Totalna kompromitacja myśliwych – „Słusznie zrobią z nas psychopatów!”

Do sieci przedostaje się bulwersujący film, na którym myśliwi „dają wyraz tradycji” mażąc się krwią, dowcipkując i przeklinając pośród zwłok zabitych zwierząt. Nagranie pierwotnie pojawia się na jednej z grup myśliwskich, przy czym wszyscy łącznie z rzecznik PZŁ na czele krzyczą, aby żenujący materiał usunąć. Z pomocą przybywa dzielna administratorka, video zostaje skasowane. Uff, co za ulga! Udało się. Albowiem koledzy i koleżanki wszyscy wiemy jak jest, ale pewnych rzeczy lepiej nie publikować, aby nie szargać dobrego imienia łowiectwa. Niestety – film zostaje opublikowany na jednej ze stron antyłowieckich, szybko zyskuje tysiące udostępnień i odbija się szerokim skandalem w mediach. Potem jest już tylko śmieszniej. Skompromitowane PZŁ wydaje oświadczenie, w którym potępia zarówno zachowania tamtych myśliwych jak i stwierdza, że zachowania te nie mają z łowiectwem nic wspólnego. Grozi im też postępowaniem dyscyplinarnym. A szeregowi myśliwi turlają się ze śmiechu, że zarząd ugiął się pod naporem społecznej krytyki, bo przecież nic oburzającego na tym nagraniu nie zaszło.

DSC433N0164

Kolejny odcinek z serii: „Nie wstydźmy się swej łowieckiej pasji, ale nie wrzucajmy do sieci straszniejszych dla oka rzeczy, bo ekologi nas dojadą”.

Kilka dni temu, na zamkniętej grupie facebookowej „Rozmowy na Ambonie” ktoś wrzucił filmik z chrztu myśliwskiego. Jak wygląda taki chrzest?

„Myśliwy z odkrytą głową klęka na lewym kolanie (…). Podczas chrztu wszyscy myśliwi uczestniczący w ceremonii przyjmują postawę stojącą oraz zdejmują nakrycia głowy (za wyjątkiem myśliwego dokonującego chrztu), trzymając je w lewej ręce.

Celebrujący nożem myśliwskim lub palcem znaczy czoło myśliwego chrzczonego farbą (krwią – przyp. cytującego) zwierzyny (przy drapieżnikach czyni to symbolicznie)”

Źródło: https://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=5&_Lang=de&_C=C_DZIALY.KULTURA.ZWYCZAJE_I_CEREMONIALY.CHRZEST&_rC=C_DZIALY.KULTURA&_CheckSum=413198286

Więcej pisaliśmy w I części opisującej absurdy myśliwskich tradycji:

Tradycje łowieckie. W oparach absurdu.

Grupa „Rozmowy na Ambonie” opisuje się tak „Grupa »Rozmowy na Ambonie« ma na celu ukazanie etycznego myślistwa co dąży do przedstawienia go w dobrym świetle.” Administratorka tej grupy wyznaje dość specyficzne podejście do kwestii zasad etyki myśliwskiej, a może nawet wcale nie takie rzadkie… W każdym razie zawrzeć można je w sławnym już zdaniu Koledzy wszyscy wiemy jak jest, ale nie zamieszczajcie w sieci tego i owego, bo „zieloni” i tak nie zrozumieją naszej wspaniałej pasji. To specyficzne podejście  zakłada więc promowanie łowiectwa poprzez zwyczajne kłamstwo, na zasadzie nie pokazujmy jak bardzo jesteśmy porąbani, bo ludzie i tak nie zrozumieją… Ale najbardziej szokującym jest fakt, że myśliwi za „sprzeczne z etyką” uważają nie swoje spaczone zachowania, a po prostu ich publikację… Screeny poniżej pozwolą w pełni zrozumieć mechanizm jaki zadziałał w przypadku omawianego filmu.

23316433_1893620427620505_3381582506926283291_n

23172555_1893620564287158_645610911952514367_n

Dalej opis idzie tak: „W tych czasach a dokładnie w przeciągu kilku lat temat myślistwa się ciągnie nieustannie co sprawiło,że opinia społeczeństwa nie jest zadawalajaca.
Grupa pragnie przedstwić dobre atuty myślistwa bo tylko takie istnieją (hahahahahaha! – przyp. red.) lecz ludzie o tym nie wiedzą i właśnie chcemy takie osoby także poinformować, nauczyć, wytłumaczyć.” – nom. Udało się ukazanie etycznego myślistwa i jego dobrych atutów .

Ponieważ na rzeczonym filmie uchachani myśliwi po kolei wsadzają łapy w wnętrzności dzika i smarują krwią pasowanego fryca na całą twarz (eeewwww…), śmiejąc się, że owy fryc wygląda jak Indianin. Przy tym wulgarne żarty, śmiechy i przekleństwa miotane nad zwłokami zwierzęcia, któremu ten smieszny ceremoniał ma rzekomo ”oddać hołd”.  Trza mieć na uwadze, że krwi nie można zmyć do końca dnia i potem tacy umorusani nemrodzi niezbadaną krwią chodzą po różnych miejscach, w tym hodowlach i roznoszą nie wiadomo co. A potem krzyk, że trzeba walczyć z ASF i eliminować dziki.  www.facebook.com/trojmiasto.przeciw.mysliwym/videos/1890359011292326/

I w „Rozmowach na Ambonie” zawrzało wśród braci łowieckiej. Widząc jak temu nagraniu daleko od etyki, wzniosłości, dumy i innych patetycznych słówek nt. łowiectwa, udzielający się tam myśliwi wrzeszczeli, żeby jak najszybciej usunąć, bo zieloni będą mieć używanie. Szczególnie, że nie raz i nie dwa zdarzały wycieki z zamkniętych grup facebookowych o tematyce myśliwskiej trafiające na profile, których PZŁ wolałby nie widzieć. Większość screenów facebookowych, które m.in. umieszczamy w naszych artykułach pochodzi właśnie z takich zamkniętych grup. Często pokazujące łowiectwo od tej mniej przyjemnej strony, bez ślicznego opakowania, w którym opchnie się nieświadomym ludziom.

22852184_1890366171291610_2324897036981566433_n

Raz opublikowaliśmy zdjęcie jak pies myśliwski trzyma w zębach żywego bażanta i bardziej myśliwi się przejęli, że pseudoekolodzy zrobią dym:  https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/10/16/mysliwi-znecaja-sie-nad-zywymi-bazantami-strzelanie-przy-podsypach/

Tu było podobnie. Więc nic dziwnego, że myśliwi panikują przy zamieszczanych potencjalnych kontrowersyjnych materiałach, a przy przyjmowaniu nowych członków do takich grup prowadzi się silną selekcję.

Film został usunięty, myśliwi odetchnęli z ulgą, że żaden eko-kret nie wykradł.

22886269_1890366221291605_5962940117771420465_n

Jak to mówią… nie chwal przed zachodem słońca. Trójmiasto Przeciw Myśliwym opublikowało ten film na swym wallu, edukując o tym jak wygląda prawdziwe i etyczne łowiectwo od kuchni :). Do bonusu dodało dwa powyższe zrzuty z dyskusji. Wyobrażam sobie tych wszystkich użytkowników oddychających z ulgą, kiedy na widok zreuploadowanego filmu krzyczą siarczyste Nooo!!! jak Darth Vader w „Zemście Sithów” ☺.

Nagranie zrobiło furorę. Prawie 2 tys. udostępnień na Facebooku, wzmianka na o2.pl, Gazeta Wyborcza także podłapała temat, a jakby tego było mało – TVN nagłośnił w telewizji . To musiało zaboleć środowisko myśliwych.

http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,22592070,kreslili-znak-krzyza-na-twarzy-krwia-rozcietego-zwierzecia.html

https://www.o2.pl/artykul/pasowanie-na-mysliwego-trafilo-do-sieci-malowali-twarz-kolegi-krwia-zwierzecia-6183171210692737a

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22593006,makabryczne-pasowanie-na-mysliwego-malowali-twarz-kolegi.html

https://fakty.tvn24.pl/fakty-po-poludniu,96/oburzajacy-film-z-pasowania-na-mysliwego,786734.html

https://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/mysliwi-mazali-sie-krwia-zwierzat-ks-boniecki-cos-chorego,787103.html

http://www.lubin.pl/%EF%BB%BFskandal-na-polowaniu/

https://oko.press/zabijam-wiec-makabryczny-film-polowania-czyli-o-czym-polski-zwiazek-lowiecki-woli-milczec/ (dodane 08.11.2017)

I to konkretnie. Skompromitowana administrator „Rozmów na Ambonie” zrezygnowała z swej funkcji, a sama grupa chyba przestała istnieć albo zmieniła nazwę, ponieważ jak wpisałem w wyszukiwarce (celem zrobienia screena w/w opisu) to wyskakuje mi publiczny fanpage. Oj, nie udało się ukazanie etycznego myślistwa i przedstawienie go w dobrym świetle :D.

Dalej było jeszcze lepiej. PZŁ bardzo spanikował i gdy film znalazł nowe życie w anty-myśliwskich mediach, zostało opublikowanie oświadczenie, w którym wynika, że feralny film został zarchiwizowany i oceniany negatywnie przez Komisję Kultury ORŁ w Legnicy, a jego bohaterowie zostali zidentyfikowani jako koło łowieckie w Legnicy i będą mieli postępowanie dyscyplinarne (https://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=www&_PageID=11&_RowID=1474&newser=no&_Lang=pl&_CheckSum=371192506).

pismol pzl

I tu pojawia się małe „ale”. Front Antyłowiecki słusznie kmini, że to zasłona dymna w celu uspokojenia opinii publicznej, a środowisko myśliwskie jest czym innym oburzone. Cyt.:

„Chociaż podejrzewam, że rzecznik sprawą się nie zajęłaby, gdyby nie ogromny smród na polu publicznym. Myślicie, że to jakiś jednostkowy przypadek, a inne ceremonie z pasowania na rycerza św. Huberta są mniej krwawe? Rzecznik PZŁ może pisać, że Komisja negatywnie określiła zachowanie z filmiku i wyciągnie konsekwencje, ale sorry – zbyt dużo naczytałem reportaży z Dziennika Łowieckiego, by uwierzyć w dobre intencje. Prawda może być taka, że władze najwyżej pogrożą paluszkiem i większych konsekwencji nie będzie, bo komu będzie się chciało sprawdzić jak jest naprawdę?

I jeden z komentujących pod postem PZŁ pyta się, czemu cyt.  »Dlaczego chronimy podświadomie to koło? Może warto podać jego nazwę?«. No właśnie, gardzimy kołem czarnych owiec, ale nie mówimy kto, bo…?”

No właśnie. Rzecznik PZŁ wcześniej krzyczała, że „wezmą nas za psychopatów”, a film usunięto mając nadzieję, że tym razem ohydne praktyki kolegów po lufie nie ujrzą światła dziennego, a sprawę zamiecie się pod dywan. Ale gdy mleko krew się wylała, to trzeba zmienić taktykę, że to nie ma nic wspólnego z tradycją i łowiectwem. Tym bardziej śmieszy reakcja PZŁ, które wydało oświadczenie jak to bardzo potępiają zachowania swoich kolegów dopiero po tym gdy rozpętała się medialna burza. Co ciekawe i najzabawniejsze, sami myśliwi natrząsają się i dowcipkują z reakcji władz związku, które to próbuje ratować sytuację świstkiem, pod naporem społecznej krytyki. Mało tego, sporo myśliwych w komentarzach twierdzi, że na nagraniu nic takiego nie zaszło, że to normalne, o co w ogóle cały krzyk itp. Inni otwarcie szydzą z PZŁu twierdząc, że rzecznik dyscyplinarny może im naskoczyć, bo żaden przepis prawa łowieckiego ani punkt „etyki” nie został złamany.

