Lisie opowieści

Ośnieżone pola, otulone białą kołderką delikatnego puchu szepczą swą chłodną pieśń echem dalekiej pustki. Mroźne połacie wabią ku sobie czarem lodowej przestrzeni zaklętej w biel. Wiatr hula, woła, wyje osypując śnieżne drobiny wśród bruzd. Oziębłe psoty dziadka mroza. Pani Zima lodowatą dłonią, odkrywa swe tajemnice i urok, tym, którym aura nie straszna. Jak pradawna wiedźma, stara niczym sam czas, snuje iskrzące baśnie roztaczając wśród gwiaździstej nocy swe bezlitosne ramiona.
Drzewa skrzypią boleśnie smagane kąsającymi powiewami, jakby skarżyły się na porę roku,  a oblodzone gałązki trzeszczą im do wtóru kołysząc się chwiejnym rytmem, siejąc wokół niewidoczne lodowe kruszyny.

W takie właśnie noce nie mogę zbytnio zasnąć, tęskniąc za szczypaniem mrozu, nocnym widokiem bieli no i wrażeniami, jakie tylko zima dać może. Pomimo srogiej pogody, postanowiłem wybrać się na nocno – poranny spacer. Mamy przecież końcówkę stycznia, a to czas kiedy lisy harcują po polach i lasach rywalizując ze sobą, i szukając partnerek.  Tu i tam, wśród zaprószonych poletek niosą się stłumione poszczekiwania, skolenia, odległe wycia. Lisi bal. To ich czas.

000wph5p

Nie spodziewając się wiele, z uwagi na pogodę (delikatny śnieg, a pod spodem chrupiący lód, hałasujący jak diabli) po spakowaniu i ubraniu ruszam na wędrówkę. Celem moim są rozległe trzcinowiska na zamarzniętych bagnach, otoczone polami, małymi fragmentami lasów, i zadrzewieniami (To pewnie te sławne remizy sadzone przez myśliwych :)).

Po 15 minutach marszu, napotykam pierwszych nocnych biesiadników. Mała grupa kilku saren, leniwie skubie sobie oziminy na pobliskim polu. Martwię się, że je spłoszę, jednak zwierzęta ani raczą się mną zainteresować. W odległości kilkudziesięciu metrów mijam je, szczęśliwie nie płosząc. Te bestie złośliwie wcinały oziminę, siejąc ogromne spustoszenie na zamarzniętym polu. Jestem pewien, że to było zaplanowane działanie, mające pozbawić ludzi pożywienia, byśmy wymarli z głodu, a następnie zajęcie naszych miast. Na szczęście, od czego mamy myśliwych! Poczułem się uratowany.

Przebijam się przez skute lodem i śniegiem pola. Wiatr się uciszył. Po drodze dostrzegam jeszcze dwa zające siedzące na śniegu. Szaraki już dawno mnie usłyszały, a teraz podnoszą się czujnie oczekując. Omijam je łukiem, a one odskakują nieco ku pobliskiej łące (Nawiedzony pseudo-zielony straszy zwierzynę! Etyczniej przecież huknąć strzelbą, albo pies oszczekujący dzika. Wtedy nic się nie płoszy, wiadomo.).

Fox in snow ????? ?????????

Dalej idę już ostrożniej, z jednej strony mając las, z drugiej trzciny. Co jakiś czas nasłuchuję.  Panuje tu cisza. Jeszcze sporo przed godziną 6:00 docieram na miejsce i siadam na wydeptanej przez dzicze i sarnie przemarsze trawie. Za plecami mam pole, przed sobą rozległe trzcinowiska, za nimi las. Ze zdziwieniem słyszę świst kaczych skrzydeł, których stadko przeleciało gdzieś niedaleko mnie. Trwa oczekiwanie i słuchanie zimowych pieśni kniei… W pewnym momencie dobiega mnie dalekie, stłumione poszczekiwanie. Omamiony rzekomą odległością ignoruję je. Czas jakby spowolnił. Zimno nie kąsa. Rozgrzany po marszu, odpowiednio ubrany mam sporo czasu zanim chłód zacznie się dobierać. Delikatnie prószy śnieg. Nagle do świadomości przebija się pospieszne, acz stanowcze stąpanie. Przed sobą nie widzę nic, za sobą… odwracam głowę i… jest! Poznaję od razu. Lis sznuruje z nosem przy ziemi i to w moim kierunku. W pewnym momencie skręca nieco, podążając za niewidocznym dla mnie tropem. Piszczy przy tym, zupełnie jak mały psiak – pierwsza myśl, ranny, chory? Nie, porusza się normalnie. To godowe podniecenie, podąża tropem liszki. Mija mnie dosłownie w odległości może 10 metrów, nie zauważając i oddala się popiskując rozkosznie. Cóż za radość w sercu! Nie wiem jeszcze, że to nie koniec wrażeń na dzisiaj.
Podczas takich momentów zastanawiam się, jakim trzeba być zwyrodnialcem, nieczułym i wyzutym z człowieczeństwa, by w takich chwilach strzelać do zwierząt. Nachodzi mnie przykra myśl, gdybym był myśliwskim wykolejeńcem, to byłaby ostatnia przechadzka tego lisiaka.  

Mijają kolejne minuty. I następne. Coś subtelnie stąpa głęboko w trzcinach, nie chcąc jeszcze się ujawnić. Delikatne trzaski. Tknięty dziwnym uczuciem wstaje bezgłośnie, aby się rozejrzeć. Nic. Mija trochę czasu, stoję nie marznę. W pewnym momencie skupiam wzrok na jednym miejscu, dostrzegając niepozorny ruch. Chwila wyczekiwania, i tak – znowu lis! Widzę wyraznie, że jest większy od poprzednika. Jest też sprytniejszy – używając mniej ośnieżonych fragmentów pola kukurydzy, podszedł mnie całkiem blisko. Ale jeszcze nie rozeznał „kto zacz”.  Przypatruję mu się niemal na bezdechu. On węszy, bada, sprawdza. Śnieg opada na powieki i topnieje wolno.  Za mną narasta hałas. To dziki, które zdążyły wrócić po nocnym żerowaniu od drugiej strony, układają się w barłogach i gramolą  po trzcinach posapując i rechając po swojemu. Nieświadomie odwracają uwagę mojego wdzięcznego obiektu obserwacji, uświetniając mi chwilę i słuchowisko. Odgłosy te zdają się uspokajać mikitę. Zna je chyba dobrze. W pewnym momencie lisiur daje lekki skok w tył, i oddala się kilka susów. Nie ucieka jednak, tylko łukiem obchodzi moje stanowisko. Żegnam się z nim ciepło w duszy, życząc mu w myślach jak najlepiej i dziękując za wspaniałe wrażenia. Lisiak znika mi z pola widzenia gdzieś w rowie, podążając za swoimi sprawami. Siadam ponownie i jakiś czas słucham dziczego koncertu. Łamanie trzcin, trzaski, jakieś skrobanie po lodzie i pękające grudy – oto oprawa tego słuchowiska. Trochę mija zanim się uciszą.  Powoli podejmuję jak najcichszy powrót, nie chcąc przeszkadzać mieszkańcom tej ostoi.  Przypomina mi się, jak kiedyś w tamtym miejscu podczas srogiej zimy znalazłem dzika wbitego zadem w lód, do połowy ciała. Był oczywiście zamarznięty. Wiosną nie było już po nim śladu, poza kilkoma rozwleczonymi kościami. Podczas drogi powrotnej mijam jeszcze jednego lisa, który „sznuruje” w kierunku lasu.  I ten nie jest zbyt płochliwy, po dotarciu na skraj siada chwilę przypatrując mi się.  Po czym czmycha w gąszcze.

