Dlaczego łowiectwo powinno być zabronione? Wywiad z Hanną Mamzer

Dziś naszym gościem była dr hab. Hanna Mamzer. Hanna zajmuje się naukami humanistycznymi, oraz jest psychologiem i socjologiem w stopniu profesora na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Prezes lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, oraz członkini Polskiego Towarzystwa Etycznego, a także Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach, wyjaśni dlaczego sprzeciwia się polowaniom.

MyElmas

NPRM: Jak to się stało, że jesteś przeciwniczką łowiectwa? Czy wydarzyło się coś szczególnego? Myśliwi nie przekonują Cię swoimi argumentami?

Hanna Mamzer: Jestem zwolenniczką niezabijania zwierząt. W ogóle. W związku z tym staram się dbać o to, żeby się do ich zabijania przyczyniać się w jak najmniejszym stopniu: nie jem mięsa, ryb, nabiału, unikam wyrobów pochodzenia zwierzęcego, nie zgadzam się na zabijanie zwierząt. Potępiam łowiectwo. Nie stosuję trucizn, ani śmiertelnych pułapek na zwierzęta.

NPRM: Czym zajmujesz się zawodowo?

Hanna Mamzer: Jestem psychologiem, socjologiem i pracuję na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na stanowisku profesora. Jestem też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Współpracuję z fundacjami i organizacjami pro zwierzęcymi, promującymi empatyczne podejście do zwierząt. Prowadzę szkolenia i wykłady z zakresu kompetencji miękkich i różnic kulturowych (przez wiele lat osią główną moich zainteresowań była wielokulturowość). Jestem też prezesem lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, członkinią Polskiego Towarzystwa Etycznego oraz Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach. Poza tym prowadzę dom tymczasowy dla psów.

NPRM: Łowiectwo niewątpliwie miało wkład w rozwój naszej cywilizacji i przyczyniło się do jej obecnego kształtu. Jak ocenisz ten wpływ. Jak widzisz jego rolę w XXI wieku?

Hanna Mamzer: O wpływ łowiectwa na rozwój ludzkiej cywilizacji bardziej należałoby zapytać historyków. Ja – jako socjolog- mogę powiedzieć, że w XXI wieku, w społeczeństwach ponowoczesnych, nie ma potrzeby polowania na zwierzęta, żeby zdobyć jedzenie (pomijam, że człowiek w ogóle nie musi jeść mięsa, żeby żyć). Nie przekonują mnie argumenty o konieczności redukcji pogłowia jakichkolwiek zwierząt- można zamiast zabijać, zadbać o to, żeby się nie rozmnażały (np. podając środki antykoncepcyjne). Jeśli więc łowiectwo nie jest potrzebne ani do zdobywania pożywienia, ani do regulowania pogłowia, to nie widzę dla niego żadnego racjonalnego uzasadnienia. Jeśli ktoś mówi, że to sport – to jako dyplomowany psycholog z całą odpowiedzialnością twierdzę, że to nie jest zachowanie mieszczące się w psychologicznej normie. Tradycje, przynależność do grupy, rytuały i kontakt z przyrodą- wszystko to można zrealizować w sposób inny, niż przez polowanie.

NPRM: Co sądzisz o udziale dzieci w polowaniach?

Hanna Mamzer: Znów – pisząc jako psycholog, uważam, że jest to zupełnie zbędne, a wręcz szkodliwe. Eksperymenty Alberta Bandury z lat 60tych dwudziestego stulecia i jego koncepcja społecznego uczenia się, jednoznacznie wskazują, że dzieci nie tylko naśladują agresywne zachowania dorosłych, ale tworzą nowe formy agresywnych zachowań. Nie widzę sensu wzmacniania takich postaw w dzieciach. Udział dzieci w polowaniach zagłusza ich naturalne empatyczne nastawienie do istot żywych. Argument zarobkowania też mnie nie przekonuje, bo w XXI wieku dzieci powinny się bawić i uczyć, a zarabiać na nie powinni ich rodzice, którzy są za nie odpowiedzialni, także materialnie.

14680815_1288082374570589_5876669168366333875_o

NPRM: Co myślisz o przedstawianiu dzieciom wzorca bohatera – myśliwego (z którym mogą się utożsamiać). Czy to nie odziera to dzieci z niewinnego, czystego podejścia do natury? Myśliwi uważają, że ucząc dzieciaki łowiectwa zaszczepiają im prawidłowe podejście do natury, oraz tzw, „zaradność”.

Hanna Mamzer: Uważam, że zaradności należy uczyć inaczej niż przez agresję- nie wiem jakiego rodzaju problem dziecko miałoby umieć rozwiązywać dzięki takiej socjalizacji. Dzisiaj potrzebujemy rozwiniętych zdolności komunikacyjnych, kompetencji miękkich: empatii, asertywności, umiejętności negocjacji: nigdzie tu się nie mówi o agresji, a już tym bardziej o zabijaniu. W XXI wieku zaradność nie ma charakteru „strzelania z łuku”. Oznacza całkiem inny zestaw umiejętności. Słowo bohater ma pochodzenie irańskie – bahadur – mężny, atleta itp., lub węgierskie bátor – dzielny, stąd przydomek króla Stefana Batorego, był to tytuł nadawany za poświęcenie dla innych ludzi, a nie za zabijanie zwierząt i polowanie.

NPRM: Jesteś też pedagogiem, wykładowcą. Myśliwi często przybywają do szkół w celu prowadzenia zajęć edukacyjnych na temat przyrody, pokazują dzieciom trofea, skóry, czaszki, zabierają do paśników, organizują ogniska, czy zbieranie kasztanów lub żołędzi dla zwierząt. Opowiadają im o zwyczajach zwierzaków i gospodarce łowieckiej. Co myślisz o prowadzeniu przez nich takich zajęć i czemu mają one służyć?

Hanna: Ja wykładam w szkole wyższej, do nas myśliwi nie docierają. Tego rodzaju działalność ma po prostu charakter PRowy i indoktrynacyjny. Jest w mojej ocenie nieetyczna: no chyba, że mówi się też o zabijaniu zwierząt, sposobach skórowania itd. To oczywiście sarkastyczne- ale jeśli takie treści są pomijane, to pytanie – dlaczego?

2MyMarko

NPRM: Podobno wspierasz lokalne grupy blokujące polowania zbiorowe. Oprócz oczywistego ratowania zwierząt na jakiś czas, co według Ciebie dają takie akcje?

Hanna: Nie miałam okazji wspierać takich grup, ale z nimi silnie sympatyzuję. Uważam, że jest to wspaniała forma oporu społecznego wobec praktyk, które nie są społecznie akceptowane- myślistwo akceptuje jedynie 10 % badanych (tak mówi sama rzeczniczka PZŁ). Są to formy oporu nieagresywne, twórcze (jak na przykład blokowanie polowań przez aktywistów przebranych za grzybiarki w nadleśnictwie Bircza), zainspirowane takimi działaniami jak wystąpienia Gwen Barter już z 1962 roku (reprezentującej Hunt Saboteurs Assotiation). Tego rodzaju działania pozwalają nagłośnić niechęć opinii publicznej do polowań. Promuję je mówiąc o nich na konferencjach- na przykład w kontekście zaangażowania obywatelskiego. Na jednej z ostatnich konferencji- w maju tego roku, mówiłam o tych protestach w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego- wielu słuchaczy nie wiedziało, że takie akcje są realizowane- a więc moje popularyzatorskie wystąpienia mają sens.

NPRM: Jeden z byłych myśliwych, z którym rozmawialiśmy ostatnio, uważa, że regulacja pogłowia dużych zwierząt łownych jest konieczna. Zgadzamy się z tym. Jednak jakie alternatywne wobec odstrzału, metody regulacji populacji zwierząt zastosowałabyś?

Hanna: Już wspomniałam wyżej – antykoncepcja. Po drugie- w latach 1968-1972 John Calhoun zrealizował eksperyment na szczurach – zamknięta w stodole populacja, miała stworzone idealne warunki do rozrodu i nie było tam żadnych wrogów naturalnych. Okazało się, że gdy populacja osiągnęła zbyt dużą liczebność, uruchomiły się oddolne mechanizmy regulacyjne skoncentrowane wokół rozrodu, które ten rozród po prostu ograniczyły (u szczurów zaobserwowano zniesienie rytuałów kopulacyjnych, samice nie budowały gniazd, nasiliła się wewnątrzgatunkowa agresja- także samców wobec samic i samic wobec potomstwa). Wszystko to doprowadziło do zmniejszenia populacji- wtedy wszystkie te „patologie” zniknęły i populacja zachowywała się „normalnie”. Eksperyment ten pokazał zdolność populacji do samoregulacji.

NPRM: Co według Ciebie należało by zmienić w dzisiejszym polskim łowiectwie, i dlaczego?

Hanna Mamzer: Uważam, że powinno być zabronione. Argumenty podałam powyżej.

NPRM: Twoje obszary zainteresowań badawczych, to między innymi zwierzęta. Możesz to rozwinąć?

Hanna: Tak- ostatnio zajmuję się coraz więcej relacjami ludzi i innych zwierząt. Doszłam do tego punktu, tak samo jak znany filozof polityczny z kanady- Will Kymlicka. Zajmował się on przez lata mniejszościami etnicznymi i proponowaniem polityki równouprawnienia tych mniejszości. Zwierzęta dzisiaj traktujemy jako ostatnią kategorię społeczna podmiotów eksploatowanych przez ludzi. Przestaliśmy eksploatować niewolników, kobiety, mniejszości etniczne, religijne i seksualne. Eksploatujemy jeszcze zwierzęta. Liczę, że to się za mojego życia skończy.

NPRM: Inny obszar Twoich badań z zakresu psychologii społecznej to między innymi „agresja i konformizm”. Ma to jakieś powiązanie z zainteresowaniami związanymi z zabijaniem zwierząt jako weekendowego hobby wśród myśliwych? Czy po prostu jest im wygodniej żyć zgodnie z ideałami w jakich zostali wychowani? Bo przecież poglądy i podejście zmienić można, czego dowodem są myśliwi będący dziś po stronie obrońców praw zwierząt.

Hanna: Interpretowałabym to inaczej- agresja i konformizm to społeczne formy zachowania zwierząt stadnych. Pełnią funkcje biologiczne, pozwalają na zrealizowanie konkretnych celów. Człowiek wykształcił sobie narzędzie o charakterze nadrzędnym- kulturę. Nie musi być agresywny, żeby zachować miejsce w grupie i nie musi być konformistą, żeby być bezpiecznym. Agresja i konformizm, jak i wiele innych zachowań społecznych pełnia konkretne funkcje- u człowieka te funkcje mogą być realizowane przez wspomnianą kulturę.

Dziś polować nie musimy. Nie ma ku temu żadnej racjonalnej potrzeby. Uprawy rolnicze tak jak i leśne można chronić przed zwierzętami na wiele rozmaitych sposobów, oraz odstraszać. Dzisiejsze łowiectwo służy tylko wąskiej grupie hobbystów, pozostałe 35 mln Polaków nie poluje, a świat dalej się kręci.

NPRM: Dziękujemy za tą interesującą rozmowę. Dowiedzieliśmy się zatem, że łowiectwo nie ma prawa bytu we współczesnym świecie, nastawionym na rozwój, empatię, świadomość, pokój i twórczą współpracę. Tak jak to wynika z Twojej wypowiedzi, dziś aby przetrwać nie potrzebujemy umiejętności zabijania, patroszenia, sprawiania tuszy czy też propagowania kultury łowieckiej. Trudno się też z Tobą nie zgodzić, co do zupełnej zbędności łowiectwa w dzisiejszym świecie. Przy wdrożeniu wszelkich alternatywnych metod zarządzania populacjami dzikich zwierząt, licznych sposobach zabezpieczania upraw i odstraszania, jawi się nam ono jako całkowicie nie potrzebne – chyba, że nielicznej grupie , która z krzywdzenia zwierząt uczyniła sobie sposób na dostarczanie radosnych emocji oraz wypracowała taki styl życia.

Czytaj też: Współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć – Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim. Interesujące wypowiedzi leśnika oraz byłego myśliwego.

1MyEmre

Na stronie Mamzer.pl można skorzystać ze szkoleń z zakresu obejmującego różnice kulturowe i komunikację, a także doradztwa w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi. 

Reklamy

Postulaty i cele społecznej kampanii informacyjnej ”Nie podaję ręki myśliwym”.

17035179_1822506521333240_20141154279_n-1

Co i dlaczego.

Jak każda grupa, której leży na sercu dobrostan zwierzyny, racjonalność działań, bezpieczeństwo polowań, forsujemy proponowane przez nas zmiany do ustawy Prawo Łowieckie. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Nasza działalność opiera się w pierwotnym założeniu przede wszystkim na informacyjnej. Poprzez kontrowersyjną nazwę staramy się przyciągnąć jak największą liczbę osób, i dzięki naszym stronom oraz zawartym publikacjom informować, o absurdach gospodarki łowieckiej, a także wykroczeniach popełnianych przez myśliwych.

Celami działania Społecznej kampanii informacyjnej Nie podaję ręki myśliwym są:

Edukacja przyrodnicza i ekologiczna, z naciskiem na wybrane zagadnienia gospodarki łowieckiej z uwzględnieniem wszystkich możliwych konsekwencji tych działań, dla środowiska i rolnictwa.

Propagowanie rzetelnej wiedzy o łowiectwie – z wszystkimi aspektami pomijanymi, przemilczanymi czy ukrywanymi przez społeczność myśliwską.
Walka z tzw, ‘’Mitologią łowiecką’’ (dokarmianie, selekcja, zabijanie ‘’tylko starych i chorych osobników’’, ‘’zwierzę ginie tylko od jednego strzału’’ etc.)

Publikowanie wszelkich przypadków złamania oraz nie przestrzegania prawa łowieckiego , przestępstw i nadużyć w tym zakresie , kłusownictwa,  czynów zabronionych, znęcania nad zwierzętami noszącymi znamiona okrucieństwa z premedytacją, dokonywanych przez myśliwych.

Informacja odnośnie rzeczywistych motywów działań myśliwych promowanych jako ‘’ochrona środowiska’’, a będących jedynie przykrywką pod interes własny, np. hodowla oraz introdukcja bażanta, do celów polowań, danieli, itd.

Promocja łowiectwa i dbanie o jego dobre imię, poprzez nagłaśnianie pojawiających zachowań kłusowniczych, przestępczych, sprzecznych z etyką myśliwską, tak, by umożliwić organom PZŁ reakcję, napiętnowanie i wykluczenie ze swojego środowiska osób dopuszczających się takich czynów.

Postulaty kampanii :

1. Skreślenie zająca z listy zwierząt łownych.

– Zając posiada w naszym ekosystemie wielu wrogów naturalnych. Nie ma żadnej potrzeby regulacji jego liczebności. Polują na niego ziemne oraz lotne drapieżniki, jest wrażliwy na opryski oraz zmiany w rolnictwie, jak i czynniki pogodowe. Na przestrzeni lat populacja zająca uległa drastycznemu spadkowi, między innymi dlatego, że w szczytowych sezonach łowieckich ubijano rocznie około miliona sztuk, a także odławiano 100 tysięcy na eksport. Strona łowiecka argumentuje, że zajmuje się programem odbudowy populacji zająca, czyli hoduje i wypuszcza do siedlisk. Czyni to jednak we własnym interesie, w celu urozmaicenia późniejszych polowań.  Jeśli myśliwi rzeczywiście chcą pomagać zającowi bezinteresownie, mogą to robić nadal, po wyłączeniu tego gatunku z listy łownych, lub nałożeniu czasowego moratorium.  (….)

2. Zakaz dokarmiania dzikich zwierząt płodami rolnymi i ograniczenie zwierzętom dostępu do upraw, by przeciwdziałać ewentualnym szkodom.  Edukacja rolników w zakresie szkodliwych działań kół łowieckich, sprzecznych z interesem działalności rolniczej. (Hodowla zwierzyny w stanie dzikim na terenach rolniczych)

3. Objęcie kuropatwy i jarząbka całkowitą ochroną gatunkową.

Sytuacja kuropatwy jest jeszcze gorsza, niż zająca. Pozostawienie tego ptaka łownym, doprowadziło do patologicznych zachowań, takich jak odstrzał za pieniądze na terenach Ośrodków Hodowli Zwierzyny (OHZ), które zamiast zajmować się na poważnie reintrodukcją kuropatwy, urządzają płatne jatki, ku uciesze zainteresowanych. Na to nie może być zgody.

Objęcie całkowitą ochroną pozwoli na znaczne ograniczenie takich zachowań, oraz wyeliminuje przypadki „dzikich” polowań prowadzonych nadal, przez pozbawionych wyobraźni myśliwych.  Jarząbek jest zanikającym, średnio licznym ptakiem lęgowym, stosunkowo rzadkim w naszych lasach, a niegdyś wpisanym do czerwonej księgi gatunków zagrożonych.Polowanie na niego pozbawione jest znaczenia gospodarczego. Jest zabijany dla rozrywki.

4. Zakaz polowań zbiorowych.

Polowania zbiorowe, to jedna z najmniej efektywnych jeśli chodzi o selekcję form polowań. Jak określa to jeden z byłych myśliwych, Marcin Kostrzyński: „Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe.”

Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy zaspokojeniu żądzy zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las i przegania  zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.’’
Podczas zbiorówek dochodzi często do wypadków, oraz płoszenia wrażliwych gatunków chronionych.
http://vege.com.pl/2016/07/13/mysliwy-ktory-zamienil-strzelbe-na-aparat/

5.  Zmiana okresów polowań.

Obecnie powszechną praktyką dopuszczaną przez kalendarz myśliwski jest strzelanie do zwierząt podczas ich okresów rozmnażania – rozrodu. Jako przykład niech posłużą polowania na daniele podczas bekowiska, jelenie na rykowisku, lisy w trakcie cieczki, kozły saren w rui, czy dziki w okresie huczki. Te praktyki uważane są w środowisku łowieckim za normalne, a oszukańcze techniki wabienie zwierząt wykorzystujące godowe podniecenie, uważane są za ‘’wspaniałą sztukę i tradycję’’.  Nie godzimy się na tak bardzo pozbawione jakichkolwiek zasad moralnych i poszanowania praw zwierząt zachowania, całkowicie sprzeczne z jakąkolwiek etyką, a hołubione przez środowisko myśliwych. Zwierzęta powinny móc przeżywać w spokoju, zwłaszcza okres rozrodu i zachowań godowych.

6. Okresowe i powtarzalne badania lekarskie i psychologiczne dla myśliwych, oraz testy sprawnościowe.

Aby zostać myśliwym i przez całe życie móc posługiwać się bronią, oraz używać ostrej amunicji, wystarczy dziś przejść badania tylko raz w ciągu całego życia. W praktyce oznacza to, że osoby o różnych jawnych lub utajonych jednostkach chorobowych używają broni w terenie otwartym. Ryzyko potwierdza ogromna liczba „wypadków”, jakie notujemy w ciągu roku: postrzelenia myśliwych na polowaniach, często ze skutkiem śmiertelnym, postrzelenia domowych zwierząt, czy mylenie zwierząt łownych z innymi. Postrzelenia ze skutkiem śmiertelnym przypadkowych osób. Bardzo często na polowaniach zobaczyć możemy osoby, których kondycja fizyczna, jakiej wymaga praca w terenie i posługiwanie się bronią pozastawia wiele do życzenia.
Pełna lista zarejestrowanych wypadków z udziałem myśliwych jest do wglądu tutaj : Wypadki/Przestępstwa

7. Zakaz stosowania nęcisk i wabików.

Podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia przez człowieka, który i tak posiada ogromną przewagę technologiczną, nie może być uznane za etyczne. Biorąc pod uwagę, że wabi się często wykorzystując zachowania i instynkty godowe zwierząt, praktyki te napawają szczególnym niesmakiem.

8.  Zakaz znęcania się nad żywymi zwierzętami, w celu urabiania psów myśliwskich do polowań.  Konkursy norowania i szkolenia dzikarzy, podczas których, żywe zwierzęta w zamkniętych przestrzeniach są poddawane torturom, w celu „wyrabiania pasji i łowności u psów”. Na takie praktyki zgody być nie może, jest to sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

9. Zakaz polowań na lisy na stogach, jak metody sprzecznej z właściwie pojmowanym humanitaryzmem i etyką.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

10. Zwrócenie uwagi na los psów używanych do polowań. 
Psy pracujące na polowaniach z premedytacją są przez swoich właścicieli narażane na rany, kalectwo, śmierć i niepotrzebne cierpienie. Giną od postrzałów, lub od ran zadanych przez dziki. Wszystkie te czyny noszą znamiona znęcania się ze szczególnym okrucieństwem bez potrzeby, oba procedery opatrzone zdjęciami i relacjami, udokumentowaliśmy w tych postach:

Jak myśliwi posyłają własne psy na śmierć

Psy zastrzelone podczas polowań

Z całkowitym zapisem wszystkich postulatów pozarządowych organizacji pro zwierzęcych i ekologicznych, zrzeszonych w koalicji Niech Żyją , mogą Państwo zapoznać się pod tym linkiem :

http://niechzyja.pl/dokumenty/zmiana-prawa-lowieckiego-2015-postulaty-niech-zyja.pdf

nprmlogo2

Mity Łowieckie – Slogany i kłamstwa myśliwych w przestrzeni publicznej.

Temat był już wałkowany wielokrotnie, nie tylko na naszej stronie, jak i w zakładce Mity łowieckie & Okrucieństwo, można znaleźć rozprawę o dowolnym z nich. Jednak wychodząc naprzeciw potrzebom czytelników postanowiliśmy opracować krótką notatkę, która pozwoli poruszać się po świecie myśliwskiej hipokryzji i celnie zbijać wyuczone bzdury, którymi próbują zewsząd raczyć nie zorientowanych.

Mit 1. Myśliwy dokarmia zwierzęta, by pomóc im przetrwać zimę.  Czyli dlaczego, żaden z tych ”nawiedzonych zielonych pseudo-obrońców zwierząt” , nie pójdzie w zimę do paśnika dokarmiać?!

To rzeczywiście, jeden z ulubionych myśliwskich argumentów. Piękny frazes i jeszcze piękniej brzmi, dla kogoś, kto z pracą myśliwych nie miał do czynienia.  Jest tu jednak drugie dno, skrzętnie skrywane, o którym już żaden z myśliwych Wam nie powie. Dokarmia się nie po to, by „pomóc przetrwać zimę”. Lecz co najwyżej,by pomóc sobie. Krótko, chodzi o potencjalnie zmarnowaną dziczyznę. Myśliwi „litościwie pomaga”, a przyszłym sezonie do podtuczonego przez siebie zwierzęcia już bezlitośnie strzela. Dokarmianie jest zwierzętom do niczego nie potrzebne. Przez tysiące lat, podczas występowania znacznie bardziej surowych warunków zimowych, poradziły sobie bez niego. Polski Związek Łowiecki, istnieje ponad 90 lat, a dokarmianie prowadzi się od około 70. Można choćby na tej podstawie,odpowiedzieć sobie, jak bardzo ono zwierzętom jest „potrzebne”. Zwierzęta dokarmianie płodami rolnymi uczą się ich smaku, a następnie jeśli podobnej karmy im w paśniku zabraknie, szukają jej na polach. Dokarmianie nie pozostaje bez wpływu, na zwiększoną populację zwierząt, co jest sprzeczne z interesami np. rolników, ale już bardzo mile widziane przez myśliwych. Taka karma jak buraki, ziemniaki, czy marchew lub kukurydza są niewłaściwym dla leśnych zwierząt pokarmem, i nigdy nie powinny się w lesie znaleźć. Zaś surowa zima, to jeden z podstawowych czynników selekcyjnych pogłowia zwierząt, a „pomaganie im przetrwać” do następnego sezonu, przy średniej temperaturze +5 do -1°C, przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego z uwagi na powyższe, ponad 30 organizacji ekologicznych zrzeszonych w koalicji  Niech Żyją!  są za całkowitym zakazem dokarmiania większych zwierząt łownych. Więcej o szkodliwym wpływie dokarmiania poruszone było tutaj. Dokarmianie – bezsens, czy sens życia myśliwych? 

