Pijany myśliwy z bronią zaatakował Strażnika Łowieckiego

W czerwcu 2016 roku, Dziennik Wschodni opisał szczegółowo sprawę pijanego myśliwego, który z dubeltówką rzucił się na przeprowadzającego kontrolę strażnika łowieckiego. Przypadek ten umknął nam w natłoku innych bulwersujących wydarzeń z codziennego żywota myśliwskiego, które przedstawialiśmy. Publikujemy go więc teraz.

jak-bezpiecznie-obchodzic-sie-z-bronia-mysliwska-831x560

Wstrząśnięci byli nawet sami myśliwi, bo jak się okazało, napastnik od ponad 2 lat polował razem z nimi w kole łowieckim, i rzecz jasna uchodził za pewne w oczach innych z nim polujących za ”dobrego kolegę i etycznego myśliwego”. Cóż, standardowo. Przejdźmy teraz do opisu wydarzeń, według reportażu Dziennika Wschodniego.

 ”Pijany i uzbrojony w sztucer oraz dubeltówkę mężczyzna zaatakował strażnika łowieckiego. Myśliwi są wstrząśnięci, bo agresor jest jednym z nich – Niewiele brakowało, by doszło do tragedii. To nieprawdopodobne szczęście, że nikt nie zginął – przyznaje Andrzej Sieńko, komendant Straży Łowieckiej w Lublinie, który brał udział w zatrzymaniu kłusownika.

Pijany 48-latek miał ze sobą naładowaną broń. Do groźnego incydentu doszło w minioną środę na terenie biłgorajskiego koła „Głuszec”. Szef Straży Łowieckiej i jego podwładny wracali trasą Frampol–Lublin z kontroli punktu skupu dziczyzny. Na wysokości miejscowości Gródki zauważyli zaparkowany pod lasem samochód, obok którego stało trzech mężczyzn. – Zainteresowaliśmy się nimi, bo jeden miał na sobie strój myśliwski. W pobliżu biegał też pies. Chcieliśmy sprawdzić, czy to na pewno legalne polowanie. Na nasz widok mężczyźni wskoczyli do samochodu i zaczęli uciekać. Dogoniliśmy ich dopiero w lesie, gdy skończyła im się droga – relacjonuje Sieńko. – Kolega zauważył tam też drugi samochód stojący w krzakach. Kiedy podchodził do niego, ze środka wyskoczył człowiek z dubeltówką i sztucerem. Strażnik zaczął krzyczeć, żeby rzucił broń i że jest ze straży. Ja w tym czasie krzyczałem to samo, bo szło na mnie trzech innych mężczyzn. Kazałem położyć im się na ziemi. Posłuchali. W tym czasie strażnik zaczął wzywać pomocy. Sieńko ruszył w jego kierunku, a zatrzymani mężczyźni uciekli. – Zobaczyłem, że kolega szarpie się z kłusownikiem. Napastnik był bardzo agresywny. Bił go, popychał, rozdarł koszulę. Kolega cały czas trzymał kurczowo lufę, żeby tamten nie celował w jego kierunku. Dobrze, że to robił, bo potem okazało się, że broń była naładowana. Tylko krok dzielił nas od tragedii – przyznaje Sieńko.

To nieprawdopodobne szczęście, że nikt nie zginął. Poszkodowany strażnik przebywa na zwolnieniu lekarskim. Ma skręconą rękę i wiele siniaków od ciosów zadanych kolbą. Sam Sieńko oraz jeden z wezwanych na miejsce policjantów też odnieśli rany – zostali pogryzieni przez psa, który miał być wykorzystany w nielegalnym polowaniu.

Zatrzymany to 48-latek z Turobina. Podczas zdarzenia był pijany. Miał 1,64 promila alkoholu – wyjaśnia st. szer. Monika Sałaban z Komendy Powiatowej Policji w Biłgoraju. – Zabezpieczyliśmy posiadaną przez niego broń i prowadzimy czynności w tej sprawie. Na razie mogę potwierdzić jedynie, że był to myśliwy, który kłusował na terenie innego okręgu myśliwskiego. Potwierdzają to myśliwi.

To członek naszego koła z dwuletnim stażem – przyznaje Stanisław Dybza, łowczy koła „Bażant” w Turobinie. – Rozmawiałem z nim o środowych wydarzeniach. Tłumaczył, że w miejscu, w którym został zatrzymany ma pole, a dziki niszczą mu pszenicę. Podobno chciał je odstraszyć i dlatego pojechał tam z bronią. Nie wierzę w to tłumaczenie, bo gdyby chciał działać legalnie, mógł odstraszyć zwierzęta petardami lub wystąpić do koła w Biłgoraju o odstrzał. Nie zrobił tego. Wszystko wskazuje na to, że brał udział w nielegalnym, zbiorowym polowaniu z psami. Potem napadł na funkcjonariusza. Dla tego pana kariera myśliwego skończyła się. Czekamy tylko na oficjalne powiadomienie o sprawie. Czeka go też sprawa karna. Skontaktowaliśmy się z myśliwym podejrzewanym o kłusownictwo i atak na strażnika. Nie chciał rozmawiać o wydarzeniach ze środy. – To nie było pierwsze nielegalne polowanie na naszym terenie – mówi nam anonimowo myśliwy z koła „Głuszec”. – Od dłuższego czasu mieszkańcy zgłaszali nam, że z tamtego rejonu słychać strzały. Sprawdzaliśmy to, ale żaden myśliwy nie wpisywał tego do dokumentacji. Najwyraźniej było to tzw. ciche pędzenie przez las z nagonką – podejrzewa. ”

Źródło:
http://www.dziennikwschodni.pl/zamosc/mysliwy-z-dubeltowka-zaatakowal-straznika-lowieckiego,n,1000182883.html

duck-hunting-silhouette-clipart-panda-free-clipart-images-qb3CKx-clipart

Czyli tak, w okolicy regularnie odbywały się nielegalne polowania zbiorowe z psami. Wykonywał je członek koła łowieckiego, należący do PZŁ, będący pod wpływem alkoholu, wespół z innymi pomocnikami – kłusownikami / myśliwymi.
Ten przypadek pokazuje dobitnie, jak może wyglądać rzeczywistość w świecie myśliwskim. Pomniejsze koła łowieckie, funkcjonują sobie jak osobne zagrody, gdzie życie ich członków poza sprawami rodzinnymi i zawodowymi,  toczy się głównie wokół polowania, pozyskania, ”wykonywania racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Każdy kłusuje jak chce, bez wiedzy innych, a dopóki jakaś sprawa nie rozbłyśnie głośno, dopóty jest się ”dobrym kolegą i etycznym myśliwym” w ocenie innych. Gdy następuje burza medialna, jakby automatycznie ten były kolega nazywany zostaje kłusownikiem. Przez 2 lata nikt nie zorientował się co robił? Myśliwi albo są ślepi, albo celowo ukrywają wśród siebie takich osobników.  Nikt im nie  przeszkadza. ”Gospodarują” sobie zwierzyną, łowiskiem, wszystko ”wiedzo najlepiej” , zatracają się w stworzonym przez siebie światku. Czasem jednak, ktoś wchodzi w paradę. A to spacerowicz, fotograf, miłośnik natury, który śmie akurat pałętać się po lesie, kiedy pan myśliwy etycznie dba o to, byśmy nie wyginęli z głodu od plądrujących zwierząt. W tym przypadku sielską idyllę przeżywania emocji łowieckich przerwali strażnicy. Jak wytłumaczyć zachowanie tego myśliwego? Działał pod wpływem wściekłości, czy też strachu z powodu przyłapania podczas przestępstwa?

Co ”najlepsze” mężczyzna ten polując przeszedł przecież wszystkie ”rygorystyczne testy”, jak twierdzą myśliwi, które wykluczać mają ewentualną niepoczytalność, problemy psychiczne i wszelkie przeciwwskazania dla posługiwania się bronią. Nikt jednak na żadnym etapie niczego nie zauważył…Ekologiczne organizacje pozarządowe od lat postulują o dodatkowe okresowo powtarzalne badania psychiatryczne i testy sprawnościowe dla osób polujących. Bezskutecznie, a kolejne odkrywane przypadki przestępstw, często świadczące o nadmiernej agresji lub niepoczytalności zatrważają.Sporo z nich można przejrzeć u nas w zakładce
Wypadki / Przestępstwa.  Przerażające, że przez ponad 2 lata ten myśliwy korzystał z broni, stwarzając zagrożenie nie tylko dla kolegów podczas polowania, ale przede wszystkim dla postronnych osób korzystających z lasu.
Przypomina mi się film zamieszczony przez grupę Warszawiacy Przeciw Myśliwym, na którym polujący myśliwi poturbowali spacerowiczów, obrażając i przeklinając, a na końcu jeden z nich zaatakował aktywistów kijem. Film można zobaczyć pod tym linkiem:

https://www.facebook.com/pg/Warszawiacy-Przeciw-Myśliwym-1201969473219585/videos/?ref=page_internal 

I jeszcze pies, który pogryzł jednego ze strażników. Jak utrzymują myśliwi; ”Psy używane do polowań, to najbardziej posłuszne, spokojne i karne zwierzęta!”. 
Tak…widać do czego prowadzi celowe rozwijanie najkrwawszych instynktów u psów, które podczas rozmaitych szkoleń z żywymi zwierzętami są przyuczane do polowań. Myśliwi nazywają to rozwijaniem pasji u psa…  Oczywiście, jak wynika z opisu, biegał sobie luzem.

Z pewnością, to był dobry kolega, etyczny kłusownik, wspaniały myśliwy i kto tam jeszcze.

13418780_887324581378372_3702289045852508021_n

Rolnicy domagają się likwidacji PZŁ – Myśliwi sobie nie radzą

Dawno temu zadawaliśmy sławne retoryczne pytanie ; Czy współczesne łowiectwo jest w stanie spełniać jakąkolwiek pozytywną dla społeczeństwa rolę, poza realizacją krwawych uciech swoich sympatyków? Opracowaliśmy również szeroką notatkę traktującą o tym jak gospodarka łowiecka niszczy rolnictwo, i jakie są tego przyczyny. W skrócie, celem myśliwych jest polowanie i czerpanie psychicznych i materialnych profitów z jego wykonywania, a istotą gospodarki łowieckiej maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, w celu polowań. Co już niekoniecznie musi być zgodne z interesem rolników, i tak oto mamy konflikt, który podsumować można tak : Jedni chcą by zwierząt było jak najwięcej, (dla własnej przyjemności ) Drudzy, by było ich mniej, ponieważ z powodu czyjegoś hobby ponoszą straty w pracy, która pomaga im się utrzymać, i produkować żywność dla nas wszystkich…To rzecz jasna nie obchodzi myśliwych, bo mają swoją dziczyznę… 😉  Do przeczytania tutaj:

 Jak łowiectwo niszczy rolnictwo

Być może te poglądy są pokłosiem przytoczonego powyżej artykułu, który był udostępniany i szeroko komentowany w grupach rolniczych. Bardzo by nas to cieszyło.
Beton powoli kruszeje i coś zaczyna się dziać – rolnicy sami dostrzegają jak bardzo są wykorzystywani i manipulowani przez myśliwych, których jedynym celem realizacja własnego hobby i zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie, o czym informuje sam PZŁ w komentarzach na swojej stronie…Jednak zmiany w tej dziedzinie są nieuniknione. Kropla drąży skałę, ludzie przeglądają na oczy i każdemu coraz jaskrawiej jawią się absurdy obecne w naszym łowiectwie. Owszem, mogą myśliwi sobie walczyć o ‘’zachowanie w nie zmienionej formie’’ swojego łowiectwa z całych sił. Tym bardziej lądowanie będzie  bolesne, gdy masa niezadowolenia społecznego zwykłych ludzi, przyrodników, i rolników przekroczy punkt krytyczny. Przewodniczący OPZZ rolników Sławomir Izdebski domaga się uporządkowania prawa łowieckiego, zrobienia porządku z PZŁ, a samo ministerstwo rolnictwa ma rozważać jego likwidację – tak przynajmniej informują rozmaite nagłówki.
Myśliwi zresztą zupełnie nie kryją się z tym ,że nie zamierzają iść nikomu na rękę, ani współpracować z nikim. Na profilu PZŁ, gdzie ostatnio trwają burzliwe dyskusje rolników z myśliwymi, przeczytać możemy, że ‘’nie są od tego by pilnować uprawy i zasiewy’’. Doprawdy? A przecież to rola jakże podkreślana przy każdej okazji, ochrona upraw i zasiewów, bez tego rolnictwo dawno by zginęło…Jak można jednak przeczytać ostatnio na profilu PZŁ, myśliwi nie poczuwają się do żadnego wspomagania rolników. Wyszło szydło wreszcie… kto chce wierzyć w mity łowieckie, może oczywiście robić to nadal.

