Afera zajęcza – myśliwi zabijali ponad limit i nic im się nie stało…

Poniżej prezentujemy obszerny tekst Frontu Antyłowieckiego o kulisach głośnej „afery zajęczej”, gdzie myśliwi bezkarnie zabijali zwierzynę łowną ponad limit, m.in. zajęcy, „na które od dawna się nie poluje”, narażając Skarb Państwa na straty ok. 4 mln PLN za „bezprawne pozyskanie zwierzyny”  (o stratach przyrody przez litość nie wspomnę), przykuwając uwagę CBA i mediów ogólnopolskich.

Prokuratura umarzała pod hasłem niskiej szkodliwości społecznej, a PZŁ udowadniał, że przekraczanie planów łowieckich nie stanowi zaburzenia w równowadze przyrody i nie powinno być traktowane jako kłusownictwo.

Aferę tę głównie opisał Stanisław Pawluk, dziennikarz-myśliwy śledzący patologie w środowisku łowieckim, po czym miał nieprzyjemności z „górą”, której włos nie spadł włosa.

Afera to nie tylko jedna z wielu patologii PZŁ. To również ogromny cios zadany naszej polskiej przyrodzie. A także ważny argument w rozmowie, dlaczego pozyskiwanie myśliwskie ma negatywny wpływ na populację zajęcy i jak najszybciej wyjąć ją spod „opieki” myśliwych.

Zapraszamy do lektury:

18643670_423411521360336_683152386_n

AFERA ZAJĘCZA

Gdy podnosi się głos o negatywnym wpływie łowiectwa na zwierzynę łowną, zwłaszcza na drobnicę, strona myśliwska mówi zwykle Panie! To wina rolnictwa, wirusów i durnych przepisów chroniące drapieżniki! Kruk to mnóstwo sztyletuje zajęcy! Wiem, bo widziałem po pijaku! W ogóle tylko pezeteł już od dawna nie poluje na na zwierzynę drobną, tylko chroni i reintrodukuje ją, a wy ekosie jak zwykle guzik wiecie o gospodarstwie łowieckim!

A prawda jest taka, że łowiectwo w wykonaniu PZŁ jak najbardziej ma negatywny wpływ na drobnicę, zaś mamona i ochrona własnego zadu są ważniejsze od troski o przyrodę.

Świadczy o tym mająca finał w 2010 r. tzw. afera zajęcza, gdzie na Lubelszczyźnie przekraczano limity łowieckie, PZŁ, nadleśnictwa i PSŁ udawały, że jest wszystko cacy, a ówczesny rzecznik PZŁ, Marek Matysek zapewniał, że do zajęcy od dawna się strzela, pomijając to, że wciąż to robiono mimo, że naciągany stan w inwentaryzacji nie spełniał warunków określanych przez PZŁ jako wystarczających dla prowadzenia odstrzałów. Ale po kolei.

KOŁO ŁOWIECKIE BAŻANT NR 69 W BEŁŻYCACH (2) grudzien 2016Zabite zające w KŁ nr 69 „Bażant” w Bełżycach – biorącym udział w aferze zajęczej

Stanisław Pawluk wspominał, że afera zajęcza zaczęła narastać już w przed 2004 r. i za przykład dał łowczego swego kołam który oprócz bycia mistrzem w fantazjowaniu był świetny także w przekrętach. Ustrzelone przez niego zwierzęta, a to dziwnie mało ważyły i zdarzały się poza wpisami w książce ewidencji. W wyniku śledztwa wyszło m.in. zastrzelenie o 5 sztuk dzika za dużo, niż przewidywał plan łowiecki, łamiąc tym samym art. 52 pkt. 5, czyli dozwolenie na przekroczenie zatwierdzonego planu pozyskania zwierzyny.

Sprawa była głośna w całym okręgu i poinformowano wszelkie organy PZŁ. Jednak wkrótce stwierdzono, że… nie ma znamion przestępstwa! Ówczesny przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej, Roman Osiński wyciągnął łowczego z problemów, a inny biegły był zdania, że strzelenie 33 dzików, kiedy w planie przeznaczono do odstrzału 27 sztuk, to właściwie to samo. Jak pisze Stanisław Pawluk cyt. „Biegły ten miał już doświadczenia w wybielaniu innego myśliwego, za zastrzelenie prowadzącej młodej lochy w sezonie ochronnym.”

Żaden z organów PZŁ nie raczył się zainteresować na poważnie przekraczaniem planów łowieckich, mało tego – wszyscy się wzajemnie zachwalali, a nowy przewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej – Ryszard Gierliński wraz z ową komisją doprowadził do umorzenia przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie dochodzenia, w sprawie narażania PZŁ na utratę mienia znacznej wartości, przez łowczego krajowego Lecha Blocha. Zwierzyna i jej stany? Pff… a kogo to obchodzi. Potem w mediach zrobimy pokazówkę w stylu „Ożywić pola” i poprosimy o kumpli z instytucji państwowych o wytępienie drapieżników, które oskarżymy o spadek zwierzyny.

hubertus_2014_22
Zabita zwierzyna w KŁ nr 47 „Bekas” w Opolu Lubelskim, gdzie przekroczono plany hodowlane.

Tymczasem w 2003 r. powstała Państwowa Straż Łowiecka, z którą szeregowi myśliwi wiązali duże nadzieje, gdyż wielokrotnie skarżyli się na olewactwo organów ścigania ws. łamania prawa łowieckiego. W Lublinie początkowo było dobrze, bo tamtejszy pierwszy komendant PSŁ, Jan Bogdan Kozyra był osobą kompetentną i do dziś jest uznany za niedościgniony wzór. Niestety będąc samotnym wilkiem w stadzie strażników wybranych w wyniku kumoterstwa, nepotyzmu i powiązań politycznych, musiał opuścić stanowisko, a jego stanowisko otrzymali kolejno Andrzej Sieńko i Stefan Kowalewski, obaj powiązani politycznie i faworyzowani przez ówczesnych wojewodów lubelskich i wybrani w niefajnych okolicznościach.

Urząd Wojewódzki w Lublinie utrwalił tradycję łamania prawa, dając tym samym sygnał dla ludności, że prawo nie dotyczy rządzących zwłaszcza, gdy na eksponowane stanowiska powołują swoich wiernych żołnierzy. Zarówno Andrzej Sieńko, a następnie Stefan Kowalewski powołani zostali bez spełnienia wymaganych warunków, czyli bez ukończenia przez kandydatów szkoleń określonych ustawą.” (http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=215 – dostęp 17.05.2017)

Przyjrzyjmy się jednak Stefanowi Kowalewskiemu, wybranemu w 2008 r. komendancie PSŁ, ponieważ to on odegrał ważną rolę w aferze zajęczej. O tym jakim był niekompetentnym strażnikiem łowieckim można spokojnie napisać osobny materiał*. Używanie służbowych pojazdów do celów własnych, lenistwo, zerowa wykrywalność przestępstw łowieckich ograniczająca się do wystawiania bzdurnych mandatów wędkarzom, markowanie łapania kłusowników i pokazowe zbieranie wnyków (co wyśmiano nawet na forum myśliwskim: http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=43050&t=43050 – dostęp 17.05.2017) czy pozbawione cienia logiki konfabulactwo w raportach, to tylko czubek góry lodowej. Wszystko za pieniądze podatników.

W końcu p. Kowalewski dotarł do 3-częściowego felietonu Stanisława Pawluka z 2008 r. pt. „Modelowa gospodarka”, w którym wykazał jak w województwie lubelskim, onedgaj zajęczym eldorado, obecnie z katastrofalnymi stanami zajęcy, koła łowieckie przekraczały zatwierdzone planem łowieckim ilości zajęcy przeznaczonych do odstrzału, a prokuratura automatycznie umarzała postępowania karne z powodu niskiej szkodliwości czynu, a także członków owych kół w postaci wysoko postawionych funkcjonariuszych w PZŁ.

021
Zabite zające w KŁ nr 25 „Uroczysko” w Lublinie, które ignorowało zalecenia dr. hab Romana Dziedzica o zaprzestaniu odstrzału i nadal zabijało zające.

Widząc okazję do wykazania się, wynajdywał kolejne koła łowieckie, które odstrzeliły więcej zwierzyny ponad zatwierdzony plan – ostatecznie było to ok. 80% kół z terenu Lubelszczyzny. Rabunkowa gospodarka łowiecka dotyczyła nie tylko zajęcy, ale m.in. kuropatw czy zwierzyny grubej. Początkowo PSŁ ostro wzięła się do pracy i w kilku przypadkach uzyskano wyroki skazujące, ale jej zapał się ostudził, kiedy okazało się, że w KŁ „Dąbrowa” w Lublinie także przekraczono plan, a łowczym był sam… Stefan Kowalewski. Ups, ale kaszana! I zamiast twardych dowodów w postaci dokumentacji kół, książek ewidencji, upoważnień do polowania indywidualnego i protokołów polowań to zbierano mało wiarygodne oświadczenia, dlaczego odstrzelono zwierzęta poza planem. A PZŁ jako organizacja był po stronie łamiących wszelkie prawa i dawała wsparcie w postaci cwanych radców prawnych.

019
KŁ nr 2 „Leśnik” w Lublinie podczas zastrzelenia 30 kaczek na jednym polowaniu zbiorowym, potem przedstawiono to jako 10 kaczek (Szczegóły tu – http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=363 – dostęp: 16.05.2017).

Sam Stefan Kowalewski przerażony ogromem afery, widmem zemsty wysoko postawionych w hierarchii łowieckiej kolegów po lufie i utratą resztek reputacji, kiedy na jaw wyszło, że sam uczestniczył w aferze zajęczej, domagał się od prokuratury umorzenia WSZYSTKICH SPRAW! Komendant Państwowej Straży Łowieckiej, instytucji opłacanej przez podatników, którego zadaniem ściganie przestępstw z prawa łowieckiego robił wszystko, by prokuratura umorzyła wszystkie brudy!

– Sugerowaliśmy prokuraturze umorzenie tych spraw, bo takie jest nasze prawo, mieliśmy taką możliwość. Zresztą nie było podstaw do innego działania – powiedział Stefan Kowalewski dla programu UWAGA TVN. Jego zdanie podzielała Genowefa Tokarska, ówczesna wojewoda lubelska.

– Czy przestępstwem jest ustrzelenie na polowaniu kilku sztuk zwierzyny więcej? Proszę nie sugerować, że prokurator kierował się wnioskami komendanta Państwowej Straży Łowieckiej. Prokurator nie musiał zastosować się do naszego wnioskuswierdziła Genowefa Tokarska, która nie dopełniła obowiązków służbowych. Ponieważ wg prawa łowieckiego i rozporządzenia MŚ ponadlimitowe odstrzały traktowane jest na równi z „bezprawnym pozyskaniem zwierzyny”, a wojewoda powinien żądać ekwiwalentu, tj. odszkodowania dla Skarbu Państwa. Jednak jak widać pupilkom władzy i zaprzyjaźnionym myśliwym wolno więcej, a nie jest to pierwszy raz, gdy p. Tokarska kryła niekompetencję swego podwładnego (więcej – http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 – dostęp 17.05.2017).

5Komendant PSŁ w Lublinie – Stefan Kowalewski był łowczym w KŁ nr 5 „Dąbrowa” w Lublinie, które także przekraczało plan łowiecki. M.in. dlatego też domagał się umorzenia skutków afery zajęczej.

Jednak mleko się rozlało. Oprócz lokalnych mediów sprawą zainteresowało się także CBA, które natychmiast przeprowadziło kontrolę w lubelskich urzędach. Szersze media też podłapały temat przekraczania planów łowieckich. W lipcu 2010 r. „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł „Bezkarne łowy za miliony”, a „Uwaga TVN” wyemitowała reportaż „Myśliwi w CBA”.