Screenshot - 2017-10-31 , 23_19_04

Screenshot - 2017-10-31 , 23_18_31

Screenshot - 2017-10-31 , 23_21_00

Screenshot - 2017-11-02 , 12_00_37

Fakt faktem, że reakcja myśliwych na osi czasu PZŁ mówi znów wiele o całym środowisku… Zresztą pamiętam moment, kiedy pani rzecznik płakała jak to mogą przeprowadzać szkolenia wizerunkowe i pouczać myśliwych jak mają zachowywać się w mediach i co wolno wstawiać do sieci, a „nasi myśliwi i tak pokażą co potrafią”.

Screenshot - 2017-10-31 , 23_33_58Screenshot - 2017-10-31 , 23_32_29Screenshot - 2017-10-31 , 23_31_10Screenshot - 2017-10-31 , 23_29_32Screenshot - 2017-10-31 , 23_23_15Screenshot - 2017-10-31 , 23_26_43Screenshot - 2017-10-31 , 23_28_44
23163527_491867427848078_884960183_n
Mirosław J.  to ten sam słynny ”czak noris” z Puszczy Białowieskiej, który zasłynął z agresji i brutalności podczas pacyfikacji strajkujących w Puszczy. Na ramieniu nosił wtedy naszywkę z napisem ”Śmierć wrogom ojczyzny” za co został oddelegowany z rejonu Białowieży. Sprawa również odbiła się szerokim echem w mediach. Teraz widać został specjalistą od prawa łowieckiego i etyki… 

I wiecie co jest jeszcze w tym żałosne? Ostatnio ciągle opinia publiczna ma powody do gniewania na PZŁ:

W Żernicy grupa myśliwych została przyłapana przez innego myśliwego na oskórowaniu skłusowanej wcześniej wilczycy. (http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html).

Niedawno skazano myśliwego, który faszerował mięso nadziewane haczykami, celem kłusownictwa na wielkich drapieżnikach (http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-10-04/mysliwy-oskarzany-o-usmiercanie-dzikich-zwierzat-zostal-ukarany-wieszal-w-lesie-mieso-naszpikowane-haczykami/).

I ostatnia sprawa, gdzie myśliwy zastrzelił osobę postronną myląc z dzikiem i nawet nie poszedł siedzieć do więzienia, bo dostał tylko zawiasy (https://www.tvn24.pl/wroclaw,44/myslal-ze-strzela-do-dzika-zabil-czlowieka-mysliwy-uslyszal-wyrok,782057.html).

Co łączy te sprawy? Do tej pory nie wiadomo jakie wobec nich konsekwencje wyciągnął PZŁ. Żadnego pisma, oświadczenia, posta na Facebooku. W przypadku myśliwych od zabitego wilka PZŁ tłumaczył, że zawiesi ich członkostwo dopiero, gdy będzie po wyroku sądowym. Wyrok był kilka miesęcy temu, ale jakichś informacji ni widu, ni słychu (AKTUALIZACJA 07.09.2017: Wyrok do dziś był nieprawomocny, a wedle słów rzecznik PZŁ skazani stracili członkostwo, jednak mimo zapowiedzi nadal brak oficjalnego dokumentu). Tak samo z dwiema sprawami. Zero oficjalnego oświadczenia ze strony władz Polskiego Związku Łowieckiego. A w przypadku tego nieszczęsnego filmu to szybcikiem opublikowano sprostowania i mydlenie oczu w sprawie, która poza niesmaczną oprawą nie łamie jakichś przepisów prawa łowieckiego, na pewno to nie jest jedyne koło łowieckie z takim… brakiem etyki, większość strony pro-myśliwskiej wzrusza ramionami i szczerze mówiąc, w porównaniu z innymi występkami myśliwych to małe miki.

Co do samej tradycji… Gdyby Polski Związek Łowiecki chciałby faktycznie dbać o swój wizerunek, to poszedłby z duchem czasu i dostosował do aktualnego rozwoju społecznego i z tej tradycji zrezygnował albo zmodyfikował ją, by nikt nie był urażony czy zniesmaczony (np. pasowanie na myśliwego/chrzest bez krwi i jedynie symboliczne ruchy ręką/kordelasem). Albo mieć jaja i pokazywać całe łowiectwo z jego całym bagażem, także z tym niewygodnym dla oka. Inaczej zawsze jest groza, że strona przeciwna wykorzysta to przeciw myśliwym. No, ale ja tylko jestem głupim ekooszołomem, co siedzi przed komputerkiem i pewnie się mylę. Oraz nie rozumiem pięknych tradycji 😛

I można by się śmiać, gdyby nie fakt, że tego typu wyczyny uważane są w środowisku łowieckim, za normalne, wyraz jakiejś „świętej” tradycji co do której na forum publicznym gęby mają wypełnione patetycznym bełkotem. Jednak jedyne o co się martwią, to aby nie pokazać tej wspaniałej tradycji postronnym ludziom jak to w istocie wygląda, bo „słusznie wezmą nas za psychopatów”. Ogrom przykładów hipokryzji myśliwych, poziom zakłamania, jaki ujawnił się podczas redagowania przez nas tej sprawy, przebił chyba wszystko co do tej pory było. No, ale jako że nie mamy większego pojęcia o łowiectwie to pewnie myśliwi jeszcze nie raz nas zaskoczą :). A zakończmy może naszym ulubionym już, nieśmiertelnym cytatem pani rzecznik PZŁ, która to nie ma już siły odkręcać głupoty swoich członków… My też nie mamy… Ale staramy się z całych sił wspierać panią rzecznik w walce o dobre imię łowiectwa i zwalczanie zachowań szkalujących jego godność.

15825913_1738406566475226_386930601117594171_n
Dla jasności – Ta wypowiedź dotyczyła innego kompromitującego materiału, na którym myśliwi w chamski, buracki, prostacki i wulgarny sposób odnosili się do dziennikarzy z Interwencji. ”Szkolenie antyburackie”  – bardzo dobry pomysł! A, że wstyd aż interweniować? Ojej…

27

4334433

12189567_1027092814022359_2493674803985213505_n

 

Reklamy

Myśliwi z uśmiechem szczują psy na ranne dziki. Nagrywają wszystko [VIDEO]

Polowanie to niewątpliwie „frajda”. Oczywiście, dla tych, którzy lubują się w tej chorej rozrywce. Dostarcza polującym wielu „emocji łowieckich” i „estetycznych przeżyć pośród natury, w harmonii z nią” przy akompaniamencie okrzyków, palby strzałów, poszczekiwań psów i kwiku zabijanych dzików. Emocji na polowaniu tym więcej, im więcej się dzieje, a wydarzyć się może więcej, jeśli poluje się z psami. Oficjalnie chodzi o to, by pies ułatwił „pracę” myśliwemu naganiając dziki na linię strzelców czy też oszczekując i zatrzymując go możliwie w miejscu, do momentu nadejścia myśliwego, który odda strzał. Tak zwana „Etyka myśliwska” nakazuje myśliwemu jak najszybsze dochodzenie postrzałka i skrócenie cierpienia zwierzęcia. W praktyce jednak, cóż… na YouTube znajdujemy dziesiątki filmów, na których myśliwi dokumentują swoje radosne wyczyny. Kiedy już postrzałek zostanie odnaleziony, zamiast zostać dobitym widzimy jak zdarzenie dalej jest nagrywane, a myśliwy w spokoju zachwyca się „pracą swoich psów”. W końcu po to je przecież wyszkolił na innych żywych dzikach w zagrodach, aby finalnie sprawdzić jak też sprawdzą się „w boju”. Wygląda na  to, że takie walki zwierząt szczególnie podniecają i interesują myśliwych. Cierpią tutaj nie tylko dziki – często własne psy myśliwego kończą rozdarte przez broniące się zwierzę, dotkliwie poranione lub zabite. Jednak to nic! Wyszkoli się przecież następne, a pseudohodowle psów myśliwskich to również dochodowy biznes, wymagający osobnego artykułu. Wszystkie poruszane w tym wstępie zagadnienia omówiliśmy szczegółowo w innych artykułach: 

Etyka – Przewodnik po etyce myśliwskiej.

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć? 

Postrzałki na polowaniach – Myśliwi sami opowiadają jak pudłują. 

article

Teraz kolej na wspomniane filmy. Pochodzą one z kanału myśliwego, który chwali się tymi wyczynami na YouTube, przy poklasku innych. Co tutaj rzuca się w oczy? Jeśli publikujemy gdzieś taki film, zazwyczaj od obrońców łowiectwa i miłośników zabijania usłyszymy: „To rzadkie przypadki, wszędzie są czarne owce, ale nie można wrzucać wszystkich myśliwych do jednego wora”. Tylko tutaj film obejrzało tysiące myśliwych, drugie tyle w zamkniętych grupach łowieckich na facebooku. Myślicie, że ktoś zwrócił uwagę, zareagował? Otóż nie, pojawiły się „gratulacje dla dobrej pracy psów”, „Święty Hubert zdarzył”, „Brawo Kolego” i takie tam. Ktoś tam nieśmiało zwrócił uwagę, że publikowanie takich nagrań jest mało etyczne, bo to pożywka dla pseudoekologów… Został „zahukany”, że gdzie mają dzielić się pasją jak nie w swoim gronie. Więc my też z wami podzielimy się tą pasją, na chwałę łowiectwa, ukazując je takie jakim ono jest. Naszą rolą jest obalanie mitów łowieckich. Jeden z nich brzmi: „Na polowaniu zwierzę ginie od jednego strzału i wcale nie cierpi”.

Tutaj myśliwy stoi i nagrywa walkę psa z dzikiem. Etyka myśliwska w praktyce… No i szacunek do zwierzyny rzecz jasna, któremu po wszystkim włoży się gałązkę w ryj na znak hołdu… Wg myśliwych takie postępowanie jakby „anuluje” całe niepotrzebnie cierpienie, które zadali. Chyba. Bo tak naprawdę nie wiemy jaki cel przyświeca takim torturom, poza psychopatyczną skłonnością ich obserwacji. Ano tak – świnki w ubojniach przecież też cierpią.

Ło kurwa! – Krzyczy naganiacz potrącony przez dzika. Na pewno słyszeliście nieraz opowieści o tych strasznych wielkich odyńcach i okrutnych lochach czyhających tylko aby pokiereszować zbieraczy jagód czy grzybów. Dziki bardzo groźne! Szkoda tylko, że nikt nie zastanowi się w jakich warunkach odbywają się takie sytuacje. Gdyby mnie postrzelono, straszono, wygoniono z bezpiecznej ostoi i ścigano z psami, też przyparta do muru i wycieńczona broniłabym się ze wszystkich sił szarżując na prześladowców.

Tutaj przybliżona wersja walki psa z dzikiem. Myśliwy nie dobił, nie skrócił cierpienia. Nagrywał i patrzył jak zwierzęta walczą. Ale dlaczego to zrobił? Pan ten prowadzi hodowlę psów myśliwskich, a takie nagrania pokazują innym myśliwym, że warto nabyć od niego bojowe psy. Wrażenia na polowaniu gwarantowane…

Jeden z wielu licznych filmów pokazujących wyczyny myśliwych w lasach. Zanim padną strzały, najpierw rozlegają się okrzyki, wrzaski, nawoływania, ujadanie psów – słowem piękną ciszę lasu burzą myśliwscy pseudomiłośnicy natury. Puszczone luzem psy penetrują trzcinowiska i zagajniki, wypłaszając dziki do ucieczki z bezpiecznej ostoi, prosto pod lufy czekających myśliwych.
Swoją drogą polowanie uważają oni za wyraz harmonijnego współistnienia z nią. Mnie zawsze kładziono do głowy, że w lesie należy zachowywać się jak najciszej, bo to dom zwierząt, aby ich nie straszyć, nie płoszyć i uszanować. Jak widać, u myśliwych panuje odwrotność.

