Złe drapieżniki zjadają daniele! Czy może to wina myśliwych?

Co chwila pojawia się jakiś news pt. „Horror! Wilki zagryzły stado danieli z hodowli! Boże Jedyny, czekać na zjedzone dzieci!” Często w takich newsach pojawia się jakiś przedstawiciel PZŁ mówiący coś w stylu „OK, dobrze, że wilki są, ale uważajcie ludziska”. Z jednym takich newsów było zdanie „Należy jednak uważać, gdyż według myśliwych, zwierzęta te coraz mniej boją się ludzi”. Patrząc na ostatnie zdarzenia, szczególnie na śmiesznie niski wyrok dla myśliwego, który zabił człowieka, biorąc go za dzika (https://www.tvn24.pl/wroclaw,44/myslal-ze-strzela-do-dzika-zabil-czlowieka-mysliwy-uslyszal-wyrok,782057.html), trzeba na co innego uważać 😛

Wracając do meritum – myśliwi na widok szkód w hodowlach wrzeszczą, że to na pewno robota wilków. Szczególnie jak te osiedliły się w okolicy. Nie dotrze do nich, że równie dobrze to mogły być psy. Kiedy we wrześniu ubiegłego roku pod Szubinem zagryzione zostały daniele z hodowli. I jak pisano w tamtejszych mediach:

Policjanci zastali na miejscu także lekarza weterynarii i przedstawiciela koła łowieckiego, które działa w okolicy – mówi mł. asp. Justyna Andrzejewska, oficer prasowy policji w Nakle n. Not. – Orzekli oni, że zwierzęta zagryzione zostały przez wilki.

Źródło: http://www.expressbydgoski.pl/112/a/wilki-zagryzly-stado-danieli-pod-szubinem-zdjecia,10798584/

Oczywiście, myśliwi wielcy eksperci, bo chodzą codziennie do lasu i wiedzą lepiej niż jakiś tam naukowiec siedzący tylko za biurkiem. A, że często bywa tak, że wiedza przyrodnicza u naszych łowczych bywa na żenującym poziomie i mieliby problem z odróżnieniem np. poszczególnych ptaków łownych? Oraz znajomość nt. wilków zwykle wolą czerpać z nieaktualnej wiedzy przyrodniczej sprzed wieków.

wilkdaniel0

No i nie muszę mówić, że myśliwym jest bardzo na rękę straszenie wilkami nieuświadomionych ludźmi, bo wtedy łatwiej będzie przeforsować wpisanie ich na listę gatunków łownych. Ostatnio tak było w Borui Kościelnej pod Nowym Przemyślem, gdy głoszono, że to wilki szabrowały zagrodę z danielami, muflonami i owcami, a jak wykazała ekspertyza – to była sprawka psów. Chociaż zwykle myśliwi także się pieklą i starają te przypadki rozbuchać do maksimum i nakręcać ludzi w psychozie (http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,21508308,rzez-danieli-w-wielkopolsce-wilki-jednak-niewinne-sledztwo.html?disableRedirects=true).

wilkzagryz
Zjedzone przez wilki truchło daniela. Myśliwi lubią pokazywać takie sceny, by wzbudzać strach u ludzi, pomimo, że takie sceny są normalne w świecie przyrody. 

mysliwyoskorowa
A gdy ktoś pokaże zwłoki zwierzęcia podczas myśliwskiego skórowania/patroszenia/odcinania kończyn? Wtedy myśliwi krzykną coś o bambizmie i kotletach na drzewach 😛

Jest to o tyle bardziej nie fair wobec drapieżników, ponieważ zwierzę w ogrodzonej zagrodzie nie ma szans uciec, ani się obronić. A każdy drapieżnik jako oportunista mając do wyboru wolno biegającą ofiarę majacą większe szanse na przeżycie oraz ofiarę na uwięzi i mniej przystosowaną do życia na dzikim terenie, wybierze opcję drugą, szczególnie jeśli hodowla nie jest zabezpieczona. Jak piszą w broszurze Pomorskiego Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Lubanie pt. Szkody w uprawach rolnych wyrządzane przez zwierzęta a kształtowanie bioróżnorodności krajobrazu wilcze watahy mając w pobliżu słabo zabezpieczone zagrody, nauczą się, że tak jest, to będą je atakować, nawet jeśli naturalnej zwierzyny będzie w bród. I w interesie hodowców jest stawianie lepszych zabezpieczeń, które zniechęcą drapieżnika do darmowej stołówki, a zachęcą do męczenia się w gonitwie za zwierzyną łowną w naturze. Z braku lepszej alternatywy.

Screenshot - 2017-10-15 , 14_49_1214-10-06
Wilk goniący daniele w nadziei, że uda się pozyskać pożywienie dla watahy. A i nie ma pewności, że osiagnie swój cel. Plus jakiś duet leni idących na łatwiznę.      

O hodowlanych danielach jeszcze wspomnę, a teraz skupię się na zwierzętach w stanie wolnym. Żeby wilk gonił za zwierzyną łowną też nie pasuje myśliwym. Wtedy jest bambistyczny płacz, że zarżnięta zwierzyna płowa, w tym daniel. Że koła łowieckie ponoszą straty i nie ma na odszkodowania. Ale zaraz, odszkodowanie obejmują tylko dzika oraz zwierzynę płową. A wilk poprzez zabijanie zwierzyny płowej przeciwdziała szkodom łowieckim – co za tym idzie, koła łowieckie mniej wydają na odszkodowania dla rolników. A daniele mogą powodować szkody w uprawach, nawet większe od jeleni i sarni, ponieważ chętnie wychodzą na żer w pole, wydeptując przy okazji uprawy, szczególnie jeśli ma się do czynienia z dużą liczebnością. Także mogą być utrapieniem w sadach, bo lubią wszelkie owoce leśne, a w okresie wiosenno-letnim żywią się jabłonią czy gruszą. No, ale co obchodzi to myśliwych? Ważniejsza jest przyjemność z zadawaniu zabijania, zresztą zawsze będzie wymówka do ratowania rolników i sadowników przed danielą apokalipsą.

wilkdaniel2

Jak dalej jesteśmy przy danielach, to często na myśliwskich forach i grupach facebookowych jest narzekanie, że jak pojawiły się wilki, to nie ma już tyle zwierzyny, a w przypadku daniela to populacja zawsze jest wybijana do cna.

wilkdaniel1

wilkdaniel-1.png

Jak zwykle takie straszenie można włożyć między bajki, a często obserwacje te opierają się na sytuacjach wyrwanych z kontekstu, nie biorąc po uwagę innych czynników czysto antropogenicznych, obnażając niski stan wiedzy (np. te „większe” szkody w młodnikach spowodowane przez obecność wilków następują przy ich nagłym pojawieniu się i zmniejszają, gdy wilki osiedlają się na dobre, a ich ofiary przyzwyczajają się).

Zwłaszcza z tym wymieraniem całych chmar danieli. Czy aby na pewno to dowód na szkodliwość wilka? Nie, jeśli ktoś ma pojęcie o biologii daniela.

wilkdaniel3wilkdanieleeewilkmysliwydaniel

W górnym plejstocenie daniel występował na terenie niemal całej Europy, ale ostatnie zlodowacenie ograniczyło jego zasięg do części krajów śródziemnomorskich. Z tego względu to gatunek preferujący niewielkie kompleksy leśne o znacznej ilości łąk i pól (byle nie podmokłych!). Mimo swej ruchliwości niechętnie wędruje i trzyma się swych ostoi. M.in. dlatego najpierw w Europie był wsiedlany (de facto nieświadomie reintrodukowany) jako zwierzę parkowe.

Wilk z kolei potrzebuje rozległych terenów i lubi duże tereny leśne, zwłaszcza jeśli mają bagienne siedliska. Odwrotnie niż u danieli. Jak jeszcze weźmie się pod uwagę, że daniel w Polsce ma umiarkowaną liczebność i często ma pochodzenie hodowlane, to nie ma się co dziwić, czemu populacje wilka i daniela średnio ze sobą koegzystują.

To podobnie jak wsiedlanie bażantów, które jako gatunek obcy nie są przystosowane do polskich warunków (plus jeszcze te z hodowli mają niemal zerową przeżywalność!) i potem krzyk, że lisy oraz ptaki szponiaste i krukowate mają szwedzki stół.

wilkdaniel4

Padło słowo „wsiedlany”. I tak wracam do hodowli danieli i ich głównego celu. Jak pisze agronews:

Wiele zalet hodowli danieli spowodowało, że interesuje się nią coraz więcej osób. Jest mało pracochłonna, nie wymaga wysokich nakładów finansowych, może być opłacalna, a rosnące zainteresowanie dziczyzną zapewnia zbyt żywca. Z danieli pozyskuje się nie tylko mięso, ale również poroże i skóry, na które także jest popyt. Taka hodowla jest też atrakcyjna, sprzyja rozwojowi agroturystyki i turystyki wiejskiej.

Źródło: http://www.agronews.com.pl/pl/5,20,1517,a_moze_daniele.html

Właśnie, dziczyzna, poroże i skóra. Jak domyślasz się czytelniku, myśliwi także zainteresowani są takimi hodowlami. I dlatego myśliwym jest tak żal hodowlanych danieli i są wściekli na psy/wilki. Przecież nie trzymają tych zwierząt po to, żeby je podziwiać, tylko by mieć „bogate łowisko”, wypuścić je i zapolować. O to rozbija się cała gorycz. Oprócz konkretnej straty finansowej z wpłaty od dewizowca, ileś sztuk mniej do upolowania. To okropne, ale to są właśnie pobudki tych ludzi.

danielwsiedlany0danielwsiedlany1danielmartwydanieltrofea

Myśliwi wprowadzają daniele na tereny łowieckie z powodu niewielkich wymagań środowiskowych i wysokiej produktywności populacji, często także do małych kompleksów leśnych, które nie nadają się do hodowli jelenia szlachetnego lub tam gdzie tego jelenia jest niedostatek. Jak przy tym jesteśmy, to daniel nie jest lubiany przez inne jeleniowate, ponieważ z powodu swej ruchliwości stale je niepokoi i zmusza je do opuszczenia bądź unikania terenów, gdzie są ogromne ilości danieli. Kolejna zasługa myśliwych w ochronę przyrody, którzy robią dla niej więcej niż ekolodzy siedzący za komputerem 😛 W tej perspektywie wilk, wcinając daniele, staje się także sojusznikiem jeleni i saren dziękujących za pozbycie irytującego sąsiada 😉

wilkdanielmysliwydaniel

No, ale co to obchodzi myśliwych? Zniszczone pola rolników? Inne jeleniowate, które idą gdzie indziej, np. pod domostwa ludzkie, byle dalej od niechcianego lokatora? Nieważne. Ważniejsza realizacja „racjonalnej gospodarki łowieckiej” i pokazowe ratowanie ludzi przed jej zgubnymi skutkami. Ale jak taki wilk zechce przeszkodzić w tejże gospodarce i skuteczniej wyleczyć te zgubne skutki – wielka chryja i próba przekonania, że on jest tym złym i dla dobra ekosystemu najlepiej wybić do ok. 200 osobników. Kiedy to zwykle bywa na odwrót.

Warto też przypomnieć tutaj wszystkie niedomówienia odnośnie danieli oraz motywy dla których są hodowane. I oczywiście, jak już nikogo tutaj nie zdziwi zabijanie tych zwierząt zbiega się rozpoczęciem ich okresu godowego – bekowiska. PZŁ oczywiście wspiera takie ordynarne wobec zwierząt praktyki. Pisaliśmy o tym w tym artykule:

Polowania na daniele – myśliwi zabijają w okresie godowym.

 

Reklamy

Wyrok na Dziki – Rolnicy chcą, aby wybić wszystkie. A myśliwi przyczyniają się do przenoszenia ASF.

Powraca temat afrykańskiego pomoru świń, zwanego w skrócie ASF. Nasi genialni rolnicy i hodowcy trzody wpadli na pomysł, by w województwie podlaskim, przy pomocy myśliwych wystrzelać wszystkie dziki, prawda czyż nie wspaniała to idea – „problem solved”. Gdyby wszystko rozwiązywano w ten sposób… Część z myśliwych ochoczo zgodzi się na dodatkowe polowanie za blisko 400 PLN dopłaty za każdego „pozyskanego” dzika, natomiast lwia większość buntuje się i lamentuje przeciwko likwidacji swojej hasającej wolno kiełbasy, dającej tyle adrenaliny i emocji łowieckich. No bo do czego będą potem strzelać? Myśliwi już krzyczą, że jak to oni nie bronią, gdzie są teraz te krzyczące organizacje ekologiczne, tylko polującym zależy na przyrodzie 🙂 Motywacji tych pyskówek nie skomentuję, bo są jasne nawet dla dziecka.

46943

Kto jest winien?

Na pewno nie ci, na których padł wyrok, czyli dziki. Nawet nie ta biedna „trzoda chlewna”. W pierwszej kolejności winni są Ci, którzy czytając teraz ten tekst oburzają się na „zwyrodniałych rolników”, jednocześnie nie odmawiając sobie schabowego w niedzielę na obiad, a wieczorem karkówki z grilla. Można się śmiać z weganizmu, ale pomyślmy, gdyby nie nasze wątpliwe upodobania kulinarne obarczone ogromem krwi i przemocy, ASF by nie szalał, a dzików nie chciano wybijać. Złoty środek, dla większości nie do przyjęcia. Ale dlaczego akurat obwiniono dziki, które przecież cierpią teraz nie tylko od choroby, ale i od nadmiernych polowań? Bo tak było najprościej. Nie obronią się przecież. Jeśli zastanowić się logicznie, to można mieć wątpliwość w jaki sposób dziki mają przyczyniać się do rozprzestrzeniania ASFu, przecież nie przychodzą wieczorami na schadzki do chlewni, odwiedzić swoje mniej szczęśliwe różowe siostry. A świnie hodowlane nie chodzą na spacery do lasu, aby zobaczyć jak żyją ich dzicy kuzyni. Ani tym bardziej po to, żeby celowo przenieść na nie chorobę, żeby im się nie żyło na tej wolności za dobrze. Zatem gdzie jest winowajca główny?

