Spustoszenie i wycinki drzew na terenach Ostoi Zwierząt.

Dzisiejszy wypad do lasu, na długo odbije się przykrym piętnem w mojej świadomości. Leśnicy , pod patronatem ministra Szyszki zdaje się, dwoją się troją, aby zapewnić nam Polakom, zagwarantowany ‘’dostęp do surowca drzewnego’’, z którego w jakimś stopniu korzystamy wszyscy. ‘’Moje lasy’’ to tereny parku krajobrazowego, objętego siecią Natura 2000. W takich miejscach oczywiście prowadzi się zarówno ‘’racjonalną gospodarkę łowiecką’’, jak i leśną, gdzie na plan pierwszy wchodzi wykonanie planów wycinki, planów urządzania lasu, i innych takich bzdur, będących świętością dla leśników. Walory krajobrazowe i dobrostan zwierząt, przesłonięte chęcią zysku schodzą wtedy na plan dalszy. Wiemy więc już, że terenach takich ‘’gospodarkę’’ się prowadzi, i nie było by nad czym rozdzierać szat, gdyby nie pewne okoliczności co do miejsca prowadzonych wycinek.

A są nimi tereny opatrzone dostojnymi tablicami głoszącymi z powagą :

‘’ Ostoja zwierząt. Nieupoważnionym wstęp wzbroniony’’

Zdjęcie2549

Zwykły śmiertelnik, zapuszczając się w taki teren, może od straży leśnej czy leśniczego otrzymać w gratisie do leśnego spaceru mandat w kwocie 500zł, za domniemane płoszenie zwierząt, których w tych przydrożnych monokulturach nie ma. Tabliczki te pełnią w istocie inną rolę, o czym będzie poniżej.
Każdy z nas po wejściu na ‘’ziemię świętą’’ zgarnia mandat za ‘’płoszenie zwierząt’’.
Czymże w takim razie jest 8 – 10 godzinne warczenie piłami na terenie takiej ostoi, palenie ogniska przez pilarzy, wjazd ciężkiego hałasującego sprzętu, okrzyki, nawoływania, łoskot padających drzew, zostawiane śmieci, i finalne wycięcie ostoi w pień? Trwa już okres lęgowy wielu gatunków ptaków. A wielkie rżnięcie trwa w najlepsze. Zewsząd napływają doniesienia o sukcesywnie niszczonych rezerwatach, uchybieniach w parkach narodowych, wycinkach 200 letnich zdrowych dębów co miało miejsce w Puszczy Białowieskiej wpisanej na listę UNESCO   , a leśnicy zasłaniają się ‘’brakiem znajomości podstaw gospodarki leśnej’’ u oponentów.

Docierając do lasu, już z daleka zaniepokoił mnie prześwit światła słonecznego, dobiegający z jednego miejsca. Nie powinno tam go być, gdyż miejsce było zazwyczaj porośnięte świerkami. Niestety, oczom moim ukazał się taki widok… Ostoja zdewastowana, krajobraz jak po wybuchu bomby, drzewa leżące pokotem obok tabliczki informującej o ostoi zwierząt… Wzdłuż tego miejsca płynie sobie leśna rzeka. Od zawsze urzędowały tam bobry, pewnie dlatego, teren został wyznaczony na ostoję. Już się stamtąd wyniosły… A prace, zwózka drewna, i oczyszczanie z gałęzi trwają nadal. Wjeżdżają ciągniki, warczą piły. W ciągu dnia, wręcz trudno odszukać w lesie miejsce, gdzie nie prześladował by ten dzwięk.
A potem szkółka, – na pewno ogrodzona przed krwiożerczymi zwierzętami tylko czyhającymi by zniszczyć las, równo posadzone drzewka, kilkadziesiąt lat, i dawaj od nowa. Proces powtarzany w nieskończoność, dziś słusznie postrzegany jako rabunkowa gospodarka i forma gwałtu na naturze, dla zmyłki przez wykształconych ‘’znawców’’ nazywany ‘’racjonalną gospodarką leśną. Dostosowany pod lobby przemysłu drzewnego.

Zdjęcie2554

Zdjęcie2559

Zdjęcie2555

A tak wygląda już teren dokładnie za tabliczką. Zwierzęta ”poszły w las”. Jak najdalej od przeklętego miejsca. Ostoja zwierząt według Lasów Państwowych. 

Zastanawiało mnie rozmieszczenie owych tabliczek informujących o zakazie wstępu, z uwagi na rzekome siedlisko zwierząt. Część z miejsc gdzie umieszczone są tabliczki i dalej za nimi, są zwykłymi monokulturami o skąpym podszycie, położonymi obok uczęszczanych przez spacerowiczów dróg, gdzie żadnych większych zwierząt nie ma. I nie widziałem ich tam nigdy, znając te miejsca bez mała 30 lat. Od innej fundacji działającej na rzecz natury, dowiaduję, się, że stawianie takich tabliczek, to celowy zabieg będący przykrywką dla spokoju prowadzenia rabunkowej wycinki.  Chyba, że leśnicy chcą tak chronić chrząszcze i mrówki.

Droga przylegająca do tzw ostoi w całości wyładowana wyciętymi drzewami, na prawie całej długości wygląda tak…
Ostoja istnieje chyba tylko na tabliczce. 

Zdjęcie2608

Zdjęcie2609

Jak czytam na forum dyskusyjnym lasów państwowych, odnośnie działań podejmowanych w takich Ostojach, sami leśnicy odpowiadają że;

Zgodnie z Ustawą o ochronie przyrody w strefach ochronnych bez zezwolenia regionalnego dyrektora ochrony środowiska zabrania się:

1) przebywania osób, z wyjątkiem właściciela nieruchomości objętej strefą ochrony oraz osób sprawujących zarząd i nadzór nad obszarami objętymi strefą ochrony, oraz osób wykonujących prace na podstawie umowy zawartej z właścicielem lub zarządcą;

2) wycinania drzew lub krzewów;

3) dokonywania zmian stosunków wodnych, jeżeli nie jest to związane z potrzebą ochrony poszczególnych gatunków;

4) wznoszenia obiektów, urządzeń i instalacji.
‘’ W uzasadnionych sytuacjach Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska wyraża zgodę na wykonanie określonych zabiegów w strefach ochronnych (określa rozmiar prac, odległość od gniazd, terminy wykonania). Dotyczy to przede wszystkim strefy ochrony całorocznej. W strefie okresowej zakazy obowiązują jedynie w określonych rozporządzeniem terminach. Tym niemniej, również w strefie okresowej należy unikać wykonywania zabiegów drastycznie zmieniających charakter siedliska (np. wielkopowierzchniowe zręby). Ingerencja człowieka w strefy ochronne nie może powodować zagrożenia dla lęgu i ptaków.
http://www.koo.org.pl/ochrona-strefowa-gniazd

Zostawmy kwestie prawne dotyczące owych Ostoi, bo to dla mnie bez znaczenia, czy owa masakra odbywa się za pozwoleniem papierku z pieczątką wydawaną przez człowieczka za biurkiem, i tak zostawia za sobą ogrom spustoszenia, a ‘’prace leśne’’ nie pozostają bez ujemnego wpływu na zachowania zwierząt, które ze swej ostoi korzystać nie mogą.

Zdjęcie2618

Zdjęcie2561
Te dwa zdjęcia chyba najlepiej oddają faktyczny obraz troski o dobrostan zwierząt, miłość do lasu wykonaniu naszych leśników. Oraz przestrzeganie przepisów… 

Wędrując dalej, napotykam na inne miejsce, porośnięte trzcinami i turzycami, nieco podmokłe, będące miejscem lęgowym pary żurawi. Wita mnie kilka saren, królik i mnóstwo ścieżek dziczych.  Żurawie objęte są całoroczną ochroną ścisłą. Miejsce znajduje się na terenie leśnictwa, jednak i tam przed kilkoma dniami ktoś pokusił się o wycięcie wierzbowych zarośli porastających brzegi. A Żurawie cóż…, kto by się nimi przejmował? Spłoszą się, odlecą, wrócą znów, i może przystąpią do lęgu, jeśli dostaną nieco spokoju…

Na facebookowym profilu  Lasy Polskie codziennie kolejne doniesienia o nowych rabunkowych wycinkach. Leśnicy zdaje się dostali zielone światło dla spustoszenia, od swojego ministra. A ludzie przerażeni skalą wycinek nadsyłają każdego dnia kolejne materiały ze swoich rejonów zamieszkania, i nie wygląda to dobrze. Pomijając wycinki na terenach prywatnych, to właśnie w lasach państwowych odgrywa się główny akt tej tragedii. ‘’Swoje’’ lasy znam od dzieciństwa. Nigdy nie widziałem tam takiego pogromu, i nie wygląda , jakby mieli kończyć.
Kuriozum dodaje fakt, że w wieloletniej ostoi bobrów, cięto na kawałki nawet drzewa ścięte przez te zwierzęta, i wywożono…Żeby się nie ‘’zmarnowały’’…

Zdjęcie2560
Droga między tabliczką informującą o ostoi, a jej miejscem. W miejscu zrębu gęsto rosły zdrowe świerki, po lewej rzeka będąca domem dla bobrów. 

Kilka komentarzy wyrywkowo z profilu Lasy Polskie:

Nie tylko biorą, ale już się wzięli, nie pamiętam takiej rabunkowej wycinki, daleko nie trzeba szukać wystarczy się przejechać dawną drogą krajową nr 3 – z Szczecin Płonia w kierunku Pyrzyc, jakaś masakra, hektary wycięte, nawet nie widać żeby zostawiali tzw. drzewa biocenotyczne !!!

Czegoś tak strasznego nie widziały moje oczy jak długo żyję na tym świecie . Wycinki drobne owszem bo tak trzeba ale nie taki pogrom lasów .

Tną wszędzie i wszystko, rzadki las bez podszytu, zwierzęta jak oszalałe biegają od zrębu do zrębu, żadnych niedostępnych miejsc, chaszczy, zacisznych ostoi. Znam knieję od 40 lat , to jej najgorszy okres.

W innym miejscu lasu natrafiam na takie ‘’cudo’’. Przewrócony stary paśnik, który prawdopodobnie poległ pod siłami natury. Szkoda, tylko,  że myśliwi w swej wyobrazni nie przewidzieli, jak długo eternitowy daszek zatruwał będzie wszystko wokół…
Zdjęcie przedstawia obraz racjonalnej gospodarki łowieckiej w praktyce 🙂

Zdjęcie2578

Leśnicza brać albo czuje się tak pewnie, albo zdaje się otrzymała zielone światło z góry od swojego ministra, z przekazem ‘’Tnijcie ile się da. A jak ktoś się czepi,  szafujcie swym bełkotem o planach urządzania – degradacji lasu, racjonalnej gospodarce leśnej, zarzucając wszystkim brak pojęcia’’.  Zawsze można też, zapytać oponenta z szyderczym uśmiechem czy używa papieru, ołówków, albo korzysta z drewnianych mebli. Retoryka level myśliwy, bardzo dobrze już nam znana.
Bardzo dobrze cały proceder ujął ‘’zielony leśnik’’’ Marcin Kostrzyński, który na LP nie zostawia suchej nitki:

‘’To co zrobili leśnicy jest największą katastrofą ekologiczną w powojennej historii Polski. Lasy są zdewastowane.’’

Źródło:
http://sredzinski.natemat.pl/160985,las-poradzi-sobie-sam


‘’ Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka. ‘’

Źródło:
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/08/12/lasy-dla-kasy-a-wspolczesne-lowiectwo-trzeba-stworzyc-rozmowa-z-marcinem-kostrzynskim/

Nie oceniajmy jednak leśników zbyt pochopnie. Pomijając bardzo wysokie mniemanie o sobie, jakie dało im piorące mózg wykształcenie leśne, które wtłoczyło im do głów obraz drzewa , którego jedyną rolą jest stanie się ‘’surowcem drzewnym’’ (tfu), to oni jedynie wykonują swoją pracę, starając się odnaleźć w rzeczywistości, jakiej przyszło im żyć. Chcą czy nie chcą, muszą ciąć, według ustalonych planów urządzania – degradacji lasu, planów wycinek itd. Taka jest rola lasów gospodarczych, (tfu!) , których celem jest dostarczenie nam wszystkim surowca drzewnego. Jednak, gdy zapytałem jednego z nich, czy gdyby nie istniał cały przemysł drzewny, a ludzie nie mieli by żadnych potrzeb w korzystaniu z drewna, czy gdyby mając stały dochód ten człowiek nie zajmował by się  już wycinką? Odpowiedział, że bardzo chętnie widział by się w takiej roli ( starszy człowiek), doglądając jedynie lasu, wędrując i zbierając wnyki, pilnować przestrzegania zakazów , dając lasowi dziczeć, by pełnił swą prawdziwą rolę, która jest tak rozległa, że ciężko było by mi ją tu przytoczyć.  Mam jednak wrażenie, że takich ludzi w naszym leśnictwie jest bardzo mało.

16426250_1229878203775512_8873935877459415363_n

 

Postulaty i cele społecznej kampanii informacyjnej ”Nie podaję ręki myśliwym”.

17035179_1822506521333240_20141154279_n-1

Co i dlaczego.

Jak każda grupa, której leży na sercu dobrostan zwierzyny, racjonalność działań, bezpieczeństwo polowań, forsujemy proponowane przez nas zmiany do ustawy Prawo Łowieckie. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Nasza działalność opiera się w pierwotnym założeniu przede wszystkim na informacyjnej. Poprzez kontrowersyjną nazwę staramy się przyciągnąć jak największą liczbę osób, i dzięki naszym stronom oraz zawartym publikacjom informować, o absurdach gospodarki łowieckiej, a także wykroczeniach popełnianych przez myśliwych.

Celami działania Społecznej kampanii informacyjnej Nie podaję ręki myśliwym są:

Edukacja przyrodnicza i ekologiczna, z naciskiem na wybrane zagadnienia gospodarki łowieckiej z uwzględnieniem wszystkich możliwych konsekwencji tych działań, dla środowiska i rolnictwa.

Propagowanie rzetelnej wiedzy o łowiectwie – z wszystkimi aspektami pomijanymi, przemilczanymi czy ukrywanymi przez społeczność myśliwską.
Walka z tzw, ‘’Mitologią łowiecką’’ (dokarmianie, selekcja, zabijanie ‘’tylko starych i chorych osobników’’, ‘’zwierzę ginie tylko od jednego strzału’’ etc.)

Publikowanie wszelkich przypadków złamania oraz nie przestrzegania prawa łowieckiego , przestępstw i nadużyć w tym zakresie , kłusownictwa,  czynów zabronionych, znęcania nad zwierzętami noszącymi znamiona okrucieństwa z premedytacją, dokonywanych przez myśliwych.

Informacja odnośnie rzeczywistych motywów działań myśliwych promowanych jako ‘’ochrona środowiska’’, a będących jedynie przykrywką pod interes własny, np. hodowla oraz introdukcja bażanta, do celów polowań, danieli, itd.

Promocja łowiectwa i dbanie o jego dobre imię, poprzez nagłaśnianie pojawiających zachowań kłusowniczych, przestępczych, sprzecznych z etyką myśliwską, tak, by umożliwić organom PZŁ reakcję, napiętnowanie i wykluczenie ze swojego środowiska osób dopuszczających się takich czynów.

Postulaty kampanii :

1. Skreślenie zająca z listy zwierząt łownych.

– Zając posiada w naszym ekosystemie wielu wrogów naturalnych. Nie ma żadnej potrzeby regulacji jego liczebności. Polują na niego ziemne oraz lotne drapieżniki, jest wrażliwy na opryski oraz zmiany w rolnictwie, jak i czynniki pogodowe. Na przestrzeni lat populacja zająca uległa drastycznemu spadkowi, między innymi dlatego, że w szczytowych sezonach łowieckich ubijano rocznie około miliona sztuk, a także odławiano 100 tysięcy na eksport. Strona łowiecka argumentuje, że zajmuje się programem odbudowy populacji zająca, czyli hoduje i wypuszcza do siedlisk. Czyni to jednak we własnym interesie, w celu urozmaicenia późniejszych polowań.  Jeśli myśliwi rzeczywiście chcą pomagać zającowi bezinteresownie, mogą to robić nadal, po wyłączeniu tego gatunku z listy łownych, lub nałożeniu czasowego moratorium.  (….)

2. Zakaz dokarmiania dzikich zwierząt płodami rolnymi i ograniczenie zwierzętom dostępu do upraw, by przeciwdziałać ewentualnym szkodom.  Edukacja rolników w zakresie szkodliwych działań kół łowieckich, sprzecznych z interesem działalności rolniczej. (Hodowla zwierzyny w stanie dzikim na terenach rolniczych)

3. Objęcie kuropatwy i jarząbka całkowitą ochroną gatunkową.

Sytuacja kuropatwy jest jeszcze gorsza, niż zająca. Pozostawienie tego ptaka łownym, doprowadziło do patologicznych zachowań, takich jak odstrzał za pieniądze na terenach Ośrodków Hodowli Zwierzyny (OHZ), które zamiast zajmować się na poważnie reintrodukcją kuropatwy, urządzają płatne jatki, ku uciesze zainteresowanych. Na to nie może być zgody.

Objęcie całkowitą ochroną pozwoli na znaczne ograniczenie takich zachowań, oraz wyeliminuje przypadki „dzikich” polowań prowadzonych nadal, przez pozbawionych wyobraźni myśliwych.  Jarząbek jest zanikającym, średnio licznym ptakiem lęgowym, stosunkowo rzadkim w naszych lasach i wpisanym do czerwonej księgi gatunków zagrożonych, a polowanie na niego pozbawione jest znaczenia gospodarczego. Jest zabijany dla rozrywki.

4. Zakaz polowań zbiorowych.

Polowania zbiorowe, to jedna z najmniej efektywnych jeśli chodzi o selekcję form polowań. Jak określa to jeden z byłych myśliwych, Marcin Kostrzyński: „Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe.”

Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy zaspokojeniu żądzy zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las i przegania  zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.’’
Podczas zbiorówek dochodzi często do wypadków, oraz płoszenia wrażliwych gatunków chronionych.
http://vege.com.pl/2016/07/13/mysliwy-ktory-zamienil-strzelbe-na-aparat/

5.  Zmiana okresów polowań.

Obecnie powszechną praktyką dopuszczaną przez kalendarz myśliwski jest strzelanie do zwierząt podczas ich okresów rozmnażania – rozrodu. Jako przykład niech posłużą polowania na daniele podczas bekowiska, jelenie na rykowisku, lisy w trakcie cieczki, kozły saren w rui, czy dziki w okresie huczki. Te praktyki uważane są w środowisku łowieckim za normalne, a oszukańcze techniki wabienie zwierząt wykorzystujące godowe podniecenie, uważane są za ‘’wspaniałą sztukę i tradycję’’.  Nie godzimy się na tak bardzo pozbawione jakichkolwiek zasad moralnych i poszanowania praw zwierząt zachowania, całkowicie sprzeczne z jakąkolwiek etyką, a hołubione przez środowisko myśliwych. Zwierzęta powinny móc przeżywać w spokoju, zwłaszcza okres rozrodu i zachowań godowych.

6. Okresowe i powtarzalne badania lekarskie i psychologiczne dla myśliwych, oraz testy sprawnościowe.

Aby zostać myśliwym i przez całe życie móc posługiwać się bronią, oraz używać ostrej amunicji, wystarczy dziś przejść badania tylko raz w ciągu całego życia. W praktyce oznacza to, że osoby o różnych jawnych lub utajonych jednostkach chorobowych używają broni w terenie otwartym. Ryzyko potwierdza ogromna liczba „wypadków”, jakie notujemy w ciągu roku: postrzelenia myśliwych na polowaniach, często ze skutkiem śmiertelnym, postrzelenia domowych zwierząt, czy mylenie zwierząt łownych z innymi. Postrzelenia ze skutkiem śmiertelnym przypadkowych osób. Bardzo często na polowaniach zobaczyć możemy osoby, których kondycja fizyczna, jakiej wymaga praca w terenie i posługiwanie się bronią pozastawia wiele do życzenia.
Pełna lista zarejestrowanych wypadków z udziałem myśliwych jest do wglądu tutaj : Wypadki/Przestępstwa

7. Zakaz stosowania nęcisk i wabików.

Podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia przez człowieka, który i tak posiada ogromną przewagę technologiczną, nie może być uznane za etyczne. Biorąc pod uwagę, że wabi się często wykorzystując zachowania i instynkty godowe zwierząt, praktyki te napawają szczególnym niesmakiem.

