Po co myśliwemu parawan w lesie?

Myśliwi jak wiadomo, będąc zupełnymi nieudacznikami podczas wykonywania swoich polowań, na bardzo rozmaite sposoby ułatwiają sobie mordowanie zwierząt w lasach. Począwszy od coraz lepszej i zaawansowanej technicznie precyzyjnej broni, przez stosowanie nęcisk pokarmowych, czy nawet tak podłe i oszukańcze praktyki jak wabienie zwierząt głosem podczas okresów godowych. Choćby jelenie na rykowisku czy lisy w trakcie cieczki. Trzeba też pamiętać, że takie postępowanie uchodzi wśród nich za ‘’wspaniałą sztukę’’, którą to praktykują i udoskonalają podczas różnych konkursów i zlotów.

To zdjęcie jest bulwersujące z dwóch powodów. Mało tego, że przedstawia standardowe już nęcisko, na którym nie odróżniająca paśnika od nęciska dzika zwierzyna podchodzi zwabiona pokarmem i dostaje za swą ufność deser w postaci pocisku półpłaszczowego, wystrzelonego z bezpiecznego ukrycia… (etyka myśliwska i ‘’zwierzę zawsze ma szansę’’). Temu myśliwemu nie wystarcza jednak oszukanie zwierzęcia i zadanie mu śmierci w sposób podły i skrytobójczy. Cierpi on pewnie jeszcze na jakieś problemy ze wzrokiem, skoro dla ułatwienia rozstawił sobie parawan na palikach, aby dobrze widzieć grzbiety żerujących zwierząt i tym skuteczniej je trafić.

17629726_1827170087609179_3062921113452611968_n

Jak widzicie w komentarzach, zdania myśliwych co do takich praktyk są podzielone. Musicie też wiedzieć, że w swym wypaczonym postrzeganiu rzeczywistości, wszelkie praktyki ułatwiające im mordowanie zwierząt uważają oni za ‘’etyczne’’. Po pierwsze dlatego, że ‘’świnka w ubojni cierpi’’, po drugie, ‘’bo mogę tym skuteczniej i celniej trafić, co minimalizuje ryzyko postrzału i cierpienia zwierzęcia’’. Natomiast danie zwierzęciu szansy jakakolwiek przyzwoitość i zrozumienie wobec sytuacji zwierzęcia pozostają… daleko w lesie. Porównajmy jak to wypada, myśliwy vs zwierzę.

hHH3H

– Ambona – Zmniejsza się ryzyko zwietrzenia i wypatrzenia myśliwego przez zwierzę. Zwiększone bezpieczeństwo własne.
– Broń – Z daleka czy z bliska, celnie i skutecznie ładujemy kulę w delikatne, pozbawione wszelkiej ochrony ciało.
– Nęcisko – Zwierzę przekonane, że ‘’fajnie, jakiś paśnik, podjem sobie jak to zawsze’’.
– Parawan – I ten ostatni cień szansy, kiedy zwierzę mogło w ostatniej chwili przesunąć się w cień i uchronić przed strzałem , zostaje odebrany.
Zwierzę ma do dyspozycji jedynie czujnie zmysły, plus ślepy przypadek, które i tak w toku tych udogodnień z jakich korzysta polujący myśliwy, znaczą niewiele.

Ale powiedzą, że zwierzyna i tak ma szansę, bo mogła sobie do nęciska nie przyjść…Serio, tak piszą i pewnie uważają.

3232222

Co z tym zrobić?

Urządzeń łowieckich niszczyć ani robić z nimi czegokolwiek nie wolno. Na szczęście taki twór żadnym urządzeniem łowieckim nie jest, a jedynie wytworem poronionej fantazji jego użytkownika. Prawo mówi o nęciskach, natomiast o parawanach już nie. Takowy możemy więc z czystym sumieniem potraktować jako zwykłe zaśmiecanie lasu i w dowolny sposób zdemontować. W końcu zależy nam, aby myśliwi wykonywali swoje zajęcie w zgodzie z własną etyką, a zwierzęta miały szansę. Jeśli gdzieś ją po drodze zatracili, będziemy im ją przywracać. A co z pokarmem na nęcisku? Hm, zawsze można przypadkiem zrobić siusiu w takim miejscu, lub rozlać buteleczkę perfum, które przypadkiem wylecą nam z rąk. Zwierzyna ma czuły węch J
Jak widać łowieckie bandy robią w lasach co chcą, nie dbając nawet o to jak będą postrzegani.

Zakończmy może komentarzem jednego z myśliwych, który podsumowuje chyba najlepiej.
‘’Ja tego komentował nie będę, bo nie chcę rozpętywać gównoburzy. Każdy ma swoje podejście do etyki łowieckiej’’

jkdkdks

PS. Zawsze zamieszczamy materiały pochodzące tylko i wyłącznie z grup myśliwskich, ich własnych forów, stron, blogów etc. Mimo to, i tak zawsze twierdzą, że wszystko to kłamstwa oraz wymysły nawiedzonych zielonych, i ‘’szkalowanie dobrego imienia etycznych myśliwych’’ 😉

1524330_382788265200969_238471161_o

W wykonywaniu polowania i łowieckim hobby, wszystko jednak sprowadza się do takich momentów szczęścia, radości, i ”harmonijnego obcowania z naturą”. Potem trofeum i kiełbasa z dzika. Można oczywiście wierzyć w ratowanie pól rolników i nas wszystkich przed dziczą apokalipsą. Najlepiej chyba potwierdza fakt, kiedy w związku z ASF myśliwi burzyli się przeciw nadmiernemu ich zdaniem odstrzałowi, a wszystko w obawie przed tym, że w kolejnych latach nie będzie na co polować, tym samym przeżyją mniej swych radości, jak na tych zdjęciach. 

7

Lasy dla kasy. Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć – rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim

Marcin Kostrzyński przez wiele lat swojego życia był aktywnie polującym myśliwym. Z wykształcenia leśnik. Po swych bliskich doświadczeniach z łowiectwem postanowił zamienić strzelbę na aparat fotograficzny, dziś wegetarianin, filmowiec i obserwator dzikiego życia, obrońca praw zwierząt opowie nam,  jak jak jedno i drugie wygląda od środka.

10920932_810702868966822_8129148878997127001_n

NPRM: Co musi się stać, żeby myśliwy odłożył strzelbę, odmówił zabijania, a  w dodatku przeszedł na wegetarianizm? Jak to było w  Twoim przypadku? Co skłoniło Cię do tak radykalnej zmiany sposobu życia i poglądów?

Marcin Kostrzyński: Bardzo łatwo być ukształtowanym przez środowisko w którym człowiek jest wychowywany. W mojej rodzinie wiele osób poluje, ja w szkole leśnej miałem przedmiot łowiectwo. Zarówno w średniej, jak i na studiach.  Potem wstąpiłem do koła łowieckiego, kupiłem broń i zacząłem polować. Jednocześnie przestałem jeść mięso i byłem chyba jedynym czynnie polującym wegetarianinem.  Skończyłem wszelkie kursy i zdobyłem uprawnienia. I nagle zrobiło mi się żal zabitych zwierząt. Nie mogłem patrzeć na agonię swoich ofiar. Miałem zwyczajne, ludzkie wyrzuty sumienia. Zamiast polować zacząłem pomagać dzikim zwierzętom, głównie tym poszkodowanym przez błędy myśliwych.  Jednak cały czas pozostaje członkiem PZŁ, płacę składki, czytam prasę łowiecką. Chcę walczyć o prawa dzikich zwierząt. Dla wielu kolegów z PZŁ jestem zdrajcą i wrogiem, ale znam takich, którzy po cichu popierają moją wizję  ucywilizowania prawa łowieckiego.