Niekorzystne skutki dokarmiania:

– Zaburzenie naturalnej selekcji, w wyniku przeżywania osobników słabszych, i pogarszanie jakości stada – to akurat zrozumiałe, bo wtedy mogą trąbić, że trzeba zabijać stare, słabe i cherlawe;

– Roznoszenie chorób – przy karmiskach i paśnikach spotyka się wiele gatunków zwierząt, które bez tego nigdy by się razem nie zeszły, wymieniają ze sobą patogeny;

– Uczenie zwierząt leśnych smaku płodów rolnych, w wyniku czego szukają one ich następnie na polach, zwiększając jeszcze szkody;

– Taka karma jak ziemniaki, buraki, marchew czy kukurydza oraz kiszonki, NIGDY w lesie znaleźć się nie powinny. Gnijąc i zalegając stwarzają też zagrożenie epidemiologiczne;

– Zwierzęta tracą instynkt ucieczki – nie tylko przed człowiekiem, ale też przed pojazdami, w związku z czym giną lub zostają ranne w kolizjach drogowych;

– W zagęszczonych populacjach łatwo rozprzestrzeniają się choroby, wzmagają się zachowania agresywne, dochodzi do zranień i wzajemnych okaleczeń;

– Wywożąc do lasu jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie i w efekcie również naturalne cykle płodności;

– Wszystkie dokarmiane zwierzęta, i tak zostaną następnie „pozyskane”;

– Zwierzęta które najczęściej korzystają z dokarmiania, nie są w żaden sposób zagrożone wyginięciem.

Motywy dokarmiania zwierząt przez myśliwych:

– Niewłaściwie pojmowana, fałszywa troska o zwierzęta, która przynosi więcej szkody niż pożytku (patrz wyżej);

– Myśliwi jakoś nie dokarmiają innych gatunków zwierząt z poza listy łownych, mimo, że też cierpią zimą głód;

– Padłe zimą z głodu zwierzę to oczywiście strata dziczyzny i tuszy;

– Dokarmianie i praca przy nim są potrzebne myśliwym do miłego znieczulania sumienia i łagodzenia stanów, które budzą się, gdy się nieustannie zabija. Można potem mydlić oczy wszystkim wokół, jakim to jest się „dobrym i szlachetnym”, okłamując samego siebie.

Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w drugiej połowie XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Takiego jedzenia w lesie nigdy nie było i nie powinno być. Myśliwym zawsze chodzi o duże stany zwierzyny, większe niż naturalny ekosystem byłby w stanie wyżywić. Najważniejsze jest bowiem, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie.  ~ Zenon Kruczyński

Trzeba dodać, że myśliwi uważają, że dokarmia się po to, aby zwierzęta nie robiły szkód w uprawach. ( Zimą, przy -10°C na gołych polach pokrytych śniegiem i skutej mrozem ziemi rzeczywiście, łatwo o szkody…). Zdają się zapominać, że celom takim służą pasy zaporowe i poletka żerowo-ogryzowe. Argument ten pojawił się w dyskusjach stosunkowo niedawno, jako akt rozpaczy w dawno przegranej debacie.

elk_dokar_-000

Mit 2. Myśliwi muszą zastępować drapieżniki i kontrolować liczebność populacji zwierząt.

Ciężko nawet tą bzdurę skomentować, ale po kolei. Po pierwsze myśliwy nie jest w stanie zastąpić drapieżnika. Drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Wilki polując ”testują” kondycję swoich ofiar, aby ustalić sztukę mniej sprawną w ucieczce, prowadząc ”pościgi kontrolne”. W ten sposób wybierają ze stada rzeczywiście właściwą ofiarę. Który myśliwy pobiegnie za stadem łań, aby sprawdzić ich kondycję? Widzimy więc, że myśliwy nie jest w stanie w żaden sposób zastąpić drapieżnika. W micie tym zawarte są trzy kłamstwa, kolejnym jest twierdzenie, że drapieżniki są od tego, by kontrolować liczebność zwierząt.  Rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności -zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją, my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem, nie regulowaniem liczebności zwierząt. Rolą drapieżników jest utrzymywanie populacji swoich ofiar po prostu w zdrowiu. Jakkolwiek paradoksalnie to brzmi. Jako pozbawione ludzkich skrupułów perfekcyjnie eliminują sztuki chore oraz słabe, a także młode. I to jest selekcja naturalna. Dzikie zwierzęta potrafią same kontrolować swoją liczebność, dostosowując zachowania rozrodcze do warunków w jakich przyszło im żyć (siedlisko, baza żerowa, warunki życia). Dowodzą tego badania naukowe z całego świata. A użytkowanie łowieckie populacji zwykle przynosi skutek odwrotny od zamierzonego, zamiast zmniejszania liczby zwierząt, finalnie zawsze mamy ich więcej. Dlaczego? Ze szczegółami opisaliśmy to w 2 artykułach:
Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików?   oraz Wpływ łowiectwa na liczebność lisów. Ostatnie odnośnie „konieczności regulacji”. Na liście zwierząt łownych jest 31 gatunków zwierząt, w tym 13 gatunków ptaków, a więc „nie – łownych” pozostaje jeszcze z 300 innych.  Myśliwi intensywnie „regulują” raptem kilka z nich. Kto zajmuje się pozostałymi gatunkami zwierząt, ssaków, ptakami, owadami, płazami, rybami, czy choćby owadami? Natura – ano właśnie. Dodajmy, że wszelkie duże drapieżniki, były przez lata tępione, przez osoby z ‘’żyłką myśliwską’’, a na wilki polowano jeszcze w czasach PRL. Człowiek tępił duże drapieżniki po to, by sam mógł więcej polować.

11011936_941794985840656_53094381532512124_n

Mit 3. Myśliwy zabija tylko stare i chore zwierzęta.

To zdanie pokazuje tylko, z jaką premedytacją to środowisko potrafi kłamać. „Bzdura dyżurna”, choć sporo osób jeszcze w nią wierzy. Starych zwierząt łownych w naszych populacjach po pierwsze, po prostu już nie ma, zostały wystrzelane. Dzik w naturze dożywa ponad 25 lat, obecnie najstarsze spotykane osobniki mają po 5-7. Jeleń Szlachetny ponad 20, najstarsze 14, a zazwyczaj zabite zostają do 10 roku życia. Lisy do 14 lat itd… Kalendarz łowiecki dopuszcza strzelanie do zwierząt młodych, tj. warchlaków, wycinków, przelatków, ciężarnych łań czy cieląt np. daniela. Są więc zabijane zwierzęta młode. Zresztą idzcie na polowanie – tam zwierzęta nie leżą „stare i schorowane” po krzakach, w oczekiwaniu na strzał łaski, lecz bardzo żwawo uciekają.  Część osób daje się bardzo nabierać na ten frazes, cóż, tutaj wystarczyła by jedna wizyta na polowaniu. No i po co takie zaangażowanie wokół trofeistyki? Między innymi dlatego, że myśliwych interesuje zabijanie zwierząt jak najbardziej witalnych i dorodnych, dla ”pięknych” trofeów właśnie.

 Mit 4. „Bo łowiectwo to tradycja”.  A człowiek od zawsze polował.

Co do obu zupełna zgoda.  Pytanie, czy wygodniej nam trzymać się zamierzchłych tradycji, czy jako ludzkość chcemy się rozwijać od barbarzyństwa do cywilizacji.  Do nie tak dawna „tradycją” było też niewolnictwo czy brak jakichkolwiek praw kobiet. Gdzie indziej za tradycję uważa się okaleczanie na żywca małym dziewczynkom narządów płciowych. Ci ludzie tak samo odpowiedzą: „Ale to nasza tradycja! A człowiek od zawsze polował”. Człowiek od zawsze robił wiele, rzeczy, między innymi nie mył się, gwałcił, palił i mordował, czy podcierał palcem, a kobiety walił maczugą po głowie ;). Czy myśliwi tym niewątpliwym tradycjom ludzkości dają także wyraz? Nie? Bądźmy więc konsekwentni albo… Dziś nie ma żadnej potrzeby, by prześladować dzikie zwierzęta dla pokarmu, czy skór bądź innych przedmiotów. Niegdyś polowania spełniały szereg istotnych potrzeb człowieka związanych z jego przetrwaniem w naturze, tak jak dostarczały pożywienia, ubrań, przedmiotów codziennego użytku. W obecnej rzeczywistości żadna z tych ról nie ma już znaczenia, chyba, że dla garstki oderwanych od rzeczywistości osobników, pragnących kultywować niechlubną tradycję ludzkości. Warto zadać sobie pytanie, czy cała ta panująca w Polsce ideologia myśliwska jest naprawdę nasza? Oczywiście nie. Tradycję tę przeszczepił na grunt polski August II Mocny, a utrwalił jego syn August III. Ten saski model łowiectwa bardzo się spodobał ówczesnej polskiej elicie i został powszechnie zaakceptowany. To wtedy zaczęto polować dla czystej przyjemności i mieć w pogardzie „mięsiarzy” (polujących dla zdobycia jedzenia):
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

Gdzie indziej „Święta tradycja” wygląda tak. Tradycja – jedno małe słowo, które potrafi uświęcić i uzasadnić najbardziej bezsensowne okrucieństwo świata.

obrzezanie-dziewczynki-550x350

Mit-„argument” 5. Mięso nie rośnie na drzewie!

Doprawdy? Ale jak to :(? Mój świat legł właśnie w gruzach… Zawsze śmieszy mnie, próba „uświadamiania” obrońców praw zwierząt, jak wygląda życie zwierząt hodowlanych. Organizacje ekologiczne walczą w pierwszej kolejności o poprawę losu zwierząt w ubojniach,  a ich aktywiści i działacze zazwyczaj są weganami i wegetarianami.  Niezmiennie kojarzy mi się to z próbą wybielania własnej osoby, szukania dla siebie usprawiedliwienia, odwracania kota ogonem, tłumaczenia jednego okrucieństwa drugim… Bo skoro zwierzęta hodowlane cierpią i hodujemy je na pokarm, to czemu nie zabijać tych dzikich? W czym one są gorsze? Tak argumentował mi kiedyś jeden myśliwych.
Dlaczego warto zrezygnować z mięsa? – nasza notatka na ten temat.

Mit 6. Na polowaniu zwierzę ginie od jednego strzału.

Według źródeł samych myśliwych, na polowaniach zbiorowych postrzałków wśród zwierzyny grubej bywa nawet ponad 30 %.  W innych przypadkach, według ankiety przeprowadzonej na forum Dziennika Łowieckiego, ten % bywa jeszcze większy. Nie szukając długo, na youtube znajdujemy film z polowania, gdzie prowadzący stwierdza ‘’Oddano 49 strzałów, padło 9 dzików’’. Można więc sobie wywnioskować jak to jest z tą celnością. Wychodzi 5 strzałów do jednego dzika.  Więcej na temat postrzałków w artykule poniżej:

Postrzałki na polowaniach

Pudła2

Mit 7.  Święty Hubert zdarzył.

Patron myśliwych, przewracający się w grobie, po każdym bałwochwalczym zbezczeszczeniu jego pamięci musiał już wywiercić dziurę w trumnie. A to dlatego, że św. Hubert będący zapalonym myśliwym przez większość swojego życia, w pewnym momencie doznał objawienia. „Młody Hubert najwięcej czasu spędzał w lasach, gdzie nieustannie polował, łowiectwo było jego pasją. ak było do roku 695, kiedy polując w Górach Ardeńskich, nie bacząc na nic, w sam Wielki Piątek napotkał białego jelenia z promieniejącym krzyżem w wieńcu. Miał wtedy usłyszeć głos Stwórcy ostrzegający go za jego niepohamowaną pasję i nakazujący mu udać się do Lamberta – biskupa Maastricht – Tongres.”
Święty nawrócił się i przestał polować. Miał też ponoć w wyniku tych wydarzeń nauczać, by zwierząt nie zabijać. Może bardziej pasowało, by mu zostanie patronem ekologów i obrońców zwierząt?

hubertk

Mit 8. Myśliwy „pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami”.

Trzeba tutaj podkreślić, że pojmowanie etyki przez myśliwego i przeciętnego człowieka to dwie skrajnie odległe od siebie rzeczy. Etyka myśliwska to kolejny frazes dla laików. W praktyce jego rola to uspokajanie myśliwskich resztek sumienia, że coś tam co robi, jest etyczne. A to tylko zbiór niepisanych norm zachowań w środowisku własnym i postępowania wobec zwierzyny.  Myśliwi nie zastanawiają się nad tym co robią z punktu widzenia etyki. Liczy się tylko to, co dopuszcza kalendarz polowań. Pomijając okrutne i nieludzkie konkursy norowania, szkolenie dzikarzy, podam inne przykłady: w Polsce myśliwym wolno prześladować zwierzęta wtedy, kiedy powinno się zapewnić im jak największy spokój. Przykład choćby – rykowisko. Nasi polujący biegają w amoku po lasach, podchodzą i wabią specjalnymi wabikami jelenie, przeszkadzają im w najważniejszym okresie w życiu. Dlaczego? Magia rykowiska to samo słuchanie. I na tym powinni poprzestać. Ale jelenie byki są w tym czasie mniej ostrożne, zainteresowane łaniami. Można je podejść, czy wykorzystując godowe podniecenie zwabić i zastrzelić. Takie pomylone zabawy, prześladowanie i zupełnie nie fair gry wobec zwierząt, uznawane są w środowisku myśliwych, za etyczne. Zresztą zabija się nie tylko jelenie podczas rozrodu. Także daniele podczas bekowiska, lisy w okresie cieczki, dziki w trakcie huczki, słonki na ciągach, kozły saren w rui, a dawniej cietrzewie i głuszce na tokach. Można też strzelać do ciężarnych łań, jak i przy użyciu nęciska wabić zwierzęta pokarmem i strzelać podczas jedzenia. Wydaje się, że ludzie mający w teorii bliższy kontakt z naturą, powinni mieć dla zwyczajów zwierząt jakiś szacunek, pokorę i zrozumienie. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Myśliwy zdają się odnajdywać jakieś upodobanie, w prześladowaniu zwierząt podczas okresów godowych. A płoszą przecież wtedy szereg innych gatunków przy okazji. Chyba, że za „etyczne” i załatwiające moralną sprawę takich polowań, uznamy myśliwskie zwyczaje włożenia w pysk zwierzęcia gałązki „ostatniego kęsu”, czy ułożenie pokotu. Według myśliwych, te puste gesty sprawę załatwiają.   Dodajmy do tego dziesiątki „przypadków” zastrzeleń zbłąkanych psów, czy kotów, zresztą środowisko myśliwych stoi raczej murem za takim odstrzałem domowych zwierząt, o czym można przeczytać sobie tutaj – Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.  Etyce myśliwskiej ze szczegółami przyjrzeliśmy się w poniższym opracowaniu:
Przewodnik po etyce myśliwskiej

11182290_935780593108762_4898096762294324282_n
Mit 9.  „Kto zapłaci za szkody rolnikom? Gdyby nie myśliwy, nikt z tych nawiedzonych obrońców nie miał by co jeść, bo zwierzęta splądrują pola, następnie wejdą do miast, a chleb kosztował by 50 zł!”

Paradoks polega na tym, że to środowisko rzeczywiście wierzy w to co napisane powyżej. Drugi, to taki, że ich własne działania prowadzą do takiego stanu – szkody w rolnictwie i zwiększona ilość zwierząt. Gdyż celem gospodarki łowieckiej, jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, dla osiągania doraźnych korzyści i doświadczaniu przyjemności z polowania. Jeśli podchodzić by do gospodarowania populacjami dzikich zwierząt, tych kilku gatunków, które czasami mogą wchodzić w kolizję z człowiekiem, nie kierując się interesem myśliwych, finalnie mieli byśmy mniej pospolitych zwierząt łownych, i mniej z nimi problemów. Ale nie leży to w interesie myśliwych.  Więcej na ten temat w tym artykule – Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Mit 10. Selekcja jeleniowatych

Lubią myśliwi robić postronnym osobom wodę z mózgu, zasłaniając się przy mordowaniu zasadami selekcji zwierzyny płowej, które sami stworzyli.  „Restrykcyjne zasady przy odstrzale”, jak starają się wmawiać. W selekcji owej chodzi o uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów z poroża (co wymienione jest w zdefiniowanych celach łowiectwa, jako jedna z głównych jego działalności). Zwróćmy uwagę na jedną rzecz – myśliwi prowadzą tą „selekcję” i prowadzą dziesiątki już lat. Prowadzono ją także w jakimś stopniu dużo wcześniej. Efekt? Żaden. Mimo usilnych starań myśliwych, każdego roku, w każdym pokoleniu saren i jeleni ciągle występują sztuki, tak zwane „selekcyjne”. A to myłkus, to tyka poszła nie w tym kierunku co „trzeba” – tak jak chciał by to widzieć myśliwy, zgodnie ze swoim urojonym wyobrażeniem o „prawidłowym” porożu.  Porównując kolekcje myśliwskie i trofea już z okresu średniowiecza można stwierdzić bez precedensu, że selekcja owa nic nie daje, ani w wyglądzie jeleni oraz kozłów saren nie zmieniła, na przestrzeni setek lat. I zmienić nie może, i nie zmieni. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że owa różnorodność i „wady” w rozwoju poroża są dla tych gatunków czymś niejako naturalnym i występującym. Mimo stosowania różnych mieszanek mineralnych podczas dokarmiania, lizawek z solą, deformacje i tak występują. I co ciekawe, przez miliony lat, kiedy to nikt zasad selekcji nie znał, ani jej nie prowadził, zwierzyna nie ZDEGENORWAŁA się. Tak, to słowo warto powiększyć, gdyż myśliwi tak właśnie uważają – jeśli przestaną strzelać, to zwierzyna zdegeneruje się i wymrze.  Ostra faza, co? Bo co z pozostałymi setkami gatunków zwierząt, których nikt poza naturą w żaden sposób nie selekcjonuje? Co z ludzmi? Żeby było śmieszniej, na pewno słyszeliście termin, taki jak uwstecznianie się poroża u jelenia. Jest to proces naturalny, który wystąpi z wiekiem u każdego samca tego gatunku. Myśliwi jednak nigdy nie dopuszczają do takiej sytuacji, choć taki jeleń z uwsteczniającym się porożem, może żyć jeszcze ponad 7 lat. Postronnym mówią, że zabijają, by nie przekazał dalej „złych genów” – co jest bzdurą totalną, jako, że uwstecznianie jest procesem naturalnym. Tutaj motywacją jest tylko lepiej wyglądające trofeum, które piękniej wygląda na ścianie i podoba się myśliwemu, kiedy zostało wydarte bykowi będącemu w sile wieku. Pamiętajmy też, że żaden z myśliwych przed strzałem nie przeprowadza przecież żadnych badań genetycznych, nie może więc wiedzieć, czy jakakolwiek deformacja nie jest efektem braku składników pokarmowych (najczęstsza przyczyna), urazów mechanicznych lub chorób wirusowych czy grzybiczych. Genetyka w tym przypadku, jako możliwa przyczyna znajduje się ostatnia w tym zestawieniu. I tak po ludzku – i wśród nas przychodzą na świat osoby niskie, z czasem niektórzy stają się otyli, z zespołem Downa, czasem mniej urodziwi lub z widocznymi deformacjami albo setkami możliwych chorób. Czy „selekcjonujemy” ich? Czy jednak jakoś pomagamy?  Kierując się takim myśleniem, należało by odstrzelić ¼  otyłych emerytów z PZŁ jako sztuki selektywne, urągujące wyobrażeniu o możliwym pięknie człowieka :). Tak to właśnie wygląda. W całej tej zabawie chodzi o satysfakcję z trofeum, ewentualny zarobek na nim, konkursach medalach i odznaczeniach – to wszystko wchodzi w skład trofeistyki. Polecam się zapoznać i wyciągnąć wnioski. Zasady selekcji populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych:
https://www.poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

Więcej na temat trofeistyki i selekcji : 
Polowanie na rogacze – myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui. 

3-1

=======================
=======================

Źródła i bibliografia: 

Niech Żyją! Mity i fakty. 
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

„Określanie wieku zwierzyny”
J. Lochman

Zasady selekcji osobniczej i populacyjnej zwierząt łownych
http://www.lowiecki.pl/prawo/zasady_selekcji_3.pdf

„Wielki atlas łowiectwa”
D. Bogacz, S. Pawlikowski, J. Pełka, P. Gawin i inni – praca zbiorowa.

=====================
=====================

Uwaga na chorą dziczyznę. Myśliwi zarazili celebrytę?

Ileż to razy słyszeliśmy z ust polujących chwalby i poematy na temat tzw. „zdrowej dziczyzny”. Używane za każdym razem w dyskusji, kiedy udało się wyjaśnić wszelkie mity i absurdy łowiectwa, nasi dyskutanci chwytają się ostatniego: Ale ja poluję dla zdrowego mięsa! Co, nie wolno mi, skoro można? Chcę zdrowo żywić swoje dzieci, a nie tym chemicznie nafaszerowanym z marketu. Podobną argumentację wysunęła kiedyś rzecznik PZŁ. Pomijając całkowicie wszelkie kwestie zdrowotne, ekonomiczne i moralne oraz liczne badania naukowe wykazujące szkodliwość i nieefektywność spożywania mięsa przez człowieka jako pokarmu, (Do przeczytania tutaj – Wegańskie książki i filmy) , pozostaje pytanie, które to mięso rzeczywiście jest gorsze…

tasiemiec

Jak donoszą od kilku dni rozmaite portale informacyjne w Polsce, w dziczyźnie na Podlasiu wykryto nie notowanego dotąd pasożyta, tasiemca z rodzaju spirometra.

Tasiemiec z rodzaju Spirometra pasożytuje m.in. u dzikich ssaków drapieżnych, np. dzików. W Azji larwy tego tasiemca znajdują się także u żab i węży, które są tam traktowane jako przysmak.

Do zakażenia dochodzi drogą pokarmową – po spożyciu surowego lub niedogotowanego mięsa, które zawiera larwy pasożyta, lub po wypiciu skażonej wody.

Lubisz dziczyznę? Lepiej uważaj!

Mięso z dzików, które jest dopuszczane do sprzedaży, nie jest badane pod kątem sparganozy, ponieważ jest to obecnie praktycznie nieznany lekarzom pasożyt. Larwy są trudne do identyfikacji, ponieważ mogą przypominać np. włókna mięśniowe czy ścięgna. Amatorom dziczyzny zaleca się więc długą obróbkę termiczną mięsa lub rezygnację z jego spożycia. Sugeruje się także, by nie pić wody z podejrzanego źródła.

Larwy tego tasiemca umiejscawiają się zazwyczaj pod skórą człowieka, powodując występowanie obrzęków podskórnych. Pasożyt dość często umiejscawia się też w okolicy oczodołów, co może prowadzić nie tylko do zaburzeń widzenia, lecz także do uszkodzenia gałki ocznej. Zdarzało się, że larwy znajdowały się też w płucach, a nawet w mózgu i wywoływały ciężkie objawy chorobowe.