– Kontrola wypadła przerażająco. Okazało się, że wojewodowie praktycznie nie wiedzieli, co dzieje się ze zwierzyną, jak wygląda pozyskiwanie zwierzyny łowieckiej w poszczególnych kołach i ile zwierząt zostaje odstrzelonych poza planem. Tylko w województwie lubelskim, w czasie rządów trzech wojewodów, Skarb Państwa stracił prawie 4,5 mln zł. – mówił Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA dla Uwagi TVN.

W swym raporcie CBA winę za nieudolne prowadzenie postępowań w sprawie przekroczenia planów hodowlanych, ponoszą komendant PSŁ Stefan Kowalewski oraz Genowefa Tokarska.

Jednak w większości spraw ws. ponadlimitowych odstrzałów umorzono z powodu małej szkodliwości czynu, a w 23 przypadkach odmówiono wszczęcia dochodzenia. A w międzyczasie lubelskie władze PZŁ nie widziały w tym nic złego i napisały sprostowanie do „Rzeczpospolitej” oskarżając tradycyjnie o szarganie dobrego imienia łowiectwa i doniosły na Stanisława Pawluka.

Marian Flis (1)Dr hab. Marian Flis, wówczas przewodniczący ZO PZŁ w Lublinie, który bronił przekraczania odstrzałów (był wówczas członkiem takowego – KŁ nr 25 „Uroczysko” w Lublinie) nie uciekając się do matactwa. Potem dr Flis prześladował Stanisława Pawluka, próbując go wrobić w polowanie poza planem.

Myśliwi, z którymi rozmawiała »Rz«, przyznają, że nielegalny odstrzał to norma, bo kół nie spotykają żadne sankcje. Ani finansowe, ani karne. – Koła łowieckie nagminnie przekraczają dozwolone limity polowań i odstrzału. Tak jest w całej Polsce, w mniejszym lub większym stopniu. Doprowadziło to do wybicia populacji zajęcy – ocenia myśliwy z Lublina.”

Jeśli kogoś to pocieszy, w 2012 r. w wyniku prokuratorskiego śledztwa Stefan Kowalewski stracił stanowisko komendanta PSŁ w Lublinie, a wraz z nim dwaj kolejni strażnicy. Ale jakichkolwiek konsekwencji nie ponieśli, bo wg Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego cyt. „bieżący nadzór nad PSŁ był prowadzony”.

Konsenkwencji nie ponieśli również uczestnicy afery zajęczej, większość z nich to byli ludzie okupujący wysokie stanowiska w PZŁ i do tej pory mające plecy w PZŁ. A jak pisał Kurier Lubelski w 2012 r. cyt. „urzędnicy wojewody wciąż nie odzyskali pieniędzy za bezprawnie odstrzeloną zwierzynę. W ostatniej kontroli sprawdzającej wykonanie budżetu w 2011 r. ponownie wytknęła to NIK. I nakazała »niezwłoczne podejmowanie działań w celu pobrania ekwiwalentu«”.

Przerażające to wszystko. Już pomijam straty finansowe spowodowane działaniami myśliwych. Pomyślmy o tych wszystkich bezprawnie zastrzelonych zwierzętach. Szczególnie o zajęcach, o które rzekomo PZŁ tak dba, a w praktyce nie przejmował się, że przestrzelano zające w trudnym dla nich okresie i nie ulega wątpliwości, że to myśliwi najbardziej przyczynili do niskich stanów zwierzyny drobnej. A Wielce Szanowni Łowczy traktują swe występki jako znikomą szkodliwość społeczną czynu i nic z tym nie zrobili.

Przekroczenia planów odstrzału zwierzyny nie powinno się traktować jak kłusownictwa – tak tłumaczył się dla „Rz” Dariusz Łukasik, łowczy KŁ „Głuszec” w Biłgoraju. A niedaj Bóg twój pies, szaraczku kochany, dziabnie zająca i myśliwi będą do upadłego cię ścigać na bezprawne pozyskiwanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKŁ nr 91 „Azotrop” w Puławach, które przekroczyło plan odstrzału zajęcy w sezonie 2007/2008, a interwencji nie podjęto.

A nie sorki, jednak coś zrobiono – czcze pokazówki i ocieplanie wizerunku. Na stronie PZŁ Lublin można przeczytać, jak to w latach 2010-2014 szlachetni myśliwi zasilają łowiska drobnicą ku chwale ojczystej przyrody (http://www.lublin.pzlow.pl/komunikaty/2006-2015.php – dostęp: 18.05.2017). Wśród wymienionych można odnaleźć koła łowieckie mające udział w zabijaniu drobnicy ponad limit, m.in. KŁ nr 1 „Szarak” w Lublinie czy KŁ nr 84 „Przepiórka” (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=262 – dostęp: 20.05.2017)! To jest kurczę dramat. Wpierw wybili do cna zające, a teraz pokazują jacy są dobroduszni! I przy tym wyciągnijmy łapy po dotacje WFOŚiGW w Lublinie. Ograbiliśmy Skarb Państwa zabijając za dużo zwierząt, to jeszcze weźmiemy trochę za wsiedlanie tychże zwierząt (http://www.lublin.pzlow.pl/okreg/2012/2012-001.php i http://www.lublin.pzlow.pl/okreg/2014/2014-003.php – dostęp: 18.05.2017).

KŁ Szarak zabity zającUpolowany zając w KŁ nr 1 „Szarak” w Lublinie, którym wykryto przekroczenie odstrzałów zajęcy.

A najbardziej kuriozalny okazał się dla mnie materiał PulsMiastaTV z 2013 r., gdzie prezentowano wsiedlanie zajęcy w okolicach Białej Podlaskiej, a przed kamerą przemawiał Ryszard Mączyński, prezes KŁ „Ponowa” w Białej Podlaskiej. Ten sam Mączyński co załatwiał pozaplanowe polowania dla marsz. Sejmu Bronisława Komorowskiego. To samo KŁ „Ponowa” w Białej Podlaskiej, co dokonało w latach 2005-2007 przekroczenia limitów odstrzałów i było znane w środowisku w robieniu przekrętów. (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=220 i http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=147 – dostęp: 19.05.2017).

Populacja zająca doszła do dna (…) na naszym terenie i trudno odbić się od dna i w związku z tym potrzebna jest introdukcja. Bez niej nie odbudujemy populacji.

„Głównym inicjatorem w naszym (…) akcji wsiedlania zająca jest członek Okręgowej Rady Łowieckiej, kol. Ryszard Gierliński, (…) bardzo mu zależało na tym, żeby ta introdukcja nastąpiła jak najszybciej. Jest to program 3-letni, także co roku będziemy wsiedlać zająca.

Dla przypomnienia – p. Gierliński ratował z taratapów Lecha Blocha, tak jak p. Mączyński należy do KŁ nr 89 „Siemień” w Lublinie, gdzie także dokonano ponadlimitowych odstrzałów. A w Białej Podlaskiej myśliwi z KŁ nr 15 „Ostoja” odstrzelili o 12 zajęcy niż wymagał plan łowiecki, a postępowanie oczywiście umorzono, a kol. Mączyński i Gierliński na pewno o tym wiedzieli. I kogo obwinią? (http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=219 – dostęp 18.05.2017)

Mamy problem kłusujących psów, które występują w naszym łowisku w ilości nie mniejszej niż jak ilość zajęcy.

A jak pisze PulsMiasta.pl – cyt. „Jest to wina przede wszystkim drapieżników także tych skrzydlatych , które potrafią być bardzo agresywne są bardzo agresywne. Począwszy od bociana skończywszy na wszelkiego rodzaju drapieżnikach typu jastrząb, myszołów.”

Film można obejrzeć tu:

Łał! Trzeba mieć niezły tupet, by najpierw uczestniczyć w legalnym kłusownictwie drobnicy i ukrywaniu związanych z tym przekrętów, a teraz mamić ludzi „szlachetnymi reintrodukcjami” i zwalać winę na drapieżniki!

Ryszard Mączyński i przewodniczący GKR PZŁ, Ryszard Gierliński. W kołach, do których należeli dokonywano ponadlimitowych odstrzałów. Potem ci ludzie mamili opinię publiczną wsiedlaniem zajęcy i zwalaniem sytuacji na inne czynniki.

No, ale myśliwi jak zwykle niewinni, bo jak pisała Prokuratora Rejonowego w Białej Podlaskiej cyt. „Dochodzenie, dotyczyło zaistniałego w okresie od 2004 r. do 2006 r. w Białej Podlaskiej przekroczenia pozyskania zwierzyny w postaci zajęcy przez Koło Łowieckie nr 15 »Ostoja« o łącznie 12 sztuk (…) umorzono (…) z uwagi na znikomą szkodliwość czynu. Przekroczenie planu było skutkiem braku komunikacji miedzy myśliwymi, nie było znaczne i nie doprowadziło do zachwiania równowagi populacji zajęcy.

Czyli jak myśliwy przekroczy plan łowiecki, to nic się nie stało i równowaga populacji została zachowana. Ale jak lis zje jednego zająca na ruski rok, albo kruk skubnie padlinę, to ta równowaga zostaje zachwiana…

hubert96_008KŁ nr 15 „Ostoja” w Białej Podlaskiej było jednym z tych kół, gdzie zabijano ponad limit zające, a sprawa została umorzona. Zdjęcie z 1996 r. Ciekawe ile z tych tu zajęcy było poza planem pozyskania?

Wiele uczestników afery zajęczej do tej pory są wysoko postawieni w hierarchii władz PZŁ. Są to osoby skorumpowane, nie szanujące prawa, przyrody i zwykłej przyzwoitości, a o każdym można napisać osobny artykuł. Osoby, które jak najbardziej przyczyniły się do katastrofalnej sytuacji drobnicy i odwracają zająca omykiem mówiąc o „reintrodukcjach/restytucjach”, „trosce o przyrodę” i innymi frazesami.

I teraz PZŁ mając tyle brudu ma czelność domagać się obecności Dnia Ziemi i mamić ludzi swoją propagandą? No friggin’ way!

/KingKung

Pokot po polowaniu na Pusznie Godowskim grudzień 2014 KL BAzantZabite zające w KŁ nr 93 „Bażant” w Poniatowej. Jak pewnie domyślacie i to koło zabijało ponad limit. A oto co piszą na swej stronie internetowej:
W celu utrzymania na wysokim poziomie populacji zwierzyny drobnej Koło prowadzi walkę ze szkodnikami i kłusownictwem.”

ŹRÓDŁA:

Artykuły Stanisława Pawluka:
„Afera zajęcza”

 

„Jak to z komendantem PSŁ było”

 

„Modelowa gospodarka”

 

„»Duża afera« o małe zające!”

 

„Co warte jest »Sprostowanie« PZŁ”

http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=363 (dostęp: 16.05.2017)

 

„Kontrola CBA w UW w Lublinie”

http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=268 (dostęp: 17.05.2017)

 

„Dwa stracone lata”

http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=272 (dostęp: 17.05.2017)

 

„Ekwiwalenty są ściągane”

http://dziennik.lowiecki.pl/listy/tekst.php?id=83 (dostęp: 21.05.2017)

 

„Czy wojewoda kryje przekręty komendanta PSŁ?”

http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 (dostęp: 17.05.2017).