NPRM: Lubisz fotografować, filmować dziką przyrodę. Co kilka dni na Twoim profilu pojawiają się ciekawe filmy. Jedne z tych, które można oglądać w nieskończoność. Co w takim razie z tzw. „emocjami łowieckimi”, których podobno nie można podrobić. Nie brakuje Ci polowania? Czy wystarczy zamienić broń na kamerę, żeby doświadczać podobnych uczuć?

Marcin Kostrzyński: Emocji łowieckich nie można podrobić, w końcu chodzi tu o zabijanie, odbieranie życia. Ale wielu myśliwych po latach polowań nagle przestaje zabijać. Dostrzegając coś więcej w zwierzynie niż cel, czy trofeum. Naszym nieszczęściem, a właściwie nieszczęściem zwierząt  jest to, że przyjęliśmy Niemiecką kulturę   łowiecką, gdzie liczy się trofeum. Może to być poroże, wypchana kaczka, kły dzika. W Skandynawii poluje się dla mięsa. Wybiera się sztuki młodsze, bo są smaczniejsze. W ten sposób skandynawski model jest bardziej zbliżony do naturalnego, w którym drapieżniki (wilki) regulowały populacje roślinożerców.

Wracając do filmowania. Zawsze o tym marzyłem. Chciałem robić filmy przyrodnicze od dziecka. Miałem jakiś wewnętrzny przymus, cel, przeznaczenie. Nie wiem jak to określić. Postanowiłem założyć swój kanał na YouTube z opowiadaniami dla dzieci o zwierzętach. Są to krótkie historie ,, Przyrodyjki”, w których pokazuje sceny z życia dzikich zwierząt. Oczywiście historie bez przemocy. Dzieci chłoną przyrodę, gdy jeżdżę do szkół i pokazuję filmy zainteresowanie jest ogromne. Mam nadzieję, że w ten sposób zaszczepię w młodym pokoleniu pewien rodzaj wrażliwości, która pozwoli im zmienić świat na lepsze gdy dorosną.

12644821_1072589686095856_6878993621347619805_n


NPRM: 
Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?

Marcin : Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć, to które funkcjonuje obecnie jest z innej epoki. Kompletnie nie przystaje do realiów obecnego świata. Jest nawet gorzej niż w latach 50-tych. W tamtym czasie etyka myśliwska zabraniała polowań przy paśnikach, dziś takie polowanie jest powszechne. Wystarczy tylko nazwać paśnik nęciskiem i już. Gdy pytam myśliwych jak zwierzyna ma odróżnić paśnik od nęciska odpowiadają z uśmiechem ,,na  nęcisku jest lepsze żarcie”.  Nasza kultura, cywilizacja ewoluuje, łowiectwo też musi się zmienić . To tylko kwestia czasu.

NPRM: Czy łowiectwo ma negatywny wpływ na przyrodę?  Popierasz teorię o niszczeniu bioróżnorodności przez łowiectwo?

Marcin: O tym można by napisać książkę. Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali. To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje. W rzeczywistości wszystko zmienić może efekt motyla, a myśliwi powodują efekt buldożera. Już pewne gatunki zwierząt łownych praktycznie wymarły na terenie Polski, na przykład dropie. Wiele jest na skraju wyginięcia i trzeba prowadzić kosztowne programy  introdukcji głuszca czy cietrzewia. Ba, nawet zające są hodowane i wypuszczane do środowiska.

Muszę powiedzieć jasno, w obecnej sytuacji myśliwy ograniczający populację zwierzyny grubej jest konieczny. Mówię to z przykrością, ale takie są fakty. Jednak zupełnie niepotrzebne, a wręcz szkodliwe jest utrzymywanie na liście zwierząt łownych zwierzyny drobnej.  Zwierzyny, która nie czyni szkód łowieckich, a jej obecność w łowisku ma kapitalne znaczenie dla utrzymania bioróżnorodności. Utrzymywanie polowania na ptactwo, zające,  służy wyłącznie zaspakajaniu przyjemności zabijania. To też trzeba wyraźnie powiedzieć .

NPRM: Dlaczego myśliwi nie chcą się zgodzić na skreślenie z listy gatunków łownych zająca, kuropatwy i jarząbka? Nie jest tajemnicą, że gatunki te borykają się z problemami spadku populacji. Twierdzą, że prowadzą ich reintrodukcję zupełnie  bezinteresownie, jeśli to prawda to nadal mogliby to robić, po wyłączeniu tych zwierząt z listy łownych. Skoro zagrażają im liczne drapieżniki, opryski, chemizacja rolnictwa, monokultury upraw, rozwój cywilizacji i utrata siedlisk, po co jeszcze dodatkowo na nie polować?

Marcin: To jeden z wielu absurdów. Hoduje się zające , czy bażanty by strzelać do nich po wypuszczeniu. Bażanty nie powinny występować w naszej faunie, ponieważ ich obecność nie służy rodzimym gatunkom, takim jak kuropatwy, czy cietrzewie. Myśliwi są dobrze zorganizowani i mają ogromne wpływy. W dodatku bronią prawa do polowań na zwierzynę drobną jak przysłowiowej Częstochowy. Ten upór jest bezsensowny, ale wina leży też po drugiej stronie.   Organizacje pozarządowe, anty-łowieckie  powinny stworzyć z PZŁ symulator polowań na kaczki, głuszce, cietrzewie, zające. Taki 3D z prawdziwego zdarzenia. Sam bym chętnie z takiego symulatora skorzystał. Myśliwi mogliby na własne oczy przekonać się, jak łatwo jest się pomylić i zabić zamiast Kaczki Krzyżówki Krakwę, czy inny chroniony gatunek. Zobaczyli by sami jak wiele zwierząt zostaje rannych po polowaniu, a jednocześnie bezkrwawo zaspokajali by swoją myśliwską pasję. Powinniśmy też walczyć o ograniczenie polowań na kaczki do jednego weekendu w roku. Takie stanowisko wytrąca wiele argumentów myśliwym i trudno będzie im uzasadnić chęć polowania na kaczki przez trzy miesiące. Tymczasem drepczemy w miejscu od lat i nic się nie zmienia.

NPRM: Na jakie gatunki zwierząt według Ciebie powinno przestać się polować i dlaczego?

 Marcin: Wszelkie gatunki zwierzyny drobnej, kaczki, gęsi, zające, słonki. Nie mają one znaczenia gospodarczego, nie czynią szkód łowieckich. A polowanie służy jedynie przyjemności myśliwego. Poluje się również na gatunki chronione np. bobry. Ostatnio zbulwersowała mnie informacja, że RDOŚ w Bydgoszczy wydał pozwolenie na odstrzał bobrów w mojej okolicy. Świadczy to o skrajnej niekompetencji urzędników, którzy wydali taką zgodę. Bobry czynią tak wiele dobrego dla bioróżnorodności tamując wodę . To jest temat na osobny artykuł.