8.  Zakaz znęcania się nad żywymi zwierzętami, w celu urabiania psów myśliwskich do polowań.  Konkursy norowania i szkolenia dzikarzy, podczas których, żywe zwierzęta w zamkniętych przestrzeniach są poddawane torturom, w celu „wyrabiania pasji i łowności u psów”. Na takie praktyki zgody być nie może, jest to sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

9. Zakaz polowań na lisy na stogach, jak metody sprzecznej z właściwie pojmowanym humanitaryzmem i etyką.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

10. Zwrócenie uwagi na los psów używanych do polowań. 
Psy pracujące na polowaniach z premedytacją są przez swoich właścicieli narażane na rany, kalectwo, śmierć i niepotrzebne cierpienie. Giną od postrzałów, lub od ran zadanych przez dziki. Wszystkie te czyny noszą znamiona znęcania się ze szczególnym okrucieństwem bez potrzeby, oba procedery opatrzone zdjęciami i relacjami, udokumentowaliśmy w tych postach:

Jak myśliwi posyłają własne psy na śmierć

Psy zastrzelone podczas polowań

Z całkowitym zapisem wszystkich postulatów pozarządowych organizacji pro zwierzęcych i ekologicznych, zrzeszonych w koalicji Niech Żyją , mogą Państwo zapoznać się pod tym linkiem :

http://niechzyja.pl/dokumenty/zmiana-prawa-lowieckiego-2015-postulaty-niech-zyja.pdf

nprmlogo2

Lisie opowieści

Ośnieżone pola, otulone białą kołderką delikatnego puchu szepczą swą chłodną pieśń echem dalekiej pustki. Mroźne połacie wabią ku sobie czarem lodowej przestrzeni zaklętej w biel. Wiatr hula, woła, wyje osypując śnieżne drobiny wśród bruzd. Oziębłe psoty dziadka mroza. Pani Zima lodowatą dłonią, odkrywa swe tajemnice i urok, tym, którym aura nie straszna. Jak pradawna wiedźma, stara niczym sam czas, snuje iskrzące baśnie roztaczając wśród gwiaździstej nocy swe bezlitosne ramiona.
Drzewa skrzypią boleśnie smagane kąsającymi powiewami, jakby skarżyły się na porę roku,  a oblodzone gałązki trzeszczą im do wtóru kołysząc się chwiejnym rytmem, siejąc wokół niewidoczne lodowe kruszyny.

W takie właśnie noce nie mogę zbytnio zasnąć, tęskniąc za szczypaniem mrozu, nocnym widokiem bieli no i wrażeniami, jakie tylko zima dać może. Pomimo srogiej pogody, postanowiłem wybrać się na nocno – poranny spacer. Mamy przecież końcówkę stycznia, a to czas kiedy lisy harcują po polach i lasach rywalizując ze sobą, i szukając partnerek.  Tu i tam, wśród zaprószonych poletek niosą się stłumione poszczekiwania, skolenia, odległe wycia.
Lisi bal. To ich czas.

000wph5p

Nie spodziewając się wiele, z uwagi na pogodę (delikatny śnieg, a pod spodem chrupiący lód, hałasujący jak diabli) po spakowaniu i ubraniu ruszam na wędrówkę. Celem moim są rozległe trzcinowiska na zamarzniętych bagnach, otoczone polami, małymi fragmentami lasów, i zadrzewieniami. ( To pewnie te sławne remizy sadzone przez myśliwych 🙂 )
Po 15 minutach marszu, napotykam pierwszych nocnych biesiadników. Mała grupa kilku saren, leniwie skubie sobie oziminy na pobliskim polu. Martwię się, że je spłoszę, jednak zwierzęta ani raczą się mną zainteresować. W odległości kilkudziesięciu metrów mijam je, szczęśliwie nie płosząc. Te bestie złośliwie wcinały oziminę, siejąc ogromne spustoszenie na zamarzniętym polu. Jestem pewien, że to było zaplanowane działanie, mające pozbawić ludzi pożywienia, byśmy wymarli z głodu, a następnie zajęcie naszych miast. Na szczęście, od czego mamy myśliwych! Poczułem się uratowany.

Przebijam się przez skute lodem i śniegiem pola. Wiatr się uciszył. Po drodze dostrzegam jeszcze dwa zające siedzące na śniegu. Szaraki już dawno mnie usłyszały, i teraz podnoszą się czujnie oczekując. Omijam je łukiem, a one odskakują nieco ku pobliskiej łące. ( Nawiedzony pseudo zielony straszy zwierzynę! Etyczniej przecież huknąć strzelbą, albo pies oszczekujący dzika. Wtedy nic się nie płoszy, wiadomo.)

Fox in snow ????? ?????????

Dalej idę już ostrożniej, z jednej strony mając las, z drugiej trzciny. Co jakiś czas nasłuchuję.  Panuje tu cisza. Jeszcze sporo przed godziną 6 docieram na miejsce, i siadam na wydeptanej przez dzicze i sarnie przemarsze trawie. Za plecami mam pole, przed sobą rozległe trzcinowiska, za nimi las. Ze zdziwieniem słyszę świst kaczych skrzydeł, których stadko przeleciało gdzieś niedaleko mnie. Trwa oczekiwanie i słuchanie zimowych pieśni kniei… W pewnym momencie dobiega mnie dalekie, stłumione poszczekiwanie. Omamiony rzekomą odległością ignoruję je. Czas jakby spowolnił. Zimno nie kąsa. Rozgrzany po marszu, odpowiednio ubrany mam sporo czasu zanim chłód zacznie się dobierać. Delikatnie prószy śnieg. Nagle do świadomości przebija się pospieszne, acz stanowcze stąpanie. Przed sobą nie widzę nic, za sobą…odwracam głowę i… jest! Poznaję od razu. Lis sznuruje z nosem przy ziemi, i to w moim kierunku. W pewnym momencie skręca nieco, podążając za niewidocznym dla mnie tropem. Piszczy przy tym, zupełnie jak mały psiak – pierwsza myśl, ranny, chory? Nie, porusza się normalnie. To godowe podniecenie, podąża tropem liszki. Mija mnie dosłownie w odległości może 10 metrów, nie zauważając i oddala się popiskując rozkosznie. Cóż za radość w sercu! Nie wiem jeszcze, że to nie koniec wrażeń na dzisiaj.
Podczas takich momentów zastanawiam się, jakim trzeba być zwyrodnialcem, nieczułym i wyzutym z człowieczeństwa, by w takich chwilach strzelać do zwierząt. Nachodzi mnie przykra, myśl, gdybym był myśliwskim wykolejeńcem, to była by ostatnia przechadzka tego lisiaka.  

Mijają kolejne minuty. I następne. Coś subtelnie stąpa głęboko w trzcinach, nie chcąc jeszcze się ujawnić. Delikatne trzaski. Tknięty dziwnym uczuciem wstaje bezgłośnie, aby się rozejrzeć. Nic. Mija trochę czasu, stoję nie marznę. W pewnym momencie skupiam wzrok na jednym miejscu, dostrzegając niepozorny ruch. Chwila wyczekiwania, i tak – znowu lis! Widzę wyraznie ,że jest większy od poprzednika. Jest też sprytniejszy – używając mniej ośnieżonych fragmentów pola kukurydzy, podszedł mnie całkiem blisko. Ale jeszcze nie rozeznał ‘’kto zacz’’.  Przypatruję mu się niemal na bezdechu. On węszy, bada, sprawdza. Śnieg opada na powieki i topnieje wolno.  Za mną narasta hałas. To dziki, które zdążyły wrócić po nocnym żerowaniu od drugiej strony, układają się w barłogach i gramolą  po trzcinach posapując, i rechając po swojemu. Nieświadomie odwracają uwagę mojego wdzięcznego obiektu obserwacji, uświetniając mi chwilę i słuchowisko. Odgłosy te zdają się uspokajać mikitę. Zna je chyba dobrze. W pewnym momencie lisiur daje lekki skok w tył, i oddala się kilka susów. Nie ucieka jednak, tylko łukiem obchodzi moje stanowisko. Żegnam się z nim ciepło w duszy, życząc mu w myślach jak najlepiej, i dziękując za wspaniałe wrażenia. Lisiak znika mi z pola widzenia gdzieś w rowie, podążając za swoimi sprawami. Siadam ponownie, i jakiś czas słucham dziczego koncertu. Łamanie trzcin, trzaski , jakieś skrobanie po lodzie i pękające grudy – oto oprawa tego słuchowiska. Trochę mija zanim się uciszą.  Powoli podejmuję jak najcichszy powrót, nie chcąc przeszkadzać mieszkańcom tej ostoi.  Przypomina mi się , jak kiedyś w tamtym miejscu podczas srogiej zimy znalazłem dzika wbitego zadem w lód, do połowy ciała. Był oczywiście zamarznięty. Wiosną nie było już po nim śladu, poza kilkoma rozwleczonymi kościami. Podczas drogi powrotnej mijam jeszcze jednego lisa, który ‘’sznuruje’’ w kierunku lasu.  I ten nie jest zbyt płochliwy, po dotarciu na skraj siada chwilę przypatrując mi się.  Po czym czmycha w gąszcze.

2zjv_s

Dziś nie było i nie będzie wykresów, badań naukowców, dowodów itd. Dziś po ludzku, jak to już się zdarzyło w niektórych tekstach, zawieram, to co w duszy gra. I mam nadzieję, że tym wpisem choć trochę zachęcam niektórych do wybrania się teren, by doświadczyć lisiego misterium. Prędko, zanim myśliwi wszystkie wystrzelają. O przepraszam, oni mają swoje ‘’limity pozyskania’’ przecież.  Pytanie, dlaczego myśliwi w taki właśnie sposób nie chcą czy nie potrafią przeżywać i doświadczać natury? Dla nich ‘’sezon cieczkowy’’ to czas kiedy można się ‘’wykazać’’ zabijając lisów jak najwięcej się da, wykorzystując ogłupienie zwierząt , wabiąc je własnymi odgłosami, co uważają za ‘’piękną sztukę’’ zwaną wabiarstwem. W czasopismach takich jak ‘’Brać łowiecka’’ czy ‘’Łowiec Polski’’ przechwalają się swoimi wypaczonymi krwawymi wyczynami. Krótki przykład mojej małej wyprawy pokazuje, że lisy nie są w tym czasie zbyt ostrożne, i łatwo je zabić. Ale myśliwi ze szczególnym upodobaniem ukochali sobie zabijanie zwierząt podczas okresów godowych.  Z premedytacją wabią je czy to odgłosami wydawanymi przez zwierzęta na które lis poluje, czy głosami samych lisów. Czy to jelenie podczas rykowiska, lisy w cieczce, dziki w huczce, Daniele na bekowisku – krwawy sezon trwa, a ogłupieni sympatycy łowiectwa, pewnie nie raz zawitają na naszą stronę chrzaniąc dyrdymały o swojej ‘’etyce’’.

Zaiste dziwi mnie to podejście do przyrody. Ci sami ludzie, pewnie z radością i przyjemnością słuchają czasami śpiewu ptaków wiosną, które także w ten sposób dają wyraz temu co w ich życiu się dzieje – do nich już nie strzelą? O przepraszam , do głuszców i cietrzewi na tokach strzelali namiętnie długie lata, do słonek na ciągach też. Wracając do porównania, czym się różni okres godowy sów, drobnych ptaków , które wtedy są szczególne chronione przez prawo i cieszą się ludzkim zrozumieniem od cieczki lisów? Z biologicznego punktu widzenia to jedno i to samo. Ale myśliwy lubi iść na łatwiznę. Zabić szybko i łatwo. I dlatego nęciska, wabienie, wykorzystywane z premedytacją okresy godowe. Te praktyki myśliwi sami sobie określili jako ‘’etyczne’’ , w własnym gronie. Trudno więc zrozumieć ich zdziwienie, że ktoś postrzega to inaczej… Strzał, emocja – oprawienie tuszy ‘’brudna robota’’ , skup i jak najszybciej do domu, w ciepłe kapcie i kalesony , do Internetu oglądać ‘’Darz Bór TV’’.  Następnie kiełbasa z dzika bigos i piwo, by popisać na stronach ekologów frazesy o dokarmianiu i odszkodowaniach dla rolników 🙂 W oczekiwaniu do kolejnej zbiorówki.

251657_lis_snieg_zima

A teraz kilka bardziej przykrych obrazów, oraz lektura uzupełniająca dla tych, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę o lisach i zapoznać się z wynikami doświadczeń naukowców uzasadniających dlaczego polowania na lisy nie mają najmniejszego sensu.

1. Wpływ łowiectwa na liczebność lisów

2. Polowania na stogach – wyrafinowana forma chorej rozrywki

3. Lisy kontra myśliwi
223208

koliber1

kopia-polskiediany111300919215_by_liff88_600

Lasy dla kasy. Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć – rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim

Marcin Kostrzyński przez wiele lat swojego życia był aktywnie polującym myśliwym. Z wykształcenia leśnik. Po swych bliskich doświadczeniach z łowiectwem postanowił zamienić strzelbę na aparat fotograficzny, dziś wegetarianin, filmowiec i obserwator dzikiego życia, obrońca praw zwierząt opowie nam,  jak jak jedno i drugie wygląda od środka.

 

10920932_810702868966822_8129148878997127001_n

====================================
====================================

 

NPRM: Co musi się stać, żeby myśliwy odłożył strzelbę, odmówił zabijania, a  w dodatku przeszedł na wegetarianizm? Jak to było w  Twoim przypadku? Co skłoniło Cię do tak radykalnej zmiany sposobu życia i poglądów?


Marcin Kostrzyński:
Bardzo łatwo być ukształtowanym przez środowisko w którym człowiek jest wychowywany. W mojej rodzinie wiele osób poluje, ja w szkole leśnej miałem przedmiot łowiectwo. Zarówno w średniej, jak i na studiach.  Potem wstąpiłem do koła łowieckiego, kupiłem broń i zacząłem polować. Jednocześnie przestałem jeść mięso i byłem chyba jedynym czynnie polującym wegetarianinem.  Skończyłem wszelkie kursy i zdobyłem uprawnienia. I nagle zrobiło mi się żal zabitych zwierząt. Nie mogłem patrzeć na agonię swoich ofiar. Miałem zwyczajne, ludzkie wyrzuty sumienia. Zamiast polować zacząłem pomagać dzikim zwierzętom, głównie tym poszkodowanym przez błędy myśliwych.  Jednak cały czas pozostaje członkiem PZŁ, płacę składki, czytam prasę łowiecką. Chcę walczyć o prawa dzikich zwierząt. Dla wielu kolegów z PZŁ jestem zdrajcą i wrogiem, ale znam takich, którzy po cichu popierają moją wizję  ucywilizowania prawa łowieckiego.

NPRM: Lubisz fotografować, filmować dziką przyrodę. Co kilka dni na Twoim profilu pojawiają się ciekawe filmy. Jedne z tych, które można oglądać w nieskończoność. Co w takim razie z tzw. „emocjami łowieckimi”, których podobno nie można podrobić. Nie brakuje Ci polowania? Czy wystarczy zamienić broń na kamerę, żeby doświadczać podobnych uczuć?

 

Marcin Kostrzyński: Emocji łowieckich nie można podrobić, w końcu chodzi tu o zabijanie, odbieranie życia. Ale wielu myśliwych po latach polowań nagle przestaje zabijać. Dostrzegając coś więcej w zwierzynie niż cel, czy trofeum. Naszym nieszczęściem, a właściwie nieszczęściem zwierząt  jest to, że przyjęliśmy Niemiecką kulturę   łowiecką, gdzie liczy się trofeum. Może to być poroże, wypchana kaczka, kły dzika. W Skandynawii poluje się dla mięsa. Wybiera się sztuki młodsze, bo są smaczniejsze. W ten sposób skandynawski model jest bardziej zbliżony do naturalnego, w którym drapieżniki (wilki) regulowały populacje roślinożerców.

Wracając do filmowania. Zawsze o tym marzyłem. Chciałem robić filmy przyrodnicze od dziecka. Miałem jakiś wewnętrzny przymus, cel, przeznaczenie. Nie wiem jak to określić. Postanowiłem założyć swój kanał na YouTube z opowiadaniami dla dzieci o zwierzętach. Są to krótkie historie ,, Przyrodyjki”, w których pokazuje sceny z życia dzikich zwierząt. Oczywiście historie bez przemocy. Dzieci chłoną przyrodę, gdy jeżdżę do szkół i pokazuję filmy zainteresowanie jest ogromne. Mam nadzieję, że w ten sposób zaszczepię w młodym pokoleniu pewien rodzaj wrażliwości, która pozwoli im zmienić świat na lepsze gdy dorosną.

12644821_1072589686095856_6878993621347619805_n


NPRM: 
Czym jest dla Ciebie współczesne łowiectwo?


Marcin : Współczesne łowiectwo trzeba stworzyć, to które funkcjonuje obecnie jest z innej epoki. Kompletnie nie przystaje do realiów obecnego świata. Jest nawet gorzej niż w latach 50-tych.
W tamtym czasie etyka myśliwska zabraniała polowań przy paśnikach, dziś takie polowanie jest powszechne. Wystarczy tylko nazwać paśnik nęciskiem i już. Gdy pytam myśliwych jak zwierzyna ma odróżnić paśnik od nęciska odpowiadają z uśmiechem ,,na  nęcisku jest lepsze żarcie”.  Nasza kultura, cywilizacja ewoluuje, łowiectwo też musi się zmienić . To tylko kwestia czasu.

 

NPRM: Czy łowiectwo ma negatywny wpływ na przyrodę?  Popierasz teorię o niszczeniu bioróżnorodności przez łowiectwo?


Marcin: O tym można by napisać książkę. Łowiectwo z całą pewnością niszczy bioróżnorodność. Oczywiście leśnicy niszczą ją w znacznie większej, przemysłowej skali.
To wszystko z braku pokory. Wydaje się leśnikom i myśliwym, że są już tacy mądrzy, tak wiele wiedzą, ale im się tylko wydaje. W rzeczywistości wszystko zmienić może efekt motyla, a myśliwi powodują efekt buldożera. Już pewne gatunki zwierząt łownych praktycznie wymarły na terenie Polski, na przykład dropie. Wiele jest na skraju wyginięcia i trzeba prowadzić kosztowne programy  introdukcji głuszca czy cietrzewia. Ba, nawet zające są hodowane i wypuszczane do środowiska.

Muszę powiedzieć jasno, w obecnej sytuacji myśliwy ograniczający populację zwierzyny grubej jest konieczny. Mówię to z przykrością, ale takie są fakty. Jednak zupełnie niepotrzebne, a wręcz szkodliwe jest utrzymywanie na liście zwierząt łownych zwierzyny drobnej.  Zwierzyny, która nie czyni szkód łowieckich, a jej obecność w łowisku ma kapitalne znaczenie dla utrzymania bioróżnorodności. Utrzymywanie polowania na ptactwo, zające,  służy wyłącznie zaspakajaniu przyjemności zabijania. To też trzeba wyraźnie powiedzieć .


NPRM:
Dlaczego myśliwi nie chcą się zgodzić na skreślenie z listy gatunków łownych zająca, kuropatwy i jarząbka? Nie jest tajemnicą, że gatunki te borykają się z problemami spadku populacji. Twierdzą, że prowadzą ich reintrodukcję zupełnie  bezinteresownie, jeśli to prawda to nadal mogliby to robić, po wyłączeniu tych zwierząt z listy łownych. Skoro zagrażają im liczne drapieżniki, opryski, chemizacja rolnictwa, monokultury upraw, rozwój cywilizacji i utrata siedlisk, po co jeszcze dodatkowo na nie polować?