ASF22

Do obejrzenia tutaj:  http://www.ipla.tv/Rozmowy-w-polsat-news-2-ministerstwo-rolnictwa-roz/vod-6875719

Jak pokazuje obecna sytuacja w związku z ASF, Polski związek łowiecki nie jest w stanie sprostać realizacji powierzonych mu przez państwo zadań, w związku z wygaszaniem i zwalczaniem ognisk choroby. Co na te zarzuty nasi myśliwi? Tradycyjnie, wypowiadający się przeciw nie mają pojęcia o łowiectwie, gospodarce, oraz zarzucają nienawiść do myśliwych i chęci ‘’położenia łapy na majątku kół łowieckich’’ – jakby komuś cokolwiek od nich było potrzebne. Żeby było jasne, nie popieramy masowego odstrzału dzików forsowanego przez rolników. Są to problemy osób mięsożernych, lubujących się w konsumowaniu zwłok zwierząt znacznie inteligentniejszych od naszych psów, i niech miłośnicy przedmiotowego traktowania i wykorzystania zwierząt sobie z tym radzą. Bo jedno jest pewne, gdyby nie przemysłowa hodowla i ubój trzody dla mięsa , którego nikt z nas nie potrzebuje dla wyżywienia, tego sztucznego problemu by nie było. Takie tam nieistotne oszołomskie zalety weganizmu…  Nie tak dawno czytałem, że ‘’coś zieloni w temacie siedzą cicho’’. My na NPRM, w odróżnieniu od PZŁ, żadnego tematu się nie boimy i każdy podejmiemy. Gdyż zależy nam, by obiektywnie przekazywać to, co przez drugą stronę zbywane jest głuchym milczeniem i ignorancją, w cichym liczeniu na to, że problem pójdzie w zapomnienie, no i jak najdłużej utrzyma się ‘’obecna forma wykonywania łowiectwa’’.  Niech przemówią cytaty – kilka komentarzy z oficjalnej strony polskiego związku łowieckiego: (pisownia oryginalna)

‘’ Koledzy-z naszej pasji zrobili sobie polityczne gowno a nas traktuja jak szmaty, przestanmy się taplac w tym głównie-jak nie lmp to jakieś frajerstwo z dobrej zmiany . To jest hobby i w dupe nas cmokna-jak nie to karabiny na rok do szafy i po roku pogadamy,pozdrawiam’’

ASF

To jest hobby… Tak, przy każdej okazji o tym mówimy, a myśliwi oficjalnie zaprzeczają. Jednak kiedy nerwy puszczają, zawsze wychodzi postrzeganie łowiectwa przez samych myśliwych jako hobbystyki. Tzn, gdy zachodzi taka potrzeba akurat, używają tego jako argumentu.

ASF2

”Szanowny Panie. W dupe Pan nas możesz pocałować. Straszyć to Pan może małe dzieci a nie poważnych ludzi. Nigdy nie tkniecie myśliwych bo nie ma żadnej innej rozsadnej alternatywy na regulacje pogłowia zwierzyny. Wode z mózgu robi Pan ludziom a sam to może Pan widłami sobie myszy w stodole mordować. Celebryta to z Pana kiepski i jak kiepskie będą zmiany o których marzycie. Niech dotrze do Pańskiego pustego łba ze gdyby nie PZŁ i rozsądne godpodarowanie populacją zwierzyny to całą Polske zjadła by kazdego rodzaju zwiezyna łowna.’’ – bajeczki dla dzieci, – mitologia łowiecka.  Pomimo istnienia całej gamy sposobów przeciwdziałania szkodom w rolnictwie, i regulacji pogłowia zwierząt, według pana myśliwego nie ma rozsądnej alternatywy… Ale ta ”rozsądna” też się jakoś nie sprawdza.

Pozostałe komentarze to zazwyczaj inwektywy w kierunku pana Izdebskiego, za pewne przykład górnolotnej kultury łowieckiej.

Przy każdej okazji myśliwi straszą ‘’odłożeniem strzelb na rok czy dwa, i wtedy zobaczymy’’. Sęk w tym, ze nikt się tego nie domaga. Jest cała masa metod przeciwdziałania szkodom rolniczym, odstraszania zwierząt, czy ograniczania ich płodności.  Tymi metodami jednak żaden z myśliwych nigdy zainteresowany nie będzie, gdyż wiążą się one z inną pracą niż radosne polowanie, w dodatku ich celem jest zmniejszanie pogłowia zwierząt łownych co już zupełnie jest sprzeczne z interesami myśliwych. Doskonale to rozumieją, i dlatego przy każdej okazji, oponentowi odpowiedzą, ‘’nie masz pojęcia o łowiectwie, nie wiesz o czym bredzisz, kiedy ostatnio byłeś w lesie’’.  Ze swej strony doskonale zdajemy sobie sprawę, że czasami, w pewnych sytuacjach bez odstrzału się nie da, jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo ludzi, a inne metody zawiodą. Sedno w tym, by zadania owe wykonywali profesjonaliści, którzy nie okaleczą zwierzyny, odpowiednie służby, nie zaś miłośnicy zabijania, zdobywania trofeów, emocjonującego dochodzenia postrzałka z lubieżnymi uśmiechami na rumianych licach, sapiący z zadowolenia nad truchłami swoich ofiar, raczący postronnych bzdurami o kulturze, etyce i tradycji.

Przebijając się czasem przez forum dziennika łowieckiego, można natrafić na takie komentarze, jak pomstowanie myśliwych, którzy akurat byli sobie na polowaniu,  na rolników wykonujących prace polowe maszynami rolniczymi…Jak bardzo trzeba być ograniczonym i zadufanym, by nie rozumieć, że z pracy tych ludzi żywimy się wszyscy?

Do pytania o to, jak długo środowisko wytrzyma rabunkową psedogospodarkę myśliwych, dołącza kolejne – jak długo wytrzymają rolnicy traktowani przez myśliwych po macoszemu, bez żadnego zrozumienia dla ich sytuacji? A co za tym idzie, jakie straty w wyniku oślego uporu, o ‘’zachowanie łowiectwa w niezmienionej formie’’ poniesiemy my wszyscy.
Poniżej zapis wypowiedzi na temat PZŁ, Sławomira Izdebskiego, przewodniczącego OPZZ rolników.

Lasy dla kasy. Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć – rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim

Marcin Kostrzyński przez wiele lat swojego życia był aktywnie polującym myśliwym. Z wykształcenia leśnik. Po swych bliskich doświadczeniach z łowiectwem postanowił zamienić strzelbę na aparat fotograficzny, dziś wegetarianin, filmowiec i obserwator dzikiego życia, obrońca praw zwierząt opowie nam,  jak jak jedno i drugie wygląda od środka.

 

10920932_810702868966822_8129148878997127001_n

====================================
====================================

 

NPRM: Co musi się stać, żeby myśliwy odłożył strzelbę, odmówił zabijania, a  w dodatku przeszedł na wegetarianizm? Jak to było w  Twoim przypadku? Co skłoniło Cię do tak radykalnej zmiany sposobu życia i poglądów?


Marcin Kostrzyński:
Bardzo łatwo być ukształtowanym przez środowisko w którym człowiek jest wychowywany. W mojej rodzinie wiele osób poluje, ja w szkole leśnej miałem przedmiot łowiectwo. Zarówno w średniej, jak i na studiach.  Potem wstąpiłem do koła łowieckiego, kupiłem broń i zacząłem polować. Jednocześnie przestałem jeść mięso i byłem chyba jedynym czynnie polującym wegetarianinem.  Skończyłem wszelkie kursy i zdobyłem uprawnienia. I nagle zrobiło mi się żal zabitych zwierząt. Nie mogłem patrzeć na agonię swoich ofiar. Miałem zwyczajne, ludzkie wyrzuty sumienia. Zamiast polować zacząłem pomagać dzikim zwierzętom, głównie tym poszkodowanym przez błędy myśliwych.  Jednak cały czas pozostaje członkiem PZŁ, płacę składki, czytam prasę łowiecką. Chcę walczyć o prawa dzikich zwierząt. Dla wielu kolegów z PZŁ jestem zdrajcą i wrogiem, ale znam takich, którzy po cichu popierają moją wizję  ucywilizowania prawa łowieckiego.

NPRM: Lubisz fotografować, filmować dziką przyrodę. Co kilka dni na Twoim profilu pojawiają się ciekawe filmy. Jedne z tych, które można oglądać w nieskończoność. Co w takim razie z tzw. „emocjami łowieckimi”, których podobno nie można podrobić. Nie brakuje Ci polowania? Czy wystarczy zamienić broń na kamerę, żeby doświadczać podobnych uczuć?

 

Marcin Kostrzyński: Emocji łowieckich nie można podrobić, w końcu chodzi tu o zabijanie, odbieranie życia. Ale wielu myśliwych po latach polowań nagle przestaje zabijać. Dostrzegając coś więcej w zwierzynie niż cel, czy trofeum. Naszym nieszczęściem, a właściwie nieszczęściem zwierząt  jest to, że przyjęliśmy Niemiecką kulturę   łowiecką, gdzie liczy się trofeum. Może to być poroże, wypchana kaczka, kły dzika. W Skandynawii poluje się dla mięsa. Wybiera się sztuki młodsze, bo są smaczniejsze. W ten sposób skandynawski model jest bardziej zbliżony do naturalnego, w którym drapieżniki (wilki) regulowały populacje roślinożerców.

Wracając do filmowania. Zawsze o tym marzyłem. Chciałem robić filmy przyrodnicze od dziecka. Miałem jakiś wewnętrzny przymus, cel, przeznaczenie. Nie wiem jak to określić. Postanowiłem założyć swój kanał na YouTube z opowiadaniami dla dzieci o zwierzętach. Są to krótkie historie ,, Przyrodyjki”, w których pokazuje sceny z życia dzikich zwierząt. Oczywiście historie bez przemocy. Dzieci chłoną przyrodę, gdy jeżdżę do szkół i pokazuję filmy zainteresowanie jest ogromne. Mam nadzieję, że w ten sposób zaszczepię w młodym pokoleniu pewien rodzaj wrażliwości, która pozwoli im zmienić świat na lepsze gdy dorosną.

12644821_1072589686095856_6878993621347619805_n


NPRM: 
Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?


Marcin : Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć, to które funkcjonuje obecnie jest z innej epoki. Kompletnie nie przystaje do realiów obecnego świata. Jest nawet gorzej niż w latach 50-tych.
W tamtym czasie etyka myśliwska zabraniała polowań przy paśnikach, dziś takie polowanie jest powszechne. Wystarczy tylko nazwać paśnik nęciskiem i już. Gdy pytam myśliwych jak zwierzyna ma odróżnić paśnik od nęciska odpowiadają z uśmiechem ,,na  nęcisku jest lepsze żarcie”.  Nasza kultura, cywilizacja ewoluuje, łowiectwo też musi się zmienić . To tylko kwestia czasu.

 

NPRM: Czy łowiectwo ma negatywny wpływ na przyrodę?  Popierasz teorię o niszczeniu bioróżnorodności przez łowiectwo?


Marcin: O tym można by napisać książkę. Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali.
To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje. W rzeczywistości wszystko zmienić może efekt motyla, a myśliwi powodują efekt buldożera. Już pewne gatunki zwierząt łownych praktycznie wymarły na terenie Polski, na przykład dropie. Wiele jest na skraju wyginięcia i trzeba prowadzić kosztowne programy  introdukcji głuszca czy cietrzewia. Ba, nawet zające są hodowane i wypuszczane do środowiska.

Muszę powiedzieć jasno, w obecnej sytuacji myśliwy ograniczający populację zwierzyny grubej jest konieczny. Mówię to z przykrością, ale takie są fakty. Jednak zupełnie niepotrzebne, a wręcz szkodliwe jest utrzymywanie na liście zwierząt łownych zwierzyny drobnej.  Zwierzyny, która nie czyni szkód łowieckich, a jej obecność w łowisku ma kapitalne znaczenie dla utrzymania bioróżnorodności. Utrzymywanie polowania na ptactwo, zające,  służy wyłącznie zaspakajaniu przyjemności zabijania. To też trzeba wyraźnie powiedzieć .


