Dlaczego łowiectwo powinno być zabronione? Wywiad z Hanną Mamzer

Dziś naszym gościem była dr hab. Hanna Mamzer. Hanna zajmuje się naukami humanistycznymi, oraz jest psychologiem i socjologiem w stopniu profesora na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Prezes lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, oraz członkini Polskiego Towarzystwa Etycznego, a także Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach, wyjaśni dlaczego sprzeciwia się polowaniom.

MyElmas

NPRM: Jak to się stało, że jesteś przeciwniczką łowiectwa? Czy wydarzyło się coś szczególnego? Myśliwi nie przekonują Cię swoimi argumentami?

Hanna Mamzer: Jestem zwolenniczką niezabijania zwierząt. W ogóle. W związku z tym staram się dbać o to, żeby się do ich zabijania przyczyniać się w jak najmniejszym stopniu: nie jem mięsa, ryb, nabiału, unikam wyrobów pochodzenia zwierzęcego, nie zgadzam się na zabijanie zwierząt. Potępiam łowiectwo. Nie stosuję trucizn, ani śmiertelnych pułapek na zwierzęta.

NPRM: Czym zajmujesz się zawodowo?

Hanna Mamzer: Jestem psychologiem, socjologiem i pracuję na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na stanowisku profesora. Jestem też biegłym sądowym przy Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dziedzinie: etologia psa, dobrostan psów i relacje człowieka z psem. Współpracuję z fundacjami i organizacjami pro zwierzęcymi, promującymi empatyczne podejście do zwierząt. Prowadzę szkolenia i wykłady z zakresu kompetencji miękkich i różnic kulturowych (przez wiele lat osią główną moich zainteresowań była wielokulturowość). Jestem też prezesem lokalnego stowarzyszenia ekologicznego „Czysta Nekla”, członkinią Polskiego Towarzystwa Etycznego oraz Lokalnej Komisji Etycznej ds. Eksperymentów na Zwierzętach. Poza tym prowadzę dom tymczasowy dla psów.

NPRM: Łowiectwo niewątpliwie miało wkład w rozwój naszej cywilizacji i przyczyniło się do jej obecnego kształtu. Jak ocenisz ten wpływ. Jak widzisz jego rolę w XXI wieku?

Hanna Mamzer: O wpływ łowiectwa na rozwój ludzkiej cywilizacji bardziej należałoby zapytać historyków. Ja – jako socjolog- mogę powiedzieć, że w XXI wieku, w społeczeństwach ponowoczesnych, nie ma potrzeby polowania na zwierzęta, żeby zdobyć jedzenie (pomijam, że człowiek w ogóle nie musi jeść mięsa, żeby żyć). Nie przekonują mnie argumenty o konieczności redukcji pogłowia jakichkolwiek zwierząt- można zamiast zabijać, zadbać o to, żeby się nie rozmnażały (np. podając środki antykoncepcyjne). Jeśli więc łowiectwo nie jest potrzebne ani do zdobywania pożywienia, ani do regulowania pogłowia, to nie widzę dla niego żadnego racjonalnego uzasadnienia. Jeśli ktoś mówi, że to sport – to jako dyplomowany psycholog z całą odpowiedzialnością twierdzę, że to nie jest zachowanie mieszczące się w psychologicznej normie. Tradycje, przynależność do grupy, rytuały i kontakt z przyrodą- wszystko to można zrealizować w sposób inny, niż przez polowanie.

NPRM: Co sądzisz o udziale dzieci w polowaniach?

Hanna Mamzer: Znów – pisząc jako psycholog, uważam, że jest to zupełnie zbędne, a wręcz szkodliwe. Eksperymenty Alberta Bandury z lat 60tych dwudziestego stulecia i jego koncepcja społecznego uczenia się, jednoznacznie wskazują, że dzieci nie tylko naśladują agresywne zachowania dorosłych, ale tworzą nowe formy agresywnych zachowań. Nie widzę sensu wzmacniania takich postaw w dzieciach. Udział dzieci w polowaniach zagłusza ich naturalne empatyczne nastawienie do istot żywych. Argument zarobkowania też mnie nie przekonuje, bo w XXI wieku dzieci powinny się bawić i uczyć, a zarabiać na nie powinni ich rodzice, którzy są za nie odpowiedzialni, także materialnie.

14680815_1288082374570589_5876669168366333875_o

NPRM: Co myślisz o przedstawianiu dzieciom wzorca bohatera – myśliwego (z którym mogą się utożsamiać). Czy to nie odziera to dzieci z niewinnego, czystego podejścia do natury? Myśliwi uważają, że ucząc dzieciaki łowiectwa zaszczepiają im prawidłowe podejście do natury, oraz tzw, „zaradność”.

Hanna Mamzer: Uważam, że zaradności należy uczyć inaczej niż przez agresję- nie wiem jakiego rodzaju problem dziecko miałoby umieć rozwiązywać dzięki takiej socjalizacji. Dzisiaj potrzebujemy rozwiniętych zdolności komunikacyjnych, kompetencji miękkich: empatii, asertywności, umiejętności negocjacji: nigdzie tu się nie mówi o agresji, a już tym bardziej o zabijaniu. W XXI wieku zaradność nie ma charakteru „strzelania z łuku”. Oznacza całkiem inny zestaw umiejętności. Słowo bohater ma pochodzenie irańskie – bahadur – mężny, atleta itp., lub węgierskie bátor – dzielny, stąd przydomek króla Stefana Batorego, był to tytuł nadawany za poświęcenie dla innych ludzi, a nie za zabijanie zwierząt i polowanie.

NPRM: Jesteś też pedagogiem, wykładowcą. Myśliwi często przybywają do szkół w celu prowadzenia zajęć edukacyjnych na temat przyrody, pokazują dzieciom trofea, skóry, czaszki, zabierają do paśników, organizują ogniska, czy zbieranie kasztanów lub żołędzi dla zwierząt. Opowiadają im o zwyczajach zwierzaków i gospodarce łowieckiej. Co myślisz o prowadzeniu przez nich takich zajęć i czemu mają one służyć?

Hanna: Ja wykładam w szkole wyższej, do nas myśliwi nie docierają. Tego rodzaju działalność ma po prostu charakter PRowy i indoktrynacyjny. Jest w mojej ocenie nieetyczna: no chyba, że mówi się też o zabijaniu zwierząt, sposobach skórowania itd. To oczywiście sarkastyczne- ale jeśli takie treści są pomijane, to pytanie – dlaczego?

2MyMarko

NPRM: Podobno wspierasz lokalne grupy blokujące polowania zbiorowe. Oprócz oczywistego ratowania zwierząt na jakiś czas, co według Ciebie dają takie akcje?

Hanna: Nie miałam okazji wspierać takich grup, ale z nimi silnie sympatyzuję. Uważam, że jest to wspaniała forma oporu społecznego wobec praktyk, które nie są społecznie akceptowane- myślistwo akceptuje jedynie 10 % badanych (tak mówi sama rzeczniczka PZŁ). Są to formy oporu nieagresywne, twórcze (jak na przykład blokowanie polowań przez aktywistów przebranych za grzybiarki w nadleśnictwie Bircza), zainspirowane takimi działaniami jak wystąpienia Gwen Barter już z 1962 roku (reprezentującej Hunt Saboteurs Assotiation). Tego rodzaju działania pozwalają nagłośnić niechęć opinii publicznej do polowań. Promuję je mówiąc o nich na konferencjach- na przykład w kontekście zaangażowania obywatelskiego. Na jednej z ostatnich konferencji- w maju tego roku, mówiłam o tych protestach w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego- wielu słuchaczy nie wiedziało, że takie akcje są realizowane- a więc moje popularyzatorskie wystąpienia mają sens.

NPRM: Jeden z byłych myśliwych, z którym rozmawialiśmy ostatnio, uważa, że regulacja pogłowia dużych zwierząt łownych jest konieczna. Zgadzamy się z tym. Jednak jakie alternatywne wobec odstrzału, metody regulacji populacji zwierząt zastosowałabyś?

Hanna: Już wspomniałam wyżej – antykoncepcja. Po drugie- w latach 1968-1972 John Calhoun zrealizował eksperyment na szczurach – zamknięta w stodole populacja, miała stworzone idealne warunki do rozrodu i nie było tam żadnych wrogów naturalnych. Okazało się, że gdy populacja osiągnęła zbyt dużą liczebność, uruchomiły się oddolne mechanizmy regulacyjne skoncentrowane wokół rozrodu, które ten rozród po prostu ograniczyły (u szczurów zaobserwowano zniesienie rytuałów kopulacyjnych, samice nie budowały gniazd, nasiliła się wewnątrzgatunkowa agresja- także samców wobec samic i samic wobec potomstwa). Wszystko to doprowadziło do zmniejszenia populacji- wtedy wszystkie te „patologie” zniknęły i populacja zachowywała się „normalnie”. Eksperyment ten pokazał zdolność populacji do samoregulacji.

NPRM: Co według Ciebie należało by zmienić w dzisiejszym polskim łowiectwie, i dlaczego?

Hanna Mamzer: Uważam, że powinno być zabronione. Argumenty podałam powyżej.

NPRM: Twoje obszary zainteresowań badawczych, to między innymi zwierzęta. Możesz to rozwinąć?

Hanna: Tak- ostatnio zajmuję się coraz więcej relacjami ludzi i innych zwierząt. Doszłam do tego punktu, tak samo jak znany filozof polityczny z kanady- Will Kymlicka. Zajmował się on przez lata mniejszościami etnicznymi i proponowaniem polityki równouprawnienia tych mniejszości. Zwierzęta dzisiaj traktujemy jako ostatnią kategorię społeczna podmiotów eksploatowanych przez ludzi. Przestaliśmy eksploatować niewolników, kobiety, mniejszości etniczne, religijne i seksualne. Eksploatujemy jeszcze zwierzęta. Liczę, że to się za mojego życia skończy.

NPRM: Inny obszar Twoich badań z zakresu psychologii społecznej to między innymi „agresja i konformizm”. Ma to jakieś powiązanie z zainteresowaniami związanymi z zabijaniem zwierząt jako weekendowego hobby wśród myśliwych? Czy po prostu jest im wygodniej żyć zgodnie z ideałami w jakich zostali wychowani? Bo przecież poglądy i podejście zmienić można, czego dowodem są myśliwi będący dziś po stronie obrońców praw zwierząt.

