czasem mniej urodziwi lub z widocznymi deformacjami albo setkami możliwych chorób. Czy „selekcjonujemy” ich? Czy jednak jakoś pomagamy?  Kierując się takim myśleniem, należało by odstrzelić ¼  otyłych emerytów z PZŁ jako sztuki selektywne, urągujące wyobrażeniu o możliwym pięknie człowieka :). Tak to właśnie wygląda. W całej tej zabawie chodzi o satysfakcję z trofeum, ewentualny zarobek na nim, konkursach medalach i odznaczeniach – to wszystko wchodzi w skład trofeistyki. Polecam się zapoznać i wyciągnąć wnioski. Zasady selekcji populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych:
https://www.poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

Więcej na temat trofeistyki i selekcji : 
Polowanie na rogacze – myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui. 

3-1

=======================
=======================

Źródła i bibliografia: 

Niech Żyją! Mity i fakty. 
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

„Określanie wieku zwierzyny”
J. Lochman

Zasady selekcji osobniczej i populacyjnej zwierząt łownych
http://www.lowiecki.pl/prawo/zasady_selekcji_3.pdf

„Wielki atlas łowiectwa”
D. Bogacz, S. Pawlikowski, J. Pełka, P. Gawin i inni – praca zbiorowa.

=====================
=====================

Uwaga na chorą dziczyznę. Myśliwi zarazili celebrytę?

Ileż to razy słyszeliśmy z ust polujących chwalby i poematy na temat tzw. „zdrowej dziczyzny”. Używane za każdym razem w dyskusji, kiedy udało się wyjaśnić wszelkie mity i absurdy łowiectwa, nasi dyskutanci chwytają się ostatniego: Ale ja poluję dla zdrowego mięsa! Co, nie wolno mi, skoro można? Chcę zdrowo żywić swoje dzieci, a nie tym chemicznie nafaszerowanym z marketu. Podobną argumentację wysunęła kiedyś rzecznik PZŁ. Pomijając całkowicie wszelkie kwestie zdrowotne, ekonomiczne i moralne oraz liczne badania naukowe wykazujące szkodliwość i nieefektywność spożywania mięsa przez człowieka jako pokarmu, (Do przeczytania tutaj – Wegańskie książki i filmy) , pozostaje pytanie, które to mięso rzeczywiście jest gorsze…

tasiemiec

Jak donoszą od kilku dni rozmaite portale informacyjne w Polsce, w dziczyźnie na Podlasiu wykryto nie notowanego dotąd pasożyta, tasiemca z rodzaju spirometra.

Tasiemiec z rodzaju Spirometra pasożytuje m.in. u dzikich ssaków drapieżnych, np. dzików. W Azji larwy tego tasiemca znajdują się także u żab i węży, które są tam traktowane jako przysmak.

Do zakażenia dochodzi drogą pokarmową – po spożyciu surowego lub niedogotowanego mięsa, które zawiera larwy pasożyta, lub po wypiciu skażonej wody.

Lubisz dziczyznę? Lepiej uważaj!

Mięso z dzików, które jest dopuszczane do sprzedaży, nie jest badane pod kątem sparganozy, ponieważ jest to obecnie praktycznie nieznany lekarzom pasożyt. Larwy są trudne do identyfikacji, ponieważ mogą przypominać np. włókna mięśniowe czy ścięgna. Amatorom dziczyzny zaleca się więc długą obróbkę termiczną mięsa lub rezygnację z jego spożycia. Sugeruje się także, by nie pić wody z podejrzanego źródła.

Larwy tego tasiemca umiejscawiają się zazwyczaj pod skórą człowieka, powodując występowanie obrzęków podskórnych. Pasożyt dość często umiejscawia się też w okolicy oczodołów, co może prowadzić nie tylko do zaburzeń widzenia, lecz także do uszkodzenia gałki ocznej. Zdarzało się, że larwy znajdowały się też w płucach, a nawet w mózgu i wywoływały ciężkie objawy chorobowe.

Sparganoza nie jest chorobą śmiertelną, ale jest bardzo nieprzyjemna. Larwy spod skóry lub innych części ciała usuwa się chirurgicznie.

Źródło: poradnikzdrowie.pl
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-pasozytnicze/tasiemiec-spirometra-w-miesie-dzika-grozny-dla-ludzi_43941.html

Po spożyciu mięsa pochodzącego od zarażonego zwierzęcia można zachorować na sparganozę. Wystarczy, że mięso zawierające larwy tasiemców będzie surowe lub niedogotowane – poinformowała w poniedziałek w przesłanej PAP informacji autorka badań dr Marta Kołodziej Sobocińska z IBS PAN w Białowieży.

A przecież widzieliśmy nie raz na zdjęciach, panów czy panie myśliwe, które wgryzały się wątrobę upolowanego dzika ociekającą jeszcze krwią.  Jest to związane ze zwyczajami myśliwskimi, prawdopodobnie chodzi o upolowanie pierwszej w życiu sztuki. Inny zwyczaj, to mazanie twarzy krwią – „farbą” zabitego zwierzęcia, której fryc nie może zmyć z twarzy, dopóki nie postawi wszystkim kolejki. Cóż, smacznego… dodać trzeba, że tą drogą można się zarazić wieloma rozmaitymi chorobami. Wspaniałe tradycje niech będą więc wyrazem myśliwskiej fantazji i drogą selekcji naturalnej…

heart
Głośna sprawa z tego roku, kiedy 8 letnia dziewczynka pod opieką polującego ojca, spożywa na surowo serce upolowanego zwierzęcia. 

Dalej:

Kołodziej-Sobocińska podkreśla, że sparganoza była dotychczas znana głównie z krajów azjatyckich, a w Europie notowano ją sporadycznie. „Stwierdzano pojedyncze przypadki zachorowań we Włoszech, Czechach, Niemczech, ale na terenie Polski jeszcze nie notowano tego schorzenia u ludzi. Wiadomo natomiast, że wywołujące je pasożyty często występują u zwierząt drapieżnych w Puszczy Białowieskiej” – dodała.

W ostatnich latach naukowcy z IBS PAN przebadali pod kątem zarażenia tasiemcem Spirometra ponad 150 zwierząt. Dr Kołodziej-Sobocińska powiedziała PAP, że po raz pierwszy tego tasiemca wykryła pod skórą martwego borsuka w 2013 r. i wtedy zaczęła badać problem. Badania rozszerzono na inne gatunki, m.in. jenoty, ale też dziki i okazało się, że „ogromna większość” tych zwierząt w Puszczy Białowieskiej choruje na sparganozę. Trwają wstępne badania w Puszczy Augustowskiej. Tam również potwierdzono występowanie larw Spirometra, trwają dalsze badania.

Badaczka poinformowała, że myśliwi zgłaszali weterynarzom obecność „tajemniczych” larw w mięsie dzików od 2011 r. U dzików tego tasiemca znaleziono nie tylko pod skórą tych zwierząt, ale też w ich mięsie. Były przypadki, gdy długość larw tasiemca przekraczała pół metra.

Dr Marta Kołodziej-Sobocińska podkreśla, że celem prezentowanych informacji naukowych nie jest „sianie paniki” wśród ludzi, lecz zwrócenie uwagi (głównie osób spożywających dziczyznę), że w mięsie z dzika – bez odpowiedniej obróbki termicznej – mogą być niebezpiecznie larwy.

Zaznaczyła, że obecność larw Spirometra jest trudna do wykrycia, konieczna jest więc ostrożność, bo choć larwy tego tasiemca umiejscawiają się zazwyczaj pod skórą człowieka, to zdarzało się, że znajdowały się np. w oku, płucach czy mózgu i wywoływały ciężkie objawy chorobowe.

