Kompromitacja i nieuctwo rzecznik PZŁ. Uważa, że lisy i kuny nie mają wrogów naturalnych!

Rzecznik PZŁ błyszczała popisami w mediach społecznościowych już nie raz. A to, że człowiek to ssak, lecz nie zwierzę, lamenty, że czasami nie ma siły już „odkręcać głupoty swoich członków” (a swojej 🙂?) lub aby kompromitujące materiały usunąć, bo „słusznie zrobią z nas psychopatów”. Było tego więcej. Ale dzisiaj nie o tym.

Dopiero co w styczniowym Łowcu Polskim pojawił się paszkwil dot. wilka, a myśliwi znowu robią z siebie nieuków, jeśli chodzi o drapieżniki. Dokładnie (niedo)rzecznik PZŁ – Diana Piotrowska.

Na Twitterze pani rzecznik Piotrowska stwierdziła, że jedynie polowania człowieka pozwoli na redukcję lisa i kuny, ponieważ te nie mają wrogów naturalnych. I jeden z przyrodników odpowiedział, że „hola, są jeszcze drapieżniki typu wilk, ryś czy żbik”. A Diana z myśliwską butą i arogancją wyśmiała go, że żaden z tych gatunków nie poluje na lisa bądź kunę.

26815310_1756538891043365_2547802595296488585_n

W tym momencie powinien zjawić się jakiś mem z facepalmem, bo to najlepiej oddaje reakcję na te słowa.

Pół biedy, gdyby napisał to jakiś randomowy myśliwy, bo zwykle to oni myślą, że drapieżniki zabijają tylko roślinożerców (najlepiej o ładnych pyszczkach), a jeśli inne drapieżniki, to albo „jednostkowe przypadki” albo po wyrżnięciu roślinożerców jako niby akt desperacji.

Ale to napisała oficjalna rzecznik PZŁ – osoba z „góry”. A „góra” zwykle ma wiedzę, tylko jej nie ujawnia i w jej miejsce puszcza propagandę dla gawiedzi i toczy bekę z naiwniaków. I pani rzecznik napisała to nie na jakiejś zamkniętej grupie, tylko publicznie na Twitterze.

Nie muszę mówić, że w przyrodzie znajdzie się wiele przykładów na większych mięsożerców zjadających te mniejsze i to nie są jakieś jednostkowe przypadki. Dobrym przykładem jest częste drapieżnictwo jastrzębia gołębiarza na ptakach krukowatych i mniejszych ptakach szponiastych, lwy zabijające hieny czy wilki wywierające presję na kojotach.

Wśród mięsożerców jest powszeche zjawisko tzw. IGP lub intraguild predation, czyli zabijanie/zjadanie konkurentów pokarmowych. Z tego powodu kuna leśna może zostać zdziesiątkowana przez lisa rudego (!) czy żbika (Storch et al. 1990). Zresztą w Ameryce Pn. badania wykazały drapieżnictwo rysia rudego, rysia kanadyjskiego, pumy, kojota i rosomaka na kunie rybożernej (Truex et al. 1998, Weir & Courbold 2008, Highley & Matthews 2009). I jest prawdopodobnym, że podobnie jest z europejskimi gatunkami kun. Ogólnie każdy drapieżnik większy od kuny domowej/leśnej jest w stanie jej zagrozić, jak nie dorosłemu osobnikowi, to młodym. Jak nie ptaki drapieżne (jastrząb gołębiarz, bielik, puchacz), to ssaki drapieżne. No właśnie…

puchaczkontrakunaPuchacz chwalący się zabitą kuną leśną. Fot. Martin Mecnarowski

przedniakkontrakunaOrzeł przedni z upolowaną kuną leśną. Fot. Neil Burton

jastrząbkontrakunaSamica jastrzęba (w Polsce znacznie liczniejszego od w/w ptaków) pozyskująca kunę leśną. Fot. Neil Burton

Kuna domowa żyje 8- 10 lat, jej naturalnym wrogiem są lisy, psy, wilki oraz borsuki. Cytat pochodzi ze strony o znamiennym tytule „Zwierzęta łowne występujące w Polsce”, więc jakaś ekooszołomska nie wydaje się. Chyba, że założyli ją ekolodzy, żeby złośliwie obalać mity myśliwskie i szkalować łowiectwo 🙂 (http://zwierzetalowne.pl/zwierzeta-lowne/kuna-domowa/).

Kolejny cytat z strony KŁ nr 11 „Hubertus” w Lublinie: Wrogami naturalnymi kuny leśnej są większe od niej drapieżniki włóczące się psy, bielik, puchacz, jastrząb gołębiarz. Tyle w temacie z kun nie mających wrogów naturalnych (http://www.hubertus11.pl/kuna.html).

Dalej – wilk szary jak najbardziej poluje na inne psowate i drapieżniki naziemne. W monografii Wilk Henryka Okarmy (myśliwego!) przeczytać można, że „w diecie wilków stwierdzano także lisy Vulpes vulpes (Brtek i Voskar 1987), jenoty Nyctereutes procyonoides (Špinkytė-Bačkaitienė i Pėtelis 2012), borsuki Meles meles (Barja 2009), drobne ptaki, ryby.”

wilkkontralisWilk zabijający lisa. Fot. Laurent Geslin

Kojoty Canis latrans dość często padają ofiarami wilków, szczególnie gdy zostały zaskoczone podczas żerowania na resztkach ofiar wilków (Switalski 2003). Lisy również bywają w takich okolicznościach zabijane przez wilki (ale z reguły nie są zjadane) (…) Stwierdzono również szczątki jenotów w odchodach wilków w zimie (Jędrzejewski i in. 1992).

Można powiedzieć, że wilk gorzej traktuje lisa od jeleniowatych i dzika, ponieważ polowanie ogranicza często jedynie do zabicia i zostawienia ścierwa dla innych.

Podobnie jest z gatunkami z rodzaju Ryś. Podczas reintrodukcji rysia euroazjatyckiego do Puszczy Piskiej młode rysie wykazywały wrogość wobec napotkanych lisów i jenotów. Zaś w miejscach, gdzie wykładano tusze saren i jeleni dla młodych rysi nie stwierdzono korzystania z tej karmy przez lisy, jenoty i kuny.

ryc59bkontralis-2Ryś ścigający lisa. Gdzieś w Kanadzie. Fot. Chris Baril

Na rzecznik Piotrowskiej nie zrobiło to wrażenia i dalej niewzruszona odpowiedziała, tym razem na Facebooku (dokładnie na profilu Nasze Lasy):

Ojoj widzę sami specjaliści nauk o zwierzętach. To że zdarza się że jeden gatunek zabija drugi nie oznacza że jest jego naturalnym wrogiem 😂😂 i może jeszcze ktoś dopisze, ze rys czy wilk ma wpływ na populacje lisa.

27335859_1757792880917966_2089666951_o

Pani Diano, Mark Twain kiedyś powiedział: Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Specjalnie dla pani – wilk szary i ryś euroazjatycki (zwłaszcza ten drugi) mają wpływ na populację i aktywność lisa rudego. I potwierdziły to badania naukowe. Które to jak wiemy nie interesują myśliwych, jeśli tylko godzą w łowieckie mity. Sęk w tym, że w tym przypadku rozpisują się o nich m.in…. prasa łowiecka i naukowcy będący myśliwymi.

Z polskiego podwórka w 2015 roku fotopułapka na terenie Wigierskiego Parku Narodowego zarejestrowała moment, gdy jeden z młodych wilków nosi w mordzie odgryzioną głowę lisa.

Sytuację z fotopułapki szerzej opisał Wojciech Misiukiewicz w w artykule „Wilki w Wigierskim Parku Narodowym” (Brać Łowiecka 3/2015). Napisano tam, że tamtejsze wilki zmniejszyły populację lisa, a jego niszę zapełnił borsuk. Brać Łowiecka to druga znacząca polska gazeta o tematyce myśliwskiej, a skoro myśliwska gazeta potwierdza „rewelacje ekologów”, to coś jest na rzeczy…

Z kolei istotne drapieżnictwo rysia euroazjatyckiego na lisie potwierdza dr Andrzej Krzywiński. On również jest myśliwym:
Oprócz wspomnianych wyników badań G. Ludwiga, w literaturze głównie skandynawskiej można znaleźć jeszcze inne informacje na temat drapieżnictwa rysia na lisa. Helldin i wsp. (Helldin et al. 2006) uważają, że populacje lisa mogą być znacząco ograniczone poprzez dopuszczenie aby populacja rysia się odnowiła. O drapieżnictwie rysia na lisach wspomina także dr Cervený (Cervený 2007), który badając dietę rysia w Czechach stwierdził, że lis stanowi 6,76% diety rysia i oprócz domowego kota (2,21%) jest bardzo ważną częścią jego diety. Dane potwierdzające drapieżnictwo rysia w stosunku do lisa, którego ryś traktuje »kulinarnie« można też znaleźć w zestawieniu Linnella i wsp. (Linnell et al. 1998).