Hanna: Interpretowałabym to inaczej- agresja i konformizm to społeczne formy zachowania zwierząt stadnych. Pełnią funkcje biologiczne, pozwalają na zrealizowanie konkretnych celów. Człowiek wykształcił sobie narzędzie o charakterze nadrzędnym- kulturę. Nie musi być agresywny, żeby zachować miejsce w grupie i nie musi być konformistą, żeby być bezpiecznym. Agresja i konformizm, jak i wiele innych zachowań społecznych pełnia konkretne funkcje- u człowieka te funkcje mogą być realizowane przez wspomnianą kulturę.

Dziś polować nie musimy. Nie ma ku temu żadnej racjonalnej potrzeby. Uprawy rolnicze tak jak i leśne można chronić przed zwierzętami na wiele rozmaitych sposobów, oraz odstraszać. Dzisiejsze łowiectwo służy tylko wąskiej grupie hobbystów, pozostałe 35 mln Polaków nie poluje, a świat dalej się kręci.

NPRM: Dziękujemy za tą interesującą rozmowę. Dowiedzieliśmy się zatem, że łowiectwo nie ma prawa bytu we współczesnym świecie, nastawionym na rozwój, empatię, świadomość, pokój i twórczą współpracę. Tak jak to wynika z Twojej wypowiedzi, dziś aby przetrwać nie potrzebujemy umiejętności zabijania, patroszenia, sprawiania tuszy czy też propagowania kultury łowieckiej. Trudno się też z Tobą nie zgodzić, co do zupełnej zbędności łowiectwa w dzisiejszym świecie. Przy wdrożeniu wszelkich alternatywnych metod zarządzania populacjami dzikich zwierząt, licznych sposobach zabezpieczania upraw i odstraszania, jawi się nam ono jako całkowicie nie potrzebne – chyba, że nielicznej grupie , która z krzywdzenia zwierząt uczyniła sobie sposób na dostarczanie radosnych emocji oraz wypracowała taki styl życia.

Czytaj też: Współczesne łowiectwo należy dopiero stworzyć – Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim. Interesujące wypowiedzi leśnika oraz byłego myśliwego.

1MyEmre

Na stronie Mamzer.pl można skorzystać ze szkoleń z zakresu obejmującego różnice kulturowe i komunikację, a także doradztwa w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi. 

Postulaty i cele społecznej kampanii informacyjnej ”Nie podaję ręki myśliwym”.

17035179_1822506521333240_20141154279_n-1

Co i dlaczego.

Jak każda grupa, której leży na sercu dobrostan zwierzyny, racjonalność działań, bezpieczeństwo polowań, forsujemy proponowane przez nas zmiany do ustawy Prawo Łowieckie. Stosunek do słabszych, w tym dzikich zwierząt, jest miarą rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego społeczeństw. Nasza działalność opiera się w pierwotnym założeniu przede wszystkim na informacyjnej. Poprzez kontrowersyjną nazwę staramy się przyciągnąć jak największą liczbę osób, i dzięki naszym stronom oraz zawartym publikacjom informować, o absurdach gospodarki łowieckiej, a także wykroczeniach popełnianych przez myśliwych.

Celami działania Społecznej kampanii informacyjnej Nie podaję ręki myśliwym są:

Edukacja przyrodnicza i ekologiczna, z naciskiem na wybrane zagadnienia gospodarki łowieckiej z uwzględnieniem wszystkich możliwych konsekwencji tych działań, dla środowiska i rolnictwa.

Propagowanie rzetelnej wiedzy o łowiectwie – z wszystkimi aspektami pomijanymi, przemilczanymi czy ukrywanymi przez społeczność myśliwską.
Walka z tzw, ‘’Mitologią łowiecką’’ (dokarmianie, selekcja, zabijanie ‘’tylko starych i chorych osobników’’, ‘’zwierzę ginie tylko od jednego strzału’’ etc.)

Publikowanie wszelkich przypadków złamania oraz nie przestrzegania prawa łowieckiego , przestępstw i nadużyć w tym zakresie , kłusownictwa,  czynów zabronionych, znęcania nad zwierzętami noszącymi znamiona okrucieństwa z premedytacją, dokonywanych przez myśliwych.

Informacja odnośnie rzeczywistych motywów działań myśliwych promowanych jako ‘’ochrona środowiska’’, a będących jedynie przykrywką pod interes własny, np. hodowla oraz introdukcja bażanta, do celów polowań, danieli, itd.

Promocja łowiectwa i dbanie o jego dobre imię, poprzez nagłaśnianie pojawiających zachowań kłusowniczych, przestępczych, sprzecznych z etyką myśliwską, tak, by umożliwić organom PZŁ reakcję, napiętnowanie i wykluczenie ze swojego środowiska osób dopuszczających się takich czynów.

Postulaty kampanii :

1. Skreślenie zająca z listy zwierząt łownych.

– Zając posiada w naszym ekosystemie wielu wrogów naturalnych. Nie ma żadnej potrzeby regulacji jego liczebności. Polują na niego ziemne oraz lotne drapieżniki, jest wrażliwy na opryski oraz zmiany w rolnictwie, jak i czynniki pogodowe. Na przestrzeni lat populacja zająca uległa drastycznemu spadkowi, między innymi dlatego, że w szczytowych sezonach łowieckich ubijano rocznie około miliona sztuk, a także odławiano 100 tysięcy na eksport. Strona łowiecka argumentuje, że zajmuje się programem odbudowy populacji zająca, czyli hoduje i wypuszcza do siedlisk. Czyni to jednak we własnym interesie, w celu urozmaicenia późniejszych polowań.  Jeśli myśliwi rzeczywiście chcą pomagać zającowi bezinteresownie, mogą to robić nadal, po wyłączeniu tego gatunku z listy łownych, lub nałożeniu czasowego moratorium.  (….)

2. Zakaz dokarmiania dzikich zwierząt płodami rolnymi i ograniczenie zwierzętom dostępu do upraw, by przeciwdziałać ewentualnym szkodom.  Edukacja rolników w zakresie szkodliwych działań kół łowieckich, sprzecznych z interesem działalności rolniczej. (Hodowla zwierzyny w stanie dzikim na terenach rolniczych)

3. Objęcie kuropatwy i jarząbka całkowitą ochroną gatunkową.

Sytuacja kuropatwy jest jeszcze gorsza, niż zająca. Pozostawienie tego ptaka łownym, doprowadziło do patologicznych zachowań, takich jak odstrzał za pieniądze na terenach Ośrodków Hodowli Zwierzyny (OHZ), które zamiast zajmować się na poważnie reintrodukcją kuropatwy, urządzają płatne jatki, ku uciesze zainteresowanych. Na to nie może być zgody.

Objęcie całkowitą ochroną pozwoli na znaczne ograniczenie takich zachowań, oraz wyeliminuje przypadki „dzikich” polowań prowadzonych nadal, przez pozbawionych wyobraźni myśliwych.  Jarząbek jest zanikającym, średnio licznym ptakiem lęgowym, stosunkowo rzadkim w naszych lasach, a niegdyś wpisanym do czerwonej księgi gatunków zagrożonych.Polowanie na niego pozbawione jest znaczenia gospodarczego. Jest zabijany dla rozrywki.

4. Zakaz polowań zbiorowych.

Polowania zbiorowe, to jedna z najmniej efektywnych jeśli chodzi o selekcję form polowań. Jak określa to jeden z byłych myśliwych, Marcin Kostrzyński: „Przede wszystkim zupełnie nieracjonalne i okrutne, spełniające wszelkie znamiona znęcania się nad zwierzętami są polowania zbiorowe.”

Jest to nieporozumienie pod każdym względem. Polowanie takie służy zaspokojeniu żądzy zabijania. Aby strzelić do biegnącego zwierzęcia, trzeba zupełnie inaczej celować – strzela się przed biegnącym zwierzęciem, aby kula zdążyła do niego dolecieć. Powoduje to, że margines błędu jest kolosalny! Liczba rannych zwierząt i cierpienia podczas takich polowań jest niewyobrażalna. Sam system, w którym nagonka wchodzi w las i przegania  zwierzęta z ich ostoi, jest okrucieństwem.
Podczas polowań zbiorowych zdarza się patroszenie konających zwierząt. Widziałem to. Myśliwy ustrzeli zwierzę, koledzy czekają, nie ma czasu, robi się szybko, byle jak.’’
Podczas zbiorówek dochodzi często do wypadków, oraz płoszenia wrażliwych gatunków chronionych.
http://vege.com.pl/2016/07/13/mysliwy-ktory-zamienil-strzelbe-na-aparat/

5.  Zmiana okresów polowań.

Obecnie powszechną praktyką dopuszczaną przez kalendarz myśliwski jest strzelanie do zwierząt podczas ich okresów rozmnażania – rozrodu. Jako przykład niech posłużą polowania na daniele podczas bekowiska, jelenie na rykowisku, lisy w trakcie cieczki, kozły saren w rui, czy dziki w okresie huczki. Te praktyki uważane są w środowisku łowieckim za normalne, a oszukańcze techniki wabienie zwierząt wykorzystujące godowe podniecenie, uważane są za ‘’wspaniałą sztukę i tradycję’’.  Nie godzimy się na tak bardzo pozbawione jakichkolwiek zasad moralnych i poszanowania praw zwierząt zachowania, całkowicie sprzeczne z jakąkolwiek etyką, a hołubione przez środowisko myśliwych. Zwierzęta powinny móc przeżywać w spokoju, zwłaszcza okres rozrodu i zachowań godowych.

6. Okresowe i powtarzalne badania lekarskie i psychologiczne dla myśliwych, oraz testy sprawnościowe.

Aby zostać myśliwym i przez całe życie móc posługiwać się bronią, oraz używać ostrej amunicji, wystarczy dziś przejść badania tylko raz w ciągu całego życia. W praktyce oznacza to, że osoby o różnych jawnych lub utajonych jednostkach chorobowych używają broni w terenie otwartym. Ryzyko potwierdza ogromna liczba „wypadków”, jakie notujemy w ciągu roku: postrzelenia myśliwych na polowaniach, często ze skutkiem śmiertelnym, postrzelenia domowych zwierząt, czy mylenie zwierząt łownych z innymi. Postrzelenia ze skutkiem śmiertelnym przypadkowych osób. Bardzo często na polowaniach zobaczyć możemy osoby, których kondycja fizyczna, jakiej wymaga praca w terenie i posługiwanie się bronią pozastawia wiele do życzenia.
Pełna lista zarejestrowanych wypadków z udziałem myśliwych jest do wglądu tutaj : Wypadki/Przestępstwa

7. Zakaz stosowania nęcisk i wabików.

Podstępne oszukiwanie zmysłów zwierzęcia przez człowieka, który i tak posiada ogromną przewagę technologiczną, nie może być uznane za etyczne. Biorąc pod uwagę, że wabi się często wykorzystując zachowania i instynkty godowe zwierząt, praktyki te napawają szczególnym niesmakiem.