12804790_984202945002545_1942267724315530947_n

Jest nim ten, kto najwięcej za wystrzelaniem dzika krzyczy. ASF roznosi się głównie przez niedbalstwo człowieka, a rolnicy i hodowcy mało dbają o przestrzeganie norm sanitarnych. Choćby przez wylewanie na pole gnojówki świńskiej, czy wyrzucanie gnoju co jest dość powszechną praktyką, dochodzi do przenoszenia się wirusa. Przenosi się także na kołach samochodów czy ubraniach, a pamiętać musimy, że świnie do uboju są transportowane dziesiątki kilometrów. Rzecz szczególna, że sposobach postępowania i zachowania się przy występowaniu ASF, wszelkie zasady bioasekuracji kierowane są do ludzi, nie zwierząt. A obejmują takie zagadnienia jak dezynfekcję, 72-godzinny brak kontaktu z innymi zwierzętami, czy nie wnoszenie na teren chlewni produktów spożywczych, zmiany odzieży i obuwia. Ograniczenie do minimum przyjazdów samochodów na teren gospodarstwa, ograniczenie zakupów nowych świń. Spotkać się można czasem nawet, w mniejszych gospodarstwach z wyrzucaniem odpadków poubojowych na gnojowisko, wywożenie ich wraz z nieczystościami i rozrzucanie po polu. Winne dziki… Wystrzelać! Warto też wspomnieć tutaj o odpadkach pozostawianych przez myśliwych na nęciskach, resztkach ze skórowania i obróbki tuszy, które służą im do wabienia np. lisów. A dziki też lubią padlinę… Oraz o martwych płodach od ciężarnych loch, które zazwyczaj bezceremonialnie po wypatroszeniu odrzuca się w krzaki. 

15676169_1734837470165469_9086392581074035671_o

17796217_1786531884996027_5096800250053624160_n

ASF

W lesie można natrafić i na takie znaleziska – resztki po polowaniach. Wina za rozprzestrzenianie się kolejnych ognisk ASF, nie leży tylko po stronie rolników.

Jak myśliwi przyczyniają się do roznoszenia ASF?

Jasnym jest, że walka z ASF poprzez polowania i wybijanie dzików, to jak gaszenie pożaru benzyną. Oczywiście dla człowieka jest to bardzo wygodne… Winny dzik i już.
Afrykański pomór świń, często przebiega bezobjawowo. Dzik może być zarażającym nosicielem, samemu nie chorując. Bez badania, nie sposób tego rozpoznać. A przecież podczas polowań zbiorowych, myśliwskie psy mają kontakt z krwią i wydzielinami zwierzęcia, następnie roznoszą to nie tylko po lesie, ale i w obrębie domostwa do którego wrócą. Postrzałki, których wg danych myśliwych na polowaniach zbiorowych bywa nawet ponad 30%, uciekają nieraz kilometrami brocząc krwią i zostawiając ją w różnych miejscach. Nie odnaleziony postrzałek umiera, i może zostać zjedzony przez następne dziki, które nie gardzą przecież padliną. Kolejna droga zarażania. Zakrwawiona tusza, jeszcze przed badaniem pakowana jest na samochód i wieziona kilkanaście kilometrów, do siedzib ludzkich, gdzie następnie może dojść do kontaktu z chlewnią, w dowolny sposób, czy to przez ubranie lub przedmiot. I to wszystko w wyniku polowań. Wirus afrykańskiego pomoru świń jest odporny na wysoką temperaturę, procesy gnilne, wędzenie, krótkotrwałe gotowanie, wysychanie, potrafi przetrwać do 6 miesięcy w mrożonym mięsie. Zwalczanie ognisk choroby przez polowania, w efekcie tylko przyczynia się do roznoszenia epidemii. Poniżej kilka filmów, dla wyobrażenia:


Tutaj ranny dzik tapla się w wodzie, będąc gonionym przez szczute psy. Trudno chyba o łatwiejszą drogę dla tak odpornego wirusa niż woda. To, że właściciel stoi i nagrywa ranne zwierzę, to już osobna kwestia…


Myśliwskie psy walczące z rannym dzikiem.

Jak pisze portal naTemat.pl rolnicy do eksterminacji dzików domagają się użycia Wojsk Obrony Terytorialnej. A co tam. Niech chłopaki poćwiczą oko. „No bo jak przyjdzie Rusek, to kto…?” Dobra, cytujemy:

„Wystosowałem pismo do pani premier o powołanie specjalnego zespołu ds. walki z dzikami. Proponuję, by wykorzystać Wojska Obrony Terytorialnej i w kilku województwach zredukować do zera populację dzików – oświadczył Marian Tomkowicz, wiceprzewodniczący Rady Powiatu w Białej Podlaskiej.

Od takich mądrości chłopskiego rozumu opadają ręce. Do zera to znaczy, że wystrzelane mają zostać wszystkie dziki we wschodniej Polsce. Na czym polega dramat? Według ministerstwa rolnictwa, trwa właśnie trzecia fala rozprzestrzeniania się wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF). W gospodarstwach, w których pojawi się wirus wybijane są świnie, a to straty dla rolników (rolnicy dostają rekompensaty, ale i tak nie są zadowoleni). Wójt gminy Leśna Podlaska zatrudnił psychologa po tym jak jeden z gospodarzy dostał udaru po wiadomości, że inspekcja weterynaryjna uśmierci mu całą hodowlę.

Rzowalony
A to już dzik z odstrzelonym ryjkiem, który trafił do jednego z ośrodków rehabilitacji zwierząt dzikich. Nie udało się pomóc…

MAREK SULIMA, ROLNIK Z POWIATU BIALSKIEGO

Wypowiedź dla Polskie Radio Lublin:

Uważam, że populację dzika należy w tym obszarze zlikwidować. Bezwzględnie potrzebny jest odstrzał dzików. To nie są »święte krowy« Rozmawiamy z myśliwymi, którzy nie będą strzelać na taką skalę, jak jest nam potrzebna. Trzeba »wyzerować« nasz teren.

Stąd cała wściekłość, nerwy i frustracja rolników, o której donosi Polskie Radio Lublin i rolnicze portale. Już pisaliśmy, że za świńskim biznesem stoi aparat państwowy z chłopskim ministrem Krzysztofem Jurgielem, prywatny biznes i wielkie mięsne korporacje. Ekolodzy zajęci są protestami w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. Dzik natomiast „ostał się sam”. Rolnicze lobby wydało wyrok.

Do jego wykonania nie kwapi się część myśliwych. – Będziemy egzekutorami na zawołanie rolników, a potem na nas spadnie cała krytyka za zabijanie niewinnych zwierzątek – mówi anonimowo prezes koła łowieckiego spod Łomży. Oficjalnie tego nie powie, bo minister Jurgiel za krnąbrność grozi likwidacją Polskiego Związku Łowieckiego.

(…)

To prawda, że dziki są nosicielami wirusa, który wraz z dzikimi zwierzętami przeniośł się z Białorusi. Wskazując winowajcę nikt jakoś nie wyjaśnia jakim cudem wirus przedostaje się z leśnych zwierząt do zamkniętych ogrodzonych gospodarstw i chlewni. Jak wynika z poradnika ministerstwa rolnictwa, sprawa jest prosta: wystarczy nie wpuszczać przypadkowych osób do gospodarstwa. Chronić dostęp do hodowli matami dezynfekującymi, stosować pasze z pewnego źródła. Według eksperta ministerstwa rolnictwa, »bioasekuracja jest bardzo prosta«. Przynosi efekty o ile się ją rygorystycznie stosuje.”

Dzik to ogromny sprzymierzeniec lasu. Wie o tym nie tylko każdy leśnik. Ssaki te spulchniają ściółkę, mieszają glebę, przyczyniają się do zmniejszenia możliwych gradacji „szkodliwych” owadów, zjadają padlinę i gryzonie. Pomagają w rozsiewaniu nowych drzew, dębów i buków. Prześladowane przez pseudomiłośników natury dla kiełbasy i emocji, teraz skupiają na sobie dodatkowo wściekłość chłopstwa, jako, że „chłop żywemu nie przepuści”, szukają teraz ofiary do bicia za swoje straty finansowe od wyzysku zwierząt, niedbalstwo i lenistwo. I znaleźli idealną… Pozostaje mieć wątłą nadzieję, że znajdą się ludzie patrzący na świat szerzej niż tylko do czubka swego nosa i kieszeni. I powstrzymają to szaleństwo.

Kopia 15135567_1197603776985832_3394358_n
To tak jeśli o bioasekuracji mowa. Trzeba też wspomnieć o odpadkach po polowaniu, ochoczo zostawianych przez myśliwych na nęciskach. Przyczyniają się oni tym samym również do roznoszenia się ASF wśród kolejnych dzików.

Dzikeł3etyk
I o emocjach łowieckich. Myśliwi będą bronić głównego obiektu swoich strzeleckich uciech, czyli swego interesu – nie zwierząt.

Idąc tokiem rozumowania speców z ministerstwa, wybić należało by wszystko. Począwszy od innych zwierząt w lasach, które mogą mieć kontakt z dzikami, po myśliwych, którzy patrosząc i babrając się w krwi rozsmarowują ją sobie dla tradycji po twarzy. Aż po wycięcie drzew o które czochrają się dziki, i osuszenie bagien w których się taplają. Wtedy wszyscy będziemy bezpieczni….A przyroda czy też jej zgliszcza w końcu ‘’pod kontrolą’’. Nastały czasy wybijania i wycinania. Nagle okazało się, że cała natura jest przeciw nam. Złośliwe drzewa tylko wyczekują wiatrów aby spadać na nasze auta i głowy, a zwierzęta wręcz celowo zarażają się różnymi choróbskami,aby uprzykrzyć nam życie. Gdzie jesteś… rozsądku? Drodzy myśliwi – nie chcemy potem czytać płaczów na forach, że ”nie ma dzika w łowisku”. Ani tego ”gdzie byli ekolodzy”. Byli, są i trąbią. Robią petycję. Może podpiszecie myśliwi? Zareklamujecie u siebie? Jeszcze można pokazać się z innej strony, choćby i motywacją waszą była jedynie kiełbasa.

PETYCJA W OBRONIE DZIKÓW:
http://akcja.przyrodnicze.org/kampanie/nie-zabijajcie-nam-dzikow-w-parkach-narodowych


Źródła:

naTemat.pl
farmer.pl

http://natemat.pl/211361,jest-pierwsza-prosba-o-uzycie-wojsk-obrony-terytorialnej-rolnicy-chca-by-wystrzelano-wszystkie-dziki

http://www.farmer.pl/produkcja-zwierzeca/trzoda-chlewna/asf-musimy-pilnowac-sie-nawzajem,49611,1.html

Dlaczego łowiectwo powinno być zabronione? Wywiad z Hanną Mamzer

Dziś naszym gościem była dr hab. Hanna Mamzer. Hanna zajmuje się naukami humanistycznymi, oraz jest psychologiem i socjologiem w stopniu profesora na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Prezes lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, oraz członkini Polskiego Towarzystwa Etycznego, a także Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach, wyjaśni dlaczego sprzeciwia się polowaniom.

MyElmas

NPRM: Jak to się stało, że jesteś przeciwniczką łowiectwa? Czy wydarzyło się coś szczególnego? Myśliwi nie przekonują Cię swoimi argumentami?

Hanna Mamzer: Jestem zwolenniczką niezabijania zwierząt. W ogóle. W związku z tym staram się dbać o to, żeby się do ich zabijania przyczyniać się w jak najmniejszym stopniu: nie jem mięsa, ryb, nabiału, unikam wyrobów pochodzenia zwierzęcego, nie zgadzam się na zabijanie zwierząt. Potępiam łowiectwo. Nie stosuję trucizn, ani śmiertelnych pułapek na zwierzęta.

NPRM: Czym zajmujesz się zawodowo?

Hanna Mamzer: Jestem psychologiem, socjologiem i pracuję na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na stanowisku profesora. Jestem też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Współpracuję z fundacjami i organizacjami pro zwierzęcymi, promującymi empatyczne podejście do zwierząt. Prowadzę szkolenia i wykłady z zakresu kompetencji miękkich i różnic kulturowych (przez wiele lat osią główną moich zainteresowań była wielokulturowość). Jestem też prezesem lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, członkinią Polskiego Towarzystwa Etycznego oraz Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach. Poza tym prowadzę dom tymczasowy dla psów.

NPRM: Łowiectwo niewątpliwie miało wkład w rozwój naszej cywilizacji i przyczyniło się do jej obecnego kształtu. Jak ocenisz ten wpływ. Jak widzisz jego rolę w XXI wieku?

Hanna Mamzer: O wpływ łowiectwa na rozwój ludzkiej cywilizacji bardziej należałoby zapytać historyków. Ja – jako socjolog- mogę powiedzieć, że w XXI wieku, w społeczeństwach ponowoczesnych, nie ma potrzeby polowania na zwierzęta, żeby zdobyć jedzenie (pomijam, że człowiek w ogóle nie musi jeść mięsa, żeby żyć). Nie przekonują mnie argumenty o konieczności redukcji pogłowia jakichkolwiek zwierząt- można zamiast zabijać, zadbać o to, żeby się nie rozmnażały (np. podając środki antykoncepcyjne). Jeśli więc łowiectwo nie jest potrzebne ani do zdobywania pożywienia, ani do regulowania pogłowia, to nie widzę dla niego żadnego racjonalnego uzasadnienia. Jeśli ktoś mówi, że to sport – to jako dyplomowany psycholog z całą odpowiedzialnością twierdzę, że to nie jest zachowanie mieszczące się w psychologicznej normie. Tradycje, przynależność do grupy, rytuały i kontakt z przyrodą- wszystko to można zrealizować w sposób inny, niż przez polowanie.

NPRM: Co sądzisz o udziale dzieci w polowaniach?

