Syndrom Bambi a myśliwi. Polujący bambiści.

Co to jest Syndrom Bambi? Biorąc udział w dyskusjach na temat łowiectwa z myśliwymi, na pewno spotkaliście się z użyciem tego określenia wobec siebie. Czynione jest to często wtedy ze śmiechem, szyderą – jakby celem dyskutanta było jak najmocniejsze upokorzenie rozmówcy. Ale zostawmy to.

19990106_1809477675730798_9069524971681557766_n

Pojęcie „Syndromu Bambiego” pojawiło się w amerykańskiej prasie łowieckiej w latach 70-tych ubiegłego wieku. W dużym uproszczeniu, oznacza ono idealizację świata przyrody, totalną nieznajomość praw nią rządzących i celowe im zaprzeczanie. No bo jakże to, te słodkie liski polują na inne zwierzęta, zabijają, rozszarpują, mordują, a nawet czasem bawią się ofiarą powodując przedłużenie jej agonii i cierpienia? Pojęcie zahacza też o nadawanie zwierzętom cech ludzkich, nadmiernej ich „humanizacji”.  No i tutaj właśnie mam zgrzyt, pewien dysonans poznawczy, ponieważ ilekroć zdarza nam się dyskutować z myśliwymi na naszej stronie, tak za każdym razem miewam wrażenie, iż to oni cierpią bardzo na ową jednostkę babizmu. Nawet śmiem twierdzić, że chorują nań od lat.

Jeśli sięgniemy do tak zwanej „starej literatury myśliwskiej” tych sławnych gawęd i opowieści, które wychowały i urobiły pokolenia myśliwych bez większego trudu dostrzeżemy już wtedy bardzo silne piętno bambizmu. W opowiadaniach choćby Tytusa Karpowicza w świecie łowiectwa i przyrody zwierzętom prawie zawsze towarzyszą odczucia, przeżycia i cechy charakteru stricte ludzkie. Lisy i dziki analizują, zastanawiają, się, kombinują, przeżywają wściekłość, gniew, strach, zadowolenie. Jelenie doświadczają tęsknoty i smutku, a nawet miłości. Przykłady można mnożyć. Czyżby wychowanie myśliwych na tej literaturze spowodowało, że mają oni problem z akceptacją podstawowych praw przyrody? Ciężko to stwierdzić. Część z nich odmawia zwierzętom przeżywania czegokolwiek, a inni tkwią szczęśliwi w idealnym świecie swych bambistycznych rojeń. Mimo to polują i próbują innych coś tam pouczać o przyrodzie.

12513598_591802767652759_7802672723799320244_o

Przykłady bambizmu u myśliwych.

Na stronie naszej często ścierają się w dyskusjach różne poglądy. I o ironio przejawy omawianego syndromu prawie zawsze dostrzegalne są po stronie polujących.Mogło by się wydawać, że piętno bambizmu jest udziałem głównie tych ”nawiedzonych zielonych” , co to bronią zwierzątek wszystkich. Tak przecież przy każdej okazji wmawiają myśliwi. Tymczasem żaden ze znanych mi ekologów, aktywistów, obrońców przyrody nie ma najmniejszego problemu z tym, że lis zjada mysz, zająca, czy bażanta. Wilk owcę, daniela, łanię lub zabije zdziczałego psa. Bocian zaskrońce, żaby, myszy czy młode zające i pisklęta. Ani z tym, że podczas srogiej zimy jedne zwierzęta padają z zimna i głodu, a inne padlinożerne cieszą się wtedy bardzo i najadają, nie cierpiąc z braku pokarmu.  Wszystko to dla nas normalne, oczywiste i w pełni akceptowalne. Tak działa natura. A jak to wygląda u myśliwych? Zastosujmy może zbliżone cytaty z toczonych dysput:

To jak, nie lepiej jak myśliwy zabije jednym strzałem sarnę, wolicie żeby rozszarpały ją wilki, obrońcy przyrody?

To nie lepiej zastrzelić, niż mają >męczyć się z głodu i umierać w męczarniach< ? 

A wy wiecie ile taki lis zajączków wyłapie – swoją drogą bzdura, wiemy nie od dziś, że udział diety lisa to w 70-90 % gryzonie, a różnica w rozwijanej przez oba zwierzęta prędkości sprawia, że dla lisa zając to siwy pył kurzący w polu.

Zresztą podstawowe działanie myśliwych takie jakim jest rzekome dokarmianie mające „pomagać zwierzętom przetrwać zimę” (ale tylko łownym i tym które się zjada) pokazuje jak daleko są oni od rozumienia zasad funkcjonowania natury. Czy choćby powoływanie się na zabijanie „starych i chorych” osobników, czego żaden z myśliwych praktycznie nie robi. Albo selekcję, służącą tylko zyskom z trofeistyki, co bardzo dalekie jest od działania mechanizmów natury. O tym jak szkodliwe dla zwierząt jest zimowe dokarmianie pisaliśmy już w tekście Mity Łowieckie.

Myśliwi bardzo często pomstują na każdego drapieżnika, ziejąc wręcz jadem i niezrozumieniem, z oczywistym postulatem aby tegoż drapieżnika wszelkimi sposobami eliminować, lub uczynić go łownym, jeśli nim nie jest, jak np. jastrząb gołębiarz. Ostatnio myśliwi dokonali zdumiewającego odkrycia. Otóż proszę Państwa – wilki upolowały dzika. Tą straszną nowiną epatowały wszystkie media łowieckie, starając się podsycić grozę i strach wobec drapieżników już czających się na te dzieci wracające z kościoła. Sytuację uratowały Trzy Świnki, na których wilki skupiły swoją uwagę, wracając w głąb lasu.

Podobny bulwers występuje zawsze, kiedy uda się odkryć resztki po biesiadzie wilczej, czy pióra po jastrzębim obiedzie. I ciężko tu stwierdzić, czy myśliwi rzeczywiście rżną głupa, czy nie mają pojęcia o funkcjonowaniu przyrody, czy też po prostu boleją nad stratą dziczyzny, trofeum, lub frajdy z polowania. Prawdopodobnie wszystko na raz. Albo też, „po ludzku” „szkoda im” biednego zająca, ”jelonka”, czy gołębia. W co ciężko uwierzyć, biorąc pod uwagę konkursy norowania, polowania zbiorowe, kaleczenie zwierząt, wypłaszanie z ostoi i dochodzenie postrzałków z psami. Czy szkolenie psów na żywych dzikach w zagrodach. Tego to już nie szkoda… bo wiąże się z własną korzyścią w postaci mięsa i emocji na polowaniu.   I jedynym co tu straszy jest fakt, że swoje wypaczone, bambistyczne, połączone z wyzyskiem pojmowanie przyrody próbują wtłaczać innym, z jednoczesnym zarzucaniem… bambizmu. To kuriozum pokazuje, że nie tylko nie mają oni pojęcia o funkcjonowaniu natury, ale i o definicji pojęcia którego tak szczodrze nadużywają. Jak zobaczycie na poniższych screenach, wypowiedzi myśliwych podpadające typowo pod ”Bambinizm”:

20631808_701052140090596_1588065801_n20614808_701052200090590_245990370_n
Logika myśliwych. Najpierw wypuszczajmy nieprzystosowane do życia w przyrodzie hodowlane bażanty, a następnie płacz, że drapieżniki używają sobie jak na wczasach. Pojęcie ”żalu i szkody” jest tu związane raczej z tym, że ów bażancik nie został upolowany śrutem. A jeśli myśliwy rzeczywiście ubolewa tu nad okrucieństwem, powinien wrócić do szkoły podstawowej, a najlepiej w ogóle nie wchodzić do lasu. Jeszcze zobaczy co strasznego i serduszko mu pęknie…

Ludzie z miasta.

Według definicji bambizmu, najczęściej zapadają nań ludzie mieszkających w większych skupiskach miejskich.  I znów mamy dopasowanie do myśliwych. Spore grono z nich mieszka w miastach i miasteczkach, swój jedyny kontakt z przyrodą realizując poprzez kilkukrotne uczestnictwo w ciągu roku na polowaniach zbiorowych, ewentualnie paru innych. Czasem jakieś dokarmianie, budowa ambony. Co taki człowiek może o przyrodzie wiedzieć, poza tym, ze trzeba „racjonalnie gospodarować, odstrzeliwać »szkodniki« i pomagać przetrwać zimę”? A, i jeszcze „ratować uprawy rolników”.  Potem mamy efekty jak na poniższych screenach:

20623543_701051026757374_1544493331_o
No cóż dla ekologów, obrońców przyrody i każdego antypaty łowiectwa nie jest zaskoczeniem to jak polują wilki. I kto tu jest bambistą?

 

20632735_701051016757375_625306437_n
Wilki zjadły wałęsające się psy. Cóż za strata dla środowiska :P. Ale zaraz, czy to nie myśliwi krzyczą najwięcej o psich szkodnikach, dając wyraz swoim mokrym pragnieniom strzelania do nich? Innym wyjaśnieniem jest bambizm…

 

20630160_701049016757575_752335609_o
Zaskoczenie…Tak, bociek wędrując po łące nie zjada samych żabek. Nawet nimi gardzi. Uwielbia za to myszy, zaskrońce, owady, i oczywiście wszelkie maleństwa zwierzęce takie jak młode zające lub pisklęta. Myśliwi odkrywają świat przyrody na nowo. A to mieszkanie w mieście… Chyba nie służy najlepiej. 