Kolejne starcie psów z dzikiem. Zwierzę broni się, atakując najbardziej agresywnego psa. Myśliwy dysząc z podniecenia oglądaną walką, w spokoju filmuje sytuację. Nie odwołuje psów. Nagrania są krótkie, więc nie wiemy jak długo trwała gehenna zwierzęcia.

Nie ma litości. Dzik otoczony sforą atakujących psów, próbuje jeszcze się bronić. Bardzo często ranne zwierzę jest jeszcze przez kilkanaście minut kąsane przez myśliwskie kundle i brocząc krwią ostatkami sił walczy o życie. Jak widzimy w tym nagraniu, wzniosłe hasła i obłudne frazesy, którymi środowisko łowieckie próbowało z nawet dobrym skutkiem mamić społeczeństwo przez lata, teraz ulegają zdruzgotaniu wobec rzeczywistości. Polowanie w praktyce to coś zupełnie innego, niż możemy usłyszeć podczas rozpaczliwych prób wybielania tego sadystycznego hobby. 
Dobry pies, bierz go! – Myśliwy dalej szczuje psy na opadającego z sił dzika.

 

W tym filmie psy pastwią się nad dogorywającym dzikiem. Nagranie bez głosu. Umierające dziki potrafią przerazliwie kwiczeć…Może nie chciano, aby ktoś spoza kręgu zobaczył łowiectwo takim jakie jest. Oczywiście i w tym przypadku myśliwy przez ileś minut stoi i nagrywa szarpiące zwierzę psy…

A to wszystko, to tylko mały wycinek z jednego kanału. Prawdopodobnie nagrania wkrótce znikną, lub zostanie wycięty głos, co stało się już z dwoma filmami. Publikowanie takich video jest niestosowne. To szkalowanie dobrego imienia łowiectwa i myśliwych. Nie wolno tego robić. To nieetyczne, gdyż jak pisał jeden z myśliwych: Kolego, My wiemy jak to wygląda, ale po co zieloni mają mieć wodę na młyn. I tak nie zrozumieją nigdy łowiectwa. Póki co krwawe zabawy pseudomyśliwych w lasach mają się dobrze. Okrucieństwo i tortury jeszcze lepiej. Przecież na polowaniu taki myśliwy jest panem siebie – jeśli tylko będzie chciał, pozwoli na powolne konanie rannego zwierzęcia od szarpania psów i jeszcze wszystko nagra. Potem pochwali się kumplom na forum.
– Gratulacje, kolego, Darz Bór! Wzorowa praca psów! – zakrzyknie któryś. 
A przecież według tego co nam wmawiają, pies powinien mieć jak najmniejszy kontakt z dzikiem i nawet go unikać, ograniczając się do oszczekiwania i zatrzymania w miejscu. Ale przecież u psa podczas szkolenia rozwija się „łowność i pasję”, ocenia też „ciętość”. Mitologia łowiecka swoje, a polowania i praktyka rzeczywistym torem.

10689651_675931879196224_7120321552398826720_n10665128_668644986591580_4432361156983784382_n

Warto też wspomnieć o tym jak polowania przyczyniają się do rozprzestrzeniania ASF – Afrykańskiego pomoru świń.
Wyrok na dziki – Rolnicy chcą wybić wszystkie. 

A także i tym Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików. Czyli jak gospodarka łowiecka stwarza problem, który myśliwi „bohatersko próbują rozwiązać”.

A może to po prostu taka tradycja? Podobne sceny przejawiają się w malowanych obrazach z pogranicza kultury myśliwskiej… Czysty romantyzm.
Dziki to zwierzęta bardzo inteligentne, czujące, rodzinne i przede wszystkim wdzięczne w obserwacji. Jednocześnie najbardziej prześladowane z uwagi na domniemane szkody w niezabezpieczonych uprawach, łąkach lub sadach. Ale przede wszystkim dla adrenaliny, jaką dają łowy na to przebiegłe zwierzę.
Dodatkowo można u nas przeczytać o tym, JAK ŁOWIECTWO NISZCZY ROLNICTWO między innymi w kontekście dzików i szkód w uprawach.

12834534_831276290316535_123281870_n

12674182_839879359456228_797157038_n

 

Wilki Ireny Sendlerowej

Niedawno skazano myśliwych i pracownika LP uczestniczących w skłusowaniu, a następnie oskórowaniu wilczycy w Żernicach dokonanej rok temu:

http://esanok.pl/2017/mysliwi-skazani-w-polsce-nie-ma-zgody-na-zabijanie-zwierzat-bedacych-pod-ochrona-00e13dm.html

Sprawa od początku była głośna. Nie muszę mówić, że wtedy zapewne niektórzy myśliwi się cieszyli, że zabito przesadnie chronionego szkodnika łowieckiego. A niech tylko który się wyłamie i nie podziela tej radości – to biada mu, zostanie osądzony przez sąd koleżeński. Dokładnie to widać na załączonych zdjęciach. Uznałem, że taki kwiatek zasługuje na osobny wątek.

Myśliwych i leśnika z Żernic przyłapał na gorącym uczynku, a następnie zgłosił Bogumił Czeremys, myśliwy z KŁ „Ryś”, następnie zawieszony w prawach członka, rzekomo za nielegalne polowanie. On sam zarzekał, że nie uczestniczył w takowym, a nawet rzecznik PZŁ przekonywała, że został zawieszony z innych powodów i raczej nie jest to zemsta za „donos”.

Przeciwnego zdania byli myśliwi z forum Dziennika Łowieckiego, którzy skrytykowali rzecznik PZŁu za wybielanie pana Czeremysa. Dlaczego? Bo był kapusiem (czyli dbanie o wizerunek, usuwanie czarnych owiec i troska o przyrodę się nie podoba?) i w dodatku hipokrytą, który sam łamie prawo, a innych wrabia. Nie ma dowodów na jego złe uczynki, ale oni wiedzą, że był na tym nielegalnym polowaniu. Myśliwska intuicja!

http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=121591&t=121453

Najbardziej zapienił się użytkownik o nicku „jooopsa” wyzywający myśliwego-świadka od wrednego kapusia, który szkodzi własnemu kołu i twierdzący, że on ręki mu nie poda. Ale co jest najlepsze?

Otóż zabicie wilka to nie jest szkodliwy społecznie czyn. A jego ochrona to zamordystyczne destrukcyjne społeczne lewo. Myśliwi-kłusownicy zostali porównani do… Ireny Sendlerowej, która także złamała przepisy dla lepszej sprawy.

Nie, nie żartuję. Irena Sendlerowa, ratująca podczas II wojny światowej żydowskie dzieci, gdzie w okupowanej Polsce za pomoc Żydowi groziła kara śmierci = legalni myśliwi, de facto pospolici przestępcy zabijający, zapewne dla własnych potrzeb, chronione zwierzę w jego własnym domu jakim jest las. Za co wtedy nie zostali zawieszeni w prawach członków. A prawo w przypadkach zabicia chronionego gatunku jest słabe, bo jeśli nie będzie szkody dla ekosystemu, to jest kwalifikowane jako niska szkodliwość społeczna czynu.

wilkisendler

Nie wiecie, jakie wulgaryzmy cisną mi się na to niesmaczne porównanie. I jeszcze ciśnienie podnosi tekst, że społeczeństwo tylko zyskało na zabiciu wilka, bo wredna władza zafundowała plagę wilków, a dzielni kłusownicy uratowali mienie kół łowieckich i hodowców. I chełpi się, że nikt nie znalazł kontrargumentów na jego tezę. Więc to uczynię.

1. Straty w mieniu hodowcy = Odszkodowania wypłacane za wilcze szkody nie przekraczają miliona złotych (dla porównania 57 mln wypłaca się za szkody łowieckie). A także od wielu lat tzw. ekologiści pomagają hodowcom zabezpieczać mienie m.in. pastuchami elektrycznymi, fladrami. Są też psy pasterskie. W dodatku jest furtka odstrzału, gdy inne metody nie działają.

2. Straty w mieniu myśliwych = Twoje jelenie? Z tego co mi wiadomo to zwierzyna należy do Skarbu Państwa, de facto należy do nas wszystkich. I jakie straty? Nie będziesz miał na ścianie trofeum? Albo umrzesz z głodu? Skoro stać cię na urządzenia myśliwskie, to śmiem wątpić, że robisz to dla przetrwania. Poza tym zyski z myśliwstwa ma ok. 0,3 % polskiego społeczeństwa.

3. Długotrwałe tortury zadawane zwierzynie = Ile masz lat? Cztery? Nie wiesz jak działa natura?

4. Plaga wilków = Ten nędzny tysiąc w Polsce? Ledwie 400 wilków w nieco większej Finlandii – to ma być plaga?! Te dopiero co odrodzone populacje wilka wytępione w wyniku bezlitosnych prześladowań przez takich jak ty? A naruszająca ekosystem przegęszczona przez bezmyślne działania myśliwych zwierzyna gruba powodująca straty np. u rolników to już nie plaga?

5. Zaszczuci myśliwi przez wredne lewo = To już bezczelność. Grupa społeczna ciesząca się przywilejami, mająca dobre kontakty z rządami i układająca prawo pod siebie kosztem reszty obywateli jest „moralnie szantażowana” przez mityczne lobby ekologistów i narażana na bankructwa kół łowieckich, jak nie z powodu odszkodowań dla rolników, to wrednych wilczysk.

Brawo jooopsa! Teraz wiem, że jesteś wycierającym gębę wzniosłymi hasłami, nie szanującym prawa, rozpieszczonym roszczeniowcem, który burzy się, że nie może prześladować wilka, a państwo nie chce dać odszkodowania za straty w kole łowieckim (z pieniędzy podatników, bo budżet państwa nie bierze się z magicznego worka). I ubliżającym porządnym ludziom, którym zależy na przyrodzie i pozytywnym obrazie łowiectwa.

Aha, a oto jakie straty ponosi społeczeństwo w wyniku kłusownictwa wilków.

1. Straty w rolnictwie = wilk jest sprzymierzeńcem rolników. Na pewno większym niż myśliwym, bo nie dokarmia „szkodników rolnych” i bez mrugnięcia zabija je, nie marudząc przy tym. Zresztą nie tylko redukuje ilości zwierzyny grubej. I jak ktoś powie, że wilk przepłasza zwierzęta kopytne na pola rolników to można go wyśmiać i kazać doedukować, ponieważ te stosują inne taktyki unikania naturalnych wrogów – krótsze żerowanie przerywane zwiększoną czujnością, większa ruchliwość w obrębie areałów, czy wybieranie miejsc, w których obecna jest mniejsza liczba przeszkód mogący utrudnić ucieczkę, np. pni powalonych drzew i wykrotów. Z kolei dziki są mało wrażliwe na świeże ślady zapachowe (np. odchody) pozostawiane przez wilki w ich areałach i w przeciwieństwie do jeleni nie reagują zwiększoną czujnością ani ucieczką. Oprócz zwierzyny grubej, wilki z chęcią pałaszują chronione bobry i wydry, na które też pomstują rolnicy i Skarb Państwa oszczędza na odszkodowaniach i opłacaniu ludzkich reduktorów.