Odkrycie będzie konsultowane ze służbami weterynaryjnymi i sanitarnymi, aby próbować wypracować sposób postępowania. Problem jest nowy, i nie ma ani prawa, ani norm postępowania, które by go regulowały – mówi Kołodziej-Sobocińska. 
Na razie amatorom dziczyzny naukowcy zalecają długą obróbkę termiczną mięsa lub rezygnację z jego spożycia 

Źródło: naukawpolsce.pap.pl
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,410989,naukowcy-wykryli-tasiemca-spirometra-u-zwierzat-moze-byc-grozny-dla-ludzi.html

Te wiadomości są bardzo niepokojące, tym bardziej, że w zeszłym roku informowaliśmy o siatce myśliwych-kłusowników, którzy na szeroką skalę zajmowali się procederem rozprowadzania nie badanego mięsa zwierząt łownych, które serwowane było między innymi w restauracjach. Dziczyzna była zarażona włośnicą i mimo to celowo wprowadzana do obrotu.  Do przeczytania tutaj :
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-nowe-fakty-ws-dziczyzny-zakazonej-wlosnica-prali-brudne-mies,nId,1892094

Trzeba również pamiętać o sporej rzeszy kłusujących myśliwych, którzy nie wpisując odstrzału w księdze ewidencyjnej polowań, biorą dziczyznę na użytek własny, która również nie jest w takim wypadku badana.

====================================
====================================


Historia ku przestrodze… Celebryta Michał Wiśniewski choruje po spożyciu dziczyzny?

14215715_320828824932256_460462318_o

 

Wprawdzie opisywane zdarzenie miało miejsce w 2015 roku i nie ma związku z obecnym wykryciem tasiemca z rodzaju spirometra, ale pokazuje jak łatwo można dając ślepo wiarę myśliwskim zapewnieniom nabawić się dolegliwości. Myśliwi uwielbiają właśnie w ten sposób próbować pozyskiwać sympatię rozmaitych grup społecznych, częstując okazyjnie dziczyzną. Często podczas regionalnych festynów i imprez okolicznościowych koła łowieckie zgłaszają swój udział, i ustawiają stoisko. Nazywa się to „promowaniem łowiectwa”, czyli przekazywaniem wyidealizowanego obrazu, z mnóstwem niedopowiedzeń, okraszonego mitami myśliwskimi, np. o dokarmianiu zimowym.

Zatruciem 22 osób zakończyło się polowanie myśliwych z powiatu żagańskiego i ich gości. Rozchorował się też Michał Wiśniewski, znany polski piosenkarz, którzy prawdopodobnie został przez myśliwych poczęstowany kiełbasą.

Myśliwi z koła łowieckiego Diana (obwód Jelenin, gmina Żagań) i ich goście spotkali się w piątek, 23.10. Zamieszkali w żagańskim hotelu.

Potem pojechali. Wiadomo, polowali, mieli swoje posiłki w lesie. W tym żurek i kiełbasę z dzika. Nie wiem skąd – mówi Jan Okapiec, właściciel hotelu.

Problemy zaczęły się w sobotę. Po wieczornym posiłku.

Zaczęli mówić, że mają problemy żołądkowe – zaznacza J. Okapiec. I opowiada, że przed kolacją myśliwi poprosili, by podać im na stół przywiezioną przez nich kiełbasę z dzika.Zasadniczo nie ma u nas sytuacji, gdy goście przynoszą swoje posiłki. Ta była wyjątkowa. Wiadomo, to był ich specjał. Dlatego kelnerka grzecznościowo pokroiła na stole pomocniczym kiełbasę – tłumaczy J. Okapiec. – Osobiście wzywałem karetkę.

Pomoc została udzielona 5 osobom. Wszystkie zgłaszały silne dolegliwości żołądkowo-jelitowe, Otrzymały środki rozkurczowe, przeciwbólowe. Żadna z tych osób nie zgodziła się na przewiezienie do szpitala – informuje Ryszard Smyk, kierownik żagańskiego pogotowia ratunkowego.

Poczęstowali go kiełbasą

Ratownicy zostali też wezwani do Michała Wiśniewskiego, wokalisty i lidera zespołu Ich Troje.

Pana Wiśniewskiego widziałem, jak rozmawiał z myśliwymi, bo siedział niedaleko od nich. Może go poczęstowali – zastanawia się J. Okapiec.

  1. Wiśniewski, który w tym samym czasie, gdy myśliwi polowali, brał udział w Baja Inter Cars, czyli rajdach samochodów terenowych w Szprotawie i Żaganiu, potwierdza, że się rozchorował. Mieszkał w tym samym hotelu.

Ok. godziny 21 poczułem się bardzo źle. Miałem wysoką gorączkę – opowiada Wiśniewski. Była też biegunka, wymioty, ogólne osłabienie. Sprawą zajął się sanepid.

Powiadomili prokuraturę

Paweł Pilaszewski, były myśliwy koła Diana, podejrzewa, że myśliwi najedli się kiełbasy z niebadanego mięsa. Tłumaczy, że mięso z upolowanej zwierzyny może być przekazywane tylko myśliwym.

Potem muszą mięso zbadać, zanim je przerobią na własny użytek – tłumaczy P. Pilaszewski. Przekonuje, że nie zawsze tak to się odbywało. I zdradza, że dokumentacją koła Diana, dotyczącą właśnie przekazywania mięsa, od dłuższego już czasu zajmuje się policja.

Zaczęło się od tego, że ktoś poinformował Nadleśnictwo w Szprotawie o budzącej wątpliwości dokumentacji koła.

Pismo otrzymaliśmy w sierpniu. Uznaliśmy, że należy powiadomić prokuraturę – informujeDariusz Chełski, nadleśniczy.

Potwierdza to prokuratura.

Zawiadomienie wpłynęło do nas w połowie sierpnia i zostało przez nas przekazane policji – mówi Tomasz Kulczycki, prokurator rejonowy z Żagania.

Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie.

Najpierw prowadziliśmy czynności sprawdzające pod kątem, czy doszło do popełnienia przestępstwa. Następnie, 25.09., zostało wszczęte dochodzenie w sprawie podrobienia i przerobienia dokumentów. Sprawa jest jednak wielowątkowa i rozwojowa, dlatego nie możemy podawać szczegółów – zastrzega podinsp. Sylwia Woroniec z żagańskiej policji.

W chwili, gdy zostaną komuś postawione zarzuty, przejmiemy sprawę, zgodnie z nowym kodeksem postępowania karnego – zaznacza P. Kulczycki.

Zarząd koła Diana zapewnia, że działalność prowadzą prawidłowo.

»Informujemy, że Koło Łowieckie Diana prowadzi prawidłową gospodarkę łowiecką, jak i wszelką dokumentację« – czytamy w pisemnej odpowiedzi na pytania dziennikarza.”

 Źródło i całość artykułu:
http://zary-zagan.regionalna.pl/ps-254354-jak-wisniewski-pojadl-w-zaganiu/

tape2orm


No cóż, pewnie jeszcze nie raz usłyszymy zapewnienia o „najzdrowszym z możliwych mięsie” albo, że wszystkie przypadki zatruć dziczyzną sfabrykowali ekolodzy. Podobnie jak wyniki rozmaitych badań, w tym cytowanych powyżej – to za pewne nikczemne knucia ekologów w celu szkalowania dobrego imienia łowiectwa ;).  Amatorom dziczyzny pozostaje życzyć smacznego, i opieki opatrzności.

 

„Naszą pracę niszczą myśliwi i ich system” – Rolnicy o łowiectwie

SPRAWA DLA REPORTERA KONTRA MYŚLIWI vol. 2 – „Naszą pracę (rolników) niszczą myśliwi i ich system”.