 

„Flisowe prostowanie prostego”

http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=262 (dostęp: 20.05.2017)

 

„Kolejna ściema dr Flisa”

 

 „Kolegialnie w Lublinie to jednoosobowo”

http://dziennik.lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=15 (dostęp: 20.05.2017)

 

Materiały medialne:

„Jest lepszy wizerunek myśliwych”, Janusz Kibic

http://lowiecki.pl/newsy/tekst.php?id=11 (dostęp: 20.05.2017)

„Latami bezkarnie mordowali zwierzęta”, Łukasz Chomicki, Barbara Majewska

http://www.kurierlubelski.pl/artykul/127986,latami-bezkarnie-mordowali-zwierzeta,id,t.html (dostęp: 19.05.2017)

„Myśliwi na celowniku CBA”, Łukasz Chomicki, Barbara Majewska

http://www.kurierlubelski.pl/artykul/214868,mysliwi-na-celowniku-cba,1,id,t,so.html (dostęp: 19.05.2017)

„Bezkarne łowy”, Izabela Kacprzak

http://www.rp.pl/artykul/508405-Bezkarne-lowy–za-miliony.html#ap-7 (dostęp: 16.05.2017)

„Myśliwi w CBA”

http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/mysliwi-w-cba,139081.html (dostęp: 18.05.2017)

„Wielka czystka w Państwowej Straży Łowieckiej w Lublinie”

http://www.dziennikwschodni.pl/lublin/wielka-czystka-w-panstwowej-strazy-lowieckiej-w-lublinie,n,1000152163.html (dostęp: 16.05.2017)

„Komendant wojewódzki straży łowieckiej został odwołany”, Aleksandra Dunajska

http://lubelskie.naszemiasto.pl/artykul/komendant-wojewodzki-strazy-lowieckiej-zostal-odwolany,1421593,art,t,id,tm.html (dostęp: 16.05.2017)

„Lubelszczyzna: Myśliwi łamali prawo”, Aleksandra Dunajska

http://www.kurierlubelski.pl/artykul/607205,lubelszczyzna-mysliwi-lamali-prawo,id,t.html (dostęp: 18.05.2017)

*A jeśli bardziej was ciekawi całokształt twórczości Stefana Kowalewskiego, to życzę miłej lektury:

Wykorzystywanie pojazdu służbowego do celów prywatnych (głównie polowań) z kierowcą opłacanym z pieniędzy podatników;

http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

Pozorowanie działań kłusowników i brak noszenia przepisowego umundurowania;

http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=260 (dostęp: 17.05.2017),

Podkładanie fałszywych wnyków, a następnie ich zbieranie celem propagandy medialnej;

http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=284 (dostęp: 17.05.2017)

http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=43050&t=43050 (dostęp: 17.05.2017)

Przedłużanie sobie weekendów, a w międzyczasie policja była skuteczniejsza w tropieniu przestępstw łowieckich niż PSŁ;

http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=280 (dostęp: 17.05.2017),

Wrobienie Boga ducha winnego myśliwego w zabitą lochę, prawdopodobnie żeby ten w wyborach nie wygryzł p. Kowalewskiego z funkcji łowczego;

http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=272 (dostęp: 17.05.2017)

Zniszczenie samochodu służbowego i zmuszenie swego podwładnego za opłacenie naprawy;

http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=324 (dostęp: 17.05.2017)

Mobbing podwładnych, którzy mieli sprzedawać nieprawidłowości w PSŁ (co było nieprawdą).

http://dziennik.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=216 (dostęp: 17.05.2017)

Kolejny zastrzelony pies?

Następny  ‘’dziwny przypadek’’. Dostaliśmy od naszego czytelnika serię zdjęć owczarka niemieckiego, z dziwną raną przy zadzie, znaleziony na polu obok lasu, jakieś 100 m od zwyżki myśliwskiej. Taki tam zbieg okoliczności, jak to zawsze. I dziękujemy za taką postawę, fizycznie nie możemy być wszędzie, a tylko od Was i Waszej reakcji zależy często wykrycie i nagłośnienie takich spraw. Wy też drodzy czytelnicy macie wpływ na informacje jakie pojawią się na tej stronie.

hhhffddfd

Pole przy leśnictwie Tarce, nadleśnictwo Jarocin. Pomiędzy miejscowościami Kadziak , Luszczanow, Ludwinow, 10 kilometrów od Jarocina. Na tym obszarze gospodaruje koło łowieckie ‘’Darz Bór’’ , okręg PZŁ – Kalisz. Możemy oczywiście przyjąć ulubioną interpretację, że to kłusownicy prują z ambon i zwyżek myśliwskich do psów, robiąc myśliwym smród koło pióra.  Jednak to co czytamy wielokrotnie od członków PZŁ, którzy prezentują swoje prywatne poglądy w przestrzeni publicznej, skłania ku innej interpretacji. Myśliwi wielokrotnie nie zostawiali na biegających luzem psach suchej nitki, deklarując chęć wystrzelania wszystkich wałęsających się porzuconych psów, jako ‘’szkodników łowiska’’. Publikowaliśmy te poglądy uwiecznione na screenach w tych artykułach:

Myśliwi pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją

Bezimienne ofiary krwawego hobby 

Życie psa dla myśliwego nie znaczy nic, podobnie jak życie innych zwierząt. Inni z kolei posyłają swoich psich niewolników po rany i śmierć podczas szczucia dzików na polowaniu, a gdy pies zostanie przez dzika zabity, kupują i szkolą następnego. Tak to w praktyce wygląda, co opisywaliśmy i pokazaliśmy tutaj :

Jak myśliwi posyłają własne psy na śmierć 

Psy zastrzelone na polowaniach

Te poniższe zdjęcia pokazaliśmy dwóm znajomym weterynarzom. Oboje skłaniają się ku interpretacji rany postrzałowej, z zastrzeżeniem, że aby to stwierdzić na 100% trzeba, by zobaczyć na żywo z bliska, lub włożyć palec w otwór.

17974062_120332000313900028_1703912468_n

18073603_120332000333415359_1429037581_n

Pogodny kwietniowy wieczór. Cichną echa wiosennych śpiewaków, choć las tętni jeszcze ptasim gwarem. Siedzący na zwyżce myśliwy niecierpliwi się. Miał dziś rozkoszować się naturą zabijając coś przy okazji, tymczasem pole otoczone skrajami lasów pozostaje puste. Zwierzyna nie nadchodzi. Szarówka przechodzi stopniowo w ciemny zmrok. Widoczność się pogarsza, tu i tam oko mamią cienie. Wtem z czarnej ściany lasu wyłania się biegnący kształt. Czy to dzik, wilk, a może pies? Na pewno dzik! Sylwetka odcina się niewyraznie na tle szarego pola. Księżyca brak, wokół panuje czerń. Zwierzę przemieszcza się, trzeba szybko podjąć decyzję. Podnieconego myśliwego już opanowała ‘’gorączka łowiecka’’ , ręce trzęsą się. Z pewnością dzik!

18136471_120332000330187881_1109271809_n

Wersja 2. Myśliwy rozpoznaje biegnącego psa. Wzbiera w nim wściekłość i gniew. ‘’Co za szkodnik! Będzie mi zwierzynę płoszył i kłusował, o którą ja tak dbam!’’. Nie wstrzymując się zbytnio dokonuje egzekucji psa, który na moment zatrzymał się węsząc. Rani go w zad. Zwierzę z niewładnymi tylnymi łapami czołga się przez pole, próbując uciec od hałasu, bólu i strasznego miejsca. Myśliwy uśmiecha się : ‘’Już nie pogoni żadnej sarny – jednego szkodnika mniej’’ , kwituje ucieszony.

18072464_120332000379408454_643280973_n

Jak było naprawdę nie wiemy i nie dowiemy się. Psa nikt podobno nie szuka, i leży tam do tej pory. Jednego ‘’szkodnika’’ mniej… Antoine de Saint Exupery napisał kiedyś ‘’Stajesz się odpowiedzialny za to co oswoisz’’. Tak my jesteśmy odpowiedzialni za swoje psy, to co robią, i jak się zachowują. Nawet i te ‘’bezpańskie’’ nie są niczemu winne, kiedy głodne zgodnie z instynktem przetrwania pogonią za dziką zwierzyną. Jak widać na poniższym zdjęciu widok ze zwyżki do strzału wręcz idealny. W oddali widzimy martwego psa.

18109809_120332000348844803_1382039648_n
Widok na martwego psa – ujęcie wykonane ze zwyżki myśliwskiej. 

Myśliwi strzelają często i gęsto do nierozpoznanego celu, myląc notorycznie gatunki zwierząt, albo i ludzi czy zwierzęta domowe lub gospodarskie, jak tłumaczą najczęściej, z dzikami. Efekty tych zabaw dokumentujecie Państwo podczas swoich spacerów i włóczęg…  Wszystko dokumentujemy w dziale Wypadki / Przestępstwa , na naszej stronie.

18136465_120332000358374324_1864135026_n
Zwyżka myśliwska nieopodal miejsca odnalezienia martwego psa z raną. 

18009167_120332000299527260_997895851_n

Pijany myśliwy z bronią zaatakował Strażnika Łowieckiego

W czerwcu 2016 roku, Dziennik Wschodni opisał szczegółowo sprawę pijanego myśliwego, który z dubeltówką rzucił się na przeprowadzającego kontrolę strażnika łowieckiego. Przypadek ten umknął nam w natłoku innych bulwersujących wydarzeń z codziennego żywota myśliwskiego, które przedstawialiśmy. Publikujemy go więc teraz.

jak-bezpiecznie-obchodzic-sie-z-bronia-mysliwska-831x560

Wstrząśnięci byli nawet sami myśliwi, bo jak się okazało, napastnik od ponad 2 lat polował razem z nimi w kole łowieckim, i rzecz jasna uchodził za pewne w oczach innych z nim polujących za ”dobrego kolegę i etycznego myśliwego”. Cóż, standardowo. Przejdźmy teraz do opisu wydarzeń, według reportażu Dziennika Wschodniego.

 ”Pijany i uzbrojony w sztucer oraz dubeltówkę mężczyzna zaatakował strażnika łowieckiego. Myśliwi są wstrząśnięci, bo agresor jest jednym z nich – Niewiele brakowało, by doszło do tragedii. To nieprawdopodobne szczęście, że nikt nie zginął – przyznaje Andrzej Sieńko, komendant Straży Łowieckiej w Lublinie, który brał udział w zatrzymaniu kłusownika.

Pijany 48-latek miał ze sobą naładowaną broń. Do groźnego incydentu doszło w minioną środę na terenie biłgorajskiego koła „Głuszec”. Szef Straży Łowieckiej i jego podwładny wracali trasą Frampol–Lublin z kontroli punktu skupu dziczyzny. Na wysokości miejscowości Gródki zauważyli zaparkowany pod lasem samochód, obok którego stało trzech mężczyzn. – Zainteresowaliśmy się nimi, bo jeden miał na sobie strój myśliwski. W pobliżu biegał też pies. Chcieliśmy sprawdzić, czy to na pewno legalne polowanie. Na nasz widok mężczyźni wskoczyli do samochodu i zaczęli uciekać. Dogoniliśmy ich dopiero w lesie, gdy skończyła im się droga – relacjonuje Sieńko. – Kolega zauważył tam też drugi samochód stojący w krzakach. Kiedy podchodził do niego, ze środka wyskoczył człowiek z dubeltówką i sztucerem. Strażnik zaczął krzyczeć, żeby rzucił broń i że jest ze straży. Ja w tym czasie krzyczałem to samo, bo szło na mnie trzech innych mężczyzn. Kazałem położyć im się na ziemi. Posłuchali. W tym czasie strażnik zaczął wzywać pomocy. Sieńko ruszył w jego kierunku, a zatrzymani mężczyźni uciekli. – Zobaczyłem, że kolega szarpie się z kłusownikiem. Napastnik był bardzo agresywny. Bił go, popychał, rozdarł koszulę. Kolega cały czas trzymał kurczowo lufę, żeby tamten nie celował w jego kierunku. Dobrze, że to robił, bo potem okazało się, że broń była naładowana. Tylko krok dzielił nas od tragedii – przyznaje Sieńko.

To nieprawdopodobne szczęście, że nikt nie zginął. Poszkodowany strażnik przebywa na zwolnieniu lekarskim. Ma skręconą rękę i wiele siniaków od ciosów zadanych kolbą. Sam Sieńko oraz jeden z wezwanych na miejsce policjantów też odnieśli rany – zostali pogryzieni przez psa, który miał być wykorzystany w nielegalnym polowaniu.