2. Straty w Skarbie Państwa, tj. pieniądzach podatników = W kwestii bobrów patrz punkt 1. Co do zwierząt kopytnych, to jeśli szkoda powstała poza obszarem zarządzanym przez koło łowieckie – wówczas taką szacuje zarząd województwa i odszkodowanie idzie z budżetu państwa. I niekiedy rząd jest zmuszony płacić za zwierzynę łowną. W 2014 r. rząd przyznał Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa 6,1 miliona zł na pokrycie dziczych szkód. W tym samym roku  województwo podlaskim przeznaczył 12 tys. zł na odstrzał dzików. W kwietniu 2016 r. zarządzenie Ministra Rolnictwa nakazuje myśliwym redukcję 40 tys. dzików we wschodniej Polsce. Cytując dr Sabinę Pierużek-Nowak „Na wynagrodzenia dla myśliwych przeznaczono 12,6 mln złotych, czyli za zabicie każdego dzika myśliwy otrzyma 315 zł. Tymczasem wilki wykonują tę pracę bezpłatnie. Gdyby przyjąć do porównania stawki oferowane myśliwym, okazałoby się, że praca wilków warta jest od 8,2 do 16,4 mln zł.” 

3. Straty w gospodarce leśnej = Nasz stosunek do Lasów Państwowych jest negatywny, ale u części społeczeństwa niekoniecznie i mogą uważać, że gospodarka leśna w Polsce jest prawidłowa i niezbędna. Jednak zwierzęta kopytne mogą uszkadzać uprawy leśne i utrudniają funkcjonowanie owej gospodarki leśnej. Lasy Państwowe na przeciwdziałanie szkód od zwierzyny leśnej przeznaczają ok. 150 mln zł. M.in. dlatego część Lasów Państwowych ma stosunek do wilka pozytywny, bo ten jest ich takim wolontariuszem i pomaga im w tej „racjonalnej gospodarce leśnej” i pozbywa się „szkodników leśnych”. Kierując się chłopską logiką – LP ma darmowego pracownika (wilka), dzięki niemu jeleniowatych jest mniej, a co za tym idzie szkółki są bezpieczniejsze, tartaki więcej zarabiają, a Polacy mają meble i podpałkę do pieca, a leśnicy mogą przeznaczać kasę na inne rzeczy :).

4. Straty w ekosystemie = W Żernicy zabito wilczycę młodą wilczycę, która mogła wydać w swoim życiu na świat wiele szczeniąt, część tych szczeniąt dorosłoby i potem miała swoje… A te przyszłe wilki wspomagać ekosystem, zupełnie za darmo. Jak?

Ciągle mówi się o negatywnym wpływie jeleniowatych na odnowienia lasu. Sarny są konkurentem pokarmowym zagrożonych u nas wielkich kuraków, a dziki mają udział w ich zniszczonych lęgach. Wilk, zjadając jeleniowate i dziki, temu wszystkiemu zapobiega. Dla przykładu reintrodukcja wilków w Parku Yellowstone sprawiła, że tamtejszy bioróżnorodność odetchnęła z ulgą od nadmiernych ilości wapiti i kojotów.

Z kolei co chwila krzyczy się o nadmiernie rozmnożonych lisach czy „wałęsających hordach bezpańskich kundli-kłusowników” i wynikających z tego problemach dla bioróżnorodności. Gdzie pojawia się wilk, problem bezpańskich psów automatycznie się rozwiązuje, bo wilk nienawidzi psów i je zagryza lub pożera. Z lisami i jenotami jest podobnie. W Wigierskim Parku Narodowym wilki przetrzebiły lisy i zmniejszyła się liczba tych drugich. Wszystko robi to za darmo.

Z kolei pozostawionymi resztkami przez wilki dokarmia całą zgraję gatunków odżywiających się padliną. M.in. padliną odżywiają się lubiane przez ludzi sikorki, i dlategoż ptaki te chętnie zjadają zimową słoninę. Co do zimy pozostawione resztki są zbawienna dla wielu padlinożerców, dzięki czemu przetrwają ten trudny okres. I większość zwierząt „dokarmianych w zimie” przez wilka nie jest w jego jadłospisie (w przeciwieństwie do myśliwych).

5. Dalsza erozja wizerunku myśliwych w kwestii psowatych = O bezpańskich psach już mówiłem wyżej. W dodatku obecne prawo ogranicza myśliwych i nie mogą już ot tak zabić do psa. Wilk może. Z lisami myśliwi mają więcej luzu, ale wystarczy większy pokot lisów i jest w afera w mediach, a tłumaczeń myśliwych większość ludzi nie kupuje (ratuję przed lisem zające, na które sam mam ochotę!). A wilk jak zabije, nikt go nie będzie oskarżał, jakim jest psycholem i zwyrodnialcem, bo „taka jest natura”. Więc wyręcza myśliwych w tych drażliwych kwestiach i chce się napisać: „tam, gdzie PZŁ nie może, tam wilka pośle”.

6. Zachęta do łamania dla prawa, „bo tak” = taki gówniarski „libertarianizm / anarchizm” wspiera typowe myślenie: „A w nosie mam te głupie zakazy! Nie będzie mnie jakiś komuch zabierał mi wolności!”.

Kij z edukowaniem, uświadamianiem, restrykcjami, wysiłkiem różnych instytucji, by koegzystować z przyrodą. Taki typ ludzi musi udowodnić swoje rację! W ogóle ta cała ochrona przyrody to wymysł jakiegoś lewactwa! Jak można ograniczać wolność! To jego sprawa, że zabija trutką lisy, którymi pożywi się zagrożony wyginięciem drapol! Ma prawo do koszenia i pryskania łąki jak chce. A, że ginie zagrożony wyginięciem kulik jakiś tam?! Mam prawo zabić jaszczembia! Ten drań zabija mi gołębie, a wy ograniczacie mojo samoobronę!!! Mam zabezpieczać klatkę?! Nie mów mi komuchu co mam robić!!!

I będzie taki przekazywać, że przepisy ochrony przyrody są po to, by niewiadomo jakie lobby niszczyło biednych ludzi. Bo jak się idzie do lasu, to powinno móc wysypać śmieci do lasu. Nieogrodzone, to pewno niczyje. A nawet jak ogrodzone, to i tak warto przeleźć przez ogrodzenie!

A takie zachowanie (nie tylko w kwestii przyrody) też nie jest dobre, bo tylko zachęca prawodawcę, by prawo zaostrzać i cierpią na także ci obywatele, co tego prawa przestrzegają (a cierpliwość ma swoją granicę). A z czyjej winy? No właśnie.

Nie twierdzę, że polskie prawodawstwo jest idealne; można o nim wiele złego powiedzieć. Jednak czy do takich jakichś okrutnych/zamordystycznych przepisów należy ochrona przyrody? Której przepisy nie są jakieś strasznie restrykcyjne? I wątpię, by ochrona wilka, który nie zagraża człowiekowi, a świadczy naszemu kraju istotne korzyści, była jakimś złem, przez które cierpią niewinni obywatele. Może dla garstki osób, które i tak mają za dużo swobody, więc niech nie kreują się na jakichś „myśliwych wyklętych” :P.

7. Zniszczony wizerunek myśliwstwa = tak czarnych chmur na PZŁ i polskim łowiectwem od dawna nie było, a takie sprawy jak ta z Żernicy, tylko tym chmurom sprzyjają. Do świadomości przeciętnego człowieka dociera wtedy obraz myśliwego jako kłusownika, który gdzieś ma prawo i te bajanie o etyce, ochronie przyrody i zastępowaniu drapieżników przegrywają z prymitywną żądzą dopełnienia celu w imię chorych zachcianek. A jak ten przęcietny człowiek jeszcze jest uprzedzony do łowiectwa i średnio się zgadza z jego argumentami… to tylko bardziej utwierdzi się w swych podejrzeniach.

Cierpią na tym także ci uczciwi i etyczni, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, myśliwi, którym nic nie można zarzucić. I muszą świecić oczami za swych zwyrodniałych „kolegów po lufie”. Są jeszcze myśliwi, którym co prawda nie podoba ochrona ścisła wilków i woleliby jako łowne, ale nie będą po kryjomu ich zabijać, bo szanują prawo, a ich kręgosłup moralny nie pozwala na jakiekolwiek kłusownictwo. Także oni będą musieli świecić oczami, a jeszcze jak powie, że chciałby na wilka zapolować (niekoniecznie mając mentalność „wilk to wyłącznie szkodnik!”), to ktoś pomyśli „O! Marzy się mu zabijać wilki! Ciekawe ile wymordował na nielegalu!”.

W dodatku oskórowanie wilczycy z Żernicy mocno nadwątliła wizerunek PZŁ, który nawet nie raczył zawiesić sprawców w prawach członka, ale myśliwego, dzięki któremu sprawa wyszła na światło dzienne, zawiesił (obecnie po odwołaniu się – przywrócony). I wcale nie pomagały pokrętne tłumaczenia, że chodziło zupełnie o inną sprawę, a nie zemstę czy zmowę milczenia. Do ludzi dotarł zupełnie inny przekaz – Jesteś etycznym przestrzegającym myśliwym, któremu zależy na usuwaniu czarnych owiec? PZŁ za to cię ukarze, a zostawi czarne owce pozwalając im na dalszą bezkarność. W dodatku ten przekaz jest wzmocniony przez oświadczenia owego myśliwego, że wcale nie uczestniczył w jakimś nielegalnym polowaniu oraz podobne tego typu sprawy opisane chociażby w felietonach Dziennika Łowieckiego.

Sprawa z Żernicy dała namacalny dowód, że polscy myśliwi jednak dokonują kłusownictwa na wilkach. A podobne przypadki to na 99% to ich sprawka, a nie jakichś kłusowników i gości z wiatrówkami. A wypowiedzi myśliwych o tępieniu wilków, bo „coś tam”, pokazują, że oni wcale nie rzucają słów na wiatr. Jak sugeruje w wypowiedzi myśliwy poniżej, kiedy w Wigierskim Parku Narodowym znaleziono zastrzelonego wilka. Potężna utrata dobrego wizerunku w oczach opinii publicznej.

Screenshot - 2016-01-23 , 19_17_33

Co do tego ostatniego, dla niektórych warto poświęcić dla dobra „lepszej” sprawy i walki z „okupantem”, bo:

Nieważne prawo, nieważne poczucie sprawiedliwości i zwykłej przyzwoitości – liczy się tylko „wizerunek”. Jak „wizerunek” tego wymaga, to winy zamiata się pod dywan… Świetna propozycja… dla donosicieli!

wilkisendler2

Masz gdzieś wizerunek? Dobra. Ciekawe, jak będziesz płakać, gdy spełni się czarny scenariusz dla myślistwa przy aprobacie społeczeństwa, gdy z powodu utraty wizerunku nikt nie będzie chronić waszego hobby. I to właśnie przez takich jak ty, a nie „ekologistów”.

AKTUALIZACJA (14.11.2017): Wyrok za zabicie wadery z Żernic się uprawomocnił, rzecznik PZŁ poinformowała na profilu facebookowym Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, że skazany Szymon G. nie jest już członkiem PZŁ, a podleśniczego Mirosława W. czeka sąd łowiecki.

http://www.bieszczadzka24.pl/aktualnosci/zabili-i-oskorowali-wilka-zostali-skazani/2780

www.facebook.com/pracownia.na.rzecz.wszystkich.istot/photos/a.419012061503118.96450.136390556431938/1732371143500530/?type=3&theater

A jakie nastroje wśród myśliwych na uprawomocniony wyrok?

Ci wspaniali ludzie powinni dostać nagrodę, a nie karę.

Dokładnie tak – potakuje jeden z myśliwych.

klusole bohaterowie (1)

Jeden z użytkowników krytykuje poglądy kolegów po lufie. Jak mu odpowiadają?

