Totalna kompromitacja myśliwych – „Słusznie zrobią z nas psychopatów!”

Do sieci przedostaje się bulwersujący film, na którym myśliwi „dają wyraz tradycji” mażąc się krwią, dowcipkując i przeklinając pośród zwłok zabitych zwierząt. Nagranie pierwotnie pojawia się na jednej z grup myśliwskich, przy czym wszyscy łącznie z rzecznik PZŁ na czele krzyczą, aby żenujący materiał usunąć. Z pomocą przybywa dzielna administratorka, video zostaje skasowane. Uff, co za ulga! Udało się. Albowiem koledzy i koleżanki wszyscy wiemy jak jest, ale pewnych rzeczy lepiej nie publikować, aby nie szargać dobrego imienia łowiectwa. Niestety – film zostaje opublikowany na jednej ze stron antyłowieckich, szybko zyskuje tysiące udostępnień i odbija się szerokim skandalem w mediach. Potem jest już tylko śmieszniej. Skompromitowane PZŁ wydaje oświadczenie, w którym potępia zarówno zachowania tamtych myśliwych jak i stwierdza, że zachowania te nie mają z łowiectwem nic wspólnego. Grozi im też postępowaniem dyscyplinarnym. A szeregowi myśliwi turlają się ze śmiechu, że zarząd ugiął się pod naporem społecznej krytyki, bo przecież nic oburzającego na tym nagraniu nie zaszło.

DSC433N0164

Kolejny odcinek z serii: „Nie wstydźmy się swej łowieckiej pasji, ale nie wrzucajmy do sieci straszniejszych dla oka rzeczy, bo ekologi nas dojadą”.

Kilka dni temu, na zamkniętej grupie facebookowej „Rozmowy na Ambonie” ktoś wrzucił filmik z chrztu myśliwskiego. Jak wygląda taki chrzest?

„Myśliwy z odkrytą głową klęka na lewym kolanie (…). Podczas chrztu wszyscy myśliwi uczestniczący w ceremonii przyjmują postawę stojącą oraz zdejmują nakrycia głowy (za wyjątkiem myśliwego dokonującego chrztu), trzymając je w lewej ręce.

Celebrujący nożem myśliwskim lub palcem znaczy czoło myśliwego chrzczonego farbą (krwią – przyp. cytującego) zwierzyny (przy drapieżnikach czyni to symbolicznie)”

Źródło: https://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=5&_Lang=de&_C=C_DZIALY.KULTURA.ZWYCZAJE_I_CEREMONIALY.CHRZEST&_rC=C_DZIALY.KULTURA&_CheckSum=413198286

Więcej pisaliśmy w I części opisującej absurdy myśliwskich tradycji:

Tradycje łowieckie. W oparach absurdu.

Grupa „Rozmowy na Ambonie” opisuje się tak „Grupa »Rozmowy na Ambonie« ma na celu ukazanie etycznego myślistwa co dąży do przedstawienia go w dobrym świetle.” Administratorka tej grupy wyznaje dość specyficzne podejście do kwestii zasad etyki myśliwskiej, a może nawet wcale nie takie rzadkie… W każdym razie zawrzeć można je w sławnym już zdaniu Koledzy wszyscy wiemy jak jest, ale nie zamieszczajcie w sieci tego i owego, bo „zieloni” i tak nie zrozumieją naszej wspaniałej pasji. To specyficzne podejście  zakłada więc promowanie łowiectwa poprzez zwyczajne kłamstwo, na zasadzie nie pokazujmy jak bardzo jesteśmy porąbani, bo ludzie i tak nie zrozumieją… Ale najbardziej szokującym jest fakt, że myśliwi za „sprzeczne z etyką” uważają nie swoje spaczone zachowania, a po prostu ich publikację… Screeny poniżej pozwolą w pełni zrozumieć mechanizm jaki zadziałał w przypadku omawianego filmu.

23316433_1893620427620505_3381582506926283291_n

23172555_1893620564287158_645610911952514367_n

Dalej opis idzie tak: „W tych czasach a dokładnie w przeciągu kilku lat temat myślistwa się ciągnie nieustannie co sprawiło,że opinia społeczeństwa nie jest zadawalajaca.
Grupa pragnie przedstwić dobre atuty myślistwa bo tylko takie istnieją (hahahahahaha! – przyp. red.) lecz ludzie o tym nie wiedzą i właśnie chcemy takie osoby także poinformować, nauczyć, wytłumaczyć.” – nom. Udało się ukazanie etycznego myślistwa i jego dobrych atutów .

Ponieważ na rzeczonym filmie uchachani myśliwi po kolei wsadzają łapy w wnętrzności dzika i smarują krwią pasowanego fryca na całą twarz (eeewwww…), śmiejąc się, że owy fryc wygląda jak Indianin. Przy tym wulgarne żarty, śmiechy i przekleństwa miotane nad zwłokami zwierzęcia, któremu ten smieszny ceremoniał ma rzekomo ”oddać hołd”.  Trza mieć na uwadze, że krwi nie można zmyć do końca dnia i potem tacy umorusani nemrodzi niezbadaną krwią chodzą po różnych miejscach, w tym hodowlach i roznoszą nie wiadomo co. A potem krzyk, że trzeba walczyć z ASF i eliminować dziki.  www.facebook.com/trojmiasto.przeciw.mysliwym/videos/1890359011292326/

I w „Rozmowach na Ambonie” zawrzało wśród braci łowieckiej. Widząc jak temu nagraniu daleko od etyki, wzniosłości, dumy i innych patetycznych słówek nt. łowiectwa, udzielający się tam myśliwi wrzeszczeli, żeby jak najszybciej usunąć, bo zieloni będą mieć używanie. Szczególnie, że nie raz i nie dwa zdarzały wycieki z zamkniętych grup facebookowych o tematyce myśliwskiej trafiające na profile, których PZŁ wolałby nie widzieć. Większość screenów facebookowych, które m.in. umieszczamy w naszych artykułach pochodzi właśnie z takich zamkniętych grup. Często pokazujące łowiectwo od tej mniej przyjemnej strony, bez ślicznego opakowania, w którym opchnie się nieświadomym ludziom.

22852184_1890366171291610_2324897036981566433_n

Raz opublikowaliśmy zdjęcie jak pies myśliwski trzyma w zębach żywego bażanta i bardziej myśliwi się przejęli, że pseudoekolodzy zrobią dym:  https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/10/16/mysliwi-znecaja-sie-nad-zywymi-bazantami-strzelanie-przy-podsypach/

Tu było podobnie. Więc nic dziwnego, że myśliwi panikują przy zamieszczanych potencjalnych kontrowersyjnych materiałach, a przy przyjmowaniu nowych członków do takich grup prowadzi się silną selekcję.

Film został usunięty, myśliwi odetchnęli z ulgą, że żaden eko-kret nie wykradł.

22886269_1890366221291605_5962940117771420465_n

Jak to mówią… nie chwal przed zachodem słońca. Trójmiasto Przeciw Myśliwym opublikowało ten film na swym wallu, edukując o tym jak wygląda prawdziwe i etyczne łowiectwo od kuchni :). Do bonusu dodało dwa powyższe zrzuty z dyskusji. Wyobrażam sobie tych wszystkich użytkowników oddychających z ulgą, kiedy na widok zreuploadowanego filmu krzyczą siarczyste Nooo!!! jak Darth Vader w „Zemście Sithów” ☺.

Nagranie zrobiło furorę. Prawie 2 tys. udostępnień na Facebooku, wzmianka na o2.pl, Gazeta Wyborcza także podłapała temat, a jakby tego było mało – TVN nagłośnił w telewizji . To musiało zaboleć środowisko myśliwych.

http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,22592070,kreslili-znak-krzyza-na-twarzy-krwia-rozcietego-zwierzecia.html

https://www.o2.pl/artykul/pasowanie-na-mysliwego-trafilo-do-sieci-malowali-twarz-kolegi-krwia-zwierzecia-6183171210692737a

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22593006,makabryczne-pasowanie-na-mysliwego-malowali-twarz-kolegi.html

https://fakty.tvn24.pl/fakty-po-poludniu,96/oburzajacy-film-z-pasowania-na-mysliwego,786734.html

https://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/mysliwi-mazali-sie-krwia-zwierzat-ks-boniecki-cos-chorego,787103.html

http://www.lubin.pl/%EF%BB%BFskandal-na-polowaniu/

https://oko.press/zabijam-wiec-makabryczny-film-polowania-czyli-o-czym-polski-zwiazek-lowiecki-woli-milczec/ (dodane 08.11.2017)

I to konkretnie. Skompromitowana administrator „Rozmów na Ambonie” zrezygnowała z swej funkcji, a sama grupa chyba przestała istnieć albo zmieniła nazwę, ponieważ jak wpisałem w wyszukiwarce (celem zrobienia screena w/w opisu) to wyskakuje mi publiczny fanpage. Oj, nie udało się ukazanie etycznego myślistwa i przedstawienie go w dobrym świetle :D.

Dalej było jeszcze lepiej. PZŁ bardzo spanikował i gdy film znalazł nowe życie w anty-myśliwskich mediach, zostało opublikowanie oświadczenie, w którym wynika, że feralny film został zarchiwizowany i oceniany negatywnie przez Komisję Kultury ORŁ w Legnicy, a jego bohaterowie zostali zidentyfikowani jako koło łowieckie w Legnicy i będą mieli postępowanie dyscyplinarne (https://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=11&_RowID=1474&newser=no&_Lang=pl&_CheckSum=371192506).

pismol pzl

I tu pojawia się małe „ale”. Front Antyłowiecki słusznie kmini, że to zasłona dymna w celu uspokojenia opinii publicznej, a środowisko myśliwskie jest czym innym oburzone. Cyt.:

„Chociaż podejrzewam, że rzecznik sprawą się nie zajęłaby, gdyby nie ogromny smród na polu publicznym. Myślicie, że to jakiś jednostkowy przypadek, a inne ceremonie z pasowania na rycerza św. Huberta są mniej krwawe? Rzecznik PZŁ może pisać, że Komisja negatywnie określiła zachowanie z filmiku i wyciągnie konsekwencje, ale sorry – zbyt dużo naczytałem reportaży z Dziennika Łowieckiego, by uwierzyć w dobre intencje. Prawda może być taka, że władze najwyżej pogrożą paluszkiem i większych konsekwencji nie będzie, bo komu będzie się chciało sprawdzić jak jest naprawdę?

I jeden z komentujących pod postem PZŁ pyta się, czemu cyt.  »Dlaczego chronimy podświadomie to koło? Może warto podać jego nazwę?«. No właśnie, gardzimy kołem czarnych owiec, ale nie mówimy kto, bo…?”

No właśnie. Rzecznik PZŁ wcześniej krzyczała, że „wezmą nas za psychopatów”, a film usunięto mając nadzieję, że tym razem ohydne praktyki kolegów po lufie nie ujrzą światła dziennego, a sprawę zamiecie się pod dywan. Ale gdy mleko krew się wylała, to trzeba zmienić taktykę, że to nie ma nic wspólnego z tradycją i łowiectwem. Tym bardziej śmieszy reakcja PZŁ, które wydało oświadczenie jak to bardzo potępiają zachowania swoich kolegów dopiero po tym gdy rozpętała się medialna burza. Co ciekawe i najzabawniejsze, sami myśliwi natrząsają się i dowcipkują z reakcji władz związku, które to próbuje ratować sytuację świstkiem, pod naporem społecznej krytyki. Mało tego, sporo myśliwych w komentarzach twierdzi, że na nagraniu nic takiego nie zaszło, że to normalne, o co w ogóle cały krzyk itp. Inni otwarcie szydzą z PZŁu twierdząc, że rzecznik dyscyplinarny może im naskoczyć, bo żaden przepis prawa łowieckiego ani punkt „etyki” nie został złamany.

Screenshot - 2017-10-31 , 23_19_04

Screenshot - 2017-10-31 , 23_18_31

Screenshot - 2017-10-31 , 23_21_00

Screenshot - 2017-11-02 , 12_00_37

Fakt faktem, że reakcja myśliwych na osi czasu PZŁ mówi znów wiele o całym środowisku… Zresztą pamiętam moment, kiedy pani rzecznik płakała jak to mogą przeprowadzać szkolenia wizerunkowe i pouczać myśliwych jak mają zachowywać się w mediach i co wolno wstawiać do sieci, a „nasi myśliwi i tak pokażą co potrafią”.

Screenshot - 2017-10-31 , 23_33_58Screenshot - 2017-10-31 , 23_32_29Screenshot - 2017-10-31 , 23_31_10Screenshot - 2017-10-31 , 23_29_32Screenshot - 2017-10-31 , 23_23_15Screenshot - 2017-10-31 , 23_26_43Screenshot - 2017-10-31 , 23_28_44
23163527_491867427848078_884960183_n
Mirosław J.  to ten sam słynny ”czak noris” z Puszczy Białowieskiej, który zasłynął z agresji i brutalności podczas pacyfikacji strajkujących w Puszczy. Na ramieniu nosił wtedy naszywkę z napisem ”Śmierć wrogom ojczyzny” za co został oddelegowany z rejonu Białowieży. Sprawa również odbiła się szerokim echem w mediach. Teraz widać został specjalistą od prawa łowieckiego i etyki… 

I wiecie co jest jeszcze w tym żałosne? Ostatnio ciągle opinia publiczna ma powody do gniewania na PZŁ:

W Żernicy grupa myśliwych została przyłapana przez innego myśliwego na oskórowaniu skłusowanej wcześniej wilczycy. (http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html).

Niedawno skazano myśliwego, który faszerował mięso nadziewane haczykami, celem kłusownictwa na wielkich drapieżnikach (http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-10-04/mysliwy-oskarzany-o-usmiercanie-dzikich-zwierzat-zostal-ukarany-wieszal-w-lesie-mieso-naszpikowane-haczykami/).

I ostatnia sprawa, gdzie myśliwy zastrzelił osobę postronną myląc z dzikiem i nawet nie poszedł siedzieć do więzienia, bo dostał tylko zawiasy (https://www.tvn24.pl/wroclaw,44/myslal-ze-strzela-do-dzika-zabil-czlowieka-mysliwy-uslyszal-wyrok,782057.html).

Co łączy te sprawy? Do tej pory nie wiadomo jakie wobec nich konsekwencje wyciągnął PZŁ. Żadnego pisma, oświadczenia, posta na Facebooku. W przypadku myśliwych od zabitego wilka PZŁ tłumaczył, że zawiesi ich członkostwo dopiero, gdy będzie po wyroku sądowym. Wyrok był kilka miesęcy temu, ale jakichś informacji ni widu, ni słychu (AKTUALIZACJA 07.09.2017: Wyrok do dziś był nieprawomocny, a wedle słów rzecznik PZŁ skazani stracili członkostwo, jednak mimo zapowiedzi nadal brak oficjalnego dokumentu). Tak samo z dwiema sprawami. Zero oficjalnego oświadczenia ze strony władz Polskiego Związku Łowieckiego. A w przypadku tego nieszczęsnego filmu to szybcikiem opublikowano sprostowania i mydlenie oczu w sprawie, która poza niesmaczną oprawą nie łamie jakichś przepisów prawa łowieckiego, na pewno to nie jest jedyne koło łowieckie z takim… brakiem etyki, większość strony pro-myśliwskiej wzrusza ramionami i szczerze mówiąc, w porównaniu z innymi występkami myśliwych to małe miki.

Co do samej tradycji… Gdyby Polski Związek Łowiecki chciałby faktycznie dbać o swój wizerunek, to poszedłby z duchem czasu i dostosował do aktualnego rozwoju społecznego i z tej tradycji zrezygnował albo zmodyfikował ją, by nikt nie był urażony czy zniesmaczony (np. pasowanie na myśliwego/chrzest bez krwi i jedynie symboliczne ruchy ręką/kordelasem). Albo mieć jaja i pokazywać całe łowiectwo z jego całym bagażem, także z tym niewygodnym dla oka. Inaczej zawsze jest groza, że strona przeciwna wykorzysta to przeciw myśliwym. No, ale ja tylko jestem głupim ekooszołomem, co siedzi przed komputerkiem i pewnie się mylę. Oraz nie rozumiem pięknych tradycji 😛

I można by się śmiać, gdyby nie fakt, że tego typu wyczyny uważane są w środowisku łowieckim, za normalne, wyraz jakiejś „świętej” tradycji co do której na forum publicznym gęby mają wypełnione patetycznym bełkotem. Jednak jedyne o co się martwią, to aby nie pokazać tej wspaniałej tradycji postronnym ludziom jak to w istocie wygląda, bo „słusznie wezmą nas za psychopatów”. Ogrom przykładów hipokryzji myśliwych, poziom zakłamania, jaki ujawnił się podczas redagowania przez nas tej sprawy, przebił chyba wszystko co do tej pory było. No, ale jako że nie mamy większego pojęcia o łowiectwie to pewnie myśliwi jeszcze nie raz nas zaskoczą :). A zakończmy może naszym ulubionym już, nieśmiertelnym cytatem pani rzecznik PZŁ, która to nie ma już siły odkręcać głupoty swoich członków… My też nie mamy… Ale staramy się z całych sił wspierać panią rzecznik w walce o dobre imię łowiectwa i zwalczanie zachowań szkalujących jego godność.

15825913_1738406566475226_386930601117594171_n
Dla jasności – Ta wypowiedź dotyczyła innego kompromitującego materiału, na którym myśliwi w chamski, buracki, prostacki i wulgarny sposób odnosili się do dziennikarzy z Interwencji. ”Szkolenie antyburackie”  – bardzo dobry pomysł! A, że wstyd aż interweniować? Ojej…

27

4334433

12189567_1027092814022359_2493674803985213505_n

 

Reklamy

Dlaczego łowiectwo powinno być zabronione? Wywiad z Hanną Mamzer

Dziś naszym gościem była dr hab. Hanna Mamzer. Hanna zajmuje się naukami humanistycznymi, oraz jest psychologiem i socjologiem w stopniu profesora na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Prezes lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, oraz członkini Polskiego Towarzystwa Etycznego, a także Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach, wyjaśni dlaczego sprzeciwia się polowaniom.

MyElmas

NPRM: Jak to się stało, że jesteś przeciwniczką łowiectwa? Czy wydarzyło się coś szczególnego? Myśliwi nie przekonują Cię swoimi argumentami?

Hanna Mamzer: Jestem zwolenniczką niezabijania zwierząt. W ogóle. W związku z tym staram się dbać o to, żeby się do ich zabijania przyczyniać się w jak najmniejszym stopniu: nie jem mięsa, ryb, nabiału, unikam wyrobów pochodzenia zwierzęcego, nie zgadzam się na zabijanie zwierząt. Potępiam łowiectwo. Nie stosuję trucizn, ani śmiertelnych pułapek na zwierzęta.

NPRM: Czym zajmujesz się zawodowo?