NPRM: Brałeś udział w polowaniach zbiorowych, przyglądałeś się z temu z bliska i dlatego jesteś ich stanowczym przeciwnikiem, jako formy zbyt okrutnej dla zwierząt. Dlaczego myśliwi darzą taką sympatią „zbiorówki’’?  Są jeszcze jakieś inne, równie tragiczne tradycje, których powinno się zakazać? Swego czasu opisywaliśmy konkursy norowania i polowania na lisy w stogach pośród pól. Pamiętam, że poszukiwanie materiałów do tamtego artykułu mocno mną wstrząsnęło.

Marcin: Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Myśliwi argumentują, że to tradycja. Lecz tradycją było polowanie z kordelasem na dziki i z łuku na ptactwo i jakoś te tradycje nie są pielęgnowane. Możemy przez następne 10, czy 50 lat tylko diagnozować problem. Zacznijmy wreszcie coś robić. Trzeba ustalić plan działania, cele które chcemy osiągnąć i jakimi środkami, sposobami chcemy uzyskać poprawę. Zwierzęta są słabe, nie mogą  przedstawić swoich racji. Dziki nie zaprotestują pod sejmem przeciw planom dodatkowego odstrzału 40 tysięcy sztuk. Dlatego naszym obowiązkiem jest obrona słabszych. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Organizacje walczące o prawa zwierząt powinny się zjednoczyć, ustalić cele i czas na ich osiągnięcie. Jeśli nie działamy skutecznie, to nie działamy wcale.  Inaczej nic się nie zmieni.

12278010_1064070573623720_2111257375_n

NPRM: Temat na fali w ostatnim czasie: Puszcza Białowieska. Co według Ciebie stanowi o jej unikatowości i jak powinno się ją chronić?

Marcin: Problem jest głębszy i dotyczy całych Lasów ,,Państwowych”, a właściwe ogromnego błędu jakim było powołanie ,,Gospodarstwa Lasy Państwowe”, przez co dochody ze sprzedaży drewna idą na wypłatę dla leśników. Jest to sedno całego zła. Przez to leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Konieczna jest nacjonalizacja Lasów ,,Państwowych”, czyli przeniesienie administracji leśnej do sfery budżetowej Państwa. Jest to warunek podstawowy. Jeśli ktoś mi nie wierzy jak wielki jest to problem proszę porównać zdjęcia satelitarne państw europejskich. Widać tam brązowe i jasnozielone kwadraty to Polskie wycięte lasy. Jest to katastrofalna skala spowodowana ciągłym zapotrzebowaniem leśników na pieniądze, wypłaty, samochody, premie, dodatki. Na to wszystko trzeba wyciąć. Widać to także w statystykach, gdzie obecnie wycina się prawie trzy razy więcej niż wycinało się tuż po II Wojnie Światowej  gdzie drewno było potrzebne na odbudowę kraju. Średnia pensja w Nadleśnictwach 2014 jak podaje NIK Wynosiła 7229 brutto, przy zarobkach niektórych nadleśniczych sięgających 18tyś. Dla porównania pielęgniarka zarabia 3150 .  Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki. Zapytajmy dyrektora szpitala co by się stało, gdyby każdej pielęgniarce wypłacić pensję leśniczego z dodatkami i dać do dyspozycji służbową willę z ogródkiem. Oczywiście jest to niemożliwe, bo dyrektor szpitala nie ma lasu, który mógłby wyciąć i sprzedać. Dlatego konieczne jest znacjonalizowanie lasów . Po nacjonalizacji nastąpi cudowna odmiana leśnika pozyskiwacza w leśnika racjonalnego strażnika lasu, a lasy to przecież nasze wspólne dobro.

Drzewooo

NPRM: Czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi?

Marcin : Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Drzewaa

NPRM: Leśnicy często używają nazwy „chwasty leśne”, w odniesieniu do wiązów, lipy, czy grabu. Dlaczego nie lubią tych drzew? Czy dynamika naturalnego lasu nie polega na zmianie drzewostanu właśnie?

Marcin: Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Prócz łowiectwa, które jest niezwykle istotnym elementem polityki. To powiązanie jest niezwykle ciekawe. W lasach są ośrodki hodowli zwierzyny, nazwane tak dla zmyłki, bo w rzeczywistości są to najcenniejsze obwody łowieckie, które służą do utrzymania Status quo lasów ,,Państwowych”.  Polują tam urzędnicy i politycy różnych szczebli i rangi. Leśnicy nazywają to budowaniem pozytywnego wizerunku lasów ,,Państwowych”. Ja widzę coś dużo gorszego. Zaraz wyjaśnię . Jeśli  Marcin Kostrzyński, szaraczek, chcę wykupić udział w polowaniu musi  zapłacić 4tyś, politycy i urzędnicy są zapraszani i nie płacą, lub płacą symbolicznie. Powinni wpisywać to do specjalnego rejestru, lecz tego nie robią. Sprawdziłem. Jak to  nazwać? Wiemy jak wielu polityków jest czynnymi myśliwymi. Były Prezydent Bronisław Komorowski jest tu doskonałym przykładem. Wiem gdzie i kiedy polował w czasie kadencji.

Co trzeba zrobić? Znacjonalizować lasy. Wyodrębnić straż leśną i utworzyć osobną straż leśno- łowiecką. Zlikwidować ośrodki hodowli zwierzyny, które są w istocie pozostałymi po komunie  terenami łowieckimi dla prominentów. Leśnicy powinni się zajmować lasem, nie łowiectwem. Zakazać w Polsce polowań osobom, które nie mają polskich uprawnień łowieckich. Czyli zakazać turystyki łowieckiej dewizowych myśliwych (Niemców w 90 %). Wreszcie zakazać polskim myśliwym polowania na gatunki chronione w Polsce i innych krajach. Chcę zabić niedźwiedzia, jadę do Rosji, głuszca na Białoruś itd.  Tu sprzymierzeńcem strategicznym mogliby być myśliwi PZŁ zainteresowani przejęciem obwodów od Lasów ,,Państwowych”. Obwody prowadzone przez koła łowieckie lokalnych myśliwych są o niebo lepszym rozwiązaniem dla zwierzyny i przyrody, niż powyższe ośrodki. Przyjeżdża obcy myśliwy i jest zainteresowany  zabiciem najcenniejszych okazów, zdobyciem najlepszych trofeów.


NPRM:
Ulubiony argument myśliwych to „kto zapłaci za szkody łowieckie” – jak wygląda ich szacowanie? Czy rzeczywiście zwierzęta wyrządzają, aż takie szkody? Dlaczego mówimy o szkodach w przypadkach, kiedy nie stosuje się żadnych zabezpieczeń? Ewentualnie, jak tych szkód unikać?