Rok temu w programie Elżbiety Jaworowicz, ”Sprawa dla reportera” poruszono negatywny wpływ gospodarki łowieckiej na rolnictwo oraz mafijne wręcz układy łowieckiej braci na rozmaitych szczeblach władzy. Opowiadają o tym rolnicy, w żaden sposób nie związani ze stroną ekologiczną. Krótko po publikacji naszego artykułu o tym, jak łowiectwo niszczy rolnictwo, (Jak łowiectwo niszczy rolnictwo) w TVP1 wyemitowano  kontynuację materiału z przed roku, pytając tych samych rolników, jak sprawy rozwinęły się po upływie tego czasu. A nie jest dobrze.  Jeden z rolników na swojej ziemi postawił tabliczkę z napisem „Teren prywatny, wstęp wzbroniony”, nie życząc sobie polowań w obrębie swoich włości. Pod spodem „ktoś” odpisał, „Ranczo spalim, i zastrzelim jak jelenia”. Pewnie jacyś dowcipni ekolodzy, byle szkalować…

Sprawa rozbija się o to, że myśliwi nie chcą wypłacać odszkodowań lokalnym rolnikom, utrzymując w swoich obwodach łowieckich nadwyżki zwierzyny grubej dla polowań, która pasie się na polach uprawnych. Rolnicy twierdzą też, że nie są w stanie wygrać żadnej sprawy w sądzie, z uwagi na lokalne powiązania polujących, w sądownictwie.

Skrót programu i najciekawsze cytaty: ( Od 31 minuty)

Gospodarka łowiecka jest oparta na własności prywatnej, to my rolnicy żywimy zwierzynę. (…) Dobro ogólnonarodowe, to się pięknie tak nazywa. To się specjalnie tak nazywa, żebyśmy żyli pod okupacją kół łowieckich

Zawsze w ciągu ostatnich 15 lat, PO, z PiSem i PSL się kłócą, ale jeśli chodzi o myśliwych jest jedność, wszyscy są kolegami i myśliwych nie wolno ruszyć. Ogromne pieniądze pójdą z budżetu państwa na wypłatę odszkodowań

Wszyscy zapłacimy za hobby łowieckie.  Bo to jest grupa 116 tys. ludzi, którzy się świetnie znają, którzy się dogadują ponad podziałami.

~Mówi Agnieszka Curyl-Katholm .

Dlaczego skarb państwa ma płacić za uciechy myśliwych? Pada pytanie.

Skarb państwa za rok o tej porze „obudzi się” ze szkodami na 5 mld złotych.  Bo szkody łowieckie w Polsce są nie obliczone. Politycy ślepo poszli za tym, że PZŁ powiedziało 70 milionów i fundusz zamknie się w 70 milionach.  Nie zamknie się.

Zamknie się, jeśli będą szacowali jak do tej pory. Czyli na krzywdzie biednych’’ ~ Odpowiada inna uczestniczka programu.

sprreport

Od siebie dodam, że te średnio 30-35mln złotych rocznie jakie PZŁ wydaje na tuczenie zwierzyny dzikiej dla swoich uciech, można by zagospodarować inaczej, dla dobra wspólnego i z pożytkiem dla rolników, inwestując w ogrodzenia, by ograniczyć występowanie szkód. Do tego dochodzą wszystkie wydatki okresowe pojedynczego myśliwego jakie wiążą się z wykonywaniem polowania i „sprawowaniem gospodarki łowieckiej”. Wystarczyło by zmienić statut i niektóre cele, bo obecnie tzw. „pomoc rolnictwu” jest tylko pustym sloganem dla mas, mającym usprawiedliwiać to jaskiniowe hobby. Przykro to pisać, ale nie ma co na to liczyć, gdyż było by to zupełnie sprzeczne z interesem myśliwych, jakim są wysokie stany zwierzyny i udane, obfite polowania.  Już widzę ten lament i płacz na grupach myśliwskich: Szkalują dobre imię łowiectwa, gdzie rzecznik PZŁ, TVP pod sąd!  Nie przykro mi panowie w kapeluszach, srogą ocenę wystawia Wam rolnicza społeczność, ale jest ona taką, na jaką sobie przez lata swoich poczynań zapracowaliście. Wszystko to o czym piszemy, czyli szkodliwy wpływ gospodarki łowieckiej na rolnictwo, nadrzędna ochrona swojego hobby przez myśliwych, wreszcie dziwne układy w sądownictwie i policji, oraz poczucie zupełnej bezkarności, ponad partyjne lobby poza podziałami,  tym razem potwierdzenie znajduje w programie publicystycznym. Oczywiście, dla myśliwych musiałby o tym napisać pewnie „Łowiec Polski”, by uznali jakikolwiek argument poruszany w programie za „nie zmyślony przez nawiedzonych zielonych”.

Pierwszą część ubiegłorocznego reportażu można przeczytać po kliknięciu w ten adres:
Sprawa dla reportera kontra myśliwi

Pytanie pozostaje otwarte, czy łowiectwo w obecnej formie jest w stanie w ogóle spełniać jakąkolwiek pożyteczną dla społeczeństwa rolę, poza krwawymi uciechami swoich sympatyków…

Materiał można obejrzeć pod poniższym linkiem.
http://vod.tvp.pl/26283233/28072016

Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Kto zapłaci za szkody rolnikom? Jak zabezpieczyć pola i uprawy? Oraz dlaczego gospodarka łowiecka przynosi straty rolnictwu?

Ulubionym argumentem wojujących laików łowiectwa, jest mniej więcej taki frazes, okraszony po trosze mitologią łowiecką umiejscowioną… nie wiadomo gdzie. Całość bełkotu brzmi mniej więcej tak:

Kto zapłaci za szkody rolnikom? kto wypłaci odszkodowania za zniszczone uprawy? Gdyby nie myśliwi to nikt z was wege pseudozieloni, nie miałby co jeść, bo zwierzyna splądruje uprawy, chleb będzie kosztował 50 zł, następnie zwierzęta wejdą do miast…

Brednia jak brednia, wypadałoby puścić to kantem. Problemem jest jednak to, że ci ludzie rzeczywiście wierzą w to co napisane powyżej i według tego działają. Jak mniemam, przodują zwłaszcza ci myśliwi „niedzielni od zbiorówek” co poza polowaniem nigdy na wsi nie byli. Myśliwi bardzo lubią ukrywać się za parawanem wzniosłych haseł o ”racjonalnej gospodarce łowieckiej”, przy notorycznym już zarzucaniu ”braku wiedzy i pojęcia” o tymże swoim oponentom. Gdy jednak przyjrzeć się z bliska celom owej gospodarki, wdrażanym metodom i sposobom jej prowadzenia, okazuje się, że efekty jej działań jawią się jako zgoła sprzeczne z tymi głoszonymi oficjalnie. I tak oto jak sławna gospodarka łowiecka ma w swych propagandowych założeniach działać dla dobra rolnictwa, tak okazuje się, że w praktyce odnoszone skutki są zupełnie odwrotne.