 

Marcin: To jeden z wielu absurdów. Hoduje się zające , czy bażanty by strzelać do nich po wypuszczeniu. Bażanty nie powinny występować w naszej faunie, ponieważ ich obecność nie służy rodzimym gatunkom, takim jak kuropatwy, czy cietrzewie. Myśliwi są dobrze zorganizowani i mają ogromne wpływy. W dodatku bronią prawa do polowań na zwierzynę drobną jak przysłowiowej Częstochowy. Ten upór jest bezsensowny, ale wina leży też po drugiej stronie.   Organizacje pozarządowe, anty-łowieckie  powinny stworzyć z PZŁ symulator polowań na kaczki, głuszce, cietrzewie, zające. Taki 3D z prawdziwego zdarzenia. Sam bym chętnie z takiego symulatora skorzystał. Myśliwi mogliby na własne oczy przekonać się, jak łatwo jest się pomylić i zabić zamiast Kaczki Krzyżówki Krakwę, czy inny chroniony gatunek. Zobaczyli by sami jak wiele zwierząt zostaje rannych po polowaniu, a jednocześnie bezkrwawo zaspokajali by swoją myśliwską pasję. Powinniśmy też walczyć o ograniczenie polowań na kaczki do jednego weekendu w roku. Takie stanowisko wytrąca wiele argumentów myśliwym i trudno będzie im uzasadnić chęć polowania na kaczki przez trzy miesiące. Tymczasem drepczemy w miejscu od lat i nic się nie zmienia.


NPRM:
Na jakie gatunki zwierząt według Ciebie powinno przestać się polować i dlaczego?

 

Marcin: Wszelkie gatunki zwierzyny drobnej, kaczki, gęsi, zające, słonki. Nie mają one znaczenia gospodarczego, nie czynią szkód łowieckich. A polowanie służy jedynie przyjemności myśliwego. Poluje się również na gatunki chronione np. bobry. Ostatnio zbulwersowała mnie informacja, że RDOŚ w Bydgoszczy wydał pozwolenie na odstrzał bobrów w mojej okolicy. Świadczy to o skrajnej niekompetencji urzędników, którzy wydali taką zgodę. Bobry czynią tak wiele dobrego dla bioróżnorodności tamując wodę . To jest temat na osobny artykuł.


NPRM:
Brałeś udział w polowaniach zbiorowych, przyglądałeś się z temu z bliska i dlatego jesteś ich stanowczym przeciwnikiem, jako formy zbyt okrutnej dla zwierząt. Dlaczego myśliwi darzą taką sympatią „zbiorówki’’?  Są jeszcze jakieś inne, równie tragiczne tradycje, których powinno się zakazać? Swego czasu opisywaliśmy konkursy norowania i polowania na lisy w stogach pośród pól. Pamiętam, że poszukiwanie materiałów do tamtego artykułu mocno mną wstrząsnęło.


Marcin:
Polowania zbiorowe są szczególnie okrutną i nieefektywną formą polowania. Obojętnie czy dotyczy to polowań z naganiaczami w lasach , czy na lisy przy stogach. Wyczerpują one wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami. Myśliwi argumentują, że to tradycja. Lecz tradycją było polowanie z kordelasem na dziki i z łuku na ptactwo i jakoś te tradycje nie są pielęgnowane. Możemy przez następne 10, czy 50 lat tylko diagnozować problem. Zacznijmy wreszcie coś robić. Trzeba ustalić plan działania, cele które chcemy osiągnąć i jakimi środkami, sposobami chcemy uzyskać poprawę. Zwierzęta są słabe, nie mogą  przedstawić swoich racji. Dziki nie zaprotestują pod sejmem przeciw planom dodatkowego odstrzału 40 tysięcy sztuk. Dlatego naszym obowiązkiem jest obrona słabszych. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Organizacje walczące o prawa zwierząt powinny się zjednoczyć, ustalić cele i czas na ich osiągnięcie. Jeśli nie działamy skutecznie, to nie działamy wcale.  Inaczej nic się nie zmieni.

12278010_1064070573623720_2111257375_n

NPRM: Temat na fali w ostatnim czasie: Puszcza Białowieska. Co według Ciebie stanowi o jej unikatowości i jak powinno się ją chronić?


Marcin:
Problem jest głębszy i dotyczy całych Lasów ,,Państwowych”, a właściwe ogromnego błędu jakim było powołanie ,,Gospodarstwa Lasy Państwowe”, przez co dochody ze sprzedaży drewna idą na wypłatę dla leśników. Jest to sedno całego zła. Przez to leśnik wchodzący do lasu nie widzi drzew, tylko banknoty, po które wystarczy się schylić. Konieczna jest nacjonalizacja Lasów ,,Państwowych”, czyli przeniesienie administracji leśnej do sfery budżetowej Państwa. Jest to warunek podstawowy. Jeśli ktoś mi nie wierzy jak wielki jest to problem proszę porównać zdjęcia satelitarne państw europejskich. Widać tam brązowe i jasnozielone kwadraty to Polskie wycięte lasy. Jest to katastrofalna skala spowodowana ciągłym zapotrzebowaniem leśników na pieniądze, wypłaty, samochody, premie, dodatki. Na to wszystko trzeba wyciąć. Widać to także w statystykach, gdzie obecnie wycina się prawie trzy razy więcej niż wycinało się tuż po II Wojnie Światowej  gdzie drewno było potrzebne na odbudowę kraju. Średnia pensja w Nadleśnictwach 2014 jak podaje NIK Wynosiła 7229 brutto, przy zarobkach niektórych nadleśniczych sięgających 18tyś. Dla porównania pielęgniarka zarabia 3150 .  Leśnicy mają jeszcze leśniczówki, deputaty opałowe, mundury, kilometrówki. Zapytajmy dyrektora szpitala co by się stało, gdyby każdej pielęgniarce wypłacić pensję leśniczego z dodatkami i dać do dyspozycji służbową willę z ogródkiem. Oczywiście jest to niemożliwe, bo dyrektor szpitala nie ma lasu, który mógłby wyciąć i sprzedać. Dlatego konieczne jest znacjonalizowanie lasów . Po nacjonalizacji nastąpi cudowna odmiana leśnika pozyskiwacza w leśnika racjonalnego strażnika lasu, a lasy to przecież nasze wspólne dobro.

Drzewooo

 

NPRM: Czy gradacja kornika drukarza i marnujące się drewno to rzeczywiście taki problem oraz zagrożenie? Wspomina się o zagrożeniu pożarowym, o niebezpiecznych wiatrołomach, zamykane są szlaki turystyczne. Leśnicy mówią o zrównoważonym rozwoju z uwzględnieniem potrzeb lokalnej społeczności. Twierdzą, że są to lasy gospodarcze sadzone ręką człowieka, przynajmniej w części, więc powinny podlegać użytkowaniu. O co tu chodzi?


Marcin : Chodzi wyłącznie o pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na wypłaty, deputaty… Chodzi wyłącznie o kasę, koniec kropka.

Drzewaa

 

NPRM: Leśnicy często używają nazwy „chwasty leśne”, w odniesieniu do wiązów, lipy, czy grabu. Dlaczego nie lubią tych drzew? Czy dynamika naturalnego lasu nie polega na zmianie drzewostanu właśnie?


Marcin:
Leśnicy w tej chwili nie interesują się niczym innym, jak produkcją surowca drzewnego. Chodzi o wyprodukowanie i sprzedaż surowca tartacznego. Reszta to zbędne zawracanie głowy. Prócz łowiectwa, które jest niezwykle istotnym elementem polityki. To powiązanie jest niezwykle ciekawe. W lasach są ośrodki hodowli zwierzyny, nazwane tak dla zmyłki, bo w rzeczywistości są to najcenniejsze obwody łowieckie, które służą do utrzymania Status quo lasów ,,Państwowych”.  Polują tam urzędnicy i politycy różnych szczebli i rangi. Leśnicy nazywają to budowaniem pozytywnego wizerunku lasów ,,Państwowych”. Ja widzę coś dużo gorszego. Zaraz wyjaśnię . Jeśli  Marcin Kostrzyński, szaraczek, chcę wykupić udział w polowaniu musi  zapłacić 4tyś, politycy i urzędnicy są zapraszani i nie płacą, lub płacą symbolicznie. Powinni wpisywać to do specjalnego rejestru, lecz tego nie robią. Sprawdziłem. Jak to  nazwać? Wiemy jak wielu polityków jest czynnymi myśliwymi. Były Prezydent Bronisław Komorowski jest tu doskonałym przykładem. Wiem gdzie i kiedy polował w czasie kadencji.

Co trzeba zrobić? Znacjonalizować lasy. Wyodrębnić straż leśną i utworzyć osobną straż leśno- łowiecką. Zlikwidować ośrodki hodowli zwierzyny, które są w istocie pozostałymi po komunie  terenami łowieckimi dla prominentów. Leśnicy powinni się zajmować lasem, nie łowiectwem. Zakazać w Polsce polowań osobom, które nie mają polskich uprawnień łowieckich. Czyli zakazać turystyki łowieckiej dewizowych myśliwych (Niemców w 90 %). Wreszcie zakazać polskim myśliwym polowania na gatunki chronione w Polsce i innych krajach. Chcę zabić niedźwiedzia, jadę do Rosji, głuszca na Białoruś itd.  Tu sprzymierzeńcem strategicznym mogliby być myśliwi PZŁ zainteresowani przejęciem obwodów od Lasów ,,Państwowych”. Obwody prowadzone przez koła łowieckie lokalnych myśliwych są o niebo lepszym rozwiązaniem dla zwierzyny i przyrody, niż powyższe ośrodki. Przyjeżdża obcy myśliwy i jest zainteresowany  zabiciem najcenniejszych okazów, zdobyciem najlepszych trofeów.


NPRM:
Ulubiony argument myśliwych to „kto zapłaci za szkody łowieckie” – jak wygląda ich szacowanie? Czy rzeczywiście zwierzęta wyrządzają, aż takie szkody? Dlaczego mówimy o szkodach w przypadkach, kiedy nie stosuje się żadnych zabezpieczeń? Ewentualnie, jak tych szkód unikać?


Marcin:
Kolejny temat rzeka. Szkody powinien szacować biegły, niezależny, zatrudniany przez gminę, na terenie której znajduje się obwód łowicki. Obie strony powinny mieć prawo do odwołania się od decyzji. Obecnie szacowanie szkód jest krzywdzące dla rolników, bardzo krzywdzące. Szacuje szkody łowczy i mówi to szkoda na 400 złotych, a rolnik widzi, że stracił 10 tyś, ale nie idzie do sądu, bo musiałby zatrudnić biegłego, dokumentować szkodę i sądzić się dwa lata. A tu czas żniw, w końcu macha ręką i robi swoje. To z kolei wiąże się z pytaniem: dlaczego Lasy, a nie gminy dzierżawią obwody leśne? Z pieniędzy za dzierżawę gminy mogłyby opłacić biegłego bez szkody dla własnego budżetu. Potencjalnie jest tu wielkie wsparcie ze strony Polskich Rolników poszkodowanych przez faworyzujący myśliwskie portfele obecny  system.

Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki, gdzie czuje się bezpieczniej. A paśniki zwane nęciskami gdzie zwabia się zwierzynę na strzał przyzwyczają dziki do smaku zboża i kukurydzy.  Jeśli ograniczymy polowania zbiorowe z naganiaczami do jednego rocznie ,,Hubertowskiego”  i zakażemy polowania przy nęciskach automatycznie ograniczymy szkody.  Unikanie szkód jest znacznie lepsze w obwodach prowadzonych przez koła łowieckie. Przydałaby się tu jeszcze jedna zmiana w prawie. Konieczność przyjmowania do kół   myśliwych zameldowanych na ternie danej gminy. Teraz jest tak, że koło warszawskie dzierżawi obwód i nie przyjmuje miejscowych myśliwych, którzy najlepiej przeciwdziałają szkodom łowieckim.


NPRM:
Oficjalnie celem łowiectwa jest hodowla dzikiej zwierzyny i uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów, kondycji osobniczej, poprawianie bazy żerowej, dbanie o właściwy stosunek populacji do możliwości „łowiska’’ oraz dziesiątki innych drobnych działań. Czy jednak, wobec najważniejszego celu – polowania – nie jest tak, że utrzymywanie nadwyżek populacji jest celowe, co przyczynia się również do problemów rolników? Czy nie stąd wzięło się wyśmiewanie wielu dostępnych form grodzenia, jako nieefektywnych? , Petardy, armatki hukowe, odstraszacze zapachowe także mają nie działać, według niektórych myśliwych.  Ja tu widzę drugie dno – efekt tak zwanego „martwego łowiska”.  Po prostu, po niegrodzonym zwierzyna może się swobodnie poruszać i dostarczać wspomnianych „emocji łowieckich”.


Marcin : Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę, że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko o to, by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak, że rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną, która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek zwierzyny jest powszechne, zwłaszcza w obwodach hodowlanych, gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. Samorządy, gminy nie mają żadnego realnego wpływu na ilości pozyskiwanej zwierzyny, nie mają też żadnych innych korzyści z znajdującego się na ich terenie  leśnego obwodu łowickiego.

13641195_1106010092769430_8647808481302676436_o

 

NPRM: Jesteś w stanie wskazać, które przepisy prawa łowieckiego myśliwi łamią najczęściej?

Marcin: Najczęściej polują przy nęciskach na jelenie, daniele. Podczas gdy prawo pozwala tylko na polowanie w tych miejscach na dziki, lisy, borsuki, tchórze i kuny . Myśliwi polują (kłusują) na gatunki chronione. Omyłkowo na chronione gatunki kaczek, z premedytacją na ptaki drapieżne i kruki.

 

NPRM: Alkohol na polowaniu. Drażliwy temat, jednak istnieje przepis, który mówi: „kto będąc w stanie po spożyciu alkoholu ma broń przy sobie, obligatoryjnie cofa się pozwolenie na posiadanie broni’’. Nie wspominając o dziesiątkach wypadków, które zanotowaliśmy od początku działania naszej kampanii. A przecież podczas „zbiorówek’’ czy myśliwskich imprez, już po pokocie spożywa się alkohol, broń stoi często oparta o krzesła. Jest w pobliżu myśliwych. Inni wspominają na forum dziennika łowieckiego o „tradycji’’ użytkowania nalewek między pędzeniami. To martwy zapis?

 

Marcin: Widziałem myśliwych tak pijanych, że trzeba było ich nieprzytomnych wozić przyczepką, razem z ubitą zwierzyną. Ale były to przypadki incydentalne. Powszechne są piersiówki, szczególnie w czasie zimowych polowań. Uważam, że na prowadzącym polowanie powinien spoczywać obowiązek sprawdzenia alkomatem wszystkich myśliwych uczestniczących w polowaniu. Poprawiłoby to bezpieczeństwo ludzi i zwierząt. Poprawiłoby to wizerunek PZŁ gdyby wprowadzić taki zapis do regulaminu polowań.

NPRM: Istnieją tak zwane „Biura polowań’’, dzięki którym można wykupić sobie polowanie i odstrzał na gatunki objęte u nas całkowitą ochroną, np. głuszce, cietrzewie, wilki, kozice, niedźwiedzie, rysie i zapewne wiele innych. Poluje się wtedy oczywiście w innych krajach, gdzie prawo dopuszcza taki odstrzał, np. kraje skandynawskie, czy Ukraina, Białoruś, Rosja, Chorwacja. Co sądzisz o działalności takich biur i myśliwych, którzy z nich korzystają? Czy skoro deklarują chronić, zamiast pozyskiwać rzadkie trofeum, nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na odłów i zakup żywych ptaków (głuszców, cietrzewi) dla zasilenia krajowych populacji?


Marcin:
To mniej więcej już opowiedziałem . Warto by temu poświęcić więcej miejsca i zbadać statystyki. Osobiście jestem przeciwnikiem. Można wyobrazić sobie polskiego myśliwego, który jedzie do Afryki i tam poluje na polskie bociany, czy orliki grubodziobe, a upolowane zwierzęta przywozi do Polski.  Jest to też budowanie niezdrowego współzawodnictwa na trofea, a przecież nie o trofea (teoretycznie) w naszym łowiectwie chodzi.

67003_154167371287045_804291_n

==============================
==============================

Na portalu you tube Marcin posiada kanał o nazwie ”Marcin z lasu” , na którym zobaczyć można przyrodnicze opowiadania dla najmłodszych,” Przyrodyjki” czy malownicze sceny  dzikiego życia oraz rozmówki ekologiczne na leśne tematy. Zachęcamy do subskrypcji i śledzenia kanału. Poniżej przykładowe filmy.

 

 

 

 

 

 

Jako uzupełnienie polecamy dwa inne wywiady z Marcinem Kostrzyńskim, które ukazały się wcześniej na portalach zewnętrznych. Dostępne po kliknięciu w poniższe linki. 

”Las poradzi sobie sam” 

oraz

”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”

 

 

 

 

 

 

 

 

Myślistwo i mity łowieckie

Przyszedł czas na trójkę. Na prośby znajomych i przyjaciół,długo co prawda oczekiwany ,ale jest. Wiele osób ,nie tylko myśliwych ale i osób zwyczajnych , które coś tam o łowiectwie z propagandy zasłyszały,zagląda na stronę Nie podaję ręki myśliwym,  i i myśli sobie, że założyła ją grupka ekologów-oszołomów co to nie mają pojęcia na czym polega gospodarka łowiecka i leśna, a tylko krzyczą przeciw zabijaniu .Że z miasta nosa nie wytknęli przez życie i się mądrzą, bo ”zabijanie jest be”. Kto chce z oponentów może w to wierzyć, jednak podstawą naszej działalności jest dokładna znajomość obu gospodarek i mimo to nie zgadzanie się ze sposobem jej prowadzenia. Teraz wiadomo, choć trudno zrozumieć ? Mamy na te sprawy zupełnie inny pogląd po prostu. Cieszę się, że to wyjaśnione, a co kwestii miejskiej…Tylko 1 z administratorów mieszka w małym miasteczku, pozostała reszta to wiocha i słoma z butów.  Dla mnie osobiście aspekt zabijania jest motywem pobocznym, bardziej natomiast zajmują mnie absurdy gospodarki łowieckiej i sposób jej prowadzenia.

72

Gospodarka leśna,w skrócie.

Ludzie , a zwłaszcza rozmaici mędrkowie dostają napadów śmiechu kiedy cytuję, że ”ochrona zwierząt poprzez strzelanie jest dla mnie tak samo nie przekonująca jak ochrona lasu poprzez wyrąb” . Co za oszołom, nie ma pojęcia na czym polega racjonalna gospodarka leśna ! 🙂  I tu bym polemizował , ponieważ musimy przyjrzeć się na czym w istocie to polega. Musimy wiedzieć, że Leśniczy tak samo jak myśliwy nie zajmuje się lasem z miłości do niego, by wszystko rosło w zdrowiu ku słońcu, a po to by nim gospodarować i pozyskać drewno. W skrócie eksploatacja. ”Pozyskać” , brzmi znajomo prawda? Dlatego też drzewa wycina, gdyż do tego były przeznaczone, lasy w Polsce są w dużej mierze lasami gospodarczymi ,w których zwierzęta znajdują ostoję zupełnie niepotrzebnie według niektórych osób, które postrzegają je tylko przez pryzmat szkodników. A to coś zgryzą z młodych sadzonek ,to stratują ogrodzenie , inne przeryją szkółkę. Do diabła z takimi zwierzętami, nie mogłyby się jakoś zachować w naszym gospodarczym lesie? Tutaj dotykamy aspektu psychologicznego czyli podejścia jakie te osoby reprezentują, a jest to podejście rabunkowo -roszczeniowe. Liczy się zysk ze sprzedaży drewna i tyle. Tak to funkcjonuje i na tym polega,wiec mamy się zamknąć i siedzieć cicho. Inną sprawą jest, że w założeniach gospodarki leśnej przecinki stanowić mają ożywienie lasu i zrobienie miejsca, pod nowe drzewa. Sadzone są gatunki szybko rosnące, świerk ,sosna. Czasem gatunki liściaste,jeżeli las nie jest gospodarczym a parkiem narodowym lub krajobrazowym , wtedy dba się o jako taką różnorodność. Perspektywa jest taka, człowiek musi mieć drewno do spożytkowania dla przemysłu w ciągu kilkudziesięciu lat, natomiast gdyby pozwolić lasowi zarastać po swojemu przyrost trwałby setki. Na to oczywiście nie można sobie pozwolić , i choć się z tym nie zgadzam, mimo że hipokrytycznie siedzę teraz przy drewnianym biurku którego nie kupiłem to….mogę się tylko nie zgadzać:)

Gospodarka naturalna?
Puszcza Białowieska-ostatni zachowany fragment pierwotnych lasów w europie, powinien być wzorem dla wszystkich tych którzy propagują tylko rabunkową eksploatację środowiska, racjonalne gospodarki etc. W sercu puszczy nie prowadzi się wycinek, nie usuwa martwych drzew ,w których często rozwijają się kolonie larw ”szkodliwych” owadów dla drzew, np brudnicy mniszki. Wszystko gnije, rozkłada się powoli, rośnie jedno na drugim. Mimo braku większośći prac pielęgnacyjnych las nie ginie, a rozwija się i ma zupełnie dobrze. Klimat takiego lasu, jakże inny od gospodarczych martwych monokultur do których przywykły nasze oczy. Tętno pierwotnej puszczy.  Ja uważam że w przyrodzie nie ma pojęcia takiego jak szkodnik, a tak zwane gradacje owadów czy gryzoni są szansą i wręcz łaskawym darem losu dla innych zwierząt. Z owadów nocnych skorzystają leśne nietoperze i niektóre ptaki,np lelek kozodój. Dzięki obfitości pokarmu mogą odchować więcej młodych czy wyprowadzić więcej lęgów.Z gryzoni skorzystają lisy, kuny, łasice, sowy. Tak naprawdę nie do końca wiadomo co rządzi gradacjami owadów i gryzoni, ale jedno jest pewne-to zbawienny mechanizm samozachowawczy przyrody dzięki któremu sporo gatunków możemy jeszcze oglądać w obecnej liczebności.W perspektywie czasu , nawet po ostrych wysypach rozmaitych szkodników las tak czy siak się samoistnie odrodzi. Jednak, nie za naszego życia.I to jest motorem błędnych pochopnych działań na rzecz ”ochrony”, bez zrozumienia przyrody i praw nią rządzących. Człowiek chce widzieć efekt, tu i teraz, natychmiast, jeszcze za swojego życia. I dlatego często,w naszych założeniach przegrywamy.   Od 2011 roku w otulinie puszczy nie można polować i ”pozyskiwać” zwierząt, mimo to ciężko, by mówić o jakimś nadmiarze. Wcześniej nie można też było polować w głębi puszczy. Oczywiście myśliwi powiedzą, że zwierzęta wędrują i migrują poza teren puszczy i wtedy i tak są odstrzeliwane. Być może tak jest , ale na pewno nie dotyczy większej ilości urodzonych w puszczy zwierząt.