Do podobnych spostrzeżeń doszli wspomniani szwedzcy naukowcy badający lisy z obrożami telemetrycznymi w strefie wolnej od polowań i traperstwa. 50% martwych lisów to było za sprawą rysia, a w latach 90. w okolicach Grimsö i Örebro nastąpił spadek lisów przy wzroście ilości rysiów (Helldin et al. 2006). Jeden z naukowców – Gunnar Glöersen jest myśliwym, a jednym z fundatorów badań była największa szwedzka organizacja łowiecka – Svenska Jägareförbundet.

lisszwecjaŹródło: http://www.velkeselmy.cz/knihovna/b/rok2006/Helldin_et_al_2006_Lynx_(Lynx_lynx)_killing_red_foxes_(Vulpes_vulpes)_in_boreal_Sweden___frequency_and_population_effects.pdf

Ktoś krzyknie, że obecnie populacje rysia i wilka w Polsce są za małe, by skutecznie zredukować znacznie większą populację lisa. Fakt. Jednak mówienie, że te gatunki w ogóle nie polują na lisy i kuny, zakrawa na idiotyzm połączony z ignorancją. Szczególnie jak się lansuje na mądrzejszego od tych wszelkich „ekooszołomów piszących znad kompa”.

Zresztą liczebność lisa niekoniecznie musi być wyznacznikiem skuteczności dużych drapieżników. Wystarczy, że obecność dużych drapieżników zmieni sposób, w jaki lisy czy kuny użytkują przestrzeń i to już może dać efekt np. w ochronie rzadszych gatunków. Przecież wilk nie dokonuje jakichś ogromnych masakr w pogłowiu jeleniowatych, ale już rośliny są mniej zgryzane i drzewa są lepiej chronione. Coś w stylu skutecznego dzielnicowego, który ma oko na bandę lokalnych łobuzów.

Doktorant na University of New England w Australii, Michał Śmielak prowadzi w Australii badania nad interakcjami dingo-lis-kot-ofiary. Otóż lisy i koty unikają psów dingo czasowo i przestrzennie. Do podobnych wniosków doszedł dr Thomas Newsome Deakin University i University of Sydney i postuluje, by dingo był sprzymierzeńcem walce z plagą lisów (który w Australii jest gatunkiem inwazyjnym). A jako, że dingo to australijski odpowiednik wilka i można rzec, że podobnie dzieje się w Europie i Ameryce Pn (AKTUALIZACJA 31.01.2018: Michał Śmielak na naszym profilu uświadomił nas, że cyt. „dingo nie jest odpowiednikem (ekologicznym) wilka, choć de facto jest to ten sam gatunek. Dingo są w rzeczywistości mniejsze niż się powszechnie wydaje, zazwyczaj nie przekraczają 15 kg, a ich ekologicznym odpowiednikiem są raczej szakale albo kojoty.”).

Zresztą tu i ówdzie podnoszone wrzaski, że lisy masowo dziesiątkują sarny zostają obalone, ponieważ okazuje się, że lis decyduje się na zjadanie koźlaków w momencie, gdy brakuje w okolicy większych psowatych (Osborn & McConnell 2016).

Z kolei rysie zmniejszają presję lisa na wielkich kurakach w ramach intraguild predation (Ludwig et al. 2008). Zresztą rysie są znane z dużej niechęci do dzielenia się zdobyczą z innymi mięsożercami i z tego powodu misternie ukrywają swe jedzenie. Kolejny cytat z kolejnej monografii autorstwa H. Okarmy – Ryś (euroazjatycki):

Zachowania takie mają bez wątpienia jeden cel: zabezpieczenie zdobyczy (…) przed innymi drapieżnikami lub padlinożercami. Wydaje się również, że częste znakowanie zapachowe i je pobliża przez rysie może być czynnikiem odstraszającym padlinożerców (Hell 1973).

Tezę o odstraszającym zapachu potwierdza znowu przywołany dr Andrzej Krzywiński. Dr Krzywiński jest znany głównie z prac nad reintrodukcją wielkich kuraków. Co ciekawe – w przeciwieństwie do większości myśliwych chroniących wielkie kuraki, postuluje, by przy restytucji wielkich kuraków, zamiast odstrzałów polujących na nie drapieżników stosować inne metody. A jedna z nich to adaptacja przysłowia „Tam gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”:

Oprócz tego środki zapachowe od rysi od dwóch lat stosuje się skutecznie do zabezpieczania przed zaatakowaniem przez drapieżniki naziemne żywych samców cietrzewia pozostawianych na tokowisku do monitorowania cietrzewi w czasie toków (Krzywiński et al. 2009e). (…) Doświadczenie to przeprowadzono również w 2011 roku zabezpieczając przez parę dni tokującego koguta wabika na tokowisku na skraju Puszczy Augustowskiej (…) oraz jak w poprzednim roku w leśnictwie Szast. Na tokowisku w Puszczy Augustowskiej podczas obserwacji wczesnym rankiem tokującego koguta wabika widziano kilkaset metrów dalej penetrującego teren lisa, który nie tylko słyszał ale i dokładnie widział tokującego cietrzewia a mimo to nie poczynił prób jego zaatakowania.

Końcowy wniosek, który sprawia, że dr Krzywiński ląduje do naszego panteonu „wporzo myśliwych, którym można podać rękę”:

Spostrzeżenia fińskie oraz nasze wstępne obserwacje wskazują, że ryś może poprzez ograniczanie aktywności średnich drapieżników przyczyniać się do stwarzania warunków sprzyjających bytowaniu kuraków leśnych również na terenach polskich, gdzie prowadzone są prace związane z ich ochroną czy reintrodukcją kuraków leśnych. Wydaje się, że celowe byłoby zastanowienie się nad możliwością równoczesnego wprowadzenia obu tych gatunków np. w Borach Dolnośląskich przy reintrodukcji głuszca.

Metoda ta działała na inne drapieżniki. W latach 2009-2011 roku podczas obozów naukowych związanych z wsiedlaniem leśnych kuraków zdecydowano na użycie wilków i rysi oraz ich feromonów. Przez pierwszy miesiąc obozu z 2009 r. były sporadycznie próby wejścia lisów, kun, borsuków i jenotów. A w obozie z 2011 r. przez cały okres cyt. dr Krzywińskiego „nie pojawił się ani razu żaden z w/w drapieżników  mimo, że 200-400 metrów od obozu wielokrotnie widziano penetrujące teren lisy nawet w środku dnia”. I co lepsze, owe wilki i rysie były dość młode, właściwe to były szczęnięta i kocięta. I takie maluchy działały odstraszająco na mniejsze drapieżniki. Teraz wyobrazić sobie, gdyby wykorzystano dorosłe osobniki…

ryśkontralis.pngMłody ryś osaczający lisa, fot. Andrzej Krzywiński

Więc rysie i wilki nie mają wpływu na lisy? Że nie są ich naturalnymi wrogami? Nic dziwnego, że wiedza przyrodnicza myśliwych to jakiś żart, skoro „góra” jest tak samo niedouczona.

Wracając do zbyt małych populacji dużych ssaków drapieżnych, to dobrym kierunkiem jest poprawienie warunków bytowych i reintrodukcja. Zresztą dobrze sprawdziłby się nowy gracz na scenie polskiego drapieżnictwa, szakal złocisty i kontrolowałby lisa na terenach nieodpowiednich dla wilka i rysia, patrząc na udokumentowaną presję kojotów na lisy.

Niestety w Polsce, zwłaszcza teraz, lobby myśliwskie niezwykle się krzywo patrzy na takie akcje, bo upadnie ich wiele mitów. W tym ten dotyczący „braku naturalnych wrogów lisa”. Bo gdzie wtedy będzie uzasadnienie dla urządzania krwawych jatek zwanymi „powiatowymi łowami na lisa”, podczas których zabija się setki rodzimych drapieżników? A tymczasem rzeczywiście szkodliwe gatunki inwazyjne, takie jak norka amerykańska, nie cieszą się choćby w promilu takim zapałem do tępienia przez naszych myśliwych. No, ale takie polowanie jest już dużo trudniejsze i bardziej wymagające. ”Racjonalna gospodarka łowiecka”, tia…

przedniakkontralisOprócz większych od siebie ssaków drapieżnych lis za wrogów też ma duże ptaki szponiaste, zwłaszcza orła przedniego. Fot. Holger Wagner 

puchaczkontralis.jpgZ puchaczami jest tak samo. Fot. Ian Smith

Źródła:

Czy duże drapieżniki a zwłaszcza ryś Lynx lynx mogą być sprzymierzeńcami w ochronie kuraków leśnych?, Andrzej Krzywiński, Armin Kobus & Katarzyna Kuderska, Stud. i Mat. Centrum Edukacji Przyrodniczo-Leśnej, tom 13, nr 27, Rogów 2011, s. 286-296

Lynx (Lynx lynx) killing red foxes (Vulpes vulpes) in boreal Sweden – frequency and population effects, J-O Helldin, Olof Liberg & Gunnar Glöersen, Journal of Zoology, tom 270, nr 420, Londyn 2006, s. 657– 663

Wilki w Wigierskim Parku Narodowym, Wojciech Misiukiewicz, Brać Łowiecka 3/2015

Biology and Conservation of Martens, Sables, and Fishers: A New Synthesis, Keith B. Aubry, William J. Zielinski, Martin G. Raphael, Gilbert Proulx & Steven W. Buskirk, Cornell University Press,  Nowy Jork 2012

Lynx, Felis lynx, predation on Red Foxes, Vulpes vulpesCaribou, Rangifer tarandus, and Dall Sheep, Ovis dalliin Alaska, Robert O. Stephenson, Daniel V. Grangaard & John Burch, The Canadian Field-Naturalist 2/1991

The Impact of Predators on Deer in the Southeast, David A. Osborn and Mark D. McConnell, Warnell School of Forestry and Natural Resources, University of Georgia, Athens (Ga) 2016

Meta-analysis on the effect of competition between lynx and wolf on their dietsGlenn Lelieveld, MSc Ecology, VU University, Amsterdam 2013

Wolves–coyotes–foxes: a cascade among carnivores, Taal Levi & Christopher C. Wilmers, Ecology,  Ecological Society of America, tom 93, nr 4, Waszyngton 2012, s. 921–929