Nie ma podstaw żeby twierdzić że wilk ma większe prawo do jelenia niż my. Mamy równe prawa. Nie jesteśmy z innej galaktyki, jesteśmy częścią ekosystemu.

klusole bohaterowie (2)

http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=11&i=524119&t=524076

Czy mnie to dziwi? No raczej nie. Widać jak myśliwskie środowisko traktuje wyrzucanie „czarnych owiec”. Zresztą sprawa ta od samego początku pokazała jak większość myśliwych podchodzi do przestrzegania prawa i kłusownictwach na wilkach czy w ogóle drapieżnikach. Jakiś pies uganiający za łowną sarną? Spalić kundla i właściciela na stosie! Masowe kłusownictwo na chronionym prawnie wilku? E tam. Nic się stało. W praktyce czarną owcą jest ten, który zechce przełamać mowę zmilczenia, postępuje w zgodzie z prawem i staje po stronie wilków.

wilkklusownik (1)wilkklusownik (2)wilkprawo

I widać jak członkowie PZŁ bardzo ładnie kurwią logikę. Wedle nich władze powinny siedzieć cicho, bo przecież jakie prawo łowieckie zostało złamane? Wilk nie jest gatunkiem łownym, więc można swobodnie kłusować. Co z tego, że prawo w całości dotyczy wszystkich obywateli, w tym także członków PZŁ? A złamaniem prawa jest zabicie gatunku chronionego, a takim jest wilk szary. A potem zdziwienie, że opinia publiczna ma taką, a nie inną opinię, a strona taka jak nasza zyskuje więcej zwolenników.

wilk nie prawo (1)wilk nie prawo (2)

I też we wszystkim dziwi reakcja Polskiego Związku Łowieckiego w całej sprawie. Żeby oddać sprawiedliwość, jego rzecznik pierwsza poinformowała, że owym świadkiem kłusownictwa był myśliwym cyt. „nie bez znaczenia jest, że to właśnie członkowie naszego Zrzeszenia kierując się dobrem ojczystej przyrody zgłosili sprawę do Policji” (www.facebook.com/223436214384778/photos/a.446076162120781.101022.223436214384778/996342010427524/?type=3&theater). I po jakimś wątpliwości zostały rozwiane… kiedy wyszło, że kierujący dobrem ojczystej przyrody myśliwy został zawieszony w prawach członka. Natomiast zwlekano z reakcją wobec podejrzanych myśliwych niesamowicie długo, do czasu aż zostaną skazani. Jakby honor nakazywał, to podejrzanym kłusownikom-myśliwym zawieszonoby członkostwo aż do rozstrzygnięcia wyroku, taki środek zapobiegawczy… Dla porównania pomagający tym kłusownikom pracownik Lasów Państwowych, po ujawnieniu sprawy, od razu został dyscyplinarnie zwolniony. Można? Można.

I jeszcze jedno – mimo zapowiedzi, że pismo o utracie członkowstwa jednego z sprawców pojawi się jeszcze tego samego dnia, od tygodnia wciąż jest nieobecne. Podobno czekają na odpis wyroku. Ech, ta Poczta Polska 😝. I jeszcze ta sprawa, że drugi skazany za sprawą rzecznika dyscyplinarnego ma sprawę w sądzie łowieckim. No do cholery, jest udowodnione ponad wątpliwość, że jest winny kłusownictwa. Powinien z automatu stracić członkostwo – po co drążyć temat?! Jakoś przy tej chryi z nagraniem chrztu myśliwskiego w Legnicy szybciutko wysmarowano pismo. I nie bez znaczenia jest fakt, że dekadę temu ZG PZŁ oficjalnie postulował o wpisanie wilka na listę gatunków łownych, a rok temu na IX Okręgowym Zjeździe Delegatów PZŁ w Bydgoszczy wśród powierzonych zadań dla myśliwych wymieniało się „podjęcie starania mające na celu przywrócenie wilka na listę zwierząt łownych”.

W sumie co ja się dziwię, że szeregowi myśliwi pochwalają kłusownictwo na wilkach. Przykład idzie z góry.

Czytaj także: Zachowania i poglądy kłusownicze wśród myśliwych oraz
Myśliwi strzelają, a wilki giną.

 

Postulaty i cele społecznej kampanii informacyjnej ”Nie podaję ręki myśliwym”.

17035179_1822506521333240_20141154279_n-1

Co i dlaczego.

Jak każda grupa, której leży na sercu dobrostan zwierzyny, racjonalność działań, bezpieczeństwo polowań, forsujemy proponowane przez nas zmiany do ustawy Prawo Łowieckie. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Nasza działalność opiera się w pierwotnym założeniu przede wszystkim na informacyjnej. Poprzez kontrowersyjną nazwę staramy się przyciągnąć jak największą liczbę osób, i dzięki naszym stronom oraz zawartym publikacjom informować, o absurdach gospodarki łowieckiej, a także wykroczeniach popełnianych przez myśliwych.

Celami działania Społecznej kampanii informacyjnej Nie podaję ręki myśliwym są:

Edukacja przyrodnicza i ekologiczna, z naciskiem na wybrane zagadnienia gospodarki łowieckiej z uwzględnieniem wszystkich możliwych konsekwencji tych działań, dla środowiska i rolnictwa.

Propagowanie rzetelnej wiedzy o łowiectwie – z wszystkimi aspektami pomijanymi, przemilczanymi czy ukrywanymi przez społeczność myśliwską.
Walka z tzw, ‘’Mitologią łowiecką’’ (dokarmianie, selekcja, zabijanie ‘’tylko starych i chorych osobników’’, ‘’zwierzę ginie tylko od jednego strzału’’ etc.)

Publikowanie wszelkich przypadków złamania oraz nie przestrzegania prawa łowieckiego , przestępstw i nadużyć w tym zakresie , kłusownictwa,  czynów zabronionych, znęcania nad zwierzętami noszącymi znamiona okrucieństwa z premedytacją, dokonywanych przez myśliwych.

Informacja odnośnie rzeczywistych motywów działań myśliwych promowanych jako ‘’ochrona środowiska’’, a będących jedynie przykrywką pod interes własny, np. hodowla oraz introdukcja bażanta, do celów polowań, danieli, itd.

Promocja łowiectwa i dbanie o jego dobre imię, poprzez nagłaśnianie pojawiających zachowań kłusowniczych, przestępczych, sprzecznych z etyką myśliwską, tak, by umożliwić organom PZŁ reakcję, napiętnowanie i wykluczenie ze swojego środowiska osób dopuszczających się takich czynów.

Postulaty kampanii :

1. Skreślenie zająca z listy zwierząt łownych.

– Zając posiada w naszym ekosystemie wielu wrogów naturalnych. Nie ma żadnej potrzeby regulacji jego liczebności. Polują na niego ziemne oraz lotne drapieżniki, jest wrażliwy na opryski oraz zmiany w rolnictwie, jak i czynniki pogodowe. Na przestrzeni lat populacja zająca uległa drastycznemu spadkowi, między innymi dlatego, że w szczytowych sezonach łowieckich ubijano rocznie około miliona sztuk, a także odławiano 100 tysięcy na eksport. Strona łowiecka argumentuje, że zajmuje się programem odbudowy populacji zająca, czyli hoduje i wypuszcza do siedlisk. Czyni to jednak we własnym interesie, w celu urozmaicenia późniejszych polowań.  Jeśli myśliwi rzeczywiście chcą pomagać zającowi bezinteresownie, mogą to robić nadal, po wyłączeniu tego gatunku z listy łownych, lub nałożeniu czasowego moratorium.  (….)

2. Zakaz dokarmiania dzikich zwierząt płodami rolnymi i ograniczenie zwierzętom dostępu do upraw, by przeciwdziałać ewentualnym szkodom.  Edukacja rolników w zakresie szkodliwych działań kół łowieckich, sprzecznych z interesem działalności rolniczej. (Hodowla zwierzyny w stanie dzikim na terenach rolniczych)

3. Objęcie kuropatwy i jarząbka całkowitą ochroną gatunkową.

Sytuacja kuropatwy jest jeszcze gorsza, niż zająca. Pozostawienie tego ptaka łownym, doprowadziło do patologicznych zachowań, takich jak odstrzał za pieniądze na terenach Ośrodków Hodowli Zwierzyny (OHZ), które zamiast zajmować się na poważnie reintrodukcją kuropatwy, urządzają płatne jatki, ku uciesze zainteresowanych. Na to nie może być zgody.

Objęcie całkowitą ochroną pozwoli na znaczne ograniczenie takich zachowań, oraz wyeliminuje przypadki „dzikich” polowań prowadzonych nadal, przez pozbawionych wyobraźni myśliwych.  Jarząbek jest zanikającym, średnio licznym ptakiem lęgowym, stosunkowo rzadkim w naszych lasach, a niegdyś wpisanym do czerwonej księgi gatunków zagrożonych.Polowanie na niego pozbawione jest znaczenia gospodarczego. Jest zabijany dla rozrywki.

4. Zakaz polowań zbiorowych.

Polowania zbiorowe, to jedna z najmniej efektywnych jeśli chodzi o selekcję form polowań. Jak określa to jeden z byłych myśliwych, Marcin Kostrzyński: „Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe.”

Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy zaspokojeniu żądzy zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las i przegania  zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.’’
Podczas zbiorówek dochodzi często do wypadków, oraz płoszenia wrażliwych gatunków chronionych.
http://vege.com.pl/2016/07/13/mysliwy-ktory-zamienil-strzelbe-na-aparat/

5.  Zmiana okresów polowań.

Obecnie powszechną praktyką dopuszczaną przez kalendarz myśliwski jest strzelanie do zwierząt podczas ich okresów rozmnażania – rozrodu. Jako przykład niech posłużą polowania na daniele podczas bekowiska, jelenie na rykowisku, lisy w trakcie cieczki, kozły saren w rui, czy dziki w okresie huczki. Te praktyki uważane są w środowisku łowieckim za normalne, a oszukańcze techniki wabienie zwierząt wykorzystujące godowe podniecenie, uważane są za ‘’wspaniałą sztukę i tradycję’’.  Nie godzimy się na tak bardzo pozbawione jakichkolwiek zasad moralnych i poszanowania praw zwierząt zachowania, całkowicie sprzeczne z jakąkolwiek etyką, a hołubione przez środowisko myśliwych. Zwierzęta powinny móc przeżywać w spokoju, zwłaszcza okres rozrodu i zachowań godowych.

6. Okresowe i powtarzalne badania lekarskie i psychologiczne dla myśliwych, oraz testy sprawnościowe.

Aby zostać myśliwym i przez całe życie móc posługiwać się bronią, oraz używać ostrej amunicji, wystarczy dziś przejść badania tylko raz w ciągu całego życia. W praktyce oznacza to, że osoby o różnych jawnych lub utajonych jednostkach chorobowych używają broni w terenie otwartym. Ryzyko potwierdza ogromna liczba „wypadków”, jakie notujemy w ciągu roku: postrzelenia myśliwych na polowaniach, często ze skutkiem śmiertelnym, postrzelenia domowych zwierząt, czy mylenie zwierząt łownych z innymi. Postrzelenia ze skutkiem śmiertelnym przypadkowych osób. Bardzo często na polowaniach zobaczyć możemy osoby, których kondycja fizyczna, jakiej wymaga praca w terenie i posługiwanie się bronią pozastawia wiele do życzenia.
Pełna lista zarejestrowanych wypadków z udziałem myśliwych jest do wglądu tutaj : Wypadki/Przestępstwa

7. Zakaz stosowania nęcisk i wabików.

Podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia przez człowieka, który i tak posiada ogromną przewagę technologiczną, nie może być uznane za etyczne. Biorąc pod uwagę, że wabi się często wykorzystując zachowania i instynkty godowe zwierząt, praktyki te napawają szczególnym niesmakiem.