11219153_677706025685476_6505355177537364540_n

Synantropizacja

Wiele osób , oderwanych od rzeczywistości psioczy i lamentuje, próbuje straszyć, że co to teraz będzie, lisy biegają po osiedlu, dziki grzebią po śmietnikach czas zwierzęcej apokalipsy blisko. Zjawisko nosi nazwę jak wyżej i będzie się nasilać. Zwierzęta, by przetrwać są zmuszone uczyć żyć w naszym cieniu i bardzo dobrze im to wychodzi. Są zmuszone, skracać dystans ucieczki, z powodu wszechobecnych hałasów. Gdyby chciały reagować według dawnych norm , musiałyby oszalałe non stop uciekać. Nie raz obserwowałem z traktora sarny, które nie tylko nie bały się hałasu silnika, a spokojnie żerowały na skraju śródpolnego zadrzewienia spoglądając ciekawie. Są przyzwyczajone do tego widoku i prac rolniczych , jeśli ciągnik wjeżdża na pole spokojne oddalają się. Nawet płochliwe  drapieżniki jakimi są w  wilki są widywane w Polsce w ciągu dnia. Nie dlatego, że na nas polują, po prostu w obecnym świecie , przy naszej liczebności ciężko jest pozostawać cały czas w ukryciu i nie napotykać człowieka. Czy to tak trudno zrozumieć ? Myśliwi zdaje się nie rozumieją, że czasy kiedy zwierzęta żyły w rozległych dziewiczych puszczach minęły. Tego już nie ma. I zamiast tego powinniśmy nauczyć się żyć w harmonii z dzikim zwierzętami, jest to proces z którym przyjdzie nam się zmierzyć.Inna droga ,według myśliwych to oczywiście notoryczny odstrzał i prześladowanie. U nas pół biedy, ale w innych częściach świata są drapieżniki zagrażające człowiekowi. Te trzeba będzie trzymać na dystans. Zamiast naturalnego wydawało by się zrozumienia dla sytuacji zwierząt którym zabraliśmy przestrzeń życiową, myśliwi czują agresję. To uraża ich ”godność” kiedy lis myszkuje po osiedlu a sarny czy daniele pasą się spokojnie. Głośna sprawa danieli z Grudziądza które pasły się w lasach podmiejskich nikomu nie wadząc, ku uciesze mieszkańców. Komentarze myśliwych ” Sk,,,ny nic się nie boją nawet”

10440293_10153077737550351_7511662705617870715_n

Czy sławny żubr Pyra. Wiele osób bało się tego zwierzęcia, jednak był zupełnie nieagresywny i nie napastliwy. Po prostu sobie był i tym samym bardzo przeszkadzał, bo i komuś tam parę jabłek zżarł. Nie mówię że to normalne, by żubry chodziły po ulicach wsi,inne osoby z kolei opisywały spotkanie z Pyrą jako niesamowite emocjonujące przeżycie. I to jest zdrowe podejście uważam.  Natomiast ulubionym argumentem myśliwych i pseudoznawców zagadnień łowiectwa jest ;

Locha z młodymi ! Bardzo grozna. Gdyby nie myśliwi to nikt z was zasranych ekozj…bów do domu wieczorem nie dotarł.

Hm no cóż. O dzikach coś mogę powiedzieć. I owo ”coś’ to 90% więcej niż każdy z nich na ten temat wie. Skąd wziął się mit groznego dzika? Pierwsze, tryb życia. Dzik z uwagi na w przeważającej mierze nocny i skryty tryb życia jest zwierzęciem którego zwyczaje mało są znane dla ogółu. Ponura sława dzięki jednemu głupiemu wierszowi.  Już te 2 rzeczy dają dobry grunt do dalszej manipulacji i ogłupiania co myśliwi skrzętnie wykorzystują. Jak się mają do tego zachowania lochy ? Pierwsze,cechy osobnicze. Trafią się osobniki które szarżują na wszystko co się zbliży ale to ułamek procenta w całosći. Czynnikiem wywołującym rozdrażnienie lochy jest pisk przestraszonego warchlaka. Dlatego do nich nie zbliżać się pod żadnym pozorem. Drugim z kolei-jeśli jesteśmy z psem. W żadnym wypadku nie należy psa szczuć czy zachęcać do szczekania,trzeba to powściągnąć. Nic jak szczekający pies bardziej nie rozdrażnia dzika.Oczywiście sytuacja może różnie się rozwinąć i jeśli nastąpi szarża dla własnego bezpieczeństwa należy puścić psa wolno a samemu salwować się na najbliższe drzewo. Pies,nawet domowy ”przydupas” sobie wtedy poradzi,odciągnie uwagę dzika od nas i zgubi gdzieś w krzakach.  Jest to oczywiście ten najgorszy scenariusz i każda osoba która nie traktuje dzików za pomocą psów i strzelby potwierdzi, że bywa zupełnie inaczej. Z moich doświadczeń,spotkałem lochę z młodymi kilkadziesiąt razy i na te wszystkie sytuacje wolała uciec z młodymi czy się oddalić nie atakując. Jedyny raz kiedy zostałem zaatakowany to kiedy zachciało mi się podchodzić samicę z młodymi. Loszka wyprawiła gdzieś podrośnięte już dziczki ,sama natomiast zaczekała na mnie w gęstwinie. Jakby celowo…a dalej..to już było wesoło:) Przeżyłem. Jest to jedyny raz kiedy zostałem przez lochę pognany z własnej winy, więc jeśli myśliwi wmawiają wam swoje strachy na temat dzików ,nie wierzcie. Sam podczas pierwszych lat obserwacji czy pilnowania pola , bałem się panicznie,jednak nigdy nie dostałem od tych zwierząt potwierdzenia, by lęk był uzasadniony. Zawsze schodziły mi z drogi,wystarczyło się poruszyć,zaszeleścić ubraniem,smarknąć..Są to zwierzęta bardzo czujne i płochliwe,ale też ciekawskie.  Parę razy zdarzyło się że rozmawiając przez telefon, grupa dzików podchodziła do mnie zaciekawiona słysząc głos, mimo że celowo rozmawiałem coraz głośniej, by je odstraszyć, to tylko jakby bardziej je przyciągało. Winne jest nie zwierzę a najczęściej ludzka głupota.

Musimy pamiętać, że myśliwi swoje obcowanie z tymi zwierzętami zawężają zazwyczaj do prześladowania ich – czy podczas polowania z nagonką, wypłaszaniem z psami, postrzałami, strachem. Ranne zwierzę zrobi wszystko aby się ratować, a gdy nie ma wyjścia rzuci się na swego prześladowcę , psa lub człowieka. W najlepszym przypadku kończy się poturbowaniem czy szyciem. Myśliwskie fora pełne są takich strasznych opowieści, które próbują przenosić na dalszy grunt. Zapominają, że sami są sprawcami agresywnego zachowania przerażonych zwierząt, które ranią i tropią.

11196229_679167692205976_2461724682517906324_n

Dziki w miastach.

Zdarza się i takie coś. W poznaniu w pobliżu którego mieszkam grupa podrośniętych warchlaków odwiedzała regularnie śmietnisko. Ludzie bali się, ale zwierzęta nie reagowały nawet na szczekające psy spacerowiczów. Interweniowała policja i straż miejska, a dzicze odwiedziny zdarzały się regularnie. Znajomy który pomagał przy wyprowadzaniu ich z miasta mówił że ,zwierzęta zachowywały się nad wyraz inteligentnie, jakby wiedziały, że nic im nie grozi. Nie były też agresywne . Przychodziły jakby po swoje, i wystarczyło dać im kilkanaście minut pogrzebać przy kontenerach, by spokojnie jak trzoda chlewna dały się wyprowadzić z powrotem do lasu. Rzecz działa się przy trasie po której drugiej stronie jest las, a zaraz za drogą osiedla.
Co innego w przypadkach,kiedy pędzone podczas liczenia czy polowania zwierzęta, które unikały dotąd miasta znajdą się przypadkiem na jego terenie. Wtedy, przestraszone są rozjuszone i niebezpieczne.

Odyńce.

Osobiście uważam że potrafią być grozniejsze niż lochy, a to dlatego że są bardziej hm, jakby to powiedzieć złośliwe. Mówię tu o naprawdę starych pojedynkach, dzisiaj już w zasadzie takie sztuki się nie zdarzają , ale. Dawniej bywało, że taki grasujący samotnik pogonił zbieraczy jagód w lesie, nie tylko przegnał ale i wyjadł z koszyków zebrane jagody i grzyby. Poturbował rowerzystę. Zwierzęta te w postaci dorosłej będąc w pełni sił nie mają naturalnych wrogów, a kiedy pokarmu pod dostatkiem rozpiera energia. I dopóki nie otrą się o polowanie , pewne siebie zachowanie pozostaje. W mojej okolicy był taki odyniec, nazywaliśmy go żartobliwie albertem. Był ogromny i za pewne stary niż przeciętnie to bywa. W każdym razie głośne były przypadki dwa, kiedy albert wychodził na mało uczęszczaną szosę i ani myślał zejść pojazdowi z drogi. Innym razem był to znajomy jadący rowerem który tak się podobną sytuacją przeraził , że nie wracał już tą samą drogą tylko prosił byśmy odwiezli go autem do domu:) Ja podejrzewam, że samiec ten był prawdopodobnie głuchy czy jakoś w tym kierunku upośledzony. Innym razem wracając z obserwacji  natknąłem się na niego na swoim polu. Mróz był duży -15 , śnieg skrzypiał strasznie, musiał mnie doskonale słyszeć. Ominąć go nie było jak, znalazłbym się na otwartym polu w razie co, bez szans. Poczekałem 10 min aż skończy sobie ryć, jednak nie miał zamiaru. No to petarda, 1 odpalam, buch. Zero reakcji. Myślę co jest? Druga, bum. Nic. Dopiero po 3 niechętnie wolnym truchtem, gniewnie fukając oddalił się. Nie spotkałem się nigdy z taką reakcją dzika , czujnego przecież na najmniejszy szelest, stąd moja teoria o głuchocie , częściowej przynajmniej.

10410268_661728263949919_8946808630899793177_n

Wilk selekcjoner? 

Myśliwi bardzo chełpią się swoją znajomością przyrody , co przejawia się bardzo często powtarzanym sloganem ” Obecnie nie ma drapieżników dla regulowania liczebności zwierzyny,ja zastępuję to brakującego ogniwo” .  I w tym właśnie niepozornym zdaniu przejawia się wiedza o przyrodzie naszych myśliwych , a raczej jej brak. Bo gdyby jak deklarują znali zależności w niej zachodzące, wiedzieli by, że rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności-zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją, my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem, nie regulowaniem liczebności zwierząt. W naszej rodzimej faunie wilkom i rysiom możemy przypisać rolę co najwyżej delikatnego selekcjonera, który to wyszuka (a jest w tym perfekcyjny) Sztukę słabszą,chorą, czy zwyczajnie mniej sprawną. Wilk ma do dyspozycji węch co umożliwia mu określenie po zapachu osobnika na cokolwiek chorego,czego nie widać gołym okiem.  Zrobi to na pewno lepiej niż jakikolwiek myśliwy. I tutaj dotykamy mitu odstrzału selekcyjnego o czym często trąbię, po prostu aby rozpoznać chore zwierzę trzeba je tropić i podchodzić, obserwować w pełnym świetle i jeśli wyraznie nie utyka czy nie kuleje,sierść jest normalna,tak naprawdę nie ma szans tego stwierdzić. A na polowaniach zbiorowych strzela się do wszystkiego co wyskoczy podczas pędzenia, w ciągu kilku sekund nie ma zatem możliwości oceny czegokolwiek, a każdy chce coś na takim polowaniu zdobyć. Takie polowania to zwyczajna jatka, niebywała ingerencja w spokój zwierząt zamieszkujących, przez kilka dni czy tydzień las jest jakby wymarły. No i niebezpieczeństwo, nie raz i nie dwa zdarzało się że przerażone zwierzęta wybiegały na dzielącą las jezdnię pod samochody. Jedyne co trzeba przyznać , to że atakowane przez wilka zwierzę szybko nie ginie i lekkiej śmierci nie ma,najpierw jest ucieczka do wyczerpania, potem zależnie od przeciwnika pojedyncze lub grupowe ataki gdzie ofiara wykrwawia i osłabia się powoli. Zwierzę na pewno jest przerażone i cierpi..no, co nie usprawiedliwia przecież alternatywy mordowania ze strzelbą. Myśliwi boją się że gdyby nie oni ,to zwierzęta nadmiernie się rozmnożą. Zadają się być głusi i ślepi na podstawowe prawo przyrody które mówi , że Zwierząt zawsze będzie w środowisku tyle ile będzie dla nich dostępnego pokarmu i siedlisk.  I kropka. Co jest tutaj niezrozumiałego ? Nie ma nad czym dyskutować. Niepotrzebny żaden drapieżnik, gdyż żaden gatunek nie rozmnoży się ponad dostępność dla niego zasobów. A za regulację populacji odpowiadają przede wszystkim choroby, warunki pogodowe, brak dostępności pokarmu i siedlisk. Drapieżniki to tylko kwiatek do kożucha. Próbują myśliwi brać wtedy na litość , odwracać kota ogonem ; To co ,ma zwierzę zdychać z głodu? Na pewno bardzo przejmuje się tym osoba która pierw dokarmia potem zabija, której pasją jest zabijanie , dręczenie zwierząt podczas konkursów norowań, szczucie psami na polowaniu. Wobec tego mówię za siebie, tak ma zdychać. To naturalne w przyrodzie, że jedne zwierzęta zdychają z głodu, inne ze starości inne w paszczy drapieżnika.Głodujące dzieci już nie obchodzą myśliwych? Umierające z głodu przez ich ”lubię mięso” ,ponieważ jak wiemy produkcja mięsa jest na tyle nieopłacalna w ogólnej skali, że jest główną przyczyną głodu na świecie. No i tony marchwi, ziemniaków, buraków których dzikie zwierzęta nie potrzebują ,a można by to spożytkować na pokarm dla ludzi. Pisklaki które w lesie wypadną po gwałtownej burzy z gniazda. Nic w tym nie ma dziwnego i niestosownego. Tutaj nagle nasi myśliwi dostają zastrzyku wrażliwości na krzywdę zwierząt, cóż odpowiemy? Żenada.

10991239_900459006640921_1825237417795379489_n

Odstrzał Sanitarny

Bardzo lubią się tym chwalić myśliwi. Ma to być szlachetne ”ratowanie” zwierząt chorych lub potrąconych w wypadkach łaskawym strzałem w głowę, natomiast w praktyce wyglądało to niejednokrotnie tak że panowie marudzili z przyjazdem , odsyłali do weterynarza, policji. Sprawdziłem o co chodzi i jeden myśliwy powiedział mi; ” Szkoda paliwa i naboju, jak zwierzę chore to jeszcze trzeba je zutylizować na własny koszt,bo na mięso przecież nie można.  No to już wszystko wiem…
Co ciekawe u niektórych myśliwych powszechne jest dobijanie zwierząt nożem, choć jest to nieco ryzykowne i robią to dla zaoszczędzenia naboju. Inni z kolei dobijają tylko strzałem, bo ”próbowali nożem i miał potem wyrzuty sumienia” . Pomieszanie z poplątaniem,ale zawsze powtarzam, że na trzezwo ciężko zrozumieć co w ich ”logice” siedzi.

Czarny zwierz 

W naszym kraju dorosłe dziki nie mają w zasadzie wrogów naturalnych. Co innego warchlaki na które połakomić się może ryś,wilk,czasem i lis, orzeł bielik i przedni ,puchacz. Atak tych mniejszych drapieżników wiąże się z ryzykiem ,o ile kilkudniowego warchlaka orły są w stanie unieść, tak atak na starsze nie zawsze kończy się powodzeniem z powodu czujnej matki , i ma na celu najpierw zabicie zwierzęcia a potem powrót do padliny. Dawniej straty wśród warchlaków potrafiły sięgać nawet 50-70% powiedzmy z 7 czy 8 przeżywały 3. Dziki aby zapobiec takim stratom łączyły się w grupy (same lochy,w kupie siła) aby zwiększyć szanse przetrwania dla potomstwa , czyli np 2-3 karmiące lochy plus jedna lub dwie stare bez potomstwa,często związane jakoś rodzinnie. To dawało większe szanse przetrwania dla młodych, pamiętajmy, że zwierzę też się musi wyspać co w przypadku jednej matki jest bardzo ryzykowne. W takich układach miały możliwość pilnować na zmianę. Czarnego zwierza i ryś i wilk zawsze zostawiały sobie na ”czarną godzinę”. Kiedy nic innego nie było w zasięgu do upolowania, a dokuczliwy głód dyktował działanie sprzeczne z doświadczeniem. Czarny zwierz walczy, a gruba twarda pokryta zlepami błota i innych paskudztw szczecina nie ułatwia dostępu do życiodajnych arterii z krwią, nie wystarczy przegryzc gardła jak sarnie. Idąca zimą przez śnieg wataha dzików wydziela ostry odór potu i własnego zapachu wyczuwalny nawet dla człowieka. W środku znajdują miejsce lochy z przelatkami, prowadzi locha, lub stary odyniec, który normalnie buszuje samemu, ale bywa, że podczas bardzo srogich zim dołącza do watahy i ”dowodzi”.  Całość stada w przypadku zagrożenia otaczają przede wszystkim samce,które też pomagają prowodyrowi przebijać się przez zaspy, czasem go zmieniają. Ofiarami wilków padają wtedy sztuki idące w ”tylnej straży” , jeśli śnieg głęboki i przymarznięty ułatwia sprawę wilkom, które poruszają się na powierzchni i są mobilniejsze. Wybierana jest jedna sztuka która jest osaczana, a następnie atakowana ze wszystkich stron, aby uniemożliwić szarżę. Wilki podgryzają nogi, by przeciąć ścięgna ofiary. Kiedy to się uda w 2 nogach , w zasadzie ”pozamiatane .” Dzik okręca się wtedy jedynie w miejscu, kłapie zębami i jest stopniowo przez wilki dogryzany . Stado często idzie wtedy w rozsypkę, jeśli prowodyr nie potrafi zdyscyplinować pozostałych . W takich przypadkach dziki zdaje się jakby rozumiały że trzeba oddać wilkom należną daninę i nie próbują bronić umierających towarzyszy. Zdarzały się natomiast przypadki…podjadania braci.
Ryś poluje na dzika naprawdę w ostateczności, najczęściej ucieka się do zabicia warchlaka i ucieczki z nim na drzewo. Atakuje skacząc z grubej gałęzi, zaczajając się przy szlakach przemarszu zwierząt. Przy skoku na dzika taktyką jest oślepienie,natomiast dzik ratuje się wtedy ucieczką w gęstwinę by strącić napastnika, lub jeśli jest ”kumaty” przewraca się co grozi połamaniem żeber rysia.  W sumie nie wiem po co się na ten temat rozpisałem ale niech tam. Będzie czytelnik coś wiedział:) Ale co chciałem powiedzieć, wiele osób uważa że dzików jest za dużo. Ponieważ nie ma naturalnych wrogów. Hm, w takim razie można by stwierdzić że dzików zawsze było w Polsce ”za dużo” gdyż drapieżniki unikały polowań na nie wybierając sarny. Kontynuacja myśli będzie poniżej.