NPRM:
Dlaczego myśliwi nie chcą się zgodzić na skreślenie z listy gatunków łownych zająca, kuropatwy i jarząbka? Nie jest tajemnicą, że gatunki te borykają się z problemami spadku populacji. Twierdzą, że prowadzą ich reintrodukcję zupełnie  bezinteresownie, jeśli to prawda to nadal mogliby to robić, po wyłączeniu tych zwierząt z listy łownych. Skoro zagrażają im liczne drapieżniki, opryski, chemizacja rolnictwa, monokultury upraw, rozwój cywilizacji i utrata siedlisk, po co jeszcze dodatkowo na nie polować?

 

Marcin: To jeden z wielu absurdów. Hoduje się zające , czy bażanty by strzelać do nich po wypuszczeniu. Bażanty nie powinny występować w naszej faunie, ponieważ ich obecność nie służy rodzimym gatunkom, takim jak kuropatwy, czy cietrzewie. Myśliwi są dobrze zorganizowani i mają ogromne wpływy. W dodatku bronią prawa do polowań na zwierzynę drobną jak przysłowiowej Częstochowy. Ten upór jest bezsensowny, ale wina leży też po drugiej stronie.   Organizacje pozarządowe, anty-łowieckie  powinny stworzyć z PZŁ symulator polowań na kaczki, głuszce, cietrzewie, zające. Taki 3D z prawdziwego zdarzenia. Sam bym chętnie z takiego symulatora skorzystał. Myśliwi mogliby na własne oczy przekonać się, jak łatwo jest się pomylić i zabić zamiast Kaczki Krzyżówki Krakwę, czy inny chroniony gatunek. Zobaczyli by sami jak wiele zwierząt zostaje rannych po polowaniu, a jednocześnie bezkrwawo zaspokajali by swoją myśliwską pasję. Powinniśmy też walczyć o ograniczenie polowań na kaczki do jednego weekendu w roku. Takie stanowisko wytrąca wiele argumentów myśliwym i trudno będzie im uzasadnić chęć polowania na kaczki przez trzy miesiące. Tymczasem drepczemy w miejscu od lat i nic się nie zmienia.


NPRM:
Na jakie gatunki zwierząt według Ciebie powinno przestać się polować i dlaczego?

 

Marcin: Wszelkie gatunki zwierzyny drobnej, kaczki, gęsi, zające, słonki. Nie mają one znaczenia gospodarczego, nie czynią szkód łowieckich. A polowanie służy jedynie przyjemności myśliwego. Poluje się również na gatunki chronione np. bobry. Ostatnio zbulwersowała mnie informacja, że RDOŚ w Bydgoszczy wydał pozwolenie na odstrzał bobrów w mojej okolicy. Świadczy to o skrajnej niekompetencji urzędników, którzy wydali taką zgodę. Bobry czynią tak wiele dobrego dla bioróżnorodności tamując wodę . To jest temat na osobny artykuł.


NPRM:
Brałeś udział w polowaniach zbiorowych, przyglądałeś się z temu z bliska i dlatego jesteś ich stanowczym przeciwnikiem, jako formy zbyt okrutnej dla zwierząt. Dlaczego myśliwi darzą taką sympatią „zbiorówki’’?  Są jeszcze jakieś inne, równie tragiczne tradycje, których powinno się zakazać? Swego czasu opisywaliśmy konkursy norowania i polowania na lisy w stogach pośród pól. Pamiętam, że poszukiwanie materiałów do tamtego artykułu mocno mną wstrząsnęło.


Marcin:
Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Myśliwi argumentują, że to tradycja. Lecz tradycją było polowanie z kordelasem na dziki i z łuku na ptactwo i jakoś te tradycje nie są pielęgnowane. Możemy przez następne 10, czy 50 lat tylko diagnozować problem. Zacznijmy wreszcie coś robić. Trzeba ustalić plan działania, cele które chcemy osiągnąć i jakimi środkami, sposobami chcemy uzyskać poprawę. Zwierzęta są słabe, nie mogą  przedstawić swoich racji. Dziki nie zaprotestują pod sejmem przeciw planom dodatkowego odstrzału 40 tysięcy sztuk. Dlatego naszym obowiązkiem jest obrona słabszych. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Organizacje walczące o prawa zwierząt powinny się zjednoczyć, ustalić cele i czas na ich osiągnięcie. Jeśli nie działamy skutecznie, to nie działamy wcale.  Inaczej nic się nie zmieni.

12278010_1064070573623720_2111257375_n

NPRM: Temat na fali w ostatnim czasie: Puszcza Białowieska. Co według Ciebie stanowi o jej unikatowości i jak powinno się ją chronić?


Marcin:
Problem jest głębszy i dotyczy całych Lasów ,,Państwowych”, a właściwe ogromnego błędu jakim było powołanie ,,Gospodarstwa Lasy Państwowe”, przez co dochody ze sprzedaży drewna idą na wypłatę dla leśników. Jest to sedno całego zła. Przez to leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Konieczna jest nacjonalizacja Lasów ,,Państwowych”, czyli przeniesienie administracji leśnej do sfery budżetowej Państwa. Jest to warunek podstawowy. Jeśli ktoś mi nie wierzy jak wielki jest to problem proszę porównać zdjęcia satelitarne państw europejskich. Widać tam brązowe i jasnozielone kwadraty to Polskie wycięte lasy. Jest to katastrofalna skala spowodowana ciągłym zapotrzebowaniem leśników na pieniądze, wypłaty, samochody, premie, dodatki. Na to wszystko trzeba wyciąć. Widać to także w statystykach, gdzie obecnie wycina się prawie trzy razy więcej niż wycinało się tuż po II Wojnie Światowej  gdzie drewno było potrzebne na odbudowę kraju. Średnia pensja w Nadleśnictwach 2014 jak podaje NIK Wynosiła 7229 brutto, przy zarobkach niektórych nadleśniczych sięgających 18tyś. Dla porównania pielęgniarka zarabia 3150 .  Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki. Zapytajmy dyrektora szpitala co by się stało, gdyby każdej pielęgniarce wypłacić pensję leśniczego z dodatkami i dać do dyspozycji służbową willę z ogródkiem. Oczywiście jest to niemożliwe, bo dyrektor szpitala nie ma lasu, który mógłby wyciąć i sprzedać. Dlatego konieczne jest znacjonalizowanie lasów . Po nacjonalizacji nastąpi cudowna odmiana leśnika pozyskiwacza w leśnika racjonalnego strażnika lasu, a lasy to przecież nasze wspólne dobro.

Drzewooo

 

NPRM: Czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi?


Marcin : Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Drzewaa

 

NPRM: Leśnicy często używają nazwy „chwasty leśne”, w odniesieniu do wiązów, lipy, czy grabu. Dlaczego nie lubią tych drzew? Czy dynamika naturalnego lasu nie polega na zmianie drzewostanu właśnie?


Marcin:
Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Prócz łowiectwa, które jest niezwykle istotnym elementem polityki. To powiązanie jest niezwykle ciekawe. W lasach są ośrodki hodowli zwierzyny, nazwane tak dla zmyłki, bo w rzeczywistości są to najcenniejsze obwody łowieckie, które służą do utrzymania Status quo lasów ,,Państwowych”.  Polują tam urzędnicy i politycy różnych szczebli i rangi. Leśnicy nazywają to budowaniem pozytywnego wizerunku lasów ,,Państwowych”. Ja widzę coś dużo gorszego. Zaraz wyjaśnię . Jeśli  Marcin Kostrzyński, szaraczek, chcę wykupić udział w polowaniu musi  zapłacić 4tyś, politycy i urzędnicy są zapraszani i nie płacą, lub płacą symbolicznie. Powinni wpisywać to do specjalnego rejestru, lecz tego nie robią. Sprawdziłem. Jak to  nazwać? Wiemy jak wielu polityków jest czynnymi myśliwymi. Były Prezydent Bronisław Komorowski jest tu doskonałym przykładem. Wiem gdzie i kiedy polował w czasie kadencji.

Co trzeba zrobić? Znacjonalizować lasy. Wyodrębnić straż leśną i utworzyć osobną straż leśno- łowiecką. Zlikwidować ośrodki hodowli zwierzyny, które są w istocie pozostałymi po komunie  terenami łowieckimi dla prominentów. Leśnicy powinni się zajmować lasem, nie łowiectwem. Zakazać w Polsce polowań osobom, które nie mają polskich uprawnień łowieckich. Czyli zakazać turystyki łowieckiej dewizowych myśliwych (Niemców w 90 %). Wreszcie zakazać polskim myśliwym polowania na gatunki chronione w Polsce i innych krajach. Chcę zabić niedźwiedzia, jadę do Rosji, głuszca na Białoruś itd.  Tu sprzymierzeńcem strategicznym mogliby być myśliwi PZŁ zainteresowani przejęciem obwodów od Lasów ,,Państwowych”. Obwody prowadzone przez koła łowieckie lokalnych myśliwych są o niebo lepszym rozwiązaniem dla zwierzyny i przyrody, niż powyższe ośrodki. Przyjeżdża obcy myśliwy i jest zainteresowany  zabiciem najcenniejszych okazów, zdobyciem najlepszych trofeów.


NPRM:
Ulubiony argument myśliwych to „kto zapłaci za szkody łowieckie” – jak wygląda ich szacowanie? Czy rzeczywiście zwierzęta wyrządzają, aż takie szkody? Dlaczego mówimy o szkodach w przypadkach, kiedy nie stosuje się żadnych zabezpieczeń? Ewentualnie, jak tych szkód unikać?


Marcin:
Kolejny temat rzeka. Szkody powinien szacować biegły, niezależny, zatrudniany przez gminę, na terenie której znajduje się obwód łowicki. Obie strony powinny mieć prawo do odwołania się od decyzji. Obecnie szacowanie szkód jest krzywdzące dla rolników, bardzo krzywdzące. Szacuje szkody łowczy i mówi to szkoda na 400 złotych, a rolnik widzi, że stracił 10 tyś, ale nie idzie do sądu, bo musiałby zatrudnić biegłego, dokumentować szkodę i sądzić się dwa lata. A tu czas żniw, w końcu macha ręką i robi swoje. To z kolei wiąże się z pytaniem: dlaczego Lasy, a nie gminy dzierżawią obwody leśne? Z pieniędzy za dzierżawę gminy mogłyby opłacić biegłego bez szkody dla własnego budżetu. Potencjalnie jest tu wielkie wsparcie ze strony Polskich Rolników poszkodowanych przez faworyzujący myśliwskie portfele obecny  system.

Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki, gdzie czuje się bezpieczniej. A paśniki zwane nęciskami gdzie zwabia się zwierzynę na strzał przyzwyczają dziki do smaku zboża i kukurydzy.  Jeśli ograniczymy polowania zbiorowe z naganiaczami do jednego rocznie ,,Hubertowskiego”  i zakażemy polowania przy nęciskach automatycznie ograniczymy szkody.  Unikanie szkód jest znacznie lepsze w obwodach prowadzonych przez koła łowieckie. Przydałaby się tu jeszcze jedna zmiana w prawie. Konieczność przyjmowania do kół   myśliwych zameldowanych na ternie danej gminy. Teraz jest tak, że koło warszawskie dzierżawi obwód i nie przyjmuje miejscowych myśliwych, którzy najlepiej przeciwdziałają szkodom łowieckim.


NPRM:
Oficjalnie celem łowiectwa jest hodowla dzikiej zwierzyny i uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów, kondycji osobniczej, poprawianie bazy żerowej, dbanie o właściwy stosunek populacji do możliwości „łowiska’’ oraz dziesiątki innych drobnych działań. Czy jednak, wobec najważniejszego celu – polowania – nie jest tak, że utrzymywanie nadwyżek populacji jest celowe, co przyczynia się również do problemów rolników? Czy nie stąd wzięło się wyśmiewanie wielu dostępnych form grodzenia, jako nieefektywnych? , Petardy, armatki hukowe, odstraszacze zapachowe także mają nie działać, według niektórych myśliwych.  Ja tu widzę drugie dno – efekt tak zwanego „martwego łowiska”.  Po prostu, po niegrodzonym zwierzyna może się swobodnie poruszać i dostarczać wspomnianych „emocji łowieckich”.


Marcin : Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę, że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko o to, by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak, że rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną, która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek zwierzyny jest powszechne, zwłaszcza w obwodach hodowlanych, gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. Samorządy, gminy nie mają żadnego realnego wpływu na ilości pozyskiwanej zwierzyny, nie mają też żadnych innych korzyści z znajdującego się na ich terenie  leśnego obwodu łowickiego.