Sparganoza nie jest chorobą śmiertelną, ale jest bardzo nieprzyjemna. Larwy spod skóry lub innych części ciała usuwa się chirurgicznie.

Źródło: poradnikzdrowie.pl
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-pasozytnicze/tasiemiec-spirometra-w-miesie-dzika-grozny-dla-ludzi_43941.html

Po spożyciu mięsa pochodzącego od zarażonego zwierzęcia można zachorować na sparganozę. Wystarczy, że mięso zawierające larwy tasiemców będzie surowe lub niedogotowane – poinformowała w poniedziałek w przesłanej PAP informacji autorka badań dr Marta Kołodziej Sobocińska z IBS PAN w Białowieży.

A przecież widzieliśmy nie raz na zdjęciach, panów czy panie myśliwe, które wgryzały się wątrobę upolowanego dzika ociekającą jeszcze krwią.  Jest to związane ze zwyczajami myśliwskimi, prawdopodobnie chodzi o upolowanie pierwszej w życiu sztuki. Inny zwyczaj, to mazanie twarzy krwią – „farbą” zabitego zwierzęcia, której fryc nie może zmyć z twarzy, dopóki nie postawi wszystkim kolejki. Cóż, smacznego… dodać trzeba, że tą drogą można się zarazić wieloma rozmaitymi chorobami. Wspaniałe tradycje niech będą więc wyrazem myśliwskiej fantazji i drogą selekcji naturalnej…

heart
Głośna sprawa z tego roku, kiedy 8 letnia dziewczynka pod opieką polującego ojca, spożywa na surowo serce upolowanego zwierzęcia. 

Dalej:

Kołodziej-Sobocińska podkreśla, że sparganoza była dotychczas znana głównie z krajów azjatyckich, a w Europie notowano ją sporadycznie. „Stwierdzano pojedyncze przypadki zachorowań we Włoszech, Czechach, Niemczech, ale na terenie Polski jeszcze nie notowano tego schorzenia u ludzi. Wiadomo natomiast, że wywołujące je pasożyty często występują u zwierząt drapieżnych w Puszczy Białowieskiej” – dodała.

W ostatnich latach naukowcy z IBS PAN przebadali pod kątem zarażenia tasiemcem Spirometra ponad 150 zwierząt. Dr Kołodziej-Sobocińska powiedziała PAP, że po raz pierwszy tego tasiemca wykryła pod skórą martwego borsuka w 2013 r. i wtedy zaczęła badać problem. Badania rozszerzono na inne gatunki, m.in. jenoty, ale też dziki i okazało się, że „ogromna większość” tych zwierząt w Puszczy Białowieskiej choruje na sparganozę. Trwają wstępne badania w Puszczy Augustowskiej. Tam również potwierdzono występowanie larw Spirometra, trwają dalsze badania.

Badaczka poinformowała, że myśliwi zgłaszali weterynarzom obecność „tajemniczych” larw w mięsie dzików od 2011 r. U dzików tego tasiemca znaleziono nie tylko pod skórą tych zwierząt, ale też w ich mięsie. Były przypadki, gdy długość larw tasiemca przekraczała pół metra.

Dr Marta Kołodziej-Sobocińska podkreśla, że celem prezentowanych informacji naukowych nie jest „sianie paniki” wśród ludzi, lecz zwrócenie uwagi (głównie osób spożywających dziczyznę), że w mięsie z dzika – bez odpowiedniej obróbki termicznej – mogą być niebezpiecznie larwy.

Zaznaczyła, że obecność larw Spirometra jest trudna do wykrycia, konieczna jest więc ostrożność, bo choć larwy tego tasiemca umiejscawiają się zazwyczaj pod skórą człowieka, to zdarzało się, że znajdowały się np. w oku, płucach czy mózgu i wywoływały ciężkie objawy chorobowe.

Odkrycie będzie konsultowane ze służbami weterynaryjnymi i sanitarnymi, aby próbować wypracować sposób postępowania. Problem jest nowy, i nie ma ani prawa, ani norm postępowania, które by go regulowały – mówi Kołodziej-Sobocińska. 
Na razie amatorom dziczyzny naukowcy zalecają długą obróbkę termiczną mięsa lub rezygnację z jego spożycia 

Źródło: naukawpolsce.pap.pl
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,410989,naukowcy-wykryli-tasiemca-spirometra-u-zwierzat-moze-byc-grozny-dla-ludzi.html

Te wiadomości są bardzo niepokojące, tym bardziej, że w zeszłym roku informowaliśmy o siatce myśliwych-kłusowników, którzy na szeroką skalę zajmowali się procederem rozprowadzania nie badanego mięsa zwierząt łownych, które serwowane było między innymi w restauracjach. Dziczyzna była zarażona włośnicą i mimo to celowo wprowadzana do obrotu.  Do przeczytania tutaj :
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-nowe-fakty-ws-dziczyzny-zakazonej-wlosnica-prali-brudne-mies,nId,1892094

Trzeba również pamiętać o sporej rzeszy kłusujących myśliwych, którzy nie wpisując odstrzału w księdze ewidencyjnej polowań, biorą dziczyznę na użytek własny, która również nie jest w takim wypadku badana.

====================================
====================================


Historia ku przestrodze… Celebryta Michał Wiśniewski choruje po spożyciu dziczyzny?

14215715_320828824932256_460462318_o

 

Wprawdzie opisywane zdarzenie miało miejsce w 2015 roku i nie ma związku z obecnym wykryciem tasiemca z rodzaju spirometra, ale pokazuje jak łatwo można dając ślepo wiarę myśliwskim zapewnieniom nabawić się dolegliwości. Myśliwi uwielbiają właśnie w ten sposób próbować pozyskiwać sympatię rozmaitych grup społecznych, częstując okazyjnie dziczyzną. Często podczas regionalnych festynów i imprez okolicznościowych koła łowieckie zgłaszają swój udział, i ustawiają stoisko. Nazywa się to „promowaniem łowiectwa”, czyli przekazywaniem wyidealizowanego obrazu, z mnóstwem niedopowiedzeń, okraszonego mitami myśliwskimi, np. o dokarmianiu zimowym.

Zatruciem 22 osób zakończyło się polowanie myśliwych z powiatu żagańskiego i ich gości. Rozchorował się też Michał Wiśniewski, znany polski piosenkarz, którzy prawdopodobnie został przez myśliwych poczęstowany kiełbasą.

Myśliwi z koła łowieckiego Diana (obwód Jelenin, gmina Żagań) i ich goście spotkali się w piątek, 23.10. Zamieszkali w żagańskim hotelu.

Potem pojechali. Wiadomo, polowali, mieli swoje posiłki w lesie. W tym żurek i kiełbasę z dzika. Nie wiem skąd – mówi Jan Okapiec, właściciel hotelu.

Problemy zaczęły się w sobotę. Po wieczornym posiłku.

Zaczęli mówić, że mają problemy żołądkowe – zaznacza J. Okapiec. I opowiada, że przed kolacją myśliwi poprosili, by podać im na stół przywiezioną przez nich kiełbasę z dzika.Zasadniczo nie ma u nas sytuacji, gdy goście przynoszą swoje posiłki. Ta była wyjątkowa. Wiadomo, to był ich specjał. Dlatego kelnerka grzecznościowo pokroiła na stole pomocniczym kiełbasę – tłumaczy J. Okapiec. – Osobiście wzywałem karetkę.

Pomoc została udzielona 5 osobom. Wszystkie zgłaszały silne dolegliwości żołądkowo-jelitowe, Otrzymały środki rozkurczowe, przeciwbólowe. Żadna z tych osób nie zgodziła się na przewiezienie do szpitala – informuje Ryszard Smyk, kierownik żagańskiego pogotowia ratunkowego.

Poczęstowali go kiełbasą

Ratownicy zostali też wezwani do Michała Wiśniewskiego, wokalisty i lidera zespołu Ich Troje.

Pana Wiśniewskiego widziałem, jak rozmawiał z myśliwymi, bo siedział niedaleko od nich. Może go poczęstowali – zastanawia się J. Okapiec.

  1. Wiśniewski, który w tym samym czasie, gdy myśliwi polowali, brał udział w Baja Inter Cars, czyli rajdach samochodów terenowych w Szprotawie i Żaganiu, potwierdza, że się rozchorował. Mieszkał w tym samym hotelu.

Ok. godziny 21 poczułem się bardzo źle. Miałem wysoką gorączkę – opowiada Wiśniewski. Była też biegunka, wymioty, ogólne osłabienie. Sprawą zajął się sanepid.

Powiadomili prokuraturę

Paweł Pilaszewski, były myśliwy koła Diana, podejrzewa, że myśliwi najedli się kiełbasy z niebadanego mięsa. Tłumaczy, że mięso z upolowanej zwierzyny może być przekazywane tylko myśliwym.

Potem muszą mięso zbadać, zanim je przerobią na własny użytek – tłumaczy P. Pilaszewski. Przekonuje, że nie zawsze tak to się odbywało. I zdradza, że dokumentacją koła Diana, dotyczącą właśnie przekazywania mięsa, od dłuższego już czasu zajmuje się policja.

Zaczęło się od tego, że ktoś poinformował Nadleśnictwo w Szprotawie o budzącej wątpliwości dokumentacji koła.

Pismo otrzymaliśmy w sierpniu. Uznaliśmy, że należy powiadomić prokuraturę – informujeDariusz Chełski, nadleśniczy.

Potwierdza to prokuratura.

Zawiadomienie wpłynęło do nas w połowie sierpnia i zostało przez nas przekazane policji – mówi Tomasz Kulczycki, prokurator rejonowy z Żagania.

Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie.

Najpierw prowadziliśmy czynności sprawdzające pod kątem, czy doszło do popełnienia przestępstwa. Następnie, 25.09., zostało wszczęte dochodzenie w sprawie podrobienia i przerobienia dokumentów. Sprawa jest jednak wielowątkowa i rozwojowa, dlatego nie możemy podawać szczegółów – zastrzega podinsp. Sylwia Woroniec z żagańskiej policji.

W chwili, gdy zostaną komuś postawione zarzuty, przejmiemy sprawę, zgodnie z nowym kodeksem postępowania karnego – zaznacza P. Kulczycki.

Zarząd koła Diana zapewnia, że działalność prowadzą prawidłowo.

»Informujemy, że Koło Łowieckie Diana prowadzi prawidłową gospodarkę łowiecką, jak i wszelką dokumentację« – czytamy w pisemnej odpowiedzi na pytania dziennikarza.”

 Źródło i całość artykułu:
http://zary-zagan.regionalna.pl/ps-254354-jak-wisniewski-pojadl-w-zaganiu/

tape2orm


No cóż, pewnie jeszcze nie raz usłyszymy zapewnienia o „najzdrowszym z możliwych mięsie” albo, że wszystkie przypadki zatruć dziczyzną sfabrykowali ekolodzy. Podobnie jak wyniki rozmaitych badań, w tym cytowanych powyżej – to za pewne nikczemne knucia ekologów w celu szkalowania dobrego imienia łowiectwa ;).  Amatorom dziczyzny pozostaje życzyć smacznego, i opieki opatrzności.

 

Lasy dla kasy. Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć – rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim

Marcin Kostrzyński przez wiele lat swojego życia był aktywnie polującym myśliwym. Z wykształcenia leśnik. Po swych bliskich doświadczeniach z łowiectwem postanowił zamienić strzelbę na aparat fotograficzny, dziś wegetarianin, filmowiec i obserwator dzikiego życia, obrońca praw zwierząt opowie nam,  jak jak jedno i drugie wygląda od środka.

10920932_810702868966822_8129148878997127001_n

NPRM: Co musi się stać, żeby myśliwy odłożył strzelbę, odmówił zabijania, a  w dodatku przeszedł na wegetarianizm? Jak to było w  Twoim przypadku? Co skłoniło Cię do tak radykalnej zmiany sposobu życia i poglądów?

Marcin Kostrzyński: Bardzo łatwo być ukształtowanym przez środowisko w którym człowiek jest wychowywany. W mojej rodzinie wiele osób poluje, ja w szkole leśnej miałem przedmiot łowiectwo. Zarówno w średniej, jak i na studiach.  Potem wstąpiłem do koła łowieckiego, kupiłem broń i zacząłem polować. Jednocześnie przestałem jeść mięso i byłem chyba jedynym czynnie polującym wegetarianinem.  Skończyłem wszelkie kursy i zdobyłem uprawnienia. I nagle zrobiło mi się żal zabitych zwierząt. Nie mogłem patrzeć na agonię swoich ofiar. Miałem zwyczajne, ludzkie wyrzuty sumienia. Zamiast polować zacząłem pomagać dzikim zwierzętom, głównie tym poszkodowanym przez błędy myśliwych.  Jednak cały czas pozostaje członkiem PZŁ, płacę składki, czytam prasę łowiecką. Chcę walczyć o prawa dzikich zwierząt. Dla wielu kolegów z PZŁ jestem zdrajcą i wrogiem, ale znam takich, którzy po cichu popierają moją wizję  ucywilizowania prawa łowieckiego.

NPRM: Lubisz fotografować, filmować dziką przyrodę. Co kilka dni na Twoim profilu pojawiają się ciekawe filmy. Jedne z tych, które można oglądać w nieskończoność. Co w takim razie z tzw. „emocjami łowieckimi”, których podobno nie można podrobić. Nie brakuje Ci polowania? Czy wystarczy zamienić broń na kamerę, żeby doświadczać podobnych uczuć?

Marcin Kostrzyński: Emocji łowieckich nie można podrobić, w końcu chodzi tu o zabijanie, odbieranie życia. Ale wielu myśliwych po latach polowań nagle przestaje zabijać. Dostrzegając coś więcej w zwierzynie niż cel, czy trofeum. Naszym nieszczęściem, a właściwie nieszczęściem zwierząt  jest to, że przyjęliśmy Niemiecką kulturę   łowiecką, gdzie liczy się trofeum. Może to być poroże, wypchana kaczka, kły dzika. W Skandynawii poluje się dla mięsa. Wybiera się sztuki młodsze, bo są smaczniejsze. W ten sposób skandynawski model jest bardziej zbliżony do naturalnego, w którym drapieżniki (wilki) regulowały populacje roślinożerców.

Wracając do filmowania. Zawsze o tym marzyłem. Chciałem robić filmy przyrodnicze od dziecka. Miałem jakiś wewnętrzny przymus, cel, przeznaczenie. Nie wiem jak to określić. Postanowiłem założyć swój kanał na YouTube z opowiadaniami dla dzieci o zwierzętach. Są to krótkie historie ,, Przyrodyjki”, w których pokazuje sceny z życia dzikich zwierząt. Oczywiście historie bez przemocy. Dzieci chłoną przyrodę, gdy jeżdżę do szkół i pokazuję filmy zainteresowanie jest ogromne. Mam nadzieję, że w ten sposób zaszczepię w młodym pokoleniu pewien rodzaj wrażliwości, która pozwoli im zmienić świat na lepsze gdy dorosną.

12644821_1072589686095856_6878993621347619805_n


NPRM: 
Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?

Marcin : Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć, to które funkcjonuje obecnie jest z innej epoki. Kompletnie nie przystaje do realiów obecnego świata. Jest nawet gorzej niż w latach 50-tych. W tamtym czasie etyka myśliwska zabraniała polowań przy paśnikach, dziś takie polowanie jest powszechne. Wystarczy tylko nazwać paśnik nęciskiem i już. Gdy pytam myśliwych jak zwierzyna ma odróżnić paśnik od nęciska odpowiadają z uśmiechem ,,na  nęcisku jest lepsze żarcie”.  Nasza kultura, cywilizacja ewoluuje, łowiectwo też musi się zmienić . To tylko kwestia czasu.

NPRM: Czy łowiectwo ma negatywny wpływ na przyrodę?  Popierasz teorię o niszczeniu bioróżnorodności przez łowiectwo?

Marcin: O tym można by napisać książkę. Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali. To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje. W rzeczywistości wszystko zmienić może efekt motyla, a myśliwi powodują efekt buldożera. Już pewne gatunki zwierząt łownych praktycznie wymarły na terenie Polski, na przykład dropie. Wiele jest na skraju wyginięcia i trzeba prowadzić kosztowne programy  introdukcji głuszca czy cietrzewia. Ba, nawet zające są hodowane i wypuszczane do środowiska.

Muszę powiedzieć jasno, w obecnej sytuacji myśliwy ograniczający populację zwierzyny grubej jest konieczny. Mówię to z przykrością, ale takie są fakty. Jednak zupełnie niepotrzebne, a wręcz szkodliwe jest utrzymywanie na liście zwierząt łownych zwierzyny drobnej.  Zwierzyny, która nie czyni szkód łowieckich, a jej obecność w łowisku ma kapitalne znaczenie dla utrzymania bioróżnorodności. Utrzymywanie polowania na ptactwo, zające,  służy wyłącznie zaspakajaniu przyjemności zabijania. To też trzeba wyraźnie powiedzieć .

NPRM: Dlaczego myśliwi nie chcą się zgodzić na skreślenie z listy gatunków łownych zająca, kuropatwy i jarząbka? Nie jest tajemnicą, że gatunki te borykają się z problemami spadku populacji. Twierdzą, że prowadzą ich reintrodukcję zupełnie  bezinteresownie, jeśli to prawda to nadal mogliby to robić, po wyłączeniu tych zwierząt z listy łownych. Skoro zagrażają im liczne drapieżniki, opryski, chemizacja rolnictwa, monokultury upraw, rozwój cywilizacji i utrata siedlisk, po co jeszcze dodatkowo na nie polować?

Marcin: To jeden z wielu absurdów. Hoduje się zające , czy bażanty by strzelać do nich po wypuszczeniu. Bażanty nie powinny występować w naszej faunie, ponieważ ich obecność nie służy rodzimym gatunkom, takim jak kuropatwy, czy cietrzewie. Myśliwi są dobrze zorganizowani i mają ogromne wpływy. W dodatku bronią prawa do polowań na zwierzynę drobną jak przysłowiowej Częstochowy. Ten upór jest bezsensowny, ale wina leży też po drugiej stronie.   Organizacje pozarządowe, anty-łowieckie  powinny stworzyć z PZŁ symulator polowań na kaczki, głuszce, cietrzewie, zające. Taki 3D z prawdziwego zdarzenia. Sam bym chętnie z takiego symulatora skorzystał. Myśliwi mogliby na własne oczy przekonać się, jak łatwo jest się pomylić i zabić zamiast Kaczki Krzyżówki Krakwę, czy inny chroniony gatunek. Zobaczyli by sami jak wiele zwierząt zostaje rannych po polowaniu, a jednocześnie bezkrwawo zaspokajali by swoją myśliwską pasję. Powinniśmy też walczyć o ograniczenie polowań na kaczki do jednego weekendu w roku. Takie stanowisko wytrąca wiele argumentów myśliwym i trudno będzie im uzasadnić chęć polowania na kaczki przez trzy miesiące. Tymczasem drepczemy w miejscu od lat i nic się nie zmienia.

NPRM: Na jakie gatunki zwierząt według Ciebie powinno przestać się polować i dlaczego?

 Marcin: Wszelkie gatunki zwierzyny drobnej, kaczki, gęsi, zające, słonki. Nie mają one znaczenia gospodarczego, nie czynią szkód łowieckich. A polowanie służy jedynie przyjemności myśliwego. Poluje się również na gatunki chronione np. bobry. Ostatnio zbulwersowała mnie informacja, że RDOŚ w Bydgoszczy wydał pozwolenie na odstrzał bobrów w mojej okolicy. Świadczy to o skrajnej niekompetencji urzędników, którzy wydali taką zgodę. Bobry czynią tak wiele dobrego dla bioróżnorodności tamując wodę . To jest temat na osobny artykuł.

NPRM: Brałeś udział w polowaniach zbiorowych, przyglądałeś się z temu z bliska i dlatego jesteś ich stanowczym przeciwnikiem, jako formy zbyt okrutnej dla zwierząt. Dlaczego myśliwi darzą taką sympatią „zbiorówki’’?  Są jeszcze jakieś inne, równie tragiczne tradycje, których powinno się zakazać? Swego czasu opisywaliśmy konkursy norowania i polowania na lisy w stogach pośród pól. Pamiętam, że poszukiwanie materiałów do tamtego artykułu mocno mną wstrząsnęło.

Marcin: Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Myśliwi argumentują, że to tradycja. Lecz tradycją było polowanie z kordelasem na dziki i z łuku na ptactwo i jakoś te tradycje nie są pielęgnowane. Możemy przez następne 10, czy 50 lat tylko diagnozować problem. Zacznijmy wreszcie coś robić. Trzeba ustalić plan działania, cele które chcemy osiągnąć i jakimi środkami, sposobami chcemy uzyskać poprawę. Zwierzęta są słabe, nie mogą  przedstawić swoich racji. Dziki nie zaprotestują pod sejmem przeciw planom dodatkowego odstrzału 40 tysięcy sztuk. Dlatego naszym obowiązkiem jest obrona słabszych. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Organizacje walczące o prawa zwierząt powinny się zjednoczyć, ustalić cele i czas na ich osiągnięcie. Jeśli nie działamy skutecznie, to nie działamy wcale.  Inaczej nic się nie zmieni.

12278010_1064070573623720_2111257375_n

NPRM: Temat na fali w ostatnim czasie: Puszcza Białowieska. Co według Ciebie stanowi o jej unikatowości i jak powinno się ją chronić?

Marcin: Problem jest głębszy i dotyczy całych Lasów ,,Państwowych”, a właściwe ogromnego błędu jakim było powołanie ,,Gospodarstwa Lasy Państwowe”, przez co dochody ze sprzedaży drewna idą na wypłatę dla leśników. Jest to sedno całego zła. Przez to leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Konieczna jest nacjonalizacja Lasów ,,Państwowych”, czyli przeniesienie administracji leśnej do sfery budżetowej Państwa. Jest to warunek podstawowy. Jeśli ktoś mi nie wierzy jak wielki jest to problem proszę porównać zdjęcia satelitarne państw europejskich. Widać tam brązowe i jasnozielone kwadraty to Polskie wycięte lasy. Jest to katastrofalna skala spowodowana ciągłym zapotrzebowaniem leśników na pieniądze, wypłaty, samochody, premie, dodatki. Na to wszystko trzeba wyciąć. Widać to także w statystykach, gdzie obecnie wycina się prawie trzy razy więcej niż wycinało się tuż po II Wojnie Światowej  gdzie drewno było potrzebne na odbudowę kraju. Średnia pensja w Nadleśnictwach 2014 jak podaje NIK Wynosiła 7229 brutto, przy zarobkach niektórych nadleśniczych sięgających 18tyś. Dla porównania pielęgniarka zarabia 3150 .  Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki. Zapytajmy dyrektora szpitala co by się stało, gdyby każdej pielęgniarce wypłacić pensję leśniczego z dodatkami i dać do dyspozycji służbową willę z ogródkiem. Oczywiście jest to niemożliwe, bo dyrektor szpitala nie ma lasu, który mógłby wyciąć i sprzedać. Dlatego konieczne jest znacjonalizowanie lasów . Po nacjonalizacji nastąpi cudowna odmiana leśnika pozyskiwacza w leśnika racjonalnego strażnika lasu, a lasy to przecież nasze wspólne dobro.

Drzewooo

NPRM: Czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi?

Marcin : Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Drzewaa

NPRM: Leśnicy często używają nazwy „chwasty leśne”, w odniesieniu do wiązów, lipy, czy grabu. Dlaczego nie lubią tych drzew? Czy dynamika naturalnego lasu nie polega na zmianie drzewostanu właśnie?