Zatrzymany to 48-latek z Turobina. Podczas zdarzenia był pijany. Miał 1,64 promila alkoholu – wyjaśnia st. szer. Monika Sałaban z Komendy Powiatowej Policji w Biłgoraju. – Zabezpieczyliśmy posiadaną przez niego broń i prowadzimy czynności w tej sprawie. Na razie mogę potwierdzić jedynie, że był to myśliwy, który kłusował na terenie innego okręgu myśliwskiego. Potwierdzają to myśliwi.

To członek naszego koła z dwuletnim stażem – przyznaje Stanisław Dybza, łowczy koła „Bażant” w Turobinie. – Rozmawiałem z nim o środowych wydarzeniach. Tłumaczył, że w miejscu, w którym został zatrzymany ma pole, a dziki niszczą mu pszenicę. Podobno chciał je odstraszyć i dlatego pojechał tam z bronią. Nie wierzę w to tłumaczenie, bo gdyby chciał działać legalnie, mógł odstraszyć zwierzęta petardami lub wystąpić do koła w Biłgoraju o odstrzał. Nie zrobił tego. Wszystko wskazuje na to, że brał udział w nielegalnym, zbiorowym polowaniu z psami. Potem napadł na funkcjonariusza. Dla tego pana kariera myśliwego skończyła się. Czekamy tylko na oficjalne powiadomienie o sprawie. Czeka go też sprawa karna. Skontaktowaliśmy się z myśliwym podejrzewanym o kłusownictwo i atak na strażnika. Nie chciał rozmawiać o wydarzeniach ze środy. – To nie było pierwsze nielegalne polowanie na naszym terenie – mówi nam anonimowo myśliwy z koła „Głuszec”. – Od dłuższego czasu mieszkańcy zgłaszali nam, że z tamtego rejonu słychać strzały. Sprawdzaliśmy to, ale żaden myśliwy nie wpisywał tego do dokumentacji. Najwyraźniej było to tzw. ciche pędzenie przez las z nagonką – podejrzewa. ”

Źródło:
http://www.dziennikwschodni.pl/zamosc/mysliwy-z-dubeltowka-zaatakowal-straznika-lowieckiego,n,1000182883.html

duck-hunting-silhouette-clipart-panda-free-clipart-images-qb3CKx-clipart

Czyli tak, w okolicy regularnie odbywały się nielegalne polowania zbiorowe z psami. Wykonywał je członek koła łowieckiego, należący do PZŁ, będący pod wpływem alkoholu, wespół z innymi pomocnikami – kłusownikami / myśliwymi.
Ten przypadek pokazuje dobitnie, jak może wyglądać rzeczywistość w świecie myśliwskim. Pomniejsze koła łowieckie, funkcjonują sobie jak osobne zagrody, gdzie życie ich członków poza sprawami rodzinnymi i zawodowymi,  toczy się głównie wokół polowania, pozyskania, ”wykonywania racjonalnej gospodarki łowieckiej”. Każdy kłusuje jak chce, bez wiedzy innych, a dopóki jakaś sprawa nie rozbłyśnie głośno, dopóty jest się ”dobrym kolegą i etycznym myśliwym” w ocenie innych. Gdy następuje burza medialna, jakby automatycznie ten były kolega nazywany zostaje kłusownikiem. Przez 2 lata nikt nie zorientował się co robił? Myśliwi albo są ślepi, albo celowo ukrywają wśród siebie takich osobników.  Nikt im nie  przeszkadza. ”Gospodarują” sobie zwierzyną, łowiskiem, wszystko ”wiedzo najlepiej” , zatracają się w stworzonym przez siebie światku. Czasem jednak, ktoś wchodzi w paradę. A to spacerowicz, fotograf, miłośnik natury, który śmie akurat pałętać się po lesie, kiedy pan myśliwy etycznie dba o to, byśmy nie wyginęli z głodu od plądrujących zwierząt. W tym przypadku sielską idyllę przeżywania emocji łowieckich przerwali strażnicy. Jak wytłumaczyć zachowanie tego myśliwego? Działał pod wpływem wściekłości, czy też strachu z powodu przyłapania podczas przestępstwa?

Co ”najlepsze” mężczyzna ten polując przeszedł przecież wszystkie ”rygorystyczne testy”, jak twierdzą myśliwi, które wykluczać mają ewentualną niepoczytalność, problemy psychiczne i wszelkie przeciwwskazania dla posługiwania się bronią. Nikt jednak na żadnym etapie niczego nie zauważył…Ekologiczne organizacje pozarządowe od lat postulują o dodatkowe okresowo powtarzalne badania psychiatryczne i testy sprawnościowe dla osób polujących. Bezskutecznie, a kolejne odkrywane przypadki przestępstw, często świadczące o nadmiernej agresji lub niepoczytalności zatrważają.Sporo z nich można przejrzeć u nas w zakładce
Wypadki / Przestępstwa.  Przerażające, że przez ponad 2 lata ten myśliwy korzystał z broni, stwarzając zagrożenie nie tylko dla kolegów podczas polowania, ale przede wszystkim dla postronnych osób korzystających z lasu.
Przypomina mi się film zamieszczony przez grupę Warszawiacy Przeciw Myśliwym, na którym polujący myśliwi poturbowali spacerowiczów, obrażając i przeklinając, a na końcu jeden z nich zaatakował aktywistów kijem. Film można zobaczyć pod tym linkiem:

https://www.facebook.com/pg/Warszawiacy-Przeciw-Myśliwym-1201969473219585/videos/?ref=page_internal 

I jeszcze pies, który pogryzł jednego ze strażników. Jak utrzymują myśliwi; ”Psy używane do polowań, to najbardziej posłuszne, spokojne i karne zwierzęta!”. 
Tak…widać do czego prowadzi celowe rozwijanie najkrwawszych instynktów u psów, które podczas rozmaitych szkoleń z żywymi zwierzętami są przyuczane do polowań. Myśliwi nazywają to rozwijaniem pasji u psa…  Oczywiście, jak wynika z opisu, biegał sobie luzem.

Z pewnością, to był dobry kolega, etyczny kłusownik, wspaniały myśliwy i kto tam jeszcze.

13418780_887324581378372_3702289045852508021_n

Psy zastrzelone na polowaniach

Bezpieczeństwo na polowaniu, ważna rzecz. Wiadomo, surowe przepisy, rygorystyczne badania…I pewnie dlatego w ubiegłym roku 3 myśliwych oddało strzał do 1 naganiacza, tłumacząc potem, że pomylili go z dzikiem. Trzech ludzi jednocześnie….

kopia-diegopostrzelony

Ale co z psami, czworonożnymi niewolnikami myśliwskich oprawców, które od szczeniaka są przyuczane do gonienia, oszczekiwania i naganiania myśliwym zwierząt pod lufę? Co z bezpieczeństwem, kiedy trzęsący się w amoku owładnięty żądzą zabijania dewizowy myśliwy z Danii lub Niemiec mierzy do miotającego się dzika otoczonego sforą kilku psów? Chęć strzału i adrenalina robią swoje. O wypadek wtedy nie trudno. I chyba nie są one wcale tak rzadkie, biorąc pod uwagę komentarze myśliwych, co do niniejszej historii. O ile postrzelenie człowieka to sensacja, którą opisze prasa lub przedstawi TV, tak o psy nie martwi się nikt. Dla myśliwych pies to tylko narzędzie do pracy, użyteczne lub nie. W razie co, kupią sobie nowe. Owszem powiemy, pies przeszedł leczenie weterynaryjne, miał na sobie kamizelkę odblaskową, właściciel się przecież zatroszczył, a teraz płacze na facebooku? No przecież szkoda mu swojego pieska!

kopia-bezlapy12

kopia-bezlapy1

Gdyby rzeczywiście kochał psy / zwierzęta, nie naraził by w ogóle psa na niebezpieczeństwo, bo wie, że polowania zwłaszcza na dziki są niebezpieczne, i coś takiego może się zdarzyć. Ale tu liczy się ‘’pasja, hobby’’, a myśliwych bardzo kręcą walki zwierząt, dlatego między innymi zajmują się ‘’profesjonalnym podkładaniem’’ , czytaj płoszeniem, ranieniem, i prześladowaniem dzikich zwierząt (dla celów łowiectwa) z wykorzystaniem umiejętności psów.

kopia-re445544454333

Taki przykry epizod, zdarzył się pseudo myśliwym z grupy ‘’Dzikarze pl’’.  Jeden z psów, podczas wypłaszania zwierzęcia dewizowym myśliwym z Norwegii, został trafiony w łapę. Niestety, musiała zostać amputowana. Przy tej okazji, myśliwi w komentarzach rozpisali się o podobnych przypadkach, których na polowaniach mieli doświadczyć. No tak, to pewnie te zmyślone wymysły ‘’nawiedzonych zielonych’’. Do każdego opisu załączamy screen.  Niech więc przemówią myśliwi.

——————————
——————————

”Bardzo dobrze, że dodałeś to zdjęcie i opisałeś sytuacje, bo to się zdarza częściej niż się ludziom wydaje. Ja osobiście znam co najmniej kilka przypadków postrzelenia/zastrzelenia psa na polowaniu w ostatnim czasie tylko tutaj w okolicy. Oczywiście, część z nich to „prawdziwe wypadki losowe” typu rykoszet czy coś podobnego, ale niestety w znamienitej większości efekt zalania oczu adrenaliną i chęcią pozyskania zwierzyny. Najczęściej tak zachowują się myśliwi, którzy nie mają pracujących psów , a tych niestety jest bardzo dużo.”

kopia-322334453

Ten komentarz myśliwego oddaje doskonale to co zawarliśmy we wstępie – adrenalina, amok, żądza zabijania, tutaj przez myśliwego kosmetycznie określania jako ”chęć pozyskania zwierzyny”.  Jedziemy dalej.

”Z mijającego tygodnia znam już trzy przypadki z okolicy. Wynikają one z bezmyślnosci i braku wyobraźni.”

kopia-322334453232
Brakiem wyobrazni, jest przyuczanie nieświadomych zagrożeń zwierząt do takich zachowań, ku zaspokajaniu swoich atawizmów i rozrywek.  Bezmyślnością też.

”Straszne, ja to przeżyłam tydzień temu. Też łajka…I zmowa milczenia wśród polujących i naganiaczy. Wychowujesz psa od małego, patrzysz jak progresuje, a jakiś czub strzela bez zastanowienia.

Arek, wczoraj koledze na komercyjnym polowaniu zastrzelili łajkę Zauważam, że część myśliwych i prowadzących wcale nie przejawia zainteresowania o bezpieczeństwo i stan naszych psów.”

kopia-lajkaa

Straszna, to jest bezmyślność jaką ci państwo prezentują. Tak, wychowuj psa od małego, przyuczaj do tych polowań, a jakiś czub sobie strzeli, bez zastanowienia w dodatku! Niech go diabli! Wszyscy wokół winni. A wystarczyło nie krzywdzić zwierząt…

Panie Xyz, tu wierzymy na słowo, że część myśliwych nie przejawia troski o bezpieczeństwo i stan psów. W końcu jezdzicie na te polowania, bywacie w lesie, sami siebie opisujecie, więc wiecie jak jest. My tylko cytujemy.

”Bardzo dobrze ze dodałeś to zdjęcie to tematu …. i opisałeś całą sytuację coraz więcej jest takich myśliwych którzy nie patrzą na psy i strzelają aby strzelić i zdobyć zwierzę. ”

bardzooo

”szczerze współczuję, jednego psa straciłem przez głupotę „kolegi” i dostrzeliwanie postrzałka. dobrze że chociaż twój żyje.