Fear or food – abundance of red fox in relation to occurrence of lynx and wolf, Camilla Wikenros (i in.), Scientific Reports nr 7/2017

Records of intra-guild predation by Eurasian Lynx, Lynx lynx, John D. C. Linnell, Reidar Andersen, John Odden & Vegard Pedersen, Canadian Field Naturalist 4/1998

Bring back the missing lynx, Julian Schmechel, Shooting Times 13/2013

Wilk, Henryk Okarma, Wydawnictow H2O, Kraków 2015

Ryś (euroazjatycki), Henryk Okarma & Konrad Schmidt, Wydawnictow H2O, Kraków 2013

Dingoes could be used to control fox numbers and prevent ecological decline, Bridget Fitzgerald, Australian Broadcasting Corporation News

Czy puchacze Bubo bubo polują regularnie przy norach ssaków drapieżnych?, Romuald Mikusek, Marek Kołodziejczyk, Magdalena Bartoszewicz, Ornis Polonica 3/2016

Predators as prey at a Golden Eagle Aquila chrysaetos eyrie in Mongolia, David H. Ellis, P. Tsengeg, Peter Whitlock & Merlin H. Ellis, IBIS 1/2000

Bestemmelse av diett og byttedyrhåndtering hos kongeørn (Aquila chrysaetos) ved videoovervåking i reir, Sarah Kvåle Skouen, Norges miljø- og biovitenskapelige universitet, Ås 2012

Zobacz także:

Ratuj wilki oraz rysie, strzelając plemię lisie. – choć równie dobrze można to nazwać: Inny festiwal nieuctwa myśliwych nt. drapieżnictwa, wedle którego to lis zagraża populacji rysia (i wilka).

Reklamy

Wpływ łowiectwa na wzrost liczebności lisów

12795162_978866535536186_551976413416502570_o
Lis – szkodnik, dawca futra, ruchomy cel, żywa zabawka, czy… stworzenie jak każde inne ze swoim charakterem, ciekawymi zachowaniami i chęcią przetrwania?

Większość informacji o lisach, które podajemy bez namysłu to cechy złe. Jest podstępny i przebiegły, lubi mordować, zwłaszcza kury i drobne ptactwo. Mnoży się na potęgę i bez żadnej kontroli. To wszystko bzdury powielane w celu usprawiedliwienia masowej eksterminacji tych pięknych zwierząt.

Sezon polowań na lisa: od 1 czerwca do 31 marca – umowny, bo wiemy doskonale, że nad stworzeniem uznanym za szkodnika nikt się litował nie będzie. A swoją drogą, zastanawialiście się kiedyś jaki wydźwięk ma nazwa „szkodnik”? Ujemna barwa emocjonalna tego wyrażenia jest dobrana celowo – oddziałuje na podświadomość człowieka po to, żeby odruchowo uznał lisa za zło. Przyroda nie zna pojęcia szkodnika. Każdy gatunek spełnia jakąś swoją rolę, na przestrzeni setek tysięcy lat, dekad…Szkodnik, kiedy złapie kurę chodzącą luzem, ale żeby ogrodzić swoje włości… za trudno. Szkodnik, kiedy chwyta kaczki, zające, króliki, bażanty czy kuropatwy, jakże naturalny dla niego pokarm, będący jednakże przedmiotem chciwego pozyskania przez człowieka na myśliwski stół. Który z nich jest prawdziwym szkodnikiem?!…

Na lisy poluje się na wiele sposobów, nie ma tu humanitaryzmu, ani empatii. Ważne jest natomiast, żeby zabić ich jak najwięcej. Można polować z psami, na wab, z naganką, z fladrami, na zasiadkę. Polowanie z psami, o którym pisaliśmy już kilka razy, polega na wpuszczeniu do lisiej nory psa, który ma lisa wypłoszyć – lis się broni, jakby nie patrzeć jest u siebie w domu. Jednego psa poharata, z dwoma już nie ma najmniejszych szans. Psy są zresztą w tym celu specjalnie szkolone na żywych zwierzętach, lis takiego doświadczenia już nie ma. Takie polowanie najlepiej udaje się w styczniu i lutym, kiedy lisy mają cieczkę i siedzą w norach… bądź w stogach, gdzie zabawa w wybicie ich wszystkich jest przednia, sądząc po wpisach na łowieckich forach.
Polowanie na zasiadkę to wiadomo – wykłada się smakołyki, lis podchodzi, żeby pojeść i dostaje kulkę. Najwygodniej z ambony, najlepiej jeszcze na śniegu, wtedy i w okularach grubości denek od butelki dobrze go widać.

Polowanie na wab to naśladowanie kniazienia zająca, bądź pisku myszy. Lis daje się oszukać, wychodzi i standardowo dostaje kulkę. Zaleca się, żeby go nie ruszać, bo jak bór poszczęści przyjdzie i drugi.

Polowanie z fladrami jest dość ciekawe. Teren ogradza się sznurami z kawałkami materiału. Lis boi się za nie przejść, więc zostaje w wyznaczonym terenie. Jak do tego pozatykamy wejścia do nor, to nie bardzo ma się gdzie schować. Można śmiało i bohatersko wytłuc wszystkie, jakie wpadną w oko.

11010577_834353456624734_9066958454537075086_n

Trudno jest wytłumaczyć, że strzelanie lisów nie ma najmniejszego sensu, bo nie ma w naszym kraju badań nad nimi. Nie było zakazu strzelania do nich, dlatego nigdy nie zbadano jak zachowywałaby się populacja, gdyby nikt się do niej nie wtrącał. Popatrzmy zatem na doświadczenia innych państw:

Z powodu epidemii FMD w Wielkiej Brytanii wprowadzono Hunting Act w 2005 roku – zakaz dotyczy polowania na lisy z psami. Wyniki obserwacji lisiej populacji po tej decyzji nie pozostawiają złudzeń – populacja lisa nie tylko nie zwiększyła się, ale w niektórych miejscach odnotowano niewielki spadek. Populacja była na tyle stabilna w kolejnych latach, że możemy zaryzykować stwierdzenie, jakoby takie polowania nie miały wpływu na ograniczenie jej liczebności, a jedynie wprowadzały niepotrzebne zamieszanie wpierw karmiąc, a potem strzelając bez litości.

Bristol to jedyne miasto w Anglii, w którym populacja lisów monitorowana była długookresowo. Profesor Stephen Harris – ekspert od ssaków, przedstawia wyniki obserwacji w następujący sposób: liczebność populacji lisa wahała się powoli, aż do momentu wystąpienia u zwierzaków świerzbu skóry w 2004 roku, który to przyczynił się do redukcji populacji o 95% w ciągu dwóch lat. I to jest czynnik naturalny, tak przyroda się reguluje.

Graham Cornick z Hidestile Wildlife Hospital w mieście Godalming mówi o lisach tak:
– spędziłem osiemnaście lat badając lisy i z całą stanowczością mogę stwierdzić, że lisy są w stanie kontrolować swoją populacje, przez rozmnażanie dobrane do warunków, jakie są im stwarzane.

Dlatego też brytyjscy biolodzy i specjaliści od lisów uważają, że redukcja lisiej populacji jest bardzo uciążliwa i żadne metody nie przynoszą efektów / populacja nie ulega zmniejszeniu.

Dodać należy, że w brytyjskich miastach dostępność pożywienia prawie sześciokrotnie przewyższa tygodniowe zapotrzebowanie lisa, a populacja i tak nie rośnie.

W Szwajcarii przeprowadzono badania, których wynik jest jednoznaczny: tam, gdzie populacja lisa jest pozostawiona sama sobie i nie dręczona przez ludzi, aż dwie trzecie zwierząt nie bierze udziału w reprodukcji – w ciągu trzech lat zanotowano spadek liczebności populacji na danym terenie z 12 rodzin z 48 szczeniętami do 6 rodzin z 23 szczeniętami.

Ponad dwieście tysięcy niemieckich myśliwych, przez trzydzieści lat walczyło z lisami polując. Tyle zachodu na nic, bo liczebność populacji się nie zmieniła. Dlaczego tak się dzieje? Przeciętna lisia rodzina składa się z matki, ojca, około pięciorga szczeniąt i do pięciu dorosłych córek. W latach przerostu populacji w każdej lisiej rodzinie ma młode tylko jedna samica. Cała reszta samic, czyli pomocnice / córki bez względu na to, czy osiągnęły już dojrzałość seksualną – nie biorą udziału w rozrodzie. Znawca zachowań lisów Erik Zimen opisał ten fakt słowami: ograniczaniem urodzin zamiast masowej nędzy. W przypadku odwrotnym, czyli kiedy na danym terenie na lisy się masowo poluje, zmusza się tym wszystkie samice do rozrodu, nawet te, które w czasie spokoju byłyby z rozrodu wyłączone. Reasumując: zamiast pięciorga młodych lisków urodzonych przez matkę, tworzy się duża rodzina mająca do dwudziestu pięciu szczeniaków. W ten sposób lisy same wyrównują straty poczynione w ich populacji przez myśliwych w ciągu jednego roku. I najważniejsze – w Niemczech nie wykłada się lisom szczepionek, przeciw wściekliźnie, co też nie pozostaje bez wpływu na czynniki regulacyjne populacji. Lis w naturze dożywa około 15 lat. Jeśli populacja jest „użytkowana łowiecko”, maksymalny wiek lisiego życia wynosi 2-3 lata. A co to oznacza dla populacji? Że jest mało zróżnicowana, więc trzeba się mnożyć na potęgę by te różnice zniwelować, i stworzyć silną populację osobniczą. Tak niestety albo stety działa natura, czy się to komuś podoba czy nie. Dlatego wszelkie polowania dla „ograniczenia liczebności” zawsze przynoszą skutek odwrotny od zamierzonego, gdyż w młodej i słabo zróżnicowanej populacji u danego gatunku,zawsze mechanizmy rozrodcze zwierząt pobudzane są do maksimum.