 

20662404_701042850091525_148092938_o
Piszmy petycje do ministra środowiska! Aby redukować „szkodniki”. Z pewnością to dla dobra zwierzyny drobnej i ptactwa łownego. Ten przypadek to klasyczna negacja, brak pogodzenia się z prawidłami funkcjonowania natury. Bo kto to słyszał aby drapieżniki miały polować… Przecież to myśliwy musi zastrzelić, wtedy jest OK.

 

20629252_701042870091523_937567138_o
Jak długo jeszcze będziemy hodować kuropatwy i bażanty dla bezwzględnych drapieżców?! Jak to, aby chroniony bezzasadnie morderca pastwił się na bezbronnych ptakach cały rok!? 😛 – BAMBIZM – LEVEL – POSTAĆ NIEULECZALNA. A dlaczego pozostałe ptaki nie cieszą się taką ochroną, już odpowiadamy. Przecież to nie ekolodzy upierają się przy tym, aby kuropatwa była łowną, wręcz odwrotnie. Bażant objęty całkowitą ochroną gatunkową? Droga wolna myśliwi. To wy nimi dysponujecie.

 

20623827_701045313424612_1563589899_n
Tak, i zagryzali schabowym, ubrani w skórzane buty. Pod ubojnie świnek też nie poszli ratować, hipokryci jedni. A pan sobie pobluzgał, nie zrobił nigdy nic dla tych zwierząt i jest mu lepiej.

 

20623544_701047156757761_1421716931_o
Oh, oh, a z lasu wybiegł Czerwony Kapturek ścigany przez wilki. A kierowca wstał i zaczął klaskać. 

Zdarza się też często w dysputach, że myśliwi wstawiają nam zdjęcia ogryzionych kości czy rozszarpanych zwierząt przez drapieżniki, próbują”brać na litość” z pytaniem: I co, nie szkoda wam?? To jest lepsze niż etyczne polowanie? Nie wiem w takich momentach, mam śmiać się czy płakać – no bo kto tu w końcu jest tym bambistą, który próbuje idealizować przyrodę i zaprzeczać jej prawom? Nie drodzy myśliwi – nie szkoda, gdyż nie mamy problemu z akceptacją tego jak dzieje się w naturze, drapieżnictwa i związanego z tym cierpienia ich ofiar. Tak było i będzie. I piszemy to jako weganie oraz wegetarianie.

Przykłady bambizmu wśród polujących można mnożyć i mnożyć. Na przykład bardzo często myśliwi zieją furią wobec bezpańskich wałęsających się psów i deklarują stale gotowość do wystrzelania ich wszystkich, ale kiedy ich własne kundle ganiają po lasach z nagonką, wypłaszają zwierzęta z ostoi, dziki z barłogów, szarpią i kąsają umierające – wtedy to już jest „polowanie w zgodzie z etyką i zasadami”. Bambizm z przerzutami na hipokryzję. Albo o ironio, kiedy takie psy padną ofiarą wilków, to też niedobrze i próbują wtedy myśliwi używać takich przypadków do zastraszania społeczeństwa, aby forsować przekonanie o konieczności polowań na wilki.
Albo hodowla i wsiedlanie zajęcy, kuropatw, bażantów do funkcjonujących już ekosystemów, tzw. „zasilanie łowiska” dla późniejszych polowań, a potem płacz kiedy lisy i jastrzębie używają sobie na nie znających życia ofiarach. Oczywiście winny wtedy jest „nadmiar drapieżników” które trzeba racjonalnie wystrzelać, aby w przyszłości myśliwy mógł sobie w spokoju na te parę zajęcy zapolować. To już nawet nie bambizm, a szaleństwo znane szerzej jako „racjonalna gospodarka łowiecka”.

O psach można przeczytać tutaj: 
Pragną zabijać psy. I zupełnie się z tym nie kryją. 

W urojonym świecie myśliwych humanizacji podlegają nie tylko zwierzęta, ale też rośliny. Ileż to razy mogliśmy przeczytać mądrości w stylu: „Ta sałata umarła, abyś mógł żyć!” albo o zabijaniu trawy? Choroba widać postępuje.

19884528_10156036710035839_6438693843400247420_n

Swoją drogą – jeśli tej zwierzyny jest rzeczywiście tak dużo jak głoszą myśliwi, no to powinni bardzo cieszyć się z tego co robią wilki, lisy, szakale, ptaki drapieżne czy zdziczałe psy. Wszak naturalni sprzymierzeńcy pomagający opanować plagę, a myśliwy może w spokoju popijać z flaszki na ambonie, ciesząc się obcowaniem z naturą. Ale nie, zabić muszą tylko oni i tylko to się liczy. Do tego strata dziczyzny i kasy, no bo jak że to, myśliwy haruje w łowisku, hoduje, „dba i dokarmia”, inwestuje, a tu jakieś wilki potrzebują 5 kg mięsa dziennie. Niedoczekanie! Polowanie ważniejsze od naturalnej potrzeby drapieżnika. Dlatego z szyderczym uśmiechem należy przyjmować zawsze wszelkie próby brania na litość z drastycznymi obrazkami. I wyjaśnić takiemu myśliwemu, czym jest bambizm. Oraz, że można to leczyć, najlepiej podczas spaceru nago, bez broni, po sawannie. Iść do lasu, zobaczyć jak polują ptaki drapieżne, jak śpiewające wcinają owady, jak wydra chwyta ryby i raki. Czy to takie trudne panowie myśliwi? A może wg was zwierzęta pożywiają się tylko przy paśnikach, nęciskach i pasach zaporowych?

Prawdopodobnie część myśliwych w głębi siebie dobrze czuje, że ich sposób postrzegania, eksploatacji i definiowania przyrody nijak nie trzyma się kupy, nie będąc w dodatku ani trochę uczciwym wobec zwierząt (demonizacja drapieżników).
Stąd wściekłe ataki wobec wszystkich myślących inaczej, wytykającym im logiczne i merytoryczne braki w argumentacji. Nie chcesz, aby zabijano lisy? Ty głupi bambisto! Bronisz wilków? Durny pseudoekolog z sydromem Bambi, niech zobaczy jak one polują! Do głowy nie przyjdzie, że „durny pseudoekolog” doskonale to wie, i ani trochę mu to nie przeszkadza.

Zarzucanie „Bambizmu”, jakże wygodne w braku argumentów, ze strony myśliwych spotka nas pewnie jeszcze nie raz. Zapytamy wtedy o kilka rzeczy i pokażemy parę zrzutów ekranu. Tymczasem trwają żniwa, a wraz z nimi powstaną ścierniska, na których lisy przez ileś dni plądrować będą myszy, ratując pola rolników przed stratami od „szkodników”. Polecamy myśliwym wybrać się bez strzelby i popatrzeć jak funkcjonuje przyroda. Nie bójcie się. Bambizm jest uleczalny. Pomożemy wam.

d796ed39a5bea05a9908eca5229437612bb34696

Reklamy

Dlaczego łowiectwo powinno być zabronione? Wywiad z Hanną Mamzer

Dziś naszym gościem była dr hab. Hanna Mamzer. Hanna zajmuje się naukami humanistycznymi, oraz jest psychologiem i socjologiem w stopniu profesora na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Prezes lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, oraz członkini Polskiego Towarzystwa Etycznego, a także Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach, wyjaśni dlaczego sprzeciwia się polowaniom.

MyElmas

NPRM: Jak to się stało, że jesteś przeciwniczką łowiectwa? Czy wydarzyło się coś szczególnego? Myśliwi nie przekonują Cię swoimi argumentami?

Hanna Mamzer: Jestem zwolenniczką niezabijania zwierząt. W ogóle. W związku z tym staram się dbać o to, żeby się do ich zabijania przyczyniać się w jak najmniejszym stopniu: nie jem mięsa, ryb, nabiału, unikam wyrobów pochodzenia zwierzęcego, nie zgadzam się na zabijanie zwierząt. Potępiam łowiectwo. Nie stosuję trucizn, ani śmiertelnych pułapek na zwierzęta.

NPRM: Czym zajmujesz się zawodowo?

Hanna Mamzer: Jestem psychologiem, socjologiem i pracuję na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na stanowisku profesora. Jestem też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Współpracuję z fundacjami i organizacjami pro zwierzęcymi, promującymi empatyczne podejście do zwierząt. Prowadzę szkolenia i wykłady z zakresu kompetencji miękkich i różnic kulturowych (przez wiele lat osią główną moich zainteresowań była wielokulturowość). Jestem też prezesem lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, członkinią Polskiego Towarzystwa Etycznego oraz Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach. Poza tym prowadzę dom tymczasowy dla psów.

NPRM: Łowiectwo niewątpliwie miało wkład w rozwój naszej cywilizacji i przyczyniło się do jej obecnego kształtu. Jak ocenisz ten wpływ. Jak widzisz jego rolę w XXI wieku?