4 pies w tym sezonie o którym słyszę… a widać po wpisach ze jest takich przypadków wiecej” – Pisze inny myśliwy.

kopia-jjj

”Moj niestety nie przezyl.
Dunczyk tlumaczyl sie ze myslal ze to dzik 🙂 ”

kopia-232213445

A to ci dopiero zabawna historia! Ha ha ha

kopia-34535366

Najlepiej pieska dobić, pamiętajcie. I oczywiście ”szczere współczucie” dla kolegi, bo kto teraz będzie tak skutecznie i wygodnie wystawiał zwierzynę pod lufę? Cóż za strata. A wypadków i tak nie unikniemy.  ”Niezastąpiony” Rafał.T, administrator wielu grup myśliwskich.

kopia-re44554445

Coś jak :”Hehe spoko, będzie śmigał 😄 Nawet na trzech za dzikiem hehe, ale będzie fajnie na następnym polowaniu XD”.

Brak słów…

Co ciekawe, spora część komentarzy to wyrazy współczucia, ubolewanie nad losem psa, pomstowanie na strzelca. Na prawdę drodzy myśliwi aż tak was boli widok psa na 3 łapkach? Ale pies który uciekł właścicielowi lub się zgubił, napotkany w lesie to już kundel do odstrzału, bo za sarenką pognał? A reszta dzikich zwierząt postrzelonych, ciągnących wnętrzności po krzakach, z odstrzelonym ”badylem”, czy ”strzelonych na miękkie”, gonionych i przerażonych – tych już nie szkoda, bo to ”zwierzyna łowna”?

Może odpowiedzią do tego niech będą dwa kolejne screeny z tejże samej strony.

pudla

42 spudłowane strzały, jak się panowie sami raczą chwalić. No to gratulacje, Darz Bór!
Piesek aby żaden nie oberwał? Szkoda by bardzo było przecież, ciekawe, kto byłby wówczas winny. Pewnie dzik.

Ale chyba mamy wyjaśnienie, czemu tak się dzieje.

woda1

A tak wygląda ”trening” przed polowaniem dewizowym. Zajrzyjcie na ”Dzikarze.pl” może panowie opowiedzą ile tym razem było ”pudeł”, i czy psy wszystkie przeżyły.

dzikarzee34333e322

Cóż, długo i dużo piszemy o łowiectwie. Można nie lubić takich stron jak nasza, czy się z nami nie zgadzać, jednakże jedyne co robimy to cytujemy i zamieszczamy ogólnodostępne materiały z myśliwskich stron i blogów. Ci sami panowie pisali gdzieś w komentarzach narzekając na PZŁ, i jak przez działania osób z zarządy postrzegane jest łowiectwo oraz myśliwi. A jak, przez takich jak oni? Co chcą zmieniać? Należało by zacząć od empatii, co w tym przypadku już jest raczej nie do odbudowania. W kolejnym materiale zobaczycie psy okaleczone i poranione z winy tych pseudo myśliwych, które poniosły dotkliwe rany i kontuzje w starciach z dzikami.
Przecież alkohol i pijani myśliwi, to już przeszłość. Myśliwy zabija zwierzę jednym celnym strzałem, zawsze! Nie wierz w to co czytasz i widzisz na tej stronie, bo to manipulacje pseudoekologów 🙂

Lektura uzupełniająca :

Postrzałki na polowaniach – myśliwi sami opisują, jak często pudłują. 

Pragną zabijać domowe psy – tu myśliwi opowiadają, co najchętniej zrobili by ”wrednym kundlom”, napotkanym w ich ”łowisku”. 

 

Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.

Myśliwi orbitujący wokół własnego pseudoekologicznego światka mają nie lada problemy. A są nim ‘’hordy wałęsających się dzikich psów, zagryzających wszystko co się rusza’’. Nie wiem gdzie oni i po czym je widują, bo przez ponad 25 lat włóczenia się po rozmaitych lasach i polach, raz w życiu spotkałem taką półdziką psinę, która w norze na dziko miała szczeniaki pod wykrotem. W pozostałych przypadkach możemy mówić o domowych czy podwórkowych psach, które albo uciekły właścicielowi ‘’za suką’’, lub też puszczane są w gospodarstwach luzem, i korzystając z wolności buszują w nocy. Nie są to jednak psy zdziczałe, a dla myślących oczywistym jest, że winę za zaistniałą sytuację ponosi zawsze człowiek. Myśliwi mają jednak cudowny lek na każdy problem – ołów! W ten sposób rozwiązują każdy swój ‘’problem’’ ze zwierzęciem.  Nie kryją się zupełnie ze swoim podejściem przy tego typu wątkach, oraz tym co zrobili by ‘’wrednemu  kundlowi’’.  Bo przecież myśliwskie serduszko, takie dobre i wrażliwe na los zwierząt cierpi, gdy widzi zagryzioną przez wilka lub psa sarenkę. Jakie to niesprawiedliwe! Przecież lepiej, gdy ranna, goniona przez myśliwskie psy zwierzyna, przerażona i brocząca krwią jest ‘’w zgodzie z etyką myśliwską pozyskana, i dochodzona przy postrzale’’ . Czujecie ten obłęd? Oraz tak samo dobrze, kiedy aportujący pies przynosi dogorywającą kaczkę, gęś lub bażanta, gdzie to porównywać z kłusującym psem czy polującym wilkiem. Myśliwy zabija, rani, kaleczy, straszy – dobrze, etycznie!  Puszczony lub zagubiony pies, który pogoni dla zabawy, lub próbuje polować z głodu, z winy człowieka – do odstrzału, najlepiej od razu z właścicielem. Straszna to zbrodnia, jako że koło łowieckie z każdą padłą sztuką zwierzyny od przyczyny innej niż polowanie, traci pieniądze i dziczyznę.  I o to tutaj tylko chodzi. Wściekłość, że zabił pies, czy wilk, a myśliwy stracił sposobność i tuszę, którą pieczołowicie na ten cel dokarmiał, ‘’pomagając przetrwać zimę’’. Mały rachunek – wilków mamy w kraju ponad 1000, ‘’hord zdziczałych kłusujących psów’’ widywanych w pijackim amoku, dużo mniej. Ile one zabiją zwierzyny? Myśliwych mamy ponad 114 tysięcy, a przeciętnym sezonie łowieckim pozyskuje się dla przykładu – 130 tysięcy sztuk saren. W jednym tylko sezonie.. Samych saren. A dziki, jelenie, daniele, lisy…  Ale 1 zagryziona przez wilka lub psa sarna, no to ‘’wystrzelać wszystkie psy, najlepiej z durnymi właścicielami’’ . Jakże strasznie ta biedna sarna musiała cierpieć w męczarniach. Na pewno nie tak, jak przy myśliwskim ‘’etycznym’’ dochodzeniu po postrzale z hordą psów.

12787335_464876760374803_1719884107_o

I najśmieszniejsze czy też najżałośniejsze jest wtedy to, kiedy publikujemy jakąś wiadomość o kolejnym zastrzelonym przez myśliwego psie, rzucają się hurmem do komentowania krzycząc : ”To nie myśliwy tylko kłusownik! Nie nazywajcie go tak! Etyczny myśliwy nigdy by czegoś takiego nie zrobił! Czarne owce są wszędzie, nie można oceniać całego środowiska oceniać przez pryzmat kilku oszołomów! ‘’ Oto więc ‘’czarne owce’’ same podają się wam na tacy, nie kryjąc się ze swoimi morderczymi zapędami wobec zwierząt domowych i nawet ludzi. Czy poniosą jakieś konsekwencje? Czy środowisko się ich wyrzeknie? Nie, gdyż tego typu praktyki są powszechnie w tym środowisku akceptowalne, co ujawnia się zawsze, przy tego typu wątkach. Ale możecie przesyłać te screeny do rzecznik PZŁ z prośbą o reakcję, komentarz czy wyciągnięcie konsekwencji wobec członkostwa tych myśliwych w związku. Albo czy zostaną wobec nich wyciągnięte konsekwencje za ,jak to nazywają ‘’szkalowanie dobrego imienia łowiectwa i robienia czarnego PR myśliwym’’. I odpowie Wam głuche echo. A jeśli nikt nie otrzyma odpowiedzi, oznaczać to będzie, że Zarząd Główny PZŁ zgadza się i popiera poglądy tych osób.  Warto zaglądać też na forum dziennika łowieckiego, gdzie takich deklaracji jest ‘’kopalnia’’ .  Wolę jednak tego wszystkiego nie czytać, by nie dostać raka z przerzutami.

Lubią i chcą strzelać do psów, mówią o tym otwarcie co przeczytać możemy na załączonych screenach. A potem zdziwienie i oburzenie, gdy ktoś nazwie zwyrodnialcem czy psychopatą ‘’ojej niesprawiedliwie, szkalujo dobre imię myśliwych”. Zawsze powtarzam, najlepiej szkalujecie się sami. My tylko opisujemy i publikujemy, cytujemy.

12498460_464876213708191_647744130_n

Mały cytat ze…tak, jak to u nas już w tradycji, ze strony myśliwskiej.

‘’Nader często zdarza się jednak, że nie wszyscy podchodzą do tego problemu w sposób należyty. Wielokrotnie byłem świadkiem jak myśliwy po oddaniu strzału, pobieżnie obszukał najbliższe okolice zestrzału, po czym stwierdził; „jak nie leży, to pudło”. Nawet znaleziona farba na zestrzale nie prowokowała do podjęcia poszukiwań, a była zbywana lakonicznym;
„ z całą pewnością obcierka, po mojej kuli pada w ogniu”.
Powszechną praktyką, stosowaną najczęściej na polowaniach zbiorowych, jest puszczanie luzem w rejonie zestrzału psów biorących udział w polowaniu, które o pracy tropowca nie mają większego pojęcia. Jeżeli przypadkiem wpadną na postrzałka to dobrze, jeżeli nie przyjmuje się, że było to pudło lub obcierka.

Jeżeli jednak posokowiec nie odnajdzie zranionego jelenia, dzika, daniela, muflona czy sarny, to myśliwemu zostanie niesmak po źle oddanym strzale, a ranna zwierzyna będzie się tygodniami kurować lub padnie z powodu odniesionych ran.

Szacuje się, że wyniku wykonywania polowań zostaje zranionych od 10 do 20 % pozyskiwanej zwierzyny grubej. ‘’

Źródło :
http://klubposokowca.org.pl/?page_id=87

Zasady wykonywania polowania Rozdział 2, paragraf 5.1 określają jasno:

1. Polowanie z psami lub naganką może odbywać się w okresie od dnia 1 października do dnia 31 stycznia; ograniczenie to nie dotyczy polowania z psami lub naganką na ptactwo łowne, z psami lub naganką na drapieżniki oraz poszukiwania postrzałka z psem na otoku.

2.Poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej (….) , poszukujący postrzałka może korzystać z pomocy naganiacza lub innego myśliwego, a także korzystać z psa prowadzonego na otoku.

 

Źródło: 
http://www.pzl.waw.pl/13-dokumenty/aktyprawne/47-zasady-wykonywania-polowania

12112239_1660135677557777_6352190089147758454_n

A na polowaniu pies luzem. ”Władców lasu” prawo i przepisy zdają się nie dotyczyć.