8.  Zakaz znęcania się nad żywymi zwierzętami, w celu urabiania psów myśliwskich do polowań.  Konkursy norowania i szkolenia dzikarzy, podczas których, żywe zwierzęta w zamkniętych przestrzeniach są poddawane torturom, w celu „wyrabiania pasji i łowności u psów”. Na takie praktyki zgody być nie może, jest to sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

9. Zakaz polowań na lisy na stogach, jak metody sprzecznej z właściwie pojmowanym humanitaryzmem i etyką.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

10. Zwrócenie uwagi na los psów używanych do polowań. 
Psy pracujące na polowaniach z premedytacją są przez swoich właścicieli narażane na rany, kalectwo, śmierć i niepotrzebne cierpienie. Giną od postrzałów, lub od ran zadanych przez dziki. Wszystkie te czyny noszą znamiona znęcania się ze szczególnym okrucieństwem bez potrzeby, oba procedery opatrzone zdjęciami i relacjami, udokumentowaliśmy w tych postach:

Jak myśliwi posyłają własne psy na śmierć

Psy zastrzelone podczas polowań

Z całkowitym zapisem wszystkich postulatów pozarządowych organizacji pro zwierzęcych i ekologicznych, zrzeszonych w koalicji Niech Żyją , mogą Państwo zapoznać się pod tym linkiem :

http://niechzyja.pl/dokumenty/zmiana-prawa-lowieckiego-2015-postulaty-niech-zyja.pdf

nprmlogo2

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Polowanie to niewątpliwie „frajda”. Oczywiście, dla tych, którzy lubują się w tej chorej rozrywce. Dostarcza polującym wielu „emocji łowieckich” i „estetycznych przeżyć pośród natury, w harmonii z nią” przy akompaniamencie okrzyków, palby strzałów, poszczekiwań psów i kwiku zabijanych dzików. Emocji na polowaniu tym więcej, im więcej się dzieje, a wydarzyć się może więcej, jeśli poluje się z psami. Oficjalnie chodzi o to, by pies ułatwił „pracę” myśliwemu naganiając dziki na linię strzelców czy też oszczekując i zatrzymując go możliwie w miejscu, do momentu nadejścia myśliwego, który odda strzał.  Druga strona medalu to wspomniane wyżej „emocje łowieckie’’, które dochodzą do głosu, kiedy na polowaniu może zdarzyć się więcej „przygód”. Takich atrakcji jak starcia przeszkolonych psów z dzikami, rany, a czasami śmierć – myśliwym nigdy dość. Kotłujące się po krzakach walczące zwierzęta, szczekanie, jazgot, zwarcie zwierząt – wszystko to powoduje wyrzut adrenaliny, tętno przyspiesza, w głowie pojawią się pytania: Ciekawe czy duży? Zdążę? Psy dadzą radę? I zapewne wiele innych.

14732355_1141305935990080_7227786546921769374_n

W poprzednich tekstach opisywaliśmy jak myśliwi świadomie narażają swoje psy na śmierć, kiedy zwierzęta giną od przypadkowych postrzałów, lub zostają ranione i trwale okaleczone. Wiele z nich nigdy nie będzie już cieszyć się pełnym zdrowiem, niektóre nie przetrwają zabiegów w gabinetach, inne muszą zostać uśpione, kiedy nie ma szansy na ratunek. Ale co to obchodzi myśliwych. Przecież „wyszkoli się następnego”. Historie psów zastrzelonych podczas polowań można poczytać sobie tutaj – opisali je sami myśliwi na jednej ze swoich stron:

Psy zastrzelone na polowaniach

Wszystko zaczyna się od szkoleń psów , przyszłych „dzikarzy’’ w specjalnych zagrodach.  Niezbyt duże dziki są tam przetrzymywane przez myśliwych, i jedynym ich losem jakiego doświadczają jest bycie podgryzanym, ranionym i straszonym przez szczute na nie psy. Proceder ten opisaliśmy w tym poście:

Szkolenie psów w zagrodach dziczych

Szkolenie dzikarza z całym swym okrucieństwem, to tylko etap i przedsmak tego, co czeka dalej psa. Po jego zakończeniu, myśliwy nie może doczekać się, jak też jego pies „sprawdzi się w boju”, w realnym polowaniu z dzikiem. Czy sobie poradzi? Odniesie rany? A może nagoni mi zwierza prosto pod lufę, a ja bohatersko zastrzelę go podczas panicznej ucieczki przez swój leśny dom.

kopia-13935162_1046089032178438_454022344662563563_n

Pies interesuje myśliwego tylko użytkowo. Ma sprawdzać się i wykonywać swoją robotę na polowaniu. Tu nie ma więzi – jest tresura. Oczywiście pies będzie się cieszył z wykonywanej pracy, która współgra przecież z jego rozbudzonymi instynktami, jak i zrobi wszystko , aby zadowolić swojego pana. Jak myśliwi postrzegają rolę swoich psów, świadczą zdjęcia zamieszczone w tym poście, obrazujące rany i skaleczenia jakich doznają przez chore zachcianki swych panów. Ale jeszcze jedno zdjęcie poniżej, na którym zobaczyć możecie w jaki sposób przewożone są psy do polowań. Niewolnicy od „brudnej roboty”, a kiedy coś się stanie to przecież „wyszkoli się następnego”.

15027764_1139083552878985_785419331274557539_n

Niektóre fundacje i stowarzyszenia zajmujące się adopcjami psów, przy redagowaniu swoich ogłoszeń dodają taką adnotację „Myśliwym dziękujemy – proszę nie dzwonić!” Jak myślicie, dlaczego? Najlepszą odpowiedzią na to pytanie będą chyba poniższe zdjęcia. Oczywiście myśliwi oburzają się wtedy na dyskryminację, a „głupie ekole hehe” nie wiedzą, że to pies myśliwski, który według nich, aby być spełniony powinien pracować. To pokazuje tylko w jakich realiach mentalnych tkwią panowie polujący – dziś psy ras myśliwskich, aby być szczęśliwe niekoniecznie muszą ganiać po lasach z nosem przy „farbie” płosząc zwierzynę i narażając się na rany i śmierć ku uciesze swych treserów, których upośledzenie emocjonalne warunkuje doświadczanie takich rozrywek, by przeżywali w swym bladym życiu choć minimum emocji. Jamniki czy wyżły mogą doskonale sprawdzić się jako psy rodzinne i przy odpowiedniej ilości ruchu oraz zabaw w plenerze, aportowaniu i bieganiu z właścicielem, także będą spełnionymi psami, którym nic do szczęścia nie braknie, co potwierdzi wielu psich behawiorystów. No, ale myśliwi „polujo, to wiedzo lepiej”…

4dfee

Sprawdzian psa na polowaniu i jego przyszła „praca” na rzecz tresera-oprawcy. To kwintesencja wszystkich działań myśliwego, od wyboru i zakupu psa, poprzez jego szkolenie.  Tak, oprawcy – nie bójmy się tego słowa. Odpowiedzialny właściciel troszczy się o swojego psa, martwi, by nic mu się nie stało, nie puszcza luzem w miejscach do tego niedozwolonych. Tymczasem myśliwy postępuje zupełnie odwrotnie. Większość z nas drżała, by na myśl, że naszego pupila może poturbować dzik, a jak u myśliwych? Dokładnie odwrotnie. To, że ich pies może zostać poharatany, okaleczony czy zabity, jest tym, co dodatkowo polowanie uatrakcyjnia, cieszy i podnieca.  Zresztą spójrzcie na opisywane przez nich historie. Widać tam jakieś zmartwienie? Nie, jest radość, entuzjazm i wesołość z doznanej przygody, na co wskazuje styl pisania i charakter postu. Oprawcą więc śmiało możemy nazwać osobę, która z rozmysłem i premedytacją posyła swoje zwierzę ku kalectwu i śmierci wiedząc co mu grozi , uprzednio starając się wszystko nacelować w tym kierunku. Robi to z własnej nie przymuszonej woli, choć nie musi. Pamiętajmy nie tylko o psach, ale i o dzikich zwierzętach, które także płacą najpierw silnym stresem, a potem ranami i śmiercią, w wyniku chorych zabaw myśliwskich pseudo-miłośników natury.

15879203_592633197599158_400467575_n

Ale kto przeciw, ten nie rozumie „racjonalnej gospodarki łowieckiej”, „kultury i tradycji” no i z pewnością nigdy w lesie nie był.  Myśliwi pewnie zakrzykną, że przecież troszczą się o swoje psy, wyposażając je w kamizelki kevlarowe. Ot, łaska pańska… Bo pies i szkolenie trwają oraz kosztują. Szkoda więc, zaczynać wszystko od nowa, jeśli ma się już dobrze pracującego i przeszkolonego psa. I to chyba jedyna motywacja. Wcześniej psie kamizelki ochronne z kevlaru nie były u nas popularne, możemy tylko domniemywać, ile psów zostało rozprutych przez dziki gdzieś po krzakach, posłane tam z premedytacją przez swych właścicieli.

6h13tg

Podsumowując całość – jawi się nam przed oczyma kolejny ponury, tragiczny obraz łowieckiej rzeczywistości. Dla nich to oczywiście ta wesoła i przyjemna strona, tego musimy mieć świadomość. Szkolenie i przyuczanie do starć z dzikami psów, tylko po to, by następnie posyłać je do „pracy i pomocy” przy polowaniu, gdzie odnoszą w zależności od szczęścia powierzchowne rany, czasem dotkliwe, a nie raz śmierć. Innym razem skończy się rozpruciem i dogorywaniem psa w męczarniach, chyba że właściciel/oprawca/treser znajdzie go i dostrzeli. Tym bardziej przerażające jest to, że ci ludzie wiedzą co grozi zwierzętom – widzieli przecież nie jedno. To czego się dopuszczają, czynią z rozmysłem, pełną świadomością i premedytacją.  Czyżby aż takie uzależnienie od emocji, jakich dostarczają walczące i goniące się zwierzęta? Następnie kolejny pies i kolejny – przecież polować trzeba, gospodarka łowiecka sama się nie poprowadzi. Czasem szycie u weta, no i pochwalenie się ranami psa przed kolegami na facebooku. I tak leci życie. No i o co znów chodzi tym przeciwnikom łowiectwa? Czego się czepiają? Na pewno nie znają tych wspaniałości wrażeń jakie daje polowanie i to dlatego.

67qd0p

Mamy nadzieję, że publikacja tych materiałów przyczyni się jakoś do poprawy losu czworonogów, które zmuszane są do zaspokajania haniebnych praktyk swoich właścicieli. A w przyszłości używanie psów do celów łowieckich zostanie zakazane. Biorąc pod uwagę zebrane w tym poście materiały, to co w nich opisane i co dzieje się na polowaniach, uważamy, że temu towarzystwu psy powinny być odbierane obligatoryjnie. Na tą chwilę także jest to możliwe, gdyż prawo stanowi:

„Dotychczas odebranie zwierzęcia mogło nastąpić jedynie w przypadku, gdy dalsze jego pozostawanie u dotychczasowego właściciela zagrażało jego życiu. Obecnie także zagrożenie dla zdrowia zwierzęcia jest podstawą do interwencyjnego odebrania psa w trybie natychmiastowym.

Stało się tak dzięki rozszerzeniu zapisów w ustawie, która reguluje m.in. to, kiedy może dojść do interwencyjnego odebrania zwierzęcia, ponadto sprecyzowała definicje w zakresie znęcania się nad zwierzętami oraz rozszerzyła odpowiedzialność gmin w zakresie pomocy zwierzętom bezdomnymi.

Art. 7 ust. 3. W przypadkach nie cierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia.

https://www.facebook.com/notes/psia-ma%C4%87-nie-kupuj-od-pseudohodowc%C3%B3w/prawo-interwencyjne-odebranie-psa/392654434195934/

15941956_592778810917930_398985530_n

Odynieczad

Jeśli praktyki myśliwych nie są zagrożeniem dla życia i zdrowia psów, to co nim jest? Zachęcamy do śledzenia stron myśliwskich i zgłaszania wszystkich podobnych przypadków odpowiednim fundacjom i stowarzyszeniom. Pisać w podobnym tonie można, by jeszcze długo, gdyż skala cynizmu, okrucieństwa, bezmyślności i sadyzmu, przedmiotowe podejście do zwierząt oraz brak wyobraźni wymyka się powierzchownej ocenie. Może niech więc przemówią myśliwskie opowieści oraz grafiki. To co na nich zobaczysz, to nie efekt działania kłusowników, jak przy każdej okazji starają się wmawiać myśliwi, a wyczyny osób w głównej mierze należących do Polskiego Związku Łowieckiego.