Marcin:
Kolejny temat rzeka. Szkody powinien szacować biegły, niezależny, zatrudniany przez gminę, na terenie której znajduje się obwód łowicki. Obie strony powinny mieć prawo do odwołania się od decyzji. Obecnie szacowanie szkód jest krzywdzące dla rolników, bardzo krzywdzące. Szacuje szkody łowczy i mówi to szkoda na 400 złotych, a rolnik widzi, że stracił 10 tyś, ale nie idzie do sądu, bo musiałby zatrudnić biegłego, dokumentować szkodę i sądzić się dwa lata. A tu czas żniw, w końcu macha ręką i robi swoje. To z kolei wiąże się z pytaniem: dlaczego Lasy, a nie gminy dzierżawią obwody leśne? Z pieniędzy za dzierżawę gminy mogłyby opłacić biegłego bez szkody dla własnego budżetu. Potencjalnie jest tu wielkie wsparcie ze strony Polskich Rolników poszkodowanych przez faworyzujący myśliwskie portfele obecny  system.

Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki, gdzie czuje się bezpieczniej. A paśniki zwane nęciskami gdzie zwabia się zwierzynę na strzał przyzwyczają dziki do smaku zboża i kukurydzy.  Jeśli ograniczymy polowania zbiorowe z naganiaczami do jednego rocznie ,,Hubertowskiego”  i zakażemy polowania przy nęciskach automatycznie ograniczymy szkody.  Unikanie szkód jest znacznie lepsze w obwodach prowadzonych przez koła łowieckie. Przydałaby się tu jeszcze jedna zmiana w prawie. Konieczność przyjmowania do kół   myśliwych zameldowanych na ternie danej gminy. Teraz jest tak, że koło warszawskie dzierżawi obwód i nie przyjmuje miejscowych myśliwych, którzy najlepiej przeciwdziałają szkodom łowieckim.


NPRM:
Oficjalnie celem łowiectwa jest hodowla dzikiej zwierzyny i uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów, kondycji osobniczej, poprawianie bazy żerowej, dbanie o właściwy stosunek populacji do możliwości „łowiska’’ oraz dziesiątki innych drobnych działań. Czy jednak, wobec najważniejszego celu – polowania – nie jest tak, że utrzymywanie nadwyżek populacji jest celowe, co przyczynia się również do problemów rolników? Czy nie stąd wzięło się wyśmiewanie wielu dostępnych form grodzenia, jako nieefektywnych? , Petardy, armatki hukowe, odstraszacze zapachowe także mają nie działać, według niektórych myśliwych.  Ja tu widzę drugie dno – efekt tak zwanego „martwego łowiska”.  Po prostu, po niegrodzonym zwierzyna może się swobodnie poruszać i dostarczać wspomnianych „emocji łowieckich”.


Marcin : Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę, że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko o to, by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak, że rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną, która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek zwierzyny jest powszechne, zwłaszcza w obwodach hodowlanych, gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. Samorządy, gminy nie mają żadnego realnego wpływu na ilości pozyskiwanej zwierzyny, nie mają też żadnych innych korzyści z znajdującego się na ich terenie  leśnego obwodu łowickiego.

13641195_1106010092769430_8647808481302676436_o

NPRM: Jesteś w stanie wskazać, które przepisy prawa łowieckiego myśliwi łamią najczęściej?

Marcin: Najczęściej polują przy nęciskach na jelenie, daniele. Podczas gdy prawo pozwala tylko na polowanie w tych miejscach na dziki, lisy, borsuki, tchórze i kuny . Myśliwi polują (kłusują) na gatunki chronione. Omyłkowo na chronione gatunki kaczek, z premedytacją na ptaki drapieżne i kruki.

NPRM: Alkohol na polowaniu. Drażliwy temat, jednak istnieje przepis, który mówi: „kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni’’. Nie wspominając o dziesiątkach wypadków, które zanotowaliśmy od początku działania naszej kampanii. A przecież podczas „zbiorówek’’ czy myśliwskich imprez, już po pokocie spożywa się alkohol, broń stoi często oparta o krzesła. Jest w pobliżu myśliwych. Inni wspominają na forum dziennika łowieckiego o „tradycji’’ użytkowania nalewek między pędzeniami. To martwy zapis?

Marcin: Widziałem myśliwych tak pijanych, że trzeba było ich nieprzytomnych wozić przyczepką, razem z ubitą zwierzyną. Ale były to przypadki incydentalne. Powszechne są piersiówki, szczególnie w czasie zimowych polowań. Uważam, że na prowadzącym polowanie powinien spoczywać obowiązek sprawdzenia alkomatem wszystkich myśliwych uczestniczących w polowaniu. Poprawiłoby to bezpieczeństwo ludzi i zwierząt. Poprawiłoby to wizerunek PZŁ gdyby wprowadzić taki zapis do regulaminu polowań.

NPRM: Istnieją tak zwane „Biura polowań’’, dzięki którym można wykupić sobie polowanie i odstrzał na gatunki objęte u nas całkowitą ochroną, np. głuszce, cietrzewie, wilki, kozice, niedźwiedzie, rysie i zapewne wiele innych. Poluje się wtedy oczywiście w innych krajach, gdzie prawo dopuszcza taki odstrzał, np. kraje skandynawskie, czy Ukraina, Białoruś, Rosja, Chorwacja. Co sądzisz o działalności takich biur i myśliwych, którzy z nich korzystają? Czy skoro deklarują chronić, zamiast pozyskiwać rzadkie trofeum, nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na odłów i zakup żywych ptaków (głuszców, cietrzewi) dla zasilenia krajowych populacji?


Marcin:
To mniej więcej już opowiedziałem . Warto by temu poświęcić więcej miejsca i zbadać statystyki. Osobiście jestem przeciwnikiem. Można wyobrazić sobie polskiego myśliwego, który jedzie do Afryki i tam poluje na polskie bociany, czy orliki grubodziobe, a upolowane zwierzęta przywozi do Polski.  Jest to też budowanie niezdrowego współzawodnictwa na trofea, a przecież nie o trofea (teoretycznie) w naszym łowiectwie chodzi.

67003_154167371287045_804291_n

Na portalu you tube Marcin posiada kanał o nazwie ”Marcin z lasu” , na którym zobaczyć można przyrodnicze opowiadania dla najmłodszych,” Przyrodyjki” czy malownicze sceny  dzikiego życia oraz rozmówki ekologiczne na leśne tematy. Zachęcamy do subskrypcji i śledzenia kanału. Poniżej przykładowe filmy.

Jako uzupełnienie polecamy dwa inne wywiady z Marcinem Kostrzyńskim, które ukazały się wcześniej na portalach zewnętrznych. Dostępne po kliknięciu w poniższe linki. 

”Las poradzi sobie sam” 

oraz

”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”

 

 

Myśliwska ”etyka” i ”praca” w łowisku.