13641195_1106010092769430_8647808481302676436_o

 

NPRM: Jesteś w stanie wskazać, które przepisy prawa łowieckiego myśliwi łamią najczęściej?

Marcin: Najczęściej polują przy nęciskach na jelenie, daniele. Podczas gdy prawo pozwala tylko na polowanie w tych miejscach na dziki, lisy, borsuki, tchórze i kuny . Myśliwi polują (kłusują) na gatunki chronione. Omyłkowo na chronione gatunki kaczek, z premedytacją na ptaki drapieżne i kruki.

 

NPRM: Alkohol na polowaniu. Drażliwy temat, jednak istnieje przepis, który mówi: „kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni’’. Nie wspominając o dziesiątkach wypadków, które zanotowaliśmy od początku działania naszej kampanii. A przecież podczas „zbiorówek’’ czy myśliwskich imprez, już po pokocie spożywa się alkohol, broń stoi często oparta o krzesła. Jest w pobliżu myśliwych. Inni wspominają na forum dziennika łowieckiego o „tradycji’’ użytkowania nalewek między pędzeniami. To martwy zapis?

 

Marcin: Widziałem myśliwych tak pijanych, że trzeba było ich nieprzytomnych wozić przyczepką, razem z ubitą zwierzyną. Ale były to przypadki incydentalne. Powszechne są piersiówki, szczególnie w czasie zimowych polowań. Uważam, że na prowadzącym polowanie powinien spoczywać obowiązek sprawdzenia alkomatem wszystkich myśliwych uczestniczących w polowaniu. Poprawiłoby to bezpieczeństwo ludzi i zwierząt. Poprawiłoby to wizerunek PZŁ gdyby wprowadzić taki zapis do regulaminu polowań.

NPRM: Istnieją tak zwane „Biura polowań’’, dzięki którym można wykupić sobie polowanie i odstrzał na gatunki objęte u nas całkowitą ochroną, np. głuszce, cietrzewie, wilki, kozice, niedźwiedzie, rysie i zapewne wiele innych. Poluje się wtedy oczywiście w innych krajach, gdzie prawo dopuszcza taki odstrzał, np. kraje skandynawskie, czy Ukraina, Białoruś, Rosja, Chorwacja. Co sądzisz o działalności takich biur i myśliwych, którzy z nich korzystają? Czy skoro deklarują chronić, zamiast pozyskiwać rzadkie trofeum, nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na odłów i zakup żywych ptaków (głuszców, cietrzewi) dla zasilenia krajowych populacji?


Marcin:
To mniej więcej już opowiedziałem . Warto by temu poświęcić więcej miejsca i zbadać statystyki. Osobiście jestem przeciwnikiem. Można wyobrazić sobie polskiego myśliwego, który jedzie do Afryki i tam poluje na polskie bociany, czy orliki grubodziobe, a upolowane zwierzęta przywozi do Polski.  Jest to też budowanie niezdrowego współzawodnictwa na trofea, a przecież nie o trofea (teoretycznie) w naszym łowiectwie chodzi.

67003_154167371287045_804291_n

==============================
==============================

Na portalu you tube Marcin posiada kanał o nazwie ”Marcin z lasu” , na którym zobaczyć można przyrodnicze opowiadania dla najmłodszych,” Przyrodyjki” czy malownicze sceny  dzikiego życia oraz rozmówki ekologiczne na leśne tematy. Zachęcamy do subskrypcji i śledzenia kanału. Poniżej przykładowe filmy.

 

 

 

 

 

 

Jako uzupełnienie polecamy dwa inne wywiady z Marcinem Kostrzyńskim, które ukazały się wcześniej na portalach zewnętrznych. Dostępne po kliknięciu w poniższe linki. 

”Las poradzi sobie sam” 

oraz

”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”

 

 

 

 

 

 

 

 

”W obronie łowiectwa” – myśliwi oskarżają władze PZŁ o przynależność do komunistycznej Służby Bezpieczeństwa

SKANDAL W PZŁ. ŁOWCZY KRAJOWY, PRZEWODNICZĄCY ZARZĄDU GŁÓWNEGO –  TAJNYM WSPÓŁPRACOWNIKIEM SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA.

Długo zastanawialiśmy się jakim tytułem opatrzyć ten wpis. Pewnym jest, że mamy do czynienia ze skandalem politycznym, jak i rozłamem w PZŁ,  czy też może walką frakcji. Ostatecznie w trosce o stan polskiego łowiectwa zdecydowaliśmy się ową informację opublikować, czy też zacytować, w końcu upublicznienia tych faktów dokonali sami myśliwi na jednej ze swoich stron. Po raz kolejny witamy w świecie myśliwych…fantastycznej krainie   absurdów,świństw,knowań i przekrętów ,rodem z innej epoki, Państwa w państwie ,które jakimś cudem istnieje wraz ze swoimi członkami i ma wpływ na naszą rzeczywistość. Sprawy są dość zawiłe,często mają charakter personalny i osobisty,trudno się w tym połapać .
Ale od początku.

Myśliwym także nie odpowiada nowo uchwalona nowelizacja prawa łowieckiego, jednak jak się domyślamy z zupełnie innych powodów niż reszcie społeczeństwa. Zwykli ludzie i rolnicy sprzeciwiają się utrudnionej możliwości zakazu wykonywania polowania na swoim gruncie, ekolodzy możliwości poszerzania listy gatunków łownych, tylko dla ‘’kultywowania tradycji’’, a wszyscy sa przeciwko sadyzmowi i legalnemu dręczeniu dzikich zwierząt jakie dopuszcza ustawa Prawo Łowieckie, która zezwala na tak wynaturzone praktyki jak konkursy norowania, czy szczucie psami dzików w zagrodach.  Ten fragment nie jest nigdy brany pod uwagę przy jakichkolwiek zmianach…. Jednak, nie tym martwią się myśliwi.

W obronie

Pierwsze o czym piszą z żalem na swojej  nowej stronie ‘’W obronie łowiectwa’’ ( a może tak w obronie przyrody panowie? Nie, przecież natura interesuje myśliwych tylko pod względem łowieckiego wykorzystania)  to to, że Lech Bloch – Łowczy krajowy, Przewodniczący Zarządu Głównego PZŁ jest tajnym współpracownikiem komunistycznej służby bezpieczeństwa zarejestrowany w Urzędzie Bezpieczeństwa w Ciechanowie pod nr. 4092 o pseudonimie ‘’TW Kazimierz’’ ,  i aktywnie uczestniczył w tworzeniu projektu zmian w ustawie Prawo Łowieckie. … Musi być naprawdę ciężko, skoro myśliwi publicznie wyciągają takie brudy, atakując swojego Łowczego Krajowego, którego to przecież sami wybrali , i przez lata hołubili… ryzykując sławne ‘’koleżeństwo’’ i ‘’dobre imię polskiego łowiectwa’’. A właśnie,skoro już przy tym jesteśmy, ciekaw jestem oficjalnego komentarza PZŁ, ponieważ mimo,że cytowaną stronę tworzą myśliwi, to inicjatywa wydaje się być oddolna.  O co więc tu chodzi? Dlaczego właśnie teraz? Przecież Dr. Lech Bloch piastuje swoje stanowisko nie od dziś. Myśliwi musieli dobrze wiedzieć kogo wybierają, ale póki wszystko było po staremu, nikogo to nie obchodziło.  Myśliwi potrafią bardzo sprawnie zorganizować się, kiedy zagrożone są ich interesy. Rozpaczliwa reakcja na nowy kształt prawa łowieckiego nie jest rzecz jasna spowodowana troską o dobrostan zwierząt, na czym powinno zależeć im najbardziej.  Myśliwi obawiają się po pierwsze większych składek i innych opłat jakie może nałożyć na nich PZŁ. To ma rzekomo wykończyć pomniejsze koła łowieckie. Trudno by o lepszy prezent dla przyrody… Ciąg dalszy zastrzeżeń myśliwych:

‘’ Zarząd Główny do chwili obecnej dzieła w oderwaniu od kół łowieckich i nie zna sytuacji, jaka panuje w terenie. Pan Bloch chce jednoosobowo decydować nawet w kwestii zatrudnienia w terenie od sprzątaczki do przewodniczących Zarządów Okręgowych niepokorni do usunięcia. Ciąg dalszy nepotyzmu i kolesiostwa. ‘’ …. O, to, to…kiedy my o tym piszemy, nazywane jest to szkalowaniem dobrego imienia łowiectwa, i bredniami nawiedzonych zielonych.  Co najciekawsze zeszłoroczna kontrola NIKu wskazywała na podobne ‘’nieprawidłowości’’ , oczywiście raport został przez myśliwych wyśmiany, a kontrolerzy uznani za niekompetentnych, i rzecz jasna ‘’nie mających pojęcia o łowiectwie’’ .

W obronie2

Dalej obawiają się utraty obwodów łowieckich, i z racji nowego systemu finansowania odszkodowań dla rolników, utraty jakże ważnego dla łowiectwa argumentu, o konieczności istnienia pomocnego łowiectwa i wypłat odszkodowań…który to w obliczu nowego sposobu szacowania i wypłat (skarb państwa) traci zupełnie rację bytu. Stąd już, krótka droga do prywatyzacji, polowania tylko dla najbogatszych i wyłącznie dla rozrywki…perspektywa musi przerażać. I rzeczywiście tak jest, skoro myśliwi nie zawahali się publicznie zaatakować Łowczego Krajowego, przewodniczącego zarządu głównego PZŁ… Etyka, koleżeństwo i braterstwo na śmierć i życie, jakiego nie uświadczysz nigdzie indziej – tyle razy już nam to wmawiano.  🙂    Chętnie wsparli byśmy akcję myśliwych, bo jakby nie patrzeć cel jest nieco zbieżny – zablokowanie nowelizacji prawa łowieckiego w obecnym kształcie. Z uwagi jednak, na motywy, cele i środki , zupełnie nam nie po drodze…

Tragiczny apel oddaje się najlepiej chyba w tym zdaniu ‘’ Koleżanki i Koledzy PROTESTUJCIE, jeżeli nie oprotestujemy tych zapisów to nadejdą czarne czasy dla naszych Kół Łowieckich i nas myśliwych.’’ 😉  Możecie wyrazić w komentarzach swój żal, jak bardzo jest wam przykro z powodu ciężkiej sytuacji myśliwych, którzy muszą szkalować dobre imię łowiectwa w jego obronie (czyt. Obronie swoich interesów) i ujawniać agenturalną komunistyczną przeszłość swoich mentorów.

PS. Zapewniamy, że władze PZŁ dołożą wszelkich starań ,by sprawę przemilczeć, a winni poniosą konsekwencje 😉

Źródło:
(http://wobronielowiectwa.pl)

[Edit] Z niewiadomych względów podana wyżej strona już nie odpowiada i jest wyłączona. Czyżby tą rundę, wygrał zarząd? A może tak zadziałała ”magia” niniejszego artykułu.

Więcej na podobne tematy przeczytasz tutaj: Przestępstwa, nadużycia i wykroczenia myśliwych

 

Zazdrość u myśliwych. Z prasy łowieckiej

reeerewrq

Wielu z czytelników pamięta pewnie ten moment, kiedy to opublikowaliśmy szeroki raport odnośnie przestępstw i nadużyć PZŁ inspirowany wątkami z forum dziennika łowieckiego. Jaki wtedy był lament, na naszą stronę zaglądali myśliwi próbujący pisać o koleżeństwie ‘’etyce’’ i tradycji swego grona. Do przeczytania tutaj Przestępstwa, nadużycia i patologia w PZŁ

Granice śmieszności tego środowiska zostały dawno przekroczone, jeśli wezmiemy pod uwagę choćby niedawny incydent powołania przez władze PZŁ osobnego zespołu rzeczników od poprawy wizerunku, który to przecież jest nieskalany , jak i sytuacji kiedy na naszej stronie próbują gardłować w obronie łowiectwa, a podczas nasiadówek w gronie własnym na swoich forach i grupach wylewają szczere żale odnośnie rzeczywistej sytuacji, kiedy są pewni że nikt inny tego nie przeczyta. Do obejrzenia tutaj Myśliwi o łowiectwie .