1432qzl

2dcd9nq

15909993_592634134265731_21574747_n

2p1k3

Myśliwska „odpowiedzialność” za zwierzę. Jak nie polowanie i dziki, to… trucizna. Wszystko oczywiście jest powodem do zamieszczenia wesołego posta na facebooku. Ale przecież to weganie, karmiący psy polecanymi przez weterynarzy pokarmami bezmięsnymi, są oprawcami…

2lscr5u

27xmjj7

2j4buyw

3yln4
Niestety… pies otrzymał cięcie dziczą szablą, na razie „wyłączony z gry”.

15094954_1141305635990110_2955665379191702459_nJuż po polowaniu. Te psy jednak… nie wyglądają najweselej.

14956485_1124011611052846_4265282559757674409_n

10xya1c

1zez5j

Chyba nie trzeba tu także żadnego komentarza. „Dobre dzikarze nie zdychają ze starości”. Powiedzonko załatwia sprawę, i polujemy dalej,  narażając kolejne psy na cierpienie i śmierć dla swojej pasji. Tak, myśliwi „kochają” zwierzęta… św. Hubert szybko zabiera, widzimy więc, że proces cały czas trwa. Kolejny pies i kolejny…

25675o8
Tak, nie miał szczęścia… A może by miał, gdyby posiadał normalnych nie polujących właścicieli, mógłby być cieszącym się obecnością ludzi oddanym psem rodzinnym, skorym do zabaw i psot.

b8kebo
Dawaj, Houston, dawaj! Bierz go!!! Więc Houston dawał, chcąc zadowolić wymagającego pana. Pan musiał bardziej podniecić się polowaniem, a pies odebrał poważne cięcie. Ale spokojnie, właśnie szyte są. Ciekawe co będzie na kolejnym polowaniu 😀 😀 😀 Darz bór.

Na zakończenie taka propozycja dla myśliwych. Zamiast męczyć niewinne psy, może sami zaczniecie biegać po krzakach, ścierać się z dzikami, wystawiać, głosić i oszczekiwać. Udowodnicie przy okazji co tam próbujecie sobie udowadniać polując, a emocje, doznania i przeżycia będą niesamowite, gwarantuję. Potem najwyżej cięcie i szycia, a w razie co przecież wyszkolicie sobie kogoś następnego. Państwo myśliwi bardzo płaczą i lamentują, kiedy dzik rozszarpie im psa, może i na swój sposób jakoś to przeżywają, topiąc smutki w alkoholu i wspominając wszystkie cięcia oraz szycia swojego „pupila”. Gdyby rzeczywiście przejmowali się losem psów, metoda jest banalna – dać im spokój.
35ji9up
Kwintesencja „etycznego” łowiectwa, w wykonaniu ekipy dzikarze.pl. Z ironią, bo przecież jak twierdzą przy każdej okazji myśliwi oni niczego nie płoszą, a polowania są wyrazem harmonijnego obcowania z naturą. A przegonione sarny? Powód do śmiechu i kto by się tym przejmował.

Lisie opowieści

”Ośnieżone pola, otulone białą kołderką delikatnego puchu szepczą swą chłodną pieśń echem dalekiej pustki. Mroźne połacie wabią ku sobie czarem lodowej przestrzeni zaklętej w biel. Wiatr hula, woła, wyje osypując śnieżne drobiny wśród bruzd. Oziębłe psoty dziadka mroza. Pani Zima lodowatą dłonią, odkrywa swe tajemnice i urok, tym, którym aura nie straszna. Jak pradawna wiedźma, stara niczym sam czas, snuje iskrzące baśnie roztaczając wśród gwiaździstej nocy swe bezlitosne ramiona.
Drzewa skrzypią boleśnie smagane kąsającymi powiewami, jakby skarżyły się na porę roku,  a oblodzone gałązki trzeszczą im do wtóru kołysząc się chwiejnym rytmem, siejąc wokół niewidoczne lodowe kruszyny.” – Czytam piękny opis na jednym z blogów przyrodniczych.

W takie właśnie noce nie mogę zbytnio zasnąć, tęskniąc za szczypaniem mrozu, nocnym widokiem bieli no i wrażeniami, jakie tylko zima dać może. Pomimo srogiej pogody, postanowiłem wybrać się na nocno – poranny spacer. Mamy przecież końcówkę stycznia, a to czas kiedy lisy harcują po polach i lasach rywalizując ze sobą, i szukając partnerek.  Tu i tam, wśród zaprószonych poletek niosą się stłumione poszczekiwania, skolenia, odległe wycia. Lisi bal. To ich czas.

000wph5p

Nie spodziewając się wiele, z uwagi na pogodę (delikatny śnieg, a pod spodem chrupiący lód, hałasujący jak diabli) po spakowaniu i ubraniu ruszam na wędrówkę. Celem moim są rozległe trzcinowiska na zamarzniętych bagnach, otoczone polami, małymi fragmentami lasów, i zadrzewieniami (To pewnie te sławne remizy sadzone przez myśliwych :)).

Po 15 minutach marszu, napotykam pierwszych nocnych biesiadników. Mała grupa kilku saren, leniwie skubie sobie oziminy na pobliskim polu. Martwię się, że je spłoszę, jednak zwierzęta ani raczą się mną zainteresować. W odległości kilkudziesięciu metrów mijam je, szczęśliwie nie płosząc. Te bestie złośliwie wcinały oziminę, siejąc ogromne spustoszenie na zamarzniętym polu. Jestem pewien, że to było zaplanowane działanie, mające pozbawić ludzi pożywienia, byśmy wymarli z głodu, a następnie zajęcie naszych miast. Na szczęście, od czego mamy myśliwych! Poczułem się uratowany.

Przebijam się przez skute lodem i śniegiem pola. Wiatr się uciszył. Po drodze dostrzegam jeszcze dwa zające siedzące na śniegu. Szaraki już dawno mnie usłyszały, a teraz podnoszą się czujnie oczekując. Omijam je łukiem, a one odskakują nieco ku pobliskiej łące (Nawiedzony pseudo-zielony straszy zwierzynę! Etyczniej przecież huknąć strzelbą, albo pies oszczekujący dzika. Wtedy nic się nie płoszy, wiadomo.).

Fox in snow ????? ?????????

Dalej idę już ostrożniej, z jednej strony mając las, z drugiej trzciny. Co jakiś czas nasłuchuję.  Panuje tu cisza. Jeszcze sporo przed godziną 6:00 docieram na miejsce i siadam na wydeptanej przez dzicze i sarnie przemarsze trawie. Za plecami mam pole, przed sobą rozległe trzcinowiska, za nimi las. Ze zdziwieniem słyszę świst kaczych skrzydeł, których stadko przeleciało gdzieś niedaleko mnie. Trwa oczekiwanie i słuchanie zimowych pieśni kniei… W pewnym momencie dobiega mnie dalekie, stłumione poszczekiwanie. Omamiony rzekomą odległością ignoruję je. Czas jakby spowolnił. Zimno nie kąsa. Rozgrzany po marszu, odpowiednio ubrany mam sporo czasu zanim chłód zacznie się dobierać. Delikatnie prószy śnieg. Nagle do świadomości przebija się pospieszne, acz stanowcze stąpanie. Przed sobą nie widzę nic, za sobą… odwracam głowę i… jest! Poznaję od razu. Lis sznuruje z nosem przy ziemi i to w moim kierunku. W pewnym momencie skręca nieco, podążając za niewidocznym dla mnie tropem. Piszczy przy tym, zupełnie jak mały psiak – pierwsza myśl, ranny, chory? Nie, porusza się normalnie. To godowe podniecenie, podąża tropem liszki. Mija mnie dosłownie w odległości może 10 metrów, nie zauważając i oddala się popiskując rozkosznie. Cóż za radość w sercu! Nie wiem jeszcze, że to nie koniec wrażeń na dzisiaj.
Podczas takich momentów zastanawiam się, jakim trzeba być zwyrodnialcem, nieczułym i wyzutym z człowieczeństwa, by w takich chwilach strzelać do zwierząt. Nachodzi mnie przykra myśl, gdybym był myśliwskim wykolejeńcem, to byłaby ostatnia przechadzka tego lisiaka.  

Mijają kolejne minuty. I następne. Coś subtelnie stąpa głęboko w trzcinach, nie chcąc jeszcze się ujawnić. Delikatne trzaski. Tknięty dziwnym uczuciem wstaje bezgłośnie, aby się rozejrzeć. Nic. Mija trochę czasu, stoję nie marznę. W pewnym momencie skupiam wzrok na jednym miejscu, dostrzegając niepozorny ruch. Chwila wyczekiwania, i tak – znowu lis! Widzę wyraznie, że jest większy od poprzednika. Jest też sprytniejszy – używając mniej ośnieżonych fragmentów pola kukurydzy, podszedł mnie całkiem blisko. Ale jeszcze nie rozeznał „kto zacz”.  Przypatruję mu się niemal na bezdechu. On węszy, bada, sprawdza. Śnieg opada na powieki i topnieje wolno.  Za mną narasta hałas. To dziki, które zdążyły wrócić po nocnym żerowaniu od drugiej strony, układają się w barłogach i gramolą  po trzcinach posapując i rechając po swojemu. Nieświadomie odwracają uwagę mojego wdzięcznego obiektu obserwacji, uświetniając mi chwilę i słuchowisko. Odgłosy te zdają się uspokajać mikitę. Zna je chyba dobrze. W pewnym momencie lisiur daje lekki skok w tył, i oddala się kilka susów. Nie ucieka jednak, tylko łukiem obchodzi moje stanowisko. Żegnam się z nim ciepło w duszy, życząc mu w myślach jak najlepiej i dziękując za wspaniałe wrażenia. Lisiak znika mi z pola widzenia gdzieś w rowie, podążając za swoimi sprawami. Siadam ponownie i jakiś czas słucham dziczego koncertu. Łamanie trzcin, trzaski, jakieś skrobanie po lodzie i pękające grudy – oto oprawa tego słuchowiska. Trochę mija zanim się uciszą.  Powoli podejmuję jak najcichszy powrót, nie chcąc przeszkadzać mieszkańcom tej ostoi.  Przypomina mi się, jak kiedyś w tamtym miejscu podczas srogiej zimy znalazłem dzika wbitego zadem w lód, do połowy ciała. Był oczywiście zamarznięty. Wiosną nie było już po nim śladu, poza kilkoma rozwleczonymi kościami. Podczas drogi powrotnej mijam jeszcze jednego lisa, który „sznuruje” w kierunku lasu.  I ten nie jest zbyt płochliwy, po dotarciu na skraj siada chwilę przypatrując mi się.  Po czym czmycha w gąszcze.