11206073_679222212200524_4222526049728151956_n

Nieudolna racjonalna gospodarka łowiecka. 

Owo magiczne i tajemnicze słowo , którym myśliwi próbują kończyć wszelką dyskusję bo przecież ekoterroryści  i ci ”nawiedzeni zieloni” nie mają o niej żadnego pojęcia. Nie wiem tak naprawdę, co jest do pojmowania w sporządzanych rocznych planach pozyskania zwierzyny, jej dokarmianiu, odstrzału. Powiem tak, za teoriami panów myśliwych stoi owe niecałe 50 lat prowadzenia tej nieudolnej gospodarki , bo za PRL możemy mówić o co najwyżej rabunkowej.Za teoriami ekologów stoją natomiast setki tysięcy lat, jeśli nie miliony prawideł które od zarania rządzą przyrodą. Myślistwo nie jest dzisiaj niczym innym, jak dogadzaniem pierwotnym atawizmom i zaspokajaniem próżniaczego ego, z dorabianiem ideologii o ochronie przyrody.  Pamiętamy przecież tą ochronę , kiedy ekolodzy alarmowali w latach 80 o drastycznym spadku liczebności głuszca, panowie wtedy wyśmiewali się i wiedzieli wszystko lepiej. Koła łowieckie zawyżały w danych liczebność i zezwalały sobie na odstrzał tych ptaków. Dziś kiedy dzięki ich ignorancji i głupocie sytuacja głuszca jest tragiczna, panowie chełpią się że założyli fundację ochrony głuszca. Można to skwitować jako najwyżej ponury żart historii, ot grzesznik odprawia pokutę.  Dla myśliwych każde zwierzę to szkodnik.  Takie odnoszę wrażenie po dyskusjach z nimi. Po kolei,Sarna? Zgryza oziminy , korę z młodych drzewek,szkodnik. Zając to samo. Królik? Dokładnie, parszywy szkodnik , zgryzający korę w sadach, uprawy warzywne. Lis? No bój się boga ekooszołomie , jak możesz pytać. Wynosi kury, łapie myszy, (których liczebność ograniczają przecież myśliwi 😛 ) ptactwo , do gazu z nim ! (Myśliwi na swoich stronach komentując często żałują że nie można zrobić tego z ekologami. Jeleń? No ten to już potrafi cały las wyżreć. Dzik ? Jest ich za dużo !
Wilk? Szkodnik,bo zmniejsza myśliwym udział w zabijaniu. Ryś? to samo . Szkodnikiem nie jest chyba tylko uwielbiany i hodowany przez nich bażant, wypuszczany, by można było na niego sobie zapolować.  W skrócie streściłem, jak po rozmowach z myśliwymi oceniam ich stosunek do zwierząt. Mam też wrażenie, że ich podejście do rzadszych gatunków jak Wilk, ryś, łoś jest takie- Nie mają prawa bytu, ponieważ mamy XXI wiek, nie ma wystarczającej ilości siedlisk, by ekosystem mógł sam funkcjonować. Zatem tylko my i nasze strzelby zadbamy o równowagę środowiska. Często lubią pytać na stronach antyłowieckich co ekolog jeden z drugim zrobił dla przyrody z przed komputerka. Ktoś napisał że zrobił manicure sarnie i wyczesał dzikom szczecinę. Bo tak naprawdę za wiele robić nie trzeba poza drobnymi codziennymi wyborami, ale panowie przekonani o swej przydatności bo ; Zbudowali paśnik, by pomóc przetrwać zwierzynie by móc ją potem zastrzelić. Coś mi się wydaje że te paśniki są argumentem do przetrwania nie zwierząt, a pseudomiłośników przyrody z pod znaku PZŁ. Szlachetne dokarmianie sensem życia,a spróbujcie powiedzieć że dokarmia się od niespełna 150 lat , a wcześniej dziesiątki tysięcy lat zwierzęta przetrwały bez tego. Co najwyżej w odpowiedzi usłyszycie, że nie macie pojęcia o myślistwie i gospodarce  łowieckiej:) I takim to argumentem można w zasadzie zakończyć dyskusję z każdym na dowolny temat. Dalej ,buduje dla zwierzątek ambonę, żeby potem z niej strzelać.  I na tym w zasadzie kończą się ”racjonalne” argumenty dla obrony łowiectwa , po więcej odsyłam do innych części:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

ziemniaki

Rykowisko dla jeleni. 

Zastanawiam się, no kim trzeba być, żeby prześladować zwierzę w jego okresie rozrodczym , w jego własnym domu. To tak jakby zabijać nas ludzi na randce czy podczas uprawiania seksu, chciałby ktoś? A buce robią to w świetle prawa ,tylko dla przeżyć polowania ,bo przecież w łowiectwie chodzi o przeżywanie pewnych emocji, nie dajcie sobie wmówić, że nie. Emocjonujące może być szczucie psów na rannego dzika i patrzeć jak przegrane zwierzę próbuje bronić się.Walka zwierząt, czy pies po szkoleniu poradzi sobie, oto co ich rajcuje. Robią to ,tylko po to by zdobyć trofeum-poroże i zawiesić sobie na ścianie, ewentualnie zająć dobre miejsce w konkursie oceny poroża. Dorodne i równo rozgałęzione wieńce bardzo kręcą myśliwych , u Jelenia symbol jego samczej siły, u myśliwego na ścianie co ? Leczenie kompleksów, chyba.Normalny człowiek , dla przeżyć będzie wolał zobaczyć rogi u żywego jelenia podczas obserwacji.  Jak wygląda troska panów o przyrodę niech poświadczy wpis z jednego z ich forów, poniżej.

11407240_381991858656954_8601428404259949919_n1

Jak widać chodzi tylko o trofeum nad łóżkiem, myśliwy nie cieszy się z tego że zwierze żyje, a z tego że nikt nie sprzątnął mu trofeum i ma szansę zdobyć…  Tutaj także próbują używać argumentu o gospodarce ,ponieważ , jelenie w Polsce w sumie ”hoduje się” dla poroża i rozrywek  polujących.Przez większość leśników uważane za szkodniki, za zgryzione drzewka. Argumentują, że jeśli nie odstrzelą tej czy tej sztuki Jelenia, to jego poroże wykazujące cechy wsteczniactwa , przekaże się w genach na kolejne pokolenia.  Argumentacja co najmniej dla debili , ponieważ u każdego Jelenia w pewnym wieku poroże zacznie się uwsteczniać. Jest to najzupełniej normalne. A kto obserwował życie Jeleni podczas rykowiska, ten wie że gdzieś dwóch się bije tam trzeci korzysta. U jeleni to nasze ludzkie przysłowie często sprawdza się w życiu. Podczas gdy dorodne byki walczą i ścierają się,młodsze cichcem korzystają z obecności łań. Zapładnia więc często młodszy, tym samym argument o przekazywaniu najlepszych umiera śmiercią naturalną. Ciekawe czy panowie nie wiedzą o tym , czy celowo mydlą oczy dla usprawiedliwienia swoich jatek ? I jakim prawem myśliwy ma decydować który Jeleń powinien już umrzeć? Prawda jest taka że zabijają tylko po to by nie tracić poroża,te które wykazuje cechy wstecznictwa piękne już nie jest,a zatem po co w łowisku ma chodzić jeleń z takim porożem i ”darmo żreć” . To jedyne o co chodzi w tzw, ”Selekcji”.

11062809_917557788264376_7509251637512106597_n

Myśliwy kontra kłusownik

Bardzo lubią sami myśliwi i osoby postronne wytykać ; ”Może zajmijcie się kłusownictwem,to jest problem,etyczny myśliwy a kłusownik to duża różnica! ” Bardzo się oburzają, dlaczego to nie zajmiemy się kłusownikami. Doprawdy?  Dla nas myśliwy to to samo co kłusownik, tym gorszy, że morduje w świetle prawa i zabija znacznie więcej. Ale zestawmy kilka faktów, powodów dlaczego zabija myśliwy, a dlaczego robi to kłusownik.
Dawniej w latach przed i jeszcze powojennych, kłusownictwo było bardzo powszechne.Do tego stopnia,że bardziej, by pasowało na narodową tradycję niż samo myślistwo. Ale ok , dawniej kłusownikiem był każdy, kto zwyczajnie potrzebował czy chciał. Bywało, że taki osobnik wchodził w układ z lokalnym karczmarzem dostarczając na lewo dziczyznę , w zamian za naboje i ..alkohol. Wnykarz zastawiał sidła , głównie z biedy, dla zdobycia mięsa i wyżywienia rodziny.  Nie ma co porównywać tego, że zwierzę dusi się we wnykach do śmierci od kuli, ponieważ myśliwi często pudłują albo szczują zwierzę psami. Jeden i drugi zabija, z tym, że kłusownik znacznie mniej niż myśliwy…Drugi natomiast zabija dla rozrywki , dla ”regulacji populacji” . Są oczywiście wśród myśliwych i ”mięsiarze”.  Dziś już nie ma chyba zbytnio możliwości sprzedania na lewo dziczyzny, kłusują więc na użytek własny , lub z przyzwyczajenia. Ot, ojciec zastawiał wnyki, zawsze u nas były to i ja będę…byle nie dać się złapać. W każdym razie bardziej jestem w stanie zrozumieć osobę która zabija sobie raz na jakiś czas z biedy i głodu, niż osobę która w świetle prawa, dla rogów ”pozyskuje” dziesiątki czy setki sztuk z limitem.

BEZSENSOWNIE MORDUJĄ-POLOWANIE NA GOŁĘBIE GRZYWACZE.

Kolejny nie mający żadnego logicznego uzasadnienia aspekt łowiectwa w Polsce. O ile można ostro polemizować o konieczności odstrzelenia czasami lisa czy dzika , tak tutaj nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Ale po kolei. Grzywacze żadnych szkód rolnych nie wyrządzają, a jeśli już czymś pożywią się na polu można mówić o szkodzie minimalnie znikomej , wręcz niezauważalnej. W naszym kraju są średnio liczne. Ptaki te mogą jeść wszystko począwszy od nasion, liści, korzonków, płatków kwiatów kończąc na ich ulubionym owocu bluszczu. Są bardziej pożyteczne niż szkodliwe, zjadają gąsięnice i larwy szkodników. Posiadają też sporo wrogów naturalnych ,polują na nie Jastrzębie, krogulce, sokół wędrowny. Łączą się w pary na całe życie podobnie jak łabędzie czy gęsi, a stratę partnera bardzo przeżywają-u trzymanych w niewoli osobników obserwowano wyrazną apatię po odseparowaniu samicy. Ale wątpię, by myśliwych cokolwiek to obchodziło. Jak się poluje na te ptaki ? Normalnie myśliwym było, by ciężko je upolować, uciekają się więc do metod ogłupiania i oszukiwania ptaków. 1 sposób -przy pomocy tzw bałwanków, sztucznych ptaków imitujących żywe. Rozsypana karma i ustawia się wabiki. 2 sposób , przy pomocy tzw karuzeli, na której kręcą się sztuczne ptaki ,tutaj można zobaczyć jak takie urządzenie wygląda ,http://allegro.pl/karuzela-do-polowan-na-grzywacze-z-balwan… .Tak oto mający się za etycznych ludzie ogłupiają zwierzęta, by zabić dla przyjemności. Jak widać nie są to rzeczy tanie, podobnie jak reszta ekwipunku myśliwskiego. Można jeszcze polować z zasiadki, ukrycia ale rzadko jest to praktykowane przy tych ptakach.

d016f971-fa86-36e2-6cb0-24fdd3367188

PO CO ?

Normalny człowiek, ornitolog zawodowy czy też amator pójdzie do lasu czy na skraj pola z lasem, tam najczęściej żerują te gołębie. Poobserwuje , porobi zdjęcia czy notatki i na tym koniec, jesteśmy zadowoleni. Każdy normalny , ale nie myśliwy. Jemu nie wystarczą normalne przeżycia wynikające z obserwacji, czy przebywania na łonie natury, aby odczuć satysfakcję musi jeszcze dane zwierzę pozyskać czyli zamordować. Jest wtedy radość ze zdobyczy. Dalej pytam ,w jakim celu ? Mięsa z tego niewiele , mimo iż można je zjadać.Trofeum też nie…uzasadnienie o regulacji odpada,o szkodach i wściekliznie też. Biorąc pod uwagę ile wydają przeciętnie na swoje hobby, założyć można śmiało, że żaden z tych ”ludzi” nie głoduje. A więc jak argumentują myśliwi-”ty nie rozumiesz,to są emocje,przeżycia podczas spędzania czasu w lesie,radość i satysfakcja ze zdobyczy,strzał to wszystko kończy” Jeszcze tradycja, pamiętamy nieodzowny argument. Nie ma krzty sensu w tym zdaniu, ale skoro strzał wszystko kończy, to może popatrz, zachwyć się, przeżyj , ale nie strzelaj? Czy do tego nie jesteś już może zdolny. Normalny człowiek tego nie zrozumie, bo większość z nas przeżywa i doświadcza przyrody zupełnie inaczej. Oni nazywają to ”bambizmem” czy jakoś tak. Ok. Ja myślę że każdy wyciągnie odpowiednie wnioski.

Stoją ponad prawem.

Ostatnio częste dyskusje między właścicielami psów a myśliwymi, którzy często zabijają zagubione zbłąkane psy, lub zwyczajnie jeśli oddali się od właściciela czy też dla zabawy. Tłumaczą się tym, że pies w łowisku to szkodnik , a oni mają obowiązek  ,a właściciele nie powinni psa puszczać…już wiemy dobrze kto jest największym szkodnikiem tej planety, ale w praktyce żaden myśliwy nie został jeszcze ukarany za zabójstwo psa bez powodu. Zazwyczaj argumentują, że musieli bronić się przed rodzinnym psem który w życiu nikogo nie ugryzł, a sąd daje temu wiarę czy też działa na korzyść oskarżonych. (Sędziowie często polują).  Natomiast jaki absurd, myśliwy może puścić w lesie hordę psów, płoszyć zwierzęta i nic mu za to, robi to w świetle prawa. Ale do zabłąkanego psa już wielka pretensja i kula w nagrodę, pomimo, że myśliwy zabija ze 100 razy więcej. Czyli tak, zgraja psów myśliwskich puszczonych luzem może robić co chce ranić i płoszyć, straszyć zwierzęta, natomiast porzucony czy zbłąkany pies który próbował coś utłuc z głodu, to szkodnik zasługujący na śmierć. Panowie raczej powinni cieszyć się z takiego obrotu sprawy, przecież tak narzekają na brak drapieżników i biadolą, że muszą je zastępować…Znowu logika, a raczej obłuda myśliwych w pigułce.

11140023_675581419231270_7120809107710218734_n

Jak widać na załączonych obrazkach myśliwemu wolno puszczać w lesie psy luzem,straszyć i prześladować zwierzęta, jednak potrafią zastrzelić obcego psa przy właścicielu bo ”płoszy zwierzęta”. Czego nie robi rozumiem rozszczekana zgraja psów myśliwskich w amoku.
Myśliwych w naszym kraju jest według statystyk 114 tys.  To może jest 1 % z 35 milionowego społeczeństwa. Lasy są dobrem ogólnym,własnością nas wszystkich. I ten 1 % próbuje narzucać nam wszystkim swoją chorą wizję rozumienia przyrody, jak i ma ogromne pretensje że reszta nie pieje z zachwytu nad ich jaskiniowym hobby…Mi by to dało do myślenia.

posokowce

11203168_675414175914661_673113720441054800_n

Ochrona pola

Nie wiem czy nie będzie to swego rodzaju bomba atomowa, która zrobi furorę ponieważ info jest naprawdę ciekawe. 
Gdyby nie myśliwi , to nikt z was wegetarian nie miał by co żreć, bo dziki by pola splądrowały! Uważasz, że dzik nie jest szkodnikiem,powiedz to samo w twarz rolnikom którym wataha przeorała całą uprawę !  
Ulubione dwa argumenty myśliwych. Jeszcze ten o odszkodowaniach. Tak lubią troszczyć się o rolników,jednocześnie narzekając na konieczność wypłat odszkodowań. Sposobów na zabezpieczenie pola jest masa,w tym jeden znany wśród myśliwych, cytuję ; Płot zapachowy z ludzkich włosów. Tania i skuteczna metoda na odstraszenie zwierząt, i tutaj może fragment wypowiedzi myśliwego na ten temat w screenie.

wc582osy-odstraszanie

I co państwo na to? A na stronach antymyśliwskich gęby wypełnione żalem na szkodniki i biednych rolników.  Pomijając tradycyjne metody takie jak pastuchy elektryczne i rozmaite straszaki, istnieje jak widać metoda którą myśliwi znają , jednak nie mówią o tym nikomu, bo przecież wygodniej jest wypłakiwać się ekologom ile to odszkodowań muszą wypłacać, a swoje sadystyczne hobby usprawiedliwiać pomocą dla rolników. Ten jeden przykład , będący i tak kroplą w morzu pokazuje nam obłudę, hipokryzję i zakłamanie tego środowiska. W sposobie coś musi być, bo tak dziki mają bardzo czuły węch i unikają ludzi. Pewnego razu podczas ”obchodu” Zrobiłem siusiu w 1 miejscu. Niesmaczne , ale kto tak nie robi przyznać się.  Oddaliłem się od tego miejsca o 100 metrów , no i nocna obserwacja. W końcu idą 3 dziki. Dotarły do tego miejsca,obwąchały po czym zawróciły i poszły zupełnie inną drogą.
Komentarze samych myśliwych :

mysliwiwc582osy

Co do odszkodowań. Myśliwi tworzą prawo łowieckie. Dlaczego nie wprowadzą takich poprawek by nie musieć ich wypłacać? Proste, bo wtedy upadnie argument o odszkodowaniach . A ułatwiło by to życie obu stronom. Rozwiązanie jest bardzo proste, należało by stworzyć fundusz, rodzaj ubezpieczenia które opłacałby sam zainteresowany i ubezpieczał uprawę tytułem szkód wyrządzanych przez zwierzęta. Ale lepiej psioczyć, dorabiać sobie gębę darczyńcy dla poszkodowanych etc.   W takim powiedzmy wczesnym średniowieczu dzików było na pewno bardzo dużo, ludzie mieli także pola uprawne i pomimo braku zaawansowanej techniki potrafili sobie poradzić ,odstraszyć, ograniczyć szkody. Dziś wszystko bardzo wszystkim przeszkadza, a jedyne rozwiązania jakie widzą ludzie mający się za wszechwiedzących oraz inteligentnych do pokrzykiwanie ”za dużo !, selekcja! ,odstrzał! ,eutanazja? Pamiętajmy, że bycie myśliwym jest zupełnie dobrowolne, nikt nie zmusza do zajmowania się tym, co za tym idzie wpłacania składek- wkładu finansowego, tym samym wypłat odszkodowań. Nie pasuje? Zrezygnuj jeden z drugim.

Więcej na temat sposobów zabezpieczenia upraw do przeczytania w tym tekście:
Jak łowiectwo niszczy rolnictwo? 