12068996_759493994177365_7353318360450428433_o

1502822_390660017747127_587047188_o

Jak mogliśmy przeczytać wyżej, te zapisy nie są zupełnie respektowane przez myśliwych ,o czym przeczytać można na ich własnych stronach i blogach. Śmiem twierdzić, że najprędzej jeśli już, to myśliwskie psy , w których po pierwsze naturalne instynkty rozbudzane są celowo do maksimum, i które mają możliwość dowolnego kłusowania podczas polowań, czy zwykłego spaceru z myśliwym – przecież kto mu zwróci uwagę? – są przyczyną największych cierpień i okaleczeń zwierzyny. (patrz szkolenia psów w zagrodach na żywych dzikach ). Tych myśliwym jakoś nie szkoda, mało tego, usiłują przekonywać, że broniący się fukający z wściekłością dzik, i goniący czy nacierający pies, dobrze się razem bawią. Czytaliśmy i takie komentarze wielokrotnie.

psydzika
A to już myśliwskie psy w pogoni za dzikiem. Oczywiście puszczone luzem, będą gonić ranne przerażone zwierzę, osaczać, oszczekiwać, do czasu nadejścia myśliwego, który odda strzał. Nazywa się to dochodzeniem postrzałka w zgodzie z etyką myśliwską. I takie pieski są dobre, trzeba je kochać i nie wolno do nich strzelać – bo pracują dla myśliwego na polowaniu. One przecież nic nie płoszą.  W tych psach są rozbudzane wszelkie instynkty mające sprawić, że  będą one reagować na zwierzynę. Czego raczej nie można, by powiedzieć o typowych domowych psach rodzinnych, które to jednak przez myśliwych postrzegane ją jako przerażające szkodniki, oczywiście do odstrzału.
10313992_852389341517240_1877823508045124611_n
I ranny jeleń, osaczony w podobnej sytuacji. Pamiętamy, to jest DOBRE, a psy trzeba pochwalić i cieszyć się. Jeśli natomiast Wasz pies, przypadkiem pogoni chwilę jakieś zwierzę, jest już ZŁYM KŁUSUJĄCYM KUNDLEM do odstrzału i szkodnikiem łowiska rzecz jasna. 

Jesteśmy pewni, że właściciele tych poglądów są z nich dumni, nie mają powodów by się kryć, przynoszą chlubę polskiemu łowiectwu, a każdego napotkanego KUNDLA SZKODNIKA W SWOIM ŁOWISKU potraktują zgodnie z deklaracją, czyli  młotkiem lub szpadlem, jeśli szkoda amunicji, albo siekierką. Komentarze zostały zawarte na publicznych stronach, dostępne i widoczne dla każdego kto zajrzy, nie dotyczą więc żadne ustawienia prywatności.  I osoby o tego typu poglądach prowadzą następnie ‘’zajęcia edukacyjne’’ o łowiectwie, gdzie opowiadają z uśmiechem przedszkolakom i starszym o swojej miłości do przyrody, ‘’racjonalnej gospodarce łowieckiej’’, ciekawe czy wspominają wtedy dzieciom o swojej pasji eliminacji psich ‘’szkodników’? Streszczenie ”najciekawszych ” wypowiedzi: (pisownia oryginalna)

”Koleżanki i koledzy myśliwi szpadel powinien być zawsze w samochodzie może się przydać wiecie o czym myślę.Ja amunicji na ten cel nie żałuję pozdrawiam Darz Bór. ”

psyy1

”Kolego święte słowa, ja najchętniej dałbym bobu właścicielom kundli bez smyczy, lecz jak mówi stara mądrość- łajno tkniesz a za człowieka wsadzają. Na moim terenie tacy delikwenci nie mają łatwego życia. A ja grasując po lesie w plecaku mam zawsze młotek, gwoździe, siekierkę i piłę składaną- a to inspekcja ambon i reperowanie bierzące, a to żerdzie paśnika się obluzowały. Myśliwym i Leśnikom zawsze pomogę, a lansiarstwo z kundlami traktuję jak kłusola i ekoświra. Jedynego psa jakiego szanuję w lesie to pies Myśliwego i Leśnika.”

Strzelać i koniec do bezpańskich psów….! A jak nie, to niech Ci z ochrony zwierząt sobie je wyłapłą…. Wszędzie jest pełno tych kundli…. Do tego stopnia że biegają watachami….”

psyy22

”Od razu odstrzelić te psiska!”

eeeee

”Zastrzelić takiego kundla od razu i tyle, ja tam nie widze problemu skoro ktoś nie umie dopilnować pchlarza
– Karolina masz 100% racji – ” odpowiada inny kolega myśliwy.

wwww

”Chętnie bym wystrzelał wszystkie psy wałęsające się po lesie”

psyy

”I dlatego jestem za możliwością strzelania do kundli w lesie i na polach ” – Wypowiada się jakaś młoda dziewczyna.

Ewa Diana
W dobie aparatów cyfrowych i lustrzanek z kilkusetkrotnym zoomem, to rzeczywiście nie wykonalne… Najprostsza recepta po myśliwsku, z miłością i etyką – kula. Rozwiązanie każdego problemu.

Wystarczy…. Nienawiść tego towarzystwa do zwierząt domowych, chyba jedyne pasujące określenie, bo inne wytłumaczenie ciężko dostrzec.

Wierzę, że większość z Państwa jest odpowiedzialnymi właścicielami, i na terenie gdzie bytować może dzika zwierzyna, trzyma zawsze swojego psa na smyczy. Warto choćby przez to, odróżniać się od myśliwych, którzy podczas polowań dowolnie puszczają psy luzem do osaczania, oszczekiwania , dochodzenia czy aportowania postrzelonej zwierzyny. Mimo, że w 3 pierwszych przypadkach prawo pozwala im jedynie pracować z psami na otoku, a brak respektu dla tego przepisu jest jednym z najczęstszych wykroczeń myśliwych, którzy czują się panami w lasach i właścicielami dzikich zwierząt. Oto myśliwi i ich deklarowana miłość do wszelkiego stworzenia w pełnej krasie. Tylko u nas, bez pudru, PR, i rzecznika od poprawy wizerunku.

I choćby to nagranie ogólno dostępne na youtube. Kilka psów oszczekuje dzika w gąszczu, kolejne chodzą przy myśliwych luzem. Oczywiście ten jazgot niczego nie płoszy…Strzał z kilku metrów i pudło, tzn trafienie w chyba, grzbiet, co oznacza tylko kolejną bolesną ranę dla umęczonego ucieczką  zwierzęcia.

I film drugi. Tu także hałas, brak otoku ( no jakże w takim gąszczu?) i oczywiście, spokój, harmonia, i jedyne prawdziwe obcowanie z naturą….No i etyka.

 

Więcej o myśliwskiej nienawiści do zwierząt domowych przeczytasz tutaj: 


Bezimienne ofiary krwawego hobby. 

Oraz

Postrzałki na polowaniach 

Lasy dla kasy. Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć – rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim

Marcin Kostrzyński przez wiele lat swojego życia był aktywnie polującym myśliwym. Z wykształcenia leśnik. Po swych bliskich doświadczeniach z łowiectwem postanowił zamienić strzelbę na aparat fotograficzny, dziś wegetarianin, filmowiec i obserwator dzikiego życia, obrońca praw zwierząt opowie nam,  jak jak jedno i drugie wygląda od środka.

10920932_810702868966822_8129148878997127001_n

NPRM: Co musi się stać, żeby myśliwy odłożył strzelbę, odmówił zabijania, a  w dodatku przeszedł na wegetarianizm? Jak to było w  Twoim przypadku? Co skłoniło Cię do tak radykalnej zmiany sposobu życia i poglądów?

Marcin Kostrzyński: Bardzo łatwo być ukształtowanym przez środowisko w którym człowiek jest wychowywany. W mojej rodzinie wiele osób poluje, ja w szkole leśnej miałem przedmiot łowiectwo. Zarówno w średniej, jak i na studiach.  Potem wstąpiłem do koła łowieckiego, kupiłem broń i zacząłem polować. Jednocześnie przestałem jeść mięso i byłem chyba jedynym czynnie polującym wegetarianinem.  Skończyłem wszelkie kursy i zdobyłem uprawnienia. I nagle zrobiło mi się żal zabitych zwierząt. Nie mogłem patrzeć na agonię swoich ofiar. Miałem zwyczajne, ludzkie wyrzuty sumienia. Zamiast polować zacząłem pomagać dzikim zwierzętom, głównie tym poszkodowanym przez błędy myśliwych.  Jednak cały czas pozostaje członkiem PZŁ, płacę składki, czytam prasę łowiecką. Chcę walczyć o prawa dzikich zwierząt. Dla wielu kolegów z PZŁ jestem zdrajcą i wrogiem, ale znam takich, którzy po cichu popierają moją wizję  ucywilizowania prawa łowieckiego.

NPRM: Lubisz fotografować, filmować dziką przyrodę. Co kilka dni na Twoim profilu pojawiają się ciekawe filmy. Jedne z tych, które można oglądać w nieskończoność. Co w takim razie z tzw. „emocjami łowieckimi”, których podobno nie można podrobić. Nie brakuje Ci polowania? Czy wystarczy zamienić broń na kamerę, żeby doświadczać podobnych uczuć?

Marcin Kostrzyński: Emocji łowieckich nie można podrobić, w końcu chodzi tu o zabijanie, odbieranie życia. Ale wielu myśliwych po latach polowań nagle przestaje zabijać. Dostrzegając coś więcej w zwierzynie niż cel, czy trofeum. Naszym nieszczęściem, a właściwie nieszczęściem zwierząt  jest to, że przyjęliśmy Niemiecką kulturę   łowiecką, gdzie liczy się trofeum. Może to być poroże, wypchana kaczka, kły dzika. W Skandynawii poluje się dla mięsa. Wybiera się sztuki młodsze, bo są smaczniejsze. W ten sposób skandynawski model jest bardziej zbliżony do naturalnego, w którym drapieżniki (wilki) regulowały populacje roślinożerców.

Wracając do filmowania. Zawsze o tym marzyłem. Chciałem robić filmy przyrodnicze od dziecka. Miałem jakiś wewnętrzny przymus, cel, przeznaczenie. Nie wiem jak to określić. Postanowiłem założyć swój kanał na YouTube z opowiadaniami dla dzieci o zwierzętach. Są to krótkie historie ,, Przyrodyjki”, w których pokazuje sceny z życia dzikich zwierząt. Oczywiście historie bez przemocy. Dzieci chłoną przyrodę, gdy jeżdżę do szkół i pokazuję filmy zainteresowanie jest ogromne. Mam nadzieję, że w ten sposób zaszczepię w młodym pokoleniu pewien rodzaj wrażliwości, która pozwoli im zmienić świat na lepsze gdy dorosną.

12644821_1072589686095856_6878993621347619805_n


NPRM: 
Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?

Marcin : Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć, to które funkcjonuje obecnie jest z innej epoki. Kompletnie nie przystaje do realiów obecnego świata. Jest nawet gorzej niż w latach 50-tych. W tamtym czasie etyka myśliwska zabraniała polowań przy paśnikach, dziś takie polowanie jest powszechne. Wystarczy tylko nazwać paśnik nęciskiem i już. Gdy pytam myśliwych jak zwierzyna ma odróżnić paśnik od nęciska odpowiadają z uśmiechem ,,na  nęcisku jest lepsze żarcie”.  Nasza kultura, cywilizacja ewoluuje, łowiectwo też musi się zmienić . To tylko kwestia czasu.

NPRM: Czy łowiectwo ma negatywny wpływ na przyrodę?  Popierasz teorię o niszczeniu bioróżnorodności przez łowiectwo?

Marcin: O tym można by napisać książkę. Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali. To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje. W rzeczywistości wszystko zmienić może efekt motyla, a myśliwi powodują efekt buldożera. Już pewne gatunki zwierząt łownych praktycznie wymarły na terenie Polski, na przykład dropie. Wiele jest na skraju wyginięcia i trzeba prowadzić kosztowne programy  introdukcji głuszca czy cietrzewia. Ba, nawet zające są hodowane i wypuszczane do środowiska.

Muszę powiedzieć jasno, w obecnej sytuacji myśliwy ograniczający populację zwierzyny grubej jest konieczny. Mówię to z przykrością, ale takie są fakty. Jednak zupełnie niepotrzebne, a wręcz szkodliwe jest utrzymywanie na liście zwierząt łownych zwierzyny drobnej.  Zwierzyny, która nie czyni szkód łowieckich, a jej obecność w łowisku ma kapitalne znaczenie dla utrzymania bioróżnorodności. Utrzymywanie polowania na ptactwo, zające,  służy wyłącznie zaspakajaniu przyjemności zabijania. To też trzeba wyraźnie powiedzieć .