Hanna Mamzer: Znów – pisząc jako psycholog, uważam, że jest to zupełnie zbędne, a wręcz szkodliwe. Eksperymenty Alberta Bandury z lat 60tych dwudziestego stulecia i jego koncepcja społecznego uczenia się, jednoznacznie wskazują, że dzieci nie tylko naśladują agresywne zachowania dorosłych, ale tworzą nowe formy agresywnych zachowań. Nie widzę sensu wzmacniania takich postaw w dzieciach. Udział dzieci w polowaniach zagłusza ich naturalne empatyczne nastawienie do istot żywych. Argument zarobkowania też mnie nie przekonuje, bo w XXI wieku dzieci powinny się bawić i uczyć, a zarabiać na nie powinni ich rodzice, którzy są za nie odpowiedzialni, także materialnie.

14680815_1288082374570589_5876669168366333875_o

NPRM: Co myślisz o przedstawianiu dzieciom wzorca bohatera – myśliwego (z którym mogą się utożsamiać). Czy to nie odziera to dzieci z niewinnego, czystego podejścia do natury? Myśliwi uważają, że ucząc dzieciaki łowiectwa zaszczepiają im prawidłowe podejście do natury, oraz tzw, „zaradność”.

Hanna Mamzer: Uważam, że zaradności należy uczyć inaczej niż przez agresję- nie wiem jakiego rodzaju problem dziecko miałoby umieć rozwiązywać dzięki takiej socjalizacji. Dzisiaj potrzebujemy rozwiniętych zdolności komunikacyjnych, kompetencji miękkich: empatii, asertywności, umiejętności negocjacji: nigdzie tu się nie mówi o agresji, a już tym bardziej o zabijaniu. W XXI wieku zaradność nie ma charakteru „strzelania z łuku”. Oznacza całkiem inny zestaw umiejętności. Słowo bohater ma pochodzenie irańskie – bahadur – mężny, atleta itp., lub węgierskie bátor – dzielny, stąd przydomek króla Stefana Batorego, był to tytuł nadawany za poświęcenie dla innych ludzi, a nie za zabijanie zwierząt i polowanie.

NPRM: Jesteś też pedagogiem, wykładowcą. Myśliwi często przybywają do szkół w celu prowadzenia zajęć edukacyjnych na temat przyrody, pokazują dzieciom trofea, skóry, czaszki, zabierają do paśników, organizują ogniska, czy zbieranie kasztanów lub żołędzi dla zwierząt. Opowiadają im o zwyczajach zwierzaków i gospodarce łowieckiej. Co myślisz o prowadzeniu przez nich takich zajęć i czemu mają one służyć?

Hanna: Ja wykładam w szkole wyższej, do nas myśliwi nie docierają. Tego rodzaju działalność ma po prostu charakter PRowy i indoktrynacyjny. Jest w mojej ocenie nieetyczna: no chyba, że mówi się też o zabijaniu zwierząt, sposobach skórowania itd. To oczywiście sarkastyczne- ale jeśli takie treści są pomijane, to pytanie – dlaczego?

2MyMarko

NPRM: Podobno wspierasz lokalne grupy blokujące polowania zbiorowe. Oprócz oczywistego ratowania zwierząt na jakiś czas, co według Ciebie dają takie akcje?

Hanna: Nie miałam okazji wspierać takich grup, ale z nimi silnie sympatyzuję. Uważam, że jest to wspaniała forma oporu społecznego wobec praktyk, które nie są społecznie akceptowane- myślistwo akceptuje jedynie 10 % badanych (tak mówi sama rzeczniczka PZŁ). Są to formy oporu nieagresywne, twórcze (jak na przykład blokowanie polowań przez aktywistów przebranych za grzybiarki w nadleśnictwie Bircza), zainspirowane takimi działaniami jak wystąpienia Gwen Barter już z 1962 roku (reprezentującej Hunt Saboteurs Assotiation). Tego rodzaju działania pozwalają nagłośnić niechęć opinii publicznej do polowań. Promuję je mówiąc o nich na konferencjach- na przykład w kontekście zaangażowania obywatelskiego. Na jednej z ostatnich konferencji- w maju tego roku, mówiłam o tych protestach w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego- wielu słuchaczy nie wiedziało, że takie akcje są realizowane- a więc moje popularyzatorskie wystąpienia mają sens.

NPRM: Jeden z byłych myśliwych, z którym rozmawialiśmy ostatnio, uważa, że regulacja pogłowia dużych zwierząt łownych jest konieczna. Zgadzamy się z tym. Jednak jakie alternatywne wobec odstrzału, metody regulacji populacji zwierząt zastosowałabyś?

Hanna: Już wspomniałam wyżej – antykoncepcja. Po drugie- w latach 1968-1972 John Calhoun zrealizował eksperyment na szczurach – zamknięta w stodole populacja, miała stworzone idealne warunki do rozrodu i nie było tam żadnych wrogów naturalnych. Okazało się, że gdy populacja osiągnęła zbyt dużą liczebność, uruchomiły się oddolne mechanizmy regulacyjne skoncentrowane wokół rozrodu, które ten rozród po prostu ograniczyły (u szczurów zaobserwowano zniesienie rytuałów kopulacyjnych, samice nie budowały gniazd, nasiliła się wewnątrzgatunkowa agresja- także samców wobec samic i samic wobec potomstwa). Wszystko to doprowadziło do zmniejszenia populacji- wtedy wszystkie te „patologie” zniknęły i populacja zachowywała się „normalnie”. Eksperyment ten pokazał zdolność populacji do samoregulacji.

NPRM: Co według Ciebie należało by zmienić w dzisiejszym polskim łowiectwie, i dlaczego?

Hanna Mamzer: Uważam, że powinno być zabronione. Argumenty podałam powyżej.

NPRM: Twoje obszary zainteresowań badawczych, to między innymi zwierzęta. Możesz to rozwinąć?

Hanna: Tak- ostatnio zajmuję się coraz więcej relacjami ludzi i innych zwierząt. Doszłam do tego punktu, tak samo jak znany filozof polityczny z kanady- Will Kymlicka. Zajmował się on przez lata mniejszościami etnicznymi i proponowaniem polityki równouprawnienia tych mniejszości. Zwierzęta dzisiaj traktujemy jako ostatnią kategorię społeczna podmiotów eksploatowanych przez ludzi. Przestaliśmy eksploatować niewolników, kobiety, mniejszości etniczne, religijne i seksualne. Eksploatujemy jeszcze zwierzęta. Liczę, że to się za mojego życia skończy.

NPRM: Inny obszar Twoich badań z zakresu psychologii społecznej to między innymi „agresja i konformizm”. Ma to jakieś powiązanie z zainteresowaniami związanymi z zabijaniem zwierząt jako weekendowego hobby wśród myśliwych? Czy po prostu jest im wygodniej żyć zgodnie z ideałami w jakich zostali wychowani? Bo przecież poglądy i podejście zmienić można, czego dowodem są myśliwi będący dziś po stronie obrońców praw zwierząt.

Hanna: Interpretowałabym to inaczej- agresja i konformizm to społeczne formy zachowania zwierząt stadnych. Pełnią funkcje biologiczne, pozwalają na zrealizowanie konkretnych celów. Człowiek wykształcił sobie narzędzie o charakterze nadrzędnym- kulturę. Nie musi być agresywny, żeby zachować miejsce w grupie i nie musi być konformistą, żeby być bezpiecznym. Agresja i konformizm, jak i wiele innych zachowań społecznych pełnia konkretne funkcje- u człowieka te funkcje mogą być realizowane przez wspomnianą kulturę.

Dziś polować nie musimy. Nie ma ku temu żadnej racjonalnej potrzeby. Uprawy rolnicze tak jak i leśne można chronić przed zwierzętami na wiele rozmaitych sposobów, oraz odstraszać. Dzisiejsze łowiectwo służy tylko wąskiej grupie hobbystów, pozostałe 35 mln Polaków nie poluje, a świat dalej się kręci.

NPRM: Dziękujemy za tą interesującą rozmowę. Dowiedzieliśmy się zatem, że łowiectwo nie ma prawa bytu we współczesnym świecie, nastawionym na rozwój, empatię, świadomość, pokój i twórczą współpracę. Tak jak to wynika z Twojej wypowiedzi, dziś aby przetrwać nie potrzebujemy umiejętności zabijania, patroszenia, sprawiania tuszy czy też propagowania kultury łowieckiej. Trudno się też z Tobą nie zgodzić, co do zupełnej zbędności łowiectwa w dzisiejszym świecie. Przy wdrożeniu wszelkich alternatywnych metod zarządzania populacjami dzikich zwierząt, licznych sposobach zabezpieczania upraw i odstraszania, jawi się nam ono jako całkowicie nie potrzebne – chyba, że nielicznej grupie , która z krzywdzenia zwierząt uczyniła sobie sposób na dostarczanie radosnych emocji oraz wypracowała taki styl życia.

Czytaj też: Współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć – Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim. Interesujące wypowiedzi leśnika oraz byłego myśliwego.

1MyEmre

Na stronie Mamzer.pl można skorzystać ze szkoleń z zakresu obejmującego różnice kulturowe i komunikację, a także doradztwa w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi. 

Postulaty i cele społecznej kampanii informacyjnej ”Nie podaję ręki myśliwym”.

17035179_1822506521333240_20141154279_n-1

Co i dlaczego.

Jak każda grupa, której leży na sercu dobrostan zwierzyny, racjonalność działań, bezpieczeństwo polowań, forsujemy proponowane przez nas zmiany do ustawy Prawo Łowieckie. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Nasza działalność opiera się w pierwotnym założeniu przede wszystkim na informacyjnej. Poprzez kontrowersyjną nazwę staramy się przyciągnąć jak największą liczbę osób, i dzięki naszym stronom oraz zawartym publikacjom informować, o absurdach gospodarki łowieckiej, a także wykroczeniach popełnianych przez myśliwych.

Celami działania Społecznej kampanii informacyjnej Nie podaję ręki myśliwym są:

Edukacja przyrodnicza i ekologiczna, z naciskiem na wybrane zagadnienia gospodarki łowieckiej z uwzględnieniem wszystkich możliwych konsekwencji tych działań, dla środowiska i rolnictwa.

Propagowanie rzetelnej wiedzy o łowiectwie – z wszystkimi aspektami pomijanymi, przemilczanymi czy ukrywanymi przez społeczność myśliwską.
Walka z tzw, ‘’Mitologią łowiecką’’ (dokarmianie, selekcja, zabijanie ‘’tylko starych i chorych osobników’’, ‘’zwierzę ginie tylko od jednego strzału’’ etc.)

Publikowanie wszelkich przypadków złamania oraz nie przestrzegania prawa łowieckiego , przestępstw i nadużyć w tym zakresie , kłusownictwa,  czynów zabronionych, znęcania nad zwierzętami noszącymi znamiona okrucieństwa z premedytacją, dokonywanych przez myśliwych.

Informacja odnośnie rzeczywistych motywów działań myśliwych promowanych jako ‘’ochrona środowiska’’, a będących jedynie przykrywką pod interes własny, np. hodowla oraz introdukcja bażanta, do celów polowań, danieli, itd.

Promocja łowiectwa i dbanie o jego dobre imię, poprzez nagłaśnianie pojawiających zachowań kłusowniczych, przestępczych, sprzecznych z etyką myśliwską, tak, by umożliwić organom PZŁ reakcję, napiętnowanie i wykluczenie ze swojego środowiska osób dopuszczających się takich czynów.

Postulaty kampanii :

1. Skreślenie zająca z listy zwierząt łownych.

– Zając posiada w naszym ekosystemie wielu wrogów naturalnych. Nie ma żadnej potrzeby regulacji jego liczebności. Polują na niego ziemne oraz lotne drapieżniki, jest wrażliwy na opryski oraz zmiany w rolnictwie, jak i czynniki pogodowe. Na przestrzeni lat populacja zająca uległa drastycznemu spadkowi, między innymi dlatego, że w szczytowych sezonach łowieckich ubijano rocznie około miliona sztuk, a także odławiano 100 tysięcy na eksport. Strona łowiecka argumentuje, że zajmuje się programem odbudowy populacji zająca, czyli hoduje i wypuszcza do siedlisk. Czyni to jednak we własnym interesie, w celu urozmaicenia późniejszych polowań.  Jeśli myśliwi rzeczywiście chcą pomagać zającowi bezinteresownie, mogą to robić nadal, po wyłączeniu tego gatunku z listy łownych, lub nałożeniu czasowego moratorium.  (….)

2. Zakaz dokarmiania dzikich zwierząt płodami rolnymi i ograniczenie zwierzętom dostępu do upraw, by przeciwdziałać ewentualnym szkodom.  Edukacja rolników w zakresie szkodliwych działań kół łowieckich, sprzecznych z interesem działalności rolniczej. (Hodowla zwierzyny w stanie dzikim na terenach rolniczych)

3. Objęcie kuropatwy i jarząbka całkowitą ochroną gatunkową.

Sytuacja kuropatwy jest jeszcze gorsza, niż zająca. Pozostawienie tego ptaka łownym, doprowadziło do patologicznych zachowań, takich jak odstrzał za pieniądze na terenach Ośrodków Hodowli Zwierzyny (OHZ), które zamiast zajmować się na poważnie reintrodukcją kuropatwy, urządzają płatne jatki, ku uciesze zainteresowanych. Na to nie może być zgody.

Objęcie całkowitą ochroną pozwoli na znaczne ograniczenie takich zachowań, oraz wyeliminuje przypadki „dzikich” polowań prowadzonych nadal, przez pozbawionych wyobraźni myśliwych.  Jarząbek jest zanikającym, średnio licznym ptakiem lęgowym, stosunkowo rzadkim w naszych lasach, a niegdyś wpisanym do czerwonej księgi gatunków zagrożonych.Polowanie na niego pozbawione jest znaczenia gospodarczego. Jest zabijany dla rozrywki.

4. Zakaz polowań zbiorowych.

Polowania zbiorowe, to jedna z najmniej efektywnych jeśli chodzi o selekcję form polowań. Jak określa to jeden z byłych myśliwych, Marcin Kostrzyński: „Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe.”

Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy zaspokojeniu żądzy zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las i przegania  zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.’’
Podczas zbiorówek dochodzi często do wypadków, oraz płoszenia wrażliwych gatunków chronionych.
http://vege.com.pl/2016/07/13/mysliwy-ktory-zamienil-strzelbe-na-aparat/

5.  Zmiana okresów polowań.

Obecnie powszechną praktyką dopuszczaną przez kalendarz myśliwski jest strzelanie do zwierząt podczas ich okresów rozmnażania – rozrodu. Jako przykład niech posłużą polowania na daniele podczas bekowiska, jelenie na rykowisku, lisy w trakcie cieczki, kozły saren w rui, czy dziki w okresie huczki. Te praktyki uważane są w środowisku łowieckim za normalne, a oszukańcze techniki wabienie zwierząt wykorzystujące godowe podniecenie, uważane są za ‘’wspaniałą sztukę i tradycję’’.  Nie godzimy się na tak bardzo pozbawione jakichkolwiek zasad moralnych i poszanowania praw zwierząt zachowania, całkowicie sprzeczne z jakąkolwiek etyką, a hołubione przez środowisko myśliwych. Zwierzęta powinny móc przeżywać w spokoju, zwłaszcza okres rozrodu i zachowań godowych.

6. Okresowe i powtarzalne badania lekarskie i psychologiczne dla myśliwych, oraz testy sprawnościowe.

Aby zostać myśliwym i przez całe życie móc posługiwać się bronią, oraz używać ostrej amunicji, wystarczy dziś przejść badania tylko raz w ciągu całego życia. W praktyce oznacza to, że osoby o różnych jawnych lub utajonych jednostkach chorobowych używają broni w terenie otwartym. Ryzyko potwierdza ogromna liczba „wypadków”, jakie notujemy w ciągu roku: postrzelenia myśliwych na polowaniach, często ze skutkiem śmiertelnym, postrzelenia domowych zwierząt, czy mylenie zwierząt łownych z innymi. Postrzelenia ze skutkiem śmiertelnym przypadkowych osób. Bardzo często na polowaniach zobaczyć możemy osoby, których kondycja fizyczna, jakiej wymaga praca w terenie i posługiwanie się bronią pozastawia wiele do życzenia.
Pełna lista zarejestrowanych wypadków z udziałem myśliwych jest do wglądu tutaj : Wypadki/Przestępstwa

7. Zakaz stosowania nęcisk i wabików.

Podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia przez człowieka, który i tak posiada ogromną przewagę technologiczną, nie może być uznane za etyczne. Biorąc pod uwagę, że wabi się często wykorzystując zachowania i instynkty godowe zwierząt, praktyki te napawają szczególnym niesmakiem.

8.  Zakaz znęcania się nad żywymi zwierzętami, w celu urabiania psów myśliwskich do polowań.  Konkursy norowania i szkolenia dzikarzy, podczas których, żywe zwierzęta w zamkniętych przestrzeniach są poddawane torturom, w celu „wyrabiania pasji i łowności u psów”. Na takie praktyki zgody być nie może, jest to sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

9. Zakaz polowań na lisy na stogach, jak metody sprzecznej z właściwie pojmowanym humanitaryzmem i etyką.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

10. Zwrócenie uwagi na los psów używanych do polowań. 
Psy pracujące na polowaniach z premedytacją są przez swoich właścicieli narażane na rany, kalectwo, śmierć i niepotrzebne cierpienie. Giną od postrzałów, lub od ran zadanych przez dziki. Wszystkie te czyny noszą znamiona znęcania się ze szczególnym okrucieństwem bez potrzeby, oba procedery opatrzone zdjęciami i relacjami, udokumentowaliśmy w tych postach:

Jak myśliwi posyłają własne psy na śmierć

Psy zastrzelone podczas polowań

Z całkowitym zapisem wszystkich postulatów pozarządowych organizacji pro zwierzęcych i ekologicznych, zrzeszonych w koalicji Niech Żyją , mogą Państwo zapoznać się pod tym linkiem :

http://niechzyja.pl/dokumenty/zmiana-prawa-lowieckiego-2015-postulaty-niech-zyja.pdf

nprmlogo2

Mity Łowieckie – Slogany i kłamstwa myśliwych w przestrzeni publicznej.

Temat był już wałkowany wielokrotnie, nie tylko na naszej stronie, jak i w zakładce Mity łowieckie & Okrucieństwo, można znaleźć rozprawę o dowolnym z nich. Jednak wychodząc naprzeciw potrzebom czytelników postanowiliśmy opracować krótką notatkę, która pozwoli poruszać się po świecie myśliwskiej hipokryzji i celnie zbijać wyuczone bzdury, którymi próbują zewsząd raczyć nie zorientowanych.

Mit 1. Myśliwy dokarmia zwierzęta, by pomóc im przetrwać zimę.  Czyli dlaczego, żaden z tych ”nawiedzonych zielonych pseudo-obrońców zwierząt” , nie pójdzie w zimę do paśnika dokarmiać?!

To rzeczywiście, jeden z ulubionych myśliwskich argumentów. Piękny frazes i jeszcze piękniej brzmi, dla kogoś, kto z pracą myśliwych nie miał do czynienia.  Jest tu jednak drugie dno, skrzętnie skrywane, o którym już żaden z myśliwych Wam nie powie. Dokarmia się nie po to, by „pomóc przetrwać zimę”. Lecz co najwyżej,by pomóc sobie. Krótko, chodzi o potencjalnie zmarnowaną dziczyznę. Myśliwi „litościwie pomaga”, a przyszłym sezonie do podtuczonego przez siebie zwierzęcia już bezlitośnie strzela. Dokarmianie jest zwierzętom do niczego nie potrzebne. Przez tysiące lat, podczas występowania znacznie bardziej surowych warunków zimowych, poradziły sobie bez niego. Polski Związek Łowiecki, istnieje ponad 90 lat, a dokarmianie prowadzi się od około 70. Można choćby na tej podstawie,odpowiedzieć sobie, jak bardzo ono zwierzętom jest „potrzebne”. Zwierzęta dokarmianie płodami rolnymi uczą się ich smaku, a następnie jeśli podobnej karmy im w paśniku zabraknie, szukają jej na polach. Dokarmianie nie pozostaje bez wpływu, na zwiększoną populację zwierząt, co jest sprzeczne z interesami np. rolników, ale już bardzo mile widziane przez myśliwych. Taka karma jak buraki, ziemniaki, czy marchew lub kukurydza są niewłaściwym dla leśnych zwierząt pokarmem, i nigdy nie powinny się w lesie znaleźć. Zaś surowa zima, to jeden z podstawowych czynników selekcyjnych pogłowia zwierząt, a „pomaganie im przetrwać” do następnego sezonu, przy średniej temperaturze +5 do -1°C, przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego z uwagi na powyższe, ponad 30 organizacji ekologicznych zrzeszonych w koalicji  Niech Żyją!  są za całkowitym zakazem dokarmiania większych zwierząt łownych. Więcej o szkodliwym wpływie dokarmiania poruszone było tutaj. Dokarmianie – bezsens, czy sens życia myśliwych? 

Niekorzystne skutki dokarmiania:

– Zaburzenie naturalnej selekcji, w wyniku przeżywania osobników słabszych, i pogarszanie jakości stada – to akurat zrozumiałe, bo wtedy mogą trąbić, że trzeba zabijać stare, słabe i cherlawe;

– Roznoszenie chorób – przy karmiskach i paśnikach spotyka się wiele gatunków zwierząt, które bez tego nigdy by się razem nie zeszły, wymieniają ze sobą patogeny;

– Uczenie zwierząt leśnych smaku płodów rolnych, w wyniku czego szukają one ich następnie na polach, zwiększając jeszcze szkody;

– Taka karma jak ziemniaki, buraki, marchew czy kukurydza oraz kiszonki, NIGDY w lesie znaleźć się nie powinny. Gnijąc i zalegając stwarzają też zagrożenie epidemiologiczne;

– Zwierzęta tracą instynkt ucieczki – nie tylko przed człowiekiem, ale też przed pojazdami, w związku z czym giną lub zostają ranne w kolizjach drogowych;

– W zagęszczonych populacjach łatwo rozprzestrzeniają się choroby, wzmagają się zachowania agresywne, dochodzi do zranień i wzajemnych okaleczeń;

– Wywożąc do lasu jedzenie nienaturalne dla określonych biotopów, rozregulowuje im się odżywianie i w efekcie również naturalne cykle płodności;

– Wszystkie dokarmiane zwierzęta, i tak zostaną następnie „pozyskane”;

– Zwierzęta które najczęściej korzystają z dokarmiania, nie są w żaden sposób zagrożone wyginięciem.

Motywy dokarmiania zwierząt przez myśliwych:

– Niewłaściwie pojmowana, fałszywa troska o zwierzęta, która przynosi więcej szkody niż pożytku (patrz wyżej);

– Myśliwi jakoś nie dokarmiają innych gatunków zwierząt z poza listy łownych, mimo, że też cierpią zimą głód;

– Padłe zimą z głodu zwierzę to oczywiście strata dziczyzny i tuszy;

– Dokarmianie i praca przy nim są potrzebne myśliwym do miłego znieczulania sumienia i łagodzenia stanów, które budzą się, gdy się nieustannie zabija. Można potem mydlić oczy wszystkim wokół, jakim to jest się „dobrym i szlachetnym”, okłamując samego siebie.

Dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w drugiej połowie XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Takiego jedzenia w lesie nigdy nie było i nie powinno być. Myśliwym zawsze chodzi o duże stany zwierzyny, większe niż naturalny ekosystem byłby w stanie wyżywić. Najważniejsze jest bowiem, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie.  ~ Zenon Kruczyński

Trzeba dodać, że myśliwi uważają, że dokarmia się po to, aby zwierzęta nie robiły szkód w uprawach. ( Zimą, przy -10°C na gołych polach pokrytych śniegiem i skutej mrozem ziemi rzeczywiście, łatwo o szkody…). Zdają się zapominać, że celom takim służą pasy zaporowe i poletka żerowo-ogryzowe. Argument ten pojawił się w dyskusjach stosunkowo niedawno, jako akt rozpaczy w dawno przegranej debacie.

elk_dokar_-000

Mit 2. Myśliwi muszą zastępować drapieżniki i kontrolować liczebność populacji zwierząt.

Ciężko nawet tą bzdurę skomentować, ale po kolei. Po pierwsze myśliwy nie jest w stanie zastąpić drapieżnika. Drapieżnik polując kieruje się instynktem oraz wyostrzonymi zmysłami – myśliwy wrażeniami i „emocjami łowieckimi”.  Czyli np. zabiciem kapitalnego zwierzęcia dla trofeum, tak nie postępuje drapieżnik. Wilki osaczając stado zwierząt płowych prowadzą pościg, podczas którego testują kondycję uciekających zwierząt i wybierają ofiarę najmniej sprawną w ucieczce. Wyposażone w precyzyjne zmysły, rozpoznają taką sztukę, po wielu innych szczegółowych cechach, których my nie potrafimy nawet spostrzec. Ani tym bardziej wyczuć – wystarczy jakaś rana, czy stan chorobowy zwierzęcia, by wilk wyczuł to węchem. Drapieżne zwierzę, nie używa też oszukańczych technik, takich jak wabienie czy nęcenie, które są skrytobójczym niegodnym człowieka sposobem mordowania zwierząt. Wilki polując ”testują” kondycję swoich ofiar, aby ustalić sztukę mniej sprawną w ucieczce, prowadząc ”pościgi kontrolne”. W ten sposób wybierają ze stada rzeczywiście właściwą ofiarę. Który myśliwy pobiegnie za stadem łań, aby sprawdzić ich kondycję? Widzimy więc, że myśliwy nie jest w stanie w żaden sposób zastąpić drapieżnika. W micie tym zawarte są trzy kłamstwa, kolejnym jest twierdzenie, że drapieżniki są od tego, by kontrolować liczebność zwierząt.  Rolą żadnego drapieżnika nie jest ograniczanie liczebności -zwyczajnie wobec ogromnej przewagi liczebnej swoich ofiar nie były nigdy w stanie tego dokonać. One są i istnieją, my tylko przypisujemy ich działaniu własne interpretacje. One natomiast zainteresowane są tylko własnym przetrwaniem, nie regulowaniem liczebności zwierząt. Rolą drapieżników jest utrzymywanie populacji swoich ofiar po prostu w zdrowiu. Jakkolwiek paradoksalnie to brzmi. Jako pozbawione ludzkich skrupułów perfekcyjnie eliminują sztuki chore oraz słabe, a także młode. I to jest selekcja naturalna. Dzikie zwierzęta potrafią same kontrolować swoją liczebność, dostosowując zachowania rozrodcze do warunków w jakich przyszło im żyć (siedlisko, baza żerowa, warunki życia). Dowodzą tego badania naukowe z całego świata. A użytkowanie łowieckie populacji zwykle przynosi skutek odwrotny od zamierzonego, zamiast zmniejszania liczby zwierząt, finalnie zawsze mamy ich więcej. Dlaczego? Ze szczegółami opisaliśmy to w 2 artykułach:
Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików?   oraz Wpływ łowiectwa na liczebność lisów. Ostatnie odnośnie „konieczności regulacji”. Na liście zwierząt łownych jest 31 gatunków zwierząt, w tym 13 gatunków ptaków, a więc „nie – łownych” pozostaje jeszcze z 300 innych.  Myśliwi intensywnie „regulują” raptem kilka z nich. Kto zajmuje się pozostałymi gatunkami zwierząt, ssaków, ptakami, owadami, płazami, rybami, czy choćby owadami? Natura – ano właśnie. Dodajmy, że wszelkie duże drapieżniki, były przez lata tępione, przez osoby z ‘’żyłką myśliwską’’, a na wilki polowano jeszcze w czasach PRL. Człowiek tępił duże drapieżniki po to, by sam mógł więcej polować.

11011936_941794985840656_53094381532512124_n

Mit 3. Myśliwy zabija tylko stare i chore zwierzęta.