Hanna Mamzer: Jestem psychologiem, socjologiem i pracuję na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na stanowisku profesora. Jestem też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Współpracuję z fundacjami i organizacjami pro zwierzęcymi, promującymi empatyczne podejście do zwierząt. Prowadzę szkolenia i wykłady z zakresu kompetencji miękkich i różnic kulturowych (przez wiele lat osią główną moich zainteresowań była wielokulturowość). Jestem też prezesem lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, członkinią Polskiego Towarzystwa Etycznego oraz Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach. Poza tym prowadzę dom tymczasowy dla psów.

NPRM: Łowiectwo niewątpliwie miało wkład w rozwój naszej cywilizacji i przyczyniło się do jej obecnego kształtu. Jak ocenisz ten wpływ. Jak widzisz jego rolę w XXI wieku?

Hanna Mamzer: O wpływ łowiectwa na rozwój ludzkiej cywilizacji bardziej należałoby zapytać historyków. Ja – jako socjolog- mogę powiedzieć, że w XXI wieku, w społeczeństwach ponowoczesnych, nie ma potrzeby polowania na zwierzęta, żeby zdobyć jedzenie (pomijam, że człowiek w ogóle nie musi jeść mięsa, żeby żyć). Nie przekonują mnie argumenty o konieczności redukcji pogłowia jakichkolwiek zwierząt- można zamiast zabijać, zadbać o to, żeby się nie rozmnażały (np. podając środki antykoncepcyjne). Jeśli więc łowiectwo nie jest potrzebne ani do zdobywania pożywienia, ani do regulowania pogłowia, to nie widzę dla niego żadnego racjonalnego uzasadnienia. Jeśli ktoś mówi, że to sport – to jako dyplomowany psycholog z całą odpowiedzialnością twierdzę, że to nie jest zachowanie mieszczące się w psychologicznej normie. Tradycje, przynależność do grupy, rytuały i kontakt z przyrodą- wszystko to można zrealizować w sposób inny, niż przez polowanie.

NPRM: Co sądzisz o udziale dzieci w polowaniach?

Hanna Mamzer: Znów – pisząc jako psycholog, uważam, że jest to zupełnie zbędne, a wręcz szkodliwe. Eksperymenty Alberta Bandury z lat 60tych dwudziestego stulecia i jego koncepcja społecznego uczenia się, jednoznacznie wskazują, że dzieci nie tylko naśladują agresywne zachowania dorosłych, ale tworzą nowe formy agresywnych zachowań. Nie widzę sensu wzmacniania takich postaw w dzieciach. Udział dzieci w polowaniach zagłusza ich naturalne empatyczne nastawienie do istot żywych. Argument zarobkowania też mnie nie przekonuje, bo w XXI wieku dzieci powinny się bawić i uczyć, a zarabiać na nie powinni ich rodzice, którzy są za nie odpowiedzialni, także materialnie.

14680815_1288082374570589_5876669168366333875_o

NPRM: Co myślisz o przedstawianiu dzieciom wzorca bohatera – myśliwego (z którym mogą się utożsamiać). Czy to nie odziera to dzieci z niewinnego, czystego podejścia do natury? Myśliwi uważają, że ucząc dzieciaki łowiectwa zaszczepiają im prawidłowe podejście do natury, oraz tzw, „zaradność”.

Hanna Mamzer: Uważam, że zaradności należy uczyć inaczej niż przez agresję- nie wiem jakiego rodzaju problem dziecko miałoby umieć rozwiązywać dzięki takiej socjalizacji. Dzisiaj potrzebujemy rozwiniętych zdolności komunikacyjnych, kompetencji miękkich: empatii, asertywności, umiejętności negocjacji: nigdzie tu się nie mówi o agresji, a już tym bardziej o zabijaniu. W XXI wieku zaradność nie ma charakteru „strzelania z łuku”. Oznacza całkiem inny zestaw umiejętności. Słowo bohater ma pochodzenie irańskie – bahadur – mężny, atleta itp., lub węgierskie bátor – dzielny, stąd przydomek króla Stefana Batorego, był to tytuł nadawany za poświęcenie dla innych ludzi, a nie za zabijanie zwierząt i polowanie.

NPRM: Jesteś też pedagogiem, wykładowcą. Myśliwi często przybywają do szkół w celu prowadzenia zajęć edukacyjnych na temat przyrody, pokazują dzieciom trofea, skóry, czaszki, zabierają do paśników, organizują ogniska, czy zbieranie kasztanów lub żołędzi dla zwierząt. Opowiadają im o zwyczajach zwierzaków i gospodarce łowieckiej. Co myślisz o prowadzeniu przez nich takich zajęć i czemu mają one służyć?

Hanna: Ja wykładam w szkole wyższej, do nas myśliwi nie docierają. Tego rodzaju działalność ma po prostu charakter PRowy i indoktrynacyjny. Jest w mojej ocenie nieetyczna: no chyba, że mówi się też o zabijaniu zwierząt, sposobach skórowania itd. To oczywiście sarkastyczne- ale jeśli takie treści są pomijane, to pytanie – dlaczego?

2MyMarko

NPRM: Podobno wspierasz lokalne grupy blokujące polowania zbiorowe. Oprócz oczywistego ratowania zwierząt na jakiś czas, co według Ciebie dają takie akcje?

Hanna: Nie miałam okazji wspierać takich grup, ale z nimi silnie sympatyzuję. Uważam, że jest to wspaniała forma oporu społecznego wobec praktyk, które nie są społecznie akceptowane- myślistwo akceptuje jedynie 10 % badanych (tak mówi sama rzeczniczka PZŁ). Są to formy oporu nieagresywne, twórcze (jak na przykład blokowanie polowań przez aktywistów przebranych za grzybiarki w nadleśnictwie Bircza), zainspirowane takimi działaniami jak wystąpienia Gwen Barter już z 1962 roku (reprezentującej Hunt Saboteurs Assotiation). Tego rodzaju działania pozwalają nagłośnić niechęć opinii publicznej do polowań. Promuję je mówiąc o nich na konferencjach- na przykład w kontekście zaangażowania obywatelskiego. Na jednej z ostatnich konferencji- w maju tego roku, mówiłam o tych protestach w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego- wielu słuchaczy nie wiedziało, że takie akcje są realizowane- a więc moje popularyzatorskie wystąpienia mają sens.

NPRM: Jeden z byłych myśliwych, z którym rozmawialiśmy ostatnio, uważa, że regulacja pogłowia dużych zwierząt łownych jest konieczna. Zgadzamy się z tym. Jednak jakie alternatywne wobec odstrzału, metody regulacji populacji zwierząt zastosowałabyś?

Hanna: Już wspomniałam wyżej – antykoncepcja. Po drugie- w latach 1968-1972 John Calhoun zrealizował eksperyment na szczurach – zamknięta w stodole populacja, miała stworzone idealne warunki do rozrodu i nie było tam żadnych wrogów naturalnych. Okazało się, że gdy populacja osiągnęła zbyt dużą liczebność, uruchomiły się oddolne mechanizmy regulacyjne skoncentrowane wokół rozrodu, które ten rozród po prostu ograniczyły (u szczurów zaobserwowano zniesienie rytuałów kopulacyjnych, samice nie budowały gniazd, nasiliła się wewnątrzgatunkowa agresja- także samców wobec samic i samic wobec potomstwa). Wszystko to doprowadziło do zmniejszenia populacji- wtedy wszystkie te „patologie” zniknęły i populacja zachowywała się „normalnie”. Eksperyment ten pokazał zdolność populacji do samoregulacji.

NPRM: Co według Ciebie należało by zmienić w dzisiejszym polskim łowiectwie, i dlaczego?

Hanna Mamzer: Uważam, że powinno być zabronione. Argumenty podałam powyżej.

NPRM: Twoje obszary zainteresowań badawczych, to między innymi zwierzęta. Możesz to rozwinąć?

Hanna: Tak- ostatnio zajmuję się coraz więcej relacjami ludzi i innych zwierząt. Doszłam do tego punktu, tak samo jak znany filozof polityczny z kanady- Will Kymlicka. Zajmował się on przez lata mniejszościami etnicznymi i proponowaniem polityki równouprawnienia tych mniejszości. Zwierzęta dzisiaj traktujemy jako ostatnią kategorię społeczna podmiotów eksploatowanych przez ludzi. Przestaliśmy eksploatować niewolników, kobiety, mniejszości etniczne, religijne i seksualne. Eksploatujemy jeszcze zwierzęta. Liczę, że to się za mojego życia skończy.

NPRM: Inny obszar Twoich badań z zakresu psychologii społecznej to między innymi „agresja i konformizm”. Ma to jakieś powiązanie z zainteresowaniami związanymi z zabijaniem zwierząt jako weekendowego hobby wśród myśliwych? Czy po prostu jest im wygodniej żyć zgodnie z ideałami w jakich zostali wychowani? Bo przecież poglądy i podejście zmienić można, czego dowodem są myśliwi będący dziś po stronie obrońców praw zwierząt.

Hanna: Interpretowałabym to inaczej- agresja i konformizm to społeczne formy zachowania zwierząt stadnych. Pełnią funkcje biologiczne, pozwalają na zrealizowanie konkretnych celów. Człowiek wykształcił sobie narzędzie o charakterze nadrzędnym- kulturę. Nie musi być agresywny, żeby zachować miejsce w grupie i nie musi być konformistą, żeby być bezpiecznym. Agresja i konformizm, jak i wiele innych zachowań społecznych pełnia konkretne funkcje- u człowieka te funkcje mogą być realizowane przez wspomnianą kulturę.

Dziś polować nie musimy. Nie ma ku temu żadnej racjonalnej potrzeby. Uprawy rolnicze tak jak i leśne można chronić przed zwierzętami na wiele rozmaitych sposobów, oraz odstraszać. Dzisiejsze łowiectwo służy tylko wąskiej grupie hobbystów, pozostałe 35 mln Polaków nie poluje, a świat dalej się kręci.

NPRM: Dziękujemy za tą interesującą rozmowę. Dowiedzieliśmy się zatem, że łowiectwo nie ma prawa bytu we współczesnym świecie, nastawionym na rozwój, empatię, świadomość, pokój i twórczą współpracę. Tak jak to wynika z Twojej wypowiedzi, dziś aby przetrwać nie potrzebujemy umiejętności zabijania, patroszenia, sprawiania tuszy czy też propagowania kultury łowieckiej. Trudno się też z Tobą nie zgodzić, co do zupełnej zbędności łowiectwa w dzisiejszym świecie. Przy wdrożeniu wszelkich alternatywnych metod zarządzania populacjami dzikich zwierząt, licznych sposobach zabezpieczania upraw i odstraszania, jawi się nam ono jako całkowicie nie potrzebne – chyba, że nielicznej grupie , która z krzywdzenia zwierząt uczyniła sobie sposób na dostarczanie radosnych emocji oraz wypracowała taki styl życia.

Czytaj też: Współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć – Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim. Interesujące wypowiedzi leśnika oraz byłego myśliwego.

1MyEmre

Na stronie Mamzer.pl można skorzystać ze szkoleń z zakresu obejmującego różnice kulturowe i komunikację, a także doradztwa w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi. 

Postulaty i cele społecznej kampanii informacyjnej ”Nie podaję ręki myśliwym”.

17035179_1822506521333240_20141154279_n-1

Co i dlaczego.

Jak każda grupa, której leży na sercu dobrostan zwierzyny, racjonalność działań, bezpieczeństwo polowań, forsujemy proponowane przez nas zmiany do ustawy Prawo Łowieckie. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Nasza działalność opiera się w pierwotnym założeniu przede wszystkim na informacyjnej. Poprzez kontrowersyjną nazwę staramy się przyciągnąć jak największą liczbę osób, i dzięki naszym stronom oraz zawartym publikacjom informować, o absurdach gospodarki łowieckiej, a także wykroczeniach popełnianych przez myśliwych.

Celami działania Społecznej kampanii informacyjnej Nie podaję ręki myśliwym są:

Edukacja przyrodnicza i ekologiczna, z naciskiem na wybrane zagadnienia gospodarki łowieckiej z uwzględnieniem wszystkich możliwych konsekwencji tych działań, dla środowiska i rolnictwa.

Propagowanie rzetelnej wiedzy o łowiectwie – z wszystkimi aspektami pomijanymi, przemilczanymi czy ukrywanymi przez społeczność myśliwską.
Walka z tzw, ‘’Mitologią łowiecką’’ (dokarmianie, selekcja, zabijanie ‘’tylko starych i chorych osobników’’, ‘’zwierzę ginie tylko od jednego strzału’’ etc.)

Publikowanie wszelkich przypadków złamania oraz nie przestrzegania prawa łowieckiego , przestępstw i nadużyć w tym zakresie , kłusownictwa,  czynów zabronionych, znęcania nad zwierzętami noszącymi znamiona okrucieństwa z premedytacją, dokonywanych przez myśliwych.

Informacja odnośnie rzeczywistych motywów działań myśliwych promowanych jako ‘’ochrona środowiska’’, a będących jedynie przykrywką pod interes własny, np. hodowla oraz introdukcja bażanta, do celów polowań, danieli, itd.

Promocja łowiectwa i dbanie o jego dobre imię, poprzez nagłaśnianie pojawiających zachowań kłusowniczych, przestępczych, sprzecznych z etyką myśliwską, tak, by umożliwić organom PZŁ reakcję, napiętnowanie i wykluczenie ze swojego środowiska osób dopuszczających się takich czynów.

Postulaty kampanii :

1. Skreślenie zająca z listy zwierząt łownych.

– Zając posiada w naszym ekosystemie wielu wrogów naturalnych. Nie ma żadnej potrzeby regulacji jego liczebności. Polują na niego ziemne oraz lotne drapieżniki, jest wrażliwy na opryski oraz zmiany w rolnictwie, jak i czynniki pogodowe. Na przestrzeni lat populacja zająca uległa drastycznemu spadkowi, między innymi dlatego, że w szczytowych sezonach łowieckich ubijano rocznie około miliona sztuk, a także odławiano 100 tysięcy na eksport. Strona łowiecka argumentuje, że zajmuje się programem odbudowy populacji zająca, czyli hoduje i wypuszcza do siedlisk. Czyni to jednak we własnym interesie, w celu urozmaicenia późniejszych polowań.  Jeśli myśliwi rzeczywiście chcą pomagać zającowi bezinteresownie, mogą to robić nadal, po wyłączeniu tego gatunku z listy łownych, lub nałożeniu czasowego moratorium.  (….)

2. Zakaz dokarmiania dzikich zwierząt płodami rolnymi i ograniczenie zwierzętom dostępu do upraw, by przeciwdziałać ewentualnym szkodom.  Edukacja rolników w zakresie szkodliwych działań kół łowieckich, sprzecznych z interesem działalności rolniczej. (Hodowla zwierzyny w stanie dzikim na terenach rolniczych)

3. Objęcie kuropatwy i jarząbka całkowitą ochroną gatunkową.

Sytuacja kuropatwy jest jeszcze gorsza, niż zająca. Pozostawienie tego ptaka łownym, doprowadziło do patologicznych zachowań, takich jak odstrzał za pieniądze na terenach Ośrodków Hodowli Zwierzyny (OHZ), które zamiast zajmować się na poważnie reintrodukcją kuropatwy, urządzają płatne jatki, ku uciesze zainteresowanych. Na to nie może być zgody.

Objęcie całkowitą ochroną pozwoli na znaczne ograniczenie takich zachowań, oraz wyeliminuje przypadki „dzikich” polowań prowadzonych nadal, przez pozbawionych wyobraźni myśliwych.  Jarząbek jest zanikającym, średnio licznym ptakiem lęgowym, stosunkowo rzadkim w naszych lasach, a niegdyś wpisanym do czerwonej księgi gatunków zagrożonych.Polowanie na niego pozbawione jest znaczenia gospodarczego. Jest zabijany dla rozrywki.

4. Zakaz polowań zbiorowych.

Polowania zbiorowe, to jedna z najmniej efektywnych jeśli chodzi o selekcję form polowań. Jak określa to jeden z byłych myśliwych, Marcin Kostrzyński: „Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe.”

Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy zaspokojeniu żądzy zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las i przegania  zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.’’
Podczas zbiorówek dochodzi często do wypadków, oraz płoszenia wrażliwych gatunków chronionych.
http://vege.com.pl/2016/07/13/mysliwy-ktory-zamienil-strzelbe-na-aparat/

5.  Zmiana okresów polowań.

Obecnie powszechną praktyką dopuszczaną przez kalendarz myśliwski jest strzelanie do zwierząt podczas ich okresów rozmnażania – rozrodu. Jako przykład niech posłużą polowania na daniele podczas bekowiska, jelenie na rykowisku, lisy w trakcie cieczki, kozły saren w rui, czy dziki w okresie huczki. Te praktyki uważane są w środowisku łowieckim za normalne, a oszukańcze techniki wabienie zwierząt wykorzystujące godowe podniecenie, uważane są za ‘’wspaniałą sztukę i tradycję’’.  Nie godzimy się na tak bardzo pozbawione jakichkolwiek zasad moralnych i poszanowania praw zwierząt zachowania, całkowicie sprzeczne z jakąkolwiek etyką, a hołubione przez środowisko myśliwych. Zwierzęta powinny móc przeżywać w spokoju, zwłaszcza okres rozrodu i zachowań godowych.

6. Okresowe i powtarzalne badania lekarskie i psychologiczne dla myśliwych, oraz testy sprawnościowe.

Aby zostać myśliwym i przez całe życie móc posługiwać się bronią, oraz używać ostrej amunicji, wystarczy dziś przejść badania tylko raz w ciągu całego życia. W praktyce oznacza to, że osoby o różnych jawnych lub utajonych jednostkach chorobowych używają broni w terenie otwartym. Ryzyko potwierdza ogromna liczba „wypadków”, jakie notujemy w ciągu roku: postrzelenia myśliwych na polowaniach, często ze skutkiem śmiertelnym, postrzelenia domowych zwierząt, czy mylenie zwierząt łownych z innymi. Postrzelenia ze skutkiem śmiertelnym przypadkowych osób. Bardzo często na polowaniach zobaczyć możemy osoby, których kondycja fizyczna, jakiej wymaga praca w terenie i posługiwanie się bronią pozastawia wiele do życzenia.
Pełna lista zarejestrowanych wypadków z udziałem myśliwych jest do wglądu tutaj : Wypadki/Przestępstwa

7. Zakaz stosowania nęcisk i wabików.

Podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia przez człowieka, który i tak posiada ogromną przewagę technologiczną, nie może być uznane za etyczne. Biorąc pod uwagę, że wabi się często wykorzystując zachowania i instynkty godowe zwierząt, praktyki te napawają szczególnym niesmakiem.