2zjv_s

Dziś nie było i nie będzie wykresów, badań naukowców, dowodów itd. Dziś po ludzku, jak to już się zdarzyło w niektórych tekstach, zawieram, to co w duszy gra. I mam nadzieję, że tym wpisem choć trochę zachęcam niektórych do wybrania się teren, by doświadczyć lisiego misterium. Prędko, zanim myśliwi wszystkie wystrzelają. O przepraszam, oni mają swoje „limity pozyskania” przecież.  Pytanie, dlaczego myśliwi w taki właśnie sposób nie chcą czy nie potrafią przeżywać i doświadczać natury? Dla nich „sezon cieczkowy” to czas kiedy można się „wykazać” zabijając lisów jak najwięcej się da, wykorzystując ogłupienie zwierząt, wabiąc je własnymi odgłosami, co uważają za „piękną sztukę” zwaną wabiarstwem. W czasopismach takich jak „Brać łowiecka” czy „Łowiec Polski” przechwalają się swoimi wypaczonymi krwawymi wyczynami. Krótki przykład mojej małej wyprawy pokazuje, że lisy nie są w tym czasie zbyt ostrożne, i łatwo je zabić. Ale myśliwi ze szczególnym upodobaniem ukochali sobie zabijanie zwierząt podczas okresów godowych.  Z premedytacją wabią je czy to odgłosami wydawanymi przez zwierzęta na które lis poluje, czy głosami samych lisów. Czy to jelenie podczas rykowiska, lisy w cieczce, dziki w huczce, daniele na bekowisku – krwawy sezon trwa, a ogłupieni sympatycy łowiectwa, pewnie nie raz zawitają na naszą stronę chrzaniąc dyrdymały o swojej „etyce”.

Zaiste dziwi mnie to podejście do przyrody. Ci sami ludzie, pewnie z radością i przyjemnością słuchają czasami śpiewu ptaków wiosną, które także w ten sposób dają wyraz temu co w ich życiu się dzieje – do nich już nie strzelą? O przepraszam, do głuszców i cietrzewi na tokach strzelali namiętnie długie lata, do słonek na ciągach też. Wracając do porównania, czym się różni okres godowy sów, drobnych ptaków, które wtedy są szczególne chronione przez prawo i cieszą się ludzkim zrozumieniem od cieczki lisów? Z biologicznego punktu widzenia to jedno i to samo. Ale myśliwy lubi iść na łatwiznę. Zabić szybko i łatwo. I dlatego nęciska, wabienie, wykorzystywane z premedytacją okresy godowe. Te praktyki myśliwi sami sobie określili jako „etyczne”, w własnym gronie. Trudno więc zrozumieć ich zdziwienie, że ktoś postrzega to inaczej… Strzał, emocja – oprawienie tuszy, „brudna robota”, skup i jak najszybciej do domu, w ciepłe kapcie i kalesony , do Internetu oglądać „Darz Bór TV”.  Następnie kiełbasa z dzika, bigos i piwo, by popisać na stronach ekologów frazesy o dokarmianiu i odszkodowaniach dla rolników :). W oczekiwaniu do kolejnej zbiorówki.

251657_lis_snieg_zima

A teraz kilka bardziej przykrych obrazów, oraz lektura uzupełniająca dla tych, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę o lisach i zapoznać się z wynikami doświadczeń naukowców uzasadniających dlaczego polowania na lisy nie mają najmniejszego sensu.

1. Wpływ łowiectwa na liczebność lisów

2. Polowania na stogach – wyrafinowana forma chorej rozrywki

3. Lisy kontra myśliwi
223208

koliber1

kopia-polskiediany111300919215_by_liff88_600

Wpływ łowiectwa na wzrost liczebności lisów

12795162_978866535536186_551976413416502570_o
Lis – szkodnik, dawca futra, ruchomy cel, żywa zabawka, czy… stworzenie jak każde inne ze swoim charakterem, ciekawymi zachowaniami i chęcią przetrwania?

Większość informacji o lisach, które podajemy bez namysłu to cechy złe. Jest podstępny i przebiegły, lubi mordować, zwłaszcza kury i drobne ptactwo. Mnoży się na potęgę i bez żadnej kontroli. To wszystko bzdury powielane w celu usprawiedliwienia masowej eksterminacji tych pięknych zwierząt.

Sezon polowań na lisa: od 1 czerwca do 31 marca – umowny, bo wiemy doskonale, że nad stworzeniem uznanym za szkodnika nikt się litował nie będzie. A swoją drogą, zastanawialiście się kiedyś jaki wydźwięk ma nazwa „szkodnik”? Ujemna barwa emocjonalna tego wyrażenia jest dobrana celowo – oddziałuje na podświadomość człowieka po to, żeby odruchowo uznał lisa za zło. Przyroda nie zna pojęcia szkodnika. Każdy gatunek spełnia jakąś swoją rolę, na przestrzeni setek tysięcy lat, dekad…Szkodnik, kiedy złapie kurę chodzącą luzem, ale żeby ogrodzić swoje włości… za trudno. Szkodnik, kiedy chwyta kaczki, zające, króliki, bażanty czy kuropatwy, jakże naturalny dla niego pokarm, będący jednakże przedmiotem chciwego pozyskania przez człowieka na myśliwski stół. Który z nich jest prawdziwym szkodnikiem?!…

Na lisy poluje się na wiele sposobów, nie ma tu humanitaryzmu, ani empatii. Ważne jest natomiast, żeby zabić ich jak najwięcej. Można polować z psami, na wab, z naganką, z fladrami, na zasiadkę. Polowanie z psami, o którym pisaliśmy już kilka razy, polega na wpuszczeniu do lisiej nory psa, który ma lisa wypłoszyć – lis się broni, jakby nie patrzeć jest u siebie w domu. Jednego psa poharata, z dwoma już nie ma najmniejszych szans. Psy są zresztą w tym celu specjalnie szkolone na żywych zwierzętach, lis takiego doświadczenia już nie ma. Takie polowanie najlepiej udaje się w styczniu i lutym, kiedy lisy mają cieczkę i siedzą w norach… bądź w stogach, gdzie zabawa w wybicie ich wszystkich jest przednia, sądząc po wpisach na łowieckich forach.
Polowanie na zasiadkę to wiadomo – wykłada się smakołyki, lis podchodzi, żeby pojeść i dostaje kulkę. Najwygodniej z ambony, najlepiej jeszcze na śniegu, wtedy i w okularach grubości denek od butelki dobrze go widać.