Marcin: Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Prócz łowiectwa, które jest niezwykle istotnym elementem polityki. To powiązanie jest niezwykle ciekawe. W lasach są ośrodki hodowli zwierzyny, nazwane tak dla zmyłki, bo w rzeczywistości są to najcenniejsze obwody łowieckie, które służą do utrzymania Status quo lasów ,,Państwowych”.  Polują tam urzędnicy i politycy różnych szczebli i rangi. Leśnicy nazywają to budowaniem pozytywnego wizerunku lasów ,,Państwowych”. Ja widzę coś dużo gorszego. Zaraz wyjaśnię . Jeśli  Marcin Kostrzyński, szaraczek, chcę wykupić udział w polowaniu musi  zapłacić 4tyś, politycy i urzędnicy są zapraszani i nie płacą, lub płacą symbolicznie. Powinni wpisywać to do specjalnego rejestru, lecz tego nie robią. Sprawdziłem. Jak to  nazwać? Wiemy jak wielu polityków jest czynnymi myśliwymi. Były Prezydent Bronisław Komorowski jest tu doskonałym przykładem. Wiem gdzie i kiedy polował w czasie kadencji.

Co trzeba zrobić? Znacjonalizować lasy. Wyodrębnić straż leśną i utworzyć osobną straż leśno- łowiecką. Zlikwidować ośrodki hodowli zwierzyny, które są w istocie pozostałymi po komunie  terenami łowieckimi dla prominentów. Leśnicy powinni się zajmować lasem, nie łowiectwem. Zakazać w Polsce polowań osobom, które nie mają polskich uprawnień łowieckich. Czyli zakazać turystyki łowieckiej dewizowych myśliwych (Niemców w 90 %). Wreszcie zakazać polskim myśliwym polowania na gatunki chronione w Polsce i innych krajach. Chcę zabić niedźwiedzia, jadę do Rosji, głuszca na Białoruś itd.  Tu sprzymierzeńcem strategicznym mogliby być myśliwi PZŁ zainteresowani przejęciem obwodów od Lasów ,,Państwowych”. Obwody prowadzone przez koła łowieckie lokalnych myśliwych są o niebo lepszym rozwiązaniem dla zwierzyny i przyrody, niż powyższe ośrodki. Przyjeżdża obcy myśliwy i jest zainteresowany  zabiciem najcenniejszych okazów, zdobyciem najlepszych trofeów.


NPRM:
Ulubiony argument myśliwych to „kto zapłaci za szkody łowieckie” – jak wygląda ich szacowanie? Czy rzeczywiście zwierzęta wyrządzają, aż takie szkody? Dlaczego mówimy o szkodach w przypadkach, kiedy nie stosuje się żadnych zabezpieczeń? Ewentualnie, jak tych szkód unikać?


Marcin:
Kolejny temat rzeka. Szkody powinien szacować biegły, niezależny, zatrudniany przez gminę, na terenie której znajduje się obwód łowicki. Obie strony powinny mieć prawo do odwołania się od decyzji. Obecnie szacowanie szkód jest krzywdzące dla rolników, bardzo krzywdzące. Szacuje szkody łowczy i mówi to szkoda na 400 złotych, a rolnik widzi, że stracił 10 tyś, ale nie idzie do sądu, bo musiałby zatrudnić biegłego, dokumentować szkodę i sądzić się dwa lata. A tu czas żniw, w końcu macha ręką i robi swoje. To z kolei wiąże się z pytaniem: dlaczego Lasy, a nie gminy dzierżawią obwody leśne? Z pieniędzy za dzierżawę gminy mogłyby opłacić biegłego bez szkody dla własnego budżetu. Potencjalnie jest tu wielkie wsparcie ze strony Polskich Rolników poszkodowanych przez faworyzujący myśliwskie portfele obecny  system.

Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki, gdzie czuje się bezpieczniej. A paśniki zwane nęciskami gdzie zwabia się zwierzynę na strzał przyzwyczają dziki do smaku zboża i kukurydzy.  Jeśli ograniczymy polowania zbiorowe z naganiaczami do jednego rocznie ,,Hubertowskiego”  i zakażemy polowania przy nęciskach automatycznie ograniczymy szkody.  Unikanie szkód jest znacznie lepsze w obwodach prowadzonych przez koła łowieckie. Przydałaby się tu jeszcze jedna zmiana w prawie. Konieczność przyjmowania do kół   myśliwych zameldowanych na ternie danej gminy. Teraz jest tak, że koło warszawskie dzierżawi obwód i nie przyjmuje miejscowych myśliwych, którzy najlepiej przeciwdziałają szkodom łowieckim.


NPRM:
Oficjalnie celem łowiectwa jest hodowla dzikiej zwierzyny i uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów, kondycji osobniczej, poprawianie bazy żerowej, dbanie o właściwy stosunek populacji do możliwości „łowiska’’ oraz dziesiątki innych drobnych działań. Czy jednak, wobec najważniejszego celu – polowania – nie jest tak, że utrzymywanie nadwyżek populacji jest celowe, co przyczynia się również do problemów rolników? Czy nie stąd wzięło się wyśmiewanie wielu dostępnych form grodzenia, jako nieefektywnych? , Petardy, armatki hukowe, odstraszacze zapachowe także mają nie działać, według niektórych myśliwych.  Ja tu widzę drugie dno – efekt tak zwanego „martwego łowiska”.  Po prostu, po niegrodzonym zwierzyna może się swobodnie poruszać i dostarczać wspomnianych „emocji łowieckich”.


Marcin : Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę, że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko o to, by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak, że rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną, która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek zwierzyny jest powszechne, zwłaszcza w obwodach hodowlanych, gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. Samorządy, gminy nie mają żadnego realnego wpływu na ilości pozyskiwanej zwierzyny, nie mają też żadnych innych korzyści z znajdującego się na ich terenie  leśnego obwodu łowickiego.

13641195_1106010092769430_8647808481302676436_o

NPRM: Jesteś w stanie wskazać, które przepisy prawa łowieckiego myśliwi łamią najczęściej?

Marcin: Najczęściej polują przy nęciskach na jelenie, daniele. Podczas gdy prawo pozwala tylko na polowanie w tych miejscach na dziki, lisy, borsuki, tchórze i kuny . Myśliwi polują (kłusują) na gatunki chronione. Omyłkowo na chronione gatunki kaczek, z premedytacją na ptaki drapieżne i kruki.

NPRM: Alkohol na polowaniu. Drażliwy temat, jednak istnieje przepis, który mówi: „kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni’’. Nie wspominając o dziesiątkach wypadków, które zanotowaliśmy od początku działania naszej kampanii. A przecież podczas „zbiorówek’’ czy myśliwskich imprez, już po pokocie spożywa się alkohol, broń stoi często oparta o krzesła. Jest w pobliżu myśliwych. Inni wspominają na forum dziennika łowieckiego o „tradycji’’ użytkowania nalewek między pędzeniami. To martwy zapis?

Marcin: Widziałem myśliwych tak pijanych, że trzeba było ich nieprzytomnych wozić przyczepką, razem z ubitą zwierzyną. Ale były to przypadki incydentalne. Powszechne są piersiówki, szczególnie w czasie zimowych polowań. Uważam, że na prowadzącym polowanie powinien spoczywać obowiązek sprawdzenia alkomatem wszystkich myśliwych uczestniczących w polowaniu. Poprawiłoby to bezpieczeństwo ludzi i zwierząt. Poprawiłoby to wizerunek PZŁ gdyby wprowadzić taki zapis do regulaminu polowań.

NPRM: Istnieją tak zwane „Biura polowań’’, dzięki którym można wykupić sobie polowanie i odstrzał na gatunki objęte u nas całkowitą ochroną, np. głuszce, cietrzewie, wilki, kozice, niedźwiedzie, rysie i zapewne wiele innych. Poluje się wtedy oczywiście w innych krajach, gdzie prawo dopuszcza taki odstrzał, np. kraje skandynawskie, czy Ukraina, Białoruś, Rosja, Chorwacja. Co sądzisz o działalności takich biur i myśliwych, którzy z nich korzystają? Czy skoro deklarują chronić, zamiast pozyskiwać rzadkie trofeum, nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na odłów i zakup żywych ptaków (głuszców, cietrzewi) dla zasilenia krajowych populacji?


Marcin:
To mniej więcej już opowiedziałem . Warto by temu poświęcić więcej miejsca i zbadać statystyki. Osobiście jestem przeciwnikiem. Można wyobrazić sobie polskiego myśliwego, który jedzie do Afryki i tam poluje na polskie bociany, czy orliki grubodziobe, a upolowane zwierzęta przywozi do Polski.  Jest to też budowanie niezdrowego współzawodnictwa na trofea, a przecież nie o trofea (teoretycznie) w naszym łowiectwie chodzi.

67003_154167371287045_804291_n

Na portalu you tube Marcin posiada kanał o nazwie ”Marcin z lasu” , na którym zobaczyć można przyrodnicze opowiadania dla najmłodszych,” Przyrodyjki” czy malownicze sceny  dzikiego życia oraz rozmówki ekologiczne na leśne tematy. Zachęcamy do subskrypcji i śledzenia kanału. Poniżej przykładowe filmy.

Jako uzupełnienie polecamy dwa inne wywiady z Marcinem Kostrzyńskim, które ukazały się wcześniej na portalach zewnętrznych. Dostępne po kliknięciu w poniższe linki. 

”Las poradzi sobie sam” 

oraz

”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”

 

 

Myślistwo i mity łowieckie

Przyszedł czas na trójkę. Na prośby znajomych i przyjaciół, długo co prawda oczekiwany, ale jest. Wiele osób, nie tylko myśliwych ale i osób zwyczajnych , które coś tam o łowiectwie z propagandy zasłyszały, zagląda na stronę Nie podaję ręki myśliwym i myśli sobie, że założyła ją grupka ekologów-oszołomów co to nie mają pojęcia na czym polega gospodarka łowiecka / leśna, a tylko krzyczą przeciw zabijaniu. Że z miasta nosa nie wytknęli przez życie i się mądrzą, bo „zabijanie jest be”. Kto chce z oponentów może w to wierzyć, jednak podstawą naszej działalności jest dokładna znajomość obu gospodarek i mimo to nie zgadzanie się ze sposobem jej prowadzenia. Teraz wiadomo, choć trudno zrozumieć? Mamy na te sprawy zupełnie inny pogląd po prostu. Cieszę się, że to wyjaśnione, a co kwestii miejskiej…Tylko jeden z administratorów mieszka w małym miasteczku, pozostała reszta to wiocha i słoma z butów.  Dla mnie osobiście aspekt zabijania jest motywem pobocznym, bardziej natomiast zajmują mnie absurdy gospodarki łowieckiej i sposób jej prowadzenia.

72

Gospodarka leśna, w skrócie.
Ludzie, a zwłaszcza rozmaici mędrkowie dostają napadów śmiechu kiedy cytuję, że „ochrona zwierząt poprzez strzelanie jest dla mnie tak samo nie przekonująca jak ochrona lasu poprzez wyrąb”. Co za oszołom, nie ma pojęcia na czym polega racjonalna gospodarka leśna :)! I tu bym polemizował , ponieważ musimy przyjrzeć się na czym w istocie to polega. Musimy wiedzieć, że leśniczy tak samo jak myśliwy nie zajmuje się lasem z miłości do niego, by wszystko rosło w zdrowiu ku słońcu, a po to by nim gospodarować i pozyskać drewno. W skrócie eksploatacja. „Pozyskać”… brzmi znajomo prawda? Dlatego też drzewa wycina, gdyż do tego były przeznaczone, lasy w Polsce są w dużej mierze lasami gospodarczymi ,w których zwierzęta znajdują ostoję zupełnie niepotrzebnie według niektórych osób, które postrzegają je tylko przez pryzmat szkodników. A to coś zgryzą z młodych sadzonek, to stratują ogrodzenie, inne przeryją szkółkę. Do diabła z takimi zwierzętami, nie mogłyby się jakoś zachować w naszym gospodarczym lesie? Tutaj dotykamy aspektu psychologicznego, czyli podejścia jakie te osoby reprezentują, a jest to podejście rabunkowo-roszczeniowe. Liczy się zysk ze sprzedaży drewna i tyle. Tak to funkcjonuje i na tym polega, więc mamy się zamknąć i siedzieć cicho. Inną sprawą jest, że w założeniach gospodarki leśnej przecinki stanowić mają ożywienie lasu i zrobienie miejsca, pod nowe drzewa. Sadzone są gatunki szybko rosnące, świerk, sosna. Czasem gatunki liściaste, jeżeli las nie jest gospodarczym a parkiem narodowym lub krajobrazowym, wtedy dba się o jako taką różnorodność. Perspektywa jest taka, człowiek musi mieć drewno do spożytkowania dla przemysłu w ciągu kilkudziesięciu lat, natomiast gdyby pozwolić lasowi zarastać po swojemu przyrost trwałby setki. Na to oczywiście nie można sobie pozwolić i choć się z tym nie zgadzam, mimo, że hipokrytycznie siedzę teraz przy drewnianym biurku którego nie kupiłem to…. mogę się tylko nie zgadzać:).

Gospodarka naturalna?
Puszcza Białowieska – ostatni zachowany fragment pierwotnych lasów w Europie, powinien być wzorem dla wszystkich tych którzy propagują tylko rabunkową eksploatację środowiska, racjonalne gospodarki etc. W sercu Puszczy nie prowadzi się wycinek, nie usuwa martwych drzew, w których często rozwijają się kolonie larw „szkodliwych” owadów dla drzew, np. brudnicy mniszki. Wszystko gnije, rozkłada się powoli, rośnie jedno na drugim. Mimo braku większośći prac pielęgnacyjnych las nie ginie, a rozwija się i ma zupełnie dobrze. Klimat takiego lasu, jakże inny od gospodarczych martwych monokultur do których przywykły nasze oczy. Tętno pierwotnej puszczy.  Ja uważam, że w przyrodzie nie ma pojęcia takiego jak szkodnik, a tak zwane gradacje owadów czy gryzoni są szansą i wręcz łaskawym darem losu dla innych zwierząt. Z owadów nocnych skorzystają leśne nietoperze i niektóre ptaki, np. lelek kozodój. Dzięki obfitości pokarmu mogą odchować więcej młodych czy wyprowadzić więcej lęgów. Z gryzoni skorzystają lisy, kuny, łasice, sowy itd. Tak naprawdę nie do końca wiadomo, co rządzi gradacjami owadów i gryzoni, ale jedno jest pewne – to zbawienny mechanizm samozachowawczy przyrody dzięki któremu sporo gatunków możemy jeszcze oglądać w obecnej liczebności. W perspektywie czasu, nawet po ostrych wysypach rozmaitych „szkodników” las tak czy siak się samoistnie odrodzi. Jednak, nie za naszego życia. I to jest motorem błędnych pochopnych działań na rzecz „ochrony”, bez zrozumienia przyrody i praw nią rządzących. Człowiek chce widzieć efekt, tu i teraz, natychmiast, jeszcze za swojego życia. I dlatego często, w naszych założeniach przegrywamy. Od 2011 roku w otulinie Puszczy Białowieskiej nie można polować i „pozyskiwać” zwierząt, mimo to ciężko, by mówić o jakimś nadmiarze. Wcześniej nie można też było polować w głębi Puszczy. Oczywiście myśliwi powiedzą, że zwierzęta wędrują i migrują poza teren puszczy i wtedy i tak są odstrzeliwane. Być może tak jest, ale na pewno nie dotyczy większej ilości urodzonych w Puszczy zwierząt.

11219153_677706025685476_6505355177537364540_n

Synantropizacja.
Wiele osób, oderwanych od rzeczywistości psioczy i lamentuje, próbuje straszyć, że co to teraz będzie! Lisy biegają po osiedlu, dziki grzebią po śmietnikach czas zwierzęcej apokalipsy blisko! Zjawisko nosi nazwę jak wyżej w nagłówku i będzie się nasilać. Zwierzęta, by przetrwać są zmuszone uczyć żyć w naszym cieniu i bardzo dobrze im to wychodzi. Są zmuszone, skracać dystans ucieczki, z powodu wszechobecnych hałasów. Gdyby chciały reagować według dawnych norm, musiałyby oszalałe non stop uciekać. Nie raz obserwowałem z traktora sarny, które nie tylko nie bały się hałasu silnika, a spokojnie żerowały na skraju śródpolnego zadrzewienia spoglądając ciekawie. Są przyzwyczajone do tego widoku i prac rolniczych, jeśli ciągnik wjeżdża na pole spokojne oddalają się. Nawet płochliwe  drapieżniki jakimi są w wilki są widywane w Polsce w ciągu dnia. Nie dlatego, że na nas polują, po prostu w obecnym świecie, przy naszej liczebności ciężko jest pozostawać cały czas w ukryciu i nie napotykać człowieka. Czy to tak trudno zrozumieć? Myśliwi zdaje się nie rozumieją, że czasy kiedy zwierzęta żyły w rozległych dziewiczych puszczach minęły. Tego już nie ma. I zamiast tego powinniśmy nauczyć się żyć w harmonii z dzikim zwierzętami, jest to proces z którym przyjdzie nam się zmierzyć. Inna droga, według myśliwych to oczywiście notoryczny odstrzał i prześladowanie. U nas pół biedy, ale w innych częściach świata są drapieżniki zagrażające człowiekowi. Te trzeba będzie trzymać na dystans. Zamiast naturalnego wydawało by się zrozumienia dla sytuacji zwierząt którym zabraliśmy przestrzeń życiową, myśliwi czują agresję. To uraża ich „godność” kiedy lis myszkuje po osiedlu a sarny czy daniele pasą się spokojnie. Głośna sprawa danieli z Grudziądza, które pasły się w lasach podmiejskich nikomu nie wadząc, ku uciesze mieszkańców. Komentarze myśliwych: Sk…ny nic się nie boją nawet!

10440293_10153077737550351_7511662705617870715_n

Czy sławny żubr Pyra. Wiele osób bało się tego zwierzęcia, jednak był zupełnie nieagresywny i nie napastliwy. Po prostu sobie był i tym samym bardzo przeszkadzał, bo i komuś tam parę jabłek zżarł. Nie mówię, że to normalne, by żubry chodziły po ulicach wsi, inne osoby z kolei opisywały spotkanie z Pyrą jako niesamowite emocjonujące przeżycie. I to jest zdrowe podejście uważam.  Natomiast ulubionym argumentem myśliwych i pseudoznawców zagadnień łowiectwa jest:

Locha młodymi! Bardzo groźna. gdby nie myśliwi to nikt z was zas*anych ekozj*bów do domu wieczorem nie dotarł!
PHm no cóż. O dzikach coś mogę powiedzieć. I owo „coś” to 90% więcej niż każdy z nich na ten temat wie. Skąd wziął się mit groźnego dzika? Pierwsze, tryb życia. Dzik z uwagi na w przeważającej mierze nocny i skryty tryb życia jest zwierzęciem, którego zwyczaje mało są znane dla ogółu. Ponura sława dzięki jednemu głupiemu wierszowi. Już te dwie rzeczy dają dobry grunt do dalszej manipulacji i ogłupiania, co myśliwi skrzętnie wykorzystują. Jak się mają do tego zachowania lochy? Pierwsze, cechy osobnicze. Trafią się osobniki, które szarżują na wszystko co się zbliży, ale to ułamek procenta w całości. Czynnikiem wywołującym rozdrażnienie lochy jest pisk przestraszonego warchlaka. Dlatego do nich nie zbliżać się pod żadnym pozorem. Drugim z kolei, jeśli jesteśmy z psem. W żadnym wypadku nie należy psa szczuć czy zachęcać do szczekania, trzeba to powściągnąć. Nic jak szczekający pies bardziej nie rozdrażnia dzika. Oczywiście sytuacja może różnie się rozwinąć i jeśli nastąpi szarża dla własnego bezpieczeństwa należy puścić psa wolno, a samemu salwować się na najbliższe drzewo. Pies, nawet domowy „przydupas” sobie wtedy poradzi, odciągnie uwagę dzika od nas i zgubi gdzieś w krzakach.  Jest to oczywiście ten najgorszy scenariusz i każda osoba która nie traktuje dzików za pomocą psów i strzelby potwierdzi, że bywa zupełnie inaczej. Z moich doświadczeń, spotkałem lochę z młodymi kilkadziesiąt razy i na te wszystkie sytuacje wolała uciec z młodymi czy się oddalić nie atakując. Jedyny raz kiedy zostałem zaatakowany to kiedy zachciało mi się podchodzić samicę z młodymi. Loszka wyprawiła gdzieś podrośnięte już dziczki, sama natomiast zaczekała na mnie w gęstwinie. Jakby celowo… a dalej… to już było wesoło:) Przeżyłem. Jest to jedyny raz kiedy zostałem przez lochę pognany z własnej winy, więc jeśli myśliwi wmawiają wam swoje strachy na temat dzików, nie wierzcie. Sam podczas pierwszych lat obserwacji czy pilnowania pola, bałem się panicznie, jednak nigdy nie dostałem od tych zwierząt potwierdzenia, by lęk był uzasadniony. Zawsze schodziły mi z drogi, wystarczyło się poruszyć, zaszeleścić ubraniem, smarknąć. Są to zwierzęta bardzo czujne i płochliwe, ale też ciekawskie. Parę razy zdarzyło się, że rozmawiając przez telefon, grupa dzików podchodziła do mnie zaciekawiona słysząc głos, mimo że celowo rozmawiałem coraz głośniej, by je odstraszyć, to tylko jakby bardziej je przyciągało. Winne jest nie zwierzę a najczęściej ludzka głupota.

Musimy pamiętać, że myśliwi swoje obcowanie z tymi zwierzętami zawężają zazwyczaj do prześladowania ich – czy podczas polowania z nagonką, wypłaszaniem z psami, postrzałami, strachem. Ranne zwierzę zrobi wszystko aby się ratować, a gdy nie ma wyjścia rzuci się na swego prześladowcę – psa lub człowieka. W najlepszym przypadku kończy się poturbowaniem czy szyciem. Myśliwskie fora pełne są takich strasznych opowieści, które próbują przenosić na dalszy grunt. Zapominają, że sami są sprawcami agresywnego zachowania przerażonych zwierząt, które ranią i tropią.

11196229_679167692205976_2461724682517906324_n

Dziki w miastach
PZdarza się i takie coś. W poznaniu w pobliżu którego mieszkam grupa podrośniętych warchlaków odwiedzała regularnie śmietnisko. Ludzie bali się, ale zwierzęta nie reagowały nawet na szczekające psy spacerowiczów. Interweniowała policja i straż miejska, a dzicze odwiedziny zdarzały się regularnie. Znajomy który pomagał przy wyprowadzaniu ich z miasta mówił, że zwierzęta zachowywały się nad wyraz inteligentnie, jakby wiedziały, że nic im nie grozi. Nie były też agresywne. Przychodziły jakby po swoje i wystarczyło dać im kilkanaście minut pogrzebać przy kontenerach, by spokojnie jak trzoda chlewna dały się wyprowadzić z powrotem do lasu. Rzecz działa się przy trasie po której drugiej stronie jest las, a zaraz za drogą osiedla.

Co innego w przypadkach,kiedy pędzone podczas liczenia czy polowania zwierzęta, które unikały dotąd miasta znajdą się przypadkiem na jego terenie. Wtedy, przestraszone są rozjuszone i niebezpieczne.