Skąd takie poglądy u myśliwych? W rzeczywistości nie istnieje żaden słuszny, liczący się argument przemawiający za łowiectwem, tak więc myśliwi z uporem maniaka chwycili się tego jednego – pomoc rolnikom i zabezpieczanie upraw. Z tym „zabezpieczaniem” bywa jednak różnie. Rolnicy albo skarżą się na zbyt dużą ilość zwierzyny, myśliwi zasłaniają limitami odstrzałów, że nie mogą już więcej odstrzelić. O co w tym chodzi? Ano o konflikt interesów. W interesie rolnika jak i przeciętnego zjadacza chleba leży, by na terenach pól uprawnych dzików nie było wcale. Natomiast większość obwodów łowieckich obejmuje pola uprawne, zadrzewienia śródpolne i mozaikowe tereny, gdzie zwierzęta znajdują schronienie. Odstrzelić wszystkich nie można, bo nie będzie na co polować. A przecież myśliwy zgodnie z założeniami ustawy ma się „opiekować” – dbać o odpowiednią ilość zwierząt do odstrzału dla własnej korzyści. Prościej zostawić stado podstawowe zgodnie z „hodowlanym planem pozyskania”, by pasły się na krwawicy rolników, tym samym przyczyniając się do strat. Trochę z nimi pokłócić, zaniżyć szacunki kwoty odszkodowania, ale będzie na zapolować. To najważniejsze. Inni rolnicy skarżą się na rozjeżdżanie zasiewów podczas polowań czy dojrzałych już upraw, kiedy trzeba ściągnąć tuszę z pola. „Problem” zwierząt niszczących uprawy niewątpliwie jest, pamiętać jednak musimy, że to my zabieramy im tereny do życia poddając je przekształceniom, winniśmy więc wykazać nieco zrozumienia dla ich losu… Prościej jednak „sprzedać” kulkę, fakt. Nie, nie chodzi o to by dać zwierzętom dowolnie ogołacać pola!

O tym jak presja łowiectwa generuje problemy rolników i przyczynia się do wzrostu liczebności prześladowanych zwierząt pisać nie będziemy, gdyż zostało to już omówione ze szczegółami w dwóch tekstach (Wpływ łowiectwa na wzrost liczebności lisów oraz Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików).

Zdjęcie1556

Zdjęcie1555
Łąka ogrodzona pastuchem i taśmą. 
 
Teoria zawarta powyżej wydaje się być szczególnie ciekawa, jeśli wezmiemy pod uwagę fakt, że istniejemy już trochę w naturze ze zwierzętami, kiedy to nas było mniej, a zwierząt dużo więcej. I jakoś potrafiliśmy, bez przewagi technicznej jaką mamy dzisiaj, ochronić swoje uprawy, wyżywić się i przetrwać. Jaki więc problem z tym dzisiaj? Żaden, biorąc po uwagę odstraszacze dzwiękowe i zapachowe, możliwość ogrodzenia, aż po chemiczne środki wywołujące u zwierząt dolegliwości i biegunkę.

Jak wynika z raportu NIK, więcej płodów rolnych ulega zniszczeniu w wyniku niewłaściwego przechowania i transportu niż zjadają dzikie zwierzęta. Do tego myśliwi kolejną część zbiorów odkupują od rolników na użytek własny; „zimowe dokarmianie” i nęcenie. Przyzwyczajając tym samym zwierzęta do smaku i szukania płodów rolnych.

Pamiętać trzeba o najważniejszym fakcie ukazującym dobitnie jak to łowiectwo jest „potrzebne” samym myśliwym. Polują oni na 30 gatunków zwierząt, z tego odszkodowania wypłacają za… 4.  Kto jak kto, ale zwłaszcza rolnicy powinni być zainteresowaniami rzeczywistą motywacją myśliwych i głównymi założeniami gospodarki łowieckiej. Rolnictwo i łowiectwo to konflikt interesów, z uwagi na nadrzędny cel łowiectwa a oczekiwania rolników. Bywa to oczywiście przyczyną wielu nieporozumień.

Zdjęcie1550
Zasiew kukurydzy, maj 2016. Rolnicy zaczynają w końcu racjonalnie podchodzić do swojej działalności, dbając o uprawy i przeciwdziałając szkodom. Tym samym nie oglądając się na pomoc „panów w kapeluszach”. W niektórych rejonach Wielkopolski trudno czasem spotkać wręcz nie ogrodzoną uprawę. 

Skąd problem?

Jest takie myśliwskie powiedzenie: „Kto nie hoduje, ten nie poluje”.  Jak przeczytać można w podręcznikach od łowiectwa, które zawierają rozdziały takie jak „planowa hodowla zwierzyny”, przeczytać możemy:

Gospodarka łowiecka, jak każda inna gałąź gospodarki musi być prowadzona według określonego planu. Według obowiązującego prawa łowieckiego, które w art. 1. ust 2, postanawia, że „gospodarowanie” zwierzyną odbywać się musi na podstawie zatwierdzonego wcześniej planu. Obejmuje on hodowlę i ochronę zwierzyny (przed??? przyp. NPRM), polowanie oraz wprowadzanie ubitej zwierzyny do obrotu handlowego.

Dalej  Zagospodarowanie obwodu łowieckiego trzeba zaczynać od ustalenia planu docelowego, ustalającego jakie gatunki zwierzyny i w jakich ilościach będą przedmiotem hodowli w danym obwodzie łowieckim.

A jaka jest oficjalna wersja serwowana zwykłym ludziom i przeciwnikom łowiectwa? Ratujemy ludzkość przed nadmiernym rozmnożeniem się zwierząt, splądrowaniem pól,  zoo – apokalipsą i śmiercią gatunku ludzkiego z głodu. Kiedy to racjonalnie wyśmiać, otrzymamy odpowiedź: Nie macie pojęcia o gospodarce łowieckiej, dowiedzcie się na czym ona polega! No to się dowiadujemy i cóż? Otóż polega ona na planowej hodowli zwierzyny dzikiej z gatunków uznanych jako łowne i gospodarowanie jej populacją w interesie własnym, by można było dokonywać polowania, nie licząc się potrzebami i stratami, jakie ponoszą w wyniku takiego podejścia np. rolnicy.  I stąd owe „limity odstrzałów”, które tak przeszkadzają rolnikom, a za którymi chowają się myśliwi. W każdym „łowisku” zaplanowane jest utrzymanie „stada podstawowego” czyli takiej ilości zwierząt, które rozmnażając się dostarczą kolejnych sztuk do przyszłych polowań. I o to tutaj tylko chodzi. Bardzo racjonalne, prawda?  Ja mam takie powiedzenie: Jeśli chcesz dowiedzieć się jak bardzo pomylone i irracjonalne są działania myśliwych (mydlenie oczu niezorientowanym), jeśli chcesz się utwierdzić w poglądach antyłowieckich, sięgnij po… podręcznik od łowiectwa.

Zdjęcie1683Kolejna uprawa – zabezpieczona pastuchem. Przy używaniu tego rodzaju metod, mamy obowiązek odpowiedniego ich oznakowania. 

Zdjęcie1682

O tym, że łowiectwo i związana z nim „gospodarka” przyczynia się tylko problemów rolników z dziką zwierzyną (negatywne oddziaływanie na środowisko litościwie pominiemy), niech poświadczy zdanie z książki… Łowiectwo dla leśników i myśliwych Tadeusza Pasławskiego, gdzie zdanie brzmi:

Zatrudnianie (ludzi) wbrew pozorom stanowi już dziś ważną pozycję, i będzie wzrastało aż do momentu całkowitego zagospodarowania wszystkich obwodów łowieckich i postawieniu produkcji na możliwie wysokim poziomie (być może na tej literaturze opiera się jeszcze obecny minister środowiska, który to zabłysnął nazywając zwierzęta dzikie surowcem – przyp. NPRM).  Zagospodarowanie leśnych obwodów łowieckich  w sposób zapewniający należyty rozwój zwierzyny, wymaga zgromadzenia dużych zapasów karmy na zimowe dokarmianie.