Polowanie na wab to naśladowanie kniazienia zająca, bądź pisku myszy. Lis daje się oszukać, wychodzi i standardowo dostaje kulkę. Zaleca się, żeby go nie ruszać, bo jak bór poszczęści przyjdzie i drugi.

Polowanie z fladrami jest dość ciekawe. Teren ogradza się sznurami z kawałkami materiału. Lis boi się za nie przejść, więc zostaje w wyznaczonym terenie. Jak do tego pozatykamy wejścia do nor, to nie bardzo ma się gdzie schować. Można śmiało i bohatersko wytłuc wszystkie, jakie wpadną w oko.

11010577_834353456624734_9066958454537075086_n

Trudno jest wytłumaczyć, że strzelanie lisów nie ma najmniejszego sensu, bo nie ma w naszym kraju badań nad nimi. Nie było zakazu strzelania do nich, dlatego nigdy nie zbadano jak zachowywałaby się populacja, gdyby nikt się do niej nie wtrącał. Popatrzmy zatem na doświadczenia innych państw:

Z powodu epidemii FMD w Wielkiej Brytanii wprowadzono Hunting Act w 2005 roku – zakaz dotyczy polowania na lisy z psami. Wyniki obserwacji lisiej populacji po tej decyzji nie pozostawiają złudzeń – populacja lisa nie tylko nie zwiększyła się, ale w niektórych miejscach odnotowano niewielki spadek. Populacja była na tyle stabilna w kolejnych latach, że możemy zaryzykować stwierdzenie, jakoby takie polowania nie miały wpływu na ograniczenie jej liczebności, a jedynie wprowadzały niepotrzebne zamieszanie wpierw karmiąc, a potem strzelając bez litości.

Bristol to jedyne miasto w Anglii, w którym populacja lisów monitorowana była długookresowo. Profesor Stephen Harris – ekspert od ssaków, przedstawia wyniki obserwacji w następujący sposób: liczebność populacji lisa wahała się powoli, aż do momentu wystąpienia u zwierzaków świerzbu skóry w 2004 roku, który to przyczynił się do redukcji populacji o 95% w ciągu dwóch lat. I to jest czynnik naturalny, tak przyroda się reguluje.

Graham Cornick z Hidestile Wildlife Hospital w mieście Godalming mówi o lisach tak:
– spędziłem osiemnaście lat badając lisy i z całą stanowczością mogę stwierdzić, że lisy są w stanie kontrolować swoją populacje, przez rozmnażanie dobrane do warunków, jakie są im stwarzane.

Dlatego też brytyjscy biolodzy i specjaliści od lisów uważają, że redukcja lisiej populacji jest bardzo uciążliwa i żadne metody nie przynoszą efektów / populacja nie ulega zmniejszeniu.

Dodać należy, że w brytyjskich miastach dostępność pożywienia prawie sześciokrotnie przewyższa tygodniowe zapotrzebowanie lisa, a populacja i tak nie rośnie.

W Szwajcarii przeprowadzono badania, których wynik jest jednoznaczny: tam, gdzie populacja lisa jest pozostawiona sama sobie i nie dręczona przez ludzi, aż dwie trzecie zwierząt nie bierze udziału w reprodukcji – w ciągu trzech lat zanotowano spadek liczebności populacji na danym terenie z 12 rodzin z 48 szczeniętami do 6 rodzin z 23 szczeniętami.

Ponad dwieście tysięcy niemieckich myśliwych, przez trzydzieści lat walczyło z lisami polując. Tyle zachodu na nic, bo liczebność populacji się nie zmieniła. Dlaczego tak się dzieje? Przeciętna lisia rodzina składa się z matki, ojca, około pięciorga szczeniąt i do pięciu dorosłych córek. W latach przerostu populacji w każdej lisiej rodzinie ma młode tylko jedna samica. Cała reszta samic, czyli pomocnice / córki bez względu na to, czy osiągnęły już dojrzałość seksualną – nie biorą udziału w rozrodzie. Znawca zachowań lisów Erik Zimen opisał ten fakt słowami: ograniczaniem urodzin zamiast masowej nędzy. W przypadku odwrotnym, czyli kiedy na danym terenie na lisy się masowo poluje, zmusza się tym wszystkie samice do rozrodu, nawet te, które w czasie spokoju byłyby z rozrodu wyłączone. Reasumując: zamiast pięciorga młodych lisków urodzonych przez matkę, tworzy się duża rodzina mająca do dwudziestu pięciu szczeniaków. W ten sposób lisy same wyrównują straty poczynione w ich populacji przez myśliwych w ciągu jednego roku. I najważniejsze – w Niemczech nie wykłada się lisom szczepionek, przeciw wściekliźnie, co też nie pozostaje bez wpływu na czynniki regulacyjne populacji. Lis w naturze dożywa około 15 lat. Jeśli populacja jest „użytkowana łowiecko”, maksymalny wiek lisiego życia wynosi 2-3 lata. A co to oznacza dla populacji? Że jest mało zróżnicowana, więc trzeba się mnożyć na potęgę by te różnice zniwelować, i stworzyć silną populację osobniczą. Tak niestety albo stety działa natura, czy się to komuś podoba czy nie. Dlatego wszelkie polowania dla „ograniczenia liczebności” zawsze przynoszą skutek odwrotny od zamierzonego, gdyż w młodej i słabo zróżnicowanej populacji u danego gatunku,zawsze mechanizmy rozrodcze zwierząt pobudzane są do maksimum.

50fd54f7ef3b3_g1

Zdarzył się też ciekawy epizod w Holandii, gdzie lisa objęto ochroną, z momentem wejścia w życie nowej ustawy o ochronie przyrody w 2002 roku. Ze względu jednak na naciski i protesty ze strony myśliwych ochrona ta została zniesiona wraz ze zmianą władzy, a lisa ponownie wciągnięto na listę gatunków łownych z całorocznym okresem polowań. Stało się to pomimo korzystnych dla lisa wyników badań nad jego populacją.

We włoskim Gran Paradiso National Park nie poluje się ani na lisy, ani na żadne inne zwierzę. Pytanie o populację lisów Włochów nieco zaskoczyło, ale potwierdzili, że nie mają problemu ani z lisami, ani z resztą zwierząt zamieszkujących park, pomimo całkowitego zakazu polowań. Nie stwierdzono drastycznego wzrostu populacji lisa, ani znacznych ubytków w zwierzynie drobnej. Udało się natomiast odbudować populację koziorożca alpejskiego – sensownie i z głową, nie tak jak u nas ratuje się żubry i wilki.