W marcowym numerze Gazety Łowieckiej Sławomir Pawlikowski, rzecz jasna myśliwy opisuje jak to w łowieckim związku bywa miło na łamach swojego felietonu. A więc zacytujmy nieco :

’Obserwując zachowania wielu członków naszego Związku, muszę stwierdzić,że wielu pojęcie obiektywizmu jest zupełnie obce’’ . Cóż,to zdążyliśmy dawno już zauważyć…

rereeee

I dalej:

‘’Głównym tematem moich dzisiejszych rozważań jest zazdrość, która zżera nasze szeregi od wewnątrz,jak nowotwór szczególnie złośliwy. Przykładów mógłbym podać tutaj pewnie setki,ale skupmy się na zarysowaniu tematu. Zadaniem nas wszystkich jest praca na chwałę PZŁ’’. Brzmi już trochę sekciarsko…zawsze myślałem, że myśliwi mają pracować na rzecz ‘’dobrostanu zwierzyny’’ No,ale to widać oficjalna wersja. Jak to szło? Etyka, koleżeństwo, braterstwo i szlachetność 😉

r eee

Inny fragment:

‘’Są działacze, którzy nadal traktują swoje Koła jako źródło utrzymania. Spotkałem się z takimi osobnikami, którzy twierdzą,że muszą strzelić tyle zwierzyny, by w sezonie za ‘’strzałowe’’ wróciły się im składki do PZŁ.

Dalej autor pyta retorycznie :

‘’Czy naprawdę zazdrość stała się naszą narodową przywarą? Patrząc na łowieckie szeregi,myślę że jest w tym sporo prawdy’’
I drugie pytanie, ‘’dlaczego zieloni mają przewagę’’ . Może dlatego,że piszą prawdę bez owijania w bawełnę?

I fragment który rozbawił mnie najbardziej. ‘’Czasami zazdrość jest spowodowana przyziemnymi sprawami jak, lepsza broń, czy lepszy ubiór u ‘’żółtodzioba’’ .Bo ‘’działacze’’ ubierają się najczęściej w gumofilce oraz odzież z PRL- owskiego demobilu. ‘’ No biedni wy…

fdgddf

Daruję sobie komentarz, bo to nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy w łowieckiej prasie,książkach czy forach internetowych prowadzonych przez myśliwych znajdujemy potwierdzenie tego, co o łowiectwie głosimy. W zasadzie od jakiegoś czasu używamy tylko takich materiałów cytując je po prostu. Zastanawia nas tylko jedno, czy wobec autora cytowanego felietonu sztab rzeczników PZŁ od ‘’dobrej zmiany’’, także będzie wyciągał konsekwencje za ‘’szkalowanie dobrego imienia łowiectwa’’? 🙂

Całość felietonu do przeczytania tutaj :
http://www.gazetalowiecka.com.pl/GL/201603/paw/index.html

Przestępstwa,nadużycia i patologia w PZŁ.

12096209_911367298952777_5073199027482500562_n


Lista grzechów głównych.

Dziś nieco długi,bardzo długi wpis,ale postanowiłem zebrać wybrane przypadki z kilku lat zachowań przestępczych wśród myśliwych. Jest to tylko kropla w morzu z jednego ich forum,ale czytało się jak dobry kryminał…SBcka-komunistyczna przeszłość prezesów zarządów okręgowych ,przewodniczących kół,wzajemne donosicielstwo i niszczenie sobie życia, powszechne zachowania kłusownicze,na co tak często lubią nam zwracać uwagę myśliwi; ”Nauczcie się rozróżniać prawego myśliwego od kłusownika ! ” ,ukrywanie wysokich zarobków,mafijne układy i wzajemne powiązania ze strukturami sądowniczymi w małych miejscowościach ,oraz wiele innych. Zamieszczę tytuły tych wydarzeń + krótki opis,najciekawsze komentarze samych myśliwych ,które wiele z tych tez potwierdzają,oraz linki do tematu by każdy z Państwa sam mógł się zapoznać i wyrobić sobie osąd. Autorem większości publikacji jest Stanisław Pawluk,myśliwy ,prawnik i obywatelski dziennikarz śledczy ,zajmujący się między innymi opisywaniem patologii trapiących Polski związek łowiecki,za co doświadczył wielu szykan.Można długo pisać o okrucieństwie i braku empatii wśród myśliwych ,ale są rzeczy i ciekawsze. Na wszystko co zostanie tu wymienione dołączone są linki, również z filmami gdzie poszkodowani lub świadkowie opisują zdarzenia. Zakres czasowy,lata 2011 – 2015. Jak ktoś ma czas polecam poczytać dyskusje jakie prowadzą między sobą w komentarzach Emotikon smile Co najtragiczniejsze większość z opisywanych praktyk potwierdziła niedawna kontrola NIKu. Zapraszam więc do podróży po fantastycznym świecie absurdów,świństw,knowań i przekrętów ,rodem z innej epoki, Państwa w państwie ,które jakimś cudem istnieje wraz ze swoimi członkami i ma wpływ na naszą rzeczywistość. Sprawy są dość zawiłe,często mają charakter personalny i osobisty,trudno się w tym połapać.Wszystkie opisywali i komentowali sami myśliwi na jednym ze swoich forów.Nie będzie screenów,są natomiast odnośniki gdzie można zapoznać się z całością tematu samodzielnie.WAŻNE : Wszystkie zamieszczone cytaty pochodzą z publicznego forum od samych myśliwych. Nic dodać,nic ująć…. Jeżeli ktoś przebrnie przez całość proszę czytelników o jedno – ZAPISZCIE SOBIE LINK DO TEGO TEKSTU I POKAZUJCIE MYŚLIWYM ZAWSZE KIEDY BĘDĄ WAM BREDZIĆ O SZLACHETNOŚCI,TRADYCJI,KOLEŻEŃSTWIE,WSPÓLNEJ PASJI KTÓRA ŁĄCZY I NIESKALANYM PZŁ.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Sąd nad dzikami w Olsztynie.

Myśliwy ”przypadkowo” odstrzelił 2 dziki będące jeszcze warchlakami. Miał pozwolenie na odstrzał,wpis do księgi polowań. Sprawa się jednak skomplikowała. http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=153

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Zastrzelił kolegę na polowaniu – uniewinnienie uchylone.

Dwóch myśliwych wybrało się letnim wieczorem zapolować na dziki. Wojciech Ł. wraz ze Zbigniewem Czegusem, starszym i bardziej doświadczonym Kolegą, bo sam posiadał tylko jednoroczny staż łowiecki, pojechali wspólnie na polowanie i zajęli stanowiska na sąsiadujących ze sobą urządzeniach łowieckich. Wiesław Ł. zajął stanowisku przy zbożu, a Zbigniew Czegus na tzw. „wysiadce” nieopodal.

Lipcowy dzień stwarzał dobre warunki do polowania i niebawem Wiesław Ł, oddał celny – jak się następnie okazało – strzał do dzika. Ponieważ nie słyszał uderzenia kuli i nie widział padającego dzika, uznał, że spudłował i nie schodząc z ambony dla sprawdzenia skuteczności oddanego strzału polował nadal. Po około 30 minutach, w okolicach godziny 21.00 zobaczył, że dziki wróciły i wycelował, oddając strzał, po którym, jak twierdził, usłyszał jęk. Ten drugi strzał okazał się także trafny z tym, że zamiast drugiego dzika, trafił Zbigniewa Czegusa. Pechowy myśliwy powiadomił telefonicznie innego myśliwego, a ten pogotowie ratunkowe, które po przyjeździe stwierdziło zgon ofiary.Sprawa znalazła swój finał w Sądzie Rejonowym we Włodawie, gdzie sędzia Andrzej Bronisz prowadzący rozprawę, uniewinnił Wiesława Ł. Winą za zaistniały wypadek, jak to określił w uzasadnieniu, obarczył zabitego argumentując, że nie powinien się on znajdować w miejscu gdzie został trafiony i to uznał za praktycznie jedyną przyczynę śmierci.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=154

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

10 lat walki z kołem i PZŁ o dobre imię.

Przez 9 lat , aby w końcu zakończyć tę gechenne ,zafundowano mi przez ,,kolegów” z koła ,a której głównym architektem był ,,stróż” przestrzegania prawa w RP ,Prokurator Prokuratury okręgowej w Łomży pan Wiesław Szloński . Gdyby nie interwencje RPO , Helsińskiej fundacji praw człowieka nawet nie doszło by do wizji lokalnej ,bo nawet panowie Prokuratorzy bronili swego ,,kolegi”. Sąd dla prokuratorów do którego zwróciłem się o uchylenie immunitetu rozpatrywał sprawę tak ,że informację o stanowisku uzyskałem po 5-ciu miesiącach . Oczywiście była to odmowa. Poinformowano mnie również ,że mogę w ciągu siedmiu dni złożyć odwołanie . Zdążyłem w terminie , ale kolejny Sąd odwoławczy nie zdążył rozpatrzyć przed upływem roku od popełnienia czynu i umorzył Postępowanie,bo tylko rok czasu jest na pociągnięcie Prokuratora do odpowiedzialności za popełnione najpropodobniej najgorsze nawet przestępstwa

”Sam przez wiele lat byłem szykanowany przez układy w naszym związku, przez kłamstwa i pomówienia. Byłem stałym „klientem” Rzecznika Dyscyplinarnego i organów ścigania. Po dwóch lata dałem sobie spokój bo doszedłem do wniosku że nie będę kopał się z koniem. Szkoda czasu i pieniędzy. Są tysiące ciekawszych rzeczy do robienia niż tłumaczenie ludziom najprostszych spraw. Łowiectwo w Polsce po 10 latach „zdycha”.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=150

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Wybiórcza aktywność PZŁ + Skandale w kole ”Jeleń”

”Polski Związek Łowiecki aktywny jest tylko tam, gdzie można naciągnąć parlamentarzystów na zmiany, które kosztem szerokich rzesz członków przyniosą dodatkowe pieniądze garstce ok. 200 działaczy. Ostatni pomysł, przepchany przez komisje sejmową, to coroczne obowiązek corocznego przystrzeliwania broni i wydawanie na to zaświadczeń, bez których nie wolno będzie polować.

Lekko licząc pomysł ten może przynieść działaczom, skromnie liczac 5 mln. złotych dodatkowych pieniędzy rocznie, bo już sobie wyobrażam, jak na strzelnicach okręgowych czuwają działacze z uprawnieniami nadanymi przez Związek i kasują 50 zł. od każdego wystawionego zaświadczenia o przystrzelaniu. Tymczasem do grona naszych przeciwników dołączają kolejne grupy społeczne, np. rolnicy, niezadowoleni ze sposobu szacowania i wypłaty odszkodowań za szkody łowieckie. Warto więc i chyba jest to ostatni dzwonek, aby zastanowić się, czy przypadkiem sami myśliwi nie dostarczają powodów i argumentów wszystkim tym, którzy w łowiectwie postrzegają samo zło. Komunistyczny system wyboru działaczy do organów PZŁ pielęgnowany od lat 50-tych ub. wieku, brak nadzoru nad realizacją przez koła przepisów ustawowych, jak też wadliwy w swych zapisach statut PZŁ, pozwalają na zajmowania stanowisk w organach PZŁ i kół przez osoby, które swoim działaniem przydają łowiectwu tylko złej opinii. ”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=148

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Koło jak każde inne? Wykluczanie zasłużonych członków.