8.  Zakaz znęcania się nad żywymi zwierzętami, w celu urabiania psów myśliwskich do polowań.  Konkursy norowania i szkolenia dzikarzy, podczas których, żywe zwierzęta w zamkniętych przestrzeniach są poddawane torturom, w celu „wyrabiania pasji i łowności u psów”. Na takie praktyki zgody być nie może, jest to sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2015/10/31/nie-tylko-norowanie-szkolenie-dzikarzy/

9. Zakaz polowań na lisy na stogach, jak metody sprzecznej z właściwie pojmowanym humanitaryzmem i etyką.
https://niepodajerekimysliwymblog.wordpress.com/2016/02/16/polowania-na-stogach-wyrafinowana-forma-chorej-rozrywki/

10. Zwrócenie uwagi na los psów używanych do polowań. 
Psy pracujące na polowaniach z premedytacją są przez swoich właścicieli narażane na rany, kalectwo, śmierć i niepotrzebne cierpienie. Giną od postrzałów, lub od ran zadanych przez dziki. Wszystkie te czyny noszą znamiona znęcania się ze szczególnym okrucieństwem bez potrzeby, oba procedery opatrzone zdjęciami i relacjami, udokumentowaliśmy w tych postach:

Jak myśliwi posyłają własne psy na śmierć

Psy zastrzelone podczas polowań

Z całkowitym zapisem wszystkich postulatów pozarządowych organizacji pro zwierzęcych i ekologicznych, zrzeszonych w koalicji Niech Żyją , mogą Państwo zapoznać się pod tym linkiem :

http://niechzyja.pl/dokumenty/zmiana-prawa-lowieckiego-2015-postulaty-niech-zyja.pdf

nprmlogo2

Jak myśliwi posyłają swoje psy na śmierć

Polowanie to niewątpliwie „frajda”. Oczywiście, dla tych, którzy lubują się w tej chorej rozrywce. Dostarcza polującym wielu „emocji łowieckich” i „estetycznych przeżyć pośród natury, w harmonii z nią” przy akompaniamencie okrzyków, palby strzałów, poszczekiwań psów i kwiku zabijanych dzików. Emocji na polowaniu tym więcej, im więcej się dzieje, a wydarzyć się może więcej, jeśli poluje się z psami. Oficjalnie chodzi o to, by pies ułatwił „pracę” myśliwemu naganiając dziki na linię strzelców czy też oszczekując i zatrzymując go możliwie w miejscu, do momentu nadejścia myśliwego, który odda strzał.  Druga strona medalu to wspomniane wyżej „emocje łowieckie’’, które dochodzą do głosu, kiedy na polowaniu może zdarzyć się więcej „przygód”. Takich atrakcji jak starcia przeszkolonych psów z dzikami, rany, a czasami śmierć – myśliwym nigdy dość. Kotłujące się po krzakach walczące zwierzęta, szczekanie, jazgot, zwarcie zwierząt – wszystko to powoduje wyrzut adrenaliny, tętno przyspiesza, w głowie pojawią się pytania: Ciekawe czy duży? Zdążę? Psy dadzą radę? I zapewne wiele innych.

14732355_1141305935990080_7227786546921769374_n

W poprzednich tekstach opisywaliśmy jak myśliwi świadomie narażają swoje psy na śmierć, kiedy zwierzęta giną od przypadkowych postrzałów, lub zostają ranione i trwale okaleczone. Wiele z nich nigdy nie będzie już cieszyć się pełnym zdrowiem, niektóre nie przetrwają zabiegów w gabinetach, inne muszą zostać uśpione, kiedy nie ma szansy na ratunek. Ale co to obchodzi myśliwych. Przecież „wyszkoli się następnego”. Historie psów zastrzelonych podczas polowań można poczytać sobie tutaj – opisali je sami myśliwi na jednej ze swoich stron:

Psy zastrzelone na polowaniach

Wszystko zaczyna się od szkoleń psów , przyszłych „dzikarzy’’ w specjalnych zagrodach.  Niezbyt duże dziki są tam przetrzymywane przez myśliwych, i jedynym ich losem jakiego doświadczają jest bycie podgryzanym, ranionym i straszonym przez szczute na nie psy. Proceder ten opisaliśmy w tym poście:

Szkolenie psów w zagrodach dziczych

Szkolenie dzikarza z całym swym okrucieństwem, to tylko etap i przedsmak tego, co czeka dalej psa. Po jego zakończeniu, myśliwy nie może doczekać się, jak też jego pies „sprawdzi się w boju”, w realnym polowaniu z dzikiem. Czy sobie poradzi? Odniesie rany? A może nagoni mi zwierza prosto pod lufę, a ja bohatersko zastrzelę go podczas panicznej ucieczki przez swój leśny dom.

kopia-13935162_1046089032178438_454022344662563563_n

Pies interesuje myśliwego tylko użytkowo. Ma sprawdzać się i wykonywać swoją robotę na polowaniu. Tu nie ma więzi – jest tresura. Oczywiście pies będzie się cieszył z wykonywanej pracy, która współgra przecież z jego rozbudzonymi instynktami, jak i zrobi wszystko , aby zadowolić swojego pana. Jak myśliwi postrzegają rolę swoich psów, świadczą zdjęcia zamieszczone w tym poście, obrazujące rany i skaleczenia jakich doznają przez chore zachcianki swych panów. Ale jeszcze jedno zdjęcie poniżej, na którym zobaczyć możecie w jaki sposób przewożone są psy do polowań. Niewolnicy od „brudnej roboty”, a kiedy coś się stanie to przecież „wyszkoli się następnego”.

15027764_1139083552878985_785419331274557539_n

Niektóre fundacje i stowarzyszenia zajmujące się adopcjami psów, przy redagowaniu swoich ogłoszeń dodają taką adnotację „Myśliwym dziękujemy – proszę nie dzwonić!” Jak myślicie, dlaczego? Najlepszą odpowiedzią na to pytanie będą chyba poniższe zdjęcia. Oczywiście myśliwi oburzają się wtedy na dyskryminację, a „głupie ekole hehe” nie wiedzą, że to pies myśliwski, który według nich, aby być spełniony powinien pracować. To pokazuje tylko w jakich realiach mentalnych tkwią panowie polujący – dziś psy ras myśliwskich, aby być szczęśliwe niekoniecznie muszą ganiać po lasach z nosem przy „farbie” płosząc zwierzynę i narażając się na rany i śmierć ku uciesze swych treserów, których upośledzenie emocjonalne warunkuje doświadczanie takich rozrywek, by przeżywali w swym bladym życiu choć minimum emocji. Jamniki czy wyżły mogą doskonale sprawdzić się jako psy rodzinne i przy odpowiedniej ilości ruchu oraz zabaw w plenerze, aportowaniu i bieganiu z właścicielem, także będą spełnionymi psami, którym nic do szczęścia nie braknie, co potwierdzi wielu psich behawiorystów. No, ale myśliwi „polujo, to wiedzo lepiej”…

4dfee

Sprawdzian psa na polowaniu i jego przyszła „praca” na rzecz tresera-oprawcy. To kwintesencja wszystkich działań myśliwego, od wyboru i zakupu psa, poprzez jego szkolenie.  Tak, oprawcy – nie bójmy się tego słowa. Odpowiedzialny właściciel troszczy się o swojego psa, martwi, by nic mu się nie stało, nie puszcza luzem w miejscach do tego niedozwolonych. Tymczasem myśliwy postępuje zupełnie odwrotnie. Większość z nas drżała, by na myśl, że naszego pupila może poturbować dzik, a jak u myśliwych? Dokładnie odwrotnie. To, że ich pies może zostać poharatany, okaleczony czy zabity, jest tym, co dodatkowo polowanie uatrakcyjnia, cieszy i podnieca.  Zresztą spójrzcie na opisywane przez nich historie. Widać tam jakieś zmartwienie? Nie, jest radość, entuzjazm i wesołość z doznanej przygody, na co wskazuje styl pisania i charakter postu. Oprawcą więc śmiało możemy nazwać osobę, która z rozmysłem i premedytacją posyła swoje zwierzę ku kalectwu i śmierci wiedząc co mu grozi , uprzednio starając się wszystko nacelować w tym kierunku. Robi to z własnej nie przymuszonej woli, choć nie musi. Pamiętajmy nie tylko o psach, ale i o dzikich zwierzętach, które także płacą najpierw silnym stresem, a potem ranami i śmiercią, w wyniku chorych zabaw myśliwskich pseudo-miłośników natury.

15879203_592633197599158_400467575_n

Ale kto przeciw, ten nie rozumie „racjonalnej gospodarki łowieckiej”, „kultury i tradycji” no i z pewnością nigdy w lesie nie był.  Myśliwi pewnie zakrzykną, że przecież troszczą się o swoje psy, wyposażając je w kamizelki kevlarowe. Ot, łaska pańska… Bo pies i szkolenie trwają oraz kosztują. Szkoda więc, zaczynać wszystko od nowa, jeśli ma się już dobrze pracującego i przeszkolonego psa. I to chyba jedyna motywacja. Wcześniej psie kamizelki ochronne z kevlaru nie były u nas popularne, możemy tylko domniemywać, ile psów zostało rozprutych przez dziki gdzieś po krzakach, posłane tam z premedytacją przez swych właścicieli.

6h13tg

Podsumowując całość – jawi się nam przed oczyma kolejny ponury, tragiczny obraz łowieckiej rzeczywistości. Dla nich to oczywiście ta wesoła i przyjemna strona, tego musimy mieć świadomość. Szkolenie i przyuczanie do starć z dzikami psów, tylko po to, by następnie posyłać je do „pracy i pomocy” przy polowaniu, gdzie odnoszą w zależności od szczęścia powierzchowne rany, czasem dotkliwe, a nie raz śmierć. Innym razem skończy się rozpruciem i dogorywaniem psa w męczarniach, chyba że właściciel/oprawca/treser znajdzie go i dostrzeli. Tym bardziej przerażające jest to, że ci ludzie wiedzą co grozi zwierzętom – widzieli przecież nie jedno. To czego się dopuszczają, czynią z rozmysłem, pełną świadomością i premedytacją.  Czyżby aż takie uzależnienie od emocji, jakich dostarczają walczące i goniące się zwierzęta? Następnie kolejny pies i kolejny – przecież polować trzeba, gospodarka łowiecka sama się nie poprowadzi. Czasem szycie u weta, no i pochwalenie się ranami psa przed kolegami na facebooku. I tak leci życie. No i o co znów chodzi tym przeciwnikom łowiectwa? Czego się czepiają? Na pewno nie znają tych wspaniałości wrażeń jakie daje polowanie i to dlatego.