Hanna Mamzer: O wpływ łowiectwa na rozwój ludzkiej cywilizacji bardziej należałoby zapytać historyków. Ja – jako socjolog- mogę powiedzieć, że w XXI wieku, w społeczeństwach ponowoczesnych, nie ma potrzeby polowania na zwierzęta, żeby zdobyć jedzenie (pomijam, że człowiek w ogóle nie musi jeść mięsa, żeby żyć). Nie przekonują mnie argumenty o konieczności redukcji pogłowia jakichkolwiek zwierząt- można zamiast zabijać, zadbać o to, żeby się nie rozmnażały (np. podając środki antykoncepcyjne). Jeśli więc łowiectwo nie jest potrzebne ani do zdobywania pożywienia, ani do regulowania pogłowia, to nie widzę dla niego żadnego racjonalnego uzasadnienia. Jeśli ktoś mówi, że to sport – to jako dyplomowany psycholog z całą odpowiedzialnością twierdzę, że to nie jest zachowanie mieszczące się w psychologicznej normie. Tradycje, przynależność do grupy, rytuały i kontakt z przyrodą- wszystko to można zrealizować w sposób inny, niż przez polowanie.

NPRM: Co sądzisz o udziale dzieci w polowaniach?

Hanna Mamzer: Znów – pisząc jako psycholog, uważam, że jest to zupełnie zbędne, a wręcz szkodliwe. Eksperymenty Alberta Bandury z lat 60tych dwudziestego stulecia i jego koncepcja społecznego uczenia się, jednoznacznie wskazują, że dzieci nie tylko naśladują agresywne zachowania dorosłych, ale tworzą nowe formy agresywnych zachowań. Nie widzę sensu wzmacniania takich postaw w dzieciach. Udział dzieci w polowaniach zagłusza ich naturalne empatyczne nastawienie do istot żywych. Argument zarobkowania też mnie nie przekonuje, bo w XXI wieku dzieci powinny się bawić i uczyć, a zarabiać na nie powinni ich rodzice, którzy są za nie odpowiedzialni, także materialnie.

14680815_1288082374570589_5876669168366333875_o

NPRM: Co myślisz o przedstawianiu dzieciom wzorca bohatera – myśliwego (z którym mogą się utożsamiać). Czy to nie odziera to dzieci z niewinnego, czystego podejścia do natury? Myśliwi uważają, że ucząc dzieciaki łowiectwa zaszczepiają im prawidłowe podejście do natury, oraz tzw, „zaradność”.

Hanna Mamzer: Uważam, że zaradności należy uczyć inaczej niż przez agresję- nie wiem jakiego rodzaju problem dziecko miałoby umieć rozwiązywać dzięki takiej socjalizacji. Dzisiaj potrzebujemy rozwiniętych zdolności komunikacyjnych, kompetencji miękkich: empatii, asertywności, umiejętności negocjacji: nigdzie tu się nie mówi o agresji, a już tym bardziej o zabijaniu. W XXI wieku zaradność nie ma charakteru „strzelania z łuku”. Oznacza całkiem inny zestaw umiejętności. Słowo bohater ma pochodzenie irańskie – bahadur – mężny, atleta itp., lub węgierskie bátor – dzielny, stąd przydomek króla Stefana Batorego, był to tytuł nadawany za poświęcenie dla innych ludzi, a nie za zabijanie zwierząt i polowanie.

NPRM: Jesteś też pedagogiem, wykładowcą. Myśliwi często przybywają do szkół w celu prowadzenia zajęć edukacyjnych na temat przyrody, pokazują dzieciom trofea, skóry, czaszki, zabierają do paśników, organizują ogniska, czy zbieranie kasztanów lub żołędzi dla zwierząt. Opowiadają im o zwyczajach zwierzaków i gospodarce łowieckiej. Co myślisz o prowadzeniu przez nich takich zajęć i czemu mają one służyć?

Hanna: Ja wykładam w szkole wyższej, do nas myśliwi nie docierają. Tego rodzaju działalność ma po prostu charakter PRowy i indoktrynacyjny. Jest w mojej ocenie nieetyczna: no chyba, że mówi się też o zabijaniu zwierząt, sposobach skórowania itd. To oczywiście sarkastyczne- ale jeśli takie treści są pomijane, to pytanie – dlaczego?

2MyMarko

NPRM: Podobno wspierasz lokalne grupy blokujące polowania zbiorowe. Oprócz oczywistego ratowania zwierząt na jakiś czas, co według Ciebie dają takie akcje?

Hanna: Nie miałam okazji wspierać takich grup, ale z nimi silnie sympatyzuję. Uważam, że jest to wspaniała forma oporu społecznego wobec praktyk, które nie są społecznie akceptowane- myślistwo akceptuje jedynie 10 % badanych (tak mówi sama rzeczniczka PZŁ). Są to formy oporu nieagresywne, twórcze (jak na przykład blokowanie polowań przez aktywistów przebranych za grzybiarki w nadleśnictwie Bircza), zainspirowane takimi działaniami jak wystąpienia Gwen Barter już z 1962 roku (reprezentującej Hunt Saboteurs Assotiation). Tego rodzaju działania pozwalają nagłośnić niechęć opinii publicznej do polowań. Promuję je mówiąc o nich na konferencjach- na przykład w kontekście zaangażowania obywatelskiego. Na jednej z ostatnich konferencji- w maju tego roku, mówiłam o tych protestach w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego- wielu słuchaczy nie wiedziało, że takie akcje są realizowane- a więc moje popularyzatorskie wystąpienia mają sens.

NPRM: Jeden z byłych myśliwych, z którym rozmawialiśmy ostatnio, uważa, że regulacja pogłowia dużych zwierząt łownych jest konieczna. Zgadzamy się z tym. Jednak jakie alternatywne wobec odstrzału, metody regulacji populacji zwierząt zastosowałabyś?

Hanna: Już wspomniałam wyżej – antykoncepcja. Po drugie- w latach 1968-1972 John Calhoun zrealizował eksperyment na szczurach – zamknięta w stodole populacja, miała stworzone idealne warunki do rozrodu i nie było tam żadnych wrogów naturalnych. Okazało się, że gdy populacja osiągnęła zbyt dużą liczebność, uruchomiły się oddolne mechanizmy regulacyjne skoncentrowane wokół rozrodu, które ten rozród po prostu ograniczyły (u szczurów zaobserwowano zniesienie rytuałów kopulacyjnych, samice nie budowały gniazd, nasiliła się wewnątrzgatunkowa agresja- także samców wobec samic i samic wobec potomstwa). Wszystko to doprowadziło do zmniejszenia populacji- wtedy wszystkie te „patologie” zniknęły i populacja zachowywała się „normalnie”. Eksperyment ten pokazał zdolność populacji do samoregulacji.

NPRM: Co według Ciebie należało by zmienić w dzisiejszym polskim łowiectwie, i dlaczego?

Hanna Mamzer: Uważam, że powinno być zabronione. Argumenty podałam powyżej.

NPRM: Twoje obszary zainteresowań badawczych, to między innymi zwierzęta. Możesz to rozwinąć?

Hanna: Tak- ostatnio zajmuję się coraz więcej relacjami ludzi i innych zwierząt. Doszłam do tego punktu, tak samo jak znany filozof polityczny z kanady- Will Kymlicka. Zajmował się on przez lata mniejszościami etnicznymi i proponowaniem polityki równouprawnienia tych mniejszości. Zwierzęta dzisiaj traktujemy jako ostatnią kategorię społeczna podmiotów eksploatowanych przez ludzi. Przestaliśmy eksploatować niewolników, kobiety, mniejszości etniczne, religijne i seksualne. Eksploatujemy jeszcze zwierzęta. Liczę, że to się za mojego życia skończy.

NPRM: Inny obszar Twoich badań z zakresu psychologii społecznej to między innymi „agresja i konformizm”. Ma to jakieś powiązanie z zainteresowaniami związanymi z zabijaniem zwierząt jako weekendowego hobby wśród myśliwych? Czy po prostu jest im wygodniej żyć zgodnie z ideałami w jakich zostali wychowani? Bo przecież poglądy i podejście zmienić można, czego dowodem są myśliwi będący dziś po stronie obrońców praw zwierząt.

Hanna: Interpretowałabym to inaczej- agresja i konformizm to społeczne formy zachowania zwierząt stadnych. Pełnią funkcje biologiczne, pozwalają na zrealizowanie konkretnych celów. Człowiek wykształcił sobie narzędzie o charakterze nadrzędnym- kulturę. Nie musi być agresywny, żeby zachować miejsce w grupie i nie musi być konformistą, żeby być bezpiecznym. Agresja i konformizm, jak i wiele innych zachowań społecznych pełnia konkretne funkcje- u człowieka te funkcje mogą być realizowane przez wspomnianą kulturę.

Dziś polować nie musimy. Nie ma ku temu żadnej racjonalnej potrzeby. Uprawy rolnicze tak jak i leśne można chronić przed zwierzętami na wiele rozmaitych sposobów, oraz odstraszać. Dzisiejsze łowiectwo służy tylko wąskiej grupie hobbystów, pozostałe 35 mln Polaków nie poluje, a świat dalej się kręci.