‘’W kołach łowieckich Polskiego Związku Łowieckiego dzieje się różnie. Oprócz przykładów pozytywnych, coraz więcej jest takich, w których panują coraz gorsze nastroje i wzrasta niezadowolenie myśliwych. Samowola zarządów kół, akceptacja zarządów okręgowych i przymykanie oczu na patologię, niewłaściwy sposób pełnienia funkcji nadzorczych przez ZG PZŁ i Ministerstwo Środowiska skutkuje tym, że w kołach zamiast prowadzić właściwą gospodarkę łowiecką i cieszyć się wspólnie z możliwości realizacji swoich pasji łowieckich, członkowie koncentrują się na wzajemnych oskarżeniach i próbach wykańczaniem jednych przez drugich. ‘’ Znane jest już mi lepsze koło, o takich samych upodobaniach i nieposprzątanym syfie. Ale w tym kole, (już były) prezes po kilkudniowym przyjmowaniu alkoholu, potrafił cztery dni butów nie zdejmować – nie mówiąc o pozostałych sprawach higieny osbistej. ‘’
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=137

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

SPOŁECZNE PRACE NA RZECZ KOŁA

W wielu kołach łowieckich, pomimo zmian ustrojowych 25 lat temu, czyny społeczne czyli wymuszone prace gospodarcze, są podstawą gospodarki łowieckiej. Z tymi pracami jest w kołach często jak z pochodami 1-majowymi, na które wszyscy szli dobrowolnie, tylko ci co to z tej „dobrowolności” nie skorzystali, nie mogli liczyć na podwyżkę, awans czy miejsce w akademiku. Ciągle jeszcze są one okazją dla zarządów kół, zwłaszcza w tych, w których władze utrzymują różnej maści pogrobowcy dawnego systemu, do wyróżniania swoich i stwarzania problem z ich rozliczeniem pozostałym. Gorzej jeszcze, jeśli despotyczni członkowie zarządu koła, zazwyczaj wspierani przez łowczego okręgowego, wbrew oczywistym faktom, preparują zarzuty i gnębią tych swoich kolegów. Mając sygnały o podobnych praktykach, odwiedziłem z kamerą Wojskowe Koło Łowieckie „Daniel” w Bartoszycach (……)
W kole tym wpływową role odgrywa Wiesław Orkisz – generał pracujący na najwyższych szczeblach struktur obrony kraju. On to zazwyczaj prowadzi walne zebrania członków koła i oczywistym jest, że posiada znaczący wpływ na ich przebieg i podejmowane uchwały.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=135

1506066_911367262286114_2922355375502671907_n

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Zachowania Kłusownicze.

W tym materiale video ,zobaczą Państwo jak jeden z myśliwych, najpierw dobry kolega stawiany za wzór, szykanowany przez zarząd koła za głośne mówienie o patologiach. A chodziło o nie byle co –nielegalne polowania grupowe czy strzelanie do danieli i zwierzyny płowej w zagrodach! Doprowadzony do bankructwa ,pozbawiony możliwości strzelania, pewnego razu jadąc poobserwować zwierzynę nie wytrzymał i…tu proszę zwrócić uwagę co mówi w ostatnich minutach – tak bardzo pragnął zapolować,poniosło go. Odstrzelił selektywnego kozła sarny. Co potwierdza tylko naszą teorię o tym jak bardzo panowie uzależnieni są od mordowania i adrenaliny z tym związanej. Czy aktualny model łowiectwa jest rzeczywiście tak demokratyczny jakim sam się opisuje?
Czy tak często używane słowo „koleżeństwo” ma jeszcze jakieś znaczenie w tym środowisku?
Czemu służą represje wewnątrz kół łowieckich?
Dlaczego przymyka się oczy na liczne nieprawidłowości władzy?
Czy dostęp do polowania jest równy dla wszystkich jak twierdzi statut PZŁ?
Jak traktuje się wczorajszych przyjaciół, kolegów z którymi razem się polowało, a i nie jedną piersiówkę z czymś ciepłym wypiło? ‘’ Żenada i porażka całego modelu rzekomo opartego na koleżeństwie!’’
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=130

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Uliczny protest myśliwych w Olsztynie

W Olsztynie zawiązał się komitet organizacyjny pierwszego w skali Polski protestu myśliwych przeciwko złemu zarządzaniu Polskim Związkiem Łowieckim. Inspiracją do zorganizowania protestu były zastrzeżenia jakie mają myśliwi okręgu olsztyńskiego do działań Zarządu Okręgowego PZŁ w Olsztynie, kierowanego przez dr hab. Dariusza Zalewskiego. Myśliwi mają zastrzeżenia do zaniedbań, które doprowadziły do utraty całego niemal dorobku kulturowego i historii łowiectwa od pierwszych dni powstania kół łowieckich i struktur PZŁ na Mazurach, w wyniku spalenia się strzelnicy, w której zgromadzona archiwalne dokumenty okręgu.

Według komitetu organizacyjnego, myśliwych w okręgu bulwersuje m.in. odbieranie im trofeum łowieckich, rzekomo nieprawidłowo strzelonych, despotyczne traktowanie członków, brak pomocy dla inicjatyw łowieckich w szczególności dla popularyzacji psów myśliwskich, wspieranie członków niegodnych miana myśliwego, łanie statutu PZŁ w stosunku do ukaranych sądownie za przestępstwa łowieckie, tworzenie nerwowej atmosfery pracy w kołach łowieckich i wśród członków, których jak twierdzą protestujący, łowczy okręgowy nie integrował, a wręcz swoją postawą niszczył.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=122

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

KONFLIKTY PRZY WYCENIE TROFEÓW

‘’Jako długoletni myśliwy i członek Polskiego Związku Łowieckiego nie mogę obojętnie patrzeć na złą atmosferę w PZŁ w i wokół naszej organizacji. Wszyscy chyba zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy coraz gorzej postrzegani przez opinię publiczną. (….)
Trzy lata temu w pożarze strzelnicy w Gutkowie spłonęła cała historyczna dokumentacja regionalnego PZŁ. Stało się tak, bo Dariusz Zalewski nakazał właśnie tam przechowywać dokumenty, mimo że wiele osób zgłaszało wątpliwości co do tego miejsca. Czy postąpił tak ze zwykłej bezmyślności, czy z premedytacją, chcąc pozbyć się niektórych pism? W każdym razie bezpowrotnie zniknął zapis naszych dziejów, bezcenna kronika PZŁ. I jak w tej sytuacji możemy przekonać opinię publiczną, że jesteśmy poważną, odpowiedzialną organizacją? Jak udowodnić społeczeństwu, że prawdziwy myśliwy to człowiek honoru i przyjaciel przyrody, jeśli władzę w związku pełnią ludzie przypadkowi, pozwalający pić alkohol na strzelnicy i beztrosko składujący śmieci w lesie? Śmiem twierdzić, że dopóki sami nie oczyścimy atmosfery w PZŁ, nasz odbiór społeczny będzie coraz gorszy. Niestety nie da się tego zrobić, przy obecnych władzach w lokalny PZŁ. ‘’
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=107

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Koszenie kasy na zawodach o Puchar Warszawy

Uczestnicy zawodów strzeleckich na strzelnicy w Suchodole w dniu 7 września 2013 r., pod wzniosłym tytułem Puchar Warszawy, organizowanych przez Zarząd Okręgowy PZŁ w Warszawie, bardzo krytycznie wypowiadali się na forum zarzucając organizatorom, że za wpisowe w wysokości 130 zł. od osoby nie zagwarantowali nawet najskromnieszego posiłku, zamknęli lepszą toaletę na klucz i pozostawili tylko tę gorszą, z musu koedukacyjną, która nie nadawała się do wykorzystania, a uczestniczkom i uczestnikom pozostawały krzaki jako miejsce załatwiania potrzeb fizjologicznych. Według nich za zebrane z wpisowego 15730 zł. od 121 uczestników nie otrzymali kompletnie nic, no może z wyjątkiem kawy i herbaty.

Redakcję zainteresowało na co mogła zostać wydana tak znacząca kwota, szczególnie, że wg relacji uczestników nagrody były raczej cienkie, a makiety na końcu klejone i niejednakowe.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=104

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

KOŁO JAK KAŻDE INNE. Tradycje SB w PZŁ

‘’W okresie walnych zgromadzeń członków w kołach odżywają emocje, a zadawnione spory przybierają na sile. Zawsze przy takiej okazji, ilekroć temat koła zostanie poruszony w dzienniku Łowiecki, „działacze” starają się, niczym lektorzy nieboszczki PZPR, straszyć członków traktując ich jak ciemną masę, której tylko oni mają prawo wskazywać co mają myśleć, jak głosować i jak realizować prawa demokratyczne.
Wojskowe Koło Łowieckie „Daniel” przy Jednostce Wojskowej – jak samo się tytułuje, faktycznie ma w swoich szeregach zasłużonych dla umacniania władzy ludowej oficerów. Wielu z nich odbywała „zaszczytną służbę” w batalionie ratownictwa terenowego, którego nazwa kamuflowała rzeczywiste przeznaczenie tej formacji. Był to batalion o zaostrzonym rygorze utworzony dla odbywania służby wojskowej przez kleryków wcielonych przymusowo dla przerwania studiów w seminariach duchownych. Celem batalionów „alumnów” była indoktrynacja i działania mające skutkować porzuceniem sutanny. Zadaniem informacji wojskowej i Służby Bezpieczeństwa zaś było pozyskanie możliwie największej ilości tajnych współpracowników, którzy po powrocie do seminarium mieli zadanie rozpracowywanie kościoła od wewnątrz i inwigilację kleru. ‘’

‘’ To jest bandycki kwiat PRL-u. dodaj do tego prokuratorów biorących w tym udział. Ci prokuratorzy to inna rasa? Jeżeli naruszają prawo, a z artykułu tak wychodzi, to niczym oni się nie różnią od bandyckiej elity PRL-u.

‘’ Sowiecki PRL bis…………Jeżeli kanalie PRL-u we właściwym czasie wylądowałby za burtą społeczeństwa, to dzisiaj nie byłoby tego co przedstawia ten artykuł. ‘’
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=87

12074500_911367252286115_134812291039141389_n

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Jak zarobić w łowiectwie na lewo,sprzedajemy smalec borsuczy.

‘’Zbyt często sie zdarza, że Prokuratury Rejonowe, do których trafiają sprawy z ustawy Prawo Łowieckie, automatycznie je umarzaja „z powodu braku cech przestępstwa”. Na forum dziennika była już sygnalizowana sprawa handlu przez myśliwych elementami tuszy zwierzyny dzikiej, w postaci smalcu z borsukasprzedawanego w celach „leczniczych”.

Analogiczny przypadek miał miejsce w miejscowości Bychawa na terenie działania Zarządu Okręgowego PZŁ w Lublinie. Pazerny myśliwy działając z chęci zysku oferował „lekarstwa” w postaci smalcu borsuczego jako antidotum na wszelkie niemalże dolegliwości. Z treści reklamy wynikało, że smalec jest autentyczny, profesjonalnie wytapiany specjalną technologią co powoduje, że jego właściwości są o wiele wyższe od innych oferowanych przez mniej wyspecjalizowanych sprzedawców. Podczas przeszukania znaleziono sporą ilość przygotowanego do sprzedaży specyfiku.

Zaledwie kilkanaście dni potrzebowała Prokuratura Rejonowa w Opolu Lubelskim, aby umorzyć postępowanie opatrując je słowami: „wobec stwierdzenia, iż czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=66

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

OSZUSTWA I DODATKOWY ZAROBEK NA KURSACH

‘’ Członkowie PZŁ płacą co roku składkę dla Związku w kwocie ca 300 zł. No przecież trzeba dać tę daninę, żeby móc coś w zamian uzyskać, bo z pustego i Salomon nie naleje. Okazją dla tego mogłyby być organizowane w zarządzie okręgowym ad hocszkolenia przydatne myśliwym. Na przykład kurs szacowania szkód, albo kurs szacowania wstępnej oceny tusz po odstrzale, przydatny przy zdawaniu tusz do punktu skupu, jeżeli te wymagają takiego przeszkolenia od myśliwych dostarczających tusze do skupu w imieniu koła, którego te tusze są własnością. W ZO PZŁ w Lublinie też o tym myślą i zorganizowano powyższe 2-dniowe kursy. Zapraszam do zapoznania się z przepływami pieniędzy, jakie miały miejsce w związku z kursem zorganizowanym tamże w dniach 23-24 marca.

Jak się można chyba domyślać, PZŁ nie dopłacił do tego kursu ani złotówki, więc musiał kosić uczestników, żeby na wszystko starczyło. Nie kosił nadmiernie, bo zgodnie z odpowiedzią udzieloną mi przez przewodniczącego ZO PZŁ w Lublinie Mariana Flisa, nic nie zasiliło Związku, bo wszystkie zebrane pieniądze posłużyły na pokrycie kosztów związanych z tym szkoleniem. Jakie to były koszty i ile na co poszło przedstawiam poniżej.