Istotą czy też głównym celem łowiectwa jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych – bo przecież „gospodarka i hodowla” przy uwzględnieniu pojemności żerowej łowiska, z jednoczesnym zwiększaniem jego możliwości wyżywieniowych, tak jak urządzanie wodopojów czy karmisk. W tych wszystkich działaniach, których mianownikiem wspólnym jest wywracanie ekosystemu i środowiska przyrodniczego do góry nogami, nie brak i skrajnych sprzeczności, kiedy np. na innej stronie Łowiectwa dla leśników i myśliwych czytamy: „Chodzi o to by podstawą hodowli zwierząt łownych była naturalna baza paszowa dostępna dla zwierzyny”. Jak to się godzi z dokarmianiem i z współczesnymi działaniami myśliwych?

Jak przeczytamy na 341. stronie Gospodarstwa łowieckiego, innej książki:

Za główną przyczynę wyrządzania szkód przez zwierzęta łowne [….] zwykło się uważać dysproporcje między liczbą pogłowia zwierzyny, a ilością i jakością żeru jaki znajduje się w lesie (efekt lasów gospodarczych – przyp. NPRM), czyli niedostosowanie liczby zwierząt, do możliwości wyżywieniowych łowiska.

Co z pasją i oddaniem czynią myśliwi, aby mieć na co polować, bo w końcu zawsze zwierzęta na polach coś uszczkną,a rolnik może nie zgłosi szkody i nie będzie problemu. I nazwą to „racjonalną gospodarką łowiecką”. Dalej najlepsze:

Wiadome jest, że większość terenów w leśnych w naszym kraju, zwłaszcza zachodniej części Polski , należy do „łowisk słabych” o skąpych naturalnych bazach pokarmowych (rzadkie runo, brak podszytu).

Czyli myśliwi dobrze wiedzą jak przedstawia się sytuacja, ale „nie można” pozwolić by zwierzęta żyły swoim rytmem, bo „będą głodować” – a więc dokarmiamy i użytkujemy je łowiecko (zabijamy), by przypadkiem się nie zagłodziły.  Ale najważniejsze to to, że nie może być ich tak mało, na jaką ilość pozwoliła by naturalna baza żerowa, bo wtedy… nie będzie na co polować. I kółko się zamyka.

Zdjęcie1557

O tym jak łowiectwo i zabawa w polowanie przyczynia się do kłopotów rolników np. z dzikami niech poświadczy inny fragment z książki Łowiectwo dla leśników i myśliwych, str. 77, gdzie o dzikach przeczytać możemy:

Częste polowania na dziki w większych kompleksach leśnych przy użyciu psów stałe niepokojenie dzików spowodowały, że wyniosły się one często do małych lasków (zadrzewienia śródpolne), zupełnie nieodpowiednich do hodowli dzików, lecz dających tak konieczny każdej zwierzynie spokój. Ponieważ takie drobne kompleksy leśne nie mogą zapewnić dzikom wystarczającego pożywienia, żerują one głównie na polach uprawnych, czyniąc rolnikom dotkliwe nieraz szkody.

I to jest fragment z podręcznika dla myśliwych. Tak więc pokrzykiwania w stylu „dowiedzcie się czegoś o łowiectwie!” okazały się miażdżącą bronią przeciw nim samym. Takich kwiatków w tego typu książkach jest oczywiście dużo więcej, na pewno będziemy korzystać z ich fragmentów w przyszłości.

To o czym napisano powyżej nie jest czymś ukrywanym przez myśliwych,wręcz przeciwnie właśnie zagadnienia z „planowej racjonalnej hodowli i gospodarowaniem zasobami zwierząt łownych” są przez nich często poruszane w rozmaitych publikacjach próbujących bronić łowiectwa, gdyż zakładają oni nie wiedzieć czemu, że osoba sprzeciwiająca się łowiectwu, nic o tych sprawach  nie wie.

Osobnym zagadnieniem jest stosowanie tak zwanych poletek łowieckich. Lubią myśliwi mówić, że owe poletka istnieją tylko po to, by „zatrzymać zwierzynę w lesie i ochronić uprawy rolników”. To nie do końca tak.  Jak było napisane wcześniej, zwierzyną trzeba „gospodarować” według sporządzonego planu, a więc dbać o taką liczbę zwierząt, jaką ten plan zakłada. Czyli dokarmiać.  Druga strona medalu to „ochrona młodych drzewek i szkółek leśnych przed dewastacją zwierzyny”. Powiem tak, boli mnie takie podejście zwłaszcza leśników, którzy w każdym gatunku zwierzęcia widzą jedynie szkodnika swoich szkółek. Boli, ale nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę,że ludzie ci pełnią dzisiaj rolę plantatorów desek, i tak samo mają swoje plany wyrębu, „urządzania lasu” itd.  Przykre jest takie podejście ludzi, którzy rozumieć powinni, że to zwierzyna jest u siebie, oni tylko gośćmi, mimo nałożonych przez państwo obowiązków „gospodarowania”. Zwierzęta nie są w stanie „zjeść całego lasu”, ani go zniszczyć, choćby nie wiem jak się rozmnożyły. Dziwne, że o takich oczywistościach trzeba w ogóle komukolwiek przypominać, a już zwłaszcza „znawcom” wszelkich gospodarek. Warto spojrzeć na to inaczej – to my wyrządzamy szkody w dobrostanie zwierząt, wtrącając się w ostatnie miejsca jakie im pozostają,ze swoimi gospodarkami, potrzebami, planami i roszczeniami. Jeśli ktoś twierdzi, czy mówi, że w lesie zwierzęta wyrządzają mu szkody – nie przyjmuję tego do wiadomości. One są u siebie.  I dlatego w niniejszym tekście całkowicie pominiemy zagadnienie wyrządzania przez zwierzęta „szkód w uprawach leśnych”. Pamiętam jak nie tak dawno kłóciłem się z jakimś pracownikiem korporacji Lasy Państwowe który twierdził, że cyt. „uprawa i gospodarka leśna to najlepsze co mogło przydarzyć się polskim lasom, nie zna on lasów bardziej mozaikowych i zróżnicowanych biologicznie” Tak… Co na to podręcznik dla leśników? 

Zupełnie inaczej przedstawia się ta sprawa obecnie, kiedy człowiek przez długie dziesięciolecia prowadził w gospodarstwie leśnym hodowlę  jednogatunkowych drzewostanów sosnowych i świerkowych, co doprowadziło do bardzo daleko posuniętej degradacji siedlisk. (Łowiectwo dla leśników i myśliwych, str. 135-136)

Kłamie podręcznik czy leśnik?

Zdjęcie1549

Inna strona medalu, to polowania zbiorowe. Pomijając oczywiste okrucieństwo towarzyszące tej farsie, leśnik i myśliwy z którym mieliśmy okazję rozmawiać – Marcin Kostrzyński stwierdza:
Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki, gdzie czuje się bezpieczniej. (…) Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę, że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko o to, by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła. To jest tak, że rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną, która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek zwierzyny jest powszechne, zwłaszcza w obwodach hodowlanych, gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu.

Takie przepędzanie zwierząt w sezonie jesiennym na pewno nie pozostaje bez wpływu na wyrządzane szkody. Często w małej polnej oazie, spotkać można więcej zwierząt niż w przysłowiowym wielkim lesie. Otoczone uprawami rzepaku, kukurydzy, buraków z trudnym dostępem przez ileś miesięcy, bezpieczne i nie niepokojone, za to w obfitości żeru.  Zwierzęta szybko się uczą, gdzie znaleźć można schronienie od myśliwych i polowań oraz tak samo prędko smaku płodów rolnych.