Dziś przed świtem około 3:30 wybrałem się na ornitologiczny spacer. Celem wyprawy była rzeczna dolina otoczona lasami, łąkami torfowymi i rozlewiskami. Maj to pora, kiedy w naszych lasach, polach, łąkach, nad stawami i bagnami możemy napawać się najwspanialszymi koncertami natury. W dobrym miejscu ogrom głosów może porazić nawet wytrawnego ornitologa. O ciemku słychać jeszcze kończące stopniowo słowiki rdzawe i szare. Te maleństwa swoimi namiętnymi trelami dodają uroku – powabu krótkiej, majowej nocy. Tak naprawdę o tej porze roku nie ma ani chwili ciszy. W rzecznej dolinie otoczonej porośniętej trzcinami i wśród mokradeł nawet w nocy śmiało grają rokitniczki, łozówki, brzęczki, czy trzcinniczki. Tłem szumi miarowe pohukiwanie bąka, gdzieś hen w korowodach sunących mgieł. Gwarną ciszę przerywa czasem niespodziane miękki łopot na wodzie. To gęś trzepocze skrzydłami. Mrok i szarość ustępują stopniowo. Gdzieś na horyzoncie majaczy nieśmiało przedsłoneczna czerwień. Wszystko to wyznacza porę dla ‘’ptasiego zegara’’. Coś stąpa delikatnie po łamiących się trzcinach. Może dziki wracające z żeru ku bezpiecznym barłogom. Z dalekich przestrzeni nad polami, dobiega granie skowronków.

W lesie panuje jeszcze ciemność. Nie przeszkadza to jednak drobnym śpiewakom zawczasu witać dnia. To właśnie owa bajkowość majowych wypraw. W ponurym mroku odważne ptaszyny zdają się urągać weselną pieśnią burej ciemności. Prym tutaj wiedzie rudzik, ucho moje odróżnia jeszcze drozda śpiewaka. Raz po raz dociera ostry krzyk bażanta, gdzieś z łąk. Mają tu dobrze. Pierwotnie miały występować w rozlewiskach dolin rzecznych, a więc teren poprzecinany jeszcze lasami i polami, jak najbardziej im odpowiada. Na rosochatym konarze na tle nieba dostrzegam uszatkę – sowa zdaje się podsypiać, upojona zdobyczą. Robi się widno. Dzień zwiastuje trąb żurawich wieszczy. Głos większości znany. Brzmi w nim coś z pradawnego echa dzikości tych ostępów. Wychodząc z lasu na kolejną łąkę nad rzeką przystaję na chwilę. Nie chcę płoszyć pierwszego tam gościa, posilającego się kozła sarny. Obserwuję 10 minut. Sarniak czujnie podnosi głowę co jakiś czas i strzyże uszami. W końcu mnie zwietrzył. Kilka chrapliwych szczęknięć, jakby z piekła rodem i kozioł oddala się podskokach. Skrywają go mgły. Miękkim fletem odzywa się wilga – prawie ostatni przybysz letni w naszym ptasim kalendarzu. Później przybywają tylko jerzyki. Bębnią dzięcioły. Woła kukułka. Gdzieś w oddali nad połaciami lasów, ochryple odzywa się patrolujący kruk. Przy polach słychać innych śpiewaków. Trznadle, potrzeszcze i skowronki, teraz mieszają się z chórem leśnych solistów. Melancholijnie zawodzi Ortolan – rzekomo pieśń tego ptaka miała zainspirować Beethovena do stworzenia swojej V symfonii.

Tyle życia wokół. Tego ranka obserwowałem jeszcze wiele zwierząt; króliki, zające, sarny i sporo ptactwa. I pomyśleć, że już za 2 dni ten spokój zakłóci palba opętanych strzelb. Zaczyna się bowiem sezon ‘’na rogacze’’ – kozły sarnie, przed którymi myśliwi będą nas ratować, by tylko przypadkowo zdobyć sobie czaszkę z parostkami. Przez kolejnych kilka miesięcy będą płoszyć i niepokoić choćby sarny, mające w tym czasie młode. Zero poszanowania, zrozumienia, pokory. Wszystko to na terenie specjalnej ochrony ptaków (OSO) ze stwierdzonymi takimi gatunkami jak: Podgorzałka – skrajnie nieliczny ptak lęgowy. Czy spokój i cisza podczas lęgów dla tego gatunku obchodzi myśliwych? Nie, bo nie jest łowna… Czy rybitwa czarna lub bączek, oba podobnie nieliczne gatunki… Ale to temat na osobną notatkę.

_________________________________________
_________________________________________

Myślałem, że z kanonów tak zwanej ‘’myśliwskiej etyki’’ nic mnie już nie zaskoczy. Ale cóż, im głębiej w las…zdjęcia wykonane telefonem, gdyż nie miałem przy sobie nic innego. Co zatem słychać w myśliwskich łowiskach? Po kolei.

Puszki i butelka po piwie przy ambonie, widok ten akurat nie jest dla mnie zaskoczeniem, napotykam to stale i przy każdej sposobności dokumentuje. Czasami butelki były porozrzucane bezpośrednio we wnętrzach ambon. Coś na rozgrzewkę i ku tradycji….

Zdjęcie1619

Zdjęcie1620

Dalej mamy kolejną ciekawostkę. Zadaszenie – podsyp dla bażantów, ulokowany kilkanaście metrów od ambony myśliwskiej. Według prawa myśliwi nie mogą strzelać do zwierząt w miejscach dokarmiania zwierzyny. Dlatego stworzyli nęciska – takie same karmiska, tylko z gorszej jakości karmą przy których już do zwierząt można strzelać ile się zapragnie. W każdym razie, jestem pewien, że lokalizacja tego karmiska dla kuraków nie jest przypadkowa. Skala zwyrodnialstwa po prostu poraża, kiedy uświadomimy sobie, że niekontrolowani przez nikogo bandyci strzelają w otwartym polu do ptaków – które najprawdopodobniej sami wyhodowali i wypuścili, kiedy posilają się w takim miejscu i chronią przed drapieżnikami. Nie mieści mi się to w głowie i nie bądźmy naiwni – ambony wyłącznie do obserwacji to mogę używać np ja. Podsypy powinny być umieszczone w kępach zadrzewień, lub na haliznach z roślinnością, by bażanty miały możliwość ukrycia się. Myśliwy wybrał jednak samotne miejsce w gołym polu, z dala od oczu ludzkich i ciekawskich. Kilkanaście metrów dalej postawił ambonę….

Zdjęcie1596

Zdjęcie1601
Na bażanty powinno się polować z podchodu, ”na deptanego”, czy wypłaszając je z ułożonymi psami. Strzelanie do ptaków z takiej odległości i jeszcze z ambony przy podsypie trąci wręcz idiotyzmem, z uwagi na duży rozrzut śrutu. Druga strona to ”etyka”. W tych miejscach ptaki walczą zimą o przetrwanie i gromadzą się.  Etyka swoją drogą, życie swoją…o czym niech poświadczy wpis myśliwego poniżej z forum dziennika łowieckiego.

bażanty podsyp
”Zostałem zaproszony na polowanie na bażanty do łowiska w kujawsko pomorskim. Śnieżek,lekki mrozik dopełniają wręcz myśliwskiego raju.  (……) Polowanie polegało na objezdzie wszystkich podsypów, gdzie z powodu warunków pogodowych (śnieg,słaba dostępność karmy naturalnej) , od rana gromadziły się stadka bażantów. Grupa obstawiała teren wokół podsypu,i wtedy do akcji wkraczały psy. Podryw stada,kanonada i bogaty wynik każdego podejścia…..Na moje pytanie do łowczego (z 36 letnim stażem) ,dlaczego tak włąśnie polują odpowiedz była następująca : BAŻANTA W TERENIE INACZEJ NIE STRZELISZ JAK PRZY PODSYPIE BO TAM SIĘ GROMADZĄ. A POLUJEMY JUŻ TAK OD 30 LAT I NIKOMU TO NIE PRZESZKADZAŁO POZA TOBĄ”
Screen można sobie pobrać i powiększyć do przeczytania. Dobrze,że myśliwego bulwersuje chociaż ten sposób polowania.