50fd54f7ef3b3_g1

Zdarzył się też ciekawy epizod w Holandii, gdzie lisa objęto ochroną, z momentem wejścia w życie nowej ustawy o ochronie przyrody w 2002 roku. Ze względu jednak na naciski i protesty ze strony myśliwych ochrona ta została zniesiona wraz ze zmianą władzy, a lisa ponownie wciągnięto na listę gatunków łownych z całorocznym okresem polowań. Stało się to pomimo korzystnych dla lisa wyników badań nad jego populacją.

We włoskim Gran Paradiso National Park nie poluje się ani na lisy, ani na żadne inne zwierzę. Pytanie o populację lisów Włochów nieco zaskoczyło, ale potwierdzili, że nie mają problemu ani z lisami, ani z resztą zwierząt zamieszkujących park, pomimo całkowitego zakazu polowań. Nie stwierdzono drastycznego wzrostu populacji lisa, ani znacznych ubytków w zwierzynie drobnej. Udało się natomiast odbudować populację koziorożca alpejskiego – sensownie i z głową, nie tak jak u nas ratuje się żubry i wilki.

Wracając do lisa – jako ciekawostkę podaję cytat: naukowcy z Hamburga odkryli,że lis jest bardziej inteligentny, niż wilk i pies – badania prowadzono na lisach fermowych i stwierdzono,że lis rozumie wiele ludzkich gestów w taki sam sposób, jak pies – poza tym, gdy dzikiemu lisowi wskaże się jakiś cel palcem, będzie on wiedział, gdzie ma spojrzeć – sugerują nawet, że gdyby człowiek wybierał swojego czworonożnego towarzysza w oparciu o inteligencje, a nie o siłę fizyczną / pies służył naszym przodkom do obrony i pomocy w łowach, udomowili by lisa, nie wilka.

Argument ochrony zwierzyny drobnej przed żarłocznym lisem jest najczęściej powtarzany przez zwolenników myślistwa. Łatwo go obalić patrząc na te dane: w Polsce lis żywi się przede wszystkim gryzoniami, bo ponad 50% – jesień, zima i aż 60% – wiosna / lato. Padliną kopytnych prawie 30% w okresie jesień / zima , ponad 20% w okresie wiosna / lato. Ptakami w granicy 3-5% i pokarmem roślinnym. Dane pochodzą z 1998 roku z terenu Puszczy Białowieskiej i zostały zmodyfikowane – procenty mogą się nieco różnić w innych regionach kraju, ale wiodąca tendencja jest doskonale widoczna.

Badania nad lisim pokarmem prowadził również bułgarski zoolog Neno Atanassov – zbadał on ponad 200 lisich żołądków i sporo kału zawierającego resztki jedzenia – głównym składnikiem lisiej diety są drobne gryzonie, które obecne były aż w 194 żołądkach. Obecność zajęcy stwierdzono tylko w 22 żołądkach. Wyciągnięto wnioski, jakoby lisia dieta składa się w 57% z gryzoni , a tylko 27% zwierząt tzw. użytecznych jak zwierzyna drobna i ptactwo i 16% z pokarmów roślinnych.

Orzel-przedni15

Wnioski są jasne. Polowanie ma zmniejszać liczbę lisów, a działa wręcz przeciwnie. Ze względu na myśliwską presję lisice rodzą więcej młodych. Tam, gdzie znika jeden lis za chwilę pojawia się kolejny, żeby zając jego miejsce, bo lis to zwierzę terytorialne. Odstrzał wpływa negatywnie na struktury lisiej populacji, uważa się nawet, że lisy, które widziały śmierć pobratymców przechodzą traumę – w świetle badań naukowców z Hamburga wydaje się to więcej niż pewne. Gdyby nie presja człowieka, lisy same ustabilizowałyby swoją populację na odpowiednim poziomie. My wolimy jednak dokarmiać, wydawać około półtora miliona złotych na akcję szczepienia przeciw wściekliźnie, nazywać szkodnikiem i zabijać w najokrutniejszy sposób, bez żadnej empatii, bo kto by tam się przejmował czy lis cierpi, czy nie. Przecież to zwierzę, którego się nie zje,a jak przydatne, kiedy chce się postrzelać. Przecież za lisa nikt rozliczał nie będzie.  Obalić należy też mit, jakoby lis nie posiadał żadnych wrogów naturalnych, w naszych warunkach polują na niego wilk, ryś, puchacz, orzeł przedni, a także pokazujący się ostatnio tu i tam szakal złocisty. Do tego wścieklizna, świerzb i inne choroby. 

Obecny model polskiego łowiectwa działa tylko w kierunku zaspokajania własnego hobby, z pominięciem danych naukowych, badań, wyników i wniosków, bo przecież „myśliwi wiedzo lepiej”. Bo polować na coś trzeba, uzasadniając to w możliwie najbardziej absurdalny sposób. Lis to podobno szkodnik organizujący grupowe napady w zorganizowanych gangach na fermy drobiu, mordujący tysiące sztuk, a do tego zarażający wścieklizną, wreszcie powód chyba najistotniejszy – polowania na zwierzynę drobną znajdującą się na liście łownych – jedyny rzeczywisty powód nienawiści do „szkodnika”. Wystarczy zerknąć na tak zwane roczne dane pozyskania, by nie mieć złudzeń. W przeciętnym sezonie łowieckim pozyskuje się w granicach 200 tys. lisów, do tego ponad 100tyś bażantów, pewne ilości zajęcy, królików i kuropatw. Takie to pomylone „dbanie o równowagę”, ale równowagę z korzyścią dla chciwego człowieka, który pragnie dla siebie coś wyrwać z tego co jeszcze zostało.

Vera

Źródła:
http://www.pngp.it
http://www.thefoxwebsite.net
http://news.bbc.co.uk/2/hi/science/nature/3929441.stm
https://www.newscientist.com/article/dn2761-hunting-does-not-control-foxes-says-study/
http://www.huntsabs.org.uk/index.php/faqs/537-do-foxes-need-cullinghttp://www.huntsabs.org.uk/index.php/faqs/537-do-foxes-need-culling
http://www.league.org.uk/~/media/Files/LACS/Publications/Foxy-Fortnight/Fox-Facts-and-Fiction.pdf
http://www.independent.co.uk/news/uk/how-should-we-control-foxes-1537398.html
http://www.independent.co.uk/news/uk/how-should-we-control-foxes-1537398.html

Więcej o lisach na stronie przeczytasz tutaj:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/lisy-kontra-mysliwi/

6873_1008250879236637_5051463846467367499_n

Polowania na stogach – Wyrafinowana forma chorej rozrywki

12654352_962116413877865_3208684236042176268_n
Teren obstawiony, psy pewnie w akcji. Nie ma szans na ratunek.

Na pewno znają Państwo temat norowań z psami i konkursów. Po medialnej burzy jaka się przetoczyła, krytykując jednoznacznie tą formę sadystycznej rozrywki,dziś część myśliwych deklaruje: Nie popieramy norowań. Taka deklaracja,nie przeszkadza im jednakże brać udziału w innej, równie okrutnej „formie polowania”. Współpracujący z nami myśliwy poprosił nas o nagłośnienie tego tematu. Byliśmy szczerze zdziwieni, no bo przecież według nich lis to szkodnik, który tępi „naszą” zwierzynę drobną, przez co mamy mniej królików, zajęcy, bażantów i kuropatw do zabicia (W pewnych okresach ponad 90% diety lisa to gryzonie, ale co to obchodzi myśliwych).

12628581_962116640544509_7312959434033895911_o
Z przymusu wygnany przez psy,w akcie desperacji opuszcza przyjazne dotychczas miejsce… na kilka ostatnich w życiu chwil.

UWIELBIAJĄ MORDOWAĆ PODCZAS MIŁOŚĆI

Tak. Nie tylko jelenie podczas rykowiska. Obecnie u lisów trwa cieczka, okres w którym psy walczą ze sobą o względy liszek, gonią po polach, poszczekują, wyją, odbywają kopulację. Często do jednej suki ciągnie wiele psów. Czy dla myśliwych to jakiś sygnał, by dać zwierzętom w tym okresie spokój? Ależ nie! Trzeba to jak najlepiej wykorzystać, wykorzystując godowe podniecenie zwierząt,używa się wabików oszukując podniecone zwierzęta,czy też prześladując je z psami w stogach, gdzie kryją się za dnia. Z nowoczesnego rolnictwa korzystają lisy i nie tylko, także kuny i borsuki, stóg jest ciepły, suchy, nie trzeba kopać w twardej ziemi, tylko pogłębić naturalne przerwy. Dodatkowo ściągają do niego gryzonie, a za nimi lisy. Wydawało by się, schronienie idealne… niestety.

Sami myśliwi nie kryją się z tym,że wykorzystują bezwzględnie okres godowy zwierząt, poniżej cytat z „Łowca Polskiego” (2/2012), pisma myśliwych:

Przełom stycznia i lutego to najlepszy czas, by zapolować na lisy. Sprzyja tym łowom leżący zazwyczaj śnieg, przymrozki oraz lisia ruja. Doświadczeni wabiarze uzyskują w tym czasie doskonałe rezultaty.