8.  Zakaz znęcania się nad żywymi zwierzętami, w celu urabiania psów myśliwskich do polowań.  Konkursy norowania i szkolenia dzikarzy, podczas których, żywe zwierzęta w zamkniętych przestrzeniach są poddawane torturom, w celu „wyrabiania pasji i łowności u psów”. Na takie praktyki zgody być nie może, jest to sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

9. Zakaz polowań na lisy na stogach, jak metody sprzecznej z właściwie pojmowanym humanitaryzmem i etyką.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

10. Zwrócenie uwagi na los psów używanych do polowań. 
Psy pracujące na polowaniach z premedytacją są przez swoich właścicieli narażane na rany, kalectwo, śmierć i niepotrzebne cierpienie. Giną od postrzałów, lub od ran zadanych przez dziki. Wszystkie te czyny noszą znamiona znęcania się ze szczególnym okrucieństwem bez potrzeby, oba procedery opatrzone zdjęciami i relacjami, udokumentowaliśmy w tych postach:

Jak myśliwi posyłają własne psy na śmierć

Psy zastrzelone podczas polowań

Z całkowitym zapisem wszystkich postulatów pozarządowych organizacji pro zwierzęcych i ekologicznych, zrzeszonych w koalicji Niech Żyją , mogą Państwo zapoznać się pod tym linkiem :

http://niechzyja.pl/dokumenty/zmiana-prawa-lowieckiego-2015-postulaty-niech-zyja.pdf

nprmlogo2

Mity Łowieckie – Slogany i kłamstwa myśliwych w przestrzeni publicznej.

Temat był już wałkowany wielokrotnie, nie tylko na naszej stronie, jak i w zakładce Mity łowieckie & Okrucieństwo, można znaleźć rozprawę o dowolnym z nich. Jednak wychodząc naprzeciw potrzebom czytelników postanowiliśmy opracować krótką notatkę, która pozwoli poruszać się po świecie myśliwskiej hipokryzji i celnie zbijać wyuczone bzdury, którymi próbują zewsząd raczyć nie zorientowanych.

Mit 1. Myśliwy dokarmia zwierzęta, by pomóc im przetrwać zimę.  Czyli dlaczego, żaden z tych ”nawiedzonych zielonych pseudo-obrońców zwierząt” , nie pójdzie w zimę do paśnika dokarmiać?!

To rzeczywiście, jeden z ulubionych myśliwskich argumentów. Piękny frazes i jeszcze piękniej brzmi, dla kogoś, kto z pracą myśliwych nie miał do czynienia.  Jest tu jednak drugie dno, skrzętnie skrywane, o którym już żaden z myśliwych Wam nie powie. Dokarmia się nie po to, by „pomóc przetrwać zimę”. Lecz co najwyżej,by pomóc sobie. Krótko, chodzi o potencjalnie zmarnowaną dziczyznę. Myśliwi „litościwie pomaga”, a przyszłym sezonie do podtuczonego przez siebie zwierzęcia już bezlitośnie strzela. Dokarmianie jest zwierzętom do niczego nie potrzebne. Przez tysiące lat, podczas występowania znacznie bardziej surowych warunków zimowych, poradziły sobie bez niego. Polski Związek Łowiecki, istnieje ponad 90 lat, a dokarmianie prowadzi się od około 70. Można choćby na tej podstawie,odpowiedzieć sobie, jak bardzo ono zwierzętom jest „potrzebne”. Zwierzęta dokarmianie płodami rolnymi uczą się ich smaku, a następnie jeśli podobnej karmy im w paśniku zabraknie, szukają jej na polach. Dokarmianie nie pozostaje bez wpływu, na zwiększoną populację zwierząt, co jest sprzeczne z interesami np. rolników, ale już bardzo mile widziane przez myśliwych. Taka karma jak buraki, ziemniaki, czy marchew lub kukurydza są niewłaściwym dla leśnych zwierząt pokarmem, i nigdy nie powinny się w lesie znaleźć. Zaś surowa zima, to jeden z podstawowych czynników selekcyjnych pogłowia zwierząt, a „pomaganie im przetrwać” do następnego sezonu, przy średniej temperaturze +5 do -1°C, przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego z uwagi na powyższe, ponad 30 organizacji ekologicznych zrzeszonych w koalicji  Niech Żyją!  są za całkowitym zakazem dokarmiania większych zwierząt łownych. Więcej o szkodliwym wpływie dokarmiania poruszone było tutaj. Dokarmianie – bezsens, czy sens życia myśliwych? 

Niekorzystne skutki dokarmiania:

– Zaburzenie naturalnej selekcji, w wyniku przeżywania osobników słabszych, i pogarszanie jakości stada – to akurat zrozumiałe, bo wtedy mogą trąbić, że trzeba zabijać stare, słabe i cherlawe;

– Roznoszenie chorób – przy karmiskach i paśnikach spotyka się wiele gatunków zwierząt, które bez tego nigdy by się razem nie zeszły, wymieniają ze sobą patogeny;

– Uczenie zwierząt leśnych smaku płodów rolnych, w wyniku czego szukają one ich następnie na polach, zwiększając jeszcze szkody;

– Taka karma jak ziemniaki, buraki, marchew czy kukurydza oraz kiszonki, NIGDY w lesie znaleźć się nie powinny. Gnijąc i zalegając stwarzają też zagrożenie epidemiologiczne;

– Zwierzęta tracą instynkt ucieczki – nie tylko przed człowiekiem, ale też przed pojazdami, w związku z czym giną lub zostają ranne w kolizjach drogowych;

– W zagęszczonych populacjach łatwo rozprzestrzeniają się choroby, wzmagają się zachowania agresywne, dochodzi do zranień i wzajemnych okaleczeń;

– Wywożąc do lasu jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie i w efekcie również naturalne cykle płodności;

– Wszystkie dokarmiane zwierzęta, i tak zostaną następnie „pozyskane”;

– Zwierzęta które najczęściej korzystają z dokarmiania, nie są w żaden sposób zagrożone wyginięciem.

Motywy dokarmiania zwierząt przez myśliwych:

– Niewłaściwie pojmowana, fałszywa troska o zwierzęta, która przynosi więcej szkody niż pożytku (patrz wyżej);

– Myśliwi jakoś nie dokarmiają innych gatunków zwierząt z poza listy łownych, mimo, że też cierpią zimą głód;

– Padłe zimą z głodu zwierzę to oczywiście strata dziczyzny i tuszy;

– Dokarmianie i praca przy nim są potrzebne myśliwym do miłego znieczulania sumienia i łagodzenia stanów, które budzą się, gdy się nieustannie zabija. Można potem mydlić oczy wszystkim wokół, jakim to jest się „dobrym i szlachetnym”, okłamując samego siebie.

Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w drugiej połowie XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Takiego jedzenia w lesie nigdy nie było i nie powinno być. Myśliwym zawsze chodzi o duże stany zwierzyny, większe niż naturalny ekosystem byłby w stanie wyżywić. Najważniejsze jest bowiem, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie.  ~ Zenon Kruczyński

Trzeba dodać, że myśliwi uważają, że dokarmia się po to, aby zwierzęta nie robiły szkód w uprawach. ( Zimą, przy -10°C na gołych polach pokrytych śniegiem i skutej mrozem ziemi rzeczywiście, łatwo o szkody…). Zdają się zapominać, że celom takim służą pasy zaporowe i poletka żerowo-ogryzowe. Argument ten pojawił się w dyskusjach stosunkowo niedawno, jako akt rozpaczy w dawno przegranej debacie.

elk_dokar_-000

Mit 2. Myśliwi muszą zastępować drapieżniki i kontrolować liczebność populacji zwierząt.

Ciężko nawet tą bzdurę skomentować, ale po kolei. Po pierwsze myśliwy nie jest w stanie zastąpić drapieżnika. Drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Wilki polując ”testują” kondycję swoich ofiar, aby ustalić sztukę mniej sprawną w ucieczce, prowadząc ”pościgi kontrolne”. W ten sposób wybierają ze stada rzeczywiście właściwą ofiarę. Który myśliwy pobiegnie za stadem łań, aby sprawdzić ich kondycję? Widzimy więc, że myśliwy nie jest w stanie w żaden sposób zastąpić drapieżnika. W micie tym zawarte są trzy kłamstwa, kolejnym jest twierdzenie, że drapieżniki są od tego, by kontrolować liczebność zwierząt.  Rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności -zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją, my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem, nie regulowaniem liczebności zwierząt. Rolą drapieżników jest utrzymywanie populacji swoich ofiar po prostu w zdrowiu. Jakkolwiek paradoksalnie to brzmi. Jako pozbawione ludzkich skrupułów perfekcyjnie eliminują sztuki chore oraz słabe, a także młode. I to jest selekcja naturalna. Dzikie zwierzęta potrafią same kontrolować swoją liczebność, dostosowując zachowania rozrodcze do warunków w jakich przyszło im żyć (siedlisko, baza żerowa, warunki życia). Dowodzą tego badania naukowe z całego świata. A użytkowanie łowieckie populacji zwykle przynosi skutek odwrotny od zamierzonego, zamiast zmniejszania liczby zwierząt, finalnie zawsze mamy ich więcej. Dlaczego? Ze szczegółami opisaliśmy to w 2 artykułach:
Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików?   oraz Wpływ łowiectwa na liczebność lisów. Ostatnie odnośnie „konieczności regulacji”. Na liście zwierząt łownych jest 31 gatunków zwierząt, w tym 13 gatunków ptaków, a więc „nie – łownych” pozostaje jeszcze z 300 innych.  Myśliwi intensywnie „regulują” raptem kilka z nich. Kto zajmuje się pozostałymi gatunkami zwierząt, ssaków, ptakami, owadami, płazami, rybami, czy choćby owadami? Natura – ano właśnie. Dodajmy, że wszelkie duże drapieżniki, były przez lata tępione, przez osoby z ‘’żyłką myśliwską’’, a na wilki polowano jeszcze w czasach PRL. Człowiek tępił duże drapieżniki po to, by sam mógł więcej polować.

11011936_941794985840656_53094381532512124_n

Mit 3. Myśliwy zabija tylko stare i chore zwierzęta.

To zdanie pokazuje tylko, z jaką premedytacją to środowisko potrafi kłamać. „Bzdura dyżurna”, choć sporo osób jeszcze w nią wierzy. Starych zwierząt łownych w naszych populacjach po pierwsze, po prostu już nie ma, zostały wystrzelane. Dzik w naturze dożywa ponad 25 lat, obecnie najstarsze spotykane osobniki mają po 5-7. Jeleń Szlachetny ponad 20, najstarsze 14, a zazwyczaj zabite zostają do 10 roku życia. Lisy do 14 lat itd… Kalendarz łowiecki dopuszcza strzelanie do zwierząt młodych, tj. warchlaków, wycinków, przelatków, ciężarnych łań czy cieląt np. daniela. Są więc zabijane zwierzęta młode. Zresztą idzcie na polowanie – tam zwierzęta nie leżą „stare i schorowane” po krzakach, w oczekiwaniu na strzał łaski, lecz bardzo żwawo uciekają.  Część osób daje się bardzo nabierać na ten frazes, cóż, tutaj wystarczyła by jedna wizyta na polowaniu. No i po co takie zaangażowanie wokół trofeistyki? Między innymi dlatego, że myśliwych interesuje zabijanie zwierząt jak najbardziej witalnych i dorodnych, dla ”pięknych” trofeów właśnie.

 Mit 4. „Bo łowiectwo to tradycja”.  A człowiek od zawsze polował.

Co do obu zupełna zgoda.  Pytanie, czy wygodniej nam trzymać się zamierzchłych tradycji, czy jako ludzkość chcemy się rozwijać od barbarzyństwa do cywilizacji.  Do nie tak dawna „tradycją” było też niewolnictwo czy brak jakichkolwiek praw kobiet. Gdzie indziej za tradycję uważa się okaleczanie na żywca małym dziewczynkom narządów płciowych. Ci ludzie tak samo odpowiedzą: „Ale to nasza tradycja! A człowiek od zawsze polował”. Człowiek od zawsze robił wiele, rzeczy, między innymi nie mył się, gwałcił, palił i mordował, czy podcierał palcem, a kobiety walił maczugą po głowie ;). Czy myśliwi tym niewątpliwym tradycjom ludzkości dają także wyraz? Nie? Bądźmy więc konsekwentni albo… Dziś nie ma żadnej potrzeby, by prześladować dzikie zwierzęta dla pokarmu, czy skór bądź innych przedmiotów. Niegdyś polowania spełniały szereg istotnych potrzeb człowieka związanych z jego przetrwaniem w naturze, tak jak dostarczały pożywienia, ubrań, przedmiotów codziennego użytku. W obecnej rzeczywistości żadna z tych ról nie ma już znaczenia, chyba, że dla garstki oderwanych od rzeczywistości osobników, pragnących kultywować niechlubną tradycję ludzkości. Warto zadać sobie pytanie, czy cała ta panująca w Polsce ideologia myśliwska jest naprawdę nasza? Oczywiście nie. Tradycję tę przeszczepił na grunt polski August II Mocny, a utrwalił jego syn August III. Ten saski model łowiectwa bardzo się spodobał ówczesnej polskiej elicie i został powszechnie zaakceptowany. To wtedy zaczęto polować dla czystej przyjemności i mieć w pogardzie „mięsiarzy” (polujących dla zdobycia jedzenia):
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

Gdzie indziej „Święta tradycja” wygląda tak. Tradycja – jedno małe słowo, które potrafi uświęcić i uzasadnić najbardziej bezsensowne okrucieństwo świata.

obrzezanie-dziewczynki-550x350

Mit-„argument” 5. Mięso nie rośnie na drzewie!

Doprawdy? Ale jak to :(? Mój świat legł właśnie w gruzach… Zawsze śmieszy mnie, próba „uświadamiania” obrońców praw zwierząt, jak wygląda życie zwierząt hodowlanych. Organizacje ekologiczne walczą w pierwszej kolejności o poprawę losu zwierząt w ubojniach,  a ich aktywiści i działacze zazwyczaj są weganami i wegetarianami.  Niezmiennie kojarzy mi się to z próbą wybielania własnej osoby, szukania dla siebie usprawiedliwienia, odwracania kota ogonem, tłumaczenia jednego okrucieństwa drugim… Bo skoro zwierzęta hodowlane cierpią i hodujemy je na pokarm, to czemu nie zabijać tych dzikich? W czym one są gorsze? Tak argumentował mi kiedyś jeden myśliwych.
Dlaczego warto zrezygnować z mięsa? – nasza notatka na ten temat.

Mit 6. Na polowaniu zwierzę ginie od jednego strzału.

Według źródeł samych myśliwych, na polowaniach zbiorowych postrzałków wśród zwierzyny grubej bywa nawet ponad 30 %.  W innych przypadkach, według ankiety przeprowadzonej na forum Dziennika Łowieckiego, ten % bywa jeszcze większy. Nie szukając długo, na youtube znajdujemy film z polowania, gdzie prowadzący stwierdza ‘’Oddano 49 strzałów, padło 9 dzików’’. Można więc sobie wywnioskować jak to jest z tą celnością. Wychodzi 5 strzałów do jednego dzika.  Więcej na temat postrzałków w artykule poniżej:

Postrzałki na polowaniach

Pudła2

Mit 7.  Święty Hubert zdarzył.

Patron myśliwych, przewracający się w grobie, po każdym bałwochwalczym zbezczeszczeniu jego pamięci musiał już wywiercić dziurę w trumnie. A to dlatego, że św. Hubert będący zapalonym myśliwym przez większość swojego życia, w pewnym momencie doznał objawienia. „Młody Hubert najwięcej czasu spędzał w lasach, gdzie nieustannie polował, łowiectwo było jego pasją. ak było do roku 695, kiedy polując w Górach Ardeńskich, nie bacząc na nic, w sam Wielki Piątek napotkał białego jelenia z promieniejącym krzyżem w wieńcu. Miał wtedy usłyszeć głos Stwórcy ostrzegający go za jego niepohamowaną pasję i nakazujący mu udać się do Lamberta – biskupa Maastricht – Tongres.”
Święty nawrócił się i przestał polować. Miał też ponoć w wyniku tych wydarzeń nauczać, by zwierząt nie zabijać. Może bardziej pasowało, by mu zostanie patronem ekologów i obrońców zwierząt?

hubertk

Mit 8. Myśliwy „pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami”.

Trzeba tutaj podkreślić, że pojmowanie etyki przez myśliwego i przeciętnego człowieka to dwie skrajnie odległe od siebie rzeczy. Etyka myśliwska to kolejny frazes dla laików. W praktyce jego rola to uspokajanie myśliwskich resztek sumienia, że coś tam co robi, jest etyczne. A to tylko zbiór niepisanych norm zachowań w środowisku własnym i postępowania wobec zwierzyny.  Myśliwi nie zastanawiają się nad tym co robią z punktu widzenia etyki. Liczy się tylko to, co dopuszcza kalendarz polowań. Pomijając okrutne i nieludzkie konkursy norowania, szkolenie dzikarzy, podam inne przykłady: w Polsce myśliwym wolno prześladować zwierzęta wtedy, kiedy powinno się zapewnić im jak największy spokój. Przykład choćby – rykowisko. Nasi polujący biegają w amoku po lasach, podchodzą i wabią specjalnymi wabikami jelenie, przeszkadzają im w najważniejszym okresie w życiu. Dlaczego? Magia rykowiska to samo słuchanie. I na tym powinni poprzestać. Ale jelenie byki są w tym czasie mniej ostrożne, zainteresowane łaniami. Można je podejść, czy wykorzystując godowe podniecenie zwabić i zastrzelić. Takie pomylone zabawy, prześladowanie i zupełnie nie fair gry wobec zwierząt, uznawane są w środowisku myśliwych, za etyczne. Zresztą zabija się nie tylko jelenie podczas rozrodu. Także daniele podczas bekowiska, lisy w okresie cieczki, dziki w trakcie huczki, słonki na ciągach, kozły saren w rui, a dawniej cietrzewie i głuszce na tokach. Można też strzelać do ciężarnych łań, jak i przy użyciu nęciska wabić zwierzęta pokarmem i strzelać podczas jedzenia. Wydaje się, że ludzie mający w teorii bliższy kontakt z naturą, powinni mieć dla zwyczajów zwierząt jakiś szacunek, pokorę i zrozumienie. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Myśliwy zdają się odnajdywać jakieś upodobanie, w prześladowaniu zwierząt podczas okresów godowych. A płoszą przecież wtedy szereg innych gatunków przy okazji. Chyba, że za „etyczne” i załatwiające moralną sprawę takich polowań, uznamy myśliwskie zwyczaje włożenia w pysk zwierzęcia gałązki „ostatniego kęsu”, czy ułożenie pokotu. Według myśliwych, te puste gesty sprawę załatwiają.   Dodajmy do tego dziesiątki „przypadków” zastrzeleń zbłąkanych psów, czy kotów, zresztą środowisko myśliwych stoi raczej murem za takim odstrzałem domowych zwierząt, o czym można przeczytać sobie tutaj – Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.  Etyce myśliwskiej ze szczegółami przyjrzeliśmy się w poniższym opracowaniu:
Przewodnik po etyce myśliwskiej

11182290_935780593108762_4898096762294324282_n
Mit 9.  „Kto zapłaci za szkody rolnikom? Gdyby nie myśliwy, nikt z tych nawiedzonych obrońców nie miał by co jeść, bo zwierzęta splądrują pola, następnie wejdą do miast, a chleb kosztował by 50 zł!”