W wywiadzie dla Magazynu Vege (3/16) Marcin Kostrzyński wyjaśnia jeszcze więcej:

Ilość zwierzyny płowej (saren i jeleni danieli), czyli tych zwierząt, które powodują szkody w lesie, jest o wiele większa, niż miałoby to miejsce w sytuacjach naturalnych. Korzystają z pól uprawnych, gdzie mają dostatek jedzenia, a poza tym nie ma drapieżników, przecież do niedawna prawie w ogóle nie było wilków. A myśliwi lubili mieć wysokie stany zwierzyny ? jeżeli jakiś prominent przyjeżdżał z Warszawy, aby sobie zapolować, to nie miał czasu, żeby szukać tego jelenia przez dwa czy trzy dni, tylko chciał wejść do odpowiedniego fragmentu lasu i tego jelenia spotkać. W związku z tym stany jeleniowatych były przekraczane w stosunku do naturalnej pojemności środowiska na przykład dziesięciokrotnie. Tam, gdzie powinien być jeden jeleń, było dziesięć.
(Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat wywiad)

Istnieją dwa rodzaje „szkód łowieckich”. Pierwsza to powstające w wyniku polowania, wyrządzone przez osoby biorące w nim udział. Druga obejmuje te wyrządzone przez zwierzęta.

Jak się przed nimi bronić?

Na początku padło takie zdanie: Istniejemy już trochę w naturze ze zwierzętami, kiedy to nas było mniej, a zwierząt dużo więcej. I jakoś potrafiliśmy bez przewagi technicznej jaką mamy dzisiaj, ochronić swoje uprawy, wyżywić się i przetrwać. Jaki więc problem z tym dzisiaj? Żaden, biorąc po uwagę odstraszacze dźwiękowe i zapachowe, możliwość ogrodzenia, aż po chemiczne środki wywołujące u zwierząt dolegliwości i biegunkę.

Tak. Dziś zwiększyliśmy swoją przewagę nad zwierzętami do rozmiarów nie spotykanych nigdy wcześniej dotąd. Wydawać by się mogło, że mając tego świadomość, wykażemy zrozumienie wobec sytuacji w jakiej je postawiliśmy – zabranie terenów do życia, przekształcenie środowiska, hałasy i płoszenie oraz dziesiątki innych zagrożeń i niedogodności, jakie niesie ze sobą rozwój cywilizacji. I zamiast prześladując je w iście barbarzyński sposób w stylu myśliwskim, „bo splądrują uprawy, wyginiemy z głodu, następnie wejdą do miast”, zastosujemy metody zgodne z naszą „przewagą i wyższością” wynikające z przesłanek etyki i właściwie pojętego humanitaryzmu. A mamy takich metod sporo. Podzielić można je najprościej według dwóch grup  Chemiczne i mechaniczne. Oraz połączenie tych obu.

Do mechanicznych zaliczymy wszelkie widoczne straszaki, dźwiękowe odstraszacze oraz ogrodzenia. Urządzenia soniczne zasilane są bateryjnie lub ogniwem słonecznym, emitują odstraszające dzwięki o określonej częstotliwości, słyszalne dla zwierząt, lecz nie przeszkadzające człowiekowi. Armatki hukowe będą już bardziej dosadnym sposobem, tym skuteczniejsze, że przypominają zwierzęciu odgłos strzału. Często jednak zwierzęta po czasie przyzwyczają się do takich gadżetów, nie reagując na nie.

Droższym, aczkolwiek opłacalnym w długotrwałej ochronie jest stosowanie rozmaitych płotów i grodzeń. Wiele kół łowieckich zdecydowało się rozwijać tą metodę, kiedy w wyniku zmasowanych szkód w uprawach kukurydzy i mnogością żądań odszkodowań, zawisła nad nimi groźba bankructwa. Szybko pojęto wniosek, że taniej wyjdzie ogrodzenie nawet wielohektarowej uprawy i znaczne zmniejszenie występowania szkód, niż ciągłe szacowania i kłótnie z rolnikami. Czasem potrafią pójść po rozum do głowy,ale tylko wtedy gdy poważnie zagrożone są ich interesy.  Na zdjęciach poniżej, myśliwi pracujący przy grodzeniu uprawy kukurydzy. (Koło łowieckie nie było w stanie sprostać i przeciwdziałać szkodom, metodami polowań).

grodzenie2

grodzenie
Myśliwi pracujący przy budowie ogrodzenia, obok uprawy kukurydzy. Kiedy liczba żądanych odszkodowań przekracza budżet koła i jawi się widmo bankructwa, wtedy potrafią się zmobilizować, a wyszydzane ogrodzenia ”cudownie” zyskują jakąś skuteczność. 

Ogrodzenie ogrodzeniu nierówne. Zwykłą siatkę drucianą, dzik potrafi sforsować przeciskając się pod spodem, jeśli ogrodzenie nie ma podmurówki z fundamentem. Zamiast tego można użyć cięższych polnych kamieni,zakopując je na głębokości pół metra, i  przygniatając siatkę, przysypując ziemią, na wierzch też znalezione kamienie.  Zwiększy to skuteczność ogrodzenia,wymaga jednak nakładu pracy.

Innym sposobem są elektryczne pastuchy, umieszczone na plastikowych palikach wbijanych w ziemię. Widoczne na zdjęciach.  Sprawdzają się przy jeleniach,sarnach jak i dzikach, gdyż zaprojektowane są do zatrzymania znacznie cięższego bydła rogatego i koni.  Budowa takich pastuchów jest różna, 1 palik posiada kilka uchwytów do przeciągnięcia drutu lub wstęgi. Należy dobrze to wykorzystać. Według mnie najlepiej sprawdzi się poprowadzenie widocznej taśmy lub fladr na najwyższym poziomie, na niższym pastuch, na reszcie zwykły drut. Nie widziałem nigdy, by na tak ogrodzonej uprawie buraków lub kukurydzy były jakiekolwiek ślady zwierząt. Najczęstszym jednak błędem popełnianym przez rolników jest poprowadzenie drutu z prądem na dolnym czy najniższym haku, takie ogrodzenie ma małą skuteczność. Zwierzyna przeskakuje przez nie dowolnie,co widziałem wielokrotnie.  W mojej okolicy ostatnio wysyp tego typu ogrodzeń, widać rolnicy wypinają się na „pomoc” „dobrodziejów” w kapeluszach.  Na mniejszych powierzchniach czy działkowych ogródkach stosujemy ogrodzenia zazwyczaj trwałe i stałe, nie do sforsowania dla zwierząt.

Płotek zapachowy z włosów ludzkich.

Najczulszym zmysłem u większości zwierząt „łownych” jest oczywiście węch. Ten jelenia i dzika, znacznie bardziej rozwinięty niż u najlepszego psa myśliwskiego. Warto więc uwzględnić to, przy planowaniu ochrony. Swego czasu myśliwi na stronie poradnika łowieckiego opisali metodę, którą chronią swoje poletka łowieckie i uprawy leśne.  Metodę można oczywiście przenieść na pola rolnicze, gdzie przy zachowaniu pewnych reguł także odniesie skuteczność. Zwierzęta są bardzo wyczulone na zapach odwiecznego wroga,jakim jest człowiek. A charakterystyczny ten zapach przenoszą nasze włosy. Na czym polega sposób? Nie trzeba nawet grodzić. Dogadujemy się z zakładem fryzjerskim na odbiór ściętych włosów. Tym lepsze, że traktowane zazwyczaj chemikaliami, lakierami, farbami, szamponami i odżywkami, znacznie dłużej zachowują odstraszające właściwości zapachowe. Włosy wkładamy do damskiej pończochy czy rajstopy, i przywiązujemy na palikach,które co kilkanaście metrów wbijamy w ziemię na terenie uprawy i na jej granicach. Można trochę włosów rozrzucić. Inni piszą o nasączaniu benzyną czy traktowaniu gotowych „paczek” z włosami perfumami, w celu zwiększenia skuteczności. Sposób bardziej przydatny na mniejszych poletkach. Wkłady z włosami trzeba co jakiś czas wymienić. Jest to metoda mechaniczno–chemiczno–biologiczna. (włosy)