2zjv_s

Dziś nie było i nie będzie wykresów, badań naukowców, dowodów itd. Dziś po ludzku, jak to już się zdarzyło w niektórych tekstach, zawieram, to co w duszy gra. I mam nadzieję, że tym wpisem choć trochę zachęcam niektórych do wybrania się teren, by doświadczyć lisiego misterium. Prędko, zanim myśliwi wszystkie wystrzelają. O przepraszam, oni mają swoje „limity pozyskania” przecież.  Pytanie, dlaczego myśliwi w taki właśnie sposób nie chcą czy nie potrafią przeżywać i doświadczać natury? Dla nich „sezon cieczkowy” to czas kiedy można się „wykazać” zabijając lisów jak najwięcej się da, wykorzystując ogłupienie zwierząt, wabiąc je własnymi odgłosami, co uważają za „piękną sztukę” zwaną wabiarstwem. W czasopismach takich jak „Brać łowiecka” czy „Łowiec Polski” przechwalają się swoimi wypaczonymi krwawymi wyczynami. Krótki przykład mojej małej wyprawy pokazuje, że lisy nie są w tym czasie zbyt ostrożne, i łatwo je zabić. Ale myśliwi ze szczególnym upodobaniem ukochali sobie zabijanie zwierząt podczas okresów godowych.  Z premedytacją wabią je czy to odgłosami wydawanymi przez zwierzęta na które lis poluje, czy głosami samych lisów. Czy to jelenie podczas rykowiska, lisy w cieczce, dziki w huczce, daniele na bekowisku – krwawy sezon trwa, a ogłupieni sympatycy łowiectwa, pewnie nie raz zawitają na naszą stronę chrzaniąc dyrdymały o swojej „etyce”.

Zaiste dziwi mnie to podejście do przyrody. Ci sami ludzie, pewnie z radością i przyjemnością słuchają czasami śpiewu ptaków wiosną, które także w ten sposób dają wyraz temu co w ich życiu się dzieje – do nich już nie strzelą? O przepraszam, do głuszców i cietrzewi na tokach strzelali namiętnie długie lata, do słonek na ciągach też. Wracając do porównania, czym się różni okres godowy sów, drobnych ptaków, które wtedy są szczególne chronione przez prawo i cieszą się ludzkim zrozumieniem od cieczki lisów? Z biologicznego punktu widzenia to jedno i to samo. Ale myśliwy lubi iść na łatwiznę. Zabić szybko i łatwo. I dlatego nęciska, wabienie, wykorzystywane z premedytacją okresy godowe. Te praktyki myśliwi sami sobie określili jako „etyczne”, w własnym gronie. Trudno więc zrozumieć ich zdziwienie, że ktoś postrzega to inaczej… Strzał, emocja – oprawienie tuszy, „brudna robota”, skup i jak najszybciej do domu, w ciepłe kapcie i kalesony , do Internetu oglądać „Darz Bór TV”.  Następnie kiełbasa z dzika, bigos i piwo, by popisać na stronach ekologów frazesy o dokarmianiu i odszkodowaniach dla rolników :). W oczekiwaniu do kolejnej zbiorówki.

251657_lis_snieg_zima

A teraz kilka bardziej przykrych obrazów, oraz lektura uzupełniająca dla tych, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę o lisach i zapoznać się z wynikami doświadczeń naukowców uzasadniających dlaczego polowania na lisy nie mają najmniejszego sensu.

1. Wpływ łowiectwa na liczebność lisów

2. Polowania na stogach – wyrafinowana forma chorej rozrywki

3. Lisy kontra myśliwi
223208

koliber1

kopia-polskiediany111300919215_by_liff88_600

Psy zastrzelone na polowaniach

Bezpieczeństwo na polowaniu, ważna rzecz. Wiadomo, surowe przepisy, rygorystyczne badania…I pewnie dlatego w ubiegłym roku trzech myśliwych oddało strzał do jednego naganiacza, tłumacząc potem, że pomylili go z dzikiem. Trzech ludzi jednocześnie….

kopia-diegopostrzelony

Ale co z psami, czworonożnymi niewolnikami myśliwskich oprawców, które od szczeniaka są przyuczane do gonienia, oszczekiwania i naganiania myśliwym zwierząt pod lufę? Co z bezpieczeństwem, kiedy trzęsący się w amoku owładnięty żądzą zabijania dewizowy myśliwy z Danii lub Niemiec mierzy do miotającego się dzika otoczonego sforą kilku psów? Chęć strzału i adrenalina robią swoje. O wypadek wtedy nie trudno. I chyba nie są one wcale tak rzadkie, biorąc pod uwagę komentarze myśliwych, co do niniejszej historii. O ile postrzelenie człowieka to sensacja, którą opisze prasa lub przedstawi TV, tak o psy nie martwi się nikt. Dla myśliwych pies to tylko narzędzie do pracy, użyteczne lub nie. W razie co, kupią sobie nowe. Owszem powiemy, pies przeszedł leczenie weterynaryjne, miał na sobie kamizelkę odblaskową, właściciel się przecież zatroszczył, a teraz płacze na facebooku? No przecież szkoda mu swojego pieska!

kopia-bezlapy12

kopia-bezlapy1

Gdyby rzeczywiście kochał psy / zwierzęta, nie naraziłby w ogóle psa na niebezpieczeństwo, bo wie, że polowania zwłaszcza na dziki są niebezpieczne i coś takiego może się zdarzyć. Ale tu liczy się pasja, hobby, a myśliwych bardzo kręcą walki zwierząt, dlatego między innymi zajmują się „profesjonalnym podkładaniem”, czytaj: płoszeniem, ranieniem, i prześladowaniem dzikich zwierząt (dla celów łowiectwa) z wykorzystaniem umiejętności psów.

kopia-re445544454333

Taki przykry epizod, zdarzył się pseudomyśliwym z grupy facebookowej Dzikarze.pl.  Jeden z psów, podczas wypłaszania zwierzęcia dewizowym myśliwym z Norwegii, został trafiony w łapę. Niestety, musiała zostać amputowana. Przy tej okazji, myśliwi w komentarzach rozpisali się o podobnych przypadkach, których na polowaniach mieli doświadczyć. No tak, to pewnie te zmyślone wymysły „nawiedzonych zielonych”. Do każdego opisu załączamy screen.  Niech więc przemówią myśliwi.

——————————
——————————

Bardzo dobrze, że dodałeś to zdjęcie i opisałeś sytuacje, bo to się zdarza częściej niż się ludziom wydaje. Ja osobiście znam co najmniej kilka przypadków postrzelenia/zastrzelenia psa na polowaniu w ostatnim czasie tylko tutaj w okolicy. Oczywiście, część z nich to „prawdziwe wypadki losowe” typu rykoszet czy coś podobnego, ale niestety w znamienitej większości efekt zalania oczu adrenaliną i chęcią pozyskania zwierzyny. Najczęściej tak zachowują się myśliwi, którzy nie mają pracujących psów , a tych niestety jest bardzo dużo.

kopia-322334453

Ten komentarz myśliwego oddaje doskonale to co zawarliśmy we wstępie – adrenalina, amok, żądza zabijania, tutaj przez myśliwego kosmetycznie określania jako „chęć pozyskania zwierzyny”.  Jedziemy dalej:

Z mijającego tygodnia znam już trzy przypadki z okolicy. Wynikają one z bezmyślnosci i braku wyobraźni.

kopia-322334453232
Brakiem wyobraźni jest przyuczanie nieświadomych zagrożeń zwierząt do takich zachowań, ku zaspokajaniu swoich atawizmów i rozrywek.  Bezmyślnością też.

Straszne, ja to przeżyłam tydzień temu. Też łajka…I zmowa milczenia wśród polujących i naganiaczy. Wychowujesz psa od małego, patrzysz jak progresuje, a jakiś czub strzela bez zastanowienia.

Arek, wczoraj koledze na komercyjnym polowaniu zastrzelili łajkę :\ Zauważam, że część myśliwych i prowadzących wcale nie przejawia zainteresowania o bezpieczeństwo i stan naszych psów.

kopia-lajkaa

Straszna, to jest bezmyślność jaką ci państwo prezentują. Tak, wychowuj psa od małego, przyuczaj do tych polowań, a jakiś czub sobie strzeli, bez zastanowienia w dodatku! Niech go diabli! Wszyscy wokół winni. A wystarczyło nie krzywdzić zwierząt…

Panie Xyz, tu wierzymy na słowo, że część myśliwych nie przejawia troski o bezpieczeństwo i stan psów. W końcu jeździcie na te polowania, bywacie w lesie, sami siebie opisujecie, więc wiecie jak jest. My tylko cytujemy.

Bardzo dobrze ze dodałeś to zdjęcie to tematu …. i opisałeś całą sytuację coraz więcej jest takich myśliwych którzy nie patrzą na psy i strzelają aby strzelić i zdobyć zwierzę. 

bardzooo

szczerze współczuję, jednego psa straciłem przez głupotę „kolegi” i dostrzeliwanie postrzałka. dobrze że chociaż twój żyje.

4 pies w tym sezonie o którym słyszę… a widać po wpisach ze jest takich przypadków wiecej – pisze inny myśliwy.

kopia-jjj

Moj niestety nie przezyl.
Dunczyk tlumaczyl sie ze myslal ze to dzik ;D 

kopia-232213445

A to ci dopiero zabawna historia! Ha ha ha!

kopia-34535366

Najlepiej pieska dobić, pamiętajcie. I oczywiście „szczere współczucie” dla kolegi, bo kto teraz będzie tak skutecznie i wygodnie wystawiał zwierzynę pod lufę? Cóż za strata. A wypadków i tak nie unikniemy. „Niezastąpiony” Rafał T., administrator wielu grup myśliwskich.

kopia-re44554445

Coś jak: Hehe spoko, będzie śmigał XD Nawet na trzech za dzikiem hehe, ale będzie fajnie na następnym polowaniu XD.

Brak słów…

Co ciekawe, spora część komentarzy to wyrazy współczucia, ubolewanie nad losem psa, pomstowanie na strzelca. Naprawdę drodzy myśliwi, aż tak was boli widok psa na trzech łapkach? Ale pies, który uciekł właścicielowi lub się zgubił, napotkany w lesie to już kundel do odstrzału, bo za sarenką pognał? A reszta dzikich zwierząt postrzelonych, ciągnących wnętrzności po krzakach, z odstrzelonym „badylem”, czy „strzelonych na miękkie”, gonionych i przerażonych – tych już nie szkoda, bo to „zwierzyna łowna”?

Może odpowiedzią do tego niech będą dwa kolejne screeny z tejże samej strony.

pudla

42 spudłowane strzały, jak się panowie sami raczą chwalić. No to gratulacje, Darz Bór!
Piesek, aby żaden nie oberwał? Szkoda by bardzo było przecież, ciekawe, kto byłby wówczas winny. Pewnie dzik.

Ale chyba mamy wyjaśnienie, czemu tak się dzieje.

woda1

A tak wygląda „trening” przed polowaniem dewizowym. Zajrzyjcie na Dzikarze.pl może panowie opowiedzą ile tym razem było „pudeł” i czy psy wszystkie przeżyły.

dzikarzee34333e322

Cóż, długo i dużo piszemy o łowiectwie. Można nie lubić takich stron jak nasza, czy się z nami nie zgadzać, jednakże jedyne co robimy to cytujemy i zamieszczamy ogólnodostępne materiały z myśliwskich stron i blogów. Ci sami panowie pisali gdzieś w komentarzach narzekając na PZŁ i jak przez działania osób z zarządy postrzegane jest łowiectwo oraz myśliwi. A jak, przez takich jak oni? Co chcą zmieniać? Należałoby zacząć od empatii, co w tym przypadku już jest raczej nie do odbudowania. W kolejnym materiale zobaczycie psy okaleczone i poranione z winy tych pseudomyśliwych, które poniosły dotkliwe rany i kontuzje w starciach z dzikami.

Przecież alkohol i pijani myśliwi, to już przeszłość. Myśliwy zabija zwierzę jednym celnym strzałem, zawsze! Nie wierz w to co czytasz i widzisz na tej stronie, bo to manipulacje pseudoekologów 🙂

Lektura uzupełniająca :

Postrzałki na polowaniach – myśliwi sami opisują, jak często pudłują. 

Pragną zabijać domowe psy – tu myśliwi opowiadają, co najchętniej zrobili by ”wrednym kundlom”, napotkanym w ich ”łowisku”.