NPRM: Dziękujemy za tą interesującą rozmowę. Dowiedzieliśmy się zatem, że łowiectwo nie ma prawa bytu we współczesnym świecie, nastawionym na rozwój, empatię, świadomość, pokój i twórczą współpracę. Tak jak to wynika z Twojej wypowiedzi, dziś aby przetrwać nie potrzebujemy umiejętności zabijania, patroszenia, sprawiania tuszy czy też propagowania kultury łowieckiej. Trudno się też z Tobą nie zgodzić, co do zupełnej zbędności łowiectwa w dzisiejszym świecie. Przy wdrożeniu wszelkich alternatywnych metod zarządzania populacjami dzikich zwierząt, licznych sposobach zabezpieczania upraw i odstraszania, jawi się nam ono jako całkowicie nie potrzebne – chyba, że nielicznej grupie , która z krzywdzenia zwierząt uczyniła sobie sposób na dostarczanie radosnych emocji oraz wypracowała taki styl życia.

Czytaj też: Współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć – Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim. Interesujące wypowiedzi leśnika oraz byłego myśliwego.

1MyEmre

Na stronie Mamzer.pl można skorzystać ze szkoleń z zakresu obejmującego różnice kulturowe i komunikację, a także doradztwa w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi. 

Dramat w czasie rykowiska. Zabijają podczas miłości.

2012-09_rykowisko_500

Zabawy pseudomiłośników przyrody.

Nadarza się doskonała okazja do popełnienia kolejnego tekstu i ukazaniu w blasku chwały kłamstw i obłudy myśliwych. Od jakiegoś czasu na ich forach i grupach dało się wyczuć pewne napięcie. Oczekiwanie. Przed tygodniem pojawiły się pierwsze wieści: Zaczęło się! Już ryczą ! Wczoraj słyszałem dwa! 21 sierpnia rozpoczyna się myśliwski sezon na jelenie byki. Dla zwierząt, czas rywalizacji, miłości, gonitw, zwycięstw i porażek, a czasem śmierci… Natomiast dla myśliwych, hm… Dla nielicznej garstki jest to okazja do spędzenia czasu na łonie przyrody, posłuchania w ciszy muzyki kniei, obserwacji zwierząt i ich zwyczajów.I tych lubię, to najbliższe memu sercu podejście. Ale to tylko ułamek procenta.

Myśliwi i laicy łowiectwa, jak ja ich nazywam lubią w komentarzach pisać: „Myśliwi zabijają tylko słabe i chore sztuki! Dowiedzcie się coś najpierw o łowiectwie!”

I oczywiście to nie jest tak, że myśliwy idzie sobie do lasu jesienią szukać najlepszego byka aby go zastrzelić, o nie. W ten sposób szybko by ich zabrakło. Myśliwi doskonale dbają o to, aby do czego strzelać było. Temu służy ”racjonalna gospodarka łowiecka”.  Aby zastrzelić Byka, trzeba mieć zrobiony ”kurs i uprawnienia selekcjonera zwierzyny płowej” i otrzymać stosowne pozwolenie. Potem polowanie i zabawa w preparację, konkursy, wyceny, nagrody…

11921758_882422248513949_7682989824602500404_o

Gdyby posłuchali państwo rozmów myśliwych, gawędy łowieckiej czy choćby wpisów z ich forów z ostatnich kilu dni, zaobserwować można wielką radość myśliwych z powodu początku rykowiska. Czy cieszą się, że będą odstrzeliwać tylko chore i kalekie sztuki? Absolutnie nie. Radość dotyczy tego,że można będzie zdobyć trofeum czy pozyskać kapitalnego byka. Oczywiście, zasłaniają się tym, że prowadzą odstrzał selekcyjny. No to przyjrzyjmy się tej selekcji…

Jelenie wykształcają poroże, nakładają wieńce. To chyba wiemy wszyscy. Szczegółowy schemat, opis poszczególnych odnóg, tyk i nazewnictwo pominiemy, myśliwi to znają a nam to niepotrzebne. Powoli do sedna. Cytat ze strony myśliwskiej:

Wraz z wiekiem byka okresy wycierania i zrzucania poroża ulegają przyspieszeniu. Maksymalna długość życia jelenia szlachetnego wynosi około 20 lat, średnia- 5-6 lat.

bj2004

5-6 lat. Dlaczego tak krótko? Ano dlatego, że więcej nie pozwala się im żyć. Uwsteczniający poroże jeleń to dla myśliwego strata, ponieważ raz – że strata poroża, dwa – że „darmo żre”. Cała selekcja, wszystkie podręczniki i książki ukierunkowane są na ulepszanie jakości poroża, poprzez odstrzał sztuk cherlawych czy wykazujących w porożu deformację. Problem w tym, że deformacje poroża są czymś zupełnie naturalnym i normalnym u jeleniowatych. Cała retoryka selekcyjna opiera się raz – że na bredniach. A dwa – na zwykłej zachłanności. Myśliwi wierzą, że uwsteczniający się jeleń, przekazuje w genach dalej te cechy potomstwu. No cóż… kto bywał na większym rykowisku może zaobserwował takie coś – Dwa walczące stare byki, a tymczasem… na uboczu, korzystając z zajęcia starszych bywa, że cichcem korzysta młodszy. I zapłodni. Nie musi podejmować walki, jest szybszy, zwinniejszy, ucieknie. Tak się zdarza. Natomiast deformacje poroża zależą też od składu i jakości pokarmu, czynników klimatycznych, chorób i na końcu genetyki, gdzie dopiero po zaistnieniu czynników pierwszych deformacja może się ujawnić, dzięki sprzyjającym warunkom. Bywa, że byk za młodu uszkodzi możdżeń przy zrzucie, wtedy kolejne tyki i odnogi w następnych latach też mogą nie rozwijać się prawidłowo. Ale sam fakt – selekcja polega na odstrzeliwaniu tych zwierząt tylko dla wykształcania jak najlepszych trofeów, ponieważ krzywe czy zdeformowane godzą w myśliwskie poczucie estetyki… szkoda gadać. O tym jakie jest podejście do sprawy myśliwych niech poświadczy zdjęcie które prezentował ostatnio Front Antyłowiecki: „Mamy pozyskiwać jak najlepsze trofea”. Takie są plany owej sławnej już gospodarki łowieckiej. Gdzie tutaj jest, powiedzmy, zwykła sprawiedliwość ? Może ja chciałbym oglądać 18 letniego byka z dzikimi nieregularnymi odnogami, niestety decyduje za mnie banda samozwańczych patałachów i tym samym odbiera 97% społeczeństwa prawo do własnego przeżywania natury. Więcej na temat mitologii selekcyjnej pisaliśmy już tutaj :

Polowanie na rogacze – myśliwskie brednie o selekcji i strzelanie podczas rui. 

11264857_882424228513751_4657877881983406791_o

Teraz tak zwyczajnie po ludzku – Zabijanie, podchodzenie i prześladowanie zwierząt podczas sezonu rozrodczego jest skrajnym świństwem. Jak to się ma do ochrony przyrody, rozumienia jej, miłości do niej deklarowanej?  Niektóre gatunki zwierząt łownych, w tym nawet „szkodniki” lisy cieszą się podczas rozrodu okresem ochronnym. Dlaczego więc jelenie prześladuje się podczas ich okresu godowego? To tak jakby zabić człowieka na randce lub podczas seksu. Było by nam miło i czy cieszylibyśmy się, że ktoś w ten sposób „dba” o nas? Już odpowiadam dlaczego tak jest. Takie praktyki to dla myśliwego pójście na łatwiznę, ułatwienie sobie mordu. Byki są w tym czasie mniej ostrożne, podniecone,zainteresowane sobą i łaniami. Łatwiej je podejść. W oficjalnej retoryce myśliwych, dominuje pogląd, że podczas rykowiska mogą spokojnie przyjrzeć się zwierzętom, wybrać odpowiednie sztuki i dokonać ”prawidłowego” odstrzału. Ale skoro już wiemy, że selekcja to brednia….


Ale i samo to myśliwym nie wystarcza.

Podczas polowania używają kupionych lub własnoręcznie zrobionych wabików, czy to z muszli, rurki, rogu i wydając tony podobne do ryku jelenia, wabią do siebie byka. Zwierzę „myśli”, że zbliża się do rywala, ale nie wie tego, że rywalem tym jest żałosny oszukańczy człowieczek z bronią palną, który pragnie zabić go dla przyjemności; wabiony jeleń wychyla się i dostaje kulkę. Podczas wabienia trzeba się wykazać nie tylko umiejętnościami, ale i dobrym wabikiem, nie każdy jeleń da się nabrać. Podczas takiego polowania myśliwy jest bardzo podniecony… zazwyczaj robi się to w pojedynkę, wyobraź sobie, że stoisz w gąszczu, mało co widać, ale coraz bardziej słyszysz jak zbliża się ku tobie rozdrażniony obecnością „rywala” byk. Skupienie do ostatka, aby nie dać się podejść z innej strony, refleks do strzału, zanim jeleń zorientuje się co jest grane. Dodam, że takie praktyki uważają za zgodne z etyką łowiecką… ktoś chce coś dodać?

11934520_882425925180248_5344552610131852033_o

Oddaję w tym momencie głos panu Zenonowi Kruczyńskiemu, który w swojej wypowiedzi lepiej niż ja charakteryzuje to, co robią myśliwscy koledzy:

„Zabijanie samców w okresie godowym, gdy mają przekazywać geny, w tym uśmiercanie również tych najsilniejszych – jest pomyłką. Takie działania na pewno nie służą przyrodzie i jeleniom. Służą wyłącznie ludziom i ich chciwości na doznania związane z zabijaniem tych pięknych zwierząt.