Wracając do lisa – jako ciekawostkę podaję cytat: naukowcy z Hamburga odkryli,że lis jest bardziej inteligentny, niż wilk i pies – badania prowadzono na lisach fermowych i stwierdzono,że lis rozumie wiele ludzkich gestów w taki sam sposób, jak pies – poza tym, gdy dzikiemu lisowi wskaże się jakiś cel palcem, będzie on wiedział, gdzie ma spojrzeć – sugerują nawet, że gdyby człowiek wybierał swojego czworonożnego towarzysza w oparciu o inteligencje, a nie o siłę fizyczną / pies służył naszym przodkom do obrony i pomocy w łowach, udomowili by lisa, nie wilka.

Argument ochrony zwierzyny drobnej przed żarłocznym lisem jest najczęściej powtarzany przez zwolenników myślistwa. Łatwo go obalić patrząc na te dane: w Polsce lis żywi się przede wszystkim gryzoniami, bo ponad 50% – jesień, zima i aż 60% – wiosna / lato. Padliną kopytnych prawie 30% w okresie jesień / zima , ponad 20% w okresie wiosna / lato. Ptakami w granicy 3-5% i pokarmem roślinnym. Dane pochodzą z 1998 roku z terenu Puszczy Białowieskiej i zostały zmodyfikowane – procenty mogą się nieco różnić w innych regionach kraju, ale wiodąca tendencja jest doskonale widoczna.

Badania nad lisim pokarmem prowadził również bułgarski zoolog Neno Atanassov – zbadał on ponad 200 lisich żołądków i sporo kału zawierającego resztki jedzenia – głównym składnikiem lisiej diety są drobne gryzonie, które obecne były aż w 194 żołądkach. Obecność zajęcy stwierdzono tylko w 22 żołądkach. Wyciągnięto wnioski, jakoby lisia dieta składa się w 57% z gryzoni , a tylko 27% zwierząt tzw. użytecznych jak zwierzyna drobna i ptactwo i 16% z pokarmów roślinnych.

Orzel-przedni15

Wnioski są jasne. Polowanie ma zmniejszać liczbę lisów, a działa wręcz przeciwnie. Ze względu na myśliwską presję lisice rodzą więcej młodych. Tam, gdzie znika jeden lis za chwilę pojawia się kolejny, żeby zając jego miejsce, bo lis to zwierzę terytorialne. Odstrzał wpływa negatywnie na struktury lisiej populacji, uważa się nawet, że lisy, które widziały śmierć pobratymców przechodzą traumę – w świetle badań naukowców z Hamburga wydaje się to więcej niż pewne. Gdyby nie presja człowieka, lisy same ustabilizowałyby swoją populację na odpowiednim poziomie. My wolimy jednak dokarmiać, wydawać około półtora miliona złotych na akcję szczepienia przeciw wściekliźnie, nazywać szkodnikiem i zabijać w najokrutniejszy sposób, bez żadnej empatii, bo kto by tam się przejmował czy lis cierpi, czy nie. Przecież to zwierzę, którego się nie zje,a jak przydatne, kiedy chce się postrzelać. Przecież za lisa nikt rozliczał nie będzie.  Obalić należy też mit, jakoby lis nie posiadał żadnych wrogów naturalnych, w naszych warunkach polują na niego wilk, ryś, puchacz, orzeł przedni, a także pokazujący się ostatnio tu i tam szakal złocisty. Do tego wścieklizna, świerzb i inne choroby. 

Obecny model polskiego łowiectwa działa tylko w kierunku zaspokajania własnego hobby, z pominięciem danych naukowych, badań, wyników i wniosków, bo przecież „myśliwi wiedzo lepiej”. Bo polować na coś trzeba, uzasadniając to w możliwie najbardziej absurdalny sposób. Lis to podobno szkodnik organizujący grupowe napady w zorganizowanych gangach na fermy drobiu, mordujący tysiące sztuk, a do tego zarażający wścieklizną, wreszcie powód chyba najistotniejszy – polowania na zwierzynę drobną znajdującą się na liście łownych – jedyny rzeczywisty powód nienawiści do „szkodnika”. Wystarczy zerknąć na tak zwane roczne dane pozyskania, by nie mieć złudzeń. W przeciętnym sezonie łowieckim pozyskuje się w granicach 200 tys. lisów, do tego ponad 100tyś bażantów, pewne ilości zajęcy, królików i kuropatw. Takie to pomylone „dbanie o równowagę”, ale równowagę z korzyścią dla chciwego człowieka, który pragnie dla siebie coś wyrwać z tego co jeszcze zostało.

Vera

Źródła:
http://www.pngp.it
http://www.thefoxwebsite.net
http://news.bbc.co.uk/2/hi/science/nature/3929441.stm
https://www.newscientist.com/article/dn2761-hunting-does-not-control-foxes-says-study/
http://www.huntsabs.org.uk/index.php/faqs/537-do-foxes-need-cullinghttp://www.huntsabs.org.uk/index.php/faqs/537-do-foxes-need-culling
http://www.league.org.uk/~/media/Files/LACS/Publications/Foxy-Fortnight/Fox-Facts-and-Fiction.pdf
http://www.independent.co.uk/news/uk/how-should-we-control-foxes-1537398.html
http://www.independent.co.uk/news/uk/how-should-we-control-foxes-1537398.html

Więcej o lisach na stronie przeczytasz tutaj:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/lisy-kontra-mysliwi/

6873_1008250879236637_5051463846467367499_n

Polowania na stogach – Wyrafinowana forma chorej rozrywki

12654352_962116413877865_3208684236042176268_n
Teren obstawiony, psy pewnie w akcji. Nie ma szans na ratunek.

Na pewno znają Państwo temat norowań z psami i konkursów. Po medialnej burzy jaka się przetoczyła, krytykując jednoznacznie tą formę sadystycznej rozrywki,dziś część myśliwych deklaruje: Nie popieramy norowań. Taka deklaracja,nie przeszkadza im jednakże brać udziału w innej, równie okrutnej „formie polowania”. Współpracujący z nami myśliwy poprosił nas o nagłośnienie tego tematu. Byliśmy szczerze zdziwieni, no bo przecież według nich lis to szkodnik, który tępi „naszą” zwierzynę drobną, przez co mamy mniej królików, zajęcy, bażantów i kuropatw do zabicia (W pewnych okresach ponad 90% diety lisa to gryzonie, ale co to obchodzi myśliwych).

12628581_962116640544509_7312959434033895911_o
Z przymusu wygnany przez psy,w akcie desperacji opuszcza przyjazne dotychczas miejsce… na kilka ostatnich w życiu chwil.

UWIELBIAJĄ MORDOWAĆ PODCZAS MIŁOŚĆI

Tak. Nie tylko jelenie podczas rykowiska. Obecnie u lisów trwa cieczka, okres w którym psy walczą ze sobą o względy liszek, gonią po polach, poszczekują, wyją, odbywają kopulację. Często do jednej suki ciągnie wiele psów. Czy dla myśliwych to jakiś sygnał, by dać zwierzętom w tym okresie spokój? Ależ nie! Trzeba to jak najlepiej wykorzystać, wykorzystując godowe podniecenie zwierząt,używa się wabików oszukując podniecone zwierzęta,czy też prześladując je z psami w stogach, gdzie kryją się za dnia. Z nowoczesnego rolnictwa korzystają lisy i nie tylko, także kuny i borsuki, stóg jest ciepły, suchy, nie trzeba kopać w twardej ziemi, tylko pogłębić naturalne przerwy. Dodatkowo ściągają do niego gryzonie, a za nimi lisy. Wydawało by się, schronienie idealne… niestety.