Zdjęcie1899

Zdjęcie1896
Często przy temacie ogrodzeń poruszany jest temat kosztów. Ma to dotyczyć za równo rolników jak i myśliwych. Koszty mają być ogromne i nieopłacalne. Czy na pewno? Pomyślmy co bardziej się opłaca? Czy zainwestować raz a dobrze, i nie martwić użeraniem z kołem łowieckim o ewentualne odszkodowania? Czy prościej wołać pan da!. By zobrazować pewien absurd, użyjmy prostego porównania.  Rolnik produkujący żywność, prowadzi niejako działalność gospodarczą. W każdy biznes plan wliczamy możliwe zyski i straty, oraz sposoby przeciwdziałania nim. Reasumując jeśli ktoś mając uprawę kukurydzy pod lasem narzeka na plądrujące dziki, to tak jakby ktoś z państwa otworzył sklep, zostawiał na noc otwarty, bez alarmu i miał pretensje, że go złodzieje okradli. A okazja czyni… jak mówi przysłowie.  Co do myśliwych, których zajęciem i radością główną jest polowanie, a nie dobrostan zwierząt. Przykładowe koło łowieckie zrzesza, powiedzmy 60 osób. Każda z nich w swoje hobby inwestuje ogromne pieniądze, począwszy od samochodów terenowych, wydatki na dokarmianie i nęciska, broń, przyrządy optyczne i celownicze, lornetka, ubiór, akcesoria, budowa, ambon, paśników…. Wszystko to kosztuje, trudno nawet powiedzieć ile. Pomnóżmy te „drobne” wydatki razy przykładowe 60, i pamiętajmy, że nie są one jednorazowe. O broń trzeba dbać i konserwować, amunicja też kosztuje, paliwo oraz masa innych powtarzalnych ciągle wydatków. Wszystko dla jednego – polowania. A ileż prościej i lepiej, gdyby te środki przeznaczyć na rozwój metod zabezpieczania upraw. Ale nie o to chodzi przecież myśliwym. Wszak liczy się tylko „gospodarka łowiecka” i błędne koło…łowieckie.

Zdjęcie1892
Tak to niepozornie wygląda ów sławny płotek zapachowy. Wygląda niepozornie… ale jest niezwykle skuteczny. Na całym poletku buraków, po 2 miesiącach do tej pory nie napotkałem oznak wtargnięcia zwierzyny. W jednym przypadku zwierzę, sarna zapuściła się kilka kroków, po czym wycofała. Warunkiem powodzenia jest okresowa wymiana wkładów z włosów i odpowiednio bliskie rozmieszczenie palików. 

Działamy na węch.

Na portalu aukcyjnym allegro zakupić można sporo środków o długotrwałym działaniu odstraszającym. Niektóre po prostu chemicznie cuchną, inne są oparte na wykorzystaniu naturalnych składników działających strasząco na zwierzęta – na przykład zapach wilków, rysi czy niedźwiedzi. Inne zwierają skoncentrowany zapach ludzkiego potu,np. najbardziej znany Hukinol.  Inny,może mniej humanitarny,ale także skuteczny o nazwie „Stop Dzik” jak podaje producent:  Oryginalność działania tego preparatu polega na tym, że aby preparat zadziałał jako repelent, musi być najpierw zjedzony przez  dziki. Zjedzone przez dziki granulki powodują u nich podrażnienie śluzówki jamy  gębowej, przez co zachowują się one nie naturalnie. Następuje u dzików obfite  ślinienie się, czochrają rapciami gwizd i tabakierę, płaczą. Poprzez takie działanie dziki zapamiętują ten stan, a wrażliwość zapachowa odstrasza ich od miejsca  spożycia repelentu. Dziki zrażają się do miejsca w którym znajdował się  rozsypany repelent. Istnieją i inne mocniejsze środki,wywołujące u zwierząt dolegliwości gastryczne i biegunki.

Nocne spacery.

Jeśli ktoś zajmuje się typowo rolnictwem, można z sąsiadami czy rodziną ustalić dyżury, w okresie kiedy mogą pojawiać szkody i zwyczajnie przejść się po swoich włościach na spacer pod gwiazdami, z psem lub samemu. Starając się zachować jak najgłośniej, przez co rozumiemy zwyczajne szuranie czy nadeptywanie na gałęzie.  Zwierzęta są bardzo czujne, i na pewno oddalą się słysząc człowieka, regularnie płoszone będą szukać innego żerowiska.  Można i – przecież to nasze pole, jeśli jesteśmy właścicielami gruntu urządzić sobie ognisko. Dzikie zwierzęta boją się ognia jak… ognia.

Kukurydzę siej…

Inną metodą polecaną dla upraw znajdujących się przy lesie (opisaną przez myśliwych) jest rozrzucanie ruchem siewnym pojedynczych ziaren kukurydzy, w lesie na skraju, w miejscach gdzie dziki mają zwyczaj wychodzić na pola. Są one bardzo łase na kukurydzę,a wyszukiwanie pojedynczych rozrzuconych szeroko ziaren w leśnej ściółce zajmuje im sporo czasu, przez co mają go mniej na szukanie innego żeru na polach.

Jak widzimy więc dostępnych metod jest sporo, wymaga to tylko nakładu pracy i wiedzy. Koszt ogrodzenia w dłuższej perspektywie przyniesie większe korzyści niż polowania, choćby dlatego że dla koła łowieckiego wychodzi taniej.Tak samo jak użytkowanie chemicznych środków  Ale… jest mniej do polowania, a przecież o to głównie chodzi w zabawie w łowiectwo.

Efekt martwego łowiska.

Myśliwi uwielbiają negować wszelkie sposoby zabezpieczania upraw,nawet takie z których sami korzystają,jako „zupełnie nieskuteczne”. Zwłaszcza na forach publicznych.Traktowane nawet jako „bredzenia oszołomów z miasta”, bo przecież na wszystkie problemy najlepsza strzelba.  Skąd ten awers, wydawało by się irracjonalny i nieuzasadniony? Otóż umotywowany jest on dobrze,i najzupełniej zgodny z myśliwskim interesem. Ogrodzone czy traktowane mieszanymi chemicznymi metodami poletko bądź uprawa, odstraszają zwierzynę. Unika ona takich miejsc, choćby z uwagi na utrudnione poruszanie się.  „Łowisko” staje się  mniej zasobne i nie atrakcyjne, a to już bardzo sprzeczne z interesem myśliwego. Traci się w dodatku argument o „konieczności istnienia łowiectwa” dla ochrony rolnictwa. Trzeba więc wszędzie gdzie się da, metody wyszydzić, wyśmiać, a najlepiej zarzucić każdemu „brak pojęcia”.  Na terenach gdzie rolnicy racjonalnie dbają o swoje uprawy, nie można też swobodnie się przemieszczać,wjeżdżać terenówką, – ogrodzenia przeszkadzają. No i nie ma zwierzyny… Wiem! Trzeba przy najbliższej okazji wyśmiać ogrodzenia na stronach ekologów, bo tak nie może być, byśmy przez kaprys nawiedzonego rolnika nie mogli sprawować racjonalnej gospodarki łowieckiej, my wiemy co dla was lepsze! Ostatnim argumentem poruszanym przy tej okazji jest brak możliwości migracji zwierząt. Rzeczywiście, jest to utrudnione, aczkolwiek…kopytna zwierzyna łowna interesuje myśliwych tylko z wiadomych względów, natomiast drobnym zwierzętom, takim jak lisy, zające, króliki, kuny czy ptactwo żadne ogrodzenia w przemieszczaniu nie przeszkadzają.Zdjęcie1975
Kukurydza wzrosła, dojrzewa, i ma się dobrze. Raczej nie tęskni za myśliwymi. 