Paradoks polega na tym, że to środowisko rzeczywiście wierzy w to co napisane powyżej. Drugi, to taki, że ich własne działania prowadzą do takiego stanu – szkody w rolnictwie i zwiększona ilość zwierząt. Gdyż celem gospodarki łowieckiej, jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, dla osiągania doraźnych korzyści i doświadczaniu przyjemności z polowania. Jeśli podchodzić by do gospodarowania populacjami dzikich zwierząt, tych kilku gatunków, które czasami mogą wchodzić w kolizję z człowiekiem, nie kierując się interesem myśliwych, finalnie mieli byśmy mniej pospolitych zwierząt łownych, i mniej z nimi problemów. Ale nie leży to w interesie myśliwych.  Więcej na ten temat w tym artykule – Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Mit 10. Selekcja jeleniowatych

Lubią myśliwi robić postronnym osobom wodę z mózgu, zasłaniając się przy mordowaniu zasadami selekcji zwierzyny płowej, które sami stworzyli.  „Restrykcyjne zasady przy odstrzale”, jak starają się wmawiać. W selekcji owej chodzi o uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów z poroża (co wymienione jest w zdefiniowanych celach łowiectwa, jako jedna z głównych jego działalności). Zwróćmy uwagę na jedną rzecz – myśliwi prowadzą tą „selekcję” i prowadzą dziesiątki już lat. Prowadzono ją także w jakimś stopniu dużo wcześniej. Efekt? Żaden. Mimo usilnych starań myśliwych, każdego roku, w każdym pokoleniu saren i jeleni ciągle występują sztuki, tak zwane „selekcyjne”. A to myłkus, to tyka poszła nie w tym kierunku co „trzeba” – tak jak chciał by to widzieć myśliwy, zgodnie ze swoim urojonym wyobrażeniem o „prawidłowym” porożu.  Porównując kolekcje myśliwskie i trofea już z okresu średniowiecza można stwierdzić bez precedensu, że selekcja owa nic nie daje, ani w wyglądzie jeleni oraz kozłów saren nie zmieniła, na przestrzeni setek lat. I zmienić nie może, i nie zmieni. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że owa różnorodność i „wady” w rozwoju poroża są dla tych gatunków czymś niejako naturalnym i występującym. Mimo stosowania różnych mieszanek mineralnych podczas dokarmiania, lizawek z solą, deformacje i tak występują. I co ciekawe, przez miliony lat, kiedy to nikt zasad selekcji nie znał, ani jej nie prowadził, zwierzyna nie ZDEGENORWAŁA się. Tak, to słowo warto powiększyć, gdyż myśliwi tak właśnie uważają – jeśli przestaną strzelać, to zwierzyna zdegeneruje się i wymrze.  Ostra faza, co? Bo co z pozostałymi setkami gatunków zwierząt, których nikt poza naturą w żaden sposób nie selekcjonuje? Co z ludzmi? Żeby było śmieszniej, na pewno słyszeliście termin, taki jak uwstecznianie się poroża u jelenia. Jest to proces naturalny, który wystąpi z wiekiem u każdego samca tego gatunku. Myśliwi jednak nigdy nie dopuszczają do takiej sytuacji, choć taki jeleń z uwsteczniającym się porożem, może żyć jeszcze ponad 7 lat. Postronnym mówią, że zabijają, by nie przekazał dalej „złych genów” – co jest bzdurą totalną, jako, że uwstecznianie jest procesem naturalnym. Tutaj motywacją jest tylko lepiej wyglądające trofeum, które piękniej wygląda na ścianie i podoba się myśliwemu, kiedy zostało wydarte bykowi będącemu w sile wieku. Pamiętajmy też, że żaden z myśliwych przed strzałem nie przeprowadza przecież żadnych badań genetycznych, nie może więc wiedzieć, czy jakakolwiek deformacja nie jest efektem braku składników pokarmowych (najczęstsza przyczyna), urazów mechanicznych lub chorób wirusowych czy grzybiczych. Genetyka w tym przypadku, jako możliwa przyczyna znajduje się ostatnia w tym zestawieniu. I tak po ludzku – i wśród nas przychodzą na świat osoby niskie, z czasem niektórzy stają się otyli, z zespołem Downa, czasem mniej urodziwi lub z widocznymi deformacjami albo setkami możliwych chorób. Czy „selekcjonujemy” ich? Czy jednak jakoś pomagamy?  Kierując się takim myśleniem, należało by odstrzelić ¼  otyłych emerytów z PZŁ jako sztuki selektywne, urągujące wyobrażeniu o możliwym pięknie człowieka :). Tak to właśnie wygląda. W całej tej zabawie chodzi o satysfakcję z trofeum, ewentualny zarobek na nim, konkursach medalach i odznaczeniach – to wszystko wchodzi w skład trofeistyki. Polecam się zapoznać i wyciągnąć wnioski. Zasady selekcji populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych:
https://www.poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

Więcej na temat trofeistyki i selekcji : 
Polowanie na rogacze – myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui. 

3-1

=======================
=======================

Źródła i bibliografia: 

Niech Żyją! Mity i fakty. 
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

„Określanie wieku zwierzyny”
J. Lochman

Zasady selekcji osobniczej i populacyjnej zwierząt łownych
http://www.lowiecki.pl/prawo/zasady_selekcji_3.pdf

„Wielki atlas łowiectwa”
D. Bogacz, S. Pawlikowski, J. Pełka, P. Gawin i inni – praca zbiorowa.

=====================
=====================

Uwaga na chorą dziczyznę. Myśliwi zarazili celebrytę?

Ileż to razy słyszeliśmy z ust polujących chwalby i poematy na temat tzw. „zdrowej dziczyzny”. Używane za każdym razem w dyskusji, kiedy udało się wyjaśnić wszelkie mity i absurdy łowiectwa, nasi dyskutanci chwytają się ostatniego: Ale ja poluję dla zdrowego mięsa! Co, nie wolno mi, skoro można? Chcę zdrowo żywić swoje dzieci, a nie tym chemicznie nafaszerowanym z marketu. Podobną argumentację wysunęła kiedyś rzecznik PZŁ. Pomijając całkowicie wszelkie kwestie zdrowotne, ekonomiczne i moralne oraz liczne badania naukowe wykazujące szkodliwość i nieefektywność spożywania mięsa przez człowieka jako pokarmu, (Do przeczytania tutaj – Wegańskie książki i filmy) , pozostaje pytanie, które to mięso rzeczywiście jest gorsze…

tasiemiec

Jak donoszą od kilku dni rozmaite portale informacyjne w Polsce, w dziczyźnie na Podlasiu wykryto nie notowanego dotąd pasożyta, tasiemca z rodzaju spirometra.

Tasiemiec z rodzaju Spirometra pasożytuje m.in. u dzikich ssaków drapieżnych, np. dzików. W Azji larwy tego tasiemca znajdują się także u żab i węży, które są tam traktowane jako przysmak.

Do zakażenia dochodzi drogą pokarmową – po spożyciu surowego lub niedogotowanego mięsa, które zawiera larwy pasożyta, lub po wypiciu skażonej wody.

Lubisz dziczyznę? Lepiej uważaj!

Mięso z dzików, które jest dopuszczane do sprzedaży, nie jest badane pod kątem sparganozy, ponieważ jest to obecnie praktycznie nieznany lekarzom pasożyt. Larwy są trudne do identyfikacji, ponieważ mogą przypominać np. włókna mięśniowe czy ścięgna. Amatorom dziczyzny zaleca się więc długą obróbkę termiczną mięsa lub rezygnację z jego spożycia. Sugeruje się także, by nie pić wody z podejrzanego źródła.

Larwy tego tasiemca umiejscawiają się zazwyczaj pod skórą człowieka, powodując występowanie obrzęków podskórnych. Pasożyt dość często umiejscawia się też w okolicy oczodołów, co może prowadzić nie tylko do zaburzeń widzenia, lecz także do uszkodzenia gałki ocznej. Zdarzało się, że larwy znajdowały się też w płucach, a nawet w mózgu i wywoływały ciężkie objawy chorobowe.

Sparganoza nie jest chorobą śmiertelną, ale jest bardzo nieprzyjemna. Larwy spod skóry lub innych części ciała usuwa się chirurgicznie.

Źródło: poradnikzdrowie.pl
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-pasozytnicze/tasiemiec-spirometra-w-miesie-dzika-grozny-dla-ludzi_43941.html

Po spożyciu mięsa pochodzącego od zarażonego zwierzęcia można zachorować na sparganozę. Wystarczy, że mięso zawierające larwy tasiemców będzie surowe lub niedogotowane – poinformowała w poniedziałek w przesłanej PAP informacji autorka badań dr Marta Kołodziej Sobocińska z IBS PAN w Białowieży.

A przecież widzieliśmy nie raz na zdjęciach, panów czy panie myśliwe, które wgryzały się wątrobę upolowanego dzika ociekającą jeszcze krwią.  Jest to związane ze zwyczajami myśliwskimi, prawdopodobnie chodzi o upolowanie pierwszej w życiu sztuki. Inny zwyczaj, to mazanie twarzy krwią – „farbą” zabitego zwierzęcia, której fryc nie może zmyć z twarzy, dopóki nie postawi wszystkim kolejki. Cóż, smacznego… dodać trzeba, że tą drogą można się zarazić wieloma rozmaitymi chorobami. Wspaniałe tradycje niech będą więc wyrazem myśliwskiej fantazji i drogą selekcji naturalnej…

heart
Głośna sprawa z tego roku, kiedy 8 letnia dziewczynka pod opieką polującego ojca, spożywa na surowo serce upolowanego zwierzęcia. 

Dalej:

Kołodziej-Sobocińska podkreśla, że sparganoza była dotychczas znana głównie z krajów azjatyckich, a w Europie notowano ją sporadycznie. „Stwierdzano pojedyncze przypadki zachorowań we Włoszech, Czechach, Niemczech, ale na terenie Polski jeszcze nie notowano tego schorzenia u ludzi. Wiadomo natomiast, że wywołujące je pasożyty często występują u zwierząt drapieżnych w Puszczy Białowieskiej” – dodała.

W ostatnich latach naukowcy z IBS PAN przebadali pod kątem zarażenia tasiemcem Spirometra ponad 150 zwierząt. Dr Kołodziej-Sobocińska powiedziała PAP, że po raz pierwszy tego tasiemca wykryła pod skórą martwego borsuka w 2013 r. i wtedy zaczęła badać problem. Badania rozszerzono na inne gatunki, m.in. jenoty, ale też dziki i okazało się, że „ogromna większość” tych zwierząt w Puszczy Białowieskiej choruje na sparganozę. Trwają wstępne badania w Puszczy Augustowskiej. Tam również potwierdzono występowanie larw Spirometra, trwają dalsze badania.

Badaczka poinformowała, że myśliwi zgłaszali weterynarzom obecność „tajemniczych” larw w mięsie dzików od 2011 r. U dzików tego tasiemca znaleziono nie tylko pod skórą tych zwierząt, ale też w ich mięsie. Były przypadki, gdy długość larw tasiemca przekraczała pół metra.

Dr Marta Kołodziej-Sobocińska podkreśla, że celem prezentowanych informacji naukowych nie jest „sianie paniki” wśród ludzi, lecz zwrócenie uwagi (głównie osób spożywających dziczyznę), że w mięsie z dzika – bez odpowiedniej obróbki termicznej – mogą być niebezpiecznie larwy.

Zaznaczyła, że obecność larw Spirometra jest trudna do wykrycia, konieczna jest więc ostrożność, bo choć larwy tego tasiemca umiejscawiają się zazwyczaj pod skórą człowieka, to zdarzało się, że znajdowały się np. w oku, płucach czy mózgu i wywoływały ciężkie objawy chorobowe.

Odkrycie będzie konsultowane ze służbami weterynaryjnymi i sanitarnymi, aby próbować wypracować sposób postępowania. Problem jest nowy, i nie ma ani prawa, ani norm postępowania, które by go regulowały – mówi Kołodziej-Sobocińska. 
Na razie amatorom dziczyzny naukowcy zalecają długą obróbkę termiczną mięsa lub rezygnację z jego spożycia 

Źródło: naukawpolsce.pap.pl
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,410989,naukowcy-wykryli-tasiemca-spirometra-u-zwierzat-moze-byc-grozny-dla-ludzi.html

Te wiadomości są bardzo niepokojące, tym bardziej, że w zeszłym roku informowaliśmy o siatce myśliwych-kłusowników, którzy na szeroką skalę zajmowali się procederem rozprowadzania nie badanego mięsa zwierząt łownych, które serwowane było między innymi w restauracjach. Dziczyzna była zarażona włośnicą i mimo to celowo wprowadzana do obrotu.  Do przeczytania tutaj :
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-nowe-fakty-ws-dziczyzny-zakazonej-wlosnica-prali-brudne-mies,nId,1892094

Trzeba również pamiętać o sporej rzeszy kłusujących myśliwych, którzy nie wpisując odstrzału w księdze ewidencyjnej polowań, biorą dziczyznę na użytek własny, która również nie jest w takim wypadku badana.

====================================
====================================


Historia ku przestrodze… Celebryta Michał Wiśniewski choruje po spożyciu dziczyzny?

14215715_320828824932256_460462318_o

 

Wprawdzie opisywane zdarzenie miało miejsce w 2015 roku i nie ma związku z obecnym wykryciem tasiemca z rodzaju spirometra, ale pokazuje jak łatwo można dając ślepo wiarę myśliwskim zapewnieniom nabawić się dolegliwości. Myśliwi uwielbiają właśnie w ten sposób próbować pozyskiwać sympatię rozmaitych grup społecznych, częstując okazyjnie dziczyzną. Często podczas regionalnych festynów i imprez okolicznościowych koła łowieckie zgłaszają swój udział, i ustawiają stoisko. Nazywa się to „promowaniem łowiectwa”, czyli przekazywaniem wyidealizowanego obrazu, z mnóstwem niedopowiedzeń, okraszonego mitami myśliwskimi, np. o dokarmianiu zimowym.

Zatruciem 22 osób zakończyło się polowanie myśliwych z powiatu żagańskiego i ich gości. Rozchorował się też Michał Wiśniewski, znany polski piosenkarz, którzy prawdopodobnie został przez myśliwych poczęstowany kiełbasą.

Myśliwi z koła łowieckiego Diana (obwód Jelenin, gmina Żagań) i ich goście spotkali się w piątek, 23.10. Zamieszkali w żagańskim hotelu.

Potem pojechali. Wiadomo, polowali, mieli swoje posiłki w lesie. W tym żurek i kiełbasę z dzika. Nie wiem skąd – mówi Jan Okapiec, właściciel hotelu.

Problemy zaczęły się w sobotę. Po wieczornym posiłku.

Zaczęli mówić, że mają problemy żołądkowe – zaznacza J. Okapiec. I opowiada, że przed kolacją myśliwi poprosili, by podać im na stół przywiezioną przez nich kiełbasę z dzika.Zasadniczo nie ma u nas sytuacji, gdy goście przynoszą swoje posiłki. Ta była wyjątkowa. Wiadomo, to był ich specjał. Dlatego kelnerka grzecznościowo pokroiła na stole pomocniczym kiełbasę – tłumaczy J. Okapiec. – Osobiście wzywałem karetkę.

Pomoc została udzielona 5 osobom. Wszystkie zgłaszały silne dolegliwości żołądkowo-jelitowe, Otrzymały środki rozkurczowe, przeciwbólowe. Żadna z tych osób nie zgodziła się na przewiezienie do szpitala – informuje Ryszard Smyk, kierownik żagańskiego pogotowia ratunkowego.

Poczęstowali go kiełbasą

Ratownicy zostali też wezwani do Michała Wiśniewskiego, wokalisty i lidera zespołu Ich Troje.

Pana Wiśniewskiego widziałem, jak rozmawiał z myśliwymi, bo siedział niedaleko od nich. Może go poczęstowali – zastanawia się J. Okapiec.

  1. Wiśniewski, który w tym samym czasie, gdy myśliwi polowali, brał udział w Baja Inter Cars, czyli rajdach samochodów terenowych w Szprotawie i Żaganiu, potwierdza, że się rozchorował. Mieszkał w tym samym hotelu.

Ok. godziny 21 poczułem się bardzo źle. Miałem wysoką gorączkę – opowiada Wiśniewski. Była też biegunka, wymioty, ogólne osłabienie. Sprawą zajął się sanepid.

Powiadomili prokuraturę

Paweł Pilaszewski, były myśliwy koła Diana, podejrzewa, że myśliwi najedli się kiełbasy z niebadanego mięsa. Tłumaczy, że mięso z upolowanej zwierzyny może być przekazywane tylko myśliwym.

Potem muszą mięso zbadać, zanim je przerobią na własny użytek – tłumaczy P. Pilaszewski. Przekonuje, że nie zawsze tak to się odbywało. I zdradza, że dokumentacją koła Diana, dotyczącą właśnie przekazywania mięsa, od dłuższego już czasu zajmuje się policja.

Zaczęło się od tego, że ktoś poinformował Nadleśnictwo w Szprotawie o budzącej wątpliwości dokumentacji koła.

Pismo otrzymaliśmy w sierpniu. Uznaliśmy, że należy powiadomić prokuraturę – informujeDariusz Chełski, nadleśniczy.

Potwierdza to prokuratura.

Zawiadomienie wpłynęło do nas w połowie sierpnia i zostało przez nas przekazane policji – mówi Tomasz Kulczycki, prokurator rejonowy z Żagania.

Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie.

Najpierw prowadziliśmy czynności sprawdzające pod kątem, czy doszło do popełnienia przestępstwa. Następnie, 25.09., zostało wszczęte dochodzenie w sprawie podrobienia i przerobienia dokumentów. Sprawa jest jednak wielowątkowa i rozwojowa, dlatego nie możemy podawać szczegółów – zastrzega podinsp. Sylwia Woroniec z żagańskiej policji.

W chwili, gdy zostaną komuś postawione zarzuty, przejmiemy sprawę, zgodnie z nowym kodeksem postępowania karnego – zaznacza P. Kulczycki.

Zarząd koła Diana zapewnia, że działalność prowadzą prawidłowo.

»Informujemy, że Koło Łowieckie Diana prowadzi prawidłową gospodarkę łowiecką, jak i wszelką dokumentację« – czytamy w pisemnej odpowiedzi na pytania dziennikarza.”

 Źródło i całość artykułu:
http://zary-zagan.regionalna.pl/ps-254354-jak-wisniewski-pojadl-w-zaganiu/

tape2orm


No cóż, pewnie jeszcze nie raz usłyszymy zapewnienia o „najzdrowszym z możliwych mięsie” albo, że wszystkie przypadki zatruć dziczyzną sfabrykowali ekolodzy. Podobnie jak wyniki rozmaitych badań, w tym cytowanych powyżej – to za pewne nikczemne knucia ekologów w celu szkalowania dobrego imienia łowiectwa ;).  Amatorom dziczyzny pozostaje życzyć smacznego, i opieki opatrzności.

 

Lasy dla kasy. Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć – rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim

Marcin Kostrzyński przez wiele lat swojego życia był aktywnie polującym myśliwym. Z wykształcenia leśnik. Po swych bliskich doświadczeniach z łowiectwem postanowił zamienić strzelbę na aparat fotograficzny, dziś wegetarianin, filmowiec i obserwator dzikiego życia, obrońca praw zwierząt opowie nam,  jak jak jedno i drugie wygląda od środka.