Ślad rozrzuconej słomy na leśnym dukcie doprowadził mnie w inne miejsce. Ciężko je określić , choć wpisuje się w kanon pojęcia nęciska, bardziej przypominało leśny kompostownik. Smród okropny od gnijącej żywności; ziemniaków, buraków, pora, jabłek, pomarańczy, marchwi i wielu innych ciężkich do odróżnienia. Słowem, myśliwi w środku lasu pozbywając się odpadów z gospodarstwa domowego stworzyli sobie prywatny kompost. W państwowym lesie. Takich miejsc są w Polsce tysiące, cuchnących, fermentujących stwarzających zagrożenie dla zwierząt i ludzi. Sporo z owoców było zapleśniałe. Kilkadziesiąt metrów dalej, na zamglonej łące żerowały sarny na świeżej zieleni, mając w poważaniu myśliwską łaskę. Wywalenie bez konsekwencji tego syfu to jedno, Jak widzą Państwo na zdjęciach kilkanaście metrów od nęciska widnieje etycznie ‘’zwyżka’’, czyli takie siedzisko z drabinką przytwierdzone do drzewa. Aby wygodniej można było oddać strzał do posilającego się tym gnojownikiem zwierzęcia i ‘’etycznie’’ ukryć przed jego zmysłami na bezpiecznej wysokości. Zwyżka pomalowana na zielono, może by jakiś ‘’zielony’’ jej czasem nie wypatrzył.

Zdjęcie1616

Zdjęcie1615

Lizawki. Skoro mit bezinteresownego i ”potrzebnego” dokarmiania został wielokrotnie obalony i wyśmiany, może jednak robią coś myśliwi bezinteresownie dla zwierząt? Można tak pomyśleć, napotykając przytwierdzone do pniaków czerwone i białe solne kostki. Te rdzawe zawierają domieszki mineralne. No to myśliwi szlachetnie i bezinteresownie pomagają zwierzętom zaopatrując je w niezbędną sól do budowy kości i zębów. Zaraz, czy na pewno? Każdy kij ma 2 końce. Myśliwy gospodaruje swoim łowiskiem. Tutaj wszystko się kalkuluje. Wykładana sól służy zwierzętom, owszem, jednak myśliwego interesuje inny efekt – zdrowe bez deformacji poroże. Prawie każdy z samców zwierzyny płowej w łowisku zginie od kuli, dostarczając trofeum w postaci poroża. I dlatego wykłada się sól. Piękny wieniec czy parostki będzie ozdobą salonu, lub dostanie punkty przy wycenie trofeum, co przekłada się na myśliwską dumę i sukces. O bezinteresowności i szlachetności mowy być tutaj nie może, jest cynizm i wyrachowanie. To tak jakbyśmy karmili kogoś zdrowo, tylko po to by bez jego pobrać sobie narządy do przeszczepu. Niektórzy z Was myślą może w tym momencie dalej, zdając sobie pytanie ‘’Ale kto wykładał sarnom i jeleniom sól przez te wszystkie tysiące lat, kiedy nie prowadzono gospodarki łowieckiej i jakoś wykształcały poroże? ‘’ Dokładnie tak. Jeleniowate nie potrzebują soli w kostkach by je wykształcić, wszystkie potrzebne składniki czerpią z soli mineralnych zawartych w pokarmie roślinnym. Wystarczało to przez dziesiątki tysięcy lat…teraz zaś, myśliwi ‘’wiedzą lepiej’’ . Zaprzeczając wszelkim znanym prawom natury i pokazując swoją ignorancję oraz pogardę. Ale to środowisko ukochało ‘’piękne’’ trofea, puste czaszki i martwe głowy. Dzięki stosowaniu soli uzyskują lepsze efekty. Chore…bardzo.

Zdjęcie1602

Podsumowanie pracy w ‘’łowisku’’. Warto przyswoić sobie to pojęcie. Dla myśliwego nie ma natury, lasu, przyrody – jest łowisko. Zasobne lub nie. Oby ze sprzyjającym leśniczym. Nasza przyroda cierpi. Cierpi strasznie przez łowiectwo i brak pojęcia jego sympatyków. Walające się butelki i puszki pod ambonami ‘’to pewnie młodzież pozostawiła’’, jak próbują oponować w takich przypadkach. Ustawione w innym miejscu ambona, a obok zadaszony podsyp,
by myśliwy mógł wygodnie strzelać do posilających się i chroniących przed lotnymi drapieżnikami bażantów. Wreszcie cuchnące nęciska – kompostowniki pełne gnijących warzyw i owoców, pleśniejących i brudnych. Kilkanaście metrów dalej poręczna zwyżka, by w ukryciu można było bezpiecznie strzelić do zwierzęcia posilającego się szkodliwymi odpadkami. Może kieruje nimi taka logika – ‘’skoro je zastrzelę, to co za różnica jaki syf zje. A jak się rozchoruje to odstrzelę jako cherlawą, odstrzał sanitarny hehe’’. Może. Lizawki i sól – motywacja wyjaśniona powyżej. Dodajmy do tego rozjeżdżanie terenówkami pól rolników, trudno dostępnych miejsc w lesie, hałas i płoszenie zwierząt w ostojach i mamy oto pełny obraz tak zwanej ‘’ciężkiej pracy w łowisku dla dobra zwierzyny i przyrody ojczystej’’. Bezinteresownie. Do wglądu na załączonych obrazkach.

Zdjęcie1598
Podsypy powinny być umieszczone w kępach zadrzewień, lub na haliznach z roślinnością, by bażanty miały możliwość ukrycia się. Myśliwy wybrał jednak samotne miejsce w gołym, szczerym polu, z dala od oczu ludzkich i ciekawskich. Kilkanaście metrów dalej postawił ambonę…

Zdjęcie1612
Etycznie umiejscowiona zwyżka przy nęcisku, z bliska.

PS. Proszę się nie martwić jednak. Będę monitorował co tam się dzieje i odpowiednio reagował. By chronić przyrodę przed nadmierną, bezmyślną presją łowiectwa i jego fanatyków.

Jatka na nęciskach & Propaganda

Lubią myśliwi pisać o tak zwanej etyce łowieckiej,szczycić się nią. Na czym ona ma polegać ciężko normalnemu człowiekowi zrozumieć,biorąc pod uwagę zachowania i metody wpisujące się w kanon ”legalnego pozyskania zwierzyny”

12049579_899509286805245_452828333306873250_n

Nęciska. Podstawowa różnica między karmiskiem ,jest taka,że karmę wykłada się w nęcisku cały rok,głównie pod gołym niebem. Zwierzęta oczywiście nie rozróżniają-zawsze skorzystają z możliwości łatwego posiłku,a myśliwi z premedytacją to wykorzystują. Nie wiem do czego to porównać,ale to tak jakbyśmy zapraszali kogoś głodnego, głupszego od nas na posiłek, i w chwili kiedy będzie się posilał, kulka z bliska by obrabować go z tego co ma najcenniejsze- życia.
Czym się nęci? Wszelkie warzywa,resztki obiadowe, jest wymóg aby używać tylko świeżych produktów a po nęceniu uprzątnąć,jak jednak widać na załączonych wiadomościach pisanych przez myśliwych ,używa się i odpadków z marketu,suchego pieczywa,przeterminowanej psiej karmy, a jeden chwali się,że polewa nęcisko zepsutymi jogurtami ,- nie wyobrażam sobie jak można to potem uprzątnąć. Zamieszczamy dziś dłuższą wypowiedz Zenona Kruczyńskiego,postać nam wszystkim znana.