Odyńce
Osobiście uważam, że odyńce potrafią być grozniejsze niż lochy, a to dlatego że są bardziej hm… jakby to powiedzieć… złośliwe. Mówię tu o naprawdę starych pojedynkach, dzisiaj już w zasadzie takie sztuki się nie zdarzają, ale! Dawniej bywało, że taki grasujący samotnik pogonił zbieraczy jagód w lesie, nie tylko przegnał ale i wyjadł z koszyków zebrane jagody i grzyby. Poturbował rowerzystę. Zwierzęta te w postaci dorosłej będąc w pełni sił nie mają naturalnych wrogów, a kiedy pokarmu pod dostatkiem rozpiera energia. I dopóki nie otrą się o polowanie , pewne siebie zachowanie pozostaje. W mojej okolicy był taki odyniec, nazywaliśmy go żartobliwie Albertem. Był ogromny i za pewne stary niż przeciętnie to bywa. W każdym razie głośne były przypadki dwa, kiedy Albert wychodził na mało uczęszczaną szosę i ani myślał zejść pojazdowi z drogi. Innym razem był to znajomy jadący rowerem który tak się podobną sytuacją przeraził, że nie wracał już tą samą drogą tylko prosił byśmy odwiezli go autem do domu:). Ja podejrzewam, że samiec ten był prawdopodobnie głuchy czy jakoś w tym kierunku upośledzony. Innym razem wracając z obserwacji  natknąłem się na niego na swoim polu. Mróz był duży -15, śnieg skrzypiał strasznie, musiał mnie doskonale słyszeć. Ominąć go nie było jak, znalazłbym się na otwartym polu w razie co, bez szans. Poczekałem 10 min. aż skończy sobie ryć, jednak nie miał zamiaru. No to petarda, jedna odpalam, buch. Zero reakcji. Myślę co jest? Druga, bum. Nic. Dopiero po trzeciej niechętnie wolnym truchtem, gniewnie fukając oddalił się. Nie spotkałem się nigdy z taką reakcją dzika, czujnego przecież na najmniejszy szelest, stąd moja teoria o głuchocie, częściowej przynajmniej.

10410268_661728263949919_8946808630899793177_n

Wilk selekcjoner?
Myśliwi bardzo chełpią się swoją znajomością przyrody , co przejawia się bardzo często powtarzanym sloganem: Obecnie nie ma drapieżników dla regulowania liczebności zwierzyny, ja zastępuję to brakującego ogniwo!  I w tym właśnie niepozornym zdaniu przejawia się wiedza o przyrodzie naszych myśliwych, a raczej jej brak. Bo gdyby jak deklarują znali zależności w niej zachodzące, wiedzieli by, że rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności – zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją, my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem, nie regulowaniem liczebności zwierząt. W naszej rodzimej faunie wilkom i rysiom możemy przypisać rolę co najwyżej delikatnego selekcjonera, który to wyszuka (a jest w tym perfekcyjny) sztukę słabszą, chorą, czy zwyczajnie mniej sprawną. Wilk ma do dyspozycji węch co umożliwia mu określenie po zapachu osobnika na cokolwiek chorego,czego nie widać gołym okiem.  Zrobi to na pewno lepiej niż jakikolwiek myśliwy. I tutaj dotykamy mitu odstrzału selekcyjnego o czym często trąbię, po prostu aby rozpoznać chore zwierzę trzeba je tropić i podchodzić, obserwować w pełnym świetle i jeśli wyraźnie nie utyka czy nie kuleje, sierść jest normalna, tak naprawdę nie ma szans tego stwierdzić. A na polowaniach zbiorowych strzela się do wszystkiego co wyskoczy podczas pędzenia, w ciągu kilku sekund nie ma zatem możliwości oceny czegokolwiek, a każdy chce coś na takim polowaniu zdobyć. Takie polowania to zwyczajna jatka, niebywała ingerencja w spokój zwierząt zamieszkujących, przez kilka dni czy tydzień las jest jakby wymarły. No i niebezpieczeństwo, nie raz i nie dwa zdarzało się że przerażone zwierzęta wybiegały na dzielącą las jezdnię pod samochody. Jedyne co trzeba przyznać, to że atakowane przez wilka zwierzę szybko nie ginie i lekkiej śmierci nie ma, najpierw jest ucieczka do wyczerpania, potem zależnie od przeciwnika pojedyncze lub grupowe ataki gdzie ofiara wykrwawia i osłabia się powoli. Zwierzę na pewno jest przerażone i cierpi… no, co nie usprawiedliwia przecież alternatywy mordowania ze strzelbą. Myśliwi boją się że gdyby nie oni, to zwierzęta nadmiernie się rozmnożą. Zadają się być głusi i ślepi na podstawowe prawo przyrody które mówi , że zwierząt zawsze będzie w środowisku tyle ile będzie dla nich dostępnego pokarmu i siedlisk.  I kropka. Co jest tutaj niezrozumiałego? Nie ma nad czym dyskutować. Niepotrzebny żaden drapieżnik, gdyż żaden gatunek nie rozmnoży się ponad dostępność dla niego zasobów. A za regulację populacji odpowiadają przede wszystkim choroby, warunki pogodowe, brak dostępności pokarmu i siedlisk. Drapieżniki to tylko kwiatek do kożucha. Próbują myśliwi brać wtedy na litość, odwracać kota ogonem: To co, ma zwierzę zdychać z głodu? Na pewno bardzo przejmuje się tym osoba, która wpierw dokarmia potem zabija, której pasją jest zabijanie , dręczenie zwierząt podczas konkursów norowań, szczucie psami na polowaniu. Wobec tego mówię za siebie – tak, ma zdychać. To naturalne w przyrodzie, że jedne zwierzęta zdychają z głodu, inne ze starości inne w paszczy drapieżnika. Głodujące dzieci już nie obchodzą myśliwych? Umierające z głodu przez ich „lubię mięso”, ponieważ jak wiemy produkcja mięsa jest na tyle nieopłacalna w ogólnej skali, że jest główną przyczyną głodu na świecie. No i tony marchwi, ziemniaków, buraków których dzikie zwierzęta nie potrzebują, a można by to spożytkować na pokarm dla ludzi. A pisklaki, które w lesie wypadną po gwałtownej burzy z gniazda? Nic w tym nie ma dziwnego i niestosownego. Tutaj nagle nasi myśliwi dostają zastrzyku wrażliwości na krzywdę zwierząt, cóż odpowiemy? Żenada.

10991239_900459006640921_1825237417795379489_n

Odstrzał sanitarny
Bardzo lubią się tym chwalić myśliwi. Ma to być szlachetne ”ratowanie” zwierząt chorych lub potrąconych w wypadkach łaskawym strzałem w głowę, natomiast w praktyce wyglądało to niejednokrotnie tak, że panowie marudzili z przyjazdem, odsyłali do weterynarza, policji. Sprawdziłem o co chodzi i jeden myśliwy powiedział mi: Szkoda paliwa i naboju, jak zwierzę chore to jeszcze trzeba je zutylizować na własny koszt, bo na mięso przecież nie można.  No to już wszystko wiem…
Co ciekawe u niektórych myśliwych powszechne jest dobijanie zwierząt nożem, choć jest to nieco ryzykowne i robią to dla zaoszczędzenia naboju. Inni z kolei dobijają tylko strzałem, bo „próbowali nożem i miał potem wyrzuty sumienia”. Pomieszanie z poplątaniem, ale zawsze powtarzam, że na trzeźwo ciężko zrozumieć co w ich „logice” siedzi. 

Czarny zwierz
W naszym kraju dorosłe dziki nie mają w zasadzie wrogów naturalnych. Co innego warchlaki na które połakomić się może ryś, wilk, czasem i lis, bielik i orzeł przedni, puchacz. Atak tych mniejszych drapieżników wiąże się z ryzykiem, o ile kilkudniowego warchlaka orły są w stanie unieść, tak atak na starsze nie zawsze kończy się powodzeniem z powodu czujnej matki i ma na celu najpierw zabicie zwierzęcia, a potem powrót do padliny. Dawniej straty wśród warchlaków potrafiły sięgać nawet 50-70% powiedzmy z siedmiu czy ośmiu przeżywały trzy. Dziki aby zapobiec takim stratom łączyły się w grupy (same lochy, w kupie siła), aby zwiększyć szanse przetrwania dla potomstwa, czyli np. 2-3 karmiące lochy plus jedna lub dwie stare bez potomstwa, często związane jakoś rodzinnie. To dawało większe szanse przetrwania dla młodych, pamiętajmy, że zwierzę też się musi wyspać co w przypadku jednej matki jest bardzo ryzykowne. W takich układach miały możliwość pilnować na zmianę. Czarnego zwierza i ryś i wilk zawsze zostawiały sobie na „czarną godzinę”. Kiedy nic innego nie było w zasięgu do upolowania, a dokuczliwy głód dyktował działanie sprzeczne z doświadczeniem. Czarny zwierz walczy, a gruba twarda pokryta zlepami błota i innych paskudztw szczecina nie ułatwia dostępu do życiodajnych arterii z krwią, nie wystarczy przegryźć gardła jak sarnie. Idąca zimą przez śnieg wataha dzików wydziela ostry odór potu i własnego zapachu wyczuwalny nawet dla człowieka. W środku znajdują miejsce lochy z przelatkami, prowadzi locha lub stary odyniec, który normalnie buszuje samemu, ale bywa, że podczas bardzo srogich zim dołącza do watahy i „dowodzi”.  Całość stada w przypadku zagrożenia otaczają przede wszystkim samce, które też pomagają prowodyrowi przebijać się przez zaspy, czasem go zmieniają. Ofiarami wilków padają wtedy sztuki idące w „tylnej straży”, jeśli śnieg głęboki i przymarznięty ułatwia sprawę wilkom, które poruszają się na powierzchni i są mobilniejsze. Wybierana jest jedna sztuka która jest osaczana, a następnie atakowana ze wszystkich stron, aby uniemożliwić szarżę. Wilki podgryzają nogi, by przeciąć ścięgna ofiary. Kiedy to się uda w dwóch nogach, w zasadzie „pozamiatane”. Dzik okręca się wtedy jedynie w miejscu, kłapie zębami i jest stopniowo przez wilki dogryzany . Stado często idzie wtedy w rozsypkę, jeśli prowodyr nie potrafi zdyscyplinować pozostałych. W takich przypadkach dziki zdaje się jakby rozumiały że trzeba oddać wilkom należną daninę i nie próbują bronić umierających towarzyszy. Zdarzały się natomiast przypadki… podjadania braci.

Ryś poluje na dzika naprawdę w ostateczności, najczęściej ucieka się do zabicia warchlaka i ucieczki z nim na drzewo. Atakuje skacząc z grubej gałęzi, zaczajając się przy szlakach przemarszu zwierząt. Przy skoku na dzika taktyką jest oślepienie, natomiast dzik ratuje się wtedy ucieczką w gęstwinę, by strącić napastnika lub jeśli jest „kumaty” przewraca się, co grozi połamaniem żeber rysia.  W sumie nie wiem po co się na ten temat rozpisałem, ale niech tam. Będzie czytelnik coś wiedział :). Ale co chciałem powiedzieć, wiele osób uważa, że dzików jest za dużo. Ponieważ nie ma naturalnych wrogów. Hm, w takim razie można by stwierdzić że dzików zawsze było w Polsce „za dużo” gdyż drapieżniki unikały polowań na nie wybierając sarny. Kontynuacja myśli będzie poniżej.

11206073_679222212200524_4222526049728151956_n 

Nieudolna racjonalna gospodarka łowiecka
Owo magiczne i tajemnicze słowo , którym myśliwi próbują kończyć wszelką dyskusję bo przecież ekoterroryści  i ci „nawiedzeni zieloni” nie mają o niej żadnego pojęcia. Nie wiem tak naprawdę, co jest do pojmowania w sporządzanych rocznych planach pozyskania zwierzyny, jej dokarmianiu, odstrzału. Powiem tak, za teoriami panów myśliwych stoi owe niecałe 50 lat prowadzenia tej nieudolnej gospodarki , bo za PRL możemy mówić o co najwyżej rabunkowej. Za teoriami ekologów stoją natomiast setki tysięcy lat, jeśli nie miliony prawideł które od zarania rządzą przyrodą. Myślistwo nie jest dzisiaj niczym innym, jak dogadzaniem pierwotnym atawizmom i zaspokajaniem próżniaczego ego, z dorabianiem ideologii o ochronie przyrody.  Pamiętamy przecież tą ochronę , kiedy ekolodzy alarmowali w latach 80. o drastycznym spadku liczebności głuszca, panowie wtedy wyśmiewali się i wiedzieli wszystko lepiej. Koła łowieckie zawyżały w danych liczebność i zezwalały sobie na odstrzał tych ptaków. Dziś kiedy dzięki ich ignorancji i głupocie sytuacja głuszca jest tragiczna, panowie chełpią się, że założyli Fundację Ochrony Głuszca. Można to skwitować jako najwyżej ponury żart historii, ot grzesznik odprawia pokutę.  

Dla myśliwych każde zwierzę to szkodnik.  Takie odnoszę wrażenie po dyskusjach z nimi. Po kolei. Sarna? Zgryza oziminy, korę z młodych drzewek, szkodnik. Zając to samo. Królik? Dokładnie, parszywy szkodnik, zgryzający korę w sadach, uprawy warzywne. Lis? No bój się Boga ekooszołomie, jak możesz pytać! Wynosi kury, łapie myszy (których liczebność ograniczają przecież myśliwi :P), ptactwo, do gazu z nim (Myśliwi na swoich stronach komentując często żałują że nie można zrobić tego z ekologami)! Jeleń? No ten to już potrafi cały las wyżreć. Dzik? Jest ich za dużo! Wilk? Szkodnik, bo zmniejsza myśliwym udział w zabijaniu. Ryś? to samo. Szkodnikiem nie jest chyba tylko uwielbiany i hodowany przez nich bażant, wypuszczany, by można było na niego sobie zapolować.  W skrócie streściłem, jak po rozmowach z myśliwymi oceniam ich stosunek do zwierząt. Mam też wrażenie, że ich podejście do rzadszych gatunków jak wilk, ryś, łoś jest takie – nie mają prawa bytu, ponieważ mamy XXI wiek, nie ma wystarczającej ilości siedlisk, by ekosystem mógł sam funkcjonować. Zatem tylko my i nasze strzelby zadbamy o równowagę środowiska. Często lubią pytać na stronach antyłowieckich, co ekolog jeden z drugim zrobił dla przyrody sprzed komputerka. Ktoś napisał, że zrobił manicure sarnie i wyczesał dzikom szczecinę. Bo tak naprawdę za wiele robić nie trzeba poza drobnymi codziennymi wyborami, ale panowie przekonani o swej przydatności bo:

Zbudowali paśnik, by pomóc przetrwać zwierzynie (by móc ją potem zastrzelić). Coś mi się wydaje że te paśniki są argumentem do przetrwania nie zwierząt, a pseudomiłośników przyrody spod znaku PZŁ. Szlachetne dokarmianie sensem życia, a spróbujcie powiedzieć, że dokarmia się od niespełna 150 lat, a wcześniej dziesiątki tysięcy lat zwierzęta przetrwały bez tego. Co najwyżej w odpowiedzi usłyszycie, że nie macie pojęcia o myślistwie i gospodarce  łowieckiej:). I takim to argumentem można w zasadzie zakończyć dyskusję z każdym na dowolny temat. Dalej, buduje dla zwierzątek ambonę, żeby potem z niej strzelać.  I na tym w zasadzie kończą się „racjonalne” argumenty dla obrony łowiectwa, po więcej odsyłam do innych części:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

ziemniaki

Rykowisko dla jeleni
Zastanawiam się, no kim trzeba być, żeby prześladować zwierzę w jego okresie rozrodczym, w jego własnym domu. To tak jakby zabijać nas ludzi na randce czy podczas uprawiania seksu, chciałby ktoś? A buce robią to w świetle prawa, tylko dla przeżyć polowania, bo przecież w łowiectwie chodzi o przeżywanie pewnych emocji, nie dajcie sobie wmówić, że nie. Emocjonujące może być szczucie psów na rannego dzika i patrzeć jak przegrane zwierzę próbuje bronić się. Walka zwierząt czy pies po szkoleniu poradzi sobie, oto co ich rajcuje. Robią to tylko po to, by zdobyć trofeum-poroże i zawiesić sobie na ścianie, ewentualnie zająć dobre miejsce w konkursie oceny poroża. Dorodne i równo rozgałęzione wieńce bardzo kręcą myśliwych , u jelenia symbol jego samczej siły, u myśliwego na ścianie co? Leczenie kompleksów, chyba. Normalny człowiek, dla przeżyć będzie wolał zobaczyć rogi u żywego jelenia podczas obserwacji.  Jak wygląda troska panów o przyrodę niech poświadczy wpis z jednego z ich forów, poniżej.

11407240_381991858656954_8601428404259949919_n1

Jak widać chodzi tylko o trofeum nad łóżkiem, myśliwy nie cieszy się z tego że zwierzę żyje, a z tego że nikt nie sprzątnął mu trofeum i ma szansę zdobyć…  Tutaj także próbują używać argumentu o gospodarce, ponieważ , jelenie w Polsce w sumie „hoduje się” dla poroża i rozrywek  polujących. Przez większość leśników uznawane są jako szkodniki, za zgryzione drzewka. Argumentują, że jeśli nie odstrzelą tej czy tej sztuki jelenia, to jego poroże wykazujące cechy wsteczniactwa, przekaże się w genach na kolejne pokolenia.  Argumentacja co najmniej dla debili, ponieważ u każdego jelenia w pewnym wieku poroże zacznie się uwsteczniać. Jest to najzupełniej normalne. A kto obserwował życie jeleni podczas rykowiska, ten wie że gdzieś dwóch się bije, tam trzeci korzysta. U jeleni to nasze ludzkie przysłowie często sprawdza się w życiu. Podczas gdy dorodne byki walczą i ścierają się,młodsze cichcem korzystają z obecności łań. Zapładnia więc często młodszy, tym samym argument o przekazywaniu najlepszych umiera śmiercią naturalną. Ciekawe czy panowie nie wiedzą o tym czy celowo mydlą oczy dla usprawiedliwienia swoich jatek ? I jakim prawem myśliwy ma decydować, który jeleń powinien już umrzeć? Prawda jest taka że zabijają tylko po to, by nie tracić poroża, te które wykazuje cechy wstecznictwa piękne już nie jest,a zatem po co w łowisku ma chodzić jeleń z takim porożem i „darmo żreć”. To jedyne o co chodzi w tzw. „selekcji”.

11062809_917557788264376_7509251637512106597_n

Myśliwy kontra kłusownik
Bardzo lubią sami myśliwi i osoby postronne wytykać: Może zajmijcie się kłusownictwem, to jest problem! Etyczny myśliwy a kłusownik to duża różnica! Bardzo się oburzają, dlaczego nie zajmiemy się kłusownikami. Doprawdy?  Dla nas myśliwy to to samo co kłusownik, tym gorszy, że morduje w świetle prawa i zabija znacznie więcej. Ale zestawmy kilka faktów, powodów dlaczego zabija myśliwy, a dlaczego robi to kłusownik.

Dawniej w latach przed i jeszcze powojennych, kłusownictwo było bardzo powszechne. Do tego stopnia, że bardziej, by pasowało na narodową tradycję niż samo myślistwo. Ale OK, dawniej kłusownikiem był każdy, kto zwyczajnie potrzebował czy chciał. Bywało, że taki osobnik wchodził w układ z lokalnym karczmarzem dostarczając na lewo dziczyznę, w zamian za naboje i… alkohol. Wnykarz zastawiał sidła, głównie z biedy, dla zdobycia mięsa i wyżywienia rodziny.  Nie ma co porównywać tego, że zwierzę dusi się we wnykach do śmierci od kuli, ponieważ myśliwi często pudłują albo szczują zwierzę psami. Jeden i drugi zabija, z tym, że kłusownik znacznie mniej niż myśliwy… Drugi natomiast zabija dla rozrywki, dla „regulacji populacji”. Są oczywiście wśród myśliwych i „mięsiarze”.  Dziś już nie ma chyba zbytnio możliwości sprzedania na lewo dziczyzny, kłusują więc na użytek własny, lub z przyzwyczajenia. Ot, ojciec zastawiał wnyki, zawsze u nas były to i ja będę… byle nie dać się złapać. W każdym razie bardziej jestem w stanie zrozumieć osobę która zabija sobie raz na jakiś czas z biedy i głodu, niż osobę która w świetle prawa, dla rogów „pozyskuje” dziesiątki czy setki sztuk z limitem.

Bezsensownie mordują – polowanie na gołębie grzywacze
Kolejny nie mający żadnego logicznego uzasadnienia aspekt łowiectwa w Polsce. O ile można ostro polemizować o konieczności odstrzelenia czasami lisa czy dzika, tak tutaj nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Ale po kolei. Grzywacze żadnych szkód rolnych nie wyrządzają, a jeśli już czymś pożywią się na polu można mówić o szkodzie minimalnie znikomej, wręcz niezauważalnej. W naszym kraju są średnio liczne. Ptaki te mogą jeść wszystko począwszy od nasion, liści, korzonków, płatków kwiatów kończąc na ich ulubionym owocu bluszczu. Są bardziej pożyteczne niż szkodliwe, zjadają gąsięnice i larwy szkodników. Posiadają też sporo wrogów naturalnych, polują na nie jastrząb gołębiarz, krogulec czy sokół wędrowny. Łączą się w pary na całe życie podobnie jak łabędzie czy gęsi, a stratę partnera bardzo przeżywają. U trzymanych w niewoli osobników obserwowano wyraźną apatię po odseparowaniu samicy. Ale wątpię, by myśliwych cokolwiek to obchodziło. Jak się poluje na te ptaki ? Normalnie myśliwym byłoby ciężko je upolować, uciekają się więc do metod ogłupiania i oszukiwania ptaków.

Pierwszy sposób – przy pomocy tzw. bałwanków, sztucznych ptaków imitujących żywe. Rozsypana karma i ustawia się wabiki.

Drugi sposób , przy pomocy tzw karuzeli, na której kręcą się sztuczne ptaki (tutaj można zobaczyć jak takie urządzenie wygląda: http://allegro.pl/karuzela-do-polowan-na-grzywacze-z-balwankami-i5226364698.html). Tak oto mający się za etycznych ludzie ogłupiają zwierzęta, by zabić dla przyjemności. Jak widać nie są to rzeczy tanie, podobnie jak reszta ekwipunku myśliwskiego. Można jeszcze polować z zasiadki i ukrycia, ale rzadko jest to praktykowane przy tych ptakach.

d016f971-fa86-36e2-6cb0-24fdd3367188

PO CO ?