Sami myśliwi nie kryją się z tym,że wykorzystują bezwzględnie okres godowy zwierząt, poniżej cytat z „Łowca Polskiego” (2/2012), pisma myśliwych:

Przełom stycznia i lutego to najlepszy czas, by zapolować na lisy. Sprzyja tym łowom leżący zazwyczaj śnieg, przymrozki oraz lisia ruja. Doświadczeni wabiarze uzyskują w tym czasie doskonałe rezultaty.

Początkowo nocami słychać żałosne skolenia i poszczekiwania. Lisy nawołują się i przemierzają rewiry w poszukiwaniu partnerek. W tym czasie często dochodzi też do walk między psami, które ustalają między sobą hierarchię. Po kilku, kilkunastu dniach następuje dziwna cisza. W miejscach, gdzie zazwyczaj widzieliśmy lisy, a przynajmniej ich tropy, nie ma nic – jakby wszystkie się pochowały. To znak, że zaczęła się właściwa cieczka.

Pierwszy etap rui przypada nawet na grudzień. Drugi, właściwy, to połowa stycznia. Lisy przesiadują wtedy w norach, nierzadko kilka psów przy jednej liszce naraz, i tam właśnie odbywana jest większość kopulacji. Dopiero z początkiem lutego ruch rozpoczyna się na nowo. W słoneczne wyżowe dni można spotkać lisy niemal wszędzie – chodzące w parach, trójkami, a w przegęszczonych populacjach nawet po cztery. (….)

<> ”

12622382_962116743877832_2763856938822953186_o
Lisy także korzystają z przekształceń rolnictwa,kryjąc się w stogach, podczas cieczki często po kilka sztuk. Za wygodnictwo i złudne poczucie bezpieczeństwa płacą najwyższą cenę.

Dalej mamy szczegółowe opisy skutecznego wabienia podnieconych zwierząt… Dla myśliwych okres godowy zwierząt to czas kiedy można upolować jeszcze więcej. Nie tylko jelenie podczas rykowiska, lisy podczas cieczki, dziki podczas huczki… są mniej ostrożne, wykorzystam to! Na swoich zamkniętych grupach na Facebooku, myśliwi tak samo chwalą się bez ogródek przed kolegami, że cieczka w pełni, więc i polowanie udane, co dokumentuje ostatnie zdjęcie. To pokazuje jak jak bardzo wyprane z empatii i uczuć jest to środowisko. Oczywiście nie wszyscy, są myśliwi którzy się z nami zgadzają, czy jak w tym przypadku proszą wręcz, by dany temat nagłośnić. Ale to już zagadnienie na inny felieton. Myśliwi w swoich poczynaniach, metodach polowań, bezsensownych zabiegach, poza nielicznymi wrażliwymi jednostkami, nie widzą nic złego.

12644773_962116913877815_3782536946514890073_n

Osobiście bardzo lubię nocne zasiadki na „balotach”. Chronią od wiatru, zapewniają dobrą widoczność z wysoka, zwierzęta takie jak sarny ciągną do takich miejsc, choćby po to by skubnąć nieco słomy. Lisy traktują takie miejsca także jako obserwacyjne, pewnego razu „zaszedł mnie” od góry lisiura, pewnie także na zasiadkę. Lis młody i trwało kilka minut, zanim rozróżnił co to siedzi „piętro niżej”, przyglądał się, węszył. Skamieniałem i wstrzymałem oddech. Wreszcie rozeznał śmiertelnego wroga, sus w tył i tyle go widziałem. Tej nocy zaobserwowałem jeszcze trzy lisy. Innym razem przez dwie noce obserwowałem lisa, który przesiadywał na samym szczycie wprost na tle księżyca w pełni, nasłuchując bacznie. Co jakiś czas znikał buszując w słomie, reagując na każdy szelest gryzonia, którego ja już nie słyszałem. Czasem przysiadła sowa. Emocje, radość i wrażenia niesamowite. W takich momentach nie rozumiem, jak można być myśliwym, a czasami chce mi się płakać, gdy pomyślę jak niewiele trzeba, by obserwować zwierzęta z bliska i co by było gdyby zamiast mnie, znalazł się tutaj ktoś w kapeluszu z flintą.

12645145_962117110544462_1447682170955858128_n
Przeszkolone do mordowania psy dobrze się sprawiły.

Staram się odczuć przerażenie zwierzęcia, które wypoczywając w pogodny dzień w ciepłym stogu jak zawsze, budzi się słysząc przytłumione głosy i poszczekiwania psów. W porę nie dostrzegło niebezpieczeństwa, grube ściany balotów wytłumiają doskonale wszelkie dzwięki i nie przepuszczają zapachów. Piszcząc i szczekając z podniecenia, przeszkolone psy zaczynają przekopywać wybrane miejsca. Już nie można uciec, niedawno bezpieczne miejsce, jest już otoczone grupą uzbrojonych ludzi z każdej strony. Każdy skupiony i gotowy do strzału. Dom obstawiony, pluton egzekucyjny w akcji. Przed jednym czy dwoma psami lis potrafi skutecznie się przemieszczać i bronić. Ale myśliwi przyprowadzili więcej psów…Nie chce być pogryziony. Przez szpary w słomie widzi, słyszy i czuje swoich prześladowców. Decyzja z przymusu, skok w przestrzeń, kilkanaście śmiałych susów na przód… huk strzału i pocisk zatrzymuje przerażone zwierzę na miejscu. Dopadają psy, szarpiąc i gryząc gasnące życie. „Gratulacje kolego,darz bór!” Na śmierci, przerażeniu i cierpieniu jednego, rodzi się radość i spełnienie drugiego… W końcu ocalił tyle myszy i kilkanaście bażantów na własny stół.

Nie zawsze lis wyskoczy. Czasami,w wąskiej przestrzeni jest zagryzany w środku przez psy. Często stóg zamieszkują także borsuki,a wtedy psy odnoszą dotkliwe rany lub giną.

Więcej o lisim życiu okiem Octaviana,przeczytasz tutaj. 
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/lisy-kontra-mysliwi/

12650804_962117247211115_4616313340395773588_n
Nieświadomość,czy brak empatii,by postawić się w roli zwierzęcia,aby zrozumieć co się czyni?

12651335_962117433877763_5867261798663535116_n

12662703_962117577211082_8816531974214291148_n
Bezpiecznie,sucho i ciepło i suto. Do balotów licznie ściągają także gryzonie. Sielanka,do czasu aż ktoś zapragnie zapolować.