OBŁUDNIE KŁAMIĄ-SPRAWA LICZEBNOŚCI ZAJĘCY

Niegdyś każdej wiosny dziesiątki szaraków ganiały się ze sobą na polach ,samce walcząc ze sobą podczas tzw parkotów. Pozniej, z każdą dekadą można było obserwować spadek, aż dotrwaliśmy do czasów kiedy spotkać jednego graniczy z dużym szczęściem.Ekolodzy wtedy zwracali uwagę,myśliwi oczywiście śmiejąc się wiedzieli lepiej. Dziś szczycą się tym że reintrodukują zająca do siedlisk. I bynajmniej nie robią tego z dobroci serca, lecz po to gdy tylko stwierdzą ”nadwyżkę” o kilka sztuk czym prędzej je odstrzelić. Poluje się nadal , mimo że wszyscy zgodnie twierdzą zarówno ekolodzy i myśliwi że sytuacja zająca jest zła. Z tym, że to myśliwi dzierżą palmę pierwszeństwa w ”ochronie” i jeżeli zdecydują się na odstrzał to nikt im nic nie może zrobić. Moim zdaniem zając z listy zwierząt łownych powinien zostać skreślony na stałe już 10 lat temu jeśli nie wcześniej. Po to mamy rozum żeby reagować a przepisy można zmienić. Można też wycierać sobie gębę paplaniem o tradycji podczas gdy gatunki giną na naszych oczach.

pokot1

Na mizerny dzisiaj stan liczebny zająca złożyło się wiele czynników. Choroby, drapieżniki, chemizacja rolnictwa. I myśliwi chcieliby byśmy widzieli tylko tyle. Niestety, pamiętam też z opowiadań że w latach 60,70 pokoty zajęcy szły w setkach, a martwych ładowane całe wozy. Zabijane były setki w każdym obwodzie,w skali kraju dziesiątki tysięcy lub więcej.I nikt mi nie powie że taka rzez nie miała wpływu na spadek liczebności. Zależność jest prosta ,gdyby zajęcy wtedy nie trzebiono, dziś nie mielibyśmy problemu z jego tragiczną sytuacją, a o konieczności ochrony rozmawiały by 300 lat pózniej nasze prawnuki. Być może do tego czasu zauważylibyśmy co się dzieje i wypracowali skuteczne metody ochrony. Nie ma co gdybać. O tym ile się zabijało piszą sami myśliwi na swoich forach  I najciekawsza logika panów, czyli winne są tylko drapieżniki, a ich własne trzebienie idące w setkach sztuk to już nie…Przypominam, że zwykły lis wyżywi się jednym zającem przez 2-3 dni,i nie zawsze na nie poluje,wręcz bardzo rzadko z uwagi na czujność i szybkość zająca. I robi to dla własnego przetrwania. A człowiek-myśliwy? Dla radochy z polowania, bo przecież nie z głodu. Kliku myśliwych zabijało paręset zajęcy których do niczego nie potrzebowali w ciągu 1 polowania. Te same pareset zajęcy miało, by szansę mnożyć się i przetrwać,tym samym padając sporadycznie łupem wrogów naturalnych. Dla mnie to jest normalna i racjonalna gospodarka zasobami przyrody. Nikt mi nie powie, że te masowe zabijanie nie przyczyniło się do zachwiania ekosystemu i delikatnych zależności wśród zwierzyny drobnej. Pamiętajmy logikę-myśliwy zabił zająca-dobrze, lis złapał, o co za szkodnik ! Trzeba zabijać. I obecny dziś żal myśliwych nie wynika,  żebyśmy dobrze rozumieli dlatego że równowaga w przyrodzie została przez nich zachwiana, a dlatego że nie ma na co polować.
Polscy myśliwi pozyskiwali (czytaj: strzelali) ok. 1 miliona zajęcy rocznie, a w szczytowym sezonie 1,3 mln.W latach 1970-1980 odławiano (corocznie!) ok 100 tyś. zajęcy na eksport do Włoch i Francji. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj :

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/klamstwa-mysliwych-sprawa-liczebnosci-zajecy/

Sami świadczą przeciw sobie , chcieliby zmydlić społeczeństwu oczy, że co złego w polskiej przyrodzie to nie my, my to tylko ochrona…na pewno do ochrony gatunku przyczyniły się pokoty idące w setkach z przed lat. Jakie wtedy było uzasadnienie? Tradycja?, Robią szkody ,a może nie wyżywią się biedne? Czy sama satysfakcja z licznego pokotu , a z najdorodniejszych pasztet, bo przecież nie wszystkie spożytkowaliście , część było pozostawianych.

Teraz próbują wszystko zrzucić na choroby i chemizację rolnictwa. Komentarz kolegi po strzelbie mówi sam za siebie. Dla myśliwych zwierząt zawsze jest ”za dużo”.

zajc485ce-lpm-2

”Gdyby nie myśliwi to zwierzyna się zdegeneruje ,bo zabijają tylko chore, słabe, upośledzone genetycznie osobniki.”

Można by rzec-myślałem że nic już mnie nie zdziwi. Ale nie. Istnieją osoby które twierdzą że muszą zabijać bo jak nie to zwierzęta się ZDEGENERUJĄ. Pomijając absurd tego założenia,bo nie wyobrażam sobie rozpoznania w całkowitej ciemności osobnika ułomnego genetycznie,mamy na liście zwierząt łownych 31 gatunków. Zatem kto selekcjonuje pozostałe tysiące gatunków owadów, ptaków, płazów, gadów, małych ssaków, nawet drapieżników takich jak wilk czy ryś? Ok, częściowo robi to sama natura, i zwierzęta są piękne , dorodne, od tysięcy lat. Były nawet dorodniejsze zanim myśliwi zajęli się owym selekcjonowaniem , bo odyńce o wadze powyżej 300kg nie były niczym niezwykłym, a dziś gdzie takiego spotkać? Tak samo Jelenie dwudziestaki i powyżej.  Sami myśliwi narzekają, że dziś już bardzo ciężko ”pozyskać” takie sztuki, a waga pozyskiwanych Jeleni zmniejszyła się na przestrzeni lat . Oto do czego przyczyniła się owa selekcja, zabijano najdorodniejsze sztuki dla trofeów,tym samym rozmnażały się te bardziej cherlawe i przekazywały cechy dalej. Oczywiście każdy młody Jeleń ma szansę stać się ”bykiem kapitalnym” jeśli pozwolić mu żyć. No dobrze, a ludzie, kto nas selekcjonuje? Dlaczego jakoś nie degenerujemy się pomimo rozmnażania na potęgę? Odezwijcie się do mnie gdy któryś myśliwy wam to sensownie wyjaśni.

Ochrona własnego dobytku i wiejskie życie-wspomnień czar.

Często panowie próbują nas przekonać jakim to szkodnikiem jest lis, bo zagryzł komuś kury. Ludzi tych cechuje skrajny pragmatyzm,wszelkie rozwiązania jakie widzą, to siłowe,za pomocą strzelby i śmierci. I u nas chwycił nie raz. I pomimo, że znam dokładnie lokalizację ich kryjówek jest to wielopokoleniowy system nor, istniejący z 50 lat,nigdy do głowy mi nie przyszło mieć do niego jakiekolwiek pretensje ani chodzić go prześladować.  Mieliśmy o tyle łatwiej że gospodarskie psy zawsze reagowały w porę. Obecnie kury wypuszczane są do ogrodzonego sadu gdzie nic, poza jastrzębiem im nie grozi. Gryzonie typu myszy, szczury,wyłapywały u nas…psy. Nikt ich tego nie uczył, same chodziły do stodoły czy magazynu ze zbożem, chyba z nudów. Inny pies potrafił upilnować kur przed jastrzębiem , kiedy ten krążył w powietrzu, pies  biegał po podwórku patrząc w górę , a gdy ptak zniżał lot zaczynało się szczekanie i uniemożliwienie polowania. Za jakiś czas Jastrząb zmienił taktykę, czatował na drzewie, a następnie lecąc nisko przy ziemi próbował w ten sposób coś pochwycić.  Jeszcze wcześniej gdy mieliśmy perlice , samiec lubił frunąć i siadywać na stodole. Stamtąd monitorował okolicę a gdy coś się zbliżało reagował
”perliczeniem” Na co reagowały zarówno kury jak i kaczki.  Takie tam ciekawostki.

Cyrk

Większość niefrasobliwie bierze udział w tych spektaklach nie zdając sobie sprawy w jakich warunkach przebywają zwierzęta. Jak okrutnie są tresowane, by podczas występu perfekcyjnie odegrały swoją rolę. Na You tube mnóstwo filmów, jak ”wdzięczne i kochające opiekunów” lwy, tygrysy ,słonie , buntowały się zabijając treserów. O takich przypadkach znikąd się nie dowiecie. Cyrk tak, zwierzęta w nim , nie.

Szczyt łańcucha pokarmowego.

Osoby polujące i jedzące mięso uważają, że to człowiek jest panem i władcą świata, znajduje się na szczycie łańcucha pokarmowego i nic nie może mu zagrozić. Pomijając, że jesteśmy zupełnie bezbronni wobec dzikich zwierząt,nawet jadowitych pająków i węży, to jeśli już uczciwie przyznać na szczycie tegoż łańcucha znajdują się…Wirusy i bakterie. Taki człowiek pan i władca a jednak w pewnych przypadkach nie poradzi sobie z formą życia o rozmiarze miliardowych części milimetra. Te same wirusy w postaci przetrwalnikowej są w stanie przetrwać i wypalanie palnikiem, i wszystkie detergenty, promieniowanie UV, jądrowe, temperatury ujemne, ba niektóre formy ziemskiego życia, są nawet w stanie przetrwać w przestrzeni kosmicznej. Gdzie nam do władzy i panowania,najwyżej kury szczać prowadzać.

Czy coś pominąłem? Za pewne sporo, choćby i udział dzieci w polowaniach . Kończę zatem na dziś moje rozważania i dziękuję tym którzy cierpliwie przeczytali. Zachęcam też do przeczytania pozostałych części, dostępne tutaj ;

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/kilka-slow-o-lowiectwie/

11084299_10200226365019239_20481653252436010_n

 

 

 

 

Kilka słów o łowiectwie

polowania 2015.33bmp

Koronne argumenty i rola człowieka w przyrodzie.
Jesteśmy jedynym inwazyjnym szkodliwym gatunkiem na tej planecie tak naprawdę. Wszystkie żyjące wokół nas stworzenia dostosowują się do środowiska by móc przetrwać,człowiek zaś jako jedyny zmienia to środowisko by dostosować je do swoich potrzeb. ( budowa miast, wprowadzanie wody na tereny suche i pustynne, osuszanie bagien i mokradeł pod zamieszkanie ) to tylko kilka pierwszych z brzegu przykładów.Czym to poskutkowało na przestrzeni lat,widzimy obecnie- Powodzie,susze, ulewy,masowe wymieranie gatunków,zatrucie rzek. Jest spora część osób nie mająca żadnej pokory wobec przyrody,uważających że człowiek jest na szycie łańcucha pokarmowego a intelekt pozwala mu robić wszystko co mu się spodoba ze światem przyrodniczym według własnej wizji.Że intelekt ten usprawiedliwia wszystko ,tworzenie broni i zabijanie. Ja się pytam gdzie tu intelekt i wyższość nad przyrodą? Tego rozumu powinniśmy używać by tworzyć takie rozwiązania aby żadna czująca istota nie była zmuszona cierpieć, oraz jeśli człowieku uważasz że jesteś na szczycie łańcucha pokarmowego idz i upoluj tego jelenia ,tygrysa gołymi rękami wtedy Ci uwierzę. I teraz kontra myśliwych ;

”Człowiek od zawsze tworzył narzędzia do polowania,żył z polowania i zabijał zwierzęta
”.

Gratuluję znajomości historii . Nawet za bardzo nie wnikając wiadomo że są i były plemiona,nacje żywiące się tylko z uprawy zbóż, owocami i warzywami,i te plemiona żyły przeciętnie 30-40 lat dłużej niż ich lubujący się w polowaniach odpowiednicy. Właśnie ludzie z takim podejściem -Ja człowiek pan i władca przyrody ,będący na szczycie łańcucha spowodowali wytrzebienie lasów ,zwierząt,zatrucie środowiska.

”Zwierzyna robi dużo szkód w lasach dlatego musimy regulować jej liczebność”

Zanim to obalimy wypowiem swoje osobiste na ten temat zdanie- to człowiek jest gatunkiem który w przyrodzie najwięcej szkód dokonuje. Warto być tego świadomym. Nie wierzycie? No coż…wystarczy sięgnąć pamięcią kilkaset lat wcześniej by dojść do wniosku że ;
a) lasów zaczęło brakować gdy człowiek je powycinał
b) Gatunki zaczęły ginąć bądź stały się zagrożone gdy człowiek na nie polował
.
Przykładem niech będzie tur i żubr,oraz drapieżniki takie ryś ,wilk czy żbik.
Odpowiadając na tamten zarzut jak już powiedziałem kto największe szkody w lasach robi. Chodzi o zmianę przekonań. Las jest domem zwierząt,miejscem w którym żyją i się żywią. Jak więc można mówić o szkodach które tam robią? Zgryzanie pędów? straszne. Do tego są przystosowane aby przetrwać,a jakoś przez miliony lat nie zdarzyło się tak by zwierzyna zjadła cały las xD Lasy zaczęły ginąć w wyniku działalności człowieka i tak jest do tej pory. Mam kuzyna i kolegę którzy poszli na leśnictwo. Wcześniej spędzaliśmy razem czas włócząc się po lasach,ale te czasy mineły. Ponieważ Ci którzy ze mną zachwycali się przyrodą mówią teraz; Nie masz pojęcia ile zwierzyna robi szkód w lasach,jak sarny i jelenie potrafią zgryzc pędy! ”  A co przepraszam mają robić?  Dłubać w nosie? Pomimo wysiłku umysłowego nie mogę przetrawić takiej argumentacji. Zabraliśmy zwierzętom na przestrzeni kilkuset lat,strzelam 80% ich życiowej powierzchni. W miejscach gdzie szumiały puszcze stoją teraz domki jednorodzinne,osiedla miasta.  Gdzie te zwierzęta mają się podziać? Jak byś się czuł,gdyby do twojego domu ktoś wszedł ze strzelbą roszcząc sobie do tego wszelkie prawo i próbował Cię zabić? Było by bardzo nie fair,prawda?

”Zwierząt jest za dużo,w lesie nie mogą się wyżywić i robią duże szkody na polach uprawnych”

A ludzi nie jest za dużo? Co najmniej dziesięciokrotnie i to od dawna. W mojej okolicy sytuacja wygląda tak, na polach otoczonych lasami,w miejscu gdzie dziki od kilkudziesięciu lat w oddaleniu kilkunastu metrów mają barłogi spoczynkowe rolnicy sadzą ziemniaki,buraki,kukurydzę. A potem płacz że dziki zniszczyły uprawę.To tak jakby dobierać się do ula i płakać że pszczoły żądlą. Pomijając że zwierzęta miały tam ostoję długo wcześniej przed ludźmi to jak tu uczciwie kierować pretensje do zwierząt że pożywiły się tym co lubią i miały w pobliżu? No sorry. One rozeznania nie mają że to należy do kogoś i nie wolno. Zawsze wybiorą możliwość łatwiejszego pokarmu. A my jesteśmy od tego ze swoim intelektem by im to uniemożliwić (nie zabić) bądź spowodować by korzystały za naturalnego żerowiska (np grodząc pole) . Tak,panowie rolnicy nie jest mi was w ogóle szkoda bo za pieniądze z odszkodowań i dopłat można było ogrodzić niejeden kawałek pola oraz zainwestować w straszaki. Ale lepiej narzekać i prowokować morderców do zabijania.

zabijanie-ofiary

”Ogrodzenie pola przeszkadzało by przecież zwierzętom się przemieszczać skoro jesteś takim obrońcą powinieneś to wiedzieć ,i ciekawe jak by Tobie zwierzyna zdemolowała hektary upraw czy byś tak gadał”

Mniejszym zwierzętom takim jak lis ,zając czy kuropatwa grodzenie nie przeszkadza ponieważ się podkopią lub przefruną górą a szkód na polu nie zrobią te gatunki. Większe gatunki nie miały by tyle dostępnego pożywienia w postaci gotowych spiżarni na polach ,przez co z czasem było by ich mniej i były by w stanie się wyżywić w lasach . Gdyby mi zwierzyna zdemolowała pole , to po pierwsze uważałbym że miała do tego święte prawo bo jej się to należy jak gówno do wc,takie samo ma prawo na tej planecie istnieć i żywić się jak i ja. Dwa,zapewne miałbym radochę obserwując je przy tym. 3 Gdyby jednak mi to przeszkadzało płoszyłbym i ogrodził pole 🙂 I czwarta moja ulubiona prawda którą zatykam zawsze gęby- Zwierząt w przyrodzie będzie zawsze tyle ile będzie dla nich dostępnego pokarmu. Ani więcej ani mniej. To proste bardzo,ale o tym jeszcze później .

”Myśliwi zabijają tylko najsłabsze i chore zwierzęta ,myśliwy w ten sposób gospodaruje łowiskiem”

Sami w to wierzą fakt,ale to największy fake jaki można przeczytać. W tym środowisku powodem do dumy jest zdobycie ”kapitalnego” poroża czy dziczych szabel,dlatego od dawien dawna zabija się sztuki przede wszystkim najpiękniesze najsilniejsze,słowem najlepsze.Osłabiając w ten sposób populację. Starzejący się przecież byk,z lekko zdeformowanym porożem kwalifikuje się jak najbardziej do odstrzału choć mógłby w sprzyjających warunkach pożyć 5-10 lat.Rozmnożyć się i przekazać geny dalej bo przecież zostają one te same. Zostaje jednak odstrzelony dla poroża a jego miejsce zajmuje młodszy i słabszy byk. Myśliwy to trofeista który chce zdobyć jak najlepsze trofeum w postaci poroża,dawniej skóry.I wiesza sobie z radością w salonie do ozdoby,są też konkursy na których ocenia się zdobyte poroże i przyznaje nagrody . Co do gospodarowania-przyroda najlepiej zagospodaruje się sama,i nigdy przez tysiące ,miliony lat nie potrzebowała do tego pomocy człowieka. Swoją drogą ciekawe gdyby jakiś obcy gatunek z kosmosu polował na ludzi w miastach twierdząc że on tylko gospodaruje łowiskiem które samo sobie przecież nie poradzi. Co byśmy wtedy odpowiedzieli ?

dokarmioanie-6

”My chronimy przyrodę ,dokarmiamy zwierzęta,budujemy ambony i paśniki ,robimy dużo dla przyrody nikt tego nie docenia zamiast tego widzicie w nas morderców”

Po kolei. Proszę mi wytłumaczyć jak to możliwe-chronić zabijając? Przez stulecia swego istnienia myślistwo przyczyniło się tylko do ograniczenia liczebności,wymarcia ,zgłady gatunków,tak więc wygląda ta ochrona ? Dokarmianie. I tu jest cały sęk. Przez dokarmianie myśliwi rozregulowali przyrodę,zaburzyli jej rytm . Spowodowali obecną sytuację którą się teraz podpierają-mianowicie że zwierząt jest za dużo i robią szkody. Po pierwsze dokarmiane dziki mają sezon rozrodczy cały rok ,lochy proszą się w młodszym wieku niż normalnie. Karmienie modyfikowaną kukurydzą spowodowało że mają więcej młodych w miocie niż zazwyczaj,wszystko to przełożyło się na wzrost populacji tych zwierząt ,to zawdzięczamy myśliwym i ich twardogłowości. Ale dzięki temu mają argument że zwierząt jest za dużo i trzeba do nich strzelać…bez komentarza. Po za tym przyzwyczajanie zwierząt do takiej karmy powoduje to że później ona jej szuka. A nie jest to wcale zdrowe dla leśnych zwierząt. O wpływie takiej karmy na zwierzęta mało jeszcze wiemy,ale sam fakt,marchew,buraki,jabłka w lesie? Gdzie to występuje normalnie? Pomijając że nie wszystko jest zjadane,bardzo dużo gnije a zwierzęta i tak podjadają i chorują od tego- jest argument,zwierzyna przecież choruje zatem trzeba odstrzelić słabsze sztuki. I o ile jestem w stanie dopuścić dokarmianie z sensem-czyli podczas ostrej zimy gdzie tygodniami utrzymuje się temperatura powyżej -10 ,metrowa pokrywa śnieżna. Wtedy ,w głębi lasu w przeznaczonych do tego paśnikach i stosowną karmą -zboża,liściarka,siano. A nie w formie jakiej ma to miejsce obecnie przy tak łagodnych zimach gdzie sam mróz rzędu 0-5 to dla zwierzyny polskiej nic. Obecnie karma wysypywana jest na polach ,brzegach lasów,skrajach pól,jakie są tego efekty widzimy. Zwierzęta są przyzwyczajane że tam mają żerować i tam jest karma,a że są od nas ”głupsze” nabierają się na to a potem mamy szkody na polach,bo tam zostały przyzwyczajone. Zatem jest argument-zwierzęta robią szkody,trzeba zabijać. Pokrętna i fałszywa logika. A najlepsze w tym wszystkim to że nie o dokarmianie tu chodzi,tylko znowu -zabijanie. Przy paśnikach nie wolno do zwierzyny strzelać. Bardzo to myśliwym nie pasowało dlatego znaleźli i na to sposób. Wysypują karmy pod ambonami i na polach ,gdzie zwierzęta przychodzą potem regularnie jeść. Ale moi Państwo oni wtedy nie dokarmiają. To już są tak zwane ”nęciska” I tutaj można bez konsekwencji strzelać do pożywiających się zwierząt.Ambona? Po co zwierzętom ambona? Jeśli nie użyjemy jej do strzelania tylko do obserwacji ok-samym zwierzętom też może się przydać,np ptakowi drapieżnemu jako punkt obserwacyjny,nietoperzowi na kryjówkę,szerszeniom na gniazdo. W innym przypadku jest to wieżyczka strzelnicza do zabijania… W tym miejscu oddaję głos innemu autorowi ,Zenonowi Kruczyńskiemu,autorowi książki ”Farba znaczy Krew” i byłemu myśliwemu. Kilka fragmentów:

”MYŚLIWI MÓWIĄ: „MY DOKARMIAMY ZWIERZĘTA, DZIĘKI NAM MOGĄ PRZEŻYĆ ZIMĘ”.