Normalny człowiek, ornitolog zawodowy czy też amator pójdzie do lasu czy na skraj pola z lasem, tam najczęściej żerują te gołębie. Poobserwuje, porobi zdjęcia czy notatki i na tym koniec, jesteśmy zadowoleni. Każdy normalny, ale nie myśliwy. Jemu nie wystarczą normalne przeżycia wynikające z obserwacji czy przebywania na łonie natury, aby odczuć satysfakcję musi jeszcze dane zwierzę pozyskać czyli zamordować. Jest wtedy radość ze zdobyczy. Dalej pytam, w jakim celu ? Mięsa z tego niewiele, mimo iż można je zjadać. Trofeum też nie… uzasadnienie o regulacji odpada, o szkodach i wściekliznie też. Biorąc pod uwagę, ile wydają przeciętnie na swoje hobby, założyć można śmiało, że żaden z tych „ludzi” nie głoduje. A więc jak argumentują myśliwi: Ty nie rozumiesz, to są emocje, przeżycia podczas spędzania czasu w lesie, radość i satysfakcja ze zdobyczy, strzał to wszystko kończy! Jeszcze tradycja, pamiętamy nieodzowny argument. Nie ma krzty sensu w tym zdaniu, ale skoro strzał wszystko kończy, to może popatrz, zachwyć się, przeżyj , ale nie strzelaj? Czy do tego nie jesteś już może zdolny. Normalny człowiek tego nie zrozumie, bo większość z nas przeżywa i doświadcza przyrody zupełnie inaczej. Oni nazywają to „bambizmem” czy jakoś tak. OK. Ja myślę że każdy wyciągnie odpowiednie wnioski. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/bezsensownie-morduja-polowanie-na-golebie-grzywacze//

Stoją ponad prawem.
Ostatnio częste dyskusje między właścicielami psów a myśliwymi, którzy często zabijają zagubione zbłąkane psy lub zwyczajnie jeśli oddali się od właściciela czy też dla zabawy. Tłumaczą się tym, że pies w łowisku to szkodnik, a oni mają obowiązek, a właściciele nie powinni psa puszczać… już wiemy dobrze, kto jest największym szkodnikiem tej planety, ale w praktyce żaden myśliwy nie został jeszcze ukarany za zabójstwo psa bez powodu. Zazwyczaj argumentują, że musieli bronić się przed rodzinnym psem który w życiu nikogo nie ugryzł, a sąd daje temu wiarę czy też działa na korzyść oskarżonych (sędziowie często polują). Natomiast jaki absurd, myśliwy może puścić w lesie hordę psów, płoszyć zwierzęta i nic mu za to, robi to w świetle prawa. Ale do zabłąkanego psa już wielka pretensja i kula w nagrodę, pomimo, że myśliwy zabija ze 100 razy więcej. Czyli tak, zgraja psów myśliwskich puszczonych luzem może robić co chce ranić i płoszyć, straszyć zwierzęta, natomiast porzucony czy zbłąkany pies który próbował coś utłuc z głodu, to szkodnik zasługujący na śmierć. Panowie raczej powinni cieszyć się z takiego obrotu sprawy, przecież tak narzekają na brak drapieżników i biadolą, że muszą je zastępować… Znowu logika, a raczej obłuda myśliwych w pigułce.

11140023_675581419231270_7120809107710218734_n

Jak widać na załączonych obrazkach myśliwemu wolno puszczać w lesie psy luzem,straszyć i prześladować zwierzęta, jednak potrafią zastrzelić obcego psa przy właścicielu bo „płoszy zwierzęta”. Czego nie robi rozumiem rozszczekana zgraja psów myśliwskich w amoku.


Myśliwych w naszym kraju jest według statystyk 114 tys.  To może jest 1 % z 35-milionowego społeczeństwa. Lasy są dobrem ogólnym,własnością nas wszystkich. I ten 1% próbuje narzucać nam wszystkim swoją chorą wizję rozumienia przyrody, jak i ma ogromne pretensje, że reszta nie pieje z zachwytu nad ich jaskiniowym hobby… Mi by to dało do myślenia.

posokowce

11203168_675414175914661_673113720441054800_n

Ochrona pola
Nie wiem czy nie będzie to swego rodzaju bomba atomowa, która zrobi furorę ponieważ info jest naprawdę ciekawe. Gdyby nie myśliwi , to nikt z was wegetarian nie miał by co żreć, bo dziki by pola splądrowały! Uważasz, że dzik nie jest szkodnikiem, powiedz to samo w twarz rolnikom którym wataha przeorała całą uprawę! – Ulubione dwa argumenty myśliwych. Jeszcze ten o odszkodowaniach. Tak lubią troszczyć się o rolników, jednocześnie narzekając na konieczność wypłat odszkodowań. Sposobów na zabezpieczenie pola jest masa,w tym jeden znany wśród myśliwych, cytuję: Od czterech latach obserwuje na polach (…) pewien skuteczny, a zarazem tani sposób na odstraszanie zwierzyny. (…) Tym ciekawym rozwiązaniem jest niewidzialny płot zapachowy wykonany z ludzkich włosów,

I tutaj może całość wypowiedzi myśliwego na ten temat w screenie.

wc582osy-odstraszanie

I co państwo na to? A na stronach antymyśliwskich gęby wypełnione żalem na szkodniki i biednych rolników.  Pomijając tradycyjne metody takie jak pastuchy elektryczne i rozmaite straszaki, istnieje jak widać metoda którą myśliwi znają, jednak nie mówią o tym nikomu, bo przecież wygodniej jest wypłakiwać się ekologom, ile to odszkodowań muszą wypłacać, a swoje sadystyczne hobby usprawiedliwiać pomocą dla rolników. Ten jeden przykład , będący i tak kroplą w morzu pokazuje nam obłudę, hipokryzję i zakłamanie tego środowiska. W sposobie coś musi być, bo tak dziki mają bardzo czuły węch i unikają ludzi. Pewnego razu podczas „obchodu” zrobiłem siusiu w jednym miejscu. Niesmaczne, ale kto tak nie robi przyznać się.  Oddaliłem się od tego miejsca o 100 metrów , no i nocna obserwacja. W końcu idą 3 dziki. Dotarły do tego miejsca, obwąchały po czym zawróciły i poszły zupełnie inną drogą.
Komentarze samych myśliwych:

mysliwiwc582osy

Co do odszkodowań. Myśliwi tworzą prawo łowieckie. Dlaczego nie wprowadzą takich poprawek, by nie musieć ich wypłacać? Proste, bo wtedy upadnie argument o odszkodowaniach . A ułatwiło by to życie obu stronom. Rozwiązanie jest bardzo proste, należało by stworzyć fundusz, rodzaj ubezpieczenia które opłacałby sam zainteresowany i ubezpieczał uprawę tytułem szkód wyrządzanych przez zwierzęta. Ale lepiej psioczyć, dorabiać sobie gębę darczyńcy dla poszkodowanych etc. W takim powiedzmy wczesnym średniowieczu dzików było na pewno bardzo dużo, ludzie mieli także pola uprawne i pomimo braku zaawansowanej techniki potrafili sobie poradzić ,odstraszyć, ograniczyć szkody. Dziś wszystko bardzo wszystkim przeszkadza, a jedyne rozwiązania jakie widzą ludzie mający się za wszechwiedzących oraz inteligentnych do pokrzykiwanie „za dużo!, selekcja! ,odstrzał! ,eutanazja?” Pamiętajmy, że bycie myśliwym jest zupełnie dobrowolne, nikt nie zmusza do zajmowania się tym, co za tym idzie wpłacania składek – wkładu finansowego, tym samym wypłat odszkodowań. Nie pasuje? Zrezygnuj jeden z drugim.

Więcej na temat sposobów zabezpieczenia upraw do przeczytania w tym tekście:
Jak łowiectwo niszczy rolnictwo? 

Obłudnie kłamią – sprawa liczebności zajęcy
Niegdyś każdej wiosny dziesiątki szaraków ganiały się ze sobą na polach, samce walcząc ze sobą podczas tzw parkotów. Poźniej, z każdą dekadą można było obserwować spadek, aż dotrwaliśmy do czasów kiedy spotkać jednego graniczy z dużym szczęściem. Ekolodzy wtedy zwracali uwagę, myśliwi oczywiście śmiejąc się wiedzieli lepiej. Dziś szczycą się tym, że reintrodukują zająca do siedlisk. I bynajmniej nie robią tego z dobroci serca, lecz po to gdy tylko stwierdzą „nadwyżkę” o kilka sztuk czym prędzej je odstrzelić. Poluje się nadal , mimo że wszyscy zgodnie twierdzą zarówno ekolodzy i myśliwi że sytuacja zająca jest zła. Z tym, że to myśliwi dzierżą palmę pierwszeństwa w „ochronie” i jeżeli zdecydują się na odstrzał, to nikt im nic nie może zrobić. Moim zdaniem zając z listy zwierząt łownych powinien zostać skreślony na stałe już 10 lat temu, jeśli nie wcześniej. Po to mamy rozum żeby reagować, a przepisy można zmienić. Można też wycierać sobie gębę paplaniem o tradycji podczas gdy gatunki giną na naszych oczach.

pokot1

Na mizerny dzisiaj stan liczebny zająca złożyło się wiele czynników. Choroby, drapieżniki, chemizacja rolnictwa. I myśliwi chcieliby byśmy widzieli tylko tyle. Niestety, pamiętam też z opowiadań, że w latach 60. i 70. pokoty zajęcy szły w setkach, a martwych ładowane całe wozy. Zabijane były setki w każdym obwodzie,w skali kraju dziesiątki tysięcy lub więcej. I nikt mi nie powie, że taka rzeź nie miała wpływu na spadek liczebności. Zależność jest prosta, gdyby zajęcy wtedy nie trzebiono, dziś nie mielibyśmy problemu z jego tragiczną sytuacją, a o konieczności ochrony rozmawiałyby 300 lat pózniej nasze prawnuki. Być może do tego czasu zauważylibyśmy co się dzieje i wypracowali skuteczne metody ochrony. Nie ma co gdybać. O tym ile się zabijało piszą sami myśliwi na swoich forach  I najciekawsza logika panów, czyli winne są tylko drapieżniki, a ich własne trzebienie idące w setkach sztuk to już nie… Przypominam, że zwykły lis wyżywi się jednym zającem przez 2-3 dni i nie zawsze na nie poluje, wręcz bardzo rzadko z uwagi na czujność i szybkość zająca. I robi to dla własnego przetrwania. A człowiek-myśliwy? Dla radochy z polowania, bo przecież nie z głodu. Kilku myśliwych zabijało paręset zajęcy których do niczego nie potrzebowali w ciągu JEDNEGO polowania. Te same paręset zajęcy miało, by szansę mnożyć się i przetrwać, tym samym padając sporadycznie łupem wrogów naturalnych. Dla mnie to jest normalna i racjonalna gospodarka zasobami przyrody. Nikt mi nie powie, że te masowe zabijanie nie przyczyniło się do zachwiania ekosystemu i delikatnych zależności wśród zwierzyny drobnej. Pamiętajmy logikę – myśliwy zabił zająca, dobrze. Lis złapał, o co za szkodnik! Trzeba zabijać! I obecny dziś żal myśliwych nie wynika, żebyśmy dobrze rozumieli dlatego że równowaga w przyrodzie została przez nich zachwiana, a dlatego że nie ma na co polować.

Polscy myśliwi pozyskiwali (czytaj: strzelali) ok. 1 miliona zajęcy rocznie, a w szczytowym sezonie 1,3 mln.W latach 1970-1980 odławiano (corocznie!) ok 100 tyś. zajęcy na eksport do Włoch i Francji. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/klamstwa-mysliwych-sprawa-liczebnosci-zajecy/

Sami świadczą przeciw sobie, chcieliby zmydlić społeczeństwu oczy, że co złego w polskiej przyrodzie to nie my, my to tylko ochrona… na pewno do ochrony gatunku przyczyniły się pokoty idące w setkach sprzed lat. Jakie wtedy było uzasadnienie? Tradycja? Robią szkody, a może nie wyżywią się biedne? Czy sama satysfakcja z licznego pokotu, a z najdorodniejszych pasztet, bo przecież nie wszystkie spożytkowaliście, część było pozostawianych.

Teraz próbują wszystko zrzucić na choroby i chemizację rolnictwa. Komentarz kolegi po strzelbie mówi sam za siebie. Dla myśliwych zwierząt zawsze jest „za dużo”.

zajc485ce-lpm-2

Gdyby nie myśliwi to zwierzyna się zdegeneruje, bo zabijają TYLKO CHORE, SŁABE I UPOŚLEDZONE GENETYCZNIE OSOBNIKI!
Można by rzec – myślałem że nic już mnie nie zdziwi. Ale nie. Istnieją osoby które twierdzą że muszą zabijać bo jak nie to zwierzęta się ZDEGENERUJĄ. Pomijając absurd tego założenia,bo nie wyobrażam sobie rozpoznania w całkowitej ciemności osobnika ułomnego genetycznie,mamy na liście zwierząt łownych 31 gatunków. Zatem kto selekcjonuje pozostałe tysiące gatunków owadów, ptaków, płazów, gadów, małych ssaków, nawet drapieżników takich jak wilk czy ryś? Ok, częściowo robi to sama natura, i zwierzęta są piękne , dorodne, od tysięcy lat. Były nawet dorodniejsze zanim myśliwi zajęli się owym selekcjonowaniem , bo odyńce o wadze powyżej 300kg nie były niczym niezwykłym, a dziś gdzie takiego spotkać? Tak samo Jelenie dwudziestaki i powyżej.  Sami myśliwi narzekają, że dziś już bardzo ciężko ”pozyskać” takie sztuki, a waga pozyskiwanych Jeleni zmniejszyła się na przestrzeni lat . Oto do czego przyczyniła się owa selekcja, zabijano najdorodniejsze sztuki dla trofeów,tym samym rozmnażały się te bardziej cherlawe i przekazywały cechy dalej. Oczywiście każdy młody Jeleń ma szansę stać się ”bykiem kapitalnym” jeśli pozwolić mu żyć. No dobrze, a ludzie, kto nas selekcjonuje? Dlaczego jakoś nie degenerujemy się pomimo rozmnażania na potęgę? Odezwijcie się do mnie gdy któryś myśliwy wam to sensownie wyjaśni.

Ochrona własnego dobytku i wiejskie życie – wspomnień czar.
Często panowie próbują nas przekonać jakim to szkodnikiem jest lis, bo zagryzł komuś kury. Ludzi tych cechuje skrajny pragmatyzm, wszelkie rozwiązania jakie widzą, to siłowe, za pomocą strzelby i śmierci. I u nas chwycił nie raz. I pomimo, że znam dokładnie lokalizację ich kryjówek jest to wielopokoleniowy system nor, istniejący z 50 lat, nigdy do głowy mi nie przyszło mieć do niego jakiekolwiek pretensje ani chodzić go prześladować.  Mieliśmy o tyle łatwiej, że gospodarskie psy zawsze reagowały w porę. Obecnie kury wypuszczane są do ogrodzonego sadu gdzie nic, poza jastrzębiem im nie grozi. Gryzonie typu myszy, szczury wyłapywały u nas… psy. Nikt ich tego nie uczył, same chodziły do stodoły czy magazynu ze zbożem, chyba z nudów. Inny pies potrafił upilnować kur przed jastrzębie, kiedy ten krążył w powietrzu, pies biegał po podwórku patrząc w górę, a gdy ptak zniżał lot zaczynało się szczekanie i uniemożliwienie polowania. Za jakiś czas jastrząb zmienił taktykę, czatował na drzewie, a następnie lecąc nisko przy ziemi próbował w ten sposób coś pochwycić.  Jeszcze wcześniej gdy mieliśmy perlice, samiec lubił frunąć i siadywać na stodole. Stamtąd monitorował okolicę a gdy coś się zbliżało reagował ”perliczeniem”. Na co reagowały zarówno kury jak i kaczki.  Takie tam ciekawostki.
Cyrk
Większość niefrasobliwie bierze udział w tych spektaklach nie zdając sobie sprawy w jakich warunkach przebywają zwierzęta. Jak okrutnie są tresowane, by podczas występu perfekcyjnie odegrały swoją rolę. Na youtube’ie jest mnóstwo filmów, jak „wdzięczne i kochające opiekunów” lwy, tygrysy, słonie, buntowały się zabijając treserów. O takich przypadkach oficjalnie znikąd się nie dowiecie. Cyrk tak, zwierzęta w nim, nie. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj:

http://animalus.blog.pl/2016/01/14/tresura-w-cyrkach/

Szczyt łańcucha pokarmowego
Osoby polujące i jedzące mięso uważają, że to człowiek jest panem i władcą świata, znajduje się na szczycie łańcucha pokarmowego i nic nie może mu zagrozić. Pomijając, że jesteśmy zupełnie bezbronni wobec dzikich zwierząt, nawet jadowitych pająków i węży, to jeśli już uczciwie przyznać na szczycie tegoż łańcucha znajdują się… wirusy i bakterie. Taki człowiek pan i władca, a jednak w pewnych przypadkach nie poradzi sobie z formą życia o rozmiarze miliardowych części milimetra. Te same wirusy w postaci przetrwalnikowej są w stanie przetrwać i wypalanie palnikiem i wszystkie detergenty, promieniowanie UV, jądrowe, temperatury ujemne, ba niektóre formy ziemskiego życia, są nawet w stanie przetrwać w przestrzeni kosmicznej. Gdzie nam do władzy i panowania, najwyżej kury szczać prowadzać.

Czy coś pominąłem? Za pewne sporo, choćby i udział dzieci w polowaniach . Kończę zatem na dziś moje rozważania i dziękuję tym którzy cierpliwie przeczytali. Zachęcam też do przeczytania pozostałych części, dostępne tutaj:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

11084299_10200226365019239_20481653252436010_n

 

Łowiectwo i myślistwo – O co tu chodzi?

slupsk_szczecin_01_20155_06

Zajmiemy się tym do czego zostały powołana strona  Nie podaję ręki myśliwym, czyli szkalowaniem PZŁ :).  Ja bym to inaczej określił – Pańswo sami się szkalujecie, my tylko opisujemy rzeczywistość. Zaczął się sezon. Sezon polowań. Dla jednych na dziki, dla innych na myśliwych, by celnie odstrzelić wszystkie propagandowe bzdury, jakimi mamią społeczeństwo od lat. Dla wielu dzików będzie to ostatnia wiosna w młodym życiu , ponieważ ktoś w imię tradycji musi ”pozyskać” dzika, by pochwalić się przed kolegami i mieć co zjeść. Zatem kolejna porcja rozważań na temat łowiectwa i zwierzyny w odpowiedzi na brednie których się ostatnio naczytałem przeglądając fora „braci” łowczych .

Na czym polega łowiectwo?
Najczęstszym argumentem wysuwanym przez myśliwych jest to, że my szaraczkowie nie mamy pojęcia co to jest gospodarka łowiecka, dlatego to nie powinniśmy się wypowiadać. Postaram się zatem przybliżyć Państwu  z opisu jak wygląda ta gospodarka trzebienie zwierzyny.

Proszę zwrócić uwagę jakiego słownictwa używa myśliwy mówiąc o tym. Dla niego nie mówi się „zabić”, tylko „pozyskać”. Co znaczy „pozyskać”? Znaczy właśnie zabić, pytanie dlaczego? Bo jest za dużo (będzie o tym poniżej). Bo nie ma drapieżników (też będzie poniżej). Bo… się na tym zarabia. Łowiectwo i leśnictwo w ujętym prawie traktowane jest pośrednio jako gałąź gospodarki, a zwierzęta zamieszkujące las czy pole postrzegane tak samo jak wszelkie inne zwierzęta hodowane w celach konsumpcyjnych. Tutaj myśliwego nie interesuje czy dane zwierzę jest pożyteczne czy nie, istotne jest „Co ja z tego mam”. A można mieć to i owo. Dziczyznę oddają do skupu wprawdzie za to płacąc, ale potem sprzedać drożej wyrobów z niej, nikt nie kontroluje, ani nie zabrania. Poroże czy szable dzicze, inne „trofea” można sprzedać.  Ma się też „zdrowe” mięso na własny stół, co myśliwi cenią sobie w tym hobby najbardziej.  Ale obszarów gdzie zwierzyna może swobodnie bytować jest coraz mniej, a myśliwych chcących „kultywować tradycję” jest coraz więcej. Trzeba więc  dokarmiać ile się da, by sztucznie utrzymywać w ekosystemie nadmiar zwierzyny płowej i czarnej, by starczyło dla swoich to po pierwsze, musi jeszcze starczyć dla armii dewizowców, którzy traktują nasz kraj jak dzikie safari i polują tu na zwierzęta które w ich krajach objęte są zakazem polowań (ludzie bardziej myślący), a u nas jeszcze wolno. Następnie wmawia się społeczeństwu, które łatwo to łyka, że zwierząt jest za dużo i robią szkody. I pomijając wszelkie aspekty moralno etyczne – bo uznawanie pojęcia gospodarowania czyimś życiem czy populacją kojarzy mi się tylko z nazistami i Auschwitz. Jest to biznes poniekąd dochodowy, bo zarabia się więcej  niż wypłaca z odszkodowań. Oczywiście myśliwy będzie psioczył że cały ekwipunek musi kompletować za własny grosz i to jest prawda. Natomiast całe to „gospodarowanie” przez twierdzących, że inni nie mają pojęcia odbija nam się wszystkim niezdrową czkawką – tak gospodarowali, że wybili prawie do cna duże drapieżniki, zające, kuropatwy. Oczywiście nie wykluczam czynników cywilizacyjnych, budownictwo i zanieczyszczenia, jednak myślistwo ma tu spory niechlubny udział. Ale co my tam wiemy o gospodarowaniu. Celowo pomijam aspekty / walory estetyczne obcowania z przyrodą, które łączą się z myślistwem, a u myśliwych uważam są poważnie zaburzone. Najpierw zachwycać się pięknem, by potem je niszczyć. A sporo myśliwych uważa, że bez strzelby do lasu nie ma po co chodzić. Dotknęliśmy zatem istoty – ta sławna, tajemnicza gospodarka łowiecka o której nie mamy pojęcia to nic innego jak pozyskanie „eko” mięsiwa na własny stół , ewentualnie zarobek na nim. Kiedy mamy to już na świeczniku, wyskakuje myśliwy z drugim „koronnym” argumenrem czyli:

zabijanie-ofiary

No, ale myśliwy dba o równowagę w przyrodzie…
Urocze bądz tragiczne jest to, że oni sami w to wierzą.  Wierzą czy nie, tak samo jest to pusty slogan który udało im się wmówić w społeczeństwo, na przestrzeni ostatnich 100 lat. Dbają, oj dbają… Przykładów jest pełno.  Choćby wybijanie przez ostatnie dziesięciolecia kuropatw, zajęcy, bażantów, królików, lisówczyli jednocześnie łowców i ofiar. Ofiar na własny stół, a drapieżników, no, po co ? Ano skoro wybiło się ofiary i naruszyło równowagę w przyrodzie, trzeba i pojechać po drapieżnikach tak samo, żeby nie było ich za dużo. Rysuje nam się zatem obraz pokrętnej i fałszywej logiki, jaką raczą nas myśliwi gdy chodzi o ich sławne „dbanie o równowagę”. Tak naprawdę, choćby nie wiem jak się spinali, nie są w stanie tego dokonać. Mogą co najwyżej wszystko wybić, co skutecznie robią tylko dlatego, że:
– Hobby, tradycja, lubię strzelać, emocje, myśliwski styl życia, trofeum itd.
Możnaby to zrozumieć gdybyśmy cofnęli się 500 lat wstecz, a zwierzyny było tyle, że każdy, kto by chciał mógłby uprawiać sobie takie „hobby” przez jakiś czas. Natomiast obecnie, takie tłumaczenia biorąc pod  uwagę zmiany środowiskowe i spadek liczebności zwierzyny drobnej zakrawają na absurd. Ktoś ostatnio powiedział mi że: Gdyby nie myśliwi to wszędzie dookoła mielibyście buchtowiska! No doprawdy, jeśli ktoś w to wierzy… To czekam na tą dziczą apokalipsę.