1458_962117800544393_1807301852641604782_n
Cieczka w pełni, zabijaliśmy ogłupione miłością zwierzęta, kopulujące pary. 100% skuteczności z armią psów, w gołym polu obstawiając teren wokół, by wykonać masakrę precyzyjnie. Było wspaniale, darz bór…:/

Ratuj wilki oraz rysie, strzelając plemię lisie.

12095130_1531707923811759_6262517693053430657_o

W artykule „Rysie, lisy i sztuczne futra” (Dzikie Życie nr 3/1999) autorstwa Pawła Świątkiewicza, który podpisuje się jako „myśliwy od urodzenia” opisuje się, iż w Puszczy Knyszyńskiej cyt. „Najcenniejszym z nich i przy tym najbardziej zagrożonym jest niewątpliwie ryś. Biorąc pod uwagę jego obyczaje, szanse na utrzymanie go w Puszczy z dnia na dzień maleją.”

Dobra. I dalej jest opis biologii, zwyczajów i warunków rysia, a następnie co może ograniczać jego liczebność. Po wymienieniu niszczenia siedlisk, konkurencji pokarmowej i kłusownictwa traktowanego jako niska szkodliwość czynu, jest taki fragment:

„Swoją rolę w skuteczności redukowania tego gatunku mają też »pseudoekolodzy«. Poprzez kampanię na rzecz sztucznych futer spowodowali spadek popytu na skóry lisie, a tym samym spadek intensywności polowań na nie. Lisy stanowiąc konkurencję do pokarmu (a według danych naukowców z różnych krajów Europy niszczą do 50% młodych saren) nadmiernie liczne, roznoszą wściekliznę. Czy lis może zarazić wścieklizną rysia? W sytuacji braku pokarmu ryś, który upolował sarnę wraca do niej, bo upolowanie następnej nie jest takie proste. Tam spotyka lisa, który w normalnych warunkach by uciekł, lecz wściekły traci instynkt. Ryś, nastawiony na jego ucieczkę, niespodziewanie dla siebie jest przez lisa atakowany. Oczywiście lis jest bez szans, ale ugryziony przez niego ryś też zdycha. Jeśli jest to kotka giną też jej młode.

(…)
Nie wiem dlaczego nasi pseudoekolodzy występowali przeciwko noszeniu futer naturalnych, znacznie zdrowszych niż sztuczne. Jednocześnie spowodowali wzmożony popyt na sztuczne futra produkowane w fabrykach chemicznych, które przecież nie wzbogacają środowiska w tlen, lecz raczej są dla niego uciążliwe. Dzięki zaś naszym pseudoekologom ich rynki zbytu, a zatem i tempo produkcji, raczej wzrosty niż zmalały. Skutki wzrostu pogłowia popularnych zwierząt futerkowych są już, a będą wkrótce jeszcze bardziej, widoczne. Trzeba zdawać sobie sprawę, jakie złożone zależności funkcjonują w przyrodzie I skoro już popełniono jakieś błędy, których skutki są widoczne, należało by je jak najprędzej i póki można naprawić.
Darz Bór” (źródło: http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2205,article,3767)

12185429_1531707393811812_5935718332168367402_o

W skrócie – zabijajmy lisy dla futra i w ten sposób ocalimy rysie. Juhu!

I pokazuje, iż w tym poglądzie wiele jest w tym nieprawdy i niewiedzy, na co odpowie za nas śp. Simona Kossak:

„Teza o zjadaniu przez lisy 50% koźląt sarnich wyssana jest z palca. Zaś rozważania o wściekliźnie dotyczą wszystkiego: od myszy i nietoperza po kota domowego i człowieka. Jeśli coś się rozmnoży zdaniem przyrody nadmiernie, wybucha epizoocja ­pryszczyca, wścieklizna, grypa-hiszpanka, dżuma i cholera. (…) Jeżeli lisy stanowią tak niebotyczne zagrożenie m.in. dla sarniąt i rysi, to czemu koledzy myśliwi ich nie strzelają? Co im przeszkadza w szlachetnym dziele niesienia pomocy słodkim rysiaczkom (nota bene do niedawna z pasją tępionym jako drapieżniki razem z wilkami i ptactwem drapieżnym, właśnie za zjadanie biednych sarenek). Dlaczego czekają na wybuch wścieklizny? Brak zbytu na rude futra? Przecież mogą robić z nich sobie narzuty na tapczany w gabinetach, podbicia do swoich myśliwskich kurtek, mogą też zakopywać trupy do ziemi, jeśli ich nie lubią.

Z tego fragmentu artykułu wynika jedno: strzelamy dla trofeum, mięsa i futer, które można dobrze sprzedać. Jeśli zwierzak nie daje żadnej z tych korzyści, przestaje być interesujący dla kolegi myśliwego, który kocha rysie i sarenki. Natomiast winni są »pseudoekolodzy«, bo nie chcą nosić na plecach resztek padliny, najlepiej z bobra, kuny, gronostaja, rysia, foki, jaguara, popielicy, no i LISA. A powinniśmy się poświęcić i pomóc trochę myśliwym. Bylibyśmy wtedy ekologami już bez »pseudo«.” (więcej: http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2205,article,3769)

12243126_1531707220478496_8756212868925746416_n

Wracając do meritum – Nie jest to jedyny przypadek. Drugi, znaleziony na forum myśliwskim brzmi tak:

„Ale i tu pojawia się problem zbyt dużej populacji lisa. Rysie, które są reintrodukowane do puszczy piskiej są w słabej kondycji i w poszukiwaniu pożywienia zakradają się do kurników. A wszystko przez zbyt duży stan lisa który jest poważnym konkurentem dla tego pieknego kota, i jak na razie to lis wygrywa walkę o pożywienie” (http://media.lowiecki.pl/dziennik/forum.php?f=21&t=49892&numer=2119)

ryslis

Ciekawi mnie ilość przedstawicieli takich poglądów. Mam nadzieje, iż to faktycznie jednostkowe przypadki. Jeśli nie…

Kurde, szkoda mi tego rudzielca. Jak nie oskarżanie to zniszczenie populacji zwierzęcego drobiazgu (przede wszystkim łownego), to oskarżanie o wymieranie np. rysia na różne sposoby – a to zjadanie jego pokarmu czy zarażanie wścieklizną (jak wściekły – źle. Jak jest szczepiony – również źle).

Przy okazji, czy ta troska o rysia nie jest motywowana chęcią na ponowne polowania?

ryslis2

Źródło: Front Antyłowiecki

Lisy kontra myśliwi

12107805_907797872643053_7315546001755716968_n
Do popełnienia niniejszego tekstu o takim tytule zainspirowały mnie wpisy człowieka podpisującego się KingKung na stronie facebookowej Front Antyłowiecki. Nie będzie to typowy opis naukowy z cyferkami, a raczej własne spostrzeżenia. Lis (vulpes vulpes) przez wielu postrzegany jako szkodnik,w gwarze łowieckiej zwany mykitą/mikitą, kojarzy się z takimi atrybutami jak chytrość, przebiegłość, spryt. Nie bez powodu. Psowaty drapieżnik nieraz dowiódł co potrafi,o czym przekonało się wielu gęsich pastuchów, w polowaniach lis potrafi osiągnąć taki kunszt, aby np. ”capnąć” gęś z pasącego się stada, jeśli teren pozwala tak aby pastuch ani pozostałe gęsi nawet tego nie zauważyły. Dawniej, gdy posadzki zabudowań gospodarskich były gliniane lub z bitej ziemi,potrafił podkopać się do kurnika po zdobycz. Jeżeli będzie miał wystarczająco czasu i nikt mu nie przeszkodzi, potrafi wydusić i wynieść wszystkie kury, sztuka po sztuce, które zakopuje nieopodal.