Początkowo nocami słychać żałosne skolenia i poszczekiwania. Lisy nawołują się i przemierzają rewiry w poszukiwaniu partnerek. W tym czasie często dochodzi też do walk między psami, które ustalają między sobą hierarchię. Po kilku, kilkunastu dniach następuje dziwna cisza. W miejscach, gdzie zazwyczaj widzieliśmy lisy, a przynajmniej ich tropy, nie ma nic – jakby wszystkie się pochowały. To znak, że zaczęła się właściwa cieczka.

Pierwszy etap rui przypada nawet na grudzień. Drugi, właściwy, to połowa stycznia. Lisy przesiadują wtedy w norach, nierzadko kilka psów przy jednej liszce naraz, i tam właśnie odbywana jest większość kopulacji. Dopiero z początkiem lutego ruch rozpoczyna się na nowo. W słoneczne wyżowe dni można spotkać lisy niemal wszędzie – chodzące w parach, trójkami, a w przegęszczonych populacjach nawet po cztery. (….)

<> ”

12622382_962116743877832_2763856938822953186_o
Lisy także korzystają z przekształceń rolnictwa,kryjąc się w stogach, podczas cieczki często po kilka sztuk. Za wygodnictwo i złudne poczucie bezpieczeństwa płacą najwyższą cenę.

Dalej mamy szczegółowe opisy skutecznego wabienia podnieconych zwierząt… Dla myśliwych okres godowy zwierząt to czas kiedy można upolować jeszcze więcej. Nie tylko jelenie podczas rykowiska, lisy podczas cieczki, dziki podczas huczki… są mniej ostrożne, wykorzystam to! Na swoich zamkniętych grupach na Facebooku, myśliwi tak samo chwalą się bez ogródek przed kolegami, że cieczka w pełni, więc i polowanie udane, co dokumentuje ostatnie zdjęcie. To pokazuje jak jak bardzo wyprane z empatii i uczuć jest to środowisko. Oczywiście nie wszyscy, są myśliwi którzy się z nami zgadzają, czy jak w tym przypadku proszą wręcz, by dany temat nagłośnić. Ale to już zagadnienie na inny felieton. Myśliwi w swoich poczynaniach, metodach polowań, bezsensownych zabiegach, poza nielicznymi wrażliwymi jednostkami, nie widzą nic złego.

12644773_962116913877815_3782536946514890073_n

Osobiście bardzo lubię nocne zasiadki na „balotach”. Chronią od wiatru, zapewniają dobrą widoczność z wysoka, zwierzęta takie jak sarny ciągną do takich miejsc, choćby po to by skubnąć nieco słomy. Lisy traktują takie miejsca także jako obserwacyjne, pewnego razu „zaszedł mnie” od góry lisiura, pewnie także na zasiadkę. Lis młody i trwało kilka minut, zanim rozróżnił co to siedzi „piętro niżej”, przyglądał się, węszył. Skamieniałem i wstrzymałem oddech. Wreszcie rozeznał śmiertelnego wroga, sus w tył i tyle go widziałem. Tej nocy zaobserwowałem jeszcze trzy lisy. Innym razem przez dwie noce obserwowałem lisa, który przesiadywał na samym szczycie wprost na tle księżyca w pełni, nasłuchując bacznie. Co jakiś czas znikał buszując w słomie, reagując na każdy szelest gryzonia, którego ja już nie słyszałem. Czasem przysiadła sowa. Emocje, radość i wrażenia niesamowite. W takich momentach nie rozumiem, jak można być myśliwym, a czasami chce mi się płakać, gdy pomyślę jak niewiele trzeba, by obserwować zwierzęta z bliska i co by było gdyby zamiast mnie, znalazł się tutaj ktoś w kapeluszu z flintą.

12645145_962117110544462_1447682170955858128_n
Przeszkolone do mordowania psy dobrze się sprawiły.

Staram się odczuć przerażenie zwierzęcia, które wypoczywając w pogodny dzień w ciepłym stogu jak zawsze, budzi się słysząc przytłumione głosy i poszczekiwania psów. W porę nie dostrzegło niebezpieczeństwa, grube ściany balotów wytłumiają doskonale wszelkie dzwięki i nie przepuszczają zapachów. Piszcząc i szczekając z podniecenia, przeszkolone psy zaczynają przekopywać wybrane miejsca. Już nie można uciec, niedawno bezpieczne miejsce, jest już otoczone grupą uzbrojonych ludzi z każdej strony. Każdy skupiony i gotowy do strzału. Dom obstawiony, pluton egzekucyjny w akcji. Przed jednym czy dwoma psami lis potrafi skutecznie się przemieszczać i bronić. Ale myśliwi przyprowadzili więcej psów…Nie chce być pogryziony. Przez szpary w słomie widzi, słyszy i czuje swoich prześladowców. Decyzja z przymusu, skok w przestrzeń, kilkanaście śmiałych susów na przód… huk strzału i pocisk zatrzymuje przerażone zwierzę na miejscu. Dopadają psy, szarpiąc i gryząc gasnące życie. „Gratulacje kolego,darz bór!” Na śmierci, przerażeniu i cierpieniu jednego, rodzi się radość i spełnienie drugiego… W końcu ocalił tyle myszy i kilkanaście bażantów na własny stół.

Nie zawsze lis wyskoczy. Czasami,w wąskiej przestrzeni jest zagryzany w środku przez psy. Często stóg zamieszkują także borsuki,a wtedy psy odnoszą dotkliwe rany lub giną.

Więcej o lisim życiu okiem Octaviana,przeczytasz tutaj. 
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/lisy-kontra-mysliwi/

12650804_962117247211115_4616313340395773588_n
Nieświadomość,czy brak empatii,by postawić się w roli zwierzęcia,aby zrozumieć co się czyni?

12651335_962117433877763_5867261798663535116_n

12662703_962117577211082_8816531974214291148_n
Bezpiecznie,sucho i ciepło i suto. Do balotów licznie ściągają także gryzonie. Sielanka,do czasu aż ktoś zapragnie zapolować.

1458_962117800544393_1807301852641604782_n
Cieczka w pełni, zabijaliśmy ogłupione miłością zwierzęta, kopulujące pary. 100% skuteczności z armią psów, w gołym polu obstawiając teren wokół, by wykonać masakrę precyzyjnie. Było wspaniale, darz bór…:/

Ratuj wilki oraz rysie, strzelając plemię lisie.

12095130_1531707923811759_6262517693053430657_o

Kolejna porcja rozważań i demaskacji hipokryzji towarzystwa w kapeluszach ze strony Front Antyłowiecki. Wielokrotnie mówi się jak myśliwi postrzegają rolę drapieżników w ekosystemie. Sami siebie uważają za „głównych drapieżników” hodując celowo nadmiary zwierząt i zabijając dla przyjemności, a gdy nadejdzie ten rzeczywisty drapieżnik i upoluje coś dla własnego przetrwania z głodu, wtedy nazywany jest szkodnikiem, który według myśliwych „wyrządza wielkie szkody w pogłowiu saren”. Kto szkody rzeczywiście w tym pogłowiu wyrządza, można się przekonać odwiedzając stronę PZŁ i porównując roczną liczbę zabitych przez myśliwych saren… W tekście poniżej i załączonych zdjęciach dowiemy się, jak to według myśliwych „pseudoekolodzy” protestując przeciwko naturalnym futrom przyczyniają się do ginięcia rysi, oraz jaka jest „znajomość” biologii drapieżników przez panów w kapeluszach z piórem… Nie każdy wie, ale pseudoekologiczna organizacja o nazwie Polski Związek Łowiecki – powstała w 1923 r. (nazwa od 1936 r.) – w świetle prawa mordowała rysie przez ponad 70 lat, aż do objęcia tego gatunku ścisłą ochroną w 1995 r. – z inicjatywy ekologów. Coś mi mówi, że sami obudzą się z ręką w nocniku, kiedy stosując się do swoich mądrości wytępią wszystko co się da:

„Uwaga! Mamy przypadek myśliwego, który staje w obronie wielkich drapieżników! Hura! I wie, kto pozbawia ich pokarmu! Jest to… lis.
Chwilunia, że co?

Znalazłem kiedyś jeden post takiej postaci. Cyt.:

Te duże drapieżniki oprócz odpowiednich miejsc bytowania potrzebują pokarmu w postaci zwierzyny drobnej(wilk lubi zjeść od czasu do czasu coś grubszego np. Babcię i Czerwonego Kapturka)
Wszystkie one zabijają lisy i jenoty jako pokarm i konkurencję pokarmową.
-łapiesz?
-Nie
Skoro strzelamy lisy i ograniczamy ich liczebność to przyczyniamy się do tego że tym większym jest łatwiej przetrwać w zdegradowanym środowisku.
-łapiesz?
Jeśli taki ryś,wilk, czy ptak drapieżny upoluje sarnę,zająca to ma szansę przeżyć,jeśli tego nie zrobi bo po prostu lisy mu wszystko wyżarły to padnie z głodu

mysliwyrys

Eh… od czego tu zacząć?

Po zerowe. Jeśli ktoś pozbawia pokarmu wielkich drapieżników, to przede wszystkim myśliwi, a nie poczciwy rudzielec.

Po pierwsze. Od kiedy lisy zagrażają większym drapieżnikom? Jest zupełnie na odwrót. Wilki i rysie to naturalni wrogowie lisa i zresztą tam, gdzie np. wilka (który w Polsce pomimo »zdegradowanego środowiska« i kłusownictwa radzi sobie dość nieźle) jest więcej to zawsze jest mniej lisa lub innego drobnego ssaka drapieżnego i ingerencja człowieka w celu redukcji drobnego ssaka drapieżnego jest zbędna.