67qd0p

Mamy nadzieję, że publikacja tych materiałów przyczyni się jakoś do poprawy losu czworonogów, które zmuszane są do zaspokajania haniebnych praktyk swoich właścicieli. A w przyszłości używanie psów do celów łowieckich zostanie zakazane. Biorąc pod uwagę zebrane w tym poście materiały, to co w nich opisane i co dzieje się na polowaniach, uważamy, że temu towarzystwu psy powinny być odbierane obligatoryjnie. Na tą chwilę także jest to możliwe, gdyż prawo stanowi:

„Dotychczas odebranie zwierzęcia mogło nastąpić jedynie w przypadku, gdy dalsze jego pozostawanie u dotychczasowego właściciela zagrażało jego życiu. Obecnie także zagrożenie dla zdrowia zwierzęcia jest podstawą do interwencyjnego odebrania psa w trybie natychmiastowym.

Stało się tak dzięki rozszerzeniu zapisów w ustawie, która reguluje m.in. to, kiedy może dojść do interwencyjnego odebrania zwierzęcia, ponadto sprecyzowała definicje w zakresie znęcania się nad zwierzętami oraz rozszerzyła odpowiedzialność gmin w zakresie pomocy zwierzętom bezdomnymi.

Art. 7 ust. 3. W przypadkach nie cierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia.

https://www.facebook.com/notes/psia-ma%C4%87-nie-kupuj-od-pseudohodowc%C3%B3w/prawo-interwencyjne-odebranie-psa/392654434195934/

15941956_592778810917930_398985530_n

Odynieczad

Jeśli praktyki myśliwych nie są zagrożeniem dla życia i zdrowia psów, to co nim jest? Zachęcamy do śledzenia stron myśliwskich i zgłaszania wszystkich podobnych przypadków odpowiednim fundacjom i stowarzyszeniom. Pisać w podobnym tonie można, by jeszcze długo, gdyż skala cynizmu, okrucieństwa, bezmyślności i sadyzmu, przedmiotowe podejście do zwierząt oraz brak wyobraźni wymyka się powierzchownej ocenie. Może niech więc przemówią myśliwskie opowieści oraz grafiki. To co na nich zobaczysz, to nie efekt działania kłusowników, jak przy każdej okazji starają się wmawiać myśliwi, a wyczyny osób w głównej mierze należących do Polskiego Związku Łowieckiego.

1432qzl

2dcd9nq

15909993_592634134265731_21574747_n

2p1k3

Myśliwska „odpowiedzialność” za zwierzę. Jak nie polowanie i dziki, to… trucizna. Wszystko oczywiście jest powodem do zamieszczenia wesołego posta na facebooku. Ale przecież to weganie, karmiący psy polecanymi przez weterynarzy pokarmami bezmięsnymi, są oprawcami…

2lscr5u

27xmjj7

2j4buyw

3yln4
Niestety… pies otrzymał cięcie dziczą szablą, na razie „wyłączony z gry”.

15094954_1141305635990110_2955665379191702459_nJuż po polowaniu. Te psy jednak… nie wyglądają najweselej.

14956485_1124011611052846_4265282559757674409_n

10xya1c

1zez5j

Chyba nie trzeba tu także żadnego komentarza. „Dobre dzikarze nie zdychają ze starości”. Powiedzonko załatwia sprawę, i polujemy dalej,  narażając kolejne psy na cierpienie i śmierć dla swojej pasji. Tak, myśliwi „kochają” zwierzęta… św. Hubert szybko zabiera, widzimy więc, że proces cały czas trwa. Kolejny pies i kolejny…

25675o8
Tak, nie miał szczęścia… A może by miał, gdyby posiadał normalnych nie polujących właścicieli, mógłby być cieszącym się obecnością ludzi oddanym psem rodzinnym, skorym do zabaw i psot.

b8kebo
Dawaj, Houston, dawaj! Bierz go!!! Więc Houston dawał, chcąc zadowolić wymagającego pana. Pan musiał bardziej podniecić się polowaniem, a pies odebrał poważne cięcie. Ale spokojnie, właśnie szyte są. Ciekawe co będzie na kolejnym polowaniu 😀 😀 😀 Darz bór.

Na zakończenie taka propozycja dla myśliwych. Zamiast męczyć niewinne psy, może sami zaczniecie biegać po krzakach, ścierać się z dzikami, wystawiać, głosić i oszczekiwać. Udowodnicie przy okazji co tam próbujecie sobie udowadniać polując, a emocje, doznania i przeżycia będą niesamowite, gwarantuję. Potem najwyżej cięcie i szycia, a w razie co przecież wyszkolicie sobie kogoś następnego. Państwo myśliwi bardzo płaczą i lamentują, kiedy dzik rozszarpie im psa, może i na swój sposób jakoś to przeżywają, topiąc smutki w alkoholu i wspominając wszystkie cięcia oraz szycia swojego „pupila”. Gdyby rzeczywiście przejmowali się losem psów, metoda jest banalna – dać im spokój.
35ji9up
Kwintesencja „etycznego” łowiectwa, w wykonaniu ekipy dzikarze.pl. Z ironią, bo przecież jak twierdzą przy każdej okazji myśliwi oni niczego nie płoszą, a polowania są wyrazem harmonijnego obcowania z naturą. A przegonione sarny? Powód do śmiechu i kto by się tym przejmował.

Lisie opowieści

Ośnieżone pola, otulone białą kołderką delikatnego puchu szepczą swą chłodną pieśń echem dalekiej pustki. Mroźne połacie wabią ku sobie czarem lodowej przestrzeni zaklętej w biel. Wiatr hula, woła, wyje osypując śnieżne drobiny wśród bruzd. Oziębłe psoty dziadka mroza. Pani Zima lodowatą dłonią, odkrywa swe tajemnice i urok, tym, którym aura nie straszna. Jak pradawna wiedźma, stara niczym sam czas, snuje iskrzące baśnie roztaczając wśród gwiaździstej nocy swe bezlitosne ramiona.
Drzewa skrzypią boleśnie smagane kąsającymi powiewami, jakby skarżyły się na porę roku,  a oblodzone gałązki trzeszczą im do wtóru kołysząc się chwiejnym rytmem, siejąc wokół niewidoczne lodowe kruszyny.

W takie właśnie noce nie mogę zbytnio zasnąć, tęskniąc za szczypaniem mrozu, nocnym widokiem bieli no i wrażeniami, jakie tylko zima dać może. Pomimo srogiej pogody, postanowiłem wybrać się na nocno – poranny spacer. Mamy przecież końcówkę stycznia, a to czas kiedy lisy harcują po polach i lasach rywalizując ze sobą, i szukając partnerek.  Tu i tam, wśród zaprószonych poletek niosą się stłumione poszczekiwania, skolenia, odległe wycia. Lisi bal. To ich czas.

000wph5p

Nie spodziewając się wiele, z uwagi na pogodę (delikatny śnieg, a pod spodem chrupiący lód, hałasujący jak diabli) po spakowaniu i ubraniu ruszam na wędrówkę. Celem moim są rozległe trzcinowiska na zamarzniętych bagnach, otoczone polami, małymi fragmentami lasów, i zadrzewieniami (To pewnie te sławne remizy sadzone przez myśliwych :)).

Po 15 minutach marszu, napotykam pierwszych nocnych biesiadników. Mała grupa kilku saren, leniwie skubie sobie oziminy na pobliskim polu. Martwię się, że je spłoszę, jednak zwierzęta ani raczą się mną zainteresować. W odległości kilkudziesięciu metrów mijam je, szczęśliwie nie płosząc. Te bestie złośliwie wcinały oziminę, siejąc ogromne spustoszenie na zamarzniętym polu. Jestem pewien, że to było zaplanowane działanie, mające pozbawić ludzi pożywienia, byśmy wymarli z głodu, a następnie zajęcie naszych miast. Na szczęście, od czego mamy myśliwych! Poczułem się uratowany.

Przebijam się przez skute lodem i śniegiem pola. Wiatr się uciszył. Po drodze dostrzegam jeszcze dwa zające siedzące na śniegu. Szaraki już dawno mnie usłyszały, a teraz podnoszą się czujnie oczekując. Omijam je łukiem, a one odskakują nieco ku pobliskiej łące (Nawiedzony pseudo-zielony straszy zwierzynę! Etyczniej przecież huknąć strzelbą, albo pies oszczekujący dzika. Wtedy nic się nie płoszy, wiadomo.).

Fox in snow ????? ?????????

Dalej idę już ostrożniej, z jednej strony mając las, z drugiej trzciny. Co jakiś czas nasłuchuję.  Panuje tu cisza. Jeszcze sporo przed godziną 6:00 docieram na miejsce i siadam na wydeptanej przez dzicze i sarnie przemarsze trawie. Za plecami mam pole, przed sobą rozległe trzcinowiska, za nimi las. Ze zdziwieniem słyszę świst kaczych skrzydeł, których stadko przeleciało gdzieś niedaleko mnie. Trwa oczekiwanie i słuchanie zimowych pieśni kniei… W pewnym momencie dobiega mnie dalekie, stłumione poszczekiwanie. Omamiony rzekomą odległością ignoruję je. Czas jakby spowolnił. Zimno nie kąsa. Rozgrzany po marszu, odpowiednio ubrany mam sporo czasu zanim chłód zacznie się dobierać. Delikatnie prószy śnieg. Nagle do świadomości przebija się pospieszne, acz stanowcze stąpanie. Przed sobą nie widzę nic, za sobą… odwracam głowę i… jest! Poznaję od razu. Lis sznuruje z nosem przy ziemi i to w moim kierunku. W pewnym momencie skręca nieco, podążając za niewidocznym dla mnie tropem. Piszczy przy tym, zupełnie jak mały psiak – pierwsza myśl, ranny, chory? Nie, porusza się normalnie. To godowe podniecenie, podąża tropem liszki. Mija mnie dosłownie w odległości może 10 metrów, nie zauważając i oddala się popiskując rozkosznie. Cóż za radość w sercu! Nie wiem jeszcze, że to nie koniec wrażeń na dzisiaj.
Podczas takich momentów zastanawiam się, jakim trzeba być zwyrodnialcem, nieczułym i wyzutym z człowieczeństwa, by w takich chwilach strzelać do zwierząt. Nachodzi mnie przykra myśl, gdybym był myśliwskim wykolejeńcem, to byłaby ostatnia przechadzka tego lisiaka.  