Rzadko kiedy jednak warunki pozwalały na taką akcję, zazwyczaj musiał umykać ze schwytaną kurą lub jej kawałkiem co sił w nogach, goniony przez podwórkowe burki. Ale co z naturalnym pokarmem ?

Zgodzę się, że przyroda nie zna pojęcia szkodnika,takie określenia tworzymy my, ludzie, by w imię jakichś swoich interesów w zgodzie z sumieniem móc prześladować dany gatunek. Bardzo lubię lisy, ale jeżeli zobaczę, że podkrada się w celu ukatrupienia jednej z moich kur, udaremnię mu to, bez zbędnego filozofowania. I nie zrobię tego z nienawiści do niego, lecz z troski o swój dobytek i życie innych zwierząt. Jeśli ktoś bardzo kocha wszystkie zwierzęta, może oczywiście lisy karmić własnym drobiem, nie mam nic przeciw.

12115532_907799345976239_4602250716741213679_n

„SZKODNIK” W AKCJI

W naturze poluje przede wszystkim na drobne gryzonie, takie polowanie jest jedną z najciekawszych technik polowań lisa do obserwacji. Cwaniak tkwi w pozycji przygotowanej do skoku i jeśli już słuchem namierzy mysz, daje sus i spadając przydusza łapami chwytając jednocześnie zębami. W takich polowaniach lis jest bardzo cierpliwy, a w technice dochodzi do perfekcji całe życie. Pisk myszy słyszy z odległości 100 m. Można takie lisie polowania oglądać na ścierniskach po skoszonych zbożach, warto wieczorem przysiąść sobie na tzw. ”balocie” ze słomy lub innym miejscu gdzie spodziewamy się rudzielca. Uwaga, przychodzą również koty Emotikon wink. Lis jest wszystkożernym drapieżnikiem o szerokiej specjalizacji, tak więc nie pogardzi jajami czy gniazdującym na ziemi ptakiem, bażanty, kuropatwy, zające, króliki, owady, płazy, okresowo w niewielkich ilościach także owoce. Na króliki poluje z zasiadki/czatu przed norą, kiedy królasy wyjdą na żer, wtedy skacze na jednego. Także ciekawe widowisko. Sporadycznie potrafią upolować kozlę sarny, są i doniesienia jakoby potrafił chwytać ryby czy raki. Padliną też nie gardzi. Lubią myśliwi mówić, że zastępują drapieżniki, regulują. Tylko czy ktokolwiek z nich poluje także na gryzonie, które u lisa sięgają nieraz ponad 90 % zdobyczy? Polemizowałbym więc, kto jest bardziej pożyteczny, o czym będzie dalej.

WIEKI PRZEŚLADOWAŃ

Od zawsze polowano nań dla futra, by się nimi odziewać, dziś nie ma to już żadnego uzasadnienia. Tępiono ze względu na rzeczywiste lub domniemane szkody, pamiętać musimy jednak że dawniej praktycznie nie stosowano ogrodzeń swoich włości, a drób chodził zawsze luzem przez większość dnia. To ułatwiało mu bardzo zadanie i przyczyniło się do negatywnej sławy tego drapieżnika.

12141661_907799885976185_7912518148119904004_n

WROGOWIE NATURALNI…

Myśliwi argumentują, że lis nie posiada wrogów naturalnych co do końca prawdą nie jest. Potrafi schwytać go wilk i ryś oraz gatunek który u nas ostatnio się pokazał – szakal złocisty. Sęk w tym, że lis potrafi zamieszkiwać każde środowisko, od pól po tereny rolnicze z zadrzewieniami, gęste bory, centra miast czy tereny bagienne, a jego wrogowie naturalni występują na nielicznych obszarach w kraju, regulacja z ich strony jest więc bardzo znikoma. Nawet jeśli z wrogami naturalnymi kiepsko, to nie świadczy o tym, że nie mają konkurencji, co pokazano na niektórych zdjęciach. Polemizować także można z rzekomą krwiożerczością, na zdjęciu lis odganiany przez żurawia, kozła, a ze śmiałków próbujących atakować bociany podczas sejmików zazwyczaj zostaje rudy kłąb kłaków.

CO Z TYMI SZCZEPIONKAMI?

Jest to ten właśnie główny czynnik który spowodował wzrost liczebności lisa. Wcześniej ich liczebność regulowała między innymi wścieklizna, której większość z nas tak się boi. Czy słusznie? Bardzo trudno w praktyce się nią zarazić, musi nas ugryzć zwierzę w ostatniej fazie choroby, które posiada pałeczki wirusa już w ślinie, a okres rozwoju choroby wynosi od 1 do 3 miesięcy. Nie przypuszczam by ktoś po lisim ugryzieniu nie zgłosił się natychmiast do lekarza, pamiętać trzeba jeszcze, że w tej ostatniej fazie choroby zwierzę cierpi, często ukrywa się i powoli dogorywa. Jeżeli ktoś się wtedy napatoczy, bywa że ugryzie choć nie jest to regułą. Dawniej wiejskie psy były wieczorami puszczane luzem, gdzie buszowały po okolicznych lasach, narażone na kontakt z lisami, przez co zdarzały się głośne przypadki przenoszenia tej choroby. Kąsały pasące się bydło. W dzisiejszej rzeczywistości takich sytuacji było by na pewno dużo mniej. Są ludzie którzy twierdzą, że strach przed wścieklizną jest wyolbrzymiony, a istota problemu sprowadza się do lobby szczepionkowego i firm które na tym zarabiają. Temat do zbadania, pozostaje pytanie otwarte – lepsza dla lisa śmierć od wścieklizny czy od kuli. Swoją drogą ciekawe, że królików chorujących na myksomatozę nikomu nie szkoda i nie zrzuca się im żadnych szczepionek.