To zdanie pokazuje tylko, z jaką premedytacją to środowisko potrafi kłamać. „Bzdura dyżurna”, choć sporo osób jeszcze w nią wierzy. Starych zwierząt łownych w naszych populacjach po pierwsze, po prostu już nie ma, zostały wystrzelane. Dzik w naturze dożywa ponad 25 lat, obecnie najstarsze spotykane osobniki mają po 5-7. Jeleń Szlachetny ponad 20, najstarsze 14, a zazwyczaj zabite zostają do 10 roku życia. Lisy do 14 lat itd… Kalendarz łowiecki dopuszcza strzelanie do zwierząt młodych, tj. warchlaków, wycinków, przelatków, ciężarnych łań czy cieląt np. daniela. Są więc zabijane zwierzęta młode. Zresztą idzcie na polowanie – tam zwierzęta nie leżą „stare i schorowane” po krzakach, w oczekiwaniu na strzał łaski, lecz bardzo żwawo uciekają.  Część osób daje się bardzo nabierać na ten frazes, cóż, tutaj wystarczyła by jedna wizyta na polowaniu. No i po co takie zaangażowanie wokół trofeistyki? Między innymi dlatego, że myśliwych interesuje zabijanie zwierząt jak najbardziej witalnych i dorodnych, dla ”pięknych” trofeów właśnie.

 Mit 4. „Bo łowiectwo to tradycja”.  A człowiek od zawsze polował.

Co do obu zupełna zgoda.  Pytanie, czy wygodniej nam trzymać się zamierzchłych tradycji, czy jako ludzkość chcemy się rozwijać od barbarzyństwa do cywilizacji.  Do nie tak dawna „tradycją” było też niewolnictwo czy brak jakichkolwiek praw kobiet. Gdzie indziej za tradycję uważa się okaleczanie na żywca małym dziewczynkom narządów płciowych. Ci ludzie tak samo odpowiedzą: „Ale to nasza tradycja! A człowiek od zawsze polował”. Człowiek od zawsze robił wiele, rzeczy, między innymi nie mył się, gwałcił, palił i mordował, czy podcierał palcem, a kobiety walił maczugą po głowie ;). Czy myśliwi tym niewątpliwym tradycjom ludzkości dają także wyraz? Nie? Bądźmy więc konsekwentni albo… Dziś nie ma żadnej potrzeby, by prześladować dzikie zwierzęta dla pokarmu, czy skór bądź innych przedmiotów. Niegdyś polowania spełniały szereg istotnych potrzeb człowieka związanych z jego przetrwaniem w naturze, tak jak dostarczały pożywienia, ubrań, przedmiotów codziennego użytku. W obecnej rzeczywistości żadna z tych ról nie ma już znaczenia, chyba, że dla garstki oderwanych od rzeczywistości osobników, pragnących kultywować niechlubną tradycję ludzkości. Warto zadać sobie pytanie, czy cała ta panująca w Polsce ideologia myśliwska jest naprawdę nasza? Oczywiście nie. Tradycję tę przeszczepił na grunt polski August II Mocny, a utrwalił jego syn August III. Ten saski model łowiectwa bardzo się spodobał ówczesnej polskiej elicie i został powszechnie zaakceptowany. To wtedy zaczęto polować dla czystej przyjemności i mieć w pogardzie „mięsiarzy” (polujących dla zdobycia jedzenia):
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

Gdzie indziej „Święta tradycja” wygląda tak. Tradycja – jedno małe słowo, które potrafi uświęcić i uzasadnić najbardziej bezsensowne okrucieństwo świata.

obrzezanie-dziewczynki-550x350

Mit-„argument” 5. Mięso nie rośnie na drzewie!

Doprawdy? Ale jak to :(? Mój świat legł właśnie w gruzach… Zawsze śmieszy mnie, próba „uświadamiania” obrońców praw zwierząt, jak wygląda życie zwierząt hodowlanych. Organizacje ekologiczne walczą w pierwszej kolejności o poprawę losu zwierząt w ubojniach,  a ich aktywiści i działacze zazwyczaj są weganami i wegetarianami.  Niezmiennie kojarzy mi się to z próbą wybielania własnej osoby, szukania dla siebie usprawiedliwienia, odwracania kota ogonem, tłumaczenia jednego okrucieństwa drugim… Bo skoro zwierzęta hodowlane cierpią i hodujemy je na pokarm, to czemu nie zabijać tych dzikich? W czym one są gorsze? Tak argumentował mi kiedyś jeden myśliwych.
Dlaczego warto zrezygnować z mięsa? – nasza notatka na ten temat.

Mit 6. Na polowaniu zwierzę ginie od jednego strzału.

Według źródeł samych myśliwych, na polowaniach zbiorowych postrzałków wśród zwierzyny grubej bywa nawet ponad 30 %.  W innych przypadkach, według ankiety przeprowadzonej na forum Dziennika Łowieckiego, ten % bywa jeszcze większy. Nie szukając długo, na youtube znajdujemy film z polowania, gdzie prowadzący stwierdza ‘’Oddano 49 strzałów, padło 9 dzików’’. Można więc sobie wywnioskować jak to jest z tą celnością. Wychodzi 5 strzałów do jednego dzika.  Więcej na temat postrzałków w artykule poniżej:

Postrzałki na polowaniach

Pudła2

Mit 7.  Święty Hubert zdarzył.

Patron myśliwych, przewracający się w grobie, po każdym bałwochwalczym zbezczeszczeniu jego pamięci musiał już wywiercić dziurę w trumnie. A to dlatego, że św. Hubert będący zapalonym myśliwym przez większość swojego życia, w pewnym momencie doznał objawienia. „Młody Hubert najwięcej czasu spędzał w lasach, gdzie nieustannie polował, łowiectwo było jego pasją. ak było do roku 695, kiedy polując w Górach Ardeńskich, nie bacząc na nic, w sam Wielki Piątek napotkał białego jelenia z promieniejącym krzyżem w wieńcu. Miał wtedy usłyszeć głos Stwórcy ostrzegający go za jego niepohamowaną pasję i nakazujący mu udać się do Lamberta – biskupa Maastricht – Tongres.”
Święty nawrócił się i przestał polować. Miał też ponoć w wyniku tych wydarzeń nauczać, by zwierząt nie zabijać. Może bardziej pasowało, by mu zostanie patronem ekologów i obrońców zwierząt?

hubertk

Mit 8. Myśliwy „pozyskuje zwierzynę w zgodzie z etyką i zasadami”.

Trzeba tutaj podkreślić, że pojmowanie etyki przez myśliwego i przeciętnego człowieka to dwie skrajnie odległe od siebie rzeczy. Etyka myśliwska to kolejny frazes dla laików. W praktyce jego rola to uspokajanie myśliwskich resztek sumienia, że coś tam co robi, jest etyczne. A to tylko zbiór niepisanych norm zachowań w środowisku własnym i postępowania wobec zwierzyny.  Myśliwi nie zastanawiają się nad tym co robią z punktu widzenia etyki. Liczy się tylko to, co dopuszcza kalendarz polowań. Pomijając okrutne i nieludzkie konkursy norowania, szkolenie dzikarzy, podam inne przykłady: w Polsce myśliwym wolno prześladować zwierzęta wtedy, kiedy powinno się zapewnić im jak największy spokój. Przykład choćby – rykowisko. Nasi polujący biegają w amoku po lasach, podchodzą i wabią specjalnymi wabikami jelenie, przeszkadzają im w najważniejszym okresie w życiu. Dlaczego? Magia rykowiska to samo słuchanie. I na tym powinni poprzestać. Ale jelenie byki są w tym czasie mniej ostrożne, zainteresowane łaniami. Można je podejść, czy wykorzystując godowe podniecenie zwabić i zastrzelić. Takie pomylone zabawy, prześladowanie i zupełnie nie fair gry wobec zwierząt, uznawane są w środowisku myśliwych, za etyczne. Zresztą zabija się nie tylko jelenie podczas rozrodu. Także daniele podczas bekowiska, lisy w okresie cieczki, dziki w trakcie huczki, słonki na ciągach, kozły saren w rui, a dawniej cietrzewie i głuszce na tokach. Można też strzelać do ciężarnych łań, jak i przy użyciu nęciska wabić zwierzęta pokarmem i strzelać podczas jedzenia. Wydaje się, że ludzie mający w teorii bliższy kontakt z naturą, powinni mieć dla zwyczajów zwierząt jakiś szacunek, pokorę i zrozumienie. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Myśliwy zdają się odnajdywać jakieś upodobanie, w prześladowaniu zwierząt podczas okresów godowych. A płoszą przecież wtedy szereg innych gatunków przy okazji. Chyba, że za „etyczne” i załatwiające moralną sprawę takich polowań, uznamy myśliwskie zwyczaje włożenia w pysk zwierzęcia gałązki „ostatniego kęsu”, czy ułożenie pokotu. Według myśliwych, te puste gesty sprawę załatwiają.   Dodajmy do tego dziesiątki „przypadków” zastrzeleń zbłąkanych psów, czy kotów, zresztą środowisko myśliwych stoi raczej murem za takim odstrzałem domowych zwierząt, o czym można przeczytać sobie tutaj – Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją.  Etyce myśliwskiej ze szczegółami przyjrzeliśmy się w poniższym opracowaniu:
Przewodnik po etyce myśliwskiej

11182290_935780593108762_4898096762294324282_n
Mit 9.  „Kto zapłaci za szkody rolnikom? Gdyby nie myśliwy, nikt z tych nawiedzonych obrońców nie miał by co jeść, bo zwierzęta splądrują pola, następnie wejdą do miast, a chleb kosztował by 50 zł!”

Paradoks polega na tym, że to środowisko rzeczywiście wierzy w to co napisane powyżej. Drugi, to taki, że ich własne działania prowadzą do takiego stanu – szkody w rolnictwie i zwiększona ilość zwierząt. Gdyż celem gospodarki łowieckiej, jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych, dla osiągania doraźnych korzyści i doświadczaniu przyjemności z polowania. Jeśli podchodzić by do gospodarowania populacjami dzikich zwierząt, tych kilku gatunków, które czasami mogą wchodzić w kolizję z człowiekiem, nie kierując się interesem myśliwych, finalnie mieli byśmy mniej pospolitych zwierząt łownych, i mniej z nimi problemów. Ale nie leży to w interesie myśliwych.  Więcej na ten temat w tym artykule – Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

Mit 10. Selekcja jeleniowatych

Lubią myśliwi robić postronnym osobom wodę z mózgu, zasłaniając się przy mordowaniu zasadami selekcji zwierzyny płowej, które sami stworzyli.  „Restrykcyjne zasady przy odstrzale”, jak starają się wmawiać. W selekcji owej chodzi o uzyskiwanie jak najlepszej jakości trofeów z poroża (co wymienione jest w zdefiniowanych celach łowiectwa, jako jedna z głównych jego działalności). Zwróćmy uwagę na jedną rzecz – myśliwi prowadzą tą „selekcję” i prowadzą dziesiątki już lat. Prowadzono ją także w jakimś stopniu dużo wcześniej. Efekt? Żaden. Mimo usilnych starań myśliwych, każdego roku, w każdym pokoleniu saren i jeleni ciągle występują sztuki, tak zwane „selekcyjne”. A to myłkus, to tyka poszła nie w tym kierunku co „trzeba” – tak jak chciał by to widzieć myśliwy, zgodnie ze swoim urojonym wyobrażeniem o „prawidłowym” porożu.  Porównując kolekcje myśliwskie i trofea już z okresu średniowiecza można stwierdzić bez precedensu, że selekcja owa nic nie daje, ani w wyglądzie jeleni oraz kozłów saren nie zmieniła, na przestrzeni setek lat. I zmienić nie może, i nie zmieni. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że owa różnorodność i „wady” w rozwoju poroża są dla tych gatunków czymś niejako naturalnym i występującym. Mimo stosowania różnych mieszanek mineralnych podczas dokarmiania, lizawek z solą, deformacje i tak występują. I co ciekawe, przez miliony lat, kiedy to nikt zasad selekcji nie znał, ani jej nie prowadził, zwierzyna nie ZDEGENORWAŁA się. Tak, to słowo warto powiększyć, gdyż myśliwi tak właśnie uważają – jeśli przestaną strzelać, to zwierzyna zdegeneruje się i wymrze.  Ostra faza, co? Bo co z pozostałymi setkami gatunków zwierząt, których nikt poza naturą w żaden sposób nie selekcjonuje? Co z ludzmi? Żeby było śmieszniej, na pewno słyszeliście termin, taki jak uwstecznianie się poroża u jelenia. Jest to proces naturalny, który wystąpi z wiekiem u każdego samca tego gatunku. Myśliwi jednak nigdy nie dopuszczają do takiej sytuacji, choć taki jeleń z uwsteczniającym się porożem, może żyć jeszcze ponad 7 lat. Postronnym mówią, że zabijają, by nie przekazał dalej „złych genów” – co jest bzdurą totalną, jako, że uwstecznianie jest procesem naturalnym. Tutaj motywacją jest tylko lepiej wyglądające trofeum, które piękniej wygląda na ścianie i podoba się myśliwemu, kiedy zostało wydarte bykowi będącemu w sile wieku. Pamiętajmy też, że żaden z myśliwych przed strzałem nie przeprowadza przecież żadnych badań genetycznych, nie może więc wiedzieć, czy jakakolwiek deformacja nie jest efektem braku składników pokarmowych (najczęstsza przyczyna), urazów mechanicznych lub chorób wirusowych czy grzybiczych. Genetyka w tym przypadku, jako możliwa przyczyna znajduje się ostatnia w tym zestawieniu. I tak po ludzku – i wśród nas przychodzą na świat osoby niskie, z czasem niektórzy stają się otyli, z zespołem Downa, czasem mniej urodziwi lub z widocznymi deformacjami albo setkami możliwych chorób. Czy „selekcjonujemy” ich? Czy jednak jakoś pomagamy?  Kierując się takim myśleniem, należało by odstrzelić ¼  otyłych emerytów z PZŁ jako sztuki selektywne, urągujące wyobrażeniu o możliwym pięknie człowieka :). Tak to właśnie wygląda. W całej tej zabawie chodzi o satysfakcję z trofeum, ewentualny zarobek na nim, konkursach medalach i odznaczeniach – to wszystko wchodzi w skład trofeistyki. Polecam się zapoznać i wyciągnąć wnioski. Zasady selekcji populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych:
https://www.poradniklowiecki.pl/polowanie/zasady-selekcji.html

Więcej na temat trofeistyki i selekcji : 
Polowanie na rogacze – myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui. 