10920932_810702868966822_8129148878997127001_n

NPRM: Co musi się stać, żeby myśliwy odłożył strzelbę, odmówił zabijania, a  w dodatku przeszedł na wegetarianizm? Jak to było w  Twoim przypadku? Co skłoniło Cię do tak radykalnej zmiany sposobu życia i poglądów?

Marcin Kostrzyński: Bardzo łatwo być ukształtowanym przez środowisko w którym człowiek jest wychowywany. W mojej rodzinie wiele osób poluje, ja w szkole leśnej miałem przedmiot łowiectwo. Zarówno w średniej, jak i na studiach.  Potem wstąpiłem do koła łowieckiego, kupiłem broń i zacząłem polować. Jednocześnie przestałem jeść mięso i byłem chyba jedynym czynnie polującym wegetarianinem.  Skończyłem wszelkie kursy i zdobyłem uprawnienia. I nagle zrobiło mi się żal zabitych zwierząt. Nie mogłem patrzeć na agonię swoich ofiar. Miałem zwyczajne, ludzkie wyrzuty sumienia. Zamiast polować zacząłem pomagać dzikim zwierzętom, głównie tym poszkodowanym przez błędy myśliwych.  Jednak cały czas pozostaje członkiem PZŁ, płacę składki, czytam prasę łowiecką. Chcę walczyć o prawa dzikich zwierząt. Dla wielu kolegów z PZŁ jestem zdrajcą i wrogiem, ale znam takich, którzy po cichu popierają moją wizję  ucywilizowania prawa łowieckiego.

NPRM: Lubisz fotografować, filmować dziką przyrodę. Co kilka dni na Twoim profilu pojawiają się ciekawe filmy. Jedne z tych, które można oglądać w nieskończoność. Co w takim razie z tzw. „emocjami łowieckimi”, których podobno nie można podrobić. Nie brakuje Ci polowania? Czy wystarczy zamienić broń na kamerę, żeby doświadczać podobnych uczuć?

Marcin Kostrzyński: Emocji łowieckich nie można podrobić, w końcu chodzi tu o zabijanie, odbieranie życia. Ale wielu myśliwych po latach polowań nagle przestaje zabijać. Dostrzegając coś więcej w zwierzynie niż cel, czy trofeum. Naszym nieszczęściem, a właściwie nieszczęściem zwierząt  jest to, że przyjęliśmy Niemiecką kulturę   łowiecką, gdzie liczy się trofeum. Może to być poroże, wypchana kaczka, kły dzika. W Skandynawii poluje się dla mięsa. Wybiera się sztuki młodsze, bo są smaczniejsze. W ten sposób skandynawski model jest bardziej zbliżony do naturalnego, w którym drapieżniki (wilki) regulowały populacje roślinożerców.

Wracając do filmowania. Zawsze o tym marzyłem. Chciałem robić filmy przyrodnicze od dziecka. Miałem jakiś wewnętrzny przymus, cel, przeznaczenie. Nie wiem jak to określić. Postanowiłem założyć swój kanał na YouTube z opowiadaniami dla dzieci o zwierzętach. Są to krótkie historie ,, Przyrodyjki”, w których pokazuje sceny z życia dzikich zwierząt. Oczywiście historie bez przemocy. Dzieci chłoną przyrodę, gdy jeżdżę do szkół i pokazuję filmy zainteresowanie jest ogromne. Mam nadzieję, że w ten sposób zaszczepię w młodym pokoleniu pewien rodzaj wrażliwości, która pozwoli im zmienić świat na lepsze gdy dorosną.

12644821_1072589686095856_6878993621347619805_n


NPRM: 
Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?

Marcin : Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć, to które funkcjonuje obecnie jest z innej epoki. Kompletnie nie przystaje do realiów obecnego świata. Jest nawet gorzej niż w latach 50-tych. W tamtym czasie etyka myśliwska zabraniała polowań przy paśnikach, dziś takie polowanie jest powszechne. Wystarczy tylko nazwać paśnik nęciskiem i już. Gdy pytam myśliwych jak zwierzyna ma odróżnić paśnik od nęciska odpowiadają z uśmiechem ,,na  nęcisku jest lepsze żarcie”.  Nasza kultura, cywilizacja ewoluuje, łowiectwo też musi się zmienić . To tylko kwestia czasu.

NPRM: Czy łowiectwo ma negatywny wpływ na przyrodę?  Popierasz teorię o niszczeniu bioróżnorodności przez łowiectwo?

Marcin: O tym można by napisać książkę. Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali. To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje. W rzeczywistości wszystko zmienić może efekt motyla, a myśliwi powodują efekt buldożera. Już pewne gatunki zwierząt łownych praktycznie wymarły na terenie Polski, na przykład dropie. Wiele jest na skraju wyginięcia i trzeba prowadzić kosztowne programy  introdukcji głuszca czy cietrzewia. Ba, nawet zające są hodowane i wypuszczane do środowiska.

Muszę powiedzieć jasno, w obecnej sytuacji myśliwy ograniczający populację zwierzyny grubej jest konieczny. Mówię to z przykrością, ale takie są fakty. Jednak zupełnie niepotrzebne, a wręcz szkodliwe jest utrzymywanie na liście zwierząt łownych zwierzyny drobnej.  Zwierzyny, która nie czyni szkód łowieckich, a jej obecność w łowisku ma kapitalne znaczenie dla utrzymania bioróżnorodności. Utrzymywanie polowania na ptactwo, zające,  służy wyłącznie zaspakajaniu przyjemności zabijania. To też trzeba wyraźnie powiedzieć .

NPRM: Dlaczego myśliwi nie chcą się zgodzić na skreślenie z listy gatunków łownych zająca, kuropatwy i jarząbka? Nie jest tajemnicą, że gatunki te borykają się z problemami spadku populacji. Twierdzą, że prowadzą ich reintrodukcję zupełnie  bezinteresownie, jeśli to prawda to nadal mogliby to robić, po wyłączeniu tych zwierząt z listy łownych. Skoro zagrażają im liczne drapieżniki, opryski, chemizacja rolnictwa, monokultury upraw, rozwój cywilizacji i utrata siedlisk, po co jeszcze dodatkowo na nie polować?

Marcin: To jeden z wielu absurdów. Hoduje się zające , czy bażanty by strzelać do nich po wypuszczeniu. Bażanty nie powinny występować w naszej faunie, ponieważ ich obecność nie służy rodzimym gatunkom, takim jak kuropatwy, czy cietrzewie. Myśliwi są dobrze zorganizowani i mają ogromne wpływy. W dodatku bronią prawa do polowań na zwierzynę drobną jak przysłowiowej Częstochowy. Ten upór jest bezsensowny, ale wina leży też po drugiej stronie.   Organizacje pozarządowe, anty-łowieckie  powinny stworzyć z PZŁ symulator polowań na kaczki, głuszce, cietrzewie, zające. Taki 3D z prawdziwego zdarzenia. Sam bym chętnie z takiego symulatora skorzystał. Myśliwi mogliby na własne oczy przekonać się, jak łatwo jest się pomylić i zabić zamiast Kaczki Krzyżówki Krakwę, czy inny chroniony gatunek. Zobaczyli by sami jak wiele zwierząt zostaje rannych po polowaniu, a jednocześnie bezkrwawo zaspokajali by swoją myśliwską pasję. Powinniśmy też walczyć o ograniczenie polowań na kaczki do jednego weekendu w roku. Takie stanowisko wytrąca wiele argumentów myśliwym i trudno będzie im uzasadnić chęć polowania na kaczki przez trzy miesiące. Tymczasem drepczemy w miejscu od lat i nic się nie zmienia.

NPRM: Na jakie gatunki zwierząt według Ciebie powinno przestać się polować i dlaczego?

 Marcin: Wszelkie gatunki zwierzyny drobnej, kaczki, gęsi, zające, słonki. Nie mają one znaczenia gospodarczego, nie czynią szkód łowieckich. A polowanie służy jedynie przyjemności myśliwego. Poluje się również na gatunki chronione np. bobry. Ostatnio zbulwersowała mnie informacja, że RDOŚ w Bydgoszczy wydał pozwolenie na odstrzał bobrów w mojej okolicy. Świadczy to o skrajnej niekompetencji urzędników, którzy wydali taką zgodę. Bobry czynią tak wiele dobrego dla bioróżnorodności tamując wodę . To jest temat na osobny artykuł.

NPRM: Brałeś udział w polowaniach zbiorowych, przyglądałeś się z temu z bliska i dlatego jesteś ich stanowczym przeciwnikiem, jako formy zbyt okrutnej dla zwierząt. Dlaczego myśliwi darzą taką sympatią „zbiorówki’’?  Są jeszcze jakieś inne, równie tragiczne tradycje, których powinno się zakazać? Swego czasu opisywaliśmy konkursy norowania i polowania na lisy w stogach pośród pól. Pamiętam, że poszukiwanie materiałów do tamtego artykułu mocno mną wstrząsnęło.

Marcin: Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Myśliwi argumentują, że to tradycja. Lecz tradycją było polowanie z kordelasem na dziki i z łuku na ptactwo i jakoś te tradycje nie są pielęgnowane. Możemy przez następne 10, czy 50 lat tylko diagnozować problem. Zacznijmy wreszcie coś robić. Trzeba ustalić plan działania, cele które chcemy osiągnąć i jakimi środkami, sposobami chcemy uzyskać poprawę. Zwierzęta są słabe, nie mogą  przedstawić swoich racji. Dziki nie zaprotestują pod sejmem przeciw planom dodatkowego odstrzału 40 tysięcy sztuk. Dlatego naszym obowiązkiem jest obrona słabszych. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Organizacje walczące o prawa zwierząt powinny się zjednoczyć, ustalić cele i czas na ich osiągnięcie. Jeśli nie działamy skutecznie, to nie działamy wcale.  Inaczej nic się nie zmieni.

12278010_1064070573623720_2111257375_n

NPRM: Temat na fali w ostatnim czasie: Puszcza Białowieska. Co według Ciebie stanowi o jej unikatowości i jak powinno się ją chronić?

Marcin: Problem jest głębszy i dotyczy całych Lasów ,,Państwowych”, a właściwe ogromnego błędu jakim było powołanie ,,Gospodarstwa Lasy Państwowe”, przez co dochody ze sprzedaży drewna idą na wypłatę dla leśników. Jest to sedno całego zła. Przez to leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Konieczna jest nacjonalizacja Lasów ,,Państwowych”, czyli przeniesienie administracji leśnej do sfery budżetowej Państwa. Jest to warunek podstawowy. Jeśli ktoś mi nie wierzy jak wielki jest to problem proszę porównać zdjęcia satelitarne państw europejskich. Widać tam brązowe i jasnozielone kwadraty to Polskie wycięte lasy. Jest to katastrofalna skala spowodowana ciągłym zapotrzebowaniem leśników na pieniądze, wypłaty, samochody, premie, dodatki. Na to wszystko trzeba wyciąć. Widać to także w statystykach, gdzie obecnie wycina się prawie trzy razy więcej niż wycinało się tuż po II Wojnie Światowej  gdzie drewno było potrzebne na odbudowę kraju. Średnia pensja w Nadleśnictwach 2014 jak podaje NIK Wynosiła 7229 brutto, przy zarobkach niektórych nadleśniczych sięgających 18tyś. Dla porównania pielęgniarka zarabia 3150 .  Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki. Zapytajmy dyrektora szpitala co by się stało, gdyby każdej pielęgniarce wypłacić pensję leśniczego z dodatkami i dać do dyspozycji służbową willę z ogródkiem. Oczywiście jest to niemożliwe, bo dyrektor szpitala nie ma lasu, który mógłby wyciąć i sprzedać. Dlatego konieczne jest znacjonalizowanie lasów . Po nacjonalizacji nastąpi cudowna odmiana leśnika pozyskiwacza w leśnika racjonalnego strażnika lasu, a lasy to przecież nasze wspólne dobro.

Drzewooo

NPRM: Czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi?

Marcin : Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Drzewaa

NPRM: Leśnicy często używają nazwy „chwasty leśne”, w odniesieniu do wiązów, lipy, czy grabu. Dlaczego nie lubią tych drzew? Czy dynamika naturalnego lasu nie polega na zmianie drzewostanu właśnie?

Marcin: Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Prócz łowiectwa, które jest niezwykle istotnym elementem polityki. To powiązanie jest niezwykle ciekawe. W lasach są ośrodki hodowli zwierzyny, nazwane tak dla zmyłki, bo w rzeczywistości są to najcenniejsze obwody łowieckie, które służą do utrzymania Status quo lasów ,,Państwowych”.  Polują tam urzędnicy i politycy różnych szczebli i rangi. Leśnicy nazywają to budowaniem pozytywnego wizerunku lasów ,,Państwowych”. Ja widzę coś dużo gorszego. Zaraz wyjaśnię . Jeśli  Marcin Kostrzyński, szaraczek, chcę wykupić udział w polowaniu musi  zapłacić 4tyś, politycy i urzędnicy są zapraszani i nie płacą, lub płacą symbolicznie. Powinni wpisywać to do specjalnego rejestru, lecz tego nie robią. Sprawdziłem. Jak to  nazwać? Wiemy jak wielu polityków jest czynnymi myśliwymi. Były Prezydent Bronisław Komorowski jest tu doskonałym przykładem. Wiem gdzie i kiedy polował w czasie kadencji.

Co trzeba zrobić? Znacjonalizować lasy. Wyodrębnić straż leśną i utworzyć osobną straż leśno- łowiecką. Zlikwidować ośrodki hodowli zwierzyny, które są w istocie pozostałymi po komunie  terenami łowieckimi dla prominentów. Leśnicy powinni się zajmować lasem, nie łowiectwem. Zakazać w Polsce polowań osobom, które nie mają polskich uprawnień łowieckich. Czyli zakazać turystyki łowieckiej dewizowych myśliwych (Niemców w 90 %). Wreszcie zakazać polskim myśliwym polowania na gatunki chronione w Polsce i innych krajach. Chcę zabić niedźwiedzia, jadę do Rosji, głuszca na Białoruś itd.  Tu sprzymierzeńcem strategicznym mogliby być myśliwi PZŁ zainteresowani przejęciem obwodów od Lasów ,,Państwowych”. Obwody prowadzone przez koła łowieckie lokalnych myśliwych są o niebo lepszym rozwiązaniem dla zwierzyny i przyrody, niż powyższe ośrodki. Przyjeżdża obcy myśliwy i jest zainteresowany  zabiciem najcenniejszych okazów, zdobyciem najlepszych trofeów.


NPRM:
Ulubiony argument myśliwych to „kto zapłaci za szkody łowieckie” – jak wygląda ich szacowanie? Czy rzeczywiście zwierzęta wyrządzają, aż takie szkody? Dlaczego mówimy o szkodach w przypadkach, kiedy nie stosuje się żadnych zabezpieczeń? Ewentualnie, jak tych szkód unikać?


Marcin:
Kolejny temat rzeka. Szkody powinien szacować biegły, niezależny, zatrudniany przez gminę, na terenie której znajduje się obwód łowicki. Obie strony powinny mieć prawo do odwołania się od decyzji. Obecnie szacowanie szkód jest krzywdzące dla rolników, bardzo krzywdzące. Szacuje szkody łowczy i mówi to szkoda na 400 złotych, a rolnik widzi, że stracił 10 tyś, ale nie idzie do sądu, bo musiałby zatrudnić biegłego, dokumentować szkodę i sądzić się dwa lata. A tu czas żniw, w końcu macha ręką i robi swoje. To z kolei wiąże się z pytaniem: dlaczego Lasy, a nie gminy dzierżawią obwody leśne? Z pieniędzy za dzierżawę gminy mogłyby opłacić biegłego bez szkody dla własnego budżetu. Potencjalnie jest tu wielkie wsparcie ze strony Polskich Rolników poszkodowanych przez faworyzujący myśliwskie portfele obecny  system.

Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki, gdzie czuje się bezpieczniej. A paśniki zwane nęciskami gdzie zwabia się zwierzynę na strzał przyzwyczają dziki do smaku zboża i kukurydzy.  Jeśli ograniczymy polowania zbiorowe z naganiaczami do jednego rocznie ,,Hubertowskiego”  i zakażemy polowania przy nęciskach automatycznie ograniczymy szkody.  Unikanie szkód jest znacznie lepsze w obwodach prowadzonych przez koła łowieckie. Przydałaby się tu jeszcze jedna zmiana w prawie. Konieczność przyjmowania do kół   myśliwych zameldowanych na ternie danej gminy. Teraz jest tak, że koło warszawskie dzierżawi obwód i nie przyjmuje miejscowych myśliwych, którzy najlepiej przeciwdziałają szkodom łowieckim.


NPRM:
Oficjalnie celem łowiectwa jest hodowla dzikiej zwierzyny i uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów, kondycji osobniczej, poprawianie bazy żerowej, dbanie o właściwy stosunek populacji do możliwości „łowiska’’ oraz dziesiątki innych drobnych działań. Czy jednak, wobec najważniejszego celu – polowania – nie jest tak, że utrzymywanie nadwyżek populacji jest celowe, co przyczynia się również do problemów rolników? Czy nie stąd wzięło się wyśmiewanie wielu dostępnych form grodzenia, jako nieefektywnych? , Petardy, armatki hukowe, odstraszacze zapachowe także mają nie działać, według niektórych myśliwych.  Ja tu widzę drugie dno – efekt tak zwanego „martwego łowiska”.  Po prostu, po niegrodzonym zwierzyna może się swobodnie poruszać i dostarczać wspomnianych „emocji łowieckich”.


Marcin : Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę, że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko o to, by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak, że rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną, która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek zwierzyny jest powszechne, zwłaszcza w obwodach hodowlanych, gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. Samorządy, gminy nie mają żadnego realnego wpływu na ilości pozyskiwanej zwierzyny, nie mają też żadnych innych korzyści z znajdującego się na ich terenie  leśnego obwodu łowickiego.

13641195_1106010092769430_8647808481302676436_o

NPRM: Jesteś w stanie wskazać, które przepisy prawa łowieckiego myśliwi łamią najczęściej?

Marcin: Najczęściej polują przy nęciskach na jelenie, daniele. Podczas gdy prawo pozwala tylko na polowanie w tych miejscach na dziki, lisy, borsuki, tchórze i kuny . Myśliwi polują (kłusują) na gatunki chronione. Omyłkowo na chronione gatunki kaczek, z premedytacją na ptaki drapieżne i kruki.

NPRM: Alkohol na polowaniu. Drażliwy temat, jednak istnieje przepis, który mówi: „kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni’’. Nie wspominając o dziesiątkach wypadków, które zanotowaliśmy od początku działania naszej kampanii. A przecież podczas „zbiorówek’’ czy myśliwskich imprez, już po pokocie spożywa się alkohol, broń stoi często oparta o krzesła. Jest w pobliżu myśliwych. Inni wspominają na forum dziennika łowieckiego o „tradycji’’ użytkowania nalewek między pędzeniami. To martwy zapis?