No, ale jedna locha w miocie ma 8 młodych,z tego niech połowa będzie samicami i kolejna w roku ma znowu 8 to da nam w ciągu 2 lat tyle i tyle…
Wyższa matematyka. W takim razie, tą samą regułkę należałoby zastosować wobec drobnych ptaków, zaskrońców, ropuch, owadów, jaszczurek czy czego tam. I co mamy? Ano jedno wielkie nic, w ciągu dziesięcioleci węże, jaszczurki, sikorki, muchy nie opanowały świata, a nasz byt jest w miarę niezagrożony. Dlaczego? Ponieważ przyroda doskonale reguluje się sama na każdym polu, a nasze myślenie ścisłackie i regułki ma głęboko w poważaniu. A za samoregulację odpowiadają nie tylko duże drapieżniki, lecz warunki bytowe, dostępność pokarmu, zmiany środowiskowe i pogoda.

piekno-przyrodyb

Kiedyś człowiek nie myślał o przyrodzie w sposób taki jak teraz, czyli pod kątem gospodarowania, wybijano i strzelano do wszystkiego co przydać się mogło i ciekaw jestem czy zastanawiano się nad swoim postępowaniem. Nikt inny jak osoby z żyłką myśliwską, choć było to dawno temu, ale osoby o tej samej mentalności przyczyniły się do wyginięcia tura, prawie zagłady żubra, oraz drastycznego ograniczenia liczebności wilków, rysi, niedźwiedzi. Nie wykluczam również kłusownictwa, ale samo to świadczy, że myślistwo w XXI wieku nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia dla istnienia. Nie wiem jak owo „dbanie o równowagę” odnieść do strzelanych tylko dla trofeów cietrzewi, głuszca, czy dla zjedzenia słonki, która w przyrodzie niczemu nie szkodzi ani nie wadzi. Do dużych kuraków przestano w Polsce strzelać dopiero gdy znalazły się na krawędzi zagłady i zabroniono tego prawnie. Gdyby nie to, kto wie… Dziś jeżdżą na Białoruś, by tam jeszcze zdobyć takie trofeum skoro u nas już nie można. Czy myśliwi, którzy tak bardzo śmieją się z komentujących, nie mających pojęcia o przyrodzie „mieszczuchów” nie wiedzieli jak trudne jest życie leśnego kuraka, który  ma masę wrogów naturalnych ? Czy nie zauważyli jak bardzo spada jego liczebność wtedy? Świadomość ekologiczna tych panów stoi pod mocnym znakiem zapytania o czym świadczy ich codzienne postępowanie i dlatego w cokolwiek na jakimkolwiek forum Wam napiszą, nie wierzcie w to że im zależy na ochronie przyrody. To nonsens, czysty jak czysta, którą zalewają się w wynajętych domkach po udanym polowaniu. A jeszcze zaprasza się ich do szkół, by opowiadali o zwierzu dzieciom… Oczywiście ma to na celu urabianie najmłodszych, po to, by kolejne pokolenie wierzyło w „koronne” i konieczność istnienia myślistwa. Natomiast wiedza przyrodnicza przeciętnego myśliwego ogranicza się tylko do kilku rzeczy:
– Jak zwierzę zwabić (stąd bardzo popularne wśród nich tzw. wabikarstwo, rozmaite do tego gadżety i metody)
– Jakim nabojem zabić
– Kiedy są okresy łowne i ochronne (Choć nie wszystkich to interesuje. Czasami w tym okresie wypadają święta, a mięsko wypada, by na stole było)
I to by było na tyle z ich wiedzy.

Myśliwy boi się zwierzęcia
Dla mnie to oczywiste – ktoś, kto siedząc wysoko w bezpiecznej ambonie w ten sposób zabija, z nowoczesnej broni, no to co… Często poluje się z psem. Po co pies? Tak się mówi, że pomaga, wskazuje ,tropi itd. ale jest jeszcze jeden aspekt – dodaje otuchy. Na przestrzeni wieków las żywił, bronił, dawał pożywienie i schronienie, budulec, ale też karał; można było stracić życie topiąc się na bagnach, zwierząt było dużo więcej, a znajomość ich mniejsza, drapieżniki potrafiły zabić człowieka. Człowiek więc bał się lasu – bał się tego czego nie rozumiał, więc wymyślał coraz nowsze techniki prześladowania zwierząt, a wiara w rozmaite zabobony, duchy była powszechna. Pies jest natomiast przedłużeniem oczu i uszu człowieka, pierwszy reaguje i usłyszy gdy coś jest „nie tak”, po jego szczekaniu można odróżnić czy goni akurat sarnę, oszczekuje dzika w miejscu, bażanta na drzewie, goni za zającem albo napotkał innego człowieka. Wszystko to jest do odróżnienia w tonie głosu psa, co z czasem przekłada się na zwiększone poczucie bezpieczeństwa – ufam psu i tam gdzie moje zmysły nie docierają, tam on czuwa. Strach ten do dziś tkwi głęboko w sercu każdej osoby która obierze sobie łowiectwo jako życiowe „hobby”. Od kiedy człowiek zaczął mieć przewagę nad zwierzęciem, cały czas starał się ją zwiększyć.  Dlatego to polowało się z chmarą psów, które osaczały zwierzę, a myśliwy bezpiecznie mógł je dostrzelić. Grupowe polowania konne także – pościg za jednym zwierzęciem, aż wyczerpane zostanie gdzieś zagonione lub raz trafione straci chyżość i przewagę w ucieczce. Dzisiaj dostępne są noktowizory, samochody terenowe, reflektory, broń, a jeszcze wabiki i nęcenie. Dzisiejszy myśliwy może się tylko wstydzić za swoją profesję, ponieważ zwierzę jest praktycznie bez szans, nawet nie obrony tylko samej ucieczki czy przewidzenia niebezpieczeństwa. Ale co ich to obchodzi, oni muszą wyrobić limit odstrzału, podobnie jak policja w mandatach i jeszcze zdaje im się, że w ten sposób dbają o przyrodę. Chciałbym widzieć dziś myśliwego, który uzbrojony tylko w ubranie, jak ja zaczai się przy dziczej ścieżce w trzcinowisku, by je obserwować. Odpowiadając na pytanie postawione na początku – to oczywiste – gdyby się nie bał i chciał dowieść faktycznie swojej męskości, to zapolowałby na tego niedzwiedzia w Rosji z gołą klatą i nożem – i tyle byśmy go widzieli.

ambona9

Łowiectwo wczoraj i dziś.
Te dawniejsze „wczoraj” to czasy, gdy człowiek ostro musiał rywalizować z naturą i zwierzętami o własne przetrwanie – polowało się po prostu, by przeżyć i bynajmniej nie chodziło o trofeum czy satysfakcję, a wszelkie dary jakimi zwierzyna dla człowieka dysponowała, czyli mięso dla jedzenia, skóry dla okrycia, a żadna część zwierzęcia nie marnowała się. Przykładowo u plemion indiańskich – ze skór bizona robiło się pokrycie namiotu mieszkalnego tzw. tepee lub wigwamu. Tej samej skóry używano do przykrycia się, z jeleniej robiono natomiast ubrania i buty, kołczany, inne drobne przedmioty. Drobne ostrzone kości służyły kobietom za igły do szycia, a jako nici wykorzystywano ścięgna zwierząt lub suszone cienkie jelita. Tymi samymi jelitami uszczelniano czasami łodzie zwane canoe. U plemion eskimoskich gdzie polowanie i zabijanie jest
konieczne do egzystencji modna jest potrawa taka – zupa z kości i kopyt reniferów. Używa się do niej nawet kości którymi wcześniej bawiły się psy. Nic nie może się zmarnować. Ówczesny myśliwy po udanym polowaniu wykonywał kilka rzeczy, np. Indianin odprawiał krótką modlitwę w której dziękował zwierzęciu, że pozwoliło mu się zabić i dało swe ciało na użytek oraz Wielkiemu Duchowi Manitou, że pozwolił upolować. Czasami okadzano zwłoki, a po zbiorowych polowaniach i uczcie cała wioska dziękowała zwierzętom podczas ceremonii, którą odprawiał szaman za udane łowy i że nie muszą głodować. Dodam też, że i większości  Indian rośliny uprawne nie były znane, gdyby nie to, kto wie czy nie wybrali, by oni tej łatwiejszej ścieżki egzystencji. Pytanie który myśliwy wie o tym dzisiaj lub czy my potrzebujemy robić takie rzeczy, by przetrwać? Wiemy dobrze że nie, a spacerowicze nie raz natykają się na całe tusze jelenie pozostawione w lesie z odciętą  tylko głową, bo trofeum.  Dlaczego łatwiejszej ścieżki egzystencji – dziś zmienił się też sposób polowań. Dawniej myśliwy idąc na zwierza mógł zginąć, a szedł często z nagim torsem, uzbrojony tylko w łuk, maczugę, kościany nóż czy dzidę.  Zdarzali się śmiałkowie którzy z takim uzbrojeniem pokonali niedzwiedzia grizzly, pumę czy jaguara. Czasem ginęli. I dla takiego myśliwego ja mogę mieć szacunek i uznanie, podziw, którym cieszyli się oni wtedy tak samo, a ich czyny były opiewane ustnie w kolejnych pokoleniach. Przy takiej sytuacji myśliwy często zdobywał imię na całe życie związane z tym czynem. Walka z niedźwiedziem wręcz. Który myśliwy odważy się dziś na coś takiego? Żaden, jadą natomiast na „safari” do Rosji, by celnym strzałem powalić niedzwiedzia ze specjalnego pocisku i precyzyjnej broni. Potem zrobić fotkę z zabitym ciałem i wstawić na forum, by pochwalić się przed kolegami. Przekaz jaki niesie taki czyn między samcami: „patrzcie, mam trofeum z niedźwiedzia, jestem lepszym i bardziej dzielnym myśliwym niż wy, po za tym stać mnie na  taki wyjazd, więc lepiej sobie radzę w życiu”. Na głos oczywiście nikt tego nie powie. I takie zachowanie ma dziś dowodzić męskości? Strzał z precyzyjnej przeznaczonej do tego broni do zwabionego zwierzęcia? Dla mnie i dla każdego normalnego człowieka, dowodzi to czegoś zupełnie przeciwnego…

Kiedyś myśliwy podczas obchodu robił pieszo nawet 30 km, podczas „patrolu” swojego łowiska. Bywało, że nocował w lesie i wracał po kliku dniach. Uzbrojony tylko w strzelbę, czasem z psem. Dziś natomiast ładują najnowszy sprzęt na terenówkę i objeżdżają w ciągu nocy kilkanaście „nęcisk” , bywa że w ogóle nie opuszczają samochodu strzelając z auta. Bywa, widziałem, że jadą po polu za uciekającymi dzikami strzelając do nich lub świecą reflektorami szperaczami, by oślepić zwierzynę. Tyle z porównań.

1b-589x490

Zwierzyna robi szkody!
Ostatnio po forach myśliwskich krąży takie zdjęcie – jeleń zaplątany porożem w siatkę który tak się zamotał, że padł. Ten incydentalny przypadek służy już sztandarowo, by pokazywać że grodzenie pól jest idiotyzmem. Wszystko jednak ma drugie dno – ogrodzone pole to dla myśliwego tzw. martwe łowisko. Nie można już wtedy sobie chodzić gdzie się podoba, ani jeździć terenówką za zwierzyną. A zwierzyna nie wychodziłaby na pole i nie robiłaby szkód – zatem nie byłoby argumentu, że trzeba strzelać. Druga istota gospodarki łowieckiej – koło musi wypłacać rolnikowi za szkody spowodowane przez zwierzynę płową i czarną. Rolnik oczywiście woli zgłosić szkodę i coś tam zgarnąć, takie to już w Polsce przyzwyczajenie, by od państwa brać. Skąd natomiast koło bierze pieniądze na odszkodowania? Ano z obrotu handlem dziczyzną, handlu trofeami, składek członków oraz wpłatami od dewizowców. Zamknięty czarci krąg, który niesłychanie trudno przerwać. Czy rolnicy mają rację biadoląc na szkody wyrządzane przez zwierzęta? Uczciwie patrząc – nie, jest to ich  teren prywatny i powinni zadbać o jego zabezpieczenie. Wiem, że rolnictwo w naszym kraju łatwo nie ma, ale to tak jakby ktoś otworzył sklep / działalność, zostawił go na noc otwarty i miał pretensje, że go złodzieje okradli i żądał odszkodowań. Tak jakbym ja nie zamknął furtki i miał pretensje, że dzik wszedł i wyjadł mi ziemniaki. Dlatego rozsądni ludzie montują w sklepach alarmy, zamykają kraty i zabezpieczają swój majątek. Rolników jednak traktuje się nie wiadomo dlaczego inaczej.

Kolejna sprawa – ogrodzić nie trzeba całości. By zwierzyna nie robiła szkód wystarczy chociażby zostawić im nie ogrodzony  kawałek pola obsiany kukurydzą, którego nie trzeba by było nawet kosić, co najwyżej zaorać i obsiać ponownie co 3 lata. W mojej okolicy są takie zaniedbane miejsca i zwierzyna żeruje tam sobie już trzeci rok, co pokazuje jak nie wiele im do życia potrzeba. Nawet na nieskoszonym czy poźniej zaoranym kukurydzisku znajdują pokarm bażanty, gęsi , dziki, sarny,  byle nikt im nie przeszkadzał. Ale jak wyżej-chodzi o „pozyskanie dziczyzny”.  W sadzie który mam, sporo jest odpadu z owoców. Drzewa są już stare i nie wszystko jest zbierane. Sąd jest nie ogrodzony, natomiast ogród warzywny obok już tak. Jako że całość znajduje się wśród pól, zahaczają o nasz sad także dziki. Traktują to chyba jako urozmaicenie od kukurydzy, wyjadają opadłe jabłka i mirabelki. Szkód nie robią, drzewa są duże, a ziemia twarda więc nawet jej nie buchtują zadowalając się tylko owocami.

Nęcenie
Pisałem już o tym w innych tekstach, natomiast sprawa wygląda tak – są miejsca, parki narodowe, gdzie nie wolno ingerować, niepokoić, strzelać do zwierząt. Oczywiście myśliwym to nie w smak, budują więc ambony na granicy takich obszarów i wysypują przyczepki marchwi, buraków, ziemniaków zależnie jaką zwierzynę chcą zwabić. Zwierzęta niestety nie czytają i nie znają prawa łowieckiego, nie odróżniają nęciska od paśnika więc się nabierają. W praktyce wygląda to tak, że jeleń może przebywać na obszarze chronionym, natomiast jeśli da się zwabić i wyjdzie kilka metrów do „nęciska” już pada od kuli „prawdziwego mężczyzny”, który wysoko, z bezpiecznej budki z kilkunastu metrów posłał posilającemu się zwierzęciu kulę. Zaprawdę prawdziwe to bohaterstwo i świadczy na pewno o miłości do zwierząt oraz pragnieniu ochrony przyrody.

Polowanie z łukiem
Lobby myśliwskie stara się przeforsować polowanie z nowoczesnymi łukami, bo taki to powrót do korzeni, reklamowane jako „łowiectwo ekologiczne”. Ciche dla środowiska.  Tym bardziej niebezpieczne. Proszę sobie wyobrazić – obecnie mieszkańcy nie są informowani, gdzie odbywa się polowanie. Wiadomo, słyszymy strzały, huczy, omijamy miejsce. A z łukiem? Będąc na spacerze można będzie cichaczem „niechcący” oberwać strzałą. Nagminne są przypadki, że myśliwi strzelają do nierozpoznanego celu, chociaż im tego nie wolno. Bo jak rozróżnić w mroku, gdy coś szura w krzakach czy porusza się, nie wydając dźwięku czy to człowiek, dzik (nie zawsze się odezwie) czy jeleń bądź jeszcze coś innego. Taką wiedzę wyrabia się i nabywa latami, setkami nocy spędzonymi w terenie, w zasiadce na ambonie, na drzewie, czy tzw. „leżałce” umieszczonej nisko w krzakach. Każde drobne zwierzę, lis, królik, kuna, bóbr dokłada swoje dźwięki, szelesty i skrobania, co dodatkowo utrudnia rozpoznanie. Ja taką wiedzę posiadam, czy natomiast dzisiejsi myśliwi nie ruszający się do lasu bez tony wyposażenia – wątpię. Kolejna sprawa – polowanie z łukiem oznacza jeszcze więcej nietrafnych postrzałów, cierpiących zwierząt. Bo takie zwierzę trzeba raz, że blisko podejść, dwa, puszczona strzała wystarczy, że wiatr dmuchnie i już zbacza z toru, zwierzę się przesunie o 2 cm i już nie trafia w serce. W Internecie pełno zdjęć saren ze strzałą w żuchwie czy pysku które stoją oszołomione. Kula powoduje rozerwanie narządów wewnętrznych i wykrwawienie się. Z niecelnie umieszczoną strzałą zwierzę natomiast może spokojnie uciec zanim dostanie następną, by przeżyć tygodnie w cierpieniu od jątrzącej się rany. A wyleczyć się nie ma szans. Łuk wymaga cierpliwości i precyzji. Aby osiągnąć perfekcję, samurajowie wybierali  kyūjutsu (szkołę łuku)  już w dzieciństwie. Nie jest się w stanie tego nadrobić na strzelnicy, a i nie ma w Polsce nauczycieli którzy poprowadzili, by ucznia do takiej perfekcji, by jego strzała zabijała niezawodnie i celnie. W wykonaniu naszych myśliwych będzie to pseudoamatorska jatka podyktowana zachcianką, na której ucierpią zwierzęta, nie tylko dzikie. Ćwiczy się na nieruchomej strzelnicy a zwierzęta zazwyczaj są w ruchu.  Z tego miejsca pozdrawiam serdecznie pewnego dyrektora warszawskiego zoo „miłośnika” zwierząt, który takie coś swoją osobą promuje. Tak Panie Kruszewicz, bo o Panu mowa, książki o ptakach więcej już żadnej Pana autorstwa nie kupię, prędzej napiszę sobie sam.

11128155_798936806842049_4654653517071776370_n

Długość życia „zwierzyny łownej” w naturze, rozród i zaburzenia. 
Ostatnio widziałem na forach myśliwskich pokazują sobie zdjęcia ubitych dzików z Czech o większej wadze i wielkości, biadoląc, że u nas bardzo trudno już takie sztuki pozyskać. Ano trudno – jeżeli panowie wybijają nawet warchlaki i przelatki. Teraz quiz, ile może żyć dzik w naturze? Odpowiedź – ponad 30 to zanotowane przypadki, a ile tak naprawdę nie wiadomo. A ile żyje w Polsce, obecnie? Uwaga – max. 5 lat .Tylko z powodu odstrzałów. Macie więc panowie odpowiedź, dlaczego u nas takich sztuk nie ma, bo trudno by dzik w ciągu tych pięciu lat osiągnął maksymalną wielkość i wagę ponad 300kg. Tak, zdarzały się takie sztuki. 5 lat to w dziczym życiu tak jak wejście w wiek nastoletni, miałyby przed sobą jeszcze ponad 25… ehh. Co ma piernik do wiatraka? Wykazano już niejednokrotnie, że wielkie dokarmianie zaburzyło cykl rozrodczy dzików i spowodowało wzrost populacji, obecnie o każdej porze roku locha może być prośna. Jak się to ma do całości… Jeszcze przykład z własnej kieszeni. Swego czasu obserwując w marcu, siedząc na niskiej wierzbie przechodziła koło mnie loszka z młodymi. Nic by nie było dziwnego, gdyby nie to, że była ona maleńka, tak mała że przez pewien czas myślałem jakoby była to świnka wietnamska. I prowadziła za sobą 8 mikropasiaków.  Było to 4 lata temu, znając życie już nie istnieją. Ale do sedna – badania niemieckich naukowców wykazały związek pomiędzy poczuciem zagrożenia, a wzrostem płodości u dzików. Dzik jest strzelany i prześladowany, co powoduje u coraz młodszych osobników gotowość i chęć do rozrodu, poczucie zagrożenia, stres – gatunek musi przetrwać. W Europie po II wojnie zanotowano w większości krajów wyż demograficzny i wzrost liczby urodzeń u ludzi. Jeszcze 30, 40 czy 50 lat temu życie w dziczej watasze wyglądało tak – prośne były tylko najbardziej dorodne i dojrzałe lochy, pomniejsze czy zbyt stare pełniły rolę tzw. ciotek i nie mając potomstwa pomagały w wychowie warchlaków. Średnia długość życia była znacznie dłuższa, więc mogły sobie na to pozwolić. Poza tym odyniec wybierał do rozrodu tylko także najbardziej rokujące lochy, a mając lata na nabranie masy i siły gromił pomniejsze samce nie dopuszczając ich do rozrodu. Dziś dzicze życie zostało wywrócone do góry nogami, stąd rozmaite anomalia.

dzik6

A inne zwierzęta ? Np. jeleń- każdy myśliwy wie, że najlepszy rozwój poroża występuje przez pierwsze 6 lat życia, po 10 roku następuje spadek. Taki „spadkowy” jeleń nie przedstawia dla myśliwego żadnej wartości, poroże zaczyna wykazywać cechy wsteczniactwa i nienaturalnych odnóg, co oczywiście jest naturalne u większości jeleni, ale myśliwi jako miłośnicy pięknych trofeów i równo wykształconych tyk wiszących na ścianie ,wmawiają nam, że jeleń przekazuje takie cechy dalej. Prawdą jest że z wiekiem „nienaturalne” odnogi mogą się pojawić u każdego jelenia – jednak zaburza to u myśliwych „poczucie estetyki” i takie jelenie nie mają prawa do życia według nich. Dlatego są zabijane w ciągu 5-6 lat swojego życia, choć mogą dożyć – uwaga, ponad 20… czy to normalne i czy powinniśmy dziś na to pozwalać? A zabijane są w trakcie rykowiska, czyli ich sezonu rozrodczego, tylko dla trofeum. Nie dla mięsa, które jest przesiąknięte wtedy hormonami – zapachem piżma, posiada wątpliwe walory smakowe. Panowie dobrali się do naszego narodowego dziedzictwa, jakimi są lasy i zamieszkująca je zwierzyna i uważają za swój prywatny folwark. A może ja chciałbym mieć możliwość zobaczyć sędziwego 15-letniego jelenia? Odpowiedzą: Taki jeleń to wsteczniak, ciężko mu się by było poruszać przez gąszcze z takimi nienaturalnymi odnogami w porożu… Akurat uwierzę, że komuś kto zabija tego jelenia dla trofeum, a czasem dla mięsa zależy nagle na jego dobru… Niegdyś większe były gąszcze i jeleniom nic się nie stało, taki byk wie o tym że zahacza i jeśli nie ma potrzeby nie porusza się w terenie gdzie miałby to utrudnione. W dodatku te ponad 160 kg wagi byle gałązka nie zatrzyma.