Po trzecie. Wilk poluje stadnie i zając go raczej nie zadowoli, woli grubszą zwierzynę. Lis, nawet w dużej ilości nie zagraża egzystencji wilka, gdyż wilk nie jest uzależniony od drobnej zwierzyny. Poza tym wilk w polskich warunkach nie odżywia się gryzoniami i tym podobnym, jest to pokarm sporadyczny.

Po czwarte. Rysio również preferuje większe ofiary w postaci saren i jeleni. Natomiast drobniejsze zwierzęta (zające, gryzonie, ptaki) zjada rzadziej i lis jako hipotetyczny konkurent pokarmowy nie jest w stanie mu zagrozić.

mysliwyrys.png

Po drugiej. Lis NA PEWNO nie upoluje dorosłej sarny, a wspominane tu i owdzie koźlaki to raczej sporadyczny pokarm. Największa ofiara to co najwyżej ptaki i zając. W dodatku jego podstawowy pokarm to gryzonie, czyli nie przeszkadza większym drapieżnikom.

Po piąte. Wymienione także są ptaki drapieżne. Na pierwszy rzut oka można się zgodzić, niektóre ptaki drapieżne posiadają ten sam pokarm co lis i niektóre gatunki (np. krogulec) mogą skończyć w jego brzuchu. Taki lis także wcina duże ilości gryzoni będące pokarmem myszołowa czy krukowatych. I logicznie lisy powinny wywierać presje na takiego myszaka. Jedno „ale”. Populacje ptaków drapieżnych mamy na stabilnym poziomie. Mimo wzrostu potencjalnego konkurenta lisa niektóre z tych gatunków zwiększają liczebność. Nawet krogulec będący potencjalnym łupem dla lisa zwiększył objętość w Europie i w niektórych jej rejonach jest liczny (np. Anglia słynąca ze sporej ilości lisów). I jakimś cudem te ptaki drapieżne koegzystują pokojowo z lisem.

Po szóste. Czy to nie odwracanie kota ogonem? Myśliwy także żalą się jak to te niedobre ptaki szponiaste i krukowate niszczą wspaniałe zajączki, kuropatwy, bażanty i zaraz po lisie przyczyniły się do ich wybicia, a tchórzliwe MŚ przerażone lobbym zielonych ochroniarzy nie chce ich pozbawiać nadmiernej ochrony i redukować (czyt.: mordować) wzorem zachodniej Europy i robi z Polandii skansen. O wilkach i rysiach nie wspominam. I czy gdyby lis zmniejszyłby liczebność, a drobnicy nadal byłoby malutko, to te ptaki (albo i wilki) będą później obwiniane za niski stan zwierzyny drobnej i tak w koło Macieju…

Po siódme. Wspominałem, iż to przede wszystkim myśliwi, a nie poczciwy rudzielec, pozbawia pokarmu wielkich drapieżników 😉?”

milosnicysaren

Źródło: https://www.facebook.com/FrontAntylowiecki/posts/1530207443961807

„Przyznam, gdy pisałem o konkurencji lis-ryś, myślałem, że to tzw. jednostkowy przypadek. Jak widać, myliłem się.

W artykule »Rysie, lisy i sztuczne futra« (Dzikie Życie nr 3/1999) autorstwa Pawła Świątkiewicza, który podpisuje się jako »myśliwy od urodzenia« opisuje się, iż w Puszczy Knyszyńskiej cyt. »Najcenniejszym z nich i przy tym najbardziej zagrożonym jest niewątpliwie ryś. Biorąc pod uwagę jego obyczaje, szanse na utrzymanie go w Puszczy z dnia na dzień maleją.«

Dobra. I dalej jest opis biologii, zwyczajów i warunków rysia, a następnie co może ograniczać jego liczebność. Po wymienieniu niszczenia siedlisk, konkurencji pokarmowej i kłusownictwa traktowanego jako niska szkodliwość czynu, jest taki fragment:

Swoją rolę w skuteczności redukowania tego gatunku mają też »pseudoekolodzy«. Poprzez kampanię na rzecz sztucznych futer spowodowali spadek popytu na skóry lisie, a tym samym spadek intensywności polowań na nie. Lisy stanowiąc konkurencję do pokarmu (a według danych naukowców z różnych krajów Europy niszczą do 50% młodych saren) nadmiernie liczne, roznoszą wściekliznę. Czy lis może zarazić wścieklizną rysia? W sytuacji braku pokarmu ryś, który upolował sarnę wraca do niej, bo upolowanie następnej nie jest takie proste. Tam spotyka lisa, który w normalnych warunkach by uciekł, lecz wściekły traci instynkt. Ryś, nastawiony na jego ucieczkę, niespodziewanie dla siebie jest przez lisa atakowany. Oczywiście lis jest bez szans, ale ugryziony przez niego ryś też zdycha. Jeśli jest to kotka giną też jej młode.

(…)
Nie wiem dlaczego nasi pseudoekolodzy występowali przeciwko noszeniu futer naturalnych, znacznie zdrowszych niż sztuczne. Jednocześnie spowodowali wzmożony popyt na sztuczne futra produkowane w fabrykach chemicznych, które przecież nie wzbogacają środowiska w tlen, lecz raczej są dla niego uciążliwe. Dzięki zaś naszym pseudoekologom ich rynki zbytu, a zatem i tempo produkcji, raczej wzrosty niż zmalały. Skutki wzrostu pogłowia popularnych zwierząt futerkowych są już, a będą wkrótce jeszcze bardziej, widoczne. Trzeba zdawać sobie sprawę, jakie złożone zależności funkcjonują w przyrodzie I skoro już popełniono jakieś błędy, których skutki są widoczne, należało by je jak najprędzej i póki można naprawić.
Darz Bór (źródło: http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2205,article,3767)

12185429_1531707393811812_5935718332168367402_o

W skrócie – zabijajmy lisy dla futra i w ten sposób ocalimy rysie. Juhu!

I pokazuje, iż w tym poglądzie wiele jest w tym nieprawdy i niewiedzy, na co odpowie za nas śp. Simona Kossak:

Teza o zjadaniu przez lisy 50% koźląt sarnich wyssana jest z palca. Zaś rozważania o wściekliźnie dotyczą wszystkiego: od myszy i nietoperza po kota domowego i człowieka. Jeśli coś się rozmnoży zdaniem przyrody nadmiernie, wybucha epizoocja ­pryszczyca, wścieklizna, grypa-hiszpanka, dżuma i cholera. (…) Jeżeli lisy stanowią tak niebotyczne zagrożenie m.in. dla sarniąt i rysi, to czemu koledzy myśliwi ich nie strzelają? Co im przeszkadza w szlachetnym dziele niesienia pomocy słodkim rysiaczkom (nota bene do niedawna z pasją tępionym jako drapieżniki razem z wilkami i ptactwem drapieżnym, właśnie za zjadanie biednych sarenek). Dlaczego czekają na wybuch wścieklizny? Brak zbytu na rude futra? Przecież mogą robić z nich sobie narzuty na tapczany w gabinetach, podbicia do swoich myśliwskich kurtek, mogą też zakopywać trupy do ziemi, jeśli ich nie lubią.

Z tego fragmentu artykułu wynika jedno: strzelamy dla trofeum, mięsa i futer, które można dobrze sprzedać. Jeśli zwierzak nie daje żadnej z tych korzyści, przestaje być interesujący dla kolegi myśliwego, który kocha rysie i sarenki. Natomiast winni są »pseudoekolodzy«, bo nie chcą nosić na plecach resztek padliny, najlepiej z bobra, kuny, gronostaja, rysia, foki, jaguara, popielicy, no i LISA. A powinniśmy się poświęcić i pomóc trochę myśliwym. Bylibyśmy wtedy ekologami już bez »pseudo«. (więcej: http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2205,article,3769)

12243126_1531707220478496_8756212868925746416_n

Wracając do meritum – Nie jest to jedyny przypadek. Drugi, znaleziony na forum myśliwskim brzmi tak:

Ale i tu pojawia się problem zbyt dużej ilości lisa. Rysie, które są reintrodukowane do puszczy piskiej są w słabej kondycji i w poszukiwaniu pożywienia zakradają się do kurników. A wszystko przez zbyt duży stan lisa który jest poważnym konkurentem dla tego pięknego kota, i jak na razie to lis wygrywa walkę o pożywienie. (http://media.lowiecki.pl/dziennik/forum.php?f=21&t=49892&numer=2119)

ryslis

Ciekawi mnie ilość przedstawicieli takich poglądów. Mam nadzieje, iż to faktycznie jednostkowe przypadki. Jeśli nie…

Kurde, szkoda mi tego rudzielca. Jak nie oskarżanie to zniszczenie populacji zwierzęcego drobiazgu (przede wszystkim łownego), to oskarżanie o wymieranie np. rysia na różne sposoby – a to zjadanie jego pokarmu czy zarażanie wścieklizną (jak wściekły – źle. Jak jest szczepiony – również źle).