Mijają kolejne minuty. I następne. Coś subtelnie stąpa głęboko w trzcinach, nie chcąc jeszcze się ujawnić. Delikatne trzaski. Tknięty dziwnym uczuciem wstaje bezgłośnie, aby się rozejrzeć. Nic. Mija trochę czasu, stoję nie marznę. W pewnym momencie skupiam wzrok na jednym miejscu, dostrzegając niepozorny ruch. Chwila wyczekiwania, i tak – znowu lis! Widzę wyraznie, że jest większy od poprzednika. Jest też sprytniejszy – używając mniej ośnieżonych fragmentów pola kukurydzy, podszedł mnie całkiem blisko. Ale jeszcze nie rozeznał „kto zacz”.  Przypatruję mu się niemal na bezdechu. On węszy, bada, sprawdza. Śnieg opada na powieki i topnieje wolno.  Za mną narasta hałas. To dziki, które zdążyły wrócić po nocnym żerowaniu od drugiej strony, układają się w barłogach i gramolą  po trzcinach posapując i rechając po swojemu. Nieświadomie odwracają uwagę mojego wdzięcznego obiektu obserwacji, uświetniając mi chwilę i słuchowisko. Odgłosy te zdają się uspokajać mikitę. Zna je chyba dobrze. W pewnym momencie lisiur daje lekki skok w tył, i oddala się kilka susów. Nie ucieka jednak, tylko łukiem obchodzi moje stanowisko. Żegnam się z nim ciepło w duszy, życząc mu w myślach jak najlepiej i dziękując za wspaniałe wrażenia. Lisiak znika mi z pola widzenia gdzieś w rowie, podążając za swoimi sprawami. Siadam ponownie i jakiś czas słucham dziczego koncertu. Łamanie trzcin, trzaski, jakieś skrobanie po lodzie i pękające grudy – oto oprawa tego słuchowiska. Trochę mija zanim się uciszą.  Powoli podejmuję jak najcichszy powrót, nie chcąc przeszkadzać mieszkańcom tej ostoi.  Przypomina mi się, jak kiedyś w tamtym miejscu podczas srogiej zimy znalazłem dzika wbitego zadem w lód, do połowy ciała. Był oczywiście zamarznięty. Wiosną nie było już po nim śladu, poza kilkoma rozwleczonymi kościami. Podczas drogi powrotnej mijam jeszcze jednego lisa, który „sznuruje” w kierunku lasu.  I ten nie jest zbyt płochliwy, po dotarciu na skraj siada chwilę przypatrując mi się.  Po czym czmycha w gąszcze.

2zjv_s

Dziś nie było i nie będzie wykresów, badań naukowców, dowodów itd. Dziś po ludzku, jak to już się zdarzyło w niektórych tekstach, zawieram, to co w duszy gra. I mam nadzieję, że tym wpisem choć trochę zachęcam niektórych do wybrania się teren, by doświadczyć lisiego misterium. Prędko, zanim myśliwi wszystkie wystrzelają. O przepraszam, oni mają swoje „limity pozyskania” przecież.  Pytanie, dlaczego myśliwi w taki właśnie sposób nie chcą czy nie potrafią przeżywać i doświadczać natury? Dla nich „sezon cieczkowy” to czas kiedy można się „wykazać” zabijając lisów jak najwięcej się da, wykorzystując ogłupienie zwierząt, wabiąc je własnymi odgłosami, co uważają za „piękną sztukę” zwaną wabiarstwem. W czasopismach takich jak „Brać łowiecka” czy „Łowiec Polski” przechwalają się swoimi wypaczonymi krwawymi wyczynami. Krótki przykład mojej małej wyprawy pokazuje, że lisy nie są w tym czasie zbyt ostrożne, i łatwo je zabić. Ale myśliwi ze szczególnym upodobaniem ukochali sobie zabijanie zwierząt podczas okresów godowych.  Z premedytacją wabią je czy to odgłosami wydawanymi przez zwierzęta na które lis poluje, czy głosami samych lisów. Czy to jelenie podczas rykowiska, lisy w cieczce, dziki w huczce, daniele na bekowisku – krwawy sezon trwa, a ogłupieni sympatycy łowiectwa, pewnie nie raz zawitają na naszą stronę chrzaniąc dyrdymały o swojej „etyce”.

Zaiste dziwi mnie to podejście do przyrody. Ci sami ludzie, pewnie z radością i przyjemnością słuchają czasami śpiewu ptaków wiosną, które także w ten sposób dają wyraz temu co w ich życiu się dzieje – do nich już nie strzelą? O przepraszam, do głuszców i cietrzewi na tokach strzelali namiętnie długie lata, do słonek na ciągach też. Wracając do porównania, czym się różni okres godowy sów, drobnych ptaków, które wtedy są szczególne chronione przez prawo i cieszą się ludzkim zrozumieniem od cieczki lisów? Z biologicznego punktu widzenia to jedno i to samo. Ale myśliwy lubi iść na łatwiznę. Zabić szybko i łatwo. I dlatego nęciska, wabienie, wykorzystywane z premedytacją okresy godowe. Te praktyki myśliwi sami sobie określili jako „etyczne”, w własnym gronie. Trudno więc zrozumieć ich zdziwienie, że ktoś postrzega to inaczej… Strzał, emocja – oprawienie tuszy, „brudna robota”, skup i jak najszybciej do domu, w ciepłe kapcie i kalesony , do Internetu oglądać „Darz Bór TV”.  Następnie kiełbasa z dzika, bigos i piwo, by popisać na stronach ekologów frazesy o dokarmianiu i odszkodowaniach dla rolników :). W oczekiwaniu do kolejnej zbiorówki.

251657_lis_snieg_zima

A teraz kilka bardziej przykrych obrazów, oraz lektura uzupełniająca dla tych, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę o lisach i zapoznać się z wynikami doświadczeń naukowców uzasadniających dlaczego polowania na lisy nie mają najmniejszego sensu.

1. Wpływ łowiectwa na liczebność lisów

2. Polowania na stogach – wyrafinowana forma chorej rozrywki

3. Lisy kontra myśliwi
223208

koliber1

kopia-polskiediany111300919215_by_liff88_600

Polowania Sylwestrowe

Podczas gdy część z nas bierze udział w kampaniach społecznych, by nie strzelać fajerwerkami w sylwestra, w trosce o dobrostan naszych zwierząt domowych oraz dzikich, tak niektórzy… deklarujący miłość do przyrody i wszelkie jej zrozumienie, ochoczo śpieszą do lasu, by dać wyraz kolejnej tradycji… upolować, postrzelać, wymazać sobie twarz krwią, jakby zwierzętom leśnym było mało huku i terroru jaki im w ten dzień fundujemy. Ale czego spodziewać się po osobach, których hobby jest prześladowanie i krzywdzenie zwierząt? Minimum wyobraźni i współczucia? Chyba nie.

original_1748_gallery

Pamiętacie pewnie cyrk z zanoszeniem opłatka do paśnika i na nęciska, organizowanie „polowań opłatkowych i wigilijnych”, według myśliwych będących wyrazem szacunku do zwierząt? To jedno, jednak dla myśliwskich pseudomiłośników przyrody, każda okazja wydaje się być dobrą, by zorganizować sobie polowanie, iść do lasu zabijać, a następnie opowiadać wszem i wobec, że jest to wyrazem tradycji i szacunku wobec zwierząt, oraz oczywiście, „harmonijnego współistnienia z naturą”. Kolejną taką „noworoczną szopką” są polowania sylwestrowe.

Szczerze, z wiadomych względów nie wyobrażam sobie takiego polowania w wykonaniu naszych myśliwych. Ale skoro tradycja… wszak ma to chyba największą wartość dla myśliwych. Cytat z strony o tematyce łowieckiej (http://www.lowiectwo.com.pl/tradycja.html):

trzeba być trzeźwym ! Trzeźwym, jeśli chce się strzelać. Znane są koła, w których na zbiórce stają myśliwi w różnej formie. Tradycja nakazuje im jednak zebrać się w ten niezwykły poranek. Bardziej zmordowani sylwestrową nocą udziału w łowach nie biorą. Pozostają przy ognisku, czy w myśliwskiej sadybie. 

Rodowód takich polowań sięga przełomu XIX i XX wieku. Pod koniec XIX wieku i w okresie międzywojennym po nieprzespanej, przebalowanej nocy, wprost z sali balowej ziemiańskiego dworu, często w towarzystwie dam, wyruszano na krótkie łowy. Polowanie było idealnym dopełnieniem sylwestrowej zabawy. Wielkość rozkładu nie odgrywała żadnej roli. Często był to wręcz spacer, czy kulig ze strzelbami. Są koła łowieckie gdzie nadal się to praktykuje, a myśliwi stawający w zbiórce różnej kondycji… w końcu własne grono. Łowy nie trwają długo. Zatem po wzięciu kilku miotów wszyscy myśliwi znów są razem i reszta przedpołudnia mija im na towarzyskim spotkaniu.
Trudno o milszy początek roku! – Piszą myśliwi na forum dziennika. Pewnie…Aby Sylwester i rok były udane, aby udowodnić swoją miłość do zwierząt i natury, ‘’harmonijnie’’ i z hukiem z nią współistnieć, trzeba i w ten dzień iść do lasu mordować. No trudno o milszy początek roku. Podczas gdy większość ludzi, świętuje ten dzień normalnie nie zabijając nikogo, w gronie znajomych, rodziny, przyjaciół.

Pytanie co dalej. Może „Polowanie walentynkowe”? Albo z okazji światowego dnia zwierząt?

Kto wie…

sylwester-630x300

Poczyniania myśliwych w lasach i na terenach Natura 2000

12710811_971868276236012_1139656353882565912_o
Wielozadaniowe nęcisko, na którym znajdowały się buraki, resztki marchwi, słoma oraz rybie łuski. Wszystko po to, by zwabić do odstrzału jak największą ilość zwierząt łownych. Dziki, sarny, lisy, kuny – wiadomo, wszystko szkodniki…

W tym tygodniu odwiedziliśmy jeden z wielkopolskich parków krajobrazowych, należących do sieci Natura 2000 obfitujący również w kilka obszarów specjalnej ochrony siedlisk (SOO) oraz obszary specjalnej ochrony ptaków (OSO).