3-1

=======================
=======================

Źródła i bibliografia: 

Niech Żyją! Mity i fakty. 
http://niechzyja.pl/kampania/fakty-i-mity/

„Określanie wieku zwierzyny”
J. Lochman

Zasady selekcji osobniczej i populacyjnej zwierząt łownych
http://www.lowiecki.pl/prawo/zasady_selekcji_3.pdf

„Wielki atlas łowiectwa”
D. Bogacz, S. Pawlikowski, J. Pełka, P. Gawin i inni – praca zbiorowa.

=====================
=====================

Jak łowiectwo niszczy rolnictwo?

KTO ZAPŁACI ZA SZKODY ROLNIKOM? JAK ZABEZPIECZYĆ POLA I UPRAWY? ORAZ DLACZEGO GOSPODARKA ŁOWIECKA PRZYNOSI STRATY ROLNICTWU.

Ulubionym argumentem wojujących laików łowiectwa, jest mniej więcej taki frazes, okraszony po trosze mitologią łowiecką umiejscowioną… nie wiadomo gdzie. Całość bełkotu brzmi mniej więcej tak : Kto zapłaci za szkody rolnikom, kto wypłaci odszkodowania za zniszczone uprawy, gdyby nie myśliwi to nikt z was wege pseudozieloni, nie miałby co jeść, bo, zwierzyna splądruje uprawy,chleb będzie kosztował 50 zł, następnie zwierzęta wejdą do miast… Brednia jak brednia, wypadało by puścić to kantem, problemem jest jednak to,że ci ludzie rzeczywiście wierzą w to co napisane powyżej, i według tego działają. Jak mniemam przodują zwłaszcza ci myśliwi „niedzielni od zbiorówek” co poza polowaniem, nigdy na wsi nie byli. Myśliwi bardzo lubią ukrywać się za parawanem wzniosłych haseł o ”racjonalnej gospodarce łowieckiej”, przy notorycznym już zarzucaniu ”braku wiedzy i pojęcia” , o tymże , swoim oponentom.  Gdy jednak przyjrzeć się z bliska celom owej gospodarki, wdrażanym metodom i sposobom jej prowadzenia, okazuje się, że efekty jej działań jawią się jako zgoła sprzeczne, z tymi głoszonymi oficjalnie.  I tak oto jak sławna gospodarka łowiecka ma w swych propagandowych założeniach działać dla dobra rolnictwa, tak okazuje się, że w praktyce odnoszone skutki są zupełnie odwrotne.

Skąd takie poglądy u myśliwych? W rzeczywistości nie istnieje żaden słuszny, liczący się argument przemawiający za łowiectwem, tak więc myśliwi z uporem maniaka chwycili się tego jednego – pomoc rolnikom i zabezpieczanie upraw. Z tym „zabezpieczaniem” bywa jednak różnie. Rolnicy albo skarżą się na zbyt dużą ilość zwierzyny, myśliwi zasłaniają limitami odstrzałów, że nie mogą już więcej odstrzelić. O co w tym chodzi? Ano o konflikt interesów. W interesie rolnika jak i przeciętnego zjadacza chleba leży, by na terenach pól uprawnych dzików nie było wcale. Natomiast większość obwodów łowieckich obejmuje pola uprawne, zadrzewienia śródpolne i mozaikowe tereny,gdzie zwierzęta znajdują schronienie. Odstrzelić wszystkich nie można,bo nie będzie na co polować.A przecież myśliwy zgodnie z założeniami ustawy ma się „opiekować” – dbać o odpowiednią ilość zwierząt do odstrzału dla własnej korzyści.  Prościej zostawić stado podstawowe zgodnie z „hodowlanym planem pozyskania”, by pasły się na krwawicy rolników, tym samym przyczyniając się do strat. Trochę z nimi pokłócić, zaniżyć szacunki kwoty odszkodowania,ale będzie na zapolować. To najważniejsze. Inni rolnicy skarżą się na rozjeżdżanie zasiewów podczas polowań, czy dojrzałych już upraw,kiedy trzeba ściągnąć tuszę z pola. „Problem” zwierząt niszczących uprawy niewątpliwie jest, pamiętać jednak musimy, że to my zabieramy im tereny do życia poddając je przekształceniom, winniśmy więc wykazać nieco zrozumienia dla ich losu…Prościej jednak „sprzedać” kulkę, fakt. Nie, nie chodzi o to by dać zwierzętom dowolnie ogołacać pola.

O tym jak presja łowiectwa generuje problemy rolników i przyczynia się do wzrostu liczebności prześladowanych zwierząt pisać nie będziemy, gdyż zostało to już omówione ze szczegółami w 2 tekstach, do przeczytania dodatkowo Wpływ łowiectwa na wzrost liczebności lisów oraz Jak łowiectwo przyczynia się do zwiększonej liczebności dzików (click)

Zdjęcie1556

Zdjęcie1555
Łąka ogrodzona pastuchem i taśmą. 
 
Teoria zawarta powyżej wydaje się być szczególnie ciekawa, jeśli wezmiemy pod uwagę fakt, że istniejemy już trochę w naturze ze zwierzętami, kiedy to nas było mniej, a zwierząt dużo więcej. I jakoś potrafiliśmy bez przewagi technicznej jaką mamy dzisiaj,ochronić swoje uprawy,wyżywić się i przetrwać. Jaki więc problem z tym dzisiaj? Żaden,biorąc po uwagę odstraszacze dzwiękowe i zapachowe,możliwość ogrodzenia, aż po chemiczne środki wywołujące u zwierząt dolegliwości i biegunkę.

Jak wynika z raportu Najwyższej izby kontroli , więcej płodów rolnych ulega zniszczeniu w wyniku niewłaściwego przechowania i transportu, niż zjadają dzikie zwierzęta. Do tego myśliwi kolejną część zbiorów odkupują od rolników na użytek własny ; „zimowe dokarmianie” i nęcenie. Przyzwyczajając tym samym zwierzęta do smaku i szukania płodów rolnych.

Pamiętać trzeba o najważniejszym fakcie ukazującym dobitnie jak to łowiectwo jest „potrzebne” samym myśliwym.  Polują oni na 30 gatunków zwierząt, z tego odszkodowania wypłacają za… 4.  Kto jak kto, ale zwłaszcza rolnicy powinni być zainteresowaniami rzeczywistą motywacją myśliwych i głównymi założeniami gospodarki łowieckiej. Rolnictwo i łowiectwo to konflikt interesów, z uwagi na nadrzędny cel łowiectwa, a oczekiwania rolników. Bywa to oczywiście przyczyną wielu nieporozumień.

Zdjęcie1550
Zasiew kukurydzy, maj 2016. Rolnicy zaczynają w końcu racjonalnie podchodzić do swojej działalności, dbając o uprawy i przeciwdziałając szkodom. Tym samym nie oglądając się na pomoc ”panów w kapeluszach”. W niektórych rejonach Wielkopolski trudno czasem spotkać wręcz nie ogrodzoną uprawę. 

Skąd problem?

Jest takie myśliwskie powiedzenie : „Kto nie hoduje, ten nie poluje”.  Jak przeczytać można w podręcznikach od łowiectwa, które zawierają rozdziały takie jak „planowa hodowla zwierzyny”, przeczytać możemy: Gospodarka łowiecka, jak każda inna gałąź gospodarki musi być prowadzona według określonego planu. Według obowiązującego prawa łowieckiego, które w art. 1. ust 2, postanawia, że „gospodarowanie” zwierzyną odbywać się musi na podstawie zatwierdzonego wcześniej planu. Obejmuje on HODOWLĘ  i ochronę zwierzyny (przed???), polowanie oraz wprowadzanie ubitej zwierzyny do obrotu handlowego.  Dalej : Zagospodarowanie obwodu łowieckiego trzeba zaczynać od ustalenia planu docelowego, ustalającego jakie gatunki zwierzyny i w jakich ilościach będą przedmiotem hodowli w danym obwodzie łowieckim. A jaka jest oficjalna wersja serwowana zwykłym ludziom i przeciwnikom łowiectwa? Ratujemy ludzkość przed nadmiernym rozmnożeniem się zwierząt, splądrowaniem pól,  zoo – apokalipsą i śmiercią gatunku ludzkiego z głodu. Kiedy to racjonalnie wyśmiać, otrzymamy odpowiedz: Nie macie pojęcia o gospodarce łowieckiej, dowiedzcie się na czym ona polega! No to się dowiadujemy, i cóż? Otóż polega ona na planowej hodowli zwierzyny dzikiej z gatunków uznanych jako łowne, i gospodarowanie jej populacją w interesie własnym, by można było dokonywać polowania, nie licząc się potrzebami i stratami, jakie ponoszą w wyniku takiego podejścia np. rolnicy.  I stąd owe „limity odstrzałów”, które tak przeszkadzają rolnikom,a za którymi chowają się myśliwi. W każdym „łowisku” zaplanowane jest utrzymanie „stada podstawowego” czyli takiej ilości zwierząt, które rozmnażając się dostarczą kolejnych sztuk do przyszłych polowań. I o to tutaj tylko chodzi. Bardzo racjonalne, prawda?  Ja mam takie powiedzenie : Jeśli chcesz dowiedzieć się jak bardzo pomylone i irracjonalne są działania myśliwych (mydlenie oczu niezorientowanym), jeśli chcesz się utwierdzić w poglądach antyłowieckich,sięgnij po… podręcznik od łowiectwa.

Zdjęcie1683

Kolejna uprawa – zabezpieczona pastuchem. Przy używaniu tego rodzaju metod, mamy obowiązek odpowiedniego ich oznakowania. 

Zdjęcie1682

O tym, że łowiectwo i związana z nim „gospodarka” przyczynia się tylko problemów rolników z dziką zwierzyną (negatywne oddziaływanie na środowisko litościwie pominiemy), niech poświadczy zdanie z książki… Łowiectwo dla leśników i myśliwych, gdzie zdanie brzmi: Zatrudnianie (ludzi) wbrew pozorom stanowi już dziś ważną pozycję, i będzie wzrastało aż do momentu całkowitego zagospodarowania wszystkich obwodów łowieckich i postawieniu produkcji na możliwie wysokim poziomie. (być może na tej literaturze opiera się jeszcze obecny minister środowiska, który to zabłysnął nazywając zwierzęta dzikie surowcem).  Zagospodarowanie leśnych obwodów łowieckich  w sposób zapewniający należyty rozwój zwierzyny, wymaga zgromadzenia dużych zapasów karmy na zimowe dokarmianie [….].  Istotą, czy też głównym celem łowiectwa jest maksymalizowanie pogłowia zwierząt łownych – bo przecież „gospodarka i hodowla’’ przy uwzględnieniu pojemności żerowej łowiska, z jednoczesnym zwiększaniem jego możliwości wyżywieniowych, tak jak urządzanie wodopojów czy karmisk. W tych wszystkich działaniach, których mianownikiem wspólnym jest wywracanie ekosystemu i środowiska przyrodniczego do góry nogami, nie brak i skrajnych sprzeczności, kiedy np. na innej stronie „Łowiectwa dla leśników i myśliwych” czytamy : Chodzi o to by podstawą hodowli zwierząt łownych była naturalna baza paszowa dostępna dla zwierzyny. Jak to się godzi z dokarmianiem i z współczesnymi działaniami myśliwych?

Jak przeczytamy na 341 stronie Gospodarstwa łowieckiego, innej książki: Za główną przyczynę wyrządzania szkód przez zwierzęta łowne [….] zwykło się uważać dysproporcje między liczbą pogłowia zwierzyny, a ilością i jakością żeru jaki znajduje się w lesie ( efekt lasów gospodarczych – NPRM ), czyli niedostosowanie liczby zwierząt, do możliwości wyżywieniowych łowiska. Co z pasją i oddaniem czynią myśliwi, aby mieć na co polować, bo w końcu zawsze zwierzęta na polach coś uszczkną,a rolnik może nie zgłosi szkody i nie będzie problemu. I nazwą to „racjonalną gospodarką łowiecką”. Dalej najlepsze : Wiadome jest, że większość terenów w leśnych w naszym kraju, zwłaszcza zachodniej części polski , należy do „łowisk słabych” o skąpych naturalnych bazach pokarmowych (rzadkie runo, brak podszytu). Czyli myśliwi dobrze wiedzą jak przedstawia się sytuacja, ale „nie można” pozwolić by zwierzęta żyły swoim rytmem, bo ‘’będą głodować’’ – a więc dokarmiamy i użytkujemy je łowiecko (zabijamy) by przypadkiem się nie zagłodziły.  Ale najważniejsze, to to, że nie może być ich tak mało, na jaką ilość pozwoliła by naturalna baza żerowa, bo wtedy… nie będzie na co polować. I kółko się zamyka.

Zdjęcie1557

O tym jak łowiectwo i zabawa w polowanie przyczynia się do kłopotów rolników np. z dzikami niech poświadczy inny fragment z książki Łowiectwo dla leśników i myśliwych  str 77, gdzie o dzikach przeczytać możemy:
Częste polowania na dziki w większych kompleksach leśnych przy użyciu psów stałe niepokojenie dzików spowodowały, ze wyniosły się one często do małych lasków (zadrzewienia śródpolne), zupełnie nieodpowiednich do hodowli (!)  dzików, lecz dających tak konieczny każdej zwierzynie spokój. Ponieważ takie drobne kompleksy leśne nie mogą zapewnić dzikom wystarczającego pożywienia, żerują one głównie na polach uprawnych , czyniąc rolnikom dotkliwe nieraz szkody. I to jest fragment z podręcznika dla myśliwych. Tak więc pokrzykiwania w stylu „dowiedzcie się czegoś o łowiectwie!” okazały się miażdżącą bronią przeciw nim samym. Takich kwiatków w tego typu książkach jest oczywiście dużo więcej, na pewno będziemy korzystać z ich fragmentów w przyszłości.