(…) Popatrzmy na poroża sprzed stu, dwustu lat wiszące w łowieckich kolekcjach. Selekcja w obecnej postaci prowadzona jest od około stu lat. Żeby zweryfikować jej skutki wystarczy pójść na pierwszą lepszą wystawę łowiecką, by zobaczyć, że współczesne trofea nie różnią się od tych sprzed wieków. Widać gołym okiem, że selekcja jeleniowatych przez myśliwych niema żadnego sensu. To nie działa.

16684055_1098027586993280_4681502130394263753_n

Kiedyś robiły to drapieżniki. Myśliwi mogą tylko mówić, że zastępują drapieżniki, ale fizycznie absolutnie nie są w stanie zachowywać się tak jak drapieżniki. Weźmy na przykład wilki. Polując, wysiłkowo testują one ofiarę. W ten sposób pokarmem wilków stają się w ogromnej większości zwierzęta słabsze, w gorszej kondycji. Myśliwi mówiąc o selekcji, mają na myśli męską część zwierząt. Gdyby posłużyć się zwykłym zdrowym rozsądkiem, to pojawia się tu pytanie: czy selekcjonowanie tylko męskiej części populacji ma sens? Przecież geny przekazują potomstwu mniej więcej po równo i ojciec i matka. Myśliwi zachowują się tak, jakby o tym nie wiedzieli. A łań czy saren myśliwi nie są w stanie selekcjonować. Żaden(!) myśliwy nie jest w stanie pobiec za łaniami, by przetestować ich kondycję. Dlatego porównywanie się myśliwych do drapieżników jest trochę zabawnym uzurpatorstwem. Wilki utrzymują populacje jeleni w zdrowiu. W jaki sposób robią to myśliwi? Zdrowie całych populacji zwierząt dzikich to dla myśliwych „ląd niedostępny”. Wiemy natomiast, że wilki nie pozostawiają po sobie poranionych zwierząt. Myśliwi mają w lesie do 30% postrzałków jeżeli chodzi o duże zwierzęta, i tylko część z nich odnajdą. W przypadku ptaków – to jest prawdziwy dramat. O wiele więcej się rani niż zabija. Sami o tym piszą w sposób alarmujący.

11870714_882426001846907_8028129935048052904_n

Dla mnie zabijanie byków w czasie rykowiska to zwykłe świństwo jakie robi się męskiej części przyrody. I damskiej zresztą też. To jest zachowanie wręcz przeciwne do deklaracji myśliwych którą składają już w art.1 Ustawy prawo łowieckie, który brzmi: Łowiectwo, jako element ochrony środowiska przyrodniczego, w rozumieniu ustawy oznacza ochronę zwierząt łownych (…). Na czym polegać ma w tym przypadku deklarowana na pierwszym miejscu »ochrona środowiska przyrodniczego« i »ochrona zwierząt łownych<<

11903810_882426031846904_5235209391590285572_n

 Wspomnienia łowieckie.

Jest!!!
Widzę go! Rycząc, unosi potężny łeb i wtedy wyłania się zza górki po nasadę karku. Są łanie – cztery, może pięć. Przyklejam się do drzewa, pomalutku zdejmuję sztucer i opieram o pień. Czekam. Może podejdzie do przodu, wynurzy się zza górki i da komorę na strzał. Czas przestaje istnieć. Zimno mi w stopy.

Nagle tętent!
Pędzi prosto na mnie!
„Nie!” – wybucha mi w głowie.
Kilkanaście metrów przede mną, z pełnego galopu, tuż przy ścianie lasu zarywa się w miejscu wszystkimi czterema badylami! Fontanna piachu i kamyków smaga po gałęziach. Zza jałowców biegiem uchodzi w las byk. Ten drugi! Podszedł tam, do skraju lasu, niewidoczny dla mnie. Prawie nie oddycham,
mowy nie ma, by się ruszyć po broń. On stoi chwilę, krotko się odzywa, robi w tył zwrot i wolnym truchtem wraca do łań. Znika znowu w tym obniżeniu. Jestem gotów. Biorę sztucer do rąk. Ryczy, widać go jak przedtem. Składam się, opierając się o drzewo. Ryczy raz, a gdy ponownie podnosi głowę, lokuję krzyż lunety na nasadzie karku i… TRRRACH!!! – słyszę swój strzał. Byk łamie się w ogniu i znika. Łanie rozpierzchły się i stają. Patrzą w to miejsce, gdzie leży. Czekają na niego. Po chwili znikają jak duchy. Już niczego nie słychać. Koniec. Szary, jesienny, wilgotny początek dnia. Cisza, jakby ktoś zdmuchnął świecę. Jest już jasno, ale takim martwym światłem.

Wszystko zniknęło – tylko trwa ta śmiertelna cisza. Podchodzi Grzegorz,niosąc moje buty. Idziemy razem do niego. Leży. Już nie żyje. Jest… nie… już nie jest… był potężny.
Koniec polowania. Trzeba patroszyć. Będzie co robić, bo duży byk może ważyć nawet dwieście pięćdziesiąt kilogramów.

Rozbieram się do koszuli i zawijam rękawy do łokci.
Nóż jest zawsze bardzo ostry. Grzegorz chwyta za tylny badyl i odchyla. Widać mokry brzuch – pewnie niedawno krył łanię. Nacinam mosznę i wyłuskuję jądra. Ciągną się nasieniowody. Wypreparowuję penis, zakorzeniony głęboko i mocno między udami. Wycinam dookoła odbyt. Rozcinam skórę na szyi wzdłuż tchawicy i uwalniam ją. Rozcinam brzuch, uważając, by jelita pozostały w całości. Wkładam rękę głębiej, wycinam przeponę i wygarniam na trawę wszystkie wnętrzności. Odcinam od nich wątrobę. Rozcinam żołądek – jest w nim garść małych zielonych jabłuszek. One w tym czasie prawie nie jedzą. Wkładam rękę głęboko w ciało od strony brzucha, chwytam za tchawicę oraz serce i silnym szarpnięciem wyciągam na zewnątrz. Kolej na głowę z porożem. Przecinam skórę na karku, potem mięśnie, wbijam nóż za ostatnim kręgiem i tnę po wiązaniach. Łapię za wielkie poroże i obracam w lewo i w prawo – chrzęści. Odcinam głowę. Jakoś groteskowo wygląda „ostatni kęs” – gałązka wetknięta między zęby a przygryziony w chwili śmierci język. Uszy zostają przy ciele. Podnosimy nieco za przód tuszę i wylewamy krew – kilka litrów wypływa na trawę przez otwór po odbycie. Zrobione.

Nad nami zaczęły krążyć pierwsze kruki. Bezgłowe ciało wraz z płucami, sercem, wątrobą i penisem odstawia się do skupu: takie jak to warte jest około tysiąca złotych. Z żołądka robi się flaki. Głowę z oczami i mózgiem zanurza się w kotle tak, aby woda nie dotykała poroża. Można przedtem odpiłować puszkę mózgową i wyciągnąć mozg, by potem usmażyć go z cebulką i zjeść. Wygotowaną czaszkę preparuje się na biało. Wracamy z polowania. Do naszych domów, do żon i do dzieci. Trzeba iść do pracy. Dziwnie się czuję, jakieś myśli mi się snują. Właściwie cholernie mi go szkoda i nie chciałem go zabić. To znaczy chciałem go zabić, ale tak, żeby jednocześnie żył. A może po prostu chciałem, żeby wszyscy widzieli, że go pokonałem, że jestem silniejszy i że dałem mu radę. Gdyby to już wszyscy zobaczyli i uznali, on mógłby już sobie spokojnie żyć i nawet bym go lubił.
Ale gdybym nie odciął mu głowy, to kto by mi uwierzył, że go pokonałem? Dlaczego więc to zrobiłem? Dlaczego zabicie potężnego, pięknego, jurnego samca coś znaczy dla myśliwego? O co tu chodzi? Dlaczego właśnie to polowanie
jest tak ważne? Dlaczego zabicie byka, a mocnego w szczególności, wzbudza u innych myśliwych zazdrość? Dlaczego trzeba być dumnym, gdy się zabije byka? Co to za głód? Kto miałby mnie podziwiać?

W głębi duszy każdy czuje, że to taki sztuczny powód do dumy. Bo każdy wie, że tu nie ma żadnych rzeczywistych powodów do dumy lub przechwałek.
Przecież zabicie byka jest w gruncie rzeczy łatwe. One w czasie godów są jak ślepe i głuche – łatwo je podejść. Głośno ryczą, przez co nietrudno je zlokalizować i odnaleźć, nawet w puszczy czy w górach. A trafić celnie i śmiertelnie ze współczesnej broni jest banalnie łatwo. Dlaczego ważne jest, by zabić właśnie samca, a nie samicę? Zabicie stukilowej dziczej pani lochy to dla myśliwego hańba, a takiego samego pana odyńca to chwała. A one w lesie przy gorszej widoczności są prawie nie do
odróżnienia i zachowują się identycznie. Na czym więc polega różnica? Co się czuje naprawdę przy wycinaniu jąder i penisa? Niektórzy jądra tną na plasterki, smażą i zjadają.
Dlaczego zabiłem? Przecież nie jestem głodny, wręcz przeciwnie. Wszystkie byki, jeszcze przed urodzeniem, skazane są na zastrzelenie. Liczy się je jak najdokładniej w corocznych obowiązkowych inwentaryzacjach zwierzyny łownej. Podzielone są na trzy klasy wiekowe oraz na selekcyjne i łowne – wszystko to według przeżytych lat i mocy poroża. Przed rykowiskiem
przydziela się na specjalnych drukach indywidualne zezwolenia na odstrzał. Prawo do zabicia byka sprzedaje się myśliwym krajowym i dewizowym.