Czym jest OSO? W skrócie – utworzone zostały celem ochrony terenów szczególnie cennych przyrodniczo z uwagi na występujące i bytujące tam ptaki.

Do czego zmierzam… Otóż, na tych terenach znaleźliśmy liczne ambony, czynne „wielozadaniowe” nęcisko, doskonale przygotowane jako miejsce egzekucji dzikich zwierząt i co ciekawe… 200 metrów dalej w lesie stał paśnik… przy, którym nie wolno rzekomo strzelać i płoszyć zwierząt.

12764459_971868339569339_8729515949490096882_o
Takie widoki pod amboną. Z tyłu jeszcze więcej starszych butelek.

Na terenie wizytowanego parku ostoje i miejsca lęgowe znajdują takie gatunki jak bąk, podgorzałka, kania ruda, błotniak stawowy i łąkowy, rybitwa rzeczna i czarna, podróżniczek, lerka, dzięcioł czarny czy bączek.

Tak więc, po przejściu kilkudziesięciu metrów brzegiem lasu, oczom naszym ukazało się przemyślane, choć zaniedbane nęcisko (karma zatęchła i wątpliwiej jakości, ubłocone buraki + poślad z marchwi, jak i mokre, stęchłe siano oraz słoma) Nikt mi nie powie, że intensywne użytkowanie takiego nęciska nie ma wpływu na spokój w ostoi, a co za tym idzie na sukces lęgowy rzadkich gatunków ptaków, jak i zagrożenie epidemiologiczne dla wszystkich zwierząt korzystających z gnijącej karmy – może właśnie o to chodzi, mamy wtedy pretekst do odstrzału sanitarnego etc.
Ale co obchodzi myśliwych sukces lęgowy i cisza dla ptaków? Przecież nie są łowne…
Nęcisko sprawiało naprawdę ponury widok, odpowiedni dla roli, którą ma spełniać – wabienie zwierząt na jedzenie po to, by do nich strzelać (prawdziwa przygoda łowiecka!) .
W tym samym miejscu znajdowała się lizawka na drewnianym paliku. Czyżby myśliwi strzelali bez skrupułów do zwierząt zlizujących sól? Na to wygląda. W końcu strzelają tak do jeleni podczas rykowiska, lisów w czasie cieczki, czy dzików w okresie huczki… Co za różnica, a wypaczone pojęcie jakiejkolwiek etyki jest im daleko obce.

W innym obwodzie łowieckim napotkaliśmy lizawki umieszczone przy paśniku, czyli tak jak być powinno, w miejscu gdzie do zwierząt się nie strzela. Na pocieszenie dla Was owo nęcisko pozostaje nieaktywne, bo jakimś fajtłapom zachciało się siku, a inne łobuzy rozlały przypadkiem buteleczkę Hukinolu. Nie wiem jak tak można, teraz przez najbliższe 3 tygodnie każde zwierzę będzie omijać to miejsce szerokim łukiem :/.

12764655_971868446235995_449203352356309302_o

Widok z ambony przedstawia warunki idealne dla egzekucji – z jednej strony rozrzucone buraki, z drugiej polanka wypełniona sianem i słomą, w oddali lizawka, obok buraków rozrzucone rybie łuski dla wabienia drapieżników. Wielozadaniowe miejsce mordu. Wszystko około 200 metrów od paśnika, przy którym rzekomo nie wolno do zwierząt strzelać ani ich płoszyć. Paśniki jakie napotkaliśmy wypełnione po brzegi sianem przy temperaturze + 6, +8°, okazały się nie cieszyć zainteresowaniem zwierząt. W pobliżu zero jakichkolwiek śladów.

12716136_971869276235912_1429043781206310262_o

Po kilku kilometrach marszu w odludnym miejscu kolejna ambona, tym razem wokół rozrzucone było pełno butelek po piwie. Czy to, jak mawiają myśliwi, pozostałości po młodzieży? Szczerze wątpię, by spędzała tak czas – odległość miejsca w tym kompleksie leśnym nie pozostawia wątpliwości, że korzystał z niej tylko myśliwy. Zresztą, w kontekście tego co widzieliśmy na targach… nie dziwi nas to wcale.

Tak więc wygląda ”racjonalna gospodarka łowiecka” w wykonaniu członków PZŁ, „myśliwskie przygody” z flaszką na ambonach, wabienie i egzekucja zwierząt w sposób skrytobójczy, wszystko oczywiście dla ochrony przyrody i rodzaju ludzkiego przed zwierzęcą apokalipsą. Myśliwi mają swoją pięknomowę, której celem jest dyskredytacja rozmówcy „bo co wy wiecie o łowiectwie”, jak i zaklinanie rzeczywistości… tymczasem wystarczy czasami spacer po najbliższym lesie, by całemu etosowi zadać kłam. Do czego także Was zachęcamy.

12742349_971868686235971_1020552878384843624_n

12719238_971868736235966_783454390379380571_o
Przy nęcisku mineralna lizawka solna, na kolejnym zdjęciu jej umiejscowienie przy ambonie. Czyżby myśliwi posuwali się nawet do zabijania zwierząt podczas lizania soli. W sumie zabijają jelenie podczas rykowiska, lisy w czasie cieczki czy dziki w okresie huczki. Więc co za różnica…

12748146_971868942902612_5989034589250667137_o
Widok z miejsca egzekucji. Po lewej polanka wypełniona sianem i słomą, na wprost buraki z rybimi łuskami, po prawej lizawka. Nic, tylko strzelać…

10455011_971868792902627_3343613975922431292_o
Rybie łuski na słomie.

12716341_971868849569288_540972208148303365_o
Zabłocone gnijące buraki,są jak wiadomo naturalnym pokarmem zwierząt leśnych…Następnie zdziwienie,kiedy nauczona smaku zwierzyna szuka takiej karmy.

12764536_971868846235955_1831459777316628081_o

12748102_971869372902569_705989111216161178_o

12747537_971868386236001_7988492099898382938_o

Polowania na ptactwo

11951867_903597416381251_7892226406876845383_n

W polsce wolno polować na kilkanaście gatunków tzw ”łownych ptaków. Są to :

jarząbek (Tetrastes bonasia),
bażant (Phasianus colchicus),
kuropatwa (Perdix perdix),
czapla siwa (Ardea cinerea), z wyłączeniem terenów stawów rybnych uznanych za obręby hodowlane w rozumieniu przepisów o rybactwie śródlądowym,
gęś gęgawa (Anser anser),
gęś zbożowa (Anser fabalis),
krzyżówka (Anas platyrhynchos),
cyraneczka (Anas crecca),
głowienka (Aythya ferina),
czernica (Aythya fuligula),
gołąb grzywacz (Columba palumbus),
słonka (Scolopax rusticola),
łyska (Fulica atra).

Polowania zbiorowe jakie urządza się dla tzw dewizowców, wabiki głosowe naśladujące głos żerującej gęsi są ustawiane na polach, na trasie przelotów. Kojarzą Państwo te wiosenne i jesienne „klucze” i miłe dla ucha gęganie? Gęsi przelatują tysiące kilometrów do miejsc rozrodu i oto przy finale wędrówki paf, paf… bo wabione dźwiękowo lądują i krążą nad miejscem egzekucji, będąc totalnie zdezorientowane. Są to ptaki bardzo rodzinne, towarzyskie i inteligentne. Zawierają „związki małżeńskie” na całe życie, mają doskonałe rozeznanie, kto w stadzie jest kim, synem, babcią czy kuzynem. Po stracie partnera cierpią i są w żałobie około roku. Ale co to obchodzi myśliwych? Liczy się to, że „lubią dziczyznę” jak argumentują.

Komentarze do poszczególnych gatunków.

Jarząbek – litości, ptak niegdyś wpisany do Czerwonej Księgi Gatunków Zagrożonych, cały czas boryka się z problemem zanikania jego siedlisk.

Cyraneczka – bliźniaczo podobna do chronionej cyranki.

Kaczki to osobna sprawa, nie wyrządzają żadnych szkód natomiast są strzelane tylko, by zaspokoić czyjeś gusta kulinarne. Naprawdę aż tak cofamy się w rozwoju?

Gołąb grzywacz – jedyny tak piękny gatunek dzikiego leśnego gołębia w naszej faunie. Także podlega odstrzałowi w imię tradycji, jest bardziej pożyteczny niż szkodliwy.

Łyska – mięso tego ptaka śmierdzi tranem i posiada wątpliwe walory kulinarne, a menu tego ptaka wyklucza jakiekolwiek szkody w gospodarce ludzkiej. Także podlega odstrzałowi…

Słonka – Ptak strzelany na tak zwanych „ciągach” nic innego jak mordowanie nie wadzącego nikomu i niczemu gatunku w okresie rozrodu. „Ciągi” słonek to lot godowy samca.

Komentarz do filmu
Proszę zwrócić uwagę na siwego pana w okularach, który udziela wywiadu. Noszenie okularów zazwyczaj wiąże się z wadą wzroku i nie znam w polskich służbach mundurowych takiej, w której nie było by to dyskwalifikacją dla ewentualnego strzelca. Dodatkowo co jakiś czas muszą przechodzić badania sprawnościowe i psychologiczne. Jak jest z tym w łowiectwie? Tutaj dziadzio może mieć i 90 lat, Parkinsona i demencję starczą, a polować i strzelać mu wolno. Nikt za to pozwolenia na używanie broni nie cofnie. A widok takich to „siwych dziadków”, którzy powinni w obejściu wnuki niańczyć, to bardzo częsty widok na polowaniach. Drugi film to kanonada, pokazuje jak trącone śrucinami ptaki mogą odlecieć w dal i niewiadomy jest ich los. To zawyża liczbę zabitych ptaków trzykrotnie, bo spadają one po jakimś czasie gdzieś dalej i konają w samotności lub dobijane przez drapieżniki. Odnośnie polowań na ptaki pozwolę sobie zamieścić kilka fragmentów ze strony koalicji Niech żyją!, która zajmuje się walką z tym procederem.

”Gęsi są nie tylko niezwykle inteligentne, ale również niesamowicie podobne do Nas. Bo trudno odmówić tego podobieństwa stworzeniu, które po stracie partnera popada w widoczną żałobę. Jak można nazywać głupim ptaka, który – zanim założy stały związek – praktykuje kilkuletnie narzeczeństwo, podczas którego partnerzy poznają się w różnych, nieraz trudnych sytuacjach? Migrują razem, a czasem na próbę zakładają gniazda, w których nie pojawiają się lęgi. I w końcu te głupie gęsi wybierają swych partnerów tak jak My – preferując podobne cechy charakteru i tak jak My, szukają podobieństwa do własnych rodziców. Głupiej gęsi tak jak Nam, zdarza się zdrada, separacja, ale też chwile szczęścia, gdy wdowcom uda się znaleźć drugą połowę lub też gdy zdradzeni kochankowie wybaczają sobie, tworząc na nowo rodzinę.