Marcin: Widziałem myśliwych tak pijanych, że trzeba było ich nieprzytomnych wozić przyczepką, razem z ubitą zwierzyną. Ale były to przypadki incydentalne. Powszechne są piersiówki, szczególnie w czasie zimowych polowań. Uważam, że na prowadzącym polowanie powinien spoczywać obowiązek sprawdzenia alkomatem wszystkich myśliwych uczestniczących w polowaniu. Poprawiłoby to bezpieczeństwo ludzi i zwierząt. Poprawiłoby to wizerunek PZŁ gdyby wprowadzić taki zapis do regulaminu polowań.

NPRM: Istnieją tak zwane „Biura polowań’’, dzięki którym można wykupić sobie polowanie i odstrzał na gatunki objęte u nas całkowitą ochroną, np. głuszce, cietrzewie, wilki, kozice, niedźwiedzie, rysie i zapewne wiele innych. Poluje się wtedy oczywiście w innych krajach, gdzie prawo dopuszcza taki odstrzał, np. kraje skandynawskie, czy Ukraina, Białoruś, Rosja, Chorwacja. Co sądzisz o działalności takich biur i myśliwych, którzy z nich korzystają? Czy skoro deklarują chronić, zamiast pozyskiwać rzadkie trofeum, nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na odłów i zakup żywych ptaków (głuszców, cietrzewi) dla zasilenia krajowych populacji?


Marcin:
To mniej więcej już opowiedziałem . Warto by temu poświęcić więcej miejsca i zbadać statystyki. Osobiście jestem przeciwnikiem. Można wyobrazić sobie polskiego myśliwego, który jedzie do Afryki i tam poluje na polskie bociany, czy orliki grubodziobe, a upolowane zwierzęta przywozi do Polski.  Jest to też budowanie niezdrowego współzawodnictwa na trofea, a przecież nie o trofea (teoretycznie) w naszym łowiectwie chodzi.

67003_154167371287045_804291_n

Na portalu you tube Marcin posiada kanał o nazwie ”Marcin z lasu” , na którym zobaczyć można przyrodnicze opowiadania dla najmłodszych,” Przyrodyjki” czy malownicze sceny  dzikiego życia oraz rozmówki ekologiczne na leśne tematy. Zachęcamy do subskrypcji i śledzenia kanału. Poniżej przykładowe filmy.

Jako uzupełnienie polecamy dwa inne wywiady z Marcinem Kostrzyńskim, które ukazały się wcześniej na portalach zewnętrznych. Dostępne po kliknięciu w poniższe linki. 

”Las poradzi sobie sam” 

oraz

”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”

 

 

Myślistwo i mity łowieckie

Przyszedł czas na trójkę. Na prośby znajomych i przyjaciół, długo co prawda oczekiwany, ale jest. Wiele osób, nie tylko myśliwych ale i osób zwyczajnych , które coś tam o łowiectwie z propagandy zasłyszały, zagląda na stronę Nie podaję ręki myśliwym i myśli sobie, że założyła ją grupka ekologów-oszołomów co to nie mają pojęcia na czym polega gospodarka łowiecka / leśna, a tylko krzyczą przeciw zabijaniu. Że z miasta nosa nie wytknęli przez życie i się mądrzą, bo „zabijanie jest be”. Kto chce z oponentów może w to wierzyć, jednak podstawą naszej działalności jest dokładna znajomość obu gospodarek i mimo to nie zgadzanie się ze sposobem jej prowadzenia. Teraz wiadomo, choć trudno zrozumieć? Mamy na te sprawy zupełnie inny pogląd po prostu. Cieszę się, że to wyjaśnione, a co kwestii miejskiej…Tylko jeden z administratorów mieszka w małym miasteczku, pozostała reszta to wiocha i słoma z butów.  Dla mnie osobiście aspekt zabijania jest motywem pobocznym, bardziej natomiast zajmują mnie absurdy gospodarki łowieckiej i sposób jej prowadzenia.

72

Gospodarka leśna, w skrócie.
Ludzie, a zwłaszcza rozmaici mędrkowie dostają napadów śmiechu kiedy cytuję, że „ochrona zwierząt poprzez strzelanie jest dla mnie tak samo nie przekonująca jak ochrona lasu poprzez wyrąb”. Co za oszołom, nie ma pojęcia na czym polega racjonalna gospodarka leśna :)! I tu bym polemizował , ponieważ musimy przyjrzeć się na czym w istocie to polega. Musimy wiedzieć, że leśniczy tak samo jak myśliwy nie zajmuje się lasem z miłości do niego, by wszystko rosło w zdrowiu ku słońcu, a po to by nim gospodarować i pozyskać drewno. W skrócie eksploatacja. „Pozyskać”… brzmi znajomo prawda? Dlatego też drzewa wycina, gdyż do tego były przeznaczone, lasy w Polsce są w dużej mierze lasami gospodarczymi ,w których zwierzęta znajdują ostoję zupełnie niepotrzebnie według niektórych osób, które postrzegają je tylko przez pryzmat szkodników. A to coś zgryzą z młodych sadzonek, to stratują ogrodzenie, inne przeryją szkółkę. Do diabła z takimi zwierzętami, nie mogłyby się jakoś zachować w naszym gospodarczym lesie? Tutaj dotykamy aspektu psychologicznego, czyli podejścia jakie te osoby reprezentują, a jest to podejście rabunkowo-roszczeniowe. Liczy się zysk ze sprzedaży drewna i tyle. Tak to funkcjonuje i na tym polega, więc mamy się zamknąć i siedzieć cicho. Inną sprawą jest, że w założeniach gospodarki leśnej przecinki stanowić mają ożywienie lasu i zrobienie miejsca, pod nowe drzewa. Sadzone są gatunki szybko rosnące, świerk, sosna. Czasem gatunki liściaste, jeżeli las nie jest gospodarczym a parkiem narodowym lub krajobrazowym, wtedy dba się o jako taką różnorodność. Perspektywa jest taka, człowiek musi mieć drewno do spożytkowania dla przemysłu w ciągu kilkudziesięciu lat, natomiast gdyby pozwolić lasowi zarastać po swojemu przyrost trwałby setki. Na to oczywiście nie można sobie pozwolić i choć się z tym nie zgadzam, mimo, że hipokrytycznie siedzę teraz przy drewnianym biurku którego nie kupiłem to…. mogę się tylko nie zgadzać:).

Gospodarka naturalna?
Puszcza Białowieska – ostatni zachowany fragment pierwotnych lasów w Europie, powinien być wzorem dla wszystkich tych którzy propagują tylko rabunkową eksploatację środowiska, racjonalne gospodarki etc. W sercu Puszczy nie prowadzi się wycinek, nie usuwa martwych drzew, w których często rozwijają się kolonie larw „szkodliwych” owadów dla drzew, np. brudnicy mniszki. Wszystko gnije, rozkłada się powoli, rośnie jedno na drugim. Mimo braku większośći prac pielęgnacyjnych las nie ginie, a rozwija się i ma zupełnie dobrze. Klimat takiego lasu, jakże inny od gospodarczych martwych monokultur do których przywykły nasze oczy. Tętno pierwotnej puszczy.  Ja uważam, że w przyrodzie nie ma pojęcia takiego jak szkodnik, a tak zwane gradacje owadów czy gryzoni są szansą i wręcz łaskawym darem losu dla innych zwierząt. Z owadów nocnych skorzystają leśne nietoperze i niektóre ptaki, np. lelek kozodój. Dzięki obfitości pokarmu mogą odchować więcej młodych czy wyprowadzić więcej lęgów. Z gryzoni skorzystają lisy, kuny, łasice, sowy itd. Tak naprawdę nie do końca wiadomo, co rządzi gradacjami owadów i gryzoni, ale jedno jest pewne – to zbawienny mechanizm samozachowawczy przyrody dzięki któremu sporo gatunków możemy jeszcze oglądać w obecnej liczebności. W perspektywie czasu, nawet po ostrych wysypach rozmaitych „szkodników” las tak czy siak się samoistnie odrodzi. Jednak, nie za naszego życia. I to jest motorem błędnych pochopnych działań na rzecz „ochrony”, bez zrozumienia przyrody i praw nią rządzących. Człowiek chce widzieć efekt, tu i teraz, natychmiast, jeszcze za swojego życia. I dlatego często, w naszych założeniach przegrywamy. Od 2011 roku w otulinie Puszczy Białowieskiej nie można polować i „pozyskiwać” zwierząt, mimo to ciężko, by mówić o jakimś nadmiarze. Wcześniej nie można też było polować w głębi Puszczy. Oczywiście myśliwi powiedzą, że zwierzęta wędrują i migrują poza teren puszczy i wtedy i tak są odstrzeliwane. Być może tak jest, ale na pewno nie dotyczy większej ilości urodzonych w Puszczy zwierząt.

11219153_677706025685476_6505355177537364540_n

Synantropizacja.
Wiele osób, oderwanych od rzeczywistości psioczy i lamentuje, próbuje straszyć, że co to teraz będzie! Lisy biegają po osiedlu, dziki grzebią po śmietnikach czas zwierzęcej apokalipsy blisko! Zjawisko nosi nazwę jak wyżej w nagłówku i będzie się nasilać. Zwierzęta, by przetrwać są zmuszone uczyć żyć w naszym cieniu i bardzo dobrze im to wychodzi. Są zmuszone, skracać dystans ucieczki, z powodu wszechobecnych hałasów. Gdyby chciały reagować według dawnych norm, musiałyby oszalałe non stop uciekać. Nie raz obserwowałem z traktora sarny, które nie tylko nie bały się hałasu silnika, a spokojnie żerowały na skraju śródpolnego zadrzewienia spoglądając ciekawie. Są przyzwyczajone do tego widoku i prac rolniczych, jeśli ciągnik wjeżdża na pole spokojne oddalają się. Nawet płochliwe  drapieżniki jakimi są w wilki są widywane w Polsce w ciągu dnia. Nie dlatego, że na nas polują, po prostu w obecnym świecie, przy naszej liczebności ciężko jest pozostawać cały czas w ukryciu i nie napotykać człowieka. Czy to tak trudno zrozumieć? Myśliwi zdaje się nie rozumieją, że czasy kiedy zwierzęta żyły w rozległych dziewiczych puszczach minęły. Tego już nie ma. I zamiast tego powinniśmy nauczyć się żyć w harmonii z dzikim zwierzętami, jest to proces z którym przyjdzie nam się zmierzyć. Inna droga, według myśliwych to oczywiście notoryczny odstrzał i prześladowanie. U nas pół biedy, ale w innych częściach świata są drapieżniki zagrażające człowiekowi. Te trzeba będzie trzymać na dystans. Zamiast naturalnego wydawało by się zrozumienia dla sytuacji zwierząt którym zabraliśmy przestrzeń życiową, myśliwi czują agresję. To uraża ich „godność” kiedy lis myszkuje po osiedlu a sarny czy daniele pasą się spokojnie. Głośna sprawa danieli z Grudziądza, które pasły się w lasach podmiejskich nikomu nie wadząc, ku uciesze mieszkańców. Komentarze myśliwych: Sk…ny nic się nie boją nawet!

10440293_10153077737550351_7511662705617870715_n

Czy sławny żubr Pyra. Wiele osób bało się tego zwierzęcia, jednak był zupełnie nieagresywny i nie napastliwy. Po prostu sobie był i tym samym bardzo przeszkadzał, bo i komuś tam parę jabłek zżarł. Nie mówię, że to normalne, by żubry chodziły po ulicach wsi, inne osoby z kolei opisywały spotkanie z Pyrą jako niesamowite emocjonujące przeżycie. I to jest zdrowe podejście uważam.  Natomiast ulubionym argumentem myśliwych i pseudoznawców zagadnień łowiectwa jest:

Locha młodymi! Bardzo groźna. gdby nie myśliwi to nikt z was zas*anych ekozj*bów do domu wieczorem nie dotarł!
PHm no cóż. O dzikach coś mogę powiedzieć. I owo „coś” to 90% więcej niż każdy z nich na ten temat wie. Skąd wziął się mit groźnego dzika? Pierwsze, tryb życia. Dzik z uwagi na w przeważającej mierze nocny i skryty tryb życia jest zwierzęciem, którego zwyczaje mało są znane dla ogółu. Ponura sława dzięki jednemu głupiemu wierszowi. Już te dwie rzeczy dają dobry grunt do dalszej manipulacji i ogłupiania, co myśliwi skrzętnie wykorzystują. Jak się mają do tego zachowania lochy? Pierwsze, cechy osobnicze. Trafią się osobniki, które szarżują na wszystko co się zbliży, ale to ułamek procenta w całości. Czynnikiem wywołującym rozdrażnienie lochy jest pisk przestraszonego warchlaka. Dlatego do nich nie zbliżać się pod żadnym pozorem. Drugim z kolei, jeśli jesteśmy z psem. W żadnym wypadku nie należy psa szczuć czy zachęcać do szczekania, trzeba to powściągnąć. Nic jak szczekający pies bardziej nie rozdrażnia dzika. Oczywiście sytuacja może różnie się rozwinąć i jeśli nastąpi szarża dla własnego bezpieczeństwa należy puścić psa wolno, a samemu salwować się na najbliższe drzewo. Pies, nawet domowy „przydupas” sobie wtedy poradzi, odciągnie uwagę dzika od nas i zgubi gdzieś w krzakach.  Jest to oczywiście ten najgorszy scenariusz i każda osoba która nie traktuje dzików za pomocą psów i strzelby potwierdzi, że bywa zupełnie inaczej. Z moich doświadczeń, spotkałem lochę z młodymi kilkadziesiąt razy i na te wszystkie sytuacje wolała uciec z młodymi czy się oddalić nie atakując. Jedyny raz kiedy zostałem zaatakowany to kiedy zachciało mi się podchodzić samicę z młodymi. Loszka wyprawiła gdzieś podrośnięte już dziczki, sama natomiast zaczekała na mnie w gęstwinie. Jakby celowo… a dalej… to już było wesoło:) Przeżyłem. Jest to jedyny raz kiedy zostałem przez lochę pognany z własnej winy, więc jeśli myśliwi wmawiają wam swoje strachy na temat dzików, nie wierzcie. Sam podczas pierwszych lat obserwacji czy pilnowania pola, bałem się panicznie, jednak nigdy nie dostałem od tych zwierząt potwierdzenia, by lęk był uzasadniony. Zawsze schodziły mi z drogi, wystarczyło się poruszyć, zaszeleścić ubraniem, smarknąć. Są to zwierzęta bardzo czujne i płochliwe, ale też ciekawskie. Parę razy zdarzyło się, że rozmawiając przez telefon, grupa dzików podchodziła do mnie zaciekawiona słysząc głos, mimo że celowo rozmawiałem coraz głośniej, by je odstraszyć, to tylko jakby bardziej je przyciągało. Winne jest nie zwierzę a najczęściej ludzka głupota.

Musimy pamiętać, że myśliwi swoje obcowanie z tymi zwierzętami zawężają zazwyczaj do prześladowania ich – czy podczas polowania z nagonką, wypłaszaniem z psami, postrzałami, strachem. Ranne zwierzę zrobi wszystko aby się ratować, a gdy nie ma wyjścia rzuci się na swego prześladowcę – psa lub człowieka. W najlepszym przypadku kończy się poturbowaniem czy szyciem. Myśliwskie fora pełne są takich strasznych opowieści, które próbują przenosić na dalszy grunt. Zapominają, że sami są sprawcami agresywnego zachowania przerażonych zwierząt, które ranią i tropią.

11196229_679167692205976_2461724682517906324_n

Dziki w miastach
PZdarza się i takie coś. W poznaniu w pobliżu którego mieszkam grupa podrośniętych warchlaków odwiedzała regularnie śmietnisko. Ludzie bali się, ale zwierzęta nie reagowały nawet na szczekające psy spacerowiczów. Interweniowała policja i straż miejska, a dzicze odwiedziny zdarzały się regularnie. Znajomy który pomagał przy wyprowadzaniu ich z miasta mówił, że zwierzęta zachowywały się nad wyraz inteligentnie, jakby wiedziały, że nic im nie grozi. Nie były też agresywne. Przychodziły jakby po swoje i wystarczyło dać im kilkanaście minut pogrzebać przy kontenerach, by spokojnie jak trzoda chlewna dały się wyprowadzić z powrotem do lasu. Rzecz działa się przy trasie po której drugiej stronie jest las, a zaraz za drogą osiedla.

Co innego w przypadkach,kiedy pędzone podczas liczenia czy polowania zwierzęta, które unikały dotąd miasta znajdą się przypadkiem na jego terenie. Wtedy, przestraszone są rozjuszone i niebezpieczne.

Odyńce
Osobiście uważam, że odyńce potrafią być grozniejsze niż lochy, a to dlatego że są bardziej hm… jakby to powiedzieć… złośliwe. Mówię tu o naprawdę starych pojedynkach, dzisiaj już w zasadzie takie sztuki się nie zdarzają, ale! Dawniej bywało, że taki grasujący samotnik pogonił zbieraczy jagód w lesie, nie tylko przegnał ale i wyjadł z koszyków zebrane jagody i grzyby. Poturbował rowerzystę. Zwierzęta te w postaci dorosłej będąc w pełni sił nie mają naturalnych wrogów, a kiedy pokarmu pod dostatkiem rozpiera energia. I dopóki nie otrą się o polowanie , pewne siebie zachowanie pozostaje. W mojej okolicy był taki odyniec, nazywaliśmy go żartobliwie Albertem. Był ogromny i za pewne stary niż przeciętnie to bywa. W każdym razie głośne były przypadki dwa, kiedy Albert wychodził na mało uczęszczaną szosę i ani myślał zejść pojazdowi z drogi. Innym razem był to znajomy jadący rowerem który tak się podobną sytuacją przeraził, że nie wracał już tą samą drogą tylko prosił byśmy odwiezli go autem do domu:). Ja podejrzewam, że samiec ten był prawdopodobnie głuchy czy jakoś w tym kierunku upośledzony. Innym razem wracając z obserwacji  natknąłem się na niego na swoim polu. Mróz był duży -15, śnieg skrzypiał strasznie, musiał mnie doskonale słyszeć. Ominąć go nie było jak, znalazłbym się na otwartym polu w razie co, bez szans. Poczekałem 10 min. aż skończy sobie ryć, jednak nie miał zamiaru. No to petarda, jedna odpalam, buch. Zero reakcji. Myślę co jest? Druga, bum. Nic. Dopiero po trzeciej niechętnie wolnym truchtem, gniewnie fukając oddalił się. Nie spotkałem się nigdy z taką reakcją dzika, czujnego przecież na najmniejszy szelest, stąd moja teoria o głuchocie, częściowej przynajmniej.