W sezonie 2014/2015 zabito w Polsce 83 tys Jeleni. Około 27 tys z nich to byki. Prawie nie zdarza się, aby umarły śmiercią naturalną. Byki muszą zginąć od kuli!

Fragment książki ”Farba znaczy Krew” autorstwa myśliwego, który zawarł w niej swoje wspomnienia z okresu w którym polował. Znajdziecie w niej nie tylko krwawe historie ale przede wszystkim mnóstwo argumentów i wiedzy obalającej ”Koronne argumenty myśliwskie”, oraz ukazującej całkowity brak sensu dla istnienia dzisiejszego łowiectwa. Dlatego powinna znalezć się na półce każdego przeciwnika zabijania dzikich zwierząt dla rozrywki.Żaden z myśliwych nie jest w stanie merytorycznie ani logicznie odpowiedzieć na argumenty zawarte w tej książce. Dziś autor tego bestsellera, który na zawsze zmienia postrzeganie myślistwa w Polsce i na świecie działa na rzecz obrony praw zwierząt i ochrony Puszczy Białowieskiej.


Tyle od Pana Kruczyńskiego, z czym w zupełności się zgadzam. Za pewne nie raz będziemy wracać do tych fragmentów. Od siebie powiedziałbym dosadniej, zabijanie Jeleni w tym okresie to skrajne draństwo.Nie wiem czym trzeba być,bo już nawet nie kim by tak cudowny spektakl natury zamieniać zwierzętom w piekło w ich najważniejszym w życiu czasie.

Myśliwi w akcji…


To co widzimy na tym filmie to kwintesencja myśliwskiego wypaczonego podejścia do przyrody, jak i przekrojowy obraz całkowitego zaprzeczenia jej rozumienia przez nich. A przecież polowania to wyraz ‚‚harmonijnego współistnienia z naturą”. Na ten temat można elaboraty pisać, ale takie filmy wystarczą za wszystkie słowa i myśliwskie deklaracje. Pamiętajcie, też, że to jedyna prawdziwa forma realizacja kontaktu z naturą… Zdjęcia, obserwacje, podglądanie zwyczajów zwierząt w ciszy? Dobre dla mięczaków, mieszczuchów i ekoterrorystów! Zobaczcie jak się prawdziwie obcuje z przyrodą, w zgodzie z odwiecznym boskim porządkiem… Warto wspomnieć, że to polowanie odbywa się już po rykowisku. Czyli tak, w czasie rykowiska rwetes, a potem poprawka podczas polowań zbiorowych. Ciężko o chwilę spokoju w lesie…

Na tym filmie grupa myśliwych wraz za naganiaczami podeszła kilka jeleni. Chcą wygnać je z zarośli pod lufy oczekującym dalej kolegom. Kiedy orientują się, że zostali przez zwierzęta dostrzeżeni następuje gwałtowny skok emocji łowieckich… Ludzie rzucają się biegnąc w amoku w kierunku zwierząt, drąc mordy na cały głos – bo inaczej nie idzie tego nazwać, i miotając sążniste przekleństwa wobec…Jeleni? A ponoć polowania i myśliwski kontakt z naturą uspokajają naszych łowców. Chyba jednak nie. A może to sławna Kultura Łowiecka w praktyce. Płoszenie zwierząt? No przecież na polowaniach niczego się nie płoszy! Zapewniali nas wielokrotnie myśliwi w dyskusjach. Zapraszali nawet, aby przyjechać i zobaczyć jak to wygląda, to zmienimy zdanie. Patrząc na ten obraz nędzy, rozpaczy, głupoty, nie mam wątpliwości kto tu w istocie jest Pseudoekologiem, całkowicie oderwanym od natury, nie mającym pojęcia o tym jak się wobec niej zachowywać. Pierwsza zasada przebywania w lesie – Cisza. Tak całe życie mnie uczono. Ciekawe, czy to samo mówią ci myśliwi, którzy idą do szkół prowadzić naszym dzieciom zajęcia i pogadanki o przyrodzie?
I pomyśleć, że ta cała wrzaskliwa impreza bandy oderwanych od przyrody pomyleńców, to nawet nie dla mięsa ani z głodu – dla trofeum na ścianie. Łowiecka przygoda…

12d

Od kilku lat każdej jesieni w Puszczy Białowieskiej, przyrodnicy, fotografowie, ekolodzy i aktywiści wspólnie stają w obronie jeleni, w opozycji wobec myśliwskich pseudomiłośników natury.  Powstała kampania o nazwie Rykowisko dla jeleni – nie dla myśliwych ,w której można wziąć udział przybywając w okolice Białowieży. O tegorocznej odsłonie kampanii organizatorzy piszą tak : 

”W tym roku spotykamy się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Trwa nielegalna wycinka, która zadała Puszczy poważne rany, ale jej nie zniszczyła. Puszcza Białowieska wciąż jest domem dzikich zwierząt i areną, na której rozgrywa się wyjątkowy spektakl rykowiska. Dlatego w tym roku zapraszamy do Puszczy zranionej każdego kto chce spotkać dzikie zwierzęta, ale i na własne oczy przekonać się, do czego prowadzi rabunkowa gospodarka leśna i pomóc w kampanii o ochronę Puszczy. Będziemy obserwować rykowisko i dokumentować miejsca, gdzie drzewa zostały wycięte – niech Wasze zdjęcia obiegną cały świat!

Zamiast ruszać do lasu z bronią, zabieramy w teren lornetki, aparaty fotograficzne i przewodniki do oznaczania tropów zwierząt. Nie zakłócając życia zwierząt, wracamy z wycieczek bogatsi o niezapomniane wrażenia a czasem też o nagrania i zdjęcia. Takie rekreacyjne spędzanie czasu w wyjątkowych okolicznościach przyrody Puszczy Białowieskiej z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością wśród turystów. Obserwacja rykowiska to także korzyści dla lokalnej społeczności, która jak nigdy potrzebuje naszego wsparcia. Dzięki promocji jelenich godów, sezon turystyczny w Puszczy Białowieskiej trwa nawet do połowy października.

Jak co roku apelujemy: niech rykowisko będzie festiwalem życia, nie igrzyskami śmierci. Gody są kluczowym momentem w życiu zwierząt, a ich wynik rzutuje na przyszłość całej populacji, dlatego większość gatunków łownych podlega w okresie rozrodczym ochronie. Także jelenie powinny mieć szansę na przekazanie swoich genów przyszłym pokoleniom w sposób rządzony jedynie prawami natury. Odstrzał jeleni w tym wrażliwym okresie to potężne zakłócenie ich biologii, dlatego postulujemy objęcie ich w tym czasie ochroną i zaprzestanie organizowania polowań podczas rykowiska. ”

DSCN5666

I my zachęcamy do udziału i wsparcia kampanii Rykowisko dla jeleni – nie dla myśliwych.  Te wspaniałe zwierzęta nie potrzebują nas do niczego – ani do ”gospodarowania” własną populacją, ani do selekcji. Ale potrzebują czasem wsparcia… by w w spokoju i ciszy mogły przeżyć swój najważniejszy czas.

Więcej na temat kampanii można przeczytać tutaj:
http://puszcza.pracownia.org.pl/rykowisko/wez-udzial-w-rykowisku

20993095_1751300908232775_6173472078575450122_n

Tradycje łowieckie. W oparach absurdu.

Jak Państwo zauważyli, myśliwi w dyskusjach uwielbiają powoływać się na tak zwaną tradycję i zwyczaje, zarzucają nam, że ich nie znamy i nie rozumiemy, no cóż nie wiem kto bardziej je zna, ale też panom nie mieści się chyba w głowie, że nie trzeba być myśliwym, aby zwyczaje łowieckie znać czy mieć z nimi do czynienia. Postanowiłem zatem rozpocząć na stronie taki cykl, by tym tradycjom się przyjrzeć, omówić, ocenić, no i zapoznać Państwa z nimi. Pominę natomiast etap przygotowawczy, w którym adept odbywa staż, składa różne podania, odbywa szkolenia czy wreszcie podchodzi do egzaminu i uiszcza składki, gdyż jak sądzę nikogo z czytelników strony nie interesuje zostanie myśliwym. Zawsze powtarzam, że coś co reprezentuje 1% bogatszej części społeczeństwa, tradycją nazywać się nie może. Prędzej już w poczet narodowych zwyczajów można by wpisać wnykarstwo i kłusownictwo, dla nas bardziej zrozumiałe, jako że ludzie trudniący się tym robili to z biedy i głodu, i dla lekkiego zarobku, nie jak myśliwi dla przyjemności, którzy trudniąc się niepotrzebnym dokarmianiem i łażeniem po kniei uważają, że za poniesiony „trud” coś im się z lasu należy. Nie będzie tym razem typowego „najazdu” na łowiectwo, ponieważ i tutaj są tradycje co do których nic nie mam, aby myśliwi praktykowali je sobie na zlotach, spotkaniach i festiwalach.