To o czym napisano powyżej nie jest czymś ukrywanym przez myśliwych,wręcz przeciwnie właśnie zagadnienia z „planowej racjonalnej hodowli i gospodarowaniem zasobami zwierząt łownych” są przez nich często poruszane w rozmaitych publikacjach próbujących bronić łowiectwa, gdyż zakładają oni nie wiedzieć czemu, że osoba sprzeciwiająca się łowiectwu, nic o tych sprawach  nie wie.

Osobnym zagadnieniem jest stosowanie tak zwanych poletek łowieckich. Lubią myśliwi mówić,że owe poletka istnieją tylko po to by „zatrzymać zwierzynę w lesie i ochronić uprawy rolników”. To nie do końca tak.  Jak było napisane wcześniej, zwierzyną trzeba „gospodarować” według sporządzonego planu, a więc dbać o taką liczbę zwierząt, jaką ten plan zakłada. Czyli dokarmiać.  Druga strona medalu to „ochrona młodych drzewek i szkółek leśnych przed dewastacją zwierzyny”. Powiem tak, boli mnie takie podejście zwłaszcza leśników, którzy w każdym gatunku zwierzęcia widzą jedynie szkodnika swoich szkółek. Boli, ale nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę,że ludzie ci pełnią dzisiaj rolę plantatorów desek, i tak samo mają swoje plany wyrębu, „urządzania lasu” itd.  Przykre jest takie podejście ludzi, którzy rozumieć powinni, że to zwierzyna jest u siebie, oni tylko gośćmi, mimo nałożonych przez państwo obowiązków „gospodarowania”. Zwierzęta nie są w stanie „zjeść całego lasu”, ani go zniszczyć, choćby nie wiem jak się rozmnożyły. Dziwne, że o takich oczywistościach trzeba w ogóle komukolwiek przypominać, a już zwłaszcza „znawcom” wszelkich gospodarek. Warto spojrzeć na to inaczej – to my wyrządzamy szkody w dobrostanie zwierząt, wtrącając się w ostatnie miejsca jakie im pozostają,ze swoimi gospodarkami, potrzebami, planami i roszczeniami. Jeśli ktoś twierdzi, czy mówi, że w lesie zwierzęta wyrządzają mu szkody – nie przyjmuję tego do wiadomości. One są u siebie.  I dlatego w niniejszym tekście całkowicie pominiemy zagadnienie wyrządzania przez zwierzęta „szkód w uprawach leśnych”. Pamiętam jak nie tak dawno kłóciłem się z jakimś pracownikiem korporacji Lasy Państwowe który twierdził, że Uprawa i gospodarka leśna to najlepsze co mogło przydarzyć się polskim lasom, nie zna on lasów bardziej mozaikowych i zróżnicowanych biologicznie Tak… Co na to podręcznik dla leśników? Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa (bioróżnorodności lasów) obecnie, kiedy człowiek przez długie dziesięciolecia prowadził w gospodarstwie leśnym hodowlę  jednogatunkowych drzewostanów sosnowych i świerkowych, co doprowadziło do bardzo daleko posuniętej degradacji siedlisk (Łowiectwo dla leśników i myśliwych, str 136.)  Kłamie podręcznik czy leśnik?

Zdjęcie1549

Inna strona medalu, to polowania zbiorowe. Pomijając oczywiste okrucieństwo towarzyszące tej farsie, leśnik i myśliwy z którym mieliśmy okazję rozmawiać, Marcin Kostrzyński stwierdza ;
Polowania zbiorowe w lasach to plaga. Organizowane co weekend przepędzają zwierzynę z lasów w pola i zagajniki , gdzie czuje się bezpieczniej. (…) Myśliwi zdają sobie doskonale sprawę , że las nie jest w stanie wyżywić aż tylu zwierząt. Szkody są niejako w kalkulowane. Chodzi tylko by były rozproszone i nie obciążały budżetu koła.
To jest tak , ze rolnik pośrednio karmi zwierzynę łowną , która w stanie dzikim jest własnością Państwa, a w chwili śmierci przechodzi na własność dzierżawcy obwodu. Za to ma on obowiązek płacić za szkody itd. Utrzymywanie nadwyżek jest zwierzyny jest powszechne , zwłaszcza w obwodach hodowlanych , gdzie prominenci muszą mieć na co polować w każdym pędzeniu. Takie przepędzanie zwierząt w sezonie jesiennym na pewno nie pozostaje bez wpływu na wyrządzane szkody. Często w małej polnej oazie, spotkać można więcej zwierząt, niż w przysłowiowym wielkim lesie. Otoczone uprawami rzepaku, kukurydzy, buraków z trudnym dostępem przez ileś miesięcy, bezpieczne i nie niepokojone, za to w obfitości żeru.  Zwierzęta szybko się uczą, gdzie znaleźć można schronienie od myśliwych i polowań, oraz tak samo prędko smaku płodów rolnych.

W wywiadzie dla ”Magazyn Wege” Marcin Kostrzyński wyjaśnia jeszcze więcej: Chodzi głównie o to… Ilość zwierzyny płowej (saren i jeleni danieli), czyli tych zwierząt, które powodują szkody w lesie, jest o wiele większa, niż miałoby to miejsce w sytuacjach naturalnych. Korzystają z pól uprawnych, gdzie mają dostatek jedzenia, a poza tym nie ma drapieżników, przecież do niedawna prawie w ogóle nie było wilków. A myśliwi lubili mieć wysokie stany zwierzyny – jeżeli jakiś prominent przyjeżdżał z Warszawy, aby sobie zapolować, to nie miał czasu, żeby szukać tego jelenia przez dwa czy trzy dni, tylko chciał wejść do odpowiedniego fragmentu lasu i tego jelenia spotkać. W związku z tym stany jeleniowatych były przekraczane w stosunku do naturalnej pojemności środowiska na przykład dziesięciokrotnie. Tam, gdzie powinien być jeden jeleń, było dziesięć.
” ( Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat – wywiad )  ”

Istnieją dwa rodzaje „szkód łowieckich”. Pierwsza to powstające w wyniku polowania, wyrządzone przez osoby biorące w nim udział. Druga obejmuje te wyrządzone przez zwierzęta.

Jak się przed nimi bronić?

Na początku padło takie zdanie: Istniejemy już trochę w naturze ze zwierzętami, kiedy to nas było mniej, a zwierząt dużo więcej. I jakoś potrafiliśmy bez przewagi technicznej jaką mamy dzisiaj, ochronić swoje uprawy, wyżywić się i przetrwać. Jaki więc problem z tym dzisiaj? Żaden, biorąc po uwagę odstraszacze dźwiękowe i zapachowe, możliwość ogrodzenia, aż po chemiczne środki wywołujące u zwierząt dolegliwości i biegunkę.

Tak. Dziś zwiększyliśmy swoją przewagę nad zwierzętami do rozmiarów nie spotykanych nigdy wcześniej dotąd. Wydawać by się mogło, że mając tego świadomość, wykażemy zrozumienie wobec sytuacji w jakiej je postawiliśmy – zabranie terenów do życia, przekształcenie środowiska,hałasy i płoszenie oraz dziesiątki innych zagrożeń i niedogodności, jakie niesie ze sobą rozwój cywilizacji. I zamiast prześladując je w iście barbarzyński sposób w stylu myśliwskim, „bo splądrują uprawy, wyginiemy z głodu, następnie wejdą do miast”, zastosujemy metody zgodne z naszą „przewagą i wyższością” wynikające z przesłanek etyki i właściwie pojętego humanitaryzmu. A mamy takich metod sporo. Podzielić można je najprościej według dwóch grup: Chemiczne i mechaniczne. Oraz połączenie tych obu.

Do mechanicznych zaliczymy wszelkie widoczne straszaki, dźwiękowe odstraszacze oraz ogrodzenia. Urządzenia soniczne zasilane są bateryjnie lub ogniwem słonecznym, emitują odstraszające dzwięki o określonej częstotliwości, słyszalne dla zwierząt, lecz nie przeszkadzające człowiekowi. Armatki hukowe będą już bardziej dosadnym sposobem, tym skuteczniejsze, że przypominają zwierzęciu odgłos strzału. Często jednak zwierzęta po czasie przyzwyczają się do takich gadżetów, nie reagując na nie.

Droższym, aczkolwiek opłacalnym w długotrwałej ochronie jest stosowanie rozmaitych płotów i grodzeń. Wiele kół łowieckich zdecydowało się rozwijać tą metodę, kiedy w wyniku zmasowanych szkód w uprawach kukurydzy i mnogością żądań odszkodowań, zawisła nad nimi groźba bankructwa. Szybko pojęto wniosek, że taniej wyjdzie ogrodzenie nawet wielohektarowej uprawy i znaczne zmniejszenie występowania szkód, niż ciągłe szacowania i kłótnie z rolnikami. Czasem potrafią pójść po rozum do głowy,ale tylko wtedy gdy poważnie zagrożone są ich interesy.  Na zdjęciach poniżej, myśliwi pracujący przy grodzeniu uprawy kukurydzy. (Koło łowieckie nie było w stanie sprostać i przeciwdziałać szkodom, metodami polowań).

grodzenie2

grodzenie
Myśliwi pracujący przy budowie ogrodzenia, obok uprawy kukurydzy. Kiedy liczba żądanych odszkodowań przekracza budżet koła i jawi się widmo bankructwa, wtedy potrafią się zmobilizować, a wyszydzane ogrodzenia ”cudownie” zyskują jakąś skuteczność. 

Ogrodzenie ogrodzeniu nierówne. Zwykłą siatkę drucianą, dzik potrafi sforsować przeciskając się pod spodem, jeśli ogrodzenie nie ma podmurówki z fundamentem. Zamiast tego można użyć cięższych polnych kamieni,zakopując je na głębokości pół metra, i  przygniatając siatkę, przysypując ziemią, na wierzch też znalezione kamienie.  Zwiększy to skuteczność ogrodzenia,wymaga jednak nakładu pracy.

Innym sposobem są elektryczne pastuchy, umieszczone na plastikowych palikach wbijanych w ziemię. Widoczne na zdjęciach.  Sprawdzają się przy jeleniach,sarnach jak i dzikach, gdyż zaprojektowane są do zatrzymania znacznie cięższego bydła rogatego i koni.  Budowa takich pastuchów jest różna, 1 palik posiada kilka uchwytów do przeciągnięcia drutu lub wstęgi. Należy dobrze to wykorzystać. Według mnie najlepiej sprawdzi się poprowadzenie widocznej taśmy lub fladr na najwyższym poziomie, na niższym pastuch, na reszcie zwykły drut. Nie widziałem nigdy, by na tak ogrodzonej uprawie buraków lub kukurydzy były jakiekolwiek ślady zwierząt. Najczęstszym jednak błędem popełnianym przez rolników jest poprowadzenie drutu z prądem na dolnym czy najniższym haku, takie ogrodzenie ma małą skuteczność. Zwierzyna przeskakuje przez nie dowolnie,co widziałem wielokrotnie.  W mojej okolicy ostatnio wysyp tego typu ogrodzeń, widać rolnicy wypinają się na ‘’pomoc’’  ‘’dobrodziejów’’ w kapeluszach.  Na mniejszych powierzchniach czy działkowych ogródkach stosujemy ogrodzenia zazwyczaj trwałe i stałe, nie do sforsowania dla zwierząt.

Płotek zapachowy z włosów ludzkich.

Najczulszym zmysłem u większości zwierząt „łownych” jest oczywiście węch. Ten jelenia i dzika, znacznie bardziej rozwinięty niż u najlepszego psa myśliwskiego. Warto więc uwzględnić to, przy planowaniu ochrony. Swego czasu myśliwi na stronie poradnika łowieckiego opisali metodę, którą chronią swoje poletka łowieckie i uprawy leśne.  Metodę można oczywiście przenieść na pola rolnicze, gdzie przy zachowaniu pewnych reguł także odniesie skuteczność. Zwierzęta są bardzo wyczulone na zapach odwiecznego wroga,jakim jest człowiek. A charakterystyczny ten zapach przenoszą nasze włosy. Na czym polega sposób? Nie trzeba nawet grodzić. Dogadujemy się z zakładem fryzjerskim na odbiór ściętych włosów. Tym lepsze, że traktowane zazwyczaj chemikaliami, lakierami, farbami, szamponami i odżywkami, znacznie dłużej zachowują odstraszające właściwości zapachowe. Włosy wkładamy do damskiej pończochy czy rajstopy, i przywiązujemy na palikach,które co kilkanaście metrów wbijamy w ziemię na terenie uprawy i na jej granicach. Można trochę włosów rozrzucić. Inni piszą o nasączaniu benzyną czy traktowaniu gotowych „paczek” z włosami perfumami, w celu zwiększenia skuteczności. Sposób bardziej przydatny na mniejszych poletkach. Wkłady z włosami trzeba co jakiś czas wymienić. Jest to metoda mechaniczno–chemiczno–biologiczna. (włosy)

Zdjęcie1899

Zdjęcie1896
Często przy temacie ogrodzeń poruszany jest temat kosztów. Ma to dotyczyć za równo rolników jak i myśliwych. Koszty mają być ogromne i nieopłacalne. Czy na pewno? Pomyślmy co bardziej się opłaca? Czy zainwestować raz a dobrze, i nie martwić użeraniem z kołem łowieckim o ewentualne odszkodowania? Czy prościej wołać pan da!. By zobrazować pewien absurd, użyjmy prostego porównania.  Rolnik produkujący żywność, prowadzi niejako działalność gospodarczą. W każdy biznes plan wliczamy możliwe zyski i straty, oraz sposoby przeciwdziałania nim. Reasumując jeśli ktoś mając uprawę kukurydzy pod lasem narzeka na plądrujące dziki, to tak jakby ktoś z państwa otworzył sklep, zostawiał na noc otwarty, bez alarmu i miał pretensje, że go złodzieje okradli. A okazja czyni… jak mówi przysłowie.  Co do myśliwych, których zajęciem i radością główną jest polowanie, a nie dobrostan zwierząt. Przykładowe koło łowieckie zrzesza, powiedzmy 60 osób. Każda z nich w swoje hobby inwestuje ogromne pieniądze, począwszy od samochodów terenowych, wydatki na dokarmianie i nęciska, broń, przyrządy optyczne i celownicze, lornetka, ubiór, akcesoria, budowa, ambon, paśników…. Wszystko to kosztuje, trudno nawet powiedzieć ile. Pomnóżmy te „drobne” wydatki razy przykładowe 60, i pamiętajmy, że nie są one jednorazowe. O broń trzeba dbać i konserwować, amunicja też kosztuje, paliwo oraz masa innych powtarzalnych ciągle wydatków. Wszystko dla jednego – polowania. A ileż prościej i lepiej, gdyby te środki przeznaczyć na rozwój metod zabezpieczania upraw. Ale nie o to chodzi przecież myśliwym. Wszak liczy się tylko „gospodarka łowiecka” i błędne koło…łowieckie.