”Paśnik to miejsce, w którym dokarmia się zwierzęta tylko zimą. Na nęcisku karma jest przez okrągły rok. Ponieważ przy paśniku zabijać nie wolno, to inne miejsce dokarmiania myśliwi nazwali „nęciskiem” i… tam już wolno. Zaprasza się zwierzęta na posiłek, żeby do nich postrzelać z precyzyjnej broni z odległości 30 m. A one korzystają z nęcisk, bo nie czytając prawa łowieckiego, nie odróżniają ich od paśników.

Na jednym nęcisku można zabić nawet dziesiątki zwierząt rocznie. To zwykła rzeźnia, jatka, egzekucja. Polowanie na nęciskach od kilkudziesięciu lat degeneruje myślistwo od wewnątrz. Nie ma odwrotu od tego procesu.

12049175_899509456805228_6654043521398155701_n

Do jawnej sumy przeznaczonej na dokarmianie, dochodzą jeszcze nieznane kwoty wydawane przez indywidualnych myśliwych na zasilanie prywatnych (!) nęcisk.

Jak to możliwe, że istnieją takie „prywatne” twory w państwowym skądinąd lesie? Otóż „samo” się zrobiło przez ostatnie trzydzieści lat. Indywidualni, przedsiębiorczy myśliwi, w ulubionych przez siebie fragmentach lasu budują za swoje prywatne pieniądze ambony zamknięte na prywatną kłódkę i pod nimi urządzają nęciska – również za swoje pieniądze, i zaopatrują je szczodrze przez cały rok. Dzicza matka przyprowadza tam swoje młode, a te, które przeżyją zabijanie i dorosną, przyprowadzą tam swoje potomstwo itd. I tak to w obwodach łowieckich powstała sieć prywatnych mini-obwodów, które są na zasadzie wzajemności respektowane. Ryzykuję stwierdzenie, że plaga prywatnych nęcisk w obwodach PZŁ, czyli „zwykłych myśliwych”, jest powszechna.

W obwodach łowieckich ALP w Puszczy Białowieskiej, w otulinie (!) Białowieskiego Parku Narodowego widziałem ambonę 95 metrów od paśnika – przy paśniku leżał martwy dzik. Piękna widoczność, łąka, rzeczka, zwierzęta przychodzą do paśnika…. Strzał – to właściwie egzekucja. Każdy, kto skorzystał z takiej ambony, powinien stanąć przed rzecznikiem dyscyplinarnym Polskiego Związku Łowieckiego. Gdy jeleń tylko wychyli głowę z Parku – już może dostać kulę. Nawet zabito jelenia jeszcze na terenie Parku. Nie chciało się przeciągnąć ciała łani na teren lasu gospodarczego, tylko wypatroszono ją na miejscu. A na dodatek działo się to wszystko przy nęcisku, na którym wysypane były buraki. Co w tym wzbudza uwagę? Ano to, że buraki służą do nęcenia jeleni i saren – dziki buraków nawet nie tkną. Czyli nęcisko urządzono z premedytacją po to, by zabijać jelenie. Cóż z tego, zapytać by można? Otóż regulamin polowań zabrania zabijania jeleni, saren i danieli przy nęcisku – wolno tylko dziki.

12036752_899510156805158_3487379893988211999_n

Ciekawe, czy rzecznik dyscyplinarny PZŁ (to taki prokurator myśliwych) prowadził jakąś sprawę o zastrzelenie np. sarny na nęcisku? Zdaje się, że prawo łowieckie w tym aspekcie zdegenerowało się i nie jest przestrzegane. W opisywanym przypadku prawo to jest ignorowane, lecz pamiętajmy, że to nie są „zwykli myśliwi”, to są obwody łowieckie ALP. Mam nieodparte wrażenie, że dżentelmeni w zielonych mundurach z karabinami na plecach, w każdym lesie czują się „u siebie”, na swoich włościach, najwyżej tymczasowo wydzierżawionych np. PZŁ. Zresztą, będąc osadzonym na tak wielkim leśnym królestwie, trudno o inne samopoczucie. „Zwykli myśliwi” na nęciskach robią tak samo i także bezkarnie.

…dużo karmy = dużo zwierząt do zabicia = dużo pieniędzy = dużo karmy = dużo zwierząt do zabicia…

Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w drugiej połowie XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Myśliwi dorobili do tego ideologię, że pomagają zwierzętom przeżyć zimę. A przecież przyroda zawsze sobie z tym radziła. Przez miliony zim wykarmiła miliony zwierząt. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Takiego jedzenia w lesie nigdy nie było i nie powinno być. Myśliwym zawsze chodzi o duże stany zwierzyny, większe niż naturalny ekosystem byłby w stanie wyżywić. Najważniejsze jest bowiem, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie.

Działa tu prosty mechanizm ekonomiczny. Jeżeli w uprawy wejdą dziki, zjedzą jakąś część plonów i będą tam często przychodzić, to stawia się tam ambonę, zabija, oddaje do skupu i dostaje pieniądze, z których finansuje się odszkodowania za szkody rolnicze. Dziki, jelenie i sarny płacą z nawiązką za zjedzone kartofle własnym ciałem. Nikt nie jest zainteresowany, żeby chronić plony. Rolnik za każdego zjedzonego przez zwierzęta leśne kartofla dostaje żywą gotówkę, a ogrodzone elektrycznym pastuchem pole to dla myśliwego martwy, bezużyteczny teren.

12002287_899509636805210_6169465298132258968_n

KORONNE ARGUMENTY.

No cóż, postawmy myśliwego ubranego w solidne ubranie, w grubych butach, siedzącego z karabinem na wieżyczce strażniczej żywcem skopiowanej z ogrodzeń obozów jenieckich, zwanej pociesznie amboną, obok wilka, rysia, orła, jastrzębia… I zadajmy sobie pytanie: czy myśliwy jest w stanie wypełnić subtelną rolę, jaką drapieżnictwo odgrywa w całej przyrodzie? Zdaje się, że przeciętny myśliwy o drapieżnikach wie głównie to: „zabijają”. I twierdzi, że ponieważ on też zabija, to także jest drapieżnikiem, takim „ludzkim drapieżnikiem”. Lecz gdy choć trochę dowiemy się o drapieżnikach w przyrodzie, taka postawa traci całkowicie rację bytu. Myśliwym wydaje się, że muszą regulować pogłowie, bo nie ma drapieżników. Postawa, że w naturze trzeba coś regulować, przypomina ręczne sterowanie gospodarką w Korei Północnej. Prowadzi do nędzy w przyrodzie. Wynika z braku zaufania do procesów życiowych i ludzkiego lęku przed wszystkim. A z przyrodą można tylko współistnieć, bo sami jesteśmy jej częścią i w najgłębszym stopniu od niej zależymy. Natura reguluje się sama.