Jeśli chodzi o zarys ogólny, pewne zwyczaje różnią się od siebie w poszczególnych kołach, w jednych są praktykowane w innych nie, a czasami różnią się nazewnictwem.

1. Ślubowanie myśliwskie

Jedna z pierwszych ceremonii w której bierze udział młody myśliwy po dostaniu się w szeregi PZŁ. Powinno być odbierane jako wielkie święto dla myśliwego. Może być przeprowadzane w trakcie odprawy przed polowaniem zbiorowym, a czasami podczas sesji okręgowych rad łowieckich dla większej liczby adeptów, już w bardziej uroczystej oprawie. Przebieg ślubowania; ślubujący występują przed szereg myśliwych. Klękają na lewym kolanie. W tym momencie zdejmują nakrycie głowy, co powinni uczynić też wszyscy uczestnicy uroczystości. Za każdym ze ślubujących staje teraz opiekun, który przyuczał ich podczas stażu. Kładzie on prawą dłoń na ramieniu podopiecznego-byłego stażysty. I teraz następuje właściwe ślubowanie, czyli coś jak podczas chrztu w kościele, młody adept powtarza za prowadzącym uroczystość:

Przystępując do grona polskich myśliwych ślubuję uroczyście przestrzegać
sumiennie praw łowieckich,
postępować zgodnie z zasadami etyki łowieckiej,
zachowywać tradycje polskiego łowiectwa,
chronić przyrodę ojczystą,
dbać o dobre imię łowiectwa i godność polskiego myśliwego. (Etyka i ochrona przyrody heh)

Po wypowiedzeniu tej formuły prowadzący ślubowanie wygłasza frazes: Na chwałę polskiego łowiectwa, bądź prawym myśliwym, niech ci Bór darzy.
Wszyscy powtarzają Darz Bór, a sygnalista odgrywa ten sygnał. Częściej ceremonia odbywa się w warunkach polowych i tutaj różnica jest taka, że myśliwi przystępują do nie z bronią, opierając stopkę kolby na ziemi. Po czym następuje składanie gratulacji, Janusze, Krzyśki i Romany ściskają spocone prawice, klepią po plecach na chwałę polskiego łowiectwa, biją brawa. Kawałek z takiego ślubowania można obejrzeć tutaj

Ocena? Powiedziałbym nieszkodliwa, jeśli ktoś lubi takie cyrki. Sęk w tym, że zwykle osoba po wszystkich tych ceremoniach czuje się ważna, podbudowania i nobilitowana do wykonywania swoich obowiązków „regulowania liczebności” – mordowania. W ten sposób działają wszystkie tego typu uroczystości, programowanie psychiki i podświadomości. Niewątpliwe jest to tradycja, ponieważ zarówno ustawa łowiecka jak i statut PZŁ nie wspominają o tym ani słowem. Według opisów powinno być traktowane jako uroczystość ogromnej wagi, jednak jak widać na niektórych filmach myśliwi często żartują i śmieszkują sobie przy tym, no cóż wymagają od innych szacunku do swoich tradycji, sami jej nie reprezentując.

2. Chrzest myśliwski

11892088_881546601934847_3429699991869011874_n

Chyba jeden z najstarszych zwyczajów. Ceremonia nobilituje przyjęcie adepta w poczet prawdziwych myśliwych i następuje po upolowaniu pierwszej sztuki zwierzyny. Odbywa się tylko podczas polowania. I między innymi tymi aspektami różni się od ślubowania. Obywa się podczas przerw lub jest przekładane na koniec polowania, po ułożeniu pokotu. Ten kto prowadzi polowanie zwołuje myśliwych, zazwyczaj jest to łowczy lub prezes danego koła. Ogłasza się, że wśród myśliwych jest fryc, który się wyzwolił, czyli „pozyskał” pierwsze zwierzę z jakiegoś gatunku. Sygnalista gra sygnał ogłaszający śmierć danego zwierzęcia, natomiast adept występuje przed szereg i przyklękuje. Prowadzący ceremonię zanurza w krwi ubitego zwierzęcia i kreśli nią na czole „fryca” znak krzyża…(!) Wypowiada przy tym frazes:

Chrzczę Cię na wyznawcę świętego Huberta
 (xD)

Na co odpowiada Święty Hubert: Dziękuję, nie potrzebuję takich wyznawców. O wiele lepiej uczynicie gdy przestaniecie bezcześcić moją pamięć ,żywot i wypaczać moją historię.

Krwi z czoła nie wolno zmyć do końca polowania, a uważa się, że prawo do toalety przysługuje, kiedy fryc postawi kolegom po flaszce / kolejce. Dbajmy o narodowe tradycje.

Zdarza się czasami i tak, że pierwsza sztuka upolowanego zwierza może zostać zdobyta podczas polowania indywidualnego. Ceremonię chrztu przeprowadza wtedy osoba, która była świadkiem zdarzenia ,kolega towarzyszący w polowaniu. Jeżeli natomiast nie było świadka, informuje się członków koła . Uroczystość nie jest w takim przypadku przeprowadzana.

W dużym skrócie i uproszczeniu, mazanie twarzy farbą. Tylko co na to Sanepid?
Zwróćcie uwagę, że wszystkim tym tradycjom nadaje się oprawę uroczystą i wielkie znaczenie – ma to przyćmić naturalny wstręt człowieka do mordu i odwrócić uwagę od ponurych myśli, dalej alkohol i udana impreza z Januszami powodują, że w pamięci zostają tylko miłe chwile, a o tym co „niestosowne” się nie myśli. Kiedyś chrzest obchodzono tylko raz, natomiast obecnie w większości kół praktykuje się przy każdym nowo pozyskanym gatunku zwierzyny przez młodego, co zrozumiałe, więcej okazji do picia.

Tyle z uroczystości. Choć istnieją jeszcze inne, to omówimy je sobie przy następnej okazji. Teraz przejdziemy do tradycji – zwyczajów bezpośrednio związanych z polowaniem-zabijaniem.

3. Pieczęć-złom, Ostatni Kęs.

Na zdjęciach które tak nas bulwersują zobaczyć możemy prawie zawsze zieloną gałązkę wetkniętą w pysk martwego zwierzęcia lub do rany. Najpierw ową gałązką honoruje się myśliwego który zabił zwierzę, musi być ona odłamana,nie ucięta, i najlepiej jeśli jest z drzewa które rosło najbliżej miejsca w którym zwierz zwalił się z nóg. Jest to niewątpliwie stara tradycja, sięgająca już czasów starożytnych. Zazwyczaj złomem honoruje się myśliwego, który zabił zwierzynę grubą,a więc dzika, jelenia, muflona, daniela czy sarnę. Gdzieniegdzie istnieje jeszcze zwyczaj złomowania przy pozyskaniu małych drapieżników lub rzadkich przedstawicieli zwierzyny drobnej, na którą nie powinno się już polować jakby nie patrzeć. Natomiast nie honoruje się w ten sposób drapieżników. Pominiemy szczegółowy opis jak to się powinno odbywać na polowaniu zbiorowym i indywidualnym, myśliwi wiedzą, a nam to nie potrzebne. Natomiast czemu to służy? Według myśliwych ma to być oddanie hołdu zwierzęciu, wyposażenie w ostatnią drogę, a wtykanie gałązki we wlot rany postrzałowej na tuszy ma służyć jako duchowy balsam w zaświatach, w przeprosinach za zadane cierpienie… I tu właśnie przykład – bezsens goni absurd. Myśliwy uważa, że wetknięcie gałązki zmienia coś w przeżytym przez zwierzę stresie i przerażeniu podczas ucieczki naganiaczom, wynagradza ból postrzałka? Wychodzi na to, że tak… Tradycja ta przeszła także na myśliwskie zwyczaje pogrzebowe, gdzie gałązkę rzuca się zamiast symbolicznej grudy ziemi podczas pochówku.

Aby zrozumieć myśliwych, my pozyskamy sobie w drodze selekcji sztuk upośledzonych kogoś z waszej bliskiej rodziny, pogonimy za bezbronnym dzieckiem przez las… a po wszystkim wetkniemy mu w buzię gałązkę. Przecież to załatwia sprawę, zwierzyna uhonorowana, „szczęśliwa”, nic się nikomu nie stało.

Dodać należy, że pieczęcią honoruje się tylko myśliwego i zwierzę pozyskane w zgodzie z przepisami i wymogami etyki łowieckiej, a jakże.

40

4. Trofeistyka

Pisaliśmy o tym nie raz. Pisałem i ja w artykułach z serii Słowo na niedzielę. O co chodzi z trofeistyką, normalnemu człowiekowi ciężko może być zrozumieć, gdyż widok gołej czaszki większość napawa obrzydzeniem. I we mnie ostatnio coś pękło. Znalazłem ostatnio wytarte parostki kozła, powinienem zabrać do domu i się cieszyć. Ale, nie; widząc odrosty kości przy nasadach i pomarszczoną „różę”, po prostu mdliło mnie. Zrobiłem pamiątkowe zdjęcie i zrzuty poleciały w krzaki. Trofeom przypisywano kiedyś siły magiczne. Uważano, że gromadząc je, osoba która je zdobyła zyskuje pozytywne cechy pokonanych zwierząt. Dodawać miały siły i odwagi, z kłów i pazurów w wielu kulturach świata sporządza się naszyjniki i rozmaitą biżuterię. Obecnie ma to być dowód na siłę i sprawność osoby która zwierzę ubiła. No zgodzę się, potrzeba nie lada sprawności by z takim brzuchem wlezć na ambonę i w tych zaparowanych okularkach coś celnie ustrzelić :P. A potem wytrzeć wąs po bigosie (ups, miało być bez naskoków na myśliwych).