To jeden z ich koronnych argumentów. Rzeczywiście dokarmiają, a potem
te same zwierzęta zabijają.
W obecnych czasach dzikie zwierzęta zabija się masowo. Wwożąc do lasu
jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie
 i w efekcie również naturalne cykle płodności. Takiego pożywienia
w lesie nigdy nie było i nie powinno być: kukurydza, kartofle, zboża, buraki,
brukiew, kapusta, kalafiory. Jedną ręką dokarmia się zwierzęta, a drugą zabija
je ze sztucerów i dubeltówek. W Polsce w 2004 roku na dokarmianie
zwierząt myśliwi przeznaczyli oficjalnie 13 milionów złotych. Gdyby dodać
dokarmianie na obwodach łowieckich nazywanych Ośrodkami Hodowli
Zwierzyny i dokarmianie finansowane prywatnie, kwota ta stanie się mniej
więcej dwukrotnie większa. Wystarczy na zakup około 110 000 ton ziemniaków.
Trudno sobie wyobrazić górę z nich usypaną.

 

„Dawać leśnym zwierzętom więcej jedzenia, by móc ich więcej zabijać”. Patrzę
na to napisane zdanie.

Jelenie, daniele, muflony, sarny i dziki prawie nigdy nie giną naturalną
śmiercią. Duże stworzenie, które umarło śmiercią naturalną, to dla myśliwego
czysta strata. Wszystkie te zwierzęta czeka podobny los, zostały
sklasyfikowane stworzonym przez ludzi słowem „łowne” i powinny zostać
zastrzelone zgodnie z corocznymi „planami pozyskania zwierzyny”. Rokrocznie
pozostawia się stado podstawowe do rozrodu. Liczbę zwierząt
przeznaczonych do zabicia określa się z tego stada procentowo, biorąc pod uwagę przewidywany roczny przyrost naturalny. Mniej więcej wygląda
to tak:
„Ile się urodzi, tyle zabijemy, aby zachować wielkość stada podstawowego,
z którego w następnym roku powinien być co najmniej taki sam przychówek…
zabijemy… i w następnym roku…” To jest nieustanne potrząsanie przyrodą. Gdyby go zaprzestać, to tylko kwestią czasu jest, by populacja zwierząt, zaburzana z jednej strony przez zabijanie, a z drugiej przez wielkie dokarmianie, wróciła do naturalnego stanu. Wystarczy przestać się wtrącać i pozwolić, by zwierzęta po prostu rządziły się
swoimi prawami, a wszystko wróci do siebie, do spokoju, którego tak bardzo
wszyscy poszukujemy. Jestem pewien, że rezygnacja ludzi z generowania tak
wielkiej przemocy w otaczającej nas naturze zrodzi w niej dobrostan, który
udzieli się również nam wszystkim.

dokarmioanie-logikaf

 

DRUGI KORONNY ARGUMENT MYŚLIWYCH: „W ZWIĄZKU Z BRAKIEM DRAPIEŻNIKÓW TO MYŚLIWI
MUSZĄ REGULOWAĆ ILOŚĆ ZWIERZĄT”.

Kiedyś naturalne rytmy pulsowania przyrody, którym oczywiście podlegały
również drapieżniki, zapewniały równowagę w wodzie, w lesie, na
polach i na łąkach, ogólnie w naturze. Jednym z czynników decydujących
o ilości zwierząt na jakimś obszarze jest ilość dostępnego tam jedzenia.
Wszystkie zwierzęta, drapieżniki również, podlegają temu podstawowemu
prawu przyrody. Tam, gdzie było mało zwierząt, którymi drapieżniki
się pożywiały, była również odpowiednio mała ilość zębatych lub
pierzastych drapieżców. Przyroda nieustannie dąży do równowagi â drapieżniki
stanowią jej część. Tu wszystko jest właściwe, bo to porządek ponadczasowy. Właściwa równowaga była od zawsze, od milionów lat, tam gdzie człowiek
nie „reguluje”, przyroda zawsze „wie” i zwierząt jest tyle, ile ma być. Nie
więcej i nie mniej.
Człowiek utrzymuje brak drapieżników, by mieć pretekst do zabijania dla
rozrywki oraz dla swojego poczucia mocy i władzy nad przyrodą. Dlatego
samozwańczo ogłosił siebie głównym drapieżcą.
No cóż, powiedzieć można rzeczywiście wszystko. I mój ulubiony kawałek do którego się jeszcze odniosę później.

”NASTĘPNYM KORONNYM ARGUMENTEM MYŚLIWYCH JEST FAKT ZAKŁÓCENIA PIERWOTNEJ
HARMONII PRZYRODY PRZEZ CZŁOWIEKA. ICH ZDANIEM, SKORO NIE MA JUŻ PIERWOTNYCH
BIOTOPÓW I BRAKUJE DRAPIEŻNIKÓW, KTOŚ MUSI REGULOWAĆ ILOŚĆ ZWIERZYNY, BO JEŚLI
ZABRAKNIE MYŚLIWYCH, ZWIERZĘTA…
…dalej ta argumentacja nie sięga.

Właściwie nie wiadomo, co by się miało zdarzyć ze strony jeleni, dzików,
zajęcy, dzikich gęsi, bażantów czy saren, gdyby ich nie zabijać. Czy zagrażałyby
współczesnym ludziom w miastach i na wsiach? Nie znam badań
naukowych, które by wykazały niezbędność istnienia myślistwa
w przyrodzie.

Spróbujmy przywołać w wyobraźni obraz przeciętnego myśliwego i zobaczyć
go w lesie, z ostrą bronią, strzelającego, później patroszącego jelenia,
albo wwożącego do lasu przyczepę buraków cukrowych, pastewnych,
kukurydzy, kalafiorów czy też kapusty. Gdy wyobrazimy sobie ten obraz,
lub zobaczymy go w rzeczywistości, czy przyjdą nam do głowy skojarzenia
z harmonią przyrody â pełną spokoju i oczywistą? Czy myślistwo jest
potrzebne przyrodzie? Właściwie komu jest potrzebne?
Myśliwi nie twierdzą, że przywracają naturalną równowagę, odnoszę
wrażenie, że nie jest to problem, który ich obchodzi. Poza tym chyba
przeczuwają, że nie są w stanie tego dokonać. Nigdy, w czasach gdy polowałem,
Nie spotkałem się z myśliwym, który twierdziłby, że poluje po to,
by utrzymywać harmonię i równowagę w przyrodzie. Ten slogan zarezerwowany
jest dla oficjalnej argumentacji kierowanej z myśliwskiego środowiska
na zewnątrz, mającej utrzymać w społeczeństwie świadomość
o konieczności istnienia współczesnego myślistwa. Używając tego argumentu, myśliwi mówią nie wprost, że skoro równowaga
w przyrodzie i tak jest już naruszona, to wolno ją psuć dalej.
To trochę tak, jakby ktoś wspaniały, choć nadający się do naprawy zabytkowy
zegar rozbił na kawałki, czując się przy tym bezkarnie, ponieważ
„i tak był zepsuty”.
Z drugiej strony łatwo jest zobaczyć, jak żyją ludzie, zwierzęta i cała przyroda
tam, gdzie się w ogóle nie poluje â w największych parkach narodowych
na wszystkich kontynentach. Na Ziemi istnieją naprawdę duże obszary,
na których nie zabija się zwierząt. Żaden z „koronnych argumentów
myśliwskich” tam nie działa.

chronioneptaki

Tyle z Kruczyńskiego. Fakt,często słyszę zarzuty ,że ”Obecnie równowaga w przyrodzie jest na tyle naruszona że człowiek musi regulować ilość zwierząt i czuwać nad ekosystem by się nie wykończył,od tego są zresztą stosowne prawa i przepisy”

Zastanówmy się nad tym zdaniem. Samo w sobie ono jest straszne bo idąc w myśl że istnieją stosowne prawa i przepisy, a kto je wymyślił? Zwierzęta? Czy one same chciały,prosiły nas byśmy na nie polowali ,dręczyli regulowali ich liczebność? Wystarczy spojrzeć na postrzelone wijące się z bólu i przerażenia ”postrzałki” by mieć odpowiedz. I za pewne gdyby miały taką możliwość nie wyraziły by na to zgody. A Ty byś wyraził człowieku? Chciałbyś żeby ktoś na Ciebie polował? Wczujmy się w absurd tej sytuacji. Na świecie ludzi jest za dużo niż być powinno,obojętnie co o tym teraz pomyślimy. Dajmy na to,pojawia się ”mądrzejszy” lepiej wyposażony od nas gatunek i stwierdza sobie-”ludzi jest za dużo ,coś z tym trzeba zrobić,wyrządzają duże szkody tej planecie. ” Następnie określa nas w swoich przepisach jako ”gatunek łowny” określa kiedy i gdzie wolno zabijać ,stosuje różne sztuczki i tricki by nas zwabić.My się z tym nie zgadzamy,z naszego punktu widzenia jesteśmy ofiarami a on Tworzy całe prawo określając co odczuwamy i kiedy można nas zabijać. Pewnego dnia Twoje dziecko brocząc krwią czołga się przez pole z przestrzeloną nogą a oni śmieją się że przecież to tylko ”postrzałek farbuje” . Przyroda owszem może i jest zaburzona,jednak nie na tyle by sobie nie poradzić. Radziła sobie przed nami ,z nami, poradzi i po nas. Problem w tym że osoby związane z myślistwem uważają drapieżniki za jakieś regulatory populacji zwierzyny,co prawdą nie jest. One zwyczajnie są i istnieją,możemy przypisać im jakąś rolę ale nic to nie zmieni. Co najwyżej można by powiedzieć że rodzime wilki i rysie są delikatnymi selekcjonerami ,poprawiającymi kondycję stada,natomiast nigdy nie miały istotnego wpływu na kontrolę liczebności. Drapieżniki te kontrolują swoją liczebność same,u wilków rozmnaża się tylko para alfa, natomiast u rysiów bywa że samica nie dopuszcza do siebie samca jeśli pokarm zdobywa się z trudem a polowania są ”chude” . Zajmują też ogromne terytoria co nie pozwala na takie zagęszczenie by były w stanie zagrozić populacjom zwierząt płowych.

Badania lekarskie.
Myślistwo to jedyna ”fucha” w której pozwolenie na ostrą broń otrzymuje się dożywotnio , bardzo często w szeregach PZŁ na zdjęciach widzimy dziadków ze strzelbą którzy powinni nogi przy kominku grzać lub wnuczęta pasać -tymczasem uczestniczą sobie w polowaniu. Wada wzroku i liczba dioptrii nie jest żadną przeszkodą w otrzymaniu pozwolenia na broń,co jest nie do pomyślenia gdyby ktoś chciał zostać antyterrorystą ,komandosem czy pilotem. Tutaj natomiast nie dość że taki myśliwy pozwolenie na broń otrzyma ,to jeszcze badanie które przechodzi raz za młodu upoważnia go do końca życia z jej korzystania. I tak dziadzio może mieć 80 lat,parkinsona i demencję starczą a chodzić po lesie z bronią mu wolno bo myśliwy.

Aby zrozumieć.
Ja mam wrażenie że choćbym się zapisał na śmierć to do pewnych ludzi nie dotrze nic. Ostatnio widziałem ciekawy komentarz w dyskusji z myśliwym,postaram się przytoczyć z pamięci całość. ” ”Należało by gołego puścić Pana po lesie a my sobie zapolujemy. Najpierw trafią Pana w ”przedni
badyl” a pan będzie się wlókł przez krzaki z wystającą kością krwawiąc-nie,farbując tylko przecież. Puszczę dodatkowo w pogoń psy,będą większe emocje gdy będą dochodzić ”postrzałka”.Następnie trafię w drugi ”badyl” aby zupełnie unieruchomić a wtedy psy będą słabnącego z upływu krwi pana szarpać,wyrywać mięso ,ja w tym czasie będę stał obok uśmiechając się i nagrywał film z polowania który wrzucę potem na You Tube by pokazać jak to bardzo jestem dzielny. Następnie uklęknę i zacznę Pana skórować ,wyjmę wątrobę a koledzy zrobią mi zdjęcie jako ” Królowi Polowania” i te zdjęcia przy pana zwłokach wstawimy sobie uśmiechnięci na fejsika a ludziom w komentarzach napiszemy że zrobiliśmy to z miłości i szacunku do Pana. Oczywiście przez rok wcześniej kochałem Pana i karmiłem pieczołowicie najlepszą karmą by był w dobrej kondycji a na polowaniu żwawo uciekał przed naganką ,bym ja miał większą radość i emocje z polowania” Tu niech każdy zastanowi się sam.

Są szeregi gatunków gdzie człowiek mało ingeruje bądź wcale. Wezmy na przykład ptaki. W Polsce większość śpiewających i wszystkie drapieżne są pod ochroną,choć nie zawsze na przestrzeni lat tak było. O tym jak było zainteresowanych odsyłam do prac profesora Jana Sokołowskiego zasłużonego polskiego ornitologa. Ale tutaj także człowiek nie ingeruje ,a populacja drapieżników-ofiar utrzymuje się we względnej równowadze, i było by dużo lepiej gdyby nie opryski, polowania w innych krajach. Ktoś powie-Ale ptaki są dokarmiane i potrzebują znacznie mniej przestrzeni życiowej. Tak,ptaki są dokarmiane tylko sprawa z nimi jest znacznie bardziej skomplikowana. W czasach powojennych w Polsce nie były aż tak dokarmiane a pewnych gatunków było liczebnie znacznie więcej niż jest teraz. Inne jak np drop wyginęły przez lata zupełnie,a jeszcze inne przystosowały się do życia w miastach i podwoiły liczebność,kiedy wcześniej w wiejskich krajobrazach polski nie miały takiej możliwości. Na temat ptaków mógłbym długo pisać bo to moje główne i pierwsze hobby,nie odbiegajmy zatem od tematu.

Kocham więc zabijam.
Pewna pani pisała w komentarzach na stronie że ona bardzo kocha zwierzęta,a my nie mamy pojęcia o istocie myślistwa,ona natomiast nie może się doczekać kiedy dołączy do ich grona by polować. Radziła nam byśmy wyszli sprzed komputerków,posiedzieli nocą na ambonie ,posłuchali jak szczeka kozioł,zwierz szura w gąszczu,odzywają się nocne ptaki. Że to niesamowite emocje i przeżycie. I tutaj się zgodzę, spędziłem dziesiątki takich nocy na ambonach,drzewach. Wrażenia dla kogoś kto nie próbował będą niesamowite ,a i tak za każdym razem jest inaczej. Oczywiście nie każdy wytrzyma to psychicznie,można się bać nieznanych odgłosów ale polecam każdemu miłośnikowi przyrody. I na tym powinno w zasadzie się zakończyć jeśli chodzi o odczuwanie piękna i obcowanie z naturą. Myśliwi natomiast w większości przypadków aby poczuć spełnienie musi jeszcze strzelić. Mówią że kochają zwierzęta i przyrodę. Może na swój chory sposób…Co powiedzieliby by ludzie,albo jak wyglądało by gdyby myśliwy swoją żonę czy kobietę zabijał w domu ,skórował i patroszył? No przecież też ją kocha,a nie zabija jednak. Czyli zwierzęta i przyrodę kocha on inaczej-na swój chory sposób. ’Miłość’’ tą można porównać do miłości pedofila dla małego dziecka. Przecież na rozprawach sądowych pedofile tak samo bronią się że oni kochają dzieci. Kto kocha prawdziwie ,nie krzywdzi obiektu swej miłości.

Koronne argumenty Cd,
Piszą myśliwi też i tak: My zajmujemy się reintrodukcją zagrożonych gatunków, hodujemy i wypuszczamy bażanty ,zabijamy lisy by te nie zjadały zajęcy i kuropatw itd.’’
Po pierwsze bażanty nie są naszym rodzimym gatunkiem ,państwo hodują je i wypuszczają tylko po to by mogli do nich potem postrzelać. Nie wiem czy jest dobre pompowanie sztuczne populacji obcego nam gatunku który stanowi konkurencję dla rodzimych nam kuropatw i przepiórek.
Drugie co ostatnio usłyszałem to ; Jak nas zabraknie to sarny,dziki i jelenie rozmnożą się nadmiernie, będą wychodzić na drogi będą wypadki i sami będziecie prosić byśmy je odstrzelili’’
Szczerze,już widzę te niezliczone stada głodnych wściekłych saren które pasą się na asfalcie ,a dziki chodzą rządkiem i pikietują przeciwko ruchowi kołowemu. Owszem,tymczasowo populacja zwiększy się,zwierzęta będą mogły częściej wpadać pod koła. Ale będzie to sytuacja tymczasowa,następnie ilość zwierzyny wróci do stanu jaki będzie mógł w obecnych warunkach się utrzymać i wyżywić liczebnie. A inne gatunki tak zwane łowne? Jaki jest sens zabijania takiej na przykład słonki czy gęsi gdzie ona jest domniemanym szkodnikiem ? Słonka to piękny i tajemniczy ptak ,na tzw ciągach jej wieczorne przeloty nad lasem i wydawane odgłosy na tle śpiewów leśnych ptaków to coś iście magicznego. Po co ją zabijać? Jakie ona robi szkody?Po co ograniczać jej liczebnośc? Żywi się dżdżownicami i owadami. No ale przecież jest ”łowna” . Po za tym, tak zwane ”ciągi” to nic innego jak lot godowy który słonka odbywa po zachodzie słońca,stale po tym samym okręgu. Samiec wydaje w tym czasie chrapliwe dzwięki mające zwabić samicę,ona natomiast na dole daje mu znaki ustawiając odpowiednio skrzydła. Słonki są zatem strzelane w okresie godów i rozmnażania, w tym czasie gdy większość zwierząt podlega wtedy ochronie. Gdzie tu ta sławna etyka łowiecka?

Dbamy o przyrodę.