 Alternatywa dla sztucerów.

Istnieją już środki opracowane specjalnie dla określonych gatunków zwierząt, powodujące bezpłodność czy też ograniczenie płodności. Można wykładać je w pokarmach. Ostatnio na profilu Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot pani rzecznik PZŁ wyśmiewała się bardzo z takich metod, argumentując, że kto się tym zajmie, przecież nie aktywiści organizacji pro zwierzęcych, kto to przeprowadzi, koszta, mogą zjeść chronione gatunki itd. Zobaczcie jak przewrotna i zakłamana to argumentacja. I zapytajmy jakie są koszta polowania, broni i akcesoriów łowieckich? Lisom wykłada się szczepionki przeciw wściekliźnie – i tu nikogo nie obchodzi, że jakiś niepowołany gatunek to zje. Przecież PZŁ ma pod kontrolą wszystkie paśniki, nęciska, poletka żerowe w tym kraju. Do paśników przychodzą sarny,jelenie, dziki i łosie. Czy może ryś albo wilk? Nie. Co stoi na przeszkodzie, żeby myśliwi zajęli się rozprowadzaniem owych środków przy paśnikach i nęciskach , gdzie wyrzucają najgorsze gnijące odpady? To też może zjeść jakiś chroniony gatunek… Co stoi na przeszkodzie, by się tym zająć i tym samym przeciwdziałać szkodom i stratom w rolnictwie, do jakich przyczynia się łowiectwo? Zupełnie nic, ale ani myśliwi, ani PZŁ nie są zupełnie zainteresowani zmniejszaniem liczebności zwierzyny, ani ograniczaniem jej populacji. Tym bardziej przeciwdziałaniu szkodom w rolnictwie, bo wtedy upada „najważniejszy” argument o pomocnym łowiectwie, jak i ograniczanie liczebności jeleni czy dzików to działanie wbrew interesom każdego myśliwego. Dlatego trzeba wejść na jakąś stronę dla ludzi świadomych ekologicznie i zaczepnie się pośmiać, zanim ktoś zorientuje się w rzeczywistej motywacji środowiska łowieckiego.

Kto powinien płacić?

Ulubione zostawiłem na koniec. Często czytam takie zdanie: Zawiesić odstrzał na 2 lata, wtedy pseudekolodzy będą błagać na kolanach o odstrzał jak im dziki przyjdą po dom, albo niech płacą odszkodowania. Zawsze mam poniekąd z tym zdaniem problem, bo niby dlaczego ekolodzy mieliby płacić? Przecież nie są tymi, którzy ów problem generują i się do niego przyczyniają. Nie tworzą też prawa łowieckiego, ani nie mają swoich reprezentacji na rozmaitych szczeblach władzy. Wskazują przyczyny problemu i podają sugerowane rozwiązanie, a czy ktoś ze strony łowieckiej bierze to pod uwagę? Nie, bo przecież liczy się polowanie, przygoda i pozyskanie dziczyzny. Dlatego to koła łowieckie powinny płacić i ponosić konsekwencje realizacji zachcianek swoich członków, aż do bankructwa. Temu kibicuję. Zawarte „zdanie” strony myśliwskiej po raz kolejny pokazuje przewrotną logikę, bo gdyby nagle zawiesić wszystkie odstrzały bez podjęcia innych kroków zaradczych mogłoby rzeczywiście skończyć się problemami. Wtedy zrzucamy winę na „nawiedzonych zielonych” i wracamy do łowiectwa. Po pierwsze żadna ze znanych mi organizacji czy stron piszących „przeciw łowiectwu” nie domaga się jego likwidacji. Co najwyżej wytyka błędy, a dąży do ucywilizowania tego procederu i humanitarnego traktowania zwierząt, bądź wyłączenia z listy łownych gatunków, na które polować nie ma potrzeby. Po drugie, jeśli już o zawieszaniu odstrzałów mowa, jeśli jako ludzkość dojrzejemy do takiej decyzji, a jest ona nieunikniona, to nie na rok czy dwa, a na stałe z jednoczesnym wdrożeniem wszelkich innych dostępnych środków zaradczych. I z uzasadnieniem odstrzału w określonych skrajnych przypadkach, takich jak choroby czy wypadki, przez powołane do tego służby.

Ponad miesiąc temu posłowie ustalili ostateczny kształt zmian w Prawie Łowieckim, dotyczących zasad odpowiedzialności za szkody łowieckie. Nowelizacja określa tryb dokonywania oględzin i szacowania szkód w uprawach i płodach rolnych oraz ustalania wysokości odszkodowań. Zgodnie z nowelizacją szkody wyrządzane w uprawach i płodach rolnych przez dziki, łosie, jelenie, daniele i sarny będą pokrywane częściowo przez… Skarb Państwa. Oznacza to, że wszyscy podatnicy zapłacą za myśliwskie uciechy, zaś oni sami, tracą swój ulubiony argument o tym „kto zapłaci za szkody rolnikom”. I niech to będzie puentą. Po nawet pobieżnym zapoznaniu się z celami myślistwa, z którego jednym i głównym ma być pomoc rolnictwu, jawi się pokrętny obraz kłamstw i manipulacji w pełnej krasie, gdzie głównym celem jest w istocie realizacja własnej przyjemności i dbanie o swój interes, bez liczenia się z potrzebami i zdaniem innych. Jaskrawo i dobitnie, tym bardziej, że potwierdzone literaturą łowiecką, jak i wypowiedziami samych myśliwych.

Podsumujmy składowe: Dokarmianie i nęciska, dążenie do maksymalnych stanów ilościowych zwierzyny, poza naturalnymi możliwościami siedliska, rozjeżdżanie upraw i zasiewów, jak najbardziej wydajne „zagospodarowanie obwodów łowieckich”, wreszcie płoszenie zwierząt podczas polowań zbiorowych, w wyniku których zwierzęta przenoszą się na tereny rolnicze i do oaz śródpolnych.

Jako uzupełnienie polecamy reportaż z cyklu Sprawa dla reportera opisywany już u nas na stronie, gdzie rolnicy także wypowiedzieli się o kulisach pracy myśliwych. Padały stwierdzenia typu: „Naszą pracę niszczą myśliwi i ich system” bynajmniej nie z ust ekologów, a zwyczajnych rolników. Do przeczytania tutaj: Sprawa dla reportera kontra myśliwi.

AKTUALIZACJA (29.07.2016): Kilka dni po publikacji owego artykułu, ukazała się kolejna część Sprawy dla reportera, potwierdzająca słowami rolników zawarte w tekście tezy. Do obejrzenia i przeczytania tutaj: Naszą pracę niszczą myśliwi i ich system – Rolnicy o łowiectwie.

Źródła:

Łowiectwo dla leśników i myśliwych, Tadeusz Pasławski, wyd. 10 uzup., PWRiL, Warszawa 1987

Gospodarstwo Łowieckie, Aleksander Haber, Tadeusz Pasławski, Stanisław Zaborowski, wyd. 5, PWN, Warszawa 1983

Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat, wywiad przepr. Mikołaj Jastrzębski, Magazyn Vege 03/2016

Kilka zagadnień nowoczesnego łowiectwa, Wiesław Szczerbiński, wyd. 2, Dział Wydawnictw WSR, Poznań 1967

Leśnictwo, zadrzewienia i łowiectwo w gospodarce rolnej, Wiesław Budzyński, Stanisław Konarski, PWRiL, Warszawa 1968

Poletka łowieckie, Andrzej Szaniawaski, Tadeusz Pasławski, PWRiL, Warszawa 1965