Przy okazji, czy ta troska o rysia nie jest motywowana chęcią na ponowne polowania?”

ryslis2

Źródło: https://www.facebook.com/FrontAntylowiecki/posts/1531709497144935

Lisy kontra myśliwi

12107805_907797872643053_7315546001755716968_n
Do popełnienia niniejszego tekstu o takim tytule zainspirowały mnie wpisy człowieka podpisującego się KingKung na stronie facebookowej Front Antyłowiecki. Nie będzie to typowy opis naukowy z cyferkami, a raczej własne spostrzeżenia. Lis (vulpes vulpes) przez wielu postrzegany jako szkodnik,w gwarze łowieckiej zwany mykitą/mikitą, kojarzy się z takimi atrybutami jak chytrość, przebiegłość, spryt. Nie bez powodu. Psowaty drapieżnik nieraz dowiódł co potrafi,o czym przekonało się wielu gęsich pastuchów, w polowaniach lis potrafi osiągnąć taki kunszt, aby np. ”capnąć” gęś z pasącego się stada, jeśli teren pozwala tak aby pastuch ani pozostałe gęsi nawet tego nie zauważyły. Dawniej, gdy posadzki zabudowań gospodarskich były gliniane lub z bitej ziemi,potrafił podkopać się do kurnika po zdobycz. Jeżeli będzie miał wystarczająco czasu i nikt mu nie przeszkodzi, potrafi wydusić i wynieść wszystkie kury, sztuka po sztuce, które zakopuje nieopodal.

Rzadko kiedy jednak warunki pozwalały na taką akcję, zazwyczaj musiał umykać ze schwytaną kurą lub jej kawałkiem co sił w nogach, goniony przez podwórkowe burki. Ale co z naturalnym pokarmem ?

Zgodzę się, że przyroda nie zna pojęcia szkodnika,takie określenia tworzymy my, ludzie, by w imię jakichś swoich interesów w zgodzie z sumieniem móc prześladować dany gatunek. Bardzo lubię lisy, ale jeżeli zobaczę, że podkrada się w celu ukatrupienia jednej z moich kur, udaremnię mu to, bez zbędnego filozofowania. I nie zrobię tego z nienawiści do niego, lecz z troski o swój dobytek i życie innych zwierząt. Jeśli ktoś bardzo kocha wszystkie zwierzęta, może oczywiście lisy karmić własnym drobiem, nie mam nic przeciw.

12115532_907799345976239_4602250716741213679_n

„SZKODNIK” W AKCJI

W naturze poluje przede wszystkim na drobne gryzonie, takie polowanie jest jedną z najciekawszych technik polowań lisa do obserwacji. Cwaniak tkwi w pozycji przygotowanej do skoku i jeśli już słuchem namierzy mysz, daje sus i spadając przydusza łapami chwytając jednocześnie zębami. W takich polowaniach lis jest bardzo cierpliwy, a w technice dochodzi do perfekcji całe życie. Pisk myszy słyszy z odległości 100 m. Można takie lisie polowania oglądać na ścierniskach po skoszonych zbożach, warto wieczorem przysiąść sobie na tzw. ”balocie” ze słomy lub innym miejscu gdzie spodziewamy się rudzielca. Uwaga, przychodzą również koty Emotikon wink. Lis jest wszystkożernym drapieżnikiem o szerokiej specjalizacji, tak więc nie pogardzi jajami czy gniazdującym na ziemi ptakiem, bażanty, kuropatwy, zające, króliki, owady, płazy, okresowo w niewielkich ilościach także owoce. Na króliki poluje z zasiadki/czatu przed norą, kiedy królasy wyjdą na żer, wtedy skacze na jednego. Także ciekawe widowisko. Sporadycznie potrafią upolować kozlę sarny, są i doniesienia jakoby potrafił chwytać ryby czy raki. Padliną też nie gardzi. Lubią myśliwi mówić, że zastępują drapieżniki, regulują. Tylko czy ktokolwiek z nich poluje także na gryzonie, które u lisa sięgają nieraz ponad 90 % zdobyczy? Polemizowałbym więc, kto jest bardziej pożyteczny, o czym będzie dalej.

WIEKI PRZEŚLADOWAŃ

Od zawsze polowano nań dla futra, by się nimi odziewać, dziś nie ma to już żadnego uzasadnienia. Tępiono ze względu na rzeczywiste lub domniemane szkody, pamiętać musimy jednak że dawniej praktycznie nie stosowano ogrodzeń swoich włości, a drób chodził zawsze luzem przez większość dnia. To ułatwiało mu bardzo zadanie i przyczyniło się do negatywnej sławy tego drapieżnika.

12141661_907799885976185_7912518148119904004_n

WROGOWIE NATURALNI…

Myśliwi argumentują, że lis nie posiada wrogów naturalnych co do końca prawdą nie jest. Potrafi schwytać go wilk i ryś oraz gatunek który u nas ostatnio się pokazał – szakal złocisty. Sęk w tym, że lis potrafi zamieszkiwać każde środowisko, od pól po tereny rolnicze z zadrzewieniami, gęste bory, centra miast czy tereny bagienne, a jego wrogowie naturalni występują na nielicznych obszarach w kraju, regulacja z ich strony jest więc bardzo znikoma. Nawet jeśli z wrogami naturalnymi kiepsko, to nie świadczy o tym, że nie mają konkurencji, co pokazano na niektórych zdjęciach. Polemizować także można z rzekomą krwiożerczością, na zdjęciu lis odganiany przez żurawia, kozła, a ze śmiałków próbujących atakować bociany podczas sejmików zazwyczaj zostaje rudy kłąb kłaków.

CO Z TYMI SZCZEPIONKAMI?

Jest to ten właśnie główny czynnik który spowodował wzrost liczebności lisa. Wcześniej ich liczebność regulowała między innymi wścieklizna, której większość z nas tak się boi. Czy słusznie? Bardzo trudno w praktyce się nią zarazić, musi nas ugryzć zwierzę w ostatniej fazie choroby, które posiada pałeczki wirusa już w ślinie, a okres rozwoju choroby wynosi od 1 do 3 miesięcy. Nie przypuszczam by ktoś po lisim ugryzieniu nie zgłosił się natychmiast do lekarza, pamiętać trzeba jeszcze, że w tej ostatniej fazie choroby zwierzę cierpi, często ukrywa się i powoli dogorywa. Jeżeli ktoś się wtedy napatoczy, bywa że ugryzie choć nie jest to regułą. Dawniej wiejskie psy były wieczorami puszczane luzem, gdzie buszowały po okolicznych lasach, narażone na kontakt z lisami, przez co zdarzały się głośne przypadki przenoszenia tej choroby. Kąsały pasące się bydło. W dzisiejszej rzeczywistości takich sytuacji było by na pewno dużo mniej. Są ludzie którzy twierdzą, że strach przed wścieklizną jest wyolbrzymiony, a istota problemu sprowadza się do lobby szczepionkowego i firm które na tym zarabiają. Temat do zbadania, pozostaje pytanie otwarte – lepsza dla lisa śmierć od wścieklizny czy od kuli. Swoją drogą ciekawe, że królików chorujących na myksomatozę nikomu nie szkoda i nie zrzuca się im żadnych szczepionek.

12144771_907799945976179_354707210360061905_n

UDZIAŁ MYŚLIWYCH I SPOSOBY POLOWAŃ

Dotykamy teraz meritum sprawy, czyli zdania których od myśliwych Państwo nie uświadczą. Pierwsze liczebność i pomylony sposób sprawowania gospodarki łowieckiej miał wpływ na zachwianie delikatnych zależności wśród zwierzyny drobnej, w tym wzrost liczebności lisów. Spowodowali to myśliwi, którzy bez potrzeby, dla przyjemności tłukli setkami i dziesiątkami zwierzęta, które wielkiego znaczenia dla gospodarstwa łowieckiego nie mają, a które zabija się dla własnych korzyści czy przyjemności np. zająca na sławny pasztet. Króliki, zające, bażanty, kuropatwy, treściwy pokarm lisa, należący się mu, został przetrzebiony. Drapieżnikowi zaczęło brakować pokarmu,a jako wszechstronny i sprytny gatunek, chwytał co się dało i zaczęło wśród myśliwych funkcjonować pojęcie „za dużo” – za dużo lisów, bez zastanowienia się nad swoimi czynami i konsekwencją ich działań. W skrócie, pozbawiono lisa pokarmu, a potem wysnuto wniosek, że jest go za dużo, kiedy wykańczał pozostałe przy życiu sztuki. Nie na tym panowie powinna polegać racjonalna gospodarka. Dopóki zabijacie jednocześnie drapieżniki i ludziom mówicie, że to dla ochrony innych zwierząt, jednocześnie te same zwierzęta będące ofiarami owego drapieżnika zabijacie, tak nikt nie będzie waszego gadania traktował poważnie.

– Poluje się z zasiadki lub ambony, uprzednio używając zanęty. No i sławne już norowanie,jedno z najmniej etycznych poczynań myśliwych. Co mnie cieszy, sporo z nich sprzeciwia się tej metodzie polowania. W dużym skrócie – lis po to kopie norę, by miał schronienie w razie potrzeby, jest to jego azyl. Prześladowanie go tam to skrajne zdzierstwo ze strony człowieka, czy chcielibyśmy aby ktoś nas tak prześladował we własnym domu? Na takie okazje lisiura wykopuje sobie tzw. ślepe korytarze, gdzie wciska się tyłem i odgryza prześladującym go psom. Wiejski burek, który przypadkiem się zapędził nic mu w takiej sytuacji nie zrobi. Ale z dwoma czy trzema psami, które są przeszkolone, nie ma szans. Ginie we własnym domu, dla czyjegoś hobby… Nory dzielą czasem z borsukami, zamieszkując je jednocześnie. Śpią 8-9 godzin na dobę.