Na oba kursy zgłosiło się 77 uczestników, którym kazano zapłacić po 120 zł. brutto, co dało kasę w wysokości 9240 zł. Kasę tę na kurs wstępnej oceny tusz rozdysponowano następująco:

Wykładowcy
Nie wiem kto wykładał na kursie wstępnej oceny tusz, czy byli to weterynarze, czy również myśliwi z okręgu, ani po ile godzin pracowali, ale w sobotę i niedzielę kurs nie mógł trwać dłużej jak po 8 godzin każdego dnia. Wykładowcy kosztowali ZO PZŁ okrągłą kwotę 3000 zł. brutto, co daje po 187,50 zł za godzinę wykładu. Wynagrodzenie przednie, bo przeliczone na cały etat (178 godz.) daje 33375 zł./m-c. Nie zapytałem, czy dr Marian Flis również się załapał na tę fuchę, ale uczestnicy tego szkolenia na pewno odezwą się na forum i podadzą szczegóły. Kurs szacowania szkód miesiąc wcześniej poprowadził dr inż Marian Flis wraz z prof. dr hab. Kazimierzem Zalewskim z Katedry Biochemii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, mając też do podziału 3000 zł.’’ Ten, czy każdy inny kurs, w tym kursy dla kandydatów na myśliwych, to żyła złota dla działaczy w okręgach. W ten sposób można dorobić do głodowych pensji, ryczałtów, czy delegacji, jakie wypłacane są im na co dzień, ciągle za małych, bo nasza składka rośnie tylko dwukrotnie szybciej niż inflacja, a to przecież musi być wyjątkowo stresujące dla tych, którzy z takim poświęceniem oddają się pracy dla członków Związku, a jeszcze zmuszani są ujawniać, ile na co wydali lub zarobili. Oczywisty skandal, szczególnie jak te ciężko zarobione na boku pieniądze jacyś wredni dziennikarze starają się ujawnić. ‘’
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=81

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

KOLEŻEŃSTWO W KOŁACH CD 2. PREZES DO DIANY publicznie PRZY 45 OSOBACH : ‘’PANI MŚCI SIĘ ZA TO ŻE NIE ZOSTAŁA MOJĄ KOCHANKĄ’’ (Materiał audio i wideo) ‘’W poniższej relacji zamiast przykładów etyki spodziewajcie się raczej chamstwa na jakie żaden porządny myśliwy nigdy by sobie nie pozwolił. Poznajcie klimaty łowieckiej Polski powiatowej. ‘’
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=80

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

KŁUSOWNICTWO Cz. 2

‘’ o tym, jak z kolegą z koła polowali na byka po wpisaniu się o 1:00 w nocy, strzelając około 3:30 dwunastaka, którego „przez przypadek” zabrano i poćwiartowano nie zgłaszając odstrzału. Tam też pisałem o przekręcie na wadze odyńca, którego Janusz Dzisko nie miał w odstrzale, więc przymusił skupowego, żeby z odyńca zrobić przelatka.

No pewnie, ani sprawa strzelonego w nocy byka, ani polowanie na odyńca bez odstrzału na pewno nie wyszłyby na światło dzienne, bo działaczom w PZŁ wolno więcej. Ot pełny obraz tego jak nisko upadł dzisiaj Polski Związek Łowiecki.’’
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=77

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Kłusownictwo 3

Aktualność pierwsza

W dniu 6 grudnia 2012 na rozprawie przed Sądem Rejonowym w Olsztynie, Janusz Stefan D. wielki działacz Mazurskiej Okręgowej Rady Łowieckiej w Olsztynie, prezes Okręgowego Sądu Łowieckiego poprzedniej kadencji, został prawomocnie uznanym winnym zawłaszczenia tuszy dzika w ilości 52 kg na szkodę Koła Łowieckiego „Wrzos” w Olsztynie. Nie mając odstrzału na dzika innego jak przelatek, odstrzelił dzika o wadze 102 kg i dla ukrycia tego faktu oddał go do skupu z wagą 50 kg. Szeregowemu dziennikarzowi trudno ocenić co było powodem dość łagodnego potraktowania oskarżonego w tej sprawie. Nie wiadomo, czy stało się to w wyniku działań aż warszawskiej kancelarii adwokackiej, czy było wynikiem szacunku sądu do osób pełniących wysokie stanowiska w państwie. Janusz Stefan D.jest bowiem Wojewódzkim Inspektor Sanitarnym i szefem wojewódzkiego SANEPID-u w Olsztynie. Zapewne Janusz Stefan D. zawłaszczył te 52 kilo dzika w celu poprawienia wizerunku łowiectwa bowiem jest on obecnie przewodniczącym Komisji Promocji Łowiectwa przy Mazurskiej ORŁ w Olsztynie. Dość wyrozumiały był Sąd Rejonowy w Olsztynie także dla Adama D. pracownika punktu skupu dziczyzny w Jonkowie k. Olsztyna, który poświadczył nieprawdę w dokumentacji finansowej za namową Janusza Stefana D., którego jak twierdził, obawiał się ze względu na pełnioną przez niego funkcję dyrektora SANEPID-u i zaniżył wagę dzika o 52 kg. Sąd pozostawił czas na poprawę obu oskarżonym i jako warunek nakazał zapłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz na rzecz Pomocy Postpenitencjarnej po 500 złotych.

Aktualność druga

W tym samym dniu w tym samym sądzie ujawniono, że oskarżony o zawłaszczenie tuszy jelenia bykaMieczysław T. był już prawomocnie skazany w dniu 28 czerwca 2012 za naruszenie ustawy Prawo Łowieckie na grzywnę w wysokości 300 złotych i pokrycie kosztów sądowych. Rozprawa Mieczysława T. ujawniła także, że jeleń byk strzelony został przez oskarżonego z naruszeniem wszelkich dopuszczalnych norm, które są warunkiem niezbędnym do uznania legalności polowania. Mieczysław T. polował razem z przywołanym wyżej Januszem Stefanem D. na jelenie i jak wynika z przebiegu rozprawy, jeleń został zastrzelony około godz. 2:00 w nocy, nie dokonano wymaganego wpisu w upoważnieniu przed podjęciem czynności transportowych, poprochy zostawiono na środku pola, nie dokonano wpisu wyniku polowania do książki ewidencji myśliwych na polowaniu indywidualnym, nie okazano trofeum i tuszy jelenia upoważnienemu członkowi koła, zgodnie z obowiązującą uchwała WZ, a na koniec bez uzyskania zgody na pobranie tuszy na własny użytek Mieczysław T. oskórował, poporcjował i rozprowadził po rodzinie tuszę uniemożliwiając zważenie i wycenę tuszy. Na rozprawie moralnego wsparcia swą obecnością udzielał oskarżonemu Janusz Stefan D., pomagającMieczysław T. od momentu dokonania odstrzału, bo to z jego telefonu wzywano w nocy rolnika z traktorem i przyczepą do zwiezienia tuszy z pola. Pisemnego wsparcia oskarżonemu udzielił także łowczy okręgowy w Olsztynie Dariusz Zalewski, wystawiając pozytywną opinię dla Mieczysława T.mimo, że ten w strukturach władz i organów PZŁ nie figuruje. W jaki sposób sąd rozważy żądanie prokuratora o zastosowanie kary dwu lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na lat 5, zapłacenie kwoty 7800 złotych tytułem zryczałtowanego odszkodowania dla skarbu państwa oraz 3 tysięcy zł. grzywny napiszemy w obszerniejszym felietonie.

Aktualność trzecia

Prokuratura Rejonowa w Bartoszycach dochodzi, czy protokoły polowań zbiorowych odbywanych w Kole Łowieckim „Daniel” zawierają prawdziwe dane. Okazuje się, że w dokumentach tych podawano inne niż rzeczywiście odstrzelono ilości dzików, inne osoby biorące w polowaniu niż wykazano w protokole, itp. „drobiazgi”. Prokuratura będzie musiała także wyjaśnić, z jakich powodów w protokole wykazano mniejsze ilości odstrzelonej zwierzyny niż to miało miejsce faktycznie i co się działo ze sztukami, które zniknęły z protokołów. Znamiennym jest, że prezesem zarządu KŁ „Daniel” jest Marek Haus, będący jednocześnie sędzią OSŁ w Olsztynie, a za sprawy łowieckie odpowiada Grzegorz Kruk– członek Mazurskiej Rady Łowieckiej.

Aktualność czwarta

W dniu 18 grudnia 2012 w Sądzie Rejonowym w Mogilnie rozpoczyna się proces karny sekretarza Koła Łowieckiego nr 62 „Knieja” Zenona Ch. oskarżonego o podrabianie indywidualnych pozwoleń na wykonywanie polowania indywidualnego. Zenon Ch. niezależnie od sprawy karnej za fałszowanie dokumentu „odstrzału” dla zalegalizowania odstrzału większej ilości zwierzyny niż miał dozwolone, oczekuje na sprawę karną, w której oskarżony jest o publiczne pomówienie autora niniejszego tekstu o chorobę psychiczną, podrabianie pieniędzy, wyłudzenie poprzez podstawienie innej osoby pozytywnych wyników badań psychologicznych, itp. Kołem Łowieckim nr 62 „Knieja” w Mogilnie kieruje prezesRoman G., uczestnik wielu postępowań prokuratorskich, w wyniku których nie udało się do chwili obecnej ustalić, czy postrzelił w tyłek miejscowego proboszcza – myśliwego tego samego koła – czy też nie. Roman G. przewijał się już na naszym portalu jako główny aktor afer w Mogilnie.

http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=46

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

PAŃSTWO W PAŃSTWIE –SĄDY DYSCYPLINARNE PZŁ

‘’Mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 6 listopada br. stwierdzającego, że dyscyplinarne sądownictwo łowieckie PZŁ utraciło podstawy prawne dla funkcjonowania, a także wyraźnego stwierdzenia, że żaden organ lub władza PZŁ nie ma prawa stosować kar skutkujących choćby czasową utratą możliwości wykonywania przez członków PZŁ państwowych uprawnień do wykonywania polowania – sądy łowieckie w dalszym ciągu sądzą i skazują. Wprawdzie nie można zapominać, że formalnie podstawa ustawowa do działania sądownictwa dyscyplinarnego upada w dniu publikacji wyroku w Dzienniku Ustaw, czyli dzisiaj, ale tak doświadczeni prawnicy, jakimi mienią się sędziowie okręgowych sądów łowieckich powinni rozumieć, że wydając swoje „wyroki” wbrew Trybunałowi Konstytucyjnemu tylko ośmieszają PZŁ.
Rzecznik dyscyplinarny i sędziowie podczas rozprawy występują w togach zwanych przez myśliwych sukienkami, a przewodniczący składu ma łańcuch na szyi do złudzenia przypominający wygląd sędziów sądów powszechnych. Jak powiedział lekarz weterynarii składający zeznania jako świadek, nie będący członkiem PZŁ, był on przekonany, że zeznaje przed prawdziwym sądem.’’
Polecam obejrzeć załączony materiał video gdzie pokazano jak obraduje taki sąd. Cyrk,jaja jak berety.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=65

12106992_911367265619447_3396308240725677909_n

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Kłusownicy przed sądem

‘’Na rozprawie myśliwy i strażnik łowiecki przyjął inną strategię obronną. Mimo, że osobiście pomagał w zbieraniu zabitych saren, wskazał miejsce dobre dla polowania, ustalał przyjazd znajomego z cichym karabinem aktualnie twierdzi, że był tak pijany, że niczego nie pamięta. Leżał na tylnym siedzeniu samochodu pił wódkę i nie wie co się działo. Jak w takim stanie zdołał uciekać i dzwonić, aby inny znajomy zabrał go wraz z posiadaczem nielegalnej broni, który ukrywał ją pod paltem, będzie musiał ustalić sąd w trakcie kolejnych rozpraw. Na rozprawie przesłuchani mają być świadkowie mający bezpośrednią styczność z oskarżonymi w czasie tego nielegalnego polowania oraz bezpośrednio po nim. Sąd uprzedził także oskarżonych, że istnieje możliwość odpowiedzialności za nieuwzględniony w akcie oskarżenia fakt usiłowania zawłaszczenia tusz zwierzyny należących do Skarbu Państwa, bowiemMichał F. proponował jedną z nich kuzynowi w pobliżu zabudowań gdzie strzelano.’’
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=3

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Kolejny łowiecki VIP przed sądem

Jak stwierdziła Prokuratura Józef P. poświadczył nieprawdę w książce obwodu łowieckiego nr 78, znajdującego się w pobliżu miejscowości Sławborze, w której odnotował pozyskanie dwóch jeleni byków podczas polowania dewizowego w dniu 7 stycznia 2011 roku, podczas gdy jelenie te zostały odstrzelone w dniu 5 stycznia 2011 roku w okolicy miejscowości Przećmino, na terenie obwodu łowieckiego nr 8 gdzie plan był już wykonany, czym działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez Wojskowe Koło Łowieckie nr 240 „Rybitwa”.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=14

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Zamiast w łowisku; na wokandzie

Na Lubelszczyźnie nieprzerwanie trwają procesy sądowe, gdzie stronami zarówno w procesach karnych jak cywilnych są myśliwi, a kanwą do tych procesów jest ta niby koleżeńska pasja uprawiana etycznie i z zasadami etyki.