10410268_661728263949919_8946808630899793177_n

Wilk selekcjoner?
Myśliwi bardzo chełpią się swoją znajomością przyrody , co przejawia się bardzo często powtarzanym sloganem: Obecnie nie ma drapieżników dla regulowania liczebności zwierzyny, ja zastępuję to brakującego ogniwo!  I w tym właśnie niepozornym zdaniu przejawia się wiedza o przyrodzie naszych myśliwych, a raczej jej brak. Bo gdyby jak deklarują znali zależności w niej zachodzące, wiedzieli by, że rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności – zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją, my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem, nie regulowaniem liczebności zwierząt. W naszej rodzimej faunie wilkom i rysiom możemy przypisać rolę co najwyżej delikatnego selekcjonera, który to wyszuka (a jest w tym perfekcyjny) sztukę słabszą, chorą, czy zwyczajnie mniej sprawną. Wilk ma do dyspozycji węch co umożliwia mu określenie po zapachu osobnika na cokolwiek chorego,czego nie widać gołym okiem.  Zrobi to na pewno lepiej niż jakikolwiek myśliwy. I tutaj dotykamy mitu odstrzału selekcyjnego o czym często trąbię, po prostu aby rozpoznać chore zwierzę trzeba je tropić i podchodzić, obserwować w pełnym świetle i jeśli wyraźnie nie utyka czy nie kuleje, sierść jest normalna, tak naprawdę nie ma szans tego stwierdzić. A na polowaniach zbiorowych strzela się do wszystkiego co wyskoczy podczas pędzenia, w ciągu kilku sekund nie ma zatem możliwości oceny czegokolwiek, a każdy chce coś na takim polowaniu zdobyć. Takie polowania to zwyczajna jatka, niebywała ingerencja w spokój zwierząt zamieszkujących, przez kilka dni czy tydzień las jest jakby wymarły. No i niebezpieczeństwo, nie raz i nie dwa zdarzało się że przerażone zwierzęta wybiegały na dzielącą las jezdnię pod samochody. Jedyne co trzeba przyznać, to że atakowane przez wilka zwierzę szybko nie ginie i lekkiej śmierci nie ma, najpierw jest ucieczka do wyczerpania, potem zależnie od przeciwnika pojedyncze lub grupowe ataki gdzie ofiara wykrwawia i osłabia się powoli. Zwierzę na pewno jest przerażone i cierpi… no, co nie usprawiedliwia przecież alternatywy mordowania ze strzelbą. Myśliwi boją się że gdyby nie oni, to zwierzęta nadmiernie się rozmnożą. Zadają się być głusi i ślepi na podstawowe prawo przyrody które mówi , że zwierząt zawsze będzie w środowisku tyle ile będzie dla nich dostępnego pokarmu i siedlisk.  I kropka. Co jest tutaj niezrozumiałego? Nie ma nad czym dyskutować. Niepotrzebny żaden drapieżnik, gdyż żaden gatunek nie rozmnoży się ponad dostępność dla niego zasobów. A za regulację populacji odpowiadają przede wszystkim choroby, warunki pogodowe, brak dostępności pokarmu i siedlisk. Drapieżniki to tylko kwiatek do kożucha. Próbują myśliwi brać wtedy na litość, odwracać kota ogonem: To co, ma zwierzę zdychać z głodu? Na pewno bardzo przejmuje się tym osoba, która wpierw dokarmia potem zabija, której pasją jest zabijanie , dręczenie zwierząt podczas konkursów norowań, szczucie psami na polowaniu. Wobec tego mówię za siebie – tak, ma zdychać. To naturalne w przyrodzie, że jedne zwierzęta zdychają z głodu, inne ze starości inne w paszczy drapieżnika. Głodujące dzieci już nie obchodzą myśliwych? Umierające z głodu przez ich „lubię mięso”, ponieważ jak wiemy produkcja mięsa jest na tyle nieopłacalna w ogólnej skali, że jest główną przyczyną głodu na świecie. No i tony marchwi, ziemniaków, buraków których dzikie zwierzęta nie potrzebują, a można by to spożytkować na pokarm dla ludzi. A pisklaki, które w lesie wypadną po gwałtownej burzy z gniazda? Nic w tym nie ma dziwnego i niestosownego. Tutaj nagle nasi myśliwi dostają zastrzyku wrażliwości na krzywdę zwierząt, cóż odpowiemy? Żenada.

10991239_900459006640921_1825237417795379489_n

Odstrzał sanitarny
Bardzo lubią się tym chwalić myśliwi. Ma to być szlachetne ”ratowanie” zwierząt chorych lub potrąconych w wypadkach łaskawym strzałem w głowę, natomiast w praktyce wyglądało to niejednokrotnie tak, że panowie marudzili z przyjazdem, odsyłali do weterynarza, policji. Sprawdziłem o co chodzi i jeden myśliwy powiedział mi: Szkoda paliwa i naboju, jak zwierzę chore to jeszcze trzeba je zutylizować na własny koszt, bo na mięso przecież nie można.  No to już wszystko wiem…
Co ciekawe u niektórych myśliwych powszechne jest dobijanie zwierząt nożem, choć jest to nieco ryzykowne i robią to dla zaoszczędzenia naboju. Inni z kolei dobijają tylko strzałem, bo „próbowali nożem i miał potem wyrzuty sumienia”. Pomieszanie z poplątaniem, ale zawsze powtarzam, że na trzeźwo ciężko zrozumieć co w ich „logice” siedzi. 

Czarny zwierz
W naszym kraju dorosłe dziki nie mają w zasadzie wrogów naturalnych. Co innego warchlaki na które połakomić się może ryś, wilk, czasem i lis, bielik i orzeł przedni, puchacz. Atak tych mniejszych drapieżników wiąże się z ryzykiem, o ile kilkudniowego warchlaka orły są w stanie unieść, tak atak na starsze nie zawsze kończy się powodzeniem z powodu czujnej matki i ma na celu najpierw zabicie zwierzęcia, a potem powrót do padliny. Dawniej straty wśród warchlaków potrafiły sięgać nawet 50-70% powiedzmy z siedmiu czy ośmiu przeżywały trzy. Dziki aby zapobiec takim stratom łączyły się w grupy (same lochy, w kupie siła), aby zwiększyć szanse przetrwania dla potomstwa, czyli np. 2-3 karmiące lochy plus jedna lub dwie stare bez potomstwa, często związane jakoś rodzinnie. To dawało większe szanse przetrwania dla młodych, pamiętajmy, że zwierzę też się musi wyspać co w przypadku jednej matki jest bardzo ryzykowne. W takich układach miały możliwość pilnować na zmianę. Czarnego zwierza i ryś i wilk zawsze zostawiały sobie na „czarną godzinę”. Kiedy nic innego nie było w zasięgu do upolowania, a dokuczliwy głód dyktował działanie sprzeczne z doświadczeniem. Czarny zwierz walczy, a gruba twarda pokryta zlepami błota i innych paskudztw szczecina nie ułatwia dostępu do życiodajnych arterii z krwią, nie wystarczy przegryźć gardła jak sarnie. Idąca zimą przez śnieg wataha dzików wydziela ostry odór potu i własnego zapachu wyczuwalny nawet dla człowieka. W środku znajdują miejsce lochy z przelatkami, prowadzi locha lub stary odyniec, który normalnie buszuje samemu, ale bywa, że podczas bardzo srogich zim dołącza do watahy i „dowodzi”.  Całość stada w przypadku zagrożenia otaczają przede wszystkim samce, które też pomagają prowodyrowi przebijać się przez zaspy, czasem go zmieniają. Ofiarami wilków padają wtedy sztuki idące w „tylnej straży”, jeśli śnieg głęboki i przymarznięty ułatwia sprawę wilkom, które poruszają się na powierzchni i są mobilniejsze. Wybierana jest jedna sztuka która jest osaczana, a następnie atakowana ze wszystkich stron, aby uniemożliwić szarżę. Wilki podgryzają nogi, by przeciąć ścięgna ofiary. Kiedy to się uda w dwóch nogach, w zasadzie „pozamiatane”. Dzik okręca się wtedy jedynie w miejscu, kłapie zębami i jest stopniowo przez wilki dogryzany . Stado często idzie wtedy w rozsypkę, jeśli prowodyr nie potrafi zdyscyplinować pozostałych. W takich przypadkach dziki zdaje się jakby rozumiały że trzeba oddać wilkom należną daninę i nie próbują bronić umierających towarzyszy. Zdarzały się natomiast przypadki… podjadania braci.

Ryś poluje na dzika naprawdę w ostateczności, najczęściej ucieka się do zabicia warchlaka i ucieczki z nim na drzewo. Atakuje skacząc z grubej gałęzi, zaczajając się przy szlakach przemarszu zwierząt. Przy skoku na dzika taktyką jest oślepienie, natomiast dzik ratuje się wtedy ucieczką w gęstwinę, by strącić napastnika lub jeśli jest „kumaty” przewraca się, co grozi połamaniem żeber rysia.  W sumie nie wiem po co się na ten temat rozpisałem, ale niech tam. Będzie czytelnik coś wiedział :). Ale co chciałem powiedzieć, wiele osób uważa, że dzików jest za dużo. Ponieważ nie ma naturalnych wrogów. Hm, w takim razie można by stwierdzić że dzików zawsze było w Polsce „za dużo” gdyż drapieżniki unikały polowań na nie wybierając sarny. Kontynuacja myśli będzie poniżej.

11206073_679222212200524_4222526049728151956_n 

Nieudolna racjonalna gospodarka łowiecka
Owo magiczne i tajemnicze słowo , którym myśliwi próbują kończyć wszelką dyskusję bo przecież ekoterroryści  i ci „nawiedzeni zieloni” nie mają o niej żadnego pojęcia. Nie wiem tak naprawdę, co jest do pojmowania w sporządzanych rocznych planach pozyskania zwierzyny, jej dokarmianiu, odstrzału. Powiem tak, za teoriami panów myśliwych stoi owe niecałe 50 lat prowadzenia tej nieudolnej gospodarki , bo za PRL możemy mówić o co najwyżej rabunkowej. Za teoriami ekologów stoją natomiast setki tysięcy lat, jeśli nie miliony prawideł które od zarania rządzą przyrodą. Myślistwo nie jest dzisiaj niczym innym, jak dogadzaniem pierwotnym atawizmom i zaspokajaniem próżniaczego ego, z dorabianiem ideologii o ochronie przyrody.  Pamiętamy przecież tą ochronę , kiedy ekolodzy alarmowali w latach 80. o drastycznym spadku liczebności głuszca, panowie wtedy wyśmiewali się i wiedzieli wszystko lepiej. Koła łowieckie zawyżały w danych liczebność i zezwalały sobie na odstrzał tych ptaków. Dziś kiedy dzięki ich ignorancji i głupocie sytuacja głuszca jest tragiczna, panowie chełpią się, że założyli Fundację Ochrony Głuszca. Można to skwitować jako najwyżej ponury żart historii, ot grzesznik odprawia pokutę.  

Dla myśliwych każde zwierzę to szkodnik.  Takie odnoszę wrażenie po dyskusjach z nimi. Po kolei. Sarna? Zgryza oziminy, korę z młodych drzewek, szkodnik. Zając to samo. Królik? Dokładnie, parszywy szkodnik, zgryzający korę w sadach, uprawy warzywne. Lis? No bój się Boga ekooszołomie, jak możesz pytać! Wynosi kury, łapie myszy (których liczebność ograniczają przecież myśliwi :P), ptactwo, do gazu z nim (Myśliwi na swoich stronach komentując często żałują że nie można zrobić tego z ekologami)! Jeleń? No ten to już potrafi cały las wyżreć. Dzik? Jest ich za dużo! Wilk? Szkodnik, bo zmniejsza myśliwym udział w zabijaniu. Ryś? to samo. Szkodnikiem nie jest chyba tylko uwielbiany i hodowany przez nich bażant, wypuszczany, by można było na niego sobie zapolować.  W skrócie streściłem, jak po rozmowach z myśliwymi oceniam ich stosunek do zwierząt. Mam też wrażenie, że ich podejście do rzadszych gatunków jak wilk, ryś, łoś jest takie – nie mają prawa bytu, ponieważ mamy XXI wiek, nie ma wystarczającej ilości siedlisk, by ekosystem mógł sam funkcjonować. Zatem tylko my i nasze strzelby zadbamy o równowagę środowiska. Często lubią pytać na stronach antyłowieckich, co ekolog jeden z drugim zrobił dla przyrody sprzed komputerka. Ktoś napisał, że zrobił manicure sarnie i wyczesał dzikom szczecinę. Bo tak naprawdę za wiele robić nie trzeba poza drobnymi codziennymi wyborami, ale panowie przekonani o swej przydatności bo:

Zbudowali paśnik, by pomóc przetrwać zwierzynie (by móc ją potem zastrzelić). Coś mi się wydaje że te paśniki są argumentem do przetrwania nie zwierząt, a pseudomiłośników przyrody spod znaku PZŁ. Szlachetne dokarmianie sensem życia, a spróbujcie powiedzieć, że dokarmia się od niespełna 150 lat, a wcześniej dziesiątki tysięcy lat zwierzęta przetrwały bez tego. Co najwyżej w odpowiedzi usłyszycie, że nie macie pojęcia o myślistwie i gospodarce  łowieckiej:). I takim to argumentem można w zasadzie zakończyć dyskusję z każdym na dowolny temat. Dalej, buduje dla zwierzątek ambonę, żeby potem z niej strzelać.  I na tym w zasadzie kończą się „racjonalne” argumenty dla obrony łowiectwa, po więcej odsyłam do innych części:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

ziemniaki

Rykowisko dla jeleni
Zastanawiam się, no kim trzeba być, żeby prześladować zwierzę w jego okresie rozrodczym, w jego własnym domu. To tak jakby zabijać nas ludzi na randce czy podczas uprawiania seksu, chciałby ktoś? A buce robią to w świetle prawa, tylko dla przeżyć polowania, bo przecież w łowiectwie chodzi o przeżywanie pewnych emocji, nie dajcie sobie wmówić, że nie. Emocjonujące może być szczucie psów na rannego dzika i patrzeć jak przegrane zwierzę próbuje bronić się. Walka zwierząt czy pies po szkoleniu poradzi sobie, oto co ich rajcuje. Robią to tylko po to, by zdobyć trofeum-poroże i zawiesić sobie na ścianie, ewentualnie zająć dobre miejsce w konkursie oceny poroża. Dorodne i równo rozgałęzione wieńce bardzo kręcą myśliwych , u jelenia symbol jego samczej siły, u myśliwego na ścianie co? Leczenie kompleksów, chyba. Normalny człowiek, dla przeżyć będzie wolał zobaczyć rogi u żywego jelenia podczas obserwacji.  Jak wygląda troska panów o przyrodę niech poświadczy wpis z jednego z ich forów, poniżej.

11407240_381991858656954_8601428404259949919_n1

Jak widać chodzi tylko o trofeum nad łóżkiem, myśliwy nie cieszy się z tego że zwierzę żyje, a z tego że nikt nie sprzątnął mu trofeum i ma szansę zdobyć…  Tutaj także próbują używać argumentu o gospodarce, ponieważ , jelenie w Polsce w sumie „hoduje się” dla poroża i rozrywek  polujących. Przez większość leśników uznawane są jako szkodniki, za zgryzione drzewka. Argumentują, że jeśli nie odstrzelą tej czy tej sztuki jelenia, to jego poroże wykazujące cechy wsteczniactwa, przekaże się w genach na kolejne pokolenia.  Argumentacja co najmniej dla debili, ponieważ u każdego jelenia w pewnym wieku poroże zacznie się uwsteczniać. Jest to najzupełniej normalne. A kto obserwował życie jeleni podczas rykowiska, ten wie że gdzieś dwóch się bije, tam trzeci korzysta. U jeleni to nasze ludzkie przysłowie często sprawdza się w życiu. Podczas gdy dorodne byki walczą i ścierają się,młodsze cichcem korzystają z obecności łań. Zapładnia więc często młodszy, tym samym argument o przekazywaniu najlepszych umiera śmiercią naturalną. Ciekawe czy panowie nie wiedzą o tym czy celowo mydlą oczy dla usprawiedliwienia swoich jatek ? I jakim prawem myśliwy ma decydować, który jeleń powinien już umrzeć? Prawda jest taka że zabijają tylko po to, by nie tracić poroża, te które wykazuje cechy wstecznictwa piękne już nie jest,a zatem po co w łowisku ma chodzić jeleń z takim porożem i „darmo żreć”. To jedyne o co chodzi w tzw. „selekcji”.

11062809_917557788264376_7509251637512106597_n

Myśliwy kontra kłusownik
Bardzo lubią sami myśliwi i osoby postronne wytykać: Może zajmijcie się kłusownictwem, to jest problem! Etyczny myśliwy a kłusownik to duża różnica! Bardzo się oburzają, dlaczego nie zajmiemy się kłusownikami. Doprawdy?  Dla nas myśliwy to to samo co kłusownik, tym gorszy, że morduje w świetle prawa i zabija znacznie więcej. Ale zestawmy kilka faktów, powodów dlaczego zabija myśliwy, a dlaczego robi to kłusownik.

Dawniej w latach przed i jeszcze powojennych, kłusownictwo było bardzo powszechne. Do tego stopnia, że bardziej, by pasowało na narodową tradycję niż samo myślistwo. Ale OK, dawniej kłusownikiem był każdy, kto zwyczajnie potrzebował czy chciał. Bywało, że taki osobnik wchodził w układ z lokalnym karczmarzem dostarczając na lewo dziczyznę, w zamian za naboje i… alkohol. Wnykarz zastawiał sidła, głównie z biedy, dla zdobycia mięsa i wyżywienia rodziny.  Nie ma co porównywać tego, że zwierzę dusi się we wnykach do śmierci od kuli, ponieważ myśliwi często pudłują albo szczują zwierzę psami. Jeden i drugi zabija, z tym, że kłusownik znacznie mniej niż myśliwy… Drugi natomiast zabija dla rozrywki, dla „regulacji populacji”. Są oczywiście wśród myśliwych i „mięsiarze”.  Dziś już nie ma chyba zbytnio możliwości sprzedania na lewo dziczyzny, kłusują więc na użytek własny, lub z przyzwyczajenia. Ot, ojciec zastawiał wnyki, zawsze u nas były to i ja będę… byle nie dać się złapać. W każdym razie bardziej jestem w stanie zrozumieć osobę która zabija sobie raz na jakiś czas z biedy i głodu, niż osobę która w świetle prawa, dla rogów „pozyskuje” dziesiątki czy setki sztuk z limitem.

Bezsensownie mordują – polowanie na gołębie grzywacze
Kolejny nie mający żadnego logicznego uzasadnienia aspekt łowiectwa w Polsce. O ile można ostro polemizować o konieczności odstrzelenia czasami lisa czy dzika, tak tutaj nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Ale po kolei. Grzywacze żadnych szkód rolnych nie wyrządzają, a jeśli już czymś pożywią się na polu można mówić o szkodzie minimalnie znikomej, wręcz niezauważalnej. W naszym kraju są średnio liczne. Ptaki te mogą jeść wszystko począwszy od nasion, liści, korzonków, płatków kwiatów kończąc na ich ulubionym owocu bluszczu. Są bardziej pożyteczne niż szkodliwe, zjadają gąsięnice i larwy szkodników. Posiadają też sporo wrogów naturalnych, polują na nie jastrząb gołębiarz, krogulec czy sokół wędrowny. Łączą się w pary na całe życie podobnie jak łabędzie czy gęsi, a stratę partnera bardzo przeżywają. U trzymanych w niewoli osobników obserwowano wyraźną apatię po odseparowaniu samicy. Ale wątpię, by myśliwych cokolwiek to obchodziło. Jak się poluje na te ptaki ? Normalnie myśliwym byłoby ciężko je upolować, uciekają się więc do metod ogłupiania i oszukiwania ptaków.