12144771_907799945976179_354707210360061905_n

UDZIAŁ MYŚLIWYCH I SPOSOBY POLOWAŃ

Dotykamy teraz meritum sprawy, czyli zdania których od myśliwych Państwo nie uświadczą. Pierwsze liczebność i pomylony sposób sprawowania gospodarki łowieckiej miał wpływ na zachwianie delikatnych zależności wśród zwierzyny drobnej, w tym wzrost liczebności lisów. Spowodowali to myśliwi, którzy bez potrzeby, dla przyjemności tłukli setkami i dziesiątkami zwierzęta, które wielkiego znaczenia dla gospodarstwa łowieckiego nie mają, a które zabija się dla własnych korzyści czy przyjemności np. zająca na sławny pasztet. Króliki, zające, bażanty, kuropatwy, treściwy pokarm lisa, należący się mu, został przetrzebiony. Drapieżnikowi zaczęło brakować pokarmu,a jako wszechstronny i sprytny gatunek, chwytał co się dało i zaczęło wśród myśliwych funkcjonować pojęcie „za dużo” – za dużo lisów, bez zastanowienia się nad swoimi czynami i konsekwencją ich działań. W skrócie, pozbawiono lisa pokarmu, a potem wysnuto wniosek, że jest go za dużo, kiedy wykańczał pozostałe przy życiu sztuki. Nie na tym panowie powinna polegać racjonalna gospodarka. Dopóki zabijacie jednocześnie drapieżniki i ludziom mówicie, że to dla ochrony innych zwierząt, jednocześnie te same zwierzęta będące ofiarami owego drapieżnika zabijacie, tak nikt nie będzie waszego gadania traktował poważnie.

– Poluje się z zasiadki lub ambony, uprzednio używając zanęty. No i sławne już norowanie,jedno z najmniej etycznych poczynań myśliwych. Co mnie cieszy, sporo z nich sprzeciwia się tej metodzie polowania. W dużym skrócie – lis po to kopie norę, by miał schronienie w razie potrzeby, jest to jego azyl. Prześladowanie go tam to skrajne zdzierstwo ze strony człowieka, czy chcielibyśmy aby ktoś nas tak prześladował we własnym domu? Na takie okazje lisiura wykopuje sobie tzw. ślepe korytarze, gdzie wciska się tyłem i odgryza prześladującym go psom. Wiejski burek, który przypadkiem się zapędził nic mu w takiej sytuacji nie zrobi. Ale z dwoma czy trzema psami, które są przeszkolone, nie ma szans. Ginie we własnym domu, dla czyjegoś hobby… Nory dzielą czasem z borsukami, zamieszkując je jednocześnie. Śpią 8-9 godzin na dobę.

12088509_907799995976174_3804732780525912320_n

– Angielskie tradycyjne polowania konne, gdzie goni się ze zgrają psów…

– Polowanie na wabik – wyjaśniać zasad chyba nie muszę, ale budzi to mieszane moje uczucia, z wiadomych powodów. Sam wabię lisy w inny nieco sposób, na telefonie mam pisk myszy, kniazienie zająca, płacz królika czy krzyk bażanta. Wystarczy odtworzyć na głośniku, jeden lis nabiera się do kilku razy. Są to zwierzęta bardzo ciekawskie, zwłaszcza młode – nieraz miałem sytuację ,że lisek podszedł mnie siedzącego na stogu od od góry. Odwracam się a tu ciekawy łebek sobie zerka i węszy,jak rozpoznał wycofał się wcale nie spiesznie. Bardzo jest mi ich wtedy szkoda, bo myślę sobie czym przypłaciły by takie zachowanie gdyby trafiły na myśliwego.

– Kłusownicze norowania chłopskie – dawniej społeczność wiejska, jeśli lis był wyjątkowo dokuczliwy dla wszystkich, wyprawiała się z kundlami i łopatami na nory. Znalezione wyjścia zatykano kamieniami, i zależnie od pomysłu… rozpalano ognień i duszono dymem, strzelano karbidem lub płoszono dymem i zabijano te które podduszone wychodziły z nor. Przykre, ale prawdziwe.

Dożywają w naturze do 14 lat, natomiast obecnie myśliwi pozwalają im żyć najwyżej 2…

TO JAK W KOŃCU Z TYM SZKODNIKIEM ….

12108180_907800245976149_6736494201164542709_n

Podstawą diety lisa są gryzonie – kiedyś,kiedy domostwa i spichlerze były drewniane, znaczenie miał dla nas każdy gatunek żywiący się myszami. Obecnie w nowoczesnym budownictwie, gdzie gryzonie praktycznie nie mają dostępu, nie ma to aż takiego znaczenia. Jestem natomiast zdania, że głęboko nielogicznym jest uważanie zwierzęcia za szkodnika i prześladowanie go,przy jednoczesnym zabijaniu gatunków którymi on się żywi, co czynią myśliwi. Gatunki, które żadnych szkód nie robią, spełniają ważną rolę w łańcuchu pokarmowym dla innych zwierząt. Dopóki tak czynią wszelkie zapewnienia o regulacji i ochronie przyrody można między bajki włożyć. Ale cóż, pisał nam tu niedawno jeden z myśliwych „to skąd mam wziąć rosół?” – Ehh…

Drób hodujemy od kiedy pamiętam, kury, kaczki, bywały i perliczki. Przez 20 lat, straciliśmy przez lisa może 70 kur. Nie jest to duża strata dla gospodarstwa, jeśli się je rozmnaża. Wina też po części nasza, bo podwórze nie jest ogrodzone, za to latem otoczone z dwóch stron pszenicą, z 2 kukurydzą + zarośnięty bujną trawą sad, co znacznie ułatwia drapieżnikowi podkradnięcie się. Owszem, w chwili zdarzenia jest to przykre, ale nikt za nas nigdy nie miał zamiaru lisa zabić czy na niego polować. Uważaliśmy to za najzupełniej normalne, podobnie jak ataki jastrzębia. Jedyną przykrość jakiej doświadczał od nas lis to pogoń psów. Pamiętam jeszcze pierwszy widok tego zwierzęcia w wieku 5-6 lat, nocne wizyty na kompostowniku, gdzie nie reagował na ujadającego w kojcu psa, zerkał ostrożnie, ale robił swoje. Obserwowaliśmy z całą rodziną z zapartym tchem. Jednocześnie był tak czujny, że zdawał się słyszeć wypowiedziane szeptem słowo czy skrzypnięcie podłogi. Od tamtego czasu zachowanie lisów znacznie się zmieniło, widywałem je i w centrum dużego miasta. Nie są już tak płochliwe, gatunek synantropizuje się i uczy żyć w cieniu najgorszego swego wroga – człowieka. Szczęście większość nowych posesji jest już ogrodzonych, a ludzie potrafią też patrzeć na to zwierzę w kontekście podglądania jednej z tajemnic natury. Na pewno ma większe prawo do zajęcy, królików, kuropatw, bażantów niż samozwańczy pseudomiłośnik przyrody z piórkiem i strzelbą.

Przy okazji polecam zarówno przeciwnikom jak i myśliwym zdobycie i przeczytanie sobie takiej książki , wspaniałej opowieści o lisim życiu Bałabuszka, złoty lis Tytusa Karpowicza.

12065700_907800432642797_4935877502890656495_n

12119075_907800602642780_2935100508321944862_n

12106937_907800799309427_674287159120368066_n
Nie jest powiedziane, że mają w życiu łatwo. Ostatnie foto, w kontekście myśliwskich bajań o tym, jakoby atakował i zabijał dorosłe sarny.