Prócz wielkiego przywiązania do partnera, głupia gęś pomaga innym głupim gęsiom. Podczas wędrówek młodzież uczy się od doświadczonych dorosłych, gdzie można bezpiecznie się najeść, gdzie odpocząć, a gdzie przeczekać niekorzystną pogodę. Wśród migrujących stad zawiązują się przyjaźnie, rozpalają się pierwsze miłości, a kłótnie wybuchają często z takich samych błahych powodów jak wśród ludzi.
Wszystko to jednak nie ma wpływu na to, jak zorganizowane jest stado. Lecący, wiosenny bądź jesienny, klucz ptaków ma zawsze taki sam szyk. Pierwszy, prowadzący ptak wykonuje najcięższą pracę. Kolejne, korzystając z utworzonego tunelu męczą się mniej, a im dalej od czoła klucza tym bardziej praca włożona w lot maleje. Dlatego ptaki co jakiś czas zmieniają się na pozycji przewodnika, a ptaki młode, słabsze lub chore pozostają zawsze na końcu klucza. Ta ptasia solidarność obowiązuje również wtedy, gdy stado odpoczywa bądź żeruje. Bez względu na to, jak bardzo ptaki są głodne i zmęczone, zawsze nad bezpieczeństwem stada czuwa kilku strażników, gotowych do podniesienia alarmu, gdy tylko zauważą niebezpieczeństwo. Inteligencja, wiedza i solidarność głupich gęsi bardzo im się przydaje podczas długich, niebezpiecznych migracji.

17990859_1302682889769623_8737636782558330084_n

Wiosenne stada gęsi ciągnące nad naszymi domami dodają nam skrzydeł, zwiastując rychłą wiosnę, a jesienny odlot wprawia nas w nostalgię, przypominając, iż niebawem nadejdzie zima. Dla niektórych to bodziec do refleksji nad mijającym, kolejnym rokiem życia. Ta nostalgicznie postrzegana przez nas wędrówka dla gęsi jest ogromnym wysiłkiem i niebagatelnym wyzwaniem. Opuszczając lęgowiska na dalekiej północy, muszą stawić czoła złej pogodzie, wielkim odległościom, własnemu zmęczeniu i głodowi. I jakby tego było mało, dochodzą coraz to nowe przeszkody tworzone przez człowieka. Bo wraz z osuszaniem mokradeł giną miejsca bezpiecznego żerowania i odpoczynku. A tam, gdzie są jeszcze takie ostoje i gęsi mogą spokojnie odpocząć pojawiają się myśliwi….

Czekają na gęsi przelatujące przez nasz kraj. Choć większość miejsc, w których ptaki się gromadzą zostało objętych ochroną, muszą je one i tak codziennie opuszczać w poszukiwaniu pożywienia. Wówczas, kiedy tylko znajdą się nad granicą obszaru chronionego – strzela się do nich. Ptaki wylatują i wracają o tych samych porach dniach, są więc bardzo łatwą ofiarą. I choć wiedzą, że czeka na nie niebezpieczeństwo, nie mają wyboru. Głód i zmęczenie są silniejsze od zdrowego rozsądku. Gęsi pamiętają, gdzie czeka na nie śmierć, starają się w tych miejscach lecieć wyżej, jednak w starciu z nowoczesną strzelbą to często za mało.

polowanie na gęsi 2011_2

Czekanie na zwierzęta, które wychodzą poza obszary chronione, aby do nich strzelać, jest niemoralną i obrzydliwą praktyką.

Dlaczego więc wciąż na to pozwalamy? Dlaczego wciąż strzela się do gęsi na granicy obszarów chronionych? Tłumaczenie takich działań wiekową tradycją jest co najmniej śmieszne. Wiekowa tradycja brała się z biedy, a gęsi i inne migrujące ptaki wodne dawały pewne źródło pożywienia. Choć na świecie wciąż są miejsca gdzie oczekuje się migrujących ptaków, których przybycie odsuwa widmo głodu, to Polska, kraj w którym na fermach hoduje się setki tysięcy ptaków, zdecydowanie do takich miejsc nie należy. W przypadku gęsi często słyszymy, iż jest ich dużo i wyrządzają szkody. Choć co roku przez nasz kraj przelatują setki tysięcy gęsi białoczelnych, zbożowych i gęgaw, to w przytłaczającej większości są to ptaki pozostające u nas zaledwie kilka dni. Strzelając do nich nie mamy żadnego wpływu na zmniejszenie strat na polach. Bo kolejne stada migrujących ptaków i tak przylecą, żeby się najeść i odpocząć. Czy to kwestia przyjemności? Może dlatego, że gęsi są głupie? Wiemy już, że tak nie jest.

Dlaczego więc co roku w dalszą podróż z naszego kraju ruszają – pogrążane w żałobie po stracie partnerów, bliskich lub przyjaciół – setki tysięcy gęsi? Dlaczego głupie gęsi, choć nie są głupie maja taki smutny los?”

„Niektóre z porzekadeł z uporem od wieków powtarzają wierutne bzdury. Jakże trudno się zgodzić na określenie „głupi jak gęś”. Przecież to bardzo mądre ptaki!
Nie tylko te dzikie, czyli można rzec – prawdziwe gęsi. Także te domowe, które choć utraciły zdolność lotu (lecz nie do cna), to zachowały jednak wiele ze swoich naturalnych instynktów i zdolności.

Dzięki tym ptasim móżdżkom głupie domowe gęsi uratowały kiedyś Rzym, a dzikie gęgawy… dostały Nagrodę Nobla. To znaczy odebrał ją wybitny naukowiec Konrad Lorenz, ale za pracę naukową wykonaną na podstawie wieloletniej obserwacji zachowań tych ptaków.

On po prostu opisał codzienne życie dużej rodziny zwyczajnych szarych gęgaw – i to kilkunastu generacji. I był niezwykle zaskoczony siłą więzi uczuciowych oraz wielością relacji, jakie łączą wszystkich członków tej gęsiej rodziny. Nie tylko rodziców i dzieci, ale także dalszych krewnych, nawet dalekich kuzynów i powinowatych. Lata mijały, a dzięki temu naukowiec obserwował coraz to nowe pisklęta, które dorastały na jego oczach, potem wykluwały im się dzieci, wnuki i prawnuki. Gęsi są bardzo troskliwymi rodzicami.

Opowieści Lorenza, czytane wiele lat temu, ożyły we mnie natychmiast kiedy zobaczyłem serię zdjęć Ady Bogdanowskiej z „Salamandry”. Ot, scenki z życia typowej gęsiej rodziny jakich setki tysięcy. Idylla. Maluchy, jeszcze pokryte puchem dokazują, czubią się między sobą, a matka obserwuje ich psoty. Jak dorosną, będą wyglądać jak kopie rodziców, ale pozostaną w pobliżu, będą stale razem.

Każdy z ptaków miał zdaniem Konrada Lorenza kompletnie inną osobowość (i to widać jak na dłoni także na zdjęciach Ady). Wciąż dzikie gęsi, dalej żyjąc jak inne gęgawy, traktowały człowieka jako członka stada. I zaakceptowały nawet jego brak umiejętności lotu. Dzięki temu naukowiec mógł się rozkoszować iście czarodziejską mocą – na jego zew klucz dzikich gęsi płynący po niebie przerywał lot i efektowną spiralą lądował prosto u jego stóp! I wtedy następowało długie powitanie, pełne radości. Inni jednak ściągają je na ziemię śrutem. Dla nich to mięso pokryte szarym pierzem, które należy oskubać.

Tymczasem odejście każdego członka rodziny jest dla dzikich gęsi wielką niepowetowaną stratą. Jak się muszą czuć, kiedy są celem kanonady, kiedy miotają się we wszystkie strony w przerażeniu, widzą jak giną ich bliscy, słyszą ich głosy, kiedy spadają ranne (bo rzadko który ptak ginie od razu przy postrzale)? A tam, w pełni świadome i bezradne leżą i czekają na swój koniec. Nie uciekną przed psem, który je aportuje jeszcze żywe. I potem wreszcie – CHRUP! następuje miłosierne skręcenie głowy.”

„Na liście zwierząt łownych znajduje się 13 gatunków dziko żyjących ptaków
podlegają one intensywnemu pozyskiwaniu trwającemu od połowy sierpnia do końca stycznia. Każdego roku myśliwi pozyskują od 2 do 12 % populacji wymienionych wyżej gatunków, średnio około 120 tys. sztuk. Jednakże zdaniem przyrodników i ornitologów dane te są znacznie zaniżone albowiem nie obejmują one dodatkowo co najmniej 500 tys. sztuk umierających od ran postrzałowych.”

10987377_871853942868605_649707640711999513_n

Życie zwierząt jest wartością etyczną podlegającą, co do zasady ochronie prawnej.
Dlatego podstawową kwestią wymagającą rozważenia jest sam cel uśmiercania dziko
żyjących ptaków – gdyż aspekt gospodarczy i argument „utrzymania równowagi
przyrodniczej” wydają się nie mieć w tym przypadku znaczenia. Problemem z zakresu
ochrony przyrody jest nie tylko wprowadzanie znacznego niepokoju w siedliska podczas polowań na ptaki ale poważne prawdopodobieństwo pomyłkowego zestrzelenia gatunków chronionych. Ponadto podczas polowań dochodzi do znacznej kontaminacji środowiska ołowiem – co stanowi naruszenie konstytucyjnego zakazu zanieczyszczania środowiska.Stosowane metody uśmiercania, poszukiwania i dobijania ptaków łownych są natomiast źródłem kontrowersji natury prawno – etycznej. Do skrzydlatej fauny strzela się bowiem z amunicji, która rozsiewa wiązkę ołowianych śrucin w promieniu kilkudziesięciu metrów co, powoduje liczne zranienia. Okaleczone wytropione ptaki są następnie żywcem dławione przez aportujące psy i dobijane przez myśliwego podręcznymi przedmiotami.

Mit: Trzeba polować na ptaki, bo wyrządzają szkody rolnicze.