NPRM: Dlaczego myśliwi nie chcą się zgodzić na skreślenie z listy gatunków łownych zająca, kuropatwy i jarząbka? Nie jest tajemnicą, że gatunki te borykają się z problemami spadku populacji. Twierdzą, że prowadzą ich reintrodukcję zupełnie  bezinteresownie, jeśli to prawda to nadal mogliby to robić, po wyłączeniu tych zwierząt z listy łownych. Skoro zagrażają im liczne drapieżniki, opryski, chemizacja rolnictwa, monokultury upraw, rozwój cywilizacji i utrata siedlisk, po co jeszcze dodatkowo na nie polować?

Marcin: To jeden z wielu absurdów. Hoduje się zające , czy bażanty by strzelać do nich po wypuszczeniu. Bażanty nie powinny występować w naszej faunie, ponieważ ich obecność nie służy rodzimym gatunkom, takim jak kuropatwy, czy cietrzewie. Myśliwi są dobrze zorganizowani i mają ogromne wpływy. W dodatku bronią prawa do polowań na zwierzynę drobną jak przysłowiowej Częstochowy. Ten upór jest bezsensowny, ale wina leży też po drugiej stronie.   Organizacje pozarządowe, anty-łowieckie  powinny stworzyć z PZŁ symulator polowań na kaczki, głuszce, cietrzewie, zające. Taki 3D z prawdziwego zdarzenia. Sam bym chętnie z takiego symulatora skorzystał. Myśliwi mogliby na własne oczy przekonać się, jak łatwo jest się pomylić i zabić zamiast Kaczki Krzyżówki Krakwę, czy inny chroniony gatunek. Zobaczyli by sami jak wiele zwierząt zostaje rannych po polowaniu, a jednocześnie bezkrwawo zaspokajali by swoją myśliwską pasję. Powinniśmy też walczyć o ograniczenie polowań na kaczki do jednego weekendu w roku. Takie stanowisko wytrąca wiele argumentów myśliwym i trudno będzie im uzasadnić chęć polowania na kaczki przez trzy miesiące. Tymczasem drepczemy w miejscu od lat i nic się nie zmienia.

NPRM: Na jakie gatunki zwierząt według Ciebie powinno przestać się polować i dlaczego?

 Marcin: Wszelkie gatunki zwierzyny drobnej, kaczki, gęsi, zające, słonki. Nie mają one znaczenia gospodarczego, nie czynią szkód łowieckich. A polowanie służy jedynie przyjemności myśliwego. Poluje się również na gatunki chronione np. bobry. Ostatnio zbulwersowała mnie informacja, że RDOŚ w Bydgoszczy wydał pozwolenie na odstrzał bobrów w mojej okolicy. Świadczy to o skrajnej niekompetencji urzędników, którzy wydali taką zgodę. Bobry czynią tak wiele dobrego dla bioróżnorodności tamując wodę . To jest temat na osobny artykuł.

NPRM: Brałeś udział w polowaniach zbiorowych, przyglądałeś się z temu z bliska i dlatego jesteś ich stanowczym przeciwnikiem, jako formy zbyt okrutnej dla zwierząt. Dlaczego myśliwi darzą taką sympatią „zbiorówki’’?  Są jeszcze jakieś inne, równie tragiczne tradycje, których powinno się zakazać? Swego czasu opisywaliśmy konkursy norowania i polowania na lisy w stogach pośród pól. Pamiętam, że poszukiwanie materiałów do tamtego artykułu mocno mną wstrząsnęło.

Marcin: Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Myśliwi argumentują, że to tradycja. Lecz tradycją było polowanie z kordelasem na dziki i z łuku na ptactwo i jakoś te tradycje nie są pielęgnowane. Możemy przez następne 10, czy 50 lat tylko diagnozować problem. Zacznijmy wreszcie coś robić. Trzeba ustalić plan działania, cele które chcemy osiągnąć i jakimi środkami, sposobami chcemy uzyskać poprawę. Zwierzęta są słabe, nie mogą  przedstawić swoich racji. Dziki nie zaprotestują pod sejmem przeciw planom dodatkowego odstrzału 40 tysięcy sztuk. Dlatego naszym obowiązkiem jest obrona słabszych. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Organizacje walczące o prawa zwierząt powinny się zjednoczyć, ustalić cele i czas na ich osiągnięcie. Jeśli nie działamy skutecznie, to nie działamy wcale.  Inaczej nic się nie zmieni.

12278010_1064070573623720_2111257375_n

NPRM: Temat na fali w ostatnim czasie: Puszcza Białowieska. Co według Ciebie stanowi o jej unikatowości i jak powinno się ją chronić?

Marcin: Problem jest głębszy i dotyczy całych Lasów ,,Państwowych”, a właściwe ogromnego błędu jakim było powołanie ,,Gospodarstwa Lasy Państwowe”, przez co dochody ze sprzedaży drewna idą na wypłatę dla leśników. Jest to sedno całego zła. Przez to leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Konieczna jest nacjonalizacja Lasów ,,Państwowych”, czyli przeniesienie administracji leśnej do sfery budżetowej Państwa. Jest to warunek podstawowy. Jeśli ktoś mi nie wierzy jak wielki jest to problem proszę porównać zdjęcia satelitarne państw europejskich. Widać tam brązowe i jasnozielone kwadraty to Polskie wycięte lasy. Jest to katastrofalna skala spowodowana ciągłym zapotrzebowaniem leśników na pieniądze, wypłaty, samochody, premie, dodatki. Na to wszystko trzeba wyciąć. Widać to także w statystykach, gdzie obecnie wycina się prawie trzy razy więcej niż wycinało się tuż po II Wojnie Światowej  gdzie drewno było potrzebne na odbudowę kraju. Średnia pensja w Nadleśnictwach 2014 jak podaje NIK Wynosiła 7229 brutto, przy zarobkach niektórych nadleśniczych sięgających 18tyś. Dla porównania pielęgniarka zarabia 3150 .  Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki. Zapytajmy dyrektora szpitala co by się stało, gdyby każdej pielęgniarce wypłacić pensję leśniczego z dodatkami i dać do dyspozycji służbową willę z ogródkiem. Oczywiście jest to niemożliwe, bo dyrektor szpitala nie ma lasu, który mógłby wyciąć i sprzedać. Dlatego konieczne jest znacjonalizowanie lasów . Po nacjonalizacji nastąpi cudowna odmiana leśnika pozyskiwacza w leśnika racjonalnego strażnika lasu, a lasy to przecież nasze wspólne dobro.

Drzewooo

NPRM: Czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi?

Marcin : Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Drzewaa

NPRM: Leśnicy często używają nazwy „chwasty leśne”, w odniesieniu do wiązów, lipy, czy grabu. Dlaczego nie lubią tych drzew? Czy dynamika naturalnego lasu nie polega na zmianie drzewostanu właśnie?

Marcin: Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Prócz łowiectwa, które jest niezwykle istotnym elementem polityki. To powiązanie jest niezwykle ciekawe. W lasach są ośrodki hodowli zwierzyny, nazwane tak dla zmyłki, bo w rzeczywistości są to najcenniejsze obwody łowieckie, które służą do utrzymania Status quo lasów ,,Państwowych”.  Polują tam urzędnicy i politycy różnych szczebli i rangi. Leśnicy nazywają to budowaniem pozytywnego wizerunku lasów ,,Państwowych”. Ja widzę coś dużo gorszego. Zaraz wyjaśnię . Jeśli  Marcin Kostrzyński, szaraczek, chcę wykupić udział w polowaniu musi  zapłacić 4tyś, politycy i urzędnicy są zapraszani i nie płacą, lub płacą symbolicznie. Powinni wpisywać to do specjalnego rejestru, lecz tego nie robią. Sprawdziłem. Jak to  nazwać? Wiemy jak wielu polityków jest czynnymi myśliwymi. Były Prezydent Bronisław Komorowski jest tu doskonałym przykładem. Wiem gdzie i kiedy polował w czasie kadencji.

Co trzeba zrobić? Znacjonalizować lasy. Wyodrębnić straż leśną i utworzyć osobną straż leśno- łowiecką. Zlikwidować ośrodki hodowli zwierzyny, które są w istocie pozostałymi po komunie  terenami łowieckimi dla prominentów. Leśnicy powinni się zajmować lasem, nie łowiectwem. Zakazać w Polsce polowań osobom, które nie mają polskich uprawnień łowieckich. Czyli zakazać turystyki łowieckiej dewizowych myśliwych (Niemców w 90 %). Wreszcie zakazać polskim myśliwym polowania na gatunki chronione w Polsce i innych krajach. Chcę zabić niedźwiedzia, jadę do Rosji, głuszca na Białoruś itd.  Tu sprzymierzeńcem strategicznym mogliby być myśliwi PZŁ zainteresowani przejęciem obwodów od Lasów ,,Państwowych”. Obwody prowadzone przez koła łowieckie lokalnych myśliwych są o niebo lepszym rozwiązaniem dla zwierzyny i przyrody, niż powyższe ośrodki. Przyjeżdża obcy myśliwy i jest zainteresowany  zabiciem najcenniejszych okazów, zdobyciem najlepszych trofeów.


NPRM:
Ulubiony argument myśliwych to „kto zapłaci za szkody łowieckie” – jak wygląda ich szacowanie? Czy rzeczywiście zwierzęta wyrządzają, aż takie szkody? Dlaczego mówimy o szkodach w przypadkach, kiedy nie stosuje się żadnych zabezpieczeń? Ewentualnie, jak tych szkód unikać?


Marcin:
Kolejny temat rzeka. Szkody powinien szacować biegły, niezależny, zatrudniany przez gminę, na terenie której znajduje się obwód łowicki. Obie strony powinny mieć prawo do odwołania się od decyzji. Obecnie szacowanie szkód jest krzywdzące dla rolników, bardzo krzywdzące. Szacuje szkody łowczy i mówi to szkoda na 400 złotych, a rolnik widzi, że stracił 10 tyś, ale nie idzie do sądu, bo musiałby zatrudnić biegłego, dokumentować szkodę i sądzić się dwa lata. A tu czas żniw, w końcu macha ręką i robi swoje. To z kolei wiąże się z pytaniem: dlaczego Lasy, a nie gminy dzierżawią obwody leśne? Z pieniędzy za dzierżawę gminy mogłyby opłacić biegłego bez szkody dla własnego budżetu. Potencjalnie jest tu wielkie wsparcie ze strony Polskich Rolników poszkodowanych przez faworyzujący myśliwskie portfele obecny  system.

Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki, gdzie czuje się bezpieczniej. A paśniki zwane nęciskami gdzie zwabia się zwierzynę na strzał przyzwyczają dziki do smaku zboża i kukurydzy.  Jeśli ograniczymy polowania zbiorowe z naganiaczami do jednego rocznie ,,Hubertowskiego”  i zakażemy polowania przy nęciskach automatycznie ograniczymy szkody.  Unikanie szkód jest znacznie lepsze w obwodach prowadzonych przez koła łowieckie. Przydałaby się tu jeszcze jedna zmiana w prawie. Konieczność przyjmowania do kół   myśliwych zameldowanych na ternie danej gminy. Teraz jest tak, że koło warszawskie dzierżawi obwód i nie przyjmuje miejscowych myśliwych, którzy najlepiej przeciwdziałają szkodom łowieckim.