Tak w praktyce wygląda ”dbanie o przyrodę” i ”miłość” do niej przez myśliwych. Sytuacje takie nazywają ”pokotem” i są z nich bardzo dumni.(zdjęcia poniżej) Być dumnym z tego jak dużo się zabiło…bez komentarza. Następnie mówić innym że to dla dobra i ochrony przyrody,no cóż ,każdy ma swój świat i może niektórzy im uwierzą. Ale jeśli ktoś samodzielnie myśląc widzi rzeczy takimi jakie są to jest już oszołomem i ekozje…m jak wtedy nas nazywają. Oczywiście myśliwi zasłaniają się tym że mają tzw lilmity odstrzałów i nikt nie może odstrzelić ponad ten limit bo nakładane są surowe kary..Jak to w praktyce z tymi karami bywa wiemy dobrze od tych którzy to towarzystwo opuścili. Spójrzmy teraz na załączone obrazki z perspektywy dbania o przyrodę. Klilkadziesiąt zabitych zajęcy szaraków,królików,bażantów. Które to aż takich szkód nie robią,bynajmniej szarak który to jest gatunkiem stepowym a żywi się roślinnością zielną i korzonkami których to w naszym kraju ma pod dostatkiem. Jedynie zimą może zgryzać pędy w sadach .Do czego zmierzam,wszystkie zastrzelone gatunki są naturalnym pokarmem lisa i z powodzeniem mogłyby taką przewidzianą im przez przyrodę rolę spełnić ale nie…musiały paść od kuli bo ktoś ma takie hobby i jest to tradycja a na ich nieszczęście zostały sklasyfikowane przez człowieka jako ”łowne z okresem ochronnym” . Patrząc na leżące ”pięknym ” pokotem lisy i bażanty,nie jest to potrząsanie przyrodą,kpina z niej gwałcenie jej praw ? Co stoi na przeszkodzie zostawić króliki ,bażanty zające, lisy w spokoju by zajęły się sobą z tym do czego je natura przeznaczyła? Dlatego nie uwierzę nigdy w żadne tłumaczenia myśliwych i osób z tym związanych. Widać wyraznie że jest to zabijanie dla pospolitej rozrywki nie mającej żadnego dziś logicznego wytłumaczenia. Oczywiście od myśliwych usłyszymy że ”lis to szkodnik a państwo nie mają pojęcia o gospodarce łowieckiej” . Gdyby myśliwi znali przyrodę tak jak utrzymują wiedzieliby że natura nie przewidziała czegoś takiego jak ”szkodnik” . Tutaj każdy gatunek istnieje po coś,spełnia swoją rolę, utrzymuje przemądrą równowagę którą powinniśmy starać się zrozumieć i w sensowny sposób jej dopomagać a nie zaburzać. I sławna gospodarka łowiecka. Nikt nie powinien się poczuwać do tego by las i wszystko co żyje w nim dziko podlegało czyjejkolwiek własności ,albo potrzebom regulacji. Jest to dobro i dziedzictwo wszystkich ludzi o które powinniśmy dbać oraz szanować ich dom.To dbanie przez obie strony rozumiane jest różnie ,dla mnie to radość z obserwacji mieszkańców lasu, dla innych mniemanie że ktoś mu dał prawo kontrolować,regulować liczebność,zabijać. I naziści w obozach koncentracyjnych wpisywali w papierach że oni tylko ”gospodarują zasobami ludzkimi” . Czasem myśliwi próbują z innej beczki ,tzw prosty rachunek czyli od jednej lochy mamy w miocie 8 warchlaków,niech 4 będą samicami ,t one w kolejnym roku będą mieć drugie tyle itd. Aż zaleje nas apokalipsa głodnych rozwścieczonych dzików które spustoszą nasze pola,wygonią nas z miast,splądrują markety…ehm. I ciekawi mnie tylko 1,czemu na przestrzeni setek lat gdzie zwierzęta miały zdecydowaną przewagę liczebną nigdy to nie nastąpiło. Ani nie następuje obecnie w miejscach i rezerwatach ścisłej ochrony gdzie nie strzela się zwierząt już ponad 50 lat…tym samym wszelkie bajeczki o zwierzęcej apokalipsie umierają śmiercią naturalną. Myśliwi zdaje się zapominają że w selekcji naturalnej biorą udział nie tylko drapieżniki które we własnym interesie wybili i robią to nadal tym które jeszcze przetrwały (lisy) ale także pogoda,choroby,osłabienie a w dzisiejszych czasach także brak dostatecznej ilości siedlisk,pokarmu.

356_20090408124420

50fd54f7ef3b3_g1

8762313iey

Człowiek musi jeść mięso!
Jakże mogłoby zabraknąć tego argumentu dla całości. Nie musi i niepowinien. Niech ja, inni wegetarianie a zwłaszcza Ci którzy na diecie bezmięsnej wychowali swoje dzieci zadając tym samym kłam starym przekonaniom i medycznej propagandzie. Jeśli nie wystarczającym dowodem jest to aby upolować zwierzę gołymi rękami i zjeść surowe bez szkody dla zdrowia, proponuję przyjrzeć się budowie swojego układu pokarmowego. Każdy drapieżnik żywiący się mięsem spala energię szybko,dlatego musi polować by przeżyć,a jego jelito jest krótsze- roślinożerca natomiast ma dłuższe by móc strawić np celulozę . Układ pokarmowy mięsożerców charakteryzuje: Inaczej rozwinięte uzębienie- u mięsożerców najważniejsze są kły które są bardzo dobrze rozwinięte, a u roślinożerców lepiej rozwinięte są siekacze. Są to akurat rzeczy które każdy może sobie sam na własną rękę przeczytać. Człowiek jest przystosowany do wielu rodzajów pokarmów,ale skoro już uważamy się za obdarzonych intelektem powinniśmy wiedzieć że obecne chemicznie faszerowane mięso nie nadaję się do zdrowego spożycia,jak i cały proceder jest przyczyną niewyobrażonego cierpienia milionów zwierząt co dziennie. Polecam wizytę w rzezni do czasu-17 roku życia jadłem mięso regularnie,z rzezni wyprowadzono mnie roztrzęsionego i pamiętam miałem ochotę robić to samo rzeznikom. Nawet jeśli zgodzimy się że według przekłamanego cytatu z biblii człowiek powinien panować nad przyrodą bo jest ”wyższym” gatunkiem ,to jaki władca lepszy,wyrozumiały,wrażliwy,myślący ,tworzący ? Czy tę ”wyższość” okazujemy tylko poprzez morderstwa i cierpienie nie winnych istot? Tylko na tyle nas stać? Tu przejawia się ten intelekt? Władca krwawy tyran ,bo nie potrafimy i nie chcemy inaczej. Do cąłości-ta planeta nie jest w stanie wyżywić dwóch populacji-zwierząt rzeznych i ludzkiej. Prędzej czy pozniej staniemy na krawędzi zagłady z tego powodu. Już stoimy bo trujące chemiczne dodatki po to by zwiększyć przyrost masy mięśniowej zwierzęcia,jak i dodatki dla optycznego zwiększania rozmiaru i wagi wędliny to już norma. Zakończmy cytatem którego autora nie pamiętam ” Zamieńmy ryk cierpiących zwierząt w ciszę dojrzewających pól,ziemi i sadów” .

Gatunki inwazyjne,perspektywa czasu.
To co za chwilę napiszę może nie spodobać się obrońcom zwierząt,ale od tego mam możliwość by wyrażać własne zdanie.
Wezmy jako przykład sławną norkę amerykańską swego czasu narobiła sporo szkód w polskiej faunie i nadal robi, jako gatunek jeszcze bardziej przystosowany do naszego klimatu i pomijajac szkody jakie wyczynia jest też konkurencją dla rodzimych gatunków takich jak kuna,łasica czy tchórz. I słusznie bądz nie jest u nas tępiony zarówno przez myśliwych jak i obrońców przyrody. Ja myślę jednak że jako gatunkowi ludzkiemu brak nam w myśleniu jednego -przede wszystkim długofalowości. Przyroda nie znosi pustki. Nawet gdyby pozwolić norce amerykańskiej rozplenić się, to i tak wybije ona tylko część gatunków,a następnie wystąpi załamanie populacji z powodu braku pokarmu. W miejsce przetrzebionych gatunków wejdą nowe i wytworzy się inny ekosystem ,inne zależności pokarmowe między gatunkami. Ktoś powie no dobrze,to mamy przyglądać się biernie jak giną nasze rodzime gatunki? Oczywiście że nie,ale trzeba pamiętać ,że nie ma czegoś takiego jak ”rodzimy gatunek” Jest gatunek który w sprzyjającym okresie czasu na danym terenie zajmuje niszę ekoligiczną do której jest przystosowany. Trwa to zawsze czasowo i na przestrzeni milionów lat ulegało kompletnej przebudowie wielokrotnie. My jako ludzie widzimy tylko chwilowy skutek-gatunek czyni szkodę,nie potrafimy spojrzeć natomiast na problem jako całość ciągnącego się procesu życia jako takiego.

Tekst jest stronniczy!
Taki argument wysuwają myśliwi. I mają rację. Ja natomiast nie lubię być stronniczy zawsze staram się rozpatrzyć za i przeciw ,przyjrzeć się problemowi z każdej strony. Dlatego te mniej przyjemne dla nas rzeczy zostawiłem sobie na koniec.

Nikt nie jest bez winy.
Myśliwi pytają zawsze osób uczestniczących w takich ruchach czy nie jedzą mięsa. Ja nie jem. Za innych nie mogę, mogę natomiast powiedzieć to co myślę. A na myśl przychodzą mi zwykli szarzy ludzie ganiający ,węszący po biedronce za szyneczką i schabikiem na tacce. To środowisko tak samo reprezentuje stanowisko pro myśliwskie gdyby ich zapytać,tak samo będą argumentować że człowiek od zawsze jadł mięso itd. Są oni dużo bardziej szkodliwi i od myśliwych i od samych rzezników,ponieważ nie chcą o niczym wiedzieć,żyją w letargu ,nie interesując się niczym poza serialową papką wiadomościami z TV,napędzają tą koniunkturę wydając zarobione pieniądze na mięso. Jest popyt,jest podaż. Często Ci ludzie bardziej świadomi udzielają się w ruchach i mienią obrońcami zwierząt ,na obiad jedząc ziemniaki ze schabowym,na kolację smażoną kiełbasę czy kanapki szynką. Im do obrońców zwierząt w istocie jest daleko-tu deklaruję że kocham, następnie zjadam tych których niby to kocham. Tutaj coś nie halo.

Racja myśliwych.
Są to tanie chwyty z najniższej półki ale nie pozbawione sensu. My jako ludzie wychodzący poza nawias przeciętności powinniśmy być świadomi wielu rzeczy. Opowiem na swoim przykładzie. Zawsze miałem psy w ciągu życia,czasem 3,czasem 1. Kiedy ostatni pies odszedł ponad 3 lata temu nie mam do tej pory. Dlaczego? Doszedłem do wniosku że pies ,owszem jest przyjacielem człowieka,zaspakaja potrzeby psychiczne ale-jest mięsożercą. I ja muszę mu kupować mięso z puszki które pochodzi od zwierzęcia zabitego z rzezni które cierpiało. To nie fair. Jedno zwierzę kocham,natomiast godzę się na cierpienie drugiego? Są inne domowe zwierzęta w cenie rasowego psa lub tańsze,zależnie od gatunku papugi,chomiki,szynszyle,świnki morskie. Żywią się ziarnem i owocami.

”Ty nie masz pojęcia o myślistwie,gospodarce łowieckiej!”

Jakieś chyba jednak mam. Ostatnio próbował mnie zagiąć jeden myśliwy w dyskusji i wyskakuje mi z tekstem że,jak się odniosę do wzrastającej populacji lisów ,które robią szkody wśród drobnej zwierzyny etc. Ja mu na to-jak się lisy za mocno rozmnożą ,to i tak wymrą z braku pożywienia bo nie będą w stanie się wyżywić-dla mnie to proste jak cep. On na to: Dobrze gdyby tak było ,ale zanim to się stanie wytępią doszczętnie kuropatwy,głuszce,cietrzewie a jakoś nie wyobrażam sobie polskiej fauny bez nich . Ja na to: Ale przecież myśliwi hodują ,czym się szczycą bażanty, których jes xxx więcej od rodzimych kuropatw i przepiórek. W moim ”obwodzie łowieckim” myśliwi wypuszczają rokrocznie 200-400 sztuk tego ptactwa tylko po to żeby sobie do nich postrzelać. W czym problem aby zostawić je lisom ? Do tej pory od pana cisza….

przyroda1a

2. Kotki i pieski także jedzą mięso, jak kochasz zwierzęta skoro karmisz je innymi’’
To także wiemy. Różnica jest taka ,że w dzisiejszych karmach dla zwierząt poza puszkami nie ma zbyt wiele mięsa, a psy (podobno) można karmić specjalnymi makaronami,kaszami bez szkody dla ich zdrowia. No bo faktycznie. Które psy w ciągu wieków jadły to do czego są przystosowane czyli surowe mięso i wnętrzności? Chyba tylko ciężko pracujące psy eskimoskie i pociągowe na północy. Natomiast przez ostatnie 200-150 lat podwórkowe kundle żywione były domowymi odpadkami,w których mięso zawierało się raz w tygodniu-i nie było to pierwszej jakości mięso lecz ,skórki,kości. Na większą ucztę zwierzęta mogły liczyć raz na jakiś czas przy polowaniu lub świniobiciu. I taka dieta nie przeszkadzała im dożywać maksymalnego wieku,spełniając przeznaczoną w gospodarstwie mu rolę. Część z nas świadomie zrezygnowała z posiadania psów,kotów âktóre przecież służą dziś do zaspokajania zachcianek psychicznych człowieka,tzn uczucia pustki,potrzeby przyjaźni czy pomocy w gospodarstwie bądź osobom niewidomym. Są wśród nas osoby które świadome tych wszystkich niuansów zdecydowały się na posiadanie chomika,papugi czy świnki morskiej…jesteśmy więc bardzo oderwani od rzeczywistości,tak. I pomijając fakt że koty i psy są drapieżnikami-żywią się mięsem by przetrwać,nie dorabiają do tego ideologii że coś tam regulują ani też nie jest to ich hobby.

3. ’Marchewka też czuje gdy jest zjadana’’
Nie wiem komentować to ,wstawić buźki czy tarzać się ze śmiechu? Bo jak może (cierpienie ) odczuwać owoc czy warzywo pozbawione mózgu i układu nerwowego? Jakim trzeba być idiotą by z czymś takim wyskakiwać? Ale to bardzo częsty argument używany przez polujących mięsożernych braci. Nie wiem,śmiać się czy płakać…

4. Skórzane meble,torebki,paski itp.
Nie wiem jak inni ale torebek nie noszę,gumofilce ze skóry nie są a na skórzane meble nie było by mnie stać. Po za tym,dzisiaj przemysłowi opłaca się stosowanie i tworzenie sztucznych skór i używanie tego do garderoby czy w meblach,nie żyjemy w XIX wieku co niektórym chyba ciężko zrozumieć.

Kto nie jest hipokrytą?
Nikt. Wszyscy jesteśmy.Nasi ‚’przeciwnicy polityczni’’ Chwytają się coraz bardziej absurdalnych zaczepek, bywa że i słyszy się o stosowaniu mydła,poruszaniu samochodem, ubraniach i ozdobach robionych przez biedne dzieci w chinach. Ja to wszystko wiem i na ile mogę żyję tak by jak najmniej przyczyniać się do czyjegoś cierpienia czy dewastacji przyrody. Jeżdżę zazwyczaj komunikacją miejską. Nogi i tyłek moczę w akwarium karmiąc przy okazji rybki.

Jesteśmy także świadomi konsekwencji– co by się stało gdyby nasza kampania odniosła sukces i przestać by dokarmiać i zabijać dzikie zwierzęta. Czasowy wzrost populacji-ale tylko czasowy ,częstsze kolizje na drogach ,oraz częstsze odwiedziny zwierząt na osiedlach mieszkaniowych i próby dożywiania się naszymi odpadkami.Częstsze zgony i osłabienie niektórych sztuk z powodu zbyt małej ilości pokarmu. Wtedy warunkowo jeden łowczy leśniczy mógłby takie zwierzę odstrzelić. Ale nawet,choć wydaje się to okrutne nie powinniśmy ingerować a sprawę zostawić do dokończenia drapieżnikom czy padlinożercom. Cały problem polega na tym że,ludzkość skupia się tylko na tym etapie i konsekwencji. Wtedy podniósłby się znowu krzyk-to myśliwi mieli rację a ’ ekooszołomy „: nie wiedzą jak funkcjonuje przyroda. Sęk w tym że wiemy i patrzymy perspektywicznie-czego wielu osobom brak. Nie wiemy tak naprawdę jak zachowa się przyroda i populacja zwierząt,czy problemy będą się pojawiać przez 10,20 lub 50,a może i cały cykl będzie trwał ponad 100 lat. Przyroda w jednej rzeczy jest mistrzem-mianowicie w dążeniu do równowagi.I na przestrzeni setek tysięcy czy milionów lat nie potrzebowała nas do żadnych regulacji radząc sobie doskonale. I nic do rzeczy nie ma wzrost liczby miast,zmniejszenie obszarów leśnych, postęp ”cywilizacji’’ bo w perspektywie czasu zwierząt będzie tyle ile będzie być mogło w miejscach które jeszcze pozostały. Przecież populacji owadów czy innych drobnych organizmów także człowiek nie kontroluje,owszem prowadzone są opryski,zabijane w domach,ale jakoś nie zalała nas do tej pory armia biedronek,pasikoników ,muszek owocowych czy pająków. Do owadów nikt się nie wtrąca,są jedynie regulowane przez nietoperze i ptaki.

Dlaczego Nie podaję ręki myśliwym.
Na litość mówimy i dyskutujemy o zabijaniu bezbronnych zwierząt w ich domu. Na stronie często pojawiają się teksty w stylu ”’gdyby ktoś zabił twoje dziecko ” itd. To powoduje że osoby postronne postrzegają takie strony jako ”ociekające jadem” i nienawiścią. Tak nie jest,nikt na poważnie nie myśli o zabijaniu czyjegoś dziecka,jest to po prostu przykład by ktoś coś sobie uzmysłowił-przykład może drastyczny. Pozniej myśliwi wyskakują z tekstami że ”i hitler kochał psy”. To prawda. I stosunek człowieka do zwierzęcia często nie jest żadną miarą wyznaczającą człowieczeństwo. Wracając do pytania -Pewne osoby dają posty na stronę że zawsze i wszędzie podadzą rękę myśliwym . Ja mam tylko do takich osób jedno pytanie. Czy gdyby ktoś wtargnął do Twojego domu uzbrojony,zabił Ci kogoś z rodziny,ładnie oskurował wypatroszył, a głowę powiesił sobie w salonie do ozdoby.  Potem powiedział Ci że zrobił to z miłości dla tego człowieka ,i dla jego ochrony,oraz argumentował że to jest jego hobby ,oraz tradycja,jeszcze wpierał że ma do tego prawo czy uwierzyłbyś mu i podał mu rękę? Za kogo byś go uznał ? Pewne rzeczy trzeba nazywać po imieniu i dostrzec je takie jakimi są,bez dorabiania ideologii.

Niektórzy,o zgrozo nawet wegetarianie twierdzą czasami że to bez sensu ,nic się nie da zrobić,cywilizacja postępuje ,musimy się przystosować do zmian, być realistami i regulować zwierzynę przez dokarmianie i strzelanie. Powiem tak. Ja realistą jestem. I wiem że Świat fauny i flory ubożeje w zastraszającym tempie. Ocenia się, że każdego dnia z naszej planety znika bezpowrotnie 137 gatunków roślin i zwierząt. Wymieranie jest procesem naturalnym, lecz obecne tempo można porównać jedynie z wielkim wymieraniem dinozaurów. Wszystko to w wyniku działności człowieka.I jeszcze ktoś smie potem mówić że człowiek musi to tamto,karmić,strzelać. Jedyne co człowiek musi i powinien to,dbać o czystość środowiska,nie zaśmiecać.Sadzić drzewa i dbać by za młodu nie zostały zjedzone poprzez stosowanie płotków ochronnych. Trzy,przestać przekształcać środowisko do swoich potrzeb,wycinać lasy,opryskiwać litrami chemii uprawy,wprowadzać genetycznie modyfikowane organizmy. Cztery,rozwijać technologię energii odnawialnej. Możemy albo się otrząsnąć,albo nasze pra wnuki będą oglądać nieliczne gatunki w zoo,resztę w filmach przyrodniczych na you tube. Jako przymusowy obywatel tej planety życzą sobie jednak by gatunków pozostało na niej jak najwięcej a człowiek zwrócił się ku rzeczywistej drodze szacunku,ochrony i jedności z przyrodą.

Część druga i trzecia do przeczytania poniżej:

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/lowiectwo-i-myslistwo-o-co-tu-chodzi/

https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/04/09/myslistwo-i-mity-lowieckie/

trofea