12088509_907799995976174_3804732780525912320_n

– Angielskie tradycyjne polowania konne, gdzie goni się ze zgrają psów…

– Polowanie na wabik – wyjaśniać zasad chyba nie muszę, ale budzi to mieszane moje uczucia, z wiadomych powodów. Sam wabię lisy w inny nieco sposób, na telefonie mam pisk myszy, kniazienie zająca, płacz królika czy krzyk bażanta. Wystarczy odtworzyć na głośniku, jeden lis nabiera się do kilku razy. Są to zwierzęta bardzo ciekawskie, zwłaszcza młode – nieraz miałem sytuację ,że lisek podszedł mnie siedzącego na stogu od od góry. Odwracam się a tu ciekawy łebek sobie zerka i węszy,jak rozpoznał wycofał się wcale nie spiesznie. Bardzo jest mi ich wtedy szkoda, bo myślę sobie czym przypłaciły by takie zachowanie gdyby trafiły na myśliwego.

– Kłusownicze norowania chłopskie – dawniej społeczność wiejska, jeśli lis był wyjątkowo dokuczliwy dla wszystkich, wyprawiała się z kundlami i łopatami na nory. Znalezione wyjścia zatykano kamieniami, i zależnie od pomysłu… rozpalano ognień i duszono dymem, strzelano karbidem lub płoszono dymem i zabijano te które podduszone wychodziły z nor. Przykre, ale prawdziwe.

Dożywają w naturze do 14 lat, natomiast obecnie myśliwi pozwalają im żyć najwyżej 2…

TO JAK W KOŃCU Z TYM SZKODNIKIEM ….

12108180_907800245976149_6736494201164542709_n

Podstawą diety lisa są gryzonie – kiedyś,kiedy domostwa i spichlerze były drewniane, znaczenie miał dla nas każdy gatunek żywiący się myszami. Obecnie w nowoczesnym budownictwie, gdzie gryzonie praktycznie nie mają dostępu, nie ma to aż takiego znaczenia. Jestem natomiast zdania, że głęboko nielogicznym jest uważanie zwierzęcia za szkodnika i prześladowanie go,przy jednoczesnym zabijaniu gatunków którymi on się żywi, co czynią myśliwi. Gatunki, które żadnych szkód nie robią, spełniają ważną rolę w łańcuchu pokarmowym dla innych zwierząt. Dopóki tak czynią wszelkie zapewnienia o regulacji i ochronie przyrody można między bajki włożyć. Ale cóż, pisał nam tu niedawno jeden z myśliwych „to skąd mam wziąć rosół?” – Ehh…

Drób hodujemy od kiedy pamiętam, kury, kaczki, bywały i perliczki. Przez 20 lat, straciliśmy przez lisa może 70 kur. Nie jest to duża strata dla gospodarstwa, jeśli się je rozmnaża. Wina też po części nasza, bo podwórze nie jest ogrodzone, za to latem otoczone z dwóch stron pszenicą, z 2 kukurydzą + zarośnięty bujną trawą sad, co znacznie ułatwia drapieżnikowi podkradnięcie się. Owszem, w chwili zdarzenia jest to przykre, ale nikt za nas nigdy nie miał zamiaru lisa zabić czy na niego polować. Uważaliśmy to za najzupełniej normalne, podobnie jak ataki jastrzębia. Jedyną przykrość jakiej doświadczał od nas lis to pogoń psów. Pamiętam jeszcze pierwszy widok tego zwierzęcia w wieku 5-6 lat, nocne wizyty na kompostowniku, gdzie nie reagował na ujadającego w kojcu psa, zerkał ostrożnie, ale robił swoje. Obserwowaliśmy z całą rodziną z zapartym tchem. Jednocześnie był tak czujny, że zdawał się słyszeć wypowiedziane szeptem słowo czy skrzypnięcie podłogi. Od tamtego czasu zachowanie lisów znacznie się zmieniło, widywałem je i w centrum dużego miasta. Nie są już tak płochliwe, gatunek synantropizuje się i uczy żyć w cieniu najgorszego swego wroga – człowieka. Szczęście większość nowych posesji jest już ogrodzonych, a ludzie potrafią też patrzeć na to zwierzę w kontekście podglądania jednej z tajemnic natury. Na pewno ma większe prawo do zajęcy, królików, kuropatw, bażantów niż samozwańczy pseudomiłośnik przyrody z piórkiem i strzelbą.

Przy okazji polecam zarówno przeciwnikom jak i myśliwym zdobycie i przeczytanie sobie takiej książki , wspaniałej opowieści o lisim życiu Bałabuszka, złoty lis Tytusa Karpowicza.

12065700_907800432642797_4935877502890656495_n

12119075_907800602642780_2935100508321944862_n

12106937_907800799309427_674287159120368066_n
Nie jest powiedziane, że mają w życiu łatwo. Ostatnie foto, w kontekście myśliwskich bajań o tym, jakoby atakował i zabijał dorosłe sarny. 

Myśliwska „miłość” do przyrody w praktyce.

11073330_808867622536079_5943666566422679505_n.jpg

Tak w praktyce wygląda „dbanie o przyrodę” i „miłość” do niej przez myśliwych. Sytuacje takie nazywają „pokotem” i są z nich bardzo dumni. Być dumnym z tego jak dużo się zabiło… bez komentarza. Następnie mówić innym, że to dla dobra i ochrony przyrody… no cóż, każdy ma swój świat i może niektórzy im uwierzą. Ale jeśli ktoś samodzielnie myśląc widzi rzeczy takimi jakie są, to jest już oszołomem i ekoz***em jak wtedy nas nazywają. Oczywiście myśliwi zasłaniają się tym, że mają tzw. limity odstrzałów i nikt nie może odstrzelić ponad ten limit, bo nakładane są surowe kary. Jak to w praktyce z tymi karami bywa, wiemy dobrze od tych, którzy to towarzystwo opuścili. Spójrzmy teraz na załączone obrazki z perspektywy dbania o przyrodę:

10951154_808867579202750_7501933932263201424_n

Klilkadziesiąt zabitych zajęcy szaraków. Które to aż takich szkód nie robią, bynajmniej szarak, który to jest gatunkiem stepowym, a żywi się roślinnością zielną i korzonkami, których w naszym kraju ma pod dostatkiem. Jedynie zimą może zgryzać pędy w sadach. Do czego zmierzam, wszystkie zastrzelone zwierzęta są naturalnym pokarmem lisa i z powodzeniem mogłyby taką przewidzianą im przez przyrodę rolę spełnić ale nie… musiały paść od kuli, bo ktoś ma takie hobby i jest to tradycja, a na ich nieszczęście zostały sklasyfikowane przez człowieka jako „łowne z okresem ochronnym”. Patrząc na leżące „pięknym” pokotem lisy i zające, nie jest to potrząsanie przyrodą, kpina z niej, gwałcenie jej praw? Co stoi na przeszkodzie zostawić króliki, bażanty, zające, lisy w spokoju, by zajęły się sobą z tym do czego je natura przeznaczyła? Dlatego nie uwierzę nigdy w żadne tłumaczenia myśliwych i osób z tym związanych. Widać wyraznie, że jest to zabijanie dla pospolitej rozrywki nie mającej żadnego dziś logicznego wytłumaczenia. Oczywiście od myśliwych usłyszymy, że „lis to szkodnik, a państwo nie mają pojęcia o gospodarce łowieckiej”. Gdyby myśliwi znali przyrodę tak jak utrzymują, wiedzieliby, że natura nie przewidziała czegoś takiego jak „szkodnik”. Tutaj każdy gatunek istnieje po coś, spełnia swoją rolę, utrzymuje przemądrą równowagę, którą powinniśmy starać się zrozumieć i w sensowny sposób jej dopomagać, a nie zaburzać. I sławna gospodarka łowiecka. Nikt nie powinien się poczuwać do tego, by las i wszystko co żyje w nim dziko podlegało czyjejkolwiek własności albo potrzebom regulacji. Jest to dobro i dziedzictwo wszystkich ludzi, o które powinniśmy dbać oraz szanować.

10982927_808867582536083_7873415605598726738_n

To dbanie przez obie strony rozumiane jest różnie, dla mnie to radość z obserwacji mieszkańców lasu w jak największej ciszy, dla innych mniemanie, że ktoś mu dał prawo kontrolować, regulować liczebność, zabijać. I naziści w obozach koncentracyjnych wpisywali w papierach, że oni tylko „gospodarują zasobami ludzkimi”. Czasem myśliwi próbują z innej beczki, tzw. prosty rachunek czyli od jednej lochy mamy w miocie 8 warchlaków, niech 4 będą samicami, to one w kolejnym roku będą mieć drugie tyle itd. Aż zaleje nas apokalipsa głodnych rozwścieczonych dzików które spustoszą nasze pola, wygonią nas z miast, splądrują markety… ehm. I ciekawi mnie tylko jedno. Czemu na przestrzeni setek lat, gdzie zwierzęta miały zdecydowaną przewagę liczebną nigdy to nie nastąpiło?! Ani nie następuje obecnie w miejscach i rezerwatach ścisłej ochrony gdzie nie strzela się zwierząt już ponad 50 lat… tym samym wszelkie bajeczki o zwierzęcej apokalipsie umierają śmiercią naturalną. Myśliwi zdaje się zapominają, że w selekcji naturalnej biorą udział nie tylko drapieżniki, które we własnym interesie wybili i robią to nadal tym które jeszcze przetrwały (lisy), ale także pogoda, choroby, osłabienie, a w dzisiejszych czasach także brak dostatecznej ilości siedlisk, pokarmu. Twarze zostały zamazane, natomiast gwarantuje, że widnieje na nich błoga radość, duma i zadowolenie… z czego? Zapytajmy myśliwych.

11067448_808867589202749_3113631334757599048_n