NPRM:
Oficjalnie celem łowiectwa jest hodowla dzikiej zwierzyny i uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów, kondycji osobniczej, poprawianie bazy żerowej, dbanie o właściwy stosunek populacji do możliwości „łowiska’’ oraz dziesiątki innych drobnych działań. Czy jednak, wobec najważniejszego celu – polowania – nie jest tak, że utrzymywanie nadwyżek populacji jest celowe, co przyczynia się również do problemów rolników? Czy nie stąd wzięło się wyśmiewanie wielu dostępnych form grodzenia, jako nieefektywnych? , Petardy, armatki hukowe, odstraszacze zapachowe także mają nie działać, według niektórych myśliwych.  Ja tu widzę drugie dno – efekt tak zwanego „martwego łowiska”.  Po prostu, po niegrodzonym zwierzyna może się swobodnie poruszać i dostarczać wspomnianych „emocji łowieckich”.


Marcin : Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę, że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko o to, by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak, że rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną, która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek zwierzyny jest powszechne, zwłaszcza w obwodach hodowlanych, gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. Samorządy, gminy nie mają żadnego realnego wpływu na ilości pozyskiwanej zwierzyny, nie mają też żadnych innych korzyści z znajdującego się na ich terenie  leśnego obwodu łowickiego.

13641195_1106010092769430_8647808481302676436_o

NPRM: Jesteś w stanie wskazać, które przepisy prawa łowieckiego myśliwi łamią najczęściej?

Marcin: Najczęściej polują przy nęciskach na jelenie, daniele. Podczas gdy prawo pozwala tylko na polowanie w tych miejscach na dziki, lisy, borsuki, tchórze i kuny . Myśliwi polują (kłusują) na gatunki chronione. Omyłkowo na chronione gatunki kaczek, z premedytacją na ptaki drapieżne i kruki.

NPRM: Alkohol na polowaniu. Drażliwy temat, jednak istnieje przepis, który mówi: „kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni’’. Nie wspominając o dziesiątkach wypadków, które zanotowaliśmy od początku działania naszej kampanii. A przecież podczas „zbiorówek’’ czy myśliwskich imprez, już po pokocie spożywa się alkohol, broń stoi często oparta o krzesła. Jest w pobliżu myśliwych. Inni wspominają na forum dziennika łowieckiego o „tradycji’’ użytkowania nalewek między pędzeniami. To martwy zapis?

Marcin: Widziałem myśliwych tak pijanych, że trzeba było ich nieprzytomnych wozić przyczepką, razem z ubitą zwierzyną. Ale były to przypadki incydentalne. Powszechne są piersiówki, szczególnie w czasie zimowych polowań. Uważam, że na prowadzącym polowanie powinien spoczywać obowiązek sprawdzenia alkomatem wszystkich myśliwych uczestniczących w polowaniu. Poprawiłoby to bezpieczeństwo ludzi i zwierząt. Poprawiłoby to wizerunek PZŁ gdyby wprowadzić taki zapis do regulaminu polowań.

NPRM: Istnieją tak zwane „Biura polowań’’, dzięki którym można wykupić sobie polowanie i odstrzał na gatunki objęte u nas całkowitą ochroną, np. głuszce, cietrzewie, wilki, kozice, niedźwiedzie, rysie i zapewne wiele innych. Poluje się wtedy oczywiście w innych krajach, gdzie prawo dopuszcza taki odstrzał, np. kraje skandynawskie, czy Ukraina, Białoruś, Rosja, Chorwacja. Co sądzisz o działalności takich biur i myśliwych, którzy z nich korzystają? Czy skoro deklarują chronić, zamiast pozyskiwać rzadkie trofeum, nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na odłów i zakup żywych ptaków (głuszców, cietrzewi) dla zasilenia krajowych populacji?


Marcin:
To mniej więcej już opowiedziałem . Warto by temu poświęcić więcej miejsca i zbadać statystyki. Osobiście jestem przeciwnikiem. Można wyobrazić sobie polskiego myśliwego, który jedzie do Afryki i tam poluje na polskie bociany, czy orliki grubodziobe, a upolowane zwierzęta przywozi do Polski.  Jest to też budowanie niezdrowego współzawodnictwa na trofea, a przecież nie o trofea (teoretycznie) w naszym łowiectwie chodzi.

67003_154167371287045_804291_n

Na portalu you tube Marcin posiada kanał o nazwie ”Marcin z lasu” , na którym zobaczyć można przyrodnicze opowiadania dla najmłodszych,” Przyrodyjki” czy malownicze sceny  dzikiego życia oraz rozmówki ekologiczne na leśne tematy. Zachęcamy do subskrypcji i śledzenia kanału. Poniżej przykładowe filmy.

Jako uzupełnienie polecamy dwa inne wywiady z Marcinem Kostrzyńskim, które ukazały się wcześniej na portalach zewnętrznych. Dostępne po kliknięciu w poniższe linki. 

”Las poradzi sobie sam” 

oraz

”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”

 

 

”W obronie łowiectwa” – myśliwi oskarżają władze PZŁ o przynależność do komunistycznej Służby Bezpieczeństwa

SKANDAL W PZŁ. ŁOWCZY KRAJOWY, PRZEWODNICZĄCY ZARZĄDU GŁÓWNEGO –  TAJNYM WSPÓŁPRACOWNIKIEM SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA.

Długo zastanawialiśmy się jakim tytułem opatrzyć ten wpis. Pewnym jest, że mamy do czynienia ze skandalem politycznym, jak i rozłamem w PZŁ,  czy też może walką frakcji. Ostatecznie w trosce o stan polskiego łowiectwa zdecydowaliśmy się ową informację opublikować, czy też zacytować, w końcu upublicznienia tych faktów dokonali sami myśliwi na jednej ze swoich stron. Po raz kolejny witamy w świecie myśliwych…fantastycznej krainie   absurdów,świństw,knowań i przekrętów ,rodem z innej epoki, Państwa w państwie ,które jakimś cudem istnieje wraz ze swoimi członkami i ma wpływ na naszą rzeczywistość. Sprawy są dość zawiłe,często mają charakter personalny i osobisty,trudno się w tym połapać .
Ale od początku.

Myśliwym także nie odpowiada nowo uchwalona nowelizacja prawa łowieckiego, jednak jak się domyślamy z zupełnie innych powodów niż reszcie społeczeństwa. Zwykli ludzie i rolnicy sprzeciwiają się utrudnionej możliwości zakazu wykonywania polowania na swoim gruncie, ekolodzy możliwości poszerzania listy gatunków łownych, tylko dla ‘’kultywowania tradycji’’, a wszyscy sa przeciwko sadyzmowi i legalnemu dręczeniu dzikich zwierząt jakie dopuszcza ustawa Prawo Łowieckie, która zezwala na tak wynaturzone praktyki jak konkursy norowania, czy szczucie psami dzików w zagrodach.  Ten fragment nie jest nigdy brany pod uwagę przy jakichkolwiek zmianach…. Jednak, nie tym martwią się myśliwi.

W obronie

Pierwsze o czym piszą z żalem na swojej  nowej stronie ‘’W obronie łowiectwa’’ ( a może tak w obronie przyrody panowie? Nie, przecież natura interesuje myśliwych tylko pod względem łowieckiego wykorzystania)  to to, że Lech Bloch – Łowczy krajowy, Przewodniczący Zarządu Głównego PZŁ jest tajnym współpracownikiem komunistycznej służby bezpieczeństwa zarejestrowany w Urzędzie Bezpieczeństwa w Ciechanowie pod nr. 4092 o pseudonimie ‘’TW Kazimierz’’ ,  i aktywnie uczestniczył w tworzeniu projektu zmian w ustawie Prawo Łowieckie. … Musi być naprawdę ciężko, skoro myśliwi publicznie wyciągają takie brudy, atakując swojego Łowczego Krajowego, którego to przecież sami wybrali , i przez lata hołubili… ryzykując sławne ‘’koleżeństwo’’ i ‘’dobre imię polskiego łowiectwa’’. A właśnie,skoro już przy tym jesteśmy, ciekaw jestem oficjalnego komentarza PZŁ, ponieważ mimo,że cytowaną stronę tworzą myśliwi, to inicjatywa wydaje się być oddolna.  O co więc tu chodzi? Dlaczego właśnie teraz? Przecież Dr. Lech Bloch piastuje swoje stanowisko nie od dziś. Myśliwi musieli dobrze wiedzieć kogo wybierają, ale póki wszystko było po staremu, nikogo to nie obchodziło.  Myśliwi potrafią bardzo sprawnie zorganizować się, kiedy zagrożone są ich interesy. Rozpaczliwa reakcja na nowy kształt prawa łowieckiego nie jest rzecz jasna spowodowana troską o dobrostan zwierząt, na czym powinno zależeć im najbardziej.  Myśliwi obawiają się po pierwsze większych składek i innych opłat jakie może nałożyć na nich PZŁ. To ma rzekomo wykończyć pomniejsze koła łowieckie. Trudno by o lepszy prezent dla przyrody… Ciąg dalszy zastrzeżeń myśliwych:

‘’ Zarząd Główny do chwili obecnej dzieła w oderwaniu od kół łowieckich i nie zna sytuacji, jaka panuje w terenie. Pan Bloch chce jednoosobowo decydować nawet w kwestii zatrudnienia w terenie od sprzątaczki do przewodniczących Zarządów Okręgowych niepokorni do usunięcia. Ciąg dalszy nepotyzmu i kolesiostwa. ‘’ …. O, to, to…kiedy my o tym piszemy, nazywane jest to szkalowaniem dobrego imienia łowiectwa, i bredniami nawiedzonych zielonych.  Co najciekawsze zeszłoroczna kontrola NIKu wskazywała na podobne ‘’nieprawidłowości’’ , oczywiście raport został przez myśliwych wyśmiany, a kontrolerzy uznani za niekompetentnych, i rzecz jasna ‘’nie mających pojęcia o łowiectwie’’ .

W obronie2

Dalej obawiają się utraty obwodów łowieckich, i z racji nowego systemu finansowania odszkodowań dla rolników, utraty jakże ważnego dla łowiectwa argumentu, o konieczności istnienia pomocnego łowiectwa i wypłat odszkodowań…który to w obliczu nowego sposobu szacowania i wypłat (skarb państwa) traci zupełnie rację bytu. Stąd już, krótka droga do prywatyzacji, polowania tylko dla najbogatszych i wyłącznie dla rozrywki…perspektywa musi przerażać. I rzeczywiście tak jest, skoro myśliwi nie zawahali się publicznie zaatakować Łowczego Krajowego, przewodniczącego zarządu głównego PZŁ… Etyka, koleżeństwo i braterstwo na śmierć i życie, jakiego nie uświadczysz nigdzie indziej – tyle razy już nam to wmawiano.  🙂    Chętnie wsparli byśmy akcję myśliwych, bo jakby nie patrzeć cel jest nieco zbieżny – zablokowanie nowelizacji prawa łowieckiego w obecnym kształcie. Z uwagi jednak, na motywy, cele i środki , zupełnie nam nie po drodze…

Tragiczny apel oddaje się najlepiej chyba w tym zdaniu ‘’ Koleżanki i Koledzy PROTESTUJCIE, jeżeli nie oprotestujemy tych zapisów to nadejdą czarne czasy dla naszych Kół Łowieckich i nas myśliwych.’’ 😉  Możecie wyrazić w komentarzach swój żal, jak bardzo jest wam przykro z powodu ciężkiej sytuacji myśliwych, którzy muszą szkalować dobre imię łowiectwa w jego obronie (czyt. Obronie swoich interesów) i ujawniać agenturalną komunistyczną przeszłość swoich mentorów.

PS. Zapewniamy, że władze PZŁ dołożą wszelkich starań ,by sprawę przemilczeć, a winni poniosą konsekwencje 😉

Źródło:
(http://wobronielowiectwa.pl)

[Edit] Z niewiadomych względów podana wyżej strona już nie odpowiada i jest wyłączona. Czyżby tą rundę, wygrał zarząd? A może tak zadziałała ”magia” niniejszego artykułu.

Więcej na podobne tematy przeczytasz tutaj: Przestępstwa, nadużycia i wykroczenia myśliwych