Największa i niespotykana jak dotąd liczba procesów sądowych ma aktualnie miejsce w Wojskowym Kole Łowieckim nr 116 „Knieja” w Puławach, do chwili obecnej kierowanego przez prezesa Józefa K. od 11 lat uprawiającego łowiectwo jedynie jako administrator koła, bowiem od chwili aresztowania za udział w tzw. aferze tłuczkowej pozwolenie na posiadanie broni myśliwskiej utracił. Za wyłudzanie wysokich odszkodowań z tytułu fikcyjnych kolizji drogowej, otrzymał prawomocny wyrok skazujący. Prezes Józef K., były wysokiej rangi policjant jest tak „koleżeński”, że nawet na ławie oskarżonych zasiadał w ponad siedemdziesięcio osobowej grupie. Prawie tyle samo osób liczy kierowane ręką przestępcy oszusta Koło Łowieckie nr 116 „Knieja” w Puławach, z której to grupy już trzy osoby weszły w spory prawne zainspirowane postawą i zachowaniem prezesa Józefa K.
Prezes WKŁ nr 116 „Knieja” swoją postawą i zachowaniem zmusił do wniesienia prywatnego aktu oskarżenia także byłego myśliwego tego koła swego…… rodzonego brata Jana K.
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=17

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Myśliwskie „safari” w Zgorzelcu

‘’Prokuratura Rejonowa w Zgorzelcu bada sprawę myśliwych z Wojskowego Koła Łowieckiego „Wieniec”. Powodem dociekań prokuratorskich jest ustalenie okoliczności polowania na dzika przy wykorzystaniu pojazdu terenowego. Myśliwi mieli taranować pojazdem dzika do chwili aż ten osłabł zupełnie. Jeden z myśliwych miał zabrać wtedy z samochodu siekierę i tą siekierą dobić wycieńczone zwierzę.
‘’
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=23

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Strażnik kłusownik? Żywy dzik w oborze.

„23 stycznia 2012 roku policjanci w wyniku czynności podjętych w miejscu zamieszkaniaLucjana R. lat 42, zam. gm. Horodło zabezpieczyli nielegalnie pozyskane trofea w postaci: dwie żuchwy od saren kozłów, jedna żuchwa jelenia, dwie czaszki z porożem kozłów, łeb byka jelenia – poroże w scypule, czaszka z porożem byka jelenia. Zabezpieczono również amunicję myśliwską. Ponadto w pomieszczeniach gospodarczych ujawniono i zabezpieczono żywego dzika samca oraz mięso z dzika w ilości około 35 kg. W powyższej sprawie jest aktualnie prowadzone dochodzenie w kierunku art. 53 i 52 Ustawy Prawo Łowieckie. ‘’
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=31

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

PREZES KOŁA NA OCZACH DZIECKA STRZELAŁ DO BAŻANTÓW

‘’Wiem czego sprawa dotyczy. Dotyczy pana który zastrzelił u nas bażanty. Tego dnia siedziałam sobie przy oknie w pokoju rodziców i oglądałam telewizję. Nagle usłyszałam straszny huk. Przestraszyłam się, nie wiedziałam o co chodzi. Wyjrzałam szybko przez okno. Zobaczyłam samochód, z którego okna wystawała lufa. Szybko wybiegłam z pokoju, krzyknęłam do rodziców „strzelają”. Rodzice szybko wybiegli na dwór. Ja wybiegłam, po jakimś czasie, za nimi. Rodzice coś tam krzyczeli. Krzyczeli do osoby, która strzelała. To był mężczyzna, którego jednak nie potrafię opisać, bo stałam w pewnej odległości od niego, poza tym byłam zapłakana.
Przewodniczący stwierdza, że w oczach świadka pojawiły się łzy.
Świadek zeznaje dalej:
Widziałam, że ten mężczyzna strzelał do bażantów. Płakałam, bo całą zimę dokarmiałam te bażanty. Nie słyszałam co mówił mężczyzna.
Przewodnicząca stwierdza, że świadek płacze. Poinformował, że jeśli świadek nie może zeznawać zostanie zarządzona przerwa.
Świadek zeznaje.
Nie potrzebuję przerwy. Ten mężczyzna trzymał bażanty w dłoni. Obok karmnika stał duży talerz do którego sypałam ziarno dla bażantów. Gdy zobaczyła tego mężczyznę, stał on w odległości około metra od tego karmnika.”
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=38

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

PRZEKRĘT Z KACZKAMI

‘’ W środowisku łowieckim Lubelszczyzny oczekuje się działania prokuratury w sprawie fałszywych zeznań świadków, którzy na potrzeby procesu zeznawali, że w ciągu trzech lat koło pozyskało jedynie 10 sztuk kaczek, a polowań zbiorowych na zwierzynę drobną nie organizowano, podczas gdy witryna www ZO PZŁ w Lublinie prezentowała fotoreportaże wykonane przez syna łowczego Sebastiana Dudrę, pokazujące królów polowania zbiorowego strzelajacych 11, 10 i 9 kaczek oraz pokoty polowań zbiorowych liczące ponad 70 sztuk.’’
http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=35

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Myśliwy zastrzelił żonę, bo pomylił ją z dzikiem….

Tak dla przypomnienia, zdarzenie sprzed kilku lat.
”Tragicznie zakończyło się polowanie w Niemczy, koło Dzierżoniowa. 40-letni myśliwy ostrzelał grupę ludzi, bo myślał, że to wataha dzików. Zabił jedną osobę. Swoją 43-letnią żonę…
Jeden ze strzelców – 40-letni Jacek W. – zasadził się na dziki w krzakach. W odległości ok. 100 metrów zobaczył jakiś ruch w zaroślach. Był pewien, że to wataha dzików. Strzelił.
Zaraz potem usłyszał przerażające krzyki. Okazało się, że ostrzelał grupę najbliższych znajomych, swojego przyjaciela i dwie kobiety. Niestety, jego strzał okazał się celny. Mężczyzna zabił nim swoją własną żonę.
43-letnia kobieta zginęła na miejscu. Została ranna w brzuch. Kula rozerwała jej wnętrzności… ”
http://www.fakt.pl/Mysliwy-zastrzelil-zone-bo-pomylil-ja-z-…

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Myśliwy pomylił 18-latkę z dzikiem. Postrzelił ją w brzuch.

”Osiemnastoletnia dziewczyna została postrzelona podczas wieczornego spaceru z kolegą. W kierunku pary strzelił myśliwy, który był przekonany, że strzela do dzika. Ranna w brzuch dziewczyna trafiła w ciężkim stanie do szpitala, sprawę bada prokuratura.”
http://www.tvn24.pl/…/mysliwy-pomylil-18-latke-z-dzikiem-po…

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Śledczy na tropie gangu myśliwych kłusowników, mordujących wilki.

”” Wszystko zaczęło się w lutym tego roku, kiedy jeden z lubelskich ekologów przez przypadek usłyszał rozmowę dwóch mężczyzn, którzy dogadywali się w sprawie sprzedaży skóry wilka. Czym prędzej zawiadomił policję. Śledczy zorganizowali zakup kontrolowany. Ekolog zgłosił się do jednego z mężczyzn z propozycją kupna wyprawionej skóry wilka. Chciał ją powiesić na ścianie jako trofeum. Negocjacje co do ceny trwały kilka tygodni. W połowie października w jednym z przydrożnych barów koło Janowa Lubelskiego ekolog zapłacił handlarzowi 3 tys. zł, za co otrzymał wilczą skórę. Handlarzem okazał się emerytowany policjant z komendy powiatowej z Janowa Lubelskiego. Podczas przesłuchania były funkcjonariusz wskazał swojego kompana – leśniczego z jednej z podjanowskich miejscowości. Handlarzom już postawiono zarzuty. Grozi im od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia, jednak prokuratura nie wystąpiła do sądu o ich aresztowanie. Będą odpowiadać z wolnej stopy.
– Mężczyźni wywodzili się z kręgu janowskich myśliwych. Według posiadanej przez nas wiedzy posiadali co najmniej kilka wilczych skór.”
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,4698815.html

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

MYŚLIWY ZABIŁ ŻONĘ A POTEM SIEBIE

”Do rodzinnej tragedii doszło w środowe popołudnie na jednym z blokowisk w Myśliborzu. Stanisław D. ( 61 l.) podczas awantury z swoją żoną Haliną D. ( 60 l.) wyciągnął myśliwską broń, wymierzył w kobietę i pociągnął spust. Padł strzał. Kula trafiła kobietę w klatkę piersiową. Zabójca, widząc martwą żonę, przyłożył sobie lufę do głowy i strzelił.
Huk strzału usłyszeli sąsiedzi, którzy od razu zawiadomili policję. Przybyli na miejsce funkcjonariusze musieli wyważyć drzwi, żeby dostać się do mieszkania. W środku znaleźli dwa zakrwawione ciała. Przy zwłokach myśliwego leżała broń.
Dlaczego doszło do tej tragedii? Przyczyną był miłosny zawód. Żona chciała się rozwieźć z mężem, a on nie mógł się pogodzić z tym, że resztę życia spędzi samotnie. Stanisław D. nadużywał alkoholu, czego jego żona nie tolerowała.
Sąsiedzi widzieli niejednokrotnie jak pan Stanisław śpi pijany na ławce, bo żona nie chciała go wpuścić do domu. ”
http://nasygnale.pl/kat,1025185,title,Tragedia-w-Mysliborzu…

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Pijany myśliwy miał fantazję i strzelał do… aut

Mężczyzna koło miejscowości Lipków pod Warszawą wyciągnął sztucer i strzelał do przypadkowego samochodu. Pocisk przebił zderzak i wpadł do środka.
Kierowca ostrzelanego auta zauważył, jak po chwili z lasu wyjeżdża samochód, przy którym wcześniej widział uzbrojonego mężczyznę. Pojechał za nim i wezwał policję. Po krótkim pościgu policjanci zatrzymali 47-latka i 19-latka, który prowadził samochód. Okazało się, że właciciel sztucera miał w organizmie 3 promile alkoholu. 19-letni kierowca był trzeźwy.
http://www.se.pl/…/pijnay-mysliwy-mial-fantazje-i-strzelal-…

11148344_911367408952766_4484945285571152384_n

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Coś dla podsumowania? Po wnikliwej analizie i lekturze , wyłania się dość ponury obraz.Przestarzały PZŁ,dinozaur PRL niewydolny dla kontroli swych członków,przymykający oko na zachowania przestępcze,zezwalający na nie. Powszechne kłusownictwo i notoryczne przekraczanie limitów odstrzałów na które tak powołują się myśliwi.Nielegalne polowania, dręczenie zwierząt,nadużycia finansowe i okradanie szeregowych członków kół przez zarządy,składanie fałszywych zeznań,układy,kolesiostwo,nepotyzm. Wzajemne walki o wpływy,chamstwo donosicielstwo,alkoholizm ,szemrana przeszłość. Obraz ten jest przerażający dla zwykłego człowieka,tym bardziej ,że jest to kilkanaście losowo wybranych spraw z 1 forum. A co z tymi które nie zostają wykryte? Legalne kłusownictwo,o tym piszemy.Ktoś kto ma broń i zna teren,wie gdzie zwierzęta bytują może pojechać w upatrzone miejsce i strzelić co zechce-postronny człowiek uwagi nie zwróci,a szanse ,że spotka innego myśliwego są równe zeru. Tuszę może spożytkować sam na własny użytek bez badań lekarskich ,na własne ryzyko,w przypadku ptaków tym bardziej. Gdy zapragnie trofeum,wystarczy w mało uczęszczanym łowisku strzelić byka i odciąć ,mu głowę,kto ustali sprawcę? PZŁ toczy rak od środka,gnilec. Mimo to co jakiś czas zaglądają tutaj ludzie którzy próbują tego bronić. Inni z kolei ,co widać po komentarzach myśliwych na cytowanym forum,są świadomi tego wszystkiego i nawet podzielają nasze zdanie. Materiały pod linkami pozostawiamy do Państwa oceny.

Więcej na temat przestępstw myśliwych:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/01/25/samobojcza-smierc-diany-jak-mysliwi-zniszczyli-zycie-wlasnej-kolezance-z-kola/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/wypadki/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/mysliwi-o-lowiectwie/

Przygotował zespół redakcyjny Nie podaję ręki myśliwym.