Człowiek ma lękową skłonność do osiągania miażdżącej przewagi. W tej relacji widać to jak na dłoni – z jednej strony wytwory bardzo zaawansowanej technologii, współczesna, snajperska broń myśliwska, optyka, nowoczesna amunicja – a z drugiej strony cienka skóra zwierzęcia i jego miękkie ciało.

Myślistwo komercjalizuje się coraz bardziej. Na czym polega ten proces? Wystarczy wpisać w Google „biuro polowań” i z mnóstwa linków otworzyć na przykład www.aom.pl/data/download/2_CENNIK_2008.pdf, by zobaczyć makabryczną perwersyjność tej handlowej oferty, wyceniającej w euro możliwość zadania śmierci.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Dokarmianie i praca przy nim są potrzebne myśliwym do miłego znieczulania sumienia i łagodzenia stanów, które budzą się, gdy się zabija, zabija, zabija… Nierzadko z wielkim cierpieniem ofiary, która z przestrzelonym brzuchem ucieka i zalega, aby umrzeć gdzieś w swoim leśnym domu, lecz znowu jest ścigana i gryziona przez psy, słyszy podniesione głosy, widzi sylwetki ścigających ją ludzi i w końcu jest dobijana i haratana kolejnymi kulami. To nie jest rzadkość – to norma.

12043042_899509773471863_6557146850018986490_n

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Myśliwym udaje się utrzymać tak długo przekonanie, że są niezbędni, poprzez lata propagandy, którą wdrukowuje się w umysły kolejnych pokoleń. Ludzie może czasami nie do końca im wierzą, ale nie mają pewności, czują się nieswojo: To całe zabijanie mi się nie podoba, ale może rzeczywiście trzeba regulować, eliminować. Ktoś to musi robić. Bo jeśli ktoś tego robił nie będzie to…

I tu rozumowanie się zatrzymuje, bo właściwie nie wiadomo, co miałoby się stać. Pozostaje przekonanie, że myśliwi być muszą. Natomiast nikt się nie zastanawia, dlaczego myśliwi zabijają kaczki, dzikie gęsi, bażanty, kuropatwy, zające, piżmaki, słonki. Mają naturalnych wrogów, ludziom nie zagrażają. Dokarmia się je? Nie da się! Jakie szkody rolnicze może wyrządzić kaczka? Myśliwskie koronne argumenty mają się tu nijak. Tu naprawdę widać, że chodzi tylko o zabijanie. Gdyby myśliwi traktowali swoją argumentację poważnie, sami powinni zrezygnować ze strzelania do całego leśnego i polnego drobiazgu. Ale nie, oni konstruują specjalną broń: ptaszarki, żeby skuteczniej strzelać na przelotach.

Żaden z myśliwskich argumentów racjonalizujących zabijanie nawet odrobinę nie dotyczy kuropatw, gołębi, jarząbków, gęsi, słonek czy kaczek. A zabija się ich około 140 000 rocznie! Ludzie, którzy mieli w sobie jakąś wstępną niezgodę na zabijanie leśnych, polnych i powietrznych istot o pięknych brązowych oczach, otrzymują coraz więcej wiedzy o myśliwskich prawdach.

Zostały poważnie podważone, i to przez samych naukowców zajmujących się łowiectwem, koronne argumenty myśliwskie o konieczności dokarmiania, szkodach łowieckich i o jakiejkolwiek sensowności selekcji samców jeleni, danieli i saren. Myśliwy wydaje się być postacią coraz bardziej anachroniczną, wsteczną, reprezentuje nurt, z którym ludzie muszą się rozstać – nurt twardej, jednostronnej eksploatacji przyrody i wszelkiego istnienia na Ziemi. Gdy leci się samolotem nad Europą i widzi pozostałości, skrawki zielonych lasów, gęsto poprzedzielane grupami budynków, miast, miasteczek, sieciami dróg różnej wielkości, rzekami z wybetonowanymi brzegami, to wydaje się wręcz cudem, że zwierzęta żyją jeszcze z nami – ludźmi, i że mamy od czasu do czasu możliwość zobaczenia sarny, dzika czy jelenia. A gdy to się zdarzy, zapamiętujemy takie spotkanie na długie lata, czasami na całe życie. Przypomnijmy sobie, jak się czujemy po bliskim spotkaniu z wolnym zwierzęciem w lesie czy na polu. To jest zawsze ekscytujące spotkanie, ożywia i ogrzewa, czujemy się obdarowani. Myśliwi mają podobnie – czują się obdarowani możliwością ekscytującego zabicia, potem mówią ze szczerym uśmiechem na twarzy i zadowoleniem, że „święty Hubert darzył”, czyli gdzieś tam z nieba dał myśliwemu możliwość zabicia celnym strzałem w serce i przeżycia „łowieckiej przygody”.

12039409_899509990138508_6028884130212145579_n

W opinii entuzjastów i praktyków, wciąż otacza je aura romantycznej przygody, a pośród najbliższych asocjacji związanych z hasłem myślistwo odnajdziemy z pewnością: poczucie zażyłości z naturą i ducha szlachetnego współzawodnictwa. W oczach myśliwych, sztuka łowiecka, to nie tylko wzbogacające i pożyteczne hobby, ale też potrzebna i wielce skuteczna forma ochrony przyrody. Wybitny strzelec (to jednak wciąż w przeważającym stopniu męskie zajęcie) mający na koncie tysiące upolowanych zwierząt i posiadacz najwspanialszych myśliwskich trofeów wciąż jest obiektem podziwu i zazdrości pośród myśliwskiej braci. W oczach pasjonatów myślistwo, to elegancka sezonowa gra, w której prym wiodą dwie wartości naczelne: sportowe współzawodnictwo i ochrona przyrody.

Z kolei, jak łatwo się domyślić, przeciwnicy polowań mają niewiele zrozumienia dla intencji myśliwych, nie mówiąc o akceptacji samego zjawiska. W ich opinii, polowanie to po prostu mordowanie nikomu nie zagrażającej, niewinnej leśnej zwierzyny. To, kamuflowana wzniosłą czasem retoryką i rozbudowanym rytuałem, prostacka rozrywka ludzkich samców. Jeszcze inaczej: to szczególnie wyrafinowana, bo praktykowana przez cywilizowanych ludzi, forma zadawania cierpień żywym stworzeniom; pretensjonalne hobby służące zaspokojeniu dość prymitywnych żądz.

Myślistwo to wielopoziomowe zjawisko, ma swój aspekt społeczny, socjologiczny, kulturowy, duchowy, religijny, psychologiczny, ekologiczny, prawny i ekonomiczny. To nie jest proste dokarmianie – zabijanie, to coś znacznie więcej. ”
http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2292,article,5172

I dlatego ,tak trudno walczyć z nim na poziome głębszych przemyśleń z jego sympatykami.
Poniżej kilka screenów z myśliwskiego forum. Przeterminowana karma do psów, zepsute jogurty…o to czym się nęci.

11960143_899510500138457_5288172639797549017_n

12032175_899510566805117_2720104044911530239_n