Długość życia lisa to jak małego psa – niektórzy podają nawet 14 lat. Niestety większość jest zabijanych wtedy, kiedy nie ma jeszcze koniecznego życiowego doświadczenia, by chronić się chociażby przed myśliwymi, czyli giną w ciągu pierwszych 2 lat… bo przecież to szkodniki…

O innych drobnych zwierzętach łownych w zasadzie brak wiarygodnych danych, biorąc pod uwagę zastraszające tempo zmian krajobrazowych i środowiskowych.

jelec584

Zwierząt jest za dużo?
Ktoś kto tak twierdzi; jest albo myśliwym chcącym usprawiedliwić swoją pasję mordowania lub zwyczajnie nie ma pojęcia o świecie na jakim żyje. Wystarczy porozmawiać z naszymi babciami, dziadkami, nawet starymi myśliwymi, by mieć pojęcie, porównanie ile zwierzyny było kiedyś, ile ubijało się na polowaniu, a ile teraz. Przykładowo niegdyś 100 zajęcy w pokocie nie było niczym niezwykłym, natomiast pamiętam jak około 6 lat temu lokalne koło łowieckie wpadło na pomysł zorganizowania grupowego polowania. Pytali przypadkowych osób jeżdząc po wsiach terenówką, gdzie kto widział jakieś zwierzę, a finalnie przez 2 dni poszukiwań ustrzelili aż jednego zająca na 7 osób… faktycznie można zatem twierdzić że zwierzyny jest za dużo. Teren to mozaika pól, lasów i zadrzewień śródpolnych. Opowiem na innym przykładzie, niegdyś w miejscu gdzie mieszkam , jakieś 18 lat temu wystarczyło wyjść wieczorem przed dom, by zobaczyć królika, zająca czy lisa. Kilkanaście kroków na  pole obok i można już było obserwować sarny czy dziki. Dziś natomiast, aby którekolwiek z tych zwierząt zobaczyć muszę się przemieścić o 3 km, ponieważ wszystko wokół zostało zabudowane. Doprawdy, straszne więc gdy po osiedlu mieszkaniowych, w miejscu którego jeszcze kilka lat temu były pola, przemknie sobie zbłąkany królik czy lis, a ktoś powie, że zwierząt jest za dużo. A gdzie mają się podziać? Kiedy ich tereny gdzie miały jako taki spokój bytowania znikają w zastraszającym tempie. Inny przykład – mamy sad na wsi, bardzo stary sad i na przestrzeni lat zdarzały się pojedyncze zgryzienia młodych krzewów owocowych czy drzewek. Nie były to jakieś olbrzymie szkody, drzewa rosną i owocują do dziś. Natomiast od 15 lat nie miało miejsce zgryzienie żadnego drzewka, a zajęcy których kiedyś wiosną na polach wojowały całe grupki, dziś z trudem można zobaczyć o świcie pojedynczego. Co do lisów, na które myśliwi tak psioczą zawsze będę powtarzał – te setki bażantów które wypuszczacie co roku, żeby do nich postrzelać można, równie dobrze można zostawiać lisom. Ale nie, wasza chęć postrzelania sobie i zabicia jest ważniejsza od naturalnej potrzeby lisa. Bardzo mocno przyczyniliście się do wytępienia zajęcy i kuropatw, na które polował lis, a teraz jeszcze w swoich pierdolamentach próbujecie zrzucić odpowiedzialność na to zwierzę, w dyskusjach, jacy to zatroskani, że lisy wszystko wytłuką, a wy nie zamierzacie na to patrzeć. Powiedziałbym, żałosne widząc zdjęcia z pokotami zajęcy i bażantów, które mogłyby zostać dla lisa pokarmem. Ale dla was bażant w żołądku lisa to przecież strata, mniej jest do strzelenia wtedy dla was i to jest wasze „rozumienie” przyrody.

Więcej przeczytasz w trzeciej części:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/myslistwo-i-mity-lowieckie/

10575390_729992640409228_561019606381531308_o

Zwierzyna potrafi zjeść cały las…
Czasem mam wrażenie, że myśliwi w to właśnie wierzą. Oczywiście na przestrzeni milionów lat nigdy coś takiego nie nastąpiło, choć jeleni, dzików, saren było o nieba więcej. Skąd zatem takie wnioski? W pewnych okresach zwierzyna lubi pojeść sobie kory młodych drzewek. Jest to zupełnie normalne i naturalne, potrzebuje tego ze względu za składniki mikro- i makro-elementowe jakie się w korze znajdują, a jakich nie ma w normalnej karmie. Zgryzienia mają miejsce zimą, wtedy kiedy o pokarm trudno, i zwierzątka nie rozróżniają samosiewek od pieczołowicie posadzonych przez leśniczych w nie ogrodzonych szkółkach. Są w lesie, u siebie w domu, pewnie więc myślą, że to specjalnie dla nich… I o te szkółki cały raban, bo leśnicy także „gospodarują” lasem, chodzi o produkcję drewna. Natomiast jeśli chodzi o owe zjedzenie lasu to… puknijmy się w czoło, a będzie wesoło. Las jest ekosystemem wysoce ekspansywnym, gdyby nie było nas krzaczory zarosły, by każdy zdatny do tego teren. Na nieuprawianych polach przy granicy lasów już po około trzech latach pojawiają się samosiewki młodych buków, dębu i sosen. Las więc „idzie” do przodu, wkracza na nowy teren i gdyby mu pozwolić w ciągu paruset lat zarośnie sporo. W innych miejscach gdzie za mojej pamięci były łyse polanki, są już spore sosenki a pod nimi roje maślaków w sezonie. Nikt ich nie sadził, wyrosły same. Dlatego oskarżanie zwierząt o wyjadanie lasu, to po pierwsze mit. O szkody – zwykłe chamstwo nie na miejscu, ponieważ są u siebie i mogą robić co chcą i należy im się to jak psu buda. A jedyne czemu szkodzą to „gospodarka leśna”. Czyli temu, że ktoś nie zarobi za jakiś czas na drewnie. Raczej nie mają pojęcia, że lasy nazwaliśmy sobie gospodarczymi, i postanowiliśmy hodować sobie w nich deski.

1384006_343690685777262_1480435600_n

Czarna strona hobby
Podczas tak zwanych konkursów norowania, które odbywają się w zamkniętym gronie myśliwych dochodzi do takich scen – żywe lisy są trzymane w sztucznych norach, gdzie wpuszcza się psy, by oceniać ich tzw. pracę podczas norowania. Niektóre konkursy bywają otwarte dla publiczności. Zwierzęta zazwyczaj są oddzielone siatką , zdarza się jednak, że lisy czy koty (bo też są używane) padają na zawał ze strachu – nie mogą w norze uciec ani schronić się. Co się dzieje ze zwierzakami już po konkursie? Lisa przecież nie wypuszczą, bo szkodnik; kot, też szkodnik… Daje się więc lisowi do zagryzienia gałąź, przerażony zaciska na niej zęby i podstawia psa, by przegryzł mu gardło bądz zadusił. Nazywa się to „wyrabianiem” łowności u psa. Inna sprawa – często bywa tak, że myśliwi zgłaszają się po małe kotki do adopcji w okolicy, bywa,  że adoptują bądź skupują wszystkie. Po co ? A no po to, by „wyrabiać  łowność” u swoich psów, czyli przeznaczone są do zagryzienia w sztucznych norach. Kot walczy i broni się przednimi łapami, więc aby do tego nie dopuścić kotu łamie się przednie łapki, by nie mógł się bronić. Wiadomo, że nie każdy to robi , ale większość chce mieć „dobrze pracujące” psy, dlatego wszelkim sposobami starają się wyszkolić je na krwawych zabójców.

Kolejna rzecz – postrzelenie zwierzyny. Mitem jest, że zwierzę ginie od jednego strzału, bardzo często ucieka ono spory kawałek w las, gdzie jest żywe szarpane przez psy zanim myśliwy za nimi zdąży i dobije. Ktoś powie, to normalne? Przepraszam, ale nie dla mnie. Na youtube’ie jest masa filmów gdzie pokazane jest jak myśliwy szczuje psami dzika, nagrywają z uśmiechem na twarzy ciesząc się z tego co robi pies i szczując go jeszcze. A, że przerażone zwierzę cierpi? Co to obchodzi zwyrodnialca – bo tak trzeba nazwać osobę którą takie coś cieszy, ważne, że on ma radochę i emocje z polowania. Postrzelone ptaki to osobna „para kaloszy”. Śrut ma duży rozrzut, więc ranione tylko odlatują dalej, następnie spadają gdzie, albo znajdzie je pies albo konają od ran. Jak znajdzie pies to żywego przynosi panu, a „pan” skręca łepek lub trzaska o but… wiadomo, etyka łowiecka i szacunek dla upolowanej zwierzyny, jakkolwiek tych frazesów nie nazwiemy, w kontekście zabijania to absurd.

Więcej na temat postrzałków przeczytasz tutaj:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/06/21/postrzalki-na-polowaniach/

Ostatnia chyba rzecz – cała masa udokumentowanych postrzeleń, zabójstw psów i kotów domowych, tylko dla zabawy,czasami z zemsty lub złośliwości. Przypadki takie zbieramy w dziale na stronie Wypadki/Przestępstwa. Zazwyczaj myśliwy zostaje uniewinniony i nie ponosi żadnej kary, ponieważ sędzia, oskarżyciel czy prokurator też polują.

Nie tylko norowanie… Szkolenia dzikarzy… 
O ile podczas konkursów norowania lisy często są zagryzane dla „wyrabiania pasji i łowności”, tak można stwierdzić że niektóre zwierzęta mają jeszcze gorzej. Żyją już nawet nie po to żeby zostały zabite, a po to by myśliwi mogli szkolić na nich swoje psy. Istnieją w Polsce miejsca gdzie myśliwi, niestety legalnie, przetrzymują dzikie zwierzęta, w tym przypadku dziki, by – jak to nazywają – wyrabiać łowność u swoich psów. Żywe zwierzęta są szczute, gonione, straszone, często ranione i podgryzane, jak zobaczą państwo na filmiku psy są zachęcane do atakowania. Zwierzęta są trzymane w zagrodach, utrzymywane przy życiu i karmione, tylko po to by jeden z drugim „człowiek” (tutaj na usta cisną mi się dużo gorsze słowa) mógł dogadzać swoim chorym dewiacjom, hobby zwanemu myślistwem vel łowiectwem. Pseudomiłośnicy przyrody wszędzie gdzie się nie pojawią gęby mają wypełnione paplaniem o trosce, etyce, miłości do zwierząt, czego my nawiedzone ekooszołomy zrozumieć rzekomo nie możemy. Oni nazywają to rozwijaniem ciętości i pasji u psa… żeby dobrze pracował podczas polowania. Legalne torturowanie zwierzęcia w zamkniętej zagrodzie które nie ma możliwości ucieczki nazwiemy etycznym?

Oczywiście korzystanie z takiej zagrody opieczętowane jest regulaminem, gdzie jeden pies może „pracować” max. 15-20min, a czas szkolenia to maksymalnie 2 godziny w ciągu doby. Często korzystanie z takiej „usługi” jest płatne. Regulamin swoją drogą, jednak jak widać na zdjęciach musi on być często nieprzestrzegany, gdyż na zdjęciach i filmie możemy zobaczyć dwa, a nawet trzy psy! Używa się rozmaitych ras psów – jamniki, teriery, szpice i inne. Dziki jak widać na filmach próbują się bronić,uciekać lub szarżują na psy. Ile jeszcze bezsensownego okrucieństwa spod znaku PZŁ i kapelusza z piórkiem? Natomiast każdy, kto w sposób logiczny uzasadni im sposób funkcjonowania przyrody, prawidła nią rządzące zestawi to z faktami i wykaże bezsens istnienia myślistwa nazwany zostanie nawiedzonym zielonym czy ekoterrorystą.

Więcej o szkoleniach dzikarzy przeczytasz tutaj:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

dzikarz2

Pies interesuje myśliwego tylko użytkowo, tutaj ciężko mówić o bezinteresownej miłości do zwierzęcia, one mają tylko wykonywać swoją pracę. Psy podczas szkoleń oceniane są według następujących typów psychicznych – pobudliwy, powściągliwy, zrównoważony i zmienny. Według tego dobiera się do czego taki pies się najlepiej nada – czy do tropienia, oszczekiwania, stójkowania na ptactwo, do norowań czy na grubszą zwierzynę. Dość, że myśliwi oddają takie psy na miesięczne szkolenia skazując go na rozłąkę z panem i płacą za to słono. Istnieją specjalne ośrodki zajmujące się szkoleniem psów do polowań. Nie raz napotkać można ogłoszenia o sprzedaży psów czy oddaniu w dobre ręce, bo nie pracowały dostatecznie dobrze by usatysfakcjonować myśliwego. To nie jest normalne podejście do zwierząt… Zwierzę przeciw zwierzęciu. Walka zwierząt, oto co ich podnieca. Nie dajcie sobie wmówić, że nie. Szczuciu zawsze u takiego człowieka towarzyszą pozytywne emocje, radość i satysfakcja, jeżeli pies sobie radzi, adrenalina bo rozjuszony dzik jest niebezpieczny, ale przecież na polowaniu mam strzelbę… Okrucieństwo tych ludzi, którzy tłumaczą się w takich przypadkach misją ochrony przyrody czy tradycją, nie mieści się w rozumowaniu zdrowego człowieka.

dzikarz

Co na to Bóg…
Chyba nic bo ostatnio siedzi cicho, ale ludzie uwielbiają się podpierać pewnymi cytatami z biblii, chodzi o sławne Czyńcie sobie ziemię poddaną. Zwłaszcza w dyskusjach z mięsożercami. Fajnie, że każdy pamięta ten fragment, natomiast dalej całość brzmi tak:

I rzekł Bóg: „Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem.   A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona„. I stało się tak.

Jasno wynika więc co pokarmem dla nas powinno być, czyli owoce i warzywa, zboża i jako małpa człekokształtna do tego rodzaju pokarmu najbardziej jesteśmy przystosowani. I chociaż Biblia nie powinna być traktowana jako jakiś wyznacznik prawdy objawionej do przerzucania się argumentami ,niektórzy mówią jeszcze: No, ale Pan Jezus też jadł ryby przecież! Racja. Ryby jadł, chociaż sam ich nie łowił, a rybactwo było wtedy zajęciem dla utrzymania się i trudnili się tym jego niektórzy uczniowie. To co głosił wtedy Jezus było niezrozumiałe dla tłumów, dla jego uczniów część stała się jasna dopiero po jego śmierci. Nie pozyskałby ich sympatii gdyby na wstępie odmawiał posiłku z ryby. Jezus i pozostali  dwaj „ojcowie duchowni” głównych religii na świecie, Mahomet i Budda nauczali kilku prostych rzeczy i to ich łączy. Nauczali miłości do bliźniego i poszanowania, współczucia, empatii. Żaden z nich nie chciał i nie kazał by na tym czego nauczali budować jakieś wyznania, odprawiać ceremonie, wyrzynać się nawzajem czy ustanawiać jakieś prawa. Niestety, milionowe rzesze wyznawców wolą o tym nie pamiętać. Piszę o tym w kontekście tego, co czasami widzę czyli polujący księża. Według Dekalogu łamią piąte przykazanie które brzmi Nie Zabijaj i nie jest napisane, by odnosić się miało tylko do człowieka. Drugie to wpis z Księgi Rodzaju mówiący o tym co ma być dla nas pokarmem. Łamią więc oba boskie nakazy, ale i tu u księży występuje mechanizm wyparcia i jeden w wywiadzie dla TVNu twierdzi, że on nie zabija tylko gospodaruje łowiskiem… Nie komentujemy.

1234849_593056257455501_1505933380_n

Nadużywają alkoholu
Temat stary, lecz jary, wszak w zamkniętym kółku miłośników polowań, równie starym zwyczajem jak samo łowiectwo są strzemienne oraz popijawy. Przed, w trakcie czy po polowaniu; zależy od osobistych preferencji, zwyczaju i przewodniczącego danego koła. W 20-leciu międzywojennym w Polsce myśliwy czy leśniczy nosił przy sobie piersiówkę z której dowolnie w sytuacjach napięcia czy nadmiaru emocji sobie korzystał. No też tradycja… Temat tym groźniejszy i wart nagłaśniania ponieważ panowie posiadają przy sobie ostrą broń, a prawo w takich przypadkach mówi kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni.

Jak powiedział jeden z samych myśliwych, gdyby przepis o tym że, kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni miał być respektowany to w ciągu miesiąca zostałoby zdelegalizowanych 90% kół łowieckich w Polsce. Między innymi dlatego że panowie „świetując” upolowaną zdobycz we własnym gronie cały czas mają broń przy sobie, także na drugi dzień zanim promile „wyparują” czyszczą i sprawdzają broń po polowaniu cały czas mając z nią kontakt. A wyjazdy na tzw. safari za granicę gdzie kliku mężczyzn w wynajętym domku w głuszy oddaje się swojemu „hobby”? Kto to skontroluje? Jedno ze zdjęć na Nie podaję ręki myśliwym przedstawia właśnie sytuację z takiego wyjazdu, jednak czy spożycie miało miejsce przed czy po polowaniu tego nikt nie jest w stanie ustalić, ponieważ są to wyjazdy zamknięte organizowane we własnym zakresie. Zakończmy post słowami jednego z myśliwych który odważył się anonimowo na ten temat wypowiedzieć:
Czasami po polowaniu, a bywa że i w trakcie, odbywa się taka popijawa, że aż się boję. Kilkudziesięciu facetów z bronią urządza sobie popijawę, niektórzy coś majstrują przy strzelbach, bawią się nożami, sprawiają zwierzynę, rąbią drewno. To naprawdę cud, że do wypadków dochodzi tak rzadko. Prawdę mówiąc, gdyby policjanci chcieli, to bardzo szybko zlikwidowaliby wiele kół łowieckich. Wystarczy, żeby po polowaniu, najlepiej w mroźny dzień, sprawdzili stan trzeźwości myśliwych, a już mieliby powód, aby większości cofnąć pozwolenie na broń. A myśliwy bez broni to nie myśliwy. Ten zapis ustawy obowiązuje przecież również wtedy, gdy myśliwi wracają z polowania. Wówczas przewożąc broń też powinni być trzeźwi. Jednak nikt tego nie sprawdza.

1404300592_juacnj_600

Święty Hubert zdarzył – Historia patrona prawdziwa
Mawiają tak do siebie myśliwi. W logo Polskiego Związku Łowieckiego widnieje jeleń z krzyżem pośrodku poroża . Nawiązuje to do legendy o myśliwskim patronie świętym Hubercie, która mniej więcej w skrócie brzmi tak; Hubert był myśliwym, polował. Razu pewnego błądząc po kniei, wyszedł na niego dorodny jeleń, w ogromnym wieńcu widniał świetlisty krzyż. Wtedy to Pan miał przemówić do Huberta i nakazać / prosić go, by ten przestał polować i zabijać. Hubert posłuchał, nawrócił się i przestał polować. Od tamtej pory pomagał zwierzętom podobnie jak św Franciszek. Jak określiła w dyskusji moja koleżanka, taki to patron pasuje im do tego łowiectwa, jak pięść do nosa… Myśliwi nie chcą pamiętać o genezie ich patrona, większość z nich za pewne nic o nim nie wie. Od początku ta tradycja opiera się na zakłamaniu.

Hubert

quo vadis homo sapiens?
Celowo z małej litery. A dając taki tytuł myślę o człowieku – co kieruje jego działaniem np. przy rabunkowej wycince lasów deszczowych , chęć zysku za wszelką cenę, bez patrzenia na konsekwencje? Przecież Ziemia to jeden ekosystem – taka niekontrolowana wycinka spowodowała już wyginięcie kilkudziesięciu gatunków, na pewnych obszarach katastrofy naturalne, podtopienia, osunięcia ziemi, bo nie ma już drzew, które korzystały z wody i trzymały grunt korzeniami. A produkcja tlenu? Nazywane są zielonymi płucami naszej planety. Teraz trochę liczb – szacuje się, że lasy deszczowe są domem dla ponad 70% gatunków zwierząt lądowych i części wodnych na ziemi. Obecnie rocznie lasy te pochłaniają 20 % dwutlenku węgla wyprodukowanego przez człowieka, niegdyś ta zdolność wynosiła 80 %. Lasów nie przybywa,wprost przeciwinie. Natomiast przybywa zakładów przemysłowych i ludzi. Czy naprawdę potrzebujemy tego wszystkiego co nam oferują ? Światowe tempo wycinania lasów:
1 hektar na sekundę
860 km2 dziennie
310 tysięcy km2 rocznie ,
Tempo wymierania gatunków w lasach tropikalnych:
35 gatunków dziennie
na całej Ziemi: 137 gatunków dziennie
137 gatunków dziennie.
Czy naprawdę łowiectwo i polowanie są takie niezbędne?
Być może gdyby zapytać ludzi „gospodarujących” tymi lasami tak samo by nam odpowiedzieli, że nie mamy pojęcia o gospodarowaniu tym i mamy się nie wtrącać. Pamiętam oczywiście że to Trzeci Świat i może ludzie ci muszą wykarmić swoje rodziny i nie znają tych danych, co jednak niczego nie tłumaczy. Kiedy się opamiętamy, kiedy nastąpi kolaps w wyniku naszej działalności? To nie stanie się z dnia na dzień, będzie działo się stopniowo. Ale jestem pewien, że nasze prawnuki będą nas przeklinać i naszą głupotę oraz pychę. Ani się obejrzymy normalne będzie wychodzenie z domu w masce przeciwgazowej. Jakie są konsekwencje braku tlenu? Naukowcy biorący udział w ekspedycjach arktycznych, gdzie ilość tlenu jest mocno rozrzedzona, narzekają na bóle głowy, wymioty, krwawienia z nosa, bóle  zatok, trudności w oddychaniu, ogólne złe samopoczucie i inne. Mija ileś miesięcy zanim organizm się przyzwyczai i przestaje tak reagować, tylko jakie ma to konsekwencje na całe życie tego nie wie nikt.

Dalej. Rabunkowe połowy oraz mordy wielorybów i delfinów, bo w Japonii także mają „tradycję”, a „japońska szlachta” musi mieć na talerzu swoje przysmaki. Pewnie gdyby ich o to wszystko zapytać odpowiedzieli, by nam podobnie jak jeden pan który się tu udziela „Oni tylko lubią morszczyznę”, parafrazując naszych którzy odpowiadają, że lubią dziczyznę.  Japończycy na statkach oznakowanych i wpisanych jako ekspedycje przyrodnicze robią w bambuko cały świat, mordując zagrożone wyginięciem wieloryby i delfiny –pod płaszczykiem ochrony przyrody i dla zaspokojenia gustów kulinarnych. Może nie widać podobieństw między zachowaniem ich, a naszych myśliwych? Wszystko z tych samych pobudek – apetyt, zarobek i mydlenie oczu innym gębą wypchaną frazesami o kulturze, tradycji i potrzebie regulacji.

Dialog utrudnia to, co jest w tym wszystkim najtragiczniejsze, bo część myśliwych głęboko wierzy w to co robi, druga część śmieje się do rozpuku z ekologów doskonale wiedząc do czego się przyczynia, trzecia część nie jest w stanie pomyśleć na tyle, by zależności zachodzące w przyrodzie zrozumieć, a przywiązanie do myśliwskiego stylu i sensu życia uniemożliwia krytyczne spojrzenie. Są jednak ludzie którzy się z tego wyłamali, zaczęli myśleć, by z czasem działać po przeciwnej stronie barykady i już samo to powinno dać sympatykom łowiectwa do myślenia. Przykładem niech będzie Pan Zenon Kruczyński,były myśliwy – autor „Farba znaczy Krew„. Nie jest on przykładem tylko tego, że można zmienić zupełnie własne podejście, a pod wpływem przemyśleń dojść do innych wniosków, ale także tego jak ważne są decyzje każdego z nas. Proszę zobaczyć- jeden człowiek, jedna zmiana w myśleniu i podejściu, jedna książka. Efekt? Dziesiątki tysięcy ocalonych zwierząt, których dzikie życie w przyrodzie ma nieocenioną wartość, inspiracja kolejnej nieznanej mi liczby ludzi, by działać, tworzyć organizacje, które z czasem zmienią otaczającą nas rzeczywistość. Przesłanie tej myśli – nie poddawajmy się, tak wiele zależy od każdego z nas.

Trzecia część do przeczytania tutaj, zapraszam.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/myslistwo-i-mity-lowieckie/

Oraz pierwsza:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

13226_537560053050173_4947151306527028422_n