Pierwszy sposób – przy pomocy tzw. bałwanków, sztucznych ptaków imitujących żywe. Rozsypana karma i ustawia się wabiki.

Drugi sposób , przy pomocy tzw karuzeli, na której kręcą się sztuczne ptaki (tutaj można zobaczyć jak takie urządzenie wygląda: http://allegro.pl/karuzela-do-polowan-na-grzywacze-z-balwankami-i5226364698.html). Tak oto mający się za etycznych ludzie ogłupiają zwierzęta, by zabić dla przyjemności. Jak widać nie są to rzeczy tanie, podobnie jak reszta ekwipunku myśliwskiego. Można jeszcze polować z zasiadki i ukrycia, ale rzadko jest to praktykowane przy tych ptakach.

d016f971-fa86-36e2-6cb0-24fdd3367188

PO CO ?

Normalny człowiek, ornitolog zawodowy czy też amator pójdzie do lasu czy na skraj pola z lasem, tam najczęściej żerują te gołębie. Poobserwuje, porobi zdjęcia czy notatki i na tym koniec, jesteśmy zadowoleni. Każdy normalny, ale nie myśliwy. Jemu nie wystarczą normalne przeżycia wynikające z obserwacji czy przebywania na łonie natury, aby odczuć satysfakcję musi jeszcze dane zwierzę pozyskać czyli zamordować. Jest wtedy radość ze zdobyczy. Dalej pytam, w jakim celu ? Mięsa z tego niewiele, mimo iż można je zjadać. Trofeum też nie… uzasadnienie o regulacji odpada, o szkodach i wściekliznie też. Biorąc pod uwagę, ile wydają przeciętnie na swoje hobby, założyć można śmiało, że żaden z tych „ludzi” nie głoduje. A więc jak argumentują myśliwi: Ty nie rozumiesz, to są emocje, przeżycia podczas spędzania czasu w lesie, radość i satysfakcja ze zdobyczy, strzał to wszystko kończy! Jeszcze tradycja, pamiętamy nieodzowny argument. Nie ma krzty sensu w tym zdaniu, ale skoro strzał wszystko kończy, to może popatrz, zachwyć się, przeżyj , ale nie strzelaj? Czy do tego nie jesteś już może zdolny. Normalny człowiek tego nie zrozumie, bo większość z nas przeżywa i doświadcza przyrody zupełnie inaczej. Oni nazywają to „bambizmem” czy jakoś tak. OK. Ja myślę że każdy wyciągnie odpowiednie wnioski. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/bezsensownie-morduja-polowanie-na-golebie-grzywacze//

Stoją ponad prawem.
Ostatnio częste dyskusje między właścicielami psów a myśliwymi, którzy często zabijają zagubione zbłąkane psy lub zwyczajnie jeśli oddali się od właściciela czy też dla zabawy. Tłumaczą się tym, że pies w łowisku to szkodnik, a oni mają obowiązek, a właściciele nie powinni psa puszczać… już wiemy dobrze, kto jest największym szkodnikiem tej planety, ale w praktyce żaden myśliwy nie został jeszcze ukarany za zabójstwo psa bez powodu. Zazwyczaj argumentują, że musieli bronić się przed rodzinnym psem który w życiu nikogo nie ugryzł, a sąd daje temu wiarę czy też działa na korzyść oskarżonych (sędziowie często polują). Natomiast jaki absurd, myśliwy może puścić w lesie hordę psów, płoszyć zwierzęta i nic mu za to, robi to w świetle prawa. Ale do zabłąkanego psa już wielka pretensja i kula w nagrodę, pomimo, że myśliwy zabija ze 100 razy więcej. Czyli tak, zgraja psów myśliwskich puszczonych luzem może robić co chce ranić i płoszyć, straszyć zwierzęta, natomiast porzucony czy zbłąkany pies który próbował coś utłuc z głodu, to szkodnik zasługujący na śmierć. Panowie raczej powinni cieszyć się z takiego obrotu sprawy, przecież tak narzekają na brak drapieżników i biadolą, że muszą je zastępować… Znowu logika, a raczej obłuda myśliwych w pigułce.

11140023_675581419231270_7120809107710218734_n

Jak widać na załączonych obrazkach myśliwemu wolno puszczać w lesie psy luzem,straszyć i prześladować zwierzęta, jednak potrafią zastrzelić obcego psa przy właścicielu bo „płoszy zwierzęta”. Czego nie robi rozumiem rozszczekana zgraja psów myśliwskich w amoku.


Myśliwych w naszym kraju jest według statystyk 114 tys.  To może jest 1 % z 35-milionowego społeczeństwa. Lasy są dobrem ogólnym,własnością nas wszystkich. I ten 1% próbuje narzucać nam wszystkim swoją chorą wizję rozumienia przyrody, jak i ma ogromne pretensje, że reszta nie pieje z zachwytu nad ich jaskiniowym hobby… Mi by to dało do myślenia.

posokowce

11203168_675414175914661_673113720441054800_n

Ochrona pola
Nie wiem czy nie będzie to swego rodzaju bomba atomowa, która zrobi furorę ponieważ info jest naprawdę ciekawe. Gdyby nie myśliwi , to nikt z was wegetarian nie miał by co żreć, bo dziki by pola splądrowały! Uważasz, że dzik nie jest szkodnikiem, powiedz to samo w twarz rolnikom którym wataha przeorała całą uprawę! – Ulubione dwa argumenty myśliwych. Jeszcze ten o odszkodowaniach. Tak lubią troszczyć się o rolników, jednocześnie narzekając na konieczność wypłat odszkodowań. Sposobów na zabezpieczenie pola jest masa,w tym jeden znany wśród myśliwych, cytuję: Od czterech latach obserwuje na polach (…) pewien skuteczny, a zarazem tani sposób na odstraszanie zwierzyny. (…) Tym ciekawym rozwiązaniem jest niewidzialny płot zapachowy wykonany z ludzkich włosów,

I tutaj może całość wypowiedzi myśliwego na ten temat w screenie.

wc582osy-odstraszanie

I co państwo na to? A na stronach antymyśliwskich gęby wypełnione żalem na szkodniki i biednych rolników.  Pomijając tradycyjne metody takie jak pastuchy elektryczne i rozmaite straszaki, istnieje jak widać metoda którą myśliwi znają, jednak nie mówią o tym nikomu, bo przecież wygodniej jest wypłakiwać się ekologom, ile to odszkodowań muszą wypłacać, a swoje sadystyczne hobby usprawiedliwiać pomocą dla rolników. Ten jeden przykład , będący i tak kroplą w morzu pokazuje nam obłudę, hipokryzję i zakłamanie tego środowiska. W sposobie coś musi być, bo tak dziki mają bardzo czuły węch i unikają ludzi. Pewnego razu podczas „obchodu” zrobiłem siusiu w jednym miejscu. Niesmaczne, ale kto tak nie robi przyznać się.  Oddaliłem się od tego miejsca o 100 metrów , no i nocna obserwacja. W końcu idą 3 dziki. Dotarły do tego miejsca, obwąchały po czym zawróciły i poszły zupełnie inną drogą.
Komentarze samych myśliwych:

mysliwiwc582osy

Co do odszkodowań. Myśliwi tworzą prawo łowieckie. Dlaczego nie wprowadzą takich poprawek, by nie musieć ich wypłacać? Proste, bo wtedy upadnie argument o odszkodowaniach . A ułatwiło by to życie obu stronom. Rozwiązanie jest bardzo proste, należało by stworzyć fundusz, rodzaj ubezpieczenia które opłacałby sam zainteresowany i ubezpieczał uprawę tytułem szkód wyrządzanych przez zwierzęta. Ale lepiej psioczyć, dorabiać sobie gębę darczyńcy dla poszkodowanych etc. W takim powiedzmy wczesnym średniowieczu dzików było na pewno bardzo dużo, ludzie mieli także pola uprawne i pomimo braku zaawansowanej techniki potrafili sobie poradzić ,odstraszyć, ograniczyć szkody. Dziś wszystko bardzo wszystkim przeszkadza, a jedyne rozwiązania jakie widzą ludzie mający się za wszechwiedzących oraz inteligentnych do pokrzykiwanie „za dużo!, selekcja! ,odstrzał! ,eutanazja?” Pamiętajmy, że bycie myśliwym jest zupełnie dobrowolne, nikt nie zmusza do zajmowania się tym, co za tym idzie wpłacania składek – wkładu finansowego, tym samym wypłat odszkodowań. Nie pasuje? Zrezygnuj jeden z drugim.

Więcej na temat sposobów zabezpieczenia upraw do przeczytania w tym tekście:
Jak łowiectwo niszczy rolnictwo? 

Obłudnie kłamią – sprawa liczebności zajęcy
Niegdyś każdej wiosny dziesiątki szaraków ganiały się ze sobą na polach, samce walcząc ze sobą podczas tzw parkotów. Poźniej, z każdą dekadą można było obserwować spadek, aż dotrwaliśmy do czasów kiedy spotkać jednego graniczy z dużym szczęściem. Ekolodzy wtedy zwracali uwagę, myśliwi oczywiście śmiejąc się wiedzieli lepiej. Dziś szczycą się tym, że reintrodukują zająca do siedlisk. I bynajmniej nie robią tego z dobroci serca, lecz po to gdy tylko stwierdzą „nadwyżkę” o kilka sztuk czym prędzej je odstrzelić. Poluje się nadal , mimo że wszyscy zgodnie twierdzą zarówno ekolodzy i myśliwi że sytuacja zająca jest zła. Z tym, że to myśliwi dzierżą palmę pierwszeństwa w „ochronie” i jeżeli zdecydują się na odstrzał, to nikt im nic nie może zrobić. Moim zdaniem zając z listy zwierząt łownych powinien zostać skreślony na stałe już 10 lat temu, jeśli nie wcześniej. Po to mamy rozum żeby reagować, a przepisy można zmienić. Można też wycierać sobie gębę paplaniem o tradycji podczas gdy gatunki giną na naszych oczach.

pokot1

Na mizerny dzisiaj stan liczebny zająca złożyło się wiele czynników. Choroby, drapieżniki, chemizacja rolnictwa. I myśliwi chcieliby byśmy widzieli tylko tyle. Niestety, pamiętam też z opowiadań, że w latach 60. i 70. pokoty zajęcy szły w setkach, a martwych ładowane całe wozy. Zabijane były setki w każdym obwodzie,w skali kraju dziesiątki tysięcy lub więcej. I nikt mi nie powie, że taka rzeź nie miała wpływu na spadek liczebności. Zależność jest prosta, gdyby zajęcy wtedy nie trzebiono, dziś nie mielibyśmy problemu z jego tragiczną sytuacją, a o konieczności ochrony rozmawiałyby 300 lat pózniej nasze prawnuki. Być może do tego czasu zauważylibyśmy co się dzieje i wypracowali skuteczne metody ochrony. Nie ma co gdybać. O tym ile się zabijało piszą sami myśliwi na swoich forach  I najciekawsza logika panów, czyli winne są tylko drapieżniki, a ich własne trzebienie idące w setkach sztuk to już nie… Przypominam, że zwykły lis wyżywi się jednym zającem przez 2-3 dni i nie zawsze na nie poluje, wręcz bardzo rzadko z uwagi na czujność i szybkość zająca. I robi to dla własnego przetrwania. A człowiek-myśliwy? Dla radochy z polowania, bo przecież nie z głodu. Kilku myśliwych zabijało paręset zajęcy których do niczego nie potrzebowali w ciągu JEDNEGO polowania. Te same paręset zajęcy miało, by szansę mnożyć się i przetrwać, tym samym padając sporadycznie łupem wrogów naturalnych. Dla mnie to jest normalna i racjonalna gospodarka zasobami przyrody. Nikt mi nie powie, że te masowe zabijanie nie przyczyniło się do zachwiania ekosystemu i delikatnych zależności wśród zwierzyny drobnej. Pamiętajmy logikę – myśliwy zabił zająca, dobrze. Lis złapał, o co za szkodnik! Trzeba zabijać! I obecny dziś żal myśliwych nie wynika, żebyśmy dobrze rozumieli dlatego że równowaga w przyrodzie została przez nich zachwiana, a dlatego że nie ma na co polować.

Polscy myśliwi pozyskiwali (czytaj: strzelali) ok. 1 miliona zajęcy rocznie, a w szczytowym sezonie 1,3 mln.W latach 1970-1980 odławiano (corocznie!) ok 100 tyś. zajęcy na eksport do Włoch i Francji. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/klamstwa-mysliwych-sprawa-liczebnosci-zajecy/

Sami świadczą przeciw sobie, chcieliby zmydlić społeczeństwu oczy, że co złego w polskiej przyrodzie to nie my, my to tylko ochrona… na pewno do ochrony gatunku przyczyniły się pokoty idące w setkach sprzed lat. Jakie wtedy było uzasadnienie? Tradycja? Robią szkody, a może nie wyżywią się biedne? Czy sama satysfakcja z licznego pokotu, a z najdorodniejszych pasztet, bo przecież nie wszystkie spożytkowaliście, część było pozostawianych.

Teraz próbują wszystko zrzucić na choroby i chemizację rolnictwa. Komentarz kolegi po strzelbie mówi sam za siebie. Dla myśliwych zwierząt zawsze jest „za dużo”.

zajc485ce-lpm-2

Gdyby nie myśliwi to zwierzyna się zdegeneruje, bo zabijają TYLKO CHORE, SŁABE I UPOŚLEDZONE GENETYCZNIE OSOBNIKI!
Można by rzec – myślałem że nic już mnie nie zdziwi. Ale nie. Istnieją osoby które twierdzą że muszą zabijać bo jak nie to zwierzęta się ZDEGENERUJĄ. Pomijając absurd tego założenia,bo nie wyobrażam sobie rozpoznania w całkowitej ciemności osobnika ułomnego genetycznie,mamy na liście zwierząt łownych 31 gatunków. Zatem kto selekcjonuje pozostałe tysiące gatunków owadów, ptaków, płazów, gadów, małych ssaków, nawet drapieżników takich jak wilk czy ryś? Ok, częściowo robi to sama natura, i zwierzęta są piękne , dorodne, od tysięcy lat. Były nawet dorodniejsze zanim myśliwi zajęli się owym selekcjonowaniem , bo odyńce o wadze powyżej 300kg nie były niczym niezwykłym, a dziś gdzie takiego spotkać? Tak samo Jelenie dwudziestaki i powyżej.  Sami myśliwi narzekają, że dziś już bardzo ciężko ”pozyskać” takie sztuki, a waga pozyskiwanych Jeleni zmniejszyła się na przestrzeni lat . Oto do czego przyczyniła się owa selekcja, zabijano najdorodniejsze sztuki dla trofeów,tym samym rozmnażały się te bardziej cherlawe i przekazywały cechy dalej. Oczywiście każdy młody Jeleń ma szansę stać się ”bykiem kapitalnym” jeśli pozwolić mu żyć. No dobrze, a ludzie, kto nas selekcjonuje? Dlaczego jakoś nie degenerujemy się pomimo rozmnażania na potęgę? Odezwijcie się do mnie gdy któryś myśliwy wam to sensownie wyjaśni.

Ochrona własnego dobytku i wiejskie życie – wspomnień czar.
Często panowie próbują nas przekonać jakim to szkodnikiem jest lis, bo zagryzł komuś kury. Ludzi tych cechuje skrajny pragmatyzm, wszelkie rozwiązania jakie widzą, to siłowe, za pomocą strzelby i śmierci. I u nas chwycił nie raz. I pomimo, że znam dokładnie lokalizację ich kryjówek jest to wielopokoleniowy system nor, istniejący z 50 lat, nigdy do głowy mi nie przyszło mieć do niego jakiekolwiek pretensje ani chodzić go prześladować.  Mieliśmy o tyle łatwiej, że gospodarskie psy zawsze reagowały w porę. Obecnie kury wypuszczane są do ogrodzonego sadu gdzie nic, poza jastrzębiem im nie grozi. Gryzonie typu myszy, szczury wyłapywały u nas… psy. Nikt ich tego nie uczył, same chodziły do stodoły czy magazynu ze zbożem, chyba z nudów. Inny pies potrafił upilnować kur przed jastrzębie, kiedy ten krążył w powietrzu, pies biegał po podwórku patrząc w górę, a gdy ptak zniżał lot zaczynało się szczekanie i uniemożliwienie polowania. Za jakiś czas jastrząb zmienił taktykę, czatował na drzewie, a następnie lecąc nisko przy ziemi próbował w ten sposób coś pochwycić.  Jeszcze wcześniej gdy mieliśmy perlice, samiec lubił frunąć i siadywać na stodole. Stamtąd monitorował okolicę a gdy coś się zbliżało reagował ”perliczeniem”. Na co reagowały zarówno kury jak i kaczki.  Takie tam ciekawostki.
Cyrk
Większość niefrasobliwie bierze udział w tych spektaklach nie zdając sobie sprawy w jakich warunkach przebywają zwierzęta. Jak okrutnie są tresowane, by podczas występu perfekcyjnie odegrały swoją rolę. Na youtube’ie jest mnóstwo filmów, jak „wdzięczne i kochające opiekunów” lwy, tygrysy, słonie, buntowały się zabijając treserów. O takich przypadkach oficjalnie znikąd się nie dowiecie. Cyrk tak, zwierzęta w nim, nie. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj:

http://animalus.blog.pl/2016/01/14/tresura-w-cyrkach/

Szczyt łańcucha pokarmowego
Osoby polujące i jedzące mięso uważają, że to człowiek jest panem i władcą świata, znajduje się na szczycie łańcucha pokarmowego i nic nie może mu zagrozić. Pomijając, że jesteśmy zupełnie bezbronni wobec dzikich zwierząt, nawet jadowitych pająków i węży, to jeśli już uczciwie przyznać na szczycie tegoż łańcucha znajdują się… wirusy i bakterie. Taki człowiek pan i władca, a jednak w pewnych przypadkach nie poradzi sobie z formą życia o rozmiarze miliardowych części milimetra. Te same wirusy w postaci przetrwalnikowej są w stanie przetrwać i wypalanie palnikiem i wszystkie detergenty, promieniowanie UV, jądrowe, temperatury ujemne, ba niektóre formy ziemskiego życia, są nawet w stanie przetrwać w przestrzeni kosmicznej. Gdzie nam do władzy i panowania, najwyżej kury szczać prowadzać.

Czy coś pominąłem? Za pewne sporo, choćby i udział dzieci w polowaniach . Kończę zatem na dziś moje rozważania i dziękuję tym którzy cierpliwie przeczytali. Zachęcam też do przeczytania pozostałych części, dostępne tutaj:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

11084299_10200226365019239_20481653252436010_n