Zdjęcie1892
Tak to niepozornie wygląda ów sławny płotek zapachowy. Wygląda niepozornie… ale jest niezwykle skuteczny. Na całym poletku buraków, po 2 miesiącach do tej pory nie napotkałem oznak wtargnięcia zwierzyny. W jednym przypadku zwierzę, sarna zapuściła się kilka kroków, po czym wycofała. Warunkiem powodzenia jest okresowa wymiana wkładów z włosów i odpowiednio bliskie rozmieszczenie palików. 

Działamy na węch.

Na portalu aukcyjnym allegro zakupić można sporo środków o długotrwałym działaniu odstraszającym. Niektóre po prostu chemicznie cuchną, inne są oparte na wykorzystaniu naturalnych składników działających strasząco na zwierzęta – na przykład zapach wilków, rysi czy niedźwiedzi. Inne zwierają skoncentrowany zapach ludzkiego potu,np. najbardziej znany Hukinol.  Inny,może mniej humanitarny,ale także skuteczny o nazwie „Stop Dzik” jak podaje producent:  Oryginalność działania tego preparatu polega na tym, że aby preparat zadziałał jako repelent, musi być najpierw zjedzony przez  dziki. Zjedzone przez dziki granulki powodują u nich podrażnienie śluzówki jamy  gębowej, przez co zachowują się one nie naturalnie. Następuje u dzików obfite  ślinienie się, czochrają rapciami gwizd i tabakierę, płaczą. Poprzez takie działanie dziki zapamiętują ten stan, a wrażliwość zapachowa odstrasza ich od miejsca  spożycia repelentu. Dziki zrażają się do miejsca w którym znajdował się  rozsypany repelent. Istnieją i inne mocniejsze środki,wywołujące u zwierząt dolegliwości gastryczne i biegunki.

Nocne spacery.

Jeśli ktoś zajmuje się typowo rolnictwem, można z sąsiadami czy rodziną ustalić dyżury, w okresie kiedy mogą pojawiać szkody i zwyczajnie przejść się po swoich włościach na spacer pod gwiazdami, z psem lub samemu. Starając się zachować jak najgłośniej, przez co rozumiemy zwyczajne szuranie czy nadeptywanie na gałęzie.  Zwierzęta są bardzo czujne, i na pewno oddalą się słysząc człowieka, regularnie płoszone będą szukać innego żerowiska.  Można i – przecież to nasze pole, jeśli jesteśmy właścicielami gruntu urządzić sobie ognisko. Dzikie zwierzęta boją się ognia jak… ognia.

Kukurydzę siej…

Inną metodą polecaną dla upraw znajdujących się przy lesie (opisaną przez myśliwych) jest rozrzucanie ruchem siewnym pojedynczych ziaren kukurydzy, w lesie na skraju, w miejscach gdzie dziki mają zwyczaj wychodzić na pola. Są one bardzo łase na kukurydzę,a wyszukiwanie pojedynczych rozrzuconych szeroko ziaren w leśnej ściółce zajmuje im sporo czasu, przez co mają go mniej na szukanie innego żeru na polach.

Jak widzimy więc dostępnych metod jest sporo, wymaga to tylko nakładu pracy i wiedzy. Koszt ogrodzenia w dłuższej perspektywie przyniesie większe korzyści niż polowania, choćby dlatego że dla koła łowieckiego wychodzi taniej.Tak samo jak użytkowanie chemicznych środków  Ale… jest mniej do polowania, a przecież o to głównie chodzi w zabawie w łowiectwo.

Efekt martwego łowiska.

Myśliwi uwielbiają negować wszelkie sposoby zabezpieczania upraw,nawet takie z których sami korzystają,jako „zupełnie nieskuteczne”. Zwłaszcza na forach publicznych.Traktowane nawet jako „bredzenia oszołomów z miasta”, bo przecież na wszystkie problemy najlepsza strzelba.  Skąd ten awers, wydawało by się irracjonalny i nieuzasadniony? Otóż umotywowany jest on dobrze,i najzupełniej zgodny z myśliwskim interesem. Ogrodzone czy traktowane mieszanymi chemicznymi metodami poletko bądź uprawa, odstraszają zwierzynę. Unika ona takich miejsc, choćby z uwagi na utrudnione poruszanie się.  „Łowisko” staje się  mniej zasobne i nie atrakcyjne, a to już bardzo sprzeczne z interesem myśliwego. Traci się w dodatku argument o „konieczności istnienia łowiectwa” dla ochrony rolnictwa. Trzeba więc wszędzie gdzie się da, metody wyszydzić, wyśmiać, a najlepiej zarzucić każdemu „brak pojęcia”.  Na terenach gdzie rolnicy racjonalnie dbają o swoje uprawy, nie można też swobodnie się przemieszczać,wjeżdżać terenówką, – ogrodzenia przeszkadzają. No i nie ma zwierzyny… Wiem! Trzeba przy najbliższej okazji wyśmiać ogrodzenia na stronach ekologów, bo tak nie może być, byśmy przez kaprys nawiedzonego rolnika nie mogli sprawować racjonalnej gospodarki łowieckiej,my wiemy co dla was lepsze! Ostatnim argumentem poruszanym przy tej okazji jest brak możliwości migracji zwierząt. Rzeczywiście, jest to utrudnione, aczkolwiek…kopytna zwierzyna łowna interesuje myśliwych tylko z wiadomych względów, natomiast drobnym zwierzętom, takim jak lisy, zające, króliki, kuny czy ptactwo żadne ogrodzenia w przemieszczaniu nie przeszkadzają.Zdjęcie1975
Kukurydza wzrosła, dojrzewa, i ma się dobrze. Raczej nie tęskni za myśliwymi. 

 Alternatywa dla sztucerów.

Istnieją już środki opracowane specjalnie dla określonych gatunków zwierząt, powodujące bezpłodność czy też ograniczenie płodności. Można wykładać je w pokarmach. Ostatnio na profilu Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot pani rzecznik PZŁ wyśmiewała się bardzo z takich metod, argumentując, że kto się tym zajmie, przecież nie aktywiści organizacji pro zwierzęcych, kto to przeprowadzi, koszta, mogą zjeść chronione gatunki itd. Zobaczcie jak przewrotna i zakłamana to argumentacja.I zapytajmy jakie są koszta polowania, broni i akcesoriów łowieckich? Lisom wykłada się szczepionki przeciw wściekliźnie – i tu nikogo nie obchodzi, że jakiś niepowołany gatunek to zje.  Przecież PZŁ ma pod kontrolą wszystkie paśniki, nęciska, poletka żerowe w tym kraju. Do paśników przychodzą sarny,jelenie, dziki i łosie. Czy może ryś albo wilk? Nie. Co stoi na przeszkodzie, żeby myśliwi zajęli się rozprowadzaniem owych środków przy paśnikach i nęciskach , gdzie wyrzucają najgorsze gnijące odpady? To też może zjeść jakiś chroniony gatunek… Co stoi na przeszkodzie, by się tym zająć i tym samym przeciwdziałać szkodom i stratom w rolnictwie, do jakich przyczynia się łowiectwo? Zupełnie nic, ale ani myśliwi, ani PZŁ nie są zupełnie zainteresowani zmniejszaniem liczebności zwierzyny, ani ograniczaniem jej populacji. Tym bardziej przeciwdziałaniu szkodom w rolnictwie, bo wtedy upada „najważniejszy” argument o pomocnym łowiectwie, jak i ograniczanie liczebności jeleni czy dzików to działanie wbrew interesom każdego myśliwego. Dlatego trzeba wejść na jakąś stronę dla ludzi świadomych ekologicznie, i zaczepnie się pośmiać, zanim ktoś zorientuje się w rzeczywistej motywacji środowiska łowieckiego.

Kto powinien płacić?

Ulubione zostawiłem na koniec. Często czytam takie zdanie: Zawiesić odstrzał na 2 lata, wtedy pseudekolodzy będą błagać na kolanach o odstrzał jak im dziki przyjdą po dom, albo niech płacą odszkodowania. Zawsze mam poniekąd z tym zdaniem problem, bo niby dlaczego ekolodzy mieli by płacić? Przecież nie są tymi, którzy ów problem generują i się do niego przyczyniają. Nie tworzą też prawa łowieckiego ani nie mają swoich reprezentacji na rozmaitych szczeblach władzy. Wskazują przyczyny problemu i podają sugerowane rozwiązanie, czy ktoś ze strony łowieckiej bierze to pod uwagę? Nie bo przecież liczy się polowanie, przygoda i pozyskanie dziczyzny. Dlatego to koła łowieckie powinny płacić i ponosić konsekwencje realizacji zachcianek swoich członków, aż do bankructwa. Temu kibicuję. Zawarte „zdanie” strony myśliwskiej po raz kolejny pokazuje przewrotną logikę, bo gdyby nagle zawiesić wszystkie odstrzały bez podjęcia innych kroków zaradczych mogło by rzeczywiście skończyć się problemami. Wtedy zrzucamy winę na „nawiedzonych zielonych” i wracamy do łowiectwa. Po pierwsze żadna,ze znanych mi organizacji czy , stron piszących „przeciw” łowiectwu nie domaga się jego likwidacji. Co najwyżej wytyka błędy, a dąży do ucywilizowania tego procederu i humanitarnego traktowania zwierząt, bądź wyłączenia z listy łownych gatunków, na które polować nie ma potrzeby. Po drugie, jeśli już o zawieszaniu odstrzałów mowa, jeśli jako ludzkość dojrzejemy do takiej decyzji, a jest ona nieunikniona, to nie na rok czy dwa, a na stałe z jednoczesnym wdrożeniem wszelkich innych dostępnych środków zaradczych. I z uzasadnieniem odstrzału w określonych skrajnych przypadkach, takich jak choroby, czy wypadki, przez powołane do tego służby.

Ponad miesiąc  temu posłowie ustalili ostateczny kształt zmian w Prawie łowieckim, dotyczących zasad odpowiedzialności za szkody łowieckie. Nowelizacja określa tryb dokonywania oględzin i szacowania szkód w uprawach i płodach rolnych oraz ustalania wysokości odszkodowań. Zgodnie z nowelizacją szkody wyrządzane w uprawach i płodach rolnych przez dziki, łosie, jelenie, daniele i sarny będą pokrywane przez… Skarb Państwa. Oznacza to, że wszyscy podatnicy zapłacą za myśliwskie uciechy, zaś oni sami, tracą swój ulubiony argument o tym „kto zapłaci za szkody rolnikom”. I niech to będzie puentą. Po nawet pobieżnym zapoznaniu się z celami myślistwa, z którego jednym i głównym ma być pomoc rolnictwu, jawi się pokrętny obraz kłamstw i manipulacji w pełnej krasie, gdzie głównym celem jest w istocie realizacja własnej przyjemności i dbanie o swój interes, bez liczenia się z potrzebami i zdaniem innych. Jaskrawo i dobitnie, tym bardziej, że potwierdzone literaturą łowiecką, jak i wypowiedziami samych myśliwych. Podsumujmy składowe : Dokarmianie i nęciska, dążenie do maksymalnych stanów ilościowych zwierzyny, poza naturalnymi możliwościami siedliska, rozjeżdżanie upraw i zasiewów, jak najbardziej wydajne ”zagospodarowanie obwodów łowieckich”, wreszcie płoszenie zwierząt podczas polowań zbiorowych, w wyniku których zwierzęta przenoszą się na tereny rolnicze i do oaz śródpolnych.

Jako uzupełnienie polecamy reportaż z cyklu ”Sprawa dla reportera” opisywany już u nas na stronie, gdzie rolnicy także wypowiedzieli się o kulisach pracy myśliwych. Padały stwierdzenia typu ”Naszą pracę niszczą myśliwi i ich system”, bynajmniej nie z ust ekologów, a zwyczajnych rolników. Do przeczytania tutaj : Sprawa dla reportera kontra myśliwi .

EDIT : Kilka dni po publikacji owego artykułu, ukazała się kolejna część Sprawy dla reportera, potwierdzająca słowami rolników zawarte w tekście tezy. Do obejrzenia i przeczytania tutaj: Naszą pracę niszczą myśliwi i ich system – Rolnicy o łowiectwie

Źródła:

Łowiectwo dla leśników i myśliwych, Tadeusz Pasławski

Gospodarstwo Łowieckie, T.Pasławski, A.Haber, S.Zaborowski

Wywiad ”Myśliwy, który zamienił strzelbę na aparat”, Magazyn WEGE, 13 lipiec.

Kilka zagadnień nowoczesnego łowiectwa, W. Szczerbiński.

Leśnictwo, zadrzewienia i łowiectwo w gospodarce rolnej, W. Budzyński, S. Konarski

Poletka łowieckie, A. Szaniawaski, T. Pasławski