Fakt: Problem w tym, że nie wiadomo, czy faktycznie wyrządzają, a jeśli tak, to na jaką skalę.
A dlaczego? Dlatego, że szkody wyrządzone przez dzikie ptaki nie są objete systemem odszkodowań. Odszkodowań takich nie wypłaca ani Skarb Państwa, ani myśliwi. Oczywiście, argument o wypłacaniu odszkodowań usłyszymy z ust myśliwych bardzo często, ale nie dajmy się zwieść. Koła łowieckie wypłacają odszkodowania jedynie za szkody spowodowane przez gatunki jeleniowate i przez dziki. Skarb Państwa, na podstawie ustawy o ochronie przyrody wypłaca odszkodowania za niektóre ssaki objęte ochroną (rysie, wilki, niedźwiedzie). Ale prawo pomija odszkodowania wyrządzone przez dzikie ptaki.
A żeby stwierdzić, iż faktycznie mamy do czynienia z problemem, szkody to powinny być zgłaszane i wyceniane przez zawodowców, np. rzeczoznawców. Wtedy dopiero poznalibyśmy skalę takich szkód. Naszym zdaniem mamy do czynienia ze zjawiskiem marginalnym. Po pierwsze nie dotyczy on większości ptaków łownych. Bo jakie szkody może wyrządzić dzika kaczka, Jarząbek albo Słonka?
Prawdopodobnie dochodzi do przypadków podjadania na polach oziminy przez wędrujące lub zimujące gęsi. Trzy gatunki gęsi znajdujące się na liście ptaków łownych stanowią ok. 1/5 składu tej listy. Do takich zdarzeń dochodzić może jedynie na szlakach przelotu lub żerowania dużych stad gęsi. Dzieje się to często w pobliżu ptasich ostoi, czy parków narodowych. To być może jeden, może kilka procent powierzchni całego kraju. Z taką skalą problemu możemy sobie z łatwością poradzić. Wystarczy w odpowiedni sposób planować użytkowanie pól, lub przeznaczać dla gęsi tzw. pola zastępcze. Nasi zachodni sąsiedzi świetnie sobie z tym poradzili, dlaczego nie możemy i my?

1. Toksyczny ołów – tak ciężko zrozumieć?

W konsekwencji polowań na ptaki następuje wprowadzenie do środowiska olbrzymich ilości ołowiu, które kumulują się przez lata, stanowiąc zagrożenie ołowicą zarówno dla człowieka, jak i dzikich zwierząt, w tym gatunków chronionych.
Źródła naukowe oraz nasze własne szacunki wskazują, że co roku w Polsce wystrzeliwuje się od ok. 300 ton do ok. 600 ton ołowiu. To więcej, niż emitują ołowiu do atmosfery cały polski przemysł i transport łącznie tego niezwykle toksycznego zatruwa nasze wody i gleby.
Wg raportów Komisji Europejskiej, w miejscach polowań występuje olbrzymie stężenie ołowiu. Stwierdzano występowanie do 2 mln śrucin ołowianych na hektar oraz do 400 śrucin ołowianych na 1 metr kwadratowy.
Skażenie ołowiem powoduje śmierć, problemy neurologiczne i immunologiczne.
Ołowica groźna jest nie tylko dla człowieka, zwłaszcza po spożyciu ryb ze stawów hodowlanych (a myśliwi często polują na ptaki wodne nad stawami).
Ołowica stanowi również wielkie zagrożenie dla objętych ochroną ścisłą ptaków drapieżnych – tzw. szponiastych, ponieważ to one często zjadają zestrzelone lub ranione, lecz nie odnalezione przez myśliwych ptaki, w których ciałach znajdują się ołowiane śruciny. W ten sposób giną orły, orliki i inne ptaki szponiaste.
Ołów, który został wystrzelony nad wodą i opadł na dnie jest także często połykany przez ptaki nurkujące, np. kaczki grążyce. Ptaki te mają w zwyczaju połykać drobne kamyczki, które niezbędne są w ich żołądkach jako pomoc w trawieniu pokarmu. W ten sposób połykane są również drobiny śrutu. Śmierć spowodowana ołowicą jest długa i bolesna.

2. Brak jakiejkolwiek potrzeby kontroli populacji.

Ptaki mają naturalnych drapieżników we wszystkich stadiach życia.
Śmiertelność wśród ptaków jest naprawdę wysoka na każdym etapie ich życia. Żadne z ptasich populacji nie wykazują nienaturalnego przegęszczenia.
Współczesna cywilizacja przekształca dramatycznie środowisko i stopniowo zabiera ptakom kolejne siedliska – miejsca ich życia. Zanikająca bioróżnorodność ogranicza możliwość zdobycia pożywienia.
Wzrasta śmiertelność ptaków z powodów kolizji z budynkami (coraz większe oszklone powierzchnie, coraz wyższe domy), z liniami wysokiego napięcia, mostami i elektrowniami wiatrowymi.
Do tego dokładają się postępujące zmiany klimatyczne, a jako ich konsekwencja – nasilające się i nagłe zaburzenia pogody: nawalne deszcze, powodzie, nagłe oziębienia, nietypowe powroty zimy na wiosnę, długotrwałe letnie i wiosenne susze.
Ale przede wszystkim, ptaki mają wielką liczbę naturalnych drapieżników: duże drapieżne ryby takie, jak szczupak i sum polują na pisklęta; lisy, kuny, piżmaki i norki wybierają z gniazd jaja, zjadają ptaki młode i dorosłe; dziki niszczą gniazda i jaja; wreszcie na mniejsze ptaki polują ptaki szponiaste (błotniaki, orły i orliki).
Największym jednak zagrożeniem dla ptaków jest norka amerykańska – gatunek inwazyjny, wprowadzany do środowiska przez człowieka. Norka amerykańska, która masowo ucieka z hodowli futrzarskich, nie ma w środowisku naturalnych wrogów (poza człowiekiem), powoduje spustoszenie wśród dzikich ptaków, w tym rzadkich i ściśle chronionych. Norka jest świetnym pływakiem, również dobrze wspina się po drzewach, dlatego większość ptaków wyprowadzających w Polsce lęgi jest wobec niej właściwie bezbronna.

3. Mięso z dzikich ptaków nie ma żadnego znaczenia ekonomicznego.

Mięso z dzikich ptaków nie ma żadnego znaczenia ekonomicznego.
Na ptaki nie poluje się dla mięsa. Nierzadkie są przypadki zabijania nawet kilkuset gęsi jednorazowo, a następnie porzucania ich ciał w zaroślach lub zakopywania w polu.
Wokół Ujścia Warty, jednej z najważniejszych ostoi ptaków w Europie, organizowane są polowania, podczas których 6-8 myśliwych zabija w czasie jednego polowania nawet do 400 dzikich gęsi. Każdy z myśliwych dysponuje podczas takiego polowania 2-3 sztukami półautomatycznej broni, która jest przeładowywana przez pomocników, podczas, gdy strzelający myśliwy może kontynuować strzelanie praktycznie bez przerwy. Trudno jest argumentować, że ptaki zabijane są dla zaspokojenia głodu.

4. Dzikie ptaki nie powodują liczących się szkód w uprawach.

Niektórzy rolnicy zgłaszają problem wyjadania zbóż ozimych przez przelatujące lub zimujące stada gęsi. Jest to niewątpliwie zjawisko miejscowe, dotyczące korytarzy migracyjnych gęsi oraz ich tymczasowych żerowisk.
Problem jednak w tym, iż nie prowadzono do tej pory żadnego systemowego monitoringu, ani nie podejmowano obiektywnych prób oszacowania skali tego zjawiska.
Nawet, gdyby potwierdziła się teoria, iż jest to znaczący (a nie incydentalny) problem, istnieją metody jego minimalizowania. Np. unikanie obsiewania oziminą terenów w pobliżu żerowisk gęsi. Wymaga to jednak odpowiednich działań: mediacji ze społecznością lokalną, konsultowania przez rolników planu upraw, wyznaczania żerowisk zastępczych. Z pewnością powinno się w takiej sytuacji brać pod uwagę możliwość wystąpienia szkód w uprawach w działaniach lokalnych samorządów.
Wreszcie, o ile faktycznie gęsi wyrządzają miejscowo szkody w uprawach, powinno się stworzyć system wypłat odszkodowań za tego typu szkody. Jego zaletą byłoby to, iż szkody podlegałyby systemowemu monitoringowi, a każda z nich musiałaby być poddana niezależnemu i obiektywnemu oszacowaniu.

11951414_871854089535257_3560501346268986332_n

Zgodnie z obowiązującą w Polsce ustawą o ochronie przyrody, odszkodowania za szkody wyrządzone przez gatunki zwierząt podlegające ochronie, wypłaca budżet państwa. Natomiast szkody wyrządzone przez niektóre gatunki łowne, takie jak dziki, czy jeleniowate, pokrywają koła łowieckie.
W przypadku dzikich gęsi, myśliwi mogą je „pozyskiwać”, ale nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za szkody w uprawach. Oczywiście zakładając, że szkody te są realnym, a nie jedynie sztucznie rozdmuchanym problemem, mającym uzasadniać strzelanie do ptaków.

5. W wyniku polowań na ptaki łowne zabijane są także gatunki chronione.

Wynika to ze słabej znajomości gatunków ptaków wśród myśliwych. Np. grupa ptaków „wodno-błotnych” obejmuje kilkadziesiąt gatunków, w tym wiele trudnych do rozpoznawania.
W sezonie polowań wiele ptaków przechodzi pierzenie, obecne są także osobniki młode, co sprawia, że oznaczenie gatunku staje się niezwykle trudne i wymaga specjalistycznej wiedzy ornitologicznej. Brak takiej wiedzy wśród myśliwych, jak również słaba widzialność podczas polowań prowadzonych zwykle rano lub wieczorem skutkuje częstym strzelaniem do ptaków chronionych, w tym gatunków bardzo rzadkich. Przyznał to nawet ostatnio rzecznik prasowy Polskiego Związku Łowieckiego, mówiąc iż ”Podobieństwo gatunków chronionych i łownych rodzi spore ryzyko pomyłki.”
Polskie prawo dopuszcza wręcz strzelanie do gęsi i kaczek w nocy – w jaki sposób można w nocy odróżnić gatunki np. dzikich kaczek podlegające ochronie ścisłej (podgorzałka, cyranka, płaskonos, krakwa) od gatunków łownych (czernica, cyraneczka, głowienka, krzyżówka) pozostaje wielką zagadką.
Czy to Cyraneczka (gatunek łowny), czy Cyranka (gatunek chroniony?)”


pokot

Źródło: 

Kampania Niech Żyją!