Gromadzenie trofeów ma przypominać myśliwemu o przeżytych polowaniach i historiach z nimi związanych, ma być pamiątką. Osobiście nie rozumiem jak można wieszać sobie w domu takie obrzydlistwa jak skóry czy rogi, mi przypominałoby to o gwałcie zadanemu życiu i naturze. Natomiast myśliwi uważają, że jest to uhonorowanie tej zwierzyny i zdarzenia. Tak jest przyjęte w tradycji, aby najlepsze trofea były eksponowane w domu, dopóki jest na to miejsce. Można natomiast podarować je znajomym, lub eksponować w siedzibie koła łowieckiego. Myśliwi uważają; jeśli ktoś nie szanuje trofeów, nie szanuje zwierzyny. A ja się pytam – jak można mówić o okazywaniu szacunku, jeżeli na jelenie byki poluje się w zasadzie tylko dla tych trofeów? Niektórych z czasem ogarnia mania ich gromadzenia, bo musimy pamiętać, że w tym środowisku jest to powód do przechwałek, a organizowane są też konkursy na których ocenia się poroże, oręż dzika według określonych kryteriów, przyznaje punkty i nagrody. Chore, prawda? Ale tak jest. Preparacją trofeów zajmują się specjalnie w tym celu działający preparatorzy, można też przy posiadaniu odpowiednich naczyń i narzędzi robić to samemu. A najstarszy, najdawniejszy sposób, polegał po prostu na zakopaniu łba w mrowisku, dla oczyszczenia z mięsa. Gromadzi się pióra, medaliony głuszców, poroża, parostki sarnie, futro, czaszki, grandle, ślimy muflona, włoski czuciowe lisa, liry cietrzewie i całe wypchane ptaki, ich gastrolity, dzicze szable. Tak naprawdę spreparować można prawie wszystko jest to osobista sprawa myśliwego jakie trofeum chce mieć dla siebie.

Ocena? Ponieważ wiąże się to z bezsensowną śmiercią zwierząt,takiej tradycji ciężko dać jakieś przywolenie i zrozumienie. I bojownicy Państwa islamskiego ISIS, odcinają i preparują głowy niewiernych, Indianie z kolei gromadzili skalpy. Powiedzą: Gdybym coś upolował, przeżył te „radosne chwile”, wiedział bym na czym polega duchowa wartość trofeów. No niestety, odbieranie komuś dzikiego życia nigdy nie będzie dla mnie radosną chwilą ani wartościowym przeżyciem ,wymagającym upamiętnienia.

Podobnie jak niedawno zamieszczałem zdjęcia z polowań na świecie, które w głównej mierze są pragnieniem zdobywania trofeów dla uznania wśród patologii ludzkiej. Natomiast pamiętam, że są myśliwi, którzy tego nie popierają. Ktoś tu niedawno w ten sposób komentował. To mnie jednak cieszy.

11928735_881546751934832_5879606205765430392_n

5. Sygnalistyka

Jedna z sympatyczniejszych tradycji, przeciwko której kultywowaniu nic nie mam. Początki sięgają czasów prehistorycznych, kiedy ludzie pierwotni porozumiewali się w gromadzie za pomocą kościanych gwizdków, by koordynować działania. W czasach dużo późniejszych, średniowiecza, bez sygnalisytki nie istniałyby polowania zbiorowe. Współpraca często kilkuset naganiaczy, służby i myśliwych wymagała stosowania sygnałów, tak aby polowanie było skuteczne, a każdy wiedział co ma robić. Rozwój jej przebiegał wraz z tworzeniem przez człowieka coraz to nowych instrumentów muzycznych. Najpierw kościane piszczałki, poprzez rogi i tuby, aż do znanych nam dziś instrumentów. Dzisiaj po latach niebytu sygnalistyka wraca do łask. Organizowane są festiwale kultury łowieckiej, gdzie zespoły jak i pojedyncze osoby prezentują swoje umiejętności w graniu sygnałów myśliwskich. A jest ich sporo, bo ponad 60. No i uczciwie powiedziawszy przeciwko takiemu kultywowaniu takiej tradycji nic nie mam, nikomu to nie szkodzi, dopóki nie trąbicie po lasach płosząc i niepokojąc zwierzęta. Albo w domu po nocach nie dając spać sąsiadom :). Mimo, że używane są także sygnały zwiastujące śmierć zwierzęcia, jeśli jednak ktoś chce je sobie grać bez zadawania śmierci, to także nic mi do tego. Najbardziej znanym chyba dźwiękiem jest Darz Bór który jest hymnem myśliwskim, następnie na rozmaite okazje stosowane są: Zakaz strzału w miot, Zbiórka myśliwych, Apel na łowy, Pobudka, Powitanie, Koniec pędzenia, Rozładuj broń, Posiłek. Do każdego gatunku zwierzyny są inne sygnały obwieszczające jego śmierć. Z kolei sygnał Pasowanie używany jest podczas uroczystości chrztu lub pasowania. To dość rozległa dziedzina, o której można by napisać kilkanaście stron z marszu, dlatego pominiemy. Jest to niewątpliwie tradycja piękna i romantyczna, kiedy pieśń ”Darz Bór” leci porankiem w dal przez mglisty las… Szkoda ,że tak mało myśliwych docenia jej walory. Pamiętać jednak należy o tym, że jest to płoszenie zwierząt w ostoi. Dla zainteresowanych, sygnałów można posłuchać np. tutaj: http://www.kolo-lowieckie-zubr.com.pl/sygnaly.html

11921862_881546935268147_4924461732177945422_n

6. Pokot

Zakończenie polowania zbiorowego, charakter z jednej strony znowu związany z honorowaniem zwierza, z drugiej praktyczny i użytkowy, dzięki temu wszyscy widzą co zostało upolowane i przez kogo. Kolejność układania, która na przestrzeni lat nigdy nie była w Polsce jednolita, wyznacza się najpierw wagą zwierzyny oraz tym z którymi bliskie spotkanie stawiało „zagrożenie” dla myśliwego. W pierwszej kolejności miejsce przysługuje dużym drapieżnikom, na które już się nie poluje. Wobec tego najpierw układana jest „sierść” czyli jeleniowate oprócz sarny, następnie „chyb”, czyli dziki, następnie sarna. Pierwszeństwo przysługuje samcom. Kolejny rząd to „kita”, czyli lisy, jenoty, norki, kuny, tchórze. Dalej „turzyca”, czyli zające i króliki. Na samym końcu „pióro”, czyli ptactwo tj. kuropatwy, bażanty, przepiórki. Bażantom nie wiedzieć czemu przysługuje pierwszeństwo, choć to gatunek obcy naszej faunie. Jeżeli polowanie było w uroczystej oprawie, po bokach pokotu można rozpalić ogniska. Dla myśliwych to oczywiście wszystko cacy, oddawanie hołdu zwierzętom (ponieważ nie wolno przechadzać się miedzy ułożoną zwierzyną) oraz trzeba czekać z odkrytą głową na otrąbienie sygnału końca polowania. Do dobrego obyczaju należy aby zwierzyna nie leżała na gołej ziemi a wyścielone było np. zielonymi gałązkami. Aby odczuć tego zwyczaju bezsens, trzeba doświadczyć, bo poza rolą informacyjną trudno pokotowi przypisywać jakieś znaczenie hołdujące dla zwierząt, bardziej chodzi o dumę z tego ile się ustrzeliło i możliwość oglądania tego w ładnej oprawie. Namiastka na tym filmie

Na kilkunastu myśliwych i naganiaczy, kilkadziesiąt osób pochylonych nad…trzema sarnami i dwoma lisami. Ale gadać będą, że zwierząt jest za dużo. Kto pamięta pokoty z dawnych lat powinien puknąć myśliwych zdrowo w czoło młotem i natychmiast ograniczyć ich liczbę do 20-40 tysięcy. Na filmie widzimy także tradycję ogłaszania  „Króla pudlarzy”, czyli takiego który spudłował najwięcej, a koledzy śmieją się z niego. Hm, gdybym był zmuszony istnieć w takim środowisku pudłował bym celowo z radością w sercu

11933453_881546468601527_7981044871133912392_n

UWAGA : Myśliwi sami doskonale się demaskują . Pamiętacie jak to lubią się kłócić ,że zwierzę ginie od jednego strzału? Tutaj prowadzący polowanie wyraźnie mówi: Padło 49 strzałów na 9 pozyskanych dzików… łatwo można zatem obliczyć, przyjmując te proporcje, ile ołowiu wprowadzają do środowiska, a ile chybionych kul leci gdzieś tam.

To by było tyle na dziś, nie omówiłem nawet 1/3 i w dużym skrócie, a i tak wyszło sporo do czytania. Reszta w kolejnych częściach.